netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 204 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 96 97 98 99 100 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 306 do 6 370 z 8 269 ]

6 306

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

.....a wyobrażasz sobie kochana jak twój syn pojdzie na studia albo wyprowadzi sie z domu ?

Wtedy Chceuciekacstad zrobi w pokoju syna ołtarzyk, zakaz wstępu obcym, zakaz ruszania w pokoju syna czegokolwiek, bo...... bo to Jego pokój :-))


edit:
To żart taki !!! W myśl zasady "relikwie mojego syna są nietykalne"!


hehe , jak mój syn się wyprowadzi np. na studia to i tak będzie przyjeżdżał do domu... póki nie znajdzie innego własnego to tu ma dom smile

Młody ma dobry kontakt z moim synem, na tym tle nie było nigdy najmniejszych problemów.
To starzy nie potrafią się dogadać smile.

6 307

Odp: Być drugą i macochą

Hh999  szarpiesz się i wkurzasz hmm .. a powinnaś wypoczywać i mieć spokój Bidulko

6 308 Ostatnio edytowany przez josz (2016-02-13 21:28:57)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

To znowu ja smile

wczoraj były dziewuchy, zrobiłam obiad, poleciałam na szkołę rodzenia. W miarę spokój, ale .... mój M nienawidzi swojej żony. Pewnie to lepsza opcja, jakby miał latać i tańczyć jak mu zagra, ale kuż-wa, on też ją prowokuje. Starsza pasierbica miała następnego dnia sprawdzian, była zupełnie nieprzygotowana - M przerobił z nią 10 stron z 20. Zamiast napisać matce, że przerobił tyle i tyle i koniec, to napisał jej coś w duchu, że córka powinna dzisiaj powtarzać materiał, który powinna nauczyć się wcześniej. Wiecie co, mnie jak to usłyszałam - szlag trafił. Oczywiście wiedziałam, że zacznie się pogłębiona dyskusja na temat nauki dziewczyn, którą przerabiamy mniej więcej raz na kwartał. Od rana eks pisze do M sms, gdzie apeluje do niego o większe zaangażowanie rodzicielskie (tj. teraz eks chce zwiększenia częstotliwości spotkań - już kiedyś pisałam - zapewne teraz jej tak wygodniej plus uważa, że dodatkowo może tak "dosrać" M, bo do tej pory to raczej robiła wszystko, żeby kontakty z córkami mu ograniczyć) i pyskówka trwa. Eks nie wie, że rozmawia ze  mną, bo odpowiedzi piszę ja.... M zaraz dałby jakąś plamę, ja jestem bardziej polityczna. No cóż.... mój ojciec skończył AWF, a brat ma doświadczenie sędziowania meczy piłki nożnej kobiet, oboje twierdzili zgodnie, że jak baby się biorą za czuby, to trup się ściele i żadna nie odpuści... I tak też od rana ona pisze, ja odpowiadam. Lekko złośliwie, ale przynajmniej niezaczepnie, bo tak pisałby M. I powiem Wam, że mnie to wkurza!!!! wkurza mnie, że M też prowokuje eks i po cholerę. Uzgodniliśmy wczoraj, że pisze tylko o tym ile przerobił do sprawdzianu, ale ten nie wytrzymał i dodał swoje trzy grosze i jest jazda .... noż mówię Wam, czasami bym M też zdzieliła bo ja hołduję zasadzie "masz spokój, daj spokój", ale nie - musiał wsadzić kij w mrowisko. No więc piszę od rana z jego eks przerzucając się argumentami - ona swoje, ja swoje ...... Po cholerę .....
Ale to wina M i już go o to zbeształam wczoraj.... "znam" jego żonę z praktyki może z 8 miesięcy, a już wczoraj wiedziałam że będzie awantura i oczywiście jest.

Witaj, przeczytałam wszystkie Twoje posty i myślę, że dla dobra Waszej rodziny przydałaby się pomoc mediatora (nie terapia małżeńska - śmieszne), dla Twojego M i jego ex w kwestii porozumienia w sprawie wychowania i edukacji dzieci.
Podziwiam Cię za Twój spokój, opanowanie i racjonalne podejście do problemu, bo problem jest niemały i będzie się nawarstwiał.
Ex z premedytacją dąży do tego, aby dzieci zniechęcić do ojca, dyskredytuje go w rozmowach z nimi (to pewne - "nie daje pieniędzy"), powoduje sytuacje, gdzie czas spędzony z ojcem, to najczęściej te niemile dla dziewczynek chwile związane z nauką (ferie z mamą- sama przyjemność, z tatą - niestety nauka), jednocześnie dąży do skonfliktowania Was (pomysł z oddaniem mu córek na stałe).
On chce je przekupić drogimi prezentami i tym sposobem strzela sobie w kolano.
Przy okazji obrywa się Tobie, jesteś w ciąży, a jednak wiele z tych sytuacji mocno Cię irytuje, a powinnaś mieć komfort psychiczny.
Sama obawiasz się, że narodziny dziecka jeszcze pogłębią te wszystkie problemy i niestety Twoje obawy nie są bezpodstawne.
Masz rację twierdząc, że dziewczynki są rozpuszczone, ja powiem - źle wychowane. Nie są nauczone pracy, obowiązku, rodzice nie wypracowali w nich nawyku i umiejętności nauki i odpowiedzialności, obydwoje ponoszą za to winę.
Są to kwestie na które mieli wpływ i zbagatelizowali je, jednak jest jeszcze problem, na który obydwoje mają ograniczony wpływ, mianowicie cechy charakteru ich dzieci.
Starsza córka ma słabe oceny (choć 4 klasa to duży przełom w życiu dziecka, jednak masz rację, ona nie jest "średniakiem").
Jeżeli dziewczynka ma w nosie swoje marne wyniki w nauce, tzn, że nie ma ambicji i tu jest pies pogrzebany, Jak spowodować żeby dziecko było ambitne??? Nie wiem.

Moja córka (dziecko o przeciętnych uzdolnieniach do tego ze zdiagnozowaną dysortografią, a jest to dysfunkcja nie ograniczająca się tylko i wyłącznie do problemów z ortografią), wymagała dużo mojej pracy nad nią. Miałam to szczęście, że nie była zbyt leniwa, choć często też musiałam z nią powalczyć.
Wymyśliłam sobie, że sukces w szkole może zachęcić ją do dalszego działania i pobudzenia ambicji. Niestety nie miała szansy w konkursach matematycznych czy językowych, ale za to wygrywała szkolne konkury piosenki, dostawała nagrody (pozaszkolne) za prace plastyczne, sukcesem była także każda "5" ze sprawdzianu, za "6" dostawała kasę, bez względu na przedmiot, a przede wszystkim gratulacje. Zależało mi na tym, żeby radość z sukcesu przekłuła na dalszą prace nad sobą.
Moja córka uczyła się sama, ale na "pół gwizdka", gdybym jej nie docisnęła miałaby 3 i 4, "zaskoczyła" w 3 klasie gimnazjum, gdzie skończyła szkołę z wyróżnieniem i dostała się do dobrego liceum.

Dla starszej córki Twojego M, to już ostatni dzwonek. Dlatego rodzice powinni w tej kwestii iść jedną drogą, a ponieważ się nienawidzą, dlatego sądzę, że pomoc mediatora i ustalenie wspólnych działań (przy dobrej woli obydwojga) może wyjść z korzyścią dla dzieci i dla Was wszystkich.
Rozumiem trochę Twoją wink ex. Kobieta kończy pracę, czy odbiera dzieci o godz. 17, wraca do domu zmęczona i ma do ogarnięcia dwie leniwe i krnąbrne dziewczyny (4x w tygodniu!).
Tymczasem ojciec tylko raz sad, stąd może jej bezustanna frustracja i niedocenianie jego wkładu pracy, do tego nienawiść).
Tymczasem Wy dzielicie pomoc na dwoje, a ona jest z tym wszystkim sama.
Sprawiedliwiej (po polskiemu) byłoby, gdyby ojciec brał dziewczyny dwa x w tyg.
Dlatego mediator mógłby pomóc, także w kwestii tych nieszczęsnych zajęć dodatkowych.
Straszny elaborat napisałam, dlatego nie chcę już rozwodzić się na tą kwestią.
Jedno tylko zdanie w tym temacie - uważam, że zajęcia z akrobatyki to całkowite nieporozumienie.

6 309

Odp: Być drugą i macochą

Drogie Panie ktore macie pasierbow. Skad u was tyle zlych emocji w stosunku do niewinnych dzieci? Co one zlego zrobily zyja to ich wina? Im nie jest latwo i tak. Kiedys ktos tak okrutnie moze potraktowac wasze dzieci.

6 310

Odp: Być drugą i macochą

Droga/drogi marzo2

1. poczytaj indywidualne historie kobiet, które się wypowiadały w tym wątku, a "niewinne dzieci" zaczną jawić ci się w inny sposób
2. ja ................ ja do dzisiaj się starałam być dobrą, przyzwoitą macochą - taką co ugotuje, przytuli, pogada z dzieckiem, uspokoi, zrobi lekcje. Nie wiem, czy po tym weekendzie mam na to siłę .............dzięki "niewinnej" 9 latce, która zaczyna się jawić mistrzynią manipulacji.

Ojciec owej dziewczynki, mój partner, jechał w piątek 700 km żeby zobaczyć się w weekend z dziećmi. Dzieci odebrała jego matka i pojechały do niej, gdzie miały się spotkać z dziadkami i kuzynką. W międzyczasie, jak mój M był w trasie, okazało się że w sobotę jego córki mają jakiś koncert. Miały w sobotę być u babci a potem wracać do nas uczyć się, ponieważ owa 9 latka (nazwijmy ją MM) ma w poniedziałek sprawdzian. Ojciec zadzwonił do córki i pyta co to za koncert, a ona że ona nie wie, ani kiedy, ani w ogóle o co chodzi, niech sobie zadzwoni do matki, na co mój M mówi, żeby mu dała babcię. Odpowiedź córki - sam sobie zadzwoń do babci.... i rozłączyła się. Niestety M nie miał telefonu do swojej matki, ani do młodszej córki, ponieważ zmienił telefon i na karcie sim nie były umieszczone wszystkie kontakty, a drugi telefon miał rozładowany. Dzwonił do córki kilka razy, a ta .... go za każdym razem kilowała - odrzucała rozmowę z nim. Kiedy M wrócił do domu, był w szewskiej pasji, doładował trochę drugi telefon, spisał numer i zadzwonił do swojej matki z pytaniem co się dzieje. (potem babcia puściła farbę, że MM tupała i darła się, że nienawidzi ojca). M kazał córce oddzwonić natychmiast, ta oddzwoniła i w rozmowie była tak bezczelna, że ojciec kazał jej się pakować, że za pół godziny przyjeżdża po nią i wracają do domu. Co się działo później to historia ... najważniejsze fakty to taki, że młoda powiedziała że nie pójdzie, czekaliśmy na nią ponad godzinę aż się uspokoi aż w końcu ojciec doprowadzony do ostateczności, próbował wziąć ją pod pachę i siłą zanieść do samochodu. Dodam, że była 23 wieczorem. Młoda robiła taką awanturę, tak się darła, że wrócił z nią do domu i kazał jej zadzwonić do matki. Po pewnych pertraktacjach wróciła do domu matki.....................
dzisiaj okazało się, że "dziecko jest obolałe i ma obrażenia" co jest ku...wa wierutnym kłamstwem ponieważ nic się nie stało jej złego. wyrywała się i szarpała, kiedy ojciec ją próbował wziąć na ręce i zanieść do samochodu. To była taka schiza, że babcia była kłębkiem nerwów, powiedziała że nigdy nie widziała, żeby dziecko tak odnosiło się do ojca. Co więcej dzisiaj też odwoziliśmy młodszą córkę do matki, która to napadła na mnie i wydarła się, że nie pozwala mi krzyczeć na córki itd. (przysięgam, jestem oazą spokoju, nakrzyczałam na nie w ciągu ostatniego pół roku może z 3 razy w bardzo konkretnych okolicznościach - jak chodziażby wtedy kiedy okładały się pięściami). Co karygodnego powiedziałam zatem w piątek - w jednym momencie po dwóch godzinach powiedziałam podniesionym głosem (ale nie krzykiem) "MM jak możesz tak traktować swojego ojca". Co się dowiedziałam od eks - że moje dziecko to bękart (już M słyszał o inseminacji, "złotym strzale" itd.), jeszcze zaserwowała w moim kierunku kilka uszczypliwych uwag, natomiast M został poinformowany, że "odpowiednie służby zostaną poinformowane o obrażeniach".

I co jest najtragiczniejsze? Gówniara, bo nie wiem jak nazwać pasierbicę, nocną akcję z przyjazdem matki uzasadniła prześladowaniem przez ojca i pewnie przeze mnie też. Bo przecież jeżeli matka jest wzywana o 23.00 do byłej teściowej, to jakoś się trzeba wytłumaczyć. Wytłumaczyła się.... pięknie.... obwiniając o to wszystko swojego ojca, co matce bardzo odpowiadało. I wiesz co ............. jestem doradcą podatkowym, pochodzę z bardzo tradycyjnej ultrakatolickiej rodziny, zawsze przez całe życie kierowałam się zasadami takimi, żeby być dobra, wielkoduszna, niemałostkowa ......... i wiesz .......... w obliczu tego, co widzę teraz na moim M, jak on przeżywa tą sytuację, jej potencjalne konsekwencje, z powodu manipulacji ........... sory, ale po prostu od wczoraj nie potrafię myśleć o niej inaczej jak "gówniara" to mnie skręca. Facet totalnie zakochany w swoich córkach, zbudował dla nich dom, żeby miały dobre warunki, na gwiazdkę gówniara dostała od ojca - komputer, globus gadający, jakieś ciuchy, drogą szczotkę do włosów itp., ojciec zabrał je na tygodniowe ferie do Zakopanego gdzie je rozpuszczał różnymi atrakcjami, jest na kazde ich zawołanie jak im potrzebne jakieś cholerne mundurki na występ (jeździ nocą do znajomych, żeby pożyczyć), to chce mi się wyć. I nazwanie mojego nienarodzonego dziecka przez eks "bękartem" mam w dupie, ale ........... ten facet, który teraz obok mnie leży i śpi, jest kłębkiem nerwów. I powiem Ci jedno - on ją kocha z całego serca, ja..... ja ją traktowałam jak swoją bratanicę - ze szczerą serdecznością. Dzisiaj .......... dzisiaj jej nie chcę widzieć na oczy, bo to podła manipulatorka, która nie szanuje swojego ojca, ustawia go jak smarkacza. Chce mi się płakać, kiedy widzę jego smutek, bo w niczym sobie nie zasłużył na to, niczym.....
Niewinne dzieci......... jeszcze miesiąc temu sprzeczałam się z kilkoma forumowiczkami, że te dzieci są biedne i zagubione. Z pewnością i takie też niektóre są. Moja pasierbica MM okazuje się cwaniarą. I wiesz ...... nie mam do niej sympatii ani krztyny. Młoda napluła mi w twarz za obiadki, deserki, pełną lodówkę, szufladę z łakociami. I wiesz - zamierzam ją zapytać wprost, kiedy na nią nakrzyczałam - niech mi powie. A kiedy powie, a ja znam odpowiedź na to pytanie, poślę to jej matce z żądaniem przeprosin. Na dzień dzisiejszy, cieszę się że jej nie zobaczę wcześniej niż do czwartku. I mam ją aktualnie w nosie, skończy się pytanie na co masz ochotę na obiad. Będę robiła to na co ja mam ochotę i nic mnie nie obchodzi, czy jej to smakuje czy nie. W czwartek zrobię łososia - ona nie lubi ryb, z sałatą (woli mizerię) i dzikim ryżem (pamiętam, że ostatnio jej nie smakował, a młodszej pasierbicy i owszem). Mam dość nadskakiwania - a co byście zjadły .... pierogi....a z czym ... a .... jedna ruskie, druga chce z mięsem ..... Kuź-wa nie...... nie.... i jeszcze raz nie......

To co natomiast najbardziej dosra ich matce, to sytuacja kiedy będziemy mieli tu szczęśliwy dom z naszym synem. Już powiedziałam M, że jak nasz syn się kiedykolwiek tak do niego odezwie, to ma prawo, a nawet obowiązek, przywołać go natychmiast do porządku. Jeżeli usłyszę od mojego syna "nienawidzę Cię" skierowane do ojca, to wierzcie mi w tym samym momencie pożałuje, że się odezwał. Nie wyobrażam sobie tego..... Nie wyobrażam sobie traktowania ojca jak smarka do spełniania życzeń/rozkazów, jak traktuje go MM.

Niewinne dzieci ... poczytaj na forum o pasierbach okradających "złe macochy".... poczytaj.... nie sądziłam nigdy, że ja będę patrzyła na dziecko szczęśliwa, że nie jest moje i przysięgała sobie, że nie wychowam takiej kanalii. Kiedy ojciec powiedział jej, że zabierze ją siłą do samochodu, ona powiedziała "nie, bo pójdziesz do więzienia"... spodziewam się, że ta młodociana kreatura tak się wyżaliła swojej matce, że M będzie miał mocne nieprzyjemności. Całej sytuacji przyglądałam się ja i matka M, która do dziś przeżywa to co zobaczyła. Ja to już widziałam kilka razy, bezczelna manipulatorka. No coż .... prawda jest taka, że to niestety gra, która obróci się przeciwko niej. Myślę że ojciec po pierwszym szoku dochodzi do siebie. Powiedziałam mu co myślę na temat jego córki, że to ona zmanipulowała eks, której szczerze mówiąc "w to mi graj". M czuje się tak zraniony, jak zbity pies..... nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Cierpi facet, którego kocham, który kuź-wa za swoje córki dałby się 1000 razy pokroić. Widzę jak to przeżywa, jak jest skołowany, jak po prostu CIERPI jak zraniony rodzić, któremu nóż w plecy wbiła ukochana córka.

Ja niestety szybko zapominam......... ale wiesz ........... piszę to na forum, tego posta, specjalnie dla Ciebie i dla siebie ... żebym kiedy patrzę w te "niewinne oczęta" 9 latki, nie dała się zwieść, tylko wróciła do tego posta i przeczytała. Co manipulatorka i intrygantka zrobiła własnemu ojcu

6 311 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-14 03:36:02)

Odp: Być drugą i macochą

jest mi tak cholernie źle po tym piątku i sobocie. Kiedy myślę o tym, jak bardzo serdecznie starałam się zachowywać wobec MM, czuję się jak w matriksie. Jest noc, M zasnął godzinę temu, ja nie mogę. Nie potrafię go dość serdecznie przytulić, żeby chociaż trochę wynagrodzić mu olbrzymią niesprawiedliwość, której doznał od własnej córki. Swojej ukochanej, która wieczorami go woła, żeby usypiał ich i zasypiał razem z nimi. Jego córki mają więcej ciuchów niż ja - on je obkupuje tak, że ostatnio powiedziałam, że nie pozwalam mu na kupowanie kolejnych sukienek na lato, których mają po kilkadziesiąt (po 30 może po 40 każda). Nie dalej jak dwa tygodnie temu wpłacał kasę na wakacje letnie, wynajął na 2 tygodnie apartament w Świnoujściu, co będzie kosztowało przeszło 6 kPLN - bo dziewczynki lubią Świnoujście.......... Gry, zabawki, komputery, baseny, koniki, weekendy podporządkowane nim...... dziś widziałam w jego oczach prawdziwy ból. I chciało mi się wyć....  Jak ona mogła.... jego córka.... takie zachowanie 9 latki.... ręce opadają, a mi łzy lecą ciurkiem teraz, bo nie potrafię normalnie funkcjonować ze świadomością takiej niesprawiedliwości.........

I wiecie co ... M miał dzisiaj taki moment, że prawie się załamał - mówi "niech mi zabiorą prawa rodzicielskie, skoro jestem takim złym rodzicem", a potem "jak one nie chcą się ze mną widywać, to nie będę na to nalegał".... Mówił to drżącym głosem, a ja .... musiałam mu mówić, że to nieprawda, że on tak nie myśli, że jest potrzebny swoim córkom, że z każdej takiej ciężkiej sytuacji trzeba wyciągać coś konstruktywnego, że musi porozmawiać z MM poważnie, że MM zrozumie, że postąpiła źle, że była sfrustrowana, że tak nie myślała, że była nieświadoma itd. Wiecie jak mnie serce bolało, kiedy to mówiłam, a tak naprawdę z każdą chwilą czułam, jak tracę sympatię do MM.
I trzeba będzie być przyzwoitym.... będę musiała się zebrać i przestać o MM myśleć "gówniara", ale dzisiaj sobie pozwalam na tą słabość, bo jest mi niewypowiedzianie przykro. Wiem, że jestem taka, że będę ją próbowała usprawiedliwiać, szukać uzasadnienia takiej sytuacji, ale dzisiaj nie chcę ..........  dzisiaj chcę jakby to powiedzieć "dotknąć dna". Nie zostawię M z tym samego, a jak znam życie, to okaże się, że to ja muszę być tą silniejszą, tą która będzie załagadzać, tonować, mediować... Nie dalej jak wczoraj powiedziałam M, że po przeglądzie ciuchów dziewczynek uważam, że jeszcze tylko trzeba kupić 2-3 pary spodni dla MM. Więc pewnie ja przypomnę M o tym... Dziś czuję to jak brzemię, które na moment zostawiłam w szatni, ale od dzisiejszego ranka, będę musiała znowu je zarzucić na plecy, ze względu na M.

6 312

Odp: Być drugą i macochą

josz

dziękuję Ci, za to co napisałaś. Dzisiaj już nie mogę emocjonalnie nic napisać, bo jestem w rozsypce, a do rana muszę się pozbierać. Dzisiaj powiedziałabym - mam w nosie pasierbice, co mnie to obchodzi. Jutro się mam nadzieję obudzić i szukać rozwiązania konstruktywnego. Takiego, które pozwoli mi być zarówno w zgodzie z sobą (a zatem żyć w przeświadczeniu i wierze, że ludzie są co do zasady dobrzy), jak i skonfrontować się z rzeczywistością. A rzeczywistość w ten weekend wygląda jak koszmar.... Ale jeszcze raz - serdecznie dziękuję. Odpowiem jak się poskładam .... smile

6 313

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
Odniosę się do wydarzeń, które opisałaś, a które tak Wami wstrząsnęły.
Nie jestem psychologiem i od razu zaznaczam, że będzie to moja subiektywna opinia.
Z informacji jakie przekazałaś wcześniej wynika, że M rozstał się z ex, gdy dzieci miały 3 lata i 1 rok, więc sytuacja gdzie rodzice mieszkają oddzielnie, a dzieci odwiedzają ojca jest dla nich codziennością. Nie można tłumaczyć zachowania córek (zwłaszcza starszej) traumą z powodu rozwodu rodziców.
Wydaje mi się, że karygodne zachowanie MM jest kumulacją złego wychowania (koszmarnego rozpieszczania), materializmu rodziców, dyskredytowania przez matkę ojca w oczach dzieci (jawne lekceważenie, nienawiść), powalające wręcz lenistwo córek i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za własne czyny.
Do tego wszystkiego, prawdopodobnie ex dostaje amoku na myśl o mającym narodzić się Waszym dziecku. Nie wiadomo jak ten fakt komentuje w domu.
Hh999 rozumiem, że żal Ci M, chcesz go wspierać, ale przede wszystkim myśl o sobie i dziecku. Takie wrażenia są Ci teraz najmniej potrzebne.
M cierpi, ale jest facetem i musi poradzić sobie w tej sytuacji, nie może wspierać się na Tobie, jeśli chce żebyś wydała na świat zdrowego syna i o czasie.
Uważam, że bez względu na wydarzenia jakie nastąpią wkrótce (zmasowany atak ex, ewentualnie złowroga cisza), M powinien udać się po poradę do prawnika zajmującego się sprawami rodzinnymi, a także skorzystać z porady, czy wręcz terapii psychologa (dziecięcego?), po to, żeby nauczyć się mądrej miłości do dzieci.
Jest oczywiste, że ojciec nigdy nie kupi miłości dzieci górą prezentów, wręcz przeciwnie, będą żądały coraz więcej nie okazując wdzięczności, będzie dla nich "jeleniem".
Pisałaś, jakie prezenty dziewczynki dostały pod choinkę. Szczęka mi opadła, nie z wrażenia bynajmniej, a z przerażenia.
Przypomniała mi się od razu scena z I części Harrego Pottera, gdzie rozpieszczony kuzyn głównego bohatera na urodziny dostaje górę prezentów, w liczbie 37 (wymyślam, bo nie pamiętam dokładnie) i oburzony woła; dlaczego tylko 37, w ubiegłym roku było 38!, a skuleni rodzice tłumaczą, na tak, ale te prezenty są większe, ale ja chcę 39! wrzeszczy synalek, dobrze synku, pojedziemy do sklepu i dokupimy sad
Tak też skończy Twój M. Pisałaś, że on jest zdania, że człowiek wart jest tyle ile posiada, a nie kim jest (może trochę przeinaczyłam) i kierując się taką zasadą zabrnie w ślepą uliczkę, właściwie już tam jest.
Nie rozumiem co on chce tym udowodnić i komu; kupić dzieci (pudło), dowalić ex (w jakim celu i tak przegrywa), zaimponować otoczeniu (chyba ludziom o podobnych poglądach).
Jaki będzie tego efekt? Dziewczyny będą cienko przędły w szkole (matka zadba o to, żeby wiedziały, że to przez ojca), jednocześnie będą opływać w wszelkie dostatki (zawsze będzie mało, zwłaszcza, gdy zaczną dorastać), pójdą do marnego liceum, następnie na prywatne studia (o ile zdadzą maturę) za które ojciec zapłaci, bo raczej nie dostaną się na studia dzienne na państwową uczelnię (może na np. filologię czeską), za to dostaną samochody na 18-stkę, wypasione wakacje, bo im się należy.
Będą doiły z niego do śmierci, wpędzając go jednocześnie w poczucie winy, bo przecież ich porzucił.
Dlatego M powinien skorzystać z fachowej pomocy.

6 314

Odp: Być drugą i macochą

Hej, dziewczyny, dawno nie pisałam w tym wątku, chociaż działo i dzieje się u mnie wiele.
Z moim mężem żyjemy na stopie wojennej już od dłuższego czasu a rozwód wisi w powietrzu.
Czekam na pozew, wiem, ze taki obrót sprawy jest nieunikniony, może i lepiej dla nie.

Wiem, ze nigdy nie wygram z córka męża, ta wstrętna, chamska po tatusiu jego najukochańsza
księżniczka ostatnio zrobiła ze mnie szmatę przy dziewczynach w biurze, myślałam, ze mnie szlag trafi.
poskarżyłam się mężowi, bo mi już ręce opadły.
I to był mój kolejny błąd,
Dowiedziałam się, ze to maja wina, ze po co tam lazłam i ja zaczepialam, ze ona nie ustąpi, bo zawsze ustępowała, hahaha, dowcip roku, i dostałam zakaz wstępu do biura, kiedy ona tam jest.
Mam w dupie to biuro, ale za nim jest pralka z suszarką, wiec pranie mogę robić tylko w dni, kiedy biuro
nie pracuje, albo w nocy.

A wczoraj usłyszałam, od męża, ze nie lubię jego córki i tak nie może być!!!!

KONIEC

6 315

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze czasami pasierbowie potrafia byc wredni. Tylko ze ja patrze na to z drugiej strony jestem ciocia prawie 12 letniej dziewczynki ktora delikatnie mowiac nie jest zbyt dobrze traktowana przez macoche. Szlak mnie przez to trafia.  Jak czytam do tego jak macochy prosza siebie nawzajem o rade jak ograniczyc kontakty czy obnizyc alimenty to asz mi sie przykro robi ze kobiety potrafia byc tak bezduszne.

6 316

Odp: Być drugą i macochą

Wspolczuje wam zaistnialej sytuacji.

6 317

Odp: Być drugą i macochą

dorula

mój poprzedni facet, kiedy opowiadał mi na początku znajomości o swoich "ograniczeniach", jak między innymi problem ze ścięgnami dłoni i stóp, wymienił jako swój "defekt" jako potencjalnego partnera, konieczność finansowania rodziców. Jego rodzice byli na emeryturze i rencie, naprawdę żyli bardzo skromnie i on się dokładał im do domowego budżetu jako ich syn jedynak. Wierz mi, że patrzyłam na niego jak na przybysza z obcej planety, że to mówił, ponieważ obowiązek wobec rodziców do pomocy im uważam za coś tak oczywistego, że gdybym zauważyła że on tego nie robi, że postępuje przeciwnie, to bym była bardzo zniesmaczona i rozczarowana. M nie tylko płaci wysokie alimenty, ale od strony materialnej ich córki mają wszystko. Właśnie siedzę w ich sypialni - telewizor na ścianie, playstation, odtwarzać dvd, wieża, sprzęt do karaoke, elektroniczne pianinko Yamachy (prezent dla młodszej pasierbicy na 7 urodziny), zabudowana garderoba pełna ciuchów, lalki-bobasy o pachnących włosach... ja jestem wredną macochą istotnie. Bo ilekroć on kupuje coś córkom, nic nie mówię, zazwyczaj kręcę głową i mówię mu, że rozpuści je - nie chodzi o kasę, ale o to, że one mają WSZYSTKO za nic. To co mają nie niesie z sobą ŻADNEGO waloru wychowawczego. Nie ma w tym żadnego wysiłku, żadnej wdzięczności i uświadomienia sobie, że ojciec to wszystko robi ze ślepej miłości do nich.
Wiesz na ile jego żona oszacowała koszt miesięczny 2 córek - 7.200 zł łącznie? Nie chodzą bynajmniej do prywatnych szkół, nie jeżdżą do szkoły mercedesem z szoferem, nie jadają na śniadanie kawioru... Nie chodzi o niepłacenie na dzieci, ale o jakiś racjonalizm w tym wszystkim. I wiesz.... ja bym i sobie kupiła spokój kasą, ale to tak nie działa... A płacenie alimentów uważam za święty obowiązek rodziców.....

Josz
ja się z Tobą absolutnie zgadzam - nie podoba mi się wychowywanie dziewczynek i ich rozpasany konsumpcjonizm. Już kilka razy powiedziałam M, że sobie nie życzę rozpuszczania Jasia, że chcę żeby doceniał wartość tego co dostaje i żeby wiedział, że w życiu mało co przychodzi lekko, że trzeba na wszystko zapracować i zasłużyć. Moi rodzice byli dość surowi, dostawałam wszystko co potrzebowałam do dobrego rozwoju (książki, pomoce naukowe), dużym nakładem finansowym posłali mnie do prywatnego liceum (Urszulanki - spełniałam marzenie mojej matki, której matki nie stać było na posyłanie córki do szkoły z czesnym) - za co wszystko byłam nauczona okazywać wdzięczność obowiązkowością i generalnie - wiedziałam że mnie kochają i dają mi to co dla mnie najlepsze, odmawiając sobie przyjemności. Ale często jako dziecko słyszałam "nie, nie dostaniesz tego bo to ci nie potrzebne", "nie weźmiesz tego do szkoły, bo innym dzieciom mogłoby być przykro, że czegoś takiego nie mają", "nie włożysz do szkoły tych jeansów" tylko musiałam nosić sukienkę-tunikę którą na początku roku szyła mi mama do 8 klasy włącznie, "masz nie brać pomarańczy do szkoły (w latach 80tych dobro deficytowe, dla wiedzy "młodszych" formowiczek, tylko jeść w domu, bo nie możesz poczęstować całej klasy jedną pomarańczą" itd. Zreszta ... po co to piszę...
M jest w pułapce, bo on jest taki szczęśliwy jak jego córki są zadowolone. Dla niego - dziecka komunistycznego niedoboru, dawanie to okazywanie miłości a daje im nie tylko rzeczy materialne, ale naprawdę poświęca im swój czas.... ale to i tak wszystko dziewczynom przychodzi za łatwo.... a czego je wyuczył? Ostatnio MM zapytała, czy pojadą kupić jakiś prezent bo dostała 4+ ze sprawdzianu z przyrody. Mnie trochę przytkało, bo M uważał że to uzasadniona prośba. Mówię mu - jak na koniec roku będzie miała dobre oceny, to rozumiem, że można jej jakąś niespodziankę kupić w nagrodę.... Boże, ja jedyne nagrody za naukę dostawałam w szkole na koniec roku, bo dla moich rodziców to było takie oczywiste, że skoro mam wszystkie książki, wszystkie pomoce i ich też do wsparcia w nauce i nie jestem dzieckiem z problemami, to ja MUSZĘ mieć dobre oceny, bo tego wymaga przyzwoitość .... Napisalam, tak jak zauważyłaś, że pod tym względem M i jego eks byli dobrani doskonale - dla nich samochody, domy, kasa mają ogromne znaczenie. No cóż... ja widać jestem pod tym względem tłumokiem, bo zawsze wyrażałam wdzięczność, że jestem syta, mam dach nad głową, jest mi ciepło, mam pieniądze na wszystko co mi jest potrzebne.

M pójdzie do psychologa, do którego chodził w trakcie rozwodu, który mu pomagał układać relacje z dziećmi (młodsza córka się go bała i nie chciała do niego jeździć bez mamy). Już w korespondencji wcześniej M napisał eks, na propozycję spotkania w sprawach wychowawczych, że spotka się z nia, ale w obecności prawników. Straszne to jest, wiem .... nie wyobrażam sobie tak drzeć koty z byłym współmałżonkiem.

Ja mam mocny charakter i tylko okazjonalnie, jak wczoraj zaliczam takiego doła, że ryczę. Mam raczej takie nastawienie, że najważniejsze w życiu do żyć uczciwie, w zgodzie z zasadami itd., ale ogromnie mnie frustruje, że przyzwoitość, którą ktoś się chce w życiu kierować, może być tak zgnojona i użyta przeciwko niemu. Przepraszam za to co napiszę, ale boję się nawet samej myśli, która wczoraj mnie naszła, czy być suczą, która zemści się na jego córkach perfidnie. Nie zrobię tego jednak, bo wtedy ja bym się czuła wciągnięta do tego bagna.... ja niestety mam nadzieję, że przyzwoitość zostanie kiedyś tam wynagrodzona. Nie oczekuję tego od córek M, od ich matki. Mam dobre przyjaciółki, którym czasem opowiadam o tym co się dzieje, są dla mnie wsparciem i na swój sposób okazują mi wiele dobroci... ale niestety (czy raczej na szczęście), żadna z nich nie jest w takiej sytuacji jak ja. Muszę obudzić M, on stres odreagowuje snem, i pójdziemy na jakiś spacer i może na pizzę, bo mam ochotę na jakiś junk-food. Tak na marginesie uśmiecham się nad sobą z politowaniem, jak to wzięłam się za gotowanie, żeby z jednej strony odciążyć M, a z drugiej strony, żeby przestał karmić córki kurczakami (bo szybko się przyrządza). Kupowałam wołowinę i szynkę wieprzową i prosiłam o zmielenie, żeby dzieciaki miały zdrowe mięso na kotlety mielone, kupujemy wędliny ekologiczne, żeby nie jadły konserwantów, bolońskiego z innym mięsem jak wołowina nie jadły już od dawna...
M ma naprawdę spaczone pojęcie odnośnie tego co dla dzieci dobre. Kiedyś mówiłam mu, że z mojej obserwacji świata wynika, że wiele "dobrego" jest "pozornie dobre". Jedzenie jest dobre, ale można się przekarmić, alkohol jest dobry, ale można stracić nad nim kontrolę, rozpieszczanie dzieci jest dobre, ale nie jak się wychowuje potwora, któremu wszystko się należy z racji samego istnienia. M nauczył się prostego mechanizmu - kupuję im coś, one się cieszą, są dla mnie dobre, jest dobrze, jestem szczęśliwy bo moje córki są zadowolone. Ten mechanizm tak działa ... przez jeden wieczór. Ale oczywiście generuje inne problemy plus ... następuje eskalacja, a właściwie inaczej ... żeby córki były zadowolone potrzebny jest coraz silniejszy bodziec tj. gadżet który dostają. M się w tym wszystkim zapętlił.........
Już nie mam siły pisać ... wrócę wieczorem do wątku.

6 318

Odp: Być drugą i macochą

Przez zone mojego szwagra jestem uprzedzona do macoch i jak czytam jak narzekacie na pasierbow to mam ochote was udusic. Moja siostra zmarla 5 lat temu a nowa zona szwagra robi wszystko by uprzykzyc zycie mojej siostrzenicy. Domyslam sie ze nie ktorym z was moze nie byc latwo, ale wy jestescie dorosle potraficie sie bronic.

6 319

Odp: Być drugą i macochą

W jednym sie z toba zgadzam nie ma co za duzo dziecku kupowac prezentow i zbyt drogich. To je psuje. Ale ja mam do czynienia naprawde z podla osoba

6 320

Odp: Być drugą i macochą

marza... dobrze, ze masz świadomość iż jesteś do macoch uprzedzona. Zanim każdej przykleisz łatkę nieczułej zołzy, postaraj się spojrzeć w miarę obiektywnie na każdy opisywany przypadek. Nie wszystkie macochy myślą tylko o tym jak zatruć życie swoim pasierbom, tak jak nie wszystkie dzieci  z poprzednich związków, to biedne zagubione sierotki.

6 321 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-14 16:20:35)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, jaką będziesz dla pasierbic, to jest oczywiście tylko Twój wybór. Ale może odrobinę sprawiedliwości?  Szkoda Ci M. Mnie, jako tylko obserwatorce, absolutnie nie. Tylko tych dziewczynek. Mają dwoje całkowicie niekompetentnych, szkodzących im rodziców. Roszczeniową,  nieinteligentną matkę i ojca, który swoją miłość przekazuje wyłącznie w formie  dóbr materialnych. Sama piszesz, że to rodzice nauczyli Cię wszystkiego,  co sprawia,  że jesteś dobrym człowiekiem. Te dzieci nie wiedzą,  co to empatia, szacunek, wdzięczność,  dobroć. Bo niby skąd? Szkoła tego nie uczy. Takie rzeczy wynosi się lub nie z domu. A 9-latka nie ma jeszcze na tyle dojrzałości,  by to zrozumieć i odciąć się od kiepskich wzorców.
Josz ma faktycznie całkowitą rację. Twój mężczyzna ma spaczone metody i póki sam,  lub raczej z pomocą specjalisty,  nie pojmie swoich błędów i nie zmieni sposobu postępowania,  dzieci wyrosną na toksyki. A będzie to głównie "zasługa" rodziców.
Jesli na kogoś się tu złościc, to tylko na durną matkę i niemyślącego ojca.

6 322

Odp: Być drugą i macochą

Hh999,
doskonale wiem, o czym piszesz.
córka mojego męża była, jest i będzie na piedestale, wiec należy jej się wszystko.
Nawet nie chciej wiedzieć, jak ona chodzi ubrana, na jakie wakacje jeździ, jak mieszka...
Prezenty pod choinkę zajmują pół pokoju, mimo, ze dziewczę ma 28 lat.
Zawsze miała i ma wszystko, co chce i wszystko, co najlepsze.
Nikt i nic tego nie zmieni, maź jest zadowolony, bo rekompensuje jej w ten spośród traumatyczne przeżycia
rozwodowe, które miały miejsce 15 lat temu.
Była nagradzana za awantury, jakie mu robila, za złe stopnie w szkole, no, właściwie nie miało to żadnego
znaczenia, co zrobiła i  jak, należy się i koniec.
Raz spróbował odmówić, nawet nie wiesz, co się działo....
Także wiesz, tego,... uwierzę we wszystko.

6 323

Odp: Być drugą i macochą

Powiedzcie mi co kieruje kobieta ktora grozi corce meza ktora stracila matke ze ja odda do domu dziecka bo rano nie poslala lozka. Robi awanture za zjedzony ostatni jogurt czy wyzywa od debili bo stlukla talerz nie chcacy. Wiem ze macochy w 95 procentach nie pokocha pasierba jak swojego dziecka ale dobrze traktowac to chyba mozna. Zwlaszcza jak dziecko jest na co dzien z nia.

6 324

Odp: Być drugą i macochą

Dorula ale sama przyznaj ze czesto macochy kombinuja co zrobic by dziecko jak najmniej spotykalo sie z ojcem czy ograniczyc alimenty

6 325

Odp: Być drugą i macochą

Co ja mam zrobic rozmowa z szwagrem nic nie dala.

6 326

Odp: Być drugą i macochą

Marza,
nie wiem, co tam macochy kombinują, ja niczego takiego nigdy nie robiłam,
alimenty mnie nie obchodziły, zarabiałam na siebie i niczego więcej mi nie było trzeba,
mam tylko żal do męża, ze zmuszał mnie do wspólnych wakacji z jego córka, kiedy
była młodsza, to były ciężkie chwile, no, ale już się tego nie cofnie.

Nie wiem, co Ci poradzić, nie bardzo rozumiem, o jakich alimentach mówisz,
skoro matka dziecka nie żyje, o jakich ograniczeniach w kontaktach, skoro mieszkają razem,
a może ja czegoś po prostu nie doczytałam.
Swoją droga, gdyby ktoś skrzywdził moja siostrzenice, miałby ze mną do czynienia i nie chciałabym być
w jego skórze.

6 327 Ostatnio edytowany przez Volver (2016-02-14 17:43:47)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Powiedzcie mi co kieruje kobieta ktora grozi corce meza ktora stracila matke ze ja odda do domu dziecka bo rano nie poslala lozka. Robi awanture za zjedzony ostatni jogurt czy wyzywa od debili bo stlukla talerz nie chcacy. Wiem ze macochy w 95 procentach nie pokocha pasierba jak swojego dziecka ale dobrze traktowac to chyba mozna. Zwlaszcza jak dziecko jest na co dzien z nia.

Jeżeli rzeczywiście jest tak jak napisałaś, to gdzie jest ojciec tego dziecka ? Dlaczego pozwala na takie traktowanie swojej córki ? Z macochy zapewne "zła kobieta" jest, a kim w takiej sytuacji jest ojciec tej dziewczynki ? Nie wyobrażam sobie, żebym miała dzielić życie z osobą, która grozi mojemu dziecku oddaniem go do domu dziecka ! Przyznam, że owe ciche przyzwolenie na takie zachowanie partnerki, akurat nie najlepiej  świadczy o Twoim szwagrze... Naprawdę oczekujesz, aby "obca" kobieta lepiej traktowała to dziecko, niż jego ojciec ?

Po drugie, gdybym zauważyła, że mojej siostrzenicy dzieje się jawna krzywda, zrobiłabym wszystko, żeby zostać jej opiekunem prawnym.

6 328

Odp: Być drugą i macochą

Szwagier akurat corje dobrze traktuje. Zona robi to za plecami jak go nie ma jest w ciazy nie pracuje. Mowilam szwagrowi co sie u niego dzieje ale uwierzyl swohej pani. Dziewczynka w wekeendy jest u mnie lub dziadkow mieszkam 15.km od nich nie moge bywac tam codziennie.  Jak urodzi to sobie z nia porozmawiam. Piszac o alimentach to kierowalam sie tym co przeczytalam na roznych forach.

6 329

Odp: Być drugą i macochą

Taka sytuacja zaczela miec miejsce gdzies w listopadzie , grudniu. Myslalam o przejeciu opieki i wystapie o nia.

6 330 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-14 20:39:35)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

josz

dziękuję Ci, za to co napisałaś. Dzisiaj już nie mogę emocjonalnie nic napisać, bo jestem w rozsypce, a do rana muszę się pozbierać. Dzisiaj powiedziałabym - mam w nosie pasierbice, co mnie to obchodzi. Jutro się mam nadzieję obudzić i szukać rozwiązania konstruktywnego. Takiego, które pozwoli mi być zarówno w zgodzie z sobą (a zatem żyć w przeświadczeniu i wierze, że ludzie są co do zasady dobrzy), jak i skonfrontować się z rzeczywistością. A rzeczywistość w ten weekend wygląda jak koszmar.... Ale jeszcze raz - serdecznie dziękuję. Odpowiem jak się poskładam .... smile

nie mozesz byc w rozsypce z powodu cudzych dzieci ,nie i jeszcze raz nie,tym bardziej bedac w ciazy ,nosz co jest?
zdystansuj sie do tego bo zwariujesz,jak swiat swiatem bywaly wredne ,niewychowane bachory,ty swiata nie zmienisz,twoj partner jest DOROSLY ,a ty nie zyjesz po to by,,po kimś sprzatac,,pisze w przenosni oczywiscie,do diaska nie glaszcz go az tak bardzo  to sie szybciej ogarnie,bo jak go bedziesz tak niańczyc i zalowac to to sie nigdy nie skonczy,wciaz bedzie prezentowal taka postawe w stosunku do dziewuch,nie glaszcz go tak ,bo to jest FACET ,FACET ROZUMIESZ ,KTORY POWINIEN MIEC JAJA
ja sobie nawet takich lamentow nad losem chłopa nie wyobrazam,on ma sie zbierac a nie cackac ze soba,
ja juz wiem co bedzie nastepne,bedziesz go ratowalai tłumaczyłą malolate a raczej jej postepowanie,bedziesz to rozbijac na czynniki pierwsze,po jakiego grzyba ??
facet ma szanse przejrzec na oczy NIE PRZESZKADZAJ MU W TYM

6 331

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU a co dalej jak facet przejrzy na oczy wtedy ma yciac kontakt z dziecmi i widywac sie z corkami raz na rok? Czy twoj partner tez ma dzieci z poprzedniego zwiazku?

6 332

Odp: Być drugą i macochą

Mialo byc uciac

6 333 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-14 21:16:57)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

LUSILJU a co dalej jak facet przejrzy na oczy wtedy ma yciac kontakt z dziecmi i widywac sie z corkami raz na rok? Czy twoj partner tez ma dzieci z poprzedniego zwiazku?

nie ,on ma,sie zmierzyć ze swoimi problemami i je rozwiązywać,nie obarczać nimi obcej dla tych dzieci osoby,nie zapychać dzieciaki prezentami bo to glupie i niewychowawcze
jeśli interesuje cię moja sytuacja to sie wysil i poczytaj kilka stron do tyłu

6 334

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
Twojemu M nie pomoże nawet całkowite pranie mózgu, bo nigdy nie przestanie kochać córek i ex na tym bazuje.
Gdyby był ostatnim draniem i nie interesowałby się dziećmi, wytrąciłby jej z ręki "narzędzie tortur" jakim jest w tej chwili granie na jego uczuciach i emocjach.
On, niestety, musi zewrzeć pośladki i zaprzestać przekupowania córek prezentami i uległą postawą wobec ich roszczeń i histerii.
To niestety będzie długi proces niekoniecznie zakończony sukcesem. Mimo niewątpliwych błędów w wychowaniu dzieci, za co odpowiedzialność ponoszą obydwoje rodzice, uważam jednak, że na ten moment zarzewiem konfliktu jest ex.
To niewiarygodne, że 9-letnia dziewczyna potrafi tupać, wrzeszczeć, rzucać przedmiotami i wyzywać ojca. Zastanawiam się, czy wobec matki też tak się zachowuje.
...albo lekceważący sposób odzywania się do taty i lęk młodszej córki przed nim?
Aż ciśnie się na myśl, że jest to efekt robienia dzieciom wody z mózgu przez matkę. Obawiam się, że ona pociąga za sznurki i niestety stabilizacja rodziny leży w jej rękach.
Nienawiść tak zryła jej beret, że trudno będzie ten proces odwrócić.
Dlatego pomyślałam o mediatorze, który uświadomi jej, że dowalając ojcu, niszczy życie własnych dzieci.
Ty Hh999, widzisz to wszystko, zdajesz sobie sprawę z problemu i dużo już zrobiłaś, żeby swojemu M pewne kwestie uświadomić.
Na pierwszy ogień powinny pójść te nieszczęsne zakupy. Zamiast snuć się po galeriach i kupować pannom czego dusza zapragnie, można ten czas spędzić w zupełnie inny, konstruktywny sposób (teatr lalek, kino, zoo, wystawy, koncerty itd), wyjdzie taniej, a być może dziewczyny coś z tego wyniosą, jeśli nie, to niech wracają do domu i oglądają gazetki.
Nauczyć szacunku do posiadanych rzeczy; nie ma nowej skoro są jeszcze inne, nie szanujesz, zniszczysz, trudno nowego nie będzie przez najbliższy czas.
Prezenty owszem, na święta i rocznice, ale rozsądnie, jeden konkretny prezent (niekoniecznie za 3 średnie krajowe) i wystarczy.
Nagradzać można sukcesy, ale także z umiarem.
Z pewnością dziewczyny przyzwyczajone do dotychczasowego rozpasania, zaczną się buntować i niejednokrotnie dadzą temu wyraz agresywnym zachowaniem wobec ojca, ale on musi wziąć to na klatę i powinien być przygotowany na takie akcje.
Mało tego, uważam , że to powinno być już Status quo, a nie tylko na chwilę, dzieci szybko się przyzwyczają.
Napisałam na początku, że sukces nie jest zagwarantowany, bo niestety wszystko zależy od dobrej woli ex.

6 335

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
marza2 napisał/a:

LUSILJU a co dalej jak facet przejrzy na oczy wtedy ma yciac kontakt z dziecmi i widywac sie z corkami raz na rok? Czy twoj partner tez ma dzieci z poprzedniego zwiazku?

nie ,on ma,sie zmierzyć ze swoimi problemami i je rozwiązywać,nie obarczać nimi obcej dla tych dzieci osoby,nie zapychać dzieciaki prezentami bo to glupie i niewychowawcze
jeśli interesuje cię moja sytuacja to sie wysil i poczytaj kilka stron do tyłu

Zgadzam się z Tobą, jednak jego problemy z dziećmi, mimo szczerych chęci, nigdy się nie skończą.
Rozumiem Hh999, kocha swojego faceta, chce go wspierać, pomaga mu, na tym polega związek. Ważne, że on to widzi i docenia, choć nie wiadomo, jakby reagował, gdyby Hh999, całkowicie zdystansowała się i umyła ręce od nieswoich dzieci.

Opiszę sytuację z mojego bliskiego otoczenia. Rodzina, dwoje dzieci, ojciec kochający, dbający, lecz z powodu charakteru pracy - gość w domu i z tego powodu mający niewielki wpływ na wychowania potomstwa. Początki owszem ok, ale z czasem żona zaczęła robić pseudo karierę (poronioną zresztą), całkowicie rezygnując z zainteresowania dziećmi (były jeszcze małe). Gdy wracał ojciec, stwarzała pozory normalności, nastawiając wcześniej dzieci, żeby o wielu sprawach nie mówiły ojcu. Ten faktycznie był w tamtym okresie mocno zaślepiony miłością do żony, chcąc jednocześnie hurtem nadrobić braki w wychowaniu dzieci. Wobec jednego był bezwolny, żona wydawała ogromne pieniądze jakie zarabiał, na swoje fanaberie (dzieciom skąpiła, kupowała szybko cokolwiek tuż przed jego powrotem) i jak się po latach okazało, także na kochanka.
Ojciec z tego co udało mu się zaoszczędzić płacił za prywatne szkoły dzieci, korepetycje, piękne ubrania, zabawki, a później prywatne uczelnie, na których kariera kończyła się na ogół w II semestrze. Rozwód nastąpił z orzeczeniem winy żony, która zdążyła finansowo zrujnować rodzinę, dzieci były już prawie dorosłe. Dwa lenie bez ambicji, traktujące ojca jak bankomat. Stan na dziś; ojciec szczęśliwy w drugim związku (bez dzieci), odbija się od finansowego dna, dzieci, dziś już stare konie, bez wykształcenia, stałej pracy i...bez skrupułów wyciągające rękę do ojca po kasę. A on daje, wie, że nie musi, daje, bo chce, póki może, jak mówi.
Wydaje się być pogodzony z sytuacją, wie, że już nic nie może zrobić z ich życiem, jednak zawsze, gdy o nich mówi jest mu przykro, jest zdenerwowany, bo martwi się o nich, bo ich kocha. A oni? skonfliktowani z sobą, matką, olewający ojca, nie pamiętają o życzeniach, odwiedzinach, jednak po pieniądze zawsze znajdą drogę.

Uważam, że M ma w przyszłości szansę na lepszy układ na linii ojciec - córki, niż ten, który opisałam, lecz największy problem w tym, że nie wszystko od niego zależy.

6 336

Odp: Być drugą i macochą

trochę te wszystkie wątki moje rozpączkowały smile

marza 2
mój M nie lubi jak na siebie mówię "macocha" a na dziewczynki "pasierbice". Macocha, jeżeli kojarzy się z gruntu negatywnie, to dlatego że znaczenie pejoratywne tego słowa utrwaliły bajki typu kopciuszek czy królewna śnieżka, gdzie macochy to istne wampirzyce, których jedynym celem jest wykończenie psychiczne i fizyczne pół-sierotki. Wyobraź sobie, że u mnie w domu toksyną była babcia (matka mojej mamy), która była potworem. Która też (identycznie jak macocha Twojej siostrzenicy) straszyła swoje dzieci, że jak będą niegrzeczne to je odda do domu dziecka.
A co do tego co można wyczytać w internecie, wczoraj przyuważyłam M jak czyta jakiś artykuł o problemach wychowawczych dzieci po rozwodzie i o traumach związanych z rozbitymi rodzinami. Patrzyłam mu przez ramię, artykuł nie był głupi, ale M się wkurzył czytając komentarze głównie załączane przez matki. Jak zapytałam o co chodzi, to tylko żachnął się "jak zawsze za wszystko winni faceci".
Wydaje mi się, że tak jak zwróciły Ci dziewczyny uwagę, w sformułowaniu "dlaczego wy wszystkie macochy takie jesteście" jest tyle prawdy co w pytaniu "a czemu wszyscy Polacy są złodziejami samochodów". Dzieci katują konkubenci matek, macochy, rodzeni ojcowie i matki. Racja jest w tym, że jakbym widziała złe traktowanie mojego bratanka (którego jeszcze nie mam gwoli wyjaśnienia), to tej osobie przegryzłabym tchawicę, bez względu kim by była.

A alimenty ... to jednak czasami  forma walki i uprzykrzania życia byłemu partnerowi przez wiele byłych żon. I nie chodzi mi o zasądzone alimenty w wysokości 400 zł, bo to jest śmiech na sali. Też się naczytałam w temacie w momencie jak M przygotowywał pismo do sądu i wierz mi, że jest spora grupa kobiet, które traktują eks mężów jak pasożyt żywiciela. Alimenty, to nie środki na utrzymanie dziecka, tylko narzędzie finansowej zemsty... W naszym przypadku - tak jest, bo naprawdę kasa to priorytet życiowy dla eks (i również dla M). To jest gra, którą trudno pojąć dopóki się nie jest w to wplątanym. Do tej pory finanse to był podstawowy sposób "dosrywania" M, od kiedy pojawiłam się ja, a dodatkowo od kiedy jestem w ciąży, spektrum złośliwości eks znacznie się rozszerzyło. Jak mam zdobyć się na neutralne podejście do kobiety, która mi w twarzy mówi, że moje dziecko to bękart, kpi z M przy córkach (które mam nadzieję, że nie rozumiem), że to był "złoty strzał", że "dał się złapać na ciążę i że powinien się lepiej zabezpieczać", że mnie "zainseminował", testy które idą mniej więcej tak, że córki będą  cierpiały z powodu nieprawego dziecka itp. Nie mam problemów z takimi inwektywami, bo wiem, że wynikają z kłopotów emocjonalnych kobiety, którą szlag trafia, że jej eks mąż układa sobie życie (dodam, że eks sama ma jakiegoś faceta). Przepocieszne jest jej przekonanie, że ja "uwiodłam" w jej ocenie faceta, żeby się umościć finansowo, podczas gdy to ja zarabiam więcej.... No ale... czy ja jej będę o tym mówić, czy to jej sprawa ...?

Lusilju
Masz rację, ale ciężko mi też nie angażować się emocjonalnie w sytuacje, których jestem świadkiem. M wygląda jakby był z 5 lat starszy po ostatnim weekendzie. Nie wspomnę też, że non-stop spał - chyba tak odreagowywał stres. Martwię się tym, w co uderzy teraz eks.

napiszę więcej później - muszę się brać za pracę ....

6 337

Odp: Być drugą i macochą

rozumiem,ze jest ciezko nie angazowac sie w to emocjonalnie,tylko ze dla wlasnego dobra i dla dobra swojego dziecka musisz to jakos ogarnac,bo sie wykonczysz,facet zawsze da sobie rade,oni maja wiecej sily niz ci sie wydaje,jeszcze troszke i twoj partner bedzie zajety waszym dzieckiem i wierz mi ze sprawy pasierbic beda schodzily na dalszy plan,bedzie te ich wystepy traktowal coraz to inaczej ,teraz on uwaza je za pepek swiata i one siebie zreszta takze,ale juz za chwile bedziecie mieli multum nowych problemow,tematow do rozmow,wiesz paradoksalnie te zupy,kupy i pampersy to bedzie błogoslawieństwo bo pozwoli oderwac sie od kapryśnic,
ty inaczej to odbierasz bo w tym tkwisz,a czyta sie to jeszcze inaczej,poprostu za mocno tym jestes przesiaknieta ,za bardzo one sa na tapecie w waszym zyciu,pojawienie sie waszego dziecka bardzo wiele zmieni,wspomnisz moje słowa,przede wszystkim ty nie bedziesz sie tak przejmowala cudzymi dziecmi i pierdolami ktore je dotycza,tudzież analizowaiem samopoczucia ich ojca(jak dla mnie za bardzo sie zaglebiasz w to,juz pisalam to jest facet trzeba mu dac sie pozbierać,a nie myśleć za niego ,czy  też odpisywac jego zonie za niego,by jej nie drażnic,czasami trzeba by to facet rzucil mięsem albo wrzasnal ,dyplomacja to nie zawsze dobra droga by uspokoic rozszalałą harpie

6 338

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

  czasami trzeba by to facet rzucil mięsem albo wrzasnal ,dyplomacja to nie zawsze dobra droga by uspokoic rozszalałą harpie

Ojjj, Lusi w ich sytuacji dyplomacja jest jak najbardziej wskazana. Rzucanie mięsem tudzież wrzaski na "rozszalałą harpię" wykorzysta ona z pewnością na zrobienie z Niego furiata, kata i skończy się założeniem sprawy i zakazem zbliżania się do dzieci.  Ja doradzam PEŁNĄ IGNORANCJĘ. Jest bezpieczniejsza z punktu widzenia przyszłych spraw karnych a zołzę wk..wi niemiłosiernie. Córeczkom widzę też przyda się kara za złe zachowanie. Dystans, wstrzemięźliwość w okazywaniu miłości i chłód podczas wizyt u taty (broń Boże szarpanie się z Mimozami) dadzą Im lepiej popalić niż jakiekolwiek pogadanki o dobrym wychowaniu. Tata też ma prawo do okazywania uczuć typu smutek, niezadowolenie. Może być Mu przykro i nie musi ukrywać przed córkami , że sprawiły Mu przykrość swoim zachowaniem. Choćby nie wiem jak bardzo matka Im prała mózg, dzieci będą się bały stracić tatę, Jego przychylność, zainteresowanie. Będą bały się odtrącenia przez Niego i w te cymbałki ojciec powinien uderzyć.

6 339

Odp: Być drugą i macochą

josz
poruszyłaś temat, który też omawiałam kilka razy z M. Jest kilka aktywności alternatywnych - basen, telewizja i kino ... Na spacerach są zmęczone, poza tańcem nie mają żadnych zainteresowań. Młodsza pasierbica jest akurat taka, że ją interesują zwierzątka, więc czasami oglądamy sobie na youtube filmiki o nietoperzach itp. One nie tyle chodzą po galeriach, ale ojciec im kupuje i robi niespodzianki. Powiem coś z przekąsem .... kiedyś myślałam o tym, żeby dziewczynki wziąć na balet albo na inne przestawienie taneczne, ponieważ starsza (MM) lubi taniec, ale .... w wakacje ojciec zabrał dziewczynki do cyrku (robi tak co roku), po czym eks zapisała córki na akrobatykę .... bo im się podobały ćwiczenia akrobatyczne.... W jednym z pism sądowych napisała, że na zajęcia na akrobatykę zapisała córki po tym jak ojciec je zabrał do cyrku i im się podobało. Przyznam, że mnie to rozbawiło i w piśmie (też kierowanym do sądu) odpisaliśmy (tj. tak naprawdę ja napisałam), że obwinianie ojca o to, że wskutek wyjścia do cyrku ona ponosi koszty akrobatyki i w ten sposób uzasadnia kolejne zajęcia dla córek, pozostawiamy bez komentarza. I dosłownie w piśmie do sądu napisałam coś mniej więcej w deseń, że uleganie chwilowym fascynacjom dzieci nie jest wychowawcze, bo co należałoby zrobić, gdyby akurat okazało się, że dziewczynkom spodobała się tresura tygrysów..... zdaję sobie sprawę, że to było złośliwe, ale to była jedyna złośliwość w piśmie, na którą sobie pozwoliłam bo wybaczcie ... co za uzasadnienie na zapisanie córki na akrobatykę.... (a dodam, że kwestia "sporu" o akrobatykę dotyczyła tego, że w środę, czyli w środku tygodnia dzieci miały od 17.00 do 19.30 żaglówki a od 20.00 do 21.00 akrobatykę i M pisał, że on nie będzie płacił za zajecia, które w jego ocenie są szkodliwe dla dzieci, bo bez przesady .... od 17.00 do 21.00 dzieci mają forsowne zajęcia sportowe non-stop). Oczywiście eks ma uzasadnienie - MM ma nadwagę wiec musi się ruszać (dodam, ze młodsza dla kontrastu ma dużą niedowagę i chodziła na te same zajęcia....).

Mieszkamy w dużym mieście, jest potencjalnie bardzo wiele atrakcji z których można korzystać, ale niestety MM jest głównie zainteresowana Disney Channel, a tam wprost wieje głupizną ... Ale to fakt .... dla swojego dziecka chciałabym zupełnie czegoś innego - chciałabym żeby miało swoje zainteresowania, żeby raczej oglądało animal planet i filmy na discovery....  Może pierwszym krokiem będzie zatem zmiana pakietu telewizyjnego ...




No i teraz powiem coś co może nie dla każdego być zrozumiałe ... jestem mocno wierząca, pomimo że żyjąc w związku z osobą po rozwodzie, jestem odcięta od sakramentów. Jednakże Bóg jest dla mnie źródłem nadziei i siły. Dzisiaj od rana jest lepiej, bo mogę zamknąć oczy i powiedzieć, "daj mi siłę i pomóż mi być przyzwoitym człowiekiem". Proszę wtedy o pomoc i jakąś sugestię, która czasem przychodzi z zewnątrz.... Zadzwoniłam do koleżanki, która jest akurat mamą w trakcie rozwodu z mężem alkoholikiem, która miała ogromnie dużo problemów z córką. Ona doradziła mi, myślę że mądrze - wizytę "uprzedzającą" akcje eks u psychologa szkolnego. Przestawienie problemów wychowawczych z MM, także z młodszą córką, opowiedzenie "wersji ojca" całej sytuacji. Psycholog szkolny może zmusić MM do wizyty, a ja wierzę że młoda naprawdę nie ma argumentów, poza urażoną dumą własną. Nie zmusimy młodej do wizyty u prywatnego psychologa, a jeżeli zacznie być w to zaangażowana szkoła no to trudno ..... może trzeba przejść ileś tam poniżeń i nieprzyjemności, żeby sprawa się wyklarowała. Koleżanka miała problemy z córką, która trzymała stronę ojca-alkoholika i obwiniała o wszystko matkę (ojciec nigdy nie skarcił ukochanej córki, a koleżanka jako matka od lekcji, od spraw przyziemnych i nie przyjemnych, od obowiązków była tą najgorszą). Kiedy w akcie desperacji, nie miała już siły, kiedy córka ją straszyła że zadzwoni na policję, bo ona na nią krzyczy - wręczyła córce komórkę, wybrała numer na policję i powiedziała córce "dzwoń, niech przyjedzie policja, niech zabierze cię na izbę dziecka, będzie ci tam lepiej, bo ja już nie mam siły". Oczywiście młoda nie zadzwoniła. Wtedy też koleżanka poszła do psychologa szkolnego, trafiła na dobrego i bardzo jej pomógł....

Zamierzam porozmawiać z dziewczynami i zaproponować im taką rozmowę jak przeprowadzają dorośli. Napisać na kartce wszystkie sytuacje kiedy na nie "krzyczałam" z opisem dlaczego. Powiem im, że w związku z tym, że mama ma do mnie o to żal i twierdzi, że na nie krzyczę, to chcę spisać razem z nimi wszystkie sytuacje, kiedy "krzyczałam" i niech mama sama oceni, czy to, że podnosiłam na nie głos w pewnych sytuacjach, nie było uzasadnione. Nie wiem czy to się uda - ja się umówię z psychologiem i zapytam czy tak mogę zrobić, co mi radzi, bo może coś innego, może mi coś podpowie. Nagram też tą rozmowę, ale nagrania użyję tylko w stanie wyższej konieczności - jeżeli staniemy przed sądem w tej sprawie. Taką listę chciałabym wysłać eks. Boże, czuję się jak człowiek, który musi udowadniać że nie jest wielbłądem.................

6 340

Odp: Być drugą i macochą

mnie zastanawia co innego,dlaczego masz potrzebe udowadniania im(exowej,dziewczynom,partnerowi ,pedagogowi szkolnemu) ze nie jesteś wielbłądem? skąd w tobie ta potrzeba?

do głowy by mi nie przyszło biegać po pedagogach szkolnych i zawracać sobie gitarę ta sytuacja,no ale to mi......

czasem mam wrażenie ze chcesz by świętsza od papieża,tylko po co?

6 341

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Ona doradziła mi, myślę że mądrze - wizytę "uprzedzającą" akcje eks u psychologa szkolnego. Przestawienie problemów wychowawczych z MM, także z młodszą córką, opowiedzenie "wersji ojca" całej sytuacji. Psycholog szkolny może zmusić MM do wizyty, a ja wierzę że młoda naprawdę nie ma argumentów, poza urażoną dumą własną. Nie zmusimy młodej do wizyty u prywatnego psychologa, a jeżeli zacznie być w to zaangażowana szkoła no to trudno ..... może trzeba przejść ileś tam poniżeń i nieprzyjemności, żeby sprawa się wyklarowała.

Nie liczyłabym na jakiś zwrot akcji z powodu interwencji pedagoga szkolnego. Oczywiście, dobrze jest zgłosić sprawę w szkole (wychowawca, pedagog, psycholog) po to aby nauczyciele mogli odpowiednio zareagować w przypadku jakiegoś problemu z dzieckiem. Jednak, jeżeli zachowanie MM w szkole nie odbiega od normy, to wątpię, żeby psycholog/pedagog szkolny zechciał wkładać kij w mrowisko, gdyż agresywna reakcja ex potem byłaby niemal pewna.
Szkoła nie miesza się w sprawy rodzinne, dopóki dziecku nie dzieje się krzywda. Pedagog zareaguje gdy dziecko np. przez długi czas jest apatyczne, płaczliwe, rozkojarzone, agresywne (nie wspomnę o zaniedbaniu, bo tutaj nie ten problem).
Twoja koleżanka uzyskała pomoc, bo jak podejrzewam, jej mąż nie miał pojęcia o interwencji psychologa szkolnego. W Waszym przypadku dyskrecja jest raczej niemożliwa.

Jeszcze dwa słowa na temat tej akrobatyki. Tak na prawdę, na tych zajęciach dziewczynki niczego nie nauczą się i niczego nie osiągną, jest to bezsensowna zabawa, nie wspominając już o porze zajęć.
Gdyby miały jakieś ambicje sportowe, musiałyby już w tym wieku  trenować przynajmniej 3 x w tyg (starsza z nadwagą raczej nie nadawałaby się na zawodniczkę), musi się ruszać, ok, chodzi przecież na tańce i chyba ćwiczy 4x w tyg. na wf-ie.
Dobrym rozwiązaniem są wszelkie inne zajęcia w których biorą udział dziewczyny po lekcjach, do momentu odebrania ich przez rodziców po pracy. Jednak wszystko ponad to jest już grubą przesadą, szczególnie ze względu na ich zaległości w nauce.
Nie rozumiem, dlaczego ojciec, który przecież ma równorzędne prawo do opieki, decyzji wychowawczych, edukacji i leczenia dzieci, nie może tego prawa wyegzekwować w rzeczywistości.
Zastanawiam się, czy sąd wchodzi aż w takie szczegóły i jest w stanie pogodzić rodziców przymuszając ich do zastosowania się do decyzji sędziego, że np. w/w akrobatykę należy wykreślić z planu zajęć?

6 342

Odp: Być drugą i macochą

Mam dosyc juz tej wrednej malpy. Dzis mialam nieprzyjemna rozmowe z tesciowa szwagra ze ma przestac o czerniac jej corke. Ta kobieta albo hedt podla albo slepa i nie widzi ze jej corka jest zla. Zrobie wszystko by przejac opieke nad siostrzenica. A tej zolzie zrobie takie pieklo ze popamieta na zawsze. Juz mnie nie obchodzi ze jest w ciazy. Nie bede sie przejmowac jej dzieckiem. A powinnam napisac bachorem.

6 343

Odp: Być drugą i macochą

Hedt mialo byc jest jestem zdenerwowana nie zwrocilam uwagi co pisze

6 344

Odp: Być drugą i macochą

Zaczela sie tak podle zachowywac kilka tygodni po tym jak dowiedziala sie ze jest w ciazy. Smutna prawda ale wiekszosc macoch jest taka ze gdy ma sie pojawic jej dziecko. To chca by poprzednie zniknelo z zycia jej rodziny. W czym dzieci drugich zon sa lepsze od pierwszych?

6 345

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

mnie zastanawia co innego,dlaczego masz potrzebe udowadniania im(exowej,dziewczynom,partnerowi ,pedagogowi szkolnemu) ze nie jesteś wielbłądem? skąd w tobie ta potrzeba?

do głowy by mi nie przyszło biegać po pedagogach szkolnych i zawracać sobie gitarę ta sytuacja,no ale to mi......

czasem mam wrażenie ze chcesz by świętsza od papieża,tylko po co?


Po swoim przykładzie powiem - im bardziej się angażujesz , starasz tym bardziej będziesz cierpiała później - Ty i Twoje dziecko.
Teraz stajesz na przysłowiowych rzęsach by wszystkim dookoła udowodnić - małolatom, exowej i facetowi - już teraz masz dowody ich uznania !
Myślisz że się nagle wszyscy zreflektują i Ci podziękują ????
Nie moja droga - Ty jesteś duża i jak piszesz zniesiesz wile, cierpliwa i wierząca a dobro . Może i Tobie nie dokuczą - ale dziecku ? Im szybciej zdystansujesz się do dziewczynek i ich matki, do pierdolnika Twojego M - tym lepiej dla Ciebie , dla Ciebie i Twojego dziecka .


Marza - Bachorem ????? Nas ganisz za to czy tamto - a co to dziecko jest winne ? Że masz jakieś pretensje do jego matki ??
Ja swoje przeszłam, nie znam całej sytuacji ale wiem jedno - nigdy nie jest tak że tylko jedna strona jest winna !
Moim zdaniem wtrącasz się , jeśli chcesz pomóc to zgłoś to służbom!!
Opiece, na policji- dla mnie dziwne że ojciec nie reaguje !! - może młoda ma problemy po śmierci matki i wyżywa się na żonie ojca , może nie akceptuje nowego rodzeństwa , może i jej trudno - może była rozpieszczona przez matkę ...wilee opcji jest !
Może i rzeczywiście nowa żona nie może znieść dziecka byłej ! Jeśli są tam wydarzenia zagrażające bezpieczeństwu..to reaguj ! Ale odpowiednio!

6 346

Odp: Być drugą i macochą

Ona sie nie zneca nad nia fizycznie. Przy swoim mezu jest mila i wogole to ma mniejsce jak szwagra nie ma w domu ona jest na zwolnieniu lekarskim. Szwagier w to nie wierzy. Wiem ze dzieci nie powinno sie nazywac bachorami. Macochy to robia i czuja nienawisc do dzieci.  Nawet moi rodzice w to nie wierza. Swietna aktorka z niej jest. Na zlo wychodze ja . ok moge byc najgorsza ale dziecka nie pozwole dalej krzywdzic. Chcialam byc dobra i poczekac do jej rozwiazania. Teraz mam w gdzies czy zaszkodze jej czy dziecku.

6 347

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Ona sie nie zneca nad nia fizycznie. Przy swoim mezu jest mila i wogole to ma mniejsce jak szwagra nie ma w domu ona jest na zwolnieniu lekarskim. Szwagier w to nie wierzy. Wiem ze dzieci nie powinno sie nazywac bachorami. Macochy to robia i czuja nienawisc do dzieci.  Nawet moi rodzice w to nie wierza. Swietna aktorka z niej jest. Na zlo wychodze ja . ok moge byc najgorsza ale dziecka nie pozwole dalej krzywdzic. Chcialam byc dobra i poczekac do jej rozwiazania. Teraz mam w gdzies czy zaszkodze jej czy dziecku.


A skąd wiesz o tym ?
od siostrzenicy ? A co jeśli ona kłamie ?Dzieci maja różne fazy - ja sama jako 8-9 letnia dziewczynka pisałam listy do babci że nie chcę być z rodzicami , że mnie boja , krzyczą jeść nie dają - miałam romantyczna duszę od małego sad) . Babcia zawsze mnie rozpieszczała i chciałam z nią mieszkać .Ale nic z tego co pisałam nie było prawdą .

Powinnaś iść do pedagoga szkolnego, pomocy społecznej czy zgłosić na policję - ale najpierw poproś siostrzenicę o napisanie tego , albo że nagrasz to i powiedz jej że idziesz to zgłosić . Może mówi prawdę a może coś sobie ubzdurała - bo widzę że nie lubisz nowej żony szwagra (?) - a dzieci to sprytne bestie !

6 348

Odp: Być drugą i macochą

Tak jak krzyczenie na dziecko by sie zawsze zglaszalo na policje to kazdy z nas by mial zalozona kartoteke. Znam to dziecko od urodzenia 3 lata mieszkalysmy pod jednym dachem, wiem ze nie klamie. Wiadomo kazdy kto ma dzieci to wie ze czasami sie nie da i sie krzyknie na dziecko.

6 349

Odp: Być drugą i macochą

Ta kobieta byla dziewczyna szwagra zanim sie zwiazal z moja siostra

6 350

Odp: Być drugą i macochą

niestety nie mam czasu za bardzo się rozpisywać, bo trochę mam zaległości pracowych. Najważniejsze - to że M idzie dziś do psychologa, potem do psychologa szkolnego - tak ustalił ze swoją prawniczką. Ja opisałam na 9 stronach sytuacje, kiedy dochodziło do zgrzytów z dziewczynkami (dzięki forum mogłam bardzo szczegółowo odtworzyć wszystkie historie), opisać pretensje eks w stosunku do mnie - a ponieważ zdaniem prawniczki we wszystkich sytuacjach zachowałam się sposób prawidłowy (nie dochodziło do przemocy werbalnej wobec dzieci i moje reakcje były uzasadnione i adekwatne) zostanie to oficjalnie przesłane matce i jej prawnikowi przez prawnika M. Pismo ma służyć między innymi utrwaleniu sytuacji, kiedy obrażała nas np. wypytując M czy aby do "inseminacji" nie doszło latem, gratulując M "złotego strzału", pisząc i mówiąc o naszym dziecku "bękart", nazywając mnie w korespondencji kochanką itd. itp. - nie chcę powtarzać, bo mniej więcej na bieżąco Wam sprawozdawałam. Gdyby mi ktoś te inwektywy przelał na papier (znaczna ich część miała wymiar pisemny, więc mamy też dowody) i przesłał do osób trzecich (prawnicy), to bym się autentycznie spaliła ze wstydu... bo świadczy to o jej niezrównoważeniu emocjonalnemu.
Ponieważ jestem zawodowo zboczona i wymagam precyzyjnego wyrażania się i wyjaśniania miałam ostatnio rozmowę z M. Zapytałam co znaczy, kiedy on mówi, że eks była niezrównoważona psychicznie. Powiedział "ona się do mnie źle zwracała"... no tak .... ale to nie jest oznaka niezrównoważenia. Ja definiuję niezrównoważnie psychiczne jako nieproporcjonalne do bodźca zachowania, które występują również z dużą częstotliwością. Bo rozumiem, że czasem można wybuchnąć i niekoniecznie to świadczy o niezrównoważeniu, tylko o np. gorszej dyspozycji dnia, nawarstwieniu się kłopotów, a czasem ... jak to u bab, po łbie mogą nam dawać hormony. Wtedy M opowiedział mi historie rodem z thrillera (podobno są opisane w dokumentach rozwodowych, ale ja czytałam wyrok, a nie całą 5-letnią dokumentację) - jak eks przykładała mu nóż do gardła, groziła mu gorącą patelnią (trochę mi się śmiać chciało jak sobie to wyobraziłam), w postępowaniu oskarżała go o molestowanie córek (to wiedziałam), wyrzucała go z domu z byle powodu (też wiedziałam) i tego typu małżeńskie smaczki. W sumie nie dziwię się, że dziewczynki mają problem z samokontrolą.... Myślę że nie miały gdzie się nauczyć, że nad złymi emocjami trzeba panować. Miałam matkę choleryczkę, ale mój ojciec za to był bardzo łagodny i opanowany - brał na klatę jej furie. Zarówno ja jak i mój brat, zachowywaliśmy się wobec matki podobnie, nauczeni doświadczeniem, że lepiej znieść kilka godzin awantury, niż stawiać się i mieć przerypane kilka dni.

6 351

Odp: Być drugą i macochą

Mam nadzieje ze sytuacja w twojej rodzinie sie poprawi. Dziewczynki z czasem zrozumia ze tak nie wolno sie zachowywac. Powodzenia na terapi.

6 352

Odp: Być drugą i macochą

Rozmawialam dzis z zona szwagra rozmowa nie byla mila. Ona nadal sie wypiera wszystkiego, dostala osterzezenie ze ma zaczac lepiej traktowac malo, lub zmienie jej zycievw pieklo. Wiem ze to bylo wredne i zle i powinnam sie wstydzic, powiedzialam jej ze nienawidze jej dziecka i zycze mu wszystkiego najgorszego. To nia wstrzasnelo. Niech wie co ja czuje jak slysze od malej ze macochabjej nie znosi.

6 353

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie kochane,
dawno do was nie zaglądałam tyle się dzieje w moim życiu...
Minęło półtora roku kiedy byłam macochą i tą drugą,dzisiaj wzięłam się za porządki w papierach i dokumentach,od wyprowadzki od niego nie zaglądałam do tych rzeczy.
Trafiłam na bilingi jego rozmów bo telefon był na mnie i doznałam szoku.
Najczęstszym numerem który się pojawiał był numer jego ex żony!!!
Ilekroć mnie zapewniał że utrzymuje z nią sporadyczne kontakty,dzwoni jeśli chodzi o sprawy związane z córka....ja zajęta pracą a raczej tyraniem na nas dwoje,a lepiej powiedziawszy na troje bo jak przychodziła do nas jego córka to z moich pieniędzy była zapełniana lodówka itp.itd.
Dziewczyny powiedzcie mi czy wasi faceci mówią wam kiedy dzwonili,kiedy się widzieli ze swoją ex??? czy mówią wam o czym rozmawiali? czy jesteście "wtajemniczone" w te sprawy w te tematy,czy wam też wciskają bajki albo mówią że nie wasza sprawa????

6 354

Odp: Być drugą i macochą

Rozumiem wzburzenie, ale takie "życzenia" pod adresem nienarodzonego dziecka ? Przepraszam, ale w moich oczach jesteś niepoważna. Na miejscu żony szwagra po takim popisie, mogłabym Cię już tylko ignorować. Jestem przekonana, że tymi "życzeniami" zdecydowanie siostrzenicy zaszkodziłaś.

6 355

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie kochane,
dawno do was nie zaglądałam tyle się dzieje w moim życiu...
Minęło półtora roku kiedy byłam macochą i tą drugą,dzisiaj wzięłam się za porządki w papierach i dokumentach,od wyprowadzki od niego nie zaglądałam do tych rzeczy.
Trafiłam na bilingi jego rozmów bo telefon był na mnie i doznałam szoku.
Najczęstszym numerem który się pojawiał był numer jego ex żony!!!
Ilekroć mnie zapewniał że utrzymuje z nią sporadyczne kontakty,dzwoni jeśli chodzi o sprawy związane z córka....ja zajęta pracą a raczej tyraniem na nas dwoje,a lepiej powiedziawszy na troje bo jak przychodziła do nas jego córka to z moich pieniędzy była zapełniana lodówka itp.itd.
Dziewczyny powiedzcie mi czy wasi faceci mówią wam kiedy dzwonili,kiedy się widzieli ze swoją ex??? czy mówią wam o czym rozmawiali? czy jesteście "wtajemniczone" w te sprawy w te tematy,czy wam też wciskają bajki albo mówią że nie wasza sprawa????

6 356

Odp: Być drugą i macochą

Szczerze to mysle ze jej nie zaszkodzilam W doskonale wiedziala ze wczesniej rozmawialam z K. Znamy sie od wielu lat i ona wie ze ze mna nie ma zartow. Wiem ze to iracjonalne zle zyczyc nienarodzonemu dziecku. Akcje W zaczely sie kilka po tym jak dowiedziala sie ze jest w ciazy. Wiem ze to niedorzeczne ale czuje ze to wszystko przez to dziecko.

6 357

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

Witajcie kochane,
dawno do was nie zaglądałam tyle się dzieje w moim życiu...
Minęło półtora roku kiedy byłam macochą i tą drugą,dzisiaj wzięłam się za porządki w papierach i dokumentach,od wyprowadzki od niego nie zaglądałam do tych rzeczy.
Trafiłam na bilingi jego rozmów bo telefon był na mnie i doznałam szoku.
Najczęstszym numerem który się pojawiał był numer jego ex żony!!!
Ilekroć mnie zapewniał że utrzymuje z nią sporadyczne kontakty,dzwoni jeśli chodzi o sprawy związane z córka....ja zajęta pracą a raczej tyraniem na nas dwoje,a lepiej powiedziawszy na troje bo jak przychodziła do nas jego córka to z moich pieniędzy była zapełniana lodówka itp.itd.
Dziewczyny powiedzcie mi czy wasi faceci mówią wam kiedy dzwonili,kiedy się widzieli ze swoją ex??? czy mówią wam o czym rozmawiali? czy jesteście "wtajemniczone" w te sprawy w te tematy,czy wam też wciskają bajki albo mówią że nie wasza sprawa????

Motylku, przeczytałam Twoją historię. Gratuluję siły i zdecydowania, które pomogły Ci wyrwać się z tego bagna.
Jeśli możesz uchylić rąbka tajemnicy, czy ex Twojego ex wiedziała o tym, że on dorobił się kolejnego potomka? Ciekawa jestem jak i za co rozpieszcza teraz swoją ukochaną córkę, skoro zapewne musi płacić alimenty na nowe "ukochane" dziecko, zwłaszcza, że nigdy nie śmierdział groszem.

6 358 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-17 20:23:28)

Odp: Być drugą i macochą

motylek75
mi wystarczy, że widzę pianę na ustach (w przenośni) to wiem, że eks pisała sms/mail (nie gadają telefonicznie). Jest to straszne, ale może dla mnie bezpieczniejsze, że M po prostu patrzeć nie może na eks i jak spotyka ją przy okazji różnych okazji związanych z dziećmi, to obchodzi ją szerokim łukiem...

Podsumowanie co u mnie
M był u psychologa - naprawdę bardzo mu pomogło, wrócił jak inny człowiek. Pani psycholog powiedziała, że w trakcie rozmowy wstępnej przez telefon, kiedy mówił o szarpaninie z córką, to ona spodziewała się jatki, a to co jej w finale opowiedział to lajcik. M został poinstruowany co może robić - ma iść do psychologa szkolnego, omówić problemy z nauką córki, jej zajęcia dodatkowe itd. oraz ogólnie swoje obawy wychowawcze co do córek. Na marginesie pani psycholog jak usłyszała o 9-ciu zajęciach dodatkowych była baaardzzo zdziwiona. Podobnie jak ja powiedziała, że dopóki matka nie wróci z pracy, to można takie zajęcia traktować jak "przechowalnię" dzieci powiedzmy łączącą przyjemne z pożytecznym, natomiast po 17 dzieci powinny już uczyć się w domu i powoli wyciszać przed snem (w szczególności 7 latka). To że są takie nerwowe i pobudzone może wynikać między innymi ze zmęczenia. Psycholog szkolny skonsultuje się z nauczycielami odnośnie MM, jej trudności z nauki ich przyczyn. Jak już pisałam, dziewczynka która jest inteligentna i zupełnie normalna, ma na półrocze w czwartej klasie cztery oceny dostateczne, co uważam jest znacznie poniżej jej możliwości.
Są też drogi wyboru - mediacja z eks (już radziłyście mi tą "opcję"), ale to jest rozwiązanie dość drogie około 100-150 zł za godzinę pracy mediatora (ja jednak jestem za tym, żeby spróbować). Inna opcja to możliwość ustanowienia kuratora sądowego dla dzieci - to rozwiązanie to dla mnie ostateczność. Szkoda, żeby dziewczyny miały jakieś kuratorskie kartoteki.
Psycholog powiedziała, że obawia się że eks nastawia dziewczynki przeciwko nam, dlatego bardzo ważne będzie jak będziemy traktowali je po urodzeniu Jasia. Jeżeli nic się nie zmieni, poza jakimiś oczywistymi zmianami (jak np. mocne ograniczenie mojego zaangażowania), jeżeli ojciec będzie poświęcał im czas, to biorąc pod uwagę do tej pory dobre kontakty M z córkami, może to się obrócić przeciwko eks, ponieważ dziewczynki będą miały "dowód", że matka manipuluje. Powiem Wam, że miałam 5 lat, kiedy pierwszy raz odczułam i zidentyfikowałam manipulację mojej babci, która nienawidziła mojego ojca i jednej mojej ciotki i bardzo mnie przeciwko nim nastawiała. Pamiętam, że po kilkutygodniowym praniu mózgu jaka to ciotka jest najgorsza, kiedy zobaczyłam ciocię to pomyślałam, że ciocia jest najlepszą na świecie, a babcia kłamie. Mam nadzieję, że jeżeli jakoś zapanujemy nad sytuacją. Powiedziała, że 80% matek, które źle przeszły rozwód, szczuje dzieci w szczególności przeciwko macochom i przyrodniemu rodzeństwu.
Było wiele wątków, między innymi konieczność wyjaśnienia dziewczynkom, że są członkami dwóch rodzin - rodziny swojej mamy i taty, a w tych rodzinach są różne zasady. My (tj ich tata i ja) traktujemy je tak samo i wychowujemy, jak będzie chowany. U nas nie mają niektórych obowiązków, co nie znaczy że nie muszą się podporządkować pewnym regułom itd. .... w sumie musimy opracować cały scenariusz rozmowy.

Powiem Wam, że moim życiowym priorytetem jest żyć w stanie świętego spokoju.... Spinam poślady, zrobię to co mówi psycholog i zobaczymy. Ja jestem doradcą podatkowym i ludzie mi w tym zakresie ufają, to i ja muszę zaufać specjaliście...

6 359

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:
motylek75 napisał/a:

Witajcie kochane,
dawno do was nie zaglądałam tyle się dzieje w moim życiu...
Minęło półtora roku kiedy byłam macochą i tą drugą,dzisiaj wzięłam się za porządki w papierach i dokumentach,od wyprowadzki od niego nie zaglądałam do tych rzeczy.
Trafiłam na bilingi jego rozmów bo telefon był na mnie i doznałam szoku.
Najczęstszym numerem który się pojawiał był numer jego ex żony!!!
Ilekroć mnie zapewniał że utrzymuje z nią sporadyczne kontakty,dzwoni jeśli chodzi o sprawy związane z córka....ja zajęta pracą a raczej tyraniem na nas dwoje,a lepiej powiedziawszy na troje bo jak przychodziła do nas jego córka to z moich pieniędzy była zapełniana lodówka itp.itd.
Dziewczyny powiedzcie mi czy wasi faceci mówią wam kiedy dzwonili,kiedy się widzieli ze swoją ex??? czy mówią wam o czym rozmawiali? czy jesteście "wtajemniczone" w te sprawy w te tematy,czy wam też wciskają bajki albo mówią że nie wasza sprawa????

Motylku, przeczytałam Twoją historię. Gratuluję siły i zdecydowania, które pomogły Ci wyrwać się z tego bagna.
Jeśli możesz uchylić rąbka tajemnicy, czy ex Twojego ex wiedziała o tym, że on dorobił się kolejnego potomka? Ciekawa jestem jak i za co rozpieszcza teraz swoją ukochaną córkę, skoro zapewne musi płacić alimenty na nowe "ukochane" dziecko, zwłaszcza, że nigdy nie śmierdział groszem.


Z tego co wiem od naszych dawnych znajomych on płaci alimenty tylko na córkę którą ma z ex żoną,na to drugie dziecko niestety nic.
Sądownie zostały ustalone alimenty,ale on zwolnił się z pracy,dorabia na czarno ex płaci niby w ratach i tak się kręci jego marne życie.
Na alimenty dla ex to on nawet mi ukradł pieniądze!!!
On wyznawał zasadę że liczy się tylko to czego on chciał....a więc córka była chciana a tamto dziecko to nie jego problem.,,

6 360

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Inna opcja to możliwość ustanowienia kuratora sądowego dla dzieci - to rozwiązanie to dla mnie ostateczność. Szkoda, żeby dziewczyny miały jakieś kuratorskie kartoteki.

Kurator sądowy, ustanowiony byłby nie dla dzieci (one nic złego nie zrobiły), tylko dla rodziców i generalnie rodziny.
Taka "opieka" kuratora, też nie przesądza o sukcesie, bo nie wiadomo na kogo się trafi.
W Waszym przypadku (gdyby do tego doszło) musiałaby to być osoba o dużym doświadczeniu życiowym i zawodowym (psychologia, sprawy rodzinne), o dużym zaangażowaniu, kulturze osobistej, cierpliwości i poczuciu sprawiedliwości.
Kurator sądowy najczęściej (choć nie zawsze) pracuje z rodzinami patologicznymi (stąd nie najlepsze skojarzenia), z młodzieżą z orzeczeniami sądowymi, są to najczęściej ludzie po pedagogice specjalnej, resocjalizacji, często dość młodzi, więc różnie to bywa.
Dobrze jednak, gdyby ex zdała sobie sprawę, że taka ewentualność jest realna.
Ciekawi mnie jak będzie wyglądało najbliższe spotkanie Twojego M z dziewczynkami.
Pozdrawiam

6 361 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-18 09:27:52)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

psycholog........ Powiedziała, że 80% matek, które źle przeszły rozwód, szczuje dzieci w szczególności przeciwko macochom i przyrodniemu rodzeństwu. ..


Haa!
Ale to oczywiście MY Macochy jesteśmy podłe, wredne i wyrafinowane.

A śmiem twierdzić, że nasza postawa, nasze zachowanie jest tylko i wyłącznie reakcją obronną na podłość, wredność i wyrafinowane metody Pań Ex.

6 362

Odp: Być drugą i macochą

Josz
wiem, że kurator w tym przypadku to nie ta sama sytuacja, kiedy np. dzieci ostro zbroją. Wyobrażam sobie jednak, że mogą być wzywane na jakieś rozmowy itp., a dodatkowego stresu dla dzieci wolelibyśmy uniknąć

Kjim
tak - widać psycholog z dużą praktyką zna mechanizmy frustracji itp.

Mnie jednak zastanawia jeszcze jedna kwestia. Poproszę M, żeby zapytał o to psychologa. Czasem dziewczynki coś opowiedzą o domu, ale "bezwiednie", jakby im się wyrwało. My mało wiemy o ich życiu domowym. Przykład - leżę z nimi w łóżku i gadamy o ich psie (to jest pies myśliwski); że jest już stary, że one z nim nie wychodzą bo im się wyrywa, że ma zakaz wychodzenia do ogródka i... że najbardziej lubi wujka Wojtka (nowy partner ich mamy) bo wujek zawsze po pracy chodzi z nim na długi spacer. Nigdy nie mówią o wujku Wojtku. Inna sytuacja - MM miała nowe kozaki, pochwaliła się - skórzane, ładne i porządne. Pochwaliła się i mówi "mama je kupiła tanio od koleżanki, bo jej córka wyrosła", na to młodsza pasierbica z wyrzutem mówi do niej "MM, miałaś o tym nie mówić", mówię co młodszej "nie ma w tym nic złego, że można kupić coś od kogoś, nawet używanego, jeżeli nie jest w ogóle zniszczone. Tata kupił Jasiowi używany fotelik samochodowy i Jasiu też ma dużo ubranek po innych dzieciach", ale ona była niezadowolona. Natomiast o nas mówią matce wszystko... jak spędzamy czas, gdzie idziemy, co jemy itd. - słyszymy jak rozmawiają przez telefon. Kiedy ich tata zapytał ich "co robiły w weekend" młodsza powiedziała "to nie twoja sprawa"..... Dziwne to jest dla mnie.... Co więcej, od kiedy ja jestem z M, nie słyszałam nigdy, żeby powiedział cokolwiek złego na temat eks przy dzieciach.
Jak jadą  ojcem na wakacje, to opowiadają mamie z detalami, ojciec nie wie nic na temat ich wakacji - tylko gdzie jadą.

6 363

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
To oczywiste, że dziewczynki są zmanipulowane przez matkę. Jeżeli 7-letnia dziewczynka potrafi "przywołać do porządku" starszą siostrę, czyli cały czas będąc u Was mają się na baczności, żeby przypadkiem coś im się nie wypsnęło. Jaki to musi być stres dla dziecka, być może kumulacja tego stresu powoduje te wybuchy histerii.
Może być też tak, że rachunki za wydatki na córki,  jakie ex przedstawia w sądzie, mogą być w rzeczywistości rachunkami od np. jej koleżanek, które kupując coś swoim dzieciom biorą rachunki imienne na ex. Oczywiści musi być to tajemnicą.
Jeśli chodzi o kuratora, to w takich przypadkach dzieci raczej nie są nigdzie wzywane, chyba, że na wspólną rozmowę z pedagogiem szkolnym, podczas wizyty kuratora w szkole. Kurator przychodzi do domu rodzinnego na wywiady, następnie pisze sprawozdania do sądu rodzinnego. Rozmawia z rodzicami, doradza, sprawdza, czy postanowienia sądu są realizowane itd.
Celem takich działań jest nie tylko pomoc, ale także w pewnym sensie zdyscyplinowanie rodzin patologicznych, czy dysfunkcyjnych.
Dla M byłaby to może szansa na naświetlenie manipulacji ex, a dla niej samej uciążliwa kontrola, która albo uświadomiłaby jej jej niecne poczynania, ewentualnie spowodowałaby jeszcze większą konspirację, a co za tym idzie frustrację.
Jeżeli ex będzie chciała "pociągnąć" sprawę incydentu, który wydarzył się w czasie ostatniego weekendu i np. zacznie oskarżać M o przemoc wobec dzieci, to faktycznie może skończyć się przyznaniem kuratora, a tym samym ex strzeli sobie w kolano.

6 364

Odp: Być drugą i macochą

josz, z doświadczenia wiem , że Exowa potrafi przestrzelić sobie oba kolana, tylko po to, by Były oberwał przy okazji.  Moim zdaniem "nasza" Exowa  swoim zachowaniem, owszem dokuczyła mi, M, przyprawiła mnie niemal o nerwicę, a M wiele razy doprowadziła do płaczu, ale największe straty i rany odniosła Ona i Jej dzieci. Kto mieczem wojuje.....

6 365

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, josz
właśnie... zupełnie zgadzam się z Wami. Rozmawiałam z M o naszej sytuacji i trzeźwo z boku patrząc, co kto może osiągnąć?
Jeżeli esk będzie dążyła do tego, żeby np. za piątkową akcję założyć M niebieską kartę (aż mi się nie chce o tym myśleć) to co ... ograniczy widzenia ojca z dziewczynkami, spotkania będą kontrolowane i pod nadzorem? Wręcz przeciwnie, ja mam wrażenie, że ona nie daje rady, wie też że ja jestem w ciąży i też wizyty dziewczynek są dla mnie pewną komplikacją  (ot dzisiaj ... od rana robię rosół z makaronem i racuchy na obiad dla nich) dlatego ona tak naprawdę chce zwiększenia częstotliwości widzeń z ojcem.
Młodsza pasierbica jest dość ciekawą osobowością - jest trochę bezczelna, trochę taka "chojraczka", ale jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że jest wrażliwa. Dosłownie jak 2 tygodnie temu M robił próbę alarmu w domu i włączył go, żeby sprawdzić, czy ochrona będzie interweniowała, młoda prawie się popłakała ze strachu. Nie lubi występować, bo się boi itd. Kiedyś kiedy przy nauce MM odwalała histerie przy ojcu, młodsza pasierbica powiedziała do mnie zrezygnowana "MM tak zawsze....". Sądzę, że podobne akcje MM odwala równie często matce i ta też ma prawo być tym zmęczona...
Co stracą dziewczynki? Z psychologicznego punktu widzenia - bardzo dużo. Miałam jako dziecko ojca, który był dla mnie bardzo ważny i uważam, że ukształtował mnie w relacjach z mężczyznami. M jest troskliwym i ciepłym, ale wymagającym ojcem - mogą go odrzucić, ale uważam że to wielka szkoda dla nich, bo naprawdę nie zdają sobie sprawy, że pomimo całej skomplikowanej sytuacji między rodzicami, ojciec bardzo je kocha i o nie dba jak potrafi najlepiej. Mam obawy, że zachowania MM są wynikiem po części zachowań jej mamy - z tego co mi opowiadał M (zakładając oczywisty margines subiektywnej oceny sytuacji przez byłego małżonka) , eks jest cokolwiek niezrównoważona emocjonalnie. Gdzie dziecko ma się uczyć co to samokontrola, że niestety czasem lepiej jest powściągnąć język, że dobrze jest zachowywać się politycznie itd. Eks bardzo często zmieniała pracę, bo była zwalniana jako trudny "toksyczny" współpracownik, właśnie między innymi z powodu swojego cholerycznego charakteru.
Dla M ograniczenie kontaktów byłoby bardzo bolesne i dlatego ze względu na niego, też tego bym nie chciała. Bo oczywiście, od strony pragmatycznej - młode wnoszą do domu chaos, trzeba się nimi zajmować, zapewnić im utrzymanie, uczyć się z nimi, więc ja jako macocha mogłabym powiedzieć "mam to gdzieś, a nawet wolę być "wolna" od tych wątpliwych przyjemności". No ale jest M...

6 366

Odp: Być drugą i macochą

Wczoraj poklocilam sie ze szwagrem i jego zona. Powiedzialam ze bede walczyc o siostrzenice by ze mna zamieszkala. Dzis dzwonil do mnie szwagier ze jego zona jest w szpitalu i to podobno moja wina.

6 367

Odp: Być drugą i macochą

marza2
trudno mi powiedzieć jak jest naprawdę. Jeżeli istotnie jest tak, że nowa macocha trafiła do szpitala z powodu rozmowy z Tobą, to chyba jednak trochę niedobrze. Rozumiem niechęć do macochy, ale przykre że piszesz, że nienawidzisz nowego dziecka szwagra i tej kobiety, bo co one jest winne? Może akurat będzie pociechą dla Twojej siostrzenicy ...?

U mnie
MM nie przyszła do ojca. Przyjechała natomiast młodsza pasierbica, co widziałam bardzo pocieszyło M. W samochodzie rozmawiał z MM i okazało się, że młoda ostro ściemnia
1. jako przyczynę awantury podała iż rzekomo ojciec nie chciał ją zawieść na występ, co jest nieprawdą. Ojciec próbował z nią ustalić co to za koncert na warsztatach, kiedy i gdzie, ale odsyłała go żeby zatelefonował do eks (doskonale wiedząc, że M do eks nie dzwoni). Dodam, że M miał kiedyś rozmowę z Panią od warsztatów, że prosi aby go informowała o koncertach i wydarzeniach z wyprzedzeniem. Eks ma zwyczaj mówienia M w przeddzień o tego typu eventach, a wierzcie mi, że eks zna M i wie, że to typ "planujący", który nigdy się nie spóźnia i takie sytuacje go irytują... (do sali kinowej wchodzimy jako pierwsi, tłumaczę mu - będzie 20 minut reklam, wejdźmy później bo po co marnować czas na oglądanie reklam, ale nie ... on się nie spóźnia). MM twierdzi, i tak powiedziała matce, że ojcu powiedziała wcześniej o koncercie (co jest nieprawdą), Pani z warsztatowni rozesłała sms do rodziców o koncercie (przesłała eks, ale nie M). W finale o koncercie, M dowiedział się o 21 w piątek, a weekend był już zaplanowany. I właśnie, kiedy M próbował ustalić co i jak, młoda nie chciała mu powiedzieć (rzekomo nie wiedziała co to za koncert, kiedy i gdzie!!!! - ona nigdy nie wie, to ciekawe jak wcześniej powiedziała o nim ojcu), kiedy dzwonił do niej wielokrotnie, ona odrzucała od niego telefony i nie chciała podać babcię do telefonu - to doprowadziło M do pasji. Ojciec nie powiedział, że jej nie zawiezie na koncert, powiedział jej że jak się nie dowie gdzie jest koncert i kiedy, to jej nie zawiezie (to chyba oczywiste....). A przyczyną odwołania wieczoru u babci było impertynenckie i karygodne zachowanie MM.
2. M pytał młodszą córkę, czy uważa, że on na nią krzyczy - młoda powiedziała, że nie, że czasem mówi podniesionym głosem, ale że nie krzyczy. Zapytał, czy ja krzyczę - młoda powiedziała, że nie. Wydaje się, MM swój atak histerii wyjaśnia matce łżąc i kreuje się na ofiarę, na którą się wszyscy drą (tj. ojciec i ja) - a to kuź-wa nie jest prawda.
Myślę że to jakiś matrix... Sądzę, że MM nie tylko wchodzi w wiek dojrzewania, co jeszcze jest zazdrosna o ojca, bo od kiedy ja jestem niestety pewne rzeczy się zmieniły (np. już nie śpią z ojcem w jednym łóżku.... co i tak pewnie wkrótce by się zmieniło). Może nawet MM nie jest w stanie zwerbalizować swoich stanów emocjonalnych i nie wie co ją frustruje - dlatego chcielibyśmy, żeby spotkała się z psychologiem, bo może są jakieś inne przyczyny. M miał zawsze gorszy kontakt z młodszą córką, która jest dość infantylna i przewrażliwiona i zawsze potrzebowała przede wszystkim mamy. W jej przypadku chyba jest odwrotnie, bo od kiedy ja jestem, młodsza czuje się u ojca lepiej. Jak MM daje strzały, młodsza córka jest wystraszona, zazwyczaj wtedy albo płacze, albo leci się przytulać - do mnie.

to tak pokrótce... Czuję się jakbym sprawozdawała ze stanu wojennego; ludzie zamiast żyć spokojnie i koncentrować się na sprawach ważnych, roztkliwiają się nad takimi pierdołami.... No cóż - wolę, żeby M ufał psychologowi i postępował wg jego rad, bo ja mu powiedziałam - pojechałabym po MM jeszcze we wtorek w przyszłym tygodniu i na weekend. Jeżeli nadal będzie fochała na ojca, ja bym ją poinformowała, że ojciec nie będzie po nią przyjeżdżał jeżeli tego nie chce. Jak jej się "odwidzi" ma go powiadomić. Psycholog każe jednak jeździć, żeby pokazać dziecku "bezwarunkową miłość". Nie wiem ... naprawdę nie wiem...

6 368

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

o ja mu powiedziałam - pojechałabym po MM jeszcze we wtorek w przyszłym tygodniu i na weekend. Jeżeli nadal będzie fochała na ojca, ja bym ją poinformowała, że ojciec nie będzie po nią przyjeżdżał jeżeli tego nie chce. Jak jej się "odwidzi" ma go powiadomić. Psycholog każe jednak jeździć, żeby pokazać dziecku "bezwarunkową miłość". Nie wiem ... naprawdę nie wiem...

Z doświadczenia swojego jako mamy (może nie jestem przykładem idealnym, ale póki co moje 11-o i 9-o letnie dzieci - po rozwodzie rodziców - uczą się dobrze, są dobrze wychowane, komunikatywne i nie mają problemów z dogadywaniem się z rówieśnikami, nauczyciele chwalą je za dobre maniery i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji). Póki co nie było z nimi  problemów  takich, które musiałabym skonsultować z psychologiem i ....... gdyby to były moje dziecko i walnęłoby takiego focha - walnęłabym takiego samego focha w jego stronę pokazując, jak to "miło" jest kiedy ktoś ma Cię w dupie.  Owszem powtarzam swoim dzieciom, że bardzo Ich kocham, ale nie będę tolerować złych zachowań i głaskać ich wtedy kiedy nabroją., bo uważam, że od małego powinny się uczyć, że ponoszą konsekwencje swoich decyzji i zachowań. W dorosłym życiu nikt Ich nie będzie ciągle głaskał, a za niesubordynację i impertynencję wylecą z każdej roboty.
Jeśli MM nie chce widzieć się z ojcem, to niech wie , że ojciec zabiera młodszą i niech ją szlag trafia . Zatęskni za tatusiem to zmieni zdanie i będzie się bała w przyszłości urządzać kolejne awantury, bo zobaczy, że sama na tym traci.
Oczywiście psycholog ma rację, że należy zapewniać dziecko o tym, że się je kocha i to bardzo, ale okazywanie miłości nie znaczy to samo co "włażenie w d..ę małolaty".

6 369 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-19 11:01:20)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
moje czucie tematu jest dokładnie tak jak Twoje. Może jeszcze nie mam dzieci, ale myślę o tym co zrobiliby moi rodzice, gdybym tak postępowała. U mnie byłaby krótka piłka i nie wyobrażam sobie takich pogrywań z rodzicami - szlaban na wszystko miałabym do emerytury chyba wink No ale to dzieci M, wolę mu nie mieszać w głowie, bo też obawiam się, że mógłby mieć o to do mnie pretensje.
Mam tylko nadzieję, że MM zmięknie kita i za ojcem za tęskni. Na razie "trzyma sztamę" z mamą... Ale myślę że to kwestia kilku tygodni, że się weźmie z mamą za czuby przy nauce i nagle "pokocha" i "zatęskni" za tatusiem. To też się dzieje w "normalnych" domach pewnie, tylko że to nie ma takiego wymiaru jak tu, że się dziecko focha na ojca i go odrzuca w ten sposób. Przypomina to trochę ich matkę, która przy okazji byle sprzeczki, wystawiała M za drzwi... aż kiedyś zdecydował się nie wrócić.

6 370

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie.
Jestem tu nowa, ale wcześniej czytałam Wasze bardzo interesujące forum. Jestem jedną z Was i wreszcie postanowiłam napisać. Może i mam z kim pogadać na temat bycia drugą i macochą, ale nie znam osobiście kobiety w takim położeniu. Kiedyś bardzo mnie wzruszyły wpisy ChcęUciekaćStąd. Czułam, że czuję to samo, co Ty! Mam nadzieję, że nie będziecie mi miały za złe, że chcę się trochę wyżalić:)
Jestem żoną M od 6 lat, a znamy się od 8. Dwie jego córki poznałam, gdy miały 3 i 6 lat. Teraz mają 13 i 10. Mamy też  z M syna. Gdy córki M były małe, nie było tak źle i myślałam, że może być tylko lepiej. Ale się pomyliłam, bo jest gorzej. Ex mnie nienawidzi (choć nie byłam powodem rozpadu małżeństwa) i robi dużo, aby nam uprzykrzyć życie. Na szczęście, mieszka 400 km od nas, bo gdyby w jednym mieście, to chyba by już zniszczyła nasze małżeństwo. Matka Ex dokłada jeszcze swoje. Dzieci są nastawiane przeciw ojcu, uczone pogardy do niego, a ja to już jestem najgorsza, kochanka "skubiąca z alimentów". Pół roku temu matka Ex napisała kartę pocztową na adres mojej pracy, a w niej różne szkalujące mnie rzeczy. Kartka kończyła się słowami: ZBRODNIA I KARA. Celem było, aby jak największa liczba kolegów i koleżanek z pracy to przeczytała. Dzieci właśnie były u nas tydzień na feriach i mam chwilę, by napisać. Właśnie podczas pobytu córek M zaczęłam znów zaglądać na Wasze forum.

Posty [ 6 306 do 6 370 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 96 97 98 99 100 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026