vassaga- gratuluję w pełni zdrowego podejścia, którego często nie mają osoby bez zaburzeń. Bravo!
Podobne tematy
Też gratuluję
Zgadzam się z Tobą, że diagnoza BPD nie może służyć za wymówkę, to nie choroba kieruje czyimś życiem, tylko człowiek. Sama widzę u siebie wiele cech tej przypadłości, ale staram się z nimi walczyć. Nie chcę, żeby moje emocje i inne panowały nade mną. Czasem jest to zbyt trudne i nie udaje mi się, ale na szczęście ludzie wokół mnie są na tyle obojętni na moje humory, że mam nadal nowe szanse w większości przypadków. Problem jest tylko w bliższych związkach, ale i w tej sferze się poprawiam, już potrafię się na tyle zdystansować, żeby nie dramatyzować w błahych sprawach, lepiej rozumiem motywacje innych, a jak nie rozumiem, to przynajmniej staram się nie robić afery. Ciężka praca nad sobą naprawdę przynosi rezultaty. Pozdrowionka ![]()
O to chodzi dziewczyny. My decydujemy o swoich zachowaniach. Nie mam border, ale nerwicę jednak nie obarczam nią bliskich.
Witam, mam pytanie do pana Wojciecha. Od kilku lat cierpię na ChAD. Teraz przy odpowiednim leczeniu czuje się dużo lepiej. Natomiast przez okresy "remisji" nadal mam poczucie, że nie zachowuje się całkiem normalnie. Od wielu lat miałam objawy typowe dla borderline, dopiero po paru latach zaczęło się ChAD. Czy jest jakieś powiązanie między tymi schorzeniami? Czy jest możliwe żeby mieć borderline i ChAD jednocześnie?
Szanowny Panie,
problem jest mi nieznany, ale jeśli ma Pan takie doświadczenia... cóż, faktycznie, myślę, że najpoważniejsza przyczyna to te 15 - minutowe wizyty... Co zdarzyć się może chyba tylko u lekarza (nie słyszałem, żeby psycholog przyjmował pacjenta na 15 minut, ale to już zupełnie inny, rozległy temat).Co do "badań wśród niemieckich psychiatrów"... proszę mieć duży dystans do takich rewelacji. Zwykle czemuś one służą, sam naczytałem się wielu bzdur, a kiedy widzę wyniki w procentach, to zwykle od razu tracę ochotę na dalsze czytanie. Po prostu ludzie coś muszą publikować, żeby zdobywać stopnie i tytuły naukowe, taka jest proza naukowego życia.
Poza tym - choroba psychiczna, jakakolwiek, nie daje żadnych objawów, które można by było włożyć pod mikroskop i powiedzieć: "tak, to z pewnością bakterie takie a takie". Ciężko jest więc przyjąć jakieś jednoznaczne kryterium, według którego ocenia się jakość diagnozy (być może metoda sędziów kompetentnych, ale to zawsze kryterium słabsze, niż w bardziej ścisłych naukach). Innymi słowy, jeśli ktoś twierdzi, że niemieccy psychiatrzy nie potrafili rozpoznać CHAD - skąd jest taki pewien, że w określonym przypadku była to rzeczywiście CHAD? Widział to w laboratorium? Rozpoznania lekarskie często zmieniają się z hospitalizacji na hospitalizację i nie wynika to koniecznie z nieudolności diagnosty - bardzo często jest wynikiem tego, że problemy psychiatryczne należą do zjawisk bardzo niespecyficznych, wieloobjawowych i zmiennych w czasie. Bardzo często także liczne pojedyncze problemy nakładają się na siebie.
Kolejna sprawa jest taka, że z praktycznego punktu widzenia nie zawsze jest tak bardzo istotne uściślenie rozpoznania - dla przykładu wyróżniamy przynajmniej kilkanaście rodzajów zaburzeń osobowości, ale ich leczenie (dyskusyjne zresztą) i tak w gruncie rzeczy sprowadza się do tych samych procedur terapeutycznych.
Zmiany w zakresie diagnozy często podyktowane są także względami czysto praktycznymi - jeśli np. pacjent powinien poleżeć w szpitalu nieco dłużej, niż początkowo planowano, czasem trzeba zmienić rozpoznanie, ponieważ fundusz zdrowia umożliwia różny czas hospitalizacji w zależności od rozpoznania. I wówczas osoba z uzależnieniem od alkoholu (wolno leżeć 3 tygodnie*) nagle, nie wiadomo dlaczego, staje się chora na "organiczne zaburzenia nastroju" (wolno leżeć 4 tygodnie*) albo coś jeszcze innego. Czasami rozpoznanie zmieniane jest po to, by osoba chorująca mogła otrzymać receptę na lek refundowany. Bo inna diagnoza tego nie umożliwia.
Są to detale, o których zazwyczaj nie wiedzą osoby spoza branży, oczekujące ścisłej, jednoznacznej diagnozy w rodzaju "zespół cieśni nadgarstka".
A takich tajników jest jeszcze wiele innych.* - nie wiem, czy w tym zakresie coś nie uległo zmianie.
Ma Pan rację. Z punktu widzenia praktyki, mnie również ciężko zrozumieć jak można pomylić dwie jednostki zaburzenia borderline i choroby afektywnej dwubiegunowej. Ponownie, jak Pan, nie zgadzam się z rozpowszechnianiem naukowych rewelacji jako pewników. Wiele lat temu dokonano spektakularnych odkryć, niestety od tamtej pory nie wynaleziono nic co odmieniło by drastycznie losy psychoterapii, lub przekreśliło dotychczasowe metody pracy (nie wypowiadam się na temat farmakoterapii). Dlatego każda nowinka wyrażana w procentach również traktowana jest przeze mnie jak czyjś krok w stronę stopnia naukowego. Mało tego - i na to warto zwrócić uwagę - osoby, które piszą dużo artykułów rzadziej mają czas na praktykowanie - zatem, skąd czerpią wiedzę na temat praktycznych stron leczenia? Ano - z ankiet, które są obarczone zbyt dużym błędem pomiaru lub innych niedoskonałych metodologicznie pomiarów. Stąd już tylko krok do dziwacznych wyników i pseudorewolucji w rozpoznawaniu zaburzeń.
Zwrócił Pan również uwagę na ważny aspekt leczenia. Każdy specjalista może mieć swoją wizję choroby/zaburzenia. Nie powinniśmy zatem w obszarze chorób psychicznych oczekiwać powtarzalności diagnozy, tak jak ma to miejsce przy chorobach wynikających z organicznych zaburzeń funkcjonowania organizmu, urazów itp.