netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 217 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 92 93 94 95 96 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 046 do 6 110 z 8 269 ]

6 046 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-11 14:11:05)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Lusil,
taaa naiwne patrzenie na świat. Może gdybym wiedziała to co teraz wiem to popatrzyłabym na to wszystko i odpuściła. Bo twój prywatny syf jest twoim syfem i nad nim da się zapanować. A cudzy syf nawet mniejszy ale cudzy, nie mamy nad nim żadnego wpływu. Zobaczymy jak  to się potoczy. Jedno jest pewne taki sytuacje życiowe kształtują charakter. Czlowiek, żeby nie dać się wykorzystywać. Musi zdac sobie sprawę ze swoich potrzeb, nawet jeśli sa egoistyczne. Zaakceptować siebie i zacząć je realizować. Walczyć o wszystko bo inaczej zostaniesz w skarpetkach. Mieć na uwadze tylko swoje dobro i swojej rodziny... Bo inaczej zepchną Cię na drugi tor. Skoro sobie radzisz, i nie narzekasz to nadal radź sobie sama. Najgorzej to zacząć mu współczuć i odmawiać sobie, żeby jemu pomóc.

Ostatnie zdanie jest najistotniejsze
,nie mozna zepchnąć siebie i swoich potrzeb na kolejna pozycje,absolutnie nie można

musze uczulic na jedno,to nie dzieje sie z dnia na dzień,to postepuje powoli,powoli nasze własne potrzeby zastępowane są potrzebami faceta,nasze spychane są na dalszy plan,czasem to jest trudno zauważalne,robimy to z pobudek o których wcześniej pisałam wiec juz nie będę sie powtarzac...

6 047 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2015-11-13 08:36:53)

Odp: Być drugą i macochą

Kitkaat

możliwa frustracja eks to jeden z argumentów, który cieszy M. Do tej pory było tak, że przy okazji różnych imprez szkolnych, uroczystości córek, to eks po nim jeździła jak chciała. Trochę to było dla mnie niezrozumiałe, bo jeżeli kobieta decyduje się rozstać z facetem, wywala go z domu, chce go wyeliminować z życia swojego i córek, to ja bym się w takim układzie trzymała od gościa jak najdalej, a nie chodziła go prowokować gadkami w stylu "wszystko zmarnowałeś, a mogliśmy wszystko mieć". To zresztą są pierdy tak naprawdę, najgorsze jest to, ze wspólnie z teściową nastawiają córki przeciwko ojcu, albo są mego złośliwe. Wczoraj mieliśmy godzinną rundę poza miasto bo M jechał do koleżanki po mundurek harcerski (mają w szkole jakiś spektakl i starsza pasierbica ma grać harcerkę). Przywieźliśmy młodej pełen harcerski rynsztunek, potem M dzwoni do córki i pyta czy rozmiar dobry itd.. Okazało się, że dziewczynka nie radziła sobie z różnymi akcesoriami typu sznury. M mówi jej - córeczko, to wrzuć na gogle hasło "ubiór harcerki" i tam znajdziesz instrukcję jak poprawnie się ubrać. Dziewczynka idzie do matki i mówi "tata mówi, żeby sprawdzić w internecie w googlu jak się ubrać" na co matka odpowiada "twój ojciec tak mówi, on w ogóle wie co to jest google". Powiem Wam, że te drobne złośliwości, zamiast olać, to M się od razu wnerwia i widzę, że ma zły humor. No cóż - szanowałaby chociaż że płaci jej alimenty ...
Alimenty to kolejna porażka. Eks wyliczyła koszty utrzymania 2 dziewczynek (powiedzmy sobie szczerze, księżniczki to nie są tylko normalne dzieci) na ponad 7tys PLN. Zarabiam dobrze i wychodzi na to, że mnie nie stać by było na dwójkę dzieci smile Obliczenia były absurdalne - oczywiście istotną część kosztów stanowiły zajęcia dodatkowe - około tys zł od każdej dziewczynki. M do tej pory miał szczęście i trafiał na rozsądnych sędziów, ale też zawdzięcza dużo swojej eks, która swoim zachowaniem wkurza sędziów. Eks mieszka z córkami w domu ponad 200 m2, jeszcze zrobionego w dość starej technologii i nieekonomicznego. Oczywiście koszty utrzymania są spore i eks chciała żeby M pokrywał 2/3 kosztów domu - pomijam już brak uczciwości, bo pomieszkuje tam jej aktualny partner w związku z tym mieszkają cztery osoby, a nie 3. Sędzia już trochę podirytowany jej akcjami, mówi jej, że ojciec nie ma obowiązku utrzymywać całego domu, tylko partycypuje w tych pomieszczeniach z których korzystają dzieci. W ogole .... to jest żenujące np. w kalkulacji uwzględnianie wydatków 300 zł miesięcznie na utrzymanie psa. Psa, który był psem M, którego mu złośliwie nie chciała oddać po rozstaniu twierdząc, że dziewczynki (pół roku i 2,5 roku) są do niego przywiązane. I co .... w piśmie o alimenty pisałam pół strony opisując, że pies (formalnie zakupiony przez M) był istotnie własnością ojca, który chciał go zabrać po rozstaniu, żona się nie zgodziła, a ponieważ to jej decyzja, to koszty psa nie powinny być dzielone na 2 dzieci jedynie, ale na 3 osoby - również na matkę, w związku z tym do kosztów utrzymania dziewczynek należy dopisać jedynie 2/3 kosztów utrzymania psa. Mówię Wam.... co za matriks pisać takie pierdoły, ale eks twierdziła, ze jest poszkodowana bo musi utrzymywać "psa byłego męża", który został w domu. Inna kwestia, że opadają ręce to koszt materiałów biurowych dla dzieci, który wykalkulowała ... po 200 zł na KAŻDĄ córkę MIESIĘCZNIE. Czyli razem rzekomo wydaje 400 zł na pomoce szkolne miesięcznie. Prawda jest taka, że plecak na kółkach kupił starszej córce tata, podobnie jak piórniki i na bieżąco im dokupuje kredki i długopisy bo mają takie ogryzki, że szkoda gadać.
A wczoraj... M kupił kilka tygodni temu nowe kozaki córkom - "kozaki do korzystania u taty" ... dlaczego ... w niedzielę jak dziewczynki szły z nim do kościoła, to miały często nieodpowiednie obuwie (przyjeżdżały na weekend do taty w trampkach). No i wczoraj pasierbica mówi do M "tatusiu zabiorę sobie kozaki do domu, bo mama nie ma czasu iść z nami do sklepu kupić". M trafił szlag.... ja bym spuchła i dała dziecku, M twardo powiedział córce, że mama ma obowiązek kupić jej buty na zimę i nie ma potrzeby, żeby zabierała te buty. Potem mówi, że w kalkulacji alimentów każda dziewczynka ma 200 zł na ubrania, to chyba on za coś płaci - niech zatem matka kupuje co trzeba. No trudno mu nie przyznać racji, ale i dzieciaka szkoda.

I tak codziennie mija dzień za dniem, bez eks, ale z jej stałym towarzyszeniem "w tle". Ja nie mam absolutnie żadnych kompleksów wobec eks - jestem za stara, żeby zastanawiać się "która jest ładniejsza", mam dobrą pracę, nieźle zarabiam, jej córki mnie lubią i akceptują, mamy dziecko w drodze. Ja tam jestem zadowolona ze swojego życia i generalnie ona mi obleci. Dlatego pewnie też, gdybym ją spotkała, mam nadzieję, że sytuacja by po mnie spłynęła. M każde spotkanie z byłą przypłaca złym humorem.....
Ja mam szczerze mówiąc trochę luz i po mnie to spływa, ale dla M to sprawa wzbudzająca mega emocje.

6 048

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Do tej pory było tak, że przy okazji różnych imprez szkolnych, uroczystości córek, to eks po nim jeździła jak chciała. Trochę to było dla mnie niezrozumiałe, bo jeżeli kobieta decyduje się rozstać z facetem, wywala go z domu, chce go wyeliminować z życia swojego i córek, to ja bym się w takim układzie trzymała od gościa jak najdalej, a nie chodziła go prowokować gadkami w stylu "wszystko zmarnowałeś, a mogliśmy wszystko mieć".

wspólnie z teściową nastawiają córki przeciwko ojcu, albo są mego złośliwe.

Powiem Wam, że te drobne złośliwości, zamiast olać, to M się od razu wnerwia i widzę, że ma zły humor.

Eks wyliczyła koszty utrzymania 2 dziewczynek (powiedzmy sobie szczerze, księżniczki to nie są tylko normalne dzieci) na ponad 7tys PLN.

eks chciała żeby M pokrywał 2/3 kosztów domu - pomijam już brak uczciwości, bo pomieszkuje tam jej aktualny partner w związku z tym mieszkają cztery osoby, a nie 3.

Wogole .... to jest żenujące np. w kalkulacji uwzględnianie wydatków 300 zł miesięcznie na utrzymanie psa.

Koszt materiałów biurowych dla dzieci, który wykalkulowała ... po 200 zł na KAŻDĄ córkę MIESIĘCZNIE. Czyli razem rzekomo wydaje 400 zł na pomoce szkolne miesięcznie.
M kupił kilka tygodni temu nowe kozaki córkom - "kozaki do korzystania u taty" ... dlaczego ... w niedzielę jak dziewczynki szły z nim do kościoła, to miały często nieodpowiednie obuwie (przyjeżdżały na weekend do taty w trampkach). No i wczoraj pasierbica mówi do M "tatusiu zabiorę sobie kozaki do domu, bo mama nie ma czasu iść z nami do sklepu kupić". M trafił szlag.... ja bym spuchła i dała dziecku, M twardo powiedział córce, że mama ma obowiązek kupić jej buty na zimę i nie ma potrzeby, żeby zabierała te buty. Potem mówi, że w kalkulacji alimentów każda dziewczynka ma 200 zł na ubrania, to chyba on za coś płaci - niech zatem matka kupuje co trzeba. No trudno mu nie przyznać racji, ale i dzieciaka szkoda.

I tak codziennie mija dzień za dniem, bez eks, ale z jej stałym towarzyszeniem "w tle".

Ja mam szczerze mówiąc trochę luz i po mnie to spływa, ale dla M to sprawa wzbudzająca mega emocje.

Czytając przeżyłam deja vu. Kolejna pijawka żerująca jak pasożyt.

Szacunek dla Twojego faceta, że się nie poddaje presji i pijawce nie odpuszcza. Te kozaki odbekną Mu się jeszcze czkawką, bo Exowa wykorzysta to przeciwko ojcu w rozmowach z córkami, ale przynajmniej facet nie straci szacunku do siebie, ani Ty do Niego.
Serducho mięknie, ale..... pomyśl jaki malutki w Twoich oczach byłby ten facet, gdyby poddawał się takim perfidnym manipulacjom. A Pani Była jak zobaczy , że jej gierki nie działają, po jakimś czasie odpuści. Zobaczysz. Trzymam za Was kciuki.

6 049

Odp: Być drugą i macochą

kjim
U nas to trwa już ponad 6 lat i raczej się nie skończy. Myślę, że Ex sama już nie wie o co jej chodzi:-p Ale dopóki sobie życia nie ułoży będzie zatruwać życie innym. Mam w rodzinie sytuacje, gdzie ojciec dzieci przez 30lat zatruwał życie matce. trwało to "tylko" 30 lat bo zmarł w dość młodym wieku. Jeżeli komuś po 2-3 latach nie przechodzi a sytuacja się nie normuje. To raczej już tak będzie do końca. Niestety, wiele rozwodników żyje w ciągłych wojnach.

hh999
Co do kozaków to stałą praktyka, nie wyposażanie dziecka w odpowiednie rzeczy, lub ich brak. Takie robienie po złości, tylko komu tak naprawdę na złość się robi? bo cierpi dziecko.. One wszystkie zasłaniają się dobrem dziecka a potem to "dobro" mają w d... Wielkie oddane dzieciom matki polki:-p

6 050

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie smile Mam do Was pytanie. Spodziewamy sie z partnerem dziecka. Jak powiedzieć o tym fakcie jego 6 letniej córce ? Próbował cos przebakiwac małej o rodzeństwie, ale raczej nie była zainteresowana. Proszę o wszelkie sugestie smile

6 051

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Witajcie smile Mam do Was pytanie. Spodziewamy sie z partnerem dziecka. Jak powiedzieć o tym fakcie jego 6 letniej córce ? Próbował cos przebakiwac małej o rodzeństwie, ale raczej nie była zainteresowana. Proszę o wszelkie sugestie smile

nic nie mów,w miarę jak będzie rósl ci brzuszek dzieciak sam zapyta...
im później sie dowie tym lepiej dla ciebie,mam na uwadze ex twojego męża i to co o niej pisałaś,im później sie ona dowie tym spokojniejsza będziesz miała ciaze

6 052

Odp: Być drugą i macochą

dafne123
ja jestem w takiej sytuacji - mój partner ma 2 córki 9 i 7 lat, brzuszek już widać konkretnie, termin na kwiecień. Zwlekamy z informacją dla dziewczynek tak długo jak to możliwe z dwóch względów: 1. nigdy nie wiadomo jak to z ciążą będzie i ostatnia rzecz, którą chcę to tłumaczyć im, że dzidziusia nie będzie. 2. trudna do przewidzenia reakcja eks. Męczyło mnie jak powiedzieć pasierbicą, ale teraz mam na to zlew.... życie to życie, nie ma co się roztkliwiać, jak przyjdzie "pora", żeby im powiedzieć, to postaram się to zrobić tak, żeby wywołać w nich jak najmniejszy stres. Niemniej .... muszą mieć świadomość, że nie mają na to wpływu i my (tj, ich tata i ja) będziemy się starali, żeby miały taty jak najwięcej i żeby nic im się nie pogorszyło. Natomiast też dużo zależy od nich samych. Boję się reakcji młodszej córki, która jest przyzwyczajona, że jest pępkiem świata i dużo jej uchodzi na sucho... ale przecież życie nie zawsze będzie ją głaskało po główce....

6 053

Odp: Być drugą i macochą

Czy któraś z Was ma doświadczenie jaki wpływ na alimenty może mieć fakt, że ojciec założył nową rodzinę? Chodzi o to, że od pewnego czasu pomieszkuję z partnerem, ale formalnie nie jesteśmy w związku małżeńskim, jestem też w ciąży. Ja mam swoje mieszkanie i je utrzymuję, on swój dom. Sąd analizuje wysokość obciążeń finansowych miesięcznych zarówno matki i ojca i na tej podstawie ustala zakres partycypowania w utrzymaniu dzieci - w tym przypadku, alimentów. Z jednej strony mieszkamy razem, przy czym ja utrzymuję swoje mieszkanie a on swój dom (tak wyszło - mam mieszkanie, co mam z nim zrobić). Nie dokładam ani złotówki do mieszkania, ale .... kupuję regularnie jedzenie dla nas i dla pasierbic i tak jakoś się tak utrwaliło. Niedługo pojawi się dziecko, więc nominalnie też nowe wydatki. 
Zastanawiam się, czy sąd może uznać, że prowadzimy wspólne gospodarstwo domowe i łączyć nasze dochody. Nie jesteśmy małżeństwem, ale faktycznie mieszkamy razem.

Dzisiaj jedna z dziewczynek nas odwiedza z cotygodniową wizytą. Druga jest niestety chora. Kilka tygodni temu M i eks mieli sms-ową pyskówkę dotyczącą ubierania dziewczynek, gdzie eks miała pretensję, że przez M dzieci są chore, bo starsza córka przeszła 20 m z samochodu do domu bez czapki.... Jest listopad i dzieci chodzą w szmacianych tenisówkach (mrozu nie ma, ale już nie pora na tenisówki) i jestem ciekawa w jakich bucikach przyjdzie dziś pasierbica. Mówię to tylko Wam, bo M nie będę szczuć przeciwko żonie tym bardziej, że dzisiaj już doszło do małego ścięcia między M a eks. M coraz więcej codziennych spraw załatwia z córkami - prosi je, żeby zapytały mamy np czy może je zabrać wcześniej (akurat był w tej części miasta, gdzie mieszkają dzieci). Eks to się nie spodobało (że prosi córkę o pośrednictwo), czemu dała wyraz w sms. M nie chce z nią się kontaktować poza sytuacjami, kiedy jest to rzeczywiście niezbędne.

6 054 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-17 17:52:40)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Czy któraś z Was ma doświadczenie jaki wpływ na alimenty może mieć fakt, że ojciec założył nową rodzinę? Chodzi o to, że od pewnego czasu pomieszkuję z partnerem, ale formalnie nie jesteśmy w związku małżeńskim, jestem też w ciąży. Ja mam swoje mieszkanie i je utrzymuję, on swój dom. Sąd analizuje wysokość obciążeń finansowych miesięcznych zarówno matki i ojca i na tej podstawie ustala zakres partycypowania w utrzymaniu dzieci - w tym przypadku, alimentów. Z jednej strony mieszkamy razem, przy czym ja utrzymuję swoje mieszkanie a on swój dom (tak wyszło - mam mieszkanie, co mam z nim zrobić). Nie dokładam ani złotówki do mieszkania, ale .... kupuję regularnie jedzenie dla nas i dla pasierbic i tak jakoś się tak utrwaliło. Niedługo pojawi się dziecko, więc nominalnie też nowe wydatki. 
Zastanawiam się, czy sąd może uznać, że prowadzimy wspólne gospodarstwo domowe i łączyć nasze dochody. Nie jesteśmy małżeństwem, ale faktycznie mieszkamy razem.

Dzisiaj jedna z dziewczynek nas odwiedza z cotygodniową wizytą. Druga jest niestety chora. Kilka tygodni temu M i eks mieli sms-ową pyskówkę dotyczącą ubierania dziewczynek, gdzie eks miała pretensję, że przez M dzieci są chore, bo starsza córka przeszła 20 m z samochodu do domu bez czapki.... Jest listopad i dzieci chodzą w szmacianych tenisówkach (mrozu nie ma, ale już nie pora na tenisówki) i jestem ciekawa w jakich bucikach przyjdzie dziś pasierbica. Mówię to tylko Wam, bo M nie będę szczuć przeciwko żonie tym bardziej, że dzisiaj już doszło do małego ścięcia między M a eks. M coraz więcej codziennych spraw załatwia z córkami - prosi je, żeby zapytały mamy np czy może je zabrać wcześniej (akurat był w tej części miasta, gdzie mieszkają dzieci). Eks to się nie spodobało (że prosi córkę o pośrednictwo), czemu dała wyraz w sms. M nie chce z nią się kontaktować poza sytuacjami, kiedy jest to rzeczywiście niezbędne.

nie rozumiem ,nie jest ci wszystko jedno w jakich one butach chodzą??
bo mi to nie przeszkadzało ze matka pasierbicy stale uprawiała dziadowizne,nie wiesz ze kto sie wróblem urodził kanarkiem nie zdechnie?

jak dla mnie to pasierbica mogla chodzic cała zime w trampkach skoro jej mamusi bylo ok mnie trzy razy bardziej

co do alimentów,o co konkretnie chodzi?
pytaj ,zęby na tym zjadłam...
chodzi ci o ew podwyżkę,czy chcecie obniżyć alimenty ze wzg na ciaze(odradzam w tym momencie) czy moze wtedy gdy urodzisz,czy w kontekście czego pytasz?

6 055

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Lusilju

nie chodzi nam o obniżkę alimentów. Chodzi o to, czy argument że sytuacja finansowa M się poprawiła (np dlatego, ze dzielimy niektóre koszty gospodarstwa domowego), nie może być wykorzystane jako argument na podwyższenie alimentów przez eks żonę. Zarabiam naprawdę nieźle i teoretycznie winnam partycypować w kosztach utrzymania domu (a tego de facto nie robię, bo mam własne kredyty do spłacania i mogłabym się uprzeć żebyśmy mieszkali u mnie. Za to praktycznie to ja kupuję teraz jedzenie i tak nam odpowiada). W trakcie spraw o alimenty M i jego eks robią listy swoich wydatków miesięcznych - eks na dzieci, na prowadzenie domu i na siebie, wskazuje też ile zarabia, M robi "resume" swoich kosztów życia oraz informuje ile zarabia - na tej podstawie sąd decyduje o wysokości alimentów, które M płaci.

Ja lubię pasierbice póki co, choć jak wspominałam, często mnie męczą. Głównie ze względu na różnice w podejściu do dzieci, ponieważ ja jestem "bardzo starej daty" i raczej pochodzę z domu, gdzie dzieci nie fikały i "znały swoje miejsce w szeregu". Dlatego niektóre zachowania dziewczynek podnoszą mi ciśnienie, ale dość asertywnie staram się je sprowadzać do odpowiedniej relacji tj. "lubię was i dbam o was, ale nie jestem waszą kumpelką i na głowę sobie nie pozwolę włazić". Dlatego też w gruncie rzeczy mi zależy, żeby miały dobrze, ciepło, były dobrze ubrane. Kupuję im często jakieś drobiazgi - leginsy, smaczny tran, kosmetyki, kolorowanki itd. Obserwuję relacje M-eks-dzieci trochę z boku, czasami coś skomentuję wobec M, ale... wolę tego nie robić, bo najdrobniejsze problemy eskalują do niebotycznych rozmiarów...

Dzisiaj był niedobry dzień. M i eks rozpoczęli korespondencję sms-ową. Strasznie złośliwą po obu stronach.... M nie pozostawał niestety dłużny... Ja mam inną naturę, jestem bardziej powściągliwa, i nie obchodzą mnie pyskówki, za bardzo cenię sobie święty spokój. Moja praca, to czasami trochę "odwracanie kota ogonem" dlatego nieźle mi idzie ripostowanie. Uważam, że bardziej nad pyskówkę, warto zachować zimną głowę, dystans, wypunktowywać i kontrargumentować, a w ogóle - choć to wrednie brzmi to uważam, że honorowe i godne zachowanie bardziej boli na niektóre kreatury niż schodzenie do pewnego poziomu. Eks w sms ach sobie regularnie zaprzecza (mam wrażenie, że nie jest zbyt inteligentna) - nie chce, żeby spędził dodatkowy czas z córką (a przecież w dni jak dziś to 75% czasu to odrabianie lekcji, więc cholera jakby nie patrzeć ma korepetytora-ojca gratis), a potem wyśmiewa go, że się "pozornie i rzekomo" interesuje dziećmi, a tak naprawdę w ogóle je nie wychowuje. M się wkurzył, potem nie miał cierpliwości wobec córki przy nauce, ona tradycyjnie się stawiała... awantura i cyrk na kółkach... w odniesieniu do dzieci, to jest drażniąca totalna słabość ojca, który ewentualnie jak będzie wymagający w kwestii matematyki to zostanie zaszantażowany "to więcej nie będę przyjeżdżała" i matce w to mi graj.

6 056

Odp: Być drugą i macochą

Ja jestem macochą. Sytuacja jest o tyle inna, że oboje mamy dzieci z poprzednich związków, w podobnym wieku. I to mi bardzo ułatwia sprawę, bo kiedy nie jestem pewna, jak się zachować, zastanawiam się, jak bym się zachowała w stosunku do mojego dziecka.
Owszem, nie wszystkie zachowania mamy syna mi się podobają, zdarzyło mi się naprawdę zdenerwować (nie użyję innego słowa, bo niecenzuralne), kiedy rzeczywiście ewidentnie zadziałała na szkodę, żeby zrobić nam na złość.
Ale nie mam pretensji o to, że ojciec kupi synowi buty, w których będzie chodził także będąc u matki. Przecież do nas przyjeżdża też w coś ubrany i to są rzeczy z różnych źródeł, niektóre kupiła mu matka, inne ojciec czy babcia.
Nie przeczytałam całej dyskusji, nie dałam rady

6 057 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2015-11-18 03:11:26)

Odp: Być drugą i macochą

Anet
z butami chodzi o coś zupełnie innego i oględnie mówiąc, buty to pikuś. Mój partner jest po długim i b bolesnym rozwodzie z żoną, ma zasądzone w mojej ocenie "uczciwe" alimenty (znacznie powyżej średniej alimentów, ale też ma dochody wyższe niż średnia), których część jest też poświęcona na zakup ubrań. Dziewczynki mają dwa komplety ubrań u mamy i taty, dlatego że standardem było przywożenie dzieci w nieodpowiednich ubraniach - pod każdym względem - ciepła, stosowności do pewnych okazji (np na imprezę urodzinową do dziadków). Dlatego M kupuje dzieciom drugi komplet ubrań - owszem, nielogiczne .... córki przyjeżdżają do taty, rozbierają się z ciuchów od mamy (same), przebierają się w ciuchy taty, które wymieniają przed wyjazdem do mamy. Paranoja... zgadam się. Ale nieodpowiednie ubieranie było taktyką stosowaną przez jakiś czas przez matkę, żeby "zmusić" M do kupowania ubrań, które to zabierały dziewczynki do domu i żona była "do przodu". Przykład.... wczoraj .... w czasie pyskówki między eks a M padały między innymi takie kwestie - że matka nieodpowiednio ubiera dziewczynki, bo jest listopad a one chodzą w tenisówkach, na co matka, że dziewczynki lubią chodzić w tenisówkach (wierz mi, to są dwie modnisie, które jak mają wybór u ojca to nie widziałam je w tenisówkach, natomiast starsza przymierza moje buty i marzy o butach na obcasie) i matka też napisała, że przecież dziewczynki .... mają kozaki i kurtki u taty w domu. Jak mi pokazał sms, to trochę zdębiałam - istotnie, mają ładne kozaki i kurtki zimowe, płaszczyki itd u taty w domu, które kupił im tato, po to między innymi, żeby nie musiały popylać w tenisówkachi i softshellu do kościoła w niedzielę w listopadzie.
Zgadzam się, że idealnie byłoby, gdyby  dzieci miały jeden komplet ciuchów, współpracujących rodziców itd., ale w sytuacji mojego M i jego byłej żony tak nie jest.  W sytuacji M i jego eks, M ma być sponsorem, który nie ma nic do gadania w kwestii wychowania i edukacji dzieci (to eks decyduje), stałe sytuacje to informowanie o imprezach dzieci w przeddzień, tak zeby nie mógł być obecny na uroczystościach szkolnych, o stanie zdrowia, nastawianie dzieci przeciw ojcu. Jakkolwiek staram się być obiektywna, na ile to możliwe, widzę urażoną kobietę, która zostawiła faceta, a teraz jeszcze dodatkowo uprawia akcje odwetowe, bo nie osiągnęła przy rozwodzie tego co chciała. Zwieńczenie wielu kwestii.... kiedy M tłumaczy córce, że mama i tata dzielą pewne obowiązki i on daje mamie pieniądze, za które mama płaci za ich utrzymanie, w tym np za ubrania dla nich i powinna kupić im kozaki na zimę (córka chciała dostać kozaki "od taty" do domu, bo "mama nie ma czasu iść z nią na zakupy"), starsza córka kiwa głową, że "to nieprawda, tata pieniędzy mamie nie daje, tata mamie pieniądze wpłaca na konto". Kiedy M tłumaczy, że właśnie w ten sposób daje mamie pieniądze dla nich, to dziewczynka wręcz krzyczy "ale ty nie dajesz mamie pieniędzy"... także to jest znacznie bardziej porypany problem....
Eks jest wściekła na M, bo po rozstaniu jakoś funkcjonuje. Wyobrażasz sobie, że eks dzwoniła do szefa M i próbowała przez telefon uświadamiać przełożonemu M "z jaką kanalią ma do czynienia", na co ten odpowiedział jej, że prywatne życie pracowników go nie interesuje... Jak można podcinać gałąź na której się siedzi (alimenty), tylko po co, żeby zgnoić byłego męża.
I tak to wygląda mniej więcej. Wolałabym być żyć bez tego, ale mam eks w pakiecie, tak jak pasierbice, które póki co lubię z wzajemnością. I na razie kwestie butów itd to dla mnie wątki oboczne, które drażnią mnie, ale które nie mają większego znaczenia.

to co mnie aktualnie martwi to to, że M i eks są w trakcie sprawy o alimenty, o dziecku w drodze nie mówimy w trakcie postępowania, po to żeby nie drażnić eks i mieć spokoj (niech żyje w nieświadomości i nadal pisze M o wygodnym kawalerskim życiu bez obowiązków, ktore prowadzi według byłej żony). Tylko że ja faktycznie mieszkam z M i zastanawiam się, czy to nie może być traktowane jako poprawa jego dochodów. Bo formalnie powinniśmy dzielić koszty funkcjonowania domu, ale tak się nie dzieje - nie partycypuję w kosztach utrzymania domu, tylko kupuję jedzenie. Chodzi mi o to, czy sąd nie uzna, że sytuacja materialna M w związku z nieoficjalnym związkiem ze mną polepszyła się, co będzie argumentem za podwyższeniem alimentów.

Czego ja się uczę? Moje obowiązki i obowiązki M wobec córek to nie to samo. Mogę mu pomagać, na tyle na ile chcę, mogę, na tyle na ile M mnie uczciwie i grzecznie prosi o pomoc. Czekam na nasze dziecko i będę przede wszystkim jego mamą, a dopiero w drugim rzędzie "dobrą i ofiarną macochą". Nie zamierzam zastępować im mamy, wyręczać M w jego obowiązkach w stopniu większym, niż to konieczne i "mi się opłaca". Nie jestem mesjaszem, nie zbawię świata i nie uleczę relacji M-eks. To co mogę dodać do tych relacji, to dystans, niedorzucanie do pieca, odrobinę więcej obiektywizmu... Mam już prawie 40 lat i cierpię na brak siły na pewne jałowe przedsięwzięcia....

6 058

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Anet
z butami chodzi o coś zupełnie innego i oględnie mówiąc, buty to pikuś. Mój partner jest po długim i b bolesnym rozwodzie z żoną, ma zasądzone w mojej ocenie "uczciwe" alimenty (znacznie powyżej średniej alimentów, ale też ma dochody wyższe niż średnia), których część jest też poświęcona na zakup ubrań. Dziewczynki mają dwa komplety ubrań u mamy i taty, dlatego że standardem było przywożenie dzieci w nieodpowiednich ubraniach - pod każdym względem - ciepła, stosowności do pewnych okazji (np na imprezę urodzinową do dziadków). Dlatego M kupuje dzieciom drugi komplet ubrań - owszem, nielogiczne .... córki przyjeżdżają do taty, rozbierają się z ciuchów od mamy (same), przebierają się w ciuchy taty, które wymieniają przed wyjazdem do mamy. Paranoja... zgadam się. Ale nieodpowiednie ubieranie było taktyką stosowaną przez jakiś czas przez matkę, żeby "zmusić" M do kupowania ubrań, które to zabierały dziewczynki do domu i żona była "do przodu". Przykład.... wczoraj .... w czasie pyskówki między eks a M padały między innymi takie kwestie - że matka nieodpowiednio ubiera dziewczynki, bo jest listopad a one chodzą w tenisówkach, na co matka, że dziewczynki lubią chodzić w tenisówkach (wierz mi, to są dwie modnisie, które jak mają wybór u ojca to nie widziałam je w tenisówkach, natomiast starsza przymierza moje buty i marzy o butach na obcasie) i matka też napisała, że przecież dziewczynki .... mają kozaki i kurtki u taty w domu. Jak mi pokazał sms, to trochę zdębiałam - istotnie, mają ładne kozaki i kurtki zimowe, płaszczyki itd u taty w domu, które kupił im tato, po to między innymi, żeby nie musiały popylać w tenisówkachi i softshellu do kościoła w niedzielę w listopadzie.
Zgadzam się, że idealnie byłoby, gdyby  dzieci miały jeden komplet ciuchów, współpracujących rodziców itd., ale w sytuacji mojego M i jego byłej żony tak nie jest.  W sytuacji M i jego eks, M ma być sponsorem, który nie ma nic do gadania w kwestii wychowania i edukacji dzieci (to eks decyduje), stałe sytuacje to informowanie o imprezach dzieci w przeddzień, tak zeby nie mógł być obecny na uroczystościach szkolnych, o stanie zdrowia, nastawianie dzieci przeciw ojcu. Jakkolwiek staram się być obiektywna, na ile to możliwe, widzę urażoną kobietę, która zostawiła faceta, a teraz jeszcze dodatkowo uprawia akcje odwetowe, bo nie osiągnęła przy rozwodzie tego co chciała. Zwieńczenie wielu kwestii.... kiedy M tłumaczy córce, że mama i tata dzielą pewne obowiązki i on daje mamie pieniądze, za które mama płaci za ich utrzymanie, w tym np za ubrania dla nich i powinna kupić im kozaki na zimę (córka chciała dostać kozaki "od taty" do domu, bo "mama nie ma czasu iść z nią na zakupy"), starsza córka kiwa głową, że "to nieprawda, tata pieniędzy mamie nie daje, tata mamie pieniądze wpłaca na konto". Kiedy M tłumaczy, że właśnie w ten sposób daje mamie pieniądze dla nich, to dziewczynka wręcz krzyczy "ale ty nie dajesz mamie pieniędzy"... także to jest znacznie bardziej porypany problem....
Eks jest wściekła na M, bo po rozstaniu jakoś funkcjonuje. Wyobrażasz sobie, że eks dzwoniła do szefa M i próbowała przez telefon uświadamiać przełożonemu M "z jaką kanalią ma do czynienia", na co ten odpowiedział jej, że prywatne życie pracowników go nie interesuje... Jak można podcinać gałąź na której się siedzi (alimenty), tylko po co, żeby zgnoić byłego męża.
I tak to wygląda mniej więcej. Wolałabym być żyć bez tego, ale mam eks w pakiecie, tak jak pasierbice, które póki co lubię z wzajemnością. I na razie kwestie butów itd to dla mnie wątki oboczne, które drażnią mnie, ale które nie mają większego znaczenia.

to co mnie aktualnie martwi to to, że M i eks są w trakcie sprawy o alimenty, o dziecku w drodze nie mówimy w trakcie postępowania, po to żeby nie drażnić eks i mieć spokoj (niech żyje w nieświadomości i nadal pisze M o wygodnym kawalerskim życiu bez obowiązków, ktore prowadzi według byłej żony). Tylko że ja faktycznie mieszkam z M i zastanawiam się, czy to nie może być traktowane jako poprawa jego dochodów. Bo formalnie powinniśmy dzielić koszty funkcjonowania domu, ale tak się nie dzieje - nie partycypuję w kosztach utrzymania domu, tylko kupuję jedzenie. Chodzi mi o to, czy sąd nie uzna, że sytuacja materialna M w związku z nieoficjalnym związkiem ze mną polepszyła się, co będzie argumentem za podwyższeniem alimentów.

Czego ja się uczę? Moje obowiązki i obowiązki M wobec córek to nie to samo. Mogę mu pomagać, na tyle na ile chcę, mogę, na tyle na ile M mnie uczciwie i grzecznie prosi o pomoc. Czekam na nasze dziecko i będę przede wszystkim jego mamą, a dopiero w drugim rzędzie "dobrą i ofiarną macochą". Nie zamierzam zastępować im mamy, wyręczać M w jego obowiązkach w stopniu większym, niż to konieczne i "mi się opłaca". Nie jestem mesjaszem, nie zbawię świata i nie uleczę relacji M-eks. To co mogę dodać do tych relacji, to dystans, niedorzucanie do pieca, odrobinę więcej obiektywizmu... Mam już prawie 40 lat i cierpię na brak siły na pewne jałowe przedsięwzięcia....


U nas sytuacja z ubraniem jest identyczna - pasierb przyjeżdżał w listopadzie w stroju gimnastycznym..bo M zabiera go z treningu.
Bez piżamy , bez szczoteczki .. bez ubrań w ogóle.
Tez mamy ubrania u nas , w które się przebiera jak przyjeżdża... próby dogadania nie przyniosły skutku . Jak młody jechał w naszych ciuchach to ex ich nie oddawała... twierdząc ze ich nie ma .
Trwa to już kilka lat... i się przyzwyczailiśmy.
Co do pyskówek - przechodziliśmy to .. i mam doświadczenie i to moje zdanie zresztą było zawsze - że lepiej nie reagować.
Słowa ex nie zmieniają rzeczywistości. Niech mówi / pisze co chce ...robić swoje .
Kiedyś M zawsze wchodził z nią w pyskówki, wojna na argumenty lub po prostu kto komu dowali ...od kiedy wprowadził moją zasadę ... nie od razu ale się skończyło. Teraz na jej próby dogryzania milczy. Robi swoje .
Ewentualnie informuje ją że zrobi tak czy tak i nie kontynuuje rozmowy - przez tel czy sms to bardzo proste:)
nie odpowiadać.

co do alimentów - jeśli macie duże zastrzeżenia co do sposobu ich wydawania , np. że dzieci nie mają tego na co zostały alimenty w wyroku (uzasadnienie )  przeznaczone to można złożyć w sądzie pozew o nadzór nad sprawowaniem opieki w tej  kwestii .
U nas prawie do tego doszło - młody ma AZS , jeździliśmy po lekarzach , kupowaliśmy b. drogie leki i młody zabierał je do domu .. a mamusia ich nie stosowała. Dodatkowo przez nieodpowiednie ubieranie był bez przerwy przeziębiony co mogło doprowadzić do astmy , utraty słuchu (przewlekłe zapalenie ucha ) .. próchnica u kilkulatka i jej powikłania (zapalenie dziąseł ) .
Groźba sądu trochę poskutkowała ...
Nasz pasierb ma 9 lat , i to on decyduje kiedy widzi się z ojcem... już od 2-3 lat...co oczywiście jest mamusi na rękę bo to ona młodym manipuluje kiedy jej odpwoiada..no ale to już inna sprawa .
Trzymaj się .

6 059

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad
poruszyłaś temat, który też mnie "interesuje". Starsza pasierbica ma 9 lat - tyle co Twój pasierb. Ostatnio po awanturze przy nauce (cotygodniowa norma), kiedy ojciec powiedział, że ma na tydzień szlaban na tableta, ona powiedziała "dobrze, to nie przyjadę do Ciebie na weekend". Ponieważ dopiero "raczkuję" w kwestiach praw ojca po rozwodzie, trochę mną to wstrząsnęło. Czy istotnie 9-cio latek, może decydować czy idzie do ojca czy nie? skoro ojciec ma ustalone zasady opieki nad dziećmi, nie ma zabranych ani ograniczonych praw rodzicielskich, to czy matka może "nie dać" ojcu dziecka na weekend....? Ja jestem z jakiejś innej epoki i decydowanie dziecka kiedy widzi się z ojcem, to dla mnie jakaś wyższa forma abstrakcji..... mnie jako dziecko nikt nie pytał co mam ochotę robić w weekend, tylko decydowali rodzice i koniec....

6 060 Ostatnio edytowany przez Anet_ (2015-11-18 12:13:02)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 - wiem, że nie jest łatwo. Nie wiem, co poradzić w sprawie alimentów, co będzie dla Was korzystniejsze. Z opisu zrozumiałam, że to nie chodzi o uniknięcie odpowiedzialności, tylko rozsądek. Rozumiem, że zaraz pojawi się dziecko, więc musisz myśleć i o tym, żeby starczyło i na jego utrzymanie na jakimś określonym (nie gorszym) poziomie. Myślę, że decyzja i tak zawsze zależy od konkretnego sędziego, jego oceny sytuacji, doświadczeń. Może warto skonsultować się z prawnikiem?

6 061 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-11-18 12:08:14)

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekac.... to smutne co piszesz, bo to znaczy, że mimo upływu czasu nic nie drgnęło , nic nie zmieniło się na lepsze :-(

Wygląda na to, że położyłaś na to laskę i ... odpuściłaś.

I wciąż niezmiennie zadziwia mnie fakt, że tym Exowym tak bardzo chce się uprzykrzać życie swoim byłym facetom. Wypycha syna do ojca (bynajmniej nie z powodu, że nie ma go za co utrzymać lub ubrać) tylko dla własnej ..... no właśnie... dlaczego? Dla satysfakcji? Na złość? Na przekór Byłemu?
Powiem Wam, że nie rozumiem takiego zachowania. Ja za swoimi dziećmi tęsknię. Jestem cały dzień w pracy, dzieci w szkole. Potem mamy jeszcze jakieś dodatkowe zajęcia, dzieci odrabiają lekcje i bywa , że brakuje nam czasu na rozmowę wieczorem, czy zwyczajne pobycie ze sobą razem. Nie wyobrażam sobie, żebym jeszcze pogrywała sobie w tym wszystkim i na siłę wypychała dzieci do ojca, bo już w ogóle straciłabym kontakt ze swoimi dziećmi. Zabrakłoby czasu dla nas. Kiedy miałabym z dzieckiem porozmawiać, kiedy wypytać się co w szkole, kiedy dowiedzieć się czy nie przezywa jakiś rozterek związanych z koleżankami lub kolegami? Nie miałabym czasu na to wszystko, gdyby dzieci wciąż siedziały u ojca.

Ale widać zacietrzewionym Paniom Exowym nie na dziecku w życiu zależy.
Najwygodniej jest brać alimenty na dziecko, a dziecko eksmitować na co dzień do tatusia - niech On się zajmuje. A potem jeszcze psy wieszać na ojcu, że dziecko nie wychowane tak jak Ona by chciała..... :-(

6 062

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

chceuciekacstad
poruszyłaś temat, który też mnie "interesuje". Starsza pasierbica ma 9 lat - tyle co Twój pasierb. Ostatnio po awanturze przy nauce (cotygodniowa norma), kiedy ojciec powiedział, że ma na tydzień szlaban na tableta, ona powiedziała "dobrze, to nie przyjadę do Ciebie na weekend". Ponieważ dopiero "raczkuję" w kwestiach praw ojca po rozwodzie, trochę mną to wstrząsnęło. Czy istotnie 9-cio latek, może decydować czy idzie do ojca czy nie? skoro ojciec ma ustalone zasady opieki nad dziećmi, nie ma zabranych ani ograniczonych praw rodzicielskich, to czy matka może "nie dać" ojcu dziecka na weekend....? Ja jestem z jakiejś innej epoki i decydowanie dziecka kiedy widzi się z ojcem, to dla mnie jakaś wyższa forma abstrakcji..... mnie jako dziecko nikt nie pytał co mam ochotę robić w weekend, tylko decydowali rodzice i koniec....

Tak moja droga, decydują rodzice ale wtedy gdy trzymają jeden front.
W naszej i Twojej sytuacji mamusi bardziej zależy żeby dopierdzielić ojcu niż na prawidłowym rozwoju i wychowaniu dziecka.
Oczywiście że dorośli powinni decydować , ale mamy takie a nie inne realia . Ex manipuluje dzieckiem, jest u nas wtedy kiedy jej odpowiada .. ale to młody informuje ojca podając często jakieś śmieszne argumenty których np. sam nie rozumie ..w trakcie rozmowy pyta np. mamy .."co miałem powiedzieć tacie , że czemu nie jadę do niego ???   " I co zrobić ? walczyć z dzieckiem skoro z dorosłym nie można się porozumieć ?
Jak młody był mały to ostrzegałam M że jego przyzwolenie na takie sytuacje spowoduje szkody największe dla dziecka i dla niego ... Niestety dzieci widzą i uczą się metod manipulacji.. "nie będę cię kochał jak mi tego nie kupisz" ... tak kiedyś skwitował młody odmowe kupna kolejnej zabawki .


Tak Kjim, ja odpuściłam. Położyłam laskę - nie moje sprawy . Jest lepiej dzięki temu . Nie komentuję niczego, jak mam chęć to coś zrobię dla syna M . I fochy M że coś tam .. też olewam. Był czas że tłumaczyłam, wyjaśniałam, prosiłam .. ileż można ???
  I o dziwo jest lepiej.

6 063 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-11-18 12:32:09)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

kiedy ojciec powiedział, że ma na tydzień szlaban na tableta, ona powiedziała "dobrze, to nie przyjadę do Ciebie na weekend". .

Powiedziała tak, bo ma na to przyzwolenie mamusi
Jeśli matka w takiej sytuacji wzięłaby stronę ojca i powiedziała, "skoro tata dał Ci karę za pyskowanie to teraz wiesz , że nie należy pyskować, w domu tableta też nie dostaniesz" córka wiedziałaby, że pyskować nie należy i kropka. Ale skoro ma przyzwolenie od mamusi (jak Ci się nie podoba, to nie musisz do niego jeździć) to co się dziwić , że małolata już w tym wieku szantażuje ojca???

Hh999 napisał/a:

Czy istotnie 9-cio latek, może decydować czy idzie do ojca czy nie? skoro ojciec ma ustalone zasady opieki nad dziećmi, nie ma zabranych ani ograniczonych praw rodzicielskich, to czy matka może "nie dać" ojcu dziecka na weekend....? Ja jestem z jakiejś innej epoki i decydowanie dziecka kiedy widzi się z ojcem, to dla mnie jakaś wyższa forma abstrakcji..... mnie jako dziecko nikt nie pytał co mam ochotę robić w weekend, tylko decydowali rodzice i koniec....

Ojjj to Ty naprawdę raczkujesz w tym temacie. Jeśli córka będzie mieć przyzwolenie matki na takie zachowania i powie mamusi z płaczem , że nie chce jechać do tatusia, to mamusia nie da ojcu dziecka i jeszcze wykorzysta tę sytuację w sądzie przeciwko ojcu ( że ojciec agresywny, że zastrasza dziecko, że dziecko boi się do tatusia jeździć).....
Póki matka z ojcem będą wzajemnie podważać swój autorytet, póty będzie rosło pokolenie roszczeniowych małych manipulantów.

6 064

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Hh999 napisał/a:

kiedy ojciec powiedział, że ma na tydzień szlaban na tableta, ona powiedziała "dobrze, to nie przyjadę do Ciebie na weekend". .

Powiedziała tak, bo na to przyzwolenie mamusi
Jeśli matka w takiej sytuacji wzięłaby stronę ojca i powiedziała, "skoro tata dał Ci karę za pyskowanie to teraz wiesz , że nie należy pyskować, w domu tableta też nie dostaniesz" córka wiedziałaby, że pyskować nie należy i kropka. Ale skoro ma przyzwolenie od mamusi (jak Ci się nie podoba, to nie musisz do niego jeździć) to co się dziwić , że małolata już w tym wieku szantażuje ojca???

Hh999 napisał/a:

Czy istotnie 9-cio latek, może decydować czy idzie do ojca czy nie? skoro ojciec ma ustalone zasady opieki nad dziećmi, nie ma zabranych ani ograniczonych praw rodzicielskich, to czy matka może "nie dać" ojcu dziecka na weekend....? Ja jestem z jakiejś innej epoki i decydowanie dziecka kiedy widzi się z ojcem, to dla mnie jakaś wyższa forma abstrakcji..... mnie jako dziecko nikt nie pytał co mam ochotę robić w weekend, tylko decydowali rodzice i koniec....

Ojjj to Ty naprawdę raczkujesz w tym temacie. Jeśli córka będzie mieć przyzwolenie matki na takie zachowania i powie mamusi z płaczem , że nie chce jechać do tatusia, to mamusia nie da ojcu dziecka i jeszcze wykorzysta tę sytuację w sądzie przeciwko ojcu ( że ojciec agresywny, że zastrasza dziecko, że dziecko boi się do tatusia jeździć).....
Póki matka z ojcem będą wzajemnie podważać swój autorytet, póty będzie rosło pokolenie roszczeniowych małych manipulantów.


Ale te matki nie zdają sobie sprawy z tego ze dając przyzwolenie na pyskowanie ojcu...dostaną własną bronią... Jeśli mogę ojcu to mogę i matce .. i wszystkim.
U nas widoczne jest np. kłamstwo u młodego...złapany za rękę wypiera się ... ex kłamała M że nie ma jej w domu z synem i dlatego on nie może się widzieć z dzieckiem .. mówiła to przy synu małym siedząc w domu.
Gdy M uczył młodego żeby wstawał do toalety od komputera ... któregoś razu nakazał mu wyprać ubrudzoną bieliznę - i jaka była reakcja matki ?? Wrzask, że jak dla nas problemem jest pranie i sprzątanie to młody więcej nie przyjedzie...a teraz ?? Żali się po rodzinie że podobno w ojca się wdał..haha że leniwy, kłamie i tak w ogóle samo zło z tatusia wylazło.
Młody ma 10 rok i moczy łózko (nie chce się mu wstać ) ..nie potrafi  korzystać z toalety jak należy... nie chce się kąpać... można mu tłumaczyć kilka razy żeby coś zrobił...jakby był głuchy, zostawia wszystko tam gdzie stoi. Bo nic nie musiał i nic dalej nie musi...

6 065 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-11-18 13:10:14)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

[


Ale te matki nie zdają sobie sprawy z tego ze dając przyzwolenie na pyskowanie ojcu...dostaną własną bronią... Jeśli mogę ojcu to mogę i matce .. i wszystkim.

:-) I dlatego się cieszę , że nie mam kontaktu z pasierbami - nie muszę patrzeć na pyskówki, szantaże, fochy, wymuszanie i manipulacje mamusi i dzieciarni a ponadto nikt w przyszłości nie powie , że buntowałam dzieci przeciwko matce. A że mamusia dostanie w przyszłości rykoszetem za to jak wychowuje własne dzieci - to więcej niż pewne :-)

6 066

Odp: Być drugą i macochą

Dzisiaj ja mam kryzys mały smile

Siedzę w pokoju dziewczynek, pracuję (mają tu biurko). W pokoju są: łóżka, biurka, półka na zabawki/książki, telewizor z wieżą i x-boxem, garderoba, tablety i notebooki. Dzisiaj M dokupił kolejny gadżet - elektrycznie pianino za prawie 3 kPLN - prezent urodzinowo/gwiazdkowy dla młodszej córki (starsza już ma już hiszpańską gitarę, podobną do tej, którą rodzice mi kupili jak miałam 15 lat jako jedyną nagrodę za dobre wyniki w nauce, którą kiedykolwiek od nich dostałam.... ). Wyobraźcie sobie jak mnie to cieszy w perspektywie ciąży, noworodka w domu itd. Powiedziałam, że nie wyobrażam sobie innego miejsca na instrument niż pokój dziewczynek, jeżeli będzie chciał gdzieś indziej to pianino to ja się wyprowadzam... Niech sobie siostry wzajemnie grają na nerwach, ja nie lubię hałasów i rzępolenia .... Mam niestety doskonały słuch muzyczny i fizjologicznie cierpię jak ktoś fałszuje.....

chceuciekacstad poruszyła też temat bardzo ciekawy i mnie "martwiący". dziewczynki mają tu wszelkie wygody, rozrywki, wszystko w najlepszym gatunku od ciuchów, komórek, komputerów, zabawek (nawet lalki mają jakieś mega wypasione pachnące wanilią bobasy, wózki, gondolki itd....). Dzisiaj pomyślałam właśnie, że M podświadomie "kupuje" ich przychylność i chęć spotykania się z nim.... Muszę się jeszcze temu poprzyglądać, ale jeżeli tak jest, to to okropnie przykre. Dodam, że dziewczynki nie tylko chodzą na zajęcia z pianina i gitary, ale też na taniec, teatr i akrobatykę. Akurat jest możliwość potencjalnie dokupienia działki obok działki na której stoi dom M. M kiedyś mówił o planach dokupienia tej działki i może zbudowania jakiegoś malutkiego domku-pawilonu dla córek (jak będą nastolatkami i może będą chciały z nim mieszkać). Wczoraj jak mnie zirytował mówię mu - wiesz, kup jeszcze tą działkę i wybuduj im salę do ćwiczeń akrobatycznych, bo przecież uprawiają akrobatykę... bo już była akcja "tata, kup nam karimatę i materace i drabinki do pokoju". Przywiozłam dziewczynkom swoją matę do jogi, była atrakcją na jeden weekend.

I odnośnie tego, że to dziecko wybiera co chce .... nie mam dzieci, może myślę jakimiś przestarzałymi kategoriami, ale .... może w wieku nastu lat (a kroją się nam przyszłe dwie nastoletnie złośnice) argument "chcę być z mamą" lub "chcę być z tatą" może być kartą przetargową i obszarem szantażu... coś czuję, że czeka mnie za kilka lat parada atrakcji smile

6 067 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-18 14:53:11)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Dzisiaj ja mam kryzys mały smile

Siedzę w pokoju dziewczynek, pracuję (mają tu biurko). W pokoju są: łóżka, biurka, półka na zabawki/książki, telewizor z wieżą i x-boxem, garderoba, tablety i notebooki. Dzisiaj M dokupił kolejny gadżet - elektrycznie pianino za prawie 3 kPLN - prezent urodzinowo/gwiazdkowy dla młodszej córki (starsza już ma już hiszpańską gitarę, podobną do tej, którą rodzice mi kupili jak miałam 15 lat jako jedyną nagrodę za dobre wyniki w nauce, którą kiedykolwiek od nich dostałam.... ). Wyobraźcie sobie jak mnie to cieszy w perspektywie ciąży, noworodka w domu itd. Powiedziałam, że nie wyobrażam sobie innego miejsca na instrument niż pokój dziewczynek, jeżeli będzie chciał gdzieś indziej to pianino to ja się wyprowadzam... Niech sobie siostry wzajemnie grają na nerwach, ja nie lubię hałasów i rzępolenia .... Mam niestety doskonały słuch muzyczny i fizjologicznie cierpię jak ktoś fałszuje.....

chceuciekacstad poruszyła też temat bardzo ciekawy i mnie "martwiący". dziewczynki mają tu wszelkie wygody, rozrywki, wszystko w najlepszym gatunku od ciuchów, komórek, komputerów, zabawek (nawet lalki mają jakieś mega wypasione pachnące wanilią bobasy, wózki, gondolki itd....). Dzisiaj pomyślałam właśnie, że M podświadomie "kupuje" ich przychylność i chęć spotykania się z nim.... Muszę się jeszcze temu poprzyglądać, ale jeżeli tak jest, to to okropnie przykre. Dodam, że dziewczynki nie tylko chodzą na zajęcia z pianina i gitary, ale też na taniec, teatr i akrobatykę. Akurat jest możliwość potencjalnie dokupienia działki obok działki na której stoi dom M. M kiedyś mówił o planach dokupienia tej działki i może zbudowania jakiegoś malutkiego domku-pawilonu dla córek (jak będą nastolatkami i może będą chciały z nim mieszkać). Wczoraj jak mnie zirytował mówię mu - wiesz, kup jeszcze tą działkę i wybuduj im salę do ćwiczeń akrobatycznych, bo przecież uprawiają akrobatykę... bo już była akcja "tata, kup nam karimatę i materace i drabinki do pokoju". Przywiozłam dziewczynkom swoją matę do jogi, była atrakcją na jeden weekend.

I odnośnie tego, że to dziecko wybiera co chce .... nie mam dzieci, może myślę jakimiś przestarzałymi kategoriami, ale .... może w wieku nastu lat (a kroją się nam przyszłe dwie nastoletnie złośnice) argument "chcę być z mamą" lub "chcę być z tatą" może być kartą przetargową i obszarem szantażu... coś czuję, że czeka mnie za kilka lat parada atrakcji smile

prezent urodzinowo-gwiazdkowy bossski,tylko ze ja bym pozwolila a nawet namawiała by dał go dziewczynom do domu,odpowiednio umotywowałabym,ze przecież powinna ćwiczyć a u matki swędza wiecej czasu,powinna mieć dostęp do sprzętu caly czas itp to sie mamcia ucieszy...
po co mają ci rzępolic, malutkie dziecko ,niewyspana i bachory cwiczace na pianinku,bezcenne..
oszalałabym.....nie zgodzilabym sie nawet na jednodniowy pobyt instrumentu pod wspólnym dachem..
sorry bardzo,ale facet oszalał fundując takie atrakcje kobiecie która jest z nim w ciąży i zaraz pojawi się noworodek,no chyba ze zgodziłaś sie na ta durnote

6 068

Odp: Być drugą i macochą

Lusilju smile porąbana nie jestem .... na widok pianina dzisiaj zamarłam i adrenalina mi zapikowała ostro. Dokładnie to samo powiedziałam M, że skoro tak na sercu mi leży edukacja muzyczna córek, to niech instrument da im do domu - pasierbica będzie mogła ćwiczyć do woli, kiedy tylko będzie miała ochotę. No trudno - nie zamierzam tego tolerować - jeżeli rzępolenie będzie przeszkadzało dziecku albo mi - będę mieszkała u siebie i M może się do mnie wprowadzić albo nas odwiedzać. Ewentualnie, będę się wyprowadzała do siebie na weekendy i niech będzie ze swoimi córkami sam. Zdecydowanie nie pozwolę, żeby "ćwiczenie" były kosztem dziecka, albo żebym musiała się dostosowywać. No cóż - będę w tej materii nieugięta. Chyba że dla M ważniejsze jest rzępolenie córek - jeżeli tak, no to zawsze jest to jakaś informacja....

6 069

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Lusilju smile porąbana nie jestem .... na widok pianina dzisiaj zamarłam i adrenalina mi zapikowała ostro. Dokładnie to samo powiedziałam M, że skoro tak na sercu mi leży edukacja muzyczna córek, to niech instrument da im do domu - pasierbica będzie mogła ćwiczyć do woli, kiedy tylko będzie miała ochotę. No trudno - nie zamierzam tego tolerować - jeżeli rzępolenie będzie przeszkadzało dziecku albo mi - będę mieszkała u siebie i M może się do mnie wprowadzić albo nas odwiedzać. Ewentualnie, będę się wyprowadzała do siebie na weekendy i niech będzie ze swoimi córkami sam. Zdecydowanie nie pozwolę, żeby "ćwiczenie" były kosztem dziecka, albo żebym musiała się dostosowywać. No cóż - będę w tej materii nieugięta. Chyba że dla M ważniejsze jest rzępolenie córek - jeżeli tak, no to zawsze jest to jakaś informacja....

ani mi sie waż wyprowadzać...

6 070

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 powiem Ci tak. mam dwoje dzieci. jak urodziło się drugie , pierwsze miało 2,5 roku. W domu pełno było zabawek, grajek, piszczałek itd. Kiedy urodziłam drugie i wróciliśmy do domu ze szpitala, po kilku ciężkich nieprzespanych nocach, po kilku razach kiedy starszy syn "niechcący" jakąś grajką obudził śpiące w dzień maleństwo pousuwałam baterie ze wszystkich tych głośnych zabawek. Część po prostu spakowałam i wyniosłam na strych żeby poczekały na "lepsze czasy" . Pomyśl sobie : czy mogłabym się wyprowadzić z domu tylko dlatego, ze starsze dziecko hałasuje grajkami? NIE! Usunęłam z domu grajki a nie siebie!!!

6 071

Odp: Być drugą i macochą

Ja myślę, że on nie zrobił tego specjalnie. Córki graja na czymś, chcą to mieć, stać mnie, kupię im. Podejrzewam, że w ogóle nie wziął pod uwagę tego, że to się wiąże z hałasem i że niedługo to będzie problem. Pewnie w ogóle o tym nie pomyślał. Teraz wie już, że prezent jest kłopotliwy i musi zdecydować, co z tym zrobić.

6 072

Odp: Być drugą i macochą

Macie wszystkie rację, ale to 18 tc, hormony mi szaleją a tu "niespodzianka". Już wyjaśniłam M na skype, konsekwencje zakupu, przeprosił mnie .... Powiedzmy, że temat się zawiesił, ale jak urodzę i będą hałasy pianinowe w domu, to albo ja albo pianino. Mogę tak mówić, bo wiem co wybierze - eks będzie miała w domu kolejne "trofeum", ale mnie to wali .... Powinien mnie zapytać o zdanie, a nie zakładać a priori mój entuzjazm. Jeżeli nie będzie w domu spokoju (chodzi o normalne warunki, bo ja oczywiście nie oczekuję, że z jego córek jak z zabawek synka kjim, można usunąć bateryjki, albo skutecznie wymusić na nich opcję "mute"... nie będę ich terroryzowała przecież) to najwyżej na weekendy z córkami pojadę do swojej matki albo do siebie.

Zresztą .... już się cieszę na myśl, że do tego półprofesjonalnego cuda za 2-3 lata dobierze się nasz dzieciar..... wink

6 073

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

ja oczywiście nie oczekuję, że z jego córek jak z zabawek synka kjim, można usunąć bateryjki, albo skutecznie wymusić na nich opcję "mute"... nie będę ich terroryzowała przecież) to najwyżej na weekendy z córkami pojadę do swojej matki albo do siebie.

Ja nie mówiłam o wyjmowaniu bateryjek ze starszego syna , jemu akurat akumulatory sie nie wyczerpują :-) 
Ale pomnisz moje słowa, po kilku zarwanych nockach będziesz wywalać z domu wszystko co może niechcący obudzić Twoje śpiące maleństwo ;-))))

6 074

Odp: Być drugą i macochą

Witam, opiszę moją sytuację z którą nie bardzo sobie radzę....proszę o pomoc netkobietki.

Z partnerem mamy po 36 lat. Jesteśmy ze sobą od roku, zamieszkaliśmy razem na stałe około 2 miesiące+ temu. Wcześniej tylko pomieszkiwaliśmy, on wracał do siebie, tęskniliśmy. Taką podjęliśmy decyzję. Mieszkamy we troje z moim nastoletnim synem. Oboje pracujemy, jesteśmy niezależni ekonomicznie. Jest to relacja bardzo przyjacielska i bliska (tak to postrzegam). Mamy zbieżne pasje. Podobne poczucie humoru. Partner powiedział, że jestem dla niego ważna, że jest ze mną szczęśliwy, że mnie kocha. Jak dotąd same plusy.

Partner ma 6 letnią córkę z poprzedniego związku. Spotyka się z nią co dwa tygodnie w soboty u niej w domu.
Dziewczynka mieszka około 200km od nas, więc w co drugą sobotę rano on wyjeżdża i wraca w godzinach wieczornych.
Partner nigdy przez ten rok nie zapytał mnie czy chciałabym jego córkę poznać, nigdy też nie sformułował takiej chęci, że on chciałby żebym ja ją poznała.
Próbowałam w ostatni czasie kilka razy rozmawiać na ten temat, spokojnie i rzeczowo - poznać jego stanowisko, powody, może lęki. Ale niestety jakoś dziwnie nerwowo na tę sytuację i moje pytania reaguje i każda rozmowa kończy się fiaskiem bez konkretów.
Usłyszałam podczas jednej z rozmów np. takie stwierdzenie - "jak Cię to boli, to mogę Cię tam zabrać". Albo - np dziś rano - "nie czuję takiej potrzeby, żeby Cię z nią poznawać"... trochę mnie to zszokowało i dlatego postanowiłam o tym napisać.

Jeździ do niej od ponad 5 lat, ponieważ ex szybko ewakuowała się do mamy, nie odpowiadało jej życie z moim obecnym partnerem, za mało zarabiał, kiepskie mieszkanie, i żal że wciąż siedziała sama, w czasie kiedy on pracował. Ponoć w dniu kiedy się wyprowadzała padło mnóstwo przykrych słów. Po ponad pół roku zechciała wrócić do niego, bo z mamą też nie było jej różowo, ale on już nie chciał. Nigdy nie uchylał się od obowiązków ani alimentacyjnych ani pomocy, gdy mała była np. chora.
Chciałby ją zabierać na weekendy np do swojej mamy, ale mama dziewczynki się nie godzi na takie wyjazdy, utrudnia kontakt z rodziną mojego partnera czyli z babcią małej, ciocią chrzestną kuzynem itd. Czasem są to jednodniowe spotkania, gdyż wieczorem musi córkę odwieźć do jej domu.
Kontakty mojego partnera z mamą dziewczynki są bardzo ograniczone - są to smsy informujące, że on będzie w daną sobotę albo, że jej nie pasuje jakaś tam sobota i przekłada na inną.
Ostatnio podczas jednej z wizyt poinformowała go, że nie odpowiada jej, że on przychodzi do jej mieszkania. Gdy zaproponował, że zacznie małą zabierać na weekendy - nie zgodziła się. Patowa sytuacja. Opowiada mi szczegółowo o przebiegu tych wizyt, pokazuje zdjęcia córki.

Powiem szczerze, że jest mi przykro z tego powodu. Czuję się najzwyczajniej wykluczona lub pominięta z jakiegoś jego życiowego wątku. On nie widzi problemu w tej sytuacji  - poza moim podejściem. Wyjaśnię, że nie chciałabym zawłaszczać tego czasu, który z nią spędza. Chciałabym np. żeby przywiózł ją do nas do domu w miarę możliwości na tej jeden dzień - może na obiad, kolorowanie, cokolwiek, a we dwoje poszliby sobie na basen czy do kina, czy rower, Wszystko jedno, pobyliby sami.
Mam syna jak wspomniałam - nie wyobrażam sobie sytuacji, że on nic nie wie o moim partnerze, że go nie zna.
Myślę, że mamy konflikt na płaszczyźnie poziomu wrażliwości, ja chciałabym dzielić się wszystkim i na każdej płaszczyźnie być razem. On jak powiedział - nie czuje takiej potrzeby. Z całą swoją rodziną mnie poznał. Byliśmy na weselu u kuzyna. Znam też dobrze jego mamę, siostrę i szwagra - najbliższe otoczenie.
Wszystkich z wyjątkiem jego córki.

Co jest nie tak w tej sytuacji - moje podejście czy jego?
Zastanawiam się często nad sobą, czy może nie mam racji i źle to wszystko odbieram. Czy ten związek w perspektywie czasu jednak nie ma szans?
Pomóżcie proszę.

6 075

Odp: Być drugą i macochą

Ditaa
na pewno inne dziewczyny udzielą Ci bardziej rzeczowych informacji niż ja, bo też raczkuję w temacie i mam sama rozmaite rozterki w temacie relacji z pasierbicami. Nie przesadzałabym jednak z zastanawianiem się nad perspektywą waszego związku patrząc na niego wyłącznie z perspektywy czy partner chce Cię poznać ze swoją córką. Właśnie zastanawiałam się na perspektywą patrzenia - masz żal, że partner nie wprowadza Ciebie do świata swoich relacji z córką, a może on boi się trochę innej perspektywy "wprowadzania nowej kobiety i informacji o nowym związku do świata swojej córki". Hm... nie wiem czy jestem w stanie dobrze to powiedzieć, ale może nie chodzi o Ciebie, tylko o perspektywę córki - może boi się, że będą go czekały kolejne szykany ze strony eks....
Pamiętam jak kiedyś rozmawiałam z koleżanką z pracy. Ona mówiła o swoim synku i co by było, gdyby rozstała się z mężem. Powiedziała mniej więcej tak "nie zniosłabym gdyby jakaś obca baba dotykała mojego syna". Pomyślałam sobie, a co myśli matka moich pasierbic, że jakaś inna kobieta im gotuje, kładzie je do snu, pomaga im się ubierać, myje włosy, pomaga się wycierać i przebierać na basenie (już są za duże i nie wchodzą z tatą do szatni, ale ja idę z dziewuchami do damskiej i tam je pilnuję i im pomagam). Miałam też kiedyś spięcie z moim M, kiedy on powiedział, że nie życzy sobie żeby nowy partner jego żony, jakkolwiek musztrował albo krzyczał na jego córki. Wtedy też zaooponowałam - a jeżeli matka dziewczynek powie, że nie życzy sobie żebym ja się nimi zajmowała. Przecież zdarza się, że na nie podniosę głos jak się bardzo źle zachowują, albo upominam jak zrobią coś nie tak. Przecież nie może zakładać a priori złą wolę tego faceta, może akurat jest dobry dla jego córek i może M powinien być raczej wdzięczny, że dobrze traktuje jego córki i może nawet z perspektywy życia czegoś je uczy i daje im coś wartościowego, bo ja mam nadzieję, że też w pewnym zakresie jestem dobra dla jego córek. M na mnie patrzył jakbym była zielonym ludzikiem.... bo oczywiście, ja jako jego partnerka jestem dobra i odpowiednia, a ten facet jako partner jego żony, jest z pewnością zły....
Może Twój mężczyzna, nie chce wkurzać jeszcze bardziej swojej eks, bo ta w ogóle mu odbierze spotkania z córką ...

6 076

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 jestem wręcz w identycznej sytuacji jak Ty... Dziecko w drodze, jestem po 30, mam swoje mieszkanie.  Przestalam mamusiowac młodej, bo w dobrą stronę to nie szło. Moje zbyt dobre kontakty z małą odbijały się czkawka na relacjach z Eksią. Dziewczyny kiedy ja osiągne taki błogi stan kładzenia laski na wszytko sad

6 077

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Hh999 jestem wręcz w identycznej sytuacji jak Ty... Dziecko w drodze, jestem po 30, mam swoje mieszkanie.  Przestalam mamusiowac młodej, bo w dobrą stronę to nie szło. Moje zbyt dobre kontakty z małą odbijały się czkawka na relacjach z Eksią. Dziewczyny kiedy ja osiągne taki błogi stan kładzenia laski na wszytko sad

Spokojnie to przychodzi z czasem. :-)))
U mnie Im większa była irytacja tym większa chęć położenia laski na to wszystko. Olałam zupełnie, odcięłam się zupełnie, zdrowie psychiczne wróciło do normy :-)

6 078

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Hh999 jestem wręcz w identycznej sytuacji jak Ty... Dziecko w drodze, jestem po 30, mam swoje mieszkanie.  Przestalam mamusiowac młodej, bo w dobrą stronę to nie szło. Moje zbyt dobre kontakty z małą odbijały się czkawka na relacjach z Eksią. Dziewczyny kiedy ja osiągne taki błogi stan kładzenia laski na wszytko sad

zależy od poziomu wqrwienia jaki będziesz miała serwowany regularnie,paradoksalnie im większy będzie tym szybciej polożysz laske na wszystko,wiesz instynkt samozachowawczy będzie cię pchał w stronę odcięcia sie od goowna

6 079 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-11-20 09:55:39)

Odp: Być drugą i macochą

Moj poziom wku... tak wzrósł, ze wylądowałam u psychologa. Za bardzo wczulam sie w sytuację, za bardzo chciałam byc pomocna. Nikt mi za to nie podziekował za łagodzenie konfiktów, za kąpanie, ubieranie dziecka. Dodatkowo rykoszetem w złym nastroju obrywam ja. Wszystko odbywa sie kosztem naszego związku: alimenty i cały ten syf z ex. Slub odwołany, bo przeciez córce powiedzial, ze będzie jego jedyna zoną. Zaraz będzie przepraszal EX za to, ze ja jestem w ciazy i kupil mieszkanie. I co ? w tym całym syfie, ktory ktos inny mu zafundował,  teraz tą zła jestem ja, bo w końcu zaczelam myslec o sobie i nie glaszczę juz po gowce i to juz panu nie odpowiada. Wielokrotnie mówilam, ze jej zycie osobiste i towarzyskie mnie nie interesuje, a widze ekscytacje w jego głosie. Czuje po prostu że zycie ucieka ze mnie i że kończę się powoli.

6 080 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-20 10:41:22)

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Moj poziom wku... tak wzrósł, ze wylądowałam u psychologa. Za bardzo wczulam sie w sytuację, za bardzo chciałam byc pomocna. Nikt mi za to nie podziekował za łagodzenie konfiktów, za kąpanie, ubieranie dziecka. Dodatkowo rykoszetem w złym nastroju obrywam ja. Wszystko odbywa sie kosztem naszego związku: alimenty i cały ten syf z ex. Slub odwołany, bo przeciez córce powiedzial, ze będzie jego jedyna zoną. Zaraz będzie przepraszal EX za to, ze ja jestem w ciazy i kupil mieszkanie. I co ? w tym całym syfie, ktory ktos inny mu zafundował,  teraz tą zła jestem ja, bo w końcu zaczelam myslec o sobie i nie glaszczę juz po gowce i to juz panu nie odpowiada. Wielokrotnie mówilam, ze jej zycie osobiste i towarzyskie mnie nie interesuje, a widze ekscytacje w jego głosie. Czuje po prostu że zycie ucieka ze mnie i że kończę się powoli.

osz ja pierd...e ,slub odwołany z tego powodu że kto będzie jego jedyna zona???
dlaczego Ty sie na to zgodziłaś?
nic nie rozumiem,a myślałam,ze widzialam juz wszystko


powiem ci dlaczego ja sie starałam na początku zwiazku,powiem Wam,otoz nie dlatego że mialam wyidealizowany swiat i myslalam ze wystarczą szczere chęci.....nie...nie dlatego....
ja po prostu nie miałam wyjscia,do domu rodzinnego nie miałam powrotu,moja matka przewidziala(pewnie z racji swojej profesji) jak będzie wygladalo moje życie,sprawdziło sie wszystko,od początku same problemy,szarpanina ,nerwy,patologia i babranie w tym szicie,ex to była  wywłoka,w najszerszym tego słowa znaczeniu,ja młoda nie skażona syfem tego świata nagle włażę w takie goowno,poznaje co to brak kasy ,niewygody ,cudzy dzieciak i roszczeniowe intrygujące babsko..
wiecznie sfrustrowany tym mój mąż ,ja z malutkim dzieckiem ,znoszaca ten syf,młoda która rosła i stawała,sie coraz perfidniejsza,

na początku chcialam pokazać jaka to ja nie jestem zajeb...a ,jakie to mój mąż miał szczęście,ze mnie spotkał...
myslicie ze to cos dało,taaa tyle ze powoli,zaczelam przejmować jego obowiązki,wsiakać w to życie,w ten syf,sady,qrewstwo jego ex było tematem dyżurnym przy śniadaniu..

trochę to trwało zanim sie ocknełam,w miedzyczasie dojrzewałam ,uczyłam sie,podjelam prace,potem lepsza,postawiłam na rozwoj,doszlam do ściany,stwierdzilam ze nie juz nie chce tak żyć,zaczelam tupać noga,zaczelam wymagać stawiac granice,stawiac warunki,postawiłam ultimatum,bylo mi tak bardzo wszystko jedno co postanowi ze liczylam sie z konsekwencjami,chcialam spokoju,urwania tego goowna,chcialam przestac żyć jakims,cudzym zyciem,jakims swinstwem,intrygami,knowaniem juz mialam po kokardy tego ze ciągle gdzieś byly one dwie,matka i corka.....

zyczylam sobie by temat byłego życia mojego męża nie goscil juz w moim domu,bo mloda juz od dawna nie goscila,odkąd osiągnela szczyt perfidii ale to temat na osobny watek,a nawet książkę...
maz nie od razu zastosowalsie ,powoli ,bardzo powoli to postępowało,ja najzwyczajniej IGNOROWAŁAM TEMAT ,udawałam ze nie slysze,nie odpowiadałam na pytania,zaczepki,..
szybciutenko znienialam temat,nawet w bardzo bezczelny sposób,na początku oczy wyłaziły mu z orbit,ale co mial zrobić...
przestal ....bo ja bylam konsekwentna,powiedzialam ze dla mnie jego poprzednie życie nie istnieje,ja wczesniej bylam zmuszona  tak żyć ale mam dość i juz nic nie musze...

6 081 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-11-20 10:35:15)

Odp: Być drugą i macochą

Widzisz LUSILJU ja kiedy wkroczyłam w "to" mialam swoje mieszkanie, dobrą pracę, ukończne dwa kierunki studiów, ale w domu nie nauczyli mnie co to znaczy mieć poczucie wlasnej wartosci. Wartość podnosilam sobie będąc super wyrozumiałą, uczynną i pomocną partnerką. Tylko, że nikt tego nie doceniał i widocznie stało sie to moim obowiązkiem a kiedy powiedziałam hallo coś tu nie gra wielka obraza majestatu, bo przeciez była jest w takiej cięzkiej sytacji, bez pracy, bez perepsektyw. Grać to trzeba umiec, ja tej umiejętności nie posiadlam. Teraz ja stanełam pod ścianą i walę w nią głowa z całej siły. Młodej o dziecku pewnie tez nie powie, zeby czasami jej nie urazic.

6 082 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-20 10:53:09)

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Widzisz LUSILJU ja kiedy wkroczyłam w "to" mialam swoje mieszkanie, dobrą pracę, ukończne dwa kierunki studiów, ale w domu nie nauczyli mnie co to znaczy mieć poczucie wlasnej wartosci. Wartość podnosilam sobie będąc super wyrozumiałą, uczynną i pomocną partnerką. Tylko, że nikt tego nie doceniał i widocznie stało sie to moim obowiązkiem a kiedy powiedziałam hallo coś tu nie gra wielka obraza majestatu, bo przeciez była jest w takiej cięzkiej sytacji, bez pracy, bez perepsektyw. Grać to trzeba umiec, ja tej umiejętności nie posiadlam. Teraz ja stanełam pod ścianą i walę w nią głowa z całej siły. Młodej o dziecku pewnie tez nie powie, zeby czasami jej nie urazic.

po kiego diabła ten twój mąż uklada sobie życie z tobą jeśli nadal emocjonalnie jest związany z ex,skoro tak mu na sercu leży jej dobro to trzeba bylo sie nie rozwodzic

powiem na podstawie wlasnych doświadczeń,nie opłaca sie byc dobrą ,pomocna,opłaca sie byc TWARDĄ ,twarda suka,która wymaga i nie odpuszcza bo wtedy trzeba sie z tobą liczyć a nie , jezdzic po tobie,, wymuszać i jeszcze opierda...ć jak cos nie wyjdzie

6 083 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-11-20 10:57:28)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
dafne123 napisał/a:

Widzisz LUSILJU ja kiedy wkroczyłam w "to" mialam swoje mieszkanie, dobrą pracę, ukończne dwa kierunki studiów, ale w domu nie nauczyli mnie co to znaczy mieć poczucie wlasnej wartosci. Wartość podnosilam sobie będąc super wyrozumiałą, uczynną i pomocną partnerką. Tylko, że nikt tego nie doceniał i widocznie stało sie to moim obowiązkiem a kiedy powiedziałam hallo coś tu nie gra wielka obraza majestatu, bo przeciez była jest w takiej cięzkiej sytacji, bez pracy, bez perepsektyw. Grać to trzeba umiec, ja tej umiejętności nie posiadlam. Teraz ja stanełam pod ścianą i walę w nią głowa z całej siły. Młodej o dziecku pewnie tez nie powie, zeby czasami jej nie urazic.

po kiego diabła ten twój mąż uklada sobie życie z tobą jeśli nadal emocjonalnie jest związany z ex,skoro tak mu na sercu leży jej dobro to trzeba bylo sie nie rozwodzic

powiem na podstawie wlasnych doświadczeń,nie opłaca sie byc dobrą ,pomocna,opłaca sie byc TWARDĄ ,twarda suka,która wymaga i nie odpuszcza bo wtedy trzeba sie z tobą liczyć a nie , jezdzic po tobie,, wymuszać i jeszcze opierda...ć jak cos nie wyjdzie

To ona go zostawiła dla innego, roztsala sie z kochasiem i zaczęła myslec o dziecku i o powrocie-  tylko, że mój partner był juz ze mną ( my nie jestesmy malżenstwem) Ojej, ale przeciez ona moze zrozumiała jaki bląd zrobiła, to są jego tłumaczenia.

6 084

Odp: Być drugą i macochą

Aaaa to taka sytuacja ,gach ja kopnął w zad ,no to twój partner by moze i ja przygarnął,ale jestes Ty i wasze dziecko...
no ślub juz odwołał,no to niestety dobrze nie rokuje

6 085

Odp: Być drugą i macochą

dafne , zerknęłam na Twoje wcześniejsze posty. Poznałaś faceta, krótko po tym jak Pani Była z Nim zerwała. To Ona Go zostawiła, a nie On ją.   Może się wciąż z pani Byłej nie wyleczył? Nie zauważyłaś jakiś innych  niepokojących objawów, oprócz tego odwołanego ślubu?
Przyjrzyj się uważnie i z dystansem waszemu związkowi i..... spróbuj ocenić trzeźwo swoją sytuację.

6 086

Odp: Być drugą i macochą

Dafne123
jak zauważyłaś - jesteśmy w pewnym sensie w podobnej sytuacji. U mnie dziecko sporo zmieniło, dolegliwości ciążowe spowodowały między innymi, że przestałam być oazą cierpliwości (raczej jestem pobłażliwa i dobrotliwa dla dzieci - w tym dla pasierbic). Zaczęłam coraz dobitniej akcentować M, że .... kiedy urodził się mój 10 lat młodszy rodzony brat, to mi się "pogorszyło" - musiałam przez pewien czas mieszkać w salonie a nie w swoim pokoju, musiałam zachowywać się cicho, chodzić z nim na spacery, babysittować go. Oczywiście, nie żądam od jego córek, żeby wyręczały mnie w opiece nad dzieckiem, ale to oczywiste, że zakres ich "swobód" ulegnie modyfikacji i to zupełnie normalne, że im się "pogorszy". To w końcu jakby nie patrzeć ich przyrodni brat/siostra. Dlatego hałasy będą musiały być ograniczone, ich pokój nadal jest ich pokojem, ale salon to już nie będzie miejsce pisków, przepychanek i wyjącego Disney Channel, tylko jedno z miejsc gdzie będzie niemowlę. Jakoś trzeba to pogodzić....
W każdym razie to perspektywa dziecka spowodowała, że przestałam się "dostosowywać" do sytuacji, bo oczekuję, że w takim układzie to "sytuacja" winna się dostosować do faktu, ze w domu pojawi się niemowlę. Jeżeli Twój mężczyzna wprowadza w ogóle jakąś niejasną atmosferę co do relacji ze swoją eks.... to bym własnymi rękoma dziada udusiła.... I bardzo mi przykro, że przeżywasz takie rozterki.... Czytałam wcześniejsze wypowiedzi naszych koleżanek w podobnej sytuacji i chyba trzeba w sobie wypracować zdrowy egoizm, pragmatyzm, asertywność i zdrowy rozsądek....
Może jak się pasierbica, a za jej pośrednictwem eks dowie o dziecku, to i eks trochę oprzytomnieje ....? No wiesz .... w sumie jakby tak patrzeć "złośliwie" na sytuację, bierze sama sobie "faceta po przejściach" (które sama mu zafundowała) z dzieckiem w drodze i z perspektywą alimentów. To złośliwe co piszę, wiem... ale szczerze życzę Ci, żeby Twój mężczyzna oprzytomniał... do kogo będzie wracał? do kobiety, która go zostawiła dla innego....?

6 087

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Widzisz LUSILJU ja kiedy wkroczyłam w "to" mialam swoje mieszkanie, dobrą pracę, ukończne dwa kierunki studiów, ale w domu nie nauczyli mnie co to znaczy mieć poczucie wlasnej wartosci. Wartość podnosilam sobie będąc super wyrozumiałą, uczynną i pomocną partnerką. Tylko, że nikt tego nie doceniał i widocznie stało sie to moim obowiązkiem a kiedy powiedziałam hallo coś tu nie gra wielka obraza majestatu, bo przeciez była jest w takiej cięzkiej sytacji, bez pracy, bez perepsektyw. Grać to trzeba umiec, ja tej umiejętności nie posiadlam. Teraz ja stanełam pod ścianą i walę w nią głowa z całej siły. Młodej o dziecku pewnie tez nie powie, zeby czasami jej nie urazic.


Kochana, na taki stan to tylko wstrząs dla pana nie męża smile

Twoje mieszkanie, masz pracę- poproś pana by się wyprowadził (jak nie posłucha to zażądaj )  i rozwiązywał swoje problemy bez Ciebie. On odwołał ślub..bo coś tam.. Ty w tej sytuacji odwołaj wspólne życie..
Określ kwotę na potrzeby dziecka i tyle. Nie da po dobroci to złóż do sądu  ... Weź się w garść a nie biadol.
Jak piszą dziewczyny i sama doświadczyłaś- bycie dobrą i wspaniałą nie przynosi "peace and love" ... no chyba ze dla ex .
Teraz walcz o swoje życie , bo na twoich plecach on sobie powrót do ex załatwi... pewnie ogarniasz logistycznie i ekonomicznie wasz związek .. a pan się realizuje jako tatuś i wspaniały EX .

Nie funduj sobie i dziecku takiego życia ! Może wstrząs że stracił Ciebie i szanse na normalną rodzinę z Tobą nim potrząśnie... zwróci uwagę na to co ma a co traci..bo obecnie jego uwaga skupiona na ex.
Trzymam kciuki

6 088 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-11-20 15:34:59)

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny jest wiele prawdy w tym co piszecie, sytuacja wyglada trochę  inaczej, partner dobrze zarabia ( często wyjeżdża ) kupił teraz mieszkanie, plany sa takie że bedziemy mieszkac razem. Rozumiem go, duzo ma na głowie, wiem, że się zagubił, dobry człowiek z niego, doba o mnie w zyciu codziennym, może i z niego Matka Teresa, ale muszę  powiedziec basta i zaczac dbac o siebie. Miota się w swoich uczuciach, często słuchałam jak na nia bluźni, nazywa od takich i owakich i to mnie zmyliło, bo myslalam, że jest juz poza tym syfem, ale zapomnialam, ze jeśli sa emocje to są jeszcze uczucia. Teraz raptem juz się robi słodko pierdząco.  Dziecko nie stanowi dla mnie probemu, ale nie jest też jednoscią ze swoja mamusią. Ona straci przewage jak dowie się o mojej ciaży, bo do tej pory czuła sie wazniejsza, bo była matka jego dziecka - jej głowna rola zyciowa, bo nic innego w zyciu jej nie wyszło. Szczerze to juz czytam jak to jest byc samotna matką, bo nie dam się zepchnac na drugi plan. Albo zyje ze mna albo użala sie nad swoja przeszłoscią.

6 089

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Dziewczyny jest wiele prawdy w tym co piszecie, sytuacja wyglada trochę  inaczej, partner dobrze zarabia ( często wyjeżdża ) kupił teraz mieszkanie, plany sa takie że bedziemy mieszkac razem. Rozumiem go, duzo ma na głowie, wiem, że się zagubił, dobry człowiek z niego, doba o mnie w zyciu codziennym, może i z niego Matka Teresa, ale muszę  powiedziec basta i zaczac dbac o siebie. Miota się w swoich uczuciach, często słuchałam jak na nia bluźni, nazywa od takich i owakich i to mnie zmyliło, bo myslalam, że jest juz poza tym syfem, ale zapomnialam, ze jeśli sa emocje to są jeszcze uczucia. Teraz raptem juz się robi słodko pierdząco.  Dziecko nie stanowi dla mnie probemu, ale nie jest też jednoscią ze swoja mamusią. Ona straci przewage jak dowie się o mojej ciaży, bo do tej pory czuła sie wazniejsza, bo była matka jego dziecka - jej głowna rola zyciowa, bo nic innego w zyciu jej nie wyszło. Szczerze to juz czytam jak to jest byc samotna matką, bo nie dam się zepchnac na drugi plan. Albo zyje ze mna albo użala sie nad swoja przeszłoscią.

i tu poruszyłas wazna kwestie,czesto exią wydaje sie ze są nierozerwalną jednością z dzieciakiem,one nie moga w tych ptasich móżdżkach pojąć ze ona juz dla faceta nie istnieje i jakkolwiek by sie nie starała uprzykrzyć życie to nic tego nie zmieni
tylko że facet musi byc pożegnany z tym byłym zyciem,a roznie z tym bywa...jak widzimy...

co do głownej życiowej roli Matki Polki ,tu sie zgodze,ktoś pieknie powiedział,,na całym świecie kobiety bywają matkami ale tylko w Polsce stawia im sie za to pomniki

6 090

Odp: Być drugą i macochą

I tego Ci szczerze Dafne życzę!!!! mój partner też jest dobrym człowiekiem, na szczęście (choć do tej pory uważałam to za jego słabość) do swojej eks odczuwa delikatnie ujmując niechęć (powinnam napisać, że ją nienawidzi i każda relacja z nią, nawet najbardziej neutralna powoduje u niego rzucawkę). Nie życząc źle "Twojej eks" - to niech kobiecina wypije piwo, które sama nawarzyła.
My mówimy za 2 tygodnie dziewczynkom o siostrze/bracie i ja umieram z ciekawości co eks wywinie smile Generalnie dla niej to może oznaczać, że jest pozamiatane definitywnie i mam nadzieję, że "Twoja eks" jak się dowie, to też padnie trupem i długo będzie dochodzić do siebie.

6 091 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2015-11-23 06:38:14)

Odp: Być drugą i macochą

No więc, drogie "drugie i macochy" minął weekend. Weekend miły do ostatniej godziny pobytu jednej z pasierbic u nas. Ale ...... przekonuję się, że każda sytuacja kryzysowa z dzieckiem może być przekuta na coś pozytywnego dla obu stron i niech tak się dzieje. Mnie w sobotę nie było, byłam na chrzcinach, ale ... w sobotę było odrabianie lekcji, basen, zakupy, w niedzielę - wspólne śniadanie, kościół, fajne odwiedziny znajomego z dwójką dzieci-rówieśników.... wszystko w miarę harmonijnie i względnie bez stresów. W międzyczasie pojawił się zgrzyt, bo.... ojciec przyniósł córce poskładane pranie, po to żeby rozłożyła w sobie w garderobie i zostawił je na stole. Na to był krótki ryk i pyskówka, że mu "burdel robi w pokoju". Na szczęście szybko się ogarnęła i posprzątała (tj. porozkładała ciuchy do odpowiednich przegródek).
W niedzielę wieczorem jednak zaczął się szał. Najpierw okazało się, że w plecaku pasierbica miała już spakowany bez pytania komputer młodszej siostry "bo ta ją o to prosiła" - trochę zonk, bo ONE WIEDZĄ, że komputery i tablety co mają u taty, są do korzystania jak są u taty. No ale .... troszkę wcześniej zanim to się okazało, M dzwonił do młodszej córki, która leży chora i obiecał jej komputer, który zgodnie z umową miała zwrócić jak wróci do zdrowia. I dygreska - jakiś czas temu tata kupił w prezencie starszej córce smartfona. Prosił ją wielokrotnie, żeby smartfona nosiła w etui, oczywiście w etui było jej niewygodnie - jak łatwo przewidzieć, po kilku miesiącach szybka smartfona była stłuczona w drobny mak. Tata niezwłocznie obiecał, że naprawi, dziecko dostało normalny telefon... ale smarfton to dla dziecka 9 letniego przede wszystkim zabawka. Młoda wyprosiła u ojca, żeby pozwolił jej wziąć tableta do domu mamy, bo tam ma gry. M .... był taki zadowolony, bo ona była zadowolona, ale powiedziałam mu, że tworzy niebezpieczny casus. No i wczoraj, przy okazji tego, że okazało się, że dziewczynka spakowała bez pytania komputer siostry, M mówi do córki, że to są zabawki do korzystania u niego. Na co córka mówi "nie, to jest nasze". M trochę źle to rozegrał na początku .... powiedział, że może wziąć swojego tableta, ale w czwartek będzie musiała go odwieść. Tablet aktualnie stał się jej kluczową zabawką, ponieważ dziewczynka nie ma smartfona. Na co ta "nie to moje". M wrócił do salonu i powiedziałam mu, że właśnie przechlapuje sprawę - dziecko próbuje, kto postawi na swoim. M się trochę ogarnął, myślę że zrobiło mu się głupio przede mną  i poszedł pogadać z córką - mówi - możesz mieć do czwartku tablet, ale w czwartek go odwieziesz do domu. Na co młoda mówi "nie przywiozę, bo to mój tablet", "w takim razie, w ogóle go nie zabierzesz stąd, proszę wyciągnąć z plecaka", "nie wyciągnę, to mój tablet", "proszę wyciągnąć i masz na to 2 minuty". Normalnie M łazi, sprawdza, coś komentuje i rozkręca się awantura. Powiedziałam mu, że ma siedzieć na tyłku w salonie i czekać chociażby miał czekać i 2 godziny ma się nie ruszać. To co się działo w korytarzu nadaje się do youtuba. Młoda ryczała, kopała, wyła, darła się "jesteś najgorszym ojcem na świecie". No cóż, o tyle jestem dumna z M, blady siedział na zadzie....  aż .... po 10 minutach młoda wyciagnęła tableta z plecaka i wyszła  z domu. Pojechałam z M odwieść dziewczynkę do mamy, bo wiedziałam, że w przeciwnym razie może dojść do dalszej pyskówki w aucie. Młoda próbowała dalej - siedzi z tyłu i ryczy jak bawół, dosłownie wyje... Szczerze mówiąc, jestem opanowana i dla mnie mogłaby tak wyć jeszcze do zmęczenia materiału - ale nie było na to za bardzo czasu, a że nie lubię hałasu i mówię - "dość teatrzyku, już wiemy, że jesteś sfrustrowana, ale to i tak nic nie zmieni i tata decyzji nie zmieni, więc dalsze ryki sensu nie mają". I ona zamilkła z sekundy na sekundę. Coś tam zaczęła jeszcze bleblać, że tata ją okłamał, ale ukróciłam to kilkoma spokojnymi zdaniami, że to oczywiste, że zmienił decyzję, ale to ona do  tego doprowadziła swoim niegodziwym zachowaniem i żadne to kłamstwo nie jest, tylko zmiana decyzji. A poza tym co to za impertynencja mówić do ojca, że jest kłamcą i niech sobie na to nie pozwala. W samochodzie zapadła cisza, słychać było jak młoda z tyłu się zanosi od szlochów ale nic .... powiem Wam - nie wiem jakie to będzie miało konsekwencje, ale z mojego punktu widzenia to nawet było zabawne ... myślę że młoda pierwszy raz została poskromiona i chyba miała szok.... wyszła obrażona na cały świat. Mi się chciało śmiać - chyba okrutną macochą jestem, ale powiem Wam, że naprawdę byłam zadowolona, że M postawił na swoim.
W trakcie awantury jeszcze w domu, kiedy widziałam że M jest w popierdusze, mówiłam mu, że ma siedzieć, przestać gadać i czekać. To on jako rodzic ma być panem sytuacji, a nie dzieciar... Jak ma ochotę - niech wyje, przecież nie drze się, bo jej się krzywda dzieje, tylko daje upust frustracji. Pamiętam moją matkę jak mój pięcioletni brat się rzucił na ziemię w sklepie, bo mu czegoś nie kupiła. Darł się i darł, wierzgał, na szczęście w miejscowości gdzie mieszkaliśmy, wszyscy wszystkich znali i panie ekspedientki politycznie udawały że nie widzą. Po krótkiej chwili mój brat łypie okiem na co matka "skończyłeś już, to wstawaj, koniec przedstawienia wracamy do domu i w domu pogadamy". Wstał .... karę dostał w domu smile chlipał całą drogę, ale podobnej akcji już nie było.
M miał wyrzuty sumienia - ja żadne. Mówię mu, jak nasze dziecko będzie tak fikało, to zrobię dokładnie to samo co wobec Twojej córki. Nie jestem kumpelką dziewczynek, ani nie będę kumpelką Jasia, tylko jestem dorosłym który ustala reguły i nie odpuści ani na centrymetr przed rykami. Chyba, że dziecko nauczy się ze mną rozmawiać jak dorosła i będzie przedstawiała swoje argumenty w odpowiedni sposób - wtedy może mnie przekona do zmiany decyzji. No nic - widzę że M ma doła. Po zajściu, M chciał się wykąpać w wannie- zawsze tak odreagowuje stres. Słyszeliśmy, że przyszedł sms - myślałam, że to żona oburzona niegodziwością M, ale nie ... Eks cisza.... Jestem bardzo ciekawa, czy młoda poskarżyla się mamie. Stawiam, że nie, bo podejrzewam, że eks by to stosownie skomentowała, ale może się mylę.
Mam nadzieję, że młoda przemyśli i spuchnie. Powiem Wam, że weekend z punktu widzenia dziecka był super - rozrywki, ojciec odrabiający lekcję, pierożki i kiełbaski ze sklepu ekologicznego, picie jakie chciała .... a tu zonk - jednak nie wszystko dzieje się jak chce. Boję się jednak, zebym nie popełniła jakiegoś ważnego błędu....

6 092 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-23 10:06:27)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

No więc, drogie "drugie i macochy" minął weekend. Weekend miły do ostatniej godziny pobytu jednej z pasierbic u nas. Ale ...... przekonuję się, że każda sytuacja kryzysowa z dzieckiem może być przekuta na coś pozytywnego dla obu stron i niech tak się dzieje. Mnie w sobotę nie było, byłam na chrzcinach, ale ... w sobotę było odrabianie lekcji, basen, zakupy, w niedzielę - wspólne śniadanie, kościół, fajne odwiedziny znajomego z dwójką dzieci-rówieśników.... wszystko w miarę harmonijnie i względnie bez stresów. W międzyczasie pojawił się zgrzyt, bo.... ojciec przyniósł córce poskładane pranie, po to żeby rozłożyła w sobie w garderobie i zostawił je na stole. Na to był krótki ryk i pyskówka, że mu "burdel robi w pokoju". Na szczęście szybko się ogarnęła i posprzątała (tj. porozkładała ciuchy do odpowiednich przegródek).
W niedzielę wieczorem jednak zaczął się szał. Najpierw okazało się, że w plecaku pasierbica miała już spakowany bez pytania komputer młodszej siostry "bo ta ją o to prosiła" - trochę zonk, bo ONE WIEDZĄ, że komputery i tablety co mają u taty, są do korzystania jak są u taty. No ale .... troszkę wcześniej zanim to się okazało, M dzwonił do młodszej córki, która leży chora i obiecał jej komputer, który zgodnie z umową miała zwrócić jak wróci do zdrowia. I dygreska - jakiś czas temu tata kupił w prezencie starszej córce smartfona. Prosił ją wielokrotnie, żeby smartfona nosiła w etui, oczywiście w etui było jej niewygodnie - jak łatwo przewidzieć, po kilku miesiącach szybka smartfona była stłuczona w drobny mak. Tata niezwłocznie obiecał, że naprawi, dziecko dostało normalny telefon... ale smarfton to dla dziecka 9 letniego przede wszystkim zabawka. Młoda wyprosiła u ojca, żeby pozwolił jej wziąć tableta do domu mamy, bo tam ma gry. M .... był taki zadowolony, bo ona była zadowolona, ale powiedziałam mu, że tworzy niebezpieczny casus. No i wczoraj, przy okazji tego, że okazało się, że dziewczynka spakowała bez pytania komputer siostry, M mówi do córki, że to są zabawki do korzystania u niego. Na co córka mówi "nie, to jest nasze". M trochę źle to rozegrał na początku .... powiedział, że może wziąć swojego tableta, ale w czwartek będzie musiała go odwieść. Tablet aktualnie stał się jej kluczową zabawką, ponieważ dziewczynka nie ma smartfona. Na co ta "nie to moje". M wrócił do salonu i powiedziałam mu, że właśnie przechlapuje sprawę - dziecko próbuje, kto postawi na swoim. M się trochę ogarnął, myślę że zrobiło mu się głupio przede mną  i poszedł pogadać z córką - mówi - możesz mieć do czwartku tablet, ale w czwartek go odwieziesz do domu. Na co młoda mówi "nie przywiozę, bo to mój tablet", "w takim razie, w ogóle go nie zabierzesz stąd, proszę wyciągnąć z plecaka", "nie wyciągnę, to mój tablet", "proszę wyciągnąć i masz na to 2 minuty". Normalnie M łazi, sprawdza, coś komentuje i rozkręca się awantura. Powiedziałam mu, że ma siedzieć na tyłku w salonie i czekać chociażby miał czekać i 2 godziny ma się nie ruszać. To co się działo w korytarzu nadaje się do youtuba. Młoda ryczała, kopała, wyła, darła się "jesteś najgorszym ojcem na świecie". No cóż, o tyle jestem dumna z M, blady siedział na zadzie....  aż .... po 10 minutach młoda wyciagnęła tableta z plecaka i wyszła  z domu. Pojechałam z M odwieść dziewczynkę do mamy, bo wiedziałam, że w przeciwnym razie może dojść do dalszej pyskówki w aucie. Młoda próbowała dalej - siedzi z tyłu i ryczy jak bawół, dosłownie wyje... Szczerze mówiąc, jestem opanowana i dla mnie mogłaby tak wyć jeszcze do zmęczenia materiału - ale nie było na to za bardzo czasu, a że nie lubię hałasu i mówię - "dość teatrzyku, już wiemy, że jesteś sfrustrowana, ale to i tak nic nie zmieni i tata decyzji nie zmieni, więc dalsze ryki sensu nie mają". I ona zamilkła z sekundy na sekundę. Coś tam zaczęła jeszcze bleblać, że tata ją okłamał, ale ukróciłam to kilkoma spokojnymi zdaniami, że to oczywiste, że zmienił decyzję, ale to ona do  tego doprowadziła swoim niegodziwym zachowaniem i żadne to kłamstwo nie jest, tylko zmiana decyzji. A poza tym co to za impertynencja mówić do ojca, że jest kłamcą i niech sobie na to nie pozwala. W samochodzie zapadła cisza, słychać było jak młoda z tyłu się zanosi od szlochów ale nic .... powiem Wam - nie wiem jakie to będzie miało konsekwencje, ale z mojego punktu widzenia to nawet było zabawne ... myślę że młoda pierwszy raz została poskromiona i chyba miała szok.... wyszła obrażona na cały świat. Mi się chciało śmiać - chyba okrutną macochą jestem, ale powiem Wam, że naprawdę byłam zadowolona, że M postawił na swoim.
W trakcie awantury jeszcze w domu, kiedy widziałam że M jest w popierdusze, mówiłam mu, że ma siedzieć, przestać gadać i czekać. To on jako rodzic ma być panem sytuacji, a nie dzieciar... Jak ma ochotę - niech wyje, przecież nie drze się, bo jej się krzywda dzieje, tylko daje upust frustracji. Pamiętam moją matkę jak mój pięcioletni brat się rzucił na ziemię w sklepie, bo mu czegoś nie kupiła. Darł się i darł, wierzgał, na szczęście w miejscowości gdzie mieszkaliśmy, wszyscy wszystkich znali i panie ekspedientki politycznie udawały że nie widzą. Po krótkiej chwili mój brat łypie okiem na co matka "skończyłeś już, to wstawaj, koniec przedstawienia wracamy do domu i w domu pogadamy". Wstał .... karę dostał w domu smile chlipał całą drogę, ale podobnej akcji już nie było.
M miał wyrzuty sumienia - ja żadne. Mówię mu, jak nasze dziecko będzie tak fikało, to zrobię dokładnie to samo co wobec Twojej córki. Nie jestem kumpelką dziewczynek, ani nie będę kumpelką Jasia, tylko jestem dorosłym który ustala reguły i nie odpuści ani na centrymetr przed rykami. Chyba, że dziecko nauczy się ze mną rozmawiać jak dorosła i będzie przedstawiała swoje argumenty w odpowiedni sposób - wtedy może mnie przekona do zmiany decyzji. No nic - widzę że M ma doła. Po zajściu, M chciał się wykąpać w wannie- zawsze tak odreagowuje stres. Słyszeliśmy, że przyszedł sms - myślałam, że to żona oburzona niegodziwością M, ale nie ... Eks cisza.... Jestem bardzo ciekawa, czy młoda poskarżyla się mamie. Stawiam, że nie, bo podejrzewam, że eks by to stosownie skomentowała, ale może się mylę.
Mam nadzieję, że młoda przemyśli i spuchnie. Powiem Wam, że weekend z punktu widzenia dziecka był super - rozrywki, ojciec odrabiający lekcję, pierożki i kiełbaski ze sklepu ekologicznego, picie jakie chciała .... a tu zonk - jednak nie wszystko dzieje się jak chce. Boję się jednak, zebym nie popełniła jakiegoś ważnego błędu....

masz absolutną racje ,to raz
dwa,to uzmysłowiłas mi właśnie ze mam kolejny powód do zadowolenia bo już nie musze znosić darcia mordy i fochów jakiegoś rozpuszczonego bachora i naprawiać błedy wychowawcze obcej baby....

i powiem wiecej,czapki z głów za zimną krew,ja mimo ze wiem ze dzieci potrafia dać w kość,takiego wyjca w sumie dużej juz dziewuchy bym nie zdzierżyła...
ale już kiedyś pisałam z dziećmi ,jak z bąkami.....

przypomniałaś mi jaka bylam spięta przed wizytami naszej gwiazdy i tymi jej występami i powinnam zaczynać dzien od podziękowań ze nie musze tego znosić.....

6 093 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-11-23 13:32:41)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, szacun za postawę. Za Twoje opanowanie i za konsekwencję u tatusia.

U nas M,  w każdej takiej sytuacji wymiękał, ulegał księżniczkom, co tylko potęgowało histerię i tupanie nóżkami i w każdym następnym przypadku, próby wymuszania były jeszcze bardziej dotkliwe (czytaj: ryk i tupanie zwiększały swoją częstotliwość).  M wpadał w błędne koło : Im więcej pozwalał i ulegał córkom, tym większe wymagania i histeria była każdym następnym razem. A jeszcze jak widziały , że potęguje to kłótnie i zwady miedzy mną a M, tym bardziej miałam wrażenie , że były zadowolone ze swojego postępowania.

W moim przypadku jedynym sposobem jaki okazał się skuteczny na wyeliminowanie darcia się, histerii i tupania nóżkami, była totalna izolacja od pasierbic. Jeśli tatuś chce się spotykać z dziećmi, ulegać i rozpieszczać do zepsucia, to bez mojego udziału.
Nie mogłam pozwolić żeby moje dzieci były świadkami takich zachowań, które.....było wynagradzane kolejnymi prezentami.

Jak widać nie mamy wspólnego frontu jeśli chodzi o "wychowywanie JEGO dzieci". Ale jako ciekawostkę Wam powiem, że jeśli chodzi o MOJE dzieci, to wspólny front jak najbardziej jest. Jestem dość wymagającą mamą i M zadziwiająco łatwo przychodzi stawianie granic MOIM dzieciom, wyciąganie konsekwencji wobec MOICH dzieci , czy bycie wobec Nich stanowczym. Niestety w stosunku do swoich dzieci - moim zdaniem poległ. Widać to już baaardzo w relacji z Jego starszym synem, który kontaktuje się z ojcem TYLKO wtedy kiedy czegoś potrzebuje. Nigdy sam z siebie się nie odezwie, nie zapyta o zdrowie, nie zadzwoni do ojca z życzeniami imieninowymi. Odzywa się do ojca tylko wtedy, kiedy ma w tym interes. Z córkami będzie to samo. Ogromny FOCH, kiedy ojciec czegoś w przyszłości odmówi .....

6 094 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-11-24 13:40:10)

Odp: Być drugą i macochą

Macie racje, nie my jestesmy od wychowywania, pasierby pasierbice mają swoich rodzicow. Jestem zdania, że jesli zostane o cos poproszona moge pomóc, ale przed szereg nie będę wyskakiwac. Ostatnio bylam obecna podczas kąpieli córki partnera. Młoda wyszła z wanny, okrywam ją ręcznikiem i mówie, to teraz wytrzyj sie dokladnia a ona do mnie, Ty mnie wytrzyj big_smile Ja mówie jej, ze nie, bo ma dwie rączki i wcale to takie trudnie nie jest. Niewiele mysląc zawołała babcię i poprosiła o wytarcie. big_smile Podczas wycierania odwróciła się do mnie i zaczeła się śmiac hahahaha. No luzik smile Zaczyna sie mała próba sił smile Kolejnego dnia z czesaniem to samo, 10 razy prosiłam chodź to Cie uczeszę smile Słucha się tylko jak krzyknie na nia tata. Ja podnosić na nią głosu nie bedę, ale tragowaś się tez nie.

6 095 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-11-24 14:24:27)

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Macie racje, nie my jestesmy od wychowywania, pasierby pasierbice mają swoich rodzicow. Jestem zdania, że jesli zostane o cos poproszona moge pomóc, ale przed szereg nie będę wyskakiwac. Ostatnio bylam obecna podczas kąpieli córki partnera. Młoda wyszła z wanny, okrywam ją ręcznikiem i mówie, to teraz wytrzyj sie dokladnia a ona do mnie, Ty mnie wytrzyj big_smile Ja mówie jej, ze nie, bo ma dwie rączki i wcale to takie trudnie nie jest. Niewiele mysląc zawołała babcię i poprosiła o wytarcie. big_smile Podczas wycierania odwróciła się do mnie i zaczeła się śmiac hahahaha. No luzik smile Zaczyna sie mała próba sił smile Kolejnego dnia z czesaniem to samo, 10 razy prosiłam chodź to Cie uczeszę smile Słucha się tylko jak krzyknie na nia tata. Ja podnosić na nią głosu nie bedę, ale tragowaś się tez nie.

U nas to samo było przy jedzeniu. Ja wyznaję zasadę: "co masz na talerzu powinno być zjedzone". O ile posiłki u nas w domu (po kilku mniejszych wojenkach) zjadały bez marudzenia, o tyle w przypadku rodzinnego obiadku u babci, zaczynało się grymaszenie, kapryszenie, plucie jedzeniem itd. Wystarczyło jedno karcące spojrzenie i dziewczyny czuły się przywołane do porządku - do czasu, póki do akcji nie wkroczyła babcia ze swoim : "to może nie jedz tego jak nie lubisz, to może ja Ci naleśniczki zrobię, a może pierożki a może srożki... "  i cała nasza robota w piz..u.
I te pełne satysfakcji spojrzenie tych małych oczu..... brrrr.

6 096

Odp: Być drugą i macochą

Jesczez jedno pytanie do Was. Od momentu kiedy przestałyście mamusiowac dziecku partnera i wyluzowałyście jak kształtują się wasze stosunki z partnerem ?

6 097

Odp: Być drugą i macochą

Ja postawiłam ultimatum ,(za które swoją drogą zostałam zlinczowana na forum), chcesz spOtykac się z dziećmi to proszę bardzo, ale ja nie zamierzam w tym więcej brać udziału. Nie przywoź ich do mojego domu, póki dzieci i Ich matka nie zmienią nastawienia, póki nie skończy się szczucie dzieci na mnie i póki dzieci nie zostaną WYCHOWANE.
Na początku był FOCH, obraza majestatu, wyprowadzka.
Potem dotarło do M, że co by nie robił, to nie zdoła wychować dzieci, kiedy matka stale podważa autorytet ojca, kiedy matka psuje za każdym razem to, co uda się wypracować z tymi dziećmi przez weekend. Dotarło do Niego, że nie żadnego wpływu na zachowania EX, że nie zdoła powstrzymać Pani EX od szczucia dzieci i jątrzenia w naszym życiu. Uznał, ze tego nie przeskoczy i..... przestał przywozić dzieci do domu i narażać na stres i mnie i swoje dzieci. Spotykają się od czasu do czasu na mieście, albo u dziadków. Podobnie jak u Lusilju. Nie mam żadnego kontaktu z Jego dziećmi i znów zaczęłam się cieszyć życiem. Nie zwijam się z bólu żołądka przed każdym ICH weekendem. Nie uciekam z domu. A M? Spotyka się z dzieciakami od czasu do czasu i ..... nie wydaje się być załamany tym faktem.

6 098 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-24 16:39:39)

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Jesczez jedno pytanie do Was. Od momentu kiedy przestałyście mamusiowac dziecku partnera i wyluzowałyście jak kształtują się wasze stosunki z partnerem ?

no to ja tylko dodam do wypowiedzi kijm,ze u mnie to samo ,zero kontaktu,ba zero rozmow o ,,przedmiocie sporu,,

upierdzielilo mi wiec dodam wieczorem reszte

6 099

Odp: Być drugą i macochą

Dafne123
Ja prezentuję stanowisko podobne do Twojego - tj. nie będę z dziewczynami walczyła ani im się narzucała. Zależy mi, żeby było dobrze między nami, ale jak nie będzie, bo będą się głupio zachowywały, to w mojej ocenie - one na tym stracą, nie ja....

6 100

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

I tego Ci szczerze Dafne życzę!!!! mój partner też jest dobrym człowiekiem, na szczęście (choć do tej pory uważałam to za jego słabość) do swojej eks odczuwa delikatnie ujmując niechęć (powinnam napisać, że ją nienawidzi i każda relacja z nią, nawet najbardziej neutralna powoduje u niego rzucawkę). Nie życząc źle "Twojej eks" - to niech kobiecina wypije piwo, które sama nawarzyła.
My mówimy za 2 tygodnie dziewczynkom o siostrze/bracie i ja umieram z ciekawości co eks wywinie smile Generalnie dla niej to może oznaczać, że jest pozamiatane definitywnie i mam nadzieję, że "Twoja eks" jak się dowie, to też padnie trupem i długo będzie dochodzić do siebie.

Ona ma inna sytuację.

6 101

Odp: Być drugą i macochą
Paweło napisał/a:
Hh999 napisał/a:

I tego Ci szczerze Dafne życzę!!!! mój partner też jest dobrym człowiekiem, na szczęście (choć do tej pory uważałam to za jego słabość) do swojej eks odczuwa delikatnie ujmując niechęć (powinnam napisać, że ją nienawidzi i każda relacja z nią, nawet najbardziej neutralna powoduje u niego rzucawkę). Nie życząc źle "Twojej eks" - to niech kobiecina wypije piwo, które sama nawarzyła.
My mówimy za 2 tygodnie dziewczynkom o siostrze/bracie i ja umieram z ciekawości co eks wywinie smile Generalnie dla niej to może oznaczać, że jest pozamiatane definitywnie i mam nadzieję, że "Twoja eks" jak się dowie, to też padnie trupem i długo będzie dochodzić do siebie.

Ona ma inna sytuację.

ooo,a ty skąd wiesz?

6 102

Odp: Być drugą i macochą

Drogie Macochy
w weekend dziewczynki dowiedziały się, że będą miały siostrę/brata. Wczoraj dowiedziały się, że będą miały brata. Chyba jednak eks zrobiło się przykro, bo niestety po wielu tygodniach spokoju, uaktywniła się .... Dla mnie póki co ma to wymiar zupełnie neutralny, ale M trafił szlag. Długo by pisać, ale przedmiotem ścięcia były zajęcia z akrobatyki. Normalnie dziewczynki miały zajęcia w środę od 20.00 do 21.00. M oponował przeciwko tym zajęciom, bo są za późno, dziewczynki są małe, a przed akrobatyką ... od 17.30 do 19.00 miały żaglówki .... żaglówki i akrobatyka tego samego dnia dla dziewczynki 7 letniej, która waży może z 27 kg... M uważał, że to przegina również dlatego, że one w środku tygodnia nie mają czasu na naukę. Okazało się, że można przenieść dziewczynki na zajęcia z akrobatyki z środy na 20.00 na wtorek o 19.00. Oznacza to jednak, że co 2 tygodnie w czasie wtorkowego spotkania, dziewczynki będą u ojca 30 minut krócej. Niby niedużo ale .... one pojawiają się u nas około 17.10, ja już czekam z obiadem, który jedzą do 17.30, potem 1,5 godziny nauki i o 19.00 jadą do domu. A czasu na lekcje naprawdę nie wystarcza .... teraz jesteśmy we dwoje, ale jakby sam miał robić z dwiema córkami, wytłumaczyć i sprawdzić, to naprawdę trudno dać radę. M napisał, że nie będzie kontrasygnował zajęć z akrobatyki, bo uważa, że jest córkom niepotrzebna i dla nich jest ważniejsze przygotować się do szkoły i ... zaczęła się kilkugodzinna pyskówka. No cóż - reasumując zdaniem matki M nie dba o interes dzieci, bo nie chce odpuścić swoich 30 minut. Powiedziałabym, że dość przewrotna retoryka. Siedziałam z M i razem pisaliśmy sms, bo dbałam o to, żeby były merytoryczne, nieobraźliwe i nieprowokujące. W którymś momencie pojawiły się argumenty w stylu "pewnie niedługo i tak będziesz chciał odwozić dziewczynki szybciej" (picie do mojej ciąży i dziecku) i "biedna, nie zna Cię, nie wie że za nic masz interes dzieci". No cóż - odpowiadałam Pani Eks taktownie, bo w sumie na zwadzie mi nie zależy. Pani Eks nie wiedziała, że tak naprawdę koresponduje ze mną.... bo sms M były bardzo mocno przeze mnie korygowane i wygładzane.
Jest jeszcze jedno, co spodziewam się że zabolało. Głupie, ale myślę że "na rzeczy". Kiedy M wczoraj dowiedział się, że będzie miał syna, to banan mu nie schodził z buzi. Jak Pani doktor oświadczyła, że między nogami widzi siusiaka, to facet zrobił się o pół głowy wyższy. M pytał o płeć, a ja o to, czy duże, czy szyjka odpowiednia, czy jest dość płynu, ile waży ..... Ma dwie córki i marzył o synu. Ja szczerze mówiąc, trochę też po weekendach z naszymi "gloriami" myślałam, że trzeciej jazgoty w domu nie wytrzymam .... (poczesz, zrób mi dwie kitki, w co mam się ubrać, czy te buty pasują, tego nie włożę, mogę sobie pomalować paznokcie twoim lakierem itd. ...). Myślę że eks byłoby "łatwiej" gdyby to była trzecia córka, a nie pierwszy syn .... awantura się nasiliła po tym jak M przekazał starszej córce informację, że nie siostrzyczka (jak chciały) tylko braciszek .... smile

6 103 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-08 12:48:22)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Drogie Macochy
w weekend dziewczynki dowiedziały się, że będą miały siostrę/brata. Wczoraj dowiedziały się, że będą miały brata. Chyba jednak eks zrobiło się przykro, bo niestety po wielu tygodniach spokoju, uaktywniła się .... Dla mnie póki co ma to wymiar zupełnie neutralny, ale M trafił szlag. Długo by pisać, ale przedmiotem ścięcia były zajęcia z akrobatyki. Normalnie dziewczynki miały zajęcia w środę od 20.00 do 21.00. M oponował przeciwko tym zajęciom, bo są za późno, dziewczynki są małe, a przed akrobatyką ... od 17.30 do 19.00 miały żaglówki .... żaglówki i akrobatyka tego samego dnia dla dziewczynki 7 letniej, która waży może z 27 kg... M uważał, że to przegina również dlatego, że one w środku tygodnia nie mają czasu na naukę. Okazało się, że można przenieść dziewczynki na zajęcia z akrobatyki z środy na 20.00 na wtorek o 19.00. Oznacza to jednak, że co 2 tygodnie w czasie wtorkowego spotkania, dziewczynki będą u ojca 30 minut krócej. Niby niedużo ale .... one pojawiają się u nas około 17.10, ja już czekam z obiadem, który jedzą do 17.30, potem 1,5 godziny nauki i o 19.00 jadą do domu. A czasu na lekcje naprawdę nie wystarcza .... teraz jesteśmy we dwoje, ale jakby sam miał robić z dwiema córkami, wytłumaczyć i sprawdzić, to naprawdę trudno dać radę. M napisał, że nie będzie kontrasygnował zajęć z akrobatyki, bo uważa, że jest córkom niepotrzebna i dla nich jest ważniejsze przygotować się do szkoły i ... zaczęła się kilkugodzinna pyskówka. No cóż - reasumując zdaniem matki M nie dba o interes dzieci, bo nie chce odpuścić swoich 30 minut. Powiedziałabym, że dość przewrotna retoryka. Siedziałam z M i razem pisaliśmy sms, bo dbałam o to, żeby były merytoryczne, nieobraźliwe i nieprowokujące. W którymś momencie pojawiły się argumenty w stylu "pewnie niedługo i tak będziesz chciał odwozić dziewczynki szybciej" (picie do mojej ciąży i dziecku) i "biedna, nie zna Cię, nie wie że za nic masz interes dzieci". No cóż - odpowiadałam Pani Eks taktownie, bo w sumie na zwadzie mi nie zależy. Pani Eks nie wiedziała, że tak naprawdę koresponduje ze mną.... bo sms M były bardzo mocno przeze mnie korygowane i wygładzane.
Jest jeszcze jedno, co spodziewam się że zabolało. Głupie, ale myślę że "na rzeczy". Kiedy M wczoraj dowiedział się, że będzie miał syna, to banan mu nie schodził z buzi. Jak Pani doktor oświadczyła, że między nogami widzi siusiaka, to facet zrobił się o pół głowy wyższy. M pytał o płeć, a ja o to, czy duże, czy szyjka odpowiednia, czy jest dość płynu, ile waży ..... Ma dwie córki i marzył o synu. Ja szczerze mówiąc, trochę też po weekendach z naszymi "gloriami" myślałam, że trzeciej jazgoty w domu nie wytrzymam .... (poczesz, zrób mi dwie kitki, w co mam się ubrać, czy te buty pasują, tego nie włożę, mogę sobie pomalować paznokcie twoim lakierem itd. ...). Myślę że eks byłoby "łatwiej" gdyby to była trzecia córka, a nie pierwszy syn .... awantura się nasiliła po tym jak M przekazał starszej córce informację, że nie siostrzyczka (jak chciały) tylko braciszek .... :)

wiesz ,ze wiedziałam że tak będzie
wścieklosc tej baby będzie rosła,wprost proporcjonalnie do radosci twojego męża ,wasze szczęście jest sola w jej oku,tego nie zmienisz

olej akrobatyki i inne pierdypały ,teraz masz dbać o siebie a nie szarpać sie o cudze dzieci
ty i malutki jestescie teraz najważniejsi,a maz,niech sobie radzi ,jakby sobie mieli nawet łby pourywać to bym palcem nie kiwnęła

lekcje tych dzieci nie są twoim problemem,ich kitki i ich akrobatyka i inne bzdety to problemy ich rodziców,jak będą krócej u twojego męża to będzie tobie gorzej??
nie ,bo o te pól godziny będziesz miała mniej wyjców przy odrabianiu lekcji,nie baw sie w altruizm,bądź dla siebie najwazniejsza,pamietaj że nic nie musisz

6 104 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-12-09 11:35:38)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Myślę że eks byłoby "łatwiej" gdyby to była trzecia córka, a nie pierwszy syn .... awantura się nasiliła po tym jak M przekazał starszej córce informację, że nie siostrzyczka (jak chciały) tylko braciszek .... smile

No niestety, córeczki tatusia będą się cieszyły z nowego rodzeństwa (dla nich nie będzie to ważne czy chłopczyk czy dziewczynka) pod warunkiem , że mamusia nie będzie robić z tego problemu. Jeśli mamusia zaakceptuje Waszą ciążę, córeczki nie powinny robić z tego problemu. Jeśli jednak mamusia będzie dawała jawny upust emocjom i wyżywała się akcentując, że syn zabierze ojca córkom, dziewczynki mogą świadomie lub mniej świadomie wyżywać się potem na małym bąblu. Nie wdawajcie się z Nią w pyskówki. Róbcie swoje i nie tłumaczcie się Jej. Po za tym, co do tych zajęć dodatkowych - ojciec nie ma odebranych praw, więc może współdecydować o tym na jakie zajęcia chodzą dziewczyny (mamusia chyba o tym zapomniała?). Jeśli to jest JEGO popołudnie i uzna, że dziewczyny są zmęczone lub nie zdążyły odrobić lekcji, to nie musi Ich zawozić na zajęcia dodatkowe. Jeśli matka chce wozić dzieci na zajęcia dodatkowe, niech to robi w swoje dni, a nie rządzi się czasem ojca. Jeśli w wyroku jest postanowione, że wtorki ojciec sprawuje opiekę nad dziećmi, to On decyduje co z Nimi w ten wtorek będzie robił. Jego dobra wola czy zawiezie je na zajęcia z akrobatyki, czy może ma ochotę w tym czasie poczytać dzieciom bajki i poprzytulać się do nich na kanapie. Nie uważasz?

6 105

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 u nas tez będzie chłopak smile Powiedzielismy młodej o dziecku, biegała podekscytowana i wszystkim w domu zdradzała tajemnicę. Po dłużej chwili weszła do pokoju i pyta skonsternowana a " a z kim będziesz miała to dziecko ? " big_smile No o jej mówie, że z Twoim tatą hehe.
Ja mam doskonały humor, nic nie jest w stanie mi go popsuć, nawet spanielska mina EX. Pytałam sie partnera czy gdybym go nie naciskała to czy powiedziałby mlodej o dziecku, powiedział, że by nie powiedzi,ał bo nie czuł takiej potrzeby. Troche to zabolało, bo gdyby z EX miał to dziecko to młodej powiedziałby od razu. A tak ... same widzicie. Ja za nic nikogo przepraszać nie muszę, a tym bardziej za to, ze jestem w ciąży, kryć po katach też się nie będę. To jakie ktoś wybrał sobie zycie to już nie mój problem. Doroslość zoobowiązuje do myślenia.

6 106

Odp: Być drugą i macochą

Piszę aby sprawozdać z sytuacji eks-M-ja-dzieci, która miała miejsce w ten weekend. Trochę się nasłuchałam o eks od M, jego rodziny i znajomych, ale przyznam że staram się być na tyle obiektywna, na ile to możliwe, a przede wszystkim - unikam pchania kija w mrowisko... W zeszłym tygodniu M dostał bilety na Cavaliadę w Poznaniu - impreza mnie nie rusza, bo generalnie sprawa koni mnie nie interesuje. M trochę przeżywa, bo sam jeździł konno, chodził też na kucyki z córkami. Dostał bilety z firmy na trybunę VIP (jego firma wystawia się na targach i dostają te bilety w gratisie - nigdy bym nie pozwoliła na kupno biletów po 500 zł sztuka.... tak gwoli wyjaśnienia, że jeszcze na łeb nie upadliśmy). Biletów dostał sporo, bo nikt się w firmie nie interesuje koniami, a on co roku z córkami chodzi i tak też chciał - zabrać sam córki na imprezę. Wywiązała się sms-owa dyskusja z eks, "kiedy M te bilety przywiezie, bo ewentualnie to ona pójdzie z córkami, bo to jej tydzień". M szlag trafił .... ale nic to .... mówię spokojnie, masz dość biletów, zaproponuj eks, że owszem, zapraszasz serdecznie ją również, jeżeli ma ochotę, ale Ty tam będziesz i ... ja smile. Postanowiłam iść, bo wiem, że M ma trochę kłopot w relacji z eks, poza tym chyba robię się okrutna trochę. Trochę liczyłam na to, że jak dowie się, że jestem to nie będzie chciała, a że chyba ona myślała, że M ją tylko "straszy", że ja będę, więc na imprezie w sobotę spotkałyśmy się obie... smile dziewczynki były nieco wygłupione, bo przyznacie, ze sytuacja trochę jak w matriksie - skonfliktowani rodzicie, aktualna ciężarna konkubina ojca i one praktycznie obok siebie. Wobec mnie ... zachowywała się poprawnie - właściwie poza podaniem ręki na powitanie, nie rozmawiałyśmy. Nie jestem "wklejona w M" więc mówię - idź z żoną i dziewczynkami w przerwie pooglądać inne atrakcje dla dzieci (ja miałam ochotę na moment spokoju w fotelu) - poszli. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie eks "zatroskana" o M, zapytała czy aby jest pewien że to jego dziecko i że chyba zrobi testy genetyczne, i generalnie to gratuluje mu "złotego strzału". M na takie sytuacje reaguje głównie agresją, z nas dwojga to zdecydowanie ja jestem mistrzem ciętej riposty. M zrobił najlepsze co mógł ze swojej strony, czyli odpowiedział eks, że to chyba nie jest jej sprawa i kwestię uciął, chociaż zabolało go, że eks mówiła to w obecności córek.
Historia po raz kolejny nieco przydługawa, ale ... eks najwyraźniej boli to, że będzie dziecko. Są 6 lat po rozstaniu, po 5 letnim postępowaniu rozwodowym i naprawdę mogłoby się skończyć dla dobra dzieci. M na szczęście reaguje znacznie spokojniej na eks, niż na początku znajomości. Nie chcę wyjść na perfidną, wredną babę, ale w końcu do niego dotarło, że puszczanie z wodzy emocji, pozwalanie się rozhuśtać eks emocjonalnie, jest na jego niekorzyść. Ma być trzeźwy, pragmatyczny, rzeczowy.... sms-y, które wymianiają między sobą do tej pory były dowodami w sprawie. Widzę, że z pyskówek zamieniają się z jego strony w chłodną prezentację jego stanowiska, z której zniknęły przytyki, zbędne złośliwostki itp. Kiedyś go zrugałam, że jak mu nie wstyd potem coś takiego przytaczać przed sądem i widzę, że stara się bardzo. Ja oczywiście wiem, że nie ma innej opcji niż to, że moje dziecko jest dzieckiem M, ale wiadomo - ojciec może mieć wątpliwości i przy okazji wspomniałam, że jak chce, może zrobić badania genetyczne ale ... jeżeli istotnie chce to zrobić, to w takim razie ja idę do urzędu stanu cywilnego po urodzeniu dziecka, nazywam syna wybranymi przez siebie imionami i moim nazwiskiem, nie wskazuję go jako ojca, a on ... może rozpocząć postępowanie o ustalenie ojcostwa - nie mam z tym problemu. Może nawet wnioskować o zmianę nazwiska na swoje - też nie mam z tym problemu, ale z pewnością wtedy syn nie będzie miał drugiego imienia po nim.... A że jestem już dość dojrzała wiekiem i mam dobrą sytuację zawodowo-materialną, to też mi daje ogromną swobodę w kwestii "kochanie, jeżeli nie poczuwasz się do obowiązków wobec naszego dziecka, to bez łaski" - na szczęście nie musiałam imać się tej opcji, tym bardziej, ze na M mi zależy...
Reasumując, poza kilkoma złośliwostkami, których nie słyszałam, a których byłam pośrednio "targetem", spotkanie z eks było pozytywne. O tyle też pozytywne, że dzieci się dobrze zachowywały - czasami w sytuacjach matka-ojciec były naprawdę wygłupione i młodsza córka do M w ogóle nie podchodziła. Tu można powiedzieć, że siedzieliśmy trójka dorosłych i dwójka dzieci razem. Pozytywne jest też to, że na razie od soboty cisza .... eks nie zaczepia M, nie odzywa się - chociaż ciężko stwierdzić, czy to cisza przed burzą, czy też oswaja się powoli z pewnymi myślami smile

Dafne
gratuluję synka. Trochę mi było przykro, bo widziałam, że M cieszy się z dziecka o wiele bardziej, jak dowiedział się, że to syn. Trochę też mnie zirytował wczoraj "teść", który zaserwował tekst "no to teraz jak prawdziwy mężczyzna - zbudowałeś dom, zasadziłeś drzewo, będziesz miał syna". Z natury jestem spokojna, ale mnie to dotknęło - może dlatego że sama jestem kobietą to to pragnienie faceta, żeby mieć syna jest dla mnie jakimś atawizmem...Ale pośrednio to też coś, co w jakiś sposób może boleć eks. Kiedyś czytałam, że w przypadku "wpadek" mężczyźni statystycznie znacznie chętniej wiążą się z kobietami, jeżeli okazują się one matkami ich synów.... Świat jest trochę podły

6 107

Odp: Być drugą i macochą

kjim i lusilju
mimo wszystko staram się też trochę dla dziewczynek, bo widzę jak M je kocha. Po sobocie z nimi, szukał pretekstu, żeby zadzwonić i upewnić się "że dziewczynom się podobało"... Powstrzymałam go, bo widzę jak on tego kontaktu z nimi potrzebuje trochę desperacko...
Nie jestem w stanie świata uczynić idealnym i nie wiem jak się sprawa zajęć dodatkowych dziewczynek potoczy dalej. Sprawa o alimenty, w trakcie której zajęcia dodatkowe też będą podnoszoną kwestią, będzie miała miejsce po półroczu. Tu muszę przyznać, że ich matka ma trochę nie po kolei - zamiast oczekiwać, że córki przede wszystkim będą miały dobre oceny w szkole, to robi z nich na siłę artystki... a obie mają do tego dość umiarkowane predyspozycje... Ojciec nie ma nic do gadania w tej materii - zresztą raz już napisał eks, że sprowadza go do funkcji sponsora, który za wszystko płaci i ma się nie odzywać w temacie.... i tak to z boku wygląda.
Dziewczynki okazują mi dużo serdeczności - staram się również być dla nich dobra ....

6 108 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-14 11:58:43)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Piszę aby sprawozdać z sytuacji eks-M-ja-dzieci, która miała miejsce w ten weekend. Trochę się nasłuchałam o eks od M, jego rodziny i znajomych, ale przyznam że staram się być na tyle obiektywna, na ile to możliwe, a przede wszystkim - unikam pchania kija w mrowisko... W zeszłym tygodniu M dostał bilety na Cavaliadę w Poznaniu - impreza mnie nie rusza, bo generalnie sprawa koni mnie nie interesuje. M trochę przeżywa, bo sam jeździł konno, chodził też na kucyki z córkami. Dostał bilety z firmy na trybunę VIP (jego firma wystawia się na targach i dostają te bilety w gratisie - nigdy bym nie pozwoliła na kupno biletów po 500 zł sztuka.... tak gwoli wyjaśnienia, że jeszcze na łeb nie upadliśmy). Biletów dostał sporo, bo nikt się w firmie nie interesuje koniami, a on co roku z córkami chodzi i tak też chciał - zabrać sam córki na imprezę. Wywiązała się sms-owa dyskusja z eks, "kiedy M te bilety przywiezie, bo ewentualnie to ona pójdzie z córkami, bo to jej tydzień". M szlag trafił .... ale nic to .... mówię spokojnie, masz dość biletów, zaproponuj eks, że owszem, zapraszasz serdecznie ją również, jeżeli ma ochotę, ale Ty tam będziesz i ... ja smile. Postanowiłam iść, bo wiem, że M ma trochę kłopot w relacji z eks, poza tym chyba robię się okrutna trochę. Trochę liczyłam na to, że jak dowie się, że jestem to nie będzie chciała, a że chyba ona myślała, że M ją tylko "straszy", że ja będę, więc na imprezie w sobotę spotkałyśmy się obie... smile dziewczynki były nieco wygłupione, bo przyznacie, ze sytuacja trochę jak w matriksie - skonfliktowani rodzicie, aktualna ciężarna konkubina ojca i one praktycznie obok siebie. Wobec mnie ... zachowywała się poprawnie - właściwie poza podaniem ręki na powitanie, nie rozmawiałyśmy. Nie jestem "wklejona w M" więc mówię - idź z żoną i dziewczynkami w przerwie pooglądać inne atrakcje dla dzieci (ja miałam ochotę na moment spokoju w fotelu) - poszli. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie eks "zatroskana" o M, zapytała czy aby jest pewien że to jego dziecko i że chyba zrobi testy genetyczne, i generalnie to gratuluje mu "złotego strzału". M na takie sytuacje reaguje głównie agresją, z nas dwojga to zdecydowanie ja jestem mistrzem ciętej riposty. M zrobił najlepsze co mógł ze swojej strony, czyli odpowiedział eks, że to chyba nie jest jej sprawa i kwestię uciął, chociaż zabolało go, że eks mówiła to w obecności córek.
Historia po raz kolejny nieco przydługawa, ale ... eks najwyraźniej boli to, że będzie dziecko. Są 6 lat po rozstaniu, po 5 letnim postępowaniu rozwodowym i naprawdę mogłoby się skończyć dla dobra dzieci. M na szczęście reaguje znacznie spokojniej na eks, niż na początku znajomości. Nie chcę wyjść na perfidną, wredną babę, ale w końcu do niego dotarło, że puszczanie z wodzy emocji, pozwalanie się rozhuśtać eks emocjonalnie, jest na jego niekorzyść. Ma być trzeźwy, pragmatyczny, rzeczowy.... sms-y, które wymianiają między sobą do tej pory były dowodami w sprawie. Widzę, że z pyskówek zamieniają się z jego strony w chłodną prezentację jego stanowiska, z której zniknęły przytyki, zbędne złośliwostki itp. Kiedyś go zrugałam, że jak mu nie wstyd potem coś takiego przytaczać przed sądem i widzę, że stara się bardzo. Ja oczywiście wiem, że nie ma innej opcji niż to, że moje dziecko jest dzieckiem M, ale wiadomo - ojciec może mieć wątpliwości i przy okazji wspomniałam, że jak chce, może zrobić badania genetyczne ale ... jeżeli istotnie chce to zrobić, to w takim razie ja idę do urzędu stanu cywilnego po urodzeniu dziecka, nazywam syna wybranymi przez siebie imionami i moim nazwiskiem, nie wskazuję go jako ojca, a on ... może rozpocząć postępowanie o ustalenie ojcostwa - nie mam z tym problemu. Może nawet wnioskować o zmianę nazwiska na swoje - też nie mam z tym problemu, ale z pewnością wtedy syn nie będzie miał drugiego imienia po nim.... A że jestem już dość dojrzała wiekiem i mam dobrą sytuację zawodowo-materialną, to też mi daje ogromną swobodę w kwestii "kochanie, jeżeli nie poczuwasz się do obowiązków wobec naszego dziecka, to bez łaski" - na szczęście nie musiałam imać się tej opcji, tym bardziej, ze na M mi zależy...
Reasumując, poza kilkoma złośliwostkami, których nie słyszałam, a których byłam pośrednio "targetem", spotkanie z eks było pozytywne. O tyle też pozytywne, że dzieci się dobrze zachowywały - czasami w sytuacjach matka-ojciec były naprawdę wygłupione i młodsza córka do M w ogóle nie podchodziła. Tu można powiedzieć, że siedzieliśmy trójka dorosłych i dwójka dzieci razem. Pozytywne jest też to, że na razie od soboty cisza .... eks nie zaczepia M, nie odzywa się - chociaż ciężko stwierdzić, czy to cisza przed burzą, czy też oswaja się powoli z pewnymi myślami smile

Dafne
gratuluję synka. Trochę mi było przykro, bo widziałam, że M cieszy się z dziecka o wiele bardziej, jak dowiedział się, że to syn. Trochę też mnie zirytował wczoraj "teść", który zaserwował tekst "no to teraz jak prawdziwy mężczyzna - zbudowałeś dom, zasadziłeś drzewo, będziesz miał syna". Z natury jestem spokojna, ale mnie to dotknęło - może dlatego że sama jestem kobietą to to pragnienie faceta, żeby mieć syna jest dla mnie jakimś atawizmem...Ale pośrednio to też coś, co w jakiś sposób może boleć eks. Kiedyś czytałam, że w przypadku "wpadek" mężczyźni statystycznie znacznie chętniej wiążą się z kobietami, jeżeli okazują się one matkami ich synów.... Świat jest trochę podły

hmm.....
mialam nie pisać,ale zrobie to
nie wyobrazam sobie takiej ,,rodzinnej wycieczki do zoo,, z ex w tle ,dla,mnie to traci amerykańska telenowela,dziwie sie ze sie zgodzilas,

co do  reakcji twojego M na slowa byłej to jestem w szoku,chodzi mi o kwestie ojcostwa i ew badan genetycznych ,mój mąż wzialby babsko za frak i na boku wytlumaczylby jej ze ma ważyć slowa,żeby morde kontrolowała,pomijam to ze w taka wycieczke nie dalby sie wmontowac nawet gdybym ja nalegała

6 109

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU
oj ... nie było jak w telenoweli bo między dorosłymi czuć było napięcie i siekiera wisiała w powietrzu smile nie będę zdecydowanie w stanie zdzierżyć często taki akcji, ale od czasu do czasu .... we mnie jest zresztą dość dużo przekory i mam dość zadziorny, aczkolwiek zrównoważony charakterek..... kiedyś kiedyś ... kiedyś .... miałam faceta, który wywinął mi na wakacjach chamski numer. Poszedł sobie gadać do baru, tam zapoznał się z dwiema dziewczynami (jak później się okazało lesbijkami), mnie zostawił, uwalił się uzo jak pierdoła - musiałam iść na plażę sama po nasze rzeczy i z planów popołudniowych nici, bo tego gałgana od baru oderwać się  nie dało. Wróciłam do pokoju, wykąpałam się, chwilę przespałam i przemyślałam sytuację. Albo mogłam pójść - dać gnojowi w gębę, albo siedzieć w pokoju i ryczeć.... ostatecznie wróciłam do baru hotelowego, podeszłam do trójki (tj dziewczyn i mojego eks) i zaczęłam gadać z tymi dziewczynami, które mnie szybko polubiły i zaakceptowały (w sumie myślę że mam miłą powierzchowność), po czym przy tych dziewczynach pojechałam po moim byłym nazywając rzeczy wprost - że w sumie jest ćwokiem, bo mnie zostawił i poszedł sobie pić, że musiałam za tego idiotę iść po rzeczy na plażę, że zmarnował mi popołudnie, że pewnie teraz będę jeszcze spędzała noc w łóżku z zapitym uzo gościem, jutro będzie jęczał na kacu itd., jak mój eks próbował się przed dziewczynami prężyć powiedziałam im .... "dziewczyny, to jest facet, który do golenia używa mojego żelu dla kobiet do golenia nóg , bo zapomniał swojego z domu. Czy można takiego gościa traktować poważnie....? ". Wiem, że przeginałam i wiem, że byłam mega chamska, ale dlaczego miałam się wyżywać na tych dziewczynach, skoro to idiotą okazał się mój eks... I mogłam mu dać w gębę z liścia albo po prostu stanąć twarzą w twarz i odpłacić mu pięknym za nadobne, co zabolałoby bardziej niż listek - bo po listku miałabym do siebie żal, a tak poznałam miłe dziewczyny...
Nie to, że lubię się konfrontować - nie lubię. Ale .... myślę że eks myślała, że to my odpuścimy, dostanie bilety i pójdzie z córkami. Nawet to skomentowała w sms, kiedy ją "zaprosił" - że do tej pory "miał problem, żeby brać udział w akademii szkolnej, jak ona tam była". Okazało się, że my tam byliśmy i to na swój sposób ona była "w mniejszości".... a wszystko to działo się tak naprawdę wyłącznie dla dzieci. Nie wiem kiedy ostatni raz miały w tym samym miejscu niekłócących się rodziców... dlatego ja oceniam to wyjście pozytywnie.
Gdyby ich matka do mnie wyjechała z taką uwagą, z pewnością odgryzłabym się jej w godny sposób. No cóż - jeżeli miało dojść do jakiejkolwiek komunikacji między mną a eks to mam nadzieję, że wie że nie będę chowała głowy w piasek, a jeżeli będą jeszcze takie sytuacje, to będę obecna i nie mam z tym problemu. Podobnie jej córki traktowały mnie bardzo miło - młodsza mnie pogłaskała po brzuchu i zapytała, jak się czuje Jaś, starsza siedziała koło mnie i kiedy ustąpiłam młodszej, żeby siedziała bliżej taty, to starsza pasierbica przesiadła się, żeby siedzieć koło mnie. To było miłe - na powitanie mnie przywitały objęciem. Oczywiście nie chcę ich mamie w ten sposób sprawiać przykrości, ale cieszę się, że czują się przy mnie też na tyle spokojnie, że stać je na gesty wobec taty i wobec mnie, których kiedyś względem ojca, a przy matce, po prostu się bały. Zależy mi mimo wszystko, żeby M miał dobry kontakt z dziećmi, a mój syn kiedyś w przyszłości, żeby nie czuł się jedynakiem, ale najmłodszym z trójki dzieci swojego taty....

6 110

Odp: Być drugą i macochą

No i wczoraj sprawa się trochę posypała. Wzięliśmy dziewczynki na badanie usg "połówkowe", które zostało ustawione specjalnie tak, aby mogły w nim wziąć udział i zobaczyć braciszka. Najpierw młodsza była trochę przestraszona, ale potem bardzo pozytywnie reagowały i były zaciekawione. Lekarz też był fajny pokazywał im i opowiadał co widać na monitorze, liczył paluszki, itd. Oczywiście młode wróciły do domu i opowiedziały matce - bez złych intencji... myślę że dla nich to przeżycie. I trochę mleko się rozlało....
Wieczór to seria sms, które zaczęły się mniej więcej od tego, że nie życzy sobie, żeby M sprawy prywatne załatwiał w czasie widzeń i że ja mogę sama chodzić na usg albo umawiać się na inne terminy. Odpowiedź - usg było specjalnie ustawiane pod dzieci, tak aby mogły zobaczyć braciszka i się oswoić z myślą że się pojawi, poza tym w czasie ojca, to on decyduje co ważnego dzieci z nim robią. Potem już się turlało samo - to że temat zabolał i go "używa" aby "dotknąć" M wynikało jednoznacznie z tonu sms. Padały w nim słowa "kochanka", dzieci "legalne i nielegalne" itd.... Ponieważ M czytał mi sms, a ja raczej nie mam emocjonalnych problemów z tym, że kobieta próbuje "dopieprzyć", więc dość długo odpowiadaliśmy bardzo spokojnie. Oczywiście w którymś momencie pojawiły się z jej strony złośliwości typu "dla dzieci legalnych byłeś beznadziejnym ojcem, a taki dobry jesteś dla dziecka kochanki" itp. W końcu sms-y, których nie chcę nawet przytaczać bo były kąśliwo-durne, zeszły na temat "jak ja byłam w 7 miesiącu ciąży brałam udział w próbach polowych". Ki diabeł ..... okazało się, że eks wobec psa-championa miała ambicję uczynienia z niego reproduktora i latała w ciąży na próby polowe.... dla mnie - wyższy poziom abstrakcji... nie wpadłabym na coś takiego osobiście, a przymuszona do prób polowych po prostu bym inicjatora "inicjatywy" obśmiała... No cóż ... po kilkunastu normalnych ripostach, które odnosiły się raczej do rozsądku i argumentów "merytorycznych" nadeszła chwila, kiedy z pewną dozą satysfakcji pozwoliłam sobie na złośliwe odpowiedzi, po których zapadła tak długo oczekiwana cisza. Kobieta żołądkowała się nazywając mnie kochanką (no cóż - jestem nią, poznaną przez M 6 lat po rozstaniu z nią, mam 39 lat i naprawdę nie jest dla mnie problemem nomenklatura), sama z kochankiem żyjąc pod jednym dachem w ukryciu (bo miałoby to wpływ na wysokość alimentów - np koszty utrzymania domu dzieliłyby się na 4 a nie na 3). Więc odnośnie kochanki odpisaliśmy, że dzieci wychowywane w rodzinie patchworkowej, z partnerami rodziców zdążyły już się oswoić więc tragedii nie ma, ale M cieszy się że matka jego dzieci narzuca wysokie standardy moralne w tym zakresie, przy czym śpieszy ją uspokoić, że w stosownym momencie kwestie niesformalizowane doczekają się szczęśliwego finału ..... Następnie okazało się, że eks już się zorientowała z internetu kim jestem - to chyba też zabolało ją, bo pokończyłam dobre szkoły, mam dobrą pracę (w tej samej firmie od ponad 15 lat), jakieś tam publikacje branżowe... No i zaczął się przytyk do liceum katolickiego, do którego chodziłam, co u mnie wywołało śmiech, u M atak irytacji. Po jeszcze kilku beznadziejnych sms, M zapytał o co jej chodzi i co ją boli, że wtrąca się w nieswoje sprawy, robi jakieś wycieczki do przeszłości, która jest dawno zamknięta, że ma się z nim kontaktować w bieżących sprawach dotyczących ich wspólnych córek, natomiast inne aspekty jego życia, chyba powinny być poza zakresem jej zainteresowań i niech żyje własnym życiem itd ....
M nie jest dobry "w te klocki" tj. na sms eks reaguje bardzo bardzo emocjonalnie. Ja nie.... Nie robię nic złego, jej córki traktuję bardzo dobrze - jakby były moimi bratanicami, nie mam sobie nic do zarzucenia w kontekście tej kobiety. Dbam o to, żeby M w korespondencji nie robił jej głupich emocjonalnych przytyków, które świadczą o tym, że temat dla niego też jest nadal bolesny (bo jakby tak się głębiej pochylić, to po tym małżeństwie wyszedł jak wrak, więc nie dziwota, że kontakty z eks powodują u niego skrajnie negatywne emocje). Nie pozwalam M żeby obrażał matkę swoich dzieci, również ze zwględu na córki - żeby nie mogły mu kiedyś zarzucić brak szacunku do matki. Nie znałam M nawet jak już miał orzeczony rozwód, więc nie rozbiłam jej małżeństwa, jestem totalnie osobą trzecią, do której ma żal bo .... jej córki mnie bardzo lubią, bo mówią o mnie dobrze, bo cieszą się na informację o rodzeństwie itd. Nie traktuję oczywiście dzieci jako oręża, żeby dopiec eks (w ogóle nie myślę takimi kategoriami), ale skoro ją boli to, że staram się być dobrą macochą dla dziewczynek, no to musi sobie z tym poradzić.... Ale jak tak się zastanowić, to z moich doświadczeń wynika, że kilka kanalii, które w życiu poznałam, najbardziej bolała "cnota" - czyli coś co bym określiła jako dobre, rzetelne, pozytywne podejście do świata, ludzi itd. Ich krew zalewała, kiedy ktoś był "inny" tj. nie dawał się wkręcić w bagno i upodobnić do nich. Taką też mam na tą sytuację taktykę. Poza tym dziewczynki też czują często, że staję po ich stronie w relacji z M i kiedy M się na nie irytuje, to proszę go, żeby się uspokoił i nie denerwował na dzieci, tylko spokojnie im wyjaśnił czego od nich oczekuje. Potem czasami tłumaczę dziewczynkom, dlaczego tatusia tak złości jak np mówią mu o występie w przeddzień - bo bardzo chce być w szkole na akademii, ale często nie jest w stanie tak zorganizować w pracy albo innych zajęć, żeby w tym terminie się pojawić i dlatego prosimy, żeby jak tylko wiedzą o takim przedsięwzięciu, to dawały znać. Wtedy tatuś postara się tak poprzestawiać inne obowiązki, żeby się pojawić. Dziewczynki reagują pozytywnie, bo myślę że czują się traktowane poważnie, zadbane i że tacie zależy na kontakcie. Oczywiście eks ma własną, najgorszą z możliwych teorię na temat M, jego poczynań i oczywiście na mój ....
Eks jest w przekonaniu, że M dał się usidlić na ciążę wink Ciąża to był jeden z większych szoków w moim życiu, bo byłam przekonana, że temat jest już pozamiatany i generalnie jest z nim problem.... No ale przecież nie będę się z tego tłumaczyła eks smile W mojej głowie, na jej przytyki, powstawały baardzo złośliwe odpowiedzi, ale primo - nie chcę bagna, secundo - nie chcę dla M korespondencji, która go tyle kosztuje. Są inne bolączki eks związane z moją ciążą - to przede wszystkim wysokość alimentów, na którą kolejne dziecko może mieć wpływ. I ... zupełnie fałszywe przekonanie eks, że ja się tą ciążą "umościłam". A to jest abstrakcja, bo M ma taki sam poziom dochodów jak ja i doprawdy, gdybym się kierowała tego typu czynnikami, to wybierałabym inaczej. Ale pod tym względem M i eks się akurat dobrze dobrali - oboje są bardzo materialistycznie nastawieni i sprawy finansowe też są solą w oku "eks". Mój M ma też takie czasami odzywki, które mnie wnerwiają, bo świadczą o wysokim poziomie stresu finansowego, ale pracuję nad nim, że najważniejsze jest zdrowie, żeby się dzieci dobrze chowały itd, a jak nas stać na chleb, dom, wakacje itd to znaczy, że wszystko jest dobrze.
Sory, za przydługi post, ale nie mam się tym z kim podzielić, bo w moim otoczeniu sama młodzież z którą nie będę roztrząsała takich tematów, a przyjaciółki do albo stare panny (jak ja do czasu poznania M), albo mężatki smile

Posty [ 6 046 do 6 110 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 92 93 94 95 96 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026