Wyluzuj bo ci zylka peknie
Chyba oprocz zwierzat niebardzo lubisz tez ludzi, co?
no comment
kolejna która lubi udowadniać wyższość zwierzęcia nad czlowiekiem
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą
Strony Poprzednia 1 … 88 89 90 91 92 … 128 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Wyluzuj bo ci zylka peknie
Chyba oprocz zwierzat niebardzo lubisz tez ludzi, co?
no comment
kolejna która lubi udowadniać wyższość zwierzęcia nad czlowiekiem
Podobne tematy
<facepalm>
EOT
metaksa napisał/a:Wyluzuj bo ci zylka peknie
Chyba oprocz zwierzat niebardzo lubisz tez ludzi, co?
no comment
kolejna która lubi udowadniać wyższość zwierzęcia nad czlowiekiem
Akurat w Twoim przypadku całkiem słusznie udowadnia ![]()
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłaków ![]()
wiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłów
metaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
LUSILJU napisał/a:metaksa napisał/a:Wyluzuj bo ci zylka peknie
Chyba oprocz zwierzat niebardzo lubisz tez ludzi, co?
no comment
kolejna która lubi udowadniać wyższość zwierzęcia nad czlowiekiem
Akurat w Twoim przypadku całkiem słusznie udowadnia
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłakówwiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłówmetaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
nie używaj slów których znaczenia nie znasz ,rozumiem ze czerpiesz wiele inspiracji nie aspiracji,biedna wyskoczyla jak Filip z konopii chciala błysnąć elokwencją i sie nie udało.....
lilavva napisał/a:LUSILJU napisał/a:no comment
kolejna która lubi udowadniać wyższość zwierzęcia nad czlowiekiem
Akurat w Twoim przypadku całkiem słusznie udowadnia
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłakówwiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłówmetaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
nie używaj slów których znaczenia nie znasz ,rozumiem ze czerpiesz wiele inspiracji nie aspiracji,biedna wyskoczyla jak Filip z konopii chciala błysnąć elokwencją i sie nie udało.....
hahaha
Ahhh , jest fanka naszego tematu... znaczy aspiruje na taką
hiih
do naszego fanklubu raczej wyróżniające się laski zapraszamy...
PS. nie chodziło o wyróżnianie się brakiem elokwencji
;P
podanie odrzucone ![]()
LUSILJU napisał/a:lilavva napisał/a:Akurat w Twoim przypadku całkiem słusznie udowadnia
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłakówwiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłówmetaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
nie używaj slów których znaczenia nie znasz ,rozumiem ze czerpiesz wiele inspiracji nie aspiracji,biedna wyskoczyla jak Filip z konopii chciala błysnąć elokwencją i sie nie udało.....
hahaha
Ahhh , jest fanka naszego tematu... znaczy aspiruje na taką
hiih
do naszego fanklubu raczej wyróżniające się laski zapraszamy...PS. nie chodziło o wyróżnianie się brakiem elokwencji
;P
podanie odrzucone
bo to nie takie proste stać sie członkiem hehe takiego elitarnego klubu, zostało zza krzaczorów czytanie ewentualnie głaskanie futrzaka i rozmyślanie jakby tej larwie Lusi dowalić ????????
Już pokłóciły się?
Ja też , ale w zaciszu domowym.
No niestety metaksa logika Lusi może mieć tu zastosowanie bo : M "żeby reaktywować kontakty z dziećmi, zaczyna kjim kochac mniej"....
Nie wrócił na noc do domu, przekimał się w swoim mieszkaniu, twierdzi, że on nie nadaje się do związku, że marny z niego typ i takie tam rzeczy , które ogólnie uważam za brednie.
Tak naprawdę szukał pretekstu do kłótni (takie mam wrażenie) i sranie w banie o tęsknocie do szczebioczących córeczek uznaję teraz z marny powód do wymiksowania się ze związku. Postawił ultimatum: albo będzie się widywał z dziećmi i ja się na to zgodzę, albo nie będziemy razem. Myślał, że się nie zgodzę, a tym samym dam Mu powód do wyprowadzki, a ja stwierdziłam, że to naturalne, że chce się widywać z dziećmi, więc niech ustali kiedy, da mi jakiś plan, przemyśli co zrobić żeby ograniczyć kontakty z Byłą do niezbędnego minimum i niech zabiera dzieci do siebie , przecież ma gdzie. Na moją, wydaje mi się w miarę rozsądną propozycję(?) stwierdził z automatu, że przecież ON wie, że ja jestem temu przeciwna wobec czego nie możemy być dalej razem. I po pracy nie wrócił do domu manifestując przy tym, że przecież ma SWOJE mieszkanie.
Zdarzało Mu się ewakuować już z naszego związku już kilkukrotnie. To, że teraz wytrzymał ciągiem 10 miesięcy, to uważam za (marny to marny ) ale sukces. Wcześniej znikał co trzy miesiące.
Myślisz Metaksa, że gdybyśmy adoptowali razem psa, to żal by Mu było teraz odchodzić od ...psa? Bo ja myślę, że w takiej sytuacji miałby psa w dupie.
Myślisz Lusilu, że gdybyśmy mieli razem dziecko, to coś by to zmieniło? Myślę że nie. Dlatego czując się przez ten cały czas niepewnie, stosownie do sytuacji się zabezpieczałam :-)
Także ten.... jakoś na razie się trzymam :-), chyba staje się to dla mnie nieciekawą normą i ...albo przeczekam gada , albo prędzej znajdę takiego, który będzie uważał, że nadaje się do budowania związku.
Pozdrawiam Was serdecznie.
LUSILJU napisał/a:lilavva napisał/a:Akurat w Twoim przypadku całkiem słusznie udowadnia
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłakówwiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłówmetaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
nie używaj slów których znaczenia nie znasz ,rozumiem ze czerpiesz wiele inspiracji nie aspiracji,biedna wyskoczyla jak Filip z konopii chciala błysnąć elokwencją i sie nie udało.....
hahaha
Ahhh , jest fanka naszego tematu... znaczy aspiruje na taką
hiih
do naszego fanklubu raczej wyróżniające się laski zapraszamy...PS. nie chodziło o wyróżnianie się brakiem elokwencji
;P
podanie odrzucone
Kurcze zjebutalam. Mały blad, a moglam znalezc sie w elitarnym klubie lasek gdzie jedna daje sie szmacic facetowi latami kosztem wlsyngo syna, druga zakazuje sie spotykac z wlasnymi dziecmi, kolejna ma problemy typu nutella. No szkoda szkoda. Pozostaje pokornie wycofac sie z powrotem do cztania i czrpac aspiracje
jak sobie radzić z osobista kurewna i kurewiczem bo dzieki temu watkowi wiele sie można nauczyć
zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłaków
wiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
[b]jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłów[/]metaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
Witaj Eksia. Zawsze się zastanawiałam , skąd te wredne Eksiowe czerpią pomysły na uprzykrzanie życia swoim byłym mężom i ich nowym rodzinom . Nieustająco zadziwia mnie skąd w tych Eksiach tyle jadu i nienawiści. Jak potwornym trzeba być człowiekiem, żeby na potrzeby swoich wojenek/gierek/podłych zagrywek wystawiać własne dzieci jako mięso armatnie.
Takim wrednym to się człowiek rodzi, czy nabywa się tego wraz z wiekiem?
Kjim, ty to powinnaś sie ostro puknac w głowę. Mało jest facetow na świecie ze sie trzymasz takiego gada i robisz jego dzieciom piekło na ziemi?
lilavva napisał/a:zrób sobie wiecej dzieci, te przecież nie srają, nie brudzą, nie wrzeszczą , nie wkurzają i nie gubią kłaków
wiem to mój pierwszy post ale wątek przeczytałam cały, jestem jego fanką
[b]jako Eksia czerpię z niego wiele aspiracji i pomysłów[/]metaksę to raczej powinnaś odesłać na miau.pl a nie na dogo
Witaj Eksia. Zawsze się zastanawiałam , skąd te wredne Eksiowe czerpią pomysły na uprzykrzanie życia swoim byłym mężom i ich nowym rodzinom . Nieustająco zadziwia mnie skąd w tych Eksiach tyle jadu i nienawiści. Jak potwornym trzeba być człowiekiem, żeby na potrzeby swoich wojenek/gierek/podłych zagrywek wystawiać własne dzieci jako mięso armatnie.
Takim wrednym to się człowiek rodzi, czy nabywa się tego wraz z wiekiem?
zapytaj samą siebie. Bo w tobie tez sporo jadu i wredoty siedzi. A ostatnio wrecz się ulewa
Kjim, ty to powinnaś sie ostro puknac w głowę. Mało jest facetow na świecie ze sie trzymasz takiego gada i robisz jego dzieciom piekło na ziemi?
Piekło tym dzieciom robi Ich własna matka, sprowadzając do domu obcych facetów i kazać Im mówić do Nich "tatusiu".
Piekło tym dzieciom robi Ich własna matka, nastawiając dzieci przeciwko ojcu , macosze, ładując te dzieci w wewnętrzny konflikt lojalnościowy.
Piekło tym dzieciom robi Im własna matka, które o nie nie dba, nie myje Ich, nie pierze ubrań, śmierdzące w zasranych majtkach wysyła do szkoły i do ojca, której nie wstyd jest , że macocha myje jej dzieci i obcina Im zapuszczone paznokcie.
Piekło tym dzieciom robi Ich własna matka - z czterdziestką na karku, przerzucając te dzieci od koleżanek, do matki, do babki, do obcych fagasów a sama fruwa po dyskotekach próbując złapać drugą młodość w żagle.
Też jestem Eksią.
Dbam o komfort psychiczny swoich dzieci , od czasu rozwodu skupiam się na tym bardziej niż na czymkolwiek innym.
Nie ograniczam Byłemu mężowi kontaktów z dziećmi bo wiem , że one go potrzebują. Nie nastawiam dzieci przeciwko nowej CIOCI, bo wiem, że tylko w ten sposób zapewnię dzieciom spokojne sny i utrzymam poprawne relacje z Byłym dla dobra właśnie moich dzieci.
Życzę Ci, abyś z takich przykładów czerpała inspiracje.
Ale jeśli już obrałaś drogę wojny ze swoją "osobista kurewna i kurewiczem" to współczuję Twoim dzieciom, Tobie, współczuję Twojej kurewnie i kurewiczowi. Musicie być strasznie znerwicowanymi ludźmi.
Módl się o to, by dzieci w przyszłości nie miały do Ciebie żalu o to, że swoją zaciętością, złością , żalem zabrałaś Im spokojne dzieciństwo i ojca.
No i sobie wczoraj z panią macocha porozmawiałam. Bo chyba ktoś tu oderwał się od rzeczywistości. Nikt obcy nie będzie się moimi dziećmi rządził! Macocha i ojczym nie mają prawa nawet uwagi zwrócić nieswojemu dziecku, a o ile już to zrobić to niezwykle delikatnie i z wyczuciem. Z żalem stwierdzam, że zawiodłam się na byłym mężu!
Już pokłóciły się?
Ja też , ale w zaciszu domowym.No niestety metaksa logika Lusi może mieć tu zastosowanie bo : M "żeby reaktywować kontakty z dziećmi, zaczyna kjim kochac mniej"....
Nie wrócił na noc do domu, przekimał się w swoim mieszkaniu, twierdzi, że on nie nadaje się do związku, że marny z niego typ i takie tam rzeczy , które ogólnie uważam za brednie.
Tak naprawdę szukał pretekstu do kłótni (takie mam wrażenie) i sranie w banie o tęsknocie do szczebioczących córeczek uznaję teraz z marny powód do wymiksowania się ze związku. Postawił ultimatum: albo będzie się widywał z dziećmi i ja się na to zgodzę, albo nie będziemy razem. Myślał, że się nie zgodzę, a tym samym dam Mu powód do wyprowadzki, a ja stwierdziłam, że to naturalne, że chce się widywać z dziećmi, więc niech ustali kiedy, da mi jakiś plan, przemyśli co zrobić żeby ograniczyć kontakty z Byłą do niezbędnego minimum i niech zabiera dzieci do siebie , przecież ma gdzie. Na moją, wydaje mi się w miarę rozsądną propozycję(?) stwierdził z automatu, że przecież ON wie, że ja jestem temu przeciwna wobec czego nie możemy być dalej razem. I po pracy nie wrócił do domu manifestując przy tym, że przecież ma SWOJE mieszkanie.Zdarzało Mu się ewakuować już z naszego związku już kilkukrotnie. To, że teraz wytrzymał ciągiem 10 miesięcy, to uważam za (marny to marny ) ale sukces. Wcześniej znikał co trzy miesiące.
Myślisz Metaksa, że gdybyśmy adoptowali razem psa, to żal by Mu było teraz odchodzić od ...psa? Bo ja myślę, że w takiej sytuacji miałby psa w dupie.
Myślisz Lusilu, że gdybyśmy mieli razem dziecko, to coś by to zmieniło? Myślę że nie. Dlatego czując się przez ten cały czas niepewnie, stosownie do sytuacji się zabezpieczałam :-)Także ten.... jakoś na razie się trzymam :-), chyba staje się to dla mnie nieciekawą normą i ...albo przeczekam gada , albo prędzej znajdę takiego, który będzie uważał, że nadaje się do budowania związku.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Kjim, ja bym pozwoliła Panu odejść.
To on musi sam dorosnąć do związku i roli ... ojca partnera.... teraz widzi Twoje przesuwanie granicy na jego "bo odejdę " ..i będzie robił co chce .. a Ty i tak na długą metę nie wytrzymasz. ..
Zazdrosna, odezwij się proszę co u Ciebie - bo to podobny schemat ... mam nadzieję ze udało Wam się ułożyć relacje w takiej konfiguracji jak ostatnio pisałaś ![]()
Lilavva - rozumiem że to szmacenie się, kosztem syna to do mnie ? dziękuję za troskę moja droga ![]()
U mnie ok, raz lepiej raz gorzej ![]()
Nie szkoda Ci życia na "osobista kurewnę i kurewicza"?
Lubisz to kim się stajesz ? do jakich działań "zmuszają " Cię swoim zachowaniem ?
To nie złośliwość z mojej strony, tylko próba rozmowy ![]()
No i sobie wczoraj z panią macocha porozmawiałam. Bo chyba ktoś tu oderwał się od rzeczywistości. Nikt obcy nie będzie się moimi dziećmi rządził! Macocha i ojczym nie mają prawa nawet uwagi zwrócić nieswojemu dziecku, a o ile już to zrobić to niezwykle delikatnie i z wyczuciem. Z żalem stwierdzam, że zawiodłam się na byłym mężu!
A możesz powiedzieć co tak Tobą wstrząsnęło ? w sensie tego zwracania uwagi .
To co już pisałam wcześniej.
Ale też to, że ona zwraca uwagę, poucza i jest nieprzyjemna. Umówiłam się z eks, że dzieci do końca studiów nie muszą pracować a my sfinansujemy całość studiów. A a jak będą pracować to niech na konto odkładają. Teraz są wakacje, wiadomo kasa potrzebna. Dzieci nie żeby wymagały no ale wypoczynek się należy. Eks dużo zarabia, żonie to auto kupił to na wakacje dla dzieci go nie stać????? Zresztą on by dal i dał. Ale ona niepotrzebnie się odzywa w stylu, za dużo dajesz, czy ja w twoim wieku to.... no po i jakim prawem to komentuje?
To co już pisałam wcześniej.
Ale też to, że ona zwraca uwagę, poucza i jest nieprzyjemna. Umówiłam się z eks, że dzieci do końca studiów nie muszą pracować a my sfinansujemy całość studiów. A a jak będą pracować to niech na konto odkładają. Teraz są wakacje, wiadomo kasa potrzebna. Dzieci nie żeby wymagały no ale wypoczynek się należy. Eks dużo zarabia, żonie to auto kupił to na wakacje dla dzieci go nie stać????? Zresztą on by dal i dał. Ale ona niepotrzebnie się odzywa w stylu, za dużo dajesz, czy ja w twoim wieku to.... no po i jakim prawem to komentuje?
Hmm, wybacz moja droga ale się nie zgadzam z Tobą - bo to nie w sprawy dzieci ale do portfelu zaglądasz exowi i jego żonie .
Komentuje takim prawem że to ich wspólna kasa... są małżeństwem.
Wiesz , ja dostaję alimenty na syna ..i płacę za jego wakacje .. ojciec jak chce to dorzuca... np. kieszonkowe . Ale nigdy nie uważałam że ex coś jeszcze musi.
Pomyśl jakbyś zareagowała jakby ex Ci powiedział że masz kupić to czy tamto dzieciom bo on płaci i wymaga ?
Skoro się umówiliście że dzieci odkładają co zarobią , płacicie za studia...to rozumiem ze Ty też na wakacje dzieciom dasz ile chcą bo im się należy.
polecam traktować innych tak jakbyśmy chciały być same traktowane.
DZIEWCZYNKI NIE KARMCIE TROLICY,niech idzie w krzaczory
napisze potem ,bo znowu młyn w pracy ,ściskam
Hmm, wybacz moja droga ale się nie zgadzam z Tobą - bo to nie w sprawy dzieci ale do portfelu zaglądasz exowi i jego żonie .
Komentuje takim prawem że to ich wspólna kasa... są małżeństwem.
Zgadzam się. Wcześniej Ci pisałam, że mogłabyś porozmawiać z Byłym, coby nie rozmawiali na burzliwe tematy przy dzieciach - mówiąc o reakcji Twoich dzieci (że strasznie to przeżyły i z płaczem wróciły od ojca) myślałam , że to przestraszone przedszkolaki. Jednak jeśli dzieci są starsze i uważasz , że " nie żeby wymagały no ale wypoczynek się należy", no owszem, ale ustalając kwotę alimentów powinnaś wziąć pod uwagę to, że dzieciom należy się wypoczynek i w wysokości alimentów to uwzględnić. Dostajesz alimenty, więc jeśli dzieciom należy się odpoczynek to wyjedź gdzieś z Nimi, załatw obóz/kolonie/wykup wycieczkę. Dostajesz alimenty przecież. To czy Były dołoży teraz (z Ich wspólnego budżetu) coś extra, to od Nich teraz zależy . Nic Ci do tego. Niestety z przykrością stwierdzam, że dzieci widząc twoją roszczeniowa postawę, mogły też taką postawę przyjąć u ojca. "Bo Im się należy i tata ma dać". A może tata uważa, że w celach wychowawczych dzieciom prezent w postaci np: zagranicznej wycieczki ( bo nie wiem w sumie o jaki wyjazd chodzi), wcale się nie należy?
A niestosowne zachowanie macochy w stosunku do Twoich dzieci może być właśnie reakcją na Ich roszczeniową postawę.
Pozdrawiam i nie denerwuj się tak. Ja wychodzę z założenia, że jeśli przyjdzie mi do głowy, że dzieci powinny coś mieć, gdzieś jechać, coś zrobić - to ja im to organizuję. Jeśli dodatkowo mój Były mąż też chce zabrać Ich na wakacje, basen lub dawać Im kieszonkowe to Jego sprawa . Dzieci będą miały podwójnie. Jeśli nie da i nie uważa za stosowne pojechać gdzieś z dziećmi to... Jego sprawa.
Ale jeśli już obrałaś drogę wojny ze swoją "osobista kurewna i kurewiczem" to współczuję Twoim dzieciom, Tobie, współczuję Twojej kurewnie i kurewiczowi. Musicie być strasznie znerwicowanymi ludźmi.
Módl się o to, by dzieci w przyszłości nie miały do Ciebie żalu o to, że swoją zaciętością, złością , żalem zabrałaś Im spokojne dzieciństwo i ojca.
dziecko jedno
żadnych wojen nie ma, nie po to się rozwodziłam
żadnych nerwów z mojej i dziecka strony nie ma
nie wiem jak jest z drugiej strony ale na razie jest tak jak mi pasuje i za dużo nie podskakują
grunt to sobie ustawić dobre relacje z kurewną i kurewiczem zwłaszcza z kurewiczem który ma ogromne poczucie winy
)))
i nie trzeba do tego robić z dziecka miesa armatniego, prawda ? ![]()
A teraz jako osoby dorosłe, więc kieszonkowe do rąk własnych. Płacimy za studia, mieszkanie itd po 50% No i czasem jakieś SUPER KIESZONKOWE np wakacje.
Tu nawet nie chodzi o to, że musi dać, czy że ja wymagam. Ale on jest ojcem i powiem decyzje podejmować sam w sprawach swoich dzieci. A ta kobieta jest obca i co jej do tego?
Poza tym dzieci same chciały żebym z nią pogadała, żeby ich zaczęła szanować i przestałą się wpie.. w nieswoje sprawy.
Ale ta baba zwraca im uwagę o różne rzeczy. Więc jej zwróciłam uwagę, że matkę to już mają.
Na ten przykład córka faceta, kiedyś coś tam przeskrobała. I on ją zaprosił na rozmowę. Wiedziałam, że będzie poważna rozmowa. Więc zanim się rozmowa zaczęła wyszłam z domu. Żeby dziecka nie denerwować, nie stresować dodatkowo, że ktoś obcy słucha. To było między ojcem a córką. Byłam neutralna.
Lilavva - rozumiem że to szmacenie się, kosztem syna to do mnie ? dziękuję za troskę moja droga
U mnie ok, raz lepiej raz gorzej
tak do Ciebie
gorszej sytuacji od Twojej w tym watku nie udało mi się wyczytać
Nie szkoda Ci życia na "osobista kurewnę i kurewicza"?
Lubisz to kim się stajesz ? do jakich działań "zmuszają " Cię swoim zachowaniem ?To nie złośliwość z mojej strony, tylko próba rozmowy
nie szkoda, za dużo czasu raczej ze sobą nie spędzamy
bardzo lubię to kim się staje
do żadnych działań mnie nie zmuszają, między innymi dzięki temu wątkowi po prostu wiem jak się ustawić i jak odpowiadać na ich działania
i jak nie dać sobie wchodzić na głowę co niestety wcześniej miało miejsce
To co już pisałam wcześniej.
Ale też to, że ona zwraca uwagę, poucza i jest nieprzyjemna. Umówiłam się z eks, że dzieci do końca studiów nie muszą pracować a my sfinansujemy całość studiów. A a jak będą pracować to niech na konto odkładają. Teraz są wakacje, wiadomo kasa potrzebna. Dzieci nie żeby wymagały no ale wypoczynek się należy. Eks dużo zarabia, żonie to auto kupił to na wakacje dla dzieci go nie stać????? Zresztą on by dal i dał. Ale ona niepotrzebnie się odzywa w stylu, za dużo dajesz, czy ja w twoim wieku to.... no po i jakim prawem to komentuje?
a ładnie to tak rządzić sie cudzą kasą?
grunt to sobie ustawić dobre relacje z kurewną i kurewiczem zwłaszcza z kurewiczem który ma ogromne poczucie winy
)))
i nie trzeba do tego robić z dziecka miesa armatniego, prawda ?
Wystarczy z siebie zrobić ofiarę losu i pogrywać na Jego wyrzutach sumienia :-)
Brawo. Piękna postawa. Uwielbiam pasożyty - przychodzą mi zaraz na myśl glisty ludzkie.
A teraz jako osoby dorosłe, więc kieszonkowe do rąk własnych. Płacimy za studia, mieszkanie itd po 50% No i czasem jakieś SUPER KIESZONKOWE np wakacje.
Tu nawet nie chodzi o to, że musi dać, czy że ja wymagam. Ale on jest ojcem i powiem decyzje podejmować sam w sprawach swoich dzieci. A ta kobieta jest obca i co jej do tego?
Poza tym dzieci same chciały żebym z nią pogadała, żeby ich zaczęła szanować i przestałą się wpie.. w nieswoje sprawy.
Ale ta baba zwraca im uwagę o różne rzeczy. Więc jej zwróciłam uwagę, że matkę to już mają.Na ten przykład córka faceta, kiedyś coś tam przeskrobała. I on ją zaprosił na rozmowę. Wiedziałam, że będzie poważna rozmowa. Więc zanim się rozmowa zaczęła wyszłam z domu. Żeby dziecka nie denerwować, nie stresować dodatkowo, że ktoś obcy słucha. To było między ojcem a córką. Byłam neutralna.
Luda w tym problem ze ty nie rozumiesz ze ta kobieta nie jest obca dla twojego ex,to jego zona,obca dla niego jestes ty,wiec ona ma znaczący glos jeśli chodzi o ich wydatki,ty masz zero do powiedzenia,czy ci sie to podoba czy nie taka jest prawda,
kijm--przeczekaj ,minie mu,to taki chłopczyk w krótkich gatkach ten Twój M ,przypomnialam sobie ze kiedyś pisalas o tych jego wyprowadzkach,hmm no trochę to blado wygląda w kontekście budowania z nim rodziny,dzieci wymagają stabilizacji,a on funduje huśtawkę emocjonalna,do życia w rodzinie najlepszy jest constans ,a nie jakas szarpanina,spokój i bezpieczenstwo,przewidywalność,coż u twego M tego brak,czy wydoroslalby gdyby pojawilo sie dziecko?
ciekawa jestem czy z ex tez sie tak wyprowadzał i wprowadzał.....
kijm--przeczekaj ,minie mu,to taki chłopczyk w krótkich gatkach ten Twój M ,przypomnialam sobie ze kiedyś pisalas o tych jego wyprowadzkach,hmm no trochę to blado wygląda w kontekście budowania z nim rodziny,dzieci wymagają stabilizacji,a on funduje huśtawkę emocjonalna,do życia w rodzinie najlepszy jest constans ,a nie jakas szarpanina,spokój i bezpieczenstwo,przewidywalność,coż u twego M tego brak,czy wydoroslalby gdyby pojawilo sie dziecko?
ciekawa jestem czy z ex tez sie tak wyprowadzał i wprowadzał.....
I widzisz, jak sobie przypomniałaś to wiesz już czemu w naszym przypadku wspólne dziecko to .... Jego dziecięca zachcianka. Ja do tego bardziej racjonalnie podchodzę. A czy się wyprowadzał jak mieszkał z EX? O wyprowadzkach nie słyszałam ( bo to był JEGO dom), On tam był u siebie. Jednakowoż coś mi się o uszy obiło, że lubił tak się gdzieś zaszyć z chłopakami z zalać robaka do nieprzytomności. Zresztą, często mi powtarza , że powinniśmy sobie robić takie wychodne czasem: On ze swoimi kumplami (czytaj: nadziabać się do nieprzytomności) , ja ze swoimi koleżankami (czytaj: na ploteczki). Powiedziałam Mu , że nie ma sprawy, każdy musi się czasem zresetować, jednak mnie ploty z koleżankami nie są potrzebne często. Organizuję sobie czas w inny sposób. I myślę, że głupio Mu tak przyjść i powiedzieć:"sory, dziś Was zostawiam, jadę na męską imprezę" . Nigdy Mu tego nie broniłam, nie robiłam wyrzutów, jednak jak wracał z takiego "męskiego wieczoru" to miałam wrażenie , że miał wyrzuty sumienia.
Zazdrosna, odezwij się proszę co u Ciebie - bo to podobny schemat ... mam nadzieję ze udało Wam się ułożyć relacje w takiej konfiguracji jak ostatnio pisałaś
Tyle tu jadu, przepychanek, złośliwości, że czytać mi się odechciewa tego forum. Szanujcie dziewczyny wybory i życie innych, udowadnianie kto ma racje z pewnością nie zmieni czyjegoś postępowania. Pomagajcie tym, kto o tą pomoc prosi i nie dajcie się prowokować. Wiem, że temat jest drażliwy, bo dotyczy nas osobiście i dobitnie, nie zrozumie nas ktoś, kto w tym nie siedzi.
Chceuciekacstad, skoro tak ładnie prosisz to zabieram się do roboty, jak coś to odpowiem na maila.
Układ nie jest podobny, bo mój M mieszka z jednym synem. Oddała bym wiele, żeby zabierał ich do siebie na noc tylko na weekendy, wakacje, czy święta, a my mieszkalibyśmy w tedy razem. U nas bywa różnie, czasami spędzamy ze sobą w weekendy razem z chłopakami, czasem ja się izoluję u siebie w moim domq i nie mam ochoty widywać pasierba. Ogólnie przyjęłam taktykę, iż starszy pasierb dla mnie nie istnieje, ignoruję jego obecność. Odzywam się do niego wyłącznie, gdy sytuacja faktycznie tego wymaga lub chłopak z czymś przegnie. Raczej omijam go szerokim łukiem, przyjeżdżam do M późnym wieczorem, gdy młody już śpi., bo po prostu lubię spać przy M, to czy chłopak słyszy nasze harce nocne też mam głęboko gdzieś. Zupełnie inne mam podejście do młodszego syna M, ale młody jest zupełnie inny. M goszcząc mnie u siebie bardzo mnie rozpieszcza, dba o mój komfort, stara się wymagać i upomina chłopaka do przestrzegania panujących zasad i obowiązków. Ostatnio kupił mi komodę na moje rzeczy, jednak ja nigdy nie będę się tam czuła jak u siebie, dla mnie tam po prostu nie ma miejsca. Mam też ogromny żal, że to nie nasze gniazdko, ale ja mam swoje i odliczam czas do pełnoletniości pasierba, czyli jakieś 3 lata. Mamy z M plan, by do tego czasu zorganizować coś tylko dla nas. Ja uczę się i naśladuję M, mam czas i ochotę to jadę do niego, ale jak jest mój syn, a bywa praktycznie ostatnio codziennie to zostaję z nim w domu, dla mnie mój syn jest najważniejszy. Nie piszę o córce, bo ona ma swoje towarzystwo i nie ceni sobie moje, co akceptuję. Nastawiam się, że w wakacje praktycznie w ogóle nie będę się widywać z M, nie będę się narażać na towarzystwo jego syna. Pozostanie nam czas gdy chłopak będzie u babci lub na kolonii na którą M wysyła synów, ale pocieszam się, bo mój syn już mi zapowiedział, że będzie u mnie całe wakacje. Nie wiem tylko jak rozegrać to z ex, bo przecież powinien mi zapłacić za jego utrzymanie za ten okres, ale pewnie jak w grę wejdą pieniądze zabroni synowi przyjazdu do mnie i tak będzie moja strata na korzyść dziecka. Co do naszego wspólnego wyjazdu na weekend nad jezioro z chłopakami mam mieszane uczucia, z jednej strony chciałabym zabrać gdzieś syna, z drugiej nie mam ochoty jechać z starszym pasierbem. Wolałabym gdyby M wysłał go na kolonie i zabrał na nasz wyjazd tylko młodszego syna, kto powiedział, że bracia zawsze muszą jechać razem? Kontakty sądowne młodszego to czas dziecka z ojcem, a nie braci, ale to może za rok. My z M też mamy zaplanowany wyjazd, jeśli pojedziemy we dwoje to ok., ale jak ze znajomymi z ich synem to ja uprę się by mój jechał z nami, w końcu całe wakacje ma spędzić w mieście. Jestem egoistyczna i dumna do bólu, nauczyłam się samotności i samodzielności. Z kury domowej przerodziłam się w kochankę i to mi służy, dostrzegam plusy takiego układu. Wciąż z M uczymy się odnajdywać w tym układzie, kryzysy jakoś mijają, choć bywają, albo tak mi się tylko zdaje, bo jest w nas jeszcze wiele emocji i żalu, zawodu. Jednak gdy już się widzimy z M to dobrze się bawimy, śmiejemy, a dzieci i byli partnerzy dla nas nie istnieją.
Przeczytałam wzmiankę o wspólnym zwierzaku to się wypowiem na ten temat. Kupiliśmy, choć to była moja inicjatywa z M kotka, cudowną, pluszową kuleczkę. Żartobliwie nazywałam go ?naszym dzieckiem?, jeździł z nami wszędzie jak członek rodziny. M lubi go bardzo i chciałby go zabrać do siebie, ja jednak nie oddam mojego skarba, choć nachodziły mnie takie myśli po wyprowadzce M, bo kociak bardzo zżył się z pasierbem. Poszłam jednak po rozum do głowy i bardzo się z tego cieszę, mam przynajmniej się do kogo przytulić w nocy. Reasumując zwierzak wcale nas do siebie nie scalił, M raczej traktował go jako czasoumilacza dla jego syna, maskotkę do głaskania, a na mnie zostały zrzucone wszelkie związane z nim obowiązki.
lilavva napisał/a:grunt to sobie ustawić dobre relacje z kurewną i kurewiczem zwłaszcza z kurewiczem który ma ogromne poczucie winy
)))
i nie trzeba do tego robić z dziecka miesa armatniego, prawda ?Wystarczy z siebie zrobić ofiarę losu i pogrywać na Jego wyrzutach sumienia :-)
Brawo. Piękna postawa. Uwielbiam pasożyty - przychodzą mi zaraz na myśl glisty ludzkie
ależ eksowie uwielbiają być potrzebni i pomocni
mojego ostatnio nawet nie muszę prosić, sam z siebie pomaga i daje kasę
.
postawa jak postawa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ( wiem ze zaraz będziesz tlumaczyć że ty swojego eksa nie eksploatujesz ale pytanie jest czy nie chcesz czy nie możesz
)
Nie ma co się wyzywać od pasożytów, ja swojemu eksowi nie ograniczam kontaktu z dzieckiem i zastanawiam się jakie szambo musisz mieć w głowie i jak bardzo jestes zdesperowana żeby zatrzymać te portki że zabraniasz ojcu spotykać się z dziećmi żeby tobie się związek udał ( choć wiadomo że w takiej sytuacji raczej się nie uda )
I jesteś do tego matką więc wiesz jak dzieci potrzebują obojga rodziców
ależ eksowie uwielbiają być potrzebni i pomocni
mojego ostatnio nawet nie muszę prosić, sam z siebie pomaga i daje kasę
Patrząc na to co pisałaś wyżej:
nie wiem jak jest z drugiej strony ale na razie jest tak jak mi pasuje i za dużo nie podskakują
To faktycznie żadnych wojen nie ma , bo Ci się boją podskoczyć. Ciekawe czy Twój Były ma świadomość , że jest przez Ciebie wykorzystywany i że za Jego plecami nazywasz Go/Ich kurewiczami? Jeśli tego jeszcze nie wie, to myślę, że to kwestia czasu.
wiem ze zaraz będziesz tlumaczyć że ty swojego eksa nie eksploatujesz ale pytanie jest czy nie chcesz czy nie możesz wink )
Ani jedno , ani drugie. Nie "eksploatuje" Go, bo szanuję Jego czas i nie wpierniczam się w Jego portfel. Tego samego oczekuję w zamian.
Nie ma co się wyzywać od pasożytów, ja swojemu eksowi nie ograniczam kontaktu z dzieckiem i zastanawiam się jakie szambo musisz mieć w głowie i jak bardzo jestes zdesperowana żeby zatrzymać te portki że zabraniasz ojcu spotykać się z dziećmi żeby tobie się związek udał ( choć wiadomo że w takiej sytuacji raczej się nie uda )
I jesteś do tego matką więc wiesz jak dzieci potrzebują obojga rodziców
Postawa jak postawa :-) Można być pasożytem, a można być osobą samowystarczalną. Niektórym bycie glistą odpowiada. Mnie nie.
A co do zabraniania ojcu kontaktów z dziećmi, to rozumiem, że przeczytałaś już cały wątek Macoch, jednak widzę , że bez zrozumienia. No cóż, są tacy, którym zrozumienie tekstu pisanego sprawia trudności. Z tym się nie da polemizować.
lilavva napisał/a:ależ eksowie uwielbiają być potrzebni i pomocni
mojego ostatnio nawet nie muszę prosić, sam z siebie pomaga i daje kasęPatrząc na to co pisałaś wyżej:
lilavva napisał/a:nie wiem jak jest z drugiej strony ale na razie jest tak jak mi pasuje i za dużo nie podskakują
To faktycznie żadnych wojen nie ma , bo Ci się boją podskoczyć. Ciekawe czy Twój Były ma świadomość , że jest przez Ciebie wykorzystywany i że za Jego plecami nazywasz Go/Ich kurewiczami? Jeśli tego jeszcze nie wie, to myślę, że to kwestia czasu.
lilavva napisał/a:wiem ze zaraz będziesz tlumaczyć że ty swojego eksa nie eksploatujesz ale pytanie jest czy nie chcesz czy nie możesz wink )
Ani jedno , ani drugie. Nie "eksploatuje" Go, bo szanuję Jego czas i nie wpierniczam się w Jego portfel. Tego samego oczekuję w zamian.
lilavva napisał/a:Nie ma co się wyzywać od pasożytów, ja swojemu eksowi nie ograniczam kontaktu z dzieckiem i zastanawiam się jakie szambo musisz mieć w głowie i jak bardzo jestes zdesperowana żeby zatrzymać te portki że zabraniasz ojcu spotykać się z dziećmi żeby tobie się związek udał ( choć wiadomo że w takiej sytuacji raczej się nie uda )
I jesteś do tego matką więc wiesz jak dzieci potrzebują obojga rodzicówPostawa jak postawa :-) Można być pasożytem, a można być osobą samowystarczalną. Niektórym bycie glistą odpowiada. Mnie nie.
A co do zabraniania ojcu kontaktów z dziećmi, to rozumiem, że przeczytałaś już cały wątek Macoch, jednak widzę , że bez zrozumienia. No cóż, są tacy, którym zrozumienie tekstu pisanego sprawia trudności. Z tym się nie da polemizować.
mozna byc samowystarczalna i samowystarczalna idiotka. Moje dziecko ma dwoje rodziców, wiec oboje powinni miec proporcjonalny wkład w jego wychowanie i utrzymanie. Dumą dziecka nie nakarmisz. Ale rozumiem twoj sapanie bo czytalam nie raz jak cie serce bolało czemu twoj gach dawal nie tobie a bylej kasę. Rozumiem stan wrzenia jak cie twoj eks olal i musisz byc "samowystarczalna"
Ano widzisz ja takie mało rozumne stworzonko. Przeczytałam caly watek i nic. Teraz sobie bede dalej podczytywac jak kombinujesz co tu zrobic zeby odciac m od dzieci i jak xazdrosna dalej sie łudzi ze za kilka lat w jej" zwiazku" bedzie lepiej
Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?
Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, uprawiają sex, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwierz mi , nie myślą wtedy o Tobie. Dla tych wszystkich chwil, dla kawy pitej rano razem w łóżku warto zawalczyć o TEGO faceta.
Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, śpią w jednym łóżku, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwież mi , nie myślą wtedy o Tobie.
no i jeszcze uprawiają sex ,to moze wywoływać aż taki ścisk doopska ze trzeba poujadać na inne macochy.....
wsparcie exa i wibrator ,superduo
kjim napisał/a:Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, śpią w jednym łóżku, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwież mi , nie myślą wtedy o Tobie.
no i jeszcze uprawiają sex ,to moze wywoływać aż taki ścisk doopska ze trzeba poujadać na inne macochy.....
wsparcie exa i wibrator ,superduo
o właśnie, jakas ty bystra rozgryzlas temat ![]()
Szkoda ze taka madra nie jestes jesli chodzi o twoje relacje z M i jego potomstwem ![]()
Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, uprawiają sex, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwierz mi , nie myślą wtedy o Tobie. Dla tych wszystkich chwil, dla kawy pitej rano razem w łóżku warto zawalczyć o TEGO faceta.
walcz walcz, z tego co piszesz trafiłas na ideal. Tego sie trzymaj bo co ci innego pozostaje.
walcz walcz, z tego co piszesz trafiłas na ideal. Tego sie trzymaj bo co ci innego pozostaje.
No cóż, a Twój idealny facet wybrał inną, więc co Ci pozostaje? Psioczenie na kurewnę i kurewicza :-)
LUSILJU napisał/a:kjim napisał/a:Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, śpią w jednym łóżku, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwież mi , nie myślą wtedy o Tobie.
no i jeszcze uprawiają sex ,to moze wywoływać aż taki ścisk doopska ze trzeba poujadać na inne macochy.....
wsparcie exa i wibrator ,superduoo właśnie, jakas ty bystra rozgryzlas temat
Szkoda ze taka madra nie jestes jesli chodzi o twoje relacje z M i jego potomstwem
hehehe moje relacje są dokładnie takie jakich chciałam,dla nas ex nie istnieje,jej potomstwo jest mi całkowicie obojetne,nie wylewam jadu na inne kobiety jak ty,PRZENIESIENIE NIENAWIŚCI NA INNE KOBIETY ZA,WŁASNĄ PORAŻKE ŻYCIOWA JEST PŁYTKIE I ŻAŁOSNE I ŚWIADCZY O ZYCIU WEWNETRZNYM NA POZIOMIE PIERWOTNIAKA najpierw uporaj sie z wlasnymi emocjami,przepracuj ,,kurewicza i korewne,,włączy ci sie spokój i nie będziesz musiała,,czerpać aspiracji,,???? do utruwania czyjegoś zycia z takich wątków jak ten
biedna jestes w gruncie rzeczy i żałosna......
nikt z tego wątku nie zabrał ci twego idealnego skarbu który to tak cię rzekomo wspiera mentalnie i finansowo,no ale bzyka inną....czas sie z tym pogodzić
Czy Wy kuzwa nie potraficie normalnie rozmawiac???? Musicie siegac dna i wodorostow???? Co Wam da takie przysrywanie sobie? Lepiej sie poczujecie czy co? Nie ogarniam.
lilavva, a Ty planujesz sobie ulozyc zycie na nowo? Bo jesli tak, to tez chcac niechcac mozesz kiedys przypadkiem zostac macocha i wtedy spojrzysz na ten watek z innej perspektywy. Poza tym akurat z kjim i zazdrosna powinnas sie dogadac, bo tez maja dzieci z pierwszych zwiazkow. Czytac nikt Ci nie zabroni, ale moglabys miec jakis pozytywny wklad w ten watek, przemysl to ![]()
Czy Wy kuzwa nie potraficie normalnie rozmawiac????
Umiemy, ale jak się wychyla jakaś prowokatorka, to sama się prosi o baty. Zbyt bezczelna żeby ją traktować normalnie.
Podstawowa zasada to nie matkować cudzym dzieciom, one swoja mamę mają. My jesteśmy tylko żoną ich taty, nic więcej. Nie ingerować w metody wychowawcze rodziców, ale reagować, jeśli nas źle traktują. Nie wkręcać się w wojenki z matką dzieci.
Podstawowa zasada to nie matkować cudzym dzieciom, one swoja mamę mają. My jesteśmy tylko żoną ich taty, nic więcej. Nie ingerować w metody wychowawcze rodziców, ale reagować, jeśli nas źle traktują. Nie wkręcać się w wojenki z matką dzieci.
Nerissa, nie do końca tak . Ja nie wyobrażam sobie żeby obce dziecko rządziło w moim domu , nawet syn mojego M.
Młody miał zapędy pyskówek do mnie, zwróciłam mu uwagę , tatuś był oczywiście zfochowany. Wytłumaczyłam .. raz drugi.
Nie ma świętych krów , jakby młody i jego tatuś dalej szli w tym kierunku..to by sobie pyskowali na świeżym powietrzu .. albo we własnym domu... sami .
Ja się nie wtrącam do wychowania, ale jeśli tatuś z mamusią nie potrafią nauczyć podstawowych zasad to ich problem, a nie mój.
Ale u mnie w domu będą te zasady egzekwowane.. lub jest możliwość spotkań poza domem - zawsze jest wybór. Kropka.
I ja w żadne wojenki się nie wkręcam, nie rozmawiam na temat ex mojego M, na temat jego syna .. ich sprawy . Ale nie pozawalam się w nich wykorzystywać - podchodzę do tego tak - ich sprawy , ich obowiązki i ich przyjemności- więc ja mam swoje sprawy, swoje obowiązki i swoje przyjemności.
Od kiedy wyznaczyłam tą granicę jest mi lepiej.
Nerissa1058 napisał/a:Podstawowa zasada to nie matkować cudzym dzieciom, one swoja mamę mają. My jesteśmy tylko żoną ich taty, nic więcej. Nie ingerować w metody wychowawcze rodziców, ale reagować, jeśli nas źle traktują. Nie wkręcać się w wojenki z matką dzieci.
Nerissa, nie do końca tak . Ja nie wyobrażam sobie żeby obce dziecko rządziło w moim domu , nawet syn mojego M.
Młody miał zapędy pyskówek do mnie, zwróciłam mu uwagę , tatuś był oczywiście zfochowany. Wytłumaczyłam .. raz drugi.
Nie ma świętych krów , jakby młody i jego tatuś dalej szli w tym kierunku..to by sobie pyskowali na świeżym powietrzu .. albo we własnym domu... sami .Ja się nie wtrącam do wychowania, ale jeśli tatuś z mamusią nie potrafią nauczyć podstawowych zasad to ich problem, a nie mój.
Ale u mnie w domu będą te zasady egzekwowane.. lub jest możliwość spotkań poza domem - zawsze jest wybór. Kropka.I ja w żadne wojenki się nie wkręcam, nie rozmawiam na temat ex mojego M, na temat jego syna .. ich sprawy . Ale nie pozawalam się w nich wykorzystywać - podchodzę do tego tak - ich sprawy , ich obowiązki i ich przyjemności- więc ja mam swoje sprawy, swoje obowiązki i swoje przyjemności.
Od kiedy wyznaczyłam tą granicę jest mi lepiej.
tez nie rozumiem jak mozna nie reagować jak nas źle traktuja...moze jeszcze gówniarstwu nadstawić drugi policzek?
jak mnie ktoś źle traktuje to ,,fora ze dwora,, i drzwi domu są dla tej osoby zamkniete na zawsze,bo to jest mój dom i ja mam mieć w nim komfort,a nie użerać sie z cudzym potworem,niech sie z nim uzera mamusia ......ja nic nie musze,a ignorować nie zamierzałam nigdy ......
na dobre traktowanie i szacunek trzeba sobie u mnie zasłużyć
No niestety, ale swieta racja.
Przeciez napisala:
Nie ingerować w metody wychowawcze rodziców, ale reagować, jeśli nas źle traktują.
Rozumiem, że ogromną satysfakcję sprawia Ci czytanie jak się macochy denerwują kiedy wredny babsztyl jątrzy w Ich związku.
Rozumiem, że nie wiesz co się dzieje w aktualnym związku twojego Byłego faceta, skręca Cię , że nie wiesz co się dzieje w jego osobistym życiu, jak się miewa Jego nowa wybranka, więc postanowiłaś sobie czytać wątek macoch i wyobrażać sobie nas w roli Twoje osobistej kurewny. Jeśli sprawia Ci to frajdę, to karm się tym. Glisty tak mają, że działają z ukrycia i niszczą swoją ofiarę od środka. Nie wiem po co się rozwodziłaś z facetem, jeśli tak fajnie Wam się układa. Pomaga Ci, wspiera Cię, nawet finansowo. Po co się rozwiodłaś z takim ideałem? Czyżby kurewicz puścił Cię kantem z kurewną i na nas postanowiłaś wyżywać się jako ta pokrzywdzona, rzucona, zdradzona?Pomyśl zatem też o tym, że czas, którego Twój Ex nie spędza z Waszym dzieckiem, pod Twoje dyktando, spędza w towarzystwie innej kobiety i nie koniecznie kłócą się wtedy tylko o Ciebie. Potrafią też świetnie się razem bawić, realizują wspólne hobby, wspólnie gotują, wyjeżdżają, uprawiają sex, chodzą razem na basen, tańczą, śmieją się z tych samych kabaretów, uwielbiają ze sobą żartować. Uwierz mi , nie myślą wtedy o Tobie. Dla tych wszystkich chwil, dla kawy pitej rano razem w łóżku warto zawalczyć o TEGO faceta.
Powiem jedno-najbardziej zajebisty post w tym temacie!!!!!!!!!!
Szkoda że mi ze dwa lata temu nie wpadł w ręce-no jesteś genialna!!!!!!!!!!!!!
Zapisałam go sobie w notatkach kto wie może się kiedyś przydać........ przesłość z ex mojego ex ciągnie się za mną jak smród starych jajek.
chceuciekacstad napisał/a:Nerissa1058 napisał/a:Podstawowa zasada to nie matkować cudzym dzieciom, one swoja mamę mają. My jesteśmy tylko żoną ich taty, nic więcej. Nie ingerować w metody wychowawcze rodziców, ale reagować, jeśli nas źle traktują. Nie wkręcać się w wojenki z matką dzieci.
Nerissa, nie do końca tak . Ja nie wyobrażam sobie żeby obce dziecko rządziło w moim domu , nawet syn mojego M.
Młody miał zapędy pyskówek do mnie, zwróciłam mu uwagę , tatuś był oczywiście zfochowany. Wytłumaczyłam .. raz drugi.
Nie ma świętych krów , jakby młody i jego tatuś dalej szli w tym kierunku..to by sobie pyskowali na świeżym powietrzu .. albo we własnym domu... sami .Ja się nie wtrącam do wychowania, ale jeśli tatuś z mamusią nie potrafią nauczyć podstawowych zasad to ich problem, a nie mój.
Ale u mnie w domu będą te zasady egzekwowane.. lub jest możliwość spotkań poza domem - zawsze jest wybór. Kropka.I ja w żadne wojenki się nie wkręcam, nie rozmawiam na temat ex mojego M, na temat jego syna .. ich sprawy . Ale nie pozawalam się w nich wykorzystywać - podchodzę do tego tak - ich sprawy , ich obowiązki i ich przyjemności- więc ja mam swoje sprawy, swoje obowiązki i swoje przyjemności.
Od kiedy wyznaczyłam tą granicę jest mi lepiej.tez nie rozumiem jak mozna nie reagować jak nas źle traktuja...moze jeszcze gówniarstwu nadstawić drugi policzek?
jak mnie ktoś źle traktuje to ,,fora ze dwora,, i drzwi domu są dla tej osoby zamkniete na zawsze,bo to jest mój dom i ja mam mieć w nim komfort,a nie użerać sie z cudzym potworem,niech sie z nim uzera mamusia ......ja nic nie musze,a ignorować nie zamierzałam nigdy ......
na dobre traktowanie i szacunek trzeba sobie u mnie zasłużyć
Dokładnie tak fora ze dwora tam są drzwi-ileż można tolerować i rozumieć.
Brawo za odwagę i siłe:)
witam wszystkie drugie i macochy. zaliczam się do tych drugich, do macoch niekoniecznie. dużo tu piszecie o problemach z dziećmi partnera. mój problem polega na tym, że ja chciałabym mieć kontakt z jego dziećmi, zaś kontaktu tego nie mam. ale od początku. mojego obecnego (jeszcze obecnego) partner poznałam w momencie, gdy rozstał się ze swoją partnerką. mają 2 dzieci, 8 i 4 l. ich rozstanie było burzliwe, wina po obu stronach. ona sobie kogoś znalazła, on po jakimś czasie spotkał mnie. na początku wszystko było ok. planowanie wspólnego życia, przyszłości. postanowiliśmy zamieszkać razem. i zamieszkaliśmy. ja mam dziecko z poprzedniego małżeństwa. partner zaakceptował fakt, że będziemy mieszkać we 3. problemy zaczęły się, gdy już razem zamieszkaliśmy. w moich wizjach, to miało być nieco inaczej, jak się okazało, niż w jego. to dziwne, bo o tym rozmawialiśmy, a wyszło jednak wszystko inaczej. dążyłam od początku do poznania jego dzieci i zbudowania więzi. wiem, że ich matka jest z tego rodzaju kobiet, które mszczą się na ex poprzez dzieci. toteż wolałam kuć żelazo, póki gorące. czyli, nawiązać z dziećmi więź, pokazać im, że jestem miłą panią, która chce się zaprzyjaźnić. i tu spotkało mnie wielkie rozczarowanie. partner powiedział nie. ja tu sobie myślę o stworzeniu rodziny , on mnie zagaduje o ślubie, a tu takie coś.. o ex nie byłam i nie jestem na razie zazdrosna, nie mam z nią kontaktu, partner właściwie również. spotykają się w sądach. trzy miesiące czekałam jak idiotka, aż partner raczy przedstawić mi swoje potomstwo. 10 razy ustawialiśmy się na to spotkanie, moje dziecko z prezentami czekało aż pozna inną dziewczynkę i chłopczyka. niestety, nie doszło to do skutku, bo albo dzieci były zmęczone, albo miały zły dzień, albo chciały robic coś innego. w końcu wyszło, że są bardzo delikatne i nie mogą poznać mnie i mojego dziecka. nie muszę chyba pisać, jak moje dziecko to przeżyło, że za każdym razem czekało na spotkanie i nic z tego nie wychodziło. płakało i pytało, czy to dlatego, że jest nieładne, głupsze, ma brzydkie zabawki. straciłam na tych experymentach mnóstwo zdrowia. ale to jeszcze nic. po 3 miesiącach zaplanowaliśmy wreszcie spotkanie - jedynie ze mną. miało to być 2 godziny, wyszło 10 minut. partner nawet mnie nie przedstawił, nie powiedział, kim jestem, zero. stanęłam i zatkało mnie, a dzieci poszły sobie w swoją stronę. w akcję wkroczyli dziadkowie, którzy nie traktują naszego związku poważnie. i dla nich widzenia mojego partnera z dzieckiem to jest to samo, co czas dla nich. a tam miejsca dla mnie nie ma. czyli nieważne, że byłam pierwsza z planowaniem tego spotkania, że z wyprzedzeniem 3 tygodniowym je wyprosiłam. ważniejsze było, że babcia chce kupić wnuczce buty w innym mieście i trzeba natychmiast jechać. okej. moje dziecko tych dzieci nie zna do tej pory. często o nie pyta, a ja już nie mam pomysłu, co mówić. kłamać nie zamierzam. pomagałam prawnie mojemu partnerowi w ustaleniu kontaktów, gdyż ex ograniczała mu widzenia i facet bardzo to przeżywał. a że jest niemotą, zajęłam się tym ja. udało sie ustalić kontakty 3 dni w tyg i weekendy. oraz miesiąc wakacji i jakieś święta. mniejsza z tym. myślałam, że skoro ma te kontakty tak duże (dzieci mieszkaja kilka ulic od nas), to wreszcie zdobędzie się na to, aby je przyprowadzić, zapoznać normalnie, że zaczniemy spędzac czas wspólnie. i znowu kulą w płot strzeliłam. odkąd dostał wyrok , wszystkie te dni spędza z dziećmi u swoich rodziców, weekendy również. obecne wygląda to tak, że widujemy się na kilka godzin w tygodniu, powiedzmy na 2 dziennie, bo ja też jestem człowiekiem, mam na głowie pracę, dziecko, dom i obowiązki w tym domu. w piątek partner zabiera swoje rzeczy kosmetyczne i hejże do rodziców. owszem zadzwoni, z głupim pytaniem, co robię. tak jest od kilku miesięcy. wszystkie rzeczy robię ja, a wieczorem w weekendy siedzę na fb i piję wódkę. tak dałam się załatwić. rozmowy nie pomagają, prośby. list mu napisałam z litanią w punktach, o co mi chodzi i czego oczekuję. przeciez ja nie chcę mu zabrać tych dzieci, czy wygonić na koniec Polski. chcę tylko je móc poznać, spędzić z nimi czas, zobaczyć, co to za osoby. kiedyś miałam taką sytuację, że potrzebowałam pomocy partnera. zasłabłam w pracy. dzwonię i mówię, przyjedź po mnie, już skończyłeś pracę. on mi na to - ale po dzieci jadę, mam widzenia. aha , dziękuję innym razem miałam sytuacje podbramkową, że wylądowałam w leśniczówce w środku lasu na imprezie integracyjnej, z której obiecał mnie przywieźć. czy przywiózł? NIE. kazał mi sobie poradzić, bo on kąpie dzieci i będzie je usypiał. przeżyłam to strasznie, zwłaszcza, że na szybko tam pojechałam z kimś, bez portfela i nie miałam możliwości powrotu z jakąś osobą. po tym fakcie jeszcze nie dotarło do mnie, że ten facet zachowuje się dziwnie. kolejne rozmowy, kolejne prośby i tłumaczenia. powiedział, że to ja mam zrozumieć. bo on ma kontakty, a ja mam swoje życie i powinnam sobie radzić sama. owszem , radzę sobie sama we wszystkim, ale czasem są sytuacje, gdy dzwoni się do swojego faceta, a nie do kolegi z pracy. czuję się samotna, odrzucona, jak mebel. jak pani sprzątaczka z funkcją łóżkową. nie mogę uwierzyć, że dałam się w to wrobić. partner kiedyś powiedział, że nigdy nie zostawi dla mnie dzieci i nie przyleci, bo ja tak chcę. nie wiem, co o tym myśleć. czy on serio jest idiotą ? czy tylko nie potrafi pogodzić się z tym, że jego związek się rozpadł, a on nie mieszka z dziećmi. zastanawiam się nad rozstaniem z nim. te wszystkie sytuacje daja mi do myślenia, że ten związek nie ma szans. ja nie potrafię być na boku, uważam, że to on powinien zrozumieć, że mnie rani. problem cały czas tkwi w tym, że on nie chce włączyć swoich dzieci w nasze życie. ale - paradoksalnie, chce mnie poślubić. ja sobie nie wyobrażam życia z nim, gdy obok on prowadzi 2 równoległe życie, do którego ja nie mam wstępu. to nie jest normalne. chciałabym mieć te dzieci u siebie od czasu do czasu. niestety, jego rodzice nigdy się na to nie zgodzą. dla nich jest jasne, że kontakty ich syna z dziećmi = ich kontakty. jak mam to rozwiązać? może ktoś miał podobny problem? może ktoś pomoże mi wybadać partnera, jaki naprawdę jest jego stosunek do mnie, bo zaczęłam wątpić we wszystko. czuję się jak idiotka ![]()
no coz,krotko mowiac do doopy masz sytuacje, co prawda troszke na swoje zyczenie,przeciez pomoglas niemocie w uzyskaniu maksymalnych kontaktow,masz co chcialas ....
piszesz,,marzyłam o wspolnej rodzinie,, z tymi dziecmi wspolnej,rozumiem?
hmmm ty nie jestes zadna rodzina dla nich,im szybciej wbijesz sobie to do glowy tym bedzie ci lzej....
te dzieci maja matke i ojca,rodzice nie chca by sie z toba kontaktowaly..... hehhe dla wielu z nas tutaj SYTUACJA WYMARZONA ,dla ciebie udreka....
udreka ale z tobie tylko znanych powodow,ktorych ja moge sie jedynie domyslac,chodzi ci zapewne o czas jaki im poswieca a moglby spedzac z toba,juz nawet zgodzila bys sie zeby byly u ciebie,byleby miec go wiecej........a tak tracisz jego i jego czas na wiele godzin,dni......
ale ze na wlasne zyczenie to juz ci pisalam.....nie bede dobijac....
coz napisalas ze czujesz sie jak dodatek do lozka itd,to smutne..........
a juz to ze pijesz piszac na fejsie,gdy on milo spedza czas jest zalosne.....dlaczego uzalezniasz swoj dobrostan od czasu jaki spedza z toba facet? to nie on jest miernikiem twojej wartosci,jestes dla siebie niesprawiedliwa,znajdz sobie zajecie,przestan sie skupiac na nim,zrob tak by to on poczul sie dodatkiem do twego zycia, by to on zechcial z toba spedzac czas,przestan byc frustratka ktora ZEBRZE O CZAS FACETA ,BLAGA O WIZYTY JEGO DZIECI,to odstrecza a nie zacheca ...........
czytalam twoje wczesniejsze posty,czekalam kiedy tutaj trafisz....
popelniasz czesty blad,uzalezniasz swoje byc albo nie byc od faceta,swoj dobry nastroj od niego,chcialabys byc super macoszka,zeby on to zobaczyl,wtedy bedzie zachwycony.....
coz on nie chce twoich kontaktow z dziecmi i wydaje mi sie ze tu sie niewiele zmieni
ojejku.. przeczytałam i puknęłam się w głowę. masz wiele racji w tym, co napisałaś. zachowuję się po prostu głupio. to prawda, że zamiast zająć się sobą, ja ciągle robię odwrotnie. dzięki, że mi to wszystko napisałaś, nie patrzyłam na to w ten sposób. klapki na oczach.
partner wrócił z weekendu z dziećmi z informacją, że jego ex nie życzy sobie kontaktu dzieci ze mną, bo jestem psychicznie chora. przyjęłam to ze śmiechem, bo spodziewam się ze strony tej kobiety najgorszego i widzę, że właśnie się zaczyna kolejny odcinek serialu dynastia. pogadałam z partnerem, co mi lezy na sercu. kolejny raz. nie wiem, czy to da jakiś skutek. poprosił o kolejną szansę, dzieci ma przywieźć w środę, a w weekend do nas do chaty. spodziewam sie policji i jego ex też przy okazji. kobieta wzywa policję na każdym kroku. gdy partner idzie do byłęgo domu wziąć swoje np. ubrania, gdy w dniu kontaktów on tam przychodzi a ona nagle oświadcza, że ma inne plany i w nosie ich kontakty. dotychczas nie było o mnie wzmianki, przez długi okres czasu. aż do dziś. no ale dobra, rozumiem frustrację.
przemyslę sobie to wszystko od nowa.
no i ? nadal chcesz przyjmowac dzieci obcej ,niezrownowazonej baby u siebie w domu?
CHESZ BURZYC SPOKOJ SWOJ I SWOJEGO MAŁEGO DZIECKA NALOTAMI POLICJI??
po co ci te zawirowania,niech na siebie wzajemnie wzywaja policje,ale nie na twoim terenie,MASZ PRAWO DO SPOKOJU ,co ty chcesz zafundowc swemu dziecku? jakies cudze problemy?
twoj facet mial gowniane zycie,dokonal gownianego wyboru to niech sie sam tapla w tym bagnie i ciebie nie pograza, ja wiele lat temu tez zetknelam sie z takim szambem,ale bardzo szzybko sie wymiksowalam i stanowczo odcielam od tego,niech sobie łby zrywaja ,po co w tym uczestniczyc??
chyba ze lubisz taka huśtawkę
jeszcze jedno,zadbaj o siebie,skup sie na swoim dziecku,zamiast wymuszac zachowania ktore na dluzsza mete beda ci szkodzic,niczego nie zyskasz jak te dzieciaki bedzie ci zwozil,narazisz sie na nerwy,na ataki,beda klotnie ,to zle sie na tobie odbije,nie zyskasz wspolnego czasu z facetem ,tylko bedziesz zepchnieta na dalszy plan,to raz,dwa beda jazdy z jego ex,bedzie na to patrzylo twoje dziecko,trzy beda ci sie w wekendy cudze dzieci plataly po domu a ty im bedziesz pod nos podstawiac i nie licz na wdziecznosc tylko na krytke,wyzbadz sie zludzen o jednej ,wielkiej rodzinie,toto rzeczywiscie tylko w amerykanskich serialach ,zycie jest inne
lilavva napisał/a:walcz walcz, z tego co piszesz trafiłas na ideal. Tego sie trzymaj bo co ci innego pozostaje.
No cóż, a Twój idealny facet wybrał inną, więc co Ci pozostaje? Psioczenie na kurewnę i kurewicza :-)
jakby był idealny to raczej nie wnosiłabym pozwu o rozwód ![]()
a popsioczyć sobie lubię, rzecz ludzka, jak widać w tym wątku, wy tylko tutaj psioczycie jak nie na eksie to na dzieciaki albo na M
lilavva napisał/a:LUSILJU napisał/a:no i jeszcze uprawiają sex ,to moze wywoływać aż taki ścisk doopska ze trzeba poujadać na inne macochy.....
wsparcie exa i wibrator ,superduoo właśnie, jakas ty bystra rozgryzlas temat
Szkoda ze taka madra nie jestes jesli chodzi o twoje relacje z M i jego potomstwem
hehehe moje relacje są dokładnie takie jakich chciałam,dla nas ex nie istnieje,jej potomstwo jest mi całkowicie obojetne,nie wylewam jadu na inne kobiety jak ty,
oj to najwyraźniej cię pomyliłam z tą drugą LUSILJU która w tym wątku spuszcza się na wszystko i wszystkich wokół ![]()
przepraszam
Dziewczyny pomocy! Powiedzcie czy ja naprawdę jestem najgorszą suką jaka może się trafić jako macocha?
Sytuacja pierwsza: Dzieciak pyta: "Tatuś mi mówił, że zanim Go poznałaś to miałaś kilku chłopaków, a tak właściwie to ilu?" Ja głupia ci... odpowiadam w dobrej wierze "3" na co słyszę odpowiedź Młodego z kpiącym uśmiechem na twarzy "o! to Ty jesteś romansowa kobieta". Ojciec stojący ok 1 metra dalej przysłuchujący się dyskusji na moje spojrzenie a później prośbę o jakąś reakcję najpierw twierdzi, że nie słyszał a później, że przecież nie wiem co 11 latek rozumie pod pojęciem "romansowa". Pytam skąd do cholery pomysł żeby na takie tematy rozmawiać z dzieckiem - nie pamięta skąd się wzięła ta rozmowa...
Sytuacja druga: miałam kiedyś partnera,który mnie tłukł oczywiście rozstałam się z nim ale został mi uraz do sytuacji kiedy ktoś podnosi głos i wymachuje nade mną czy też przede mną rękami. Mój obecny facet o tym wie. Jego Młody jak większość w jego wieku spędza dużo czasu grając na komputerze, wymieniałam nim uwagi o grach, kiedy okazało się, że jego ulubiona gra jest super a moja do d... i wtedy się zaczęło Młody zaczął wykrzywiać twarz demonstrując niby jak ja gram -czego oczywiście nigdy nie miało okazji widzieć, podbiegał do mnie machał rękami... Miałam płacz na końcu nosa a mój "ukochany" obserwował a później stwierdził, że nie zwrócił na to uwagi.
Zrobiłam ogromną awanturę z której dowiedziałam się, że jestem wredną, nieempatyczną, cyniczną babą.
Pomyślałam, że skoro moim problemem jest relacja z Dzieckiem to dobrym sposobem będzie unikać spotkań w weekendy kiedy dziecko jest tutaj. Znalazłam sobie interesujący mnie kierunek studiów podyplomowych w systemie zaocznym. Myślałam, że upiekę 2 pieczenie przy jednym ogniu będę realizować swoje zainteresowania i uniknę pola do konfliktu z dzieckiem. Ale nie! Zabronił mi bo jeszcze tam kogoś poznam!
Co radzicie?
A co tu można radzić???
Dziewczyno co to znaczy że facet rozmawia o twojej przeszłosci ze soim dzieciakiem???Romansowa...? Nie dziwię się że zrobiłaś awanturę bo pewnie ja zrobiłabym to samo. Też jestem macochą...niestety... zdecydwałam się na związek z wdowcem. on ma syna 18 letniego- przy czym ja nie pozwalam soebie na pyskówki z jego strony. Mocno i intensynie wyrażam soje zdanie. A jak nie dociera to potem tatuś obrywa.
Pewnie posypią się gromy że za syna karę ponosi ojciec- uwierzcie mi tak jest czasami prościej.
Powiem Ci jeszcze jedno, gdybym zdecydowała się na studia podyplomowe to nikt nie zmieniłby mojej decyzji. No włąśnie, może poznasz kogoś. Wiesz co...życzę ci tego bo bycie macochą jest do d...
Dziewczyny pomocy! Powiedzcie czy ja naprawdę jestem najgorszą suką jaka może się trafić jako macocha?
Sytuacja pierwsza: Dzieciak pyta: "Tatuś mi mówił, że zanim Go poznałaś to miałaś kilku chłopaków, a tak właściwie to ilu?" Ja głupia ci... odpowiadam w dobrej wierze "3" na co słyszę odpowiedź Młodego z kpiącym uśmiechem na twarzy "o! to Ty jesteś romansowa kobieta". Ojciec stojący ok 1 metra dalej przysłuchujący się dyskusji na moje spojrzenie a później prośbę o jakąś reakcję najpierw twierdzi, że nie słyszał a później, że przecież nie wiem co 11 latek rozumie pod pojęciem "romansowa". Pytam skąd do cholery pomysł żeby na takie tematy rozmawiać z dzieckiem - nie pamięta skąd się wzięła ta rozmowa...
Sytuacja druga: miałam kiedyś partnera,który mnie tłukł oczywiście rozstałam się z nim ale został mi uraz do sytuacji kiedy ktoś podnosi głos i wymachuje nade mną czy też przede mną rękami. Mój obecny facet o tym wie. Jego Młody jak większość w jego wieku spędza dużo czasu grając na komputerze, wymieniałam nim uwagi o grach, kiedy okazało się, że jego ulubiona gra jest super a moja do d... i wtedy się zaczęło Młody zaczął wykrzywiać twarz demonstrując niby jak ja gram -czego oczywiście nigdy nie miało okazji widzieć, podbiegał do mnie machał rękami... Miałam płacz na końcu nosa a mój "ukochany" obserwował a później stwierdził, że nie zwrócił na to uwagi.
Zrobiłam ogromną awanturę z której dowiedziałam się, że jestem wredną, nieempatyczną, cyniczną babą.
Pomyślałam, że skoro moim problemem jest relacja z Dzieckiem to dobrym sposobem będzie unikać spotkań w weekendy kiedy dziecko jest tutaj. Znalazłam sobie interesujący mnie kierunek studiów podyplomowych w systemie zaocznym. Myślałam, że upiekę 2 pieczenie przy jednym ogniu będę realizować swoje zainteresowania i uniknę pola do konfliktu z dzieckiem. Ale nie! Zabronił mi bo jeszcze tam kogoś poznam!
Co radzicie?
Kochane Dziewczyny,ciesze sie ze tu trafiłam:)całego wątku nie przeczytałam ale to co zdołałam ogarnąć utwierdziło mnie w przekonaniu ze moge Was prosić o rade.Bardzo możliwe ze wkrótce zostanę macocha.Spotykam sie z K.od kilku lat i od początku wiedziałam ze ma dziecko.W tej chwili chłopiec ma 6 lat.Dziecko nie było wyczekiwane ani upragnione przez mojego K.W którymś momencie spotkał sie kilka razy z kobieta (dokładnie trzy razy) która postanowiła zafundować sobie dziecko,obojętnie z kim.no i padło na mojego nieświadomego K.Dziecko uznał,płaci alimenty i je odwiedza (nie za często bo mieszka w innym mieście).Potem pojawiłam sie ja.Najpierw chciałam sie wycofać na wieść o dziecku ale postanowiłam spróbować.Okazalo sie ze K.jest miłością mojego zycia.ukladalo nam sie idealnie,poza jedna rzeczą,niestety przez 4 lata nie mogłam poznać młodego.najpierw proponowałam spotkania a potem odpuściłam.Odwiedzal go sam.Ona nie pozwalała mu praktycznie wychodzić z nim z domu a o spotkaniu dziecka z jakas obca baba nie chciała słyszeć.rok temu okazało sie ze jestem w ciąży.Wielka radość a potem wielki smutek bo poroniłam.w bardzo zaawansowanej ciąży.Niestety los bywa okrutny i kilka miesięcy po tym zdarzeniu zmarła matka syna mojego K.Nagle okazało sie ze powinnam go poznać bo przeciez nie ma wyjścia i dziecko bedzie musiało z nami zamieszkać (póki co na prośbę rodziców zmarłej mieszka z dziadkami).Pierwsze spotkanie świeżo po śmierci mojego dziecka i jego matki było traumatyczne.Nawet chyba dla obojga nas tak samo choc wydawało sie ze w miarę mnie polubił.Ale stres był ogromny i spotkanie ciagle przywoływało wspomnienia mojego zmarłego dziecka.Odpuscilismy wiec na jakiś czas dalsze poznawanie.Ostatnio znowu spotkaliśmy sie we trójkę.Stres troche mniejszy,ale dziecko bardzo wrogo do mnie nastawione,kompletnie mnie ignorowało,udawało ze nie słyszy moich pytań.Naprawde sie starałam.usmiechalam sie,wymyślałam rożne rozrywki ale to nic nie dawało.On mnie po prostu nie zna.Moze tez z jakiegoś powodu nie lubi(nie znam sie,nie mam swoich dzieci).Teraz sie nad tym wszystkim zastanawiam,czy jest sens przezywać stres,wychowywać cudze dziecko.Wiem ze gdybym chciała mały mógłby długie lata spędzić u dziadków.Wystarczy tylko moje jedno słowo.ale chce zeby był z ojcem bo tu jest jego miejsce.Prosze powiedzcie jak mam sobie radzić z tymi wszystkimi emocjami,często negatywnymi na widok jego skwaszonej miny.Przeciez jesli bede chciała z nimi żyć to na mnie spadnie większość obowiązków,moje całe zycie zostanie podporządkowane pod dziecko innej kobiety.Co mam robić zeby on chociaz słuchał co do niego mowię?i przestroga do tych "pierwszych".Szanujcie te drugie bo moze zdarzyć sie tak jak w tym przypadku,ze losy Waszego dziecka bedą w dużej mierze uzależnione od nich.dziekuje z góry za pomoc,przepraszam za bledy(pisze z tel).
Kochane Dziewczyny,ciesze sie ze tu trafiłam:)całego wątku nie przeczytałam ale to co zdołałam ogarnąć utwierdziło mnie w przekonaniu ze moge Was prosić o rade.Bardzo możliwe ze wkrótce zostanę macocha.Spotykam sie z K.od kilku lat i od początku wiedziałam ze ma dziecko.W tej chwili chłopiec ma 6 lat.Dziecko nie było wyczekiwane ani upragnione przez mojego K.W którymś momencie spotkał sie kilka razy z kobieta (dokładnie trzy razy) która postanowiła zafundować sobie dziecko,obojętnie z kim.no i padło na mojego nieświadomego K.Dziecko uznał,płaci alimenty i je odwiedza (nie za często bo mieszka w innym mieście).Potem pojawiłam sie ja.Najpierw chciałam sie wycofać na wieść o dziecku ale postanowiłam spróbować.Okazalo sie ze K.jest miłością mojego zycia.ukladalo nam sie idealnie,poza jedna rzeczą,niestety przez 4 lata nie mogłam poznać młodego.najpierw proponowałam spotkania a potem odpuściłam.Odwiedzal go sam.Ona nie pozwalała mu praktycznie wychodzić z nim z domu a o spotkaniu dziecka z jakas obca baba nie chciała słyszeć.rok temu okazało sie ze jestem w ciąży.Wielka radość a potem wielki smutek bo poroniłam.w bardzo zaawansowanej ciąży.Niestety los bywa okrutny i kilka miesięcy po tym zdarzeniu zmarła matka syna mojego K.Nagle okazało sie ze powinnam go poznać bo przeciez nie ma wyjścia i dziecko bedzie musiało z nami zamieszkać (póki co na prośbę rodziców zmarłej mieszka z dziadkami).Pierwsze spotkanie świeżo po śmierci mojego dziecka i jego matki było traumatyczne.Nawet chyba dla obojga nas tak samo choc wydawało sie ze w miarę mnie polubił.Ale stres był ogromny i spotkanie ciagle przywoływało wspomnienia mojego zmarłego dziecka.Odpuscilismy wiec na jakiś czas dalsze poznawanie.Ostatnio znowu spotkaliśmy sie we trójkę.Stres troche mniejszy,ale dziecko bardzo wrogo do mnie nastawione,kompletnie mnie ignorowało,udawało ze nie słyszy moich pytań.Naprawde sie starałam.usmiechalam sie,wymyślałam rożne rozrywki ale to nic nie dawało.On mnie po prostu nie zna.Moze tez z jakiegoś powodu nie lubi(nie znam sie,nie mam swoich dzieci).Teraz sie nad tym wszystkim zastanawiam,czy jest sens przezywać stres,wychowywać cudze dziecko.Wiem ze gdybym chciała mały mógłby długie lata spędzić u dziadków.Wystarczy tylko moje jedno słowo.ale chce zeby był z ojcem bo tu jest jego miejsce.Prosze powiedzcie jak mam sobie radzić z tymi wszystkimi emocjami,często negatywnymi na widok jego skwaszonej miny.Przeciez jesli bede chciała z nimi żyć to na mnie spadnie większość obowiązków,moje całe zycie zostanie podporządkowane pod dziecko innej kobiety.Co mam robić zeby on chociaz słuchał co do niego mowię?i przestroga do tych "pierwszych".Szanujcie te drugie bo moze zdarzyć sie tak jak w tym przypadku,ze losy Waszego dziecka bedą w dużej mierze uzależnione od nich.dziekuje z góry za pomoc,przepraszam za bledy(pisze z tel).
Moja droga, sytuacja ciężka . Kiedyś przed swoimi doświadczeniami powiedziałabym "że biedne dziecko stwórz mu rodzinę ", pewnie bym twierdziła ze skoro ono nie ma matki to Ty nią możesz być!.
Teraz jestem ostrożna, i raczej moje myślenie jest w kierunku , że to jest obce dziecko i możesz tym stworzyć sobie i nie tylko piekło na ziemi.
Pytanie jeszcze jak Twój partner zachowuje się w stosunku do Ciebie i dziecka jak jesteście razem ?
Zastanów się co będzie jeśli nie polubicie się z nim ? co by było gdybyście mieli swoje dzieci ??
Jesteśmy tylko ludźmi ... i nawet pomimo szczerych chęci nie potrafimy zmienić i swojego zachowania a tym bardziej czyjegoś.
Ojciec tez nie był takim pełnowymiarowym, widać że dziecko bardziej związane z dziadkami.
Trudna sytuacja , bardzo.
Może zacznijcie od psychologa - wszyscy troje ? spotkania delikatne na neutralnym gruncie .. żeby dziecko samo nabrało chęci i przekonało się do Ciebie i do Was.
Tu trzeba wielkiej ostrożności, bo ono już przeżyło traumę straty matki... kolejnej straty gdyby Wam nie wyszło....może nie znieść.
Bardzo dziekuje Ci za wszystko co napisałaś.Na naszym pierwszym spotkaniu moj K. zachowywał sie dziwnie,jakbym była obca osoba,unikał jakiegokolwiek kontaktu ze mna.Gdy mu wyjaśniłam ze to bolało,powiedział ze sam nie miał pojęcia jak sie zachowywać zeby go tez nie zrazić.Na drugim spotkaniu było inaczej.Z jednej strony trzymał za rękę małego z drugiej mnie(mały nie był chętny zeby iść miedzy nami),przytulał i mnie i jego.Moze to sie dziecku nie spodobało,jego mamy tato nie przytulał.Nie wiem.Mam wrażenie ze to wszystko mnie przerosło.Mam juz trzydzieche a nie umiem sobie z tym poradzić.Nie chce nikogo krzywdzić a mam wrażenie ze zostając z nimi skrzywdze wszystkich,tak jak piszesz.Nie moge sobie pozwolić na próbowanie a potem zniknąć jak jednak okaże sie to nie do przeskoczenia.Porozmawiam z K. I przynajmniej sama pójdę do tego psychologa bo to chyba ja mam problem,nie wiem juz ????
Moja droga, sytuacja ciężka . Kiedyś przed swoimi doświadczeniami powiedziałabym "że biedne dziecko stwórz mu rodzinę ", pewnie bym twierdziła ze skoro ono nie ma matki to Ty nią możesz być!.
Teraz jestem ostrożna, i raczej moje myślenie jest w kierunku , że to jest obce dziecko i możesz tym stworzyć sobie i nie tylko piekło na ziemi.
Jako była macocha wychowująca pod swoim dachem dziecko męża, mam bardzo podobne zdanie. Bywa, że za piękny odruch serca trzeba później zapłacić bardzo wysoką cenę... To nie jest łatwa sytuacja dla żadnej ze stron.
Sądzę Betsi, że nikt nie udzieli Tobie odpowiedzi na pytanie jakiego wyboru powinnaś dokonać. Każda rodzina stająca przed tego typu decyzjami jest jednak inna. Może być Wam pięknie, może być kompletnie do d...y. Obserwuj zachowanie swojego partnera, ponieważ od tego w znacznym stopniu zależy jak ułożą się Twoje relacje z pasierbem.
Volver,czy Tobie nie udało sie właśnie z powodu nieporozumień na tle jego dziecka? (Napisałaś była macocha)?przepraszam ze pytam,jesli nie chcesz nie odpowiadaj
Wiesz Betsi... to wbrew pozorom dość trudne pytanie. Pewnie po trosze tak, ale chyba nie mogę powiedzieć, że właśnie nieporozumienia na tym tle miały największe znaczenie. Nasze małżeństwo po zamieszkaniu z nami pasierba na pewno bardzo się zmieniło. Zdecydowanie zrobiło się bardziej nerwowo w domu...
Jednak syn chociaż sprawiał trochę kłopotów wychowawczych, nie był specjalnie trudnym dzieckiem. Uważam, że w tym układzie plamę dał zdecydowanie mój eks. Kompletnie nie nadaje się na ojca, stąd panowie wiecznie "darli koty" . Mnie ta ciężka atmosfera bardzo ciążyła, ponieważ zawsze chciałam mieć "ciepły dom". Do kompletu miałam też byłą żonę i drugiego starszego(pełnoletniego) syna... także, lekko nie było ![]()
Ciesze sie ze potrafisz juz na to patrzeć z usmiechem????i mam nadzieje ze masz to o czym marzylas???? o zmarłych zle sie nie mówi ale mi ta "była" tez zdążyła napsuć sporo nerwów.Jesli bede kiedyś była to wiem ze nie popełnię jej bledow???? dziekuje Volver
mam nadzieje ze masz to o czym marzylas
Tak, teraz jest mi naprawdę dobrze. Jestem wprawdzie sama ale to świadomy wybór. Nie chcę już w swoim życiu byłych żon, cudzych dzieci i wiecznych kompromisów... ![]()
Żeby sprawa była jasna, naprawdę nie żałuję, że zaopiekowałam się synem męża. Sama to zaproponowałam. Nie potrafiłam cieszyć się swoim życiem, wiedząc że to dziecko żyje w patologicznych warunkach z matką alkoholiczką i wciąż nowymi "wujkami". Zrobiłam to głównie dla siebie. Zresztą i tak miałam go codziennie "na głowie", bo w pewnym momencie do mamy chodził tylko spać, więc...
Myślę, że u nas syn mimo wszystko miał trochę lepiej. Wątpię jednak, aby był z nami szczęśliwy. Bardzo się starałam, żeby czuł się "zaopiekowany" i ważny... nie sądzę jednak, żeby mi się to do końca udało. Zawsze się z synkiem lubiliśmy i nadal lubimy ale nasz dom, nie był szczęśliwym domem. Kiepskich rodziców sobie chłopak wybrał, niestety...
Jesteś w takim razie wspaniała osoba bo potrafiłas mu stworzyć chociaz namiastkę domu,którego nie dali mu rodzice.Chcialabym tak umieć.Mam teraz wrażenie ze pomimo wieku jestem bardzo niedojrzała osoba bo chyba nie stworze temu chłopcu niczego dobrego????????
Żeby stworzenie szczęśliwego domu zależało tylko od nas... Na to pracują wszyscy. Bez współpracy reszty zainteresowanych niewiele zdziałasz. Chyba dlatego, tak trudno w takich rodzinach, stworzyć warunki przyjazne dla wszystkich. Póki co nie nastawiaj się negatywnie. Dla Was wszystkich, to nowa sytuacja i trzeba się z nią oswoić. Chłopiec może Cię jeszcze pozytywnie zaskoczyć ![]()
Jesteś w takim razie wspaniała osoba bo potrafiłas mu stworzyć chociaz namiastkę domu,którego nie dali mu rodzice.Chcialabym tak umieć.Mam teraz wrażenie ze pomimo wieku jestem bardzo niedojrzała osoba bo chyba nie stworze temu chłopcu niczego dobrego????????
wtrącę swoje trzy grosze....
nie jestes niedojrzala ,świadczy o tym to ze sie zastanawiasz czy podołasz wyzwaniu,nie jest łatwo wmontowac sie w sytuacje z której potem czlowiek nie jest w stanie sie wykręcić,cierpiec będą wszyscy,nie znam cię wiec nie wiem ile zdołasz unieść,wychowanie cudzego dziecka to wyzwanie......zawsze......ty w dodatku przeszłaś zupelnie niedawno traumę...
to jest świeże i bolesne,a teraz obce dziecko......moze to dzialac jak rozdrapywana rana......
trudno cokolwiek radzić,ja jestem przeciwniczką wiązania sie z dzieciatym facetem kobiety bezdzietnej.....napisze brutalnie.....bedziesz zyla cudzymi problemami ,nie zaczniesz małżeństwa z czysta karta,będziesz miala nieswoje obowiązki,będziesz borykac sie z dylematami których przy facecie bez zobowiązań byś nie znala,malzenstwo to nieustanne kompromisy,trzeba czasu by sie dotrzec,tu będzie jeszcze dodatkowa osoba z którą NIEUSTANNIE TRZEBA BEDZIE SIE LICZYC,KTOREJ DOBRO BEDZIE NA PIERWSZYM MIEJSCU,nie wiem czy jestes gotowa na to by niańczyć nieswoje dziecko,przejmować cudze obowiązki, by sie angażować w wychowanie chłopca przez wiele,wiele lat......to jest egoistyczne,wiem,ale to twoje życie,jedyne jakie masz ,pomyśl ,czy aby na pewno chcesz je przeżyć w ten sposób,czy o tym marzylas,altruizm jest chwalebny.....ale gdy życie nas do niego zmusza to juz niekoniecznie.....
Widzisz,tylko ze ja od początku wiedziałam ze on ma dziecko.Nigdy mnie nie okłamał.Tylko ze stworzył jakas fikcje w której nauczyłam sie żyć.Ok.Dziecko jest ale przeciez jest daleko.A tu jesteśmy my i stworzymy nasza rodzine.A powinnam była przewidzieć ze rożne rzeczy sie zdarzają,przynajmniej w moim życiu (w ciagu trzech lat pochowałam dodatkowo trzy bliskie mi osoby).A nie przewidziałam i to jest moja wina.Co ja myslalam ze bedzie tak zawsze?A teraz widze jak wszystko sie zmienia.Nie znasz mnie a jednak bardzo trafnie napisałaś o wszystkim czego sie boje.I boje sie jeszcze ze jestem za słaba.Ze juz nie dam rady stawiać wszystkich innych na pierwszym miejscu bo zycie i szczęście jakos mi tak szybko umyka.A ja nic innego nie robię tylko sie boje.Dziekuje za ciepłe słowa i rady.Ciesze sie ze chociaz Wy,całkowicie mi obce,staracie sie jakos pomoc
Strony Poprzednia 1 … 88 89 90 91 92 … 128 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026