Hmm..to tylko sie od Ciebie uczyc..:) bo kto ma teraz lekko..
ja jak tylko wroce do siebie na nowo zaczne sie uczyc cieszyc sie zyciem..:)
Powodzenia Kochana...:)
Podobne tematy
I wzajemnie - powodzenia
i wielu powodów do czerpania radości na co dzień ![]()
Wiem zycie jest piekne tylko trzeba sie nauczyc je przezywac..:D
I wzajemnie - powodzenia
i wielu powodów do czerpania radości na co dzień
Anhedonia jestes Idolka mojej mamy, mowi mi czytaj i sie ucz!
To prawda..takiej energi tylko pozazdroscic..:)
Mam nadzieje ze sie nia zaraze..:D
Anhedonia jestes Idolka mojej mamy, mowi mi czytaj i sie ucz!
Podziękuj anitka mamie za dobre słowo
I widzisz już mam powód, aby się ucieszyć
Życie z drobiazgów się składa - moja śp. mama mawiała: " jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma"
sztuka zamienić to co się ma w miłe, ładne i przyjemne, umieć się z tego wszystkiego cieszyć!
I do przodu dzieweczki - taka piękna wiosna, a życie tylko jedne - niech będzie jak najlepsze dla Was (czego i sobie nieskromnie życzę)
Czerpać satysfakcję z samych siebie myślę
Patrzeć w lustro i widzieć niegłupią istotę, która jest wartościowa sama z siebie a nie przez kogoś obok. Akceptacja samej siebie, swego systemu wartości, zalet, celów i dążeń. To nie jest zależne od nikogo innego - tylko od nas samych.
Ja jestem szczęśliwa bo nie przeglądam się w czyichś oczach...
A cieszę się z każdego miłego drobiazgu, sukcesu innych i swego, ładnej pogody i kwitnących drzewek, śpiewu ptaków i ładnego widoczku... wszystko mnie cieszy, może dlatego, że na co dzień trudno mi się żyje
Ehhh... Anhedonia
Kocham Cię za ten Twój zaraźliwy optymizm. Pozwalasz mi wierzyć, że moja wiara w lepsze jutro to nie urojenia ![]()
Kocham Cię za ten Twój zaraźliwy optymizm. Pozwalasz mi wierzyć, że moja wiara w lepsze jutro to nie urojenia
A ja Ciebie za siłę, konsekwencję i determinację ![]()
dziewczyny
powiało optymizmem, nadzieją i .... wiosną
aż miło Was czytać
całuski wiosenne dla Was
Dziś dzień moich urodzin ... jakże smutno gdy "w moim wieku" zaliczam kolejny zakręt w moim życiu ....
Myślałam, że może mój "przyszły były mąż" ulży mi w cierpieniu i podaruje mi w prezencie odpis pozwu o rozwód ... i nic ... wciąż czekam, fakt dzień się jeszcze nie skończył.
Wczoraj padła kolejna propozycja hipokryty by uczestniczyć w imprezie "na pokaz", odważyłam się znów na NIE ! jestem z siebie dumna, nie pozwolę by ktoś tak mnie traktował !! nawet ON! człowiek z wyrazem twarzy hipokryty i kłamcy. Już nie pozwolę ;-(
Panu przyszłemu "byłemu" przestało się najwyraźniej spieszyć z rozwodem i uwolnieniem mnie od swojej jakże "szlachetnej" osoby. Śmiem twierdzić że zdecydował teraz by mnie pognębić, bo zauważył że się odrobinę podnoszę, próbuję stanąć na nogi, próbuje odzyskać siebie ...
Taka piękna wiosna za oknem a ja tak bardzo nie mam siły ;-( nie mam siły by z nim walczyć ... chce odejść .... teraz to JA wiem ... teraz to także moja decyzja ...
Twój mąż sam wytworzył między wami przepaść teraz i dla Ciebie już nie do pokonania. Teraz i Ty już nie chcesz z nim być. Nie masz siły walczyć ? Ale dlaczego byś miała walczyć. Jedynie jak walka to o swoje i o to co Ci się należy ! Niech widzi Twoja przemianę ! Niech patrzy jak masz go dość i nie chcesz z nim być ! Skończyły się z Twojej strony pytania : dlaczego? Może nie jest do końca zadowolony z tego, że sama się oddalasz, że sama chcesz już odejść ... Pewnie myślał że do końca będziesz patrzeć na niego z nadzieją w oczach i miłością ...
Magmo koniec nie znaczy porażkę , nie dla Ciebie :-) Ty dostajesz szanse na normalne życie z jakimś odpowiedzialnym facetem ! To nie było to , nie smuć się :-)
Nie rozumiem tego człowieka, jak mozna nagle zadecydwac że sie nie kocha ot tak? On poznał inną że tak zrobił czy to taki kaprys?
Jesli sie człowiek decyduje na slub to chyba wie czym to pachnie i że to nie jest jak farbowanie włosów, ze jak sie kolor znudzi to wróce do starego, małżeństwo to raczej trwała że tak to powiem ondulacja więc nie rozumiem takiej postawy tego pana...
a Ty Magma dasz rade
wiem jak boli zranione serce i jedynie czas Ci może przyniśc ulgę, żadne tam gadanie że nie był Ciebie wart itp itd bo do tego sama musisz dojśc, z doświadczenia wiem że takie gadanie nic nie daje bo nie zmniejszy bólu, najwazniejsze aby miec przy sobie osoby które wysłuchają, przytula i po prostu bedą ![]()
Magma, masz w sobie wiecej sily, niż myslisz, ale najtrudniejsza walka, to nie z mężem, sytuacją a...ze sobą. Tylko od Ciebie zalezy, na ile dasz sie zlamać. Mialam podobną sytuacje, z ta roznicą, ze moje malzenstwo trwało 15 lat. Uslyszałam indentyczne słowa ,,nie kocham". Sytuacja miala miejsce, rowno rok temu. Takze weszłam tu, na to forum i szukalam słow, ktore by mogly w jakims stopniu ukoic ból, dac recepte, jak zyc dalej, pokierowac. Fakt, pomagało, ale do czasu, wylączenia komputera. Pozniej zostawałam z tym sama. Dzwignelam sie w dwa tygodnie pozniej a teraz, moje zycie jest takim, jakie zawsze pragnelam. W ciągu tego roku, dostalismy rozwód i zostalam z nastoletnia córka. Gdzie znalazlam sile? w sobie! Sama zastanowilam sie nad soba, na czym koncentruje mysli (rozdrapywanie ran), nad czym spedzam chwile? (rozdrapywanie ran) , co mi to daje? (ból!) Dziala on korzystnie? (nie!) stoje w miejscu a raczej siedze w dole a swiat dalej biegnie swoim torem. Moge tak sobie albo siedziec i plakac, co mi nic nie daje, tylko zle sie czuje, albo wstac i samej sobie wytłumaczyc, jaka sama nadałam wartosć temu facetowi, ze mi cały swiat przesłonił. Nadal bez niego oddycham, to moim tlenem nie jest, Nadal bez niego słonce swieci, wiec energia została, woda tez nie wyschla z kranu, wiec nie jest moim życiem tylko epizodem w nim. Dookola zycie nadal biegnie i czas wskoczyc w jego nurt.Zycie jest zbyt krótkie, by zabijac siebie, ratujac cos, co juz nie istnieje.To juz lepiej wstac i poszukac tego, co moze zaistniec. Powodzenia
Drogie NetKobietki
ostatnio w moim życiu wydarzyło się tak wiele i zbyt wiele że raczej nie jestem w stanie obecnie o tym pisać.
Musze "oswoić" się z nową sytuacją, wyjadę chyba nabrać dystansu może jakaś Majorka albo Teneryfa :-( gdzieś jak najdalej stąd
od problemów nie ucieknę ale stanę z boku by przemyśleć moje życie
odezwie się po powrocie
trzymajcie za mnie kciuki :-(((
Drogie NetKobietki
ostatnio w moim życiu wydarzyło się tak wiele i zbyt wiele że raczej nie jestem w stanie obecnie o tym pisać.
Musze "oswoić" się z nową sytuacją, wyjadę chyba nabrać dystansu może jakaś Majorka albo Teneryfa :-( gdzieś jak najdalej stąd
od problemów nie ucieknę ale stanę z boku by przemyśleć moje życie
odezwie się po powrocie
trzymajcie za mnie kciuki :-(((
Sledze Twoj watek od poczatku, strasznie duzo w nim przykrosci, zalu, smutku... coz zrobimy, czasami wiele rzeczy jest niezaleznych od nas samych...jak to mowia...zycie.
Nie pozostaje mi nic innego jak napisac, uwazaj na siebie i odezwij sie po powrocie.
3maj sie!!
Jejku, a może ten małżonek okazał swoją prawdziwą twarz,
bo jest gejem. Skoro twierdzi, że nie ma nikogo na boku,
a tak raptem przestał kochać, to małżeństwo z Tobą
mogłoby być tylko przykrywką dla prawdziwych preferencji,
ale może nie dał sobie z tym rady i teraz brnie.
Przepraszam za te słowa, ale nie można przestać
kochać tak z dnia na dzień.
Wróciłam ...
dla kogoś będzie to telenowela bez happy end-u, dla kogoś będzie to niedorzeczna historia, a dla mnie to niestety moje życie ... zdeptane tu i teraz.
Wyjechałam odpocząć, nabrać dystansu, spojrzeć z innej perspektywy, czy mam już na tyle siły by opowiedzieć koniec mojej historii, zobaczymy. A wyglądało to tak...
Po świętach wielkanocnych mój maż zaczął zabiegać o mnie, przyjął zwrot swojego postępowania o 180 stopni, dbał, pytał, dopytywał, interesował się mną, proponował wspólne spędzanie czasu .... i tak dalej i tak dalej... przyznam byłam zdezorientowana ... nagle pojawiły się słowa, że on wszystko zepsuł, że on jest winny, że on wie teraz co traci, i że on chce naprawiać i ratować nasze małżeństwo ... Nie, nie rzuciłam mu się na szyję, obserwowałam i truchlałam z dnia na dzień coraz bardziej.
Pewnego pięknego (bo ciepłego) majowego wieczoru mąż poprosił mnie o rozmowę. Usiadł przede mną i powiedział, że jeśli ma ratować nasze małżeństwo to on musi wyznać mi prawdę bo inaczej nie będzie w stanie odbudować tego na kłamstwie.
Powiedział że miał kogoś, że mnie ZDRADZIŁ!!! że trwało to od kilku miesięcy !!!!!!!!!!!
Zapiekło mnie w mostku, czułam ...... nie, chyba nic nie czułam..... łzy płynęły mi strugami po policzkach, mętlik w głowie, szok, brałam to przecież też pod uwagę ale usłyszeć to od ukochanego męża było dla mnie ciosem prosto w serce!!!
Przyznał się do wszystkiego, a ja siedziałam i słuchałam, teraz nie wierzę że byłam taka spokojna, taka.... nijaka, oszołomiona, zabita informacją a wciąż żywa. Ból, upokorzenie, żal, rozpacz i wciąż pytanie dlaczego??? Czułam jakby walec mnie przejechał ale wtedy jeszcze nie wiedziałam że ten walec będzie cofał :-(((
Nie przespałam prawie całą noc, on zapłakany wyszedł z domu i jeździł po mieście samochodem kilka godzin. Dla mnie świat runął. Patrzyłam na niego gdy siedział trzymając mnie za rękę i nie wierzyłam, a to wszystko było prawdziwe tu i teraz. Niestety.
Błagał bym mu wybaczyła, że kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie, leżał na moich kolanach i prosił o wybaczenie, żałował bardzo, przyznał się do największego błędu ... wtedy padło jeszcze wiele wiele słów ... słów, które zapamiętam na zawsze.
Kolejnego dnia spakowałam się i wyjechałam, nie byłam w stanie ani pracować, ani myśleć ani normalnie funkcjonować.
Świat runął, tysiące pytań bez odpowiedzi, myślałam że oszaleję z bólu, rozpaczy, z miłości którą właśnie on własnoręcznie zamordował.
Wróciłam po 4 dniach, nie wiele mówiłam, on nie wiele pytał, był smutny, wyczerpany emocjami i tym co się działo. Tak przetrwaliśmy będąc obok siebie ponad tydzień ........... tydzień rozmyślań, pytań, chaosu w głowie.... dlaczego ja i dlaczego tu i teraz to się dzieje.
Nie zastanawiałam się nad tym w kategorii wybaczyć/nie wybaczyć, szukałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego???
Usłyszałam odpowiedź: bo było może za idealnie!
hmmmm ..... czy w życiu nie może być cudownie, normalnie, z lekkim dreszczykiem, czy bycie NORMALNYM jest czymś złym?
nie wiem ... pogubiłam się
Miliony ludzi na świecie śnią po nocach by mieć to co My mieliśmy, a mieliśmy wszystko, mieliśmy SIEBIE plus dodatki? Miliony chcą żyć w szczęściu a ja trafiłam akurat na takiego dupka który to wszystko zniszczył i nie potrafił docenić ;-(
Nadszedł kolejny dzień .. poprosił o rozmowę ?. Co czułam? Wiedziałam że coś jest nie tak, powiedział, że chyba za późno na ratowanie naszego małżeństwa bo jego kochanka (a dla mnie zwykła dziw? ) jest w CIĄŻY?. I on teraz musi być odpowiedzialny i stworzyć temu dziecku pełną rodzinę !!!
Mój Bożeeeee ? po raz kolejny zapiekło mnie w mostku!!! Ile jeszcze to moje biedne serduszko wytrzyma? Zrobiłam piekielną awanturę, nie wytrzymałam, nigdy nie zachowywałam się w taki sposób ale też nigdy nikt nie zrobił mi takiej straszliwej krzywdy.
To co się wydarzyło to jakiś koszmar, nie wiedziała, że może spotkać mnie coś takiego, że takie rzeczy to tylko w filmach.
Wciąż nie wierzę w to co się stało, może to mój mózg uruchomił system ochronny i odsuwa od siebie takie informacje. Ciężko mi o tym myśleć, i jeszcze z tym wszystkim muszę się zmierzyć.
Co czuje? Ból, żal, czuje się tak bardzo oszukana, tak bardzo upokorzona, i wstyd mi że wyszłam za mąż za taką kanalię :-(
Nie tak wyobrażałam sobie moje szczęśliwe życie ?
Wiedziałam że coś jest nie tak, powiedział, że chyba za późno na ratowanie naszego małżeństwa bo jego kochanka (a dla mnie zwykła dziw? ) jest w CIĄŻY?. I on teraz musi być odpowiedzialny i stworzyć temu dziecku pełną rodzinę !!!
TERAZ musi byc odpowiedzialny???????
Klekajcie narody - lepszego tekstu od wiekow nie slyszalam, qurqa!
Mój Bożeeeee ? po raz kolejny zapiekło mnie w mostku!!! Ile jeszcze to moje biedne serduszko wytrzyma? Zrobiłam piekielną awanturę, nie wytrzymałam, nigdy nie zachowywałam się w taki sposób ale też nigdy nikt nie zrobił mi takiej straszliwej krzywdy.
To co się wydarzyło to jakiś koszmar, nie wiedziała, że może spotkać mnie coś takiego, że takie rzeczy to tylko w filmach.
Najwidoczniej tak mu normalnie i DOBRZE bylo, ze se musial, pacan, urozmaicenia poszukac. Bo od tego dobrego to mu sie w d*** poprzewracalo!
Wciąż nie wierzę w to co się stało, może to mój mózg uruchomił system ochronny i odsuwa od siebie takie informacje. Ciężko mi o tym myśleć, i jeszcze z tym wszystkim muszę się zmierzyć.
Co czuje? Ból, żal, czuje się tak bardzo oszukana, tak bardzo upokorzona, i wstyd mi że wyszłam za mąż za taką kanalię :-(
Nie tak wyobrażałam sobie moje szczęśliwe życie ?
Trzymaj sie kochana Magmo. Dasz rade - nawet jesli w to teraz nie wierzysz. Jestes silna i wartosciowa kobieta. Wiem, ze teraz jest Ci ciezko... Jestes dopiero na poczatku drogi, dopiero oplakujesz ten zwiazek.
Najwazniesze - NIE WSTYDZ SIE - nie masz zadnego ku temu powodu. To nie Ty sprzeniewierzylas sie przysiedze, nie Ty nawiazalas pozamalzenska relacje ani nie Ty oszukiwalas partnera.
Ty jestes bez winy. Z tego zwiazku to Ty wychodzisz z podniesiona twarza.
Dalas z siebie wiele a ze on nie okazal sie tego wart, to coz... Niech cisnie do tej swojej "lasencji".
Nie potrafil docenic tego co mial to niech spada.
Ty w koncu tez sie otrzasniesz i znajdziesz kogos, kto bedzie zaslugiwal na Twoja milosc.
Trzymaj sie Magma ![]()
Jestem z Toba
i sciskam Cie wirtualnie ![]()
Normalnie jak u mnie ... tyle, że moj fantastycznie moralny ex- wodził mnie za nos pół roku, wmowił mi że to moja wina że "juz mnie nie kocha", .... za 2 mieisące będzie tatusiem ..potrzebował na to ponoć mieisąca znajomości. Na rozwodzie zgodzilam sie na wszystko bo myslalam że ma depresje i ze to przezywa ... a teraz jak go poprosilam o pomoc bo mam ciezko chorą mame to zadal ostateczny cios (zdrada i dziecko) i wycofał sie z mojego życia po tylu latach. Ot tak ... widzę że to chyba standardowo tak wyglada ![]()
Każdego dnia borykam się z tym co się stało, z tym co się dzieje.
Nie wiem czy to ja byłam ślepa, że nie wiedziałam kim ten człowiek jest czy może on jest aż tak dobrym aktorem?
Wierzyłam, ufałam, kochałam, stworzyłam dom ... dom do którego chciało się wracać.
A on teraz urządził wielki i bolesne przemeblowanie. Dla mnie teraz wszystko przewróciło się do góry nogami.
Muszę wszystko zacząć od początku, od początku muszę zacząć układać swoje życie... bez tego Pana :-(.
tak bardzo mi ciężko, próbuje się dźwigać ale po takim "bucie na twarz" to nie łatwe.
Zaglądam często do netkobiet, czytam inne historie, tak wiem wiem, moja nie jest najgorsza, wiem że to nie koniec świata, wiem że mogłoby być gorzej, ale dla mnie tu i teraz jest cięzko :-(( tak bardzo ciężko ...
Każdego dnia borykam się z tym co się stało, z tym co się dzieje.
Nie wiem czy to ja byłam ślepa, że nie wiedziałam kim ten człowiek jest czy może on jest aż tak dobrym aktorem?
Wierzyłam, ufałam, kochałam, stworzyłam dom ... dom do którego chciało się wracać.
A on teraz urządził wielki i bolesne przemeblowanie. Dla mnie teraz wszystko przewróciło się do góry nogami.
Muszę wszystko zacząć od początku, od początku muszę zacząć układać swoje życie... bez tego Pana :-(.
tak bardzo mi ciężko, próbuje się dźwigać ale po takim "bucie na twarz" to nie łatwe.
Zaglądam często do netkobiet, czytam inne historie, tak wiem wiem, moja nie jest najgorsza, wiem że to nie koniec świata, wiem że mogłoby być gorzej, ale dla mnie tu i teraz jest cięzko :-(( tak bardzo ciężko ...
magma, niezależnie od tego, czy nie wiedziałaś kim on tak naprawdę jest, czy też on jest dobrym aktorem, powinnaś dziękować losowi, że przekonałaś się o tym stosunkowo prędko - raptem 3 lata małżeństwa.
a gdyby to do ciebie dotarło po 10 wspólnych latach ? albo po 15 ?
co by wtedy było ? co by się wtedy z tobą działo ?
dostrzeż to szczęście w nieszczęściu !
ja niestety zbyt długo czekałem na podjęcie pewnych decyzji i to się na mnie okrutnie zemściło.
teraz, po latach, żałuję że nie nastąpiło to wcześniej.
magma napisał/a:Każdego dnia borykam się z tym co się stało, z tym co się dzieje.
Nie wiem czy to ja byłam ślepa, że nie wiedziałam kim ten człowiek jest czy może on jest aż tak dobrym aktorem?
Wierzyłam, ufałam, kochałam, stworzyłam dom ... dom do którego chciało się wracać.
A on teraz urządził wielki i bolesne przemeblowanie. Dla mnie teraz wszystko przewróciło się do góry nogami.
Muszę wszystko zacząć od początku, od początku muszę zacząć układać swoje życie... bez tego Pana :-(.
tak bardzo mi ciężko, próbuje się dźwigać ale po takim "bucie na twarz" to nie łatwe.
Zaglądam często do netkobiet, czytam inne historie, tak wiem wiem, moja nie jest najgorsza, wiem że to nie koniec świata, wiem że mogłoby być gorzej, ale dla mnie tu i teraz jest cięzko :-(( tak bardzo ciężko ...magma, niezależnie od tego, czy nie wiedziałaś kim on tak naprawdę jest, czy też on jest dobrym aktorem, powinnaś dziękować losowi, że przekonałaś się o tym stosunkowo prędko - raptem 3 lata małżeństwa.
a gdyby to do ciebie dotarło po 10 wspólnych latach ? albo po 15 ?
co by wtedy było ? co by się wtedy z tobą działo ?dostrzeż to szczęście w nieszczęściu !
ja niestety zbyt długo czekałem na podjęcie pewnych decyzji i to się na mnie okrutnie zemściło.
teraz, po latach, żałuję że nie nastąpiło to wcześniej.
Nie 3 lata, nie doczekałam nawet 2 lat :-(
ktoś obciął mi skrzydła .... a tak pięknie potrafiłam latać ... miałam takie piękne życie ... a teraz nie mam nawet siły rano podnieść się z łóżka
oj boli ...
Nie 3 lata, nie doczekałam nawet 2 lat :-(
ktoś obciął mi skrzydła .... a tak pięknie potrafiłam latać ... miałam takie piękne życie ... a teraz nie mam nawet siły rano podnieść się z łóżka
oj boli ...
ok
ktoś ci ledwo podciął skrzydełka.
ale dostrzeż to szczęście że nie po 10 czy 15 latach !
co by wtedy z ciebie i twoich skrzydeł zostało ? ? ? ? ?
był czas że leżałem w łóżku prawie tydzień, bo nie miałem siły ani ochoty się podnieść, schudłem 10 kg, nie widziałem sensu w niczym, nawet w jedzeniu.
trzeba to przetrwać.
mam nadzieję że za rok będę się z tego śmiał.... bardzo w to wierzę, bo tylko to mi pozostało.
magma, niezależnie od tego, czy nie wiedziałaś kim on tak naprawdę jest, czy też on jest dobrym aktorem, powinnaś dziękować losowi, że przekonałaś się o tym stosunkowo prędko - raptem 3 lata małżeństwa.
a gdyby to do ciebie dotarło po 10 wspólnych latach ? albo po 15 ?
co by wtedy było ? co by się wtedy z tobą działo ?
a mi sie wydaje, że nie ważne czy po 3 czy po 10 latach, bo jesli sie kocha to ból za 10 lat nie był by inny, przeżywałaby to samo ![]()
facet jest zwykłym dupkiem, ale te słowa nie sprawią, że nagle Ci sie polepszy, potrzebujesz na to Magmo duzo spokoju i czasu, bo nie ma tabletki która wymarze nam z pamięci facetów którzy nas zranili i tych wszystkich złych słów, czynów itp
bedzie Ci niestety bardzo ciężko, bo zostałas bardzo skrzywdzona, wiem jak boli rozstanie:( ale pamietaj że masz forum na którym Cię naprawde rozumieja i wspierają osoby które przezywaja podobną tragedię więc zaglądaj tu tak często jak tego potrzebujesz
wiesz, szczerze mi przykro, że Cie to spotkało ![]()
a mi sie wydaje, że nie ważne czy po 3 czy po 10 latach, bo jesli sie kocha to ból za 10 lat nie był by inny, przeżywałaby to samo
jednak ja wolałbym cierpieć po 3 latach a nie po 15.
chociażby ze względu na ilość nagromadzonych wspomnień.
im jest ich więcej, tym bardziej męczą człowieka. przynajmniej tak było u mnie.
Mysle, ze bez watpienia czlowiek bardziej przezywa rozstanie im dluzej jest w zwiazku.
Być może długość związku ma znaczenie, pewnie w tej sprawie mają więcej do powiedzenia Ci którzy mają większy staż, ja mam niebywały "zaszczyt" pożegnać się ze swoim małżeństwem po 1,5 roku, teraz w czerwcu będzie druga rocznica ślubu, nie doczekałam jej ... nasze małżeństwo przestało już istnieć w styczniu, gdy mój mąż wyznał mi ze stoickim spokojem że mnie wie czy kocha, nie wie czy chce być ze mną i nie chce zakładać ze mną rodziny ... potem już tylko wdrażał w życie z lekkim przebudzeniem po drodze.
Wspomnienia, tak owszem są, wracają, męczą, nie dają spać, mieszkamy jeszcze razem, jego twarz przypomina mi każdego dnia o tym co było ... a całe zło które mi wyrządził przez ostanie miesiące przysłania ten czas kiedy było wspaniale. Chciałabym żeby te wspólne lata razem nigdy się nie wydarzyły, żeby nigdy ten człowiek nie stanął mi na drodze ... ale czasu nie cofnę.
bardzo mnie skrzywdził... tak bardzo boli :-(
Mysle, ze bez watpienia czlowiek bardziej przezywa rozstanie im dluzej jest w zwiazku.
A ja myślę, że nie o długość trwania w związku tu chodzi ale o intensywność uczuć,ilość obietnic i planów.
Gdy jest się tak zaangażowanym uczuciowo(jak Magma), to rozstanie nawet z największym łajdakiem się bardzo przeżywa.
W dłuższym związku to już i rutyna i dystans do wielu spraw...i uczucia inne.
A tu młode małżeństwo...dramat na starcie.
Magmo, nie ma tego co by na dobre nie wyszło. Dobre jest to, że wiesz na czym stoisz i kto Twój wróg.
Życzę Ci szybkiego otrząśnięcia się . ![]()
magma naprawdę bardzo Ci współczuję i życzę SIŁY, by przetrwać ten najgorszy czas!
magma bywasz tu jeszcze? jak sie trzymasz?
magma bywasz tu jeszcze? jak sie trzymasz?
śledziłam swego czasu Twój wątek, podtrzymuję powyższe pytanie. Co tamu Ciebie?
Watek odświezony.. a magmy nie ma... może tu zajrzy.. przeczytałam wszystko od poczatku do końca.. moja historia jest taka sama.. z ta róznicą, że my mielismy staż 16 lat bycia razem i dwoje dzieci.. ale wszystko inne.. było takie samo...
Teraz .. po kilku ładnych latach...stoje na nogach, twardo..wszytsko mam juz w ..tyle... magmo..a jak z Tobą? dziewczyno, pewnie sie przeprowadzasz.. itd... zajrzyj tu...
Moja historia tez jest podobna...z tym ze zawsze gdy juz mnie kopnie i stoje zagubiona...wyciaga reke by mnie podniesc...i tak bez konca... i nie bylam nigdy slaba kobietka, zalezna od mezczyzny,zagubiona czy nie znajaca swojej wartosci. Dzis juz nie wiem kim jestem... Ciagle slysze od znajomych,ze mam wielkie smutne oczy,a ja na prawde sie smieje,gdy jestem wsrod przyjaciol i na chwile udaje mi sie zapomniec o moim piekle. Dzwoni do mnie co chwile gdy nie ma mnie obok,mowi,ze teskni,pyta kiedy wroce...a gdy wracam czuje ironie we wszystkim co do mnie mowi...w kazdym gescie,za chwile gdy mam lzy w oczach przytula mnie ze smiechem i mowi ze kocha ta moja bezradnosc! A ja wcale nie jestem bezradna...tylko ta sytuacja juz mnie zupelnie oglupila.I nie mam gdzie odejsc ![]()
Kochane NETKobietki ;-)
jestem, wróciłam, żyję ;-)
wiele czasu upłynęło, wiele się również wydarzyło.
Oczywiście od męża się wyprowadziłam, obecnie urządzam swoje nowe mieszkanko, jeszcze tam nie mieszkam, ale wiem żę będzie dla mnie azylem. Piękną, urządzona po "babsku" kraina gdzie żaden cholerny samiec nie postawi swojej zapyziałej nogi!!! a przynajmniej narazie ;-)
Tak jestem wsciekła, na facetów, na to co przeszłam, ogólnie jest we mnie żal i wściekłość. Pracuje nad tym ale to musi potrwać tak jak trwało "tamto".
Wyprowadzałąm się od męża w fatalnych okolicznościach, po wielkiej kłótni, aferze którą rozkręcił i próbował przy okazji wybielić to co on zrobił. Mojemu mężowi nie spodobało się, że zaczynam stawać na nogi, spotykać sie z ludźmi, mężczyznami również. Nie byliśmy już małżeństwem, łączył nas tylko kredyt i oczekiwanie na rozwód. Cholerny "pies ogrodnika" sam nie weźmie i komuś nie da!!!
Nie wytrzymałam, wyprowadziałm się jak tylko załatwiliśmy sprawy majątku. I to była najlepsza decyzja jaką mogłam zrobić.
A co teraz? teraz spokojnie próbuję ogarnąć to co sie wydarzyło, to co dzieje się obecnie. Trauma tego co było wychodzi czasami ze mnie, niespodziewanie, nagle, w różnych sytuacjach. Czas mi pomoże, "dać czasowi czas" ćwiczyłam wielokrotnie i wiem że pomaga.
Korzystam również z psychologa. A wróciłam do niego gdy o mały włos nie wpakowałabym się w kolejny związek i nie daj boże uczucie.
Czeka mnie wiele pracy nad sobą, wiele muszę sie nauczyć, wiele mechanizmów w sobie wypracować.
Podczas tej całej batalii kłopotów popełniłam też wiele błędów, wtedy wydawało mi się że postępuje dobrze, dziś wiem że nie należało tak czy inaczej robić, tylko z perspektywy czasu można to ocenić. Aż ciśnie się na usta żeby powiedzieć że będę teraz mądrzejsza ;-) zobaczymy.
Teraz jeszcze nowa praca ;-)
więc ... nowe mieszkanie, nowa praca - można powiedzieć, że zaczynam od początku. Który to raz? nie zliczę, ważne że nie poległam, nie poddałam się, że szybko pakuje piasek do foremek i stawiam kolejne zamki z piasku ;-)
oby wystarczylo mi siły
ps. rozprawę pierwszą mamy dopiero w grudniu, już odliczam dni ...
tęskniłam za Wami i wróciłam by wielu NetKobietkom pokazać że się "da"
Śledzę Twój wątek od początku i powiem jedno:
My kobiety jesteśmy jednak bardzo silne:)
Fajnie, że wróciłaś:)
Pozdrawiam
witam.....
mój cały świat sie wali.... ![]()
jesteśmy razem 10 lat.... szmat czsu... a dla mojego męża chyba nie ma to znaczenia...
Gdyby ktoś obcy popatrzyl na to z boku, stwierdził by sielanka.... Oboje pracujemy, nie wyliczamy sie z każdegej wydanej zlotówki, co roku wyjazdy za granice ( i nie mówie tu o Egipcie... ) Moi rodzice przepisują nam działkę... budujemy domm..A tu ZONK ![]()
Mój mąż dochodzi do wniosku, że nie wie co do mnie czuje, że nie wie czy chce żebyśmy dalej byli razem....
OK.... moze przyjęła bym to wszytko do wiadości, gdyby nie fakt, że jesteśmy po ślubie zaledwie 2 lata, a malo tego, rok temu staciliśmy dziecko
((( bylam w ciąży 3,5 miesiąca i.... Bog postanowił inaczej...
Jeszcze sie z jednego dołu nie wygzebalam... a tu kolejny
(((
Wiem, że wina za to co sie zadziało leży gdzieś po środku. Wiem że w dużej części zabiła nas proza życia codziennego... praca, zajecia po pracy, brak czasu dla siebie...
Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego, kiedy już znaleźliśmy sie w tym KRYTYCZNYM PUNKCIE, mój mąż mowi mi że lepiej byloby gdybym sie wypowadziła.... zamiast starać sie coś zdzialać we dwoje
((
Proponowałam terapie, wspolny wyjazd..... i nic.... on sie zaparł, wie swoje i KONIEC.... a moje serce peka
(((
Kocham go, moje uczucia nie zmienily sie od dnia w ktorym zaczelismy byc para... chcialam sie z min zestarzc.... Ślub nie byl dla mnie formalnoscia... bylam pewna swoich uczuc i decyzji jaką podjęłam... On widać nie końca....
Nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić... oczywiście ON ma racje mowiąc mi, że nie chce żeby to bylo na pokaz, z litości czy coś takiego... ja też nie chce.... chcę prawdziwego UCZUCIA.... tylko nie potafię odpowiedzić sobie na pytanie, co takiego sie stalo??? kiedy zaczął miec wątpliwosci i dlaczego??? co takiego sie wydarzyło ????
prosze pomożcie.....
moniska76 na moje oko Twój jeszczemąż ma kogoś na boku:(
Mężczyźni zazwyczaj jak nie wiedzą co czują i zaczynają snuć inne gatki tego typu, to znaczy, że mają "problem" ale ze sobą.
Często w takich momentach wzbudzają w drugiej osobie poczucie winy, tak żeby się wybielić i umniejszyć swoją winę.
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wina rozpadu związku leży po środku - to bzdura!!! i nie masz się co obwiniać, bo o to mu właśnie chodzi.
Czas leczy rany i za jakiś czas sama stwierdzisz, że dobrze się stało, że zrobił Ci przysługę. Wiem, że jest Ci ciężko, bardzo cieżko, ale poczytaj sobie na tym forum różne wątki, bo one dodadzą Ci siły i pozwolą zrozumieć wiele rzeczy. Kiedy znajdziesz odpowiedź na nurtujące Cię pytania, a w między czasie przejdziesz te wszystkie etapy emocjonalnej"żałoby po małżeństwie" wrócisz do normalności:)
Pozdrawiam
Droga moniska76
skąd ja to znam :-(
Nasza kochana płeć przeciwna bardzo szybko się nudzi, Twoje zadręczanie czyja to wina i czy bardziej po środku czy mniej, na nic się nie przyda. Na pozór poukładne życie czyli wyjazdy, sielanka, praca-dom, dom-praca szybko nudzi się naszym kochanym Panom w których my pokładałyśmy nadzieje i ulokowałyśmy uczucia. Oni potrzebują urozmaicenia więc szukają sobie urozmaicenia poza domem.
Chwała temu który urozmaiceniem nazwie swoją pasję której się poświęca, gorzej jeśli to "urozmaicenie" to po prostu inna kobieta.
Jeśli partner po tak krótkim czasie trwania małżeństwa mówi "nie wiem" to uiewrz mi, że wie ale po prostu nie ma Ci odwagi powiedzieć prawdy.
Jeśli nie reaguje na Twoje propozycje wspólnego spędzania czasu, wyjazdów, terapi, to znaczy że już wybrał co dalej będzie robił, kim i czym będzie się zajmował.
Chyba do końca życia będę uwarzać, że faceci to tchórze !!! a jeśli są wyjątki to na palcach u jednej ręki można zliczyć.
Poza tym sądzę, że ludzie teraz bardzo szybko odpuszczają wspólną walkę o siebie, a już na pewno faceci bo po prostu nie lubią się wysilać, nie walczą, wolą wszytsko dostawać na tacy i potem zupełnie się nie starać, tak są skonstruowani.
My jesteśmy inne, uczuciowe i niestety (dla nas) te uczucia nas gubią.
Kochana, co mogę Ci doradzić ? hmmmmm ......
Zdobąć sie na odwagę i porozmawiajcie, postaw na jedną kartę, albo ratujecie albo odchodzisz.
zapytasz czemu tak drastycznie?
bo jeśli ten człowiek nie chce ratować małżestwa to uwierz mi nie zmusisz go, nic nie zrobisz, nie masz na to zupełnie wpływu
a Ty nie powinnaś marnować przy nim ani chwili dłużej. Po prostu NIE.
nie proś się o miłość ... to upokarzające, a nikt nie może Cię upokarzać .... nawet ON