netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 216 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 93 94 95 96 97 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 111 do 6 175 z 8 269 ]

6 111

Odp: Być drugą i macochą

Dziwne i zastanawiające jest , że po tylu latach nie bycia razem (6 lat?) Exową wciąż boli , to co dzieje w się w życiu Jej byłego faceta. Nie zazdroszczę Wam potyczek słownych z nią, bo ja alergicznie reagowałam na każdy sms od Exowej. Szlag mnie trafiał kiedy atakowała M smsami o 22 lub później. Prosiłam by wogóle wyłączał telefon i ją ...ignorował. Potyczki słowne do niczego nie prowadziły, nie dotyczyły spraw dzieci i jedyne do czego służyły - to dowód w kolejnych zakładanych przez nią sprawach. Najpierw prowokowała, a potem wyciągała z kontekstu wybrane części rozmów. Ignorancja i brak odpowiedzi w końcu ją przystopował . Skończyły się smsowe ataki z jej strony.

Hh999 życzę Ci spokoju i odcięcia się od spraw związanych z Exową. Twojemu M też to radzę. Jeśli coś dotyczy BEZPOŚREDNIO dzieci, dyskusja z matką jest jak najbardziej na miejscu. Jeśli jednak sprawy dotyczą czegokolwiek po za dziećmi, ucinałabym Jej osobiste wycieczki i ... wyciszałabym telefon dla spokoju ducha.

6 112 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-16 11:32:08)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

No i wczoraj sprawa się trochę posypała. Wzięliśmy dziewczynki na badanie usg "połówkowe", które zostało ustawione specjalnie tak, aby mogły w nim wziąć udział i zobaczyć braciszka. Najpierw młodsza była trochę przestraszona, ale potem bardzo pozytywnie reagowały i były zaciekawione. Lekarz też był fajny pokazywał im i opowiadał co widać na monitorze, liczył paluszki, itd. Oczywiście młode wróciły do domu i opowiedziały matce - bez złych intencji... myślę że dla nich to przeżycie. I trochę mleko się rozlało....
Wieczór to seria sms, które zaczęły się mniej więcej od tego, że nie życzy sobie, żeby M sprawy prywatne załatwiał w czasie widzeń i że ja mogę sama chodzić na usg albo umawiać się na inne terminy. Odpowiedź - usg było specjalnie ustawiane pod dzieci, tak aby mogły zobaczyć braciszka i się oswoić z myślą że się pojawi, poza tym w czasie ojca, to on decyduje co ważnego dzieci z nim robią. Potem już się turlało samo - to że temat zabolał i go "używa" aby "dotknąć" M wynikało jednoznacznie z tonu sms. Padały w nim słowa "kochanka", dzieci "legalne i nielegalne" itd.... Ponieważ M czytał mi sms, a ja raczej nie mam emocjonalnych problemów z tym, że kobieta próbuje "dopieprzyć", więc dość długo odpowiadaliśmy bardzo spokojnie. Oczywiście w którymś momencie pojawiły się z jej strony złośliwości typu "dla dzieci legalnych byłeś beznadziejnym ojcem, a taki dobry jesteś dla dziecka kochanki" itp. W końcu sms-y, których nie chcę nawet przytaczać bo były kąśliwo-durne, zeszły na temat "jak ja byłam w 7 miesiącu ciąży brałam udział w próbach polowych". Ki diabeł ..... okazało się, że eks wobec psa-championa miała ambicję uczynienia z niego reproduktora i latała w ciąży na próby polowe.... dla mnie - wyższy poziom abstrakcji... nie wpadłabym na coś takiego osobiście, a przymuszona do prób polowych po prostu bym inicjatora "inicjatywy" obśmiała... No cóż ... po kilkunastu normalnych ripostach, które odnosiły się raczej do rozsądku i argumentów "merytorycznych" nadeszła chwila, kiedy z pewną dozą satysfakcji pozwoliłam sobie na złośliwe odpowiedzi, po których zapadła tak długo oczekiwana cisza. Kobieta żołądkowała się nazywając mnie kochanką (no cóż - jestem nią, poznaną przez M 6 lat po rozstaniu z nią, mam 39 lat i naprawdę nie jest dla mnie problemem nomenklatura), sama z kochankiem żyjąc pod jednym dachem w ukryciu (bo miałoby to wpływ na wysokość alimentów - np koszty utrzymania domu dzieliłyby się na 4 a nie na 3). Więc odnośnie kochanki odpisaliśmy, że dzieci wychowywane w rodzinie patchworkowej, z partnerami rodziców zdążyły już się oswoić więc tragedii nie ma, ale M cieszy się że matka jego dzieci narzuca wysokie standardy moralne w tym zakresie, przy czym śpieszy ją uspokoić, że w stosownym momencie kwestie niesformalizowane doczekają się szczęśliwego finału ..... Następnie okazało się, że eks już się zorientowała z internetu kim jestem - to chyba też zabolało ją, bo pokończyłam dobre szkoły, mam dobrą pracę (w tej samej firmie od ponad 15 lat), jakieś tam publikacje branżowe... No i zaczął się przytyk do liceum katolickiego, do którego chodziłam, co u mnie wywołało śmiech, u M atak irytacji. Po jeszcze kilku beznadziejnych sms, M zapytał o co jej chodzi i co ją boli, że wtrąca się w nieswoje sprawy, robi jakieś wycieczki do przeszłości, która jest dawno zamknięta, że ma się z nim kontaktować w bieżących sprawach dotyczących ich wspólnych córek, natomiast inne aspekty jego życia, chyba powinny być poza zakresem jej zainteresowań i niech żyje własnym życiem itd ....
M nie jest dobry "w te klocki" tj. na sms eks reaguje bardzo bardzo emocjonalnie. Ja nie.... Nie robię nic złego, jej córki traktuję bardzo dobrze - jakby były moimi bratanicami, nie mam sobie nic do zarzucenia w kontekście tej kobiety. Dbam o to, żeby M w korespondencji nie robił jej głupich emocjonalnych przytyków, które świadczą o tym, że temat dla niego też jest nadal bolesny (bo jakby tak się głębiej pochylić, to po tym małżeństwie wyszedł jak wrak, więc nie dziwota, że kontakty z eks powodują u niego skrajnie negatywne emocje). Nie pozwalam M żeby obrażał matkę swoich dzieci, również ze zwględu na córki - żeby nie mogły mu kiedyś zarzucić brak szacunku do matki. Nie znałam M nawet jak już miał orzeczony rozwód, więc nie rozbiłam jej małżeństwa, jestem totalnie osobą trzecią, do której ma żal bo .... jej córki mnie bardzo lubią, bo mówią o mnie dobrze, bo cieszą się na informację o rodzeństwie itd. Nie traktuję oczywiście dzieci jako oręża, żeby dopiec eks (w ogóle nie myślę takimi kategoriami), ale skoro ją boli to, że staram się być dobrą macochą dla dziewczynek, no to musi sobie z tym poradzić.... Ale jak tak się zastanowić, to z moich doświadczeń wynika, że kilka kanalii, które w życiu poznałam, najbardziej bolała "cnota" - czyli coś co bym określiła jako dobre, rzetelne, pozytywne podejście do świata, ludzi itd. Ich krew zalewała, kiedy ktoś był "inny" tj. nie dawał się wkręcić w bagno i upodobnić do nich. Taką też mam na tą sytuację taktykę. Poza tym dziewczynki też czują często, że staję po ich stronie w relacji z M i kiedy M się na nie irytuje, to proszę go, żeby się uspokoił i nie denerwował na dzieci, tylko spokojnie im wyjaśnił czego od nich oczekuje. Potem czasami tłumaczę dziewczynkom, dlaczego tatusia tak złości jak np mówią mu o występie w przeddzień - bo bardzo chce być w szkole na akademii, ale często nie jest w stanie tak zorganizować w pracy albo innych zajęć, żeby w tym terminie się pojawić i dlatego prosimy, żeby jak tylko wiedzą o takim przedsięwzięciu, to dawały znać. Wtedy tatuś postara się tak poprzestawiać inne obowiązki, żeby się pojawić. Dziewczynki reagują pozytywnie, bo myślę że czują się traktowane poważnie, zadbane i że tacie zależy na kontakcie. Oczywiście eks ma własną, najgorszą z możliwych teorię na temat M, jego poczynań i oczywiście na mój ....
Eks jest w przekonaniu, że M dał się usidlić na ciążę wink Ciąża to był jeden z większych szoków w moim życiu, bo byłam przekonana, że temat jest już pozamiatany i generalnie jest z nim problem.... No ale przecież nie będę się z tego tłumaczyła eks smile W mojej głowie, na jej przytyki, powstawały baardzo złośliwe odpowiedzi, ale primo - nie chcę bagna, secundo - nie chcę dla M korespondencji, która go tyle kosztuje. Są inne bolączki eks związane z moją ciążą - to przede wszystkim wysokość alimentów, na którą kolejne dziecko może mieć wpływ. I ... zupełnie fałszywe przekonanie eks, że ja się tą ciążą "umościłam". A to jest abstrakcja, bo M ma taki sam poziom dochodów jak ja i doprawdy, gdybym się kierowała tego typu czynnikami, to wybierałabym inaczej. Ale pod tym względem M i eks się akurat dobrze dobrali - oboje są bardzo materialistycznie nastawieni i sprawy finansowe też są solą w oku "eks". Mój M ma też takie czasami odzywki, które mnie wnerwiają, bo świadczą o wysokim poziomie stresu finansowego, ale pracuję nad nim, że najważniejsze jest zdrowie, żeby się dzieci dobrze chowały itd, a jak nas stać na chleb, dom, wakacje itd to znaczy, że wszystko jest dobrze.
Sory, za przydługi post, ale nie mam się tym z kim podzielić, bo w moim otoczeniu sama młodzież z którą nie będę roztrząsała takich tematów, a przyjaciółki do albo stare panny (jak ja do czasu poznania M), albo mężatki smile

napisze co ja myślę na temat
otoz ja za nic w świecie nie zabrałabym na usg nieswoich dzieci,dla mnie to są chwile zbyt intymne i takie ,,moje,, by dzielic sie nimi z dziećmi jakiejs obcej kobiety
tak sobie pomyslalam czy wy mniej lub bardziej swiadomie nie chcecie tej ex sprowokować,albo moze pokazać jej ze jej czasy juz minęły,stad te POKAZOWKI,typu ta wycieczka czy to usg
i nie ,ja jej nie bronie ja uwazam tylko ze to jest raczej przewidywalne ze będzie jej reakcja na akcje i ze będzie sie działo.....i mam nieodparte wrażenie ze Ty tego chcesz,
jesteś bardzo inteligentna kobieta i nikt mi nie wmówi ze nie przewidujesz jakie będą reperkusje tych akcji ,to tak jakbys chciala żeby sie dzialo
ja uwazam ze nie warto sie szarpać z jakas baba i tak czekaja was wieczne szarpaniny o alimenty a tu macie dodatkowo akcje typu ,,kochanka,,  czy ,,dzieci legalne i nielegalne,, -specyficzna nomenklatura ,to tak na marginesie...
myślę ze nie warto urządzać tych prowokacji ,bo to czy oni są 6 lat po rozwodzie jak widać nie ma żadnego znaczenia ,ja to wasze życie boli bardzo ,ty to wiesz i odnosze nieodparte wrażenie ze ciebie to bawi

6 113

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU
nie do końca tak jest, że ją prowokuję. Nie zaczepiamy jej w żadnym zakresie, nie inicjujemy z nią kontaktu. Dziewczynki są najważniejsze dla M, ważniejsze niż ja i z tego zdaję sobie sprawę - i dlatego mu zależy, żeby się oswoiły z bratem i były dla siebie prawdziwym rodzeństwem. Jak poznaliśmy się, niemal w drugim zdaniu, które do mnie skierował powiedział "mam dwie córki i są dla mnie najważniejsze" (w domyśle - jeżeli jakaś kobieta chce być ze mną musi to zaakceptować i wpasować się w układ zastany - ja to zaakceptowałam). Ale zastanowię się, bo istotnie nie chcę eks niepotrzebnie ranić.
Jest pewna rzecz o której piszesz, a co do której pewnie masz rację. M jest emocjonalny znacznie bardziej niż ja - nie w kwestii żony, tylko ogólnie życiowo. On prowokowany daje się rozhuśtać emocjonalnie i żona z tego korzystała - z tego co opowiada robiła mu systematyczne "akcje" po których on chodził rozwalony. Ja mam inną postawę - nie pozwalam się prowokować, a jeżeli ktoś ma ochotę się ze mną skonfrontować - podejmuję rękawicę. Robię to przede wszystkim dla zasady - jeżeli ktoś uważa, że może po mnie jechać jeżeli mu przyjdzie na to ochota - to tak nie jest. Chcę i staram się być uczciwa i dużą wartością jest dla mnie prawość, popełniam oczywiście błędy i staram się je analizować i więcej nie popełniać, ale nie dam się sprowadzać do poziomu gruntu w imię rozgrywek eks-M. Nie podoba mi się postępowanie eks wobec M, ale też postawa M wobec eks, który jak się wkurzył to prowadził niekończące się jałowe pyskówki z eks, gdzie wątek dzieci był permanentnie nadużywany jako karta przetargowa.... W pewien sposób wpływam na M, żeby zmienił postawę na rzeczową, nie dawał się prowokować, bo z jednej strony ponosi mniejsze ciężary emocjonalne a i dyskusje są krótsze. W konfrontacji z eks to M okazywał się słabszy i ustępował jej pola.... a ja uważam, że tak nie wolno. Jeżeli jestem przekonana do słuszności swoich racji i mam cel - to do niego dążę.... A co do eksto zaledwie "zaczynamy wspólną drogę" i oczywiście miejmy nadzieję, że będziemy ograniczali relacje do minimum. I trochę tak jak z córkami - podświadomie chciałabym pewnie postawić granicę. Podchody, dogryzki, złośliwości, "nomenklatura" która ma w domyśle obrażać mnie "kochankę" i moje dziecko "nielegalne" - no cóż... chcę, żeby eks wiedziała, że ja się nie dam w to wciągnąć.
Jestem normalnym człowiekiem i też rozstawałam się z mężczyznami, z poczuciem ogromnego zranienia, ale nigdy nie przyszło mi do głowy kogoś obrażać,  kotłować ciągle te same wątki, dokuczać itd. I to też prawda, że zmiana postawy M wobec eks, czyli redukcja emocji do minimum i sprowadzenie relacji do kwestii logistycznych związanych z dziećmi, akurat mnie cieszy. Już dość siedział jak niedźwiedź w jamie, bo miał zły humor, bo go eks skopała skutecznie...
Czy mnie to bawi ... ciągle się zastanawiam ... nie - nie bawi. Ale daje mi satysfakcję, że M coraz lepiej sobie radzi. Jeżeli eks będzie widziała, że prowokacje nie powodują zamierzonego efektu, może przemyśli strategię postępowania i będzie go traktowała "po partnersku" (o ile to w ogóle możliwe)...

6 114

Odp: Być drugą i macochą

Cześć dziewczyny,
jestem tu nowa. Nawet się nie wiecie jak się cieszę, że znalazłam to forum i, że w końcu będę mogła się wygadać takim jak ja....

No więc tak, jestem w związku 2,5 roku z facetem, który ma dwójkę dzieci (rodzaj męski) w wieku przedszkolnym.
Jest w trakcie rozwodu...  Z tym, że nawet termin rozprawy jest jeszcze nie ustalony.

Ale piszę w innej kwestii.
Jest ustalone, ze dzieci sa u nas w mieszkaniu od poniedzialku do srody co tydzien (mieszkamy w mieszkaniu, duzy dom zostawil zonie, no jeszcze dodam ze mimo tego, że dzieci są u nas licząc łącznie 1/3 roku, to jego zonie dalej jest malo i najchetniej wysylalaby je do nas jeszcze w weekendy).

Ale zdarzaja się sytuacje, że on ustala z nia ze dzieci beda u nas dluzej np do czwartku. I co? Ja oczywiscie nic o tym nie wiem!!!!!!!!!!!!!!!
On ustala to nie pytajac mne o zdanie, nie informujac mnie o niczym. Dowiaduje sie o tym zazawyczaj w srode wieczor, jak znowu przywzi je po szkole do nas...
mowilam mu juz o tym zeby jak cos ustala to kontaktowal sie ze mna a jak juz cos ustali to zeby mi chociaz o tym mowil. On za kazdym razem odpowiada, ze mi mowil ... a nigdy nie mówi. A co jak co ale pamięć mam dobra.
Co  o tym sadzicie? Co powinnam zrobic???

Dzisiaj taka sytuacja wydarzyla sie znowu.
Zapytalam czy jutro sa u nas dzieci a on powiedzial ze tak. Jutro jst wolny dzien w szkole/ przedszkolu wiec to laczy sie z tym, z ja bede przygotowywala wszytski do wigilii a oni beda mi sie platac po domu a on nawet nie raczył mi tego powiedziec....

Pokłocilismy sie i powiedzialam mu ze jeszcze raz wydarzy sie taka sytuacja to sie wyprowadzam.
On oczywiscie obranozy. Stwiwerdzil ze jestem nienormalna i ma tego dosc...

Pomocy........

Jak to wygląda u Was?

6 115

Odp: Być drugą i macochą
moniika007 napisał/a:

Cześć dziewczyny,
jestem tu nowa. Nawet się nie wiecie jak się cieszę, że znalazłam to forum i, że w końcu będę mogła się wygadać takim jak ja....

No więc tak, jestem w związku 2,5 roku z facetem, który ma dwójkę dzieci (rodzaj męski) w wieku przedszkolnym.
Jest w trakcie rozwodu...  Z tym, że nawet termin rozprawy jest jeszcze nie ustalony.

Ale piszę w innej kwestii.
Jest ustalone, ze dzieci sa u nas w mieszkaniu od poniedzialku do srody co tydzien (mieszkamy w mieszkaniu, duzy dom zostawil zonie, no jeszcze dodam ze mimo tego, że dzieci są u nas licząc łącznie 1/3 roku, to jego zonie dalej jest malo i najchetniej wysylalaby je do nas jeszcze w weekendy).

Ale zdarzaja się sytuacje, że on ustala z nia ze dzieci beda u nas dluzej np do czwartku. I co? Ja oczywiscie nic o tym nie wiem!!!!!!!!!!!!!!!
On ustala to nie pytajac mne o zdanie, nie informujac mnie o niczym. Dowiaduje sie o tym zazawyczaj w srode wieczor, jak znowu przywzi je po szkole do nas...
mowilam mu juz o tym zeby jak cos ustala to kontaktowal sie ze mna a jak juz cos ustali to zeby mi chociaz o tym mowil. On za kazdym razem odpowiada, ze mi mowil ... a nigdy nie mówi. A co jak co ale pamięć mam dobra.
Co  o tym sadzicie? Co powinnam zrobic???

Dzisiaj taka sytuacja wydarzyla sie znowu.
Zapytalam czy jutro sa u nas dzieci a on powiedzial ze tak. Jutro jst wolny dzien w szkole/ przedszkolu wiec to laczy sie z tym, z ja bede przygotowywala wszytski do wigilii a oni beda mi sie platac po domu a on nawet nie raczył mi tego powiedziec....

Pokłocilismy sie i powiedzialam mu ze jeszcze raz wydarzy sie taka sytuacja to sie wyprowadzam.
On oczywiscie obranozy. Stwiwerdzil ze jestem nienormalna i ma tego dosc...

Pomocy........

Jak to wygląda u Was?


U mnie było tak samo . Prośby groźby nie pomogły.
Dopiero gdy doszłam do wniosku : skoro mnie nawet nie informuje o planach to znaczy że mnie w nich nie uwzględnia.
Więc robiłam co chciałam, tak jakby gości nie było.
Dodatkowo , skoro pan nie dzieli się informacjami na temat planów swoich..to znaczy że inni też nie muszą smile
Więc zostaw pana samego z dziećmi... skoro sobie zaplanował .
Idź do fryzjera, kosmetyczki, na zakupy , do koleżanki.
Olej wszystko i już. Niech gotuje dzieciom, sprząta i jeszcze mu zostaw co ma zrobić na święta! Rozumiem że oboje macie wolne ?
Nie podziała ? to jedź na święta do rodziców/ rodziny ... lub zrób barszczyk z uszkami.. kupne smile
Inna opcja - czy zrobił Ci tym bardzo krzywdę ? koliduje to z Twoimi planami ? przeszkadza w czymś ? każda z nas jest inna, szkoda życia dla zasad!

ale pamiętaj ..jak będziesz za miękka i za dobra..
My kobiety mamy zawsze po dooopie jak za bardzo się staramy.. wszyscy na około przyjmują to za standard...i tylko biorą smile

6 116

Odp: Być drugą i macochą

"skoro mnie nawet nie informuje o planach to znaczy że mnie w nich nie uwzględnia."  - bardzo dobre słowa !!!!

On ma jutro wolne, ja też miałam mieć wolne, ale w związku z tą sytuacją pójdę do pracy skoro świt i wrócę późnym wieczorem.
Wigilie mamy spedzac u moich rodzicow, ale mam przygotowac kilka potraw dla mojej mamy ale i tez dla jego mamy.

Najlepsze w tej calej sytuacji jest to, ze on teraz sie nie odzywa. Zachowuje sie jak naburmuszony dzieciak!!!! poszedl do pokoju, zamknal drzwi i siedzi. I znajac zycie jak ja sie pierwsza nie odezwe to on sie  nie odezwie bo tak jest zawsze.
Ale ja juz nie chce sie ierwsza odzywac. On nie rozmie tego, ze popelnia blad. Uwaza ze nie ma sprawy, ze nie mam racji, niepotrzebnie sie odzywalam itd...

6 117

Odp: Być drugą i macochą

Jeszcze co do robienia sobie czego sie chce mimo" gosci" , to powiem wam tak. mamy 3 pokojwe mieszkanie z czego oczywiscie 1 pokoj jest tych dzieci. Co najlepsze jak przycodza do nas to nie siedza w swoim pokoju tylko w salonie i wydzieraja sie w nieboglosy, tak ze nie jestem w stanie zrobic niczego do pracy  ne mowiac nawet o ogladaniu telewizji. Mowie mu zeby dzieci szly do swojego pokoju, a on na to, ze nie...

6 118

Odp: Być drugą i macochą

Jesli bym mu napisala co ma zrobic to nie zrobilby zadnej rzeczy ale jakby trzeba bylo cos zrbic dla dzieci to by to roil caly dzien.
O gotowaniu nie wspomne bo nawet dla dzieci nie zrobi nic wieciej jak ugotowanie parowki....

chceuciekacstad napisał/a:
moniika007 napisał/a:

Cześć dziewczyny,
jestem tu nowa. Nawet się nie wiecie jak się cieszę, że znalazłam to forum i, że w końcu będę mogła się wygadać takim jak ja....

No więc tak, jestem w związku 2,5 roku z facetem, który ma dwójkę dzieci (rodzaj męski) w wieku przedszkolnym.
Jest w trakcie rozwodu...  Z tym, że nawet termin rozprawy jest jeszcze nie ustalony.

Ale piszę w innej kwestii.
Jest ustalone, ze dzieci sa u nas w mieszkaniu od poniedzialku do srody co tydzien (mieszkamy w mieszkaniu, duzy dom zostawil zonie, no jeszcze dodam ze mimo tego, że dzieci są u nas licząc łącznie 1/3 roku, to jego zonie dalej jest malo i najchetniej wysylalaby je do nas jeszcze w weekendy).

Ale zdarzaja się sytuacje, że on ustala z nia ze dzieci beda u nas dluzej np do czwartku. I co? Ja oczywiscie nic o tym nie wiem!!!!!!!!!!!!!!!
On ustala to nie pytajac mne o zdanie, nie informujac mnie o niczym. Dowiaduje sie o tym zazawyczaj w srode wieczor, jak znowu przywzi je po szkole do nas...
mowilam mu juz o tym zeby jak cos ustala to kontaktowal sie ze mna a jak juz cos ustali to zeby mi chociaz o tym mowil. On za kazdym razem odpowiada, ze mi mowil ... a nigdy nie mówi. A co jak co ale pamięć mam dobra.
Co  o tym sadzicie? Co powinnam zrobic???

Dzisiaj taka sytuacja wydarzyla sie znowu.
Zapytalam czy jutro sa u nas dzieci a on powiedzial ze tak. Jutro jst wolny dzien w szkole/ przedszkolu wiec to laczy sie z tym, z ja bede przygotowywala wszytski do wigilii a oni beda mi sie platac po domu a on nawet nie raczył mi tego powiedziec....

Pokłocilismy sie i powiedzialam mu ze jeszcze raz wydarzy sie taka sytuacja to sie wyprowadzam.
On oczywiscie obranozy. Stwiwerdzil ze jestem nienormalna i ma tego dosc...

Pomocy........

Jak to wygląda u Was?


U mnie było tak samo . Prośby groźby nie pomogły.
Dopiero gdy doszłam do wniosku : skoro mnie nawet nie informuje o planach to znaczy że mnie w nich nie uwzględnia.
Więc robiłam co chciałam, tak jakby gości nie było.
Dodatkowo , skoro pan nie dzieli się informacjami na temat planów swoich..to znaczy że inni też nie muszą smile
Więc zostaw pana samego z dziećmi... skoro sobie zaplanował .
Idź do fryzjera, kosmetyczki, na zakupy , do koleżanki.
Olej wszystko i już. Niech gotuje dzieciom, sprząta i jeszcze mu zostaw co ma zrobić na święta! Rozumiem że oboje macie wolne ?
Nie podziała ? to jedź na święta do rodziców/ rodziny ... lub zrób barszczyk z uszkami.. kupne smile
Inna opcja - czy zrobił Ci tym bardzo krzywdę ? koliduje to z Twoimi planami ? przeszkadza w czymś ? każda z nas jest inna, szkoda życia dla zasad!

ale pamiętaj ..jak będziesz za miękka i za dobra..
My kobiety mamy zawsze po dooopie jak za bardzo się staramy.. wszyscy na około przyjmują to za standard...i tylko biorą smile

6 119 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-22 18:42:00)

Odp: Być drugą i macochą
moniika007 napisał/a:

Jesli bym mu napisala co ma zrobic to nie zrobilby zadnej rzeczy ale jakby trzeba bylo cos zrbic dla dzieci to by to roil caly dzien.
O gotowaniu nie wspomne bo nawet dla dzieci nie zrobi nic wieciej jak ugotowanie parowki....

chceuciekacstad napisał/a:
moniika007 napisał/a:

Cześć dziewczyny,
jestem tu nowa. Nawet się nie wiecie jak się cieszę, że znalazłam to forum i, że w końcu będę mogła się wygadać takim jak ja....

No więc tak, jestem w związku 2,5 roku z facetem, który ma dwójkę dzieci (rodzaj męski) w wieku przedszkolnym.
Jest w trakcie rozwodu...  Z tym, że nawet termin rozprawy jest jeszcze nie ustalony.

Ale piszę w innej kwestii.
Jest ustalone, ze dzieci sa u nas w mieszkaniu od poniedzialku do srody co tydzien (mieszkamy w mieszkaniu, duzy dom zostawil zonie, no jeszcze dodam ze mimo tego, że dzieci są u nas licząc łącznie 1/3 roku, to jego zonie dalej jest malo i najchetniej wysylalaby je do nas jeszcze w weekendy).

Ale zdarzaja się sytuacje, że on ustala z nia ze dzieci beda u nas dluzej np do czwartku. I co? Ja oczywiscie nic o tym nie wiem!!!!!!!!!!!!!!!
On ustala to nie pytajac mne o zdanie, nie informujac mnie o niczym. Dowiaduje sie o tym zazawyczaj w srode wieczor, jak znowu przywzi je po szkole do nas...
mowilam mu juz o tym zeby jak cos ustala to kontaktowal sie ze mna a jak juz cos ustali to zeby mi chociaz o tym mowil. On za kazdym razem odpowiada, ze mi mowil ... a nigdy nie mówi. A co jak co ale pamięć mam dobra.
Co  o tym sadzicie? Co powinnam zrobic???

Dzisiaj taka sytuacja wydarzyla sie znowu.
Zapytalam czy jutro sa u nas dzieci a on powiedzial ze tak. Jutro jst wolny dzien w szkole/ przedszkolu wiec to laczy sie z tym, z ja bede przygotowywala wszytski do wigilii a oni beda mi sie platac po domu a on nawet nie raczył mi tego powiedziec....

Pokłocilismy sie i powiedzialam mu ze jeszcze raz wydarzy sie taka sytuacja to sie wyprowadzam.
On oczywiscie obranozy. Stwiwerdzil ze jestem nienormalna i ma tego dosc...

Pomocy........

Jak to wygląda u Was?


U mnie było tak samo . Prośby groźby nie pomogły.
Dopiero gdy doszłam do wniosku : skoro mnie nawet nie informuje o planach to znaczy że mnie w nich nie uwzględnia.
Więc robiłam co chciałam, tak jakby gości nie było.
Dodatkowo , skoro pan nie dzieli się informacjami na temat planów swoich..to znaczy że inni też nie muszą smile
Więc zostaw pana samego z dziećmi... skoro sobie zaplanował .
Idź do fryzjera, kosmetyczki, na zakupy , do koleżanki.
Olej wszystko i już. Niech gotuje dzieciom, sprząta i jeszcze mu zostaw co ma zrobić na święta! Rozumiem że oboje macie wolne ?
Nie podziała ? to jedź na święta do rodziców/ rodziny ... lub zrób barszczyk z uszkami.. kupne smile
Inna opcja - czy zrobił Ci tym bardzo krzywdę ? koliduje to z Twoimi planami ? przeszkadza w czymś ? każda z nas jest inna, szkoda życia dla zasad!

ale pamiętaj ..jak będziesz za miękka i za dobra..
My kobiety mamy zawsze po dooopie jak za bardzo się staramy.. wszyscy na około przyjmują to za standard...i tylko biorą smile

no to niech twój M żre parówki ,czy ty musisz sie tym.przejmować,to jego dzieci i jego problem ,a wogole czemu przygotowujesz potrawy dla jego matki ,bo juz nic nie rozumiem
nie kupuje tego umartwiania ,po co to wszystko,idziesz sobie do pracy,masz wszystko w tyle,niech sie focha ile wlezie ,nie ty masz spinać pośladki żeby im dogodzić tylko on
uświadom królewicza ze nie jestes jego etatowa Marysia i nie przychodzisz na etat by opiekować sie jego dziećmi ,gotować,obslugiwac,jestes  partnerka nie gosposia,niech sobie radzi

6 120

Odp: Być drugą i macochą

Dokładnie tak zrobiłam. Poszłam do pracy i mam wszystko w nosie.
Zostawilam liste do zrobienia. mam nadziejeze wszytsko bedzie zrobione!
Jeśli chodzi o posiłki wigilijne dla jego matki, to jest to jedna rzecz, ktora jej nie wychodzi.

No nic, dziewczyny, chociaż Wam życzę udanej Wigilii!!!
Nie dajcie się!

6 121 Ostatnio edytowany przez moniika007 (2015-12-28 14:17:27)

Odp: Być drugą i macochą

Nie uwierzycie...
Pomimo przedświątecznej kłótni znowu nie dostałam informacji, że w tym tygodniu nie ma u nas dzieci...
Brak mi sił...

6 122

Odp: Być drugą i macochą
moniika007 napisał/a:

Nie uwierzycie...
Pomimo przedświątecznej kłótni znowu nie dostałam informacji, że w tym tygodniu nie ma u nas dzieci...
Brak mi sił...


A byłaś konsekwentna ? Nie rób awantur o to, tylko ignoruj .Zajmij się sobą , nie tłumacz się , nie pytaj, nie wymawiaj.
Grzecznie miło .. ale osobno.
Od razu efektu nie będzie.

I pamiętaj że ciągłymi kłótniami .. utwierdzasz go że robi dobrze. Bo podobno faceci sa tak skonstruowani... że nie pamiętają o co była kłótnia, ale że była ! I że go źle potraktowałaś ..więc tym bardziej dobrze robi umacniając kontakt z dziećmi..bo Ty zła i niedobra !  TO JEGO TOK MYŚLENIOWY ! Wiem to bo mój M tak kiedyś reagował i sam mi powiedział że nie pamięta o co tylko że byłam zła dla niego !
Faceci sa inni niż my .. oni nie potrafią powiązać przyczyny ze skutkiem, czy skutku z przyczyną .. dla niego Ty teraz jesteś zła bo kłócisz się z nim, bo wymyślasz, bo się czepiasz? prawda ? Jeśli Ci na nim zależy to naucz się panować nad emocjami. To nie dziecko któremu nakażesz by słuchał mamusi smile Zacznij go traktować jak dorosłego i niech ponosi konsekwencje swoich wyborów, jeśli nie dostrzeże Twojej zmiany i Twojego zachowania...to cóż .. widać Lusi ma racje - że jesteś mu potrzebna jako służba  wszelaka.

Tak więc.. mniej mów więcej rób smile

6 123 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-12-28 15:38:51)

Odp: Być drugą i macochą
moniika007 napisał/a:

Nie uwierzycie...
Pomimo przedświątecznej kłótni znowu nie dostałam informacji, że w tym tygodniu nie ma u nas dzieci...
Brak mi sił...

Nie ma dzieci, więc niby wesoła wiadomość, jednak....wciąż boli fakt , że uzgodnił to z NIĄ, a nie z Tobą. Bardzo dobrze Cię rozumiem. I ciesze się, że już mnie to nie dotyczy. Po trzech latach dało się to osiągnąć. M w końcu robiąc plany na nasze życie uzgadnia te plany ze mną, a nie z Byłą. Dużo wojen nas to kosztowało ...... Dużo mojego uporu i konsekwencji w tym, żeby nie poddawać się planom jakie ONI ustawili tylko konsekwentnie nie brać w tym udziału. Jeśli ONI zaplanowali, że ICH dzieci weekend spędzają u nas, a ja się o tym dowiadywałam w piątek wieczorem , jak dzieci były już u nas..... pakowałam siebie i swoje dzieci mówiąc, że zaplanowałam wyjazd na ten weekend ...szkoda, że ze mną tego nie skonsultował....i wyjeżdżałam na uroczy weekend na wieś np.: do dziadków. On uwielbia tam jeździć , jednak skoro nie planował ze mną tego weekendu, to ja jechałam tam tylko ze swoimi dziećmi, nawet go tam nie zapraszając. Sam musiał zorganizować czas swoim dzieciom, sam znosić ich fochy, sam wykąpać, uprać i ugotować. Kwitowałam to również tekstem w stylu, "skoro wszystkie plany robisz z BYŁĄ to teraz niech Ci BYŁA pomoże uprać, sprzątnąć, nakarmić..... a najlepiej to się do Niej wyprowadź - będzie Wam łatwiej rozplanować opiekę nad dziećmi, będziesz się NIMI zajmował zawsze kiedy Twoja była będzie chciała mieć wychodne na randkę czy dyskotekę."  W końcu zmęczyła Go rola niańki, kucharki, animatorki, praczki i sprzątaczki.

6 124

Odp: Być drugą i macochą

Moniika007
nie znamy się smile też jestem "pełniącą obowiązki" macochy. Nie mam nic do córek mojego M, z nimi się dogaduję i dzieciaki mnie lubią. Przykro mi, że Twój facet z niewiadomych powodów nie mówi Ci o swoich planach. Mam teraz pośrednio podobny temat na "tapecie". Do tej pory jak M chciał widywać się z córkami eks robiła wszystko, żeby mu to uniemożliwić. Teraz kiedy wyczaiła, że ma "nową rodzinę" zmieniła taktykę - w poniedziałek przed świętami, w trakcie jasełek zaproponowała, że M może sobie "wziąć dziewczynki"..... Chyba uznała, że bardziej "dokuczy" M jeżeli córki będą teraz z nim na stałe smile Myślę że "Twoja" eks żona kieruje się podobną taktyką .... "moja" eks żona tak sobie teraz wykombinowała, kiedy za kilka miesięcy urodzi się nasze dziecko -  chyba zakłada, że to dobije związek. Oczywiście, nawet tego nie rozważam, bo nie wiem czy w ogóle kobieta zdaje sobie sprawę co mówi - dziewczynki musiałyby wtedy zmienić szkołę, nie chodziłyby na zajęcia na które uczęszczają, bo przecież nie będziemy ich codziennie wozić na drugi koniec miasta do i ze szkoły. Taki dość drastyczny pomysł na mszczenie się na byłym mężu
I .... jeszcze jedno - u nas dziewczynki też nie siedzą nigdy u siebie w pokoju..... chciałyby siedzieć non-stop w salonie...

6 125 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-12-28 16:00:46)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, Monika napisała, że nie dostała informacji, że w tym tygodniu nie ma u nich dzieci... TZN miały być , tak było zaplanowane, ale ONI (ON z Byłą) ustalili, że tata dzieci nie zabiera,  a Ona się o tym dowiedziała ostatnia. A to znaczy, że mogli zaplanować sobie ten tydzień inaczej, niż to było pomyślane wcześniej. Inaczej przecież organizujesz czas kiedy są z Tobą małe dzieci a inaczej kiedy masz "wolne". Można wziąć urlop jechać na narty, można zaplanować wychodne w Sylwestra itd..... jak są dzieci planujesz inne zajęcia, nie rezerwujesz balu Sylwestrowego , bo trzeba zając się dziećmi.Prawda?  Najwyraźniej facet Moniki zapomniał , że jest w związku z kobietą i o tym ISTOTNYM fakcie (że w tym tygodniu dzieci u Nich nie będzie) zapomniał Ją poinformować.

6 126

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Moniika007
Do tej pory jak M chciał widywać się z córkami eks robiła wszystko, żeby mu to uniemożliwić. Teraz kiedy wyczaiła, że ma "nową rodzinę" zmieniła taktykę - w poniedziałek przed świętami, w trakcie jasełek zaproponowała, że M może sobie "wziąć dziewczynki"..... Chyba uznała, że bardziej "dokuczy" M jeżeli córki będą teraz z nim na stałe smile

Nie. Wykombinowała sobie , że to TOBIE dokuczy nie Jemu. W tym całym zamieszaniu świątecznym, zakupach, przygotowaniach, to bardziej Tobie miało skomplikować życie, a nie Jemu :-)  Ex potrafią być urocze w tych swoich gierkach :-)

6 127

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Moniika007
nie znamy się smile też jestem "pełniącą obowiązki" macochy. Nie mam nic do córek mojego M, z nimi się dogaduję i dzieciaki mnie lubią. Przykro mi, że Twój facet z niewiadomych powodów nie mówi Ci o swoich planach. Mam teraz pośrednio podobny temat na "tapecie". Do tej pory jak M chciał widywać się z córkami eks robiła wszystko, żeby mu to uniemożliwić. Teraz kiedy wyczaiła, że ma "nową rodzinę" zmieniła taktykę - w poniedziałek przed świętami, w trakcie jasełek zaproponowała, że M może sobie "wziąć dziewczynki"..... Chyba uznała, że bardziej "dokuczy" M jeżeli córki będą teraz z nim na stałe smile Myślę że "Twoja" eks żona kieruje się podobną taktyką .... "moja" eks żona tak sobie teraz wykombinowała, kiedy za kilka miesięcy urodzi się nasze dziecko -  chyba zakłada, że to dobije związek. Oczywiście, nawet tego nie rozważam, bo nie wiem czy w ogóle kobieta zdaje sobie sprawę co mówi - dziewczynki musiałyby wtedy zmienić szkołę, nie chodziłyby na zajęcia na które uczęszczają, bo przecież nie będziemy ich codziennie wozić na drugi koniec miasta do i ze szkoły. Taki dość drastyczny pomysł na mszczenie się na byłym mężu
I .... jeszcze jedno - u nas dziewczynki też nie siedzą nigdy u siebie w pokoju..... chciałyby siedzieć non-stop w salonie...

te groźby ze dziewczyny moga pomieszkać sobie u taty to wcale nie musza byc tylko straszaki

u mnie tez od tego się zaczynało,a skończyło na tym ze dziewucha wyladowala u mnie,

potem napisze bo z doskoku wpadlam poczytac co u Was

6 128

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

te groźby ze dziewczyny moga pomieszkać sobie u taty to wcale nie musza byc tylko straszaki

Lusi - strachy na lachy, trzeba tylko Panią szanowną uświadomić , że jak dzieci będą stale przebywać u ojca, to ojciec może żądać zmiany wyroku ( o ile już jest) i określenie miejsca zamieszkania dzieci w miejscu zamieszkania ojca i.... zażądać alimentów od matki na rzecz mieszkających z Nim dzieci :-)

6 129

Odp: Być drugą i macochą

musze wywalić z siebie te wkurwy ...
M wpadł przed chwilą na pomysł " jedzie teraz 200 km po młodego swojego, zostawi go na noc u sąsiadów - my mamy opłacony bal od 2 miesięcy"..
Ciśnienie mi urosło na maksa...
A może powinnam olać ???? przecież to nie moje dziecko- nie ja jestem odpowiedzialna .. zażądam tylko by było u sąsiada .. nawet z tatusiem do południa co bym mogła odespać bal ...
Czy faceci naprawdę nie potrafią myśleć ?

6 130

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

jedzie teraz 200 km po młodego swojego, zostawi go na noc u sąsiadów - my mamy opłacony bal od 2 miesięcy"..

O ile sąsiad nie ma nic przeciwko i Twojemu facetowi nie wstyd podrzucać dzieciaka do sąsiada w taką noc.... to...... olać. Nie Twój to problem.
Jeśli jednak dzieciakowi się coś stanie pod nieobecność ojca --- to uświadomić tatusia, ze tatuś za to beknie a nie mamusia.

6 131 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-31 19:21:26)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

musze wywalić z siebie te wkurwy ...
M wpadł przed chwilą na pomysł " jedzie teraz 200 km po młodego swojego, zostawi go na noc u sąsiadów - my mamy opłacony bal od 2 miesięcy"..
Ciśnienie mi urosło na maksa...
A może powinnam olać ???? przecież to nie moje dziecko- nie ja jestem odpowiedzialna .. zażądam tylko by było u sąsiada .. nawet z tatusiem do południa co bym mogła odespać bal ...
Czy faceci naprawdę nie potrafią myśleć ?

nie wiem czy zrozumiałam,idziecie na bal,to czemu młody nie zostanie u swojej matki,chyba lepsze to niż sasiad

przecież twój M o tym wie od 2 miesięcy,olej to tak czy siak,nie pozwol odebrac sobie przyjemnosci,
nie daj wbić w poczucie winy,nie twój dzieciak i tego sie trzymaj


po co targać dzieciaka 200 km jeśli ma sie plany ,,balowe,,,niech mnie ktoś oświeci

6 132

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

po co targać dzieciaka 200 km jeśli ma sie plany ,,balowe,,,niech mnie ktoś oświeci

Bo była żona tak zarządziła...? wink

6 133 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-31 20:09:22)

Odp: Być drugą i macochą
Volver napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

po co targać dzieciaka 200 km jeśli ma sie plany ,,balowe,,,niech mnie ktoś oświeci

Bo była żona tak zarządziła...? wink

to denna z niej matka ,bo skazuje swoje dziecko na pobyt u obcych ludzi,czyli sąsiada

nie wyobrazam sobie jaka idiotka trzeba byc by zgodzic sie   by dziecko bylo oddawane na przechowanie a raczej upychane ,,po ludziach,,

6 134

Odp: Być drugą i macochą

Cóż... nie od dziś wiadomo, że niektórym paniom chęć zatrucia życia byłemu, kompletnie rozum odbiera. Nie ważne jak, nie ważne czyim kosztem. Pytanie tylko, czy matka tego dziecka aby wszystkie ważne fakty tej wizyty zna. Obawiam się, że niekoniecznie... Może eksowa liczyła, że wciskając dziecko, zepsuje byłemu imprezę sylwestrową. Przypuszczam, że kobieta  nie wpadła na to, że tatuś umieści dziecko "w przechowalni", czyli  u sąsiadów... wink
A on biedny miś  pewnie "boi się" swojej byłej żony... oraz aktualnej więc, tak "zgrabnie" próbuje lawirować żeby każdą zadowolić wink

6 135

Odp: Być drugą i macochą

Tak poza tematem, czy wasz facet informuje was o wszystkich wydatkach jakie ponosi na dziecko?
Ja dowiaduje sie przypadkiem ze np kupil cos dzieciom za 1000zł, ze zaplacil za ich wcycieczki z matką itd. O wielu rzeczach wogole nie wiem...

6 136

Odp: Być drugą i macochą

Czy on rzeczywiście wpadł na taki pomysł, czy jego eks mu " kazala" ?
Jak macie ustalone - kiedy dziecko jest u Was?
I jak to w rzeczywistości wyglądało? Bo raczej nie odespałaś....

chceuciekacstad napisał/a:

musze wywalić z siebie te wkurwy ...
M wpadł przed chwilą na pomysł " jedzie teraz 200 km po młodego swojego, zostawi go na noc u sąsiadów - my mamy opłacony bal od 2 miesięcy"..
Ciśnienie mi urosło na maksa...
A może powinnam olać ???? przecież to nie moje dziecko- nie ja jestem odpowiedzialna .. zażądam tylko by było u sąsiada .. nawet z tatusiem do południa co bym mogła odespać bal ...
Czy faceci naprawdę nie potrafią myśleć ?

6 137

Odp: Być drugą i macochą

To witaj w klubie;/
Ja z kolei mam "coś" do dzieci M. Są niewychowane. Jak wchodzą do domu to nawet cześć, ani dzień dobry nie potrafią powiedzieć.

Co do siedzenia w salonie - u mnie sprawa wygląda tak, że mowie im zeby szły do swojego pokoju a M na to zeby zostaly...
tak naprade powinny robić to co im sie powie, a nie ze przychodzi do mnie gosc zrobic nowy internet, a oni siedza w salonie gdzie to robi bo mowie im zeby szly do swojego pokoju a on zeby zostały....
Najgorsze jest to, ze jak dzieci sa u nas, to chce pokazywac je calemu swiatu. Wtedy biegnie po sasiadow zeby przyszli, zaprasza swoich znajomych.
Oczywiscie to ja musze kolo nich skakac bo on siedzi wpatrzony w swoje dzieci a glupio mi przed tymi znajomymi zeby przyszli i nie dostali nawet herbaty...
Wiecie jeszcze co jest najgorsze? To, że wszystkie moje koleżanki jak przychodzą, to od razu wypytuja mne o jego dzieci, a gdzie sa a co robia a co dostaly pod chinke. Mam ochote powiedziec: głowno was to obchodzi a poza tym to nie mnie pytajcie o takie sprawy. W sumie to tak mowie ale naprawde nienawidze tych pytan, tych sytuacji. Nie moge miec normalnych znajomych, normalnych kolezanek, nie moge nic powieziec bo on od razu nawiazuje do historii o swoich dzieciach...
wiecie co, czuje, ze coraz mniej sie licze....


Hh999 napisał/a:

Moniika007
nie znamy się smile też jestem "pełniącą obowiązki" macochy. Nie mam nic do córek mojego M, z nimi się dogaduję i dzieciaki mnie lubią. Przykro mi, że Twój facet z niewiadomych powodów nie mówi Ci o swoich planach. Mam teraz pośrednio podobny temat na "tapecie". Do tej pory jak M chciał widywać się z córkami eks robiła wszystko, żeby mu to uniemożliwić. Teraz kiedy wyczaiła, że ma "nową rodzinę" zmieniła taktykę - w poniedziałek przed świętami, w trakcie jasełek zaproponowała, że M może sobie "wziąć dziewczynki"..... Chyba uznała, że bardziej "dokuczy" M jeżeli córki będą teraz z nim na stałe smile Myślę że "Twoja" eks żona kieruje się podobną taktyką .... "moja" eks żona tak sobie teraz wykombinowała, kiedy za kilka miesięcy urodzi się nasze dziecko -  chyba zakłada, że to dobije związek. Oczywiście, nawet tego nie rozważam, bo nie wiem czy w ogóle kobieta zdaje sobie sprawę co mówi - dziewczynki musiałyby wtedy zmienić szkołę, nie chodziłyby na zajęcia na które uczęszczają, bo przecież nie będziemy ich codziennie wozić na drugi koniec miasta do i ze szkoły. Taki dość drastyczny pomysł na mszczenie się na byłym mężu
I .... jeszcze jedno - u nas dziewczynki też nie siedzą nigdy u siebie w pokoju..... chciałyby siedzieć non-stop w salonie...

6 138

Odp: Być drugą i macochą

Dokładnie, to miało być uderzenie we mnie.... A on się oczywiście na to zgodził...

kjim napisał/a:
Hh999 napisał/a:

Moniika007
Do tej pory jak M chciał widywać się z córkami eks robiła wszystko, żeby mu to uniemożliwić. Teraz kiedy wyczaiła, że ma "nową rodzinę" zmieniła taktykę - w poniedziałek przed świętami, w trakcie jasełek zaproponowała, że M może sobie "wziąć dziewczynki"..... Chyba uznała, że bardziej "dokuczy" M jeżeli córki będą teraz z nim na stałe smile

Nie. Wykombinowała sobie , że to TOBIE dokuczy nie Jemu. W tym całym zamieszaniu świątecznym, zakupach, przygotowaniach, to bardziej Tobie miało skomplikować życie, a nie Jemu :-)  Ex potrafią być urocze w tych swoich gierkach :-)

6 139

Odp: Być drugą i macochą

moniika007 widzę, że pokłady cierpliwości powoli Ci się kończą.
Nie potępiam, nie neguję, ale życzę cierpliwości, opanowania i...... konsekwencji w działaniu.

6 140

Odp: Być drugą i macochą

kjim
Nie pisałam jakiś czas - miałam trochę innych zajęć plus pasierbice na karku. Tak tylko gwoli uzupełnienia - eks wymyśliła, że M może się zajmować dziewczynkami na stałe ..... nie tylko na okoliczność przerwy międzyświątecznej, ale na co dzień, na stałe, aby "zapoznał się z obowiązkami rodzicielstwa". Co jest znamienne to to, że M walczył o kontakt z córkami, którego żona go chciała pozbawić, a teraz kiedy ma się urodzić nasze dziecko, eks prezentuje postawę "jak tak koniecznie chcesz, bierz dzieci na swoje barki" !!!!!! Nawet nie traktuję serio tej "propozycji"....

Mieliśmy młode na sylwestra i strasznie mnie wymęczyły - są miłe i mnie lubią i łażą za mną jak dwa małe kotki; idę do łóżka położyć się na moment - one idą za mną, włączam telewizor obejrzeć dziennik - one też chcą oglądać Disney Channel.... I tak  w kółko. Wczoraj już chyba trochę z takiego "utrucia" nie wytrzymałam. Jak to dzieciaki, cwanie wykombinowały, że łatwiej jest wrzucić ciuchy do prania, niż je składać i odkładać do garderoby. Widzę, że idą dwie glorie do łazienki ze stosami ciuchów i pakują je do kosza na brudy. Zwróciłam uwagę na jeden sweter, który młodsza pasierbica miała na sobie 1 raz. Akurat szłam z jej spodniami narciarskimi, bo poprosiła mnie, żebym jej pomogła złożyć. Pytam "a dlaczego wrzucasz do prania ten sweterek, przecież nie jest brudny". "Bo miałam go w kinie a tam są różne bakterie". "Wszędzie są bakterie, gdyby w kinie były groźne bakterie, nie poszlibyśmy w ogóle do kina" na co ona mówi "ten sweterek śmierdzi", "czym śmierdzi", "nie wiem". Kiedy wyciągnęłam rękę po ten sweter, żeby powąchać (może rzeczywiście coś z nim nie tak) młoda rzuciła ten sweter na podłogę w łazience. Mi poszła adrenalina uszami..... po pierwsze, już w 6tym miesiącu ciężko mi się schylać, po drugie - co to za demonstracje. Rzuciłam przed nią jej spodnie narciarskie i powiedziałam "skoro tak, składaj sobie spodnie sama". Powiedziałam to dość agresywnie - potem nawet miałam wyrzuty sumienia.... ale stało się. Sprawdziłam w brudniku - swetra nie było smile Młoda obchodziła mnie przez kilka godzin, a potem przyszła się przytulać.
Oglądam teraz film na youtube "jak wychować malucha" o różnych metodach wychowawczych niemowląt - od "zimnego wychowu" po totalne poświęcanie się potrzebom dzieci. To co mnie w pasierbicach wkurza niestety, to to jak są one wychowane - w tym przez ojca. Są bardzo bardzo absorbujące - łażą ciągle za mną i nie potrafią zająć się same sobą. Zaczynam się źle czuć już bo zaczynam trzeci trymestr i ich ciągłe towarzystwo staje się okropnie męczące .... ale nie robią zasadniczo nic złego, więc to chyba ja sobie nie daję rady z ich permanentną obecnością. Ciągle się nudzą .... cholera...... ja jako dziecko nigdy się nie nudziłam o ile nie miałam książki.... a one mają telewizor, komputer, tablet, smartfona, gry towarzyskie itd i są znudzone .... Nie zagrają same w scrabble, bo to pełni satysfakcji brakuje im towarzystwa dorosłych. Nie chce mi się inwestować w czytanie książek o rozwoju emocjonalnym dzieci w wieku podstawówkowym .... ja ich nie wychowuję tylko matka, więc to dla mnie nie ma sensu - będę czytała jak chować własne dziecko. Mój główny problem z pasierbicami polega na tym, że ja bym zupełnie inaczej je wychowywała... W zastanej sytuacji dostosowuję się do niej, ale mnie to tak okropnie wkurza czasami, bo nie mam siły .....

6 141 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-04 11:48:10)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

kjim
Tak tylko gwoli uzupełnienia - eks wymyśliła, że M może się zajmować dziewczynkami na stałe ..... nie tylko na okoliczność przerwy międzyświątecznej, ale na co dzień, na stałe, aby "zapoznał się z obowiązkami rodzicielstwa". Co jest znamienne to to, że M walczył o kontakt z córkami, którego żona go chciała pozbawić, a teraz kiedy ma się urodzić nasze dziecko, eks prezentuje postawę "jak tak koniecznie chcesz, bierz dzieci na swoje barki" !!!!!! Nawet nie traktuję serio tej "propozycji"....

Przypomnij mi bo nie pamiętam całej Waszej sytuacji: czy Twój facet jest już po rozwodzie i ma wyznaczone terminy "wizyt" dzieci i określone alimenty, czy sprawa jest jeszcze w toku? Piszesz, że nie traktujesz tej "propozycji" na serio, ale ja na Twoim miejscu bym się głęboko zastanowiła czy na pewno są to tylko "strachy na lachy"?  Pamiętaj, że jak dzieci przebywają u Was, ojciec  wciąż płaci alimenty na konto Pani Byłej więc..... tak naprawdę na kogo płacicie, skoro dzieci są u Was i fizycznie Wy Je utrzymujecie? Po za tym, co by dało Pani Exowej takie "straszenie"? Ojciec dzieci kocha i tym Mu nie dokuczy, jednak....... finansowe korzyści zapewne z tego czerpie.

A tak swoją drogą... poczytaj sobie historię Zazdrosnej w tym wątku. U nich z dnia na dzień Exowa spakowała syna i "odstawiła" na wychowanie do tatusia (czytaj: do domu Zazdrosnej).
Podobnie było u Lusilju: tam też "matka" oddała dziecko do ojca, bo... bo tak.
Wniosek jest taki: są kobiety, które bez skrupułów potrafią pozbyć się rodzonych dzieci z domu.

6 142 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-04 13:04:56)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

kjim
Nie pisałam jakiś czas - miałam trochę innych zajęć plus pasierbice na karku. Tak tylko gwoli uzupełnienia - eks wymyśliła, że M może się zajmować dziewczynkami na stałe ..... nie tylko na okoliczność przerwy międzyświątecznej, ale na co dzień, na stałe, aby "zapoznał się z obowiązkami rodzicielstwa". Co jest znamienne to to, że M walczył o kontakt z córkami, którego żona go chciała pozbawić, a teraz kiedy ma się urodzić nasze dziecko, eks prezentuje postawę "jak tak koniecznie chcesz, bierz dzieci na swoje barki" !!!!!! Nawet nie traktuję serio tej "propozycji"....

Mieliśmy młode na sylwestra i strasznie mnie wymęczyły - są miłe i mnie lubią i łażą za mną jak dwa małe kotki; idę do łóżka położyć się na moment - one idą za mną, włączam telewizor obejrzeć dziennik - one też chcą oglądać Disney Channel.... I tak  w kółko. Wczoraj już chyba trochę z takiego "utrucia" nie wytrzymałam. Jak to dzieciaki, cwanie wykombinowały, że łatwiej jest wrzucić ciuchy do prania, niż je składać i odkładać do garderoby. Widzę, że idą dwie glorie do łazienki ze stosami ciuchów i pakują je do kosza na brudy. Zwróciłam uwagę na jeden sweter, który młodsza pasierbica miała na sobie 1 raz. Akurat szłam z jej spodniami narciarskimi, bo poprosiła mnie, żebym jej pomogła złożyć. Pytam "a dlaczego wrzucasz do prania ten sweterek, przecież nie jest brudny". "Bo miałam go w kinie a tam są różne bakterie". "Wszędzie są bakterie, gdyby w kinie były groźne bakterie, nie poszlibyśmy w ogóle do kina" na co ona mówi "ten sweterek śmierdzi", "czym śmierdzi", "nie wiem". Kiedy wyciągnęłam rękę po ten sweter, żeby powąchać (może rzeczywiście coś z nim nie tak) młoda rzuciła ten sweter na podłogę w łazience. Mi poszła adrenalina uszami..... po pierwsze, już w 6tym miesiącu ciężko mi się schylać, po drugie - co to za demonstracje. Rzuciłam przed nią jej spodnie narciarskie i powiedziałam "skoro tak, składaj sobie spodnie sama". Powiedziałam to dość agresywnie - potem nawet miałam wyrzuty sumienia.... ale stało się. Sprawdziłam w brudniku - swetra nie było smile Młoda obchodziła mnie przez kilka godzin, a potem przyszła się przytulać.
Oglądam teraz film na youtube "jak wychować malucha" o różnych metodach wychowawczych niemowląt - od "zimnego wychowu" po totalne poświęcanie się potrzebom dzieci. To co mnie w pasierbicach wkurza niestety, to to jak są one wychowane - w tym przez ojca. Są bardzo bardzo absorbujące - łażą ciągle za mną i nie potrafią zająć się same sobą. Zaczynam się źle czuć już bo zaczynam trzeci trymestr i ich ciągłe towarzystwo staje się okropnie męczące .... ale nie robią zasadniczo nic złego, więc to chyba ja sobie nie daję rady z ich permanentną obecnością. Ciągle się nudzą .... cholera...... ja jako dziecko nigdy się nie nudziłam o ile nie miałam książki.... a one mają telewizor, komputer, tablet, smartfona, gry towarzyskie itd i są znudzone .... Nie zagrają same w scrabble, bo to pełni satysfakcji brakuje im towarzystwa dorosłych. Nie chce mi się inwestować w czytanie książek o rozwoju emocjonalnym dzieci w wieku podstawówkowym .... ja ich nie wychowuję tylko matka, więc to dla mnie nie ma sensu - będę czytała jak chować własne dziecko. Mój główny problem z pasierbicami polega na tym, że ja bym zupełnie inaczej je wychowywała... W zastanej sytuacji dostosowuję się do niej, ale mnie to tak okropnie wkurza czasami, bo nie mam siły .....

no to wyobraź sobie jakbys miała je non stop,ja przeszlam dokladnie to co ty teraz,najpierw maz nie mial kontaktu z mloda,jej matka o to sie postarala,potem absurdalnie wysokie alimenty ,które szly na utrzymanie obydwu ,pasożytowanie na mnie,bo to ja zarabialam wtedy dużo wiecej niż maz,jemu po zaplaceniu alim zostawało NIC ,placil jeszcze durne kredyty zaciągnięte w czasie tamtego zwiazku
potem z dnia na dzien nastapila zmiana frontu,eksiara wiedziala jak i co jest w naszym domu,bo gowniara raportowala jej wszystko,dla niej i jej matki bylo to inne życie którego zazdroscily,ex znalazla gacha w miedzyczasie i zaczela  akcje mające na celu wyekspediowanie mlodej do nas,to trochę trwalo,straszyla ,ze odda nam mloda ,bo jest okropna,nie daje z nią rady,u mnie będzie miala lepsze warunki ,nie spodziewałam sie ze zrealizuje swoje pogróżki
w tamtym czasie mój mąż,staral sie o prace o której zawsze marzyl,motywowalam go ,wspieralam,wciąż,się o ty m u nas mowilo i informacje wyciekaly,to chyba tez spowodowalo intensyfikacje działań babsztyla
no i dopiela swego,dziewucha przeniosla,sie do nas i nastalo piekiełko....
maz prace dostał,zabrał cztery litery i dostalam ze swoim dzieckiem ,jego przychowkiem i problemami z ex,z jej jazgotem itd ,moja matka przeciwna mojemu malzenstwu przyslużyla mi sie wtedy za co jestem jej mega wdzięczna ,chociaz w życiu niezle dala mi popalić
zaczela mnie buntować,ja zaczelam pracować jeszcze wiecej,plus kolejny kierunek studiów,czyli weekendy,,z domu,, matka i czesto siostra pomagaly mi organizować opieke dla syna ale KATEGORYCZNIE ODMOWILY JAKIEJKOLWIEK POMOCY JESLI CHODZILO O PASIERBICE
no i mój mąż poinformowal o tym mamcie pasierbicy,a ja napisalam.pozew o alimenty,bo matka roku ich nie płacila bo nie miala z czego i SPRAWA SIE RYPŁA
powiedzialam mężowi ze ma 2miesiace na powrót jak chce by mloda mieszkala,dalej u nas i nie odpuszczę w kwestii alimentów...
i szybciutko wszystko wrócili na swoje miejsce,powiem tak utrudnialam życie jak moglam,rzucalam kłody pod nogi ,nie podejmowałam obowiązków wobec mlodej,zmusilam jej babkę ze strony matki do zaangażowania w opieke,bo przecież ja pracoholiczka nie mialam kiedy sie cudzym dzieckiem zajac,babkę tez postraszylam ze mogę zacząć egzekwować ewentualnie nieściagalne alimenty z jej emerytury,wiem sucz ze mnie

6 143

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

,powiem tak utrudnialam życie jak moglam,rzucalam kłody pod nogi ,nie podejmowałam obowiązków wobec mlodej,zmusilam jej babkę ze strony matki do zaangażowania w opieke,bo przecież ja pracoholiczka nie mialam kiedy sie cudzym dzieckiem zajac,babkę tez postraszylam ze mogę zacząć egzekwować ewentualnie nieściagalne alimenty z jej emerytury,wiem sucz ze mnie

Nooo, nie przesadzaj, nie taka z Ciebie zła kobieta, skoro rok taką sytuację wytrzymałaś.
Ja bym odwiozła dziecię tego samego dnia, w którym matka postanowiłaby Je oddać pod mój dach. A jeśli tata czułby się w obowiązku zająć się porzuconym dzieciem, to niestety zostałby spakowany razem z dzieciem. Co innego sytuacja losowa, nieszczęśliwy wypadek, w którym nagle matki by zabrakło, ale nie w sytuacji, kiedy by po prostu dziecię porzuciła i próbowała zwalić na mnie swoje obowiązki. Never.

6 144 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-04 23:30:28)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

,powiem tak utrudnialam życie jak moglam,rzucalam kłody pod nogi ,nie podejmowałam obowiązków wobec mlodej,zmusilam jej babkę ze strony matki do zaangażowania w opieke,bo przecież ja pracoholiczka nie mialam kiedy sie cudzym dzieckiem zajac,babkę tez postraszylam ze mogę zacząć egzekwować ewentualnie nieściagalne alimenty z jej emerytury,wiem sucz ze mnie

Nooo, nie przesadzaj, nie taka z Ciebie zła kobieta, skoro rok taką sytuację wytrzymałaś.
Ja bym odwiozła dziecię tego samego dnia, w którym matka postanowiłaby Je oddać pod mój dach. A jeśli tata czułby się w obowiązku zająć się porzuconym dzieciem, to niestety zostałby spakowany razem z dzieciem. Co innego sytuacja losowa, nieszczęśliwy wypadek, w którym nagle matki by zabrakło, ale nie w sytuacji, kiedy by po prostu dziecię porzuciła i próbowała zwalić na mnie swoje obowiązki. Never.

nie chce nawet pisać o zachowaniu młodej w tamtym czasie,o buntach ,zlym wplywie na naszego syna,o wyzwiskach,rynsztok,o wykradaniu różnych rzeczy ,o skarżeniu mężowi jaka to ja wredna nie jestem,co to ja sobie kupuje ,ZA MOJE WŁASNE PIENIADZE ze jej nie chce kupić tego i śmego

6 145

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
M jest po rozwodzie, alimenty płaci od 6 lat, aczkolwiek aktualnie sprawa o zmianę wysokości alimentów w toku ... rozwód trwał bite 4 lata, bo eks walczyła jak lwica w przegranej sprawie (tj. o orzeczenie winy M). Ja poznałam M jak już był "wolny" tj. po orzeczeniu rozwodu. Znajdę i poczytam wątek Zazdrosnej jak wrócę z pracy do domu

Kjim & Lusilju
hm..... przyznam, że "nie brałam propozycji serio" ponieważ wychodzę z założenia, że przy całej patologii okołorozwodowej i porozwodowej między byłymi małżonkami, matka winna kierować się interesem dzieci ponad wszystko .... A przeprowadzka do taty to byłaby ruina dla dziewczynek w sensie ich dotychczasowego życia - musiałyby zmienić szkołę, straciłyby kontakt z rówieśnikami z którymi się wychowują.... a poza tym jak wyjaśnić, im że "mama chce  udowodnić tatusiowi jak ciężko jest chować dzieci i dlatego eksperymentuje i oddaje Was tacie do opieki"... po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby o czymś takim myśleć serio. Z drugiej strony samo mówienie matki o takich "planach" jest dla mnie ciosem poniżej pasa i to względem własnych dzieci.... Ale po historii Lusilju, zaczęłam się lekko niepokoić .... Hm .... pozycja "alimenty" jest ważna w dochodach eks, dlatego mam nadzieję, że nie będzie chciała zmieniać status quo.

A tak z humorystycznych sytuacji. 16 stycznia jadę z M na bal karnawałowy do innego miasta. To teoretycznie termin, kiedy dziewczynki zaczynają ferie, ale zgodnie z wyrokiem sądu należałoby mimo wszystko tak interpretować wyrok, że ten weekend jest weekendem kiedy są u nas. Bal jest z dziećmi, więc jedyny problem byłby z koniecznością dopłacenia do dziewczynek za bal i załatwienia większego pokoju w hotelu. Jednak tak naprawdę mieliśmy ochotę pojechać sami. M napisał sms do eks, że nie za bardzo wie jak interpretować wyrok i czy ten weekend on spędza z dziewczynkami, czy dziewczynki są z mamą w związku z rozpoczęciem ferii. Chcemy bardzo je zabrać na fajny bal karnawałowy, gdzie też będzie dużo dzieci, ale żeby uniknąć nieporozumienia, pyta matki, czy ma coś zaplanowane na ten weekend. Odpisała, że to jej weekend i dziewczynek na żaden bal nie weźmiemy wink No i powiem szczerze, trochę się chichotaliśmy, że gdybyśmy napisali, że jedziemy na bal karnawałowy i chcielibyśmy zamienić się na weekendy, to w ogóle nie byłoby opcji. Dziewczynki musowo byłyby u nas wink

6 146 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-04 15:34:43)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

"nie brałam propozycji serio" ponieważ wychodzę z założenia, że przy całej patologii okołorozwodowej i porozwodowej między byłymi małżonkami, matka winna kierować się interesem dzieci ponad wszystko .... A przeprowadzka do taty to byłaby ruina dla dziewczynek w sensie ich dotychczasowego życia - musiałyby zmienić szkołę, straciłyby kontakt z rówieśnikami z którymi się wychowują.... a poza tym jak wyjaśnić, im że "mama chce  udowodnić tatusiowi jak ciężko jest chować dzieci i dlatego eksperymentuje i oddaje Was tacie do opieki"... po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby o czymś takim myśleć serio. Z drugiej strony samo mówienie matki o takich "planach" jest dla mnie ciosem poniżej pasa i to względem własnych dzieci....

To Ty tak uważasz, ja tak uważam, Lusi tak uważa, ale zawziętość niektórych kobiet przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku. Tak jak pisała wcześniej Volver: "nie od dziś wiadomo, że niektórym paniom chęć zatrucia życia byłemu, kompletnie rozum odbiera."

Wiesz zastanawiające jest jednak to, że w sytuacji gdy sprawa o wysokość alimentów jest w toku, matka pozwala sobie na takie zagrania. Przecież Im więcej czasu dzieci spędzają u ojca, Im większe koszty związane z utrzymaniem dzieci ponosi ojciec,  tym więcej argumentów ma ojciec przeciwko zwiększeniu wysokości alimentów. Mimo wszystko Pani Ex pozwala sobie na takie manewry świąteczne?

6 147

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
w sprawach relacji M-eks jestem początkująca i widzę, że jej zawziętość spotęgowała się po informacji, że jestem w ciąży. Nie wiem czy jej postępowanie ma jakieś racjonalne podstawy - raczej nie. Do niedawna miała naprawdę dużą przewagę emocjonalną nad M - potrafiła go rozhuśtać przy byle okazji wypominkami,  docinkami itd. Od kiedy "ma mnie", jest mniej podatny na akcje eks - myślę że to wyzwala w niej dodatkową "inwencję".... jak np ta propozycja, żeby przejął opiekę nad dziewczynkami.
Nie wiem jakie alimenty są wysokie .... naprawdę nie mam w tej materii doświadczenia. M płaci około 3.000 na obie córki miesięcznie. Żona wyliczyła nowe koszty utrzymania dziewczynek na kwotę .... 7.200 zł miesięcznie - a biorąc pod uwagę dysproporcję w wynagrodzeniach, to myślę że oczekuje przynajmniej z 4.000 miesięcznie - jak nie więcej. Do tej pory M nie może narzekać na sąd - zarówno w trakcie rozwodu jak i ustalania alimentów sędziowie byli racjonalni, a eks i też sobie nie pomagała, prezentując się na rozprawach jako osoba z lekka niezrównoważona. Jak to wygląda w praktyce? dziewczynki na gwiazdkę dostały laptopa, kindle, komórkę, globus "interaktywny", krótkofalówkę, książeczki "top models" itd. W zeszły weekend miały iść z ojcem do centrum handlowego po rajstopy do sukienek (wydarły) a wróciły z nowymi butami, kurtkami itp na które wydał na przecenach około 400 zł  (większość wyjść na zakupy kończy się obkupieniem dziewczyn) ..... Są u nas jedno popołudnie w ciągu tygodnia pracy i cały co drugi weekend. Plus ferie zimowe, gdzie zazwyczaj wyjeżdżają z ojcem na narty do Zakopanego i dwa tygodnie wakacji letnich - zazwyczaj w Swinoujściu. Nie wiem jakie jest zaangażowanie innych ojców w wychowanie dzieci, ale naprawdę M się stara.... Eks najpierw w ogóle nie chciała pozwolić na widzenia z dziećmi, sąd zasądził 2 popołudnia w tygodniu i co drugi weekend. Jak były w przedszkolu brał je na 2 popołudnia w tygodniu, ale od kiedy mają szkołę i muszą się uczyć M po  konsultacji z psychologiem zrezygnował z jednego dnia w tygodniu. To i tak jest trochę bez sensu bo dziewczyny są u nas efektywnie od 17.15 do 19.00 - z czego wystarcza czasu na obiad i na byle jakie odrobienie lekcji w dodatku pod warunkiem, że M siedzi ze starszą a ja z młodszą nad lekcjami..... a teraz eks proponuje żeby je brał 2 razy w tygodniu, a najlepiej w ogóle niech je zabiera ..... Eks wie jak wyglądają realia..... jest w sporze z M dotyczącym zajęć dodatkowych, których dziewczynki mają dużo i starsza 4-klasistka ma byle jakie oceny. M siedzi z nią i piłuje matmę, z której jest tak naprawdę kiepska (jest umiarkowanie bystra, ale jeszcze w granicach normy....) i tylko dzięki pracy ojca rozumie matmę jako tako i ma dobre oceny. Z przedmiotów, gdzie trzeba usiąść na zadzie i się nauczyć na pamięć (i optymalnie też zrozumieć) jest kiepściutka - historia i przyroda leżą. Leżą bo ona nie ma opanowanej techniki uczenia się .... pytam jej się co to jest fotosynteza, żeby własnymi słowami wyjaśniła.... a ona na mnie patrzy jak cielątko. Podpowiadam - to proces zachodzący w przyrodzie, u roślin które w komórkach mają chlorofil itd. ...... pytam "a co to komórki i tkanki" a ona patrzy na mnie nierozumnym wzrokiem ..... i mówi "to takie coś, nie umiem wyjaśnić", kiwa się przy tym, albo wisi głową w dół na sofie ..... jestem cierpliwa, ale naprawdę ciśnienie mi wtedy skacze, mówię - to nie jest czas zabawy tylko się uczymy, siedź i koncentruj się nad tym co do Ciebie mówię.... M nie jest w stanie nadrobić wszystkich przedmiotów, nauczyć ją uczyć się ..... przyznam, że ja mogłabym to robić, ale  ...... nie zamierzam, bo wkrótce i tak nie będę miała na to czasu. Eks wymyśliła, że jeżeli M ma zastrzeżenia co do ocen starszej córki, to niech sobie ją sam uczy..... ja tylko czekam aż te pozycje kosztów pokrywanych z alimentów typu "taniec, gitara, pianino, akrobatyka, żaglówki, teatr" zostaną zamienione na "korepetycje, korepetycje, korepetycje, korepetycje" - bo młoda ma zaległości już na poziomie ucznia 4 klasy podstawówki....

6 148 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-04 17:40:16)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Kjim
M jest po rozwodzie, alimenty płaci od 6 lat, aczkolwiek aktualnie sprawa o zmianę wysokości alimentów w toku ... rozwód trwał bite 4 lata, bo eks walczyła jak lwica w przegranej sprawie (tj. o orzeczenie winy M). Ja poznałam M jak już był "wolny" tj. po orzeczeniu rozwodu. Znajdę i poczytam wątek Zazdrosnej jak wrócę z pracy do domu

Kjim & Lusilju
hm..... przyznam, że "nie brałam propozycji serio" ponieważ wychodzę z założenia, że przy całej patologii okołorozwodowej i porozwodowej między byłymi małżonkami, matka winna kierować się interesem dzieci ponad wszystko .... A przeprowadzka do taty to byłaby ruina dla dziewczynek w sensie ich dotychczasowego życia - musiałyby zmienić szkołę, straciłyby kontakt z rówieśnikami z którymi się wychowują.... a poza tym jak wyjaśnić, im że "mama chce  udowodnić tatusiowi jak ciężko jest chować dzieci i dlatego eksperymentuje i oddaje Was tacie do opieki"... po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby o czymś takim myśleć serio. Z drugiej strony samo mówienie matki o takich "planach" jest dla mnie ciosem poniżej pasa i to względem własnych dzieci.... Ale po historii Lusilju, zaczęłam się lekko niepokoić .... Hm .... pozycja "alimenty" jest ważna w dochodach eks, dlatego mam nadzieję, że nie będzie chciała zmieniać status quo.

A tak z humorystycznych sytuacji. 16 stycznia jadę z M na bal karnawałowy do innego miasta. To teoretycznie termin, kiedy dziewczynki zaczynają ferie, ale zgodnie z wyrokiem sądu należałoby mimo wszystko tak interpretować wyrok, że ten weekend jest weekendem kiedy są u nas. Bal jest z dziećmi, więc jedyny problem byłby z koniecznością dopłacenia do dziewczynek za bal i załatwienia większego pokoju w hotelu. Jednak tak naprawdę mieliśmy ochotę pojechać sami. M napisał sms do eks, że nie za bardzo wie jak interpretować wyrok i czy ten weekend on spędza z dziewczynkami, czy dziewczynki są z mamą w związku z rozpoczęciem ferii. Chcemy bardzo je zabrać na fajny bal karnawałowy, gdzie też będzie dużo dzieci, ale żeby uniknąć nieporozumienia, pyta matki, czy ma coś zaplanowane na ten weekend. Odpisała, że to jej weekend i dziewczynek na żaden bal nie weźmiemy wink No i powiem szczerze, trochę się chichotaliśmy, że gdybyśmy napisali, że jedziemy na bal karnawałowy i chcielibyśmy zamienić się na weekendy, to w ogóle nie byłoby opcji. Dziewczynki musowo byłyby u nas wink

uczulam na wredność i nieobliczalnosc jadowitych eksowych,na moim przykladzie widać,ze alimenty bedace jedynym zrodlem utrzymania mamci i corusi nie byly wystarczającym hamulcem by opanować wredote raszpli....
niestety tez myslalam ,ze to straszaki,ze nie puści kury znoszącej złote jajka,a tu ......
na początku sie zgodzilam na pobyt mlodej bo bylam pewna,ze to tylko,,na chwile,,i ze jak ex nie dostanie w nastepnym miesiącu alimentów to jej rura zmięknie i szybko zechce młoda spowrotem,a tu sie zaskoczylam i co nie mialam pola manewru za bardzo,no los przyszedl mi z pomocą i zawdzieczam wyjscie z sytuacji co by nie powiedziec umiejetnosciom ,,zawodowym,,  mojej matki,hehehe

6 149 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-04 22:52:47)

Odp: Być drugą i macochą
moniika007 napisał/a:

Tak poza tematem, czy wasz facet informuje was o wszystkich wydatkach jakie ponosi na dziecko?
Ja dowiaduje sie przypadkiem ze np kupil cos dzieciom za 1000zł, ze zaplacil za ich wcycieczki z matką itd. O wielu rzeczach wogole nie wiem...

to niestety czeste ,ze faceci obdarowuja nadmiernie dzieci z bylych związków,ze nie informują zon obecnych,ze kręcą ,kłamią,cichaczem robia zakupy
co ci mam powiedzieć tak wygląda wiekszosc takich związków,jak masz,własna porządna kase to wtedy albo masz na to mówiąc kolokwialnie ,,wyjeb...e,, albo się żrecie ,albo znajdziesz złoty środek i od czasu do czasu udajesz ze nie widzisz
jak macie wspolne dzieci to trochę prostsze bo kobiety cwane ciągną kase na swoje ,a jak zostaje,to robia tak by nie zostawało

6 150

Odp: Być drugą i macochą

Z kwestiami finansowymi to zgadzam się z Lusilju - dopóki jest kasa, w szczególności dopóki my jako macochy mamy swoją kasę, to dodatkowe wydatki na dzieciaki nie są problemem. Ja miałam akcję, że M kupił córce elektroniczne pianino za prawie 3 k PLN bez konsultacji ze mną i mnie to wkurzyło. Wkurzyło mnie, nie ze względu na cenę, ale ze względu na to, że czekamy na narodziny dziecka a tu taki "gadżet" w domu, który bynajmniej nie sprzyja usypianiu.... no i nie łudźmy się - dziewczynki Poloneza Es-dur nie ćwiczą, tylko rzępolą kolędy, trzy te same.... albo zapuszczają jakieś podkłady i je słuchają ... uszy więdną.... Zrobiłam karczemną awanturę i zagroziłam, że jak to pianinko będzie przeszkadzać naszemu dziecku, to przeprowadzam się do siebie natychmiast. Od tej pory M raczej konsultuje ze mną wszystkie istotne zakupy dla dziewczynek.... Nic nie mówię oczywiście, jak chodzi o drobiazgi typu ciuch czy książka, ale np. zakup komputera i komórki ze mną omawiał..... a że fizycznie cierpi jak płaci alimenty matce (w przekonaniu, że ta bynajmniej nie wydatkuje ich wyłącznie na dzieci), sądzę że obdarowanie ją ekstra pieniędzmi w ogóle nie wchodzi w grę ....

Lusilju - jak sprawa się potoczy zgodnie z najgorszym scenariuszem - poproszę o podpowiedź tego "patentu", który doradziła Ci mama.

6 151 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-05 09:56:56)

Odp: Być drugą i macochą

Z moich obserwacji nie do końca tak jest, że jak kobieta ma swoje pieniądze to łatwiej jest Jej przełknąć dodatkowe wydatki M na dzieci. Ja pracuję , jestem niezależna finansowo i lokalowo od M, jednak kiedy M ładował ciągle kasę (ponad ustalone sądownie alimenty) to szlag mnie trafił gdyż Exowa jawnie i wprost to wykorzystywała. Cyrki z ubraniami , o których pisała Hh999 u nas były na porządku dziennym. Dzieci wiecznie ubrane niestosownie do pogody i okoliczności. Ciągłe kupowanie przez M nowych ubrań , których Ona nigdy nie oddawała i jednoczesne złożenie przez Nią wniosku do sądu o podsienie alimentów. Ostatecznie, skończyło się na tym, że ze względu na wizyty, Jego dzieci u nas posiadały oddzielną garderobę. A i tak wciąż i niezmiennie Exowa wysyłała do nas dziewczyny w upalny dzień w kaloszach, porwanych rajstopach i zasranych majtkach. Was by szlag nie trafił?! I to naprawdę już nie chodziło o sam fakt, że M wciąż musiał inwestować w te wizyty kolejne środki finansowe, tylko o fakt, że własna matka robi to swoim dzieciom. Między innymi dlatego powiedziałam do M STOP, strajkuję , nie chcę brać udziału w tych Jej perfidnych manipulacjach. Jeśli chcesz brać udział w Jej grze, pozwalać Jej na używanie dzieci jako mięso armatnie, to beze mnie. Grajcie sobie w to sami. Kalosze w upalny dzień lub letnia kurteczka w mroźne dni, powinno mi to wisieć, ale mimo wszystko szlag mnie trafiał . I wiecie co, Exowa dalej tak robi - tylko teraz manipuluje w ten sposób rodzicami M. Żałosne jest to, że pogrywa sobie w ten sposób własnymi dziećmi. Póki co, mnie to nie dotyczy i nie chcę brać w tym udziału.
I cieszę się, że M w końcu dorósł do tego, żeby nie dać się Jej manipulować.

6 152 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-05 10:49:02)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Z moich obserwacji nie do końca tak jest, że jak kobieta ma swoje pieniądze to łatwiej jest Jej przełknąć dodatkowe wydatki M na dzieci. Ja pracuję , jestem niezależna finansowo i lokalowo od M, jednak kiedy M ładował ciągle kasę (ponad ustalone sądownie alimenty) to szlag mnie trafił gdyż Exowa jawnie i wprost to wykorzystywała. Cyrki z ubraniami , o których pisała Hh999 u nas były na porządku dziennym. Dzieci wiecznie ubrane niestosownie do pogody i okoliczności. Ciągłe kupowanie przez M nowych ubrań , których Ona nigdy nie oddawała i jednoczesne złożenie przez Nią wniosku do sądu o podsienie alimentów. Ostatecznie, skończyło się na tym, że ze względu na wizyty, Jego dzieci u nas posiadały oddzielną garderobę. A i tak wciąż i niezmiennie Exowa wysyłała do nas dziewczyny w upalny dzień w kaloszach, porwanych rajstopach i zasranych majtkach. Was by szlag nie trafił?! I to naprawdę już nie chodziło o sam fakt, że M wciąż musiał inwestować w te wizyty kolejne środki finansowe, tylko o fakt, że własna matka robi to swoim dzieciom. Między innymi dlatego powiedziałam do M STOP, strajkuję , nie chcę brać udziału w tych Jej perfidnych manipulacjach. Jeśli chcesz brać udział w Jej grze, pozwalać Jej na używanie dzieci jako mięso armatnie, to beze mnie. Grajcie sobie w to sami. Kalosze w upalny dzień lub letnia kurteczka w mroźne dni, powinno mi to wisieć, ale mimo wszystko szlag mnie trafiał . I wiecie co, Exowa dalej tak robi - tylko teraz manipuluje w ten sposób rodzicami M. Żałosne jest to, że pogrywa sobie w ten sposób własnymi dziećmi. Póki co, mnie to nie dotyczy i nie chcę brać w tym udziału.
I cieszę się, że M w końcu dorósł do tego, żeby nie dać się Jej manipulować.

to nie jest tak,ze mając wystarczające swoje srodki finansowe olewalam wydatki męża na pasierbice,co to to nie
po prostu robilam wiele by nie bylo co wydawac ponad alimenty,
zawsze są bardzo potrzebne wydatki ,edukacja dzieci ,szkoly mozna wybierac różne hehe ,jeśli ktoś ma byc pokrzywdzony to niech to nie będą moje dzieci. ;-)

lata swietlne temu bylam tak głupia ze dawalam sie wkręcić w kupowanie rzeczy młodej z wlasnych pieniędzy,kłuło mnie to ale maz jakoś tak potrafil mnie zmanipulować,wiecie młoda i naiwna byłam,kiedyś po zakupie jakiejs koszuli nocnej dla mlodej,bo nie miała w czym spac,powiedzialam qrwa dość,jej stara uprawia dziadowizne a ja mam obkupować cudzego dzieciaka,to ja mam na cudzego dzieciaka pracować ,o nie
za każdym razem jak maz probowal ze mna tych sztuczek kupowałam sobie jakiś absurdalnie drogi kosmetyk,ciuch ,buty-uwielbiam buty
na początku -oburzenie,powiedzialam mu jeden raz ,ja na to pracuje ,a nie żeby ubierać cudze dzieci,nie podoba sie to.....

6 153

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

powiedzialam mu jeden raz ,ja na to pracuje ,a nie żeby ubierać cudze dzieci,nie podoba sie to.....

Taaa, u mnie tez padły te słowa, tylko litania była dłuższa:... nie po to pracuję żeby ubierać cudze dzieci,  żeby finansować wczasy obcym dzieciom,  żeby pośrednio utrzymywać czyjąś byłą żonę.... Jeśli Cię na to stać to rób to sam, a ja jak będę miała ochotę dofinansować jakiś szczytny cel, to swoją nadwyżkę przekażę na WOŚP.

6 154 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-05 18:21:11)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

powiedzialam mu jeden raz ,ja na to pracuje ,a nie żeby ubierać cudze dzieci,nie podoba sie to.....

Taaa, u mnie tez padły te słowa, tylko litania była dłuższa:... nie po to pracuję żeby ubierać cudze dzieci,  żeby finansować wczasy obcym dzieciom,  żeby pośrednio utrzymywać czyjąś byłą żonę.... Jeśli Cię na to stać to rób to sam, a ja jak będę miała ochotę dofinansować jakiś szczytny cel, to swoją nadwyżkę przekażę na WOŚP.

wiesz u mnie to nie byla spokojna rozmowa,
wzgledy finansowe to byl bodziec który popchnal mojego męża do wyjazdu,miał dość mojego stawiania sie okoniem,

byl czas ze wprowadzilam-on rachunki ja żarcie,chemie itd ,bo wtedy nie mogl juz wydawac wiecej niż zarabial na swoja przeszlosc,na początku bylo jakoś potem zaczely mi znikać produkty spożywcze i chemia...wyobrazasz sobie takie cos ze kupujesz wielki proszek po 2 dniach masz poł kartona ,masz kilka opakowan pasty ,żelu,szamponow,nagle nie ma tego i tego,ginely mi podpaski,żeby nie bylo nieścisłości młoda nie mieszkala u nas jeszcze ,a mój mąż jak sądzę wiedzial ze sie z nią dziele tym co kupuje chyba nawet wspierał ja w tym procederze,to trochę trwalo,aż tu nagle zaczelam kupowac pasztet i malutkie opakowania proszku,jedna odzywke,szampon itp ,nie bylo zapasów,kupilam toaletkę z szafka na kluczyk
żarcie to byla jazda,mloda wyzerala wsio ,otwierala wszystko co bylo w lodowce,no to przestało byc wszystko,było np 4 plasterki sera i ogórek,męża niestety przyzwyczailam do luksusu to sie wściekał,ja obiady jadlam na mieście ,dziecko wtedy chyba przedszkole czy początek nauki w szkole,
maz mimo ze marzył o tej nowej pracy na wyjezdzie to za nic by nie wyjechal ,bo wcześniej bylo wygodnie i dostatnio i jeszcze uszczknal cos tam dla mlodej ponad alimenty tyle ze ja mialam po kokardy wykorzystywania

jeszcze żeby uściślić ,jak zaczelam byc z moim mężem to przeszlam taka biedę o jakiej nie wiedzialam ze istnieje,wyrwana z wygodnego ,dostatniego domu,rodzice przeciwni memu związkowi odcięli mi finansowanie,wystawili walizki bez możliwości powrotu taka szokowa terapia,chcesz go niech cię bierze z gola doopa i utrzymuje,no i było koszmarnie,ale przez to szybko zaczelam byc niezależną ,bylam mega zdeterminowana bo wiedzialam ze w razie ,,w ,, to matka mnie nie przyjmnie
to również nauczylo mnie odpowiedzialności ,pracy ,sprawiło ze mam twarda doope,ale nikt mi nie powie ze cos komus zawdzięczam,czasem bylo ciezko,praca na początku byle jaka,ale niezależność,to ze nikt mi nie mogl powiedzieć co mam robić,szybko stalam sie decyzyjna i twarda nawet gruboskórna czasem ,przez to co przeszłam na początku mam szacunek do ludzi pracy,nie znoszę pasożytów i pijawek ekonomicznych,wiem jak to jest gdy nie pamietasz smaku masla bo wyparła je najtansza margaryna która katula sie ,,za nożem,,

6 155

Odp: Być drugą i macochą

Może dlatego denerwują nas manipulantki, lawirantki, które same w życiu się jeszcze nie napracowały i żerują na innych ludziach, tudzież ciągnąc zasiłki z OPSów, zamiast same wziąć się do roboty :-)

6 156

Odp: Być drugą i macochą

Lusilju ....
nie wiem czy dobrze zrozumiałam .... młoda podbierała (tj. kradła) Tobie kosmetyki itp.... czy też ojciec jej pomagał szykując "wyprawkę" do mamy? Przepraszam za pytanie, ale w głowie mi się nie mieści, żeby odsypywać proszek.... wiem, że młode robią mi przegląd tego co mam, ale one są powodowane raczej ciekawością.... Kiedyś nie miałam koszuli nocnej i mówię "nie mam koszuli nocnej, pożycz mi jakiegoś t-shirta" a na co starsza pasierbica "jak to nie masz, masz", "????", na co ona leci do naszej garderoby i wyciąga moją letnią bawełnianą sukienkę trochę istotnie podobną do koszuli nocnej.... ja się raczej z sytuacji śmiałam, bo to znaczy, że sobie oglądały moje staniki itp. U nas mają "swoje" kosmetyki - mydła, szampony dziecięce, kremy itd. System "rzeczy mamy" i "rzeczy taty", mimo że chory to jakoś działa (czasem ze zgrzytami - kiedyś pisałam o schizie z tabletem). Jak im ostatnio M kupił nowe szczotki do włosów i gumki, to grzecznie zapytały czy mogą zabrać gumki do mamy, a szczotki zostawiły....  W momencie jak mijają drzwi w weekend, przebierają się z "rzeczy mamy" w "rzeczy taty", bo te "taty" rzeczy bardziej lubią... ale .... ja się pukam w głowę jak można się tak z kimś niedogadywać/żreć, żeby to dotyczyło nawet kwestii ubrań dla dzieci.... Ale oczywiście rozumiem mojego M, który tak jak kjim wspomniała (również w swojej sytuacji) kupował ciuchy, które nigdy więcej córki do niego nie przynosiły.
Nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, bo póki co nie za bardzo tego chcę (nie żebym M nie kochała, ale ślub cywilny dla mnie się nie liczy tak, jak perspektywa ślubu kościelnego - pochodzę  z ultrakatolickiej rodziny i najpierw M chce spróbować unieważnienia małżeństwa). Mieszkam u niego, w jego domu, on płaci za media, ja płacę za zakupy żywieniowe; ustaliliśmy zasadę, że "ja żywię". Pomimo że nie mamy wspólnego konta w banku, to mimo wszystko trochę myślę że o co moje jest i jego - zatem dokładam się do wspólnych ferii - jedziemy w czwórkę - my i jego dwie córki, dokładam się np. do zakupu mebli w "gabinecie" - regałów na książki, których dolne półki będą przeznaczone na miejsce na zabawki dla Jasia. Mam nadzieję, że nie dojdzie do jakiejś sytuacji, kiedy musielibyśmy się "rozliczać" bo na dzień dzisiejszy to niemożliwe ......

6 157 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-05 18:13:29)

Odp: Być drugą i macochą

No prawidłowo zrozumiałaś ,niestety...
maz wiedzial,ale ja bronil ,cos tam bakał ze mi sie wydaje,jasssnee
wiedział ale ona żadnych konsekwencji nie ponosiła,ale w miarę jak rosła to te wyskoki to pestka w porównaniu z pełna gama jej możliwosci

6 158

Odp: Być drugą i macochą

no to nie dziwię się, że szlag Cię trafił.... przyznam, że gdybym stwierdziła coś takiego u siebie w domu, to bym się wściekła i zaczęła mordować, nie z powodu "strat" materialnych, ale cholera chyba nikt nie chce mieć złodzieja w domu.... po prostu żenujące... Ile ona miała wtedy lat?

6 159

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

no to nie dziwię się, że szlag Cię trafił.... przyznam, że gdybym stwierdziła coś takiego u siebie w domu, to bym się wściekła i zaczęła mordować, nie z powodu "strat" materialnych, ale cholera chyba nikt nie chce mieć złodzieja w domu.... po prostu żenujące... Ile ona miała wtedy lat?

jak pierwszy raz ,,remanent,,chemii i kosmetyków mi sie nie zgadzał to gdzieś moze z 10  plus minus

6 160 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-07 12:15:05)

Odp: Być drugą i macochą

U nas to się zdarzyło raz (raz, który wyłapałam). 5 letnia wówczas córka M, wyjeżdżając od nas skitrała pod kurtką zabawkę mojej córki.  Włożyła zabawkę pod kurtkę i wsiadła do samochodu. Kiedy chciałam zapiąć jej pasy w foteliku zaczęła histeryzować żebym jej nie dotykała zaciskając ręce. Wzbudziło to moje podejrzenie i spytałam co ma pod kurtką. Nie chciała pokazać i histeria się wzmogła.  Okazało się że zabrała konika mojej córki, bo.......bo Jej się podobał. Oczywiście M próbował załagodzić sytuację ale....nie chcecie wiedzieć w jaki szał wpadłam. Powiedziałam, że to był pierwszy i ostatni raz kiedy zabrały coś bez pozwolenia. Dzisiaj konik, potem będą poważniejsze rzeczy. Oj nasłuchała  się wtedy pięciolatka, a drugie tyle oberwał M, że przez 5 lat nikt córki nie nauczył , że nie kradnie się cudzych rzeczy, a jeśli ktoś kradnie to ponosi ciężkie konsekwencje. Spytałam , czy jakby zabrała konika ze sklepowej półki, bo Jej się podobał i wyniosła Go ze sklepu pod kurtką, to  tak samo łagodnie rozmawiałby z ochroniarzem? Próbował Ją tłumaczyć, że niby nie wiedziała, że źle robi, ale.... gdyby nie wiedziała, że robi coś złego, to wyniosłaby tego konika normalnie trzymając w ręku, ta jednak zrobiła to w tajemnicy, chowając konia pod kurtką tak, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Jest różnica między dziecinną spontanicznością, a działaniem z premedytacją. Czym skorupka za młodu.......

Ale, żeby nie było wciąż negatywnego wydźwięku moich wypowiedzi, muszę powiedzieć , że ta nauczka przyniosła oczekiwany efekt. Nigdy potem sytuacja się nie powtórzyła. Dziewczyny trzy razy pytały czy mogą coś pożyczyć lub zabrać na zawsze , zanim coś faktycznie zabrały. Pytały M, pytały mnie, miedzy sobą (moje i Jego dzieci) jakoś się dogadywały. Zdarzało się , że się "wymieniali" zabawkami i nie było więcej zgrzytów na tej płaszczyźnie.

Odbiegając od tematu dzieci, chciałam Wam powiedzieć, że pierwszy raz od 1,5 roku dostaliśmy zaproszenie na obiad od rodziców M. WSPÓLNE zaproszenie, bo dotychczas zapraszali TYLKO M z  premedytacją pomijając mnie i moje dzieci w tych zaproszeniach. M przestał do Nich jeździć odpowiadając na zaproszenia, że póki nie zaakceptują tego, że ON NIE JEST SAM, On sam do nich przyjeżdżał nie będzie.  Po  ostatniej Wigilii , na którą był zaproszony SAM i na którą konsekwentnie nie pojechał, teraz zaprosili NAS. Uważam to za krok ku polepszeniu naszych relacji, ale ..... nie za bardzo wiem jak się zachować po takim półtorarocznym FOCHU z Ich strony , czuję się jakbym tam jechała pierwszy raz. Macie jakieś dobre rady jak przez to spotkanie przebrnąć?

6 161

Odp: Być drugą i macochą

Niestety nie jestem w stanie posłużyć rozsądną radą, bo akurat z "teściami" raczej dobrze żyję. Może coś do nich dotarło, skoro zapraszają również Ciebie z dziećmi - i chyba o to Wam chodziło smile Technicznie niestety żadnych rad na przetrwanie nie mam, ale ja lubię przed takim stresującym spotkaniem zrobić się na tip top .... wtedy czuję się ładna i atrakcyjna i generalnie - mogą mi naskoczyć jak koniecznie chcą smile

Tak na marginesie, to właśnie bardzo mi teraz brakuje "bycia ładną" - w 6 mc mam wielki brzuch i czuję się jak stary wieloryb wyrzucony na brzeg - ledwo dycham. Już nawet czasem głowy mi się nie chce myć .... patrzę rano ... tłusta, ale niech będzie; zrobię sobie kitkę;)

Z "mojego" podwórka to właśnie podglądaliśmy oceny starszej pasierbicy. Jest w 4 klasie podstawówki i niestety ... ma na półrocze dwie trójki - z historii i przyrody. Niestety to efekt braku czasu na naukę... Na razie zakazałam wspominać o tym M w korespondencji z eks (tj. podnosić w dyskusjach argumentów o słabych ocenach). Ewentualnie skorzystamy ze słabych ocen w sądzie w sprawie o alimenty, jeżeli będzie naciskała na wysoki budżet na zajęcia pozaszkolne.... Zresztą, zawsze można być przekornym i zamiast kasy na żaglówkę i akrobatykę, zażądać na jakże niezbędne korepetycje, ale wg mnie to lepsze niż gitara i pianino.

6 162

Odp: Być drugą i macochą

Staram się oddzielać zagadnienia "dorosłych" od "dzieci", ale czasem łapię się, że nie wychodzi.
"Chwaliłam się", że mam dobre relacje z pasierbicami. Zdarzają się oczywiście pojedyncze ścięcia, które jednak były uzasadnione i .... w moim domu skończyłyby się karą lub natychmiastowym skarceniem dziecka; w moim przypadku zdarzyło mi się coś powiedzieć tonem bardziej zdecydowanym i podniesionym (ale nie wrzaskiem lub krzykiem). Wczoraj eks ni z gruszki ni z pietruszki "dorwała" M na viberze. Wiecie, że nawet trudno powiedzieć o co jej chodzi .... bardziej można się domyśleć, ponieważ ilość wątków porażała .... najpierw pretensja że M nie wykorzystał wczorajszego koncentru starszej córki na porozmawianie z nauczycielem muzyki (matko ... młoda rzępoli, trudno nazwać to sztuką, grała 1,3 min... on jechał przez całe miasto na "koncert" córki.... a matka ma pretensje, że nie porozmawiał z nauczycielem muzyki....). Potem kiedy odpisał, że bardziej paląca jest potrzeba porozmawiania z nauczycielem przyrody i historii (młoda, pomimo że uczennica 4 klasy, dostała po trójce na semestr) zaczęło się pisanie w deseń "geny starsza córka ma po Tobie tj. jest tępa - młodsza jest do mnie podobna i jest pilna". Przysięgam Wam, że obie jednako mają za uszami i bałabym się je porównywać. W każdym razie - od tematu do tematu dyskusja się skończyła na mnie. Otóż zostałam nazwana "obcym" (wali mnie to) i mam przestać krzyczeć na dzieci (trochę się zdziwiłam.... - co do zasady jestem oazą spokoju, bronię dziewczynki dość często jak wkurzą ojca i na przestrzeni 8 miesięcy zdarzyły mi się 2-3 sytuacje, gdzie podniosłam na nie głos. A tak ... na co dzień - dziewczynki się na mnie obwieszają, przytulają, widzę że lgną do mnie bardziej niż niekiedy do ojca bo jestem łagodniejszego charakteru itd. .....
W ogóle eks stanowczo żąda przywrócenia dwóch wizyt w tygodniu (tak był zorganizowany czas kiedy były w przeszkolu), zarzucając że M się nie angażuje w proces uczenia się dzieci..... eks nagrała dzieciom multum zajęć w ciągu tygodnia, pozbawiając je czasu na naukę - o czym jej M pisał... a teraz M okazuje się zły, bo nie angażuje się w proces uczenia dzieci ...
trochę mnie szlag trafia ... już Wam pisałam jak w tygodniu z jęzorem do ziemi leci po dziewczynki, ja od drzwi serwuję obiad a potem zaczyna się nauka .... całe 1,5 godziny. Od kiedy jesteśmy we dwoje M siedzi ze starszą, ja siedzę z młodą i rzeźbimy lekcje. O tym że one mnie akceptują świadczy między innymi, że one chcą robić obie ze mną lekcje, ale no niestety nie da się, bo się nie rozerwę i po półtorej godziny nauki dzieci wracają do domu. Co ma z tego ojciec? Czas w drodze do naszego domu, czas przy obiedzie i czas powrotu do domu mamy ... to wszystko. W weekendy w piątek nie ma mowy o nauce, ale w sobotę po śniadaniu trochę się gmeramy i siadamy do zajęć... niedziela raczej wolna. Mamy co drugi tydzień... teraz mam wrażenie, że eks oczekuje że M będzie nadrabiał zaległości z wszystkich przedmiotów szkolnych w trakcie swoich weekendów... okazuje się, że za dostateczne zaledwie wyniki córki winny jest ... ojciec - bo i geny ma "mało zdolne" po nim i po prostu ojciec nie angażuje się - a przecież dla dobra dzieci powinien je brać 2 razy w tygodniu...
No i wkurza mnie, że jeszcze ja jestem w to wciągnięta jako "obca", która się drze na córki .... aż kusi mnie, żeby eks udusić w białych rękawiczkach.... wziąć dziewczynki "na rozmowę", usiąść z nimi i ze smutkiem powiedzieć, że prawdopodobnie się na mnie skarżą mamie, ponieważ otrzymałam informację, że na nie krzyczę - w związku z tym chcę wrócić i wyjaśnić co zadziało się w trakcie 2 sytuacji kiedy istotnie je skarciłam reprymendą... Jeżeli były jeszcze jakieś sytuacje - proszę, niech o nich powiedzą. Po omówieniu następnie poprosiłabym je, żeby jeżeli mają jakiekolwiek wątpliwości dotyczące mnie i mojego zachowania względem nich - niech w pierwszym kroku zwracają się do taty. Powiem Wam, że jestem w 100% przekonana, że do tej pory w żaden sposób nie uchybiłam żadnej z dziewczynek i mam nadzieję, że będzie im głupio jeżeli istotnie się skarżyły (a nie sądzę). Jeżeli natomiast się nie skarżyły - mam nadzieję, że będą również świadome, że ich mama manipuluje faktami; prawie okazuje się, że jestem prześladowczynią jej dzieci .... Co za abstrakcja dla mnie
Nie zamierzam startować w konkursie na pełniącą obowiązki matki i wygryzać eks z jej roli, ale kuźwa gdzieś są granice.... M odpisał, że jak eks ma jakieś wątpliwości dotyczące mojego stosunku do dziewczynek - niech się ze mną kontaktuje ... Nie sądzę, żeby to nastąpiło, ale po prostu kobieta koniecznie dąży do konfrontacji "teoretycznej" w trakcie pyskówek z M... a mnie to wali - obrabiam dziewczynki, traktuję je powiedzmy jak siostrzenice - nie mam sobie nic do zarzucenia. Jak chce o tym porozmawiać - proszę bardzo....

6 163 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-12 10:26:51)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Staram się oddzielać zagadnienia "dorosłych" od "dzieci", ale czasem łapię się, że nie wychodzi.
"Chwaliłam się", że mam dobre relacje z pasierbicami. Zdarzają się oczywiście pojedyncze ścięcia, które jednak były uzasadnione i .... w moim domu skończyłyby się karą lub natychmiastowym skarceniem dziecka; w moim przypadku zdarzyło mi się coś powiedzieć tonem bardziej zdecydowanym i podniesionym (ale nie wrzaskiem lub krzykiem). Wczoraj eks ni z gruszki ni z pietruszki "dorwała" M na viberze. Wiecie, że nawet trudno powiedzieć o co jej chodzi .... bardziej można się domyśleć, ponieważ ilość wątków porażała .... najpierw pretensja że M nie wykorzystał wczorajszego koncentru starszej córki na porozmawianie z nauczycielem muzyki (matko ... młoda rzępoli, trudno nazwać to sztuką, grała 1,3 min... on jechał przez całe miasto na "koncert" córki.... a matka ma pretensje, że nie porozmawiał z nauczycielem muzyki....). Potem kiedy odpisał, że bardziej paląca jest potrzeba porozmawiania z nauczycielem przyrody i historii (młoda, pomimo że uczennica 4 klasy, dostała po trójce na semestr) zaczęło się pisanie w deseń "geny starsza córka ma po Tobie tj. jest tępa - młodsza jest do mnie podobna i jest pilna". Przysięgam Wam, że obie jednako mają za uszami i bałabym się je porównywać. W każdym razie - od tematu do tematu dyskusja się skończyła na mnie. Otóż zostałam nazwana "obcym" (wali mnie to) i mam przestać krzyczeć na dzieci (trochę się zdziwiłam.... - co do zasady jestem oazą spokoju, bronię dziewczynki dość często jak wkurzą ojca i na przestrzeni 8 miesięcy zdarzyły mi się 2-3 sytuacje, gdzie podniosłam na nie głos. A tak ... na co dzień - dziewczynki się na mnie obwieszają, przytulają, widzę że lgną do mnie bardziej niż niekiedy do ojca bo jestem łagodniejszego charakteru itd. .....
W ogóle eks stanowczo żąda przywrócenia dwóch wizyt w tygodniu (tak był zorganizowany czas kiedy były w przeszkolu), zarzucając że M się nie angażuje w proces uczenia się dzieci..... eks nagrała dzieciom multum zajęć w ciągu tygodnia, pozbawiając je czasu na naukę - o czym jej M pisał... a teraz M okazuje się zły, bo nie angażuje się w proces uczenia dzieci ...
trochę mnie szlag trafia ... już Wam pisałam jak w tygodniu z jęzorem do ziemi leci po dziewczynki, ja od drzwi serwuję obiad a potem zaczyna się nauka .... całe 1,5 godziny. Od kiedy jesteśmy we dwoje M siedzi ze starszą, ja siedzę z młodą i rzeźbimy lekcje. O tym że one mnie akceptują świadczy między innymi, że one chcą robić obie ze mną lekcje, ale no niestety nie da się, bo się nie rozerwę i po półtorej godziny nauki dzieci wracają do domu. Co ma z tego ojciec? Czas w drodze do naszego domu, czas przy obiedzie i czas powrotu do domu mamy ... to wszystko. W weekendy w piątek nie ma mowy o nauce, ale w sobotę po śniadaniu trochę się gmeramy i siadamy do zajęć... niedziela raczej wolna. Mamy co drugi tydzień... teraz mam wrażenie, że eks oczekuje że M będzie nadrabiał zaległości z wszystkich przedmiotów szkolnych w trakcie swoich weekendów... okazuje się, że za dostateczne zaledwie wyniki córki winny jest ... ojciec - bo i geny ma "mało zdolne" po nim i po prostu ojciec nie angażuje się - a przecież dla dobra dzieci powinien je brać 2 razy w tygodniu...
No i wkurza mnie, że jeszcze ja jestem w to wciągnięta jako "obca", która się drze na córki .... aż kusi mnie, żeby eks udusić w białych rękawiczkach.... wziąć dziewczynki "na rozmowę", usiąść z nimi i ze smutkiem powiedzieć, że prawdopodobnie się na mnie skarżą mamie, ponieważ otrzymałam informację, że na nie krzyczę - w związku z tym chcę wrócić i wyjaśnić co zadziało się w trakcie 2 sytuacji kiedy istotnie je skarciłam reprymendą... Jeżeli były jeszcze jakieś sytuacje - proszę, niech o nich powiedzą. Po omówieniu następnie poprosiłabym je, żeby jeżeli mają jakiekolwiek wątpliwości dotyczące mnie i mojego zachowania względem nich - niech w pierwszym kroku zwracają się do taty. Powiem Wam, że jestem w 100% przekonana, że do tej pory w żaden sposób nie uchybiłam żadnej z dziewczynek i mam nadzieję, że będzie im głupio jeżeli istotnie się skarżyły (a nie sądzę). Jeżeli natomiast się nie skarżyły - mam nadzieję, że będą również świadome, że ich mama manipuluje faktami; prawie okazuje się, że jestem prześladowczynią jej dzieci .... Co za abstrakcja dla mnie
Nie zamierzam startować w konkursie na pełniącą obowiązki matki i wygryzać eks z jej roli, ale kuźwa gdzieś są granice.... M odpisał, że jak eks ma jakieś wątpliwości dotyczące mojego stosunku do dziewczynek - niech się ze mną kontaktuje ... Nie sądzę, żeby to nastąpiło, ale po prostu kobieta koniecznie dąży do konfrontacji "teoretycznej" w trakcie pyskówek z M... a mnie to wali - obrabiam dziewczynki, traktuję je powiedzmy jak siostrzenice - nie mam sobie nic do zarzucenia. Jak chce o tym porozmawiać - proszę bardzo....

fajna z ciebie dziewczyna i napisze ci wprost,zobacz angażujesz sie w naukę,opieke,obsługę cudzych dzieci a one i tak kapują na ciebie...
i tak będzie bo choćbyś na rzęsach stawała to ona jest ich matka i one będą jej donosić ,im będą starsze tym bardzie,to ze łaszą sie do ciebie niczego nie zmienia
one uwazaja sie za pępek swiata i tak chcą byc postrzegane,wszyscy wlaza im w doope,ty sie czasem wyłamiesz to sie poskarżą mamusi  i mamusia dalej poskarży sie tatusiowi i moze Ty dostaniesz bure...i wtedy one będą szczesliwe

co do nauki dziewczyn,moze one są zwyczajnie tępe,nie wszyscy w tym kraju zdaja maturę i kończą studia ,ich mamusia tez chyba spektakularnych osiągnięć nie ma i jej jedynem życiowym sukcesem są te dwie młode

ja bym sie absolutnie nie angazowala w te dzieciary,zaraz urodzisz własne,olej trochę ten temat,wymiksowuj sie z tych obowiązków powolutku a skutecznie,trochę za bardzo sie wtopiłaś w to wszystko,uwazaj bo ona juz robi pierwsze kroki by sie ich pozbyc,to wygladalo identycznie u mnie,zebys ktoregos dnia nie obudzila sie mieszkając z nimi
przejelas nie swoje obowiązki wzg tych dzieci i jak exowa oraz tatus dzieci zobaczą ze mozna je na Ciebie przerzucić to chętnie z tego będą korzystać,wiem co mowie

pomysł pertraktacji z małolatami bym porzucila,to sprytne małolaty z tego co czytam zrobia z tego aferę ,ze je przesluchujes,ze to ,ze śmo...
odpuść trochę z zaangażowaniem w ten kołchoz i skup sie na swoim dziecku,swoim dobrostanie ,pamietaj ze za zaangazowanie w ten kołchoz nikt ci nie podziekuje,a im krócej mlode będą sie uczyly tym korzystniej dla ciebie

6 164

Odp: Być drugą i macochą

A ja Wam opowiem jaki szczyt bezczelności osiągnęła Exowa.
Sobotnia impreza imieninowa u rodziców M.
Zajechaliśmy, to były tam już córki M. Dziadkowie Je zabrali w sobotę rano od drugiej babci (ze strony Exowej). Dziewczyny oczywiście z plecakami szkolnymi , bo od piątku rano nie były jeszcze w domu . Mama M z pretensjami do M, że mógłby się zaangażować w lekcje dziewczyn, bo Oni próbowali z Nimi lekcje odrabiać, ale czegoś tam nie potrafili wytłumaczyć i jakieś zadanie jest nie zrobione. Pretensje oczywiście przy wszystkich gościach obecnych na obiedzie. Ostatecznie poszliśmy oboje do pokoju obok, otwieramy książki a tam..... z 10 stron nie odrobionych zadań. Pytam się młodej, czy tak dużo Im Pani zadaje? Ona na to , że nie. Prace domową już odrobiły, a tą są zaległości, które muszą nadrobić, bo nie chodziły do szkoły. Pytam się czemu nie chodziły, czy chorowały? A Ona na to:  nie chodziłyśmy, bo mama chciała sobie pospać i nie wstawała rano żeby nas zaprowadzić do szkoły
Exowa zawsze uwielbiała przerzucać swoje obowiązki na innych, ale żeby posyłać dzieci na imieniny dziadka z plecakiem pełnym nie odrobionych lekcji, przez JEJ ignorancję i lenistwo, to.... dla mnie szczyt Jej bezczelności. I oczywiście wpędziła dziadków w wyrzuty sumienia (nie zdążyli wszystkich lekcji zrobić bo przecież trzeba było te imieniny jakoś przygotować). M w tę gierkę nie dał się w ciągnąć. Co innego, gdyby dziewczyny były chore i z tego powodu opuściły lekcje , ale w tej sytuacji...... zrobił to samo co ja. Zamknął książki i powiedział, że to nie jest czas i miejsce na odrabianie zaległości czy tłumaczenie dzieciom czegokolwiek. Mają wrócić do matki i z Nią te lekcje odrobić. Mina teściowej....bezcenna.

6 165 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-12 10:55:10)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

A ja Wam opowiem jaki szczyt bezczelności osiągnęła Exowa.
Sobotnia impreza imieninowa u rodziców M.
Zajechaliśmy, to były tam już córki M. Dziadkowie Je zabrali w sobotę rano od drugiej babci (ze strony Exowej). Dziewczyny oczywiście z plecakami szkolnymi , bo od piątku rano nie były jeszcze w domu . Mama M z pretensjami do M, że mógłby się zaangażować w lekcje dziewczyn, bo Oni próbowali z Nimi lekcje odrabiać, ale czegoś tam nie potrafili wytłumaczyć i jakieś zadanie jest nie zrobione. Pretensje oczywiście przy wszystkich gościach obecnych na obiedzie. Ostatecznie poszliśmy oboje do pokoju obok, otwieramy książki a tam..... z 10 stron nie odrobionych zadań. Pytam się młodej, czy tak dużo Im Pani zadaje? Ona na to , że nie. Prace domową już odrobiły, a tą są zaległości, które muszą nadrobić, bo nie chodziły do szkoły. Pytam się czemu nie chodziły, czy chorowały? A Ona na to:  nie chodziłyśmy, bo mama chciała sobie pospać i nie wstawała rano żeby nas zaprowadzić do szkoły
Exowa zawsze uwielbiała przerzucać swoje obowiązki na innych, ale żeby posyłać dzieci na imieniny dziadka z plecakiem pełnym nie odrobionych lekcji, przez JEJ ignorancję i lenistwo, to.... dla mnie szczyt Jej bezczelności. I oczywiście wpędziła dziadków w wyrzuty sumienia (nie zdążyli wszystkich lekcji zrobić bo przecież trzeba było te imieniny jakoś przygotować). M w tę gierkę nie dał się w ciągnąć. Co innego, gdyby dziewczyny były chore i z tego powodu opuściły lekcje , ale w tej sytuacji...... zrobił to samo co ja. Zamknął książki i powiedział, że to nie jest czas i miejsce na odrabianie zaległości czy tłumaczenie dzieciom czegokolwiek. Mają wrócić do matki i z Nią te lekcje odrobić. Mina teściowej....bezcenna.

no wyobrażam sobie hehe
powiem ci ze te lekkcje mogly nie byc nadrobione z tego powodu ze exowa pomoc im nie umiala,matka mojej pasierbicy tez miala takie akcje
juz nie wspomne o tym ze absencja dzieci wynika z chęci wyspania sie szanownej mamusi ale patologia,jak u naszej exowej zupełnie

6 166

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

powiem ci ze te lekkcje mogly nie byc nadrobione z tego powodu ze exowa pomoc im nie umiala,matka mojej pasierbicy tez miala takie akcje
juz nie wspomne o tym ze absencja dzieci wynika z chęci wyspania sie szanownej mamusi ale patologia,jak u naszej exowej zupełnie

Lusi te lekcje to jest poziom I klasy szkoły podstawowej!!! Dodawanie w zakresie od 1 do 10. Dziewczyny same by to odrobiły, wystarczyło stworzyć Im do tego odpowiednie warunki. Nie są zupełnie tępe. Przejrzałam te książki. Piszą bardzo ładnie, starannie, nie mają problemu z liczeniem. Brak Im jest po prostu odpowiedzialnej matki.

6 167

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

powiem ci ze te lekkcje mogly nie byc nadrobione z tego powodu ze exowa pomoc im nie umiala,matka mojej pasierbicy tez miala takie akcje
juz nie wspomne o tym ze absencja dzieci wynika z chęci wyspania sie szanownej mamusi ale patologia,jak u naszej exowej zupełnie

Lusi te lekcje to jest poziom I klasy szkoły podstawowej!!! Dodawanie w zakresie od 1 do 10. Dziewczyny same by to odrobiły, wystarczyło stworzyć Im do tego odpowiednie warunki. Nie są zupełnie tępe. Przejrzałam te książki. Piszą bardzo ładnie, starannie, nie mają problemu z liczeniem. Brak Im jest po prostu odpowiedzialnej matki.

aaa to pierwszaki ,no cóż,kolejna matka roku Wam sie trafiła,
pozostaje tylko sie cieszyc,ze Ciebie to juz nie dotyczy,wyobrażasz sobie jakby co weekend bywaly u ciebie i uczestniczyłabyś w tym cyrku

6 168 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-12 11:36:52)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

aaa to pierwszaki ,no cóż,kolejna matka roku Wam sie trafiła,
pozostaje tylko sie cieszyc,ze Ciebie to juz nie dotyczy,wyobrażasz sobie jakby co weekend bywaly u ciebie i uczestniczyłabyś w tym cyrku

To samo powiedziałam M, jak wracaliśmy tego wieczora do domu. Powiedziałam , że żal mi jest tych Jego dzieci, ale widzę, że przez półtora roku nic się nie zmieniło. Exowa się nie zmieniła , bo dziewczyny bardzo! Bardzo i to na plus moim zdaniem. Exowa-pijawka przystała żerować na M i Jego wyrzutach sumienia , teraz żeruje na dziadkach z jednej i z drugiej strony. Powiedziałam też M, że do tego właśnie wracać nie chcę. Decyzja o tym , żeby na powrót zabierać dzieci na weekendy byłaby powrotem właśnie do tego starego tańca. Tydzień lub dwa matka miałaby w dupie to czy dzieci chodzą do szkoły czy nie, to czy odrabiają lekcje czy nie, a na weekend z ojcem spakowałaby Im cały plecak ze wszystkimi zaległościami, robiąc takie wyrzuty jak Exowa HH999, że ojciec się nie angażuje i że powinien z dziećmi nadrabiać zaległości. Tylko te zaległości, to jest tylko i wyłącznie JEJ wina i Jej leserstwo. Exowa HH999 wysyła dzieci na zajęcia dodatkowe żeby sobie naprodukować kosztów do rozprawy o alimenty i ma w dupie to, czy dzieci sobie radzą w szkole, czy nie. Nasza Exowa jest gorsza, bo nawet Jej się nie chce tych dzieci prowadzać do szkoły.
Ale na pewno nie dam się wmanewrować kolejny raz w JEJ obowiązki. Jeśli okaże się, że nie jest wydolna wychowawczo, to może w końcu weźmie się za Nią jakiś kurator.

6 169 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-12 12:10:14)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

aaa to pierwszaki ,no cóż,kolejna matka roku Wam sie trafiła,
pozostaje tylko sie cieszyc,ze Ciebie to juz nie dotyczy,wyobrażasz sobie jakby co weekend bywaly u ciebie i uczestniczyłabyś w tym cyrku

To samo powiedziałam M, jak wracaliśmy tego wieczora do domu. Powiedziałam , że żal mi jest tych Jego dzieci, ale widzę, że przez półtora roku nic się nie zmieniło. Exowa się nie zmieniła , bo dziewczyny bardzo! Bardzo i to na plus moim zdaniem. Exowa-pijawka przystała żerować na M i Jego wyrzutach sumienia , teraz żeruje na dziadkach z jednej i z drugiej strony. Powiedziałam też M, że do tego właśnie wracać nie chcę. Decyzja o tym , żeby na powrót zabierać dzieci na weekendy byłaby powrotem właśnie do tego starego tańca. Tydzień lub dwa matka miałaby w dupie to czy dzieci chodzą do szkoły czy nie, to czy odrabiają lekcje czy nie, a na weekend z ojcem spakowałaby Im cały plecak ze wszystkimi zaległościami, robiąc takie wyrzuty jak Exowa HH999, że ojciec się nie angażuje i że powinien z dziećmi nadrabiać zaległości. Tylko te zaległości, to jest tylko i wyłącznie JEJ wina i Jej leserstwo. Exowa HH999 wysyła dzieci na zajęcia dodatkowe żeby sobie naprodukować kosztów do rozprawy o alimenty i ma w dupie to, czy dzieci sobie radzą w szkole, czy nie. Nasza Exowa jest gorsza, bo nawet Jej się nie chce tych dzieci prowadzać do szkoły.
Ale na pewno nie dam się wmanewrować kolejny raz w JEJ obowiązki. Jeśli okaże się, że nie jest wydolna wychowawczo, to może w końcu weźmie się za Nią jakiś kurator.

no uprzedziłas mnie z tym kuratorem,no bo jak będą takie absencje sie powtarzac,dzieci nie będą uzupelniac zaleglosci ,podziela sie w szkole wiadomością ze nie było ich bo mama chciała sobie dłużej pospać i dojdzie to do kogo trzeba to ten ktoś moze z tego zrobić odpowiedni uzytek

6 170

Odp: Być drugą i macochą

Guzik Jej zrobią tak naprawdę. Exowa ma już kuratora i nadzór opieki społecznej - najwyraźniej nie robi to JESZCZE na Niej wrażenia. Wiesz co robi kurator? Uprzedza Ją o wizycie. Umawia się na spotkania z wyprzedzeniem. Anonsuje się wcześniej. Podobnie opieka społeczna (mają nad Nią nadzór, bo pobiera zasiłki- z tego co wiem, to różne). Nigdy nie mają Jej nic do zarzucenia. Dzieci zawsze czyste, w domu posprzątane - tylko to sprawdzają. Tylko, że oczywiście anonsują się przed wizytą!!! Jakoś dziwnym trafem do nas zawsze przyjeżdżały zapuszczone , bywało ze w zas...ej bieliźnie. Dlatego śmiem twierdzić , że albo pogrywa sobie z nami w ten sposób, albo staje na baczność przed każdą wizytą kuratora i tylko w tedy. Jak szkoła zacznie się interesować nieobecnościami dziewczynek, to Ona zawsze to wytłumaczy ...przeziębieniem lub bólem paluszka. Kontrola musiałaby się odbyć bez uprzedzenia i polegać na sprawdzeniu czy dzieci w czasie nieobecności faktycznie są chore. Tylko tak naprawdę .... kogo to obchodzi? Myślisz, że szkole chciałoby się tak punktować matkę? Moim zdaniem - nic z tą wiedzą nie zrobią. Taki mamy system.

6 171 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-12 12:13:25)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Guzik Jej zrobią tak naprawdę. Exowa ma już kuratora i nadzór opieki społecznej - najwyraźniej nie robi to JESZCZE na Niej wrażenia. Wiesz co robi kurator? Uprzedza Ją o wizycie. Umawia się na spotkania z wyprzedzeniem. Anonsuje się wcześniej. Podobnie opieka społeczna (mają nad Nią nadzór, bo pobiera zasiłki- z tego co wiem, to różne). Nigdy nie mają Jej nic do zarzucenia. Dzieci zawsze czyste, w domu posprzątane - tylko to sprawdzają. Tylko, że oczywiście anonsują się przed wizytą!!! Jakoś dziwnym trafem do nas zawsze przyjeżdżały zapuszczone , bywało ze w zas...ej bieliźnie. Dlatego śmiem twierdzić , że albo pogrywa sobie z nami w ten sposób, albo staje na baczność przed każdą wizytą kuratora i tylko w tedy. Jak szkoła zacznie się interesować nieobecnościami dziewczynek, to Ona zawsze to wytłumaczy ...przeziębieniem lub bólem paluszka. Kontrola musiałaby się odbyć bez uprzedzenia i polegać na sprawdzeniu czy dzieci w czasie nieobecności faktycznie są chore. Tylko tak naprawdę .... kogo to obchodzi? Myślisz, że szkole chciałoby się tak punktować matkę? Moim zdaniem - nic z tą wiedzą nie zrobią. Taki mamy system.

no ale nadzór kuratorski ma za coś?
bo opieka społeczna ją nawiedza bo od nich ciągnie a co zmalowała że nadzór?

6 172 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-01-12 12:32:22)

Odp: Być drugą i macochą

Stare dzieje, jeszcze z czasów małżeństwa z M. Miała kiedyś sprawę za sprawowanie opieki nad dziećmi w stanie po spożyciu alkoholu. Sąd na sprawie rozwodowej biorąc to pod uwagę zasądził miejsce pobytu u matki z takim warunkiem (między innymi) , że będzie pod stałym nadzorem kuratora. Ale już pisałam jak te wizyty wyglądają.
Po tej historii z tym , że mama chciała się wyspać, zaczęliśmy spekulować czy przypadkiem nie odsypiała na kacu. M kontrolnie zrobił wywiad ze starszym synem - co słychać w domu czy wszystko w porządku ale.....ten oczywiście twierdzi, że wszystko jest w porządku. Staram się tym nie interesować, bo szlag mnie od tego trafia

6 173 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-01-12 13:54:05)

Odp: Być drugą i macochą

No lepiej w to nie brnąć  ,patologia zawsze istniała i ja tam wychodze z założenia ze trzymam sie z daleka od takiego czegoś

ale,ale.....bo juz sie chyba zamotałam,u was byly problemy z pasierbicami,a skąd syn exowej,czyli co jeszcze chłopak tam był ?tzn syn ex x poprzedniego zwiazku?

6 174

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

No lepiej w to nie brnąć  ,patologia zawsze istniała i ja tam wychodze z założenia ze trzymam sie z daleka od takiego czegoś

ale,ale.....bo juz sie chyba zamotałam,u was byly problemy z pasierbicami,a skąd syn exowej,czyli co jeszcze chłopak tam był ?tzn syn ex x poprzedniego zwiazku?

U nas nie było problemu z pasierbicami! U nas jedynym problemem zawsze była Exowa. Dzieci nie są złe same w sobie, ale są sterowane, manipulowane i nastawiane negatywnie przez matkę.

Często opowiadam o pasierbicach, bo to One do nas przyjeżdżały i na tej płaszczyźnie zawsze Exowa bruździła. Jest jeszcze pasierb - ale On w momencie gdy poznaliśmy się z M miał już 16 lat. Czasem do nas przyjeżdżał, ale niezbyt chętnie i rzadko i nigdy go do tego nie zmuszaliśmy. Chętnie za to jeździł z nami na wypady typu kino czy narty. Od czasu mojego veto, kiedy przestałam współfinansować te wypady, moje kontakty z pasierbem ograniczyły się do 0. Więc i Jego tematu nie poruszam za często ;-)  Generalnie teraz to już pełnoletni chłopak, który jest bardzo lojalny względem matki. Jego kontakty z ojcem są sporadyczne i nasilają się wtedy, gdy młody potrzebuje kasy lub kiedy M potrzebuje zrobić wywiad czy krzywda dziewczynom się w domu nie dzieje.

6 175

Odp: Być drugą i macochą

A no to standard,młody pojawiał sie jak były rozrywki,,,ciocia,,sponsorował o to było good,sprawa sie urwała jak sie zbuntowałaś i ptzestalas placic za umilacze czasu

no młode maja skąd czerpać te negatywne wzorce,trudno żeby nie było problemów jak matka buntuje,nasza wychowana na wzór i podobieństwo mamusi przerosła ja w głupocie ,o czym miał sposobność przekonac sie mój maz podczas ich spotkania po raz n-ty
,przez kilka dni sukcesywnie dozował mi ,,opowiesci z krypty,,x tego spotkania,na koniec to mj nawet nerwy puściły....
nie powiem ze nie mam satysfakcji ze klapki mu z oczu opadają od jakiegoś czasu

Posty [ 6 111 do 6 175 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 93 94 95 96 97 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026