netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 287 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 79 80 81 82 83 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 201 do 5 265 z 8 269 ]

5 201

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

....
Już widzę jak w bieliźnie ganiasz bez skrępowania przy obcych dzieciach.
.

A może wlasnie tak trzeba?    tak aby jednemu, drugiemu, trzeciemu się zrobilo okropnie  niezręcznie ,ze wyczuliby w końcu gdzie zaczyna się i konczy prywata dorosłej kobiety, kiedy zostaje naruszona a u no Zazdrosnej wielokrotnie nie było i nie ma   mowy o prywtanosci, intymności dla niej samej w JEJ mieszkaniu
Kto wie ,czy ja np. na jej miejscu z premedytacja bym nie posunęła się do takiej prowokacji  negliż za negliżem jak leci big_smile

5 202 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-24 21:35:01)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

A na wspólne mieszkanie z jego dziećmi - ależ nie ma sprawy. Niech wynajmie 4 lub 5-pokojowe mieszkanie, zacznie pracować tak, aby wszystko dla chłopców przygotować i mieć dla ciebie i po kłopocie. Ty nie usługujesz, a jak ty pomagasz to on z nawiązką wynagradzać.....

Cenna uwaga, trafiłaś w samo sedno, dziękuję smile

mortisha napisał/a:

A może wlasnie tak trzeba?    tak aby jednemu, drugiemu, trzeciemu się zrobilo okropnie  niezręcznie ,ze wyczuliby w końcu gdzie zaczyna się i konczy prywata dorosłej kobiety, kiedy zostaje naruszona a u no Zazdrosnej wielokrotnie nie było i nie ma   mowy o prywtanosci, intymności dla niej samej w JEJ mieszkaniu
Kto wie ,czy ja np. na jej miejscu z premedytacja bym nie posunęła się do takiej prowokacji  negliż za negliżem jak leci big_smile

Powiem ci, że jak mnie krew zalewała, że młody o 22 jeszcze nie idzie spać to z premedytacją rozbierałam się do spania wiedząc, że pasierb może w każdej chwili wejść do pokoju i mnie zobaczyć, żeby dotarło do niego, że to już nie pora dla dzieci. Chodzenie w stringach i staniku opanowałam do prefekci, nawet przełamałam się uprawiać ćwiczenia gimnastyczne przy młodym, bo z jakiej paki mam przez niego tego nie robić. Jeśli chodzi o seks to nie powiem, że nie zachowywałam się ciszej, ale nie robiłam z tego problemu, nie moje małpy nie mój cyrk. Przełamanie i zmiana mojego zachowania, która kosztowała mnie trochę czasu pozwoliła mi przebywać w moim domu bez potrzeby uciekania z niego. Jestem sobą i nie podoba się to do mamuśki... Bardziej irytowała by mnie zmiana moich planów, bo pasierb przyjechał bez zapowiedzi, rozumiem w razie nagłej potrzeby trzeba mu pomóc, ale nie wyobrażam sobie stale takiej sytuacji. Mojego syna też uczę, że zawsze moje drzwi są dla niego otwarte, ale jeśli zadzwoni przed tym jak wsiądzie do autobusu to będę mogła się przygotować. On wie, że jeśli mnie uprzedzi to mam zawsze dla niego przygotowaną jakąś niespodziankę. Jeśli wiem, że może przyjechać, a z M chcieliśmy sobie urządzić kolacje we dwoje to też syna o tym powiadamiam. Może gdyby chodziło o dom rodzinny dziecka była bym bardziej przychylna jemu, ale jeśli nasi partnerzy mieszkają u nas to wg. mnie jest ok, że ich dzieci czuja się jak goście, bo zameldowane są gdzie indziej, a tutaj tylko przebywają dorywczo. Ja myślę Eileen, że w twoim przypadku ten rodzic, który wyprowadził się z domu, w którym ty się wychowałaś przez brak nowego partnera i chęć rekompensowania ci rozbitej rodziny zadbał o to, że ty w tym drugim domu czułaś się jak u siebie, a w ręcz jego panią i stąd twój problem. Ja zawsze podkreślałam młodszemu pasierbowi, że jego dom jest u matki, ze starszym było różnie, bo to był również jego mieszkanie.

5 203

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mortisha to nie chłopaki są niesamodzielne ale ich tatuś uzależniony od ich wiecznego towarzystwa. M stawia sprawę jasno, albo jego syn mieszka z nami u mnie, albo on kończy ze mną.

Trzeba było odpowiedzieć, że nie pierwszy raz już Cię tak straszy i że już Ci zbrzydły te szantaże.

zazdrosna13 napisał/a:

Nawet zaproponował mi jutro wyjazd nad wodę, pewnie bym mogła trochę odpocząć psychicznie od jego synka i wszystko miałoby wrócić do normy.

Zaproponował Ci znowu wyjazd , bo wie ,że tym Cię kupi. Do tej pory to działało i Ty się godziłaś na TAKIE łagodzenie konfliktów. A potem Ci jeszcze wygarnie, że przecież nie mógł dokończyc płytek, bo TOBIE się wyjazdów zachciało !

zazdrosna13 napisał/a:

Dla mnie układ jest prosty, spędzamy ze sobą co drugi weekend sami, głównie u mnie bo chata wolna, chyba że on wywiezie syna do dziadków, a pozostałe weekendy albo ze swoimi dziećmi albo wspólnie ze wszystkimi chłopakami, ale jemu się to nie podoba. Q... po moim trupie, widać że tylko niańką jego synka byłam.

Bo w tym związku nie TY jesteś od stawiania warunków tylko PAN. Będzie tak jak ON chce albo wogóle. Że też Ci przyszło do głowy stawiać jakiekolwiek warunki. No wiesz.......

:-)

5 204

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

A na wspólne mieszkanie z jego dziećmi - ależ nie ma sprawy. Niech wynajmie 4 lub 5-pokojowe mieszkanie, zacznie pracować tak, aby wszystko dla chłopców przygotować i mieć dla ciebie i po kłopocie. Ty nie usługujesz, a jak ty pomagasz to on z nawiązką wynagradzać.....

Popieram. Z tego co pamiętam to pisałaś, że dotychczasowy dom zostawił Byłej żonie (bo niby dla dzieci, bo niby TE dzieci miały z NIĄ mieszkać) . Ale sytuacja się zmieniła. Jeden syn mieszka z Nim i OJCIEC powinien teraz zadbać, żeby młody miał nie gorsze warunki niż u mamusi. Wcześniej potrafił być taki hojny a teraz gdzie JEGO męska duma, żeby kobiecie się do mieszkania ładować ? Niech zadba o synka, Ciebie i siebie i stworzy Wam warunki, żeby nie trzeba było wciąż potykać się o polówkę rozłożona w dziennym pokoju.

5 205 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-25 09:51:15)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

A na wspólne mieszkanie z jego dziećmi - ależ nie ma sprawy. Niech wynajmie 4 lub 5-pokojowe mieszkanie, zacznie pracować tak, aby wszystko dla chłopców przygotować i mieć dla ciebie i po kłopocie. Ty nie usługujesz, a jak ty pomagasz to on z nawiązką wynagradzać.....

Popieram. Z tego co pamiętam to pisałaś, że dotychczasowy dom zostawił Byłej żonie (bo niby dla dzieci, bo niby TE dzieci miały z NIĄ mieszkać) . Ale sytuacja się zmieniła. Jeden syn mieszka z Nim i OJCIEC powinien teraz zadbać, żeby młody miał nie gorsze warunki niż u mamusi. Wcześniej potrafił być taki hojny a teraz gdzie JEGO męska duma, żeby kobiecie się do mieszkania ładować ? Niech zadba o synka, Ciebie i siebie i stworzy Wam warunki, żeby nie trzeba było wciąż potykać się o polówkę rozłożona w dziennym pokoju.

zauważyłyście pewna prawidłowosc? niemalze wszystkie tu opisywane exowe to bezambitne babska uczepione faceta jak małpy liany,po urodzeniu pierwszego dziecka najczesciej niepracujace,zyjace na dozgonnym wychowawczym ,ewentualnie nie umiejace ,a raczej nie chcace utrzymac pracy lewuski,przyzwyczajone ze ktos na śmierdzącego lenia zarabia,ktos sie troszczy,ona tylko umie łapska wyciagac,zaciagac kredyty ,do rozwodow najczesciej dochodzi bo taką dupsko zaswędzialo z nudów ,szuka taka na internecie wrazen,potem puszcza sie z kim popadnie i tlumaczy ze zaniedbana krowa była, po rozwodzie uwaza ze z racji splodzenia ,najczesciej  niewychowywanych, leniwych  nieuków bezambitnych jak matka , ze wszystko sie jej nalezy,najlepiej jak byly splaca jej kredyty,zostawia wszystko i jeszcze ciagnie za soba jej potomstwo,
Były nauczony gównianym zyciem i gownianym wyborem,ciagnie za soba owoce tych wyborow ,zwala na glowe NOWEJ  ,najczesciej samowystarcalnej,zaradnej,z mieszkaniem,domem,dobra praca,zadbanej swoj przychowek i oczekuje ze do wszystkich swoich obowiakow NOWA DOLOZY JEGO OBOWIAZKI ,jak sie nowa wylamuje i klapki jej spadaja jest szok kosmiczny

5 206 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-25 10:09:19)

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU

Nie wiem czy we wszystkich przypadkach, ale w moim wypadku tak właśnie było/jest:
exowa to bezambitne babsko,
uczepione faceta jak małpy liany
niepracujace,
żyjace na dozgonnym wychowawczym ,
nie umiejace ,a raczej nie chcace utrzymac pracy lewuski,
przyzwyczajone ze ktos na śmierdzącego lenia zarabia,
ona tylko umie łapska wyciagac, zaciagac kredyty
dupsko zaswędzialo z nudów  puszcza sie z kim popadnie
tlumaczy ze zaniedbana krowa była,
uwaza ze z racji splodzenia leniwych  nieuków bezambitnych jak matka , ze wszystko sie jej nalezy,
najlepiej jak byly splaca jej kredyty,zostawia wszystko i jeszcze ciagnie za soba jej potomstwo, 

Bardzo trafnie to podsumowałaś :-))))

Ach i proszę nie odbierać tego jako nieuzasadnionego żalu, bądź nienawiści do Exowej. Bo to nie są moje przemyślenia, ani moje wnioski. TO SĄ FAKTY .

5 207

Odp: Być drugą i macochą

z wlasnego niestety ,,podwórka,, te przemyslenia,ale i rowniez z zycia co namniej 4 kolezanek w zwizkach z facetami po przejsciach plus jeszcze tu na forum sie potwierdza,wiec cos w tym jest ,pasozyty jak swiat swiatem mialy lepiej w zyciu ,tylko czemu ktos ma za to pozniej cierpiec,ja zdobylam sie na odwage by powiedziec ,NIE ,by sie zbuntowac,sklamalabym ze bylo lekko,nie chcialam obcowac z kopia exowej,z jej porazka wychowawcza raczej i dzisiaj uwazam ze to byla jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu,coz ze okupiona fochami i potrzebowala czasu by maz zrozumial ,ale warto bylo,odizolowala mnie i moje dzieci od przeszlosci i tego szlamu ............wr jak sobie przypomna to sie wzdrygam

5 208 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-25 10:17:12)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

ja zdobylam sie na odwage by powiedziec ,NIE ,by sie zbuntowac,sklamalabym ze bylo lekko,nie chcialam obcowac z kopia exowej,z jej porazka wychowawcza raczej i dzisiaj uwazam ze to byla jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu,coz ze okupiona fochami i potrzebowala czasu by maz zrozumial ,ale warto bylo,odizolowala mnie i moje dzieci od przeszlosci i tego szlamu ............wr jak sobie przypomna to sie wzdrygam

Fajnie wiedzieć , że nie tylko JA jestem taką "zołzą" :-))))

5 209 Ostatnio edytowany przez optimist (2015-03-25 11:07:36)

Odp: Być drugą i macochą

Kochane napiszcie co o tym sądzicie.
Jestem z facetem 1,5 roku. Ma dziecko z EX ,z którą był 10 lat. Zdradziła go z innym związała się z tamtym, jakiś czas temu się rozstali, teraz ona gra biedną, pokrzywdzoną, cała winę za rozstanie zwala na mojego obecnego. Mój facet powiedział, ze kiedyś tamten facet oberwie, za rozwalenie rodziny. Nie rozumiem tego, jest ze mną, zamiast dziękować za to, że dzięki niemu poznał mnie, ma bardzo negatywne emocje w stosunku do tamtego. Boli mnie to niesamowicie. Jak mam rozumieć jego zachowanie ?

5 210 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-25 12:34:43)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

zauważyłyście pewna prawidłowosc? niemalze wszystkie tu opisywane exowe to bezambitne babska uczepione faceta jak małpy liany,po urodzeniu pierwszego dziecka najczesciej niepracujace,zyjace na dozgonnym wychowawczym ,ewentualnie nie umiejace ,a raczej nie chcace utrzymac pracy lewuski,przyzwyczajone ze ktos na śmierdzącego lenia zarabia,ktos sie troszczy,ona tylko umie łapska wyciagac,zaciagac kredyty ,do rozwodow najczesciej dochodzi bo taką dupsko zaswędzialo z nudów ,szuka taka na internecie wrazen,potem puszcza sie z kim popadnie i tlumaczy ze zaniedbana krowa była, po rozwodzie uwaza ze z racji splodzenia ,najczesciej  niewychowywanych, leniwych  nieuków bezambitnych jak matka , ze wszystko sie jej nalezy,najlepiej jak byly splaca jej kredyty,zostawia wszystko i jeszcze ciagnie za soba jej potomstwo,
Były nauczony gównianym zyciem i gownianym wyborem,ciagnie za soba owoce tych wyborow ,zwala na glowe NOWEJ  ,najczesciej samowystarcalnej,zaradnej,z mieszkaniem,domem,dobra praca,zadbanej swoj przychowek i oczekuje ze do wszystkich swoich obowiakow NOWA DOLOZY JEGO OBOWIAZKI ,jak sie nowa wylamuje i klapki jej spadaja jest szok kosmiczny

No ja właśnie w tej kwestii chciałam podzielić się z wami jednym faktem. Pamiętam jak Ewarg usprawiedliwiała te nasze ex facetów, że są nie dojrzałe i się nie zmienią nawet pod wpływem naszych facetów, że nie ma co od nich wymagać czegokolwiek. Jak młodszy pasierb był u nas w ostatni weekend powiedział M odnośnie remontu, że jego mama też ostatnio malowała przedpokój i to pistoletem. M mało co z drabiny nie spadł, takie było jego zaskoczenie. Chłop w wiecznej delegacji, bo kierowca to się musiała wziąć do roboty. Te baby miały wygodnie, umiały się urządzić, faceci obchodzili się z nimi jak z jajkiem, a one umiały to wykorzystać. Nasuwa mi się jedno, też musimy być egoistkami, by oni nas szanowali. Wiem również, że dla M ma duże znaczenie, że nie ma ze mną dziecka, bo dla nich gotowy jest wszystko poświęcić.
M zaczyna mówić ludzkim głosem - pyta się mnie jak ja to widzę? Ja na to, że wałkujemy to od kilku dni i nie będę się powtarzać. Wczoraj wieczorem miałam niezapowiedzianą wizytę mojego ojca, M sporo się zebrało za opieszałość w remoncie i już praktycznie skończył podłogę, jutro mają już być szafki smile
Optimist, jak poznałam M, to etap bicia ze swoim następcą miał już za sobą i zawsze z dumą powtarzał, że zemną jest mu lepiej. Możliwe, że boli go krzywda dzieci lub z nimi rozłąka. Po prostu zapytaj. Wydaje mi się, że można kochać kogoś nowego, ale nadal tęsknić za starym 'układem' rodziny, własne dzieci przy sobie, wsparcie w ich wychowywaniu przez małżonka. Trzeba zostawić przeszłość i nauczyć się wypracować nowe relacje. Półtora roku od rozwodu to dużo i facet powinien dostrzec też pozytywy. U facetów też jest coś takiego, że chcą tego co jest nieosiągalne. Sama nie wiem, to moje spekulacje.

5 211

Odp: Być drugą i macochą
optimist napisał/a:

Mój facet powiedział, ze kiedyś tamten facet oberwie, za rozwalenie rodziny. Nie rozumiem tego, jest ze mną, zamiast dziękować za to, że dzięki niemu poznał mnie, ma bardzo negatywne emocje w stosunku do tamtego. Boli mnie to niesamowicie. Jak mam rozumieć jego zachowanie ?

Trudno powiedzieć co tak naprawdę myśli Twój facet. Może minęło zbyt mało czasu od rozstania (rozwalenia się rodziny) i facet ma wciąż żal, że mu jakiś kolo wywrócił życie do góry nogami?
Mój M z kolei wielokrotnie mówił, że powinien swoją Ex obdarować przepięknym bukietem kwiatów z podziękowaniem za jej głupotę. Gdyby nie odeszła , my byśmy się nigdy nie spotkali :-)  A ja w całkiem serio mówię, że na taki piękny bukiet to i ja się dorzucę.

5 212

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

M zaczyna mówić ludzkim głosem - pyta się mnie jak ja to widzę, ja na to, że wałkujemy to od kilku dni i nie będę się powtarzać. Wczoraj wieczorem miałam niezapowiedzianą wizytę mojego ojca, M sporo się zebrało za opieszałość w remoncie i już praktycznie skończył podłogę, jutro mają już być szafki smile

I dobrze! Niech Mu będzie wstyd, że się tak z tym babrze.

Co do Exowej i Jej nagłej zaradności: Exowa M , dotychczas lewuska. Odkąd M odciął się zupełnie i nie daje Jej już szans na wyłudzanie i manipulacje - okazało się, że świetnie sobie radzi. Nie wydzwania bidulka , że nie zdąży dzieci za szkoły odebrać, nie wydzwania, żeby zrobił zakupy, bo Jej bez samochodu ciężko ale........ może to wcale nie ze względu na odcięcie się M, tylko ze względu na to, że znalazła kolejnego kolesia , którego teraz doi i manipuluje :-)

Nie to żeby mnie to specjalnie interesowało. Niech sobie doi kogo chce, byleby nas zostawiła w spokoju :-)

5 213

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, ale hm... u mnie to nie było tak, że ja się zjawiam, baczność i wszyscy się dostosowują. I absolutnie nie uważam, że tak powinno być. Pisałam już, że raczej zawsze dzwoniłam, chodziło o to, że jakbym nie zadzwoniła i wpadła, to ojciec i tak by się cieszył. Ale nie było dla mnie problemem, jeśli zadzwoniłam, że chcę wpaść, a on akurat siedział z kolegami. Tak samo, jakbym przyszła i by siedział, to bym się zmyła po 20 minutach może (nie od razu tylko dlatego, że część jego kolegów dobrze znam, bo pracowałam z nimi i to też trochę "moi" koledzy xD) - ale i tak 20 min, trochę z grzeczności i cześć. Tak samo z tym basenem - mieliście jechać, ja chora, to jedźcie, nie chciałabym, żeby ktoś zostawał i mnie zabawiał. Jak są inne plany i przyszłam nie w porę, to cóż, zdarza się, mogę się dostosować i nie ma problemu. Naprawdę nie żądałabym stawiania wszystkiego na głowie, bo się zjawiłam. Raczej o brak afery, że śmiałam odwiedzić ojca bez zapowiedzi. tongue I żeby to, dlaczego mam nie przyjść czy spadać, było takim trochę hmm... ważniejszym powodem, niż to, że ktoś szyje na maszynie. big_smile


Generalnie z tym, że ojcowie obarczają z automatu Was odwiedzinami dzieci, to hm... słabo. Ja bym olewała. I w sumie sama - jako to dziecko - też bym wolała być olewana. Mam mamusię w domu, tu wpadam do tatusia, a reszta lokatorów niech da mi spokój (w sensie - nie czuje się zobowiązana do niczego). Zobowiązany jest tatuś. Tatuś ma zadbać o to, żebym dostała obiad, jak nie umie zrobić, to niech odda własny, a nie cudzy. big_smile

Jak mi tak wszystkie tłumaczycie, to coraz bardziej dochodzę do wniosku, że problem nie w tym, że dzieci wpadają do domu, tylko że tatusiowie trochę od d... strony do tych odwiedzin podchodzą.

Zazdrosna13, nie czułam się panią u ojca, ale w pewnym sensie mogłam się zachowywać jak u siebie. Tzn. nie zmieniałam mu wg własnego gustu koloru ścian czy coś, ale jak już byłam, to zachowywałam się jak w domu - w sensie, nie wiem, sama sobie nalałam soku czy robiłam kanapkę, nie wymagałam obsługiwania mnie jak gościa.

5 214 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-25 13:51:15)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

w sensie, nie wiem, sama sobie nalałam soku czy robiłam kanapkę, nie wymagałam obsługiwania mnie jak gościa.

Czy ty myślisz sobie, że ja lub M obsługuje swoje dzieci w tej kwestii ? Fakt uważam, że sami nie powinny brać niczego z lodówki bez pytania.

5 215 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-25 13:35:12)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Kjim, ale hm... u mnie to nie było tak, że ja się zjawiam, baczność i wszyscy się dostosowują. I absolutnie nie uważam, że tak powinno być. Pisałam już, że raczej zawsze dzwoniłam, chodziło o to, że jakbym nie zadzwoniła i wpadła, to ojciec i tak by się cieszył. Ale nie było dla mnie problemem, jeśli zadzwoniłam, że chcę wpaść, a on akurat siedział z kolegami. Tak samo, jakbym przyszła i by siedział, to bym się zmyła po 20 minutach może (nie od razu tylko dlatego, że część jego kolegów dobrze znam, bo pracowałam z nimi i to też trochę "moi" koledzy xD) - ale i tak 20 min, trochę z grzeczności i cześć. Tak samo z tym basenem - mieliście jechać, ja chora, to jedźcie, nie chciałabym, żeby ktoś zostawał i mnie zabawiał. Jak są inne plany i przyszłam nie w porę, to cóż, zdarza się, mogę się dostosować i nie ma problemu. Naprawdę nie żądałabym stawiania wszystkiego na głowie, bo się zjawiłam. Raczej o brak afery, że śmiałam odwiedzić ojca bez zapowiedzi. tongue I żeby to, dlaczego mam nie przyjść czy spadać, było takim trochę hmm... ważniejszym powodem, niż to, że ktoś szyje na maszynie. big_smile

Eileen ale Ty piszesz o tym wszystkim z pozycji dorosłego, dojrzałego i DOBRZE WYCHOWANEGO dziecka. A my tu mamy do czynienia z małymi dziećmi, w większej mierze potrzebujących opieki i jak to piszesz "zabawiania". Mamy do czynienia z CELOWYM działaniem Matki tychże dzieci zmierzającym do zburzenia dobrych relacji i robienia wszystkiego na złość!!!! Zwalania do mojego domu chorych na zakaźną chorobę dzieci , wiedząc , że w tym domu są MOJE dzieci, które mogą się paskudztwem zarazić. ROZUMIESZ RÓŻNICĘ???
 
I wciąż ci będę pisać, ze owszem u swoich rodziców czuję się jak "u siebie" i nawet nie zapowiedziana byłabym tam mile widziana, ALE uważam, że w dobrym tonie jest się zapowiedzieć wcześniej, żeby Im nie popsuć jakiś planów i nie czuli się skrępowani moją niezapowiedzianą wizytą. I nie chodzi tu o to, że muszę się zapowiedzieć, tylko o to, że szanuję Ich czas i wieczorny odpoczynek i wolę zadzwonić wcześniej, wybadać grunt czy nie będę Im psuć planow jak wpadnę na herbatę wieczorem. I zaznaczam moim rodzice są małżeństwem od prawie 20 lat. nie są w związkach z "nowymi" partnerami. Mimo wszystko czuję się zobowiązana do szanowania Ich prywatności. Tym bardziej gdyby byli w nowych związkach z nowymi partnerami , w tedy to juz wogole sobie nie wyobrażam żeby mogła wpadać z nienacka i stawiać mamę lub ojca w niezręcznej sytuacji, w której musiałby wybierać : zrezygnować z swoich planów z kobietą czy poprosić mnie żebym przyszła kiedy indziej.

Natomiast temat przerzucania przez ojców odpowiedzialności za dzieci na nas- macochy powinnaś pozostawić bez komentarza, bo Twój ojciec nigdy w związku z INNĄ kobietą nie był, więc nie wiesz czy nie próbowałby tego robić, gdyby w takim związku był.

5 216 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-25 13:36:15)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

I dobrze! Niech Mu będzie wstyd, że się tak z tym babrze.

Sam odpowiedział mojemu ojcu szczerze, że im dłużej będzie to robił to później go wywalę.

A miedzy wierszami: jeszcze chociaż przez trochę popilnuje mi dzieciaka.......

Nawet nie próbuje tego ukrywać. Sorry Zazdrosna, ale ja  na Twoim miejscu juz dawno bym Go wywaliła.

5 217

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

A miedzy wierszami: jeszcze chociaż przez trochę popilnuje mi dzieciaka.......

Powiem Ci, że ja wracam do domu dopiero w tedy gdy ma być M, coś tak mi się wydaje, że gdyby mnie nie było to i on nic by nie zrobił. W domu to ostatnio nawet chleba nie ma, M bez protestu młodego wysyłał rano przed szkołą do sklepu i jeszcze się na nim wyżywał, że mu wcześniej nie zgłosił że nie ma nic do jedzenia.

5 218

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, pisałam z perspektywy dziecka 13+, nie dorosłego. Teraz nie wpadam do ojca w ogóle, tylko dzwonię i idziemy na drinka na przykład. big_smile Nie wiem, czy by nie zwalał opieki nade mną, natomiast wiem, że nie pozwoliłby nikomu ograniczyć w jakikolwiek sposób kontaktu ze mną, bo wiem, jak walczył, żebym przychodziła częściej czy coś.

5 219 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-25 14:13:55)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Kjim, pisałam z perspektywy dziecka 13+, nie dorosłego. Teraz nie wpadam do ojca w ogóle, tylko dzwonię i idziemy na drinka na przykład. big_smile Nie wiem, czy by nie zwalał opieki nade mną, natomiast wiem, że nie pozwoliłby nikomu ograniczyć w jakikolwiek sposób kontaktu ze mną, bo wiem, jak walczył, żebym przychodziła częściej czy coś.

Bo całą miłość, przelał na ciebie zamiast podzielić ją również z partnerką, co ma wpływ na twoje spaczone postrzeganie. Sama wypowiadałaś się o sobie w nie najlepszym świetle. Z drugiej strony to jak się gdzieś czujemy zależy wyłącznie od nas, jeśli zechcemy zachowywać się u obcych ludzi jak u siebie i nikomu to nie przeszkadza to wszystko jest przecież w porządku, nie rozumiem po co te spekulacje?

5 220

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Kjim, pisałam z perspektywy dziecka 13+, nie dorosłego. Teraz nie wpadam do ojca w ogóle, tylko dzwonię i idziemy na drinka na przykład. big_smile Nie wiem, czy by nie zwalał opieki nade mną, natomiast wiem, że nie pozwoliłby nikomu ograniczyć w jakikolwiek sposób kontaktu ze mną, bo wiem, jak walczył, żebym przychodziła częściej czy coś.

Nie chcę broń Boże wpędzać Cię w jakiekolwiek poczucie winy, ale być może właśnie ze względu na CIEBIE i TWOJE dobro Ojciec nigdy się już  z żadną kobietą nie związał.

5 221

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

A miedzy wierszami: jeszcze chociaż przez trochę popilnuje mi dzieciaka.......

Powiem Ci, że ja wracam do domu dopiero w tedy gdy ma być M, coś tak mi się wydaje, że gdyby mnie nie było to i on nic by nie zrobił. W domu to ostatnio nawet chleba nie ma, M bez protestu młodego wysyłał rano przed szkołą do sklepu i jeszcze się na nim wyżywał, że mu wcześniej nie zgłosił że nie ma nic do jedzenia.

I masz kolejny przykład, że jesteś Mu/Im potrzebna do tego, żeby było Im wygodnie. Jak Ciebie zabraknie Zazdrosna, to Jeden i drugi będzie miał przesrane.

5 222

Odp: Być drugą i macochą

Gdyby  wszyscy dorośli wychowywali swoje dzieci czy to w  rozwiedzionych rodzinach czy tez nie .. nie było by takich sytuacji.
Bo jeśli komuś się wydaje , że mówienie dziecku że niczego nie musi w domu ojca /macochy, nie musi się jej słuchać.. nie musi po sobie sprzątać i ogólnie może a nawet powinno tylko wymagać... to się go uczy "szacunku do starszych ", podejścia do życia że wszystko "się należy i nic nie muszę "... a później samemu się te plony zbiera .

U mnie znów .. foch M? ... on nie ma już kasy od tygodnia ... dosłownie ... chyba pisałam że "hucznie " obchodził dzień kobiet z synem ..haha ..znaczy ja dostałam śniadanie do łóżka ..a syn prezent smile
I wczoraj mu ciśnienie skoczyło na widok mojej drugiej nowej pary butów w ostatnim tygodniu ....
No bo jak to ??? on nie ma kasy  ..a ja sobie po sklepach latam ???
No i się nawet do syna mojego przyczepił .. dlaczego nie zgasił światła w swoim pokoju jak wyszedł do łazienki ???
No bo M płaci za prąd a my korzystamy..hehe .Płaci 1/3 ..
Powiedziałam mu że jak tak szuka swoich pieniędzy..to niech pogasi komputer, monitor i inne w pokoju syna... "To tylko diody .. nie czynią kosztów "..

Jakby nie syn  ..to bym lodówkę też pustą zostawiła..

równia pochyła .. autostrada do końca coraz szersza.

5 223

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Kjim, pisałam z perspektywy dziecka 13+, nie dorosłego. Teraz nie wpadam do ojca w ogóle, tylko dzwonię i idziemy na drinka na przykład. big_smile Nie wiem, czy by nie zwalał opieki nade mną, natomiast wiem, że nie pozwoliłby nikomu ograniczyć w jakikolwiek sposób kontaktu ze mną, bo wiem, jak walczył, żebym przychodziła częściej czy coś.

Bo całą miłość, przelał na ciebie zamiast podzielić ją również z partnerką, co ma wpływ na twoje spaczone postrzeganie. Sama wypowiadałaś się o sobie w nie najlepszym świetle. Z drugiej strony to jak się gdzieś czujemy zależy wyłącznie od nas, jeśli zechcemy zachowywać się u obcych ludzi jak u siebie i nikomu to nie przeszkadza to wszystko jest przecież w porządku, nie rozumiem po co te spekulacje?

Oczywiście, że w nie najlepszym, bo jestem rozpieszczona i wiem o tym, ale nie przez rodziców, absolutnie nie. tongue Spaczone postrzeganie? Że uważam, że dziecko ma prawo do nieograniczanego kontaktu z ojcem? Oczywiście, jak pisałam, nie mówię o rozwalaniu większych planów dla mnie, nie, tylko o codziennych sprawach. "Nie możemy się spotkać, bo wyjeżdżam z X" jest okej. "Nie możemy się spotkać, bo X chce być sama" - nie okej. Bo może mnie sam z siebie zabrać gdzieś czy cokolwiek zrobić w takiej sytuacji i nie pozwolić, żeby ktoś ograniczał kontakt bez wyraźnego powodu. Oczywiście to pod warunkiem, że dom jest jej. Jak jest jego to w ogóle dziękuję za takiego ojca. Zwłaszcza, że nasze kontakty nie były regulowane sądownie, tylko następowały wtedy, kiedy mieliśmy na to ochotę - więc za każdym razem miałabym uzyskiwać zgodę? I co, nagle mamy się spotkać, raz na dłuższy czas (bo od 15 roku życia nie mieszkałam z żadnym z rodziców), ale nie, bo jego partnerka chce być sama? No sorry, ma większość czasu na bycie samą, beze mnie. I akurat to mi się nie zmieniłoby dotąd. Mieszkam daleko, jak przyjeżdżam, o ile ojciec nie ma większych planów, to tak, życzę sobie, żeby się ze mną spotkał. A jeśli bym usłyszała, że "nie, bo pani X nie pasuje", to chyba mi by przestało pasować kiedykolwiek. I to nie chodzi nawet o relację rodzic - dziecko już. Tylko, no nie wiem, przyjedzie moja przyjaciółka z Anglii, którą widzę rzadko, to chociaż nie wiadomo co bym miała zaplanowane, to rzuciłabym wszystko. Nawet, gdyby się nie zapowiedziała i postanowiła mi zrobić niespodziankę.

  Więc to nie chodzi tylko o wiek, odległość, częstotliwość jako taką. Partnerka mieszkałaby z ojcem, miałaby go codziennie. Więc uważam, że chociażby ze względu na to mogłaby nie ograniczać tego kontaktu pierdołami, skoro kontakt dziecka niemieszkającego z ojcem będzie siłą rzeczy rzadszy.

kjim napisał/a:

Nie chcę broń Boże wpędzać Cię w jakiekolwiek poczucie winy, ale być może właśnie ze względu na CIEBIE i TWOJE dobro Ojciec nigdy się już  z żadną kobietą nie związał.

Wątpię. Ja się wbrew pozorom z ojcem widywałam rzadko. Chyba dla wielu z Was - mimo wszystko - byłabym idealną córeczką z 1. związku, mimo że rozkapryszoną i zapatrzoną w siebie. big_smile Ojca w domu widywałam może 2-3 razy w roku, często rzadziej, wolałam wpadać do pracy albo żeby mnie zabierał gdzieś (ciacho/lody/obiad/później piwo/drink). Więc duże prawdopodobieństwo, że nawet by ta partnerka mnie nie poznała do ślubu. big_smile big_smile big_smile I ojciec też sobie z tego sprawę zdawał, sam chciałby się ze mną spotykać, ale ja nie jestem specjalnie tęskniąca/rodzinna, nie potrzebowałam tego kontaktu jakoś dużo. Nie był tym zachwycony, nawet się wydawał trochę obrażony, że rozwód kompletnie olałam, więc raczej wie i wiedział, że zielone światło dla wszystkich pań u jego boku. tongue

5 224 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-25 15:08:43)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Spaczone postrzeganie? Że uważam, że dziecko ma prawo do nieograniczanego kontaktu z ojcem? Oczywiście, jak pisałam, nie mówię o rozwalaniu większych planów dla mnie, nie, tylko o codziennych sprawach. "Nie możemy się spotkać, bo wyjeżdżam z X" jest okej. "Nie możemy się spotkać, bo X chce być sama" - nie okej. Bo może mnie sam z siebie zabrać gdzieś czy cokolwiek zrobić w takiej sytuacji i nie pozwolić, żeby ktoś ograniczał kontakt bez wyraźnego powodu. Oczywiście to pod warunkiem, że dom jest jej. Jak jest jego to w ogóle dziękuję za takiego ojca.

A może tatuś miałby ochotę od ciebie odpocząć i pobyć ze swoją partnerką? Mówiłaś, że twoje posty dotyczą mnie zatem u nas pasierb przebywa regularnie co drugi weekend, a jego brat mieszka z nami stale. Czasem nawet najlepszy rodzic ma ochotę odpocząć od własnych dzieci. Przypominam, że moja sprawa dotyczyła remontu, robimy go z M pierwszy raz, a mieszkamy razem 3 lata.

Eileen napisał/a:

ale nie, bo jego partnerka chce być sama? No sorry, ma większość czasu na bycie samą, beze mnie. I akurat to mi się nie zmieniłoby dotąd. Mieszkam daleko, jak przyjeżdżam, o ile ojciec nie ma większych planów, to tak, życzę sobie, żeby się ze mną spotkał.

Gdybyś przyjeżdżała tak rzadko, partnerka pewnie też nie miałaby sprzeciwu. Jednak przede wszystkim liczy się komfort lokatorów, jeśli partnerka nie ma ochoty przebywać z rozkapryszoną pannicą to spotykacie się w kawiarni i po kłopocie.

Eileen napisał/a:

Partnerka mieszkałaby z ojcem, miałaby go codziennie. Więc uważam, że chociażby ze względu na to mogłaby nie ograniczać tego kontaktu pierdołami, skoro kontakt dziecka niemieszkającego z ojcem będzie siłą rzeczy rzadszy.

Tak, mam M codziennie od poniedziałku do soboty od godz 22 do 5 rano, jestem szczęściarą smile Każda niedziela może być twoja!

5 225

Odp: Być drugą i macochą

Nie że dotyczą Ciebie, teraz pisałam ogólnie. Tamto było o konkretnym poście, już nie pamiętam jakim. big_smile

Jakby tatuś chciał odpocząć, to niech tatuś "ma jaja" i mi o tym powie. Przecież na razie z większości postów tutaj wynika, że to Wam te dzieci przeszkadzają, nie tatusiom. A jak przeszkadzają tatusiom, to niech tatusie coś z tym zrobią, chyba nie narzekacie na ich dzieci dla ich dobra? tongue

Komfort lokatorów? Owszem. Mój ojciec też byłby lokatorem i też mógłby się w domu spotykać ze mną, nawet gdyby partnerka mnie nienawidziła. tongue Wiesz, ja nie odbieram tych postów jakoś tak personalnie, bo ja właśnie mało czasu chciałam spędzać z ojcem, ale stawiam się w sytuacji "co by było, gdybym chciała". I jednak uważam, że kontakt z dzieckiem jest ważniejszy niż "widzimisię" partnerki. Ojciec nie może sobie ot tak rozpocząć nowego życia całkowicie, dziecko będzie miał dalej. I jakbym się miała rozstać z facetem, to wolałabym z takim, dla którego nasze dziecko będzie ważniejsze niż nowa kobieta. Nie chodzi mi o zazdrość, tylko że to musi być przykre - że tatuś się nie spotka, bo nowa pani jest ważniejsza od dziecka, a dziecka widzieć nie chce. I myślę, że w gruncie rzeczy, mimo że Was to denerwuje, to jednak dobrze o ojcach świadczy, że dzieci mają w nich oparcie. Mimo że nieraz rozpieprza Wam to "życie". Partnerka może być ważniejsza/równa, ale jak dzieciak już dorośnie. Teraz chyba nie miałabym pretensji, gdybym usłyszała "nie, bo cośtam". Jako dziecko - ojciec, czy ma partnerkę, czy nie, jest moim ojcem. I należy mi się pełen dostęp do niego, poczucie bezpieczeństwa z jego strony i właśnie to poczucie, że jestem najważniejsza.

5 226 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-25 15:29:25)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

To było na temat, bo dotyczyło akurat posta Zazdrosnej. wink

???

Eileen napisał/a:

Jakby tatuś chciał odpocząć, to niech tatuś "ma jaja" i mi o tym powie.

Też bym sobie tego życzyła, żeby tatuś nie zwalał na macochę swoich obowiązków, bo tak ma zapisane w wyroku, a pani ex się s.. bo ma inne plany na weekend.

5 227

Odp: Być drugą i macochą

No tak, mowa o poście, a propos którego Ewarg napisała, że nie jest na temat. A to było w odpowiedzi na Twój post (chodzi o ten fragment: Ale moje spojrzenie dotyczyło relacji rodzic - dziecko, nie macocha - pasierb itd. Wcale nie uważam, że powinnaś cokolwiek poświęcać na rzecz pałętających się latorośli partnera. Nie daj się).

5 228

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Nie że dotyczą Ciebie, teraz pisałam ogólnie. Tamto było o konkretnym poście, już nie pamiętam jakim. big_smile

Jakby tatuś chciał odpocząć, to niech tatuś "ma jaja" i mi o tym powie. Przecież na razie z większości postów tutaj wynika, że to Wam te dzieci przeszkadzają, nie tatusiom. A jak przeszkadzają tatusiom, to niech tatusie coś z tym zrobią, chyba nie narzekacie na ich dzieci dla ich dobra? tongue

Komfort lokatorów? Owszem. Mój ojciec też byłby lokatorem i też mógłby się w domu spotykać ze mną, nawet gdyby partnerka mnie nienawidziła. tongue Wiesz, ja nie odbieram tych postów jakoś tak personalnie, bo ja właśnie mało czasu chciałam spędzać z ojcem, ale stawiam się w sytuacji "co by było, gdybym chciała". I jednak uważam, że kontakt z dzieckiem jest ważniejszy niż "widzimisię" partnerki. Ojciec nie może sobie ot tak rozpocząć nowego życia całkowicie, dziecko będzie miał dalej. I jakbym się miała rozstać z facetem, to wolałabym z takim, dla którego nasze dziecko będzie ważniejsze niż nowa kobieta. Nie chodzi mi o zazdrość, tylko że to musi być przykre - że tatuś się nie spotka, bo nowa pani jest ważniejsza od dziecka, a dziecka widzieć nie chce. I myślę, że w gruncie rzeczy, mimo że Was to denerwuje, to jednak dobrze o ojcach świadczy, że dzieci mają w nich oparcie. Mimo że nieraz rozpieprza Wam to "życie". Partnerka może być ważniejsza/równa, ale jak dzieciak już dorośnie. Teraz chyba nie miałabym pretensji, gdybym usłyszała "nie, bo cośtam". Jako dziecko - ojciec, czy ma partnerkę, czy nie, jest moim ojcem. I należy mi się pełen dostęp do niego, poczucie bezpieczeństwa z jego strony i właśnie to poczucie, że jestem najważniejsza.

Eileen...no ok. Ale sama piszesz że tatuś był nawet obrażony bo Ty nie miałaś ochoty na te kontakty... Więc tak naprawdę sprowadzasz rolę  ojca do  "ja chcę lub nie chcę .. bo ja tu rządzę "... Sobie jako  dziecku,  przypisujesz więcej prawa do dowolności kontaktów niż ludziom dorosłym - macocha nie ma nic do powiedzenie.. ojciec też nie powinien mieć innych planów "bo córuchna ma ochotę go widzieć "... Sorry - ale w "normalnej " rodzinie nawet , to dorośli wyznaczają zasady i granice.
I powtórzę się - to ludzie którzy się rozwiedli powinni po pierwsze tak układać relacje żeby kolejne ich rodziny nie musiały przechodzić wojny ...i po to są pewne ustalenia ..zasady .
I mówiąc o relacjach rodzic- dziecko .. gdy ten rodzić jest członkiem nowej rodziny.. ciężko znaleźć kompromis... gdy po drugiej stronie są nastolatkowie / dorośli którzy mają podejście jak te , które opisujesz .




Kie

5 229

Odp: Być drugą i macochą

Nie obrażony, że się nie chcę widywać, tylko hm... może bardziej dotknięty, że rozwód po mnie spłynął. Trudno, zawsze byłam mało emocjonalna i jakoś nie widziałam w rozwodzie utraty rodzica. A co do kontaktu, to on po prostu chciałby ich więcej, częściej się o nie dopominał niż ja. Ale ustalili z mamą (widocznie) tak, że nie było żadnych ustalonych widzeń, czy czegoś. Mogliśmy się widywać zawsze, kiedy to pasowało obu stronom. Nie musiał rzucać wszystkiego, bo JA CHCĘ, a on spotkanie z kolegami. Po prostu spotkania nie były hm... narzucane z góry.

No i tak, dorośli narzucają zachowania, ale dorośli związani ZE MNĄ. Tzn. jeśli ojciec chce się ze mną spotkać, to się spotka. Jeżeli nie może, bo np. urządza romantyczny wieczór z partnerką - okej, niech mi powie, to się zmyję do domu albo nie przyjdę, jeśli to rozmowa przez telefon. Ale nie tak, że ojcu pasuje, bo akurat nie ma nic do roboty, ale partnerka chce mieć święty spokój. Cały czas o to mi chodzi. Ojciec mi może powiedzieć, że nie + powód. Miałabym żal, gdyby ojciec sam z siebie chciał się ze mną zobaczyć, ale odmówił bez większego powodu, bo partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu. Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

5 230

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Miałabym żal, gdyby ojciec sam z siebie chciał się ze mną zobaczyć, ale odmówił bez większego powodu, bo partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu. Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

Ale Eileen my tez uważamy , że tak powinno być. Nie rozumiem więc po co właściwie ta dyskusja. Przecież generalnie MY - macochy nie jesteśmy przeciwko wizytom pasierbów. Ale wszystkie zgodnym chórem mówimy i Ty również , że pasierbowie to sprawa ojca. Jeśli rzutuje to na nasz związek, lub co gorsza ojcowie zwalają na nas obowiązki związane z pasierbami, to wtedy podnosimy krzyk i mówimy nie chcę ich więcej widzieć, zabieraj sie z tymi swoimi dziećmi do jasnej ciasnej itd itd.  Bo w naszych wypadkach prośby o poprawę sytuacji odbijają się jak groch od ściany, bo?  ..... Bo tatuśkom tak jest wygodnie.

5 231

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Nie obrażony, że się nie chcę widywać, tylko hm... może bardziej dotknięty, że rozwód po mnie spłynął. Trudno, zawsze byłam mało emocjonalna i jakoś nie widziałam w rozwodzie utraty rodzica. A co do kontaktu, to on po prostu chciałby ich więcej, częściej się o nie dopominał niż ja. Ale ustalili z mamą (widocznie) tak, że nie było żadnych ustalonych widzeń, czy czegoś. Mogliśmy się widywać zawsze, kiedy to pasowało obu stronom. Nie musiał rzucać wszystkiego, bo JA CHCĘ, a on spotkanie z kolegami. Po prostu spotkania nie były hm... narzucane z góry.

No i tak, dorośli narzucają zachowania, ale dorośli związani ZE MNĄ. Tzn. jeśli ojciec chce się ze mną spotkać, to się spotka. Jeżeli nie może, bo np. urządza romantyczny wieczór z partnerką - okej, niech mi powie, to się zmyję do domu albo nie przyjdę, jeśli to rozmowa przez telefon. Ale nie tak, że ojcu pasuje, bo akurat nie ma nic do roboty, ale partnerka chce mieć święty spokój. Cały czas o to mi chodzi. Ojciec mi może powiedzieć, że nie + powód. Miałabym żal, gdyby ojciec sam z siebie chciał się ze mną zobaczyć, ale odmówił bez większego powodu, bo partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu. Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

Eileen..ale życie to się z małych spraw tez  składa .. i dla Ciebie święty spokój obcej baby von. pani tatusia jest nie ważny...ale dla tej kobiety i może stabilności tego związku??? a może ta kobieta nie ma małych dzieci ? nie ma w ogóle dzieci ?
Skoro tatuś ma chęć na widzenia z dzieckiem..to po co angażuje w to partnerkę ??  skoro ona jest obca, nie ma prawa mieć zdania....
to niech się spotyka poza domem .. albo wtedy kiedy jej nie ma .
Skoro tatuś wybrał życie i mieszkanie z kolejną kobietą ... to powinien znaleźć rozwiązanie dla swoich spraw- nie może być tak że ta kobieta będzie teraz żyła pod flagą " moje dziecko najważniejsze.. nieograniczone kontakty.. nie masz prawa do żadnych tematów z moim dzieckiem związanych "-
Ale masz rację - to nie wina dzieci nawet tych roszczeniowych.. że ktoś ich  tak wychował .

5 232

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

No i tak, dorośli narzucają zachowania, ale dorośli związani ZE MNĄ. Tzn. jeśli ojciec chce się ze mną spotkać, to się spotka. Jeżeli nie może, bo np. urządza romantyczny wieczór z partnerką - okej, niech mi powie, to się zmyję do domu albo nie przyjdę, jeśli to rozmowa przez telefon. Ale nie tak, że ojcu pasuje, bo akurat nie ma nic do roboty, ale partnerka chce mieć święty spokój. Cały czas o to mi chodzi. Ojciec mi może powiedzieć, że nie + powód. Miałabym żal, gdyby ojciec sam z siebie chciał się ze mną zobaczyć, ale odmówił bez większego powodu, bo partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu. Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

Jeśli to dotyczyłoby dziecka, nie osoby dorosłej to jestem w stanie się z tobą zgodzić, jednak każdy parter przede wszystkim powinien zadbać o komfort swojej wybranki. Jeśli młoda dokazuje to ukrócić jej zachowanie. Jeśli partnerkę boki głowa, to zabrać gdzieś młodą. Jako osoba dorosła jesteś sama odpowiedzialna za siebie.

5 233

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Eileen..ale życie to się z małych spraw tez  składa .. i dla Ciebie święty spokój obcej baby von. pani tatusia jest nie ważny...ale dla tej kobiety i może stabilności tego związku??? a może ta kobieta nie ma małych dzieci ? nie ma w ogóle dzieci ?
Skoro tatuś ma chęć na widzenia z dzieckiem..to po co angażuje w to partnerkę ??  skoro ona jest obca, nie ma prawa mieć zdania....
to niech się spotyka poza domem .. albo wtedy kiedy jej nie ma .
Skoro tatuś wybrał życie i mieszkanie z kolejną kobietą ... to powinien znaleźć rozwiązanie dla swoich spraw- nie może być tak że ta kobieta będzie teraz żyła pod flagą " moje dziecko najważniejsze.. nieograniczone kontakty.. nie masz prawa do żadnych tematów z moim dzieckiem związanych "-
Ale masz rację - to nie wina dzieci nawet tych roszczeniowych.. że ktoś ich  tak wychował .

Em, a co do tego mają dzieci (bądź ich brak) partnerki? Takie same "prawa" dałabym im względem matki. o.O Nie powiedziałam, że spokój jest nieważny. Tylko że "chcę mieć spokój" jest mniej ważne niż "chcę się spotkać z dzieckiem". Dlaczego? Bo jeśli chodzi o nich, to znaczy o ojca i partnerkę, to mają rozbieżne zdanie. Tak samo ważne jest jego "chcę" jak jej "nie chcę". Ale dziecko jest ważniejsze niż święty spokój. Nieważne czyje dziecko i czyj spokój. Tak samo powiedziałabym, gdyby chodziło o sytuację odwrotną - np. wprowadza się do mojej matki partner z dzieckiem i tym razem to moja matka chce święty spokój. Trudno, zgodziła się związać na faceta z dzieckiem, to niech teraz znosi jego dziecko.

Może patrzę na to przez pryzmat tego, że u nas to nie było ustalone sądownie. I mieszkałam z matką, ale równie dobrze mogłam mieszkać z ojcem. Dlatego hm... partnerka odmawiająca mi wizyty u ojca? Podczas gdy ja z nim nawet nie mieszkam, a mogłabym? To może zostawiłaby ojca, gdybym jednak zdecydowała mieszkać z nim, a nie z matką? A jeśli tak, to co w sytuacji, kiedy moja matka też ma partnera, który chętnie by mnie widział jak najrzadziej? Mam zniknąć z powierzchni ziemi, żeby nie rozwalać im związków? Czy mam się nie spotykać ze swoim ojcem, bo on ma partnerkę, której się nieograniczony kontakt przestał podobać? o.o

I owszem, nie mówię, że partnerka nie ma prawa do żadnych tematów związanych z dzieckiem. Ale nie takich, żeby zabraniać spotkania. Może opieprzyć, jak będę bezczelna, może mnie ukarać, jak zrobię coś nie tak, może ode mnie wymagać pozmywania garów pod sobie. Ale nie może zabraniać mi widywania się z ojcem albo dostosowywania tych widzeń pod nią. A dlaczego nie odwrotnie? Uważałybyście, że np. ja mam prawo decydować, że jak się umawiam z ojcem, to ona ma zniknąć z mieszkania, bo chcę podczas widzenia mieć ten "święty spokój"? Chyba nie, prawda?

zazdrosna13 napisał/a:

Jeśli to dotyczyłoby dziecka, nie osoby dorosłej to jestem w stanie się z tobą zgodzić, jednak każdy parter przede wszystkim powinien zadbać o komfort swojej wybranki. Jeśli młoda dokazuje to ukrócić jej zachowanie. Jeśli partnerkę boki głowa, to zabrać gdzieś młodą. Jako osoba dorosła jesteś sama odpowiedzialna za siebie.

Jeśli dokazuje, ukrócić, oczywiście. Ale że PRZEDE WSZYSTKIM powinien zadbać o komfort wybranki? Nie, przede wszystkim powinien zadbać o swoje dziecko. Bo to dziecko samo o siebie nie zadba, a on nie przestaje być ojcem, bo się rozwiódł. Naprawdę chciałabyś, żeby np. to, czy Twoje dziecko zobaczy się z ojcem zależało od humoru jego partnerki? Bo ja bym uznała, że dupa, a nie ojciec, skoro wiedział, jak zrobić dziecko, to ma się nim teraz zająć, NIEWAŻNE, co by się działo, niezależnie od okoliczności. Co to, jest ojcem wtedy, kiedy jego partnerka ma ochotę, a jak przestaje mieć, to on przestaje być ojcem?

5 234

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Eileen..ale życie to się z małych spraw tez  składa .. i dla Ciebie święty spokój obcej baby von. pani tatusia jest nie ważny...ale dla tej kobiety i może stabilności tego związku??? a może ta kobieta nie ma małych dzieci ? nie ma w ogóle dzieci ?
Skoro tatuś ma chęć na widzenia z dzieckiem..to po co angażuje w to partnerkę ??  skoro ona jest obca, nie ma prawa mieć zdania....
to niech się spotyka poza domem .. albo wtedy kiedy jej nie ma .
Skoro tatuś wybrał życie i mieszkanie z kolejną kobietą ... to powinien znaleźć rozwiązanie dla swoich spraw- nie może być tak że ta kobieta będzie teraz żyła pod flagą " moje dziecko najważniejsze.. nieograniczone kontakty.. nie masz prawa do żadnych tematów z moim dzieckiem związanych "-
Ale masz rację - to nie wina dzieci nawet tych roszczeniowych.. że ktoś ich  tak wychował .

Em, a co do tego mają dzieci (bądź ich brak) partnerki? Takie same "prawa" dałabym im względem matki. o.O Nie powiedziałam, że spokój jest nieważny. Tylko że "chcę mieć spokój" jest mniej ważne niż "chcę się spotkać z dzieckiem". Dlaczego? Bo jeśli chodzi o nich, to znaczy o ojca i partnerkę, to mają rozbieżne zdanie. Tak samo ważne jest jego "chcę" jak jej "nie chcę". Ale dziecko jest ważniejsze niż święty spokój. Nieważne czyje dziecko i czyj spokój. Tak samo powiedziałabym, gdyby chodziło o sytuację odwrotną - np. wprowadza się do mojej matki partner z dzieckiem i tym razem to moja matka chce święty spokój. Trudno, zgodziła się związać na faceta z dzieckiem, to niech teraz znosi jego dziecko.

Może patrzę na to przez pryzmat tego, że u nas to nie było ustalone sądownie. I mieszkałam z matką, ale równie dobrze mogłam mieszkać z ojcem. Dlatego hm... partnerka odmawiająca mi wizyty u ojca? Podczas gdy ja z nim nawet nie mieszkam, a mogłabym? To może zostawiłaby ojca, gdybym jednak zdecydowała mieszkać z nim, a nie z matką? A jeśli tak, to co w sytuacji, kiedy moja matka też ma partnera, który chętnie by mnie widział jak najrzadziej? Mam zniknąć z powierzchni ziemi, żeby nie rozwalać im związków? Czy mam się nie spotykać ze swoim ojcem, bo on ma partnerkę, której się nieograniczony kontakt przestał podobać? o.o

I owszem, nie mówię, że partnerka nie ma prawa do żadnych tematów związanych z dzieckiem. Ale nie takich, żeby zabraniać spotkania. Może opieprzyć, jak będę bezczelna, może mnie ukarać, jak zrobię coś nie tak, może ode mnie wymagać pozmywania garów pod sobie. Ale nie może zabraniać mi widywania się z ojcem albo dostosowywania tych widzeń pod nią. A dlaczego nie odwrotnie? Uważałybyście, że np. ja mam prawo decydować, że jak się umawiam z ojcem, to ona ma zniknąć z mieszkania, bo chcę podczas widzenia mieć ten "święty spokój"? Chyba nie, prawda?

zazdrosna13 napisał/a:

Jeśli to dotyczyłoby dziecka, nie osoby dorosłej to jestem w stanie się z tobą zgodzić, jednak każdy parter przede wszystkim powinien zadbać o komfort swojej wybranki. Jeśli młoda dokazuje to ukrócić jej zachowanie. Jeśli partnerkę boki głowa, to zabrać gdzieś młodą. Jako osoba dorosła jesteś sama odpowiedzialna za siebie.

Jeśli dokazuje, ukrócić, oczywiście. Ale że PRZEDE WSZYSTKIM powinien zadbać o komfort wybranki? Nie, przede wszystkim powinien zadbać o swoje dziecko. Bo to dziecko samo o siebie nie zadba, a on nie przestaje być ojcem, bo się rozwiódł. Naprawdę chciałabyś, żeby np. to, czy Twoje dziecko zobaczy się z ojcem zależało od humoru jego partnerki? Bo ja bym uznała, że dupa, a nie ojciec, skoro wiedział, jak zrobić dziecko, to ma się nim teraz zająć, NIEWAŻNE, co by się działo, niezależnie od okoliczności. Co to, jest ojcem wtedy, kiedy jego partnerka ma ochotę, a jak przestaje mieć, to on przestaje być ojcem?

ale jak te wizyty dzieci partnera , zależą od humorów ex to jest ok ?
ja wiążąc się z M wiedziałam że ma porozumienie co do kontaktów z synem.. wyznaczone dokładnie kiedy , gdzie - co do dnia i godziny..
Po ponad 6 latach - młody jest wtedy kiedy mamusi i jemu samemu pasuje... M potrafi zmienić termin wizyty z synem jeśli jemu zależy.. Ale NIGDY nie zrobił tego na moją prośbę . A nie jestem typem "że nie bo nie " .. powodu już nie pamiętam.
Więc co ?  dla mnie obce osoby mogą mi planować weekend?? a ja nie mam nic do powiedzenia ??
Ja mam dorosłego syna, który jak jest w domu to nie wychodzi prawie  z pokoju ... Młody M ma ponad 8 lat.
Bo ex i synusiowi nie pasuje ustalony kontakt z tatusiem..to tatuś rekompensuje sobie to np. 3 weekendy z rzędu młody jest u nas... a ja jestem wkurwiona ... bo nie mam odpoczynku przez miesiąc.
Bo ex musi odpocząć od dziecka w weekend ... w wakacje .. w inne wolne dni  .. długie weekendy .. ferie... dzień kobiet, walentynki ...a ja w nagrodę że M mnie "zechciał" mam jego dzieciaka na głowie .
Który nic nie musi..

5 235

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Jeśli to dotyczyłoby dziecka, nie osoby dorosłej to jestem w stanie się z tobą zgodzić, jednak każdy parter przede wszystkim powinien zadbać o komfort swojej wybranki. Jeśli młoda dokazuje to ukrócić jej zachowanie. Jeśli partnerkę boki głowa, to zabrać gdzieś młodą. Jako osoba dorosła jesteś sama odpowiedzialna za siebie.

Jeśli dokazuje, ukrócić, oczywiście. Ale że PRZEDE WSZYSTKIM powinien zadbać o komfort wybranki? Nie, przede wszystkim powinien zadbać o swoje dziecko. Bo to dziecko samo o siebie nie zadba, a on nie przestaje być ojcem, bo się rozwiódł. Naprawdę chciałabyś, żeby np. to, czy Twoje dziecko zobaczy się z ojcem zależało od humoru jego partnerki? Bo ja bym uznała, że dupa, a nie ojciec, skoro wiedział, jak zrobić dziecko, to ma się nim teraz zająć, NIEWAŻNE, co by się działo, niezależnie od okoliczności. Co to, jest ojcem wtedy, kiedy jego partnerka ma ochotę, a jak przestaje mieć, to on przestaje być ojcem?

Nie czytasz ze zrozumieniem.

5 236

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

I owszem, nie mówię, że partnerka nie ma prawa do żadnych tematów związanych z dzieckiem. Ale nie takich, żeby zabraniać spotkania. Może opieprzyć, jak będę bezczelna, może mnie ukarać, jak zrobię coś nie tak, może ode mnie wymagać pozmywania garów pod sobie. Ale nie może zabraniać mi widywania się z ojcem albo dostosowywania tych widzeń pod nią.

Hahahaha, szczególnie kiedy macocha mówi do pięcioletniej pannicy "proszę zdejmij buty, w domu nie chodzimy w butach" a pięcioletnia dama odpowiada: "mama powiedziała , że w Twoim domu nie muszę zdejmować butów" I co wtedy Eileen ma zrobić macocha kiedy pięcioletnia księżniczka w ten sposób odpowiada? A co w momencie, kiedy w takiej sytuacji wtrąca się tata i mów: " zdejmij buty , w tym domu nie będziesz chodzić w butach" a pięcioletnia pannica na to z rykiem: "buuuuu ja chcę do mamaaaaaammmmmmyy" . I co wtedy Eileen? Czy macocha ma prawo domagać się, by dziecko partnera dostosowało się do zasad panujących w domu ? Bo ja Ci powiem jak to u nas działało. Kiedy tłumaczenia ojca nie pomagały i dziecko nie chciało się podporządkować i szło w zaparte, że chce wracać do mamy, bo tu się do niej czegoś WYMAGA, to partner dziecko odwoził, a wychodziło na to , że TO PRZEZE MNIE. Bo ja taka MACOCHA nieustępliwa jestem. Bo ja te dzieci krzywdzę, bo coś od nich chcę, czegos wymagam. Jak ja tak mogę, jak śmię? I co? Dalej miałam tolerować nieposłuszeństwo, łamanie zasad, których nawet ojciec nie był w stanie wyegzekwować, bo mamusia skutecznie nastawiał dziecko przeciwko ???? Nadal uważasz , że w takich sytuacjach powinnam ustąpić, bo kontakt ojca z dzieckiem i dziecka z ojcem jest zagrożony?

5 237

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

ale jak te wizyty dzieci partnera , zależą od humorów ex to jest ok ?
ja wiążąc się z M wiedziałam że ma porozumienie co do kontaktów z synem.. wyznaczone dokładnie kiedy , gdzie - co do dnia i godziny..
Po ponad 6 latach - młody jest wtedy kiedy mamusi i jemu samemu pasuje... M potrafi zmienić termin wizyty z synem jeśli jemu zależy.. Ale NIGDY nie zrobił tego na moją prośbę . A nie jestem typem "że nie bo nie " .. powodu już nie pamiętam.
Więc co ?  dla mnie obce osoby mogą mi planować weekend?? a ja nie mam nic do powiedzenia ??
Ja mam dorosłego syna, który jak jest w domu to nie wychodzi prawie  z pokoju ... Młody M ma ponad 8 lat.
Bo ex i synusiowi nie pasuje ustalony kontakt z tatusiem..to tatuś rekompensuje sobie to np. 3 weekendy z rzędu młody jest u nas... a ja jestem wkurwiona ... bo nie mam odpoczynku przez miesiąc.
Bo ex musi odpocząć od dziecka w weekend ... w wakacje .. w inne wolne dni  .. długie weekendy .. ferie... dzień kobiet, walentynki ...a ja w nagrodę że M mnie "zechciał" mam jego dzieciaka na głowie .
Który nic nie musi..

Nie jest okej, w sensie EX nie jest okej. Pytanie, co o tym sądzi partner. No bo są dwie opcje - cieszy się, że może spędzić więcej czasu z dzieckiem albo się nie cieszy. Tylko czy to jest wina dziecka, że EX na przykład go podrzuca Wam? Czy wtedy ojciec powinien iść w zaparte i powiedzieć dziecku, że ma się wynosić, bo to nie termin jego wizyty? Podejrzewam, że gdybym była ośmioletnim dzieckiem, to takie coś - chociaż zapewne przyjęte przez nową partnerkę ojca aplauzem - dla mnie oznaczałoby, że ojciec spotyka się ze mną tylko dlatego, że sąd tak postanowił. A nie dlatego, że mnie kocha, że chce mnie widzieć. No bo jakby chciał, to by się cieszył z dodatkowych widzeń? No bo chyba do tego dążycie. Że ojciec nie może spotykać się z dzieckiem poza wyznaczonym terminem. A co dla dziecka oznacza postanowienie sądu? Pewnie niewiele. Napisałaś, że "ex i synusiowi" nie pasuje ustalony kontakt. Jeśli dużo w tym jest chęci dziecka, nie tylko mącenia ex, to co ma ojciec zrobić? Sorry, ale nie chcę Cię widzieć, bo to nie ustalony dzień?

3 weekendy. Domyślam się, że wkurzające dla Ciebie. Jednak obiektywnie - 6 dni w ciągu miesiąca? To wcale nie tak dużo.

Zazdrosna13, owszem, czytam, to było odniesienie do tego, że partnerka "chce mieć święty spokój", a partner ma czelność przyjąć dziecko w domu w tym czasie.

Kjim, ale ja nigdzie nie pisałam, że dziecko nie ma się dostosować do zasad panujących w domu czy że trzeba spełniać jego fanaberie. Mówię o samej możliwości kontaktu, gdzie większość macoch się oburza o to, że wykraczają poza ustalenia sądowe. No faktycznie, jak ojciec może chcieć widzieć częściej dziecko. Karygodne.

5 238

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Kjim, ale ja nigdzie nie pisałam, że dziecko nie ma się dostosować do zasad panujących w domu czy że trzeba spełniać jego fanaberie. Mówię o samej możliwości kontaktu, gdzie większość macoch się oburza o to, że wykraczają poza ustalenia sądowe. No faktycznie, jak ojciec może chcieć widzieć częściej dziecko. Karygodne.

To spróbuj wyegzekwować od roszczeniowego,nastawionego przez matkę, nastoletniego pasierba, że ma po sobie pościelić łózko, kiedy nocuje w moim domu. HA!
Obrzuci Cię lodowatym spojrzeniem, plunie w Twoja stronę a na uwagę ojca , że powinien ścielić po sobie, że to przecież oczywiste ....... mówi, że ma to w nosie i że skoro tak, to On tu nie musi przyjeżdżać. I co?

Macocha (a również ojciec) staje przed wyborem - ustąpić roszczeniowemu synkowi, czy dla dobra wszystkich wycofać się?
Co z tego , że ojciec może i by chciał się widywać z własnymi dziećmi , skoro każda wizyta to wieczne przepychanki. Macocha i Ojciec próbują traktować dzieci przyjezdne tak samo jak te, które na co dzień też w tym domu mieszkają, czyli podział przywilejów i obowiązków zgodny z wiekiem, a jednak przyjezdne dzieci stawiają się za każdym razem i depczą każdą najmniejszą zasadę obowiązującą w domu ojca. Każde próby ojca zmierzające do poprawy wychowania tychże dzieci, kończą się szantażem emocjonalnym ze strony dzieci i Exowej. I co Eileen w takiej sytuacji? Ojciec nadal ma się spotykać z własnymi dziećmi, burząc tym samym spokój i harmonię , która panuje w domu i próbować wychowywać dziecko/-ci przez te (jak to napisałaś) - 6 dni miesiąca? Skoro przez 24 pozostałe dni miesiąca ma wpajane przez matke do głowy, że ojciec, zły, macocha zła, że dzieci nic nie muszą za to tata MUSI dawać kasę.

5 239

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

ale jak te wizyty dzieci partnera , zależą od humorów ex to jest ok ?
ja wiążąc się z M wiedziałam że ma porozumienie co do kontaktów z synem.. wyznaczone dokładnie kiedy , gdzie - co do dnia i godziny..
Po ponad 6 latach - młody jest wtedy kiedy mamusi i jemu samemu pasuje... M potrafi zmienić termin wizyty z synem jeśli jemu zależy.. Ale NIGDY nie zrobił tego na moją prośbę . A nie jestem typem "że nie bo nie " .. powodu już nie pamiętam.
Więc co ?  dla mnie obce osoby mogą mi planować weekend?? a ja nie mam nic do powiedzenia ??
Ja mam dorosłego syna, który jak jest w domu to nie wychodzi prawie  z pokoju ... Młody M ma ponad 8 lat.
Bo ex i synusiowi nie pasuje ustalony kontakt z tatusiem..to tatuś rekompensuje sobie to np. 3 weekendy z rzędu młody jest u nas... a ja jestem wkurwiona ... bo nie mam odpoczynku przez miesiąc.
Bo ex musi odpocząć od dziecka w weekend ... w wakacje .. w inne wolne dni  .. długie weekendy .. ferie... dzień kobiet, walentynki ...a ja w nagrodę że M mnie "zechciał" mam jego dzieciaka na głowie .
Który nic nie musi..

Nie jest okej, w sensie EX nie jest okej. Pytanie, co o tym sądzi partner. No bo są dwie opcje - cieszy się, że może spędzić więcej czasu z dzieckiem albo się nie cieszy. Tylko czy to jest wina dziecka, że EX na przykład go podrzuca Wam? Czy wtedy ojciec powinien iść w zaparte i powiedzieć dziecku, że ma się wynosić, bo to nie termin jego wizyty? Podejrzewam, że gdybym była ośmioletnim dzieckiem, to takie coś - chociaż zapewne przyjęte przez nową partnerkę ojca aplauzem - dla mnie oznaczałoby, że ojciec spotyka się ze mną tylko dlatego, że sąd tak postanowił. A nie dlatego, że mnie kocha, że chce mnie widzieć. No bo jakby chciał, to by się cieszył z dodatkowych widzeń? No bo chyba do tego dążycie. Że ojciec nie może spotykać się z dzieckiem poza wyznaczonym terminem. A co dla dziecka oznacza postanowienie sądu? Pewnie niewiele. Napisałaś, że "ex i synusiowi" nie pasuje ustalony kontakt. Jeśli dużo w tym jest chęci dziecka, nie tylko mącenia ex, to co ma ojciec zrobić? Sorry, ale nie chcę Cię widzieć, bo to nie ustalony dzień?

3 weekendy. Domyślam się, że wkurzające dla Ciebie. Jednak obiektywnie - 6 dni w ciągu miesiąca? To wcale nie tak dużo. .

Kochana , to tatuś i mamusia mogli o tym pomyśleć wcześniej ... że decydując się na rozwód konsekwencje tego ponoszą też dzieci. .. albo przede wszystkim .
A nie teraz

A mówienie mi ze to tylko 6 dni...z miesiąca , to nie tak dużo ... to powiem Ci tak - to nie jest 6 dni z miesiąca ..to jest 6 dni z 8..bo tyle najczęściej jest wolnych dni w miesiącu... bo jakoś ex mało jest chętna by dawać młodego w tygodniu... ale za to na weekendy ??? wolne dni??? proszę bardzo.
Eileen , dyskusja nie ma sensu.
Ja rozumiem że dziecku się należy kontakt z ojcem.. i nie miałam nic na przeciw temu.. ale nie zgodzę się że ja mam być pomijana we wszystkim , bo synek chce/ nie chce przyjeżdżać .
Mam prawo mieć własne plany , związane z M ale nie z jego synem., kiedy wiem kiedy on ma być.
To mój dom również i mojego syna, a syn M mieszka z matką , to nie jest jego dom i kropka.
Kiedyś myślałam inaczej a teraz uważam że popełniłam błąd - bo pozwoliłam by M i jego wyrzuty rozwodowe , jego biedny synek , jego być czy nie u nas, ex a teraz i sam młody  - rządziło moim życiem.
po tych latach czuje się oszukana i wykorzystana .. pomimo jakiś uczuć dla M... najchętniej uciekłabym .

Bo życie razem i dzielenie na moje / twoje .. od kasy po weekendy, decyzje , możesz nie możesz .. twoja sprawa lub nie .. nie jest żadnym związkiem.
Ja sama jestem po rozwodzie - syn ma kontakt z ojcem , ze względu na odległość rzadszy.. ale nigdy sprawy z ex , wakacje czy w ogóle cokolwiek związane z moim poprzednim związkiem czy dzieckiem - nie było ważniejsze w taki sposób by M poczuł się pominięty  ..
Bo to z nim układałam sobie życie i z nim je dzieliłam.
Zawsze to M pierwszy wiedział o szkicach  planów , uzgadnialiśmy razem...

Może ja starej daty jestem .. bo dla mnie związek to wspólnota ... ale mój obecny boleśnie mnie uczy że to przeżytek .. że trzeba być egoistą i patrzeć tylko na siebie i ew. swoje dzieci..

5 240

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, a czy jeśli Twoje dziecko w ogóle by Cię nie słuchało, to odesłałabyś je do domu dziecka? Bo jest niegrzeczne i burzy ustalony przez Ciebie porządek? Nie twierdzę, że takie zachowanie dziecka jest właściwe. Ale nawet najniegrzeczniejsze dziecko ma prawo mieć rodzica. Za karę nie zobaczysz ojca? Bo się nie umiesz zachować? o.O

chceuciekacstad napisał/a:

Kochana , to tatuś i mamusia mogli o tym pomyśleć wcześniej ... że decydując się na rozwód konsekwencje tego ponoszą też dzieci. .. albo przede wszystkim .

No owszem, ponoszą, więc co, dowalić im jeszcze więcej? Skoro już się rozwiedliśmy, to co tam, żadna różnica?


A co do reszty posta - nie były ważniejsze, bo masz dziecko cały czas. Czy gdybyś nie miała, to gdyby Cię odwiedziło niespodzianie, to odesłałabyś je do ojca, bo "kochanie, to nie Twój dzień"? Naprawdę? I naprawdę Twój obecny partner stał się ważniejszy niż Twoje dziecko, bo teraz to z nim układasz swoje życie? Boże... yikes

5 241

Odp: Być drugą i macochą

Tak jest ,trzeba patrzeć na siebie i swoje dzieci ,to my i nasze dzieci mamy byc dla nas priorytetem,to my jesteśmy w centrum,ja nie zamierzałam sie dostosowywać,odpuszczać,włazić w dupe mężowi za cenę jego dobrego samopoczucia ,powiem wiecej nie chcialam brać udziału w spotkaniach z pasierbicą,nie chcialam wiedzieć co i jak sie u niej dzieje,zakonczylam etap jej wizyt u nad bo byly z tego tylko kłopoty,bo intrygowala,miala zły wpływ na moja rodzine,bo donosila ex co sie u nas dzieje,co kupiliśmy,na co nas stać,rzygala mojemu mężowi co to ja sobie nie kupuje,naciągała go na absurdalne zakupy,wpiepszała sie w nasz budżet pośrednio,wiec z hukiem wyleciała,teraz nie istnieje nawet w moich rozmowach,jej temat od lat jest pomijany,spotkania odbywają sie bez mojego udzialu,ma na co zasłużyła,mam.prawo widywać i spotykać sie z kim mi sie podoba bez uszczęśliwiania mnie na siłe,nie będę sie do niczego zmuszać,mozna-mozna....

5 242

Odp: Być drugą i macochą

Ja uważam,ze da się pogodzić np. prywatne wyjazdy  i  prywatny czas spędzony z swoją partnerką a  czas spędzony  dzieckiem i wiem ,ze tak jest, kwestia chęci i  zdolności do kompromisu z 3 stron smile
Z mezem pod koniec stycznia byliśmy za granicą na urlopie sam na sam , dziecie poszkodowane i stratne nie było ,bo tez miała atrakcje zafundowane Zawsze tak jest   i nie ma zazdrości .Ja osobiście nigdy nie wyczulam zazdrości Pc. o ojca  czas jaki z sobą spędzamy
Jakos u nas nie ma problemu w odpowiednimi proporcjami i dzielenia się sobą nawzajem, kazde z nas jest zaspokojone   sobą i swoimi potrzebami w temacie własnego towarzystwa i spędzania  czasu . Kwestia dogadania , tylko  dogadać  ssie i kompromis musi  z każdej strony iść

5 243

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Kjim, a czy jeśli Twoje dziecko w ogóle by Cię nie słuchało, to odesłałabyś je do domu dziecka? Bo jest niegrzeczne i burzy ustalony przez Ciebie porządek? Nie twierdzę, że takie zachowanie dziecka jest właściwe. Ale nawet najniegrzeczniejsze dziecko ma prawo mieć rodzica. Za karę nie zobaczysz ojca? Bo się nie umiesz zachować? o.O

chceuciekacstad napisał/a:

Kochana , to tatuś i mamusia mogli o tym pomyśleć wcześniej ... że decydując się na rozwód konsekwencje tego ponoszą też dzieci. .. albo przede wszystkim .

No owszem, ponoszą, więc co, dowalić im jeszcze więcej? Skoro już się rozwiedliśmy, to co tam, żadna różnica?

dlaczego dowalić ? czy dziecko może zawsze kiedy chce mieć kontakt z rodzicem - nawet kiedy mieszkają razem ???
wiesz , ja sobie przypominam mojego małego syna trzymającego się mojej nogawki jak wychodziłam do pracy... albo jak oddawałam go do przedszkola ... Zasady, zasady .. OBOWIĄZKI 
Myślisz że wychowując dzieci w przekonaniu że tylko ich pragnienia i chęci są ważne , one wyrosną na wartościowych ludzi , szanujących innych ?? Matka z ojcem to tez ludzie , którzy są nie tylko matka i ojcem.
Idąc Twoim tokiem myślenia - każdy rodzic spędzający wakacje, weekend , święta  bez dziecka powinien od razu dostać dozór policji i opiekę na kark .
Normalnym jest że dorośli maja swoje sprawy , i oni decydują co i gdzie robią dzieci .. z kim.. choćby te dzieci rzucały się po podłodze w napadach furii " ja nie chcę "..i czy to jest złe ????
Mnie się rodzice nie pytali czy chce na wakacje jechać raz do jednej a później do drugiej babci... choć płakałam że nie lubię .
Jak pojechali na wczasy bez dzieci .. też ok...

Błędem jest traktowanie dzieci z rozwiedzionych rodzin inaczej... dawanie im forów , mniejszych wymagań bo "biedne ".Myślisz że świat i dorosłe życie tez będą ich traktować jak nie do końca sprawne ???


Eileen napisał/a:

A co do reszty posta - nie były ważniejsze, bo masz dziecko cały czas. Czy gdybyś nie miała, to gdyby Cię odwiedziło niespodzianie, to odesłałabyś je do ojca, bo "kochanie, to nie Twój dzień"? Naprawdę? I naprawdę Twój obecny partner stał się ważniejszy niż Twoje dziecko, bo teraz to z nim układasz swoje życie? Boże... yikes

Czytaj ze zrozumieniem smile
"napisałam : nie było ważniejsze w taki sposób by M poczuł się pominięty  ... to oznacza że nie narzucałam swoich decyzji .nie stawiałam go przed faktem dokonanym mówiąc ze to nie twoja sprawa ..bo mój syn tak chce. Nie zmieniałam decyzji bez konsultacji z nim.

Mieszkałam przez pewien czas sama , syn kończył szkołę , mieszkał z moimi rodzicami.
Doskonale wiem jak to jest.
Ale nigdy nie wynagradzałam synowi rozwodu .. i dlatego pewnie jest normalnym 18 latkiem.
Powiem nawet , że patrząc po znajomych to mój syn ma przekichane z taką matką jak ja.
Jestem mocno zasadnicza , cenię zaufanie i inteligencję . Wole opcje dać wędkę .. niż rybę smile

5 244 Ostatnio edytowany przez mortisha (2015-03-25 18:36:41)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Hahahaha, szczególnie kiedy macocha mówi do pięcioletniej pannicy "proszę zdejmij buty, w domu nie chodzimy w butach" a pięcioletnia dama odpowiada: "mama powiedziała , że w Twoim domu nie muszę zdejmować butów" I co wtedy Eileen ma zrobić macocha kiedy pięcioletnia księżniczka w ten sposób odpowiada?

Jak  znając siebie powiedziałabym ,ze  ma  minutę na  wyskoczenie z buciorów, jeśli ich nie zdejmie a zrobi choćby jeden  krok dalej w nich, to ja sama osobiście jej zdejmę nie siląc się na delikatnosc,  lecz jej gumiaki  wyląduje  w kominku i zaręczam ,ze taka wersja zdarzeń zostałaby  uwzględniona  cool  Przynajmniej dopiero wtedy miałaby powód do  wycia wniebogłosy    roll
Nie dociera po dobroci ,to po nie dobroci dotrze   

A co w momencie, kiedy w takiej sytuacji wtrąca się tata i mów: " zdejmij buty , w tym domu nie będziesz chodzić w butach" a pięcioletnia pannica na to z rykiem: "buuuuu ja chcę do mamaaaaaammmmmmyy" . I co wtedy Eileen? Czy macocha ma prawo domagać się, by dziecko partnera dostosowało się do zasad panujących w domu ? Bo ja Ci powiem jak to u nas działało. Kiedy tłumaczenia ojca nie pomagały i dziecko nie chciało się podporządkować i szło w zaparte, że chce wracać do mamy, bo tu się do niej czegoś WYMAGA, to partner dziecko odwoził, a wychodziło na to , że TO PRZEZE MNIE. Bo ja taka MACOCHA nieustępliwa jestem.

A boli cie to ?? ja bym miała  zupełnie w nosie jakby to wyglądało, z  eksiowa przyjaznic się nie miałas zamiaru, wiec wyglądać mogloby to nawet na  science-fikcjon, totalnie nie wzruszalaby mnie wersja zdarzeń i tragizmu w wydaniu  smarkatej
Słusznie robiliście, bardzo dobrze,  cos księżniczce nie pasilo?  żegnam . Dobrze ,ze nakreślaliście kto stawia karty w waszym domu, nie dziecko i prawidłowo ,ze to dostrzegła

5 245 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-03-25 19:55:11)

Odp: Być drugą i macochą

Jezu, Wy tak serio? Z tym, że dobrze wywalić dzieciaka, jeśli nie będzie posłuszny? yikes Czyli swoje dzieci też byście wywaliły, gdyby były nieposłuszne? Naprawdę, świetny przekaz - coś analogicznego do "jak będziesz niegrzeczna, to Cię mamusia odda". Tylko że tutaj właściwie to "oddanie" nawet następuje. Gratulacje, poważnie. A jakby u matki też był niegrzeczny, to zasługuje na dom dziecka? Boże...

chceuciekacstad napisał/a:

dlaczego dowalić ? czy dziecko może zawsze kiedy chce mieć kontakt z rodzicem - nawet kiedy mieszkają razem ???
wiesz , ja sobie przypominam mojego małego syna trzymającego się mojej nogawki jak wychodziłam do pracy... albo jak oddawałam go do przedszkola ... Zasady, zasady .. OBOWIĄZKI
Myślisz że wychowując dzieci w przekonaniu że tylko ich pragnienia i chęci są ważne , one wyrosną na wartościowych ludzi , szanujących innych ?? Matka z ojcem to tez ludzie , którzy są nie tylko matka i ojcem.
Idąc Twoim tokiem myślenia - każdy rodzic spędzający wakacje, weekend , święta  bez dziecka powinien od razu dostać dozór policji i opiekę na kark .
Normalnym jest że dorośli maja swoje sprawy , i oni decydują co i gdzie robią dzieci .. z kim.. choćby te dzieci rzucały się po podłodze w napadach furii " ja nie chcę "..i czy to jest złe ????
Mnie się rodzice nie pytali czy chce na wakacje jechać raz do jednej a później do drugiej babci... choć płakałam że nie lubię .
Jak pojechali na wczasy bez dzieci .. też ok...

Błędem jest traktowanie dzieci z rozwiedzionych rodzin inaczej... dawanie im forów , mniejszych wymagań bo "biedne ".Myślisz że świat i dorosłe życie tez będą ich traktować jak nie do końca sprawne ???

Nie zawsze może mieć kontakt, kiedy mieszkają razem. Ale jest różnica między "kochanie, nie teraz, jestem zmęczona, pobawimy się za godzinkę" czy "musisz iść do przedszkola, bo idę do pracy", niż "kochanie, nie dzisiaj, bo X nie chce Cię widzieć". Trochę inny przekaz dla dziecka.

Nie, nie tylko pragnienia dzieci są ważne. Pamiętam, jak mama mnie od-pieszczała, to uczyła, że mam sprzątnąć zabawki, bo to, że mi się nie chce, nie znaczy, że ma zrobić za mnie albo że mama kupuje buty sobie, a nie mi. I to jest okej. Mama tak samo ważna jak ja, może być i ważniejsza, bo to ona na to zarabia. Ale pragnienia dotyczące kontaktu? Znaczy, nauczyć dziecko, że to, że ono CHCE kontaktu z ojcem nie jest ważniejsze od tego, że ojciec kontaktu z nim ma NIE CHCIEĆ, bo X nie chce? Że - jeśli chodzi tylko o chęci - to ma czekać, aż ojcu się ZACHCE kontaktu dzieckiem? To wygląda tak, jakby ojciec miał być ojcem tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę i przyzwolenie. A mimo rozwodu jest ojcem ZAWSZE. To nie z dzieckiem się rozwiódł. Więc pragnienia równorzędne dopóki nie dochodzi do tego, że pragnienia ojca = dziecko się czuje odrzucone. Zwłaszcza, że tu nawet nie chodzi o pragnienia ojca tylko jego partnerki.

A co do tego nadzoru policji... Cóż, materiałem opiniotwórczym dobrym nie będę, bo mimo że wigilie miałam dwie, to wolałam tę u dziadków ze strony mamy - więcej dzieci było. tongue Ale gdyby mi zależało jakoś na świętach z ojcem, a ten by mi powiedział, że nie mogę przyjść, bo X sobie nie życzy? Trochę nieciekawie. Ale u nas było inaczej, święta blisko siebie, więc nie było nigdy tak, że raz tu, raz tu, tylko zawsze jednocześnie. I to odpowiadało obojgu rodzicom, nie tylko mi. Czyli teraz, gdyby mój ojciec się z kimś związał i ten ktoś życzył sobie spędzać święta bez dzieci, to mój ojciec ma się podporządkować? Bo nie rozumiem. Piszesz tak, jakby to były wyłącznie zachcianki dziecka, a ojciec się poświęcał, spędzając z nim czas. A to chyba nie jest tak.

Eee... traktowanie z rozwiedzionych rodzin inaczej? Khem, khem, właśnie tak samo. Skoro wcześniej spędzałam święta z rodzicami, to traktowaniem mnie tak samo będzie spędzanie dalej świąt z obojgiem rodziców. Każdych. Skoro wcześniej na wakacje jeździłam z rodzicami, to dalej na wakacje mogłam jechać i z ojcem, i z matką. Jeżeli wcześniej w każdej chwili właściwie mogłam przyjść i porozmawiać z ojcem, to po rozwodzie tym samym będzie to, że przychodzę w każdej chwili i rozmawiam z ojcem (wiadomo, że nie w pracy itd., ale wcześniej nikt mi nie ZABRANIAŁ ani nie OGRANICZAŁ kontaktu z ojcem, więc żeby po rozwodzie było właśnie TAK SAMO, to też nikt nie może mi tego zabraniać ani ograniczać).

I co ma do tego społeczeństwo? Od nikogo nie oczekuję tego, czego oczekuję od rodziców. Jestem bardziej samodzielna, niż - podejrzewam - niejeden w moim wieku. Pracuję, studiuję dziennie, utrzymuję się sama, mama nie bierze na mnie ani alimentów, ani nie wysyła mi pieniędzy, mimo że oboje z ojcem zgodziliby się utrzymywać mnie dalej. Owszem, czasem nadal jestem traktowana finansowo jak dziecko, ale tylko w "dodatkowych" sytuacjach, typu wyjazd na narty czy gdzieś tam - ojciec kupi mi karnet z przyzwyczajenia, jak jestem na wakacjach, to pójdziemy z mamą na zakupy i kupi mi jakiś ciuch, mimo że mogłabym sama. A, i bezczelnie nie mam w zwyczaju oddawać im za benzynę, jak mnie gdzieś wiozą. I jak idziemy do restauracji, to oni (znaczy, któreś z nich) płacą. Ale np. jak siedziałam w domu na wakacjach, to dokładałam się mamie do rachunków. Naprawdę, na taką kalekę wyrosłam? Bo miałam poczucie, że jestem dla nich najważniejsza? Ba, dalej mam i wiem, że w razie czego mogę wrócić do domu, pomogą mi, nigdy nie skreślą. Ale czy to musi oznaczać, że nabiorę kredytów i każę im spłacać na przykład?

5 246

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Jezu, Wy tak serio? Z tym, że dobrze wywalić dzieciaka, jeśli nie będzie posłuszny? yikes Czyli swoje dzieci też byście wywaliły, gdyby były nieposłuszne? Naprawdę, świetny przekaz - coś analogicznego do "jak będziesz niegrzeczna, to Cię mamusia odda". Tylko że tutaj właściwie to "oddanie" nawet następuje. Gratulacje, poważnie. A jakby u matki też był niegrzeczny, to zasługuje na dom dziecka? Boże...

Jakby moje potencjalne dziecko było na tyle niegrzeczne i nieposłuszne to prędzej same by się oddało do domu dziecka... dlatego nie jestem  real matką big_smile zbyt terrorystyczna byłabym w takich sytuacjach   tongue

5 247

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:
Eileen napisał/a:

Jezu, Wy tak serio? Z tym, że dobrze wywalić dzieciaka, jeśli nie będzie posłuszny? yikes Czyli swoje dzieci też byście wywaliły, gdyby były nieposłuszne? Naprawdę, świetny przekaz - coś analogicznego do "jak będziesz niegrzeczna, to Cię mamusia odda". Tylko że tutaj właściwie to "oddanie" nawet następuje. Gratulacje, poważnie. A jakby u matki też był niegrzeczny, to zasługuje na dom dziecka? Boże...

Jakby moje potencjalne dziecko było na tyle niegrzeczne i nieposłuszne to prędzej same by się oddało do domu dziecka... dlatego nie jestem  real matką big_smile zbyt terrorystyczna byłabym w takich sytuacjach   tongue

Mortisha, no więc ja nie lubię dzieci, nie chcę mieć swoich i szlag by mnie trafiał, gdybym miała faceta z dzieckiem - więc nie mam, bo to nie dla mnie. Ale wiem, że sobie bym z tym nie poradziła, wiem, jakbym się zachowywała, więc takiego faceta nie mam, bo zdaję sobie sprawę, że to niewłaściwe. A jak tu się pojawiły owacje, że dzieciak został odesłany, bo nieposłuszny, to się przeraziłam. tongue

5 248

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:
mortisha napisał/a:
Eileen napisał/a:

Jezu, Wy tak serio? Z tym, że dobrze wywalić dzieciaka, jeśli nie będzie posłuszny? yikes Czyli swoje dzieci też byście wywaliły, gdyby były nieposłuszne? Naprawdę, świetny przekaz - coś analogicznego do "jak będziesz niegrzeczna, to Cię mamusia odda". Tylko że tutaj właściwie to "oddanie" nawet następuje. Gratulacje, poważnie. A jakby u matki też był niegrzeczny, to zasługuje na dom dziecka? Boże...

Jakby moje potencjalne dziecko było na tyle niegrzeczne i nieposłuszne to prędzej same by się oddało do domu dziecka... dlatego nie jestem  real matką big_smile zbyt terrorystyczna byłabym w takich sytuacjach   tongue

Mortisha, no więc ja nie lubię dzieci, nie chcę mieć swoich i szlag by mnie trafiał, gdybym miała faceta z dzieckiem - więc nie mam, bo to nie dla mnie. Ale wiem, że sobie bym z tym nie poradziła, wiem, jakbym się zachowywała, więc takiego faceta nie mam, bo zdaję sobie sprawę, że to niewłaściwe. A jak tu się pojawiły owacje, że dzieciak został odesłany, bo nieposłuszny, to się przeraziłam. tongue

Moja subiektywna opinia była jeszcze bardziej zapewne przerazajaca, bo  ja bym srajtkowi na sile zciagnela  botki  z gir  wcale nie  siląc się  na delikatność, jeśli smarkolstwo  pefidnie by w nich łaziło. Tak, tak, o zgrozo naruszyłabym nietykalność cielesną, choć przysiegam ,ze moja nietykalność emocjonalna więcej obrażeń by odniosła, niz dziecie ,które by szybciej z  gumiaków wyskoczylo niż się spodziewa
Sygnału STOP nie przekracza się, bo wtedy już pozamiatane

5 249

Odp: Być drugą i macochą

Eileen,

nie umiem cytować, więc wklejam

1) "Nie możemy się spotkać, bo wyjeżdżam z X" jest okej. "Nie możemy się spotkać, bo X chce być sama" - nie okej. Bo może mnie sam z siebie zabrać gdzieś czy cokolwiek zrobić w takiej sytuacji i nie pozwolić, żeby ktoś ograniczał kontakt bez wyraźnego powodu.

- jak najbardziej ojciec może Cię gdzieś zabrać. A X ma prawo chcieć być sama (często w swoim domu) i jest to wyraźny powód. Nikt ojca nie ogranicza.

2) Ojca w domu widywałam może 2-3 razy w roku, często rzadziej, wolałam wpadać do pracy albo żeby mnie zabierał gdzieś (ciacho/lody/obiad/później piwo/drink).

- bez komentarza

3) kontakt z dzieckiem jest ważniejszy niż "widzimisię" partnerki.

- co rozumiesz przez "widzimisię" partnerki? to, że jest zmęczona po pracy, zaprosiła swoje dzieci do domu, albo innych gości, czy to że dzisiaj gorzej się czuje?

4) Mimo że nieraz rozpieprza Wam to "życie".

- "życie"? Twoje życie bez cudzysłowu jest prawdziwsze, ważniejsze, czy jak?

5) Więc to nie chodzi tylko o wiek, odległość, częstotliwość jako taką. Partnerka mieszkałaby z ojcem, miałaby go codziennie. Więc uważam, że chociażby ze względu na to mogłaby nie ograniczać tego kontaktu pierdołami, skoro kontakt dziecka niemieszkającego z ojcem będzie siłą rzeczy rzadszy.

- j.w. co to są te pierdoły wg Ciebie? jej uczucia, jej życie, jej spokój, ich wspólne zobowiązania czy plany?

6) Nie obrażony, że się nie chcę widywać, tylko hm... może bardziej dotknięty, że rozwód po mnie spłynął. Trudno, zawsze byłam mało emocjonalna i jakoś nie widziałam w rozwodzie utraty rodzica. A co do kontaktu, to on po prostu chciałby ich więcej, częściej się o nie dopominał niż ja.

- rozwód rodziców to dla każdego dziecka tragedia. nie spłynęło to po Tobie. dusisz to, a nawet nie, bo znalazłaś tu na forum namiastkę terapii. możesz się trochę wykrzyczeć. masz dużo negatywnych emocji w stosunku do potencjalnej partnerki Twojego ojca. a ojca karzesz. nawet nie dopuszczasz do siebie myśli, że ta potencjalna partnerka mogłaby być kulturalną, sympatyczną osobą.

7) partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu.

- umniejszasz czyjąś potrzebę intymności i sobie ironizujesz

8) Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

- to niech się te 2 strony spotykają, nikt im nie broni. idźta gdzie chceta i róbta co chceta, tylko nie siedźcie komuś na głowie. szanujcie ludzie drugiego człowieka. jakoś nie ma tu zbyt wielu wpisów o w miarę dobrze wychowanych dzieciach. mało tego, osobiście znam rodziny patchworkowe, gdzie dzieci mają kuratorów, tak są dobrze wychowane.

9) wcześniej nikt mi nie ZABRANIAŁ ani nie OGRANICZAŁ kontaktu z ojcem, więc żeby po rozwodzie było właśnie TAK SAMO, to też nikt nie może mi tego zabraniać ani ograniczać

- po rozwodzie już nigdy nic nie będzie tak samo. jeżeli ojciec ma nową rodzinę, to musi się z nią również liczyć. Ty, jeśli utrzymujesz z ojcem stosunki, to też. przez zwykłą kulturę.

nic nie piszesz o potencjalnych podłych partnerach matki, ciekawe dlaczego.

5 250

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, szczerze mówiąc, chyba - jako dzieciaka - mniej by mnie dotknęło ściągnięcie (nawet brutalne big_smile) butów, niż odesłanie do matki. To trochę inny komunikat - zwyczajnie, nie ma łażenia w butach po domu. Ale odsyłanie dziecka z jakiegokolwiek powodu? Nawet gdyby tam zaczął wrzeszczeć i wyzywać? Nie popieram takiego zachowania, jest naganne, ale mimo tego ojciec nie przestaje być ojcem takiego dziecka. Nie jest się tatusiem tylko wtedy, kiedy dziecko spełnia oczekiwania. Rozwydrzony bachor też powinien mieć możliwość kontaktów z ojcem. Nie ma "jak będziesz grzeczny". Jak się płodzi dziecko, to nie ma gwarancji, że się spłodzi aniołka. Odpowiedzialność zawsze ta sama.

Panienko z okienka, trochę powyrywałaś z kontekstu. tongue Oczywiście, że ma prawo chcieć mieć święty spokój itd. Ja zresztą pisałam kilka razy już, że je wszystkie rozumiem. Tyle że tego nie aprobuję. Jeśli chce się mieć święty spokój, to się nie wiąże z facetem z dzieckiem. Bo to dziecko jest ZAWSZE dzieckiem partnera, nie tylko wtedy, kiedy partnerka ma dobry humor.

2) Ojca w domu widywałam może 2-3 razy w roku, często rzadziej, wolałam wpadać do pracy albo żeby mnie zabierał gdzieś (ciacho/lody/obiad/później piwo/drink).

- bez komentarza

Wbrew pozorom nie ma w tym nic dziwnego. Do pracy ojca miałam 3 minuty spacerkiem, mieszkałam w dodatku blisko parku, gdzie pełno jakichś knajp, cukierni i "takich tam z parasolami". tongue A mieszkał na drugim końcu miasta, mimo że niezbyt dużego, to jednak było daleko i raczej trzeba było przywieźć/zawieźć. Wygodniej obu stronom było zabrać mnie na przykład na pizzę po pracy.

3) kontakt z dzieckiem jest ważniejszy niż "widzimisię" partnerki.

- co rozumiesz przez "widzimisię" partnerki? to, że jest zmęczona po pracy, zaprosiła swoje dzieci do domu, albo innych gości, czy to że dzisiaj gorzej się czuje?

Już pisałam, że inne plany, typu goście, nie byłyby problemem, rozumiem, nie ma sprawy. Widzimisię był na przykład święty spokój wymieniony tutaj.

4) Mimo że nieraz rozpieprza Wam to "życie".

- "życie"? Twoje życie bez cudzysłowu jest prawdziwsze, ważniejsze, czy jak?

Całość brzmiała tak: I myślę, że w gruncie rzeczy, mimo że Was to denerwuje, to jednak dobrze o ojcach świadczy, że dzieci mają w nich oparcie. Mimo że nieraz rozpieprza Wam to "życie". W cudzysłowie życie, bo bez przesady, nie rozwala całości.

5) Więc to nie chodzi tylko o wiek, odległość, częstotliwość jako taką. Partnerka mieszkałaby z ojcem, miałaby go codziennie. Więc uważam, że chociażby ze względu na to mogłaby nie ograniczać tego kontaktu pierdołami, skoro kontakt dziecka niemieszkającego z ojcem będzie siłą rzeczy rzadszy.

- j.w. co to są te pierdoły wg Ciebie? jej uczucia, jej życie, jej spokój, ich wspólne zobowiązania czy plany?

Jej spokój? Uczucia? To znaczy, jeśli ja burzę jej spokój odwiedzinami, to mam nie odwiedzać ojca wcale? Zakładając, że i moje, i partnerki uczucia, spokój są tak samo ważne, to chyba powinna ścierpieć moje odwiedziny, skoro nie zabieram nawet połowy czasu ojca? Ma więcej czasu z nim dla siebie, nie zjawiałabym się co drugi dzień przecież, więc nawet gdyby to było raz-dwa razy w tygodniu, to chociaż - jak na niechcianego gościa - to dużo, to na kontakt z ojcem nie bardzo.

6) Nie obrażony, że się nie chcę widywać, tylko hm... może bardziej dotknięty, że rozwód po mnie spłynął. Trudno, zawsze byłam mało emocjonalna i jakoś nie widziałam w rozwodzie utraty rodzica. A co do kontaktu, to on po prostu chciałby ich więcej, częściej się o nie dopominał niż ja.

- rozwód rodziców to dla każdego dziecka tragedia. nie spłynęło to po Tobie. dusisz to, a nawet nie, bo znalazłaś tu na forum namiastkę terapii. możesz się trochę wykrzyczeć. masz dużo negatywnych emocji w stosunku do potencjalnej partnerki Twojego ojca. a ojca karzesz. nawet nie dopuszczasz do siebie myśli, że ta potencjalna partnerka mogłaby być kulturalną, sympatyczną osobą.

Nie mam negatywnych odczuć w stosunku do potencjalnej partnerki ojca. o.O Byłaby mi obojętna. Jak kulturalna i sympatyczna, to cieszę się ze względu na ojca, chociaż sama nie chciałabym jej specjalnie poznawać. Ale nie ze względu na negatywne odczucia do niej, po prostu byłaby mi obojętna, nie obchodziłaby mnie. Nie chciałabym dla niej specjalnie źle, ale też jej chcę/nie chcę nie byłoby dla mnei ważniejsze od mojego. Ot, po prostu nie zmieniałabym nic. Jeżeli jej by moje odwiedziny przeszkadzały, to też by mnie to nie wzruszało. Też mogę być dla niej obojętna czy może mnie nawet nie lubić, jej prawo. Przeszkadzałoby mi, gdyby ze względu na nią ojciec coś zmieniał w podejściu do mnie. Ale o to też bym miała żal do ojca, że na to pozwala, a nie do niej. Nie wymagałabym od niej niczego i nie chciałabym, żeby ona ode mnie czegokolwiek wymagała. Mogłybyśmy sobie pozostać przy kulturalnym "cześć" i tyle. tongue

7) partnerka nie ma ochoty mnie widzieć, bo - jak gdzieś tu się pojawiło - chce biegać w szlafroku po mieszkaniu.

- umniejszasz czyjąś potrzebę intymności i sobie ironizujesz

Nie ironizuję, taki przykład tu się pojawił. Nie uważam po prostu, żeby bieganie w szlafroku było ważniejsze od spotkania z dzieckiem.

8) Chodzi mi o wagę tych sytuacji - nie wiem, spotkanie z dzieckiem, na które obie strony mają ochotę vs. chęć świętego spokoju partnerki. I tutaj to pierwsze jest dla mnie ważniejsze.

- to niech się te 2 strony spotykają, nikt im nie broni. idźta gdzie chceta i róbta co chceta, tylko nie siedźcie komuś na głowie. szanujcie ludzie drugiego człowieka. jakoś nie ma tu zbyt wielu wpisów o w miarę dobrze wychowanych dzieciach. mało tego, osobiście znam rodziny patchworkowe, gdzie dzieci mają kuratorów, tak są dobrze wychowane.

No i nawet jakby to było dziecko z poprawczaka, to ojciec ma je skreślić? o.O Przestaje być ojcem, bo dzieciak niegrzeczny? I hm... nie siedźcie komuś na głowie? Znaczy, od kiedy się związał, to nie może z dzieckiem w domu siedzieć, bo niechciany gość? Paranoja.

9) wcześniej nikt mi nie ZABRANIAŁ ani nie OGRANICZAŁ kontaktu z ojcem, więc żeby po rozwodzie było właśnie TAK SAMO, to też nikt nie może mi tego zabraniać ani ograniczać

- po rozwodzie już nigdy nic nie będzie tak samo. jeżeli ojciec ma nową rodzinę, to musi się z nią również liczyć. Ty, jeśli utrzymujesz z ojcem stosunki, to też. przez zwykłą kulturę.

Ojciec ma NOWĄ PARTNERKĘ. Dziecko jest taką samą rodziną, jak było wcześniej.

nic nie piszesz o potencjalnych podłych partnerach matki, ciekawe dlaczego.

Potencjalnego partnera matki dotyczy to samo. Tyle że mieszkałam z matką, więc raczej nie mógłby mnie wywalić z domu, czy bym mu się podobała, czy nie. Poza tym pokutuje w społeczeństwie stereotyp, że dzieci są matki. A to nieprawda, są tak samo matki i ojca. Śmieszy mnie to, zwłaszcza, jeśli partnerka mieszka z dzieckiem z poprzedniego związku, a partnerowi ogranicza kontakty z jego dziećmi. No bo przecież tam mają matkę. Albo takie niegrzeczne. Albo zaburzają spokój. Albo cokolwiek innego. A nieważne, co można zarzucić tym dzieciom, to dalej są dziećmi swojego ojca. I o tym należało pomyśleć wcześniej. Że żadne okoliczności tego nie zmienią.

5 251

Odp: Być drugą i macochą

ok ja o niebie, Ty o chlebie. pochodzę z pełnej rodziny, ale kiedy byłam niegrzeczna, wariowaliśmy z bratem i mamine "uspokójcie się" nie działało, każde z nas szło do swojego pokoju czytać książki. i mama czy tata nas w tym czasie nie zabawiali. mieliśmy sobie przemyśleć nasze zachowanie. to jest naturalne zjawisko, że człowiek nie chce przebywać z hałaśliwym czy chamskim drugim człowiekiem. nawet rodzony rodzic. myślisz, że dlaczego dziewczyny wiążą się z mężczyznami z dziećmi? bo myślą dokładnie tak jak Ty. przecież to jest dziecko, nie jest winne rozpadowi rodziny, i ojciec będzie ojcem do końca życia. problem zaczyna się, jeśli taki ojciec przestaje być ojcem i zamiast dziecko wychowywać, to je hoduje. zaspokaja jego potrzeby, ale niczego nie uczy, nie wymaga. wychowanie dziecka nie ma na celu umilenie życia nowej partnerce, tylko przygotowanie tego małego człowieka do życia. życie jest brutalne i cham, zostaje sam, nikt się z nim nie będzie zadawać, chyba że drugi cham.

wspomniałam o kuratorze, te dzieci akurat nie są w poprawczakach. niestety, ale we wszystkich przypadkach matka robi dziecku wodę z mózgu. i kurator m.in. ma za zadanie takiej mamie wyprostować myślenie. często są to kobiety niedojrzałe emocjonalnie, które nie rozumieją tego, że krzywdzą rodzone dziecko. córka mojego partnera np. boi się rozmawiać z ojcem przez telefon, bo naraża się tym swojej matce. pani ex świadomie pozbawia swoje dziecko ojca i całą jego rodzinę z dziadkami, ciotkami i rodzeństwem.

5 252 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-26 10:03:00)

Odp: Być drugą i macochą

Właśnie mamy przykład roszczeniowego dziecka.
Ona wiele nie wymaga tylko aby tatuś i mamusia  byli do jej dyspozycji kiedy ona ma na to ochotę. Ją nic nie obchodzi, że rodzice układają sobie życie na nowo. Byleby jej niczego nie odebrali. Byleby dalej była "gwiazdą". No właśnie jest tak zapatrzona w siebie, że nawet nie zauważa że jest roszczeniowa. Nic ją nie obchodzi czy rodzice są samotni, czy są szczęśliwi.
Tatuś ma dwa tygodnie urlopu i jedyne o czym może marzyć to spędzić je tylko ze swoimi dziećmi. Nowa partnera - o nie, ona niech sobie siedzi sama albo jedzie sama, bo tatuś jest tylko dziecka.
Eileen - ciekawe jakbyś podeszła gdyby tatuś założył nową rodzinę i miał dziecko z nową partnerką. To dziecko miałoby spędzić wakacje tylko ze swoją mamusią? Nie ono nie miałoby prawa do wspólnych wakacji z rodzicami bo ty byłaś pierwsza i tobie  pierwszej się należy.

I POWIEM CI MOJA DROGA JAKO MATKA I MACOCHA - NIGDY NIE TŁUMACZYMY SIĘ, ANI JA ANI MÓJ MĄŻ, PRZED DZIEĆMI. JEŚLI NIE PASUJE NAM Z JAKIEGOKOLWIEK POWODU, KTÓREMUŚ Z NAS WIZYTA NASZYCH DZIECI TO PO PROSTU MÓWIMY MAMY INNE PLANY. NIE BĘDZIEMY SIĘ SPOWIADAĆ JAK CHCEMY SPĘDZIĆ CZAS. I JEŚLI MIAŁABYM OCHOTĘ PO CAŁYM TYGODNIU PRACY ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE TO CZYJEKOLWIEK DZIECKO NIE MOŻE MI W TYM PRZESZKODZIĆ. I TO ŻE TO DZIECKO MIAŁOBY OCHOTĘ ODWIEDZIĆ TATUSIA MIAŁABYM GDZIEŚ TAK JAK ONO MA GDZIEŚ MOJĄ OSOBĘ, MOJE POTRZEBY I MOJE ZDANIE.
Mamy już dorosłe dzieci które założyły swoje rodziny i takie które jeszcze studiują. I od czasu kiedy mój mąż uświadomił sobie, że on też ma prawo do życia skończyło się skakanie na sznurkach dzieci. Dzieciom niczego nie zabrakło, są szczęśliwe i nauczyły się tolerancji, cierpliwości i widzą rodziców jako ludzi a nie służących będących na ich usługach.

Eileen - wspomniałaś gdzieś o wspólnych świętach, bo wy się wszyscy lubicie i spędzacie je razem. Czy mam rozumieć, że rodzice mimo iż rozwiedzenie spędzają je razem?

5 253

Odp: Być drugą i macochą

Święta nie. Pisałam, że najczęściej były organizowane w jednym mieście. Dziadkowie (jedni i drudzy) mieszkają w jednym mieście, oddalonym o 40 km od tego, gdzie mieszkają rodzice. Czyli często było tak, że najpierw szliśmy na Wigilię do dziadków ze strony ojca, potem wracaliśmy "do siebie", czyli do dziadków ze strony matki. Raz chyba było tak, że każde z nich robiło u siebie, więc najpierw szliśmy do ojca, potem wracaliśmy do mamy, a mój brat dodatkowo spał u ojca. W tym roku było tak, że dziadek ze strony ojca miał nie robić świąt tylko jechać gdzieś tam, ojcu się nie chciało robić u siebie, mama zaprosiła go do nas. Ale dziadkowi się odwidziało, zrobił święta, ojciec pojechał tam. Więc takich naprawdę wspólnych świąt po rozwodzie nie było, ale była szansa. A to, że się lubią, to prawda. Mogą na siebie liczyć. Mama odwiezie ojca 100 km na lotnisko, ojciec - jak spędzał w tym roku Sylwestra na nartach z ich wspólnymi znajomymi (bardziej znajomi ojca, ale też ich zna), a dowiedział się, że mama nie ma planów - to zabrał ją ze sobą, mój kuzyn miał wesele, jego matka się rozwodzi i lamentuje, bo tam wielkie burze, awantury, spytała, czy nie wziąłby mojej mamy, bo by się lepiej z nią czuła, to wziął itd. itp. Z jakiegoś powodu się rozwiedli, ale nie przeszkadza im to się normalnie traktować. Tak samo ich rodzinom - siostra ojca podrzuca owoce z działki rodzicom mamy itd.

Ewarg napisał/a:

Właśnie mamy przykład roszczeniowego dziecka.
Ona wiele nie wymaga tylko aby tatuś i mamusia  byli do jej dyspozycji kiedy ona ma na to ochotę. Ją nic nie obchodzi, że rodzice układają sobie życie na nowo. Byleby jej niczego nie odebrali. Byleby dalej była "gwiazdą". No właśnie jest tak zapatrzona w siebie, że nawet nie zauważa że jest roszczeniowa. Nic ją nie obchodzi czy rodzice są samotni, czy są szczęśliwi.

Ja od swoich rodziców właściwie nic już nie wymagam. Cenię sobie jedynie poczucie, że w razie czego zawsze mogę wrócić do domu. Więc czego ja w tym momencie wymagam od swoich rodziców? Nie wymagam pieniędzy, czasu, tylko tego, że mnie mama czasem przechowa na wakacjach. A właściwie to i nie tego, bo nie lubię tego miasta, liceum skończyłam, mieszkając u babci, tam mam więcej znajomych i tam spędzam większość wakacji. Więc właściwie to nie ja wymagam, żeby mnie przechowała na wakacjach, tylko mama wymaga, żebym część czasu spędziła u niej, jeśli wracam. Faktycznie, wracając na 2-3 miesiące do domu, rozwalam rodzicom potencjalne związki i szczęście. big_smile

Ewarg napisał/a:

Tatuś ma dwa tygodnie urlopu i jedyne o czym może marzyć to spędzić je tylko ze swoimi dziećmi. Nowa partnera - o nie, ona niech sobie siedzi sama albo jedzie sama, bo tatuś jest tylko dziecka.

No, akurat mój ojciec bardzo chętnie spędzał wakacje z dziećmi, czasem dodatkowo w trakcie roku szkolnego zabierał mojego brata, lubi podróżować. Tatuś nie jest tylko dziecka, ale partnerka też nie może oczekiwać, że to dziecko zniknie, jak pojawią się wakacje. Ja akurat szybko zaczęłam wyjeżdżać ze znajomymi, a nie z rodzicami, ale mój brat długo jeździł z ojcem. I raczej nie było to poświęcenie, co trochę wynika z tonu Twojego pierwszego zdania. W gestii tatusia leży to, żeby tak zorganizował urlop, żeby OBIE strony nie były poszkodowane. Dziecko również.

Ewarg napisał/a:

Eileen - ciekawe jakbyś podeszła gdyby tatuś założył nową rodzinę i miał dziecko z nową partnerką. To dziecko miałoby spędzić wakacje tylko ze swoją mamusią? Nie ono nie miałoby prawa do wspólnych wakacji z rodzicami bo ty byłaś pierwsza i tobie  pierwszej się należy.

Nie mi pierwszej się należy, tylko należy TAK SAMO, więc skoro jedzie gdzieś z tamtym dzieckiem, to jedzie też ze mną. Czy razem (i doprowadza do białej gorączki partnerkę big_smile), czy kombinuje z dłuższym urlopem (akurat w pracy mojego ojca ogarnięcie takiego nie jest problemem, może się zamieniać do woli) to już nieistotne. Bo nie mam więcej praw/przywilejów niż jego kolejne dziecko, ale mam ich tyle samo.

panienka_z_okienka napisał/a:

pochodzę z pełnej rodziny, ale kiedy byłam niegrzeczna, wariowaliśmy z bratem i mamine "uspokójcie się" nie działało, każde z nas szło do swojego pokoju czytać książki. i mama czy tata nas w tym czasie nie zabawiali. mieliśmy sobie przemyśleć nasze zachowanie. to jest naturalne zjawisko, że człowiek nie chce przebywać z hałaśliwym czy chamskim drugim człowiekiem. nawet rodzony rodzic.

A nie widzisz różnicy pomiędzy odesłaniem dziecka do pokoju, a odwiezieniem go do matki, bo nie słucha? I tutaj nawet nie mam pretensji do partnerek tylko do ojca. Co to, dobry tatuś dopóki dziecko słucha, a jak nie, to się wynoś? I nie rozumiem, że tak wszystkie to popieracie. I jakoś nikt mi nie odpowiedział na pytanie, czy jak ich dziecko jest niegrzeczne, to też jest odsyłane. A jak jest to dziecko partnerki w dodatku mieszkające z nimi? To co, jak nie posłucha partnera, to też zostanie wywalone? Bo partnerowi się nie spodoba, że nie słucha?

5 254 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-26 11:18:40)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

. I jakoś nikt mi nie odpowiedział na pytanie, czy jak ich dziecko jest niegrzeczne, to też jest odsyłane. A jak jest to dziecko partnerki w dodatku mieszkające z nimi? To co, jak nie posłucha partnera, to też zostanie wywalone? Bo partnerowi się nie spodoba, że nie słucha?

To ja Ci odpowiem. Nie. Moje dziecko, gdy zdarzy się Mu być niegrzecznym lub buntować na coś, nie było i nie będzie odsyłane do tatusia, ale miało wyciągnięte inne konsekwencje: np zakaz komputera, tv lub wyjścia do kolegów. Kiedy nie daje sobie rady (rzadko, ale zdarzyło się dwa razy) dzwonie do Byłego męża , mówię co i jak i On również włącza się do "gadki wychowawczej". Ale gadki wychowawczej w stosunku do naszych dzieci a nie moralizowania mnie, że to ja źle robię, że czegoś tam od dziecka wymagam.
Natomiast u naszych popapranych Exowych żon, to tak nie działa!!!!! Za to, że JEJ dziecko w czasie pobytów u nas miało karę (np stanie w kącie do czasu aż się wypłacze, przestanie histeryzować i w końcu normalnie zje obiad) matka tychże dzieci potrafiła dzwonić z awanturą: JAK TO? KTO ŚMIAŁ POSTAWIĆ JEJ DZIECKO W KĄCIE?!!! Zwykłe czesanie przeze mnie długich do pasa włosów JEJ córki, było JEJ zdaniem szarpaniem i ciąganiem za włosy. Obcinanie brudnych, zapuszczonych pazurów u nóg (oczywiście owianym kolejną histerią, bo dzieci nie przyzwyczajone, że ktokolwiek Im paznokcie obcina) było odbierane jako naruszenie cielesności JEJ dziecka. Za ściągnięcie siłą brudnych buciorów z nóg 5 letniej pannicy miałabym pewnie założoną sprawę za naruszenie Jej cielesności. ROZUMIESZ TERAZ? 
Ojciec kiedy próbował wyegzekwować od córki normalne zjedzenie, normalnego obiadu był krytykowany NAWET przez swoją matkę - no bo odpuść, niech zje co lubi, zrobię Jej naleśniczki. ROZUMIESZ?
My tu nie mamy do czynienia z NORMALNYM zachowaniem matki i ojca. Mamy do czynienia z czynnym nastawianiem dzieci przeciwko ojcu i macosze, jątrzenie, podjudzanie, donoszenie itd.  I nie wmówisz mi , że w takich sytuacja ojciec musi chcieć się wciąż widywać z dziećmi. Bo w takiej sytuacji kiedy matka bezlitośnie używa dzieci do prowadzenia swojej popapranej wojny dla dobra tego dziecka ojciec czasem MUSI odpuścić. Bo to co własna matka robi Im z mózgu wystarczy tym dzieciom. niepotrzebnie miałyby byc z naszej strony narażone na stres wywołany zderzeniem z kulturalnym światem. Czasem lepiej jest Je odesłać do swiata , który buduje Im matka. ROZUMIESZ?

5 255

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Eileen napisał/a:

. I jakoś nikt mi nie odpowiedział na pytanie, czy jak ich dziecko jest niegrzeczne, to też jest odsyłane. A jak jest to dziecko partnerki w dodatku mieszkające z nimi? To co, jak nie posłucha partnera, to też zostanie wywalone? Bo partnerowi się nie spodoba, że nie słucha?

To ja Ci odpowiem. Nie. Moje dziecko, gdy zdarzy się Mu być niegrzecznym lub buntować na coś, nie było i nie będzie odsyłane do tatusia, ale miało wyciągnięte inne konsekwencje: np zakaz komputera, tv lub wyjścia do kolegów. Kiedy nie daje sobie rady (rzadko, ale zdarzyło się dwa razy) dzwonie do Byłego męża , mówię co i jak i On również włącza się do "gadki wychowawczej". Ale gadki wychowawczej w stosunku do naszych dzieci a nie moralizowania mnie, że to ja źle robię, że czegoś tam od dziecka wymagam.
Natomiast u naszych popapranych Exowych żon, to tak nie działa!!!!! Za to, że JEJ dziecko w czasie pobytów u nas miało karę (np stanie w kącie do czasu aż się wypłacze, przestanie histeryzować i w końcu normalnie zje obiad) matka tychże dzieci potrafiła dzwonić z awanturą: JAK TO? KTO ŚMIAŁ POSTAWIĆ JEJ DZIECKO W KĄCIE?!!! Zwykłe czesanie przeze mnie długich do pasa włosów JEJ córki, było JEJ zdaniem szarpaniem i ciąganiem za włosy. Obcinanie brudnych, zapuszczonych pazurów u nóg (oczywiście owianym kolejną histerią, bo dzieci nie przyzwyczajone, że ktokolwiek Im paznokcie obcina) było odbierane jako naruszenie cielesności JEJ dziecka. Za ściągnięcie siłą brudnych buciorów z nóg 5 letniej pannicy miałabym pewnie założoną sprawę za naruszenie Jej cielesności. ROZUMIESZ TERAZ? 
Ojciec kiedy próbował wyegzekwować od córki normalne zjedzenie, normalnego obiadu był krytykowany NAWET przez swoją matkę - no bo odpuść, niech zje co lubi, zrobię Jej naleśniczki. ROZUMIESZ?
My tu nie mamy do czynienia z NORMALNYM zachowaniem matki i ojca. Mamy do czynienia z czynnym nastawianiem dzieci przeciwko ojcu i macosze, jątrzenie, podjudzanie, donoszenie itd.  I nie wmówisz mi , że w takich sytuacja ojciec musi chcieć się wciąż widywać z dziećmi. Bo w takiej sytuacji kiedy matka bezlitośnie używa dzieci do prowadzenia swojej popapranej wojny dla dobra tego dziecka ojciec czasem MUSI odpuścić. Bo to co własna matka robi Im z mózgu wystarczy tym dzieciom. niepotrzebnie miałyby byc z naszej strony narażone na stres wywołany zderzeniem z kulturalnym światem. Czasem lepiej jest Je odesłać do swiata , który buduje Im matka. ROZUMIESZ?

zwłaszcza ze w tamtym swiecie czuja się dobrze i na swoim miejscu,w swiecie(domu) macochy czuja się dziwnie, bo jakies zakazy ,nakazy,wymagania odnośnie kultury,higieny,czy jedzenia nozem i widelcem,wymagania odnośnie obowiazkow szkolnych ,nie daj boshe sprzątania po sobie toz to szok kulturowy dla psierbow ;
po co fundować im taka traume,po co pokazywać jak zyja ludzie ,exowe wywodzą się z roznych srodowisk i wg wzorcow tychze wychowują swoje dzieci,nic mi do tego poki nie wlazi to na moje podwórko i ja nie musze babrać się w tym ,,szicie,,
ale jak mawiają ,,kto się wroblem urodzil,kanarkiem nie zdechnie,,

5 256

Odp: Być drugą i macochą

No dobrze, ja przyjmuję wiadomości, że są matki, którym odbija, walczą dzieckiem itd. Ale taka 5-latka nie jest temu winna. I gdyby moja matka była nienormalna i o mnie nie dbała w dodatku (to o paznokciach np.), to miło by było, gdyby mój ojciec dalej mnie nie skreślał. I walczył o mnie i moje normalne zachowanie. Bo piszesz, że to dla dobra dziecka. Na pewno? Może chwilowego - ma spokój - tak. Ale na dłuższą metę hm... nie chciałabym kiedyś powiedzieć "miałam niezrównoważoną matkę, która wykorzystywała mnie w swoich chorych rozgrywkach, a ojciec w końcu machnął na to i na mnie ręką". I jeśli chodzi o zachowanie/wychowanie takiego dziecka, to też na pewno olanie tego nie wyjdzie mu na dobre. Tylko żeby było jasne - nie mówię tego do Ciebie, nie uważam, że jako partnerka masz o cokolwiek zabiegać czy tym bardziej walczyć o normalność dziecka. Mówię o ojcu. Przekreślić swoje 5-letnie dziecko, odesłać, bo mu matka wodę z mózgu zrobiła? Będę powtarzać jak mantrę - dziecko zawsze jest dzieckiem ojca, nawet jak robi nie wiadomo co. Przykre to w sumie.

5 257

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

. Ale na dłuższą metę hm... nie chciałabym kiedyś powiedzieć "miałam niezrównoważoną matkę, która wykorzystywała mnie w swoich chorych rozgrywkach, a ojciec w końcu machnął na to i na mnie ręką". I jeśli chodzi o zachowanie/wychowanie takiego dziecka, to też na pewno olanie tego nie wyjdzie mu na dobre. Tylko żeby było jasne - nie mówię tego do Ciebie, nie uważam, że jako partnerka masz o cokolwiek zabiegać czy tym bardziej walczyć o normalność dziecka. Mówię o ojcu. Przekreślić swoje 5-letnie dziecko, odesłać, bo mu matka wodę z mózgu zrobiła? Będę powtarzać jak mantrę - dziecko zawsze jest dzieckiem ojca, nawet jak robi nie wiadomo co. Przykre to w sumie.

Tak masz rację . Ojciec zawsze pozostanie ojcem. Ale nie wiem czy szarpanie się o dziecko, między tymi dwoma światami jest faktycznie dla dziecka dobrym rozwiązaniem. Na pewno słyszałaś w mediach o sprawie córki tej aktorki Samusionek? Uważasz, że to co robią Ci dorośli ludzie (w tym wypadku to ojciec nastawia córkę przeciwko matce a sam na pokaz jest "super" tatusiem). Uważasz , że takie szarpanie jest dla tej corki "dobrem". Czy ta dziewczynka napewno ma poczucie, że rodzice tak bardzo ja kochają, że az sobie prowadza o nią wojnę? Wiele dzieci wychowuje się bez ojców, czasem u ojca bez matki (tak jak w wypadku Martishy). Ale najważniejsze by czuło się bezpieczne. Taka wojna i niezdrowa atmosfera na pewno nie wpływa pozytywnie na poczucie bezpieczeństwa u tego dziecka. Może kiedyś jak dorosną, zachcą z ojcem porozmawiać i dowiedzieć "dlaczego je zostawił". Ale będą wtedy dorosły i będzie im to można wyjaśnić. Na dzień dzisiejszy tłumaczenie 5 czy 6 letniej dziewczynce, że Jej mama źle postępuje to burzenie Jej poczucia bezpieczeństwa. Dla każdego dziecka Jego mama to świętość i autorytet. Nawet jeśli ta matka to jędza, czarownica , manipulanta i lewuska . AMEN

5 258

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

No dobrze, ja przyjmuję wiadomości, że są matki, którym odbija, walczą dzieckiem itd. Ale taka 5-latka nie jest temu winna. I gdyby moja matka była nienormalna i o mnie nie dbała w dodatku (to o paznokciach np.), to miło by było, gdyby mój ojciec dalej mnie nie skreślał. I walczył o mnie i moje normalne zachowanie. Bo piszesz, że to dla dobra dziecka. Na pewno? Może chwilowego - ma spokój - tak. Ale na dłuższą metę hm... nie chciałabym kiedyś powiedzieć "miałam niezrównoważoną matkę, która wykorzystywała mnie w swoich chorych rozgrywkach, a ojciec w końcu machnął na to i na mnie ręką". I jeśli chodzi o zachowanie/wychowanie takiego dziecka, to też na pewno olanie tego nie wyjdzie mu na dobre. Tylko żeby było jasne - nie mówię tego do Ciebie, nie uważam, że jako partnerka masz o cokolwiek zabiegać czy tym bardziej walczyć o normalność dziecka. Mówię o ojcu. Przekreślić swoje 5-letnie dziecko, odesłać, bo mu matka wodę z mózgu zrobiła? Będę powtarzać jak mantrę - dziecko zawsze jest dzieckiem ojca, nawet jak robi nie wiadomo co. Przykre to w sumie.

I ty właśnie dzieckiem jesteś.
Nie masz pojęcia jak wygląda życie. Widzisz jak wygląda twój dom, twoja rodzina.
Ja już widzę jak mama zostawia swojego drugiego męża w domu samego i jedzie z twoim ojcem na lotnisko czy na wesele..... Ja już widzę jak w święta druga żona twojego taty spędza samotnie święta bo jej mąż spędza je ze swoimi dziećmi i byłą żoną.
No bardzo podoba mi się ich wspólny urlop............
Dziewczyno, ja mam wrażenie że ty masz góra 18 lat, bo o życiu to nic nie wiesz a wymądrzasz się.
Uważam że o wychowaniu nie powinny dyskutować osoby, które nie mają dzieci i ich nie lubią.
Bronisz praw dziecka tylko ze swojego punktu widzenie bo skoro ich nie lubisz to na pewno ty nigdy nie kierowałabyś się dobrem jakiegokolwiek dziecka tylko swoim.

5 259 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-26 12:12:44)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

gdyby moja matka była nienormalna i o mnie nie dbała w dodatku (to o paznokciach np.), to miło by było, gdyby mój ojciec dalej mnie nie skreślał. I walczył o mnie i moje normalne zachowanie

To Ty tak uważasz teraz z pozycji dorosłej kobiety. Żadne małe dziecko nie powie, że ma nienormalną matkę. Baaaa, żyje w świecie, który ta matka mu stworzy i ten właśnie świat dziecko uważa za normalny.
Trudno jest żyć, dzielić dom, weekend czy urlop z nastolatkiem , który ma Cię w dupie. Ale w normalnej rodzinie (normalnej wg moich kryteriów) to ojciec z matką mogą powiedzieć: zawaliłeś rok gówniarzu to na żadne wakacje nie jedziesz. W wakacje siedzisz w domu i nadrabiasz zaległości. ALE w rozwiedzionej rodzinie: ojciec nie ma prawa powiedzieć chamskiemu nastolatkowi - zabieram Ci telefon do czasu aż poprawisz stopnie, bo na to wszystko rzuca się piekląca SUPER MAMA i krzyczy że ojciec dziecku telefon ukradł. A sprytny chamski, roszczeniowy nastolatek (nawet jeśli myśli że Jego matka jest porąbana) to w takiej sytuacji pójdzie za matką. Bo matka na wszystko pozwala a ojciec to się niepotrzebnie czepia.

Eileen napisał/a:

Przekreślić swoje 5-letnie dziecko, odesłać, bo mu matka wodę z mózgu zrobiła?

Nie przekreślić, ale odpuścić spotkania, które robią dziecku jeszcze gorszą wodę z mózgu, burzą Jego świat. Świat zbudowany przez matkę.

Dlatego będę bronic stanowiska, że jeśli nie ma spójnych metod wychowawczych, kiedy pojawia się jątrzenie i wojna dzieckiem, to mądrzejszy musi odpuścić. Właśnie dla DOBRA tegoż dziecka.

5 260 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-26 13:17:03)

Odp: Być drugą i macochą

A tak na marginesie to Ty w swoim powyższym poście:

Eileen napisał/a:

Nie mam negatywnych odczuć w stosunku do potencjalnej partnerki ojca. o.O Byłaby mi obojętna. Jak kulturalna i sympatyczna, to cieszę się ze względu na ojca, chociaż sama nie chciałabym jej specjalnie poznawać. Ale nie ze względu na negatywne odczucia do niej, po prostu byłaby mi obojętna, nie obchodziłaby mnie. Nie chciałabym dla niej specjalnie źle, ale też jej chcę/nie chcę nie byłoby dla mnei ważniejsze od mojego. Ot, po prostu nie zmieniałabym nic. Jeżeli jej by moje odwiedziny przeszkadzały, to też by mnie to nie wzruszało. Też mogę być dla niej obojętna czy może mnie nawet nie lubić, jej prawo. Przeszkadzałoby mi, gdyby ze względu na nią ojciec coś zmieniał w podejściu do mnie. Ale o to też bym miała żal do ojca, że na to pozwala, a nie do niej. Nie wymagałabym od niej niczego i nie chciałabym, żeby ona ode mnie czegokolwiek wymagała. Mogłybyśmy sobie pozostać przy kulturalnym "cześć" i tyle. tongue

przedstawiasz się właśnie jak tak roszczeniowa nastolata. Co to ma znaczyć, że macocha "Byłaby mi obojętna"? Co to ma znaczyć , że "sama nie chciałabym jej specjalnie poznawać", "byłaby mi obojętna, nie obchodziłaby mnie" i "przeszkadzałoby mi, gdyby ze względu na nią ojciec coś zmieniał w podejściu do mnie. "   No to faktycznie bije od Ciebie empatia i miłość do ojca i chęć by ON BYŁ SZCZĘŚLIWY :-)
"Nie chciałabym, żeby ona ode mnie czegokolwiek wymagała. Mogłybyśmy sobie pozostać przy kulturalnym "cześć" i tyle" -----> NO TO FAKTYCZNIE TAKA MACOCHA JAK JA NIE MOGŁABY CI ZŁEGO SŁOWA POWIEDZIEĆ I MOGŁABYM TYLKO PRZYTAKIWAĆ WSZYSTKIM TWOIM FANABERIOM (jeśli bys je miała), SKORO TY OD RAZU ZAJKŁADASZ , ŻE ONA NIE MOGŁABY NICZEGO OD CIEBIE WYMAGAĆ.
I wiesz co, reprezentując taką postawę, gdybym miała zostać Twoją "macochą" (okropne słowo) to Ty u mnie tez byś była z góry przekreślona. I nie chciałoby mi się nawet Ciebie poznać.

5 261 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-03-26 13:35:04)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, ale ja nie mówię, że ojciec ma walczyć dzieckiem. Tylko hm... no kurde, odesłać dzieciaka, bo ma nienormalną matkę? To jest smutne po prostu. Napisałaś: Może kiedyś jak dorosną, zachcą z ojcem porozmawiać i dowiedzieć "dlaczego je zostawił". Może. A może nie. Gdyby mnie ktoś zostawił, raczej bym nie szukała. Ktoś inny by może szukał. Może by zrozumiał tłumaczenia ojca, a może nie. Czy naprawdę matka buntująca dziecko jest powodem, by się od tego dziecka odciąć? I wcale nie miałam na myśli tego, żeby dziecku tłumaczyć, że mama jest zła. Mój ojciec raz mnie "zranił". Nie zrobił nic złego, ale potraktował niesprawiedliwie w stosunku do mojego brata. Mój brat miał hm... okres okropnego zachowania, od małego (jeszcze przed rozwodem, więc to nie to, że rekompensowanie czegoś dziecku) miał podejrzenie ADHD, ogólnie dużo problemów sprawiał. I mój ojciec, jako że kary nie skutkowały, postanowił pokazać "świat" mojemu bratu. Zabrał go do Egiptu, na Wyspy Kanaryjskie, do Turcji, na Cypr itd. I tłumaczył przy tym, że fajnie się zwiedza, ale na to muszą być pieniądze, że jak chce kiedyś tak sobie jeździć, to musi się uczyć, potem mieć dobrą pracę. Fakt, że do mojego brata to przemówiło i może nie stał się od razu aniołkiem, ale stał się jednym z lepszych uczniów w klasie + jest bardzo pracowity, w wolnych chwilach dorabiał, na wakacjach pracuje, bo ogarnął, że posiadanie pieniędzy = przyjemności. Ale ja też byłam dzieckiem i mimo że miałam obiecany wyjazd do Austrii na narty, nie pojechałam, bo akurat nie miał ojciec pieniędzy. W porządku, nie ma to nie ma. Ale parę miesięcy później ojciec zabrał mojego brata znowu. I wtedy nastąpiło moje wielkie nieodzywanie się. I moja mama się nie wtrącała wtedy. Nie mówiła, że ojciec taki owaki. Porozmawiała tylko z nim, że mimo że nie sprawiam problemów i jestem grzeczną dziewczynką tongue, to nadal jestem dzieckiem i względy wychowawcze wobec mojego brata do mnie nie przemawiają. Ale też nie naciskała na mnie na siłę. Ojciec dzwonił, przeprosił, przyjechał, zmienił to. Ale to była sprawa między mną a ojcem, moja matka mogła wytłumaczyć ojcu, jak się czuję, ale nie siedziała i nadawała, jaki to on zły, mimo że zachował się nie w porządku. Raczej dążyła do naszej zgody.

Ewarg napisał/a:

Ja już widzę jak mama zostawia swojego drugiego męża w domu samego i jedzie z twoim ojcem na lotnisko czy na wesele..... Ja już widzę jak w święta druga żona twojego taty spędza samotnie święta bo jej mąż spędza je ze swoimi dziećmi i byłą żoną.
No bardzo podoba mi się ich wspólny urlop............

Bosz, a gdzie ja napisałam, że mają obowiązek wspólnych świąt i urlopów? O obecność na weselu poprosiła moja ciotka, fakt, przez ojca, bo wiedziała, że są w dobrych stosunkach, ale to jej zależało na jej obecności i jakby ojciec z kimś był, to mogła poprosić ją sama. Lubią się, zna całą rodzinę, wesele jej syna, syn też moją matkę lubił, mogła to zrobić i bez angażowania ojca w to. Świąt wspólnych ostatecznie nie było i nikt tego nie żądał, ani żadne z rodziców, ani ja i mój brat. Po prostu, dziadek miał nie robić Wigilii, siostra ojca w takim układzie miała jechać do brata, który mieszka daleko, a mojemu ojcu się nie chciało, więc moja matka go zaprosiła, żeby nie siedział sam, bo i czemu nie? Jakby miał żonę, to przecież nie byłoby powodu, żeby go zapraszać, spędzał by święta z nią, a my byśmy go najwyżej normalnie odwiedzili. Wspólny urlop? Nie wspomniałam o czymś takim, spędzili razem Sylwestra w GRONIE SWOICH ZNAJOMYCH. Bo tym razem to moja mama nie miała planów. Jakby mieli drugie połówki, to Sylwester byłby pewnie z nimi. To nie są rzeczy, o których pisałam jako o wymaganiach. Aczkolwiek fajnie mieć rodziców, którzy się zwyczajnie nie żrą tylko lubią. A ojca odwoziła na lotnisko za każdym razem, jak leciał na wakacje z moim bratem. Mógł wynająć auto, ale po co? Nie lepiej sobie pomagać? To takie straszne, że po rozwodzie ludzie się nie gryzą?

kjim napisał/a:

To Ty tak uważasz teraz z pozycji dorosłej kobiety. Żadne małe dziecko nie powie, że ma nienormalną matkę. Baaaa, żyje w świecie, który ta matka mu stworzy i ten właśnie świat dziecko uważa za normalny.

Wyrwałaś z kontekstu. Napisałam dalej: Ale na dłuższą metę hm... nie chciałabym kiedyś powiedzieć "miałam niezrównoważoną matkę, która wykorzystywała mnie w swoich chorych rozgrywkach, a ojciec w końcu machnął na to i na mnie ręką". Kiedyś - w sensie, jak będę już dorosła i zdam sobie sprawę z tego, że matka mnie krzywdziła swoim zachowaniem, a ojciec to olał, żeby mieć święty spokój. Nie miałabyś o to żalu?

kjim napisał/a:

przedstawiasz się właśnie jak tak roszczeniowa nastolata. Co to ma znaczyć, że macocha "Byłaby mi obojętna"? Co to ma znaczyć , że "sama nie chciałabym jej specjalnie poznawać", "byłaby mi obojętna, nie obchodziłaby mnie" i "przeszkadzałoby mi, gdyby ze względu na nią ojciec coś zmieniał w podejściu do mnie. "   No to faktycznie bije od Ciebie empatia i miłość do ojca i chęć by ON BYŁ SZCZĘŚLIWY :-)
"Nie chciałabym, żeby ona ode mnie czegokolwiek wymagała. Mogłybyśmy sobie pozostać przy kulturalnym "cześć" i tyle" -----> NO TO FAKTYCZNIE TAKA MACOCHA JAK JA NIE MOGŁABY CI ZŁEGO SŁOWA POWIEDZIEĆ I MOGŁABYM TYLKO PRZYTAKIWAĆ WSZYSTKIM TWOIM FANABERIOM (jeśli bys je miała), SKORO TY OD RAZU ZAJKŁADASZ , ŻE ONA NIE MOGŁABY NICZEGO OD CIEBIE WYMAGAĆ.

Kjim, nie chodziło mi o to, że ma przytakiwać moim fanaberiom. Tak, byłaby mi obojętna, nie wiem, czemu doszukujesz się w tym negatywnego znaczenia. Obojętna w takim sensie, że nie miałabym wobec niej negatywnych odczuć, ale też nie chciałabym się
z nią specjalnie zaprzyjaźniać. Jest partnerka, ojciec jest szczęśliwy, to super. Tyle mi wystarczy. Z wymaganiami chodziło mi o to, że nie uważałabym, że ma się - nie wiem - zajmować mną. Nie chciałabym, żeby uważała, że ma wobec mnie jakieś zobowiązania, że ma mnie traktować niemal jak swoje dziecko, czy coś. Wolałabym, żeby się mną hm... po prostu specjalnie nie interesowała? Nie wiem, jakbym miała mieć macochę, to chyba dla mnie wymarzoną relacją byłaby taka trochę koleżeńsko-znajoma, nie wiem, jak to określić. Bez bliższych kontaktów, ale i bez niechęci. Dlatego właśnie "cześć - cześć", jakieś grzecznościowe "co tam u Ciebie", wymiana prezentami na święta i wszystko. I nie wiem, jakim fanaberiom miałabyś mi przytakiwać, bo ja generalnie fanaberii wobec ojca od dłuższego czasu nie miewam. tongue Mało jestem w domu, rzadko widuję ojca, co ta macocha miałaby do mnie mieć? Owszem, teraz jak przyjadę, to życzę sobie, żeby ojciec poświęcił mi czas, ale to jest 3x w roku (Boże Narodzenie, Wielkanoc, wakacje), więc chyba byś mnie zniosła w takich dawkach? tongue Zwłaszcza, że właśnie niespecjalnie miałabym zapędy do "rodzinnych" posiedzeń, z ojcem najczęściej wychodzę albo aktywnie spędzam czas. Ale to, że zabierze mnie na ognisko, na konie, na narty raz na jakiś czas, jak już przyjadę, chyba nie byłoby solą w oku? Zwłaszcza, że alimentów i tak nie płaci na mnie, a teoretycznie by się należały, więc budżetu by nie uszczuplił.

A tak trochę zmieniając temat, bo mi się skojarzyło z nartami i kosztami. Jeździliśmy od dziecka, cała moja rodzina, łącznie z dziadkiem. Potrzebuję dobrych nart, poprzednie zniszczone. Koszt rzędu 1000 zł, rodzice zdecydowali, że mi kupią. Jak podchodzicie do takich nadprogramowych wydatków, których alimenty nie obejmują? Niekoniecznie narty, ale coś jednorazowego dodatkowego? Oczywiście, o ile jest to kwota leżąca w możliwościach męża.

5 262 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-03-26 13:50:37)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Eileen napisał/a:

gdyby moja matka była nienormalna i o mnie nie dbała w dodatku (to o paznokciach np.), to miło by było, gdyby mój ojciec dalej mnie nie skreślał. I walczył o mnie i moje normalne zachowanie

To Ty tak uważasz teraz z pozycji dorosłej kobiety. Żadne małe dziecko nie powie, że ma nienormalną matkę. Baaaa, żyje w świecie, który ta matka mu stworzy i ten właśnie świat dziecko uważa za normalny.
Trudno jest żyć, dzielić dom, weekend czy urlop z nastolatkiem , który ma Cię w dupie. Ale w normalnej rodzinie (normalnej wg moich kryteriów) to ojciec z matką mogą powiedzieć: zawaliłeś rok gówniarzu to na żadne wakacje nie jedziesz. W wakacje siedzisz w domu i nadrabiasz zaległości. ALE w rozwiedzionej rodzinie: ojciec nie ma prawa powiedzieć chamskiemu nastolatkowi - zabieram Ci telefon do czasu aż poprawisz stopnie, bo na to wszystko rzuca się piekląca SUPER MAMA i krzyczy że ojciec dziecku telefon ukradł. A sprytny chamski, roszczeniowy nastolatek (nawet jeśli myśli że Jego matka jest porąbana) to w takiej sytuacji pójdzie za matką. Bo matka na wszystko pozwala a ojciec to się niepotrzebnie czepia.

Eileen napisał/a:

Przekreślić swoje 5-letnie dziecko, odesłać, bo mu matka wodę z mózgu zrobiła?

Nie przekreślić, ale odpuścić spotkania, które robią dziecku jeszcze gorszą wodę z mózgu, burzą Jego świat. Świat zbudowany przez matkę.

Dlatego będę bronic stanowiska, że jeśli nie ma spójnych metod wychowawczych, kiedy pojawia się jątrzenie i wojna dzieckiem, to mądrzejszy musi odpuścić. Właśnie dla DOBRA tegoż dziecka.

akurat takie sytuacje, dosłownie mam z M i jego synem.
Młody ma atopowe zapalenie skóry - osoby które miały z tym styczność wiedzą , że jedyna metodą zmniejszenia dolegliwości i ew. powikłań jest pielęgnacja i konsekwencja w tym oraz higiena .
Z M i młodym jeździliśmy po lekarzach , kupowane leki zawsze młody zabierał do domu ...a co na to ex??? nie myła chłopaka , nie stosowała leków... za moją poradą M rozmawiał i szkolił młodego...efekt taki :
młody zaczyna się buntować że u nas musi się kąpać co wieczór i smarować- mama mówi że nie musze
na pytanie czy smaruje lekarstwa ? mówi tak, po czym M prosi go o przyniesienie maści - a ta przez 2 tyg. nie używana ...Ex na to że M znęca się na chłopakiem.. a młody ryczy że wcale nie musi ...przecież nic mu nie jest ...
I wcale nie jest wdzięczny ojcu że ten o niego dba... woli kłamać że coś robi .. a ma dopiero skończone 8 lat.
DZieci wybierają ta mniej angażującą ich opcję  - lepiej nie robić nic, nie mieś obowiązków...

5 263

Odp: Być drugą i macochą

Echhhh Eileen nie dogadamy się chyba. Ty piszesz z pozycji dziecka, dla którego rodzice poświęcili swoje życie osobiste. Ja piszę z pozycji macochy, której pasierbowie nie są grzecznymi, ułożonymi, kulturalnymi dzieciaczkami, ale są nastawione przez matkę przeciwko wszystkiemu i wszystkim co ma związek z ich ojcem. Ty piszesz o dobrych, kulturalnych, pozytywnych relacjach między rozwiedzionymi małżonkami, ja o wojnie rozwiedzionych dwóch światów.  Tylko ja Ci po części przyznaję rację i twierdzę, że takie pozytywne realacje są jak najbardziej ok, a Ty nie próbujesz nawet zrozumieć , że są w życiu sytuacje, w których nie wszystko jest takie różowe. No cóż. Najedzony głodnego nie zrozumie.

5 264

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekacstad, no tak, ale chodzi mi o to, że to nie jest wina chłopaka, że matka go buntuje i wychowuje tak, a nie inaczej. Tzn. kłamstwo jest złe, ex też robi źle, ale to nie powód, żeby dziecko olać.

Kjim, a ja mam odwrotne wrażenie. big_smile To znaczy, jakbyście chciały mnie trochę przekonać, że jak ex mąci, a dzieciak jest niegrzeczny i zmanipulowany, to naturalną konsekwencją powinno być niemal odizolowanie go od ojca i ograniczenie kontaktów. Co ja mam i jaka byłam, to jedno. Drugie to to, że uważam, że nawet gdybym miała okropną matkę, która mną manipuluje, a sama zachowywała się zawsze okropnie, to nadal mój ojciec powinien się ze mną widywać, a kontakt nie powinien być ograniczany. Bo ograniczanie kontaktu z dzieckiem nie może być dla niego karą. To tak, jakby w pełnej rodzinie za karę odesłać dziecko na trochę do domu dziecka. Bo nie spełnia oczekiwań i wpadło np. w złe towarzystwo, gdzie koledzy manipulują. A wtedy się o dziecko walczy, a nie spycha problem na bok.

5 265

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

no tak, ale chodzi mi o to, że to nie jest wina chłopaka, że matka go buntuje i wychowuje tak, a nie inaczej. Tzn. kłamstwo jest złe, ex też robi źle, ale to nie powód, żeby dziecko olać.

Heeee to spróbuj to dziecku wytłumaczyć albo idź nakrzycz na Exową, żeby przestała dziecko krzywdzić i zaniedbywać. Wyśmieją Cię oboje i Exowa i zmanierowane dziecko.

 

Eileen napisał/a:

jak ex mąci, a dzieciak jest niegrzeczny i zmanipulowany, to naturalną konsekwencją powinno być niemal odizolowanie go od ojca i ograniczenie kontaktów?

NIE. Ale splot wydarzeń, wojna dzieckiem może do tego właśnie doprowadzić.  .......

Eileen napisał/a:

uważam, że nawet gdybym miała okropną matkę, która mną manipuluje, a sama zachowywała się zawsze okropnie, to nadal mój ojciec powinien się ze mną widywać, a kontakt nie powinien być ograniczany

Doprawdy?! A jak by Ci takie zmanipulowane dziecko pluło w twarz, to nadal byś chciała się z tym dzieckiem widywać??????

 

Eileen napisał/a:

Bo ograniczanie kontaktu z dzieckiem nie może być dla niego karą. To tak, jakby w pełnej rodzinie za karę odesłać dziecko na trochę do domu dziecka. Bo nie spełnia oczekiwań i wpadło np. w złe towarzystwo, gdzie koledzy manipulują. A wtedy się o dziecko walczy, a nie spycha problem na bok.

To powiedz to tym zawistnym chorym Exowym , nie nam. Bo ja to rozumiem i dążę do tego, żeby moje dzieci miały nieograniczony kontakt ze swoim ojcem. Utrzymuję z NIM poprawne relacje tylko i wyłącznie ze względu na nasze wspólne dzieci ale BEZ SZKODY dla mojego obecnego związku. Uczę swoje dzieci żeby przestrzegały zasad panujących u mnie w domu i u ojca w domu i uczę szacunku do obojga rodziców. Exowa jest jednak innego zdania i nastawiając dzieci przeciwko ojcu sama ten kontakt ogranicza, bo gadać dzieciom, że ojciec jest do dupy i tylko od dawania kasy strzela w kolano nie tylko sobie ale i TYM dzieciom.

Posty [ 5 201 do 5 265 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 79 80 81 82 83 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026