netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwód i ciąża

789 odpowiedzi77 393 wyświetleniazałożony przez lib, 08.05.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 790 ]

66

Odp: Rozwód i ciąża

Witaj Wielokropku smile

Wiem, że niepotrzebnie się martwię - robię to chyba z przyzwyczajenia... choć już nie myślę tak dużo o nim jak kiedyś...
Nie zadzwonię... po co??? przecież jego milczenie jest dla mnie czytelne...
Czasami czekam na jego znak - a z drugiej strony nie bo wiem, że mogę się rozczarować i wolę sobie tego zaoszczędzić... dziwne...Czas jest mi potrzebny aby zapomnieć... dużo czasu...

67

Odp: Rozwód i ciąża

To życzę Tobie, by właśnie w tym celu, czas pędził jak oszalały.

Ściskam Cię serdecznie, maleństwo również. smile

68

Odp: Rozwód i ciąża

dziękujemy smile

jestem w domu rodziców, mam spokój, "atrakcje" ale nie potrafię się w pełni wyłączyć... wiem, że jak bym chciała to mogłabym się rozkleić... spać nie mogę... ciągle jestem czymś pobudzona...
właśnie puściłam sobie mój ulubiony utwór Johanna Sebastiana Bacha "Air 'On The G String" - polecam, choć jest dołujący... ale z 2 strony wyciszający...

69

Odp: Rozwód i ciąża

Żeby w pełni się wyłączyć, musiałabyś zresetować swój mózg, a pamięć to już na pewno.

Daj sobie spokój z nierealnymi oczekiwaniami.

A z tym rozklejaniem, znasz moje zdanie: czasem trzeba sobie poryczeć. Naszykować tylko dużą paczkę miękkich chusteczek i, najlepiej, jakąś przyjazną pierś lub ramię.

70

Odp: Rozwód i ciąża

Oczyszczenie jest potrzebne aby w miarę normalnie funkcjonować...
A co do "resetu" to niestety jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas... choć wiem, że zbliża się on... tylko bardzo powoli...
Są chwile, w których miałabym odwagę wszystko rzucić i zapomnieć... ale to trwa krótko... zbyt krótko abym wzięła pełną odpowiedzialność za podjęcie tej życiowej decyzji... jeszcze się boję... choć i nie łudzę...

zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie się zmieniło i już nigdy nie będzie takie jak dotychczas...tak naprawdę to nie tęsknię już tak bardzo za tamtym życiem - czasu nie da się cofnąć... minęło bezpowrotnie... zresztą nie ma do czego wracać... zaufania nie da się odbudować, zbyt dużo przykrości i cierpienia doświadczyłam aby wybaczyć... tego nie można nawet wybaczyć...

71

Odp: Rozwód i ciąża

Jesteś mądrą kobietą.

Dobrej nocy. Śpij spokojnie. smile

72

Odp: Rozwód i ciąża

My również życzymy Tobie kolorowych snów smile

73

Odp: Rozwód i ciąża

Podobnie jak pe dzisiejszy dzień należy do tych mniej przyjemnych... tylko to za sprawą mojej rodziny... mam w niej wsparcie ale chwilami się na nich zawodzę ponieważ mam wrażenie, że oni mi do końca nie wierzą i oczekują ciągłego potwierdzenia, że ja nic złego nie zrobiłam i to nie ja jestem przyczyną rozpadu mojego małżeństwa... kurczę, chyba nie o to chodzi w rodzinie... powiedziałam im prawdę a oni, gdy usłyszą coś potwierdzającego ich teorię natychmiast to podłapują i mnie atakują... nie mam siły walczyć z nimi... oczywiście powiedziałam, że jest mi bardzo przykro, że muszę udowadniać swoje racje... opanowali się i potwierdzili, że mi pomogą i nie chcą mnie stracić tylko nie rozumieją dlaczego tak się dzieje... oskarżają rodzinę męża za ingerencje w nasze małżeństwo (choć nie wtrącali się zbytnio), utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie zasługują na mnie ale czasami doprowadzają mnie do szału... znowu płakałam... zdenerwowałam się (dziecko też - czułam jak się wierci) i po co... nie po to jestem u nich aby przeżywać takie emocje!!!
tak, jeszcze nie wróciłam do męża... może nastąpi to jutro... wczoraj dzwonił bo chciał się dowiedzieć gdzie jestem i czy czegoś mi nie brakuje... po 3 dniach... lepiej późno niż wcale...
popaprane jest to wszystko... jak się wali to po całości...

74

Odp: Rozwód i ciąża

Przeczytałam wszystko, i to co napisałaś tutaj wczoraj, i to, co napisałaś wczoraj i dzisiaj w wątku pe.
Tam też odpowiedziałam Tobie.

75

Odp: Rozwód i ciąża

Witaj Wielokropku,

Ja też się czasami gubię, gdzie piszę smile a to dlatego, że jak Pe coś napisze to chcę jej odpowiedzieć i od razu zaczynam pisać własne "doświadczenia"... Co do płaczu - nie chodzi o to, że się powstrzymuję bo wiem, że to pomaga - rozładowanie jest konieczne!!! z drugiej strony to nie chcę ryczeć aby się w końcu od niego uodpornić - nie umiem odpowiedzieć dlaczego tego chcę... może ćwiczę silną wolę??? a po trzecie jak rodzina widzi mnie jak ciągle zalewam się łzami (choć ostatnio zdarza mi się to coraz rzadziej - nie ukrywam, że cieszy mnie to) to też jest jej przykro i nie wie  czasami jak mi ma znowuż pomóc... choć wiadomo, że nic nie musi robić - wystarczy że jest smile

Teraz coś z newsów... wróciłam do męża... a właściwie do mieszkania jego rodziców, w którym on również przebywa... jak jest? trudno jednoznacznie to opisać... spokojnie, obco... rozmawiamy tyle o ile, zajmujemy się nadal swoimi sprawami... Gdy tak na niego patrzę to..... próbuję go sobie obrzydzić i znienawidzić doszczętnie... tyle cierpienia, k?óre mi zaserwował nie jestem w stanie wybaczyć... a więc terapii ciąg dalszy smile może i jestem bezwzględna ale wiem, że jeżeli zacznę się znowu łudzić i myśleć o nim w kategoriach "MY" to po raz kolejny się rozczaruję - a tego przecież nie chce i zdania nie zmienię...

Pewnie padnie pytanie dlaczego z nim jestem? po co wróciłam? odp. jest banalna - bo tak mi wygodnie (poza tym pisałam już o pewnych sprawach, które muszę zakończyć)...

Aha, Maluszek pogłaskany smile wierci się bo mało miejsca ma już smile smile smile

76

Odp: Rozwód i ciąża
lib napisał/a:

może i jestem bezwzględna ale wiem, że jeżeli zacznę się znowu łudzić i myśleć o nim w kategoriach "MY" to po raz kolejny się rozczaruję - a tego przecież nie chce i zdania nie zmienię...

Pewnie padnie pytanie dlaczego z nim jestem? po co wróciłam? odp. jest banalna - bo tak mi wygodnie (poza tym pisałam już o pewnych sprawach, które muszę zakończyć)...

Przeczytałam Twój post dwukrotnie, bo miałam i mam dalej kłopoty z jego zrozumieniem.
O jakiej swojej bezwzględności napisałaś? To, że patrzysz na swojego jeszcze-męża przytomnym wzrokiem, że nie łudzisz się, że nie snujesz bajek, to wszystko nazywasz bezwzględnością?
Ja nazywam to kontaktem z rzeczywistością. Kontaktem bolesnym, ale pożądanym.

A skoro jesteś przytomną osobą, to wracaj do tego mieszkania lub z niego wychodź, w zależności od tego co w danej chwili jest dla Ciebie wygodniejsze. Masz swój rozum w niezłym stanie, kieruj się nim i nie tłumacz nikomu.

77

Odp: Rozwód i ciąża

Dzisiejszy dzień należy do dni "dobroci dla zwierząt" smile  Był bardzo intensywny - i teraz to odczuwam hmm Młody też mi dokucza i wciąż się wierci - ale to dobrze... he he - teraz ma czkawkę smile
A co z tą moją dobrocią??? Już tłumaczę - nie muszę pisać, że chodzi o mojego męża. Dzisiaj jest dla mnie wyjątkowo miły - na razie! (bo mnie pół dnia nie widział smile ) Pojechałam z nim na zakupy, doradziłam - niech pozna moje "chamskie" serce, popołudnie spędziliśmy bez złośliwości - teraz też jesteśmy razem (w 1 mieszkaniu ale w osobnych pokojach), jutro znowuż wyjeżdża - może tym razem spędzę weekend w samotności bo ostatnio mi się nie udało smile (najazd jego rodziców).
nawet ośmielę się napisać, że jest tak jak dawniej... gdyby wyłączyć/zapomnieć wszystkie koszmary jakie mają miejsce w ostatnich miesiącach mojego życia to naprawdę jest jak kiedyś... ale spokojnie - nie łudzę się i nie chwytam tego.... wiem, że to tylko krótka chwila, która nie przerodzi się w coś, na czym mi kiedyś zależało...
pozdr

78

Odp: Rozwód i ciąża

Wielokropku, pomimo Twojej rady abym się nikomu nie tłumaczyła to chciałabym Tobie wyjaśnić na czym polega moja "bezwzględność". Otóż zanim stało się to co się stało w moim życiu byłam osobą bardzo wrażliwą, kierującą się w życiu pewnymi zasadami - moralnymi również i obecnie pewne moje zachowania niestety odbiegają od ogólnie przyjętych przeze mnie "norm...". Wiem, że to nie jest tłumaczenie ale nie wszystko jest zależne ode mnie... Czasami wstydzę się swoich działań... ponieważ jestem "brutalna, twarda i nieludzka", gdy coś mówię i robię względem mojego męża... być może jest to mój mechanizm obronny bo w końcu on też mnie krzywdzi i bywa w stosunku do mnie surowy... być może jest to chęć "zemsty"... Jedno wiem na pewno, nie jestem zadowolona z mojego postępowania ale na chwilę obecną nie potrafię inaczej... sentymenty i dobroć w stosunku do niego odeszły w niepamięć... Wiem też również i to, że jeżeli zmieniłabym swoje postanowienie to prędzej czy później wróciłabym do punktu wyjścia - a po raz drugi nie zamierzam przechodzić przez to piekło... Dlatego moja bezwzględność wcale mi nie daje szczęścia (ale nie o to chodzi) tylko sprawia, że jestem nastawiona na swoje potrzeby,  wygodnictwo i pragmatyzm... nie wspominając o dobru dla dziecka - bo to priorytet...

79

Odp: Rozwód i ciąża

A tak poza tym to odpoczywam... sama w domu (z dzieckiem w brzuchu smile )

Może ktoś mi wyjaśni o co chodzi mojemu mężowi - wiadomo, że mnie nie kocha, że chce się ze mną rozstać, że jest w stosunku do mnie niemiły, wypomina mi rożne historie z naszego wspólnego życia, że nie tęskni za mną itp.  ale gdy tylko wyjeżdża na kilka dni albo nie widzimy się przez jakiś czas to dzwoni, pisze sms'y z zapytaniem co u mnie, jak samopoczucie, co u małego??? po co on to robi???

80 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-05-28 18:45:21)

Odp: Rozwód i ciąża

Lib,
podziwiam Cię bardzo, naprawdę. smile

Również za to, co Ty nazywasz bezwzględnością.

Bo to co robisz, to żądasz od niego szacunku, dbania o matkę swego dziecka, dbania o dziecko, i wypełnienia podstawowych jego obowiązków z tym związanych. A to, że był on kiedyś kochanym, dobrym dla Ciebie człowiekiem, nie ma nic do rzeczy. Przypominam Tobie również, to on zawiódł (delikatnie to nazywając) Ciebie, nie Ty jego.

smile

Teraz trochę wyjaśnień jego zachowania.
Trochę rozumu mu jednak w głowie zostało. Wie, że wina jest po jego stronie. Z tym, pewnie, czuje się kiepsko. To i próbuje sobie, chłopina, humor i samopoczucie poprawić sięgając do zamierzchłej przeszłości i wyciągając różne Twoje potknięcia.
I, podobnie jak Tobie, jemu również przypominają się dobre momenty i wychodzi na wierzch jego ludzka twarz, wówczas dzwoni i dopytuje. Podejrzewam, że prawdziwie zainteresowany.

81

Odp: Rozwód i ciąża

Wielokropku,

Dziękuję za ciepłe słowa... smile

Co do drugiej wypowiedzi to mam podobne zdanie - tylko muszę przyznać, że nie jest mi z nim lepiej... bo w końcu sprawia, że jest "nieprzewidywalny" a mnie ta niepewność zaczyna mocno drażnić...

82

Odp: Rozwód i ciąża
lib napisał/a:

Co do drugiej wypowiedzi to mam podobne zdanie - tylko muszę przyznać, że nie jest mi z nim lepiej... bo w końcu sprawia, że jest "nieprzewidywalny" a mnie ta niepewność zaczyna mocno drażnić...

Czy Ty aby czasem nie przesadzasz?
To źle, że ten Twój jeszcze-mąż nie okazał się zupełnym draniem?
Wolałabyś myśleć, że przez te wszystkie lata żyłaś koło wrednego (pododawaj różne inne epitety) faceta, kochałaś go i nie poznałaś się na nim?
Wolałabyś myśleć, że cały czas grał przy Tobie kochającego?

83

Odp: Rozwód i ciąża

Może i przesadzam ale on sam stwierdził, że całe życie udawał kogoś innego - tylko teraz dopiero zdał sobie z tego sprawę...
Oczywiście, nie chciałabym myśleć o nim w kategoriach wrednego drania... ale jest innym człowiekiem jakiego znałam i tego nie potrafię ani zrozumieć ani zaakceptować... zupełnie obcy facet... czy można aż tak się zmienić??? wychodzi na to, że można... nie tylko na przykładzie mojego męża ale innych "mężów" również

84

Odp: Rozwód i ciąża

Droga Lib:) Troche mnie nie było...:)
Zgadzam się z Wielokropkiem że to że się odzywa może wynikać z jego poczucia winy. Może też z przyzwyczajenia??? Może boi się konsekwencji swoich decyzji i woli się zabezpieczać...

Zastanawiam się nad jednym...czy ty jednak gdzieś tam głęboko nie myślisz o tym że on może jeszcze chcieć wrócić...
I faktycznie po narodzeniu dziecka może tak być...
Proszę miej świadomość swoich decyzji i bądź w nich konsekwentna!!! i nie daj się zmylić... nie ufaj mu i nie wierz w jego słowa...bo nie są szczere...i moim zdaniem ta niby troska...też nie...

85

Odp: Rozwód i ciąża

Mój mąż też stwierdził że byl przy mnie tym kim nie jest...i że przez wiele lat był nieszczęśliwy....że małżeństwo było przez presję otoczenia i dziecko teraz też...(taki biedny chłopiec)
---wydaje mi się że to jest tylko usprawiedliwianie się przed samym sobą. Zabijanie swoich wyrzutów sumienia. I zrzucanie odpowiedzialności...

86

Odp: Rozwód i ciąża

Witaj Pe,

nie łudzę się, że wszystko wróci do stanu sprzed wtedy... nie chcę też tego... zastanawiam się tylko dlaczego tak teraz postępuje, chyba się usprawiedliwia albo zabezpiecza... wyrzuty sumienia? wydaje mi się, że on ich nie ma

87

Odp: Rozwód i ciąża

Zobacz co napisalam wczesniej...to jest zabezpieczanie się!!! Jak urodzi sie maluszek pewnie sam nie będzie wiedział co robić...i może być tak że będzie raz dawał Ci znaki że mu na Was zależy żeby potem nieodzywać sie przez kolejne dni...
Zastanawiam sie też co z tą drugą kobietą - pamiętam że kiedyś pisalaś że ktoś tam był...
Jeżeli coś się między nimi popsuło to tym bardziej może Cię jeszcze zwodzić...
Ja na twoim miejscu nie ufałabym...nie po tym co zrobił i co powiedział....

88

Odp: Rozwód i ciąża

Tak, była jakaś "młódka" ale teraz nie zastanawiam się czy coś miedzy nimi jest czy też nie - chociaż faktycznie, jakby ucichło...
Pe, ja mu już nie ufam... nie wybaczę i nie zaryzykuję powrotu... nie po tym wszystkim...
Moja mama również stwierdziła, że może jak urodzi się dziecko to się opamięta... kto wie... z tymże ja zdania nie zmienię i nie ulegnę  jego "chwilowym" zachciankom...

89

Odp: Rozwód i ciąża

Mogę Ci tylko doradzać...ale wydaje mi się że to co piszesz to mądra decyzja i dojrzałe myślenie!!! i tak trzymaj lib smile
Gdy urodzi się malenstwo chce się najlepiej przede wszystkim dla niego...i wszyscy najchętniej widzieliby Was godzących się i tworzących rodzinę....
Po tym wszystkim jednak nie masz gwarancji że Twojemu mężowi znów nie odbije... A myśle (zarówno w Twoim przypadku jak i moim) że lepiej dla dziecka jeżeli sytuacja wyklaruje się teraz niż później bo nie będzie musialo się przyzwyczajać i cierpieć...

90

Odp: Rozwód i ciąża

Po raz kolejny się z Tobą zgadzam pe smile
Jeszcze nie tak dawno chciałam stworzyć naszemu dziecku pełną rodzinę i dać szansę mężowi... ale teraz wiem, że tak nie będzie i nie smucę się już z tego powodu... udawać przed dzieckiem szczęśliwą rodzinę? przecież ono w którymś momencie wyczuje jak jest naprawdę, nie da się ukryć wszystkich żali,negatywnych emocji, pretensji... a tak cały ten "cyrk" tratować będzie jako coś normalnego (pisząc o cyrku mam na myśli przyjazdy męża do dziecka)...

91

Odp: Rozwód i ciąża

Też tak myślę!!! smile Dziecko wyczuje każdą nieszczerość relacji. A rodziny w których rodzice są na siłe dla tzw dobra dziecka...to nie rodziny a chory układ..... i maluszek nigdy nie bedzie w czymś takim szczęśliwy...

Twój mąż nie zasługuje na drugą szansę. Ale w odróżnieniu od mojego...nie odciął się od odpowiedzialności i chyba będzie chciał uczestniczyć w wychowywaniu malucha. To może być dla Ciebie ciężkie.... ale ważne żebyście ustalili konkretne zasady...W tym przypadku nie chodzi tu o robieniu sobie na zlość...tylko umiejętnym i bezbolesnym dogadywaniu się...

Pisałaś że mieszkacie razem...a potem po narodzinach wyprowadzasz się do rodziców...na stałe?

92

Odp: Rozwód i ciąża

Już to kiedyś pisałam ale powtórzę - nie zamierzam wykorzystywać dziecka do rozgrywek między nami... choć faktycznie, będzie ciężko - zwłaszcza na początku jak będzie przyjeżdżał (podtrzymuje tą deklarację)...
Co do mieszkania - to jakoś przed porodem planuję się wprowadzić do rodziców ale nie stałe. Myślę, że max na kilka miesięcy - no może do roku - aby uzbierać odpowiednią ilość kasiory i kupić własny kąt... Teraz zresztą nie mam ani sił ani ochoty szukać jakiegoś samodzielnego mieszkania - zresztą pomoc najbliższych bardzo mi się przyda w początkowym okresie życia maleństwa smile

93

Odp: Rozwód i ciąża

Bardzo dobry plan:) Lib jesteś świetną babką i myślisz rozsądnie:) Zobaczysz że wszystko się u Ciebie i maluszka fajnie ułoży!!!
Ja też mam niesamowite wsparcie rodziny. Przez pierwszy miesiąc mam zamiar u nich mieszkać. A potem wracam do mieszkania męża...Póki co jeszcze mnie z niego nie wyrzucił chociaż liczę sie z tym że może być różnie...
Marzy mi się jakiś mój własny kąt w którym czulibyśmy się z maluszkiem bezpiecznie....

Czeka mnie jeszcze rozwód...w moim przypadku będzie na pewno z orzeczeniem o winie... Po urodzeniu zajmę się maluszkiem ale też zacznę działać i złoże papiery...

pozdrowienia dla Ciebie i maluszka smile)))

94

Odp: Rozwód i ciąża

Pe, dziękuję za te słowa - to naprawdę buduje (a naszej sytuacji "materiału do budowy" ciągle za mało smile )

Życzę Tobie abyś kiedyś znalazła SWÓJ własny bezpieczny kąt...

Rozwód? mnie też on czeka - tylko nie wiem kiedy, bo przecież mój mąż jest niezdecydowany w tej kwestii - raz chce separacji/rozwodu a potem mu na nim nie zależy, bo przecież 2 raz nie wejdzie w to "bagno"... Prawnik mi poradził, abym sama nie wnosiła pozwu do sądu - przynajmniej teraz... a jak on go złoży to ja wnoszę orzeczenie o jego winie, ponieważ to jemu się odwidziało a mnie mnie prawda...

"Czy znajdziemy jeszcze szczęście??? Myślę że już je mamy w postaci naszych kruszynek.To ogromny jeżeli nie największy dar!!! I to my możemy patrzeć im w oczy bez wstydu że nawaliłyśmy... A oni? Będą musieli żyć z wyrzutami sumienia do końca życia..." - pięknie to ujęłaś...

pozdrawiam Was serdecznie...

95

Odp: Rozwód i ciąża

Witamy Ciocię Lib:) Napisz jak się dziś czujesz?

Co do rozwodu i stosunków z mężem...to nie patrz już na to czego ON chce...pomyśl o tym czego TY chcesz:)

Na razie skup się na maluszku bo dodatkowe stresy nie są tu wskazane. Daj sobie czas ale też zastanów się co potem będzie dla Ciebie i maluszka najlepsze.

ściskamy mocno smile

96

Odp: Rozwód i ciąża

Część Pe,

Właśnie się rozkleiłam ponieważ wysłałam e-maila do mojej przyjaciółki zatytułowanego "Wspomnienia...". Huśtawka nastrojów buja się nadal... Ale spokojnie - wracam do rzeczywistości. Powspominałyśmy stare czasy... które łączą się również z osobą mojego męża... A wiadomo, że to trudny temat...

Myślę, że wiem czego chcę... i dlatego poczekam do porodu aby potem przejść do formalnych rozwiązań mojej sytuacji prawno-społecznej... bo przecież jeżeli on jest niezdecydowany to niewiadomo jak długo będzie mnie blokował...

97

Odp: Rozwód i ciąża

Huśtawka...skąd ja ją znam....:)
Kiedyś czułam na zmianę żal a potem tęskntę za tym co było. Zdarzało mi się też myśleć jakby mogło być gdyby nie pojawiła się.... "dziewczyna mojego męża"...

Ale wiesz Lib...to z czasem mija...może mnie jest łatwiej...bo nie widzę małzonka i nie mam z nim kontaktu...

Wspomnienia będą wracać...bo są częścią nas...i tych dobrych nie warto wyrzucać z głowy i naszego serca. To są chwile które zostaną w nas na zawsze. Nie warto jednak nimi żyć...bo to co było to już jednak przeszłość. A do przeszłości można się uśmiechnąć ale wrócić się...nie da:)

Lib Kochana...mamy teraz konkretne zadania do wykonania...musimy dać radę przejść przez te ciężkie chwile...i urodzić maluszka. A potem walczyć o jego szczęście i swoje!!!

Ja pomału uczę się swojej samotności...Po 11 latach związku nie jest to łatwe. Ale wiesz...poznaje i odkrywam siebie na nowo... I pierwszy raz...od dawna myślę JA!!!

Bo teraz droga Lib czas na NAS i naszych małych pociech smile

98

Odp: Rozwód i ciąża

Dodam jeszcze że z rozwodem też czekam do porodu...po co teraz zaprzatać sobie nim głowę. Przygotowuję się jednak już teraz (zbieram dokumentację, faktury i prowadzę dziennik żeby mi nic nie wyleciało z głowy).

Lib nie patrz na niezdecydowanie twojego męża...bo to nie on już decyduje a TY. I to tylko od Ciebie zależy czy chcesz separacji czy też rozwodu  i wreszcie jakiego. To on Cię zranił i to jakie poniesie tego konsekwecje zależy od Ciebie!!!!

Trzymaj się cieplutko i pogłaszcz brzuszek:)

99

Odp: Rozwód i ciąża

Pe,

Może faktycznie gdybyśmy nie mieszkali razem byłoby mi łatwiej przez to wszystko przejść... a tak, gdy go widzę to nie wiem jaki będzie dzień - spokojny czy z jego "humorami"... ale nie mogę się jeszcze wyprowadzić... bo kwestia czy tego chcę czy nie nie ma już znaczenia... nie jest też tak, że zastanawiam się codziennie co mi dzień przyniesie u boku mojego męża... bo chyba bym zwariowała... po prostu dzieje się co ma się dziać i tyle...

Kiedyś również byłam skłonna zapomnieć o jego wybrykach.., ba nawet walczyłam o nasz związek... ale on na to nie pozwolił... był wierny swoim przekonaniom/postanowieniom i teraz odsuwamy się od siebie... tak, to boli bo przecież byliśmy razem połowe naszego życia... niestety nie można zrobić "pstryk palcami"" i wymazać wszystko w jednej chwili...

Nadal tęsknię za facetem, którego znałam i pokochałam, z którym byłam szczęśliwa i wyszłam za mąż, z którym teraz mam dziecko - tak przecież upragnione... ale są to tylko przebłyski moich niezaspakajanych potrzeb i zaraz wraca rzeczywistość... nie może być też inaczej...

Wspomnień jest mnóstwo i o tych dobrych warto pamiętać - tylko ja nadal nie jestem na to gotowa... od razu się rozklejam...

Samotność..., tak naprawdę my już nigdy nie będziemy same - są nasze dzieci smile samotni będą oni - ale to na własne życzenie...

Zazdroszczę Tobie tej siły jaką masz... ja nie potrafie jeszcze w pełni myśleć JA - choć chyba jestem na dobrej drodze... potrzebuję czasu... myślę, że jak będę skoncentrowana na dziecku, które pojawi się na tym świecie to szybciej zapomnę... a jego przyjazdy traktować będę jako urozmaicenie dnia smile

Będzie ciężko - ale i tak jestem pełna podziwu, że i Ty i ja i te wszystkie inne dziewczyny nie poddajemy się tak łatwo!!! Ze walczymy o siebie, o swoje dobro i dobro naszych pociech... Uważam, że gdybyśmy nie były tak zdeterminowane i nastawione na to, co jest dla nas najlepsze już dawno byśmy oszalały... a tak widzimy światełko do którego dążymy, czasami krętymi i długimi korytarzami ale zawsze docieramy do celu!!!

Brzuszek pogłaskałam od Cioci Pe smile - reakcja syna była natychmiastowa... uwielbiam patrzeć i odczuwać ruchy syna...

A co do rozwodu - to też prowadzę "pamiętnik" i zapisuje w nim ważne informacje... pamięć jest ulotna a tak w każdej chwili możemy operować konkretami smile

Pe, mam jeszcze 2 pytania do Ciebie
1. pisałaś, że mieszkasz w mieszkaniu swojego męża - nie obawiasz się, że on kiedyś niespodziewanie wróci i będzie chciał w nim zamieszkać - ale bez Ciebie i dziecka? masz chyba plan awaryjny? pamiętam, że pisałaś o powrocie do rodziny zaraz po porodzie (na 1 miesiąc) - nie chcę złowróżyć ale chciałabym abyś się zabezpieczyła na taką ewentualność!!!
2. jak sie rozwija Twój synek? (zrozumię, jeżeli nie będziesz chciała odp. na to pytanie)...

Ściskam mocno smile smile smile

100

Odp: Rozwód i ciąża

Droga Lib

Wychodzę z tego samego założenia "....po prostu dzieje się co ma się dziać i tyle..."  smile

Ale wierz mi... to nie jest tak że tak świetnie daję sobie rade...Też zdarzają mi się huśtawki nastrojów...

Jest mi ciężko kiedy pomyślę że mój mąż jest teraz z kimś innym, chodzi za rękę, przytula, kocha się i wyznaje uczucia....
Jest mi ciężko kiedy pomyślę że nigdy nie widział mnie z brzuszkiem...nie poczuł ruszającego się naszego synka...
Jest mi ciężko kiedy pomyślę jak mnie traktuje...i te jego słowa że " to dziecko to największy błąd w jego życiu... hmm

Tak naprawdę boję się tego jak dam radę, jak sprostam byciu mamą...
Martwię się o sprawy finansowe, martwię się o to czy maluszek będzie szczęsliwy bez taty....
Martwię się naprawdę o tak wiele spraw...

Ale wiesz....gdzieś tam w głębi czuję że będzie dobrze smile że maluszek da mi siłę niewyobrażalną...
To co najgorsze jest już za mną...poznałam prawdę i wiem na czym stoję. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na synka... a potem mądrze działać. Nie dać sie porywać emocjom bo w tym wszystkim liczy się spokój i świadome decyzje.

Tak naprawdę to Ty Lib oraz inne dobre duszki z forum dajecie mi dużo siły. Dzięki Wam jestem w stanie spojrzeć na wszystko z boku, obiektywnie.

Niesamowitą siłę i spokój daje mi też mój synek. Te wszystkie jego fikołki w brzuszku, czkawi i rozciągania mobilizują mnie do tego by się trzymać. Myśle że podobnie jest u Ciebie smile

A odpowiadając na Twoje pytania:

Mieszkanie faktycznie jest męża...ale teraz kiedy jeszcze jesteśmy małżeństwem a ja jestem zameldowana nie ma prawa mnie wyrzucić(pytałam się prawnika). Moj mąż mieszka w innym mieście. Jak przyjezdza to raz lub dwa razy w miesiącu na jeden dzień i mieszka wtedy u swoich rodziców. Mnie nie chce widziec bo pewnie gdzies tam w środku ma jednak ogromne wyrzuty sumienia. Myśle że do rozwodu mogę być spokojna. Jeżeli mu coś odbije to poprostu biorę swoje rzeczy i wyprowadzam się do rodziców na jakiś czas...

A synek rozwija się idealnie:) Jesteśmy w 28 tygodniu i czujemy się bardzo dobrze. Tylko brzuszek zaczyna mi już ciążyć i czasem spać nie mogę...już sama nie wiem czy z powodu ciąży czy ostatnich przeżyć....

Lib kochana...zobaczysz że nam się jeszcze wszystko ułoży!!! Że już samo macierzynstwo nas zmieni i zdystansuje do tych chorych sytuacji. Nie będziemy miały czasu myśleć, wspominać... A poczujemy ogromne szczęście i radość smile

Pozdrawiam cieplutko Ciebie i maluszka i przesyłam Wam pozytywną energię smile

101

Odp: Rozwód i ciąża

Pe Kochana,

Jak ja Ciebie doskonale rozumie... mnie też jest ciężko

I co z tego, że dystans do męża się powiększył...  są chwile, że jak na niego patrzę, gdy jest obok to chciałabym się do niego mocno przytulić, bo bardzo za tym tęsknię, za nim tęsknie !!! Brakuje mi go, ale takiego jakiego znałam i jakiego pokochałam... z którym spędziłam te wszystkie lata życia, szczęśliwego życia... Brakuje mi rozmów z nim, jego dotyku, seksu, tej codzienności, wspólnych planów... tego, co było kiedyś...

Wiem, że to nie wróci... i z tego powodu też jest mi źle... nie potrafię zapomnieć o nim, nie umie wyrzucić go z pamięci... i nawet jeśli wyjadę z miasta to się nie zmieni bo przecież pozostają wspomnienia i myśli... i będą jeszcze jego wizyty!!!

Również przechodziłam przez okres wyobrażeń, że się z "nią" spotyka, łapie ją za rękę, robi maślane oczy, mówi piękne i czułe słowa, myśli wciąż o niej... ale jakoś wyparłam je z siebie (choć nie do końca)...

Ambiwalentne uczucia pojawiają się nadal i długo jeszcze będą towarzyszyć mi w życiu...

Próbuję sobie go "obrzydzić" aby łatwiej mi było o nim zapomnieć, staram się też nie myśleć o nim tak często ale nie zawsze jest to takie proste... Gdy byłam u rodziny chwilami było łatwiej bo zapewniała mi jakieś "atrakcje"... ale myśli prędzej czy później wracały... dlaczego to takie cholernie trudne???

Myślę, że dam radę, że my wszystkie damy radę i jakoś wyjdziemy z tego emocjonalnego doła... nie wiem tylko kiedy...

Gdy te wszystkie przykre dla mnie wydarzenia spadły jak grom z jasnego nieba bardzo się przestraszyłam/przeraziłam... ciągle były obawy jak to teraz będzie... co będzie ze mną i dzieckiem... co ja teraz zrobię... ciągła niepewność... myśli a może się jakoś ułoży... a może się opamięta... może to tylko chwilowe załamanie spowodowane nową sytuacją... dlatego walczyłam o naszą rodzinę... prosiłam o szansę... i co?... teraz wiem, że nie miało to sensu ale chciałam mieć poczucie, że zrobiłam wszystko co tylko mogłam aby uratować małżeństwo...

Teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu to może i egoistycznie do tego podeszłam... ale wtedy nie myślałam racjonalnie... liczyło się dobro nas wszystkich, a zwłaszcza moje i dziecka...

Bałam się również o to, że moje stany emocjonalne (a bywało naprawdę ciężko - brak apetytu - jadłam 2 kanapki w ciągu dnia!, ciągły płacz, permanentny stres, bezsenność, utrata wagi ciała - zresztą do dzisiaj przytyłam bardzo malutko jak na kobietę w ciąży...) bardzo źle wpłyną na rozwój dziecka... gdy szłam na kontrolne usg to byłam mocno zestresowana ponieważ bałam się, że lekarz powie mi o czymś, na co tak naprawdę żadna matka nie jest przygotowana... ale na szczęście okazało się, że z małym wszystko jest w porządku, że rozwija się standardowo... odetchnęłam z ulgą... choć tak do końca to nigdy nie można polegać na aparaturze... i dopiero w realu okaże się co z baby jest naprawdę... wierzę, że jest OK

Przez całą ciąże młody był bardzo aktywny... dokuczał mi straszliwie, wiercił się i robi fikołki i to z taką siłą, że szok... Ale to były (i są nadal) dla mnie bardzo szczęśliwe momenty tego okresu - chyba jedyne podczas ciąży bo generalnie będę ją wspominać raczej negatywnie... jeszcze trochę mam zamiar go ponosić w brzuchu, obecnie kończę 35 tydzień ciąży... Boję się też porodu - stres z tym związany jest wielki - podejrzewam, że gdybym miała inną rodzinną sytuację to czułabym się bezpieczniej bo miałabym wsparcie męża - kiedyś najbliższej mi osoby... a tak... jestem sama (tzn. z rodziną ale nie o to przecież chodzi)...

Bardzo się cieszę, że Twoja ciąża i Twoje maleństwo jesteście IDEALNI smile   to bardzo ważne...... a co do spania to ja nie mogę spać tak naprawdę już od początku ciąży... choć teraz zwłaszcza... kładę się około północy, zasypiam po godzinie a budzę się już przed 5 rano... potem w ciągu dnia chodzę jakaś śnięta... takie uroki stanu błogosławionego smile  kto tego nie doświadczył nie wiem o czym mówimy...

3maj się Pe, będzie dobrze smile

102 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-05-30 13:29:26)

Odp: Rozwód i ciąża
pe napisał/a:

martwię się o to czy maluszek będzie szczęsliwy bez taty....

Przepraszam, że się wtrącam do waszej rozmowy. wink

Pe,
dobrze jest, gdy dzieciak ma w domu i mamę, i tatę; i gdy rodzice szanują się wzajemnie, kochają, są ze sobą szczęśliwi.

Z moich wieloletnich (niestety) doświadczeń wynika też, że dzieci (gdyby mogły wybierać) wolą mieć w domu tylko mamę lub tylko tatę, i drugie z rodziców od czasu do czasu, od posiadania pod jednym dachem oboje żrących się między sobą, z dużym chłodem/nienawiścią, nieszczęśliwych.
Ta druga rodzina, mimo że tzw. pełna, jest bardziej toksyczna niż życie tylko z mamą, fajną, kochającą, układającą sobie swoje sprawy na nowo, szczęśliwą. smile

103

Odp: Rozwód i ciąża

Wielokropku, Twoje wskazówki są na wagę złota smile smile smile

104

Odp: Rozwód i ciąża
lib napisał/a:

Wielokropku, Twoje wskazówki są na wagę złota smile smile smile

Jeszcze jedna taka wiadomość i popadnę w samouwielbienie. wink

Powodzenia obu paniom i ich pociechom życzę. smile

105

Odp: Rozwód i ciąża

Jeszcze mi się coś przypomniało... czasami to jestem "dziwna" ponieważ pomimo tych wszystkich wyrządzonych mi przez męża krzywd potrafię przygotować obiad - dla nas..., zrobić jakiś deser - dla nas..., wstawić pranie - jego rzeczy też...

Pewnie wynika to z mojego wychowania... tak mnie nauczono... i nie uważam abym tym postępowaniem sprawiła, że "korona z głowy mi spadnie" - wręcz przeciwnie - pokazuję swoją wyższość nad nim, że pomimo tego cierpienia jestem w stanie dalej funkcjonować... i nie okazywać bólu - z którego on przecież czerpie satysfakcję...

Ale się dzisiaj rozpisałam...

Wielokropku, cała przyjemność po mojej stronie smile jeżeli ktoś zasługuje na komplement to nie można mu tego odmówić... a Tobie należą się ich miliony... dziękuje/my smile

106

Odp: Rozwód i ciąża

No i widzisz Lib...ja też mam hustawkę...:) Za oknem świeci słońce, piękna pogoda...a ja kompletnie nie mam energii i poprostu mi smutno...
Wiem że to normalne i że takie stany będą wracać jeszcze wiele razy, ważne żeby umieć z nimi walczyć i racjonalnie sobie je tłumaczyć.

Powiem Ci Lib że Cię podziwiam...nie płaczesz przy swoim mężu a pokazujesz siłę którą posiadasz. Wydaje mi się że stad u niego ta konsternacja i niezdecydowanie. Znacznie łatwiej byłoby mu odejść gdybyś pokazała mu swoje emocje. A tak...to on czuje się słabszy. To Ty teraz wyznaczasz granice i Ty decydujesz. i on to czuje...
Nie chce być z Tobą? to nie....ale określasz mu warunki, i konkretne zasady jakie stawiasz mu jako przyszłemu ojcu.
Też staram się tak postępować. Emocje zostawiać obok. Podejmować decyzje w spokoju i dawać sobie czas aby były bardziej przemyślane.

Lib kochana...ja też walczyłam na samym poczatku...i to nie jest żaden wstyd. Teraz mam spokojne sumienie że próbowalam:)

"...Również przechodziłam przez okres wyobrażeń, że się z "nią" spotyka, łapie ją za rękę, robi maślane oczy, mówi piękne i czułe słowa, myśli wciąż o niej... ale jakoś wyparłam je z siebie (choć nie do końca)... "

---- u mnie to nie jest okres wyobrażeń. Mój mąż oficjalnie jest z tą dziewczyną. Nazywa ją miłością swojego życia i zapewnia rodziców że chce z nią założyć rodzinę. I nie wątpię że się zakochał...myślę jednak że jest to naiwne bo nie mozna porównywac dojrzałego uczucia które się pielęgnowało przez 10 lat do tego które jest w fazie początkowej fascynacji...


Wielokropku kochany:
dziecko czuje emocje i wychwytuje każdą nieszczerość. Też uważam że lepsza jest relacja: mama i tata osobno...niż pełna rodzina toksyczna z kłótniami i problemami.
Decydujac się na dziecko żyłam jednak w świadomości że pomiedzy mną a męzem jest naprawde fajnie.Nie wiedziałam jaką walkę mój mąz w sobie toczy i że jest ktoś jeszcze.

Teraz myśle...że mam jasną sytuację która jest lepsza od życia w nieświadomości...
Jezeli mój mąż zostałby ze mną a jednoczesnie oszukiwał jeszcze przez lata....to chyba byłoby gorsze....
Co mnie zadziwia to to że nie mam do niego pretensji że się zakochał...nad tym się nie panuje...
Mam żal o kłamstwa, o brak odwagii i odpowiedzialności.... no i o to że po tylu latach nie sprawdził się już nie jako mąż...ale przyjaciel...

107

Odp: Rozwód i ciąża

Kochane Lib i Pe podziwiam Was bardzo! Wierze, ze narodziny Waszych dzieci i szczęście z tego płynące wynagrodzą Wam te ciężkie chwile przez które teraz przechodzicie. Czytając Wasze posty jestem pewna ze dacie sobie doskonale rade- obie jesteście bardzo silnymi i bardzo inteligentnymi kobietami . Trzymam mocno kciuki za Wasze szczęście i za Was same! Powodzenia moje kochane !

108

Odp: Rozwód i ciąża

Delphine,

dziękuje/my za ciepłe słowa... to one nam w dużym stopniu dają tą siłę... a im ich więcej tym dla nas lepiej smile


Pe,

Dzisiejsza aura chyba nie wpływa pozytywnie na moje samopoczucie... jest strasznie gorąco... czekam na wieczór aż w końcu ta temp. trochę opadnie... no i oczywiście entuzjazmu u mnie też brak...

Z tym zostawianiem emocji obok u mnie bywa nadal różnie... ale coraz częściej potrafię nad nimi panować... co nie oznacza, że ciągle... bo przecież byle pierdoła potrafi mnie czasami doprowadzić do łez... tak jak np. dzisiaj (chociaż zatrzymałam łzy!), gdy robiłam pranie - włożyłam do pralki tak jak zwykle ubrania męża a ten się oburzył, że mam mu nic nie prać bo nie umie!!! w sensie, że źle dobieram płyny, program w pralce itp. Przyjedzie jego mamusia i się tym zajmie... śmiechu warte... odp. że jest wredny i wyszłam na spacer aby nie podnosić sobie dalej ciśnienia... gdy wróciłam był już milszy...

Coraz szybciej zbliża się czas mojej wyprowadzki... i to mnie też troszeczkę dołuje... jego rodzice mają się niedługo wprowadzić do swojego mieszkania a dla nas 5 to jest już za ciasno... zresztą nie chciałabym z nimi pozostać... nie wiem jak to będzie żyć bez niego stale... nie zastanawiam się nad tym bo od razu nadchodzi "wspomnień czas"... ale wiem, że dziecko pomoże mi przejść przez ten etap w życiu i będzie cudownie!!!

Musimy sobie poprawiać humor takimi epitetami, które następnie stają się celami w życiu !!!

Pozytywne myślenie to to, co nie może nas opuścić... z wyjątkiem tych "huśtawek" które są nieuniknione...

109

Odp: Rozwód i ciąża

Chyba załapałam doła ;(

Chciałabym mieć już to wszystko za sobą...

Właśnie mąż mi oświadczył  - z czym się oczywiście liczyłam ale jakoś nie przedkładałam tego w czasie - że jego rodzice lada chwila zaczną zwozić swoje rzeczy do mieszkania... co oznacza, że ja muszę swoje wywieźć... przykro mi się zrobiło, łza w oku się zakręciła i powróciłam tutaj - aby dać upust swoim emocjom... czas rozstania nadchodzi...

Jeszcze kilka godzin temu pisałam, że dam radę to wszystko przetrwać... a teraz... będzie trudno, nie ukrywam tego...

110 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-05-31 20:58:39)

Odp: Rozwód i ciąża

Chusteczki pod ręką masz?

Rozstałaś się z mężem już dość dawno, a raczej to on rozstał się z Tobą. Z marzeniami o dalszym Waszym życiu też już się rozstałaś. Teraz tylko/aż opuścisz znajome kąty. Ale to nie są te same kąty, co jeszcze rok temu. Zapakujesz swoje rzeczy, swoje wspomnienia (weź je koniecznie ze sobą) i zamkniesz drzwi od mieszkania. Od mieszkania, nie od domu. Dom będziesz budowała na nowo, po swojemu, na swoich warunkach. A już niedługo do Twego domu (gdziekolwiek on będzie) wprowadzi się nowy lokator.

Dasz radę przetrwać.
Od początku wiedziałaś też, że będzie trudno.
Teraz to "trudno" już przyszło.
Szybciej będziesz miała to z głowy.
I pamiętaj o nas, o tym, że możesz tu się wyżalić lub wyzłościć (full wypas). smile

111

Odp: Rozwód i ciąża

Lib...łącze się z Tobą...też mam gorsze dni...strasznie mi samotnie...

Tak sobie myślę że może i lepiej że teraz już przeprowadzisz się do rodziców bo będziesz miała czas zeby się zaklimatyzować. I nie będziesz sama...
To będzie cięzkie dla Ciebie...na pewno będziesz jeszcze bardziej tęsknić za tym co było. Na pewno pogłebi się żal....i bezradność. Ja mam tak że pomimo ludzi wokoło...czuję się samotnie w środku. Mąż był częścią mnie i teraz czuję się tak jakby ta część....umarła.

Pakowanie to ciężkie przeżycie...wiem bo mam już je za sobą w pewnom stopniu. Mój mąż wyjechał zabierając tylko podstawowe rzeczy. Większość zostawił. Popakowałam je w kartony segregując je na moje płyty i jego płyty, moje ksiązki i jego ksiązki....znajdując zjecia, pamiatki...to bardzo bolesne...
Może poproś kogoś z rodziny żeby Ci w tym pomógł. Nie bądź przy tym sama.A już na pewno nie z nim.

Posmutkuj sobie tak żeby on nie widział.Nie daj mu tej satysfakcji!!!!
Spróbuj nie myśleć za dużo i odciąć się w największym stopniu jakim tylko teraz możesz...

112

Odp: Rozwód i ciąża

Witaj Lib
Myślę, ze ta Twoja wyprowadzka teraz to dobre rozwiązanie, Pe ma racje będzie bolało ale uporasz się z tym jesteś silna.  Zostając w mieszkaniu jego rodziców  w moim odczuciu przedłużasz jedynie swoje cierpienia. Musisz myśleć o dziecku i o sobie. To prawda zamyka się prawdopodobnie bezpowrotnie ten rozdział Twojego życia ale po tym co tutaj przeczytam myślę, ze to dobrze i dla Ciebie i dla maleństwa.

Moje kochane Lib i Pe Wasi faceci na Was nie zasłużyli ale o tym to sami się przekonają !

113

Odp: Rozwód i ciąża

Witajcie,

Terapii ciąg dalszy...

Dzisiejszy dzień zaczął się spokojnie - miałam wizytę u lekarza, odebrałam wyniki (krwi, moczu, GBS), słyszałam serducho syna (KTG), potem pojawiłam się w pracy (muszę dbać o swoja przyszłość!) i spędziłam tam przyjemne chwile - miło jest usłyszeć od pracowników i podopiecznych, że tęsknią, że jak mnie nie ma jest smutno, że czekają na mój powrót i odliczają dni do końca macierzyńskiego, który się jeszcze nie zaczął smile   Potem poszłam do przyjaciółki pogadać i z powodu pogody (ulewa, grad, błyskawice) trochę sobie dłużej posiedziałam u niej... A w godzinach późnopopołudniowo - wieczornych miałam z mężem jechać do domu moich rodziców oglądać wyprawkę (w końcy coś tam kupił)... No i nie pojechaliśmy, bo... jest już za późno... Zrobił mi taką awanturę, że znowu się go przestraszyłam... że utrudniam, że robię mu na złość, że nie szanuję jego czasu, że zrobiłam to celowo bo nie tak się umawialiśmy... Może ja czegoś nie rozumię - mówiąc godziny póżnopopołudniowe i wieczorne - wg. mnie takie teraz są -   o jakie godziny mu chodził? 15-16?

Znowu mnie prowokował, ale się nie dałam... wyjaśniłam mu wszystko na spokojnie jak się umawialiśmy to wpadł w jeszcze większą furię... moje argumenty do niego nie przemawiały... brak słów...

114

Odp: Rozwód i ciąża

Wielokropek - chusteczki już w użyciu sad

Pe - smucę się tak aby on nie widział... nawet teraz, smarkam w pokoju obok a on robi swoje... puszcza muzykę z Moulin Rouge... jeszcze bardziej płaczę... bo wspomnienia się budzą... pamiętam, że jeszcze w styczniu tego roku oglądaliśmy ten film na DVD, przytuleni, w jednym łóżku...

Delphine - wiem, że przeprowadzka to dobry pomysł... ale to boli... nie wiem za co się zabrać... i nie chcę się pakować przy nim...

To już nie jest ten sam człowiek co kiedyś... tyle zła w nim jest... tyle agresji do mnie...

Boję się go...

115

Odp: Rozwód i ciąża

Lib kochana...i jak najdalej od niego!!!! To już nie jest ta sama osoba (ja też to sobie tak tłumaczę)!!!
Zmienił się i sama go nie poznajesz... I naprawdę dobrze że pojedziesz do rodziców bo inaczej byłabyś kłębkiem nerwów. A Tobie będzie trzeba spokoju po porodzie i pomocy.

A ta płyta...może celowo ją teraz puszcza żeby Ci jeszcze dopiec...

Lib...wiem że Ci ciężko...ale nie daj się bo on nie jest wart nawet Twojej złości. I wierz mi....jeżeli jesteś stanowcza i nie pokazujesz mu tego cierpienia które masz w sobie...to sprawia że ON czuje się niepewny i bezsilny!!!

Ściskam Was mocno!!!1

116

Odp: Rozwód i ciąża

Lib,
nic tak bardzo nie wkurza wkurzonego faceta (kobitki też, ale nie o nich tu mowa), jak spokojna, argumentująca osoba obok.
On w stanie wrzenia, a tutaj Ty - opanowana, spokojna na zewnątrz (bo w środku aż się kłębi), używająca rozumu i nie dająca się sprowokować. Kompletne fiasko, bo jak później użyć argumentu o Twym nieopanowaniu? Po prostu klęska. Więc robi, biedaczyna, co może byś jednak zareagowała krzykiem, wrzaskiem, proszeniem, łzami, czymkolwiek. Po co? Żeby, znowu, jemu było łatwiej.
I rację ma pe pisząc, że w takich sytuacjach on jest coraz bardziej niepewny. Kolejne jego taktyki zawodzą. Wbrew wszystkiemu, Ty jesteś górą!

Powodzenia. smile

117

Odp: Rozwód i ciąża

Pe, wiem że to nie ten sam człowiek... widzę go.... tyle złości ma w oczach... ciężko jest mi to pojąć, zwłaszcza w chwilach takich jak dzisiaj... wiem, że nasz koniec definitywnie nastaje... mimo, że się od dawna nie łudziłam, że coś się zmieni to myślałam, że chociaż będzie spokojnie... ale on nie chce chyba tego spokoju... ciągle wyszykuje jakieś preteksty do pokazania mi co o mnie sądzi...

boli... tak strasznie mi ciężko... gdyby mógł ktoś po mnie dzisiaj przyjechać z rodziny to wyjechałabym bez słowa... ale niestety... mogą po mnie przyjechać dopiero jutro rano... ale to będzie za późno... aby pokazać mu, co ja o nim sądzę...

przyjdzie jeszcze czas mojej "zemsty" ale nie w dosłownym znaczeniu tego słowa...

znam go nie od dziś i wiem, w jaki sposób mogę go wyprowadzić z równowagi, staram się jednak tego nie wykorzystywać by zachować sie "kulturalnie" a nie zniżać do poziomu, który on reprezentuje - wraz z mamusią...

118

Odp: Rozwód i ciąża

Lib..bądź silna!!!!!!
Ta ostatnia noc jest najgorsza...pamietam że ja swojej nie przespałam...
(Płakałam a mój mąż smacznie i bezproblemowo spał i się nie przejmował....)
Ja histeryzowałam...a on mial to gdzieś...i chyba rósł jeszcze...teraz tak myśle.

To co musisz zrobic to skierować gdzieś swoje myśli....Film, muzyka, książka....no cokolwiek tylko żebys zachowała spokój.

Pomysł tak...co ma byc to będzie...i tym zajmiesz się później...Nie analizuj a skup się na sobie i maluchu.

119

Odp: Rozwód i ciąża

Kuźwa... po nich naprawdę spływa to wszystko jak po kaczce... potrafią się wyspać, śmiać, skoncentrować na zadaniach... a my... cierpimy bo im się odwidziało... bo nagle uświadomili sobie, że popełnili błąd i tchórzą... zostawiając nas same... im tak wygodnie...

pamiętam jak kiedyś powiedziałam mężowi, że chciałabym aby był obecny przez pierwsze miesiące życia dziecka - aby doświadczył, jak to jest nie przesypiać noce, przewijać, uspokajać dziecko itp. (to było już po "objawieniu prawdy") = co on zrobił - powiedział, że mam wyznaczyć konkretny termin do kiedy ma to trwać aby nie przeciągać tego okresu w nieskończoność... te chwile nie będą mu dane, bo przecież nie zamieszka u moich rodziców...

a teraz... tak poukładał sprawy, że ja muszę się wyprowadzić bo jego rodzice sprzedali swoje mieszkanie i muszą się wprowadzić tutaj... nie sądzę aby to był przypadek... zrobili to z premedytacją... nie wiedzieli jak mają się pozbyć kobiety w ciąży (zaawansowanej!) to sobie wymyślili taki plan...

a wiedzą, że ja mam jeszcze swoją godność i resztki honoru i się wyprowadzę... ale wymeldowywać się nie zamierzam, ba nawet dziecko będzie zameldowane pod tym adresem... jak chcą się tak bawić to proszę bardzo - złośliwa jestem ale trudno... on mnie radykalizuje i pcha to takich rozgrywek...

120

Odp: Rozwód i ciąża

Aby nie było wątpliwości, wyjaśniam:

Jesteś babką z klasą!

Podziwiam Cię za to, co i jak robisz. big_smile

121

Odp: Rozwód i ciąża

Lib...ja tez się cieszę że jestes:))) I zobaczysz....wszystko się zmieni ale NA LEPSZE!!!
I pewnie że się boisz (ja też...) ale wierze że jest jakaś równowaga w kosmosie i że po tych wszystkich chorych sytuacjach przed nami naprawdę wyjątkowe i piękne chwile.

Powiem Ci że ja to co się dzieje traktuje tez jak rodzaj oczyszczenia...od toksycznych osób i sytuacji.
Już za moment Lib będziesz wśród rodziny - ludzi którzy Cię kochają i są i będą zawsze za Tobą.
Już za moment będziesz miała na rękach małą istotkę dla której będziesz najwazniejsza i najcudowniejsza smile))


Po tym co napisałaś, że mąż pyta się o terminy że niby do kiedy ma być przy Tobie dałabym sobie spokój...
Zastanów się co BĘDZIE DLA CIEBIE najlepsze i tego oczekuj zarówno od niego jak i tesciów.
Ja niczego bym już od nich nie wymagała... skupiła bym się na sobie. Bedą chcieli sie zobaczyc to się zobaczą. Nie będą...ich sprawa.

Postaraj się nimi nie przejmować...a oprócz Grechuty proponuje piosenke której słucham jak mi cięzko

Mikromusic " Niemiłość" 2   (  http://www.youtube.com/watch?v=ZyDTA464Mdw )


I pamiętaj: TO TWÓJ MĄŻ TRACI A NIE TY!!!!Ty tylko zyskujesz smile

122

Odp: Rozwód i ciąża

Teściami się już nie przejmuję - zresztą to oni będą mieli utrudniony kontakt z wnukiem... na własne życzenie smile

Te daty o które mąż zabiegał to przeterminowany temat... tak swoją drogą to takie podejście już świadczy o człowieku i jego nastawieniu... oj, gdybym miała na początku tego koszmaru tą wiedzę i siłę co teraz to byłoby zupełnie inaczej... ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - czy jakoś tak...

Wielokropku - "Jesteś babką z klasą" - dziękuję smile

123

Odp: Rozwód i ciąża

Kochana Lib doskonale Cie rozumiem... wiem co to znaczy zamykać za sobą drzwi ...pakować się ...wiem jakie to bolesne sad.
Nie martw się przejdziesz przez to tak jak przez wszystkie inne próby upokorzenia Ciebie przez niego (tak to widzę) z godnością i honorem! Ta cala jego rodzina pozbawiona wszelkich uczuć nie zasługuje na to aby być choćby w kręgu Twoich znajomych.
Jesteś bardzo mądrą i świadomą kobieta dasz sobie rade i z tym bólem, którego doświadczasz i z tym co  jest jeszcze  przed Toba, masz wsparcie rodziny to jest bardzo ważne!


Kochana Lib: pamiętaj aby pokazywać się w tym mieszkanie lub choćby na klatce schodowej raz w miesiącu- ale tak aby być widziana przez sąsiadów!. Jeśli będą mieli świadków , ze od 6 miesięcy tam nie przebywasz bada mieli podstawę aby wymeldować Ciebie i dziecko z urzędu na podstawie decyzji administracyjnej ( wiem to z doświadczenia)  a tak będą musieli zapewnić Tobie i dziecku mieszkanie zastępcze.

124

Odp: Rozwód i ciąża

Droga Delphine,

jest ciężko z "zamykaniem za sobą drzwi..." ale wiem, że jak już to zrobię potem będzie już tylko z górki... - oby!

jego rodzina (mama i tata) bardzo się zmieniła... głównie jego rodzicielka (bo ojciec jest nadal OK - prosty, ludzki człowiek, który chcąc nie chcąc będzie bronił syna!), która obwinia mnie za wszystko, wg. niej jestem tyranem, który nie daje jej synowi spokoju... nie liczą się te wszystkie lata, podczas których jej syn miał doskonałą opiekę, wsparcie, jedzenie, opierunek... nie martwi się już o nie tylko o mnie ale co gorsze - o dziecko - pierwszego wnuka!!! najważniejsza jest teraz kwestia jej przeprowadzki... przykre... czasami mam wrażenie - zresztą uzasadnione, że ona bardzo żałuje, że dziecko pojawi się na świecie... żałuje, że to właśnie ja je urodzę... i to mnie też bardzo boli, ponieważ przez te lata myślałam, że się rozumiemy, lubimy, w końcu spędziliśmy ze sobą szmat czasu, wakacji, wyjazdów, spotkań z okazji świąt... a tu proszę - kolejna niespodzianka...

co do pokazywania się w tym mieszkaniu - i jego otoczeniu to nie będzie takie proste - jak wyjadę do rodziny do innego miasta to nie będę chciała przyjeżdżać na to osiedle... ale być może teraz tam myślę... wiem, że po 6 m-cach mogą mnie i dziecko wymeldować, pewnie oni chcieliby to uczynić już teraz aby nie ponosić kosztów za 2 fikcyjne osoby...

co do lokalu zastępczego to dowiadywałam się u prawnika, że mąż może mi znaleźć jakieś mieszkanie ale nie musi już ponosić kosztów jego utrzymania - a w obecnej sytuacji wolę zaoszczędzić kasiorę niż wydać ją na wynajem czegokolwiek...
ponadto dopóki nie znajdę lokalu zastępczego to właściciele tego domu (czyli jego rodzice) nie mogą też zrobić mi eksmisji... za to mogą wyznaczyć dla mnie koszty eksploatacji...

przed chwilką rozmawiałam z mamą - znowu się popłakałam, bo powiedziałam jej o wczorajszym zajściu... awanturze męża... ja już czasami nie daję rady... chyba wyprowadzę się szybciej niż myślałam...

gdyby mój mąż zachował szczątki człowieczeństwa to przez te ostatnie 4-5 tygodni ciąży nie powodowałby takich awantur!!! on naprawdę chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie tylko szkodzi mnie ale przede wszystkim dziecku!!! - o nim samym nie wspomnę, w końcu mogę mu potem zarzucić, że jest niezrównoważony psychicznie ponieważ łatwo wpada w agresję...

jego syn będzie go kojarzył tylko po uniesionym głosie i wyzwiskach, nie zna jego dotyku, nie zna jego ciepłych słów... o ile będzie go w ogóle rozpoznawał bo nie mam już pewności, że będzie go odwiedzał - w końcu ciągle słyszę, że nie może się ze mną dogadać a jak ma to tak dalej wyglądać to lepiej ograniczyć kontakty bo nie ma współpracy... poza tym on boi się pokazać w mieszkaniu mojej rodziny...

zapowiada się kolejny smętny dzień... ale jakoś go zniosę, wyjdę na spacer - zapomnę...

125

Odp: Rozwód i ciąża
lib napisał/a:

on boi się pokazać w mieszkaniu mojej rodziny...

Patrz, ile nowych rzeczy dowiadujesz się o swoim mężu.
Taki bojaźliwy z niego facet. Bo Twoja rodzina... powiedziałaby mu prawdę prosto w oczy, coś czego nie chce za żadną cenę usłyszeć. A i widać wyraźnie, że boi się kontaktu z Tobą i dzieckiem.
Powiedzenie głosi, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Zasłona spadła Ci z oczu na temat Twej teściowej. Bolesne doświadczenie, ale (o ile Cię znam) wolisz prawdę od mydlenia oczu.

Mimo wszystko, udanego dnia (lub choćby znośnego). smile

126 Ostatnio edytowany przez pe (2011-06-02 13:18:07)

Odp: Rozwód i ciąża

Lib...główka do góry!!!
Już naprawde niewiele do rozwiązania....a potem zacznie się istne szaleństwo i wszystko kręcić się będzie wokół maluszka. Nie będzie czasu myśleć o złych rzeczach...

Postawa rodziny męża , szczególnie tesciowej jest godna potępienia....zamiast wspierać Cię, zapewniać że będą pomagać...to wymyślają tylko powody aby wybielić swojego syna. Moja sytuacja jak wiesz jest podobna w tej kwestii... Nie mam pojecia z czego to wynika. Chyba z tego że cieżko jest się przyznać przed samym sobą że dziecko które się wychowalo wyrosło na kogoś takiego. Próbują go usprawiedliwiać żeby móc sobie na wzajem spojrzeć w oczy.
Nie przejmuj sie tym!!!  Ja na tą chwile odcięlam się zupelnie od rodziny męża i wiesz...jestem spokojniejsza smile

W sprawie mieszkania nie doradze...bo nie mam pojecia jak się takie sytuacje prawnie reguluje. Dobrze że konsultujesz je z prawnikniem.

Na razie nie martw się na zapas. Przed Toba wazne zadanie...URODZIĆ MALUSZKA!!! Wszystkie inne sprawy zostaw na później i wiesz potem spojrzysz na nie z dystansem i okazą się łatwe do rozwiązania.


Pozdrowienia dla Was os Nas:))))

127

Odp: Rozwód i ciąża

Jeszcze do tego co napisał Wielokropek....mąz boi się kontaktu z Twoja rodziną ( potem może byc tak że będzie czuł się niekonfortowo spotykając się z Toba i malenstwem ) wiesz dlaczego???
Bo gdzieś tam w głebi czuje się winny. Ta jego agresja do Ciebie też jest wynikiem tych emocji...
To rodzaj obrony, ucieczki , tchórzostwa...

Bo przecież łatwiej jest się odciąć...udać że nie ma problemu...niż przyjąć na plecy konsekwencje swojego zachowania i stawic im czoła....

128

Odp: Rozwód i ciąża

No i stało się sad

Nie wiem od czego zacząć więc może od początku... - ostrzegam - będzie długie opowiadanie... i ryzykuję podając dużo szczegółów...

wczorajszy dzień był - pomimo wrażeń z dni poprzednich - znośny... spokój, mąż w pracy?, spotkanie z koleżanką, zakupy, powrót do domu, kolacja (wspólna bo przecież cały dzień był poza domem i na pewno nie jadł nic ciepłego)... do czasu jak mąż nie przeprowadził rozmowy telefonicznej z "konsultantem bankowym"... popełnił jakiś błąd i się zdenerwował... tak się nakręcił, że państwo tylko czyha na błędy obywateli, że wszyscy chcą tylko jego finansów - łącznie ze mną! - i nastąpił powrót do tematu intercyzy...  kto mi podpowiedział takie rozwiązanie, dlaczego nie chcę podpisać, dlaczego............ dlaczego......... dlaczego.............. - stał nade mną i próbował wymusić odpowiedź.... rzekłam, że wszystko co na ten temat miałam do powiedzenia powiedziałam poprzednio więc nie zamierzam się powtarzać... byłam spokojna - jeszcze................

ale jego to nie satysfakcjonowało, wręcz doprowadziło do "białej gorączki"... no i koszmaru ciąg dalszy............... że utrudniam mu życie, że przeszkadzam jego rodzicom, że ich blokuje, że powinnam się wymeldować z nie swojego mieszkania, że nic nie wniosłam do naszego małżeństwa, że mam wyłączyć tv bo on płaci za kablówkę, że siedzę na jego łóżku, że korzystam z nie swoich rzeczy, sprzętów, że przeze mnie ma same straty, że go torturuję psychicznie, że zakłócam jego spokój, że co ja tu w ogóle robię .......................  (nie wszystko jest tylko jego - dużo też wniosłam w nasze małżeństwo)...

nie wytrzymałam... rozpłakałam się.... wstałam z jego łóżka aby pójść do łazienki...(miałam wielki problem z chodzeniem - strasznie bolą mnie mięśnie krocza - nigdy tego nie miałam, nie mogę siedzieć, chodzić, sprawia mi to ogromny ból ale on miał to w du... powiedział z ironią "co rodzisz???")... ale jakoś doszłam do toalety ale on nie pozwolił mi zamknąć drzwi... ukucnęłam... ulitował się...

szlochałam.... nie potrafiłam zapanować nad emocjami... wyszłam wc a on co... kontynuował...

wysłałam sms do rodziny aby po mnie przyjechali bo już nie wytrzymuję... próbował wyrwać mi telefon... pytał z kim się teraz komunikuję... wpadł w szał...myślał, że go nagrywam... nagle wykrzyczał  "wynoś się stąd !!!!!!!!!!", powtórzył to jeszcze raz................

powiedziałam, że go nie nagrywam, że napisałam aby po mnie przyjechali, że mam już go dość, że nie chce już tu mieszkać, że nie chcę tu przebywać, że doprowadza mnie do takiego stanu... nie uwierzył od razu... ale gdy pokazałam mu telefon uspokoił się trochę... zaczęłam się pakować, prosił abym została... że on mnie nie wyrzucił... że to cofa... ale ja nie reagowałam... wpadłam w taki stan, że nie potrafiłam się już kontrolować i... wyrzuciłam mu wszystko... że to on rozbił małżeństwo bo się nagle odkochał, że to on romansował ze swoją "podopieczną", że to on mnie okłamywał, że wychodzi do pracy a spotykał się z nią, że to on jej wypisywał czułe słówka, że to on chciał z nią zniknąć - ale choroba mu w tym przeszkodziła, że to on ma teraz mnie i dziecko z głowy - w końcu będzie miał spokój, wolność i wygodę... wylatywało to ze mnie jak nigdy...

a on co... że wymyśliłam sobie wszystko, że przecież nie pojechał z nią... i nie widzi problemu... że te czułe słówka nic dla niego nie znaczyły... po prostu ot tak sobie pisał... i przeszedł do kontrataku... że to ja miałam niejasne układy z pracodawcą, bo na zwolnieniu chodziłam do pracy (dbałam o swoją przyszłość, poza tym L4 trzeba było dostarczać)... że pozwalałam sobie na różne komentarze na swój temat, że się nie szanowałam...

w między czasie - nie pamiętam dokładnie w którym momencie - dzwoniła do mnie mama - nie odbierałam telefonu bo i tak nie byłam w stanie z nią rozmawiać - zadzwoniła do niego - odebrał po którymś tam razie... rozmawiał z nią... spokojnie!!!.. jakby nigdy nic... powiedział, że płaczę i nie wiem dlaczego... moja mama nie uwierzyła mu, powiedziała, że sama się w ten stan nie wprowadziła, że nie ma sumienia bo mnie stresuje (jestem w 9 m-cu ciąży), że powinien dać mi spokój, mi i dziecku - bo przecież na nim się to wszystko odbija... że powinniśmy dać sobie czas bo może nie dotarliśmy się w małżeństwie... na to on "to co mamy uprawiać fikcję?" - mama odp. że nic na siłę, ale nie w taki sposób...

potem zadzwoniła do mnie - zapytała czy ma naprawdę przyjechać - powiedziałam, że nie chcę już tutaj być... i  przyjechała...  na do widzenia powiedziała mu tylko, że nie ładnie tak wyrzucać żonę z ciąży z domu... wyszłam, zamknęłam drzwi nie patrząc się już na niego... tylko płakałam...

wsiadłam do samochodu i myślałam, że to już koniec tego horroru... ale zadzwoniła siostra...myślałam, że chciała się zapytać czy już wracamy ale niestety nie... powiedziała, że przed chwilą rozmawiała z teściową, która na nią nakrzyczała, że nie pozwoli krzywdzić syna, że już dawno powinnam się wynieść z jej mieszkania, że oni też mają prawników, że nie pozwoli na awantury na klatce...  poskarżył się mamusi zaraz po tym jak wyszłam z domu...

gdy wjeżdżaliśmy do rodzinnego miasta to przypadkiem widziałam, jak jego rodzice jadą w przeciwnym kierunku - do  "swojego mieszkania"... była już północ!!!

nie śpię całą noc... trochę się uspokoiłam - już tak nie płaczę... żal mi tylko dziecka, bo znowu narażony został na ogromny stres... dzisiaj mieliśmy umówioną wizytę na usg - mąż chciał zobaczyć syna! - nie pojadę tam... chociaż do lekarza może się wybiorę bo te bóle mnie bardzo niepokoją... może to z przeciążenia...

nie chciałam aby się tak to zakończyło - najgorszy sposób - tyle niedopowiedzeń, tyle żalu, obrazy, kłamstw, przykrych słów, stresu, płaczu... będzie ze mną walczył - nie da mi spokoju - mamuśka go podburzy!

jak on może mówić, że to ja go wykańczam psychicznie, że to ja go doprowadzam do szału, że to wszystko moja wina...
ja go tylko pokochałam i wpatrzona byłam w niego jak w obraz, wszystko dla niego bym zrobiła... a on... to nie on... taki zły, agresywny, bezwzględny... to nie ten sam człowiek...

jest mi cholernie przykro...

129

Odp: Rozwód i ciąża

Bardzo Ci współczuję tego wszystkiego, co wczoraj przeszłaś.

Współczuję, ale też gratuluję Twego zachowania.
Nareszcie! Nareszcie wygarnęłaś mu to, co tak długo leżało Ci na wątrobie.

To całe jego wczorajsze zachowanie tylko potwierdza moje przypuszczenie: on się boi.
Boi się, że Ty złożysz pozew o rozwód.
Boi się, ze wystąpisz o orzeczenie jego winy,
Boi się podziału majątku (majątek nabyty w czasie małżeństwa jest wspólny).
Boi się, że radzisz się prawnika, który zna prawodawstwo polskie i, który pokieruje Tobą, byś nie oddawała mu swojego.
Boi się, że gromadzisz dowody świadczące o niewłaściwym jego zachowaniu.

Dobrze, że zadzwoniłaś po mamę i ona do Ciebie i po Ciebie przyjechała.

Trzymam kciuki. smile

130

Odp: Rozwód i ciąża

Wielokropku,

jest ciężko... nie byłam przygotowana na takie pożegnanie... na takie zachowanie... chciałam aby to wyglądało tak po ludzku, spokojnie, bez wyzwisk, wypominania... zresztą wiesz, że imałam się z wyprowadzką od dawna... ale bałam się podjąć ostateczną decyzję "kiedy" - choć miało to mieć miejsce już teraz...

czy on się boi? pewnie tak... i dlatego mnie straszył, że nie da się tak traktować, że nie wygram z nim! (choć ja naprawdę nie chciałam walczyć - nie mam na to ani siły ani ochoty)... że nie odda swoich pieniędzy, że będzie społecznie i moralnie gorszy...

nie chciałam my wygarnąć ale nie wytrzymałam... zmusił mnie do tego bo ile można wysłuchiwać przykrości na swój temat... aż mnie nosiło...

i jeszcze jego mama, która niepokoi moją rodzinę - ma tupet! a taka miła i sympatyczna osoba z niej była... i takie określenia do mojej siostry kierowała!

nie obejmuję tego...

mam tylko nadzieję, że z synem jest ok - dowiedziałam się od znajomej położnej, że te bóle oznaczają zbliżający się poród - mam liczyć skurcze macicy i ruchy dziecka oraz obserwować położenie i twardość brzucha... skurczy dzisiaj nie mam, ruchy są a brzuch mam ciągle twardy bo mało przytyłam... nie jestem gotowa jeszcze na poród... ale jak do tego dojdzie to dam radę...

Posty [ 66 do 130 z 790 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026