netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 212 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 95 96 97 98 99 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 241 do 6 305 z 8 269 ]

6 241

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Nie . Empatia nie jest zbrodnią. Masz rację co do tego, że w naszych sytuacjach Exowa w tle to norma. Ale już kwestia tego jaka ta Exowa jest, to niestety dowiadujemy się o tym późno. Mało tego (jak widać z mojego przykładu) zachowanie Exowej może się zmienić o 180 stopni i nagle przestaje być miło. Szczerze mowiąc, to tez mi ogromnie żal dzieci mojego M. Mają tak posraną matkę , że nie chciałabym być w skórze tych dzieciaków. Uczyć się od Niej pasożytnictwa , leserstwa, nabyć od Niej totalny brak ambicji, uczyć się jak żyć z zasiłków. Ale skoro to jest JEJ sposób na wychowywanie dzieci to ..... niech robi co chce.  Ja świata nie zbawię. A już napewno nie będę uczyła Jej dzieci, czy wychowywała, w sytuacji kiedy ta matka robi wszystko , żeby te dzieci mnie nienawidziły. Jej sprawa co robi ze swoimi dziećmi. Czego ich uczy, jak otępia. Tylko wiesz co? Żal mi też dzieci głodujących w Afryce i....... moja empatia w ich życiu nie wiele zmieni. Podobnie w życiu pasierbów. Ich matka ma prawo decydować jak chce wychowywać swoje dzieci. Robi wszystko by ojciec w tym nie uczestniczył (został zdegradowany do funkcji bankomatu). Więc czego się oczekuje od nas, macoch???

żeby były świętsze od papieża,żeby rezygnowaly z siebie ,ze swojego ja,swoich potrzeb,żeby zyly cudzym zyciem ,inwestowaly czas,pieniądze w dzieci obcej baby,żeby cudza wygodę przedkladaly nad swoja wlasna,żeby dzielily sie wszystkim.i.nie pisnely slowa ze im.źle z tym,żeby sie poswiecały bo ktoś kiedyś popełnił błąd wiążąc sie z jakas parodia kobiety i my mamy za to płacić bo ktoś musi

6 242

Odp: Być drugą i macochą

czarna kotka

to co pisze Kjim i Lusilju to święta prawda. Wprawdzie u mojego M eks jątrzyła od czasu do czasu ostro, ale w furię wpadła ostatnio, kiedy dowiedziała się że M ma "normalną" partnerkę tj taką z którą mieszka (do tej pory kobiety M nie mieszkały z nim - były to raczej dość luźne relacje/sympatie), z którą (o zgrozo) spodziewa się dziecka, która go wyciszyła emocjonalnie w związku z czym załatwia w miarę spokojnie sprawy związane z dziećmi (a nie daje się rozhuśtywać jak tylko eks ma ochotę mu dosrać) i którą co najgorsza, córki lubią i o której opowiadają pozytywnie, do której się przy matce przytulają itd. Dopóki nie wiedziała o ciąży, było w miarę - od kiedy ciąża się ujawniła, to eks ujawniła się również z najgorszej strony. Od obraźliwych słów; o tym, że zostałam zapłodniona, zainseminowana, że M dał się złapać na ciążę itd., nazywanie mnie kochanką, obcą, naszego syna "dzieckiem nielegalnym" itp. - na co mam zlew, chociaż M szlag trafiał, po chamskie zagrywki związane z dziećmi. Czasami mam wrażenie, że eksowa mnie przerasta i nie pojmuję jej, jak np. ostatnio kiedy zaproponowała M TERAPIĘ MAŁŻEŃSKĄ, bo w jej ocenie dzieci widząc źle zwracających się do siebie rodziców, mają złe wzorce osobowe. Pomijam, że M nie chce jej oglądać w innych sytuacjach niż konieczne, to ja nie wiem ..... terapia małżeńska.... jak mi przeczytał maila w którym pada ta propozycja, to najpierw spadłam prawie z krzesła a potem dopytałam "to Wy jesteście nadal małżeństwem...???". Sytuacja jest dynamiczna i mam wrażenie, że wiele tu zakrętów na których można się wykoleić



Galcio
ja mam małe doświadczenie jako macocha, ale właśnie zdezerterowałam ze wspólnych ferii (z wielu powodów - 7 miesięcznej ciąży, złego samopoczucia itd.). Nie ukrywam, że po takim wyjeździe ze względu na absorbujące i nieco rozpuszczone dziewczynki, byłabym raczej zmęczona niż wypoczęta.
Już byliśmy kiedyś z dziećmi na wakacjach (latem) i jak byłam trochę zmęczona zamieszaniem związanym z dziećmi, to mówiłam wprost, że chcę odpocząć i pobyć sama.... Zakomunikowałam też M, że to jest czas, który powinien maksymalnie poświęcać dziewczynkom; ma być przede wszystkim dla córek i przez ten tydzień skupiać się głównie na ich potrzebach i to im poświęcać czas. Wolałam sama sobą się zająć, poczytać książkę, niż ciągle asystować M w dopieszczaniu córek - ile można słuchać na deptaku Indianina, skakać na trampolinach itd. - niech tatuś je zabawia...

6 243

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

czarna kotka

to co pisze Kjim i Lusilju to święta prawda. Wprawdzie u mojego M eks jątrzyła od czasu do czasu ostro, ale w furię wpadła ostatnio, kiedy dowiedziała się że M ma "normalną" partnerkę tj taką z którą mieszka (do tej pory kobiety M nie mieszkały z nim - były to raczej dość luźne relacje/sympatie), z którą (o zgrozo) spodziewa się dziecka, która go wyciszyła emocjonalnie w związku z czym załatwia w miarę spokojnie sprawy związane z dziećmi (a nie daje się rozhuśtywać jak tylko eks ma ochotę mu dosrać) i którą co najgorsza, córki lubią i o której opowiadają pozytywnie, do której się przy matce przytulają itd. Dopóki nie wiedziała o ciąży, było w miarę - od kiedy ciąża się ujawniła, to eks ujawniła się również z najgorszej strony. Od obraźliwych słów; o tym, że zostałam zapłodniona, zainseminowana, że M dał się złapać na ciążę itd., nazywanie mnie kochanką, obcą, naszego syna "dzieckiem nielegalnym" itp. - na co mam zlew, chociaż M szlag trafiał, po chamskie zagrywki związane z dziećmi. Czasami mam wrażenie, że eksowa mnie przerasta i nie pojmuję jej, jak np. ostatnio kiedy zaproponowała M TERAPIĘ MAŁŻEŃSKĄ, bo w jej ocenie dzieci widząc źle zwracających się do siebie rodziców, mają złe wzorce osobowe. Pomijam, że M nie chce jej oglądać w innych sytuacjach niż konieczne, to ja nie wiem ..... terapia małżeńska.... jak mi przeczytał maila w którym pada ta propozycja, to najpierw spadłam prawie z krzesła a potem dopytałam "to Wy jesteście nadal małżeństwem...???". Sytuacja jest dynamiczna i mam wrażenie, że wiele tu zakrętów na których można się wykoleić



Galcio
ja mam małe doświadczenie jako macocha, ale właśnie zdezerterowałam ze wspólnych ferii (z wielu powodów - 7 miesięcznej ciąży, złego samopoczucia itd.). Nie ukrywam, że po takim wyjeździe ze względu na absorbujące i nieco rozpuszczone dziewczynki, byłabym raczej zmęczona niż wypoczęta.
Już byliśmy kiedyś z dziećmi na wakacjach (latem) i jak byłam trochę zmęczona zamieszaniem związanym z dziećmi, to mówiłam wprost, że chcę odpocząć i pobyć sama.... Zakomunikowałam też M, że to jest czas, który powinien maksymalnie poświęcać dziewczynkom; ma być przede wszystkim dla córek i przez ten tydzień skupiać się głównie na ich potrzebach i to im poświęcać czas. Wolałam sama sobą się zająć, poczytać książkę, niż ciągle asystować M w dopieszczaniu córek - ile można słuchać na deptaku Indianina, skakać na trampolinach itd. - niech tatuś je zabawia...

czyli jak zawsze ex dostaje na łep z zazdrości,one traktuja ciaze obecnych zon niemalże jak swoja życiową porażkę,szarpią sie jak diabli,zobacz z tej bezsilności musi pluć tymi słowami o twojej ciąży,dziecku..
poczekaj co sie będzie działo jak urodzisz,dotychczas dzieje sie jak u mnie,szokiem będzie wasz ślub,szlak ja będzie trafiał ,ze juz nie powiem o unieważnieniu malzenstwa z nią,będzie sie działo ,oj bedzie

to ze sie wymiksowalas ze wspolnego wyjazdu to barrdzo dobrze,niech sie tatuś upaja obowiązkami,bo jakbys byla to tak czy siak cos by na ciebie spadło a tak odpoczniesz

6 244 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-27 12:38:20)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

... Zakomunikowałam też M, że to jest czas, który powinien maksymalnie poświęcać dziewczynkom; ma być przede wszystkim dla córek i przez ten tydzień skupiać się głównie na ich potrzebach i to im poświęcać czas. Wolałam sama sobą się zająć, poczytać książkę, niż ciągle asystować M w dopieszczaniu córek - ile można słuchać na deptaku Indianina, skakać na trampolinach itd. - niech tatuś je zabawia...

Wymiksowałaś się ze wspólnego urlopu i....?
U mnie po pierwszym takim VETO , był foch, obraza majestatu, awantura, a w konsekwencji wyprowadzka z domu i "zawieszenie działalności naszego związku" na prawie trzy miesiące. Potem przywykł do tego , że ja zajmuję się swoimi dziećmi i go tym nie obciążam , niech On nie obciąża mnie swoimi. Urlop jest po to, żeby odpocząć, a ja z Jego dziećmi nie odpoczywam. Po kilku samotnych razach ze swoimi dziećmi, sam tez doszedł do wniosku, że z Jego dziećmi nie da się odpocząć.

6 245

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
czasami po weekendzie z dziewczynkami padamy... obowiązkowa jedna awantura przy lekcjach, a potem okazjonalnie już w zależności której w danym dniu "odbija" smile a to jedna nie chce iść do kościoła i się awanturuje, a to się kłócą i tłuką przy sprzątaniu, a to ma focha bo ojciec każe im iść spać o 22.30 (!!!) Dlatego jak na 4 dni przed wyjazdem do Zakopanego oświadczyłam, że nie jadę, to najpierw był trochę rozczarowany, bo będzie sam z dziewuchami, ale potem przyznał mi rację. Nie będę z brzuchem już dość wydatnym kotłowała się najpierw 6-7 godzin w samochodzie (co godzinę przerwa na wizytę w łazience, drętwiejące nogi itd), potem na miejscu i tak... ani nie pójdę na narty, ani nie pójdę na spacer bo i słaba już jestem (niedawno jechałam 500 m taksówką bo nie miałam siły iść) i też boję się upadku jak są ośnieżone chodniki. A poza tym jakby coś się działo to co ... zostawi dziewczynki same w hotelu i będzie ze mną jechał do Krakowa do szpitala? to aż i dopiero 28 tydzień ciąży. Przyznał w końcu, że to byłoby nierozsądne, więc w sumie łatwo poszło. Ale to kwestia okoliczności ... inaczej, pewnie byłby foch i lekka obraza smile

6 246

Odp: Być drugą i macochą

Są dwa tygodnie ferii smile Pierwszy tydzień pasierbice spędziły z matką - chodziły na basen na takie "półkolonie" i generalnie bąblowały. Ok.... skoro są ferie to są ferie. Dzisiaj zadzwoniła matka do dziewczynek. Okazało się, że starsza ma polecenie od mamy uczyć się przyrody, a młodsza ma do przeczytania na poniedziałek książkę "Karolcia" - 133 strony. Dodam, że dziewczynka sylabizuje w 2 klasie i jej czytanie zasługuje w pełni na określenie "dukanie". Po rozmowie z matką zamknęła się w pokoju i ryczała. M poszedł do niej zapytać o co chodzi, a ona na to, że musi lekturę czytać na poniedziałek. M siedział z nią pół wieczoru i czytali na zmianę Karolcię - udało się 30 stron. I tak przez kolejne dni planują czytać po 30 stron tak żeby zdążyć do poniedziałku. M jest wkuty, bo pierwszy tydzień dziewczyny były w domu i nic nie robiły, a teraz jak są z ojcem na nartach w Zakopanym, to troskliwa eks każe jednej uczyć się przyrody a drugiej czytać lekturę szkolną... takie niespodzianeczki.... 
Jakiś czas temu M usiłował uzyskać od matki mailem potwierdzenie, ze do środy po feriach dziewczyny mają być u nas, bo matka jedzie w delegację za granicę. Prosił o to kilka razy, ale była cisza. Byliśmy trochę zdezorientowani, tym bardziej że ostatnio eks straszyła zupełnie teoretycznie, że jak dziewczynki nie będzie odstawiał na czas, to zgłosi na policję porwanie rodzicielskie.... Dzisiaj się odezwała... Starsza dziewczynka jest w 4 klasie i idzie sama do domu po lekcjach. We wtorek kończy zajęcia wcześniej - około 12.00. Eks zapytała, czy ktoś ją odbierze, żeby nie czekała do 16.00 na przyjazd ojca po pracy. M napisał, że tak, że ja przyjadę po córkę. Na to eks pyta się na podstawie jakiego pełnomocnictwa ja będę pasierbicę odbierała ze szkoły, czy jestem z dziewczynkami spokrewniona ..... Biorąc pod uwagę, że starsza pasierbica sama chodzi do domu, nikt ją upoważniony do cholery ze szkoły odbierać nie musi.... No co za matriks, co za pytania (czy jestem z dziewczynkami spokrewniona - takie retoryczne chyba, bo eks chyba wie, że nie jestem spokrewniona, ale też chyba wie, że czwartoklasistka sama wychodzi ze szkoły).... Zupełnie nie wiem o co chodzi i jak to interpretować. A tak poza tym .... jeżeli chodziłoby o dobro dziecka, to do cholery czy ja mam trąd, wyrok za pedofilię, czy jakieś inne poważne defekty, że to problem że fatyguję się i jadę pod szkołę odebrać dziecko, żeby nie czekała 4 godziny na ojca, aż ten skończy pracę ....
Do tematu wakacji nawet nie chce mi się wracać - eks poinformowała dziewczynki, że to przez ojca nie pojadą w góry z babcią, bo nie chciał zgodzić się na zmianę terminu. Młodsza była na ojca obrażona i wygarnęła to ojcu... oczywiście to wszystko wina M... nie chce mi się pisać o tym więcej, bo naprawdę ręce mi opadają...

6 247

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 te problemy to wierzchołek góry lodowej!!! Ex jak widać wściekła jest na M za wszystko, zazdrosna i wściekła o Ciebie i Twoje relacje z dziewczynkami. U mnie zazdrość i perfidia Exowej sięgnęła zenitu i w pewnym momencie usłyszałam od Jej córki :" Mama zabroniła mi Ciebie kochać". Wyobraź sobie jak mnie wtedy ręce opadły.

Jeśli chodzi o odbiór dzieci ze szkoły/świetlicy to powiem Ci jak ja to rozwiązałam z Byłym. Na początku roku trzeba było wypełnić oświadczenie, kto jest upoważniony do odbioru dzieci. Ja wpisałam M i  swoich rodziców i dałam kartkę do wypełnienia Ojcu moich dzieci, który dwa razy w tygodniu zabiera dzieci po szkole. Szczerze mówiąc nawet nie wiem kogo tam dopisał, bo kartka wylądowała  na świetlicy i więcej do niej nie zaglądałam. Prawdopodobnie jest tam wpisana partnerka mojego Byłego, bo z tego co wiem, nie raz zdarzało się Jej odbierać moje dzieci ze szkoły kiedy Byłemu coś wypadało i nie mógł tego zrobić osobiście. Kiedyś bywało , że dzwonił do mnie w ostatniej chwili mówiąc, żebym jechała po dzieci, bo nie może/nie zdąży/ nie da rady...... Konsekwentnie oponowałam argumentując, że w moje dni jak się nie wyrabiam na zakrętach posiłkuje się dziadkami albo M i nie angażuje go w moje sprawy, w swoje dni niech On organizuje opiekę zastępczą jeśli się z czymś nie wyrabia - w końcu to też Jego obowiązek. A skoro tak, to nie mam prawa się wtrącać w to, kogo On do tej opieki zorganizuje (póki wiem, że dzieciom się krzywda nie dzieje, nie ingeruję w to). A skoro Wasza Pani Ex ma z tym problem, to trzeba grzecznie wytłumaczyć dziewczynom (najlepiej w obecności mamy!!!) , że niestety będą siedziały na świetlicy tak długo, aż tatuś skończy pracę, bo MAMA NIE ZGADZA SIĘ ŻEBYŚ TY JE ODEBRAŁA WCZEŚNIEJ ZE SZKOŁY. Odbijcie piłeczkę do mamusi. Niech mama dziewczynkom wytłumaczy dlaczego się na to nie zgadza i PRZEZ NIĄ dziewczyny muszą kiblować w szkole do wieczora.

6 248

Odp: Być drugą i macochą

Zdaję sobie sprawę, że ciągle piszę to samo - większe lub mniejsze złośliwości eks, jej ataki słowne.... Nie narzekam, bo nie dzieje się to codziennie, ale tak kilka razy w miesiącu, więc da się żyć .... Ale potrzebuję "spuścić powietrze z balonika". Z M nie chcę o tym rozmawiać, bo bym tylko dorzucała do pieca, a moje koleżanki nie rozumieją, bo "eks" nie mają. Na szczęście znają mnie jako zrównoważoną i uczciwą osobę, więc robią tylko wielkie oczy. 

M ma zasadę, że nie mówi źle o byłej żonie przy córkach - meandry ich relacji tłumaczy w sytuacjach, kiedy już naprawdę jest przymuszony. Jak chociażby ta sytuacja z wakacjami, kiedy wyjaśnił młodszej córce, że to nie jest tak, że się nie zgodził na zmianę terminów. Zgodził się, ale chciał odebrać dziewczynki i oddać w godzinach ustalonych przez sąd, ale mama przez kilka dni pomimo kilku ponawianych próśb w których prosił o potwierdzenie godzin odbioru, ona tego nie robiła (a ze swojej strony dodam, że te prośby były tak jednoznacznie wyartykułowane, że brak odpowiedzi był jakąś grą z jej strony). W związku z tym on wrócił do terminów ustalonych przez sąd. Dziewczynki niby zrozumiały... Nie wiem, czy matka mówi dziewczynkom o sprawach między rodzicami, czy też np. rozmawia o M ze swoją matką, koleżankami i córki to słyszą. Czasami dziwnie reagują, jakby wiedziały, ze o pewnych sprawach ojcu mają nie mówić. W listopadzie starsza nie miała butów stosownych do pogody. W grudniu matka jej kupiła kozaki - kozaki jak kozaki, ok (to są kozaki dla ośmiolatki, więc najważniejsze żeby były ciepłe i nieprzemakalne, a walory estetyczne mają znaczenie pośrednie). I nagle pasierbica mówi mi, że są prawie nieużywane, mama je kupiła od koleżanki. Wtedy młodsza dziewczynka mówi do siostry "Nie mów takich rzeczy, żeby tata wiedział". Powiedziałam pasierbicy, że nie ma w tym nic złego, że mama jej kupiła kozaki po kimś i że dla Jasia też kupiliśmy z tatą używany fotelik samochodowy i mamy ubranka po innych dzieciach, bo niekoniecznie warto kupować nowe rzeczy na kilka miesięcy. No ale znamienne było, że dziewczynki selekcjonują informacje dla taty i nie wiem na ile świadomie na polecenie matki, a na ile podświadomie, bo np. nie chcą wszczynać awantur między rodzicami. M generalnie nie ma nic przeciwko kupowaniu używanych rzeczy, jeżeli można kupić coś dobrego taniej.... przyznam, że mamy też wózek odkupiony od znajomych w stanie idealnym za 650 zł, podczas gdy nowy kosztuje ponad 2 tys. i raczej poczytujemy sobie to za przejaw racjonalizmu, a nie za "dziadowanie" - szkoda mi kasy na gondolę, która będzie służyła może pół roku, wolę kupić sobie potem nową, dobrą i wygodną spacerówkę, która posłuży z 3 lata.... M ma jednak podejrzenie, że w zestawieniu kosztów dzieci okaże się, że będzie rachunek za kozaki dla córki....  zobaczymy... Eks w pozwie o podwyższenie alimentów oświadczała, że każda z córek ma budżet na ciuchy po 200 zł miesięcznie i podobnie po 50 zł miesięcznie na materiały biurowe. Ani po ciuchach, ani po ich piórnikach, gdzie w większości mają długopisy od ojca i kredki "ogryzki", tych pieniędzy nie widać i to wnerwia M.... Szczególnie prośby "tata kup mi korektor bo mi się kończył, a mama nie ma czasu kupić". Wychodzę na naiwniaczkę, bo ja bym tam za 5 zł kupiła dziecku korektor bez dyskusji, ale M dostaje apopleksji jak to słyszy... Pomijam, że dziewczynki już są w wieku, kiedy mogłyby same w kiosku za 5 zł kupić sobie korektor, więc niepotrzebna tu asysta zagonionej mamy...

6 249

Odp: Być drugą i macochą

Hej, mój "związek" z facetem z bagażem chyba już się skończył, ja od połowy grudnia spowrotem w Polsce i spowrotem w swojej starej pracy, prawie wszystkie moje rzeczy w mieszkaniu jego. Teraz lece na urlop do dzikiego kraju, bilety kupiłam pod wpływem impulsu bo byłam wściekła na niego że oczekuje mojego współczucia bo ukochany synalek chce się na stałe do mamusi przenieść. Od ok 1,5 roku mieli 50/50 i dla prawie 17letniego konia jest zbyt stresujące się przenosić z domu do domu co dwa tygodnie (odległość wynosi jakiś kilometr lub dwa...).
Na urlop jade sama "story of my life" bo on na narty z gnojem. I jeszcze ma czelność oczekiwać ode mnie współczucia że się tak źle czuje i jest zmęczony i taki kawał musiał autem jechać. Kurtyna...

6 250 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-01 03:35:47)

Odp: Być drugą i macochą

Sunrider
nie wiem czy życzyć Ci rozpadu związku, czy jest jeszcze nadzieja, że Twój TŻ oprzytomnieje ....

Mój M wrócił po tygodniu ferii z córkami i ja jestem nieco zdegustowana .... to raczej pasierbice decydowały co i kiedy robią, jak nie było zgodnie z ich myślą, kończyło się awanturą i stawiały na swoim.... standard. Dopóki mnie nie było, wszystkie awantury tak wyglądały, nie mniej przy mnie się trochę ogarnia i jest bardziej stanowczy. Przez najbliższe 3 dni dziewczynki są z nami.... Wiem, że to dzieci, ale są sytuacje, że mi idzie pikawa.... Wiem, że mnie obśmiejecie, bo to nic... ale wczoraj robiłam im sos boloński do spaghetti na kolację plus przygotowywałam mięso na mielone na poniedziałek (jestem w Warszawie i chciałam przygotować M i dziewczynkom obiad), byłam trochę już zmęczona i źle się czułam. Dziewczynki wróciły od dziadków, podałam im spagetii. Ile wam nałożyć, czy tyle, czy więcej/mniej, co chcecie pić, wodę, ale nie zimną, ok.... Misiu siądź porządnie przy stole... "Siedzę"... proszę siądź porządnie "ale siedzę!!!" - qwa siedzi półdupkiem, z podłożoną noga... wiecie, że mnie szlag trafił "wodę weźcie sobie same" i poszłam do sypialni. Gdyby to było moje dziecko, zostałoby spacyfikowane i bym wyegzekwowała "swoje". Moja niejasna i niedookreślona sytuacja wobec dziewczynek mnie irytuje... Mam się nimi zajmować, usługiwać, ale od nich nie mogę niczego wymagać .... Naprawdę, nie mogę nic zarzucić M, jest mi wdzięczny za pomoc itd., zdaję sobie sprawę, że robię to głównie dla M, nie dla nich... tak, w 80% dla M, w 20% dla nich. W dodatku starsza jak czasami coś palnie, to tragedia... M woła ją, żeby zeszła do kuchni (chciał, jej podać leki, ale nie powiedział dlaczego ją woła) na to 9-latka nie ruszając zada z pokoju odpowiada z pretensją "czego". No cóż ... jestem starej daty i nie wyobrażam sobie takich odzywek do ojca - mi ciśnienie poszło chociaż nic nie powiedziałam, a M .... widziałam że mu jest przykro.
Już o tym pisałam - spodziewam się, że po narodzinach braciszka, szybko pojawią się kłopoty.... Nie z eks (z nią też, ale o tym nie myślę), tylko z dziewczynkami. Dla nich to pewnik, że ojciec jest w 100% ich, w 100% wyrozumiały i robiący to na co mają ochotę. Widzę jednak,  że i M ma pewne potrzeby wobec narodzin syna. Kilka razy powiedział o tym, że chce mieć dziecko dla którego będzie mógł być ojcem na co dzień i które będzie mógł wychowywać, z którym stworzy normalną więź jaka jest między ojcem a dzieckiem. A co więcej, sądzę że nie daje rady z córkami, dlatego wydaje mu się, że stworzy więź z synem... On na swój sposób przeżywa, że córki dzwonią same do matki, a do niego nie... jak nie zadzwoni, to nie ma z nimi kontaktu - chyba że coś chcą. Matka M natomiast, po kilku awanturach z dziewczynkami w roli głównej powiedziała, że gdyby M miał normalną rodzinę, to do dziewczynek może też by dotarło, że ojca muszą szanować i w pewien sposób zabiegać o niego, odwzajemniać dobro, które im daje. Wtedy kiedy dostają od M to co chcą jest ok, jak tylko prosi o coś co nie jest zgodne z ich życzeniem, zaczynają się schizy. I myślę, że to stan wyuczony, bo to do tej pory najlepiej działało, aby dostać od niego  to co chcą.... Nie tyle to ich parszywy charakter, tylko dziecięca cwaność... tylko jak to wyrugować...??? I przekonuję się, że ja tego nie wyruguję... chociaż bardzo bym chciała, żeby było inaczej - dla M. Nie do końca potrafię myśleć o sytuacji "to problem eks i M, głównie eks, która będzie musiała się borykać z córkami, które uczą się poniżej przeciętnej, są rozpuszczone i bezczelne, do czego ona niestety sama doprowadziła, czy ma mnie obchodzić to, że matka chce z nich zrobić artystki, zamiast odpowiednio dopilnować naukę .... ja się nauczę bezpiecznej strategii olewania i odrzucania ich problemów, tak aby minimalizować straty po swojej stronie". Boję się, że taka strategia, pomimo że wydaj mi się dość wygodna i oczywista, to w przyszłości się na mnie zemści, bo trzeba będzie się zajmować dziewczynkami i je życiowo "ustawiać", jeżeli nie dostaną się do dobrych szkół itd. Już teraz eks próbuje podrzucić problemy jak "kukułcze jaja" M... A to są dzieci .... żal mi ich okropnie... No właśnie, czy ja mam się wtrącać do modelu wychowawczego matki, skoro uważam że jest zły i przyniesie tym dzieciom więcej złego, bo przecież to nie są moje dzieci, więc "nie moje zmartwienie"... czy na pewno "nie moje".

Jak myślę o tym wszystkim, to naprawdę cofa mi się....

6 251

Odp: Być drugą i macochą

I wiem, że ciągle o tym piszę, ale quź-wa, leży mi to na wątrobie.... Nie wiem, czy wizyta u psychologa coś da, zresztą z czym miałabym pójść do psychologa? Że mnie drażni moja bezradność wobec sytuacji, że cierpię z powodu "konfliktu tragicznego", bo widzę że M cierpi, więc może powinnam się zaangażować w sytuację, ale .... męczy mnie sama myśl, że miałabym podejmować jakąś formę walki. Trochę rozkłada mnie miłość M do mnie, bo to on jest w sytuacji bezbronny. Wczoraj mnie trochę rozśmieszył, przytulając się do mnie i mówiąc, że on jest "taki romantyczny i lubi mój zapach i się do mnie przytulać", podczas gdy ja jestem typem "twardzielki". Widzę, że on potrzebuje normalności, chce bliskiej relacji z córkami, synem, ale jako faceta go przerasta relacja z córkami. Nie oczekuje ode mnie, że będę rozwiązywała jego problemy, ale widzę, że w tym wszystkim jest pogubiony... dlatego ciągle w mojej głowie jest pytanie retoryczne "co ja mam z tym wszystkim zrobić"....

6 252

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 trudno doradzać zrób tak, albo zrób tak.... Każda z nas ma inne pokłady cierpliwości, empatii..... Dużo też zależy od samego partnera, czy pozwala nam się "wtrącać" czy ogranicza naszą rolę tylko do "pomagaczki".
Ja nie mogłam znieść tego co Exowa robi ze swoimi dziećmi. Nie chciałam walczyć Jej bronią i robić sieczkę z mózgu Jej dzieci. Ostatnio z M rozmawialiśmy, że może jak będą starsze to same ocenią właściwie sytuację. Będą mogły porównać dwa domy, dwa światy (Ich mamuśki i nasz) i same wyciągną wnioski. Nienawidzę tej bezsilności, kiedy jestem świadkiem jak Jego dzieci Go wykorzystują  i ranią a On za wszelką cenę Je tłumaczy, usprawiedliwia. Ranią Go wiele razy a Ja mam ochotę wziąć jedno, drugie, trzeci i potrząsnąć Nimi . Co Wy wyrabiacie ?  Nie mogę tego zrobić, nie umiem Mu pomóc , szlag mnie trafia. Ostatecznie łatwiej mi, kiedy nie widzę, nie jestem świadkiem Ich spotkań, maili czy telefonów.
Z piękną wizją zcalonej i wspierającej się rodziny spotkałam się tylko raz i to tu na forum opowiadała jedna z forumowiczek , że udało Im się zbudować rodzinę z pasierbami w jednym domu. Ale w Ich sytuacji, pasierbowie mieszkali z ojcem i macochą i ...... ojciec wychowywał synów a nie rekompensował rozpad poprzedniej rodziny. To wydaje mi się klucz do pogodzenia wszystkiego. Niestety naszym partnerom zdecydowanie łatwiej przychodzi rekompensowanie i wchodzenie dzieciom w d..kę niż Ich wychowywanie.

6 253

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Hh999 trudno doradzać zrób tak, albo zrób tak.... Każda z nas ma inne pokłady cierpliwości, empatii..... Dużo też zależy od samego partnera, czy pozwala nam się "wtrącać" czy ogranicza naszą rolę tylko do "pomagaczki".
Ja nie mogłam znieść tego co Exowa robi ze swoimi dziećmi. Nie chciałam walczyć Jej bronią i robić sieczkę z mózgu Jej dzieci. Ostatnio z M rozmawialiśmy, że może jak będą starsze to same ocenią właściwie sytuację. Będą mogły porównać dwa domy, dwa światy (Ich mamuśki i nasz) i same wyciągną wnioski. Nienawidzę tej bezsilności, kiedy jestem świadkiem jak Jego dzieci Go wykorzystują  i ranią a On za wszelką cenę Je tłumaczy, usprawiedliwia. Ranią Go wiele razy a Ja mam ochotę wziąć jedno, drugie, trzeci i potrząsnąć Nimi . Co Wy wyrabiacie ?  Nie mogę tego zrobić, nie umiem Mu pomóc , szlag mnie trafia. Ostatecznie łatwiej mi, kiedy nie widzę, nie jestem świadkiem Ich spotkań, maili czy telefonów.
Z piękną wizją zcalonej i wspierającej się rodziny spotkałam się tylko raz i to tu na forum opowiadała jedna z forumowiczek , że udało Im się zbudować rodzinę z pasierbami w jednym domu. Ale w Ich sytuacji, pasierbowie mieszkali z ojcem i macochą i ...... ojciec wychowywał synów a nie rekompensował rozpad poprzedniej rodziny. To wydaje mi się klucz do pogodzenia wszystkiego. Niestety naszym partnerom zdecydowanie łatwiej przychodzi rekompensowanie i wchodzenie dzieciom w d..kę niż Ich wychowywanie.


Podzielam opinię Kjim- u mnie jest to samo.
Patrzę na M - wielki chłop a bezradny na manipulacje 10 latka , sprząta po nim, prosi się go by zjadł obiad, milczy gdy ten go okłamuje- bo co ma zrobić ? Na wychowanie nie ma odwagi i siły, więc woli zaspokajać potrzeby i zachcianki licząc .. co ja pisze - okłamując siebie że syn będzie wdzięczny kiedyś za wspaniałość ojca.

6 254 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-01 13:40:17)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Sunrider
nie wiem czy życzyć Ci rozpadu związku, czy jest jeszcze nadzieja, że Twój TŻ oprzytomnieje ....

Mój M wrócił po tygodniu ferii z córkami i ja jestem nieco zdegustowana .... to raczej pasierbice decydowały co i kiedy robią, jak nie było zgodnie z ich myślą, kończyło się awanturą i stawiały na swoim.... standard. Dopóki mnie nie było, wszystkie awantury tak wyglądały, nie mniej przy mnie się trochę ogarnia i jest bardziej stanowczy. Przez najbliższe 3 dni dziewczynki są z nami.... Wiem, że to dzieci, ale są sytuacje, że mi idzie pikawa.... Wiem, że mnie obśmiejecie, bo to nic... ale wczoraj robiłam im sos boloński do spaghetti na kolację plus przygotowywałam mięso na mielone na poniedziałek (jestem w Warszawie i chciałam przygotować M i dziewczynkom obiad), byłam trochę już zmęczona i źle się czułam. Dziewczynki wróciły od dziadków, podałam im spagetii. Ile wam nałożyć, czy tyle, czy więcej/mniej, co chcecie pić, wodę, ale nie zimną, ok.... Misiu siądź porządnie przy stole... "Siedzę"... proszę siądź porządnie "ale siedzę!!!" - qwa siedzi półdupkiem, z podłożoną noga... wiecie, że mnie szlag trafił "wodę weźcie sobie same" i poszłam do sypialni. Gdyby to było moje dziecko, zostałoby spacyfikowane i bym wyegzekwowała "swoje". Moja niejasna i niedookreślona sytuacja wobec dziewczynek mnie irytuje... Mam się nimi zajmować, usługiwać, ale od nich nie mogę niczego wymagać .... Naprawdę, nie mogę nic zarzucić M, jest mi wdzięczny za pomoc itd., zdaję sobie sprawę, że robię to głównie dla M, nie dla nich... tak, w 80% dla M, w 20% dla nich. W dodatku starsza jak czasami coś palnie, to tragedia... M woła ją, żeby zeszła do kuchni (chciał, jej podać leki, ale nie powiedział dlaczego ją woła) na to 9-latka nie ruszając zada z pokoju odpowiada z pretensją "czego". No cóż ... jestem starej daty i nie wyobrażam sobie takich odzywek do ojca - mi ciśnienie poszło chociaż nic nie powiedziałam, a M .... widziałam że mu jest przykro.
Już o tym pisałam - spodziewam się, że po narodzinach braciszka, szybko pojawią się kłopoty.... Nie z eks (z nią też, ale o tym nie myślę), tylko z dziewczynkami. Dla nich to pewnik, że ojciec jest w 100% ich, w 100% wyrozumiały i robiący to na co mają ochotę. Widzę jednak,  że i M ma pewne potrzeby wobec narodzin syna. Kilka razy powiedział o tym, że chce mieć dziecko dla którego będzie mógł być ojcem na co dzień i które będzie mógł wychowywać, z którym stworzy normalną więź jaka jest między ojcem a dzieckiem. A co więcej, sądzę że nie daje rady z córkami, dlatego wydaje mu się, że stworzy więź z synem... On na swój sposób przeżywa, że córki dzwonią same do matki, a do niego nie... jak nie zadzwoni, to nie ma z nimi kontaktu - chyba że coś chcą. Matka M natomiast, po kilku awanturach z dziewczynkami w roli głównej powiedziała, że gdyby M miał normalną rodzinę, to do dziewczynek może też by dotarło, że ojca muszą szanować i w pewien sposób zabiegać o niego, odwzajemniać dobro, które im daje. Wtedy kiedy dostają od M to co chcą jest ok, jak tylko prosi o coś co nie jest zgodne z ich życzeniem, zaczynają się schizy. I myślę, że to stan wyuczony, bo to do tej pory najlepiej działało, aby dostać od niego  to co chcą.... Nie tyle to ich parszywy charakter, tylko dziecięca cwaność... tylko jak to wyrugować...??? I przekonuję się, że ja tego nie wyruguję... chociaż bardzo bym chciała, żeby było inaczej - dla M. Nie do końca potrafię myśleć o sytuacji "to problem eks i M, głównie eks, która będzie musiała się borykać z córkami, które uczą się poniżej przeciętnej, są rozpuszczone i bezczelne, do czego ona niestety sama doprowadziła, czy ma mnie obchodzić to, że matka chce z nich zrobić artystki, zamiast odpowiednio dopilnować naukę .... ja się nauczę bezpiecznej strategii olewania i odrzucania ich problemów, tak aby minimalizować straty po swojej stronie". Boję się, że taka strategia, pomimo że wydaj mi się dość wygodna i oczywista, to w przyszłości się na mnie zemści, bo trzeba będzie się zajmować dziewczynkami i je życiowo "ustawiać", jeżeli nie dostaną się do dobrych szkół itd. Już teraz eks próbuje podrzucić problemy jak "kukułcze jaja" M... A to są dzieci .... żal mi ich okropnie... No właśnie, czy ja mam się wtrącać do modelu wychowawczego matki, skoro uważam że jest zły i przyniesie tym dzieciom więcej złego, bo przecież to nie są moje dzieci, więc "nie moje zmartwienie"... czy na pewno "nie moje".

Jak myślę o tym wszystkim, to naprawdę cofa mi się....

wcale sie nie dziwie ,że masz trzesawke na widok takiego zachowania,ja moze bylabym w stanie znieść cudze dziecko,gdyby bylo grzeczne,ze wskazaniem na moze i to na 3 minuty ,ale znosić takich grymaśnic  nie umiałabym,też jestem ,,ze starej szkoły jeśli chodzi o wychowanie,ba u mojej matki to graniczyło niemal z tresura,ja ucząc sie na jej błędach poszlam ścieżką ,,miłość i wymagania,,
i wierze ze dla ciebie zachowanie tych dziewuch to kosmos bo ja mialam tak samo ,a później juz tylko gorzej i gorzej,aż pokazałam drzwi

edit:

pytasz co masz z tym wszystkim zrobić i czy to są rzeczywiście nie twoje problemy,tak to są rzeczywiście nie twoje problemy tylko rodzicow tych dzieci ,postaraj sie uwierzyc mi na,słowo ze nie wszystkie dzieci musza chodzic do dobrych szkol,kończyć studia,zdać maturę ,są takie które obijają,sie w życiu i żyją,,poślizgiem,,
powiem brutalnie,nie w twoim interesie jest chyba by ich edukacja trwała długo,olej to i nie szarp sie o ,,cudze dobro,, i słuchaj starszych stażem

6 255

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
Hh999 napisał/a:

Sunrider
nie wiem czy życzyć Ci rozpadu związku, czy jest jeszcze nadzieja, że Twój TŻ oprzytomnieje ....

Mój M wrócił po tygodniu ferii z córkami i ja jestem nieco zdegustowana .... to raczej pasierbice decydowały co i kiedy robią, jak nie było zgodnie z ich myślą, kończyło się awanturą i stawiały na swoim.... standard. Dopóki mnie nie było, wszystkie awantury tak wyglądały, nie mniej przy mnie się trochę ogarnia i jest bardziej stanowczy. Przez najbliższe 3 dni dziewczynki są z nami.... Wiem, że to dzieci, ale są sytuacje, że mi idzie pikawa.... Wiem, że mnie obśmiejecie, bo to nic... ale wczoraj robiłam im sos boloński do spaghetti na kolację plus przygotowywałam mięso na mielone na poniedziałek (jestem w Warszawie i chciałam przygotować M i dziewczynkom obiad), byłam trochę już zmęczona i źle się czułam. Dziewczynki wróciły od dziadków, podałam im spagetii. Ile wam nałożyć, czy tyle, czy więcej/mniej, co chcecie pić, wodę, ale nie zimną, ok.... Misiu siądź porządnie przy stole... "Siedzę"... proszę siądź porządnie "ale siedzę!!!" - qwa siedzi półdupkiem, z podłożoną noga... wiecie, że mnie szlag trafił "wodę weźcie sobie same" i poszłam do sypialni. Gdyby to było moje dziecko, zostałoby spacyfikowane i bym wyegzekwowała "swoje". Moja niejasna i niedookreślona sytuacja wobec dziewczynek mnie irytuje... Mam się nimi zajmować, usługiwać, ale od nich nie mogę niczego wymagać .... Naprawdę, nie mogę nic zarzucić M, jest mi wdzięczny za pomoc itd., zdaję sobie sprawę, że robię to głównie dla M, nie dla nich... tak, w 80% dla M, w 20% dla nich. W dodatku starsza jak czasami coś palnie, to tragedia... M woła ją, żeby zeszła do kuchni (chciał, jej podać leki, ale nie powiedział dlaczego ją woła) na to 9-latka nie ruszając zada z pokoju odpowiada z pretensją "czego". No cóż ... jestem starej daty i nie wyobrażam sobie takich odzywek do ojca - mi ciśnienie poszło chociaż nic nie powiedziałam, a M .... widziałam że mu jest przykro.
Już o tym pisałam - spodziewam się, że po narodzinach braciszka, szybko pojawią się kłopoty.... Nie z eks (z nią też, ale o tym nie myślę), tylko z dziewczynkami. Dla nich to pewnik, że ojciec jest w 100% ich, w 100% wyrozumiały i robiący to na co mają ochotę. Widzę jednak,  że i M ma pewne potrzeby wobec narodzin syna. Kilka razy powiedział o tym, że chce mieć dziecko dla którego będzie mógł być ojcem na co dzień i które będzie mógł wychowywać, z którym stworzy normalną więź jaka jest między ojcem a dzieckiem. A co więcej, sądzę że nie daje rady z córkami, dlatego wydaje mu się, że stworzy więź z synem... On na swój sposób przeżywa, że córki dzwonią same do matki, a do niego nie... jak nie zadzwoni, to nie ma z nimi kontaktu - chyba że coś chcą. Matka M natomiast, po kilku awanturach z dziewczynkami w roli głównej powiedziała, że gdyby M miał normalną rodzinę, to do dziewczynek może też by dotarło, że ojca muszą szanować i w pewien sposób zabiegać o niego, odwzajemniać dobro, które im daje. Wtedy kiedy dostają od M to co chcą jest ok, jak tylko prosi o coś co nie jest zgodne z ich życzeniem, zaczynają się schizy. I myślę, że to stan wyuczony, bo to do tej pory najlepiej działało, aby dostać od niego  to co chcą.... Nie tyle to ich parszywy charakter, tylko dziecięca cwaność... tylko jak to wyrugować...??? I przekonuję się, że ja tego nie wyruguję... chociaż bardzo bym chciała, żeby było inaczej - dla M. Nie do końca potrafię myśleć o sytuacji "to problem eks i M, głównie eks, która będzie musiała się borykać z córkami, które uczą się poniżej przeciętnej, są rozpuszczone i bezczelne, do czego ona niestety sama doprowadziła, czy ma mnie obchodzić to, że matka chce z nich zrobić artystki, zamiast odpowiednio dopilnować naukę .... ja się nauczę bezpiecznej strategii olewania i odrzucania ich problemów, tak aby minimalizować straty po swojej stronie". Boję się, że taka strategia, pomimo że wydaj mi się dość wygodna i oczywista, to w przyszłości się na mnie zemści, bo trzeba będzie się zajmować dziewczynkami i je życiowo "ustawiać", jeżeli nie dostaną się do dobrych szkół itd. Już teraz eks próbuje podrzucić problemy jak "kukułcze jaja" M... A to są dzieci .... żal mi ich okropnie... No właśnie, czy ja mam się wtrącać do modelu wychowawczego matki, skoro uważam że jest zły i przyniesie tym dzieciom więcej złego, bo przecież to nie są moje dzieci, więc "nie moje zmartwienie"... czy na pewno "nie moje".

Jak myślę o tym wszystkim, to naprawdę cofa mi się....

wcale sie nie dziwie ,że masz trzesawke na widok takiego zachowania,ja moze bylabym w stanie znieść cudze dziecko,gdyby bylo grzeczne,ze wskazaniem na moze i to na 3 minuty ,ale znosić takich grymaśnic  nie umiałabym,też jestem ,,ze starej szkoły jeśli chodzi o wychowanie,ba u mojej matki to graniczyło niemal z tresura,ja ucząc sie na jej błędach poszlam ścieżką ,,miłość i wymagania,,
i wierze ze dla ciebie zachowanie tych dziewuch to kosmos bo ja mialam tak samo ,a później juz tylko gorzej i gorzej,aż pokazałam drzwi

edit:

pytasz co masz z tym wszystkim zrobić i czy to są rzeczywiście nie twoje problemy,tak to są rzeczywiście nie twoje problemy tylko rodzicow tych dzieci ,postaraj sie uwierzyc mi na,słowo ze nie wszystkie dzieci musza chodzic do dobrych szkol,kończyć studia,zdać maturę ,są takie które obijają,sie w życiu i żyją,,poślizgiem,,
powiem brutalnie,nie w twoim interesie jest chyba by ich edukacja trwała długo,olej to i nie szarp sie o ,,cudze dobro,, i słuchaj starszych stażem


Hh999- ja myślę że już niedługo spadniesz z tym dobrem na glebę , i obyś się nieboleśnie przekonała  smile
Niemowlę jest bardzo absorbujące, matka wymęczona, potrzeba spokoju w pierwszym okresie, rytm dopasowany jest do dzidziusia i jego potrzeb.
Jakoś nie wydaje mi się by otoczenie które teraz ma wszystkich w nosie zrozumiało to.

6 256

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, jest czas ferii. Niektórzy już są po, inni w trakcie. Jak sytuacja u Was? Jakaś poprawa w stosunku do lat ubiegłych? Jakieś kompromisy? Czy wciąż to samo?
Hh999 jak nastroje po feriach i Twojej "dezercji" ? Obyło się bez fochów ?

Sunrider - jak się trzymasz? Wróciłaś już z "samotnego urlopu"?

6 257

Odp: Być drugą i macochą

a co jesli facet był żonaty, ma dziecko z poprzedniego małżeństwa i teraz jest z kobietą, z którą tez ma dziecko i wlasnie to dziecko i ta kobieta są najważniejsze, a tamto dziecko jakby troche odrzucone ?

6 258

Odp: Być drugą i macochą

Ferie minęły, moja dezercja raczej nie wywołała fochów:) A dzisiaj "oddaliśmy" dziewczynki mamie i przyznam, że oboje jesteśmy przeszczęśliwi z tego faktu (wiem, że brzmi to podle... wink) Przez ostatnie kilka dni dziewczyny dawały ostro w kość, miały typowe dziewczyńskie fochy-mochy, które mogą przy własnym dziecku wywoływać myśli o morderstwie, a co dopiero jak fiksują pasierbice... Są bardzo różne pod względem charakteru i urody, ale godne siebie... więc - to starsza zdzieli młodszą i ta wyje, to młodsza coś spsoci starszej i ta się wydziera i ryczy teatralnie (tu z pewnością zdolności aktorskie mają)... Znosiłam cierpliwie choć ... pozwoliłam sobie na pokazanie, że nie życzę sobie pewnych zachowań. Siedziałam ze starszą przy stole i ona gasiła i zapalała światło nad stołem, tak z 3 razy i się śmieje. Mówię "proszę nie rób tego, bo jest dzień i po co ludzie mają nam zaglądać do domu z ulicy", na co ona się śmieje i dalej gasi i zapala światło. No cóż, z poważną twarzą mówię "Misiu, ja nie lubię jak o coś proszę dziecko, a ono ignoruje moje prośby. To w ogóle nie jest zabawne, a ja nie mam ochoty powtarzać wielokrotnie to samo". Przestała... nie była obrażona czy coś, ale udało mi się zapanować nad sytuacją i skłonić ją do posłuchania mnie. Mieliśmy też mały incydent z Policją - panowie policjanci chcieli zobaczyć nasz monitoring, ponieważ sąsiedzi zostali okradzeni. Panowie przyszli wieczorem, ponieważ "te" sprawy załatwia M i musiał wrócić z pracy, a dziewuchy rozsiadły się w salonie i słuchają jak ojciec z nimi rozmawia. Zawołałam je do pokoju obok i poprosiłam, żeby poszły do siebie. Powiedziałam, że to są sprawy dorosłych, są u nas Panowie policjanci i nie wypada, żeby one tam były i słuchały. I ku mojemu zaskoczeniu, bez żadnego sapnięcia poszły do swojej sypialni....  Widzę, że jak jesteśmy same, dziewczyny mnie słuchają. Głupiego rozumu dostają przy ojcu ...
Na szczęście najbliższe spotkanie we wtorek w przyszłym tygodniu .... M wczoraj wieczorem nawet coś tam szepnął, że on potrzebuje już normalnego, spokojnego wieczoru bez pisków itd. Eks chyba jakoś przełknęła, że ja zajmowałam się dziewczynami i nawet dzisiaj odbierając córkę, zapytała jak samopoczucie. Odebrałam to raczej sympatycznie (może coś się z tego urodzi, jakiś późniejszy komentarz że wyglądam okropnie i ciąża mi nie służy.. wink), ale nie dodając nic od siebie, myślę że jej pytanie było ok. Odpowiedziałam, że dziękuję i że póki co bardzo dobrze - starałam się, żeby też odpowiedź była korekt. Nie jest do końca tak, że ja jestem zaczepna.... Jak ktoś mnie prowokuje i mnie "zaczepia" to jestem skłonna do konfrontacji, bo przecież "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Ale cenię sobie święty spokój .... smile

6 259 Ostatnio edytowany przez patrycja.8171 (2016-02-03 22:38:30)

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Macoszki.
U mnie znów dym ... znów przez fanaberie Malego i jego Mamuśki ... Oni cacy - ja ble sad
Pier....e to wszystko ... zawsze będę na ostatnim planie . Dziś , może przesadziłam, ale po kolejnym telefonie Exi i próbie ustalenia nam planu na kolejne dni , nie wytrzymałam i wykrzyczałam J. , że zachowuje się jakby u niej na smyczy był , bo tak to wygląda  , obraził się śmiertelnie . A mnie nawet specjalnie przykro nie jest .. Chyba przekroczyłam pewną granicę , usłyszał kilka slów prawdy , może bolesnych ale jakze prawdziwych . Szkoda , że i tak nic nie dotarło . sad

Z tego co czytam u Was też " wesoło" sad
Jestem z Wami Kochane ... , tylko tyle mogę .

6 260

Odp: Być drugą i macochą

kurcze ... rozpisałam się i przez przypadek skasowałam

Patrycja
czemu ten Twój J jest tak spolegliwy wobec swojej eks? Boi się jej, jest tak zaczadzony miłością do młodego, że każdą perspektywę spotkania "bierze w ciemno"... o co chodzi?

Pamiętam, że pisałaś o tym, że borykałaś się z problem płodności. U mnie, może nie tyle że podobnie, ale miałam z tematem poważne problemy. Nie zachodziłam w ciążę, pomimo że powinnam, a ponieważ mój ówczesny partner, tylko paszczą deklarował chęć posiadania dzieci, nigdy problem nie był dobrze zdiagnozowany. Ja sądziłam, że to "moja wina", bo mam problemy z wysoką prolaktyną, bo moja matka też miała ten defekt i też miała problem z zajściem w ciążę itd. Oczywiste było dla mnie, że mój były facet, 100% maczo nawet się nie da zawlec do lekarza na diagnostykę. Zresztą po co, jak on tak naprawdę wcale nie chciał dziecka. Z tego powodu między innymi, zdecydowałam o odejściu.
Kiedy poznałam M, ten uznał, że w odróżnieniu do jego poprzednich partnerek, nie jestem typem który będzie go chciał "udupić" na ciążę. To on o mnie zabiegał i starał się sobą mnie zainteresować, ja byłam dość nieufna. Niestety (albo stety) zaszłam w ciążę dosłownie kilka miesięcy po tym jak się związaliśmy. Byłam w totalnym szoku i rozpierdusze, bo mając lat 39 to już nawet wg mojego ginekologa "bez invitro ciężko będzie o dziecko", a ja jestem w ciąży z facetem, którego mało jeszcze znam, który ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa. Oczywiście, że uważałam, że to za wcześnie, oczywiście ani ja ani M nie byliśmy najszczęśliwsi z wyniku testu, ale .... po ochłonięciu jakoś postanowiliśmy się zmierzyć z tematem, tym bardziej że ze względu na moje przekonania, raczej rozwiązania typu aborcja w grę nie wchodziły. Teraz myślę, że dobrze się stało jak się stało. Daje mi to pewną równowagę w relacji z eks, a właściwie w trójkącie eks-M-ja. Ona jest matką jego dwójki córek, ja urodzę wkrótce naszego syna (nie chodzi oczywiście o płeć dzieci, ani o ilość)... dlatego musi również liczyć się ze mną i respektować moje zdanie. Pomimo, że na początku nie za bardzo był szczęśliwy z perspektywy trzeciego dziecka, to teraz myślę że teraz bardziej czeka niż ja...  aż czasem mi głupio, że ja jestem taka mało wylewna...
dlaczego o tym piszę... wiem, że dziecko to nie jest remedium na problemy w związku, ale może z tym facetem mogłabyś założyć rodzinę i mieć dziecko, które sprowadziłyby relacje z poprzedniego związku na inny poziom. Eks przestała być najważniejszą kobietą jego życia, przynajmniej - ja przestałam tak czuć ... że ona jest matką jego córek, a ja się nie liczę, że to z nią jako matką jego dzieci musi się liczyć... Może to tkwiło w mojej głowie, ale coś w tym chyba jest, że od kiedy jestem w ciąży, dużo zmieniło się na pozytywnie w naszych relacjach. Może możesz zawalczyć o to, żebyście mieli również wspólne dziecko ... przepraszam, że o tym piszę, ale czuję, że może tak jak u mnie, zmieniło to relację o 180 stopni również w odniesieniu do eks..

6 261 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-02-04 10:24:17)

Odp: Być drugą i macochą

No dziewczyny... pochwaliłam Eks i dzisiaj od rana sytuacja wróciła na dawne, znane tory.
Otóż ... przez ostatnie 3 dni od poniedziałku do środy dziewczynki były z nami. Odrabialiśmy lekcje itd. We wtorek nawet ojciec przygotowywał ze starszą córką prezentację o świętym na religię w czwartek. No i dzisiaj rano dwa sms... jeden, że dostała brak zadania z matematyki, drugi że krzyczę na dziewczynki.... no dziewczyny, nie chcę mówić, ale szlag mnie trafił w szczególności z powodu tego drugiego.... Przysięgam, że na dzieci nie krzyczę, generalnie nie leży to w mojej naturze - jestem naprawdę bardzo zrównoważonym typem i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi (taki zawód...). M odpisał, że prosi ją o podanie przykładów sytuacji, kiedy krzyczałam na dziewczynki i że przy najbliższym spotkaniu porozmawiamy na ten temat. Nie wiem o co chodzi naprawdę... naprawdę ... Porozmawiam na ten temat z dziewczynkami, bo widzę kilka kwestii. Jeżeli istotnie uważają, że na nie krzyczę - niech mi powiedzą kiedy (kuźwa.... nie krzyczę!!!!!), jeżeli opowiadają matce jakieś kłamstwa - niech im będzie głupio i niech mają świadomość, że wiem o tym, jeżeli natomiast matka coś wymyśla, niech wiedzą że jest mi niemiło kiedy ich mama pisze takie rzeczy.... Jedyne sytuacje, kiedy podnosiłam na nie głos, to wtedy kiedy jedna drugą kopała, albo ciągnęły się za włosy. No ale to chyba jest zrozumiałe, że jak się tłuką i przy okazji drą, to muszę powiedzieć głośniej niż normalnie, żeby w ogóle słyszały.
co do nauki, to ręce mi opadły. Wygląda na to, że nie miała nic wpisane do zeszytu o zadaniu, nie miała w elektronicznym dzienniczku, nie powiedziała i w efekcie wczoraj dostała brak zadania. No toż skąd mieliśmy wiedzieć, że miała zadanie, skoro nawet robiliśmy z nią zadanie na kolejne dni... ręce mi opadają. No a matka pisze sms w których "apeluje" do ojca, żeby odrabiał z córkami zadania domowe. . Inna sprawa, że nie ma tego zadania, więc to kwestia do pogadania z dziewczynką, dlaczego tych zadań nie zrobiła.... No a z nauczycielką, czemu tych cholernych zadań nie wpisuje do elektronicznego dzienniczka, tak żeby rodzice mogli kontrolować dzieci. Codziennie pytaliśmy czy coś jest zadane, codziennie odrabialiśmy z nimi lekcje. Chociaż cholera mnie w czwartej klasie nikt elektronicznym dzienniczkiem nie kontrolował...
No nic - zamierzam rozmówić się z pasierbicami, bo to jedna z takich sytuacji, których nie przepuszczam bez wyjaśnienia. Qwa, przepraszam że klnę, ale czuję się jakby ktoś mi dorabiał garba. A jeżeli eks pogrywa i używa córek, no dobrze... czuję niestety, że budzi się we mnie agresja, a nie lubię tego uczucia. Agresja wobec dziewczynek albo wobec niej w zależności od tego kto mataczy. Bo jeżeli to dziewczynki lawirują, to mam ochotę im powiedzieć - dobrze ... w takim razie umówimy się tak - ja was ignoruję, wy możecie się pozabijać a ja nawet nie zwrócę na to uwagi, ale  ........ macie się ode mnie odpier...lić (oczywiście dzieciom tak nie powiem) i tym samym nie odrabiam z wami lekcji, nie robię wam obiadków które lubicie, tylko takie jakie zrobię to będziecie jadły, nie robię wam żadnych zakupów - generalnie - wali mnie co się z wami dzieje. Również oczekuję, że jak będę się zamykała w sypialni, to nie ma żadnego lelania itd.
Jeżeli natomiast to matka wywołuje te sytuacje ........... to kuź-wa kto od miecza wojuje od miecza ginie. Najpierw przeprowadzę spokojną rozmowę z dziewczynkami, jak się wszystkiego zaprą pokażę im sms i zapytam - kto kłamie - ja, one, czy mama.
Noż... nawet sobie nie wyobrażacie jak mi dzisiaj pikawa poszła. I to nie chodzi o adrenalinę, tylko o to, że czuję się jakby mi ktoś napluł w twarz. Nie mniej - zamierzam dowiedzieć się kto i zamierzam przedsięwziąć odpowiednie kroki zaradcze.
Rozmawiałam dzisiaj rano też z M, który na szczęście stoi po mojej stronie i twierdzi, że to gierki żony. Ale ja sobie nie życzę być elementem jej gierek i to w sposób, który mnie szkaluje, a chyba ma czemuś służyć. Może też jej chodzi o pogorszenie relacji między mną a dziewczynkami? Muszę to porozkładać na czynniki pierwsze.... Nie czuję braków w inteligencji, ale lubię rozumieć o co chodzi w sytuacjach. Oczywiście nie będę na dzień dobry linczować dziewczynek - uważam, że wywołanie poczucia winy, uświadomienie krętactw (wszystko jedno czyich - czy dziewczynek czy matki) to lepsze rozwiązanie, niż walenie focha, ale jestem pewna swoich racji i chcę zrozumieć kto i dlaczego dorabia mi dupę ....

6 262 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-04 11:12:49)

Odp: Być drugą i macochą

Wpadłam w necie na fajny artykuł w "Charakterach"
"Druga szansa" Zofia Pierzchała – psycholog

Z tego co wstępnie wyczytałam przywiązanie naszych facetów do Byłych żon jest tu świetnie wyłożone. Chyba poszukam jej innych publikacji.

6 263

Odp: Być drugą i macochą

"Druga szansa", a myślałam, ze chodzi o ten nowy serial z Kożuchowską wink

6 264 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-04 12:10:52)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 mówiłam , że te kłopoty to wierzchołek góry lodowej? Mówiłam.  Ja już pogodziłam się z faktem, że :
1.Matka dla dzieci jest Święta (choćby była krową to jednak świętą)
2. co powie mama, jest święte, i
3. co byś nie robiła czy nie tłumaczyła, nawet jak masz rację, to według dzieci ICH MATKA ma rację, nie TY.
4. każda Twoja próba wyjaśniania czegokolwiek, nawet jak masz słuszną rację,  jest odbierane jako ATAK na matkę rodzicielkę!!! A Ty jesteś odbierana jako ta atakująca (nawet jeśli wojnę zaczyna matka rodzicielka) 
   Każde moje dobre intencje były obracane przeciwko mnie. Kiedy czesałam dziewczynom ich długie do pasa włosy ( nie czesane przez matkę i nie myte X czasu), dowiedziałam się po jakimś czasie, że szarpię dziewczyny za włosy!!! i że to boli!!! Powiedziałam że nigdy, nigdy więcej nie zrobię nic dla tych dzieci. 
Poczekam aż dorosną i albo będą mnie nienawidziły (tak jak Im to wpaja matka) albo w końcu przejrzą na oczy i same trzeźwo ocenią sytuację.
Do tego czasu nie zrobię NIC. I tak wszystko co robię jest ZŁE. Masochistką nie jestem.

Co do nakręcania dzieci przeciwko Tobie, bądź ostrożna , bardzo ostrożna kiedy już urodzi się maleństwo. Z doświadczenia wiem, że generalnie starsze dzieci są zazdrosne o te nowonarodzone. Tak było z dwójką moich dzieci. Jak urodziłam córkę , synek miał 2,5 roku. Potrafił podejść i ni z tego , ni z owego pacnąć siostrzyczkę w głowę. Dużo pracy kosztuje wytłumaczenie takiemu dziecku, że nie zostanie odtrącone ze względu na to, że pojawiło się drugie/kolejne dziecko. Jeszcze trudniej będzie wytłumaczyć Waszym dziewczynom, że narodzony bąbel nie zabierze Im taty. I gwarantuję Ci, że EXOWA wykorzysta ten moment na wpajanie dziewczynom nienawiści do Waszego dziecka.

6 265 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-04 12:16:21)

Odp: Być drugą i macochą

A NIE MOWIŁAM ,ZE TAK BEDZIE
będą intrygi ,knowania,zaczepki,proby obwiniania macochy za całe zło tego swiata,powiem co będzie nastepne
następne będą proby sklocenia ciebie z twoim mężem,otoz ex będzie probowala go nastawić go przeciwko tobie,uzyje do tego młodych,będzie pierdaczyła ze robisz im krzywdę itd,potem w miarę dorastania młode przejmą pałeczkę i to będzie niekonczaca,sie opowiesc

szkoda twojego zdrowia i nerwów,odrabiasz z nimi lekcje i zbierasz joby,no proszę cię....
gotujesz i podstawiasz pod pysk i co?? podziękował ktoś? ojciec niech odrabia,ojciec gotuje ,masz swietny powod by sie wymiksowac juz,natychmiast ,jestes w ciazy

zobacz żyjesz ich zyciem ,ich zasranymi lekcjami,zadaniami,obiadami i pierdylionem innych spraw,po co??po co sie w to tak angazujesz??
rozumiem ze robisz to dla męża ,hmmm myslisz ze będzie cię za to kochał bardziej ?
tez kiedyś chcialam byc taka zajebista,tylko ze życie pokazało mi ze robie sobie tym krzywdę,tak jak juz kijm tu kiedyś napisala wspolczuje wielu ludziom ale to nie znaczy ze mam dźwigać cudzy garb,proszę cię pomyśl o tym tak na spokojnie i zacznij mieć w doopie nie swoje problemy

jeszcze jedno i chyba najwazniejsze,musisz uzmyslowic sobie ze dla tych dzieci ty i twoje dziecko stale bedziecie stanowic konkurencje,one będą z wami rywalizować,o uwagę ,o kase ,o czas,juz ich mamusia sie o to postara,spokojna glowa

mialam tego nie pisać,ale co tam,opisujesz tu dośc szczegolowo te dziewczyny i  ich zachowania i powiem ci nie znam ich ale juz ich nie lubię,male rozwydrzone pyskate zarazy mi sie jawią z tego opisu i to tyle

6 266

Odp: Być drugą i macochą

Kjim i Lusilju
ten przykład Kjim z włosami jest super. Dokładnie tak się czuję, że robię coś ok, dbam o dziewczynki, a ktoś całą sytuację odwraca przeciwko mnie ....
Muszę przetrawić to wszystko o czym piszecie i napiszę trochę później. Nie zdenerwowała mnie ta sytuacja aż tak ekstremalnie, a może już się trochę uspokoiłam, ale czuję się jakby mi ktoś w twarz splunął; a ja jestem w sytuacji że zastanawiam się, na ile politycznie jest postawić się "okoniem", a na ile udawać, że deszcz pada.
Dziewczyny są rozpuszczone, to fakt, ale ja generalnie staram się je lubić i być dla nich dobra .... piszę tu głównie o tych złych sytuacjach, bo powodują we mnie odczucie bezradności, którego nie cierpię. Dopóki jest ok, to nie ma problemu, ale jak coś się dzieje - mają fochy, tłuką się itd., to jak ja mam reagować...? jako macocha. Zresztą kiedyś sobie postanowiłam, że jak usłyszę, że nie mogę czegoś robić, bo nie jestem ich mamą to je zripostuję - oczywiście, nie jestem, ale też nie muszę gotować, je opierać, sprzątać, dbać o nie, czesać itd. A robię to, pomimo że ich mamą nie jestem - i co one na to? Kiedyś kiedy młodsza sikała w łazience a nie zamknęła drzwi, stał przy lustrze ojciec i ja weszłam do łazienki i zaczęłam z nim rozmawiać (nie zauważyłam jej na toalecie) i ona krzyknęła "wyjdź, ja sikam, nie jesteś moją mamą żeby być w łazience jak sikam" odpowiedziałam jej "a ty nie jesteś małą nynką, żeby sikać przy otwartych drzwiach, jeżeli są otwarte to wchodzę" i .... nie wyszłam tylko kontynuowałam rozmowę z M smile jak domyślacie się - jej sikanie mnie w ogóle nie obchodziło ...
Pisałam już też, że to co robię, robię dla M, który póki co jest wobec mnie lojalny i to on mnie do tej pory ostrzegał przed eks. Kilka razy mieliśmy małe ściny, bo on pisał do niej dość agresywne sms, a ja się z nim kłóciłam, że nie może tak pisać, że ma być merytoryczny a nie zaczepny. To co robię traktowałam jako pomoc M, który niekiedy sam nie daje rady ogarnąć. Ale jak będzie Jaś, to oczywiste, że poza obiadami i zakupami dla całej rodziny, nie będę miała czasu dla dziewczyn ....

Muszę to wszystko przemyśleć, w szczególności, czy i jak przeprowadzić rozmowę z dziewczynami. Na razie biorę się do pracy.... ale bardzo Wam dziewczyny dziękuję....

6 267

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

....... jak będzie Jaś, to oczywiste, że poza obiadami i zakupami dla całej rodziny, nie będę miała czasu dla dziewczyn ....

Widzisz Ty już sama wiesz, że po urodzeniu się Jasia, zajdą spore zmiany. Nie tylko TY nie będziesz miała czasu dla dziewczyn , bo jeśli nie ugotujesz, nie opierzesz itd .... to tatuś będzie to musiał robić, a w konsekwencji ----> On też będzie miał mniej czasu dla dziewczyn. Być może będzie Ci potrzebny kiedy będziesz się źle czuła, wtedy On też będzie zajmował się małym Jasiem czyli------> On też będzie miał mniej czasu dla dziewczyn. A teraz pomyśl. Skoro na dzień dzisiejszy całe Wasze życie jest zorganizowane wokół dziewczyn, ich planu lekcji, zajęć dodatkowych, posiłki szykowane pod Ich widzimisie, pomyśl jak zinterpretują zmianę Waszego zachowania po urodzeniu Jasia? W Ich oczach, automatycznie winnym całego zamieszania, zmianą organizacji, mniejszym zaangażowaniem taty w ICH sprawy, będzie Jaś! Jeśli już dziś nie zaczniecie wprowadzać zmian , a dopiero po urodzeniu się Małego, to uwierz mi, negatywne nastawienie dziewczyn do Niego narodzi się z automatu. Mamuśka nawet nie wiele będzie musiała się napracować, żeby zniechęcić dziewczyny do bobasa. Moim zdaniem, pobłażając w tej chwili dziewczynom, kręcąc całym światem wokół Nich sami sobie strzelacie w kolano. Ja tak to widzę. I nie jest to podyktowane jakimś czarnowidztwem, tylko doświadczeniem.

6 268

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 sama zastanawiam się dlaczego J we wszystkim ustępuje swojej byłej .. On twierdzi , że to tylko ze względu na Młodego , ze wszystko co robi , robi z myslą o Nim . Ja jednak myślę , że On nie mowi mi wszystkiego , że ich rozstanie miało inny powód niż ten , który mi podał .
Co do posiadania wspólnego potomstwa , bardzo się cieszę , że u Was to sprawiło "polepszenie" sytuacji . U mnie , no cóż , abstrahując już od tego , że On nie chce mieć więcej dzieci , to ja po tym wszystkim co się stało między nami sama nie zdecydowałabym się na Dziecko .
Ktoraś z Was tu pisała , że Jej Facet zgodził się łaskawie na ciążę cyt  " jakby rzucił Jej ochłap " .
Wczoraj usłyszałam od niego , że mam się zacząć starać ... Więc widać do tej pory nie starałam się sad . A skoro tak .... to wszystkiego mi się odechciało .
Póki co nie mowimy głośno o rozstaniu  ale oboje o tym myślimy raczej .
Zapytałam go , czemu potrafi być wobec mnie tak stanowczy , a jej ustepuje - odpowiedział , że ona go nie obchodzi tylko Junior .. i weź tu z takim gadaj .
Trzymajcie się Babeczki cieplutko .

6 269 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-04 16:49:36)

Odp: Być drugą i macochą

Partycja - jak wielokrotnie tu pisałyśmy i wymieniałyśmy się doświadczeniami, jeśli facet po tylu latach od rozwodu nie zmienił swojego stosunku do Ex, to już go nie zmieni!! Zawsze usłyszysz, że to nie dla EX, tylko dla dziecka. Ja w takich sytuacjach zawsze powtarzałam swojemu M, jeśli tak Ci zależy na tym "dobru dzieci" to trzeba było się nie rozwodzić, dla dobra dzieci próbować ratować rodzinę, mimo zdrad żony przyjąć ją spowrotem pod dach i dla dobra dzieci udawać , że wszystko gra!!! a nie składać pozew o rozwód. Wypad z domu i niech wprowadzi się do Ex, albo wynajmie mieszkanie obok Niej, będzie miał dziecko pod ręką i będzie na każde skinienie Ex. Skoro robi dobrze Ex dla dobra syna, skoro to lubi, to wypad do Niej. Ja sama kilka razy pakowałam M i wyrzucałam Jego rzeczy za drzwi, bo nie pasował mi układ , w który zostałam uwikłana. Chciałam związku z M, a dostałam w pakiecie Exową. Żyć w trójkącie mi się nie uśmiechało. Kilka razy wyprowadzał się sam. Ostatecznie nauczył się jak trzymać Exową z daleka od naszego życia i z dala ode mnie. A może i ja z czasem nauczyłam się tego dystansu.... Czego i Tobie życzę. W razie co, pisz tutaj. To pomaga.

6 270

Odp: Być drugą i macochą

sad
jak dobrze znam te problemy sad

6 271

Odp: Być drugą i macochą

kjim dystans , to to czego mi teraz trzeba smile
Dziękuję Kochana , będę tu wpadać , czytać czasem pisać , bo to chyba obecnie jedyne miejsce na tej planecie , gdzie czuję się " normalną " , tu mnie nikt nie nazwie przewrażliwioną histeryczką . :*

6 272

Odp: Być drugą i macochą
patrycja.8171 napisał/a:

kjim dystans , to to czego mi teraz trzeba smile
Dziękuję Kochana , będę tu wpadać , czytać czasem pisać , bo to chyba obecnie jedyne miejsce na tej planecie , gdzie czuję się " normalną " , tu mnie nikt nie nazwie przewrażliwioną histeryczką . :*

Nazwie , nazwie. Nie znasz mocy Exowych :-)))) Wpadają tu jakieś czasem i nazywają nas najgorszym złem jakie chodzi po świecie :-) Do tego też jest dystans potrzebny. One mają MOC!!! Moc w postaci dzieci , używają jej do swoich nieczystych gierek i zawsze , zawsze robią to w "imię dobra dzieci" . Pozdrawiam Cię ciepło.

6 273

Odp: Być drugą i macochą

dla odreagowania wkur....wa dzisiejszego dnia, kupiłam Jasiowi zestaw pieluszek wielorazowych. Będę je prała, a tym samym będę miała jeszcze mniej czasu na opiekę nad dziewczynkami wink

6 274

Odp: Być drugą i macochą

smile kiedy rodzisz ?

6 275

Odp: Być drugą i macochą

patrycja
jestem w 7mc, będę rodziła w kwietniu, więc już najwyższy czas na kompletowanie wyprawki smile

6 276

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

patrycja
jestem w 7mc, będę rodziła w kwietniu, więc już najwyższy czas na kompletowanie wyprawki smile


Oj, spać nie możesz?
Posłuchaj rad Kjim, i zacznijcie stopniowo wprowadzać zmiany organizacyjne w Waszym życiu, zanim Jasio się pojawi smile
Buziaki

6 277

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 To już niedługo big_smile , trzymam kciukasy :*

6 278 Ostatnio edytowany przez sunrider (2016-02-07 15:13:51)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Dziewczyny, jest czas ferii. Niektórzy już są po, inni w trakcie. Jak sytuacja u Was? Jakaś poprawa w stosunku do lat ubiegłych? Jakieś kompromisy? Czy wciąż to samo?
Hh999 jak nastroje po feriach i Twojej "dezercji" ? Obyło się bez fochów ?

Sunrider - jak się trzymasz? Wróciłaś już z "samotnego urlopu"?


Hej, mniej więcej w połowie, poznałam na lotnisku dwie inne samotne podróżniczki, jedną której facet pracoholik nie chciał towarzyszyć i drugą po wczesnym rozwodzie, każda tutaj swoimi drogami i według swojej marszruty ale udaje się nam troche czasu spędzić razem w tym odległym dzikim kraju. Zbieram się do napisania szanownemu panu żeby zaczął pakować moje rzeczy bo ja już chyba nie chce go więcej w życiu widzieć. Troche żenada żeby obce osoby które nie wiedzą jak wyglądałam kilka miesięcy temu mi mówiły że jestem strasznie chuda.

6 279

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny , ja mam ostatnio ..fale.
Wszystko mnie wkurza w moim życiu. M najbardziej.
Tak myślę że dałam się wplatać w życie i związek które nie są moje .
Czuję się jakby mnie coś (ktoś ) hamował , wisiał mi i ciążył. .. nie wiem co jest. Nie lubię swojego życia , chciałam mieć dom- niby mam ale nie mam !
Chciałam mieć rodzinę - niby mam ale nie mam.
Tak marzyłam że będę mieć fajny dom, zrobię sobie garderobę , pokój do ćwiczeń - pralnię i suszarnie .. że będzie tak po mojemu.
A mam ?  bombę z opóźnionym zapłonem- jakby M wykitował połowa domu jest młodego-czyli ex.
Nie mam nawet gdzie poćwiczyć - w salonie wiecznie siedzi M, gabinet za mało miejsca, kolejny to ołtarz ku czci bolesnej rozłąki M z synusiem...........
jestem niewolnikiem w "swoim" domu - niczego nie mogę zrobić zmienić, bo...

Przedwczoraj M rzucił że wywali meble z gabinetu i wstawi tam kolejny Tv , komputer i biurko.. pytam po co ? A on że potrzebuje azylu!!! bo salon i sypialnia (tam ma TV i laptopy ) to za mało paniczowi... rzuciłam że ma azyl w bałaganie w młodego - że niech posprząta i tam sobie siedzi.
Zaczęłam temat że ten pokój trzeba przemeblować żeby był użyteczny...obraził się ! Foch.
A mnie wkurw złapał! czy we własnym domu ja nie mogę urządzić po swojemu ?? nie mogę korzystać jak mi się podoba ?? bo smarkacz jakiś przyjedzie 1-2 razy w miesiącu ??? meble pełne rzeczy których nie używa, ogólnie bałagan i brud, bo ja nie sprzątam ...więc nikt ...M wczoraj łóżko pościelił...a młody był tydzień temu.
Czytałam wypowiedź Lusi- no i dotarło do mnie - dlaczego ja mam się poświęcać dla jakiegoś dzieciaka ??? skoro jego rodzice w dooopie  mieli wszystko ? Tatuś egoista zrobił dla siebie dobrze i zostawił mamusię z synkiem, mamusia w doopie miała synka i nie chciała isc na kompromisy dla syna i dogadać się z jego ojcem!!
A teraz ja za to mam pozwolić by cudze dziecko rządziło moim domem?? moimi wakacjami ? urlopem? świętami ?
Dlaczego ja nie mogę być egoistką ? i myśleć tylko o sobie i moim synu ?

heh, męczy mnie to wszystko- czy ma sens życie na pół gwizdka ? jeśli czuję że to nie jest moje prawdziwe życie ?
Czy to są powody by rozwalić wszystko ? nie mam pojęcia czy coś czuję do M - jak odsuwam te wszystkie myśli to niby oki... ale to mnie ciągle męczy.
Wiem że nie czuję się bezpiecznie - dom i sprawy materialne, muszę sama zabezpieczać siebie wiec jaki sens ma bycie razem przy takim widmie jak u nas ?
A ten pokój M .. to jakby M wisiał ciągle w przeszłości , ja wiem że jego syn jest, i on sam mi tak nie przeszkadza .. ale ten pokój mnie wkurwia na maksa..to jakby zaklinać rzeczywistość - jakby M zaklinał !... czy ja schizuję ? przyczepiłam się ?

6 280

Odp: Być drugą i macochą

Sunrider
jeżeli to najlepsza droga dla Ciebie, to trzymam kciuki serdecznie. Sama dwa lata temu byłam na wakacjach - niby z facetem, ale .... wakacje wyżebrane (bo wcale nie miał specjalnej ochoty i co mu pokazywałam jakąś ofertę, to zawsze w niej było coś co ją dyskryminowało...), na wakacjach kilka razy mnie totalnie olał i zabawiał się z innymi kobietami, wszczynał jakieś awantury z barmanem w hotelowym lokalu, ciągle coś było mu nie tak.... właśnie po wakacjach puściła mi wola walki o "związek". Dziś nie żałuję rozstania, pomimo że miałam wtedy 38 lat i wydawało się, że będzie mi trudno ułożyć sobie życie smile Żałuję zbyt wielu szans, za dużych pokładów cierpliwości i wyrozumiałości, pobłażania itd. Po rozstaniu facet odezwał się do mnie 2 razy - raz z życzeniami urodzinowymi (jak byliśmy w związku nigdy nie pamiętał) i potem napisał mi dość złośliwego sms w sprawie zwrotu moich nart, które miał u siebie. Odpisałam mu ... odpowiadając również złośliwie i uświadamiając, że wiem że dostawał mms od dziewczyny z obnażonym biustem i różą między piersiami oraz, że wiem, że żalił się jakiejś swojej koleżance na "brak dobrego seksu" smile oczywiście w momencie rozstania czułam się zdruzgotana, oszukana i opuszczona, ale szybko doszłam do siebie (ale w międzyczasie jak ja chciałam, żeby do mnie wrócił, przeprosił ... itd...) smile W każdym razie, jak już postanowisz, to życzę Ci wytrwałości i determinacji...

Dzięki dziewczyny za życzenia. Jedyne czego chcę w tym momencie, to żeby Jaś się urodził zdrowy i zdrowo się chował. W tej perspektywie nieprzyjemności z eks to pryszcz smile

6 281

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Sunrider
jeżeli to najlepsza droga dla Ciebie, to trzymam kciuki serdecznie. Sama dwa lata temu byłam na wakacjach - niby z facetem, ale .... wakacje wyżebrane (bo wcale nie miał specjalnej ochoty i co mu pokazywałam jakąś ofertę, to zawsze w niej było coś co ją dyskryminowało...), na wakacjach kilka razy mnie totalnie olał i zabawiał się z innymi kobietami, wszczynał jakieś awantury z barmanem w hotelowym lokalu, ciągle coś było mu nie tak.... właśnie po wakacjach puściła mi wola walki o "związek". Dziś nie żałuję rozstania, pomimo że miałam wtedy 38 lat i wydawało się, że będzie mi trudno ułożyć sobie życie smile Żałuję zbyt wielu szans, za dużych pokładów cierpliwości i wyrozumiałości, pobłażania itd. Po rozstaniu facet odezwał się do mnie 2 razy - raz z życzeniami urodzinowymi (jak byliśmy w związku nigdy nie pamiętał) i potem napisał mi dość złośliwego sms w sprawie zwrotu moich nart, które miał u siebie. Odpisałam mu ... odpowiadając również złośliwie i uświadamiając, że wiem że dostawał mms od dziewczyny z obnażonym biustem i różą między piersiami oraz, że wiem, że żalił się jakiejś swojej koleżance na "brak dobrego seksu" smile oczywiście w momencie rozstania czułam się zdruzgotana, oszukana i opuszczona, ale szybko doszłam do siebie (ale w międzyczasie jak ja chciałam, żeby do mnie wrócił, przeprosił ... itd...) smile W każdym razie, jak już postanowisz, to życzę Ci wytrwałości i determinacji...

Dzięki dziewczyny za życzenia. Jedyne czego chcę w tym momencie, to żeby Jaś się urodził zdrowy i zdrowo się chował. W tej perspektywie nieprzyjemności z eks to pryszcz smile

Kochana, przepraszam za pytanie , ile masz lat ?
Mój syn jest pełnoletni, od kilku lat staram się zajść w ciążę - ale bezskutecznie...  boję się że nie zdążę.
Tak sobie myślę że dlatego nie kopnęłam M w doopę ...boję się że już nigdy nie będę miała szansy na dziecko.
Mam prawie 39 lat. płakać mi się chce. Nasz sex jest do doopy , kiedyś kupowałam specjalne gadżety, bieliznę ...ale od jakiegoś czasu mam dość.
M nie dba o siebie, drinki, fajki, wielki brzuch.... ma problemy z tym..hmm . Ogólnie ostatnio ma ochotę tylko na kacu .. a ja tego nienawidzę...
I mam wstręt do siebie .. że zgadzałam się kilka razy bo miałam nadzieję że zajdę w ciążę...
boże ..jak ja się sama poniżam..............

6 282

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstąd

więc .... mam 40 lat (rocznikowo) i w ciążę zaszłam mając skończone 39 lat.... a kontynuując wątki niedyskretne, to zaciążyłam w 4 miesiącu od kiedy zaczęłam sypiać z nowym partnerem. Nie spodziewałam się tego za cholerę, ponieważ żyłam w przekonaniu że mam płodnościowe problemy związane z wysoką prolaktyną. A mój poprzedni facet właśnie; piwkował, palił papierosy jak smok, jeździł na rowerze (może sobie przy okazji co nieco pougniatał), ale to był 100% macho.... zapewne problemy mogłam mieć tylko ja, podczas gdy on absolutnie żadnych (w swoim mniemaniu). Kilka razy było tak, że uważałam, że jeżeli miałabym zajść w ciążę, to spełniły się w 100% wszelkie okoliczności - ale ja nie zachodziłam. I powiem Ci, że znam Twój ból, ponieważ w którymś momencie, prowokowałam seks w okresie płodnym i nic .... absolutnie nic.... poza rozczarowaniem, kiedy okazywało się, że nie jestem w ciąży.

Mój aktualny partner (bo jeszcze nie mąż) prowadzi się "zdrowo", alkoholu bym powiedziała w granicach przyzwoitości (w weekend małe piwko i butelka wina), nie pali i.... kiedy począł się Jasiu to mój owulacyjny kalendarzyk komórkowy pokazywał prawdopodobieństwo ciąży jako "low" - zaledwie 20% i to "low" stało się ciałem, a właściwie Jasiem. Dzisiaj wydaje mi się jednak, że ten "problem" z płodnością leżał jednak po stronie mojego eks, nawet zastanawiałam się, czy mu o tym nie powiedzieć, ale .... zrezygonowałam. Co miałabym mu właściwie napisać ...; "drogi eks, informuję Cię z serdeczną troską, że w trakcie naszego bycia razem nie zachodziłam w ciążę najprawdopodobniej z powodu kiepskiej jakości nasienia. Okazało się bowiem, że po 9 miesiącach od naszego rozstania, bez jakiegokolwiek starania znalazłam się ciężarną za przyczyną 40 letniego mężczyzny, którego tryb życia określiłabym jako znacząco higieniczniejszy od Twojego. Pozostawiam niniejszym Twojej rozwadze, kwestie Twojej płodności i ewentualnego wpływu na nią papierosów i piwska, nieśmiało rekomendując modyfikacje ilości spożywanych używek. Deklarowałeś przecież, że rzekomo chcesz mieć dzieci - więc może nie dla mnie, ale dla innej kobiety zdecyduj się na rezygnację z nałogów"..... Nie mam do niego żalu i gdyby on mnie traktował po rozstaniu dobrze, chyba dla jego dobra bym mu o tym powiedziała delikatnie. Ale on był wściekły, bo się nie spodziewał, że odejdę od niego. Pamiętam, że moją najlepszą przyjaciółkę, która miała 45 lat, a która zdecydowała się odejść od swojego faceta, bo ją zdradził i lawirował, skwitował "niech nie odchodzi od niego, bo i tak sobie nikogo nie znajdzie wolnego". Ubodło mnie to, bo pomyślałam, że jego bezczelna pewność siebie, że ja będę z nim pomimo jego chamskich zagrywek, może wynikać z tego samego - on myślał, że nie odejdę ze strachu.... mylił się smile

6 283

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

chceuciekacstąd

więc .... mam 40 lat (rocznikowo) i w ciążę zaszłam mając skończone 39 lat.... a kontynuując wątki niedyskretne, to zaciążyłam w 4 miesiącu od kiedy zaczęłam sypiać z nowym partnerem. Nie spodziewałam się tego za cholerę, ponieważ żyłam w przekonaniu że mam płodnościowe problemy związane z wysoką prolaktyną. A mój poprzedni facet właśnie; piwkował, palił papierosy jak smok, jeździł na rowerze (może sobie przy okazji co nieco pougniatał), ale to był 100% macho.... zapewne problemy mogłam mieć tylko ja, podczas gdy on absolutnie żadnych (w swoim mniemaniu). Kilka razy było tak, że uważałam, że jeżeli miałabym zajść w ciążę, to spełniły się w 100% wszelkie okoliczności - ale ja nie zachodziłam. I powiem Ci, że znam Twój ból, ponieważ w którymś momencie, prowokowałam seks w okresie płodnym i nic .... absolutnie nic.... poza rozczarowaniem, kiedy okazywało się, że nie jestem w ciąży.

Mój aktualny partner (bo jeszcze nie mąż) prowadzi się "zdrowo", alkoholu bym powiedziała w granicach przyzwoitości (w weekend małe piwko i butelka wina), nie pali i.... kiedy począł się Jasiu to mój owulacyjny kalendarzyk komórkowy pokazywał prawdopodobieństwo ciąży jako "low" - zaledwie 20% i to "low" stało się ciałem, a właściwie Jasiem. Dzisiaj wydaje mi się jednak, że ten "problem" z płodnością leżał jednak po stronie mojego eks, nawet zastanawiałam się, czy mu o tym nie powiedzieć, ale .... zrezygonowałam. Co miałabym mu właściwie napisać ...; "drogi eks, informuję Cię z serdeczną troską, że w trakcie naszego bycia razem nie zachodziłam w ciążę najprawdopodobniej z powodu kiepskiej jakości nasienia. Okazało się bowiem, że po 9 miesiącach od naszego rozstania, bez jakiegokolwiek starania znalazłam się ciężarną za przyczyną 40 letniego mężczyzny, którego tryb życia określiłabym jako znacząco higieniczniejszy od Twojego. Pozostawiam niniejszym Twojej rozwadze, kwestie Twojej płodności i ewentualnego wpływu na nią papierosów i piwska, nieśmiało rekomendując modyfikacje ilości spożywanych używek. Deklarowałeś przecież, że rzekomo chcesz mieć dzieci - więc może nie dla mnie, ale dla innej kobiety zdecyduj się na rezygnację z nałogów"..... Nie mam do niego żalu i gdyby on mnie traktował po rozstaniu dobrze, chyba dla jego dobra bym mu o tym powiedziała delikatnie. Ale on był wściekły, bo się nie spodziewał, że odejdę od niego. Pamiętam, że moją najlepszą przyjaciółkę, która miała 45 lat, a która zdecydowała się odejść od swojego faceta, bo ją zdradził i lawirował, skwitował "niech nie odchodzi od niego, bo i tak sobie nikogo nie znajdzie wolnego". Ubodło mnie to, bo pomyślałam, że jego bezczelna pewność siebie, że ja będę z nim pomimo jego chamskich zagrywek, może wynikać z tego samego - on myślał, że nie odejdę ze strachu.... mylił się smile


Dziękuję Ci za te słowa . U mnie z M jest podobnie ... w sensie, że pije , żre (jego jedzenie nie można nazwać inaczej ), pali papierosy i się wypiera .. sport to jedynie w TV, ... no chyba że się pokłócimy - wtedy biega , jeździ na rowerze - "popatrz jaki jestem zajebisty" ...
Próbowałam z nim rozmawiać , bo facet 43 lata i zero chęci na sex, chrapie jak lokomotywa, buty wiąże na siedząco...i to z problemem...
Mam takie napady złego samopoczucia, albo nie mogę spać lub spałabym bez przerwy.
nie chce mi się wracać do domu... chyba boje się wizji tego że syn niedługo ułoży sobie życie i zostanę sama z M .. a jakoś nie widzę celu w tym żadnego ...
jakby było dziecko to wiadomo...

Kjim, Ty masz kontakt z Zazdrosna ? co u niej?

6 284 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-08 13:23:50)

Odp: Być drugą i macochą

Cheuciekac.... myśl trzeźwo, żebyś nie wpakowała się w większe kłopoty niż te majątkowe....

I potwierdzam to co pisze Hhh9999, faceci są przekonani, że nie odejdziemy ze strachu i mogą z nami robić co Im się podoba.
Mój M boleśnie doświadczył, że nie boję się żyć sama, że świetnie sobie radze bez Niego i kiedy wraca, za każdym razem wraca na co raz bardzie zaostrzonych warunkach. Nie popuszczam a jednak wraca  smile

Chceuciekac- wciąż tu piszą kobitki o tym , że " mężczyźni kochają zołzy". A mnie sie coś wydaje, że z biegiem czasu stałam się gorszą zołzą, niż Pani Exowa. I ..... dobrze mi z tym.

Zazdrosna dawno się nie odzywała, ale  .... myślę, że podczytuje sobie nasz wątek. Jak coś to Zazdrosna - odezwij się.

6 285

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Cheuciekac.... myśl trzeźwo, żebyś nie wpakowała się w większe kłopoty niż te majątkowe....

I potwierdzam to co pisze Hhh9999, faceci są przekonani, że nie odejdziemy ze strachu i mogą z nami robić co Im się podoba.
Mój M boleśnie doświadczył, że nie boję się żyć sama, że świetnie sobie radze bez Niego i kiedy wraca, za każdym razem wraca na co raz bardzie zaostrzonych warunkach. Nie popuszczam a jednak wraca  smile

Chceuciekac- wciąż tu piszą kobitki o tym , że " mężczyźni kochają zołzy". A mnie sie coś wydaje, że z biegiem czasu stałam się gorszą zołzą, niż Pani Exowa. I ..... dobrze mi z tym.

masz na myśli dziecko z M ?

wiesz, czasami myślę że to natura jest mądrzejsza i dlatego nie jestem w ciąży :)Bo gdy sama sobie zadaję pytanie czy M jest dobrym ojcem... to nie umiem odpowiedzieć...a to znaczy że raczej nie . Młodego widzi raz-2 razy w miesiącu ... i nic szczególnego nie ma w tych spotkaniach, młody robi co chce czyli komputer/tv/gry na telefonie... jak M cos robi i woła syna to ten 2 minuty i się nudzi...albo M nie woła młodego bo mu będzie przeszkadzał... oba lenie .
Nawet zaczęłam czytać o samotnym macierzyństwie... 1500 koszt inseminacji nasieniem z banku... ale chciałabym z kimś dzielić ta radość i czuję ból gdy myślę że moje dziecko nie miałoby pełnej rodziny.
co za los

6 286

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Dziewczyny , ja mam ostatnio ..fale.
Wszystko mnie wkurza w moim życiu. M najbardziej.
Tak myślę że dałam się wplatać w życie i związek które nie są moje .
Czuję się jakby mnie coś (ktoś ) hamował , wisiał mi i ciążył. .. nie wiem co jest. Nie lubię swojego życia , chciałam mieć dom- niby mam ale nie mam !
Chciałam mieć rodzinę - niby mam ale nie mam.
Tak marzyłam że będę mieć fajny dom, zrobię sobie garderobę , pokój do ćwiczeń - pralnię i suszarnie .. że będzie tak po mojemu.
A mam ?  bombę z opóźnionym zapłonem- jakby M wykitował połowa domu jest młodego-czyli ex.
Nie mam nawet gdzie poćwiczyć - w salonie wiecznie siedzi M, gabinet za mało miejsca, kolejny to ołtarz ku czci bolesnej rozłąki M z synusiem...........
jestem niewolnikiem w "swoim" domu - niczego nie mogę zrobić zmienić, bo...

Przedwczoraj M rzucił że wywali meble z gabinetu i wstawi tam kolejny Tv , komputer i biurko.. pytam po co ? A on że potrzebuje azylu!!! bo salon i sypialnia (tam ma TV i laptopy ) to za mało paniczowi... rzuciłam że ma azyl w bałaganie w młodego - że niech posprząta i tam sobie siedzi.
Zaczęłam temat że ten pokój trzeba przemeblować żeby był użyteczny...obraził się ! Foch.
A mnie wkurw złapał! czy we własnym domu ja nie mogę urządzić po swojemu ?? nie mogę korzystać jak mi się podoba ?? bo smarkacz jakiś przyjedzie 1-2 razy w miesiącu ??? meble pełne rzeczy których nie używa, ogólnie bałagan i brud, bo ja nie sprzątam ...więc nikt ...M wczoraj łóżko pościelił...a młody był tydzień temu.
Czytałam wypowiedź Lusi- no i dotarło do mnie - dlaczego ja mam się poświęcać dla jakiegoś dzieciaka ??? skoro jego rodzice w dooopie  mieli wszystko ? Tatuś egoista zrobił dla siebie dobrze i zostawił mamusię z synkiem, mamusia w doopie miała synka i nie chciała isc na kompromisy dla syna i dogadać się z jego ojcem!!
A teraz ja za to mam pozwolić by cudze dziecko rządziło moim domem?? moimi wakacjami ? urlopem? świętami ?
Dlaczego ja nie mogę być egoistką ? i myśleć tylko o sobie i moim synu ?

heh, męczy mnie to wszystko- czy ma sens życie na pół gwizdka ? jeśli czuję że to nie jest moje prawdziwe życie ?
Czy to są powody by rozwalić wszystko ? nie mam pojęcia czy coś czuję do M - jak odsuwam te wszystkie myśli to niby oki... ale to mnie ciągle męczy.
Wiem że nie czuję się bezpiecznie - dom i sprawy materialne, muszę sama zabezpieczać siebie wiec jaki sens ma bycie razem przy takim widmie jak u nas ?
A ten pokój M .. to jakby M wisiał ciągle w przeszłości , ja wiem że jego syn jest, i on sam mi tak nie przeszkadza .. ale ten pokój mnie wkurwia na maksa..to jakby zaklinać rzeczywistość - jakby M zaklinał !... czy ja schizuję ? przyczepiłam się ?

nie nie schizujesz,wiem co czujesz,doszłaś juz do SWOJEJ ŚCIANY,wiesz co mnie wqrwiało w moim domu,pierniczone niebieskie kapcie młodej,relikwia ,wypierdoliwszy je poczułam ze zaczynam cos nowego,to był symbol po prostu..

sprawa twojego domu,no tu jest ciezki orzech do zgryzienia bo ty spłacasz cos co twoje nie będzie nigdy,baw nawet twojego dziecka to nie będzie....blada doopa

nie dziwie ci sie ze uwiera cię to wszystko,ze masz dom ,kosztem wielu wyrzeczeń a w sumie nadal masz wyrzeczenia bo nawet zakichanej siłowni w nim mieć nie mozesz bo jakieś cudze dziecko w tle majaczy.....
wiesz ja zanim doszłam do swojej ściany tez bardzo wiele przeszlam,potem gdy zaczełam stawiac warunki jeszcze wiecej,ale jak juz kiedyś pisałam ja sie nie urodziłam po to by cierpieć za cudze błedy ,mamy tylko jedno życie  nie wyobrażam sobie tracic go na problemy cudzych dzieci,na obcowanie z kimś z kim nie chce,ja sie buntowałam całą sobą na tamta sytuacje,na osobę ex i jej jazdy zwłaszcza,teraz prosto z mostu mowie mężowi ze nie obchodzi mnie nic co miało związek z jego poprzednim zyciem i nie chce niczego na ten temat wiedzieć,podejmował swoje decyzje nie znajac mnie wiec ja nie mogę ponosić tego kosztow ,

napisze potem bo urwanie doopy w pracy mam

6 287

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Cheuciekac.... myśl trzeźwo, żebyś nie wpakowała się w większe kłopoty niż te majątkowe....

I potwierdzam to co pisze Hhh9999, faceci są przekonani, że nie odejdziemy ze strachu i mogą z nami robić co Im się podoba.
Mój M boleśnie doświadczył, że nie boję się żyć sama, że świetnie sobie radze bez Niego i kiedy wraca, za każdym razem wraca na co raz bardzie zaostrzonych warunkach. Nie popuszczam a jednak wraca  smile

Chceuciekac- wciąż tu piszą kobitki o tym , że " mężczyźni kochają zołzy". A mnie sie coś wydaje, że z biegiem czasu stałam się gorszą zołzą, niż Pani Exowa. I ..... dobrze mi z tym.

masz na myśli dziecko z M ?

wiesz, czasami myślę że to natura jest mądrzejsza i dlatego nie jestem w ciąży :)Bo gdy sama sobie zadaję pytanie czy M jest dobrym ojcem... to nie umiem odpowiedzieć...a to znaczy że raczej nie . Młodego widzi raz-2 razy w miesiącu ... i nic szczególnego nie ma w tych spotkaniach, młody robi co chce czyli komputer/tv/gry na telefonie... jak M cos robi i woła syna to ten 2 minuty i się nudzi...albo M nie woła młodego bo mu będzie przeszkadzał... oba lenie .
Nawet zaczęłam czytać o samotnym macierzyństwie... 1500 koszt inseminacji nasieniem z banku... ale chciałabym z kimś dzielić ta radość i czuję ból gdy myślę że moje dziecko nie miałoby pełnej rodziny.
co za los

to ze jest takim ojcem dla tamtego chlopca nie znaczy ze będzie taki sam dla waszego dziecka,wierz mi wiem co mowie

6 288 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-08 14:09:03)

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekac... samotne macierzyństwo to nie tylko te startowe 1500 zł.!!!

Na początku macierzyński, a potem? Żłobek, czy bezplatny wychowawczy i pełne (RÓWNIEŻ FINANSOWE) uzależnienie od M?

A tak wogóle jak Twój syn się usamodzielni , to nie zostaniesz sama. Nadal będziesz mieć syna, baaaa, może za chwile wnuki . To będzie zawsze Twoja najbliższa rodzina. Nie zapominaj o tym.

6 289

Odp: Być drugą i macochą

Siedzę i wyje w pustym mieszkaniu . Ulovany od soboty jest z małym u babci , ferie . Zauwazyłam , że strasznie pasuje mu taki układ . Do mnie smsa z buziaczkami , synek obok , spokój i wszyscy zadowoleni ....
Ja już dłużej nie dam rady sad . Gdy tylko wróci w sobotę { mam nadzieję } pogadam z nim poważnie . Nie chce tak żyć . Już raz dałam sobie wmówić , ze nie zasługuje na nic lepszego niż mam , teraz będę mądrzejsza . Albo w tę albo w drugą mańkę , niech decyduje .
  Znam już właściwie jego decyzję . Mogłabym w zasadzie zacząć pakować mu ciuchy sad .
Ech .... wiecie .. tak myślę ostatnio o Dziecku i doszłam do wniosku , że samej mi cięzko z poczuciem bycia na drugim planie . Gdybym choć przez chwile miała wrażenie , że  moje dziecko też odczuwa coś podobnego , serce by mi pękło , mam jobla w tym temacie  sad .
Więc mamą już raczej nie będę , bo jak mi się jeszcze kiedyś jakiś facet do łożka zbliży ... zagryzę tak na wszelki wypadek wink

6 290

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

nie nie schizujesz,wiem co czujesz,doszłaś juz do SWOJEJ ŚCIANY,wiesz co mnie wqrwiało w moim domu,pierniczone niebieskie kapcie młodej,relikwia ,wypierdoliwszy je poczułam ze zaczynam cos nowego,to był symbol po prostu..

Uśmiałam się z tego :-) U mnie to były różowe kapciuszki (dziewczyny większość rzeczy, które miały/ubierały to był słodki RÓŻ).

Rzygać mi się chciało od tego różowego. Też mam córkę. Chodzi w dżinsach i t-shirtach wszelkiego koloru. Jednak przesłodkiego różowego unikam jak ognia !!!! Żadnych różowych gumek, spódniczek, kapci.

6 291

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Chceuciekac... samotne macierzyństwo to nie tylko te startowe 1500 zł.!!!

Na początku macierzyński, a potem? Żłobek, czy bezplatny wychowawczy i pełne (RÓWNIEŻ FINANSOWE) uzależnienie od M?

A tak wogóle jak Twój syn się usamodzielni , to nie zostaniesz sama. Nadal będziesz mieć syna, baaaa, może za chwile wnuki . To będzie zawsze Twoja najbliższa rodzina. Nie zapominaj o tym.


Kjim, o synu nie zapominam, ale czuję się niespełniona w roli matki, gdy syn się urodził miałam ciężkie czasy i finansowe i mieszkaniowe i zawodowe... wtedy postanowiłam nie mieć więcej dzieci jeśli nie będę mogła ułożyć tego tak jak chcę - wiesz jak zazdroszczę rodzicom tych pierwszych ważnych chwil w życiu dziecka - kroki, mowa, zabawy, grymasy ... i tego czasu na bycie razem bez ciągłego pośpiechu i stresu.
Teraz byłoby to świadome macierzyństwo - a do wnuków - jak będą to ok, ale mam dopiero.. prawie 40 ...chciałabym jeszcze mieć dziecko. i przeżyć tak z otwartymi oczami cały ten czas dorastania dziecka .
To mnie boli w środku, uważam że nie byłam najlepszą matką dla syna .. heh.
Mam huśtawki nastrojów .

6 292 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-08 15:51:28)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Chceuciekac... samotne macierzyństwo to nie tylko te startowe 1500 zł.!!!

Na początku macierzyński, a potem? Żłobek, czy bezplatny wychowawczy i pełne (RÓWNIEŻ FINANSOWE) uzależnienie od M?

A tak wogóle jak Twój syn się usamodzielni , to nie zostaniesz sama. Nadal będziesz mieć syna, baaaa, może za chwile wnuki . To będzie zawsze Twoja najbliższa rodzina. Nie zapominaj o tym.


Kjim, o synu nie zapominam, ale czuję się niespełniona w roli matki, gdy syn się urodził miałam ciężkie czasy i finansowe i mieszkaniowe i zawodowe... wtedy postanowiłam nie mieć więcej dzieci jeśli nie będę mogła ułożyć tego tak jak chcę - wiesz jak zazdroszczę rodzicom tych pierwszych ważnych chwil w życiu dziecka - kroki, mowa, zabawy, grymasy ... i tego czasu na bycie razem bez ciągłego pośpiechu i stresu.
Teraz byłoby to świadome macierzyństwo - a do wnuków - jak będą to ok, ale mam dopiero.. prawie 40 ...chciałabym jeszcze mieć dziecko. i przeżyć tak z otwartymi oczami cały ten czas dorastania dziecka .
To mnie boli w środku, uważam że nie byłam najlepszą matką dla syna .. heh.
Mam huśtawki nastrojów .

to nie miej huśtawki,tylko wstawaj i walcz,chcesz mieć dziecko to rob wszystko w tym kierunku,wyslij chlopa na badania,jednoczesnie pamiętając ze to nie jest twoja jedyna opcja na posiadanie dziecka,NIE DAJ SOBIE ODEBRAĆ MARZEŃ,
to jest twoje życie,jedyne jakie masz i przeżyj je tak jak ty zechcesz,wiesz ze,są kobiety które rodzą,swoje pierwsze dziecko w wieku 45 lat?
rob badania i działaj ,jak nie w ten to w inny sposób a cel osiagniesz

6 293

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Chceuciekac... samotne macierzyństwo to nie tylko te startowe 1500 zł.!!!

Na początku macierzyński, a potem? Żłobek, czy bezplatny wychowawczy i pełne (RÓWNIEŻ FINANSOWE) uzależnienie od M?

A tak wogóle jak Twój syn się usamodzielni , to nie zostaniesz sama. Nadal będziesz mieć syna, baaaa, może za chwile wnuki . To będzie zawsze Twoja najbliższa rodzina. Nie zapominaj o tym.


Kjim, o synu nie zapominam, ale czuję się niespełniona w roli matki, gdy syn się urodził miałam ciężkie czasy i finansowe i mieszkaniowe i zawodowe... wtedy postanowiłam nie mieć więcej dzieci jeśli nie będę mogła ułożyć tego tak jak chcę - wiesz jak zazdroszczę rodzicom tych pierwszych ważnych chwil w życiu dziecka - kroki, mowa, zabawy, grymasy ... i tego czasu na bycie razem bez ciągłego pośpiechu i stresu.
Teraz byłoby to świadome macierzyństwo - a do wnuków - jak będą to ok, ale mam dopiero.. prawie 40 ...chciałabym jeszcze mieć dziecko. i przeżyć tak z otwartymi oczami cały ten czas dorastania dziecka .
To mnie boli w środku, uważam że nie byłam najlepszą matką dla syna .. heh.
Mam huśtawki nastrojów .

to nie miej huśtawki,tylko wstawaj i walcz,chcesz mieć dziecko to rob wszystko w tym kierunku,wyslij chlopa na badania,jednoczesnie pamiętając ze to nie jest twoja jedyna opcja na posiadanie dziecka,NIE DAJ SOBIE ODEBRAĆ MARZEŃ,
to jest twoje życie,jedyne jakie masz i przeżyj je tak jak ty zechcesz,wiesz ze,są kobiety które rodzą,swoje pierwsze dziecko w wieku 45 lat?
rob badania i działaj ,jak nie w ten to w inny sposób a cel osiagniesz


Kocham Cię Lusi smile

6 294

Odp: Być drugą i macochą

nie ma za co,polecam sie na przyszłość

6 295

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekac...jak samopoczucie dzisiaj? Dół zakopany?

6 296

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Chceuciekac...jak samopoczucie dzisiaj? Dół zakopany?

Lepiej , uświadomiłam sobie oczywistą prawdę o której pisała Lusi- że powinnam walczyć o swoje marzenia i konsekwentnie je realizować... a nie jęczeć.

Ja doskonale zdaję sobie sprawę że to wszystko co mnie ogranicza to jest tak naprawdę we mnie , bardziej przejmuję się reakcją M , jego rodziny niż swoją .. ale to wszystko jest we mnie, na chwilę udaje się to zepchnąć do ciemnego kąta...
Zamiatam pod dywan swoje potrzeby i marzenia bo kolidują z ich wizją mojego życia - wiesz to takie uciekanie - chcę ale się boję konsekwencji.
Konsekwencjami takiego ciągłego spychania siebie na koniec...są napięcia i kłótnie o byle powód- bo pod skórą wiem że to nie jest moje życie i że ta ja tu i teraz to nie jestem ta prawdziwa!

Jesteśmy tak wychowani że opinia otoczenia jest ważna - to ciągłe wpajanie nam, zwłaszcza kobietom, że powinnyśmy być takie czy owakie, że musimy to czy tamto .. że nam wolno lub nie... że to jest dobre a to nie.
Nie jest łatwo odrzucić pranie mózgu tak od razu.

Ale słowa Lusi dały mi trochę siły - nie marudzę , obmyślam plan!
Jestem w trakcie badań - dużo już przeszłam na drodze do dziecka - i nie zrezygnuję bo facet chce ..ale tylko w gębie smile

Teraz mam plan wywalić relikwie z mojego domu !..

6 297

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

powinnam walczyć o swoje marzenia i konsekwentnie je realizować... a nie jęczeć.

Jestem w trakcie badań - dużo już przeszłam na drodze do dziecka - i nie zrezygnuję bo facet chce ..ale tylko w gębie smile

Teraz mam plan wywalić relikwie z mojego domu !..

:-) Tak trzymaj !!!

6 298

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Chceuciekac...jak samopoczucie dzisiaj? Dół zakopany?

Lepiej , uświadomiłam sobie oczywistą prawdę o której pisała Lusi- że powinnam walczyć o swoje marzenia i konsekwentnie je realizować... a nie jęczeć.

Ja doskonale zdaję sobie sprawę że to wszystko co mnie ogranicza to jest tak naprawdę we mnie , bardziej przejmuję się reakcją M , jego rodziny niż swoją .. ale to wszystko jest we mnie, na chwilę udaje się to zepchnąć do ciemnego kąta...
Zamiatam pod dywan swoje potrzeby i marzenia bo kolidują z ich wizją mojego życia - wiesz to takie uciekanie - chcę ale się boję konsekwencji.
Konsekwencjami takiego ciągłego spychania siebie na koniec...są napięcia i kłótnie o byle powód- bo pod skórą wiem że to nie jest moje życie i że ta ja tu i teraz to nie jestem ta prawdziwa!

Jesteśmy tak wychowani że opinia otoczenia jest ważna - to ciągłe wpajanie nam, zwłaszcza kobietom, że powinnyśmy być takie czy owakie, że musimy to czy tamto .. że nam wolno lub nie... że to jest dobre a to nie.
Nie jest łatwo odrzucić pranie mózgu tak od razu.

Ale słowa Lusi dały mi trochę siły - nie marudzę , obmyślam plan!
Jestem w trakcie badań - dużo już przeszłam na drodze do dziecka - i nie zrezygnuję bo facet chce ..ale tylko w gębie smile

Teraz mam plan wywalić relikwie z mojego domu !..

się nie spodziewasz jak ci to dobrze zrobi
tylko sie chłopu nie chwal ,że sie pozbywasz czegoś tam,zawsze mozesz podebrać mój patent,,zginęło przy remoncie,, albo jak macie psa to ,,pies pogryzł,,

oczyśc swoje terytorium z rzeczy których w nim nie chcesz i będzie lepiej

6 299

Odp: Być drugą i macochą

U mnie też sporo rzeczy zaginęło" w czasie przeprowadzki :-)

Swoją droga Chceuciekac... jeśli Twój facet robi sobie azyl w gabinecie, to Ty zrób sobie azyl  w pokoju młodego i postaw tam atlas do ćwiczeń ( bo przecież nie będzie stal w salonie, a gabinet jest już zajęty)

6 300

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

U mnie też sporo rzeczy zaginęło" w czasie przeprowadzki :-)

Swoją droga Chceuciekac... jeśli Twój facet robi sobie azyl w gabinecie, to Ty zrób sobie azyl  w pokoju młodego i postaw tam atlas do ćwiczeń ( bo przecież nie będzie stal w salonie, a gabinet jest już zajęty)


M nie jest głupi - wpadłam na ten sam pomysł smile Ale on już wycofał się ze swojego planu ... stwierdził że totalna bzdura z jego strony postała .. i że wycofuje się z tematu i go zamyka !
Haha
ale ja nie odpuszczę - tyle że muszę z głową to zrobić - bo jak krzyknę że likwiduję pokój młodego - to będzie wojna ...światowa.

Trzeba podejść do tego sposobem smile
Syn mój pyta czy nie mógłby zrobić zmian u siebie - i rzeczywiście jest pełnoletni, dorosły a ma jak u dzieciaka . Czas mu dostosować pokój do wieku . Oczywiście M jak usłyszał to od razu - od razu się podczepił , że młodego pokój też trzeba przemeblować i od nowa urządzić !
po moim trupie !

6 301

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Syn mój pyta czy nie mógłby zrobić zmian u siebie - i rzeczywiście jest pełnoletni, dorosły a ma jak u dzieciaka . Czas mu dostosować pokój do wieku . Oczywiście M jak usłyszał to od razu - od razu się podczepił , że młodego pokój też trzeba przemeblować i od nowa urządzić !
po moim trupie !

Ale owszem, w pokoju Młodego przydadzą się zmiany :-) - powinno się zrezygnować z mebli "dziecięcych" na rzecz "nastolatkowych". Myślę, że "nastolatkowe" meble , które dotychczas były w pokoju Twojego syna, doskonale zmieniłyby klimat pokoju Młodego i dostosowały by pokój do Jego wieku :-)

A tak odbiegając od tematu mebli, nigdy nie pisałaś jakie relacje łączą Twojego syna z Młodym? Ignorują się, tolerują, czy może Młody jest wpatrzony w Twojego syna?

6 302 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-02-10 11:54:14)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

U mnie też sporo rzeczy zaginęło" w czasie przeprowadzki :-)

Swoją droga Chceuciekac... jeśli Twój facet robi sobie azyl w gabinecie, to Ty zrób sobie azyl  w pokoju młodego i postaw tam atlas do ćwiczeń ( bo przecież nie będzie stal w salonie, a gabinet jest już zajęty)


M nie jest głupi - wpadłam na ten sam pomysł smile Ale on już wycofał się ze swojego planu ... stwierdził że totalna bzdura z jego strony postała .. i że wycofuje się z tematu i go zamyka !
Haha
ale ja nie odpuszczę - tyle że muszę z głową to zrobić - bo jak krzyknę że likwiduję pokój młodego - to będzie wojna ...światowa.

Trzeba podejść do tego sposobem smile
Syn mój pyta czy nie mógłby zrobić zmian u siebie - i rzeczywiście jest pełnoletni, dorosły a ma jak u dzieciaka . Czas mu dostosować pokój do wieku . Oczywiście M jak usłyszał to od razu - od razu się podczepił , że młodego pokój też trzeba przemeblować i od nowa urządzić !
po moim trupie !

nie no meblowac od nowa pokoj który stoi pusty przez 10 miesiącu w roku,kretynizm
powiedz staremu ze trzeba było siedziec z ex a nie rzucać tylkiem bo mu się pańcia puściła wtedy jego syn i pokoje by miał osobne i on uniknąłby tych perturbacji które ma teraz,niestety nie da sie zjesc i mieć ciastko,on teraz zaczął nowe życie z tobą BO TAK WYBRAŁ ,TO NOWE ŻYCIE TO ROWNIEZ WASZ NOWY DOM,TO WASZA RODZINA jego syn jest u was mozna powiedzieć rzadkim gościem ,nie mieszka tam na co dzień wiec nie ma potrzeby wywracać waszego życia do góry nogami,a wyobrażasz sobie kochana jak twój syn pojdzie na studia albo wyprowadzi sie z domu ?

6 303 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-02-10 14:36:12)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

.....a wyobrażasz sobie kochana jak twój syn pojdzie na studia albo wyprowadzi sie z domu ?

Wtedy Chceuciekacstad zrobi w pokoju syna ołtarzyk, zakaz wstępu obcym, zakaz ruszania w pokoju syna czegokolwiek, bo...... bo to Jego pokój :-))


edit:
To żart taki !!! W myśl zasady "relikwie mojego syna są nietykalne"!

6 304

Odp: Być drugą i macochą

To znowu ja smile

wczoraj były dziewuchy, zrobiłam obiad, poleciałam na szkołę rodzenia. W miarę spokój, ale .... mój M nienawidzi swojej żony. Pewnie to lepsza opcja, jakby miał latać i tańczyć jak mu zagra, ale kuż-wa, on też ją prowokuje. Starsza pasierbica miała następnego dnia sprawdzian, była zupełnie nieprzygotowana - M przerobił z nią 10 stron z 20. Zamiast napisać matce, że przerobił tyle i tyle i koniec, to napisał jej coś w duchu, że córka powinna dzisiaj powtarzać materiał, który powinna nauczyć się wcześniej. Wiecie co, mnie jak to usłyszałam - szlag trafił. Oczywiście wiedziałam, że zacznie się pogłębiona dyskusja na temat nauki dziewczyn, którą przerabiamy mniej więcej raz na kwartał. Od rana eks pisze do M sms, gdzie apeluje do niego o większe zaangażowanie rodzicielskie (tj. teraz eks chce zwiększenia częstotliwości spotkań - już kiedyś pisałam - zapewne teraz jej tak wygodniej plus uważa, że dodatkowo może tak "dosrać" M, bo do tej pory to raczej robiła wszystko, żeby kontakty z córkami mu ograniczyć) i pyskówka trwa. Eks nie wie, że rozmawia ze  mną, bo odpowiedzi piszę ja.... M zaraz dałby jakąś plamę, ja jestem bardziej polityczna. No cóż.... mój ojciec skończył AWF, a brat ma doświadczenie sędziowania meczy piłki nożnej kobiet, oboje twierdzili zgodnie, że jak baby się biorą za czuby, to trup się ściele i żadna nie odpuści... I tak też od rana ona pisze, ja odpowiadam. Lekko złośliwie, ale przynajmniej niezaczepnie, bo tak pisałby M. I powiem Wam, że mnie to wkurza!!!! wkurza mnie, że M też prowokuje eks i po cholerę. Uzgodniliśmy wczoraj, że pisze tylko o tym ile przerobił do sprawdzianu, ale ten nie wytrzymał i dodał swoje trzy grosze i jest jazda .... noż mówię Wam, czasami bym M też zdzieliła bo ja hołduję zasadzie "masz spokój, daj spokój", ale nie - musiał wsadzić kij w mrowisko. No więc piszę od rana z jego eks przerzucając się argumentami - ona swoje, ja swoje ...... Po cholerę .....
Ale to wina M i już go o to zbeształam wczoraj.... "znam" jego żonę z praktyki może z 8 miesięcy, a już wczoraj wiedziałam że będzie awantura i oczywiście jest.

6 305

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

.. mój M nienawidzi swojej żony........., on też ją prowokuje................. Eks nie wie, że rozmawia ze  mną, bo odpowiedzi piszę ja... I tak też od rana ona pisze, ja odpowiadam. Lekko złośliwie, ale przynajmniej niezaczepnie, bo tak pisałby M...... powiem Wam, że mnie to wkurza!!!! ............... No więc piszę od rana z jego eks przerzucając się argumentami - ona swoje, ja swoje ...... Po cholerę .....


No i właśnie "po cholerę" ???? A weź wyłącz ten telefon! Czy jako kobieta nie wiesz, co najbardziej wkurza drugą kobietę??? IGNORANCJA !!!!!! M mógł rzucić Jej uwagę jaką uznał za słuszną. Wcale się nie dziwię , że się wkurzył jak zamiast powtarzać materiał z córką musiał Ją najpierw tego uczyć, bo mała ma zaległości. Czuł , że musi to Exowej wygarnąć, na i miał rację!!! A na Jej beznadziejne bicie piany potem, w odpowiedzi trzeba było po prostu NIE ODPOWIADAĆ. Powiedział swoje a potem powinien olać gadzinę. I tyle. Niech sobie pisze co chce. A po za tym: po co Ty się kobieto w to angażujesz???? Ja rozumiem , że jak przejmujesz telefon M, to masz większą kontrolę nad tym o czym ON z NIĄ rozmawia, ale nie prowadź tych rozmów za Niego. Olejcie to oboje, bo to do niczego nie prowadzi. Tzn prowadzi- do Waszego rozchwiania emocjonalnego a oto przecież Exi chodzi: nie dać Wam spokoju, wyprowadzać Was z równowagi tyle ile się da. Nie bawcie się z Nią w to. Odpuśćcie oboje. Mówię Ci: zignorowanie Jej zaczepek , brak odpowiedzi z Waszej strony, bardziej Ją wk--wi niż jakiekolwiek argumenty (nawet jeśli byłyby rozsądne). Przemyśl to.

Posty [ 6 241 do 6 305 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 95 96 97 98 99 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026