zazdrosna13 napisał/a:.............
Pewnie masz wiele racji, jeśli chodzi o mnie to ja z pewnością nie byłam gotowa, by zamieszkać z pasierbem, gdyż nasz związek dopiero się kształtował. Nikt nawet zbytnio się mnie o zdanie nie pytał, był to chyba jedyny możliwy sposób byśmy mogli być razem, albo tak mi się wydawało. Podejrzewam, że M z młodym zamieszkał by u rodziców, w innym mieście, a ja czułabym się opuszczona. Teraz widzę w takim układzie plusy, ale tego musiałam się nauczyć. Obecnie mamy możliwość oboje dojrzeć i się usamodzielnić. Poza tym jakoś nie widzę, żeby zdrowy, młody facet wytrzymał długo bez kobiety, by się gruntownie odbudować psychicznie. Ilu jest panów, którzy w ogóle po rozwodzie nie są w stanie wejść w stały związek? Kiedy poznałam M, był praktycznie miesiąc po rozwodzie, który trwał 3 miesiące! Nawet mi M ostatnio zdradził, że [b]po tym jak pierwszy raz umówiliśmy się na randkę to miał jeszcze seks na pożegnanie ze swoją ex, zatem zdaję sobie sprawę, że stąd teraz ich problem ze wzajemna komunikacją, gdyż nie mieli czasu na wyzbycie się negatywnych emocji i wzajemne wybaczenie.[/b] Życie jest krótkie, a my chcemy czerpać z niego garściami, zamiast użalać się nad sobą, co nie do końca nam służy.
Kjim, doceniam wysiłki M, ostatnio naprawdę bardzo się stara, jest u mnie praktycznie codziennie, choć na chwilkę.To jest naprawdę korzystny układ, z pewnością więcej zyskuję niż poprzednio. No i ten brak stresu przed weekendem - nieoceniony))
Miłego, słonecznego wypoczynku macochyPiękny poranek - słońce, cieplutko .... a ja od 6-tej na nogach. Teraz zrobiłam sobie przerwę w pracy bo głupieję od cyferek. No i co czytam???????
Po rozwodzie poszli do łóżka Rozumiem, iść na obiad pożegnalny ale do łóżka?
Z jakiego powodu się rozstał? Czym dla nich jest seks?!
Spotykał się z tobą a z byłą uprawiał seks?
Wg mnie ludzie zdrowi na ciele i umyśle potrafi kontrolować potrzeby fizjologiczne (dla mnie jego zachowanie to oznacza).
A teraz dra koty, kłócą się, szantażują dziećmi?
Przepraszam ale dla mnie to bezmózgowie. ZERO SZACUNKU DO SIEBIE, ZERO SZACUNKU DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA, ZERO WARTOŚCI MORALNYCH.Dziewczyny - nie tylko zazdrosna ale i chceuciekacstad :
Jakie macie priorytety życiowe? Umiecie ustawić je w kolejności wg ważności?
Widzę, że co niektóre z was, was i partnerzy właśnie z tym ma problem. Może dlatego też są te szarpaniny emocjonalne?
Zbyt szybkie decyzje na wspólne zamieszkanie, zbyt szybkie decyzje na współwłasność, zbyt szybkie decyzje na kolejny związek? Pytań nasuwa się sporo. Potem są konsekwencje - życie przerosła. Chciałyście być razem a nie dopuszczaliście do siebie że życie pisze scenariusze inne niż w bajkach no i nie udźwignęliście tego co dał wam los. Szkoda.
Chceuciekacstad - odnoszę się do ciebie bo ty też masz spore kłopoty w związku. Wasze relacje są fatalne. U was też dzieci są kulą u nogi.Bawcie się dobrze w tą piękną słoneczną sobotę.
Liczę godziny do przyjazdu męża i patrzę na listę zadań jakie postanowiłam do jego przyjazdu wykonać.
Pewnie masz wiele racji w tym co piszesz , bo dla mnie i dla M wiele z sytuacji jakie nas spotykają są nowe i często nie po naszej myśli.
Nawet wczoraj mieliśmy taka rozmowę , że M widzi u siebie zmianę , a mianowicie że on "podciąga się " do moich standardów a ja "zniżam " niektóre wymagania.
Nie jest łatwo ... najbardziej chciałabym przestać podchodzić emocjonalnie do syna M i jego postawy.. chciałabym po prostu akceptować jego obecność i tyle.
Ale patrząc jak młody ma ciało pokryte krostami , prawie strupami od drapania .. nie jest smarowany "bo M dał maści ex.. ona nie smaruje ale i tez nie dała na weekend syna u ojca" więc nie było czym go posmarować.. to po prostu po ludzku , nie tylko jako matkę .. szlak mnie trafia na postawę i ex i M... wiem, wiem.. nie moja sprawa . I najbardziej marzę by to emocjonalnie nie było moją sprawą.
I nie reaguję już na sytuacje , gdy kolejny raz M ma zaplanowany weekend przez ex... znowu był wyjazd bo ona zapisała Młodego ... powiedziała ze to tylko godzinkę bo zaledwie 20km od nas... po czym okazało się że to 120 km od nas.. i szła w zaparte że powiedziała M prawdziwe miejsce... pozostawiłam to bez komentarza... bo co mi da wkurzanie się ????
Na takie sytuacje patrzę przez pryzmat : mam wolne . Jeśli mi pasuje to jadę z nimi, jeśli nie to zostaję z synem, czy sama... i cieszę się tym.
Nic na siłę . M czasami jest w nerwach że nie jadę z nim .. ale twierdzę ze póki on nie potrafi normalnie załatwiać tych spraw .. to niestety musi się nastawić na to że tak będzie.
Co do kuli u nogi i priorytetów - mój syn jest dla mnie bardzo ważny, jego wychowanie, wykształcenie i dobre życie teraz , w sensie żeby czuł się jak u siebie . M jest tez dla mnie ważny , ale nie ważniejszy .
Obaj są ważni , ale w konflikcie z M dotyczącego mojego syna staję po stronie syna , tłumacząc M że to jego dom również i ma prawo głosu i poczucia się jak u siebie.
Zawsze tłumaczę dlaczego , bywam nieustępliwa w tych tematach . Staram się pomóc M to zrozumieć .. choć nie zawsze to się udaje.