netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 289 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 78 79 80 81 82 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 136 do 5 200 z 8 269 ]

5 136

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję dziewczyny jesteście kochane. Czuję spokój i ulgę, moje serce jest radosne, bo odzyskuję samą siebie smile

5 137

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dziękuję dziewczyny jesteście kochane. Czuję spokój i ulgę, moje serce jest radosne, bo odzyskuję samą siebie smile

Ty masz odzyskać PEWNOŚĆ SIEBIE. I jak facet jest szantażystą emocjonalnym to pokazać Mu, że Jego straszenie nie robi na Tobie żadnego wrażenia!

Nie. Błąd. Ty nie masz Mu pokazać , że to nie robi na Tobie wrażenia. Ty masz się czuć na tyle pewnie, żeby to nie robiło to na Tobie żadnego wrażenia.  Mając te szantaże regularnie od 2- 3 lat powinnaś się już na to znieczulić.

5 138 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-20 14:12:06)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dziękuję dziewczyny jesteście kochane. Czuję spokój i ulgę, moje serce jest radosne, bo odzyskuję samą siebie smile

faceta będzie bolało ,oj będzie bolało zobaczysz ,zdazyl sie juz przyzwyczaić do tego ze kazdy swój pomysł zdołał przeforsowac,swoimi szantażami zresztą,uświadom mu moze ze to nie ty jestes od niego zalezna,tylko on od ciebie, bo moze zapomniał ze jestescie u ciebie i jego pomysły nie musza sie odbywać kosztem twego komfortu, wystarczajaco ci juz zdezorganizował życie byś to ty juz nie miala dość.....moze trzeba mu dosadnie powiedzieć,ze nie jest szczytem marzen każdej kobiety dzielenie swojej sypialni z dzieckiem obcej kobiety,oraz rozstawianie lozek polowych o które sie wiecznie potykasz,masz za dużo lat by żyć na permanentnym biwaku

5 139

Odp: Być drugą i macochą

Witam ponownie smile
Muszę przyznać, że czytając Wasze ostatnie wpisy, jestem całkiem zadowolona z mojej własnej sytuacji ? nie widuję dzieci mojego partnera zbyt często a na dodatek on na szczęście nie poczuwa się do winy za rozpad rodziny i nie potrzebuje na siłę im wszystkiego wynagradzać. Dzieci w związku z tym ma spokojne i dobrze wychowane. Starsze są co prawda właśnie w okresie młodzieńczego buntu, ale na razie mnie na szczęście to nie dotyczy ? rodzice wyraźnie sobie jakoś sami radzą wink
Była żona też jest nadal w porządku. Od pierwszego obiadowego spotkania o którym pisałam, widziałam ją jedynie raz, kiedy przywiozła dzieci w weekend. Normalnie i cywilizowanie powiedziałabym ? oby tak dalej. Wszystkie sprawy z moim J załatwiają sami i to mi świetnie odpowiada.
Jedyne co nadal mi przeszkadza to podejmowanie decyzji co do pobytu dzieci u nas bez mojej pełnej zgody. Co prawda nie są to jakieś szalone pomysły i wcale mi nie wadzą.  Ot córka nagle proponuje, że zostanie na noc w weekend a jej Tata po prostu akceptuje jej propozycję bez większego zastanowienia ? w końcu to jego dziecko jest więc cieszy go, że może spędzić z nią więcej czasu. On wie doskonale, że nie lubię umawiania się bez konsultacji ze mną ? ale cóż, wydaje się, że nie chce aby ona myślała, że on sam nic nie może postanowić, bo o wszystko musi mnie pytać? Nie wiem. W każdym razie jest to na pewno temat do przegadania. Nie chciałabym budować moich uprzedzeń z tak banalnego powodu. Staram się po prostu zrozumieć potrzebę mojego partnera do jakiejś autonomii ? wszak mieszka u mnie w moim mieszkaniu i zapewne sam fakt, że mogłabym go z torbami posłać w diabły musi być stresujący. Kto wie?
Mam jednak pytanie z innej beczki. Sama nie mam dzieci i nigdy specjalnie mieć ich nie chciałam. Lubię spokój i ciszę a dzieci, jak to dzieci ? cicho zupełnie być nie mogą. Kiedy są u nas, czasami zamykam się w sypialni aby poczytać, czasami wychodzę na spotkanie z koleżanką albo na samotny spacer. Nie na cały czas ? ale przynajmniej część ? po prostu tak najlepiej się relaksuję a że przychodzą głównie popołudniami lub w weekend, to ja po całym tygodniu pracy po prostu muszę naładować moje akumulatory ? Trochę jednak się martwię, że może to być odebrane jako niechęć do dzieci partnera. Czasami wydaje mi się, że ma on trochę smutną minę, kiedy ja tak się dystansuję. Może to kolejny temat na rozmowę - wytłumaczyć mu, że lubię jego dzieci ale po prostu nie jestem z tych co uwielbiają non stop spędzać z nimi czas. W każdym razie, ta moja potrzeba spokoju powoduje, że na samą myśl, że jutro dzieci partnera będą u nas przez cały dzień, a córka być może nawet zostanie na noc, ja nie mam ochoty być w domu ? chciałabym uciec. I na zapas tym i swoimi uczuciami się denerwuję, jednocześnie czując wyrzuty sumienia.
Cóż. Czy któraś z Was miała takie odczucia? Bo ja nie do końca wiem jak sobie z nimi poradzić w tej chwili. Nie czuję się komfortowo we własnym domu bo przebywają z nim w sumie zupełnie obcy ludzie więc nie potrafię się przy nich zrelaksować ? czego we własnym domu właśnie najbardziej potrzebuję. Nigdy nie byłam zbyt towarzyska i gości miewałam może raz na pół roku ? więc to nie jedyny w sumie problem, że to są dzieci a więc i głośne itp. Cóż. Może nie jestem stworzona do rodzinnego życia. A może z czasem się przyzwyczaję? kiedy dzieci przestaną wydawać mi się takie obce?
Nic. Dzięki, że jesteście i mogę gdzieś ponarzekać, pomimo, że głupio mi bo to w zasadzie na razie sielanka ?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

5 140 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-20 15:56:37)

Odp: Być drugą i macochą
galcio napisał/a:

Mam jednak pytanie z innej beczki. Sama nie mam dzieci i nigdy specjalnie mieć ich nie chciałam. Lubię spokój i ciszę a dzieci, jak to dzieci ? cicho zupełnie być nie mogą. Kiedy są u nas, czasami zamykam się w sypialni aby poczytać, czasami wychodzę na spotkanie z koleżanką albo na samotny spacer. Nie na cały czas ? ale przynajmniej część ? po prostu tak najlepiej się relaksuję a że przychodzą głównie popołudniami lub w weekend, to ja po całym tygodniu pracy po prostu muszę naładować moje akumulatory ? Trochę jednak się martwię, że może to być odebrane jako niechęć do dzieci partnera. Czasami wydaje mi się, że ma on trochę smutną minę, kiedy ja tak się dystansuję. Może to kolejny temat na rozmowę - wytłumaczyć mu, że lubię jego dzieci ale po prostu nie jestem z tych co uwielbiają non stop spędzać z nimi czas. W każdym razie, ta moja potrzeba spokoju powoduje, że na samą myśl, że jutro dzieci partnera będą u nas przez cały dzień, a córka być może nawet zostanie na noc, ja nie mam ochoty być w domu ? chciałabym uciec. I na zapas tym i swoimi uczuciami się denerwuję, jednocześnie czując wyrzuty sumienia.
Cóż. Czy któraś z Was miała takie odczucia? Bo ja nie do końca wiem jak sobie z nimi poradzić w tej chwili. Nie czuję się komfortowo we własnym domu bo przebywają z nim w sumie zupełnie obcy ludzie więc nie potrafię się przy nich zrelaksować ? czego we własnym domu właśnie najbardziej potrzebuję. Nigdy nie byłam zbyt towarzyska i gości miewałam może raz na pół roku ? więc to nie jedyny w sumie problem, że to są dzieci a więc i głośne itp. Cóż. Może nie jestem stworzona do rodzinnego życia. A może z czasem się przyzwyczaję? kiedy dzieci przestaną wydawać mi się takie obce?
Nic. Dzięki, że jesteście i mogę gdzieś ponarzekać, pomimo, że głupio mi bo to w zasadzie na razie sielanka ?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

Nie czuj się winna kochana, twoje odczucia są całkowicie normalne, nie musisz kochać tych dzieci i nikt nie ma prawa od ciebie tego wymagać. Jasne, że wolisz miło spędzić czas na zakupach czy na pogaduchach z koleżanką niż przebywać z absorbującą, hałaśliwą dzieciarnią. To przychówek faceta, jego obowiązek i miłość, on musi nauczyć się wypracować nowe relacje z tobą, a nie kopiować swój dotychczasowy związek zmieniając wyłącznie partnerkę. Smutno mu, trudno, niech się z tym oswaja i pogodzi, nie jesteś i nie próbuj zastępować dzieciom matki. Jednak nie do końca jest dobre to, że zmuszasz siebie do uciekania z własnego domu, uważam, że to facet powinien ewakuować się z niego z dziećmi by tobie zapewnić pełen komfort przestrzeni. Pomyśl o tym, kiedyś mogą z tego powodu przyjść frustracje, a twoje zdenerwowanie przed weekendem to ich pierwsze symptomy, Kiedyś porównywałam wizyty pasierbów do gości, krewnych w naszym domu. Kiedy są staramy się być dla nich życzliwi i im usługiwać, ale gdy już sobie jadą odczuwamy prawdziwą ulgę. To są dla ciebie w końcu obcy ludzie w dodatku wymagający. Mów swojemu parterowi gdy jesteś przeciążona, daj mu szansę zadbania o ciebie, o problemach trzeba mówić zanim dojdzie do ich eskalacji, złości i kłótni. Twój facet chce cię mieć uśmiechniętą i taką bądź w duszy, rób to co sprawia ci radość, nawet gdybyś komuś miała sprawić przykrość. Od własnych dzieci też trzeba czasem odpocząć, a później człowiek cieszy się nimi jeszcze bardziej, bo jest wypoczęty i stęskniony. Nic na siłę i wbrew samej sobie to recepta na szczęście, twój facet z pewnością doceni twoją niezależność, zatęskni a wasz związek tylko zyska na chwilowej rozłące. Może się dąsać, bo będzie mu brakować twojej pomocy przy dzieciach, ale nie daj się w to wciągnąć, to jego powinność.

5 141

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna , Ty to jednak nie przestaniesz mnie zadziwiać :-)

Bo z twoich postów wynika ( tak jak z tego przed chwilą) że teorie asertywności masz opanowaną. :-)

Tylko te teorię trzeba teraz wcielić w życie. Ja się asertywności uczyłam dłuuuuuuugo. Mam nadzieję , że Ty w końcu też dojrzejesz do tego , żeby w końcu postawić na swoim ( w praktyce, nie w teorii).

5 142 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-03-20 16:08:57)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
galcio napisał/a:

Mam jednak pytanie z innej beczki. Sama nie mam dzieci i nigdy specjalnie mieć ich nie chciałam. Lubię spokój i ciszę a dzieci, jak to dzieci ? cicho zupełnie być nie mogą. Kiedy są u nas, czasami zamykam się w sypialni aby poczytać, czasami wychodzę na spotkanie z koleżanką albo na samotny spacer. Nie na cały czas ? ale przynajmniej część ? po prostu tak najlepiej się relaksuję a że przychodzą głównie popołudniami lub w weekend, to ja po całym tygodniu pracy po prostu muszę naładować moje akumulatory ? Trochę jednak się martwię, że może to być odebrane jako niechęć do dzieci partnera. Czasami wydaje mi się, że ma on trochę smutną minę, kiedy ja tak się dystansuję. Może to kolejny temat na rozmowę - wytłumaczyć mu, że lubię jego dzieci ale po prostu nie jestem z tych co uwielbiają non stop spędzać z nimi czas. W każdym razie, ta moja potrzeba spokoju powoduje, że na samą myśl, że jutro dzieci partnera będą u nas przez cały dzień, a córka być może nawet zostanie na noc, ja nie mam ochoty być w domu ? chciałabym uciec. I na zapas tym i swoimi uczuciami się denerwuję, jednocześnie czując wyrzuty sumienia.
Cóż. Czy któraś z Was miała takie odczucia? Bo ja nie do końca wiem jak sobie z nimi poradzić w tej chwili. Nie czuję się komfortowo we własnym domu bo przebywają z nim w sumie zupełnie obcy ludzie więc nie potrafię się przy nich zrelaksować ? czego we własnym domu właśnie najbardziej potrzebuję. Nigdy nie byłam zbyt towarzyska i gości miewałam może raz na pół roku ? więc to nie jedyny w sumie problem, że to są dzieci a więc i głośne itp. Cóż. Może nie jestem stworzona do rodzinnego życia. A może z czasem się przyzwyczaję? kiedy dzieci przestaną wydawać mi się takie obce?
Nic. Dzięki, że jesteście i mogę gdzieś ponarzekać, pomimo, że głupio mi bo to w zasadzie na razie sielanka ?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

Nie czuj się winna kochana, twoje odczucia są całkowicie normalne, nie musisz kochać tych dzieci i nikt nie ma prawa od ciebie tego wymagać. Jasne, że wolisz miło spędzić czas na zakupach czy na pogaduchach z koleżanką niż przebywać z absorbującą, hałaśliwą dzieciarnią. To przychówek faceta, jego obowiązek i miłość, on musi nauczyć się wypracować nowe relacje z tobą, a nie kopiować swój dotychczasowy związek zmieniając wyłącznie partnerkę. Smutno mu, trudno, niech się z tym oswaja i pogodzi, nie jesteś i nie próbuj zastępować dzieciom matki. Jednak nie do końca jest dobre to, że zmuszasz siebie do uciekania z własnego domu, uważam, że to facet powinien ewakuować się z niego z dziećmi by tobie zapewnić pełen komfort przestrzeni. Pomyśl o tym, kiedyś mogą z tego powodu przyjść frustracje, a twoje zdenerwowanie przed weekendem to ich pierwsze symptomy, Kiedyś porównywałam wizyty pasierbów do gości, krewnych w naszym domu. Kiedy są staramy się być dla nich życzliwi i im usługiwać, ale gdy już sobie jadą odczuwamy prawdziwą ulgę. To są dla ciebie w końcu obcy ludzie w dodatku wymagający. Mów swojemu parterowi gdy jesteś przeciążona, daj mu szansę zadbania o ciebie, o problemach trzeba mówić zanim dojdzie do ich eskalacji, złości i kłótni.

GAlcio, ja mam podobne zdanie do Zazdrosnej - po pierwsze to Twój dom , czyli to facet do niego się wprowadził więc powinien zaakceptować zasady jak w nim są .. m.in. że tu nie mieszkają dzieci .. że Ty żyłaś /żyjesz tak i tak.... ok bycie razem to kompromis... czyli że Ty zgadzasz się spędzać czas z jego dziećmi i z nim... oraz to że facet zabiera swoje dzieci gdzieś poza dom ... a z tym nocowaniem. Jeśli nie uzgodnił z Tobą ... to ja bym się zdenerwowała .
Ty chcesz żeby on dobrze czuł się w twoim domu...ale nie może być tak że to się odbywa twoim kosztem... pozwolisz raz...i będzie to standard.
Dzieci wiedzą że tata mieszka z ciocią , nie jest to ich dom.. są zasady... wiesz ... facet ładnie by się zachował gdyby powiedział- żeby się córka zapytała Ciebie - w związku decyzje podejmujemy razem...a kolejna sprawa to pokazanie dziecku że liczy się z Twoim zdaniem ... i że Ty jesteś również ważna...

Ja bym koniecznie porozmawiała ... a  nie siedziała z obawami że może młoda będzie chciała nocować.
Milczenie w sytuacjach gdy czujemy że coś nie halo... odkłada się w naszych emocjach ...i narasta .

Ja dodam jeszcze tyle - mam dziecko , prawie 18 letniego syna ... a M syna w wieku 8 lat.
I mnie również męczy jego obecność - właśnie z powodu tego hałasu , dzieci biegających po domu.. samowoli ... brak mojego wpływu na to kiedy i jak długo będzie jego syn.
Tez mnie wkurza że ja po tygodniu pracy nie mam jak odpocząć .. myślę że gdybym miała mniejsze dziecko nie czułabym tak mocno tych weekendów ... bo po pierwsze byłabym przyzwyczajona do hałasu dzieci ..a po drugie może nawet cieszyłabym się gdyby dzieci zajmowały się sobą będąc w podobnym wieku...
Ale z własnego doświadczenia polecam wyjawianie swoich opinii .. i szukanie wspólne rozwiązań.. konsensus.. kompromis.

5 143

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, bo najlepiej się komuś radzi, gdy emocje nie wchodzą w rachubę:)
Mam dobrą wiadomość, Ewarg wódki ci nalać! Miałaś rację, mama przełamała pierwsze lody. Jestem zbyt wzruszona, by o tym pisać...

5 144

Odp: Być drugą i macochą

Czyżby chęc odzyskania kota od babci była tu znacząca?

5 145 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-20 16:37:21)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Czyżby chęc odzyskania kota od babci była tu znacząca?

Z pewnością była powodem wizyty, bo młoda nie odwiedzała swojej babci. Mama wstępnie umówiła nas na zakupy, a córka zapowiedziała, że szczegóły ustali ze mną, więc jest nadzieja. Mama potwierdziła, że młoda boczy się o M i jego syna, nie znam szczegółów, ale widać przypuszczenia Ewarg są słuszne.
Galcio, zgadzam się z poprzedniczką, twój facet powinien wstrzymać się z odpowiedzią córce do czasu porozmawiania z tobą i twojej zgody na jej nocowanie. Może dojść do tego, że dziewczyna będzie cię ignorować, skoro jej tatuś sam decyduje, a wież mi, że ona to widzi po twojej minie. Stanowczo ustalcie razem strategie, ty przecież masz prawo mieć swoje plany na wieczór.

5 146

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mama wstępnie umówiła nas na zakupy, a córka zapowiedziała, że szczegóły ustali ze mną, więc jest nadzieja. Mama potwierdziła, że młoda boczy się o M i jego syna, nie znam szczegółów, ale widać przypuszczenia Ewarg są słuszne.

Bawcie się dobrze na tych zakupach. A jeśli już do nich dojdzie, to po zakupach pocałuj córę w czoło i podziękuj za mile spędzony dzień (nawet jeśli będzie grymasić na tych zakupach).

My wyjeżdżamy w głuchą głuszę na Podlasie i zamierzamy tam regenerować siły po ciężkim tygodniu.
Miłego weekendu macochy .

5 147

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

Czyżby chęc odzyskania kota od babci była tu znacząca?

Z pewnością była powodem wizyty, bo młoda nie odwiedzała swojej babci. Mama wstępnie umówiła nas na zakupy, a córka zapowiedziała, że szczegóły ustali ze mną, więc jest nadzieja. Mama potwierdziła, że młoda boczy się o M i jego syna, nie znam szczegółów, ale widać przypuszczenia Ewarg są słuszne.
Galcio, zgadzam się z poprzedniczką, twój facet powinien wstrzymać się z odpowiedzią córce do czasu porozmawiania z tobą i twojej zgody na jej nocowanie. Może dojść do tego, że dziewczyna będzie cię ignorować, skoro jej tatuś sam decyduje, a wież mi, że ona to widzi po twojej minie. Stanowczo ustalcie razem strategie, ty przecież masz prawo mieć swoje plany na wieczór.

tez trzymam kciuki,będzie dobrze.....


Galcio,nie daj się wpedzic wpoczucie winy,masz prawo do spokoju,nie wiem czy doczytałam ,twój partner wprowadzil sie do ciebie czy jak to bylo,to wasz wspólny dom? Czy tez ty weszłaś do domu w którym byly juz takie zasady(chodzi mi o wizyty dzieci,spanie u ojca)?

to ze twój facet jest smutny to wiesz.....cały czas wesolym byc nie mozna ,bo by sie czlowiek rozpuscil,organizuj sobie życie tak jak tobie wygodnie ,dbaj o swoje potrzeby,rozdarta dzieciarnua nie jest tym o czym czlowiek marzy po tygodniu pracy,zwłaszcza jak to jest czyjaś dzieciarnia...
Nie rob sobie wyrzutów,ty bądź dla siebie najwazniejsza,żyj w zgodzie sama ze sobą,unikniesz wielu kłopotów,do niczego sie nie zmuszaj bo to prowadzi do nikąd

5 148

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, bo najlepiej się komuś radzi, gdy emocje nie wchodzą w rachubę:)
Mam dobrą wiadomość, Ewarg wódki ci nalać! Miałaś rację, mama przełamała pierwsze lody. Jestem zbyt wzruszona, by o tym pisać...

Wódkę postawisz, jak usłyszę, że razem z córcią kupiłyście Se ekstra kiecki a potem spędziłyście popołudnie u kosmetyczki i na kawie i buzie nie zamykany się wam a policzki bolało od śmiechu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

TRZYMAM KCIUKI. MUSI BYĆ DOBRZE.

Jakieś taka dobra w teorii to w końcu zacznij praktykować !
Przecież zapisałeś się na pierwsze warsztaty

5 149

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna daj znac jak dalej się potoczy

A dzisiaj niekontrolowanie az morda mi się uśmiechnęła, nie wiem czemu, rozśmieszył mnie wpis  w librusie .
Pchla przyniosła uwagę ,ze ogląda zaćmienie słońca przez... butelkę po piwie znalezioną w parku i nie dala się złapać big_smile
Ze szkoły wyszli do parku (szkole mają w/przy parku) oglądać zaćmienie słońca, młoda zapomniała z domu wziąć szkiełka, jak większości dzieci, jednak amatorsko sobie poradziła z znaleziskiem, uciekając przed ganiająca ją nauczycielką ,żeby zabrać znaleziona butelkę.
Nauczycielka jedna z druga zadyszki dostała a dziec nie mógł się odgonić od innych rówieśników ,bo tez chcieli popatrzeć przez butelkę od piwa i  kobiety nie potrafiły  do porządku  2 klas doprowadzić , bo reszta zaczęła szukać butelek po piwie w parku rozbiegając 
Nawet te osoby co miały szkiełka na butelkę i w poszukiwaniu ich  się przerzuciły, bo to takie fajowe się okazało big_smile
Ponoć wzrokowi nie służy, no ale  gadaj zdrów a banda smarkaczy swoje cool Co zakazane to kusi
Pc. tradycyjnie prowodyrem zadymy roll

5 150

Odp: Być drugą i macochą

Q... cyrk na kółkach, muszę się wygadać. M rano wziął młodego, pojechał po drugiego i z nimi do pracy. Mi zapowiedział, że mam się sama zaopatrzyć w kafle. Otrząsnęłam się, zabrałam córkę, nawet chętną do sklepu, wybrałyśmy coś pod jej gust i zapakowałyśmy się z powrotem, zeszło nam do popołudnia. W domu M z dwoma chłopakami właśnie szykował się do skuwania starych kafli. Foch, bo jego wizja została zakłócona, kilka niemiłych uwag na temat młodej, w końcu to on nie dla siebie to robi, więc nic nie będzie doradzał. Późno się zaczęło robić, więc M zabrał się z synami do swojego mieszkania, z zapytaniem na która ma się jutro zjawić, by dokończyć robotę. Nie mam zlewu, sprzęt agd w pokoju, a on się o 20 zawija, bo ma synków na głowie, jak ja go nienawidzę. Trzymam się przy synu, ale jestem wściekła. Mam ochotę ściągnąć z pomocą ojca i nie znosić więcej łaski M.

5 151

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Nie mam zlewu, sprzęt agd w pokoju, a on się o 20 zawija, bo ma synków na głowie, jak ja go nienawidzę. Trzymam się przy synu, ale jestem wściekła. Mam ochotę ściągnąć z pomocą ojca i nie znosić więcej łaski M.

W takiej sytuacji jeżeli tylko miałabym możliwość skorzystania z czyjejś pomocy, zrobiłabym to bez mrugnięcia okiem...

5 152 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-22 08:26:32)

Odp: Być drugą i macochą

Q... jak ja go nienawidzę. Synki nie raczą wstać, więc przyjedzie później, a ja się ruszyć w domu nie mogę. Zakichany tatuś, powinien się leczyć z tej swojej nierozerwalnej więzi z chłopakami i konieczności tachania ich wszędzie ze sobą, że ja z tym gościem w pakiecie wytrzymałam ponad trzy lata! Zamiast wywieźć dzieciaków do rodziców i zrobić szybko ten remont poginając do bólu, tak jak swoją pracę, to my powinniśmy wprowadzić się do niego na czas remontu, to ten Q...TĘSKNI akurat za synami. Przepraszam mam dość.

5 153 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-22 10:13:18)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Q... jak ja go nienawidzę. Synki nie raczą wstać, więc przyjedzie później, a ja się ruszyć w domu nie mogę. Zakichany tatuś, powinien się leczyć z tej swojej nierozerwalnej więzi z chłopakami i konieczności tachania ich wszędzie ze sobą, że ja z tym gościem w pakiecie wytrzymałam ponad trzy lata! Zamiast wywieźć dzieciaków do rodziców i zrobić szybko ten remont poginając do bólu, tak jak swoją pracę, to my powinniśmy wprowadzić się do niego na czas remontu, to ten Q...TĘSKNI akurat za synami. Przepraszam mam dość.

a cos by sie stało gdyby nie zabrał tego drugiego w tym tygodniu ,a tym ktory u was jest zajelaby sie matka..... on ma chyba jakies wizyty u niej ustalone czy jak to tam jest?

co do Twojej corki,to wiedzialam ze jak wrocicie to Twoj M z czyms wyskoczy ,wściekł sie że nie niańczysz jego dupy i nie zyjesz jego zyciem tyko swoim .......spadł z piedestału ,potłukł zadek ,no i tak juz bedzie,posuwaj sie dalej ,caly czas do przodu,moze uda ci sie pokazac mu jego miejsce w szeregu....

5 154 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-22 11:33:58)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

a cos by sie stało gdyby nie zabrał tego drugiego w tym tygodniu ,a tym ktory u was jest zajelaby sie matka..... on ma chyba jakies wizyty u niej ustalone czy jak to tam jest?
.

Normalni ludzie nawet jak jest wyrok sądowy umieją się dogadać, ale jego ex chyba by się ze sr... i pewnie gotowa w święta nie dać mu syna, a tego tatuś by nie zniósł, biedactwo i musiał by się przed rodziną tłumaczyć. Ja na święta chyba zostanę z burdelem w domu, ale mam to gdzieś. Za to M mógł odwieźć synów do rodziców w piątek, ale on nie będzie się dzieci pozbywał. Dobrze, że tak się stało, dowiedziałam się na ile mogę na niego liczyć i ułatwiło mi tym decyzję. Kopyta mogłabym wyciągnąć, a on by mi synów na głowę zwalił. Tak, ma żal że zaczynam się dogadywać z córką, już się nasłuchałam jaka to ona jest fałszywa i z pewnością wywali mnie z mojego mieszkania. Ale nie, on nigdy nie stanął pomiędzy mną, a moimi dziećmi. Q... złudzenie jak mydlana bańka pękła...

5 155 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-22 12:53:17)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

a cos by sie stało gdyby nie zabrał tego drugiego w tym tygodniu ,a tym ktory u was jest zajelaby sie matka..... on ma chyba jakies wizyty u niej ustalone czy jak to tam jest?
.

Normalni ludzie nawet jak jest wyrok sądowy umieją się dogadać, ale jego ex chyba by się ze sr... i pewnie gotowa w święta nie dać mu syna, a tego tatuś by nie zniósł, biedactwo i musiał by się przed rodziną tłumaczyć. Ja na święta chyba zostanę z burdelem w domu, ale mam to gdzieś. Za to M mógł odwieźć synów do rodziców w piątek, ale on nie będzie się dzieci pozbywał. Dobrze, że tak się stało, dowiedziałam się na ile mogę na niego liczyć i ułatwiło mi tym decyzję. Kopyta mogłabym wyciągnąć, a on by mi synów na głowę zwalił. Tak, ma żal że zaczynam się dogadywać z córką, już się nasłuchałam jaka to ona jest fałszywa i z pewnością wywali mnie z mojego mieszkania. Ale nie, on nigdy nie stanął pomiędzy mną, a moimi dziećmi. Q... złudzenie jak mydlana bańka pękła...

czyli dalej szczuje i ujada na twoja corke,a no jasne najlepiej jakbys poswiecala czas cudzemu nieukowi i ciagnela go do gory ,w imie nie wiem czego, przejmowala sie jego lekcjami i podstawiała wszystko pod nos,tylko ciekawe jakbys ty potrzebowala pomocy to wypieli by sie na ciebie bo to sa OBCY LUDZIE I OBCE DZIECIAKI  i jakby tylko mogly to by cie sprzdaly i oskubaly z kasy, znam to z opowiesci dalekiej kuzynki ,kiedy jej  partnera zabraklo to sepy sie zlecialy by dzielic ,nawet jej rzeczy z zapedu....szok

5 156 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-22 16:38:13)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

.....ł. Tak, ma żal że zaczynam się dogadywać z córką, już się nasłuchałam jaka to ona jest fałszywa i z pewnością wywali mnie z mojego mieszkania. Ale nie, on nigdy nie stanął pomiędzy mną, a moimi dziećmi. Q... złudzenie jak mydlana bańka pękła...

Po takich słowach byłby za drzwiami, na zawsze............. co za chamstwo....
Jego celem jest pozbyć się twoich dzieci na zawsze po to abyś w pełni mogła zająć się jego. Macie być rodziną Ty on i jego dzieci. Twoje są tu niepotrzebne. No i chyba córka dobrze oceniła faceta. Mądrego pewnie zaakceptowałaby bez problemu.
W cholerę z remontem. Poproś ojca o pomoc. A jak co to spędź święta u mamy z dziećmi a remont skończy ci ojciec a bo inny majster
A w ogóle co to za pomysł robić remont kuchni (wymiana kafelków) na dwa tygodnie przed świętami....
Przepraszam, ale już straciłam cierpliwość o nim czytać

5 157

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna... być może odnoszę błędne wrażenie ale chyba należysz do kobiet, które stawiają zadowolenie partnera ponad szczęście własnych dzieci. Mam taką matkę. Począwszy od mojego ojca, wszystkie "spodnie" zawsze były ważniejsze niż potrzeby jej córek. Na samo wspomnienie jej umizgów i ustępstw już mnie mdli...

Mimo jej wielkiego zaangażowania oraz skłonności do  poświęceń wszelakich, wszystkie te związki przyniosły jej tylko rozczarowania i gorycz. Niestety pomimo nieustannych porażek na tym polu, nie wyciągała żadnych wniosków. Jej  ostatnie "cudowne" małżeństwo wisi już chyba tylko na włosku.  Za chwile zostanie sama. Grubo po 60-tce, bez partnera i  bez wsparcia dzieci. Nasze więzy emocjonalne zostały zerwane dawno temu... ale to był jej wybór i jej system wartości. Mam nadzieje, że kiedyś dowiem się, czy w jej ocenie oni byli tego naprawdę warci...

5 158 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-23 10:27:39)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

.....ł. Tak, ma żal że zaczynam się dogadywać z córką, już się nasłuchałam jaka to ona jest fałszywa i z pewnością wywali mnie z mojego mieszkania. Ale nie, on nigdy nie stanął pomiędzy mną, a moimi dziećmi. Q... złudzenie jak mydlana bańka pękła...

Jego celem jest pozbyć się twoich dzieci na zawsze po to abyś w pełni mogła zająć się jego. Macie być rodziną Ty on i jego dzieci. Twoje są tu niepotrzebne. No i chyba córka dobrze oceniła faceta. Mądrego pewnie zaakceptowałaby bez problemu.

W cholerę z remontem. Poproś ojca o pomoc. A jak co to spędź święta u mamy z dziećmi a remont skończy ci ojciec a bo inny majster
A w ogóle co to za pomysł robić remont kuchni (wymiana kafelków) na dwa tygodnie przed świętami....
Przepraszam, ale już straciłam cierpliwość o nim czytać

Popieram. Przerabiałam to. Tez musiałam prosić tatę o pomoc w wykończeniu mieszkania, bo kiedy czas gonił i trzeba było na duch wykończyć mieszkanie i wyprowadzić się ze starego domu, to w tym właśnie czasie M postanowił więcej czasu poświęcić dzieciom, naprawiać stosunki z nastoletnim synem i z 30 dni miesiąca nagle 24 miał zaplanowane ze swoimi dziećmi. Pisałam o tym w styczniu tamtego roku. I oczywiście kiedy się czepiałam, to miałam wypomniane, że jestem przeciwko jego dzieciom i chcę na siłę te relacje popsuć.  Przy takim obrocie spraw przestałam jęczeć, marudzić i prosić.  Bardzo mocno zaakcentowałam, że jest to moje mieszkanie i radziłam sobie tyle czasu bez Niego, poradzę sobie i teraz. Trochę Mu gul skoczył kiedy przyszedł weekend a ja zabrałam swoje dzieci i razem z moim tatą wspólnie gipsowaliśmy ściany. A On z księżniczkami został w domu i .... nie wiedział co ze sobą zrobić. Było Mu zwyczajnie wstyd (przede mną, przed moim ojcem), że ja docieram gipsy a On z księżniczkami bawi się w domu lalkami. Potem zmienił front. Pomagał przy mieszkaniu, ale ze względu na to, że ostro podkreślałam , że to jest moje mieszkanie, że to są pokoje MOICH dzieci, nie robił tego z entuzjazmem.  W końcu nie wytrzymał napięcia i się znowu wyprowadził. Teraz wiem, że łapkę do tego przyłożyli Jego rodzice. No bo jak to ? Miał mi pomagać szykować mieszkanie, zamiast poświęcać swój czas i energię własnym dzieciom??? No to proszę bardzo. Mieszkaj sobie z mamusią. Bo mamusia wie najlepiej co jest Tobie i Twoim dzieciom potrzebne.  Kolejny raz otworzyłam drzwi na oścież. Przez dwa lata, to była ciągła próba sił. Teraz sam się pyta co byśmy jeszcze zrobili. Pomalowali, przerobili. Daje swoje pomysły i je realizuje. Można? Można.  Ale ja Zazdrosna przestałam chodzić na kompromisy. Przestałam się godzić na takie traktowanie. Mam ten plus, że to moje mieszkanie i że ja się z Niego nie muszę wyprowadzać . A jak szanownemu Panu tutaj nie wygodnie to -----> nic na siłę, tam są drzwi. Ty tez masz ten komfort , że to dom Twój i Twoich dzieci, Twoje zasady i Twoje szafy. jak się nie podoba to..... wiesz co.

5 159 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-03-23 10:42:05)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

.....ł. Tak, ma żal że zaczynam się dogadywać z córką, już się nasłuchałam jaka to ona jest fałszywa i z pewnością wywali mnie z mojego mieszkania. Ale nie, on nigdy nie stanął pomiędzy mną, a moimi dziećmi. Q... złudzenie jak mydlana bańka pękła...

Jego celem jest pozbyć się twoich dzieci na zawsze po to abyś w pełni mogła zająć się jego. Macie być rodziną Ty on i jego dzieci. Twoje są tu niepotrzebne. No i chyba córka dobrze oceniła faceta. Mądrego pewnie zaakceptowałaby bez problemu.

W cholerę z remontem. Poproś ojca o pomoc. A jak co to spędź święta u mamy z dziećmi a remont skończy ci ojciec a bo inny majster
A w ogóle co to za pomysł robić remont kuchni (wymiana kafelków) na dwa tygodnie przed świętami....
Przepraszam, ale już straciłam cierpliwość o nim czytać

Popieram. Przerabiałam to. Tez musiałam prosić tatę o pomoc w wykończeniu mieszkania, bo kiedy czas gonił i trzeba było na duch wykończyć mieszkanie i wyprowadzić się ze starego domu, to w tym właśnie czasie M postanowił więcej czasu poświęcić dzieciom, naprawiać stosunki z nastoletnim synem i z 30 dni miesiąca nagle 24 miał zaplanowane ze swoimi dziećmi. Pisałam o tym w styczniu tamtego roku. I oczywiście kiedy się czepiałam, to miałam wypomniane, że jestem przeciwko jego dzieciom i chcę na siłę te relacje popsuć.  Przy takim obrocie spraw przestałam jęczeć, marudzić i prosić.  Bardzo mocno zaakcentowałam, że jest to moje mieszkanie i radziłam sobie tyle czasu bez Niego, poradzę sobie i teraz. Trochę Mu gul skoczył kiedy przyszedł weekend a ja zabrałam swoje dzieci i razem z moim tatą wspólnie gipsowaliśmy ściany. A On z księżniczkami został w domu i .... nie wiedział co ze sobą zrobić. Było Mu zwyczajnie wstyd (przede mną, przed moim ojcem), że ja docieram gipsy a On z księżniczkami bawi się w domu lalkami. Potem zmienił front. Pomagał przy mieszkaniu, ale ze względu na to, że ostro podkreślałam , że to jest moje mieszkanie, że to są pokoje MOICH dzieci, nie robił tego z entuzjazmem.  W końcu nie wytrzymał napięcia i się znowu wyprowadził. Teraz wiem, że łapkę do tego przyłożyli Jego rodzice. No bo jak to ? Miał mi pomagać szykować mieszkanie, zamiast poświęcać swój czas i energię własnym dzieciom??? No to proszę bardzo. Mieszkaj sobie z mamusią. Bo mamusia wie najlepiej co jest Tobie i Twoim dzieciom potrzebne.  Kolejny raz otworzyłam drzwi na oścież. Przez dwa lata, to była ciągła próba sił. Teraz sam się pyta co byśmy jeszcze zrobili. Pomalowali, przerobili. Daje swoje pomysły i je realizuje. Można? Można.  Ale ja Zazdrosna przestałam chodzić na kompromisy. Przestałam się godzić na takie traktowanie. Mam ten plus, że to moje mieszkanie i że ja się z Niego nie muszę wyprowadzać . A jak szanownemu Panu tutaj nie wygodnie to -----> nic na siłę, tam są drzwi. Ty tez masz ten komfort , że to dom Twój i Twoich dzieci, Twoje zasady i Twoje szafy. jak się nie podoba to..... wiesz co.

Heh - popieram !
i powiem Wam moje drogie jeszcze coś - ja z M mamy wspólny dom ... ale on na słowo wykończenie - myśli tylko o pokoju synka .... ja mówię żeby sypialnię wykończyć tak by była miła i przytulna .. a on że nie ma kasy - ale na kolejne zabawki dla syna ma.

Pomimo że to "nasze " mieszkanie to M nie traktuje tego jak wspólne ..ale że jego jest pół i jego synka. Przekonałam się o tym nie raz.
I ja tez gdy tylko M przegina.. mówię mu że jak będziesz miał SWÓJ dom to będziesz to i tamto... i że ja z nim mieszkać nie muszę ...
Wie że nie żartuję.

Zazdrosna - i jak po niedzieli ? tak sobie myślę że Twój M z synami prawie dorosłymi..to powinni taki remoncik w mig zrobić ..

I tak z ciekawości - pytałaś M o pomysł by Twoja córka zamieszkała w jego mieszkaniu ?? ciekawa jestem jego entuzjastycznej radości na to ... smile

5 160

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny wszystkim i każdej z osobna dziękuję za okazane wsparcie. Zazdrosna cieszę się, że rozmawiałaś z swoim partnerem na mój temat - dodało mi to otuchy. Bardzo chciałabym zaprowadzić swojego G do psychologa, żeby zrozumiał, że nie tędy droga i to co robi jest zajebiście nie wychowawcze dla dorosłej pannicy.
Rozmiawiałam z nim ostatnio o nas - że już nic razem nie robimy, nie rozmawiamy, nie spędzamy czasu razem i nawet się nie kochamy. Obraził się, trzasnął drzwiami i wyszedł. Ale chyba przemyślał, zaprosił mnie na spacer na drugi dzień, było całkiem miło. Sex zaczyna wracać do normy. Przyznam szczerze, że ja tez trochę odpuściłam temat. Ale przy najbliższej okazji zamierzam powiedzieć że nie wytrzymam zbyt długo, że młoda ma jeszcze ze 2, max 3 miesiące i koniec. Na początku zanim panna się wprowadziła, to G mówił, że nie chce żeby z nami mieszkała więc 2-3 miesiące, stanie na nogi i na swoje. Więc mówię ok, w końcu to jego dziecko, trzeba pomóc na zakręcie życiowym. Ale teraz to wykorzystywanie nas, mnie przede wszystkim.
Nadal panicznie się boję stracić go, ale coraz bardziej dociera do mnie że ja się wyniszczam, dla kogo??? dla kobyły??? Ja mam swoją córkę która potrzebuje matki a nie wiecznie znerwicowanej baby. Przyjdzie kiedyś taki piękny dzień że nie dam już ani 5 minut rady.
Rozumiem też G, ja też jestem rodzicem, ale wszystko musi mieć swój umiar.

Cieszę się, że was tutaj mam dziewczyny. Że mogę tu zajrzeć i zawsze przeczytam coś co dodaje mi sił.
Każdej z nas sytuacja jest inna, na swój sposób specyficzna, każda z nas musi dorosnąć do swoich decyzji i podjąć je z jak najmniejszym uszczerbkiem dla siebie.

5 161

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuje Wam wszystkim za komentarze i porady. Faktycznie, ważne żebym od początku stawiała granice ? u mnie przede wszystkim, jak się okazuje są to granice terytorialne smile Na szczęście w większości przypadków mój partner moje lekkie ?dziwactwa? (potrzeba własnego kąta, ciszy i spokoju) kompletnie akceptuje. W każdym razie do tej pory?
Co do tego pytania o nocowanie, to kolejny raz przekazałam swoje ?niezadowolenie? z faktu, że znowu ze mną nic nie ustalał ? on ponownie się ze mną zgodził i obiecał, że będzie najpierw mnie pytał. Mój J ma jednak trochę krótką pamięć ? ale może, jak będę się powtarzała to w końcu na dobre dotrze smile
LUSILJU, pytałaś czy to mój dom? jak najbardziej. Mój partner wprowadził się do mojego mieszkania, więc można powiedzieć, że to on do moich zasad musiał się przystosować. Ale oczywiście sprawa nie jest taka prosta, bo mieszkając razem musimy jednak w jakiś sposób zbudować nasze wspólne zasady. Zanim go poznałam, dosyć długo mieszkałam sama, więc przyzwyczaiłam się do ciszy i spokoju. Jak pisałam, nawet gości często nie miewałam ? teraz miewam gości (jego dzieci) nawet i trzy razy w tygodniu! Sam ten fakt powoduje, że oczywiście trudno mi się przystosować i czasami wyganiam jego i dzieci a czasami sama wychodzę. Z czasem chyba odzyskam spokój i równowagę w tej nowej dla mnie sytuacji. Na szczęście partner potrafi mnie zrozumieć i wysłucha (nawet jeśli trochę zapomina o co prosiłam), więc raczej źle nie jest smile
Ten weekend minął na przykład praktycznie bezboleśnie ? jeszcze kilka takich pozytywnych wizyt dzieci a przestanę może na zapas się nimi martwić. Moja niepewność w kontaktach z dziećmi pewnie jeszcze długo mnie nie opuści ale czuję się odrobinę lepiej za każdym razem kiedy wszystko jakoś się samo dobrze układa. Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i życzę udanego tygodnia smile

5 162

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję dziewczyny za opinie, ja przyjęłam inną taktykę. Schowałam dumę do kieszeni i zagryzłam zęby. Nie muszę się prosić M o pomoc, bo on sam stwierdził, że to jego inicjatywa, obiecał mi, więc skończy ten remont.  Mój ojciec jest schorowany, poproszę go o pomoc dopiero w ostateczności. Co do Świąt się nie martwię, bo faktycznie najwyżej spędzę je z dziećmi u mamy. Nie bez znaczenia jest fakt, że M w znacznym stopniu dokłada się finansowo do remontu, teraz w związku kosztowym wyjazdem córki nie udźwignęłabym go sama. M chce, by traktować go jak wynajętego fachowca więc tak robię, po potrzebne rzeczy do sklepu jeżdżę sama, załatwiam narzędzia itp. pomimo, że wcześniej w takich kwestiach byliśmy nierozłączni. Staram się nie siedzieć mu na karku przy pracy, nie chce mojej pomocy, a ja nie mam ochoty znosić jego humorów. Dziś jestem umówiona z mamą i córką na te nasze zakupy. Z córką rozmawia mi się już całkiem, całkiem, choć pewne napięcie da się jeszcze odczuć, cóż na wszystko potrzeba czasu. Młoda M nadal traktuje jak powietrze.
Niezależnie od tego, co będzie dalej podjęłam radykalne postanowienia:
-moje dzieci będą u mnie zawsze na pierwszym miejscu, nie zostawię już ich w domu, by pojechać do rodziny M z jego dziećmi, to akurat jest mi bardzo na rękę. Będziemy wychodzić gdzieś sami lub ze wszystkim chłopakami łącznie z moim synem. Córki już nie zaliczam, bo ona żyje swoim życiem.
-po remoncie M ma się przeprowadzić z synem do siebie. Mam dość znoszenia humorów chłopaka, z powodu braku konsekwencji M i jego pobłażanie w przestrzeganiu obowiązków w stosunku do syna. Chcę znów być radosna i zadowolona, by gnojek nie psuł mi humoru z rana. Nie mając go na co dzień chętniej zniosę ewentualny wspólny wypad z chłopakami.
-nie ma mowy, aby M nocował u mnie ze swoim młodszym synem,
-poza tym dużo, dużo samodzielności we wszystkim. Już ja potrafię sobie zagospodarować czas sama, bez M.
Jeśli oboje zaakceptujemy te warunki i będzie nam odpowiadać taki układ to ok., jeśli nie to trudno, nie ma innej możliwości. Myślę, że znaczące w tym wszystkim będą Święta, bo M ma swoje przyzwyczajenia, ale już mnie to nie obchodzi. Nie do końca jestem dumna dziewczyny z mojego postępowania, też wolałabym przejąć nad wszystkim inicjatywę i wylać się na M, jednak na dzień dzisiejszy nie strzelę sobie w kolano z tym remontem.

5 163 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-23 11:58:43)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dziękuję dziewczyny za opinie, ja przyjęłam inną taktykę. Schowałam dumę do kieszeni i zagryzłam zęby. Nie muszę się prosić M o pomoc, bo on sam stwierdził, że to jego inicjatywa, obiecał mi, więc skończy ten remont.  Mój ojciec jest schorowany, poproszę go o pomoc dopiero w ostateczności. Co do Świąt się nie martwię, bo faktycznie najwyżej spędzę je z dziećmi u mamy. Nie bez znaczenia jest fakt, że M w znacznym stopniu dokłada się finansowo do remontu, teraz w związku kosztowym wyjazdem córki nie udźwignęłabym go sama. M chce, by traktować go jak wynajętego fachowca więc tak robię, po potrzebne rzeczy do sklepu jeżdżę sama, załatwiam narzędzia itp. pomimo, że wcześniej w takich kwestiach byliśmy nierozłączni. Staram się nie siedzieć mu na karku przy pracy, nie chce mojej pomocy, a ja nie mam ochoty znosić jego humorów. Dziś jestem umówiona z mamą i córką na te nasze zakupy. Z córką rozmawia mi się już całkiem, całkiem, choć pewne napięcie da się jeszcze odczuć, cóż na wszystko potrzeba czasu. Młoda M nadal traktuje jak powietrze.
Niezależnie od tego, co będzie dalej podjęłam radykalne postanowienia:
-moje dzieci będą u mnie zawsze na pierwszym miejscu, nie zostawię już ich w domu, by pojechać do rodziny M z jego dziećmi, to akurat jest mi bardzo na rękę. Będziemy wychodzić gdzieś sami lub ze wszystkim chłopakami łącznie z moim synem. Córki już nie zaliczam, bo ona żyje swoim życiem.
-po remoncie M ma się przeprowadzić z synem do siebie. Mam dość znoszenia humorów chłopaka, z powodu braku konsekwencji M i jego pobłażanie w przestrzeganiu obowiązków w stosunku do syna. Chcę znów być radosna i zadowolona, by gnojek nie psuł mi humoru z rana. Nie mając go na co dzień chętniej zniosę ewentualny wspólny wypad z chłopakami.
-nie ma mowy, aby M nocował u mnie ze swoim młodszym synem,
-poza tym dużo, dużo samodzielności we wszystkim. Już ja potrafię sobie zagospodarować czas sama, bez M.
Jeśli oboje zaakceptujemy te warunki i będzie nam odpowiadać taki układ to ok., jeśli nie to trudno, nie ma innej możliwości. Myślę, że znaczące w tym wszystkim będą Święta, bo M ma swoje przyzwyczajenia, ale już mnie to nie obchodzi. Nie do końca jestem dumna dziewczyny z mojego postępowania, też wolałabym przejąć nad wszystkim inicjatywę i wylać się na M, jednak na dzień dzisiejszy nie strzelę sobie w kolano z tym remontem.

powtórzę sie.....ja cię rozumiem,nawet z tym remontem,mieszkał korzystał,on i jego syn plus drugi na dojezdne,amortyzowało sie wszystko wiec niech ma swój udział,w remoncie,dla mnie to oczywiste i zadna łaska,jak skończy to mu to uświadom,w cenach pokoi hotelowych są zawarte remonty????
nie ma co sie unosić głupio ambicjom i tak jak on wykorzystywał ciebie ,tu masz prawo wykorzystać jego,dobrze robisz......

co do dalszych przemyśleń,zycze ci byś wytrwala,oni do siebie ty u siebie ,wtedy M moze zgrywać bohatera i moze nawet dostać medal Ojca Roku,????.

5 164 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-23 15:54:21)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

co do dalszych przemyśleń,zycze ci byś wytrwala,oni do siebie ty u siebie ,wtedy M moze zgrywać bohatera i moze nawet dostać medal Ojca Roku,????.

Dziękuję, już się przekonałam że moje wyraźne prośby i potrzeby są bagatelizowane, będę tak samo stanowcza i konsekwentna w tej kwestii jak on. Spisałam wszystko na kartce, by bez zbytnich emocji, jasno i konkretnie mu przedstawić moje warunki.
Co do remontu, grunt do dobra dyplomacja smile
Miłego dnia dziewczynki smile

Mortisha, już dawno miałam się ciebie o to zapytać, kilkakrotnie mówiłaś o swoich uczuciach do pasierbicy. Za co ty ją w ogóle kochasz?

5 165

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

co do dalszych przemyśleń,zycze ci byś wytrwala,oni do siebie ty u siebie ,wtedy M moze zgrywać bohatera i moze nawet dostać medal Ojca Roku,????.

Dziękuję, już się przekonałam że moje wyraźne prośby i potrzeby są bagatelizowane, będę tak samo stanowcza i konsekwentna w tej kwestii jak on. Spisałam wszystko na kartce, by bez zbytnich emocji, jasno i konkretnie mu przedstawić moje warunki.
Co do remontu, grunt do dobra dyplomacja smile
Miłego dnia dziewczynki smile

Mortisha, już dawno miałam się ciebie o to zapytać, kilkakrotnie mówiłaś o swoich uczuciach do pasierbicy. Za co ty ją w ogóle kochasz?

A ile tego remontu jeszcze zostało ? i jak M zareagował na te postulaty ?- np. że nie ma mowy by nocował u Ciebie z synem ..
Ciekawa jestem jego podejścia i o ile dojdzie do takiego rozwiązania .. ile wytrwacie .

Trzymam kciuki za powodzenie.

5 166

Odp: Być drugą i macochą

Tak się wtrącę. tongue Lubię czytać ten temat, bo zazwyczaj jestem rozdarta - nie umiem sama dla siebie zdecydować, kto ma rację. Wiadomo, nie nie mam szerszego spojrzenia na sprawę, zastanawiam się tylko nad konkretnymi sytuacjami.

No bo np. nie lubię dzieci, facet z dziećmi byłby skreślony na starcie, więc w pewnym sensie podziwiam Was. I wiem, że gdybym się znalazła w takiej sytuacji jakimś cudem, to szlag by mnie trafił przy pierwszej próbie ściągnięcia dzieci do mieszkania (jeśli mieszkalibyśmy w moim). Nie wyobrażam sobie cudzych dzieci, do których z automatu byłabym nastawiona niechętnie (więc wiem, że to nie dla mnie), które jeszcze pomieszkują u mnie od czasu do czasu. Więc właściwie Was rozumiem.

Z drugiej strony stawiam się w pozycji dziecka (zakładając, że zmanipulowana przez matkę bym nie była i intencje miałabym "normalne"). Nie wyobrażam sobie, żeby ojciec powiedział mi, że np. nie mogę go odwiedzić, bo "X się nie zgadza, chce się zrelaksować". Tzn. ja rozumiem, że jej mieszkanie i jej prawo, nie odmawiam tego i do niej nie miałabym żalu. Nie musiałaby mnie lubić, raczej miałabym to w nosie. Nie podobałoby mi się to, jeśli chodzi o ojca. Ktoś ma nam wydawać zgodę, kiedy możemy się zobaczyć? Związał się z kimś, kto ma o tym decydować? Ale jak mówię - nie miałabym nic do partnerki, bo na jej miejscu moja reakcja byłaby pewnie gorsza, tylko pewnie szybko to ojciec byłby skreślony. Nie to nie, trudno. Może nie mieć czasu, bo jest w pracy, bo się umówił z partnerką na kolację, bo wychodzi z kolegami, bo... ale nie, bo ktoś mu zabrania, a on się grzecznie godzi? To by dla mnie było jak wybór czy zakomunikowanie "odtąd możesz mnie odwiedzać tylko wtedy, kiedy jej to będzie odpowiadało". No serio?

Wiecie, jestem dorosła, mieszkam sama, na pewno się rodzicom nie narzucam, bo właściwie od początku liceum nie mieszkam w domu. Ale rozważając taką sytuację, że np. moja mama teraz się z kimś wiąże i ja mam uzyskać jego zgodę na odwiedziny? A może jak zamieszkaliby razem, to muszę uzyskać jego akceptację na przyjazd do domu na część wakacji? Fakt, to inna sprawa, bo mieszkanie matki i wiem, że nigdy by mnie w takiej sytuacji nie postawiła, ale też wiem, że gdyby to ona zdecydowała się mieszkać u kogoś, to nie u osoby, która będzie mówić, kiedy i co ona może robić.

I tak się zastanawiam, nigdy nie chciałam zamieszkać u faceta, żeby to się nie stało nigdy jakimś argumentem w rozmowie "nie, bo to moje mieszkanie i ja decyduję". Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Wolałabym, żeby facet mieszkał u mnie i chociaż nie jestem pewna, czy kiedyś w emocjach nie wyciągnęłabym tego, żeby postawić na swoim, to jednak bym się tym brzydziła. Bo wiem, jak ja bym taki tekst odebrała, jak oznajmienie, że nie mam prawa głosu mimo bycia w związku, bo mieszkanie jego. I nigdy bym się po tym nie czuła tam dobrze, jak u siebie, a chyba na tym powinno mu zależeć. Więc w drugą stronę nie chciałabym tego zafundować.

Tak czy siak, wyjścia dobrego chyba nie ma, bo z większości postów wynika, że facet jest między młotem a kowadłem. Albo narazi się Wam, albo skrzywdzi dzieci. A dzieci chyba z automatu wymagają większej opieki i "dbania" niż dorosłe osoby, co - mam wrażenie - po wielu spornych sytuacjach odbieracie czasem jako właśnie "dzieci są ważniejsze niż Ty". A to chyba nie tak, że dziecko ważniejsze od partnerki, tylko dbanie o dobro dziecka, jego interes itd. ważniejsze - bo dziecko samo o siebie nie zadba. Oczywiście abstrahując od matek-manipulantek, bo wtedy to różnie bywa. tongue

5 167

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Tak się wtrącę. tongue Lubię czytać ten temat, bo zazwyczaj jestem rozdarta - nie umiem sama dla siebie zdecydować, kto ma rację. Wiadomo, nie nie mam szerszego spojrzenia na sprawę, zastanawiam się tylko nad konkretnymi sytuacjami.

No bo np. nie lubię dzieci, facet z dziećmi byłby skreślony na starcie, więc w pewnym sensie podziwiam Was. I wiem, że gdybym się znalazła w takiej sytuacji jakimś cudem, to szlag by mnie trafił przy pierwszej próbie ściągnięcia dzieci do mieszkania (jeśli mieszkalibyśmy w moim). Nie wyobrażam sobie cudzych dzieci, do których z automatu byłabym nastawiona niechętnie (więc wiem, że to nie dla mnie), które jeszcze pomieszkują u mnie od czasu do czasu. Więc właściwie Was rozumiem.

Z drugiej strony stawiam się w pozycji dziecka (zakładając, że zmanipulowana przez matkę bym nie była i intencje miałabym "normalne"). Nie wyobrażam sobie, żeby ojciec powiedział mi, że np. nie mogę go odwiedzić, bo "X się nie zgadza, chce się zrelaksować". Tzn. ja rozumiem, że jej mieszkanie i jej prawo, nie odmawiam tego i do niej nie miałabym żalu. Nie musiałaby mnie lubić, raczej miałabym to w nosie. Nie podobałoby mi się to, jeśli chodzi o ojca. Ktoś ma nam wydawać zgodę, kiedy możemy się zobaczyć? Związał się z kimś, kto ma o tym decydować? Ale jak mówię - nie miałabym nic do partnerki, bo na jej miejscu moja reakcja byłaby pewnie gorsza, tylko pewnie szybko to ojciec byłby skreślony. Nie to nie, trudno. Może nie mieć czasu, bo jest w pracy, bo się umówił z partnerką na kolację, bo wychodzi z kolegami, bo... ale nie, bo ktoś mu zabrania, a on się grzecznie godzi? To by dla mnie było jak wybór czy zakomunikowanie "odtąd możesz mnie odwiedzać tylko wtedy, kiedy jej to będzie odpowiadało". No serio?

Wiecie, jestem dorosła, mieszkam sama, na pewno się rodzicom nie narzucam, bo właściwie od początku liceum nie mieszkam w domu. Ale rozważając taką sytuację, że np. moja mama teraz się z kimś wiąże i ja mam uzyskać jego zgodę na odwiedziny? A może jak zamieszkaliby razem, to muszę uzyskać jego akceptację na przyjazd do domu na część wakacji? Fakt, to inna sprawa, bo mieszkanie matki i wiem, że nigdy by mnie w takiej sytuacji nie postawiła, ale też wiem, że gdyby to ona zdecydowała się mieszkać u kogoś, to nie u osoby, która będzie mówić, kiedy i co ona może robić.

I tak się zastanawiam, nigdy nie chciałam zamieszkać u faceta, żeby to się nie stało nigdy jakimś argumentem w rozmowie "nie, bo to moje mieszkanie i ja decyduję". Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Wolałabym, żeby facet mieszkał u mnie i chociaż nie jestem pewna, czy kiedyś w emocjach nie wyciągnęłabym tego, żeby postawić na swoim, to jednak bym się tym brzydziła. Bo wiem, jak ja bym taki tekst odebrała, jak oznajmienie, że nie mam prawa głosu mimo bycia w związku, bo mieszkanie jego. I nigdy bym się po tym nie czuła tam dobrze, jak u siebie, a chyba na tym powinno mu zależeć. Więc w drugą stronę nie chciałabym tego zafundować.

Tak czy siak, wyjścia dobrego chyba nie ma, bo z większości postów wynika, że facet jest między młotem a kowadłem. Albo narazi się Wam, albo skrzywdzi dzieci. A dzieci chyba z automatu wymagają większej opieki i "dbania" niż dorosłe osoby, co - mam wrażenie - po wielu spornych sytuacjach odbieracie czasem jako właśnie "dzieci są ważniejsze niż Ty". A to chyba nie tak, że dziecko ważniejsze od partnerki, tylko dbanie o dobro dziecka, jego interes itd. ważniejsze - bo dziecko samo o siebie nie zadba. Oczywiście abstrahując od matek-manipulantek, bo wtedy to różnie bywa. tongue

Najbardziej właściwe jest to zdanie - "wyjścia dobrego chyba nie ma "...
Ja patrząc na siebie - przez ponad 5 lat szłam na dalekie kompromisy by facet i jego odwiedzający syn mieli dobrze... mojego syna instruowałam- że większy, że tamci tęsknią.. że to i tamto .. siebie instruowałam . . że nie można mieć pretensji do dzieciaka że go rodzice nie wychowują ...
Ale teraz kiedy powiedziałam stop - wcale nie czuję się lepiej... i nachodzi mnie takie myślenie .
Jak my obcy ludzie dla naszych dzieci - Moje dla partnera, jego dla mnie - mamy być ponad własne emocje i dla dobra tych dzieci robić cos wbrew sobie.. jeśli rodzice tych dzieci nie potrafią podobnie dla własnych dzieci ????
Mój parter i jego była toczą wojnę od 9 lat... wykorzystują w niej dziecko... do tego jest jeszcze matka M .. która podobnie robi... i w wielu decyzjach M widzę tylko odgrywanie się na ex, robienie na przekór , lub pod dyktando ... żeby mieć z głowy.

Fakt że my tu jesteśmy świadczy tyle że szukamy rozwiązań .. wylewamy nasze żale .. i szkoda nam tego życia na wiecznej walce o nas same ..pod sztandarem "biedne dziecko .., biedny tatuś ".
Poczytaj posty Zazdrosnej - przecież ona własne dzieci poświęciła dla pasierba - i nikt łącznie z ojcem tego dzieciaka dobrego słowa jej za to nie powie .
Takie same mam odczucia co do siebie .

Piszesz że abstrahując od matek manipulantek... tyle że dużo  takich , gdyby nasze exowe były normalne ... pewnie nas by tu nie było .. a i może forum by nie miało po co istnieć.

Jedna rzecz jeszcze - to matka z ojcem z różnych powodów podjęli decyzje o rozwodzie - i to oni powinni ponosić konsekwencje tych decyzji .. i odpowiednio wychowywać dziecko by nie czuło się źle w takich realiach. Uważam że dziecko ma tam dom gdzie mieszka ... a wszystkie inne miejsca - jedzie w gości. I nie ważne czy to dom matki , ojca ... jest gościem i powinien zapytać o zgodę na odwiedziny... i stosować się do zasad panujących w domu.
Wmawianie dziecku że ma dwa domy .. ...powoduje że tak naprawdę nie wie gdzie jest jego miejsce .. a to burzy poczucie bezpieczeństwa ...

5 168

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mortisha, już dawno miałam się ciebie o to zapytać, kilkakrotnie mówiłaś o swoich uczuciach do pasierbicy. Za co ty ją w ogóle kochasz?

Ja o miłości nigdy nic nie pisałam wink  O uczuciach pozytywnych jak i negatywnych pisałam wielokrotnie, wrecz przeskoki były i są ze skrajności w skrajność,  ale kocham nie padło ode mnie nigdy ,ani poprzez paluszki, ani  poprzez usta wink

5 169

Odp: Być drugą i macochą

Dlatego napisałam, że Was rozumiem, nie chciałam, żeby to zostało odebrane jako krytyka. Ja byłabym jeszcze "gorsza" dla tych dzieci, nie ma opcji, żeby jakieś obce coś przyłaziło mi do domu. Więc w porównaniu ze mną jesteście wszystkie święte. tongue

Swoją drogą, zaskoczyło mnie trochę to, co napisałaś o Waszych własnych dzieciach. O ile mogę zrozumieć, że zakochana kobieta różne rzeczy dla faceta może zrobić, to że matka kosztem dziecka? Ja instynktu nie mam, dzieci mieć nie chcę, ale i tak nie mieści mi się to w głowie. Może dlatego, że w moim dzieciństwie takiej opcji nie było, mimo że zdecydowanie mnie nie rozpieszczali i próbowali naprawiać rozpieszczanie przez dziadków. Ale tak czy siak nie wyobrażam sobie, żeby ktoś dla nich był ważniejszy niż ja i mój brat (no, w takim pozytywnym słowa znaczeniu, nie chodzi o to, że mam być pępkiem świata, tylko po prostu wiem, że nie przedłożą nikogo nade mnie). I tak samo nie wyobrażam sobie, żebym zrobiła coś dla cudzego dziecka, gdzie konsekwencją byłoby to, że moje ma "gorzej". Wystarczy, że teraz więcej zrobiłabym dla swojego kota niż dla potencjalnego dziecka potencjalnego faceta. tongue Więc zakładam, że miłość do dziecka jest podobna. xD

I na pewno nie uważam, że dla tych dzieci macie robić coś wbrew sobie. Poświęcanie się jest obrzydliwe. Takie prawdziwe jest tylko wtedy, kiedy się nie oczekuje niczego w zamian, a tu tak się nie da. Chce się coś osiągnąć i to normalne, że się oczekuje tego samego, co się zrobi.

Z tym domem i odwiedzinami nie do końca się zgodzę. Tzn. no fakt, skoro mieszkałam z mamą, to nie mieszkałam z tatą, czyli odwiedzałam ojca, czyli byłam gościem. Tyle że chyba chodzi o to, żeby dziecko się nie czuło gościem właśnie. U nas nie było żadnych sądowych ustaleń, mogliśmy odwiedzać rodziców kiedy chcemy, wszystko zależało od nas. Podejrzewam, że jakbym oświadczyła, że się wyprowadzam do ojca, to też problemu by nie było. I to było fajne, bo wtedy wiedzieliśmy, że to jest naprawdę ojciec, który jest no hmm... taki sam jak mama. Jakbym była matką, to chyba nie chciałabym, żeby moje dziecko miało poczucie, że przychodzi do mnie z wizytą, tylko że jestem jego matką tak samo, jak byłam wcześniej i że zawsze będę dla niego = może przyjść kiedy chce i zostać na ile chce. Oczywiście mowa o cywilizowanych rodzicach, którzy rozwodzą się kulturalnie i bez cyrków. Bo mówię, nei wyobrażam sobie, że nagle mój ojciec mi zabrania odwiedzin, bo jego partnerce to nie pasuje. Jako córka odebrałabym to tak, że widzimisię i chęć partnerki jest ważniejsza niż spotkanie ze mną, odwiedziny. A jestem jego dzieckiem od urodzenia, a tu nagle partnerka i sorry, młoda, ale jej nie pasuje, więc nie przychodź. Więc nie dziwiłabym się, że ojcowie nie chcą dać takiego komunikatu dzieciom.

Inna sprawa to jakieś ustalenia. Bo nie trzeba w sumie ustalać tego, co "moralnie idealne". tongue To znaczy, chociaż uważam, że ojciec miałby prawo się z tym dzieckiem widywać i przyjmować je, kiedy chce, to ode mnie sprzeciw. Kwestia taka, czy tatusiowi by to pasowało - albo się dostosuje, albo nie. Nikt nie mówi, że ma być tak, bo tak dobrze, a tak źle. Tutaj wychodzi tylko z wpisów to, że ten chce tak, a ta tak i wychodzą problemy. ;p

5 170

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Dlatego napisałam, że Was rozumiem, nie chciałam, żeby to zostało odebrane jako krytyka. Ja byłabym jeszcze "gorsza" dla tych dzieci, nie ma opcji, żeby jakieś obce coś przyłaziło mi do domu. Więc w porównaniu ze mną jesteście wszystkie święte. tongue

Swoją drogą, zaskoczyło mnie trochę to, co napisałaś o Waszych własnych dzieciach. O ile mogę zrozumieć, że zakochana kobieta różne rzeczy dla faceta może zrobić, to że matka kosztem dziecka? Ja instynktu nie mam, dzieci mieć nie chcę, ale i tak nie mieści mi się to w głowie. Może dlatego, że w moim dzieciństwie takiej opcji nie było, mimo że zdecydowanie mnie nie rozpieszczali i próbowali naprawiać rozpieszczanie przez dziadków. Ale tak czy siak nie wyobrażam sobie, żeby ktoś dla nich był ważniejszy niż ja i mój brat (no, w takim pozytywnym słowa znaczeniu, nie chodzi o to, że mam być pępkiem świata, tylko po prostu wiem, że nie przedłożą nikogo nade mnie). I tak samo nie wyobrażam sobie, żebym zrobiła coś dla cudzego dziecka, gdzie konsekwencją byłoby to, że moje ma "gorzej". Wystarczy, że teraz więcej zrobiłabym dla swojego kota niż dla potencjalnego dziecka potencjalnego faceta. tongue Więc zakładam, że miłość do dziecka jest podobna. xD

I na pewno nie uważam, że dla tych dzieci macie robić coś wbrew sobie. Poświęcanie się jest obrzydliwe. Takie prawdziwe jest tylko wtedy, kiedy się nie oczekuje niczego w zamian, a tu tak się nie da. Chce się coś osiągnąć i to normalne, że się oczekuje tego samego, co się zrobi.

Z tym domem i odwiedzinami nie do końca się zgodzę. Tzn. no fakt, skoro mieszkałam z mamą, to nie mieszkałam z tatą, czyli odwiedzałam ojca, czyli byłam gościem. Tyle że chyba chodzi o to, żeby dziecko się nie czuło gościem właśnie. U nas nie było żadnych sądowych ustaleń, mogliśmy odwiedzać rodziców kiedy chcemy, wszystko zależało od nas. Podejrzewam, że jakbym oświadczyła, że się wyprowadzam do ojca, to też problemu by nie było. I to było fajne, bo wtedy wiedzieliśmy, że to jest naprawdę ojciec, który jest no hmm... taki sam jak mama. Jakbym była matką, to chyba nie chciałabym, żeby moje dziecko miało poczucie, że przychodzi do mnie z wizytą, tylko że jestem jego matką tak samo, jak byłam wcześniej i że zawsze będę dla niego = może przyjść kiedy chce i zostać na ile chce. Oczywiście mowa o cywilizowanych rodzicach, którzy rozwodzą się kulturalnie i bez cyrków. Bo mówię, nei wyobrażam sobie, że nagle mój ojciec mi zabrania odwiedzin, bo jego partnerce to nie pasuje. Jako córka odebrałabym to tak, że widzimisię i chęć partnerki jest ważniejsza niż spotkanie ze mną, odwiedziny. A jestem jego dzieckiem od urodzenia, a tu nagle partnerka i sorry, młoda, ale jej nie pasuje, więc nie przychodź. Więc nie dziwiłabym się, że ojcowie nie chcą dać takiego komunikatu dzieciom.

Inna sprawa to jakieś ustalenia. Bo nie trzeba w sumie ustalać tego, co "moralnie idealne". tongue To znaczy, chociaż uważam, że ojciec miałby prawo się z tym dzieckiem widywać i przyjmować je, kiedy chce, to ode mnie sprzeciw. Kwestia taka, czy tatusiowi by to pasowało - albo się dostosuje, albo nie. Nikt nie mówi, że ma być tak, bo tak dobrze, a tak źle. Tutaj wychodzi tylko z wpisów to, że ten chce tak, a ta tak i wychodzą problemy. ;p

Sama sobie zaprzeczasz - najpierw piszesz, że nie zgodziłabyś się aby obce dzieci szwędały ci się po domu a później, że jak chcesz odwiedzić ojca to nie będziesz się pytać, i widzimisie jego partnerki źle byś odebrała. "
Widocznie twoi rodzice po rozwodzie nie zamieszkali z żadnym partnerem albo ty nie akceptowałaś go na tyle aby chcieć "wpadać" do rodzica kiedy cię naszła ochota i to jak długo zapragniesz. A piszesz, że żadna macochę nie ma robić nic wbrew sobie. No wić co?
Gdybyś, gdybasz i tylko mętlik masz w głowie, bo jesteś dzieckiem rozwiedzionych rodziców i możesz zostać partnerką dzieciatego faceta.
No, huba, że ci kot wystarcza.

5 171

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
Eileen napisał/a:

Dlatego napisałam, że Was rozumiem, nie chciałam, żeby to zostało odebrane jako krytyka. Ja byłabym jeszcze "gorsza" dla tych dzieci, nie ma opcji, żeby jakieś obce coś przyłaziło mi do domu. Więc w porównaniu ze mną jesteście wszystkie święte. tongue

Swoją drogą, zaskoczyło mnie trochę to, co napisałaś o Waszych własnych dzieciach. O ile mogę zrozumieć, że zakochana kobieta różne rzeczy dla faceta może zrobić, to że matka kosztem dziecka? Ja instynktu nie mam, dzieci mieć nie chcę, ale i tak nie mieści mi się to w głowie. Może dlatego, że w moim dzieciństwie takiej opcji nie było, mimo że zdecydowanie mnie nie rozpieszczali i próbowali naprawiać rozpieszczanie przez dziadków. Ale tak czy siak nie wyobrażam sobie, żeby ktoś dla nich był ważniejszy niż ja i mój brat (no, w takim pozytywnym słowa znaczeniu, nie chodzi o to, że mam być pępkiem świata, tylko po prostu wiem, że nie przedłożą nikogo nade mnie). I tak samo nie wyobrażam sobie, żebym zrobiła coś dla cudzego dziecka, gdzie konsekwencją byłoby to, że moje ma "gorzej". Wystarczy, że teraz więcej zrobiłabym dla swojego kota niż dla potencjalnego dziecka potencjalnego faceta. tongue Więc zakładam, że miłość do dziecka jest podobna. xD

I na pewno nie uważam, że dla tych dzieci macie robić coś wbrew sobie. Poświęcanie się jest obrzydliwe. Takie prawdziwe jest tylko wtedy, kiedy się nie oczekuje niczego w zamian, a tu tak się nie da. Chce się coś osiągnąć i to normalne, że się oczekuje tego samego, co się zrobi.

Z tym domem i odwiedzinami nie do końca się zgodzę. Tzn. no fakt, skoro mieszkałam z mamą, to nie mieszkałam z tatą, czyli odwiedzałam ojca, czyli byłam gościem. Tyle że chyba chodzi o to, żeby dziecko się nie czuło gościem właśnie. U nas nie było żadnych sądowych ustaleń, mogliśmy odwiedzać rodziców kiedy chcemy, wszystko zależało od nas. Podejrzewam, że jakbym oświadczyła, że się wyprowadzam do ojca, to też problemu by nie było. I to było fajne, bo wtedy wiedzieliśmy, że to jest naprawdę ojciec, który jest no hmm... taki sam jak mama. Jakbym była matką, to chyba nie chciałabym, żeby moje dziecko miało poczucie, że przychodzi do mnie z wizytą, tylko że jestem jego matką tak samo, jak byłam wcześniej i że zawsze będę dla niego = może przyjść kiedy chce i zostać na ile chce. Oczywiście mowa o cywilizowanych rodzicach, którzy rozwodzą się kulturalnie i bez cyrków. Bo mówię, nei wyobrażam sobie, że nagle mój ojciec mi zabrania odwiedzin, bo jego partnerce to nie pasuje. Jako córka odebrałabym to tak, że widzimisię i chęć partnerki jest ważniejsza niż spotkanie ze mną, odwiedziny. A jestem jego dzieckiem od urodzenia, a tu nagle partnerka i sorry, młoda, ale jej nie pasuje, więc nie przychodź. Więc nie dziwiłabym się, że ojcowie nie chcą dać takiego komunikatu dzieciom.

Inna sprawa to jakieś ustalenia. Bo nie trzeba w sumie ustalać tego, co "moralnie idealne". tongue To znaczy, chociaż uważam, że ojciec miałby prawo się z tym dzieckiem widywać i przyjmować je, kiedy chce, to ode mnie sprzeciw. Kwestia taka, czy tatusiowi by to pasowało - albo się dostosuje, albo nie. Nikt nie mówi, że ma być tak, bo tak dobrze, a tak źle. Tutaj wychodzi tylko z wpisów to, że ten chce tak, a ta tak i wychodzą problemy. ;p

Sama sobie zaprzeczasz - najpierw piszesz, że nie zgodziłabyś się aby obce dzieci szwędały ci się po domu a później, że jak chcesz odwiedzić ojca to nie będziesz się pytać, i widzimisie jego partnerki źle byś odebrała. "
Widocznie twoi rodzice po rozwodzie nie zamieszkali z żadnym partnerem albo ty nie akceptowałaś go na tyle aby chcieć "wpadać" do rodzica kiedy cię naszła ochota i to jak długo zapragniesz. A piszesz, że żadna macochę nie ma robić nic wbrew sobie. No wić co?
Gdybyś, gdybasz i tylko mętlik masz w głowie, bo jesteś dzieckiem rozwiedzionych rodziców i możesz zostać partnerką dzieciatego faceta.
No, huba, że ci kot wystarcza.

Dokładnie, ja też nie wyobrażam sobie odwiedzić mój dom rodzinny, w którym mieszka ojciec bez wcześniejszego uprzedzenia go o tym. Nie chodzi o to, że muszę się zapowiedzieć, ale jego przecież może nie być w domu, może mieć u siebie przyjaciółkę i po co takie niezręczne sytuacje? Szanujmy czyjś wolny czas i wole, rodzicie nie mają obowiązku niańczyć ich dorosłe już dzieci w dodatku swoim kosztem, bądźmy samodzielni i samowystarczalni.
Poza tym, ja nie wymagam od M, by nie brał dzieci, bo takie mam widzimisie. Gdy jestem zmęczona on może z nimi ten czas spędzić poza moim domem. Gdy mam remont w domu, syn z pewnością, by zrozumiałby że ojciec jest zajęty pracą i nie spędzi z nim czasu na zabawie. To nie chodzi o unikanie spotkania, ale o przełożenie jego terminu. Poza tym w tym czasie mogliby zająć się chłopakami dziadkowie M, który są z nimi bardzo związani. Nie chodzi o to, by się dla kogoś zarzynać, bo tak jest ustalone, ale o to by znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji. I odwrotnie gdyby zdarzyło się coś nieprzewidzialnego to też nie wyobrażam sobie, by nie pomóc pasierbom, bo to nie ich termin odwiedzin, Przecież my też chcemy szczęścia partnera i zdajemy sobie sprawę, że to są przecież jego dzieci i jego radość.

5 172

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Tak się wtrącę. tongue Lubię czytać ten temat, bo zazwyczaj jestem rozdarta - nie umiem sama dla siebie zdecydować, kto ma rację. Wiadomo, nie nie mam szerszego spojrzenia na sprawę, zastanawiam się tylko nad konkretnymi sytuacjami.

No bo np. nie lubię dzieci, facet z dziećmi byłby skreślony na starcie, więc w pewnym sensie podziwiam Was. I wiem, że gdybym się znalazła w takiej sytuacji jakimś cudem, to szlag by mnie trafił przy pierwszej próbie ściągnięcia dzieci do mieszkania (jeśli mieszkalibyśmy w moim). Nie wyobrażam sobie cudzych dzieci, do których z automatu byłabym nastawiona niechętnie (więc wiem, że to nie dla mnie), które jeszcze pomieszkują u mnie od czasu do czasu. Więc właściwie Was rozumiem.

Z drugiej strony stawiam się w pozycji dziecka (zakładając, że zmanipulowana przez matkę bym nie była i intencje miałabym "normalne"). Nie wyobrażam sobie, żeby ojciec powiedział mi, że np. nie mogę go odwiedzić, bo "X się nie zgadza, chce się zrelaksować". Tzn. ja rozumiem, że jej mieszkanie i jej prawo, nie odmawiam tego i do niej nie miałabym żalu. Nie musiałaby mnie lubić, raczej miałabym to w nosie. Nie podobałoby mi się to, jeśli chodzi o ojca. Ktoś ma nam wydawać zgodę, kiedy możemy się zobaczyć? Związał się z kimś, kto ma o tym decydować? Ale jak mówię - nie miałabym nic do partnerki, bo na jej miejscu moja reakcja byłaby pewnie gorsza, tylko pewnie szybko to ojciec byłby skreślony. Nie to nie, trudno. Może nie mieć czasu, bo jest w pracy, bo się umówił z partnerką na kolację, bo wychodzi z kolegami, bo... ale nie, bo ktoś mu zabrania, a on się grzecznie godzi? To by dla mnie było jak wybór czy zakomunikowanie "odtąd możesz mnie odwiedzać tylko wtedy, kiedy jej to będzie odpowiadało". No serio?

Wiecie, jestem dorosła, mieszkam sama, na pewno się rodzicom nie narzucam, bo właściwie od początku liceum nie mieszkam w domu. Ale rozważając taką sytuację, że np. moja mama teraz się z kimś wiąże i ja mam uzyskać jego zgodę na odwiedziny? A może jak zamieszkaliby razem, to muszę uzyskać jego akceptację na przyjazd do domu na część wakacji? Fakt, to inna sprawa, bo mieszkanie matki i wiem, że nigdy by mnie w takiej sytuacji nie postawiła, ale też wiem, że gdyby to ona zdecydowała się mieszkać u kogoś, to nie u osoby, która będzie mówić, kiedy i co ona może robić.

I tak się zastanawiam, nigdy nie chciałam zamieszkać u faceta, żeby to się nie stało nigdy jakimś argumentem w rozmowie "nie, bo to moje mieszkanie i ja decyduję". Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Wolałabym, żeby facet mieszkał u mnie i chociaż nie jestem pewna, czy kiedyś w emocjach nie wyciągnęłabym tego, żeby postawić na swoim, to jednak bym się tym brzydziła. Bo wiem, jak ja bym taki tekst odebrała, jak oznajmienie, że nie mam prawa głosu mimo bycia w związku, bo mieszkanie jego. I nigdy bym się po tym nie czuła tam dobrze, jak u siebie, a chyba na tym powinno mu zależeć. Więc w drugą stronę nie chciałabym tego zafundować.

Tak czy siak, wyjścia dobrego chyba nie ma, bo z większości postów wynika, że facet jest między młotem a kowadłem. Albo narazi się Wam, albo skrzywdzi dzieci. A dzieci chyba z automatu wymagają większej opieki i "dbania" niż dorosłe osoby, co - mam wrażenie - po wielu spornych sytuacjach odbieracie czasem jako właśnie "dzieci są ważniejsze niż Ty". A to chyba nie tak, że dziecko ważniejsze od partnerki, tylko dbanie o dobro dziecka, jego interes itd. ważniejsze - bo dziecko samo o siebie nie zadba. Oczywiście abstrahując od matek-manipulantek, bo wtedy to różnie bywa. tongue

Ja ogólnie nie mam nic przeciwko dzieciom i dlatego fakt posiadania takowych nigdy nie był jednym z moich kryteriów doboru partnera. Moje rozterki wynikają głównie właśnie z powodu, który opisałaś ? dzieci powinny mieć możliwość nieograniczonego kontaktu z Ojcem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ale fakt, że mogę kilka godzin spędzić sama we własnym mieszkaniu od czasu do czasu na razie tym kontaktom specjalnie nie przeszkadza. I chociaż jest to moje mieszkanie, chcę właśnie abyśmy razem tworzyli zasady w nim panujące ? w tym cały problem. Razem! Nie, że on podejmuje decyzję, że córka przychodzi na noc bez żadnej dyskusji ze mną (przy czym, zauważ, nie wiem co miałoby się akurat danego wieczoru planować, abym się na to nie zgodziła!). Nie, że ja podejmuję decyzję, że dzisiaj z dziećmi On ma wyjść gdziekolwiek byle nie do nas (raczej mogę o to jedynie prosić i zrozumiem, że może się nie zgodzić bo akurat pada deszcz i nie mają zupełnie gdzie się podziać ? nawet gdybym umierała z powodu częstych migren na które cierpię, to po prostu wzięłabym leki i poszła spać i tyle). Najważniejsze wydaje mi się rozmawiać i razem decydować.

Co do dwóch domów? niestety tutaj z Tobą się nie zgodzę. Dopóki Matka dostaje alimenty od Ojca a dzieci spędzają jedynie kilka popołudni i czasem jedną noc w tygodniu u Ojca, to są u niego jednak gośćmi. Jako dorosła osoba wracam czasem w odwiedziny do domu rodzinnego i tam uważam się już teraz za gościa? spędzam tam kilka dni i rozumiem, ze moja rodzina może mieć inne plany i że zanim przyjadę dowiedzieć się muszę, czy będę miała po prostu gdzie spać smile Nie wydaje mi się to w żaden sposób dziwne. Dziwne byłoby dla mnie, gdyby moi rodzice mój pokój pozostawili na zawsze bez zmian ? bo to Mój Dom, przecież? Nie, ja mam swój nowy dom. Dzieci mojego partnera mają swój dom aktualnie u Mamy i o ile sytuacja się nie zmieni, to u nas są gośćmi. A i tak mają pokój gościnny w zasadzie do swojej dyspozycji? no chyba, że mamy innych gości smile

Wydaje mi się, że pamiętam jak pisałaś, że Twoi rodzice nigdy nie znaleźli nowych partnerów. I być może jest to jedyny powód dla którego masz, jak mówisz, dwa domy. To raczej nie jest typowa sytuacja, więc porównywanie jej do innych, gdzie relacje pomiędzy byłymi i nowymi partnerami są bardzo skomplikowane i delikatne jest trochę nie fair, nie uważasz? Dobrze jednak, że piszesz swoje zdanie na ten temat, bo to zmusza innych do większego zastanowienia i refleksji ? dzięki smile

5 173

Odp: Być drugą i macochą

U mnie sytuacja na ostrzu noża, wracając z pokoleniowych zakupów wysiadło mi auto na środku skrzyżowania, kolejny raz przekonałam się, że muszę sobie radzić sama. Wróciłam do domu wykończona, zmarznięta, głodna i nie trzeba było wiele bym zrobiła to wszystko o czym pisała Ewarg, rzeczy M już fruwały na klatce schodowej. Kiedy M pakował swoje narzędzia poprosiłam go, by mi je na razie zostawił, bym mogła dokończyć położenie kafli. Najpierw odmówił, ale po czasie zaproponował mi układ, że dokończy remont jeśli będzie go robił w dogodnym dla niego terminie i będzie do tego czasu mógł mieszkać u mnie. Nie miałam wyjścia, zgodziłam się by został, ale nie ma już nas. To dziwne jak człowiek, który tydzień temu był dla mnie moją miłością teraz stał się obcym człowiekiem.

5 174 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-24 10:31:26)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

U mnie sytuacja na ostrzu noża, wracając z pokoleniowych zakupów wysiadło mi auto na środku skrzyżowania, kolejny raz przekonałam się, że muszę sobie radzić sama.

I po cholerę komu taki chłop, kiedy z walącym sie autem tez musimy sobie radzić same?

zazdrosna13 napisał/a:

rzeczy M już fruwały na klatce schodowej. Kiedy M pakował swoje narzędzia poprosiłam go, by mi je na razie zostawił, bym mogła dokończyć położenie kafli. Najpierw odmówił, ale po czasie zaproponował mi układ, że dokończy remont jeśli będzie go robił w dogodnym dla niego terminie i będzie do tego czasu mógł mieszkać u mnie. Nie miałam wyjścia, zgodziłam się by został, ale nie ma już nas. To dziwne jak człowiek, który tydzień temu był dla mnie moją miłością teraz stał się obcym człowiekiem.

Czyli na wieczną nieskończoność!!!! I to jest właśnie Zazdrosna sprytna zagrywka manipulanta. Tobie się wydaje, że to Ty postawiłaś warunek????? Że to Ty postawiłaś Go pod ścianą??? NIE!!!!! To On Ci znowu postawił warunki, na które Ty przystałaś. ON skończy remont ale na jego warunkach i w Jego dogodnym terminie i NADAL BĘDZIE mieszkał z przychówkiem w Twoim mieszkaniu !!!! Czyli Ty nadal będziesz miała pierdzielnik w mieszkaniu, rzeczy w kartonach i polówkę miedzy tym wszystkim. Obym się myliła - ale moim zdaniem On Ci tych kafli do świąt nie położy.

Gdybyś najęła fachowca od płytek, może byś i zapłaciła parę groszy, ale nie miałabyś całego kołchozu na głowie. Fachowiec zrobiłby Ci te kafelki bez szantaży i stawiania warunków. Czasem jest tak, że na święty spokój trzeba wydać parę groszy. A dla mnie, żeby zachować twarz w tej sytuacji i postawić na swoim wlazłabym na debet ale nie dałabym facetowi satysfakcji , ze ma mnie w szachu przez głupie kafelki!

5 175

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

U mnie sytuacja na ostrzu noża, wracając z pokoleniowych zakupów wysiadło mi auto na środku skrzyżowania, kolejny raz przekonałam się, że muszę sobie radzić sama.

I po cholerę komu taki chłop, kiedy z walącym sie autem tez musimy sobie radzić same?

zazdrosna13 napisał/a:

rzeczy M już fruwały na klatce schodowej. Kiedy M pakował swoje narzędzia poprosiłam go, by mi je na razie zostawił, bym mogła dokończyć położenie kafli. Najpierw odmówił, ale po czasie zaproponował mi układ, że dokończy remont jeśli będzie go robił w dogodnym dla niego terminie i będzie do tego czasu mógł mieszkać u mnie. Nie miałam wyjścia, zgodziłam się by został, ale nie ma już nas. To dziwne jak człowiek, który tydzień temu był dla mnie moją miłością teraz stał się obcym człowiekiem.

Czyli na wieczną nieskończoność!!!! I to jest właśnie Zazdrosna sprytna zagrywka manipulanta. Tobie się wydaje, że to Ty postawiłaś warunek????? Że to Ty postawiłaś Go pod ścianą??? NIE!!!!! To On Ci znowu postawił warunki, na które Ty przystałaś. ON skończy remont ale na jego warunkach i w Jego dogodnym terminie i NADAL BĘDZIE mieszkał z przychówkiem w Twoim mieszkaniu !!!! Czyli Ty nadal będziesz miała pierdzielnik w mieszkaniu, rzeczy w kartonach i polówkę miedzy tym wszystkim. Obym się myliła - ale moim zdaniem On Ci tych kafli do świąt nie położy.

Gdybyś najęła fachowca od płytek, może byś i zapłaciła parę groszy, ale nie miałabyś całego kołchozu na głowie. Fachowiec zrobiłby Ci te kafelki bez szantaży i stawiania warunków. Czasem jest tak, że na święty spokój trzeba wydać parę groszy.

Ja myślę że facet Zazdrosnej albo zaproponował tą opcję  na przeczekanie "aż jej minie " lub sam potrzebuje czasu aby załatwić sobie warunki by zostawić Zazdrosną wtedy kiedy jemu będzie na rękę. I oby zdążył z remontem.

5 176 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-24 10:39:39)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ja myślę że facet Zazdrosnej albo zaproponował tą opcję  na przeczekanie "aż jej minie " lub sam potrzebuje czasu aby załatwić sobie warunki by zostawić Zazdrosną wtedy kiedy jemu będzie na rękę. I oby zdążył z remontem.

Wg mnie to drugie. Nie na rączkę Mu było wyprowadzanie się teraz - albo ma resztki męskiego honoru i stwierdził, że skoro rozbabrał tę kuchnię, to ją skończy. Ale wg mnie honorowy facet wyprowadził by się natychmiast, a kuchnię dokończył w ciągu najbliższych dwóch dni - a nie w dogodnym dla siebie terminie. co to wogole za cyrk, żeby babrać się z tą robotą tyle czasu !!! A po za tym układanie płytek z synami to najlepsza metoda ojcowskiego - męskiego wychowania. Matka kłaść płytek ich nie nauczy. A tymczasem M wali fochy jak baba, zamiast razem z synami zakasać rękawy i uczynić z remontu świetną lekcję wychowania ojcowskiego.  Gdzie tu ta słynna chęć bycia najlepszym ojcem i przykładem mężczyzny zaradnego???!!!!

5 177 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-24 10:56:19)

Odp: Być drugą i macochą

Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie młodemu dojazdu do szkoły może stanowić przeszkodę, jednak jest to problem nie do rozwiązania. Nie jesteśmy już partnerami i nie będę od niego wymagać, by się dostosował i tym samym zdezorganizował swoją pracę. Na czasie przestało mi zależeć. Nie chodzi tylko o kafle, ale on meble wziął na siebie, z pewnością zostałabym w kropce. Poza tym możecie nazwać to męską ambicją, że chce dokończyć to, czego się podjął, ale ja jeszcze czuję, że mu zależy i pomimo wszystko nie jestem mu obojętna. Remont mógł zakończyć się wyłącznie malowaniem ścian, a z M inicjatywy jest kompleksowy, dopiero w niedzielę zdecydowaliśmy się na wymianę podłogi. W moim sercu na dnie też jest jeszcze uczucie, tylko rozum podpowiada mi, że to nie jest warte świeczki, ta sytuacja wiele mnie nauczyła. Spojrzenie Eileen z perspektywy niepełnoletniego dziecka, dało mi do myślenia, a może szukam usprawiedliwienia.

5 178

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

U mnie sytuacja na ostrzu noża, wracając z pokoleniowych zakupów wysiadło mi auto na środku skrzyżowania, kolejny raz przekonałam się, że muszę sobie radzić sama. Wróciłam do domu wykończona, zmarznięta, głodna i nie trzeba było wiele bym zrobiła to wszystko o czym pisała Ewarg, rzeczy M już fruwały na klatce schodowej. Kiedy M pakował swoje narzędzia poprosiłam go, by mi je na razie zostawił, bym mogła dokończyć położenie kafli. Najpierw odmówił, ale po czasie zaproponował mi układ, że dokończy remont jeśli będzie go robił w dogodnym dla niego terminie i będzie do tego czasu mógł mieszkać u mnie. Nie miałam wyjścia, zgodziłam się by został, ale nie ma już nas. To dziwne jak człowiek, który tydzień temu był dla mnie moją miłością teraz stał się obcym człowiekiem.

a nie mowilam ci juz ON SIE NIGDZIE NIE ZAMIERZA WYPROWADZAC ani teraz ani nigdy ,masz go w garści,jeśli jeszcze masz ochote przeprowadzaj na nim ,,rewolucje,, teraz będziesz mialas podatny grunt,serio,serio......

5 179

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie młodemu dojazdu do szkoły może stanowić przeszkodę, jednak jest to problem nie do rozwiązania. Nie jesteśmy już partnerami i nie będę od niego wymagać, by się dostosował i tym samym zdezorganizował swoją pracę. Na czasie przestało mi zależeć. Nie chodzi tylko o kafle, ale on meble wziął na siebie, z pewnością zostałabym w kropce. Poza tym możecie nazwać to męską ambicją, że chce dokończyć to, czego się podjął, ale ja jeszcze czuję, że mu zależy i pomimo wszystko nie jestem mu obojętna. Remont mógł zakończyć się wyłącznie malowaniem ścian, a z M inicjatywy jest kompleksowy, dopiero w niedzielę zdecydowaliśmy się na wymianę podłogi. W moim sercu na dnie też jest jeszcze uczucie, tylko rozum podpowiada mi, że to nie jest warte świeczki, ta sytuacja wiele mnie nauczyła. Spojrzenie Eileen z perspektywy niepełnoletniego dziecka, dało mi do myślenia, a może szukam usprawiedliwienia.

Kochana ...mięknie Ci serduszko..

Co do Eileen- jej rodzice byli samotni.. czy są smile Ktoś o tym pisał.
Zazdrosna - problem z dojazdami syna M to jego problem.
Jak Ci walnęło auto to M leciał Ci na ratunek ???nie , Twoje auto i Twój problem.
Przecież możecie dalej się spotykać ..  tyle że bez dzieci i zobowiązań z nimi ...

5 180 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-24 11:09:11)

Odp: Być drugą i macochą

Nie ma co dorabiać ideologii o męskiej ambicji ,a dajcie wy spokój,nie o to chodzi,zmiekla mu WRESZCIE rura bo sie kobieta WRESZCIE postawila i pali mu sie grunt pod nogami juz nie on rozdaje karty i nie on dyktuje warunki,on juz wie ze jej nie zależy AZ TAK BARDZO by na każdym kroku ustepowac

5 181

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Przecież możecie dalej się spotykać ..  tyle że bez dzieci i zobowiązań z nimi ...

Nawet nie dopuszczam do siebie innej opcji naszego ewentualnego bycia razem.

5 182 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-24 11:32:32)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie młodemu dojazdu do szkoły może stanowić przeszkodę, jednak jest to problem nie do rozwiązania.

A co Cię to obchodzi !!!!!!! To nie Twój problem!!!!! Twoj samochód-Twój problem. Jego syn - Jego problem!!!

zazdrosna13 napisał/a:

Nie jesteśmy już partnerami i nie będę od niego wymagać, by się dostosował i tym samym zdezorganizował swoją pracę. .

Skopro tak, to jakim prawem ON dezorganizuje Twoje życie, bedąc na Twojej głowie przez kolejne dni, tygodnie??
Ty Mu pracy dezorganizować nie będziesz, ale On Twój dom i czas dalej będzie dezorganizował, bo będzie sobie kładł płytki w terminie dla Niego dogodnym

A Ty Mu dalej na to pozwalasz!

Zazdrosna - obudź się!

5 183

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

Nie ma co dorabiać ideologii o męskiej ambicji ,a dajcie wy spokój,nie o to chodzi,zmiekla mu WRESZCIE rura bo sie kobieta WRESZCIE postawila i pali mu sie grunt pod nogami juz nie on rozdaje karty i nie on dyktuje warunki,on juz wie ze jej nie zależy AZ TAK BARDZO by na każdym kroku ustepowac

A własnie , że stawia. Tymi kafelkami nadal Ja trzyma w szachu!!!! To On nadal stawia warunki: skończe Ci te płytki ale  w terminie dla mnie wygodnym Czy to nie jest kolejny szantaż i stawianie warunków z JEGO strony?

5 184

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, nie rozumiem dlaczego od obcego dla mnie człowieka tj. kolega lub przyjaciel miałabym wymagać zdezorganizowania jego dnia żeby dla mnie coś robił? To mi, nie jemu na tym zależy. Mieszka u mnie, bo to pozwala mu logistycznie więcej czasu poświęcić na remont. Nie mam zamiaru przedłużać tego w nieskończoność i gościć jego młodszego syna. Trudno, niech okres Świąt przeznaczy na dzieci, ja zaczekam, albo przeniosę się do mamy na jakiś czas.

5 185 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-24 12:04:09)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, nie rozumiem dlaczego od obcego dla mnie człowieka tj. kolega lub przyjaciel miałabym wymagać zdezorganizowania jego dnia żeby dla mnie coś robił?

Nie rozumiem dlaczego "obcy człowiek, kolega lub przyjaciel" ma dezorganizować Twój czas, zaburzać spokój Twojego domu, zwalać Ci swojego dzieciaka na głowę, tylko dlatego , że miałby Co położyć płytki w kuchni?! Masz mu jeszcze dać łóżko do spania, dzielić z Nim rano łazienkę, lodówkę, łóżko(?), tylko dlatego że ma Ci płytki w kuchni położyć. Zazdrosna teraz to ja Cie naprawdę nie rozumiem. Albo do końca tu czegoś nie wyjaśniłaś, albo znowu GO usprawiedliwiasz: bo daleko do szkoły, bo dojazd, bo wiecej czasu poświeci na płytki jak będzie u mnie mieszkał..... Zazdrosna - terefere.

zazdrosna13 napisał/a:

Nie mam zamiaru przedłużać tego w nieskończoność i gościć jego młodszego syna. Trudno, niech okres Świąt przeznaczy na dzieci, ja zaczekam, albo przeniosę się do mamy na jakiś czas.

Czy Ty słyszysz co mówisz? Tzn czy czytasz to co napisałaś?
Wg mnie, to sama siebie uszukujesz.

5 186

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Sama sobie zaprzeczasz - najpierw piszesz, że nie zgodziłabyś się aby obce dzieci szwędały ci się po domu a później, że jak chcesz odwiedzić ojca to nie będziesz się pytać, i widzimisie jego partnerki źle byś odebrała. "

No bo tak jest. tongue Tzn. pisałam, że rozumiem Was, przy obcych dzieciach szlag by mnie trafił i to jest prawda. Co nie zmienia faktu, że nie dziwię się ojcom, że czasem te dzieci przedłożą nad partnerkę. I nie mówiłam, że nie będę pytać, tylko o tym, jakbym taki powód odebrała. Co innego, jak powie, że nie, bo mają zaplanowane wyjście do kina, a co innego, że nie, bo ona się nie zgadza i już. I mówiłam, że o to mogłabym mieć żal do ojca - bo się podporządkował i pozwala komuś decydować o spotkaniu ze mną, a nie do partnerki. Jak ma ochotę, to ma prawo i mnie nie znosić. tongue

zazdrosna13 napisał/a:

Dokładnie, ja też nie wyobrażam sobie odwiedzić mój dom rodzinny, w którym mieszka ojciec bez wcześniejszego uprzedzenia go o tym. Nie chodzi o to, że muszę się zapowiedzieć, ale jego przecież może nie być w domu, może mieć u siebie przyjaciółkę i po co takie niezręczne sytuacje? Szanujmy czyjś wolny czas i wole, rodzicie nie mają obowiązku niańczyć ich dorosłe już dzieci w dodatku swoim kosztem, bądźmy samodzielni i samowystarczalni.

No teraz oczywiście, że się zapowiadam, choćby dlatego, że mieszkam 500 km dalej i raczej nie wpadam sobie ot tak na herbatkę. Mówiłam o tym z perspektywy 10 lat wstecz. tongue I właściwie ja nigdy nie wpadałam tak o sobie do ojca do domu, częściej do pracy, ale chodzi o to, że wiedziałam, że mogę. Że jeśli bym przyszła, to on by się ucieszył, że nigdy bym nie usłyszała, że jej nie pasuje i w ogóle najpierw to dzwoń, bla bla bla.


Galcio, nie mam dwóch domów, przynajmniej nie matki i ojca. Tatę rzadko odwiedzałam, chodziło mi o świadomość, że zawsze mogę. Ale kluczy nawet nie miałam. ;p Dwa domy, owszem, czyli mojej mamy i... dziadków, bo tam też mam "swój pokój" i mieszkałam tam 9 lat, teraz jestem tam częściej niż u mamy. I klucze też mam tu i tu. I myślę, że taki układ wszystkim odpowiada. To znaczy, nie narzucam im się, większość część roku mnie nie ma od 5 lat, ale jak przyjeżdżam na część czy na całe wakacje, to wszyscy się cieszą, a nie starają się mnie pozbyć, bo coś tam. tongue I dalej się tam czuję jak u siebie. To znaczy nie jak "pani domu", nie, ale jak domownik. wink I wiem, że nie jest to dla nich ciężarem ani hm... niewygodą. I czy się tam zapowiadam? Tak, ale raczej ze względu, że dłuższa podróż, po prostu informacja, że wracam, najczęściej sami zresztą pytają. Ale już pomiędzy dziadkami a mamą (40 km), to zdarza mi się przemieszczać bez zapowiedzi. I oni też nie zawsze się anonsują między sobą. Jeśli jest coś planowane, to zawsze, ale jeśli przypadkiem któreś jest w okolicy, to zajrzą, odwiedzą, a jak nie pasuje "odwiedzonemu", bo nie ma czy goście, czy zajęci, to nie ma problemu, przywitają się, pożegnają i pójdą. tongue Nie wiem, u mnie wszyscy są bardzo zżyci, nawet siostra mojego ojca czasem wpadnie do dziadków ze strony matki zostawić im coś z działki. I to nie jest dla nikogo problemem, wszyscy się lubią, mogą wpaść na chwilkę, nei nadużywają tego, ale jest ta świadomość, że można. ;p

zazdrosna13 napisał/a:

Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie młodemu dojazdu do szkoły może stanowić przeszkodę, jednak jest to problem nie do rozwiązania. Nie jesteśmy już partnerami i nie będę od niego wymagać, by się dostosował i tym samym zdezorganizował swoją pracę. Na czasie przestało mi zależeć. Nie chodzi tylko o kafle, ale on meble wziął na siebie, z pewnością zostałabym w kropce. Poza tym możecie nazwać to męską ambicją, że chce dokończyć to, czego się podjął, ale ja jeszcze czuję, że mu zależy i pomimo wszystko nie jestem mu obojętna. Remont mógł zakończyć się wyłącznie malowaniem ścian, a z M inicjatywy jest kompleksowy, dopiero w niedzielę zdecydowaliśmy się na wymianę podłogi. W moim sercu na dnie też jest jeszcze uczucie, tylko rozum podpowiada mi, że to nie jest warte świeczki, ta sytuacja wiele mnie nauczyła. Spojrzenie Eileen z perspektywy niepełnoletniego dziecka, dało mi do myślenia, a może szukam usprawiedliwienia.

Ale moje spojrzenie dotyczyło relacji rodzic - dziecko, nie macocha - pasierb itd. Wcale nie uważam, że powinnaś cokolwiek poświęcać na rzecz pałętających się latorośli partnera. Nie daj się. wink

5 187

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Nie daj się. wink

Dzięki, macie racje nachodzą mnie wątpliwości i poczucie winy, że może to ja jestem taką wredną egoistką.

5 188

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dzięki, macie racje nachodzą mnie wątpliwości i poczucie winy, że może to ja jestem taką wredną egoistką.

Nie. Zazdrosna, to nie Ty jesteś egoistką. To M ustawia się tak jak JEMU wygodnie, wszytko da się zrobić ale na JEGO warunkach. To, że On łaskawca chce dokończyć robotę , którą rozbabrał, to nie jest TWÓJ egoizm, bo te płytki będzie kładł kiedy będzie chciał , jak Jemu będzie wygodnie a z bajzlem nadal Ty zostajesz i jeszcze z lokatorami na głowie!!!!!  Bądź konsekwentna do końca nawet jeśli te konsekwencje miałyby Ciebie zaboleć albo trzepnąć po kieszeni. Jak już powiedziałaś A, to trzeba powiedzieć B, a nie znowu dawać sobie stawiać warunki.

5 189

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Nie daj się. wink

Dzięki, macie racje nachodzą mnie wątpliwości i poczucie winy, że może to ja jestem taką wredną egoistką.

tam zaraaaz wredną ????bez przesady nio, kochasz tego swego Emka i to jest najgorsze i wcale nie chcesz żeby sobie poszedł,nigdzie......

5 190 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-24 15:34:07)

Odp: Być drugą i macochą

ZAZDROSNA - ręce mi opadają na ciebie...............

Po jaką cholerę ...... Jak dojrzałaś, że chłop robi tak jak mu pasuje (foch sobotni) to po co kolejna decyzja - wymiana podłogi????????????????? Nowe meble?????????????

Podtrzymuję zdanie kjim - niczego nie nauczyłaś się. Facet manipuluje tobą dalej. Dał ci się wykrzyczeć a teraz serce ci mięknie.... bo jesteś egoistką. On ma tak ciężko... kolejna baba co portki ważniejsze od całego świata..............
A co z córką????????? Jak relacje? Jaka dziewczyna ma czuć, że matce na niej zależy, że nie pozwoli więcej zsunąć ją i jej potrzeby na dalszy plan (odsunąć na zawsze) jak dalej facet z dzieckiem u was mieszka?
Jak to nie jesteście już parą? A gdzie on teraz śpi? W pokoju twojej córki, w kuchni... A może to ty przeniosłaś się do pokoju córki a on z synem zajmują wasz pokój?

Ja miałabym tylko jedno rozwiązanie - bierze kilka dni urlopu, kończy remont. Nocuje w swoim mieszkaniu. Jego syn ma 14-lat i w tym wieku może przez kilka dni sam odgrzać sobie pierogi czy jakiegoś gotowca. Lodówki w sklepach pełne. Dojazd do szkoły???????? Błagam,......dość.....  co cię to wszystko obchodzi, co to dziecko będzie jadło czy jak dotrze do szkoły.

A teraz powiem ci jak będzie wyglądać u ciebie dalej . Ponieważ nic się nie zmieniło, mieszkają dalej i remont robić będzie w chwili wolnej czyli kilka godzin tygodniowo. Czasami wcale bo wróci późno a na coś będzie potrzeba dużo czasu. Za kilka dni tobie przejdzie bo będziesz się cieszyła, że kafelki już leżą, będziesz mu wdzięczna, bo tak się stara.....przyjdą święta - czas pojednania.... i znowu będziesz niewolnicą we własnym domu a pan i władca z łaski nie naubliża twojej córce a ciebie nie zaszantażuje, że się wyprowadzi a przecież zainwestował w twoją kuchnię ....

I nie rozumiem dlaczego jeśli go tak bardzo kochasz nie możecie mieszkać osobno i spotykać się na randkach? W takich układach ze względu na dzieci ludzie są latami.
Znam takie osoby. Poznali się i zakochali w sobie. Oboje mieli nieuregulowane sprawy rozwodowe więc ukrywali się dla dobra sprawy, potem praca ich rozdzieliła, wyjazd służbowy faceta. gdy wrócił, jej dziecko wiele chorowało, szpitale... nie miała głowy do przeorganizowania życia, potem szkoła średnia dziecka - trudny wiek...nie chciała aby obcy facet je ustawiał i dopiero jak dziecko poszło na studia to jakoś tak wyszło, że zamieszkali razem. Przez wiele lat spotykali się w weekendy, święta, wspólnie wyjeżdżali na urlop. Nawet ślub na starość wzięli.
Jak ludzi łączy miłość to wytrwają każda rozłąkę.
Mój mąż też jest od kilku lat większą część roku w delegacjach. W domu jest w weekendy, święta i urlop (jak wymuszę na nim). Codziennie rozmawiamy przez telefon.

A i remont robi się w urlop albo najmuje majstra a nie narażą domowników na siedzenie w bałaganie i czekanie aż "majster" znajdzie czas. Jak robiliśmy spory remont to mieszkaliśmy na wynajętym i chodziliśmy po pracy pomagać majstrom (robić swoją działkę). Wszystkim zależało na czasie.

5 191

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

.....................
Ale moje spojrzenie dotyczyło relacji rodzic - dziecko, nie macocha - pasierb itd. Wcale nie uważam, że powinnaś cokolwiek poświęcać na rzecz pałętających się latorośli partnera. Nie daj się. wink

Jesteś redaktorem na tym forum i nie wiesz, że należy wypowiadać się na temat?

My piszemy tu z perspektywy macoch.
Twoi rodzice mimo rozwodu nie weszli w kolejne związki więc jedyne osoby z którymi się liczą to ich dzieci.
Proponuję abyś z wypowiedziami na nasz temat wstrzymała się do czasu aż zostaniesz macocha lub zwiążesz się z facetem, który nie będzie ojcem twojego dziecka.
Poza tym jest różnica jak zapowiada i wpada raz na kilka tygodni, nawet na kilka dni dziecko które mieszka daleko a wpadające dziecko kilka razy w tygodniu bez zapowiedzi. A poza tym to na urlopy, na weekendy twoi rodzice, dziadkowie nigdzie nie wyjeżdżają? Zawsze są do twojej dyspozycji? A remont, a goście typu znajomi, a wyjście z koleżankami/kolegami? tylko praca, dom?
Przeżyłam "wpadające" co chwila dziecko. Mimo iż nie przeszkadzały mi zapowiedziane wizyty to szlag mnie trafiał jak wracałam z pracy i zniknął mój obiad bo głodne dziecię wpadło po treningu. Nie mogę gotować na wszelki wypadek więcej bo może ktoś wpadnie. Tak otwartego domu nie mam. A jak dziecię zapowiedziało się, nawet godzinę wcześniej to coś się z obiadem wykombinowało czy nakazało mu po zjedzeniu naszego coś przygotować dla nas, bo my też głodni...
Moje dzieci i moje pasierby też czują się w moim domu jak domownicy a nie goście. Tyle, że zawsze wiem kiedy zawitają i zawsze zdążę przygotować wystarczająco wszystkiego. Kilku dniowy pobyt nie przewraca życia pozostałym domownikom. Wpadanie na kilka godzin to jest uciążliwe.
No masz zaplanowane, że urządzisz sobie spa, seans telewizyjny w szlafroku z turbanem na głowie i z maseczką na twarzy. Twój parter miał cały wieczór pracować przed komputerem więc nie zwróci na ciebie uwagi. A tu wpada jego synek czy córcia i co? Nici z twojego relaksu bo nie będziesz paradować przed obcym dzieckiem w takim stroju... Albo masz rozłożoną maszynę bo szyjesz sobie kreację. Co chwila przymiarka. I co? Musisz przerwać.
Nie masz pojęcia jak wygląda życie..... nasze życie.

5 192

Odp: Być drugą i macochą

To było na temat, bo dotyczyło akurat posta Zazdrosnej. wink A wypowiadałabym się nawet, jakbym nie miała rozwiedzionych rodziców. Po prostu, opinia z boku osoby niezaangażowanej w to emocjonalnie.

A co do odwiedzin to hm... naprawdę musiałabyś przerwać szycie na maszynie, jeśli pojawiłoby się dziecko? Skoro czuje się jak domownik - jak sama napisałaś - to chyba nie trzeba serwować podwieczorku, ciasteczek i herbatki, zasiadać całą rodziną przy stole itd. Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież jeśli to dziecko przychodzi, to do ojca, dlaczego czujesz się w obowiązku robić z tym cokolwiek? Też bym była wściekła, gdyby wizyta oznaczała przekładanie wszystkiego i zajmowanie się obcym dzieckiem, ale nie rozumiem, dlaczego to ma tak wyglądać. I pytam serio, nie po to, żeby eee wciskać na siłę swoje racje, po prostu nie ogarniam - dzieciak przychodzi do ojca, dlaczego Ty masz nie szyć na tej maszynie? big_smile I z drugiej strony hm... "nie możesz przyjść, bo X dzisiaj będzie szyć na maszynie". Trochę dziwne.

Co do obiadu, to uważam, że masz rację, ale to pretensje do ojca bym miała i żądała, że skoro dziecko zjadło, to niech on mi coś zrobi i na przyszłość tak samo albo niech wytłumaczy, żeby dziecko nie jadło. Ewentualnie niech ojciec zrobi sobie coś, z jakiej racji Ty masz nie jeść? o.O Nie wiem, ja mogę rąbnąć mamie bluzkę z szafy jak przyjadę, ale gdyby miała faceta, to jego rzeczy (tak samo obiadu) bym nie ruszała.

5 193 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-24 16:48:06)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

To było na temat, bo dotyczyło akurat posta Zazdrosnej. wink A wypowiadałabym się nawet, jakbym nie miała rozwiedzionych rodziców. Po prostu, opinia z boku osoby niezaangażowanej w to emocjonalnie.

A co do odwiedzin to hm... naprawdę musiałabyś przerwać szycie na maszynie, jeśli pojawiłoby się dziecko? Skoro czuje się jak domownik - jak sama napisałaś - to chyba nie trzeba serwować podwieczorku, ciasteczek i herbatki, zasiadać całą rodziną przy stole itd. Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież jeśli to dziecko przychodzi, to do ojca, dlaczego czujesz się w obowiązku robić z tym cokolwiek? Też bym była wściekła, gdyby wizyta oznaczała przekładanie wszystkiego i zajmowanie się obcym dzieckiem, ale nie rozumiem, dlaczego to ma tak wyglądać. I pytam serio, nie po to, żeby eee wciskać na siłę swoje racje, po prostu nie ogarniam - dzieciak przychodzi do ojca, dlaczego Ty masz nie szyć na tej maszynie? big_smile I z drugiej strony hm... "nie możesz przyjść, bo X dzisiaj będzie szyć na maszynie". Trochę dziwne.

Co do obiadu, to uważam, że masz rację, ale to pretensje do ojca bym miała i żądała, że skoro dziecko zjadło, to niech on mi coś zrobi i na przyszłość tak samo albo niech wytłumaczy, żeby dziecko nie jadło. Ewentualnie niech ojciec zrobi sobie coś, z jakiej racji Ty masz nie jeść? o.O Nie wiem, ja mogę rąbnąć mamie bluzkę z szafy jak przyjadę, ale gdyby miała faceta, to jego rzeczy (tak samo obiadu) bym nie ruszała.

A ja się trochę z Tobą Eileen zgadzam - tylko, że to co przedstawiasz , jak miałaś ze swoimi rodzicami, albo jak chciałabyś żeby taka relacja w przyszłości u Ciebie wyglądała, jest takim idyllicznym obrazkiem, który niestety odbiega od naszej rzeczywistości. Bo o ile my tez byśmy chciały żeby to tak fajnie wyglądało (wszyscy domownicy i odwiedzający pasierbowie to  jedna, wielka , szczęśliwa rodzina), to okazuje się że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Ja nie miałam nic przeciwko przebywania u nas dzieci M, do czasu kiedy przestały (pod wyraźnym wpływem matki) respektować zasady i dobre obyczaje panujące w naszym domu. Chciałam sobie planować dzień, tydzień, rok, życie z uwzględnieniem planowanych wizyt tychże dzieci - do czasu kiedy złośliwa Exowa (matka tychże dzieci) nie zaczęła burzyć złośliwie tych planów, ograniczać wizyt dzieci lub z kolei podrzucać poza kolejnością, rozpieprzając tym samy również mój grafik i grafik moich dzieci. Czasem plany są bardziej skomplikowane, niż szycie kiecki wieczorem lub siedzenie w maseczce. Czasem taka niezapowiedziana wizyta tychże dzieci (pasierbów) - bo Ich mamusia ma takie widzimisie (bądź dzieci mają takie widzimisie) wiązały się z tym , że: musiałam odwołać  planowany na ten czas wyjazd (np wcześniej zarezerwowany), musiałam powiedzieć swoim dzieciom, że nie pojedziemy na planowany basen, bo TE dzieci przyjechały chore i będzie Im przykro jak my pojedziemy, a one z nami nie itd, itd.   Teraz juz wiem , że więcej na takie słodkie gadki (bo Im będzie przykro) nigdy więcej się oglądać nie będę, bo na to, że mnie i moim dzieciom może być z jakiego powodu przykro , tez się nikt nigdy nie oglądał. A tak naprawdę za koordynację tego wszystkiego , pieczę nad tym, żeby wizyty tychże dzieci nie odbywały się czyimś kosztem lub żeby te dzieci, mimo innych planów ojca, nie poczuły się odrzucone lub niechciane - leży w gestii OJCA. To ON powinien mądrze wychować swoje dziecko i jednocześnie nie sprawiać by nowa rodzina czuła, że jest w cieniu tego jednego, wychuchanego stworzenia. To od ojca, w tym wypadku zależy, czy potrafi mądrze kochać i dziecko i nową partnerkę.  I to On powinien dążyć do tego żeby w domu wszyscy się czuli jak u siebie i dziecko (wpadające od czasu do czasu) i rodzina stale w tym domu mieszkająca. Jeśli równowaga będzie zaburzona (tzn albo dziecko na pierwszym miejscu, albo partnerka na pierwszym miejscu) zawsze pojawią się zgrzyty. I zawsze ktoś będzie niezadowolony z tych wizyt.

Eileen napisał/a:

A co do odwiedzin to hm... naprawdę musiałabyś przerwać szycie na maszynie,

No jesli warunki lokalowe sa okrojone i trzeba polówkę rozkładać (lub tak jak w moim przypadku: śpiwory na podłodze) to nici z szycia.

Eileen napisał/a:

Skoro czuje się jak domownik - jak sama napisałaś - to chyba nie trzeba serwować podwieczorku, ciasteczek i herbatki, zasiadać całą rodziną przy stole itd.....Przecież jeśli to dziecko przychodzi, to do ojca, dlaczego czujesz się w obowiązku robić z tym cokolwiek?.

No ale cały ambaras właśnie w tym, że NASI KOCHANI TATUSIOWIE zabierają dzieci do naszego domu a obowiązkami z nimi związanymi obciążają nas-macochy. Długo trwało zanim zrozumiałam to co piszesz, że to nie mój obowiązek tylko ojca. I kiedy przestałam serwować obiadki, podwieczorki, prać, prasować, kąpać - ojcu tez się tego odechciało.

Eileen napisał/a:

I z drugiej strony hm... "nie możesz przyjść, bo X dzisiaj będzie szyć na maszynie". Trochę dziwne.

Wcale nie dziwne, jeśli z powodu ograniczonych warunków lokalowych (bo o lepsze owy tatuś nie zadbał) macocha musi składać maszynę lub jak w przypadku Zazdrosne odłożyć remont kuchni o kolejne dwa dni, bo przyjeżdża synuś tatusia i święto w domu. Nic ruszyć nie zamierza.

Eileen napisał/a:

Co do obiadu, to uważam, że masz rację, ale to pretensje do ojca bym miała i żądała, że skoro dziecko zjadło, to niech on mi coś zrobi i na przyszłość tak samo albo niech wytłumaczy, żeby dziecko nie jadło.

Tu rownież masz rację, ale w naszym wypadku zwrócenie ojcu uwagi, że dziecko wyżarło przygotowany obiad domowników, wiąże się z ogólnym oburzeniem, fochem  i pretensjami , że się czepiamy głupiego obiadu, przecież to tylko dziecko, jeść musi jak każdy, a to wogóle to jesteśmy uprzedzone,czepiamy się, nie lubimy tego dziecka i chcemy ojcu ograniczyć kontakt z dzieckiem!!!!!
Tak to u nas wygląda. Nie ma tu miejsca na idyllę, którą opisujesz.

5 194 Ostatnio edytowany przez mortisha (2015-03-24 17:00:09)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Q... jak ja go nienawidzę. Synki nie raczą wstać, więc przyjedzie później, a ja się ruszyć w domu nie mogę. Zakichany tatuś, powinien się leczyć z tej swojej nierozerwalnej więzi z chłopakami i konieczności tachania ich wszędzie ze sobą, że ja z tym gościem w pakiecie wytrzymałam ponad trzy lata! Zamiast wywieźć dzieciaków do rodziców i zrobić szybko ten remont poginając do bólu, tak jak swoją pracę, to my powinniśmy wprowadzić się do niego na czas remontu, to ten Q...TĘSKNI akurat za synami. Przepraszam mam dość.

Chłoptusie maja po 3  latka???
Ja pierdYYleeee!!! Moja Pc. jest trylion miliardow stokroć  o wiele bardziej ogarnieta, samodzielna,nieskazitelnie zaradna,  niż  jełopkowate dwa fiutki łącznie z twoim M . Ile to rady spala w nocy sama, czy zostawala sama na caly dlugi dzień i nie dość ,ze była szczesliwa z tego powodu  to jeszcze więcej potrafila zrobić przy sobie, w okol siebie, wykazac się swoją NADdojrzałością  więcej niż można  było tego oczekiwać i tak za każdym razem było.
To mi się w pale nie mieści jak  chłopaki sa traktowani, jak najgorsze niedorajdy życiowe i jak widać na takich wyrośli.
Jednak musztra w wychowaniu to dobra rzecz, nie taka zla jak ją malują

5 195 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-24 16:58:51)

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha to nie chłopaki są niesamodzielne ale ich tatuś uzależniony od ich wiecznego towarzystwa. M stawia sprawę jasno, albo jego syn mieszka z nami u mnie, albo on kończy ze mną. W tym akurat będę konsekwentna na 200 %. Nawet zaproponował mi jutro wyjazd nad wodę, pewnie bym mogła trochę odpocząć psychicznie od jego synka i wszystko miałoby wrócić do normy. Dla mnie układ jest prosty, spędzamy ze sobą co drugi weekend sami, głównie u mnie bo chata wolna, chyba że on wywiezie syna do dziadków, a pozostałe weekendy albo ze swoimi dziećmi albo wspólnie ze wszystkimi chłopakami, ale jemu się to nie podoba. Q... po moim trupie, widać że tylko niańką jego synka byłam.

5 196

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Jednak musztra w wychowaniu to dobra rzecz, nie taka zla jak ją malują

Popieram. Moje dzieci,  mimo, że przeze mnie "musztrowane" potrafią i tak powiedzieć , że jestem nadopiekuńcza (bo czasem mi się zdarzy, któremuś szaliczek poprawić :-)

5 197

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mortisha to nie chłopaki są niesamodzielne ale ich tatuś uzależniony od ich wiecznego towarzystwa. M stawia sprawę jasno, albo jego syn mieszka z nami u mnie, albo on kończy ze mną. W tym akurat będę konsekwentna na 200 %. Nawet zaproponował mi jutro wyjazd nad wodę, pewnie bym mogła trochę odpocząć psychicznie od jego synka i wszystko miałoby wrócić do normy. Dla mnie układ jest prosty, spędzamy ze sobą co drugi weekend sami, głównie u mnie bo chata wolna, chyba że on wywiezie syna do dziadków, a pozostałe weekendy albo ze swoimi dziećmi albo wspólnie ze wszystkimi chłopakami, ale jemu się to nie podoba. Q... po moim trupie, widać że tylko niańką jego synka byłam.

nosz..... powiedz mu , że to Ty kończysz.
A mieszkać u Ciebie nie będą bo nie ma miejsca - dzieci masz dwoje .

Powiem Ci że pojechał teraz... to może niech on pracuje od 7-15 ? i zajmie się synkiem??

5 198

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mortisha to nie chłopaki są niesamodzielne ale ich tatuś uzależniony od ich wiecznego towarzystwa. M stawia sprawę jasno, albo jego syn mieszka z nami u mnie, albo on kończy ze mną. W tym akurat będę konsekwentna na 200 %. Nawet zaproponował mi jutro wyjazd nad wodę, pewnie bym mogła trochę odpocząć psychicznie od jego synka i wszystko miałoby wrócić do normy. Dla mnie układ jest prosty, spędzamy ze sobą co drugi weekend sami, głównie u mnie bo chata wolna, chyba że on wywiezie syna do dziadków, a pozostałe weekendy albo ze swoimi dziećmi albo wspólnie ze wszystkimi chłopakami, ale jemu się to nie podoba. Q... po moim trupie, widać że tylko niańką jego synka byłam.

o to szwanc jeden,a co to ty jestes matka tego chlopaka ze to Ty COS MUSISZ, wyjazd zaproponował,ludzki pan...jassne

5 199

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna - jaki wyjazd!!!!!!!!!!!! Przecież ma remont skończyć.
A na wspólne mieszkanie z jego dziećmi - ależ nie ma sprawy. Niech wynajmie 4 lub 5-pokojowe mieszkanie, zacznie pracować tak, aby wszystko dla chłopców przygotować i mieć dla ciebie i po kłopocie. Ty nie usługujesz, a jak ty pomagasz to on z nawiązką wynagradzać.....

5 200

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

To było na temat, bo dotyczyło akurat posta Zazdrosnej. wink A wypowiadałabym się nawet, jakbym nie miała rozwiedzionych rodziców. Po prostu, opinia z boku osoby niezaangażowanej w to emocjonalnie.

A co do odwiedzin to hm... naprawdę musiałabyś przerwać szycie na maszynie, jeśli pojawiłoby się dziecko? Skoro czuje się jak domownik - jak sama napisałaś - to chyba nie trzeba serwować podwieczorku, ciasteczek i herbatki, zasiadać całą rodziną przy stole itd. Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież jeśli to dziecko przychodzi, to do ojca, dlaczego czujesz się w obowiązku robić z tym cokolwiek? Też bym była wściekła, gdyby wizyta oznaczała przekładanie wszystkiego i zajmowanie się obcym dzieckiem, ale nie rozumiem, dlaczego to ma tak wyglądać. I pytam serio, nie po to, żeby eee wciskać na siłę swoje racje, po prostu nie ogarniam - dzieciak przychodzi do ojca, dlaczego Ty masz nie szyć na tej maszynie? big_smile I z drugiej strony hm... "nie możesz przyjść, bo X dzisiaj będzie szyć na maszynie". Trochę dziwne.

Co do obiadu, to uważam, że masz rację, ale to pretensje do ojca bym miała i żądała, że skoro dziecko zjadło, to niech on mi coś zrobi i na przyszłość tak samo albo niech wytłumaczy, żeby dziecko nie jadło. Ewentualnie niech ojciec zrobi sobie coś, z jakiej racji Ty masz nie jeść? o.O Nie wiem, ja mogę rąbnąć mamie bluzkę z szafy jak przyjadę, ale gdyby miała faceta, to jego rzeczy (tak samo obiadu) bym nie ruszała.

Już widzę jak w bieliźnie ganiasz bez skrępowania przy obcych dzieciach.
Ja pogadałam się z mężem ale jeden syn stwierdził, że tato się zmienił bo kiedyś zrobił dla niego wszystko a teraz nic mu nie wolno. Nawet obiadu mu żałuję. I on nie rozumie dlaczego nie jest najważniejszy. Długo trwało aby wyleczyło się z egoistycznego synka.
Mąż odpokutował. Młodsi synowie nie mieli problemu dostosowania się, poczucia, że są nie u siebie. Z czasem jak zamieszkali u nas było trochę docierania i jesteśmy teraz fajną bandą.

Posty [ 5 136 do 5 200 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 78 79 80 81 82 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026