chceuciekacstad, to przynajmniej sprawy z młodym idą w dobrym kierunku
A tak z ciekawości - odwiózł młodego w bezrękawniku czy kurtce?
4 811 2015-02-16 15:53:04
Podobne tematy
4 812 2015-02-16 16:00:24
W bezrękawniku... praczka nam się zwolniła jakiś czas temu hih . M musi sam prac swoje i syna
nie zdążył kurtki wyprać
..
Bycie jedzą dużo bardziej popłaca ... bo jak czasami zrobisz coś dla innych to widzą to i doceniają
sprawdziłam i staram się ograniczać swoje matczyne zapędy na nie moje dzieci ... a i dla dorosłych również ![]()
4 813 2015-02-16 16:28:53 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-16 16:31:36)
W bezrękawniku... praczka nam się zwolniła jakiś czas temu hih . M musi sam prac swoje i syna
nie zdążył kurtki wyprać
..
Bycie jedzą dużo bardziej popłaca ... bo jak czasami zrobisz coś dla innych to widzą to i doceniają
sprawdziłam i staram się ograniczać swoje matczyne zapędy na nie moje dzieci ... a i dla dorosłych również
Ja, ani M nie pierzemy rzeczy młodszego młodego przywiezionych od matki, niech ma zajęcie mamuśka. Wystarczy, że jednego chłopaka M opieram. Za to z mojego syna nie raz zdzieram brudne ubrania, bo żal mi, że taki zaniedbany przyjeżdża od ojca.
4 814 2015-02-16 16:54:24
chceuciekacstad napisał/a:W bezrękawniku... praczka nam się zwolniła jakiś czas temu hih . M musi sam prac swoje i syna
nie zdążył kurtki wyprać
..
Bycie jedzą dużo bardziej popłaca ... bo jak czasami zrobisz coś dla innych to widzą to i doceniają
sprawdziłam i staram się ograniczać swoje matczyne zapędy na nie moje dzieci ... a i dla dorosłych również
Ja, ani M nie pierzemy rzeczy młodszego młodego przywiezionych od matki, niech ma zajęcie mamuśka. Wystarczy, że jednego chłopaka M opieram. Za to z mojego syna nie raz zdzieram brudne ubrania, bo żal mi, że taki zaniedbany przyjeżdża od ojca.
Kiedyś się wykurzałam, że nie dość że młody przyjeżdża obdarty i brudno , trzeba go oprać , obkupić ..to te rzeczy nie wracają .
Teraz nie interesuję się tym... jak M chce prać dla syna (bo przecież nie dla ex
) to niech to robi.
Ja nie mam nic przeciw kupowaniu rzeczy .. ale jak dziecko dostaje od ojca nowiutki dres , kolejny zresztą ...a przyjeżdża w jakiś powycieranych i podziurawionych spodniach ...i ogólnie wygląda jak z ulicy...to coś tu nie gra....
Ja ciągle powtarzam że ex celowo tak robi, bo wie że M się wstydzi i musi chłopakowi kupić.. kiedyś zabierał "jego " rzeczy z domu ex ... później ona zaczęła mówić że NIE MA TYCH RZECZY "...teraz widzę że M stara się odwodzić młodego w tym co przyjechał... chyba sam już widzi że to jego podejście " to dla syna" nie ma racji bytu ze strony ex...
4 815 2015-02-16 20:59:25
Powiem wam jedno, czego bardzo żałuję to w niedzielę wyjechałam do mojego ex z uwagami, że w każde święta i jak mu tylko pasuje podrzuca mi chłopaka. W rezultacie mój ex i tak wszystko olał i nawet nie odebrał syna, a młody bardzo przeżył naszą kłótnie. Było mi przykro, że mógłby poczuć się odepchnięty, niechciany przeze mnie i przez ojca.
Zazdrosna przerabiałam to ze swoim Byłym, ale starałam się żeby dzieci nie słyszały naszych kłótni. Dosyć się nasłuchały w czasie trwania małżeństwa... Jeśli nawet czasem usłyszą ,że wymagam czegoś od Byłego , to tłumaczę, tłumaczę i zapewniam, ze bardzo ich kocham, ale tata ma wobec nich takie same obowiązki i NIKT GO z roli rodzica nigdy nie zwolnił. Ma tak samo dbać o dzieci jak mama i ma taki same obowiązki wobec nich jak mama. A przede wszystkim wszyscy musimy przestrzegać grafika i pewnych zasad (między innymi szanować czas drugiej osoby), bo inaczej pogubimy się i zwariujemy w tym wszystkim.
Wydaje mi się dziewczyny, że jeśli drugi rodzic nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków to choć my musimy stanąć na wysokości zadania i tym dzieciakom stworzyć stabilizację, spokój nawet za cenę własnych planów.
Zazdrosna a jaki spokój i stabilizację zapewnia twojemu synowi ojciec, skoro nie trzyma się planu i podrzuca dzieciaka, bo mu się tak podoba? Inna rzecz, jeśli syn faktycznie nie widziałby Cię ze dwa tygodnie i stęsknił się na tyle, żeby do Ciebie przyjechać. Ale skoro plany były inne i syn ustalił z Tobą i ojcem wcześniej, że zobaczycie się w niedzielę, to moim zdaniem słusznie wygarnęłaś byłemu, że zmienia plany i stawia Cię przed faktem dokonanym. Z dzieckiem siadasz i tłumaczysz , że bardzo Go kochasz i że zawsze jeśli dzieje mu się krzywda to ma drzwi Twojego domu otwarte, ale poproś Go by przestrzegał zasad i ustalonych planów, bo nie przestrzegając zasad, w życie wkrada się chaos. Nikt nie lubi , pewnie Twój syn też, jak Mu się psuje plany. Myślę, że zrozumie to szybciej niż Twój były. Dzieci są bardziej elastyczne i da się je jeszcze wychować, w przeciwieństwie do naszych Byłych, którzy są niereformowalni.
Ja już z pewnością synowi takiej sceny nie zrobię.
Z synem rozmawiaj, tłumacz, ucz szacunku i wychowuj. A Byłemu słusznie się należał opierdziel.
Tak dla porównania powiem, że ex M też chciała podrzucić nam młodszego syna M przekazała tą informację przez dzieciaka, M odmówił chłopakowi twierdząc, że mamy inne plany.
Mam nadzieję, że Mu wytłumaczył dlaczego, a nie powiedział tylko NIE.
4 816 2015-02-16 21:11:29
zazdrosna13 napisał/a:Powiem wam jedno, czego bardzo żałuję to w niedzielę wyjechałam do mojego ex z uwagami, że w każde święta i jak mu tylko pasuje podrzuca mi chłopaka. W rezultacie mój ex i tak wszystko olał i nawet nie odebrał syna, a młody bardzo przeżył naszą kłótnie. Było mi przykro, że mógłby poczuć się odepchnięty, niechciany przeze mnie i przez ojca.
Zazdrosna przerabiałam to ze swoim Byłym, ale starałam się żeby dzieci nie słyszały naszych kłótni. Dosyć się nasłuchały w czasie trwania małżeństwa... Jeśli nawet czasem usłyszą ,że wymagam czegoś od Byłego , to tłumaczę, tłumaczę i zapewniam, ze bardzo ich kocham, ale tata ma wobec nich takie same obowiązki i NIKT GO z roli rodzica nigdy nie zwolnił. Ma tak samo dbać o dzieci jak mama i ma taki same obowiązki wobec nich jak mama. A przede wszystkim wszyscy musimy przestrzegać grafika i pewnych zasad (między innymi szanować czas drugiej osoby), bo inaczej pogubimy się i zwariujemy w tym wszystkim.
zazdrosna13 napisał/a:Wydaje mi się dziewczyny, że jeśli drugi rodzic nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków to choć my musimy stanąć na wysokości zadania i tym dzieciakom stworzyć stabilizację, spokój nawet za cenę własnych planów.
Zazdrosna a jaki spokój i stabilizację zapewnia twojemu synowi ojciec, skoro nie trzyma się planu i podrzuca dzieciaka, bo mu się tak podoba? Inna rzecz, jeśli syn faktycznie nie widziałby Cię ze dwa tygodnie i stęsknił się na tyle, żeby do Ciebie przyjechać. Ale skoro plany były inne i syn ustalił z Tobą i ojcem wcześniej, że zobaczycie się w niedzielę, to moim zdaniem słusznie wygarnęłaś byłemu, że zmienia plany i stawia Cię przed faktem dokonanym. Z dzieckiem siadasz i tłumaczysz , że bardzo Go kochasz i że zawsze jeśli dzieje mu się krzywda to ma drzwi Twojego domu otwarte, ale poproś Go by przestrzegał zasad i ustalonych planów, bo nie przestrzegając zasad, w życie wkrada się chaos. Nikt nie lubi , pewnie Twój syn też, jak Mu się psuje plany. Myślę, że zrozumie to szybciej niż Twój były. Dzieci są bardziej elastyczne i da się je jeszcze wychować, w przeciwieństwie do naszych Byłych, którzy są niereformowalni.
zazdrosna13 napisał/a:Ja już z pewnością synowi takiej sceny nie zrobię.
Z synem rozmawiaj, tłumacz, ucz szacunku i wychowuj. A Byłemu słusznie się należał opierdziel.
zazdrosna13 napisał/a:Tak dla porównania powiem, że ex M też chciała podrzucić nam młodszego syna M przekazała tą informację przez dzieciaka, M odmówił chłopakowi twierdząc, że mamy inne plany.
Mam nadzieję, że Mu wytłumaczył dlaczego, a nie powiedział tylko NIE.
My w naszych patchworkowych związkach często spotykamy się z opinia , że dziecku należy się wszystko..bo nie mieszka z tata/mama .. więc trzeba rzucać wszystko bo akurat jest ...
Tyle że przestrzeganie umówionych terminów to również wyraz szacunku dla kogoś ..
4 817 2015-02-16 21:13:52 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-16 21:15:42)
Bycie jedzą dużo bardziej popłaca ... bo jak czasami zrobisz coś dla innych to widzą to i doceniają
Wpadłam na to po jakiś dwóch latach popełniania błędu dogadzania wszystkim :-)))
Ja nie mam nic przeciw kupowaniu rzeczy .. ale jak dziecko dostaje od ojca nowiutki dres , kolejny zresztą ...a przyjeżdża w jakiś powycieranych i podziurawionych spodniach ...i ogólnie wygląda jak z ulicy...to coś tu nie gra....
Ja ciągle powtarzam że ex celowo tak robi, bo wie że M się wstydzi i musi chłopakowi kupić.. kiedyś zabierał "jego " rzeczy z domu ex ... później ona zaczęła mówić że NIE MA TYCH RZECZY "
Wiecie co, czasem się zastanawiam, czy One (BYŁE) nie mają jakiegoś analogicznego do naszego forum, gdzie wymieniają się pomysłami typu : jak dopiec Byłemu, jak wykończyć Byłego, jak Mu uprzykrzyć życie i jak Go oskubać :-))))
4 818 2015-02-17 09:33:12 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-17 09:42:40)
Wiecie co, czasem się zastanawiam, czy One (BYŁE) nie mają jakiegoś analogicznego do naszego forum, gdzie wymieniają się pomysłami typu : jak dopiec Byłemu, jak wykończyć Byłego, jak Mu uprzykrzyć życie i jak Go oskubać :-))))
Nie muszą wymieniać pomysłów, bo doskonale znają swoich byłych facetów, manipulowały nimi przez kilka, kilkanaście lat i robią to nadal. Znają ich słabe punkty i wiedzą, że bardziej im zależy na dzieciach
Kjim oczywiście, że nie miałam wymiany słownej z byłym przy synu. Może niepotrzebnie uświadomiłam chłopakowi całą tą sytuację, mówiłam po raz kolejny, że ojciec się nim nie zajmuje i w domu jest ciągle sam, niedopilnowany, bo tatuś spędza swój wolny czas u partnerki. A mnie trafia i mam ochotę zabrać syna do siebie. On odebrał to zupełnie inaczej, po prostu lubi wracać na swoje stare śmieci, bo tu czuje się dobrze. Tam nawet jak ojciec jest w domu to każdy siedzi w swoim pokoju przy swoim laptopie, bo tatuś nawija ze swoją dziewczyną. Ta owinęła sobie mojego exa w okół palca, a widać mój syn zaczął im przeszkadzać, on natomiast nie skarży się i wszystko tłumi w sobie. Dlatego może tak mocno odczuł to, co starałam mu się przekazać. Kiedyś jak przyjedzie do mnie to już go nie wypuszczę do ojca, bo serca mi pęka jak młody biega w podartych butach, starej kurtce i brudnych spodniach. Ma tylko to, co matka mu kupi, a wręcz wmusi, bo on niczego nie potrzebuje, kochana bestia
Zdaję sobie jednak sprawę, że jak go zabiorę od exa to oleje go tak samo jak córkę, a chłopak przecież potrzebuje ojca bardziej. Gdyby miała tylko większe mieszanie..
4 819 2015-02-17 17:29:22
Zazdrosna w jakim wieku są Twoje dzieci ?
A masz jakiś kontakt z dziewczyną ex? wiesz, skoro syn mieszka z nimi to ona ma jakiś tam wpływ na wychowanie syna...
może warto pogadać z laską ?
Piszesz że chłopak brudny, zaniedbany... ale się nie skarży, i zaczął przeszkadzać tamtym... wiesz, nie wiadomo czy tak jest - popatrz na siebie i Twoje relacje z pasierbem.. tamta kobieta może mieć podobne przemyślenia.
Jest też prawdą że większość nastolatków męskich ... nie dba o siebie , chodzą w jednych butach i spodniach póki im mamusia nie zedrze z tyłka do prania... a jak mamusi brak....to kto ma to zrobić ??? facet ?? po co ?? robotę ma sobie robić ??
4 820 2015-02-17 18:47:57 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-17 18:50:01)
Zazdrosna w jakim wieku są Twoje dzieci ?
A masz jakiś kontakt z dziewczyną ex? wiesz, skoro syn mieszka z nimi to ona ma jakiś tam wpływ na wychowanie syna...
może warto pogadać z laską ?
Piszesz że chłopak brudny, zaniedbany... ale się nie skarży, i zaczął przeszkadzać tamtym... wiesz, nie wiadomo czy tak jest - popatrz na siebie i Twoje relacje z pasierbem.. tamta kobieta może mieć podobne przemyślenia.
Jest też prawdą że większość nastolatków męskich ... nie dba o siebie , chodzą w jednych butach i spodniach póki im mamusia nie zedrze z tyłka do prania... a jak mamusi brak....to kto ma to zrobić ??? facet ?? po co ?? robotę ma sobie robić ??
Dziewczyna mieszka z rodzicami, tak jej chyba wygodniej. Przez to mój ex na chwilę tylko wpadnie tylko do domu po pracy, syna wyuczył gotowania, sprzątania i gna do swojej kochanej, gdzie przesiaduje do późna wieczorem, chłopak w tygodniu jest sam jak palec. Paniusia własnych dzieci nie ma, co więcej afiszowała się jak ona niby je kocha wszystkie i wspiera fundacje na ich rzecz. Niestety czasy zauroczenia się pasierbami i prezentów dawno minęły, teraz pieniążki idą na wyjazdy, żeby choć młodego raz wzięli ze sobą. Kiedyś miałam ta wątpliwą przyjemność z panią rozmawiać, to mi powiedziała, że syn ma ojca tyle ile sam chce. Co jest paranoją, fakt może i chłopakowi brak kontroli jest na rękę, bo wiem, że do nocy potrafi siedzieć na komputerze i oglądać filmy, ale czy nastolatek wie co jest dla niego właściwe? Poza tym syn ma taki charakter, że się nie skarży, nie narzeka i nic nigdy nie potrzebuje. Praniem też sam musi się zajmować. Nie wtrącam się, bo niech się nauczy pomagać w domu, ale pamiętam takie sytuacje, że młody musiał rezygnować z zajęć poza szkolnych, bo ojciec mu kazał przygotować obiad na czas. Z drugiej strony też zdaję sobie sprawę, że np w święta nie ma ochoty jechać do dziewczyny i jej rodziców, bo się tam obco czuje i gna czym prędzej do mnie, co oczywiście jest moją radością. W końcu jestem jego matką i moim przywilejem oraz obowiązkiem jest zająć się synem. Mój młody ma 16, córa 19 lat.
4 821 2015-02-17 18:59:24
chceuciekacstad napisał/a:Zazdrosna w jakim wieku są Twoje dzieci ?
A masz jakiś kontakt z dziewczyną ex? wiesz, skoro syn mieszka z nimi to ona ma jakiś tam wpływ na wychowanie syna...
może warto pogadać z laską ?
Piszesz że chłopak brudny, zaniedbany... ale się nie skarży, i zaczął przeszkadzać tamtym... wiesz, nie wiadomo czy tak jest - popatrz na siebie i Twoje relacje z pasierbem.. tamta kobieta może mieć podobne przemyślenia.
Jest też prawdą że większość nastolatków męskich ... nie dba o siebie , chodzą w jednych butach i spodniach póki im mamusia nie zedrze z tyłka do prania... a jak mamusi brak....to kto ma to zrobić ??? facet ?? po co ?? robotę ma sobie robić ??Dziewczyna mieszka z rodzicami, tak jej chyba wygodniej. Przez to mój ex na chwilę tylko wpadnie tylko do domu po pracy, syna wyuczył gotowania, sprzątania i gna do swojej kochanej, gdzie przesiaduje do późna wieczorem, chłopak w tygodniu jest sam jak palec. Paniusia własnych dzieci nie ma, co więcej afiszowała się jak ona niby je kocha wszystkie i wspiera fundacje na ich rzecz. Niestety czasy zauroczenia się pasierbami i prezentów dawno minęły, teraz pieniążki idą na wyjazdy, żeby choć młodego raz wzięli ze sobą. Kiedyś miałam ta wątpliwą przyjemność z panią rozmawiać, to mi powiedziała, że syn ma ojca tyle ile sam chce. Co jest paranoją, fakt może i chłopakowi brak kontroli jest na rękę, bo wiem, że do nocy potrafi siedzieć na komputerze i oglądać filmy, ale czy nastolatek wie co jest dla niego właściwe? Poza tym syn ma taki charakter, że się nie skarży, nie narzeka i nic nigdy nie potrzebuje. Praniem też sam musi się zajmować. Nie wtrącam się, bo niech się nauczy pomagać w domu, ale pamiętam takie sytuacje, że młody musiał rezygnować z zajęć poza szkolnych, bo ojciec mu kazał przygotować obiad na czas. Z drugiej strony też zdaję sobie sprawę, że np w święta nie ma ochoty jechać do dziewczyny i jej rodziców, bo się tam obco czuje i gna czym prędzej do mnie, co oczywiście jest moją radością. W końcu jestem jego matką i moim przywilejem oraz obowiązkiem jest zająć się synem. Mój młody ma 16, córa 19 lat.
A młody nie chce mieszkać z Tobą ?
Nie myślałaś o tym by wrócił do Ciebie ?
4 822 2015-02-17 19:46:33
A młody nie chce mieszkać z Tobą ?
Nie myślałaś o tym by wrócił do Ciebie ?
Do dziś nie mogę pogodzić się z decyzja chłopaka. Po rozwodzie ojciec przekabacił go proponując mu własny pokój, bo u mnie musiał mieszkać z siostrą, dziś raczej nierealne. Poza tym młodemu taka laba jest na rękę, choć uczy się dobrze i nie rozrabia, nie mogę narzekać. Jeszcze do niedawna mieszkał bardzo blisko i tylko na noc wracał do ojca, a u mnie przebywał całymi dniami. Teraz szkołę ma tam gdzie mieszka, dlatego mam go od piątku do niedzieli, a ojciec nie ma alimentów. Często zadaję mu pytanie czy chce tu wrócić, on twierdzi, że u ojca ma spokój, a u nas wieczny harmider, moja córa i pasierb też do spokojnych nie należą, choć córa jest raczej gościem we własnym domu. M tez wiecznie wk... na swojego młodego, a ten prowadzi wywody podniesionym tonem, co też nie należy do przyjemnych. Dlatego nie dziwię się synowi.
4 823 2015-02-20 10:10:54
Mnie znów nosi przed weekendem. Przez cały tydzień albo ja starałam się załagodzić sytuację, gdy M się wkurzał na zachowanie swojego syna, albo odwrotnie. Dobrze przynajmniej, że M nie wtrąca się jak ja staram się wyegzekwować coś od chłopaka, a wręcz wtóruje to czego ja wymagam. Gnojek jednak robi swoje, wszystko inaczej niż mu się karze. Do tego jeszcze skarżą się sąsiedzi na jego chuligaństwo i wulgarne odzywki. Dziś na szczęście jedzie do matki M, a ja go staram się przekonać żeby był tam do niedzieli, a nie tylko do soboty. Zaczynam stawiać M ultimatum, bo w jednym domu może być chyba tylko ten chłopak albo ja, choć zdaję sobie sprawę z decyzji M nie mam zamiaru mieszkać w takiej atmosferze.
Zadaję sobie sprawę, że nic mi nie pomożecie, ale choć to z siebie to wyrzucę.
4 824 2015-02-20 14:44:59
No nie pomożemy rozwiązać problemów, ale możemy wesprzeć dobrym słowem. Zazdrosna trzymam kciuki. Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że problemy niesfornych nastolatków dotyczą nie tylko rodzin patchworkowych. Zbuntowane nastolatki potrafią napsuć krwi, psuć atmosferę i skłócać rodziców w normalnych , pełnych rodzinach.
4 825 2015-02-20 15:54:43
To i ja qurwa mać tu wyleje!
Zepsuła nam się zmywarka, gwarancja minęła pół roku temu.. naprawa koszt rzędu 700-1000zl.. Kupiliśmy nową , specjalnie uzgodniłam z M że weźmiemy dostawę od 16-19 żeby był w domu i odebrał/dopilnował .... ja wracam teraz późno .
I co ??? po pracy M jedzie prosto po syna .. i jest problem !! Tydzień temu ex powiedziała że ma przyjechać na 20 po młodego. I ok "rozkaz wykonany " .
Proszę się go żeby tez pojechał po odbiorze , najpóźniej na 20 by był .. i jest problem .. ON jedzie po pracy prosto !!!
No qurwa.. wszystko muszę sama !!!
Wiedział o tej dostawie , miałam nadzieję że przywiozą do czwartku...ale nie przywieźli!
4 826 2015-02-20 16:27:44
Mi też się dołożyło. Obibok miał zapowiedziane przed zakończeniem półrocza, że jak nie wyprowadzi ocen to w tym roku na narty nie jedzie. Nie zrobił nic, by poprawić oceny. M już mu pozwolił młodemu mieć dwie jedynki na półrocze, co dla mnie jest bez sensu. Chłopak zarobił jednak trzy i nie zrobiło to żadnej różnicy. Wyjazd z moim synem i młodszym chłopakiem M jutro, starszy wczoraj ustaliliśmy razem, że na weekend ma być u dziadków, co oni jak i dzieciak wczoraj przyjęli do wiadomości. Dziś dzwoni do mnie M - bo on nie wie co zrobić?! K.. jak nie wie, skoro wczoraj wszystko ustaliliśmy. Jak chce go brać na narty, to niech jadą razem. Przez ten właśnie brak konsekwencji dzieciak sprawia takie problemy, k... biedne dziecko, pewnie przekonali M jego rodzice.
4 827 2015-02-20 16:42:44
Mi też się dołożyło. Obibok miał zapowiedziane przed zakończeniem półrocza, że jak nie wyprowadzi ocen to w tym roku na narty nie jedzie. Nie zrobił nic, by poprawić oceny. M już mu pozwolił młodemu mieć dwie jedynki na półrocze, co dla mnie jest bez sensu. Chłopak zarobił jednak trzy i nie zrobiło to żadnej różnicy. Wyjazd z moim synem i młodszym chłopakiem M jutro, starszy wczoraj ustaliliśmy razem, że na weekend ma być u dziadków, co oni jak i dzieciak wczoraj przyjęli do wiadomości. Dziś dzwoni do mnie M - bo on nie wie co zrobić?! K.. jak nie wie, skoro wczoraj wszystko ustaliliśmy. Jak chce go brać na narty, to niech jadą razem. Przez ten właśnie brak konsekwencji dzieciak sprawia takie problemy, k... biedne dziecko, pewnie przekonali M jego rodzice.
niestety , brak konsekwencji u rodziców powoduje tylko że dzieci wychodzą z założenia że pogada ..pogada i tyle...
gdzieś na forum dla nastolatków kiedyś czytałam , że one świadomie mają taką taktykę ... robią co chcą wiedząc że rodzice nie będą zadowoleni/jak pojawia się kara - chwila poprawy lub użalanie się nad swoim losem- i to pomaga ... rodzice litują się i cofają kary lub w ogóle ich nie stosują ...a młodzież dalej zadowolona z siebie .
Jestem wściekła , opierdzieliłam M , że nigdy nie mogę na nim polegać - chłop się wziął w garść i zwolnił z pracy, jedzie odebrać zmywarkę- wszystko żeby tylko nie ruszyć terminu odbioru młodego..
Wiem jak to wygląda , powinnam się cieszyć że jednak zmywarkę odbierze.. ale szlak mnie trafia że staje na rzęsach jak ex mu coś narzuci ...a ja to się mogę prosić.
Mieliśmy jechać jutro połazić po górach - ale ode chciało mi się
nie mam ochoty spędzać kolejnego weekendu z M i jego synem .. mój syn nie chciał jechać .
Znajdę sobie inne zajęcie .
4 828 2015-02-20 16:53:50
Właśnie nazwałam swojego M d.. wołową, to samo można powiedzieć o twoim. Ja nie chce takiego faceta.
4 829 2015-02-20 17:12:37
Właśnie nazwałam swojego M d.. wołową, to samo można powiedzieć o twoim. Ja nie chce takiego faceta.
Zazdrosna , ja tylko jednego nie potrafię zrozumieć - dlaczego nasi faceci w zestawieniu z innymi problemami potrafią podjąć dobre decyzje , w pracy , wśród znajomych .. a jak tylko pokazuje się na horyzoncie ex/synek to jakby rozumy im odejmowało....
Plany ex są ważne i dlatego może jechać na godzinę 20 po młodego.. 100 km w jedną stronę... ale jak ja go proszę o jakieś drobne zmiany .. to MÓJ synek ...po mojego synka...
4 830 2015-02-20 20:39:12
Zazdrosna , ja tylko jednego nie potrafię zrozumieć - dlaczego nasi faceci w zestawieniu z innymi problemami potrafią podjąć dobre decyzje , w pracy , wśród znajomych .. a jak tylko pokazuje się na horyzoncie ex/synek to jakby rozumy im odejmowało....
Plany ex są ważne i dlatego może jechać na godzinę 20 po młodego.. 100 km w jedną stronę... ale jak ja go proszę o jakieś drobne zmiany .. to MÓJ synek ...po mojego synka...
Po moim powrocie z pracy zorientowałam się, że sprawy mają nie, co inny obrót. M powiadomił mnie, że młodszy syn jest chory i nie będzie go w ten weekend. Odwet Ex, za to że M nie dał go sobie wcisnąć w walentynki poza wyznaczony grafik. Co więcej M nie robi problemów, by pojechać na narty wyłącznie z moim synem, ALE rodzice M pomimo wczoraj wyrażonej zgody, by starszy chłopak u nich przez ten czas pobył SIĘ ROZMYŚLILI. To pozostaje nam tylko zostawić młodego samego w domu. W końcu doszło do mnie, kto mąci w naszym związku i kogo słucha się M. Jak na razie jestem z niego dumna, ale przykre, że rodzice mogą tak manipulować dorosłym człowiekiem. Oj czuję, że prędko się tam w odwiedziny nie pojawię.
Powiem ci szczerze Chceuciekacstad, że ja uważam, że w innych relacjach M też ma słaby charakter, jest mało asertywny i przez to często jest wykorzystywany przez klientów i znajomych. Kiedyś myślałam, że jest dobrym człowiekiem, teraz widzę to inaczej i uważam raczej, ze za wadę. Poza tym my ostatnio razem ustalamy plany w kwestii dzieci na zasadzie kompromisu, każdy z nas mówi czego chce i spotykamy się gdzieś po środku.
Ja chyba też jestem mało stanowcza, bo już mi złość na pasierba przeszła zwłaszcza, że on coś nie ma ochoty jechać na te narty. Mam wrażenie, że jak M pojedzie bez swoich dzieci, to nie będzie miał humoru. Poza tym mój młody sam będzie się nudził. Z drugiej strony, rodzice M wyszli by na swoje.
4 831 2015-02-21 12:26:38
Po moim powrocie z pracy zorientowałam się, że sprawy mają nie, co inny obrót. M powiadomił mnie, że młodszy syn jest chory i nie będzie go w ten weekend. Odwet Ex, za to że M nie dał go sobie wcisnąć w walentynki poza wyznaczony grafik.
Standardowe zachowanie mściwej baby :-) Założę się , że za każdym innym razem nie było problemu żeby chory dzieciak jechał do ojca, ale skoro M nie poszedł Jej na rękę w walentynki, to się będzie teraz głupio mścić. ..... I dobrze . Niech M się nie awanturuje, nie komentuje, nie nalega - w końcu sama dojdzie do wniosku, że takim zachowaniem sama sobie strzela w kolano. Idiotka.
Co więcej M nie robi problemów, by pojechać na narty wyłącznie z moim synem, ALE rodzice M pomimo wczoraj wyrażonej zgody, by starszy chłopak u nich przez ten czas pobył SIĘ ROZMYŚLILI.
Pamiętasz co było u mnie? RAZ jeden poprosiłam M o pomoc w transporcie moich dzieci przez pół Polski. Potrzebowałam Go na jedną niedzielę i wtedy to właśnie rodzice M stwierdzili, że absolutnie w TEN właśnie weekend nie mogą zająć się wnukami i że M MUSI osobiście się nimi wtedy zająć i że nie może być nic i nikt ważniejszy od jego dzieci. Pojechałam sama i powiedziałam że to był pierwszy i ostatni raz kiedy Go o coś poprosiłam. Po tym weekendzie się rozstaliśmy, bo......
..... W końcu doszło do mnie, kto mąci w naszym związku i kogo słucha się M. ...............przykre, że rodzice mogą tak manipulować dorosłym człowiekiem. .
ja uważam, że w innych relacjach M też ma słaby charakter, jest mało asertywny i przez to często jest wykorzystywany przez klientów i znajomych. Kiedyś myślałam, że jest dobrym człowiekiem, teraz widzę to inaczej i uważam raczej, ze za wadę.
Oj, zauważ , że jest jedna osoba, co do której potrafi być asertywny, twardy i nieugięty - tą osobą jesteś TY !!!
4 832 2015-02-21 13:09:37
zazdrosna13 napisał/a:Po moim powrocie z pracy zorientowałam się, że sprawy mają nie, co inny obrót. M powiadomił mnie, że młodszy syn jest chory i nie będzie go w ten weekend. Odwet Ex, za to że M nie dał go sobie wcisnąć w walentynki poza wyznaczony grafik.
Standardowe zachowanie mściwej baby :-) Założę się , że za każdym innym razem nie było problemu żeby chory dzieciak jechał do ojca, ale skoro M nie poszedł Jej na rękę w walentynki, to się będzie teraz głupio mścić. ..... I dobrze . Niech M się nie awanturuje, nie komentuje, nie nalega - w końcu sama dojdzie do wniosku, że takim zachowaniem sama sobie strzela w kolano. Idiotka.
zazdrosna13 napisał/a:Co więcej M nie robi problemów, by pojechać na narty wyłącznie z moim synem, ALE rodzice M pomimo wczoraj wyrażonej zgody, by starszy chłopak u nich przez ten czas pobył SIĘ ROZMYŚLILI.
Pamiętasz co było u mnie? RAZ jeden poprosiłam M o pomoc w transporcie moich dzieci przez pół Polski. Potrzebowałam Go na jedną niedzielę i wtedy to właśnie rodzice M stwierdzili, że absolutnie w TEN właśnie weekend nie mogą zająć się wnukami i że M MUSI osobiście się nimi wtedy zająć i że nie może być nic i nikt ważniejszy od jego dzieci. Pojechałam sama i powiedziałam że to był pierwszy i ostatni raz kiedy Go o coś poprosiłam. Po tym weekendzie się rozstaliśmy, bo......
zazdrosna13 napisał/a:..... W końcu doszło do mnie, kto mąci w naszym związku i kogo słucha się M. ...............przykre, że rodzice mogą tak manipulować dorosłym człowiekiem. .
zazdrosna13 napisał/a:ja uważam, że w innych relacjach M też ma słaby charakter, jest mało asertywny i przez to często jest wykorzystywany przez klientów i znajomych. Kiedyś myślałam, że jest dobrym człowiekiem, teraz widzę to inaczej i uważam raczej, ze za wadę.
Oj, zauważ , że jest jedna osoba, co do której potrafi być asertywny, twardy i nieugięty - tą osobą jesteś TY !!!
ja myślę podobnie - to znaczy że mój M tylko w stosunku do mnie stawia na swoim... choćby go to miało kosztować tygodniowe milczenie i osobne pokoje.... do innych kończy się pogadanka ....
Ja dziś dostałam po głowie.... opadły mi chyba całkiem klapki...nie wiem co ja sobie wyobrażałam ... Leżymy rano w łóżku ... M się mnie pyta co będzie z kredytem jak bym umarła... czy jak dalej będzie kredyt płacony to bank się nie przyczepi że on nie ma zdolności .... i nawiązała się rozmowa....
Dla niego nic się nie zmieni- mój syn jest prawie pełnoletni, ma kasę na spłatę swojej części kredytu gdyby coś.... więc mogą sobie dalej żyć...ja zapytałam co gdyby on umarł - a M mi na to że jego syn wszystko dostanie .... w sumie racja... ja się go pytam czy nie myślał aby to rozwiązać jakoś - bo ja sobie nie wyobrażam że miałabym mieszkać e jego ex... a on na to że to ją spłacę!!! qurwa .... że sprzedam dam i dam jej połowę !
Myślałam już kiedyś o tym że będę mieć problemy , gdyby M coś się stało.. ale odpychałam to na później.. chyba naiwnie myślałam że M myśli żeby w razie co zabezpieczyć mnie ...nasz dom...
ale się myliłam - jego interesuje tylko syn i on....
Wszystko składa się w jedno.. on dba tylko o siebie i syna- skoro i tak kiedyś będę musiała sprzedać dom , żeby spłacić jego syna czy ex ...bo młody ma dopiero 8 lat ...to wolę to teraz . Nie będę płacić wysokiego kredytu po to by komuś później odpalić połowę... znam lepsze sposoby na wydawanie kasy ![]()
Powiedziała M , że w takim razie dom sprzedajemy, każdy sobie rzepkę skrobie ..znaczy że ja kupie sobie mieszkanie ... on niech robi jak chce... a on na to czy nas nic poza domem nie łączy - wygląda na to że nie ... skoro on tylko myśli o sobie i synu...
Dla mnie dom to rodzina, bezpieczeństwo... azyl.. i poczucie że to moja twierdza a dla niego kasa dla syna ... nawet to że ex by to dostała jak młody nie będzie miał 18 nie jest dla niego problemem .
Wiosna idzie ... czas na mega porządki ![]()
4 833 2015-02-21 16:57:34
Pamiętasz moje posty , w których pytałam co z dziedziczeniem majątku i długów? Najrozsądniejsze podpowiedzi , które wtedy dostałam od forumowiczek to : "rozdzielność majątkowa". Już dawno myślałam o tym, że budując dom z M, tak naprawdę to moja praca, moje wyrzeczenia to byłby "koszt uzyskania przychodu przez Jego Byłą i Ich dzieci". Za ciężko w życiu pracuję, żeby roszczeniowy babsztyl się do tego dobierał i być może w przyszłości wyrzucił mnie z naszego domu. Ty przynajmniej zostałaś z góry ostrzeżona, że po śmierci M będziesz MUSIAŁA spłacać Jego syna. Pamiętaj , najpierw zabezpiecz siebie i swojego syna, bo gdyby faktycznie Twojemu facetowi się coś stało, nikt nie będzie miał skrupułów i nikt się nie będzie zastanawiał co się z Wami stanie. Ani teściowa, ani pasierb a już na pewno nie Pani Ex .
4 834 2015-02-21 17:02:27
Dla niego nic się nie zmieni- mój syn jest prawie pełnoletni, ma kasę na spłatę swojej części kredytu gdyby coś.... więc mogą sobie dalej żyć...
Pytanie czy Twój syn będzie chciał spłacać Twoją część kredytu i czy M pozwoli Mu dalej w tym domu mieszkać?????!!!! A co jeśli mimo spłacania kredytu przez Twojego syna, M zaprowadzi w domu swoje porządki i będzie uprzykrzał życie Twojemu synowi. Co, jesli pasierb poczuje, że w końcu jest tu u siebie i będzie podskakiwał do Twojego syna? A może lepiej by jednak było, żeby M spłacił Twojego syna a syn za to mógł żyć spokojnie w innym miejscu? Pomyśl nad tym.
4 835 2015-02-21 18:36:21
chceuciekacstad napisał/a:Dla niego nic się nie zmieni- mój syn jest prawie pełnoletni, ma kasę na spłatę swojej części kredytu gdyby coś.... więc mogą sobie dalej żyć...
Pytanie czy Twój syn będzie chciał spłacać Twoją część kredytu i czy M pozwoli Mu dalej w tym domu mieszkać?????!!!! A co jeśli mimo spłacania kredytu przez Twojego syna, M zaprowadzi w domu swoje porządki i będzie uprzykrzał życie Twojemu synowi. Co, jesli pasierb poczuje, że w końcu jest tu u siebie i będzie podskakiwał do Twojego syna? A może lepiej by jednak było, żeby M spłacił Twojego syna a syn za to mógł żyć spokojnie w innym miejscu? Pomyśl nad tym.
Wiesz , ja mam w nosie kasę - bo sama zapierdzielałam na to co mam i wiem że kasa to rzecz nabyta . Mnie bardziej chodzi o poczucie bezpieczeństwa , dom to dla mnie ludzie , troska i opieka , wsparcie..a nie cegły.
Wyszło że M patrzy raczej na majątek ... zresztą czego mogłam się spodziewać po tym wszystkim co z nim przeszłam???zarzucił mi teraz że mnie chodzi o kasę - bo dlaczego on miałby mnie zabezpieczać i wtedy po mojej śmierci mój syn by dostał całość... ja jestem nieważna , w sumie nie ma co sie dziwić - to działa w obie strony - jego syn, mój syn .
Tu wyjścia dobrego nie ma poza sprzedażą domu , lub spłatą kogoś - M twierdzi że nim kieruje miłość a mną chęć zysku ... bo chcę cały dom dla siebie . Zapytałam go czy jego ojciec po śmierci zapisze swoje pół domu komuś obcemu ? czy raczej żonie ??przecież razem na niego pracowali .. to mi M powiedział że nie jestem jego zoną .. zapytałam co ten brak papierka zmienia w jego uczuciach do mnie ??? zarzucił mi że to ja oddałam pierścionek... teraz już nigdy za niego nie wyjdę..bo bym usłyszała że to z wyrachowania o dom...heheh
wjjjjje bałam sie na maksa , na własne życzenie.
Wypada tylko udowodnić że w doooopie mam te kupę kamieni.:)
4 836 2015-02-23 10:27:34 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-23 10:34:19)
Dziewczyny to były najlepszy wyjazd z M i moim synem i nie z tego powodu, że jedyny. Ja z M i jego dziećmi bardzo często jeździliśmy w odwiedziny do rodziny M, mój syn nigdy nie miał na to ochoty i zawsze zostawał sam w domu. Raz sytuacja się odwróciła i do tego stopnia było cudownie, że zastanawiam się nad wymianą modelu faceta. Znam kilku bezdzietnych mężczyzn, którzy świetnie zajmują się przybranymi dzieciakami i lubią spędzać z nimi czas. Jest mi strasznie przykro w związku z zachowaniem rodziców M, bo dzień wcześniej sama słyszałam i nie było żadnego problemu, żeby młody u nich pobył. Odbieram to jako atak na siebie, na nasz związek, że już sami nie mamy prawa gdzieś wyjechać, a tym bardziej z moim synem. Trudno stwierdzić, czy było już wiadomo, że exsowa nie da M młodszego syna, bo podobno był chory. Tej baby to już nie rozumiem w ogóle. Bo jak już wyjechaliśmy w sobotę to rano dzwoni do M jego młodszy syn, że skoro jego brat został w domu, to on chce do niego pojechać i jakoś dziwnym trafem już wyzdrowiał. Nie było już możliwości powrotu, ale był duży nacisk ze strony dzieciaka, więc pewnie i jego matki, by wieczorem ojciec przyjechał po niego. M wziął go w niedzielę rano, gdyż mu zaznaczyłam, że wrócimy późnym wieczorem i zmęczeni. Nie zgadzam się Kjim z tym, że M jest asertywny w stosunku do mnie i to był jeden taki przykład. Jestem przekonana, że miałby ochotę wrócić wcześniej i wziąć syna do siebie na wieczór, jednak sam podejmował takie decyzje, które przedłużały nasz wyjazd, a nam go umilały. Miałam obawy, ale M zachował się fantastycznie, była to wprost wymarzona sobota. Zastanawiam się tylko jak relacje M z rodzicami, dziś napomknął, że ma do nich wpaść na chwilkę, bo ma jakąś sprawę. Pewnie wszystkiemu będę winna ja, choć tak jak M ich kryje przede mną to tak samo działa to w druga stronę. W maju mamy z M zaplanowany wyjazd kilkudniowy, ciekawe jakie decyzje podejmą rodzice M w kwestii przypilnowania chłopaka.
4 837 2015-02-23 10:38:22
Dziewczyny to były najlepszy wyjazd z M i moim synem i nie z tego powodu, że jedyny. Ja z M i jego dziećmi bardzo często jeździliśmy w odwiedziny do rodziny M, mój syn nigdy nie miał na to ochoty i zawsze zostawał sam w domu. Raz sytuacja się odwróciła i do tego stopnia było cudownie, że zastanawiam się nad wymianą modelu faceta. Znam kilku bezdzietnych mężczyzn, którzy świetnie zajmują się przybranymi dzieciakami i lubią spędzać z nimi czas. Jest mi strasznie przykro w związku z zachowaniem rodziców M, bo dzień wcześniej sama słyszałam i nie było żadnego problemu, żeby młody u nich pobył. Odbieram to jako atak na siebie, na nasz związek, że już sami nie mamy prawa gdzieś wyjechać, a tym bardziej z moim synem. Trudno stwierdzić, czy było już wiadomo, że exsowa nie da M młodszego syna, bo podobno był chory. Tej baby to już nie rozumiem w ogóle. Bo jak już wyjechaliśmy w sobotę to rano dzwoni do M jego młodszy syn, że skoro jego brat został w domu, to on chce do niego pojechać i jakoś dziwnym trafem już wyzdrowiał. Nie było już możliwości powrotu, ale był duży nacisk ze strony dzieciaka, więc pewnie i jego matki, by wieczorem ojciec przyjechał po niego. M wziął go w niedzielę rano, gdyż mu zaznaczyłam, że wrócimy późnym wieczorem i zmęczeni. Nie zgadzam się Kjim z tym, że M jest asertywny w stosunku do mnie i to był jeden taki przykład. Jestem przekonana, że miałby ochotę wrócić wcześniej i wziąć syna do siebie na wieczór, jednak sam podejmował takie decyzje, które przedłużały nasz wyjazd, a nam go umilały. Miałam obawy, ale M zachował się fantastycznie, bo była wprost wymarzona sobota. Zastanawiam się tylko jak relacje M z rodzicami, dziś napomknął, że ma do nich wpaść na chwilkę, bo ma sprawę. Pewnie wszystkiemu będę winna ja, choć tak jak M ich kryje przede mną to tak samo działa to w druga stronę. W maju mamy z M zaplanowany wyjazd kilkudniowy, ciekawe jakie decyzje podejmą rodzice M w kwestii przypilnowania chłopaka.
Hej Zazdrosna, super że jesteś zadowolona !
4 838 2015-02-23 12:24:37
Zazdrosna, a ja trochę nie rozumiem co napisałaś, trochę to chaotyczne. Ale rozumiem, że Twój syn się nie nudził i z wyjazdu wróciliście zadowoleni. Szkoda jednak, że tak krótko. Miałaś jednak szansę, choć przez krótką chwilę zobaczyć jak to jest kiedy role się odwracają :-)
4 839 2015-02-23 13:44:03
Dziękuję dziewczyny. Kjim, bardzo chciałam wyjechać na cały weekend i nawet znalazłam nocleg, jednak M z wiadomych przyczyn nie chciał jechać na dłużej bez żadnego ze swoich synów. Tego faceta naprawdę wiele kosztowało konsekwentne zostawienie syna za karę w domu i sprzeciwienie się woli rodziców, którzy wychodzą z założenie, że młodego matka porzuciła, a teraz jeszcze ojciec krzywdzi. Ciekawa jestem czy teraz zacznie się uczyć, M jednak już chyba nie postawi na szali żadnego wyjazdu młodego, by coś od niego wyegzekwować, bo bardziej go to bolało niż dzieciaka.
4 840 2015-02-24 20:13:32
Witam serdecznie Was wszystkie drogie Panie.
Temat jest trochę stary, więc zastanawiam się czy jeszcze ktoś tu zagląda, ale... mam taki problem, tzn. jeszcze go nie mam, albo mam a nie jest to problem, nie wiem... Otóż mój partner jest po rozwodzie, ma syna (5 lat), który z nim mieszka. Do swojej mamy jeździ co drugi weekend i raz w tyg. W związku z tym, że nasz związek trwa dopiero kilka miesięcy, syna jeszcze nie poznałam, ale to już kwestia kilku dni. Bardzo się boję.Nie wiem jak sie do tego przygotować i jak się wtedy zachowywać. Kocham dzieci choć swoich nie mam, to mam do innych dobre podejście i generalnie mnie lubią. Nie mam natomiast gwarancji , że i w tym wypadku tak będzie. Przeraziłam się też czytająć niektóre wpisy o tym, jak niektórzy mężowie nadają stopnie ważności dzieciom z pierwszego i drugiego związku. Nie jest dla mnie przeszkodą to,że on ma dziecko i bardzo zależy mi na tym, żeby mnie polubił...
Pozdrawiam ciepło.
4 841 2015-02-25 09:50:49 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-25 10:40:38)
Temat nie taki stary i niestety wciąż aktualny. Czyjawiem, nie przejmuj się naszymi wpisami, każda sytuacja jest inna i nie ma co dręczyć się na zapas. Nie martwiłabym się też tym, że młody ma cię polubić, jesteś w związku z jego ojcem, a nie nim, chłopak musi po prostu zaakceptować wasz związek. Matka zawsze będzie dla niego najlepsza, najważniejsza, a ciebie może odbierać jako intruza, bo w jego oczach gdyby ciebie nie było to rodzice byliby razem, tego chce każde dziecko i nie ma w tym nic złego. Nigdy przy nim nie podważaj jej autorytetu, bo obróci się to przeciwko tobie. Gdyby dzieciak miał humory to trzeba go zignorować, nie wchodzić w 4 litery, nie pozwalać rządzić i wymuszać tak by jak najszybciej poradził sobie z tą sytuacją. Życzę ci, by twój facet okazał się mądrym ojcem i trzymał z tobą wspólną strategię. Wyjdźcie gdzieś razem, pograjcie w coś wspólnie, a z pewnością chłopiec będzie zadowolony. Napisz coś o matce dziecka, jak to się stało, że ojciec sprawuje opiekę? To wciąż rzadkość, a jeśli matka zaniedbuje syna, to z pewnością ułatwi ci z nim kontakt, gdyż każde dziecko potrzebuje kobiecej miłości, przygotuj się na to, że może chcieć się do ciebie przytulić, dla mnie osobiście to nie było łatwe.
Wychowanie dziecka to duże wyzwanie, poświęca się mu całe serce i czas, a w zamian czasem nie otrzymasz żadnej wdzięczności, ale robisz to bo je kochasz, bo nadaje ono sens życiu kobiecie. Jeśli zajmujesz się cudzym dzieckiem to musisz mieć świadomość, że ciebie tyczy się wyłącznie pierwszy człon powyższego zdania i zastanowić się czy jesteś na to gotowa i pewna?
Powodzenia ![]()
4 842 2015-02-25 18:48:56
Jestem świadoma tego, co wiąże się z byciem z rozwodnikiem, który sprawuje opiekę nad dzieckiem. Jestem świadoma tego, że w oczach dziecka mogę być intruzem (tego nie chcę bardzo) i nigdy w życiu nie podważyłabym przy nim autorytetu matki, która oczywiście zawsze będzie najlepsza. Świadoma tego, że ex zawsze będzie istnieć w życiu ich obu, tego że syn zawsze będzie na 1 miejscu i nie zamierzam być o to zazdrosna jeśli tylko nie będę całkowicie ignorowana a moje potrzeby niezauważalne... Czy jestem gotowa na całkowite odrzucenie mojej osoby, że strony dziecka i jego obojętność lub nienawiść do mnie? Chyba nie.... Ale strasznie zależy mi na tym wszystkim... Może dlatego, że widzę i czuje jakim On jest mężczyzną, jakim partnerem i ojcem - wiem, że ostatnie może dziwnie brzmieć z mojej strony skoro nie znam małego, ale czuję w tym jak dużo opowiada o synu tyle miłości do dziecka i przejęcia nim.. a kiedy codziennie do mnie dzwoni często młody podchodzi i ten na chwilę przerywa naszą rozmowe a ja słucham jak z nim rozmawia, odpowiada na pytania, smieje sie z nim, tłumaczy itd. (zawsze dziwi mnie to i urzeka, że podczas i po takiej sytuacji on mnie strasznie przeprasza, martwi się tym, myśli, że mogłabym sie gniewać na to, że nie zignorował dziecka ze względu na mnie... a przecież to nic złego a mi wręcz sprawia przyjemność słuchanie tego ) dlatego myślę, że to da się wyczuć.. jest człowiekiem, z którym wyobrażam sobie swoją przyszłość, w której będę szczęśliwa. Ja bardzo chce mieć swoje dzieci, on także jeszcze chce i dużo o tym rozmawiamy i właśnie to wszystko budzi we mnie tyle samo obaw co i nadziei. Dlatego też zależy mi by mieć dobre relacje z małym...
Matka nie jest w stanie (a raczej nie chce) poświęcić pracy czy choćby skrócic jej czas, żeby opiekować się dzieckiem (dziwna nie?) poza tym myślę, że to jak się prowadziła wcześniej też miało wpływ na ustalenie miejsca stałego pobytu syna.
Ps. dziękuję za odpowiedź.
4 843 2015-02-26 11:03:46
Jestem świadoma tego, co wiąże się z byciem z rozwodnikiem, który sprawuje opiekę nad dzieckiem. Jestem świadoma tego, że w oczach dziecka mogę być intruzem (tego nie chcę bardzo) i nigdy w życiu nie podważyłabym przy nim autorytetu matki, która oczywiście zawsze będzie najlepsza. Świadoma tego, że ex zawsze będzie istnieć w życiu ich obu, tego że syn zawsze będzie na 1 miejscu i nie zamierzam być o to zazdrosna jeśli tylko nie będę całkowicie ignorowana a moje potrzeby niezauważalne... Czy jestem gotowa na całkowite odrzucenie mojej osoby, że strony dziecka i jego obojętność lub nienawiść do mnie? Chyba nie.... Ale strasznie zależy mi na tym wszystkim... Może dlatego, że widzę i czuje jakim On jest mężczyzną, jakim partnerem i ojcem - wiem, że ostatnie może dziwnie brzmieć z mojej strony skoro nie znam małego, ale czuję w tym jak dużo opowiada o synu tyle miłości do dziecka i przejęcia nim.. a kiedy codziennie do mnie dzwoni często młody podchodzi i ten na chwilę przerywa naszą rozmowe a ja słucham jak z nim rozmawia, odpowiada na pytania, smieje sie z nim, tłumaczy itd. (zawsze dziwi mnie to i urzeka, że podczas i po takiej sytuacji on mnie strasznie przeprasza, martwi się tym, myśli, że mogłabym sie gniewać na to, że nie zignorował dziecka ze względu na mnie... a przecież to nic złego a mi wręcz sprawia przyjemność słuchanie tego ) dlatego myślę, że to da się wyczuć.. jest człowiekiem, z którym wyobrażam sobie swoją przyszłość, w której będę szczęśliwa. Ja bardzo chce mieć swoje dzieci, on także jeszcze chce i dużo o tym rozmawiamy i właśnie to wszystko budzi we mnie tyle samo obaw co i nadziei. Dlatego też zależy mi by mieć dobre relacje z małym...
Matka nie jest w stanie (a raczej nie chce) poświęcić pracy czy choćby skrócic jej czas, żeby opiekować się dzieckiem (dziwna nie?) poza tym myślę, że to jak się prowadziła wcześniej też miało wpływ na ustalenie miejsca stałego pobytu syna.
Ps. dziękuję za odpowiedź.
Witaj, oby tej chęci i wiary starczyło Ci / Wam na wszystkie lata związku... ale powiem Ci z doświadczenia , że o ile na początku "nie ignorowanie dziecka kosztem parterki " nie jest złe dla nas...to po pewnym czasie ...i jeszcze przy różnych sytuacjach .. może być to problem .. zależy jak często i jak bardzo duży poziom to będzie ignorancji...
Piszesz że jesteś świadoma .. super ! obyś tylko potrafiła ponosić konsekwencje tej świadomości w życiu
.Bo wiedzieć a przezywać ..to zupełnie inne sprawy.
Wybacz , że może nie mam Twojego entuzjazmu .. radości ..cóż doświadczenie życiowe.
Ale każdy z nas jest inny.. dużo , bardzo dużo zależy od faceta , który dla każdej miłości- do dziecka i do kobiety potrafi znaleźć odpowiedni czas i miejsce ..i pogodzić to ..a nie realizować jednej kosztem drugiej .
Trzymam kciuki abyś zawsze miała odczucia jak wyżej !
4 844 2015-02-26 23:11:04
o matko, jak zaczęłam zaglebiac sie w wasze posty, przezycia, uczucia i odczucia to az mnie sie wlos na glowie zjezyl... chyba z reszta nie tylko na glowie.. (az on to wyczuł, ale nie wie o co chodzi. )jak tu sie nie obawiac, mozna miec nadzieje, ale swiadomosc tego co sie dzieje czesto w takich sytuacjach jest przerazajaca no i tak sobie teraz mysle.. no dobra! nie busi byc tak.. aleee kto mi zagwarantuje, ze nie bedzie?! i taki ryzyk fizyk teraz w lewo albo prawo...
chceuciekacstad, wiem ze to dwie rozne rzeczy wiedziec a zyc w tym i czuc to odczywac, ale.. coz... chyba i Tobie kiedys tak zalezalo jak mi teraz.. smute to jak sie dalej u Ciebie toczy i jak sie duzo zmienilo, ale skad moglas wiedziec... i skad tez moge wiedziec ja.. nie da rady. A powiedz mi prosze o nie doczytałam... Wy nie macie wspólnych dzieci?
Pozdrawiam
4 845 2015-02-26 23:14:48
ps. Dziewczyny mam do Was prośbe, powiedzcie mi jak wygladaly wasze pierwsze spotkania z "ich" dziecmi...?
4 846 2015-02-27 09:29:02 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-27 09:58:48)
ps. Dziewczyny mam do Was prośbe, powiedzcie mi jak wygladaly wasze pierwsze spotkania z "ich" dziecmi...?
U mnie było spoko, szybko poznałam dzieci M, a my nawiązaliśmy znajomość krótko po naszych rozwodach, zatem sprawa była świeża. Pamiętam, że wyszliśmy wtedy na lodowisko. Dzieci mówiły o mnie, że jestem ładna i miła, a że oboje wtedy mieszkały z matką to po powrocie do domu powiedziały to matce. No i zaczęło się, pani ex sypnęła jadem, nie ważne, że ona miała kochanka od dwóch lat, w jej oczach M nie miał prawa do własnego szczęścia i miał być na jej każde zawołanie. Trochę się baba rozczarowała
Matka zawsze źle traktowała te dzieci, także one były zadowolone, że ktoś okazuje im trochę zainteresowania i uwagi. Nigdy nie starałam się ich jakoś przekupić prezentami, choć pamiętam incydent, ze starszy młody miał w szkole uczyć się wyszywania. Matka, krawcowa nie raczyła mu naszykować nici i płótna, a że ja coś tam w domu miałam to mu dałam. Oj zabolało to rodzicielkę. Jednak z biegiem czasu w ogóle olała chłopaka, a ja też nie widzę w nim takiego aniołka. Fajne to były czasy, rozmarzyłam się
Pomagałam chłopakom w lekcjach, gdy M w tym czasie pracował. Jeździłam z nimi na wycieczki rowerowe, gdy M był zajęty. Poświęcałam im więcej czasu niż własnym dzieciom, moja córka ma do dziś do mnie o to żal. Z biegiem czasu mogę powiedzieć, że nie było warto, bo zawszę będę tą złą, wredną macochą i dobrze mi z tym
.
4 847 2015-02-27 09:48:49
Cześć Czyjawiem.
Nie zawsze jest źle. Weź poprawkę na to, że tu na forum częściej wylewamy swoje żale, niż dzielimy radościami, stąd więcej tutaj negatywnych opinii niż optymistycznych zakończeń. Ale prawdą jest , że taki związek prosty nie jest. I co byś tu nie czytała, jakich rad byś nie dostała, to i tak zrobisz tak, jak Ci aktualnie serce podpowiada, bo tak to właśnie działa, że na początku związku , w stanie euforii i zakochania, na wszystko patrzymy przez różowe okulary, idealizujemy partnera a do wszelkich komentarzy podchodzimy z rezerwą, bo przecież "mój związek jest inny", "mój facet jest inny", "moja sytuacja jest inna", "mnie to na pewno nie spotka" itd.itp.
Ale odpowiadając na Twoje pytanie dotyczące pierwszego spotkania z dzieckiem i zrobienia pierwszego wrażenia.
Mam swoje dzieci, decyzję o tym by M przyjechał do naszego domu podjęłam spontanicznie. Zaprosiłam Go, a dzieciom powiedziałam, że wpadnie do mnie kolega z pracy.... i tyle. Przywiózł wtedy dzieciakom jakieś słodycze. Potem zaczął przyjeżdżać co raz częściej i .... tak już zostało. Żadnej pompy, żadnego zamieszania i tworzenia podniosłej atmosfery. Po prostu Jego obecność stała się czymś naturalnym.
Ale jeśli chodzi o poznanie z Jego dziewczynkami to zaaranżowaliśmy spotkanie w Fikolandzie. Ja przyjechałam ze swoimi dziećmi, on ze swoimi, wymieniliśmy się smakołykami dla dzieci i ....my piliśmy kawę, a Smyki się wściekały w basenach z kulkami. A potem staraliśmy się każdy weekend spędzać razem wszyscy w kupie, żeby i dzieci się poznały nawzajem i obyły z naszą obecnością. I wszystko był pięknie. Dzieci się polubiły, moje dzieci przylgnęły do M , ale kiedy Jego dzieci zaczęły lgnąć do mnie, przytulać się, wypłakiwać w ramię, dzielić się kłopotami z przedszkola, krótko mówiąc zaakceptowały, zaufały, polubiły - na to wszystko wkroczyła ICH MAMA , której najwyraźniej nie spodobały się zbyt dobre relacje między nami. Zaczęła nastawiać dzieci przeciwko mnie, buntowała dzieci przeciwko ojcu, zaczęła burzyć nasze plany jednocześnie wymagając od M irracjonalnych rzeczy - szkoda gadać kolejny raz - o tych historiach opowiadałam wiele razy na forum. Nasz start uważam za udany i trafiony jednak ciąg dalszy konsekwentnie zepsuła mamuśka, która najwyraźniej poczuła, że Jej rola mamy jest zagrożona.
Wczytaj się dokładnie w historie kobiet na forum. Nie wszystkie kończą się źle. Wiele jednak zależy od dojrzałości partnerów i od zdrowej psychicznie i dojrzałej Byłej żony. W Twoim przypadku - kiedy piszesz o priorytetach Byłej żony i o powodach, dla których dziecko mieszka z tatą - nasuwa się pytanie, czy na pewno TA kobieta jest dojrzałą i rozsądną kobietą??? Bo wg mnie może za chwilę nieźle namieszać w Waszym życiu. Więc trzymaj rękę na pulsie i nie daj babie mieszać w Waszym życiu. Jeśli zauważycie pierwsze symptomy nastawiania dziecka przeciwko Tobie znajdźcie sposób z partnerem, by ukrócić Jej działania i oszczędzić dziecku huśtawki emocjonalnej i trudnych wyborów lojalnościowych. Powodzenia :-)
4 848 2015-02-27 09:56:41
Dzieci mówiły o mnie, że jestem ładna i miła, a że oboje wtedy mieszkały z matką to po powrocie do domu powiedziały to matce. No i zaczęło się, pani ex sypnęła jadem, ................................w jej oczach M nie miał prawa do własnego szczęścia i miał być na jej każde zawołanie. Trochę się baba rozczarowała
Matka zawsze źle traktowała te dzieci, także one były zadowolone, że ktoś okazuje im trochę zainteresowania i uwagi. Nigdy nie starałam się ich jakoś przekupić prezentami, choć pamiętam incydent, ze starszy młody miał w szkole uczyć się wyszywania. Matka, krawcowa nie raczyła mu naszykować nici i płótna, a że ja coś tam w domu miałam to mu dałam. Oj zabolało to rodzicielkę. Jednak z biegiem czasu w ogóle olała chłopaka, a ja też nie widzę w nim takiego aniołka. Fajne to były czasy, rozmarzyłam się
Pomagałam chłopakom w lekcjach, gdy M w tym czasie pracował. Jeździłam z nimi na wycieczki rowerowe, gdy M był zajęty. Poświęcałam im więcej czasu niż własnym dzieciom, moja córka ma do dziś do mnie o to żal. Z biegiem czasu mogę powiedzieć, że nie było warto, bo zawszę będę tą złą, wredną macochą i dobrze mi z tym
.
No tak to właśnie wygląda ..... Pomyśl tylko Zazdrosna, gdyby te "nasze" EKSIE były NORMALNE - jak bardzo nasze życie byłoby inne - szczęśliwsze :-))))
4 849 2015-02-27 09:59:06 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-27 12:21:23)
Wydaje mi się, że na początku wszyscy chcemy pokazać się z tej lepszej strony, uważamy by nie zranić drugiej osoby. Dopiero po jakimś czasie wychodzą nasze nawyki, przyzwyczajenia i nie mamy już ochoty się tak starać. Poza tym zupełnie, co innego jest, gdy dzieci odwiedzają nas na weekend, a co innego mieszkać z nim na co dzień, gdy trzeba od nich czegoś wymagać i egzekwować obowiązki. Dzieciak jak każdy testuje na ile mu pozwolimy, źle się zachowuje, ma swoje humory, ale nie jesteśmy z nim związane emocjonalnie. Nie poznaliśmy go jako słodkiego niemowlaka, którego nie karmiłyśmy piersią, nie kąpałyśmy i nie pokochałyśmy. Zatem jak przychodzą jak w moim przypadku codzienne kłótnie o naukę, M stale wkurzony na kolejne jedynki i zlewanie wszystkiego, co się do niego mówi, bo do tej pory nikt od niego niczego nie wymagał to ogarnia cię złość i zastanawiasz się po co to wszystko? Dzieci rozwodników z reguły są trudne i sprawiają problemy, gdyż nie radzą sobie z tym, co zgotowali im rodzice. Brakuje wspólnej, konkretnej strategi wychowania, zaniedbania przez dysfunkcyjnych rodziców. Dzieciaki mogą poczuć się odrzucone, gdy rodzic potrzebuje trochę czasu poświęcić swojemu życiu, komuś kto jest dla niego obcy. Do tego dochodzi wzajemna nienawiść i zazdrość do siebie dorosłych to wszystko ma wpływ na psychikę małego człowieka i na jego zachowania, a wiadomo skąd weźmie przykład, zatem zasięgnięcie informacji o jego matce dużo powie, ci o nim samym. Manipulacje i wymuszenia w patchworkowych rodzinach podobnie jak w niektórych normalnych są na porządku dziennym. Jednak do własnego dziecka zawsze podejdziesz z większą cierpliwością i wyrozumiałością, miłość do partnera i poświęcenie dla niego ma swoje granice. To są jednak mądre, inteligentne grzdyle, które dostosowują się tylko do sytuacji w jakiej się znalazły i świetnie wykorzystują okazje, dla własnych korzyści. Nikt nie rodzi się zły, to środowisko w jakim się znajdujemy kształtuje nasz charakter. Pytanie na ile ty masz na to wpływ jako zupełnie obca osoba i jeśli dojdziesz do wniosku że żaden to na ile jesteś w stanie z siebie dać? Dbaj przede wszystkim o siebie i o swoje potrzeby, nic na siłę, bo nikt nie ma prawa od ciebie tego wymagać.
Jeśli macie wszyscy mieszkać razem, to nie zasłaniaj się ojcem dziecka, ale to co masz do niego rozwiązuj z nim bezpośrednio, to będzie świadczyło o twojej mocnej pozycji i młody będzie musiał liczyć się z twoim zdaniem, co niekoniecznie będzie mu na rękę. Musicie być zgodni, stanowczy i tworzyć wspólną taktykę wychowawczą, co zapewni dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Pokazujcie mu waszą miłość, niech się nauczy od was okazywania uczyć i szacunku do siebie.
A tak z ciekawości, to twój facet mieszkał już z jakąś partnerką po rozwodzie, mówił jak to znosił jego syn? To mogą być cenne wskazówki, tak szybko się nie zmieniamy.
Mój M też na początku naszej znajomości miał bardzo dobry kontakt z moimi dziećmi, czasem nawet byłam zazdrosna patrząc jak razem sobie konwersują. Byliśmy razem na wycieczce w górach i było cudownie. Teraz jak już pisałam nienawidzą się z moją córką. Jej nie odpowiada, że jakiś obcy facet może jej coś kazać, a ja trzymam z nim wspólny front dlatego też jestem zła. Syn jakoś zaakceptował nasz związek i umie się odnaleźć w tym, dzieci mają różne charaktery. Jednak te nasze zawsze będą bardziej kochane i lepiej traktowane przez nas, to po prostu jest miłość.
Mówcie, co chcecie dziewczyny, ale moim zdaniem ojcowie nie są dobrymi matkami, która jaka by nie była zawsze będzie dla dziecka lepsza. Zatem wg. mnie nie powinno się przyznawać ojcom ich wychowania w przypadku rozwodów. Dużo już widziałam o wybrykach mamuśki, a raczej rodzicielki, ale żaden ojciec jej nie zastąpi i dlatego dziecko powinno mieszkać z matką.
Czyjawiem, powodzenia i pisz
Nuta optymizmu dobrze nam wszystkim zrobi ![]()
4 850 2015-02-27 12:13:42 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-02-27 12:20:16)
o matko, jak zaczęłam zaglebiac sie w wasze posty, przezycia, uczucia i odczucia to az mnie sie wlos na glowie zjezyl... chyba z reszta nie tylko na glowie.. (az on to wyczuł, ale nie wie o co chodzi. )jak tu sie nie obawiac, mozna miec nadzieje, ale swiadomosc tego co sie dzieje czesto w takich sytuacjach jest przerazajaca no i tak sobie teraz mysle.. no dobra! nie busi byc tak.. aleee kto mi zagwarantuje, ze nie bedzie?! i taki ryzyk fizyk teraz w lewo albo prawo...
chceuciekacstad, wiem ze to dwie rozne rzeczy wiedziec a zyc w tym i czuc to odczywac, ale.. coz... chyba i Tobie kiedys tak zalezalo jak mi teraz.. smute to jak sie dalej u Ciebie toczy i jak sie duzo zmienilo, ale skad moglas wiedziec... i skad tez moge wiedziec ja.. nie da rady. A powiedz mi prosze o nie doczytałam... Wy nie macie wspólnych dzieci?
Pozdrawiam
Hej , nie - nie mamy wspólnych dzieci .
Wiesz, sama ostatnio czytałam swoje wpisy.. człowiek ma tendencję do niepamiętania pewnych spraw.. a i do przejaskrawiania też w czasie emocjonalnych wydarzeń.
Z perspektywy czasu , najwięcej zarzucam sobie :
1. staranie się za bardzo i nie słuchanie siebie , zbytnie skupianie się na potrzebach wszystkich poza sobą i swoim dzieckiem.- tu jest potrzebny zdrowy rozsądek i egoizm.. GRANICE
2. szukanie zmian w sobie, walka ze sobą gdy "coś nie grało" - nadmierne dostosowywanie się do otoczenia - tracenie siebie ... co w konsekwencji powodowało że czułam się wykorzystywana i pomijana ..od kasy po uczucia
3. źle rozumiany kompromis- najczęściej było tak jak M chciał..plus jego matka , ex..syn...
4. brak w ogóle konsensusów
5. skupianie się na M i jego potrzebach ... w konsekwencji prawie brak własnego życia
6. brak umiejętnej komunikacji był u podstaw tego... po rozwodzie miałam jakąś fazę w głowie" jak sprawić by związek był udany ... starać się i być miła i być dobrą i iść na kompromisy " haha
Od ok. maja zeszłego roku , zaczęłam robić rewolucję ..myślę że wspólny zakup domu - czyli większe koszty (najczęściej po mojej stronie tylko ) i obowiązki, plus do tego mniej czasu (dom poza miastem , dłuższy dojazd ),, spowodowały iż zaczęłam analizować związek... nie potrafiłam rozmawiać z M , bo niektóre tematy wydawały mi się upokarzające... np. proszenie o czas dla nas tylko , o zainteresowanie związkiem, o racjonalne wydawanie kasy .. o jego kontakty poza moimi plecami z ex.. pomijanie mnie w uzgodnieniach z ex...wiele tego.
I tak nie uniknęłam tekstów - że jestem zazdrosna o jego syna - /bo wypomniałam po kilku latach .. że np. na prezent od niego dostałam sztyft pod pachę ! a synowi kupuje prezenty po kilkaset zł... to upokarzające... ale kiedyś to w końcu mu powiedziałam...
Żadne prośby, groźby , płacze , tłumaczenia i próby odejścia nie dawały rezultatów . Coraz częściej miałam w głowie żeby uciec .. przerastało mnie to moje życie .. czułam się źle we własnym domu .
Teraz widzę zmiany , po tym jak :
- rozdzielność finansowa zupełna - składamy się na wspólne rachunki, kredyt ... jedzenie i chemię kupujemy na zmianę - ja dużo więcej bo mój prawie dorosły syn z nami mieszka... ale nie kupuję prawie alkoholu i innych używek- M za to tak... reszta kasy - każdy robi z nią co chce .
- wróciłam do swoich hobby - sport, czytanie , spotkania ze znajomymi - staram się dużo więcej czasu spędzać bez M, nie interesuje się jego synem, ex , jego matką - i nie pozwalam się obrażać , ignorować.
Wiem, że bez M moje życie też będzie fajne , inne ale tez dobre .
M teraz też to wie - i on pracuje nad sobą , każdą godzinę jaką spędzam bez niego jest zazdrosny.. docenia wspólny czas ... zaczął trochę pracować nad swoimi kontaktami z ex- są już reakcje na jej wchodzenie w nasze życie, ale to daleka droga.
Co do jego podejścia do syna - tego nie zmienię , przestałam na to zwracać uwagę , staram się opanować emocje .
Myślę o sobie i swoim synu... jak pisałam, zdrowy egoizm jak najbardziej.
Ludzie przyzwyczaja się do dobra , i go nie widzą , nie szanują bo uważają że im się to należy jak psu buda..sami nie wiele dając.
Jak się jest zołzą - to 2 razy się zastanowią zanim Cię zranią , a każdy dobry gest będą doceniać i pamiętać....
Potrzebowałam czasu by do tego dojrzeć. :)
4 851 2015-02-27 16:27:52 Ostatnio edytowany przez czyjawiem (2015-02-27 21:31:04)
Kjim - nie wydaje mi się (choć nie znam) by była to kobieta dojrzała a już tym bardziej rozsądna, więc jestem prawie pewna, że nadejdzie taki moment kiedy niestety przyjdzie mi odczuć jej krzywe działania lub zamiary.... Swoją drogą teraz był tydzień kiedy miała jeden dzień na pobyt z małym... nawet o tym nie wspomniała,że chce go do siebie.... ![]()
Zazdrosna - On nie mieszkał z nikim wcześniej poza była.. jestem jego pierwszą partnerką od rozwodu.
Chceuciecstad - przepraszam jeśli pytanie jest niestosowne, ale zastanawiam się, czy nie chciałabyś/chcielibyście mieć dzieci Waszych? Czy to po prostu niemożliwe ze względu na okoliczności?
Nie wiem, czy odpowiedziałąm na wszystkie pyatnia bo piszę "na szybkości" także jeśli coś ominęłam to przepraszam ![]()
Kobietki Wszystkie, dziękuję Wam bardzo za poświecony czas i rady, mój horyzont troszeczkę się poszerzył. ...
Tak jak pisała Chcieuciecstad ja tez mam w głowie "faze" jak sprawić by związek był udany. Jestem po rozstaniu z narzeczonym ponad dwa lata i przez ten okres nie chciałam się wiązać z nikim, stwierdziłam, że już nigdy nikomu nie zaufam i teraz pierwszy raz od tych lat czuję się wyjątkowo, czuję się kochana, potrzebna i szanowana i choć myślałam, że nigdy już nie wzbudzi we mnie żadnych uczuć te tu są tak ogromne,że aż mi wyrywa serce. I boję się, że to może ,mnie zgubić i właśnie po raz kolejny zapomnę o sobię i swoich potrzebach....
Gratuluje Wam tyle siły i determinacji ![]()
4 852 2015-03-02 10:00:55
Nie ma czego gratulować. Nie nam.. Są tu na forum inne kobiety, którym faktycznie udało się zbudować i wytrwać w rodzinie patchworkowej i jeszcze czerpać z tego radość. Ja nie czuję żebym zasłużyła na gratulacje. Mnie ogarnęła niemoc, zwątpienie, bezsilność w obliczu działań Pani Ex. Ja się poddałam, nie miałam dość siły by walczyć z Nią, jej gierkami i manipulowaniem moim facetem i pogrywaniem sobie kosztem małych dzieci. Powiedziałam dość. Teraz nie ja walczę, tylko mój facet, więc gratulacje mi się nie należą.
Chceuciekacstad jak sytuacja u Was? Tak sobie trochę myślałam o tej sytuacji ze wspólnym domem, w kontekście Waszego domu i w kontekście naszych wspólnych rzeczy. Zastanawiam się czy nie można by tej sytuacji rozwiązać dobrze spisanym testamentem? Czy jest możliwość tak spisać testament, że w wypadku śmierci jednego partnera , drugi partner ma dożywotnie prawo mieszkania w tym domu i dopiero po Jego śmierci, pozostali spadkobiercy będą mogli dysponować swoimi częściami odziedziczonego majątku? To rozwiązałoby sprawę poczucia bezpieczeństwa, jednak nie rozwiązuje sprawy spłaty kredytu. I nadal zostaje ryzyko, że mimo, że to jeden z partnerów spłaca pozostałą (być może dużą) część kredytu, to po śmierci majątek i tak będzie do równego podziału między spadkobierców (tu: między Waszych synów). Ale zastanowić się by tu trzeba było, jakie znaczenie miałby tu nakład finansowy jednego z partnerów. Bo co w przypadku jeśli jeden z partnerów spłaci kredyt na dom w większej części niż drugi partner? Czy po śmierci partnerów, spadkobiercy jednego i drugiego partnera nadal będą dziedziczyć po połowie? Czy jeśli po Twojej śmierci ,M spłaci sam pozostałą część kredytu (czyli wniesie większy wkład finansowy) to czy Jego syn będzie dziedziczył większą część domu niż Twój syn? W przypadku małżeństw bez rozdzielności majątkowej sprawa dziedziczenia jest prosta, jednak w przypadku małżeństw z rozdzielnością majątkową lub tak jak w Waszym i naszym przypadku- związków partnerskich, to sprawa dziedziczenia ostro się komplikuje.
4 853 2015-03-02 10:51:28 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-03-02 11:04:07)
Kjim - nie wydaje mi się (choć nie znam) by była to kobieta dojrzała a już tym bardziej rozsądna, więc jestem prawie pewna, że nadejdzie taki moment kiedy niestety przyjdzie mi odczuć jej krzywe działania lub zamiary.... Swoją drogą teraz był tydzień kiedy miała jeden dzień na pobyt z małym... nawet o tym nie wspomniała,że chce go do siebie....
Zazdrosna - On nie mieszkał z nikim wcześniej poza była.. jestem jego pierwszą partnerką od rozwodu.
Chceuciecstad - przepraszam jeśli pytanie jest niestosowne, ale zastanawiam się, czy nie chciałabyś/chcielibyście mieć dzieci Waszych? Czy to po prostu niemożliwe ze względu na okoliczności?
Nie wiem, czy odpowiedziałąm na wszystkie pyatnia bo piszę "na szybkości" także jeśli coś ominęłam to przepraszam
Kobietki Wszystkie, dziękuję Wam bardzo za poświecony czas i rady, mój horyzont troszeczkę się poszerzył. ...
Tak jak pisała Chcieuciecstad ja tez mam w głowie "faze" jak sprawić by związek był udany. Jestem po rozstaniu z narzeczonym ponad dwa lata i przez ten okres nie chciałam się wiązać z nikim, stwierdziłam, że już nigdy nikomu nie zaufam i teraz pierwszy raz od tych lat czuję się wyjątkowo, czuję się kochana, potrzebna i szanowana i choć myślałam, że nigdy już nie wzbudzi we mnie żadnych uczuć te tu są tak ogromne,że aż mi wyrywa serce. I boję się, że to może ,mnie zgubić i właśnie po raz kolejny zapomnę o sobię i swoich potrzebach....
Gratuluje Wam tyle siły i determinacji
Witaj, co do dzieci były takie okresy że chcieliśmy , M chyba bardziej ..ale nie wyszło.
Nie wydaje mi się by to polepszyło nasze relacje , dziecko nie powinno być receptą ![]()
Kjim, sprawa domu nie rozwiązana nadal .. M chce żebyśmy wzięli ślub - to najprostsze według niego rozwiązanie . W razie jego śmierci ja dziedziczę wspólnie z jego synem , cześć domu jaka jest M .. Tylko to i tak nie zmienia faktu że syn M mógłby domagać się 1/4 wartości domu . . czyli jakieś 100 tysięcy najmniej ..
I jakiś bunt mi się uruchamia ... że dlaczego miałabym obcemu dawać kasę ? Już 1 dom dostał .
Wiem że takie jest prawo.. i że to syn M ...ale ..
Wiem że to działa w obie strony - M tez musiałby w analogicznej sytuacji spłacać mojego syna ... gdyby ten chciał .
Ale myślę sobie że mój syn będzie tu mieszkał ..bo to jego dom... a tak później tylko problemy będzie miał .
Ta opcja z dożywotnym prawem mieszkania jak najbardziej jest ok.
M miał się doradzić jakiegoś prawnika ..
Wiesz , i tak mam mieszane uczucia ... nie chcę żeby kiedykolwiek ktoś mi zarzucił że np. wzięłam ślub z M żeby się zbogacić .. M dorzucił jeszcze że jakbyśmy mieli dziecko to dom cały byłby tego dziecka .. on synowi zostawił mieszkanie (zrzekł się po rozwodzie na ex ) a mój syn ma mieć to które ja mam . Choć z informacji jakie uzyskałam, to i tak M musiałby zapłacić zachowek synowi .. jeśli nie byłby pełnoletni to 2/3 tego co by dziedziczył, a po skończeniu 18 lat, 1/2 spadku po ojcu które by mu się należały....
Nie wiem jak to będzie. Denerwują mnie te sprawy .
4 854 2015-03-02 11:15:32 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-02 11:26:27)
Wiesz , i tak mam mieszane uczucia ... nie chcę żeby kiedykolwiek ktoś mi zarzucił że np. wzięłam ślub z M żeby się zbogacić
No faktycznie, skoro płacicie raty kredytu wspólnie to małżeństwo to dla Ciebie "złoty interes" :-) . Chceuciekcstad ludzie ( a szczególnie Ci mniej życzliwi) zawsze będą psioczyć i gadać. Czy będzie ślub czy nie to i tak wg "życzliwych" poleciałaś na Jego kasę . Życzliwi nie będą nawet próbować zauważyć, że sama pracujesz i zarabiasz na siebie, swoje dziecko i partycypujesz w kredycie.
M dorzucił jeszcze że jakbyśmy mieli dziecko to dom cały byłby tego dziecka .. on synowi zostawił mieszkanie (zrzekł się po rozwodzie na ex ) a mój syn ma mieć to które ja mam .
Nie wiem jak to będzie. Denerwują mnie te sprawy .
Jeśli mielibyście wspólne dziecko to po Waszej śmierci nadal dziedziczą wszystkie dzieci - nie tylko to wspólne. Wchodzi w grę , tak jak wspomniałaś, płacenie zachowku pozostałym spadkobiercom pominiętym w testamencie, zatem posiadanie wspólnego dziecka i tak nie rozwiązałoby sytuacji. Zresztą ratowanie jakiejkolwiek sytuacji dzieckiem jest..... niedorzeczne.
Ciężki orzech do zgryzienia, ale między innymi dlatego na razie nie zdecydowałam się ( i daleka od tego jestem ) żeby cokolwiek wspólnego budować z M. Na razie zrzucamy się na wspólne życie, rachunki i wyjazdy w częściach nierównych- ja dorzucam sporo więcej bo+dwoje dzieci. M płaci alimenty i dorzuca swoją część do wspólnego budżetu. Póki co, takie rozwiązanie przynosi zadowolenie obu stronom. Jest lepsze niż inne rozwiązania, których próbowaliśmy do tej pory. Sprawę wspólnego domu na razie odłożyliśmy na "późną starość" , kiedy już wszystkie dzieci pójdą na swoje i nie będą liczyły na "spadek" po tatusiu czy mamusi.
Teoretycznie , jak się ludzie kochają takie rzeczy jak wspólny dom, kupno wspólnego samochodu itp. nie powinno być problemem. Boli jednak ten brak poczucia bezpieczeństwa - bo jeśli mojemu partnerowi coś się stanie mogłabym wylądować pod mostem, bo obcy babsztyl mógłby mnie wyrzucić z "NASZEGO" domu. Piszę NASZEGO, bo ten dom byłby przecież i JEJ (jako opiekunki ICH nieletniego dziecka). Ta wizja mnie przeraża na tyle, że skutecznie mnie to odstrasza od budowy "NASZEGO" (czytaj : również JEJ) domu.
4 855 2015-03-02 17:01:41
Cześć dziewczyny.
Trochę was podczytuję czasem, bo mój mąż też ma syna z pierwszego związku. Z tym, że my mamy 3 wspólnych dzieci ![]()
Teraz na chwilkę się wam wtrącę w sprawie majątkowej chceuciekacstad
Czy Twój partner oddał mieszkanie synowi aktem darowizny? Jeśli tak, to w przypadku podziału majątku testamentem wartość darowizny można odliczyć od należnego zachowku ![]()
My w tej chwili kupujemy mieszkanie i powiedziałam mężowi wprost, że chciałabym, żeby było zapisane tylko na mnie, bo w razie jego ewentualnej śmierci nie chcę się użerać z jego byłą w kwestii podziału majątku (mamy rozdzielność majątkową). Mogę dzielić pieniądze, ale nie dogadywać się w sprawie mieszkania itd... Małżon zarzucił mi pazerność i, że chcę go puścić z torbami
ale się zgodził
Dla jego spokojności po kupnie mieszkania obiecałam mu podpisać weksel na połowę wartości mieszkania w razie gdyby doszło do rozwodu z mojej winy ![]()
Nie wyobrażam sobie sytuacji w której musiałabym dogadywać się z jego eks (bo syn to taki mamicyc) w sprawie naszego domu...
4 856 2015-03-02 20:05:01
My w tej chwili kupujemy mieszkanie i powiedziałam mężowi wprost, że chciałabym, żeby było zapisane tylko na mnie, bo w razie jego ewentualnej śmierci nie chcę się użerać z jego byłą w kwestii podziału majątku (mamy rozdzielność majątkową). Mogę dzielić pieniądze, ale nie dogadywać się w sprawie mieszkania itd... Małżon zarzucił mi pazerność i, że chcę go puścić z torbami
ale się zgodził
![]()
Dla jego spokojności po kupnie mieszkania obiecałam mu podpisać weksel na połowę wartości mieszkania w razie gdyby doszło do rozwodu z mojej winy
Nie wyobrażam sobie sytuacji w której musiałabym dogadywać się z jego eks (bo syn to taki mamicyc) w sprawie naszego domu...
Cassiopea - dzięki za głos i podpowiedź. Sprawa ewentualnego weksla nie była tu wcześniej przytaczana. Wezmę to pod uwagę :-)
4 857 2015-03-03 11:01:48
Cześć dziewczyny.
Trochę was podczytuję czasem, bo mój mąż też ma syna z pierwszego związku. Z tym, że my mamy 3 wspólnych dzieci
Teraz na chwilkę się wam wtrącę w sprawie majątkowej chceuciekacstad
![]()
Czy Twój partner oddał mieszkanie synowi aktem darowizny? Jeśli tak, to w przypadku podziału majątku testamentem wartość darowizny można odliczyć od należnego zachowku
My w tej chwili kupujemy mieszkanie i powiedziałam mężowi wprost, że chciałabym, żeby było zapisane tylko na mnie, bo w razie jego ewentualnej śmierci nie chcę się użerać z jego byłą w kwestii podziału majątku (mamy rozdzielność majątkową). Mogę dzielić pieniądze, ale nie dogadywać się w sprawie mieszkania itd... Małżon zarzucił mi pazerność i, że chcę go puścić z torbamiale się zgodził
Dla jego spokojności po kupnie mieszkania obiecałam mu podpisać weksel na połowę wartości mieszkania w razie gdyby doszło do rozwodu z mojej winy
Nie wyobrażam sobie sytuacji w której musiałabym dogadywać się z jego eks (bo syn to taki mamicyc) w sprawie naszego domu...
Hej, dzięki za głos ![]()
Mój parter przepisał na byłą żonę swoją połowę mieszkania .. 3 pokojowe w dużym mieście ,... na początku nie chciał ale ex robiła aferę w całej jego rodzinie .. że to dla młodego.. że nie chce synowi zapewnić dachu... matka M go naciskała żeby oddał .. ex szantażowała go kontaktami z synem.. i ten się zgodził.
Cassiopea- Wy macie wspólne dzieci , my nie . U mnie takie rozwiązanie jak u Ciebie raczej nie przejdzie..bo M najbardziej boli że mój syn by skorzystał... Myślałam jeszcze o tym żeby M mnie zrobił spadkobiercą a dla jego syna wykupić polisę - np. na 100 tyś , którą by dostał po śmierci ojca ale nie wcześniej jak osiągnie 18-21 lat .. żeby miał na studia np.. to do przemyślenia .
Ale z drugiej strony, obawiam się takiego scenariusza.., że M zmieni testament .. więc muszę się dowiedzieć jakie są inne formy ...
Co do weksla , musze zbadać ![]()
4 858 2015-03-03 11:33:04
Zazdrosna, co u Ciebie dziewczyno?
Stęskniłam się, nic się nie odzywasz.
4 859 2015-03-03 11:41:41
Mój parter przepisał na byłą żonę swoją połowę mieszkania .. 3 pokojowe w dużym mieście ,... na początku nie chciał ale ex robiła aferę w całej jego rodzinie .. że to dla młodego.. że nie chce synowi zapewnić dachu... matka M go naciskała żeby oddał .. ex szantażowała go kontaktami z synem.. i ten się zgodził.
I zrobił ten sam BŁĄD co mój M. W moim przypadku chodzi o gotówkę za dom, ale na jedno wychodzi. Tzn mój zrobił jeszcze większą głupotę, bo przekazał notarialnie kasę DLA EX, a powinien to zrobić darowizną na dzieci!!! A tak ----> kasa nie wiadomo gdzie jest. Mieszkania nie kupiła i podniosła alimenty argumentując to między innymi tym, że musi płacić czynsz za wynajem mieszkania. A na pytanie gdzie się podziały pieniądze, za które miała kupić mieszkanie, tylko się głupio uśmiecha. Tak przynajmniej dzieci byłyby zabezpieczone a jak znam życie i Ją, to kasę na ewentualne mieszkanie rozpie.zy i dalej będzie wyciągać rękę, bo Ona biedna pokrzywdzona......
4 860 2015-03-03 13:16:39 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-03 14:25:28)
Zazdrosna, co u Ciebie dziewczyno?
Stęskniłam się, nic się nie odzywasz.
Nie wtrącam się dziewczyny w kwestii dziedziczenia majątku, bo zdaję sobie sprawę z tego, że to co sama będę w stanie zapewnić moim dzieciom będzie wyłącznie moją zasługą. Siebie pewnie nie zabezpieczę, nie dbam o to. Wole nie mieć nic, niż drżeć ze strachu, że ktoś mi to zabierze. Po prostu na dzień dzisiejszy nie chce o tym myśleć. W razie czego zacznę swoje życie od początku, biedna ale spokojna. Ja swoje dodatkowe ekstra pieniądze wydaję głównie na siebie i na M, on robi podobnie i to on więcej dokłada się do nas z powodu wyższych dochodów, nie czuje, że coś mi zagraża lub ucieka. Kiedyś rozmawiałam z M o udziału finansowym w wyjazdy o którym pisała Ewarg. O dzieleniu się kosztami po połowie, a w przypadku, kiedy jednego z partnerów na to nie stać, nie jada oboje. M powiedział, że to bzdura, że jeśli on ma ochotę jechać ze mną i mi coś zasponsorować to zrobi to, bo sprawia mu to radość. Ja też postępuję podobnie, chcę dzielić się tym, co mam, bez względu na to, co będzie jutro.
Boli mnie co innego. Moja pełnoletnia córka teraz ma wyjazd ze szkoły zagranicę, koszt jest duży, odkładam kasę od kilku miesięcy. Mój były się wylał zupełnie pomimo, że ja pomagam synowi jak mogę i goszczę go u siebie na weekendy, kupuję ubrania, a syn mieszka z nim, on z córką nie utrzymuje żadnych kontaktów. Nie chcę podpuszczać córki, by złożyła pozew o alimenty na ojca, nie chcę narażać ją na stres w sądzie, bo to teraz jest w jej mocy. Jestem w kropce i pewnie sama wszystko sfinansuję. Żeby choć mój ex dobrze dbał o syna, a serce matki boli i wydaje mi się, że on go zaniedbuje, jednak młody się nie skarży , a ja nie chce postępować wbrew jego woli.
Co do M, to obecnie strasznie wnerwia mnie jego odpuszczanie chłopakowi. Dzieciak robi, to co mu się podoba i przestał słuchać się zupełnie. Nie wiem czy ja już jestem przewrażliwiona? Dziś młody idzie z klasą do kina, ok. rozumiem jest to wyjście zorganizowane przez szkołę, ale wnerwiło mnie, że jeszcze dostał ekstra pieniądze na zachcianki od ojca. Za to, co wyprawia moim zdaniem nic mu się nie należy. Podobnie M uważał w kwestii mojej córki, ja podzielałam jego zdanie, teraz on w analogicznych przypadkach się wyłamuje. Znów myślę o tym, żeby się wyprowadził, bo chłopak doprowadza mnie to do białej gorączki.
Wczoraj wzięłam wolne, bo M prosił mnie o pomoc w warsztacie, pracowaliśmy 16 godzin. Dziś M nie pojechał do pracy, bo matka nalegała o podwiezienie na pogrzeb. Nie ważne, że M ma jeszcze 3 rodzeństwa i wszyscy mieszkają w tym samym mieście co rodzice, bo to M się zgodził pomimo odległości ponad 40km. Pomimo tego, że dziadkowie odmówili mu pomocy w przypilnowaniu jego syna.
Jestem cała naładowana. Przesadzam? Wiem, że nie powinnam się wtrącać, ale mną nosi. Poradźcie coś ![]()
To nie pasierb doprowadza mnie do szału, to postępowania M.
4 861 2015-03-04 09:45:00
Boli mnie co innego. Moja pełnoletnia córka teraz ma wyjazd ze szkoły zagranicę, koszt jest duży, odkładam kasę od kilku miesięcy. Mój były się wylał zupełnie pomimo, że ja pomagam synowi jak mogę i goszczę go u siebie na weekendy, kupuję ubrania, a syn mieszka z nim, on z córką nie utrzymuje żadnych kontaktów. Nie chcę podpuszczać córki, by złożyła pozew o alimenty na ojca, nie chcę narażać ją na stres w sądzie, bo to teraz jest w jej mocy. Jestem w kropce i pewnie sama wszystko sfinansuję. Żeby choć mój ex dobrze dbał o syna, a serce matki boli i wydaje mi się, że on go zaniedbuje, jednak młody się nie skarży , a ja nie chce postępować wbrew jego woli.
Bez dobrej woli byłego męża nie wiele wskórasz. Jeśli nawet Sąd by przyznał alimenty dla Twojej córki, Twój były złoży w odwecie pozew o alimenty na syna. Jeśli jeszcze dajesz radę, to ja w tej sytuacji nic bym nie zmieniała.
Podobnie M uważał w kwestii mojej córki, ja podzielałam jego zdanie, teraz on w analogicznych przypadkach się wyłamuje. Znów myślę o tym, żeby się wyprowadził, bo chłopak doprowadza mnie to do białej gorączki.
Tylko czy M nie myśli o Tobie w podobny sposób? Ostatnio córka dała Ci nieźle popalić a Ty szykujesz Jej kasę na zagraniczny wyjazd. M dał synowi kasę na kino, bo może stwierdził , że skoro Ty się wyłamujesz, to i Jego konsekwencja w tym zakresie nie obowiązuje? Nie wiem jak to do końca było ale tak mi to wygląda.
Wczoraj wzięłam wolne, bo M prosił mnie o pomoc w warsztacie, pracowaliśmy 16 godzin. Dziś M nie pojechał do pracy, bo matka nalegała o podwiezienie na pogrzeb. .
Tylko gdybyś Ty odmówiła pomocy M, to on i tak by pojechał zawieźć matkę, a robotę by zawalił. Twoja odmowa pomocy nie sprawiłaby pewnie , że on odmówiłby pomocy swojej matce. Ja bym z chęcią pomogła, ale następnym razem kiedy babcia odmówiłaby pomocy przy opiece nad wnukiem, przypomniałabym Jej i M sytuację z pogrzebem i że Ty w takiej sytuacji nie odmówiłaś pomocy - a mogłaś.
Trzymaj się . Nie potrzebujesz zresetować się ? Może zasugeruj M wypad do kina w sobotę - tylko we dwoje?
4 862 2015-03-04 10:54:50 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-04 11:21:34)
Bez dobrej woli byłego męża nie wiele wskórasz. Jeśli nawet Sąd by przyznał alimenty dla Twojej córki, Twój były złoży w odwecie pozew o alimenty na syna. Jeśli jeszcze dajesz radę, to ja w tej sytuacji nic bym nie zmieniała.
Ja więcej łożę na dzieci, młodemu też pomagam choć nie mam takiego obowiązku, ale żal mi chłopaka. Np. przydałby mu się korepetycje z języka, a ojciec to olewa i tylko wymaga tylko od niego. Zapowiedziałam już młodemu, że skoro ojciec nie pomaga córce to ja też muszę przestać wydawać na niego. W niedzielę go nie odwiozłam do domu, to czekał na ojca do godz. 22, a mnie trafiało, bo na drugi dzień na 7 miał do szkoły.
Tylko czy M nie myśli o Tobie w podobny sposób? Ostatnio córka dała Ci nieźle popalić a Ty szykujesz Jej kasę na zagraniczny wyjazd. M dał synowi kasę na kino, bo może stwierdził , że skoro Ty się wyłamujesz, to i Jego konsekwencja w tym zakresie nie obowiązuje? Nie wiem jak to do końca było ale tak mi to wygląda.
Wyjazd mojej córki jest obowiązkowy, ona będzie tam ciężko pracować, a później musi zaliczyć materiał, by zdać do kolejnej klasy.
Tylko gdybyś Ty odmówiła pomocy M, to on i tak by pojechał zawieźć matkę, a robotę by zawalił. Twoja odmowa pomocy nie sprawiłaby pewnie , że on odmówiłby pomocy swojej matce. Ja bym z chęcią pomogła, ale następnym razem kiedy babcia odmówiłaby pomocy przy opiece nad wnukiem, przypomniałabym Jej i M sytuację z pogrzebem i że Ty w takiej sytuacji nie odmówiłaś pomocy - a mogłaś.
M rzadko prosi o pomoc i już wiem, że jeśli to robi to faktycznie jej potrzebuje zatem czułam się zobowiązana. Nie wiedziałam, że tak długo nam zejdzie. Nie wtrącałam się też w jego decyzję, tylko nie rozumiem dlaczego pomaga matce, kiedy ona wycofała się i odmówiła mu pomocy bez jakiegokolwiek powodu? Tak jak kiedyś mogłam liczyć na jej pomoc w kwestii pasierba, teraz czuję się pozostawiona sama sobie, gdy M jest w pracy, a nie radzę sobie. Wczoraj przy M pokłóciłam się z jego synem, dostał jedną tróje i zażądał nowego telefonu. Wykłócał się o regulamin szkolny, że ma dwa sprawdziany w jednym dniu. Chłopak który sam nie jest w stanie się podporządkować, bo on nic nie musi ma pretensje i wymagania od całego świata. Gówniarz robi co mu się żywnie podoba, nie słucha się, a ciągle słyszę tylko - tato a mogę to..., a dasz to ... I trafia mnie jak widzę rozdarcie w oczach M. Nie mam ochoty w tym wszystkim uczestniczyć, nie wiem jak się od tego wyłączyć.
Trzymaj się . Nie potrzebujesz zresetować się ? Może zasugeruj M wypad do kina w sobotę - tylko we dwoje?
Na weekend przyjeżdża drugi syn M, nie mam nic do niego, ale w tedy mam więcej na głowie jego brata. Poza tym leniwy gnojek zaczyna już wykorzystywać bardziej uczynnego brata i nawet mojego syna. M chce jechać do swojej rodziny ze mną i oczywiści z synami. Ja nie mam ochoty spędzić całego dnia z jego starszym dzieckiem, jeden pretekst a się zbuntuję i albo pojedzie z nim, albo ze mną.
Czuję się jak w potrzasku, kocham M, on jest wspaniały w stosunku do mnie, nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego partnera, ale tego jego smarkacza nie zdzierżę.
4 863 2015-03-04 11:38:13 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-03-04 12:01:10)
Zapowiedziałam już młodemu, że skoro ojciec nie pomaga córce to ja też muszę przestać wydawać na niego. W niedzielę go nie odwiozłam do domu, to czekał na ojca do godz. 22, a mnie trafiało, bo na drugi dzień na 7 miał do szkoły.
To nie dziecku powinnaś powiedzieć tylko postraszyć Byłego, że jeśli nie zacznie dbać o syna jak należy, to naślesz na Niego opiekę społeczną i kuratora. Dostał już to mieszkanie komunalne, o które walczył dzieckiem? Nastrasz Go, że jeśli nie zacznie się odpowiednio dzieckiem zajmować to Mu narobisz takiego smrodu w Urzędach, że Mu mieszkanie przejdzie bokiem. Wymyśl coś, wymuś na Byłym poprawę jakości życia Twojego dziecka, ale nie mów tego przy synu - potem dzieciak boi się poprosić o nowe spodnie......
Wyjazd mojej córki jest obowiązkowy, ona będzie tam ciężko pracować, a później musi zaliczyć materiał, by zdać do kolejnej klasy.
To zmienia postać rzeczy.
Nie wtrącałam się też w jego decyzję, tylko nie rozumiem dlaczego pomaga matce, kiedy ona wycofała się i odmówiła mu pomocy bez jakiegokolwiek powodu? Tak jak kiedyś mogłam liczyć na jej pomoc w kwestii pasierba, teraz czuję się pozostawiona sama sobie, gdy M jest w pracy, a nie radzę sobie.
A powiedziałaś M, że tego nie rozumiesz? Przypomniałaś Mu sytuację z odmową opieki nad wnukiem? Faceci mają krótką pamięć.
Wczoraj przy M pokłóciłam się z jego synem, dostał jedną tróje i zażądał nowego telefonu.Wykłócał się o regulamin szkolny, że ma dwa sprawdziany w jednym dniu. Chłopak który jest urażony jak się go o coś prosi, bo on nic nie musi ma pretensje i wymagania od całego świata. Gówniarz robi co mu się żywnie podoba, nie słucha się, a ciągle słyszę tylko - tato a mogę to..., a dasz to ...
Czyżby rósł następny roszczeniowy nastolatek??? Na takie rarytasy to trzeba sobie zasłużyć - może jak przyniesie na koniec roku świadectwo ze średnią 4,0 to o takim wynagrodzeniu (w jego sytuacji) może bym pomyślała. Ale za cząstkową tróję?? Niezły z Niego Kubuś :-))
Na weekend przyjeżdża drugi syn M, nie mam nic do niego, ale w tedy mam więcej na głowie jego brata. Poza tym leniwy gnojek zaczyna już wykorzystywać bardziej uczynnego brata i nawet mojego syna.
Zacznij edukować młodszego żeby nie dawał się nabierać na tanie zagrywki brata. Powiedz, że dobrze jest pomagać, ale jeśli ktoś Cię jawnie wykorzystuje, to należy się przed tym bronić. W życiu spotka wiele osób, które lubią wykorzystywać innych i należy wyrobić w dziecku umiejętność rozróżniania, kiedy jakaś osoba naprawdę potrzebuje pomocy, a kiedy nas wykorzystuje. Jeśli Go tego nie nauczycie, Starszy będzie postępował jak dyrygentka Matka, a Młodszy jak dający się wykorzystywać osiołek tata (tylko nie mów tego głośno!!!)
M chce jechać do swojej rodziny ze mną i oczywiści z synami. Ja nie mam ochoty spędzić całego dnia z jego starszym dzieckiem,
A czy na pewno jak pojedziecie do rodziny, to będziesz miała Młodego na głowie? Czy Młody mam tam jakieś towarzystwo, z którym mógłby się czymś zająć i zniknąć Ci z oczu? Bo jeśli nie ma towarzystwa i będzie siedział i się nudził przy stole, to spytaj M - jaki sens jest Go w takie towarzystwo zabierać?
Ach jeszcze o czymś pomyślałam: a może powiedz słodko swojemu M, że z ogromną przyjemnością pojedziesz się rozerwać do Jego rodziny, ALE!!!!!---> ON wraca autem, nie TY :-) Ciekawe czy tak bardzo będzie wtedy chciał jechać :-)
4 864 2015-03-04 12:21:50
zazdrosna13 napisał/a:Zapowiedziałam już młodemu, że skoro ojciec nie pomaga córce to ja też muszę przestać wydawać na niego. W niedzielę go nie odwiozłam do domu, to czekał na ojca do godz. 22, a mnie trafiało, bo na drugi dzień na 7 miał do szkoły.
To nie dziecku powinnaś powiedzieć tylko postraszyć Byłego, że jeśli nie zacznie dbać o syna jak należy, to naślesz na Niego opiekę społeczną i kuratora. Dostał już to mieszkanie komunalne, o które walczył dzieckiem? Nastrasz Go, że jeśli nie zacznie się odpowiednio dzieckiem zajmować to Mu narobisz takiego smrodu w Urzędach, że Mu mieszkanie przejdzie bokiem. Wymyśl coś, wymuś na Byłym poprawę jakości życia Twojego dziecka, ale nie mów tego przy synu - potem dzieciak boi się poprosić o nowe spodnie......
zazdrosna13 napisał/a:Wyjazd mojej córki jest obowiązkowy, ona będzie tam ciężko pracować, a później musi zaliczyć materiał, by zdać do kolejnej klasy.
To zmienia postać rzeczy.
zazdrosna13 napisał/a:Nie wtrącałam się też w jego decyzję, tylko nie rozumiem dlaczego pomaga matce, kiedy ona wycofała się i odmówiła mu pomocy bez jakiegokolwiek powodu? Tak jak kiedyś mogłam liczyć na jej pomoc w kwestii pasierba, teraz czuję się pozostawiona sama sobie, gdy M jest w pracy, a nie radzę sobie.
A powiedziałaś M, że tego nie rozumiesz? Przypomniałaś Mu sytuację z odmową opieki nad wnukiem? Faceci mają krótką pamięć.
zazdrosna13 napisał/a:Wczoraj przy M pokłóciłam się z jego synem, dostał jedną tróje i zażądał nowego telefonu.Wykłócał się o regulamin szkolny, że ma dwa sprawdziany w jednym dniu. Chłopak który jest urażony jak się go o coś prosi, bo on nic nie musi ma pretensje i wymagania od całego świata. Gówniarz robi co mu się żywnie podoba, nie słucha się, a ciągle słyszę tylko - tato a mogę to..., a dasz to ...
Czyżby rósł następny roszczeniowy nastolatek??? Na takie rarytasy to trzeba sobie zasłużyć - może jak przyniesie na koniec roku świadectwo ze średnią 4,0 to o takim wynagrodzeniu (w jego sytuacji) może bym pomyślała. Ale za cząstkową tróję?? Niezły z Niego Kubuś :-))
zazdrosna13 napisał/a:Na weekend przyjeżdża drugi syn M, nie mam nic do niego, ale w tedy mam więcej na głowie jego brata. Poza tym leniwy gnojek zaczyna już wykorzystywać bardziej uczynnego brata i nawet mojego syna.
Zacznij edukować młodszego żeby nie dawał się nabierać na tanie zagrywki brata. Powiedz, że dobrze jest pomagać, ale jeśli ktoś Cię jawnie wykorzystuje, to należy się przed tym bronić. W życiu spotka wiele osób, które lubią wykorzystywać innych i należy wyrobić w dziecku umiejętność rozróżniania, kiedy jakaś osoba naprawdę potrzebuje pomocy, a kiedy nas wykorzystuje. Jeśli Go tego nie nauczycie, Starszy będzie postępował jak dyrygentka Matka, a Młodszy jak dający się wykorzystywać osiołek tata (tylko nie mów tego głośno!!!)
zazdrosna13 napisał/a:M chce jechać do swojej rodziny ze mną i oczywiści z synami. Ja nie mam ochoty spędzić całego dnia z jego starszym dzieckiem,
A czy na pewno jak pojedziecie do rodziny, to będziesz miała Młodego na głowie? Czy Młody mam tam jakieś towarzystwo, z którym mógłby się czymś zająć i zniknąć Ci z oczu? Bo jeśli nie ma towarzystwa i będzie siedział i się nudził przy stole, to spytaj M - jaki sens jest Go w takie towarzystwo zabierać?
Ach jeszcze o czymś pomyślałam: a może powiedz słodko swojemu M, że z ogromną przyjemnością pojedziesz się rozerwać do Jego rodziny, ALE!!!!!---> ON wraca autem, nie TY :-) Ciekawe czy tak bardzo będzie wtedy chciał jechać :-)
obstawiam , że mina mu zrzednie ... Mój M zawsze tak kombinuje że ja jadę .. mnie na alkoholu nie zależy ..ale wkurza mnie poczucie ..że jestem taryfą ... i jak nie mam ochoty jechać ..to on tez rezygnuje...czasami myślę że z powodu braku taxi ![]()
4 865 2015-03-04 12:31:54 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-04 12:33:47)
To nie dziecku powinnaś powiedzieć tylko postraszyć Byłego, że jeśli nie zacznie dbać o syna jak należy, to naślesz na Niego opiekę społeczną i kuratora. Dostał już to mieszkanie komunalne, o które walczył dzieckiem? Nastrasz Go, że jeśli nie zacznie się odpowiednio dzieckiem zajmować to Mu narobisz takiego smrodu w Urzędach, że Mu mieszkanie przejdzie bokiem. Wymyśl coś, wymuś na Byłym poprawę jakości życia Twojego dziecka, ale nie mów tego przy synu - potem dzieciak boi się poprosić o nowe spodnie......
Masz rację, syn i tak ma opory, by prosić o cokolwiek. Mam tylko wrażenie, że mój ex ma gdzieś to, co do niego mówię, a wręcz robi mi po złości.
A powiedziałaś M, że tego nie rozumiesz? Przypomniałaś Mu sytuację z odmową opieki nad wnukiem? Faceci mają krótką pamięć.
Nie omieszkałam przypomnieć ![]()
Czyżby rósł następny roszczeniowy nastolatek??? Na takie rarytasy to trzeba sobie zasłużyć - może jak przyniesie na koniec roku świadectwo ze średnią 4,0 to o takim wynagrodzeniu (w jego sytuacji) może bym pomyślała. Ale za cząstkową tróję?? Niezły z Niego Kubuś :-))
Ha, Ha M cieszył by się gdyby jego syn w ogóle przyniósł świadectwo, chłopak jednak bardzo pracuje, by tak się jednak nie stało. Jeśli chodzi o wyjazd na narty to miał tolerancje do 2 jedynek na półrocze!
Zacznij edukować młodszego żeby nie dawał się nabierać na tanie zagrywki brata. Powiedz, że dobrze jest pomagać, ale jeśli ktoś Cię jawnie wykorzystuje, to należy się przed tym bronić. W życiu spotka wiele osób, które lubią wykorzystywać innych i należy wyrobić w dziecku umiejętność rozróżniania, kiedy jakaś osoba naprawdę potrzebuje pomocy, a kiedy nas wykorzystuje. Jeśli Go tego nie nauczycie, Starszy będzie postępował jak dyrygentka Matka, a Młodszy jak dający się wykorzystywać osiołek tata (tylko nie mów tego głośno!!!)
Coś w tym jest, z synem już o tym rozmawiałam. Rozumiem, że czasem można coś dla kogoś zrobić, ale musi w tym być wzajemność, bo inaczej to wykorzystywanie.
A czy na pewno jak pojedziecie do rodziny, to będziesz miała Młodego na głowie? Czy Młody mam tam jakieś towarzystwo, z którym mógłby się czymś zająć i zniknąć Ci z oczu? Bo jeśli nie ma towarzystwa i będzie siedział i się nudził przy stole, to spytaj M - jaki sens jest Go w takie towarzystwo zabierać?
Niestety, z doświadczenia wiem, że dzieci będą siedzieć przy stole i pytać kiedy jedziemy do domu? Mamy jechać do dziadków M, a oni są wiekowi, jednak z oczywistych przyczyn M zależy, by ich zabrać.
4 866 2015-03-06 18:30:57 Ostatnio edytowany przez Mischella (2015-03-06 18:50:50)
Witajcie Piękne Kobiety ![]()
Zgubiłam sie...
Wydaje mi sie, że pierwsza zona mojego partnera zawsze ma ostatnie zdanie, chociaz moj partner zaprzecza temu na kazdym kroku... ostatnio potrzebnybyl mi pendriver, wzięłam pierwszy lepszy... były tam jakieś zdjecia... oczywiscie przejrzałam, poniewaz pendriver byl mojego partnera, wiec musialam zobaczyc co tam jest - wiadomo. No i mam za swoje, ciekawosc kosztuje, znalazlam dwa zdjecia jego z ex żona oczywiscie przytuleni - no boli mnie to strasznie, zapytalam mojego partnera o co tu chodzi... ? Pendriver rzeczywiscie stary i lezal w szufladzie na dnie - nie uzywany na codzień - zapomniał usunac - ok. Ale! Moj partner powiedzial . Mi, ze zatrzymal kilka zdjec z czasu malzenstwa by kiedys je pokazac dziecku.... nosz kur...a! I co mu powie ' tutaj dziecko bylismy z mamusia szczęśliwi, a pozniej pojawila sie ciocia... ' ???? (Wyjasnie tylko, ze nie rozbilam małżeństwa, nie, nie, ono bylo od roku martwe zanim ja sie pojawilam), ale czy to normalne ?
4 867 2015-03-07 10:24:40
Dziewczyny jak czytam niektóre wasze sytuacje ,to aż mi samej ręce opadają
Ja raczej nie zaliczam się do osob, które maja przeboje i jakikolwiek kontakt z eksią ( bo nie znam) ,wiec odstaje od waszych problemów i również założonego wątku, stąd moja wstrzemięźliwość w pisaniu , ale jak czytam wyrywkowo historie co wy opisujecie, to utwierdzam się w przekonaniu ,ze nikt w nasze zycie nosa nie wtrynia, a dzieciak nie ma mózgpyeeba bo tata tak, a mama tak
Kiedys myslalam,ze jak dziecko byłoby pod wychowaniem i po trochu ojca i po trochu mieszkało u matki ( to takie gdybanie, bo sama matki nie zna) to było by jakos łatwiej, no ale z czasem uświadamiam sobie ,ze wtedy byłby kipisz na całego jakby dzieciakowi tak w glowie się mieszało i nie miało stabilizacji . Dobrze ,że jest pod wychowaniem tylko i wyłącznie ojca- idzie jedną linia , tym samym schematem bez fiksowania i rozdzielania
Ona jak wraca nie raz z wczasów od męża rodziny za granicy to ciężko ją naprowadzić na odpowiednie tory do ładu , a co dopiero byłoby tak kilka razy w miesiącu, az strach pomyśleć jakie byłyby to fajerwerki
4 868 2015-03-09 09:27:50 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-03-09 09:35:42)
Mortisha, ja świetnie zdaję sobie sprawę, że żadne dziecko nie rodzi się złe. Pasierb właśnie przez wychowanie swojej matki i przez to, jak ona go traktuje jest taki butny i roszczeniowy. Nigdy w postępowaniu M nie widziałam manipulacji i kłamstwa, a u chłopaka jest to na porządku dziennym. Nie radze sobie z nim do tego stopnia, że zaczynam już wypominać M, że zgodził się go wziąć do nas. Trzeba było zostawić go tej babie, by wypiła to co naważyła, alimenty na chłopaków byłyby dla mnie błogosławieństwem i świętym spokojem. W weekend był młodszy syn M, porównując dzieci to jak ziemia i niebo, jednak nauki exsowej nie idą w las i młody też stara się lawirować by osiągnąć własne cele.
A jakim ojcem jest twój mąż? Nie jest łatwo zastąpić matkę, obserwując pokraczne poczynania M przekonuję się, że to co dla kobiety jest naturalne mężczyźnie nie przychodzi łatwo, albo wcale.
4 869 2015-03-09 11:58:06
Witam
Przeczytałam wyrywkowo kilkanaście komentarzy do tego wątku i uznałam, że dobrze trafiłam. Jestem nowa na forum jak też i opisywanie moich uczuć i nikłych (jak na razie) doświadczeń przed obcymi ludźmi, jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Mam 24 lata i od roku jestem w szczęśliwym związku ze starszym od siebie mężczyzną. Wchodząc w ten związek stałam się równocześnie macochą dla jego dwóch córek (aktualnie 12 i 18 lat) z czego starsza mieszka z nami, a młodsza z matką zaledwie kilka min drogi od nas. Z całą czwórką znamy się już od lat co dodatkowo komplikowało początki biorąc pod uwagę przeszłość. Jeden wątek wyjaśnię od razu na początku: nie rozbiłam małżeństwa, jego żona odeszła rok wcześniej, a sama twierdzi że od lat już go nie kochała, a prawdziwej miłości nie było między nimi chyba nigdy. Ja za to zakochałam się bez pamięci, nie mówię że od razu, bo to był etap przejściowy z przyjaźni podczas której nie patrzałam na niego w ten sposób. No i wskoczyłam w ten nieznany dla mnie scenariusz z nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży i powoli układa tylko niestety niektóre rzeczy mniej, niektóre bardziej opornie. Jeśli chodzi o relacje z matką od dzieciaków to wszystko jest ok ( moja mama nawet uważa, że aż za dobrze) jak już wspominałam znamy się od dawna i wiem, że zazwyczaj mogę na nią liczyć tak samo jak ona na mnie zarówno jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, podrzuceniu potrzebnych leków gdy ktoś w domu choruje, jak i gdy zabraknie szklanki cukru (o moim związku nie rozmawiamy, to trochę zbyt niezręczne więc po co). Czasem wolałabym by była mniej obecna w naszym życiu choć to nie jest kwestia obawy, że on do niej wróci tylko zdrowa dawka zazdrości i zakodowanej gdzieś tam w głowie myśli, że powinnam się jej obawiać bo: przeżyli razem tyle lat, bo mają dzieci, bo się tak dobrze znają ect.ect. Z młodszą córą też wszystko dobrze, bardzo mnie lubi, mówi że kocha
, zazwyczaj liczy się z moim zdaniem, przyjdzie przytuli się, nieraz u nas spała, dużo rozmawiamy. Schody zaczynają się jeśli chodzi o starszą córkę, która z nami mieszka. Na początku gdy się wprowadziłam wszystko było w jak najlepszym początku, rozmawiałyśmy (może nie dużo, ale na pewno więcej niż teraz), chodziłyśmy razem na zakupy, pomagała mi w kuchni, zdarzyło się nawet że wypłakała mi się w ramię gdy jej luby wytrącił ją z równowagi. A potem.... potem do niej dopiero chyba dotarło że teraz z tatą jestem ja i uznała mnie za zagrożenie
była nawet kłótnia między nimi, okropna kłótnia z przykrymi słowami w której dowiedziałam się co ona tak na prawdę o mnie myśli. Z tamtą chwilą wszystko się zmieniło i do teraz (choć się uspokoiło już) bardziej się mijamy niż razem mieszkamy.
Ufff rozpisałam się trochę, ale chciałam pierw przybliżyć moje położenie. Chodzi mi o to jak? Jak ma się zachowywać młoda kobieta posiadająca przybrane dzieci? Przecież nie mogę być dla nich jak matka, bo one ją mają, a ja nie chcę wchodzić jej w paradę. Nie czuję tego
Mam być przyjaciółką? Jak? Skoro starsza mnie nie akceptuje, tylko toleruje, mimo że naprawdę bardzo się staram. Poza tym z fizycznego punktu widzenia prędzej bym była ich siostrą nić matką. To dla mnie coś zupełnie nowego i gubię się czasem w tym wszystkim.
PS. Wypowiedź może być ciut chaotyczna więc proszę o wyrozumiałość, jak wspomniałam jestem nowa.
4 870 2015-03-09 12:31:30 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-03-09 12:33:48)
Hej Dziewczyny , jak po dniu Kobiet ? Świętowałyście ? Czułyście się wyjątkowe dla swoich facetów .. bo tak wspaniale uczcili nasze święto? Czy może było bez fajerwerków , bo to podobno socjalistyczne święto...
Ja kolejny raz dostałam "obraz mojej pozycji i ważności" w życiu M .
Czuję się fatalnie , nie wiem dlaczego tak mnie dotknęło jego zachowanie.
M złożył mi tylko życzenia i zrobił śniadanie , do którego wetknął różę , którą wyjął z bukietu który dostałam od syna.
Ale za to synkowi swojemu (był u nas ) kupił zabawkę , jak to stwierdził " kupił bo chciał zrobić sobie przyjemność robiąc synowi przyjemność " , widać robienie przyjemności mnie nie jest dla M przyjemne. Zaznaczę że powiedzmy była okazja na przyjemność dla mnie (8 marca ) a nie było żadnej dla młodego... ot po prostu kolejna zabawka .
Jego syn nie złożył mi życzeń - i żeby było jasne nie mam pretensji do młodego tylko do M że nie zwrócił mu uwagi... ale za to M kazał młodemu zadzwonić do babci i cioci "bo będzie im miło " i złożyć życzenia z okazji dnia kobiet ...
Była dziewczyna mojego syna, jej również nie złożył życzeń.
Było mi wstyd i smutno..
Ale szlak mnie trafił dopiero , gdy M przypomniał synowi żeby złożył matce(czyli ex ) życzenia ... i młody chciał kwiatki dla mamy (zrozumiałe ) i M je kupił !!!
Dziewczyny , czy ja jestem tylko zazdrosną zołzą która zazdrości zabawki dla dzieciaka ??? i czepia się wszystkiego ???
nie umiem sobie poradzić z tymi przykrymi myślami .. i odczuciami .. jestem zła na siebie że tak się czuję że nie potrafię być ponad to .
4 871 2015-03-09 12:48:55
Witam
Przeczytałam wyrywkowo kilkanaście komentarzy do tego wątku i uznałam, że dobrze trafiłam. Jestem nowa na forum jak też i opisywanie moich uczuć i nikłych (jak na razie) doświadczeń przed obcymi ludźmi, jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Mam 24 lata i od roku jestem w szczęśliwym związku ze starszym od siebie mężczyzną. Wchodząc w ten związek stałam się równocześnie macochą dla jego dwóch córek (aktualnie 12 i 18 lat) z czego starsza mieszka z nami, a młodsza z matką zaledwie kilka min drogi od nas. Z całą czwórką znamy się już od lat co dodatkowo komplikowało początki biorąc pod uwagę przeszłość. Jeden wątek wyjaśnię od razu na początku: nie rozbiłam małżeństwa, jego żona odeszła rok wcześniej, a sama twierdzi że od lat już go nie kochała, a prawdziwej miłości nie było między nimi chyba nigdy. Ja za to zakochałam się bez pamięci, nie mówię że od razu, bo to był etap przejściowy z przyjaźni podczas której nie patrzałam na niego w ten sposób. No i wskoczyłam w ten nieznany dla mnie scenariusz z nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży i powoli układa tylko niestety niektóre rzeczy mniej, niektóre bardziej opornie. Jeśli chodzi o relacje z matką od dzieciaków to wszystko jest ok ( moja mama nawet uważa, że aż za dobrze) jak już wspominałam znamy się od dawna i wiem, że zazwyczaj mogę na nią liczyć tak samo jak ona na mnie zarówno jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, podrzuceniu potrzebnych leków gdy ktoś w domu choruje, jak i gdy zabraknie szklanki cukru (o moim związku nie rozmawiamy, to trochę zbyt niezręczne więc po co). Czasem wolałabym by była mniej obecna w naszym życiu choć to nie jest kwestia obawy, że on do niej wróci tylko zdrowa dawka zazdrości i zakodowanej gdzieś tam w głowie myśli, że powinnam się jej obawiać bo: przeżyli razem tyle lat, bo mają dzieci, bo się tak dobrze znają ect.ect. Z młodszą córą też wszystko dobrze, bardzo mnie lubi, mówi że kocha, zazwyczaj liczy się z moim zdaniem, przyjdzie przytuli się, nieraz u nas spała, dużo rozmawiamy. Schody zaczynają się jeśli chodzi o starszą córkę, która z nami mieszka. Na początku gdy się wprowadziłam wszystko było w jak najlepszym początku, rozmawiałyśmy (może nie dużo, ale na pewno więcej niż teraz), chodziłyśmy razem na zakupy, pomagała mi w kuchni, zdarzyło się nawet że wypłakała mi się w ramię gdy jej luby wytrącił ją z równowagi. A potem.... potem do niej dopiero chyba dotarło że teraz z tatą jestem ja i uznała mnie za zagrożenie
była nawet kłótnia między nimi, okropna kłótnia z przykrymi słowami w której dowiedziałam się co ona tak na prawdę o mnie myśli. Z tamtą chwilą wszystko się zmieniło i do teraz (choć się uspokoiło już) bardziej się mijamy niż razem mieszkamy.
Ufff rozpisałam się trochę, ale chciałam pierw przybliżyć moje położenie. Chodzi mi o to jak? Jak ma się zachowywać młoda kobieta posiadająca przybrane dzieci? Przecież nie mogę być dla nich jak matka, bo one ją mają, a ja nie chcę wchodzić jej w paradę. Nie czuję tegoMam być przyjaciółką? Jak? Skoro starsza mnie nie akceptuje, tylko toleruje, mimo że naprawdę bardzo się staram. Poza tym z fizycznego punktu widzenia prędzej bym była ich siostrą nić matką. To dla mnie coś zupełnie nowego i gubię się czasem w tym wszystkim.
PS. Wypowiedź może być ciut chaotyczna więc proszę o wyrozumiałość, jak wspomniałam jestem nowa.
Witaj xZagubionax
Nie mam doświadczenia z tak dużymi dziećmi partnera , ale myślę że to co napiszę jest uniwersalne - nie robić nic na siłę , nie "kupować " akceptacji czy uczuć.. ogólnie skupić się na sobie i partnerze .
Dziewczyna jest duża , więc i samodzielna .
Jesteś młoda więc żyj jak młodzi ludzie , nie daj sobie wejść na głowę i nie pozwól by oczekiwania innych że coś powinnaś lub nie kierowały Twoim postępowaniem.
4 872 2015-03-09 14:05:14
Chceuciekacstad, nie chcę cię dołować, ale u mnie niedziela wyglądała zupełnie inaczej. Ja dałam M symboliczny upominek w sobotę żeby mi nie wypominał jak zwykle, że on nic nie dostał w dniu chłopaka. M kupił kwiaty praktyczne jednocześnie, gdy jechał po młodszego syna, zatem życzenia dostałam od ich dwóch. Ucałowałam młodego uradowana, że taka odmiana w porównaniu z jego starszym bratem. M kupił nawet kwiatki mojej córce, wstawił do pokoju podczas jej nieobecności. Dziwnym trafem ich nawet nie wyrzuciła ![]()
Mój syn też uroczył mnie kwiatkami. Byłam bardzo zadowolona i M zasugerowałam, czy chce również młodemu kupić coś dla jego matki jak będzie syna odwoził do domu. M powiedział, że na dzień matki to owszem, ale nie na dzień kobiet. Ja uważam, że akurat matką to jej nazwać nie można, ale to tylko moje osobiste zdanie.
xZagubionax, z moja obecnie dziewiętnastoletnią córa i M było i jest podobnie. Mogę tylko domyślać się, że jest jej przykro patrzyć jak M zajmuje się swoimi dziećmi, a jej ojciec ją zupełnie olał. Dlatego dziewczyna nie może znieść obecności M i jego synów u nas w domu i stąd taka nienawiść. Jakie wasza młoda ma relacje z matką i dlaczego zdecydowała się zamieszkać z ojcem? Może właśnie tutaj coś nie gra, poza tym to trudny wiek i czasem dziewczyna może być zdenerwowana na kogoś innego, a na tobie się tylko wyładowywać, by rozładować emocje. Wie, że może na tobie liczyć i że jej nie zostawisz w potrzebie. Córki często właśnie dlatego robią jazdy swoim matką. Pamiętaj, że w złości wypowiadamy słowa, których nie chcemy, a nie te które faktycznie myślimy, dlatego nie bież jej zachowania i tego co mówi do siebie, bo nie ty jesteś właściwą przyczyną.
4 873 2015-03-09 15:30:16
zazdrosna13 Relacje młodej z matką są różne, z tego co się orientuje to jeszcze przed rozstaniem swoich rodziców sama jej mówiła, że powinna odejść skoro nie jest szczęśliwa w tym związku, a co do decyzji by zostać z ojcem z początku on sam twierdził, że chyba się o niego martwiła jak sobie z tym poradzi i obawiała się jego powrotu do kraju (nie wspominałam o tym jeszcze, ale nie mieszkamy w Polsce) a osobiście sądzę że obawiała się większego rygoru, wiedziała że u ojca ma większe fory i więcej wymusi np. płaczem, a na matkę nie działają tego typu sceny. Bywa, że nie odzywa się do niej choćby tydzień, zależy od jej humorków. Znalazła sobie oparcie w swoim chłopaku, który (co wiem od młodszej córy, która lubi podsłuchiwać swoją drogą) też mnie nie lubi nazywając "królewną, która nic nie robi", nie chce się bronić ale co jak co, to w domu robię wszystko ja, nie nazwę siebie perfekcyjną panią domu, ale myślę że jest ok: mieszkanie czyste (oprócz jej pokoju i jej toalety, o które ma dbać sama), obiad codziennie jest zrobiony (choć to czy go zje to też zależy czy będzie miała ochotę czy też woli kupić ze swoim lubym pizze), jej pies, z którym już kompletnie przestała wychodzić na dwór ( jej odpowiedź na "dlaczego?" jest "bo nie") głodny nie chodzi, śniadanie do szkoły ma zawsze zrobione. Szczerze? U mnie w rodzinnym domu takie rzeczy były nie do pomyślenia, przez to patrze trochę krytycznie na sposób w jaki została wychowana, choć wiem że nie powinnam podważać metod jej rodziców (bo wina leży też i po stronie mojego mężczyzny). Na szczęście uczy się bardzo dobrze.
chceuciekacstad Właśnie tak sobie to tłumaczę, a raczej staram się, że "jest już duża i samodzielna" tylko dlaczego tak się mimo wszystko przejmuje i martwię? Doprowadza mnie chwilami do białej gorączki i łapie się na tym, że czekam tylko aż się pewnego dnia wyprowadzi. A w innej chwili jak sobie pomyśle jak nieodpowiedzialną wciąż jest osobą to chciałabym zrobić coś by bardziej przygotować ją do dorosłego życia w które się tak pcha i została z nami jak najdłużej. Tyle, że ona nie chce pomocy, wszystkie subtelne lekcje po niej spływają. Nie mogę jej matkować bo ona tą matkę przecież ma, a jeśli chodzi o mnie to widzę że wolałaby by mnie nie było zwłaszcza, że jest jej wstyd (mieszkamy w malutkim miasteczku, gdzie każdy każdego zna) że tata ma nową kobietę, a mama sobie układa powoli życie z innym mężczyzną, z którym od pewnego czasu też mieszka.
4 874 2015-03-09 16:04:51
xZagubionax, po prostu dziewczyna nie radzi sobie z emocjami i z akceptacja skutków rozwodu. Grunt to się nie przejmować jej wybrykami i nie brać tego do siebie. Nie wdawać w zbędne rozmowy, gdy okazuje ci brak szacunku. Nie wchodzić w cztery litery, gdy ona cię zlewa itp.
A powiedz tak z innej beczki. Dziewczyna pewnie ma wymagania co do ciuszków, kosmetyków, wyjazdów itp. Jak do tego podchodzi twój partner? Wnikasz w to ile wydaje na córkę, zwłaszcza gdy wg. ciebie ona na to nie zasługuje? Tak pytam z ciekawości, bo to zawsze drażliwy temat pieniędzy.
4 875 2015-03-09 16:28:23 Ostatnio edytowany przez xZagubionax (2015-03-09 16:40:20)
A powiedz tak z innej beczki. Dziewczyna pewnie ma wymagania co do ciuszków, kosmetyków, wyjazdów itp. Jak do tego podchodzi twój partner? Wnikasz w to ile wydaje na córkę, zwłaszcza gdy wg. ciebie ona na to nie zasługuje? Tak pytam z ciekawości, bo to zawsze drażliwy temat pieniędzy.
W tej kwestii akurat nie jest aż tak rozpieszczona jak mogłoby się z początku wydawać. Jeśli czegoś nie ma, potrzebuje, to powie o tym ojcu (robi to zadziwiająco rzadko). Nie może jednak zarzekać na brak choćby ciuchów bo ma ich tyle, że dosłownie nie mieści ich w szafie co nie powstrzymuje ją przed plądrowaniem szafy od matki, czy też czasami nawet mojej co niekiedy ciut wyprowadza mnie z równowagi, jednak nigdy nie zwróciłam jej z tego powodu uwagi (może błąd). Kosmetyków też jej nie brakuje, a jeśli nawet zabraknie to doskonale wie gdzie jest moja kosmetyczka. Kieszonkowych jako tako nie dostaje. Choć z tego co da się zorientować nie bardzo z pieniędzmi się liczy jak je już ma. Gdy idę na zakupy zawsze pytam (jeśli jest w domu, bo przeważnie traktuje go tylko jak hotel) czy czegoś jej nie brakuje. Mój mężczyzna nie odmawia jej gdy już o coś poprosi, zwłaszcza że nie robi tego często, prędzej już młodsza. Mała aparatka potrafi się nie odzywać tydzień, ale doskonale wie którego dnia ojciec dostaje wypłatę i czeka na niego od rana aż wróci z pracy.
Ogólnie jeśli chodzi o obie dziewczyny, zawsze staram się powtarzać sobie w myślach "co i jego to i moje" przez co rozumiem "jego dzieci, są w pewnym sensie moimi". Tylko czasem to tak cholernie trudne.