Nie wiem właściwie od czego zacząć, może się przedstawie, jestem Marta mam 22 lata. Od ponad dobrego roku byłam w związku z kobietą. Nigdy wczesniej nie miałam doczynienia z czymś takim, nigdy wcześniej też nie byłam w związku z mężczyzną. Monika bo tak miała na imie moja partnerka,była dla mnie całym światem, przywiązała mnie do siebie tak bardzo,że nie potrafię się teraz po rozstaniu ogarnąć,mineły już 4 tygodnie a ja nadal w to wszystko nie wierze. Nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych i przyjaciół, i zawsze czułam się samotna. Odkad pojawiła sie Monika moje zycie sie zmieniło, miałam dla kogo zyc, cieszyłam sie kazdym dniem. Strasznie mnie do siebie przywiazala, pisała multum smsow,codziennie sie widywałysmy, wszedzie zawoziła, kupowala ciagle jakies prezenty. I nagle w lutym załozyła sobie profil na jakims portalu,poznała tam inna dziewczyne i od tego czasu zaczeło sie wszystko psusc,zaczeła dostrzegac we mnie wady których wczesniej nie widziała, zaczeło jej przeszkadzac to,że tak duzo do niej pisze. Mówiła mi ze mam sie na zapas nie martwic ze mnie kocha zalezy jej na mnie i chce to naprawic,nawet dzien przed rozstaniem tak mi mówiła. I nagle zostawiła. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim teraz poradzic. nie mam do kogo wyjsc z kim porozmawiac, czuje sie okropnie. Chciałabym by do mnie wróciła, przez ostatnie 2 tygodnie ciagle ja o to błagałam,przeciez zapewniała mnie ,ze mnie kocha,dlaczego jest taka uparta i nie chce wrocic.? Najgorsze w tym wszystkim jest to,że zaczełam spotykac sie z tamta kobieta i chce z nia byc, nie potrafie zrozumiec dlaczego mnie tak zwodziła,a teraz nie chce nawet dac nam szansy, powiedziała mi po miesiacu ze nie była ze mną juz szczesliwa tak jak kiedys i ze mam na nia nie czekać... co robić ![]()
Podobne tematy
Witaj..
Tak szczerze to czytam to i zastanawiam sie co Ci doradzic..
Chyba najwazniejsze bylo by bys sie otworzyla na ludzi..poznala ich wiecej..
Nowe srodowiasko moglo by pomoc zapomniec..
Wiesz skoro ona tak postapila to moze po prostu nie byla Ciebie warta,moze potrzebowala czegos nowego.
Nastepna rzecz..napisalas ze nigdy nie bylas z mezczyzna..moze warto bylo by sprobowac??
Przekonac sie czego naprawde chcesz..
Mysle ze duzy wplyw na to ze z nia bylas mialo to ze brakowalo Ci znajomych,przyjaciol..
Co o tym myslisz??
Tak jak koleżanka wyżej radziła, potrzebujesz czasu, by rany się zagoiły. Ale nie powinnaś popadać w apatię! Ostatnio zapisałam się na zumbę, taki fitnessowy taniec brazylijski, może spróbowałabyś? Są tam fajne dziewczyny, można się wyskakać i zmęczyć, no i trochę poszerzyć grono znajomych. Ale przede wszystkim pomogłoby Ci to oderwać się od myśli o niej. (może to bardzo męski sposób, ale ja, żeby zapomnieć, musiałam się naprawdę zmęczyć fizycznie) A może jakieś zakupy? Kosmetyczka? Fryzjer? Cokolwiek, co pozwoli Ci się poczuć lepiej i atrakcyjniej?
Błaganiem jej o powrót nic nie zrobisz, naprawdę. Zrobisz z siebie desperatkę, która w pojedynkę sobie nie radzi, a uwierz mi- tacy ludzie nie są atrakcyjni.
Tak wiem o tym doskonale dziewczyny,że powinna teraz zająć się sobą a co jeśli nie potrafię? Najgorsze jest to,że pracujemy w tej samej firmie i praktycznie codziennie się widujemy, a na chwilę obecną nie mam możliwości zmiany tej pracy. Ona dzień w dzień rozmawia godzinami z tamtą dziewczyną na moich oczach,a mnie to tak boli,że nie potrafię tego znieść. Nie potrafię zrozumieć jak można z dnia na dzień przestać kochać, a jeśli nie kochało się to po co kogoś oszukiwać, dawać mu prezenty,wyznawać miłość i robić złudne nadzieje.
Można. W życiu jedyną stałą jest zmienna, i nic nie jest nam dane na zawsze. Może decyzja o odejściu kiełkowała w niej od jakiegoś czasu, ale się wahała, i nowa znajomość spowodowała, że postanowiła coś zrobić? Może jej uczucia się wypaliły? Naprawdę ciężko stwierdzić, co się w niej zmieniło, ale cóż, stało się. Czy możesz coś z tym zrobić? Prawdopodobnie nie, więc pozostaje tylko pogodzenie się...
Mysle ze jestes na tyle madra kobieta ze odnajdziesz to sile w sobie i zaczniesz myslec o sobie..:)
Moim zdaniem powinnaś ją do siebie przekonać , porozmawiać z nią .
rozmawiałam z nią powiedziała mi,że mam na nią nie czekać. Ale ja naprawdę ją kocham, minął już miesiąc,a ja ciągle to wszystko rozpamiętuje. Gdy zaczeło się miedzy nami psuć zaczełam się starać i walczyć,lecz to wszystko miało odwrotny skutek złościło ją to. Ale cały czas mówiła,że mam się nie marwtic,że czasem tak zdarza się w związku,że wkrada się rutyna ale mówiła że jej na mnie zalezy i nie chce mnie zostawić, ale wiem,że zauroczyła się tamtą dziewczyną a ja poszłam w odstawke,zaczeła we mnie dostrzegać wady, które wczesniej jej nie przeszkadzały. Nie potrafię się zajac swoim życiem, gdy jezdze do szkoły mimo tego iż jest w niej wielu ludzi,ja nie potrafie tam funkcjonowac jestem ciagle wyłączona i mysle co źle zrobiłam, w czym tamta jest lepsza... tydzien przed naszym rozstaniem planowała wyjazd by uzdrowić sytuacje, a teraz uwaza że to już nie ma sensu,że nie ma czego ratować, nawet szansy nie dała temu związkowi po prostu odeszła... myślałam,że jak dam jej spokoj to przemysli to wszystko i zateskni,ale jak narazie ciagle jest na nie, i chyba zaczyna ukladac sobie życie z tamtą... ale nie rozumiem jak można w tak krotkim czasie chciec zwiazać się z kimś innym..
Eh...Z miłościa tak to już jest, nie ważne czy heteroseksualni, biseksualni czy homoseksualni...ludzie sa tylko ludźmi i odkochuja się tak samo jak i zakochuja i niestety nic na to nie poradzisz, jeśli kochasz ta kobietę to poczekaj, ale nie narzucaj się, bo to może jeszcze bardziej ja odepchnać od Ciebie, może zaatęskni za Toba, zawsze zostaje nadzieja.
to chyba jedyne co mi pozostało, lecz bardzo mnie boli gdy widzę ją szczęsliwa bo moze zobaczyć się z tamtą..
powiedzcie mi dziewczyny co robić,by przestać w jej oczach być desperatką? chciałabym zacząć żyć swoim życiem,żeby wiedziała,że potrafie bez niej żyć, ale z drugiej strony chciałabym też aby wiedziała,że cały czas ją kocham i czekam.. rozmawiałam z nią powiedziała mi,że nie była szczęśliwa od jakiegoś czasu już ze mną,a gdy ja zaczełam to wszystko naprawiać ona już stwierdziała ze nie ma co naprawiać... ja jednak wierzę,że jest co naprawiać gdyby tylko nie było tamtej innej, co robić...
do tanga trzeba dwojga-to banalne ale zawiera wszystko to co zabraklo w twoim zwiazku, po prostu jej nie zalezalo tak mocno jak tobie, niestety nie da sie nikogo do milosc przymusic, choc to teraz bardzo boli to jednak czas uleczy rany i przykro mi ale nie mam ci madrzejszej rady.
musisz to przetrwac a obawiam sie ze z tego juz nic nie bedzie.
moze i ty poszukac sobie wlasnie znajomych na inetrnecie, to zawsze jakis poczatek:)
Przykro mi ![]()
nie jesteś sama w swoim bólu, nie wiem skąd jesteś ale wiedz że gdzieś tam w jakims miescie wśród tysiecy zaswiecoych świateł w oknach ktoś teraz płacze z powodu odrzucenia, utraconej miłosci, złych słów które bola okropnie....
ja równiez należe do tych osób, to nic że płacze za facetem, płec nie ma znaczenia bo zranione serce zawsze tak samo boli ![]()
powiem Ci że ja latałam bardzo za moim eks, prosiłam , błagałam, i sie denerwował, jeszcze bardziej był na nie, ale po jakims czasie zatesknił i wrócił co jednak nie zatrzuymało go na dłużej bo ponownie odszedł i to juz na zawsze ![]()
żadne słowa Cie teraz nie pocieszą, nic nie złagodzi bólu...nie... myle się... powrót, powrót łagodzi ból i na to czekamy w tym cierpeiniu , liczymy na ten cholerny powrót... który zdarza sie chyba 10 na 100 razy
achhh cięzko ![]()
trzymaj sie i pomysl że nie jestes sama...
rozmawiałam z nią powiedziała mi,że mam na nią nie czekać.
Ale grzmot ![]()
Ty też jej tak powiedz
albo tak :
NIE BĘDĘ CZEKAĆ ![]()
co to ma być .... wyszaleję się i wrócę ...SZANUJ SIEBIE
15 2011-04-14 23:23:41 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-04-14 23:25:11)
Ostatnio zapisałam się na zumbę, taki fitnessowy taniec brazylijski, może spróbowałabyś?
Ostatnio zapisałam się na zumbę, taki fitnessowy taniec brazylijski, może spróbowałabyś?
Właśnie myślę o tańcu (bo to lubię ) ale nie wiem który wybrać
Napisałabyś coś więcej ?
z tym czekaniem to chodziło mi o to,że ja powiedziałam jej,że będę na nią czekać,a ona mi powiedziała,że po prostu mam już na nią nie czekać...
czasem nie potrafię zrozumieć jak człowiek może tak szybko się zmienić przecież dopiero minął miesiąc a ona całkiem zaczęła układać sobie inaczej życie, spotyka się z tamtą dziewczyną i chce z nią być, a mnie przecież zapewniała o tak wielkim uczuciu, jestem tylko człowiekiem i nie potrafię tego zrozumieć... ja bym nie potrafiła komuś mówić,że go kocham jeśli bym tego nie czuła... może się w tym wszystkim pogubiła, ale jeśli się pogubiła to nie rozumiem tego po co wchodzi w coś nowego, powinna dać sobie czas..ale z drugiej strony to tylko moje odczucia i moje domysły, i przypuszczenia że ja bym się tak zachowała, tak naprawdę nie wiem co ona do końca czuję
a wszystko zaczęło się między nami psuć,władnie wtedy, gdy poznała tamtą drugą dziewczynę, nie mogę jej niczego zarzucić, bo nie ukrywała tej znajomości wręcz przeciwnie powiedziała mi o tym,że poznała kogoś,ale zapewniała,że mam się nie martwić,że to mnie kocha,a profil na tym portalu założyla z ciekawości...
a dziś po miesiącu chce być z tamtą dziewczyną.. pewnie zapytacie skąd wiem,że chce z nią być? w akcie mojej desperacji napisałam do tamtej dziewczyny i nawet jakiś czas rozmawiałysmy, ale o wszystkim dowiedziała się Monika i była na mnie wściekła...
Powiem jeszcze jedno,nigdy nie byłam w zwiąku z mężczyzną,a to co przytrafiło mi się w życiu z Moniką też do końca nie wiem w jaki sposób mam odebrać, zawsze będąc z nią wiedziałam w podświadomości,że kiedyś to będzie musiało się skonczyc, bo ja kiedys chciałabym mieć dzieci i męża... ale było mi z nią naprawdę dobrze, była dla mnie taka dobra, tak mnie od siebie uzależniła, że żyłam z dnia na dzień i nie dopuszczałam myśli do siebie,żeby to kończyć... potraficie to zrozumieć?
A teraz gdy mnie zostawiła, jest mi ciężko i wydaje mi się,że naprawdę ją kochałam i zrobiłabym dla niej wszystko.
18 2011-04-14 23:56:29 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-04-14 23:58:31)
a ona mi powiedziała,że po prostu mam już na nią nie czekać...
Jeśli ją znasz ? a wydaje mi się że nie to przyjmij to na klatę ( takie męskie powiedzenie)
więc przyjmij to na ....
POWIEDZIAŁA TO CO MYŚLI CZY NIE ?
Pamiętaj w życiu nic na siłę POKAŻ JEJ ŻE JESTEŚ SILNA ....
a jeśli sama uważasz że ten związek i tak ma się kiedyś skończyć
to może nie ciągnij tego dalej jeśli chcesz mieć męża dzieci
Czy ona chce mieć męża czy dzieci czy ? bo może to ona "czuła" że tak
będzie z Tobą i dla niej ta opcja jest wygodniejsza .... pomyśl....
właśnie tak myślałam będąc przy niej, a teraz po tym jak mnie zostawiła moje myślenie trochę się zmieniło... myślę,że mam głęboki problem z własnym ja... na chwilę obecną chcę ją spowrotem..
myślę,że ona też ma problem ze sobą, miała kilka związków z kobietami za sobą,ale jacyś mężczyźni też pojawili się w jej życiu..
myślę,że ona też ma problem ze sobą, miała kilka związków z kobietami za sobą,ale jacyś mężczyźni też pojawili się w jej życiu..
Ona nie trafiła na takiego faceta "czułego" to jest problem napewno jest jej lepiej z kobietą
ale nie jest jej do końca dobrze z tym ......
dzisiaj zauważyłam przypadkiem opis na jej gg : Jesteś całym moim światem.. Powiedzcie mi proszę jak po miesiącu można sobie ułożyć życie z kim innym?
czuję się okropnie..
Posty przeniesione
Proszę wyjaśnicie mi jak można mieć aż taki tupet i być na tyle bezczelnym...
Sprawa wygląda tak, zostawiła mnie kobieta dla innej, pracujemy w tej samej firmie, i narazie nie mam możliwości zmiany pracy. Dzisiaj w pracy moja była pojawiła,się ze swoją nową partnerką, powiedzcie mi jak można mieć aż taki tupet i być na tyle bezczelnym...? Czy ta dziewczyna kompletenie nie ma serca żeby pojawiać sie w pracy i to jeszcze na moich oczach z moją byłą? poczułam się jak takie gówno...
A może to po to by wzbudzić zazdrość?
nie to na pewno nie chodzi o wzbudzenie zazdrości, zostawiła mnie ponad miesiąc temu, a teraz miedzy nimi jest ' wielka miłość ', nie wiem czy one nie rozumieją tego, jak bardzo mnie to zabolało, cały czas się łudziałam,że może jeszcze do mnie wróci, ale po dzisiejszej akcji przekonałam się, że jednak nie, to nie ludzie , a zwykłe świnie...
Bądźmy szczerzy, kobiety pod względem takich rozstań, gdy sie juz na nie zdecydują, są po prostu bezwzględne i niejednokrotnie wyrachowane.
Monika, wg. mnie zabawiała się Tobą, bo była zainteresowana, "spróbowała" Ciebie, bo czuła, że ktoś kim sie mogałby zaopiekować - (multum sms, prezenty itd.) to jest dla niej to. Okazało się, że nie. Nie liczyłbym na powrót. Jej sposobem na Ciebie było właśnie to przywiązanie, które nie dość, że zadziałało, to w dodatku trafiło na poddatny grunt, który za pewne wyczułaś. W końcu byłaś dziewczynką, ze skraju trawnika, a nie z tortu.
Chcesz żeby ona zapragneła Ciebie, zmień sie, przestań płakać, pokaż jej, że jest w Tobie wiele tego, czego ona nie widziała, wcześniej. Czegoś, czego może zapragnąc, tylko pytanie, czy jeśli to w sobie odkryjesz, będziesz chciała ją przygarnąć na powrót. Nie staraj się być ofiarą tego związku. Jeśli kochałaś, będzie na pewno trudno, ale nie ma rzczy niemożliwych. Szczególnie jeśli praca Was łączy, wykrztuś z siebie trochę energii i stań sie obojętna. Tak z męskiego punktu widzenia, to powiem, że kobiety nie raz potrafia się zainteresować właśnie tymi, którzy nie nie zwracają na nie uwagi. Ale w stosunkach lesbijskich... cholera wie.
dziękuję za odpowiedz, ja naprawde przez ostatnie dni bylam strasznie obojetna, tylko wczoraj mnie zbiło to z nog jak pojawiła się z inną w pracy, nie potrafię zrozumieć jak można być aż na tyle bezczelnym?
A nie było to czasem na pokaz? TO pokazanie się z tą nową, by udowodnic sobie samej, że to co zrobiła, było zrobione słusznie. Inaczej to bezczelność. Heh, jeśli jesteś zdesperowana, zawsze możesz spóbować, odbić jej ta nową, ot tak dla zabawy. Takiej samej, jak ona zabawia się Tobą.
Powinnas podziekowac tej nowej milosci Twojej bylej, ze uwolnila cie od tej miernoty. Wez sie a siebie, znajdz sobie kogos innego niekoniecznie kobiete. Badz szczesliwa. Blaganiem jej nic nie wskorasz a zrobisz z siebie posmiewisko z jej oczach. Olej ja niech zobaczy,ze potrafisz zyc bez niej. Jak Ci sie uda to Ty przyprowadz sobie nowa sympatje do pracy. Napewno bedzie jej glupio. P O W O D Z E N I A.
Witam mam 18 lat wlasciwie oczekuje od was jakiejs porady:)Wiec juz od dawna fascynuja mnie kobiety nigdy nie bylam z zadna w zwiazku,bardzo bym chciala.Niedawno poznalam wspaniala dziewczyne.Jest moja dentystka:)(Dodam ze ona ma 24 lata)Zawsze balam sie chodzic na wizyty ale odkad ona mnie leczy to jest przyjemnosc.Na jej widok nogi mi miekna serce wali jak oszalale gdy czuje jej zapach..normalnie obled.Nie wiem co mam zrobic,pragne z nia byc caly czas o niej mysle ale wydaje mi sie ze ona jest hetero i zwyczajnie uwaza mnie za swoja kolejna z rzedu pacjentke.Jak mam zwrocic jej uwage na siebie?co mam zrobic w tej sytuacji?z gory dzieki za porady:)
dziękuję zbychojelen, masz rację,że powinnam być wdzięczna,że ktoś uwolnił mnie z tego związku, ale ja nadal jestem zakochana mimo,że minęły już 2 miesiące, nie powiem jest ze mną lepiej, ale czuję się,że tkwię w jakiejś próżni, jakbym zatrzymała się w czasie wszystko co robię, robię jak robot,jem ubieram się chodzę- zwykłe podstawowe czynności wykonuję tak niezdarnie i bez żadnej chęci,że czasem jest mi siebie żal.
beforea222, widzę że jesteś świadoma swoich zachowań powstałych wskutek rozstania, a to dobry początek drogi. Wystarczy usiąść, i przeanalizować swoją aktualną sytuację i pomyśleć nad tym jak chcemy by nasze życie w przyszłości wyglądało. Musimy podjąć jakiś krok, wykazać inicjatywę z własnej strony, musimy zacząć działać. Warto walczyć z samą sobą, chociaż początki są ciężkie i cały czas upadamy na kolana. Wtedy właśnie należy podnieść się i wstać i ruszyć na przód. Żaden człowiek, nawet ten na którym nam zależało nie może być przyczyną naszych niepowodzeń i myśli, przez które stajemy się słabymi istotami. Każdy w sobie ma siłę przebicia przez największe trudności. Wystarczy spróbować. Kiedy nie uda się za pierwszym, trzeba podjąć kolejne wyzwania, i kolejne... Działanie jest miarą sukcesu, pamiętaj!:)
dziękuję za ciepłe słowa, myślę,że jestem na dobrej drodze, choć serducho nadal krwawi i nadal tęskni, to zaczynam dostrzegać też minusy tego związku, i po tym wszystkim zaczynam też widzieć,że nie poznałam swojej partnerki do końca, pokazuje mi teraz swoją drugą twarz,której wcześniej nie znałam,a jakże okrutną.. Zastanawia mnie też jedna rzecz nie wiem czy ktoś będzie wstanie mi to wyjaśnić, moja była partnerka ułożyłam sobie w bardzo krótki czasie na nowo zycie z kim innym, bo już po naszym rozstaniu weszła w inny związek, ja jak już wyżej pisałam bardzo to przeżyłam, prosiłam,błagałam nic to nie dało,tylko się upokorzyłam. Gdy w końcu zaczełąm ją olewać, być obojętna (razem pracujemy), totalnie przestałam się odzywać, traktuje ją jak powietrze, choć wiele mnie to kosztuje, to ona nagle próbuje na siłę nawiązywać ze mną kontakt, ciągle do mnie zagaduje, ja odpowiadam tylko wtedy, kiedy muszę, bardzo mnie dziwi takie zachowanie,bo jest już przecież z kim innym. Po co w takim razie mnie dręczy, i szuka kontaktu ze mną?
Szuka kontaktu ponieważ zaczęłaś ją unikać. To normalne. Tym bardziej że wcześniej ją błagałaś i prosiłaś o litość. Zależało Ci, a teraz kiedy ona widzi że nie wykazujesz inicjatywy musi wziąć sprawy w swoje ręce by odzyskać honor. Ale przypadkiem nie daj się na to złapać, bo z jej strony to tylko podświadome szukanie pocieszenia własnej osoby z jej strony.
34 2011-05-16 00:19:26 Ostatnio edytowany przez beforea22 (2011-05-16 11:58:46)
dla mnie to trochę jak zabawa wygląda, bo jest z tamtą to niech mi już da spokój, bo robi tylko przez to mi jakieś podświadome nadzieję na sama nie wiem co, a nie chcę już drugi raz przeżywać tego co przeżyłam..
i dlaczego gdzieś podświadomie tak bardzo wierzę,że do mnie wróci? chyba ta myśl nie pozwala mi iść na przód z własnym życiem..
dzisiaj kolejny ciężki dzień za mną walki ja kontra ja, nie chcę się już nad sobą użalać, chcę zacząc normalnie żyć...
Beforea- wierzysz , że wróci bo człowiek, który sobie z jakąś sytuacją nie radzi , na poziomie mentalnym jej zaprzecza (takie usiłowanie złagodzenia bólu poprzez ucieczkę w wizję rozwiązania problemu
). Czas jednak na szczęście bardzo wiele zmienia- przyzwyczaja do nowej sytuacji, pozwala rozstać się z wizją danej osoby jako "naszej" itd. Z wolna więc odchodzi i wiara czy jak to niektórzy miewają "przeczucie", że dana osoba wróci.
Co do tego że chciałabyŚ przestać "użalać? się nad sobą- zawsze jest tak że rozum wyprzedza emocje. Im trzeba dać swój czas. A zmiany w uczuciach bywają tak maleńkie że niezauważalne. Stąd trudno się spodziewać że o ile cierpisz już jakiś czas to jutro wstaniesz jak gdyby nigdy nic bo postanowiłas z tym skończyć
jeszcze trochę tej udręki, ale w końcu będzie dobrze
![]()
dziękuję Ci fajka za dobre słowa,naprawdę każdy tutaj post z jakąkolwiek radą,czy ciepłym słowem wiele dla mnie znaczy i podnosi na duchu. Jednak są takie dni jak ten dzisiejszy,że nie mogę oddać się zwykłym codziennym czynnościom,bo cały czas wspominam,analizuję, zastanawiam się. Bardzo tęsknie, i bardzo wszystko mnie jeszcze w środku boli. No i zastanawia mnie też fakt dlaczego teraz na siłę stara się do mnie zagadać w jakikolwiek sposób, skoro podjęła już decyzję,że mnie nie chce i jest z kim innym.
Zastanawiam mnie też fakt, jak to wszystko jest skonstruowane,że pomimo krzywdy jaką mi wyrządziła, bylabym wstanie ją przyjąć z powrotem... a przynajmniej tak mi się wydaje.
Też tak miałam z analizowaniem, z paraliżem czynności, z zastanawianiem się i tęsknotą.. czasami paradoksalnie żeby wygrać trzeba się poddać- poddać tym myślom, trudnym uczuciom, po prostu pozwolić im przepłynąć. W końcu ich zasoby- zdawałoby się bezkresne- ulegną wyczerpaniu
to że byś ją teraz przyjęła z powrotem mimo wszystko- tak, to zrozumiałe, to pozwoliłoby zatrzymać cały ten trudny proces który teraz przechodzisz od ręki. Tylko to nie jest dobry powód
lepiej dokonywać wyborów wolnych niż takich, które są wynikiem słabości (w dodadku chwilowej
). To się naprawdę skończy. Uczucia mają gdzieś swój początek, gdzieś mają też i koniec.
miejmy taką nadzieję, bo nie chcę wiecznie trwać w takiej próżni. Smutno mi trochę bo zbliżają się wakacje,które planowałyśmy razem spędzić, ale widocznie tak miało być, będę musiała jakoś sobie sama czas wypełnić.
Nie zamykaj się na nowe. Mysląc wciąż o starym, mija Cię to, dzięki czemu potencjalnie możesz być znów szczęśliwa. Jeśli Świat powiedział Ci, że tam gdzie widziałaś swoje szczęście, nie ma go już, to znaczy, że trzeba spojrzeć w inną stronę. Było, ale nie udało się. Koniec. Tęsknić tak. Ale nie ograniczać się. Do Ciebie nalezy decyzja, jak szybko pozwolisz by wakacje, z poczucia straty, zamieniły sie w szansę na nowe. Lepsze. Bo jeżeli stare, choć dobre, miesza się z bólem, to nowe, pozbawione tego bólu, na pewno będzie lepsze, choćby dlatego, że nie obciążone.
Ja doskonale rozumiem,że takie zamykanie się na nowe niczego dobrego nie przyniesie, a ciągłe życie wspomnieniami nie wróci mi tej osoby. Ale tak ciężko w życie jest wdrożyć te wszystkie rady, i wskazówki jak zacząć na nowo żyć. Nie jest to łatwe i chyba naprawdę potrzeba mi do tego czasu, a przede wszystkim walki z samą sobą i uczuciem,które gdzieś głęboko siedzi. Minęły już dobre 2 miesiące i myślałam,że po tym czasie będzie już lepiej, większość osób myśli,że już mi przeszło,że przyzywczaiłam się do takiego stanu rzeczy,a wcale tak nie jest. Wydaje mi się,że nawet jest trochę gorzej, bo zasypiam i budzę się z myślą o niej, nie potrafię inaczej. I chyba najbardziej boli mnie to,że to ja tak cierpie, bo ona już ułożyła sobie życie, jest szczęśliwa beze mnie,a ja nie potrafie.
Nie walcz ze sobą, bo przegrasz, nawet jeśli wygrasz. Uczuciom lepiej pozwolić się wypalić, w miarę możliwości nie podsycając ich. Samo pisanie o nich już jest podsycaniem. Jeśli nie umiesz się oderwać od swoich spraw, znajdź jakiś temat, kogoś innego i postaraj mu się pomóc. A tutaj zaglądaj sporadycznie. I bądź sobą, teraz, a nie sobą z "wtedy". Przynajmniej spróbuj.
dziękuje za te słowa. może poradzisz mi jeszcze jak zachowywać się w pracy, gdy ona nagle zaczełą szukać kontaktu ze mną...
44 2011-05-17 12:25:36 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-05-17 12:26:40)
Nie wiem co Ci poradzić.
Widzisz, to zależy od Ciebie samej. Od tego co chcesz osiągną. W każdym przypadku, który przychodzi mi na myśl, powinnaś z nią porozmawiać. A nie wiem, czy stać Cię na to. Choćby dlatego, że będą temu towarzyszyły emocje. Od Ciebie zalezy jakie. Zakładając, że jest to skończone i nie macie szans, na co wygląda, w końcu to już 2 miesiące. To powinnaś jej wpros powiedzieć, że unikanie rozmowy to celowe zachowani. Nie w korytarzu, nie w przejściu, ale gdzieś zupełnie w cztery oczy. By powolić zachować jej twarz, a w razie czego otrzeć łzy. Powiedz jej, wpros, że cała ta sytuacja jest dla Ciebie trudna, tak jak tutaj piszesz. Poproś ją żeby to uszanowała. Wcześniej możesz ją zapytać dlaczego wogóle szuka kontaktu z Tobą. Jeśli jest tak, jak pisał ktos wyżej, że ona próbuje sobie poukładać w głowie sprawę z Tobą, bo z jakiegoś powodu może ma wyrzuty, czy cokowliek innego - to są jej uczucia. Wystarczająco mocno przyłożyła się do tego, że dziś czujesz się tak jak czujesz. Więc swoje problemy niech zachowa dla siebie. Bo jej bliskość po prostu Cię rani, a doszłaś do wniosku, że im mniej jej - tym dla Ciebie lepiej. Ona Cię zraniła, zatem nie pozwól by konsekwencje jej zachowania, przeszły na Ciebie, wystarczająco dużo masz własnych emocji na głowie. Jeżeli ten dystans działa na Twoją korzyść trzymaj się tego. Jeśli ona chce być Twoją koleżanką, przyjaciółką, ale Ty sobie z tym możesz nie poradzić, powiedz jej o tym. Może ona tego nie rozumie. Dziś nie jesteś od niej uzależniona. Nie musisz iść z nią na kompromis. Dziś, jesteście samodzielnymi jednostkami. Jeśli ona zrobi sobie z Ciebie koleżankę, a Ty nie podołasz temu, znowu będziesz czuła się wykorzystana i długo jeszce bedziesz niezdolna na przyjęcie nowej szansy. Która może właśnie dziś Cię mija. potem, może kiedyś, gdy sobie ułożysz inaczej sprawy, może z kims innym, będiesz na to gotowa... ale teraz powiedz jej czego od niej oczekujesz, czy też czego wolisz unikać. Tyle. Ale prozmaiwj z nią. Bo będziecie się o siebie obijać, a atmosfera i niewyjasnione mysli mogą budwoać dziwne wyobrażenia - jednej, o drugiej. A to zdecydowanie nikomu nie będzie służyć. A potem odetchniesz, zobaczysz.
BTW, myślisz, że dlaczego piszę, by pomóc komuś innemu? Odp, znajdziesz w tekście powyżej ![]()
pozdrawiam.
Wiesz ja chyba nie chcę doprowadzić do takiej rozmowy, bo, gdy ja tak bardzo chciałam rozmawiać, prosiłam, płakałam, błagałam, ona nie chciała zamienić ze mną słowa, wręcz dawała odczuć, że mam dać jej spokój. Jak w końcu to uczyniłam, stałam się zimna,obojętna, ona nagle zaczęła sama zagadywać, wypytywać, widzę w jej zachowaniu, że stresuje się trochę na widok mojej osoby, i chyba trochę ją denerwuję to że jestem taka chłodna, bo nawet na nią nie spojrzę,gdy obok mnie przechodzi, a odpowiadam jej naprawdę służbowo na pytania, w postaci słów tak lub nie.
Gdy się rozsawałyśmy to ona sama chciała,żebyśmy zostały znajomymi, myślałam na początku,że może faktycznie tak będzie dobrze, ale teraz z biegiem czasu, wiem, że nie potrafię być jej koleżanka, bo kocham, i mogę być tylko jej partnerką nikim więcej. Nadal zresztą gdzieś podświadomie wierzę i łudzę się,że zrozumie coś i wróci......
46 2011-05-17 14:01:36 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-05-17 14:17:47)
Niestety muszę się z Tobą w pełni zgodzić. Niestety, dlatego, ponieważ to gorzka prawda co napisałaś. Jeżeli kochasz, to nie będzie Cię stać, na bycie "tylko" koleżanką, czy "tylko" przyjaciółką. To zbyt duże wyrzeczenie się samego siebie, bo jeśli kochasz, to czujesz, że druga strona, to część Ciebie. A jak tu się wyrzec siebie? To tak, jakby chodzić z otwartą raną, którą się wciąz rozdrapuje. Zamiast sprawiać radość, sprawia ból. Ty o tym wiesz i czujesz, bo to Ty kochałaś prawdziwie w tym związku. Takie "tylko" przerasta, a jednocześnie ogranicza. To tak, jakby sobie samemu założyć kaganiec, a potem udawać radość, merdając ogonem, gdy Pani rzuca piłeczkę i bawi się już z kimś innym. Tak się nie da. Nie wiem czy Cię to pocieszy, Twoja miłość, tak kochana przez Ciebie osoba, nie rozumie tego, bo nie kochała w pełni, o ile wogóle. Ona mysli innymi kategoriami. Dlatego to takie przykre. Przykre, bo gotowa byłaś dać z siebie wszystko- tak jak pisałaś: prosiłaś, płakałaś, a na koniec błagałaś. To były granice, na osiągnięcie, których pozwoliłaś sobie. Za to ona, zaoferowała Ci "żebyście zostały znajomymi" - zobacz jak to niewiele, w porównaniu z tym, co byłaś gotowa dać jej... Jej nie towarzyszył taki ból rozstania, jaki Towarzyszył Tobie. Może ona wie, że skrzywdziła, ale nie wie ile Cie to naprawdę kosztowało. Dlatego przedstawiła Ci taką ofertę - nie złośliwie, wcale, ale po prostu nie rozumiejąc.
Nadal jednak uważam, że powinnaś z nią porozmawiać. Bardzo proszę, nawet z błahego, ale jak ważnego może powodu - dlatego żeby być od niej lepszym. Albo po to, że tak należy, albo dlatego, by zrozumiała, powodów może być wiele. Nie rób tego dla niej, jesli będzie Ci tak wygodniej myśleć - ale dla siebie. Po drugie wyjaśnienie sobie tego spowoduje, że nie będziesz czuła z jej strony takiego ciśnienia, może odpuści to nagabywanie Cię, podpytywanie, łapanie wzroku. Wcale to nie oznacza, że zrozumie. Nie oczekuj, że zrozumie, iż każde jej słowo czy gest, nawet najdrobniejszy, przeciąga Twój ból i go potęguje, wzbudzając nadzieję. Tak jak pisałaś, bronisz się przed tym jak umiesz, nie pozwolisz odejść sobie myśli, że jednak ona wróci do Ciebie, że coś się stanie takiego, że będziecie razem. Choć potrafisz to napisać, z rdugiej strony czujesz, że to niemożliwe, ale jednak wciąż masz nadzieję. Tłumaczysz sobie, że to niedorzeczne, niemożliwe, ale każdy jej gest, jak podmuch spodni przy krokach na drodze, który wzbijający kurz, w Twojej głowie stawia zamek - z piasku, który rozpada się zaraz, gdy tylko umilkną kroki. Przegrałaś, choć w to nie wierzysz. Chciałabyś, ale nie umiesz. Powtarzam, porozmawiaj z nią, nie dla niej, nie z przekory, ale dla siebie, by przepędzić z głowy to, niosące ból - widmo nadzieji. Zrób to dla siebie. Będzie bolało, może mocniej niż byś tego chciała, mocniej, niż bedzie Ci się wydawało, że jesteś w stanie znieść, na ile się przygotujesz. Ale potem już może być tylko lepiej. Bo, czy może być gorzej? Gorzej, niż tam, dokąd zaszłaś? Wszystko sprowadza się do tego, by posiąść siłę, by przestać mieć tę cholerną nadzieję, która burzy Ci sny.
(odrobinkę przeredagowałem)
Może kiedyś zdobędę się na taką rozmowę, wiem , że teraz jeszcze nie jestem na to gotowa, boję się jej reakcji, boję się, że powie mi, że wszystko nad interpretuję, a jej zagadywanie jest tylko z czystej uprzejmości. Nie chcę się narażać na jakiś kolejny cios, bo boli to bardzo. Nie wiem też czy kiedykolwiek mnie kochała, myślę, że tak , przecież byłyśmy ze sobą spory kawałek czasu, więc coś musiała czuć, najwyraźniej to coś się wypaliło. Chociaż nawet dzień przed rozstaniem potrafiła mi powiedzieć,że kocha i jej na mnie zależy, potrafiła też kłamać,że G(jej obecna partnerka) nic dla niej nie znaczy,że to tylko koleżanka i mam się nie martwić,że tylko ja się liczę. Właśnie po czasie dostrzegam jak jej zależało i jaka byłam ważna, potrafiła prawie półtora roczny związek skończyć dla kogoś poznanego w internecie... Miałam też okazję rozmawiać z tą nową partnerką mojej byłej, nie wiem czy dobrze zrobiłam,ale rozmawiałam z nią.Okazało się,że była w związku i zakończyła go dla mojej byłej, także obie weszły w coś nowego, nie wiem czy im to na dobre wyjdzie, zresztą to nie powinien być już mój interes...
Nie chcę przede wszystkim użalać się nad sobą, jak to mnie życie okrutnie potraktowało, zabierając mi kogoś kogo tak kochałam, wiem, że jest wielu ludzi z gorszymi problemami, i gorszymi przeżyciami, mnie spotkała tylko odrzucenie, którego się nie spodziewałam, i nie byłam na nie przygotowana. Ale pewnie nie raz w życiu spotka mnie jakiś zawód. Boli to o tyle bardzo, że jestem sama, nie mam się zbytnio komu wygadać, bo ludzie nie są otwarci na tematy związków homoseksualnych i od razu wyobrażają sobie nie wiadomo co, dlatego duszę to wszystko w sobie, i piszę tutaj, bo tutaj mogę wyrzucić to co we mnie siedzi i dać upust wszelkim emocjom.
Widzisz, bo ludzie durni są i myślą, że jeżeli emocje dotyczy związków, w którym jedno ma myszkę, a drugie ptaka, to są inne od tych, gdy spotkają się dwie myszki, czy dwa ptaki. Ludzie to ludzie i maja emocje, kwestia tylko progów odczuwania i zdolności sprzedawania go inny. No zastanów się. Gdybyś od początku pisała tu, że to nie związek z dziewczyną, a heteteroseksualny - musiałabyś zmieniać cokolwiek innego? Nikt by się nie domyślił. Bo różnicy w tym żadnej nie ma. Ludzie, Ci o których piszesz, że nie są otwarci na takie tematy, po prostu nie rozumieją. Są zahukani i tyle. Tępa świdomość zgrzyta na takiej sprawie. Co innego akceptacja takiego związku i nastawienie do niego, a co innego rozmowa o emocjach towarzyszących, jeśli tego nie potrafia rozdzielić, no cóż, nie gadaj z nimi i masz z głowy.
dzięki Dunkis ![]()
Głowa do góry. Tak jak napisałem, bądź soba. Częściej - a na pewno w sprawach emocjonalnych lepiej zrobić to, co uważasz za słuszne, niż testować czyjeś teorie, a potem pluć sobie w brodę, że jednak trzeba było inaczej. Bądź Panią swoich emocji. Może keidyś dojrzejesz do takiej rozmowy, jaką uznasz za stosowną. A tak z ciekawości, co Cię skłoniło do rozmowy z ta nową dziewczyną?
Ta rozmowa odbyła się już dosyć dawno temu, a co mnie skłoniło? byłam zdesperowana, działam pod wpływem emocji,a nie swojego rozumu, chciałam się dowiedzieć, dlaczego zabiera mi kogoś kogo kocham. Chciałam dowiedzieć się, co było powodem rozstania,bo mi do końca moja była tego nigdy nie wyjaśniła. Teraz wiem,że to było jedno z głupszych posunięć jakie mogłam zrobić, bo tamta dziewczyna,nie była ze mną szczera, ona mnie pocieszała, wmawiała,że nie będzie z moją byłą, bo jest z kim innym, a sprawy potoczyły się tak,że są teraz razem.
Jedyna rada na spokój ducha, to zmienic prace i zerwać z tym światem. Jeżeli nie odizolujesz się od tych ludzi, którzy cie teraz otaczają, to naprawdę nie będzie ci latwo. Ale zycze ci oczywiście powodzenia.
uwierz mi zbychojelen,że na chwilę obecną nie jest to możliwe, nie wchodzi w grę zmiana pracy. Może od lipca sierpnia tak, ale narazie muszę tkwić w tym wszystkim...
nadzwyczajne jest to,że to Wy-mężczyźni staracie się mnie podnieść na duchu i zrozumieć to co czuję, dziękuję.
Zakładam, że nasza rozmówczyni rozważała już wcześniej ucieczkę z tego mijsca, a nazywając rzczy po imieniu, zmianę pracy. Ale nie o tym chciałem. Hmmm. Dlaczego dziwi Cię to, że mężczyźni Cię pocieszają? Najpierw chciałem napisać, że raczej dziwne jest to, że zdecydowanie dziwne jest to, jak mało kobiet wypowiada się w tym temacie. Spróbuje zatem to rozważyć (czytaj rzucić prowokujący tekst). Może one boją się tu pisać, bo zazwyczaj kobiety dzielą świat na dwie części - facetów, których uważają, że są prości w obsłudze i z góry wiadomo jak się zachowają (są wyjątki), a jeśli nie wiadomo, to i tak będą skakać jak im się zatańczy - faceci, póki sie w nich nie zakochają - bo wtedy świata poza nimi nie widzą. A kobiety - no cóż, każda czuje się wyjątkowa, a że w naturze ma baczne obserwowanie innych kobiet, to systarczy właśnie ich uważne obserwowanie. Natomiast z Tobą moga mieć problem. Po pierwsze, masz za sobą doświadczenie bycia z kobietą, co stawia Cie ponad większość z nich. Znakomita większość marzy o czymś takim, ale w życiu się do tego nie przyzna i Ci zazdrości. Po drugie inne uwazają, że nie wiedzą czego się po Tobie spodziewać, bo obserwacja Ciebie po prostu nic im nie da. No i może być jeszcze inna część kobiet, ale nie odważe się o tym pisać na forum kobiet. No i jeszcze inna część, której mój męski umysł nie obejmuje pewnie. No a poza tym jesteś wyjątkowa dla nich inaczej i tyle.
Ale, po krótkiej chwili namysłu myślę, że to jednak nie o to chodzi. Mógłbym powiedzieć, że to ja jestem zaskoczony tym, że Ty jesteś zakoczonya, iż właśnie mężczyźni Cię pocieszają
I przyszło mi do głowy jedno - może, po prostu nie rozejrzałaś się jeszcze w tym gronie odpowiedznio, siedząc z dala ... gdzieś w kąciku po prostu nie trafiłaś na takiego. Takie wniosek wysnuwam z tego, że się tak dziwisz... mężczyznom... no pomyśl....
Zawsze można odwrócić sytuacje i powiedzieć, że może ta kobieta po prostu, nie jest kobietą Twojego życia, ale znów bym wrócił do walki płci, a przecież ustaliliśmy już wcześniej, że jeżeli chodzi o emocje, to akurat na tym polu nie powinno dokonywać się podziału. A to przecież kwestia wyborów, na które dobrze by było, by osoby z boku nie tylko nie wpływały, ale i nie negowały.
Nie wiem czy to była kobieta mojego życia, nie chcę dokonywać takich osądów, bo może kiedyś kogoś spotkam, i ten ktoś będzie osobą mojego życia, ludzi zbyt często nadużywają słów kocham Cię, i właśnie tych "kobieta,mężczyzna mojego życia". Moja była miała przede mną bodajże 4 inne związki z kobietami, i każdą kochała i każda była jej kobietą życia, z którą wiązała całe swoje życie, może też przez to przestałam wierzyć w to,że uczucia są prawdziwe, że ktoś może obdarzyć Cię czymś naprawdę i do końca życia, a nie gdy pojawia się problem, zwija swoje bagaże , i w najlepsze ucieka.
Wczoraj też po rozmowie z pewną bliską mi osobą, uświadomiła mi, nie wiem czy słusznie, że gdyby w życiu mojej byłej nie pojawiła się ta nowa, to pewnie dzisiaj byłybyśmy jeszcze razem, ale byłby to związek nie szczery. Ludzie nie odchodzą od kogoś jeśli nie mają deski ratunku w postaci nowej osoby, z którą mogą stworzyć kolejny związek, myślę, że tak było w przypadku mojej byłej.
Zbytna ostorzność, to coś, czego jeszcze nie posiadłem, ale ucze się. Jednak zastanów się, jeżeli w tamtym momencie uważałaś, że jest to osoba, którą kochasz i nie było żadnej innej, dorównującej jej w tym, to czy nie była ona kobietą Twojego zycia... choćby w tamtych chwilach? (pytanie retoryczne - kwestia tego jak na to spojrzysz). Po co sobie zostawiasz margines? Masz tak zamiar zyć do końca swojego zycia. Znajdziesz jedną, druga i trzecią osobę... i nigdy nie powiesz jej, że jest osobą Twojego zycia. Bo wciąz nie zostanie ten margines - a może jednak, ktoś inny, w przyszłości okaże się jeszcze lepszy... nie mówię że tak ma być, że wciąz nalezy szukać kogoś lepszego, ale żyć chwilą. Jutra może nie być, wpadniesz pod samochód, walec Cie rozjedzie, upadniesz na chodniu i będzie po Tobie, a ostatnią rzeczą którą może pomyslisz, a może jedak ta, czy inna osoba była tą osobą... nie - tak nie można, jesli wtedy uważałaś, że tak było, to należy tak to nazywać i traktować. I wcale to nie oznacza, że te uczucia są nieprawdziew. One mogą na takie wyglądać z perspektywy czasu, ale wtedy, gdy się o nich mówi... Stąd uważam, że ludzie za żadko sobie mówia takie rzeczy. Ale to oczywiście moje zdanie. Dlatego ona miała prawo , moim zdaniem podkreślam, mówić, że kochała i że one były kobietami jej życia - zycia tego, które było w tamtej chiwli. Gdy była z Tobą, zapewne przez większość tego czasu myślała wyłacznie o Tobie, spędzala z Tobą czas - wiązała całe zycie, może nawet marzyła - czy to że nie jesteście teraz ze sobą, upoważania kogokoliek do twierdzenie, że nie byłaś kobietą jej zycia? Dzisiaj, na pewno tak nie mówi, bo jest ktoś inny. Ale wtedy, gdy tak czula i mówiła do Ciebie - czy Ty tego nie czułaś? Dlaczego tak mocno jej na Tobie zależało, może właśnie dlatego, że tak było. Ponieważ nie napisałaś o bezpośrecnich powodach tego co zaszło między Wami - tylko, że pojawiła sie nowa osoba - wiesz takie rzeczy nie biorą się z niczego. Może czegoś zabrakło jej w Waszym związku, a ona to znalazła gdzie indziej. I tutaj nawiązuje do Twojej rozmowy z tym kimś z wczoraj. Owszem, ta nowa mogła być taką deską ratunku, ale z drugiej strony zobacz, jak Wasz związek był dziurawy, skoro do jego rozpadu wystarczyło to, że pojawił sie ktoś trzeci. Chyba, że wolisz trzymać się świadomości, że nie wazne jaki ten związek była, ważne, że był - bo Tobie byłow nim dobrze.. ocena oczywiście należy do Ciebie, jednak wydaje mi się, że mogło tak być, iż nie widziałaś wszystkiego co się dzieje wokół Ciebie, przesiąkłaś fascynacją, byłaś odurzona związkiem z kobietą, działały na Ciebie rzeczy, na które na Twoją partnerke juz nie działały, skoro była wcześniej z innymi kobietami. A tak dla śmiechu kwitując jej zachowanie powiem, że bardzo kochliwa z niej kobieta (pisze o emocjach) i jest żadna wrażeń, zmian, nie zauwazyłaś tego czasem?
BTW, są takie osoby, które odchodzą nie mając "koła ratunkowego", ale dzieje się to wtedy, jeśli za bycie w związku płacili wysoką cenę. Ty tego nie doświadczyłaś, ona też, zatem, wciąż jesteś normalną kobietą, dobrym materiałem na partnerkę, bez "przejść", to co Cie spotakło to zawód miłosny i tyle. A takich zawodów miłosnych, w dodatku bez obciążeń pod postacią rodziny jest ... no sama powiedz, ile? Nabyłaś doświadczenie, tak to potraktuj, zatem po co stać w miejscu? Hę? Tym bardziej, jeżeli nie potrafisz powiedzieć o niej - że była kobietą Twojego życia, może warto takie spojrzenie wykorzystać i poszukać tej jedynej osoby. A teraz trochę Cię szturchnę palcem - dla niej byłaś epizodem nr 5. - przynajmniej do tylu sie przyznała. Myślisz, że ona umie liczyć tylko do 6, co?
Masz rację,było trochę tak,że ja utknęłam w jakiś punkcie tego związku i wydawało mi się,że jest dobrze, a przynajmiej miałam takie wrażenie, bo mi było dobrze. Z tego jak się okazało po czasie, jej do końca nie było dobrze, znudził ją ten związek, podobne do siebie dni, chciała chyba czegoś nowego, no i według niej uczucie z jej strony się wypaliło. Ale nigdy nie potrafiła mi powiedzieć o tym wprost, zawsze mi mówiła, że kocha i,że ta chwilowa rutyna minie, a ja głupia w to wierzyłam. Starałam się coś zmienić, ale wtedy ona już tego nie chciała, wręcz przeciwnie irytowało ją każde moje staranie się, każda inicjatywa. Masz rację muszę to potraktować jako epizod mojego życia, jako pewne doświadczenie,z którego muszę wyciągnąć wnioski na przyszłość, bo inaczej utknę w próżni i nie pójdę w ogóle na przód, już zaczynam dostrzegać,jak dni uciekają mi przez palce, niby to takie banalne,ale przez te ostanie 2 miesiące moje dni wyglądaja podobnie do siebie, nic konkretnego, nic dla siebie,ciągle gdzieś obok, bez żadnych myśli na lepsze jutro, chce to zmienić, bo życie nie powinno tak wyglądać. Mimo,że nadal ją kocham, nie chcę już tak przeżywać tej miłości, bo ona nic dobrego mi w chwili obecnej nie przynosi, bo jest tylko jednostronna.
No cóż ona na dzień dzisiejszy uważa,że ta nowa to ósmy cud świata,że w końcu poznała kogoś z kim może wiązać plany na przyszłość, ale przecież ze mną było dokładnie tak samo. Poza tym nie wierzę w to,że w 3 miesiące można poznać kogoś na tyle mocno żeby widzieć w nim potencjalnego partnera na resztę życia, ale widocznie niektórzy tak potrafią.
W końcu wyszła z Ciebie mądra dziewczynka, zaczełaś trzeźwo wokół siebie rozglądać się. Ba, zauważyłaś to, o co miałem zapytać i juz nie muszę. Oceniłaś obecny jej związek. Wyciągnełaś wnioski - dostrzegłaś, że wasze początki wyglądały podobnie. Czy to tak naprawdę powinno Cię dziwi. I dojrzałaś do myśli, że ze zranionym sercem można żyć - to chyba najważniejsze - bo to Twoje. To nowa siła, która doda Ci te wiary.
I pewnie, że ją kochasz. Gdybyś tak szybko poczuła, że jej nie kochasz, to znaczy, że to nie była miłość. Gdzbz serce nie krwawiło, kim byś była? Ale dzięki wszytkiemu wiesz, że potrafisz kochać - prawdziwie, prawdziwiej niż ona. Wiesz, że Twoje uczucie mają moc, jeśli nimi kogoś obdarujesz, będą silne. Ona wciąż szuka tego w sobie. Może tak naprawdę, to Ty jesteś wygrana po tym wszystkim. I tak skoro nie kochała, prędzej czy później odeszła by. Ty jesteś lepsza - bo wiesz, że umiesz kochać. A ona będzie szukała w sobie miłości do końca życia, albo póki będzie miała siłę. Za to Ty juz dzisiaj wiesz, że potrafisz kochać naprawdę. Leć, leć i nie oglądaj się za siebie. Czasem tylko zrknij, uśmiechnij się do tych dobrych chwil i tyle.
Ps. dziwię się tyklo temu, że zawiódł Cie instynkt, i że rozmawiałaś z tą jej nową - a na pewno rozmawiałaś szczerze. No cóż byłaś zdesperowana.
Dzisiaj żałuję tego,że rozmawiałam, ale czasu nie cofnę, podjęłam się tego kroku, bo byłam zrozpaczona, szukałam jakiejkolwiek deski ratunku, wierzyłam,że ona mi pomoże? Ale w czym mogłaby mi pomóc tego dzisiaj nie wiem... nic dobrego ta rozmowa nie przyniosła. Ale już wiem na przyszłość,że nigdy więcej bym tak nie postąpiła, ale ludzie mają to do siebie,że najpierw robią, potem myślą...
Mam nadzieję, że szczęście jest gdzieś blisko mnie, Ty pomogłeś mi zrozumieć trochę spraw, spojrzeć trzeźwo na niektóre sytuacje, teraz chyba moja kolej by komuś pomóc... ![]()
61 2011-05-18 13:24:25 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-05-18 13:25:37)
Before22. Nie oceniam Cię, napisałem przecież, że rozumiem, iz byłaś zdesperowana - zrozum - rozumiem Cię. Sam o mało co nie popełniłem tego błędu, gdyby nie przypadek, pewnie bym popełnił.
Cieszę się, że uważasz, że Ci pomogłem. I cieszę się, że znalazłaś pomysł na cel - pomóc komuś. Uwierz, nic tak nie pomaga, jak pomaganie komuś innemu.
Ps.
A tak przy okazji, popatrz co mamy w stopkach postów. Zauważ jakie te złote myśli, którymi się podpisujemy, są do siebie podobne ![]()
Trochę się jednak boję, dziś jestem naładowana pozytywną energią, ale jutro może być inaczej, ale wiem,że nawet gdybym miała gorszy dzień trzeba myśleć pozytywnie. Za oknem dziś taki cudowny dzień, aż szkoda się zamartwiać i tracić go na rozpamiętywanie tego co było. Może kiedyś zrozumie, że popełniła błąd, ale ja nie będę na ten dzień czekać, bo przecież mogę takiego dnia się wcale nie doczekać, a wtedy zmarnuję zbyt wiele czasu. Trzeba się jeszcze wyzbyć uczucia żalu, a z tym chyba sobie radzę najgorzej.
Dunkis a tak się zastanawiam,co byś mi poradził w sprawie jeszcze jednej kwestii. Otóż z racji tego,że prawie u niej mieszkałam, zostawiłam tam część swoich rzeczy, jakiś książek,płyt,ubrań, i właściwie do teraz mi tych rzeczy nie oddała. Zastanawiam się czemu sama z siebie mi tych rzeczy nie przywiezie i nie odda. Z drugiej strony jakieś takie uczucie we mnie siedzi, widzisz znowu zgubne,że skoro mi ich nie oddaje to może jeszcze nie wszystko stracone?
No,a wiem,że jeśli powiem jej,że ma mi oddać moje rzeczy, i przywiezie mi je, będzie mi bardzo przykro, bo będę wiedziała,że ten rozdział jest już definitywnie zamknięty... i takie błędne koło...
Before22, powiem inaczej, bo nie lubię radzić, wiesz, wiąże się to z konsekwencjami przejęcia odpowiedzialności za to. Zatem odwróć sytuację i wyobraź sobie, że to Ty jesteś tą nową. Wchodzisz do mieszkania, gdzie znajdujesz pamiątki, po swojej poprzedniczce.... no... wychodzisz spod prysznica i obok swoich rzczy z półki widzisz rzeczy poprzedniczki.... pewnie leżą gdzieś spakowane i czekają... bo ...
Zatem chyba znalazłaś już odpowiedź, co? Twoje rzczy nie leżą już na swoim miejscu - przeszkadzałyby, nawet nie Twojej dziweczynie, ale tej trzeciej. Zatem i tak juz nie są na "swoim miejscu". One tkwią tam jedynie w Twojej głowie. A jeśli tak, to cóż ja Ci mogę poradzić, co? Nie jestem psychologiem, nie umiem rozplątywać talich rzeczy. Obserwuję, owszem, potrafię komentować. Ale Twoja prośba o radę w tej sprawie po prostu przerasta mi, wybacz.
No, ale wiedzisz wracamy do tego, że powinaś porozmawiać ze swoją EX, nawet choćby po to, by poprosić ją o przywiezienie tych rzeczy . Im wcześniej będziesz to miała za sobą, tym mniej wciąz jej wpływu będziesz czuła. Zostaną Uczucia, których nie zmienisz, po co Ci inne balasty - to wyłącznie Twoje balasty. No wiem, nadzieja umiera ostatnia. nie powinienem zatem wogóle tak pisać.
dziękuję, nie wiem sama co jeszczę zrobię,ale na pewno rozważę Twoje słowa...