netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 310 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 75 76 77 78 79 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 941 do 5 005 z 8 269 ]

4 941 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-13 18:11:52)

Odp: Być drugą i macochą

Siedzimy po południu przy obiedzie, maz dzwoni do córki, która pracuje piętro wyżej, pytam po co?
A on, chciałem, zeby przyszła sie pożegnać.
Na szydercze pytanie: a co, wyjeżdża gdzieś, na biegun, leci w kosmos, wybiera sie na tamten swiat?
nie dostaję odpowiedzi...
I zawsze ta szminka na policzku.

4 942

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

wszytko cacy Ewarg ale czy to czasami nie ty parę m-cy temu wyprowadzilas sie z domu ,bo bylas skupiona ,co nam tu zarzucasz na sobie,wlasnych uczuciach,kazdy żyje jak chce,matka Teresa juz jedna byla,ona swiata nie uzdrowila wiec moze tez.sie nie wysilaj

Niestety nie. Nie mogę wyprowadzić się ze swojego mieszkania. Po drugie już lata minęły odkąd pokłóciliśmy się z mężem o dzieci. Owszem, zgrzyty pomiędzy nami zdarzają się ale o relacje pomiędzy nami a nie o dzieci. mój mąż wyleczył się z chorej (wg mnie) miłości do dzieci. Przestał im wynagradzać rozwód z ich matką.

Matką Teresą nie jestem i nie chcę być. Świata nie mam ochoty uzdrawiać. Wrednych osób jest cała masa, które zrobią wszystko aby drugi nie miał lepiej od nich.
To nie ja udzielam tu komukolwiek rad Tylko między innym Ty. Dowartościowuje się to?

Zazdrościsz, że ułożyło mi się życie w kolejnym związku i dogaduje się z pasierbami?!
Twój problem ale nie twoje forum a tak się zachowujesz. Jakbyś wszystkie rozumy pozjadała. Los doświadczył się brzydko ale sama nie zachowujesz się lepiej.

Owszem, nadopiekuńczość rodziców do dorosłych dzieci jest chora. Ale napisałam, ze miłość ojców to dorosłych córek nie różni się niczym od miłości tamtych ludzi z tym że to jest ich wspólne dziecko. Ciekawe czy też byście tak walczyły gdyby taką samą miłością kochał wasze wspólne dziecko.

każdemu wydaje się, że dobrze wychował swoje dziecko i że jego metody i sposoby są właściwe a tymczasem nie ma złotego środka.

4 943

Odp: Być drugą i macochą

jak nie jak tak,przeciez rozpisywalas sie tu na tym watku ,ze maz zapomnial o twoich,co to bylo urodziny,czy imieniny?sama wiesz wyprowadzilas sie,pasierb was godzil,czyz nie.....
potem zniknelas by po jakims czasie wyglaszac prawde objawiona,ze dziewczyny z tego watku cie,naszczuły,,,,nastawily,, przeciwko mezowi,to sa twoje slowa

z ta zazdroscia,to rozsmieszylas mnie , ,czego mozna tobie zazdoscic???,ze najlepsze lata zycia spedzilas na uzeraniu sie i wychowywaniu cudzych dzieci ,czy lataniu z nimi po psychologach, TO TY JECHALAS TUTAJ NA TE DZIEWCZYNY,TY JE POUCZALAS  INFORMUJAC WSZEM I WOBEC JAK TO CI SIE UDALO,TO CO TY UWAZASZ ZA SUKCES INNI MOGA UWAZAC ZA PORAZKE to wszystko co mialam ci do powiedzenia,bo jak cie czasem czytalam to to twoje samozadowolenie to bardziej zyczeniowe jest ,niz prawdziwe,siegnij sobie do swoich postow z tej wyprowadzki ktorej nie bylo....

4 944

Odp: Być drugą i macochą

witam serdecznie Was Wszystkie!

trochę o mnie: jestem w związku z mężczyzną posiadającym 6-letnią córkę, sama dzieci nie mam. ja jestem przed 40-ką on po. razem od 1,5 roku i właśnie co podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu. dziecko mieszka z matką.

mój partner korzysta z pomocy psychologa i jest zadowolony, ja też widzę efekty.

on oczywiście jest zakochany w swojej księżniczce (nie mylić ze mną). przepraszam, ale nie mogłam sobie nie pozwolić na ten żarcik.

dziewczyny. włos mi na głowie staje, jak czytam Wasze posty. na razie jest ok, ale boję się, że wszystko przede mną. niektóre zachowania mojego partnera, to wypisz wymaluj Wasze historie. ja na razie nie miałam nieprzyjemnych sytuacji z jego córką, ale on tak. na początku oczywiście byłam pełna optymizmu, bo to przecież jeszcze dziecko, niczemu niewinne itp. teraz zaprowadziłam podział na nasze sprawy i jego sprawy (czyli wszystko, co dotyczy dziecka i byłej). powiedziałam mu, że nie chcę tego słuchać. on mi zarzuca brak wsparcia, więc ja wtedy pytam czy poopowiadać mu o moich byłych facetach. jeśli taki komunikat nie dociera, zaczynam z grubej rury opowiadać jak było z Tomaszem, a jak było z Markiem. brakuje mi już cierpliwości. na argument "wiedziałaś, że mam dziecko" ja: "wiedziałeś, że nie mam dziecka". ogólnie przepychanki są, ale znacznie więcej jest zgody i miłych chwil. zastanawiam się czy wszystkie związki z partnerami po przejściach tak wyglądają. czy tu na forum jest tylko jakiś niewielki odsetek kobiet, które nie są zadowolone z obecnych związków.

sporo czasu zabrało mi czytanie tych wszystkich historii, ale znalazłam dużo cennych uwag i przestróg. dzięki Dziewczyny!

4 945

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

jak nie jak tak,przeciez rozpisywalas sie tu na tym watku ,ze maz zapomnial o twoich,co to bylo urodziny,czy imieniny?sama wiesz wyprowadzilas sie,pasierb was godzil,czyz nie.....
potem zniknelas by po jakims czasie wyglaszac prawde objawiona,ze dziewczyny z tego watku cie,naszczuły,,,,nastawily,, przeciwko mezowi,to sa twoje slowa

z ta zazdroscia,to rozsmieszylas mnie , ,czego mozna tobie zazdoscic???,ze najlepsze lata zycia spedzilas na uzeraniu sie i wychowywaniu cudzych dzieci ,czy lataniu z nimi po psychologach, TO TY JECHALAS TUTAJ NA TE DZIEWCZYNY,TY JE POUCZALAS  INFORMUJAC WSZEM I WOBEC JAK TO CI SIE UDALO,TO CO TY UWAZASZ ZA SUKCES INNI MOGA UWAZAC ZA PORAZKE to wszystko co mialam ci do powiedzenia,bo jak cie czasem czytalam to to twoje samozadowolenie to bardziej zyczeniowe jest ,niz prawdziwe,siegnij sobie do swoich postow z tej wyprowadzki ktorej nie bylo....

ILEŻ W TOBIE JADU..............
PRZECIEŻ PISAŁAM, ŻE MY Z MĘŻEM MAMY CZASAMI ZGRZYTY ALE NIE PRZEZ PASIERBÓW. OWSZEM MĄŻ ZAPOMNIAŁ O MOICH URODZINACH I ODPOKUTOWAŁ. TAK, CZYTAJĄC WAS WZROSŁO WE MNIE POCZUCIE KRZYWDY. DLATEGO UZMYSŁOWIŁAM SOBIE, ŻE PODUSZCZACIE SIĘ NAWZAJEM, KAŻDA KTÓRA TU WCHODZI, POCZYTA DOSTAJE STRACHA. JA NIE ZZNIKNĘŁAM, PODCZYTUJĘ WĄTEK REGULARNIE I GDYBYM MIAŁA W SOBIE TYLE ZŁOŚCI, NIEWAŚĆI I AGRESJI DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA TO BYM ZEŚWIROWAŁA.
DO PSYCHOLOGÓW POWINIEN CHODZIĆ KAŻDY, KTO NIE DAJE SOBIE RADY ZE SOBĄ ALBO Z OTACZAJĄCYM GO ŚWIATEM, NAJBLIŻSZYMI.

JAK JUŻ COŚ CZYTASZ TO RÓB TO DOKŁADNIE.
NO I WŁAŚNIE -PASIERB NAS GODZIŁ. CZYLI NIE O DZIECI POSZŁO I NIE PRZEZ NIE.

U PSYCHOLOGA BYLIŚMY MY Z MĘŻEM A NIE Z DZIEĆMI. PRZEZ CAŁY MÓJ ZWIAZEK (CZYLI PRD JAK I PO ŚLUBIE) A JEST TEGO DOBRZE PONAD 10 LAT - Z PASIERBAMI BYŁAM ZE TRZY RAZY U LEKARZA - W TYM RAZ W SZPITALU JAK POGOTOWIE MŁODEGO ZABRAŁO ZE SZKOŁY.

A NEJLEPSZE LATA TO JAKIE? JEST JAKIEŚ OKRESLENIE WIEKOWE? PRZEDZIAŁ POMIĘDZY A POMIĘDZY KTÓRYMŚ ROKIEM ŻYCIA?
KTÓRE LATA W ŻYCIU CZŁOWIEKA TO JEGO NAJLEPSZE LATA PROSZĘ WSKAŻ MI.

ŻYCZĘ WYLUZOWAIA, AKCEPTACJI DRUGIEGO CZŁOWIEKA I SZACUNKU DO INNYCH TAKIEGO JAKIE OCZEKUJECIE DLA SIEBIE.

4 946

Odp: Być drugą i macochą

panienka_z_okienka
"on oczywiście jest zakochany w swojej księżniczce (nie mylić ze mną)."

Świetne, uśmiałam się.
A tak na serio, im szybciej sie do tego przyzwyczaisz, tym mniej pózniej będzie bolało.

4 947

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

jak nie jak tak,przeciez rozpisywalas sie tu na tym watku ,ze maz zapomnial o twoich,co to bylo urodziny,czy imieniny?sama wiesz wyprowadzilas sie,pasierb was godzil,czyz nie.....
potem zniknelas by po jakims czasie wyglaszac prawde objawiona,ze dziewczyny z tego watku cie,naszczuły,,,,nastawily,, przeciwko mezowi,to sa twoje slowa

z ta zazdroscia,to rozsmieszylas mnie , ,czego mozna tobie zazdoscic???,ze najlepsze lata zycia spedzilas na uzeraniu sie i wychowywaniu cudzych dzieci ,czy lataniu z nimi po psychologach, TO TY JECHALAS TUTAJ NA TE DZIEWCZYNY,TY JE POUCZALAS  INFORMUJAC WSZEM I WOBEC JAK TO CI SIE UDALO,TO CO TY UWAZASZ ZA SUKCES INNI MOGA UWAZAC ZA PORAZKE to wszystko co mialam ci do powiedzenia,bo jak cie czasem czytalam to to twoje samozadowolenie to bardziej zyczeniowe jest ,niz prawdziwe,siegnij sobie do swoich postow z tej wyprowadzki ktorej nie bylo....

ILEŻ W TOBIE JADU..............
PRZECIEŻ PISAŁAM, ŻE MY Z MĘŻEM MAMY CZASAMI ZGRZYTY ALE NIE PRZEZ PASIERBÓW. OWSZEM MĄŻ ZAPOMNIAŁ O MOICH URODZINACH I ODPOKUTOWAŁ. TAK, CZYTAJĄC WAS WZROSŁO WE MNIE POCZUCIE KRZYWDY. DLATEGO UZMYSŁOWIŁAM SOBIE, ŻE PODUSZCZACIE SIĘ NAWZAJEM, KAŻDA KTÓRA TU WCHODZI, POCZYTA DOSTAJE STRACHA. JA NIE ZZNIKNĘŁAM, PODCZYTUJĘ WĄTEK REGULARNIE I GDYBYM MIAŁA W SOBIE TYLE ZŁOŚCI, NIEWAŚĆI I AGRESJI DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA TO BYM ZEŚWIROWAŁA.
DO PSYCHOLOGÓW POWINIEN CHODZIĆ KAŻDY, KTO NIE DAJE SOBIE RADY ZE SOBĄ ALBO Z OTACZAJĄCYM GO ŚWIATEM, NAJBLIŻSZYMI.

JAK JUŻ COŚ CZYTASZ TO RÓB TO DOKŁADNIE.
NO I WŁAŚNIE -PASIERB NAS GODZIŁ. CZYLI NIE O DZIECI POSZŁO I NIE PRZEZ NIE.

U PSYCHOLOGA BYLIŚMY MY Z MĘŻEM A NIE Z DZIEĆMI. PRZEZ CAŁY MÓJ ZWIAZEK (CZYLI PRD JAK I PO ŚLUBIE) A JEST TEGO DOBRZE PONAD 10 LAT - Z PASIERBAMI BYŁAM ZE TRZY RAZY U LEKARZA - W TYM RAZ W SZPITALU JAK POGOTOWIE MŁODEGO ZABRAŁO ZE SZKOŁY.

A NEJLEPSZE LATA TO JAKIE? JEST JAKIEŚ OKRESLENIE WIEKOWE? PRZEDZIAŁ POMIĘDZY A POMIĘDZY KTÓRYMŚ ROKIEM ŻYCIA?
KTÓRE LATA W ŻYCIU CZŁOWIEKA TO JEGO NAJLEPSZE LATA PROSZĘ WSKAŻ MI.

ŻYCZĘ WYLUZOWAIA, AKCEPTACJI DRUGIEGO CZŁOWIEKA I SZACUNKU DO INNYCH TAKIEGO JAKIE OCZEKUJECIE DLA SIEBIE.

a ta dalej swoje,nie krzycz w kazdym zdaniu,widze cie,widze.....
napisalas po raz kolejny jak to ci dobrze,jak potrafisz radzic sobie z pasierbami,ze niczego dla nich nie poswiecilas,ja uwazam inaczej,daruj sobie kolejne posty i moze faktycznie wyluzuj ,tak jak napisalam dla mnie twoja idylla jest bardziej zyczeniowa niz prawdziwa i naprawde nie musisz niczego udawadniac po raz n-ty piszac o tym,uwazam za zbyteczne bys sie zwracala do mnie,kazda z nas moze miec swoje zdanie i je tu wyrazac,racji nie ma ten kto ,,pisze,,głośniej CHYBA ZE NAJBARDZIEJ CHCE PRZEKONAĆ SAMA SIEBIE,na wiecej ,,zaczepek,,odpowiadac nie zamierzam bo to nie piaskownica i mi nie zalezy by moja racja byla najmojsza ,jesli tobie tak to ..........i faktycznie wyluzowania ;-))

4 948

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

a ta dalej swoje,nie krzycz w kazdym zdaniu,widze cie,widze.....
napisalas po raz kolejny jak to ci dobrze,jak potrafisz radzic sobie z pasierbami,ze niczego dla nich nie poswiecilas,ja uwazam inaczej,daruj sobie kolejne posty i moze faktycznie wyluzuj ,tak jak napisalam dla mnie twoja idylla jest bardziej zyczeniowa niz prawdziwa i naprawde nie musisz niczego udawadniac po raz n-ty piszac o tym,uwazam za zbyteczne bys sie zwracala do mnie,kazda z nas moze miec swoje zdanie i je tu wyrazac,racji nie ma ten kto ,,pisze,,głośniej CHYBA ZE NAJBARDZIEJ CHCE PRZEKONAĆ SAMA SIEBIE,na wiecej ,,zaczepek,,odpowiadac nie zamierzam bo to nie piaskownica i mi nie zalezy by moja racja byla najmojsza ,jesli tobie tak to ..........i faktycznie wyluzowania ;-))

Owszem, dalej będę trzymała swego, gdyż to TY WIESZ LEPIEJ ODE MNIE JAK WYGLADA MOJE ŻYCIE.
A na to nie pozwolę sobie.
Chętnie więcej do ciebie nie będę się zwracać. Jednak aby tak było musisz zaakceptować fakt, że mnie udało się.

Zazdrosna też mocno szarpała się i w końcu zauważyła ile dobrego robi dla niej jej partner, że w stosunku do syna w końcu obrali wspólny front. Pewnie do pełnego sukcesu jeszcze daleka droga ale idą nią. A były momenty, że sama uważałam, że lepiej aby rozstał się niż ma się tak męczyć.

Nasze dzieci tez potrafią nas wkurzyć na maksa.

Piszę dla wszystkich które tu wchodzą, żeby wiedziały, że jest szansa na wspólne życie w kolejnych związkach ale tylko gdy oboje chcą tego samego.

4 949

Odp: Być drugą i macochą

Piszę drugi post gdyż nie mogę edytować poprzedniego a chcę coś dopisać.

Ja nie utrzymuje, nigdy nie utrzymywała obecnego męża i jego dzieci. Wręcz odwrotnie. Mieszkamy w moim mieszkaniu dlatego, że jest nam w nim dobrze, jest wystarczająco duże. Ponieważ zawsze byłam osobą niezależną długo nie chciałam zgodzić się, aby mój obecny mąż finansował mnie.
Dlatego nie obchodzi mnie ile daje swoim dzieciom skoro mnie niczego nie brakuje i na mnie też wydaje.

Mój pierwszy mąż był na moim utrzymaniem. Przeżyłem dość dramatów i nigdy więcej nie związała się z kimś, kto nie umie zarobić na utrzymanie swoje i swoich dzieci, kto ma niższy status finansowy ode mnie.
Jeśli wiążecie się z takim facetem to więcej niż pewne, że nie jest on z wami z miłości do was tylko wygodnie się urządził.

4 950

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg napisał:
'Ja nie utrzymuje, nigdy nie utrzymywała obecnego męża i jego dzieci. Wręcz odwrotnie."

Możesz wyjaśnić, co to znaczy?

4 951 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-14 12:46:54)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Ewarg napisał:
'Ja nie utrzymuje, nigdy nie utrzymywała obecnego męża i jego dzieci. Wręcz odwrotnie."

Możesz wyjaśnić, co to znaczy?

ja zrozumiałam,ze odwrotnie tzn on utrzymywal ja i jej dzieci???? tez mnie to zaciekawilo ,ale wcześniej napisałam ze nie będę podejmowac polemiki z kims kto ciska sie jak karp w przeręblu żeby udowodnić,,ze moja racja jest najmojsza,,wiec grzecznie sobie Dorula poczekałam aż ktoś inny zauważy i spyta???? dzięki ????

4 952 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-14 14:14:47)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Zazdrosna też mocno szarpała się i w końcu zauważyła ile dobrego robi dla niej jej partner, że w stosunku do syna w końcu obrali wspólny front. Pewnie do pełnego sukcesu jeszcze daleka droga ale idą nią. A były momenty, że sama uważałam, że lepiej aby rozstał się niż ma się tak męczyć.

Nasze dzieci tez potrafią nas wkurzyć na maksa.

Piszę dla wszystkich które tu wchodzą, żeby wiedziały, że jest szansa na wspólne życie w kolejnych związkach ale tylko gdy oboje chcą tego samego.

Przejęłam inicjatywę w relacjach z pasierbem, a M mi się do tego nie wtrąca, a wręcz wtóruje gdy, młody ma jakieś opory. Przestałam się wysługiwać M tłumacząc, że to nie moje dziecko. Paradoksalnie wolę, gdy M nie ma w domu, co umożliwia mu dużo pracować, gdyż młody na nim niczego nie wymusza. M jednak kosztowało wiele pracy, by przejrzeć na oczy i nie dawać się manipulować chłopakowi. Myślę, że M nie ma wyjścia, bo albo zgodzi się z moimi metodami wychowawczymi, albo będzie musiał się z synem wyprowadzić. Kocham go za to, że czasem nawet ze złości na młodego przesadzam i wręcz czepiam się wymuszając na chłopaku, by zrobił coś dobrze kolejny raz, a M tego nigdy nie podważa. Nie zawsze trzymamy wspólny front, gdyż M najchętniej odpuścił by chłopakowi wiele, nauczyłam się jednak reagować na to nawet przy M. Chłopak z jednej strony mi nie odpyskuje, gdyż ma do mnie większy dystans, bo z ojcem zawsze wchodzi w polemikę, co mnie doprowadza do szału i dlatego sama wole załatwiać z nim pewne sprawy, a z drugiej strony zwłaszcza przy ojcu stara się ignorować moje prośby i nakazy. Mój dom, moje zasady, albo się to podoba, albo droga wolna. Radzę to każdej macosze, nawet gdy ta mieszka u partnera, gdyż wtedy jest to wasz wspólny dom. U mnie kilka 'przeprowadzek' przeważyło szalę.
Nauczyłam się jeszcze jednego, M stara się ingerować w moje sprawy związane z córką także te związane z pieniędzmi. Zawsze ceniłam sobie jego rady i uwagi jednak teraz biorę pod uwagę tylko te, których on sam stosuje wobec swoich synów. Np. M czepia się, że pozwalam młodej na wyjazd szkolny, gdyż jej zachowanie pozostawia dużo do życzenia, jednak sam uważa, że jego syn pomimo różnych chuligańskich wybryków powinien brać czynny udział w imprezach i wycieczkach szkolnych.
Jednak nie jest tak różowo i codziennie zastanawiam się czy warto się tak z młodym użerać? Czy nie lepiej znaleźć sobie kogoś bezdzietnego, kto będzie chciał spędzić trochę czasu z moimi częściowo już dorosłymi dziećmi? Zawsze jednak znajdziemy czas, by spędzić go bez dzieciarni i to są wspaniałe chwile. O dzieciach dużo nie rozmawiamy, gdyż nasze zdania są podzielone i często doprowadzały do sprzeczek.
Poza tym dzieciak dzieciakowi nie jest równy, wiem to na przykładzie moich dwóch pasierbów. Jeden jest do rany przyłóż, drugi mnie i nie tylko doprowadza do furii. Zatem nie ma dwóch jednakowych przypadków i nie ma co uogólniać. Dużo, a może i nawet wszystko zależy od podejścia rodzica. Człowiek musi chcieć się zmienić dla dobra partnera, inaczej lepiej porzucić złudzenia i odejść.
W jednym Ewarg nie zgodzę się z tobą, dzieci nie są najważniejsze w rodzinie, bo to partnerzy stanowią jej fundament. Dzieci mieszkają z nami przez jakiś czas i odchodzą, wchodzą we własne związki, które dla nich są ważniejsze od rodziców. Owszem wszystko musi się zazębiać i dla każdego trzeba znaleźć czas, jednak przede wszystkim liczy się partner, z którym chcemy spędzić całe życie. Wszelkie tu opisywane wyżej sytuacje nieodciętej pępowiny w przypadku dorosłych córek są dla mnie chore. Ja mając wybór pomiędzy dorosłą córka, a partnerem wybrałabym własne szczęście, co oczywiście nie znaczy, że wypięłabym się na nią. Jednak jeśli ona, by nie zaakceptowała mojego związku to ma do tego prawo, jednak ja swoją decyzję podjęłabym kierując się swoim zdaniem. Jeśli czyjś facet zadowala swoje dziecko pomijając partnerkę, to nasuwa mi się tylko jedno - nie zależy mu na niej i traktuje ją wyłącznie jako wkład do łóżka. Pomyślcie o tym kochane, szanujmy się. Nie piszę tego z zazdrości do pasierbów, tylko na podstawie własnego małżeństwa, które nie miało szans właśnie przez moje faworyzowanie naszych dzieci w stosunku do męża, dużo mnie to nauczyło. Każdej życzę szczęści z właściwym dla niej facetem smile
A tak już odbiegając od tematu- zamiast wściekać się, że mąż zapomniał o ważnym dla mnie święcie, nie lepiej przypomnieć mu o tym kilka dni wcześniej, może z małą sugestią pożądanego prezentu? Skoro nasi mężczyźni są zabiegani i wcale to nie świadczy to o ich uczuciach, tylko o ograniczonym umyśle, co potwierdzone jest naukowo, a wiele zaoszczędzi nerwów i rozczarowania obojgu.

4 953

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Ewarg napisał:
'Ja nie utrzymuje, nigdy nie utrzymywała obecnego męża i jego dzieci. Wręcz odwrotnie."

Możesz wyjaśnić, co to znaczy?

To oznacza, że mój mąż w całości utrzymuje swoich uczących się synów i siebie oraz w równej części co ja partycypuje w kosztach utrzymania mieszkania, samochodów...  I jeszcze nigdy, ale to nigdy nie było sytuacji żeby kupił coś dziecku a nie miał na wydatki domowe nawet te nieplanowane. Zawsze ma "rezerwę" (tak to nazywa) na nieprzewidziane koszty.

Zapewne zaraz LUSILJU będzie wiedziała lepiej niż ja jak wygląda to w moim życiu. Tak jak wie jakie mam relacje z pasierbami.

4 954

Odp: Być drugą i macochą

Staram sie nie wypowiadac ,w tym watku .Moj epizod macoszenia byl krotkotrwaly .Zakonczylam bo .nie po drodze bylo nam z wychowaniem dzieci ,a zwiazek tez zbyt krotki .Lus ty tez swoje macoszenie skonczylas dawno temu ,dawniej niz ja .
Uwierz ,ze ludzie potrafia sobie poukladac zycie w roznych konfiguracjach .To sie zdarza .To ,ze Ty nie podolalas temu ,nie stanowi o tym ,ze jestes gorsza . Nie nadawalas sie na taki uklad Ale uwierz ,ze mozna .Nie atakuj innych ,ktorym sie udalo .Nic nie stracily .Zyskaly .Rodzine .

4 955

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

W jednym Ewarg nie zgodzę się z tobą, dzieci nie są najważniejsze w rodzinie, bo to partnerzy stanowią jej fundament. Dzieci mieszkają z nami przez jakiś czas i odchodzą, wchodzą we własne związki, które dla nich są ważniejsze od rodziców. Owszem wszystko musi się zazębiać i dla każdego trzeba znaleźć czas, jednak przede wszystkim liczy się partner, z którym chcemy spędzić całe życie. Wszelkie tu opisywane wyżej sytuacje nieodciętej pępowiny w przypadku dorosłych córek są dla mnie chore. Ja mając wybór pomiędzy dorosłą córka, a partnerem wybrałabym własne szczęście, co oczywiście nie znaczy, że wypięłabym się na nią. Jednak jeśli ona, by nie zaakceptowała mojego związku to ma do tego prawo, jednak ja swoją decyzję podjęłabym kierując się swoim zdaniem. Jeśli czyjś facet zadowala swoje dziecko pomijając partnerkę, to nasuwa mi się tylko jedno - nie zależy mu na niej i traktuje ją wyłącznie jako wkład do łóżka. Pomyślcie o tym kochane, szanujmy się. Każdej życzę szczęści z właściwym dla niej facetem smile

Ok, tak masz rację, że partnerzy stanowią fundament związku. Ale jak sama wiesz, związki kolejne, nie należą do łatwych.
Powiedz mi jednak jak zachowałabyś się, gdyby twój partner nie zgodził się aby mieszkała z wami twoja córka? Powiedział by ok, kocham cię ale nie mogę znieść twojej córki i albo ona się wyprowadza albo ja?
Czy w takiej sytuacji córka nie byłaby ważniejsza? Kogo byś wybrała?
Wg mnie nasze dzieci do któregoś momentu są bezbronne, bezradne życiowo i naszym obowiązkiem jest dbać o nie i chronić je.
Zgodziła się aby syn partnera z wami zamieszkał i miałaś świadomość, że dziecko jest trudne i że na ciebie spadnie spory ciężar gdyż jego ojca nie ma sporo w domu. 
Zdaję sobie sprawę, że jest ci ciężko wychowywać nie swoje dziecko. Nie licz na jego wdzięczność tylko wdzięczność jego ojca a swojego partnera. I jeśli takową masz to podejrzewam, że jest ci lżej. Zapewniam cię, że z chłopakiem z roku na rok (to nie żart) będzie coraz mniej problemów. Jak sama zauważyła, że dzieci są różne (porównujesz pasierbów). A czy twoje dzieci należą do cudownych? Też miałaś i masz z nimi mniejsze lub większe kłopoty.
Spora grupa kobiet w tym wątku pa partnerów roszczeniowych.
 

Kiedyś pisałam ale przypomnę.
Moi synowie mają macochę. Ich ojciec nigdy nie zajmował się nimi, nigdy nie płacił alimentów jednak chłopcy ojca kochali. Kiedy byli na studiach ich ojciec że swoją nową rodziną (mieli już dziecko) wyjechał do Anglii na stałe. Chłopcy zachęcenie ojca propozycją pojechali na wakacje do nich do pracy. Macocha nie tylko nie była szczęśliwa z ich obecności ale nie zgodziła się aby mieszkali z nimi. Straszy się uniósł i zamieszkał z kolegą na pokoju a młodszy nie ustąpił. (bardzo potrzebował wtedy ojca, wsparcia) Powiedział, że to dom jego ojca i pozostanie w nim. W końcu Szanowna pani ustąpiła i pozwoliła mu pozostać w pomieszczeniu gospodarczym gdy ich wówczas dwuletnia córeczka zajmowała 20-metrowy pokój a ich sypialnia miała ponad 30-metrów. Na życie też musiał dawać pieniądze. Nawet prąd i wodę policzyła.
W odwecie żaden z synów nie zaprosił jej na swoje wesele. Ojciec miał wybór albo przyjedzie sam, albo wcale. Przyjechał sam, z córeczką.

No dobra, znowu jakiś czas mnie tu nie będzie. Za chwilę wychodzę że szpitala (pasierb mnie odbiera) bo nie mogę prowadzić samochodu i będzie się mną opiekować póki mąż nie wróci z delegacji.....

4 956

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg,
po pierwsze rozróżniłabym role ojciec i matka w normalnej, przeciętnej rodzinie. Do matki należy przede wszystkim obowiązek opieki nad dzieckiem, do ojca jego utrzymanie. Dlatego ja wiążąc się z facetem i mając nieletnie dzieci kierowałabym się nimi już na początku związku. Dla faceta jego kobieta jest priorytetem, zawsze można mieć kolejne dziecko, jednak bez wybranki życia jest to nie możliwe. Każdy facet w swoim życiu będzie kierował się swoimi potrzebami fizycznymi ponad opiekę nad dzieckiem. Ja poznając M upewniłam się, że nigdy nie będzie się starał o dzieci, które wychowywała jego ex. Dlatego wciąż mam żal, że się do tego przyczynił, bez mojej zgody. Buntował syna i robił na przekór jego matce do tego stopnia, że ta przestała sobie dawać z nim rady. On natomiast pragnął swoich dzieci przy sobie, dla zapewnianie własnych wyobrażeń nie zważając, co jest lepsze dla synów. Co więcej nigdy się nimi tak na prawdę nie zajmował, no może po kilkunastogodzinnej pracy, jak wracał do domu, bo tego wymagała od niego ich matka. Teraz też mało zajmuje się swoim synem, w większości pozostawiając młodego samego lub pod moja opieką. Może kiedyś wybaczę M, jednak na razie nie umiem, stąd pewnie nasze problemy, gdyż chłopak jest nieprzeciętnie upierdliwy. M proponował mi wyprowadzenie się z domu, by nie znosić fanaberii mojej dorosłej córki, ja zrobiłabym to bez wahania jednak na porównywalne warunki lokalowe, nie do kawalerki M. Co więcej, ja nigdy nie wymagałam od M, by zajmował się moimi dziećmi, robię to sama i mam cholerny żal, że on wymaga tego ode mnie. Może dlatego M jest dla mnie taki dobry, może ja z tego powodu  jestem taka wściekła i wredna w stosunku do pasierba, po prostu oboje zostaliśmy zmuszeni do przebywania ze sobą i nikt nas o zdanie nie pytał.

4 957

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ewarg,
po pierwsze rozróżniłabym role ojciec i matka w normalnej, przeciętnej rodzinie. Do matki należy przede wszystkim obowiązek opieki nad dzieckiem, do ojca jego utrzymanie. Dlatego ja wiążąc się z facetem i mając nieletnie dzieci kierowałabym się nimi już na początku związku. Dla faceta jego kobieta jest priorytetem, zawsze można mieć kolejne dziecko, jednak bez wybranki życia jest to nie możliwe. Każdy facet w swoim życiu będzie kierował się swoimi potrzebami fizycznymi ponad opiekę nad dzieckiem. Ja poznając M upewniłam się, że nigdy nie będzie się starał o dzieci, które wychowywała jego ex. Dlatego wciąż mam żal, że się do tego przyczynił, bez mojej zgody. Buntował syna i robił na przekór jego matce do tego stopnia, że ta przestała sobie dawać z nim rady. On natomiast pragnął swoich dzieci przy sobie, dla zapewnianie własnych wyobrażeń nie zważając, co jest lepsze dla synów. Co więcej nigdy się nimi tak na prawdę nie zajmował, no może po kilkunastogodzinnej pracy, jak wracał do domu, bo tego wymagała od niego ich matka. Teraz też mało zajmuje się swoim synem, w większości pozostawiając młodego samego lub pod moja opieką. Może kiedyś wybaczę M, jednak na razie nie umiem, stąd pewnie nasze problemy, gdyż chłopak jest nieprzeciętnie upierdliwy. M proponował mi wyprowadzenie się z domu, by nie znosić fanaberii mojej dorosłej córki, ja zrobiłabym to bez wahania jednak na porównywalne warunki lokalowe, nie do kawalerki M. Co więcej, ja nigdy nie wymagałam od M, by zajmował się moimi dziećmi, robię to sama i mam cholerny żal, że on wymaga tego ode mnie. Może dlatego M jest dla mnie taki dobry, może ja z tego powodu  jestem taka wściekła i wredna w stosunku do pasierba, po prostu oboje zostaliśmy zmuszeni do przebywania ze sobą i nikt nas o zdanie nie pytał.

ja ciebie zazdrosna bardzo dobrze rozumiem,bo ty jak  rozumiem weszlas w zwiazek w ktorym dzieci twojego M mieszkaly ze swoja matka,a w trakcie ze sie tak wyraze M ,,uszczesliwil ,, cie opieka nad swoim synem,wiec ja bylam w takiej samej sytuacji,dokladnie,a powiem cos teraz co sie niektorym nie spodoba,ja sie bardzo ucieszylam jak pasierbica wrocila do swojej mamusi,dla mnie to nie byla porazka dla mnie to była wygrana na loterii i mam w doopie jak mnie kto tutj oceni,
przyznam ze sytuacja ta miala miejsce ,,przeze mnie,,gdyz to ja nie mialam czasu i ochoty zajmowac sie pasierbica podczas gdy jej matka balowala nie płaciła na nia ani grosza ,moj maz realizowal sie zawodowo,wiec uwazam ze mialam pelne prawo by tez oddac sie pracy,inwestowac w swoj rozwoj a nie poswiecac sie ,nie jestem matka Teresa ,mam wygodna doope i nie umartwiam sie,mam tylko jedno zycie i szkoda go mi bylo na prostowanie charakteru spaczonego przez nieudolna matke

4 958 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-14 18:41:17)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

ja ciebie zazdrosna bardzo dobrze rozumiem,bo ty jak  rozumiem weszlas w zwiazek w ktorym dzieci twojego M mieszkaly ze swoja matka,a w trakcie ze sie tak wyraze M ,,uszczesliwil ,, cie opieka nad swoim synem,wiec ja bylam w takiej samej sytuacji,dokladnie,a powiem cos teraz co sie niektorym nie spodoba,ja sie bardzo ucieszylam jak pasierbica wrocila do swojej mamusi,dla mnie to nie byla porazka dla mnie to była wygrana na loterii i mam w doopie jak mnie kto tutj oceni,
przyznam ze sytuacja ta miala miejsce ,,przeze mnie,,gdyz to ja nie mialam czasu i ochoty zajmowac sie pasierbica podczas gdy jej matka balowala nie płaciła na nia ani grosza ,moj maz realizowal sie zawodowo,wiec uwazam ze mialam pelne prawo by tez oddac sie pracy,inwestowac w swoj rozwoj a nie poswiecac sie ,nie jestem matka Teresa ,mam wygodna doope i nie umartwiam sie,mam tylko jedno zycie i szkoda go mi bylo na prostowanie charakteru spaczonego przez nieudolna matke

Oświeć mnie jak tego dokonałaś? Widzisz ex M ma gdzieś to czego chcą jej synowie. Starszy nie dogaduje się z jej mężem, więc odkąd chłopak mieszka z nami to ona go do siebie nie zabiera i nie interesuje się nim, może nasze w tym zbawienie.
Co do młodszego, fajny, mądry chłopak, choć zaniedbany, do szkoły nie chodzi, bo niedopilnowany. Matka nie płaci za mieszkanie i syn boi się, że wyrzucą ich z mieszkania. M mi dziś powiedział, że mówił synowi, że ma się nie martwić, bo zawsze może z nami zamieszkać. Niby żal mi dzieciaka, ale zdaję sobie sprawy ile by mnie to pracy kosztowało. Na razie nie ma o czym mówić, bo ex tak łatwo się nie obarczy alimentami, z syna ma też dobrego parobka, bo on jest chętny do pomocy. Sama nie wiem, co zrobię w razie czego.

4 959 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-14 19:18:12)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

ja ciebie zazdrosna bardzo dobrze rozumiem,bo ty jak  rozumiem weszlas w zwiazek w ktorym dzieci twojego M mieszkaly ze swoja matka,a w trakcie ze sie tak wyraze M ,,uszczesliwil ,, cie opieka nad swoim synem,wiec ja bylam w takiej samej sytuacji,dokladnie,a powiem cos teraz co sie niektorym nie spodoba,ja sie bardzo ucieszylam jak pasierbica wrocila do swojej mamusi,dla mnie to nie byla porazka dla mnie to była wygrana na loterii i mam w doopie jak mnie kto tutj oceni,
przyznam ze sytuacja ta miala miejsce ,,przeze mnie,,gdyz to ja nie mialam czasu i ochoty zajmowac sie pasierbica podczas gdy jej matka balowala nie płaciła na nia ani grosza ,moj maz realizowal sie zawodowo,wiec uwazam ze mialam pelne prawo by tez oddac sie pracy,inwestowac w swoj rozwoj a nie poswiecac sie ,nie jestem matka Teresa ,mam wygodna doope i nie umartwiam sie,mam tylko jedno zycie i szkoda go mi bylo na prostowanie charakteru spaczonego przez nieudolna matke

Oświeć mnie jak tego dokonałaś? Widzisz ex M ma gdzieś to czego chcą jej synowie. Starszy nie dogaduje się z jej mężem, więc odkąd chłopak mieszka z nami to ona go do siebie nie zabiera i nie interesuje się nim, może nasze w tym zbawienie.
Co do młodszego, fajny, mądry chłopak, choć zaniedbany, do szkoły nie chodzi, bo niedopilnowany. Matka nie płaci za mieszkanie i syn boi się, że wyrzucą ich z mieszkania. M mi dziś powiedział, że mówił synowi, że ma się nie martwić, bo zawsze może z nami zamieszkać. Niby żal mi dzieciaka, ale zdaję sobie sprawy ile by mnie to pracy kosztowało. Na razie nie ma o czym mówić, bo ex tak łatwo się nie obarczy alimentami, z syna ma też dobrego parobka, bo on jest chętny do pomocy. Sama nie wiem, co zrobię w razie czego.

o jaciez pi...... sytuacja patowa sie robi,chodzi mi o exowa i drugiego syna M......
co do tego jak ja tego dokonalam,to jak pisalam mi pomogl los,wyjazd meza,to ze wtedy juz jedno dziecko swoje mielismy ,ja akurat mialam prace łaczaca sie z wieloma wyjazdami,tzn wiesz
moglam costam przeorganizowac jakbym chciala,a nie chciałam; moje dziecko pomagała logistycznie ogarniac moja matka,ktora jest jaka jest,ale to osobny temat,dla swoich wnukow jest ok ,ale generalnie okreslila sie- ze cudzymi dziecmi sie ona nie bedzie zajmowac ani minuty,bez znaczenia ile maja lat, ja rozpoczelam kolejny kierunek studiow(celowo) chociaz ledwo wyrabialam na zakretach z praca,a mamuska pasierbicy bawila sie z kolejnym gachem,w miedzyczasie zachodzila w ciaze itd ,na pasierbice nie lozyla,meza jakos nawiedzilo i zgodzil sie podac o alimenty ex ,nie powiem ze nie dazylam do tego,a to chyba bylo punktem zwrotnym,bo nagle zapalala miloscia exowa i jakos tak corusia do matki wrocila,chyba tez dlatego zeby miec nianke darmowa do jej nowego dzieciaka,wszystko sie chyba zlozylo na to,
no ja dopomoglam losowi swoim zaangazowaniem w prace ;-)) zreszta oplacilo  mi sie finansowo, maz tez  widzial jakie sa problemy z corka ,a i ja nie ejstem z tych co sobie daja na głowe wejsc ,wiec powiem ci krotko ,zaczelam robic NIC i od tego sie zaczelo ,skupilam na sobie ,dziecku,swoim zyciu

powiem ci cos ,znowu majac gdzies co sobie ktos pomysli,ja bylam strasznie wsciekla ze to na mnie spadlo ,ze matka jej rodzona nic nie musi,od niej sie nie wymaga ,a ja musze,do cholery dlaczego??? szarpalam sie jak ty,w dodatku nasze dziecko bylo swiadkiem cyrkow ze strony pasierbicy,szok ,nawet nie chce tego przytaczac ,mialąm wtedy poczucie krzywdy ze ja musze to znosic,a tamta nie,ze ona moze miec w tyłku a ja nie,ze ja musze sie zajmowac cudzym dzieckiem,z jakiej racji??,
nie powiem moja matka tez mnie niezle podbuntowala i o ile prawie nigdy sie z nia nie zgadzalam,wtedy miala racje,
wiesz najgorsze bylo w tym to ze maz tez z racji pracy nigdy nie mial czasu,realizowal sie zawodowo ,,jakby jeszcze bardziej,,chyba zeby moc sie zresetowac od cyrkow mlodej, wiec sila rzeczy swoje obowiazki przerzucal na mnie ,w pewnym momencie(jego wyjazd) doszlam juz do sciany i powiedzialam dosc,nie zrobie od dzisiaj nic;  ona ma matke ,przestaje sie w to angazowac,STOP

4 960

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU to dokładnie jak u mnie, ile w tedy pasierbica miała lat? Może i ja sobie jakąś pracę wyjazdową poszukam, dzieci mam już duże, więc i niańczyć nie muszę. Ciekawe, jak w tedy zachowałby się M, gdyby musiał mojego syna choć z obiadem ogarnąć co weekend. Pewnie uciekłby do swojej kawalerki lub do mamusi z synem.

4 961 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-14 19:40:22)

Odp: Być drugą i macochą

12 nie chyba13 ,14 jakos tak

wiem ze podobnie jak u ciebie ,sytuacja,dlatego powiedzialam jak cie rozumiem

no to serio nie jest glupi pomysl,zwlaszcza ze sprawdzony ;-)) przeciez to jest obce dziecko,ma matke,ktora robi sobie co chce,a wymaga sie od osoby ktora zupelnie nic nie musi,ja zaczelam dokladnie od braku obiadow,bo wierz mi nie mialam kiedy i jak,exowa dziergala jakies pol etatu,a ja mialam biegusiem wracac do jej corki,noo wybacz,maz zajety bo projekt-srojekt,kolejny,swietnie,a mloda rzucala kubkami jak miala focha,albo podkradala pieniadze,juz nie mowie jakimi slowami walila ,niejeden ulicznik by sie zaczerwienil,rynsztok

4 962

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny jestem pełna podziwu dla każdej z osobna.  Ja jednak mam problem z kobyłą 22-letnią po rozwodzie.  Ma swoje mieszkanie a mieszka u mnie.  Qrwa mać jak tak można???  Nie rozumiem...

4 963 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-15 00:32:41)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

12 nie chyba13 ,14 jakos tak

wiem ze podobnie jak u ciebie ,sytuacja,dlatego powiedzialam jak cie rozumiem

no to serio nie jest glupi pomysl,zwlaszcza ze sprawdzony ;-)) przeciez to jest obce dziecko,ma matke,ktora robi sobie co chce,a wymaga sie od osoby ktora zupelnie nic nie musi,ja zaczelam dokladnie od braku obiadow,bo wierz mi nie mialam kiedy i jak,exowa dziergala jakies pol etatu,a ja mialam biegusiem wracac do jej corki,noo wybacz,maz zajety bo projekt-srojekt,kolejny,swietnie,a mloda rzucala kubkami jak miala focha,albo podkradala pieniadze,juz nie mowie jakimi slowami walila ,niejeden ulicznik by sie zaczerwienil,rynsztok

Dokładnie, jednak obawiam się, że jeśli ex nie będzie miała z tego korzyści to całą odpowiedzialność zwali na ojca. Młodego oddała nam z dnia na dzień, bez żadnego uzgodnienia. M mieszkał wyłącznie u mnie, a my znaliśmy się jakieś pół roku, i nie przejmowała się, że młody nawet nie ma łóżka i będzie musiał dojeżdżać do szkoły godzinę autobusem w zimie, nawet na zmianę szkoły się zołza na złość nie zgodziła, dopiero przez sąd to trzeba było załatwiać, co trwało ponad pół roku. Sama powiedziała chłopakowi, że to gdzieś, że ten nie dogaduje się z moją córką. Jedyna nadzieja, że może babcia, a matka M by się nim zajęła, bo ta sprawia wrażenie bardzo przejętej losem chłopaka, jednak sama nic nie robi by mi pomóc, w wręcz są schody gdy trzeba go przypilnować, a ja zdrowo mam dość i chyba musza mi tak nerwy puścić, by doszło do jakiegoś nieszczęścia, żeby ktoś mnie odciążył. M prędzej robotę zawali, niż zmusi do czegoś swoja byłą.

margarita83 napisał/a:

Dziewczyny jestem pełna podziwu dla każdej z osobna.  Ja jednak mam problem z kobyłą 22-letnią po rozwodzie.  Ma swoje mieszkanie a mieszka u mnie.  Qrwa mać jak tak można???  Nie rozumiem...

Ty masz problem z facetem, a nie młodą. Ja bym dała facetowi ultimatum, w waszym domu ty, albo dziewczyna i konkretny termin. Jeśli go nie dotrzyma to spakowałabym ich oboje i nie dała się namówić na powrót partnera do puki młoda nie przeprowadzi się do siebie. Jeśli facet nic nie zrobi to będzie znaczyło, że mu na tobie nie zależy, a ty zasługujesz na kogoś lepszego, nie na pasożyta. Młoda korzysta z tego, co jest dla niej lepsze i będzie tak robić do puki tatuś nie zainterweniuje.

4 964

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

12 nie chyba13 ,14 jakos tak

wiem ze podobnie jak u ciebie ,sytuacja,dlatego powiedzialam jak cie rozumiem

no to serio nie jest glupi pomysl,zwlaszcza ze sprawdzony ;-)) przeciez to jest obce dziecko,ma matke,ktora robi sobie co chce,a wymaga sie od osoby ktora zupelnie nic nie musi,ja zaczelam dokladnie od braku obiadow,bo wierz mi nie mialam kiedy i jak,exowa dziergala jakies pol etatu,a ja mialam biegusiem wracac do jej corki,noo wybacz,maz zajety bo projekt-srojekt,kolejny,swietnie,a mloda rzucala kubkami jak miala focha,albo podkradala pieniadze,juz nie mowie jakimi slowami walila ,niejeden ulicznik by sie zaczerwienil,rynsztok

Dokładnie, jednak obawiam się, że jeśli ex nie będzie miała z tego korzyści to całą odpowiedzialność zwali na ojca. Młodego oddała nam z dnia na dzień, bez żadnego uzgodnienia. M mieszkał wyłącznie u mnie, a my znaliśmy się jakieś pół roku, i nie przejmowała się, że młody nawet nie ma łóżka i będzie musiał dojeżdżać do szkoły godzinę autobusem w zimie, nawet na zmianę szkoły się zołza na złość nie zgodziła, dopiero przez sąd to trzeba było załatwiać, co trwało ponad pół roku. Sama powiedziała chłopakowi, że to gdzieś, że ten nie dogaduje się z moją córką. Jedyna nadzieja, że może babcia, a matka M by się nim zajęła, bo ta sprawia wrażenie bardzo przejętej losem chłopaka, jednak sama nic nie robi by mi pomóc, w wręcz są schody gdy trzeba go przypilnować, a ja zdrowo mam dość i chyba musza mi tak nerwy puścić, by doszło do jakiegoś nieszczęścia, żeby ktoś mnie odciążył. M prędzej robotę zawali, niż zmusi do czegoś swoja byłą.

margarita83 napisał/a:

Dziewczyny jestem pełna podziwu dla każdej z osobna.  Ja jednak mam problem z kobyłą 22-letnią po rozwodzie.  Ma swoje mieszkanie a mieszka u mnie.  Qrwa mać jak tak można???  Nie rozumiem...

Ty masz problem z facetem, a nie młodą. Ja bym dała facetowi ultimatum, w waszym domu ty, albo dziewczyna i konkretny termin. Jeśli go nie dotrzyma to spakowałabym ich oboje i nie dała się namówić na powrót partnera do puki młoda nie przeprowadzi się do siebie. Jeśli facet nic nie zrobi to będzie znaczyło, że mu na tobie nie zależy, a ty zasługujesz na kogoś lepszego, nie na pasożyta. Młoda korzysta z tego, co jest dla niej lepsze i będzie tak robić do puki tatuś nie zainterweniuje.

wiem ,jak mozna odczuwać zmęczenie materialu użerając sie z cudzym dzieciakiem,ja uciekalam do tego stopnia w prace ze dzisiaj to nie wiem jak funkcjonowalam wtedy,ale moze to wlasnie nie pozwolilo mi zwariowac,czasem jechalam prosto do matki po młodego i zostawalam tam informując męża ze boje sie ze zadne za kierownica z dzieckiem w aucie byleby nie oglądać córusi,nie slyszec jej ,nie musiec znosić napadów zajoba,jaki fundowala regularnie,mój mąż nie rozpieszczal jej i nie poblazal ale i sie nią nie zajmowal,szczerze to mi bylo nawet na reke ze ona taka jest ,bo to bylo wytlumaczeniem mnie samej przed sama sobą,ja jej powrot do matki do dziś traktuje jak los na loterii,chociaz nie mogę powiedzieć maz na mnie presji nie wywieral jakoś szczególnie,owszem fochy byly ale bez szału,rozumial ze to trudna zawodniczka ,a ja sie do zapasów nie nadaje,zresztą kiedyś powiedzialam ze jeśli będę miala do wyboru swoje zdrowie i spokój moich dzieci,  a zamieszkanie z nią to odejdę i sie za siebie nie oglądnę,jak ja matka wychowala  z taka sie meczyla,jej dopiero dala popalic
zwlaszcza przy jej obecnym gachu ,rekoczyny ,wyzwiska ,prochy,wszystko bylo,wyciąganie kasy,nawet od babki co nad grobem stała,zero skrupułów ,maz nawet połowy nie wie co zmalowała,ze nie wspomnę o nadzorze kuratora,

margarita u ciebie to juz wogole jakiś koszmar,babsko dorosłe uczepione swego ojca  jak malpa liany,zazdrosna dobrze ci radzi,ultimatum i tyle,ja bym nie wydzierzyla ani dnia,zebralabym doope i tyle mnie widzieli,kołchoz masz nie dom ..........facet jest totalnie nieasertywny,dal wejść na glowe i manipulować swoim zyciem gowniarze

4 965

Odp: Być drugą i macochą

Margarita, ja Ciebie na prawdę nie rozumiem.
Przecież jestes u siebie w domu, a Ty piszesz, ze nie masz prawa głosu?
Dlaczego nie mozesz decydować, kto u Ciebie mieszka?
Dlaczego tak bardzo boisz sie rozmowy z partnerem?
Bo co, bo powie, ze wyprowadza sie z córka? A niech idzie i krzyż na drogę!
Wiesz, ja mam bardzo silną potrzebę terytolialną, moze dlatego, ze kiedyś zostałam wywłaszczoną z własnego domu i majątku, nie cierpię, jak ktoś obcy panoszy sie w moim domu, jak krytykuje moj wystrój pomieszczeń, jak rządzi sie w kuchni bez mojej zgody.
Moze tu tkwią korzenie konfliktów z moim mężem, on wpuści do domu każdego, pozwala córce zwracać mi uwagę przy obcych, ja sobie na to nie pozwalam, awantura gotowa, bo to ja przesadzam,bo to jest rownież jego dom, jego kochana córeczka, zawsze bez winy.

Gdyby to był tylko moj dom, jego córka nie miała by tu prawa wstępu bez mojej wiedzy i zgody.
I pisze to z cała odpowiedzialnością.

Błagam, nie daj się, bądź panią we własnym domu, dbaj o siebie i spokój psychiczny,.

I mam nadzieje, ze nie trafiłaś na takiego tatusia, jak moj maz, bo jeśli tak, to lekko nie będzie.

Zazdrosna
"Do puki" ????
Litości...

4 966 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-15 13:01:16)

Odp: Być drugą i macochą

ja doczytalam opis zycia margarity,kurde no nie mam słow.........dorosła baba,juz zdążyla za maz wyjsc i sie rozwiesc,przylazi do domu partnerki swego ojca,NIE DA SWOJEJ MATKI,tylko do obcej dla niej osoby,panoszy sie i szczuje swego ojca na jego ukochana,Margarita chudnie i zadrecza sie przez wrzoda ktorego gosci POD SWOIM DACHEM,PRZY CZYM WRZOD JEST DOROSLY.....ja napisze co ja bym zrobila  po przeczytaniu zwlaszcza tych sensacji ktorymi nakarmila ojca corusia.....
spakowalabym jej manatki i wystawilabym za prog i nie byłoby takiej siły ktora zmusilaby mnie zeby jej kiedykolwiek te drzwi otworzyc

Margerita nie ma na swiecie takiego faceta dla ktorego warto byloby poswiecic zdrowie,NIE MA ,masz coreczke ,musisz byc dla niej oparciem a nie kłebkiem nerwow,przez czyjegos dorosłego bachora,jestes w swoim domu,usiadz z partnerem i najwyczajniej w swiecie powiedz mu,ze czas jaki dalas na mieszkanie jego corki dobiegl konca,twoja decyzja jest nieodwołalna,jutro ma jej tu nie byc,to JEST PROSTE ,PROSTSZE NIZ MYSLISZ, nie boj sie ze on pojdzie z nia,jesli nawet to wroci,po kilku dniach wspolnej sielanki z leserka

pisalam wam juz ze mojemu mezowi pomogl paradoksalnie negatywny przyklad w rodzinie,jak konczy sie malzenstwo przez corusie zlosnice,w sumie to nawet dwa malzenstwa,chyba.......

otóż maloznkowie mieli dwoje dzieci ,syna i corke,z synem byly umiarkowane problemy,natomiast corka,ooooo szok,oczywiscie corusia tausia,hołubiona przez niego,rosłą jak pasożyt ,wszyscy ja wyreczali,az zazela skakac do swojej rodzonej matki i buntowac ojca,dramat ten trwal jakos ze 2lata,matka bylą wrakiem,miala odpowiedzialna prace,w pracy autorytet w domu tyranizowana przez 17-18 letnia sucz,tak tak nie boje sie tego slowa uzyc,w koncu nie wytrzymala tego,wyprowadzila sie ,odetchnela znalazla meza ,urodzila w dosc,,zaawansowanym ,,wieku dziecko,uspokoila sie,dzis to nie ta sama osoba,po latach ojciec corusi ,poznal kobiete ,po prejsciach,taka spokojna szara myszke,corusia i synus byli juz dorosli,mieli rodziny,jednak corusia tatusia nigdzie nie pracujac byla codziennym wielogodzinnym gosciem  A WLASCIWIE PANIA DOMU W DOMU OJCA ,po pojawieniu sie nowej zony ,ani myslala z tej roli zrezygnowac,zaczal sie konflikt ,wlasciwie to dramat,wprawiona juz na własnej matce ,nie miala skrupulow by dreczyc kolejna osobe,teraz wyedukowana ,bezkarna dreczyla te kobiete,horror trwal ,wyzwiska ,tekstu,,goowno masz tu do gadania,, itp podrzucanie do bawienia swoich dzieci ,wyciaganie kasy od ojca,wmontowanie ojca w pozyczki,doszlo do tego ze nawet ta szara mysz zaczela sie buntowac,no to kiedys jak byla bez proacy,corusia tak przerobila ojca ze nie dali jej dostepu do lodowki i kobieta 4 dni siedziala glodna,szok.....
pech chciala ze wlasnie w tym czasie bylam u niej poniewaz jakis czas wczesniej prosila mnie o zalatwienie namiarow na prace w Niemczech(opiekunka),nagralam jej wszystko poniewaz ona byla tym wszystkich tak udreczona ze stala sie jakby bezwolna,doszedl epizod depresji,zaczely sie choroby roznej masci itd,koniec koncem wyjechala,pozyczylam nawet pieniadze na poczatek,no i zaczelo sie nagle jej maz zapalal miloscia,zwlaszcza jak wyciagall od niej pieniadze na remonty JEGO domu,dala raz,dala drugi,az ktoregos dnia podsluchala rozmowe z corusia,byla w szoku ,bylo o dojeniu tej przyglupiej krowy co to sie do podcierania niemieckich doop nadaje i tym podobne,po tym co uslyszala i po kilku kolejnych incydentach przez prawie rok nie dawala znaku zycia,w miedzyczasie jej maz stracil prace,zaczal sie upominac o kase,przyjechala,zrobila jakies smieszne zakupy ,byly swieta,po czym pojechla do matki,po kilku  tygodniach byl pozew rozwodowy,a mina corusi i jej tatusia bezcenna..............

4 967

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny jakby mój mąż był tak stronniczy i ślepo zapatrzony w rózki córuski ,to ja chyba bym eksplodowała dosłownie. Co wy tu opisujecie to się w pale nie mieści
Moja Pc. potrafi być jak sto diabłów wziętych razem , ale  ojciec pacyfikuje ją z miejsca i na bieżąco.Oczywiście  jest oczkiem w glowie, ma od groma do niej pokładów cierpliwości, lecz wie i widzi to co ma wiedzieć i widzieć.
Jest sprawiedliwy i obiektywny, musze tu go za to pochwalić, ze umie i potrafi wyczuć  dobry trop i na nim się opierać ,bo ma węch jak pies myśliwski niezawodny. Jak któreś z nas przeholuje  to przysłowiowo po uszach się oberwie konkretne i na temat , bez faworyzacji

Efekt jest taki ,ze jak Pchla przeciągnie strunę przy mnie/ wobec mnie  a jej zachowanie odbije się rykoszetem na jej niekorzyść, to nawet nie raczy się poskarżyć tatusiowi ,a gdzie tam, dobrze wie ,ze  tuleń  i głaskania po główce nie będzie, nawet nie ma co liczyć i łudzić się na odwolywanie  kary jaką zarobiła pod ojca nieobecność .Sama osobiście  jeszcze jej przypominam, aby pochwaliła się tatusiowi  jak dzień minął z jakim finałem. Tak wiec sama widzi i ja tez , ze pomimo ojca miłości nie ma mowy o bezkrytyczności
To samo do mnie się tyczy z męża strony, kiedy zajdzie taka sytuacja również reprymenda poleci w moja stronę
Jak mój mąż kiedyś zgłupieje i zatraci te proporcje sprawiedliwość  jakie są niezbędne, to ja sobie nie wyobrażam co by się porobiło

4 968

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Dziewczyny jakby mój mąż był tak stronniczy i ślepo zapatrzony w rózki córuski ,to ja chyba bym eksplodowała dosłownie. Co wy tu opisujecie to się w pale nie mieści
Moja Pc. potrafi być jak sto diabłów wziętych razem , ale  ojciec pacyfikuje ją z miejsca i na bieżąco.Oczywiście  jest oczkiem w glowie, ma od groma do niej pokładów cierpliwości, lecz wie i widzi to co ma wiedzieć i widzieć.
Jest sprawiedliwy i obiektywny, musze tu go za to pochwalić, ze umie i potrafi wyczuć  dobry trop i na nim się opierać ,bo ma węch jak pies myśliwski niezawodny. Jak któreś z nas przeholuje  to przysłowiowo po uszach się oberwie konkretne i na temat , bez faworyzacji

Efekt jest taki ,ze jak Pchla przeciągnie strunę przy mnie/ wobec mnie  a jej zachowanie odbije się rykoszetem na jej niekorzyść, to nawet nie raczy się poskarżyć tatusiowi ,a gdzie tam, dobrze wie ,ze  tuleń  i głaskania po główce nie będzie, nawet nie ma co liczyć i łudzić się na odwolywanie  kary jaką zarobiła pod ojca nieobecność .Sama osobiście  jeszcze jej przypominam, aby pochwaliła się tatusiowi  jak dzień minął z jakim finałem. Tak wiec sama widzi i ja tez , ze pomimo ojca miłości nie ma mowy o bezkrytyczności
To samo do mnie się tyczy z męża strony, kiedy zajdzie taka sytuacja również reprymenda poleci w moja stronę
Jak mój mąż kiedyś zgłupieje i zatraci te proporcje sprawiedliwość  jakie są niezbędne, to ja sobie nie wyobrażam co by się porobiło

mortisha dawno mialam pisac ale dla mnie ty jestes świeta,serio to pisze,tyle wkladasz w wychowanie nieswojego dziecka,trudnego dziecka,podziwiam cie za to ze ci sie chce z nia szarpac,musisz byc aniołem bez dwoch zdan inaczej  bys pekla juz dawno

4 969 Ostatnio edytowany przez mortisha (2015-03-15 13:24:18)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
mortisha napisał/a:

Dziewczyny jakby mój mąż był tak stronniczy i ślepo zapatrzony w rózki córuski ,to ja chyba bym eksplodowała dosłownie. Co wy tu opisujecie to się w pale nie mieści
Moja Pc. potrafi być jak sto diabłów wziętych razem , ale  ojciec pacyfikuje ją z miejsca i na bieżąco.Oczywiście  jest oczkiem w glowie, ma od groma do niej pokładów cierpliwości, lecz wie i widzi to co ma wiedzieć i widzieć.
Jest sprawiedliwy i obiektywny, musze tu go za to pochwalić, ze umie i potrafi wyczuć  dobry trop i na nim się opierać ,bo ma węch jak pies myśliwski niezawodny. Jak któreś z nas przeholuje  to przysłowiowo po uszach się oberwie konkretne i na temat , bez faworyzacji

Efekt jest taki ,ze jak Pchla przeciągnie strunę przy mnie/ wobec mnie  a jej zachowanie odbije się rykoszetem na jej niekorzyść, to nawet nie raczy się poskarżyć tatusiowi ,a gdzie tam, dobrze wie ,ze  tuleń  i głaskania po główce nie będzie, nawet nie ma co liczyć i łudzić się na odwolywanie  kary jaką zarobiła pod ojca nieobecność .Sama osobiście  jeszcze jej przypominam, aby pochwaliła się tatusiowi  jak dzień minął z jakim finałem. Tak wiec sama widzi i ja tez , ze pomimo ojca miłości nie ma mowy o bezkrytyczności
To samo do mnie się tyczy z męża strony, kiedy zajdzie taka sytuacja również reprymenda poleci w moja stronę
Jak mój mąż kiedyś zgłupieje i zatraci te proporcje sprawiedliwość  jakie są niezbędne, to ja sobie nie wyobrażam co by się porobiło

mortisha dawno mialam pisac ale dla mnie ty jestes świeta,serio to pisze,tyle wkladasz w wychowanie nieswojego dziecka,trudnego dziecka,podziwiam cie za to ze ci sie chce z nia szarpac,musisz byc aniołem bez dwoch zdan inaczej  bys pekla juz dawno

Ojjjj..... hmm Nie jestem taka bez skazy ,przeciwnie. Mam tez sporo za uszami, no ale człowiek dorosły i dojrzaly bierze poprawkę i wyciąga wnioski . Niestety ani święta ,ani aniołem nie byłam i nie jestem , swoje schizy również nie male  posiadam, lecz taki mój urok, albo kochasz albo nienawidzisz  roll Nienawiści w domu nie wyczuwam wink

Pękałam  i to nieraz pękałam, dzięki mężowi  wszystko wracało na swoje miejsce i wszystko przeskakiwalo na właściwe tory.
Jakby on zawalił w  takich momentach to  nie byłoby ciekawie i żal do samego siebie mógłby mieć tylko wtedy, lecz  odpukać dotychczas proporcje sprawiedliwości są wyważone i oby jak najdłużej , a nie raz miał nie lada wyzwanie ogarnąć  i ustabilizować dwa diabły tasmańskie, aby samemu jeszcze łomotu nie zarobić

Mój mąż czasami z nami babami ma  się tak  rozrywkowo jak na polu minowym,  gdzie krok by nie postawił, grozi wybuchem tongue
Ja na jego miejscu  brałabym psychotropy uspakajające i łykała jak tictaki paczka po paczce-wagonikami wzerala, On  z nami radzi sobie bez żadnych wspomagaczy , choć inny to by prał nas dwie jak mokre żyto  za  takie atrakcje  dostarczane.
Żes nie jesteśmy ofiarami przemocy domowej to jest cud nad cudami  lol

4 970 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-15 13:42:20)

Odp: Być drugą i macochą

tak czy siak ja podziwiam ze ci sie chce i ze ci zalezy,bo to co czytalam jest wyzwaniem ,dla mnie  do pojecia przy wlasnym dziecku ale obcym......
czy dziewczynka jest zdiagnozowana? bo czytalam wczesniej i w innym chyba watku co pisalas??

moze tez dlatego ja a nic tego pojac nie umiem  bo dla mnie tak cenny jest spokoj i stabilnosc emocjonalna,ja nie znioslabym nawet jednego takiego wybuchu jak tu opisywalas,to wiem na pewno

a wlasciwie to sorry za wscibstwo,ale co sie dzieje z jej matka?

4 971

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU  nasza Pchla ma bardzo poważne zaburzenia żywieniowe (skrajny niejadek a energie to chyba z powietrza czerpie, lub z nadprzyrodzonych mocy ) a także całkiem od niedawna  zaklasyfikowali jej zachowanie do zaburzeń opozycyjno-buntowniczych

Z jej matką nie wiemy co się dzieje, maż tez nie wie. Ona pochodzi z innego kraju, maż tez nie był polakiem, dopiero od kilku lat życie ułożył sobie z córką w Polsce.  Od  wieki wiekow nie mają z sobą żadnych kontaktów i nie musza, bo rodzicielka nie ma praw do dziecka, ojciec jest jedynym pełnoprawnym opiekunem , wiec nawet nie istotne jest czy była żyje ,czy nie , zresztą  mąż na cale szczęście nie miał ślubu, wiec rozwodnikiem nie jest. 
Mnie to cieszy ,ze żadna eksia nie wtrynia nosa w nasze zycie rodzinne , bo pióra mogłyby się posypać i jak ja obecność dziecka męża akceptuje i toleruje, to zupełnie inna relacja  corka -ojciec ,naturalna  bez żadnych anomalii ,tak  inne kobiety , byłe, jakies eksie na pewno nie byłabym wstanie  zaakceptować ich obecności w naszym życiu, nawet w ułamku  % byloby to ponad moje  sily , w zyciu yikes

4 972

Odp: Być drugą i macochą
rakija napisał/a:

Staram sie nie wypowiadac ,w tym watku .Moj epizod macoszenia byl krotkotrwaly .Zakonczylam bo .nie po drodze bylo nam z wychowaniem dzieci ,a zwiazek tez zbyt krotki .Lus ty tez swoje macoszenie skonczylas dawno temu ,dawniej niz ja .
Uwierz ,ze ludzie potrafia sobie poukladac zycie w roznych konfiguracjach .To sie zdarza .To ,ze Ty nie podolalas temu ,nie stanowi o tym ,ze jestes gorsza . Nie nadawalas sie na taki uklad Ale uwierz ,ze mozna .Nie atakuj innych ,ktorym sie udalo .Nic nie stracily .Zyskaly .Rodzine .

Dziękuję za wsparcie. Wątpię aby dotarło.
Lenistwo, własna wygoda, egoizm - to są cechy które zaobserwowałam u niektórych macoch. No i nie dziwię się, że i te związki rozleciały im się. Żaden człowiek nie może dostać wyboru dziecko albo partner, a dorośli powinni rozumieć, że czasami nie ma wyboru. To dorośli powinni uczyć akceptacji, wyrozumiałości... a większość macoch krzyczy JA, JA, JA.... To nie moje dziecko...
To odpuść faceta skoro nie akceptujesz jego dzieci.

Wy nic nie musicie oprócz jednego.... ujadania na dzieci partnera  (a przecież to część jego samego) i przejmowanie kontroli nad ich portfelem. Niejedna nie est żoną ale pieniądze to wspólne.

4 973 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-16 09:48:58)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Żaden człowiek nie może dostać wyboru dziecko albo partner, a dorośli powinni rozumieć, że czasami nie ma wyboru.

My wypowiadamy się tutaj na temat dorosłych pannic, a nie niepełnoletnich dzieci. Te, albo zaakceptują i dostosują się do wymagań panujących w domu i będą się nienagannie zachowywać wobec macochy, albo droga wolna. Z resztą M sam podobnie zapowiedział swojemu synowi, albo będzie się słuchał, albo wypad do mamuśki i życie bez nauki, nakazów, wymagań. Co do pełnoletnich dzieci, nie mamy już obowiązku je niańczyć i utrzymywać. Zapytałam o zdanie M w kwestii Margarity i on potwierdził to, co napisałam wcześniej. Dodatkowo powiedział, że dziewczyna z racji niedoświadczenia pewnie boi się stracić faceta, a on to świetnie wykorzystuje.
Ewarg sama pisałaś, że twój najstarszy pasierb nie zaakceptował ciebie, waszego związku i o ile dobrze pamiętam zerwaliście z nim kontakt. Jak mogłaś dopuścić do tego, że syn nie miał prawa mieszkać z ojcem w twoim domu? Dlaczego twoje sprawy były ważniejsze od synka tatusia? Jak mają się do tego twoje zasady? Nie musisz odpowiadać na mój sarkazm, ja akurat to świetnie rozumiem. Tylko po co mieszać w głowach młodym dziewczynom, które borykają się czy zmarnować swoje życie? Mało mamy tu przykładów wykorzystania przez pasierbów i ich ojców?
Poza tym, pragnę wierzyć, że związki patchworkowe maja szansę, jeśli tylko partnerzy wypracują wspólna strategię dogodną dla każdego członka rodziny. Wierzę, że jest to możliwe, inaczej już dawno zakończyłabym tą męczarnie z pasierbem.

4 974

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Żaden człowiek nie może dostać wyboru dziecko albo partner, a dorośli powinni rozumieć, że czasami nie ma wyboru.

Zgadzam się. Dlaczego zatem nas macochy stawia się przed takim wyborem ? Dlaczego nikt nie pytał Zazdrosnej o zdanie i postawiono Ją przed faktem dokonanym , że pasierb od dziś będzie mieszkał w Jej domu? Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę zdania Margarity i stawią się Ją pod ścianą, że TA PANNICA będzie tu mieszkać i koniec !? A jak się nie zgodzisz to PA PA....... Nikt nikogo nie powinien na siłę uszczęśliwiać dzieciakiem, takie decyzje powinny być podjęte wspólnie przez Partnerów i oboje powinni trzymać jeden , wspólnie ustalony front. Jednak Ci konkretni Panowie, nie zastanowili się nawet przez chwilę, że stawiają swoje Partnerki pod ścianą i to IM każą dokonać wyboru.

4 975

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

po pierwsze rozróżniłabym role ojciec i matka w normalnej, przeciętnej rodzinie. Do matki należy przede wszystkim obowiązek opieki nad dzieckiem, do ojca jego utrzymanie.

Sorry Zazdrosna, ale z jakiej epoki to poglądy?! Wybacz, ale już dawno minęły czasy, że na mężczyźnie ciąży obowiązek utrzymania rodziny. Owszem, w wielu domach tak jest ale to już przeszłość.
Obecni faceci, rodzą z kobietami i zajmują się dzieckiem od początku tak samo jak matka. W każdym etapie życia dziecko inny rodzic jest wsparciem i idolem.

zazdrosna13 napisał/a:

Dlatego ja wiążąc się z facetem i mając nieletnie dzieci kierowałabym się nimi już na początku związku. Dla faceta jego kobieta jest priorytetem, zawsze można mieć kolejne dziecko, jednak bez wybranki życia jest to nie możliwe. Każdy facet w swoim życiu będzie kierował się swoimi potrzebami fizycznymi ponad opiekę nad dzieckiem.

masz na myśli egoistę, samca ale na pewno nie dojrzałego, odpowiedzialnego człowieka.

zazdrosna13 napisał/a:

Ja poznając M upewniłam się, że nigdy nie będzie się starał o dzieci, które wychowywała jego ex. Dlatego wciąż mam żal, że się do tego przyczynił, bez mojej zgody. Buntował syna i robił na przekór jego matce do tego stopnia, że ta przestała sobie dawać z nim rady. On natomiast pragnął swoich dzieci przy sobie, dla zapewnianie własnych wyobrażeń nie zważając, co jest lepsze dla synów. Co więcej nigdy się nimi tak na prawdę nie zajmował, no może po kilkunastogodzinnej pracy, jak wracał do domu, bo tego wymagała od niego ich matka. Teraz też mało zajmuje się swoim synem, w większości pozostawiając młodego samego lub pod moja opieką. Może kiedyś wybaczę M, jednak na razie nie umiem, stąd pewnie nasze problemy, gdyż chłopak jest nieprzeciętnie upierdliwy. M proponował mi wyprowadzenie się z domu, by nie znosić fanaberii mojej dorosłej córki, ja zrobiłabym to bez wahania jednak na porównywalne warunki lokalowe, nie do kawalerki M. Co więcej, ja nigdy nie wymagałam od M, by zajmował się moimi dziećmi, robię to sama i mam cholerny żal, że on wymaga tego ode mnie. Może dlatego M jest dla mnie taki dobry, może ja z tego powodu  jestem taka wściekła i wredna w stosunku do pasierba, po prostu oboje zostaliśmy zmuszeni do przebywania ze sobą i nikt nas o zdanie nie pytał.

No i to jest istota - twój M oszukał Cię, wykorzystał. Od początku taki plan układał. To on ci wmówił, że na facecie ciąży obowiązek utrzymywania dzieci a na kobiecie opieka nad nimi? (sorry jeśli to zbyt bezczelne)

To nie pasierb jest winien twojej frustracji tylko twój M. Zresztą piszesz, że masz do niego o to wielki żal. Tylko dlaczego dalej go kochasz bezwarunkowo a wyżywasz się i mścisz na dzieciaku? Przyznaję, że wg tego co piszesz jest trudnym dzieckiem, ale to nie twój obowiązek wychowywać go tylko rodziców. Jeśli matka nie chce to powinien robić to ojciec a nie zasłaniać się pracą dla dobra .... no właśnie, dla kogo? Pieniądzmi nie zastąpi się rodzica. Ten chłopiec gdy będzie dorosły wygarnie rodzicom, że takie stworzyli mu dzieciństwo, że był niechcianym i niekochanym a tobie zamiast podziękować wytknie, że wyżywałaś i pastwiłaś się nad nim. Jeśli jeden rodzic nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to na drugim ciąży podwójny. No chyba, że żaden z rodziców jest niedojrzały, egoistyczny i wypełnia tylko "swoją" połowę opieki.
Ciężko jest zajmować się nie swoimi dziećmi. Wiem o tym bardzo dobrze.
Nie potrafię być z facetem któremu nie mogę ufać, który manipuluje mną. Jeśli nie potrafię wybaczyć wyrządzonej mi krzywdy nie potrafię być z nim szczęśliwa i wtedy nie ma nas.


Zazdrosna pisałaś, że padła propozycja ze strony twojego M abyś wyprowadziła się z córką? Ale na równe warunki. Nie rozumiem, mieszkacie w twoim czy w M mieszkaniu? Ty w ogóle masz swoje mieszkanie? Czy mi się coś myli, czy twój były został z ojcem bo nie chciał przeprowadzać się, zmieniać szkoły? Proszę wytłumacz, bo sytuacja bytowa, też wielokrotnie zmusza człowieka do działanie wbrew sobie.

4 976 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 10:01:29)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Żaden człowiek nie może dostać wyboru dziecko albo partner, a dorośli powinni rozumieć, że czasami nie ma wyboru.

Zgadzam się. Dlaczego zatem nas macochy stawia się przed takim wyborem ? Dlaczego nikt nie pytał Zazdrosnej o zdanie i postawiono Ją przed faktem dokonanym , że pasierb od dziś będzie mieszkał w Jej domu? Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę zdania Margarity i stawią się Ją pod ścianą, że TA PANNICA będzie tu mieszkać i koniec !? A jak się nie zgodzisz to PA PA....... Nikt nikogo nie powinien na siłę uszczęśliwiać dzieciakiem, takie decyzje powinny być podjęte wspólnie przez Partnerów i oboje powinni trzymać jeden , wspólnie ustalony front. Jednak Ci konkretni Panowie, nie zastanowili się nawet przez chwilę, że stawiają swoje Partnerki pod ścianą i to IM każą dokonać wyboru.

Zbiegły się nasze wypowiedzi. Powtórzę jednak - to nie dzieci są winne tylko ich ojcowie,  partnerzy oszukali je, nie szanują ich zdania, woli i potrzeb. To dupek który wygodnie usadowił własny tyłek, egoista. Ktoś taki nie zasługuje na szacunek skoro sam nie szanuje.

zazdrosna
odnośnie dorosłych pannic żyjących na koszt rodzica?
Tu były dyskusje na temat nie małolatów i dorosłych.
Rozumuję tak samo jednak wiem, że życie pisze różne scenariusze i rodzic dorosłemu dzieciakowi też nie potrafi postawić granicy, wyegzekwować szacunku dla siebie. Nie pochwalam tego ale to tylko dowód, że miłość rodzicielska potrafi być ślepa tak samo jak miłość do partnera.

Wiecie, że mam już dorosłe, w pełni samodzielne dzieci ale mam rodzinę koleżanki, sąsiadów, współpracowników i widzę jak bardzo rodzice nie potrafią dostrzec, że ich dzieci już muszą same ponosić konsekwencje swoich czynów, być samodzielne a nie wisieć na rodzicu.
Zresztą też widzę grupę rodziców, którzy nie pozwalają dorosnąć i być samodzielnym swoim dzieciom. Które nie tylko wyręczają je we wszystkim to jeszcze wmawiają im, że nie dadzą sobie rady same, że nic nie potrafią. ...
Oj o rodzicielstwie, wychowaniu dzieci można dyskutować i nie będzie końca.

Ja nie popieram nadopiekuńczych rodziców.

4 977 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 10:43:06)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Moja Pc. potrafi być jak sto diabłów wziętych razem , ale  ojciec pacyfikuje ją z miejsca i na bieżąco.Oczywiście  jest oczkiem w glowie, ma od groma do niej pokładów cierpliwości, lecz wie i widzi to co ma wiedzieć i widzieć.
Jest sprawiedliwy i obiektywny, muszę tu go za to pochwalić, ze umie i potrafi wyczuć  dobry trop i na nim się opierać ,bo ma węch jak pies myśliwski niezawodny. Jak któreś z nas przeholuje  to przysłowiowo po uszach się oberwie konkretne i na temat , bez faworyzacji

Widzicie różnice między zachowaniem Partnera Mortishy, Jej sytuacją (brak jątrzącej Exowej) a np. zachowaniem mojego M, partnera Chceuciekacstad, Zazdrosnej lub Margerity? Bo ja widzę znaczącą różnicę.  Ewarg - Twój facet lub Motischy kochają mądrze swoje dzieci, nie wynagradzają dzieciom rozpadu rodziny, nie muszą "przypodobać" się dzieciom na złość matce i walczyć z Jej wpływami. Wasi Pasierbowie nie lawirują/nie lawirowali między matką i ojcem, oszczędzono Im prania mózgu, nie mają szansy pogrywania sobie na uczuciach ojca kosztem matki i odwrotnie. Dano Wam szansę WYCHOWAĆ TE dzieci wspólnie. W Waszych związkach mogliście wybrać wspólną taktykę wychowania dzieci i mogliście wychować Ich na dobrych , pełnych empatii , wartościowych dorosłych ludzi. Pozbawionych postawy roszczeniowej i nie wiszących na WAS jak pasożyty. Pomagacie Im z własnej nie przymuszonej woli, bo tego pragniecie, a nie dlatego, że WAM KTOŚ KAŻE. W naszych związkach , w których dzieci są szczute przez Matkę na ojca i macochę, gdzie uczy się dzieci , że ojciec to jest TEN, który MA CI DAWAĆ kasę, od którego wymaga się ale nie daje się nic w zamian. Nie potępiajcie innych macoch za złość, butę i niechęć do pasierbów, i żale  które tu wylewamy na swoich partnerów, ale spróbujcie się też postawić w naszej sytuacji i zrozumieć. Bardzo się cieszę , że podajecie tu na forum Wasze przykłady rodzin, którym się udało , ale  wasi faceci, Wasze sytuacje, konfiguracje rodzinne  są inne niż pozostałych żalących się tu macoch.  Spróbujcie postawić się w sytuacji, w której partner nie pochwala waszych metod wychowawczych, kiedy nie możecie obrać wspólnego frontu bo ojciec walczy o "miłość" dziecka , któremu matka wmawia, że ojciec to bankomat a nie człowiek do kochania i szanowania. Spróbujcie postawiać się w sytuacji, w której obca baba ma najwięcej do powiedzenia w temacie gdzie i jak spędzisz najbliższy weekend. Spróbujcie zrozumieć , że mimo wszystko próbujemy w tym wszystkim lawirować i wytrwać. Nie potępiajcie i nie dziwcie się.

4 978 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 11:14:31)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
mortisha napisał/a:

Moja Pc. potrafi być jak sto diabłów wziętych razem , ale  ojciec pacyfikuje ją z miejsca i na bieżąco.Oczywiście  jest oczkiem w glowie, ma od groma do niej pokładów cierpliwości, lecz wie i widzi to co ma wiedzieć i widzieć.
Jest sprawiedliwy i obiektywny, muszę tu go za to pochwalić, ze umie i potrafi wyczuć  dobry trop i na nim się opierać ,bo ma węch jak pies myśliwski niezawodny. Jak któreś z nas przeholuje  to przysłowiowo po uszach się oberwie konkretne i na temat , bez faworyzacji

Widzicie różnice między zachowaniem Partnera Mortishy, Jej sytuacją (brak jątrzącej Exowej) a np. zachowaniem mojego M, partnera Chceuciekacstad, Zazdrosnej lub Margerity? Bo ja widzę znaczącą różnicę.  Ewarg - Twój facet lub Motischy kochają mądrze swoje dzieci, nie wynagradzają dzieciom rozpadu rodziny, nie muszą "przypodobać" się dzieciom na złość matce i walczyć z Jej wpływami. Wasi Pasierbowie nie lawirują/nie lawirowali między matką i ojcem, oszczędzono Im prania mózgu, nie mają szansy pogrywania sobie na uczuciach ojca kosztem matki i odwrotnie. Dano Wam szansę WYCHOWAĆ TE dzieci wspólnie. W Waszych związkach mogliście wybrać wspólną taktykę wychowania dzieci i mogliście wychować Ich na dobrych , pełnych empatii , wartościowych dorosłych ludzi. Pozbawianych postawy roszczeniowej i nie wiszących na WAS jak pasożyty. Pomagacie Im z własnej nie przymusowej woli, bo tego pragniecie, a nie dlatego, że WAM KTOŚ KAŻE. W naszych związkach , w których dzieci są szczute przez Matkę na ojca i macochę, gdzie uczy się dzieci , że ojciec to jest TEN, który MA CI DAWAĆ kasę, od którego wymaga się ale nie daje się nic w zamian. Nie potępiajcie innych macoch za złość, butę i niechęć do pasierbów, i żale  które tu wylewamy na swoich partnerów, ale spróbujcie się też postawić w naszej sytuacji i zrozumieć. Bardzo się cieszę , że podajecie tu na forum Wasze przykłady rodzin, którym się udało , ale  wasi faceci, Wasze sytuacje, konfiguracje rodzinne  są inne niż pozostałych żalących się tu macoch.  Spróbujcie postawić się w sytuacji, w której partner nie pochwala waszych metod wychowawczych, kiedy nie możecie obrać wspólnego frontu bo ojciec walczy o "miłość" dziecka , któremu matka wmawia, że ojciec to bankomat a nie człowiek do kochania i szanowania. Spróbujcie postawiać się w sytuacji w której obca baba ma najwięcej do powiedzenia w temacie gdzie i jak spędzisz najbliższy weekend. Spróbujcie zrozumie , że mimo wszystko próbujemy w tym wszystkim lawirować i wytrwać. Nie potępiajcie i nie dziwcie się.

Oj nie do końca było tak różowo.
Mamusia robiła pranie mózgu, robiła i jątrzyła, tylko mój mąż jest dobrym dyplomatą i potrafił z chłopcami rozmawiać. Nie jedne wieczór przegadał z nimi tłumacząc, tłumacząc i jeszcze raz tłumacząc na czym życie polega, co się stało w ich życiu. Przyznaję, że była to moja sprężyna po tym jak ich matkę wyrzuciłam za drzwi. bardzo wtedy się bałam, że chłopcy znienawidzą mnie. Mąż błyskawicznie zajął się tematem. Chłopcy zostali natychmiast "wyprostowani". Była konfrontacja i dzieci poznały prawdę. Poza tym pisałam, że z najstarszym synem nie było tak łatwo. On był najbardziej zmanipulowany przez matkę. Nie tolerował mnie, obrażał. Mąż w końcu odciął się od niego. Cierpiał ale powtarzał, że wierz iż nadejdzie dzień, że syn wybierze czyja prawda była prawdą i wróci do niego z pokorą. I cholera miał rację. Po kilku latach (w minione Boże Narodzenie) ten z żoną zawitali w naszym progu i przeprosili ojca i mnie. Oj było płaczu, było.

KJM
NIE POTĘPIAM ŻADNEJ Z WAS. Dlatego tu wchodzę aby dodać otuchy, żeby pokazać, że w końcu kiedyś będzie dobrze...
Niestety nie wybieliłabym tak mojego męża. Nigdy nie miałam ochoty wychowywać jego synów gdyż od początku widziałam jak bardzo różnimy się w tej kwestii. Mój mąż też był tym ojcem który dzieciom chciał wynagrodzić rozwód rodziców. Skończy kiedy zamieszkały z nami. Wcześniej zawlokłam (na siłę) go do psychologa - dwukrotnie bo szlag mnie trafiał jak widziałam jak nim manipulują a on jak to ciele robi co dzieci chcą a moje słowa powodowały tylko awanturę. Dostał wybór - albo idzie do psychologa albo rozstaniemy się (w duchu modliłam się aby psycholog mówił tak ja ja myślę). wepchnęłam go do gabinetu na siłę. Za drugim razem to było w ramach odświeżenia pamięci. Mój mąż zrozumiał, że dzieciom w ten sposób nic nie wynagrodzi. Że będąc uległym ojcem krzywdzi je. (przez to stracił kontakt z najstarszym bo ten nie mógł pogodzić się że ojciec zmienił się a mnie było z tym łatwo żyjąc w świadomości, że ja przyczyniłam się do tego).
Tyle, że to miało miejsce nim chłopcy zamieszkali z nami na stałe i kiedy wprowadzili się to ten temat był już ogarnięty. Poza tym zdał sobie sprawę, że teraz tylko od niego samego zależy los jego dzieci i wziął to na klatę z pełną świadomością. Matka już nie dała rady jątrzyć. Chłopcy już sobie nie dali choć przyznali nie raz próbowała.
Uwierz, że dość często mówiłam głośno, że przy dzieciach mojego męża robiłam dużo więcej niż przy swoich gdy byli w ich wieku ale ponieważ to nie moje to dostosuję się do metod wychowawczych ich ojca. Zresztą nie było opcji aby było inaczej. Mój mąż nie pozwolił sobie abym wychowywała jego dzieci. Ja tylko dopomogłam. Większość prac domowych mój mąż musiał wziąć na siebie (razem z synami). Oj dużo zmieniłam w swoim sposobie bycia ale nie dla nich tylko dla siebie. Bo po co mi szarpać się z dzieciakiem który nie czuje potrzeby sprzątania? Ja nie miałam ochoty być służąca a więc nie był bałagan jaki był. Jak szala się przebrała to tatuś oberwał i albo sam posprzątał po swoich bykach albo ich zagnał ale to mnie nie obchodziło. Prawie w ogóle przestałam gotować bo tatuś lepiej potrafi dogodzić swoim dzieciom a ja zjem wszystko....
Jedno muszę im oddać - nie byli fochaci. Nie było krzyków z ich strony, płaczu, wymuszań. tego nie zaznałam. Najmłodszy przechodził u nas okres buntu nastolatka ale już uodporniona po moich dzieciach śmiałam się z jego zachowania a mąż umiał sobie z nim poradzić bez słowa. Jest bardzo zrównoważony i jak młody się stawiał to w ogóle nie reagował. Jak młody nie podporządkował się to ojciec wyciągnął konsekwecje ( nie dostał kieszonkowego, nie zrobił dla niego zakupów, obiadu...) Uwierzcie mi - aby nie wkurzać się że młody czegoś nie zrobił wolałam po pracy zając się sobą i wrócić do domu jak był już mąż bo wiedziałam że "pozamiata". Choć nie raz złościłam się, że mam opory przed powrotem do własnego domu to nigdy nie miałam ochoty na "tresowanie nie swoich małp".
Ale to jest zasługa psychologa który nauczył mnie, że skoro nie mam na coś wpływu to lepiej pogodzić się z sytuacja niż walczyć z wiatrakami i mojej koleżanki która mi wciąż powtarzała (po swoim przykładzie), że nie warto kłócić się o dzieci bo one dorosną i pójdą sobie z domu.
No i oboje mieli rację.

kjmmasz rację , niektórzy mężczyźni są odpowiedzialnymi facetami, ojcami i ja między innymi na takiego trafiłam ale dopiero za drugi razem.

4 979

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Oj nie do końca było tak różowo.
Mamusia robiła pranie mózgu, robiła i jątrzyła, tylko mój mąż jest dobrym dyplomatą i potrafił z chłopcami rozmawiać. Nie jedne wieczór przegadał z nimi tłumacząc, tłumacząc i jeszcze raz tłumacząc na czym życie polega, co się stało w ich życiu.
Przyznaję, że była to moja sprężyna po tym jak ich matkę wyrzuciłam za drzwi.  bardzo wtedy się bałam, że chłopcy znienawidzą mnie. Mąż błyskawicznie zajął się tematem. Chłopcy zostali natychmiast "wyprostowani". Była konfrontacja i dzieci poznały prawdę. Poza tym pisałam, że z najstarszym synem nie było tak łatwo. On był najbardziej zmanipulowany przez matkę. Nie tolerował mnie, obrażał. Mąż w końcu odciął się od niego. Cierpiał ale powtarzał, że wierz iż nadejdzie dzień, że syn wybierze czyja prawda była prawdą i wróci do niego z pokorą. I cholera miał rację. Po kilku latach (w minione Boże Narodzenie) ten z żoną zawitali w naszym progu i przeprosili ojca i mnie. Oj było płaczu, było.

A widzisz i jestem pewna, ze  gdybyśmy się spotkały na Forum w TAMTYCH czasach, Ty również byś wylewała żale i swoje złości tutaj :-) Takie sytuacje potrafią wyprowadzić z równowagi najbardziej opanowaną i ugodową osobę. Nie sądzę, że takie scysje spływały po Tobie jak po kaczce. Masz swoje za uszami jak każda z nas. Dlatego wciąż pisze, że twój przykład daje nadzieję na to, że MOŻNA. Tylko potrzeba dojrzałości i zdrowego rozsądku obojga partnerów. U nas różnie z tym bywa.

4 980 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-16 11:03:34)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Sorry Zazdrosna, ale z jakiej epoki to poglądy?! Wybacz, ale już dawno minęły czasy, że na mężczyźnie ciąży obowiązek utrzymania rodziny. Owszem, w wielu domach tak jest ale to już przeszłość.

Wiem, że to nie reguła, ale tak ja się wychowałam i tak było w przypadku małżeństwa M.

Ewarg napisał/a:

masz na myśli egoistę, samca ale na pewno nie dojrzałego, odpowiedzialnego człowieka.

Kiedyś bardzo mnie to interesowało, czytałam wypowiedzi na forum, pytałam znajomych i właśnie w przypadku dużego procentu ludzi tak właśnie jest, choć może to się komuś nie podobać. Może właśnie dlatego tylu mężczyzn porzuca własne dzieci i zakłada nowe rodziny, ale niestety facet bardziej związany jest ze swoja kobieta, biorą górę potrzeby fizyczne, niż zajmowanie się dzieckiem. Matka bardziej poświęci się dla dobra małolatów.

Ewarg napisał/a:

No i to jest istota - twój M oszukał Cię, wykorzystał. Od początku taki plan układał. To on ci wmówił, że na facecie ciąży obowiązek utrzymywania dzieci a na kobiecie opieka nad nimi? (sorry jeśli to zbyt bezczelne)

Nie układał żadnego planu, nie wierzył, że jego ex kiedykolwiek da mu dziecko, wykorzystał sytuację, bo chciał mieć syna przy sobie. Przeliczył się, facet to nie kobieta, nie jest w stanie sam ogarnąć dzieciaka i pracy. Zwłaszcza jeśli mówimy o takiej pracy, która umożliwia spłacanie zaciągniętych w małżeństwie mega dużych kredytów na zachcianki ex. Zatem sytuacja jest patowa, M w każdej chwili jest gotowy do poświęceń, jest tylko człowiekiem i nie zrobi dwóch rzeczy na raz. Masz rację, kocham M, a wyładowuje się na młodym, za jego brak wdzięczności, za to że wciąż jest butny pomimo, że okazałam mu wiele serca, zaniedbując własne pociechy, po prostu drugi raz się już tak nie zaangażuję. Młody doprowadza do rozpaczy również ojca, a ja jestem świadkiem jak chłopaka to bezczelnie rozśmiesza i jak tu zachować obiektywizm?

Ewarg napisał/a:

pisałaś, że padła propozycja ze strony twojego M abyś wyprowadziła się z córką? Ale na równe warunki. Nie rozumiem, mieszkacie w twoim czy w M mieszkaniu? Ty w ogóle masz swoje mieszkanie? Czy mi się coś myli, czy twój były został z ojcem bo nie chciał przeprowadzać się, zmieniać szkoły? Proszę wytłumacz, bo sytuacja bytowa, też wielokrotnie zmusza człowieka do działanie wbrew sobie.

Mieszkamy u mnie, cztery obce sobie osoby w 2 pokojach! Do tego mój syn przyjeżdża na weekend, a co drugi weekend młodszy syn M. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje z jego synem. Gdyby chodziło tylko o nas to jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać w jednym pokoju z jego synem.
Nie jestem ideałem, mam sobie wiele do zarzucenia, jednak staram się odnaleźć w sytuacji w jakiej postawił mnie los i sprostać jej, naprawiać własne błędy.

LUSILJU napisał/a:

...byleby nie oglądać córusi,nie slyszec jej ,nie musiec znosić napadów zajoba,jaki fundowala regularnie,mój mąż nie rozpieszczal jej i nie poblazal ale i sie nią nie zajmowal,szczerze to mi bylo nawet na reke ze ona taka jest ,bo to bylo wytlumaczeniem mnie samej przed sama sobą

Dziękuje za szczerość i odwagę, ten wpis dał mi dużo do myślenia

4 981 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 11:07:03)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje, ja jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać również w jednym pokoju z jego synem.

No to w końcu we dwoje czy z we trójkę z Jego synem?

Bo zajeżdża mi tu chęcią wyautowania TWOICH dzieci z tego związku!!! i chęcią M do większego manewrowania na swoim terenie. UWAŻAJ!

4 982

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Sorry Zazdrosna, ale z jakiej epoki to poglądy?! Wybacz, ale już dawno minęły czasy, że na mężczyźnie ciąży obowiązek utrzymania rodziny. Owszem, w wielu domach tak jest ale to już przeszłość.

Wiem, że to nie reguła, ale tak ja się wychowałam i tak było w przypadku małżeństwa M.

Ewarg napisał/a:

masz na myśli egoistę, samca ale na pewno nie dojrzałego, odpowiedzialnego człowieka.

Kiedyś bardzo mnie to interesowało, czytałam wypowiedzi na forum, pytałam znajomych i właśnie w przypadku dużego procentu ludzi tak właśnie jest, choć może to się komuś nie podobać. Może właśnie dlatego tylu mężczyzn porzuca własne dzieci i zakłada nowe rodziny, ale niestety facet bardziej związany jest ze swoja kobieta, biorą górę potrzeby fizyczne, niż zajmowanie się dzieckiem. Matka bardziej poświęci się dla dobra małolatów.

Ewarg napisał/a:

No i to jest istota - twój M oszukał Cię, wykorzystał. Od początku taki plan układał. To on ci wmówił, że na facecie ciąży obowiązek utrzymywania dzieci a na kobiecie opieka nad nimi? (sorry jeśli to zbyt bezczelne)

Nie układał żadnego planu, nie wierzył, że jego ex kiedykolwiek da mu dziecko, wykorzystał sytuację, bo chciał mieć syna przy sobie. Przeliczył się, facet to nie kobieta, nie jest w stanie sam ogarnąć dzieciaka i pracy. Zwłaszcza jeśli mówimy o takiej pracy, która umożliwia spłacanie zaciągniętych w małżeństwie mega dużych kredytów na zachcianki ex. Zatem sytuacja jest patowa, M w każdej chwili jest gotowy do poświęceń, jest tylko człowiekiem i nie zrobi dwóch rzeczy na raz. Masz rację, kocham M, a wyładowuje się na młodym, za jego brak wdzięczności, za to że wciąż jest butny pomimo, że okazałam mu wiele serca, zaniedbując własne pociechy, po prostu drugi raz się już tak nie zaangażuję. Młody doprowadza do rozpaczy również ojca, a ja jestem świadkiem jak chłopaka to bezczelnie rozśmiesza i jak tu zachować obiektywizm?

Ewarg napisał/a:

pisałaś, że padła propozycja ze strony twojego M abyś wyprowadziła się z córką? Ale na równe warunki. Nie rozumiem, mieszkacie w twoim czy w M mieszkaniu? Ty w ogóle masz swoje mieszkanie? Czy mi się coś myli, czy twój były został z ojcem bo nie chciał przeprowadzać się, zmieniać szkoły? Proszę wytłumacz, bo sytuacja bytowa, też wielokrotnie zmusza człowieka do działanie wbrew sobie.

Mieszkamy u mnie, cztery osoby w 2 pokojach, do tego mój syn przyjeżdża na weekend, a co drugi weekend młodszy syn M. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje, ja jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać również w jednym pokoju z jego synem.
Nie jestem ideałem, mam sobie wiele do zarzucenia, jednak staram się odnaleźć w sytuacji w jakiej postawił mnie los i sprostać jej, naprawiać własne błędy.

LUSILJU napisał/a:

...byleby nie oglądać córusi,nie slyszec jej ,nie musiec znosić napadów zajoba,jaki fundowala regularnie,mój mąż nie rozpieszczal jej i nie poblazal ale i sie nią nie zajmowal,szczerze to mi bylo nawet na reke ze ona taka jest ,bo to bylo wytlumaczeniem mnie samej przed sama sobą

Dziękuje za szczerość i odwagę, ten wpis dał mi dużo do myślenia

Zazdrosna ,nie skumalam czy jak?? Twoj M proponuje ci zebys wyprowadziła sie z nim do jego kawalerki,bez Twojej corki ale z jego synem??? by mieszkac w jednym pokoju??


albo ja czegos nie zrozumialam,po pisze na trzy okna ,albo ............................


powiem ci Zazdrosna cos co byc moze sama juz odkrylas,zdajesz sobie sprawe ze jakby Twoj M nie byl z Toba  to by syna od exowej nie zabral w tamtym czasie, z bardzo prozaicznego powodu ,nie dal by rady logistycznie tego ogarnac,bo praca ,zobowiazania,obowiazki itd on tez byl tego swiadomy ,tak zreszta jak moj maz wiele lat temu,ale widzac jaka ty jestes osoba ,zorganizowana,zaradna podjal taka decyzje i na decyzji sie skonczylo ,reszta to juz byla twoja praca u podstaw,czytaj orka.....
zacznij robic NIC ,WYJDZIESZ NA TYM DOBRZE,albo twoj M SIE OGARNIE I BEDZIE ZAJMOWAL SIE SWOIMI OBOWIAZKAMI,ALBO...... sama wiesz ....

ja jestem na tyle odwazna by sie przyznac ze ja nie chcialam cudzych dzieci wychowywac i nikt ani nic mnie do tego nie zmusiło,i tak jestem egoistka ,wygodna
,nie wstydze sie tego ,to jest moje zycie,moge je przezyc jak chce,nie musze sie przejmowac ze jakies dziecko jest genetycznie spokrewnione z moim mezem,bo to dziecko jest spokrewnione genetycznie PRZEDE WSZYSTKIM ze swoja matka,wiec to jej zmartwienie
nie zamierzalam jakiejs babie ulatwiac zycia,kosztem siebie i swojej rodziny,
nie obchodzi mnie jak kto mnie ocenia,nie jestem jedyna,znam conajmniej kilka takich jak ja egoistycznych bab,hahahah
  kazda uwaza ze ma fajne zycie,zadna nie przejmowala sie ze jak zastrajkuje to jej gacie z domu uciekna (,widac w pewnym wieku towaru jest tak malo ze trzeba te gacie przedkladac nad sama siebie;) wraz ze swoimi dziecmi,malo tego zadna nie zajmowalaby sie cudzymi podczas gdy swoje sie usamodzielnily  i mogla miec dom dla siebie a nie jakies awantury,eksowa z tylu głowy,ktora trzeba bylo az za SWOJE drzwi wywalac, dla mnie to kosmos ,ale kazdy ma co lubi.....albo to na co musi sie zgodzic........i zyc cudzymi problemami

4 983 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-16 11:26:59)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje, ja jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać również w jednym pokoju z jego synem.

No to w końcu we dwoje czy z we trójkę z Jego synem?

Bo zajeżdża mi tu chęcią wyautowania TWOICH dzieci z tego związku!!! i chęcią M do większego manewrowania na swoim terenie. UWAŻAJ!

Sorry we troje.
Byłam idiotką myśląc że jakoś się tu uda poukładać ze względów lokalowych. Żałuję swoje decyzji, bo gdy M dostał syna to nie miał by z nim gdzie mieszkać, ciekawe czy tak chętnie by się w tedy sam nim zajął? Córka do dziś mi tego nie wybaczyła i stąd te jej jazdy. Panoszący się pod nogami pasierb doprowadza mnie do szału. Zostawiając córce mieszkanie może doprowadziłoby do tego, że nie miałabym do czego wracać. U M nie wiem ile bym miała do powiedzenia. Poza tym w weekendy odwiedza mnie mój syn, ma tu swoich kolegów, a tak nie wiem czy i jak bym się z nim widywała.
Tak miło wspominam czasy, gdy przez kilka miesięcy mieszkaliśmy u mnie w troje z moją córką, wszyscy w zgodzie i równowadze. Wybaczcie ale krew mnie zalewa jak widzę do czego doszło, a ja na to wyraziłam zgodę. Jak mam nie czuć nienawiść do ex M, że sama urządziła się wygodnie, a moje nerwy doprowadziła do ruiny podrzucając mi swojego niesfornego bachora? Wszyscy się do tego przyczyniliśmy. Nie wiem, jak się z tego wyplątać...

4 984 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 11:52:40)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

ja jestem na tyle odwazna by sie przyznac ze ja nie chcialam cudzych dzieci wychowywac i nikt ani nic mnie do tego nie zmusiło,i tak jestem egoistka ,wygodna
,nie wstydze sie tego ,to jest moje zycie,moge je przezyc jak chce,nie musze sie przejmowac ze jakies dziecko jest genetycznie spokrewnione z moim mezem,bo to dziecko jest spokrewnione genetycznie PRZEDE WSZYSTKIM ze swoja matka,wiec to jej zmartwienie
nie zamierzalam jakiejs babie ulatwiac zycia,kosztem siebie i swojej rodziny,

Tak zgadza się - nie jesteś jedyna. Ja tez powiedziałam STOP w momencie kiedy dostrzegłam, że moim kosztem i kosztem moich dzieci Pani EXOWA postanowiła sobie żyć wygodnie : moimi rękami zapewniać sobie wolne weekendy, ferie, wakacje i święta i w dodatku między innymi na mój koszt. Nie szczędząc przy tym obelg kierowanych w moją stronę i ucząc swoje dzieci , że TA kobieta (w sensie, że ja)- to samo zło, mnie nie trzeba się słuchać, nie można kochać i broń Boże lubić. W momencie kiedy ja powiedziałam definitywne STOP , ja się na to nie godzę, to się okazało, że M tez się szybciutko wypisał z takiego układu. Dopiero moje definitywne STOP spowodowało, że w końcu potrafił postawić się Pani EX i powiedzieć Jej 'weź Ty się kobieto w końcu ogarnij i zajmij się dziećmi jak każda matka powinna się zająć" . M "dawał sobie z tym radę" do momentu kiedy wiedział, że ja się nagnę, ja ustąpię, ja pójdę na "kompromis", ja ogarnę Ich dzieci, ja z nimi będę siedzieć, ja organizować Im czas, ja kąpać, opatrywać rany, rozmawiać i tłumaczyć kiedy płaczą, pocieszać, wychowywać, cerować dziurawe rajstopy, prac zasrane majtki,  w których przysyłała Je do nas Ich matka etc. A dlaczego , spytałam, mam to robić skoro TE dzieci mają matkę, do której takie obowiązki i "przyjemności" należą???
M nie podjął rękawicy, nie chwycił się tych obowiązków bo zdaje sobie sprawę, że sam temu nie podoła.

4 985 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 11:55:27)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje, ja jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać również w jednym pokoju z jego synem.

No to w końcu we dwoje czy z we trójkę z Jego synem?

Bo zajeżdża mi tu chęcią wyautowania TWOICH dzieci z tego związku!!! i chęcią M do większego manewrowania na swoim terenie. UWAŻAJ!

Sorry we troje.
Byłam idiotką myśląc że jakoś się tu uda poukładać ze względów lokalowych. Żałuję swoje decyzji, bo gdy M dostał syna to nie miał by z nim gdzie mieszkać, ciekawe czy tak chętnie by się w tedy sam nim zajął? Córka do dziś mi tego nie wybaczyła i stąd te jej jazdy. Panoszący się pod nogami pasierb doprowadza mnie do szału. Zostawiając córce mieszkanie może doprowadziłoby do tego, że nie miałabym do czego wracać. U M nie wiem ile bym miała do powiedzenia. Poza tym w weekendy odwiedza mnie mój syn, ma tu swoich kolegów, a tak nie wiem czy i jak bym się z nim widywała.

Oj biedna jesteś. Potrzeba tobie samej chodzić do psychologa. Mówię poważnie. Ktoś musi pokazać ci twoje priorytety i nauczyć szacunku do samej siebie. Inaczej zawsze będziesz czyjąś ofiarą
Dostałaś już od dziewczyn ale ja dopowiem - poświeciłaś dobro swojej córki dla faceta. Ona pójdzie z domu dopiero za kilka lat, jak skończy się uczyć.
Nie dziwię się twojej córce. Mnie by do głowy nie przyszło aby zostawić same 18-to letnie, uczącą się jeszcze dziecko dla faceta i jego dzieci. No i mając dwa pokoje (jeden córy i a drugi wasz) nie zgodziłabym się aby zamieszkał z nami ktoś więcej. Twój M powinien najpierw wynająć większe mieszkanie tak aby wszyscy mieli dogodne warunki a na pewno ty i twoja córka a dopiero potem wprowadzać swojego syna. Nie miał prawa zrobić tego co zrobił. On cię wykorzystał, twoją dobroć, naiwność.
Przepraszam, ale ja uważam, że twój facet był świadom swoich posunięć i były one zamierzone. Bo co to znaczy chciał mieć syna przy sobie?
Jak chciał go mieć to i syna i obowiązki. A co to znaczy taka praca -dzieci z nieba nie spadają. Zrobił to i ponosi odpowiedzialność za byt i wychowanie. Jak nie potrafi pogodzić pracy z rodzina to niech z czegoś zrezygnuje a nie wyręcz się innymi. I co z tego, że powiedział młodemu, że jak nie dostosuje się to wyleci skoro nie dotrzymuje słowa? A poza tym jak to do 14-to latka mówi, że wyrzuci go z domu?

Obracamy się w innych środowiskach (choć miałam takiego pierwszego męża) ale faktycznie jest grupa ludzi którzy tylko jedną częścią ciała myślą. Niestety nie zasługują na moją uwagę.

[b]widac w pewnym wieku towaru jest tak mało ze trzeba te gacie przedkladac nad sama siebie;[b]
tak się kończy gdy na partnera szuka się i wybiera samca a nie człowieka. Wtedy gacie a nie rozum decydują o szczęściu i losie człowieka. Czy to nie zwierzęce? taki tok myślenia... ot środowisko - wybacz ale nie umiem inaczej tego nazwać gdyż dla mnie powinno się mieć wyższe priorytety.

Takim kobietom tylko współczuję.

4 986

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

. M od jakiegoś czasu ma kawalerkę, chciał byśmy się tam przeprowadzili we dwoje, ja jestem za, ale nie mam ochoty mieszkać również w jednym pokoju z jego synem.

No to w końcu we dwoje czy z we trójkę z Jego synem?

Bo zajeżdża mi tu chęcią wyautowania TWOICH dzieci z tego związku!!! i chęcią M do większego manewrowania na swoim terenie. UWAŻAJ!

Sorry we troje.
Byłam idiotką myśląc że jakoś się tu uda poukładać ze względów lokalowych. Żałuję swoje decyzji, bo gdy M dostał syna to nie miał by z nim gdzie mieszkać, ciekawe czy tak chętnie by się w tedy sam nim zajął? Córka do dziś mi tego nie wybaczyła i stąd te jej jazdy. Panoszący się pod nogami pasierb doprowadza mnie do szału. Zostawiając córce mieszkanie może doprowadziłoby do tego, że nie miałabym do czego wracać. U M nie wiem ile bym miała do powiedzenia. Poza tym w weekendy odwiedza mnie mój syn, ma tu swoich kolegów, a tak nie wiem czy i jak bym się z nim widywała.
Tak miło wspominam czasy, gdy przez kilka miesięcy mieszkaliśmy u mnie w troje z moją córką, wszyscy w zgodzie i równowadze. Wybaczcie ale krew mnie zalewa jak widzę do czego doszło, a ja na to wyraziłam zgodę. Jak mam nie czuć nienawiść do ex M, że sama urządziła się wygodnie, a moje nerwy doprowadziła do ruiny podrzucając mi swojego niesfornego bachora? Wszyscy się do tego przyczyniliśmy. Nie wiem, jak się z tego wyplątać...

na początku napisze,ze sprawa o gaciach,pewnym wieku,itd nie byla skierowana do ciebie ,ale kto zrozumial aluzje ten zrozumial,usmialam sie....


powiem tak  nie zostawiaj corki,zresztą nie masz tak naprawdę chyba takiego zamiaru,podluchaj mnie -wrednej ,egoistycznej zapatrzonej w swój tyłek baby i zacznij robić NIC,zobaczysz ze będzie ci łatwiej,stopniowo,krok po kroczku ,nie od razu daj swojemu chłopu sie do tego przyzwyczaić,zanim sie ocknie to będziesz juz na innej pozycji,myśl o sobie ,swojej wygodzie,wyjdź gdzieś ze swoja corka ,zakupy,skup sie na odbudowaniu waszych relacji,powiem kolokwialnie pierd....l cudze problemy i cudze dzieci,przestan myslec o tym czy syn twego m sie uczy czy nie,zjadl czy nie,pomyśl o nowych ciuchach dla siebie i corki,idźcie do kina,wez syna na rowery,powiedz swojej córce ze ja kochasz i ze wiesz ze pozwolilas obcemu dziecku wejść w wasze życie a wcale nie chcialas..... Bądź egoistka,piernicz sentymenty,nikt co nie podziekuje za szarpanine,przyplacisz to zdrowiem tylko po co?

4 987

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

ja jestem na tyle odwazna by sie przyznac ze ja nie chcialam cudzych dzieci wychowywac i nikt ani nic mnie do tego nie zmusiło,i tak jestem egoistka ,wygodna
,nie wstydze sie tego ,to jest moje zycie,moge je przezyc jak chce,nie musze sie przejmowac ze jakies dziecko jest genetycznie spokrewnione z moim mezem,bo to dziecko jest spokrewnione genetycznie PRZEDE WSZYSTKIM ze swoja matka,wiec to jej zmartwienie
nie zamierzalam jakiejs babie ulatwiac zycia,kosztem siebie i swojej rodziny,

Tak zgadza się - nie jesteś jedyna. Ja tez powiedziałam STOP w momencie kiedy dostrzegłam, że moim kosztem i kosztem moich dzieci Pani EXOWA postanowiła sobie żyć wygodnie : moimi rękami zapewniać sobie wolne weekendy, ferie, wakacje i święta i w dodatku między innymi na mój koszt. Nie szczędząc przy tym obelg kierowanych w moją stronę i ucząc swoje dzieci , że TA kobieta (w sensie, że ja)- to samo zło, mnie nie trzeba się słuchać, nie można kochać i broń Boże lubić. W momencie kiedy ja powiedziałam definitywne STOP , ja się na to nie godzę, to się okazało, że M tez się szybciutko wypisał z takiego układu. Dopiero moje definitywne STOP spowodowało, że w końcu potrafił postawić się Pani EX i powiedzieć Jej 'weź Ty się kobieto w końcu ogarnij i zajmij się dziećmi jak każda matka powinna się zająć" . M "dawał sobie z tym radę" do momentu kiedy wiedział, że ja się nagnę, ja ustąpię, ja pójdę na "kompromis", ja ogarnę Ich dzieci, ja z nimi będę siedzieć, ja organizować Im czas, ja kąpać, opatrywać rany, rozmawiać i tłumaczyć kiedy płaczą, pocieszać, wychowywać, cerować dziurawe rajstopy, prac zasrane majtki,  w których przysyłała Je do nas Ich matka etc. A dlaczego , spytałam, mam to robić skoro TE dzieci mają matkę, do której takie obowiązki i "przyjemności" należą???
M nie podjął rękawicy, nie chwycił się tych obowiązków bo zdaje sobie sprawę, że sam temu nie podoła.

jak wiekszosc facetow,tak juz jest ,ale w sumie czy to dla nas gorzej??polemizowalabym,mi tam taki obrot sytuacji pasowal,z jakiej racji mam robis cos co mnie kompletnie nie dotyczy,mam byc zobligowana do pomocy obcej babie,która intryguje ,manipulujsc swoja latorosla,ja mam obslugiwac jej dzieciaka?niby czemu?bo jak nie to co? Nawet jak sie w to juz wlazlo wymiksowanie sie nie jest sprawa niemozliwa

4 988 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-16 13:16:17)

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg,
nie mam zamiaru odgrywać ofiary losu, człowiek codziennie uczy się czegoś nowego i należy wyciągać wnioski z błędów na przyszłość. Masz rację, nie powinnam zgodzić się na taki układ, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka. Nie rozumiem jednak dlaczego oskarżasz mnie o porzucenie 19 letniej obecnie córki? To jej jest źle w tym domu, to ona przychodzi tu tylko spać i twierdzi że się w nim źle czuje, bo jej młody M wadzi. Nigdy jej tego nie zaproponowałam, ale uważam, że to dobre wyjście. Zamiast znosić wzajemne niedogodności i wyzwiska niech sama prowadzi dom, oczywiście z moją pomocą finansową dokąd będzie się uczyć. Do psychologa też w tej sprawie chodziłam, bo córka nie chciała podjąć terapii i jakoś babka stawała okoniem za M. Ja w jej wieku dawno byłam już na swoim i o nic rodziców nie prosiłam.
Co do pasierba, to nie przekręcaj sensu zdań. M nie mówił do syna, że go wyrzuci z domu tylko jak nie podobają mu się nasze zasady to niech matka składa papiery o niego w sądzie, a ten nie będzie robił problemów.
LUSILJU,
relacje z moją córka są skomplikowane, ona na dzień dzisiejszy nie chce spędzać ze mną czasu, nie chcę pisać o szczegółach.
Co do młodego to ja obecnie poza tym, że go jakoś 'akceptuje w domu' nie robię dla niego nic. Kiedyś sama uciekałam z domu, teraz przestałam się nim przejmować. Młody albo biega na podwórku, albo siedzi u siebie i ma się uczyć, ogólnie schodzi mi z drogi.
Jak ugotuję obiad to chłopak czasem zje, bo i tak woli jeść suchy chleb niż moje posiłki, bo matka tak ich nauczyła, od święta żywiła w mcdonaldzie. Chłopak ma święto jak przyjeżdża mój syn, bo i ja jestem weselsza, bardziej otwarta i wyrozumiała. Jak przygotowuje coś dla syna, to i jemu skapnie, jego szczęście, że chłopaki się dogadują.

4 989

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ewarg,
nie mam zamiaru odgrywać ofiary losu, człowiek codziennie uczy się czegoś nowego i należy wyciągać wnioski z błędów na przyszłość. Masz rację, nie powinnam zgodzić się na taki układ, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka. Nie rozumiem jednak dlaczego oskarżasz mnie o porzucenie 19 letniej obecnie córki? To jej jest źle w tym domu, to ona przychodzi tu tylko spać i twierdzi że się w nim źle czuje, bo jej młody M wadzi. Nigdy jej tego nie zaproponowałam, ale uważam, że to dobre wyjście. Zamiast znosić wzajemne niedogodności i wyzwiska niech sama prowadzi dom, oczywiście z moją pomocą finansową dokąd będzie się uczyć. Do psychologa też w tej sprawie chodziłam, bo córka nie chciała podjąć terapii i jakoś babka stawała okoniem za M. Ja w jej wieku dawno byłam już na swoim i o nic rodziców nie prosiłam.
Co do pasierba, to nie przekręcaj sensu zdań. M nie mówił do syna, że go wyrzuci z domu tylko jak nie podobają mu się nasze zasady to niech matka składa papiery o niego w sądzie, a ten nie będzie robił problemów.
LUSILJU,
relacje z moją córka są skomplikowane, ona na dzień dzisiejszy nie chce spędzać ze mną czasu, nie chcę pisać o szczegółach.
Co do młodego to ja obecnie poza tym, że go jakoś 'akceptuje w domu' nie robię dla niego nic. Kiedyś sama uciekałam z domu, teraz przestałam się nim przejmować. Młody albo biega na podwórku, albo siedzi u siebie i ma się uczyć, ogólnie schodzi mi z drogi.
Jak ugotuję obiad to chłopak czasem zje, bo i tak woli jeść suchy chleb niż moje posiłki, bo matka tak ich nauczyła, od święta żywiła w mcdonaldzie. Chłopak ma święto jak przyjeżdża mój syn, bo i ja jestem weselsza, bardziej otwarta i wyrozumiała. Jak przygotowuje coś dla syna, to i jemu skapnie, jego szczęście, że chłopaki się dogadują.

no tobie jest podwójnie ciezko,bo twój syn nie mieszka z tobą,a jakiś obcy chłopak tak,to samo juz moze nakręcać spirale niecheci

4 990 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 13:40:36)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ewarg,
nie mam zamiaru odgrywać ofiary losu, człowiek codziennie uczy się czegoś nowego i należy wyciągać wnioski z błędów na przyszłość. Masz rację, nie powinnam zgodzić się na taki układ, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka. Nie rozumiem jednak dlaczego oskarżasz mnie o porzucenie 19 letniej obecnie córki? To jej jest źle w tym domu, to ona przychodzi tu tylko spać i twierdzi że się w nim źle czuje, bo jej młody M wadzi. Nigdy jej tego nie zaproponowałam, ale uważam, że to dobre wyjście. Zamiast znosić wzajemne niedogodności i wyzwiska niech sama prowadzi dom, oczywiście z moją pomocą finansową dokąd będzie się uczyć. Do psychologa też w tej sprawie chodziłam, bo córka nie chciała podjąć terapii i jakoś babka stawała okoniem za M. Ja w jej wieku dawno byłam już na swoim i o nic rodziców nie prosiłam.
Co do pasierba, to nie przekręcaj sensu zdań. M nie mówił do syna, że go wyrzuci z domu tylko jak nie podobają mu się nasze zasady to niech matka składa papiery o niego w sądzie, a ten nie będzie robił problemów.

Nie gniewaj się na mnie. To, że nie zaproponowałaś swojej córce wyprowadzki nie usprawiedliwia twojego M,że to zaproponował. Wszedł do twojego i jej domu i miał odwagę chcieć usunąć ją z niego. Dla mnie to niestety przegięcie. Również, nie miał prawa prosić cię (a on nawet tego nie zrobił) z przyjęciem pod wasz dach swojego syna skoro nie było w nim miejsca.
Najpierw powinien porozmawiać z tobą, twoją córką, poprosić was o zgodę aby jego syn zamieszkał z wami, zaproponować zamianę mieszkania na większe...

byłaś z córką u psychologa ale dlaczego? Przepraszam, nie przypominam sobie abym czytała a nie chcę siać tu teorii, ale idź ze sobą, powiedz jak wygląda twoje życie, powiedz co ci przeszkadza, z czym nie dajesz sobie rady. 
Ja mogę cię tylko wspierać abyś miała siłę na to wszystko tylko ty musisz wiedzieć co chcesz i do tego dążyć. A wiem z doświadczenia, że im częściej dajemy sobie szansę na narzekanie tym jet nam gorzej. W którymś momencie gdzieś trzeba postawić krechę.
Jesteś pełna żalu, goryczy, złości...  I nie wstyd iść do psychologa szukać pomocy.
A czy przypadkiem w twoim otoczeniu zawsze było, że facet nie jest od dzieci tylko od zarabiania pieniędzy, że kobieta prowadzi dom, że dla ciszy w domu ustępuje jako ta mądrzejsza....
Już więcej nie wypowiem się o twoim M bo bronisz każdego jego słowa jak lwica. Źle interpretowałam słowa M do dziecka. Zbyt ostro zrobiłam to, przepraszam.

A przepraszam, piszesz, że młody siedzi u siebie? Jak to możliwe skoro macie dwa pokoje? Gdzie jest pokój córki?

Wiele kobiet tu pisze, ze nikt nie musi chować cudzych dzieci na siłę i ja się z tym zgadzam. Też wbrew sobie bym niczego nie zrobiła, dla dobra drugiego człowieka ani w imię miłości....


LUSILJU - gacie ... - nie odebrałam tego osobiście ale skoro tak reagujesz to chyba jednak taki miałaś zamiar. Odpuść sobie kobieto. Nic ci nie zrobiłam żebyś tak wyżywała się na mnie. Ja nie drwię sobie z drugiego człowieka i jest mi dużo łatwiej iść przez życie. Nie mam w sobie jadu.

4 991 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 13:48:03)

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

jak wiekszosc facetow,tak juz jest ,ale w sumie czy to dla nas gorzej??polemizowalabym,mi tam taki obrot sytuacji pasowal,z jakiej racji mam robis cos co mnie kompletnie nie dotyczy,mam byc zobligowana do pomocy obcej babie,która intryguje ,manipulujsc swoja latorosla,ja mam obslugiwac jej dzieciaka?niby czemu?bo jak nie to co? Nawet jak sie w to juz wlazlo wymiksowanie sie nie jest sprawa niemozliwa

Absolutnie nie mówię, że jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie. Od 6 miesięcy mamy ciągły miesiąc miodowy. Nie ma zgrzytów, nie ma kłótni. Nikt nie jątrzy, nie mówi nam co mamy robić, jak robić, kiedy robić i z kim robić. Okazało się, że Exowa jakoś sobie radzi. Skończyły się telefony, że ON MUSI dzieci ze szkoły odebrać, bo ONA NIE DA RADY, ze ON MUSI  wyjechać z nimi na wakacje, bo One MUSZĄ zmienić klimat, a ona przecież prawa jazdy nie ma, to nie pojedzie, że ON MUSI zabrać dzieci na całe święta, bo Ona całe święta pracuje itd, itd. Uważam, że w końcu wszystko jest na swoim miejscu. Matka ma obowiązki i przyjemności związane z macierzyństwem i nie wyręcza się w tych kwestiach MNĄ . Ja mam swoje dzieci i Im chcę Matkować, nikomu innemu!

4 992 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-16 13:59:47)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

jak wiekszosc facetow,tak juz jest ,ale w sumie czy to dla nas gorzej??polemizowalabym,mi tam taki obrot sytuacji pasowal,z jakiej racji mam robis cos co mnie kompletnie nie dotyczy,mam byc zobligowana do pomocy obcej babie,która intryguje ,manipulujsc swoja latorosla,ja mam obslugiwac jej dzieciaka?niby czemu?bo jak nie to co? Nawet jak sie w to juz wlazlo wymiksowanie sie nie jest sprawa niemozliwa

Absolutnie nie mówię, że jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie. Od 6 miesięcy mamy ciągły miesiąc miodowy. Nie ma zgrzytów, nie ma kłótni. Nikt nie jątrzy, nie mówi nam co mamy robić, jak robić, kiedy robić i z kim robić. Okazało się, że Exowa jakoś sobie radzi. Skończyły się telefony, że ON MUSI dzieci ze szkoły odebrać, bo ONA NIE DA RADY, ze ON MUSI  wyjechać z nimi na wakacje, bo One MUSZĄ zmienić klimat, a ona przecież prawa jazdy nie ma, to nie pojedzie, że ON MUSI zabrać dzieci na całe święta, bo Ona całe święta pracuje itd, itd. Uważam, że w końcu wszystko jest na swoim miejscu. Matka ma obowiązki i przyjemności związane z macierzyństwem i nie wyręcza się w tych kwestiach MNĄ . Ja mam swoje dzieci i Im chcę Matkować, nikomu innemu!

amen,
z nami sie nikt nie cacka,wiec niby czemu z obca baba miałabym,u nas tez nagle eksoea miala sily ,cierpliwość i checi powiedzmy ,jak w sadzie na sprawie alimentacyjnej stwierdzila ze ona żąda by corka z nią mieszkała,nie spodziewala sie obrotu sytuacji takiego ze ja powiem,,oczywiscie ja jej nie chce adoptować ,tez uwazam ze lepsze warunki ma u matki i z pokora stwierdzam ze tam jej będzie lepiej, , sedzia przychylila sie do wniosku matki ,a matka byla jak niepyszna bo czula sie zmanipulowana,ale co miala zrobić? Zresztą mloda byla jej potrzebna do niańczenia dzieciaka,wiec ....
jakoś od tej pory dawala rade,ze dwa razy miała czelność zadzwonić do mnie,ale gdy uslyszala tekst,ze pomylila  chyba numery,bo mnie jej problemy nie dotyczą,odpuściła

4 993

Odp: Być drugą i macochą

Jakim cudem byłe waszych mężów/partnerów mają wasze numery telefonów, dzwonią do was?
Dlaczego wy chodzicie na sprawy o alimenty dla dziecka?
Nie pyta złośliwie ale dziwi mnie to bo nie znam tego z własnego doświadczenia.
Nigdy nie miałam i nigdy nie chciałam znać mojej następczyni. Kontaktowałam sie zawsze tylko z ojcem moich synów. Podobnie mam teraz. Nigdy matka moich pasierbów nie dzwoniła do mnie. Do męża owszem, sms-uje bo mąż nie odbiera od niej telefonów i mąż odpisze na sms-a kiedy uzna, że sprawa tego wymaga. Odważyła się raz przyjść do mojego domu (najstarszy syn ja przyprowadził i żałuje tego mocno). Spędziła w nim kilka minut. Nie dostała szans na więcej.

4 994 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-16 14:20:29)

Odp: Być drugą i macochą

Jeśli maz przebywa parę tys km a dziecko pozostaje pod opieką opiekuna,macochy ,odbywa sie sprawa aliment. Jestem pelnomocnikiem męża biore udzial w sprawie sadowej jako tenże pelnomocnik,proste -proste,kontakt matki dziecka po ustaniu opieki uwazalam za bezcelowy,podczas pełnienia przeze mnie opieki nad jej corka sila rzeczy kontaktowala sie ze mna ,raz ze w sprawach zdrowotn
nych ,szkoly,kontaktow z nią,z kim miala sie kontaktować?mój mąż byl daleko,po drugie nie odbieram tel ,nie zyczyl sobie kontaktu z ex

4 995

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Jakim cudem byłe waszych mężów/partnerów mają wasze numery telefonów, dzwonią do was?
Dlaczego wy chodzicie na sprawy o alimenty dla dziecka?
Nie pytam złośliwie ale dziwi mnie to bo nie znam tego z własnego doświadczenia.

Do mnie nie dzwoniła. Wydzwaniała po 40 razy wieczorem do M, potrafiła przysyłać bzdurne smsy o 22-ie, 23-iej, kiedy nie odpowiadał , słała kolejnych 10 smsów , jakby chciała wykrzyczeć : "hahahaha , nie dam Wam spokoju, nie zaśniecie dziś nie myśląc o mnie".   Potrafiła przyjechać pod byle pretekstem do jego domu, a nie wpuszczona (bo niby po co?) potrafiła wleźć bocznymi drzwiami. Potrafiła szantażować M, że jak jej nie przywiezie zakupów do domu to nie będzie mógł zabrać dzieci do siebie w wyznaczony dzień, a jak ten się nie ugiął załatwiała lipne zaświadczenia lekarskie , że dzieci są chore i nie mogą jechać z ojcem. Innym razem potrafiła wciskać nam chore dzieci , bo chciała mieć wolny weekend, nie zastanawiając się nad tym, że ja w domu tez mam małe dzieci, które mogłyby się od tamtych zarazić.
EWARG - przytaczać dalej? Przecież piszemy tu o tym bez końca. Takie wredne babsko będzie dotąd jątrzyć, manipulować i pluć Ci w twarz, póki jej na to pozwolisz. Moim zdaniem, to swoim wrednym zachowaniem strzeliła sobie w kolano. Bo w tej chwili 100% opieki nad dziećmi spadł na Nią i Jej konkubenta. Mogła liczyć na pomoc M i nawet moją, ale przegięła i w tej chwili została ze wszystkim sama. Tylko mi nie mów proszę , że to moja wina, bo ja się absolutnie do tej "winy" nie poczuwam .

4 996

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

Jeśli maz przebywa parę tys km a dziecko pozostaje pod opieką opiekuna,macochy ,odbywa sie sprawa aliment. Jestem pelnomocnikiem męża biore udzial w sprawie sadowej jako tenże pelnomocnik,proste -proste,kontakt matki dziecka po ustaniu opieki uwazalam za bezcelowy,podczas pełnienia przeze mnie opieki nad jej corka sila rzeczy kontaktowala sie ze mna

Dziękuję. Nie znałam twojej sytuacji i nie zazdroszczę.
Teraz rozumiem twoją postawę. Twój mąż nie miał ochoty wychowywać córki. Wybrał pracę a ciebie wykorzystał.
Mnie to nie spotkało. Nawet jak w tygodniu byłam w domu sama z pasierbami to w weekend mąż nadrabiał zaległości. Mam na tyle duże mieszkanie, że nie musieli kręcić mi się pod nogami. Mąż w weekendy gotował obiady dla nas na cały tydzień. Kiedy było w szkole zebranie to brał urlop.
Ale nigdy nie pracował dalej jak 300km od domu.
Mój mąż oczekiwał tylko, że jak będą robić coś czego im nie wolno to dam mu znać. Nigdy nie oczekiwał że będę im matkować.

4 997

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Jakim cudem byłe waszych mężów/partnerów mają wasze numery telefonów, dzwonią do was?
Dlaczego wy chodzicie na sprawy o alimenty dla dziecka?
Nie pytam złośliwie ale dziwi mnie to bo nie znam tego z własnego doświadczenia.

Do mnie nie dzwoniła. Wydzwaniała po 40 razy wieczorem do M, potrafiła przysyłać bzdurne smsy o 22-ie, 23-iej, kiedy nie odpowiadał , słała kolejnych 10 smsów , jakby chciała wykrzyczeć : "hahahaha , nie dam Wam spokoju, nie zaśniecie dziś nie myśląc o mnie".   Potrafiła przyjechać pod byle pretekstem do jego domu, a nie wpuszczona (bo niby po co?) potrafiła wleźć bocznymi drzwiami. Potrafiła szantażować M, że jak jej nie przywiezie zakupów do domu to nie będzie mógł zabrać dzieci do siebie w wyznaczony dzień, a jak ten się nie ugiął załatwiała lipne zaświadczenia lekarskie , że dzieci są chore i nie mogą jechać z ojcem. Innym razem potrafiła wciskać nam chore dzieci , bo chciała mieć wolny weekend, nie zastanawiając się nad tym, że ja w domu tez mam małe dzieci, które mogłyby się od tamtych zarazić.
EWARG - przytaczać dalej? Przecież piszemy tu o tym bez końca. Takie wredne babsko będzie dotąd jątrzyć, manipulować i pluć Ci w twarz, póki jej na to pozwolisz. Moim zdaniem, to swoim wrednym zachowaniem strzeliła sobie w kolano. Bo w tej chwili 100% opieki nad dziećmi spadł na Nią i Jej konkubenta. Mogła liczyć na pomoc M i nawet moją, ale przegięła i w tej chwili została ze wszystkim sama. Tylko mi nie mów proszę , że to moja wina, bo ja się absolutnie do tej "winy" nie poczuwam .

Nie pytam o jątrzenie (o tym piszecie na każdym kroku) tylko o bezpośredni kontakt z wami - macochami. Skąd mają twój numer telefonu. Jeśli dzwoniła i sms-wała do M to nie mógł wyłączyć telefonu? A jak zjawiała się pod drzwiami nieproszona, z awanturą to nie można było wezwać policji, oskarżyć ją o nękanie? Tak zrobiła moja koleżanka jak ex zjawiała się w jej mieszkaniu, wydzwaniała. Wzywała policję za każdym razem jak nieproszona ex przybywała. Wzięłam wydruki połączeń, sms-ów przychodzących, i złożyła doniesienie do prokuratury. Kobieta dostała sądowny zakaz zbliżania się do nich. Dzieci odbierał ojciec z policją. Dostała z sądu ostrzeżenie, że jak nie uspokoi się to sąd odbierze jej dzieci, gdyż swoją postawą stwarza dla nich zagrożenie. Dostała kuratora sądowego. Temat pozamiatany.
Teraz dzieci już same kontaktują się z tatą (są na tyle duże że mają swoje telefony).

4 998

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Mój mąż oczekiwał tylko, że jak będą robić coś czego im nie wolno to dam mu znać. Nigdy nie oczekiwał że będę im matkować.

I widzisz, dlatego Ci wciąż powtarzam, sytuacja każdej z nas jest inna. Czasem nawet to te nasze chłopy są do rany przyłóż, tylko co z tego, jak wredna EX potrafi tego do rany przyłóż Anioła wykorzystywać bez skrupułów na oczach wszystkich. Gdyby Anioł nie dostrzegł w czas, że jest wykorzystywany, to do dnia dzisiejszego wydarliby mu już wszystkie pióra ze skrzydeł.

4 999 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 15:04:30)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Mój mąż oczekiwał tylko, że jak będą robić coś czego im nie wolno to dam mu znać. Nigdy nie oczekiwał że będę im matkować.

I widzisz, dlatego Ci wciąż powtarzam, sytuacja każdej z nas jest inna. Czasem nawet to te nasze chłopy są do rany przyłóż, tylko co z tego, jak wredna EX potrafi tego do rany przyłóż Anioła wykorzystywać bez skrupułów na oczach wszystkich. Gdyby Anioł nie dostrzegł w czas, że jest wykorzystywany, to do dnia dzisiejszego wydarliby mu już wszystkie pióra ze skrzydeł.

Sorry - ale mój mąż błyskawicznie rozwiązał temat. Podobno robiła też takie numery. Wziął drugi telefon. Telefon z numerem który miała ex został wyłączany. Chłopcy jak chcieli coś od ojca to musieli dzwonić poprzez wujostwo. A on do nich dzwonił codziennie z numeru zastrzeżonego.

O tym, że każda sytuacja jest inna to oczywiste. Nigdy nie negowałam tego. Tylko co niektóre nie potrafią zauważyć, że moja też jest inna.

Właśnie, doszliśmy do sedna - nie dzieci, pasierby są winni tylko ich ojcowie. To oni nie umieją załatwić swoich spraw tak aby ochronić dzieci i kolejną partnerkę przed przykrościami i kłopotami.
To oni uwiesili się na ramieniu drugiej kobiety i oczekują rozwiązania za nich problemów. I to wy, kolejne kobiety wzięłyście sprawy waszych partnerów w swoje ręce a teraz ten ciężar przytłacza was. Jedne uporały się już z tym i tupnęły nogą i postawiły swojego pana do pionu,  inne jeszcze się męczą.
Jak pisałam, mój mąż też popełniał błędy ale z racji zawodu umie słuchać, przyjmować krytykę, uczy się na błędach, że moja walka to był pikuś przy tym co dzieje się u niektórych z was.
kjim ile u was toczyły się te walki nim "pogoniłaś" towarzystwo?

No i chyba sprawdza się powiedzenie "kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę".

5 000 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 15:06:09)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Nie pytam o jątrzenie (o tym piszecie na każdym kroku) tylko o bezpośredni kontakt z wami - macochami. Skąd mają twój numer telefonu. .

Mój numer zna, bo zna go tez Jej starszy syn, nie robię ze swojego telefonu żadnej tajemnicy. Ale nie zadzwoniła do mnie i zakładam, że nigdy nie zadzwoni, bo wie co by ode mnie usłyszała

Ewarg napisał/a:

Jeśli dzwoniła i sms-wała do M to nie mógł wyłączyć telefonu?

Nie mógł, z racji tego, że ma telefon służbowy, pod którym musi być dostępny przez całą dobę. Ignorując jej smsy czy połączenia, nie pozbywał się jej, a wręcz przeciwnie, prowokowało to ją do kolejnych połączeń. Ignorancja działała jak płachta na byka.

Ewarg napisał/a:

A jak zjawiała się pod drzwiami nieproszona, z awanturą to nie można było wezwać policji,.

Można było. Ja tak zrobiłam kiedy były mąż nachodził mnie w moim domu. Na naruszenie miru domowego jest paragraf i policja Go o tym poinformowała.Potem miałam swięty spokój. Jednak M jest mniej "asertywny" niż ja i wychodził (wtedy) z założenia , że nasyłając policję na matkę swoich dzieci robi krzywdę również dzieciom.   

Ewarg napisał/a:

. Dzieci odbierał ojciec z policją. Dostała z sądu ostrzeżenie, że jak nie uspokoi się to sąd odbierze jej dzieci, gdyż swoją postawą stwarza dla nich zagrożenie.

Tak tez póżniej robił. Wzywał policję kiedy nie chciała dać mu dzieci w jego dzień. Policja spisywała notatkę i ..... nie robiła nic więcej, bo przecież nie będą siłą zabierać dzieci od matki, która ma pełne prawa rodzicielskie, tym bardziej że potrafiła załatwić lipne zaświadczenie od lekarza. Ojciec co prawda też ma prawa rodzicielskie, ale... co z tego, tylko na papierze. Wszyscy , w tym policja, bezradnie rozkładała ręce. Wzywał też policję, kiedy odwoził dzieci do matki o umówionej porze a ... matki tam nie było i 80 km psu w dupę, bo trzeba była z dziećmi wracać z powrotem , rano znów zawieźć do miejscowości gdzie mieszkają, bo przecież trzeba je do szkoły na  8 rano dowieźć. A potem martwienie się czy odebrała z tej szkoły, czy może też sobie to olała i tak w kółko macieju. Pożygać się można było. A teraz?....... teraz niech ona się martwi czy dzieci pójdą do szkoły , czy z niej wrócą, czy i kto z nimi będzie siedział. To już jej problem i ewentualnie kuratora, bo jak raz czy drugi "zapomni" dzieci ze szkoły odebrać, to szybciej się tym kurator zainteresuje, niż gdyby ojciec przesyłam mu dwudziestą z kolei notatkę o zaniedbaniach Pani szanownej Ex.+

Dwa lata trwało zanim powiedziałam STOP. ja się z tego chorego układu wypisuję. Zabieraj swoje dzieci i nie chcę w tym wszystkim dłużej uczestniczyć. Wyprowadził się. Potem z dziećmi widział się jeszcze JEDEN RAZ. I odpuścił.

5 001 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2015-03-16 15:14:56)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Nie pytam o jątrzenie (o tym piszecie na każdym kroku) tylko o bezpośredni kontakt z wami - macochami. Skąd mają twój numer telefonu. .

Mój numer zna, bo zna go tez Jej starszy syn, nie robię ze swojego telefonu żadnej tajemnicy. Ale nie zadzwoniła do mnie i zakładam, że nigdy nie zadzwoni, bo wie co by ode mnie usłyszała

Ewarg napisał/a:

Jeśli dzwoniła i sms-wała do M to nie mógł wyłączyć telefonu?

Nie mógł, z racji tego, że ma telefon służbowy, pod którym musi być dostępny przez całą dobę. Ignorując jej smsy czy połączenia, nie pozbywał się jej, a wręcz przeciwnie, prowokowało to ją do kolejnych połączeń. Ignorancja działała jak płachta na byka.

Ewarg napisał/a:

A jak zjawiała się pod drzwiami nieproszona, z awanturą to nie można było wezwać policji,.

Można było. Ja tak zrobiłam kiedy były mąż nachodził mnie w moim domu. Na naruszenie miru domowego jest paragraf i policja Go o tym poinformowała.Potem miałam swięty spokój. Jednak M jest mniej "asertywny" niż ja i wychodził (wtedy) z założenia , że nasyłając policję na matkę swoich dzieci robi krzywdę również dzieciom.   

Ewarg napisał/a:

. Dzieci odbierał ojciec z policją. Dostała z sądu ostrzeżenie, że jak nie uspokoi się to sąd odbierze jej dzieci, gdyż swoją postawą stwarza dla nich zagrożenie.

Tak tez póżniej robił. Wzywał policję kiedy nie chciała dać mu dzieci w jego dzień. Policja spisywała notatkę i ..... nie robiła nic więcej, bo przecież nie będą siłą zabierać dzieci od matki, która ma pełne prawa rodzicielskie, tym bardziej że potrafiła załatwić lipne zaświadczenie od lekarza. Ojciec co prawda też ma prawa rodzicielskie, ale... co z tego, tylko na papierze. Wszyscy , w tym policja, bezradnie rozkładała ręce. Wzywał też policję, kiedy odwoził dzieci do matki o umówionej porze a ... matki tam nie było i 80 km psu w dupę, bo trzeba była z dziećmi wracać z powrotem , rano znów zawieźć do miejscowości gdzie mieszkają, bo przecież trzeba je do szkoły na  8 rano dowieźć. A potem martwienie się czy odebrała z tej szkoły, czy może też sobie to olała i tak w kółko macieju. Pożygać się można było. A teraz?....... teraz niech ona się martwi czy dzieci pójdą do szkoły , czy z niej wrócą, czy i kto z nimi będzie siedział. To już jej problem i ewentualnie kuratora, bo jak raz czy drugi "zapomni" dzieci ze szkoły odebrać, to szybciej się tym kurator zainteresuje, niż gdyby ojciec przesyłam mu dwudziestą z kolei notatkę o zaniedbaniach Pani szanownej Ex.

Mojej koleżanki facet dzwonił na policję, nagrywał wszystko i zgłaszał następnego dnia do prokuratury (sam). Sam też złożył do sądu sprawę o nękanie.
Z sądu dostał nakaz dla policji uczestniczenia w odbiorze dzieci od matki w dni wyznaczone bez względu na stan ich zdrowia. Wzywał też policję kiedy je odwoził. Cała sytuacja trwała pół roku. Tak często chodził do sądu i do prokuratury, że wymusił szybki termin. No fakt były wtedy w wieku 4-5 lat a ona nie pracowała. Facet ponoć łożył na nią alimenty aby te nie musiały chodzić do przedszkola.

Mój mąż w pracy zgłosił i dostał drugi numer służbowy aby ten wyłączyć.

5 002

Odp: Być drugą i macochą

kjim
Dwa lata powiadasz - nie jestem tak cierpliwa.
A zeszliście się?

5 003 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-16 15:46:51)

Odp: Być drugą i macochą

EWARG, mozna.
Można zmienić numer, można jeżdzić po komendach , kuratorach i się ciągać po sądach. Można nawet spróbować odebrać dzieci matce, tylko po pierwsze: trzeba tego BARDZO chcieć i mieć warunki i predyspozycje ku temu, a jak pokazał czas, M wcale się tak bardzo do tego nie garnął.
Po drugie: jak ktoś ciągle pluje komuś w twarz, to są ludzie, którzy będą dążyli , żeby plujący odpowiedział za to przed sądem karnym, a są też tacy, którzy wolą zejść plującemu z linii jego plucia. (M należy do tej drugiej grupy ludzi).

M nie jest człowiekiem konfliktowym, nie lubi szarpaniny i dla świętego spokoju był w stanie wiele zrobić. Ale to ja stwierdziłam, że ja dla świętego spokoju nie będę tańczyć jak Exowa zagra, nie będę stawać między nim , Exową a Ich dziećmi . Niech sobie robią co chcą, niech sobie grają i tańczą, ale bez mojego udziału.
Tylko po trzech miesiącach od wyprowadzki, M stwierdził, ze chrzani tę chorą i nie równą walkę, niech się EX wypcha ze swoimi roszczeniami i szantażami, on nie będzie zabierać dzieci i ...... nie będzie całej tej szarpaniny. Skończyły się telefony, szantaże, podrzucanie dzieci. Exowa sobie radzi i jedynym ruchem z Jej strony, to było założenie sprawy o zwiększenie alimentów. Można by rzec , że za cenę tych 400 zł więcej miesięcznie, M kupił nam święty spokój i uwolnił nas od EX. Od pół roku jesteśmy znowu razem.  Bez Exowej w tle.

5 004

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

Jeśli maz przebywa parę tys km a dziecko pozostaje pod opieką opiekuna,macochy ,odbywa sie sprawa aliment. Jestem pelnomocnikiem męża biore udzial w sprawie sadowej jako tenże pelnomocnik,proste -proste,kontakt matki dziecka po ustaniu opieki uwazalam za bezcelowy,podczas pełnienia przeze mnie opieki nad jej corka sila rzeczy kontaktowala sie ze mna

Dziękuję. Nie znałam twojej sytuacji i nie zazdroszczę.
Teraz rozumiem twoją postawę. Twój mąż nie miał ochoty wychowywać córki. Wybrał pracę a ciebie wykorzystał.
Mnie to nie spotkało. Nawet jak w tygodniu byłam w domu sama z pasierbami to w weekend mąż nadrabiał zaległości. Mam na tyle duże mieszkanie, że nie musieli kręcić mi się pod nogami. Mąż w weekendy gotował obiady dla nas na cały tydzień. Kiedy było w szkole zebranie to brał urlop.
Ale nigdy nie pracował dalej jak 300km od domu.
Mój mąż oczekiwał tylko, że jak będą robić coś czego im nie wolno to dam mu znać. Nigdy nie oczekiwał że będę im matkować.

gdy mloda sie wprowadzila maz pracowal w kraju,inaczej nie podjelabym sie opieki nad nią ,wyjazd nastapil w trakcie byl marzeniem mego męża, ja zapowiedzialam ze nie sadze bym dala rade  poza tym nie zamierzam również z niczego rezygnować,bo i niby czemu ,maz sam doszedl do wniosku ze zgodzil sie na zamuerzkanie mlodej u nas zbyt pochopnie i ulegl niepotrzebnie manipulacji ,przy czym decyzje te przyspieszyla mloda gdy przyszla sobie o 2  w nocy i powiedziala ze z ta stara qrwa,czytaj jej mamusia mieszkac nie będzie,wcześniej matka kazala jej okazywać szacunek swojemu facetowi,o to poszlo,ze ona rzucila sie do niego z pięściami i oberwala

5 005

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna - twoja córka ma 18-lat?!
Nie mogłaś w jej wieku być niezależna finansowo i w pełni samodzielna.
Nigdy w pierwszych latach pracy zarobki nie była na tyle wysokie aby móc utrzymać się samodzielnie i opłacić pokój czy mieszkanie. A jeśli były takie osoby to były wyjątki.
Nie można od swoich dzieci oczekiwać, żeby były takie same jak my byliśmy w ich wieku.
Może zbyt wiele oczekujesz od córki zrozumienia dla siebie?! Może za mało liczysz się z jej potrzebami?! Może za dużo porównujesz ją do siebie w jej wieku?!
Powodów może być tysiące ale ona jest w wieku kiedy jesteś jej potrzebna i buntuje się nie okazując ci oczekiwanego szacunku (mam na myśli akceptację twoich decyzji życiowych). Straciła do ciebie zaufanie, ma do ciebie żal i dlatego nie chce spędzać z tobą czasu. Nie łatwo jest naprawić krzywdy wyrządzone jak się ich nie zna, czy nie da się ich naprawić. Ale już nie masz przy sobie syna i tracisz córkę. Serce ci pęka z miłości do nich, z tęsknoty za nimi a nie walczysz o nie tylko z nimi.
Wydaje mi się, że jak faktycznie będziesz tylko zdawała M relacje co młody zrobił lub czego nie zrobił a zajmiesz się sobą i swoimi dziećmi to jest szansa na odzyskanie zaufania córki. Tylko ona musi mieć w twoim domu swój kąt. Nie wolno oczekiwać aby dzieliła się z obcymi czymś jak ma tego sama mało.
Może okazać się że jest już za późno na "przyjaźń" z córką ale zapamięta to i kiedyś odwdzięczy się. Ale to ty jako matka musisz pokazać pierwsza że mimo wszystko kochasz ją, że może na ciebie liczyć, że nie zostawisz jej samej. Pieniądze to nie wszystko. One miłości, poczucia bezpieczeństwa nie dają. Są niezbędne do egzystencji ale tylko do tego. Sfera uczuć jest niewymiarowa, nieprzeliczalna na pieniądze.

Posty [ 4 941 do 5 005 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 75 76 77 78 79 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026