netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 232 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 89 90 91 92 93 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 851 do 5 915 z 8 269 ]

5 851 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-07-16 15:27:50)

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

Widzisz,tylko ze ja od początku wiedziałam ze on ma dziecko.Nigdy mnie nie okłamał.Tylko ze stworzył jakas fikcje w której nauczyłam sie żyć.Ok.Dziecko jest ale przeciez jest daleko.A tu jesteśmy my i stworzymy nasza rodzine.A powinnam była przewidzieć ze rożne rzeczy sie zdarzają,przynajmniej w moim życiu (w ciagu trzech lat pochowałam dodatkowo trzy bliskie mi osoby).A nie przewidziałam i to jest moja wina.Co ja myslalam ze bedzie tak zawsze?A teraz widze jak wszystko sie zmienia.Nie znasz mnie a jednak bardzo trafnie napisałaś o wszystkim czego sie boje.I boje sie jeszcze ze jestem za słaba.Ze juz nie dam rady stawiać wszystkich innych na pierwszym miejscu bo zycie i szczęście jakos mi tak szybko umyka.A ja nic innego nie robię tylko sie boje.Dziekuje za ciepłe słowa i rady.Ciesze sie ze chociaz Wy,całkowicie mi obce,staracie sie jakos pomoc

to nie jest slabość,slabosc to uległość ,to poddawanie sie życiu,to nie patrzenie na swoje dobro,to brniecie w bylejakość........
pomyśl co poradzilabys swojej córce w takiej sytuacji,czy dla swojego dziecka chcialabys takiego życia.....wreszcie czy to jest to czego chcialabys dla siebie.....
nie znam twojego partnera,nie wiem jakim jest czlowiekiem,ty masz specyficzna sytuacje,bo to dziecko nie ma matki,ty przejmiesz jej role wchodząc w związek z nim?
jestes na to gotowa?by byc z tym dzieckiem,by tworzyć rodzine,to nie jest marzeniem żadnej kobiety taki związek....i nie kazda podola,bierz pod uwagę to ze wlasny egoizm czesto będzie bral gore,będziesz musiała dzielic swój wolny czas tak by dwom osobom pasowalo,dostosowywać sie do dwóch osób,a to nie jest łatwa sprawa....
ja jestem wygodna i wiem ze opieka nad cudzym dzieckiem mnie przerosla,wiedzac to co wiem teraz nie podjelabym sie opieki wiele lat temu nad dzieckiem męża.....na szczęście jest to juz przeszlosc.....

5 852

Odp: Być drugą i macochą

Nie życzyłabym dla nikogo takiego zycia.Bo mysle ze oprócz tego o czym napisałaś strasznie bedzie mnie to wszystko bolec.Zreszta juz boli.Na razie wyprowadziłam sie od niego.Chce pobyć sama ze sobą.Nie wiem jeszcze co bedzie.Szkoda ze człowiek jest taki głupi ze nie uczy sie na błędach innych ludzi tylko swoich.I zdaje sobie sprawę ze każda sytuacja jest inna ale mam wrażenie ze te wszystkie historie sa do siebie podobne.I zbyt dużych nadziei na wielkie szczęście nie ma????

5 853

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

Nie życzyłabym dla nikogo takiego zycia.Bo mysle ze oprócz tego o czym napisałaś strasznie bedzie mnie to wszystko bolec.Zreszta juz boli.Na razie wyprowadziłam sie od niego.Chce pobyć sama ze sobą.Nie wiem jeszcze co bedzie.Szkoda ze człowiek jest taki głupi ze nie uczy sie na błędach innych ludzi tylko swoich.I zdaje sobie sprawę ze każda sytuacja jest inna ale mam wrażenie ze te wszystkie historie sa do siebie podobne.I zbyt dużych nadziei na wielkie szczęście nie ma????

najważniejsze to nie robić niczego wbrew sobie ,zdystansujesz sie teraz ,jesteś ,,dalej,,od problemu to będzie ci latwiej,pamietaj nic nie musisz.........
nie daj sie tylko wpędzić w poczucie winy,bo masz prawo do życia jakie sobie wymarzyłas,trzydziestka to fajny wiek,na pewno masz kolezanki rownolatki które myślą o karierze,swoim rozwoju a nie problemach faceta i jego dziecka,cieszą sie zyciem,to nie jest twoja jedyna szansa życiową na ulozenie sobie życia....

a z ciekawości spytam,jak zapatruja sie twoi rodzice na ten związek i problemy jakie za sobą niesie?

5 854

Odp: Być drugą i macochą

Została mi tylko mama.Nie zdziwię Cie jesli napisze ze nie jest zachwycona.Tato podchodził do tego z dystansem choc uważał ze związek z facetem z dzieckiem nie jest czymś wymarzonym.Mama co prawda poddała sie jeżeli chodzi o wybijanie mi tego z głowy ale nie wierze jakos w to ze bedzie nam bardzo pomagała w opiece nad małym.Mama mojego K. jest natmiast bardzo schorowana wiec podrzucanie jej wnuka jest zupełnie wykluczone.Sadze ze wkrótce bedzie potrzebowała większej pomocy niż dziecko.Jesli mozesz napisz co stało sie impulsem do tego ze odeszłaś i zaczęłaś żyć własnym życiem?

5 855

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

Została mi tylko mama.Nie zdziwię Cie jesli napisze ze nie jest zachwycona.Tato podchodził do tego z dystansem choc uważał ze związek z facetem z dzieckiem nie jest czymś wymarzonym.Mama co prawda poddała sie jeżeli chodzi o wybijanie mi tego z głowy ale nie wierze jakos w to ze bedzie nam bardzo pomagała w opiece nad małym.Mama mojego K. jest natmiast bardzo schorowana wiec podrzucanie jej wnuka jest zupełnie wykluczone.Sadze ze wkrótce bedzie potrzebowała większej pomocy niż dziecko.Jesli mozesz napisz co stało sie impulsem do tego ze odeszłaś i zaczęłaś żyć własnym życiem?

jestes nowa na watku wiec nie wiesz,ja sie nie rozeszlam,tylko pasierbica nie mieszka z nami od lat,wrocila do swojej matki,obecnie to dorosla kobieta

5 856

Odp: Być drugą i macochą

Ach.to przepraszam.Ciesze sie w takim razie ze tak obiektywnie napisałaś o tym co moze mnie czekać i nad czym powinnam sie zastanowić.niektorzy mówią ze powinnam sie cieszyć ze "moja konkurentka" nie żyje (co dziwne koleżanki tej "konkurentki"),ale dałabym naprawde wiele zeby ona żyła i układa zycie tak jak sobie wymyśliła z dzieckiem.

5 857 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-07-16 22:09:13)

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

Ach.to przepraszam.Ciesze sie w takim razie ze tak obiektywnie napisałaś o tym co moze mnie czekać i nad czym powinnam sie zastanowić.niektorzy mówią ze powinnam sie cieszyć ze "moja konkurentka" nie żyje (co dziwne koleżanki tej "konkurentki"),ale dałabym naprawde wiele zeby ona żyła i układa zycie tak jak sobie wymyśliła z dzieckiem.

hmmm ...cieszyc sie nie ma z czego,bo ten stan rzeczy powoduje to ze dziecko musi zamieszkac z ojcem i partnerka ojca wchodzi niejako w role matki ,,od zaraz i na zawsze,,bierze sie faceta w pakiecie z dzieciakiem, bez odwrotu............

cieszyc sie moga głupie ci..y niepewne swojej pozycji w zwiazku a raczej niepewne partnera ..........dla mnie ex nie byla nigdy zadna konkurencja,nie ta liga to raz,dwa ze ja od poczatku nie dalam sobie jezdzic po glowie,zadnego zagrożenia nie czulam .......czulam sie pewnie i na pierwszym miejscu ,gdyby bylo inaczej maz nie bylby moim mezem

5 858

Odp: Być drugą i macochą

Ja tez nigdy nie czułam żadnej konkurencji.Okolicznosci poczęcia tego dziecka były niestety byle jakie,a wie o nich wiele osób (nie od mojego K.).Tylko ze ja nie czuje sie pewnie przy tym dziecku.Czy to normalne ze jestem tez o nie zwyczajnie zazdrosna?Wiem ze to sa inne uczucia-inne do mnie,inne do dziecka,choc do dziecka nie takie normalne jakie powinny byc miedzy ojcem i synem.Mam wrażenie ze juz kompletnie mi odbija????

5 859

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

Ja tez nigdy nie czułam żadnej konkurencji.Okolicznosci poczęcia tego dziecka były niestety byle jakie,a wie o nich wiele osób (nie od mojego K.).Tylko ze ja nie czuje sie pewnie przy tym dziecku.Czy to normalne ze jestem tez o nie zwyczajnie zazdrosna?Wiem ze to sa inne uczucia-inne do mnie,inne do dziecka,choc do dziecka nie takie normalne jakie powinny byc miedzy ojcem i synem.Mam wrażenie ze juz kompletnie mi odbija????

zaraz odbija ???? ,gdyby to bylo wasze dziecko nie byloby zazdrości ,ale to dziecko innej kobiety chyba stad zazdrość..... 
nie kazda ,, nadaje sie ,,na macochę .....
piszesz ze na pomoc swojej mamy przy tym dziecku nie masz co liczyć....a dziwisz sie?ja wcale,moja matka nie poswiecilabym cudzemu dziecku ani minuty,bylaby oburzona jeśli mój mąż mialby kiedyś odwage o cos takiego poprosic,nie bylo u nas prezentów od moich rodzicow dla pasierbicy
prezenty,świętowanie urodzin i swiat zarezerwowane dla własnych wnuków ,a juz obarczania takich powiedzmy przyszywanych dziadków opieka cudzego dziecka to juz wogole abstrakcja

5 860 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-17 15:29:21)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

piszesz ze na pomoc swojej mamy przy tym dziecku nie masz co liczyć....a dziwisz sie?ja wcale,moja matka nie poswiecilabym cudzemu dziecku ani minuty,bylaby oburzona jeśli mój mąż mialby kiedyś odwage o cos takiego poprosic,nie bylo u nas prezentów od moich rodzicow dla pasierbicy
prezenty,świętowanie urodzin i swiat zarezerwowane dla własnych wnuków ,a juz obarczania takich powiedzmy przyszywanych dziadków opieka cudzego dziecka to juz wogole abstrakcja

Od 9 roku życia miałam ojczyma,  wziął moją mamę z trójką dzieci. Kiedy jeździł w rodzinne strony, często  zabierał nas ze sobą. Jego ojciec i rodzeństwo traktowali nad jak swoich, matka może była troszkę zdystansowana, ale w porządku.
Teraz dopiero doceniam, jakie miałam szczęście. Zawsze wychodziłam z założenia, że "wszystkie dzieci nasze są " i cieszę się, że są ludzie pochodzący tak samo, a przeciwnie  niż większość w tym wątku. To dorośli paprzą dzieciom życie, i dorośli powinni im je prostować i ułatwiać.  Osoba,  która wiąże się z kimś  nie akceptującym  jego dziecka z poprzedniego związku, nie jest warta miana rodzica. A krewni tego kogoś faktycznie nie muszą, choć miło jest, jeśli ich podejście jest przyjazne.

5 861

Odp: Być drugą i macochą

Z tego powodu o którym piszesz ludzie maja dylematy.Bo chyba nie sadzisz ze ktoś specjalnie chce zrobić dziecku krzywdę?Na pewno nie ja.To matka dziecka i jego ojciec sa odpowiedzialni za rozwój dziecka.i jego szczęście.Nie obcy mężczyzna czy kobieta.Choc fajnie by było jakby samotny rodzic spotkał kogoś kto bedzie w stanie kochać jego dziecko.ponadto czy samotny rodzic musi juz zawsze układać zycie pod swoje dziecko?nie moze myślec tez o swoim szczęściu?(np.: nie moze kochać kobiety z takimi dylematami bo nie bedzie zasługiwał na miano rodzica)?

5 862

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

.Choc fajnie by było jakby samotny rodzic spotkał kogoś kto bedzie w stanie kochać jego dziecko.ponadto czy samotny rodzic musi juz zawsze układać zycie pod swoje dziecko?nie moze myślec tez o swoim szczęściu?(np.: nie moze kochać kobiety z takimi dylematami bo nie bedzie zasługiwał na miano rodzica)?

Niech sobie kocha, tylko według mnie rodzicielstwo zobowiązuje. To nie chodziło akurat o Ciebie, to, ze masz z tym dylemat, nie skreślasz dzieciaka z marszu, już jest plusem. A ojciec, jeśli dobrze zrozumiałam, jest mu prawie  tak samo obcy jak Ty. 
Mnie  nie mieści się w głowie, że ojciec bierze panienke i ona stawia mu otwarcie lub bardziej dyplomatycznie ultimatum,  że albo ona, albo dzieci. Bo ona się użerac z cudzymi bachorami nie zamierza. To po co bierze faceta po przejściach?
Ale to tylko tak a'propos, bo dla mnie to temat rzeka,  a że ojczyma miałam naprawdę świetnego, wszystkim pasierbicy i pasierbicom tak życzę.

5 863

Odp: Być drugą i macochą
starlet007 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

piszesz ze na pomoc swojej mamy przy tym dziecku nie masz co liczyć....a dziwisz sie?ja wcale,moja matka nie poswiecilabym cudzemu dziecku ani minuty,bylaby oburzona jeśli mój mąż mialby kiedyś odwage o cos takiego poprosic,nie bylo u nas prezentów od moich rodzicow dla pasierbicy
prezenty,świętowanie urodzin i swiat zarezerwowane dla własnych wnuków ,a juz obarczania takich powiedzmy przyszywanych dziadków opieka cudzego dziecka to juz wogole abstrakcja

Od 9 roku życia miałam ojczyma,  wziął moją mamę z trójką dzieci. Kiedy jeździł w rodzinne strony, często  zabierał nas ze sobą. Jego ojciec i rodzeństwo traktowali nad jak swoich, matka może była troszkę zdystansowana, ale w porządku.
Teraz dopiero doceniam, jakie miałam szczęście. Zawsze wychodziłam z założenia, że "wszystkie dzieci nasze są " i cieszę się, że są ludzie pochodzący tak samo, a przeciwnie  niż większość w tym wątku. To dorośli paprzą dzieciom życie, i dorośli powinni im je prostować i ułatwiać.  Osoba,  która wiąże się z kimś  nie akceptującym  jego dziecka z poprzedniego związku, nie jest warta miana rodzica. A krewni tego kogoś faktycznie nie muszą, choć miło jest, jeśli ich podejście jest przyjazne.

rozbawilo mnie ,,nie jest warta miana rodzica,, alez ja nigdy nie myslalam byc rodzicem dla cudzego dziecka,nie ma takiego obowiązku by matkowac cudzym dzieciom,one maja rodzicow,wiec niech ci rodzice wykazują sie w wychowaniu w przeciwnym razie jest to zmuszanie do wchodzenia w nie swoja role

5 864

Odp: Być drugą i macochą

Fakt, zabrzmiało nieco patetycznie, ale lepiej niż to, co naprawdę o takich rodzicach myślę.
Nigdy nie byłam wychowywana przez ojczyma, od tego była matka. Między nami był dystans,  a jednocześnie czuliśmy się, jakbyśmy byli troszkę jego - akceptowani i bliscy.

5 865 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-07-17 16:17:55)

Odp: Być drugą i macochą
starlet007 napisał/a:

Fakt, zabrzmiało nieco patetycznie, ale lepiej niż to, co naprawdę o takich rodzicach myślę.
Nigdy nie byłam wychowywana przez ojczyma, od tego była matka. Między nami był dystans,  a jednocześnie czuliśmy się, jakbyśmy byli troszkę jego - akceptowani i bliscy.

Starlet , piszesz że miałaś dystans do niego ale on i tak traktował Was jak rodzinę . Miał swoje dzieci ?
"Od wychowania była matka -" a ojczym od czego ? od dawania kasy ? i starania się żeby całość nie jego dzieci czuła się jak rodzina ?

Teraz to doceniasz , zastanów się czy traktowałaś go ok wtedy..."bo przecież matka była od wychowania ".

To się nazywa , mieć roszczenia i obowiązki dla obcego człowieka .. ale zero praw dla niego... może utrzymywać ..ale nie wychowywać.


A jakie kontakty miałaś z swoim ojcem ? Ułożył sobie życie ?

5 866 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-17 16:24:44)

Odp: Być drugą i macochą

Nie, nie miał.
Nasz ojciec bardzo rzadko bywał u nas. Taki troszkę niebieski ptaszek, ma jeszcze troje dzieci, ale się nie znamy.
Nie brakowało go nam, szczerze mówiąc.
EDIT: nie, utrzymywał nas, dawał na siebie, dokładal do rachunków bo mieszkał. Z dystansem chodziło mi, że nigdy nie było opcji, by zastąpił nieobecnego, wyrodnego tatusia. Był partnerem matki. Ale dla nas po prostu ludzkim, miłym, swoim. Mimo że wiadomo, tez różnie bywało.

5 867

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Starlet , piszesz że miałaś dystans do niego ale on i tak traktował Was jak rodzinę . Miał swoje dzieci ?
"Od wychowania była matka -" a ojczym od czego ? od dawania kasy ? i starania się żeby całość nie jego dzieci czuła się jak rodzina ?

Teraz to doceniasz , zastanów się czy traktowałaś go ok wtedy..."bo przecież matka była od wychowania ".

To się nazywa , mieć roszczenia i obowiązki dla obcego człowieka .. ale zero praw dla niego... może utrzymywać ..ale nie wychowywać.

I tu już podchodzisz tendencyjnie, co właśnie uderza mnie w Waszym wątku. Nie wiem jak on się czuł w każdym momencie, na pewno bywało nielekko. Dziećmi może i byliśmy znośnymi, nastolatkami pewnie nie. Jak i w normalnej rodzinie. Mam nadzieję,  że wiedział,  co czujemy. Wszyscy krewni ze strony mamy traktowali go jak swojego. I nawet siostra mojego biologicznego ojca go uwielbiała. Jak w wielkiej, włoskiej famili :-)
Moja matka była od wychowywania, bo to tyranka, zawsze musiała rządzić.

5 868

Odp: Być drugą i macochą
starlet007 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Starlet , piszesz że miałaś dystans do niego ale on i tak traktował Was jak rodzinę . Miał swoje dzieci ?
"Od wychowania była matka -" a ojczym od czego ? od dawania kasy ? i starania się żeby całość nie jego dzieci czuła się jak rodzina ?

Teraz to doceniasz , zastanów się czy traktowałaś go ok wtedy..."bo przecież matka była od wychowania ".

To się nazywa , mieć roszczenia i obowiązki dla obcego człowieka .. ale zero praw dla niego... może utrzymywać ..ale nie wychowywać.

I tu już podchodzisz tendencyjnie, co właśnie uderza mnie w Waszym wątku. Nie wiem jak on się czuł w każdym momencie, na pewno bywało nielekko. Dziećmi może i byliśmy znośnymi, nastolatkami pewnie nie. Jak i w normalnej rodzinie. Mam nadzieję,  że wiedział,  co czujemy. Wszyscy krewni ze strony mamy traktowali go jak swojego. I nawet siostra mojego biologicznego ojca go uwielbiała. Jak w wielkiej, włoskiej famili :-)
Moja matka była od wychowywania, bo to tyranka, zawsze musiała rządzić.

Nie moja droga , ja podchodzę poprzez własne doświadczenie.
Ode mnie się wymaga pracy, kasy i czasu... czyli tak jak dla rodziny/dziecka . . ale najmniejszej uwagi nie mogę zwrócić pasierbowi jak jest w naszym domu (mieszka z matką ) .. i każda sytuacja , w której nawet młody nie reagował ( w sensie on to przyjmował tak jak by to był mój syn ) było komentowane przez jego matkę i moją "teściową "...oraz ojca młodego, czyli mojego partnera.

Widzisz, Wasza sytuacja była inna , my tu mamy największe problemy z matkami naszych pasierbów , z naszymi partnerami co do ich traktowania dzieci... od nas macoch wymaga się realizacji obowiązków rodziców... i jeszcze za ich realizację dostajemy po głowie.

5 869 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-17 17:25:42)

Odp: Być drugą i macochą

Przyznaję, że rozumiem, że byłe bywają paskudne, że dzieci trudne, że często brak poparcia ze strony partnera. Nie rozumiem pociągu do takich katuszy w takim razie.
Ale uderza mnie w wielu wypowiedziach, że ta złość i gorycz skrupia się na dzieciach. Bez refleksji, że to im się to życie posypało przede wszystkim. Uważam, że rozwiedziony rodzic nadal ma obowiązek udzielać się w życiu dziecka. Gdyby migał się mój mąż, byłabym wściekła. Ale i  partner  olewajacy własne dzieci byłby odstręczający. Jeśli da się odseparować obecną partnerkę, łatwiejsze to może będzie. Tylko, czy się da? Przecież weekend i wakacje u taty czy mamy wiążą się z towarzystwem obecnego partnera.
U nas faktycznie chyba z każdej ze stron były dobre chęci. Każdy myślał o dobru reszty. Dzieci były ważne. I stworzenie im optymalnych warunków. U Was czasem dominuje egoizm. Nie chcę nikogo obrażać, takie jest moje odczucie przy czytaniu.

5 870

Odp: Być drugą i macochą
starlet007 napisał/a:

Przyznaję, że rozumiem, że byłe bywają paskudne, że dzieci trudne, że często brak poparcia ze strony partnera. Nie rozumiem pociągu do takich katuszy w takim razie.
Ale uderza mnie w wielu wypowiedziach, że ta złość i gorycz skrupia się na dzieciach. Bez refleksji, że to im się to życie posypało przede wszystkim. Uważam, że rozwiedziony rodzic nadal ma obowiązek udzielać się w życiu dziecka. Jeśli da się odseparować obecną partnerkę, łatwiejsze to może będzie. Tylko, czy się da? Przecież weekend i wakacje u taty czy mamy wiążą się z towarzystwem obecnego partnera.
U nas faktycznie chyba z każdej ze stron były dobre chęci. Każdy myślał o dobru reszty. Dzieci były ważne. I stworzenie im optymalnych warunków. U Was czasem dominuje egoizm. Nie chcę nikogo obrażać, takie jest moje odczucie przy czytaniu.

Widzisz , gdyby osoby które podejmują decyzję o rozwodzie i rozwaleniu życia swoim dzieciom, później dalej uczestniczyły w ich życiu wychowując je , nie byłoby takich problemów.
Niestety najczęstszy obraz rozwiedzionych małżonków to wieczne walki w których to dziecko jest orężem... lub wynagradzanie dziecku rozwodu poprzez hodowanie ... i tu koło się zamyka.

Napisałaś że Wasi rodzice stwarzali Wam optymalne warunki, czyli traktowali Was jak zdrowe , normalne dzieci ... a nie szczególnej troski bo z rozbitej rodziny. I mnie się wydaje że tu jest klu problemów.
Dodatkowo coraz wyraźniej widzę , że obecne czasy nie są pomocne rodzinom.
Zbyt dużo jest złodziei czasu i uwagi. Żyjemy szybko i łatwiej .. coś nie tak..to od razu rozwód.
Łatwiej nam teraz wychowywać zaocznie .. komputer, kolorowy świat gier i zabawek, tracimy wartości  jakimi są czas i spędzanie go bez czasoumilaczy. .. za wiele dajemy dzieciom rozrywki , bo my pracujemy ... za łatwo się poddajemy gdy jest trudno... i nie bardzo radzimy sobie z trudnymi sytuacjami...

5 871 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-17 17:54:30)

Odp: Być drugą i macochą

Mądrze to opisalas. Fakt, wciąganie   dzieci w rozgrywki z eks to chamstwo. Tu akurat się zgadzam ze swoim, różnie się dzieje, ale dzieci z dala od kłótni.
One też już są dostosowane do nowej rzeczywistości, sporo kolegów z klasy bywa z rozbitych rodzin. Więc się nasluchaja. Resztę załatwiaja paradokumenty w telewizji i internet. A czasoumilaczy już nie wyeliminujesz, niestety.
Choć rozwód to zawsze jest trauma. Dziecko musiałoby być bardzo niewrazliwe, by nie bolało.
Gdyby mój ułożył sobie życie na nowo,  obawialabym się nowej partnerki. Jak byłoby między nimi, nie moja broszka, ale gdyby była wredna dla dzieci, pewnie też bym nie wytrzymała. I nie w sensie uwagi o bałaganie czy coś, tylko poważne czepianie się, wyładowanie frustracji za konieczność zniesienia jego obecności i dzielenie się uwagą i czasem partnera.
Mówię, to temat rzeka. Mnie osobiście dotyczy przez 23 lata życia z ojczymem. Byłoby więcej, ale zmarł. Dla mnie to wzór postępowania z przyszywanymi dziećmi.  I  dziadkiem tez był świetnym. Nie weźcie mnie za seksistke, ale jak patrzę po znajomych, to faceci są lepszymi ojczymami niż kobiety macochami. Bardziej tolerancyjni, spokojniejsi, mniej czepialscy.

5 872

Odp: Być drugą i macochą
starlet007 napisał/a:

Mądrze to opisalas. Fakt, wciąganie   dzieci w rozgrywki z eks to chamstwo. Tu akurat się zgadzam ze swoim, różnie się dzieje, ale dzieci z dala od kłótni.
One też już są dostosowane do nowej rzeczywistości, sporo kolegów z klasy bywa z rozbitych rodzin. Więc się nasluchaja. Resztę załatwiaja paradokumenty w telewizji i internet. A czasoumilaczy już nie wyeliminujesz, niestety.
Choć rozwód to zawsze jest trauma. Dziecko musiałoby być bardzo niewrazliwe, by nie bolało.
Gdyby mój ułożył sobie życie na nowo,  obawialabym się nowej partnerki. Jak byłoby między nimi, nie moja broszka, ale gdyby była wredna dla dzieci, pewnie też bym nie wytrzymała. I nie w sensie uwagi o bałaganie czy coś, tylko poważne czepianie się, wyładowanie frustracji za konieczność zniesienia jego obecności i dzielenie się uwagą i czasem partnera.
Mówię, to temat rzeka. Mnie osobiście dotyczy przez 23 lata życia z ojczymem. Byłoby więcej, ale zmarł. Dla mnie to wzór postępowania z przyszywanymi dziećmi.  I  dziadkiem tez był świetnym. Nie weźcie mnie za seksistke, ale jak patrzę po znajomych, to faceci są lepszymi ojczymami niż kobiety macochami. Bardziej tolerancyjni, spokojniejsi, mniej czepialscy.

Może dlatego że mniej maja / biorą sobie na głowę i mniej się od nich wymaga ???
Przy rozwodzie jak facet zostawia dzieci z matką to jest ok .. jak dzieci zostają z ojcem- to kobieta jest wyrodna matką .
Matka ma najczęściej kilka etatów- praca , dom i dzieci...a facet to już bohater jak wypłatę przyniesie i nie przepije jej smile

Myślę że są dobre i złe strony naszych kobiecych charakterów .. tak jak i męskich smile

5 873 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-17 18:07:07)

Odp: Być drugą i macochą

I w tym też mam inne doświadczenia. I ojczym, i mój mąż, w domu zawsze byli wieloczynnosciowi. Gotowanie, pranie czy podstawową opiekę nad dziećmi mieli we krwi. I takich facetów Wam życzę :-)
A dobre strony jednostkowo,  owszem. Tak tylko w ogóle to jestem ostatnio zagorzała fanką mężczyzn. Uważam, że ciężkie czasy dla nich nastały, a warto ich docenić smile

5 874

Odp: Być drugą i macochą

Mysle ze każda sytuacja jest inna.Ale dla każdej ze stron jest to trudne:i dla rodziców i dla obecnego partnera i w szczególności dla dziecka.A przeciez każdy zasługuje na miłość i szczęście.Nie podoba mi sie,tak jak i Wam,utrudnianie sobie zycia,wykorzystywanie dzieci do zemsty na byłym partnerze.Mysle ze ten wątek nie powstał po to zeby kogoś obrażać czy krytykować.Tylko po to zeby dzielić sie doświadczeniami,pokazywać innym kobietom co jest trudne i na co maja zwracać uwagę.Uwierzcie ze zaczynanie zycia z nie swoim dzieckiem i pewnie zycie z nim jest trudne.Bardzo.Ale wiem ze trudne jest to rownież dla ojca dziecka,tego biednego dziecka,dla byłej zony.W rodzinie mam tez porzucone kobiety z moimi ukochanymi siostrzenicami.Ale trzeba sobie radzić.Mi bardzo dziewczyny z forum pomogły.Wiem ze powinnam przemyśleć czy jestem w stanie stworzyć dom z nie swoim dzieckiem.Wiem na co mam zwracać uwagę.Boli mnie tylko ze nie mogłam poznać syna mojego faceta wczesniej do czego przyczyniła sie głownie jego matka.Bo teraz byśmy sie juz znali.nie balibyśmy sie siebie nawzajem.I o to mam wielki żal,rownież do mojego K.I powiem jeszcze jedno,nie bede z nim jesli nie zaakceptuje jego dziecka.Bedzie to wszystko bardzo bolesne ale mniej niż ewentualne zycie z kimś kogo sie nie polubi.Ja niestety nie miałam zbyt wielu szan zeby polubić malego

5 875

Odp: Być drugą i macochą

I wisienka na torcie.Babka dziecka powiedziała ze nie życzy sobie zeby mały spotykał sie z jakimiś obcymi babami.Ze nie da małego do telefonu dopóki moj K.nie zadeklaruje ze nie bedzie żadnego kontaktu ze mna.Oczywiscie skończyło sie awantura,wzajemnym straszeniem.Dziecko podobno ma traumę po naszym spotkaniu (przysięgam ze nic złego sie nie wydarzyło poza lekkimi fochami z jego strony a mały opuscil nasze spotkanie uśmiechnięty).Teraz nie odbierają telefonu.Gratuluje wszystkim głupim babom!Ciekawe kto małemu większa traumę funduje.A ja juz nie mam sily????????

5 876

Odp: Być drugą i macochą

Betsi81, sorki, że znów się wtrącam, ale ten Twój K to mega bezjajeczny jest. Pozwolił matce dziecka wykosic się z życia chłopca,  bo jeśli miał prawa rodzicielskie nieograniczone, to nawet sądownie mógł wywalczyć widzenia z nim na normalnych warunkach. Teraz to samo funduje mu babka. Klan wiedzm. Szkoda, że się nie postawił od początku.
Moim zdaniem musicie teraz podjąć męską i ostateczna decyzję, bierzecie go i chowacie, czy zostaje u babki. Jeśli Wy, on jest ojcem, babka mu może skoczyć. Jeśli zostaje tam, nie możecie drażnić lwa i faktycznie widzenia chyba na jej warunkach, dla spokoju Was wszystkich.Póki nie podrosnie.
Nie żałuj tego, że go nie poznałaś wcześniej. Trudno, tego już nie cofniesz. Jeśli chcesz, każdy moment będzie dobry. Nie będzie łatwo, jasne, ale musi jakoś się ułożyć. Możesz mu matkowac, ale nie musisz. Możesz być neutralna, byle przyjazna. Miodu nie będzie, bo wszystkie  dzieci to nie tylko radość,  ale i dużo nerwów smile nie warto się tylko  narzucać,  sztucznośc jest wyczuwalna.

5 877

Odp: Być drugą i macochą
Betsi81 napisał/a:

I wisienka na torcie.Babka dziecka powiedziała ze nie życzy sobie zeby mały spotykał sie z jakimiś obcymi babami.Ze nie da małego do telefonu dopóki moj K.nie zadeklaruje ze nie bedzie żadnego kontaktu ze mna.Oczywiscie skończyło sie awantura,wzajemnym straszeniem.Dziecko podobno ma traumę po naszym spotkaniu (przysięgam ze nic złego sie nie wydarzyło poza lekkimi fochami z jego strony a mały opuscil nasze spotkanie uśmiechnięty).Teraz nie odbierają telefonu.Gratuluje wszystkim głupim babom!Ciekawe kto małemu większa traumę funduje.A ja juz nie mam sily????????

noooo i tak będzie wygladalo twoje życie,jedne maja klopot z eksową,inne z jej mamunią,witaj w królewstwie macoch......

5 878

Odp: Być drugą i macochą

Starlet007.tak.jest bezjajeczny w stosunku do tamtej rodziny.Zawsze tak było.Za to w stosunku do mnie to zupełnie inna bajka choc ja nigdy sie nie podporzadkowalam.Ja żadnej decyzji podjąć nie moge a nigdy w życiu nie powiem ze mały ma zostać u babci bo to nie tak powinno byc,choc w złości na ich wszystkich mnie to kusi.Moze i ja potrzebuje pomocy psychologa ale oni to juz chyba bez psychiatry sie nie obędą.I tak wlasnie najbliżsi członkowie rodziny dziecka tworzą mu pełnie szczęścia.A ja sie czuje coraz bardziej obco i coraz dalej od tego wszystkiego.Mysle ze podjęłam decyzje.Z bólem serca i po whiskey ale nie nadaje sie na macochę.Zwiazek jest chyba po to zeby dawać sobie szczęście.A ja mam tylko ból,moje sprawy sa nieważne a to ja teraz potrzebuje bardzo dużego wsparcia bo niestety mocno zachorowałam.Trzymajcie sie i trzymajcie za mnie kciuki

5 879

Odp: Być drugą i macochą

Nie jestem ani drugą żoną ani macochą ale postanowiłam się wypowiedzieć. Właśnie mój ojciec jest w drugim związku. Jego pierwsza żona nie jest moją matką. Mam przyrodniego brata, z którym nie mam kontaktu ponieważ właśnie jego matka go utrudnia. Ale wracając do tematu- z obserwacji wiem że na początku w małżeństwie rodziców nie było kolorowo, po jakimś czasie chcieli się nawet rozstać ponieważ poprzednia żona mojego ojca,  starała się namieszać bardzo (z tego co wiem).Rodzice do tej pory są małżeństwem, przetrwali. Jeśli mogę coś doradzić to  to żeby nie zrażać się niechęcią dzieci partnera, powinna być tylko chwilowa. Trzeba zapewnić je o tym że nie jesteś wrogiem i nie masz zamiaru odbierać ani psuć niczego w relacjach z ojcem. Szczera rozmowa pomaga, chyba że trafiło się na wyjątkowo trudne dzieci, aczkolwiek nie wydaje mi się. Warto by było by również ojciec z nimi porozmawiał i oswoił z nową sytuacją. Pozdrawiam.

5 880 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-08-10 12:33:44)

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny wakacje sie nam kończą,rozumiem wszystko,ze plaza,wyjazdy,urlopy,ale wypadałoby skrobnąć jak tam sie sprawy rodzinno-pasierbowe poukladaly.....

u nas skonczylo sie na obrazie majestatu naszej gwiazdy,która oczywiscie wiedziala kiedy maz będzie mial urlop i zjechała do naszego miasta na spotkanie,no bo przecież wszystko powinno sie kręcić wokól jej tyłka a tu.......zonk.......w tym terminie bylismy juz na wczasach od dni kilku.....zaczelo sie dobijanie,telefony,a czemu ktoś smial sobie zaplanować urlop wtedy gdy ona będzie,czemu nie bylo transparentów i wiwatow,dlaczego mój mąż nie liczy sie z nią,ze ma swoje życie,ze o a nie jest jego centrum....pretensje i wbijanie w poczucie winy......skutek-zerowy....o dziwo......bawiliśmy sie super i tak to do spotkania nie doszło a w zamyśle byla proba naciągnięcia męża na kolejny durny pomyśl leniwego nieroba i to bylo chyba glownym powodem wściekłości a nie uczucia corci

5 881

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Dziewczyny!
Jestem kandydatką na macochę i w związku z tym, że nie do końca potrafię się w tym odnaleźć, zaczęłam szukać w sieci porad dla partnerek dzieciatych facetów, no i tak trafiłam na to forum...
Moja sytuacja wydawałoby się, że nie jest taka najgorsza - 13-letni syn mojego partnera jest pozytywnie nastawiony do kolejnych związków ojca, a to chyba połowa sukcesu. Ale niestety dla mnie wcale nie jest tak różowo...  Mój partner rozwiódł się kilka lat temu, po rozwodzie miał jeszcze partnerkę, która była "miłością jego życia", ale źle go traktowała, nie potrafiła do końca zaakceptować faktu, że ma syna i ostatecznie po kilku latach wspólnego życia rozstali się.

Nas niestety nie połączyło ze sobą równie płomienne uczucie - zaczęliśmy się spotykać na przyjacielskiej płaszczyźnie, później okazało się, że fajnie dopasowaliśmy się pod względem preferencji seksualnych, a potem to już jakoś poszło i zaangażowaliśmy się uczuciowo. W końcu doszliśmy do momentu, w którym trzeba zadecydować czy myślimy o sobie poważnie i czy planujemy jakąs wspólną przyszłość  (ślub i dzieci to baaaaaaaardzo daleka perspektywa). No i mam ogromną rozterkę. Jestem osobą, która nigdy nie chciała być z mężczyzną, który już ma dzieci - powodów jest dużo. Po pierwsze na razie nie chce mieć swoich dzieci i nie wiem czy kiedykolwiek będę chciała je mieć. Po drugie mam trochę zwichrowaną historię, jestem bezdzietną singielką, ale życie mnie już wystarczająco mocno doświadczyło i moim marzeniem jest trwały i stabilny związek z kimś, kto naprawdę będzie mnie kochał i będę w jego życiu tą najważniejszą osobą. Chciałabym być z kimś, u czyjego boku znalazłabym nie tylko szczęście, ale i spokój.

Mój partner jest fantastycznym facetem i wspaniałym ojcem. Poświęca synowi wszystko co ma - każdą wolną minutę, każdą wolną złotówkę, co tylko może. I z jednej strony bardzo mi to imponuje, a z drugiej zastanawiam się czy ja się po prostu odnajdę w związku, w którym na pierwszym miejscu jest syn, a potem długo, długo, długo nic i ewentualnie partnerka. On oczywiście twierdzi, że to są różne miłości i mamy w jego sercu równorzędne miejsca, ale to są tylko słowa... Za którymi nie idą czyny. Rozumiem, ze nie jestem jego wielką miłością i syn jest i będzie najważniejszy, ale przytłacza mnie to drugie, wyraźnie gorsze miejsce w jego życiu. Nie chcę kiedykolwiek stawać między nimi, nie chcę też otrzymywać czegoś kosztem dziecka, ale wszystko wskazuje na to, że jeśli zdecyduje sie na poważny związek, to będę musiała walczyć "o to, co moje". Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji - zwłaszcza, że nie jestem jeszcze taka stara (mam 30 lat) i mogłabym ułożyć sobie jeszcze życie z kimś, kto nie musiałby dzielić swojego zaangażowania pomiędzy mnie, a dziecko. Rozmawialiśmy o tym poważnie, powiedział że ze mu zależy, chce sobie ułożyć życie, mieć jeszcze jedno dziecko, ale chce być też dobrym ojcem. Po tej rozmowie zaplanowaliśmy wspólne wakacje, on ma teraz trudną sytuację materialną, więc zadecydowaliśmy, że wyskoczymy gdzieś na kilka dni samochodem i on z synem też gdzieś samochodem wyskoczy. Po czym wczoraj mi oznajmia, że leci z synem na egzotyczne wakacje na inny kontynent... I po prostu mi wszystko opadło. Nie powiedziałam ani słowa, bo przecież nie będę się awanturować, że chce zabrać dziecko w fajne miejsce - ale jak pomyślałam, że ze mną chce się tłuc x kilometrów samochodem, mimo że moje zdrowie średnio na to pozwala, to poczułam się naprawdę podle. Tym bardziej, że podobnych sytuacji było już wiele.

Dziewczyny, czy to ma sens? Wchodzić w taki związek i głośno sie domagać jakiegoś równouprawnienia i walczyć o swoje czy dać sobie spokój? Pytam Was, bo macie więcej doświadczenia i może ja nie powinnam się unosić, tylko uzbroić w cierpliwość w nadziei, że on widząc moje zaangażowanie i to że traktuje nasz związek poważnie, będzie mi potrafił okazać, że naprawdę jestem kimś ważnym w jego życiu? Bo na razie to czuję, że życie w trójkącie mnie przerasta i chyba nie jestem na tyle dojrzała, żeby zaakceptować taki układ. Nie chce żyć na huśtawce i bujać się od wspaniałych chwil razem, do poczucia żalu, że moje potrzeby są zawsze na drugim miejscu sad

5 882

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, to że potrzeby dziecka będą najważniejsze, to nie musi oznaczać, że on Cię mniej kocha. Kocha inaczej, zresztą sama to napisałaś, natomiast za dziecko jest dodatkowo odpowiedzialny. Rozumiem, że sytuacja z wakacjami nieprzyjemna dla Ciebie, ale jakby to wyglądało odwrotnie? Jakby syna zabrał gdzieś tam samochodem, a z Tobą poleciał w tropiki? Po prostu źle. A to dlatego, że to dziecko ma ojca od zaspokajania potrzeb i jest od niego całkowicie zależne.
To może zabrzmi niefajnie i macochy mnie tradycyjnie zlinczują, ale to nie jest tak, że zakładasz z nim nową rodzinę. Nie, Ty wchodzisz do układu on + dziecko. Bo nie może być odwrotnie - że oni się dopasowują do Ciebie, że teraz Ty jesteś najważniejsza, a nie dziecko. To dziecko ma tylko ojca i nie chodzi mi o to, że ojciec ma mu coś wynagradzać czy skakać wkoło niego, nie. Ale Ty jesteś dorosła i w facecie masz mieć partnera. A dla dziecka w kwestiach materialnych, spędzania czasu, wsparcia itd. ten ojciec jest wszystkim.
Inna opcja, to stać się rodziną całkowicie. Nie wiem, jak wyglądają kontakty z matką, ale mam w rodzinie przykład, gdzie facet po ślubie z moją ciotką adoptował jej syna i faktycznie tworzą "normalną" rodzinę. Ale na to trzeba być gotowym. A jakby nie był, to nie ma prawa wymagać, żeby ciotka nie zrobiła czegoś dla dziecka albo żeby on był dla niej ważniejszy od niego.

5 883 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-08-15 18:25:24)

Odp: Być drugą i macochą
Vesna29 napisał/a:

Cześć Dziewczyny!
Jestem kandydatką na macochę i w związku z tym, że nie do końca potrafię się w tym odnaleźć, zaczęłam szukać w sieci porad dla partnerek dzieciatych facetów, no i tak trafiłam na to forum...
Moja sytuacja wydawałoby się, że nie jest taka najgorsza - 13-letni syn mojego partnera jest pozytywnie nastawiony do kolejnych związków ojca, a to chyba połowa sukcesu. Ale niestety dla mnie wcale nie jest tak różowo...  Mój partner rozwiódł się kilka lat temu, po rozwodzie miał jeszcze partnerkę, która była "miłością jego życia", ale źle go traktowała, nie potrafiła do końca zaakceptować faktu, że ma syna i ostatecznie po kilku latach wspólnego życia rozstali się.

Nas niestety nie połączyło ze sobą równie płomienne uczucie - zaczęliśmy się spotykać na przyjacielskiej płaszczyźnie, później okazało się, że fajnie dopasowaliśmy się pod względem preferencji seksualnych, a potem to już jakoś poszło i zaangażowaliśmy się uczuciowo. W końcu doszliśmy do momentu, w którym trzeba zadecydować czy myślimy o sobie poważnie i czy planujemy jakąs wspólną przyszłość  (ślub i dzieci to baaaaaaaardzo daleka perspektywa). No i mam ogromną rozterkę. Jestem osobą, która nigdy nie chciała być z mężczyzną, który już ma dzieci - powodów jest dużo. Po pierwsze na razie nie chce mieć swoich dzieci i nie wiem czy kiedykolwiek będę chciała je mieć. Po drugie mam trochę zwichrowaną historię, jestem bezdzietną singielką, ale życie mnie już wystarczająco mocno doświadczyło i moim marzeniem jest trwały i stabilny związek z kimś, kto naprawdę będzie mnie kochał i będę w jego życiu tą najważniejszą osobą. Chciałabym być z kimś, u czyjego boku znalazłabym nie tylko szczęście, ale i spokój.

Mój partner jest fantastycznym facetem i wspaniałym ojcem. Poświęca synowi wszystko co ma - każdą wolną minutę, każdą wolną złotówkę, co tylko może. I z jednej strony bardzo mi to imponuje, a z drugiej zastanawiam się czy ja się po prostu odnajdę w związku, w którym na pierwszym miejscu jest syn, a potem długo, długo, długo nic i ewentualnie partnerka. On oczywiście twierdzi, że to są różne miłości i mamy w jego sercu równorzędne miejsca, ale to są tylko słowa... Za którymi nie idą czyny. Rozumiem, ze nie jestem jego wielką miłością i syn jest i będzie najważniejszy, ale przytłacza mnie to drugie, wyraźnie gorsze miejsce w jego życiu. Nie chcę kiedykolwiek stawać między nimi, nie chcę też otrzymywać czegoś kosztem dziecka, ale wszystko wskazuje na to, że jeśli zdecyduje sie na poważny związek, to będę musiała walczyć "o to, co moje". Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji - zwłaszcza, że nie jestem jeszcze taka stara (mam 30 lat) i mogłabym ułożyć sobie jeszcze życie z kimś, kto nie musiałby dzielić swojego zaangażowania pomiędzy mnie, a dziecko. Rozmawialiśmy o tym poważnie, powiedział że ze mu zależy, chce sobie ułożyć życie, mieć jeszcze jedno dziecko, ale chce być też dobrym ojcem. Po tej rozmowie zaplanowaliśmy wspólne wakacje, on ma teraz trudną sytuację materialną, więc zadecydowaliśmy, że wyskoczymy gdzieś na kilka dni samochodem i on z synem też gdzieś samochodem wyskoczy. Po czym wczoraj mi oznajmia, że leci z synem na egzotyczne wakacje na inny kontynent... I po prostu mi wszystko opadło. Nie powiedziałam ani słowa, bo przecież nie będę się awanturować, że chce zabrać dziecko w fajne miejsce - ale jak pomyślałam, że ze mną chce się tłuc x kilometrów samochodem, mimo że moje zdrowie średnio na to pozwala, to poczułam się naprawdę podle. Tym bardziej, że podobnych sytuacji było już wiele.

Dziewczyny, czy to ma sens? Wchodzić w taki związek i głośno sie domagać jakiegoś równouprawnienia i walczyć o swoje czy dać sobie spokój? Pytam Was, bo macie więcej doświadczenia i może ja nie powinnam się unosić, tylko uzbroić w cierpliwość w nadziei, że on widząc moje zaangażowanie i to że traktuje nasz związek poważnie, będzie mi potrafił okazać, że naprawdę jestem kimś ważnym w jego życiu? Bo na razie to czuję, że życie w trójkącie mnie przerasta i chyba nie jestem na tyle dojrzała, żeby zaakceptować taki układ. Nie chce żyć na huśtawce i bujać się od wspaniałych chwil razem, do poczucia żalu, że moje potrzeby są zawsze na drugim miejscu sad

no i takie wlasnie zycie cie czeka,syn-tatus ,potem dlugo nic,a potem ty......chyba ze wywalczysz sobie(tak,tak to nie jest slowo na wyrost) lepsze miejsce w hierarchii.....

jak chcesz to sie mozesz i uzbroic w cierpliwosc  ,malo,mozesz nawet zalożyc wlosienice i umartwiac sie bardziej ,to twoje zycie ,jedyne jakie masz,ty wiesz najlepiej jak chcesz je przezyc......czy z cudzym dzieckiem w tle.........chociaz to w sumie w twojej sytuacji chybione porownanie,bo to co nam opisalas swiadczy o tym ze ty jestes w tle.....

jesli juz przerata cie zycie w tym ,jak napisalas trojkacie,to zamknij te drzwi,bo lepiej nie bedzie,problemy to sie zaczna,teraz jestescie tak jakby na luzie,wyobraz sobie codziennosc,juz nie mowie ze mieszkanie z tym dzieciakiem,ale odziennosc z jego problemami,ze spotkaniami,z jakas baba w tle, co ci bede mowic,gowniana sytuacja taki zwiazek z facetem z przychowkiem............i wierz mi nie przesadzam.......

5 884 Ostatnio edytowany przez Vesna29 (2015-08-16 21:59:20)

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuje Wam za odpowiedź. Myślę, że wszystko byłoby mi łatwiej poukładać, gdyby nas łączyło jakieś płomienne uczucie. To naprawdę bardzo fajny, dobry i mądry facet, ale mam duże obawy przed decyzją tworzenia z nim związku, (po części ) z rozsądku, w którym ja muszę się dostosować do rodziny, jaką oni obaj stanowią. Tym bardziej, ze mój partner nie widzi żadnego problemu - uważa, że "dzieci są po to żeby je kochać, nie ważne czyje są". Choć jest to teoria wygodna tylko w jedną stronę, jak się samemu ma dziecko i jest się z partnerem, który dzieci nie ma... Tak że na zrozumienie z jego strony nie bardzo mogę liczyć - on uważa że problemu nie ma, bo z dzieckiem spędza tylko dzień-dwa w tygodniu + co drugi weekend, natomiast nie rozumie wcale że to nie o spędzanie czasu chodzi, tylko bardziej sferę emocjonalną i w ogóle całokształt życia w trójkącie. Jego poprzedni związek w dużej mierze rozpadł się przez zazdrość o dziecko i niestety nie podziałało to tak, że on sobie pewne sprawy przemyślał, tylko odwrotnie - jeszcze bardziej się utwierdził, że warto "inwestować" przede wszystkim w syna.

Chciałam po prostu się od Was dowiedzieć, czy to początki są takie trudne i warto dać sobie czas, żeby to jakoś sobie poukładać czy wręcz przeciwnie - jeśli już teraz czuję się z tym niekomfortowo delikatnie mówiąc, to potem będzie już tylko gorzej? Ja wiem, że wszystko zależy od ludzi i konkretnej sytuacji, ale czasem historie lubią sie powtarzać, a ja staram się uczyć na cudzych błędach smile

Powiem Wam szczerze, że nawet nie wiem jak miałabym się zachowywać w stosunku do jego syna. Starać się być kumpelą, całkowicie zdystansować, tak jak jego ex partnerka czy po prostu być tylko sympatyczną "partnerką ojca". Całkowity mętlik w głowie...

Odnośnie tego, co napisała Eileen:
1. Co do wycieczki - to myślę, że mógł po prostu rozplanować te kilka tysięcy tak, żeby wystarczyło na fajne zagraniczne wczasy dla nich obu i jeszcze na wycieczkę ze mną. Tak by było chyba sprawiedliwie i osiągnąłby złoty środek? A nie, że dla syna się zadłuża i bierze kredyty, a mnie proponuje coś trzy standardy niżej. To po prostu nie jest fair moim zdaniem i dlatego było mi przykro...

2. Dziecko od zaspokajania potrzeb ma także matkę i uważam, że powinni się tym dzielić w miarę po równo. A nie że np. matka nie funduje mu wcale wakacji, a młody sobie życzy wypoczynku na Karaibach i ojciec staje na głowie, żeby to życzenie "zaspokoić". Jest chyba jakaś granica zaspokajania i granica potrzeb.

3. Wiem, że teraz wchodzę do układu on + dziecko. A co jeśli hipotetycznie ja z nim założę nową rodzinę i będziemy mieli np. troje wspólnych dzieci? Role się nie odwrócą i nie będzie tak, że to młody będzie się musiał dostosować do nowych obowiązków ojca? smile

5 885

Odp: Być drugą i macochą

1. Serio, musiał wziąć kredyt na te wakacje z synem czy to tylko dla żywszego obrazu? tongue Bo jeśli tak, to uważasz, że powinien wziąć albo taki sam kredyt i wydać połowę na syna, a połowę na wakacje z Tobą = uważasz, że powinien brać kredyt na wakacje z Tobą, albo powinien wziąć kredyt jeszcze większy = tak samo.

2. Tak, ma matkę od zaspokajania potrzeb również. Wycieczka na Karaiby nie jest nawet żadną potrzebą tylko zachcianką, bym powiedziała. Z tym że to jest podejście, którego u macoch nie rozumiem (bo nie pierwszy raz to widzę tongue) - jakby wakacje z dzieckiem były przykrym obowiązkiem. Ani nie są przykre, ani obowiązkiem. Więc jeśli matka nie zamierza dać na wakacje, to czy to ma znaczyć, że ojciec na wakacje w ogóle z dzieckiem nie pojedzie? To już nie chodzi nawet o to, czy dziecko pojedzie, czy nie, ale o to, że taki argument niejako broni wyjazdów, jeśli i matka, i ojciec nie zapłacą. Co jest dla mnie bez sensu. Mój ojciec często zabrał kilka razy mojego brata na wycieczkę zagraniczną i nie prosił moją matkę o pieniądze. Tak samo mama parę razy nas zabrała na wakacje - też okej. Inaczej było, jak np. jechałam na wycieczkę szkolną, na obóz czy wspólny wyjazd na narty (zdarzało im się po rozwodzie nas zabierać razem) - wtedy był podany koszt i zrzuta. Ale jak któreś z nich CHCIAŁO jechać samo, wymyśliło sobie wyjazd, to nie żądało, że drugie ma się dokładać na dziecko/dzieci. Poza tym co, jeśli i matka i ojciec chcą zabrać gdzieś dziecko? I np. matkę stać na wyjazd na Teneryfę, a ojca na biwak? To ojciec ma dorzucić np. 2000 zł, BO TAK, a matka wystarczy, że rzuci 500 zł? Bo inaczej nie ma wyjazdu, koniec? I mają po rozwodzie dostosowywać wyjazdy do siebie i swoich możliwości nadal?

3. Jak założysz z nim rodzinę, to nie dziecko będzie się musiało dostosowywać, tylko ojciec będzie musiał zadbać, żeby żadnemu nie brakowało (ojca/czasu, nie pieniędzy tongue - bo o pieniądze to razem z matką, aczkolwiek nie sądzę, żeby fakt posiadania trójki dzieci wpłynął na potrzeby pierwszego dziecka, więc o ile np. nei dostaje teraz alimentów rzędu dziecka milionera, zapewniających zachcianki itd., a wyłącznie podstawowe potrzeby, to te potrzeby się nie zmienią). Tak czy siak, to nie to dziecko się będzie miało dostosowywać, tak samo jak Wasze dzieci nie będą się musiały dostosowywać - od tego jest ojciec. Żeby to ogarnąć ładnie. wink Z tym że wtedy faktycznie, jeśli Was zabierze pod namiot, a swoje dziecko będzie próbował na Karaiby, to brzydko... Z drugiej strony to też kwestia finansów, bo jeśli (nie mówię już o Was i potencjalnej rodzinie, tylko ogólnie) facet zarabiałby np. 15 tys., a jego partnera 1,5 tys. i wyliczałaby mu prezenty zrobione jego dziecku, to uhm...

5 886

Odp: Być drugą i macochą

"Byc druga i macocha" to baaaaardzo trudna sprawa, przynajmniej dla mnie.  Jesli pozwolicie podziele sie moim doswiadczeniem na ten temat i chetnie przyjme  od Was porady i podpowiedzi. Jestem w zwiazku od 15 lat /od 7 lat formalnym-malzenstwo/. Oboje mielismy dzieci. Ja mialam corke juz pelnoletnia, moj partner mial syna, ktorego przez lata wychowywal sam. Mieszkam poza granicami Kraju, corka mieszkala zawsze w Polsce, do mnie przyjezdzala na okres wakacji. Kiedy poznalismy sie oboje z mezem bylismy dojrzalymi ludzmi, po rozwodach. Postanowilismy zamieszkac razem. Mimo, ze moj maz mial wlasne mieszkanie, wynajelismy mieszkanie azeby dac czas synowi mojego meza do zaakceptowania mnie w ich zyciu. On zostal w mieszkaniu ojca tak, jak bylo do tej pory. Kiedy poznalam"pasierba" mial 27 lat - ok. Od samego poczatku naszej znajomosci trzymal dystans, nawet przesadny dystans. Reagowalam tak, jak wtedy wydawalo mi sie powinnam. Bylam zyczliwa, serdeczna. Zapraszalam syna na obiady /mieszkalismy bardzo bisko/ , slowem staralam sie nawiazac pewna nic zrozumienia, zaznajomic jego ze mna, a mnie z nim. Moj maz jest "niedzisiejszym" czlowiekiem. Jest bardzo spokojnego usposobienia o niebianskiej cierpliwosci, slowem jest bardzo dobrym czlowiekiem.  Jego syn natomiast jest manipulantem podsycajacym w ojcu i tak juz wystarczajaco mocne poczucie winy i wyrzuty sumienia wobec swojego dziecka, ze pochodzi z rozbitej rodziny. Dodam, ze matka mojego "pasierba" mieszkajaca kilkanascie kilometrow dalej nigdy sie nie interesowala losami syna od 9-go roku zycia, kiedy to zostal przy ojcu. W tym przypadku nie sad zdecydowal o sytuacji lecz ona sama. Mieli dwoch synow i przy rozstaniu jednego z nich /mlodszego/ zabrala, drugi zostal z ojcem.  Nie chcac narazac dziecka na przykre i traumatyczne przezycia moj obecny maz zrezygnowal zupelnie ze swojego osobistego zycia na okres ok 20 lat.  W krotkim okresie po tym jak poznalam meza, moja corka zareczyla sie i po dwoch latach wyszla za maz /w Polsce/. Byl to czas kiedy nie przyjezdzala do mnie poniewaz chciala ulozyc sobie swoje zycie.  Razem z mezem mielismy z nia kontakt /Skype, telefony, paczki etc./. Moj "pasierb" okazal sie byc o to zazdrosny i doszlo miedzy nimi do ostrej wymiany slow. Przypominam, ze byl to juz wtedy czlowiek 27/28-letni. Syn mojego meza jest kompletnie aspoleczny, ma ogromne poczucie odrzycenia ze strony matki, mnostwo kompleksow i problemy z emocjami. Jest przy tym zazdrosny i zawistny o wszystko i wszystkich. Po roku mieszkania oddzielnie maz zdecydowal, ze to bez sensu w bloto wyrzucac pieniadze podczas kiedy przeciez on ma wlasne ,odpowiednio duze mieszkanie i zamieszkalismy tam .....razem z jego synem.  Pierwasza reakcja byla taka, ze sobie "dziecko" kupilo oddzielna lodowke, zrbym mu nie podjadala . Chodzil po mieszkaniu naburmuszony, nic mu sie nie podobalo co mialo ze mna zwiazek i ironizowal jak tylko mogl zachowania ojca tak wobec mnie jak i wogole. Dodam, ze przez caly ten czas obowiazki gospodyni domu, ktore na mnie spoczywaly, obejmowaly rowniez pranie unran "pasierba", sprzatanie calego mieszkania czyli jego pokoju tez etc.  Tylko jedzenie mielismy oddzielne, no i on oczywiscie do zadnych oplat siee nie dorzucal. Ai to oddzielne jedzenie bylo na jego zyczenie. Mijaly lata i mur jaki sobie postawil syn mojego meza miedzy mna a nim samy, robil sie coraz wyzszy. Nie bede opisywala szcegolow, doszlo do tego, ze "dziecko" 30 juz letnie wyprowadzilo sie do babci, matki mojego meza. ...nie, nie, nie na skutek zadnej awantury. Zmarl moj tesc, a poniewaz babcia bala sie sama w domu byc poprosila wnuka i w nagrode zapisala mu dom po jej smierci. Wszystko wskazywalo by na to, ze od tej pory bedzie juz sielanka. Nikt nikomu nie zachodzi drogi, mieszkamy oddzielnie etc. Syn meza przyjezdzal do nas, my jezdzilismy do tesciowej i tak minelo pare lat. Zawsze podczas naszych wizyt czy tez przy jego wizycie u na bywal uszczypliwy i arogancki. Staralam sie nie nadawac temu wagi i tak powoli zycie plynelo dalej. Moj maz bardzo kocha swojego syna, jednak jest bardzo obiektywny i widzi jego zachowanie i podejscie do mnie. Wiele razy staral sie z nim rozmawiac, jednak bez skutku. Jego syn jest arogancki, zlosliwy wrecz beszczelny wobec mnie kiedy tylko ma okazje. Wmiedzyczasie moje corka zalozyla rodziene, mam piekna i slodka wnuczke. Jej zycie toczy sie w Polsce i tak od czasu do czasu do Polski jade zobaczyc mame, corke z rodzina, rodzenstwo. Ten fakt bardzo drazni mojego "pasierba", ktory uwaza, ze ja wykorzystuje finansowo jego ojca /zaznaczam przy tym, ze ja tez caly czas pracuje/. Zlosliwe uwagi sa na porzadku dziennym. Nieukrywana zazdrosc etc.
W chwili obecnej syn mojego meza ma 41 lat. Wdalszym ciagu prowadzi ze mna "cicha wojne o ojca". Kpi na temat naszego zwiazku, a ostatnio stal sie agresywny wobec mnie. Moje tesciowa na poczatku tego roku odeszla z tego swiata, teraz wnuczek mieszka tam sam. Na poczatku z kazdym bolem ..... wydzwanial po ojca. Targalismy sie tam co chwile, bylismy, czy tez nie bylismy zmeczeni. Ktoregos dnia zaczal swoim zwyczajem swoje zlowsliwosci i ja nie wytrzymalam i sie "postawilam".  Stwierdzil wiec, ze nie moze na mnie patrzec, nie zyczy sobie mnie w swoim domu i.....tyle go widzialam. Kosekwencje rozwodow bardzo roznie odbijaja sie na dzieciach z tych rozbitych zwiazkow. Jest bardzo trudno byc "dobra macocha". Mnie juz braklo sil.....

5 887

Odp: Być drugą i macochą
Vesna29 napisał/a:

Dziękuje Wam za odpowiedź. Myślę, że wszystko byłoby mi łatwiej poukładać, gdyby nas łączyło jakieś płomienne uczucie. To naprawdę bardzo fajny, dobry i mądry facet, ale mam duże obawy przed decyzją tworzenia z nim związku, (po części ) z rozsądku, w którym ja muszę się dostosować do rodziny, jaką oni obaj stanowią. Tym bardziej, ze mój partner nie widzi żadnego problemu - uważa, że "dzieci są po to żeby je kochać, nie ważne czyje są". Choć jest to teoria wygodna tylko w jedną stronę, jak się samemu ma dziecko i jest się z partnerem, który dzieci nie ma... Tak że na zrozumienie z jego strony nie bardzo mogę liczyć - on uważa że problemu nie ma, bo z dzieckiem spędza tylko dzień-dwa w tygodniu + co drugi weekend, natomiast nie rozumie wcale że to nie o spędzanie czasu chodzi, tylko bardziej sferę emocjonalną i w ogóle całokształt życia w trójkącie. Jego poprzedni związek w dużej mierze rozpadł się przez zazdrość o dziecko i niestety nie podziałało to tak, że on sobie pewne sprawy przemyślał, tylko odwrotnie - jeszcze bardziej się utwierdził, że warto "inwestować" przede wszystkim w syna.

Chciałam po prostu się od Was dowiedzieć, czy to początki są takie trudne i warto dać sobie czas, żeby to jakoś sobie poukładać czy wręcz przeciwnie - jeśli już teraz czuję się z tym niekomfortowo delikatnie mówiąc, to potem będzie już tylko gorzej? Ja wiem, że wszystko zależy od ludzi i konkretnej sytuacji, ale czasem historie lubią sie powtarzać, a ja staram się uczyć na cudzych błędach smile

Powiem Wam szczerze, że nawet nie wiem jak miałabym się zachowywać w stosunku do jego syna. Starać się być kumpelą, całkowicie zdystansować, tak jak jego ex partnerka czy po prostu być tylko sympatyczną "partnerką ojca". Całkowity mętlik w głowie...

Odnośnie tego, co napisała Eileen:
1. Co do wycieczki - to myślę, że mógł po prostu rozplanować te kilka tysięcy tak, żeby wystarczyło na fajne zagraniczne wczasy dla nich obu i jeszcze na wycieczkę ze mną. Tak by było chyba sprawiedliwie i osiągnąłby złoty środek? A nie, że dla syna się zadłuża i bierze kredyty, a mnie proponuje coś trzy standardy niżej. To po prostu nie jest fair moim zdaniem i dlatego było mi przykro...

2. Dziecko od zaspokajania potrzeb ma także matkę i uważam, że powinni się tym dzielić w miarę po równo. A nie że np. matka nie funduje mu wcale wakacji, a młody sobie życzy wypoczynku na Karaibach i ojciec staje na głowie, żeby to życzenie "zaspokoić". Jest chyba jakaś granica zaspokajania i granica potrzeb.

3. Wiem, że teraz wchodzę do układu on + dziecko. A co jeśli hipotetycznie ja z nim założę nową rodzinę i będziemy mieli np. troje wspólnych dzieci? Role się nie odwrócą i nie będzie tak, że to młody będzie się musiał dostosować do nowych obowiązków ojca? smile


Vesna , uciekaj moja droga jak najdalej !
Ja żyję w podobnym związku , z tą różnicą że nie miałam szansy zauważyć tego zjawiska przed... dopiero w trakcie .

Napisałaś ze szczegółami czego oczekujesz od związku i partnera , nie dostaniesz tego nigdy z tym facetem.
Rozumiem doskonale Twoje obiekcje i żal - przezywałam to samo , mój partner kupował synowi zabawki po kilkaset zł a mnie na urodziny antyperspirant... bo nie miał kasy.
Tu nie chodzi o samą kasę tylko widzenie potrzeb wszystkich - a Twój partner jak i mój widzą tylko siebie i  swoich synów .
Według mnie jest to próba wynagrodzenia sobie / dziecku faktu nie mieszkania razem .
Mój psycholog nazywa to hodowaniem dzieci a nie wychowaniem.

Historia poprzedniego nieudanego związku Twojego faceta i powodu dla którego się rozstali mówi sama za siebie - nawet prawdziwa miłość tego nie udźwignęła .
Mnie tez zarzucają że jestem zazdrosna o dziecko, że przecież dziecko jest biedne bo rodzice się rozwiedli , że przecież ojciec musi i chce utrzymywać syna... i tak dalej... ojciec ma kasę dla syna ale już nie koniecznie dla nas ..

Po 7 latach związku sytuacja wygląda tak - wakacje osobno- on ze swoim synem , później nie ma kasy na nasz wyjazd.. wcześniej ja finansowałam w większej części wspólne ( z dziećmi ) .. ale pierwszy rok powiedziałam koniec .
Syn mojego M ma 9  lat teraz , każdy urlop pod jego dyktando... co chce i jak chce . Dla mnie zero odpoczynku.
Ja mam dorosłego syna (18 lat )... jestem po rozwodzie i powiem Ci że tego samego oczekuję od związku i faceta .

5 888

Odp: Być drugą i macochą
ewaki napisał/a:

"Byc druga i macocha" to baaaaardzo trudna sprawa, przynajmniej dla mnie.  Jesli pozwolicie podziele sie moim doswiadczeniem na ten temat i chetnie przyjme  od Was porady i podpowiedzi. Jestem w zwiazku od 15 lat /od 7 lat formalnym-malzenstwo/. Oboje mielismy dzieci. Ja mialam corke juz pelnoletnia, moj partner mial syna, ktorego przez lata wychowywal sam. Mieszkam poza granicami Kraju, corka mieszkala zawsze w Polsce, do mnie przyjezdzala na okres wakacji. Kiedy poznalismy sie oboje z mezem bylismy dojrzalymi ludzmi, po rozwodach. Postanowilismy zamieszkac razem. Mimo, ze moj maz mial wlasne mieszkanie, wynajelismy mieszkanie azeby dac czas synowi mojego meza do zaakceptowania mnie w ich zyciu. On zostal w mieszkaniu ojca tak, jak bylo do tej pory. Kiedy poznalam"pasierba" mial 27 lat - ok. Od samego poczatku naszej znajomosci trzymal dystans, nawet przesadny dystans. Reagowalam tak, jak wtedy wydawalo mi sie powinnam. Bylam zyczliwa, serdeczna. Zapraszalam syna na obiady /mieszkalismy bardzo bisko/ , slowem staralam sie nawiazac pewna nic zrozumienia, zaznajomic jego ze mna, a mnie z nim. Moj maz jest "niedzisiejszym" czlowiekiem. Jest bardzo spokojnego usposobienia o niebianskiej cierpliwosci, slowem jest bardzo dobrym czlowiekiem.  Jego syn natomiast jest manipulantem podsycajacym w ojcu i tak juz wystarczajaco mocne poczucie winy i wyrzuty sumienia wobec swojego dziecka, ze pochodzi z rozbitej rodziny. Dodam, ze matka mojego "pasierba" mieszkajaca kilkanascie kilometrow dalej nigdy sie nie interesowala losami syna od 9-go roku zycia, kiedy to zostal przy ojcu. W tym przypadku nie sad zdecydowal o sytuacji lecz ona sama. Mieli dwoch synow i przy rozstaniu jednego z nich /mlodszego/ zabrala, drugi zostal z ojcem.  Nie chcac narazac dziecka na przykre i traumatyczne przezycia moj obecny maz zrezygnowal zupelnie ze swojego osobistego zycia na okres ok 20 lat.  W krotkim okresie po tym jak poznalam meza, moja corka zareczyla sie i po dwoch latach wyszla za maz /w Polsce/. Byl to czas kiedy nie przyjezdzala do mnie poniewaz chciala ulozyc sobie swoje zycie.  Razem z mezem mielismy z nia kontakt /Skype, telefony, paczki etc./. Moj "pasierb" okazal sie byc o to zazdrosny i doszlo miedzy nimi do ostrej wymiany slow. Przypominam, ze byl to juz wtedy czlowiek 27/28-letni. Syn mojego meza jest kompletnie aspoleczny, ma ogromne poczucie odrzycenia ze strony matki, mnostwo kompleksow i problemy z emocjami. Jest przy tym zazdrosny i zawistny o wszystko i wszystkich. Po roku mieszkania oddzielnie maz zdecydowal, ze to bez sensu w bloto wyrzucac pieniadze podczas kiedy przeciez on ma wlasne ,odpowiednio duze mieszkanie i zamieszkalismy tam .....razem z jego synem.  Pierwasza reakcja byla taka, ze sobie "dziecko" kupilo oddzielna lodowke, zrbym mu nie podjadala . Chodzil po mieszkaniu naburmuszony, nic mu sie nie podobalo co mialo ze mna zwiazek i ironizowal jak tylko mogl zachowania ojca tak wobec mnie jak i wogole. Dodam, ze przez caly ten czas obowiazki gospodyni domu, ktore na mnie spoczywaly, obejmowaly rowniez pranie unran "pasierba", sprzatanie calego mieszkania czyli jego pokoju tez etc.  Tylko jedzenie mielismy oddzielne, no i on oczywiscie do zadnych oplat siee nie dorzucal. Ai to oddzielne jedzenie bylo na jego zyczenie. Mijaly lata i mur jaki sobie postawil syn mojego meza miedzy mna a nim samy, robil sie coraz wyzszy. Nie bede opisywala szcegolow, doszlo do tego, ze "dziecko" 30 juz letnie wyprowadzilo sie do babci, matki mojego meza. ...nie, nie, nie na skutek zadnej awantury. Zmarl moj tesc, a poniewaz babcia bala sie sama w domu byc poprosila wnuka i w nagrode zapisala mu dom po jej smierci. Wszystko wskazywalo by na to, ze od tej pory bedzie juz sielanka. Nikt nikomu nie zachodzi drogi, mieszkamy oddzielnie etc. Syn meza przyjezdzal do nas, my jezdzilismy do tesciowej i tak minelo pare lat. Zawsze podczas naszych wizyt czy tez przy jego wizycie u na bywal uszczypliwy i arogancki. Staralam sie nie nadawac temu wagi i tak powoli zycie plynelo dalej. Moj maz bardzo kocha swojego syna, jednak jest bardzo obiektywny i widzi jego zachowanie i podejscie do mnie. Wiele razy staral sie z nim rozmawiac, jednak bez skutku. Jego syn jest arogancki, zlosliwy wrecz beszczelny wobec mnie kiedy tylko ma okazje. Wmiedzyczasie moje corka zalozyla rodziene, mam piekna i slodka wnuczke. Jej zycie toczy sie w Polsce i tak od czasu do czasu do Polski jade zobaczyc mame, corke z rodzina, rodzenstwo. Ten fakt bardzo drazni mojego "pasierba", ktory uwaza, ze ja wykorzystuje finansowo jego ojca /zaznaczam przy tym, ze ja tez caly czas pracuje/. Zlosliwe uwagi sa na porzadku dziennym. Nieukrywana zazdrosc etc.
W chwili obecnej syn mojego meza ma 41 lat. Wdalszym ciagu prowadzi ze mna "cicha wojne o ojca". Kpi na temat naszego zwiazku, a ostatnio stal sie agresywny wobec mnie. Moje tesciowa na poczatku tego roku odeszla z tego swiata, teraz wnuczek mieszka tam sam. Na poczatku z kazdym bolem ..... wydzwanial po ojca. Targalismy sie tam co chwile, bylismy, czy tez nie bylismy zmeczeni. Ktoregos dnia zaczal swoim zwyczajem swoje zlowsliwosci i ja nie wytrzymalam i sie "postawilam".  Stwierdzil wiec, ze nie moze na mnie patrzec, nie zyczy sobie mnie w swoim domu i.....tyle go widzialam. Kosekwencje rozwodow bardzo roznie odbijaja sie na dzieciach z tych rozbitych zwiazkow. Jest bardzo trudno byc "dobra macocha". Mnie juz braklo sil.....


Kochana , wyrozumiałą macochą można być dla dziecka , a nie dla dorosłego człowieka , który nie potrafi poradzić sobie w życiu.
Wybacz to co napisze - ale Twój mąż poświęcając te wspomniane przez Ciebie 20 lat swojego życia dla syna,  zrobił mu krzywdę . Odepchnięty przez matkę chłopak oczekiwał wyłączności na ojcu .. żeby wypełnić pustkę .
Teraz możemy gdybać, przeszłości nie mienimy.
Dobrze że masz wsparcie w mężu i jest obiektywny .
Jeśli mogę coś doradzić to - powinniście OBOJE przestać być na skinienie tego ponad 40 letniego dziecka.
Może kiedyś doceni że miał wsparcie w ojcu i jego żonie - a może nie . To jego wybór.
Należy się Wam szacunek a nie szczeniackie zachowania.
I nie obrażałabym się - tylko konsekwentnie mówiła , że nie zgadzam się na takie traktowanie ojca/ jego zony. Jesteś dorosły weź odpowiedzialność za swoje życie i problemy.
Tak się właśnie kończy gdy rozwiedzeni rodzice próbują nieudolnie coś dziecku wynagrodzić ...

5 889

Odp: Być drugą i macochą

Zauważyłyście drogie macochy, że wątek podupadł po tym jak dopadł go trol w osobie lilavvy. Nawet tu zołza Exowa potrafiła namieszać :-)
Chciałam tylko dać znak życia. Żyję, mamy się dobrze i serdecznie pozdrawiam trolówę :-)  Może znalazła już swoje "aspiracje" i sobie stąd poszła, co???

Pozdrawiam ciepło wszystkie :-)

5 890

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zauważyłyście drogie macochy, że wątek podupadł po tym jak dopadł go trol w osobie lilavvy. Nawet tu zołza Exowa potrafiła namieszać :-)
Chciałam tylko dać znak życia. Żyję, mamy się dobrze i serdecznie pozdrawiam trolówę :-)  Może znalazła już swoje "aspiracje" i sobie stąd poszła, co???

Pozdrawiam ciepło wszystkie :-)


Hej Kjim:)
jak wakacje i urlop ? Doszliście do porozumienia w sprawie jego dzieci ?
U mnie stabilnie.
Wakacje spędziliśmy osobno - M z synem i mamusią a ja różnie , ale 2 tyg się nie widzieliśmy i w sumie mało rozmawialiśmy.
Na plus napisze że M wziął 3 tyg urlopu , ten ostatni tydzień spędziliśmy razem w domu , i to było jak dla mnie najlepsze rozwiązanie.
Pozbyłam się całkowicie złudzeń - na M mogę tylko polegać w niewielu sprawach i to raczej drobnych i tylko takich które jego bezpośrednio dotyczą .
Ćwiczę zawzięcie dystansowanie się i ignorowanie  ludzi i tematów,  które mnie gdzieś tam dotykają .
Jestem zadowolona.

Co tam u Zazdrosnej ?

Ściskam ciepło

5 891 Ostatnio edytowany przez Czwórka (2015-09-04 11:21:33)

Odp: Być drugą i macochą

Hej! Jestem tu nowa. Moja historia jest ekstremalnie skomplikowana z uwagi na to że jestem... trzecią żoną. Nie bardzo jeszcze mam odwagę napisać więcej, ale mam do was jedno pytanie:

Jak często macie (albo miałyście w cięższych czasach) jedną myśl: UCIEKAĆ! ?? <w sensie mam dość i niezależnie od kosztów różnego rodzaju po prostu odejść i zostawić M. problemy z ex żonami ich rodzinami, alimentami, byłymi teściami, dziecmi itp?>

Jestem 3 lata w związku i 2 lata po ślubie i z dnia na dzień coraz gorzej, coraz więcej interakcji z ex, coraz więcej alimentów, coraz więcej problemów, coraz mniej zwykłych szczęśliwych chwil.

Cierpiałam żyjąc samotnie przez wiele lat, ale przy moich obecnych problemach moja samotność wydaje mi się dziś rajem...

5 892 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2015-09-04 13:07:20)

Odp: Być drugą i macochą

Czwórka czytalam przed chwilą Twoja wypowiedz sprzed dwóch lat. Na początku wydaje sie, że taki związek ... pffff... co to dla mnie... jestem silna psychicznie i z dobrym podejściem wszystko sie uda. Niestety zycie weryfikuje Twoja odpornośc psychiczna i silny charakter smile Tak naprawdę, ktoś kto nie był w takiej relacji nie ma pojęcia z czym to sie je.

5 893

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

Czwórka czytalam przed chwilą Twoja wypowiedz sprzed dwóch lat. Na początku wydaje sie, że taki związek ... pffff... co to dla mnie... jestem silna psychicznie i z dobrym podejściem wszystko sie uda. Niestety zycie weryfikuje Twoja odpornośc psychiczna i silny charakter smile Tak naprawdę, ktoś kto nie był w takiej relacji nie ma pojęcia z czym to sie je.

z tym, że w moim związku problemy wyraźnie się mnożą i rosną ... przykład jak poznałam M. płacił w sumie na 3 dzieci 2000 zł alimentów, a teraz płaci 5000zł i jeszcze ma jedną sprawę w Sądzie o podwyższenie... to tylko malutki przykład, a tego "mnożenia" problemów doświadczam na każdym froncie...czuję się jakbym przekroczyła granice Rubikonu...a na dodatek M zarzuca mi ciągłe narzekanie...a ja już mam dość!

5 894

Odp: Być drugą i macochą
Czwórka napisał/a:
dafne123 napisał/a:

Czwórka czytalam przed chwilą Twoja wypowiedz sprzed dwóch lat. Na początku wydaje sie, że taki związek ... pffff... co to dla mnie... jestem silna psychicznie i z dobrym podejściem wszystko sie uda. Niestety zycie weryfikuje Twoja odpornośc psychiczna i silny charakter smile Tak naprawdę, ktoś kto nie był w takiej relacji nie ma pojęcia z czym to sie je.

z tym, że w moim związku problemy wyraźnie się mnożą i rosną ... przykład jak poznałam M. płacił w sumie na 3 dzieci 2000 zł alimentów, a teraz płaci 5000zł i jeszcze ma jedną sprawę w Sądzie o podwyższenie... to tylko malutki przykład, a tego "mnożenia" problemów doświadczam na każdym froncie...czuję się jakbym przekroczyła granice Rubikonu...a na dodatek M zarzuca mi ciągłe narzekanie...a ja już mam dość!

ufffff, eksiara razy dwa,alimenty razy trzy,dzieciary razy trzy.......przesrane.....

rozumiem ze swoich dzieci nie macie tj wspólnych?
ty masz z poprzedniego zwiazku?
jeśli na oba pytania będzie odpowiedz przeczaca to jeszcze gorzej.....

nic ci nie mozna poradzic,bo niby co.....nie jest łatwo w takich związkach,finansowo i psychicznie....

gdzieś napisałaś ze bylas pewna ze z dobrym podejściem do dzieci i do tematu dasz rade,AKURAT.....
zapomnij ,nie wiem jak bardzo dokuczają ci eksowe(pośrednio czy bezpośrednio), co oprócz finansow dokucza ci najbardziej,jaka jest twoja relacja z tymi dziećmi....
moze napisz bardziej szczegolowo ,bo co mozna odpowiedzieć jak piszesz,same ogolniki

5 895

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Vesna , uciekaj moja droga jak najdalej !
Ja żyję w podobnym związku , z tą różnicą że nie miałam szansy zauważyć tego zjawiska przed... dopiero w trakcie .

Napisałaś ze szczegółami czego oczekujesz od związku i partnera , nie dostaniesz tego nigdy z tym facetem.
Rozumiem doskonale Twoje obiekcje i żal - przezywałam to samo , mój partner kupował synowi zabawki po kilkaset zł a mnie na urodziny antyperspirant... bo nie miał kasy.
Tu nie chodzi o samą kasę tylko widzenie potrzeb wszystkich - a Twój partner jak i mój widzą tylko siebie i  swoich synów .
Według mnie jest to próba wynagrodzenia sobie / dziecku faktu nie mieszkania razem .
Mój psycholog nazywa to hodowaniem dzieci a nie wychowaniem.

Historia poprzedniego nieudanego związku Twojego faceta i powodu dla którego się rozstali mówi sama za siebie - nawet prawdziwa miłość tego nie udźwignęła .
Mnie tez zarzucają że jestem zazdrosna o dziecko, że przecież dziecko jest biedne bo rodzice się rozwiedli , że przecież ojciec musi i chce utrzymywać syna... i tak dalej... ojciec ma kasę dla syna ale już nie koniecznie dla nas ..

Po 7 latach związku sytuacja wygląda tak - wakacje osobno- on ze swoim synem , później nie ma kasy na nasz wyjazd.. wcześniej ja finansowałam w większej części wspólne ( z dziećmi ) .. ale pierwszy rok powiedziałam koniec .
Syn mojego M ma 9  lat teraz , każdy urlop pod jego dyktando... co chce i jak chce . Dla mnie zero odpoczynku.
Ja mam dorosłego syna (18 lat )... jestem po rozwodzie i powiem Ci że tego samego oczekuję od związku i faceta .


Jakkolwiek to zabrzmi - cieszę się niezmiernie, że ktoś rozumie moją sytuację. Bo na razie wszelkie dążenia do własnego szczęścia stawiają mnie w świetle "tej złej, co chce zabrać dziecku" sad

Doszłam do wniosku, że taki związek nie ma dla mnie sensu. Na dłuższą metę skończyłoby się pewnie tak jak i u Ciebie - a ja jestem jeszcze młoda, mam szansę na związek z kimś, kto nie będzie musiał wybierać. I jest dokładnie tak jak napisałaś, nie chodzi tu przecież o pieniądze same w sobie, tylko fakt, że czyjeś potrzeby są zaspokajane w 200%, a czyjeś w 20% i po prostu nie da się nie mieć o to żalu... Dzisiaj się jeszcze dowiedziałam, że "dla dziecka nigdy nie może zabraknąć". I to jest kwintesencja tego co by mnie czekało w przyszłości. Szkoda mi strasznie, bo facet sam w sobie super, taka perełka, ale nie potrafię i nie chcę dzielić się partnerem w taki sposób - zwłaszcza, że mogę być jeszcze z kimś, kto będzie tworzył rodzinę ze mną i tylko ze mną.

Podziwiam niesamowicie wszystkie dziewczyny, które tak potrafiły poukładać sobie te wszystkie sprawy, że są naprawdę szczęśliwe i realizują się w takich (trudnych!) związkach. Ja nie dałam rady sad

5 896

Odp: Być drugą i macochą
Vesna29 napisał/a:

Podziwiam niesamowicie wszystkie dziewczyny, które tak potrafiły poukładać sobie te wszystkie sprawy, że są naprawdę szczęśliwe i realizują się w takich (trudnych!) związkach. Ja nie dałam rady sad

W większości tych poukładanych przypadków to nie zasługa kobiet w tym zakresie . To ogromna zasługa facetów, którzy potrafią mądrze i rozsądnie rozdzielić miłość, czas, szacunek między swoje dzieci i kobietę, z którą się związali!!!!

5 897 Ostatnio edytowany przez Czwórka (2015-09-06 21:12:02)

Odp: Być drugą i macochą

rozumiem ze swoich dzieci nie macie tj wspólnych?
ty masz z poprzedniego zwiazku?
jeśli na oba pytania będzie odpowiedz przeczaca to jeszcze gorzej.....
zapomnij ,nie wiem jak bardzo dokuczają ci eksowe(pośrednio czy bezpośrednio), co oprócz finansow dokucza ci najbardziej,jaka jest twoja relacja z tymi dziećmi....
moze napisz bardziej szczegolowo ,bo co mozna odpowiedzieć jak piszesz,same ogolniki

nie mam dzieci, ani z poprzednich zwiazkow aniz mezem... przykro mi czesto z tego powodu.. ale myslalam ze to przez ex ktore dokuczaja mi z tego powodu... dlaczego to az tak bardzo zle? myslalam z le to tylko one mnie tak wbijaja w poczucie bycia gorsza z powodu braku dzieci...
co do szczegolow...zalamalam sie bo obydwie byle dzialaja zespolowo (tak zgadaly sie) a moj maz nie rozumie dlaczego ja sie denerwuje i mowi ze zyje jego zyciem zamiast swoim i ze nie umiem o niczym innym mowic i myslec jak jego ex. on mowi ze one nic mi nie robia...a przeciez to przez to co one mu robia to na przyklad nie chce miec wiecej dzieci.

5 898

Odp: Być drugą i macochą
Czwórka napisał/a:

rozumiem ze swoich dzieci nie macie tj wspólnych?
ty masz z poprzedniego zwiazku?
jeśli na oba pytania będzie odpowiedz przeczaca to jeszcze gorzej.....
zapomnij ,nie wiem jak bardzo dokuczają ci eksowe(pośrednio czy bezpośrednio), co oprócz finansow dokucza ci najbardziej,jaka jest twoja relacja z tymi dziećmi....
moze napisz bardziej szczegolowo ,bo co mozna odpowiedzieć jak piszesz,same ogolniki

nie mam dzieci, ani z poprzednich zwiazkow aniz mezem... przykro mi czesto z tego powodu.. ale myslalam ze to przez ex ktore dokuczaja mi z tego powodu... dlaczego to az tak bardzo zle? myslalam z le to tylko one mnie tak wbijaja w poczucie bycia gorsza z powodu braku dzieci...
co do szczegolow...zalamalam sie bo obydwie byle dzialaja zespolowo (tak zgadaly sie) i ostatnio jak maz byl w RDOK w sprawie opieki nad synem to przyszly we dwie (jedna ex poprosila druga zeby jej przypilnowala dziecka) ...do tej pory tylko jako swiadkow sie na sprawach wzywaly wzajemnie...no ale taki numer to ja juz sie boje co bedzie dalej... od tygodnia nie spie z nerwow...dzis znow byl syn mojego meza u nas i powiedzial ze 2 dni temu z mama nocowal u drugiej ex...one znow cos uknuly to pewne. a moj maz nie rozumie dlaczego ja sie denerwuje i mowi ze zyje jego zyciem zamiast swoim i ze nie umiem o niczym innym mowic i myslec jak jego ex. on mowi ze one nic mi nie robia...a przeciez to przez to co one mu robia to na przyklad nie chce miec wiecej dzieci.

ŻLE MNIE ZROZUMIAŁAŚ,to jest zle dla ciebie z tego wzg ze gdybys miala wlasne dzieci skupialabys sie na nich a tak calą swoja uwage skupiasz na CUDZYCH, inaczj mowiac CAŁĄ  SOBĄ ZYJESZ PROBLEMAMI OBCYCH DZIECI  to mialam na mysli
musisz byc bardzo ROZEDRGANA EMOCJONALNIE PRZEZ EKSIARY ZZE TAK TO ODEBRAŁAS.....

sytuacja straszna,dwie eksiary ZAWIĄZAŁY KOALICJE ,a ty jestes slaba jednostka raczej z tego co czytam,one korzystaja na tym ,BO NIC TAK NIE ŁĄCZY JAK WSPÓLNY WRÓG!!!

na dodatek jeszcze ten twoj ON ,sorry cie bardzo ale to  WYBITNA PIERDOŁA ,nie trzyma twojej strony ,mowi ze one nic ci nie robia,MOZE NASWIETL MU TO ODPOWIEDNIO,ZE TO TY MU ROBISZ ŁASKE ZE Z NIM JESTES ,BO TO ZADNA PARTIA,---3 PRZYCHOWKU ,BABSKA RAZY DWA,SADY ,ALIMENTY.............

az sie cisnie na klawiature--WIEJJJJ STAMTAD SZYBCIUCHNO

5 899

Odp: Być drugą i macochą
Vesna29 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Vesna , uciekaj moja droga jak najdalej !
Ja żyję w podobnym związku , z tą różnicą że nie miałam szansy zauważyć tego zjawiska przed... dopiero w trakcie .

Napisałaś ze szczegółami czego oczekujesz od związku i partnera , nie dostaniesz tego nigdy z tym facetem.
Rozumiem doskonale Twoje obiekcje i żal - przezywałam to samo , mój partner kupował synowi zabawki po kilkaset zł a mnie na urodziny antyperspirant... bo nie miał kasy.
Tu nie chodzi o samą kasę tylko widzenie potrzeb wszystkich - a Twój partner jak i mój widzą tylko siebie i  swoich synów .
Według mnie jest to próba wynagrodzenia sobie / dziecku faktu nie mieszkania razem .
Mój psycholog nazywa to hodowaniem dzieci a nie wychowaniem.

Historia poprzedniego nieudanego związku Twojego faceta i powodu dla którego się rozstali mówi sama za siebie - nawet prawdziwa miłość tego nie udźwignęła .
Mnie tez zarzucają że jestem zazdrosna o dziecko, że przecież dziecko jest biedne bo rodzice się rozwiedli , że przecież ojciec musi i chce utrzymywać syna... i tak dalej... ojciec ma kasę dla syna ale już nie koniecznie dla nas ..

Po 7 latach związku sytuacja wygląda tak - wakacje osobno- on ze swoim synem , później nie ma kasy na nasz wyjazd.. wcześniej ja finansowałam w większej części wspólne ( z dziećmi ) .. ale pierwszy rok powiedziałam koniec .
Syn mojego M ma 9  lat teraz , każdy urlop pod jego dyktando... co chce i jak chce . Dla mnie zero odpoczynku.
Ja mam dorosłego syna (18 lat )... jestem po rozwodzie i powiem Ci że tego samego oczekuję od związku i faceta .


Jakkolwiek to zabrzmi - cieszę się niezmiernie, że ktoś rozumie moją sytuację. Bo na razie wszelkie dążenia do własnego szczęścia stawiają mnie w świetle "tej złej, co chce zabrać dziecku" sad

Doszłam do wniosku, że taki związek nie ma dla mnie sensu. Na dłuższą metę skończyłoby się pewnie tak jak i u Ciebie - a ja jestem jeszcze młoda, mam szansę na związek z kimś, kto nie będzie musiał wybierać. I jest dokładnie tak jak napisałaś, nie chodzi tu przecież o pieniądze same w sobie, tylko fakt, że czyjeś potrzeby są zaspokajane w 200%, a czyjeś w 20% i po prostu nie da się nie mieć o to żalu... Dzisiaj się jeszcze dowiedziałam, że "dla dziecka nigdy nie może zabraknąć". I to jest kwintesencja tego co by mnie czekało w przyszłości. Szkoda mi strasznie, bo facet sam w sobie super, taka perełka, ale nie potrafię i nie chcę dzielić się partnerem w taki sposób - zwłaszcza, że mogę być jeszcze z kimś, kto będzie tworzył rodzinę ze mną i tylko ze mną.

Podziwiam niesamowicie wszystkie dziewczyny, które tak potrafiły poukładać sobie te wszystkie sprawy, że są naprawdę szczęśliwe i realizują się w takich (trudnych!) związkach. Ja nie dałam rady sad


Vesna przeczytalam  twoje posty,powiem ci tak ze masz absolutna raccje,rowniez w kwestii ekonomicznej,nie czytaj wypocin dwudziestolatek ktore maja wiedze czysto teoretyczna i staraja sie blysnac na forum teoretycznymi dywgacjami na temat o ktorym bladego pojecia nie maja,nie wdawaj sie w dyskusje z nimi bo to absolutnie niczego nie wniesie poza tym ze ich zamilowanie do grafomanii wzrosnie jeszcze bardziej...;-))

wiedz jedno ,masz prawo byc centurm swiata dla swojego faceta,masz prawo do jego uczuc,wiec jesli nie masz tego z dzieciatym to nawet sobie nie zaprzataj nim glowy,jestes mloda osoba,mozes zaczynac zycie rodzinne od czystej karki ,a nie awantur z jakas obca baba i jej potomstwem,

5 900 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-09-06 12:47:11)

Odp: Być drugą i macochą
Vesna29 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Vesna , uciekaj moja droga jak najdalej !
Ja żyję w podobnym związku , z tą różnicą że nie miałam szansy zauważyć tego zjawiska przed... dopiero w trakcie .

Napisałaś ze szczegółami czego oczekujesz od związku i partnera , nie dostaniesz tego nigdy z tym facetem.
Rozumiem doskonale Twoje obiekcje i żal - przezywałam to samo , mój partner kupował synowi zabawki po kilkaset zł a mnie na urodziny antyperspirant... bo nie miał kasy.
Tu nie chodzi o samą kasę tylko widzenie potrzeb wszystkich - a Twój partner jak i mój widzą tylko siebie i  swoich synów .
Według mnie jest to próba wynagrodzenia sobie / dziecku faktu nie mieszkania razem .
Mój psycholog nazywa to hodowaniem dzieci a nie wychowaniem.

Historia poprzedniego nieudanego związku Twojego faceta i powodu dla którego się rozstali mówi sama za siebie - nawet prawdziwa miłość tego nie udźwignęła .
Mnie tez zarzucają że jestem zazdrosna o dziecko, że przecież dziecko jest biedne bo rodzice się rozwiedli , że przecież ojciec musi i chce utrzymywać syna... i tak dalej... ojciec ma kasę dla syna ale już nie koniecznie dla nas ..

Po 7 latach związku sytuacja wygląda tak - wakacje osobno- on ze swoim synem , później nie ma kasy na nasz wyjazd.. wcześniej ja finansowałam w większej części wspólne ( z dziećmi ) .. ale pierwszy rok powiedziałam koniec .
Syn mojego M ma 9  lat teraz , każdy urlop pod jego dyktando... co chce i jak chce . Dla mnie zero odpoczynku.
Ja mam dorosłego syna (18 lat )... jestem po rozwodzie i powiem Ci że tego samego oczekuję od związku i faceta .


Jakkolwiek to zabrzmi - cieszę się niezmiernie, że ktoś rozumie moją sytuację. Bo na razie wszelkie dążenia do własnego szczęścia stawiają mnie w świetle "tej złej, co chce zabrać dziecku" sad

Doszłam do wniosku, że taki związek nie ma dla mnie sensu. Na dłuższą metę skończyłoby się pewnie tak jak i u Ciebie - a ja jestem jeszcze młoda, mam szansę na związek z kimś, kto nie będzie musiał wybierać. I jest dokładnie tak jak napisałaś, nie chodzi tu przecież o pieniądze same w sobie, tylko fakt, że czyjeś potrzeby są zaspokajane w 200%, a czyjeś w 20% i po prostu nie da się nie mieć o to żalu... Dzisiaj się jeszcze dowiedziałam, że "dla dziecka nigdy nie może zabraknąć". I to jest kwintesencja tego co by mnie czekało w przyszłości. Szkoda mi strasznie, bo facet sam w sobie super, taka perełka, ale nie potrafię i nie chcę dzielić się partnerem w taki sposób - zwłaszcza, że mogę być jeszcze z kimś, kto będzie tworzył rodzinę ze mną i tylko ze mną.

Podziwiam niesamowicie wszystkie dziewczyny, które tak potrafiły poukładać sobie te wszystkie sprawy, że są naprawdę szczęśliwe i realizują się w takich (trudnych!) związkach. Ja nie dałam rady sad


Vesna przeczytalam  twoje posty,powiem ci tak ze masz absolutna racje,rowniez w kwestii ekonomicznej,nie czytaj wypocin dwudziestolatek ktore maja wiedze czysto teoretyczna i staraja sie blysnac na forum teoretycznymi dywagacjami na temat o ktorym bladego pojecia nie maja,nie wdawaj sie w dyskusje z nimi bo to absolutnie niczego nie wniesie poza tym ze ich zamilowanie do grafomanii wzrosnie jeszcze bardziej...;-))

wiedz jedno ,masz prawo byc centrum swiata dla swojego faceta,masz prawo do jego uczuc,wiec jesli nie masz tego z dzieciatym to nawet sobie nie zaprzataj nim glowy,jestes mloda osoba,mozes zaczynac zycie rodzinne od czystej karki ,a nie awantur z jakas obca baba i jej potomstwem,

5 901

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU,
zasadniczo ja nie jestem slaba. Mysle ze mam etap slabosci. Podwojne Ex daly popis swoich mozliwosci i mnie to powalilo...ale z drugiej strony to ja mysle ze juz wystrzelily najciezsza kule. "Znam" je 3 lata i zawsze podejrzewalam najgorsze numery i umialam je przewidziec z duzym skutkiem. A tym razem nie przewidzialam i dlatego czuje sie rozbita. Bardziej chyba liczylam ze "zaprawione w bojach" te drugie i macochy zagrzeja mnie do walki. Serio radzisz mi uciekac?
Jest jeszcze drugi watek...powoli zaczynam negatywne emocje zwiazane z ex przelewac na dzieci. Wiem ze to niedobrze ale mam wrazenie ze przelala sie u mnie czara goryczy. Juz nie umiem milczec gdy przy wysokich alimentach syn mojego meza nie ma nowego plecaka do szkoly a opowiada jak mama oglada nowe samochody i zastanawia sie ktory kupic....
No i trzeci aspekt...nie umiem juz zmilczec przed M. Od tygodnia kilka razy dziennie sie klocimy...przyznaje ze ciagle mu dokuczam ale nie umiem sie uspokoich po ostatniej akcji zespolu ex+ex.
Moj M nie jest rozlazla lajza...on ma swoj meski sposob rozwiazywania wszelkich problemow tj "nie mowmy juz o tym"...

5 902 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-09-06 12:45:46)

Odp: Być drugą i macochą
Czwórka napisał/a:

LUSILJU,
zasadniczo ja nie jestem slaba. Mysle ze mam etap slabosci. Podwojne Ex daly popis swoich mozliwosci i mnie to powalilo...ale z drugiej strony to ja mysle ze juz wystrzelily najciezsza kule. "Znam" je 3 lata i zawsze podejrzewalam najgorsze numery i umialam je przewidziec z duzym skutkiem. A tym razem nie przewidzialam i dlatego czuje sie rozbita. Bardziej chyba liczylam ze "zaprawione w bojach" te drugie i macochy zagrzeja mnie do walki. Serio radzisz mi uciekac?
Jest jeszcze drugi watek...powoli zaczynam negatywne emocje zwiazane z ex przelewac na dzieci. Wiem ze to niedobrze ale mam wrazenie ze przelala sie u mnie czara goryczy. Juz nie umiem milczec gdy przy wysokich alimentach syn mojego meza nie ma nowego plecaka do szkoly a opowiada jak mama oglada nowe samochody i zastanawia sie ktory kupic....
No i trzeci aspekt...nie umiem juz zmilczec przed M. Od tygodnia kilka razy dziennie sie klocimy...przyznaje ze ciagle mu dokuczam ale nie umiem sie uspokoich po ostatniej akcji zespolu ex+ex.
Moj M nie jest rozlazla lajza...on ma swoj meski sposob rozwiazywania wszelkich problemow tj "nie mowmy juz o tym"...

ze az zapytam-- A CO CIE TO OBCHODZI ZE SYN MEZA NIE MA PLECAKA?? CZY TO JEST TWOJ PROBLEM? ZA BARDZO ZYJESZ nimi wszystkimi .....

JA CI NIE ODRADZAM ZWIAZKU,ALE POWIEM DOBITNIE-ABSOLUTNIE NIE LAZŁABYM W ZWIAZEK Z FACETEM Z 3 DZIECI I PO DWOCH MALZENSTWACH I Z TAKIMI ALIMENTAMI............nie ma takiej mozliwosci


meski sposob rozwiazywania problemow twojego faceta wlasnie swiadczy o  jego pierdolowatosci NAJDOBITNIEJ

to ze przenosisz frustracje na jego dzieci to oczywiste,przeciez te frustracje sa stad ze on te dzieci ma,z zona to sie rozwiesc mozna ,z dziecmi juz nie,chociaz wiekszosc facetow biorac rozwod z zona ,rozwodzi sie z dziecmi z tego zwiazku,takie zjawisko jest coraz powszechniejsze, my ktore tu piszemy NIE MIAŁYSMY ,,SZCZESCIA,,TRAFIC NA TAKICH

MOZNA CI TYLKO RADZIC BYS WYLUZOWALA,NIE PREJMOWALA SIE NIESWOIMI PROBLEMAMI,wiem ze to nielatwe,
mnie jeszcze cos uderzylo w twoim poscie,to ze twoj M nie chce miec dzieci z toba.... i ty wiedzac to weszlas w ten rozpiżdziej.........bo zrozumiałam ze ty dzieci chcesz miec z nim,chyba ze nadinterpretuje... to wybacz.....

5 903

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny,

te z Was które sa w Wwie lub moga przyjechać zapraszam na BEZPLATNY warsztat dla macoch i ojczymów - 19 wrześniabr. w Fundacji Rozwód..poczekaj. Są tam też konsultacje - na razie odpłatne.

Warsztat prowadzi psycholog i też macocha Jego dzieci, a wcześniej samotna matka swojej pociechy - czyli ja smile
moj cel dla uczestników warsztatów: pomóc im rozpoznać co się da zmienić i pod jakim warunkiem a co jest trwała cechą patchworkowego układu i … najwazniejsze - czy mi to pasuje" Bo jesteśmy różne i różni -  Ojczymowie i Ojcowie też nie mają łatwo. obojga.

Wiecej info na FB Fundacji oraz profilu moim "Rodzice patchworkowi" - możecie tam poznać co i jak myśle w tych tematach, znleźć linki do dobrych artkułów i komentarze do głupich na nasz temat.

kilka lat temu, zainspirowana - co tu kryć - wyzwaniami w swoim własnym życiu, zaczęłam się specjalizować jako coach i doradca dla rodzin patchworkowych. dzis duzo więcej rozumiem, z tego co sie działo i dzieje. Spotkalam juz wiele rodzin i par, którym sie udaje druga szansa i tyleż samo takich, co są wciąż na krawędzi. Prawie każdą z rzeczy które tu opisujecie przeżyłam na własnej skórze. Jako żem psycholog, rozkmieniałam mechanizmy tych problemów, patrzyłam systemowo i zobaczyłam że standardowe poradniki wychowawcze w relacjach z tzw. pasierbami nie są pomocne, utarte wzorce funkcjonowania w parze też nie pasują do patchworkowej sytuacji. dlatego tyle jest nieporozumień i rozczarowań. dlatego robie warsztaty i konsultacje.
Jak ktos jest z Krakowa czy poznania to też podrzucę info o tamtejszych spec(k)ach od tematu smile


kjim napisał/a:
Vesna29 napisał/a:

Podziwiam niesamowicie wszystkie dziewczyny, które tak potrafiły poukładać sobie te wszystkie sprawy, że są naprawdę szczęśliwe i realizują się w takich (trudnych!) związkach. Ja nie dałam rady sad

W większości tych poukładanych przypadków to nie zasługa kobiet w tym zakresie . To ogromna zasługa facetów, którzy potrafią mądrze i rozsądnie rozdzielić miłość, czas, szacunek między swoje dzieci i kobietę, z którą się związali!!!!

5 904

Odp: Być drugą i macochą

ze az zapytam-- A CO CIE TO OBCHODZI ZE SYN MEZA NIE MA PLECAKA?? CZY TO JEST TWOJ PROBLEM? ZA BARDZO ZYJESZ nimi wszystkimi .....


no moze i to dziwne ale skoro tyle kasy z budzetu domowego oddajemy na aliemnty to jednak chociaz plecak mogla dziecku kupic...mlody do pierwszej klasy poszedl. moim zdaniem to pokazuje ze nie przeznacza calych alimentow na dziecko.

JA CI NIE ODRADZAM ZWIAZKU,ALE POWIEM DOBITNIE-ABSOLUTNIE NIE LAZŁABYM W ZWIAZEK Z FACETEM Z 3 DZIECI I PO DWOCH MALZENSTWACH I Z TAKIMI ALIMENTAMI............nie ma takiej mozliwosci


no tyle ze jak sie pobieralismy to placil mniej ni polowe tego co teraz. to mam sie rozwiezc z powodu podwyzki alimentow? M dobrze zarabia nie moge mowoc ze mi brakuje...tylko duzo duzo dluzej sie kazdej rzeczy dorabiamy

ja bym nie chciala zeby moj maz sie rozwiodl z dziecmi. mi tylko ex dokuczaja i boli mniw to jak robia kwadratowego idiote i bankomat z mojego M. on udaje ze go to nie obchodzi a ja jakby przejmuje sie za niego i szczerze juz je znienawidzialam....chcialaby sie od tego WYLUZOWAC. JESLI KTORAS Z WAS WIE JAK TO CHETNIE POSLUCHAM. Obiecywalam sobie wiele razy ze sie wyluzuje i mojemu M tez ale ex wracaja jak koszmary z kolejnymi sprawami sadowymi, alimentami, pretensjami, utrudnianiem kazdych swiat i wakacji. a po kazdej akcji z ich strony ja to przezywam.

co do posiadania dzieci to w miare sie dogadalam z moim M on nie chcial nardzo dlugo ale teraz jesli tylko moje zdrowie pozwoli to bedziemy sie starali. tyle ze nie wiem czy pozwoli moje zdrowie i ...ja ciagle mam mu za zle ze nie chcial.

5 905

Odp: Być drugą i macochą

ja nie mowie ze masz sie rozwiesc,ja napisalam ze ja za zadne  skarby nie wyszlabym za faceta z 3 dzieci ,podwojnego rozwodnika,bo przewidywalabym nieuniknione klopoty ,razy dwa(bo dwie mamuski tych dzieci w pakiecie)................nie ma takiej mozliwosci by mnie taki facet zainteresowal ,tyle i az....

ja wyszlam za maz za faceta po rozwodzie ,bylo tam jedno dziecko,malzenstwo tamto trwalo bardzo krotko,pozenili sie w wieku nastoletnim,byla mojego meza to porazka i pato....coz blad  jego mlodosci.......
do tego stopnia ze maz wstydzi sie tamtego okresu swojego zycia i nawet wiekszosc jego znajomych ( no chyba ze bardzo nieliczni z tamtych lat) nie wiedza ze byl pierwszy raz zonaty z tamta

ja wychodzac za maz(mlodo) powiedzialam rodzicom o przeszlosci meza................ no i ...........no i ........nawet nie chce mi sie przypominac...musialam zaczac sobie radzic

5 906

Odp: Być drugą i macochą
Czwórka napisał/a:

ze az zapytam-- A CO CIE TO OBCHODZI ZE SYN MEZA NIE MA PLECAKA?? CZY TO JEST TWOJ PROBLEM? ZA BARDZO ZYJESZ nimi wszystkimi .....


no moze i to dziwne ale skoro tyle kasy z budzetu domowego oddajemy na aliemnty to jednak chociaz plecak mogla dziecku kupic...mlody do pierwszej klasy poszedl. moim zdaniem to pokazuje ze nie przeznacza calych alimentow na dziecko.

JA CI NIE ODRADZAM ZWIAZKU,ALE POWIEM DOBITNIE-ABSOLUTNIE NIE LAZŁABYM W ZWIAZEK Z FACETEM Z 3 DZIECI I PO DWOCH MALZENSTWACH I Z TAKIMI ALIMENTAMI............nie ma takiej mozliwosci


no tyle ze jak sie pobieralismy to placil mniej ni polowe tego co teraz. to mam sie rozwiezc z powodu podwyzki alimentow? M dobrze zarabia nie moge mowoc ze mi brakuje...tylko duzo duzo dluzej sie kazdej rzeczy dorabiamy

ja bym nie chciala zeby moj maz sie rozwiodl z dziecmi. mi tylko ex dokuczaja i boli mniw to jak robia kwadratowego idiote i bankomat z mojego M. on udaje ze go to nie obchodzi a ja jakby przejmuje sie za niego i szczerze juz je znienawidzialam....chcialaby sie od tego WYLUZOWAC. JESLI KTORAS Z WAS WIE JAK TO CHETNIE POSLUCHAM. Obiecywalam sobie wiele razy ze sie wyluzuje i mojemu M tez ale ex wracaja jak koszmary z kolejnymi sprawami sadowymi, alimentami, pretensjami, utrudnianiem kazdych swiat i wakacji. a po kazdej akcji z ich strony ja to przezywam.

co do posiadania dzieci to w miare sie dogadalam z moim M on nie chcial nardzo dlugo ale teraz jesli tylko moje zdrowie pozwoli to bedziemy sie starali. tyle ze nie wiem czy pozwoli moje zdrowie i ...ja ciagle mam mu za zle ze nie chcial.

Kochana , polecam hobby dla siebie , zajęcie - sport, malarstwo, gancarstwo...to co lubisz. Ograniczasz sprawy do Waszych - Twoje i męża , choćby Cię skręcało nie komentujesz, nie pytasz o ex, dzieci..i ich sprawy .
Pracujesz wytrwale i konsekwentnie  nad swoim " ja"  i samooceną - niestety dowiedziałam się że my , które za bardzo przejmujemy się innymi , u podstaw tego leży niska samoocena .
Do głowy by mi nie przyszło ! ja babka na stanowisku, niezła laska , wygadana, wyluzowana , psycholog z zamiłowania , ojj.. dużo by pisać - że ja mam niską samoocenę , niską samoakceptację ...  No ale to co Ci teraz piszę zadziałało - nie od razu oczywiście .. ale polecam.
Podsumowując :
- nie masz dzieci swoich ?- nie musisz matkować cudzym, mają ojca i matkę - Ty ten czas  poświęć dla siebie, spa , czytanie.. ogólnie relaks . Ja w pierwszych miesiącach.. uciekałam z domu (niedosłownie ) .. wychodziłam gdziekolwiek, squash lub inny wysiłek pomaga najbardziej - to co lubisz.
- co do kasy - ustalcie budżet na Wasze z mężem życie , wydatki plany- to na wspólne konto- reszta niech Cię nie obchodzi . To jego problem.
- NIE ROZMAWIAJ O EX, DZIECIACH , ZBYWAJ TEMAT ..ZMIENIAJ. NAUCZ SIĘ TEGO DLA WŁASNEGO DOBRA .
- dbaj o własne samopoczucie , relaks i przyjemności
- może zaboleć - to jak zachowuje się Twój mąż to jego problem, póki nie krzywdzi Ciebie to daj sobie spokój - wychodzi na jelenia - to on nie Ty . To Ciebie nie dotyczy, nie określa .
- nie bierz do siebie tego co mówią ex i dzieci -  TE słowa nie czynią rzeczy takimi jak oni mówią , Ty wiesz lepiej . Ale nie musisz ich uświadamiać , nie ma znaczenia kto ma rację zwłaszcza wykrzyczaną ! nie schodź do ich poziomu . Są tacy jacy są - inaczej nie potrafią .
Polecam poczytać :
"samoakceptacja " Bogusława Andrzejewska - ta babka prowadzi też blog o rozwoju osobistym. Poszukaj tez innych pozycji o wzmacnianiu siebie .
Mnie to pomaga , niektóre słowa powtarzam sobie jak mantrę smile

ściskam mocno:)

5 907 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-09-07 11:19:37)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
Czwórka napisał/a:

ze az zapytam-- A CO CIE TO OBCHODZI ZE SYN MEZA NIE MA PLECAKA?? CZY TO JEST TWOJ PROBLEM? ZA BARDZO ZYJESZ nimi wszystkimi .....


no moze i to dziwne ale skoro tyle kasy z budzetu domowego oddajemy na aliemnty to jednak chociaz plecak mogla dziecku kupic...mlody do pierwszej klasy poszedl. moim zdaniem to pokazuje ze nie przeznacza calych alimentow na dziecko.

JA CI NIE ODRADZAM ZWIAZKU,ALE POWIEM DOBITNIE-ABSOLUTNIE NIE LAZŁABYM W ZWIAZEK Z FACETEM Z 3 DZIECI I PO DWOCH MALZENSTWACH I Z TAKIMI ALIMENTAMI............nie ma takiej mozliwosci


no tyle ze jak sie pobieralismy to placil mniej ni polowe tego co teraz. to mam sie rozwiezc z powodu podwyzki alimentow? M dobrze zarabia nie moge mowoc ze mi brakuje...tylko duzo duzo dluzej sie kazdej rzeczy dorabiamy

ja bym nie chciala zeby moj maz sie rozwiodl z dziecmi. mi tylko ex dokuczaja i boli mniw to jak robia kwadratowego idiote i bankomat z mojego M. on udaje ze go to nie obchodzi a ja jakby przejmuje sie za niego i szczerze juz je znienawidzialam....chcialaby sie od tego WYLUZOWAC. JESLI KTORAS Z WAS WIE JAK TO CHETNIE POSLUCHAM. Obiecywalam sobie wiele razy ze sie wyluzuje i mojemu M tez ale ex wracaja jak koszmary z kolejnymi sprawami sadowymi, alimentami, pretensjami, utrudnianiem kazdych swiat i wakacji. a po kazdej akcji z ich strony ja to przezywam.

co do posiadania dzieci to w miare sie dogadalam z moim M on nie chcial nardzo dlugo ale teraz jesli tylko moje zdrowie pozwoli to bedziemy sie starali. tyle ze nie wiem czy pozwoli moje zdrowie i ...ja ciagle mam mu za zle ze nie chcial.

Kochana , polecam hobby dla siebie , zajęcie - sport, malarstwo, gancarstwo...to co lubisz. Ograniczasz sprawy do Waszych - Twoje i męża , choćby Cię skręcało nie komentujesz, nie pytasz o ex, dzieci..i ich sprawy .
Pracujesz wytrwale i konsekwentnie  nad swoim " ja"  i samooceną - niestety dowiedziałam się że my , które za bardzo przejmujemy się innymi , u podstaw tego leży niska samoocena .
Do głowy by mi nie przyszło ! ja babka na stanowisku, niezła laska , wygadana, wyluzowana , psycholog z zamiłowania , ojj.. dużo by pisać - że ja mam niską samoocenę , niską samoakceptację ...  No ale to co Ci teraz piszę zadziałało - nie od razu oczywiście .. ale polecam.
Podsumowując :
- nie masz dzieci swoich ?- nie musisz matkować cudzym, mają ojca i matkę - Ty ten czas  poświęć dla siebie, spa , czytanie.. ogólnie relaks . Ja w pierwszych miesiącach.. uciekałam z domu (niedosłownie ) .. wychodziłam gdziekolwiek, squash lub inny wysiłek pomaga najbardziej - to co lubisz.
- co do kasy - ustalcie budżet na Wasze z mężem życie , wydatki plany- to na wspólne konto- reszta niech Cię nie obchodzi . To jego problem.
- NIE ROZMAWIAJ O EX, DZIECIACH , ZBYWAJ TEMAT ..ZMIENIAJ. NAUCZ SIĘ TEGO DLA WŁASNEGO DOBRA .
- dbaj o własne samopoczucie , relaks i przyjemności
- może zaboleć - to jak zachowuje się Twój mąż to jego problem, póki nie krzywdzi Ciebie to daj sobie spokój - wychodzi na jelenia - to on nie Ty . To Ciebie nie dotyczy, nie określa .
- nie bierz do siebie tego co mówią ex i dzieci -  TE słowa nie czynią rzeczy takimi jak oni mówią , Ty wiesz lepiej . Ale nie musisz ich uświadamiać , nie ma znaczenia kto ma rację zwłaszcza wykrzyczaną ! nie schodź do ich poziomu . Są tacy jacy są - inaczej nie potrafią .
Polecam poczytać :
"samoakceptacja " Bogusława Andrzejewska - ta babka prowadzi też blog o rozwoju osobistym. Poszukaj tez innych pozycji o wzmacnianiu siebie .
Mnie to pomaga , niektóre słowa powtarzam sobie jak mantrę smile

ściskam mocno:)

DOKŁADNIEE

żeby nie dać sie zwariować i wkręcić w to goowno trzeba IGNOROWAC KAZDA WZMIANKE NA TEMAT EX I DZIECI,ABSOLUTNIE KAZDA

powiedz mężowi jak ja ,,urodziles sie dla mnie kiedy cię poznałam co bylo wcześniej nie istnieje i nie chce o tym slyszec,,
to wszystko mnie nie dotyczy i nie będę na te tematy rozmawiac ani brać udziału w czymkolwiek co jest z tematem zwiazane

chociazby nie wiem jak korcilo nie
mozna sie ugiąć,potem wchodzi w nawyk i nawet nie myśli sie o temacie

5 908

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Czwórka napisał/a:


no moze i to dziwne ale skoro tyle kasy z budzetu domowego oddajemy na aliemnty to jednak chociaz plecak mogla dziecku kupic...mlody do pierwszej klasy poszedl. moim zdaniem to pokazuje ze nie przeznacza calych alimentow na dziecko.


no tyle ze jak sie pobieralismy to placil mniej ni polowe tego co teraz. to mam sie rozwiezc z powodu podwyzki alimentow? M dobrze zarabia nie moge mowoc ze mi brakuje...tylko duzo duzo dluzej sie kazdej rzeczy dorabiamy

ja bym nie chciala zeby moj maz sie rozwiodl z dziecmi. mi tylko ex dokuczaja i boli mniw to jak robia kwadratowego idiote i bankomat z mojego M. on udaje ze go to nie obchodzi a ja jakby przejmuje sie za niego i szczerze juz je znienawidzialam....chcialaby sie od tego WYLUZOWAC. JESLI KTORAS Z WAS WIE JAK TO CHETNIE POSLUCHAM. Obiecywalam sobie wiele razy ze sie wyluzuje i mojemu M tez ale ex wracaja jak koszmary z kolejnymi sprawami sadowymi, alimentami, pretensjami, utrudnianiem kazdych swiat i wakacji. a po kazdej akcji z ich strony ja to przezywam.

co do posiadania dzieci to w miare sie dogadalam z moim M on nie chcial nardzo dlugo ale teraz jesli tylko moje zdrowie pozwoli to bedziemy sie starali. tyle ze nie wiem czy pozwoli moje zdrowie i ...ja ciagle mam mu za zle ze nie chcial.

Kochana , polecam hobby dla siebie , zajęcie - sport, malarstwo, gancarstwo...to co lubisz. Ograniczasz sprawy do Waszych - Twoje i męża , choćby Cię skręcało nie komentujesz, nie pytasz o ex, dzieci..i ich sprawy .
Pracujesz wytrwale i konsekwentnie  nad swoim " ja"  i samooceną - niestety dowiedziałam się że my , które za bardzo przejmujemy się innymi , u podstaw tego leży niska samoocena .
Do głowy by mi nie przyszło ! ja babka na stanowisku, niezła laska , wygadana, wyluzowana , psycholog z zamiłowania , ojj.. dużo by pisać - że ja mam niską samoocenę , niską samoakceptację ...  No ale to co Ci teraz piszę zadziałało - nie od razu oczywiście .. ale polecam.
Podsumowując :
- nie masz dzieci swoich ?- nie musisz matkować cudzym, mają ojca i matkę - Ty ten czas  poświęć dla siebie, spa , czytanie.. ogólnie relaks . Ja w pierwszych miesiącach.. uciekałam z domu (niedosłownie ) .. wychodziłam gdziekolwiek, squash lub inny wysiłek pomaga najbardziej - to co lubisz.
- co do kasy - ustalcie budżet na Wasze z mężem życie , wydatki plany- to na wspólne konto- reszta niech Cię nie obchodzi . To jego problem.
- NIE ROZMAWIAJ O EX, DZIECIACH , ZBYWAJ TEMAT ..ZMIENIAJ. NAUCZ SIĘ TEGO DLA WŁASNEGO DOBRA .
- dbaj o własne samopoczucie , relaks i przyjemności
- może zaboleć - to jak zachowuje się Twój mąż to jego problem, póki nie krzywdzi Ciebie to daj sobie spokój - wychodzi na jelenia - to on nie Ty . To Ciebie nie dotyczy, nie określa .
- nie bierz do siebie tego co mówią ex i dzieci -  TE słowa nie czynią rzeczy takimi jak oni mówią , Ty wiesz lepiej . Ale nie musisz ich uświadamiać , nie ma znaczenia kto ma rację zwłaszcza wykrzyczaną ! nie schodź do ich poziomu . Są tacy jacy są - inaczej nie potrafią .
Polecam poczytać :
"samoakceptacja " Bogusława Andrzejewska - ta babka prowadzi też blog o rozwoju osobistym. Poszukaj tez innych pozycji o wzmacnianiu siebie .
Mnie to pomaga , niektóre słowa powtarzam sobie jak mantrę smile

ściskam mocno:)

DOKŁADNIEE

żeby nie dać sie zwariować i wkręcić w to goowno trzeba IGNOROWAC KAZDA WZMIANKE NA TEMAT EX I DZIECI,ABSOLUTNIE KAZDA

powiedz mężowi jak ja ,,urodziles sie dla mnie kiedy cię poznałam co bylo wcześniej nie istnieje i nie chce o tym slyszec,,
to wszystko mnie nie dotyczy i nie będę na te tematy rozmawiac ani brać udziału w czymkolwiek co jest z tematem zwiazane

pamiętaj - robisz to dla siebie !!
chcesz być szczęśliwa z takim światem zewnętrznym (ex, dzieci, alimenty .. itd.) to go do siebie nie dopuszczaj i nie wpuszczaj !
rób rzeczy które są dla Ciebie przyjemne , dają radość .. a w trudnych chwilach myśl o nich ... to pomaga smile
Jeśli masz coś do powiedzenia powiedz to raz , spokojnie i z uśmiechem.
Później tak zrób. Nikogo nie przekonuj , nie tłumacz się .
To co czujesz i myślisz jest Twoje i najważniejsze smile
Nie żyjemy pod innych dyktando, żyjemy dla siebie .. i tylko ten jeden raz smile.
Tych co by chcieli napaść na moja filozofię ... spieszę donieść że to nie oznacza izolacji .
Ja siebie nie zmuszam do bycia miła dla wrednego dziecka M , jak coś chce ode mnie to mówię np. że nie bo zachowałeś się tak i tak, zrobiłeś mi przykrość więc nie mam ochoty na rozmowy z Tobą .. jak pierwszy raz tak postąpiłam..to i ojciec i młody stali jak wryci.
Nie obraziłam się , tylko oznajmiłam . Młody zachowuje się inaczej - czytaj wie że ciocia nie zrobi nic dobrego jak będzie wredny.
Jeśli coś zrobisz dla innych (dzieci męża np. ) to zrób to bo chcesz , i tylko wtedy. Nie oczekuj wdzięczności...zrób to bo ty chcesz .
Powiem Wam jeszcze że bardzo pomaga uświadomienie sobie,  że jeśli czyjeś zachowanie jest dla Ciebie niemiłe , że ktoś "źle zrobił " oczywistej prawdy...INACZEJ NIE POTRAFIŁ".. (biedny, niedouczony, sfrustrowany.. np. ex wpierdziela się w nasze życie bo nie ma biedna swojego i boli ja że jej ex jest z kimś szczęśliwy... tylko takiej żałować  !! , teściowa mnie szkaluje- bo tak naprawdę mi zazdrości , i nie może mnie znieść bo ja taka zajebista jestem i to ją razi w ślepia ...i nie potrafi się pogodzić z wyborem syna- nosz biedna baba ! współczuję jej smile:) Ja będę zajebistą teściową !
Dobrze wychowałam syna więc dobrego wyboru dokona smile... nawet jeśli miałby się  raz czy dwa pomylić .. czy zmienić zdanie smile haha Ale to jego wybór. każdą synową będę kochać jak córkę smile hihi
A propo teściowej - wiecie dlaczego tak nienawidzą synowe - bo każde nie tak zachowanie syna składają na nasze karki - że to nasz wpływ zły! Bo przecież ona taka zajebista mamusia była i jest i synka dobrze wychowała ! więc niemożliwe by to on sam zrobił to czy tamto złe- to z pewnością tej małpy synowej wpływ ! zmusiła go ! heh proste ???
Współczuć mamuśkom tylko.

5 909 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-09-07 12:12:42)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A propo teściowej - wiecie dlaczego tak nienawidzą synowe - bo każde nie tak zachowanie syna składają na nasze karki - że to nasz wpływ zły! Bo przecież ona taka zajebista mamusia była i jest i synka dobrze wychowała ! więc niemożliwe by to on sam zrobił to czy tamto złe- to z pewnością tej małpy synowej wpływ ! zmusiła go ! heh proste ???
Współczuć mamuśkom tylko.

hahah, ja się właśnie wczoraj dowiedziałam "szczerej prawdy". Rodzice M wprost Mu powiedzieli, że odkąd jest ze mną zmienił się nie do poznania, czytaj : przestał robić to co mamusia chciała.  I to moja wina, że Jej syna na złą drogę sprowadziłam  (czytaj: nie taką, jakby Ona chciała). I że jeśli nadal będzie się tak zachowywał (czytaj: nie będzie postępował wg Ich widzimisie) to może wypi..ać. .....
Komentarz M do powyższej sprawy : "dobrze, że w końcu to usłyszałem wprost, otworzyło mi to oczy na to co się dzieje wokół mnie".
Mój komentarz w powyższej sprawie: "noo, to sprawę najbliższych świąt mamy załatwioną :-)"

5 910

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad i LUSILJU dziękuję Wam!
Podbudowałyście mnie jak prawdziwa grupa wsparcia. Widzę jak bardzo jeszcze długa droga przede mną, ale widzę też kierunek i cel, a to daje nadzieję. Za bardzo chciałam być dobra. Za dobra chciałam być dla mojego M. (bo taki biedny skrzywdzony:)) i za dobra chciałam być dla jego i ex dzieci, bo niby czemu dzieci winne? Ale już wiem, że ja nie jestem też niczemu winna i nie muszę ani M. ani dzieciom wynagradzać ich trosk, bo nie jestem ich przyczyną. Spoko, idę w kierunku światła!
P.S. ja akurat mam cudowną teściową. może nie jest "pluszakiem" czyli nie jest zbyt czuła i wylewna, ale poza tym ma same zalety, a największą z jej zalet jest to, że... nigdy u nas nie była i wcale się nie wybiera!:) brzmi niezbyt dobrze, ale dla mnie to fajny układ. Moim rodzice też niezbyt nas odwiedzają. Wolimy my odwiedzać rodziców kiedy chcemy. Dla mnie to układ bez wad.

5 911

Odp: Być drugą i macochą

Życie jest ciężkie.
Dobroć okazana nie zawsze powraca. Zło zawsze ale nie zawsze od razu.
Podziwiam młode kobiety, które wchodzą w związki z facetami z przeszłością typu rodzina, dzieci....

5 912 Ostatnio edytowany przez takżeten (2015-09-16 13:42:19)

Odp: Być drugą i macochą

Mimo, że to jeszcze odległy temat mam pytanie jak u Was wygląda temat  świąt? W mnie wszystko - wg mnie postawione na głowie - wigilia rano z mamusią od 16 z tatusiem do 20 pierwszego dnia świąt a reszta znowu z mamusią. Co roku zmiana terminów mamusia/tatuś. Nie można nic zaplanować bo każdego dnia trzeba się bujać z dzieckiem tam i z powrotem, nie muszę chyba dodawać, że nie ma mowy żeby mamusia dziecko do nas przywiozła. W ostatnia Wielkanoc dziecko miało zostać przekazane ok 15 ale nie udało się uzyskać informacji czy będzie po obiedzie czy przed. Dzięki czemu cała zaproszona na obiad rodzina (12 osób ) czekało aż Młody przyjedzie - oczywiście był pojedzony i obrażony, ze ojciec je obiad zamiast Go zabawiać. A mój facet ciągle mi w takich sytuacjach odpowiada co ma zrobić! Czy Waszym zdaniem naprawdę trudno jest powiedzieć, ze jeżeli dziecko będzie gotowe na 16 to powinno być po obiedzie ? A propos świąt to nie wiem czy już się żaliłam, że mój facet tak był pochłonięty wręczaniu prezentu dziecku, że o prezencie dla mnie zapomniał?

5 913

Odp: Być drugą i macochą

dzewczyny, chciałabym wam polecić
bezplatny warsztat dla macoch/ojczymów w Wwie.
Na najblziszy juz prawie nie ma miejsc ale jesli jestescie zainteresowane - dajcie znac bo szykuja sie następne ale musimy znać zpaotrzebowanie.

Mam nadizeję żę admin mnie nie skasuje bo inicjatywa jest prospołeczna bezpłatna z projektu…

prowadzę ja -i wiem o cyzm mam mówić bom ex-samotna matka i zarazem macocha i też nie różowo było i bywa, a z zawodu psycholog,trenerka coach i mediatorka.

szukałam wiedzy psychologicznej na ten temat i mało znałam, wiec pomyślałam że pewnie takich jak ja potrzebujących wparcia jest wiecej i wymyśliam warsztat smile
Zapraszam!

PS. ciekawe rzeczy piszecie ale skomentuje po sobocie, bo musze jeszcze dopracować materiały na warsztat smile

5 914

Odp: Być drugą i macochą

Hej , podbijam nam wątek,bo spadł na sam dół i zaraz zapomnicie, że takowy istnieje :-)
Jak tam Macochy powrót do codzienności po wakacjach?
Trauma związana z wakacyjno-urlopowymi przepychankami minęła?
Wróciły codzienne obowiązki i stały grafik spotkań z pasierbami?
Ja wiem , że wątek nam strolowała jedna zawistna Pani Ex, ale może dla odmiany pochwalicie się jak Wam się układa z Partnerami? Minęło trochę czasu , więc może i dało się lepiej poukładać różne sprawy?
Pozdrawiam wszystkie, Panią Ex również :-)

5 915 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-01 15:50:36)

Odp: Być drugą i macochą

Hejka, ja tez jestem drugą żoną i już nie daje rady. Może będzie mi łatwiej z wami, przez to wszystko przejść. Nie wiem, jak żyć w tym w związku. Już po prostu nie daje rady... najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ex manipuluje dzieckiem. Jak nie dostaje czego chce to utrudnia kontakty, więc mąż zgadza się na wszystko, żeby nie stracić kontaktów  z dzieckiem. Nie chce zabrzmieć jak typowa"druga żona" ale moim zdaniem dzieci manipulowane przez mamusie, z którymi te mamusie się nie liczą, potem stają się takie same -  same manipulują. Nie liczą się z potrzebami i uczuciami innych, jakby miały jakiś deficyt empatii. A wszyscy wokoło dzieci żałują, a to czasem małe potworki są....   Jego walka pochlania duże nakłady finansowe, same alimenty nie są małe, bo mąż ma duże możliwości zarobkowe. Nie wiem skąd oni biora te tabelki.. do tego ja jestem już wrakiem człowieka. Nie podoba mi się kim się stałam przez ta walkę o "moje miejsce".

Posty [ 5 851 do 5 915 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 89 90 91 92 93 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026