nie wszyscy faceci to swinie, masz przyklad po woim temacie. Faceci to nie tylko szowinisci, ale potrafimy byc dobrymi przyjaciolmi.
Podobne tematy
chyba muszę reaktywować ten temat, ponieważ znalazłam się w kropce. od założenia tego tematu minęły 3 miesiące, od rozstania ponad 4. Przestałam wierzyć,że wróci, odbiłam się od dna. (nie zmieniłam pracy) każdego dnia wyznaczałam sobie nowe granice wytrzymałości. Kontakty między nami były fatalne,wręcz tragiczne, straszna niechęć do siebie wieczne kłótnie w pracy, było mi bardzo ciężko, jakoś to znosiłam.
I nagle zwrot akcji, nowy tydzień, nowa osoba, eks zaczęła się do mnie normlanie odzywać ,wspomniać, zagadywać sama z siebie, być naprawdę miła, zdziwiło mnie jej stwierdzenie,że jestem ciągłym powodem kłotni z jej nową patnerką. przez 4 miesiące była cisza, teraz potrafi napsiać smsa, sama z siebie zazwyczaj dotyczącego pracy,ale czuję,że próbuje łapać kontakt.
Najgorsze w tym wszystkim jest to,że we mnie odżyło uczucie, zapaliła się lampka i isikierka nadziei .... co robić?..
Wplątać się po raz kolejny i cierpieć- chcesz znów to samo przeżywać?
nie chcę cierpieć,dlatego nie wiem co robić, bo nadal ją kocham.
Nie wiem właściwie od czego zacząć, może się przedstawie, jestem Marta mam 22 lata. Od ponad dobrego roku byłam w związku z kobietą. Nigdy wczesniej nie miałam doczynienia z czymś takim, nigdy wcześniej też nie byłam w związku z mężczyzną. Monika bo tak miała na imie moja partnerka,była dla mnie całym światem, przywiązała mnie do siebie tak bardzo,że nie potrafię się teraz po rozstaniu ogarnąć,mineły już 4 tygodnie a ja nadal w to wszystko nie wierze. Nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych i przyjaciół, i zawsze czułam się samotna. Odkad pojawiła sie Monika moje zycie sie zmieniło, miałam dla kogo zyc, cieszyłam sie kazdym dniem. Strasznie mnie do siebie przywiazala, pisała multum smsow,codziennie sie widywałysmy, wszedzie zawoziła, kupowala ciagle jakies prezenty. I nagle w lutym załozyła sobie profil na jakims portalu,poznała tam inna dziewczyne i od tego czasu zaczeło sie wszystko psusc,zaczeła dostrzegac we mnie wady których wczesniej nie widziała, zaczeło jej przeszkadzac to,że tak duzo do niej pisze. Mówiła mi ze mam sie na zapas nie martwic ze mnie kocha zalezy jej na mnie i chce to naprawic,nawet dzien przed rozstaniem tak mi mówiła. I nagle zostawiła. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim teraz poradzic. nie mam do kogo wyjsc z kim porozmawiac, czuje sie okropnie. Chciałabym by do mnie wróciła, przez ostatnie 2 tygodnie ciagle ja o to błagałam,przeciez zapewniała mnie ,ze mnie kocha,dlaczego jest taka uparta i nie chce wrocic.? Najgorsze w tym wszystkim jest to,że zaczełam spotykac sie z tamta kobieta i chce z nia byc, nie potrafie zrozumiec dlaczego mnie tak zwodziła,a teraz nie chce nawet dac nam szansy, powiedziała mi po miesiacu ze nie była ze mną juz szczesliwa tak jak kiedys i ze mam na nia nie czekać... co robić
Witaj Marto!
Wiem, że teraz jesteś bardzo nieszczęśliwa, ale pomyśl, że nie Ty jedna zostałaś porzucona przez ukochaną osobę.
Jest wielu ludzi, którzy przeżywają ból rozstania.
Nie radzę starać się o to, aby Twoja partnerka wróciła do Ciebie, gdyż nic nie będzie już takie same.
Zawsze pomiędzy Wami będzie stała "ta trzecia"
Nie masz pewności, że Monika jest stała w uczuciach, jeżeli w ciągu roku odkochała się i zmieniła partnerkę.
Za jakiś czas historia może się powtórzyć.
Odchoruj ten związek, podaruj sobie trochę czasu i wyjdź do ludzi.
Poszukaj sobie dodatkowego zajęcia, abyś nie miała zbyt dużo czasu na rozdrapywanie ran.
W Hospicjum potrzebują wsparcia wolontariuszy, gdy tam się zgłosisz, zobaczysz ogrom nieszczęścia i ludzi, którzy do końca
nie tracą nadziei, poczujesz, że jesteś komuś potrzebna, ktoś na Ciebie będzie czekał z niecierpliwością i doceniał to, co robisz.
Marto, po prostu źle ulokowałaś swoje uczucia, spróbuj ponownie, ale rozważniej......
A w pracy, zajmuj się pracą, a nie obserwacją, co robi Monika i jej nowa partnerka.
Nikt nie zbudował szczęśliwego związku na cudzej krzywdzie, Monice też się to nie uda.
Głowa do góry Martusiu, będzie dobrze, uwierz mi, ale daj sobie trochę czasu.....
a co jeśli nie potrafię przestać kochać? to jest tak silne..
Po raz kolejny w to samo sie pakowac, to chore.Wiesz jak bardzo cie zawiodla i chcesz jej to wszystko zapomniec. Nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.
Ciekawe jak potoczyła się historia beforea22. Ja mam bardzo podobna teraz. Byłam z kobitą ponad 4 lata w związku. Pojechała na wakacje do pracy i... tam poznała 35 letnia les. Monika bo tak ma na imię moja ukochana( co za zbierzność) poleciała z nią poalkoholu- całowały się. Powiedziała mi o tym. Przepraszała prosiła o wybaczenie. Że jestem jej miłością. Wybaczyłam. Po czym znowu zdradziła,znowu przepraszala, i zdradzala az od tego zdradzania jej sie pomieszaly priorytety chyba.Bo stwierdziala ze juz do nmnie nie czuja a do tamtej tak, ze niby miedzy nami dawno bylo nieciekawie. Ale przed wyjazdem zapewniala ze kocha, codziennie razem. Nie moge wierzyc ze klamala. Nie. Po tej zdradzie tez mowila, pisala, ze kocha i nagle JEB. Wiem, ze jest tam sama a ona udaje twarda a bardzo mieciutka jest w srodku, Ta grazyna-bo tak ma na imie ta 35 letnia les, jest starsza wie jak manipulowac, Monika ma 25 lat. Mysle ze tamta jej zrobila takie pranie mozgu. Nie wiem co mam robic bo do jej powrotu jeszcze kolo 7 tygodni, nie mam jak walczyc, pisalam, dzwonila i na poczatku blagala o wybaczenie teraz twierdzi, ze przyjazn nic wiecej. Ze jest z tamta. chce i nikt jej nie zmusza. Ale ja w to nie wierze, zanam ja, jestesmy razem ponda 4 lata. Nie wiem co mam robic. Okropnie to przezywam. codzinennie.Oszaleje, kocham JA> chce czekaz az wroci i w oczy z nia porozmawiac. Ale boje sie , ze to bedzie za pozno. Ze tam zycie z tamta, tyle czasu odmieni ja nie do poznania. Chciala jechac do niej, ale nie chce na desperatke wyjsc, i tak juz blagalam przez telefon... co robic? Czekac? Z nadzieja? Czy pogodzic sie ze strata milosci mojego ZYCIA. BO tak ona jest moja miloscia i wiem to w 100%. Bylam tez z mezczyzna wczesniej, ale to nie to.To z Monika chce spedzic ZYCIE!
Jak przetrwać kryzyz w zwiazku? Gdy ona prosi o czas, bo nie jest pewna juz tego uczucia, co robic?
beforea,można wiedzieć jak potoczyły się losy Twojego związku o którym pisałaś w wątku? Pozdrawiam ![]()
ty 4 tygodnie ja 5 miesiac nie moge sie pozbierac ![]()
wróciłysmy do siebie po 4 miesiącach, od tamtego czasu mineły w sumie około 3,5 roku było wszystko dobrze, układało się naprawdę dobrze, bywały gorsze dni ale potrafiłysmy to wspólnie naprawić. Do czasu jednak, w zeszłym tygodniu wszystko się posypało, przezywamy kryzys chyba jakiego jeszcze nigdy w zyciu nie doświadczyłam, nie wiem co robić, jak ratować coś co czuje,że z jej strony jest już prawie skonczone. Znowu przeżywam to samo i znowu czuje się oszukana.
Odpowiedź na swoje pytanie napisałaś tutaj sobie sama na tym forum. Jak walczyłaś i za nią chodziłaś- ona miała Cię w d***. Co poskutkowało? Olanie. Nawet jak masz to zrobić wbrew sobie wiesz, że to jest jedyna deska ratunku i jedyny sposób, żeby ona zauważyła Twój brak i zatęskniła.
Boje sie ze strace ja kolejny raz a tego nie przezyje.
Boje sie ze strace ja kolejny raz a tego nie przezyje.
Tak to jest jak się człowiek ładuje w coś co nie ma przyszłości. Zamiast iść do przodu i wyciągnąć wnioski, wpakowałaś się w ta samą toksyczną relacje i teraz płacz.
Moze i sie wpakowalam ale byłam przez ten czas bardzo szczesliwa, boje sie cholernie ją stracić, boje sie przezywac drugi raz to samo. Co robić gdy ona prosi o czas i odpoczynek? Czy to jest jeszcze do uratowania?
pęka mi serce.
Moze i sie wpakowalam ale byłam przez ten czas bardzo szczesliwa, boje sie cholernie ją stracić, boje sie przezywac drugi raz to samo. Co robić gdy ona prosi o czas i odpoczynek? Czy to jest jeszcze do uratowania?
I zobacz jaką cenę płacisz za "szczęście".
Moze i sie wpakowalam ale byłam przez ten czas bardzo szczesliwa, boje sie cholernie ją stracić, boje sie przezywac drugi raz to samo. Co robić gdy ona prosi o czas i odpoczynek? Czy to jest jeszcze do uratowania?
Jak to możliwe, by prosić o czas osobę, którą darzy się uczuciem miłości?! Jak?! Czy zauważyłaś, że ona chce czasu bez Ciebie?!
Mówi sie, że nie wchodzi się nigdy do tej samej rzeki. Zastanawiam się czasem nad tym, wiesz... Spójrz na mapę. Widzisz, że niektóre z nich maja naprawdę kręte koryta. I by dojść do zamierzonego celu czasem trzeba przejść wpław tą samą rzeką...
To znaczy sponiewierana, uwazasz ze dobrze wtedy zrobilam?
To znaczy sponiewierana, uwazasz ze dobrze wtedy zrobilam?
Patrząc z perspektywy nie uważasz sama, że dobrze zrobiłaś? Czy to nie tak, że znowu "umoczyłaś"? Spójrz na tę kobietę z boku. Nie jak na kogoś, kogo kochasz a na całkiem Tobie obcą. I co widzisz... Powiedz.
Następnym razem przyjdzie Tobie zrobić dodatkowo więcej kilometrów by ominąć taką przeszkodę. W przenośni. A prawdziwie: oznaczać to będzie cierpienie. Więcej czasu, by dotrzeć na miejsce. I okaże się, że warto było. Bo np nie zamoczysz ciuchów i ominie Ciebie mnóstwo schorzeń. Nie będziesz się trząść z zimna. Nie pochorujesz się...
Ja chce walczyć o to... bardzo chce i bardzo się boję. ..
Ja chce walczyć o to... bardzo chce i bardzo się boję. ..
Ale o co? O co chcesz walczyć Beforea? Nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi.
Ja chce walczyć o to... bardzo chce i bardzo się boję. ..
Przestaje wierzyć w tą historię. Czy można być jeszcze głupszym?
Sama dodałaś w swoich początkowych wypowiedziach, że każda nowa znajomość dla Twojej partnerki to była miłość życia. Zamiast przeanalizować to, to Ty brniesz w za przeproszeniem g*wno w imię czego? Twoja partnerka jest niestabilna i wciąż szuka (miejmy nadzieje) a być może taka jest, niestała w uczuciach. Ty zaś jesteś słaba psychicznie i podatna na manipulacje, dodatkowo jesteś ślepa na rady i nie uczysz się na błędach.
Nieważne co tu napiszemy i jak, Ty i tak zrobisz swoje, o ile jesteś prawdziwa.
Nic z tego nie będzie, dziewczyno. Niepotrzebnie się męczysz.
Jak to "rozmawia z nią na Twoich oczach"? Masz na myśli smsy?
czyli uważacie, że mam odpuścić 5 lat miłości, tak po prostu się poddać.
i tak potrafię się przyznać do tego,że jestem bardzo słaba psychicznie. Bardzo.
główną przyczyną tego,że ona chce czasu, jest fakt iż jeszcze się do niej nie wprowadziłam przez okres tych 3 lat... ale po prostu nie byłam na to gotowa.
czyli uważacie, że mam odpuścić 5 lat miłości, tak po prostu się poddać.
Tak. Masz odpuścić. Próbowałaś już b. długo i to w zupełności wystarczy. Chyba, że chcesz się dalej męczyć, ale w takim przypadku gratuluję...głupoty.
Przepraszam, że tak ostro, ale musisz w końcu pojąć, że dalsza walka jest bez sensu.
a jak sobie przetłumaczyć,że to nie jest jedyna osoba na świecie? ja nie potrafię, zasypiam, budzę się z myślą o niej, każdy chwilę wypełniałyśmy razem a teraz zostałam sama jak palec, nie potrafię sobie poradzić z tymi emocjami, samotnością i oddrzuceniem.
a jak sobie przetłumaczyć,że to nie jest jedyna osoba na świecie? ja nie potrafię, zasypiam, budzę się z myślą o niej, każdy chwilę wypełniałyśmy razem a teraz zostałam sama jak palec, nie potrafię sobie poradzić z tymi emocjami, samotnością i oddrzuceniem.
Czas... On pomoże Tobie dostrzec jej prawdziwe oblicze. Oddalając się od waszych wspólnie spędzanych dni, będziesz widziała więcej.
W którymś z filmów chyba usłyszałam: zbliż się, im bliżej jesteś tym mniej widzisz. I zdaje się, to tak działa.
Gdyby to bylo takie łatwe.... nie umiem sobie czasu wypełnić...
a jak sobie przetłumaczyć,że to nie jest jedyna osoba na świecie? ja nie potrafię, zasypiam, budzę się z myślą o niej, każdy chwilę wypełniałyśmy razem a teraz zostałam sama jak palec, nie potrafię sobie poradzić z tymi emocjami, samotnością i oddrzuceniem.
To wynika z tego, że masz b. niską samoocenę. Popracuj nad pewnością siebie. Docenisz siebie - spojrzysz inaczej na innych.
Możesz skorzystać z pomocy specjalisty, to żaden wstyd.
Gdyby to bylo takie łatwe dziewczyny...
Gdyby to bylo takie łatwe dziewczyny...
To nie jest łatwe, ale nie jest też najtrudniejszą rzeczą na świecie. Nie łączy Was małżeństwo, nie macie dzieci.
Zadbaj o siebie wreszcie, Ty też jesteś ważna. Zasługujesz na lepsze traktowanie.
Gdyby to bylo takie łatwe dziewczyny...
Nic nie jest proste. W przypadku uczucia tzw miłości nie mają znaczenia nasze preferencje seksualne. Bo Ciebie widze jako cierpiącą kobietę. Zranioną ponownie.
Wiem, że te namowy kierowane do Ciebie, byś zajęła sie teraz sobą, nie docierają do Ciebie na tę chwilę. I nie zajmiesz sie czymś. Ani siłownią. Ani czytaniem książek. Nawet powrót do uprawiania zakurzonych już hobbistycznych zajęć nie pobudzi Cię do życia.
Pamiętasz o tej rzece, o której pisałam Tobie? Weszłaś raz jeszcze w tę samą wodę. Jesteś "mokra" a woda nie była juz taka świeża, bo wchodzili do niej inni. Każdy z nich coś zostawił - jakieś "brudy". Teraz proces suszenia to jedno a pranie ciuchów, które masz na sobie to drugie.
Potrzebujesz czasu. I już.
ale ja się czuję winna, bo wiem,że gdybym była trochę inna, zamieszkała z nią byłoby inaczej...
W którymś z filmów chyba usłyszałam: zbliż się, im bliżej jesteś tym mniej widzisz. I zdaje się, to tak działa.
To z filmu "Iluzja" ("Now You See Me"). Świetny film ![]()
ale ja się czuję winna, bo wiem,że gdybym była trochę inna, zamieszkała z nią byłoby inaczej...
Jesteś, jaka jesteś. Jeżeli ona Cię nie kocha takiej, jaką jesteś, to po co masz z nią być?
Ciekawe. Mówicie, moje poprzedniczki, że homoseksualizm autorki tematu nie ma znaczenia, a jednak tym samym podkreślacie jego obecność. Ponadto nigdy nie spotkałam się z tak oschłym odzewem z Waszej strony odnośnie kryzysów w związkach hetero. W ogóle nie znacie tych osób, szczególnie Moniki, ponadto minęły TRZY LATA i zapewne w obu nich zaszły pewne zmiany, a Wy zimno oceniacie: "jesteś głupia", "masz za swoje", "trzeba było się z nią nie wiązać". Śmiech na sali, czyżby drogie Panie nie miały gdzie wyżyć własnej frustracji? ![]()
Poza tym 5 lat związku i tylko dwa kryzysy - ja zazdroszczę. Nie widzę tu żadnych przesłanek ku rozstaniu.
Autorko, Marto, jak potoczyły się Twoje losy? ![]()
A moim zdaniem, choć to już pewnie nieistotne, powinnaś się do niej wówczas po prostu przeprowadzić, jeśli ona mimo tego potrzebowałaby czasu, ja na Twoim miejscu postawiłabym sprawę jasno, "nie mam zamiaru przechodzić przez to, co 3,5 roku temu, Twoje zachowanie teraz jest dla mnie czynnikiem stresującym, przypomina mi o tamtym incydencie i oczekuję od Ciebie szacunku dla moich uczuć. Jestem gotowa się do Ciebie przeprowadzić, jeśli mimo tego Ty chcesz uciąć kontakt na jakiś czas, to jest to dla mnie nie do przyjęcia, bo w takim razie problen tkwi gdzie indziej, a przeprowadzka to tylko katalizator". I ewentualnie zaproponowałabym jeden dzień na przemyślenie sprawy, bo dłuższa rozłąka w TAKICH OKOLICZNOŚCIACH byłaby dla mnie zbyt stresująca i przykra. Spędzać czas z dala, czy nawet odpoczywać od siebie można tylko przy całkowitej pewności emocjonalnej i intelektualnej, że związek jest TRWAŁY i odpoczynek nijak tej trwałości nie zaszkodzi.
J też to zauważyłem przeglądając ten watek od samego początku do teraz.
106 2015-10-24 18:18:59 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-24 18:19:53)
Ciekawe. Mówicie, moje poprzedniczki, że homoseksualizm autorki tematu nie ma znaczenia, a jednak tym samym podkreślacie jego obecność. Ponadto nigdy nie spotkałam się z tak oschłym odzewem z Waszej strony odnośnie kryzysów w związkach hetero. W ogóle nie znacie tych osób, szczególnie Moniki, ponadto minęły TRZY LATA i zapewne w obu nich zaszły pewne zmiany, a Wy zimno oceniacie: "jesteś głupia", "masz za swoje", "trzeba było się z nią nie wiązać". Śmiech na sali, czyżby drogie Panie nie miały gdzie wyżyć własnej frustracji?
A moim zdaniem to po części błąd Samej beforea22
. Wpisując w temacie "jestem lesbijką..." dała podświadomy sygnał, aby właśnie po części się na tym koncentrować. Czy ktoś hetero rozpoczyna temat od "jestem hetero..."
Zobacz trochę w Tobie hipokryzji - piszesz, że Ich nieprzychylne komentarze to wynik frustracji, a Sama piszesz jakbyś była sfrustrowana faktem, że ktoś "najechał" na beforea22 niby tylko dlatego, że jest lesbijką. Skąd to wiesz? Osobiście ja na serio czytając temat kiedyś i teraz nie zauważyłam, aby wszyscy pisali jako homofoby.
Coś w stylu: "jestem czarny to mogę mieć poglądy rasistowskie, ale jednocześnie nie mogę nim być, Ty jesteś biały to musisz być rasistą jak masz nieprzychylne zdanie względem mnie". Spokojnie nie każdy negatywny komentarz jest od razu atakiem na osobę
.
Bozeee Mam nadzieje ze jus zrozumialas ze nie warto
A ile ze soba bylyscie wtedy? Czytam ten post po 5 ciu latach Napewno jestes juz szczesliwa mama? To psychologia Od strony psychologicznej ty czegos nie masz co ona Ci daje. Zanajdz to w sobie i bedzie dobrze. Poza tym narkotyki sa nie dobre Mowisz ze ona uzaleznila Cie od siebie. Nie dobre to jest Czasem warto odstapic Uzaleznienie mija sie z miloscia Jak sie kochacie napewno znajdziecie dorge zeby o czyms jeszcze pogadac A jakie masz stosunki z rodzicami? Z mama? Moze to uzupelnij? Po czasie dowiesz sie ze nie bylo warto. Ze ona nie byla Twoim przyjacielem To ty bylas jej A teraz niech sobie radzi nie wiem ................. Mam nadzieje ze juz nie placzesz Hugs
Nie doczytalam calego wpisu wrocilyscie po 4 miesiacach Super Tak myslam bo ona za bardzo chwalila sie ta nowa. Tak juz bedzie Za bardzo ja kochasz i ona nie daje rady Szuka czegos nwego Pogodz sie z tym Badzcie przyjaciolkami Zwiaz sie z kims innym Zobacz jak jest Mam nadzieje u Ciebie wszystko w porzadku ........
Hej
jak dla mnie to sprawa jest na tyle świeża, że to normalne jak się teraz czujesz. Spróbuj wyjść do ludzi, spotkać się ze znajomymi, poznać kogoś, przewartościować swoje życie. Może jeszcze tego nie wiesz, a jest Ci pisany ktoś o wiele lepszy od niej?
Trzymam kciuki ![]()