netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 264 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 83 84 85 86 87 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 461 do 5 525 z 8 269 ]

5 461

Odp: Być drugą i macochą

Czyli i co? Nie było wspólnej przejażdżki rowerami, bo M nie ma roweru :-))))
Achhh życie.
Ja , jak to ja, co w sercu to i na języku, nie wytrzymałam i w sobotę wieczorem zaczęłam swoje obawy, złości i żale wygarniać M. Skończyło się a i owszem fochem. Więc każde z nas spędziło niedzielę oddzielnie.  No i oczywiście dlaczego? - bo ja się czepiam :-))) No i oczywiście, że się czepiam i będę się czepiać. I (twoim sposobem Lusilju), przemyślałam na ile mogę się zgodzić i co wytrzymam a czego nie zniosę i nie omieszkałam M o tym powiedzieć. Jeśli wznowi jakiekolwiek kontakty z Byłą żona to równie dobrze może się już do Niej przeprowadzić.

Kurcze, jakieś przesilenie wiosenne jest?

5 462

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Czyli i co? Nie było wspólnej przejażdżki rowerami, bo M nie ma roweru :-))))
Achhh życie.
Ja , jak to ja, co w sercu to i na języku, nie wytrzymałam i w sobotę wieczorem zaczęłam swoje obawy, złości i żale wygarniać M. Skończyło się a i owszem fochem. Więc każde z nas spędziło niedzielę oddzielnie.  No i oczywiście dlaczego? - bo ja się czepiam :-))) No i oczywiście, że się czepiam i będę się czepiać. I (twoim sposobem Lusilju), przemyślałam na ile mogę się zgodzić i co wytrzymam a czego nie zniosę i nie omieszkałam M o tym powiedzieć. Jeśli wznowi jakiekolwiek kontakty z Byłą żona to równie dobrze może się już do Niej przeprowadzić.

Kurcze, jakieś przesilenie wiosenne jest?

takkk ,przesilenie wiosenne jest,niestety

bardzo dobrze zrobiłaś,jasno i wyrażnie powiedziałaś mu co go czeka,a ze foch był?? trzeba się na fochy faceta zaszczepić autoszczepionka jakas,na przykład mogą być zakupy,pierd...l fochy,jak ze 3 razy zobaczy ze robia na tobie zerowe wrazenie(tzn tak masz się zachowywać ze takie robia) bo w srodku to zawsze cie będzie gniotło ;to po ktoryms fochu będą to foszki coraz  mniejsze,to jest na prawde dobry sposób,UDAWAJ ZE FOCHA NIE WIDZISZ ,MOZNA LEKKO WALIC GLUPA,to skuteczne jest

5 463 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-13 11:06:28)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna, Kjim- i jak po weekendzie ?

Ja znów mam wqrwa... trochę było spokojniej, wydawało się że M coś przemyślał , zrozumiał i zaczął stosować.
Ale to złudzenie moje było.
Młody był u nas, w sobotę o 20 M mi mówi . . że zapomniał powiedzieć że młody ma mecz w niedzielę .. Mnie ciśnienie skoczyło.. bo to wymówka że zapomniał.
On się odgrywa że ja z nim nie konsultuję zakupów dla siebie i syna - to kara smile
Ale skoro zapomniał o poinformowaniu mnie że niedzielę spędza poza domem bo ex mecz uzgodniła.. To luz , ja mam wolne. On mnie w swoich planach nie uwzględnił ..
Nie było obiadu - bo zapomniałam zrobić tongue .
Jak M taki zaplanowany z ex to niech mu ona jeszcze obiad zaplanuje tongue
Tak więc foch jest .

Powiem Wam że mi zołza jeszcze wyszła... kiedyś pisałam, że kupiłam sobie rower , M w nerwach (bo jemu nie kupiłam ) wystawił go na noc żeby może ktoś ukradł. Rower kupiłam na raty, które płacę sama . Ale M ostatnio sobie sprzęt przywłaszczył.. i jeździ.
Ale wczoraj mnie szlak trafił o to.. bo jak żyjemy każdy sobie - moje , twoje ... to od a do z . A nie on sobie będzie korzystał z czego uważa .. bez żadnych obciążeń.
Nawet ostatnio mnie zaprosił na wycieczkę rowerową - on na moim rowerze a ja mam na syna (taki miejski).. bo on na takim słabym (mojego syna) jeździł nie będzie .

zrobiłam się straszna! oko za oko ząb za ząb!@

mogę spytać o co chodzi z tym konsultowaniem zakupow dla ciebie i syna?? ale co ze swoich pieniędzy zakupy masz z M konsultować,czy o co biega??

5 464

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Czyli i co? Nie było wspólnej przejażdżki rowerami, bo M nie ma roweru :-))))
Achhh życie.
Ja , jak to ja, co w sercu to i na języku, nie wytrzymałam i w sobotę wieczorem zaczęłam swoje obawy, złości i żale wygarniać M. Skończyło się a i owszem fochem. Więc każde z nas spędziło niedzielę oddzielnie.  No i oczywiście dlaczego? - bo ja się czepiam :-))) No i oczywiście, że się czepiam i będę się czepiać. I (twoim sposobem Lusilju), przemyślałam na ile mogę się zgodzić i co wytrzymam a czego nie zniosę i nie omieszkałam M o tym powiedzieć. Jeśli wznowi jakiekolwiek kontakty z Byłą żona to równie dobrze może się już do Niej przeprowadzić.

Kurcze, jakieś przesilenie wiosenne jest?

A u rodziców był ? widział się z dziećmi ?
Ja z doświadczenia wiem, że im bardziej M reaguje emocjami na coś ..to oznacza że cos jest na rzeczy , że trafiłam w temat.. ale na torturach się nie przyzna ..

5 465

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A u rodziców był ? widział się z dziećmi ?
Ja z doświadczenia wiem, że im bardziej M reaguje emocjami na coś ..to oznacza że cos jest na rzeczy , że trafiłam w temat.. ale na torturach się nie przyzna ..

Zgadzam się, u nas jest tak samo, uderz w stół to się nożyce odezwą. Im bardziej M coś drażni tym bardziej oznacza to, że jest coś na rzeczy. Nie umie kłamać ten mój chłop ale kłóci się pierwszorzędnie.
W sobotę był, widział się. Nie ukrywał tego , że ma tam pojechać (ponoć pogadać z dziećmi przed rozprawą) - w środę jest rozprawa dotycząca apelacji. Chciał się dowiedzieć czy mieszka z nimi nadal facet , którego nota bene nazywały "tatą". Owszem ma to duże znaczenie dla rozprawy, ale czy trzeba było się tego dowiadywać w taki sposób ?
No ale....... jak usłyszał , że dla mnie to taki problem, to on nigdy więcej nie będzie ze mną rozmawiał na temat SWOICH dzieci. I LUSILJU podpowiada , że to bardzo dobry pomysł - nie wiedzieć nic na temat tych dzieci, nie interesować się, dla własnego zdrowia psychicznego. Tylko dla mnie to ma drugie dno , bo to oznacza, że będzie robił z tego tajemnice. Więc.... i tak źle i tak nie dobrze.

5 466

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna, Kjim- i jak po weekendzie ?

Ja znów mam wqrwa... trochę było spokojniej, wydawało się że M coś przemyślał , zrozumiał i zaczął stosować.
Ale to złudzenie moje było.
Młody był u nas, w sobotę o 20 M mi mówi . . że zapomniał powiedzieć że młody ma mecz w niedzielę .. Mnie ciśnienie skoczyło.. bo to wymówka że zapomniał.
On się odgrywa że ja z nim nie konsultuję zakupów dla siebie i syna - to kara smile
Ale skoro zapomniał o poinformowaniu mnie że niedzielę spędza poza domem bo ex mecz uzgodniła.. To luz , ja mam wolne. On mnie w swoich planach nie uwzględnił ..
Nie było obiadu - bo zapomniałam zrobić tongue .
Jak M taki zaplanowany z ex to niech mu ona jeszcze obiad zaplanuje tongue
Tak więc foch jest .

Powiem Wam że mi zołza jeszcze wyszła... kiedyś pisałam, że kupiłam sobie rower , M w nerwach (bo jemu nie kupiłam ) wystawił go na noc żeby może ktoś ukradł. Rower kupiłam na raty, które płacę sama . Ale M ostatnio sobie sprzęt przywłaszczył.. i jeździ.
Ale wczoraj mnie szlak trafił o to.. bo jak żyjemy każdy sobie - moje , twoje ... to od a do z . A nie on sobie będzie korzystał z czego uważa .. bez żadnych obciążeń.
Nawet ostatnio mnie zaprosił na wycieczkę rowerową - on na moim rowerze a ja mam na syna (taki miejski).. bo on na takim słabym (mojego syna) jeździł nie będzie .

zrobiłam się straszna! oko za oko ząb za ząb!@

mogę spytać o co chodzi z tym konsultowaniem zakupow dla ciebie i syna?? ale co ze swoich pieniędzy zakupy masz z M konsultować,czy o co biega??

od prawie roku mamy osobno kasę - składamy się na to co wspólne .. rachunki woda , gaz i energia ja płące 2/3 .. czasami więcej. Jedzenie i chemia.. ja dużo więcej.
Póki M miał dodatkową kasę to tak się nie fochował, ale jak to z kasa bywa... skończyła się .
Jak kupował synkowi i sobie to nami się nie przejmował.
ALe teraz została mu sama pensja, która przy jego rozrzutności nie wystarcza na to co sobie zażyczy...to go ponosi jak widzi że kupiłam synowi iphona .. sobie 2 pary butów.. i tez wymieniłam tel.
Ostatnio wymyślił że on nie ma kasy bo mamy "dodatkową gębę do wyżywienia "- miał na myśli dziewczynę mojego chłopaka . Że niby on na to kasę daje ... że jak syn idzie do łazienki to powinien gasić światło w pokoju... bo to powoduje że rachunek za prąd jest wyższy i dlatego on musi płacić więcej tego co płaci....
Żeby było jasne- pobyt jego syna nie kosztuje nic - on tak twierdzi... kilkunastogodzinne oglądanie tv , ładowanie kilka razy tel. (gra na nim non stop i M i jego syn) .. kilkanaście minut pod prysznicem.. pralka, komputer - to jest według M żaden koszt pobytu jego syna...
Przestałam się kłócić o to.

Kiedyś o wszystkim rozmawiałam z M , radziłam się go.. tak jestem wychowana .. i taki rodzaj związku preferuję..
Ale M mnie pomijał w większości swoich decyzji... od kasy (kupował sobie i synowi z moich /naszych pieniędzy , zdarzało się wielokrotnie że ja musiałam pożyczać bo nie było do wypłaty ) po weekendy, urlopy... zakupy...
Doszło do tego że on sobie kupował rzeczy , które chował ... a ja musiałam zapłacić za pobyt w uzdrowisku jego i jego syna (jego ex - matka młodego , stwierdziła że nie będzie sponsorować ) .. mnie się nawet nie zapytał o zdanie. A ja później musiałam kombinować żeby nas utrzymać.
Próbowałam na różne sposoby by dojść do ładu z tym...ale innego wyjścia nie widzę.
Alimenty on musi płacić , na dodatkowe zajęcia syna również , na dojazdy .. ubrania , leki.... a jak brak kasy to uważa że ja powinnam pokryć.. no bo przecież jesteśmy razem .. tylko że jak ja nie mam to on mi mówi "pożycz sobie ".

Tak wiec przestałam go nawet informować o moich planach zakupowych ...a on w odwecie nie informuje mnie o swoich planach z ex/synem...wie że mnie to wkurwia.
Ale pracuję nad sobą ... i nie dam się zdenerwować nawet planami M z ex... smile
Będę mieć swoje plany.

5 467

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

A u rodziców był ? widział się z dziećmi ?
Ja z doświadczenia wiem, że im bardziej M reaguje emocjami na coś ..to oznacza że cos jest na rzeczy , że trafiłam w temat.. ale na torturach się nie przyzna ..

Zgadzam się, u nas jest tak samo, uderz w stół to się nożyce odezwą. Im bardziej M coś drażni tym bardziej oznacza to, że jest coś na rzeczy. Nie umie kłamać ten mój chłop ale kłóci się pierwszorzędnie.
W sobotę był, widział się. Nie ukrywał tego , że ma tam pojechać (ponoć pogadać z dziećmi przed rozprawą) - w środę jest rozprawa dotycząca apelacji. Chciał się dowiedzieć czy mieszka z nimi nadal facet , którego nota bene nazywały "tatą". Owszem ma to duże znaczenie dla rozprawy, ale czy trzeba było się tego dowiadywać w taki sposób ?
No ale....... jak usłyszał , że dla mnie to taki problem, to on nigdy więcej nie będzie ze mną rozmawiał na temat SWOICH dzieci. I LUSILJU podpowiada , że to bardzo dobry pomysł - nie wiedzieć nic na temat tych dzieci, nie interesować się, dla własnego zdrowia psychicznego. Tylko dla mnie to ma drugie dno , bo to oznacza, że będzie robił z tego tajemnice. Więc.... i tak źle i tak nie dobrze.

i od dzieci się dowiedział że "tata" już nie mieszka z ex?

Współczuję Ci Kjim.. ja z M tez nie rozmawiam na temat ex , jego rodziców, ale dotyka mnie że on ma tajemnice z nimi.

Powiem Wam jeszcze coś, kiedyś pisałam że M jest w jednej grupie zamkniętej na fb razem z ex.. no i tam tez nie mam dostępu .
Jak sobie pomyślę że on ma wspólne tematy ze znajomymi i ex... nie tylko o synu..to mam ochotę większą na rozstanie się z nim.
Bo co to za związek ????

5 468

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

i od dzieci się dowiedział że "tata" już nie mieszka z ex?

TAK. Ale do mnie to jakoś nie przemawia. Nie takich rzeczy potrafiła "wyuczyć" swoje dzieci. Zdaję sobie sprawę , że taki argument jak wspólnie mieszkający facet mógłby ją położyć na łopatki, więc akurat tego mogła nauczyć dzieci, co mają odpowiadać jeśli ktoś o to zapyta. Po za tym czerpie korzyści finansowe z zasiłków z OPS i jestem więcej niż pewna, że gdyby wyszło, ze mieszka ze "współlokatorem" wykazując w papierach,że jest "samotną matką" wiele by straciła. Także tłumaczenia M, że chciał o tym porozmawiać z dziećmi... jakoś do mnie nie przemawiają. Dla mnie to nie jest wiarygodne źródło informacji.

5 469

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

i od dzieci się dowiedział że "tata" już nie mieszka z ex?

TAK. Ale do mnie to jakoś nie przemawia. Nie takich rzeczy potrafiła "wyuczyć" swoje dzieci. Zdaję sobie sprawę , że taki argument jak wspólnie mieszkający facet mógłby ją położyć na łopatki, więc akurat tego mogła nauczyć dzieci, co mają odpowiadać jeśli ktoś o to zapyta. Po za tym czerpie korzyści finansowe z zasiłków z OPS i jestem więcej niż pewna, że gdyby wyszło, ze mieszka ze "współlokatorem" wykazując w papierach,że jest "samotną matką" wiele by straciła. Także tłumaczenia M, że chciał o tym porozmawiać z dziećmi... jakoś do mnie nie przemawiają. Dla mnie to nie jest wiarygodne źródło informacji.

zwłaszcza że dzieci mówią o nim "tata ".
ja tez bym nie wierzyła w bajki dzieci... u nas młody był / jest ? regularnie przepytywany przez ex i matkę M... tez ma pranie mózgu... czasami mi się śmiać chce, jak młody cos mówi a M łyka jak pelikan. Ja widzę że to wyuczone.. i nie prawdziwe, bo wystarczy zadać kilka pytań a młody już zawieszony bo nie wie co mówić.
Gdyby to byłą prawdziwa informacja trzymała by się kupy:)

5 470 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-13 11:52:25)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

. czasami mi się śmiać chce, jak młody cos mówi a M łyka jak pelikan. Ja widzę że to wyuczone.. i nie prawdziwe, bo wystarczy zadać kilka pytań a młody już zawieszony bo nie wie co mówić.
Gdyby to byłą prawdziwa informacja trzymała by się kupy:)

I w takich sytuacjach nie wiem co mnie wnerwia bardziej, Jej kłamstwa, czy to, że on to łyka :-) A chyba najbardziej mnie wnerwia to, że nie wiem czemu On to łyka? Bo ma taki do niej sentyment, bo chce w te brednie wierzyć, czy jest naprawdę taki tępy, że tego nie dostrzega.

5 471

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

. czasami mi się śmiać chce, jak młody cos mówi a M łyka jak pelikan. Ja widzę że to wyuczone.. i nie prawdziwe, bo wystarczy zadać kilka pytań a młody już zawieszony bo nie wie co mówić.
Gdyby to byłą prawdziwa informacja trzymała by się kupy:)

I w takich sytuacjach nie wiem co mnie wnerwia bardziej, Jej kłamstwa, czy to, że on to łyka :-) A chyba najbardziej mnie wnerwia to, że nie wiem czemu On to łyka? Bo ma taki do niej sentyment, bo chce w te brednie wierzyć, czy jest naprawdę taki tępy, że tego nie dostrzega.

Wiesz , ja to się dziwię że niektórzy faceci się rozwodzą ... skoro bez decyzji ex i tak nic nie potrafią zrobić.
Mam wrażenie że oni na ślubie oddali mózgi żonom, a przy rozwodzie zapomnieli je odebrać !

5 472

Odp: Być drugą i macochą

Czy ja faktycznie jestem taką egoistką?

Sobota zeszła mi całkiem przyjemnie, cieszyłam się z przestrzeni, spokoju i równowagi w domu. Wprawdzie syna nie udało mi się wyciągnąć na jakiś wypad za miasto, ale zrobiłam sobie długi spacer, odpychając od siebie wszelkie czarne myśli. Ku mojej radości już w południe otrzymałam od M smsa, iż zaprasza mnie na saune późnym wieczorem. W końcu mam wolne to mogę sobie na to pozwolić tym bardziej, że syn chciał na noc wrócić do ojca, młoda wybyła na weekend więc zapowiadało się całkiem miło. I tak też było, choć M wahał się wejść do mnie do mieszkania, bardzo nie chciał się przypadkowo zobaczyć się z moimi dziećmi. Tłumaczył, że synów powiadomił, iż za 3 godz. wróci. Powiedziałam mu, że może to zrobić rano, a mnie przy okazji zawiezie do mojej mamy (mieszkają blisko siebie), bo byłam z nią umówiona. M już o 7 był na nogach, jak się mnie zapytał czy kawę wypije u mamy zdębiałam. Później mi powiedział, że jego synowie (obecnie 12 i 14 lat) nigdy nie zostawali sami, M mieszkał ze swoją teściową z ex. Dla mnie zostawianie dzieci samych to normalne, musiałam nauczyć ich tego od małego, by móc pracować. Jednak w końcu oboje zjedliśmy śniadanie, ja się wyszykowałam i M zawiózł mnie do mamy. Tam miło spędziłam całe dopołudnie i również udało mi się wyciągnąć mamę na długi spacer. Wtedy zadzwonił M, a ja właśnie robiłam się głodna więc wypaliłam czy zaprasza mnie na obiad, on się ucieszył i tak się stało. Spędziłam u M trochę czasu z jego synami, chciał bym mu w czymś pomogła, powiedziałam, że nie ma sprawy jak później odwiezie mnie do domu i tak się umówiliśmy. Wieczorem odwiozłam z M jego młodszego syna i pojechaliśmy do mnie, choć M bił się z myślami czy zabrać ze sobą starszego młodego, bo ten i tak jak zostanie to nie będzie się uczył, gdyż cały weekend i tak przebimbał. Odparłam, że przynajmniej nie powinien do tego przykładać ręki, bo później w szkole powie, że nie miał czasu się uczyć, bo musiał jechać z ojcem, no i chłopak został. M u mnie w domu, nie chciał herbaty, uświadomiłam sobie, że nawet wywiózł swoje kubki. Powiedział, że z piwnicy zabiera swój rower, później zaczął pakować przetwory, które dostał od swojej matki, a na końcu zaczął dzielić płyn do naczyń i mydło w płynie, które kupił przed Świętami. Przyznam, że wyprowadziło mnie to z równowagi, łzy leciały mi z oczu i nie mogłam się opanować. Doszło do rozmowy na temat dzieci, a tego nie potrafimy robić bez emocji. Tłumaczył mi że on ma dużą rodzinę i jego syn dostaje 30 prezentów rocznie, a moja córka tylko 6 i dlatego stać jego syna, by co roku mógł uzbierać sobie na nowy komputer, a jej nie. Zawsze mnie bolało, że wmawiał mi, że moja córka na nic nie zasługuje, a jego syn pomimo złego zachowania ma wszystko, co chce. To prawda, że ja się na to zgadzałam, ale on jeśli chodzi o jego syna teraz uważa, że to złe postępowanie i jeśli młody nie chce się zmienić to trzeba go zaakceptować takim jaki jest. W każdym razie zostałam sama roztrzęsiona, w dodatku zasypiając czułam ogromną złość, że M zostawia mnie samą w takim stanie i dla syna. On twierdzi, że to mój egoizm zepsuł nasz związek. Nie chcę już więcej spotkań skoro rozstanie jest takie bolesne.

5 473

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Czy ja faktycznie jestem taką egoistką?

Sobota zeszła mi całkiem przyjemnie, cieszyłam się z przestrzeni, spokoju i równowagi w domu. Wprawdzie syna nie udało mi się wyciągnąć na jakiś wypad za miasto, ale zrobiłam sobie długi spacer, odpychając od siebie wszelkie czarne myśli. Ku mojej radości już w południe otrzymałam od M smsa, iż zaprasza mnie na saune późnym wieczorem. W końcu mam wolne to mogę sobie na to pozwolić tym bardziej, że syn chciał na noc wrócić do ojca, młoda wybyła na weekend więc zapowiadało się całkiem miło. I tak też było, choć M wahał się wejść do mnie do mieszkania, bardzo nie chciał się przypadkowo zobaczyć się z moimi dziećmi. Tłumaczył, że synów powiadomił, iż za 3 godz. wróci. Powiedziałam mu, że może to zrobić rano, a mnie przy okazji zawiezie do mojej mamy (mieszkają blisko siebie), bo byłam z nią umówiona. M już o 7 był na nogach, jak się mnie zapytał czy kawę wypije u mamy zdębiałam. Później mi powiedział, że jego synowie (obecnie 12 i 14 lat) nigdy nie zostawali sami, M mieszkał ze swoją teściową z ex. Dla mnie zostawianie dzieci samych to normalne, musiałam nauczyć ich tego od małego, by móc pracować. Jednak w końcu oboje zjedliśmy śniadanie, ja się wyszykowałam i M zawiózł mnie do mamy. Tam miło spędziłam całe dopołudnie i również udało mi się wyciągnąć mamę na długi spacer. Wtedy zadzwonił M, a ja właśnie robiłam się głodna więc wypaliłam czy zaprasza mnie na obiad, on się ucieszył i tak się stało. Spędziłam u M trochę czasu z jego synami, chciał bym mu w czymś pomogła, powiedziałam, że nie ma sprawy jak później odwiezie mnie do domu i tak się umówiliśmy. Wieczorem odwiozłam z M jego młodszego syna i pojechaliśmy do mnie, choć M bił się z myślami czy zabrać ze sobą starszego młodego, bo ten i tak jak zostanie to nie będzie się uczył, gdyż cały weekend i tak przebimbał. Odparłam, że przynajmniej nie powinien do tego przykładać ręki, bo później w szkole powie, że nie miał czasu się uczyć, bo musiał jechać z ojcem, no i chłopak został. M u mnie w domu, nie chciał herbaty, uświadomiłam sobie, że nawet wywiózł swoje kubki. Powiedział, że z piwnicy zabiera swój rower, później zaczął pakować przetwory, które dostał od swojej matki, a na końcu zaczął dzielić płyn do naczyń i mydło w płynie, które kupił przed Świętami. Przyznam, że wyprowadziło mnie to z równowagi, łzy leciały mi z oczu i nie mogłam się opanować. Doszło do rozmowy na temat dzieci, a tego nie potrafimy robić bez emocji. Tłumaczył mi że on ma dużą rodzinę i jego syn dostaje 30 prezentów rocznie, a moja córka tylko 6 i dlatego stać jego syna, by co roku mógł uzbierać sobie na nowy komputer, a jej nie. Zawsze mnie bolało, że wmawiał mi, że moja córka na nic nie zasługuje, a jego syn pomimo złego zachowania ma wszystko, co chce. To prawda, że ja się na to zgadzałam, ale on jeśli chodzi o jego syna teraz uważa, że to złe postępowanie i jeśli młody nie chce się zmienić to trzeba go zaakceptować takim jaki jest. W każdym razie zostałam sama roztrzęsiona, w dodatku zasypiając czułam ogromną złość, że M zostawia mnie samą w takim stanie i dla syna. On twierdzi, że to mój egoizm zepsuł nasz związek. Nie chcę już więcej spotkań skoro rozstanie jest takie bolesne.

Zazdrosna , trzymaj się - jak to mówią , faceta poznajesz po tym jak kończy !
A te przepychanki odnośnie dzieci -  to chcesz powiedzieć że M kasę (te 30 prezentów ) odkłada lub bierze od syna ? i dlatego kupuje synowi co ten chce ?? Skoro powinno się zaakceptować jego syna ..to dlaczego nie akceptować Twojej córki ???
Naucz się nie rozmawiać na temat dzieci - to jego kasa, jego wychowanie czy błędy - to samo się tyczy Ciebie i Twoich dzieci.

Uważam że to temat zastępczy , bo m wie że to Cię wkurza i chce Ci dokopać ..bo sam czuje ból .
Ale nie daj się .
Pomyśl-  czy facet będzie tęsknił do roztrzęsionej , wrzeszczącej i roszczeniowej kobiety ??/ będzie coś zmieniał w swoim życiu dla takiej ??? będzie szukał rozwiązania i przyglądał się swojemu życiu by znaleźć rozwiązanie ??? NIE

bądź miła , uśmiechnięta i kochająca... naucz się tego  ... co nie oznacza że nie ma być granic.
Jego dzieci to jego problem w jego domu ! Wy się spotykajcie ale bez dzieci. Poczytaj raz jeszcze faceci kochają zołzy". .i takie tam.
I tyle.
Niech on widzi wartość jaką stracił .. ale nie w praczce i sprzątaczce , czy opiekunce do dziecka. ma widzieć zmysłową kobietę !
dla takiej oni są w stanie zrobić wszystko.. nawet wychowywać swoje dzieci.
My musimy jedynie trzymać się mocno ustalonych zasad..

5 474 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-13 12:33:09)

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, no to nie jest łatwe. On i tak będzie ciągnął do domu -przeciez nie zostawi syna całkiem samego na noc, dwie , trzy, na wszystkie...... Wiem, że myślałaś że to będzie łatwiejsze ale nie będzie, bo nadal będzie bolało to, że on ucieka od Ciebie do dziecka. ALE nie daj sobie wmówić , że  TY jesteś egoistką. A już na pewno nie większą od Niego. Odwróć piłeczkę, skoro Jego syna TRZEBA zaakceptować takiego jakim jest, to Nich M zaakceptuje Ciebie taką jaką jesteś, bo za stara już jesteś na zmiany. A jeśli nie, to powiedz Mu, że znajdziesz takiego, który Cię zaakceptuje bez naciskania na zmiany :-) Pograj Mu na gulu :-)

5 475

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna, no to nie jest łatwe. On i tak będzie ciągnął do domu -przeciez nie zostawi syna całkiem samego na noc, dwie , trzy, na wszystkie...... Wiem, że myślałaś że to będzie łatwiejsze ale nie będzie, bo nadal będzie bolało to, że on ucieka od Ciebie do dziecka. ALE nie daj sobie wmówić , że  TY jesteś egoistką. A już na pewno nie większą od Niego. Odwróć piłeczkę, skoro Jego syna TRZEBA zaakceptować takiego jakim jest, to Nich M zaakceptuje Ciebie taką jaką jesteś, bo za stara już jesteś na zmiany. A jeśli nie, to powiedz Mu, że znajdziesz takiego, który Cię zaakceptuje bez naciskania na zmiany :-) Pograj Mu na gulu :-)

Dokładnie, i tak jak pisałam, ma Cię widzieć zadowoloną i uśmiechnięta .. i czasami niedostępną - masz swoje plany.
smile

5 476

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Dokładnie, i tak jak pisałam, ma Cię widzieć zadowoloną i uśmiechnięta .. i czasami niedostępną - masz swoje plany.
smile

To Ich boli najbardziej :-)

5 477

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny !Ale zycie nie polega na tym ,zeby pogrywac .On mi tak ,to ja mu tak ! Foch jego ,foch wasz .
Zastanowcie sie czy napewno chcecie tak zyc ? Moze czas na drastyczne rozwiazania .
Nie po drodze Wam .Moze zmiencie to .
Zacznijcie zyc. Nawet same ,ale spokojne .Pogodzone ze soba .
Narazie wiklacie sie w rozne uklady .Pozorne zwyciestwa ,za ktore placicie nerwami .
Nie tak wygladaja szczesliwe zwiazki .
Dlaczego godzicie sie na takie toksyczne zycie ?
Dlatego ,ze kochacie ? A coz to za milosc ,ktora polega tylko na walce ?

5 478

Odp: Być drugą i macochą
rakija napisał/a:

Dziewczyny !Ale zycie nie polega na tym ,zeby pogrywac

Oczywiście :-) Tylko, że weź pod uwagę, że my wszystkie już jedno piekło rozwodu (czytaj poważne rozstanie) mamy za sobą. Nie chcemy kolejnego rozstania, kolejnego faceta w łóżku. Żadna z nas nie chce przechodzić przez to znowu. Nie checmy przyzwyczajać dzieci do "nowego tatusia", nie chcemy by na spacerze widziano nas z kolejnym gościem. Dlatego próbujemy, wchodzimy w różne konfiguracje, testujemy, kłócimy się, przesuwamy granice, to znów je stawiamy, bo tak naprawdę oni My, ani Ci nasi faceci, nie chcemy kolejnej bolesnej rewolucji w życiu. My sobie zdajemy sprawę i nasi faceci tez sobie zdają z tego sprawę, stąd to wieczne przeciąganie liny.

5 479

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna, Kjim- i jak po weekendzie ?

Ja znów mam wqrwa... trochę było spokojniej, wydawało się że M coś przemyślał , zrozumiał i zaczął stosować.
Ale to złudzenie moje było.
Młody był u nas, w sobotę o 20 M mi mówi . . że zapomniał powiedzieć że młody ma mecz w niedzielę .. Mnie ciśnienie skoczyło.. bo to wymówka że zapomniał.
On się odgrywa że ja z nim nie konsultuję zakupów dla siebie i syna - to kara smile
Ale skoro zapomniał o poinformowaniu mnie że niedzielę spędza poza domem bo ex mecz uzgodniła.. To luz , ja mam wolne. On mnie w swoich planach nie uwzględnił ..
Nie było obiadu - bo zapomniałam zrobić tongue .
Jak M taki zaplanowany z ex to niech mu ona jeszcze obiad zaplanuje tongue
Tak więc foch jest .

Powiem Wam że mi zołza jeszcze wyszła... kiedyś pisałam, że kupiłam sobie rower , M w nerwach (bo jemu nie kupiłam ) wystawił go na noc żeby może ktoś ukradł. Rower kupiłam na raty, które płacę sama . Ale M ostatnio sobie sprzęt przywłaszczył.. i jeździ.
Ale wczoraj mnie szlak trafił o to.. bo jak żyjemy każdy sobie - moje , twoje ... to od a do z . A nie on sobie będzie korzystał z czego uważa .. bez żadnych obciążeń.
Nawet ostatnio mnie zaprosił na wycieczkę rowerową - on na moim rowerze a ja mam na syna (taki miejski).. bo on na takim słabym (mojego syna) jeździł nie będzie .

zrobiłam się straszna! oko za oko ząb za ząb!@

mogę spytać o co chodzi z tym konsultowaniem zakupow dla ciebie i syna?? ale co ze swoich pieniędzy zakupy masz z M konsultować,czy o co biega??

od prawie roku mamy osobno kasę - składamy się na to co wspólne .. rachunki woda , gaz i energia ja płące 2/3 .. czasami więcej. Jedzenie i chemia.. ja dużo więcej.
Póki M miał dodatkową kasę to tak się nie fochował, ale jak to z kasa bywa... skończyła się .
Jak kupował synkowi i sobie to nami się nie przejmował.
ALe teraz została mu sama pensja, która przy jego rozrzutności nie wystarcza na to co sobie zażyczy...to go ponosi jak widzi że kupiłam synowi iphona .. sobie 2 pary butów.. i tez wymieniłam tel.
Ostatnio wymyślił że on nie ma kasy bo mamy "dodatkową gębę do wyżywienia "- miał na myśli dziewczynę mojego chłopaka . Że niby on na to kasę daje ... że jak syn idzie do łazienki to powinien gasić światło w pokoju... bo to powoduje że rachunek za prąd jest wyższy i dlatego on musi płacić więcej tego co płaci....
Żeby było jasne- pobyt jego syna nie kosztuje nic - on tak twierdzi... kilkunastogodzinne oglądanie tv , ładowanie kilka razy tel. (gra na nim non stop i M i jego syn) .. kilkanaście minut pod prysznicem.. pralka, komputer - to jest według M żaden koszt pobytu jego syna...
Przestałam się kłócić o to.

Kiedyś o wszystkim rozmawiałam z M , radziłam się go.. tak jestem wychowana .. i taki rodzaj związku preferuję..
Ale M mnie pomijał w większości swoich decyzji... od kasy (kupował sobie i synowi z moich /naszych pieniędzy , zdarzało się wielokrotnie że ja musiałam pożyczać bo nie było do wypłaty ) po weekendy, urlopy... zakupy...
Doszło do tego że on sobie kupował rzeczy , które chował ... a ja musiałam zapłacić za pobyt w uzdrowisku jego i jego syna (jego ex - matka młodego , stwierdziła że nie będzie sponsorować ) .. mnie się nawet nie zapytał o zdanie. A ja później musiałam kombinować żeby nas utrzymać.
Próbowałam na różne sposoby by dojść do ładu z tym...ale innego wyjścia nie widzę.
Alimenty on musi płacić , na dodatkowe zajęcia syna również , na dojazdy .. ubrania , leki.... a jak brak kasy to uważa że ja powinnam pokryć.. no bo przecież jesteśmy razem .. tylko że jak ja nie mam to on mi mówi "pożycz sobie ".

Tak wiec przestałam go nawet informować o moich planach zakupowych ...a on w odwecie nie informuje mnie o swoich planach z ex/synem...wie że mnie to wkurwia.
Ale pracuję nad sobą ... i nie dam się zdenerwować nawet planami M z ex... smile
Będę mieć swoje plany.

no teraz rozumiem,u mnie tez nie ma wspólnej kasy ,ale jest podzial na to co kto i ile....

co do podzialu u ciebie,to ja jestem taka materialistka ze bym procentowo wyliczyla ile ma dokladac M za wizyty jego synka,bo  bardzo nie znosze naciągaczy,a ze caritasem ani jakas opieka spoleczna nie  jestes wiec cudzych dzieci nie mam obowiązku dotować.....


co do tłumaczenia i fochów o zakupy,no to musiałby trafic na mnie,raz jedyny odwazylby mi się zwrocic uwagę na co wydaje swoje pieniądze.......łachy latałyby z furkotem,a na obiad bylaby kaszanka i swiatło w lodowce....

5 480 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-13 13:35:27)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Czy ja faktycznie jestem taką egoistką?

Sobota zeszła mi całkiem przyjemnie, cieszyłam się z przestrzeni, spokoju i równowagi w domu. Wprawdzie syna nie udało mi się wyciągnąć na jakiś wypad za miasto, ale zrobiłam sobie długi spacer, odpychając od siebie wszelkie czarne myśli. Ku mojej radości już w południe otrzymałam od M smsa, iż zaprasza mnie na saune późnym wieczorem. W końcu mam wolne to mogę sobie na to pozwolić tym bardziej, że syn chciał na noc wrócić do ojca, młoda wybyła na weekend więc zapowiadało się całkiem miło. I tak też było, choć M wahał się wejść do mnie do mieszkania, bardzo nie chciał się przypadkowo zobaczyć się z moimi dziećmi. Tłumaczył, że synów powiadomił, iż za 3 godz. wróci. Powiedziałam mu, że może to zrobić rano, a mnie przy okazji zawiezie do mojej mamy (mieszkają blisko siebie), bo byłam z nią umówiona. M już o 7 był na nogach, jak się mnie zapytał czy kawę wypije u mamy zdębiałam. Później mi powiedział, że jego synowie (obecnie 12 i 14 lat) nigdy nie zostawali sami, M mieszkał ze swoją teściową z ex. Dla mnie zostawianie dzieci samych to normalne, musiałam nauczyć ich tego od małego, by móc pracować. Jednak w końcu oboje zjedliśmy śniadanie, ja się wyszykowałam i M zawiózł mnie do mamy. Tam miło spędziłam całe dopołudnie i również udało mi się wyciągnąć mamę na długi spacer. Wtedy zadzwonił M, a ja właśnie robiłam się głodna więc wypaliłam czy zaprasza mnie na obiad, on się ucieszył i tak się stało. Spędziłam u M trochę czasu z jego synami, chciał bym mu w czymś pomogła, powiedziałam, że nie ma sprawy jak później odwiezie mnie do domu i tak się umówiliśmy. Wieczorem odwiozłam z M jego młodszego syna i pojechaliśmy do mnie, choć M bił się z myślami czy zabrać ze sobą starszego młodego, bo ten i tak jak zostanie to nie będzie się uczył, gdyż cały weekend i tak przebimbał. Odparłam, że przynajmniej nie powinien do tego przykładać ręki, bo później w szkole powie, że nie miał czasu się uczyć, bo musiał jechać z ojcem, no i chłopak został. M u mnie w domu, nie chciał herbaty, uświadomiłam sobie, że nawet wywiózł swoje kubki. Powiedział, że z piwnicy zabiera swój rower, później zaczął pakować przetwory, które dostał od swojej matki, a na końcu zaczął dzielić płyn do naczyń i mydło w płynie, które kupił przed Świętami. Przyznam, że wyprowadziło mnie to z równowagi, łzy leciały mi z oczu i nie mogłam się opanować. Doszło do rozmowy na temat dzieci, a tego nie potrafimy robić bez emocji. Tłumaczył mi że on ma dużą rodzinę i jego syn dostaje 30 prezentów rocznie, a moja córka tylko 6 i dlatego stać jego syna, by co roku mógł uzbierać sobie na nowy komputer, a jej nie. Zawsze mnie bolało, że wmawiał mi, że moja córka na nic nie zasługuje, a jego syn pomimo złego zachowania ma wszystko, co chce. To prawda, że ja się na to zgadzałam, ale on jeśli chodzi o jego syna teraz uważa, że to złe postępowanie i jeśli młody nie chce się zmienić to trzeba go zaakceptować takim jaki jest. W każdym razie zostałam sama roztrzęsiona, w dodatku zasypiając czułam ogromną złość, że M zostawia mnie samą w takim stanie i dla syna. On twierdzi, że to mój egoizm zepsuł nasz związek. Nie chcę już więcej spotkań skoro rozstanie jest takie bolesne.

ZAZDROSNA MASZ NIE ROZMAWIAC Z M NA TEMAT DZIECI,

pojechaliście do niego-BŁĄD

spedzilas czas z jego synami-BŁĄD

dalas się sprowokować w swoim domu-BLAD

poniosły cie nerwy,dalas się wciagnac w klotnie o jego przychówek -BLAD


ALE JAK WIADOMO CZLOWIEK UCZY SIE NA BLEDACH.......

5 481 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-04-13 13:50:08)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

mogę spytać o co chodzi z tym konsultowaniem zakupow dla ciebie i syna?? ale co ze swoich pieniędzy zakupy masz z M konsultować,czy o co biega??

od prawie roku mamy osobno kasę - składamy się na to co wspólne .. rachunki woda , gaz i energia ja płące 2/3 .. czasami więcej. Jedzenie i chemia.. ja dużo więcej.
Póki M miał dodatkową kasę to tak się nie fochował, ale jak to z kasa bywa... skończyła się .
Jak kupował synkowi i sobie to nami się nie przejmował.
ALe teraz została mu sama pensja, która przy jego rozrzutności nie wystarcza na to co sobie zażyczy...to go ponosi jak widzi że kupiłam synowi iphona .. sobie 2 pary butów.. i tez wymieniłam tel.
Ostatnio wymyślił że on nie ma kasy bo mamy "dodatkową gębę do wyżywienia "- miał na myśli dziewczynę mojego chłopaka . Że niby on na to kasę daje ... że jak syn idzie do łazienki to powinien gasić światło w pokoju... bo to powoduje że rachunek za prąd jest wyższy i dlatego on musi płacić więcej tego co płaci....
Żeby było jasne- pobyt jego syna nie kosztuje nic - on tak twierdzi... kilkunastogodzinne oglądanie tv , ładowanie kilka razy tel. (gra na nim non stop i M i jego syn) .. kilkanaście minut pod prysznicem.. pralka, komputer - to jest według M żaden koszt pobytu jego syna...
Przestałam się kłócić o to.

Kiedyś o wszystkim rozmawiałam z M , radziłam się go.. tak jestem wychowana .. i taki rodzaj związku preferuję..
Ale M mnie pomijał w większości swoich decyzji... od kasy (kupował sobie i synowi z moich /naszych pieniędzy , zdarzało się wielokrotnie że ja musiałam pożyczać bo nie było do wypłaty ) po weekendy, urlopy... zakupy...
Doszło do tego że on sobie kupował rzeczy , które chował ... a ja musiałam zapłacić za pobyt w uzdrowisku jego i jego syna (jego ex - matka młodego , stwierdziła że nie będzie sponsorować ) .. mnie się nawet nie zapytał o zdanie. A ja później musiałam kombinować żeby nas utrzymać.
Próbowałam na różne sposoby by dojść do ładu z tym...ale innego wyjścia nie widzę.
Alimenty on musi płacić , na dodatkowe zajęcia syna również , na dojazdy .. ubrania , leki.... a jak brak kasy to uważa że ja powinnam pokryć.. no bo przecież jesteśmy razem .. tylko że jak ja nie mam to on mi mówi "pożycz sobie ".

Tak wiec przestałam go nawet informować o moich planach zakupowych ...a on w odwecie nie informuje mnie o swoich planach z ex/synem...wie że mnie to wkurwia.
Ale pracuję nad sobą ... i nie dam się zdenerwować nawet planami M z ex... smile
Będę mieć swoje plany.

no teraz rozumiem,u mnie tez nie ma wspólnej kasy ,ale jest podzial na to co kto i ile....

co do podzialu u ciebie,to ja jestem taka materialistka ze bym procentowo wyliczyla ile ma dokladac M za wizyty jego synka,bo  bardzo nie znosze naciągaczy,a ze caritasem ani jakas opieka spoleczna nie  jestes wiec cudzych dzieci nie mam obowiązku dotować.....


co do tłumaczenia i fochów o zakupy,no to musiałby trafic na mnie,raz jedyny odwazylby mi się zwrocic uwagę na co wydaje swoje pieniądze.......łachy latałyby z furkotem,a na obiad bylaby kaszanka i swiatło w lodowce....

Jesteście małżeństwem ? my nie i mnie się wydaje że to też jest jednak problem... bo po pierwsze prawnie by musiał nowa rodzinę zabezpieczać ale i chyba w psychice coś to powoduje u niektórych facetów... nie wiem .. albo ja szukam "złotego środka ".
ja się ciągle uczę smile ..bo to wbrew moim zasadom.
Gdybym nie miała obowiązku względem syna to pewnie by mnie M doił dalej... ale było kilka takich razów kiedy np. książki do szkoły kupowałam w październiku..bo M z wspólnej kasy kupił młodemu swojemu prezent na imieniny w sierpniu i urodziny we wrześniu ..znaczy dwa prezenty ...
Ja jestem logistykiem, i wszystko musze mieć zaplanowane... kasę też.. i cos na czarną godzinę ... spalało mnie to że pomimo dobrej wypłaty mojej i M .. nigdy nie mogłam nic odłożyć... do pęknięcia naiwnej mej bańki doszło .. jak M dostał 3tysiące premii i ją wydał ... "sam nie wie na co "..
Jak mamy coś wspólne - to i duże i małe... a tu wyszło że jak miał więcej kasy to była tylko jego... a jak mu się kończyła to już chciał wspólną ...bo ja dużo więcej zarabiam..


Teraz też taka sama sytuacja... M prawie nie ma kasy... zakupy zostają po mojej stronie... z jednej strony nie chcę tak żyć że każdy sobie złotówkę wyrzygiwuje.. ale z drugiej sobie myślę ... że moim i syna kosztem M dorabia się majątku tylko dla siebie i swojego syna.
Gdybym nie ja nie było by go stać na dom... może na wynajęcie jakiejś kawalerki.
Gdybyśmy płacili tak jak piszesz Lusi to by już dawno kasy nie miał.
Większość sprzętów do domu kupuję ja ..  inne rzeczy np. do ogrodu też .. i tak w kółko.

Boli myśl że jego mój los nie obchodzi , że w razie gdyby jemu coś się stało on tylko zapisuje synowi .. i tak musiałabym sprzedać dom, spłacić kredyt a to co zostanie oddać połowę ex.... bo młody jest jeszcze za mały.

Ale też nie chcę M traktować tak , że on nie ma na chleb a ja w dobra opływam... strasznie mnie to męczy .Dla mnie to znęcanie się psychiczne... Rakija ma wiele racji... te nasze związki tylko na odstrzał się nadają.

5 482 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-13 14:54:44)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ja jestem logistykiem, i wszystko musze mieć zaplanowane... kasę też.. i cos na czarną godzinę ... spalało mnie to że pomimo dobrej wypłaty mojej i M .. nigdy nie mogłam nic odłożyć... do pęknięcia naiwnej mej bańki doszło .. jak M dostał 3tysiące premii i ją wydał ... "sam nie wie na co "..
Jak mamy coś wspólne - to i duże i małe... a tu wyszło że jak miał więcej kasy to była tylko jego... a jak mu się kończyła to już chciał wspólną ...bo ja dużo więcej zarabiam..

W tym jesteśmy BARDZO podobne :-)

Zresztą, ja w ogóle lubię mieć wszystko zaplanowane. Lubie mieć grafik, wszystko zapisuję w kalendarzu, na wszelki wypadek mam ułożony jakiś tam plan B. Może dlatego tak mnie irytowały te ciągłe zmiany wizyt Jego dzieci, ciągła zmiana planów, szukanie planów C i D, bo czasem wariant B nie wystarczył - tak M i Jego Ex potrafili zamieszać. Że nie wspomnę o tym co piszesz wyżej. Żyjąc przez  dwa lata sama z dziećmi, potrafiłam coś odłożyć, zawsze miałam jakąś kasę na nieprzewidziany remont auta, lub rachunek za gaz po zimie. Zastanawiam sie tylko (żeby nie krzywdzić takim myśleniem M), że  może to byc spowodowane tym, że  razem żyjemy bardziej rozrzutnie niż wtedy kiedy byłam sama. Częściej wychodzę do kina i jak kupuję robaki na ryby, to dwie paczki a nie jedną:-)  Bo jakos nie dopuszczam do siebie myśli, ze M może (w nieznany mi sposób) sprzeniewierzać wspólną kasę.

5 483 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-13 14:22:10)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

od prawie roku mamy osobno kasę - składamy się na to co wspólne .. rachunki woda , gaz i energia ja płące 2/3 .. czasami więcej. Jedzenie i chemia.. ja dużo więcej.
Póki M miał dodatkową kasę to tak się nie fochował, ale jak to z kasa bywa... skończyła się .
Jak kupował synkowi i sobie to nami się nie przejmował.
ALe teraz została mu sama pensja, która przy jego rozrzutności nie wystarcza na to co sobie zażyczy...to go ponosi jak widzi że kupiłam synowi iphona .. sobie 2 pary butów.. i tez wymieniłam tel.
Ostatnio wymyślił że on nie ma kasy bo mamy "dodatkową gębę do wyżywienia "- miał na myśli dziewczynę mojego chłopaka . Że niby on na to kasę daje ... że jak syn idzie do łazienki to powinien gasić światło w pokoju... bo to powoduje że rachunek za prąd jest wyższy i dlatego on musi płacić więcej tego co płaci....
Żeby było jasne- pobyt jego syna nie kosztuje nic - on tak twierdzi... kilkunastogodzinne oglądanie tv , ładowanie kilka razy tel. (gra na nim non stop i M i jego syn) .. kilkanaście minut pod prysznicem.. pralka, komputer - to jest według M żaden koszt pobytu jego syna...
Przestałam się kłócić o to.

Kiedyś o wszystkim rozmawiałam z M , radziłam się go.. tak jestem wychowana .. i taki rodzaj związku preferuję..
Ale M mnie pomijał w większości swoich decyzji... od kasy (kupował sobie i synowi z moich /naszych pieniędzy , zdarzało się wielokrotnie że ja musiałam pożyczać bo nie było do wypłaty ) po weekendy, urlopy... zakupy...
Doszło do tego że on sobie kupował rzeczy , które chował ... a ja musiałam zapłacić za pobyt w uzdrowisku jego i jego syna (jego ex - matka młodego , stwierdziła że nie będzie sponsorować ) .. mnie się nawet nie zapytał o zdanie. A ja później musiałam kombinować żeby nas utrzymać.
Próbowałam na różne sposoby by dojść do ładu z tym...ale innego wyjścia nie widzę.
Alimenty on musi płacić , na dodatkowe zajęcia syna również , na dojazdy .. ubrania , leki.... a jak brak kasy to uważa że ja powinnam pokryć.. no bo przecież jesteśmy razem .. tylko że jak ja nie mam to on mi mówi "pożycz sobie ".

Tak wiec przestałam go nawet informować o moich planach zakupowych ...a on w odwecie nie informuje mnie o swoich planach z ex/synem...wie że mnie to wkurwia.
Ale pracuję nad sobą ... i nie dam się zdenerwować nawet planami M z ex... smile
Będę mieć swoje plany.

no teraz rozumiem,u mnie tez nie ma wspólnej kasy ,ale jest podzial na to co kto i ile....

co do podzialu u ciebie,to ja jestem taka materialistka ze bym procentowo wyliczyla ile ma dokladac M za wizyty jego synka,bo  bardzo nie znosze naciągaczy,a ze caritasem ani jakas opieka spoleczna nie  jestes wiec cudzych dzieci nie mam obowiązku dotować.....


co do tłumaczenia i fochów o zakupy,no to musiałby trafic na mnie,raz jedyny odwazylby mi się zwrocic uwagę na co wydaje swoje pieniądze.......łachy latałyby z furkotem,a na obiad bylaby kaszanka i swiatło w lodowce....

Jesteście małżeństwem ? my nie i mnie się wydaje że to też jest jednak problem... bo po pierwsze prawnie by musiał nowa rodzinę zabezpieczać ale i chyba w psychice coś to powoduje u niektórych facetów... nie wiem .. albo ja szukam "złotego środka ".
ja się ciągle uczę smile ..bo to wbrew moim zasadom.
Gdybym nie miała obowiązku względem syna to pewnie by mnie M doił dalej... ale było kilka takich razów kiedy np. książki do szkoły kupowałam w październiku..bo M z wspólnej kasy kupił młodemu swojemu prezent na imieniny w sierpniu i urodziny we wrześniu ..znaczy dwa prezenty ...
Ja jestem logistykiem, i wszystko musze mieć zaplanowane... kasę też.. i cos na czarną godzinę ... spalało mnie to że pomimo dobrej wypłaty mojej i M .. nigdy nie mogłam nic odłożyć... do pęknięcia naiwnej mej bańki doszło .. jak M dostał 3tysiące premii i ją wydał ... "sam nie wie na co "..
Jak mamy coś wspólne - to i duże i małe... a tu wyszło że jak miał więcej kasy to była tylko jego... a jak mu się kończyła to już chciał wspólną ...bo ja dużo więcej zarabiam..


Teraz też taka sama sytuacja... M prawie nie ma kasy... zakupy zostają po mojej stronie... z jednej strony nie chcę tak żyć że każdy sobie złotówkę wyrzygiwuje.. ale z drugiej sobie myślę ... że moim i syna kosztem M dorabia się majątku tylko dla siebie i swojego syna.
Gdybym nie ja nie było by go stać na dom... może na wynajęcie jakiejś kawalerki.
Gdybyśmy płacili tak jak piszesz Lusi to by już dawno kasy nie miał.
Większość sprzętów do domu kupuję ja ..  inne rzeczy np. do ogrodu też .. i tak w kółko.

Boli myśl że jego mój los nie obchodzi , że w razie gdyby jemu coś się stało on tylko zapisuje synowi .. i tak musiałabym sprzedać dom, spłacić kredyt a to co zostanie oddać połowę ex.... bo młody jest jeszcze za mały.

Ale też nie chcę M traktować tak , że on nie ma na chleb a ja w dobra opływam... strasznie mnie to męczy .Dla mnie to znęcanie się psychiczne... Rakija ma wiele racji... te nasze związki tylko na odstrzał się nadają.

wiesz ale nie myslalas żeby kredyt przepisac tylko na ciebie,zarabiasz więcej wiec tak by twoje pieniądze inwestowane bylyby  w cos czym nie musialabys się dzielic z obcymi ludzmi,to chyba była nie do końca przemyslana decyzja ten kredyt na dom,ale to taka moja opinia  z która wcale nie musisz się zgadzać..........

nie ja stanowczo na taki układ z tymi wydatkami i z tym ze miałabym dokladacdo utrzymania faceta bym się nie godzila,serio w lodowce bylby smalec i cebula a synowi i sobie kupowlabym obiady na miescie ,az by się pasożyt nauczyl ze jak rozpierdaczy kase to będzie takie rarytasy jadl

tak my jesteśmy malzenstwem ,po roku znajomości wizelismy slub


doczytałam o tym jak swojemu synowi kupowalas książki w październiku,szok,ale powiem ci ze kiedyś wieki temu ja tez robiłam podobne bledy,tez dawałam się naciagac,ale teraz zwalam to na karb mlodosci i niedoświadczenia,obecnie już jestem wredna materialistka ,jak tu ktoś zauwazyl hehehe i tak jest lepiej,nie można dawac się wykorzystywać,bo facet szybko się do takiego stanu rzeczy przyzwycaja,zreszta jakbym miała być z kims co do którego miałabym podejrzenia ze jest ze mna z wyrachowania ,albo ze nie bylby ze mna jakby nie mogl by mnie naciagac to.........


CHCEUCIEKACSTAD przemysl mój pierwszy akapit ,już dawno miałam to napisac,w sumie gdyby nawet twój m nie chciał przepisac kredytu na ciebie,istnialby sposób ,trochę hmmmm no coz kontrowersyjny ale .....musisz zadbac o siebie i swego syna,bo czuje ze stracisz na tym domu jak tego nie rozwiazesz

5 484

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

no teraz rozumiem,u mnie tez nie ma wspólnej kasy ,ale jest podzial na to co kto i ile....

co do podzialu u ciebie,to ja jestem taka materialistka ze bym procentowo wyliczyla ile ma dokladac M za wizyty jego synka,bo  bardzo nie znosze naciągaczy,a ze caritasem ani jakas opieka spoleczna nie  jestes wiec cudzych dzieci nie mam obowiązku dotować.....


co do tłumaczenia i fochów o zakupy,no to musiałby trafic na mnie,raz jedyny odwazylby mi się zwrocic uwagę na co wydaje swoje pieniądze.......łachy latałyby z furkotem,a na obiad bylaby kaszanka i swiatło w lodowce....

Jesteście małżeństwem ? my nie i mnie się wydaje że to też jest jednak problem... bo po pierwsze prawnie by musiał nowa rodzinę zabezpieczać ale i chyba w psychice coś to powoduje u niektórych facetów... nie wiem .. albo ja szukam "złotego środka ".
ja się ciągle uczę smile ..bo to wbrew moim zasadom.
Gdybym nie miała obowiązku względem syna to pewnie by mnie M doił dalej... ale było kilka takich razów kiedy np. książki do szkoły kupowałam w październiku..bo M z wspólnej kasy kupił młodemu swojemu prezent na imieniny w sierpniu i urodziny we wrześniu ..znaczy dwa prezenty ...
Ja jestem logistykiem, i wszystko musze mieć zaplanowane... kasę też.. i cos na czarną godzinę ... spalało mnie to że pomimo dobrej wypłaty mojej i M .. nigdy nie mogłam nic odłożyć... do pęknięcia naiwnej mej bańki doszło .. jak M dostał 3tysiące premii i ją wydał ... "sam nie wie na co "..
Jak mamy coś wspólne - to i duże i małe... a tu wyszło że jak miał więcej kasy to była tylko jego... a jak mu się kończyła to już chciał wspólną ...bo ja dużo więcej zarabiam..


Teraz też taka sama sytuacja... M prawie nie ma kasy... zakupy zostają po mojej stronie... z jednej strony nie chcę tak żyć że każdy sobie złotówkę wyrzygiwuje.. ale z drugiej sobie myślę ... że moim i syna kosztem M dorabia się majątku tylko dla siebie i swojego syna.
Gdybym nie ja nie było by go stać na dom... może na wynajęcie jakiejś kawalerki.
Gdybyśmy płacili tak jak piszesz Lusi to by już dawno kasy nie miał.
Większość sprzętów do domu kupuję ja ..  inne rzeczy np. do ogrodu też .. i tak w kółko.

Boli myśl że jego mój los nie obchodzi , że w razie gdyby jemu coś się stało on tylko zapisuje synowi .. i tak musiałabym sprzedać dom, spłacić kredyt a to co zostanie oddać połowę ex.... bo młody jest jeszcze za mały.

Ale też nie chcę M traktować tak , że on nie ma na chleb a ja w dobra opływam... strasznie mnie to męczy .Dla mnie to znęcanie się psychiczne... Rakija ma wiele racji... te nasze związki tylko na odstrzał się nadają.

wiesz ale nie myslalas żeby kredyt przepisac tylko na ciebie,zarabiasz więcej wiec tak by twoje pieniądze inwestowane bylyby  w cos czym nie musialabys się dzielic z obcymi ludzmi,to chyba była nie do końca przemyslana decyzja ten kredyt na dom,ale to taka moja opinia  z która wcale nie musisz się zgadzać..........

nie ja stanowczo na taki układ z tymi wydatkami i z tym ze miałabym dokladacdo utrzymania faceta bym się nie godzila,serio w lodowce bylby smalec i cebula a synowi i sobie kupowlabym obiady na miescie ,az by się pasożyt nauczyl ze jak rozpierdaczy kase to będzie takie rarytasy jadl

tak my jesteśmy malzenstwem ,po roku znajomości wizelismy slub


doczytałam o tym jak swojemu synowi kupowalas książki w październiku,szok,ale powiem ci ze kiedyś wieki temu ja tez robiłam podobne bledy,tez dawałam się naciagac,ale teraz zwalam to na karb mlodosci i niedoświadczenia,obecnie już jestem wredna materialistka ,jak tu ktoś zauwazyl hehehe i tak jest lepiej,nie można dawac się wykorzystywać,bo facet szybko się do takiego stanu rzeczy przyzwycaja,zreszta jakbym miała być z kims co do którego miałabym podejrzenia ze jest ze mna z wyrachowania ,albo ze nie bylby ze mna jakby nie mogl by mnie naciagac to.........


CHCEUCIEKACSTAD przemysl mój pierwszy akapit ,już dawno miałam to napisac,w sumie gdyby nawet twój m nie chciał przepisac kredytu na ciebie,istnialby sposób ,trochę hmmmm no coz kontrowersyjny ale .....musisz zadbac o siebie i swego syna,bo czuje ze stracisz na tym domu jak tego nie rozwiazesz

Ja to wszystko wiem, klapki z oczu spadły za późno.
Dlatego ciągle myślę o sprzedaży domu , bo realnie podchodząc do tego to nieuniknione.
M się nie zgodzi na przepisanie kredytu i domu tylko na mnie - bo on wie że na tym straci ... Jeszcze chyba niedowierzam że on mógłby być ze mną tylko z wyrachowania. Nie myślę o nim tak źle ... ale z drugiej strony może i się mylę.
Tyle złego między nami było że straciłam zdrowy osąd.

Mam mieszkanie , które chce sprzedać , bo obecna lokalizacja jest nieopłacalna.
I mam dwa wyjścia - kupić mieszkanie tu blisko pod wynajem , a później dla syna ... lub spłacić część kredytu - ale to tylko pod warunkiem że dom będzie tylko mój.
Tyle że to rozwiązałoby kwestię własności domu... i co miałabym zrobić ? M miałby mieszkać za free ? czynsz płacić ? rachunki to wiadomo.
Wiecie, wrzuciliśmy ciężki kamień do naszego związku który spowodował że zawsze już będzie nie hallo w kwestii kasy... M ciągnie tylko w stronę syna i siebie .. nie myśli o mnie  ani o nas- to widać wyraźnie. Ja natomiast boję się że jak teraz nie zabezpieczę siebie to będę mieć problemy , bo jestem ostatnia osobą o której M myśli.
A ja tak nie umiem żyć - widmo problemów z domem powraca jak bumerang.
Po co mam się szarpać finansowo ?? kiedy ja mogę mieć to bez udziału M i z bezpiecznym planem na starość .
Po ostatniej burzy między nami , M stwierdził że powinniśmy wziąć ślub i że dowie się jak rozwiązać problem domu ...ale nic nie robi w tym temacie.
Ja myślałam dużo nad tym- i uważam że wykupienie ubezpieczenia , na jakąś tam kwotę dla jego syna jest rozwiązaniem .. a dom w razie śmierci M będzie mój... nie wiem sama .
Straszne to wszystko .. takie wyzute uczuć .. tylko materia.
Chciałbym być materialistką taka prawdziwą - bez skrupułów zostawiłabym M ... i zrobiła tak by tylko mi było dobrze

5 485

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Jesteście małżeństwem ? my nie i mnie się wydaje że to też jest jednak problem... bo po pierwsze prawnie by musiał nowa rodzinę zabezpieczać ale i chyba w psychice coś to powoduje u niektórych facetów... nie wiem .. albo ja szukam "złotego środka ".
ja się ciągle uczę smile ..bo to wbrew moim zasadom.
Gdybym nie miała obowiązku względem syna to pewnie by mnie M doił dalej... ale było kilka takich razów kiedy np. książki do szkoły kupowałam w październiku..bo M z wspólnej kasy kupił młodemu swojemu prezent na imieniny w sierpniu i urodziny we wrześniu ..znaczy dwa prezenty ...
Ja jestem logistykiem, i wszystko musze mieć zaplanowane... kasę też.. i cos na czarną godzinę ... spalało mnie to że pomimo dobrej wypłaty mojej i M .. nigdy nie mogłam nic odłożyć... do pęknięcia naiwnej mej bańki doszło .. jak M dostał 3tysiące premii i ją wydał ... "sam nie wie na co "..
Jak mamy coś wspólne - to i duże i małe... a tu wyszło że jak miał więcej kasy to była tylko jego... a jak mu się kończyła to już chciał wspólną ...bo ja dużo więcej zarabiam..


Teraz też taka sama sytuacja... M prawie nie ma kasy... zakupy zostają po mojej stronie... z jednej strony nie chcę tak żyć że każdy sobie złotówkę wyrzygiwuje.. ale z drugiej sobie myślę ... że moim i syna kosztem M dorabia się majątku tylko dla siebie i swojego syna.
Gdybym nie ja nie było by go stać na dom... może na wynajęcie jakiejś kawalerki.
Gdybyśmy płacili tak jak piszesz Lusi to by już dawno kasy nie miał.
Większość sprzętów do domu kupuję ja ..  inne rzeczy np. do ogrodu też .. i tak w kółko.

Boli myśl że jego mój los nie obchodzi , że w razie gdyby jemu coś się stało on tylko zapisuje synowi .. i tak musiałabym sprzedać dom, spłacić kredyt a to co zostanie oddać połowę ex.... bo młody jest jeszcze za mały.

Ale też nie chcę M traktować tak , że on nie ma na chleb a ja w dobra opływam... strasznie mnie to męczy .Dla mnie to znęcanie się psychiczne... Rakija ma wiele racji... te nasze związki tylko na odstrzał się nadają.

wiesz ale nie myslalas żeby kredyt przepisac tylko na ciebie,zarabiasz więcej wiec tak by twoje pieniądze inwestowane bylyby  w cos czym nie musialabys się dzielic z obcymi ludzmi,to chyba była nie do końca przemyslana decyzja ten kredyt na dom,ale to taka moja opinia  z która wcale nie musisz się zgadzać..........

nie ja stanowczo na taki układ z tymi wydatkami i z tym ze miałabym dokladacdo utrzymania faceta bym się nie godzila,serio w lodowce bylby smalec i cebula a synowi i sobie kupowlabym obiady na miescie ,az by się pasożyt nauczyl ze jak rozpierdaczy kase to będzie takie rarytasy jadl

tak my jesteśmy malzenstwem ,po roku znajomości wizelismy slub


doczytałam o tym jak swojemu synowi kupowalas książki w październiku,szok,ale powiem ci ze kiedyś wieki temu ja tez robiłam podobne bledy,tez dawałam się naciagac,ale teraz zwalam to na karb mlodosci i niedoświadczenia,obecnie już jestem wredna materialistka ,jak tu ktoś zauwazyl hehehe i tak jest lepiej,nie można dawac się wykorzystywać,bo facet szybko się do takiego stanu rzeczy przyzwycaja,zreszta jakbym miała być z kims co do którego miałabym podejrzenia ze jest ze mna z wyrachowania ,albo ze nie bylby ze mna jakby nie mogl by mnie naciagac to.........


CHCEUCIEKACSTAD przemysl mój pierwszy akapit ,już dawno miałam to napisac,w sumie gdyby nawet twój m nie chciał przepisac kredytu na ciebie,istnialby sposób ,trochę hmmmm no coz kontrowersyjny ale .....musisz zadbac o siebie i swego syna,bo czuje ze stracisz na tym domu jak tego nie rozwiazesz

Ja to wszystko wiem, klapki z oczu spadły za późno.
Dlatego ciągle myślę o sprzedaży domu , bo realnie podchodząc do tego to nieuniknione.
M się nie zgodzi na przepisanie kredytu i domu tylko na mnie - bo on wie że na tym straci ... Jeszcze chyba niedowierzam że on mógłby być ze mną tylko z wyrachowania. Nie myślę o nim tak źle ... ale z drugiej strony może i się mylę.
Tyle złego między nami było że straciłam zdrowy osąd.

Mam mieszkanie , które chce sprzedać , bo obecna lokalizacja jest nieopłacalna.
I mam dwa wyjścia - kupić mieszkanie tu blisko pod wynajem , a później dla syna ... lub spłacić część kredytu - ale to tylko pod warunkiem że dom będzie tylko mój.
Tyle że to rozwiązałoby kwestię własności domu... i co miałabym zrobić ? M miałby mieszkać za free ? czynsz płacić ? rachunki to wiadomo.
Wiecie, wrzuciliśmy ciężki kamień do naszego związku który spowodował że zawsze już będzie nie hallo w kwestii kasy... M ciągnie tylko w stronę syna i siebie .. nie myśli o mnie  ani o nas- to widać wyraźnie. Ja natomiast boję się że jak teraz nie zabezpieczę siebie to będę mieć problemy , bo jestem ostatnia osobą o której M myśli.
A ja tak nie umiem żyć - widmo problemów z domem powraca jak bumerang.
Po co mam się szarpać finansowo ?? kiedy ja mogę mieć to bez udziału M i z bezpiecznym planem na starość .
Po ostatniej burzy między nami , M stwierdził że powinniśmy wziąć ślub i że dowie się jak rozwiązać problem domu ...ale nic nie robi w tym temacie.
Ja myślałam dużo nad tym- i uważam że wykupienie ubezpieczenia , na jakąś tam kwotę dla jego syna jest rozwiązaniem .. a dom w razie śmierci M będzie mój... nie wiem sama .
Straszne to wszystko .. takie wyzute uczuć .. tylko materia.
Chciałbym być materialistką taka prawdziwą - bez skrupułów zostawiłabym M ... i zrobiła tak by tylko mi było dobrze

tylko popatrz na to z innej strony,to wszystko co teraz masz,w sensie domu i kredytu mialabys bez udziału M ,coz doszedł ci lokator,plus rachunki związane z lokatorem i okresowo z synem lokatora,
do sedna-splacasz to lat ok 30 i co?? i nico bo jakbys to sama splacila to miało by sens,a tak tracisz kase i de facto powoduje to tylko wieksze problemy,ja mam z racji pracy ekonomiczne podejście do tematu ze tak powiem

przepraszam ze to napisze ale twój M to wyrachowany osobnik,nie mam co do tego wątpliwości,wielu facetow ma wygodny tyłek i jak ma okazje to ,,doi,, sorry za szczerość ale z boku bardziej widać,mi się zdazaly tez takie proby na poczatku malzenstwa ze maz przeciagal strune,probujac delikatnie mowiac skłonić mnie to złych dla mnie decyzji finanowych ale na szczęście hehe miał mi kto doradzić.....i odpowiednio pokierowac

5 486

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

wiesz ale nie myslalas żeby kredyt przepisac tylko na ciebie,zarabiasz więcej wiec tak by twoje pieniądze inwestowane bylyby  w cos czym nie musialabys się dzielic z obcymi ludzmi,to chyba była nie do końca przemyslana decyzja ten kredyt na dom,ale to taka moja opinia  z która wcale nie musisz się zgadzać..........

nie ja stanowczo na taki układ z tymi wydatkami i z tym ze miałabym dokladacdo utrzymania faceta bym się nie godzila,serio w lodowce bylby smalec i cebula a synowi i sobie kupowlabym obiady na miescie ,az by się pasożyt nauczyl ze jak rozpierdaczy kase to będzie takie rarytasy jadl

tak my jesteśmy malzenstwem ,po roku znajomości wizelismy slub


doczytałam o tym jak swojemu synowi kupowalas książki w październiku,szok,ale powiem ci ze kiedyś wieki temu ja tez robiłam podobne bledy,tez dawałam się naciagac,ale teraz zwalam to na karb mlodosci i niedoświadczenia,obecnie już jestem wredna materialistka ,jak tu ktoś zauwazyl hehehe i tak jest lepiej,nie można dawac się wykorzystywać,bo facet szybko się do takiego stanu rzeczy przyzwycaja,zreszta jakbym miała być z kims co do którego miałabym podejrzenia ze jest ze mna z wyrachowania ,albo ze nie bylby ze mna jakby nie mogl by mnie naciagac to.........


CHCEUCIEKACSTAD przemysl mój pierwszy akapit ,już dawno miałam to napisac,w sumie gdyby nawet twój m nie chciał przepisac kredytu na ciebie,istnialby sposób ,trochę hmmmm no coz kontrowersyjny ale .....musisz zadbac o siebie i swego syna,bo czuje ze stracisz na tym domu jak tego nie rozwiazesz

Ja to wszystko wiem, klapki z oczu spadły za późno.
Dlatego ciągle myślę o sprzedaży domu , bo realnie podchodząc do tego to nieuniknione.
M się nie zgodzi na przepisanie kredytu i domu tylko na mnie - bo on wie że na tym straci ... Jeszcze chyba niedowierzam że on mógłby być ze mną tylko z wyrachowania. Nie myślę o nim tak źle ... ale z drugiej strony może i się mylę.
Tyle złego między nami było że straciłam zdrowy osąd.

Mam mieszkanie , które chce sprzedać , bo obecna lokalizacja jest nieopłacalna.
I mam dwa wyjścia - kupić mieszkanie tu blisko pod wynajem , a później dla syna ... lub spłacić część kredytu - ale to tylko pod warunkiem że dom będzie tylko mój.
Tyle że to rozwiązałoby kwestię własności domu... i co miałabym zrobić ? M miałby mieszkać za free ? czynsz płacić ? rachunki to wiadomo.
Wiecie, wrzuciliśmy ciężki kamień do naszego związku który spowodował że zawsze już będzie nie hallo w kwestii kasy... M ciągnie tylko w stronę syna i siebie .. nie myśli o mnie  ani o nas- to widać wyraźnie. Ja natomiast boję się że jak teraz nie zabezpieczę siebie to będę mieć problemy , bo jestem ostatnia osobą o której M myśli.
A ja tak nie umiem żyć - widmo problemów z domem powraca jak bumerang.
Po co mam się szarpać finansowo ?? kiedy ja mogę mieć to bez udziału M i z bezpiecznym planem na starość .
Po ostatniej burzy między nami , M stwierdził że powinniśmy wziąć ślub i że dowie się jak rozwiązać problem domu ...ale nic nie robi w tym temacie.
Ja myślałam dużo nad tym- i uważam że wykupienie ubezpieczenia , na jakąś tam kwotę dla jego syna jest rozwiązaniem .. a dom w razie śmierci M będzie mój... nie wiem sama .
Straszne to wszystko .. takie wyzute uczuć .. tylko materia.
Chciałbym być materialistką taka prawdziwą - bez skrupułów zostawiłabym M ... i zrobiła tak by tylko mi było dobrze

tylko popatrz na to z innej strony,to wszystko co teraz masz,w sensie domu i kredytu mialabys bez udziału M ,coz doszedł ci lokator,plus rachunki związane z lokatorem i okresowo z synem lokatora,
do sedna-splacasz to lat ok 30 i co?? i nico bo jakbys to sama splacila to miało by sens,a tak tracisz kase i de facto powoduje to tylko wieksze problemy,ja mam z racji pracy ekonomiczne podejście do tematu ze tak powiem

przepraszam ze to napisze ale twój M to wyrachowany osobnik,nie mam co do tego wątpliwości,wielu facetow ma wygodny tyłek i jak ma okazje to ,,doi,, sorry za szczerość ale z boku bardziej widać,mi się zdazaly tez takie proby na poczatku malzenstwa ze maz przeciagal strune,probujac delikatnie mowiac skłonić mnie to złych dla mnie decyzji finanowych ale na szczęście hehe miał mi kto doradzić.....i odpowiednio pokierowac

jakby się dało oddzielić związek od kasy...
straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

5 487

Odp: Być drugą i macochą

Jesteście kochane dziewczyny, dziękuję za wszystkie rady. Straciłam panowanie nad sobą, nawet nie pomyślałam o mojej kochanej 'Zołzie'.

chceuciekacstad napisał/a:

A te przepychanki odnośnie dzieci -  to chcesz powiedzieć że M kasę (te 30 prezentów ) odkłada lub bierze od syna ? i dlatego kupuje synowi co ten chce ??

M ma dużą rodzinę, więc młody dostaje rocznie ok 30 prezentów od nich. Dostaje też kasę i dla niego to nie problem uzbierać sobie na coś o czym moja córka nawet nie mogła pomarzyć. Gdyż miała zakaz (sugerowany przez M, ale dyscyplinowany przeze mnie) na kieszonkowe i zero na przyjemności, wyjazdy a nawet niektóre ubrania za naganne odzywki wobec mnie. Możecie sobie wyobrazić dziewczynę dla której luksusem był batonik, a młody miał tego na tony i się z tym afiszował. Teraz jak widzę, że M rozpieszcza młodego gdy ten leje na wszystko z góry na dół usłyszę, że trzeba to zaakceptować, wybaczcie ale nie potrafię. Popełniłam błąd i przez to upłynie wiele wody zanim odzyskam córkę i nie chce oglądać włażenia w cztery litery gnojkowi.

chceuciekacstad napisał/a:

Pomyśl-  czy facet będzie tęsknił do roztrzęsionej , wrzeszczącej i roszczeniowej kobiety ??/ będzie coś zmieniał w swoim życiu dla takiej ??? będzie szukał rozwiązania i przyglądał się swojemu życiu by znaleźć rozwiązanie ??? NIE
bądź miła , uśmiechnięta i kochająca... naucz się tego  ... co nie oznacza że nie ma być granic.
Jego dzieci to jego problem w jego domu ! Wy się spotykajcie ale bez dzieci. Poczytaj raz jeszcze faceci kochają zołzy". .i takie tam.
I tyle.
Niech on widzi wartość jaką stracił .. ale nie w praczce i sprzątaczce , czy opiekunce do dziecka. ma widzieć zmysłową kobietę !
dla takiej oni są w stanie zrobić wszystko.. nawet wychowywać swoje dzieci.
My musimy jedynie trzymać się mocno ustalonych zasad..

ŚWIĘTA RACJA, dziękuję, na drugi raz nie dam się tak sprowokować.

rakija napisał/a:

A coz to za milosc ,ktora polega tylko na walce ?

Też się nad tym nie raz zastanawiam. Tylko trzeba zaznaczyć, że nie mamy już dwudziestu lat, tylko każde z nas ma swoją przeszłość, przyzwyczajenia, do tego dzieci na głowie i staramy się tu pogodzić ze sobą nie dwoje osób, tylko w moim tj. przypadku sześcioro. Każde z nich jest odrębnym człowiekiem, miewa swoje fochy, wymaga uwagi, próbuje na ile może sobie pozwolić i pogodzić to jest wielkim wezwaniem. W każdym związku na początku partnerzy się docierają, tylko że niektórzy z nas maja już 40- tkę na karku.

5 488 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-13 17:35:43)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Ja to wszystko wiem, klapki z oczu spadły za późno.
Dlatego ciągle myślę o sprzedaży domu , bo realnie podchodząc do tego to nieuniknione.
M się nie zgodzi na przepisanie kredytu i domu tylko na mnie - bo on wie że na tym straci ... Jeszcze chyba niedowierzam że on mógłby być ze mną tylko z wyrachowania. Nie myślę o nim tak źle ... ale z drugiej strony może i się mylę.
Tyle złego między nami było że straciłam zdrowy osąd.

Mam mieszkanie , które chce sprzedać , bo obecna lokalizacja jest nieopłacalna.
I mam dwa wyjścia - kupić mieszkanie tu blisko pod wynajem , a później dla syna ... lub spłacić część kredytu - ale to tylko pod warunkiem że dom będzie tylko mój.
Tyle że to rozwiązałoby kwestię własności domu... i co miałabym zrobić ? M miałby mieszkać za free ? czynsz płacić ? rachunki to wiadomo.
Wiecie, wrzuciliśmy ciężki kamień do naszego związku który spowodował że zawsze już będzie nie hallo w kwestii kasy... M ciągnie tylko w stronę syna i siebie .. nie myśli o mnie  ani o nas- to widać wyraźnie. Ja natomiast boję się że jak teraz nie zabezpieczę siebie to będę mieć problemy , bo jestem ostatnia osobą o której M myśli.
A ja tak nie umiem żyć - widmo problemów z domem powraca jak bumerang.
Po co mam się szarpać finansowo ?? kiedy ja mogę mieć to bez udziału M i z bezpiecznym planem na starość .
Po ostatniej burzy między nami , M stwierdził że powinniśmy wziąć ślub i że dowie się jak rozwiązać problem domu ...ale nic nie robi w tym temacie.
Ja myślałam dużo nad tym- i uważam że wykupienie ubezpieczenia , na jakąś tam kwotę dla jego syna jest rozwiązaniem .. a dom w razie śmierci M będzie mój... nie wiem sama .
Straszne to wszystko .. takie wyzute uczuć .. tylko materia.
Chciałbym być materialistką taka prawdziwą - bez skrupułów zostawiłabym M ... i zrobiła tak by tylko mi było dobrze

tylko popatrz na to z innej strony,to wszystko co teraz masz,w sensie domu i kredytu mialabys bez udziału M ,coz doszedł ci lokator,plus rachunki związane z lokatorem i okresowo z synem lokatora,
do sedna-splacasz to lat ok 30 i co?? i nico bo jakbys to sama splacila to miało by sens,a tak tracisz kase i de facto powoduje to tylko wieksze problemy,ja mam z racji pracy ekonomiczne podejście do tematu ze tak powiem

przepraszam ze to napisze ale twój M to wyrachowany osobnik,nie mam co do tego wątpliwości,wielu facetow ma wygodny tyłek i jak ma okazje to ,,doi,, sorry za szczerość ale z boku bardziej widać,mi się zdazaly tez takie proby na poczatku malzenstwa ze maz przeciagal strune,probujac delikatnie mowiac skłonić mnie to złych dla mnie decyzji finanowych ale na szczęście hehe miał mi kto doradzić.....i odpowiednio pokierowac

jakby się dało oddzielić związek od kasy...
straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

mam nadzieje ze zbierasz faktury itd. dotyczące twoich inwestycji w ten dom,remonty ,materialy ,to tak na przyszlosc ......

w czy wy planujecie wspólne dzieci?? małżeństwo?

powiem ci ze ja podziwiam twoja odwage ,dotyczaca tej decyzji o kredycie,domu z partnerem,wiesz to rodzi bardzo wiele problemów,zalozesie ze to był pomysl M? bo dla ciebie to korzystne nie było w żaden sposób,

a jak Twój syn widzi sprawę tego domu? w jakim jest wieku?

5 489 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-04-13 18:23:08)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

ZAZDROSNA MASZ NIE ROZMAWIAC Z M NA TEMAT DZIECI,

pojechaliście do niego-BŁĄD

spedzilas czas z jego synami-BŁĄD

dalas się sprowokować w swoim domu-BLAD

poniosły cie nerwy,dalas się wciagnac w klotnie o jego przychówek -BLAD


ALE JAK WIADOMO CZLOWIEK UCZY SIE NA BLEDACH.......

Teraz to wiem, ale wyciągam wnioski na przyszłość smile

LUSILJU napisał/a:
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim, Ty dopuszczasz scenariusz że M będzie widywał się ze swoimi dziećmi ? poza domem ?

Niestety ale chyba już nie. Wiem, że skończyło by się to ciągłym przesuwaniem granic. Najpierw byłyby to sporadyczne niedzielne spotkania. Potem byłoby spędzanie weekendów z dziećmi u dziadków, z czasem wymuszanie na M spędzania z dziećmi świąt i urlopów. Ostatecznie , jeśli będę chciała mieć odrobinę faceta w domu, będą musiała przygarnąć Go z dziećmi. Wiem, że jeśli teraz zaczną się sporadyczne spotkania, wróci kontakt z manipulantką Exową i...... jestem na przegranej pozycji. Nie dam się znów zepchnąć do roli trzeciej w tym związku. Prędzej się z niego wypiszę niż do tego dopuszczę.

no niestety będzie ciężko,bo  raczej nie unikniesz tego ze M będzie się chciał z nimi spotykać i wierz mi bo ja to tez przechodziłam ,madrzej ,lepiej (dla ciebie)  będzie zaznaczyć ,ze spotkania te maja się odbywać bez twojego udziału i nie na twoim terytorium,jesli wywalczysz to wierz mi tak da się zyc, nie unikniesz spiec całkowicie,bedzie foch na swieta  ale niestety nic tu się nie da zrobić,facet niestety tez zwierze rozumne i czasem nawet uczuciowe wiec nie da się tych uczuc w nim zabic,
co do jego kontaktow z ex,no to już on będzie musial  naznaczyć nieprzekraczalne granice

kijm ja wiem ze ty najchętniej wymazalabys gumka jego przeszlosc ,jego była i te ich dzieci,że to cie drażni a nawet wqrwia ze one sa,ale co na to  poradzisz ,niccc,on będzie do tych kontaktow dązyl tym bardziej ze te dzieci maja wspaniałych poplecznikow --dziadkow,oni będą robic wszystko by twój m nie zapomnial ze te dzieci sa, nielepiej ,,ugiąć się na tyle by się kontaktowal gdziestam,bylebys ty nie musiała tego ogladac,ja ci to mowie ........łatwo nie będzie .........i bezboleśnie tez nie..... no ale tu wyjścia nie ma takiego żeby każdy był zadowolony

Kjim, naprawdę świetnie cię rozumiem, ale nie da się żyć w ciągłym strachu, że on się przełamie i będzie chciał widywać się z dziećmi. Jak będziesz stawała okoniem to będziesz jego wrogiem, a dalszy ciąg już znasz. Lepiej wypracować kompromis i stawiać realnie warunki. Czy ktoś ciebie mógłby zmusić żebyś wyparła się własnych dzieci? M mi wczoraj powiedział, że świetnie zdaje sobie sprawę z krnąbrności i okropnego charakteru syna, ale jak ktoś (ja) będzie na niego najeżdżał to ten zawsze stanie w jego obronie. Przykro mi kochana to stwierdzić, ale przegrasz, tak samo jak ja przegrywam. Wiesz, że życzę ci wszystkiego najlepszego, ale to już chyba nie te czasy, te pokolenie, ten typ. Myślę, że towarzystwo twoich dzieci nie dam mu zapomnieć o jego, to cholernie boli. Lepiej ułożyć sobie życie z kimś innym, bez dzieci, niż wypierać się tego, co nieuniknione i jest tylko kwestią czasu.
A tak w ogóle to co cie podkusiło, że go namawiałaś na te urodziny chrześnicy? Chyba to wywołało te obawy i czarne myśli.

kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Dokładnie, i tak jak pisałam, ma Cię widzieć zadowoloną i uśmiechnięta .. i czasami niedostępną - masz swoje plany.
smile

To Ich boli najbardziej :-)

Tak wiem, mnie też wyprowadziły z równowagi plany M. To, że dzieli swoją kawalerkę, by zrobić młodemu 4m2 własnego konta, to że kwiatki sobie posadził na parapecie, a u mnie o tym nawet nie pomyślał. Tak to nie był dobry pomysł go odwiedzać, ale zapamiętam.

5 490 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-13 17:59:46)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

ZAZDROSNA MASZ NIE ROZMAWIAC Z M NA TEMAT DZIECI,

pojechaliście do niego-BŁĄD

spedzilas czas z jego synami-BŁĄD

dalas się sprowokować w swoim domu-BLAD

poniosły cie nerwy,dalas się wciagnac w klotnie o jego przychówek -BLAD


ALE JAK WIADOMO CZLOWIEK UCZY SIE NA BLEDACH.......

Teraz to wiem, ale wyciągam wnioski na przyszłość smile

wbij sobie w podswiadomosc,ze wszystko co dotyczy tamtych dzieci jest dla ciebie,,niewidzialne,,choćby nie wiem jak cie nosilo to zlej temat,co cie obchodzą prezenty cudzych dzieci,co cie obchodzi konsekwencja lub jej brak w wychowaniu,wez przejdź na swój wlasny tryb NIE WTRACAM SIE, NO TO TAKI PIEKNY PATENT JEST ,SZKODA ZMARNOWAC.....


omijaj temat szerokim lukiem,nawet jak on zaczyna ty przeskakuj na inny,jakbys nie slyszala co do ciebie mowi TO MOJ PATENT,po jakims czasie odzwyczai się od uszczęśliwiania cie tym tematem,to skutkuje serio,on  mowi,a ty nagle wynajdujesz temat,nawet w pol słowa przerywasz boooo nagle sobie przypomnialas co mu masz powiedzieć,nie ma co kruszyć kopii,szargac nerwow,bo tak jak już ci CHCEUCIEKACSTAD napisala,on ma zatesknic do pięknej kobiety,radosnej a nie marudy,zaszlochanej

5 491

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Kobity co Wy byście zrobiły na moim miejscu ? Operacja M tuż, tuż.  Czy w sytuacji kiedy rodzice M "tak bardzo mnie lubią", a w zasadzie zakładają , że mnie nie ma, zadzwoniłybyście do nich z informacją o stanie zdrowia ICH syna? Zakładam oczywiście , że będę z M w szpitalu sama. Nie wiem jakbym się miała zachować w sytuacji, gdy do szpitala wkroczą Oni i jeszcze nie daj Bóg przyciągną tam ze sobą Jego dzieci. Chceuciekacstad - Ty masz podobną sytuację ze swoją teściową... Jakbyś się zachowała w takiej sytuacji?

Sorki, że tak skaczę, nadrabiam zaległości.
A rodzice M maja do ciebie telefon? Wybacz, ale to w ich interesie jest dowiedzieć się o stan zdrowia syna i nie twój problem. Jak będzie im zależało to lekarz może udzielić im informacji i nie muszą prosić ciebie. Gdybym ich spotkała w szpitalu to dzień dobry bym im powiedziała, przecież to oznaka dobrego wychowania, ale na nic innego nie musisz się przymuszać. Poza najgorszą możliwą wiadomością w twojej sytuacji bym do nich nie wydzwaniała, ale tego nie bierzemy pod uwagę. Daj znać jak rozwój wypadków.

5 492

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, naprawdę świetnie cię rozumiem, ale nie da się żyć w ciągłym strachu, że on się przełamie i będzie chciał widywać się z dziećmi. Jak będziesz stawała okoniem to będziesz jego wrogiem, a dalszy ciąg już znasz. Lepiej wypracować kompromis i stawiać realnie warunki. Czy ktoś ciebie mógłby zmusić żebyś wyparła się własnych dzieci? M mi wczoraj powiedział, że świetnie zdaje sobie sprawę z krnąbrności i okropnego charakteru syna, ale jak ktoś (ja) będzie na niego najeżdżał to ten zawsze stanie w jego obronie. Przykro mi kochana to stwierdzić, ale przegrasz, tak samo jak ja przegrywam. Wiesz, że życzę ci wszystkiego najlepszego, ale to już chyba nie te czasy, te pokolenie, ten typ. Myślę, że towarzystwo twoich dzieci nie dam mu zapomnieć o jego, to cholernie boli. Lepiej ułożyć sobie życie z kimś innym, bez dzieci, niż wypierać się tego, co nieuniknione i jest tylko kwestią czasu.
A tak w ogóle to co cie podkusiło, że go namawiałaś na te urodziny chrześnicy? Chyba to wywołało te obawy i czarne myśli.

Zazdrosna nie zapominaj, że to nie JA KAZAŁAM mu się "wyprzeć" swoich dzieci. Ja tylko powiedziałam, że nie zamierzam się Nimi zajmować i odciążać JEGO z Jego ojcowskich obowiązków. Decyzję o tym, że nie będzie zajmował się dziećmi podjął sam. Ja od niego tego nie wymagałam. A że teraz może coś Mu się w serduchu odzywa - to dla mnie oczywiste. Sama mówiłam M, że dla mnie Jego decyzja jest niezrozumiała, że ja bym tak nie potrafiła. Szukałabym tysiąca innych rozwiązań , ale nie zrezygnowałabym z widzenia się z dziećmi. To On szedł w zaparte, że to my kobiety jesteśmy tak bardzo związane z dziećmi, On - Facet nie jest do takich poświęceń stworzony. On nie umie i nie chce wychowywać (a najchętniej to by porozpieszczał, pobawił się w tatusia od czasu do czasu i kwita) .
A teraz co? Nagle jakieś emocjonalne odruchy? Ach.
Na razie bawimy się w kotka i myszkę, zabawa bardziej mnie rozśmiesza niż złości, ale to była propozycja M - żeby trochę od siebie odpocząć, niech każdy zajmie się swoimi sprawami. Taki tydzień "bez siebie" ma nam ponoć zrobić dobrze. Ok, pomyślałam  i przez najbliższy tydzień daje mu luz, czyli mam go w d..pie . :-)

5 493

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

Macie wspólny kredyt i wspólny dom? A raty spłacacie wspólnie czy spłacasz Ty, bo M nie ma kasy?

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

5 494

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

Macie wspólny kredyt i wspólny dom? A raty spłacacie wspólnie czy spłacasz Ty, bo M nie ma kasy?

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

alez to bardzo uczciwe rozwiązanie jest ,przecież jesc-je,z mediów korzysta ,ze sprzetow tez,to co niby kobieta ma go utrzymywać w imie szeroko pojętej milosci??
nie widze nic negatywnego,zwyczajna sytuacja,dlaczego ktoś ma sponsorować faceta który często zostawil dorbek zycia obcym da tej kobiety ludziom

jak poczujemy nagla potrzebe altruizmu zawsze można zalozyc fundacje w jakims zbożnym celu,innym niż szukanie sobie utrzymanka........

5 495 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-14 09:25:49)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, naprawdę świetnie cię rozumiem, ale nie da się żyć w ciągłym strachu, że on się przełamie i będzie chciał widywać się z dziećmi. Jak będziesz stawała okoniem to będziesz jego wrogiem, a dalszy ciąg już znasz. Lepiej wypracować kompromis i stawiać realnie warunki. Czy ktoś ciebie mógłby zmusić żebyś wyparła się własnych dzieci? M mi wczoraj powiedział, że świetnie zdaje sobie sprawę z krnąbrności i okropnego charakteru syna, ale jak ktoś (ja) będzie na niego najeżdżał to ten zawsze stanie w jego obronie. Przykro mi kochana to stwierdzić, ale przegrasz, tak samo jak ja przegrywam. Wiesz, że życzę ci wszystkiego najlepszego, ale to już chyba nie te czasy, te pokolenie, ten typ. Myślę, że towarzystwo twoich dzieci nie dam mu zapomnieć o jego, to cholernie boli. Lepiej ułożyć sobie życie z kimś innym, bez dzieci, niż wypierać się tego, co nieuniknione i jest tylko kwestią czasu.
A tak w ogóle to co cie podkusiło, że go namawiałaś na te urodziny chrześnicy? Chyba to wywołało te obawy i czarne myśli.

Zazdrosna nie zapominaj, że to nie JA KAZAŁAM mu się "wyprzeć" swoich dzieci. Ja tylko powiedziałam, że nie zamierzam się Nimi zajmować i odciążać JEGO z Jego ojcowskich obowiązków. Decyzję o tym, że nie będzie zajmował się dziećmi podjął sam. Ja od niego tego nie wymagałam. A że teraz może coś Mu się w serduchu odzywa - to dla mnie oczywiste. Sama mówiłam M, że dla mnie Jego decyzja jest niezrozumiała, że ja bym tak nie potrafiła. Szukałabym tysiąca innych rozwiązań , ale nie zrezygnowałabym z widzenia się z dziećmi. To On szedł w zaparte, że to my kobiety jesteśmy tak bardzo związane z dziećmi, On - Facet nie jest do takich poświęceń stworzony. On nie umie i nie chce wychowywać (a najchętniej to by porozpieszczał, pobawił się w tatusia od czasu do czasu i kwita) .
A teraz co? Nagle jakieś emocjonalne odruchy? Ach.
Na razie bawimy się w kotka i myszkę, zabawa bardziej mnie rozśmiesza niż złości, ale to była propozycja M - żeby trochę od siebie odpocząć, niech każdy zajmie się swoimi sprawami. Taki tydzień "bez siebie" ma nam ponoć zrobić dobrze. Ok, pomyślałam  i przez najbliższy tydzień daje mu luz, czyli mam go w d..pie . :-)

a ja bym pomyślała ze wtedy gdy twój M mowil o całkowitym odcieciu się od dzieci,o tym ze nie bedzie się z nimi spotykal to czekał zebys ty jednak odpuściła,ze to była być może zagrywka z jego strony....

jest bardzo wielu facetow którzy nie utrzymują zadnych kontaktow ze swoimi dziecmi,jakos to tak jest ze czesto się zdarza ze JAK FACET ROZWODZI SIE Z KOBIETA TO ROZWODZI SIE TEZ Z DZIECMI,coz sa takie które na taki egzemplarz trafiają,a najdziwniejsze ze tak sobie to chwala i nie zmuszają i nie zachecaja do kontaktow i wcale na tym zle nie wychodza

5 496

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

tylko popatrz na to z innej strony,to wszystko co teraz masz,w sensie domu i kredytu mialabys bez udziału M ,coz doszedł ci lokator,plus rachunki związane z lokatorem i okresowo z synem lokatora,
do sedna-splacasz to lat ok 30 i co?? i nico bo jakbys to sama splacila to miało by sens,a tak tracisz kase i de facto powoduje to tylko wieksze problemy,ja mam z racji pracy ekonomiczne podejście do tematu ze tak powiem

przepraszam ze to napisze ale twój M to wyrachowany osobnik,nie mam co do tego wątpliwości,wielu facetow ma wygodny tyłek i jak ma okazje to ,,doi,, sorry za szczerość ale z boku bardziej widać,mi się zdazaly tez takie proby na poczatku malzenstwa ze maz przeciagal strune,probujac delikatnie mowiac skłonić mnie to złych dla mnie decyzji finanowych ale na szczęście hehe miał mi kto doradzić.....i odpowiednio pokierowac

jakby się dało oddzielić związek od kasy...
straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

mam nadzieje ze zbierasz faktury itd. dotyczące twoich inwestycji w ten dom,remonty ,materialy ,to tak na przyszlosc ......

w czy wy planujecie wspólne dzieci?? małżeństwo?

powiem ci ze ja podziwiam twoja odwage ,dotyczaca tej decyzji o kredycie,domu z partnerem,wiesz to rodzi bardzo wiele problemów,zalozesie ze to był pomysl M? bo dla ciebie to korzystne nie było w żaden sposób,

a jak Twój syn widzi sprawę tego domu? w jakim jest wieku?

Mój syn ma prawie 18 lat , nie lubi jak się kłócimy z m, ale tez nie przepada za M- powiedział mi kiedyś że dla niego zachowanie M jest poniżej krytyki dla faceta....  Ale mój syn nigdy nie obraził nawet jednym słowem M , jest uprzejmy, raczej się wycofuje niż wchodzi w dyskusje.
Moja decyzja o wspólnym domu to nie żadna odwaga, raczej wiara że razem coś się zbuduje i będzie to łączyć , ogólnie raczej wierzę w ludzi... trzeba trochę pracy żeby mnie zniechęcić do kogoś- ale jak już to się stanie to niemal nie ma szans na zmianę opinii.
Pomysł był nasz wspólny, albo może nawet mój bardziej- zawsze chciałam mieć dom ..ale zdałam sobie sprawę że dom to ludzie do których chce się wracać, spędzać czas .. a nie cegły.

Co do planów na dzieci i małżeństwo- jesteśmy niby zaręczeni od 2 lat.. z tym że ja oddałam pierścionek jakiś czas temu... w sierpniu miał być ślub .. ale cisza .
Co do dzieci.. M bardzo chce , ja też chciałam.. ogólnie to mam huśtawkę w tym temacie... ale jakoś nie wychodzi. .. straciłam już 3 ciąże.
Czasami myślę że gdzieś podświadomie obwiniam za to M... bo to wynik stresu.. tak powiedział lekarz .. bo medycznych powodów nie ma .
Chciałam mieć normalną rodzinę , wychowywać dziecko i chłonąc każdą chwilę... ale raczej nic z tego nie będzie.

5 497 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-14 09:38:16)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

a ja bym pomyślała ze wtedy gdy twój M mowil o całkowitym odcieciu się od dzieci,o tym ze nie bedzie się z nimi spotykal to czekał zebys ty jednak odpuściła,ze to była być może zagrywka z jego strony....

Ależ no to przecież ja mówię, że próbowałam Mu ten pomysł wybić z głowy. Mówiłam, że tak się nie da zrobić, że zjedzą Go wyrzuty sumienia (mnie by zjadły wyrzuty i tęsknota). Podsuwałam mu inne rozwiązania, tylko to ON mocno podkreślał, że Jemu na tych kontaktach (czytaj : użeraniu się z dziećmi i z Byłą) nie zależy. Gdyby czekał na taką moją reakcję, to się doczekał, bo taka właśnie ona była. Ale również mocno podkreślałam, że mnie nie zależy na tym żeby On się nie spotykał z dziećmi, mnie zależy na tym, żeby mnie tym nie obciążał - tak jak ja nie obciążam Go i nie oczekuję od Niego, że będzie wychowywał/opiekował się/utrzymywał/pomagał moim dzieciom. One z nami mieszkają, ale M do niczego w stosunku do moich dzieci nie jest zobowiązany. Sama dbam o to, żeby przypadkiem czymś niechcący Go nie obciążyć.

5 498

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

a ja bym pomyślała ze wtedy gdy twój M mowil o całkowitym odcieciu się od dzieci,o tym ze nie bedzie się z nimi spotykal to czekał zebys ty jednak odpuściła,ze to była być może zagrywka z jego strony....

Ależ no to przecież ja mówię, że próbowałam Mu ten pomysł wybić z głowy. Mówiłam, że tak się nie da zrobić, że zjedzą Go wyrzuty sumienia (mnie by zjadły wyrzuty i tęsknota). Podsuwałam mu inne rozwiązania, tylko to ON mocno podkreślał, że Jemu na tych kontaktach (czytaj : użeraniu się z dziećmi i z Byłą) nie zależy. Gdyby czekał na taką moją reakcję, to się doczekał, bo taka właśnie ona była. Ale również mocno podkreślałam, że mnie nie zależy na tym żeby On się nie spotykał z dziećmi, mnie zależy na tym, żeby mnie tym nie obciążał - tak jak ja nie obciążam Go i nie oczekuję od Niego, że będzie wychowywał/opiekował się/utrzymywał/pomagał moim dzieciom. One z nami mieszkają, ale M do niczego w stosunku do moich dzieci nie jest zobowiązany. Sama dbam o to, żeby przypadkiem czymś niechcący Go nie obciążyć.

Miałam dokładnie tak samo. Poprzedni M. jeżeli Ja zajmowałam się dziećmi, planowaniem czasu itp. to bardzo chętnie je zabierał.
Jak powiedziałam, że Ja jego dziećmi zajmować się nie będę, niech się spotyka, niech organizuje, finansuje we własnym zakresie, To nagle odwidziało mu się... winna byłam Ja... bo On nie ma gdzie zabrać, nie ma za co zabrać, nie ma pomysłów na spędzenie czasu... no same trudności.

5 499

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
Tendre77 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

straszne to wszystko. Ale masz dużo racji ... przed takim scenariuszem (spłata 1/2  lub sprzedaż  domu )jeśli nie ja będę mieć problemy to mój syn  (jeśli ja pierwsza umrę , moją połowę odziedziczy syn)..a po śmierci M jego syn .. i tak i tak dom pójdzie pod młotek..
bez sensu to .
Tylko że tu nie ma rozwiązania - dlaczego M miałby oddać mi swoją połowę domu ?? po swojej śmierci ?
równie dobrze mógłby oczekiwać że ja oddam jemu swoją .

nie ma dobrego rozwiązania

Macie wspólny kredyt i wspólny dom? A raty spłacacie wspólnie czy spłacasz Ty, bo M nie ma kasy?

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

alez to bardzo uczciwe rozwiązanie jest ,przecież jesc-je,z mediów korzysta ,ze sprzetow tez,to co niby kobieta ma go utrzymywać w imie szeroko pojętej milosci??
nie widze nic negatywnego,zwyczajna sytuacja,dlaczego ktoś ma sponsorować faceta który często zostawil dorbek zycia obcym da tej kobiety ludziom

jak poczujemy nagla potrzebe altruizmu zawsze można zalozyc fundacje w jakims zbożnym celu,innym niż szukanie sobie utrzymanka........

Uczciwe dla osoby uczciwej.
Jednak w większości zbieram krytykę właśnie "w imię szeroko pojętej miłości", która w większości przypadków jest jednostronna, bo Ja oczywiście nie mogę liczyć na mieszkanie u niego, bo oczywiście... dorobek życia zostawił byłej żonie... w imię dobra dzieci.

5 500

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

My również szukaliśmy rozsądnego rozwiązania w temacie "wspólnego" mieszkania, jednak każde z nas boi się , że w przypadku nagłego zdarzenia jedno z nas zostaje bez dachu nad głową. Jeśli dom/mieszkanie jest moje, to w przypadku mojej smierci dom dziedziczą moje dzieci ( a w przypadku ich niepełnoletności, domem "zarządzałby" ich tato - czyli mój były). W analogicznej sytuacji, jeśli dom/mieszkanie jest M, to w przypadku Jego śmierci domem zaczyna rządzić jego była i ja wylatuje pod most. Na razie jedyne co zrobiliśmy to: każde z nas zainwestowało swoje pieniądze w swoje mieszkania. Mieszkamy u mnie, więc "gdyby coś" M ma swoje mieszkanie, ma gdzie mieszkać a Jego dzieci niech z tym w przyszłości robią co chcą, a od mojego mieszania wara komukolwiek. W którejś ostatniej przepychance M zarzucił Mi, że "czyham " na Jego "majątek". Roześmiałam Mu się w twarz i zapowiedziałam, że w przypadku decyzji o naszym ślubie, zgodzę się tylko i wyłącznie pod warunkiem podpisania intercyzy. Co by ani On ani, przede wszystkim Jego rodzice, nie zarzucili mi podobnych insynuacji.
po za tym w takim przypadku przynajmniej ja i moje dzieci będziemy spokojni, że nam się Exowa nie dobierze do portfela :-)

5 501

Odp: Być drugą i macochą

Cześć dziewczyny :-)

Sprawy kasy są bardzo trudne. Powiem wam jak to u mnie wygląda:
Mieszkamy w mieszkaniu mojego taty, mama zmarła 12 lat temu, a tata wyprowadził się 40 km ode mnie do swojej przyjaciółki. Nie jesteśmy po ślubie, ale G oświadczył mi się chyba 2 lata temu ;-)
Pracujemy razem, ja odpowiadam m.in za przelewy wynagrodzeń więc zawsze wiem ile zarobi i ile ma koncie. Dodatkowe pieniądze zawsze G oddaje mi wszystkie. Każdy ma swoje konto, ale mamy też jedno wspólne i tam odkładamy pieniądze np. na remonty, teraz będziemy stawiać domek na ogródku działkowym. Kasę od samego początku trzymam ja i ja decyduję co i kiedy kupujemy. G płacił alimenty reszta nasza. Teraz nie płaci alimentów, od czasu do czasu "pożycza" swoim córkom jakieś pieniądze. W lutym zapłaciliśmy za jego okulary 2.000 zł. Ciuchy, buty etc. - jeżeli ja powiem że może sobie pozwolić i kupić to kupuje, jeżeli nie to nie i już.
Jak się sadzi, że kupuję mojej córce to mówię mu że mam alimenty na dziecko i koniec kropka. Na córkę dostaję 800 zł więc też sporo :-) Prezenty na gwiazdkę staram się aby były mniej więcej tej samej wartości dla jego córek i mojej.
Razem dzieci raczej mieć nie będziemy. G chce ślubu, ale ja póki mogę to będę zwlekać. Jego ex jest jaka jest i póki nie zrobimy rozdzielczości majątkowej albo jakiejś intercyzy nie mam mowy o ślubie. Przyszedł do mnie z reklamówką ubrań i zawsze może z tą samą reklamówką wyjść. Pod tym kątem się nie ugnę, muszę zabezpieczyć swoją córkę a nie jego samego czy jego dzieci, które są już dorosłe. Chcemy kupić działkę budowlaną i budować dom, mówię ok - ale wszystko jest na mnie z twoją dożywotnią służebnością !!! Żebym później nie spłacała ja czy moja córka jego dzieci. On jest 17 lat starszy ode mnie i kto wie jak to się poukłada. Tutaj nikt nie zmieni mojej decyzji.

Co do jego kobyły, która mieszka z nami - na weekendy się eksmituje do swojego chłopaka. Wczoraj mi powiedziała, że kupują mieszkanie, a od 1 maja ma zacząć pracę w Kaliszu - składam rączki do Bozi żeby się jak najszybciej wyprowadziła !!!

5 502

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

a ja bym pomyślała ze wtedy gdy twój M mowil o całkowitym odcieciu się od dzieci,o tym ze nie bedzie się z nimi spotykal to czekał zebys ty jednak odpuściła,ze to była być może zagrywka z jego strony....

Ależ no to przecież ja mówię, że próbowałam Mu ten pomysł wybić z głowy. Mówiłam, że tak się nie da zrobić, że zjedzą Go wyrzuty sumienia (mnie by zjadły wyrzuty i tęsknota). Podsuwałam mu inne rozwiązania, tylko to ON mocno podkreślał, że Jemu na tych kontaktach (czytaj : użeraniu się z dziećmi i z Byłą) nie zależy. Gdyby czekał na taką moją reakcję, to się doczekał, bo taka właśnie ona była. Ale również mocno podkreślałam, że mnie nie zależy na tym żeby On się nie spotykał z dziećmi, mnie zależy na tym, żeby mnie tym nie obciążał - tak jak ja nie obciążam Go i nie oczekuję od Niego, że będzie wychowywał/opiekował się/utrzymywał/pomagał moim dzieciom. One z nami mieszkają, ale M do niczego w stosunku do moich dzieci nie jest zobowiązany. Sama dbam o to, żeby przypadkiem czymś niechcący Go nie obciążyć.

Miałam dokładnie tak samo. Poprzedni M. jeżeli Ja zajmowałam się dziećmi, planowaniem czasu itp. to bardzo chętnie je zabierał.
Jak powiedziałam, że Ja jego dziećmi zajmować się nie będę, niech się spotyka, niech organizuje, finansuje we własnym zakresie, To nagle odwidziało mu się... winna byłam Ja... bo On nie ma gdzie zabrać, nie ma za co zabrać, nie ma pomysłów na spędzenie czasu... no same trudności.

Ja obserwuje mojego M , jak jest jego syn on od popołudnia narzeka że jest strasznie zmęczony... kiedyś pytałam czym. On mi mówi że no przecież wstał wcześnie (ok.7) zrobił młodemu śniadanie, ubrał go i coś tam jeszcze .. później zagrał z nim w piłkę jakieś 30-40 min...no i pada na pysk.
Jakby miał tak ogarnąć cały temat sam, to by nie dał rady.... zresztą M przywozi młodego i mało się nim zajmuje- jak coś robi np. u siebie w domku ogrodowym to młodego wygania "bo mu niszczy, przeszkadza" .. i tak jest ze wszystkim.. przywozi go tylko i młody robi co chce.. najczęściej gra na tel/komputerze/psp.. lub ogląda tv... ewentualnie zalicza wszystkie rowy, kałuże w okolicy ... a M się cieszy że syn zadowolony...

5 503

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

My również szukaliśmy rozsądnego rozwiązania w temacie "wspólnego" mieszkania, jednak każde z nas boi się , że w przypadku nagłego zdarzenia jedno z nas zostaje bez dachu nad głową. Jeśli dom/mieszkanie jest moje, to w przypadku mojej smierci dom dziedziczą moje dzieci ( a w przypadku ich niepełnoletności, domem "zarządzałby" ich tato - czyli mój były). W analogicznej sytuacji, jeśli dom/mieszkanie jest M, to w przypadku Jego śmierci domem zaczyna rządzić jego była i ja wylatuje pod most. Na razie jedyne co zrobiliśmy to: każde z nas zainwestowało swoje pieniądze w swoje mieszkania. Mieszkamy u mnie, więc "gdyby coś" M ma swoje mieszkanie, ma gdzie mieszkać a Jego dzieci niech z tym w przyszłości robią co chcą, a od mojego mieszania wara komukolwiek. W którejś ostatniej przepychance M zarzucił Mi, że "czyham " na Jego "majątek". Roześmiałam Mu się w twarz i zapowiedziałam, że w przypadku decyzji o naszym ślubie, zgodzę się tylko i wyłącznie pod warunkiem podpisania intercyzy. Co by ani On ani, przede wszystkim Jego rodzice, nie zarzucili mi podobnych insynuacji.
po za tym w takim przypadku przynajmniej ja i moje dzieci będziemy spokojni, że nam się Exowa nie dobierze do portfela :-)

Bardzo rozsądne rozwiązanie. Zawsze twój M. może swoje mieszkanie wynajmować, a kasę za wynajem przeznaczać na twoje mieszkanie jako amortyzacja za jego użytkowanie.
Mój M. nie podzielił majątku, wszystko zostawił byłej dla dzieci, więc nie ma swojego mieszkania, co wzmacnia w nim poczucie krzywdy... Ja natomiast stoję twardo na stanowisku, że nie Ja przyczyną tej krzywdy jestem. Jak sobie pościelił...

5 504 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-14 10:20:01)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Mój M. nie podzielił majątku, wszystko zostawił byłej dla dzieci, więc nie ma swojego mieszkania, co wzmacnia w nim poczucie krzywdy... Ja natomiast stoję twardo na stanowisku, że nie Ja przyczyną tej krzywdy jestem. Jak sobie pościelił...

Nie rozumiem, jakiej krzywdy.? Że On czuje się pokrzywdzony, bo został z niczym?

Co do wynajęcia mieszkania.... hahhaha, rozwazalismy ten temat, ale gdyby Eksia się o tym dowiedziała, z miejsca by złożyła kolejny wniosek o podniesienie alimentów. Ona swoją części z podziału majątku wspólnego....... huk wie co z tymi pieniędzmi zrobiła. Nie ma ani kasy, ani mieszkania. Tkwi wciąż na wynajmowanym i płacze, że jej ciężko. Ot , taka gospodarna babeczka :-)
Wynajęcie mieszkania to dodatkowy dochód, o którego Eksia nie omieszka się upomnieć ( w imię dobra dzieci oczywiście)

5 505

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

My również szukaliśmy rozsądnego rozwiązania w temacie "wspólnego" mieszkania, jednak każde z nas boi się , że w przypadku nagłego zdarzenia jedno z nas zostaje bez dachu nad głową. Jeśli dom/mieszkanie jest moje, to w przypadku mojej smierci dom dziedziczą moje dzieci ( a w przypadku ich niepełnoletności, domem "zarządzałby" ich tato - czyli mój były). W analogicznej sytuacji, jeśli dom/mieszkanie jest M, to w przypadku Jego śmierci domem zaczyna rządzić jego była i ja wylatuje pod most. Na razie jedyne co zrobiliśmy to: każde z nas zainwestowało swoje pieniądze w swoje mieszkania. Mieszkamy u mnie, więc "gdyby coś" M ma swoje mieszkanie, ma gdzie mieszkać a Jego dzieci niech z tym w przyszłości robią co chcą, a od mojego mieszania wara komukolwiek. W którejś ostatniej przepychance M zarzucił Mi, że "czyham " na Jego "majątek". Roześmiałam Mu się w twarz i zapowiedziałam, że w przypadku decyzji o naszym ślubie, zgodzę się tylko i wyłącznie pod warunkiem podpisania intercyzy. Co by ani On ani, przede wszystkim Jego rodzice, nie zarzucili mi podobnych insynuacji.
po za tym w takim przypadku przynajmniej ja i moje dzieci będziemy spokojni, że nam się Exowa nie dobierze do portfela :-)

Mieszkacie u Ciebie - a jak wygląda kwestia płacenia kredytów, czynszu i ewent. remontów ?
Wiesz , mnie nawet ostatnio wkurzyło że M jeździ moim rowerem.. za który ja co miesiąc płace stówkę . Stwierdził nawet że rower wymaga przeglądu i że on znajdzie gdzie ja sobie mogę ten przegląd zrobić... i oczywiście zapłacić.
Kupiliśmy zmywarkę - ja płace ... cokolwiek kupię on korzysta ... jak się zepsuje to raczej się nie poczuwa.
Kiedyś nawet nie zwracałam uwagi na takie rzeczy .. a teraz mnie męczą .
Bo skoro on tylko zabezpiecza syna i siebie...to ja powinnam tak samo .. ale wtedy już całkowicie do dooopy by było.

5 506

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Mój M. nie podzielił majątku, wszystko zostawił byłej dla dzieci, więc nie ma swojego mieszkania, co wzmacnia w nim poczucie krzywdy... Ja natomiast stoję twardo na stanowisku, że nie Ja przyczyną tej krzywdy jestem. Jak sobie pościelił...

Nie rozumiem, jakiej krzywdy.? Że On czuje się pokrzywdzony, bo został z niczym?

Taaa zawsze jest dla dobra dzieci ...
A w nowych związkach są wymagania jakich mało ... - masakra! To ma być nasze, a bo to ... abo tamto siamto i owamto. Mój G. też próbuje mi gadać - jak mnie zostawisz to zostanę z niczym. Więc ja mu na to z niczym przyszedłeś z niczym wyjdziesz !

5 507

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Ja tak zrobiłam, mój dom, a M dokłada co miesiąc stałą kwotę przeznaczoną na rachunki, jedzenie i "ryczałt" na zakupy do domu, remonty itp.
Wiele razy słyszałam, że to taki "wynajem", ale innego rozwiązania nie znalazłam... rad też nie otrzymałam jak to rozwiązać.

My również szukaliśmy rozsądnego rozwiązania w temacie "wspólnego" mieszkania, jednak każde z nas boi się , że w przypadku nagłego zdarzenia jedno z nas zostaje bez dachu nad głową. Jeśli dom/mieszkanie jest moje, to w przypadku mojej smierci dom dziedziczą moje dzieci ( a w przypadku ich niepełnoletności, domem "zarządzałby" ich tato - czyli mój były). W analogicznej sytuacji, jeśli dom/mieszkanie jest M, to w przypadku Jego śmierci domem zaczyna rządzić jego była i ja wylatuje pod most. Na razie jedyne co zrobiliśmy to: każde z nas zainwestowało swoje pieniądze w swoje mieszkania. Mieszkamy u mnie, więc "gdyby coś" M ma swoje mieszkanie, ma gdzie mieszkać a Jego dzieci niech z tym w przyszłości robią co chcą, a od mojego mieszania wara komukolwiek. W którejś ostatniej przepychance M zarzucił Mi, że "czyham " na Jego "majątek". Roześmiałam Mu się w twarz i zapowiedziałam, że w przypadku decyzji o naszym ślubie, zgodzę się tylko i wyłącznie pod warunkiem podpisania intercyzy. Co by ani On ani, przede wszystkim Jego rodzice, nie zarzucili mi podobnych insynuacji.
po za tym w takim przypadku przynajmniej ja i moje dzieci będziemy spokojni, że nam się Exowa nie dobierze do portfela :-)

Mieszkacie u Ciebie - a jak wygląda kwestia płacenia kredytów, czynszu i ewent. remontów ?
Wiesz , mnie nawet ostatnio wkurzyło że M jeździ moim rowerem.. za który ja co miesiąc płace stówkę . Stwierdził nawet że rower wymaga przeglądu i że on znajdzie gdzie ja sobie mogę ten przegląd zrobić... i oczywiście zapłacić.
Kupiliśmy zmywarkę - ja płace ... cokolwiek kupię on korzysta ... jak się zepsuje to raczej się nie poczuwa.
Kiedyś nawet nie zwracałam uwagi na takie rzeczy .. a teraz mnie męczą .
Bo skoro on tylko zabezpiecza syna i siebie...to ja powinnam tak samo .. ale wtedy już całkowicie do dooopy by było.

Kurczę, ale nie może być tak że jego kasa jest tylko jego, a twoja jest waszą wspólną. Nie chodzi tylko o kasę, ale o rzezy typu zmywarka również.
U nas nawet kobyła ostatnio się poczuła i kupiła tabletki do zmywarki!!!
Jak proszek się skończył, to ja nie kupiłam dopóki ona nie kupiła, po dwóch dniach się zmiarkowała i sama kupiła!

5 508

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Mój M. nie podzielił majątku, wszystko zostawił byłej dla dzieci, więc nie ma swojego mieszkania, co wzmacnia w nim poczucie krzywdy... Ja natomiast stoję twardo na stanowisku, że nie Ja przyczyną tej krzywdy jestem. Jak sobie pościelił...

Nie rozumiem, jakiej krzywdy.? Że On czuje się pokrzywdzony, bo został z niczym?

No :-)

Kredyt płacę Ja, bo dom jest mój i z tego "bezpieczeństwa" nie zrezygnuję, muszę zabezpieczyć swoje dzieci. Tak jak większość dziewczyn nie chcę szarpania się z jego Ex i jego dziećmi. Ewentualnie w grę wchodziłoby rozwiązanie z jego osobnym mieszkaniem tak jak u kjim, które by wynajmował, ale takowego nie ma, więc nie ma o czym mówić.
Płaci stałą kwotę, która wg. naszych wspólnych wyliczeń wystarcza na rachunki, jedzenie, środki czystości i amortyzację /czyli remonty, zakupy do domu ja finansuję/.
Swoje rzeczy, przyjemności, wakacje opłaca sam. Alimenty na swoje dzieci to oczywistość. Moje dzieci utrzymuję Ja.

5 509

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
kjim napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

Mój M. nie podzielił majątku, wszystko zostawił byłej dla dzieci, więc nie ma swojego mieszkania, co wzmacnia w nim poczucie krzywdy... Ja natomiast stoję twardo na stanowisku, że nie Ja przyczyną tej krzywdy jestem. Jak sobie pościelił...

Nie rozumiem, jakiej krzywdy.? Że On czuje się pokrzywdzony, bo został z niczym?

No :-)

Kredyt płacę Ja, bo dom jest mój i z tego "bezpieczeństwa" nie zrezygnuję, muszę zabezpieczyć swoje dzieci. Tak jak większość dziewczyn nie chcę szarpania się z jego Ex i jego dziećmi. Ewentualnie w grę wchodziłoby rozwiązanie z jego osobnym mieszkaniem tak jak u kjim, które by wynajmował, ale takowego nie ma, więc nie ma o czym mówić.
Płaci stałą kwotę, która wg. naszych wspólnych wyliczeń wystarcza na rachunki, jedzenie, środki czystości i amortyzację /czyli remonty, zakupy do domu ja finansuję/.
Swoje rzeczy, przyjemności, wakacje opłaca sam. Alimenty na swoje dzieci to oczywistość. Moje dzieci utrzymuję Ja.

Myślę, że dosyć rozsądne rozwiązanie. Twój dom, twoje bezpieczeństwo.

5 510

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Mieszkacie u Ciebie - a jak wygląda kwestia płacenia kredytów, czynszu i ewent. remontów ?

Przerabialiśmy różne opcje, które do tej pory się nie sprawdzały. Od 7 miesięcy ustanowiliśmy nowe zasady.
Szczęśliwie nie posiadam żadnych kredytów. M swoje kredyty z "tamtego" zycia już pospłacał , więc nie ciągną sie za nami. Zarabiamy podobnie, jednak On część swojej kasy przeznacza na alimenty, a ja dodatkowo do swojej pensji otrzymuję alimenty na dzieci. Mieszkanie jest nowe i wyposażone (za moje) więc na razie jakiś dużych remontów nie przewiduję przez kilka najbliższych lat. A zatem ustaliliśmy, że:
1. założyliśmy wspólne konto
2. On wpłaca tam to, co mu zostaje po zapłaceniu alimentów
3. Ja wpłacam dokładnie tyle samo co On i dorzucam tam alimenty moich dzieci (wychodzi na to, że ja i dzieci wpłacamy więcej, no  ale w końcu jest nas trójka i mieszkanie jest nasze, więc ten wkład mamy trochę większy)
4. ze wspólnego konta ogarniamy wszystko: utrzymanie obu samochodów, czynsz i rachunki, codzienne zakupy i wspólne i oddzielne wypady za miasto, basen i inne rozrywki. I zakupy typu okazjonalne prezenty dla Jego dzieciaków.
Jeśli M dostanie jakąś premię, albo zarobi coś ekstra nie obchodzi mnie i nie wtrącam się w to co zrobi z tą kasą i oczekuję tego w drugą stronę.
Póki co ten schemat sprawdza się najlepiej.

5 511

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

Chcemy kupić działkę budowlaną i budować dom, mówię ok - ale wszystko jest na mnie z twoją dożywotnią służebnością !!!

Możesz mi wyjaśnić na czym polega dożywotnia służebność?

5 512

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
margarita83 napisał/a:

Chcemy kupić działkę budowlaną i budować dom, mówię ok - ale wszystko jest na mnie z twoją dożywotnią służebnością !!!

Możesz mi wyjaśnić na czym polega dożywotnia służebność?

dożywotnie użytkowanie bez prawa własności. Nie będę mogła go wyrzucić, a jeżeli będę chciała to sądownie i będę musiała dać mu coś w zamian :-/
Lepsze to niż spłacanie później jego córeczek.
Jeszcze jedna - zapomniałam wam powiedzieć G. ma rozwód z orzeczeniem jego winy więc w każdym momencie jego ex może go zaskarżyć o alimenty i wtedy kompletna klapa - rozstajemy się, ja na obca babę robić nie będę.

5 513

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

dożywotnie użytkowanie bez prawa własności. Nie będę mogła go wyrzucić, a jeżeli będę chciała to sądownie i będę musiała dać mu coś w zamian :-/

Czyli bardziej skomplikowana operacja niż wymeldowanie niechcianego lokatora. Ale co to znaczy dać coś w zamian? Zapewnić mieszkanie zastępcze?
Co sie dzieje w przypadku Twojej wcześniejszej śmierci? Dom dziedziczy Twoje dziecko, ale M nadal ma dożywotnio prawo w tym domu mieszkać, tak? Chyba, że Twoi spadkobiercy zechcą Go stamtąd sądownie wykurzyć?

margarita83 napisał/a:

Jeszcze jedna - zapomniałam wam powiedzieć G. ma rozwód z orzeczeniem jego winy więc w każdym momencie jego ex może go zaskarżyć o alimenty i wtedy kompletna klapa - rozstajemy się, ja na obca babę robić nie będę.

no nie w każdym momencie tylko do 5 lat od orzeczenia rozwodu. No chyba , że o czymś nie doczytałam?

5 514

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
margarita83 napisał/a:

dożywotnie użytkowanie bez prawa własności. Nie będę mogła go wyrzucić, a jeżeli będę chciała to sądownie i będę musiała dać mu coś w zamian :-/

Czyli bardziej skomplikowana operacja niż wymeldowanie niechcianego lokatora. Ale co to znaczy dać coś w zamian? Zapewnić mieszkanie zastępcze?
Co sie dzieje w przypadku Twojej wcześniejszej śmierci? Dom dziedziczy Twoje dziecko, ale M nadal ma dożywotnio prawo w tym domu mieszkać, tak? Chyba, że Twoi spadkobiercy zechcą Go stamtąd sądownie wykurzyć?

margarita83 napisał/a:

Jeszcze jedna - zapomniałam wam powiedzieć G. ma rozwód z orzeczeniem jego winy więc w każdym momencie jego ex może go zaskarżyć o alimenty i wtedy kompletna klapa - rozstajemy się, ja na obca babę robić nie będę.

no nie w każdym momencie tylko do 5 lat od orzeczenia rozwodu. No chyba , że o czymś nie doczytałam?

Tak, w razie mojej śmierci dziedziczy moja córka z lokatorem w postaci G, który ma dożywotnią służebność. I tak - muszę mu zapewnić lokal zastępczy, z takimi samymi warunkami.
Z tą służebnością to też gdzieś lepiej doczytaj, nie jestem prawnikiem. Taką mam widzę bez porady prawnej.

A to ja czegoś nie doczytałam z tymi alimentami.

5 515

Odp: Być drugą i macochą

Sluchajcie, a jak to jest z dziedziczeniem - zalozmy, ze mamy slub bez intercyzy i on umiera. Ma dwoje dzieci. To kto po nim dziedziczy i w jakim procencie? Orientujecie sie?

5 516

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

Tak, w razie mojej śmierci dziedziczy moja córka z lokatorem w postaci G, który ma dożywotnią służebność. I tak - muszę mu zapewnić lokal zastępczy, z takimi samymi warunkami.
Z tą służebnością to też gdzieś lepiej doczytaj, nie jestem prawnikiem. Taką mam widzę bez porady prawnej.
A to ja czegoś nie doczytałam z tymi alimentami.

No to ta słuzebność to nie sjest taki idealne "zabezpieczenie" bo jesli się okaże,ze nam się chłop nagle "zepsuje" i zacznie sobie panie do naszego domu sprowadzać to żeby się chłopa z babami pozbyć z naszego domu to trzeba mu jeszcze mieszkanie kupić i dać. hahaha. Nie ma wyjścia idealnego.
Co do tych alimentów na byłego małżonka/małżonkę to też nie jest tak prost sprawa bo musiałaby wykazać , że naprawdę nie nadaje się by podjąć prace i zarabiać na siebie. Musiałoby to być jakieś ciężkie kalectwo lub ciężka choroba ale przecież nawet w takich wypadkach istnieją zasiłki chorobowe/renty, więc była małżonka nie zostanie przecież bez żadnych środków do życia.
Więc o to bym się tak bardzo nie martwiła. :-)

5 517

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:
kjim napisał/a:
margarita83 napisał/a:

dożywotnie użytkowanie bez prawa własności. Nie będę mogła go wyrzucić, a jeżeli będę chciała to sądownie i będę musiała dać mu coś w zamian :-/

Czyli bardziej skomplikowana operacja niż wymeldowanie niechcianego lokatora. Ale co to znaczy dać coś w zamian? Zapewnić mieszkanie zastępcze?
Co sie dzieje w przypadku Twojej wcześniejszej śmierci? Dom dziedziczy Twoje dziecko, ale M nadal ma dożywotnio prawo w tym domu mieszkać, tak? Chyba, że Twoi spadkobiercy zechcą Go stamtąd sądownie wykurzyć?

margarita83 napisał/a:

Jeszcze jedna - zapomniałam wam powiedzieć G. ma rozwód z orzeczeniem jego winy więc w każdym momencie jego ex może go zaskarżyć o alimenty i wtedy kompletna klapa - rozstajemy się, ja na obca babę robić nie będę.

no nie w każdym momencie tylko do 5 lat od orzeczenia rozwodu. No chyba , że o czymś nie doczytałam?

Tak, w razie mojej śmierci dziedziczy moja córka z lokatorem w postaci G, który ma dożywotnią służebność. I tak - muszę mu zapewnić lokal zastępczy, z takimi samymi warunkami.
Z tą służebnością to też gdzieś lepiej doczytaj, nie jestem prawnikiem. Taką mam widzę bez porady prawnej.

A to ja czegoś nie doczytałam z tymi alimentami.

Jeśli M ma rozwód z uznaniem jego winy, to ex może ubiegać się o alimenty do końca swojego życia.. obowiązek ten przestaje obowiązywać gdyby wyszła ponownie za mąż.
"art. 60 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego § 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego. § 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku. § 3. Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni. A więc jeśli oboje zostaniecie uznani winnymi rozpadu małżeństwa - alimenty, gdy jesteś w niedostatku i do 5 lat (co do zasady). Gdy tylko on (winny ) - gdy istotnie pogorszyła się Twoja sytuacja i dopóki nie wyjdziesz ponownie za mąż. ."

Gdzieś słyszałam o przypadku że ex żona po 12  latach od rozwodu dostała alimenty..bo ciężko zachorowała i nie mogła pracować.
Tak więc... mój M ma też taki garb... a jego ex z pewnością by się do tego posunęła.
Jedyne co mnie pociesza.. to fakt iż jak byli małżeństwem M słabo zarabiał i ona również ... ogólnie nie radzili sobie finansowo.
Ale to i tak powoduje że możemy się kiedyś z taką sytuacją zderzyć.. gdyby np. straciła pracę .. nie wiadomo. Nasze sady są dość mało przewidywalne w niektórych sytuacjach.

5 518

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Sluchajcie, a jak to jest z dziedziczeniem - zalozmy, ze mamy slub bez intercyzy i on umiera. Ma dwoje dzieci. To kto po nim dziedziczy i w jakim procencie? Orientujecie sie?

Wtedy dziedziczycie w trójkę .. czytałam kilka wersji.. że połowa jest zony / męża osoby zmarłej..a druga połowa na dzieci .. czyli Ty 1/2 a dzieci po 1/2  z pozostałej połowy..czyli 1/4 całości.
Ale tez czytałam, że wszyscy po 1/3 ... nie pamiętam szczegółów.

5 519

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

"art. 60 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego § 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego. § 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku. § 3. Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni. A więc jeśli oboje zostaniecie uznani winnymi rozpadu małżeństwa - alimenty, gdy jesteś w niedostatku i do 5 lat (co do zasady). Gdy tylko on (winny ) - gdy istotnie pogorszyła się Twoja sytuacja i dopóki nie wyjdziesz ponownie za mąż. ."

Czyli jeśli żadne z małżonków nie jest winne rozpadowi to do 5 lat. Jedak jeśli mąż był winien, to do usranej śmierci może mu to grozić. No to w Waszym przypadku, to faktycznie takie widmo może przerażać. Mnie przynajmniej to zmartwienie odejdzie za nie całe 3 lata.

5 520

Odp: Być drugą i macochą

Dzieki chceuciekac. Musze o tym poczytac.

5 521 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-14 12:20:00)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Sluchajcie, a jak to jest z dziedziczeniem - zalozmy, ze mamy slub bez intercyzy i on umiera. Ma dwoje dzieci. To kto po nim dziedziczy i w jakim procencie? Orientujecie sie?

Jeśli macie ślub i wspólnie zgromadzony majątek to w przypadku Jego śmierci Ty nadal jesteś właścicielką swojej połowy. Ponadto dziedziczysz po nim połowę Jego połowy (czyli łącznie 3/4 pozostaje Twoje). Pozostałą część [czyli połowę Jego połowy (1/4) ] dziedziczą Jego dzieci (jeśli jest ich dwójka to dziedziczą po równo czyli po 1/8 Waszego Wspólnego majątku.
Ostatecznie: Ty jesteś właścicielką 3/4 waszego majątku natomiast 1/4 jest w posiadaniu Jego dzieci ( w przypadku ich niepełnoletności - ich majątkiem będzie zarządzać opiekun prawny czyli najprawdopodobniej - była żona)

Jednak mowa tu tylko o dziedziczeniu majątku zgromadzonego wspólnie w trakcie trwania małżeństwa. Majątek, który posiadasz z przed zawarcia małżeństwa, pozostaje Twoim odrębnym majątkiem, który odziedziczą po Tobie tylko Twoje dzieci. Zastanawiam się jednak nad sytuacją, kiedy żona umiera pierwsza to mąż dziedziczy również jej majątek odrębny ( z przed ślubu)? Czy dziedziczą go tylko Jej dzieci? Bez prawniku tu chyba nie da rady.

5 522

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
metaksa napisał/a:

Sluchajcie, a jak to jest z dziedziczeniem - zalozmy, ze mamy slub bez intercyzy i on umiera. Ma dwoje dzieci. To kto po nim dziedziczy i w jakim procencie? Orientujecie sie?

Jeśli macie ślub i wspólnie zgromadzony majątek to w przypadku Jego śmierci Ty nadal jesteś właścicielką swojej połowy. Ponadto dziedziczysz po nim połowę Jego połowy (czyli łącznie 3/4 pozostaje Twoje). Pozostałą część [czyli połowę Jego połowy (1/4) ] dziedziczą Jego dzieci (jeśli jest ich dwójka to dziedziczą po równo czyli po 1/8 Waszego Wspólnego majątku.
Ostatecznie: Ty jesteś właścicielką 3/4 waszego majątku natomiast 1/4 jest w posiadaniu Jego dzieci ( w przypadku ich niepełnoletności - ich majątkiem będzie zarządzać opiekun prawny czyli najprawdopodobniej - była żona)

Ale taki podział jest pod warunkiem że to co macie jest wspólne .. wszystko to co zostało nabyte przed ślubem należy do jednego .. i pamiętajcie że to samo tyczy się darowizn - należą tylko do obdarowanego, nie zależnie od więzi małżeńskich.

5 523 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-04-14 12:54:48)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ale taki podział jest pod warunkiem że to co macie jest wspólne .. wszystko to co zostało nabyte przed ślubem należy do jednego .. i pamiętajcie że to samo tyczy się darowizn - należą tylko do obdarowanego, nie zależnie od więzi małżeńskich.

No właśnie. Ale czy mój majątek z przed ślubu również odziedziczy częściowo mąż, czy tylko i wyłącznie dzieci ( w tym przypadku moje)?

Właśnie doczytałam na jakimś forum prawnym, że majątek zgromadzony przed  ślubem małżonek również dziedziczy (1/2), pozostałe pół mojego majątku osobistego odziedziczyłyby dzieci w częściach równych. Czyli jeśli oboje zginiemy w nagłym wypadku samochodowym, to część mojego majątku osobistego (zgromadzonego przed ślubem odziedziczą również dzieci M z pierwszego małżeństwa????? Jako jego następni spadkobiercy. Szit.

Więc, co za tym idzie z małżeństwa nawet z intercyzą włśnie się chyba wyleczyłam. :-)

Chceuciekacstad - gdzie , jak i w jakiej formie należałoby załatwić jakieś oświadczenia/upoważnienia/pełnomocnictwa dotyczące partnera, a związane np z Jego zdrowiem. Wiem , że przy przyjęciu do szpitala (takim planowanym) to takie zaświadczenia i pełnomocnictwa dają do wypełnienia, można tam wskazać kto może a kto nie może mieć wglądu do dokumentacji. Jednak w chwili jakiegoś wypadku lub utraty świadomości chciałabym żeby M był powiadomiony o tym i żeby miał możliwość wglądu w moją dokumentację i mógł współdecydować np o moim leczeniu (kiedy ja nie będę mogła). Czy takie pełnomocnictwa należy podpisywać notarialnie?

5 524

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Ale taki podział jest pod warunkiem że to co macie jest wspólne .. wszystko to co zostało nabyte przed ślubem należy do jednego .. i pamiętajcie że to samo tyczy się darowizn - należą tylko do obdarowanego, nie zależnie od więzi małżeńskich.

No właśnie. Ale czy mój majątek z przed ślubu również odziedziczy częściowo mąż, czy tylko i wyłącznie dzieci ( w tym przypadku moje)?

Właśnie doczytałam na jakimś forum prawnym, że majątek zgromadzony przed  ślubem małżonek również dziedziczy (1/2), pozostałe pół mojego majątku osobistego odziedziczyłyby dzieci w częściach równych. Czyli jeśli oboje zginiemy w nagłym wypadku samochodowym, to część mojego majątku osobistego (zgromadzonego przed ślubem odziedziczą również dzieci M z pierwszego małżeństwa????? Jako jego następni spadkobiercy. Szit.

Więc, co za tym idzie z małżeństwa nawet z intercyzą włśnie się chyba wyleczyłam. :-)

Chceuciekacstad - gdzie , jak i w jakiej formie należałoby załatwić jakieś oświadczenia/upoważnienia/pełnomocnictwa dotyczące partnera, a związane np z Jego zdrowiem. Wiem , że przy przyjęciu do szpitala (takim planowanym) to takie zaświadczenia i pełnomocnictwa dają do wypełnienia, można tam wskazać kto może a kto nie może mieć wglądu do dokumentacji. Jednak w chwili jakiegoś wypadku lub utraty świadomości chciałabym żeby M był powiadomiony o tym i żeby miał możliwość wglądu w moją dokumentację i mógł współdecydować np o moim leczeniu (kiedy ja nie będę mogła). Czy takie pełnomocnictwa należy podpisywać notarialnie?

nie mam pojęcia .
możliwe że taki dokument należy mieć przy sobie , w sensie Ty że M upoważnił Ciebie , a M że Ty jego.
nigdy nie myślałam aż tak...ale masz rację , że w razie wypadku może być już za późno .. gdy np. M byłby nieprzytomny.

5 525

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Ale taki podział jest pod warunkiem że to co macie jest wspólne .. wszystko to co zostało nabyte przed ślubem należy do jednego .. i pamiętajcie że to samo tyczy się darowizn - należą tylko do obdarowanego, nie zależnie od więzi małżeńskich.

No właśnie. Ale czy mój majątek z przed ślubu również odziedziczy częściowo mąż, czy tylko i wyłącznie dzieci ( w tym przypadku moje)?

Właśnie doczytałam na jakimś forum prawnym, że majątek zgromadzony przed  ślubem małżonek również dziedziczy (1/2), pozostałe pół mojego majątku osobistego odziedziczyłyby dzieci w częściach równych. Czyli jeśli oboje zginiemy w nagłym wypadku samochodowym, to część mojego majątku osobistego (zgromadzonego przed ślubem odziedziczą również dzieci M z pierwszego małżeństwa????? Jako jego następni spadkobiercy. Szit.

Więc, co za tym idzie z małżeństwa nawet z intercyzą włśnie się chyba wyleczyłam. :-)

Chceuciekacstad - gdzie , jak i w jakiej formie należałoby załatwić jakieś oświadczenia/upoważnienia/pełnomocnictwa dotyczące partnera, a związane np z Jego zdrowiem. Wiem , że przy przyjęciu do szpitala (takim planowanym) to takie zaświadczenia i pełnomocnictwa dają do wypełnienia, można tam wskazać kto może a kto nie może mieć wglądu do dokumentacji. Jednak w chwili jakiegoś wypadku lub utraty świadomości chciałabym żeby M był powiadomiony o tym i żeby miał możliwość wglądu w moją dokumentację i mógł współdecydować np o moim leczeniu (kiedy ja nie będę mogła). Czy takie pełnomocnictwa należy podpisywać notarialnie?

można chyba jeszcze spisać testament i w nim wskazać co i komu... dla pewności u notariusza.
Wtedy raczej ten scenariusz się nie spełni.

Posty [ 5 461 do 5 525 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 83 84 85 86 87 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026