netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 311 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 74 75 76 77 78 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 876 do 4 940 z 8 269 ]

4 876 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-09 16:48:09)

Odp: Być drugą i macochą
xZagubionax napisał/a:

co nie powstrzymuje ją przed plądrowaniem szafy od matki, czy też czasami nawet mojej co niekiedy ciut wyprowadza mnie z równowagi, jednak nigdy nie zwróciłam jej z tego powodu uwagi (może błąd). Kosmetyków też jej nie brakuje, a jeśli nawet zabraknie to doskonale wie gdzie jest moja kosmetyczka.

Jakbym widziała moją córę P) Ja z nią o to drę koty, co moje to moje. Jak coś chce niech przyjedzie i powie. Wielokrotnie szukałam czegoś po całym domu, a znajdywało się w pokoju mojej córki. Dostrzegłam pozytyw z tego, że mój M ma wyłącznie synów smile

xZagubionax napisał/a:

Ogólnie jeśli chodzi o obie dziewczyny, zawsze staram się powtarzać sobie w myślach "co i jego to i moje" przez co rozumiem "jego dzieci, są w pewnym sensie moimi". Tylko czasem to tak cholernie trudne.

Ja jestem zdania, że to co moje to moje, co jego to jego, a co nasze wspólne to nasze. Jednak ja za przykład nie mogę służyć.

4 877

Odp: Być drugą i macochą

xZagubionax
Dziewczyno, żal mi sie Ciebie zrobiło strasznie, jesteś taka młoda, nie masz pojęcia, czym pachnie taki związek, już sie niepokoisz, a co będzie dalej?
Przeczytaj sobie moje posty, jeśli chcesz, ja tez sie starałam, kombinowałam, płakałam, prosiłam,
Byłam obojętna, byłam przyjaciółka, kumpelą, prawie mamą, i co?
Jestem WROGIEM!!!
Takim samym, jakim byłam 15 lat temu.
Jego dzieci nigdy nie bedą Twoimi dziećmi, ale On zawsze będzie ich ojcem.

Naprawdę pozwalasz malolacie grzebać w kosmetykach? W szafie? W swoich osobistych rzeczach?

Niedługo nie będziesz miała prawa do prywatności...

4 878

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Czuję się fatalnie , nie wiem dlaczego tak mnie dotknęło jego zachowanie.
M złożył mi tylko życzenia i zrobił śniadanie , do którego wetknął różę , którą wyjął z bukietu który dostałam od syna.

No faktycznie z tym kwiatem to się "szarpnął"

chceuciekacstad napisał/a:

Jego syn nie złożył mi życzeń - i żeby było jasne nie mam pretensji do młodego tylko do M że nie zwrócił mu uwagi...
Ale szlak mnie trafił dopiero , gdy M przypomniał synowi żeby złożył matce(czyli ex ) życzenia ... i młody chciał kwiatki dla mamy (zrozumiałe ) i M je kupił !!!.

Wcale Ci się nie dziwię , ze kiepsko się z tym czujesz. Mogę Ci tylko powiedzieć , że z mojego punktu widzenia z TOBĄ jest wszystko w porządku. Za to ten Twój facet to przechodzi już samego siebie. Trzeba było powiedzieć , że skoro kwiaty kupuje Exowej a nie Tobie, to niech na sex wieczorny też do Niej się przeleci.....


xZagubionax witaj w szeregach. Trzymam kciuki za Ciebie, mam nadzieję , że Twój facet nie okaże się trzęsiportkiem i nie da się zbałamucic dorastającej córuni.

4 879

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Czuję się fatalnie , nie wiem dlaczego tak mnie dotknęło jego zachowanie.
M złożył mi tylko życzenia i zrobił śniadanie , do którego wetknął różę , którą wyjął z bukietu który dostałam od syna.

No faktycznie z tym kwiatem to się "szarpnął"

chceuciekacstad napisał/a:

Jego syn nie złożył mi życzeń - i żeby było jasne nie mam pretensji do młodego tylko do M że nie zwrócił mu uwagi...
Ale szlak mnie trafił dopiero , gdy M przypomniał synowi żeby złożył matce(czyli ex ) życzenia ... i młody chciał kwiatki dla mamy (zrozumiałe ) i M je kupił !!!.

Wcale Ci się nie dziwię , ze kiepsko się z tym czujesz. Mogę Ci tylko powiedzieć , że z mojego punktu widzenia z TOBĄ jest wszystko w porządku. Za to ten Twój facet to przechodzi już samego siebie. Trzeba było powiedzieć , że skoro kwiaty kupuje Exowej a nie Tobie, to niech na sex wieczorny też do Niej się przeleci.....


xZagubionax witaj w szeregach. Trzymam kciuki za Ciebie, mam nadzieję , że Twój facet nie okaże się trzęsiportkiem i nie da się zbałamucic dorastającej córuni.

nie chce kłócić się z M , ale nie wiem jak postępować w takiej sytuacji . Nie chce mi się do domu wracać !

4 880

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

xZagubionax
Dziewczyno, żal mi sie Ciebie zrobiło strasznie, jesteś taka młoda, nie masz pojęcia, czym pachnie taki związek, już sie niepokoisz, a co będzie dalej?
Przeczytaj sobie moje posty, jeśli chcesz, ja tez sie starałam, kombinowałam, płakałam, prosiłam,
Byłam obojętna, byłam przyjaciółka, kumpelą, prawie mamą, i co?
Jestem WROGIEM!!!
Takim samym, jakim byłam 15 lat temu.
Jego dzieci nigdy nie bedą Twoimi dziećmi, ale On zawsze będzie ich ojcem.

Naprawdę pozwalasz malolacie grzebać w kosmetykach? W szafie? W swoich osobistych rzeczach?

Niedługo nie będziesz miała prawa do prywatności...

Witam
Pozwoliłam sobie poczytać Twoje posty. Rozumiem Twoje uprzedzenia, jednak z tego co się zorientowałam w Twoim przypadku w grę wchodzi również umieszczanie córki przez partnera na swego rodzaju piedestale, który umniejsza znaczenie Twojej osoby. Przykro mi, że Twój mąż dopuścił do tego byś tak się czuła i tak była traktowana. Mogę tylko życzyć Ci z całego serca by 15 lat było już tą granicą, końcem po którym będzie już tylko lepiej i będziesz w końcu mogła odetchnąć z ulgą, a Twoja pasierbica zacznie żyć własnym życiem.
Jeśli chodzi o mojego mężczyznę to oczywiście nie jest perfekcyjny, niekiedy bywa że nie rozumie dlaczego COŚ mi przeszkadza czy mnie boli ( więc chyba typowy facet) bywają kłótnie czy zgrzyty, nie ominęły nas też spięcia przez jego pociechy. Ale oboje się staramy. On wie, że nie jestem ich matką i rozumie sytuację w jakiej "z dnia na dzień" się znalazłam i wiem że robię i tak więcej niż on by ode mnie oczekiwał. Kocha swoje córki, nigdy nie pozwoliłby zrobić im krzywdy, ale jego troska o nie, nie sprawia bym czuła się mniej ważna. Bardziej obawiam się dnia,w którym przyjdzie na świat nasze wspólne dziecko (mam na myśli przyszłość, nie jestem w ciąży) i tego że dla mnie te wszystkie chwile będą całkiem nowe i niepowtarzalne oraz tego że dla mnie to maleństwo będzie najważniejsze i trudno będzie mi zaakceptować to, że on tą rodzicielską miłość rozkłada na trzy osoby- może się mylę, mam nadzieję.

kjim Dziękuje smile Jak na razie moje potrzeby są brane pod uwagę bardziej niż oczekiwania jego córki dotyczącego naszego związku i tego jak on funkcjonuje, chociaż musiałam z początku o to walczyć i sporo łez zostało wylanych jednak wygląda na to że nie na daremno skoro przyniosło skutek.


Dorula: Wracając jeszcze do wątku dotyczącego grzebania w moich rzeczach. Owszem jest to strasznie irytujące i zapewne powinnam położyć temu kres, jednak przymykam na to oko chyba z przyzwyczajenia. Mam siostrę młodszą od niej o rok. Kradzież ciuchów czy podbieranie kosmetyków to coś z czym muszę się już zmagać od ładnych kilku lat. Poza tym świadomość tego, że to samo robiła swojej matce (gdy ma okazje to robi nadal) sprawia, że czuję się hmmm... akceptowana? Nie wiem, czy rozumiecie mój tok myślenia, ale wiem że obcej osobie by tego nie zrobiła.

4 881 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-10 17:22:41)

Odp: Być drugą i macochą

Przepraszam, nie chcę Ci mieszać w głowie, ale Ty chyba jesteś obcą osobą...

Ps. Nie doczYtalam, czy jesteście już po ślubie.
Przed ślubem to ja byłam na piedestale, po ślubie role sie odwrocily i tak już zostanie na wieki wieków.

4 882

Odp: Być drugą i macochą
xZagubionax napisał/a:
Dorula napisał/a:

xZagubionax
Dziewczyno, żal mi sie Ciebie zrobiło strasznie, jesteś taka młoda, nie masz pojęcia, czym pachnie taki związek, już sie niepokoisz, a co będzie dalej?
Przeczytaj sobie moje posty, jeśli chcesz, ja tez sie starałam, kombinowałam, płakałam, prosiłam,
Byłam obojętna, byłam przyjaciółka, kumpelą, prawie mamą, i co?
Jestem WROGIEM!!!
Takim samym, jakim byłam 15 lat temu.
Jego dzieci nigdy nie bedą Twoimi dziećmi, ale On zawsze będzie ich ojcem.

Naprawdę pozwalasz malolacie grzebać w kosmetykach? W szafie? W swoich osobistych rzeczach?

Niedługo nie będziesz miała prawa do prywatności...

Witam
Pozwoliłam sobie poczytać Twoje posty. Rozumiem Twoje uprzedzenia, jednak z tego co się zorientowałam w Twoim przypadku w grę wchodzi również umieszczanie córki przez partnera na swego rodzaju piedestale, który umniejsza znaczenie Twojej osoby. Przykro mi, że Twój mąż dopuścił do tego byś tak się czuła i tak była traktowana. Mogę tylko życzyć Ci z całego serca by 15 lat było już tą granicą, końcem po którym będzie już tylko lepiej i będziesz w końcu mogła odetchnąć z ulgą, a Twoja pasierbica zacznie żyć własnym życiem.
Jeśli chodzi o mojego mężczyznę to oczywiście nie jest perfekcyjny, niekiedy bywa że nie rozumie dlaczego COŚ mi przeszkadza czy mnie boli ( więc chyba typowy facet) bywają kłótnie czy zgrzyty, nie ominęły nas też spięcia przez jego pociechy. Ale oboje się staramy. On wie, że nie jestem ich matką i rozumie sytuację w jakiej "z dnia na dzień" się znalazłam i wiem że robię i tak więcej niż on by ode mnie oczekiwał. Kocha swoje córki, nigdy nie pozwoliłby zrobić im krzywdy, ale jego troska o nie, nie sprawia bym czuła się mniej ważna. Bardziej obawiam się dnia,w którym przyjdzie na świat nasze wspólne dziecko (mam na myśli przyszłość, nie jestem w ciąży) i tego że dla mnie te wszystkie chwile będą całkiem nowe i niepowtarzalne oraz tego że dla mnie to maleństwo będzie najważniejsze i trudno będzie mi zaakceptować to, że on tą rodzicielską miłość rozkłada na trzy osoby- może się mylę, mam nadzieję.

kjim Dziękuje smile Jak na razie moje potrzeby są brane pod uwagę bardziej niż oczekiwania jego córki dotyczącego naszego związku i tego jak on funkcjonuje, chociaż musiałam z początku o to walczyć i sporo łez zostało wylanych jednak wygląda na to że nie na daremno skoro przyniosło skutek.


Dorula: Wracając jeszcze do wątku dotyczącego grzebania w moich rzeczach. Owszem jest to strasznie irytujące i zapewne powinnam położyć temu kres, jednak przymykam na to oko chyba z przyzwyczajenia. Mam siostrę młodszą od niej o rok. Kradzież ciuchów czy podbieranie kosmetyków to coś z czym muszę się już zmagać od ładnych kilku lat. Poza tym świadomość tego, że to samo robiła swojej matce (gdy ma okazje to robi nadal) sprawia, że czuję się hmmm... akceptowana? Nie wiem, czy rozumiecie mój tok myślenia, ale wiem że obcej osobie by tego nie zrobiła.

Dorula napisała :

"Przepraszam, nie chcę Ci mieszać w głowie, ale Ty chyba jesteś obcą osobą..."

i ma rację , ale ja bym kolejny przypadek grzebania i "kradzieży" rzeczy jak to napisałaś nie pozostawiła bez rozmowy . Bo podejście dziewczyny może być dwojakie - takie jak Ty pojmujesz - czyli toleruje Ciebie  i poniekąd traktuje jak swoją , (przecież matki z córkami podobnie a i gorzej się traktują ) lub o braku szacunku dla Ciebie  lekceważeniu Twoich praw .. że to co w domu jej ojca to jest tez jej ... a Ty jesteś tylko obcą babą której robi na złość .. bo może .
Może kolejny taki przypadek uczyń wstępem do rozmowy - takiej szczerej , jak kobiety ???
Tylko pamiętaj - nigdy nie staraj się przypodobać komuś na siłę ... bo efekty są z góry inne niż zamierzenia

4 883 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-10 17:30:59)

Odp: Być drugą i macochą

Niby obca baba, ale jednak tworzycie rodzinę. Podobnie jak z przyszłym mężem, też obcym facetem. Jednak nie dawaj się młodej. Jeśli ma taki nawyk to bedzie podkradać rzeczy np. sublokatorce jeśli ta sobie na to pozwoli, a to nie świadczy o jej uczuciach do niej tylko o jej złym zachowaniu. Szkoda, że nie umiecie się dogadać pomimo małej różnicy wieku, to ty powinnaś nas uświadamiać jak to jest być nastolstką. Pewnie dziewczyna jest po prostu zazdrosna

4 884 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-10 19:46:05)

Odp: Być drugą i macochą

Hmmm.
Rodzina rodziną, ale chyba każdy potrzebuje odrobiny prywatności.
Nikt nigdy nie grzebał ni w szafie, torebce, ect bez mojej wiedzy i zgody. Maz nie wyciągnie z mojej torebki nawet dzwoniącego telefonu.
Ale moze moje poglądy na to sa nie na czasie, moze teraz młodzi ludzie wyciągają z cudzej kosmetyczki szminkę, z szafy rajstopy, skarpetki, gacie, czemu nie?

Przepraszam, nie cudzej, tylko członka rodziny.

Co kto lubi.

xZagubionax
Aaaaa , Ty dorosłej, jakby nie było, dziewczynie, robisz śniadania do szkoły???
A jej rączki urwało, czy co?
Co ojciec na to?

Ludzie nie przestają mnie zadziwiać.

4 885 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-10 20:00:25)

Odp: Być drugą i macochą

Ja się z tobą zgadzam Dorula, chodzi mi tylko, że wszyscy powinniśmy tworzyć tzw. rodzinę patchworkową. Twój związek wyglądał jak wyglądał nie z tego powodu, że miałaś pasierbicę, tylko męża, który cię nie szanował i tego samego nie wymagał od swojej córki. Przykro mi, z tego powodu jednak jeśli sami nie mamy do siebie szacunki nie będą go też mieli nasi mężczyźni, to wygodne bestie.
Ja mojej córce nie robiłam wywodów jak pożyczyła sobie jakiś ciuszek, gdy tylko oddała go w takim samym stanie lub gdy wzięła sobie szminkę lub rajstopy, gdy tylko mi o tym powiedziała. Problem w tym, że nastolatki nie szanują tego, co im łatwo przychodzi i po prostu niszczą w dodatku nie swoja własność.
He, he ja też nie robię śniadań pasierbowi, z przekory, bo idzie na łatwiznę i czasem nawet suchy chleb je, sukces jak posmaruje kromkę samym dżemem. Tu jego ojciec podziela moje zdanie. Nie widzę w tym nic złego, żeby zrobić dziecku coś ekstra do jedzenia, ale ono musi na to zasłużyć, lub czasem też coś dla mnie zrobić. Chłopak się na wszystko wylewa, więc nawet go ostatnio na obiad nie wołam, rączki Bozia dała. Ogólnie zdrowa jest zasada jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.

4 886

Odp: Być drugą i macochą

Ja jestem w związku ( jeszcze ) i mam pasierbicę.
To, ze maz mnie nie szanuje, na pewno miało jakiś wpływ na moje obecne stosunki z jego córką.
Ale czy do końca?
Już mi sie nie chce w to wnikać.
Czy moje małżeństwo byłoby lepsze, gdyby maz nie miał córki?
Nie mam pojęcia, Ty pewnie tez nie, ale wiem, ile krwi mi ta łaska napsula.

Oczywiście, ze pożyczam / daję / rajstopy, tusz do rzęs, sukienkę każdemu, kto chce, potrzebuje
Itd. Ale za moją wiedza i zgoda, bo jak inaczej?

Porównanie relacji matka - córka do relacji córka  mojego narzeczonego/meza/, u których mieszkam, jest chyba troszkę chybione, prawda?

4 887 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-10 22:06:45)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Ja jestem w związku ( jeszcze ) i mam pasierbicę.
To, ze maz mnie nie szanuje, na pewno miało jakiś wpływ na moje obecne stosunki z jego córką.
Ale czy do końca?
Już mi sie nie chce w to wnikać.
Czy moje małżeństwo byłoby lepsze, gdyby maz nie miał córki?
Nie mam pojęcia, Ty pewnie tez nie, ale wiem, ile krwi mi ta łaska napsula.

Oczywiście, ze pożyczam / daję / rajstopy, tusz do rzęs, sukienkę każdemu, kto chce, potrzebuje
Itd. Ale za moją wiedza i zgoda, bo jak inaczej?

Porównanie relacji matka - córka do relacji córka  mojego narzeczonego/meza/, u których mieszkam, jest chyba troszkę chybione, prawda?

Przepraszam, nie pamiętam szczegółów. Mogę się tyko domyślać, że gdyby ojciec był stanowczy i nie pobłażał młodej, a trzymał jej zapędy w ryzach byłoby ci znacznie łatwiej, a ona by tak nie dokazywała. Mi też nie jest łatwo, choć M w wielu kwestiach trzyma ze mną wspólny front i jest dla młodego raczej surowy, choć nie zawsze konsekwentny. Nie porównywałabym relacji matki z macochą, starałabym się raczej wypracować własne, życzliwe relacje. W moim przypadku więcej daje młodemu i poświęcam mu więcej czasu niż jego matka i takie porównanie było by dla mnie obraźliwe. Podchodzę jednak do tego w ten sposób, że to rodzice mają obowiązek zająć się dzieckiem, ja mogę i daję z siebie tyle ile chcę i z pewnością nie liczę na rewanż. Rozumiem, że przemawia za tobą żal i zawód, ale pewnie były kiedyś takie chwile, że wierzyłaś iż wszystko da się pogodzić, stworzyć rodzinę i starałaś się przelać na niewdzięcznicę swoje matczyne uczucia. Nie ma jednak co generalizować, jedne latorośle będą wdzięczne za chwile czyjegoś zainteresowania innym choć podarowałabyś całą siebie to było by im mało, take po prostu są dzieci, nie ważne czy własne czy przysposobione. D naszej rodziny, choć nie formalnej należą wszystkie nasze dzieci, te które z nami mieszkają i te które nie mieszkają.

4 888 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-10 22:51:59)

Odp: Być drugą i macochą

Jejku, zapomniałam o precyzji wypowiedzi, przepraszam!
Pisałam o relacjach w kontekście grzebania w szafie, nie miałam na myśli niczego innego-:)
Tzn. inaczej to wyglada u Ciebie, jako matki, a inaczej u xZagubionax.
Wiec proszę, nie czuj sie dotknięta tym porównaniem, bo go po prostu nie było.

Pozdrawiam!

4 889

Odp: Być drugą i macochą

Nie czuję się urażona. Każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania i ja to szanuję.

4 890 Ostatnio edytowany przez xZagubionax (2015-03-11 15:42:56)

Odp: Być drugą i macochą

Dzień dobry Paniom smile

Darula:
- Nie mamy ślubu, na dzień dzisiejszy się nie śpieszymy. Oczywiście słyszałam opinie, że po ślubie wszytko ulega zmianie, jednak znam pary które doskonale temu przeczą, tak poza tym nie ma co się martwić na zapas bo gdyby każdy podchodził do tego w ten sposób to wszyscy żylibyśmy na tzn. "kocią łapę" smile Uważam, że jeśli ktoś ma zacząć traktować tą drugą osobę inaczej (gorzej) nie potrzebuje do tego sformalizowania związku tylko jest to kwestia czasu.
- Tak robię jej śniadanie do szkoły, tak samo jak robię śniadanie dla jej ojca do pracy. Nie robi mi różnicy czy zrobię jedną kanapkę więcej. Czy to błąd? Może. Czy ona to docenia? Nie wiem. Tak robiła jej matka więc to, że co rano w lodówce czeka śniadanie nie robi na niej wrażenia. Owszem to już praktycznie dorosła osoba, choć jej zachowanie świadczy o czymś zupełnie innym. Tak czy owak to już jej ostatnie pół roku w szkole średniej i zobaczymy co ma dalej zamiar robić ze swoim życiem.
-Wracając do grzebania w szafie... masz rację, nie powinnam pozostawiać tego bez konsekwencji bo w grę wchodzi moja prywatność, ale.... no właśnie i tu jest to "ALE" którego sama nie potrafię do końca określić.

zazdrosna13:
- Z początku też sądziłam, że dzięki małej różnicy wieku będzie w pewnym sensie łatwiej, niestety nie jest. Ona jest teraz na etapie chęci jak najszybszego wkroczenia w dorosłe życie zwłaszcza, że ma starszego chłopaka, starszego ale nieodpowiedzialnego chyba w większym stopniu nawet niż ona sad fajnie jest zgrywać dorosłą, kiedy w razie potknięcia jest cały czas ktoś kto wszystko wyprostuje i fajnie jest zgrywać dorosłą nie mając żadnych odpowiedzialności w postaci chociażby rachunków, które same się nie zapłacą. Miałam podobnie jednak w odróżnieniu do niej wiedziałam, że z nieba nic mi nie spadnie. Już w klasie maturalnej w weekendy i czasem po szkole chodziłam do pracy w punkcie obsługi klienta banku by zarobić swoje pieniądze i mieć już co wpisać do CV, nie chciałam być zależna od rodziców i wiem ile zyskałam dzięki temu w oczach mojego taty.
Chyba ciut odbiegłam od tematu.

chceuciekacstad:
- Co do rozmowy z nią na temat jej zachowania... nazwij mnie tchórzem, ale nie potrafię wdać się z nią w dyskusję znając jej charakterek. Pewnie w dużej mierze wiąże się to z moim charakterem, jestem stanowczo zbyt pobłażliwa i nie potrafię się na kogoś długo złościć. Od zawsze wykorzystywała to moja siostra czy nawet kochana mamusia. Jej ojciec wie o wszystkim co robi czy też nie robi, interweniuje jeśli zachodzi taka potrzeba jednak- i tu wychodzi, kto w jego małżeństwie w większej mierze zajmował się wychowaniem dzieci-nie lubi tego, bo boi się że wybuchnie w końcu i powie jej że ma się spakować i iść do matki skoro nie dociera do niej w ogóle to co on do niej mówi, a nie dociera w większości przypadków. Przez jej zachowanie straciłam świetną patelnie- przez tydzień leżała brudna bo nie potrafiła po sobie pomyć jak urzędowała ze swoim chłopakiem w kuchni, a ja dostałam stanowczy zakaz sprzątania po niej- prosił raz żeby umyła, prosił drugi, za trzecim wylądowała w koszu a ta oczywiście dała pokaz histerii i tego jak jest jej źle w tym domu.

4 891

Odp: Być drugą i macochą
xZagubionax napisał/a:

Dzień dobry Paniom smile

Darula:
- Nie mamy ślubu, na dzień dzisiejszy się nie śpieszymy. Oczywiście słyszałam opinie, że po ślubie wszytko ulega zmianie, jednak znam pary które doskonale temu przeczą, tak poza tym nie ma co się martwić na zapas bo gdyby każdy podchodził do tego w ten sposób to wszyscy żylibyśmy na tzn. "kocią łapę" smile Uważam, że jeśli ktoś ma zacząć traktować tą drugą osobę inaczej (gorzej) nie potrzebuje do tego sformalizowania związku tylko jest to kwestia czasu.
- Tak robię jej śniadanie do szkoły, tak samo jak robię śniadanie dla jej ojca do pracy. Nie robi mi różnicy czy zrobię jedną kanapkę więcej. Czy to błąd? Może. Czy ona to docenia? Nie wiem. Tak robiła jej matka więc to, że co rano w lodówce czeka śniadanie nie robi na niej wrażenia. Owszem to już praktycznie dorosła osoba, choć jej zachowanie świadczy o czymś zupełnie innym. Tak czy owak to już jej ostatnie pół roku w szkole średniej i zobaczymy co ma dalej zamiar robić ze swoim życiem.
-Wracając do grzebania w szafie... masz rację, nie powinnam pozostawiać tego bez konsekwencji bo w grę wchodzi moja prywatność, ale.... no właśnie i tu jest to "ALE" którego sama nie potrafię do końca określić.

zazdrosna13:
- Z początku też sądziłam, że dzięki małej różnicy wieku będzie w pewnym sensie łatwiej, niestety nie jest. Ona jest teraz na etapie chęci jak najszybszego wkroczenia w dorosłe życie zwłaszcza, że ma starszego chłopaka, starszego ale nieodpowiedzialnego chyba w większym stopniu nawet niż ona sad fajnie jest zgrywać dorosłą, kiedy w razie potknięcia jest cały czas ktoś kto wszystko wyprostuje i fajnie jest zgrywać dorosłą nie mając żadnych odpowiedzialności w postaci chociażby rachunków, które same się nie zapłacą. Miałam podobnie jednak w odróżnieniu do niej wiedziałam, że z nieba nic mi nie spadnie. Już w klasie maturalnej w weekendy i czasem po szkole chodziłam do pracy w punkcie obsługi klienta banku by zarobić swoje pieniądze i mieć już co wpisać do CV, nie chciałam być zależna od rodziców i wiem ile zyskałam dzięki temu w oczach mojego taty.
Chyba ciut odbiegłam od tematu.

chceuciekacstad:
- Co do rozmowy z nią na temat jej zachowania... nazwij mnie tchórzem, ale nie potrafię wdać się z nią w dyskusję znając jej charakterek. Pewnie w dużej mierze wiąże się to z moim charakterem, jestem stanowczo zbyt pobłażliwa i nie potrafię się na kogoś długo złościć. Od zawsze wykorzystywała to moja siostra czy nawet kochana mamusia. Jej ojciec wie o wszystkim co robi czy też nie robi, interweniuje jeśli zachodzi taka potrzeba jednak- i tu wychodzi, kto w jego małżeństwie w większej mierze zajmował się wychowaniem dzieci-nie lubi tego, bo boi się że wybuchnie w końcu i powie jej że ma się spakować i iść do matki skoro nie dociera do niej w ogóle to co on do niej mówi, a nie dociera w większości przypadków. Przez jej zachowanie straciłam świetną patelnie- przez tydzień leżała brudna bo nie potrafiła po sobie pomyć jak urzędowała ze swoim chłopakiem w kuchni, a ja dostałam stanowczy zakaz sprzątania po niej- prosił raz żeby umyła, prosił drugi, za trzecim wylądowała w koszu a ta oczywiście dała pokaz histerii i tego jak jest jej źle w tym domu.

Zagubiona, ja Ciebie rozumiem, sama miałam , mam obawy przed rozmowami dyscyplinującymi z synem M .. wole to przekazywać M , ale rezultat czasami.. najczęściej żaden.. nie licząc jego złości na mnie .. bo synek jest mały.. nieszczęśliwy.. a ja się czepiam smile

Wiesz , panna traktuje Cię jak powietrze - więc zacznij tak żyć !
Powietrze nie wypierze jej rzeczy , nie zrobi śniadania, obiadu .. zakupów. Rób dla siebie i męża.
Nie rób niczego dla niej ! i nie w złości tylko jako ukłon w jej stronę - skoro ona zachowuje się jak dziecko i bawi się " że Ciebie nie ma " to baw się z nią !
Nie wypowiadaj ..że nie robię więcej śniadania bo cos tam... po prostu nie rób, nie informuj ...
jak traktują Cię jak byś nie istaniał..to przestań dla nich istnieć smile uwierz mi , że to będzie szok dla małolaty !
może zmusi do myślenia.. może zauważy Twój udział w jej wygodnym życiu .

4 892

Odp: Być drugą i macochą

Przykład z patelnią rozbawił mnie do łez, bo konsekwencją dla Młodej , która nie chciała po sobie pozmywać było to, że facet wyrzucił TWOJĄ ulubioną patelnię!!!!
Nie rozumiem tylko, dlaczego to ONA wpadła z tego powodu w histerię?

Jeśli moje dziecko popsuje coś w domu z premedytacją, złośliwie lub z przekory, to potrącam Mu/Jej z kieszonkowego. Mam nadzieję, że w ten sposób nauczę dzieci szacunku do czyichś rzeczy i że będą miały świadomość, że nic z nieba samo nie spada, że trzeba na to zapracować.

4 893

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie.
dzisiaj zarejestrowałam się na forum, trochę poczytałam i mam nadzieję, że dobrze trafiłam.

Związałam się z facetem o 17 lat starszym, jesteśmy ze sobą 4 lata.
Początki były kiepskie - jego dwie córki były przeciwko niemu, w sądzie oskarżyły go o rozpad małżeństwa z ich matką. Mnie wyzywały od najgorszych etc.
Ja też jestem po rozwodzie, moja córka ma 7 lat. Córki mojego partnera są wieku 22 lata i 21 lat.
We wrześniu 2013 r. był ślub i wesele starszej córki. Faktem jest, że mój partner za sponsorował całą imprezę i nie był na niej, bo matka się nie zgodziła i zrobiła córce mega awanturę. Młoda chyba zaczynając rozumieć zaistniałą sytuację przyjechała do ojca z wielkim płaczem, że ona jednak chce mieć ojca - to w takim skrócie. Oczywiście cieszyliśmy się oboje z partnerem.
We wrześniu 2013 r. również zamieszkaliśmy razem z moją córką w mieszkaniu mojego ojca (tata się wyprowadził, a mama nie żyje).
W maju 2014r. starsza córka stwierdziła, że nie będzie z mężem i odeszła od niego. Matka ją wyzywała i potraktowała ją strasznie, matka nie powinna się tak zachować. U nas dziewczyna miała cały czas wsparcie. Mieszkała najpierw z matką, później z mężem jakieś 120 km od nas. W czerwcu 2014 wyjechała do pracy za granicę, ale że pracy zbytnio nie było (albo nie wiem co) postanowiła wrócić i oczywiście wróciła do nas i zamieszkała z nami!!!
Wszystko było by dobrze. Ale jednak...
Ustaliliśmy z partnerem że ja się zgadzam, żeby z nami zamieszkała, jakieś 2-3 miesiące i młoda stanie na nogi i pójdzie na swoje. Mówię ok, matkę ma jaką ma, należy dziewczynie pomóc bez dwóch zdań. A nawiasem mówiąc matka mieszka w młodej mieszkaniu, które dostała po rozwodzie rodziców (obie córki dostały po mieszkaniu). Ta co mieszka z matką sprzedała swoje mieszkanie, kasę przetraciła i nic jej nie zostało.
Matka i siostra mieszkają w młodej mieszkaniu a ta pałęta się po świecie...

no dobra ale dalej...
Początkowo było ok, ale młoda nie wysila się z pomocą w domu, bardzo rzadko sprząta, robi cokolwiek.
Ja i mój partner pracujemy razem, zdarza się że wyjeżdżamy na weekend to myślę sobie, młoda ogarnie mieszkanko, wracam i zonk dupa nic nie zrobione!
Od stycznia młoda pracuje razem z nami, ma mega fory w porównaniu do innych pracowników. Nawet jej chłopak przyjeżdża do niej do pracy i siedzi z nią 3-4 godz i nikt nie może nic powiedzieć.
Pracownicy boją się cokolwiek powiedzieć, boją się że stracą pracę. Mi jeszcze coś powiedzą, ale mojemu partnerowi nikt nic nie może powiedzieć. jego córce nikt nie może zwrócić uwagi.
Młoda nadal mieszka z nami. Mój partner wyszedł z propozycją wynajęcia jej mieszkania, zapytał czy moglibyśmy jej dokładać do czynszu - 200 zł - mówię ok, przeżyjemy. Znaleźliśmy super kawalerkę, do umeblowania, zgodziliśmy się nawet pomóc w sfinansowaniu umeblowania tego mieszkania - a młoda co - ona nie będzie tam mieszkać i tyle!!!
Ręce mi opadły, miałam nadzieję, że mój związek wróci do normalności. Przecież my kochamy się raz w miesiącu!!! Sex raz w miesiącu - porażka jakaś. Nawet ze sobą nie rozmawiamy, nas już nie ma. Ja nie wiem czy mój partner tego nie widzi, czy co!!! Jestem zrozpaczona.

Ostatnio oliwy do ognia dolała mi pewna kwestia. Pokłóciłam się jakiś czas z moim partnerem, poszedł do mojego brata, nie wrócił na noc. Młoda mówiła mi, że mam rację, że nic nie zrobiłam, że ona nie rozumie taty. A ostatnio znalazłam w ich wiadomościach z tamtego czasu jak młoda pisze do niego: nie daj się, nie bądź chłopcem na posyłki, nie poddawaj się, zawsze będę po twojej stronie etc!!!!
no myślę sobie jaka szuja z tej młodej ... nie wierzę normalnie jaka dwulicowa małpa!!!

reasumując: młoda nie chce się wyprowadzić, jest dwulicową małpą a ja nie potrafię tego ogarnąć i być ponad tym. Mój partner zauważył, że od kilku dni zachowuje się dziwnie, tak mówi, a ja co mam mu powiedzieć???

Każda próba rozmowy z nim na temat młodej to wielka awantura, ja mam prawo milczeć we własnym domu, a wszystko co powiem zostanie wykorzystanie przeciwko mnie.
Bardzo kocham swojego partnera i nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale młoda mnie zabija. Ja mam codziennie rozwolnienie, trzęsie mi się wszystko, nie jem. Schudłam chyba z 5 kg w tydzień, a ważę 52 kg przy wzroście 165 cm :-(
Nie ogarniam tego - jestem załamana.

4 894

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

Witajcie.
dzisiaj zarejestrowałam się na forum, trochę poczytałam i mam nadzieję, że dobrze trafiłam.

Związałam się z facetem o 17 lat starszym, jesteśmy ze sobą 4 lata.
Początki były kiepskie - jego dwie córki były przeciwko niemu, w sądzie oskarżyły go o rozpad małżeństwa z ich matką. Mnie wyzywały od najgorszych etc.
Ja też jestem po rozwodzie, moja córka ma 7 lat. Córki mojego partnera są wieku 22 lata i 21 lat.
We wrześniu 2013 r. był ślub i wesele starszej córki. Faktem jest, że mój partner za sponsorował całą imprezę i nie był na niej, bo matka się nie zgodziła i zrobiła córce mega awanturę. Młoda chyba zaczynając rozumieć zaistniałą sytuację przyjechała do ojca z wielkim płaczem, że ona jednak chce mieć ojca - to w takim skrócie. Oczywiście cieszyliśmy się oboje z partnerem.
We wrześniu 2013 r. również zamieszkaliśmy razem z moją córką w mieszkaniu mojego ojca (tata się wyprowadził, a mama nie żyje).
W maju 2014r. starsza córka stwierdziła, że nie będzie z mężem i odeszła od niego. Matka ją wyzywała i potraktowała ją strasznie, matka nie powinna się tak zachować. U nas dziewczyna miała cały czas wsparcie. Mieszkała najpierw z matką, później z mężem jakieś 120 km od nas. W czerwcu 2014 wyjechała do pracy za granicę, ale że pracy zbytnio nie było (albo nie wiem co) postanowiła wrócić i oczywiście wróciła do nas i zamieszkała z nami!!!
Wszystko było by dobrze. Ale jednak...
Ustaliliśmy z partnerem że ja się zgadzam, żeby z nami zamieszkała, jakieś 2-3 miesiące i młoda stanie na nogi i pójdzie na swoje. Mówię ok, matkę ma jaką ma, należy dziewczynie pomóc bez dwóch zdań. A nawiasem mówiąc matka mieszka w młodej mieszkaniu, które dostała po rozwodzie rodziców (obie córki dostały po mieszkaniu). Ta co mieszka z matką sprzedała swoje mieszkanie, kasę przetraciła i nic jej nie zostało.
Matka i siostra mieszkają w młodej mieszkaniu a ta pałęta się po świecie...

no dobra ale dalej...
Początkowo było ok, ale młoda nie wysila się z pomocą w domu, bardzo rzadko sprząta, robi cokolwiek.
Ja i mój partner pracujemy razem, zdarza się że wyjeżdżamy na weekend to myślę sobie, młoda ogarnie mieszkanko, wracam i zonk dupa nic nie zrobione!
Od stycznia młoda pracuje razem z nami, ma mega fory w porównaniu do innych pracowników. Nawet jej chłopak przyjeżdża do niej do pracy i siedzi z nią 3-4 godz i nikt nie może nic powiedzieć.
Pracownicy boją się cokolwiek powiedzieć, boją się że stracą pracę. Mi jeszcze coś powiedzą, ale mojemu partnerowi nikt nic nie może powiedzieć. jego córce nikt nie może zwrócić uwagi.
Młoda nadal mieszka z nami. Mój partner wyszedł z propozycją wynajęcia jej mieszkania, zapytał czy moglibyśmy jej dokładać do czynszu - 200 zł - mówię ok, przeżyjemy. Znaleźliśmy super kawalerkę, do umeblowania, zgodziliśmy się nawet pomóc w sfinansowaniu umeblowania tego mieszkania - a młoda co - ona nie będzie tam mieszkać i tyle!!!
Ręce mi opadły, miałam nadzieję, że mój związek wróci do normalności. Przecież my kochamy się raz w miesiącu!!! Sex raz w miesiącu - porażka jakaś. Nawet ze sobą nie rozmawiamy, nas już nie ma. Ja nie wiem czy mój partner tego nie widzi, czy co!!! Jestem zrozpaczona.

Ostatnio oliwy do ognia dolała mi pewna kwestia. Pokłóciłam się jakiś czas z moim partnerem, poszedł do mojego brata, nie wrócił na noc. Młoda mówiła mi, że mam rację, że nic nie zrobiłam, że ona nie rozumie taty. A ostatnio znalazłam w ich wiadomościach z tamtego czasu jak młoda pisze do niego: nie daj się, nie bądź chłopcem na posyłki, nie poddawaj się, zawsze będę po twojej stronie etc!!!!
no myślę sobie jaka szuja z tej młodej ... nie wierzę normalnie jaka dwulicowa małpa!!!

reasumując: młoda nie chce się wyprowadzić, jest dwulicową małpą a ja nie potrafię tego ogarnąć i być ponad tym. Mój partner zauważył, że od kilku dni zachowuje się dziwnie, tak mówi, a ja co mam mu powiedzieć???

Każda próba rozmowy z nim na temat młodej to wielka awantura, ja mam prawo milczeć we własnym domu, a wszystko co powiem zostanie wykorzystanie przeciwko mnie.
Bardzo kocham swojego partnera i nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale młoda mnie zabija. Ja mam codziennie rozwolnienie, trzęsie mi się wszystko, nie jem. Schudłam chyba z 5 kg w tydzień, a ważę 52 kg przy wzroście 165 cm :-(
Nie ogarniam tego - jestem załamana.

Współczuję ..
dałaś sobie wleźć na głowę .
Ja tu widzę jedno rozwiązanie - Twoje mieszkanie więc Ty decydujesz kto w nim mieszka.
Pannica .. co ja piszę.. dorosła kobieta !! - ma swoje mieszkanie i niech tam wraca .
Przestań patrzeć na innych ..co robią , co mówią ... bo oni na Ciebie nie patrzą .
A partner - wykaże dorosłość jeśli fakt że grzecznie poprosisz jego córunię o powrót do siebie ... sprawi że będzie miał pretensje do Ciebie .

4 895

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

We wrześniu 2013 r. również zamieszkaliśmy razem z moją córką w mieszkaniu mojego ojca (tata się wyprowadził, a mama nie żyje).
..........
Bardzo kocham swojego partnera i nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale młoda mnie zabija. Ja mam codziennie rozwolnienie, trzęsie mi się wszystko, nie jem. Schudłam chyba z 5 kg w tydzień, a ważę 52 kg przy wzroście 165 cm :-(
Nie ogarniam tego - jestem załamana.

Ja już dawno się przekonałam, że żadne półsłówka, żadne prośby, błagania nie przynoszą takiego efektu jak drastyczne powiedzenie głośno tego, co i tak nieubłaganie wisi w powietrzu.
Zgodziłaś się by mieszkała z Wami przez 2-3 miesiące. Czas się skończył. Proponujecie dorosłej pannicy mieszkanie, współudział w płaceniu czynszu MIMO, że ONA już jedno mieszkanie MA (dostała Je po rozwodzie) Dobrze zrozumiałam? To czego jeszcze Pannica oczekuje? Chce mieć za męża własnego ojca i postanowiła się Ciebie "pozbyć"? W jakim celu podjudza swojego ojca przeciwko Tobie?
Może spytaj Ją wprost. Jaki ma cel, o co Jej chodzi? A skoro uważa, że tak bardzo znęcasz się nad Jej ojcem, że musi sprzymierzeńców sobie szukać , to okaż łaskę o Pani. Niech się wyprowadza razem z córką i uwolnią się od Ciebie-Kata. Zobaczysz jak wszyscy nagle okażą skruchę.

4 896

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję wam za odpowiedzi. Najgorsze jest to że z partnerem nie da się rozmawiać na temat jego córki.  Nie wolno jej krytykować ani zwracać uwagi. 
Tak ma swoje mieszkanie,  mieszka tam jej matka i siostra. 
Kocham swojego partnera i nie chce go stracić.

4 897

Odp: Być drugą i macochą

Aha ona też jest już po rozwodzie tylko że zachowuje jak rozkapryszona nastolatka

4 898

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad: Chyba masz racje. Po co się produkować dla kogoś kto tego nie zauważa. Dziś kolejny raz spieszyłam się z obiadem żeby miała jak wróci ze szkoły, a ona? Zrobiła sobie tosty! I to nie pierwszy raz. Jeśli obiad z jakiegoś powodu jej nie pasuje to go po prostu nie je. Jak się wprowadziliśmy na nowe mieszkanie w zeszłe wakacje to był okres że wychodziła rano i wracała w nocy. Więc uznałam że po co ja mam robić obiad na 14 skoro nie jestem głodna i mogę śmiało przygotować go na 17 gdy wróci mój facet z pracy i zjemy sobie razem. Po jakimś czasie się dowiedziałam, że on się skarży matce że ona nie ma w domu obiadu. Oczywiście ta nigdy by mi nie zwróciła uwagi, ale napisała do jej ojca co się stało. Niemal mnie wtedy krew nie zalała. Potem też w kłótni o coś zupełnie innego młoda wykrzyczała z łzami że ona w tym domu nawet obiadu nie dostaje. Gdy mi przeszły nerwy i rozpoczęła się szkoła znowu zaczęłam robić obiadki, jak się okazało potem to przy okazji żywiłam jeszcze jej chłopaka, który jak kończył pracę to wpadał zjeść do nas. Po jakimś czasie znowu przestała przychodzić po szkole nie informując o tym wcześniej, albo przychodziła po szkole już ze swoim lubym i z zakupami no i zabierali się za robienie zapiekanek czy innych pierdół (chyba, że na obiad przypadło coś co wydawało im się na tyle apetyczne). Ojciec zwrócił jej uwagę jeden raz, drugi... w końcu machnął ręką i powiedział, że mam po prostu nie robić tych obiadów, no ale ja głupia nie przestałam chyba po to żeby mieć czyste sumienie jeśli ona będzie robiła zaś jakieś fochy.

kjim: Kochana, histeria jest jej obroną na każdy "atak". Jak odbywała się pierwsza ich kłótnia dotycząca mojej osoby to po tym jak jej argumenty: że on już jej nie kocha, że woli mnie i tym podobne, które nie przyniosły efektu i zostały zgrabnie wyparte, zaczęła symulować atak duszności, położyła się na ziemię i takie tam. Gdy mój facet spyta się ją o coś, nawet nie podniesie głosu, tylko spyta, a ona czuje się winna: od razu płacz. Na szczęście na niego to nie działa, co nie zmienia faktu że stara się unikać takich sytuacji bo go denerwują.


margarita83:
"no dobra ale dalej...
Początkowo było ok, ale młoda nie wysila się z pomocą w domu, bardzo rzadko sprząta, robi cokolwiek.
Ja i mój partner pracujemy razem, zdarza się że wyjeżdżamy na weekend to myślę sobie, młoda ogarnie mieszkanko, wracam i zonk dupa nic nie zrobione!"
Skąd ja to znam. hmm My na święta pojechaliśmy do rodziny do Polski, a w związku z tym że w zeszłym roku mój facet zabierał dzieci, a ex się niczym nie musiała martwić to tym razem wypadało, żeby młoda szła na święta do matki. No i tak miało być, taka była umowa. Klucze z domu, choć ja byłam temu przeciwna, zostawiliśmy jej (niech dziewczyna nie musi pakować wszystkich manatków i ma do nich dostęp, a przy okazji zadba o kwiatki). Jak się już możesz domyślić nie spędziła u matki ani jednej nocy(dla obu było to na rękę nie ma co ukrywać). Wróciliśmy z lekkimi obawami nie wiedząc co zastaniemy choć podobno mieszkanie było zamknięte. Ręce mi opadły. Owszem jako tako było ogarnięte trzeba przyznać, choć w porównaniu do tego co zostawiłam sprzątając jak głupia na kolanach.... no różnica była rażąca. Ale największy ciosem było spojrzenie na licznik z prądu. Przez miesiąc naszej nieobecności, kiedy to zaznaczam dom miał być pusty, zostało nabite WIĘCEJ niż my nabiliśmy od pierwszego dnia, czyli przez hmmm.... 4 miesiące? Ja się pytam jak? Jak można być tak skrajnie nieodpowiedzialną osobą?? Ale ona w płacz bo to nie ona ona tu nie mieszkała. Szkoda słów.

4 899

Odp: Być drugą i macochą

Jak dobrze dziewczyny, że piszecie o swoich nastoletnich pasierbicach, przynajmniej widzę, iż to co wyprawia moja córcia nie jest ewenementem. Powiem wam jak ja sobie radzę. Zero kasy, jak młoda ma coś kupić do szkoły to jadę i kupuję jej. Jeśli chodzi o ciuszki to jest podobnie, ale żadne firmowe nie wchodzą w grę. Obowiązkiem rodzica jest zapewnienie minimum. O opłaceniu telefonu nie ma mowy. Pranie, gotowanie we własnym zakresie. Jak ktoś dom traktuje jak hotel to też tak samo ma. Młoda ma raz w tygodniu odkurzyć w całym domu, gdyż ma zwierzaka który brudzi. Jeśli tego robić nie będzie, nie będzie zwierzaka. Nie wnikam, to co się dzieje w jej pokoju, ale w kuchni ma sprzątać po sobie. Jeśli czegoś nie umyje wstawiam jej to do pokoju. Jak raz w tygodniu śmieci nie wyniesie tez znajdą się w jej pokoju. Stanowczo i konsekwentnie. Nie podoba się to droga wolna, nikt na siłę jej nie trzyma, albo przestrzega jasno określonych zasad, albo poznaj tego miodu na swoim. Rozpieszczanie i pobłażanie nie prowadzi do niczego dobrego, tylko czy tatusiowie to potrafią zrozumieć?
xZagubionax sama musisz nauczyć się załatwiać swoje sprawy z młodą. Robienie to przez pośredników świadczy o twojej niskiej pozycji w domu, a to jest niedopuszczalne. Ty i twój partner jesteście na piedestale, niżej w hierarchii są dzieci, nawet te dorosłe. Poza tym oszczędź chłopu nerwów, oni nie są tak wytrzymali jak my kobiety, mów mu o ważnych kwestiach, te błahe załatwiaj sama. Więcej wiary w siebie, jestem pewna, że dasz radę. Nie musisz być tak wyszczekana jak małolata, jak ta podniesie głos, lub użyje niekulturalnej odzywki ucinaj z nią rozmowę, możesz wyjść z pokoju i wróć do tego jak się uspokoi, ale nie odpuszczaj.

4 900 Ostatnio edytowany przez mortisha (2015-03-11 23:50:59)

Odp: Być drugą i macochą

......

4 901

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny widzę że problem jest ogolnorodzinny.. Masakra.  Nasza latlalunia ma obowiązek w domu wykąpać się i jechać naszym samochodem i z naszym paliwem do chłopaka ewentualnie na dyskotekę.  Mój facet nie widzi problemu. Mówi mi że dziwnie się zachowuje.  Dzisiaj brałam tabletki na uspokojenie.
Nie mogę doczekać się dnia kiedy ona się wyprowadzi i da nam żyć.  Nie wiem co robić...

4 902 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-11 23:53:01)

Odp: Być drugą i macochą

margarita83
Napisałam posta, ale mi wcięło, moze jutro mi sie uda coś więcej skrobnąć.
Doskonale cię rozumiem, córka mojego meza nie ma wad i jest bez skazy.

Pozdrawiam

O,  udało sie,
Dodam jeszcze, ze nie mieszka z nami, ale pracuje w naszym domu, nie muszę mowić, co to oznacza dla naszego małżeństwa. Pracuje, to oczywiście za dużo powiedziane, ale ma za to pełna kontrole nad naszymi finansami, ma klucze od domu i pod nasza nieobecność bez mojej zgody, oczywiscie, zaprasza gości na grilla, mówi mojemu mężowi, co należy do moich obowiązków, nastawia ojca przeciwko mnie, ale nie ugotuje mu obiadu, nie wybierze brudnych skarpet,

Za to po pracy wsiada w nasz samochod, do którego ja nie mam prawa podobno, tankuje za nasze pieniadze, robi zakupy za nasze pieniadze,wyjeżdża na wakacje za nasze pieniadze, żyje jak księżniczka, bo jej sie wszystko należy! Od dwóch lat, bo tyle u nas pracuje,nie widziałam jej w tej samej bluzeczce, czy sweterku...

Od trzech miesięcy mijamy sie bez słowa, a ja tylko czekam, aż maz mi zarzuci, ze to moja wina i mamy sie zacząć tolerować, bo to jego córka i tworzymy rodzinę...

Ech, szkoda naszych nerwów.

Aaaaa, recepty na poprawę sytuacji nie znam, wykorzystałam już wszystkie moje możliwości i wiem jedno - to sie nigdy nie zmieni. A było już tak dobrze...

Ma 27 lat.

4 903

Odp: Być drugą i macochą

Powtarzam kolejny raz tu nie są winne same dziewczyny tylko ich wychowanie przez tatusiów. Ja z takim facetem nie chciałabym mieć nic wspólnego.

4 904

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

margarita83
Napisałam posta, ale mi wcięło, moze jutro mi sie uda coś więcej skrobnąć.
Doskonale cię rozumiem, córka mojego meza nie ma wad i jest bez skazy.

Pozdrawiam

O,  udało sie,
Dodam jeszcze, ze nie mieszka z nami, ale pracuje w naszym domu, nie muszę mowić, co to oznacza dla naszego małżeństwa. Pracuje, to oczywiście za dużo powiedziane, ale ma za to pełna kontrole nad naszymi finansami, ma klucze od domu i pod nasza nieobecność bez mojej zgody, oczywiscie, zaprasza gości na grilla, mówi mojemu mężowi, co należy do moich obowiązków, nastawia ojca przeciwko mnie, ale nie ugotuje mu obiadu, nie wybierze brudnych skarpet,

Za to po pracy wsiada w nasz samochod, do którego ja nie mam prawa podobno, tankuje za nasze pieniadze, robi zakupy za nasze pieniadze,wyjeżdża na wakacje za nasze pieniadze, żyje jak księżniczka, bo jej sie wszystko należy! Od dwóch lat, bo tyle u nas pracuje,nie widziałam jej w tej samej bluzeczce, czy sweterku...

Od trzech miesięcy mijamy sie bez słowa, a ja tylko czekam, aż maz mi zarzuci, ze to moja wina i mamy sie zacząć tolerować, bo to jego córka i tworzymy rodzinę...

Ech, szkoda naszych nerwów.

Aaaaa, recepty na poprawę sytuacji nie znam, wykorzystałam już wszystkie moje możliwości i wiem jedno - to sie nigdy nie zmieni. A było już tak dobrze...

Ma 27 lat.

Matko jedyna nie strasz mnie, że to tak długo będzie trwało...
Myślę, że wytrzymam jeszcze może dwa-trzy miesiące, ale nie więcej, rozwali się to wszystko przy takim stanie rzeczy i tyle.
Za moje na pewno nie będzie jeździła na wakacje. Nie ma opcji, pracuje więc niech sobie radzi.
Jeśli sytuacja się nie poprawi, to się rozstaniemy i trudno.

Na dzień dzisiejszy postanowiłam przyjąć taką taktykę, nie wiem czy dobrą, okaże się:
Mianowice będzie sielanka między mną a moim partnerem. Ją będę traktować jak powietrze, nie będę kompletnie zwracać na nią uwagi. Będziemy się ciągle przytulać, całować, kochać co noc za jej drzwiami i mam to w dupie czy ona to będzie słyszała czy nie.
My nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, w święta mieliśmy się pobrać, zrezygnowałam na razie. Niech facet myśli...
Nie wiem na ile starczy mi sił, pewnie na niewiele, ale muszę się spiąć, kocham go szalenie, moja córka też :-/

4 905

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Powtarzam kolejny raz tu nie są winne same dziewczyny tylko ich wychowanie przez tatusiów. Ja z takim facetem nie chciałabym mieć nic wspólnego.

Zgadzam się z Tobą.
Mój partner mieszkał za granicą 8 lat, po powrocie do domu kazało się, że z żoną są obcymi ludźmi. I co, rozwód, potem Ja.
A teraz chce córeczce wynagrodzić wszystkie stracone lata, rozwód etc.
Młoda to perfekcyjnie wykorzystuje, gdy chcieliśmy jej wynająć mieszkanie powiedziała, że czuje się jakbyśmy chcieli ją wyrzucić i wbiła mojego faceta w jeszcze większe poczucie winy, manipulantka pieprzona !!!
Wrócił do domu i płakał jak dziecko, myślałam, że jej coś powiem, ale oczywiście ugryzłam się w język!

4 906

Odp: Być drugą i macochą

margarita83
mój tez płakał, kiedyś młodą wyrzucił z domu, jak za bardzo pyskowała, żądała kasy i zwymyślała mnie od najgorszych, ale to było dawno temu.
Potem było raz lepiej, raz gorzej, teraz jest strasznie...
Córka Twojego faceta traktuje Cię jak rywalkę, nie daj się wciągnać w ten chory taniec, teraz piłka jest po stronie Twojego partnera, mój stanął na wysokości zadania dosłownie parę razy, ale, jak pisałam, było to dawno, jeszcze przed ślubem.
Może się uda, trzymam kciuki.

4 907 Ostatnio edytowany przez margarita83 (2015-03-12 12:15:06)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

margarita83
mój tez płakał, kiedyś młodą wyrzucił z domu, jak za bardzo pyskowała, żądała kasy i zwymyślała mnie od najgorszych, ale to było dawno temu.
Potem było raz lepiej, raz gorzej, teraz jest strasznie...
Córka Twojego faceta traktuje Cię jak rywalkę, nie daj się wciągnać w ten chory taniec, teraz piłka jest po stronie Twojego partnera, mój stanął na wysokości zadania dosłownie parę razy, ale, jak pisałam, było to dawno, jeszcze przed ślubem.
Może się uda, trzymam kciuki.

Nie wiem sama, ale jaką rywalkę!!! Przecież ona z nim do łóżka nie pójdzie. Ma już nowego faceta i ma jakieś plany w stosunku do niego, więc za moment ojca kopnie w dupę i on zostanie sam (jeśli się wyprowadzą). I co wtedy wróci z podtulonym ogonem??? Ale po co te szopki, nie można normalnie tego załatwić???

Mam ochotę usiąść z nimi obojgiem i wyłożyć kawę na ławę, ale wiem że będzie awantura.
Po prostu się boję, jestem mega tchórzem ... :-(
Boję się że go stracę.

U nas w obecnej sytuacji nie ma mowy o ślubie, nie chce mieć takiego męża ...
Albo się ogarnie, albo się rozstaniemy...

4 908

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

Mam ochotę usiąść z nimi obojgiem i wyłożyć kawę na ławę, ale wiem że będzie awantura.
Po prostu się boję, jestem mega tchórzem ... :-(
Boję się że go stracę.

U nas w obecnej sytuacji nie ma mowy o ślubie, nie chce mieć takiego męża ...
Albo się ogarnie, albo się rozstaniemy...

A ja Ci mówię, że nie ma innego wyjścia jak siąść i porozmawiać, czy też jak mówisz "wyłożyć kawę na ławę". Nie załatwiać nic po cichu, ani z córką, ani z Jej ojcem (bo powiedzą później, że jątrzysz) tylko usiąść do wspólnego stołu i porozmawiać. Panna nie jest dzieckiem żeby Ją pomijać w poważnych rozmowach dorosłych osób. I żeby nie mówiła, że "załatwiasz coś za jej plecami" musi uczestniczyć w tej trudnej rozmowie.

4 909 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-12 13:06:25)

Odp: Być drugą i macochą
xZagubionax napisał/a:

chceuciekacstad: Chyba masz racje. Po co się produkować dla kogoś kto tego nie zauważa. Dziś kolejny raz spieszyłam się z obiadem żeby miała jak wróci ze szkoły, a ona? Zrobiła sobie tosty! I to nie pierwszy raz. Jeśli obiad z jakiegoś powodu jej nie pasuje to go po prostu nie je. Jak się wprowadziliśmy na nowe mieszkanie w zeszłe wakacje to był okres że wychodziła rano i wracała w nocy. Więc uznałam że po co ja mam robić obiad na 14 skoro nie jestem głodna i mogę śmiało przygotować go na 17 gdy wróci mój facet z pracy i zjemy sobie razem. Po jakimś czasie się dowiedziałam, że on się skarży matce że ona nie ma w domu obiadu. Oczywiście ta nigdy by mi nie zwróciła uwagi, ale napisała do jej ojca co się stało. Niemal mnie wtedy krew nie zalała. Potem też w kłótni o coś zupełnie innego młoda wykrzyczała z łzami że ona w tym domu nawet obiadu nie dostaje. Gdy mi przeszły nerwy i rozpoczęła się szkoła znowu zaczęłam robić obiadki, jak się okazało potem to przy okazji żywiłam jeszcze jej chłopaka, który jak kończył pracę to wpadał zjeść do nas. Po jakimś czasie znowu przestała przychodzić po szkole nie informując o tym wcześniej, albo przychodziła po szkole już ze swoim lubym i z zakupami no i zabierali się za robienie zapiekanek czy innych pierdół (chyba, że na obiad przypadło coś co wydawało im się na tyle apetyczne). Ojciec zwrócił jej uwagę jeden raz, drugi... w końcu machnął ręką i powiedział, że mam po prostu nie robić tych obiadów, no ale ja głupia nie przestałam chyba po to żeby mieć czyste sumienie jeśli ona będzie robiła zaś jakieś fochy.

kjim: Kochana, histeria jest jej obroną na każdy "atak". Jak odbywała się pierwsza ich kłótnia dotycząca mojej osoby to po tym jak jej argumenty: że on już jej nie kocha, że woli mnie i tym podobne, które nie przyniosły efektu i zostały zgrabnie wyparte, zaczęła symulować atak duszności, położyła się na ziemię i takie tam. Gdy mój facet spyta się ją o coś, nawet nie podniesie głosu, tylko spyta, a ona czuje się winna: od razu płacz. Na szczęście na niego to nie działa, co nie zmienia faktu że stara się unikać takich sytuacji bo go denerwują.


margarita83:
"no dobra ale dalej...
Początkowo było ok, ale młoda nie wysila się z pomocą w domu, bardzo rzadko sprząta, robi cokolwiek.
Ja i mój partner pracujemy razem, zdarza się że wyjeżdżamy na weekend to myślę sobie, młoda ogarnie mieszkanko, wracam i zonk dupa nic nie zrobione!"
Skąd ja to znam. hmm My na święta pojechaliśmy do rodziny do Polski, a w związku z tym że w zeszłym roku mój facet zabierał dzieci, a ex się niczym nie musiała martwić to tym razem wypadało, żeby młoda szła na święta do matki. No i tak miało być, taka była umowa. Klucze z domu, choć ja byłam temu przeciwna, zostawiliśmy jej (niech dziewczyna nie musi pakować wszystkich manatków i ma do nich dostęp, a przy okazji zadba o kwiatki). Jak się już możesz domyślić nie spędziła u matki ani jednej nocy(dla obu było to na rękę nie ma co ukrywać). Wróciliśmy z lekkimi obawami nie wiedząc co zastaniemy choć podobno mieszkanie było zamknięte. Ręce mi opadły. Owszem jako tako było ogarnięte trzeba przyznać, choć w porównaniu do tego co zostawiłam sprzątając jak głupia na kolanach.... no różnica była rażąca. Ale największy ciosem było spojrzenie na licznik z prądu. Przez miesiąc naszej nieobecności, kiedy to zaznaczam dom miał być pusty, zostało nabite WIĘCEJ niż my nabiliśmy od pierwszego dnia, czyli przez hmmm.... 4 miesiące? Ja się pytam jak? Jak można być tak skrajnie nieodpowiedzialną osobą?? Ale ona w płacz bo to nie ona ona tu nie mieszkała. Szkoda słów.

co prawda nie pisze w tym wątku ,ale jako macocha nie mogę sie nie odezwać,dziewczyno robisz kardynalny bład,otoz dotąd będzie ci źle dokad nie uzmysłowisz sobie ,ze wlazenie w doope pasierbicy nie jest sposobem na utrzymanie jej ojca przy sobie....wierz mi ja przerabiałam to lata swietlne temu co prawda ,ale jednak ,tez mieszkalam z fochata manipulatorka,a ten okres wspominam jako najgorszy w swoim życiu....
nadskakiwaniem gowniarze,obiadkami podstawionymi pod nos,wlazeniem w tylek polegającym na pozwolenie na grzebanie w twoich prywatnych rzeczach nie poprawisz swojej sytuacji w zwiazku,ani tez nie rozkochasz faceta bardziej ,nie tedy droga,to on powinien sie starac bardziej ,bo to ty mu,,robisz łaskę,,ze wzielas go ,będę brutalna,z garbem i mimo ze rodzona matka sie na nią wypieła,a to tez nie twój problem ty nic nie musisz,nic,zacznij zajmowac sie bardziej sobą niż OBCYM czlowiekiem ,bo jej juz dzieckiem nazywac nie mozna przestan SAMA NARZUCAC SOBIE OBOWIAZKI których mieć nie powinnaś,ty sie nie najmowalas na sluzaca ,tylko partnerkę,chyba ze nie zrozumialam,jestes jeszcze mloda,z perspektywy czasu zobaczysz swoje bledy,obyś nie obudzila sie w miejscu w którym jest Dorula,bo to co ona pisze dla mnie jest dramatem,zycze ci mądrych wyborow i myśl o sobie ,bo to ty jestes najwazniejsza,jedno masz życie nie warto go poświęcać dla CUDZEGO rozwydrzeńca,szkoda nerwów ????

4 910 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-12 14:39:26)

Odp: Być drugą i macochą

margarita83, pewnie nie powinnam radzić, bo u mnie wyszło, jak wyszło, ale dlaczego chcesz rozmawiać o waszym małżeństwie czy tez wspólnym życiu z córką partnera?
Co ona ma do tego? Ma wyrazić zgodę? Nie rozumiem.
Czy myslisz, że odwdzięczy Ci się tym samym? Zapyta o zdanie, będzie się tłumaczyć?
To Twoje życie, nie zniżaj się do poziomu mojego męża, który tygodniami tłumaczył córce, że nasz ślub to jego i moja sprawa, a nie jej,
nie będę pisała, jakie szopki robiła, bo po co, ale uważam, że sprowadzenie młodej do pionu należy tylko i wyłącznie do Twojego partnera
i od niego zależy powodzenie i przyszłość, bądź tez nie, Waszego związku.

Piszę to z własnego doświadczenia, niestety.

LUSILJU, wyjęłaś mi to z ust....

4 911 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-12 15:21:29)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

margarita83, pewnie nie powinnam radzić, bo u mnie wyszło, jak wyszło, ale dlaczego chcesz rozmawiać o waszym małżeństwie czy tez wspólnym życiu z córką partnera?
Co ona ma do tego? Ma wyrazić zgodę? Nie rozumiem.
Czy myslisz, że odwdzięczy Ci się tym samym? Zapyta o zdanie, będzie się tłumaczyć?
To Twoje życie, nie zniżaj się do poziomu mojego męża, który tygodniami tłumaczył córce, że nasz ślub to jego i moja sprawa, a nie jej,
nie będę pisała, jakie szopki robiła, bo po co, ale uważam, że sprowadzenie młodej do pionu należy tylko i wyłącznie do Twojego partnera
i od niego zależy powodzenie i przyszłość, bądź tez nie, Waszego związku.

Piszę to z własnego doświadczenia, niestety.

LUSILJU, wyjęłaś mi to z ust....

pozwólcie ze dopowiem jeszcze jedną ,,prawde objawioną,,dotyczącą macochowania,otoz
najgorsza z możliwych konfiguracji to wlasnie mieszkanie z corusia nasto lub 20 letnia ,to jest zabójstwo dla zwiazku i to sie nie uda ,nie znam ani jednej kobiety której to sie udało bez pokaleczenia jej,dlaczego?? Otoz dlatego ze corusia ma problem jeden ,jedyny problem z zaakeptowaniem naczelnej samicy w stadzie ,będzie kopać pod wami dolki,będzie intrygować,będzie mataczyc,udawać perfidnie ofiare,dla niej jestescie wrogiem,a problem będzie jak juz napisalam wcześniej ,dotąd aż dojdziecie do tego ze wlazenie w tylek cudzej zlosnicy nie zagwarantuje wam szczęścia z jej ojcem,to jest droga do nikąd,trzeba zadbać o siebie,w najgorszym razie,torebunia i idziecie sobie ,jak mu zależy pojdzie za wami,jak nie niech nianczy dorosła sfrustrowana kobyłę i niech sobie znosi własna porażkę wychowawcza i swojej ex nawet dożywotnio,to nie jest wasz problem ,nie musicie ponosić konsekwencji braków wychowawczych innej kobiety i waszego partnera,to jest NIE WASZ problem,mi zajęło to jedynie kilka miesięcy i bylam dużo mlodsza,ale zastanawiam się jak trzeba nie lubić siebie żeby sie godzic z losem męczennicy,kurde no to tylko facet,nie ma ci sie skazywać na samoudręczenie

4 912 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-12 16:32:05)

Odp: Być drugą i macochą

Oczywiście, tak to mniej więcej wyglada, dodam tylko od siebie, ze warunek wspólnego mieszkania nie musi być spełniony.

Nie wiem, czy dobrze robię, ale chciałam Wam, dziewczyny, pokazać, jak w praktyce wyglądają takie związki, w których złe wychowana córka meza czy partnera wymusza i dominuje.

Pare lat po naszym ślubie dostaliśmy zaproszenie na ślub kogoś z rodziny meza ( oni u nas byli),
No i pojawił sie problem, ale jak sie okazało, tylko dla mnie, bo maz mi zakomunikował, ze jedzie z córką (tez zaproszoną) skoro nie potrafię sie z nią dogadać, a ja zostaję!!!
Jak powiedział, tak zrobił.

Błagam, nie pytajcie, czemu sie nie rozwiodłam, bo tego nie umiem wytłumaczyć racjonalnie,

4 913

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Oczywiście, tak to mniej więcej wyglada, dodam tylko od siebie, ze warunek wspólnego mieszkania nie musi być spełniony.

Nie wiem, czy dobrze robię, ale chciałam Wam, dziewczyny, pokazać, jak w praktyce wyglądają takie związki, w których złe wychowana córka meza czy partnera wymusza i dominuje.

Pare lat po naszym ślubie dostaliśmy zaproszenie na ślub kogoś z rodziny meza ( oni u nas byli),
No i pojawił sie problem, ale jak sie okazało, tylko dla mnie, bo maz mi zakomunikował, ze jedzie z córką (tez zaproszoną) skoro nie potrafię sie z nią dogadać, a ja zostaję!!!
Jak powiedział, tak zrobił.

Błagam, nie pytajcie, czemu sie nie rozwiodłam, bo tego nie umiem wytłumaczyć racjonalnie,

Aż mi ciarki przeszły... ja miałam podobne zachowania od M .. nie raz , nie dwa byłam zostawiana sama na dzień ..na weekend..na tydzień .
Też nie odeszłam , prośby , groźby nic nie dały.
Myślę że on widział że ma nade mną przewagę .. wiedział że będę czekać, ze nie odejdę  .. pogniewam się na jakiś czas...i tyle.
W pewnym momencie zrobiłam inaczej - nie było mnie w domu jak wrócił.. nie robiłam wymówek że mnie zostawił, znalazłam sobie zajęcie ... czyli przestałam "wisieć na M ".
Dopóki facet ma wrażenie że to on rządzi.. że jesteśmy na każde jego skinienie .. nie szanuje nas .. ale jak tylko zobaczy że umiemy żyć bez niego.. i że jego decyzje wymierzone przeciw nam nie robią nam krzywdy ... nagle sam zaczyna się obawiać..bo traci kontrolę nad nami .. nad związkiem.
Mnie jest trudno , bo jestem zdania że związek to wspólnota ...ale mój obecny z M uczy mnie że muszę być ..wyrafinowana ??? powściągliwa w słowach, gestach ..czasie ... kasie... On nie może mieć poczucia że cała jestem jego.... i to Wam polecam kobiety .

Wiecie jak wygląda mina faceta .. który mówi Ci że wyjeżdża na weekend na spotkanie ze znajomymi (beze mnie ) a Ty na to , super będę miała czas dla siebie , baw się dobrze kochanie ????
Po czym dzwonisz przy nim  do swojej fryzjerki i umawiasz się na czesanie z bajerami....??? a M pyta ?? a dla kogo tak się stroisz?? no jak to dla kogo ??? dla siebie przecież smile

buziaki

4 914 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-12 18:43:27)

Odp: Być drugą i macochą

Żebyśmy sie dobrze zrozumiały, dziewczyny!

Ja tez sama wyjeżdżam, wychodzę z koleżankami i kolegami na piwo, nie czekam na meza, nie wiszę na nim, to nie o to chodzi.
Nawet sie ucieszyłam, ze nie muszę jechać na to wesele,
, bo tego nie cierpię i nie wiedziałam, jak sie wykręcić.
Zostałam sama i oczywiście nie próżnowalam.

Chciałam pokazać, w jakiej sytuacji zostałam postawiona, co jego rodzina sobie, na litość boska, pomyślała?
Ze ja jestem dzieckiem, które za karę zostaje w domu?
To inteligentni ludzie, pewnie nabrali wody w usta i jakoś poszło, ale do dzisiaj czuje niesmak całej sytuacji, a maz dostał zapowiedź, ze jak bedą chcieli go odwiedzić, to na mnie, jako panią domu, niech nie liczy, adres córki znają i niech ona ich gości od tej chwili, .

Nie muszę dodawać, ze maz poczuł sie urażony i nawet ośmielił sie udawać, ze nie wie, o co mi chodzi, ech

I tak oto budujemy latami mur miedzy nami coraz wyższy, sytuacji, kiedy ważniejsze jest dobre samopoczucie córki coraz więcej i wiecej, a nas jako nas już, jak któraś z dziewczyn tu napisała, praktycznie nie ma.

A na pytanie, dla kogo sie stroję, odpowiadam, no przecież nie dla ciebie. Wychodzę na piwo. Pa.
Albo, no idę do pracy, a tam sami faceci, sam wiesz, hahaha.

4 915

Odp: Być drugą i macochą

Czasami się zastanawiam że może faktycznie niech mieszka sobie z niewychowaną kobyłą, a nasz związek będzie na dochodne. Dla mnie była by to mega komfortowa sytuacja ale obawiam się że mój partner nie łyknie takiej opcji.  Zamierzam z nim porozmawiać w weekend jak on to dalej widzi.  ja jadę do szkoły wrócę w niedzielę wieczorem może wtedy.

4 916

Odp: Być drugą i macochą

Dorula z młodą myślę pogadać o obowiązkach w domu i jej dwulicowości. Chciałam jej powiedzieć że jej wlasna matka się na nią wypiela i wtedy kiedy najbardziej tego potrzebowała dostała pomoc od nas, bez wahania i zastanawiana się.  Dlaczego jest taka wredna.  Myślicie że lepiej z nią nie gadać?

4 917

Odp: Być drugą i macochą

Nie gadać. Ona ma to gdzieś.

4 918 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-13 09:05:56)

Odp: Być drugą i macochą
margarita83 napisał/a:

Czasami się zastanawiam że może faktycznie niech mieszka sobie z niewychowaną kobyłą, a nasz związek będzie na dochodne. Dla mnie była by to mega komfortowa sytuacja ale obawiam się że mój partner nie łyknie takiej opcji.  Zamierzam z nim porozmawiać w weekend jak on to dalej widzi.  ja jadę do szkoły wrócę w niedzielę wieczorem może wtedy.

i dobrze myslisz,jakby sobie z nia pomieszkal sam ,pousługiwal pasozytowi to by szybko cos z tym robił,albo wychował ale bardziej prawdopodobne jest ze by ja wyekspediował do mamusi,bo faceci jak nie ma służącej to szybciusio znajduja wyjsie z sytuacji,osobna sprawa ze kosztem innych,ale to nie twoje zmartwienie....

i jeszcze jedno ,po czorta chcesz z gowniara rozmawiac,jeszze raz ci napisze  TO NIE JEST TWOJ PROBLEM TYLKO JEJ RODZICOW,no zrozum to wreszcie,jestes mloda nie marnuj zycia na cudze problemy,olej to,POSTAW NA SIEBIE,NA SWOJ ROZWOJ  zamiast miotac sie z rozkapryszona baba ,ktorej podnosisz pod nos,wez przestan; ja nie robie tak z wlasnym dzieckiem,bo jest dorosle i rece ma,a obce dziecko to wiesz..... i powtorze nie wchodz jej w tyłek,bo to nie jest metoda na utrzymanie przy sobie jej ojca,uwierz doswiadczonym w temacie,jakbys byla moja corka to bym toba potrzasnela zeby cie ochronic przed toba sama,bo to co robisz jest przeciw tobie.....

facet tego nie doceni,oni szybko przyzwyczajaja sie do tego ze ktos przejmuje za nich odpowiedzialanosc,bierze na siebie ich obowiazki,a ty na starcie zycia juz to robisz,ba nie swoje obowiazki bierzesz na siebie ,odciazajac tym samym rodzicow,a jej rodzona matka ma na to wyje...e ,nie jest ci z tym dziwnie....

poczytaj co pisze DORULA,jak bardzo taka sytuacja kaleczy kobiete,jak bardzo corusia tatusia rozbestwia sie i ma za nic zone ojca ,bo ta zona cacka sie z nia jak ze zgnilym jajkiem,a maz bez przerwy podwyzsza oczekiwania wobec ,,macochy,, gowniara widzac to posuwa sie ,bardziej i bardziej,szczuje,nastawia ojca ,czemu?? BO MOZE, wlazla w ich zycie,przejela role naczelnej samicy w stadzie,TO JEST CHORE ,obrzydliwe,niestety czeste,takiego zycia chcesz dla siebie,zamaist cieszyc sie zwiazkiem bedziesz miala garba i niezdecydowanego faceta ktory jest wiecznie w pretensjach bo ty nie dostatecznie zajmujesz sie praniem gaci doroslej babie,no prosze cie.......

4 919

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:

i dobrze myslisz,jakby sobie z nia pomieszkal sam ,pousługiwal pasozytowi to by szybko cos z tym robił,albo wychował ale bardziej prawdopodobne jest ze by ja wyekspediował do mamusi,bo faceci jak nie ma służącej to szybciusio znajduja wyjsie z sytuacji,osobna sprawa ze kosztem innych,ale to nie twoje zmartwienie....

LUSILJU napisał/a:

i jeszcze jedno ,po czorta chcesz z gowniara rozmawiac,....................
facet tego nie doceni,oni szybko przyzwyczajaja sie do tego ze ktos przejmuje za nich odpowiedzialanosc,bierze na siebie ich obowiazki,a ty na starcie zycia juz to robisz,ba nie swoje obowiazki bierzesz na siebie ,odciazajac tym samym rodzicow,a jej rodzona matka ma na to wyje...e ,nie jest ci z tym dziwnie....

POPIERAM ZDANIE LUSILJU W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI.
DODAM JEDNAKŻE , ŻE SPRAWA TYCZY SIĘ NIE TYLKO CÓRUNI-TATUNIA. SPRAWA DOTYCZY GENERALNIE PASIERBÓW WSZELKIEJ PŁCI. IM BARDZIEJ BĘDZIESZ STARAĆ SIĘ WŁAZIĆ IM W DUPĘ, TYM BARDZIEJ ONI CIĘ W TEJ DUPIE MAJĄ.

4 920

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
LUSILJU napisał/a:

i dobrze myslisz,jakby sobie z nia pomieszkal sam ,pousługiwal pasozytowi to by szybko cos z tym robił,albo wychował ale bardziej prawdopodobne jest ze by ja wyekspediował do mamusi,bo faceci jak nie ma służącej to szybciusio znajduja wyjsie z sytuacji,osobna sprawa ze kosztem innych,ale to nie twoje zmartwienie....

LUSILJU napisał/a:

i jeszcze jedno ,po czorta chcesz z gowniara rozmawiac,....................
facet tego nie doceni,oni szybko przyzwyczajaja sie do tego ze ktos przejmuje za nich odpowiedzialanosc,bierze na siebie ich obowiazki,a ty na starcie zycia juz to robisz,ba nie swoje obowiazki bierzesz na siebie ,odciazajac tym samym rodzicow,a jej rodzona matka ma na to wyje...e ,nie jest ci z tym dziwnie....

POPIERAM ZDANIE LUSILJU W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI.
DODAM JEDNAKŻE , ŻE SPRAWA TYCZY SIĘ NIE TYLKO CÓRUNI-TATUNIA. SPRAWA DOTYCZY GENERALNIE PASIERBÓW WSZELKIEJ PŁCI. IM BARDZIEJ BĘDZIESZ STARAĆ SIĘ WŁAZIĆ IM W DUPĘ, TYM BARDZIEJ ONI CIĘ W TEJ DUPIE MAJĄ.

o wlasnie,ostatnie zdanie jest kluczowe,ja mialam srednia przyjemnosc z corusia tatusia ,dlatego pisze ze swojej pozycji,podejrzewam ze z chlopakami moze byc podobnie,czytalam tutaj wypowiedzi  Ewarg  i sorry ale ja w te sielanke srednio wierze,ale to moje przemyslenia i mam do tego prawo,jak czytalam ile z jej strony poswiecen bylo w imie tego  spokoju ..............

4 921 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-13 10:53:59)

Odp: Być drugą i macochą

Dla ojca jego córka jest kimś wyjątkowym i rozpieszczanie jej sprawia mu przyjemność w normalnej rodzinie wszystko jest w porządku, bo nie ma elementu poczucia winy. Tatusiowie często nie umieją się pogodzić z pierwszym chłopakiem córusi. Nie jest to jednak stereotyp, mój ex olał nasza córkę, wiem że jego nowa partnerka maczała w tym swoje paluszki, pewnie nie wytrzymała konkurencji.
Matki z kolei bardziej faworyzują swoich synów. Coś w tym jest. Poza tym w okresie dojrzewania u dziewczyn wyłania się rywalizacja z własną matką. Sama odczułam to na własnej skórze jak córka zwróciła mi uwagę, że ubieram się nie stosownie do mojego wieku, a to było akurat po wizycie jej chłopaka u nas w domu, a ja miałam na sobie króciutką spódniczkę. Ten okres przechodzi, ale jestem pewna, że może go znieść matka, ze względu na swoja miłość do dziewczyny. Mój M ma chłopców, kiedyś chciałam by miał choć jedna dziewczynkę, z która mogłabym porozmawiać o czym innym jak tylko o piłce nożnej czy filmach sensacyjnych. Dziś widzę, że jest to moje błogosławieństwo. M trzyma chłopaków krótko, stara się ich najlepiej przygotować do samodzielnego życia, nie wyręcza ich w niczym, jednak sam mówi, że nie wie jak by to było w przypadku córeczki. Trzeba rozmawiać z partnerem i ten albo zacznie ulegać i ułatwiać partnerce życie, albo odejść od takiego niedojrzałego gościa, który nie jest w stanie przystosować się do nowego związku i wypracować nowe relacje z każdym z członków rodziny.
LUSILJU przybliż nam trochę bliżej swoją sytuację.

4 922

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU
Etap cackania sie z młoda mam dawno za sobą, właściwie nigdy sie z nią nie cackalam, wręcz przeciwnie, na wspólnych wakacjach chodziła do sklepu i zmywala po posilkach ( a jaka krzywda jej sie działa!), kiedy było miedzy nami źle, awanturom nie było końca, maz był wykończony,
Wypędzał mnie w poczucie winy, bo to dziecko, bo mam być mądrzejsza, ustąpić, i inne pierdy.

Zrobiłam sie wredna, mówiłam, jak to, jej wszystko płazem uchodzi a do mnie tylko pretensje o wszystko, nie, tak nie moze być, odcielam sie, żyłam swoim życiem, zero kontaktu z młoda, święty spokój.

Słyszałam często od meza, ze ona sie zmieniła, dojrzała, zrozumiała, ze tak nie powinno być, ze nienawidzę jego córki, ze on tak nie potrafi, bo bardzo ja kocha,ok, dałam szansę.

Nie będę sie powtarzać, pisałam już o etapie przyjaźni z młodą, nawet kiedyś zaświtała mi w głowie myśl, ze to kochane dziecko, o, ja głupia!

Trzy miesiące temu dostałam od niej i od meza tak w łeb, ze jestem w szoku do dzisiaj.
K....a, jak mozna, nie wierzę, gdzie popełniłam błąd?

Odpowiedz jest prosta - nigdzie, tzn popełniłam błąd wchodząc w ten chory związek, dając sie zmanipulować, mając nadzieje, ze jakoś będzie. Nie będzie.

Dodam, ze mam siostrzenicę w wieku młodej, kurczę, nie wyobrażam sobie, zeby ona śmiała tak sie odezwać do rodziców, znajomych rodziców, mnie czy kogokolwiek ( nie mowię tu o rówieśnikach oczywiście).

No, ale córka mojego meza jest kochana, najwspanialsza, zawsze bez winy, nie, no, kończę,
Bo mi niedobrze sie robi.

Pozdrawiam.

4 923 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-13 12:16:08)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dla ojca jego córka jest kimś wyjątkowym i rozpieszczanie jej sprawia mu przyjemność w normalnej rodzinie wszystko jest w porządku, bo nie ma elementu poczucia winy. Tatusiowie często nie umieją się pogodzić z pierwszym chłopakiem córusi. Nie jest to jednak stereotyp, mój ex olał nasza córkę, wiem że jego nowa partnerka maczała w tym swoje paluszki, pewnie nie wytrzymała konkurencji.
Matki z kolei bardziej faworyzują swoich synów. Coś w tym jest. Poza tym w okresie dojrzewania u dziewczyn wyłania się rywalizacja z własną matką. Sama odczułam to na własnej skórze jak córka zwróciła mi uwagę, że ubieram się nie stosownie do mojego wieku, a to było akurat po wizycie jej chłopaka u nas w domu, a ja miałam na sobie króciutką spódniczkę. Ten okres przechodzi, ale jestem pewna, że może go znieść matka, ze względu na swoja miłość do dziewczyny. Mój M ma chłopców, kiedyś chciałam by miał choć jedna dziewczynkę, z która mogłabym porozmawiać o czym innym jak tylko o piłce nożnej czy filmach sensacyjnych. Dziś widzę, że jest to moje błogosławieństwo. M trzyma chłopaków krótko, stara się ich najlepiej przygotować do samodzielnego życia, nie wyręcza ich w niczym, jednak sam mówi, że nie wie jak by to było w przypadku córeczki. Trzeba rozmawiać z partnerem i ten albo zacznie ulegać i ułatwiać partnerce życie, albo odejść od takiego niedojrzałego gościa, który nie jest w stanie przystosować się do nowego związku i wypracować nowe relacje z każdym z członków rodziny.
LUSILJU przybliż nam trochę bliżej swoją sytuację.

moja sytuacja jest diametralnie rozna niż większość tu opisywanych,ja nie macochuje juz jakiś naście lat,nie mam kontaktu po prostu z obiektem ???? ,mniej wiecej wiem jak wygladaja kontakty męża ,ale tylko mniej wiecej bo tematu nie podejmujemy oboje,w sytuacji jaka jest teraz,przyznam wyśnionej dla wielu macoch dopomogl los(wyjazd) wiele lat temu ,plus paradoksalnie negatywny przyklad  u brata mojego męża,jego 2 gie malzenstwo rozpadło sie przez corusie tatusia,w czym synuś tatusia dolozyl swoja cegielke

4 924

Odp: Być drugą i macochą

Ale masz szczęście.
Złe zrozumiałam, myślałam, ze eksmitowalas sie ze swojego związku zaywazywszy niepokojące objawy.
A gdyby nie wyjechała?

4 925 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-13 14:55:59)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Ale masz szczęście.
Złe zrozumiałam, myślałam, ze eksmitowalas sie ze swojego związku zaywazywszy niepokojące objawy.
A gdyby nie wyjechała?

wyprowadzka nie byla jej ,tylko maz zalapal kontrakt daleko od domu a ona wtedy z nami mieszkala ,poniewaz moja praca w tamtym okresie wiazala sie z częstymi wyjazdami,nasze wtedy jedno dziecko logistycznie pomogla ogarniać moja matka,a pasierbica wrocila do swojej matki niejako z konieczności,bo moja w żadnym razie nie podjelaby sie opieki obcym dzieckiem ,jeszcze w dodatku dzieckiem które ma swoja matke ,po jakims czasie przeorganizowalam prace i dojechalismy do męża,ona nieznajac języka nie chciala,nikt tez specjalnie nie przekonywal jej ,byly z nią wtedy niesamowite klopoty,zresztą mielismy juz wtedy dwójkę dzieci,potem sprawy potoczyly sie juz swoim tokiem,jak wrocilismh do kraju ona byla dorosła,jednoczesnie bardziej jadowita,starała sie skłócic wszystkich ,tworzyc jakies smieszne koalicje,w miedzyczasie odstawila cyrk niejeden tylko ze ja to kompletnie zlewałam,aż do zerowego kontaktu od wielu juz lat,no chyba ze liczyć te sporadyczne typu pogrzeb kogoś z rodziny,oczywiscie maz z nią kontakt ma,dzieci nie chcą ,wiedza co sie dzialo i nie czuja totalnie żadnej wiezi,zresztą im tez dopiekła,ale to osobny temat

4 926

Odp: Być drugą i macochą

Ktoś nie wierzy, że można żyć w zgodzie z pasierbami?!
A można, tylko to wymagało pracy wszystkich.
Były burze i to liczne, był psycholog.
Coś poświęciłam? Może, nie pamiętam już. Teraz daję, biorę i dostaję.
Każdy ma inny charakter a my kobiety uwielbimy skupiać się na swoich uczuciach, odczuciach.
Gdybym kiedykolwiek miała dzień w dzień szarpać się z mężem o dzieci i z jego dorosłymi dziećmi bez efektów to nie bylibyśmy razem.
Kompromisy potrzebne są ze wszystkich stron i my to wypracowaliśmy.

4 927

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Ktoś nie wierzy, że można żyć w zgodzie z pasierbami?!
A można, tylko to wymagało pracy wszystkich.
Były burze i to liczne, był psycholog.
Coś poświęciłam? Może, nie pamiętam już. Teraz daję, biorę i dostaję.
Każdy ma inny charakter a my kobiety uwielbimy skupiać się na swoich uczuciach, odczuciach.
Gdybym kiedykolwiek miała dzień w dzień szarpać się z mężem o dzieci i z jego dorosłymi dziećmi bez efektów to nie bylibyśmy razem.
Kompromisy potrzebne są ze wszystkich stron i my to wypracowaliśmy.

juz mówiłaś Ewarg

4 928

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Ktoś nie wierzy, że można żyć w zgodzie z pasierbami?!
A można, tylko to wymagało pracy wszystkich.
Były burze i to liczne, był psycholog.
Coś poświęciłam? Może, nie pamiętam już. Teraz daję, biorę i dostaję.
Każdy ma inny charakter a my kobiety uwielbimy skupiać się na swoich uczuciach, odczuciach.
Gdybym kiedykolwiek miała dzień w dzień szarpać się z mężem o dzieci i z jego dorosłymi dziećmi bez efektów to nie bylibyśmy razem.
Kompromisy potrzebne są ze wszystkich stron i my to wypracowaliśmy.

juz mówiłaś Ewarg

Owszem, mówiłam, i będę powtarzać bez końca.

Ty też powtarzasz się. Ciągle rozdrapujecie swoje bolączki.

Od was do pasierbów jedzie takim jadem że aż strach.
No ciekawe jakby role odwróciły się i wasi partnerzy nie tolerowali waszych dzieci i jechali tak na nich. gdyby wasze dzieci nie mogły mieszkać z wami?

Wszyscy rodzice kochają swoje dzieci po swojemu. Wiążąc się z dzieciatymi (czy to kobietą czy mężczyzną) musimy mieć świadomość, że dzieci wielokrotnie będą ważniejsze od partnera.
Rzadko kiedy dwoje ludzi kocha dzieci identycznie. Nawet kiedy są wspólne to jedno jest surowe a drugie pobłaża.

Im bardziej buntujemy się na pasierbów tym bardziej rozbudzamy w partnerze chęć wynagradzania im. Bo matka porzuciła a macocha nie znosi. To tatuś nadrabia za wszystkich.

Po co tkwić w związku w którym jest mi źle. jak można kochać kogoś, kto ciągle rani i upokarza?
To masochizm.

A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki?
To tak samo jak 30-letkowie mieszkają z rodzicami na ich koszt, matka im gotuje i pierze i oni myślą, że wszystko im się należy. A rodzice powtarzają, że po co ma iść na swoje, że jest jeszcze młody i napracuje się w swoim życiu.

4 929

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Ktoś nie wierzy, że można żyć w zgodzie z pasierbami?!
A można, tylko to wymagało pracy wszystkich.
Były burze i to liczne, był psycholog.
Coś poświęciłam? Może, nie pamiętam już. Teraz daję, biorę i dostaję.
Każdy ma inny charakter a my kobiety uwielbimy skupiać się na swoich uczuciach, odczuciach.
Gdybym kiedykolwiek miała dzień w dzień szarpać się z mężem o dzieci i z jego dorosłymi dziećmi bez efektów to nie bylibyśmy razem.
Kompromisy potrzebne są ze wszystkich stron i my to wypracowaliśmy.

juz mówiłaś Ewarg

Owszem, mówiłam, i będę powtarzać bez końca.

Ty też powtarzasz się. Ciągle rozdrapujecie swoje bolączki.

Od was do pasierbów jedzie takim jadem że aż strach.
No ciekawe jakby role odwróciły się i wasi partnerzy nie tolerowali waszych dzieci i jechali tak na nich. gdyby wasze dzieci nie mogły mieszkać z wami?

Wszyscy rodzice kochają swoje dzieci po swojemu. Wiążąc się z dzieciatymi (czy to kobietą czy mężczyzną) musimy mieć świadomość, że dzieci wielokrotnie będą ważniejsze od partnera.
Rzadko kiedy dwoje ludzi kocha dzieci identycznie. Nawet kiedy są wspólne to jedno jest surowe a drugie pobłaża.

Im bardziej buntujemy się na pasierbów tym bardziej rozbudzamy w partnerze chęć wynagradzania im. Bo matka porzuciła a macocha nie znosi. To tatuś nadrabia za wszystkich.

Po co tkwić w związku w którym jest mi źle. jak można kochać kogoś, kto ciągle rani i upokarza?
To masochizm.

A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki?
To tak samo jak 30-letkowie mieszkają z rodzicami na ich koszt, matka im gotuje i pierze i oni myślą, że wszystko im się należy. A rodzice powtarzają, że po co ma iść na swoje, że jest jeszcze młody i napracuje się w swoim życiu.

wszytko cacy Ewarg ale czy to czasami nie ty parę m-cy temu wyprowadzilas sie z domu ,bo bylas skupiona ,co nam tu zarzucasz na sobie,wlasnych uczuciach,kazdy żyje jak chce,matka Teresa juz jedna byla,ona swiata nie uzdrowila wiec moze tez.sie nie wysilaj

4 930

Odp: Być drugą i macochą

Widzisz, LUSILJU, moj mąż nigdy w życiu nie zostawi swojej córki ( wiem, jak to idiotyczne brzmi), on jest smutny, kiedy jej nie widzi jeden dzień, dzwoni do niej co chwile, ta oczywiście nie odbiera, potem oddzwania, a ten jej dziękuje za to, no cyrki...

Nie raz mówiłam - jeźdzmy stad w cholerę, zamieszkamy nad morzem,
Co nas tu trzyma? Nic nie powiedział, bo wszystko było jasne od dawna.

Zapytałam, co byś zrobiła, gdyby nie wyjazd, nieważne, czyj.
Dałabyś radę?
Jak?

4 931

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU: W żadnym wypadku tu nie chodzi o to, że obawiam się stracić faceta przez jego córę. Jeśli rzeczywiście stałoby się tak to świadczyłoby to tylko i wyłącznie o tym jak kruche było uczucie, którym mnie obdarzył. Owszem w pewnym sensie staram się o nią hmm... troszczyć? bo to dziecko człowieka, którego kocham. Jednak zgadzam się całkowicie. Nie ma co starać się na siłę ją "uszczęśliwić". Ona musi zrozumieć, że teraz wszystko już się zmieniło, a ona i tak nie jest już małym dzieckiem. Mieszka w Naszym domu, a jeśli jej to nie pasuje to nikt nigdy na siłę jej tu nie trzymał i nie trzyma. Odnoszę wrażenie, że ma problem z uznaniem mnie jako "panią domu", moja osoba jej nie pasuje bo nie ma już wolnej chaty, nie ma robienia czego się chce bo tata wraca z pracy dopiero o 17 i od powrotu ze szkoły ma 3 h szaleństwa ze swoim lubym. Nie ma panoszenia się po kuchni i bawienia w małżeństwo ("Chodź ukochany do mnie, przygotuje ci obiadek") bo przychodzi a w tej kuchni urzęduje ja. Nie lubię tego mówić, źle mi z ocenianiem w ten sposób innych zwłaszcza, że jeszcze nie mam swoich dzieci, ale uważam że jego dzieci są fatalnie wychowane. Mój partner docenia moją siłę i to, że staram się odnaleźć w nowej sytuacji (wiem, że martwi się że mogę nie wytrzymać i odejść). Moja mama mówi, że dobrze wiedziałam, że ma dzieci więc czego się spodziewałam. Moje przyjaciółki, że mam i tu cytuje "olać gówniarę i przystać się tak wszystkim przejmować". Czy ona zagraża mojemu związkowi? Sama nie wiem, w pewnym sensie na pewno, ale nie będę go na siłę ratować jeśli przyjdzie taka potrzeba bo "do tanga trzeba dwojga". Już raz trwałam za długo w związku, który nie miał przyszłości, drugi raz tego samego błędu nie mam zamiaru popełnić, ale jak na razie kochamy się i dajemy radę. Czas pokaże.

4 932

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Widzisz, LUSILJU, moj mąż nigdy w życiu nie zostawi swojej córki ( wiem, jak to idiotyczne brzmi), on jest smutny, kiedy jej nie widzi jeden dzień, dzwoni do niej co chwile, ta oczywiście nie odbiera, potem oddzwania, a ten jej dziękuje za to, no cyrki...

Nie raz mówiłam - jeźdzmy stad w cholerę, zamieszkamy nad morzem,
Co nas tu trzyma? Nic nie powiedział, bo wszystko było jasne od dawna.

Zapytałam, co byś zrobiła, gdyby nie wyjazd, nieważne, czyj.
Dałabyś radę?
Jak?

czy dalabym rade wtedy z nią mieszkac?nieeeee ,to trwalo krotko a juz mialam po kokardę,jak sie związałam z mężem to ona mieszkała u eksiary i ja weszłam w to,potem po latach przyszla do nas,matce tez dała w kość,ja sie nie cackalam,zasady byly ,maz tez jej nie rozpieszczał,nie dmuchal,ale to nie on spedzał z nią większość czasu ,wiec na mnie spadly błedy wychowawcze jej rodzicielki,ja wtedy pistawilam na prace,swój rozwoj plus opieka nad swoim dzieckiem ,a jej matka sie bawila,a ja przez chwile dokladalam do jej utrzymania,po czym powiedzialam dość

4 933

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Widzisz, LUSILJU, moj mąż nigdy w życiu nie zostawi swojej córki ( wiem, jak to idiotyczne brzmi), on jest smutny, kiedy jej nie widzi jeden dzień, dzwoni do niej co chwile, ta oczywiście nie odbiera, potem oddzwania, a ten jej dziękuje za to, no cyrki...

Nie raz mówiłam - jeźdzmy stad w cholerę, zamieszkamy nad morzem,
Co nas tu trzyma? Nic nie powiedział, bo wszystko było jasne od dawna.

Zapytałam, co byś zrobiła, gdyby nie wyjazd, nieważne, czyj.
Dałabyś radę?
Jak?

ja cię Dorula strasznie przepraszam za to co napisze,ale czy ty zdajesz sobie sprawę ze ta relacja jest CHORA,twój mąż nie zachowuje sie jak ojciec dojrzalej kobiety,tylko jak jej kochanek  to jest zaburzona ,niezdrowa i patologiczna relacja,zupelnie jakby byli para,fuuj

4 934 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-13 16:23:48)

Odp: Być drugą i macochą

Nie wiem, co napisać, moze to tak wyglada tylko, przecież nie sa para, bez przesady, relacja jest dziwna, fakt, ale relacje sa rożne, on jej po prostu potrzebuje, kocha, opiekuje sie nią, martwi o nią.
Nie raz mówiłam, daj jej żyć, co ja tak szpiegujesz, jest sobota wieczór, a ty wisisz na telefonie, ona ma cię gdzieś, jest na imprezie, weź sie ogarnij!
Szkoda tylko, ze o mnie tak sie nie troszczy...

Zreszta sama Ewarg napisała, cytuje: A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki? Koniec cytatu, wiec wnioskuje, ze moj maz należy właśnie do takich ojców.

4 935 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-13 16:35:55)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Nie wiem, co napisać, moze to tak wyglada tylko, przecież nie sa para, bez przesady, relacja jest dziwna, fakt, ale relacje sa rożne, on jej po prostu potrzebuje, kocha, opiekuje sie nią, martwi o nią.
Nie raz mówiłam, daj jej żyć, co ja tak szpiegujesz, jest sobota wieczór, a ty wisisz na telefonie, ona ma cię gdzieś, jest na imprezie, weź sie ogarnij!
Szkoda tylko, ze o mnie tak sie nie troszczy...

przedyskutuj to z psychologiem ,takie relacje są z żoną,partnerka ,nie z dorosła corka,to nie jest zwyczajna troska,sorry ale ja kiedyś ,,twój, ktorys post pokazałam komus kto również,wydal taki werdykt,a jest to osoba która ma wieloletnia praktyke w temacie,absolutnie nie zamierzam oceniac ,ale tak to wlasnie wyglada

4 936 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-13 16:52:19)

Odp: Być drugą i macochą

Matko jedyna, co ty piszesz!
Wiem, ja już sie przyzwyczaiłam do jego chorej miłości do córki, rozmawiałam nawet z nim na ten temat, bezowocnie oczywiście, bo usłyszałam, ze nie mam dziecka, wiec moje zdanie nie ma dla niego znaczenia i nigdy go nie zrozumiem.
Ha! Nawet usłyszałam, ze moja miłość do mojego kota jest chora, bo tez sie o niego martwię, szukam go, tule, głaszcze, no, załamka, co to za argument i skończyłam temat.

Moja siostra broni mojego meza, uważa, ze to normalne, tak sie kocha dzieci, sama nie wiem, już sie w tym pogubiłam, moze rzeczywiście rozmowa z psychologiem wyjaśni mi pewne kwestie.

I powtórzę
Zreszta sama Ewarg napisała, cytuje: A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki? Koniec cytatu, wiec wnioskuje, ze moj maz należy właśnie do takich ojców.

4 937 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-13 16:58:16)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki?
To tak samo jak 30-letkowie mieszkają z rodzicami na ich koszt, matka im gotuje i pierze i oni myślą, że wszystko im się należy. A rodzice powtarzają, że po co ma iść na swoje, że jest jeszcze młody i napracuje się w swoim życiu.

I uważacie , że to jest zdrowa miłość? Nie pozwalając się dzieciom usamodzielnić, przeciąć pępowiny. Niańczyć do 40 roku życia?????
Lub odwrotnie: czy to jest zdrowa miłość kiedy "dziecko" 30 letnie PASOŻYTUJE nadal na rodzicach?????
Czy to normalne , że TACY rodzice uczą swoje dziecko jedynie postawy "MI SIĘ WSZYSTKO NALEŻY"?
A potem ja w robocie się z takim pasożytem nieprzystosowanym społecznie muszę użerać.
Dla mnie to porażka wychowawcza tych nadopiekuńczych rodziców!
Patologia i porażka!

4 938 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-03-13 17:14:57)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
Ty sie użerasz w robocie, a ja w domu.

4 939 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-03-13 17:25:29)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Ewarg napisał/a:

A to, że ojcowie kochają ponad wszystko swoje dorosłe córki?
To tak samo jak 30-letkowie mieszkają z rodzicami na ich koszt, matka im gotuje i pierze i oni myślą, że wszystko im się należy. A rodzice powtarzają, że po co ma iść na swoje, że jest jeszcze młody i napracuje się w swoim życiu.

I uważacie , że to jest zdrowa miłość? Nie pozwalając się dzieciom usamodzielnić, przeciąć pępowiny. Niańczyć do 40 roku życia?????
Lub odwrotnie: czy to jest zdrowa miłość kiedy "dziecko" 30 letnie PASOŻYTUJE nadal na rodzicach?????
Czy to normalne , że TACY rodzice uczą swoje dziecko jedynie postawy "MI SIĘ WSZYSTKO NALEŻY"?
A potem ja w robocie się z takim pasożytem nieprzystosowanym społecznie muszę użerać.
Dla mnie to porażka wychowawcza tych nadopiekuńczych rodziców!
Patologia i porażka!

otoz to,ja rodzonego 23 latka nie niancze od kilku dobrych lat , pogonilam,,do pracy wakacyjnej,w sumie nie musiałam,ale to jest wychowawcze,mnie tez szybko życie usamodzielniło,krzywdy w tym nie widzę,ale relacje z prawie 30 letnia kobieta w tej formie ,OMG ,jestem corka w sumie przewrazliwionego ojca,ale o ile rozumiem ze gdy mialam 17lat o godz 23 wychodzil po mnie na dyskotekę i sprobowalabym z nim negocjować ze nie wrócę,to gdy wydoroslalam relacje nasze są normalne,dalekie jednak od tego jakie powinny cechować meza-Zone,kochanka-kochanke.....
na powitanie nie wymieniamy pocalunkow tylko podajemy sobie rękę,bo jak powiedział mój tato,,bez obscenicznych testów,nie przystoi ćmokac dorosłej córy,,i to jest dla mnie zdrowe,mogę na niego liczyć,moje dzieci tez ,on na nas i tak ma byc

4 940

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Kjim
Ty sie użerasz w robocie, a ja w domu.

wyslij ich oboje do lekarza,napewno nie uslyszysz od niego ze to jest normalna normalnosc

Posty [ 4 876 do 4 940 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 74 75 76 77 78 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026