Witajcie,
Co u mnie? raz dobrze raz źle... z przewagą raczej 
męczy mnie jedna kwestia... kontakt z mężem... mija 2 tydzień jak milczy /ja też/... to do niego niepodobne... ale ostatnio wszystko co robi nie pasuje do człowieka, którego znałam, pokochałam, który jest/był moim mężem i będzie? ojcem naszego dziecka...
nie wiem, czy mam się do niego odezwać aby poinformować go o planowanym zakupie ostatniego - ważnego - akcesoria dla dziecka /mam na myśli wózek!/... zdeklarował się, że kupi wszystko co potrzeba ponieważ - tak twierdził - na początku tylko tyle może zrobić... a zdawał sobie sprawę z tego, że ja więcej będę musiała włożyć nie tylko pieniędzy ale wysiłku w opiece nad dzieckiem...
pamiętam jak jeszcze nie dawno pisałam, że on chce partycypować w kosztach utrzymania swojego dziecka, że chce jak najczęściej go odwiedzać - być obecnym w jego życiu... uwierzyłam mu... po raz kolejny... i co???... zawiodłam się... i jest mi z tego powodu cholernie przykro...
a teraz... nawet nie pyta się co z małym... nie wie, czy z nim wszystko w porządku, czy serducho mu bije miarowo, ile waży, jak wygląda... o mnie już nie wspomnę ponieważ wykreślił mnie ze swojego życia... - o tym też chciałabym mu przypomnieć... nie wiem co zrobić???
a ja???...zastanawiam co u niego... czy jest zdrowy, czy uspokoił się, czy pracuje, czy nadal spotyka się z... ba! czy poszedł z nią/lub inną/ do łóżka... wiem, że źle robię ale nie potrafię w pełni nad tym zapanować... staram się oczywiście te myśli wyrzucać z głowy ale nie zawsze mi się udaje...
obecnie mocno koncentruje się nad baby... w końcu niedługo go będę mieć przy sobie - a nie w sobie
i zakupy dla niego sprawiają mi naprawdę dużą frajdę... wcześniej jakoś nie miałam ochoty na to... bo wszystko kojarzyło mi się z "koszmarem" jaki mój mąż mi zafundował...
wczoraj byłam u przyjaciółki na "treningu edukacyjnym"
- wypytałam się o przebieg porodu (kwestie organizacyjne szpitala - jak to wygląda praktycznie), o torbie do szpitala (co należy spakować dla siebie i dla dziecka) itp... o spotkaniu towarzyskim przy ciachu i lodach nie muszę wspominać

jestem już gotowa... na pojawienie się mojego dziecka i ... nie do końca ale bardziej niż kilka m-cy temu... na nowe życie w nowym "domu" ... z moją nową rodziną 
zdaję sobie sprawę również z tego, że ten czas nie będzie zawsze "kolorowy"... ale mam nadzieję, że będzie spokojniejszy niż ten ostatni... przynajmniej będę do tego dążyć...
mam wielkie wsparcie w rodzinie... dziękuję im z całego serca za wszystko co robią dla mnie i dla wnuka/siostrzeńca...
a mi nie każą nic robić... nawet obiadu
a o sprzątaniu nie wspomnę... nie chcą abym się przemęczała i zajmowała pierdołami... choć te pierdoły są czasami fajne i jak tylko zostaje sama w domu to mam pole do popisu 
dziękuję również i Wam Kochani za wielką pomoc... Pe, Wielokropku, The_devil, kasian833, malina551212, Niekochana... i wszyscy Inni, którzy pocieszacie mnie od początku mojej histori na tym forum... gdyby nie Wy moje życie byłoby smutne, bez uśmiechu i słońca w serduchu... bez nadzeji na lepszą przyszlość za to w samotności...
pozdrawiam serdezcnie i jak zwykle będę sie odzywać... a i o "rozsypaniu się" napewno wszystkich poinformuję i zawsze będę mieć czas na spotkania z najwspanialszymi ludźmi na świecie 