netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 240 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 87 88 89 90 91 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 721 do 5 785 z 8 269 ]

5 721

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

Taaa... no cos w tym jest. Szacunek mowicie .. Ja nie wiem co sie porobiło u nas hmm zawsze było w miare ok, jasne ze były trudne dni bo mimo szczerych checi nie mam cierpliwości do jego córki tyle ile do mojej zwłaszcze ze sa bardzo rózne. Ostatnio jednak trace cały zapał i serce. Poprostu mnie denerwuje i to chyba jedyne emocje jakie we mnie wzbudza hmm Ja wiem ze to jest tylko dziecko i kiedyś zlinczowałabym kobiete za takie słowa ale nie umiem tego inaczej określić jak bezdenna głupota... i to mnie irytuje tak ze mam ochote wyjsc i nie wracac. Nie tylko ja kto widze ostatnio moja mama i moja siostra również (szwagier tez ale z nuta powątpiewania zapytał - ee nie ona sie wyglupia prawada ?? ! ) Zrozumcie ona ma 8 lat prawie a nie umie zrozumiec prostych poleceń. Przykłady:

my-Ubierz buty.
N- Które?
My-Adidasy
N- ale o co ci chodzi?
...
my-znajdz jakies ciemne skarpetki
N-co?
my-skarpetki ciemne ...
N-o co ci chodzi ?
....
zadanie domowe  z ktorym walczylismy prawie 3 godziny:
Trzy zdania typu:
   Ala gra na gitarze
   Tomek lubi grac w tenisa.
   Jacek gra z kolegami na konsoli
*czy znasz słowo które powtarza sie w kazdym zdaniu? czy wiesz co oznacza?

No i masakra.
N- gitara
ja- a jest w kazdym zdaniu ?
15 min płaczu i tupania
N- lubi
ja- prosze pomysl przeczytaj i sie zastanów
N- awantura ze ona nie rozumie
Tlumacze ze w kazdym zdaniu a ona patrzy na mnie i mowi - ale o co ci chodzi ?
noszszsz wrrrrrrrr masakra
nie na moje nerwy
*dla ciekawych nie zrobiła tego finalnie wink
Jest w 1 klasie a ma miec 3 na koniec roku z rytmiki (jak zapytalismy czy wiedziała powiedziała ze myslała ze bedzie 4... i 4 z solfeżu (szkoła muzyczna) a nie sa to trudne przedmioty hmm

Dla porownania . Są z moją córka w jednej klase i tu nie ma zadnych problemów(moze troche jest roztrzepana ale nie przeszkadza to w nauce) Na koniec piatki a w-w zadanie zroiła w minute...
Ja wiem ze nie powinnam ich porownywać ale one sa wychowywane razem od 4 lat , obie maja 100% naszej uwagi , jednak te róznice sa coraz wyraźniejsze.

Powiedziałam mojemu po tym ostatnim ze ja nie moge bo za nerwowam i ma sam to ogarnąć bo ja juz nie chce sie denerwowac a potem słysze od dziecka ze cyt"nic jej nie pomagam i jestem niemiła " tu wstaw jeb drzwiami. Zaznaczam ze jestem nie miła bo nie robie za nia tylko ją prosze żeby myslała lekko nakierowując...
Także ten...no...

PO JAKIEGO GRZYBA PRZEJEŁAŚ OBOWIAZKI MEZA WOBEC JEGO DZIECKA?  dlaczego odrabiasz  z nia lekcje??
,dlaczego to jest TWOJ PROBLEM??
dlaczego wreszcie ZMUSZACIE MAŁO ZDOLNE DZIECKO DO NAUKI W SZOLE MUZYCZNEJ?? przeciez ona ledwo daje rade z nauka w podstawowce,
nie wykluczone ze to dziecko z dysfunkcjami,ma jakies deficyty co widac czytajac nawet te wyrywkowe obrazki z waszego zycia,nie mozesz przejmowac roli rodzica,nie powinnas sie tym obarczac,ona ma OBOJE RODZICOW, ja tez kiedys mieszkalam z pasierbica i nawet zmuszona sytuacja przejelam meza obowiazek wychowawczy wobec niej,co wspominam jako najgorszy okres naszego malzenstwa,weszlam w zycie CUDZE,WESZLAM W ROLE MATKI NIESWOJEGO DZIECIAKA,na szczescie ta sytuacja szybko sie rozwiazala,zreszta z moim udzialem,wymiksowalam sie z tego rownie szybko jak w to weszlam ,z korzyscia dla wszystkich,



ne lubisz tego dziciaka,to widac od razu,moze podswiadomie obraczasz mloda za swoje problemy w zwiazku,za to ze twoj partner nie bierze z toba slubu,ze cie nie zameldowal itd,bo moze tłumaczysz sobie ze w ten sposob on DBA O INTERESY SWEGO DZIECKA,poza tym to nie jest dziecko łatwe,nie jest dziecko zdolne,sa z nim problemy,to dziecko cie drazni i jego ,,niedociagniecia,,

swoje dzieci kocha sie mimo wszystko,cudze nie,buntujesz sie sytuacja ,masz na ,,glowie,,nie swoje problemy,masz wlasna corke i zlosci cie ze poswiecasz czas cudzemu,zlosci ze partner tego od ciebie wymaga,masz dosc presji ktora kts na tobie wywiera,buntujesz sie......
przeciez jest wyjscie,wystarczy powiedziec ze NIE BEDZIESZ SIE ZAJMOWAC EDUKACJA JEGO CORKI,ZE NIE PRZEJMIESZ JEGO OBOWIAZKOW,
nie rozumiem czemu weszlas w role ktorej nie chcesz grac,jestes wsciekla a nie robisz nic by to zmienic...przeciez  NIC NIE MUSISZ

5 722

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie,długo mnie tutaj nie było ale wciąż tyle się dzieje w moim życiu tyle dobrego smile))
Minęły dwie pory roku odkąd przestałam być tą druga i macochą!!!!!
Jestem SZCZĘŚLIWA smile)))))))) jestem sama ale tak cholernie szczęśliwa że nie ma słów by to opisać.
W dużej części powróciłam dawna ja uśmiechnięta radosna nawet rodzinka mówi że "się naprawiłam"
Znowu robię co chce kiedy chce,moja wypłata w końcu w całości należy do mnie!!!
Sprzątam gotuje kiedy chce,i to co sobie obiecałam nie mam w domu telewizora.
Mój ex dniami i nocami oglądał tv często tak głośno że nie można było usłyszeć dzwonka w drzwiach,w końcu cisza w necie też można wszystko obejrzeć,a że ja jestem często w delegacji to naprawdę tv nie było i nie jest mi do szczęścia potrzebne.

Nigdy więcej związku z rozwodnikiem a tym bardziej z facetem z dziećmi.
Bez faceta można być szczęśliwą kobietą!!!!

5 723

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

dlaczego wreszcie ZMUSZACIE MAŁO ZDOLNE DZIECKO DO NAUKI W SZOLE MUZYCZNEJ??

To nie tak że ja ZMUSZAMY, to jest szkołapodstawowa z profilem muzycznym. Juz dawno byłopostanowione że chce tam wysłac moje dziecko, córka M również wykazywała jakies predyspozycje wiec postanowiliśmy że moga iśc razem (nawet praktyczniej) nikt sie nie spodziewał problemów aż takich. W przedszkolu nie były widoczne... Jeżeli tak dalej bedzie to bedzie ja trzeba przenieść i to jest jasne.

LUSILJU napisał/a:

ona ma OBOJE RODZICOW

no własnie problem w tym że to czysta teoria i ja jakby niechcący całkiem przejełam tą role ie spodziewajac się aż takich schodów.. jej biologiczna matka aktywowała sie po jakiś 2 latach mojego wychowywania młodej i od tamtej pory jest ciężej.. ja się juz troche wycofałam ale nadal w tym uczestnicze bo mieszkając razem poprostu sie nie da odciąć hmm ona mowi do mnie "mamo" mimo wszelkich prób wypersfadowania jej tego od początku-nie miała matki wiec chyba taka wewnętrzna potrzeba dziecka.

LUSILJU napisał/a:

ne lubisz tego dziciaka,to widac od razu,moze podswiadomie obraczasz mloda za swoje problemy w zwiazku,za to ze twoj partner nie bierze z toba slubu,ze cie nie zameldowal itd,bo moze tłumaczysz sobie ze w ten sposob on DBA O INTERESY SWEGO DZIECK

To nie jest tak że ja jej nie lubie, chyba to jest irytacja że mimo pracy nie ma efektów i mimo starań jest brak szacunku. Rozmawiałam o tym z moim wiele razy i on to rozumie  niby. Gozej ze po jakimś czasie jakby zapomina... A z tym meldunkiem to nie pisałam że on "nie chjce"pisałam w kontekscie "upoważnień" ze to takie żenujące . Kupiliśmy mieszkanie razem, urządziliśmy razem , utrzymujemy razem ale w sprawach formalnych jestem "obca".

Ale zgadzam się z tym że coś sie musi zmienić... Chyba musze to dobrze przemyśleć. Jak to rozegrać, jak z nim rozmawiać, jakich argumentów uzyc, nie chce kolejnej lawiny słów z której nic nie wyniknie...
Dzieki za wsparcie smile


@ motylek - no i super ! dobrze sie czyta takie posty smile

5 724 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-05-27 17:15:48)

Odp: Być drugą i macochą

Ale to nie byl z mojej strony zarzut ,ze ty jej nie lubisz,ja cię bardzo dobrze rozumiem,ja pasierbicy wprost nie znoszę.....
co do meldunku,to uwazam ze jest to świństwo i tak,uwazam ze twój partner nie chce byś tam byla zameldowana,bo gdyby chcial juz dawno by to uporządkował,pozbadz,sie zludzeń....
on ma z tobą dobrze,nic nie musi,uszczesliwil cię nie twoimi obowiązkami,wiem,wiem samo to jakoś wyszlo ????. szkoda ze samo tak jakoś wychodzi to tylko co jest dla niego wygodne ,bezpieczne,korzystne finansowo,co zabezpiecza jego i jego dziecko materialnie,chroni prawnie.....

jestem ostatnia,osoba która by cię oceniala,otwieram ci tylko oczy na pewne aspekty twojego życia,niestety tak to wygląda ze  facet w twoim zwiazku,,czerpie z niego pelnymi garściami,, a ty dostajesz ochlapy i rżnie głupa gdy poruszasz tematy kluczowe które decydują o twoim dobrostanie,sorry bardzo ale to ze,,pojezdzi sobie od czasu do czasu na mopie,,albo poda ci herbatę to nie zabezpieczy twojej przyszłości ,ani nie poprawi sytuacji finansowej....
co to za partner ,który pozwala placic kredyt na swoje ,tylko swoje mieszkanie kobiecie z która żyje ,no proszę cię.......
ja nie lubię pijawek ekonomicznych,obojetnie jakiej są płci ,co mu szkodzi polatać z kubkiem i powłazic ci w dupe od czasu do czasu jak jestes wymarzonym rozwiązaniem także ,a moze glownie ekonomicznym,niczego nie chcesz ,niczego nie wymagasz,na,wszystko sie godzisz,nie poruszasz tematow niewygodnych ,polecenia wykonujesz,a ze czasem się poskarżysz na jakims forum.....łeee tam...on i tak tego nie czyta????

mam kluczowe pytanie,piszesz ze kupiliście mieszkanie razem,razem urzadzaliscie.. Rozumiem ze w akcie notarialnym,,widniejesz,,jako współwłaściciel,w umowie z bankiem  jako wspolkredytobiorca?

5 725

Odp: Być drugą i macochą

nie widnieje nigdzie... to był kredyt z dopłatą RNS dla samotnego rodzica bo był ostatni dzwonek na załapanie sie na ten program. Wiem wszystko wiem... tylko nie wiem co dalej... ja p... naprawde jestem az tak slepa? ja bylam pewn ze góra dwa lata i bede zoną , matką w zamysle, i bedzie ok a teraz niewiem ...

5 726 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-05-27 19:01:34)

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

nie widnieje nigdzie... to był kredyt z dopłatą RNS dla samotnego rodzica bo był ostatni dzwonek na załapanie sie na ten program. Wiem wszystko wiem... tylko nie wiem co dalej... ja p... naprawde jestem az tak slepa? ja bylam pewn ze góra dwa lata i bede zoną , matką w zamysle, i bedzie ok a teraz niewiem ...

hmmm ,co dalej....po prostu sie zbuntuj.... to bardzo proste,przeze mnie przemawia doswiadczenie zyciowe.....warto czasem posluchac kogos kto był w podobnej sytuacji i sie z niej wymiksował...
u ciebie ta kwestia nie przejdzie(mowie o corci tatusia)ale zajmowac sie jej problemami przestac mozesz ,delikatnie ,malymi kroczkami.....

tupnij noga,zacznij wymagac,po co udajesz ze jest fajnie?fajnie to moze jest tylko jemu.....
zacznij od meldunku,spytaj kiedy idziecie do urzedu by cie zameldowac,bo masz po kokardy bycia dzikim lokatorem,albo Maryska  ktora sprzata u panstwa ,a panstwo jej zameldoac nie chce by sie zanadto nie panoszyla,idz do prawnika spytaj sie zawczasu jak to z tym kredytem jest w razie malzenstwa kredytobiorcy,zeby cie twoj Pan Wygodnicki nie zbyl sianem

porusz kwestie slubu,powiedz ze to dla ciebie sprawa wazna,ze nie chcesz byc konkubina i wez sobie wybij z glowy te pierdoły ze to on ma chciec,bo cale zycie bedziesz myslala ze zmusilas go i cala ta reszte tych swoich wywodow
,presja -sresja,a jak cie jego corusia wywali z domu po 20 latach z jedna walizeczka ,a w mieszkanku zamieszka jej mamcia albo kolejna naiwna  konkubina to bedziesz sobie mogla te swoje rozwazania w buty wsadzic......

5 727

Odp: Być drugą i macochą

Ale z tym mieszkaniem to i slub za wiele nie pomoze - on to mieszkanie kupil przed ewentualnym slubem, wiec ono nie wejdzie do wspolnoty majatkowej. Takze na dobra sprawe sponsorujesz mu lokum i poki co wyglada na to, ze fige z makiem z tego bedziesz miec. Masz chociaz jakies kwity na to, ze to Ty splacasz raty i ile do tej pory wplacilas?

5 728 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-05-28 09:48:33)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Ale z tym mieszkaniem to i slub za wiele nie pomoze - on to mieszkanie kupil przed ewentualnym slubem, wiec ono nie wejdzie do wspolnoty majatkowej. Takze na dobra sprawe sponsorujesz mu lokum i poki co wyglada na to, ze fige z makiem z tego bedziesz miec. Masz chociaz jakies kwity na to, ze to Ty splacasz raty i ile do tej pory wplacilas?

tak, ale jak bedzie zona i bedzie tam zameldowana moze w wypadku rozwodu żądać zwrotu nakladow poniesionych np na remonty itd, oprocz tego jako malzonkow obowiazuje ich wspolnota majtkowa ,czyli od tego momentu razem splacaja kredyt,wiec szanse na jakies zadośćuczynienie w razie rozwodu sa,a teraz ??? teraz to w razie rozstania walizeczka w zeby i paszła....
tak jak wczesniej napisalam -murzyn zrobil swoje,murzyn moze odejsc

poza tym nielatwo jest ,,wyrzucic,,zameldowana zona ale dziko mieszkajaca konkubine juz tak,bo przeciez to postac NIKT,co dla mnie prawnie jst zrozumiałe bo skoro wlasciciel mieszkania uwazal ja za kogos kogo niewarto meldowac wiec prawo tylko to ,,potwierdzi,,

niestety trzeba dbac o swoje interesy,zeby nie zostac z reka w nocniku,wielkie slowa o milosci i o tym ze by sie chcialo zeby ten slub byl dlatego ze jest sie najlepsza kobieta na swiecie to dla mnie marzenia egzaltowanych gimnazjalistek ze szkol katolickich w dodatku i tak sie maja do rzeczywistej postawy facetow jak tu widzimy....
tymi marzeniami niestety nie zapewnimy dachu nad glowa swoim dzieciom ,nie damy im jesc i nie bedziemy na stare lata spokojnie spac w DOMU KTORY SPLACALYSMY LATAMI

5 729

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

Witajcie,długo mnie tutaj nie było ale wciąż tyle się dzieje w moim życiu tyle dobrego smile))
Minęły dwie pory roku odkąd przestałam być tą druga i macochą!!!!!
Jestem SZCZĘŚLIWA smile)))))))) jestem sama ale tak cholernie szczęśliwa że nie ma słów by to opisać.
W dużej części powróciłam dawna ja uśmiechnięta radosna nawet rodzinka mówi że "się naprawiłam"
Znowu robię co chce kiedy chce,moja wypłata w końcu w całości należy do mnie!!!
Sprzątam gotuje kiedy chce,i to co sobie obiecałam nie mam w domu telewizora.
Mój ex dniami i nocami oglądał tv często tak głośno że nie można było usłyszeć dzwonka w drzwiach,w końcu cisza w necie też można wszystko obejrzeć,a że ja jestem często w delegacji to naprawdę tv nie było i nie jest mi do szczęścia potrzebne.

Nigdy więcej związku z rozwodnikiem a tym bardziej z facetem z dziećmi.
Bez faceta można być szczęśliwą kobietą!!!!

Dziękuję za ten optymistyczny powiew radości, wszystkiego dobrego. Jesteś silniejsza niż nie jedna z nas. Pewnie zdarza ci się jednak mieć dość bycia samej?

5 730

Odp: Być drugą i macochą

EvEmama,
doskonale Cię rozumiem w sprawie niezdecydowania Twojego "partnera" tylko czy to właściwie jest niezdecydowanie ?
Ja mam podobnie z wyjątkiem tego, że mieszkamy w moim domu więc ten problem przynajmniej mnie nie dotyczy ale co do ślubu, dzieci dokładnie to samo. Na początku on nalegał na dzieci i opowiadał, że chce się ze mną ożenić a od jakiegoś czasu cisza...nawet nie ma próby podejmowania tematu, ja też już odpusciłam-zrobiłąm się za stara na dziecko. Kiedyś chyba przypadkiem wygadał się, że obiecał swojemu synkowi, "że nie będzie miał innych dzieci" szkoda że ja wcześniej o tym nie wiedziałam... Co do ślubu też cisza ... używa z uporem maniaka określenia partner na co ja że partnerów to ja mam w interesach. Z premedytacją mówię o naszym związku konkubinat bo wiem, że tego nie lubi ale w istocie czymże innym jesteśmy ?
Co do mieszkania to cholera trochę kiepsko, że tylko Twój Facet jest w "papierach" skoro razem je kupowaliście... może mógłby zrobić darowiznę połowy na Ciebie ? moja mama zrobiła tak-podarowała połowę swojego domu mojemu bratu, dom był obciążony hipoteką więc chyba z mieszkaniem powinno się też tak dać. Myślę, że w tej kwestii nie możesz odpuścić bo niestety wszystkie wiemy jakie jest życie.

5 731

Odp: Być drugą i macochą
takżeten napisał/a:

EvEmama,
doskonale Cię rozumiem w sprawie niezdecydowania Twojego "partnera" tylko czy to właściwie jest niezdecydowanie ?
Ja mam podobnie z wyjątkiem tego, że mieszkamy w moim domu więc ten problem przynajmniej mnie nie dotyczy ale co do ślubu, dzieci dokładnie to samo. Na początku on nalegał na dzieci i opowiadał, że chce się ze mną ożenić a od jakiegoś czasu cisza...nawet nie ma próby podejmowania tematu, ja też już odpusciłam-zrobiłąm się za stara na dziecko. Kiedyś chyba przypadkiem wygadał się, że obiecał swojemu synkowi, "że nie będzie miał innych dzieci" szkoda że ja wcześniej o tym nie wiedziałam... Co do ślubu też cisza ... używa z uporem maniaka określenia partner na co ja że partnerów to ja mam w interesach. Z premedytacją mówię o naszym związku konkubinat bo wiem, że tego nie lubi ale w istocie czymże innym jesteśmy ?
Co do mieszkania to cholera trochę kiepsko, że tylko Twój Facet jest w "papierach" skoro razem je kupowaliście... może mógłby zrobić darowiznę połowy na Ciebie ? moja mama zrobiła tak-podarowała połowę swojego domu mojemu bratu, dom był obciążony hipoteką więc chyba z mieszkaniem powinno się też tak dać. Myślę, że w tej kwestii nie możesz odpuścić bo niestety wszystkie wiemy jakie jest życie.

jeszcze fajniejsza nazwa to KONQRWINAT ;mozecie wstawiac,,lubie to,,

5 732

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
motylek75 napisał/a:

Witajcie,długo mnie tutaj nie było ale wciąż tyle się dzieje w moim życiu tyle dobrego smile))
Minęły dwie pory roku odkąd przestałam być tą druga i macochą!!!!!
Jestem SZCZĘŚLIWA smile)))))))) jestem sama ale tak cholernie szczęśliwa że nie ma słów by to opisać.
W dużej części powróciłam dawna ja uśmiechnięta radosna nawet rodzinka mówi że "się naprawiłam"
Znowu robię co chce kiedy chce,moja wypłata w końcu w całości należy do mnie!!!
Sprzątam gotuje kiedy chce,i to co sobie obiecałam nie mam w domu telewizora.
Mój ex dniami i nocami oglądał tv często tak głośno że nie można było usłyszeć dzwonka w drzwiach,w końcu cisza w necie też można wszystko obejrzeć,a że ja jestem często w delegacji to naprawdę tv nie było i nie jest mi do szczęścia potrzebne.

Nigdy więcej związku z rozwodnikiem a tym bardziej z facetem z dziećmi.
Bez faceta można być szczęśliwą kobietą!!!!

Dziękuję za ten optymistyczny powiew radości, wszystkiego dobrego. Jesteś silniejsza niż nie jedna z nas. Pewnie zdarza ci się jednak mieć dość bycia samej?

Powiem ci że po 4 latach życia z tym człowiekiem mam tak dość facetów że póki co samotność to dla mnie lekarstwo na to co z nim przeszłam,a przeszłam tyle że mogłabym napisać książkę o psychicznym znęcaniu się nad mną tego człowieka za moim przyzwoleniem!!
Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zaufam jakiemuś facetowi na razie nawet o tym nie myślę,w pożegnaniu od niego usłyszałam "jak się z tobą kochałem to myślałem o mojej ex bo tylko myśl o jej zgrabnym ciele mnie podniecała i mi stawał...."
Jesteśmy silniejsze niż nam się wydaje,odwagi a szczęśliwe życie na nas czeka.

5 733 Ostatnio edytowany przez takżeten (2015-05-29 18:36:18)

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

w pożegnaniu od niego usłyszałam "jak się z tobą kochałem to myślałem o mojej ex bo tylko myśl o jej zgrabnym ciele mnie podniecała i mi stawał...."

nie wiedział, że zaburzenia erekcji się leczy ?... są od tego nawet specjaliści wink

5 734

Odp: Być drugą i macochą

Tu nie chodzi o zaburzenia erekcji. Tylko o straszliwą, nieludzka PODLOSC.

5 735

Odp: Być drugą i macochą
IsaBella77 napisał/a:

Tu nie chodzi o zaburzenia erekcji. Tylko o straszliwą, nieludzka PODLOSC.

Dokładnie tak zwykła ludzka PODŁOŚĆ
Tylko przegrani tak się zachowują tak reagują,taka "linia obrony"
Jak mówi przysłowie "mężczyznę poznaje się po tym jak kończy....."
On skończył na dnie a ja mam moje nowe stare życie bez faceta z dzieckiem i jego ex.

5 736 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-06-11 08:18:24)

Odp: Być drugą i macochą

Dzień dobry Macochy.
Jaka tu cisza od jakiegoś czasu. Czyżby przygotowania wakacyjne przechodziły bez żadnych zgrzytów?
Jak Wasze relacje i troski dnia codziennego?
Wszystko gra?
Ja usłyszałam wczoraj (w kontekście dzieci M), że : "to moje życie i nie wtrącaj się do Niego".
Ok, powiedziałam, ale skoro Ty i Twoje dzieci to Twoje życie, to wychodzi na to (przez analogię), że ja i moje dzieci to powinno być tylko MOJE życie, to w takim razie, gdzie w tym wszystkim jest NASZE wspólne życie ? Na razie nie uzyskałam odpowiedzi.

5 737

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Dzień dobry Macochy.
Jaka tu cisza od jakiegoś czasu. Czyżby przygotowania wakacyjne przechodziły bez żadnych zgrzytów?
Jak Wasze relacje i troski dnia codziennego?
Wszystko gra?
Ja usłyszałam wczoraj (w kontekście dzieci M), że : "to moje życie i nie wtrącaj się do Niego".
Ok, powiedziałam, ale skoro Ty i Twoje dzieci to Twoje życie, to wychodzi na to (przez analogię), że ja i moje dzieci to powinno być tylko MOJE życie, to w takim razie, gdzie w tym wszystkim jest NASZE wspólne życie ? Na razie nie uzyskałam odpowiedzi.

to nieładnie powiedział.....
a na jakim obecnie etapie są jego kontakty z dziećmi  jakas,zmiana nastąpiła?
a moze on ma jakiś plan wakacyjny o którym boi sie powiedzieć?

5 738

Odp: Być drugą i macochą

Czy nastąpiła zmiana? Szczerze? Nie wiem. Dzieci do domu nie przywozi, ale nie mam pewności czy się z Nimi w jakikolwiek sposób kontaktuje. Odwiedza np. swoich rodziców sam (czasem wpada do nich po pracy). Czy są tam jego dzieci, nie wiem. Wiem jednak, że dziadkowie czasem dzieci do siebie zabierają, więc czy On się tam z nimi widzi - naprawdę nie wiem. Ja się nie dopytuję, On nie mówi. I wygodnie mi z tym. Temat JEGO dzieci w naszym domu zrobił się tematem tabu.
Nie wiem jednak czy w Jego "obniżonym i aktualnie drażliwym nastroju" nie macza paluszków Była żona. Dlatego , że zbliżają się wakacje i Ona najzwyczajniej w świecie nie będzie miała co z dziećmi począć przez 2 miesiące. Czy nie zaczęła Go nachodzić w tym temacie - nie wiem. Ona albo jego rodzice mogą już o to suszyć Mu głowę. A w celu obrony przed wszystkimi (również przede mną) przyjął maskę wrednego drania.
A wczoraj poruszyłam kwestię alimentów na Jego starszego syna. Za chwilę będzie miał 18 urodziny i spytałam , czy wie jakie konsekwencje to za sobą ciągnie jeśli chodzi o "przesyłanie alimentów do rąk matki". W chwili osiągnięcia pełnoletności dziecka nie jest zobligowany do płacenia "do rąk matki" a może się okazać, że powinien tę część alimentów przekazywać bezpośrednio dla syna. Oczywiści chłop , jak to chłop w ogóle o tym nie myślał. Podsunęłam Mu kilka linków wyjaśniających tę kwestię. Poczytał i stwierdził , że porozmawia o tym z synem. Ja Mu powiedziałam, że to nie wystarczy tylko porozmawiać. Że takie ustalenia, bądź wolę syna w tym temacie, powinien mieć na piśmie i stosownym pismem poinformować też Byłą żonę - jeśli te alimenty będzie przekazywał synowi. To skończył temat słowami - " ja wiem co mam robić, to są moje dzieci i się nie wtrącaj". Żesz k..wa mać. Mogłam się nie wtrącać. To za chwile by się okazało, że wpłaciłby alimenty matce, a od syna dostał monit o alimenty "na siebie". Ale co ja się w ogóle wtrącam? Po co dbać o Jego finanse, co? Za dobra jestem chyba? I jak zwykle za dużo się staram.

5 739 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-06-11 09:47:00)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Czy nastąpiła zmiana? Szczerze? Nie wiem. Dzieci do domu nie przywozi, ale nie mam pewności czy się z Nimi w jakikolwiek sposób kontaktuje. Odwiedza np. swoich rodziców sam (czasem wpada do nich po pracy). Czy są tam jego dzieci, nie wiem. Wiem jednak, że dziadkowie czasem dzieci do siebie zabierają, więc czy On się tam z nimi widzi - naprawdę nie wiem. Ja się nie dopytuję, On nie mówi. I wygodnie mi z tym. Temat JEGO dzieci w naszym domu zrobił się tematem tabu.
Nie wiem jednak czy w Jego "obniżonym i aktualnie drażliwym nastroju" nie macza paluszków Była żona. Dlatego , że zbliżają się wakacje i Ona najzwyczajniej w świecie nie będzie miała co z dziećmi począć przez 2 miesiące. Czy nie zaczęła Go nachodzić w tym temacie - nie wiem. Ona albo jego rodzice mogą już o to suszyć Mu głowę. A w celu obrony przed wszystkimi (również przede mną) przyjął maskę wrednego drania.
A wczoraj poruszyłam kwestię alimentów na Jego starszego syna. Za chwilę będzie miał 18 urodziny i spytałam , czy wie jakie konsekwencje to za sobą ciągnie jeśli chodzi o "przesyłanie alimentów do rąk matki". W chwili osiągnięcia pełnoletności dziecka nie jest zobligowany do płacenia "do rąk matki" a może się okazać, że powinien tę część alimentów przekazywać bezpośrednio dla syna. Oczywiści chłop , jak to chłop w ogóle o tym nie myślał. Podsunęłam Mu kilka linków wyjaśniających tę kwestię. Poczytał i stwierdził , że porozmawia o tym z synem. Ja Mu powiedziałam, że to nie wystarczy tylko porozmawiać. Że takie ustalenia, bądź wolę syna w tym temacie, powinien mieć na piśmie i stosownym pismem poinformować też Byłą żonę - jeśli te alimenty będzie przekazywał synowi. To skończył temat słowami - " ja wiem co mam robić, to są moje dzieci i się nie wtrącaj". Żesz k..wa mać. Mogłam się nie wtrącać. To za chwile by się okazało, że wpłaciłby alimenty matce, a od syna dostał monit o alimenty "na siebie". Ale co ja się w ogóle wtrącam? Po co dbać o Jego finanse, co? Za dobra jestem chyba? I jak zwykle za dużo się staram.

Witajcie..

No Kjim.. sama dobrze wiesz , że nie powinnaś się odzywać. Takich rad tu udzielamy innym- jego dzieci, jego obowiązek, jego kłopoty.
Co chciałaś tym osiągnąć ? pokazać jaka wspaniała jesteś ? przecież nasi M nie chcą naszej wspaniałości w tych tematach. Oni wolą proste rozwiązania.. płacić i mieć spokój.
ja przestałam w ogóle ingerować w tematy syna M ... milczę nawet jak on się pyta .. albo odpowiadam po łebkach aby się nie wgłębiać w temat..  I robię to dla siebie.. bo nie chcę usłyszeć jak Ty .,.. a wielokrotnie to słyszałam.
Teraz jest temat wakacji. - M zaproponował tydzień nad morzem... coś szuka .. ale ja konsekwentnie odmawiam, jeśli  ma być z nami jego syn.
Wolę w domu siedzieć. Na nudę nie będę narzekać smile
Kjim..tylko mnie nie zjedź ..ja życzliwie Tobie  to pisze smile.. ale mam dziś humor nie bardzo !
Poradźcie mi dziewczyny.
Opisywałam moje relacje z matka M ... od jesieni zeszłego roku nie było kontaktów.
Teraz niedawno był mały kontakt na strefie neutralnej - spotkaliśmy się na imprezie w rodzinie .
Przeprowadziłam kiedyś poważną rozmowę z M , że nie będę się narzucać swoją osobą jego matce skoro ona ma o mnie takie złe zdanie .
Wyjaśniłam, że ja do jej domu nigdy więcej nie pojadę, i nie życzę sobie jej w moim domu ... bo to moja [przestrzeń , jak kogoś nie lubię to do niego się nie wpraszam smile
No i był spokój, wydawało mi się ze M mnie rozumie i jest ok... aż do wtorku.
Jego rodzice przyjechali do jego brata na jakiś czas. I oczywiście m z pomysłem by ich zaprosić na weekend... a ja na to że zdania nie zmieniłam, bo nic się takiego nie wydarzyło co by mi kazało przemyśleć sprawy .. a wręcz odwrotnie ... są pewne , które mnie utwierdziły w moich decyzjach.
No i M chodzi obrażony, prawie nie rozmawiamy. Powiedziałam żeby coś powiedział..a on że jest na mnie zły i mu przykro - zapytałam tylko dlaczego nie był zły na matkę i nie było mu przykro że tak mnie traktuje ? milczał.

Ps. Kjim, możesz mi podesłać info a propo tych przepisów alimentacyjnych jak dziecko kończy 18 lat? Mój syn kończy za niedługo..

5 740

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, a jak u Ciebie kochana maja się sprawy ? miesiąc miodowy trwa ?
Ewarg, Metaksa..Lusi... dziewczynki, proszę o radę .. jakieś mądre słowa. smile

5 741 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-06-11 10:08:59)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim..tylko mnie nie zjedź ..ja życzliwie Tobie  to pisze smile.. ale mam dziś humor nie bardzo !

Dlaczego mam Cię zjeść? Piszesz to, o czym ja sama dobrze wiem: nie wpierniczać się! Ale jak zwykle zawładnęła mną chęć bycia "ciocią dobrą radą" . I tak jak się domyślałam się, ON w tym temacie jest zielony, nie zastanawiał się nad tym,  nie wiedział , że coś takiego jak pełnoletność syna zmienia kwestię alimentów. Ale zamiast słowa : "dziękuję, ze mi podsunęłaś ten temat", usłyszałam : "nie wtrącaj się". Oczywiście zajeżyło mnie to na tyle, że nie pozostałam dłużna. Jeśli chcesz płacić alimenty i synowi do reki i matce wg wyroku (czyli dwa razy) to proszę bardzo, tylko potem nie skaml, że nie masz kasy na wspólny budżet domowy.... No i dalej poszło już z górki, a że przed okresem jestem, a ignorancja w kwestiach ważnych działa na mnie jak płachta na byka to.... ulżyłam sobie.

chceuciekacstad napisał/a:

Opisywałam moje relacje z matka M ... od jesieni zeszłego roku nie było kontaktów.
Teraz niedawno był mały kontakt na strefie neutralnej - spotkaliśmy się na imprezie w rodzinie .
Przeprowadziłam kiedyś poważną rozmowę z M , że nie będę się narzucać swoją osobą jego matce skoro ona ma o mnie takie złe zdanie .
Wyjaśniłam, że ja do jej domu nigdy więcej nie pojadę, i nie życzę sobie jej w moim domu ... bo to moja [przestrzeń , jak kogoś nie lubię to do niego się nie wpraszam smile
No i był spokój, wydawało mi się ze M mnie rozumie i jest ok... aż do wtorku.
Jego rodzice przyjechali do jego brata na jakiś czas. I oczywiście m z pomysłem by ich zaprosić na weekend... a ja na to że zdania nie zmieniłam, bo nic się takiego nie wydarzyło co by mi kazało przemyśleć sprawy .. a wręcz odwrotnie ... są pewne , które mnie utwierdziły w moich decyzjach.
No i M chodzi obrażony, prawie nie rozmawiamy. Powiedziałam żeby coś powiedział..a on że jest na mnie zły i mu przykro - zapytałam tylko dlaczego nie był zły na matkę i nie było mu przykro że tak mnie traktuje ? milczał.

Jak będzie chciał to i tak Ich zaprosi bo to również Jego dom. Zaprasza syna kiedy Mu się podoba, to rodziców też może. Znając jego podejście (z tego co piszesz) to dziwne , że w ogóle zadał Ci pytanie w tej kwestii. Ale rozumiem, że zaproszenie rodziców wiązałoby się z przygotowaniem jakiegoś obiadu/grilla/kolacji, zrobienie jakiś zakupów itd, i oczywiście wolał mieć Twoje błogosławieństwo w tej kwestii, bo jeśli byś na to przystała, to przecież jakiś poczęstunek byś przygotowała, prawda. A tak chłopina nie będzie przecież stał przy garach, żeby mamusię obiadem poczęstować.  A jeśli zaprosi..... to przecież możesz mieć inne plany na ten dzień. Zadbaj o to, żeby teściowa czuła się w waszym domu tak - jak Ty się czujesz w Jej domu. Czyli jak intruz i gość nie pożądany.

Masz zablokowaną opcję wysyłania do Ciebie maili, a linków nie mogę tu wklejać :-( Ale jak wpiszesz w google tę kwestię, to spokojnie znajdziesz mnóstwo informacji na ten temat.

5 742

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim..tylko mnie nie zjedź ..ja życzliwie Tobie  to pisze :).. ale mam dziś humor nie bardzo !

Dlaczego mam Cię zjeść? Piszesz to, o czym ja sama dobrze wiem: nie wpierniczać się! Ale jak zwykle zawładnęła mną chęć bycia "ciocią dobrą radą" . I tak jak się domyślałam się, ON w tym temacie jest zielony, nie zastanawiał się nad tym,  nie wiedział , że coś takiego jak pełnoletność syna zmienia kwestię alimentów. Ale zamiast słowa : "dziękuję, ze mi podsunęłaś ten temat", usłyszałam : "nie wtrącaj się". Oczywiście zajeżyło mnie to na tyle, że nie pozostałam dłużna. Jeśli chcesz płacić alimenty i synowi do reki i matce wg wyroku (czyli dwa razy) to proszę bardzo, tylko potem nie skaml, że nie masz kasy na wspólny budżet domowy.... No i dalej poszło już z górki, a że przed okresem jestem, a ignorancja w kwestiach ważnych działa na mnie jak płachta na byka to.... ulżyłam sobie.

chceuciekacstad napisał/a:

Opisywałam moje relacje z matka M ... od jesieni zeszłego roku nie było kontaktów.
Teraz niedawno był mały kontakt na strefie neutralnej - spotkaliśmy się na imprezie w rodzinie .
Przeprowadziłam kiedyś poważną rozmowę z M , że nie będę się narzucać swoją osobą jego matce skoro ona ma o mnie takie złe zdanie .
Wyjaśniłam, że ja do jej domu nigdy więcej nie pojadę, i nie życzę sobie jej w moim domu ... bo to moja [przestrzeń , jak kogoś nie lubię to do niego się nie wpraszam :)
No i był spokój, wydawało mi się ze M mnie rozumie i jest ok... aż do wtorku.
Jego rodzice przyjechali do jego brata na jakiś czas. I oczywiście m z pomysłem by ich zaprosić na weekend... a ja na to że zdania nie zmieniłam, bo nic się takiego nie wydarzyło co by mi kazało przemyśleć sprawy .. a wręcz odwrotnie ... są pewne , które mnie utwierdziły w moich decyzjach.
No i M chodzi obrażony, prawie nie rozmawiamy. Powiedziałam żeby coś powiedział..a on że jest na mnie zły i mu przykro - zapytałam tylko dlaczego nie był zły na matkę i nie było mu przykro że tak mnie traktuje ? milczał.

Jak będzie chciał to i tak Ich zaprosi bo to również Jego dom. Zaprasza syna kiedy Mu się podoba, to rodziców też może. Znając jego podejście (z tego co piszesz) to dziwne , że w ogóle zadał Ci pytanie w tej kwestii. Ale rozumiem, że zaproszenie rodziców wiązałoby się z przygotowaniem jakiegoś obiadu/grilla/kolacji, zrobienie jakiś zakupów itd, i oczywiście wolał mieć Twoje błogosławieństwo w tej kwestii, bo jeśli byś na to przystała, to przecież jakiś poczęstunek byś przygotowała, prawda. A tak chłopina nie będzie przecież stał przy garach, żeby mamusię obiadem poczęstować.  A jeśli zaprosi..... to przecież możesz mieć inne plany na ten dzień. Zadbaj o to, żeby teściowa czuła się w waszym domu tak - jak Ty się czujesz w Jej domu. Czyli jak intruz i gość nie pożądany.

Widzisz, i w tym sęk . To nasz dom, i ja nie wyobrażam sobie tego, żeby M wbrew mojej woli zapraszał do domu kogoś kogo wizyty ja sobie nie życzę.
Wiem , że to jego matka. Ale ona wie kim ja jestem dla jej syna, nie uszanowała tego .. nie o mnie chodzi ale o jej syna.
A teraz jakby nigdy nic przyjdzie i będzie się szarogęsić w mim domu bo synek jej na to pozwoli??? to tak jakby dał mi w twarz mówiąc że mamusia jest ważniejsza ..a ja sobie moje odczucia mogę wsadzić w dooopę.
Ja mu nie zabraniam kontaktów z matką , ale nie życzę sobie jej w moim domu. Nie mogę tego zrozumieć, jak można kogoś tak oczerniać ..a później przychodzić do jego domu i udawać życzliwa i uśmiechniętą...
Oni się strasznie interesują moim synem i jego dziewczyną.. później obgadują ją i jego strasznie.
A mnie jest przykro i wstyd...

Co do wizyt u nich w domu kiedyś tam- to oni są bardzo gościnni .. a później obgadują swoich gości po ludziach... i to takie rzeczy że wstyd mi by było mówić. Ona nie ma żadnej granicy.. o córce mówi że jest brudas.. że zięć taki i owaki .. później jedzie do nich i siedzi 2 tyg... Mam wrażenie że robi to po to żeby móc później ludzi obgadywać..
A ja nienawidzę hipokrytów i kłamców...

5 743

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Czy nastąpiła zmiana? Szczerze? Nie wiem. Dzieci do domu nie przywozi, ale nie mam pewności czy się z Nimi w jakikolwiek sposób kontaktuje. Odwiedza np. swoich rodziców sam (czasem wpada do nich po pracy). Czy są tam jego dzieci, nie wiem. Wiem jednak, że dziadkowie czasem dzieci do siebie zabierają, więc czy On się tam z nimi widzi - naprawdę nie wiem. Ja się nie dopytuję, On nie mówi. I wygodnie mi z tym. Temat JEGO dzieci w naszym domu zrobił się tematem tabu.
Nie wiem jednak czy w Jego "obniżonym i aktualnie drażliwym nastroju" nie macza paluszków Była żona. Dlatego , że zbliżają się wakacje i Ona najzwyczajniej w świecie nie będzie miała co z dziećmi począć przez 2 miesiące. Czy nie zaczęła Go nachodzić w tym temacie - nie wiem. Ona albo jego rodzice mogą już o to suszyć Mu głowę. A w celu obrony przed wszystkimi (również przede mną) przyjął maskę wrednego drania.
A wczoraj poruszyłam kwestię alimentów na Jego starszego syna. Za chwilę będzie miał 18 urodziny i spytałam , czy wie jakie konsekwencje to za sobą ciągnie jeśli chodzi o "przesyłanie alimentów do rąk matki". W chwili osiągnięcia pełnoletności dziecka nie jest zobligowany do płacenia "do rąk matki" a może się okazać, że powinien tę część alimentów przekazywać bezpośrednio dla syna. Oczywiści chłop , jak to chłop w ogóle o tym nie myślał. Podsunęłam Mu kilka linków wyjaśniających tę kwestię. Poczytał i stwierdził , że porozmawia o tym z synem. Ja Mu powiedziałam, że to nie wystarczy tylko porozmawiać. Że takie ustalenia, bądź wolę syna w tym temacie, powinien mieć na piśmie i stosownym pismem poinformować też Byłą żonę - jeśli te alimenty będzie przekazywał synowi. To skończył temat słowami - " ja wiem co mam robić, to są moje dzieci i się nie wtrącaj". Żesz k..wa mać. Mogłam się nie wtrącać. To za chwile by się okazało, że wpłaciłby alimenty matce, a od syna dostał monit o alimenty "na siebie". Ale co ja się w ogóle wtrącam? Po co dbać o Jego finanse, co? Za dobra jestem chyba? I jak zwykle za dużo się staram.

no to osiagnelas mniej wiecej ten sam stopień ,,wtajemniczenia,, co ja....temat którego nie ma,jeszcze tylko musisz sie przyzwyczaić by go absolutnie nie poruszać zero porad,zerowe zainteresowania....zobaczysz będziesz spokojniejsza,to przychodzi co prawda z czasem....trzeba sobie odporność własna na ten temat samej wypracować,ale warto....
,oczywiscie zdarzać sie będzie ze ci sie cos wyrwie...ale coraz rzadziej....

uwazam ze foch partnera bierze sie z nie rozwiązanej sprawy z wakacjami,jestem pewna ze ex i jego starzy trują mu o tym juz od jakiegoś czasu,a on nie wie jak z tego wybrnac

5 744

Odp: Być drugą i macochą

Trudno jest się nie wtrącać, nie rozmawiać - a najtrudniej jest określić granicę, do której jeszcze możemy rozmawiać, a za którą już nie powinnam się wtrącać. Wciąż jednak mi się wydaje, że skoro wysokość alimentów ma wpływ na wysokość NASZEGO budżetu domowego to to jest NASZ problem a nie tylko JEGO.
Mylę się?
Sprawa tego czy się kontaktuje, czy się nie kontaktuje nie interesuje i nie będzie mnie interesować do czasu aż mnie to bezpośrednio nie dotknie tzn. póki mnie do tych kontaktów nie będą zmuszali.
Natomiast niepokoi mnie jeszcze jedna kwestia, którą przy okazji wczorajszej wymiany zdań nie omieszkałam poruszyć. Otóż do dni dzisiejszego nie wystąpił do Byłej z pismem o zwrot nadpłaconych alimentów, które wobec wyroku wyższej instancji Jej się nie należały i wobec czego niesłusznie je pobrała. Oczywiście, jestem realistką i wiem na 100%, że Ona tych pieniędzy nie odda. Zasłoni się tym, że pieniądze zużyła na bieżące potrzeby dzieci, JEDNAK nie wysyłając żadnego pisma wydaje mi się, że to nie dociągnięcie sprawy do końca. O ile nie przyniesie ono aktualnie żadnego rezultatu, bo pieniędzy i tak nie odda, to może się okazać, że taki papier przyda się za kilka miesięcy, kiedy Ona wystąpi z kolejnym wnioskiem o podwyższenie alimentów. Wtedy taki papier miałby moc dowodową, że to jest kolejna Jej próba wyłudzenia pieniędzy, bo sprawy apelacyjne trwają, a nadpłaconych pieniędzy ona nie chce oddawać. Ale oczywiście z mojego faceta marny strateg i on nie widzi potrzeby wysyłania takiego pisma. Wychodzi z założenia, że lepiej gówna nie ruszać, bo śmierdzi. Moim zdaniem kosztować to go będzie tyle co znaczek pocztowy a moc dowodową może mieć potem znaczną. ON oczywiście zasłania się tym, że to JEGO SPRAWY i będzie robił tak jak mu się podoba. Podpowiedzcie czy dobrze myślę, czy zignorować i tę sprawę?

5 745

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Trudno jest się nie wtrącać, nie rozmawiać - a najtrudniej jest określić granicę, do której jeszcze możemy rozmawiać, a za którą już nie powinnam się wtrącać. Wciąż jednak mi się wydaje, że skoro wysokość alimentów ma wpływ na wysokość NASZEGO budżetu domowego to to jest NASZ problem a nie tylko JEGO.
Mylę się?
Sprawa tego czy się kontaktuje, czy się nie kontaktuje nie interesuje i nie będzie mnie interesować do czasu aż mnie to bezpośrednio nie dotknie tzn. póki mnie do tych kontaktów nie będą zmuszali.
Natomiast niepokoi mnie jeszcze jedna kwestia, którą przy okazji wczorajszej wymiany zdań nie omieszkałam poruszyć. Otóż do dni dzisiejszego nie wystąpił do Byłej z pismem o zwrot nadpłaconych alimentów, które wobec wyroku wyższej instancji Jej się nie należały i wobec czego niesłusznie je pobrała. Oczywiście, jestem realistką i wiem na 100%, że Ona tych pieniędzy nie odda. Zasłoni się tym, że pieniądze zużyła na bieżące potrzeby dzieci, JEDNAK nie wysyłając żadnego pisma wydaje mi się, że to nie dociągnięcie sprawy do końca. O ile nie przyniesie ono aktualnie żadnego rezultatu, bo pieniędzy i tak nie odda, to może się okazać, że taki papier przyda się za kilka miesięcy, kiedy Ona wystąpi z kolejnym wnioskiem o podwyższenie alimentów. Wtedy taki papier miałby moc dowodową, że to jest kolejna Jej próba wyłudzenia pieniędzy, bo sprawy apelacyjne trwają, a nadpłaconych pieniędzy ona nie chce oddawać. Ale oczywiście z mojego faceta marny strateg i on nie widzi potrzeby wysyłania takiego pisma. Wychodzi z założenia, że lepiej gówna nie ruszać, bo śmierdzi. Moim zdaniem kosztować to go będzie tyle co znaczek pocztowy a moc dowodową może mieć potem znaczną. ON oczywiście zasłania się tym, że to JEGO SPRAWY i będzie robił tak jak mu się podoba. Podpowiedzcie czy dobrze myślę, czy zignorować i tę sprawę?

Kjim... zignoruj.
To jego sprawy . Tak jak radzi Lusi - totalnie odcinaj się od tego tematu.
To on ma się martwić gdy ewentualnie braknie mu kasy na wasze sprawy .. a nie Ty .
Ja mam rozdzielność finansowa niemal w 100 % .. każdy ma swoją część ze wspólnych rachunków , ja więcej bo mój syn z nami mieszka. M twierdzi że koszt pobytów jego syna jest żaden.. olałam to.
Ale już jak kupuje cos sobie tylko (np. tel. ) to obciąża tylko mnie .. dla syna również .
Kredyt płacimy po połowie .. Zakupy robimy tak że ja jakieś 2/3.. jak widzę że M coś zaczyna kombinować.. np. cały tydz. nic nie kupuje a tylko zabiera z lodóki..to mówię żeby zrobił zakupy i czasem nawet listę daję... niech by spróbował coś powiedzieć.
Pilnuje by płacić za siebie i syna żeby mi nikt nie zarzucił że ktoś nas sponsoruje... ale i nie pozwalam się  doić już :) .
I nie obchodzi mnie czy m ma na alimenty czy inne rzeczy .. to jego wybory . Zgodził się na takie zasady i to on musi p[pilnować by się z nich wywiązać.

Kjim, więc może określ ile Twój facet ma dawać do wspólnego budżetu. A reszta to jego problem ..

Ja np. zauważyłam, że M już nie szaleje tak z prezentami dla siebie i młodego (później na życie nie miał ).. nawet coś wspomniał że ostatnio dostał premię ale musi odkładać bo za rok komunia młodego..haha .
nie myśli już tak jak zawsze że " mamy moje pieniądze"..

5 746

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, a Wy macie wspolny budzet, ze tak Cie interesuja jego finanse?

Ja od dawna przyjelam strategie, ze nie pytam, a jak on wspomina cos o dzieciach to zmieniam temat mimochodem. Tak jak Lusi mowi, jest mi latwiej. To samo dotyczy pieniedzy. Nie wnikam ile i na co wydaje. To w koncu jego kasa i gdyby odwrocic sytuacje i on by mi wypominal na co wydaje, to bym sie wkurzyla.

Chceuciekac, zawsze mozesz gdzies wyjechac, jesli Twoj M uprze sie i zwiedzie mamuske bez Twojej akceptacji wink Przeciez nie musisz sie tam z nimi kisic. Tym bardziej, ze sa wakacje, mozesz miec inne plany po prostu.

5 747

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Kjim, a Wy macie wspolny budzet, ze tak Cie interesuja jego finanse?

Ja od dawna przyjelam strategie, ze nie pytam, a jak on wspomina cos o dzieciach to zmieniam temat mimochodem. Tak jak Lusi mowi, jest mi latwiej. To samo dotyczy pieniedzy. Nie wnikam ile i na co wydaje. To w koncu jego kasa i gdyby odwrocic sytuacje i on by mi wypominal na co wydaje, to bym sie wkurzyla.

Chceuciekac, zawsze mozesz gdzies wyjechac, jesli Twoj M uprze sie i zwiedzie mamuske bez Twojej akceptacji wink Przeciez nie musisz sie tam z nimi kisic. Tym bardziej, ze sa wakacje, mozesz miec inne plany po prostu.

CZyli mam wynieść się z domu bo M sobie matkę przywozi i moje zdanie nie ma znaczenia ?

Tak byś zrobiła ?Metaksa , wyjechałabyś ze swojego domu w takim przypadku , bo miś ma kaprys ugościć mamusię weekendowo ...i Twoje zdanie się nie liczy.

Ja rozumiem że mamy sprawy - on swoje ja swoje , to co dotyczy dzieci, ex ... ale wspólny dom i wspólne życie to raczej nie na zasadzie że mam gdzieś twoje uczucia i to że ktoś cię obraża kłamiąc i wymyślając. Że knuje przeciw tobie /

Ja podchodzę do tego tak - jeśli mnie ktoś obraża , kłamie na mój temat , kłamie w sytuacji gdy dochodzi do konfrontacji - wypiera się .. to gdyby to była obca osoba to sekundy czasu bym dla niej nie poświęciła. wyjaśniłabym dobitnie gdzie mam jej zdanie i co myślę o takich tchórzach , co to za plecami potrafią tylko mieć "swoje zdanie ".. i co to zapraszają gości żeby ich później wyliczyć z ilości wody zużytej do mycia, jedzenia, ubrania... co to wpraszają się do ludzi po to by później obgadywać gospodarzy...
A że to matka M .. to z szacunku nie powiedziałam jej dobitnie co o niej myślę .. jak próbowałam wyjaśnić jej newsy na mój temat to się wyparła ... więc stwierdziłam lepiej mijać łukiem .
I tak robię.

i nie pozwolę by takie osoby zatruwały mi życie i moja przestrzeń.
Mam pozwalać by mi baba wlazła do domu.. żeby miała później co gadać??
Dla mnie to obca baba , gdyby dla M taka była to by na nią spojrzeć nie chciał.. nie ma świętych krów u mnie.
Gdyby moja matka tak się zachowała w stosunku do M to tez by nigdy w mim domu nie była.


to mnie wkurza , że właśnie m zrobi jak piszesz...

5 748 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-06-11 12:43:51)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Kjim, a Wy macie wspolny budzet, ze tak Cie interesuja jego finanse?

Podobnie ja u Was. Ustaliliśmy kwoty, które wpłacamy na wspólne konto. Ja więcej, bo doliczam koszt utrzymania moich dzieci. Ze wspólnego konta pokrywamy wszystkie wydatki bieżące czyli rachunki, paliwo, zakupy itd.
Jednak wiem, że Jego część to jest to co zarobi (stały etat) minus alimenty. Jeśli wyda więcej na alimenty, to zwyczajnie nie będzie miał pełnej kwoty żeby dołożyć do domowego/wspólnego konta. Każdy wydatek extra jest wspólnie konsultowany, bo mamy wspólną kasę. I jeśli On przez 4 miesiące płacił większe alimenty, to mniej dokładał się do budżetu domowego (mniej niż ustalona wspólnie wcześniej kwota) bo nie miał kasy. Oczywiście, że mógłby iść "dorobić" ale każde Jego zwiększenie dochodu radarami i sondami wyłapie Była żona i złoży kolejny wniosek o zwiększenie alimentów w związku z jego większym dochodem. Także takie rozwiązanie to moim zdaniem psu w dupę. Także wysokość Jego alimentów skutecznie wpływają na wspólny budżet domowy, którego ja nie zamierzam "ratować" swoimi dochodami.

Chceuciekac - w związku z tą pełnoletnością syna, powiedz mi jak Ty byś postąpiła w sytuacji, gdyby twój syn powiedział, że alimenty od ojca chciałby dostawać do rąk własnych i nimi się gospodarować?

5 749

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
metaksa napisał/a:

Kjim, a Wy macie wspolny budzet, ze tak Cie interesuja jego finanse?

Podobnie ja u Was. Ustaliliśmy kwoty, które wpłacamy na wspólne konto. Ja więcej, bo doliczam koszt utrzymania moich dzieci. Ze wspólnego konta pokrywamy wszystkie wydatki bieżące czyli rachunki, paliwo, zakupy itd.
Jednak wiem, że Jego część to jest to co zarobi (stały etat) minus alimenty. Jeśli wyda więcej na alimenty, to zwyczajnie nie będzie miał pełnej kwoty żeby dołożyć do domowego/wspólnego konta. Każdy wydatek extra jest wspólnie konsultowany, bo mamy wspólną kasę. I jeśli On przez 4 miesiące płacił większe alimenty, to mniej dokładał się do budżetu domowego (mniej niż ustalona wspólnie wcześniej kwota) bo nie miał kasy. Oczywiście, że mógłby iść "dorobić" ale każde Jego zwiększenie dochodu radarami i sondami wyłapie Była żona i złoży kolejny wniosek o zwiększenie alimentów w związku z jego większym dochodem. Także takie rozwiązanie to moim zdaniem psu w dupę. Także wysokość Jego alimentów skutecznie wpływają na wspólny budżet domowy, którego ja nie zamierzam "ratować" swoimi dochodami.

Chceuciekac - w związku z tą pełnoletnością syna, powiedz mi jak Ty byś postąpiła w sytuacji, gdyby twój syn powiedział, że alimenty od ojca chciałby dostawać do rąk własnych i nimi się gospodarować?


no właśnie pomyślałam o tym ... jak przeczytałam Twój post. I powiem Ci że pierwsze myślenie miałam takie że może to być zgrzyt między nami. Ja wydaję sporo na syna nie licząc mieszkania i  jedzenia . To co dostaje od ojca prawie w całości idzie na dojazdy , siłownię , kieszonkowe, ortodontę , telefon .. do tego wyjazdy różne.. buty , odzież , kosmetyki.
Niby syn nie jest wymagający ale jak już coś chce to raczej wysokiej jakości.

Powiem Ci że myślę że porozmawiam z nim jak on to widzi. Jak będę pamiętać to jak najszybciej .:)
Może to nauczy go zarządzania kasą , bo na razie kieszonkowe wydaje najczęściej na słodycze i fast foody ... rozumiem że ma koleżankę .. ale też wie że powie mamuś , chcemy iść do kina... możesz cos dać  kasy ? ..mamuś .. dziewczyna ma urodziny .. chciałem jej kupić prezent... dołożysz ?

Macie doświadczenie w tym? jakbyście Wy zrobiły ?

5 750

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

CZyli mam wynieść się z domu bo M sobie matkę przywozi i moje zdanie nie ma znaczenia ?

Tak byś zrobiła ?Metaksa , wyjechałabyś ze swojego domu w takim przypadku , bo miś ma kaprys ugościć mamusię weekendowo ...i Twoje zdanie się nie liczy.

Gdyby mnie moj M. mimo moich prosb postawil przed faktem dokonanym i postanowil mimo wszystko zaprosic do domu nielubiana przeze mnie osobe (tesciowa, dzieci, kolege) to tak, nie mialabym skrupulow sie wyniesc z domu. Oczywiscie to jest wyjscie ostateczne. Bo jednak jestem zwolenniczka dogadania sie. Wiesz, po pierwsze Twoj M jest dorosly i pol domu jest jego, wiec teoretycznie moze sobie zapraszac kogo chce i kiedy chce. Ale skoro sie z kim jest z zwiazku, to sie tego czlowieka szanuje i jego prawa. Tyle, ze z tego co widze, to u Was kompromis nie wchodzi w gre, bo Ty po prostu tesciowej nie chcesz na oczy ogladac. Nie, ze moze przyjechac na dzien czy na godzine - nie, ma nie przyjezdzac w ogole. Wiec poniekad to Ty jego stawiasz pod sciana.

Kjim, z Twojego opisu wynika, ze Twoj M nie ma zadnej luznej kasy, bo wszystko przeznacza na alimenty i na oplaty. Troche slabo.

5 751

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Trudno jest się nie wtrącać, nie rozmawiać - a najtrudniej jest określić granicę, do której jeszcze możemy rozmawiać, a za którą już nie powinnam się wtrącać. Wciąż jednak mi się wydaje, że skoro wysokość alimentów ma wpływ na wysokość NASZEGO budżetu domowego to to jest NASZ problem a nie tylko JEGO.
Mylę się?
Sprawa tego czy się kontaktuje, czy się nie kontaktuje nie interesuje i nie będzie mnie interesować do czasu aż mnie to bezpośrednio nie dotknie tzn. póki mnie do tych kontaktów nie będą zmuszali.
Natomiast niepokoi mnie jeszcze jedna kwestia, którą przy okazji wczorajszej wymiany zdań nie omieszkałam poruszyć. Otóż do dni dzisiejszego nie wystąpił do Byłej z pismem o zwrot nadpłaconych alimentów, które wobec wyroku wyższej instancji Jej się nie należały i wobec czego niesłusznie je pobrała. Oczywiście, jestem realistką i wiem na 100%, że Ona tych pieniędzy nie odda. Zasłoni się tym, że pieniądze zużyła na bieżące potrzeby dzieci, JEDNAK nie wysyłając żadnego pisma wydaje mi się, że to nie dociągnięcie sprawy do końca. O ile nie przyniesie ono aktualnie żadnego rezultatu, bo pieniędzy i tak nie odda, to może się okazać, że taki papier przyda się za kilka miesięcy, kiedy Ona wystąpi z kolejnym wnioskiem o podwyższenie alimentów. Wtedy taki papier miałby moc dowodową, że to jest kolejna Jej próba wyłudzenia pieniędzy, bo sprawy apelacyjne trwają, a nadpłaconych pieniędzy ona nie chce oddawać. Ale oczywiście z mojego faceta marny strateg i on nie widzi potrzeby wysyłania takiego pisma. Wychodzi z założenia, że lepiej gówna nie ruszać, bo śmierdzi. Moim zdaniem kosztować to go będzie tyle co znaczek pocztowy a moc dowodową może mieć potem znaczną. ON oczywiście zasłania się tym, że to JEGO SPRAWY i będzie robił tak jak mu się podoba. Podpowiedzcie czy dobrze myślę, czy zignorować i tę sprawę?

no przecież wiem ze cię ciśnienie rozsadza,kto to zrozumie jak nie ja ???? ale kasa to zawsze temat drażliwy niestety....
tez mialam tak kiedyś ze mężowi nie stykało pieniędzy i to ja wiecej wkladalam do wspolnej kasy ,korzystala wtedy pasierbica ,bo doila męża jak sie dało,o szczególach nie będę pisać bo są aż żenujące,przytoczę jedynie znikający kilogramami proszek do prania ,którym sie dzielilam  nawet o tym nie wiedząc,reszte pominę milczeniem bo mogę sie uruchomić za bardzo

co do nadplaty alimentów,to zaaapooomnijj kochana,powie ci ze dziecku mam odbierać....ech....

co do tematu wspolna kasa i ile kto wklada,to ja przerobilałam juz wszystkie możliwe warianty,gdy wkladalam bardzo dużo wiecej niż maz szybko sie przyzwyczail ,po czym zmadrzalam i zaczelam ,,oszczędzać siły,,zrezygnowalam z dodatkowego zajecia ,bardzo okroily sie wplywy,to bylo lata swietlne temu ,ale potrafilam przeorganizowac nasze życie ekonomiczne i nie starac sie wcale.....na początku maz byl w szoku,potem zebral sie w sobie i dorosl ,jak to mowie do roli mężczyzny w zwiazku i zaczal ,,przynosić wiecej z polowań,,

po latach wypracowalam sobie to w taki sposób ,ze kazdy ma osobne konto ,maz,daje na,życie okreslona sume,ja robie oplaty i zakupy związane z domem,dziećmi ,on robi swoje oplaty ,zostaje mu dużo,ja wkladam do budżetu podobna sume,to co każde robi ze swoimi pozostalymi pieniędzmi  to wg uznania,maz lubi wydawac ,ja bardziej inwestuje ,chociaz wydawac tez lubię,jednak to ja jestem w tym zwiazku osoba rozsadniejsza

5 752 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-06-11 15:40:29)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Kjim, z Twojego opisu wynika, ze Twoj M nie ma zadnej luznej kasy, bo wszystko przeznacza na alimenty i na oplaty. Troche slabo.

Z Jego punktu widzenia słabo (chociaż czasem wpadnie mu coś extra od klienta i od tej kasy ja się trzymam z daleka), ale kasa, którą wpłacamy na wspólne konto teoretycznie zaspokaja nasze potrzeby (nie ma powodu do narzekań). Jeśli czegoś potrzebujemy to kupujemy. I tyle. Zdarza się, że kasa z konta "wyparowuje" to wtedy pytam co kupowaliśmy/kupowałeś, że nam się saldo uszczupliło? Sytuacje takie jak ostatnio powodują , że mam oczy szeroko otwarte i nie mam skrupułów żeby go spunktować na co wydał wspólną kasę. Ja mam sumienie czyste, zbieram wszystkie paragony, więc w każdej chwili mogę się rozliczyć z wydatków. Takiej samej przejrzystości wymagam od Niego. Zdaję sobie sprawę , że jeśli będzie chciał dofinansowywać Byłą lub dzieci, to to zrobi, ale chcę mieć pewność, że nie robi tego kosztem domowego budżetu.

A co myślicie w kwestii wysłania tego pisma o zwrot nienależnie pobranych alimentów.? Ma to sens?

Lusi chodzi o to, że ja się Go pytałam : dlaczego nie chce wysłać tego pisma. Gdybym usłyszała, że nie chce okradać dzieci (baaa nawet takiej odpowiedzi się spodziewałam) to bym odpuściła. Ale On twierdzi, że nie wysyła, BO CHCE MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ. Uważa, że i tak jest wygrany w tej sprawie i boi się przesadzić żeby tamtej nie rozjuszyć. Czyli to nie o dzieci chodzi a o STRACH PRZED POTĘGĄ BYŁEJ ŻONY! I to mnie wkur..a

Tylko perspektywicznie patrząc to miedzy innymi to pismo może Go uchronić przed Jej kolejnymi atakami. Ale do głąba to nie dociera.

5 753 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-06-11 15:36:01)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna, a jak u Ciebie kochana maja się sprawy ? miesiąc miodowy trwa ?
Ewarg, Metaksa..Lusi... dziewczynki, proszę o radę .. jakieś mądre słowa. smile

no w sumie to kiedyś na początku mialam z tesciowa podobnie,na szczęście ona nie lubila ruszać swego szerokiego zadu za czesto z domu ,ale owszem kiedyś dostalam postawiona pod ścianą ,bo maz ja zaprosil mimo mojej niechęci ,coż znioslam....Tobie radze to samo....
powiem krotko i dobitnie,nie mozna walczyc ze wszystkimi,wystarczy ze kość niezgody to dzieciary naszych facetow....to i tak dużo ......no a jeszcze mamusia.....
przecież ruszyc mamusie to obraza majestatu  dla syneczka ,POKAZ M SWOJA WIELKOSC,nie omieszkaj mu powiedzieć ze tyle dla niego przecież robisz,żeby byl szczesliwy,ze nawet szanowna stara raszple zniesiesz przez te kilka dni,niech to doceni.....
ubarw trochę swoje mega poświęcenie....
na prawde nie mozna walczyc z każdym ....trudno jest wredna,zgryźliwa,pokaż jej klasę ,ale i pokaz jej jej miejsce w szeregu ,daj jej tez do zrozumienia ze to ona jest u ciebie,niech poczuje sie niepewnie,ty będziesz na swoim gruncie....zapewniam cię ze ona będzie sie czula dużo gorzej niż ty,nie uciekaj,nie rob uników,nie chowaj glowy w piasek....

5 754

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
metaksa napisał/a:

Kjim, z Twojego opisu wynika, ze Twoj M nie ma zadnej luznej kasy, bo wszystko przeznacza na alimenty i na oplaty. Troche slabo.

Z Jego punktu widzenia słabo (chociaż czasem wpadnie mu coś extra od klienta i od tej kasy ja się trzymam z daleka), ale kasa, którą wpłacamy na wspólne konto teoretycznie zaspokaja nasze potrzeby (nie ma powodu do narzekań). Jeśli czegoś potrzebujemy to kupujemy. I tyle. Zdarza się, że kasa z konta "wyparowuje" to wtedy pytam co kupowaliśmy/kupowałeś, że nam się saldo uszczupliło? Sytuacje takie jak ostatnio powodują , że mam oczy szeroko otwarte i nie mam skrupułów żeby go spunktować na co wydał wspólną kasę. Ja mam sumienie czyste, zbieram wszystkie paragony, więc w każdej chwili mogę się rozliczyć z wydatków. Takiej samej przejrzystości wymagam od Niego. Zdaję sobie sprawę , że jeśli będzie chciał dofinansowywać Byłą lub dzieci, to to zrobi, ale chcę mieć pewność, że nie robi tego kosztem domowego budżetu.

A co myślicie w kwestii wysłania tego pisma o zwrot nienależnie pobranych alimentów.? Ma to sens?

Lusi chodzi o to, że ja się Go pytałam : dlaczego nie chce wysłać tego pisma. Gdybym usłyszała, że nie chce okradać dzieci (baaa nawet takiej odpowiedzi się spodziewałam) to bym odpuściła. Ale On twierdzi, że nie wysyła, BO CHCE MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ. Uważa, że i tak jest wygrany w tej sprawie i boi się przesadzić żeby tamtej nie rozjuszyć. Czyli to nie o dzieci chodzi a o STRACH PRZED POTĘGĄ BYŁEJ ŻONY! I to mnie wkur..a

wierze.....
olej to ,jeśli on nie chce tego zrobić i tak nic nie wskurasz,tyle lat to sie ciagnie,alimenty,sady ,podwyżki,nadplacenia,jednym slowem gowniana sprawa ....
czlowiek sie musi borykać z cudzymi problemami finansowymi,ciagnie sie to latami  i uwiera jak wrzód na doopie...
lepiej skupić sie na sobie i swoich dzieciach ,olać tamte problemy ,bo i tak facet jak sie uprze to zrobi po swojemu

5 755

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

olej to ,jeśli on nie chce tego zrobić i tak nic nie wskurasz,tyle lat to sie ciagnie,alimenty,sady ,podwyżki,nadplacenia,jednym slowem gowniana sprawa ....
czlowiek sie musi borykać z cudzymi problemami finansowymi,ciagnie sie to latami  i uwiera jak wrzód na doopie...
lepiej skupić sie na sobie i swoich dzieciach ,olać tamte problemy ,bo i tak facet jak sie uprze to zrobi po swojemu

Na razie Mu powiedziałam, że jeśli tak Mu zależy na świętym spokoju, to dotąd będę Mu suszyć głowę aż DLA ŚWIĘTEGO SPOKOJU wyśle to pismo :-))))

5 756

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

CZyli mam wynieść się z domu bo M sobie matkę przywozi i moje zdanie nie ma znaczenia ?

Tak byś zrobiła ?Metaksa , wyjechałabyś ze swojego domu w takim przypadku , bo miś ma kaprys ugościć mamusię weekendowo ...i Twoje zdanie się nie liczy.

Gdyby mnie moj M. mimo moich prosb postawil przed faktem dokonanym i postanowil mimo wszystko zaprosic do domu nielubiana przeze mnie osobe (tesciowa, dzieci, kolege) to tak, nie mialabym skrupulow sie wyniesc z domu. Oczywiscie to jest wyjscie ostateczne. Bo jednak jestem zwolenniczka dogadania sie. Wiesz, po pierwsze Twoj M jest dorosly i pol domu jest jego, wiec teoretycznie moze sobie zapraszac kogo chce i kiedy chce. Ale skoro sie z kim jest z zwiazku, to sie tego czlowieka szanuje i jego prawa. Tyle, ze z tego co widze, to u Was kompromis nie wchodzi w gre, bo Ty po prostu tesciowej nie chcesz na oczy ogladac. Nie, ze moze przyjechac na dzien czy na godzine - nie, ma nie przyjezdzac w ogole. Wiec poniekad to Ty jego stawiasz pod sciana.

Kjim, z Twojego opisu wynika, ze Twoj M nie ma zadnej luznej kasy, bo wszystko przeznacza na alimenty i na oplaty. Troche slabo.

Metaksa, a dzieci Twojego faceta odwiedzają go w Waszym domu ?
i co byś zrobiła gdyby on nagle zaczął je przywozić wbrew Tobie ?

ja nie chcę tej osoby oglądać na oczy bo nie nawiedzę hipokryzji. I nie mogę zrozumieć że M wiedząc to wszystko co ona robi i krytykując jej zachowanie , chce mi zafundować taki weekend.
Nie stawiam go pod ścianą , dziś zadzwonił że jedzie do brata przywitać się z rodzicami i że mnie zaprasza... możemy wracać jednym autem...wiesz co ja widzę z tego i słyszę ? że on chce wiedzieć czy może sobie wypić na powitanie ... bo ja będę kierowcą .
Życzyłam miłego popołudnia.
Zaproponowałam mu żeby jechał do brata i spędził z rodzicami weekend jeśli tego chce.
Ja nie bronię mu kontaktu, nie chcę osobiście w nim uczestniczyć..to tak jak Ty z dziećmi męża....

Nie umiem udawać .. męczyłam się kilka lat .. bo nie wierzyłam że można być takim fałszywym człowiekiem . Przekonałam się na swojej skórze kilkakrotnie. I powiedziałam stop.

5 757

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Metaksa, a dzieci Twojego faceta odwiedzają go w Waszym domu ?
i co byś zrobiła gdyby on nagle zaczął je przywozić wbrew Tobie ?

Na szczescie jego dzieci maja do nas pare tysiecy kilometrow i nie moga tak sobie wpasc po prostu na weekend czy cos. I chwala Bogu! wink

Co bym zrobila?
1) albo zacisnelabym zeby i jakos to przezyla, organizujac sobie wiekszosc czasu po swojemu
2) albo wyjechalabym na caly ten czas i robta co chceta
3) jesli takie sytuacje powtarzalyby sie notorycznie to mysle, ze bym nie dala rady i to by byl koniec zwiazku albo przynajmniej wspolnego mieszkania.

Odkad mieszkam z M dzieci byly u nas raz, w czasie kiedy mnie nie bylo. W tym roku cos tam wspominal, ze moze znow przyjada, ale ja wyjezdzam, wiec nie interesuje mnie to tak naprawde, czy one przyjada, czy nie.

Nie wyobrazam sobie, ze zaczalby je przywozic do domu wbrew mi - moj M wie, jaki mam stosunek do dzieci generalnie i do jego spotkan ze swoimi dziecmi, zaakceptowal to i nie probuje mnie nimi uszczesliwic na sile.


chceuciekacstad napisał/a:

ja nie chcę tej osoby oglądać na oczy bo nie nawiedzę hipokryzji. I nie mogę zrozumieć że M wiedząc to wszystko co ona robi i krytykując jej zachowanie , chce mi zafundować taki weekend.

Niedaleko pada jablko od jabloni - z tego co widac, to Twojemu M bardziej zalezy na popijawie z bratem, niz na spotkaniu z rodzicami, ale wprost Ci tego nie powie big_smile
Przeciez moze tam zostac caly weekend i pic do woli i wrocic jak wytrzezwieje, nie potrzebuje do tego kierowcy? wink


chceuciekacstad napisał/a:

Ja nie bronię mu kontaktu, nie chcę osobiście w nim uczestniczyć..to tak jak Ty z dziećmi męża....

O to to, dokladnie, to jest najlepsze wyjscie z sytuacji wink

5 758

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekac - daj znać kiedyś tam, jak będziesz po rozmowie z synem na temat alimentów od ojca. Ciekawa jestem rozwiązania jakie zaproponuje Twój syn.
Z M chwilowe zawieszenie broni (szczerze mówiąc szkoda mi życia na pretensje i wojny podjazdowe).
Umówił się z synem na rozmowę. Zobaczymy jakie zapadną decyzje.

5 759

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Chceuciekac - daj znać kiedyś tam, jak będziesz po rozmowie z synem na temat alimentów od ojca. Ciekawa jestem rozwiązania jakie zaproponuje Twój syn.
Z M chwilowe zawieszenie broni (szczerze mówiąc szkoda mi życia na pretensje i wojny podjazdowe).
Umówił się z synem na rozmowę. Zobaczymy jakie zapadną decyzje.

No hej... rozmawiałam wczoraj smile
Syn ma plany wakacyjne z dziewczyną .. i zapytał co ja na to i jak mogę wspomóc.. więc mi się temat ten przypomniał .
"Mamo, no co Ty , przecież Ty mnie utrzymujesz, nie będę zmieniał nic z alimentami, powiem ojcu żeby po mojej 18 dalej na Twoje konto wpłacał ".. i dodał.. że on nie ma do mnie żalu nawet o te odmowy na realizację jego pomysłów... bo wie jak to ciężko ogarnąć wszystko finansowo....i liczyć umie i widzi ile ja na niego wydaję ....

Kiedyś rozmawialiśmy na temat jego kolegi który jest buntownikiem, nie dogaduje się z rodzicami, ciągle wojny u nich, zdarzyły się nawet ucieczki .
Syn cos tam kiedyś komentował.. i zapytał mnie co ja bym zrobiła...
Dość obrazowo i prosto naszkicowałam mu mój plan na taką ewentualność... ja jestem przykładem anioła na co dzień big_smile . . ale jak ktoś mnie poturbuje to na miotle zaczynam latać big_smile

Metaksa... dzięki za słowa smile

5 760

Odp: Być drugą i macochą

Mądry dzieciak :-)
Mnie to czeka za jakieś 8 lat :-)
Dziękuję , że napisałaś.

5 761

Odp: Być drugą i macochą

Mam takie pytanie w druga stronę czy Was nie doprowadza do szału jak macocha próbuje matkować Waszym dzieciom?!

Sama jestem macochą. Ale wyznaje zasadę: nie moje dzieci nie moja sprawa. Nie przyjaźnie się nimi, nie matkuje, nie krytykuje. Nie mam nic przeciw nim. Od początku wiedziałam, że są i zaakceptowałam. Mamy, że tak powiem bardzo poprawne relacje.
A już na pewno nie mam prawa zwracać im uwagę, czy mówić ich ojcu coś w stylu: ja na twoim miejscu....
Albo wyliczać co i ile im kupuje, czy daje. Bo to zupełnie nie moja sprawa.
Od wszelkich kar, nagród, pogadanek, decyzji są rodzice. Nowi partnerzy to tylko figuranci.

Bardzo szkoda, że nie każdy jest tego zdania. Dochodzą do mnie słuchy, że partnerka eks ,,za bardzo się rządzi''. I coraz bardziej mnie denerwuje. Czy powinnam zareagować?

5 762

Odp: Być drugą i macochą
Ludmiłaa napisał/a:

Mam takie pytanie w druga stronę czy Was nie doprowadza do szału jak macocha próbuje matkować Waszym dzieciom?!

Sama jestem macochą. Ale wyznaje zasadę: nie moje dzieci nie moja sprawa. Nie przyjaźnie się nimi, nie matkuje, nie krytykuje. Nie mam nic przeciw nim. Od początku wiedziałam, że są i zaakceptowałam. Mamy, że tak powiem bardzo poprawne relacje.
A już na pewno nie mam prawa zwracać im uwagę, czy mówić ich ojcu coś w stylu: ja na twoim miejscu....
Albo wyliczać co i ile im kupuje, czy daje. Bo to zupełnie nie moja sprawa.
Od wszelkich kar, nagród, pogadanek, decyzji są rodzice. Nowi partnerzy to tylko figuranci.

Bardzo szkoda, że nie każdy jest tego zdania. Dochodzą do mnie słuchy, że partnerka eks ,,za bardzo się rządzi''. I coraz bardziej mnie denerwuje. Czy powinnam zareagować?

a czym jest to "za bardzo się rządzi "?
pomyśl  teraz , że to "Twoja ex" zaczęła reagować na Twoje rządzenie się ..

Ja powiem tak, mam takie same zasady jak Ty co do syna mojego M... ale nie z przekonania tylko do takich zostałam zmuszona...
Uważam ze to nie jest zdrowe dla nikogo.
W swoim domu muszę uważać żeby "nie zwracać uwagi " synowi M... bo zostałam o to hmm.. "poproszona" ...i sama zaczęłam tak walczyć z nim jeśli ma uwagi do mojego syna... 
To nie są zdrowe relacje, dzieci widzą swoją przewagę , partnerzy musza się w niektórych sytuacjach "opisywać" po którejś ze stron.. to prosta droga do konfliktów ..

W takich warunkach wychowujemy dzieci.. a później będziemy mieć pretensję że są takie czy owakie... rozwodów  coraz więcej.. i takich związków jak nasze również... czyli ludzie przyszłości to zmanierowane, manipulowane i manipulujący ludzie ....

kiedyś każdy dorosły człowiek miał prawo zwrócić uwagę dziecku... obcemu czy nie... rodzice nie robili afer o to.

Mam dziś zły dzień... bardzo żałuję tych lat z M.. i tego jakim człowiekiem przy nim się stałam.

5 763 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-06-16 12:32:12)

Odp: Być drugą i macochą

Lusilu, Metaksa potrzebuję Waszej pomocy.
Usłyszałam to, co przewidywałam, że usłyszę. Od początku wiedziałam, że to co robi M się nie uda i tylko czekałam na ten moment, kiedy powie: "tęsknię za swoimi dziećmi,nie jestem szczęśliwy, bo mi Ich brakuje". Nie dziwi mnie to, bo 10 miesięcy temu sama Mu mówiłam, że nie da się tak po prostu wycofać. Nie da się "zapomnieć" o dzieciach. To , że w końcu sam do tego dojdzie było kwestią czasu i liczyłam się z tym. Teraz szuka w głowie rozwiązań, co zmienić żeby było lepiej. 
Na te słowa przygotowywałam się 10 miesięcy, jednak dech mi zaparło , ścięło mnie z nóg, rozchwiałam się totalnie, jak je w końcu usłyszałam. Wydusiłam z siebie tylko, że Go rozumiem, wiem że jest Mu ciężko, że się spodziewałam, że to w końcu powie, jednak i tak czuję się oszukana. Mam już w głowie scenariusz jak będzie wyglądała nasza przyszłość, dlatego potrzebuję Was, żebyście powiedziały mi, że to nie musi wyglądać tak jak sobie tu ułożyłam i że wszystko można ułożyć, ale nie koniecznie tak, jak ja to widzę w tej chwili.  A widzę to tak:

1. M wymyśli, że będzie się spotykał z dziećmi na neutralnym gruncie ( w sensie nie będzie Ich przywoził do domu, ale zabierał np.: do dziadków)
2. od sporadycznych widzeń popołudniami, przejdzie do częstszych widzeń w weekendy ( wciąż po za domem)
3. Exowa wyczuje co jest grane i zacznie z powrotem te swoje gierki: że da Mu dzieci, jak je zabierze na cały weekend, że On nagle musi je odebrać ze szkoły, bo ONA dziś nie może, że jak zabiera to powinien z Nimi lekcje odrabiać, książki kupić, że dobrze by było, żeby zostały u Niego na dłużej i nie jeździły tak w te i we wte, że wypadła jej popołudniowa zmiana i dzieci MUSZĄ zostać u Niego na noc.....
4.z czasem sam będzie chciał zabierać dzieci na noc do domu ( bo logistycznie będzie Mu z tym wygodniej i dla "świętego spokoju" nie będzie chciał się kłócić z Exową), co spotka się z automatyczną odmową z mojej strony i skończy się tym, że zamiast z Nią , znów będzie się kłócił ze mną.
5.konsekwencją tego będzie , że facet znów będzie mi znikał z domu na popołudnia, wieczory i weekendy, bo będzie bał się odmówić Exowej, postawić się Jej w jakiejkolwiek kwestii, żeby ta nie nastawiała dzieci przeciwko Niemu, tak jak to robiła wcześniej. A że Exowa ma tendencje do włażenia Mu na głowę, jest typem pasożyta i uczy swoje dzieci takich samych zachowań, dzieci będą na ojcu wypraszać (czytaj: wymuszać) co raz to kolejne rzeczy, a On asertywny być nie umie, za pół roku, może rok stracę faceta na amen.

I teraz pytanie do Was moje drogie. Da się to wszystko poukładać w jakiś inny, mniej czarny scenariusz?
Bo mnie, w momencie kiedy usłyszałam, "jest mi źle , chcę to zmienić, ale jeszcze nie wiem jak", nasunął się w głowie tylko jeden komentarz: NO TO JUŻ PO NAS :-(
Jego kontakt z dziećmi , to powrót kontaktów z Byłą, to powrót manipulacji, roszczeń i koniec naszego wspólnego zgodnego życia.

5 764

Odp: Być drugą i macochą

Mój eks miał pewną rzecz do podziału, drogocenną. Jemu niepotrzebna. No ale mediator z niego żaden.  Doszło do spięć, o te rzecz. Jego wina, ze dopuścił do takiej sytuacji.
A jego ,,żona'' zaczęła sama rządzić tą ,,rzeczą'' i powiedziała: jak tacy jesteście to nic nie dostaniecie.
No bez przesady. Oczywiście uważam, ze jest ona ostatnia osoba która ma coś do powiedzenia.
Tak czy tak to należy się dzieciom. I to sprawa ojciec - dzieci.

5 765

Odp: Być drugą i macochą
Ludmiłaa napisał/a:

Tak czy tak to należy się dzieciom. I to sprawa ojciec - dzieci.

Właśnie. To sprawa między ojcem a dziećmi. Czemu Ty miałabyś się w to wtrącać? Sama jestem Byłą Żoną. Podział dóbr zgromadzonych w czasie małżeństwa już był. Jeśli teraz mój były miałby się czymś dzielić, zastanowić się czy dać dzieciom czy obecnej żonie to----Jego sprawa. Tak naprawdę mniej Twoja, a bardziej Jego obecnej żony, co i jak sobie teraz podzielą.

5 766

Odp: Być drugą i macochą

Ale ja tego nie wezmę dla siebie. Ja tego nie chce. Mnie tez się nie należy.
Ale dzieciom owszem. One i tak są pokrzywdzone.
Nie odzywałabym się, ale dzieci się mi pożaliły były nerwy, płacz. No więc po co? Ich tak denerwować i robić przykrość?
Jako ojciec powinien zrobić wszystko dać albo nie dać, żeby w żaden sposób dzieci nie czuły się pokrzywdzone. 

Ja uważam, że jak jest jakaś ważna rozmowa rodzice dzieci. To wszelkie osoby trzecie powinny nie tylko się nie odzywać ale wyjść. Jak mój facet ma coś do przegadania z dziećmi to ja wychodzę. Żeby ich nie stresować, nie denerwować.

5 767

Odp: Być drugą i macochą
Ludmiłaa napisał/a:

A jego ,,żona'' zaczęła sama rządzić tą ,,rzeczą'' i powiedziała: jak tacy jesteście to nic nie dostaniecie.

Jeśli dzieci nie potrafiły się dogadać to żona/macocha mogła tak powiedzieć w celach chociażby wychowawczych. Znasz przysłowie " gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta". Dlaczego zakładasz, że ta rzecz NALEŻAŁA SIĘ DZIECIOM. A może Twój były chciał to podzielić na dzieci i obecną żonę. A że się nie potrafią dogadać.... Pogadaj z Exem na temat taki, żeby nie robił więcej cyrków przy dzieciach  i nie narażał Ich nie potrzebnie na stresy, ale na pewno nie na temat czy to coś powinien dać dzieciom czy żonie, bo nic Ci do tego w jaki sposób On gospodaruje swoim majątkiem.

5 768

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Lusilu, Metaksa potrzebuję Waszej pomocy.
Usłyszałam to, co przewidywałam, że usłyszę. Od początku wiedziałam, że to co robi M się nie uda i tylko czekałam na ten moment, kiedy powie: "tęsknię za swoimi dziećmi,nie jestem szczęśliwy, bo mi Ich brakuje". Nie dziwi mnie to, bo 10 miesięcy temu sama Mu mówiłam, że nie da się tak po prostu wycofać. Nie da się "zapomnieć" o dzieciach. To , że w końcu sam do tego dojdzie było kwestią czasu i liczyłam się z tym. Teraz szuka w głowie rozwiązań, co zmienić żeby było lepiej. 
Na te słowa przygotowywałam się 10 miesięcy, jednak dech mi zaparło , ścięło mnie z nóg, rozchwiałam się totalnie, jak je w końcu usłyszałam. Wydusiłam z siebie tylko, że Go rozumiem, wiem że jest Mu ciężko, że się spodziewałam, że to w końcu powie, jednak i tak czuję się oszukana. Mam już w głowie scenariusz jak będzie wyglądała nasza przyszłość, dlatego potrzebuję Was, żebyście powiedziały mi, że to nie musi wyglądać tak jak sobie tu ułożyłam i że wszystko można ułożyć, ale nie koniecznie tak, jak ja to widzę w tej chwili.  A widzę to tak:

1. M wymyśli, że będzie się spotykał z dziećmi na neutralnym gruncie ( w sensie nie będzie Ich przywoził do domu, ale zabierał np.: do dziadków)
2. od sporadycznych widzeń popołudniami, przejdzie do częstszych widzeń w weekendy ( wciąż po za domem)
3. Exowa wyczuje co jest grane i zacznie z powrotem te swoje gierki: że da Mu dzieci, jak je zabierze na cały weekend, że On nagle musi je odebrać ze szkoły, bo ONA dziś nie może, że jak zabiera to powinien z Nimi lekcje odrabiać, książki kupić, że dobrze by było, żeby zostały u Niego na dłużej i nie jeździły tak w te i we wte, że wypadła jej popołudniowa zmiana i dzieci MUSZĄ zostać u Niego na noc.....
4.z czasem sam będzie chciał zabierać dzieci na noc do domu ( bo logistycznie będzie Mu z tym wygodniej i dla "świętego spokoju" nie będzie chciał się kłócić z Exową), co spotka się z automatyczną odmową z mojej strony i skończy się tym, że zamiast z Nią , znów będzie się kłócił ze mną.
5.konsekwencją tego będzie , że facet znów będzie mi znikał z domu na popołudnia, wieczory i weekendy, bo będzie bał się odmówić Exowej, postawić się Jej w jakiejkolwiek kwestii, żeby ta nie nastawiała dzieci przeciwko Niemu, tak jak to robiła wcześniej. A że Exowa ma tendencje do włażenia Mu na głowę, jest typem pasożyta i uczy swoje dzieci takich samych zachowań, dzieci będą na ojcu wypraszać (czytaj: wymuszać) co raz to kolejne rzeczy, a On asertywny być nie umie, za pół roku, może rok stracę faceta na amen.

I teraz pytanie do Was moje drogie. Da się to wszystko poukładać w jakiś inny, mniej czarny scenariusz?
Bo mnie, w momencie kiedy usłyszałam, "jest mi źle , chcę to zmienić, ale jeszcze nie wiem jak", nasunął się w głowie tylko jeden komentarz: NO TO JUŻ PO NAS :-(
Jego kontakt z dziećmi , to powrót kontaktów z Byłą, to powrót manipulacji, roszczeń i koniec naszego wspólnego zgodnego życia.

hmmm ...wcale nie musi byc tak źle,no ale i łatwo nie będzie,zwlaszcza tobie....
musisz byc konsekwentna,chociaz będą fochy,będą klotnie,będzie obraza doopy szanownego pana,wiem to ,bo przerobiłam..
powiem tak-----pierd...l to i staraj sie nie reagować,od tego zależy jak to będzie wygladalo,ugniesz sie raz----poleglaś.....
łatwo i przyjemnie nie bedzie

z doświadczenia swojego i przyjaciółek wiem kiedy ta sytuacja sie normuje uznajemy ze warto bylo ,,poszarpać,,sie by postawic na swoim

dopisze potem moje przemyslenia,bo wicie,rozumicie---praca????

5 769

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

z doświadczenia swojego i przyjaciółek wiem kiedy ta sytuacja sie normuje uznajemy ze warto bylo ,,poszarpać,,sie by postawic na swoim

Kiedy się unormuje? Jest to możliwe, mając za Exową roszczeniową, podłą jędzę i manipulatkę, aby ta sytuacja kiedykolwiek się "unormowała?"

5 770 Ostatnio edytowany przez metaksa (2015-06-16 15:03:48)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, nie pamietam - ile lat maja jego dzieci?

Niekoniecznie bedzie tak, jak mowisz. Moim zdaniem nie tyle to zalezy od Ex, co od Twojego faceta, czy umie i chce postawic Eksi granice. Bo Eksia chciec to sobie moze wszystko, ale on sie przeciez na to wszystko wcale nie musi zgadzac. A dzieci rosna, coraz wiecej rozumieja, bedzie mozna dogadac sie z nimi bez posrednika w postaci szajbnietej matki. Moj ze swoja Ex nie gadal juz z rok albo i lepiej, a kiedys nie bylo dnia, zeby mu dupy nie trula. Takze da sie, tylko facet musi tego chciec.

A rozmawialas z nim, jak on to widzi?


PS: chceuciekac, trzymaj sie. Kazdy ma kiedys gorszy dzien.. Sciskam w pasie wink

5 771 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-06-16 15:10:05)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

z doświadczenia swojego i przyjaciółek wiem kiedy ta sytuacja sie normuje uznajemy ze warto bylo ,,poszarpać,,sie by postawic na swoim

Kiedy się unormuje? Jest to możliwe, mając za Exową roszczeniową, podłą jędzę i manipulatkę, aby ta sytuacja kiedykolwiek się "unormowała?"

Kjim... tyle że ta baba się nie zmieni .A już na pewno nie na Twoje życzenie czy nawet M..
Twój M może jedynie zmienić swoje zachowanie mając takie czy inne doświadczenie. Pytanie czy jest w stanie napisać porozumienie tak jak to napisałaś , że np. konkretnie ten a ten weekend? od tej do tej. Żadnych ustępstw...

"mój" M , ma taka rozpiskę co do godziny , miejsca , roku .. kto bierze i kto odbiera .
Może to jest rozwiązanie . Ale najważniejsze się tego trzymać i ON i TY .
Że jak się na coś nie zgadzałaś to się nie zgodzisz bo coś tam... i ten Twój chłop tez powinien twardo trzymać ustalonej granicy.

Metaksa.. uściski dotarły tongue thx

5 772

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

z doświadczenia swojego i przyjaciółek wiem kiedy ta sytuacja sie normuje uznajemy ze warto bylo ,,poszarpać,,sie by postawic na swoim

Kiedy się unormuje? Jest to możliwe, mając za Exową roszczeniową, podłą jędzę i manipulatkę, aby ta sytuacja kiedykolwiek się "unormowała?"

juz ci mowie kochana kiedy???? wtedy gdy bedziecie mieli wspolne dzieci,wierz mi to nie da jedynie moje przemyslenia i obserwacje,ale wielu kobiet mniej lub bardziej mi znajomych

5 773

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

juz ci mowie kochana kiedy???? wtedy gdy bedziecie mieli wspolne dzieci,wierz mi to nie da jedynie moje przemyslenia i obserwacje,ale wielu kobiet mniej lub bardziej mi znajomych

No to dupa. Nie planuję więcej dzieci. Moich dwoje, Jego troje to i tak już niezły Meksyk. sad
Nie pocieszyłaś mnie.

5 774

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

juz ci mowie kochana kiedy???? wtedy gdy bedziecie mieli wspolne dzieci,wierz mi to nie da jedynie moje przemyslenia i obserwacje,ale wielu kobiet mniej lub bardziej mi znajomych

No to dupa. Nie planuję więcej dzieci. Moich dwoje, Jego troje to i tak już niezły Meksyk. sad
Nie pocieszyłaś mnie.

a M by chciał?
moze przemyśl sprawę ????

5 775

Odp: Być drugą i macochą

Och ależ chciałby , oczywiście. Był czas kiedy mówił o tym otwarcie, że wspólne dziecko by wiele zmieniło w Jego nastawieniu, w naszych relacjach. Ale nie jestem samobójczynią. Mam dwójkę dzieci na utrzymaniu, nie czuję się na tyle pewnie, żeby ładować się w kolejne dziecko nie mając 100% pewności, że M nie zawinie się za jakiś czas, zostawiając mnie z trzecim dzieckiem. Już dosyć skomplikowałam życie swoje i dzieci. Nie chcę kolejnych kłopotów. Po za tym jestem z tych, którzy uważają, że dziecko nie może być plastrem na kłopoty w związku. Dlatego kategorycznie odmawiam i dbam o zabezpieczenia.

5 776

Odp: Być drugą i macochą

Nie zgadzam sie Lusi, wystarczy poczytac niektore watki na forum macoch na gazecie - czesto te wspolne dzieciaki dostaja rykoszetem, bo nagle panu robi sie jeszcze bardziej przykro, ze jego pierwsze dzieci nie maja go tyle, co drugie, wiec trzeba im jeszcze bardziej wynagrodzic.

Poza tym to troche nie fair powolywac nowe zycie glownie po to, zeby sie "sytuacja unormowala".

5 777 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-06-16 18:56:37)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Nie zgadzam sie Lusi, wystarczy poczytac niektore watki na forum macoch na gazecie - czesto te wspolne dzieciaki dostaja rykoszetem, bo nagle panu robi sie jeszcze bardziej przykro, ze jego pierwsze dzieci nie maja go tyle, co drugie, wiec trzeba im jeszcze bardziej wynagrodzic.

Poza tym to troche nie fair powolywac nowe zycie glownie po to, zeby sie "sytuacja unormowala".

alez ja nie uwazam ze powinno sie powolywac dziecko na swiat by sie ,,sytuacja unormowala,,ale jak sie kogos kocha i jest sie tej osoby pewnym,jest sie pewnym że to z nim  sie chce spedzic zycie,w dodatku ta osoba chce miec wspolne dzieci to co to nie jest NAJWŁAŚCIWSZY POWOD???

widocznie metaksa ja mam dziwnych znajomych,bo w tych rodzinach ktore znam ,,przepychanki,,z eksami i ich dziećmi ucichly....

5 778 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-06-16 18:58:01)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Och ależ chciałby , oczywiście. Był czas kiedy mówił o tym otwarcie, że wspólne dziecko by wiele zmieniło w Jego nastawieniu, w naszych relacjach. Ale nie jestem samobójczynią. Mam dwójkę dzieci na utrzymaniu, nie czuję się na tyle pewnie, żeby ładować się w kolejne dziecko nie mając 100% pewności, że M nie zawinie się za jakiś czas, zostawiając mnie z trzecim dzieckiem. Już dosyć skomplikowałam życie swoje i dzieci. Nie chcę kolejnych kłopotów. Po za tym jestem z tych, którzy uważają, że dziecko nie może być plastrem na kłopoty w związku. Dlatego kategorycznie odmawiam i dbam o zabezpieczenia.

dokladnie tak uwazam jak twoj M,ze wspolne dzieci by wiele zmienily............

no coz 100% pewnosci co do partnera nie ma sie nigdy.....
ale z jakiegos powodu to JEGO POKOCHALAS ,TO O NIEGO WALCZYSZ I TO O NIEGO JESTES ZAZDROSNA TZN O JEGO MILOSC nawet do dzieci z jakas baba............

ja nie  uważam ze to dziecko mialoby byc plastrem ,tylko owocem milosci......bo że ty go kochasz to widac,on ciebie tez ,po tym z czego rezygnuje dla ciebie chociazby........... wiec nie dziw sie ze z toba chce stworzyc rodzine,z toba chce miec dzieci.....moze dla niego to sens zycia,ty mu dzieci dac nie chcesz.....no co mam ci powiedziec???

5 779

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

alez ja nie uwazam ze powinno sie powolywac dziecko na swiat by sie ,,sytuacja unormowala,,ale jak sie kogos kocha i jest sie tej osoby pewnym,jest sie pewnym że to z nim  sie chce spedzic zycie,w dodatku ta osoba chce miec wspolne dzieci to co to nie jest NAJWŁAŚCIWSZY POWOD???

widocznie metaksa ja mam dziwnych znajomych,bo w tych rodzinach ktore znam ,,przepychanki,,z eksami i ich dziećmi ucichly....

Nie powiedzialam, ze masz dziwnych znajomych, tylko ze czesto nowe dzieci sa pokrzywdzone. Tak naprawde to niewiadomo, czemu przepychanki sie skonczyly - moze eksia ma nowego faceta, moze dzieci podrosly, moze kazdy odnalazl sie bardziej w nowej sytuacji - a nie, ze to wlasnie nowe dziecko sie do tego przyczynilo. U mnie tez sie sytuacja unormowala w porownaniu do poczatkow, a dzieci wspolnych ani widu, ani slychu tongue A wiesz, ze ponoc wspolny zakup zwierza bardziej scala, niz dziecko? wink Moze wystarczy na poczatek kupic chomika na spolke big_smile


LUSILJU napisał/a:

jak sie kogos kocha i jest sie tej osoby pewnym,jest sie pewnym że to z nim  sie chce spedzic zycie

Przeciez kjim dopiero co napisala:

kijm napisał/a:

w momencie kiedy usłyszałam, "jest mi źle , chcę to zmienić, ale jeszcze nie wiem jak", nasunął się w głowie tylko jeden komentarz: NO TO JUŻ PO NAS :-(

To mi raczej za pewnie nie brzmi.

Chyba, ze chodzi Ci o takie unormowanie, ze jakby facet kjim mial z nia dziecko, to by o starych zapomnial? wink

5 780

Odp: Być drugą i macochą

Niestety nie czuję się na tyle pewnie, żeby odważyć się mieć z Nim dziecko. Za dużo złych rzeczy wydarzyło się w naszym związku, żebym mogła się czuć pewnie. Za duże obciążenia poboczne . Zbyt silny wpływ Byłej, zmanierowanych dzieci, negatywnie nastawionych do mnie teściów. W takich okolicznościach przyrody....miłość może się okazać zbyt słaba, żeby pielęgnować wspólny owoc. Metaksa , Wy nie macie wspólnych dzieci. M widuje się ze swoimi raz na ruski rok. I taki układ jest ok? Wystarcza , by nacieszył się z bycia tatą? Nie marudzi, ze w święta jego dzieci nie siedzą przy tym samym co Wy stole?

5 781

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Metaksa , Wy nie macie wspólnych dzieci. M widuje się ze swoimi raz na ruski rok. I taki układ jest ok? Wystarcza , by nacieszył się z bycia tatą? Nie marudzi, ze w święta jego dzieci nie siedzą przy tym samym co Wy stole?

Wiesz, moze by i chcial spedzac z nimi wiecej czasu, ale przy takiej odleglosci i zamieszkaniu w innym kraju to nie jest takie proste. Ale nie marudzi. Jest dosc pogodzony z losem i zdaje sobie sprawe, ze nie mozna w zyciu miec wszystkiego. Cos za cos. Poza tym dzieci rosna i tez coraz bardziej sie od niego odsuwaja, nie tesknia za nim, nie dzwonia. Nie maja takiej wiezi "codziennej", tylko taka raczej odswietna, wakacyjna... No coz.. Zycie..

5 782 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-06-16 21:23:20)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Niestety nie czuję się na tyle pewnie, żeby odważyć się mieć z Nim dziecko. Za dużo złych rzeczy wydarzyło się w naszym związku, żebym mogła się czuć pewnie. Za duże obciążenia poboczne . Zbyt silny wpływ Byłej, zmanierowanych dzieci, negatywnie nastawionych do mnie teściów. W takich okolicznościach przyrody....miłość może się okazać zbyt słaba, żeby pielęgnować wspólny owoc. Metaksa , Wy nie macie wspólnych dzieci. M widuje się ze swoimi raz na ruski rok. I taki układ jest ok? Wystarcza , by nacieszył się z bycia tatą? Nie marudzi, ze w święta jego dzieci nie siedzą przy tym samym co Wy stole?

jak jest w waszym zwiazku  wiem tylko z opisow twoich,z nich tez wnioskuje ze twoj M musi cie bardzo kochac; jak  zostal postawiony przed wyborem,Ty lub jego dzieci zrezygnowal calkowicie z kontaktow z nimi( nawet czasowo) powiem jedno,nie znam ani jednego faceta ktory by tak zrobil.....
to raz,dwa mysle ze tu nie chodzi o to czy ty jestes go pewna na 100,90,czy 50 % ale o to ze zwyczajnie nie masz juz ochoty na zupki,kupki i te inne przyjemnosci,masz do tego prawo,
metaksa napisala ze nic tak nie wiaze jak kupno wspolnego czworonoga,hehehe moze sprawdz......taki zarcik...wiem .głupi......
ja zwierzat nie lubie,nie moje klimaty,pierdza ,śmierdzą ,gubia siersc,brudza,
w dodatku urodzila je inna samica ;-)ale kto co lubi....

5 783

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

jak jest w waszym zwiazku  wiem tylko z opisow twoich,z nich tez wnioskuje ze twoj M musi cie bardzo kochac; jak  zostal postawiony przed wyborem,Ty lub jego dzieci zrezygnowal calkowicie z kontaktow z nimi( nawet czasowo) powiem jedno,nie znam ani jednego faceta ktory by tak zrobil.....

No tak, ale zwroc uwage, ze teraz przebakuje, zeby reaktywowac kontakty z dziecmi - czyli trzymajac sie Twojej logiki, zaczyna kjim kochac mniej? Moim zdaniem bylo mu po prostu wygodniej zaprzestac kontaktow z dziecmi i tyle. Jednak psychicznie nie wyrabia, moze tym bardziej, ze widzi dzieci kjim na codzien? A to, ze chce wspolne to wiesz... Dla faceta to jest duzo latwiejsza decyzja niz dla kobiety. To w koncu nie on bedzie w ciazy, nie on urodzi, a w praktyce z tego co obserwuje to i wiekszosc wychowania spada na kobiete. Takze ten..

LUSILJU napisał/a:

metaksa napisala ze nic tak nie wiaze jak kupno wspolnego czworonoga,hehehe moze sprawdz......taki zarcik...wiem .głupi......
ja zwierzat nie lubie,nie moje klimaty,pierdza ,śmierdzą ,gubia siersc,brudza,
w dodatku urodzila je inna samica ;-)ale kto co lubi....

Nie mysl sobie Lusi, ze ja to sobie wymyslilam big_smile Nie wiem czy tu mozna wklejac linki, ale sprobuje (na dowod tongue )

http://kobieta.onet.pl/dziecko/przed-ciaza/zwierze-scala-zwiazek-bardziej-niz-dziecko/dsse0

Posiadanie wspólnego zwierzęcia bardziej scala przyszłych małżonków niż dziecko, zakup domu, czy otwarcie wspólnego konta. Kot lub pies to, zatem dobra inwestycja na przyszłość - wynika z najnowszych badań.

Choć wydawałoby się, że dziecko jest niekwestionowanym spoiwem związku z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii przez The Marriage Foundation wynika, że potomek nie gwarantuje przyszłym małżonkom długiej, szczęśliwej przyszłości. Co innego można powiedzieć o zwierzętach domowych i parach, które biorą je pod opiekę. Ludzie, którzy decydują się na wspólnego czworonoga są prawdopodobnie bardziej zaangażowani we wspólna przyszłość.

"To jest charakterystyczne szczególnie dla par żyjących w konkubinacie. W takich związkach faktycznie wspólny zwierzak jest większym pewnikiem trwałego związku niż dziecko. Dziecko wiąże się z wielkim zaangażowaniem, ale przecież nie zawsze jest planowane. Zaangażowanie pojawia się, więc często dopiero wraz z pojawieniem się dziecka na świecie. Stajemy się niejako zobowiązani do poświęcenia" - twierdzi Harry Benson z The Marriage Foundation.


I jeden z komentarzy, specjalnie dla Lusi wink

"Chodzi o coś innego moim zdaniem. Ludzie, którzy opiekują się zwierzętami, mają bardziej rozwinięte poczucie odpowiedzialności, altruizmu (oj te ceny karmy i wizyt weterynaryjnych), empatii. Te cechy są również podstawą zdrowego związku: otwarcie na drugą osobę zamiast egoizmu. A posiadanie dzieci, jak wiadomo, zbyt często jest skutkiem chuci, czyli instynktów, nie tylko uczuć."

5 784 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-06-17 07:36:05)

Odp: Być drugą i macochą

Powiem raz metaksa i nie będę sie powtarzac ,tak jak nie lubię zwierząt ,tak nie lubię ludzi zafiksowanych na nich
,a do obrzydzenia doprowadza mnie calowanie,spanie z psami,kotami czy jedzenie ze wspólnych talerzy zakrawa na zboczenie
czy ciumkanie Panci do jej jorczka
,bleeee
ze nie wspomne o wycieraniu tyłka o kanapy ,a pseudonaukowe prace i wywody wrażenie na mnie robia żadne....

i chyba pomyliłaś fora,to nie dogomania.....

5 785

Odp: Być drugą i macochą

Wyluzuj bo ci zylka peknie big_smile

Chyba oprocz zwierzat niebardzo lubisz tez ludzi, co? wink

Posty [ 5 721 do 5 785 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 87 88 89 90 91 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026