Witam, nie wiedziałam, że jest taka strona, bo dawno już bym prosiła o radę. Mam taką samą sytuację jaką ty masz magmo z szanownym małżonkiem i jego zachowaniem. Ciągle tylko nie wiem, ja cię już nie kocham itd. Ty się wypruwasz a on to twoja wina ha ha ha Całe życie mi się poplątało i nie wiem co mam zrobić. Piszecie, że się rozstawać, a co kiedy ma się dzieci w wieku 5 i 7 lat co z nimi oraz staż 10-letni. Chodzę i tylko myślę co dalej..... POMOCY!!!!
Podobne tematy
sądny dzień
Mąż powiedział że podjął decyzję o rozstaniu, że złoży wniosek o rozwód :-(
wiedziałam że mam przed sobą mur, ale nie wiedziałam że uderzenie w niego będzie takie bolesne
stało się
trudno mi nawet o tym pisać
co czuje.... ??? łzy lecą od kilku godzin nieustannie
chce zniknąć, zapaść się pod ziemię
tak mi ciężko
teraz wiem że jak ktoś mówi NIE WIEM - to potem tylko powie NIE
we mnie nadzieja umarła ostatnia
w każdej z Was która to czyta nadzieja umarła albo umrze ostatnia
przykro się czyta takie posty....
jestem w podobnej sytuacji.... tylko że ja jeszcze mam nadzieję...niestety....
Witam, nie wiedziałam, że jest taka strona, bo dawno już bym prosiła o radę. Mam taką samą sytuację jaką ty masz magmo z szanownym małżonkiem i jego zachowaniem. Ciągle tylko nie wiem, ja cię już nie kocham itd. Ty się wypruwasz a on to twoja wina ha ha ha Całe życie mi się poplątało i nie wiem co mam zrobić. Piszecie, że się rozstawać, a co kiedy ma się dzieci w wieku 5 i 7 lat co z nimi oraz staż 10-letni. Chodzę i tylko myślę co dalej..... POMOCY!!!!
witaj "rozbita"
ja na stronę trafiłam przypadkiem i zostałam
tak jak możesz doczytać na moich postach u mnie już koniec, decyzja podjęta i w dodatku przekazana mi w dość brutalny sposób tekstem: nie my jedni, zobacz że ludzie biorą rozwody, zobacz na statystyki !!!
myślałam że oszaleję, że serce pęknie, że eksploduje, jestem dla niego tylko cyferką ze statystyki ... okrutne
Czytam Twoją krótką historię, poradzić mogę nie wiele ale wiele już przeszłam jeśli chodzi o taką sytuację.
Szarpałam się, starałam , chodziłam po psychologach, szukałam pomocy, płakałam, prosiłam, potem zaczęłam olewać, nie skakać wokół, nie pytać, nie wtrącać się i poczekać obok ... no i się doczekałam
trudno wymienić sposobów jakie nie użyłam, trudno wymyślić pytania które zadawałam
trudno dopiero będzie :-(
Wiem teraz jedno, kochać za dwoje nie można...
Piszesz że Twój mąż mówi że Cię nie kocha? dlaczego na to pozwalasz? dlaczego jesteś z człowiekiem który tak bardzo Cię rani?
napisz proszę jaką masz sytuację, czy masz pracę, czy masz się gdzie wyprowadzić, napisz co czujesz do męża?
Piszesz że masz dzieci, wspaniale!!! to Twój największy skarb, żałuję że do tej pory nie mam dzieci, teraz byłabym silniejsza - dla nich, dla dziecka które kocha bezgranicznie można zrobić wszystko ...
napisz coś więcej, chętnie odpiszę
tymczasem trzymaj się i pamiętaj że nie jesteś sama
ja zlazłam tu oparcie i dobre słowo
Ciebie też nie zostawimy
Witam dziewczyny również mam problem z mężem
pozwolę sobie zacytować identyczną sytuację która już była opisana na forum
"Mój problem polega na tym że mój mąż nigdy sam od siebie mnie nie przytulił nigdy nie pogłaskał.Słowo kocham słyszałam z jego ust może 4 razy przez cały nasz związek,to boli :-( czuje się jakbym była mu nie potrzebna i mam wrażenie że on mnie nie kocha bo gdyby kochał to by to chyba okazywał? gdy mam problem,jego to nie obchodzi,i nie ma zamiaru ze mną rozmawiać.Kilka razy płakałam i próbowałam uświadomić mu że brakuje mi uczuć,ale on poprostu mnie olał,odwrócił się i poszedł spać a ja...płakałam.nie mam w mężu żadnego wsparcia,on po powrocie z pracy je obiad,siedzi troche to tu to tam,jakby mnie nie było,zastanawiam się czy ten związek nadal ma sens? nie jestem z nim szczęśliwa Przez te 5 lat czekam na chwile kiedy on powie: chodz skarbie do mnie i daj buziaka,ale chyba nigdy się nie doczekam to zbyt wiele? "
Przy okazji mamy 2 latnią córeczkę którą się przaktycznie wogóle nie zajmuję(rozumiem ze w tygodniu jest zmęczony po pracy) ale w weekend chodzę sama z nią na spacery itp on siedzi w domu przy komputerze lub tv.
nie rozmawia ze mną opowiadam o tym co się działo kiedy był w pracy co robiłyśmy z mała a on nic jednym uchem wlatuje drugim wylatuje. Słuchasz mnie? -co?
jest tak non stop ja go bardzo kocham mimo wszystko on jak już się zapytam.słyszę "no"
Jestem pewna że kłamie , codziennie mnie wyzywa nigdy nie mówił do mnie ani po imieniu ani "kochanie" tylko jakoś bezosobowo.
Od kilki miesięcy codziennie odzywa się mówiąc "ćwoku"
Staram się jak mogę codziennie obiady prosto pod nos jak tylko kończy pracę , wszstko robię w domu,sprzatam , zajmuje się dzieckiem"
Jak mu to mówię że się staram to:
"nic nie robisz , gó...no siedzisz w domu na dupie a ja pracuje cały dzień (8_17) ale mi ku... obiady robisz.nikt ci nie każe sam sobie zrobię."
"nie podoba ci się to się rozwiedź" ciągle to powtarza i starsznie krzyczy.
Zdarzało się że chciał mnie uderzyć albo popychał.
niedawno uspiłam dziecko , wróciłam do sypialni godz.22 niby śpi.
Jacek śpisz już?
-Czego?Śpię.
chciałam się tylko przytulić(w tym czasie wpadł kot i go dziabnął w nogę a on do mnie
- wypier...ajcie oboje z tąd.
wstyd mi bo czasami tak mnie wyzywa że sąsiedzi mogą usłyszeć.
Ja już nie wytrzymuje codziennie ryczę on o tym wie i ma to gdzieś.Próbowałam rozmawiać dlaczego on tak mnie mnie traktuje , albo nie odpowiada albo mówi ze się czepiam.
Jeszcze jedno serce mi pęka jak słyszę sasiadkę rozmawiającą z mężem przez tel słachać jak się kochają i opowiadania o prezentach na walentynki, potem dzień kobiet.(bukiety kwiatów miłe słowa)
14 czekałam od rana na smsa rano lub aż wróci z pracy mając nadzieję ze chociaż mnie przytuli i powie że kocha i NIC
Zapytałam się czy pamieta że dziś walentynki?
Pamietam i co?Fajki ci kupiłem bo chciałaś.
8 marca nic, dostałam czekladę bo dziecku kupił,
udaję że jest dobrze , całe szczęście że mam dziecko codziennie sobie do uszka szepczemy "kocham cię" nawet śpimy razem przynajmniej mam się do kogo przytulić,trochę pewnie smęcę ale ona mnie nie wysłucha nawet nie rozumie tylko się uśmiecha ![]()
naprawde nie wiem co mam robić...
czasem mysle że on mnie podejrzewa o romans bo wie że jestem sama w domu gdy on pracuje.
i jest tak chorobliwie zazdrosny że ze złości tak mnie traktuje ,a nigdy nawet nie myślałam o tym by go zdradzić.
Jestem pewna że on mnie nie zdradza bo nie ma na to czasu , ale czy mnie kocha?Naprawdę nie wiem.
Sasiadka coś podejrzewa pytała się jak nam sie układa mówie że dobrze chociaż sie kłucimy wstyd mi że daje się tak traktować widząć jak jest u niej w związku.
Wygładam jak ostani menel bo kiedy chciałam ładnie wygładać słyszałam
-Po co sie tak odwaliłaś du... idziesz dawać?
- chciałam ładnie wygładac?
-dla kogo bo chyba nie dla mnie.itp
przestałam się malować , zzwykłe jeansy i bluzka
teraz słysze zobacz jak wygładasz ogarnij się , jaką masz grubą du...kiedyś takiej nie miałaś...(ciągle mi ubliża)
NO moze mam bo przed ciążą ważyłam 10kg mniej ale nie mam nadwagi 175cm wzrostu prawie 70kg
Pytałam się kilka razy że ma mi szczerze powiedzieć że już mnie nie kocha przynajmniej wiedziałabym na czym stoję ale on mówi "wkręcasz sobie" zachowuje się jak gówniarz a mamy oboje 27 lat.
Poradźcie co mam z nim zrobić ja go kocham i chcę żeby było jak w normalnej kochającej się rodzinie.
droga koleżanko helena1984
ta sytuacja nie jest "identyczna"
jest zupełnie inna ... jakoś Waszego związku pozostawia wiele do życzenia !!! jak możesz pozwolić na to by mąż Cię wyzywał, ubliżał Ci?
jak możesz pozwolić by mąż Cię tak traktował? nie ma do Ciebie odrobiny szacunku... i najgorsze to to że Ty chyba do siebie też nie masz
szanuj siebie a będą Cię szanowali inni
u mnie jest jak jest, będzie rozwód, ale nigdy nie było wyzwisk, wulgarnych słów, wulgarnego zachowania - to jest niedopuszczalne
tak po prost nie można
i jeszcze piszesz że go kochasz!!! a za co?
chociaż w jednym zadaniu napisz za co można kochać u takiego faceta który tak postępuje ???
"Moja" Magmo tak mi przykro
naprawdę !!! Musisz teraz myśleć tylko o sobie ! Czy powodem który Ci podał w odpowiedzi dlaczego były słowa : nie tylko my przez to przechodzimy ... ? wiem magma boli ... ale trzymaj się ! Popatrz jak się przez ostatni czas zachowywał, jak bawił się Twoimi uczuciami widząc, że cierpisz ! Nie wiem czy ma kogoś czy nie ale może ktoś go kiedyś też tak potraktuje ! Nawet nie chciał popracować , spróbować naprawić. Cóż mam Ci napisać , jak Cię pocieszyć ?
Fajna z Ciebie babka, szkoda nawet spojrzenia w jego stronę !
a tutaj do heleny 1984 : po co Ci taki ktoś ? Nie jesteś szczęśliwa. Dziecko dorasta pomału będzie rozumiało coraz więcej i też nie będzie szczęśliwe. Heleno nie da się grać całe życie
nie możemy same siebie oszukiwać ... Twój mąż czuje się niewiadomo kim , Ty jesteś zdecydowanie niżej niż on (według niego oczywiście!)
On oraz Ty z córką tak wygląda to małżeństwo : nie ma rodziny. Twój mąż czuje się bardzo pewnie , wie że go kochasz , wie że nie zdradzisz i będziesz zawsze za nim ... wykorzystuje Ciebie i Twoje uczucia ! z drugiej strony mam wrażenie że ma też kompleksy które wynikają z tego jak Cię traktuje. To moje zdanie oczywiście tylko. Poza tym ma się z Toba jak pączek w maśle : ma wszystko i chyba jest tym znudzony. Zblazowany bo o nic nie musi sie starać wszystko ma podane pod nos. On Ciebie nie docenia , tylko wykorzystuje a do tego źle traktuje. Pytanie do Ciebie : jak długo chcesz grać ? Jak długo to jeszcze zniesiesz ?
"Moja" Magmo tak mi przykro
naprawdę !!! Musisz teraz myśleć tylko o sobie ! Czy powodem który Ci podał w odpowiedzi dlaczego były słowa : nie tylko my przez to przechodzimy ... ? wiem magma boli ... ale trzymaj się ! Popatrz jak się przez ostatni czas zachowywał, jak bawił się Twoimi uczuciami widząc, że cierpisz ! Nie wiem czy ma kogoś czy nie ale może ktoś go kiedyś też tak potraktuje ! Nawet nie chciał popracować , spróbować naprawić. Cóż mam Ci napisać , jak Cię pocieszyć ?
Fajna z Ciebie babka, szkoda nawet spojrzenia w jego stronę !
Witaj Kasiu
ojjjj ból niesamowity .... chyba nadal jestem w szoku, nie wierze że to się dzieje, mam wrażenie że to mnie nie dotyczy, że to dzieje się komuś innemu ... gdyby to wszystko można było odsunąć gdzieś daleko ....
jak sobie pomyślę co mnie czeka :-( dreszcz na plecach, robi mi się zimno ... zimno bo pokochałam niewłaściwego mężczyzn
tysiące pytań mam w głowie
tak strasznie mi ciężko
jeszcze nikt nigdy nie zrobił mi takiej KRZYWDY !!!
NIGDY !!!
Wiem, wyobrażam sobie co czujesz
bardzo mi przykro. Myslałam, że się opamięta, że sie po prostu pogubił przez "coś". Boli bo kochasz, nie tak to miało być , wiem ... Ale jak słusznie napisałaś pokochałaś niewłaściwego mężczyznę ! On naprawdę nie wart jest spojrzenia w jego kierunku. Powinnaś mu walizki za drzwi wystawić z racji tego , że to on chce rozwodu. Powinien odejść sam o ile ma tyle resztek rozsądku. Zabrzmi banalnie ale spotkasz właściwego chociaż teraz nawet nie potrafisz o tym tak myśleć. Nie wiesz jaka by Was czekała przyszłość, może jeszcze by się Pan zmienił w kogoś innego. Dla niego liczy się tylko On sam , kocha siebie najbardziej i patrzy na siebie. "Nie tylko Wy przez to przechodzicie, wystarczy popatrzeć na statystyki ..." raniące słowa bo takie zimne i odległe ! Nie pisałaś nigdy o dzieciach więc wnioskuję że ich nie macie : popatrz to lepiej bo z takim człowiekiem nigdy nie można być pewnym niczego. Zdecydował się na wspólne życie a teraz już się mu znudziło. Jestem ciekawa jaki poda powód rozwodu ... Nie łam się , jesteś silna , poradzisz sobie a ja z całego serducha życzę Ci abyś już nigdy nie była tak zraniona i żebyś odnalazła swoje szczęście : albo lepiej NIECH ONO CIEBIE ODNAJDZIE ![]()
Wiem, wyobrażam sobie co czujesz
bardzo mi przykro. Myslałam, że się opamięta, że sie po prostu pogubił przez "coś". Boli bo kochasz, nie tak to miało być , wiem ... Ale jak słusznie napisałaś pokochałaś niewłaściwego mężczyznę ! On naprawdę nie wart jest spojrzenia w jego kierunku. Powinnaś mu walizki za drzwi wystawić z racji tego , że to on chce rozwodu. Powinien odejść sam o ile ma tyle resztek rozsądku. Zabrzmi banalnie ale spotkasz właściwego chociaż teraz nawet nie potrafisz o tym tak myśleć. Nie wiesz jaka by Was czekała przyszłość, może jeszcze by się Pan zmienił w kogoś innego. Dla niego liczy się tylko On sam , kocha siebie najbardziej i patrzy na siebie. "Nie tylko Wy przez to przechodzicie, wystarczy popatrzeć na statystyki ..." raniące słowa bo takie zimne i odległe ! Nie pisałaś nigdy o dzieciach więc wnioskuję że ich nie macie : popatrz to lepiej bo z takim człowiekiem nigdy nie można być pewnym niczego. Zdecydował się na wspólne życie a teraz już się mu znudziło. Jestem ciekawa jaki poda powód rozwodu ... Nie łam się , jesteś silna , poradzisz sobie a ja z całego serducha życzę Ci abyś już nigdy nie była tak zraniona i żebyś odnalazła swoje szczęście : albo lepiej NIECH ONO CIEBIE ODNAJDZIE
wsparcie wsparcie wsparcie - poproszę o nie często, jak najczęściej, tak piękne i szczere ;-) dziękuję
nie, nie mamy dzieci, nie zdążyłam zrealizować swoich planów, nie pozwolił mi na to, był zbyt leniwy, zbyt wygodny ...
Zapytałam go o powód, najpierw wspomniał o statystykach, potem powiedział że nie kocha mnie już tak jak kiedyś.
Ciekawe co napisze w pozwie rozwodowym? że co? że się pokłóciliśmy !!! że jeden raz, że był sprzeczki, i zapewne dopisze że mnie nie kocha
wrrrrrr brzydze się takimi ludźmi
z mieszkania się nie wyprowadzi, zbytnio kocha luksus, czekał i proponował żeby to ja się wyprowadziła - NIEDOCZEKANIE JEGO!!! po moim trupie!!!
jeśli ktoś tak krzywdzi druga osobę to musi ponieść tego konsekwencje
Wyprowadzkę zasugerowałam temu żebys na niego patrzeć nie musiała ani nawet go słyszeć ... Ale cieszę się , że stawiasz też na swoim i jesteś twarda i wiesz co ? nic mu nie ułatwiaj a traktuj go jako zło konieczne
Ja bym sobie nawet boski obiadek zrobiła , ciacho upiekła i niech mu ślinka leci bo to nie dla niego
a pranie ? nawet nie dotykaj żadnej jego rzeczy niech sobie Pan sam ogarnia życie. Już nie kocha tak jak dawniej o tak pyk ... zepsuł wszystko ! Ale są tego dobre strony bo ktoś tak niestały nie dorósł do roli ani męża ani ojca. Zatęskni jeszcze za stabilizacją i tym co miał. A rozwód no cóż : z jego winy !
Magmo, nie rozumiem twojego męża I sąd go tez nie zrozumie. Uważam, że on jest emocjonalnym kaleką, żeby nie nazwać tego grubiej. Zetknęłas się z psychopatologią! On nigdy Cie nie kochał, jesli rozwodzi się z powodu jednej sprzeczki. Ludzie nie rozwodzą się z takich powodów, jeśli się kochaja i powaznie podchodzą do zobowiązań. Niech idzie w diabły, a Ty bogatsza o doświadczenia spotkasz kogoś, kto doceni jaką wspaniałą kobietą jesteś.
Dzisiaj rano patrzyłam na niego jak ubierał się do pracy. Zimny, spokojny, opanowany .... nijaki, obcy
zawsze podobał mi się fizycznie ... bardzo, jest pięknym i przystojnym facetem.... jak dla mnie ucieleśnieniem tego co w mężczyźnie podobało mi się najbardziej, potem ubrał eleganckie ciuszki i wsiadł do swojego luksusowego samochodu ... człowiek sukcesu
... Jezuuuuu jak boli !!!! wyć się chce z rozpaczy !!!!!!!!!!!!!!!!
i co z tego że jestem fajna !!!
że ważę niewiele,
że mam wysportowaną sylwetkę,
że mam duże cycki,
oczy w których można utonąć,
że włosy mi się nie rozdwajają
że mam kształtne paznokcie
można by dalej wymieniać !!!! ale po co ;-(((((((((((
na nic to wszystko skoro ON MNIE NIE CHCE !!!!!!!!!!!!
czarna rozpacz mnie dopada
wczoraj powiedziałam mu że jeśli to koniec to jak najszybciej zapraszam do stołu i do rozmowy ... Co dalej? mamy za sobą 3 lata wspólnego życia - jest o czym pogadać .... milczał, potem powiedział: dobrze .... leciały mu łzy ... nie wiedziałam że hipokryci płaczą, był jak mały chłopczyk który nie może sobie poradzić z zabawką która właśnie mu się rozpadła ... wydawał się taki bezsilny ... a właśnie podjął tak wielkie decyzje !!!
Marena7 masz rację: nikt go nie zrozumie, on nie rozumie samego siebie i nie chce sobie pomóc ... ja już nie pomogę
Łzy ? możecie przy stole się dogadacie ... magma ja nie wierze że on kogoś ma ! On się pogubił tylko nie wiem czemu. Nie wierze że tak po prostu się zakochał ożenił z Toba i mu teraz też tak po prostu przeszło i się rozwodzi ... Cos z nim nie tak tylko co
ma problem ze sobą samym
przeciez było dobrze ...
osoby trzeciej nie wykluczam - bo jak jest do końca tego nie wiem
Ale wydaje się że to bardziej skomplikowana sprawa .... patrzę na niego i uwierz mi na prawdę nie rozumiem co ten człowiek robi z naszym wspólnym życiem
siedzę sobie teraz w naszym mieszkaniu ... pusto tutaj ... nie ma nikogo
A czy On wraca późno do domu (później niż przedtem) ? Czy nie wraca na noc ? Czy wychodzi przez weekend ? On musi mieć też kogoś z kim na ten temat rozmawia domyślasz się może kto to może być ?
A czy On wraca późno do domu (później niż przedtem) ? Czy nie wraca na noc ? Czy wychodzi przez weekend ? On musi mieć też kogoś z kim na ten temat rozmawia domyślasz się może kto to może być ?
Kasiu
czy On wraca późno do domu (później niż przedtem) - nie, wraca tak jak zawsze
Czy nie wraca na noc - wraca, zawsze
Czy wychodzi przez weekend - jeśli wychodzi to wiem dokąd i do kogo, no chyba że kłamie :-(
czy ma kogoś z kim rozmawia - myślę że nie, jest bardzo zamknięty, jego mama dowiedziała się o całej sytuacji ode mnie po 1,5 miesiąca, bo on mówił jej że wszytsko :dobrze"
doprowadza mnie to wszystko do szaleństwa ........... jestem na skraju załamania
On nie ma nikogo ... ta sytuacja to nie przez tą drugą !!! On ma jakiś problem ze sobą. Magma nie rozumie Twoje męża. Łzy w jego oczach ? Dlaczego ? Bo nie kocha Cię jak dawniej ale kocha tylko mniej ? Z sentymentu ? Krzywdzi Was oboje i ma tego świadomość. Totalna bezradność bo tak jak piszesz jest niesamowicie skryty i praktycznie w ogóle niewylewny , ciężko cokolwiek z niego wydusić
nie wiem może zrozumie zanim ... albo zniszczy wszystko na zawsze
mi samej osobiście rośnie żal do niego : jak można tak się zachowywać, półsłówkami odpowiadać, jesteście małżeństwem nie jakąś daną statystyczną , on to chyba sobie tak tłumaczy żeby było mu łatwiej). Jednak jak by na to nie patrzeć to i tak ukazuje sie wielki egoizm z jego strany ![]()
Magma jestem z Tobą!!! Bądź silna kochana!
chyba wyjadę na kilka dni
głowa pęka od myśli, pytanie goni pytanie... najgorsze to o że myśli pojadą za mną
jak zdobyć siłę do tego co mnie czeka ;-(
tak bardzo mi ciężko
ryczę po nocach, dzisiaj kolejna noc prawie nie przespana, kolejne nie zjedzone śniadanie
czuje się jakby dorwał mnie jakiś wampir energetyczny i wysysał ze mnie wszystko co najlepsze ... wszystko do dna
Bardzo mi przykro z powodu tego co u Was się dzieje. A najbardziej tych niezrealizowanych marzeń. Moje małżeństwo było podobnie - dobre, i podobnie trwało, podobnie wyglądało budowanie kariery, przyszłości.
To ja byłam tą, która odeszła...
Widziałam ból męża. Widzę do teraz, chociaż minęło sporo czasu i on się chyba powoli podnosi. Pakując się płakała, cierpiałam. On nie był i nie jest mi obojętny. Jednak wiedziałam, że muszę odejść, bo nie mogę mu dać tego, czego chce.
Też myślałam i czekałam, zastanawiałam się co dalej, czego chcę, czy nasze małżeństwo ma szanse. Starałam się go wtedy nie oszukiwać - nie całować i nie tulić na siłę, by potem świadomość, że się "zmuszałam" nie bolała go jeszcze bardziej. I tak wiem, że sprawiłam mu tyle cierpienia, przykrości... Jednak i w czekaniu, w tym zawieszeniu, w powrotach starałam się być szczera, bo naprawdę nie wiedziałam. Piszę to dlatego by Ci powiedzieć, że wydaje mi się, że Twój mąż się z Tobą nie bawi. Jemu też jest ciężko, ma świadomość krzywdy, którą Ci wyrządza. Może będzie Ci z tą myślą łatwiej.
Droga Magmo głęboko współczuję i jestem z tobą w tym bólu, bo to cholernie boli mam nadzieję tylko, że nie bardziej niż w tej chwili mnie. Dyskusje na temat zachowania Pana są jednoznaczne PROBLEMY GO PRZEROSŁY, jego nie ciebie, więc głowa do góry. Wiesz dlaczego? dlatego,że jesteś siną osobą, silniejszą od niego i dasz sobie radę. Napiszę o mojej sytuacji tylko muszę przetrawić to co mi wczoraj zrobił-kolejne co znowu ci nie pasuje(na pewno w myślach dodał ty nie robie) Zaczynam czuć się wszystkiemu winna. Zapytałam go -czy chcesz odejść ? A on na to-i gdzie pójdę....
28 kwietnia nasza dziesiąta rocznica ślubu. Czy się coś zmieni na lepsze. Pragnę tego mocno.........
Bardzo mi przykro z powodu tego co u Was się dzieje. A najbardziej tych niezrealizowanych marzeń. Moje małżeństwo było podobnie - dobre, i podobnie trwało, podobnie wyglądało budowanie kariery, przyszłości.
To ja byłam tą, która odeszła...
Widziałam ból męża. Widzę do teraz, chociaż minęło sporo czasu i on się chyba powoli podnosi. Pakując się płakała, cierpiałam. On nie był i nie jest mi obojętny. Jednak wiedziałam, że muszę odejść, bo nie mogę mu dać tego, czego chce.
Też myślałam i czekałam, zastanawiałam się co dalej, czego chcę, czy nasze małżeństwo ma szanse. Starałam się go wtedy nie oszukiwać - nie całować i nie tulić na siłę, by potem świadomość, że się "zmuszałam" nie bolała go jeszcze bardziej. I tak wiem, że sprawiłam mu tyle cierpienia, przykrości... Jednak i w czekaniu, w tym zawieszeniu, w powrotach starałam się być szczera, bo naprawdę nie wiedziałam. Piszę to dlatego by Ci powiedzieć, że wydaje mi się, że Twój mąż się z Tobą nie bawi. Jemu też jest ciężko, ma świadomość krzywdy, którą Ci wyrządza. Może będzie Ci z tą myślą łatwiej.
KOCHAM GO i jednocześnie NIENAWIDZĘ
dlaczego ten człowiek stanął na mojej drodze
wolałbym go nigdy nie spotkać i nigdy nie poczuć tego co czuję teraz
krzyk rozpaczy jest we mnie tak wielki ... że klękajcie narody
nienawidzę siebie że go pokochałam!!!!
Droga Magmo głęboko współczuję i jestem z tobą w tym bólu, bo to cholernie boli mam nadzieję tylko, że nie bardziej niż w tej chwili mnie. Dyskusje na temat zachowania Pana są jednoznaczne PROBLEMY GO PRZEROSŁY, jego nie ciebie, więc głowa do góry. Wiesz dlaczego? dlatego,że jesteś siną osobą, silniejszą od niego i dasz sobie radę. Napiszę o mojej sytuacji tylko muszę przetrawić to co mi wczoraj zrobił-kolejne co znowu ci nie pasuje(na pewno w myślach dodał ty nie robie) Zaczynam czuć się wszystkiemu winna. Zapytałam go -czy chcesz odejść ? A on na to-i gdzie pójdę....
28 kwietnia nasza dziesiąta rocznica ślubu. Czy się coś zmieni na lepsze. Pragnę tego mocno.........
Rozbita11 jestem z Tobą i nie daj się, bądź silna ...
Moja sytuacja jest tak beznadziejna, że szkoda gadać.Nie pracuje, obecnie poszukuję pracy ale wiadomo jak jest. Moja córka ma 3,5 roku a syn 7 lat.. Od jakiegoś roku jest między nami BEZNADZIEJNIE.
Mieszkamy u moich rodziców i mamy w budowie dom. Kiedyś chciałabym się do niego wprowadzić z rodziną i być po prostu- być szczęśliwą. Nie wiem czy tak będzie, jeżeli się nie zmieni to w tym domu będzie on mieszkał albo ja z dzieciakami. W tej chwili on sobie żyje ja sobie, to smutne ale realne. Dziećmi zajmuję się tylko ja, skoro nie pracuję to przecież mogę im zastąpić ojca i być dla nich mamą, bo tylko na mnie mogą liczyć. On wracając do domu jest tak cholernie zmęczony, że nie może nawet z nimi zamienić słowa. Włącza tv albo komputer i go nie ma.
Wspomnę,że kiedy nasz syn nie miał jeszcze roku wyjechał za granicę, był tam trzy lata i musiał wracać bo ja leżałam w zagrożonej ciąży w szpitalu. I tak mi się zdaję, że od tamtego czasu zaczęło się wszystko walić. Drugie nie było planowane.
I tak dzień po dniu, dzień po dniu odchodzimy od siebie. Nie rozmawiał ze mną, bo co by to dało- stwierdził. Ciągle nie rozmawia. Nasze życie przypomina zawieszenie. Jak długo....
Moja sytuacja jest tak beznadziejna, że szkoda gadać.Nie pracuje, obecnie poszukuję pracy ale wiadomo jak jest. Moja córka ma 3,5 roku a syn 7 lat.. Od jakiegoś roku jest między nami BEZNADZIEJNIE.
Mieszkamy u moich rodziców i mamy w budowie dom. Kiedyś chciałabym się do niego wprowadzić z rodziną i być po prostu- być szczęśliwą. Nie wiem czy tak będzie, jeżeli się nie zmieni to w tym domu będzie on mieszkał albo ja z dzieciakami. W tej chwili on sobie żyje ja sobie, to smutne ale realne. Dziećmi zajmuję się tylko ja, skoro nie pracuję to przecież mogę im zastąpić ojca i być dla nich mamą, bo tylko na mnie mogą liczyć. On wracając do domu jest tak cholernie zmęczony, że nie może nawet z nimi zamienić słowa. Włącza tv albo komputer i go nie ma.
Wspomnę,że kiedy nasz syn nie miał jeszcze roku wyjechał za granicę, był tam trzy lata i musiał wracać bo ja leżałam w zagrożonej ciąży w szpitalu. I tak mi się zdaję, że od tamtego czasu zaczęło się wszystko walić. Drugie nie było planowane.
I tak dzień po dniu, dzień po dniu odchodzimy od siebie. Nie rozmawiał ze mną, bo co by to dało- stwierdził. Ciągle nie rozmawia. Nasze życie przypomina zawieszenie. Jak długo....
Rozbita11
nie ma sytuacji beznadziejnych, z każdej opresji można wyjść, ja właśnie przerabiam to przecież na sobie.
Próbuje wczuć się w Twoją sytuację. Nie mam dzieci, nie wiem jak zachowywałbym się teraz jako żona i matka, jestem "tylko" żoną.
Dla mnie to że masz dzieci - to już jesteś WIELKA ;-) dla mnie ktoś kto zdobył się na taką odwagę jest już zawsze WYGRANYM!!! ja nie zdążyłam :-(
Szukasz pracy - wspaniale, i to już duży krok na przód, owszem rynek pracy jest jaki jest ale ale to akurat Ci się musi udać i za moment praca dla Ciebie gdzieś będzie.
Twój mąż ? wybacz ale ja nie będę dla niego łaskawa !!! kolejny znudzony samiec!!!! ma wszystko, dom w budowie, kobietę życia, dzieci - i co? znowu kolejnemu się odechciało, nie ma ochoty dalej dbać!!! nie ma ochoty kochać, dawać siebie i dbać o to co ma!!!
Wiesz!!! szlak mnie trafia jak widzę co ci faceci wyprawiają!!!! mam ochotę nawtykać każdemu którego spotykam!!!
Łowcy - zdobywają, zniewalają (czyli narobią dzieci i usidlą z dziećmi w domu) sami robią karierę a potem ... hmmmm NUDA NUDA NUDA
Weź za łeb tego Twojego mężulka i zapytaj go stanowczo o co mu chodzi w życiu, i do choloery niech nie mówi co by to dało??? to co da to się okaże po tym jak pogadacie...
Błagam Cię kochana tylko nie marnuj czasu. To trwa już rok, to dużo, za dużo. Zawieszenie wypróbowałam na sobie, oczywiście musiałam wypróbować bo ja nigdy nie odpuszczam tak od razu. Chciałam wszystko ratować, próbowałam na chyba wszystkie sposoby. Przegrałam, on zdecydował inaczej, nie miał ochoty na ratowanie, znudził się, jest zbyt leniwy by walczyć, wygodnicki szybko sobie odpuścił bo jak powiedział : bo to nie to!!! bo nie kocham Cię już tak jak kiedyś!!!
wrrrrrrrrrrrrrrrrrr zabić to mało !!! .... Mój mąż to - albo rozpieprzony w sobie psychopata albo zimny drań z dupą na boku!!!
Bierz sprawę w swoje ręce, najpierw rozmowa, powiedz mu czego oczekujesz od waszego wspólnego życia, powiedz mu jakie masz plany - jak nie dociera i nie ma ochoty na dalsze WSPÓLNE życie sprzedaj mu kopa!!!
Łatwe to nie będzie bo przecież temu "Panu" jest wygodnie, oprany, najedzony, oprzątnięty, zero zajmowania się dziećmi, same przyjemności: komputer i TV, jasne - każdy by tak chciał, tylko gdzie przyjemność zwana "odpowiedzialnością".
Potem kolejny etap, walcz o siebie i dzieci, znajdziesz pracę, skończysz domek, i Ty tam zaczniesz nowe życie. Nowa i odmieniona, wspaniała kobieta i matka,z tego co piszesz masz rodziców gdzieś niedaleko więc pomogą, dzieci do przedszkola, Ty do pracy, a ten "Pan" niech się zza Twojego płotu przygląda co stracił.
Błagam... nie czekaj zbyt długo, jeśli stwierdzisz że masz przed sobą mur to zburz go sama i nie czekaj aż w niego uderzysz !!!
Uderzenie będzie boleć, tak jak mnie boli !!! wyję z bólu i rozpaczy !!! umieram z bólu
Kochana, Głowa do góry, pierś do przodu. Pokaż mężowi kto jest ważny, to Ty urodziłaś dwoje dzieci, to Ty odwaliłaś kawał DOBREJ ROBOTY.
To Ty jesteś najważniejszym i najdelikatniejszym ogniwem waszej rodziny. Tobie powinny leżeć kwiaty do stóp!!!
Trzymam kciuki i służę "dobrym" słowem
Rośnie we mnie niesamowity GNIEW, jak tak dalej pójdzie to będę chyba najlepszym doradcą na tym forum ;-) - nie przepuszczę ŻADNEMU stworzonemu na wzór i podobieństwo mojego Męża (jeszcze)
Nie daj się Kochana, jestem z Tobą.
Dziękuje za dobre słowo droga magmo!!!!! Ja też wyję z bólu................. Serce mi raz pękło i obawiam się,że drugi raz tego nie udźwignę. Do niego nic nie dociera. Były rozmowy, ależ oczywiście, że były i to nie jednokrotnie. Tak jak piszesz walę głową w jego mur a on nie chce ustąpić....!!!!!!! Ja też na pewno powiedziałam mu, coś czego nie powinnam mówić ale nic aż tak bolesnego, żeby się tak odemnie odsunąć.
Zaczynam się przy nim czuć jak niedojda życiowa. Jak Zło konieczne.
Czuję się jak bym była w letargu. Nie mam ochoty dosłownie na nic.
Najgorsze jest to, że dzieci na to patrzą, czują, że coś nie gra. My ze sobą nie rozmawiamy o tak błahych sprawach- jak ci kochanie minął dzień-co dzieci robiły a kiedyś to było normalne!!!! Boję się, że wyniosą z domu same przykre wspomnienia i chore relację między rodzicami a później to samo będą robiły w swoich rodzinach.
Wiem , że muszę się wziąć w garść ale nie mam siły a na pewno odwagi jeszcze.
Sama więc widzisz magmo, że sama chyba nie wiem co chcę. Boli mnie jak mnie rani oj boli, ale z drugiej strony zostanę sama z dwójką dzieci na pożarcie ludzkim językom.
Jak długo dochodziłaś do tego aby podjąć decyzję o rozwodzie.??? Zaczynam to rozważać...na poważnie, jeszcze będę próbowała. Dam sobie czas do 28 kwietnia. Jak nie dam rady to szanownego "PANA" spakuje i powiem aut z naszego życia. Nie potrzebuję tarana który psychicznie mnie wykańcza. Powiedz mi, że to dobry plan i że się nie złamię.....
Potrzebuję kopniaka do tego aby na nowo cieszyć się życiem z tego, że mam dwoje wspaniałych, zdrowych dzieci, które kocham najbardziej na świecie
Jak nie wyjdzie to później """ten "Pan" niech się zza Twojego płotu przygląda co stracił""". Święte słowa moja droga, święte słowa...
Trzymaj się i dziękuję
Kochana, Głowa do góry, pierś do przodu. Pokaż mężowi kto jest ważny, to Ty urodziłaś dwoje dzieci, to Ty odwaliłaś kawał DOBREJ ROBOTY.
To Ty jesteś najważniejszym i najdelikatniejszym ogniwem waszej rodziny. Tobie powinny leżeć kwiaty do stóp!!!
Trzymam kciuki i służę "dobrym" słowemRośnie we mnie niesamowity GNIEW, jak tak dalej pójdzie to będę chyba najlepszym doradcą na tym forum ;-) - nie przepuszczę ŻADNEMU stworzonemu na wzór i podobieństwo mojego Męża (jeszcze)
Nie daj się Kochana, jestem z Tobą.
Magma - tak trzymaj! Ja też większość tych najtrudniejszych decyzji podjęłam "na gniewie" ![]()
Jakby nie dzieci już dawno temu bym go zostawiła i do tej pory może już miałabym nowe, lepsze życie bez niego. A teraz co.....
Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, to ja będę tą osobą, która powie- dziękuję za spieprzenie mi życia żegnam.!!!! Depcze mnie i to skutecznie, ale nie potrafi powiedzieć to koniec odchodzę, właśnie nie wiem dlaczego.
Nienawidzę go z całych moich sił!!!!
Mam ochotę wrzeszczeć aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Nie rozumiem tych kobiet na forum! ...że cham, że sk...yn, że się znęca ? o co chodzi?
Mężczyzna Cię kochał a teraz tego nie czuje, sam tego nie wie i jest mu źle. Czy to jego wina ( kogokolwiek ) że przestaje kochać? że po jakimś czasie nie ma fascynacji, miłości ? na pewno jest szacunek do Ciebie i tego co było między wami - bo nie mówi "nie kocham Cię" tylko "nie wiem". Zapewniam Cię, że on cierpi z tego powodu. Każdy pragnie miłości, szczęścia a jak zaczyna coś budować ( dom, rodzinę, małżeństwo) to nie chce tego niszczyć. Ktoś Ci podpowiedział na forum "bądź sobą, jak przed małżeństwem" i chyba miał rację. Nie wiadomo czy Twój mężczyzna należy do "zdobywców" czy "panów w domu".
Jeśli jest "zdobywcą" to wcale nie dziwi, że przestałaś go fascynować, interesować, ekscytować. Ma Ciebie na 250% i co w tobie zostało czego on jeszcze nie ma? Czym możesz go zaskoczyć czy zainteresować?
A jeśli chce być " panem w domu" ( choć jakoś to nie wynika z Twojego postu) i zaczęłaś mu się stawiać to może nie odpowiada mu to - ale wydaje mi sie to głupie. Jak facet nie może sobie podporządkować żony to nie mówi , że nie wie czy ją kocha tylko się wścieka, trzaska drzwiami albo wyzywa - w każdym razie robi piekło w domu.
Wydaje mi się, że Ciebie dotyczy ta pierwsza wersja. No i pozostaje ostatnia ewentualnoś, że kogoś ma - no ale mówisz że nie - mnie tak odrazu przyszło do głowy.
Nie rozumiem tych kobiet na forum! ...że cham, że sk...yn, że się znęca ? o co chodzi?
Mężczyzna Cię kochał a teraz tego nie czuje, sam tego nie wie i jest mu źle. Czy to jego wina ( kogokolwiek ) że przestaje kochać? że po jakimś czasie nie ma fascynacji, miłości ? na pewno jest szacunek do Ciebie i tego co było między wami - bo nie mówi "nie kocham Cię" tylko "nie wiem". Zapewniam Cię, że on cierpi z tego powodu. Każdy pragnie miłości, szczęścia a jak zaczyna coś budować ( dom, rodzinę, małżeństwo) to nie chce tego niszczyć. Ktoś Ci podpowiedział na forum "bądź sobą, jak przed małżeństwem" i chyba miał rację. Nie wiadomo czy Twój mężczyzna należy do "zdobywców" czy "panów w domu".
Jeśli jest "zdobywcą" to wcale nie dziwi, że przestałaś go fascynować, interesować, ekscytować. Ma Ciebie na 250% i co w tobie zostało czego on jeszcze nie ma? Czym możesz go zaskoczyć czy zainteresować?
A jeśli chce być " panem w domu" ( choć jakoś to nie wynika z Twojego postu) i zaczęłaś mu się stawiać to może nie odpowiada mu to - ale wydaje mi sie to głupie. Jak facet nie może sobie podporządkować żony to nie mówi , że nie wie czy ją kocha tylko się wścieka, trzaska drzwiami albo wyzywa - w każdym razie robi piekło w domu.Wydaje mi się, że Ciebie dotyczy ta pierwsza wersja. No i pozostaje ostatnia ewentualnoś, że kogoś ma - no ale mówisz że nie - mnie tak odrazu przyszło do głowy.
Witaj Eska,
"tych kobiet" czyli kogo? mnie?
jasne że nie rozumiesz, 1,5 związku - wspaniałego, potem 1,5 - małżeństwa wspaniałego, potem panu się "odwidziało". I uważasz że to jest ferr?
że tak wygląda odpowiedzialność? uważam, że bardzo się trzeba się trzeba starać że spie...... takie wspólne życie jakie my mieliśmy!!!
Nie oceniaj mnie, nie znasz mnie, starałam się ile mogłam, jestem kobietą która kocha szczerze, i masz rację "za bardzo" to wiem na pewno. Nie jestem pustym pustakiem ani echem na dnie studni, nie jestem próżna i nie interesująca. Ale oprócz tego druga strona powinna się starać, baa on nawet ostatnio powiedział że się nie starał i też zawalił. Brak komunikacji z jego strony i wieczne milczenie z jego strony zapędziło nas w ten punkt w którym jesteśmy.
Napisałaś "Czy to jego wina ( kogokolwiek ) że przestaje kochać?" - ja go do tego nie zmuszę, nie dojrzał do tego by wiedzieć co znaczy kochać i być odpowiedzialnym, nic o tym nie wiem.
Osoby trzeciej - jak pisałam nie wykluczam, bo nigdy nie można być pewnym faceta.
nie życzę nikomu by znalazł się w takiej sytuacji jak ja, NIKOMU!!!
A propo piekła, krzyków, trzaskania drzwiami - Moja Droga, nie każdy człowiek to furiat i krzykacz, niektórzy robia to w "białych rękawiczkach", po ciuchu.
Moje serce jest przepełnione bóle bo właśnie wali się moje życie, wiec daruj mi takie "pocieszenie".
Stałam się "ofiarą" chcąc nie chcąc tego że On miał ochotę zabawić sie chwilowo w dom, w rodzinę, w małżeństwo ... a potem okłamać, oszukać, wyrzucic ze wspólnego życia
Nie, tak się nie postepuje
Boli bardzo aż chce się wyć z rozpaczy ............
wcale nie zamierzałam cię "pocieszać" żeby Cię zdołować. Trudno ocenić co u was nagle się stało bo przecież jak zrozumiałam, byliście dobrym udanym małżeństwem, dbającym o dom i o siebie. Dlatego dziwi mnie, że niektóre forumowiczki odrazu sypią sk..ami i chamami.
Ja co innego chciałam Ci powiedzieć. Ciągle powtarza się jakiś schemat : im gorsza żona - partnerka, wyzwolona i nie przejmująca się za bardzo domem - tym ma bardziej dbającego i kochającego męża, który musi dbać o wszystko i troszczyć się o wszystko bo przecież ona nie ma czasu, nie potrafi albo po prostu nie chce jej się. Jak kobieta kochająca, oddana, zabiega żeby mąż miał wszystko i był zadowolony na maxa - to daje jakiś odwrotny skutek.
Dlatego Ci to napisałam, żebyś spojrzała na Was obiektywnie. Być może on tylko zabawił się w rodzinę jak sama mówisz ( gdyby był gnojem to chyba zauważyłabyś to wcześniej - a piszesz, że byliście szczęśliwi )ale może Ty także jesteś przyczyną że on zobojętniał, bo wie jak Tobie zależy i jak oddałaś mu siebie w 250%. O co ma więc się starać i zabiegać - Ty dałaś swoją miłość i staranie i za siebie i za niego. Czasami kogoś można tak zagłaskać , że ma dość i ucieka.
Myśl sobie co chcesz ale jak czasami słyszę u swoich koleżanek ten przymilny ton, tą usłużność a w odpowiedzi opryskliwość ich mężów i znudzenie to mnie szlag trafia i jestem wściekła ale na swoje koleżanki.
wcale nie zamierzałam cię "pocieszać" żeby Cię zdołować. Trudno ocenić co u was nagle się stało bo przecież jak zrozumiałam, byliście dobrym udanym małżeństwem, dbającym o dom i o siebie. Dlatego dziwi mnie, że niektóre forumowiczki odrazu sypią sk..ami i chamami.
Ja co innego chciałam Ci powiedzieć. Ciągle powtarza się jakiś schemat : im gorsza żona - partnerka, wyzwolona i nie przejmująca się za bardzo domem - tym ma bardziej dbającego i kochającego męża, który musi dbać o wszystko i troszczyć się o wszystko bo przecież ona nie ma czasu, nie potrafi albo po prostu nie chce jej się. Jak kobieta kochająca, oddana, zabiega żeby mąż miał wszystko i był zadowolony na maxa - to daje jakiś odwrotny skutek.
Dlatego Ci to napisałam, żebyś spojrzała na Was obiektywnie. Być może on tylko zabawił się w rodzinę jak sama mówisz ( gdyby był gnojem to chyba zauważyłabyś to wcześniej - a piszesz, że byliście szczęśliwi )ale może Ty także jesteś przyczyną że on zobojętniał, bo wie jak Tobie zależy i jak oddałaś mu siebie w 250%. O co ma więc się starać i zabiegać - Ty dałaś swoją miłość i staranie i za siebie i za niego. Czasami kogoś można tak zagłaskać , że ma dość i ucieka.Myśl sobie co chcesz ale jak czasami słyszę u swoich koleżanek ten przymilny ton, tą usłużność a w odpowiedzi opryskliwość ich mężów i znudzenie to mnie szlag trafia i jestem wściekła ale na swoje koleżanki.
Eska, nie byłam służebnicą, byłam normalną żoną. jakich na świecie miliony. Mam świadomość swoich błędów ale oprócz tego trafiłam na kogoś "niewłaściwego".
a teraz - zmienię wszystko co będę mogła w sobie ........ wszytsko
Magma Ty sie nie zmieniaj ! Po co ?
Też napisałam że Twój mąż się bawi Twoimi uczuciami i dalej tak uważam w związku z sytuacją kiedy miałaś czekać na jakiś głupi werdykt nie wiedząc nawet z jakiego powodu
Przecież Ty od początku do końca byłaś taka sama , to nie Ty się zmieniłaś tylko On. Dlaczego mamy grać kogoś kim nie jesteśmy, robić coś i kombinować jak to będzie odebrane ... Każdy jest jaki jest. Bywa że ludzie źle się dobierają i nie doceniają siebie nawzajem. Nie wiem może Twój mąż miał się z Tobą zbyt dobrze no ale na dzień dzisiejszy pomimo wspólnego mieszkania już się tak nie ma ... jak by nie było odsunełaś sie też od niego i poznał Cię z innej strony (byłaś uśmiechnięta, nadskakiwałaś) a teraz w Twoich oczach widzi żal i smutek za to brak wcześniej wymienionych.
O Twoim mężu nie napiszę skur... bądź coś w tym stylu ! Za to uważam że jest nieodpowiedzialny . Też wydaje mi się że się pogubił tylko pytanie dlaczego. Spójrz troszkę wstecz czy aby na pewno wszystko było takie kolorowe może były małe symptony : nie chciał dziecka bo nie był gotowy a może już wtedy nie wiedział czego chce ...
Z jego strony to prawdziwa miłość czy jakieś silne zauroczenie ? nie wiem Magma ... nie rozumiem ... Za to wydaje mi się że pomimo wszystkiego z dnia na dzień jesteś silniejsza !!! :-)
Magma Ty sie nie zmieniaj ! Po co ?
Też napisałam że Twój mąż się bawi Twoimi uczuciami i dalej tak uważam w związku z sytuacją kiedy miałaś czekać na jakiś głupi werdykt nie wiedząc nawet z jakiego powoduPrzecież Ty od początku do końca byłaś taka sama , to nie Ty się zmieniłaś tylko On. Dlaczego mamy grać kogoś kim nie jesteśmy, robić coś i kombinować jak to będzie odebrane ... Każdy jest jaki jest. Bywa że ludzie źle się dobierają i nie doceniają siebie nawzajem. Nie wiem może Twój mąż miał się z Tobą zbyt dobrze no ale na dzień dzisiejszy pomimo wspólnego mieszkania już się tak nie ma ... jak by nie było odsunełaś sie też od niego i poznał Cię z innej strony (byłaś uśmiechnięta, nadskakiwałaś) a teraz w Twoich oczach widzi żal i smutek za to brak wcześniej wymienionych.
O Twoim mężu nie napiszę skur... bądź coś w tym stylu ! Za to uważam że jest nieodpowiedzialny . Też wydaje mi się że się pogubił tylko pytanie dlaczego. Spójrz troszkę wstecz czy aby na pewno wszystko było takie kolorowe może były małe symptony : nie chciał dziecka bo nie był gotowy a może już wtedy nie wiedział czego chce ...
Z jego strony to prawdziwa miłość czy jakieś silne zauroczenie ? nie wiem Magma ... nie rozumiem ... Za to wydaje mi się że pomimo wszystkiego z dnia na dzień jesteś silniejsza !!! :-)
Witaj Kasiu mój dobry duszku ;-)
czy silniejsza? nie mam pojęcia, jeszcze nigdy w moim życiu nie było tyle zamieszania, gdyby mój mąż teraz zadawał mi pytania na wszystkie odpowiedź byłaby NIE WIEM.
Miotam się w tym co się dzieje, każdy dzień coś nowego, nowe przemyślenia, emocje targają mną na wszytskie strony.
Ktoś wczoraj w pracy powiedział mi że i tak na taką sytuację dają sobie radę. A czy daję? może są momenty że ogarnia mnie gniew i wtedy adrenalina dodaje mi siły, ale na ogół to niesamowity żal w oczach, na twarzy, bije smutek ode mnie na kilometr, stres chwilami nie do wytrzymania. Zajmuję się sobą, radzę sobie jak mogę, nie układam niczego na nowo, nie planuję, żyję dniem dzisiejszym ... z dnia na dzień. Najgorsze to to że wciąż spadam na wadze ;-( staram się coś jeść ale i tak stres robi swoje. Może kiedyś nadrobię stracone kilogramy.
A co u tego "Pana"? mamy za sobą pierwszą rozmowę o majątku, on nie zrezygnuje z luksusu, mieszkamy narazie razem w naszym wspólnym mieszkaniu. On wciąż oczywiście podtrzymuje że złoży wniosek o rozwód, zaproponował najpierw podział majątku (notabene właśnie się od niego dowiedziałam że "nic mi się nie należy") a potem jego wniosek o rozwód. Jak "Pan" będzie "niesprawiedliwy" wobec mnie zajmie się nim adwokat. Ale mam nadzieję że do tego nie dojdzie.
Obecnie udaje wielkiego "przyjaciela", troszczy się bo ma wyrzuty sumienia, wciąż łazi za mną i pyta czy coś jadłam, czy może drinka mi zrobić, może piwko moje ulubione miodowe ;-(((( dopadają go wyrzuty sumienia, widzi że nie wyglądam za dobrze bo schudłam i udaje opiekuńczego przyjaciela!!!! szlak by to !!! a przez kogo schudłam??? przez kogo mam anemię? przez kogo śpię 3 godziny na dobę????
wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr wrzeszczeć się chce
wciąż kocham i tęsknie za moim prawdziwym mężem, on pewnie nigdy nie kochał prawdziwie skoro teraz tak po prostu mu sie odwidziało, wypaliło, zgasło, nie starał się o mnie, nie zabiegał, wszystko miał podane na tacy, oblizywał tylko paluszki i smakował, teraz mu się przejadło ...... oj błąd .... O BYŁ MÓJ WIELKI BŁĄD
ale myślałam że jak się daje dobro to dobro powraca ..... do mnie nie powróciło
dostałam po dupie od życia bardzo bardzo
czy się zmienię Kasiu? nie wiem, teraz przeżywam traumę, coś bolesnego i okrutnego, jaka z tego wyjdę nie mam pojęcia
na pewno ta sytuacja dała mi poznać siebie bardziej, wiem co robiłam źle, w mojej naturze jest odruch by uczyć się na błędach, na pewno popracuję nad sobą.
będę pisać
zaglądam na forum prawie codziennie
pozdrawiam Cię cieplutko
104 2011-03-31 00:22:45 Ostatnio edytowany przez magma (2011-03-31 00:23:38)
Dziękuje za dobre słowo droga magmo!!!!! Ja też wyję z bólu................. Serce mi raz pękło i obawiam się,że drugi raz tego nie udźwignę. Do niego nic nie dociera. Były rozmowy, ależ oczywiście, że były i to nie jednokrotnie. Tak jak piszesz walę głową w jego mur a on nie chce ustąpić....!!!!!!! Ja też na pewno powiedziałam mu, coś czego nie powinnam mówić ale nic aż tak bolesnego, żeby się tak odemnie odsunąć.
Zaczynam się przy nim czuć jak niedojda życiowa. Jak Zło konieczne.
Czuję się jak bym była w letargu. Nie mam ochoty dosłownie na nic.
Najgorsze jest to, że dzieci na to patrzą, czują, że coś nie gra. My ze sobą nie rozmawiamy o tak błahych sprawach- jak ci kochanie minął dzień-co dzieci robiły a kiedyś to było normalne!!!! Boję się, że wyniosą z domu same przykre wspomnienia i chore relację między rodzicami a później to samo będą robiły w swoich rodzinach.
Wiem , że muszę się wziąć w garść ale nie mam siły a na pewno odwagi jeszcze.
Sama więc widzisz magmo, że sama chyba nie wiem co chcę. Boli mnie jak mnie rani oj boli, ale z drugiej strony zostanę sama z dwójką dzieci na pożarcie ludzkim językom.
Jak długo dochodziłaś do tego aby podjąć decyzję o rozwodzie.??? Zaczynam to rozważać...na poważnie, jeszcze będę próbowała. Dam sobie czas do 28 kwietnia. Jak nie dam rady to szanownego "PANA" spakuje i powiem aut z naszego życia. Nie potrzebuję tarana który psychicznie mnie wykańcza. Powiedz mi, że to dobry plan i że się nie złamię.....
Potrzebuję kopniaka do tego aby na nowo cieszyć się życiem z tego, że mam dwoje wspaniałych, zdrowych dzieci, które kocham najbardziej na świecie
Jak nie wyjdzie to później """ten "Pan" niech się zza Twojego płotu przygląda co stracił""". Święte słowa moja droga, święte słowa...
Trzymaj się i dziękuję
Kochana, nawet nie wiesz jak bardzo będę trzymać kciuki za Ciebie, czuję doskonale Twoją sytuację, wiem ze łatwo nie jest, oj nie jest...
Żadnymi językami się nie przejmuj, wiem łatwo mówić ale nikt nie przeżyje życia za Ciebie, nikt nie ma prawa Ciebie osądzać, a jeśli tak będzie ... błagam olej to. Twoje życie i Ty o nim decyduj, ludziom od tego wara !!! Ty jesteś najważniejsza. Widzę że wyznaczyłaś sobie termin, to dobrze. Ja nie miałam tyle siły co Ty by sobie wyznaczyć, czekałam na to by On podjął decyzję. Pytałaś jak długo dochodziłam do tego by podjąć decyzję o rozwodzie, Nie Kochana, to nie ja ją podjęłam to mój Mąż zdecydował, to on zdecydował za nas dwoje :-(((((((((((((((((( On zdecydowała i teraz powoli zaczyna wdrażać w życie. Odpisywałam Kasi to zerknij co u mnie na bieżąco.
dzielna Kobietka jesteś ;-)
trzymam kciuki .... za Ciebie i Twoje dwa małe skarby
105 2011-03-31 02:24:56 Ostatnio edytowany przez BOO (2011-03-31 02:29:13)
magma
jestem facetem i Twoja historia też jest dla mnie całkowicie niezrozumiała z mojegomęskiegopunktu widzenia....
związek, potem małżeństwo....
wszystko doskonałe, wszystko cudowne... i nagle koniec ? ? ?
trzy lata spuszczone do sedesu ? ? ?
moim zdaniem mężowi (jeszcze) znudziła się zabawa w dom i małżeństwo, albo ma poważne kłopoty emocjonalne ze sobą... albo faktycznie jest jeszcze ktoś....
ja też jestem aktualnie na zakręcie życia, myślałem, że jestem w związku na zawsze, takim na dobre i na złe, ale..... panna stwierdziła że już mnie nie kocha i jej nie zależy na mnie....
też tracę mocno na wadze, więc to nie tylko występuje u kobiet... straciłem już jakieś 7 kg...
założyłem się z moją siostrą, że za rok będę się z tego wszystkiego śmiał.... idzie o dobrą kolację w lokalu dla kilku osób, ale mam nadzieję że PRZEGRAM ten zakład i będę się znowu uśmiechał do siebie, do ludzi....
trzymaj się mocno i nie daj się oskubać panu znudzonemu !
PS no i jak widać po godzinie wpisu też nie mogę spać...
tak, masz rację, moja historia jest po części "aż niewiarygodna" i uwierz mi, że ktokolwiek zna mnie i mojego męża chwyta się za głowę jak opowiadam to co się dzieje.... życie tak bardzo mnie zaskoczyło
marzę o tym by w końcu zakończyć to wszystko co się dzieje w moim życiu, marzę o tym by poznać kiedyś prawdę i prawdziwą przyczynę tego że można tak spier...... takie wspaniałe 3 lata ........... w mojej głowie tysiące pytań
tak bardzo chciałabym żeby to wszystko się już skończyło
tak bardzo już jestem zmęczona, zmęczona na maxa
żal mi jak patrze na siebie ......... ucieka każdy dzień który mogłabym spędzić z uśmiechem na twarzy .... tak jak kiedyś
brak mi siły ... na wszystko
Ma wyrzuty sumienia ? I dobrze niech ma !!! Może dorośnie do życia ...
Nie wiem po prostu mi się wydaje, że jak kogoś się naprawdę kocha to nie może się nagle przestać kochać bądź zacząć kochać mniej
dlaczego ? Ktoś ma wtedy swój osobisty emocjonalny problem i wydaje mi się, że ten problem był cały czas tylko może był zagłuszany a teraz przez skumulowanie wyszedł na światło dzienne i co niektórzy sobie nie radzą ze swoimi uczuciami.
Co do Ciebie Magmo : dlaczego mamy grć w życiu i kontrolować swoje zachowanie ? Jak kochasz to dajesz z siebie jak najwięcej drugiej osobie i to jest normalne ! Nikt Ci przecież nic nie karze, robi się to bo się chce , bo sprawia nam to przyjemność : przyjemność ze sprawiania przyjemności tej drugiej osobie ! Czy mamy się miotać z takimi myslami : "zrobiłabym to dla niego, wiem że sprawię mu tym radość, ale tego nie zrobię bo będzie miał się za dobrze ... " ??? Magmo Twój mąż Cię nie docenił ! Nie sądzę żebyś przesadziła w swoich zachowaniach i "zagłaskała kota na śmierć". Twoje zachowanie było naturalne, spontaniczne i wychodziło prosto z serducha.
Owszem są kobiety , które za bardzo nadskakują i słyszą tylko burknięcie od partnera ale oni ich nie szanują. Miłość to też szacunek. Faceci są z takimi kobietami według mnie też dla wygody, raz na jakiś czas rzuci jakieś ciepłe słowo w stylu "kufajka" ;-) a one całe w skorwronkach, ale to jest miłość jednostronna. To tak jak pytają (tutaj tekst z kabaretu) : Marian a Ty mnie kochasz czy Ty mnie nie kochasz, w odpowiedzi słyszą : Nooo ... To tak troszkę pół żartem napisałam ale chcąc Ci pokazać, że w Twoim zachowaniu nie ma i nie było nic złego :-) to naturalne zachowanie kogoś kto kocha ! I jeśli Twój mąż miota się i ma problem z nazwaniem uczuć jakie żywi do Ciebie to według mnie On nigdy na 100% nie był ich pewien. Nie wiem jak potoczą się Wasze losy, śledzę na forum co piszesz ... chciałabym żeby się ułożyło po Twojej myśli ! Jeśli chcesz być z nim to niech mu jakaś cegiełka na główkę "spadnie" i olśni go jakim głuptasem był i jak wszystko mógł przez własną głupotę zepsuć, a jeśli nie chcesz z nim już być to życzę Ci byś dostała taki power żeby przejść przez to wszystko jak najlepiej !!! :-)
pierwszy raz w życiu chciałbym "popchnąć" czas do przodu :-((
A czy On złożył ten pozew ? Czy są już konkretny czy znowu niby sie rozmawia ale jednak nic nie idzie do przodu ? Tak jak z czekaniem na jego decyzję aby się określi czego chce ...
Kilka dni temu mieliśmy rozmowę dotyczącą majątku, każde z nas powiedziało jak to widzi, mamy wiele wspólnych rzeczy więc nie da sie nie rozmawiać o tym. Zdziwiłam się nawet że wielmożny Pan miał ochotę rozmawiać i powiedział coś więcej niż tylko "nie wiem".
Co do majątku to nie jest ciekawie. Pan twierdzi że "nie wiele mi się należy". Opadają mi ręce ale nie będę tego wątku ciągnąć na forum (przynajmniej obecnie) bo jeśli Pan nie zrozumie to ode tego są adwokaci. Nie chcę się szarpać, nie chce kłótni i awantur.
Chwilami mam wrażenie że ten człowiek nic nie rozumie, jakby go ktoś zaprogramował i zachowuje się jak robot, nic do niego nie dociera.
Jakby w ogóle nie rozumiał że bardzo mnie krzywdzi.....
Wg jego wersji najpierw powinniśmy przeprowadzić podział majątku, rozejść się "fizycznie" a potem on ma wnieść pozew rozwodowy.
Powiedzmy że się zgodzę na to. Może inaczej .... pogodzę. Teraz trwają wyliczanki. Pan kalkuluje. Poczekam kilka dni, poczekam bo chce i muszę.
jest coraz gorzej...
każdy dzień pod jednym dachem z tym człowiekiem to dla mnie silny i niepohamowany stres
emocje czasem nie do opanowanie
mój Boże w czym ja tkwię ???
czemu pojawił się w moim życiu ktoś, kto zamienił moje życie w piekło
czuje się fatalnie
jestem wściekła na niego, na siebie
na cały świąt wokół, na tą część świata która jest szczęśliwa !!! beze mnie
jest coraz gorzej...
każdy dzień pod jednym dachem z tym człowiekiem to dla mnie silny i niepohamowany stres
emocje czasem nie do opanowanie
mój Boże w czym ja tkwię ???
czemu pojawił się w moim życiu ktoś, kto zamienił moje życie w piekło
czuje się fatalnie
jestem wściekła na niego, na siebie
na cały świąt wokół, na tą część świata która jest szczęśliwa !!! beze mnie
dziewczyno ! masz tylko 32 lata !
nie udało się, trudno....
za rok będziesz śmiała się z tego wszystkiego i z nadzieją patrzyła w przyszłość.... przed Tobą całe życie....
nie daj się mu oskubać przy podziale majątku.... wiem, że w tej chwili ciężko Ci o tym myśleć, ale musisz pomyśleć sama, albo wziąć adwokata, bo potem będziesz miała sama do siebie pretensje, że tego nie dopilnowałaś......
Magma: zerknij do wątku "Mój wymarzony rozwód". Może troszkę pomoże ![]()
Ściskam Cię mocno.
Cześć jak mi jest przykro, że przechodzisz przez to wszystko. Dlaczego to nie jest proste tylko totalnie pokręcone?? Dlaczego to nas tak bardzo boli???
Dlaczego to my bardziej czujemy????Dlaczego to my jesteśmy winne(prawie) zawsze??????
Widzę, że u Ciebie po staremu Magmo.
Współczuję z całego serca, że musisz przez to przechodzić. Dasz radę jak pisałam, dlatego, że jesteś silna.
Cześć jak mi jest przykro, że przechodzisz przez to wszystko. Dlaczego to nie jest proste tylko totalnie pokręcone?? Dlaczego to nas tak bardzo boli???
Dlaczego to my bardziej czujemy????Dlaczego to my jesteśmy winne(prawie) zawsze??????
Widzę, że u Ciebie po staremu Magmo.
Współczuję z całego serca, że musisz przez to przechodzić. Dasz radę jak pisałam, dlatego, że jesteś silna.
mi się posypało wszystko po 2 latach i teraz czekam na rozwód.... a Ty kochana dasz radę, po to tu jesteśmy, by sobie nawzajem pomagać....solidarność z innymi ludźmi, którzy mają podobnie "spaprane" życie badzo pomaga i ta świadomość, że nie jest się samemu, wszystkie zasługujemy na szczęście i miłość... będzie dobrze ![]()
Koniec nie zawsze oznacza porażkę ! Koniec to także szansa na coś nowego, innego a kto wie może i lepszego !!!
Kochasz więc to boli, budzi w Tobie złość. Pytasz dlaczego ja ? Dlaczego tak się stało ? To nie On Magmo ... spójrz to nie On uczyni Cię szczęśliwą. On Cię rani i chyba tak naprawdę do małżeństwa nie dojrzał. Może jednak przeniesiesz się do innego mieszkania ... za dużo Cię kosztuje mieszkanie z nim pod jednym dachem ... może odpuść ? Nie podział majątku ale odpuść sobie mieszkanie z nim ! Jeśli razem kupowaliście mieszkanie i razem w niego inwestowaliście to dobrze wiesz, że wiele Ci się należy ! Poza tym rozwód ale z orzeczeniem o jego winie inaczej sobie nie wyobrażam, niech ponosi konsekwencje.
już bardzo późno .....
noc jest teraz moim wrogiem .... sen nie poskromiony nie przychodzi .... oczy nie chcą spać, nie chcą się zamknąć, a są takie smutne i pełne bólu i rozpaczy
ponad dwie godziny wspólnej rozmowy ......... do tego krewetki w białym winie ......... twarzą twarz przy stole
omawialiśmy podział majątku... i to jak będzie wyglądać nasz rozwód....
dziwię się że jestem w stanie usiąść z nim przy jednym stole .......... dziwię się ... może jednak jestem silna a może bezsilna i tylko płynę strumieniem napędzanym młynem tego okrucieństwa ........
łzy kapały mi na talerz, nie jestem w stanie czasami kontrolować tego że lecą mi strumieniami .... dosalałam sobie krewetki
krewetki kilka razy stanęły mi w gardle, zacisnęło się ...... z płaczu i żalu
już nigdy nie zjem krewetek .... a to było moje ulubione danie :-(
NetKobiety dziękuję za wspaniałe słowa otuchy
same wiecie jak to cholernie ważne
Magmo i co tam u Ciebie ?
119 2011-04-17 18:42:49 Ostatnio edytowany przez magma (2011-04-17 18:44:40)
Magmo i co tam u Ciebie ?
Witaj Kasiu
co u mnie? hmmm śnieżna kula pędzi jak szalona!!!
Najpierw sprawy organizacyjne: Jesteśmy przed wizytą u notariusza w sprawie podpisanie rozdzielności majątkowej i podziału majątku. Co do majątku mojego ostatniego słowa "zgadzam się" jeszcze nie było. Nie mamy jeszcze ustalonej daty u notariusza.
Po notariusz zajmę się szukaniem dla siebie mieszkania do kupna i wynoszę się stąd jak najszybciej.
A co w mojej głowie duszy i serduszku? wiem już teraz, że jak najszybsza izolacja od niego mi pomoże odzyskać spokój, wiedzę sama po sobie że jak tylko wchodzi do mieszkania to mnie od razu boli brzuch i kierunek wc .... masakra. nerwica żołądka jak nic :-( będę się leczyć teraz z tego latami. Dlatego "poganiam" Pana z formalnościami i tym notariuszem by zacząć wychodzić na prostą. Mieszkanie pod jednym dachem jest i było wyzwaniem.
Wciąż nie potrafię się pogodzić z tym co się dzieje, mój mózg odsuwa tok myślenia na boczny tor. Czasami jak komuś opowiadam o tym co dzieje się w moim życiu wydaje mi się, że opowiadam historię która mnie nie dotyczy, która przydarzyła się komuś innemu, obcemu, znajomemu .... innemu ale nie mnie.
Zaczynam chyba obojętnieć na to co się dzieje, chyba odpuściłam, chyba na prawdę wydarzy się to co on zaplanował, ja już nic nie zrobię, już nie walczę bo nie ma o co i o kogo.
czy kocham wciąż? oczywiście :-( i z tym czuję że będzie największy problem, z "nową organizacją" życia pewnie sobie poradzę, zawsze sobie radziłam więc "obserwatorzy" mogą powiedzieć że silna ze mnie baba i na pewno sobie poradzę :-(
bzdura .... nikt nie wiem co mam w sercu, jak cierpię i jak bardzo te wydarzenia zabiją cząstkę mnie
jak bardzo boli rozczarowanie i zawiedziona nadzieja
jak boli gdy umiera nadzieja
z "nową organizacją" życia pewnie sobie poradzę, zawsze sobie radziłam więc "obserwatorzy" mogą powiedzieć że silna ze mnie baba i na pewno sobie poradzę :-(
bzdura .... nikt nie wiem co mam w sercu, jak cierpię i jak bardzo te wydarzenia zabiją cząstkę mnie
jak bardzo boli rozczarowanie i zawiedziona nadzieja
jak boli gdy umiera nadzieja
Kochana - jak ja to znam... I wiele innych dziewczyn z forum. Trzymaj się i siły życzę.
zabija mnie jego hipokryzja wrrrrr co za człowiek z niego :-(
dwa dni mnie gnębił i prosił żeby poszła z nim na imieniny jego siostry bo "nas" zaprosiła
litości.... zapytałam: a jak kto mam iść, dobra koleżanka, przecież chłopie chcesz mnie wywalić ze swojego życia więc czemu chcesz zabierać mnie na imprezy rodzinne?? na litość Boską jak on nic nie rozumie. Powiedział: przecież jesteś moją żoną!
Jestem szczera, nie potrafię udawać, nie potrafię uśmiechać się i udawać że wszystko jest dobrze, przecież NIC NIE JEST OK,
NIC NIE JEST DOBRZE !!!
Powiedział że przecież rozwód biorę z nim a nie z jego rodziną. :-(
założył obrączkę i poszedł na imprezę rodzinną ........... hipokryta do potęgi
założył obrączkę i poszedł na imprezę rodzinną ........... hipokryta do potęgi
szok !
a jego rodzina wie o tym że się rozwodzicie ? że to ON miał ten super pomysł pewnego dnia ?
magma napisał/a:założył obrączkę i poszedł na imprezę rodzinną ........... hipokryta do potęgi
szok !
a jego rodzina wie o tym że się rozwodzicie ? że to ON miał ten super pomysł pewnego dnia ?
Wie tylko wąski krąg osób z jego strony, siostra i mama. Inni żyją w złudzeniu i w opowieściach. Ten Pan doskonale potrafi udawać, doskonale się maskuje, wygląda na szczęśliwego a na pewno nie na załamanego. Po nim spływa jak po kaczce, nie ma uczuć do mnie więc ani go to ziębi ani grzeje :-(. A rodzina pewnie dowie się ostatnia. Najpierw on musi się przed nimi "wybielić" i pokazać jaki to on dobry dla mnie :-(
Hipokryzja ma potężny wymiar w jego wydaniu..... przykre to bardzo.
Śmieszny on jest. Propozycja wyjścia wspólnego do jego rodzinki ... jakąś szopkę odstawiać
No cóż Magmo w takich chwilach trzeba mu przypomnieć : halo człowieku rozwodzimy się twoją żoną jestem już tylko na papierku i to już nie długo ! My już nie jesteśmy razem dlatego nie będziemy razem nigdzie wychodzić : chłopie zniszczyłeś nasze małżeństwo, jego już nie ma !
Wiem jak Ci ciężko a do tego wszystkiego jeszcze dzień w dzień Go widzisz
To tak jak rana która się nie goi ale to tylko teraz tak wygląda ... Popatrz na niego z boku : nie jest tego wart ! On nie kocha - no chyba że siebie ! To jak najbardziej ! Niestety czasem tak się właśnie dobieramy w życiu, że jedna strona daje i dałaby wszystko, a druga kręci nosem i krzywdzi. On nie wie czego chce. Nie dorósł do posiadania rodziny, odpowiedzialności itd. Za to Ty wiesz czego chcesz od życia ! Wiesz kogo potrzebujesz i to nie jego moja Droga tylko kogoś na kogo będziesz mogła liczyć, kto będzie przy Tobie, będzie dbał o Ciebie i będziesz się czuła kochana ! Popatrz , nie jest żałosny w tym co robi ? Jemu trzeba współczuć, że w swoim wieku nadal zachowuje się jak dzieciak. Pobawił się w dom i się mu odwidziało, a to nie tak działa. Gdyby nawet miedzy Wami się ułożyło to czy miałabyś poczucie stabilizacji i pewności w tym związku ?
Dasz radę ! Jesteś silniejsza niż myslisz :-) pozdrawiam cieplutko !
męczy mnie jego udawanie... Pan w białych rękawiczkach i z wiadrem wybielacza wrrrrrrrrrrrr
bardzo zależy mu na opinii innych, koniecznie chce wyjśc z naszego małżeństwa jako ten który nie skrzywdził, nie zostawił, nie przestał kochać - tylko tak po prostu wyszło !!!
człowiek o dwóch twarzach ...
jaka ja byłam ślepa :-(
126 2011-04-19 18:29:00 Ostatnio edytowany przez anitka77 (2011-04-19 18:30:14)
męczy mnie jego udawanie... Pan w białych rękawiczkach i z wiadrem wybielacza wrrrrrrrrrrrr
bardzo zależy mu na opinii innych, koniecznie chce wyjśc z naszego małżeństwa jako ten który nie skrzywdził, nie zostawił, nie przestał kochać - tylko tak po prostu wyszło !!!
człowiek o dwóch twarzach ...
jaka ja byłam ślepa :-(
hahaha no normalnie to ten sam czlowiek:)))
Ja mam opinie zszragna, bo to ja jestem ta zla w oczach (jego znajomych juz nie moich znajomych) to ja odeszlam, to ja zostawialam biednego misia a on taki dobry i zaradny i przystojny a ja taka sredniej urody. On tak sie staral tak sie naginal. O tak, nie naginal ale nawet przeginal, staral sie ze mnie zrobic manekina emocjonalnego, robota do zadan domowych. a niech idzie w piz.... jak mi to moja przyjaciolka powiedziala.
Nie przejmuj sie co inni pomysla i co powiedza, Ty i tak wiesz swoje i nikomu sie nie musisz tlumaczyc. A milczeniem i nie rozsiewaniem tego gnoju po znajomych z czasem zyskasz wiekszy szacunek. Czas wszystko pokaze kto byl ofiara a kto lajza!
Wiecie tak patrze na to ile kazdy z nas ma problemow..i zastanawiam sie..czemu to musi tak byc..wiem ze nie mozna miec od razu idealow ale to przykre ze tak malo w zyciu mozemy sie cieszyc, zyc chwila, robic co kochamy...
Hmm....:(
...wiem ze nie mozna miec od razu idealow ale to przykre ze tak malo w zyciu mozemy sie cieszyc, zyc chwila, robic co kochamy...
Hmm....:(
A może nasze szczęście ZBYT uzależniamy od drugiej osoby? Nie umiemy się cieszyć "małymi szczęściami" dnia codziennego i wciąż chcemy więcej i więcej...?
Moze i tak..ale jak jak cieszyc sie samemu?? Chodzi mi jak..byc szczesliwymy dla siebie..?
130 2011-04-19 19:19:23 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-04-19 19:23:12)
Czerpać satysfakcję z samych siebie myślę
Patrzeć w lustro i widzieć niegłupią istotę, która jest wartościowa sama z siebie a nie przez kogoś obok. Akceptacja samej siebie, swego systemu wartości, zalet, celów i dążeń. To nie jest zależne od nikogo innego - tylko od nas samych.
Ja jestem szczęśliwa bo nie przeglądam się w czyichś oczach...
A cieszę się z każdego miłego drobiazgu, sukcesu innych i swego, ładnej pogody i kwitnących drzewek, śpiewu ptaków i ładnego widoczku... wszystko mnie cieszy, może dlatego, że na co dzień trudno mi się żyje