Sunrider
nie wiem czy życzyć Ci rozpadu związku, czy jest jeszcze nadzieja, że Twój TŻ oprzytomnieje ....
Mój M wrócił po tygodniu ferii z córkami i ja jestem nieco zdegustowana .... to raczej pasierbice decydowały co i kiedy robią, jak nie było zgodnie z ich myślą, kończyło się awanturą i stawiały na swoim.... standard. Dopóki mnie nie było, wszystkie awantury tak wyglądały, nie mniej przy mnie się trochę ogarnia i jest bardziej stanowczy. Przez najbliższe 3 dni dziewczynki są z nami.... Wiem, że to dzieci, ale są sytuacje, że mi idzie pikawa.... Wiem, że mnie obśmiejecie, bo to nic... ale wczoraj robiłam im sos boloński do spaghetti na kolację plus przygotowywałam mięso na mielone na poniedziałek (jestem w Warszawie i chciałam przygotować M i dziewczynkom obiad), byłam trochę już zmęczona i źle się czułam. Dziewczynki wróciły od dziadków, podałam im spagetii. Ile wam nałożyć, czy tyle, czy więcej/mniej, co chcecie pić, wodę, ale nie zimną, ok.... Misiu siądź porządnie przy stole... "Siedzę"... proszę siądź porządnie "ale siedzę!!!" - qwa siedzi półdupkiem, z podłożoną noga... wiecie, że mnie szlag trafił "wodę weźcie sobie same" i poszłam do sypialni. Gdyby to było moje dziecko, zostałoby spacyfikowane i bym wyegzekwowała "swoje". Moja niejasna i niedookreślona sytuacja wobec dziewczynek mnie irytuje... Mam się nimi zajmować, usługiwać, ale od nich nie mogę niczego wymagać .... Naprawdę, nie mogę nic zarzucić M, jest mi wdzięczny za pomoc itd., zdaję sobie sprawę, że robię to głównie dla M, nie dla nich... tak, w 80% dla M, w 20% dla nich. W dodatku starsza jak czasami coś palnie, to tragedia... M woła ją, żeby zeszła do kuchni (chciał, jej podać leki, ale nie powiedział dlaczego ją woła) na to 9-latka nie ruszając zada z pokoju odpowiada z pretensją "czego". No cóż ... jestem starej daty i nie wyobrażam sobie takich odzywek do ojca - mi ciśnienie poszło chociaż nic nie powiedziałam, a M .... widziałam że mu jest przykro.
Już o tym pisałam - spodziewam się, że po narodzinach braciszka, szybko pojawią się kłopoty.... Nie z eks (z nią też, ale o tym nie myślę), tylko z dziewczynkami. Dla nich to pewnik, że ojciec jest w 100% ich, w 100% wyrozumiały i robiący to na co mają ochotę. Widzę jednak, że i M ma pewne potrzeby wobec narodzin syna. Kilka razy powiedział o tym, że chce mieć dziecko dla którego będzie mógł być ojcem na co dzień i które będzie mógł wychowywać, z którym stworzy normalną więź jaka jest między ojcem a dzieckiem. A co więcej, sądzę że nie daje rady z córkami, dlatego wydaje mu się, że stworzy więź z synem... On na swój sposób przeżywa, że córki dzwonią same do matki, a do niego nie... jak nie zadzwoni, to nie ma z nimi kontaktu - chyba że coś chcą. Matka M natomiast, po kilku awanturach z dziewczynkami w roli głównej powiedziała, że gdyby M miał normalną rodzinę, to do dziewczynek może też by dotarło, że ojca muszą szanować i w pewien sposób zabiegać o niego, odwzajemniać dobro, które im daje. Wtedy kiedy dostają od M to co chcą jest ok, jak tylko prosi o coś co nie jest zgodne z ich życzeniem, zaczynają się schizy. I myślę, że to stan wyuczony, bo to do tej pory najlepiej działało, aby dostać od niego to co chcą.... Nie tyle to ich parszywy charakter, tylko dziecięca cwaność... tylko jak to wyrugować...??? I przekonuję się, że ja tego nie wyruguję... chociaż bardzo bym chciała, żeby było inaczej - dla M. Nie do końca potrafię myśleć o sytuacji "to problem eks i M, głównie eks, która będzie musiała się borykać z córkami, które uczą się poniżej przeciętnej, są rozpuszczone i bezczelne, do czego ona niestety sama doprowadziła, czy ma mnie obchodzić to, że matka chce z nich zrobić artystki, zamiast odpowiednio dopilnować naukę .... ja się nauczę bezpiecznej strategii olewania i odrzucania ich problemów, tak aby minimalizować straty po swojej stronie". Boję się, że taka strategia, pomimo że wydaj mi się dość wygodna i oczywista, to w przyszłości się na mnie zemści, bo trzeba będzie się zajmować dziewczynkami i je życiowo "ustawiać", jeżeli nie dostaną się do dobrych szkół itd. Już teraz eks próbuje podrzucić problemy jak "kukułcze jaja" M... A to są dzieci .... żal mi ich okropnie... No właśnie, czy ja mam się wtrącać do modelu wychowawczego matki, skoro uważam że jest zły i przyniesie tym dzieciom więcej złego, bo przecież to nie są moje dzieci, więc "nie moje zmartwienie"... czy na pewno "nie moje".
Jak myślę o tym wszystkim, to naprawdę cofa mi się....