netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 201 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 97 98 99 100 101 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 371 do 6 435 z 8 269 ]

6 371

Odp: Być drugą i macochą

Wspolczuje zaistnialej sytuacji. Nie znam sie ale moze powinnas to gdzies zglosic ze byla tesciowa twojego meza cie szykanuje i rujnuje twoja opinie w miejscu pracy.

6 372

Odp: Być drugą i macochą

Assunta
witaj:) Czasami wydaje mi się, że ten wątek powinien mieć trochę inny tytuł "Być drugą, macochą i najgorszą" smile W pewnym też sensie masz sytuację podobną do mnie - dwie pasierbice, syn (u mnie ciągle w drodze), niezasłużona nienawiść eks, najpierw sielanka z dziećmi M, teraz trudno powiedzieć... moje pasierbice są nominalnie jeszcze przed wiekiem dojrzewania, Twoje już w niego wchodzą - życie funduje Ci paradę atrakcji smile U mnie też niechęć wobec mnie jest wywołana zbiegiem okoliczności - akurat trwa postępowanie o ponowne ustalenie alimentów, a ja jestem aktualnie w zaawansowanej ciąży. Według prawnika M, eks nie może liczyć na dodatkowe "skubnięcie" M (dzieci mają już zasądzone "godne" alimenty, ale apetyt eks narasta w miarę jedzenia), ponieważ w mieście gdzie mieszkam, sąd bierze pod uwagę również obowiązki ojca do łożenia na kolejne dzieci, z kolejnych związków. Podniesienie alimentów do kwot, które sobie życzy eks jest raczej mało prawdopodobne, a ponieważ logika u niektórych działa prosto - to ja jestem w ciąży, to ja jestem winna, ja się dałam "zapłodnić podstępnie" itd... no to identyfikacja wroga nr 2 jest stosunkowo łatwa smile
Obserwuję różne postawy macoch wobec pasierbów, co jest pewnie wypadkową ich indywidualnych cech, skali patologii, w która "depną", postawy ich M, eks itd. Ja akcje, jakie opisujesz biorę na karb frustracji emocjonalnej i niezrównoważenia "przeciwnika", uznając że sam sobie najlepiej postawił cenzurkę. Pewnie zirytowałoby mnie jednak mocno to co odwaliła matka eks i (o ile to możliwe) odwdzięczyłabym jej się tym samym, wysyłając do jej pracy informację, że nie życzę sobie wysyłania szkalującej mnie korespodencji do pracy, że nie jestem winna rozwodowi jej córki, że prosisz o zaprzestanie nękania byłego zięcia i jego nowej rodziny obraźliwymi listami itd.. Może są takie okoliczności, kiedy warto nadstawiać drugi policzek, ale w moim wyczuciu, ta sytuacja do nich nie należy...

Najbardziej "przeraża" mnie, że to jeszcze kilka-kilkanaście lat użerania się, zanim eks "odpadnie" jak brud z naszego życia. Na szczęście wyobrażam sobie, że z czasem będą traciły "atuty". Widzę też, że np. mój M trochę oswaja się z myślą, że matka go szkaluje, że będzie w tym układzie "tym gorszym rodzicem", że być może córki nie będą go kochały i szanowały, ale cóż.... wielu rodziców, którzy spędzili z dziećmi lata pod jednym dachem, nie może liczyć na wdzięczność dzieci, więc może musi dopić czarę goryczy związanej z rozwodem i przygotować się emocjonalnie również na tą przykrość.
I jeszcze jedno powiem Ci z "mojego ogródka". Moja ciąża jakoś leci, chociaż nie jestem w optymalnym wieku na rodzenie pierwszego dziecka (w tym roku skończę 40 lat). Zawsze chciałam mieć więcej niż jedno dziecko, między innymi po to, żeby nie wychować jedynaka-samoluba. Jak okazało się, że poznałam i zaciążyłam z facetem, który ma przeszłość i dwie córki, zdałam sobie sprawę, że syn będzie miał dwie przyrodnie siostry i nie będzie do końca jedynakiem, ale cały czas była we mnie myśl, czy może nie zechcieć aby jeszcze jednego dziecka. Teraz w 32 tc, mam już dość (w ostatni weekend mocno mi dały popalić dolegliwości ciążowe) i mówię, że już nie chcę być w ciąży, a mój M chyba pod wpływem tej całej sytuacji wbrew przeciwnie. Myślę że teraz on chciałby jeszcze ze mną drugie dziecko w domu i jak mówię o tym, że oddamy rzeczy Jasia komuś potrzebującemu, on nie jest zachwycony na zasadzie "a może będziemy chcieli jeszcze jedno dziecko, po co oddawać od razu ubranka, lepiej poczekać". Od blisko 6 lat po rozstaniu (plus należałoby w to wliczyć jeszcze z 2 lata małżeństwa), jest na etapie emocjonalnej szarpaniny z eks. Eks potrzebuje walki, wroga, kontaktów z nim, dlatego jego emocjonalne zdystansowanie się wobec niej, którego jestem bezpośrednią przyczyną, chyba doprowadza ją na skraj amoku. Straciła poważne atuty - już nie jest najważniejszą kobietą jego życia, jedyną matką jego dzieci itd. Chyba my jako "drugie" jesteśmy wrogami eks, ponieważ zajmujemy miejsce, które w ich ocenie im się należy dozgonnie - tak sobie tłumaczę ich frustracje względem nas, w szczególności jeżeli nie przyczyniłyśmy się do rozstania. Mnie czasem eks bawi, czasem mocno irytuje, ale chyba najwięcej zależy od postawy naszych M - czy są "za nami", czy "za eks".... jakby mi mój M okazał postawę, którą zinterpretowałabym, że jest "lepszy" dla eks, no to wybacz... albo rybka albo pipka, czy jak to napisano w biblii "nie można dwóm panom służyć" smile rozumiem pełnienie swoich obowiązków wobec dzieci, rozumiem szacunek wobec matki swoich dzieci, ale poza tym hm ... no cóż, niech się facet zastanowi czego chce.

6 373

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Kobiety, ciężko mi przebrnąć przez wszystkie Wasze wątki, dlatego będę powoli i regularnie im się przyglądać. Też jestem macochą. Mój partner ma 7 letnią córkę, owoc związku z poprzedniego małżeństwa. Mała mieszka z nami, a jej matka ma ograniczone prawa rodzicielskie. Muszę przyznać, że czasem nie jest łatwo ... Pozdrawiam Was wszystkie i życzę dużo siły na co dzień smile

6 374

Odp: Być drugą i macochą

Estera
pozdrawiam smile też niedawno przebijałam się przez forum, ale znalazłam opis wielu sytuacji, które teraz pomagają mi funkcjonować w relacjach z pasierbicami, a przede wszystkim - z eks smile

6 375 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-23 09:38:42)

Odp: Być drugą i macochą
Estera_S napisał/a:

Cześć Kobiety, ciężko mi przebrnąć przez wszystkie Wasze wątki, dlatego będę powoli i regularnie im się przyglądać. Też jestem macochą. Mój partner ma 7 letnią córkę, owoc związku z poprzedniego małżeństwa. Mała mieszka z nami, a jej matka ma ograniczone prawa rodzicielskie. Muszę przyznać, że czasem nie jest łatwo ... Pozdrawiam Was wszystkie i życzę dużo siły na co dzień smile

Cześć Estera. Ja przebrnęłam przez wszystkie strony tego tematu. Wiele historii i sytuacji tu opisanych jest do siebie bliźniaczko podobnych. Jest kilka historii, które napawają optymizmem i chciałoby się z nich czerpać przykłady, ale z kolei różnią się od tych gdzie sytuacja jest napięta. Z obserwacji wyciągnęłam kilka wniosków, między innymi taki, że w takiej konfiguracji w jakiej Ty jesteś  " Mała mieszka z nami, a jej matka ma ograniczone prawa rodzicielskie" to może się udać. Pod warunkiem, że matka nie tylko ma ograniczone prawa, ale i ogranicza się z wizytami i nie nastawia dziecka przeciwko swoim żywicielom. Myślę, że w takim przypadku przy odrobinie chęci taka rodzina może być szczęśliwa.

6 376

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
Dzięki za komentarz. To dla mnie ważne.
Ciesz się, że Twój M chce mieć z Tobą jeszcze drugie dziecko. Ostatnio pomyślałam sobie, że gdybym miała z moim M jeszcze jedno dziecko, to byłaby przeciwwaga:) Ale on nie chce o tym słyszeć. Powiada, że skończył już ten temat i nie będzie ojcem czworga dzieci. A ja bym chciała. Kłócimy się o to. Ja chcę naprawdę, a w dodatku chyba trochę przez przekorę. Syn ma już 5 lat, ja za rok 40, więc...

Tak, postawy macoch są różne. U nas było dobrze, dziewczynki były przyjazne i nawet się przytulały do mnie, bawiły. A po takich jednych miłych wakacjach córki wykrzyczały ojcu przez telefon: "A ona (czyli ja) ma celulit i zmarszczki!!!". Potem już regularnie były nastawiane przeciw mnie, chociaż nie uważam, abym zrobiła coś złego. Rozumiem, że dzieci są zazdrosne, pewnie skrycie marzą, że ojciec wróci kiedyś do nich, jednak rolą matki jest koić rany, a nie je rozdrapywać i czynić dzieci jeszcze bardziej nieszczęśliwymi i wzmacniać poczucie bezsilności, a może nawet i winy.Uczą się też nie szanować ojca, niegrzecznie i pogardliwie odnosić do niego, manipulować. Przecież oczernianie jednego rodzica przez drugiego wobec dzieci jest formą przemocy. Ale ich matka żywi się tą nienawiścią, walką, dowalaniem byłemu i chce tkwić w roli ofiary. A dzieci są poddawane takiemu praniu mózgu przez matkę i babkę, że w czasie wizyt u nich lub u nas nie da się tego zmienić i wychować ich inaczej. Codziennie słyszą, że ich ojciec to dureń, idiota, grzesznik, kobieciarz i żałuje im pieniędzy, a sam żyje nie wiadomo w jakim luksusie. Jaką wobec tego mam przyjąć postawę wobec córek M? Szkoda mi ich i denerwują mnie bardzo jednocześnie. I starsza na pewno nie da się lubić.

Ze sprawą kartki od byłej teściowej M byłam jakiś czas temu u adwokata, ale zaniechałam działań. Jednak muszę do tego wrócić, bo źle się czuję z tym, że odpuściłam. Prawnik powiedział, że może jej wysłać pismo przedprocesowe, które uświadomi ją, że to nie tylko taka sobie pisanina,ale że można ponieść konsekwencje (np. wypłata odszkodowania). Adwokat pytał, czy Ex znalazła sobie kogoś. Nie znalazła. W większości spraw, jakie miał, konflikty kończą się gdy one znajdują sobie faceta i zajmują w końcu swoim życiem. A więc na razie ona "nie odpadnie" od naszego życia. Czasem mam wrażenie, że tak będzie już zawsze.
Hh999, dbaj o siebie i swoje uczucia.
Pozdrawiam Was wszystkie.

6 377 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-24 11:38:46)

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Assunta. Tak - postawy macoch są różne , ale jest to wypadkowa zachowań M, Jego dzieci i Jego Exowej. Im gorsza Exowa i dzieci, im bardziej uległe jest zachowanie faceta względem Exowej, tym gorsze samopoczucie i  zachowanie Macochy. Gdy dzieci są grzeczne, a Exowa nie próbuje rządzić naszym życiem, im bardziej stanowczą postawę reprezentuje facet, tym spokojniejsza, cierpliwsza i kompromisowa jest postawa macochy. To moje zdanie. Prawdopodobnie na postawę i zachowanie Macoch ma jeszcze wpływ milion innych rzeczy, ale osobiście uważam, że postawa Exowej i stosunek macochy do JEJ dzieci, są tu najściślej powiązane.

6 378

Odp: Być drugą i macochą

Assunta
ja mam problem trochę z pasierbicami, bo tak jak tobie - z jednej strony mi ich żal, z drugiej strony czasem ciśnienie mi idzie na ich zachowania i odzywki. Przez ostatni tydzień starsza ćwiczyła ojca, ale już widać się jej znudziło (a może zatęskniła za tatą), bo go przeprosiła i jest grzeczna jak aniołek. M przeszczęśliwy jakby mu ktoś gwiazdki z nieba przydał. No cóż - lepiej tak niż w opcji sprzed tygodnia, niech się chłop cieszy, ale i tak czeka nas rozmowa z dziewczynkami w weekend. Pewnie niełatwa rozmowa o dwóch domach jakie mają, i o tym że w naszym mogą być inne zasady niż w domu u mamy, co niestety muszą respektować.
Mam też mimo wszystko nadzieję, że jak się postępuje przyzwoicie to dzieci wcześniej czy później odkryją, że stały się narzędziem manipulacji. A jak nawet nie odkryją to w ogólnym rozrachunku wg mnie warto być uczciwym i otwartym na dzieciaki. Naiwnie wierzę w jakąś bardziej ogólną nagrodę za przyzwoitość smile mnie akurat rozśmieszyło jak usłyszałam, że mam grube nogi. Nogi akurat mam grube, więc napomknęłam dziewczynkom, że nie tylko nogi mam grube - mam całą masę przymiotów o istnieniu których nie wiedzą, a które ich nie raz pozytywnie zaskoczą. Chyba były wygłupione wink

A poza tym ... spodziewam się w najbliższych kilku-kilkunastu-kilkudziesięciu tygodni samego najgorszego, ponieważ M z prawnikiem składa papiery o unieważnienie małżeństwa kościelnego. Oczywiście, mi się mimo wszystko włącza tryb "żal mi eks"... nie wiem czy mi jeszcze za bardzo nie dała popalić, czy już z natury taka durna jestem... Ustaliliśmy od początku i tego się trzymamy, że ja jestem z dala od procedury - nie chcę pisać/czytać pism, brać udziału w rozprawach - to nie jest życie M o którym chcę wiedzieć więcej, niż to konieczne.

6 379

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 na jakiej podstawie twoj M chce uniewaznic malzenstwo? Maja dzieci wiec beda wielkie problemy. Dogadalam sie z szwagrem w koncu uwierzyl w zachowanie swojej zony i sama sie przyznala z jej dzieckiem wszystko ok. Ps tez spodziewam sie dziecka

6 380

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Pewnie niełatwa rozmowa o dwóch domach jakie mają, i o tym że w naszym mogą być inne zasady niż w domu u mamy, co niestety muszą respektować.
Mam też mimo wszystko nadzieję, że jak się postępuje przyzwoicie to dzieci wcześniej czy później odkryją, że stały się narzędziem manipulacji. A jak nawet nie odkryją to w ogólnym rozrachunku wg mnie warto być uczciwym i otwartym na dzieciaki. Naiwnie wierzę w jakąś bardziej ogólną nagrodę za przyzwoitość smile

Być może ten nieprzyjemny incydent z przed tygodnia, paradoksalnie spowoduje jakiś przełom w postawie dziewczynek. Oczywiście trudno spodziewać się zmiany o 180°, ale przestrzeganie zasad, uczciwość i przyzwoitość o której piszesz z pewnością odcisną przynajmniej ślad w postrzeganiu przez nich rzeczywistości i generalnie stosunku do życia.
Teraz są jeszcze małe, zmanipulowane przez matkę i zagubione w tej trudnej dla nich sytuacji.
Nie wiadomo kim będą gdy dorosną, jak ukształtują się ich charaktery i jakie będą miały stosunki z ojcem i Waszą rodziną.
Jednak kiedyś w przyszłości, nastąpi taki moment, przyjdzie czas  na refleksje i nawet jeśli nie przyznają się do tego, dostrzegą różnice między zachowaniem ojca i matki, może zrozumieją i docenią, lub przynajmniej wyciągną jakieś wnioski z pożytkiem dla siebie.
Hh999 w kwestii unieważnienia ślubu kościelnego; zawsze zastanawiałam się jaki jest status dzieci pochodzących z takiego unieważnionego małżeństwa, czy one stają się dziećmi nieślubnymi?
W końcu nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoich rodziców, jak kościół rozwiązuje ten problem?

6 381 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-26 07:18:42)

Odp: Być drugą i macochą

Kilka słów o unieważnieniu małżeństwa - pozwolę sobie przekleić
"Unieważnienie małżeństwa oznacza fachowo zniesienie z mocą wsteczną wszystkich skutków wynikających z zawarcia małżeństwa. Wyjątek stanowi jednak sytuacja dzieci, które pochodzą z unieważnionego małżeństwa – zachowują one status dzieci pochodzących z małżeństwa."
Zatem na status dzieci nie ma to żadnego wpływu. Nie do końca również racją jest, że małżeństwo z dziećmi nie może być unieważnione, albo że unieważnienie jest trudniejsze - jeżeli są spełnione przesłanki unieważnienia małżeństwa, małżeństwo zostanie unieważnione.

Co do przesłanek... przyznam, że powiedziałam, że palca do procedury nie przyłożę, dlatego że uważam, że facet 27 letni i 25 letnia kobieta, są dość dorośli, żeby podejmować decyzję dojrzałą i ponosić jej konsekwencje. Dlatego nie poszłam na spotkanie z prawnikiem-kanonistą i nie uczestniczę ani w kompletowaniu składu świadków, ani w pisaniu pism procesowych i nie chcę tego. Wchodziłabym za głęboko w przeszłość M, w przeszłość i życie prywatne eks itd., a tego nie chcę. Oczywiście, chciałabym mieć możliwość zawarcia ślubu kościelnego z M, ale nie chcę (i to mu jednoznacznie wyartykułowałam) wyłudzenia unieważnienia. Niestety znam przypadek, kiedy facet i kobieta umówili się i wspólnie kłamali w sądzie kanonicznym, żeby otrzymać unieważnienie  i takowe otrzymali. Dla mnie to oszustwo i kiedy ten facet (jest moim powinowatym) o tym powiedział, byłam na tyle zdziwiona, że pozwoliłam sobie zauważyć, że przecież kłamali i oszukali i wyłudzili to unieważnienie. Na co otrzymałam odpowiedź, że tak, ale robili to ze względu na swoich nowych partnerów... Czegoś takiego zdecydowanie nie chcę

Oczywiście zapytałam M na jakiej podstawie będzie dążył do unieważnienia małżeństwa. Kwestia ta dotyczy eks i jej stosunku do małżeństwa, ale za bardzo nie chciałabym o tym mówić, bo to trochę mówienie o życiu innego człowieka w dodatku, kogoś kogo nie znam. Ja to widzę tak - w nieco szerszym kontekście: eks wychowywała się w pseudonormalnej, a w rzeczywistości patologicznej rodzinie; rodzice wykształceni z tzw "dobrych domów", podczas gdy ojciec pomiatał matką, był nie tylko przemocowcem, ale i seksoholikiem, po rozwodzie prowadził życie bon-vivanta, hazardzisty i casanowy,  matka była rozhisteryzowana i bardzo znerwicowana, nawiązała bardzo głęboką więź z synem i córką (no bo niby z kim, skoro męża miała naprawdę patologicznego), ojciec sprowadzał kochanki do domu w celu ... hm... relacji intymnych, które dosłownie działy się za ścianą. Myślę, że naznaczona swoją sytuacją rodzinną, eks miała wypaczone pojęcie o małżeństwie - jak coś nie działo się zgodnie z jej wolą, to zaczynały się ostre jazdy. Dla mnie opowieści o akcjach z ich życia małżeńskiego (a dodam, że rodzina M jest bardzo taktowna i np. teściowa niechętnie opowiada o tym, a ja nie inicjuję rozmów) to brzmi to jak opowieści o związku niedojrzałego faceta z niezrównoważoną kobietą z problemami natury psychologicznej (a może psychicznej). Każda awantura niemal od samego początku kończyła się wyrzucaniem M z domu, zdarzały się incydenty przykładania noża do gardła - myślę że eks pojmowała małżeństwo, że albo jest jak ona chce, albo nie.... itd. Jest jeszcze wiele aspektów, te powtórzyłam, bo o nich pisałam - są sprawy majątkowe; chodzi o dom z którego M i eks korzystali, a który należał do matki eks - M chciał wyjaśnić status tego domu "spłacić" teściową i jej syna, tak żeby dom był ich, bo włożyli w wykończenie domu, który otrzymali w stanie surowym zamkniętym, bardzo dużo swojej małżeńskiej kasy. Na marginesie M zarabiał nieproporcjonalnie więcej niż eks, więc czuł jakąś formę dyskomfortu, że łoży w "dom teściowej", a nie we własny. Kiedy podniósł temat z teściową, eks i teściowa podniosły larum, że jest niewdzięcznikiem, że eks nie da oszukać swojej rodziny itd... właściwie jak rozumiem to małżeństwo bardzo mocno zaczęło się sypać od nieporozumień natury finansowej. M stanął okoniem i powiedział, że w takim razie dopóki nie mają wyjaśnionego jaki jest status domu, on na niego nie łoży (tj. nie finansuje remontów), bo on chce łożyć na ich małżeński majątek, kupić dom albo mieszkanie, a nie w dom teściowej. Eks była jednym frontem z matką i inne aspekty małżeństwa też w tym momencie (mówiąc wulgarnie) posrały się....
Kiedy to wszystko słucham, to przyznam że pukam się po czole, no ale nie mi oceniać ich przeszłość. Poza tym mówię M - wiedziałeś jaką kobietę bierzesz, znałeś jej sytuację rodzinną, rodzina i znajomi Ci odradzali związek z nią - to po cholerę się z nią wiązałeś. A on mi mówi - "bo byliśmy tyle lat razem i nie wyobrażałem sobie innej kobiety koło mnie". No i co .... ręce opadają, bo ja jako kobieta odrzuciłam dwóch absztyfikantów, bo co do jednego zdałam sobie sprawę, że go nie kocham, tylko jestem przyzwyczajona do niego i lubię jego rodzinę, a co do drugiego to właśnie .... sposób związania go (prawie ubezwłasnowolnienia) z jego rodziną, mnie przerażał. Jego rodzina zaplanowała: gdzie mieszkamy (z teściami, na 3 piętrze ich domu), co ja będę robić po ślubie (będę księgową ich biznesów), itd. Wywołałam mały skandal, ponieważ to jest bardzo nobliwa rodzina lekarzy, przyjaciele moich rodziców, a kiedy ich pierworodny oświadczył się mi, powiedziałam NIE. Bo wiem, że w takim życiu bym oszalała - pogrzebana na żywca. On miał 27 lat, ja 25 - dokładnie tyle co M i eks. Dlatego ja uważam, że jak ktoś się pakuje świadomie w bagno, a w tym przypadku jest to życie z kobietą pozbawioną samokontroli, no to trudno...
M mówi mi, że pytał jednego znajomego, czy będzie jego świadkiem w sądzie biskupim, a on na to, że pewnie, że może na niego liczyć. Pytam, no jak, tak chętnie? Na co M mówi - oni jej wszyscy nie cierpią, bo zawsze twierdzili, że jest nienormalna... No i co... i nie mówili Ci tego przed ślubem. Nie ... no mówili mu, ale on nie słuchał. To mniej więcej usłyszałam wczoraj. Staram się nie oceniać eks po opowieściach M, ale kiedy czytałam pisma rozwodowe, to się trochę załamałam, bo kobieta naprawdę ma z garnkiem. To tak po krótce tyle w temacie unieważnień...

A co do dziewczynek - mamy z nimi weekend. Mam nadzieję, że będzie dobrze chociaż czeka nas rozmowa. Widzę że M by tą rozmowę odpuścił, bo taki jest szczęśliwy że córunie do niego piszą sms i na viberze. No trudno - będzie musiał, bo ja chcę wyjaśnić sprawy z dziewczynkami, tak żeby w szczególności MM rozumiała z jakiego powodu miała karę i że tata je kocha, ja bardzo je lubię, że chcemy żeby miały tu prawdziwy dom, prawdziwą "drugą" rodzinę, ale muszą też respektować te same reguły co my - szanujemy się nawzajem, cudzą pracę i wkład w domowe ognisko, rozmawiamy, kiedy nam się coś nie podoba, albo nas dotyka, staramy się ufać, że to co robią inni robią w dobrych intencjach, kiedy nie rozumiemy o co chodzi - to nie obrażamy się, ale prosimy o wyjaśnienia itd.

6 382

Odp: Być drugą i macochą

Marza 2
gratuluję ciąży i trzymam kciuki. Mi zostało jeszcze jakieś 50-60 dni do porodu i już nie mogę się doczekać smile

6 383

Odp: Być drugą i macochą

Mam juz corke 4 lata. W domu u szwagra spokoj. W sie przyznala jak traktowala D. Pisalam wczesniej ze W i K byli paro zanim szwagier zwiazal sie z mojo siostro. Powiedziala ze zachowywala sie tak bo mala przypomina jej moja siostre i lata ktore byli razem. Teraz jest spokoj. Ciekawe jak dlugo to potrwa.

6 384

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 mam nadzieje ze sytuacja z dziewczynkami sie unormuje. Dbaj o siebie i malenstwo

6 385 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-27 23:16:14)

Odp: Być drugą i macochą

Niby wszystko ok, ale jestem trochę przerażona MM. Albo wchodzi w wiek dojrzewania, albo jej coś dolega czego nie jesteśmy w stanie zdiagnozować. Codziennie jest awantura - wczoraj ze mną, bo po kąpieli zostawiły po sobie totalny syf w łazience. Nie chodzi nawet o to, że było nachlapane, ale jakieś zabawki, ręczniki i ciuchy na podłodze. MM chodziła w ręczniku-turbanie na głowie i w którymś momencie pyta - czy wrzucić go do prania. Mówię, że nie, że po jednym użyciu jest czysty, niech go powiesi w łazience, żeby wysechł. Wchodzę do łazienki, a ręcznik leży walnięty na podłodze. Była 22.30, trochę mi adrenalina skoczyła, ale nic ... zacisnęłam zęby i weszłam do pokoju - akurat oglądała Violettę na Disney Channel. Mówię "MM, proszę posprzątać po sobie w łazience", "Posprzątałam!!!", jak posprzątałaś jak tam się wala twój ręcznik, ciuchy na podłodze, lalki barbie, jakieś plastikowe talerzyki. Oczywiście był foch i ryk. Wszedł ojciec i mówię, że poprosiłam o posprzątanie łazienki, ale MM ma focha itd. Gadaliśmy z nią chwilę, że tak się nie może zachowywać, że mają jedyny obowiązek sprzątania swoich rzeczy po sobie i nic innego robić nie muszą, ale tego od nich wymagamy. Darła się, wyła i ryczała w poduszkę chyba z pół godziny. Zupełnie tego nie rozumiem....
Dzisiaj znowu, przy matematyce. Ojciec jej tłumaczył dzielenie w słupkach, ona robiła to źle, on jej tłumaczył dlaczego źle, a ona upierała się, że Pani od matematyki mówiła im inaczej. Znowu ryk, wycie i darcie się.... Naprawdę nie pojmuję co się dzieje z tym dzieckiem. Ciągle dokucza młodszej siostrze i naprawdę młodsza pasierbica jest zgnębiona przez starszą siostrę. Młodsza poszła z ojcem do rossmana - ja siedziałam z MM w samochodzie (MM wolała grać na komórce). Ojciec kupił im pomadki, młodsza wybrała sobie jakąś perłową, dla MM była neutralna. MM zabrała jej tą perłową, użyła jej - młodsza płakała. I tak jest non stop coś. Młodsza maluje na schodach, a ta rzuca w nią piłką do aerobiku. No bez sensu totalnie ....
Poszliśmy dziś do restauracji, naprawdę dobrej, stylowej restauracji... Zwykle dziewczyny jadają z nami "na mieście" w expres marche przy okazji jakiś zakupów w centrach handlowych (zazwyczaj posiłki jednak są domowe robione przez nas), a dzisiaj miało być specjalnie. Młodsza oglądała akwarium z homarami, obserwowała je, zadawała pytania, potem opowiadała nam o homarach chwilę Pani kelnerka (oczywiście nie kupiliśmy żadnych homarów). Młodsza dostała kolorowankę i kredki, to MM jej coś nabazgrała na kolorowance, to coś jej dokuczała... no powiem Wam, że mimo że jestem cierpliwa to już mi ciśnienie szło. Nawet spokoju w restauracji nie było... Teraz są piski i wrzaski, a jest 22.00. Oglądały z ojcem film ET, a ja czytałam sobie książkę w sypialni. Teraz starsza robi sceny, że chce spać z ojcem - jest ryk jak u 3 latka....

6 386

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, mieliście zaplanowaną rozmowę z dziewczynkami na temat zasad jakie panują w Waszym domu i konieczności ich przestrzegania.
Rozmawialiście z nimi? Bo jeżeli tak, tzn, że młoda ma w nosie wszelkie zasady i nadal będzie wymuszała swoją wolę.
Myślę, że powinnaś trochę odpuścić w kwestii ich wychowywania. Chociażby ta sytuacja z bałaganem w łazience. Mogłaś problem scedować na M.
Ciekawe co M zrobiłby w tej sytuacji, posprzątał sam? To byłaby porażka, musiałby sam zmusić MM do wykonania polecenia.
Rozumiem, że go wspierasz, ale oszczędzaj swoje nerwy.

6 387

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 9 latka to jeszcze raczej nie wchodzi w trudny wiek. Czy mala nie skarzy sie na jakies dolegliwosci zdrowotne?  Moze ktos ja skrzywdzil. Dzieci w tym wieku nie sa jeszcze zepsute. Takie zachowanie musi miec swoje przyczyny i nie tylko buntowanie przez matke.

6 388

Odp: Być drugą i macochą

marza2, Hh999 uchyliła nieco rąbka tajemnicy dotyczącego charakteru ex. Nie trudno dostrzec analogie w zachowaniu MM, czyli ma być tak jak ona chce, albo...histeria (nożem jeszcze nie straszy). Jest bardzo prawdopodobne, że starcia matki z córką wyglądają podobnie, tyle, że młoda przegrywa (tymczasem), a potem wyuczone nawyki przenosi do domu ojca, który w tych okolicznościach jest w znacznie gorszej sytuacji, ponieważ w domu matki przedstawiany jest jako ten zły.
Jeżeli dwa tygodnie po histerycznej akcji u babci, MM bezrefleksyjnie wszczyna kolejną awanturę, to moim zdaniem problem jest znacznie głębszy.
Oczywiście nie należy odpuszczać rozmowy, konsekwentnie tłumaczyć i egzekwować przekazane zasady, ale jak widać teoria to jedno, a rzeczywistość - drugie.
Myślę, że młodej przydałaby się terapia, która pomogłaby jej zapanować na gniewem i ogarnąć emocje. Pedagog szkolny tu nie wystarczy, on może zadziałać doraźnie, gdyby np. dziewczynka miała taki atak histerii w szkole.

Hh999 napisał/a:

Myślę, że naznaczona swoją sytuacją rodzinną, eks miała wypaczone pojęcie o małżeństwie - jak coś nie działo się zgodnie z jej wolą, to zaczynały się ostre jazdy. Dla mnie opowieści o akcjach z ich życia małżeńskiego (a dodam, że rodzina M jest bardzo taktowna i np. teściowa niechętnie opowiada o tym, a ja nie inicjuję rozmów) to brzmi to jak opowieści o związku niedojrzałego faceta z niezrównoważoną kobietą z problemami natury psychologicznej (a może psychicznej). Każda awantura niemal od samego początku kończyła się wyrzucaniem M z domu, zdarzały się incydenty przykładania noża do gardła - myślę że eks pojmowała małżeństwo, że albo jest jak ona chce, albo nie.... itd.

6 389 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-29 07:22:23)

Odp: Być drugą i macochą

josz
rozmawialiśmy z nimi w niedzielę, prawie na zakończenie wizyty. Młodsza była na początku przestraszona, starsza zdziwiona - reagowały dobrze, ale ... życie pokaże jak spisane zasady będą się miały do praktyki. M był przeszczęśliwy i ocenił weekend jako "bardzo dobry", ja jestem trochę mniejszą entuzjastką, bo zasady zasadami, a rzeczywistość - rzeczywistością.
W weekend M z MM przez chyba łącznie 6 godzin robił notatkę z historii. To jest masakra, ponieważ zrozumienie tekstu pisanego u młodej ma poziom zerowy. Czyta i nie wie o czym, jak ma potem powiedzieć to własnymi słowami to nie potrafi w ogóle powtórzyć o czym czytała - patrzy oczyma cielątka i widać, że żaden proces myślowy nie zastartował. Nie jest to forum o wychowywaniu dzieci, ale ... w sobotę M siedział z nią chyba z 4 godziny, w niedzielę kolejne 2. W sobotę całą praktycznie M robił lekcje (poza wyjściem na obiad do restauracji) a w niedzielę rano było śniadanie, kościół, potem trochę polatały po dworze, obiad, przyszli dziadkowie, dokańczanie tej historii i rozmowa z dziewczynkami. M napisał eks, że kilka minut się spóźnimy bo rozmawia z dziećmi. Eks napisała, że ma się nie spóźniać, bo ona jeszcze z dziećmi będzie się przygotowywała do szkoły (na marginesie - co myśmy kuź-wa robili pół weekendu jak nie przygotowywali się do szkoły...). Spóźniliśmy się całe 10 minut; eks wyszła przed dom (zarówno moje odczucie jak i M jest takie, że chciała zobaczyć czy przyjechałam po ostatniej awanturze, kiedy mnie zaczepiła), po czym w sms dosłownie po kilku minutach od naszego odjazdu dała upust swojemu niezadowoleniu, że historię skończyliśmy o 17.00 i jak rozumiem wg niej powinniśmy skrócić rozmowę o zasadach (czyli młode jej w ciągu dosłownie 5 minut sprawozdały co się działo). No przyznam, że M i mnie to raczej trochę rozbawiło, bo .... chyba cała sytuacja nie rozwinęła się po jej myśli i teraz "boli ją wątroba" co by tu dowalić M. M odpisał, że powinna być zadowolona, bo sama bezpośrednio zainspirowała tą rozmowę i że nad lekcjami spędziliśmy dość dużo czasu w toku weekendu, zatem pozdrawiamy i życzymy owocnych przygotowań do szkoły.
W trakcie rozmowy o zasadach ojciec pytał, czy ja na nie krzyczę - obie zaprzeczyły. No cóż - powiedziałam im, że nie przypadkiem o to pytamy, ponieważ mama miała o to pretensje do mnie; najpierw tata dostawał informację w sms jakobym na nie krzyczała, potem mama mi to powiedziała w czasie rozmowy wprost. Powiedziałam, że ja rozumiem ją, bo sama nie chciałabym żeby ktoś krzyczał na moje dziecko, ale.... uważam, że mamę ktoś mimo wszystko kłamie, ponieważ na nie nie krzyczałam, a i głos zdarza mi się podnosić rzadko i tylko w uzasadnionych sytuacjach. Podałam im przykłady z bieżącego weekendu, kiedy na nie podniosłam głos. Pierwszy dotyczył piątkowego zdarzenia w łazience, kiedy prosiłam kilka razy żeby posprzątały po sobie zabawki z łazienki, ciuchy i ręczniki i generalnie MM się "postawiła". Drugi przypadek też był MM - zrobiłam w niedzielę na obiad lody, została jeszcze ich resztka i MM poszła sobie nałożyć. Przewidując, że zaraz młodsza zacznie ryk, że MM nałożyła sobie za dużo, w momencie kiedy MM podchodziła do pojemnika mówię - MM nie nakładaj sobie sama, ja to zrobię (powtórzyłam chyba z 3 razy). MM zignorowała to i pakuje sobie lody, powiedziałam głośniej i bardzo ostro "MM przecież proszę, żebyś tego nie robiła, dlaczego ignorujesz moją prośbę" - odwróciła się do mnie i z dziką pretensją mówi "dlaczego nie mogę sobie nałożyć". Mówię jej - tak samo jak już mieliśmy awantury o gumki do włosów, artykuły do ozdabiania pierników (każda musiała mieć swoje, bo przecież jedna drugiej specjalnie zużywała za dużo jakiś tam kolorów, perełek itd. i zamiast zabawy był foch i wydzieranie się na siebie), tak tu zaraz będzie awantura, która zjadła więcej, a która mniej, zatem to ja chcę podzielić między wami to co zostało, tak żeby nie było wątpliwości, że dostałyście po równo.
Młodsza natomiast w czasie wizyty dziadków kładła nogi na stół. Upomniałam ją, że proszę żeby ściągnęła nogi ze stołu, bo to nieładnie i musiałam to robić jeszcze z 4 razy, bo ona miała doskonałą zabawę - co je zabrała, za chwilę je z powrotem kładła. Ja jestem staroświecka i pochodzę z rodziny, gdzie tego typu kwestie dwa razy nie trzeba było powtarzać dzieciom, dlatego mnie trafia szlag, ale oczywiście powstrzymuję emocje ... myślę że po drugiej prośbie, jeżeli mój syn założyłby nogi na stół po raz trzeci, to do niego bym podeszła, złapała za rękę, odprowadziła od stołu do jego pokoju i kazała mu tam siedzieć, skoro nie potrafi się zachować w towarzystwie dziadków przy stole i robi afront im i mi. Kiedy dziewczynki pytały zdumione, "a kiedy to one niby nie słuchają" to im o tych sytuacjach opowiedziałam. Powiedziałam, że MM trzeba obsługiwać, bo nic nie potrafi - nawet sobie herbaty zrobić, tylko woła, że chce jej się pić, ale tu ... kiedy chodziło o lody, to okazało się, że potrafi się obsłużyć, przy czym kiedy jej mówię, że ma tego nie robić, to akurat jest jej to nie na rękę i okazuje się, że sama się świetnie potrafi o siebie zatroszczyć. A młodsza ... już ponad 7 letnia powinna znać zasady dobrego wychowania, że nóg się nie kładzie na stole, przy którym jemy posiłki, a już w ogóle nie wyobrażam sobie kładzenia nóg na stole w trakcie wizyty dziadków, że to przejaw bardzo złego wychowania i mi byłoby wstyd, gdyby moje dziecko tak się zachowało przy gościach, a przy dziadkach w szczególności. Wyjaśniłam, że dziadkowie to specjalni goście, wobec których dzieci powinny zachowywać się z szacunkiem (przyznam, że teściowa pod pewnymi względami mnie irytuje, bo już kilka razy "zaserwowała" dziewczynkom jakieś głupie teksty, którymi te się delektowały typy "puszczam bąka, niech się błąka", co w mojej ocenie raczej nie wzbudza autorytetu dziadków, a powoduje u dziewczynek złudzenie, że babcia to równiacha, przy której można zarzucać nogi na stół). Chyba coraz bardziej myślę, że jestem patologiczna w swoim konserwatyzmie, ale naprawdę swojemu dziecku bym na tym etapie już nie odpuściła akcji z nogami na stole... I nie chodzi o to, że nie mam luzu - mam luz w wielu sytuacjach, kiedy macham ręką na zachowania, które już mnie irytują, ale stwierdzam - ok, dobra, niech się bawią, przynajmniej jest spokój. Są jednak takie incydenty, których nie odpuszczam, a nawet potem zwróciłam uwagę M, że powinien mnie poprzeć i skarcić młodszą za to kładzenie nóg na stole, bo to dla mnie zachowanie, które trzeba rugować - nie chodzi nawet o zasadę, ale o nonszalanckie zachowanie przy dziadkach. Niby mam nie wychowywać "cudzych dzieci", ale kurcze jak tego nie robić ... skoro mam mieszkać z "dzikimi dziećmi" pod jednym dachem, a potem co z Jasiem? Jak mu wyjaśnić, że od niego wymagamy stosownego zachowania i przestrzegania kindersztuby, a starsze siostry robią co chcą... I szczerze - myślę że dopóki M nie poznał mnie, był częścią tej zabawy. Co by M zrobił w łazience - oczywiście sprzątał... ale od kiedy jestem ja to istotnie - dziewuchom się pogorszyło, bo rozmawiam dużo z M i przekonuję go, że akurat to co robi jest niewychowawcze. Trzeba przejść ileś tam kryzysów i awantur i "postawić na swoim", bo on jest ojcem, a nie kumplem i ma przede wszystkim je wychować na kulturalne dziewczyny, a nie na rozwydrzone pannice. Myślę, że w domu matki też tak się zachowują, a ja gram "złą macochę", bo jak na razie to ja ograniczam ich popędy i skłaniam ojca do bardziej wychowawczych zachowań. Czasami skarżą się na siebie i dzisiaj patrzę a MM ma jakieś dziwne ranki na rękach - zaniepokoiłam się i pytam się, czy coś ją pogryzło i kiedy (wyglądało jak rozdrapane pogryzienia komara), na to MM, że to siostra ją pokuła ołówkiem z rysikiem (MM miała takie 3 ślady), na to młodsza wpadła do łazienki i mówi, że MM jej przytrzasnęła palca - pytam "no ale chyba nie specjalnie" na to MM mówi "nie specjalnie" a młodsza "specjalnie!!!". Myślę, że w domu u mamy też się dzieją niezłe jatki ... Przy czym, gdyby zdarzyły się u nas, M nie nadążałby z odpisywaniem na sms z pretensjami....

6 390 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 10:10:22)

Odp: Być drugą i macochą

Wrrrr. napisałam sie i wszystko wcięło.
Napiszę, więc tylko wnioski jakie mi się nasunęły po Twoich ostatnich postach.
Póki co, to tylko i wyłącznie Ty się czepiasz zachowania dziewczynek. Nikomu z towarzystwa nie przeszkadzały nogi na stole tylko Ty się czepnęłaś. Mówisz, że w sytuacji, gdy Jaś by się tak zachowywał i ignorował Twoje prośby oddelegowałabyś go do drugiego pokoju. A czy na złe zachowanie dziewczyn i ich ignorancję w stosunku do Twoich próśb, ktoś zareagował? Czy w chwili kiedy zignorowała Twoje prośby odezwał się M i powiedział , że nie będzie tolerował takiego zachowania i ignorancji? Czy ktoś wyciągnął konsekwencje z nagannego zachowania dziecka? 
Wygląda mi na to, że nie. A skoro dorośli członkowie rodziny mają w du..ie Twoje prośby, nie dziw się , że dziewczyny również ignorują to, co do nich mówisz. Wg mnie brak reakcji w takiej sytuacji ze strony M, to czytelne pokazanie dziewczynom, ze nie jest ważne to, co Ty do nich mówisz. To jest jawne podważanie Twojego autorytetu. 

Pamiętaj - nie Twoim zadaniem jest wychowywanie tych dzieci. One mają ojca i matkę. I to od ojca powinnaś wymagać żeby korygował złe zachowanie dziewczyn a nie robić to samej!!!! Twoim zadaniem jest chronić swoje i syna terytorium i nie pozwolić by zmanierowany, rozhisteryzowany świat tych dziewcząt miał negatywny wpływ na Twoje dziecko. Tylko tyle i aż tyle. Bo bez wsparcia M w prostowaniu tych dziewczyn, nie będzie Ci łatwo chronić syna przed negatywnym wpływem przyrodnich sióstr.

6 391

Odp: Być drugą i macochą

Przeczytałam i sama nie wiem do czego odniesc sie najpierw

moze zaczne od tej nieszczęsnej historii,robienie notatek czwartoklasiście ,to szok, podtrzymuje to co kiedyś napisalam dziewczyna jest tępa,na poziomie 2 -3 ,bardziej w kierunku 2 jeśli do tej pory nie opanowała samodzielnego uczenia,nawet sobie nie wyobrazam siedzenia 6 godzin by nauczyć dzieciaka jednego działu ,szok

nie bylabym sobą gdybym nie skrytykowala teściowej,OMG bączek pobił rekord prymitywizmu który poprzednio nalezal do matki mojej parierbicy

potem dopisze reszte przemyśleń

6 392

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Wrrrr. napisałam sie i wszystko wcięło.
Napiszę, więc tylko wnioski jakie mi się nasunęły po Twoich ostatnich postach.
Póki co, to tylko i wyłącznie Ty się czepiasz zachowania dziewczynek. Nikomu z towarzystwa nie przeszkadzały nogi na stole tylko Ty się czepnęłaś. Mówisz, że w sytuacji, gdy Jaś by się tak zachowywał i ignorował Twoje prośby oddelegowałabyś go do drugiego pokoju. A czy na złe zachowanie dziewczyn i ich ignorancję w stosunku do Twoich próśb, ktoś zareagował? Czy w chwili kiedy zignorowała Twoje prośby odezwał się M i powiedział , że nie będzie tolerował takiego zachowania i ignorancji? Czy ktoś wyciągnął konsekwencje z nagannego zachowania dziecka? 
Wygląda mi na to, że nie. A skoro dorośli członkowie rodziny mają w du..ie Twoje prośby, nie dziw się , że dziewczyny również ignorują to, co do nich mówisz. Wg mnie brak reakcji w takiej sytuacji ze strony M, to czytelne pokazanie dziewczynom, ze nie jest ważne to, co Ty do nich mówisz. To jest jawne podważanie Twojego autorytetu. 

Pamiętaj - nie Twoim zadaniem jest wychowywanie tych dzieci. One mają ojca i matkę. I to od ojca powinnaś wymagać żeby korygował złe zachowanie dziewczyn a nie robić to samej!!!! Twoim zadaniem jest chronić swoje i syna terytorium i nie pozwolić by zmanierowany, rozhisteryzowany świat tych dziewcząt miał negatywny wpływ na Twoje dziecko. Tylko tyle i aż tyle. Bo bez wsparcia M w prostowaniu tych dziewczyn, nie będzie Ci łatwo chronić syna przed negatywnym wpływem przyrodnich sióstr.

bo w pewnym memencie ten wpływ będzie mozna wyeliminować jedynie izolacją i to zupełną ,co w naszym przypadku bylo bardzo korzystna decyzja

6 393

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Niby mam nie wychowywać "cudzych dzieci", ale kurcze jak tego nie robić ... skoro mam mieszkać z "dzikimi dziećmi" pod jednym dachem, potem co z Jasiem? Jak mu wyjaśnić, że od niego wymagamy stosownego zachowania i przestrzegania kindersztuby, a starsze siostry robią co chcą... I szczerze - myślę że dopóki M nie poznał mnie, był częścią tej zabawy. Co by M zrobił w łazience - oczywiście sprzątał... ale od kiedy jestem ja to istotnie - dziewuchom się pogorszyło, bo rozmawiam dużo z M i przekonuję go, że akurat to co robi jest niewychowawcze. Trzeba przejść ileś tam kryzysów i awantur i "postawić na swoim", bo on jest ojcem, a nie kumplem i ma przede wszystkim je wychować na kulturalne dziewczyny, a nie na rozwydrzone pannice. Myślę, że w domu matki też tak się zachowują, a ja gram "złą macochę", bo jak na razie to ja ograniczam ich popędy i skłaniam ojca do bardziej wychowawczych zachowań. i....

Słusznie się obawiasz co z Jasiem w przyszłości. Jeśli M nie zacznie już teraz być ojcem, który wychowuje, to wybacz, że sprowadzę Cie na ziemię, ale za 4 lata, rozhisteryzowane dziewczynki staną się rozhisteryzowanymi nastolatkami. Na burdy w domu będzie patrzył Twój 4 letni syn. Na szczęście różnica wieku będzie już na tyle duża, że dziewczyny nie będą kuplami małego bąbla, nie będą się razem bawić, to będą dwa różne światy. Bardziej jednak obawiałabym się ich zachowania zaraz po urodzeniu się Jasia. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby pierwsza fascynacja niemowlęciem przerodziła się u MM w agresję i niechęć do małego braciszka. Teraz pozwala sobie na wiele, a za jakiś czas będziesz marzyła o tym, żeby weekendowe spotkanie z dziewczynami, M spędzał po za domem.

6 394 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 11:35:45)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Hh999 napisał/a:

psycholog........ Powiedziała, że 80% matek, które źle przeszły rozwód, szczuje dzieci w szczególności przeciwko macochom i przyrodniemu rodzeństwu. ..


Haa!
Ale to oczywiście MY Macochy jesteśmy podłe, wredne i wyrafinowane.

A śmiem twierdzić, że nasza postawa, nasze zachowanie jest tylko i wyłącznie reakcją obronną na podłość, wredność i wyrafinowane metody Pań Ex.

Kijm,  tak, ja w obliczu powyższych postów takie właśnie mam zdanie o macochach. Większą sympatię ( choć nadal  niewielką) budzi we mnie ta durna eksowa,  która szarpie nerwy swojemu byłemu i jego obecnej,  czyli dorosłym ludziom, niż macocha, która o wszelkie zło w swym związku obwinia dzieci partnera,  czasem zwane tu uroczo "bachorami", i je za to karze.  Nie jarzę,  jak można brać faceta z przeszłością ",  której nie jest się w stanie zaakceptować.
Jak się poczyta np.  Hh999 czy LUSILJU,  której największą radością było odcięcie się  jej faceta od córki, to sorry, ale nie da się Was lubić. Wiadomo, że te dzieci nie są aniołami, żadne nie są,  ale za to głównie odpowiadają rodzice,  ich kiepskie geny i zwichrowanie psychiki przez  zaniechanie wychowywania,  a wręcz rozwydrzanie. "Reakcja obronna"przez atak i złość na pasierbice/ pasierbów jest nie fair.
Nie generalizuję tu, Boże broń,  są na pewno i sympatyczne macochy,  ale nawet w tym wątku dość rzadkie.
I zgadzam się z Twoimi uwagami do Hh999,  że niepotrzebnie angażuje się w tresowanie dziewczynek. Mają od tego spokrewnionych dorosłych.
W ogóle pada tu sporo słusznych porad, przede wszystkim od josz, które, mam wrażenie, przechodzą bez echa.

6 395 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 11:58:21)

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

Kijm,  tak, ja w obliczu powyższych postów takie właśnie mam zdanie o macochach. Większą sympatię ( choć nadal  niewielką) budzi we mnie ta durna eksowa,  która szarpie nerwy swojemu byłemu i jego obecnej,  czyli dorosłym ludziom, niż macocha, która o wszelkie zło w swym związku obwinia dzieci partnera,  czasem zwane tu uroczo "bachorami", i je za to karze.  Jak się poczyta np.  Hh999 czy LUSILJU,  której największą radością było odcięcie się  jej faceta od córki, to sorry, ale nie da się Was lubić. Wiadomo, że te dzieci nie są aniołami, żadne nie są,  ale za to głównie odpowiadają rodzice,  ich kiepskie geny i zwichrowanie psychiki przez  zaniechanie wychowywania,  a wręcz rozwydrzanie. "Reakcja obronna"przez atak i złość na pasierbice/ pasierbów jest nie fair.
Nie generalizuję tu, Boże broń,  są na pewno i sympatyczne macochy,  ale nawet w tym wątku dość rzadkie.

Wybacz, ale chyba nie czytasz ze zrozumieniem, albo po prostu czytasz po łebkach.  Ani Hh999 ani Lusilju nie dążą do odcięcia faceta od córki. Lusilju odcięła siebie i swoje dziecko od tokycznej pasierbicy. Ojciec wciąż spotyka się ze swoją córką ale nie angażując w te spotkania swojej nowej rodziny. A Hhh999 póki co , dzielnie podjęła rękawicę i próbuje czegoś (w tym przypadku dobrych nawyków i manier) nauczyć swoje pasierbice. W przeciwieństwie do ich rodzonego ojca, który ciągłymi prezentami rozpuszcza dziewczyny do granic możliwości.

Oczywiście pałać sympatią możesz do kogo chcesz, to wolny kraj.  Jak piszesz : " Większą sympatię ( choć nadal  niewielką) budzi we mnie ta durna eksowa,  która szarpie nerwy swojemu byłemu i jego obecnej zapomniałaś dodać , że ta "durna exowa" ( to Ty ją tak nazwałaś) szarpie nerwy swojemu byłemu pogrywając sobie dziećmi!!! Tymi dziećmi, które zdaniem wszystkich, powinny być za wszelką cenę chronione od takich gierek, manipulacji. Matka, która nakręca dzieci na ich własnego ojca, która dla swoich chorych celów skrzywia psychikę tych dzieci, godna jest naszego politowania a nie sympatii. Ale oczywiście nikt Ci nie zabroni lubić kogo chcesz.

6 396

Odp: Być drugą i macochą

dzisiaj kiedy to wszystko pisałam, zdałam sobie sprawę, że tylko ja reagowałam na nogi na stole (to nie jest ława, to jest normalny stół i naprawdę drobna 7 latka musiała mocno zadzierać nogi, żeby je położyć na stole siedząc na krześle) - muszę o tym zdecydowanie porozmawiać z M - potem działo się za dużo i jakoś mi to umknęło. Ale przy awanturze w łazience, poparł mnie - więc zaliczam mu to jako na plus (z małym minusikiem).
Co to nauki, to dla mnie też tragedia, ale powiedziałam M, żeby siedział z nią i zrobił to zadanie chociażby po to, żeby jej pokazać jak sporządza się streszczenie; jak wyszukiwać ważne informacje, jak je parafrazować itd. Następnym razem pewnie poprosimy ją, żeby spróbowała sama, a tata jej skontroluje zadanie (mi się też chciało śmiać, bo tata jest inżynierem i widziałam, że temat starożytnej Grecji i demokracji ateńskiej trochę go przerasta, ale ... dawał radę wink i miał małą powtóreczkę). No cóż - też rozmawiałam z M, że nie wiem jaki poziom wiedzy powinny reprezentować dzieci 9 letnie, ale młoda nie wiedziała co to znaczy "flota handlowa", "oliwki"... nawet nie chce mi się tego komentować.

A z "bączkiem" to była grubsza historia. Dziewczynki były z babcią, bo my z M musieliśmy razem wyjść. Wracamy do domu a młodsza kilkukrotnie powtarza rozbawiona na pełne gardło "puszczam bąka... itd.", przy nas. Byłam  trochę skonsternowana, oczywiście nie widziałam, że to Babcia jej sprzedała ten tekst. Mówię jej "AA (młoda ma imię na A), proszę nie powtarzaj takich tekstów, bo to nie przystoi dziewczynce w Twoim wieku, to bardzo nieładne, a nawet powiedziałabym być, że dość wulgarne powiedzenie". Na to młoda zdezorientowana "ale to Babcia nas nauczyła!!!". Teściowa popatrzyła na mnie, ja na nią ..... same rozumiecie smile Myślę że teściowej zrobiło się głupio, no cóż - mleko się rozlało...

Mam wrażenie, że jeszcze przed nami długa droga... w trakcie rozmowy poruszyliśmy temat również braciszka, że teraz więcej nimi będzie się zajmował tata, a ja będę zajmowała się Jasiem, bo tak jest przy małych dzieciach, że są bardzo angażujące. Oczywiście nie zostawię noworodka z dziewczynami samego (z oczywistych względów), ale przyznam, że trochę później też się będę tego bała. Naprawdę jest we mnie lęk, że jak im coś nie będzie grało, to będą w stanie dokuczać mu (no bo mam nadzieję, że nie będą jak sobie przytrzaskiwały palce drzwiami, albo dziobały się ołówkami.... to trochę przerażające). Jeżeli zdarzyłoby się, że świadomie zrobiłyby mu jakąś krzywdę fizycznie, to nie wiem czy się opanuję. Jak pomyślę, że mogłyby mu przytrzasnąć paluszki, to chyba bym je rozniosła... Nie... wzdrygam się nawet na samą myśl. Po prostu będę go strzegła jak oka w głowie...

6 397

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

Hh999, jaką będziesz dla pasierbic, to jest oczywiście tylko Twój wybór. Ale może odrobinę sprawiedliwości?  Szkoda Ci M. Mnie, jako tylko obserwatorce, absolutnie nie. Tylko tych dziewczynek. Mają dwoje całkowicie niekompetentnych, szkodzących im rodziców. Roszczeniową,  nieinteligentną matkę i ojca, który swoją miłość przekazuje wyłącznie w formie  dóbr materialnych. Sama piszesz, że to rodzice nauczyli Cię wszystkiego,  co sprawia,  że jesteś dobrym człowiekiem. Te dzieci nie wiedzą,  co to empatia, szacunek, wdzięczność,  dobroć. Bo niby skąd? Szkoła tego nie uczy. Takie rzeczy wynosi się lub nie z domu. A 9-latka nie ma jeszcze na tyle dojrzałości,  by to zrozumieć i odciąć się od kiepskich wzorców.
Josz ma faktycznie całkowitą rację. Twój mężczyzna ma spaczone metody i póki sam,  lub raczej z pomocą specjalisty,  nie pojmie swoich błędów i nie zmieni sposobu postępowania,  dzieci wyrosną na toksyki. A będzie to głównie "zasługa" rodziców.
Jesli na kogoś się tu złościc, to tylko na durną matkę i niemyślącego ojca.

Pozwoliłam sobie zacytować Twojego poprzedniego posta w tym temacie, z którym bardzo, bardzo się zgadzam.

Ojciec i matka są odpowiedzialni za to jakie te dzieci są!!! Ale powiem Ci tak, kiedy idę chodnikiem a przed sobą widzę grupę rozwrzeszczanych małolatów, agresywnych, popychających się, szarpiących, przeklinających.... to omijam ich wielkim łukiem. Nie mam wpływu na to jak się zachowują, jedną moją uwagą, że mogliby nie kląć tak na ulicy, nie wychowam ich, nie naprawię , nie zbawię świata. Więc wolę ich unikać, obejść drugą stroną ulicy. I tak samo postąpiłam widząc na horyzoncie rozwydrzone, rozhisteryzowane, aroganckie dzieci M i Exowej. To są Jego dzieci, widuje się z nimi, rozpieszcza dalej,bo taki jest Jego sposób na ich nie/wychowywanie, ale ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego i nie chcę aby moje dzieci były świadkami takich zachowań. Kropka. Nie chcę się szarpać z tymi dziećmi, nie chcę na siłę wprowadzać w ich życie nowego porządku, którego nie znają. Ich matka wprowadza do ich życia taki chaos, że już im wystarczy tych rewolucji. Tata chce być kochającym tatusiem, tym od rozrywek i zaspokajania życzeń, proszę bardzo. Ale bez mojego udziału. Coś w tym złego?

6 398 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 11:58:01)

Odp: Być drugą i macochą

p

6 399 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 12:15:47)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Hh999, jaką będziesz dla pasierbic, to jest oczywiście tylko Twój wybór. Ale może odrobinę sprawiedliwości?  Szkoda Ci M. Mnie, jako tylko obserwatorce, absolutnie nie. Tylko tych dziewczynek. Mają dwoje całkowicie niekompetentnych, szkodzących im rodziców. Roszczeniową,  nieinteligentną matkę i ojca, który swoją miłość przekazuje wyłącznie w formie  dóbr materialnych. Sama piszesz, że to rodzice nauczyli Cię wszystkiego,  co sprawia,  że jesteś dobrym człowiekiem. Te dzieci nie wiedzą,  co to empatia, szacunek, wdzięczność,  dobroć. Bo niby skąd? Szkoła tego nie uczy. Takie rzeczy wynosi się lub nie z domu. A 9-latka nie ma jeszcze na tyle dojrzałości,  by to zrozumieć i odciąć się od kiepskich wzorców.
Josz ma faktycznie całkowitą rację. Twój mężczyzna ma spaczone metody i póki sam,  lub raczej z pomocą specjalisty,  nie pojmie swoich błędów i nie zmieni sposobu postępowania,  dzieci wyrosną na toksyki. A będzie to głównie "zasługa" rodziców.
Jesli na kogoś się tu złościc, to tylko na durną matkę i niemyślącego ojca.

Pozwoliłam sobie zacytować Twojego poprzedniego posta w tym temacie, z którym bardzo, bardzo się zgadzam.

Ojciec i matka są odpowiedzialni za to jakie te dzieci są!!! Ale powiem Ci tak, kiedy idę chodnikiem a przed sobą widzę grupę rozwrzeszczanych małolatów, agresywnych, popychających się, szarpiących, przeklinających.... to omijam ich wielkim łukiem. Nie mam wpływu na to jak się zachowują, jedną moją uwagą, że mogliby nie kląć tak na ulicy, nie wychowam ich, nie naprawię , nie zbawię świata. Więc wolę ich unikać, obejść drugą stroną ulicy. I tak samo postąpiłam widząc na horyzoncie rozwydrzone, rozhisteryzowane, aroganckie dzieci M i Exowej. To są Jego dzieci, widuje się z nimi, rozpieszcza dalej,bo taki jest Jego sposób na ich nie/wychowywanie, ale ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego i nie chcę aby moje dzieci były świadkami takich zachowań. Kropka. Nie chcę się szarpać z tymi dziećmi, nie chcę na siłę wprowadzać w ich życie nowego porządku, którego nie znają. Ich matka wprowadza do ich życia taki chaos, że już im wystarczy tych rewolucji. Tata chce być kochającym tatusiem, tym od rozrywek i zaspokajania życzeń, proszę bardzo. Ale bez mojego udziału. Coś w tym złego?

No właśnie nie. I dlatego pochwalam dystans macochy do dziecka, aby tylko zawierał w sobie i brak potrzeby jego wychowywania, i adekwatną do charakteru dziecka obojętność/ sympatię, jako osoby bliskiej i krewnej partnerowi.  A nie wyłącznie wynikającą "z urzędu" niechęć.
I biorę pod uwagę, że eksowe też są ciężkie. Ale "pogrywanie dziećmi " to nadal nie obwinianie i. karanie ich za błędy rodziców. W tym konkretnym przypadku Hh999 uważam, że eksowa jest mocno niezrównoważona i najlepiej byłoby, gdyby ojciec powalczyl o ograniczenie jej władzy rodzicielskiej i przejął je pod wychowanie,  zanim psychicznie zjadą do poziomu matki i staną się kolejnymi toksykami.

6 400

Odp: Być drugą i macochą

gagatka0075
już kilka osób ujawniało się w tym wątku jako "krytycy" macoch. Naprawdę poczytaj o czym piszemy, bo już nie chce mi się tłumaczyć kolejnej osobie, że bynajmniej nie dzielimy się tu wiedza o najskuteczniejszych metodach dręczenia eks i pasierbic. Mam wrażenie, że archetyp macochy z bajki o kopciuszku jest tak wryty w niejeden mózg, że trudno intelektualnie się wznieść na poziom myślenia, że wiele, a właściwie większość sytuacji życiowych nie jest jednoznacznie czarno-białych, jak to się pozornie wydaje. Wyobraź sobie zatem, że niestety często mamy do czynienia z dziećmi o trudnościach wychowawczych, co do których wszystkim wydaje się, że my macochy mamy obowiązki - ugotować, uprać, wyprasować, posprzątać, natomiast nie mamy prawa do niczego innego - do zwrócenia uwagi, kiedy robią coś źle, bo przecież nie jesteśmy od wychowywania. Co mnie spotyka ze strony eks za to, że kupuję jej córkom wędliny w sklepie ekologicznym, dbam o różnorodną i bogatą dietę, uczę się z nimi, gram w gry, że próbuję je czegoś nauczyć włączając im wartościowe firmy i programy dokumentalne, że proszę żeby się odpowiednio ubrały i przekonuję, że skarpetki to za mało jak na dworze jest zimno, że usługuję im? To że moje dziecko nazywane jest przez nią bękartem, ja jestem "kochanką" (najłagodniejsze sformułowania pod moim adresem, które jeszcze rozumiałabym gdybym przyczyniła się do rozwodu...), że napada na mnie i wylewa swoje frustracje itd. A wiesz jak ja interpretuję tą sytuację? Od kiedy ja jestem w domu ich ojca, to młodsza pasierbica, która nie chciała do ojca przychodzić, przychodzi chętnie do ojca - nawet sama bez starszej siostry (kiedyś to było nie do pomyślenia), co eks nie jest na rękę, w szczególności jeżeli do rozgrywek z byłym mężem używa się dzieci.

I tak ... masz rację... jestem wredną macochą, bo od kiedy pojawiłam się w ich życiu, ojciec przestał być "kolo", tylko zaczął być ojcem, który im poświęca czas, wymaga od nich podstawowych obowiązków jak porządek w pokoju i w garderobie, odnoszenia szklanki po piciu i postawienia jej przy zmywarce, że opanowały trudną sztukę sięgnięcia po jabłko i umycia go sobie do zjedzenia, a nie tresowania ojca w przynoszeniu różnych rzeczy, bo im się dupska nie chce podnieść sprzed telewizora. Naprawdę, kosztowało mnie to rok pracy nad ich ojcem, żeby tak schamiał wobec własnych dzieci... Ja natomiast jestem patologiczną, przemocową przyszłą matką, bo mojemu synowi nie pozwolę na ćwierć akcji serwowanych przez dziewczynki. Dla dobra dziecka powinnam już je oddać do okna życia, albo do adopcji...

6 401

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:
kjim napisał/a:
Hh999 napisał/a:

psycholog........ Powiedziała, że 80% matek, które źle przeszły rozwód, szczuje dzieci w szczególności przeciwko macochom i przyrodniemu rodzeństwu. ..


Haa!
Ale to oczywiście MY Macochy jesteśmy podłe, wredne i wyrafinowane.

A śmiem twierdzić, że nasza postawa, nasze zachowanie jest tylko i wyłącznie reakcją obronną na podłość, wredność i wyrafinowane metody Pań Ex.

Kijm,  tak, ja w obliczu powyższych postów takie właśnie mam zdanie o macochach. Większą sympatię ( choć nadal  niewielką) budzi we mnie ta durna eksowa,  która szarpie nerwy swojemu byłemu i jego obecnej,  czyli dorosłym ludziom, niż macocha, która o wszelkie zło w swym związku obwinia dzieci partnera,  czasem zwane tu uroczo "bachorami", i je za to karze.  Nie jarzę,  jak można brać faceta z przeszłością ",  której nie jest się w stanie zaakceptować.
Jak się poczyta np.  Hh999 czy LUSILJU,  której największą radością było odcięcie się  jej faceta od córki, to sorry, ale nie da się Was lubić. Wiadomo, że te dzieci nie są aniołami, żadne nie są,  ale za to głównie odpowiadają rodzice,  ich kiepskie geny i zwichrowanie psychiki przez  zaniechanie wychowywania,  a wręcz rozwydrzanie. "Reakcja obronna"przez atak i złość na pasierbice/ pasierbów jest nie fair.
Nie generalizuję tu, Boże broń,  są na pewno i sympatyczne macochy,  ale nawet w tym wątku dość rzadkie.
I zgadzam się z Twoimi uwagami do Hh999,  że niepotrzebnie angażuje się w tresowanie dziewczynek. Mają od tego spokrewnionych dorosłych.
W ogóle pada tu sporo słusznych porad, przede wszystkim od josz, które, mam wrażenie, przechodzą bez echa.

juz ci mowie jak mozna brać faceta z przeszloscia i jej nigdy nie zaakceptowac

mozna tego nigdy nie zaakceptować gdy TA PRZESZLOSC JEST DESTRUKCYJNA I W JAKIKOLWIEK SPOSÓB ZAGRAŻA TWOJEJ PRZYSZLOSCI
nie sadze byś mnie zrozumiala bo kto nie dotknie tego gooowma osobiście nie zrozumie

6 402 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 12:33:19)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

gagatka0075
już kilka osób ujawniało się w tym wątku jako "krytycy" macoch. Naprawdę poczytaj o czym piszemy, bo już nie chce mi się tłumaczyć kolejnej osobie, że bynajmniej nie dzielimy się tu wiedza o najskuteczniejszych metodach dręczenia eks i pasierbic. Mam wrażenie, że archetyp macochy z bajki o kopciuszku jest tak wryty w niejeden mózg, że trudno intelektualnie się wznieść na poziom myślenia, że wiele, a właściwie większość sytuacji życiowych nie jest jednoznacznie czarno-białych, jak to się pozornie wydaje. Wyobraź sobie zatem, że niestety często mamy do czynienia z dziećmi o trudnościach wychowawczych, co do których wszystkim wydaje się, że my macochy mamy obowiązki - ugotować, uprać, wyprasować, posprzątać, natomiast nie mamy prawa do niczego innego - do zwrócenia uwagi, kiedy robią coś źle, bo przecież nie jesteśmy od wychowywania. Co mnie spotyka ze strony eks za to, że kupuję jej córkom wędliny w sklepie ekologicznym, dbam o różnorodną i bogatą dietę, uczę się z nimi, gram w gry, że próbuję je czegoś nauczyć włączając im wartościowe firmy i programy dokumentalne, że proszę żeby się odpowiednio ubrały i przekonuję, że skarpetki to za mało jak na dworze jest zimno, że usługuję im? To że moje dziecko nazywane jest przez nią bękartem, ja jestem "kochanką" (najłagodniejsze sformułowania pod moim adresem, które jeszcze rozumiałabym gdybym przyczyniła się do rozwodu...), że napada na mnie i wylewa swoje frustracje itd. A wiesz jak ja interpretuję tą sytuację? Od kiedy ja jestem w domu ich ojca, to młodsza pasierbica, która nie chciała do ojca przychodzić, przychodzi chętnie do ojca - nawet sama bez starszej siostry (kiedyś to było nie do pomyślenia), co eks nie jest na rękę, w szczególności jeżeli do rozgrywek z byłym mężem używa się dzieci.

I tak ... masz rację... jestem wredną macochą, bo od kiedy pojawiłam się w ich życiu, ojciec przestał być "kolo", tylko zaczął być ojcem, który im poświęca czas, wymaga od nich podstawowych obowiązków jak porządek w pokoju i w garderobie, odnoszenia szklanki po piciu i postawienia jej przy zmywarce, że opanowały trudną sztukę sięgnięcia po jabłko i umycia go sobie do zjedzenia, a nie tresowania ojca w przynoszeniu różnych rzeczy, bo im się dupska nie chce podnieść sprzed telewizora. Naprawdę, kosztowało mnie to rok pracy nad ich ojcem, żeby tak schamiał wobec własnych dzieci... Ja natomiast jestem patologiczną, przemocową przyszłą matką, bo mojemu synowi nie pozwolę na ćwierć akcji serwowanych przez dziewczynki. Dla dobra dziecka powinnam już je oddać do okna życia, albo do adopcji...

Nikt nie uważa,  że powinnaś smile To, co planujesz wobec Jasia, będzie dla niego najlepszym przejawem matczynej miłości, jaki można okazać. Tylko dotrzymaj tego,  bardzo Cię proszę.
Ale nie po to my, "krytycy macoch", tu piszemy. U Ciebie na przykład po to, by pokazać, że doceniasz, co ojciec/ Twój M  robi dla swoich córek, a nie widzisz tego,  czego dla nich NIE ROBI. A cholewka, jako ojciec i to normalniejsze z rodziców powinien. Jak dla mnie, to on w części pozostał tym "kolo ". Wg mnie z Twoich postów przebija całkowita akceptacja z  pobłażaniem jego i jednocześnie brak akceptacji i sympatii dla małych ( bo 7 i 9 lat to naprawdę jeszcze małe dzieci). A one narazie "zawiniły" tylko posiadaniem takich rodziców.

6 403 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 12:51:39)

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

[
I dlatego pochwalam dystans macochy do dziecka, aby tylko zawierał w sobie i brak potrzeby jego wychowywania, i adekwatną do charakteru dziecka obojętność/ sympatię, jako osoby bliskiej i krewnej partnerowi.  A nie wyłącznie wynikającą "z urzędu" niechęć.
I biorę pod uwagę, że eksowe też są ciężkie. Ale "pogrywanie dziećmi " to nadal nie obwinianie i. karanie ich za błędy rodziców. W tym konkretnym przypadku Hh999 uważam, że eksowa jest mocno niezrównoważona i najlepiej byłoby, gdyby ojciec powalczyl o ograniczenie jej władzy rodzicielskiej i przejął je pod wychowanie,  zanim psychicznie zjadą do poziomu matki i staną się kolejnymi toksykami.

I tu się z Tobą nie zgodzę. Bo kocham swojego faceta, nie chciałabym żeby czuł , ze Jego dzieci są mi obojętne. Baaa, sama bym wolała żeby było inaczej. Żebym mogła mieć z nimi sympatyczną relację. Myślisz, że nie wolałabym spędzić weekendu z M, z moimi dziećmi i Jego dziećmi w komplecie???? Móc przyjemnie spędzić czas wspólnie ? Nie musieć się dystansować i "wywalać" M na miasto, bo przyszedł dzień spotkania z dziećmi? Chciałabym, aby przywiózł Je do naszego domu, żebyśmy mogli wspólnie przygotować posiłek, zjeść normalny obiad, potem razem pójść na lodowisko. Po co mi ta obojętność? Po co negatywne nastawienie? Zdecydowanie jestem za tym, by zakopać negatywne emocje , obojętność i spotkać się wspólnie, sympatycznie spędzić czas.

Ale nie da się. Bo od progu słyszałam: mama powiedziała, ze u Ciebie nie muszę zdejmować butów ( i awantura), mama powiedziała, że nie muszę jeść u Ciebie jeśli nie chcę ( i kolejna awantura), mama powiedziała , że nie mogę się do Ciebie przytulać, więc w sytuacji kiedy jest mi źle przychodził ryk "zawieź mnie do mamy". Te dzieci są tak zahukane przez matkę, że lepsza jest moja obojętność, brak kontaktu, niż ciągły konflikt lojalnościowy, w który wpędziła je własna matka.
Dlatego twierdzę, że nasze negatywne emocje, nasza wrogość, złość, czy nawet totalna obojętność - jest reakcją na podłe akcje Exowej. Ale nie tak powinno być.

6 404

Odp: Być drugą i macochą

dlatego nikt nie zrozumie sytua cji poki sam sie z nią nie zetknie,nie doświadczy akcji rozwrzeszczanego bachora ,wyzwisk powtarzanych po mamusi ,czy tez kradzieży,szantaży,intryg

zaczyna sie niewinnie ,później da wrzaski ,, kapowanie mamusi,,zmyslanie ,proby wymuszen,traktowanie ojca jak bankomat wszechobecne leserstwo i wiecznie roszczeniowa postawa,no i gdzieś po drodze wykop z domu macochy,predzej czy później zależy od cierpliwosci tej ostatniej

6 405

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

mozna tego nigdy nie zaakceptować gdy TA PRZESZLOSC JEST DESTRUKCYJNA I W JAKIKOLWIEK SPOSÓB ZAGRAŻA TWOJEJ PRZYSZLOSCI
nie sadze byś mnie zrozumiala bo kto nie dotknie tego gooowma osobiście nie zrozumie

Masz rację, LUSI,  nie zrozumiem.
Moim zdaniem przeszłość buduje się we dwoje. Przy posiadaniu dzieci z toksyczną partnerką odpowiedzialnośc za kiepskie wychowanie także spada na oboje. A kolejny związek nie rehabilituje,  nawet po odcięciu się od wpływu na potomka. Zwłaszcza że własne dziecko powinno się kochać bez względu na to, jakie wyrosło,  i czuć za to współodpowiedzialnosc.
A wybranie faceta z "przeszłością " na partnera zobowiązuje do akceptacji wszystkiego,  co wnosi. Dobrego i nie.
Tak ja to widzę, ale oczywiście,  każdy uważa  po swojemu.

6 406

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

mozna tego nigdy nie zaakceptować gdy TA PRZESZLOSC JEST DESTRUKCYJNA I W JAKIKOLWIEK SPOSÓB ZAGRAŻA TWOJEJ PRZYSZLOSCI
nie sadze byś mnie zrozumiala bo kto nie dotknie tego gooowma osobiście nie zrozumie

Masz rację, LUSI,  nie zrozumiem.
Moim zdaniem przeszłość buduje się we dwoje. Przy posiadaniu dzieci z toksyczną partnerką odpowiedzialnośc za kiepskie wychowanie także spada na oboje. A kolejny związek nie rehabilituje,  nawet po odcięciu się od wpływu na potomka. Zwłaszcza że własne dziecko powinno się kochać bez względu na to, jakie wyrosło,  i czuć za to współodpowiedzialnosc.
A wybranie faceta z "przeszłością " na partnera zobowiązuje do akceptacji wszystkiego,  co wnosi. Dobrego i nie.
Tak ja to widzę, ale oczywiście,  każdy uważa  po swojemu.

nie czuje sie absolutnie do niczego zobowiązana tylko z tego powodu ze mój mąż kiedyś tam popelnil największa glupote życiową i zwiazal sie ,sam bedac jeszcze dzieckiem praktycznie z jakimś patolem, to są jego decyzje nie moje i nie ja mam za nie płacić,nie umartwiam sie całym światem i eliminuje ze swojego otoczenia wszelka toksycznosc,bo nie mam zamiaru , po kims sprzątać,,
za,swoje decyzje życiowe mogę brać odpowiedzialność ale nie za cudze bledy,mam prawo do spokoju,nie użerania sie codziennego
kazdy na to co lubi ,albo bardziej to na co sobie pozwoli,życie to nie amerykanski serial,

mężowi nigdy nie bronilam kontaktow z młoda ale ja nie mam obowiazku obcować z kims kto ma negatywny wplyw na moje zycie

6 407

Odp: Być drugą i macochą

gagatka teraz to ja Ciebie nie rozumiem ! Z jednej strony mówisz, że lepiej żeby macocha zdystansowała się do dzieci partnera, miała stosunek z grubsza rzecz biorąc obojętny. Z drugiej zaś strony podkreślasz, że macocha POWINNA w pełni akceptować przeszłość partnera a już nade wszystko Jego dzieci. Rozjeżdżasz się tu w poglądach. Mówisz o obojętności i dystansowaniu się od pasierbów.  A kiedy Lisi Ci pisze, że się zdystansowała na amen - czyli nie chce mieć z pasierbicą nic wspólnego - to już mówisz, że źle robi i powinna akceptować. Ale owszem akceptuję przeszłość partnera, akceptuje obecność Jego dzieci w Jego życiu, ale na Boga, włazić w dupę Im nie będę. Tolerować plucia w twarz tez nie będę. Wolę Ich nie widzieć i nie mieć z nimi nic wspólnego - tak wyrażam swoją obojętność w stosunku do nich.
Akceptuje, bo ni mam wpływu na to jakie są, ale omijam z daleka i się nie wpierdzielam w ich nie/wychowywanie.
To wciąż źle i nie dobrze i to wciąż macocha robi źle.

6 408

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

[
I dlatego pochwalam dystans macochy do dziecka, aby tylko zawierał w sobie i brak potrzeby jego wychowywania, i adekwatną do charakteru dziecka obojętność/ sympatię, jako osoby bliskiej i krewnej partnerowi.  A nie wyłącznie wynikającą "z urzędu" niechęć.
I biorę pod uwagę, że eksowe też są ciężkie. Ale "pogrywanie dziećmi " to nadal nie obwinianie i. karanie ich za błędy rodziców. W tym konkretnym przypadku Hh999 uważam, że eksowa jest mocno niezrównoważona i najlepiej byłoby, gdyby ojciec powalczyl o ograniczenie jej władzy rodzicielskiej i przejął je pod wychowanie,  zanim psychicznie zjadą do poziomu matki i staną się kolejnymi toksykami.

I tu się z Tobą nie zgodzę. Bo kocham swojego faceta, nie chciałabym żeby czuł , ze Jego dzieci są mi obojętne. Baaa, sama bym wolała żeby było inaczej. Żebym mogła mieć z nimi sympatyczną relację. Myślisz, że nie wolałabym spędzić weekendu z M, z moimi dziećmi i Jego dziećmi w komplecie???? Móc przyjemnie spędzić czas wspólnie ? Nie musieć się dystansować i "wywalać" M na miasto, bo przyszedł dzień spotkania z dziećmi? Chciałabym, aby przywiózł Je do naszego domu, żebyśmy mogli wspólnie przygotować posiłek, zjeść normalny obiad, potem razem pójść na lodowisko. Po co mi ta obojętność? Po co negatywne nastawienie? Zdecydowanie jestem za tym, by zakopać negatywne emocje , obojętność i spotkać się wspólnie, sympatycznie spędzić czas.

Ale nie da się. Bo od progu słyszałam: mama powiedziała, ze u Ciebie nie muszę zdejmować butów ( i awantura), mama powiedziała, że nie muszę jeść u Ciebie jeśli nie chcę ( i kolejna awantura), mama powiedziała , że nie mogę się do Ciebie przytulać, więc w sytuacji kiedy jest mi źle przychodził ryk "zawieź mnie do mamy". Te dzieci są tak zahukane przez matkę, że lepsza jest moja obojętność, brak kontaktu, niż ciągły konflikt lojalnościowy, w który wpędziła je własna matka.
Dlatego twierdzę, że nasze negatywne emocje, nasza wrogość, złość, czy nawet totalna obojętność - jest reakcją na podłe akcje Exowej. Ale nie tak powinno być.

Ale o to mi właśnie chodziło,  jak nie da się z sympatią,  to jedynym pozytywem musi być obojętność. Byle nie negacja, niechęć.
Tak, ale jeśli jesteś zła na Exowa, ukarz ją,  albo swojego faceta. Postaw się i na niego wylej żale i nerwy.  Nie na dziecko. Rozwydrzone, ale właśnie dzięki nim. Zdziel faceta w łeb i każ mu wymagać od dzieci dobrego wychowania. Małymi krokami, ale skutecznie. Niech o to walczy z Exową. Ma w końcu prawa, a nawet obowiązek. Choćby przez sąd,  jak nie da się polubownie. Nie rozumiem tego rozgrzeszania faceta z odpowiedzialności za wychowanie dzieci, nawet widywanych tylko w weekendy.
Nie, żebym uważała, że akurat Ty tak robisz. Tak ogólnie się wtrącam.

6 409 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-29 13:28:41)

Odp: Być drugą i macochą

W każdym bądź razie ja zawsze przedkładałam dobro swoje i swojej rodziny nad dobro ogolu czy cudzych dzieci,owszem na początku z tych czy innych pobudek starałam sie to jakoś ulozyc,ale za dobre chęci odplacano mi podłością,potem intrygami wiec fora ze dwora,
tak wlasne dzieci kocha się bezwarunkowo...
ale na to ze cudze dziecko placi mi nienawiścią za dobre chęci teakcja jest tylko jedna-pełna izolacja,
to dziecko do końca życia będzie upatrywalo we mnie konkurencje,będzie nienawidzili,knuło itd bo ono takie jest,bo jest nawet przejaskrawiona kopia swojej mamusi i ja nie mam zamiaru pozwolic mu na to by syfiło w moim życiu,bo jestem dla siebie najwazniejsza,bo za bardzo siebie lubię by sie tym umartwiac

6 410

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

Ale o to mi właśnie chodziło,  jak nie da się z sympatią,  to jedynym pozytywem musi być obojętność. Byle nie negacja, niechęć.
Tak, ale jeśli jesteś zła na Exowa, ukarz ją,  albo swojego faceta. Postaw się i na niego wylej żale i nerwy.  Nie na dziecko. Rozwydrzone, ale właśnie dzięki nim. Zdziel faceta w łeb i każ mu wymagać od dzieci dobrego wychowania. Małymi krokami, ale skutecznie. Niech o to walczy z Exową. Ma w końcu prawa, a nawet obowiązek. Choćby przez sąd,  jak nie da się polubownie. Nie rozumiem tego rozgrzeszania faceta z odpowiedzialności za wychowanie dzieci, nawet widywanych tylko w weekendy.
Nie, żebym uważała, że akurat Ty tak robisz. Tak ogólnie się wtrącam.

Tak, ale jeśli jesteś zła na Exowa, ukarz ją,  albo swojego faceta. - piszesz o jakieś totalnej abstrakcji. Ja mam Ją karać? Wystarczająco mocno strzela sobie sama w kolano. To czego uczy teraz swoje dzieci odbije Jej się czkawką za parę lat, kiedy dzieci przeniosą takie zachowanie na nią samą.
Zdziel faceta w łeb i każ mu wymagać od dzieci dobrego wychowania. Małymi krokami, ale skutecznie. - gdyby to było takie proste a faceci reformowalni - nie byłby nas tutaj na tym forum.
Niech o to walczy z Exową. Ma w końcu prawa, a nawet obowiązek. Choćby przez sąd,  jak nie da się polubownie. - chyba nie znasz realiów panujących w naszych sądach rodzinnych. Nasza Exowa jest alkoholiczką skierowaną przez sąd na przymusowe leczenie, zaniedbuje dzieci, miała sprawę karną za sprawowanie opieki nad dziećmi w stanie po spożyciu i co? I sąd przyznał jej opiekę nad dziećmi nakładając jedynie nadzór kuratora. Śmieszna jesteś mówiąc o walce przez sąd. Jak zetkniesz się kiedyś z realiami polskich sądów wtedy pogadamy.

6 411 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 13:50:27)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

gagatka teraz to ja Ciebie nie rozumiem ! Z jednej strony mówisz, że lepiej żeby macocha zdystansowała się do dzieci partnera, miała stosunek z grubsza rzecz biorąc obojętny. Z drugiej zaś strony podkreślasz, że macocha POWINNA w pełni akceptować przeszłość partnera a już nade wszystko Jego dzieci. Rozjeżdżasz się tu w poglądach. Mówisz o obojętności i dystansowaniu się od pasierbów.  A kiedy Lisi Ci pisze, że się zdystansowała na amen - czyli nie chce mieć z pasierbicą nic wspólnego - to już mówisz, że źle robi i powinna akceptować. Ale owszem akceptuję przeszłość partnera, akceptuje obecność Jego dzieci w Jego życiu, ale na Boga, włazić w dupę Im nie będę. Tolerować plucia w twarz tez nie będę. Wolę Ich nie widzieć i nie mieć z nimi nic wspólnego - tak wyrażam swoją obojętność w stosunku do nich.
Akceptuje, bo ni mam wpływu na to jakie są, ale omijam z daleka i się nie wpierdzielam w ich nie/wychowywanie.
To wciąż źle i nie dobrze i to wciąż macocha robi źle.

Nie, nie zrozumialysmy się. Te dzieci są obce i nikt nie musi ich kochać. Akceptować tak, choćby i na odległość,  spotykanie się na siłę nie ma sensu. Nie powinno się tylko udawać, że tematu nie ma, nie nastawiać partnera przeciw nim.
Stosunek LUSI jest daleki od obojętności, a przynajmniej był przez sporą ilość postów,  i to faktycznie budziło niechęć do niej, nie tylko moją. Że wszystkich macoch u niej najwięcej jest egoizmu,  agresji, złości, krytyki, wymierzonej nawet bardziej w pasierbice niż jej mamuśkę. Jej sprawa, po prostu mnie razi. Przykro mi. Szkoda mi każdego dziecka, które staje się częścią podobnego układu.
Może i jestem śmieszna. Wierzę w to, że jak się bardzo człowiek uprze, to dla dobra dziecka wywalczy ograniczenie złych wpływów. Nawet kosztem odebrania go toksycznej matce. Problem tylko w tym, że mało który ojciec, mający drugą rodzinę, weźmie na siebie pełną władzę rodzicielską i zamieszka z dziećmi.

6 412

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:
kjim napisał/a:

gagatka teraz to ja Ciebie nie rozumiem ! Z jednej strony mówisz, że lepiej żeby macocha zdystansowała się do dzieci partnera, miała stosunek z grubsza rzecz biorąc obojętny. Z drugiej zaś strony podkreślasz, że macocha POWINNA w pełni akceptować przeszłość partnera a już nade wszystko Jego dzieci. Rozjeżdżasz się tu w poglądach. Mówisz o obojętności i dystansowaniu się od pasierbów.  A kiedy Lisi Ci pisze, że się zdystansowała na amen - czyli nie chce mieć z pasierbicą nic wspólnego - to już mówisz, że źle robi i powinna akceptować. Ale owszem akceptuję przeszłość partnera, akceptuje obecność Jego dzieci w Jego życiu, ale na Boga, włazić w dupę Im nie będę. Tolerować plucia w twarz tez nie będę. Wolę Ich nie widzieć i nie mieć z nimi nic wspólnego - tak wyrażam swoją obojętność w stosunku do nich.
Akceptuje, bo ni mam wpływu na to jakie są, ale omijam z daleka i się nie wpierdzielam w ich nie/wychowywanie.
To wciąż źle i nie dobrze i to wciąż macocha robi źle.

Nie, nie zrozumialysmy się. Te dzieci są obce i nikt nie musi ich kochać. Akceptować tak, choćby i na odległość,  spotykanie się na siłę nie ma sensu. Nie powinno się tylko udawać, że tematu nie ma, nie nastawiać partnera przeciw nim.
Stosunek LUSI jest daleki od obojętności, a przynajmniej był przez sporą ilość postów,  i to faktycznie budziło niechęć do niej, nie tylko moją. Że wszystkich macoch u niej najwięcej jest egoizmu,  agresji, złości, krytyki, wymierzonej nawet bardziej w pasierbice niż jej mamuśkę. Jej sprawa, po prostu mnie razi. Przykro mi. Szkoda mi każdego dziecka, które stają się częścią podobnego układu.

hmm wiesz poraża mnie twoja ...naiwnosc,z wrednych sterowanych dzieci,wyrastają podle nastolatki,potem paskudne dziestolatki,które zrobia wszystko,jeśli im na to pozwolić by zatruć cudze życie,to nie są niewinne istoty tylko zatrute jadem ,nienawiścią potomkinie swoich matek,to nie niewinne niebożatka z bajek o chociazby kopciuszku tylko wyzute z wszelkich zasad monstra
wiesz co łączy je z eksowymi ??WSPOLNY WROG  CZYLI MY MACOCHY,ZAPEWNIAM CIE ZE NIC NIE ŁACZY BARDZIEJ NIZ TEN WSPÓLNY WROG NAWET ROBACZYWE GENY

6 413

Odp: Być drugą i macochą

Nie chce tu w żaden sposób bronić Lusi , bo adwokatem Jej nie jestem, ale potrafię zrozumieć Jej wrogość daleką od obojętności. Ma Ona jednak ku temu podstawy i gdybyś przeczytała dokładnie wszystkie posty, wiedziałabyś, ze Lusi kilka lat miała pasierbicę pod bezpośrednią opieką. Została w to wmanewrowana przez Exową i przez swojego partnera. "Wdzięczność" za przygarnięcie pod swój dach była taka, ze pasierbica, między innymi zaczęła okradać ich dom. Gdyby własne dziecko zrobiłoby mi coś takiego , nie miałabym skrupułów i wypierdzieli...bym z domu takiego niewdzięcznika i darmozjada.
Wrogość nie jest tu skierowana na niewinnego przedszkolaka, ale na dorosłą pannicę, która już jako dojrzała panna jątrzyła w Ich życiu. 

Popieram Lisui w pełnej rozciągłości jeśli chodzi o ochronę własnego miejsca do życia i własnych dzieci. Zrobiłam to samo zakazując M przywożenie Jego dzieci do naszego domu. Wiele tu padło negatywnych słów na mój temat, że postawiłam swojemu facetowi ultimatum. Tak. Postawiłam, chcąc uchronić własne dzieci przed tamtymi złymi zachowaniami, zaryzykowałam związek z tym facetem, by nie zmarnować moich dzieci. Wybrał. Wyprowadził się. Rozstaliśmy się. A kiedy jednak stwierdził, ze dokonał złego wyboru i chciał wrócić, postawiłam zaporowe warunki.
Ni e uważam żebym zabrała tamtym dzieciom ojca. Widuje się z Nimi wtedy kiedy ma na to ochotę ale bez mojego udziału.

6 414 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-29 14:01:40)

Odp: Być drugą i macochą

jak przejdziesz polowe syfu który my przeszłyśmy,a zapewniam cię ze nie opisalam tutaj nawet dziesiątej części tego co odstawila pasierbica przez te ponad dwadzieścia lat to wtedy będziesz mogla kogoś tu umoralniać i pierdolic te dyrdymały z rekawa wyjęte,teoretyzować to mozna o życiu pozagrobowym

edit

slyszac od dziewuchy ,ze moje dzieci to pierd...e bekardy i to nie najgorsze epitety na jakie bylo ja stać nie korciloby cię by jej urwać nogi przy samej doopie

6 415

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

Może i jestem śmieszna. Wierzę w to, że jak się bardzo człowiek uprze, to dla dobra dziecka wywalczy ograniczenie złych wpływów. Nawet kosztem odebrania go toksycznej matce. Problem tylko w tym, że mało który ojciec, mający drugą rodzinę, weźmie na siebie pełną władzę rodzicielską i zamieszka z dziećmi.

I w tym jest sedno sprawy!!!! Malo który ojciec chce wziąć na siebie taka odpowiedzialność. Ale to My macochy jesteśmy złe i podłe i nastawiamy ojca przeciwko własnym dzieciom. Taki jest stereotyp. Prawda jest jednak taka, że to facet nie chce wychowywać swoich dzieci. Zawsze pełnił rolę bankomatu i kumpla od zapewnienia rozrywek, więc... czemu miałby to zmieniać po rozwodzie? Czemu My mamy go walić w łeb i nalegać na to, żeby zaczął wychowywać te swoje dzieci. Skoro była zona nie nauczył go przez tyle lat małżeństwa to tym bardziej ja go do tego namawiać nie będę.

A gwoli wyjaśnienia w naszym trójkącie ( M, Ja i Jego Exowa) jedyną osobą, która nastawia dzieci przeciwko ojcu jest Exowa. Nigdy nie podjęłam próby nastawiania ojca przeciwko Jego dzieciom. Skutecznie zniechęcają go do siebie same ( chociażby syn, który pamięta o Nim tylko wtedy, kiedy czegoś chce). W dzień ojca na ogół nic nie chce i nie dzwoni.

6 416 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 14:34:15)

Odp: Być drugą i macochą

O widzisz,  i tu mamy sedno. Jakim cudem faceci tak głupieją? 
Co Wy, w takim razie, w TAKICH facetach widzicie?
Jak można być z takim... niepoważnym, nieodpowiedzialnym człowiekiem i ojcem ?
Kijm,  jakbyś to nie tłumaczyła,  ja uważam, że ten durny ojciec w 99% przypadkach nie bierze dzieci właśnie ze względu na obecną żonę /partnerkę. Bo ona by się na to nie zgodziła.
I "stereotyp" nastawiania ojca przeciw dzieciom ma się dobrze w społeczeństwie,  sama mam w rodzinie dwa takie przykłady, świeże. Szczęśliwie jeden już prawdopodobnie niedoszły. Wierz mi, ojców odcinających się od dzieci na życzenie obcej  baby powiesiłabym za jaja. Dlatego mam do tego  stosunek co najmniej niechętno- ostrożny. Tym bardziej,  że z drugiej strony mają ojczymow, którzy są świetnymi "wujkami ".
Ale LUSI ma rację, to teoretyzowanie póki co. Tyle, że jednego jestem pewna, w wojnie między ewentualnym partnerem dziećmi,  gdyby nie potrafili się dogadać i przebywać choć dnia pod wspólnym dachem, wybieram dzieci, nie męczymy się wszyscy. Choć mam prawie pewność, że po pierwsze mam naprawdę  dobre dzieci, po drugie nie wybrałabym faceta , który dałby się nie lubić.

6 417 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 16:10:40)

Odp: Być drugą i macochą

Nie, nie , nie zrozumiałaś mnie. Ja napisałam, że facet nie chce WYCHOWYWAĆ SWOICH DZIECI. Zabierać i dobrze się bawić, zaspokoić swoje ego - tak. Ale nie wymagać, nie uczyć, nie wychowywać. Spędzać z nimi czas chce - tylko nie chce mu się wychowywać, bo jeśli matka nic od tych dzieci nie wymaga, niczego dobrego ich nie uczy, to ojciec, który zacznie czegoś wymagać jest z góry skazany na porażkę i niechęć dzieci. Wiele razy M mi mówił, ze nie chce żeby dzieci nie chciały do niego przyjeżdżać. A wychowując je (co się wiąże z nakazami, zakazami , wyciąganiem konsekwencji) spowoduje, że dzieci wybiorą łatwiejsze życie u boku matki i powiedzą matce, że nie chcą jeździć do ojca. I ja tego nie rozumiałam. Mówiłam mu, co ty pierniczysz, masz przyznane sądownie wizyty i dzieci mają jechać z Tobą. Jakże się myliłam. Moc Matki jest nieograniczona. Wpływ matki na dzieci jest nie do przeskoczenia. Mówisz o usprawiedliwianiu faceta. Tak usprawiedliwiam go trochę , bo wiem że tęskni za dzieciakami. I nawet jeśli One będą Mu srały na głowę , to będzie mówił, że deszcz pada. A jeśli mają do Niego przyjeżdżać lub dzwonić tylko dlatego, że chcą od Niego kasę to On i tak się będzie cieszył z tej namiastki kontaktu. Przestał Ich wychowywać już dawno, bo stwierdził, że ma zerowy na to wpływ.    I tu Go usprawiedliwię. Ma zerowy wpływ, więc zawiesił broń. Ale to, że On zawiesił broń i nie ma zamiaru wychowywac swoich dzieci , nie znaczy, że ja mam odpuścić wychowywanie swoich dzieci. A utrudni mi to, kiedy moje dzieci będą widziały , że tamtym wynagradza się każde, nawet złe zachowanie, że dostają prezenty tak sobie bez okazji, że toleruje się fochy, histerie , rzucanie się na podłogę w markecie.

6 418

Odp: Być drugą i macochą

gagatek
lubię mimo wszystko moje pasierbice, ponieważ tak jak wskazała jedna z przedmówczyń mówiąc o sobie, to są dzieci M, które on kocha i są częścią "szczęścia" M, którego kochając go, chcę dla niego. Więc to, że walczę o to, żeby był dobrym ojcem - robię to dla naszego dziecka, dla niego samego i w ostatniej kolejności dla jego córek, a na samym samym końcu - dla siebie, bo potrzebuję poczucia przyzwoitości. Jeżeli jednak zadziałoby się tak, że stałabym się "wrogiem" dziewczyn, a co gorsza, stałby się nim mój syn, to wierz mi.... dla dobra mojego dziecka zdecydowałabym się na "neutralizację" zagrożenia. Mam swoje mieszkanie, jestem niezależna finansowo - mogę na weekendy "ojca" znikać z domu, ograniczyć kontakt do minimum. Niech spełnia swoje obowiązki, bo tak .... przecież wzięłam faceta z zobowiązaniami - niechże je zatem realizuje, ja mu nie przeszkadzam, ale nie chcę brać w tym udziału. Taka postawa oznacza najmniejsze ofiary - najmniejsze ofiary dla M i jego córek, ponieważ ja sobie dam radę, syna ochronię, a mogę w najczarniejszym scenariuszu zaaplikować piekło i M i jego córkom, a ........ oczywiście, że tego nie chcę!!!!!!!!!!!!!!! tylko niech q-wa nikt nie próbuje bezczelnie jak daleko sięga moja i tak wielka cierpliwość, bo nawet jak poczuję, że jakieś testy mają miejsca, to najpierw dam ostrzeżenie i poproszę, aby tego nie robić, a jeżeli nie poskutkuje, będę myślała o optymalnym rozwiązaniu. I wierz mi, ale całym sercem rozumiem kobiety, które mają dość, nie widzą perspektywy i spieprz..ją (przepraszam, za wulgaryzmy, ale mnie szlag trafia) przed tym bagnem.
Ja mam nadzieję, że jeżeli będę dobrze i życzliwie postępowała wobec dziewczynek, to to zaowocuje czymś dobrym. Dam radę jeszcze dużo znieść, wiele tłumaczyć, wiele z siebie dać. Jednak jak będzie to miało skutek przeciwny, to przepraszam - czy ja jestem masochistka, żeby pozwalać na siebie spluwać...? Czy powinnam udawać, że deszcz pada dla dobrego samopoczucia eks? Czy to moja klęska, że wychowanie dziewczynek schodzi, gdzieś na manowce? nie .... klęską rodziców będą rozwydrzone pannice. Ja tylko kilka razy powiedziałam M, że kwestii nauki nie może odpuścić, bo to posag, który jego córki mają na całe życie.

Czy biorąc pod uwagę, to co słyszałam o eks i jej dość histerycznej naturze, chciałabym jej córki pod swoim dachem pod stałą opieką? Hm .... ciężkie pytanie, bo nie wiem czy stać mnie na taki heroizm, żeby nie mając doświadczenia w materii wychowywania nastolatek, podjąć się obowiązku wychowania dziewczynek. Gdyby coś stało się ich matce, gdyby zachorowała, zmarła czy cokolwiek, myślę że nie byłoby tu żadnego pola do dyskusji; zabranie ich do siebie byłoby oczywistą konsekwencją związku z facetem "z bagażem". Nie znam eks, oceniam ją po mailach i sms do M, po tym co sama od niej usłyszałam, niestety też po pewnych zachowaniach dziewczynek, sposobu w jaki je wychowuje. Nie zgodziłabym się, gdyby M chciał odbierać córki matce w ramach walki z nią, nawet jakby w relacjach z M była krwiożerczą i niszczącą bestią. Po prostu są rzeczy których się nie tyka i słów, których się nie mówi. Na dzień dzisiejszy, myślę że odebranie ich mamie, byłoby dla nich olbrzymią traumą, bo one ją kochają, więc w ogóle nie mam o czym myśleć.
I usłyszałam raz, tylko raz "nie możesz mi nic kazać, bo nie jesteś moją mamą". Przygotowałam sobie odpowiedź wcześniej, bo myślałam nad tym i odpowiedziałam 7 latce, że oczywiście, nie jestem jej mamą, ale pod nieobecność taty przekazuje mi on opiekę nad nimi, a tym samym część władzy rodzicielskiej. Składnikiem tej władzy jest nie tylko to, że o nie dbam, o ich bezpieczeństwo, jedzenie itd., ale również to, że w przypadku ich obowiązków, mam je prawo egzekwować. Zapewne w wypowiedzi było zbyt wiele "mądrych słów" dla 7 latki, których ta nie pojęła, ale zrobiła to o co ją prosiłam i już więcej niczego takiego nie usłyszałam smile

A tak naprawdę, to myślę, że może lepiej niech osoby, które mają coś do macoch niech założą wątek "wredna macocha - jak zniszczyć babę" i tam się wymieniają doświadczeniami smile Bo w sumie, po co polemizować z osobami, które nie do końca pojmują złożoności problemu, a całe zło postrzegają w zwyrodniałych macochach, które się pastwią nad biednymi dzieciaczkami... W skeczu kabaretu Hrabi jest taka wypowiedź o chowaniu dzieci, wypowiadana przez Aśkę "wydrukowałam sobie z internetu listę błędów wychowawczych i ją realizowałam". Normalnie nic tylko sobie wziąć wydrukować zwierzenia macoch z tego forum i ryć psychikę tych biednych Bogu-ducha-winnych istot smile oczywiście mówię z sarkazmem (żeby nie było wątpliwości)

6 419 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-29 16:28:45)

Odp: Być drugą i macochą

Dodam jeszcze ze panowie bardzo chętnie wychowuja/zajmuja sie dziećmi cudzymi rękoma,czyimś wkładem,gdy im ten wkład odbieramy to juz tacy skorzy w tym rozpieszczaniu i upupianiu miloscia nie są,jak trzeba odwalić brudna robote to juz nie jest tak sielankowo
u nas paradoksalnie klapki mężowi zaczely spadać w stosunku do dziewuchy jak zaczal sie z nią sam widywać,obecnie jest na etapie porównywania jej do exowej,no cóż uczen przerosl mistrza

edit

kijm dzięki,wiem ze mnie rozumiesz

6 420

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU piszesz ze pasierbica ma zly wplyw na twoje zycie. Czy pomyslalas jaki ty wraz ze swoim dzieckiem masz zly wplyw na jej zycie?

6 421

Odp: Być drugą i macochą

Ciekawe na jak podlo osobe wyrosnie twoje dziecko i ciekawe czy je tez bedziesz izolowac od siebie. Pewnie jak ma tako matke jak ty i wredno siostre jak o niej piszesz. To juz pewnie jest okropnyn dzieciakiem.

6 422

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

Dodam jeszcze ze panowie bardzo chętnie wychowuja/zajmuja sie dziećmi cudzymi rękoma,czyimś wkładem,gdy im ten wkład odbieramy to juz tacy skorzy w tym rozpieszczaniu i upupianiu miloscia nie są,jak trzeba odwalić brudna robote to juz nie jest tak sielankowo
u nas paradoksalnie klapki mężowi zaczely spadać w stosunku do dziewuchy jak zaczal sie z nią sam widywać,obecnie jest na etapie porównywania jej do exowej,no cóż uczen przerosl mistrza

U nas podobnie. Kiedy M wyprowadził się, zabierał dzieci do swojego mieszkania, oprócz "upupiania miłością" jak napisałaś, trzeba było jeszcze tym dzieciom ugotować (przy okazji znosić fochy: tego nie chcę , tego nie lubię, zrób mi coś innego), wykąpać (przy okazji użerać się i rozczesywać poplątane z tygodnia włosy, histerie w stylu "ło matko boska leci mi do oczu ja chcę do mamy"), uprać, uprasować a potem i tak usłyszeć : "ja tego nie założę , mi się to nie podoba" ...... wizyty ze spaniem i wyciem wieczornym przestały być dla Niego wyczekane i utęsknione. Stwierdził, że kilka godzin spotkań w ciągu dnia zdecydowanie mu wystarczy. Póki ja prałam, sprzątałam, użerałam się z obcinaniem paznokci - było cudnie. Kiedy postawiłam Veto, przestał być "tęskniący"

6 423 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-29 17:03:18)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Ciekawe na jak podlo osobe wyrosnie twoje dziecko i ciekawe czy je tez bedziesz izolowac od siebie. Pewnie jak ma tako matke jak ty i wredno siostre jak o niej piszesz. To juz pewnie jest okropnyn dzieciakiem.

marza nie oceniaj i nie krytykuj i nie mierz wszystkich miarą macochy, którą masz w rodzinie.
Po pierwsze nie jesteśmy macochami, które zastępują dzieciom matkę. Te dzieci mają i matke i ojca, półsierotami nie są!!
Nie jesteśmy tez ( w większości ) przyczyną rozpadu małżeństwa. Większość z nas związała się z rozwodnikami już po rozwodzie, a nie z wdowcem tak jak w Twoim przypadku. Dzieci partnera z nami nie mieszkają i mają matkę, w związku z czym nie mamy prawa, ani obowiązku tych dzieci wychowywać. Nasze sytuacja są zgoła inne, niż ta z Twoją siostrzenicą w tle, więc proszę Cię spójrz szerzej na nasze sytuacje i nie oceniaj wszystkich "macoch" przez pryzmat Twojej krzywdzonej siostrzenicy.

6 424

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Ciekawe na jak podlo osobe wyrosnie twoje dziecko i ciekawe czy je tez bedziesz izolowac od siebie. Pewnie jak ma tako matke jak ty i wredno siostre jak o niej piszesz. To juz pewnie jest okropnyn dzieciakiem.

ja wiem ze POLSKA JĘZYKA TRUDNA JEZYKA ale postaraj sie po cudaki słowotwórcze które tworzysz są zalosne

wiesz co czytając tu twój post jak złorzeczysz dziewczynie w ciąży oceniam cię na poziomie,,dno i dwa metry mułu,, i to jest wszystko co ci tu napisze bo zwyczajnie to nie mój poziom

6 425 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-29 17:24:51)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999,  nie było wątpliwości smile
Ale taki już urok forum,  że nie zawsze oceniamy to, co nas osobiście dotknęło, często mamy odniesienie z otoczenia. Choć,.jak juz wspominałam, byłam wychowywana przez ojczyma, dobrego człowieka.
Albo mamy jakąś wizję,  teorię,  i do niej się odnosimy. Moja wizja takiego związku: Twoje dzieci to moje dzieci i vice versa, z niewielkimi odchyleniami. W takich sytuacjach jak Wasze zakładam, że odpuściłabym sobie taki cyrk. Święty spokój i dobro dzieci byłoby priorytetem.
Właśnie sytuacja,  kiedy z matką coś się dzieje i ojciec ma się zająć dziećmi, jest dobrym powodem do tego,.żeby w te stosunki z dziećmi choć minimum pokojowości wprowadzić. W sytuacji jak u LUSI, z okradaniem i bluzgami,  faktycznie,  ciężko. Ale...  tu nie ma grama dobrych chęci, może nie było nigdy, i przesadzili. Pozwolicie, że się nie wypowiem, bo nie jest moim celem tu kogokolwiek obrażać. Tak odbieram Wasze posty, jak to naprawdę wygląda i jaki jest Wasz stosunek do tych dzieci,  wiecie tylko Wy. Mnie ich po tych relacjach po prostu szkoda.
Kijm, "ona nie wymaga, a on nie chce wychowywać,  bo będzie skazany na porażkę i niechęć dzieci "...no, to super rodzice, tylko im pomnik postawić hmm Pozostaje więc mieć nadzieję,  że może ulica je wychowa".
Nie ma się co przekomarzać,  ani ja Was nie przekonam, ani Wy mnie. Wtrąciłam się, bo już od jakiegoś czasu mnie korciło. Może z nadzieją, że przeciwny punkt widzenia skłoni do odrobiny refleksji i zmuszenia tych Waszych partnerów do poczucia odpowiedzialności za dobre wychowanie własnych dzieci.

6 426

Odp: Być drugą i macochą

Tak jak ja jestem dno to co napiszesz o sobie LUSILJU.  Ja tez jestem w ciazy wiec tez mnie nie obrazaj.

6 427

Odp: Być drugą i macochą

gagatka0075
jak napisałaś - byłaś chowana przez ojczyma. Ja znam dziewczynę, której matka-wdowa wyszła za bardzo dobrego faceta, z którym miała kolejne dzieci. Moja koleżanka mówiła na niego "ojciec" i złego słowa na niego nie powiedziała.
Mi o tym, że dzieci M, to nie moje dzieci, najbardziej dobitnie przypomina ich rodzona matka smile tylko dlatego, że przykro jej, że jej córki mnie lubią i że jestem dla nich dobra i normalna. W niedzielę rano, młodsza przybiegła i przytulała się do mnie - chyba tak się nie robi wobec macochy-wampirki.... I do tej pory zamęt w głowach dzieci i niechęć do mnie zaszczepia eks, dla której chyba stałam się teraz wrogiem nr 1, wyżej w rankingu niż M, z którym teraz paradoksalnie chce rozmawiać, ustalać, wychowywać - coś na co nie miała ochoty nigdy wcześniej. Moja teoria i teoria M? Że teraz ma ochotę "zbliżyć" się do M, żeby niszczyć relację ze mną, która już nie jest przelotną znajomością jakie M miewał kiedyś, tylko stałym związkiem. Wcześniej M walczył przez sąd o ustalenie widzeń z dziećmi itd., bo eks nie chciała mu dawać dzieci na weekend, teraz wnioskuje o zwiększenie częstotliwości widzeń... czy to nie przypadek, że tak się dzieje od momentu, kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży? smile
W moim przypadku, najskuteczniejszym wrogiem dobrostanu psychicznego własnych dzieci jest ich matka - tak długo jak znam i obserwuję M, to dziewczynki ani ode mnie ani od M nigdy nic złego na jej temat nie usłyszały. Same były za to świadkami, jak przy dzieciach eks pytała M, kiedy za inseminował swoją kochankę. Wybacz, ale łatwiej mi teraz traktować ją z pobłażaniem godnym osoby niespełna władz umysłowych, niż dorosłego człowieka. Dlatego wiem, że mogę się spodziewać wszystkiego - z mordownią jaką miały kjim i lusilju włącznie... I tak ... cierpią dzieci przede wszystkim - tylko kto o to do cholery ma dbać - ich matka czy ja???

6 428

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 nie powinna sie tak przejmowac sytuacja w jej rodzinie akurat jej zle nie oceniam. Wiekszosc z was nie lubi pasierbow za to ze przyszly na swiat. Inne dzieci wam nie przeszkadzaja. Potrafie zrozumiec macoche ktora wogole nie przepada za dziecmi i nie chce miec wlasnych, to wiadomo ze pasierbow tez nie bedzie lubic. LUSILJU piszesz ze ja jestem same dno i dwa metry mulu a ty co jestes jak bys mogla to pozbyla sie corki meza na zawsze. Wy macochy chyba macie klub wzajemnej adoracji. Tylko dajecie sobie rady jak odizoliwac dzieci od ojca.

6 429

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

gagatka0075
jak napisałaś - byłaś chowana przez ojczyma. Ja znam dziewczynę, której matka-wdowa wyszła za bardzo dobrego faceta, z którym miała kolejne dzieci. Moja koleżanka mówiła na niego "ojciec" i złego słowa na niego nie powiedziała.
Mi o tym, że dzieci M, to nie moje dzieci, najbardziej dobitnie przypomina ich rodzona matka smile tylko dlatego, że przykro jej, że jej córki mnie lubią i że jestem dla nich dobra i normalna. W niedzielę rano, młodsza przybiegła i przytulała się do mnie - chyba tak się nie robi wobec macochy-wampirki.... I do tej pory zamęt w głowach dzieci i niechęć do mnie zaszczepia eks, dla której chyba stałam się teraz wrogiem nr 1, wyżej w rankingu niż M, z którym teraz paradoksalnie chce rozmawiać, ustalać, wychowywać - coś na co nie miała ochoty nigdy wcześniej. Moja teoria i teoria M? Że teraz ma ochotę "zbliżyć" się do M, żeby niszczyć relację ze mną, która już nie jest przelotną znajomością jakie M miewał kiedyś, tylko stałym związkiem. Wcześniej M walczył przez sąd o ustalenie widzeń z dziećmi itd., bo eks nie chciała mu dawać dzieci na weekend, teraz wnioskuje o zwiększenie częstotliwości widzeń... czy to nie przypadek, że tak się dzieje od momentu, kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży? smile
W moim przypadku, najskuteczniejszym wrogiem dobrostanu psychicznego własnych dzieci jest ich matka - tak długo jak znam i obserwuję M, to dziewczynki ani ode mnie ani od M nigdy nic złego na jej temat nie usłyszały. Same były za to świadkami, jak przy dzieciach eks pytała M, kiedy za inseminował swoją kochankę. Wybacz, ale łatwiej mi teraz traktować ją z pobłażaniem godnym osoby niespełna władz umysłowych, niż dorosłego człowieka. Dlatego wiem, że mogę się spodziewać wszystkiego - z mordownią jaką miały kjim i lusilju włącznie... I tak ... cierpią dzieci przede wszystkim - tylko kto o to do cholery ma dbać - ich matka czy ja???

Ja widzę to tak: matka ma dbać o dobro dzieci, jasne, a macocha ma tym dzieciom nie okazywać negatywnego podejścia,  zwłaszcza jeśli jest ono bardziej złością na Ex, a im się obrywa jako "pośredniczkom ".
I bardzo słusznie ją traktujesz, faktycznie ona musi być niespełna władz umysłowych. Nie warto przejmować się żadnym  słowem, które wypowiada. Na jej temat mam takie jak Ty zdanie. Ale aż strach pomyśleć,  że ktoś taki wypacza codziennie umysły dzieci. I ojciec tak naprawdę nic z tym nie robi. Nie rozumiem Cię, bo ja bym się starała go zmusić do zmiany zachowania wobec dzieci, do wprowadzenia zasad, do pokazania im innego życia, żądania poprawnego zachowania u Was i wobec Was. Piszesz, że one Cię lubią. A Ty, we wszystkich postach, nie sprawisz wrażenia odwzajemniajacej te uczucia. Starasz się dla nich, ale tak jakoś bardziej ze wzgledu  na M. Nie chcę się powtarzać, to Twoje wybory. Biedne te dzieci, bo tak jak u Kijm,  w sumie nikt ich nie wychowuje. A ktoś powinien, z pożytkiem dla wszystkich.

6 430

Odp: Być drugą i macochą

Skoro juz jestem dnem LUSILJU to z tego co piszesz mozna stwierdzic ze nie jestes dobrym czlowiekiem. Pewnie jak ktos stanie Ci na drodze to niszczysz totalnie.

6 431 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 11:34:52)

Odp: Być drugą i macochą
gagatka0075 napisał/a:

Biedne te dzieci, bo tak jak u Kijm,  w sumie nikt ich nie wychowuje. A ktoś powinien, z pożytkiem dla wszystkich.

Zgadzam się z Tobą gagatka. Biedne te dzieci. Jakbyś poczytała moje posty od początku wiedziałabyś, że przez pierwsze dwa, dwa i pół lata związku z M, w zasadzie tylko mi zależało na tym żeby były zadbane i wychowywane. Kiedy przyjeżdżały na weekend nadrabiałam zaległości higieniczne z tygodnia lub dwóch, bo potrafiły w jednym warkoczu uczesanym w poniedziałek chodzić przez tydzień. To ja zmywałam cztery obskrobane warstwy kolorowych lakierów z paznokci 3 i 4 latki. Dzięki mnie 3 letnia dziewczynka odzwyczaiła się pic mleko z butelki ze smokiem. A 4-letnia w końcu powiedziała , że nie musi spać już ze swoją pusią (tzn starą, styraną pieluchą tetrową, z która się nie rozstawała). Wierz mi, dołożyłam wszelkich starań żeby czuły się u nas dobrze. W moim własnym domu, wygospodarowałam dla nich pokój (tylko ich). Miały swoje łóżka, ubrania, bo matka nigdy tych ubrań na wizyty nie dawała, zabawki, ulubioną pościel ( o te szczegóły dbał ich tata).   Ja dbałam o to, żeby nauczyły się załatwiać samodzielnie, mówić proszę i przepraszam i dzień dobry jak do kogoś wchodzą.  Ich matce było to bardzo na rękę. Bo miała w tym czasie faceta, któremu się poświęcała bez reszty, skakała po dyskotekach łapiąc drugą młodość w żagle podczas gdy ja, odwalałam za nią czarną robotę. I co? I sielanka się skończyła jak facet zostawił niunię, a niunia obudziła się z ręką w nocniku i stwierdziła, że próbuję zastępować jej dzieciom matkę. W związku z czym zaczęło się nastawianie dzieci przeciwko nam, zakaz przytulania się do mnie, zakaz słuchania się mnie, bojkotowanie zasad , których ciężką praca nauczyliśmy dziewczyny przez ten czas.  Opowiadałam tu na forum wielokrotnie, jakie cyrki wyczyniała. Długo trwało za nim dotarło do mnie, że dla każdego dziecka matka, choćby była patologiczną matką , zawsze będzie najważniejsza, najukochańsza, zawsze będzie świętością i kropka. I , chocby nam sie to nie podobało, TAKA matka jest dla dzieci najważniejszym autorytetem. Kiedy zachowanie dziewczyn zmieniło się dzięki matce o 180 stopni, stwierdziłam że dobro moich dzieci jest tu dobrem nadrzędnym. Nie wygram z chorą , patologiczną matką i jeśli chce robić dzieciom sieczkę z mózgu i nie/wychowywać ich po swojemu, to przecież ani ja, ani M, ani jak się później okazało sąd tego nie zmieni.
Dobrem nadrzędnym dla mnie jest dobro moich dzieci. Ich dobre wychowanie i zapewnienie im spokojnego domu. Histerie pasierbic, które dzięki matce przybrały na sile, pyskowanie, arogancja, ignorowanie dorosłych nie było dobrym przykładem dla moich dzieci.
Więc powtórzę za Tobą: Biedne te dzieci. Zgadzam się z Tobą. Ale moim zadaniem jest wychowanie własnych dzieci. I pisałam tu kiedyś na forum, jeśli chciałabym zbawiać świat, ratować wszystkie skrzywdzone na świecie dzieci, to pojechałabym do Afryki i tam pomagała biednym dzieciom. Tu mam inne zadanie. Wychować swoje dzieci najlepiej jak potrafię. Nigdy nie chciałam być misjonarzem ratującym świat.
Dzieci mojego faceta mają matkę. Niech je wychowuje jak chce ( w niejednej patologi wychowują piątkę, szóstkę, ósemkę dzieci) i jakoś się ten świat kręci. I co? Do slamsów też mam pójść i na siłę uczyć dzieci z patologicznych rodzin dobrych manier? BO jestem macochą? Ciekawa jestem ile z Was , forumowiczek udzielających tu dobrych rad, piszących o empatii i wyższych uczuciach - pracuje jako wolontariusze w domach dziecka? Ile z Was podjęłoby się opieki bądź adopcji dziecka, jeśli wiedziałoby , że praw do dziecka zrzekła się alkoholiczka lub narkomanka?
Oczywiście , powiecie znowu: "Widziały gały co brały", że facet z przeszłością to Exowa w tle, dzieci i sratatata. Tylko, że ja też jestem po przejściach, też mam dzieci, tez Pana Ex w tle. I wydawało mi się to normalne. Mam poprawne relacje z Exem, dzieci mają z nim świetny kontakt, realnie współpracujemy w ich wychowaniu. Nikt mnie 4 lata temu nie uprzedzał, że rzeczywistość z Exową w tle będzie tak znacznie różnić od tej, którą znałam.

Odniosę się  jeszcze do Twoich słów wyżej: 

gagatka0075 napisał/a:

"ona nie wymaga, a on nie chce wychowywać,  bo będzie skazany na porażkę i niechęć dzieci "...no, to super rodzice, tylko im pomnik postawić

Zgadza się. Nie są idealnymi rodzicami.  Ale to nie znaczy, że ja mam Ich w tym wyręczać.

I widzę ogromne podobieństwo w zachowaniu Hhh999 , do mojego zachowania sprzed trzech, dwóch lat. Tylko ja zwracałam uwagę na to, że dziewczyny się źle zachowują, tylko mi zależało żeby umiały posługiwać się nożem i widelcem, tylko ja wyciągałam konsekwencje, tylko ja uczyłam, ze sprząta się zabawki po zakończonej zabawie. Cholernie mnie wkurzały zaniedbania Pani Ex. I te higieniczne i wychowawcze zaniedbania. Wszyscy naokoło je ignorowali i udawali, że tego nie widzą , albo co gorsza, USPRAWIEDLIWIALI JĄ I ZŁE ZACHOWANIA DZIECI. Tylko mnie wkurzało , ze dziewczyny są niekąpane od tygodnia i w piątek odbieramy je w podartych rajstopach i gumowcach w upalny dzień. Ja się wkurzałam (wielokrotnie wylewając swój żal na forum), a M ze stoickim spokojem stwierdzał : "co się denerwujesz - kupię nowe rajstopy", pomijając niedomytą od miesiąca gencjanę po przebytej miesiąc temu ospie, lub to, że nieobcinane paznokcie u nóg  wrzynają im się w skórę. Przystępowałam do natychmiastowej reanimacji sytuacji. Kąpałam, czesałam itd a po jakimś czasie dowiaduję się , że ciągam dziewczyny za włosy, jestem dla nich nie miła, krzyczę na nie, czegoś wymagam, czegoś się czepiam ( z ust dziewczynek, z ust Byłej, z ust rodziców M).  Skoro tak - moja reakcja " w tył zwrot" był natychmiastowa.
Nie mogę mieć wpływu na ich wychowanie, na ich zachowanie w moim domu - więc nie chce mieć z tym nic wspólnego.

6 432

Odp: Być drugą i macochą

Kjim a ja wspolczuje eks twojego partnera zostala sama z dwojka malych dzieci pewnie bylo jej ciezko. Miala prawo byc nerwowa i byc zla na eks.

6 433 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 12:41:38)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim a ja wspolczuje eks twojego partnera zostala sama z dwojka malych dzieci pewnie bylo jej ciezko. Miala prawo byc nerwowa i byc zla na eks.

I widzisz, znów wyciągnęłaś niewłaściwe wnioski. Wieloktotnie już pisałam. NIE BYŁAM PRZYCZYNĄ ICH ROZWODU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Exowa odeszła od M sama. Wyprowadziła się z kochankiem do innej miejscowości zabierając ze sobą dwoje mniejszych dzieci. Wywalczyła alimenty a potem podrzucała dzieci do M ile wlezie, bo za alimenty fruwała od klubu do klubu. I nie z dwójką, a z trójką, bo jak się poźniej okazało,nastoletni wówczas syn  (początkowo mieszkał z M) , był w gimnazjum i zaczął wagarować, opuszczać się w nauce. M podjął kroki wychowawcze. Zaczął od ograniczeń komputera, wyjść wieczornych itd. I co? I Młody stwierdził, że skoro tak, to On idzie mieszkać do matki. Ex ucieszona, bo alimenty skoczyły w górę, a syn w tej chwili prawdopodobnie nie przystąpi wogóle do matury, bo jego frekwencja i wyniki w nauce na to nie pozwolą.   

Także , biedna w Twojej ocenie Exowa zafundowała sobie ( i dzieciom) takie życie na własne życzenie.

marza2 napisał/a:

Miala prawo byc nerwowa i byc zla na eks.

A niby jakie ma prawo być zła na Niego? Za własne wybory może być zła sama na siebie. Oczywiście , że teraz żal d..ę Jej ściska, ale to był tylko i wyłącznie Jej wybór.


Jeśli w Twojej ocenie samotna matka z dwójką małych dzieci, po rozwodzie jest biedną, wymagającą współczucia kobietą to uświadomię Cię również , że 6 lat temu , mając 30 lat, dzieci w wieku 2,5 i 4 lata zostałam sama, bez pracy , bez środków do życia (urlop wychowawczy, niepłatny).

Trochę trwało zanim osiągnęliśmy z Byłym mężem etap porozumienia, który mamy teraz, ale nigdy, nigdy nie pomyślałam o sobie "o ja biedna nieszczęśliwa, zostałam sama, bez pracy z dwójką małych dzieci......"

Świat nie jest zerojedynkowy. Sytuacje są różne u różnych ludzi, a Ty nie wykazujesz nawet odrobiny dobrej woli, żeby zapoznać się z naszymi historiami, a ośmielasz się rzucać oceny na prawo i lewo . Wrzucasz wszystkich do jednego wora i oceniasz przez prymat tylko i wyłącznie swoich doświadczeń . Brakuje Ci szerszego spojrzenia.

6 434

Odp: Być drugą i macochą

Kjim a jak partner odnosi sie do twoich dzieci z poprzedniego zwiazku?

6 435

Odp: Być drugą i macochą

Tez wiele razy już o tym pisałam. Jeśli faktycznie jesteś tego ciekawa , poszperaj na forum.

Posty [ 6 371 do 6 435 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 97 98 99 100 101 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026