netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 228 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 91 92 93 94 95 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 981 do 6 045 z 8 269 ]

5 981

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

On sierota a ja połowiczna i nie mamy za bardzo na kogo liczyć... W szpitalu był, ale ciężko jest to wszystko pogodzić. Bo mężowie byli codziennie a u mnie tak pustki trochę, trudno... Ja to sobie poradzę, ale będzie miał dwójkę dzieci i niech stanie na rzęsach żeby być tyle samo dla jednego i dla drugiego. Wiem, że jestem zbyt miękka, dlatego powoli staram się coś zmienić. Staram się go tez zrozumieć, bo nam wszystkim nie jest łatwo..
Wiem, ze gdybym chciała żeby był to by przyjechał, nawet odwołał ale jak sytuacja opanowana a mi po prostu smutno. To trzeba być dorosłym, bo on za odwołanie spotkania poniesie poważne konsekwencje...

jak ciebie czytam ,to mam jakieś pierdzielone deja vu....
gdy bylam w ciąży,zagrożonej wyladowalam w szpitalu,mialam krwotok,tez czułam sie osamotniona jak cholera....ALE PRZYNAJMNIEJ NIE MYSIAŁAM ZNOSIC WTEDY MLODEJ wiec wiem co czujesz,ze odetchnęłaś

mnie cudze dzieci wqrwiaja,kocham tylko swoje ,no i co dziwne swojej siostry prawie jak swoje wlasne.....
innych nie znoszę ,zgodnie z tym co wyżej napisalam

5 982

Odp: Być drugą i macochą

Poniewaz zjadlo mi 3/4 posta obrażam sie i pisze jeden pod drugim

5 983 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-19 21:24:52)

Odp: Być drugą i macochą

I zgadnijcie co sie stało ,wpierd..o mi 6/7 posta kolejnego,to idę zapalić jak mi foch minie to MOZE NAPISZE ale po calym dniu w pracy moze to juz byc za duże wyzwanie ,3 raz to samo produkować
dobra tak w skrócie ,nie lubię jak ktoś burzy mój porzadek,moja rutynę,mam wygodna dupe i BARDZO SILNE POCZUCIE WŁASNOSCI,mam swój uporządkowany swiat ,dom ,poukladane dopieszczony i nie znoszę jak mi ktoś łapy wpycha w to co moje
nie cierpie jak ktoś mówi podniesionym glosem,dotyka moich rzeczy,robi mi lustrację w szafach,polkach itd,a tak zachowywala sie mloda,o jej kulturze a raczej jej braku nie napisze,coż jej matka to totalnie nie moja liga a córcia to jej przejaskrawiona wersja
mój swiat to harmonia nie chaos,tak sie odnajduje,moje dzieci są takie same,maz tez ,
mamy swoje rytuały ,przyzwyczajenia,młoda nie ogarniała tego..
u nas do słuchania muzyki używa sie sluchawek,kazdy stara sie by innym nie szkodzić,rozumiemy ze ktoś jest zmeczony,nie dokuczamy sobie wzajemnie,nie uprzykrzamy życia....
na początku mój mąż byl zdziwiony ze tak mozna,bo on sie tego ode mnie nauczył,tego spokoju,tej harmonii,wcześniej znal tylko klotnie,totalna rozpierduche w małżeństwie,balagan w domu i zyciu
teraz,nie wyobraża sobie ze mozna żyć inaczej,nie znosi swojego poprzedniego życia,juz pisałam ze on sie nie przyznaje ze kiedyś tam mial inne życie...
nie pozwoliłam by ktoś to moje życie zamienil w piekło,odizolowałam sie od problemu,odcielam sie całkowicie,do tego stopnia ze temat zanikł,niemalże zupelnie,nie pozwoliłam by ktoś burzył ten mój spokój...
było ciężko,nie powiem,ale to sie nie działo z dnia na dzien,wypracowalam to
ja bardzo dużo pracuje,wracam wieczorem do domu,w miedzyczasie przywoze dziecko do siebie do pracy  ,razem wracamy,bo tak jest logistycznie wygodniej,ja mam.taka mozliwosc bo pracuje ,,u siebie,, ....
ze starszym synem bylo prawie to samo,chcialam wieczorami mieć spokój a co mialam.....ech szkoda słów,wzdrygam sie na sama myśl o tym,
ze juz nie wspomne o początkach,male mieszkanko,zero ciszy,spokoju,miągwienie młodej,te fochy,jęczenie,cackanie sie ze sobą,bałagan,obrzydliwy bałagan,nie szanowanie rzeczy i pracy innych,grzebanie nawet w torebce,portfelu wrrrr
dodam jeszcze to ze jest ona permanentnym kłamczuchem,okropnym,intrygantką,w czym przerosła mistrzynie która ja urodzila
to tak w skrócie,pisałam na raty,edytując co chwile,ale wątku nie zgubilam...raczej...

5 984

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU to juz rozumiem czemu twoje posty i Twój schemat działania jest mi tak bliski :-)

Też nie lubię jak ktoś wprowadza w moje poukładane życie chaos, łamie zasady i robi z mojego życia rozpierduchę.
Mam też świadomość, że dzięki tym zasadom, granicom, harmonogramom moje dzieci wyszły z przygody zwanej "rozwodem" bez większego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Nikt Ich nie musiał i nie musi traktować jak ułomnych i niedorozwiniętych, bo mimo rozwodu czuły i czują się zadbane i niepominięte, bezpieczne.
I jak jeszcze raz ktoś mi powie, że bezstresowe wychowanie służy dobru dziecka, to szczerze i bez wstydu go wyśmieję.
I podobnie jak Ty, nie pozwolę nigdy więcej, by ktoś mój poukładany świat z premedytacją burzył.

5 985

Odp: Być drugą i macochą

A to zabawne, bo ja chętnie przyjmuje 2 dzieci nowego partnera wiec często mam 4 dzieci. Wiek od 3 do 16 lat różne płcie różne problemy.
Nie marudzę jak wy.
W kółko ogarniam czwórki dzieci lekcje, zajęcia dodatkowe, odbieranie ze szkoły, angielski, francuski, basen, piłkę, aikido. Sama się udzielam społecznie i normalnie pracuje zawodowo. Tyle że ja mam tydzień dzieci tu tydzień tu wiec mogę odpocząć.

Zmieńcie warunki widywania się bo to co widzę w ogóle nie działa.
Idźcie do sadu zmienić alimenty, zbierajcie rachunki zwiększonych kosztów wyżywienia podczas pobytu dziecka u was.
Uruchomcie myślenie a nie narzekacie na ex żony.

Przy dzieciach partnera pierdzę, dłubie w nosie i zachowuje się jak bym była u siebie w domu, bo jestem u siebie w domu. Leżę na kanapie kiedy chce i to ja kontroluje pilota do telewizora a nie któryś nastolatek.

Skrzywdzone madonny. Wzięłyście chłopa z dorobkiem to ponoście tego konsekwencje.

5 986 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-20 10:35:56)

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:

Zmieńcie warunki widywania się bo to co widzę w ogóle nie działa.
Idźcie do sadu zmienić alimenty, zbierajcie rachunki zwiększonych kosztów wyżywienia podczas pobytu dziecka u was.
Uruchomcie myślenie a nie narzekacie na ex żony.

Przy dzieciach partnera pierdzę, dłubie w nosie i zachowuje się jak bym była u siebie w domu, bo jestem u siebie w domu. Leżę na kanapie kiedy chce i to ja kontroluje pilota do telewizora a nie któryś nastolatek.

Skrzywdzone madonny. Wzięłyście chłopa z dorobkiem to ponoście tego konsekwencje.

Dokładnie zrobiłam to co mówisz :-)

Zmieniłam  zasady "widzeń" na: nie widzenie Ich wcale. Wystarczy , że M się z Nimi widuje, ja nie muszę . Nie narzekam już na Ex żonę, bo nie muszę, wyeliminowałam ją ze swojego życia :-)
Robię w swoim domu to co chcę i żaden smarkacz mi za to nie pluje w twarz.
I pogoniłam Partnera by odwołał się od wyroku podwyższającego Mu alimenty i ... wygrał sprawę.
Jestem szczęśliwa, choć mam "chłopa z dorobkiem"

5 987 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-20 10:46:20)

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:

A to zabawne, bo ja chętnie przyjmuje 2 dzieci nowego partnera wiec często mam 4 dzieci. Wiek od 3 do 16 lat różne płcie różne problemy.
Nie marudzę jak wy.
W kółko ogarniam czwórki dzieci lekcje, zajęcia dodatkowe, odbieranie ze szkoły, angielski, francuski, basen, piłkę, aikido. Sama się udzielam społecznie i normalnie pracuje zawodowo. Tyle że ja mam tydzień dzieci tu tydzień tu wiec mogę odpocząć.

Zmieńcie warunki widywania się bo to co widzę w ogóle nie działa.
Idźcie do sadu zmienić alimenty, zbierajcie rachunki zwiększonych kosztów wyżywienia podczas pobytu dziecka u was.
Uruchomcie myślenie a nie narzekacie na ex żony.

Przy dzieciach partnera pierdzę, dłubie w nosie i zachowuje się jak bym była u siebie w domu, bo jestem u siebie w domu. Leżę na kanapie kiedy chce i to ja kontroluje pilota do telewizora a nie któryś nastolatek.

Skrzywdzone madonny. Wzięłyście chłopa z dorobkiem to ponoście tego konsekwencje.

oj joj błysnęłas

tylko ze weź pod uwagę ze istnieją osoby reprezentujące skrajnie różne postawy do twojej,dla których szczytem osiągnięć życiowych nie jest wożenie,nianczenie cudzych dzieci..
wogole spędzanie czasu z nimi,

piszesz o konsekwencjach posiadania męża z przeszloscia,jasne tylko ze to facet powinien ponosić konsekwencje złych wyborow,my je ponosimy finansowo,uwazasz ze to mało...

5 988

Odp: Być drugą i macochą

solina zmiana  kontaktów kończy się na mediacjach za które płaci mąż. W sądzie była sprawa o utrudnianie kontaktów - nie da się nic wyegzekwować. Alimenty będą podwyższane bo to PL. Widać, że nie masz zielonego pojęcia jak to funkcjonuje. Mój mąż ma dobry zawód i alimenty ma zasądzone od "możliwości zarobkowych" A nie od tego ile zarabia. Matka dziecka pracuje na 1/2 etatu i nikt jej nie mówi, że ma dorabiać a mojemu mężowi powiedziano, że poszukał drugiej pracy. Co pól roku lądujemy w sądzie, i tak od wielu lat. Mąż pokrywa 3/4 kosztów utrzymania dziecka, bo jego możliwości zarobkowe...No i żona dobrze zarabia, więc niech płaci alimenty a ja mam go utrzymywać.
To że twój mąż ma "zdrową psychicznie" byłą żonę to tylko pogratulować, że taki materiał wybrał na tę pierwszą.  Ale na pewno nie tobie, ze tak świetnie sobie dajesz rade z dziećmi, albo że znasz się na Krio. Naprawdę super sobie radzisz! pogratulować... poziomu byłej żonie twojego męża.
Gdybyś trafiła na Ex - wariatkę to jeszcze twoje dzieci by płaciły na jej dzieci, a ty zostałabyś w skarpetkach.

5 989 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-20 11:39:35)

Odp: Być drugą i macochą

Potwierdzam to co pisze kitkaat. Solinka, to że masz szansę być wyrozumiałą, lubianą przez pasierbów macochą, to nie jest TWOJA zasługa. Taką możliwość daje Ci Pani Exowa i Twój Partner. Uwierz , ja z natury jestem wyrozumiałą i dość sympatyczną osobą, ale Pani EX nie pozwala swoim dzieciom mnie lubić. Mają wręcz zabronione dobrze się ze mną bawić. Więc nic na siłę.

Dla kontrastu powiem, że moje dzieci spraszają do domu mnóstwo koleżanek i kolegów. Większość z tych dzieciaków lubię i chętnie robię Im np jakieś placki lub naleśniki, żeby zjadły jak są u nas. Obce dzieciaki w moim domu potrafią się dobrze bawić, posprzątać po zabawie, zjeść bez grymaszenia, podziękować za placki i polecieć dalej się wściekać. OBCE. Ale nie dzieci M. One zawsze zachowywały się jak święte krowy. I to nie jest moje uprzedzenie do tych dzieci. To jest ICH uprzedzenie do mnie, wytresowane przez matkę. Więc poki matka nie zmieni postępowanie i nie nauczy kultury i szacunku, w moim domu przyjmować TYCH dzieci nie będę.

5 990

Odp: Być drugą i macochą

Lusil,
nikt nie zrozumie użerania się z niewychowanymi dziećmi dopóki nie wpuści ich do własnego domu. Dzieciak ma poważne problemy sam ze sobą. Kłamie prosto w oczy, manipuluje i do tego jeszcze ma zapędy agresywne. Gdy jest zły trzaska drzwiami, kopie w słupek na ulicy, czy patykiem nawala w żywopłot. Gdy się go pytam czemu to niszczy? to patrzy się jakby pytania nie rozumiał. To jest pikuś bo w domu, tez jest nie źle... Do tego brakuje mu empatii, mówi ludziom takie rzeczy...
Zagląda mi przez ramie ile wydaje na zakupy przez Internet, zanim wejdzie do domu już wie że jest w nim coś nowego. Chociażby szczoteczka elektryczna, i pytanie jego ulubione" ile to kosztowało?
Do tego trzeba go uczyć manier - idziesz z dzieckiem do restauracji a on Ci pierdzi przy stole - taki wstyd.... A skąd to oczywiście mamusia. W domu z konkubentem mają zabawę że sobie pierdzą przed TV.
Wszystko to idealna mamusia interesuje się tylko naszym zżyciem, cały czas robi wszystko żeby  nam życie utrudnić.. A co najdziwniejsze, wykształcona kobieta ale poziom...
Dziecko mi w domu pyskuje, a jak ma się zachowywać gdy matka mu mówi zapierda....j po.... Szkoda mi ale to znaczy, że mama całą patologie w domu niańczyć i jeszcze się z tego cieszyć.. Dałam się wkręcić w wielką pomoc pokrzywdzonemu dziecku. Jeszcze 3-4 tygodnie temu myślałam, ze krzywda mu się dzieje i ratować go trzeba. Tym czasem dzieciak osiągnął to co chciał, mąż powoli widzi to wszystko. Szczególnie ostatnio, gdy dzieciak przekręcił wszystko co powiedziałam. Na szczęście mąż wszystko słyszał, ale gdyby nie było go w pobliżu?? to komu by uwierzył? ja sama pare tygodni temu wierzyłam we wszystko co mówił..

5 991

Odp: Być drugą i macochą

Kjim skąd ja to znam cioci nie można lubić, moja mama traktuje go jak swojego wnuka - taka po prostu jest. Ale powiedziałam, żeby tego nie robiła, ma inne "prawdziwe wnuki". Przy stole dzieciak wykrzyczał w wigilie ze nie jesteśmy jego rodziną. Gdzie dla innych dzieciaków to jest ich - BRAT. Potem zrozumiał swój błąd i moja mama jest zbyt wspaniałomyślna bo dała mu szanse, ale serce mnie boli jak ona się stara, a on...ehhh
O mnie jest zazdrosny i odsuwa ode mnie mojego chrześniaka, a gdy mówi mi maluch "kocham Cię ciociu" to z fochem odpowiada"cioci nie można kochać. Kocha się tylko mamę i babcię" Nawet taty nie wymienił...ehh

5 992

Odp: Być drugą i macochą

Ok. Skoro Ona i Jej dzieci uważają, że do kochania jest tylko i wyłącznie mama - a ciocię , mają mieć w d..pie, to..... ciocia w tę d...kę włazić nie musi.

5 993 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-20 11:57:52)

Odp: Być drugą i macochą

kjim
Ja właśnie zaczynam olewać :-) mojej mamie tłumacze, żeby tez zaczęła wtedy dopiero doceni, a jak nie to kij w oko...Co do Ex to ciocia jest blee ale gdy zmienia plany i nie ma kto z dzieckiem siedzieć. To wtedy jest tekst Ex do meża - to niech "ona" z nim siedzi..Na co mąż, że to nie jest mój obowiązek i nie będę. Bo Ex myśli, że sobie nianie znalazła. Wcześniej chciałam żebyśmy żyli w zgodzie i siedziałam z nim, nawet moja mama czasem i co dostałam? zbuntowanego dzieciaka jak za fajnie nam się siedziało, bo ona chyba zazdrosna była.
Mój mąż za dużego wyboru nie ma,  albo dobrze z nią żyje = ma kontakt z dzieckiem. Albo z nią walczy i wtedy = brak kontaktów z dzieckiem. Nagle dziecko choruje przez tydzień, albo dłużej, telefonu tez nie odbiera. A do szkoły nie pojedziesz, bo Ci zrobi awanturę przy ludziach.. i już w ogóle do szkoły Cię nie wpuszczą:-p I nie ma na nią sposobu. Ale to on ma z nią problem, a ja wreszcie czuje się wolna:-p Bo żyjąc w tej chorej symbiozie podtrzymuje układ takim jaki jest. Niech mąż to ogarnie i tyle. Już nawet ostatnio stwierdził, ze mu kasy brakuje i zdrowia psychicznego żeby o to dziecko ciągle walczyć. A jak już wywalczy to jest jak opisałam wyżej.. kolorowo nie jest, bo jak dziecko ma być nie być egoistyczne. Jak mamusia tylko o sobie myśli, a nie o dobru dziecka.

5 994 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-20 12:15:51)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

kjim
Ja właśnie zaczynam olewać :-) mojej mamie tłumacze, żeby tez zaczęła wtedy dopiero doceni, a jak nie to kij w oko...Co do Ex to ciocia jest blee ale gdy zmienia plany i nie ma kto z dzieckiem siedzieć. To wtedy jest tekst Ex do meża - to niech "ona" z nim siedzi..Na co mąż, że to nie jest mój obowiązek i nie będę. Bo Ex myśli, że sobie nianie znalazła. Wcześniej chciałam żebyśmy żyli w zgodzie i siedziałam z nim, nawet moja mama czasem i co dostałam? zbuntowanego dzieciaka jak za fajnie nam się siedziało, bo ona chyba zazdrosna była.
Mój mąż za dużego wyboru nie ma,  albo dobrze z nią żyje = ma kontakt z dzieckiem. Albo z nią walczy i wtedy = brak kontaktów z dzieckiem. Nagle dziecko choruje przez tydzień, albo dłużej, telefonu tez nie odbiera. A do szkoły nie pojedziesz, bo Ci zrobi awanturę przy ludziach.. i już w ogóle do szkoły Cię nie wpuszczą:-p I nie ma na nią sposobu. Ale to on ma z nią problem, a ja wreszcie czuje się wolna:-p Bo żyjąc w tej chorej symbiozie podtrzymuje układ takim jaki jest. Niech mąż to ogarnie i tyle. Już nawet ostatnio stwierdził, ze mu kasy brakuje i zdrowia psychicznego żeby o to dziecko ciągle walczyć. A jak już wywalczy to jest jak opisałam wyżej.. kolorowo nie jest, bo jak dziecko ma być nie być egoistyczne. Jak mamusia tylko o sobie myśli, a nie o dobru dziecka.

to nie wspieraj go w tej walce i do niej nie zachęcaj...
zobaczysz ze zluzuje,wiem co pisze...
zaraz larum podniosą nawiedzone jak to przeczytają....
CZY TO JEST W TWOIM INTERESIE BY TE KONTAKTY BYLY NIEOGRANICZONE ALBO ZEBY WOGOLE BYLY??

rob uniki w opiece,przy czym nie drąż tematu,dzisiaj i o tym nie dyskutuj,wycofuj sie z pozycji Maryśki,jak mówi moja matka,,nie po to cię urodziłam byś cudze dzieciary nianczyla,,

problem kasy...ech tez mialam różne cuda kiedyś,na początku mielismy system maz-oplaty,ja żarcie,tylko ze po pobycie mlodej to byl sajgon,ona zachowywala sie jakby z glodnego kraju przyjechala otwierala i pozerala wszystko,czesto skutkowalobto bólem brzucha z przeżarstwa

u matki miala,wyliczone kromki chleba a tu nazerala sie na zapas niejako,poza tym pewne rzeczy byly dla niej nowością tzn wiekszosc,nie wspomne o tym jak jadla...

5 995

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

to nie wspieraj go w tej walce i do niej nie zachęcaj...
zobaczysz ze zluzuje,wiem co pisze...

Ale tak to właśnie działa. Panowie są mądrzy, póki mają zaplecze w postaci nas. Bo jakby co to: ONA posiedzi, ONA ugotuje, ONA upierze, ONA zadba. A kiedy zaplecza nagle BRAK, to wtedy odpuszczają, wtedy nagle dostrzegają, że MAMUSIA tez może i powinna się dzieckiem zająć. Nagle przestaje Panu starczać czasu , pieniędzy i zaangażowania by walczyć z matką o dzieciaka. Zaczyna się walka z matką, by ONA TEŻ wywiązywała się z obowiązków. I o to chodzi. Oni są rodzicami. Oni muszą podzielić swoje obowiązki między siebie a nie wykorzystywać do tego obecnych partnerów.

5 996

Odp: Być drugą i macochą

No właśnie nie jest to ani w moim interesie, bo to nie ja za nim tęsknie. Mi tam kontakty jak z resztą rodziny by wystarczyły:-p tzn.raz w miesiącu. Ale to nie moje dziecko, wiec nie jest to raczej dziwne. Co do wspierania M, uważam, ze robiłam to już za długo, bo aż prawie 7lat. Z drugiej strony mam takie poczucie winy, ze może gdyby mnie nie było to nie utrudniałaby mu tak życia. Albo on godziłby się na wszystko i miałby dziecko tyle ile by chciał. Może by chodził bez grosza przy doopie, bo cała kasa szłaby na dziecko, ale byłby szczęśliwy. A czasem już sama nie wiem czy jest :-( Te jej i jego syna wszystkie akcje zniszczyły ten wspaniały okres oczekiwania na dziecko... Gdyby nie to że to krew z krwi to pewnie mąż nie cieszyłby się z potomka...

5 997

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

to nie wspieraj go w tej walce i do niej nie zachęcaj...
zobaczysz ze zluzuje,wiem co pisze...

Ale tak to właśnie działa. Panowie są mądrzy, póki mają zaplecze w postaci nas. Bo jakby co to: ONA posiedzi, ONA ugotuje, ONA upierze, ONA zadba. A kiedy zaplecza nagle BRAK, to wtedy odpuszczają, wtedy nagle dostrzegają, że MAMUSIA tez może i powinna się dzieckiem zająć. Nagle przestaje Panu starczać czasu , pieniędzy i zaangażowania by walczyć z matką o dzieciaka. Zaczyna się walka z matką, by ONA TEŻ wywiązywała się z obowiązków. I o to chodzi. Oni są rodzicami. Oni muszą podzielić swoje obowiązki między siebie a nie wykorzystywać do tego obecnych partnerów.

wlasnie,jest dokladnie jak piszesz
gdy Maryska sie zbuntuje i zaczyna robić nic,facet nagle zaczyna wykazywać lekki ,,tumiwisizm,,
zaczyna walczyć z osoba z którą powinien,albo odpuszcza temat

facet to wygodna istota,znacie takiego co odrabia lekcje z dziecminpartnerki,co im gotuje,podstawia pod nos,wozi na zajecia,bo ja nie

5 998 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-20 12:31:08)

Odp: Być drugą i macochą

lusilju,
dokładnie wszystko opisujesz, u nas z jedzeniem jest tak samo. Nie wiem co ten dzieciak je w domu, ale u nas jakby nic nie jadł przez tydzień.... Jeszcze chodzi szpera po szafkach za słodyczami.

kijm,
zobaczymy co z tego wyniknie, czas pokaże. Ale znając mojego męża, to będzie robił wszystko "sam". No chyba ze już mu siły nie starczy. Pierwsze zmiany poszły na efekty trzeba poczekać, mam nadzieje, że nie przepłaci tego zdrowiem. Ale fakt, nie mogę go wspierać w tej walce, bo może sama go nakręcam do działania. A on moze ma już tez dość..on tez się za bardzo przejmuje co ludzie powiedzą...

5 999 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-20 12:53:33)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Ale znając mojego męża, to będzie robił wszystko "sam". No chyba ze już mu siły nie starczy. Pierwsze zmiany poszły na efekty trzeba poczekać, mam nadzieje, że nie przepłaci tego zdrowiem. Ale fakt, nie mogę go wspierać w tej walce, bo może sama go nakręcam do działania. A On moze ma już tez dość..on tez się za bardzo przejmuje co ludzie powiedzą...

Nie bój się. Nie przypłaci zdrowiem. Jak zacznie Go coś przerastać, to zacznie w końcu wymagać od osoby, od której powinien, czyli od Matki dziecka, a nie od Ciebie. On doskonale wie, która z WAS jest mamą dziecka. Daj Im szansę wykazać się jako rodzice. Nie wyręczaj ICH. Dbaj o siebie i o Wasz związek, ale nie o Jego przeszłość.. Wymagaj by dbał o Ciebie w równym stopniu w jakim Ty dbasz o Niego. I tyle.

Mój M też na początku mi tłumaczył, że Exowa to taka dupa wołowa, że sobie nie poradzi z dziećmi, że On musi, że czuje, że On będzie o dzieci dbał lepiej, że Ona zaniedba dzieci i .....sratatata. W końcu przestał wokół Niej i dzieci skakać. przestał tańczyć jak Mu Pani Exowa zagrała, przestał stawać na baczność po każdym Jej telefonie i ... o dziwo: dzieci żyją, mają się świetnie, chodzą do szkoły, nawet zdają do następnej klasy, nie umarły!!!

6 000

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
kitkaat napisał/a:

Ale znając mojego męża, to będzie robił wszystko "sam". No chyba ze już mu siły nie starczy. Pierwsze zmiany poszły na efekty trzeba poczekać, mam nadzieje, że nie przepłaci tego zdrowiem. Ale fakt, nie mogę go wspierać w tej walce, bo może sama go nakręcam do działania. A On moze ma już tez dość..on tez się za bardzo przejmuje co ludzie powiedzą...

Nie bój się. Nie przypłaci zdrowiem. Jak zacznie Go coś przerastać, to zacznie w końcu wymagać od osoby, od której powinien, czyli od Matki dziecka, a nie od Ciebie. On doskonale wie, która z WAS jest mamą dziecka. Daj Im szansę wykazać się jako rodzice. Nie wyręczaj ICH. Dbaj o siebie i o Wasz związek, ale nie o Jego przeszłość.. Wymagaj by dbał o Ciebie w równym stopniu w jakim Ty dbasz o Niego. I tyle.

taa z tym
przypłaceniem zdrowiem juz to widzę

zakodować sobie trzeba ze chlop który nagle zaczyna byc niewyreczany szybciutko tak ustawia życie i tak kreuje rzeczywistosc żeby JEMU BYLO WYGODNIE,to ze facet lata temu podjal decyzje o adopcji dziecka nie znaczy ze jego druga zona jednoczesnie z nim to dziecko adoptowala i nie ona ma się wlaczac  w opieke,bo niby czemu,żeby on mogl placic absurdalnie wysokie alimenty...

6 001

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:

Wzięłyście chłopa z dorobkiem to ponoście tego konsekwencje.

Swoją drogą wciąż zastanawia mnie to, dlaczego tę kwestię odnośnie "ponoszenia konsekwencji swoich decyzji" mówi się tylko nam, macochom???
A czemu "konsekwencji swoich decyzji" nie mają ponosić Panowie, którzy mając dorobek w postaci upierdliwych byłych żon i roszczeniowych dzieciaków z poprzedniego małżeństwa, decydują się mimo wszystko na założenie nowej rodziny???

Jeśli mimo posiadania bagażu , o którym mowa wyżej, decyduje się ON poślubić drugą kobietę, to niech ponosi tego konsekwencje!!! Niech dba w równym stopniu, o może nawet większym o swoją AKTUALNĄ rodzinę, o swój AKTUALNY dom i w między czasie niech próbuje nie zaniedbywać swoich obowiązków wobec Przeszłości. To ON zdecydował się mimo wszystko na posiadanie NOWEJ rodziny, to niech o tę NOWĄ rodzinę dba. Niech ponosi konsekwencje swoich decyzji!!!

6 002

Odp: Być drugą i macochą

napisze Wam dziewczynki o pewnym paradoksie,mój syn na początku swojej,,dorosłości poznał dziewczynę,zastanawiające w tym bylo to ze nic o niej nie chcial mówić,wczesnie o swoich sympatiach opowiadal,przyprowadzał je do do domu,z ta bylo inaczej
w końcu dowiedzieliśmy sie dlaczego,dziewucha miala dziecko ,urodzila je w wieku jakiś tam 16 czy 17 lat
wyszlo to wszystko przez przypadek,tzn on wiedzial my nie,
wiecie kto zareagowal największym szokiem,mój mąż dostał piany dosłownie ,,na pysku,,
dziewoja byla tak sprytna ze syn juz chcial mieszkanie wynająć  dla nich,a tu początek studiow itd ,maz postanowil ze jeśli jest tak durny żeby sie w to pakowac to ma sie przeniesc na zaoczne studia bo od nas nic juz nie dostanie...
koronnym argumentem w ich rozmowie byl tekst,,zobacz przez co musiala przechodzić twoja matka,,

6 003 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-20 14:32:46)

Odp: Być drugą i macochą

lusil,
ja to wszystko wiem, tylko miękka doopa jestem. Muszę robić swoje, bo czuje że ten chory układ nigdy się nie skończy. A co alimentów zobaczymy. Bo jak się trafi znowu nawiedzona baba w sądzie, to mąż usłyszy, że skoro ma drugie dziecko to go było na nie stać i mimo to alimenty podniosą.. Obecnie potrzeby małoletniego są wyliczone jak najniższa krajowa?? to co będzie jak będzie miał 15lat? W ogóle obowiązek alimentacyjny już nie wygasa z wiekiem 26r.ż. Więc na nie zaradnego 30latka, 50letni tatuś będzie alimenty płacił...No jeszcze ta opcja z dziedziczeniem po nas drugich zonach.... 

kijm,
racja we wszystkim co piszesz. Wkurza mnie coś innego bardziej: Taka rozwódka, może sobie założyć nową rodzinę, mogą się mnożyć jak króliki. Ex może sobie dzieci rodzić ile chce, a były mąż ma płacić 3/4 kosztów utrzymania bo ją nie stać na pokrycie potrzeb dziecka. Nikt jej nie powie, że nie trzeba było sobie tyle dzieci robić, albo do pracy trzeba iść. Jest tyle absurdów....Tatuś ma cały czas pod górkę jak raz źle wybrał. Gdy się nie stawi na "widzenie " jest grzywna. Mamusia utrudnia kontakty, żadnych konsekwencji prawnych. Cala rodzina faceta jest prześwietlana pod katem statusu materialnego, ale konkubent mamusi nie. Mamusia nie może znaleźć pracy, to dowalmy ojcu jeszcze większe alimenty, a przecież gdyby mieszkali razem to standard wszystkich członków rodziny by się obniżył.. 
A powiedz mi na jakiej podstawie udało wam się obniżyć alimenty?

6 004

Odp: Być drugą i macochą

Lusil,
dobre:-) jestem ciekawa jakby zareagował mój mąż...To byłoby ciekawe zjawisko, bo mój mąż cały czas powtarza, ze ślub z ex był bledem, ale dziecko nie. Ciekawe ile jest z tego pier.... bo głupio mu się przyznać przed samym sobą, ze z pierwszym błędem to nie musi nawet gadać. A z drugim no niestety trzeba jakoś żyć...Jeszcze ostatnio awanturę miałam w domu, bo kończymy robić kącik dziecięcy i na ścianie chciałam powiesić nasze zdjęcia ślubne i naszego dziecka. Na co mój mąż chce żeby i zdjęcie jego dziecka tam tez wisiało??? Nad łóżeczkiem naszego dziecka? ponoć żeby nie poczuł się gorszy.  Już mam dość tego traktowania go jak jajko.. Drugi pokój, będzie biurem i pokojem dziecinnym. Zatem na małej przestrzeni będzie miejsce pracy M, kącik dziecka no i kącik dla jego syna. Z czego już słyszę, jak jego syn chodzi i mówi, ze to będzie jego pokój. No krew mnie zalewa bo pokój to on ma u mamy i z czasem ten pokój ma być naszego dziecka. A mąż nic, ze przecież to tez jest jego dom...

6 005

Odp: Być drugą i macochą

Nie o obniżenie chodziło a o podniesienie. Mamunia - jak ją ładnie nazywasz, po dwóch latach od rozwodu i pierwszego ustalenia alimentów, złożyła wniosek o podniesienie alimentów. Jako jedyny argument podała to, że dzieci urosły ( o 2 lata)  więc ich potrzeby się zwiększyły. Żadnego poparcia w rachunkach, paragonach, kwitach. NIC. Sąd okręgowy przyznał mamuni rację i uznając Jej argumenty, że na żywienie 6 letniej dziewczynki wydaje dziennie około 80 zł!!! i alimenty podniósł.
M złożył apelację, argumentując tym, że przez ostatnie 2 lata jego dochód nie wzrósł w porównaniu do tych, które miał 2 lata temu. Dzieci wyrosły z płatnego przedszkola i poszły do państwowej, bezpłatnej podstawówki, gdzie nawet książki w tej chwili dostają za darmo. Za to status mamuni się podniósł, bo poszła w końcu do pracy, więc jej dochód znacząco się powiększył i sama powinna łożyć więcej na dzieci. Sąd apelacyjny odrzucił wniosek mamuni w całości i alimenty pozostały na pierwotnym poziomie.

6 006

Odp: Być drugą i macochą

kijm,
ale że mu się udało:-) co prawda mąż nawet nie próbował odwołać się od wyroku. Adwokat mówił, ze jedyne co może go uratować to postarać się o dziecko, bo nie ma nikogo na utrzymaniu, a możliwości zarobkowe ma duże. Zobaczymy jak to będzie teraz, bo jakby nie było będzie nowy członek rodziny, a pensja męża nie wzrosła. Do tego dojdzie prywatny żłobek, bo do państwowego dostają się tylko samotne matki:-p Z drugiej strony potrzeby jego dziecka wzrosną...Tylko "raty alimentacyjne" zależą tez od statusu majątkowego rodzica. Zatem może nie podniosą? Chociaż to jest taka męda, ze biega po fundacjach,prawnikach,którzy piszą jej pisma do sądu. Dzieciaka nam wysyła na przeszpiegi a potem kłamie w sądzie  pod przysięgą. A my nawet nie możemy udowodnić jej kłamstwa... Normalnie paragony zbiera od koleżanek, a tylko faktury powinny liczyć się w sądzie. Prawdziwe dochody ukrywa, jeszcze z konkubentem mieli plan żeby się budować za pieniądze z alimentów, wiec "roszczenia" alimentacyjne były 3x większe niż te alimenty które mąż płaci.

6 007 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-20 15:12:06)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

kijm,
ale że mu się udało:-) co prawda mąż nawet nie próbował odwołać się od wyroku. Adwokat mówił, ze jedyne co może go uratować to postarać się o dziecko, bo nie ma nikogo na utrzymaniu, a możliwości zarobkowe ma duże.

No nie pocieszę Cię. Nowy członek rodziny wcale nie gwarantuje zmniejszenia alimentów. Miałam podobną sytuację w bliskiej rodzinie. Panu w nowym małżeństwie urodziły się ... bliźniaki.  Nie planowali tego, ale stało się. Z racji tego , że płacił alimenty na dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa, a po urodzeniu bliźniaków sytuacja materialna Pana i Jego obecnej rodziny znacznie się pogorszyła, złożył pozew o obniżenie alimentów. W ripoście Była żona złożyła kontr-pozew o podwyższenie, bo przecież Jej dzieci rosną i tez potrzebują, a jak Go nie stać to "trzeba było sobie bliźniaków nie fundować". W konsekwencji zderzenia tych dwóch kontr-pozwów , Pan oberwał podwyższenie alimentów. Co prawda "tylko" o 100 zł, ale Jego wniosek odrzucono w całości, a uwzględniono częściowe roszczenia Byłej żony. Więc, jak widzisz, nasza wygrana apelacja to był ten... szczęśliwy wyjątek.

Ale tak jak piszesz - mój M w pierwszej chwili zrezygnowany stwierdził, że nie będzie apelował, bo..... po co i tak przegra, nasze sądy tak działają. Ale po chłodnym przeanalizowaniu tego w domu i przeliczeniu, że JEGO na to nie stać i moim kategorycznym : "ja się do tego nie będę dokładać, bo to żenujące jest"- ruszył zad do adwokata i napisali apelację. Teraz mi dziękuje za tego kopa w zad :-)

6 008

Odp: Być drugą i macochą

kijm,
tak właściwie to mnie pocieszyłaś bo u nas po 3 latach podwyższenie alimentów o 100%. Zatem nawet jak podwyższy o 100zł - 200zl za jakiś rok, to nie o 100%.

6 009

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Lusil,
nikt nie zrozumie użerania się z niewychowanymi dziećmi dopóki nie wpuści ich do własnego domu. Dzieciak ma poważne problemy sam ze sobą. Kłamie prosto w oczy, manipuluje i do tego jeszcze ma zapędy agresywne. Gdy jest zły trzaska drzwiami, kopie w słupek na ulicy, czy patykiem nawala w żywopłot. Gdy się go pytam czemu to niszczy? to patrzy się jakby pytania nie rozumiał. To jest pikuś bo w domu, tez jest nie źle... Do tego brakuje mu empatii, mówi ludziom takie rzeczy...
Zagląda mi przez ramie ile wydaje na zakupy przez Internet, zanim wejdzie do domu już wie że jest w nim coś nowego. Chociażby szczoteczka elektryczna, i pytanie jego ulubione" ile to kosztowało?
Do tego trzeba go uczyć manier - idziesz z dzieckiem do restauracji a on Ci pierdzi przy stole - taki wstyd.... A skąd to oczywiście mamusia. W domu z konkubentem mają zabawę że sobie pierdzą przed TV.
Wszystko to idealna mamusia interesuje się tylko naszym zżyciem, cały czas robi wszystko żeby  nam życie utrudnić.. A co najdziwniejsze, wykształcona kobieta ale poziom...
Dziecko mi w domu pyskuje, a jak ma się zachowywać gdy matka mu mówi zapierda....j po.... Szkoda mi ale to znaczy, że mama całą patologie w domu niańczyć i jeszcze się z tego cieszyć.. Dałam się wkręcić w wielką pomoc pokrzywdzonemu dziecku. Jeszcze 3-4 tygodnie temu myślałam, ze krzywda mu się dzieje i ratować go trzeba. Tym czasem dzieciak osiągnął to co chciał, mąż powoli widzi to wszystko. Szczególnie ostatnio, gdy dzieciak przekręcił wszystko co powiedziałam. Na szczęście mąż wszystko słyszał, ale gdyby nie było go w pobliżu?? to komu by uwierzył? ja sama pare tygodni temu wierzyłam we wszystko co mówił..



Wiesz, tak samo reagowała moja córka, jak trwała "walka rozwodowa" potem wyszło że usiłowała na siebie uwagę zwrócić. Dobrze ze ojcu się oczy otwierają ale to on powinien reagować nie ty, to on własny śmietnik powinien zamiatać nie ty.

Chce wam dziewczyny zwrócić na jedno uwagę, ten bachor, paskudny gnom to przeszłość waszego męża. Jak kurzajki, skrzywienie kręgosłupa i platfus.
Racja ja miałam ten komfort że partnerów poznawałam po rozwodzie i już rozwiedzionych, gdzie na randki poprzychodziliśmy z dziećmi i mogliśmy się poznać, gdzie pewne kontakty z ex żonami były ustalone.
Nie wiem dlaczego wy dopiero teraz widzicie ta "przeszłość", czy partnerzy nie pokazywali wam swoich rodzin. Zupełnie to dziwne, chyba ze to wy jesteście powodem do rozwodu i rzeczywiście ex żony sfrustrowane mszczą się na was (na swoich ex a waszych obecnych mężach za swoje potargane życie.

Pamiętajcie jedno, kiedyś ten wasz kochaniutki mąż i was może odstawić na półkę, i wasze dziecko może być problemem w nowym związku teraz ukochanego męża.

Dlatego, agresja to zwrócenie uwagi na siebie. Wiem co mówię, bo moja córka zrobiła się mega wrednym olbrzymim trollem i przechodziłam to na własnych plecach dzień w dzień.
A na wsparcie mamusi nie liczcie, ja wygrywam z każdym dzieckiem intelektem, rozmawiam z nimi bez płaszczenia się, wymagam, żądam i konsekwentnie dążę do tego co ja (dorosła)  chce.
Fakt sad mi się nie miesza do odwiedzin i zasady ustalałam ja z partnerem.

Kolejna sprawa, moja koleżanka non stop się skarży na ex ze wykorzystuje swojego syna (dziś 11 lat) do opieki (darmowej niańki) do dzieci.
Pamiętajcie ze teraz z własnym dzieckiem zasady się zmienią. Maż powinien pokazywać obu dzieciom ze kocha je identycznie. A to mega trudne.

Tu nie na dobrej żadnej opcji, niestety trzeba stworzyć własny matrix.

6 010

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:
kitkaat napisał/a:

Lusil,
nikt nie zrozumie użerania się z niewychowanymi dziećmi dopóki nie wpuści ich do własnego domu. Dzieciak ma poważne problemy sam ze sobą. Kłamie prosto w oczy, manipuluje i do tego jeszcze ma zapędy agresywne. Gdy jest zły trzaska drzwiami, kopie w słupek na ulicy, czy patykiem nawala w żywopłot. Gdy się go pytam czemu to niszczy? to patrzy się jakby pytania nie rozumiał. To jest pikuś bo w domu, tez jest nie źle... Do tego brakuje mu empatii, mówi ludziom takie rzeczy...
Zagląda mi przez ramie ile wydaje na zakupy przez Internet, zanim wejdzie do domu już wie że jest w nim coś nowego. Chociażby szczoteczka elektryczna, i pytanie jego ulubione" ile to kosztowało?
Do tego trzeba go uczyć manier - idziesz z dzieckiem do restauracji a on Ci pierdzi przy stole - taki wstyd.... A skąd to oczywiście mamusia. W domu z konkubentem mają zabawę że sobie pierdzą przed TV.
Wszystko to idealna mamusia interesuje się tylko naszym zżyciem, cały czas robi wszystko żeby  nam życie utrudnić.. A co najdziwniejsze, wykształcona kobieta ale poziom...
Dziecko mi w domu pyskuje, a jak ma się zachowywać gdy matka mu mówi zapierda....j po.... Szkoda mi ale to znaczy, że mama całą patologie w domu niańczyć i jeszcze się z tego cieszyć.. Dałam się wkręcić w wielką pomoc pokrzywdzonemu dziecku. Jeszcze 3-4 tygodnie temu myślałam, ze krzywda mu się dzieje i ratować go trzeba. Tym czasem dzieciak osiągnął to co chciał, mąż powoli widzi to wszystko. Szczególnie ostatnio, gdy dzieciak przekręcił wszystko co powiedziałam. Na szczęście mąż wszystko słyszał, ale gdyby nie było go w pobliżu?? to komu by uwierzył? ja sama pare tygodni temu wierzyłam we wszystko co mówił..



Wiesz, tak samo reagowała moja córka, jak trwała "walka rozwodowa" potem wyszło że usiłowała na siebie uwagę zwrócić. Dobrze ze ojcu się oczy otwierają ale to on powinien reagować nie ty, to on własny śmietnik powinien zamiatać nie ty.

Chce wam dziewczyny zwrócić na jedno uwagę, ten bachor, paskudny gnom to przeszłość waszego męża. Jak kurzajki, skrzywienie kręgosłupa i platfus.
Racja ja miałam ten komfort że partnerów poznawałam po rozwodzie i już rozwiedzionych, gdzie na randki poprzychodziliśmy z dziećmi i mogliśmy się poznać, gdzie pewne kontakty z ex żonami były ustalone.
Nie wiem dlaczego wy dopiero teraz widzicie ta "przeszłość", czy partnerzy nie pokazywali wam swoich rodzin. Zupełnie to dziwne, chyba ze to wy jesteście powodem do rozwodu i rzeczywiście ex żony sfrustrowane mszczą się na was (na swoich ex a waszych obecnych mężach za swoje potargane życie.

Pamiętajcie jedno, kiedyś ten wasz kochaniutki mąż i was może odstawić na półkę, i wasze dziecko może być problemem w nowym związku teraz ukochanego męża.

Dlatego, agresja to zwrócenie uwagi na siebie. Wiem co mówię, bo moja córka zrobiła się mega wrednym olbrzymim trollem i przechodziłam to na własnych plecach dzień w dzień.
A na wsparcie mamusi nie liczcie, ja wygrywam z każdym dzieckiem intelektem, rozmawiam z nimi bez płaszczenia się, wymagam, żądam i konsekwentnie dążę do tego co ja (dorosła)  chce.
Fakt sad mi się nie miesza do odwiedzin i zasady ustalałam ja z partnerem.

Kolejna sprawa, moja koleżanka non stop się skarży na ex ze wykorzystuje swojego syna (dziś 11 lat) do opieki (darmowej niańki) do dzieci.
Pamiętajcie ze teraz z własnym dzieckiem zasady się zmienią. Maż powinien pokazywać obu dzieciom ze kocha je identycznie. A to mega trudne.

Tu nie na dobrej żadnej opcji, niestety trzeba stworzyć własny matrix.

solinka

a jaki ty masz staż w ,,macoszeniu,,?
bo z tego co pamietam w 2014 czytalam twój watek o rozwodzie,wiec chyba raczkujesz w teamacie,popraw mnie jeśli sie myle

6 011

Odp: Być drugą i macochą

Lusil,
co tam słychać ? taka cisza na forum.. :-/ Czyli u wszystkich dobrze się dzieje:-) hehe

6 012

Odp: Być drugą i macochą

Moja siostra ma nowego partnera, ale zarówno ona jak i jej obecny partner mają dzieci i o dziwo, wszyscy się ze sobą dogadują, nie mają żadnych problemów smile
Tak więc z moją siostrą takie rozwiązanie spraw miało pozytywny skutek.
A córka Twojego partnera może i zacznie kiedyś mówić Ci mamo ? Często tak się dzieje. Na pewno okaż jej dużo miłości, bądź dla niej oparciem, rozmawiaj z Nią. Bo Tobie i jej w nowej sytuacji będzie ciężko smile
Powodzenia na nowej drodze życia smile

6 013 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-06 16:23:22)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Lusil,
co tam słychać ? taka cisza na forum.. :-/ Czyli u wszystkich dobrze się dzieje:-) hehe

hehe no ja tak sobie nieśmiało myślę gdzie tu można by pojechać na świeta,bo to by rozładowało problem mojemu mężowi,gdzie i jak ma swoja osoba zaszczycic a raczej zaliczyc wizyte świąteczna ze swoja gwiazda...
no chcialabym mu ulżyć ,no żeby dylematu mieć nie musiał
dzieci pomysł podchwycily  ,wiec jak zwykle licze na ich sile perswazji

w sumie nie musi z nami jechac,tylko ze chyba nie moglabym mu tego zrobić,ale mając wybor,ze zostajemy bo on sie musi ze swoja gwiazda spotkać to wiem co wybiorę,mimo focha jak stad do gwiazdki
ja swiat nie celebruje,żeby nie powiedzieć wiecej,dla mnie to swietny czas na urlop,zobaczymy co sie urodzi w temacie,jest troszke czasu jeszcze

solinko

rozumiem ze nie chcesz odpowiedzieć,bo....
ja juz odpowiedz na swoje pytanie znalazlam w twoich postach na innych wątkach,ale może pozostale dziewczyny by chciały wiedzieć

6 014

Odp: Być drugą i macochą

witam smile

ja tez jestem zona po raz drugi, mam dwoje dzieci z pierwszego malzenstwa i maz tez ma dwoje , plus jedno mamy wspolne smile taka mala gromadka

syn meza mieszka z nami (16lat), corka z mama, dodam ze syn sam chcial do nas

malzenstwem jestesmy od 2 lat a ogolnie razem 3,5 roku smile

pierwsze nasz malzenstwa nie rozpadly sie przez nas, u mnie eks lapy wyciagal i mialam dosc a u obecnego meza zona przez cale ich malzenstwo miala romans o czym dowiedzial sie jako ostatni...

na ogol jestesmy szczesliwym malzenstwem, w wekendy jego dzieci sie zmieniaja, znaczy raz corka jest u nas raz syn u swojej mamy, a moje dzieci niestety maja tylko nas poniewaz ojciec caliem wylaczyl sie od kontaktow z nimi twierdzac ze to juz nie rodzina , nawet dobrze bo maja z nim zle wpomnienia

ale nie ma tego dobrego co by na dobre nie wyszlo bo naprawde obecny maz jest cudownym partnerem smile kochamy sie i to sie liczy

mam male problemy z dogadaniem sie z synem meza poniewaz wracajac od matki strasznie jest na mnie naszczuty i sam sie przyznaje ze czasem ma jej dosc ze mu mydlo w glowie robi , tylko ze szkoda ze czasem slucha i mysli ze ona ma racje co do mojej osoby (nie znam jej osobiscie), mam nadzieje ze jak dorosnie to duzo rzeczy zrozumie smile

pozdrawiam was

6 015

Odp: Być drugą i macochą
chantal12 napisał/a:

witam smile

ja tez jestem zona po raz drugi, mam dwoje dzieci z pierwszego malzenstwa i maz tez ma dwoje , plus jedno mamy wspolne smile taka mala gromadka

syn meza mieszka z nami (16lat), corka z mama, dodam ze syn sam chcial do nas

malzenstwem jestesmy od 2 lat a ogolnie razem 3,5 roku smile

pierwsze nasz malzenstwa nie rozpadly sie przez nas, u mnie eks lapy wyciagal i mialam dosc a u obecnego meza zona przez cale ich malzenstwo miala romans o czym dowiedzial sie jako ostatni...

na ogol jestesmy szczesliwym malzenstwem, w wekendy jego dzieci sie zmieniaja, znaczy raz corka jest u nas raz syn u swojej mamy, a moje dzieci niestety maja tylko nas poniewaz ojciec caliem wylaczyl sie od kontaktow z nimi twierdzac ze to juz nie rodzina , nawet dobrze bo maja z nim zle wpomnienia

ale nie ma tego dobrego co by na dobre nie wyszlo bo naprawde obecny maz jest cudownym partnerem smile kochamy sie i to sie liczy

mam male problemy z dogadaniem sie z synem meza poniewaz wracajac od matki strasznie jest na mnie naszczuty i sam sie przyznaje ze czasem ma jej dosc ze mu mydlo w glowie robi , tylko ze szkoda ze czasem slucha i mysli ze ona ma racje co do mojej osoby (nie znam jej osobiscie), mam nadzieje ze jak dorosnie to duzo rzeczy zrozumie smile

pozdrawiam was

nie zazdroszcze,a nawet współczuje sytuacji ,życie z nastolatkiem może dać popalić,a jeszcze z cudzym,a do tego  buntowanym przez matke,przekichane
podziwiam,ja bym nie zniosła ,dzielna musisz byc ze dajesz rade

6 016

Odp: Być drugą i macochą

hmm czy znosze ? czasami mam gorsze dni ale mam meza ktory wtedy wlasnie mnie pociesza, wiele przeslismy w zyciu i dlatego staramy sie do tego wszystkiego podchodzic ze spokojem bo juz dawno bysmy zwariowali smile
jest mi czasem przykro ale niestety ma taka matke i jej rodzine (maja jej bracia schizofremie) wiec czasem mi ich az szkoda, i go tez bo jadac tam nawijaja mi pierdoly na uszy i potem wychodzi jak wychodzi, mam nadzieje jak troche jeszcze zmadrzeje sam oceni tco jest dla niego dobre a co zle smile

6 017 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-07 11:47:10)

Odp: Być drugą i macochą
chantal12 napisał/a:

hmm czy znosze ? czasami mam gorsze dni ale mam meza ktory wtedy wlasnie mnie pociesza, wiele przeslismy w zyciu i dlatego staramy sie do tego wszystkiego podchodzic ze spokojem bo juz dawno bysmy zwariowali smile
jest mi czasem przykro ale niestety ma taka matke i jej rodzine (maja jej bracia schizofremie) wiec czasem mi ich az szkoda, i go tez bo jadac tam nawijaja mi pierdoly na uszy i potem wychodzi jak wychodzi, mam nadzieje jak troche jeszcze zmadrzeje sam oceni tco jest dla niego dobre a co zle smile

no z tym wyrosnieciem i zmadrzeniem to bywa różnie,
u nas wraz z wiekiem dziewucha siegnela szczytu perfidii w czym przerosła swoja stara ,choć myślalam ze to fizycznie niemozliwe ,a jednak...

o matko przeczytalam o tej schizofrenii,nie boisz sie?
ta choroba jest przekazywana genetycznie niestety

tak czy siak dzielna jestes bardzo,podziwiam,mając za sobą piekło w postaci męża przemocowca ,weszlas w związek z dzieciatym facetem,pomagasz mu wychowywać jego dziecko ,jeszcze ta rodzinka i ex grrr

6 018

Odp: Być drugą i macochą

no ja mam tyle dobrze ze moj eks jest w niemczech i mam spokoj, ale eks meza i jej rodzinka mieszka w tym samym miescie smile ale osobiscie jej nie poznalam, no widzialam ja pare razy ale to tak np w kosciele jak syn meza mial bierzmowanie i  takie tam, jdnego jestem pewna ze napewno niezle z niej ziolko skoro wszyscy znajomi meza i nawet jego rodzice i rodzina najblizsza nie nawidza jej
co do tej schizofremi mam nadzieje ze beda sobie tam zyli w tym swoim domku i zdala ode mnie tongue

a co lepsza ten co ma ta schizofremie pracuje w szpitalu (zbiera posciele do pralni) i jak rodzilam corke to on tam bywal na oddziale, baaa nawet wida z nim jezdzilam pare razy (przypadek) i nie wiedzialam ze to on z jej rodziny smile dopiero jak wychodzilam z corka akurat przechodzil kolo sali i maz byl wiec sie dowiedzialam kto to tongue

6 019

Odp: Być drugą i macochą

Nawet bardzo dobrze smile Narzeczony wybiera się z moim ojczymem do pracy do Niemiec w przyszłym roku. Wreszcie odpoczne sobie od tego rozwydrzonego dzieciora. smile Wcześniej przeprowadzka do mojej mamy kilka miast dalej. Jak sobie przypominam ile on mi wstydu ostatnio narobił. Wyobraźcie sobie że wybrałam sie z nim do salonu urody. Pełno elegancko ubranych pań popijało kawusię. Czekaliśmy sobie w poczekalni za fryzjerką. Usiadł sobie na fotelu obracanym. Mówiłam żeby sie nie obracał a on dalej swoje w koncu zrzucił nogą świeczke z porcelanową podstawką na te piękne marmurowe kafelki. Wszędzie rozprysł się wosk na podłoge, na stolik, na ściane, na moją twarz. Jak mi było wstyd sad Miałam taką ochotę mu naszczelać na te dupsko! A jeszcze jego matka miała czelność stwierdzić że brzydką fryzure mu zrobiła chociaż to ja mu to zasponsorowałam bo ona czasu jak zwykle nie miala ...

6 020

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie
cieszę się, że jest ten wątek - który przeczytałam już prawie od deski do deski. Od kilku miesięcy jestem i drugą i macochą dla dwóch dziewczynek. Nie jest traumatycznie (póki co), raczej (póki co) jesteśmy w miarę zgodnym stadłem. Czasami jestem wygłupiona, bo nie wiem jak mam wobec nich postępować, w szczególności w sytuacjach nieco bardziej kryzysowych, jak np. przy okazji permanentnych awantur przy nauce. Różnię się z moim facetem co do kwestii wychowawczych - ja raczej jestem za dyscypliną i porządkiem, on natomiast im na sporo pozwala, a jak w końcu przegną to na nie krzyczy. Mam raczej spokojne usposobienie i u mnie działa to trochę inaczej - one fiksują, ja najchętniej bym interweniowała od początku, na zasadzie "proszę się tak nie zachowywać", ale nic nie mówię (ojciec twierdzi, że jestem zbyt restrykcyjna), irytacja narasta u mnie dość powoli, u mojego faceta wybucha wtedy kiedy u mnie ma poziom umiarkowany. On wtedy dziewczynki beszta i karze je. Mi jest ich żal, ale nie wtrącam się. Dzieciary są trochę życiowo skołowane - mama je wychowuje a tata do tej pory był głównym zabawiaczem. Wydaje mi się, że od kiedy jesteśmy razem trochę zrozumiał, że jest odpowiedzialny za pomoc im w nauce. Od kiedy siedzi ze starszą (4 klasistką) nad matematyką, to odchodzą w domu takie schizy, że z lubością w tygodniu zostaję wtedy dłużej w pracy, albo w weekend (tak jak w ten) idę do swojego domu. Tym razem miałam dużo pracy "pracowej" i zależało mi, żeby mieć spokój. Bo przy dziewczynkach nie ma spokoju...
Mamy dobre warunki mieszkaniowe, dziewczynki mają swój pokój, komputery, tablety itd. Są zajęcia z dziećmi, ale czasem mogłyby się też zająć z sobą.... Nie mniej ojciec i ja jesteśmy dla nich "atrakcją", więc cały weekend de facto spędzają z nami. Może wszystko to mnie mniej irytuje, bo w domu są miejsca, gdzie mogę się "ukryć"
Odrębny temat to ich matka i kwestia alimentów. Właśnie jesteśmy w trakcie sprawy o ponowne ustalenie wysokości alimentów. Z kasą u nas póki co ok i uważam, że bezwzględnie obowiązkiem ojca jest partycypowanie w kosztach ich wychowania, ale czytanie dokumentów sądowych dobija mnie. Nie jestem prawnikiem, ale pracuje w podatkach i umiem pisać dokumenty "prawne", dlatego pomagałam partnerowi odpowiadać na argumenty byłej żony i przyznam, że mimo że jej nie znam, to kobieta mnie zirytowała.... Dotychczasowe alimenty zasądzone są dość wysokie, ponieważ gdy były zasądzane dziewczynki chodziły do prywatnych przedszkoli plus mieszkają w trójkę w domu o powierzchni ponad 200 m2, co niestety generuje bardzo wysokie koszty utrzymania nieruchomości. Od pewnego czasu razem z nimi mieszka nowy partner ich matki (zatem mieszkają w czwórkę), dziewczynki chodzą do publicznej szkoły. Matka, żeby utrzymać wysokość alimentów pozapisywała dzieci na zajęcia dodatkowe - starsza ma 9 zajęć dodatkowych, młodsza 8. Dodam, że matka w żaden sposób nie uzgadnia tego z ojcem - zapisuje je na zajęcia na które chce, mój partner nie ma na to wpływu. Wygląda to tak, że one ledwo dukają po angielsku, a mają zajęcia z native speakerem za 50 zł za godzinę (każda oddzielnie), zajęcia z akrobatyki, tańców, teatr, żaglówki, gitarę, pianino, basen itp. Jak przyjeżdżają do ojca w trakcie tygodnia (1 popołudnie w tygodniu spędzają u ojca), to młodsza 7 letnia po prostu się pokłada. No cóż .... ja uważam, że uczą się obie kiepsko - młodsza kiepsko czyta, jest niestaranna itd., starsza ma takie sobie oceny - uważam, że jest inteligentna i powinna mieć co najmniej czwórki, ale dzieci nie mają czasu się uczyć oraz ... one tego nie potrafią. Rozmawiałam na ten temat z partnerem wielokrotnie, ale .... to nie moje dzieci, skoro nie potrafią się dogadać z żoną to ja nie będę się wtrącała - rodzicem nie jestem
Argumentacja alimentacyjna po stronie jego byłej żony, była straszna - ojciec zabrał dziewczynki do cyrku, podobały im się występy akrobatów, matka zapisała je na akrobatykę (!!!!), należy zwiększyć dziewczynkom stawkę za wyżywienie, bo jedna ma nadwagę (w związku z czym musi jeść żywność nieprzetworzoną, warzywa i owoce), a druga ma niedowagę, więc musi jeść więcej  (!!!!) itd. W dodatku te pisma są tak cholernie złośliwe, a ja przyznam, że jako doradca podatkowy potrafię też dopieprzyć między wierszami, że trochę trzymałam fason i pisałam "merytorycznie", ale okropnie mnie kusiło, żeby jej się za te bzdury odgryźć. Szczerz mówiąc, w kilku kwestiach trochę dałam upust i odpowiedziałam złośliwostką na bezczelność, ale nie w takim stopniu żeby irytować sąd....
Do tej pory jest tak, że jakoś dzielimy obowiązki. Wiem, że część z Was ma inne zapatrywanie jak powinno być, ale gotuję dla nas wszystkich (w tygodniu mój partner też gotuje dla nas, więc jakoś to się "dzieli"), mamy Panią która sprząta dom więc mamy w tym zakresie lżej. Owszem - piorę i prasuję, ale pierze pralka a one ze względu na to, że są u nas co drugi weekend i raz w tygodniu, nie mają dużo prania.
Jestem w ciąży, męczą mnie ich krzyki, awanturowanie się.... lubię je, ale widzę że czasem uciekam. Powiedziałam już partnerowi, że jak urodzi się nasze dziecko, to będę nadal robiła obiady dla nas i dla dziewczynek, ale nie będę już ich zabawiała. Skupiam się na naszym dziecku w takim wymiarze jak to konieczne i tyle. I oczekuję, że on zajmie się potrzebami swoich córek .... dodatkowo oczekuję, że telewizor będą oglądały u siebie i że nie będzie hałasów w domu. Muszą pojąć i zaakceptować, ze w domu jest małe dziecko i skończyć z piskami i pipczeniem jak małe dzidzie (bo tak się dość często zachowują).
To trwa od pół roku, więc moje frustracje nie osiągnęły jeszcze jakiegoś krytycznego poziomu - nawet się do niego nie zbliżyły. Nie mniej drażnią mnie różne "akcje" dziewczynek i mój partner, który jest kumplo-ojcem, a ja uważam, że to błąd. Jestem w ciąży, czasem nie mam siły znosić hałasów - kiedy mówię partnerowi, że męczy mnie to, on mi odpowiada, że nasze dziecko będzie jeszcze bardziej wymagające i hałaśliwe. Ja jednak gdzieś tam w głębi serca, czuję że nie do końca tak będzie... że wobec swojego dziecka będę niestety miała więcej cierpliwości i chociaż lubię dziewczynki i staram się, żeby im było u nas dobrze, to mimo wszystko nie będę w stanie je kochać jak swoje dziecko.... Nie oczekuję też, że dziewczynki będą mnie kochały jak matkę..... Chyba nie mam z tego powodu poczucia winy (i chyba nie powinnam) - staram się tak jak potrafię i w takim zakresie, jak uważam za słuszne.

Chyba na dzień dzisiejszy nie mam jakiegoś bardzo konkretnego problemu, poza tym że od czasu do czasu czuję solidną irytację i nie wiem na ile mogę je zbesztać albo ustawiać, kiedy źle się zachowują. Staram się być jak najdalej kwestii związanych z eks żoną i tego co było między moim partnerem a nią. Zaliczyliśmy już kilka awantur "w temacie" - ostatnio kiedy wspomniał, że jego teściowa obierała jabłka, kroiła je i częstowała go (w domyśle, że ja mogłabym robić podobnie). Akurat trafił na mój ciążowy "gorszy dzień" i przyznam, że opieprzyłam go na czym świat stoi, że naszemu dziecku będę obierała jabłuszka, ucierała i nawet dosładzała, ale staremu dziadowi ani mi w głowie usługiwać. I jak mu tak było dobrze z teściową, to trzeba było siedzieć przy żonie.... Między mną a swoją żoną miał kilka "koleżanek", które myślę że go dopieszczały. Z tego co słyszę, to był "niezłą partią" i kobiety się o niego bardzo starały - na mnie jego status materialny wrażenia nie robi, ponieważ mniej więcej zarabiamy tyle samo. Teraz on jest trochę cwany i rozpuszczony i wyobraża sobie, że wybierze z każdej byłej kobiety to co dla niego najlepsze - powinnam być miłą, usłużną, cierpliwą, dobrą kobietą, która w dodatku w pełni zaakceptuje jego córki. Już też kilka razy ścinaliśmy się w powiązanych kwestiach.

to tyle na początek .... Nie mam z kim na ten temat porozmawiać, bo żadna z moich dobrych koleżanek nie ma takiej sytuacji jak ja - faceta z dwójką dzieci i eks-żoną.
pozdrawiam Was serdecznie

6 021

Odp: Być drugą i macochą

Cześć, przeczytałam cały wątek jak już niestety było dla mnie za późno. Szkoda, że nie przyszło mi do głowy wcześniej się zainteresować jak wygląda rzeczywistość kiedy jest się tą drugą. Jak głupiej wydawało mi się, że jakoś to będzie. Niektórym się udaje i szczerze gratuluje, ale dla tych które są dopiero na początku takiej znajomości i jeszcze się wahają moja rada brzmi: "spie**** jak najszybciej możecie".

Mi się wydawało, że facet po rozwodzie ze sporą różnicą wieku to nie problem bo tak jest u moich rodziców, tylko nie wziełam pod uwagę, że mój ojciec nie ma żadnych dzieci z pierwszego małżeństwa, w dodatku dla nich (ojca i jego ex) rozpad pożycia nie był żadną traumą, mieli za uszami chyba po równo, no i nie mieli żadnych wspólnych zobowiązań typu dzieci, nieruchomości.

Ex mojego TŻ mieszka z niemal dorosłymi dziećmi w tej samej miejscowości ale na szczęście ją widuje rzadko, tak samo dorosłą córkę, syn 16 lat ma opieke 50/50. I tu jest koszmar bo jest rozpuszczoną podłą gadziną. Rozwód był dobrych kilka lat temu, nie mieszkają razem od ponad 6 lat a pożycie rozpadło się jeszcze wcześniej (banicja mojego TŻ do piwnicy). Na początku oczywiście nie było mowy o podziale opieki, alimenty na dwoje dzieci i byłą, plus dla niej dom i samochód (rzecz nie dzieje się w polsce). Dzieci miał mój facet na wybrane weekendy, więc nic nie było egzekwowane, może poza nauką. Sam powiedział, że nie może syna "stresować" za bardzo zmianami i obowiązkami bo już tak bywało, że jak nie chciał czegoś co mu się kazało zrobić, to zabierał się do mamuśki, która dodam mieszka niecały kilometr od nas. I to jest problem pierwszy, moja walka z wiatrakami, czyli wszechobecnym syfem jaki gadzina wszędzie zostawia. Nic koło siebie nie zrobi, i nie zrobi nic co mu ojciec powie, że ma zrobić np odkurzyć u siebie w pokoju albo powiesić swoje rzeczy po praniu, całe mieszkanie jest pozawalane jego rzeczami, przez te dwa tygodnie kiedy jest z nami ja koczuje głównie w sypialni bo tu mi przynajmniej nie włazi. Dwa, traktuje mnie jak powietrze, i to morowe zakładając, że wogóle zwróci uwage że jestem. Wiele rzeczy robi tak ewidentnie złośliwie, ale ojciec zakochany w synalku tego nie widzi. Najgorsze, że jego zachowanie nie jest nijak punktowane, i tak jest zawsze szafka pełna słodyczy, kieszonkowe na konto, wyjazdy na narty i do rodziny za granice.
Wprawdzie to wszystko może komuś by nie przeszkadzało, tylko dla mnie jest nieznośne. Problemem jest też to, że była mojego TŻ przeżuła i wypluła, chciała mieć dzieci, dom i jelenia który by na to płacił i miała, a jak tylko mogła się go pozbyć to pozbyła, a ja obrywam rykoszetem za to wszystko co zrobiła. Czuje się okropnie bo facet który mówi mi że mnie kocha, że znacze dla niego najwięcej na świecie, że nigdy z nikim nie czuł takiego spokoju zrobił mi coś naprawde okropnego i jak narazie wydaje mi się, że nie mogę mu tego nigdy ani wybaczyć ani zapomnieć. Tym okropniej, że ożenił się z naprawde szpetną kobietą, do tego zboczoną seksualnie, chciał mieć i ma z nią dzieci, a mi nie będzie dane mieć z nim rodziny bo tak się przejechał na pierwszym razie.

6 022

Odp: Być drugą i macochą

hm..... sunrider, co to znaczy, że nie będzie dane Ci mieć z TŻ rodziny? Nie chce już dzieci, ślubu itp.? Czy to okropne, o czym piszesz że Twój TŻ Ci zrobił, to popaprana relacja on-Ty-"pasierb"? Czy dobrze rozumiem? Dlaczego też "jest dla Ciebie za późno" - za późno zrezygnować z TŻ do którego taki okropny żal odczuwasz...?

Córki mojego partnera czasem próbują się mną wysługiwać. Ale to jeszcze małe pypcie i do "spacyfikowania" - ostatnio jedna mnie woła i kiedy podeszłam mówi "spadł mi popkorn, podasz mi proszę?", pytam "Ale chcesz jeść ten popkorn z podłogi", a ona na to "Nie, ale proszę podaj mi" (siedziała na schodach i musiałaby zejść z 2 metry na dół) odpowiedziałam jej spokojnie "Kochanie, jak skończysz malować zejdziesz i pozbierasz swój popkorn. Nie odrywaj mnie proszę od pracy takimi bzdurami" i spokojnie odwróciłam się na pięcie i wróciłam do kuchni. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo 7 latka próbuje na ile "usłużę" jej szajbom, ale to nie jest takie złośliwe i cyniczne, tylko dziecięce próbowanie na ile dorosły da jej się "obrobić". Oczywiście, że bywa, że mnie to zirytuje, ale tak w skali od 1 do 10 to póki co na 3....

6 023 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-09 12:44:55)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Witajcie
cieszę się, że jest ten wątek - który przeczytałam już prawie od deski do deski. Od kilku miesięcy jestem i drugą i macochą dla dwóch dziewczynek. Nie jest traumatycznie (póki co), raczej (póki co) jesteśmy w miarę zgodnym stadłem. Czasami jestem wygłupiona, bo nie wiem jak mam wobec nich postępować, w szczególności w sytuacjach nieco bardziej kryzysowych, jak np. przy okazji permanentnych awantur przy nauce. Różnię się z moim facetem co do kwestii wychowawczych - ja raczej jestem za dyscypliną i porządkiem, on natomiast im na sporo pozwala, a jak w końcu przegną to na nie krzyczy. Mam raczej spokojne usposobienie i u mnie działa to trochę inaczej - one fiksują, ja najchętniej bym interweniowała od początku, na zasadzie "proszę się tak nie zachowywać", ale nic nie mówię (ojciec twierdzi, że jestem zbyt restrykcyjna), irytacja narasta u mnie dość powoli, u mojego faceta wybucha wtedy kiedy u mnie ma poziom umiarkowany. On wtedy dziewczynki beszta i karze je. Mi jest ich żal, ale nie wtrącam się. Dzieciary są trochę życiowo skołowane - mama je wychowuje a tata do tej pory był głównym zabawiaczem. Wydaje mi się, że od kiedy jesteśmy razem trochę zrozumiał, że jest odpowiedzialny za pomoc im w nauce. Od kiedy siedzi ze starszą (4 klasistką) nad matematyką, to odchodzą w domu takie schizy, że z lubością w tygodniu zostaję wtedy dłużej w pracy, albo w weekend (tak jak w ten) idę do swojego domu. Tym razem miałam dużo pracy "pracowej" i zależało mi, żeby mieć spokój. Bo przy dziewczynkach nie ma spokoju...
Mamy dobre warunki mieszkaniowe, dziewczynki mają swój pokój, komputery, tablety itd. Są zajęcia z dziećmi, ale czasem mogłyby się też zająć z sobą.... Nie mniej ojciec i ja jesteśmy dla nich "atrakcją", więc cały weekend de facto spędzają z nami. Może wszystko to mnie mniej irytuje, bo w domu są miejsca, gdzie mogę się "ukryć"
Odrębny temat to ich matka i kwestia alimentów. Właśnie jesteśmy w trakcie sprawy o ponowne ustalenie wysokości alimentów. Z kasą u nas póki co ok i uważam, że bezwzględnie obowiązkiem ojca jest partycypowanie w kosztach ich wychowania, ale czytanie dokumentów sądowych dobija mnie. Nie jestem prawnikiem, ale pracuje w podatkach i umiem pisać dokumenty "prawne", dlatego pomagałam partnerowi odpowiadać na argumenty byłej żony i przyznam, że mimo że jej nie znam, to kobieta mnie zirytowała.... Dotychczasowe alimenty zasądzone są dość wysokie, ponieważ gdy były zasądzane dziewczynki chodziły do prywatnych przedszkoli plus mieszkają w trójkę w domu o powierzchni ponad 200 m2, co niestety generuje bardzo wysokie koszty utrzymania nieruchomości. Od pewnego czasu razem z nimi mieszka nowy partner ich matki (zatem mieszkają w czwórkę), dziewczynki chodzą do publicznej szkoły. Matka, żeby utrzymać wysokość alimentów pozapisywała dzieci na zajęcia dodatkowe - starsza ma 9 zajęć dodatkowych, młodsza 8. Dodam, że matka w żaden sposób nie uzgadnia tego z ojcem - zapisuje je na zajęcia na które chce, mój partner nie ma na to wpływu. Wygląda to tak, że one ledwo dukają po angielsku, a mają zajęcia z native speakerem za 50 zł za godzinę (każda oddzielnie), zajęcia z akrobatyki, tańców, teatr, żaglówki, gitarę, pianino, basen itp. Jak przyjeżdżają do ojca w trakcie tygodnia (1 popołudnie w tygodniu spędzają u ojca), to młodsza 7 letnia po prostu się pokłada. No cóż .... ja uważam, że uczą się obie kiepsko - młodsza kiepsko czyta, jest niestaranna itd., starsza ma takie sobie oceny - uważam, że jest inteligentna i powinna mieć co najmniej czwórki, ale dzieci nie mają czasu się uczyć oraz ... one tego nie potrafią. Rozmawiałam na ten temat z partnerem wielokrotnie, ale .... to nie moje dzieci, skoro nie potrafią się dogadać z żoną to ja nie będę się wtrącała - rodzicem nie jestem
Argumentacja alimentacyjna po stronie jego byłej żony, była straszna - ojciec zabrał dziewczynki do cyrku, podobały im się występy akrobatów, matka zapisała je na akrobatykę (!!!!), należy zwiększyć dziewczynkom stawkę za wyżywienie, bo jedna ma nadwagę (w związku z czym musi jeść żywność nieprzetworzoną, warzywa i owoce), a druga ma niedowagę, więc musi jeść więcej  (!!!!) itd. W dodatku te pisma są tak cholernie złośliwe, a ja przyznam, że jako doradca podatkowy potrafię też dopieprzyć między wierszami, że trochę trzymałam fason i pisałam "merytorycznie", ale okropnie mnie kusiło, żeby jej się za te bzdury odgryźć. Szczerz mówiąc, w kilku kwestiach trochę dałam upust i odpowiedziałam złośliwostką na bezczelność, ale nie w takim stopniu żeby irytować sąd....
Do tej pory jest tak, że jakoś dzielimy obowiązki. Wiem, że część z Was ma inne zapatrywanie jak powinno być, ale gotuję dla nas wszystkich (w tygodniu mój partner też gotuje dla nas, więc jakoś to się "dzieli"), mamy Panią która sprząta dom więc mamy w tym zakresie lżej. Owszem - piorę i prasuję, ale pierze pralka a one ze względu na to, że są u nas co drugi weekend i raz w tygodniu, nie mają dużo prania.
Jestem w ciąży, męczą mnie ich krzyki, awanturowanie się.... lubię je, ale widzę że czasem uciekam. Powiedziałam już partnerowi, że jak urodzi się nasze dziecko, to będę nadal robiła obiady dla nas i dla dziewczynek, ale nie będę już ich zabawiała. Skupiam się na naszym dziecku w takim wymiarze jak to konieczne i tyle. I oczekuję, że on zajmie się potrzebami swoich córek .... dodatkowo oczekuję, że telewizor będą oglądały u siebie i że nie będzie hałasów w domu. Muszą pojąć i zaakceptować, ze w domu jest małe dziecko i skończyć z piskami i pipczeniem jak małe dzidzie (bo tak się dość często zachowują).
To trwa od pół roku, więc moje frustracje nie osiągnęły jeszcze jakiegoś krytycznego poziomu - nawet się do niego nie zbliżyły. Nie mniej drażnią mnie różne "akcje" dziewczynek i mój partner, który jest kumplo-ojcem, a ja uważam, że to błąd. Jestem w ciąży, czasem nie mam siły znosić hałasów - kiedy mówię partnerowi, że męczy mnie to, on mi odpowiada, że nasze dziecko będzie jeszcze bardziej wymagające i hałaśliwe. Ja jednak gdzieś tam w głębi serca, czuję że nie do końca tak będzie... że wobec swojego dziecka będę niestety miała więcej cierpliwości i chociaż lubię dziewczynki i staram się, żeby im było u nas dobrze, to mimo wszystko nie będę w stanie je kochać jak swoje dziecko.... Nie oczekuję też, że dziewczynki będą mnie kochały jak matkę..... Chyba nie mam z tego powodu poczucia winy (i chyba nie powinnam) - staram się tak jak potrafię i w takim zakresie, jak uważam za słuszne.

Chyba na dzień dzisiejszy nie mam jakiegoś bardzo konkretnego problemu, poza tym że od czasu do czasu czuję solidną irytację i nie wiem na ile mogę je zbesztać albo ustawiać, kiedy źle się zachowują. Staram się być jak najdalej kwestii związanych z eks żoną i tego co było między moim partnerem a nią. Zaliczyliśmy już kilka awantur "w temacie" - ostatnio kiedy wspomniał, że jego teściowa obierała jabłka, kroiła je i częstowała go (w domyśle, że ja mogłabym robić podobnie). Akurat trafił na mój ciążowy "gorszy dzień" i przyznam, że opieprzyłam go na czym świat stoi, że naszemu dziecku będę obierała jabłuszka, ucierała i nawet dosładzała, ale staremu dziadowi ani mi w głowie usługiwać. I jak mu tak było dobrze z teściową, to trzeba było siedzieć przy żonie.... Między mną a swoją żoną miał kilka "koleżanek", które myślę że go dopieszczały. Z tego co słyszę, to był "niezłą partią" i kobiety się o niego bardzo starały - na mnie jego status materialny wrażenia nie robi, ponieważ mniej więcej zarabiamy tyle samo. Teraz on jest trochę cwany i rozpuszczony i wyobraża sobie, że wybierze z każdej byłej kobiety to co dla niego najlepsze - powinnam być miłą, usłużną, cierpliwą, dobrą kobietą, która w dodatku w pełni zaakceptuje jego córki. Już też kilka razy ścinaliśmy się w powiązanych kwestiach.

to tyle na początek .... Nie mam z kim na ten temat porozmawiać, bo żadna z moich dobrych koleżanek nie ma takiej sytuacji jak ja - faceta z dwójką dzieci i eks-żoną.
pozdrawiam Was serdecznie

jak ja cię rozumiem z ta potrzeba spokoju ,nie znoszę piskow,jazgotu,rozdartych bachorów,cackajacych sie ze sobą w dodatku..
ale wyobraź sobie ze dorosła pasierbica tez może sie ze sobą tak niuńkać i cackać do zrzygu,to wywołuje u mnie obrzydzenie..

piszesz ze twój mąż uważał siebie za dobrą partie,hehehe oni tak maja,ja to nazywam wybitnie nierealistycznym obrazem siebie,co tam ze była żona,co tam ze obciążenie alimentami przez pół życia,garb w postaci pasierbow dla nowej partnerki,ale oni to partia,a czesto z gołą doopa,a i z kredytami do końca żywota z których nowa partnerka nie korzystała ale konsekwencje głupich decyzji ponosić musi


czytam twoje posty i widzę ze jestes pelna optymizmu,to dobrze i chce ci sie i dużo robisz dla swojego męża to tez dobrze ,tyle ze nie dla ciebie

6 024

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

czytam twoje posty i widzę ze jestes pelna optymizmu,to dobrze i chce ci sie i dużo robisz dla swojego męża to tez dobrze ,tyle ze nie dla ciebie

Lusiluju, robi coś dla siebie, póki co jest asertywna i wyznacza pasierbicom granice. Nie pozwala sobie wchodzić na głowę i ma azyl w postaci swojego mieszkania gdzie może się ewakuować w przypadku złapania większego nerwa. Jeśli to wczesna faza związku to i tak sporo. Tak trzymaj Hh999, nie daj sobie wchodzić na głowę i wyznaczaj granice, ale pamiętaj, że pilnowanie tych granic i egzekwowanie to rola tatusia. Nie Twoja. On ma uczyć dzieci, wymagać, egzekwować,  zakazywać, nagradzać, a nie Ty.

6 025

Odp: Być drugą i macochą

solinka

a jaki ty masz staż w ,,macoszeniu,,?
bo z tego co pamietam w 2014 czytalam twój watek o rozwodzie,wiec chyba raczkujesz w teamacie,popraw mnie jeśli sie myle


A macochą jestem od roku smile
Właśnie mi ładnie minęło.

6 026 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-09 15:56:01)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

czytam twoje posty i widzę ze jestes pelna optymizmu,to dobrze i chce ci sie i dużo robisz dla swojego męża to tez dobrze ,tyle ze nie dla ciebie

Lusiluju, robi coś dla siebie, póki co jest asertywna i wyznacza pasierbicom granice. Nie pozwala sobie wchodzić na głowę i ma azyl w postaci swojego mieszkania gdzie może się ewakuować w przypadku złapania większego nerwa. Jeśli to wczesna faza związku to i tak sporo. Tak trzymaj Hh999, nie daj sobie wchodzić na głowę i wyznaczaj granice, ale pamiętaj, że pilnowanie tych granic i egzekwowanie to rola tatusia. Nie Twoja. On ma uczyć dzieci, wymagać, egzekwować,  zakazywać, nagradzać, a nie Ty.

no doczytałam właśnie

yyy no znowu zjadlo mi kilkadziesiat linijek tekstu a wstawili jedną,potem dopisze

6 027

Odp: Być drugą i macochą

Też jestem tą drugą żoną. A mój obecny mąż jest także tym drugim. Ja nie mam dzieci z 1 małżeństwa, za to mój ma 2 synow. My razem mamy 3 dzieci. Ale dopóki ich nie bylo, też byłam zazdrosna, ale krótko. Jak sie okazało była żona mojego męża okazała się fajną babką. Jesteśmy serdecznymi koleżankami. Możemy na siebie liczyć. Spotykamy się bardzo często- razem we dwie idziemy na zakupy i do fryzjera... :-)  O ich dzieciach-szkole czy problemach rozmawiamy we troje.
Jak ją się pokłócę z mężem, to ona mnie uspokaja, a męża opieprza :-) Czasem oczywiście wkurzają mnie kwestie finansowe, bo mąż płaci alimenty. dajemy na buty, kurtki, pierdoly i do tego ogromne pieniądze na sport który chłopaki uprawiają. A my mamy dzieci  małe, bo 5 i 4 lata i 6 tygodni i też nam trzeba kupę kasy. Ale mowimy- nie damy, bo nie mamy. Koniec.
Sprobuj ją chociaż poznać lepiej- moze się okaże też fajną babką.

6 028

Odp: Być drugą i macochą

Lusil, to jak z świętami? jakie ustalenia? U nas jest wyrok... jak to brzmi i niestety pierwsze świeta spędzimy w dość ponurej atmosferze. Ja nastawiam się psychicznie i mam zamiar mieć fochy zazdrośnika w d..:-p W końcu to będą pierwsze święta z moim dzieckiem. Nie pozwolę, żeby ktoś mi je popsuł. Ostatnio jakoś zaczęłam olewać problemy innych.. Mam gdzieś co o mnie i M ludzie myślą.. Na coroczne "zwiedzanie" cmentarzy, Ex ubrała dziecko w dresy i jakąś powycieraną kurtkę.. szkoda gadać. W efekcie usłyszeliśmy że jak nam nie wstyd chodzić z dzieckiem tak ubranym(rodzinka M). Ze dziecku powinno się pomóc, kupić ubrania itp.. Jak się wściekłam po 1 jakie my? czy ja jestem matką tego dziecka? Jest to obowiązek mojego M. Jednak mój M płaci wysokie alimenty w których uwzględnione są takie wydatki. No i jeszcze jedno to powinna być wizytówka mamusi, a nie ojca. To matce powinno być wstyd, ja bym dziecko jak laleczkę ubrała. I szczerze mąż nie oszczędza na nim, bo mamusia to oszczędza. Jej zdaniem alimenty to pieniądze na 100% pokrycie potrzeb dziecka. Bo ona nie musi się dokładać, to obowiązek ojca jest utrzymać dziecko i najlepiej jeszcze ją. Znowu pytania.. a ile kosztowało to, tamto? bo pokój dziecięcy jest w trakcie wyposażenia. No i żeby nie było będzie razem z rodzeństwem w jednym pokoju. Dostał tez nowe meble, żeby nie był zazdrosny. A on i tak ma problem, dzieci ode mnie z rodziny głaszczą brzuszek, a on ucieka. Trudno nie dogodzisz.. mam to gdzieś.... Wiecznie niezadowolony, zazdrosny wprowadza taką atmosferę niech się męczy skoro lubi... :-p wyrozumiałość, okazywanie miłości nie pomogły... próbowałam taka psychika nie wygra się.

6 029 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-11-10 12:46:24)

Odp: Być drugą i macochą

hh999,
jak ja Cię dobrze rozumiem, tez jestem w ciązy. U nas jest tylo pasierb,a nie dwójka. Jednak mieszkanie małe i nie ma gdzie się ukryć z brzuchem przed fochem, TV czy xboxem albo lamentem w tygodniu jak lekcje nie idą... ehh wtedy to się dzieje. Na szczęście mamy podobne metody wychowawcze, jednak mój M ma większe poczucie winny i daje się wciągnąć w manipulacje małolata. A poczucie winy, wynika z tego że jego dziecko żyje w rozbitej rodzinie. To nie on odszedł, nie on zdradzał, no i nie zaliczył wpadki z Ex tylko starał się latami o dziecko. Dlatego ma wyzuty do siebie, że gdyby wcześniej wiedział...
Ja pojawiłam się po rozwodzie, mimo że znaliśmy się dość długo z M. Niestety trafił Ci się babsztyl jak u nas. Sprytna, biega po adwokatach, fundacjach, żeby wyciągnąć jak najwięcej kasy. Bo dziecko dala niej to źródło zarobku. A jak będziecie szczęśliwy, a ona będzie sama to jeszcze życie będzie zatruwać. Bo ma wysokie poczucie "posiadania", nagle się dowiesz, ze twój M ma za nią płacić, no i ze ma większe prawa do niego niż ty... - ale to chyba specyfika tego konkretnego gatunku:-p
U nas na szczęście są alimenty tylko na dziecko nie na Ex. Będziesz musiała nie źle lawirować:-p u ans po ślubie Ex od razu wniosła o podwyższenie alimentów - bo sytuacja M się poprawiła. Myślała, ze mamy wspólnotę wiec moje zarobki są i jego zarobkami... I jak tu mieć dobre zdanie o samotnych matkach?
Dobrze, że walczysz o swoje, ja dałam się zepchnąć na bok dla dobra dziecka. Ale u nas "dobro dziecka" ma trochę inne znaczenie. Jednak bez wspólnego frontu z M dużo nie zdziałasz.

6 030 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-10 13:30:19)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Lusil, to jak z świętami? jakie ustalenia? U nas jest wyrok... jak to brzmi i niestety pierwsze świeta spędzimy w dość ponurej atmosferze. Ja nastawiam się psychicznie i mam zamiar mieć fochy zazdrośnika w d..:-p W końcu to będą pierwsze święta z moim dzieckiem. Nie pozwolę, żeby ktoś mi je popsuł. Ostatnio jakoś zaczęłam olewać problemy innych.. Mam gdzieś co o mnie i M ludzie myślą.. Na coroczne "zwiedzanie" cmentarzy, Ex ubrała dziecko w dresy i jakąś powycieraną kurtkę.. szkoda gadać. W efekcie usłyszeliśmy że jak nam nie wstyd chodzić z dzieckiem tak ubranym(rodzinka M). Ze dziecku powinno się pomóc, kupić ubrania itp.. Jak się wściekłam po 1 jakie my? czy ja jestem matką tego dziecka? Jest to obowiązek mojego M. Jednak mój M płaci wysokie alimenty w których uwzględnione są takie wydatki. No i jeszcze jedno to powinna być wizytówka mamusi, a nie ojca. To matce powinno być wstyd, ja bym dziecko jak laleczkę ubrała. I szczerze mąż nie oszczędza na nim, bo mamusia to oszczędza. Jej zdaniem alimenty to pieniądze na 100% pokrycie potrzeb dziecka. Bo ona nie musi się dokładać, to obowiązek ojca jest utrzymać dziecko i najlepiej jeszcze ją. Znowu pytania.. a ile kosztowało to, tamto? bo pokój dziecięcy jest w trakcie wyposażenia. No i żeby nie było będzie razem z rodzeństwem w jednym pokoju. Dostał tez nowe meble, żeby nie był zazdrosny. A on i tak ma problem, dzieci ode mnie z rodziny głaszczą brzuszek, a on ucieka. Trudno nie dogodzisz.. mam to gdzieś.... Wiecznie niezadowolony, zazdrosny wprowadza taką atmosferę niech się męczy skoro lubi... :-p wyrozumiałość, okazywanie miłości nie pomogły... próbowałam taka psychika nie wygra się.

no święta to nie wiem gdzie,a co do męża to pewnie albo dojedzie albo pojedzie z nami,czym sie mam przejmować,tyle razy ta sytuacje juz przerabialam ze ,,był czas przywykąć,,
jak pisalam dla mnie to czas swietny na urlop, ja niczego nie narzucam mężowi,byleby mnie w żaden absolutnie żaden sposób nie angażować w kontakty z dziewucha,
juz wiele lat temu przy okazji jakiś swiat  był foch ,bo pasierbica nie bywa u nas,na co sobie zasluzyla,ale maz jakieś proby ,,pseudo mediacji ,,podejmowal jeszcze,bo manipulatorka nie chciala byc odcięta,od zrodla informacji,nie odpuszczala dlugooo,do dzis co jakiś czas probuje ,ale nie ze mną te numery...
powiedzialam mężowi ze jeśli mu zależy moga razem jechac do jego mamusi,pobędą ze sobą ,nasyca sie towarzystwem i gitara,ani ja sie z nim przez to nie rozwiodę ze cale święta tam spędzi ani dzieci sie nie poobrażają,wiec nie ma problemu
kilka razy ponowilam swoja propozycje,bez echa...
spotykają sie ,ale co robia,nie wiem,bo o tym nie rozmawiamy,ten temat mnie nie dotyczy wiec i ciekawa nie jestem...
czasem przypadkiem czegoś sie dowiem ,to tyle

wiem ze wiele z was mnie odbierze jako wredna babe ,ale nie chciałybyście w swojej macoszej karierze przejść tego co ja,nie chce pisać tu  wielu rzeczy,przemilczalam wiele występków pasierbicy,to forum publiczne a nie zamkniety watek,a są rzeczy o których chcialabym zapomniec,wiem jedno niektore indywidua trzeba trzymać z dala od siebie....

6 031 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-11-10 13:38:58)

Odp: Być drugą i macochą

Ja ostatnio zaczęłam robić tak jak ty... tzn. nie utrudniam ale tez nie ułatwiam. To dziecko ma  matkę i ojca, niech się nim zajmą. Tak jak mówiłaś nikt mi za wychowywanie go nie podziękuję. Prędzej psychika mi siądzie:-p myślę, że wiele kobiet się rozczula nad tymi dziećmi, bo mąż się rozczula. Nawet jak nie on odszedł, to za rozpad związku zawsze odpowiadają dwie strony. Jak facet jest mądry i starła się o dziecko, to tym bardziej ma wyrzuty "że taką sobie wybrał.."Zobaczymy jak teraz będzie, ja przestałam chodzić, załatwiać jego sprawy, przypominać o tym czy o tamtym.. Doszło już do tego, że Ex sobie ze mnie opiekunkę do JEJ dziecka chciała zrobić, gdy M nie mógł. To nie moja odpowiedzialność, zobaczymy jak to będzie. Bo jej dzieciak przeszkadza, mój M chce mieć wszystko.. no i tutaj jest problem. Bo jak chciał się w 100% dziecku poświecić, to trzeba było samemu zostać a nie wdawać się w nowy związek. A co do tego ze oni taka dobra partia - taa oni wszyscy mają "przerost formy nad treścią" :-)
Po tych 6-7latach stwierdzam, ze jeszcze drugie tyle przed mną. Jestem ciekawa czy pasierb z młodszym rodzeństwem będą żyli w jakiejś symbiozie, czy będzie jeszcze gorzej.. Ja mam siostrę przyrodnią, ale to patologia. Natomiast M ma rodzeństwo przyrodnie i dogaduje się z nim lepiej niż z rodzoną siostrą. Mam tylko nadzieje, że nie będzie chciał na siłę dopasować dzieciaków do swojego obrazka..
A gwiazdę macie na parę godzin czy nocowanie? Bo parę godzin da się znieść, po co z własnego domu uciekać... ?? Co ona może przez pare godzin, no chyba ze może...?? :-/
Ja jestem daleka od oceniania Cię, ja sama najchętniej nie widziałabym pasierba na święta. A domyślam się, że przy twojej pasierbicy to aniołek:-p bo jeszcze za młody na kombinowanie jest.. Powoli zaczyna..

6 032 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-10 13:58:06)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Ja ostatnio zaczęłam robić tak jak ty... tzn. nie utrudniam ale tez nie ułatwiam. To dziecko ma  matkę i ojca, niech się nim zajmą. Tak jak mówiłaś nikt mi za wychowywanie go nie podziękuję. Prędzej psychika mi siądzie:-p myślę, że wiele kobiet się rozczula nad tymi dziećmi, bo mąż się rozczula. Nawet jak nie on odszedł, to za rozpad związku zawsze odpowiadają dwie strony. Jak facet jest mądry i starła się o dziecko, to tym bardziej ma wyrzuty "że taką sobie wybrał.."Zobaczymy jak teraz będzie, ja przestałam chodzić, załatwiać jego sprawy, przypominać o tym czy o tamtym.. Doszło już do tego, że Ex sobie ze mnie opiekunkę do JEJ dziecka chciała zrobić, gdy M nie mógł. To nie moja odpowiedzialność, zobaczymy jak to będzie. Bo jej dzieciak przeszkadza, mój M chce mieć wszystko.. no i tutaj jest problem. Bo jak chciał się w 100% dziecku poświecić, to trzeba było samemu zostać a nie wdawać się w nowy związek. A co do tego ze oni taka dobra partia - taa oni wszyscy mają "przerost formy nad treścią" :-)
Po tych 6-7latach stwierdzam, ze jeszcze drugie tyle przed mną. Jestem ciekawa czy pasierb z młodszym rodzeństwem będą żyli w jakiejś symbiozie, czy będzie jeszcze gorzej.. Ja mam siostrę przyrodnią, ale to patologia. Natomiast M ma rodzeństwo przyrodnie i dogaduje się z nim lepiej niż z rodzoną siostrą. Mam tylko nadzieje, że nie będzie chciał na siłę dopasować dzieciaków do swojego obrazka..
A gwiazdę macie na parę godzin czy nocowanie? Bo parę godzin da się znieść, po co z własnego domu uciekać... ?? Co ona może przez pare godzin, no chyba ze może...?? :-/
Ja jestem daleka od oceniania Cię, ja sama najchętniej nie widziałabym pasierba na święta. A domyślam się, że przy twojej pasierbicy to aniołek:-p bo jeszcze za młody na kombinowanie jest.. Powoli zaczyna..

ona jest prawie trzydziestoletnia kobieta,nie bywa u nas,mój warunek
przez to ze jest patologiczna kłamczucha,intrygantka i jest z innej bajki

jeszcze dopowiem,nie my kobiety nie litujemy sie nad tymi dziećmi my chcemy żeby facet nas kochał,my sie dla nich poświęcamy,chcemy byc tymi zajebis..i ,bo myślimy ze to go do nas przywiaze(jeśli zobaczy jaka dobra jestes dla jego przychowku nie będzie chcial odejsc) znosimy rozwydrzone ,drace sie bachory ,na które czesto nie mozemy patrzeć
,udajemy ze lubimy te dzieciary,przynajmniej na początku tych związków,pomagamy facetom w wychowaniu ich ,bierzemy na,siebie obowiązki jakiejś baby ,czesto STYKAMY SIE Z PATOLOGIA ,OBCUJEMY Z LUDZMI Z KTORYMI NORMALNIE NIE CHCIELIBYSMY MIEC NIC WSPOLNEGO po to tylko by sie JEMU przypodobac

znosimy prymitywne zachowania przy stole,chamstwo,inwigilację,zaglądanie do naszych finansow,oskubywanie z kasy,manipulowanie ,jakas obca,tępą babe ,z którą nasz maz sie zwiazal w chwili gdy ogarnela go pomroczność jasna,a my ponosimy konsekwencje jego glupoty i idiotycznych wyborow

6 033

Odp: Być drugą i macochą

lol to dorosla baba jest! u nastolatka jeszcze można sobie tłumaczyć, ze nie rozumie, że to bunt... ale przy starej babie już nie... Przepraszam, ze się zapytam to ile lat wy jesteście razem? U nas to jeszcze małolat jest.. dużo nie potrafi i dużo nie może..

6 034 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-10 14:10:56)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

lol to dorosla baba jest! u nastolatka jeszcze można sobie tłumaczyć, ze nie rozumie, że to bunt... ale przy starej babie już nie... Przepraszam, ze się zapytam to ile lat wy jesteście razem? U nas to jeszcze małolat jest.. dużo nie potrafi i dużo nie może..

no starszy syn ma 24 to trochę juz jestesmy
no u nas gowniara rosła w siłe i perfidie z wiekiem,bedac nastolatka dawala niezle popisy,ale apogeum osiagnela ok 20  potem bylo coraz gorzej,nie chchesz wiedzieć do czego potrafiła sie posunac ,byl okres gdy maz byl zaślepiony swoim subiektywizmem,myślę ze to minelo,i uprzedzę pytanie ,owszem byly klotnie,stawianie wszystkiego na ostrzu noża,bylo ultimatum z mojej strony
to dzialo sie na przestrzeni lat,sama sie nieraz dziwie ze nie wystawilam mu walizek za drzwi,a czasem juz bywalo blisko
po kokardy mialam juz tych występów,tego manipulowania i spraw wiekszego kalibru

6 035 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-10 14:04:13)

Odp: Być drugą i macochą

Dubel posta

6 036

Odp: Być drugą i macochą

lol, to faktycznie wiesz o czym mówisz:-) Ja jestem na początku drogi, a tyle już mam za sobą (według mnie..). A córka twojego męża zawsze taka była? bo ja jeszcze mam nadzieje, że jakos to się uloży...

6 037

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

lol, to faktycznie wiesz o czym mówisz:-) Ja jestem na początku drogi, a tyle już mam za sobą (według mnie..). A córka twojego męża zawsze taka była? bo ja jeszcze mam nadzieje, że jakos to się uloży...

tak od początku,dla mnie to był jakiś pierdol..y matrix,to co widziałam na przestrzeni tych lat to bylo cos co znam z tv,ja z ludźmi pokroju jej matki i jej nie mam kontaktow

6 038

Odp: Być drugą i macochą

Ja zakładałam, ze dzieciaczek to będzie istny aniołek, Ex nie będzie utrudniać nam życia. Bo przecież sama odeszła, i nikomu nic złego nie zrobiłam..Może po prostu że będzie jak moja matka.... tez jestem dzieckiem rozwodników. Mimo że między nimi wojna, to nigdy matka nas nie zatruwała. Jak jej opowiadam w co się wpakowałam, to mi powiedziała, żebym uciekała bo Ex to wariatka. Zabrakło mi doświadczenia życiowego żeby to dostrzec, a potem było za późno..To taki typ co a 20lat nadal będzie żyła nienawiścią i żalem nie wiadomo o co...
Moje znajome na studiach pozaliczały wpadki, i teraz są w szczęśliwych związkach. Ale ojcowe ich dzieci nie są psychiczni ani Ex tych facetów. No i jeszcze jedno z tego co widzę te związki funkcjonują zupełnie inaczej. Facet wychowuje nieswoje dzieci na co dzień, bo jego przyjeżdżają w weekendy.  Tam dokłada do życia itp., a na swoje dzieci płaci alimenty.Ja tez bym była szczęśliwa  w takim związku. Bo wiele moich koleżanek sobie szuka drugiego tatusia dla swoich dzieci. Do tego dobrze zarabiającego, żeby posadzić wygodnie dooope:-p Te związki nawet jak jest równowaga sił, funkcjonują na zasadzie deal'u. Ja znoszę twoje dzieci, ty teraz znoś moje:-p tyle w temacie..

6 039 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-10 16:17:54)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Ja zakładałam, ze dzieciaczek to będzie istny aniołek, Ex nie będzie utrudniać nam życia. Bo przecież sama odeszła, i nikomu nic złego nie zrobiłam..Może po prostu że będzie jak moja matka.... tez jestem dzieckiem rozwodników. Mimo że między nimi wojna, to nigdy matka nas nie zatruwała. Jak jej opowiadam w co się wpakowałam, to mi powiedziała, żebym uciekała bo Ex to wariatka. Zabrakło mi doświadczenia życiowego żeby to dostrzec, a potem było za późno..To taki typ co a 20lat nadal będzie żyła nienawiścią i żalem nie wiadomo o co...
Moje znajome na studiach pozaliczały wpadki, i teraz są w szczęśliwych związkach. Ale ojcowe ich dzieci nie są psychiczni ani Ex tych facetów. No i jeszcze jedno z tego co widzę te związki funkcjonują zupełnie inaczej. Facet wychowuje nieswoje dzieci na co dzień, bo jego przyjeżdżają w weekendy.  Tam dokłada do życia itp., a na swoje dzieci płaci alimenty.Ja tez bym była szczęśliwa  w takim związku. Bo wiele moich koleżanek sobie szuka drugiego tatusia dla swoich dzieci. Do tego dobrze zarabiającego, żeby posadzić wygodnie dooope:-p Te związki nawet jak jest równowaga sił, funkcjonują na zasadzie deal'u. Ja znoszę twoje dzieci, ty teraz znoś moje:-p tyle w temacie..

no widzisz ,a ja to wszystko niby wiedziałam....
od własnej matki,ona z racji tego ze zawodowo,,babra się w tym patologicznym goownie,,i wiele widziała ,ostrzegała mnie ,po pierwsze przed ludźmi pokroju ex i jej porytą rodziną,przed ślubem z facetem po przejściach i z dzieciakiem,
moi rodzice odwrócili sie ode mnie ,nie byli na slubie,długo nie chcieli żadnych kontaktow,przyznam jedno scenariusz mojej matki sprawdził sie ,to co przewidziała pokryło sie z rzeczywistoscia,
z przeszloscia mojego męża nie chcą mieć styczności absolutnie żadnej,wiec nigdy nie bylo wspólnych spotkań uroczystości ,czy czegokolwiek,również ze strony reszty rodziny

piszesz ze,zakladalas ze,dzieciaczek to aniołek ,taaa na pewno,mając matke adopcyjna jaka ma i geny po pewnie jeszcze świetniejszych rodzicach bioligicznych...

ja wystarczy ze raz,zobaczylam pasierbice to juz wiedzialam ze będzie kiepsko,ale ze w młodym wieku człowiek idealizuje rzeczywistosc i ze bylam naiwna itd to podjęłam sie walki ,na szczęście szybko klapki mi z oczu opadły i zadbałam o wlasny i rodziny interes,ale czym to było okupione tylko ja i moi bliscy wiedzą

6 040

Odp: Być drugą i macochą

@kitkaat
U nas dziewczynki oficjalnie nie wiedzą, ze jestem w ciąży jeszcze…. Właśnie ze względu na byłą żonę…. Jednak niedługo ta chwila nadejdzie bo jestem w 17 tygodniu i brzuszek już jest wyraźnie ciążowy, co nawet trudno ukrywać pod tunikami. Poza tym starsza zauważyła, że używam antyrozstępowych kosmetyków dla kobiet w ciąży. No i nie jesteśmy małżeństwem smile M by chciał i pije do tego, ale mi się nie śpieszy.
Powiem Ci, że mnie ratuje tylko przestrzeń, że jej trochę jest i można się „schować” w swoim pokoju. Oczywiście często to nie działa, ale mamy jeszcze jeden pokój wolny, który będziemy adaptować jako miejsce ucieczki… też pod kątem dziecka. Poza tym liczę wtedy na pewną większą dyscyplinę i dojrzałość dziewczynek. Spodziewam się sensacji u młodszej, która ma status „oseska” i jest mocno angażująca.
Kiedyś zastanawiałam się nad relacjami z eks – nie chcę w sobie w jakikolwiek sposób hodować do niej niechęci, ale trochę to jest tak, że z M idą na wojnę na widły i mi się udziela, bo podświadomie trzymam jego stronę. Nie potrafię być obiektywna, bo nie znam „jej wersji”. Czasem skutecznie mi ciśnienie podnoszą pewne „odblaski” tego co słyszę od dziewczynek, albo  czytam w tych pismach alimentacyjnych. Zgodnie z wersją przedstawioną mi przez M (a popartą tym co mówili jego rodzice i tym co wyczytałam w pismach sądowych), to jego żona zmieniła zamki i z dnia na dzień „wywaliła” go z domu bez ciuchów. Do dziś ma jego rzeczy np. kolekcję książek i albumy rodzinne, których nie chce mu oddać. Pomimo tej „eksmisji” ich pożycie wtedy już było w stanie takiego rozkładu, że była to na dobrą sprawę kwestia czasu kiedy by się rozstali ostatecznie. W każdym razie, kiedyś jedziemy z dziewczynkami samochodem i nie wiem jak do tego doszło, ale nagle zaczęły opowiadać to co matka im mówiła o rozstaniu. Nie mam lat 15-ście, tylko dobiegam 40-tki i nie mam bielma na oczach; nie jest tak, że uważam, że w związkach są sytuacje biało czarne i źródłem całego zła jest eks a M to święty… w każdym razie wymowa tego co powiedziały dziewczynki, była taka, że tata zostawił mamę samą, bez środków do życia jak byłyśmy malutkie. Nie jest to absolutnie prawda, ponieważ chociażby z pism sądowych wiem, że następnego miesiąca po rozstaniu zaczął wpłacać środki na utrzymanie dzieci, bez zasądzonych alimentów…. W każdym razie M widziałam, że zbladł w tym samochodzie i mówi „jak będziecie starsze i będziecie w stanie zrozumieć pewne sprawy między dorosłymi, to na ten temat porozmawiamy”. W sumie trochę to straszne szczucie dzieci na ojca…
M ma bardzo dobry kontakt ze starszą córką, natomiast młodsza go nie lubi…. I tutaj też mi go żal, bo zgodnie z zaleceniem psychologa, on bierze na klatę również tą kwestię i czeka aż młoda „zmądrzeje”, a widzę, że go to mocno kosztuje. Zresztą moja „pełniąca obowiązki” teściowa, powiedziała że z punktu widzenia tej młodszej to to, ze będzie miała rodzeństwo przyrodnie może okazać się „zbawienne”. Do tej pory była pępkiem świata i wierzcie mi, nie folgowała sobie przy niektórych akcjach. Zobaczymy jak będzie – może dobrze i trochę się zreflektuje i „zawalczy” o ojca, albo i nie …. Trudno mi sobie to wyobrazić…
Tych wszystkich wątków z pasierbami, życiem z człowiekiem „z historią” jest tyle, że wystarczy pewnie na tygodnie rozmowy z Wami smile
Powiem Wam jeszcze jedno. Kiedy pierwszy raz spotkałam się ze starszą córką M, ona po kilku godzinach razem zaczęła się do mnie przytulać, co mnie sparaliżowało wręcz, bo się nie spodziewałam. Kiedy się witamy i żegnamy, dziewczynki okazują mi dużo serdeczności, przytulają się itd. Jak tata na nie nakrzyczy, to przylatują do mnie się przytulić. Staram się je wtedy trochę uspokoić i wyjaśnić, czemu tatuś jest zdenerwowany i co powinny zrobić. Mimo wszystko staram się być dla nich dobra. Przeszkadzają mi piski, kwiki, szarpanie, próbowanie, przeciąganie struny, ale na razie nie czuję, że to są jakieś bardzo niegodziwe dzieciaki. Myślę, że ich matka jest w pewnym stopniu nierozważona emocjonalnie i dziewczynki też mają problem z samokontrolą … też dlatego, że to dzieci. Ale jak jestem zmęczona, padam na pysk po ciężkim tygodniu w pracy, mam dolegliwości ciążowe, to poziom mojej tolerancji spada do poziomu gruntu. Czuję się wręcz zmęczona samym ich widokiem ….

6 041

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

hm..... sunrider, co to znaczy, że nie będzie dane Ci mieć z TŻ rodziny? Nie chce już dzieci, ślubu itp.? Czy to okropne, o czym piszesz że Twój TŻ Ci zrobił, to popaprana relacja on-Ty-"pasierb"? Czy dobrze rozumiem? Dlaczego też "jest dla Ciebie za późno" - za późno zrezygnować z TŻ do którego taki okropny żal odczuwasz...?.

Hh999 byłam w nieplanowanej ciąży, już nie jestem, nie chce się wdawać w szczegóły, TŻ od początku traktował to jak przejściową sytuacje która minie bez śladu i cuż dla niego mineła  :-(  dla niego to już przeszłość a ja powinnam się ogarnąć i patrzeć w przyszłość.

6 042 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-11 12:23:20)

Odp: Być drugą i macochą
sunrider napisał/a:
Hh999 napisał/a:

hm..... sunrider, co to znaczy, że nie będzie dane Ci mieć z TŻ rodziny? Nie chce już dzieci, ślubu itp.? Czy to okropne, o czym piszesz że Twój TŻ Ci zrobił, to popaprana relacja on-Ty-"pasierb"? Czy dobrze rozumiem? Dlaczego też "jest dla Ciebie za późno" - za późno zrezygnować z TŻ do którego taki okropny żal odczuwasz...?.

Hh999 byłam w nieplanowanej ciąży, już nie jestem, nie chce się wdawać w szczegóły, TŻ od początku traktował to jak przejściową sytuacje która minie bez śladu i cuż dla niego mineła  :-(  dla niego to już przeszłość a ja powinnam się ogarnąć i patrzeć w przyszłość.

tzn aborcja czy poronienie?
bo jeśli nakłonił cię do aborcji a ty sie zgodzilas mimo tego ze chcesz byc mama to kopnij gnoja w doope bez chwili namyslu ,jeśli to drugie to inna sprawa

i przepraszam ale w jaka przyszłość masz patrzeć,w ich przyszłość polegajaca na tym ze sie dostosowujesz do nich ,jestes jak mebel,albo maszyna do wykonywania zadań i nie masz uczuc??
jeśli tak to ewakuuj sie jk najszybciej ,masz jedno życie ,wiec z niego korzystaj

6 043

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
sunrider napisał/a:
Hh999 napisał/a:

hm..... sunrider, co to znaczy, że nie będzie dane Ci mieć z TŻ rodziny? Nie chce już dzieci, ślubu itp.? Czy to okropne, o czym piszesz że Twój TŻ Ci zrobił, to popaprana relacja on-Ty-"pasierb"? Czy dobrze rozumiem? Dlaczego też "jest dla Ciebie za późno" - za późno zrezygnować z TŻ do którego taki okropny żal odczuwasz...?.

Hh999 byłam w nieplanowanej ciąży, już nie jestem, nie chce się wdawać w szczegóły, TŻ od początku traktował to jak przejściową sytuacje która minie bez śladu i cuż dla niego mineła  :-(  dla niego to już przeszłość a ja powinnam się ogarnąć i patrzeć w przyszłość.

tzn aborcja czy poronienie?
bo jeśli nakłonił cię do aborcji a ty sie zgodzilas mimo tego ze chcesz byc mama to kopnij gnoja w doope bez chwili namyslu ,jeśli to drugie to inna sprawa

i przepraszam ale w jaka przyszłość masz patrzeć,w ich przyszłość polegajaca na tym ze sie dostosowujesz do nich ,jestes jak mebel,albo maszyna do wykonywania zadań i nie masz uczuc??
jeśli tak to ewakuuj sie jk najszybciej ,masz jedno życie ,wiec z niego korzystaj

POPIERAM!! w całej rozciągłości wypowiedzi. U nas za pierwszym razem, początkowa radość zakończyła się potokiem łez. Niestety przeżywasz swoją stratę i nie ma opcji,zeby dziecka swojego faceta nie oglądać.. Bo jest wyrok i wojny między nimi. Wiem, że życie toczy się dalej, ale ciężko jest słyszeć słowa tato gdy ty tak bardzo chciałaś usłyszeć słowa mamo. U nas tez nie było łatwo... Może jesteś silniejsza niż ja, ale ja stwierdziłam, że nie dam rady z nim żyć bez dzieci i oglądać jak on realizuje się rodzicielsko.. Nie ważne czy to egoizm czy choroba. Wiesz mi, takie życie jest nie do zniesienia...

6 044

Odp: Być drugą i macochą

hh999,
jak powiesz im o ciąży to dopiero się zacznie zatruwanie przez mamusię. Jak Ex się życie ułożyło to może nie będzie zawistna, ale jeżeli nie.... to się będzie działo.
Co do manipulacji "ojciec zostawił ich bez środków do życia.."  to chyba krótko ze sobą jesteście, jeszcze się nasłuchasz jakim złym ojcem był. Albo jak to ona pieniądze wydaje na dzieci a tata daje jakieś ochłapy. No i  ma  tyle pieniędzy a wydaje na Ciebie i wasze dziecko..Po następne kolejne dziecko na utrzymaniu, zmniejsza jej możliwości zarobkowe (czytaj wysokość przyszłych rat alimentacyjnych). Ex już nigdy nie dostanie tak wysokich alimentów, bo zarobki twojego męża będą dzielone na 3kę dzieci. Poczekaj jak stanie w domu łóżeczko itp..   
Co do psychologów widzę, że wszędzie jest to samo.. matka może oczerniać ojca. A on ma to grzecznie znosić i mówić "jak będziesz starsza to porozmawiamy.." A gdzie fakty? ehhh tym tez nie można się z dzieckiem dzielić?.. głupota jakaś, daje się mamusi pole do popisu.

6 045

Odp: Być drugą i macochą

Lusil,
taaa naiwne patrzenie na świat. Może gdybym wiedziała to co teraz wiem to popatrzyłabym na to wszystko i odpuściła. Bo twój prywatny syf jest twoim syfem i nad nim da się zapanować. A cudzy syf nawet mniejszy ale cudzy, nie mamy nad nim żadnego wpływu. Zobaczymy jak  to się potoczy. Jedno jest pewne taki sytuacje życiowe kształtują charakter. Czlowiek, żeby nie dać się wykorzystywać. Musi zdac sobie sprawę ze swoich potrzeb, nawet jeśli sa egoistyczne. Zaakceptować siebie i zacząć je realizować. Walczyć o wszystko bo inaczej zostaniesz w skarpetkach. Mieć na uwadze tylko swoje dobro i swojej rodziny... Bo inaczej zepchną Cię na drugi tor. Skoro sobie radzisz, i nie narzekasz to nadal radź sobie sama. Najgorzej to zacząć mu współczuć i odmawiać sobie, żeby jemu pomóc.

Posty [ 5 981 do 6 045 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 91 92 93 94 95 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026