Czy ja faktycznie jestem taką egoistką?
Sobota zeszła mi całkiem przyjemnie, cieszyłam się z przestrzeni, spokoju i równowagi w domu. Wprawdzie syna nie udało mi się wyciągnąć na jakiś wypad za miasto, ale zrobiłam sobie długi spacer, odpychając od siebie wszelkie czarne myśli. Ku mojej radości już w południe otrzymałam od M smsa, iż zaprasza mnie na saune późnym wieczorem. W końcu mam wolne to mogę sobie na to pozwolić tym bardziej, że syn chciał na noc wrócić do ojca, młoda wybyła na weekend więc zapowiadało się całkiem miło. I tak też było, choć M wahał się wejść do mnie do mieszkania, bardzo nie chciał się przypadkowo zobaczyć się z moimi dziećmi. Tłumaczył, że synów powiadomił, iż za 3 godz. wróci. Powiedziałam mu, że może to zrobić rano, a mnie przy okazji zawiezie do mojej mamy (mieszkają blisko siebie), bo byłam z nią umówiona. M już o 7 był na nogach, jak się mnie zapytał czy kawę wypije u mamy zdębiałam. Później mi powiedział, że jego synowie (obecnie 12 i 14 lat) nigdy nie zostawali sami, M mieszkał ze swoją teściową z ex. Dla mnie zostawianie dzieci samych to normalne, musiałam nauczyć ich tego od małego, by móc pracować. Jednak w końcu oboje zjedliśmy śniadanie, ja się wyszykowałam i M zawiózł mnie do mamy. Tam miło spędziłam całe dopołudnie i również udało mi się wyciągnąć mamę na długi spacer. Wtedy zadzwonił M, a ja właśnie robiłam się głodna więc wypaliłam czy zaprasza mnie na obiad, on się ucieszył i tak się stało. Spędziłam u M trochę czasu z jego synami, chciał bym mu w czymś pomogła, powiedziałam, że nie ma sprawy jak później odwiezie mnie do domu i tak się umówiliśmy. Wieczorem odwiozłam z M jego młodszego syna i pojechaliśmy do mnie, choć M bił się z myślami czy zabrać ze sobą starszego młodego, bo ten i tak jak zostanie to nie będzie się uczył, gdyż cały weekend i tak przebimbał. Odparłam, że przynajmniej nie powinien do tego przykładać ręki, bo później w szkole powie, że nie miał czasu się uczyć, bo musiał jechać z ojcem, no i chłopak został. M u mnie w domu, nie chciał herbaty, uświadomiłam sobie, że nawet wywiózł swoje kubki. Powiedział, że z piwnicy zabiera swój rower, później zaczął pakować przetwory, które dostał od swojej matki, a na końcu zaczął dzielić płyn do naczyń i mydło w płynie, które kupił przed Świętami. Przyznam, że wyprowadziło mnie to z równowagi, łzy leciały mi z oczu i nie mogłam się opanować. Doszło do rozmowy na temat dzieci, a tego nie potrafimy robić bez emocji. Tłumaczył mi że on ma dużą rodzinę i jego syn dostaje 30 prezentów rocznie, a moja córka tylko 6 i dlatego stać jego syna, by co roku mógł uzbierać sobie na nowy komputer, a jej nie. Zawsze mnie bolało, że wmawiał mi, że moja córka na nic nie zasługuje, a jego syn pomimo złego zachowania ma wszystko, co chce. To prawda, że ja się na to zgadzałam, ale on jeśli chodzi o jego syna teraz uważa, że to złe postępowanie i jeśli młody nie chce się zmienić to trzeba go zaakceptować takim jaki jest. W każdym razie zostałam sama roztrzęsiona, w dodatku zasypiając czułam ogromną złość, że M zostawia mnie samą w takim stanie i dla syna. On twierdzi, że to mój egoizm zepsuł nasz związek. Nie chcę już więcej spotkań skoro rozstanie jest takie bolesne.