netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 210 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 94 95 96 97 98 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 176 do 6 240 z 8 269 ]

6 176

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

no młode maja skąd czerpać te negatywne wzorce,trudno żeby nie było problemów jak matka buntuje,nasza wychowana na wzór i podobieństwo mamusi przerosła ja w głupocie ,o czym miał sposobność przekonac sie mój maz podczas ich spotkania po raz n-ty
,przez kilka dni sukcesywnie dozował mi ,,opowiesci z krypty,,x tego spotkania,na koniec to mj nawet nerwy puściły....
nie powiem ze nie mam satysfakcji ze klapki mu z oczu opadają od jakiegoś czasu

Co tym razem młodej odwaliło?

6 177 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-01-12 17:43:20)

Odp: Być drugą i macochą

hm... no to jak czytam to "moja eksowa" to lajcik smile Trochę się dzisiaj wprawdzie o to wszystko wk... wiałam, bo z brzuchem już prawie 7 miesięcznym, lecę do sklepu po udka i passatę, bo będę robiła młodym pomidorówkę (b lubią taką klasyczną z makaronem) a potem ... stałam pół godziny przy patelni i smażyłam naleśniki dla nich bo zaraz moje glorie przychodzą z tatą. Formalnie jeszcze pracuję ale z domu, dzwoni do mnie klient z Niemiec, że wyliczenia podatku nie zgadzają mu się o 4 mln złotych, a ja konferuję z nim nad patelnią, bo przekładam placki naleśnikowe  wink
Moja eksowa nie może się "rozstać" z M i dlatego funduje mu ciągłe wypominki, docinki, uszczypliwostki itd., ale wg swojego wypaczonego poglądu na "dobro" dzieci (żeby wzięły udział w "you can dance"), to nie jest tak, że dziewczynki są zaniedbane, albo o zgrozo w brudnej bieliźnie.... ale gdyby były brudne, to przyznam, że nie wiem co bym zrobiła - ręce opadają .... Miałoby się ochotę zelżyć taką kreaturę, ale ciężko też schodzić do poziomu zera .... żal dzieci naprawdę...

6 178

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

no młode maja skąd czerpać te negatywne wzorce,trudno żeby nie było problemów jak matka buntuje,nasza wychowana na wzór i podobieństwo mamusi przerosła ja w głupocie ,o czym miał sposobność przekonac sie mój maz podczas ich spotkania po raz n-ty
,przez kilka dni sukcesywnie dozował mi ,,opowiesci z krypty,,x tego spotkania,na koniec to mj nawet nerwy puściły....
nie powiem ze nie mam satysfakcji ze klapki mu z oczu opadają od jakiegoś czasu

Co tym razem młodej odwaliło?

od lat to samo,całkowity zanik ambicji ,dodaj do tego leserstwo i to wszystko,minimalizm i roszczeniowość obwinianie całego świata o to że sie jest pierdołą życiową,pilnowanie gacha zamiast zając sie sobą,

6 179 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-14 10:10:50)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Moja eksowa nie może się "rozstać" z M i dlatego funduje mu ciągłe wypominki, docinki, uszczypliwostki itd., ale wg swojego wypaczonego poglądu na "dobro" dzieci (.

You Can Dance to pikuś. Podam Ci przykład jak bardzo EXOWA nie mogła "rozstać" się z M. Dwa lata po tym jak odeszła od Niego do innego faceta, kiedy ja i M już się spotykaliśmy, z  bliżej nie znanych nam powodów została sama i zaczęły się smsy do M w stylu: "zrób i przywieź NAM zakupy, bo jest zimno i nie mogę wyjść z domu"; "kup i przywieź DZIECIOM baterie, bo te które mają w zabawkach się wyładowały". W odwecie za nie przywiezione zakupy i baterie.... dzieci się ostro "rozchorowały" i przez dwa tygodnie "nie wydawała" dzieci w dni , kiedy M po nie przyjeżdżał.
Biedna niunia.


Hh999 napisał/a:

funduje mu ciągłe wypominki, docinki, uszczypliwostki itd., ale wg swojego wypaczonego poglądu na "dobro" dzieci (żeby wzięły udział w "you can dance"),

Jedyna metoda ( a uwierz próbowaliśmy różnych metod) aby ukrócić wieczne przepychanki z EXową, okazała się ignorancja. Całkowite zignorowanie Jej zaczepek. M przestał odpowiadać na zgryźliwe smsy, na prośby, groźby i szantaże z Jej strony, przestał odbierać telefony. Poinformował Ją tylko ( na piśmie), że ma się z Nim kontaktować TYLKO w sprawach istotnych dotyczących dzieci. Oczywiście nigdy nie informowała Go o niczym : nie mógł współdecydować z Nią, do której szkoły pójdą dzieci, nie był Jej potrzebny kiedy decydowała, żeby młodszą córkę posłać rok wcześniej do szkoły (ustawa to dopuszcza, ale młoda naszym zdaniem, nie była na to przygotowana), nie konsultowała z M (i nadal tego nie robi) żadnych decyzji dotyczących dzieci! Za to często wpieprz..ła się w to, co ON robi, z kim robi, komentowała to, co i jak i kiedy robimy jak Jej dzieci są u nas. Narzucała, wręcz wymagała od M, że ma zapewnić dzieciom wyjazdy na ferie , wakacje itp. Sprawy istotne dotyczące zdrowia czy edukacji dzieci nigdy nie były tematem, z którym by się odezwała do M. 
Więc, z jednej strony Hh999, cieszyłoby mnie to, gdyby Exowa pyta, czy zechciała skonsultować z ojcem swoich dzieci, czy mają chodzić lub nie chodzić na jakieś zajęcia, czy wziąć udział w jakimś programie. Jednak jeśli są to jedynie z Jej strony sposoby żeby na siłę kontaktować się z ojcem dzieci , a w konsekwencji Ona sama i tak podejmuje te decyzje, nie licząc się ze zdaniem ojca, to..... ja bym Jej to powiedziała: "Po co pytasz, jak i tak zrobisz po swojemu?" I ukróciła te dyskusje, bo niepotrzebnie zajmuje Wam czas i szarpie niepotrzebnie nerwy tymi jałowymi dyskusjami.

6 180

Odp: Być drugą i macochą

Dzisiaj jestem po serii rozmów z M dotyczących zajęć dodatkowych dziewczynek.... Młoda ma na półrocze 4 tróje (polski, przyroda, historia, zajęcia komputerowe).... Różnimy się z M istotnie co do tego, jakie są oczekiwania co do ocen - dla mnie to oceny tragiczne, dla niego ... średnia 4,05 może być (zważywszy, że średnia wynika z ocen z plastyki, techniki, religii i w-f to wzięłabym na to solidną korektę).
Z tonu pewnej korespondencji eks z M wynika, że obwinia go za wyniki córki, bo "ona ma jego geny a on był przeciętniakiem" a poza tym, "on się mało angażuje w naukę dziewczynek".... Nasze spojrzenie na sprawę jest inne - w natłoku dodatkowych aktywności, one nie mają po prostu czasu na zajęcie się lekcjami i nauką w pojęciu wąskim (czyli na zakuwanie historii/biologii)....
Dziś był kontakt M z prawniczką, okazało się, że prawnik eks kontaktował się wczoraj z prawniczką M w sprawie zmiany terminów spotkań - tj. ustalenie ich w stały dzień. M proponował na początku roku, aby na spotkania był poświęcony jeden stały dzień - np. środa, ale w środę dziewczyny miały żaglówkę i akrobatykę, więc eks się nie zgodziła. Teraz chce, żeby M zaakceptował spotkania tylko we wtorki... zwróciła się z tym nie do M, ale jej prawnik do prawnika M. Zdaniem M eks chce zorganizować dziewczynkom jakieś kolejne zajęcia w czwartki, dlatego taka sugestia...
Mi ręce opadają ... mogłabym powiedzieć, że mnie wali ... ale to jest lawirowanie między faktami i wkurza mnie, że jeszcze na M spoczywa wg niej odpowiedzialność za słabe wyniki w nauce. Czytam sobie dużo na forach dla rodziców, którzy psioczą, że ich dzieci w 4 klasie uczą się po 2-3 godziny dziennie z ich asystą - zresztą w trakcie tego jednego dnia w ciągu tygodnia widzimy, że istotnie tyle zajmuje przygotowanie zadań domowych i nauka. Dodatkowo szczególnie mocno narzekają rodzice dzieci, które poszły do szkoły jako 6 latki, że dodatkowo "nadrabiają" ten rok sami w domu, bo to w rozwoju dzieci dużo. Matka chciała posłać dziewczynki wcześniej do szkoły, ale one nie dostają żadnego wsparcia w nauce, a dodatkowo okazuje się że to M jest winny kiepskich wyników, bo powinien się z dziewczynkami spotykać 2 razy w tygodniu, a w ogóle to te "gorsze" geny starsza ma po nim (młodsza rzekomo jest zdolna po matce, ale jak ona pójdzie do 4 klasy to to dopiero będzie parada atrakcji....). To jest taka bleblanina, że mi ręce opadają. I pewnie - mogłabym olać sprawę, ale po pierwsze w sumie zależy mi na dziewczynkach, a po drugie... już ściśle merkantylnie patrząc, za 2 lata ojciec będzie dokładał się do korepetycji, kiedy młoda będzie przygotowywała się do egzaminu po podstawówce....
Męczą mnie te przepychanki, pyskówki... w marcu rozprawa w sprawie alimentów, dlatego każda ze stron układa sobie "strategię" zapewne... Nam wyniki pasierbicy są akurat argumentem na rękę, bo pokazują że zamiast na pierdołach dziecko powinno jednak skoncentrować się na nauce. oczywiście teraz wchodzi interpretacja, co jest przyczyną słabych wyników... ech ... nawet mi się nie chce znowu gadać o tym samym....

Powiem jeszcze tak - muszę obserwować sytuację, bo po pewnym zastanowieniu widzę, że młode kombinują i sprytnie ustawiają się w układzie ojciec-matka. M tego nie widzi, bo to jego kochane córeczki, ale to nie są niewiniątka tylko sprytnie myślące dzieciaki. W czasie ostatniej awantury, kiedy młoda nie chciała uczyć się przyrody ojciec ją ostrzegł, ze jak będzie miała słabe oceny, to on nie zgadza się na jej dodatkowe zajęcia. Na co młoda odpowiedziała "to co, i tak będę chodziła". M czuł się okropnie po tym, bo i on i dzieci wiedzą, że on nie ma wpływu na takie sprawy. Stało się to też w dzień, kiedy obkupił dziewczynki w ciuchy w ramach "niespodzianki", więc trochę jakby w pysk dostał .... A ... tydzień wcześniej robił z córką plakat na przyrodę. Dodam, że najpierw przez 2 tygodnie hodował dla niej fasolkę i codziennie robił fotografię, potem je wywołał, kupił brystol i opracował z młodą plan plakatu. Młoda miała go tylko zrobić. Na 2 dni przed terminem oddania okazuje się, że "go jeszcze nie skończyła i mama zmieniła plakat po powiedziała że NIE MA CZASU ROBIĆ TAKIEGO SKOMPLIKOWANEGO OPISU". M szlag trafił.... ale cóż...
za jakiś czas będziemy mieli w domu trójkę dzieci - dziewczynki i mojego syna. Jak on będzie już na tyle rozumny, że będzie analizował relacje rodzinne, spodziewam się buntu. Wiem, że okaże się, że on jako dziecko ma "gorzej" niż jego siostry - od których się nie wymaga, które nic nie muszą, które wpadają do ojca w "gościnę" i akceptują jedynie prezenty i przyjemności.... Jestem starego wychowu, mam 40 lat, nie wyobrażam sobie pyskowaniny w domu, lenistwa intelektualnego, oglądania telewizji cały czas itd. Trudno - może mój 8 latek będzie więcej się uczył niż 18-letnia i 16-letnia siostra, ale  ... o ich przyszłość mają się martwić ich rodzice. Ja mogę pomóc M w jego obowiązkach i to wszystko. Nie będę zaradzała problemom pasierbic, bo nie spodziewam się wdzięczności z ich strony ani też zrozumienia.... Już mnie trochę szlag trafia ...

6 181 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-14 15:45:36)

Odp: Być drugą i macochą

Powiem Ci coś, przepychanki o dodatkowe zajęcia, jak również same dodatkowe zajęcia skończą się w kwietniu. Jak już uprawomocni się wyrok odnośnie alimentów - Pani Exowa nagle dostanie olśnienia, że jednak z części zajęć dodatkowych wypisze dziewczyny - bo te muszą jednak więcej czasu poświęcić nauce :-)
Moim zdaniem chodzi Jej tylko i wyłącznie o wysokie alimenty. Pamiętajcie jednak , że alimenty mają pokrywać UZASADNIONE i niezbędne potrzeby dzieci!!! Wasz adwokat powinien o tym wiedzieć.
Także o brak czasu na naukę możesz być spokojna. Grafik dzieciom zmieni się zapewne od kwietnia , maja - o ile wyrok w sprawie o alimenty będzie satysfakcjonował matkę.
Jeśli zaś chodzi o to, że ojciec nie jest dla dzieci autorytetem - to zasługa tylko i wyłącznie mamusi. My nie znaleźliśmy sposobu na to, by Exowa nie podważała autorytetu ojca i mojego. Nam się nie udało, a moja psychika tego ( totalnego braku szacunku ze strony tych dzieci, który narastał dzień za dniem) nie wytrzymała. Jeśli znajdziecie sposób jak (wbrew matce) utrzymać swój autorytet w oczach dzieci, to podzielcie się wiedzą. Chętnie skorzystamy.

6 182

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
na dzień dzisiejszy to dziewczynki mnie się bardziej słuchają i respektują niż ojca .... Dlatego, że w pewnych sytuacjach asertywnie mówiłam im "NIE" i tłumaczyłam, że parafrazując "jeleniem nie jestem". Kiedyś np. robiłam zadania domowe z matematyki z młodszą i ta zażyczyła sobie, żebym czytała jej treść zadania. Powiedziałam jej, że niestety nie, bo chodzi o to, żeby sama przeczytała i wprawiała się w rozumieniu poleceń - to też jest element zadania domowego, który z pewnością jej się przyda. Młoda się upierała, że nie będzie czytała "bo babcia jej czyta polecenia". "No cóż Amelko, nie wiem i nie ma znaczenia jak uczy cię babcia, teraz uczysz się ze mną bo mnie o to poprosiłaś. Ja chcę ci pomóc, ale nie stawiaj mi warunków, bo ja nie muszę cię uczyć, to nie jest mój obowiązek. Jak wolisz, poczekaj aż tata skończy uczyć się z siostrą i wtedy będziesz odrabiała zadania z tatusiem. Pomagam Ci bo chcę, nie - bo muszę". Oczywiste było dla mnie, że woli się uczyć ze mną, bo jestem cierpliwa i łagodna, więc czytała treść zadań. Przy ojcu to byłby ryk i awantura.
Ale ojciec też jest sobie winien - często chce być "cool" i pozwala sobie na jakieś powiedzonka-docinki, które one potem mu odpowiadają, a on nie reaguje. Na początku naszej znajomości, o czymś tam dyskutowaliśmy i zaczęłam zdanie od "ja myślę..." na co on zażartował "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". On to powiedział jako żart, dla mnie taki żart to nie żart tylko obelga. Adrenalina poszła mi uszami i zrobiłam awanturę, że nie życzę sobie takich odzywek. Jakiś czas później, kiedy on mówił do córek, ta mu odparowała "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". Powiedziałam młodej, że tak nie można zwracać się do ojca bo to jest niestosowne i bezczelne. Na co ona zdumiona powiedziała "ale tata tak mówi do nas".  Potem miałam długą pogadankę z M, że nie jest kolegą swoich córek, tylko powinien  utrzymywać stosowny dystans w relacji rodzic-dziecko i nie powinien sobie na takie sformułowania pozwalać.... Było jeszcze kilka zdarzeń, które miałam z dziewczynami. Kiedyś nie zrozumiałam co do mnie powiedziała i zapytałam "co?" na co młoda odparowała "jajco", powiedziałam jej, że wyjątkowo zignoruję jej ripostę, ale nie życzę sobie takich odpowiedzi. Od 9 miesięcy, kiedy dziewczyny mnie znają, wiele takich patologii zostało wyrugowanych, ale tak jak piszesz .... szacunek i autorytet to rzadkie dobro i nie wiem, czym można na nie zapracować ... bo dobrocią i życzliwością jest chyba trudno ..... może w długim czasie, jak będą dojrzalsze ....
coraz bardziej natomiast boję się o synka, że jak coś będzie nie tak, to powiedzą ojcu, że bardziej kocha Jasia, albo że przez Jasia jest dla nich mniej pieniędzy, bo np. alimenty są niższe... nie wiem, ale czuję, że tu też będzie baza i pożywka do kolejnych spięć ... Już też widzę sms-y żony, w których pisze np. że nie przyjechał na wywiadówkę, bo dla niego teraz ważniejsze jest inne dziecko itd. ... po prostu wiem, że tak będzie

6 183

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Kjim
na dzień dzisiejszy to dziewczynki mnie się bardziej słuchają i respektują niż ojca .... Dlatego, że w pewnych sytuacjach asertywnie mówiłam im "NIE" i tłumaczyłam, że parafrazując "jeleniem nie jestem". Kiedyś np. robiłam zadania domowe z matematyki z młodszą i ta zażyczyła sobie, żebym czytała jej treść zadania. Powiedziałam jej, że niestety nie, bo chodzi o to, żeby sama przeczytała i wprawiała się w rozumieniu poleceń - to też jest element zadania domowego, który z pewnością jej się przyda. Młoda się upierała, że nie będzie czytała "bo babcia jej czyta polecenia". "No cóż Amelko, nie wiem i nie ma znaczenia jak uczy cię babcia, teraz uczysz się ze mną bo mnie o to poprosiłaś. Ja chcę ci pomóc, ale nie stawiaj mi warunków, bo ja nie muszę cię uczyć, to nie jest mój obowiązek. Jak wolisz, poczekaj aż tata skończy uczyć się z siostrą i wtedy będziesz odrabiała zadania z tatusiem. Pomagam Ci bo chcę, nie - bo muszę". Oczywiste było dla mnie, że woli się uczyć ze mną, bo jestem cierpliwa i łagodna, więc czytała treść zadań. Przy ojcu to byłby ryk i awantura.
Ale ojciec też jest sobie winien - często chce być "cool" i pozwala sobie na jakieś powiedzonka-docinki, które one potem mu odpowiadają, a on nie reaguje. Na początku naszej znajomości, o czymś tam dyskutowaliśmy i zaczęłam zdanie od "ja myślę..." na co on zażartował "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". On to powiedział jako żart, dla mnie taki żart to nie żart tylko obelga. Adrenalina poszła mi uszami i zrobiłam awanturę, że nie życzę sobie takich odzywek. Jakiś czas później, kiedy on mówił do córek, ta mu odparowała "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". Powiedziałam młodej, że tak nie można zwracać się do ojca bo to jest niestosowne i bezczelne. Na co ona zdumiona powiedziała "ale tata tak mówi do nas".  Potem miałam długą pogadankę z M, że nie jest kolegą swoich córek, tylko powinien  utrzymywać stosowny dystans w relacji rodzic-dziecko i nie powinien sobie na takie sformułowania pozwalać.... Było jeszcze kilka zdarzeń, które miałam z dziewczynami. Kiedyś nie zrozumiałam co do mnie powiedziała i zapytałam "co?" na co młoda odparowała "jajco", powiedziałam jej, że wyjątkowo zignoruję jej ripostę, ale nie życzę sobie takich odpowiedzi. Od 9 miesięcy, kiedy dziewczyny mnie znają, wiele takich patologii zostało wyrugowanych, ale tak jak piszesz .... szacunek i autorytet to rzadkie dobro i nie wiem, czym można na nie zapracować ... bo dobrocią i życzliwością jest chyba trudno ..... może w długim czasie, jak będą dojrzalsze ....
coraz bardziej natomiast boję się o synka, że jak coś będzie nie tak, to powiedzą ojcu, że bardziej kocha Jasia, albo że przez Jasia jest dla nich mniej pieniędzy, bo np. alimenty są niższe... nie wiem, ale czuję, że tu też będzie baza i pożywka do kolejnych spięć ... Już też widzę sms-y żony, w których pisze np. że nie przyjechał na wywiadówkę, bo dla niego teraz ważniejsze jest inne dziecko itd. ... po prostu wiem, że tak będzie


czytając to wszystko zastanawia mnie tylko... kiedy Ty i ojciec Twojego dziecka znajdziecie czas na nie ? skoro już teraz wszystko jest pod logistykę jego córek ??
raczej w prezencie wolnego na małego nie dostaniecie. Wybacz, ale tym przesadnym zaangażowaniem sama kręcisz na siebie bata ... ja to przeszłam.
I wiem doskonale co mówię smile

6 184

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad
na szczęście mamy je mało, ale bardzo intensywnie. Eks chce zwiększyć do dwóch spotkań w tygodniu .... no cóż .... jeżeli mój M podejmie taką decyzję to "ode mnie" w gratisie ma obiad dla dziewczynek. Z resztą zadań rodzicielskich będzie musiał sobie radzić sam, bo ja z noworodkiem przy piersi nie będę odgrywała roli wzorcowej macochy... Przede wszystkim będą dla mnie liczyły potrzeby mojego synka, córami M musi się zająć we własnym zakresie .... Ale ..... widzę, że M zaczynają córy też trochę rozczarowywać/załamywać swoją postawą - tu jeszcze zobaczymy

A w ogóle przepraszam, że Wam ciągle bleblam w tych samych tematach .... mam nadzieję, że ciągle gadam to samo, ale poza przyjaciółką nie mam komu o tym powiedzieć, a ona też nie ma doświadczeń w materii pasierbice-eks-M ......

6 185 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-14 21:13:03)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
Hh999 napisał/a:

Kjim
na dzień dzisiejszy to dziewczynki mnie się bardziej słuchają i respektują niż ojca .... Dlatego, że w pewnych sytuacjach asertywnie mówiłam im "NIE" i tłumaczyłam, że parafrazując "jeleniem nie jestem". Kiedyś np. robiłam zadania domowe z matematyki z młodszą i ta zażyczyła sobie, żebym czytała jej treść zadania. Powiedziałam jej, że niestety nie, bo chodzi o to, żeby sama przeczytała i wprawiała się w rozumieniu poleceń - to też jest element zadania domowego, który z pewnością jej się przyda. Młoda się upierała, że nie będzie czytała "bo babcia jej czyta polecenia". "No cóż Amelko, nie wiem i nie ma znaczenia jak uczy cię babcia, teraz uczysz się ze mną bo mnie o to poprosiłaś. Ja chcę ci pomóc, ale nie stawiaj mi warunków, bo ja nie muszę cię uczyć, to nie jest mój obowiązek. Jak wolisz, poczekaj aż tata skończy uczyć się z siostrą i wtedy będziesz odrabiała zadania z tatusiem. Pomagam Ci bo chcę, nie - bo muszę". Oczywiste było dla mnie, że woli się uczyć ze mną, bo jestem cierpliwa i łagodna, więc czytała treść zadań. Przy ojcu to byłby ryk i awantura.
Ale ojciec też jest sobie winien - często chce być "cool" i pozwala sobie na jakieś powiedzonka-docinki, które one potem mu odpowiadają, a on nie reaguje. Na początku naszej znajomości, o czymś tam dyskutowaliśmy i zaczęłam zdanie od "ja myślę..." na co on zażartował "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". On to powiedział jako żart, dla mnie taki żart to nie żart tylko obelga. Adrenalina poszła mi uszami i zrobiłam awanturę, że nie życzę sobie takich odzywek. Jakiś czas później, kiedy on mówił do córek, ta mu odparowała "myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną". Powiedziałam młodej, że tak nie można zwracać się do ojca bo to jest niestosowne i bezczelne. Na co ona zdumiona powiedziała "ale tata tak mówi do nas".  Potem miałam długą pogadankę z M, że nie jest kolegą swoich córek, tylko powinien  utrzymywać stosowny dystans w relacji rodzic-dziecko i nie powinien sobie na takie sformułowania pozwalać.... Było jeszcze kilka zdarzeń, które miałam z dziewczynami. Kiedyś nie zrozumiałam co do mnie powiedziała i zapytałam "co?" na co młoda odparowała "jajco", powiedziałam jej, że wyjątkowo zignoruję jej ripostę, ale nie życzę sobie takich odpowiedzi. Od 9 miesięcy, kiedy dziewczyny mnie znają, wiele takich patologii zostało wyrugowanych, ale tak jak piszesz .... szacunek i autorytet to rzadkie dobro i nie wiem, czym można na nie zapracować ... bo dobrocią i życzliwością jest chyba trudno ..... może w długim czasie, jak będą dojrzalsze ....
coraz bardziej natomiast boję się o synka, że jak coś będzie nie tak, to powiedzą ojcu, że bardziej kocha Jasia, albo że przez Jasia jest dla nich mniej pieniędzy, bo np. alimenty są niższe... nie wiem, ale czuję, że tu też będzie baza i pożywka do kolejnych spięć ... Już też widzę sms-y żony, w których pisze np. że nie przyjechał na wywiadówkę, bo dla niego teraz ważniejsze jest inne dziecko itd. ... po prostu wiem, że tak będzie


czytając to wszystko zastanawia mnie tylko... kiedy Ty i ojciec Twojego dziecka znajdziecie czas na nie ? skoro już teraz wszystko jest pod logistykę jego córek ??
raczej w prezencie wolnego na małego nie dostaniecie. Wybacz, ale tym przesadnym zaangażowaniem sama kręcisz na siebie bata ... ja to przeszłam.
I wiem doskonale co mówię smile

ja sie tylko dopisze pod powyższym,
nie ma co przesadzac w zaangażowaniem,wiadomo że na początku chce sie w to brnac bo zwyczajnie chce sie zapunktowac u faceta i nie ma tu znaczenia nasz wiek ,jest tak jak sie ma 20 i 40 lat
potem człowiek tak dostaje po doopie i jest tak wypompowany tym cudzym zyciem ,tymi exowymi,dzieciakami ich szkolą ,fochem itd ze rzyga tęczom ale kazda to musi chyba przejść by dojsc do momentu,ze wszystko co sie z tematem kojarzy to odbija sie czkawka,kazdy musi dojsc do tego miejsca  sam

jedno mogę powiedzieć im szybciej sie człowiek dystansuje do tematu im szybciej wymontuje sie z tej niby pomocy,pisze niby bo to jest nic innego tylko przerzucanie obowiązków ojca,czyli naszego faceta na nas,niby czemu odrabiamy lekcje  gotujemy,obsługujemy cudze potomstwo,przecież to nie sieroty rodzicow maja  a my ich odciazamy kosztem swojego czasu,nerwów,własnych dzieci

6 186

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

No lepiej w to nie brnąć  ,patologia zawsze istniała i ja tam wychodze z założenia ze trzymam sie z daleka od takiego czegoś

ale,ale.....bo juz sie chyba zamotałam,u was byly problemy z pasierbicami,a skąd syn exowej,czyli co jeszcze chłopak tam był ?tzn syn ex x poprzedniego zwiazku?

U nas nie było problemu z pasierbicami! U nas jedynym problemem zawsze była Exowa. Dzieci nie są złe same w sobie, ale są sterowane, manipulowane i nastawiane negatywnie przez matkę.

Często opowiadam o pasierbicach, bo to One do nas przyjeżdżały i na tej płaszczyźnie zawsze Exowa bruździła. Jest jeszcze pasierb - ale On w momencie gdy poznaliśmy się z M miał już 16 lat. Czasem do nas przyjeżdżał, ale niezbyt chętnie i rzadko i nigdy go do tego nie zmuszaliśmy. Chętnie za to jeździł z nami na wypady typu kino czy narty. Od czasu mojego veto, kiedy przestałam współfinansować te wypady, moje kontakty z pasierbem ograniczyły się do 0. Więc i Jego tematu nie poruszam za często ;-)  Generalnie teraz to już pełnoletni chłopak, który jest bardzo lojalny względem matki. Jego kontakty z ojcem są sporadyczne i nasilają się wtedy, gdy młody potrzebuje kasy lub kiedy M potrzebuje zrobić wywiad czy krzywda dziewczynom się w domu nie dzieje.

Lusi.... widzisz wywołałaś wilka z lasu z tym pasierbem..... Niby pełnoletni, niby dociera do Niego to co się mówi, niby rozumie i nawet mówi, że rozumie, ale cóż.......
Kolejne imieniny ojca i kolejny raz Młody (choć pełnoletni) nie zadzwonił z życzeniami imieninowymi do ojca. Potwierdza to kolejny raz moją tezę, że numer do ojca zna tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebuje..... Wtedy jest skrucha, żal za grzechy i tato pomóż. Jak wypada zadzwonić do ojca z życzeniami to.....nagle brak zasięgu, brak czasu, brak ...... przyzwoitości :-(

6 187

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
na to jest doskonały sposób, który moja matka zastosowała względem brata. Jak nadeszły urodziny mojego brata "zapomniała" o nich. Jak mój 20-letni brat przypomniał, że "chyba o czymś zapomniała", odpowiedziała, że nie... ale myślała że już nie obchodzimy urodzin bo dwa miesiące wcześniej jakoś zapomniał o jej rocznicy. Na szczęście teraz o wszystkich rocznicach pamięta jego dziewczyna

Mamy aktualnie małe zgrzyty mailowe z eks w sprawie ustalania terminu wakacji. Eks żeby zawalczyć o swoje zachowuje się jak lwica. M napisał maila z podsumowaniem od kiedy do kiedy ma dzieci na wakacjach, żeby to potwierdziła bo rezerwuje noclegi. I eks napisała, że chce, żeby dzieci rozpoczęły wakacje z nim tydzień wcześniej, bo dzięki temu w sierpniu będą mogły jeszcze pojechać na 2 tygodnie w góry z babcią. Używa retoryki, która mnie irytuje "jeżeli M ma na względzie dobro dzieci, to musi się na to zgodzić". Czekam na moment, kiedy M będzie mógł jej spokojnie odpisać, że "ma na względzie dobro trójki dzieci". Ale do rzeczy. Mamy apartament wynajęty na 3 tygodnie. Pomysł był taki, że ja jadę na tydzień ze swoją mamą i 3,5 miesięcznym synkiem, jesteśmy tam tydzień, potem dojeżdżają dziewczynki z M, a moja mama wraca do domu. Eks chciała, żeby wyjazd dziewczynek przyśpieszyć .... ok, przedyskutowaliśmy to, że w takim razie przyjedziemy wszyscy tydzień wcześniej, najwyżej poprosimy ojca M, żeby przywiózł nam drugim samochodem rzeczy, których nie będziemy w stanie spakować dla trójki dzieci do naszego samochodu (mamy trochę mierzwy - od wózka, łóżeczka turystycznego, rowerów dziewczynek, akcesoriów dla niemowlęcia itp.). Moja mama przyjedzie w ostatnim tygodniu pobytu. Trochę to nam miesza szyki, ale niech będzie. M napisał, że w takim razie zaczynamy wakacje tydzień wcześniej i on odbiera dzieci o 9.00 rano w sobotę. Na co eks, że nie o 9.00 bo chce dzieci oprać, tylko o 14.00. Ja wiem, że to są pierdy, ale M szlag trafił. Płaci prawie 380 zł za dzień pobytu i jeżeli pojedziemy po 14.00 to będziemy na wieczór. Droga pewnie będzie trochę trwała, bo jedziemy w końcu z malutkim dzieckiem i chcemy jak najszybciej jechać tak żeby koło 2 być na miejscu. Dla mnie to wszystko jest do ustalenia, ale eks pisze w sposób, który doprowadza M do białej gorączki. Na zasadzie - masz odwieść dziewczynki nie na 18.00 tylko na 14.00 (bo z powrotem też eks ma inne pomysły), bo ostatnio jak jechała 700 km w góry, to o mało nie spowodowała wypadku w nocy. Zatem ze względu na bezpieczeństwo dzieci ma je oddać wcześniej. Podobnie jak napisała mniej więcej, że wyrok sądu w sprawie terminów wakacji jest idiotyczny i sędzia zapewne nie przewijał niemowlęcia i nie organizował wakacji (???). A w ogóle, to jak oświadczyła - na wakacje w mieście, gdzie mieszkamy wyda ponad 7 tys zł, bo pracuje i pośle je na półkolonie.... Trochę się zdziwiłam, bo osobiście gdybym miała wydać 7 kPLN na miesiąc półkolonii dla dwójki dzieci, to wolałabym zatrudnić jakaś sensowną studentkę, ułożyć plan "rekreacji" dla dzieci i jestem przekonana, że 7 kPLN to aż nadto, aby zapewnić dzieciom opiekę i fajne rozrywki. Dodam, że zarabiam dużo lepiej niż eks i uznałabym, że taka kwota za półkolonie to matriks. Taniej byłoby wysłać je na normalne kolonie z wiktem i opierunkiem... Ale nic mnie nie zdziwi już; ostatnio dostaliśmy ulotkę o żłobku, który jest po sąsiedzku, gdzie okazało się, że są trzy pakiety dla dziecka żłobkowego - standard, podwyższony i VIP... te półkolonie za tyle kasy to chyba jakaś opcja przygotowująca pasierbice na bal debiutantek.... ;-)
No cóż - M z pianą na ustach czeka dzisiaj do 21 - jak eks będzie się upierała przy godzinach, to wracamy do ustaleń pierwotnych czyli sądowych smile A ... w odpowiedzi też M napisał, że mogłaby sobie darować informacje o tym, że mało nie spowodowała wypadku samochodowego jadąc z dziećmi, bo nie rozumie czy ta informacja ma służyć wywołaniu w nim poczucia winy, czy raczej potwierdza, że jest nieodpowiedzialną matką (pisała, że ten wypadek to dlatego, że w nocy jechała i była przemęczona).....
M nie jest też miodem mazany...
Przepraszam, że tyle tu szczegółów finansowych, ale pozwolę sobie na jeszcze jeden. M był i prawnika-kanonisty w sprawie unieważnienia małżeństwa. Poza tym, że będzie to nas kosztowało co najmniej 6 kPLN (prawnik i opłaty - trochę się zdziwiłam, ze aż tyle) i wynik sprawy oczywiście jest niepewny, to najprawdopodobniej się na to zdecydujemy. Coś czuję, że eks nam chałupę podpali z wściekłości ....

6 188 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-21 09:33:16)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Kjim
na to jest doskonały sposób, który moja matka zastosowała względem brata. Jak nadeszły urodziny mojego brata "zapomniała" o nich. Jak mój 20-letni brat przypomniał, że "chyba o czymś zapomniała", odpowiedziała, że nie... ale myślała że już nie obchodzimy urodzin bo dwa miesiące wcześniej jakoś zapomniał o jej rocznicy. Na szczęście teraz o wszystkich rocznicach pamięta jego dziewczyna.

Gdyby to dotyczyło mnie i moich bliskich - tak właśnie bym zrobiła.  Ale..... w przypadku M to rozwiązanie raczej nie przejdzie. Z doświadczenia wiem, że tuz przed swoimi imieninami, urodzinami, dniem dziecka itp. synek bardzo się uaktywnia :-) Wali skruchę i angażuje ojca w swoje sprawy. M umarłby na wyrzuty sumienia gdyby "zapomniał" o urodzinach synka.


Co do waszych przepychanek.... to dlaczego nie napiszecie , żeby "dla dobra dzieci" Exowa odpuściła. Przecież chcecie dla dzieci jak najlepiej, żeby bezpiecznie z Wami dojechały, żeby odpoczęły, żeby się dobrze bawiły.....i niech dla "dobra dzieci" Ona tez się stanie bardziej elastyczna.+

Chociaż dziwię się, że w to wogóle brniecie. Ja w każdej sytuacji konfliktowej bądź niejasnej z moim Ex, wracam do punktu wyjścia i za jedyne słuszne i niepodważalne uznaję zasady określone w wyroku. Kiedy nie możemy się dogadać i widzę jakiś punkt zapalny - ucinam rozmowę i pozostajemy na zasadach z góry określonych. Chociaż po 6 latach  jakoś się dogadujemy , każde z nas nauczyło się tej elastyczności i kompromisu. Nie było to proste i wymagało dużo czasu. Mam nadzieję, że i u Was z czasem to się unormuje. Wciąż myślę, że unormuje się to wtedy, kiedy Exowa zaspokoi swoje żądze odnośnie alimentów. A tak apropo - nie powinna Ona TERAZ znać zbyt wielu szczegółów odnośnie miejsca i kosztów planowanego pobytu. Wykorzysta to na sprawie o alimenty. Jeśli stać Was na sponsorowanie dzieciom tak drogiego wypoczynku, będzie dążyła do tego, że Ona powinna spędzać z dziećmi czas w podobnych warunkach czyli M powinien w tym wypoczynku partycypować (skoro Go stać) . Tendencja jest taka, żeby wyrównywać dzieciom poziom życia u mamy z poziomem życia u taty.

6 189

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Hh999 napisał/a:

Kjim
na to jest doskonały sposób, który moja matka zastosowała względem brata. Jak nadeszły urodziny mojego brata "zapomniała" o nich. Jak mój 20-letni brat przypomniał, że "chyba o czymś zapomniała", odpowiedziała, że nie... ale myślała że już nie obchodzimy urodzin bo dwa miesiące wcześniej jakoś zapomniał o jej rocznicy. Na szczęście teraz o wszystkich rocznicach pamięta jego dziewczyna.

Gdyby to dotyczyło mnie i moich bliskich - tak właśnie bym zrobiła.  Ale..... w przypadku M to rozwiązanie raczej nie przejdzie. Z doświadczenia wiem, że tuz przed swoimi imieninami, urodzinami, dniem dziecka itp. synek bardzo się uaktywnia :-) Wali skruchę i angażuje ojca w swoje sprawy. M umarłby na wyrzuty sumienia gdyby "zapomniał" o urodzinach synka.

Ale wyrzutami sumienia dzieci się nie wychowa .. zwłaszcza gdy są już na tyle ogarnięte że manipulują - mój "pasierb" ma dopiero 10 lat ... i już od dawna widzę jak pogrywa ojcem .. a ten ślepy i głuchy.
Coś w tym jest że niektórzy rodzice doszukują się zachowań czy cech u swoich dzieci , których w ogóle u nich nie ma - i wiecie dlaczego tak robią ?
Bo przyznanie że mój syn/ córka ma w dupie rodzica , innego człowieka , kłamie czy tez inne " BEEEE " odbierają jako swoją wadę - że to znaczy że nie są super tatuś i super mamuś !
Młody M kłamie go w oczy a ten nawet nie mrugnie - jakby nie słyszał . Zero reakcji , tylko głupia mina ... i kogo winić ?? skoro młody ma wyraźny sygnał że aby osiągnąć cel można kłamać !

6 190 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-21 09:52:29)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ale wyrzutami sumienia dzieci się nie wychowa .. zwłaszcza gdy są już na tyle ogarnięte że manipulują - mój "pasierb" ma dopiero 10 lat ... i już od dawna widzę jak pogrywa ojcem .. a ten ślepy i

M już dawno złożył broń i stwierdził, że swoich dzieci już nie wychowa. Wszystko czego próbował uczyć dzieci, skutecznie i z premedytacją psuła ich matka i babka (jego matka), więc z roli Ojca-Wychowawcy zrezygnował - uznał, że nie chce być ten zły, który wymaga i wyciąga konsekwencje, skoro widzi je raz na jakiś czas.

6 191 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2016-01-21 09:49:19)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Ale wyrzutami sumienia dzieci się nie wychowa .. zwłaszcza gdy są już na tyle ogarnięte że manipulują - mój "pasierb" ma dopiero 10 lat ... i już od dawna widzę jak pogrywa ojcem .. a ten ślepy i

M już dawno złożył broń i stwierdził, że swoich dzieci już nie wychowa. Wszystko czego próbował uczyć dzieci, skutecznie i z premedytacją psuła ich matka, i babka (jego matka), więc z roli Ojca-Wychowawcy zrezygnował - uznał, że nie chce być ten zły, który wymaga i wyciąga konsekwencje, skoro widzi je raz na jakiś czas.


Jakbym słyszała mojego M .
Ale wiecie co mnie najbardziej wkurza - do mojego syna ciągle ma jakieś uwagi wychowawcze .
Młody jest u nas raz na 2-3 tyg, w pokoju ma burdel na kółkach , M raz na jakiś czas idzie i sprząta tam. Młody nawet łózka nie potrafi pościelić ... I nic nie powie syneczkowi.
Natomiast do mojego syna  ma uwagi , że w pokoju szklanki stoją, że książki na półkach nie poukładane... że ma czasami bałagan.

6 192 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2016-01-21 09:49:05)

Odp: Być drugą i macochą

dubel

6 193

Odp: Być drugą i macochą

Tylko konsekwencje Jego decyzji znacie. Ja takiego zachowania nie popieram i nie będę uczestniczyła w takim cyrku. Nie pozwolę też , żeby moje dzieci były świadkami "nagradzania za złe i niepożądane zachowania". Więc nie spotykamy się wszyscy razem. M rozpuszcza swoje dzieci po za naszym zasięgiem. Żal mi Go tylko w takich sytuacjach jak ta przedwczoraj. Jego święto celebrowały moje dzieci. Były prezenty ręcznie robione, wesołe sto lat z ich strony i smutek w oczach M, kiedy do późnego wieczora zerkał na telefon, czy nie przyszedł może spóźniony sms od Jego "dorosłego" syna. Nie przyszedł.  Wisiało w powietrzu moje nie wypowiedziane na głos "a nie mówiłam, że tak będzie", ale głośno tego nie powiedziałam. Dobiłabym Go tym.

6 194

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Tylko konsekwencje Jego decyzji znacie. Ja takiego zachowania nie popieram i nie będę uczestniczyła w takim cyrku. Nie pozwolę też , żeby moje dzieci były świadkami "nagradzania za złe i niepożądane zachowania". Więc nie spotykamy się wszyscy razem. M rozpuszcza swoje dzieci po za naszym zasięgiem. Żal mi Go tylko w takich sytuacjach jak ta przedwczoraj. Jego święto celebrowały moje dzieci. Były prezenty ręcznie robione, wesołe sto lat z ich strony i smutek w oczach M, kiedy do późnego wieczora zerkał na telefon, czy nie przyszedł może spóźniony sms od Jego "dorosłego" syna. Nie przyszedł.  Wisiało w powietrzu moje nie wypowiedziane na głos "a nie mówiłam, że tak będzie", ale głośno tego nie powiedziałam. Dobiłabym Go tym.


A nie wkurza Cię to ? Bo mnie strasznie !
M tez miewa smutne miny , bo synuś zapomniał o nim... i wtedy ani ja ani znajomi nie są w stanie poprawić mu humoru.
Mnie to wqrwia ! Potrafi w dniu np. urodzin od rana chodzić bez humoru, najczęściej siedzi w pokoju synka i coś tam grzebie... kiedyś  mi go było żal i próbowałam jakoś poprawić mu humor...ale teraz mam odruch wymiotny na to !
Bo sam zafundował sobie taki stan rzeczy !
Nie znoszę przez niego żadnych świąt imienin, czy urodzin, bo "MIŚ " nieszczęśliwy że synek nie z nim, nie zadzwonił, nie pamiętał .. i tak w kółko!
Dodatkowo - my nie robimy prawie nic bez jego syna ! w sensie - ja zapraszam na obiad do restauracji ..a on mówi , żebyśmy przełożyli jak młody będzie !
Ja proponuję wypad w weekend w góry we dwoje a on kombinuje by młodego zabrać bo będzie miał frajdę !
Teraz mamy jechać - i nie zgodziłam się na młodego - i M chodzi smutny, nie uzgodniliśmy nic, nie rozmawiamy o tym w ogóle .. najchętniej to bym sama pojechała żeby go nie widzieć i tego jego "smutku ".
Ostatnio mu wykrzyczałam .. że jak tak bardzo cierpi rozłąkę to niech wraca do ex...choćby na wycieraczkę , albo zamieszka obok.
Ostatnio M drażni mnie jak chole...ra . Wszystko mi w nim przeszkadza.
Mam dość tego jego "smutku".

6 195

Odp: Być drugą i macochą

Nie. Już mnie to nie wkurza. Ale i M nieźle się maskuje z tym swoim smutkiem i zawodem (wie co go czeka jakby zaczął narzekać na swój los:-))), gderałabym Mu w nieskończoność, że sam jest sobie winien, jak się wynagradza dzieci za złe zachowania to ---> co się potem dziwi, że nie mają do niego szacunku , albo że odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś chcą). Nie ma u nas w domu miejsca "sentymentalnego" , żadnych rzeczy Jego dzieci, nie ma "ołtarzyka", do którego mógłby wzdychać.... Chociaż nie jest On raczej typem sentymentalnym.
Myślę, że jeszcze kilka takich nauczek i M dojrzeje do zmiany swojego zachowania.

6 196

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Nie. Już mnie to nie wkurza. Ale i M nieźle się maskuje z tym swoim smutkiem i zawodem (wie co go czeka jakby zaczął narzekać na swój los:-))), gderałabym Mu w nieskończoność, że sam jest sobie winien, jak się wynagradza dzieci za złe zachowania to ---> co się potem dziwi, że nie mają do niego szacunku , albo że odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś chcą). Nie ma u nas w domu miejsca "sentymentalnego" , żadnych rzeczy Jego dzieci, nie ma "ołtarzyka", do którego mógłby wzdychać.... Chociaż nie jest On raczej typem sentymentalnym.
Myślę, że jeszcze kilka takich nauczek i M dojrzeje do zmiany swojego zachowania.


No właśnie - u nas jest "ołtarz" - większość naszych gości jest zdumionych faktem że pokój młodego tak wygląda - zawsze myślą że to mojego syna.. jest w nim tyle rzeczy że nie mogą uwierzyć ... niektórzy pukają się w głowę delikatnie... no ale mam za swoje.
Kiedyś myślałam że jak będę wspaniała dla jego syna i będę go traktować podobnie jak moje dziecko..to M będzie szczęśliwy , i będziemy rodziną.
Ale to był błąd. Nigdy nie będziemy prawdziwą rodziną , bo M skupia się najczęściej na synu i swoim smutku.
Kiedyś chciałam mu pomóc, później miałam fazę akceptacji .. a teraz to mnie wkurza .
Bo dla mnie to niekonsekwencja własnych działań lub ich braku.

Heh...mam znowu gorszy czas .brrrr

6 197 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-21 11:13:38)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Kiedyś myślałam że jak będę wspaniała dla jego syna i będę go traktować podobnie jak moje dziecko..to M będzie szczęśliwy , i będziemy rodziną.
.....
Kiedyś chciałam mu pomóc,
......później miałam fazę akceptacji
....... a teraz to mnie wkurza .

Je przez te etapy przeszłam , wydaje mi się dość szybko.
Każdy etap okupiony był wyprowadzką M  i rozstaniem.
Potem wracał,  układaliśmy nowy scenariusz, na nowych warunkach, aż doszliśmy do punktu z dziś. Układ podobny jak u Lusilju, z tą różnica, że własnego/wspólnego dziecka nie mamy.
W pozbyciu się "ołtarzyka" i miejsca westchnień pomogła mi sytuacja życiowa. Sprzedałam dom, wyprowadziłam się do mniejszego mieszkania i siłą rzeczy.... nie starczyło miejsca na pokój (czytaj miejsce westchnień) Jego dzieci. Dziś nie żałuję żadnej decyzji, która podjęłam.

6 198 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-21 11:52:47)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Nie. Już mnie to nie wkurza. Ale i M nieźle się maskuje z tym swoim smutkiem i zawodem (wie co go czeka jakby zaczął narzekać na swój los:-))), gderałabym Mu w nieskończoność, że sam jest sobie winien, jak się wynagradza dzieci za złe zachowania to ---> co się potem dziwi, że nie mają do niego szacunku , albo że odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś chcą). Nie ma u nas w domu miejsca "sentymentalnego" , żadnych rzeczy Jego dzieci, nie ma "ołtarzyka", do którego mógłby wzdychać.... Chociaż nie jest On raczej typem sentymentalnym.
Myślę, że jeszcze kilka takich nauczek i M dojrzeje do zmiany swojego zachowania.


No właśnie - u nas jest "ołtarz" - większość naszych gości jest zdumionych faktem że pokój młodego tak wygląda - zawsze myślą że to mojego syna.. jest w nim tyle rzeczy że nie mogą uwierzyć ... niektórzy pukają się w głowę delikatnie... no ale mam za swoje.
Kiedyś myślałam że jak będę wspaniała dla jego syna i będę go traktować podobnie jak moje dziecko..to M będzie szczęśliwy , i będziemy rodziną.
Ale to był błąd. Nigdy nie będziemy prawdziwą rodziną , bo M skupia się najczęściej na synu i swoim smutku.
Kiedyś chciałam mu pomóc, później miałam fazę akceptacji .. a teraz to mnie wkurza .
Bo dla mnie to niekonsekwencja własnych działań lub ich braku.

Heh...mam znowu gorszy czas .brrrr

hm nie mogę nie napisać chociaz nie mam w tej chwili czasu,
widzę tutaj bierna przemoc,te pozy nieszczesliwca to PROBY WYMUSZENIA NA TOBIE tak wiem o czym.pisze,trzeba zacisnąć żeby i , jechac dalej,,
nie chcesz by to dziecko bylo z wami w chwilach które ty uwazasz za przyjemne,ja ciebie rozumiem,malo tego ja nie zniosłabym by dziecko INNEJ SAMICY mialo pokoj u mnie w domu,ołtarze czy co tam,
nie uginalam sie i stawialam sprawy na ostrzu noża ,stawialam ultimatum,itd zanim doszłam do stanu obecnego ,za łby bym sie z moim mężem brała gdyby było trzeba,ja jak czegoś nie chce to sie nie zmuszam ,nie ma takiej siły by mnie do czegoś zmusiła,
mogę sobie byc największa sucza na świecie ,ale życie nie polega na umartwianiu i na uszczesliwianiu innych kosztem siebie,sensem mojego życia nie bylo nigdy wychowanie dziecka obcej baby,bo potrafie to powiedzieć ,ze dziecko to kompletnie mnie nie obchodzi,wiec dlaczego mam poświęcać czas ,pieniądze,nerwy by ,,komuś robić dobrze,,
mój mąż od jakiegoś czasu zaczal żyć bez klapek na oczach,widzi kim jest pasierbica,widzi to lenistwo,roszczeniowa postawę pijawki,wlazenie w idiotyczne zwiazku,doszedl do miejsca w którym z dystansem i juz nie bezkrytycznie ocenia życie dorosłej przecież kobiety,która chce przejść przez życie kombinatorstwem i nic nierobieniem,obecnie to jest klon wlasnej mamusi,ba ,nawet wiecej ona juz ja dawno przerosła w perfidii i nareszcie nie tylko ja to widze

6 199

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:

Nie. Już mnie to nie wkurza. Ale i M nieźle się maskuje z tym swoim smutkiem i zawodem (wie co go czeka jakby zaczął narzekać na swój los:-))), gderałabym Mu w nieskończoność, że sam jest sobie winien, jak się wynagradza dzieci za złe zachowania to ---> co się potem dziwi, że nie mają do niego szacunku , albo że odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś chcą). Nie ma u nas w domu miejsca "sentymentalnego" , żadnych rzeczy Jego dzieci, nie ma "ołtarzyka", do którego mógłby wzdychać.... Chociaż nie jest On raczej typem sentymentalnym.
Myślę, że jeszcze kilka takich nauczek i M dojrzeje do zmiany swojego zachowania.


No właśnie - u nas jest "ołtarz" - większość naszych gości jest zdumionych faktem że pokój młodego tak wygląda - zawsze myślą że to mojego syna.. jest w nim tyle rzeczy że nie mogą uwierzyć ... niektórzy pukają się w głowę delikatnie... no ale mam za swoje.
Kiedyś myślałam że jak będę wspaniała dla jego syna i będę go traktować podobnie jak moje dziecko..to M będzie szczęśliwy , i będziemy rodziną.
Ale to był błąd. Nigdy nie będziemy prawdziwą rodziną , bo M skupia się najczęściej na synu i swoim smutku.
Kiedyś chciałam mu pomóc, później miałam fazę akceptacji .. a teraz to mnie wkurza .
Bo dla mnie to niekonsekwencja własnych działań lub ich braku.

Heh...mam znowu gorszy czas .brrrr

hm nie mogę nie napisać chociaz nie mam w tej chwili czasu,
widzę tutaj bierna przemoc,te pozy nieszczesliwca to PROBY WYMUSZENIA NA TOBIE tak wiem o czym.pisze,trzeba zacisnąć żeby i , jechac dalej,,
nie chcesz by to dziecko bylo z wami w chwilach które ty uwazasz za przyjemne,ja ciebie rozumiem,malo tego ja nie zniosłabym by dziecko INNEJ SAMICY mialo pokoj u mnie w domu,ołtarze czy co tam,
nie uginalam sie i stawialam sprawy na ostrzu noża ,stawialam ultimatum,itd zanim doszłam do stanu obecnego ,za łby bym sie z moim mężem brała gdyby było trzeba,ja jak czegoś nie chce to sie nie zmuszam ,nie ma takiej siły by mnie do czegoś zmusiła,
mogę sobie byc największa sucza na świecie ,ale życie nie polega na umartwianiu i na uszczesliwianiu innych kosztem siebie,sensem mojego życia nie bylo nigdy wychowanie dziecka obcej baby,bo potrafie to powiedzieć ,ze dziecko to kompletnie mnie nie obchodzi,wiec dlaczego mam poświęcać czas ,pieniądze,nerwy by ,,komuś robić dobrze,,
mój mąż od jakiegoś czasu zaczal żyć bez klapek na oczach,widzi kim jest pasierbica,widzi to lenistwo,roszczeniowa postawę pijawki,wlazenie w idiotyczne zwiazku,doszedl do miejsca w którym z dystansem i juz nie bezkrytycznie ocenia życie dorosłej przecież kobiety,która chce przejść przez życie kombinatorstwem i nic nierobieniem,obecnie to jest klon wlasnej mamusi,ba ,nawet wiecej ona juz ja dawno przerosła w perfidii i nareszcie nie tylko ja to widze


Lusi- ja to wiem,.. jedno mam w głowie od dłuższego czasu ... uciec-  stąd mój nic:).
Nie wiem na co czekam ?
Syn jest pełnoletni, nigdy nie odezwał się niegrzecznie do M..aż ostatnio wykrzyczał mu że nienawidzi tego domu .. bo nie ma prawa na nic..ze nie czuje się jak u siebie ... Słyszał jak M kolejny raz wyrzucał mi że dziewczyna syna je u nas sad.. że on musi żywić kolejną gębę .
Oczywiście jak jego syn je u sąsiadów to on nie ma wyrzutów .. czy jak pół osiedla młody przyciąga na obiad... tatuś zgrywa rodzica roku i nawet specjalnie po zakupy pojedzie żeby dzieci się najadły.
No to tak mamy smile

6 200 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-21 13:05:45)

Odp: Być drugą i macochą

No domyślam sie ze ten Nick forumowy to nie wziąl sie z nadmiaru szczescia
to okropne jak czuje sie Twój syn,to czepianie sie twojego M  .....nawet nie chce mi sie pisać,swój przychowek hołubi i jakby mogl to by do gardla skoczyl ,
by tamtemu bylo dobrze
ja kiedyś powtarzalam swojemu mężowi ze jak tak bardzo chce to moze wrocic do ex przecież wtedy pasierbica będzie miała tak jak on chce czyli juz pokrzywdzona nie będzie,do znudzenia gledzilam ze trzeba bylo sie nie rozwodzić tylko w imie dobra dziecka schować własna ambicje w buty,trzeba bylo SIE POSWIECIC A JAK SIE NIE CHCIALO POSWIECIC SWEGO JA ,SWEGO EGO TO NIECH NIE OCZEKUJE TEGO POSWIECENIA ODE MNIE ,BO NIBY CZEMU JA MAM TO ROBIC PODCZAS GDY ON NIE CHCIAL,NIE POTRAFIŁ ZREZYGNOWAC Z SIEBIE
myślę ze powtarzalam to wystarczająca ilosc razy by to zrozumiał,to ze on kiedyś dokonał beznadziejnego wyboru i potem musiał szarpać sie z jakas baba latami to nie znaczy ze ja mam robić z siebie cierpiętnice i pokutować za cudza glupote,juz i tak konsekwencje ponosilam tych bledow chociazby finansowe

6 201

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

No domyślam sie ze ten Nick forumowy to nie wziąl sie z nadmiaru szczescia
to okropne jak czuje sie Twój syn,to czepianie sie twojego M  .....nawet nie chce mi sie pisać,swój przychowek hołubi i jakby mogl to by do gardla skoczyl ,
by tamtemu bylo dobrze
ja kiedyś powtarzalam swojemu mężowi ze jak tak bardzo chce to moze wrocic do ex przecież wtedy pasierbica będzie miała tak jak on chce czyli juz pokrzywdzona nie będzie,do znudzenia gledzilam ze trzeba bylo sie nie rozwodzić tylko w imie dobra dziecka schować własna ambicje w buty,trzeba bylo SIE POSWIECIC A JAK SIE NIE CHCIALO POSWIECIC SWEGO JA ,SWEGO EGO TO NIECH NIE OCZEKUJE TEGO POSWIECENIA ODE MNIE ,BO NIBY CZEMU JA MAM TO ROBIC PIDCZAS GDY ON NIE CHCIAL,NIE POTRAFIŁ ZREZYGNOWAC Z SIEBIE


No dobre te teksty , wykorzystam z premedytacją smile

6 202 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-21 13:28:49)

Odp: Być drugą i macochą

Wykorzystaj

zjadlo mi caly tekst napisze pozniej

6 203

Odp: Być drugą i macochą

U mnie awantura z eks zakończona. Po kilku prośbach, że eks ma potwierdzić że wyda dzieci o godzinie 9.00 rano, a nie o 14.00 jak chciała, po tym jak napisała do M tytułując maila per "Kolo" (chyba taki skrót od "kolego"), a także jak wspomniała, że M robi z siebie półgłówka i.... takie tam, M pękł i napisał że wracamy do ustaleń sądowych, wycofuje się z wszystkiego i to jego ostateczna decyzja. Eks potrafi tak napisać, aby obrazić - oczywiście też to M jest "złym rodzicem"... trochę się nie dziwię, że M dostaje rzucawki na jej korespondencję, bo kobieta jest zaczepna i prowokuje... Nie dostała tego co chciała (czyli zmiany terminów wakacji + zmiany godzin). Oferowaliśmy jej zmianę terminów przy zostawieniu tych samych godzin, ale nie .... on musiała narzucić swoje. W momencie jak nie postawiła na swoim, M stał się "kolo" i "półgłówkiem".... no toż powiem Wam, że nie powiedziałabym do nikogo per "kolo". Onego czasu młodsza pasierbica powiedziała do ojca per "kolo, co tam u Ciebie" i przyznam, że zamarłam .... zwróciłam jej uwagę, że tak nie należy zwracać się do ojca, bo nie jest jej kumplem... teraz już czuję te klimaty ... niedaleko pada jabłuszko od jabłonki wink

6 204

Odp: Być drugą i macochą

No i bardzo dobrze. Popieram takie rozwiązania.

6 205

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Lusi- ja to wiem,.. jedno mam w głowie od dłuższego czasu ... uciec-  stąd mój nic:).
Nie wiem na co czekam ?
Syn jest pełnoletni, nigdy nie odezwał się niegrzecznie do M..aż ostatnio wykrzyczał mu że nienawidzi tego domu .. bo nie ma prawa na nic..ze nie czuje się jak u siebie ... Słyszał jak M kolejny raz wyrzucał mi że dziewczyna syna je u nas sad.. że on musi żywić kolejną gębę .
Oczywiście jak jego syn je u sąsiadów to on nie ma wyrzutów .. czy jak pół osiedla młody przyciąga na obiad... tatuś zgrywa rodzica roku i nawet specjalnie po zakupy pojedzie żeby dzieci się najadły.
No to tak mamy smile

Chceuciekac....z tego co pamiętam to u Was juz były sprawy na ostrzu noża. Jakieś wizyty w banku jak sprawę z domem i kredytem załatwić . I co? Taki obrót spraw niczego nie zmienił? Nie poprawiło to waszej sytuacji i nie znaleźliście lepszych rozwiązań jeśli chodzi o Młodego M? W tej sytuacji to podziwiam Twojego syna i Jego opanowanie na tę jawną "nie sprawiedliwość" w traktowaniu waszych dzieci. Młodsze jest jawnie faworyzowane, a ten który ma więcej lat, nie ma prawa do żadnych przywilejów w domu. Twój facet zachowuje się w stosunku do twojego syna jak stereotypowa macocha z bajek..... Czy przypadkiem nie zabrał Ci tej roli? :-) To My jesteśmy w tym świetne, więc następnym razem w takiej sytuacji pokaż swojemu facetowi gdzie Jego miejsce. Rola wrednej macochy to TWOJA rola i niech nie próbuje Cię z Niej wysiudać" :-)

6 206

Odp: Być drugą i macochą

Witam Wszystkich cieplutko smile  chcialabym do Was dołączyć . Czytając Wasze wypowiedzi mam wrażenie , że ktoś opisuje moje życie , emocje , rozterki ...
Mam na imię Patrycja i jeśli pozwolicie , pożalę się Wam troszkę smile .

6 207

Odp: Być drugą i macochą

Witaj, Patrycjo!
Pisz, użalają sie, razem raźniej.
Ja już nie ma sił na moja sytuacje z córka meza i nim samym.
Cisną mi sie na usta niecenzuralne słowa, wiec musze poużalac sie w samotności...

6 208

Odp: Być drugą i macochą

Poznaliśmy się z J. 3 lata temu . Wiedziałam , że ma Syna . Byłam rok po rozwodzie , On 3 lata . Z racji tego , że moje małżeństwo trwało 10 lat i straszną traumą się zakończyło dla mnie { 8 lat walki o zajście w ciążę zakończona stratą dziecka , zdradą Męża } , nie myślałam o kolejnym związku .
Jak to w życiu bywa , zakochałam się ... On też . Przez kilka miesięcy byłam na rauszu związanym z randkami , zakochaniem , fascynacją . Dziecko w tym wszystkim było tylko gdzieś w sferze , która mnie nie dotyczyła. Pewnego dnia poznałam Młodego . Byłam dla Niego jak koleżanka , uwielbiał zabawy ze mną , pewnie dlatego , że zachowywałam się jak małolata , z ktorą mógł szaleć do upadłego smile .
J. ma ze swoją byłą układ , że zabiera Młodego co dwa tygodnie w czwartki i "oddaje" Go w niedzielę wieczorem do tego dochodzą swięta , wakacje , ferie , zajęcia poza lekcyjne itp. Po rozwodzie J. wrócił do swoich Rodziców . Po tym jak zamieszkaliśmy razem u mnie , siłą rzeczy Młody zaczął bywać juz u mnie .
Pierwsze , co zaczęło mnie drażnić w tym wszystkim , to podejście J. do Synka , Mały ma 7 lat i generalnie jest fajnym Dzieciakiem , ale mój Ukochany sprawia , że nie potrafię bez irytacji o Nim myśleć . Jest dobrym Ojcem , ale totalnie " zakochanym " w Synu tzn . wszystko co robi , co planuje jest robione pod Młodego . Gdy musi Mu w jakiejś sprawie odmówić mało się nie popłacze . Generalnie Mały tylko powie " chcę " i ma .
Dochodziło do tego , że podczas pobytu Młodego u Nas Tatus z Juniorem potrafili caly dzień spędzić w łózku grając np na komputerze .... ja mogłam nie istnieć . Bardzo bolało takie traktowanie , gdy pierwszy raz zwrociłam J uwagę , że nie jestem zadowolona z takiego zachowania skończyło się awanturą { co zresztą juz teraz jet na porządku dziennym} . Wyjechaliśmy nad morze we trójkę .. 6 dni wakacji z czego tylko jednego ruszyliśmy się z pokoju bo Mały ma nową grę i nie ma ochoty nigdzie iść . Nigdy przy Nim nie przytulił mnie , nie pocałował .... doprowadzało mnie to do szału , ale próbowałam jakoś Go zrozumieć .
To było o tyle bardziej frustrujące , że wiedziałam , iż Jego była zaraz po rozwodzie zamieszkała z jakimś wujkiem i nie przejmowała się tym , że Mały w tym uczestniczy .
Ale jak czas pokazał ex moze wszystko , a ja muszę się dostosować ...
Po jakimś roku miałam dość . Cierpię na nerwicę lękową i depresję { pozostałość po małżeństwie } , nie chciałam we własnym mieszkaniu czuć się jak intruz . Myślałam , że jesli J. zobaczy ile mnie to wszystko kosztuje , to coś zmieni , nie wiem ... poszukamy rozwiązania . Nic bardziej mylnego smile . Jego rozwiązaniem okazało się wyjeżdżanie zSynalkiem do Babci . No to kuzwa załatwil sprawę smile ....
Rok temu straciłam pracę . Nerwica szaleje mi do tego stopnia , ze nie mogę byc sama nocą , dostaje ataku paniki i ląduje na pogotowiu lub wzywam karetkę . Mam oszczędności , ale niestety nie tyle , by utrzymać się w 3 pokojowym mieszkaniu , więc mieszkamy teraz w kawalerce . To oczywiście sprawia , że Malego nie widuję w ogóle . Nie przywozi Go tu , za niskie standardy .... Wyjezdza więc co drugi czwartek , a ja czekam aż łaskawie wróci .
Boli mnie to , ze J uważa , że ja muszę się na to godzić , gdy " złamała mnie rwa kulszowa , nie mogłam wstac nawet do lazienki , myślałam , że przełoży weekend z Synem , żeby ze mną zostać - niestety zostawił mnie , bo Małego zawieźć nie mozna sad .
  Ciągle się drzemy ze sobą , głównie przez Jego byłą , ktora urodziła w wigilię dziecko { tatusia brak} wydzwania do J ciągle coś , nie mozemy zaplanowac absolutnie niczego , bo to Ona nam harmonogram układa ..... Wkurzam się , że J we wszystkim Jej ustępuje i zawsze Jej broni ...
Wspomiałam o tym Jej porodzie nie bez powodu . J jakiś czas temu oświadczył mi , że nie chce więcej dzieci , bo nie wie jak dałby radę to pogodzić i jak odebrałby to Mały , a Mamuśka zaszła Bog wie z kim bo Jej wolno .
Często myślę by to zakończyć .... nie mam już sił na kłótnie , czuję się jakbym była przeszkodą , takim nikomu nie potrzebnym balastem ..... Nie zmieni się ani On , ani sytuacja w jakiej się znaleźliśmy .
Teraz planuję rozpocząć budowę domu ... coraz częściej myślę , że to będzie dom tylko dla mnie ...
    To tak oględnie opisana paranoja zwana ostatnio moim życiem smile .

6 209

Odp: Być drugą i macochą

Masz absolutna racje,zakończ to
to jest facet który nie da ci szczescia,to jest związek który źle rokuje,on najzwyczajniej jeszcze jest jedną noga w tamtym zwiazku,zakleszczył sie tam i nawet to ze jego była urodziła dzieciaka,diabli wiedzą z kim nie zniechecilo go do niej skoro biega tam i aportuje ,daj sobie,spokoj
ani dziecka nie będziesz z nim miała bo juz ci to zapowiedział,szkoda czasu na niego,wpędzi cię w lata a ty im starsza tym bardziej będziesz nie znosić tamtego dzieciaka,
wymiksuj sie poki jeszcze umiesz,poki nie ma,wspólnych nieruchomosci,kredytow i innych spraw

6 210

Odp: Być drugą i macochą

Pewnie tak właśnie się to skończy .... niestety sad

6 211 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-23 17:55:16)

Odp: Być drugą i macochą
patrycja.8171 napisał/a:

Pewnie tak właśnie się to skończy .... niestety sad

jako stara stażem macocha powiem ci tylko tyle ze są kobiety które nie zaakceptują nigdy potmostwa innej samicy w swoim domu,ja do takich należę,myślę ze chodzi tu o cechy charakteru potomstwa które odziedziczylo po matce,o odmiennym wychowaniu,o rzeczach których absolutnie nie jestem w stanie zaakceptować u innych ludzi zwlaszcza gdy znajdują sie w bliskim ,,sąsiedztwie,,
nie znioslabym urlopu z cudzym dzieciakiem,bo mnie by to irytowalo i byłoby dla mnie kara ,nigdy sie nie godzilam i nigdy na takowym nie byłam,bo tylko raz spytałam męża czy chce mnie ukarać za to ze za niego wyszłam i taki wynalazł sposob

6 212 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-01-24 23:35:16)

Odp: Być drugą i macochą

Patrycja
to bardzo przykre co piszesz i sytuacja rzeczywiście wygląda nieciekawie .... Mój M zakochany jest też w swoich dwóch córkach (7 i 9 lat), ale od pewnego czasu widzę, że potrafi na nie spojrzeć nieco bardziej obiektywnie niż jeszcze pół roku temu, kiedy całe jego życie podporządkowane było dziewczynkom. Najważniejsze jest to, że on zrozumiał, że bycie "trzeźwym" i "nie-zakochanym w dziecku" rodzicem  jest nie tylko w jego interesie, ale też i dziewczynek. Dzisiaj np. jechał z córkami 7 godzin do Zakopanego na wakacje, dziewczynki pół drogi spały, on jechał w brzydkiej pogodzie, dojechał wykończony. Na miejscu 9-cio latka zrobiła scenę z wrzaskami, że nie zabrał jej żadnej sukienki i w co ona się będzie ubierała na posiłki do restauracji.... M pisze do mnie sms, że "młoda ryczy i nie chce iść na kolację". No to piszę mu - nie chce, trudno, to nie jest noworodek, który musi być karmiony na każde wezwanie. Nie chce kolacji, robi sceny, niech nie je - jak zgłodnieje, to cię poprosi o jedzenie. Za pół godziny zadzwonił z restauracji - jak ją olał i powiedział, że w takim razie zostaje sama w pokoju bez kolacji, to młoda ruszyła 4 litery i poszła.... Wydaje się, że normalne okoliczności (normalny rodzic nie powinien nadskakiwać histeriom swoich dzieci), ale dla M to duża przemiana....

Z tego co piszesz, Twój partner przede wszystkim nie daje Ci poczucia bezpieczeństwa ... Nie wiem czy przyczyną jest to, że partner jest jeszcze emocjonalnie w starym związku, ale widać, że nie traktuje Ciebie dojrzale, skoro tak bardzo daje Ci do zrozumienia, że jesteś na drugim miejscu daleko za synem. Od ostatniego faceta odeszłam między innymi dlatego, że nie chciał deklaracji co do stałego związku i dzieci... Kiedyś, jak już było mi bardzo źle i wybuchłam, rzucił "jak chcesz możemy sobie zrobić dziecko".... poczułam, jaby mi na odwal się, rzucał jakiś ochłap. Tak naprawdę już wtedy wiedziałam, że dziękuję za coś takiego... czasami czułam, że dla niego ważniejszy jest jego trawnik i pies niż ja (czasami pół soboty spacerował z psem i pielęgnował trawnik, zanim do mnie przyjechał)... Jeżeli Twój partner nie chce dziecka, a Ty tego bardzo chcesz, to moim zdaniem taki związek nie jest tego warty.... Ja chciałam normalności i mam jej namiastkę - wprawdzie w eks i pasierbicami, ale .... z eks dajemy sobie radę, od czasu do czasu zaliczając spiny, i pasierbice też są do ogarnięcia. Nie mogę się przyczepić natomiast do M, który stara się i stara się również słuchać do mam do powiedzenia. U Ciebie zdaje się, że problemem jest Twój facet, który nie wie czego chce.....

6 213

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 , masz absolutną rację ... to nie w Ex ani w Dziecku problem , tylko w J. .... miał dzis wrocic , ale Mały chce zostac , więc wróci moze jutro .. On juz nawet nie udaje , że jestem w Jego życiu .... sad Smutne to wszystko .
Trzymajcie się jakoś Kobitki .. sad

6 214

Odp: Być drugą i macochą
patrycja.8171 napisał/a:

Poznaliśmy się z J. 3 lata temu . Wiedziałam , że ma Syna . Byłam rok po rozwodzie , On 3 lata .  .

Cześć Patrycja. Poznaliście się 3 lata temu a On już wtedy był 3 lata po rozwodzie. Sumując wychodzi mi , że minęło 6 lat od rozwodu a On wciąż zachowuje się jakby jedną nogą siedział w tamtym związku. Jeśli przez tyle lat nic się nie zmieniło to radzę Ci - natychmiast ewakuuj się z tego "związku". Już przypłacasz to zdrowiem, więc nie brnij w to, bo wsparcia od Niego żadnego nie dostajesz i nie dostaniesz. Potrzebujesz kogoś, kto Cię będzie wspierał, kto da Ci poczucie bezpieczeństwa. Przy Nim nigdy tego nie zaznasz.
Powodzenia i dużo siły Ci życzę. Ale jeśli jest Ci lżej jak się tu wygadasz to pisz. Mnie przynosi to ulgę jak się pożalę komuś kto jest w podobnej sytuacji i rozumie moje rozterki.

6 215

Odp: Być drugą i macochą

Tak czytam te wasze wypociny,nie jestem w stanie zrozumieć,jak mozna byc tak podłym i wyrachowanym.Dzieci waszych partnerów życiowych,sa niedouczone,ewidentnie głupie (po matce),ogolnie tępe.Mam nadzieje ,ze  kiedyś to przeczytają.Podlosc nie zna granic.Ktora to pisała,ze sa głupie po ojcu,hahaha ,jak mozna byc tak perfidnym człowiekiem ...Jak juz wyliniale "laseczki" bierzecie sie za mężczyzn z dorobkiem ,lub rozwalacie rodzine,to miejcie odrobine pokory,bo wymiotować sie chce.

6 216 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-25 12:42:12)

Odp: Być drugą i macochą
Michaska84 napisał/a:

Tak czytam te wasze wypociny,nie jestem w stanie zrozumieć,jak mozna byc tak podłym i wyrachowanym.Dzieci waszych partnerów życiowych,sa niedouczone,ewidentnie głupie (po matce),ogolnie tępe.Mam nadzieje ,ze  kiedyś to przeczytają.Podlosc nie zna granic.Ktora to pisała,ze sa głupie po ojcu,hahaha ,jak mozna byc tak perfidnym człowiekiem ...Jak juz wyliniale "laseczki" bierzecie sie za mężczyzn z dorobkiem ,lub rozwalacie rodzine,to miejcie odrobine pokory,bo wymiotować sie chce.

Widzę Michaska84 , że czytasz, ale nie ze zrozumieniem. Czytania ze zrozumieniem uczą w głębokiej podstawówce, więc nadrób zaległości!!! To , że "dzieci są głupie po ojcu" to jest wyrwane z postów HH999. Jednak Hh999 opowiadała, że to RODZONA MATKA DZIEWCZYNKI TWIERDZI, ŻE DZIECKO JEST TĘPE PO OJCU  Następnym razem zanim zaczniesz komentować "te nasze wypociny" to dopytaj jeśli czegoś nie rozumiesz!

Zakładasz , zresztą jak wszyscy, że to MY MACOCHY jesteśmy te złe, podłe, wredne, perfidne i wyrachowane. To mało życia przeżyłaś i nie spotkałaś jeszcze zołzowatych Byłych żon , które w imię chorego pojęcia "dobra dziecka" używają swojego dziecka jako mięso armatnie w boju o zatrucie życia Byłemu Mężowi.

6 217 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-25 13:03:50)

Odp: Być drugą i macochą
Michaska84 napisał/a:

Tak czytam te wasze wypociny,nie jestem w stanie zrozumieć,jak mozna byc tak podłym i wyrachowanym.Dzieci waszych partnerów życiowych,sa niedouczone,ewidentnie głupie (po matce),ogolnie tępe.Mam nadzieje ,ze  kiedyś to przeczytają.Podlosc nie zna granic.Ktora to pisała,ze sa głupie po ojcu,hahaha ,jak mozna byc tak perfidnym człowiekiem ...Jak juz wyliniale "laseczki" bierzecie sie za mężczyzn z dorobkiem ,lub rozwalacie rodzine,to miejcie odrobine pokory,bo wymiotować sie chce.

e nooo...
i czego to się rzuca,weszla ani witam ani pocałujcie misia w doope i od progu jedzie po bandzie...hola hola ślicznotko..
my sie bierzemy za mezczyzn z dorobkiem,nie nie z dorobkiem tylko z przychowkiem,widzisz subtelna roznice?
nie,to szkoda...wyliniale laseczki hmmm ,a ty co gwiazda z Brodłeju(pisownia celowa) sfrustrowana do cna bo ja jakas NOWA  z siodla wysadziła i trzeba poujadac na te nastepne zeby zółć uszla z przewodow?

6 218

Odp: Być drugą i macochą

Musze zebrać siły na odpisanie,przerąbane maja ci wasi partnerzy.

6 219 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-25 13:15:04)

Odp: Być drugą i macochą

Michaska84 w wątku: ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD)

Michaska84 napisał/a:

Blacha ,(fajny nick,wyraża wszystko),ja do pomagania takim jak ty ,jestem daleka,ale lubie walczyć z koorestwem,bo duzo jest takich ludzi jak ty pajacu.Ja dalej mam nadzieje,ze jestes "trollem",jak tu inni sugerują,jeżeli nie to,obok mezczyzny nawet nie stałeś.Podzukaj w swoich majtach jaj,a potem powiedz swojej kobiecie,swojej córce prawdę ,niech nie żyją w kłamstwie obleśny typie.

Sfrustrowana, porzucona?

Michaska - nie byłam powodem rozwodu mojego faceta. Exowa puściła Go kantem, długo potem poznaliśmy się MY..... więc nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.

6 220

Odp: Być drugą i macochą

No wlasnie,nie jestem sfrustrowana,ani porzucona.Jestem w miarę dobrym i CZYSTYM związku.Mam 31 lat i wciąż w głowie ,działania swojej "macochy",wiec liczcie sie z konfekcjami,ale to nad wyraz trudne ,jeżeli jest sie skończonym egoista.

6 221

Odp: Być drugą i macochą

Michaska84
zakładając, że 84 oznacza Twój rocznik, to nie jesteś nastolatką, życie już powinnaś trochę znać - nieczęsto zdarzają się biało-czarne sytuacje. Jestem jedną z macoch i drugich, starszą od Ciebie i część kobiet w tym wątku również jest starsza od Ciebie. Z Twojej perspektywy może i jesteśmy "wyliniałe", ale już "laseczki" to byłby dla mnie komplement smile
Co ciekawe - nie chcę się wypowiadać co do statystyki, bo przyłączyłam się do forum niedawno, ale z historii tych Pań, z którymi przyszło mi korespondować, to nie pamiętam takiej, która związek by rozbiła. Na swoim przykładzie - pojawiłam się po rozwodzie, mniej więcej 6 lat po tym jak moja eks i M się rozstali. Owszem "odziedziczyłam" pasierbice, eks i przeszłość, ale nie zawsze wchodząc do tej rzeki wiadomo, co się będzie działo. Ja np. nie miałam świadomości umiarkowanie destruktywnej eks, której stanę się wrogiem bez jakiejkolwiek zasługi. Czytałam dokumenty rozwodowe M i wiem, że żadne zarzuty zdrady wobec niego nie były podnoszone (to jedyne pewne i w miarę optymalne źródło o przeszłości do którego mam dostęp, poza opowieściami M, do których podchodzę z wrodzoną rezerwą, ponieważ nikt nie jest obiektywny w swojej sprawie). Moje problemy z eks/pasierbicami, są z tych lightowych, ale są .... i bardzo doceniam doświadczenia, którymi dzielą się inne kobiety, które przechodziły przez analogiczne sytuacje. Czasami też, poza tym wątkiem, przyglądam się innym tematom koleżanek-macoch i wyciągam wnioski dla siebie. Przykład - historia Doruli, która po fazie zaprzyjaźnienia się z pasierbicą, niestety doświadczyła bardzo negatywnej przemiany. Jest to dla mnie też przestroga, żeby uważać w jakim kierunku rozwijają się relacje i to, że póki co dziewczynki są małe i do mnie przywiązane, nie oznacza że taka sielanka będzie trwała. Skoro tak wiele matek i córek się nie dogaduje i popadają w mniejsze/większe konflikty, to dlaczego relacja macocha/pasierbice miałaby być inna.
Tak, ja uważam że moja eks to kobieta, która nie otrząsnęła się po rozwodzie, chociaż konsekwentnie swoją postawą, zrachowaniami do niego doprowadziła. Dodatkowo często mówię M, że on i jego eks byli z sobą dobrze dobrani - oboje są materialistami, co w przypadku M bardzo szybko dostrzegłam (dla niego i eks status finansowy=status społeczny itd.). Dlatego eks próbowała go wykończyć finansowo, a teraz ją szlag trafia bo nie tylko jej się to nie udało, ale i M zbudował dom, a nasze wspólne dochody pozwalają nam żyć naprawdę bardzo komfortowo finansowo, co eks widzi. Ma zasądzone wysokie alimenty, ale do tego M dba o dziewczynki i kupuje im komputery, telefony, pierdoły - w stopniu takim, że oświadczyłam M, że naszego syna nie pozwolę tak rozpuszczać, bo nie chcę wychować księcia udzielnego. Dobrze jest porozmawiać na forum, bo też trudno mi niekiedy zrozumieć faceta po rozwodzie, który jest bezbronny wobec histerii córek, ich zachcianek, bo je kocha i nie chce doprowadzić do sytuacji, kiedy córki odmówią spotkań z nim (tak się zdarzyło u jednego z kolegów M, z którym nastoletni syn zmanipulowany przez matkę nie chce utrzymywać kontaktu z ojcem i ten go nie widział od pół roku). Jak się w tym znaleźć? Jak reagować, kiedy 9 letnia pannica rzuca zeszytami w ścianę i krzyczy do ojca, że go nienawidzi... Jak ma się w takiej sytuacji zachować "macocha", która w takiej sytuacji w odniesieniu do własnego dziecka podjęła działania pacyfikujące, a tu ... stoi z boku i nawet ciężko jej doradzić ojcu co ma robić, biorąc pod uwagę to, że wiem o jego lękach utraty dobrej relacji z córkami? Myślisz, że tego uczą, że znajdziesz podręcznik dla macoch w Empiku?

No coż - może wg Ciebie jesteśmy jakąś formą "ścierwa", ale wierz mi że każda z nas ma w doopie Twoje zdanie, skoro nie masz pojęcia z czym się borykamy...

6 222

Odp: Być drugą i macochą
Michaska84 napisał/a:

No wlasnie,nie jestem sfrustrowana,ani porzucona.Jestem w miarę dobrym i CZYSTYM związku.Mam 31 lat i wciąż w głowie ,działania swojej "macochy",wiec liczcie sie z konfekcjami,ale to nad wyraz trudne ,jeżeli jest sie skończonym egoista.

Z "konfekcjami" czego?

Skoro niesfrustrowana i nieporzucona i będąca w "miarę dobrym i czystym związku" (cokolwiek to znaczy) tzn. że jesteś jedną z tych rozkapryszonych, roszczeniowych córeczek, które wymagają od ojca stuprocentowego poświęcenia się w "imię dobra dziecka". Który ma czcić, dopieszczać, włazić w dupę dziecku tylko dlatego , że jesteś dzieckiem rozwiedzionych rodziców?  Litości kobieto. Masz 31 lat , weź się w garść i nie obwiniaj macochy za całe zło tego świata. Ogarnij się wreszcie i zacznij się cieszyć swoim " w miarę normalnym związkiem"

6 223

Odp: Być drugą i macochą

Konsekwencjami (autokorekta),bo zaraz bede oskarżona o analfabetyzm (zreszta ,jak te tępe corki waszych obecnych mężów wink.

6 224

Odp: Być drugą i macochą

Michaska84
zatem, skoro Twoja niechęć do macoch wynika z praktyki, zdaj sobie sprawę, że archetyp macochy prezentowany przez bajki typy królewna Śnieżka i Kopciuszek, nie zawsze realizuje się w rzeczywistości. Jak masz koniecznie coś do powiedzenia, to podziel się jak to wygląda z punktu widzenia pasierbicy - a dodasz coś konstruktywnego do forum. Za mną moje pasierbice chodzą jak małe szczeniaczki i się na mnie wieszają, dzwonią do mnie i dopytują się o swojego przyrodniego braciszka, który ma się urodzić. Eks mnie za to nienawidzi - paradoksalnie, nienawidzi mnie bo jej córki za mną przepadają. Wiem dlaczego - nie jestem jakaś szczególnie serdeczna i ciumkająca, ale jestem zrównoważona emocjonalnie ... w odróżnieniu do ich mamy niestety... Nie ma w tym żadnej manipulacji z mojej strony, postanowiłam że będę traktowała pasierbice tak jakby były moimi bratanicami - nie muszę ich wychowywać (mają matkę i ojca a ja nie będę się pchała między wódkę i zakąskę), ale będę o nie dbała i w miarę możliwości pomagała im w nauce, spędzała wolny czas itd. Czy mogę liczyć na to, że tak będzie zawsze? Statystycznie biorąc po doświadczeniach innych macoch, raczej nie....
Michaska84 i wygląda, że istotnie jesteś "sfrustrowana" skoro Twoja macocha dała Ci popalić. Nie jest to jednak forum sadystek, które wyżywają się z satysfakcją na eks i pasierbicach. Każda z nas chciałaby mieć neutralną eks i dobre relacje z pasierbami.

6 225 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-01-25 14:15:00)

Odp: Być drugą i macochą

jak już napisała Kjim "otępienie umysłowe" mojej starszej pasierbicy, to wg eks efekt podobieństwa genetycznego do ojca (który wg matki jest tępym facetem, półgłówkiem, idiotą - do wyboru, a wszystko na piśmie). Nigdzie nie napisałam, że moje pasierbice są "tępe" - pisałam raczej, że to normalne dzieci, tylko wymagają dopilnowania i pomocy. Więc skoro z lubością odnosisz się tak do tego co napisałam, to proszę przeczytaj o co chodzi, bo istotnie zapamiętamy się jako tępą, sfrustrowaną pasierbicę, która "powiedziała co wiedziała"

6 226

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz,co to znaczy byc  "rozkapryszona,roszczeniowa "córka ,a pózniej nie mieć NIC,bo TATUŚ,jest kompletnie zmanipulowany.Ja nie wymagałam od niego niczego.

6 227

Odp: Być drugą i macochą

O kurcze.
Dziecko innej samicy? Serio? W naturze zdarza się w takich przypadkach przegryzanie karku, zawsze można spróbowac.

6 228

Odp: Być drugą i macochą
Michaska84 napisał/a:

Wiesz,co to znaczy byc  "rozkapryszona,roszczeniowa "córka ,a pózniej nie mieć NIC,bo TATUŚ,jest kompletnie zmanipulowany.Ja nie wymagałam od niego niczego.

Nie wiem. Mnie rodzice uczyli przede wszystkim SZACUNKU do ludzi, do rzeczy, do siebie. Ty byłaś "rozkapryszoną, roszczeniową " córką , a później nie miałaś NIC, bo Tatuś przestał rozpieszczać swoją córeczkę.??? Rozumiem Twój żal i rozgoryczenie. Upadek z piedestału musiał boleć i najwyraźniej zostawił siniaki do dziś. Jednak jesteś już dorosłą osobą, zakładam, że samodzielną, spróbuj przeanalizować sytuację z dzieciństwa i dociec, czemu Twój tata nagle przestał Cię czcić? Jak już poznasz relację wszystkich stron ( a nie tylko matki, która Cię wychowywała) może zmienisz  zdanie o ojcu i macosze.

6 229

Odp: Być drugą i macochą
Czarna Kotka napisał/a:

O kurcze.
Dziecko innej samicy? Serio? W naturze zdarza się w takich przypadkach przegryzanie karku, zawsze można spróbowac.

Serioooo?? Może spróbuję. Chociaż osobiście wolałabym przegryźć Panią Ex.
:-)

6 230 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-01-25 16:56:29)

Odp: Być drugą i macochą

Czarna kotka
pewne sformułowania może brzmią drastycznie, ale przy odrobinie dobrych chęci można sobie wyjaśnić o co chodzi. Przypomina mi się historia ciotki mojej przyjaciółki. Teresa jak miała 40 lat poznała 50 letniego wdowca, który miał 5-tkę pełnoletnich dzieci - 2 córki i 3 synów. Było już kilka ładnych lat po śmierci ich matki, kiedy zdecydował się oświadczyć Teresie. Z 5-tki dzieci, dwójka ją zaakceptowała, trójka nie - okazywała jej jawnie wrogość, robili z niej hm ... jakby łowczynię majątku (bez przesady, facet jako kolejarz nie miał nic konkretnego). W momencie jak urodził się ich przyrodni brat, zachowywali się jakby go nie było. Nigdy nie przynieśli bratu żadnego prezentu, niespodzianki - nawet po dzieciach, ponieważ Michał był w wieku dzieci swojego rodzeństwa (tylko ta dwójka, która zaakceptowała jego matkę, odwiedzała ich, przynosiła ubranka i zabawki po dzieciach itd.). Dzisiaj chłopak ma ponad 30 lat, jest lekarzem, matka dobiega 70-tki, ojciec przekroczył 80 lat. Jakiś czas temu Teresa chwilowo zaniemogła, a ponieważ jej siostra zmarła na raka, było podejrzenie, że może to również nowotwór. I nagle .......... wszyscy się nią zainteresowali, w panice, że kto zajmie się ojcem jak Teresa zemrze. Ojciec niby na fleku, ale jak się ma 80 lat to trudno planować co będzie w przyszłym miesiącu, a zatem... może ojcem powinien się zająć Michał, jako najmłodszy syn, a tak naprawdę póki co najmniej ustawiony, młody lekarz tyrający na rodzinę na specjalizacji. Na szczęście okazało się, że to nie rak, Teresa wróciła do domu i nadal opiekuje się swoim już lekko stetryczałym mężem. I co z tej historii jest najważniejsze - to że po 30 latach ona jako żona została zaakceptowana przez ową trójkę pasierbów, która nie lubiła jej "dla zasady", bo się "wpieprzyła" w życie ich rodziny. Nagle okazało się, że była ważna, bo się zajmowała ojcem, opierała go, gotowała, jeździła do lekarza jak chorował na raka prostaty itd. Czysty pragmatyzm spowodował, że nastawienie jej pasierbów zmieniło się o 180 stopni i w końcu zaczęli się do niej zwracać jak do członka rodziny.
Moja koleżanka z którą siedzę "face-to-face" w pracy, powiedziała, że poza własnym synem, nie akceptuje żadnych innych dzieci - nie lubi, drażnią ją, generalnie dzieci nie są fajne i sama się długo zastanawiała nad macierzyństwem. Dlatego, tak jak dorośli nie są w stanie się polubić i zaakceptować, bez konkretnego powodu, tak rozumiem kobiety, które nie będą lubiły i akceptowały obcych dzieci. Ale nie chcę mówić za koleżankę, która ma kwestię przemyślaną i skoro tak ma, to najważniejsze że diagnozuje problem i minimalizuje "ofiary". Uważam też, że nie można diagnozować czyjegoś problemu po jednym poście bez kontekstu, całej historii itd. dlatego, może i brzmi drastycznie, ale rozumiem ile trzeba samozaparcia, żeby znosić w domu pasierba, który np. okrada, spiskuje, dokucza itd. A niektóre historie z pasierbami w roli głównej są cokolwiek drastyczne.... Nie wiem czy ciężko sobie wyobrazić, ze poza patologicznymi macochami, funkcjonują patologiczni pasierbowie....

Przyznam również, że ja powiedziałam również mojemu M, że zapewne nie będę kochała jego córek tak jak swojego syna "w drodze", ale ... czy ja żądam, aby pasierbice kochały mnie jak matkę ... nie .... i nie aspiruję, a nawet bym się źle czuła, bo to zobowiązanie, którego nie chcę. Nie sądzę też, żeby pasierbice kochały swojego przyrodniego brata bardziej niż siebie nawzajem. Może będą zazdrosne i będą go nienawidziły - pytanie co np. eks im powie (skoro już potrafiła powiedzieć córkom, że tata nie daje jej pieniędzy na ich utrzymanie, co jest wierutnym kłamstwem, jak się później okazało, jej rzekomo chodziło o to, że tata nie daje jej pieniędzy do ręki, tylko przelewa na konto (wtf), tylko córki ją źle zrozumiały... to czemu nie może powiedzieć córkom, że ojciec więcej pieniędzy poświęca na Jasia, albo że kocha bardziej Jasia, bo go ma w domu), pytanie czy ojciec zachowa odpowiedni balans (a wiem coś o tym bo mam 10 lat młodszego brata i też było mi czasem trudno zaakceptować, że teraz on pochłania większość czasu mamy itd., paradoksalnie myślę że mogą być nawet zazdrosne o mój czas...). A może to mój Jaś nie będzie lubił swoich sióstr, które nie mają żadnych obowiązków, dostają wszystko co chcą itd., podczas gdy on będzie miał obowiązki, będzie musiał się uczyć dobrze, będzie miał gorszy pokój na parterze przerobiony z gabinetu, będzie miał matkę, która nie pozwoli ojcu go rozpuszczać itd. Trudno powiedzieć... ale dzięki temu, że jest to forum, możemy sobie o tym pogadać, więc nie róbcie smrodu wokoło tego wątku....

6 231

Odp: Być drugą i macochą
Michaska84 napisał/a:

Wiesz,co to znaczy byc  "rozkapryszona,roszczeniowa "córka ,a pózniej nie mieć NIC,bo TATUŚ,jest kompletnie zmanipulowany.Ja nie wymagałam od niego niczego.

no chyba się tu wszystkie rozplaczą zaraz ze wruszenia....
jak byłaś roszczeniowa i zmanipulowana to dostałas na co zaslużyłaś  ,nie jestem  zdziwiona ....
piszesz ze nie wymagalaś od ojca niczego ,no to o co to halo??

masz 31 lat czas zebrac doope i zajac wlasnym zyciem (udanym jak sama piszesz)

wiesz mnie moi rodzice nauczyli pracy i szacunku do niej ,rowniez szacunku do pieniadza i SAMOWYSTARCZALNOSCI wypchneli z gniazda i rzucili na glęboka wode i wiesz co JESTEM IM ZA TO WDZIECZNA jeszcze im tego nie mowilam ,zwlaszcza matce ktora zaserwowala mi takiego kopa w doroslośc ze niejedna osoba dziwila sie jak tak mozna,ale paradoksalnie ONA MNIE TYM WYCHOWAŁA NAJBARDZIEJ ,

nie mam pretensji do moich rodzicow ,malo tego nawet moj wlasny maz odwodzil syna od zwiazku z dziaciata dziewczyna i robił co mógł by ten zwiazek nie przetrwal ,on dobrze wie ile mnie kosztowalo nerwow w poczatkowym okresie malzenstwa poskladanie tego wszystkiego,z luksusowych warunkow ,z dobrobytu ,bezpieczenstwa finansowego wlazłam w biede i znikad pomocy,wiec wiedziałąm ze bedzie,,maszeruj albo giń,,
wiec nie mam sentymentow ,kazdy ma tak jak sobie pościele,wrzód na doopie ktory ogląda sie zeby mu wszystko podstawic pod nos,ktory usiluje cos wymusić wbijaniem w poczucie winy NIGDY NIE ZNAJDZIE U MNIE ZROZUMIENIA,

6 232

Odp: Być drugą i macochą

sad ......

6 233

Odp: Być drugą i macochą

Dawno nic nie pisałam bo w sumie niewiele się działo. Ale teraz czeka mnie lekki stres w postaci wyjazdu w góry z dziećmi mojego partnera…

Moja wcześniejsza historia jest tu już opisana ale dla przypomnienia, mój J ma trójkę dzieci z dwiema byłymi żonami. Dwoje starszych, syn lat 16 i córka lat 15 oraz znacznie młodszy syn lat 7. Ogólnie nasze stosunki są zupełnie poprawne. Były co prawda różne spięcia i nieporozumienia ale raczej takie jakie bywają w każdym domu. Druga była żona mojego partnera czasami lubi kombinować i kontrolować co i kiedy on robi z dziećmi ale na szczęście przekonałam J, że jednak przede wszystkim powinien ze mną wszystko ustalać. I faktycznie od dłuższego czasu nie jestem zaskakiwana nagłymi wizytami dzieci lub innymi podobnymi zmianami w grafiku smile

Do tej pory dzieci spędzały z nami najwyżej dwie doby jednym ciągiem. Przyzwyczaiłam się do ich bytności w środku tygodnia i w co drugi weekend i w zasadzie po prostu robię to na co mam ochotę – czasami razem z nimi, czasami osobno. Ze starszymi dogaduję się bezproblemowo (rozmawiamy po angielsku bo chociaż mieszkam w Danii od pięciu lat to mój duński niestety raczkuje) – z najmłodszym trudno mi się dogadać ale na szczęście starsze oraz mój partner są obok aby pomóc w razie coś. Szkoda mi tego najmłodszego dzieciaka najbardziej bo możliwe, że mój brak kontaktowości z powodu językowego odbiera jako osobistą niechęć czy coś. Jednak nic na to nie porodzę chwilowo więc staram się nie przejmować.

Tak czy inaczej. Teraz mamy spędzić razem ponad tydzień na wyjeździe w górach – ferie zimowe na które w tym roku przypada, że J ma je spędzić ze swoimi dziećmi. Ponieważ to najdłuższy okres dotychczas jaki spędzimy wszyscy razem a na dodatek w towarzystwie mojego Ojca i jego partnerki bo trochę się jednak denerwuję. Czasami bowiem nadal mam po prostu nieprzepartą ochotę uciec – w moim własnym mieszkaniu po prostu zamykam się w sypialni i czytam o ile nie mam innych zajęć zaplanowanych poza domem, w którym właśnie bawią się (głośno) dzieci. Cóż, taki ze mnie typ, że czasami po prostu potrzebuje ciszy i spokoju. Taki typ, który nigdy nie chciał mieć własnych dzieci – i nadal nie chce. A tu taki los, że te nieswoje dzieci jednak potrafią spokój zakłócić… Mam dużo szczęścia, że Ojciec tych dzieci faktycznie sam się nimi idealnie zajmuje i do niczego nie jestem im w zasadzie potrzebna.

W każdym razie wydaje mi się, że to i tak lepiej, że uciekam w swój własny świat, kiedy młodzi ludzie zaczynają mi grać na nerwach niż żebym miała w jakiś mniej cywilizowany sposób reagować. Ale jak to będzie podczas pobytu w górach, kiedy większość dnia będziemy spędzać zapewne wszyscy razem… Hm. No ciekawa jestem bardzo. Macie może jakieś doświadczenia ze wspólnych wyjazdów, którymi możecie się ze mną podzielić? Nadal oczywiście mam opcję zamknięcia się w wynajętym pokoju z książką, ale oczywiście nie po to wyjeżdża się w góry smile

Może na wyrost się martwię ale znam swoje potrzeby i znam swoje reakcje na tyle dobrze, że wiem ile trudności mogę mieć w całodniowym kontakcie z dziećmi. Może powinnam to przed wyjazdem wytłumaczyć mojemu J, żeby nie zapomniał przypadkiem kto powinien się dziećmi głównie zajmować… Hm. Brzmię jak bardzo zła macocha ale prawda jest taka, że ja nawet do tego tytułu się nie poczuwam. Jakoś tak uważam, że dopóki Matki dzieci żyją i jedna z nich nawet się nimi wszystkimi opiekuje to ja już nie muszę… Tata jest od opieki i zabawy kiedy są z nim, a ja jestem jedynie jego partnerką. Jak widzicie unikam jakiejkolwiek odpowiedzialności za dzieci partnera.

W każdym razie, ponawiam pytanie o Wasze doświadczenia na wyjazdach – może będą one dla mnie jakąś inspiracją na mój wyjazd…

6 234 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2016-01-26 11:28:15)

Odp: Być drugą i macochą

Chyba jest mi po prostu przykro myśląc o tych dzieciach, które mają rozbite rodziny, pogrywa nimi matka, która chce dowalić ojcu i jego nowej partnerce, ojciec jest (miękką fają) pobłażliwy bo musi sobie zrekompensować odejście od rodziny, a nowa partnerka ojca nie lubi ich, bo przenosi na nie swoją niechęć do ich mamy (no i są dziećmi innej samicy ;p) i są dla niej (partnerki) komplikacją w jej wspólnym życiu z misiem, które byłoby o tyle lepsze, gdyby nie te jego dzieci.

6 235

Odp: Być drugą i macochą
Czarna Kotka napisał/a:

Chyba jest mi po prostu przykro myśląc o tych dzieciach, które mają rozbite rodziny, pogrywa nimi matka, która chce dowalić ojcu i jego nowej partnerce, ojciec jest (miękką fają) pobłażliwy bo musi sobie zrekompensować odejście od rodziny, a nowa partnerka ojca nie lubi ich, bo przenosi na nie swoją niechęć do ich mamy (no i są dziećmi innej samicy ;p) i są dla niej (partnerki) komplikacją w jej wspólnym życiu z misiem, które byłoby o tyle lepsze, gdyby nie te jego dzieci.

a ty wogole jestes macocha ,ze sie tak tutaj rozczulasz ,bo jakoś jestem pewna ,ze nie
fajnie sie pierniczy czysto teoretyczne dyrdymały ,jakbyś weszła w takie goowno jak niektóre z nas,jakby w twoim.życiu pojawila.sie taka kosmitka jak nasze ex to inaczej byś śpiewała,no i oczywiście ze te dzieci są takie jak ich mamuśki,geny moja droga geny...
kto sie wróblem urodził kanarkiem nie zdechnie

6 236

Odp: Być drugą i macochą

Zdaje się, że decydując się na związek z dzieciatym, kosmitkę dostaje się w pakiecie. I od samego początku się o tym wie. Nie jest zapisana w umowie drobnym drukiem, tylko wołami na początku.
"Te dzieci" są również takie, jak ich ojcowie. W połowie, prawda?
To nie jest rozczulanie się, tylko zwykła, prosta empatia.
Zastanów się, dlaczego tak bardzo Cię to drażni.
Bo Tobie się empatia bardziej należy? Bo Ty masz bardziej pod górkę niż taki dzieciak? Bo wszelkie przejawy empatii to niepotrzebne roztkliwianie się? Bo z Tobą nikt się nie patyczkował, więc inni nie powinni mieć lepiej?

6 237

Odp: Być drugą i macochą
Czarna Kotka napisał/a:

Zdaje się, że decydując się na związek z dzieciatym, kosmitkę dostaje się w pakiecie. I od samego początku się o tym wie. Nie jest zapisana w umowie drobnym drukiem, tylko wołami na początku.

Ty tak miałaś? Wołami wypisane od początku? Bo u mnie na początku to była sielanka !!!!!! Exowa do rany przyłóż. Miała faceta, udane życie towarzyskie , zadowolona podrzucała dzieci do M i do mnie. Nawet podeszła kiedyś , przywitała się ze mną, chciała poznać moje dzieci ( wtedy wydawało mi się to wszystko normalne i naturalne, że chce wiedzieć z kim, w jakim towarzystwie Jej dzieci spędzają czas). Sielanka skończyła się z chwilą kiedy facet niunię kopnął w dupę. Kiedy zobaczyła, że do M nie ma już powrotu, bo ten zaczął sobie układać życie. I .... została na lodzie.  Zaczęła się wojna dzieciakami, szantaże, ograniczenia kontaktów z dzieciakami albo wręcz przeciwnie, nastawianie dzieci przeciwko ojcu i mnie (bo ja zła kobieta jestem). Jątrzenie w naszym związku , wydzwanianie z byle pierdołą. Nikt mi tego wołami na początku nie wypisał!! Szczęśliwe te kobiety , które mają od początku wypisane to wołami, bo przy najmniej mogą świadomie podjąć decyzję o być lub nie być z facetem i Jego kosmitką w tle.

6 238 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2016-01-26 13:09:07)

Odp: Być drugą i macochą

Wołami jest napisane, że matka dzieci faceta będzie stale obecna w tle, w życiu kobiety, która się decyduje na związek z dzieciatym facetem.
A że można trafić różnie, to chyba nie trzeba nikomu mówić.

Wiesz, ja jestem w stanie zrozumieć gniew na kosmitkę, to dość oczywista reakcja, zwłaszcza jeśli kosmitka jest naprawdę kosmiczna.
Napisałam tylko, że współczuję tym dzieciakom. Zdaje się, to zbrodnia była.

6 239 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-26 13:38:57)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Zdaje się, że decydując się na związek z dzieciatym, kosmitkę dostaje się w pakiecie. I od samego początku się o tym wie. Nie jest zapisana w umowie drobnym drukiem, tylko wołami na początku.

Ty tak miałaś? Wołami wypisane od początku? Bo u mnie na początku to była sielanka !!!!!! Exowa do rany przyłóż. Miała faceta, udane życie towarzyskie , zadowolona podrzucała dzieci do M i do mnie. Nawet podeszła kiedyś , przywitała się ze mną, chciała poznać moje dzieci ( wtedy wydawało mi się to wszystko normalne i naturalne, że chce wiedzieć z kim, w jakim towarzystwie Jej dzieci spędzają czas). Sielanka skończyła się z chwilą kiedy facet niunię kopnął w dupę. Kiedy zobaczyła, że do M nie ma już powrotu, bo ten zaczął sobie układać życie. I .... została na lodzie.  Zaczęła się wojna dzieciakami, szantaże, ograniczenia kontaktów z dzieciakami albo wręcz przeciwnie, nastawianie dzieci przeciwko ojcu i mnie (bo ja zła kobieta jestem). Jątrzenie w naszym związku , wydzwanianie z byle pierdołą. Nikt mi tego wołami na początku nie wypisał!! Szczęśliwe te kobiety , które mają od początku wypisane to wołami, bo przy najmniej mogą świadomie podjąć decyzję o być lub nie być z facetem i Jego kosmitką w tle.

no a ja mialam jeszcze inna sytuacje,na początku kosmitka jakby nie żyła,kontakty z młoda byly zadne i tego sie spodziewałam w ciągu dalszym wydarzeń,ex byla w zwiazku ,zaraz po naszym slubie a nawet przed jak juz wiedziala ze jesteśmy razem zaczela swoja krucjatę,najwiekszej fazy schizolka dostala gdy wiedziala ze spodziewamy sie dziecka,kompletnie jej odwaliło,kolejny etap jej psychozy to zaczal sie wtedy gdy stanęliśmy finansowo na nogi,wpadala w jakas furie,chciala sie pozbyc mlodej za wszelka cenę,podrzucić ja do nas,co jej sie w końcu udalo...
reszte znacie
pierdolca kosmitka dostawała najczesciej z zazdrości,miala staly dopływ info ,gdy pasierbica bywala u nas,mój swiat i kosmitki to są dwa różne swiaty,życie mego męża w tamtym zwiazku to jego porazka ,on nienawidzi tego okresu w swoim życiu,nie chce pamiętać ze cos takiego bylo

ja nie oczekuje tu empatii od osób które nie są w temacie,nie oczekuje jej wogole,nie chcialam ponosić konsekwencji czyichś wyborow z przed  lat ,mało tego maz wielokrotnie zapewniał mnie ze nie ucierpie nigdy przez jego bład życiowy i tego sie trzymałam,ja dużo poswiecilam wchodząc w ten związek ,miałam wygodny,bezpieczny dom,niczego mi nie brakowało,a moje życie zmieniło sie wraz z tym związkiem diametralnie,to była ciezka walka o byt,a raczej o przetrwanie i to juz bylo dużo za dużo jak dla takiej mlodej osoby,do tego kosmitka i jej dzieciak w tle,mozna mieć dość polowy tego ...
był czas gdy chciałam spakować manatki  i nigdy juz nie wrocic ,czeste myśli po co mi to bylo,moja matka przewidziala wszystko i nie wiem czy wiedzac to na pewno weszlabymwtedy w ten związek ,przetrwać to pozwolila mi milość do męża,dzieci oraz potrzeba udowodnienia rodzicom ze sie nie poddam,

6 240

Odp: Być drugą i macochą

Nie . Empatia nie jest zbrodnią. Masz rację co do tego, że w naszych sytuacjach Exowa w tle to norma. Ale już kwestia tego jaka ta Exowa jest, to niestety dowiadujemy się o tym późno. Mało tego (jak widać z mojego przykładu) zachowanie Exowej może się zmienić o 180 stopni i nagle przestaje być miło. Szczerze mowiąc, to tez mi ogromnie żal dzieci mojego M. Mają tak posraną matkę , że nie chciałabym być w skórze tych dzieciaków. Uczyć się od Niej pasożytnictwa , leserstwa, nabyć od Niej totalny brak ambicji, uczyć się jak żyć z zasiłków. Ale skoro to jest JEJ sposób na wychowywanie dzieci to ..... niech robi co chce.  Ja świata nie zbawię. A już napewno nie będę uczyła Jej dzieci, czy wychowywała, w sytuacji kiedy ta matka robi wszystko , żeby te dzieci mnie nienawidziły. Jej sprawa co robi ze swoimi dziećmi. Czego ich uczy, jak otępia. Tylko wiesz co? Żal mi też dzieci głodujących w Afryce i....... moja empatia w ich życiu nie wiele zmieni. Podobnie w życiu pasierbów. Ich matka ma prawo decydować jak chce wychowywać swoje dzieci. Robi wszystko by ojciec w tym nie uczestniczył (został zdegradowany do funkcji bankomatu). Więc czego się oczekuje od nas, macoch???

Posty [ 6 176 do 6 240 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 94 95 96 97 98 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026