No więc, drogie "drugie i macochy" minął weekend. Weekend miły do ostatniej godziny pobytu jednej z pasierbic u nas. Ale ...... przekonuję się, że każda sytuacja kryzysowa z dzieckiem może być przekuta na coś pozytywnego dla obu stron i niech tak się dzieje. Mnie w sobotę nie było, byłam na chrzcinach, ale ... w sobotę było odrabianie lekcji, basen, zakupy, w niedzielę - wspólne śniadanie, kościół, fajne odwiedziny znajomego z dwójką dzieci-rówieśników.... wszystko w miarę harmonijnie i względnie bez stresów. W międzyczasie pojawił się zgrzyt, bo.... ojciec przyniósł córce poskładane pranie, po to żeby rozłożyła w sobie w garderobie i zostawił je na stole. Na to był krótki ryk i pyskówka, że mu "burdel robi w pokoju". Na szczęście szybko się ogarnęła i posprzątała (tj. porozkładała ciuchy do odpowiednich przegródek).
W niedzielę wieczorem jednak zaczął się szał. Najpierw okazało się, że w plecaku pasierbica miała już spakowany bez pytania komputer młodszej siostry "bo ta ją o to prosiła" - trochę zonk, bo ONE WIEDZĄ, że komputery i tablety co mają u taty, są do korzystania jak są u taty. No ale .... troszkę wcześniej zanim to się okazało, M dzwonił do młodszej córki, która leży chora i obiecał jej komputer, który zgodnie z umową miała zwrócić jak wróci do zdrowia. I dygreska - jakiś czas temu tata kupił w prezencie starszej córce smartfona. Prosił ją wielokrotnie, żeby smartfona nosiła w etui, oczywiście w etui było jej niewygodnie - jak łatwo przewidzieć, po kilku miesiącach szybka smartfona była stłuczona w drobny mak. Tata niezwłocznie obiecał, że naprawi, dziecko dostało normalny telefon... ale smarfton to dla dziecka 9 letniego przede wszystkim zabawka. Młoda wyprosiła u ojca, żeby pozwolił jej wziąć tableta do domu mamy, bo tam ma gry. M .... był taki zadowolony, bo ona była zadowolona, ale powiedziałam mu, że tworzy niebezpieczny casus. No i wczoraj, przy okazji tego, że okazało się, że dziewczynka spakowała bez pytania komputer siostry, M mówi do córki, że to są zabawki do korzystania u niego. Na co córka mówi "nie, to jest nasze". M trochę źle to rozegrał na początku .... powiedział, że może wziąć swojego tableta, ale w czwartek będzie musiała go odwieść. Tablet aktualnie stał się jej kluczową zabawką, ponieważ dziewczynka nie ma smartfona. Na co ta "nie to moje". M wrócił do salonu i powiedziałam mu, że właśnie przechlapuje sprawę - dziecko próbuje, kto postawi na swoim. M się trochę ogarnął, myślę że zrobiło mu się głupio przede mną i poszedł pogadać z córką - mówi - możesz mieć do czwartku tablet, ale w czwartek go odwieziesz do domu. Na co młoda mówi "nie przywiozę, bo to mój tablet", "w takim razie, w ogóle go nie zabierzesz stąd, proszę wyciągnąć z plecaka", "nie wyciągnę, to mój tablet", "proszę wyciągnąć i masz na to 2 minuty". Normalnie M łazi, sprawdza, coś komentuje i rozkręca się awantura. Powiedziałam mu, że ma siedzieć na tyłku w salonie i czekać chociażby miał czekać i 2 godziny ma się nie ruszać. To co się działo w korytarzu nadaje się do youtuba. Młoda ryczała, kopała, wyła, darła się "jesteś najgorszym ojcem na świecie". No cóż, o tyle jestem dumna z M, blady siedział na zadzie.... aż .... po 10 minutach młoda wyciagnęła tableta z plecaka i wyszła z domu. Pojechałam z M odwieść dziewczynkę do mamy, bo wiedziałam, że w przeciwnym razie może dojść do dalszej pyskówki w aucie. Młoda próbowała dalej - siedzi z tyłu i ryczy jak bawół, dosłownie wyje... Szczerze mówiąc, jestem opanowana i dla mnie mogłaby tak wyć jeszcze do zmęczenia materiału - ale nie było na to za bardzo czasu, a że nie lubię hałasu i mówię - "dość teatrzyku, już wiemy, że jesteś sfrustrowana, ale to i tak nic nie zmieni i tata decyzji nie zmieni, więc dalsze ryki sensu nie mają". I ona zamilkła z sekundy na sekundę. Coś tam zaczęła jeszcze bleblać, że tata ją okłamał, ale ukróciłam to kilkoma spokojnymi zdaniami, że to oczywiste, że zmienił decyzję, ale to ona do tego doprowadziła swoim niegodziwym zachowaniem i żadne to kłamstwo nie jest, tylko zmiana decyzji. A poza tym co to za impertynencja mówić do ojca, że jest kłamcą i niech sobie na to nie pozwala. W samochodzie zapadła cisza, słychać było jak młoda z tyłu się zanosi od szlochów ale nic .... powiem Wam - nie wiem jakie to będzie miało konsekwencje, ale z mojego punktu widzenia to nawet było zabawne ... myślę że młoda pierwszy raz została poskromiona i chyba miała szok.... wyszła obrażona na cały świat. Mi się chciało śmiać - chyba okrutną macochą jestem, ale powiem Wam, że naprawdę byłam zadowolona, że M postawił na swoim.
W trakcie awantury jeszcze w domu, kiedy widziałam że M jest w popierdusze, mówiłam mu, że ma siedzieć, przestać gadać i czekać. To on jako rodzic ma być panem sytuacji, a nie dzieciar... Jak ma ochotę - niech wyje, przecież nie drze się, bo jej się krzywda dzieje, tylko daje upust frustracji. Pamiętam moją matkę jak mój pięcioletni brat się rzucił na ziemię w sklepie, bo mu czegoś nie kupiła. Darł się i darł, wierzgał, na szczęście w miejscowości gdzie mieszkaliśmy, wszyscy wszystkich znali i panie ekspedientki politycznie udawały że nie widzą. Po krótkiej chwili mój brat łypie okiem na co matka "skończyłeś już, to wstawaj, koniec przedstawienia wracamy do domu i w domu pogadamy". Wstał .... karę dostał w domu
chlipał całą drogę, ale podobnej akcji już nie było.
M miał wyrzuty sumienia - ja żadne. Mówię mu, jak nasze dziecko będzie tak fikało, to zrobię dokładnie to samo co wobec Twojej córki. Nie jestem kumpelką dziewczynek, ani nie będę kumpelką Jasia, tylko jestem dorosłym który ustala reguły i nie odpuści ani na centrymetr przed rykami. Chyba, że dziecko nauczy się ze mną rozmawiać jak dorosła i będzie przedstawiała swoje argumenty w odpowiedni sposób - wtedy może mnie przekona do zmiany decyzji. No nic - widzę że M ma doła. Po zajściu, M chciał się wykąpać w wannie- zawsze tak odreagowuje stres. Słyszeliśmy, że przyszedł sms - myślałam, że to żona oburzona niegodziwością M, ale nie ... Eks cisza.... Jestem bardzo ciekawa, czy młoda poskarżyla się mamie. Stawiam, że nie, bo podejrzewam, że eks by to stosownie skomentowała, ale może się mylę.
Mam nadzieję, że młoda przemyśli i spuchnie. Powiem Wam, że weekend z punktu widzenia dziecka był super - rozrywki, ojciec odrabiający lekcję, pierożki i kiełbaski ze sklepu ekologicznego, picie jakie chciała .... a tu zonk - jednak nie wszystko dzieje się jak chce. Boję się jednak, zebym nie popełniła jakiegoś ważnego błędu....