Witajcie.
Opisuję przypadek mojej przyjciółki, więc temat znam z pierwszej ręki i w szczegółach. Nie może ona przeżyć rozstania, natomiast ja - znając mężczyznę z którym się rozstała - zastanawiam się czy przypadkiem nie miał on zaburzeń osobowości.
Najpierw zalety. Facet ogólnie ułożony, stroniący od uzywek, potrafiący oszczędzać pieniądze, dbający o siebie i swoje ciało, zdrowo się odżywiający. Z tego co mówiła - o dość stabilnym, pogodnym nastroju.
Jednak teraz wymienię dziwne fakty:
- gdy tylko go poznała mówił że planuje popełnić samobójstwo po rozstaniu ze swoją byłą... Ale potem mu przeszło, bo zakochał sie w mojej przyjaciółce
- kolosalnie zazdrosny, nawet o pocałunek w policzek na powitanie/pożegnanie z kolegą, rozmowę z kolegą. Sprawdzający telefon, tłumaczący wszystko strachem o jej odejście, jej przeszłość (a naprawdę nie miała barwnej) - po prostu jakby wszystko tłumaczył nią, a nie sobą i swoim problemem. Jego marzeniem było żyć ciasno we dwoje, jak w kokonie, sami, w idealnej miłości, bez świata zewnętrznego. Paraliżował go strach że ona odejdzie
- gdy robił się zły, nic go nie mogło zatrzymać. Nie bił jej ani nic takiego, ale dręczył ją słownie, wypominał rzeczy sprzed miesięcy, nie pomogło przepraszanie, dokuczał i kłócił się tak długo aż mu przeszło. Do złości mogło go doprowadzić wszystko: powiedziane złe słowo, lekka uwaga o jego zachowaniu czy wyglądzie itp. Kłótliwy, obrażalski
- chodził na treningi jakiegoś sportu walki, bo uważał że tylko to uspokaja jego gniew (no dobra, to akurat może nie jest takie dziwne, choć moim zdaniem nie to powinno być pobudką do trenowania)
- skrajnie przeczulony na punkcie swojego wyglądu, niepewny siebie, mimo że był naprawdę przystojny. Przyjaciółka opowiadała że męczył ją tygodniami nawet o wielkość swojego penisa, choć przyznała że pod tym względem zupełnie nie miał powodów do kompleksów. Męczył pytaniami, dopominał sie pochwał, za każdym razem po seksie pytał czy było dobrze. Starał się, ale jej zdaniem bardziej dlatego żeby dowartościować siebie, a nie żeby jej było dobrze. Przykład: po jej uwadze żeby może już skrócił włosy bo na karku ma za długie, zrobił jej 2-dniową awanturę z fochami.
- czasami płakał i wpadal w... amok? W kłótniach go trzęsło, płakał, mówił o rozstaniu
- nie miał refleksji nad sobą, uważał że taki jest, nie chciał rozwijać się jak większość dorosłych osób, uczyć na błędach/kłótniach. Obiecywał wprawdzie poprawę, ale bez refleksji i wciąz było to samo. Uważał że jest normalny, jego reakcje są normalne i wciąż używał zdania "postaw się na moim miejscu"
- ich rozstanie było mega dziwne i niezrozumiałe. Po jednej z kłótni nie odzywali się do siebie 2 dni, po czym stwierdził że to nie ma przyszłości (a wcześniej był zakochany bez pamięci). Płakał, podawał dużo dziwnych powodów, np. że nie jest w stanie zapewnić jej dobrego życia, niechcący zniszczy ją, a pewnie ona i tak od niego kiedyś odejdzie, że będą się ciągle kłócic, że ją kocha i chce z nią być ale to nie ma sensu, oraz... znów mówił o tym że chce się zabić.
Co sądzicie?
Uważam że gdy uzasadnię jej że to z nim było coś nie tak, może jej jakoś ulży. Bo ona strasznie przeżywa rozstanie i sposób w jaki ją zostawił (bez powodu właściwie).