netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 226 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 90 91 92 93 94 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 916 do 5 980 z 8 269 ]

5 916

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Hejka, ja tez jestem drugą żoną i już nie daje rady. Może będzie mi łatwiej z wami, przez to wszystko przejść. Nie wiem, jak żyć w tym w związku. Już po prostu nie daje rady... najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ex manipuluje dzieckiem. Jak nie dostaje czego chce to utrudnia kontakty, więc mąż zgadza się na wszystko, żeby nie stracić kontaktów  z dzieckiem. Nie chce zabrzmieć jak typowa"druga żona" ale moim zdaniem dzieci manipulowane przez mamusie, z którymi te mamusie się nie liczą, potem stają się takie same -  same manipulują. Nie liczą się z potrzebami i uczuciami innych, jakby miały jakiś deficyt empatii. A wszyscy wokoło dzieci żałują, a to czasem małe potworki są....   Jego walka pochlania duże nakłady finansowe, same alimenty nie są małe, bo mąż ma duże możliwości zarobkowe. Nie wiem skąd oni biora te tabelki.. do tego ja jestem już wrakiem człowieka. Nie podoba mi się kim się stałam przez ta walkę o "moje miejsce".

świeta prawda,dzieci wychowywane przez matki manipulatorki z czasem przejmują ten model życia od nich,mało tego staja sie w swojej perfidii bardziej wyrafinowane ,nie ma sie czemu dziwić,poddawane takiej tresurze z czasem przerosna mistrza......zwłaszcza corusie......

5 917

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Lusilju!
akurat mój M ma syna, no i manipulacje się zaczęły od kiedy spodziewamy się drugiego dziecka. Nagle u mamy mu źle chce się przeprowadzić do nas. Co prawda, ja nie mam z tym problemu lepiej teraz niż jak będzie miał 15-17lat i kuratora nad sobą. Bo teraz jeszcze coś nie coś uda się wyprostować. W ogóle nie wiem trochę się boję, wiem że to głupie i może zaraz ktoś mi powie, że jestem głupia. Ale dziwne są zachowania młodzieży, bo matka mu tróje straszne rzeczy na temat naszego dziecka, a jego rodzeństwa. I na logikę powinien być albo zdołowany i zazdrosny albo pozytywnie nastawiony. A on się cieszy w taki wręcz nienaturalny sposób. My tak się nie cieszymy jak on:-p nagle z dziecka ciągle na nie, zrobił się pełny entuzjazmu i wszystko mu pasuje, wszystko jest super.. w ogóle my jesteśmy super. Ja myślę, ze on manipuluje ojcem, słodzi mu itp., bo w rzeczywistości jest zazdrosny, tylko nie rozumiem po co chce się do nas przeprowadzić? W międzyczasie zaczęły się rozmowy o tym, że on chce żeby rodzice do siebie wrócili i mówi to przy mnie, pyta się czy nie mogą spróbować itp... Zawsze mieliśmy dobry kontakt, może trochę zimny, ale on ma matkę, wiec nie wchodziłam w jej rolę i teraz nie rozumiem co się dzieje.
Co do córeczek oooooo tak. Moja siostra cioteczna jest "idealnym" przykładem ma ponad 30lat, ojciec ich zostawił gdy miała 10lat. Nie da się wytłumaczyć,że zostawił matkę a nie ją. Z czego miał swoje powody, ona o tym wie ale wybiela matkę a piętnuje ojca. Cały czas ma postawę roszczeniową "bo jej się należy, bo on jej tyle krzywdy w życiu zrobił" ale to wina mojego wujka. On jej na to pozwala i szczerze dziwie się jego drugiej żonie że  z nim mimo to jest. Bo ja bym nie dala rady. Musi go bardzo kochać:-p

5 918

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Witaj Lusilju!
akurat mój M ma syna, no i manipulacje się zaczęły od kiedy spodziewamy się drugiego dziecka. Nagle u mamy mu źle chce się przeprowadzić do nas. Co prawda, ja nie mam z tym problemu lepiej teraz niż jak będzie miał 15-17lat i kuratora nad sobą. Bo teraz jeszcze coś nie coś uda się wyprostować. W ogóle nie wiem trochę się boję, wiem że to głupie i może zaraz ktoś mi powie, że jestem głupia. Ale dziwne są zachowania młodzieży, bo matka mu tróje straszne rzeczy na temat naszego dziecka, a jego rodzeństwa. I na logikę powinien być albo zdołowany i zazdrosny albo pozytywnie nastawiony. A on się cieszy w taki wręcz nienaturalny sposób. My tak się nie cieszymy jak on:-p nagle z dziecka ciągle na nie, zrobił się pełny entuzjazmu i wszystko mu pasuje, wszystko jest super.. w ogóle my jesteśmy super. Ja myślę, ze on manipuluje ojcem, słodzi mu itp., bo w rzeczywistości jest zazdrosny, tylko nie rozumiem po co chce się do nas przeprowadzić? W międzyczasie zaczęły się rozmowy o tym, że on chce żeby rodzice do siebie wrócili i mówi to przy mnie, pyta się czy nie mogą spróbować itp... Zawsze mieliśmy dobry kontakt, może trochę zimny, ale on ma matkę, wiec nie wchodziłam w jej rolę i teraz nie rozumiem co się dzieje.
Co do córeczek oooooo tak. Moja siostra cioteczna jest "idealnym" przykładem ma ponad 30lat, ojciec ich zostawił gdy miała 10lat. Nie da się wytłumaczyć,że zostawił matkę a nie ją. Z czego miał swoje powody, ona o tym wie ale wybiela matkę a piętnuje ojca. Cały czas ma postawę roszczeniową "bo jej się należy, bo on jej tyle krzywdy w życiu zrobił" ale to wina mojego wujka. On jej na to pozwala i szczerze dziwie się jego drugiej żonie że  z nim mimo to jest. Bo ja bym nie dala rady. Musi go bardzo kochać:-p

hmmmmm przesrane masz,powiem kolokwialnie....
ty spodziewasz sie dziecka a tu los wciska ci drugie...
nie zazdroszczę...booo mialam.podobnie i byl to koszmar...
na szczęście sytuacje wyprostowalam poniewaz to na mnie spadl obowiązek męża,moze i na szczęście bo bym sie długo z tej sytuacji nie wyzwolila a tak pomodł mi los i pasierbica wrocila do matki

5 919

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Witaj Lusilju!
akurat mój M ma syna, no i manipulacje się zaczęły od kiedy spodziewamy się drugiego dziecka. Nagle u mamy mu źle chce się przeprowadzić do nas. Co prawda, ja nie mam z tym problemu lepiej teraz niż jak będzie miał 15-17lat i kuratora nad sobą. Bo teraz jeszcze coś nie coś uda się wyprostować. W ogóle nie wiem trochę się boję, wiem że to głupie i może zaraz ktoś mi powie, że jestem głupia. Ale dziwne są zachowania młodzieży, bo matka mu tróje straszne rzeczy na temat naszego dziecka, a jego rodzeństwa. I na logikę powinien być albo zdołowany i zazdrosny albo pozytywnie nastawiony. A on się cieszy w taki wręcz nienaturalny sposób. My tak się nie cieszymy jak on:-p nagle z dziecka ciągle na nie, zrobił się pełny entuzjazmu i wszystko mu pasuje, wszystko jest super.. w ogóle my jesteśmy super. Ja myślę, ze on manipuluje ojcem, słodzi mu itp., bo w rzeczywistości jest zazdrosny, tylko nie rozumiem po co chce się do nas przeprowadzić? W międzyczasie zaczęły się rozmowy o tym, że on chce żeby rodzice do siebie wrócili i mówi to przy mnie, pyta się czy nie mogą spróbować itp... Zawsze mieliśmy dobry kontakt, może trochę zimny, ale on ma matkę, wiec nie wchodziłam w jej rolę i teraz nie rozumiem co się dzieje.
Co do córeczek oooooo tak. Moja siostra cioteczna jest "idealnym" przykładem ma ponad 30lat, ojciec ich zostawił gdy miała 10lat. Nie da się wytłumaczyć,że zostawił matkę a nie ją. Z czego miał swoje powody, ona o tym wie ale wybiela matkę a piętnuje ojca. Cały czas ma postawę roszczeniową "bo jej się należy, bo on jej tyle krzywdy w życiu zrobił" ale to wina mojego wujka. On jej na to pozwala i szczerze dziwie się jego drugiej żonie że  z nim mimo to jest. Bo ja bym nie dala rady. Musi go bardzo kochać:-p

Kitkaat , a dlaczego uważasz że to nienaturalna radość pasierba ?. Pomimo moich płytkich relacji z moim pasierbem, wiem że on by się bardziej cieszył na rodzeństwo niż np. mój rodzony syn smile.
Wiesz, według mnie uczciwej byłoby powiedzieć że nie chcesz by zamieszkał z Wami. smile. Bo tak czytam Twoją wypowiedź.
Bo tak jak pisała Lusilju, obowiązek wychowawczy jej męża spadł na nią, to jest argument że mając małe dziecko (i nie wiem czy dobrze zrozumiałam, macie już jedno, poza pasierbem ? ) i inne jeszcze , nie podołasz opiece nad pasierbem , skoro po pierwsze nie ma relacji pomiędzy Wami(Ty i pasierb ) a po drugie podstaw by zabierać go od matki (chciejstwo dziecka jeśli nie dzieje mu się krzywda nie może być jedynym powodem  ).

5 920 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-02 16:00:34)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kitkaat napisał/a:

Witaj Lusilju!
akurat mój M ma syna, no i manipulacje się zaczęły od kiedy spodziewamy się drugiego dziecka. Nagle u mamy mu źle chce się przeprowadzić do nas. Co prawda, ja nie mam z tym problemu lepiej teraz niż jak będzie miał 15-17lat i kuratora nad sobą. Bo teraz jeszcze coś nie coś uda się wyprostować. W ogóle nie wiem trochę się boję, wiem że to głupie i może zaraz ktoś mi powie, że jestem głupia. Ale dziwne są zachowania młodzieży, bo matka mu tróje straszne rzeczy na temat naszego dziecka, a jego rodzeństwa. I na logikę powinien być albo zdołowany i zazdrosny albo pozytywnie nastawiony. A on się cieszy w taki wręcz nienaturalny sposób. My tak się nie cieszymy jak on:-p nagle z dziecka ciągle na nie, zrobił się pełny entuzjazmu i wszystko mu pasuje, wszystko jest super.. w ogóle my jesteśmy super. Ja myślę, ze on manipuluje ojcem, słodzi mu itp., bo w rzeczywistości jest zazdrosny, tylko nie rozumiem po co chce się do nas przeprowadzić? W międzyczasie zaczęły się rozmowy o tym, że on chce żeby rodzice do siebie wrócili i mówi to przy mnie, pyta się czy nie mogą spróbować itp... Zawsze mieliśmy dobry kontakt, może trochę zimny, ale on ma matkę, wiec nie wchodziłam w jej rolę i teraz nie rozumiem co się dzieje.
Co do córeczek oooooo tak. Moja siostra cioteczna jest "idealnym" przykładem ma ponad 30lat, ojciec ich zostawił gdy miała 10lat. Nie da się wytłumaczyć,że zostawił matkę a nie ją. Z czego miał swoje powody, ona o tym wie ale wybiela matkę a piętnuje ojca. Cały czas ma postawę roszczeniową "bo jej się należy, bo on jej tyle krzywdy w życiu zrobił" ale to wina mojego wujka. On jej na to pozwala i szczerze dziwie się jego drugiej żonie że  z nim mimo to jest. Bo ja bym nie dala rady. Musi go bardzo kochać:-p

Kitkaat , a dlaczego uważasz że to nienaturalna radość pasierba ?. Pomimo moich płytkich relacji z moim pasierbem, wiem że on by się bardziej cieszył na rodzeństwo niż np. mój rodzony syn smile.
Wiesz, według mnie uczciwej byłoby powiedzieć że nie chcesz by zamieszkał z Wami. smile. Bo tak czytam Twoją wypowiedź.
Bo tak jak pisała Lusilju, obowiązek wychowawczy jej męża spadł na nią, to jest argument że mając małe dziecko (i nie wiem czy dobrze zrozumiałam, macie już jedno, poza pasierbem ? ) i inne jeszcze , nie podołasz opiece nad pasierbem , skoro po pierwsze nie ma relacji pomiędzy Wami(Ty i pasierb ) a po drugie podstaw by zabierać go od matki (chciejstwo dziecka jeśli nie dzieje mu się krzywda nie może być jedynym powodem  ).

dokładnie
trzeba zdawac sobie sprawę z tego ze to na kobiecie spocznie ciężar opieki,wychowania itd tego dziecka,nie oszukujmy sie to ona będzie ponosić konsekwencje emocjonalne tej decyzji,to nie jest tak ze mlodego da sie utemperowac bo jest mały...
ojciec będzie zawsze po jego stronie,będzie uważał ze dzieje mu sie krzywda,będzie stronniczy ,macocha to odczuje na,wlasnej skórze...
poza tym mieszkanie z cudzym dzieckiem...hmm...ze tak powiem nie dla mnie sprawa.....dziecko ma matke i niech ona sie spelnia wychowawczo a nie obca kobieta,

tu jest sytuacja o tyle trufna ze będzie malenstwo,będzie zazdrość,kobieta będzie wiecznie zmeczona,a tu jeszcze fochy nieswojego dziecka....
wiem ze to czarny scenariusz,ale znam kilka takich rodzin,gdzie kobieta dostala w pakiecie faceta z dzieckiem,bądź to dziecko faceta zamieszkalo z nimi potem i ani jedna kobieta nie poradzila sobie...
ja poradzilam sobie w sposób wiecie jaki,nie zamierzałam sie poświęcać ,umartwiac by innej babie żyło sie lepiej i wygodniej bo nie żyje po to by czyjś dobrostan stawiac ponad swoim własnym....
i tak,jestem egoistka,jestem materialistka....i mam odwage by o tym mówić.....

5 921

Odp: Być drugą i macochą

Powiem tak, nie jest mi to na rękę natomiast zaakceptuje sytuacje. Bo nie mam innego wyjścia, nie mogę utrudniać kontaktu ojca z synem. Po następne, chyba nikt nie był by entuzjastą sytuacji w której dziecko Ex i partnera zaczyna mieszkać z wami.
Co do zachowań młodego, znam tego dzieciaka i mi nie pasuje jego ostatnia zmiana. Nie chcę ulegać jego fanaberiom i fakt, dziecko nie powinno samo decydować o takich sprawach. No chyba, ze dzieje mu się krzywda. Z drugiej strony skoro ma ojca, to nie rozumiem dlaczego ma mieszkać z matką. Tylko dlatego że ona ma macicę?? :-)
To jest poważna decyzja i boje się konsekwencji, bo to my jesteśmy dorośli a nie on.
To jest nasze pierwsze dziecko, a męża drugie.
Nie wiem jak to napisać, ale z dziecka wiecznie bojącego się nowości, wiecznie nie zadowolonego.. zmiana na złote dziecko, które niczego się nie boi jest pomocne, miłe i nawet się do mnie przytula??  Nie mówię, ze radości nie powinno być, ale chodzi mi o coś innego ale może nie potrafię opisać o co mi chodzi.
Mi to pasuje przynajmniej nie ma fochów w domu:-) Ale tez mnie to martwi.. bo to zbyt duża zmiana.
Mąż chce iść do sądu i ja mu nie staje na drodze, ale chyba nie musze skakać z radości...
Tym bardziej, ze matka dziecka zgodzi się tylko pod jednym warunkiem, żeby nie płacić alimentów..

5 922 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-02 16:15:59)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Powiem tak, nie jest mi to na rękę natomiast zaakceptuje sytuacje. Bo nie mam innego wyjścia, nie mogę utrudniać kontaktu ojca z synem. Po następne, chyba nikt nie był by entuzjastą sytuacji w której dziecko Ex i partnera zaczyna mieszkać z wami.
Co do zachowań młodego, znam tego dzieciaka i mi nie pasuje jego ostatnia zmiana. Nie chcę ulegać jego fanaberiom i fakt, dziecko nie powinno samo decydować o takich sprawach. No chyba, ze dzieje mu się krzywda. Z drugiej strony skoro ma ojca, to nie rozumiem dlaczego ma mieszkać z matką. Tylko dlatego że ona ma macicę?? :-)
To jest poważna decyzja i boje się konsekwencji, bo to my jesteśmy dorośli a nie on.
To jest nasze pierwsze dziecko, a męża drugie.
Nie wiem jak to napisać, ale z dziecka wiecznie bojącego się nowości, wiecznie nie zadowolonego.. zmiana na złote dziecko, które niczego się nie boi jest pomocne, miłe i nawet się do mnie przytula??  Nie mówię, ze radości nie powinno być, ale chodzi mi o coś innego ale może nie potrafię opisać o co mi chodzi.
Mi to pasuje przynajmniej nie ma fochów w domu:-) Ale tez mnie to martwi.. bo to zbyt duża zmiana.
Mąż chce iść do sądu i ja mu nie staje na drodze, ale chyba nie musze skakać z radości...
Tym bardziej, ze matka dziecka zgodzi się tylko pod jednym warunkiem, żeby nie płacić alimentów..

nooooo czyli ty będziesz dokladac do cudzego dzieciaka,nie miej zludzen będziesz dokladac swój czas,swoje zaangażowanie ale również finansowo..jestes na to gotowa??bo jak tak to oki

to ze dzieciak jest pelen entuzjazmu teraz nie znaczy ze po pojawieniu sie waszego dziecka ten stan sie utrzyma,śmiem wątpić raczej,ale co ja tam wiem.....
jestes zdecydowana zaakceptować sytuacje,czy bardziej poddać sie wyrokowi raczej,bo ty jestes na nie ale wyjscia nie masz.....

wiążąc sie ze swoim mężem zastalas inna  sytuacje ,dziecko mieszkało z matka...czy rownie chętnie weszłabyś w ten związek gdyby zastana sytuacja byla inna...chyba nie

co do tego ,ze dziecko powinno mieszkac z matka ,bo ta ma macice
hehehe,cytujesz swojego męża jak mniemam,myslisz tak jak on ci każe??

5 923

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Powiem tak, nie jest mi to na rękę natomiast zaakceptuje sytuacje. Bo nie mam innego wyjścia, nie mogę utrudniać kontaktu ojca z synem. Po następne, chyba nikt nie był by entuzjastą sytuacji w której dziecko Ex i partnera zaczyna mieszkać z wami.
Co do zachowań młodego, znam tego dzieciaka i mi nie pasuje jego ostatnia zmiana. Nie chcę ulegać jego fanaberiom i fakt, dziecko nie powinno samo decydować o takich sprawach. No chyba, ze dzieje mu się krzywda. Z drugiej strony skoro ma ojca, to nie rozumiem dlaczego ma mieszkać z matką. Tylko dlatego że ona ma macicę?? :-)
To jest poważna decyzja i boje się konsekwencji, bo to my jesteśmy dorośli a nie on.
To jest nasze pierwsze dziecko, a męża drugie.
Nie wiem jak to napisać, ale z dziecka wiecznie bojącego się nowości, wiecznie nie zadowolonego.. zmiana na złote dziecko, które niczego się nie boi jest pomocne, miłe i nawet się do mnie przytula??  Nie mówię, ze radości nie powinno być, ale chodzi mi o coś innego ale może nie potrafię opisać o co mi chodzi.
Mi to pasuje przynajmniej nie ma fochów w domu:-) Ale tez mnie to martwi.. bo to zbyt duża zmiana.
Mąż chce iść do sądu i ja mu nie staje na drodze, ale chyba nie musze skakać z radości...
Tym bardziej, ze matka dziecka zgodzi się tylko pod jednym warunkiem, żeby nie płacić alimentów..


No to mamy odpowiedź .
Twój pasierb najwidoczniej widzi Twoje i męża  zachowanie odnośnie przyszłego potomstwa, i chce być częścią szczęśliwej rodziny.
Postawa matki dobitnie wskazuje że syn  nie jest on dla niej  kochanym dzieckiem  tylko pozycją dochodową . I pozbędzie się go byle nie mieć kosztów (alimentów).

Kitkaat.. nie wiem ile pasierb ma lat . Ale to dziecko szuka miejsca na ziemi. Chce być ważne dla kogoś.
To będzie brat Twojego dziecka. Najprawdopodobniej Twój potomek będzie go kochał jak nikogo innego- miłość siostrzano/braterska jest tez ważna .

Życzę samych szczęśliwych chwil w życiu. Myśl ciepło o pasierbie , przyciągamy wiele rzeczy  myślami. Myśląc pozytywnie może uda się przyciągnąć samo dobro smile.

5 924

Odp: Być drugą i macochą

Lusilju,
sytuacja nie jest taka prosta jak Ci się wydaje. A ja broń Boże nie jestem altruistką:-) na razie mąż dobrze zarabia, więc nie muszę się martwic, że będę dokładać do cudzego dziecka. Aczkolwiek biorę taką ewentualność pod uwagę, i nie jest to fajna perspektywa. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, na "przywyknięcie" do tematu rodziny poszerzonej. Teraz już jest nowy plan (dzisiejszy), dziecko już nie chce mieszkać chce tu przebywać prawie jak w opiece na przemiennej. Nie no, ale w przyszłości się tu przeprowadzi.. bo teraz to mamie będzie przykro. Wiec już to mi się nie podoba, bo M płaci wysokie alimenty mimo że spędza dziecko u nas dużo czasu. a przy opiece naprzemiennej będzie jeszcze więcej = większe koszty, a alimenty nie zostaną zmniejszone. Wiedziałam, że się z tego wycofa, bo co ludzie powiedzą i szczerze opieka naprzemienna jest dla mnie dużo gorsza niż zamieszkanie dziecka na stałe. Bo mąż już ma problemy, gdy musi odebrać dziecko ze szkoły, albo w tygodniu je zawieść do szkoły. Przy wakacjach, feriach jest to samo, pracodawcy inaczej patrzą na "samotne" mamusie a inaczej na ojca. Boje się że wyrzuca go z pracy..  W sadzie było to samo .... A gdzie utrzymanie drugiego dziecka? ehhh
Co do stwierdzenia o macicy, dziecko się pojawiło w troszkę inny sposób. Oboje poznali je gdy miało ponad rok. Nie było brzucha, porodu, macierzyńskiego.. Nakład rodziców jest taki sam. Więc nie rozumiem dlaczego dziecko ma mieszkać z matką? Poza tym gdyby moje dziecko chciało mieszkać z ojcem, byłaby to moja porażka wychowawcza. Jeżeli miejsce zamieszkania byłoby u mnie.
Sytuacja jest naprawdę trudna.... i fakt gdybym wiedziała nie pisałabym się na taki układ. Przede wszystkim bym chciała stabilizacji, jakiś ustalen, które się nie zmienią jak te dzisiaj.

5 925

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Lusilju,
sytuacja nie jest taka prosta jak Ci się wydaje. A ja broń Boże nie jestem altruistką:-) na razie mąż dobrze zarabia, więc nie muszę się martwic, że będę dokładać do cudzego dziecka. Aczkolwiek biorę taką ewentualność pod uwagę, i nie jest to fajna perspektywa. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, na "przywyknięcie" do tematu rodziny poszerzonej. Teraz już jest nowy plan (dzisiejszy), dziecko już nie chce mieszkać chce tu przebywać prawie jak w opiece na przemiennej. Nie no, ale w przyszłości się tu przeprowadzi.. bo teraz to mamie będzie przykro. Wiec już to mi się nie podoba, bo M płaci wysokie alimenty mimo że spędza dziecko u nas dużo czasu. a przy opiece naprzemiennej będzie jeszcze więcej = większe koszty, a alimenty nie zostaną zmniejszone. Wiedziałam, że się z tego wycofa, bo co ludzie powiedzą i szczerze opieka naprzemienna jest dla mnie dużo gorsza niż zamieszkanie dziecka na stałe. Bo mąż już ma problemy, gdy musi odebrać dziecko ze szkoły, albo w tygodniu je zawieść do szkoły. Przy wakacjach, feriach jest to samo, pracodawcy inaczej patrzą na "samotne" mamusie a inaczej na ojca. Boje się że wyrzuca go z pracy..  W sadzie było to samo .... A gdzie utrzymanie drugiego dziecka? ehhh
Co do stwierdzenia o macicy, dziecko się pojawiło w troszkę inny sposób. Oboje poznali je gdy miało ponad rok. Nie było brzucha, porodu, macierzyńskiego.. Nakład rodziców jest taki sam. Więc nie rozumiem dlaczego dziecko ma mieszkać z matką? Poza tym gdyby moje dziecko chciało mieszkać z ojcem, byłaby to moja porażka wychowawcza. Jeżeli miejsce zamieszkania byłoby u mnie.
Sytuacja jest naprawdę trudna.... i fakt gdybym wiedziała nie pisałabym się na taki układ. Przede wszystkim bym chciała stabilizacji, jakiś ustalen, które się nie zmienią jak te dzisiaj.

hmm czyli jest to dziecko adoptowane,a mama adopcyjna nie zamierza plącic na nieswojego potomka alimentow,no tak sytuacja sie troche rozjasnia..
to nie jest wcale takie rzadkie ze rodzice adopcyjni w razie rozwodu nawet rozwiazuja adopcje,niestety dla tych dzieci.....
czyli wasze dziecko bedzie jedynym bilogicznym dzieckiem twojego meza......
sadze ze tamten chlopiec wie ze jest adoptowany,chyba  zmienił sie rowniez stosunek jego adopcyjnej matki do niego po rozwodzie,moze tu lezy wytlumaczenie dlaczego tak bardzo lgnie do was............

no coz to skomplikowana sytuacja ,dla ciebie najbardziej,
piszesz ze maz ma juz problem ze zorganizowaniem opieki nad synem,juz sa spiecia w pracy,tak jak pisalam ciezar opieki bedzie przerzucony na ciebie,bo bedziesz na macierzynskim przez jakis czas ,wiec twojego czasu nic nie bedzie ograniczalo......
nie wiem co ci doradzic,bo to nie jest łątwa sytuacja,ani komfortowa dla  ciebie,

5 926 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-04 12:42:21)

Odp: Być drugą i macochą

Na początku jeszcze wierzyłam, że to są jakieś rozgrywki między nimi. Typu: " w zamian za 3/4 majątku oddam Ci dziecko". Potem było, "ja chce 1000zł alimentów" na przedszkolaka w państwowym przedszkolu, potem "chcę 2000zł". Myślałam, ze chce mu dopiec. Jej się życie nie ułożyło, a jemu tak.Mam wrażenie że ona ma "gdzieś" to dziecko. Jakoś układa mi się ostatnio to wszystko w jedną całość i jestem przerażona..Cały czas zakładałam, że może minie trochę czasu i ona się zmieni. Po naszym ślubie chciała podwyżkę alimentów, bo "druga żona dużo zarabia". w głowie mi się to nie mieści. To manipulowanie dzieckiem, wyłudzanie pieniędzy, "roszczenia alimentacyjne" , terroryzowanie nas...Ma kobieta nad nami władzę bo ma dziecko, a mąż nie chce stracić kontaktów z dzieckiem.  Teraz nawet dziecko chce od niej odejść, ale już zaczęło się budowanie poczucia lojalności, wdzięczności itp. Po przeczytaniu paru stron tego wątku, załamałam się, bo widzę że to się nigdy nie skończy. A z drugiej strony okazało się, że nie ja jedyna mam tak posrany związek..
Żyjemy w takim kraju, ze jeżeli matka dziecka nie bije, pije.. a nie wyraża zgody na przeprowadzkę dziecka, to nie weźmie nikt zdania 12 latka pod uwagę.A tyle się mówi, że to już odpowiedni wiek.. Co się dowiedziałam, nawet gorzej jest, jeśli się okaże że dziecko chce do ojca, bo tam ma lepsze warunki. To dowalą ojcu jeszcze wyższe alimenty. Zatem jeżeli pasierb nie będzie pewny, to lepiej nic nie robić. Jedynym wyjściem jest zwiększenie kontaktów, co jest utrudnieniem, mąż może zajmuje się dzieckiem, zarabia po godzinach na alimenty i inne potrzeby dziecka, żebym ja nie musiała. Ale na domowe obowiązki niema już czasu, wiec to będę musiała zająć się domem i naszym dzieckiem sama. Często musimy się rozdzielić, bo np. nie można zadzwonić do matki dziecka i powiedzieć że spóźnisz się 20min. Jednak ona to już inna bajka -  informuje męża smsem że jeszcze nie ma jej w domu i nie ma po co jechać a dziecko ma być odstawione na taką a taką godzinę... A jak nie to jest awantura telefony no i grozi policją. A najgorsze jest to że w sądzie we wszystko jej wierzą, wiec mąż boi się kolejnych notatek urzędowych z nie jego winy...

5 927 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-04 17:26:55)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Na początku jeszcze wierzyłam, że to są jakieś rozgrywki między nimi. Typu: " w zamian za 3/4 majątku oddam Ci dziecko". Potem było, "ja chce 1000zł alimentów" na przedszkolaka w państwowym przedszkolu, potem "chcę 2000zł". Myślałam, ze chce mu dopiec. Jej się życie nie ułożyło, a jemu tak.Mam wrażenie że ona ma "gdzieś" to dziecko. Jakoś układa mi się ostatnio to wszystko w jedną całość i jestem przerażona..Cały czas zakładałam, że może minie trochę czasu i ona się zmieni. Po naszym ślubie chciała podwyżkę alimentów, bo "druga żona dużo zarabia". w głowie mi się to nie mieści. To manipulowanie dzieckiem, wyłudzanie pieniędzy, "roszczenia alimentacyjne" , terroryzowanie nas...Ma kobieta nad nami władzę bo ma dziecko, a mąż nie chce stracić kontaktów z dzieckiem.  Teraz nawet dziecko chce od niej odejść, ale już zaczęło się budowanie poczucia lojalności, wdzięczności itp. Po przeczytaniu paru stron tego wątku, załamałam się, bo widzę że to się nigdy nie skończy. A z drugiej strony okazało się, że nie ja jedyna mam tak posrany związek..
Żyjemy w takim kraju, ze jeżeli matka dziecka nie bije, pije.. a nie wyraża zgody na przeprowadzkę dziecka, to nie weźmie nikt zdania 12 latka pod uwagę.A tyle się mówi, że to już odpowiedni wiek.. Co się dowiedziałam, nawet gorzej jest, jeśli się okaże że dziecko chce do ojca, bo tam ma lepsze warunki. To dowalą ojcu jeszcze wyższe alimenty. Zatem jeżeli pasierb nie będzie pewny, to lepiej nic nie robić. Jedynym wyjściem jest zwiększenie kontaktów, co jest utrudnieniem, mąż może zajmuje się dzieckiem, zarabia po godzinach na alimenty i inne potrzeby dziecka, żebym ja nie musiała. Ale na domowe obowiązki niema już czasu, wiec to będę musiała zająć się domem i naszym dzieckiem sama. Często musimy się rozdzielić, bo np. nie można zadzwonić do matki dziecka i powiedzieć że spóźnisz się 20min. Jednak ona to już inna bajka -  informuje męża smsem że jeszcze nie ma jej w domu i nie ma po co jechać a dziecko ma być odstawione na taką a taką godzinę... A jak nie to jest awantura telefony no i grozi policją. A najgorsze jest to że w sądzie we wszystko jej wierzą, wiec mąż boi się kolejnych notatek urzędowych z nie jego winy...

moze i ona ma gdzieś to dziecko,może podświadomie obwinia dzieciaka za rozpad zwiazku,moze to dziecko było jedynie po to by scalać ten związek,a jak poszło nie tak ze związkiem to stał sie już zbędny,teraz jest karta przetargowa bo ex widzi wiez twojego męża z tym dzieciakiem,moze to ja irytuje,moze o wiez jest zazdrosna,jest zazdrosna ze on darzy dzieciaka uczuciem a jej juz nie,moze jest rozdarta,nie wiem....gdybam...

korci mnie by zadać ci jedno pytanie,a nawet dwa,ale mnie tu by zaraz zlinczowały ,blahaha niektore nawiedzone.....

5 928

Odp: Być drugą i macochą

pytaj:-p najwyżej odpowiem na priv.

5 929 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-04 17:33:42)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

pytaj:-p najwyżej odpowiem na priv.

to moze tak delikatnie spytam
a jak ty sie z tym czujesz ze maz tak sie szarpie o bylo nie bylo. nieswoje biologicznie dziecko podczas gdy ty spodziewasz sie waszego wspolnego
i czy myślałaś kiedyś o kwestii dziedziczenia,wiem ze daleko wybiegam w przyszłość

5 930

Odp: Być drugą i macochą

Co do młodego, nawet jest mi łatwiej moim zdaniem. Bo w jakiś tam sposób jestem jedyną, bo to ja mu dam biologiczne dziecko. Po prostu z naturą się nie wygra:-p Na początku żałowałam tej kobiety, z drugiej strony to ona odeszła do płodnego. A okazało się że ten płodny był w domu. Męczą mnie te przepychanki, jak przyjeżdża młody  przywozi ze sobą tyle emocji, ze często się kłócimy bo jest tak nerwowa atmosfera. Widzę, że mąż ma już dość i czasem zachęcam go do podjęcia kolejnej próby walki o ten kontakt. Bo po prostu szkoda mi dziecka. Ale czasem egoizm przeze mnie przemawia i niestety nie daje rady być taka super jak bym chciała.
Co do spraw finansowych: mamy rozdzielność. Na ślub zdecydowaliśmy się nie dawno. Zdążyłam się na patrzeć na zachowanie Ex i postawę roszczeniową młodego. Dlatego stwierdziłam, że jeżeli mam się dołożyć do potrzeb jego dziecka,żeby to było moją dobra wolą a nie obowiązkiem. Pamiętam jak wszyscy mnie za to krytykowali. Obecnie wyszłam na tym dobrze. Czas pokaże jak będzie. Niestety w takich związkach nie znajomość prawa szkodzi. Ja jestem dość nie zależną kobietą z silnym charakterem. Staram się iść na kompromis, dużo zrozumieć, ale nauczyłam się że nic nie powinniśmy robić koszem siebie. Co do dziedziczenia, będzie ustawowe, ale  z mężem nic wspólnego nie mamy. On ma swoją hipotekę a ja będę miała swoją. On ma płacić swoje alimenty, ja mogę mu pomóc jak będzie miał ciężki czas. Ale za to wymagam żeby "wszyscy" odczuli, że jest ciężki czas:-p Tylko pytanie jak to będzie z naszym dzieckiem... bo już jest ciężko mojemu mężowi. A ja sama dziecka utrzymywać nie mam zamiaru. Mogę łożyć więcej, ale ona ma zamknąć się w alimentach a nie kupować zabawki za 200zł, czy inne cuda.  Najlepsze jest to, że same alimenty w zupełności by nam wystarczyły na utrzymanie dziecka. A matce jakoś nie.. mnie tez zlinczują:-p

5 931

Odp: Być drugą i macochą

Witam. Długo szukałam forum gdzie mogę się wypowiedzieć. Mój narzeczony ma syna siedmioletniego z innego związku. Powiem szczerze że z jednej strony trochę mi go żal bo wychowuje się w dziwnej żeby nie powiedzieć patologicznej rodzinie. Wychowuje go tylko matka, która mieszka ze swoją siostrą, jej konkubentem który 14 lat przesiedział w kryminale i babcią. Matki dziecka często nie ma bo pracuje do późna i dzieckiem "opiekuje" się siostra (czytaj włącza mu bajki przez cały dzień a sama robi na co ma ochote, nie zważając na niego; sam sobie musi robić coś do zjedzenia itp). Z drugiej zaś strony bardzo mnie denerwuje , gdy przyjeżdza do nas na weekend (co tydz lub dwa). Strasznie pyskuje swojemu tacie i nierzadko mi. Jest strasznie rozpieszczony, nie pozwala mi pocałować jego taty, uważa że to obleśne. Sam kiedyś powiedział że nie przyjdzie na nasz ślub i że nie chce mieć rodzeństwa i jak to zrobi to on już nie bedzie przyjeżdżam. Najgorsze jest to że kłamie nas w rożnych sprawach. Czasem wstydze się z nim wychodzić na miasto. Jego ubrania są brudne wyglądają na stare, znoszone i za ciasne. Sama jego babcia mówiła że był najgorzej ubranym dzieckiem w przedszkolu. Z tego co mi wiadomo matka ma pieniądze (pracuje, dostaje alimenty, zasiłki od opieki społecznej, finansowa wspiera ją babcia oraz pomaga jej była teściowa) a ona razem z koleżankami lekkich obyczajów dosłownie (!) urządza posiedzenia przy piwkach przy dziecku. Chlopak nie ma żadnych manier, je bardzo dużo, strasznie brudzi przy jedzeniu (jest otyły). Nie wspomnę o higienie osobistej, której nie jest nauczony.(ich sytuacja się troszkę ustabilizowała). Boli mnie strasznie to, że ktoś kto ma dziecko nie potrafi się nim zająć, wychować, a ja która obdarzyłabym swoje dziecko wszystkim co najlepsze niestety nie mogę ich mieć. Nie cofnęłabym się przed niczym dla mojego dzieciątka.

5 932

Odp: Być drugą i macochą

pjorina,
niestety gdyby Ex była/ był normalny to pewnie nie byłoby tych wszystkich problemów. Ale niestety te wszystkie Ex generujące problemy to albo patologia, albo po prostu neurotycy nie zadowoleni z własnego życia. Znam nie które z tych zachowań z autopsji, ale cóż poradzić jak matka prosta to i dziecko manier nie ma. Tutaj nie chce nikogo obrażać, bo pochodzę z takiej sobie rodziny, ale kultury zostałam nauczona:-p Czasem tez jest różnica w domach, to że w jednym domu coś jest akceptowalne, tak jak bekanie przy jedzeniu. To nie znaczy, że w innym będzie.   
Co do dzieci, ja nie wyobrażam sobie sytuacji w której wiąże się z facetem który ma dziecko a ja ich mieć nie mogę. Próbowałam zaakceptować ten fakt, ale serce boli, gdy do twojego męża ktoś mówi tato a ty wiesz że nigdy nikt do Ciebie nie powie mamo... Bardzo mi przykro..

5 933

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Co do młodego, nawet jest mi łatwiej moim zdaniem. Bo w jakiś tam sposób jestem jedyną, bo to ja mu dam biologiczne dziecko. Po prostu z naturą się nie wygra:-p Na początku żałowałam tej kobiety, z drugiej strony to ona odeszła do płodnego. A okazało się że ten płodny był w domu. Męczą mnie te przepychanki, jak przyjeżdża młody  przywozi ze sobą tyle emocji, ze często się kłócimy bo jest tak nerwowa atmosfera. Widzę, że mąż ma już dość i czasem zachęcam go do podjęcia kolejnej próby walki o ten kontakt. Bo po prostu szkoda mi dziecka. Ale czasem egoizm przeze mnie przemawia i niestety nie daje rady być taka super jak bym chciała.
Co do spraw finansowych: mamy rozdzielność. Na ślub zdecydowaliśmy się nie dawno. Zdążyłam się na patrzeć na zachowanie Ex i postawę roszczeniową młodego. Dlatego stwierdziłam, że jeżeli mam się dołożyć do potrzeb jego dziecka,żeby to było moją dobra wolą a nie obowiązkiem. Pamiętam jak wszyscy mnie za to krytykowali. Obecnie wyszłam na tym dobrze. Czas pokaże jak będzie. Niestety w takich związkach nie znajomość prawa szkodzi. Ja jestem dość nie zależną kobietą z silnym charakterem. Staram się iść na kompromis, dużo zrozumieć, ale nauczyłam się że nic nie powinniśmy robić koszem siebie. Co do dziedziczenia, będzie ustawowe, ale  z mężem nic wspólnego nie mamy. On ma swoją hipotekę a ja będę miała swoją. On ma płacić swoje alimenty, ja mogę mu pomóc jak będzie miał ciężki czas. Ale za to wymagam żeby "wszyscy" odczuli, że jest ciężki czas:-p Tylko pytanie jak to będzie z naszym dzieckiem... bo już jest ciężko mojemu mężowi. A ja sama dziecka utrzymywać nie mam zamiaru. Mogę łożyć więcej, ale ona ma zamknąć się w alimentach a nie kupować zabawki za 200zł, czy inne cuda.  Najlepsze jest to, że same alimenty w zupełności by nam wystarczyły na utrzymanie dziecka. A matce jakoś nie.. mnie tez zlinczują:-p

z ta pomocą w utrzymaniu,ewentualna radze sie nie zapedzac,przerobiłam to wiele lat temu,facet szybko przyzwyczaja sie do luksusu i potem nic nie musi,bo przecież w razie czego dolozy zona....
nie ty współdecydowałaś o adopcji tego dziecka żeby teraz na swoje barki brać jego utrzymanie,nie upewniaj męża w tym ze w razie czego podołasz,nie ma co robić z siebie bohaterki,myśl o swoim dziecku,lepiej mieć swoich 6 cioro niż dokladac do cudzego,wiem ze to egoizm,ale nie mozesz ponosić konsekwencji cudzych decyzji....
brutalne ale prawdziwe,lepiej by maz przyzwyczail sie do myśli ze to on będzie musiał spinać poślady

5 934

Odp: Być drugą i macochą

Masz racje, ale czuje się nijako zobligowana, żeby mu pomagać - w końcu jest moim mężem. Na razie mamy jasno wytyczone granice i nie jest źle. Jednak nie dam się wykorzystywać i w razie co nie mam zamiaru być z nim ze względu na dziecko i być nieszczęśliwa. Wiem, że to strasznie egoistyczne. Ale ja uważam, że zawsze jest wyjście... W takich związkach, jak raz skorzystasz z pomocy partnera to albo spłacasz dług 3x dłużej, albo Ci wypomina żeby do czegoś zmusić. Ja mam dobre serce, ale jestem egoistyczną jędzą. Obecnie cieszę się z tego, bo nie jestem w żaden sposób od niego zależna. Pytanie jak będzie dalej, bo z czasem człowiek mięknie, zaczyna pomagać nawet kosztem swoich oszczędności. A tak szczerze nie wiem, czy to wybujale ego mojego męża. Ale mam wrażenie, że chyba każdy tak ma:-p Myśli, że jest świetną partią i nie różni się niczym od kawalerów dostępnych na rynku. Mimo że w pakiecie masz narcystyczno - patologiczną Ex i rozchwianego emocjonalnie dzieciaka. Do tego jeszcze uważa, że powinno być jak w poprzednim związku/małżeństwie. Wspólna kasa i najlepiej, żeby ktoś mu pomagał tak jak mamusia. Ale skoro człowiek podjął pewne decyzje to ponosi konsekwencje. Rozumiem, że tym wszystkim rozwodnikom jest ciężko,a le takie życie sobie pośrednio wybrali...
A jak było u Ciebie? daliście radę nadal jesteście razem? Jak życie Ci się ułożyło?
Czasem zastanawiam mnie, jakby to było uwolnić się od tego wszystkiego. Czy było by mi lepiej? czy może jednak gorzej...

5 935

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Masz racje, ale czuje się nijako zobligowana, żeby mu pomagać - w końcu jest moim mężem. Na razie mamy jasno wytyczone granice i nie jest źle. Jednak nie dam się wykorzystywać i w razie co nie mam zamiaru być z nim ze względu na dziecko i być nieszczęśliwa. Wiem, że to strasznie egoistyczne. Ale ja uważam, że zawsze jest wyjście... W takich związkach, jak raz skorzystasz z pomocy partnera to albo spłacasz dług 3x dłużej, albo Ci wypomina żeby do czegoś zmusić. Ja mam dobre serce, ale jestem egoistyczną jędzą. Obecnie cieszę się z tego, bo nie jestem w żaden sposób od niego zależna. Pytanie jak będzie dalej, bo z czasem człowiek mięknie, zaczyna pomagać nawet kosztem swoich oszczędności. A tak szczerze nie wiem, czy to wybujale ego mojego męża. Ale mam wrażenie, że chyba każdy tak ma:-p Myśli, że jest świetną partią i nie różni się niczym od kawalerów dostępnych na rynku. Mimo że w pakiecie masz narcystyczno - patologiczną Ex i rozchwianego emocjonalnie dzieciaka. Do tego jeszcze uważa, że powinno być jak w poprzednim związku/małżeństwie. Wspólna kasa i najlepiej, żeby ktoś mu pomagał tak jak mamusia. Ale skoro człowiek podjął pewne decyzje to ponosi konsekwencje. Rozumiem, że tym wszystkim rozwodnikom jest ciężko,a le takie życie sobie pośrednio wybrali...
A jak było u Ciebie? daliście radę nadal jesteście razem? Jak życie Ci się ułożyło?
Czasem zastanawiam mnie, jakby to było uwolnić się od tego wszystkiego. Czy było by mi lepiej? czy może jednak gorzej...


Tak zaoczeni to Ci nikt nie powie czy lepiej czy gorzej big_smile

Nasze związki odbiegają od schematu  idylli małżeńskiej z wizją  jaką  dorastamy.
Każda z nas by zapewne chciała wyłączności we wszystkim, męża, kasy, czasu, uwagi, decyzji .
Niestety tak się nie da . To wcale nie oznacza że nasze związki są gorsze, po prostu inne . Wymagają więcej zastanowienia i ostrożności.
Bardziej tu musimy być egoistyczne, aby zaopiekować się sobą.
Inaczej szukamy odpowiedzi na forach...bo nam cos nie pasuje , gdy nie mamy wpływu na wiele spraw (pasierba, exie , kasę, wakacje, weekendy) .. i co najgorsza często czujemy się wykorzystywane.
Tu nie działa zasada że jak Ty masz serce , pomagasz i dajesz to możesz liczyć na wzajemność.
Tak jak piszesz o swoim mężu .. on oczekuje pomocy z każdej strony...bo ???  bo widzi w każdym obowiązek względem siebie. A nie,  że to jego i wyłącznie jego temat, inni jak chcą to mogą ..ale to ich wola nie przymus.
Tak więc dwa razy się zastanów zanim podejmiesz decyzję co do dziecka męża..
Mało jest osób które potrafią całe życie poświęcać się dla innych , i raczej pomnika im nikt nie stawia .

5 936 Ostatnio edytowany przez motylek75 (2015-10-05 11:36:27)

Odp: Być drugą i macochą

Kochane!!
minęło 12 miesięcy-4pory roku odkąd odeszłam od faceta z ex żoną i dzieckiem i masą problemów.
Jestem SZCZĘŚLIWA !!!!!!
Początki były strasznie,tęskniłam okropnie ale na szczęście zdrowy rozum mi pozostał i każdego dnia,w każdej chwili jak tylko przychodziły trudne momenty,przypominałam sobie życie z nim............ szybko mi przechodził ten dołek,ojjjj wiele złego mi on zrobił,pozostały ogromne długi 45 tyś........
Powiem tylko nigdy więcej takiego faceta z przeszłością,zmarnowałam z nim 4lata najpiękniejsze lata nikt mi tego czasu nie zwróci,ale na szczęście mam jeszcze całe życie przed sobą,i zamierzam być dalej szczęśliwa.
Życzę wam wytrwałości cierpliwości w waszych związkach,ale przede wszystkim proszę was pamiętajcie o sobie,WY jesteście tym najlepszym co mogło waszych facetów spotkać,jeśli oni tego nie doceniają........to może czas coś zmienić.

5 937

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Masz racje, ale czuje się nijako zobligowana, żeby mu pomagać - w końcu jest moim mężem. Na razie mamy jasno wytyczone granice i nie jest źle. Jednak nie dam się wykorzystywać i w razie co nie mam zamiaru być z nim ze względu na dziecko i być nieszczęśliwa. Wiem, że to strasznie egoistyczne. Ale ja uważam, że zawsze jest wyjście... W takich związkach, jak raz skorzystasz z pomocy partnera to albo spłacasz dług 3x dłużej, albo Ci wypomina żeby do czegoś zmusić. Ja mam dobre serce, ale jestem egoistyczną jędzą. Obecnie cieszę się z tego, bo nie jestem w żaden sposób od niego zależna. Pytanie jak będzie dalej, bo z czasem człowiek mięknie, zaczyna pomagać nawet kosztem swoich oszczędności. A tak szczerze nie wiem, czy to wybujale ego mojego męża. Ale mam wrażenie, że chyba każdy tak ma:-p Myśli, że jest świetną partią i nie różni się niczym od kawalerów dostępnych na rynku. Mimo że w pakiecie masz narcystyczno - patologiczną Ex i rozchwianego emocjonalnie dzieciaka. Do tego jeszcze uważa, że powinno być jak w poprzednim związku/małżeństwie. Wspólna kasa i najlepiej, żeby ktoś mu pomagał tak jak mamusia. Ale skoro człowiek podjął pewne decyzje to ponosi konsekwencje. Rozumiem, że tym wszystkim rozwodnikom jest ciężko,a le takie życie sobie pośrednio wybrali...
A jak było u Ciebie? daliście radę nadal jesteście razem? Jak życie Ci się ułożyło?
Czasem zastanawiam mnie, jakby to było uwolnić się od tego wszystkiego. Czy było by mi lepiej? czy może jednak gorzej...

wiesz dalam rade,bo postawiłam granice,byłam bardzo skuteczna w ich egzekwowaniu,temat byłego życia mojego męża u nas nie istnieje,skutecznie uzyskalam to co chciałam,potrafie byc konsekwentna i bardzo zawzięta,potrafie walczyc,

bledy które popełnialam ,popełniałam w zamierzchłej przeszłości

5 938

Odp: Być drugą i macochą

Zjadlo mi 3/4 posta wiec dopisze drugiego ,otoz oświeć swojego mrza ze facet z dzieciakiem i wysokimi alimentami to zadna partia ,zwlaszcza dla ciebie,

moze wroci mu samoswiadomosc jak uzmysłowisz mu ze tylko absolutna pierdoła i parodia faceta w jego wieku liczy na pomoc mamusi czy innej kobiety nawet zony,

jak sobie przypomnę co napisalam w poscie którego mi wcielo dopisze,nadaje z pracy

5 939 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-05 12:18:16)

Odp: Być drugą i macochą

Ja mu mówię, ze dla mnie to on żadną partią nie jest i nie przebieram w słowach. To potem słyszę, że zaniżam jego poczucie własnej wartości :-p Ostatnio cały czas słyszę, ze go nie stać na to drugie dziecko... No i nie rozumiem facet dziecko adoptował, może mieć wreszcie swoje własne ale zamiast się cieszy to ma depreche, bo on nie ma kasy.. Na początku jeszcze wychodziłam z założenia, że mu pomogę. Ale teraz twardo stawiam na swoim, ze najwyżej będzie musiał pojsc do innej pracy albo zlikwidować oszczędności. Bo czemu ja mam kosztem swoich oszczędności utrzymywać dziecko. Tylko czasem boje się, że popadnie w depresje, że za bardzo go naciskam, że on się stara a ja tego nie widzę...Tutaj sytuacja jest trudna, bo on jest sierotą nie ma nikogo. Tak jak mi mama pomoże(jak będzie trzeba, bardziej jaj jej pomagam) to jemu nikt.. Nie chce wyjść na materialistkę, bo już kiedyś szukałam porad na forach i zostałam strasznie potraktowana przez ludzi, którzy chyba sytuacji w ogóle nie rozumieją. Te związki są trudne trzeba trzymać się swoich granic, wytyczonych celów, ale to jest bardzo trudne. A wytykacie swoim partnerom przeszłość? u nas często jest tak, ze jak mi mąż narzeka na sytuacje jak mu ciężko. To mu mówię, że gdyby podjął inne decyzje, byłoby inaczej.. Było mnóstwo znaków, które on zbagatelizował, a teraz się dziwi że mu tak ciężko. Czasem myślę, że Ci mężczyźni dojrzewają dopiero przy tych "drugich" żonach..Mój mąż się bardzo zmienił odkąd jesteśmy razem. Ale cały czas mówi, że tez zmiany mu się nie podobają i że ja go dołuje..ehhh A dla mnie dogoniła go rzeczywistość. Najwięcej problemów jest z finansami

5 940

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Ja mu mówię, ze dla mnie to on żadną partią nie jest i nie przebieram w słowach. To potem słyszę, że zaniżam jego poczucie własnej wartości :-p Ostatnio cały czas słyszę, ze go nie stać na to drugie dziecko... No i nie rozumiem facet dziecko adoptował, może mieć wreszcie swoje własne ale zamiast się cieszy to ma depreche, bo on nie ma kasy.. Na początku jeszcze wychodziłam z założenia, że mu pomogę. Ale teraz twardo stawiam na swoim, ze najwyżej będzie musiał pojsc do innej pracy albo zlikwidować oszczędności. Bo czemu ja mam kosztem swoich oszczędności utrzymywać dziecko. Tylko czasem boje się, że popadnie w depresje, że za bardzo go naciskam, że on się stara a ja tego nie widzę...Tutaj sytuacja jest trudna, bo on jest sierotą nie ma nikogo. Tak jak mi mama pomoże(jak będzie trzeba, bardziej jaj jej pomagam) to jemu nikt.. Nie chce wyjść na materialistkę, bo już kiedyś szukałam porad na forach i zostałam strasznie potraktowana przez ludzi, którzy chyba sytuacji w ogóle nie rozumieją. Te związki są trudne trzeba trzymać się swoich granic, wytyczonych celów, ale to jest bardzo trudne. A wytykacie swoim partnerom przeszłość? u nas często jest tak, ze jak mi mąż narzeka na sytuacje jak mu ciężko. To mu mówię, że gdyby podjął inne decyzje, byłoby inaczej.. Było mnóstwo znaków, które on zbagatelizował, a teraz się dziwi że mu tak ciężko. Czasem myślę, że Ci mężczyźni dojrzewają dopiero przy tych "drugich" żonach..Mój mąż się bardzo zmienił odkąd jesteśmy razem. Ale cały czas mówi, że tez zmiany mu się nie podobają i że ja go dołuje..ehhh A dla mnie dogoniła go rzeczywistość. Najwięcej problemów jest z finansami

i będzie ewoluował dalej(twój mąż i twój związek również)
dorośnie ,musisz byc twarda,WYMAGAJ, Pozwol mu byc mezczyzna,mój mąż zawsze mówi ze facetem stal sie przy mnie,wcześniej byl chlopcem,to ze będzie mial podstawione pod nos i będzie mogl na ciebie liczyć z wlasnego ,,niechciejstwa,,a nie z choroby czy innych poważnych powodow rozpuści go...

uspokój sie ,urodzi sie wasze dziecko ,jedno drugie,moze trzecie

5 941

Odp: Być drugą i macochą

Wrrrrr znow wyslalo mi czesc posta co za szajs....
daj mu sie wykazać jako mężczyźnie DAJ MU SIE POCZUĆ GLOWA RODZINY,MOTYWUJ GO ALE WYMAGAJ,POWIEDZ ZE DA RADE ,KTO JAK NIE ON,
ZNASZ METODE KIJA I MARCHEWKI

5 942

Odp: Być drugą i macochą

taa twarda miłość:-) tylko czasem my baby (albo tylko ja) mam wrażenie, że chcemy matkować tym facetom..Pomagać im chociaż działamy na jego niekorzyść...
Dzieci raczej już nie będzie, to że teraz jestem w ciąży to cud:-) i nie chce kusić losu. Mam nadzieje, że zdrowe będzie itp..

Ciężkie są te związki, może nie są gorsze, ale na pewno mamy trudniej:-p i musimy nabrać dystansu do sytuacji, w której tylko spokój nas uratuje.

Teraz jest walka o zwiększenie częstości spotkań.. To tylko parę dni a mimo to ona się nie zgadza.Nie wiem czemu jest taki opór materii, może boi się że zwiększymy kontakty, urodzi się dziecko i alimenty obniżymy.. Mąż stwierdził, ze jak mu będzie dalej utrudniać kontakty, to wystąpi o zamieszkanie dziecka u nas. Bo już ma dość, zobaczymy czy tylko się wścieka, czy naprawdę o tym myśli. Może dawkuje mi szok... w związku z jego decyzja.. A jak to u was było z córką męża? dało  się jakoś razem żyć? jak matka dziecka- usunęła się i dała Ci małą wychowywać, czy wręcz odwrotnie?

5 943

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

taa twarda miłość:-) tylko czasem my baby (albo tylko ja) mam wrażenie, że chcemy matkować tym facetom..Pomagać im chociaż działamy na jego niekorzyść...
Dzieci raczej już nie będzie, to że teraz jestem w ciąży to cud:-) i nie chce kusić losu. Mam nadzieje, że zdrowe będzie itp..

Ciężkie są te związki, może nie są gorsze, ale na pewno mamy trudniej:-p i musimy nabrać dystansu do sytuacji, w której tylko spokój nas uratuje.

Teraz jest walka o zwiększenie częstości spotkań.. To tylko parę dni a mimo to ona się nie zgadza.Nie wiem czemu jest taki opór materii, może boi się że zwiększymy kontakty, urodzi się dziecko i alimenty obniżymy.. Mąż stwierdził, ze jak mu będzie dalej utrudniać kontakty, to wystąpi o zamieszkanie dziecka u nas. Bo już ma dość, zobaczymy czy tylko się wścieka, czy naprawdę o tym myśli. Może dawkuje mi szok... w związku z jego decyzja.. A jak to u was było z córką męża? dało  się jakoś razem żyć? jak matka dziecka- usunęła się i dała Ci małą wychowywać, czy wręcz odwrotnie?

ja cię proszę,matka pasierbicy to egzemplarz szokujący,robila wszystko by mój mąż do niej wrocil,lacznie z umilaniem losu wlasnego dzieck  ,mi dopomogl los,bowiem maz zapragnął realizować sie zawodowo,wiec ciężar opieki spadl na mielismy juz,swoje dziecko,wiec dowalila mi zebym pewnie wraz z mloda pozbyla sie męża,ale ja po prostu zaczelam tez brać wiecej pracy plus dodatkowe studia,a moja matka cudzego dziecka nie miska zamiaru niańczyć,maz nie mogl zrezygnowac z pracy ,bo to bylo jego wielkie marzenie,plus mloda zachciala wrocic do mamusi ,której znieść nie mogla,bowiem u mnie byl rygor,porzadek,a matka to pato,mloda przyzwyczajona byla do nieco innych standartow,wiec normalny dom z zasadami byl dla niej szokiem,sprzątanie czy elementarna higiena totalna abstrakcja,ja nie powiem dopomogłam losowi bo nie nadaje sie na altruistkę,nie mialam zamiaru rezygnować z siebie,nie dogadzałam,olałam totalnie temat,w miedzy czasie dziewucha pokazywała rogi,nasz syn mial zły przykład,wiec sytuacja rozwiązała sie sama,potem zaczelo sie dopiero dziać,młoda przerosła swoja patologiczna matke,dopuscila sie rzeczy o których chce zapomnieć,ja nie odzywam sie do niej,moje dzieci tez nie maja z nią kontaktu,to nie ta liga ze sie tak wyraże

5 944

Odp: Być drugą i macochą

To Ci się ziółko trafiło, że tak się wyrażę.. No ja szczerze też się boje wpływu pasierba na młodszego brata. Tym bardziej, że ma mnóstwo problemów z emocjami, po prostu z nimi sobie nie radzi. Przez to jest agresywny, ale może to taki wiek.   Brakuje mu empatii, co mnie nie dziwi bo jak ma się ta empatia wykształcić jeżeli nikt z jego uczuciami, odczuciami się nie liczy. Jeszcze wierze, że to się jakoś ułoży. Ale jak będzie zagrażał mojemu dziecku, to po prostu będzie klęska. Bo przecież do powalonej matki dzieciaka się nie odda, raczej myślę, że będzie to kosztowało mnie małżeństwo...Ale nie zgodzenie się na przeprowadzkę też, wiec tak czy siak niepotrzebnie brałam ten ślub:-p żart oczywiście.
A ile dziewczynka miała lat? a chodziliście z nią do psychologa? My się teraz zastanawiamy, żeby pójść. Może podpowie co robić, jak z nim sobie radzić..

5 945

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

To Ci się ziółko trafiło, że tak się wyrażę.. No ja szczerze też się boje wpływu pasierba na młodszego brata. Tym bardziej, że ma mnóstwo problemów z emocjami, po prostu z nimi sobie nie radzi. Przez to jest agresywny, ale może to taki wiek.   Brakuje mu empatii, co mnie nie dziwi bo jak ma się ta empatia wykształcić jeżeli nikt z jego uczuciami, odczuciami się nie liczy. Jeszcze wierze, że to się jakoś ułoży. Ale jak będzie zagrażał mojemu dziecku, to po prostu będzie klęska. Bo przecież do powalonej matki dzieciaka się nie odda, raczej myślę, że będzie to kosztowało mnie małżeństwo...Ale nie zgodzenie się na przeprowadzkę też, wiec tak czy siak niepotrzebnie brałam ten ślub:-p żart oczywiście.
A ile dziewczynka miała lat? a chodziliście z nią do psychologa? My się teraz zastanawiamy, żeby pójść. Może podpowie co robić, jak z nim sobie radzić..

no proszę cię,ja miałam z nią zaliczać przebieżki do psychologa?
ja??? od tego są rodzice,maz byl gosciem w domu z racji pracy nie dało sie tego pogodzić,a jej matka hmm jej to by sie przydał psychiatra bardziej,juz to widzę jak ona wydaje kase na terapie

5 946

Odp: Być drugą i macochą

Niestety gdy dzieci potrzebują psychologa, to rodzicom przydałby się psychiatra:-p Ale masz racje to rodzice powinni biegać z dzieckiem i szukać pomocy a nie ty. Ty możesz zasugerować, ale to nie twoja odpowiedzialność. Z drugiej strony szkoda dzieciaka, bo z tego co piszesz to takie zostawione samo sobie. To jakie ma być jak nie z problemami.  Zobaczymy jak to u nas się potoczy bo z tego co piszesz wnioskuje, ze dłużej jesteście razem. A czas dużo weryfikuje. U nas było miło na początku, potem bunt dziecka nastawianego przez matkę itp... Teraz to najlepsza ciocia jest, ale jak widać jeszcze tysiąc razy się mu zmieni:-p no bo z mamusią nie wygrasz.
Ja ostatnio dojrzewam do tego mieszkania razem i stwierdziłam, ze jak ma chłopak mieszkać z nami. To ja będę go wychowywać, a jego mamusia niech sobie wsadzi "dobre rady" . Zobaczymy co na to mąż... Bo żeby to zadziałało, to nie może być tak, ze ona będzie się wtrącać w jego wychowanie i burzyć nasz autorytet. To my będziemy za dziecko odpowiadać, ona miała swój czas. Tylko to dużo zależy od faceta chyba...

5 947

Odp: Być drugą i macochą

Oczywiscie znowu wcielo mi wiekszosc moich wypocin,to tak na szybko....
pasierbica byla wychowywana przez matke,która robila wszystko co w jej mocy by kontakty z ojcem byly zadne,potem gdy my zalozylismy rodzine nagle babsku sie zachcialo mieszać w cudzej rodzinie,nawet błagała mojego męża o powrot,ten ja wyśmiał,oni pobrali sie gdy mój mąż byl jeszcze nastolatkiem bo ciaza ,bo dziecko,mój mąż wcale raszpli nie znał,byli z innych miast,związek od początku do końca to największa porazka zyciowa mojego meza(jego słowa)

5 948

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Tylko to dużo zależy od faceta chyba...

Nie chyba!!! Bardzo dużo zależy od faceta. Od Jego dojrzałości i zdrowego rozsądku.

5 949

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Niestety gdy dzieci potrzebują psychologa, to rodzicom przydałby się psychiatra:-p Ale masz racje to rodzice powinni biegać z dzieckiem i szukać pomocy a nie ty. Ty możesz zasugerować, ale to nie twoja odpowiedzialność. Z drugiej strony szkoda dzieciaka, bo z tego co piszesz to takie zostawione samo sobie. To jakie ma być jak nie z problemami.  Zobaczymy jak to u nas się potoczy bo z tego co piszesz wnioskuje, ze dłużej jesteście razem. A czas dużo weryfikuje. U nas było miło na początku, potem bunt dziecka nastawianego przez matkę itp... Teraz to najlepsza ciocia jest, ale jak widać jeszcze tysiąc razy się mu zmieni:-p no bo z mamusią nie wygrasz.
Ja ostatnio dojrzewam do tego mieszkania razem i stwierdziłam, ze jak ma chłopak mieszkać z nami. To ja będę go wychowywać, a jego mamusia niech sobie wsadzi "dobre rady" . Zobaczymy co na to mąż... Bo żeby to zadziałało, to nie może być tak, ze ona będzie się wtrącać w jego wychowanie i burzyć nasz autorytet. To my będziemy za dziecko odpowiadać, ona miała swój czas. Tylko to dużo zależy od faceta chyba...

no wiesz,ja po prawie ćwierć wieku w małżeństwie to mogę powiedzieć tyle ze nie warto litować sie ,angażować swój czas nerwy,pieniadze w nieswoje problemy,prostować obcego sobie człowieka,ja mam swoje życie i swoje problemy,błędne decyzje męża z przed lat nie mogły znacząco wplynac na moje życie,wystarczylo juz to ze moi rodzice po tym jak poznałam męża nie chcieli mnie znać,bo mial juz żonę,a najbardziej bo dzieciaty ,to bylo niestrawialne dla nich ,do tego stopnia ze nie bylo ich na slubie ,musialam w bardzo mlodym wielu zacząć radzić sobie sama,odcięli mi pomoc finansową,mimo tego ze sie uczylam,a rodzice dobrze sytuowani,wyksztalceni

5 950

Odp: Być drugą i macochą

Faktycznie głupia sytuacja. Jakoś nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby teraz po tylu latach Ex chciała wracać. Jednak wiem, ze takie rzeczy się dzieją. To świadczy o poziomie dojrzałości tej drugiej strony:-p w sensie Ex. A ile lat zajęło wam ustabilizowanie sytuacji? nie boicie się wysokich alimentów na jego córkę? bo skoro nie utrzymuje z nią kontaktu to "teoretycznie" powinien pokrywać 100% utrzymania. U nas mąż pokrywa 2/3 utrzymania bo dla sądu opieka naprzemienna to 1/2 kosztów utrzymania. Jak patrzę na to ile wydaje teraz, to lepiej było nie utrzymywać kontaktów i mniej by go to finansowo i emocjonalnie kosztowało. W takim kraju żyjemy.. ehhhh

5 951

Odp: Być drugą i macochą

Mnie tylko matka ostrzegła. Zapytała się parę razy czy wiem w co się pakuje. Głupie pytanie swoją drogą bo jakbym była w 5 takich związkach mogłabym stwierdzić, że wiem w co się pakuje z czystym sumieniem :-D
Ja związałam się z mężem po studiach, już byłam po trudnym związku i szukałam stabilizacji - to sobie ją znalazłam że ho ho :-D na szczęście matka zaakceptowała młodego on nawet czasem mówi do niej babciu. Zatem jakaś symbioza jest. moja rodzina przyjęła męża i dziecko entuzjastycznie, ale myślę że dlatego że ja jestem dzieckiem rozwodników. Zatem u mnie w domu raczej matka, dziadkowie pogodzili się z faktem, że nie wszystko w życiu się układa. Brat mojej mamy tez jest po rozwodzie, i ma bardzo młodą żonę:-p A teraz oczekują dziecka.. Tez ludzie dziwnie reagują buehe bo on ma 52 lata.

5 952

Odp: Być drugą i macochą

witam wszystkie serdecznie:)
Jakiś czas temu prosiłam tu już o rady... Od tamtego czasu niestety wiele się nie zmieniło. Zameldowałam się z córką  mieszkaniu 'konkubenta' ale na tym w sumie koniec . Były dwie poważne rozmowy , takie w stylu "być albo nie być" , po których powiedział że chce zebym była , zawsze , nazawsze i ze on jest popsuty ale się postara... 5 lat sie niby stara wiec przesiałam przez grube sito i zaczynam mentalnie szykoać sie na plan B. Zobaczymy co bedzie ale dlugo czekać nie zamiezam bo nie mam wiele czasu na układanie życia od nowa hmm
Nie czuje sie kompetentna doradzać tu komu kolwiek. Nie z moimi problemami brakiem umiejetnosci poradzenia sobie z własnym życiem.
Kitkaat, u mnie jest troche inaczej , ale tak patrząc na twoją sytuacje to jedynym punktem  który tu mozna by było udezyc jest ex a jedyną osobą ktora moze to zrobić jest twoj M i on musi mieć tego świadomość. Do czasu jak nie eźmie sie w garśc i nie ogarnie tej sytuacji ,niestety ale bedzie tylko gożej. To jest własnie to czego nie moge pojąć. Niestey ex( tez jestem ex i mam córkę z byłym;) ale taką chyba mało typową) zazwyczaj dają popalić , z roznych wiadomych lub nie powodów, ale gdzie ci cholerni mężczyźni ?! Jak oni sobie wyobrazają swoj kolejny związek? Naprawde wydaje im się ze my zaakceptujemy wszystko i zniesiemy wszystko ? Bedziemy ich kochać ślepo i stawiać na piedestale, całować w czółko i nie tylko , głaskać i mowić jacy są wspaniali a ta ex to bee ... No moze jest be ale facet weź coś z tym zrob! Dlaczego jedna osoba ma użądzać zycie wszystkim w koło?Ja sie stawiam od kiedy pamietam. Troche wywalczyłam nie powiem ale wciąż mam wrazenie ze on się z nić caca bardziej niz ze mną mimo ze to on ma dziecko przy sobie a ona "krolowa wali" dzwoni kontrolnie co pare tygodni sprawdzając czy "wszystko ok" , czy nianie się spisują...
Mamy sprory problem z młodą. Jest w 2 klasie i od poczatku szkoły miała problemy z nauką ale teraz to juz przegięcie. NIe wie nic, nie pamieta co było na lekcji, co ma zadane, jak to zrobić, na nuty mowi "te czarne kropki"... Kazdy dzien to 3 godziny odrabiania lekcji, gdzie moja rok młodsza córka (są w jednej klasie) robi to  30 min i snuje się po domu... Zcedowałam to w wiekszej czesci na tatusia bo mnie trafia jasny szlag jak tlumacze coś 10 razy nie widze nawet cienia zrozumienia na jej twarzy.
Poszlismy do pedagoga , po opoiedzeniu co się dzieje , zadała pytanie czy coś sie wydazyło na wajacjach, no tak była w anglii u matki miesiąc. Usłyszałam ze dziecko ma konflikt lojalnosci ale ze nie moge sie odsunąć bo to tak jakby straciło matke drugi raz... poczym moj był u wychowawczyni i pedagog ponownie i usłyszał ,że powinnam zostać "ciocią" lub moić po imieniu bo dziecko mam mentlik w głowie. Jak to wszystko ma się do braku logicznego myslenia ? nie wiem.. mała ma rozpisane zajecia z psychologiem na semestr , zobaczymy co z tego bedzie...
Problemem jest moj partener bo cała rzecz rozbija się o egzekwowanie systematycznych widzen od mamusi(ktore sama sobie zazyczyła) bo narazie przylatuje jak sa promocje na loty.. On niestety nie umie postawić jasno sprawy, pomachac jej wyrokiem. Mieki jest ale mnie cholera bierze. Rozwaliło mnie dokumentnie jak ostatnio walczylismy z dzieckiem zeby przeczytało rozdział lektory (5) stron, na co zadzwoniła krolowa i powiedziała ze moze przeczytac 3 .... brak słów. Powinnam być ciocią? to się wiąze z utratą resztek autoryrtetu bo kim ze ja jestemn zeby ja wychowywac. Czy matkować nadal i brać na sie bie odpowiedzialność ale przynajmniej mieć wpływ na to z kim mieszkam pod jednym dachem? Pogubiłam sie i sama nie wiem kim jestem i co powinnam a czego nie. Chyba nie chce prac odpowiedzialnosci za cudze dziecko ale ona ma wpływ na nas, na nasz dom, na moje dziecko...

5 953 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-09 14:46:08)

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

witam wszystkie serdecznie:)
Jakiś czas temu prosiłam tu już o rady... Od tamtego czasu niestety wiele się nie zmieniło. Zameldowałam się z córką  mieszkaniu 'konkubenta' ale na tym w sumie koniec . Były dwie poważne rozmowy , takie w stylu "być albo nie być" , po których powiedział że chce zebym była , zawsze , nazawsze i ze on jest popsuty ale się postara... 5 lat sie niby stara wiec przesiałam przez grube sito i zaczynam mentalnie szykoać sie na plan B. Zobaczymy co bedzie ale dlugo czekać nie zamiezam bo nie mam wiele czasu na układanie życia od nowa hmm
Nie czuje sie kompetentna doradzać tu komu kolwiek. Nie z moimi problemami brakiem umiejetnosci poradzenia sobie z własnym życiem.
Kitkaat, u mnie jest troche inaczej , ale tak patrząc na twoją sytuacje to jedynym punktem  który tu mozna by było udezyc jest ex a jedyną osobą ktora moze to zrobić jest twoj M i on musi mieć tego świadomość. Do czasu jak nie eźmie sie w garśc i nie ogarnie tej sytuacji ,niestety ale bedzie tylko gożej. To jest własnie to czego nie moge pojąć. Niestey ex( tez jestem ex i mam córkę z byłym;) ale taką chyba mało typową) zazwyczaj dają popalić , z roznych wiadomych lub nie powodów, ale gdzie ci cholerni mężczyźni ?! Jak oni sobie wyobrazają swoj kolejny związek? Naprawde wydaje im się ze my zaakceptujemy wszystko i zniesiemy wszystko ? Bedziemy ich kochać ślepo i stawiać na piedestale, całować w czółko i nie tylko , głaskać i mowić jacy są wspaniali a ta ex to bee ... No moze jest be ale facet weź coś z tym zrob! Dlaczego jedna osoba ma użądzać zycie wszystkim w koło?Ja sie stawiam od kiedy pamietam. Troche wywalczyłam nie powiem ale wciąż mam wrazenie ze on się z nić caca bardziej niz ze mną mimo ze to on ma dziecko przy sobie a ona "krolowa wali" dzwoni kontrolnie co pare tygodni sprawdzając czy "wszystko ok" , czy nianie się spisują...
Mamy sprory problem z młodą. Jest w 2 klasie i od poczatku szkoły miała problemy z nauką ale teraz to juz przegięcie. NIe wie nic, nie pamieta co było na lekcji, co ma zadane, jak to zrobić, na nuty mowi "te czarne kropki"... Kazdy dzien to 3 godziny odrabiania lekcji, gdzie moja rok młodsza córka (są w jednej klasie) robi to  30 min i snuje się po domu... Zcedowałam to w wiekszej czesci na tatusia bo mnie trafia jasny szlag jak tlumacze coś 10 razy nie widze nawet cienia zrozumienia na jej twarzy.
Poszlismy do pedagoga , po opoiedzeniu co się dzieje , zadała pytanie czy coś sie wydazyło na wajacjach, no tak była w anglii u matki miesiąc. Usłyszałam ze dziecko ma konflikt lojalnosci ale ze nie moge sie odsunąć bo to tak jakby straciło matke drugi raz... poczym moj był u wychowawczyni i pedagog ponownie i usłyszał ,że powinnam zostać "ciocią" lub moić po imieniu bo dziecko mam mentlik w głowie. Jak to wszystko ma się do braku logicznego myslenia ? nie wiem.. mała ma rozpisane zajecia z psychologiem na semestr , zobaczymy co z tego bedzie...
Problemem jest moj partener bo cała rzecz rozbija się o egzekwowanie systematycznych widzen od mamusi(ktore sama sobie zazyczyła) bo narazie przylatuje jak sa promocje na loty.. On niestety nie umie postawić jasno sprawy, pomachac jej wyrokiem. Mieki jest ale mnie cholera bierze. Rozwaliło mnie dokumentnie jak ostatnio walczylismy z dzieckiem zeby przeczytało rozdział lektory (5) stron, na co zadzwoniła krolowa i powiedziała ze moze przeczytac 3 .... brak słów. Powinnam być ciocią? to się wiąze z utratą resztek autoryrtetu bo kim ze ja jestemn zeby ja wychowywac. Czy matkować nadal i brać na sie bie odpowiedzialność ale przynajmniej mieć wpływ na to z kim mieszkam pod jednym dachem? Pogubiłam sie i sama nie wiem kim jestem i co powinnam a czego nie. Chyba nie chce prac odpowiedzialnosci za cudze dziecko ale ona ma wpływ na nas, na nasz dom, na moje dziecko...

Odniose sie po kolei do tego co napisałaś,
1 -królowa dzwoni do was z Anglii i sprawdza jak sprawuje sie niania,tak napisałaś...TO DLACZEGO NADAL TKWISZ W TEJ ROLI  ,WYMONTUJ SIE Z NIEJ
2- dlaczego to ty odrabiasz lekcje z cudzym dzieckiem a nie jego ojciec i co cię ,wreszcie obchodzi czy jest ono tępe czy nie,to problem rodzicow tego dzieciaka
3-rozumiem ze poszlas z ta dziewczynka do psychologa i ona poradzila ci by dziecko zwracalo sie do ciebie per ciociu,to CIE ZEZŁOŚCIŁO ,TZN TO ZE NIE BEDZIE JUZ CI MÓWIĆ MAMO,tak to zrozumiałam....
ZALEŻY CI NA TYM,WIEZI Z NIA NIE MASZ Z TEGO CO WIDZE ONA CIE IRYTUJE BO JEST TEPA,MA DEFICYTY ,wiec nie rozumiem czemu cię to rozzłościło...
4-twierdzisz ze to ze będziesz ciocia sprawi ze utracisz resztki autorytetu,hmmm.... ....ciociu ,wujku,czy wreszcie po imieniu,nie to świadczy o autorytecie,TY NIE JESTEŚ OD JEJ WYCHOWYWANIA ,PROSZE CIE OGARNIJ TO....OJCIEC TAK,MATKA TAK ,ALE TY...Z JAKIEJ RACJI WCHODZISZ W ROLE ,CZY TEZ DAJESZ SOBIE NARZUCAĆ ROLE KTORA DO CIEBIE NIE NALEŻY,PRZECIEZ TO ABSURDALNE
to dziecko nie musi chodzic do szkoly muzycznej,nie musi skonczyc studiow,moze nawet uczyc sie w szkole specjalnej,przecież jeśli sie tam kwalifikuje to nie realizuje sie własnych ambicji tam gdzie brak podłoża....

5 954

Odp: Być drugą i macochą

dzieki za odpowiedz, nie zezłościło mie to ze ma sie do mnie nie zwracać mamo , nie w tym problem ale w tym, że w obecnej sytuacji nie wiem co to ma zmienić na lepsze? Skoro już tak się stało, że "zostałam jej mamą" to jakkolwiek by mnie nie irytował jej brak myślenia to zmiana nomenklatury w tej chwili coś zmieni? Popatrzmy na to z perspektywy dziecka któremu matkuje od 5 lat (ma 8), co to dla niej bedzie znaczyło? Co to oznacza w praktyce? Zdejmie ze mnie obowiązek jej wychowywania? Czy skoro z nią mieszkam na stałe a matka mieszka daleko i ma w poważaniu to mam nie mieć wpływu na to jakim młoda staje się człowiekiem? Mam wyznaczyć granice i reszte zostawić ojcu? Nie wiem co zrobić... Nie ogarniam juz tego. Ja juz kiedyś wiele razy mowiłam ze to nie jest dobry pomysł zeby miała 2 mamy ale nie dało jej sie tego wybić z głowy. Moja mowiła mamo to ona tez i koniec . Ja się zaangazowałam emocjonalnie bo dziecko miało tylko mnie i ojca ale im jest starsza tym wiekszy mur wyrasta miedzy nami. Jest całkiem inna niz ja, moja rodzina , moja córka i dlatego nie umiem do niej tak samo podchodzić. Myśle ze to naturalne. Jednak wiem ze jak sie z tego wymiksuje to moj M tego sam nie ogarnie a ex nie zrobi nic... Wczoraj z nią rozmawiał (z mamą) i powiedział ze według opinii psychologa szkolnego i generalnie zdrowego rozsądku , ma zacząć realizować to co wywalczyła w sądzie i pojawiać się co 2 miesiące conajmniej , uczestniczyc w wychowywaniu itd bo to też jej córka. Poiedział o tym ze prawdopodobnie bedziemy dązyli do tego zeby to Ona była jedyną mamą a ja bedę tyko "ciocią". Zmartwiła się ze dziecku bedzie przykro bo straci mame... a w kesti przyjazdów powiedziała stanowczo ze była w wakacje a teraz juz niedlugo świeta... ona ma soje zycie i nie mozemy jej nic narzucac! no i tyle.

5 955

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

  Poiedział o tym ze prawdopodobnie bedziemy dązyli do tego zeby to Ona była jedyną mamą a ja bedę tyko "ciocią". Zmartwiła się ze dziecku bedzie przykro bo straci mame... a w kesti przyjazdów powiedziała stanowczo ze była w wakacje a teraz juz niedlugo świeta... ona ma soje zycie i nie mozemy jej nic narzucac! no i tyle.


Zmartwiła się, biedactwo :-))) Co za hipokrytka pier...na.

5 956 Ostatnio edytowany przez takżeten (2015-10-09 14:25:56)

Odp: Być drugą i macochą

Czy Wy też odnosicie wrażenie, że "szanowne mamusie" Waszych pasierbów i pasierbic w swojej zapiekłości i walce z ex mężem i jego żoną/partnerką najmniej przejmują się dobrem dziecka- którym oczywiście cały czas się zasłaniają ? Czasem wręcz podziwiam moją exie, ze chce jej się tracić czas i energię na ciągłe piętrzenie trudności i odgrywanie się na byłym i mnie. I ciągłe zasłaniania się dzieckiem, które chodzi zaniedbane zdrowotnie, wychowawczo, a wtrącić się czy wybrać do lekarza czy dentysty to ojciec z dzieckiem nie może bo wielka afera trwająca tygodniami...

5 957 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-09 15:00:57)

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

dzieki za odpowiedz, nie zezłościło mie to ze ma sie do mnie nie zwracać mamo , nie w tym problem ale w tym, że w obecnej sytuacji nie wiem co to ma zmienić na lepsze? Skoro już tak się stało, że "zostałam jej mamą" to jakkolwiek by mnie nie irytował jej brak myślenia to zmiana nomenklatury w tej chwili coś zmieni? Popatrzmy na to z perspektywy dziecka któremu matkuje od 5 lat (ma 8), co to dla niej bedzie znaczyło? Co to oznacza w praktyce? Zdejmie ze mnie obowiązek jej wychowywania? Czy skoro z nią mieszkam na stałe a matka mieszka daleko i ma w poważaniu to mam nie mieć wpływu na to jakim młoda staje się człowiekiem? Mam wyznaczyć granice i reszte zostawić ojcu? Nie wiem co zrobić... Nie ogarniam juz tego. Ja juz kiedyś wiele razy mowiłam ze to nie jest dobry pomysł zeby miała 2 mamy ale nie dało jej sie tego wybić z głowy. Moja mowiła mamo to ona tez i koniec . Ja się zaangazowałam emocjonalnie bo dziecko miało tylko mnie i ojca ale im jest starsza tym wiekszy mur wyrasta miedzy nami. Jest całkiem inna niz ja, moja rodzina , moja córka i dlatego nie umiem do niej tak samo podchodzić. Myśle ze to naturalne. Jednak wiem ze jak sie z tego wymiksuje to moj M tego sam nie ogarnie a ex nie zrobi nic... Wczoraj z nią rozmawiał (z mamą) i powiedział ze według opinii psychologa szkolnego i generalnie zdrowego rozsądku , ma zacząć realizować to co wywalczyła w sądzie i pojawiać się co 2 miesiące conajmniej , uczestniczyc w wychowywaniu itd bo to też jej córka. Poiedział o tym ze prawdopodobnie bedziemy dązyli do tego zeby to Ona była jedyną mamą a ja bedę tyko "ciocią". Zmartwiła się ze dziecku bedzie przykro bo straci mame... a w kesti przyjazdów powiedziała stanowczo ze była w wakacje a teraz juz niedlugo świeta... ona ma soje zycie i nie mozemy jej nic narzucac! no i tyle.

TAK WŁASNIE MASZ ZROBIĆ POSTAWIĆ GRANICE I RESZTE ZOSTAWIĆ JEJ OJCU DOKŁADNIE TAK

i o jakim obowiązku wychowania piszesz?ty NIE MASZ ZADNYCH OBOWIAZKOW WZG TEGO DZIECKA ,TY GO SOBIE DAMA NARZUCIŁAS JAK ŁAŃCUCH NA SZYJE

piszesz ,ze twój partner nie da sobie rady jak ty ,,wyskoczysz ,,z roli eeee tam,a nawet gdyby to ICH PROBLEM BO TO ICH DZIECKO ,ONI SA DOROŚLI  s ty przestań uprawiać ,,teresizm,, i wyręczać starego chlopa ,ja przestalam i jak widzisz łba mi nikt nie urwał,świat sie tez od tego nie zawalił,twój facet ma wygodną doope ,jego ex jeszcze bardziej,znaleźli sobie Marysie co im dzieciaka wychowa ....
trzeba tobą potrząsnąć ,bo dajesz sie wykorzystywać KOSZTEM WŁASNEGO DZIECKA WYCHOWUJESZ CUDZE...PO CO???
ONI MAJA W DOOPIE TY MIEJ GŁEBIEJ
no chyba ze to jest wg ciebie sposób by utrzymać tego faceta przy sobie,chociaz dla mnie to błąd

5 958

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

dzieki za odpowiedz, nie zezłościło mie to ze ma sie do mnie nie zwracać mamo , nie w tym problem ale w tym, że w obecnej sytuacji nie wiem co to ma zmienić na lepsze? Skoro już tak się stało, że "zostałam jej mamą" to jakkolwiek by mnie nie irytował jej brak myślenia to zmiana nomenklatury w tej chwili coś zmieni? Popatrzmy na to z perspektywy dziecka któremu matkuje od 5 lat (ma 8), co to dla niej bedzie znaczyło? Co to oznacza w praktyce? Zdejmie ze mnie obowiązek jej wychowywania? Czy skoro z nią mieszkam na stałe a matka mieszka daleko i ma w poważaniu to mam nie mieć wpływu na to jakim młoda staje się człowiekiem? Mam wyznaczyć granice i reszte zostawić ojcu? Nie wiem co zrobić... Nie ogarniam juz tego. Ja juz kiedyś wiele razy mowiłam ze to nie jest dobry pomysł zeby miała 2 mamy ale nie dało jej sie tego wybić z głowy. Moja mowiła mamo to ona tez i koniec . Ja się zaangazowałam emocjonalnie bo dziecko miało tylko mnie i ojca ale im jest starsza tym wiekszy mur wyrasta miedzy nami. Jest całkiem inna niz ja, moja rodzina , moja córka i dlatego nie umiem do niej tak samo podchodzić. Myśle ze to naturalne. Jednak wiem ze jak sie z tego wymiksuje to moj M tego sam nie ogarnie a ex nie zrobi nic... Wczoraj z nią rozmawiał (z mamą) i powiedział ze według opinii psychologa szkolnego i generalnie zdrowego rozsądku , ma zacząć realizować to co wywalczyła w sądzie i pojawiać się co 2 miesiące conajmniej , uczestniczyc w wychowywaniu itd bo to też jej córka. Poiedział o tym ze prawdopodobnie bedziemy dązyli do tego zeby to Ona była jedyną mamą a ja bedę tyko "ciocią". Zmartwiła się ze dziecku bedzie przykro bo straci mame... a w kesti przyjazdów powiedziała stanowczo ze była w wakacje a teraz juz niedlugo świeta... ona ma soje zycie i nie mozemy jej nic narzucac! no i tyle.


EvEmama...a dlaczego nie pomyśleliście z mężem by ograniczyć władzę rodzicielską matce dziecka ?
I wtedy będzie miało jedna matkę , Ciebie. ta naturalna dała tylko życie.
Wedle mnie uregulujecie to co jest rzeczywistością .

Kilka razy w roku to się spotyka z dalsza rodziną .. CIOCIĄ ..wujkiem, kuzynostwem i obcymi ludźmi na wakacjach , a nie z rodzicami.
Nie rozumiem dlaczego pozwalacie na rządzenie się osobie która nie interesuje się dzieckiem na co dzień, bo ma własne życie ???

Dziecko jest oszołomione , bo matka go ma w doopie .. a teraz  jeszcze mama-ciocia nie będzie już mamą .
Panią psycholog to bym w jej niemądry zadek kopnęła!
Jak można dziecku które od 5 lat ma znikomy kontakt z matką , które wychowuje od małego inna kobieta, do której mówi samo mamo (utożsamia się jako członek rodziny , część , dziecko tych rodziców ) .. mówić by nagle mówiło ciociu ???
Rozumiem , gdyby nagle mamusia wróciła i chciała dziecko wychowywać ..a ono by mówiło do Ciebie mamo...ale tak ???

Te problemy z nauką mogą mieć podstawy w poczuciu bezpieczeństwa , że 8 latka czuje się zagubiona, nie może się skupić... bo "wisi w powietrzu ". Mamy nie ma , a ta co jest tu na miejscu to jakby mama .....

Eve .. pomyśl , jak może czuć się dziecko w takiej sytuacji ???
Ja bym walczyła o ograniczenie praw tamtej pseudo matce. Młoda jak dorośnie sama zdecyduje czy chce kontakt i na jakim poziomie...
Takie jest moje zdanie.
A na niektórych pseudo psychologów .. to płakać mi się chce!

5 959 Ostatnio edytowany przez EvEmama (2015-10-09 16:52:38)

Odp: Być drugą i macochą

Ona ma ograniczoną władze już od rozwodu gdzie dobrowolnie oddała córke pod opieke ojcu. O kontakty postanowiła walczyć ponad rok temu jak zbunowaliśmy się przed jej nieprzewidzianymi i sporadycznymi wizytami. Prosiliśmy zeby przyjezdzała do naszego miasta i wynajmowała hotel a nie zabierała dziecko na 2 tygodnie do dziadków do innego miasta 3 - 4 razy w roku bo były problemy w przedszkolu i w domu potem.
Generalnie rozpisała cały plan jak i kiedy chce widywać dziecko i dokładnie to w sądzie dostała bo to matka, rozpłakała się na rozprawie ze ma straszna więź emocjonalną z dzieckiem(żaden psycholog tego nie badał) nie przestrzega niczego z postanowień sądu poza tym co jest dla niej w danym momencie wygodne... Wizyty miały być 2 pierwsze weekendy miesiąca co dwa miesiące i jeszcze ani razu jej sie nie udało tego osiągnąc. Jest w wakacje i świeta była raz w miedzy czasie na weekend to wszystko. Jest ciezko w domu bo mimo ze jej fizycznie nie ma to jak się juz pojawia buduje w oczach dziecka obraz mamy idealnej, rozpieszczającej i ogólnie cud miod . NIe mam siły

5 960 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-12 11:11:18)

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

Ona ma ograniczoną władze już od rozwodu gdzie dobrowolnie oddała córke pod opieke ojcu. O kontakty postanowiła walczyć ponad rok temu jak zbunowaliśmy się przed jej nieprzewidzianymi i sporadycznymi wizytami. Prosiliśmy zeby przyjezdzała do naszego miasta i wynajmowała hotel a nie zabierała dziecko na 2 tygodnie do dziadków do innego miasta 3 - 4 razy w roku bo były problemy w przedszkolu i w domu potem.
Generalnie rozpisała cały plan jak i kiedy chce widywać dziecko i dokładnie to w sądzie dostała bo to matka, rozpłakała się na rozprawie ze ma straszna więź emocjonalną z dzieckiem(żaden psycholog tego nie badał) nie przestrzega niczego z postanowień sądu poza tym co jest dla niej w danym momencie wygodne... Wizyty miały być 2 pierwsze weekendy miesiąca co dwa miesiące i jeszcze ani razu jej sie nie udało tego osiągnąc. Jest w wakacje i świeta była raz w miedzy czasie na weekend to wszystko. Jest ciezko w domu bo mimo ze jej fizycznie nie ma to jak się juz pojawia buduje w oczach dziecka obraz mamy idealnej, rozpieszczającej i ogólnie cud miod . NIe mam siły

Otwórz kpc i poczytaj art. 598 ze znakiem 15 i dalsze. I zacznijcie działać.
§ 1. Jeżeli osoba, pod której pieczą dziecko pozostaje, nie wykonuje albo niewłaściwie wykonuje obowiązki wynikające z orzeczenia albo z ugody zawartej przed sądem lub przed mediatorem w przedmiocie kontaktów z dzieckiem, sąd opiekuńczy, uwzględniając sytuację majątkową tej osoby, zagrozi jej nakazaniem zapłaty na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem oznaczonej sumy pieniężnej za każde naruszenie obowiązku.
§ 2. Jeżeli osoba uprawniona do kontaktu z dzieckiem albo osoba, której tego kontaktu zakazano, narusza obowiązki wynikające z orzeczenia albo z ugody zawartej przed sądem lub przed mediatorem w przedmiocie kontaktów z dzieckiem, sąd opiekuńczy zagrozi tej osobie nakazaniem zapłaty oznaczonej sumy pieniężnej na rzecz osoby, pod której pieczą dziecko pozostaje, stosując odpowiednio przepis § 1.
§ 3. Na postanowienia sądu, o których mowa w § 1 i 2, przysługuje zażalenie.

5 961 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-19 10:01:05)

Odp: Być drugą i macochą

Evemama wow ale pogmatwana sytuacja. Zajmujesz się dzieckiem 5 lat, jakby było twoje. Nam kobietom jest łatwiej, żyć według utartego schematu. Tzn. jak jest w domu dziecko, to najchętniej tworzymy rodzinę, no bo "ja, mąż, nasze dziecko + dziecko (jego)" nie pasuje nam do stereotypu rodziny. Zatem tworzymy obrazek - ja, mąż i dwójka (naszych) dzieci.
Po tylu latach poświęcenia i budowania relacji, pojawia się mamusia, która chce odbudować kontakt z dzieckiem. A według psychologicznych bredni trzeba dać jej szanse.... Co dla mnie nie powinno być w ogóle możliwe po tylu latach.
Sytuacja była by prostsza gdybyś nie  angażowała się w tę sytuacje, ale jak to zrobić? Jest dziecko, które potrzebuje pomocy i co odwrócisz się? Tak jesteśmy zbudowane. No chyba, że ty jesteś inna:-p bo ja właśnie tak ""głupio" działam.
I tak jak mi koleżanki kiedyś pisały " nikt mi za wychowanie cudzego dziecka nie podziękuje", patrząc jeszcze z boku  matka jest matką i co by nie zrobiła, zawsze będzie ważniejsza niż ty.. Strasznie to wszystko przykre...Najlepiej to się wykręcić z takiego układu, ale teraz będzie to bardzo ciężkie i przykre:-(

Ja ostatnio zaczęłam obserwować moje życie. A to co zauważyłam, mega mnie zdziwiło. Zauważyłam, że padłam ofiarą manipulacji małolata. A im bardziej się buntuje, tym bardziej on próbuje manipulować. Zauważyłam, że jestem tak skoncentrowana na tym dziecku, bo przecież one takie biedne, że nie koncentruje się nie swoim w brzuszku. Że ciężko jest mu odmówić slodycza, zabawki bo matka mu nic nie kupuje. Ostatnio znowu chciałam kupić mu ubrania bo nie ma... I nagle mnie olśniło, że przecież jego matka zarabia tyle samo co ja to czemu ja mam się dokładać do cudzego dziecka?
To nie moja wina, że matka na nim oszczędza. Nie są to duże kwoty, ale na pewno mogłabym je przeznaczyć na coś dla mojego dziecka.
A już w ogóle jak przekręcił moje zdanie, i wyszłam na tą złą.. To oczy mi się otworzyły, że może mamusia i reszta rodzinki nie jest taka straszna tylko dzieciak manipuluje jak mamusia. A ja zatroskana biegałam za biedactwem...

5 962

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Evemama wow ale pogmatwana sytuacja. Zajmujesz się dzieckiem 5 lat, jakby było twoje. Nam kobietom jest łatwiej, żyć według utartego schematu. Tzn. jak jest w domu dziecko, to najchętniej tworzymy rodzinę, no bo "ja, mąż, nasze dziecko + dziecko (jego)" nie pasuje nam do stereotypu rodziny. Zatem tworzymy obrazek - ja, mąż i dwójka (naszych) dzieci.
Po tylu latach poświęcenia i budowania relacji, pojawia się mamusia, która chce odbudować kontakt z dzieckiem. A według psychologicznych bredni trzeba dać jej szanse.... Co dla mnie nie powinno być w ogóle możliwe po tylu latach.
Sytuacja była by prostsza gdybyś nie  angażowała się w tę sytuacje, ale jak to zrobić? Jest dziecko, które potrzebuje pomocy i co odwrócisz się? Tak jesteśmy zbudowane. No chyba, że ty jesteś inna:-p bo ja właśnie tak ""głupio" działam.
I tak jak mi koleżanki kiedyś pisały " nikt mi za wychowanie cudzego dziecka nie podziękuje", patrząc jeszcze z boku  matka jest matką i co by nie zrobiła, zawsze będzie ważniejsza niż ty.. Strasznie to wszystko przykre...Najlepiej to się wykręcić z takiego układu, ale teraz będzie to bardzo ciężkie i przykre:-(

Ja ostatnio zaczęłam obserwować moje życie. A to co zauważyłam, mega mnie zdziwiło. Zauważyłam, że padłam ofiarą manipulacji małolata. A im bardziej się buntuje, tym bardziej on próbuje manipulować. Zauważyłam, że jestem tak skoncentrowana na tym dziecko, bo przecież one takei biedne, że nie koncentruje się nie swoim w brzuszku. Że ciężko jest mu odmówić slodycza, zabawki bo matka mu nic nie kupuje. Ostatnio znowu chciałam kupić mu ubrania bo nie ma... I nagle mnie olśniło, że przecież jego matka zarabia tyle samo co ja to czemu ja mam się dokładać do cudzego dziecka?
To nie moja wina, że matka na nim oszczędza. Nie są to duże kwoty, ale na pewno mogłabym je przeznaczyć na coś dla mojego dziecka.
A już w ogóle jak przekręcił moje zdanie, i wyszłam na tą złą.. To oczy mi się otworzyły, że może mamusia i reszta rodzinki nie jest taka straszna tylko dzieciak manipuluje jak mamusia. A ja zatroskana biegałam za biedactwem...


ja to przeszłam, i do tej pory nie wiem czy to młody manipuluje rzeczywistością , czy tak na swój dziecięcy sposób widzi , czy to wpływ matki i babki (matka M )... ale olałam już te tematy .
Robię co uważam za dobre dla siebie syna i reszty.
Mam zasadę nie krzywdzić , ale przede wszystkim siebie smile . To że innym moje życie nie pasuje..haha . NIKOGO do życie ze mną nie zmuszam..ba ! nawet nie zapraszam smile.
Jeśli robię cos dla młodego, to tylko dlatego że ja chcę , ogólnie lubię dzieci ale na włażenie sobie na głowę nie pozwalam smile.
A opinia innych rzeczywistości nie zmienia. to tylko ich teoria. smile

5 963

Odp: Być drugą i macochą

Ja myślę, że dziecko potrafi świetnie manipulować i wykorzystywać nasze emocje. Przynajmniej w mojej sytuacji, tak to wygląda. Ale sytuacja nie jest prosta, bo matka mówi : niech tata Ci kupi. Ojciec :niech matka Ci kupi, przecież płace alimenty. I w końcu ktoś się zlituje.
Ja zaczynam na chłodno kalkulować, to nie mój problem. Nie dać się wciągnąć w te gierki. Nie myśleć, analizować dla mojego zdrowia psychicznego.
W ogóle ostatnio poszliśmy z dzieckiem do psychologa, jako że problemy były z nim i jego mamusią. To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg.. Według psychologicznych bredni, jeżeli ona ma problemy to my ( w tym tez ja) mamy jej pomagać budować "poprawną" relacje z dzieckiem. No chyba model pięknej patchworkowej rodzinki. Jeszcze lepiej mój mąż ma pomóc jej zamknąć temat rozwodu. Na szczęście jasno powiedział, że nie ma zamiaru. Bo już się zaczęłam bać jak to wpłynie na nasze małżeństwo.
Po ostatnich sytuacjach, oczy mi się otworzyły:-p i powiedziałam sobie dość, rysuje swoje granice. Tak jak piszesz dbam, żeby mi było dobrze.

5 964

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Ja myślę, że dziecko potrafi świetnie manipulować i wykorzystywać nasze emocje. Przynajmniej w mojej sytuacji, tak to wygląda. Ale sytuacja nie jest prosta, bo matka mówi : niech tata Ci kupi. Ojciec :niech matka Ci kupi, przecież płace alimenty. I w końcu ktoś się zlituje.
Ja zaczynam na chłodno kalkulować, to nie mój problem. Nie dać się wciągnąć w te gierki. Nie myśleć, analizować dla mojego zdrowia psychicznego.
W ogóle ostatnio poszliśmy z dzieckiem do psychologa, jako że problemy były z nim i jego mamusią. To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg.. Według psychologicznych bredni, jeżeli ona ma problemy to my ( w tym tez ja) mamy jej pomagać budować "poprawną" relacje z dzieckiem. No chyba model pięknej patchworkowej rodzinki. Jeszcze lepiej mój mąż ma pomóc jej zamknąć temat rozwodu. Na szczęście jasno powiedział, że nie ma zamiaru. Bo już się zaczęłam bać jak to wpłynie na nasze małżeństwo.
Po ostatnich sytuacjach, oczy mi się otworzyły:-p i powiedziałam sobie dość, rysuje swoje granice. Tak jak piszesz dbam, żeby mi było dobrze.

Mnie długo zajęło opanowywanie emocji, i tych dobrych i tych złych związanych z synem M , jego ex.. i jego sprawami.
To było dla mnie najtrudniejsze, bo jak nie zajmować się tymi tematami skoro Cię nosi ?

ale na szczęście teraz nie grzeje mnie ani nie ziębi . Chwilami czuję się jak obserwator .. nie komentuję , i aż śmiać mi się chce jak patrzę jak M z ex prowadzi wojenkę bo młody coś tam... kilka razy mu tłumaczyłam żeby olał ex, syn ma 9 lat , skoro może decydować kiedy spotyka się z ojcem, czy uczy się teraz czy się bawi, czy je, czy sprząta , czy się kąpie.... to może również brać pod uwagę jego zdanie w innej sprawie, a ex może rządzić u siebie.
Ale M chyba lubi te emocje smile haha  i czuje się taki duzi chłopiec jak popyskuje do ex...bo w domu nie może smile haha

5 965

Odp: Być drugą i macochą

hehehe:-) Ja walczę ze sobą, żeby się nie przejmować choć krew mnie zalewa. Np. dziecko jest u nas i pamięta o urodzinach mamy a o taty nie - bo nie trzeba. Mąż nie może podpisywać się pod uwagą w dzienniczku, czy pod jakimiś informacjami dla rodziców. Bo tutaj podpis mamusi jest jedyny i ważny. Jak to widzę i słyszę różne teksty typu : bo mama to nie ma a ty to masz więcej pieniędzy niż mama... Nie rozumiem po co zabiega tak o tego dzieciaka. Ale tłumacze sobie, że pewnie ja robiłabym tak samo, w końcu to syn. Ciężko jest mi to olać (od razu wzmaga się agresja). Bo wiesz tata jest po to żeby dać kasę, tata to jest bawialnia/niania - dziecko wieku szkolnym robi Ci histerie na ulicy. Bo musi jechać z tobą pozałatwiać parę rzeczy a on sobie wymyślił, że będzie grał na komputerze...Niby mąż nie ulega a ja piany dostaje, bo takie zachowania mi się w głowie nie mieszczą.Nie wiem może to taki wiek.. Do tego Ex JEST nawet gdy jej nie ma. Gdy dziecko obowiązuje kara, to nawet u nas w domu jej przestrzega "bo mama zabroniła" - mimo ze my mówimy ze nie musi. I jest foch przed wyjściem, bo np. on ma zakaz jedzenia słodyczy a my jedziemy na urodziny i on nie chce jechać...Albo że mu nie wolno wychodzić z domu, wiec jest walka żeby pojechać do znajomych..ehhh  Awantury, gadki z Ex nie działają po 7 latach nadal bawią ja te gierki. Albo dziecko przyjeżdża z zakazem grania na komputerze, oglądania TV a wszystkie zabawki wyniósł do mamusi i chodzi i Ci smęci że mu się nudzi.. No i jak to ogarnąć? bo ostatnio ja z nim siedzę i tego słucham bo mąż ciągle pracuje. Już mu powiedziałam dzisiaj, ze to jego dziecko i niech się nim zajmie. W końcu chce jeszcze częściej się z nim widywać, ale to niech znajdzie czas dla dziecka a nie ja mam się nim zajmowac. Podczas gdy on zarabia na alimenty. No to chyba już przesada!

5 966

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

hehehe:-)  No i jak to ogarnąć? bo ostatnio ja z nim siedzę i tego słucham bo mąż ciągle pracuje. Już mu powiedziałam dzisiaj, ze to jego dziecko i niech się nim zajmie. W końcu chce jeszcze częściej się z nim widywać, ale to niech znajdzie czas dla dziecka a nie ja mam się nim zajmowac. Podczas gdy on zarabia na alimenty. No to chyba już przesada!

Zgadzam się. To jest przesada! Ojciec chce się więcej widywać, to nich ojciec się widuje. ON a nie Ty. To nie Tobie na tych wizytach zależy tylko Jemu , więc czemu Jego nie ma kiedy dzieciak jest u Niego????

5 967

Odp: Być drugą i macochą

Jest, tylko pracuje w ciszy, w innym pokoju i robi projekty. A ja musze siedzieć w drugim pokoju z jego dzieckiem. Niestety mamy malutkie mieszkanie i cudem są dwa pokoje. wiec w tym mniejszym jest biurko męża no i będzie pokój dziecięcy. bo spodziewamy się naszego dziecka. Dodatkowo łózko dla jego syna na nocowanie... Swoją drogą nie wiem jak będę karmić, jak się zwiększy ilość nocek..

5 968 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-10-19 14:11:42)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Jest, tylko pracuje w ciszy, w innym pokoju i robi projekty. A ja musze siedzieć w drugim pokoju z jego dzieckiem.

A jakby Ciebie w tym czasie nie było w domu, czy dziecko zajmowałoby się same sobą? Oglądało telewizję, czy siedziało cichutko  z rączkami na kolanach i czekało grzecznie aż tatuś skończy projekt???
Kto by dziecku podał obiadek i kolację?

Zmyj się po angielsku na kilka takich wizyt, umów się z koleżanką, albo na zakupy z mamą. Daj szanse tatusiowi być tatusiem.

5 969 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-19 14:34:44)

Odp: Być drugą i macochą

Problemem jest  brak warunków, ale skoro mamy problem z nimi to gdzie jeszcze zwiększać kontakty. Od początku walczyłam z mężem, że nie będzie rzucał wszystkiego bo synek przyjeżdża. Ja nie będę prac, sprzątać i gotować. Zatem obiad jest ugotowany przez niego, jak trzeba to i dzień wcześniej. Nie udaje mi się wyegzekwować podziału przy sprzątaniu mieszkania, no ale...
Co do warunków, z kuchni zrobiony jest dodatkowy pokój. A w "salonie" jest nasza sypialnia i pokój ogólny. Ogólnie wygląda to tak. Mąż pracuje w dugim pokoju, a ja siedze z dzieckiem w drugim. Glowa mi pęka od bajek, xboxa a jak już mam dość to zaczyna mi gadać bo mu się nudzi.. Jak to z dziećmi. On jakoś nie potrafi się sam sobą zając. Tak to jest jak mamusia siedziała w domu przez 3-4lata i się dzieckiem zajmowała zamiast do roboty iść. Do drugiego pokoju nie przeniosę telewizora, bo po prostu nie ma go gdzie przestawić. Może wyjde na księżniczkę, ale ja tez chce ciszy. A nie gadającego do siebie dzieciaka gdy gra, oglada TV. Chce móc rozprostować nogi na moim łózku. A nie siedzieć skulona z laptopem an kolanach...
Co do wyjścia z domu, to ułatwiam im wszystkim sprawę, bo wtedy mąż ma pokoj dla siebie, synek tez..

ps. ten dzieciak ma prawie 10lat.

5 970

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Problemem jest  brak warunków, ale skoro mamy problem z nimi to gdzie jeszcze zwiększać kontakty. Od początku walczyłam z mężem, że nie będzie rzucał wszystkiego bo synek przyjeżdża. Ja nie będę prac, sprzątać i gotować. Zatem obiad jest ugotowany przez niego, jak trzeba to i dzień wcześniej. Nie udaje mi się wyegzekwować podziału przy sprzątaniu mieszkania, no ale...
Co do warunków, z kuchni zrobiony jest dodatkowy pokój. A w "salonie" jest nasza sypialnia i pokój ogólny. Ogólnie wygląda to tak. Mąż pracuje w dugim pokoju, a ja siedze z dzieckiem w drugim. Glowa mi pęka od bajek, xboxa a jak już mam dość to zaczyna mi gadać bo mu się nudzi.. Jak to z dziećmi. On jakoś nie potrafi się sam sobą zając. Tak to jest jak mamusia siedziała w domu przez 3-4lata i się dzieckiem zajmowała zamiast do roboty iść. Do drugiego pokoju nie przeniosę telewizora, bo po prostu nie ma go gdzie przestawić. Może wyjde na księżniczkę, ale ja tez chce ciszy. A nie gadającego do siebie dzieciaka gdy gra, oglada TV. Chce móc rozprostować nogi na moim łózku. A nie siedzieć skulona z laptopem an kolanach...
Co do wyjścia z domu, to ułatwiam im wszystkim sprawę, bo wtedy mąż ma pokoj dla siebie, synek tez..


A o Ciebie mąż dba ???
Ty dbasz o komfort jego pracy, (zapierdziela na alimenty jak piszesz ) , dbasz o jego syna w tym czasie  gdy on pracuje.... a o siebie dbasz ???
Rozumiem że na Wasze potrzeby mąż tez zarabia ? Nie chcę Cię buntować , ale czy Tobie tez będzie płacił alimenty na Wasze dziecko ?
Bo ja kwestie kasy przerabiałam na różne sposoby.. i jak facet spełnia przede wszystkim obowiązek alimentacyjny .. a obecna rodzina na zasadzie" na co wystarczy "..to ja tupię nogą. Bo płaci alimenty i poza tym normalnie utrzymuje syna ?( pobyty , zabawki, ubrania , wyjazdy, wakacje)..no to sorry. Jeśli nie ma na coś to nie ma dla wszystkich w rodzinie...a nie święte krowy .

Współczuję Ci sytuacji, ale Kjim ma rację .
To jego obowiązek, i on powinien tak ułożyć wszystko by go spełniać.
To nie będzie łatwe, dojdzie jeszcze jedno dziecko...które będzie miało gorzej bo tatuś z nim mieszka ???
Kobieta w ciąży wymaga opieki i ciszy , później intymności.
On pracuje w jednym pokoju , jego syn bawi się w drugim, a Ty z maleństwem gdzie się podziejesz ? kto koło Was będzie chodził i pomagał ?
Jedź może na kilka dni do rodziców , koleżanki i odpocznij- a tatuś niech sam zadba o wszystko.
Może wtedy doceni i przeorganizuje.. bo tak to po co ma się chłop głowić ????  skoro Ty wszystko ogarniasz

5 971

Odp: Być drugą i macochą

Ja trochę inaczej na to patrze.
1. z twojego "kitkaat" postu wnoszę ze dzieciak anie lubisz, spinasz się  i jak napisałaś nawet wygodnie na kanapie nie możesz posiedzieć, dzieciak ewidentnie cie zaczepia a ty to komentujesz że się sam sobą zająć nie umie
2. Wkurza cie wszytko co by ten dzieciak robił - to 10 latek, ty wyznacz zasady, tyle i tyle xboxa, tyle tv itd, namów go żeby czytał książki układał lego lub się bawił sam.
3. Czy tak samo będziesz wkurzona własnym marudzącym dzieckiem czy tylko dzieciak męża ci przeszkadza, dzieciaki ciągle marudzą, ciągle są albo głodne albo się nudzą, powie ci to każda matka
4. Dlaczego ojciec się zamyka, przecież to jego czas pobytu z dzieckiem. Popieram twoje Angielskie wyjścia w tym czasie. Przecież to nie ty masz się dzieckiem opiekować a mąż. Pracowanie ma swoje granice, niech inaczej swój dzień planuje w takim razie.
5. Nie uprzedzaj sie do dzieciaka bo go znienawidzisz i wszystko co zrobi będzie ci bolało jak by ci naprawdę dopierdalał. Potraktuj dziecko jako element uzupełniający męża, wiążąc się z nim wiedziałaś że ma dziecko. Teraz ponoś z godnością tego konsekwencje.

Od ciebie zależy czy będziesz macochą czy drugą matką.



- to straszne

5 972

Odp: Być drugą i macochą

Co do kasy to mnie nie utrzymuje, jestem nie zależna(na szczęście) mamy rozdzielność majątkową. Wiec na "nas" to on nie pracuje, bo rachunki płacimy po połowie, jeszcze jedzeniem dzielimy się po połowie mimo ze jego syn przecież z jedzeniem nie przyjeżdża. Ostatnio stwierdziłam, żeby robił za swoje pieniądze zakupy. Bo ja się dokładać nie będę.
Wcześniej nie było źle, mąż zajmował się dzieckiem gdy ten przyjeżdżał, był czas na wszystko.  Ale wtedy na wszystko mu starczało, bo wtedy alimenty niższe. A teraz alimenty podniesione o 100%, i krew mnie zalewa bo to spokojnie wystarcza na całkowite utrzymanie dziecka. A jeszcze 200zl na miesiąc mąż wydaje na inne rzeczy, bo te pieniądze idą na mamusie. A alimenty trzeba płacić, sądy są jakie są. W ogóle mimo rozdzielności sąd pytał się o moje dochody. Podwyżka była nie o 100zł tylko dużo więcej, mimo że mąż był na bezrobociu. Na szczęście przez 4tygodnie nie całe, no ale... Według sądu ojciec dziecka(bezrobotny) ma większą stabilność finansową niż pracująca matka????
Szkoda mi męża, jak ja chce żeby mi pomógł, czy posprzątała mieszkanie (mam zagrożoną ciąże) To kończy się to tak, że on zrobi to o co go proszę. Ale potem ja się czuje winna bo siedzi całą noc i pracuje a potem na 8h do pracy. I tak jak wczoraj gdybym już zajęła się dzieckiem, to by poszedł normalnie spać. a tak to zdrzemnął się z 40min i odwiózł dzieciaka do szkoły a potem do pracy i potem od nowa...
Nie wiem jak on sobie wyobrażał drugie dziecko, cały czas mi mówił że wszystko będzie dobrze. A ja go dołuje bo mu mówiłam, że alimenty mu podniosą, że  dziecko skosztuje, że mieszkanie małe i trzeba zrezygnować z nocowania. No bo jak ja mam cyca wyjąc przy jego synu... No i życie to zweryfikowało. Wyszło na moje, nie mogę odpuścić bo nie będę dziecka sama utrzymywać. Ale nie wiem kiedy on ma jeszcze dorabiać i pomagać mi przy dziecku..???  Może jestem egoistką ale twardo będę stawiać swoje warunki i domagać się tego co mi się należy. Ale może powinnam odpuścić? nie widzę rozwiązania w tej sytuacji..

5 973

Odp: Być drugą i macochą

solinka a powiedz mi ile dzieci twojego męża spędzają u Ciebie w domu? bo mój mąż nie jest weekendowym tatusiem..Zwiększenie kontaktów spowoduje opiekę naprzemienną. Dziecko trzeba z rana odwieść do szkoły, która nie jest blisko miejsca zamieszkania. Jak to normalnie ma miejsce. Mąż musi się zwalniać z pracy żeby dziecko odebrać ze szkoły od razu po lekcjach - bo tak jest w wyroku. Więc inaczej to wygląda niż branie dziecka na weekendy. Jak się nie wyśpisz w sobotę to trudno, ale w tygodniu trzeba iść do pracy. I nikt nie rozumie że mały miał katarek i nie dało się spać do 5ej.   Zatem tak mam dość, bo ja nie mam gościa w domu tylko prawie domownika, który traktowany jest jak gość i tak od wielu lat.

5 974 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-10-19 16:12:21)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Problemem jest  brak warunków, ale skoro mamy problem z nimi to gdzie jeszcze zwiększać kontakty. Od początku walczyłam z mężem, że nie będzie rzucał wszystkiego bo synek przyjeżdża. Ja nie będę prac, sprzątać i gotować. Zatem obiad jest ugotowany przez niego, jak trzeba to i dzień wcześniej. Nie udaje mi się wyegzekwować podziału przy sprzątaniu mieszkania, no ale...
Co do warunków, z kuchni zrobiony jest dodatkowy pokój. A w "salonie" jest nasza sypialnia i pokój ogólny. Ogólnie wygląda to tak. Mąż pracuje w dugim pokoju, a ja siedze z dzieckiem w drugim. Glowa mi pęka od bajek, xboxa a jak już mam dość to zaczyna mi gadać bo mu się nudzi.. Jak to z dziećmi. On jakoś nie potrafi się sam sobą zając. Tak to jest jak mamusia siedziała w domu przez 3-4lata i się dzieckiem zajmowała zamiast do roboty iść. Do drugiego pokoju nie przeniosę telewizora, bo po prostu nie ma go gdzie przestawić. Może wyjde na księżniczkę, ale ja tez chce ciszy. A nie gadającego do siebie dzieciaka gdy gra, oglada TV. Chce móc rozprostować nogi na moim łózku. A nie siedzieć skulona z laptopem an kolanach...
Co do wyjścia z domu, to ułatwiam im wszystkim sprawę, bo wtedy mąż ma pokoj dla siebie, synek tez..

ps. ten dzieciak ma prawie 10lat.

rano napisalam posta mega dlugiego ale poszedl w kosmos

powiem ci jak bylo u nas,no bardzo podobna sytuacja

mielismy wtedy mieszkanie wielkości znaczka pocztowego i wizyty a potem mieszkanie mlodej bylo dobijające,wogole jej obecność,jej marudzenie,wiecznie trzeba bylo jej dupe niańczyć,a kto to mial robić,no ja ...
maz,zajęty,ja tez ale kogo to obchodzilo,w niedziele mloda juz od 8 rano stawiała sie ,,na widzenia,, i tak do zrzygu,jak byla chora a mój syn mamy to tez przylazila,zero ciszy,intymnosci

no i nagle doznałam olśnienia,bo wcześniej no cóż chcialam by maz byl zadowolony ,czytaj gralam film pod tyt ,,jaka to ja nie jestem zajebis...a,,
przecież,ja nie musze tu siedziec jak ona jest,nie musze znosić kaprysow mslolaty,nic nie musze,mimo to zgodzilam sie na jej mieszkanie u nas i juz drugiego dnia pożałowałam swojej decyzji,opacznosc nade mna czuwała bo maz wyjechal ja dostalam i dalej to juz pisałam...

wcześniej jednak wychodzilam na czas wizyt przychowku jak tylko moglam ulatniałam sie,nagle zaczela sie zjawiać tylko w ustalonych terminach

gdy mieszkala z nami to był prawdziwy horror,na szczęście to prehistoria

5 975

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:

Ja trochę inaczej na to patrze.
1. z twojego "kitkaat" postu wnoszę ze dzieciak anie lubisz, spinasz się  i jak napisałaś nawet wygodnie na kanapie nie możesz posiedzieć, dzieciak ewidentnie cie zaczepia a ty to komentujesz że się sam sobą zająć nie umie
2. Wkurza cie wszytko co by ten dzieciak robił - to 10 latek, ty wyznacz zasady, tyle i tyle xboxa, tyle tv itd, namów go żeby czytał książki układał lego lub się bawił sam.
3. Czy tak samo będziesz wkurzona własnym marudzącym dzieckiem czy tylko dzieciak męża ci przeszkadza, dzieciaki ciągle marudzą, ciągle są albo głodne albo się nudzą, powie ci to każda matka
4. Dlaczego ojciec się zamyka, przecież to jego czas pobytu z dzieckiem. Popieram twoje Angielskie wyjścia w tym czasie. Przecież to nie ty masz się dzieckiem opiekować a mąż. Pracowanie ma swoje granice, niech inaczej swój dzień planuje w takim razie.
5. Nie uprzedzaj sie do dzieciaka bo go znienawidzisz i wszystko co zrobi będzie ci bolało jak by ci naprawdę dopierdalał. Potraktuj dziecko jako element uzupełniający męża, wiążąc się z nim wiedziałaś że ma dziecko. Teraz ponoś z godnością tego konsekwencje.

Od ciebie zależy czy będziesz macochą czy drugą matką.



- to straszne

a ty co nie wiesz ze z dziećmi to jak z bąkami ,możesz,wytrzymać tylko swoje własne

5 976 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-10-19 16:24:49)

Odp: Być drugą i macochą
solinka napisał/a:

Ja trochę inaczej na to patrze.
1. z twojego "kitkaat" postu wnoszę ze dzieciak anie lubisz, spinasz się  i jak napisałaś nawet wygodnie na kanapie nie możesz posiedzieć, dzieciak ewidentnie cie zaczepia a ty to komentujesz że się sam sobą zająć nie umie
2. Wkurza cie wszytko co by ten dzieciak robił - to 10 latek, ty wyznacz zasady, tyle i tyle xboxa, tyle tv itd, namów go żeby czytał książki układał lego lub się bawił sam.
3. Czy tak samo będziesz wkurzona własnym marudzącym dzieckiem czy tylko dzieciak męża ci przeszkadza, dzieciaki ciągle marudzą, ciągle są albo głodne albo się nudzą, powie ci to każda matka
4. Dlaczego ojciec się zamyka, przecież to jego czas pobytu z dzieckiem. Popieram twoje Angielskie wyjścia w tym czasie. Przecież to nie ty masz się dzieckiem opiekować a mąż. Pracowanie ma swoje granice, niech inaczej swój dzień planuje w takim razie.
5. Nie uprzedzaj sie do dzieciaka bo go znienawidzisz i wszystko co zrobi będzie ci bolało jak by ci naprawdę dopierdalał. Potraktuj dziecko jako element uzupełniający męża, wiążąc się z nim wiedziałaś że ma dziecko. Teraz ponoś z godnością tego konsekwencje.

Od ciebie zależy czy będziesz macochą czy drugą matką.



- to straszne

Solinka, ale ona jest w ciąży , zresztą nawet gdyby nie była ... odpocząć nie może ? nóg na kanapie wyciągnąć. ?? bo królewicz jest ??
Od wychowania dzieci są rodzice . Tyle. kropka.
Dzieci tolerować, nie krzywdzić , ale w dooopki im nie włazić.
W bardzo mądrej książce przeczytałam, że wszystko to co się daje dzieciom powyżej tego co im niezbędne...to robienie sobie i im krzywdy.
Dzieci rozwiedzionych rodziców to normalne dzieci, i tak powinny być traktowane.
Potwierdzam punkt 4  smile

5 977

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
solinka napisał/a:

Ja trochę inaczej na to patrze.
1. z twojego "kitkaat" postu wnoszę ze dzieciak anie lubisz, spinasz się  i jak napisałaś nawet wygodnie na kanapie nie możesz posiedzieć, dzieciak ewidentnie cie zaczepia a ty to komentujesz że się sam sobą zająć nie umie
2. Wkurza cie wszytko co by ten dzieciak robił - to 10 latek, ty wyznacz zasady, tyle i tyle xboxa, tyle tv itd, namów go żeby czytał książki układał lego lub się bawił sam.
3. Czy tak samo będziesz wkurzona własnym marudzącym dzieckiem czy tylko dzieciak męża ci przeszkadza, dzieciaki ciągle marudzą, ciągle są albo głodne albo się nudzą, powie ci to każda matka
4. Dlaczego ojciec się zamyka, przecież to jego czas pobytu z dzieckiem. Popieram twoje Angielskie wyjścia w tym czasie. Przecież to nie ty masz się dzieckiem opiekować a mąż. Pracowanie ma swoje granice, niech inaczej swój dzień planuje w takim razie.
5. Nie uprzedzaj sie do dzieciaka bo go znienawidzisz i wszystko co zrobi będzie ci bolało jak by ci naprawdę dopierdalał. Potraktuj dziecko jako element uzupełniający męża, wiążąc się z nim wiedziałaś że ma dziecko. Teraz ponoś z godnością tego konsekwencje.

Od ciebie zależy czy będziesz macochą czy drugą matką.



- to straszne

a ty co nie wiesz ze z dziećmi to jak z bąkami ,możesz,wytrzymać tylko swoje własne


Lusi , no kocham Cię za ten tekst smile lol

5 978

Odp: Być drugą i macochą

lusilju,
ty czarownica jesteś bo większość co pisałaś mi się zaczęło sprawdzać... ehhh
I dokładnie tak jak piszesz, po prostu nie ma miejsca. Siedzisz razem na rozkładanej kanapie, bo w pokoju stół do dyspozycji i twarde krzesła. Gdzie i mi jest nie wygodnie, więc dzieciak ma na podłodze siedzieć czy może 8h na krzesełku?
No i ja tez starałam się być taka super zajeb... dokładnie jak byś o mnie pisała:-p No ale ile można... Ostatnio do mnie dotarło, jak w szpitalu wylądowałam, że powinnam dbać o siebie. OD robienia wszystkim dobrze, są takie panie i biorą za to grube pieniądze.
Co z tego że M obiad ugotuje, jak czasu na sprzątanie w domu nie ma. Dom zarasta brudem i co z tego że mam leżeć, jak nawet nie mam w co się ubrać a dziecku wyprawkę tez trzeba zrobić. Wiec wstaje do  boju i walczę z odkurzaczem, praniem itp..A książę siedzi, bo wtedy to już nie jest jego dom. Jego to jest wszystko w tym domu co nowe i do wszystkiego ma prawo i zero obowiązków. W efekcie 2tygodnie w szpitalu mnie przywróciły do porządku i chociażby dom zarastał brudem mam to w d.... I osoby które będą mnie teraz oceniać. A co do męża trudno było przyjeżdżać do szpitala i zająć się dzieckiem( dac jeść, odrobić lekcje i nagle za późno do szpitala). Wiec przyzwyczajona jestem do bycia "samej", nawet urlop w tym roku spędzałam sama. u mnie są dwie opcje albo robimy coś z jego dzieckiem, albo robię to sama. Malo rzeczy robimy razem - tylko we dwoje, bo się nie da tego pogodzić w takim wymiarze czasu.
No i rozśmieszają mnie teksty brałaś faceta z dzieckiem to wiesz w co się pakowałaś. Tak byłam w 5 takich związkach wcześniej, spotykałam się tylko z rozwodnikami z dzieckiem i wiedziałam w co się pakuję. Nawet jestem wstanie wybrać tego "lepszego" rozwodnika. Przecież to totalna bzdura...

5 979

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

lusilju,
ty czarownica jesteś bo większość co pisałaś mi się zaczęło sprawdzać... ehhh
I dokładnie tak jak piszesz, po prostu nie ma miejsca. Siedzisz razem na rozkładanej kanapie, bo w pokoju stół do dyspozycji i twarde krzesła. Gdzie i mi jest nie wygodnie, więc dzieciak ma na podłodze siedzieć czy może 8h na krzesełku?
No i ja tez starałam się być taka super zajeb... dokładnie jak byś o mnie pisała:-p No ale ile można... Ostatnio do mnie dotarło, jak w szpitalu wylądowałam, że powinnam dbać o siebie. OD robienia wszystkim dobrze, są takie panie i biorą za to grube pieniądze.
Co z tego że M obiad ugotuje, jak czasu na sprzątanie w domu nie ma. Dom zarasta brudem i co z tego że mam leżeć, jak nawet nie mam w co się ubrać a dziecku wyprawkę tez trzeba zrobić. Wiec wstaje do  boju i walczę z odkurzaczem, praniem itp..A książę siedzi, bo wtedy to już nie jest jego dom. Jego to jest wszystko w tym domu co nowe i do wszystkiego ma prawo i zero obowiązków. W efekcie 2tygodnie w szpitalu mnie przywróciły do porządku i chociażby dom zarastał brudem mam to w d.... I osoby które będą mnie teraz oceniać. A co do męża trudno było przyjeżdżać do szpitala i zająć się dzieckiem( dac jeść, odrobić lekcje i nagle za późno do szpitala). Wiec przyzwyczajona jestem do bycia "samej", nawet urlop w tym roku spędzałam sama. u mnie są dwie opcje albo robimy coś z jego dzieckiem, albo robię to sama. Malo rzeczy robimy razem - tylko we dwoje, bo się nie da tego pogodzić w takim wymiarze czasu.
No i rozśmieszają mnie teksty brałaś faceta z dzieckiem to wiesz w co się pakowałaś. Tak byłam w 5 takich związkach wcześniej, spotykałam się tylko z rozwodnikami z dzieckiem i wiedziałam w co się pakuję. Nawet jestem wstanie wybrać tego "lepszego" rozwodnika. Przecież to totalna bzdura...


i jak będzie wasze dziecko to tez dla niego nie będzie czasu ??/

oj laska, weź się ogarnij bo w złym kierunku to idzie !! Ty w szpitalu a on nie ma czasu Cię odwiedzić ???? dziecko ma matkę, dziadków - mógł zmienić plany ... to była wyjątkowa sytuacja.
jak dla mnie to jest bardzo zły objaw. ...

5 980 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-19 17:09:48)

Odp: Być drugą i macochą

On sierota a ja połowiczna i nie mamy za bardzo na kogo liczyć... W szpitalu był, ale ciężko jest to wszystko pogodzić. Bo mężowie byli codziennie a u mnie tak pustki trochę, trudno... Ja to sobie poradzę, ale będzie miał dwójkę dzieci i niech stanie na rzęsach żeby być tyle samo dla jednego i dla drugiego. Wiem, że jestem zbyt miękka, dlatego powoli staram się coś zmienić. Staram się go tez zrozumieć, bo nam wszystkim nie jest łatwo..
Wiem, ze gdybym chciała żeby był to by przyjechał, nawet odwołał ale jak sytuacja opanowana a mi po prostu smutno. To trzeba być dorosłym, bo on za odwołanie spotkania poniesie poważne konsekwencje...

Posty [ 5 916 do 5 980 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 90 91 92 93 94 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026