netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 326 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 72 73 74 75 76 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 746 do 4 810 z 8 269 ]

4 746

Odp: Być drugą i macochą

Nie jestem wspanioałomyśla, po prostu uważam, ze człowiek powinien brać konsekwencje swoich decyzj na klatę. Akceptujesz że facet ma dzieci albo nie.  Jakbym miałą się tak szarpać to bym odeszła...

4 747

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Nie jestem wspanioałomyśla, po prostu uważam, ze człowiek powinien brać konsekwencje swoich decyzj na klatę. Akceptujesz że facet ma dzieci albo nie.  Jakbym miałą się tak szarpać to bym odeszła...

Akceptacja faktu że facet ma dzieci i z tym związane obowiązki nijak się ma do akceptacji wpierdzielania się osób trzecich (ex, teściów , widzów pobocznych z wersją " gdybym to ja ") w nasze życie .
I ponosimy właśnie konsekwencje naszych decyzji. Nie wywalamy faceta bo nagle matka jego dzieci znudziła się synem, bo trzeba teraz płacić 1500 a było 1000 alimentów... bo zamiast umowy (sądowej ) że młody jest co 2 tygodnie .. jest wtedy kiedy mamusi szanownej na rękę ... i żeby było fajniej to np. w krótkich spodenkach w listopadzie ... a co , niech  ojciec ci kupi ...bo alimenty idą na szczytny cel ..np. imprezowanie mamuśki smile

Nie wiesz jakby układało się Twoje życie z mężem gdyby jego dziecko było nastolatkiem i mieszkało w tym samym mieście lub 100 km dalej...
jeszcze parę lat temu , zanim poznałam M  nie uwierzyłabym ze będę się szarpać tak jak teraz... miałam takie same podejście jak Ty ...

Lily - jesteś młoda piękna bogata .. szczerze życzę Ci takiego życia do samego końca .

4 748 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-04 09:26:27)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Nie jestem wspanioałomyśla, po prostu uważam, ze człowiek powinien brać konsekwencje swoich decyzj na klatę. Akceptujesz że facet ma dzieci albo nie.  Jakbym miałą się tak szarpać to bym odeszła...

Akceptacja faktu że facet ma dzieci i z tym związane obowiązki nijak się ma do akceptacji wpierdzielania się osób trzecich (ex, teściów , widzów pobocznych z wersją " gdybym to ja ") w nasze życie .
I ponosimy właśnie konsekwencje naszych decyzji. Nie wywalamy faceta bo nagle matka jego dzieci znudziła się synem, bo trzeba teraz płacić 1500 a było 1000 alimentów... bo zamiast umowy (sądowej ) że młody jest co 2 tygodnie .. jest wtedy kiedy mamusi szanownej na rękę ... i żeby było fajniej to np. w krótkich spodenkach w listopadzie ... a co , niech  ojciec ci kupi ...bo alimenty idą na szczytny cel ..np. imprezowanie mamuśki smile

Nie wiesz jakby układało się Twoje życie z mężem gdyby jego dziecko było nastolatkiem i mieszkało w tym samym mieście lub 100 km dalej...
jeszcze parę lat temu , zanim poznałam M  nie uwierzyłabym ze będę się szarpać tak jak teraz... miałam takie same podejście jak Ty ...

Lily - jesteś młoda piękna bogata .. szczerze życzę Ci takiego życia do samego końca .

I obyś Lily nie zmieniła zdania jak młodzież zwali Ci się na miesiąc wakacji do twojego pięknego domq lub tatuś stęskniony wyjdzie do nich zostawiając ciebie samą w Polsce. Życie jest pełne niespodzianek smile

4 749

Odp: Być drugą i macochą

Przeżyję. Niepotrzebuję nieustannej adoracji ze strony tatusia. A dom to tylko dom. Co mogą zrobić, nabrudzić, zbić szklankę, wyjeść mi nutellę?

Dom jest do mieszkanie, rzeczy się niszczą, a nutella jest do jedzenia. Natomiast niewidzę sensu w życiu gdzie jest wieczna szarpanina, bo moje bo twoje, bo coś tam. Kurcze ja chcę pieć partnera w domu, a nie przeciwnika do wueczych przepychanek.

4 750 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-04 12:29:34)

Odp: Być drugą i macochą

Tak to jest jak rodzice kupią mieszkanko, zasponsorują studia, mężuś może sprawi domek, a pani przyjdzie go posprzątać. Nie twoje dzieciaki, co się będziesz przejmować ich wychowaniem, nie każda kobieta ma zadatki matkę. Życie to w końcu dobra zabawa smile Tylko skąd tyle krytyki Lily w twoich słowach i brak empatii wobec innych ludzi?

4 751

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Przeżyję. Niepotrzebuję nieustannej adoracji ze strony tatusia. A dom to tylko dom. Co mogą zrobić, nabrudzić, zbić szklankę, wyjeść mi nutellę?

Dom jest do mieszkanie, rzeczy się niszczą, a nutella jest do jedzenia. Natomiast niewidzę sensu w życiu gdzie jest wieczna szarpanina, bo moje bo twoje, bo coś tam. Kurcze ja chcę pieć partnera w domu, a nie przeciwnika do wueczych przepychanek.

Widzisz ...łatwo traktuje się rzeczy gdy nie kosztują nas wiele smile Sytuacja materialna pozwala  Ci na takie podejście ...

Na razie jesteś wolna jak ptak .. parter ma duże dzieci, od Ciebie niczego nikt nie wymaga .. nie masz dzieci i nie musisz martwić się o swoją i ich przyszłość. .. a parter dziś jest ... a jutro ?? nie wiadomo.
i co wtedy z Twoim życiem?
wyglądałoby tak samo ?? serce cierpi ..ale żyć trzeba, rachunki płacić i co gdyby było dziecko ???

każda z nas chce mieć partnera w domu ..a nie chłopca na posyłki dla ex czy rozwydrzonych dzieci ... często winni są sami faceci bo wierzą że to droga do zgody i dobra dla dzieci....

Wybacz ale brak Ci empatii .. bawisz się na razie...obyś nie spadła z tej chmurki szybko i boleśnie smile.

4 752 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-04 13:52:43)

Odp: Być drugą i macochą

Nie potrzebnie naskakujecie na Lily89 za to, że nie umie się postawić w sytuacji podobnej do naszej i że nie potrafi jej zrozumieć.
Tak jak ja, tak i  Wy i Ona twierdzicie, że nikt tego nie zrozumie póki sam na własnej skórze tego nie doświadczy.
Lily89 ma zupełnie inną sytuację od naszej i nie potrafi zrozumieć naszych nerwów na trutnia , który w naszym domu łamie zasady kulturalnego współżycia z innymi domownikami (tak to delikatnie nazwę). Same dobrze wiecie , że nie miałyśmy świadomości z czym wiąże się związek z facetem po przejściach, z czym wiąże się posiadanie skamlącej Exowej i z czym wiąże się posiadanie przez owego Pana dzieci z poprzedniego związku. Dodatkowo nie wiedziałyśmy jak to jest kiedy w nasz związek wtrąca się teściowa, która jak się później okazało "dobro" wnuka stawia ponad dobro i szczęście własnego syna.

Same tego wszystkiego nie wiedziałyśmy i trudno wymagać od Lily , że to zrozumie, bo Ona nie ma jęczącej Exowej, teściową ma daleko, a dzieci partnera nie goszczą u Niej w domu na co dzień i nie psują jej ciągle planów. W sumie nikogo też z nas/was nie skrytykowała, stwierdziła tylko oczywistą oczywistość i zadała na głos pytanie, które same w głowie sobie zadajemy codziennie: "po co nam ta szarpanina?"
Żeby był jasność nie bronię tu nikogo, ani Lily ani Was dziewczyny, stwierdzam tylko, że każda z nas ma inną sytuację. Tak się jakoś złożyło, że My akurat mamy bardzo podobne sytuacje , podobne roszczeniowe Exowe, podobne teściowe i cały ten układ wokół. Jednak nie rozumie też naszych kłopotów np. Ewarg, która jakoś potrafiła pogodzić rolę matki, macochy, drugiej zony i aktualnie babci i duża w tym na pewno była rola Jej partnera i Jego postawy, charakteru itd.. Ale przyznacie, że wszystko, całe środowisko, otoczenie, ludzie, rodzina mają wpływ na to co się dzieje w naszych związkach. I mimo że każda z nas jest "macochą" (Lily w pewnym sensie też) to mamy prawo nie do końca rozumieć swoje sytuacje rodzinne. Ja się ciesze , że Lily dokłada tu czasem jakieś swoje trzy grosze, bo to nam może tylko uświadomić, że są na świecie szczęśliwe związki partnerów z przeszłością, szczęśliwe macochy i że Lily znalazła faceta, który ją na rękach nosi.

Zazdrosna , trzy lata temu czytając twoje posty zarzuciłabym TOBIE brak empatii i zrozumienia dla pasierba, a Tobie chceuciekacstad zadałaby pytanie: czemu jeszcze nie uciekłaś? Dziś sama wiem, że obce dziecko w domu, które z premedytacją robi mi w moim własnym domu na złość, to jest problem (dla mnie) nie do przeskoczenia. A na pytanie dlaczego jeszcze nie uciekłaś, sama już znam odpowiedź, dlatego nie zadam Ci go teraz tak jak Lily.
Pozdrawiam Was ciepło.

4 753

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna , trzy lata temu czytając twoje posty zarzuciłabym TOBIE brak empatii i zrozumienia dla pasierba, a Tobie chceuciekacstad zadałaby pytanie: czemu jeszcze nie uciekłaś? Dziś sama wiem, że obce dziecko w domu, które z premedytacją robi mi w moim własnym domu na złość, to jest problem (dla mnie) nie do przeskoczenia. A na pytanie dlaczego jeszcze nie uciekłaś, sama już znam odpowiedź, dlatego nie zadam Ci go teraz tak jak Lily.
Pozdrawiam Was ciepło.

Nie chodzi wyłącznie o naszą sytuację, przeglądając wpisy Lily da się odczuć ogólną nagonkę na zachowania innych ludzi. Ubodło mnie, że ktoś kto prawie nie zna życia, zdaje się być wszechwiedzącym. Zastanawia mnie skąd takie nastawienie do szukających wsparcia osób? Dziewczyna chce nam pokazać jaka to jest szczęśliwa w swoim związku, a mam wrażenie, że dużo czasu poświęca na zajmowanie się problemami innych, by pewnie nie myśleć o własnych. Pisze, że nie potrzebuje ciągłej adoracji faceta, a zabija czas na takich pierdołach w internecie. Gdzieś coś mi nie pasuje, ale to tylko moje wrażenie, oby mylne. Sorki, to nie moja sprawa i wyłączam się z tego tematu. Każdy ma prawo do własnego zdania i chwała nam za to smile

4 754

Odp: Być drugą i macochą

witajcie,
dawno nie odzywałam się ale śledziłam wasze losy.
Niestety nie mogę was zrozumieć.
Dzieci mojego męża mieszkają z nami. Matki prawie nigdy nie widywały. Jednakże jak "wpada" na pomysł zobaczenia chłopców to nigdy nie rozmawia z ich ojcem. Chłopcy zawsze mają z nią problem bo ona nie liczy się nawet z ich planami. Więc powiedzcie jaki jest sens z kimś takim walczyć?
A wy wciąż nakręcacie się, kłócicie z partnerami. Do was nie dociera, że z tymi kobietami nie da się dogadać. Zresztą z Wami podobnie.
Niby bierze odpowiedzialność za związek z dzieciatym facetem ale tak naprawdę to wciąż walczycie z nimi. A bo to ex porzuca wam dzieci nie w porę, a to nie zabiera, a to alimenty, a to dzieci diabła warte.
Lily89 jest młodziutka ale wiążąc się z obecnym mężem wiedziała że ma dzieci i musi zajmować się nimi i płacić na nie. Matka moich pasierbów nie dawała na chłopców alimentów. Mój mąż nigdy z nią o to nie walczył. Wielokrotnie przez to musieliśmy z czegoś zrezygnować i nigdy nie przyszło mi do głowy mieć o to do kogokolwiek pretensje. Ale to nie wynika z mojej szlachetności. Mój były mąż też nie płacił alimentów na nasze dzieci. Walka z nim była bezsensowna. Wolałam skupić się na swoim życiu, bezpieczeństwie i spokoju dzieci. Dlatego rozumiem zachowanie mojego męża i nie rozumiem was. Nigdy nie da się przewidzieć przyszłości ale należy przyjąć z pokorą to co daje nam los a nie toczyć walkę z wiatrakami. Mój mąż ma takie motto "nikt nie obiecywał nam że będzie lekko". A ja mówię, że życie to nie bajka.
Nie ładnie jest wytykać komuś, że coś dostał, że ma więcej. ...Nie rozumiem jak można liczyć na pieniądze partnera. Ja nie mam pojęcia ile zarabia mój mąż (i odwrotnie). Zawsze planuję wg własnej kieszeni. Od początku mieliśmy uzgodnione, że każdy za siebie płaci wyjazdy. I jeśli któregoś nie było stać to nie jechał żadne. Jesteśmy małżeństwem i dalej tak postępujemy. AKCEPTUJEMY BAGAŻ JAKI MAMY Z POPRZEDNICH MAŁŻEŃSTW CZYLI DZIECI. One są pierwsze i najważniejsze.
też mielibyśmy już dawno dom gdybyśmy sami nie dźwigali ciężaru utrzymywania dzieci. Ale mieszkamy w moim mieszkaniu i wspólnie pokrywamy koszty jego utrzymania. Synowie męża mają w moim mieszkaniu swoje pokoje. I jesteśmy szczęśliwi.
Mamy łącznie 5 synów, 3 synowie, 4 wnuków. Wszystkie kochamy i wszystkim pomagamy. Nie potrzeba ex aby plany trzeba było zmieniać. Nie raz synowi dzwoniła z prośbą o pomoc przy dziecku i zamiast jechać na narty jedziemy do wnusi. Zamiast jechać nad morze pomagamy w remoncie mieszkania męża synowi na drugim końcu kraju, I co mamy się kłócić że sobą bo albo mój syn albo męża syn wołają o pomoc? Odkładamy nasze plany i robimy to co uważany, że powinniśmy zrobić. Nasze dzieci nigdy nie mogą liczyć na pomoc drugiego rodzica.
Zawsze jednak znajdziemy czas dla siebie.
No dobra, pogadałam sobie. Zazdrosna zaraz się wścieknie. A właśnie - ty nie szukasz tu pomocy. Ty podjudzasz do walki każdą macochę a sama nakręcasz się. Ile by nie tłumaczyć to i tak wiesz lepiej i nic nie zmienisz. Gdybym tak traktowała swoich pasierbów mój mąż dawno by ode mnie odszedł.
1400zl alimentów na dwóję dzieci w początkowym nauczaniu i na siedemnastolatka nie są wysokie. Alimenty mogą wynosić bodajże 60% zarobków rodzica. Wy zaglądacie w portfel ex, swoich partnerów. Też chcecie mieć więcej czymś kosztem (dzieci).

4 755

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Ewarg. Cieszę się, że się odezwałaś, bo dawno Cie tu nie było. I napisałaś potwierdziłaś dokładnie to, o czym pisałam wcześniej. Nie zrozumie naszych rozterek ten kto nie znalazł się w IDENTYCZNEJ sytuacji. Wiele razy prezentowałaś tu na forum swoje podejście do związku do dzieci i pasierbów. Wiele razy mówiłaś nam (innym macochom), że da się to wszystko pogodzić i Ciebie za Twój spokój i opanowanie podziwiam. Lecz ja ciągle powtarzam, każda z nas ma nieco inną sytuację. Innych partnerów. Innych Exów i Exowe, inne charaktery, inne otoczenie. Nie mogę przyjąć , że Twoje podejście do roli macochy jest złotym środkiem również w mojej sytuacji, bo....mamy inne charaktery, innych partnerów i na moje nieszczęście, inne Exowe. 
Nie wiem czy byłabyś taka wyrozumiała gdyby Ex Twojego męża ciągle mieszała w Waszym życiu, nastawiała pasierbów przeciwko Tobie i Twojemu mężowi. Nie wiem czy szlag by Was nie trafiał, kiedy zabrałaby do siebie synów, wygrała w Sądzie alimenty a potem jawnie i bezczelnie tych synów zaniedbywała. Nie wiem czy szlag by nie trafił w Sądzie Twojego męża, kiedy Ona utrudniałaby kontakty z tymi właśnie synami, a potem w Sądzie pogrywała jaka to Ona biedna pokrzywdzona, jakie ma ciężkie życie, bo musi synów sama wychowywać, bezczelnie kłamiąc, że Były Mąż Jej w tym nie wspiera i tym samym ugrywając kolejną podwyżkę alimentów z Waszego wspólnego budżetu. Wciąż powtarzam, że możemy się tu wymieniać poglądami, podawać przykłady jak rozwiązujemy trudne sytuacje w naszych rodzinach, nawet popsioczyć sobie na kolejne stresujące sytuacje, ale żadna z nas nie powinna oceniać drugiej i rozliczać z Jej postępowania, bo póki nie doświadczy na własnej skórze IDENTYCZNYCH zachowań, to nie będzie potrafiła postawić się w rolę drugiej macochy. Łatwo jest mówić : "zaakceptuj sytuację, zaakceptuj pasierba w Twoim domu, zaakceptuj to, że przyjeżdża do Was na weekend". Łatwo powiedzieć, kiedy nie doświadczyło się (nie jeden raz) bezczelnego spojrzenia sześciolatki, która wchodzi w ubłoconych butach na Twój świeżo kupiony dywan, a na prośbę żeby zdjęła buty usłyszeć, "mama powiedziała, że u Ciebie mogę butów nie zdejmować". A kiedy próbujesz tłumaczyć takiemu sześcioletniemu aniołkowi, że kiedy jest w tym domu powinna jednak ściągać buty, bo wszyscy w tym domu tak właśnie robimy, to słyszysz kolejne bezczelne: "Mama powiedziała , że nie muszę się Was słuchać". I masz rację Ewarg: po co walczyć z wiatrakami?!  W naszym przypadku (myślę sobie teraz że nawet dla dobrach tych dzieci) lepiej było odpuścić.
 
Piszesz też:

Ewarg napisał/a:

Wy zaglądacie w portfel ex, swoich partnerów. Też chcecie mieć więcej czymś kosztem (dzieci).

odpowiem, że czuję się usprawiedliwiona, że zaglądam w portfel Exowej , dlatego, że to Ona najpierw zajrzała w mój i kosztem tego, że ja nieźle zarabiam, próbuje ugrać większe alimenty. I to nie jest JEJ TROSKA o byt dzieci, bo gdyby faktycznie TROSZCZYŁA się o te o dzieci, to postępowałaby tak, jak Ty w stosunku do swoich dzieci, tak jak ja w stosunku do swoich dzieci tzn.: wzięła się do roboty i przynajmniej udawała , że coś robi żeby sobie i dzieciom poprawić byt, a nie całe życie pasożytowała na innych. Czuje się w pewnym sensie upokorzona , że muszę się zniżyć do Jej poziomu i walczyć Jej metodami.
Czy Twoja Exowa kiedyś próbowała się rządzić Twoimi pieniędzmi , które zarabiasz na siebie i na swoje dzieci?

4 756 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-05 11:51:51)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Zazdrosna zaraz się wścieknie. A właśnie - ty nie szukasz tu pomocy. Ty podjudzasz do walki każdą macochę a sama nakręcasz się. Ile by nie tłumaczyć to i tak wiesz lepiej i nic nie zmienisz. Gdybym tak traktowała swoich pasierbów mój mąż dawno by ode mnie odszedł. ...

Dlaczego mam się wściekać Ewarg? Jestem ostatnio bardzo opanowana, spokojna i radosna. Wczoraj wróciłam uradowana po miłym, wieczornym spotkaniu z koleżanką, a w domu M wkurzony na syna. Podeszłam do niego ucałowałam szczęśliwa, że mnie to nie dotyczy i poszłam się wykąpać, by dać mu czas na uspokojenie i by nie przerzucił na mnie tych złych fluidów.
Widzisz, ja cieszę się, kiedy mogę komuś zrobić przyjemność, ale ważniejsze jest dla mnie własne zdrowie i szczęście. Szanuję zdanie ludzi, ale decyzję o moim życiu podejmuję sama i daję sobie prawo odmówić komuś jeśli nie mam ochoty czegoś zrobić. Postępuję zgodnie z moim sumieniem i jestem wierna sobie. Wierzę, że z takiego postępowania wszyscy odniosą korzyści, także wtedy kiedy oznacza to wyrządzenie komuś przykrości. Nie robię niczego, co przynosi ulgę albo przyjemność, ale jednocześnie wyrządza mi szkodę i stawia mnie w roli ofiary, a później wywołuje złość i nienawiść. Uważam, że nie wolno za wszelką cenę spełniać czyichś oczekiwań i brać wyłącznie pod uwagę to czego chce osoba rządząca moim życiem. Ponieważ tak nas wychowali rodzice i lubili nas kiedy byliśmy grzeczni, a ganili kiedy nie postępowaliśmy zgodnie z ich oczekiwaniami. Nie podoba się to M, to jego wybór, moje życie jest za krótkie, by go zmarnować pod czyimś dyktandem. Takie podejście polecam innym, ale każdy przeżywa swoje życie jak chce. Ja biorę odpowiedzialność za siebie i za to jak wygląda moje życie. Z wdzięcznością przyjmuję, to co daje mi los, gdyż tylko 'Ten na górze' wie co jest dla mnie dobre i pokazuje mi czego się mam jeszcze nauczyć, by stać się lepszym człowiekiem. Nie jestem nieomylna, ale z własnych błędów i pomyłek wyciągam wnioski na przyszłość.
Miłego dnia dziewczynki smile

4 757

Odp: Być drugą i macochą

Mamy rozdzielnośc majątkową, dlatego nie interesuje mnie ile wydaje na dzieci. Mamy wspólne domowe konto z którgo robimy domowe opłaty.

4 758

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Tak to jest jak rodzice kupią mieszkanko, zasponsorują studia, mężuś może sprawi domek, a pani przyjdzie go posprzątać. Nie twoje dzieciaki, co się będziesz przejmować ich wychowaniem, nie każda kobieta ma zadatki matkę. Życie to w końcu dobra zabawa smile Tylko skąd tyle krytyki Lily w twoich słowach i brak empatii wobec innych ludzi?

Zazdrościsz ładnego domku i męża? wink

4 759

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Zazdrościsz ładnego domku i męża? wink

Miej litość dziewczyno! Niczego ci nie zazdroszczę. Gdybyśmy miały się porównywać trzeba, by wziąć pod uwagę całe nasze życie, a nie jakiś mały dodatek. Dom, mąż -to rzecz nabyta, dziś jest jutro nie. Prawdziwą wartością jesteśmy my same i to, co sobą reprezentujemy. Twoja pogarda do ludzi i wywyższanie się widoczne we wpisach ewidentnie ujawniają lęk i potrzebę dowartościowania, choć pewnie nawet sama przed sobą się do tego nie przyznasz. Zatem zdecydowanie nie pragnę twojego życia, nie jest ono takie wspaniałe jak chcesz nas przekonać, a ja z własnego korzystam pełną piersią. Poza tym każda z nas jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, dlatego nie mamy sobie konkurencji i wszelkie porównania są absurdalne.

4 760

Odp: Być drugą i macochą

Ale ja nie mam potrzeby konkurowania. Potraktowałaś mnie jak latwice która poleciałą na kasę faceta nieładnie...

4 761

Odp: Być drugą i macochą

Witam ponownie.
Przepraszam, ze się wtrącam, ale nie mam pojęcia, jak odnieść sie do dzisiejszej sytuacji, która zafundował mi mąż. Moja siostra miała dzisiaj imieniny, ja byłam w pracy i nie za bardzo mogłam rozmawiać, wiec raniutko napisałam jej smsa z życzeniami. Przyszła do nas wcześniej, niż ja wracałam z pracy ( pomaga mi w porządkach po remoncie ), miała zostać na obiedzie, wiec czekała za mną. Byłam pewna, ze maz kupi kwiaty i złożymy jej razem życzenia, jakże sie zdziwiłam!!!
Kiedy wróciłam do domu, ceremonia składania życzeń już była historią, ponieważ maz zrobił to wcześniej wraz ze swoją córką! Dodam, ze z córką meza jesteśmy na stopie wojennej na jej wyraźna prośbę.
Byłam oburzona, potraktowana ponownie jak ta trzecia, z która sie nawet nie uzgadnia, jakie kwiaty i jaki prezent kupujemy mojej siostrze. Zrobił to maz ze swoją córka. Znalazłam sie w niezręcznej sytuacji, bo kwiaty stały już na stole, a ja nie wiedziałam, czy mam je brać i składać życzenia, czy ... Właściwie  nie wiem nawet, co pomyślałam.
Powiedzcie, czy ja przesadzam, czy szukam dziury w całym?

Wiem, ze sa większe problemy z tatusiami i ich dziećmi, więc moze odpuścić i dać sobie luz, ale
boje się, ze obróci sie to przeciwko mnie.
Za chwile nie będę miała w swoim domu nic do powiedzienia...

Dodam jeszcze, ze dzwoniłam w drodze z pracy do meza i pytałam, czy kupił kwiaty, bo jak nie, to szybciutko polecę na targ. Usłyszałam - tak, kupiłem. Koniec cytatu.
A teraz rznie głupa w stylu " o co ci chodzi? O to, ze kupiłem kwiaty twojej siostrze?"

Naprostujcie mnie, proszę, jeśli coś robię nie tak.

4 762 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-02-06 08:56:48)

Odp: Być drugą i macochą
Dorula napisał/a:

Witam ponownie.
Przepraszam, ze się wtrącam, ale nie mam pojęcia, jak odnieść sie do dzisiejszej sytuacji, która zafundował mi mąż. Moja siostra miała dzisiaj imieniny, ja byłam w pracy i nie za bardzo mogłam rozmawiać, wiec raniutko napisałam jej smsa z życzeniami. Przyszła do nas wcześniej, niż ja wracałam z pracy ( pomaga mi w porządkach po remoncie ), miała zostać na obiedzie, wiec czekała za mną. Byłam pewna, ze maz kupi kwiaty i złożymy jej razem życzenia, jakże sie zdziwiłam!!!
Kiedy wróciłam do domu, ceremonia składania życzeń już była historią, ponieważ maz zrobił to wcześniej wraz ze swoją córką! Dodam, ze z córką meza jesteśmy na stopie wojennej na jej wyraźna prośbę.
Byłam oburzona, potraktowana ponownie jak ta trzecia, z która sie nawet nie uzgadnia, jakie kwiaty i jaki prezent kupujemy mojej siostrze. Zrobił to maz ze swoją córka. Znalazłam sie w niezręcznej sytuacji, bo kwiaty stały już na stole, a ja nie wiedziałam, czy mam je brać i składać życzenia, czy ... Właściwie  nie wiem nawet, co pomyślałam.
Powiedzcie, czy ja przesadzam, czy szukam dziury w całym?

Wiem, ze sa większe problemy z tatusiami i ich dziećmi, więc moze odpuścić i dać sobie luz, ale
boje się, ze obróci sie to przeciwko mnie.
Za chwile nie będę miała w swoim domu nic do powiedzienia...

Dodam jeszcze, ze dzwoniłam w drodze z pracy do meza i pytałam, czy kupił kwiaty, bo jak nie, to szybciutko polecę na targ. Usłyszałam - tak, kupiłem. Koniec cytatu.
A teraz rznie głupa w stylu " o co ci chodzi? O to, ze kupiłem kwiaty twojej siostrze?"

Naprostujcie mnie, proszę, jeśli coś robię nie tak.

Durula ... nie robisz nic nie tak.. Twoje odczucia sa jak najbardziej ok.. naturalnym jest że w związku chcemy wiele robić razem, uzgadniać, decydować , po prostu dzielić się emocjami ..zżyciem.. Tyle że te nasze związki to nie są takie "normalne" ..nasi faceci najchętniej "to razem " robiliby ze swoimi dziećmi... Dla nas są tacy jak mają wolne od dzieci.. choć czasami smile
Musimy wykazać się dorosłością .. i być ponad to- popatrz na to w ten sposób, gdyby to była Wasza córka, która kupiła kwiaty z tatusiem na urodziny cioci, Twojej siostry- jak byś zareagowała?? i tak się zachowuj ...
Ja do tego długo dojrzewałam.. wiem , nie jest łatwo .

Wiecie co dziewczyny, ja od jakiegoś czasu rozmawiam z kolega z pracy , on mi czasami leje kubeł zimnej wody .. bo po pierwsze faceci są zupełnie inni niż my kobiety, po drugie takie chłodne spojrzenie zwłaszcza faceta i to takiego co nie owija ... jest bardzo dobre dla mnie .

Dorula , a co do młodej, bądź ponad to - ignoruj jej zachowanie , jakby tego nie było . Bądź słodka i uprzejma - Tobie mąż nie będzie miał co zarzucić , a na zachowanie dorosłej już pannicy nie poradzisz.
Wiem że nie łatwo...

4 763

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Mamy rozdzielnośc majątkową, dlatego nie interesuje mnie ile wydaje na dzieci. Mamy wspólne domowe konto z którego robimy domowe opłaty.

Od pewnego czasu i to dzięki wpisom koleżanek z forum w moim domu obowiązuje taka zasada o jakiej piszesz. Zawsze mi się wydawało, że jak się jest w związku to wszystko powinno być wspólne, wszystko razem, wszędzie razem....  itd. Życie zweryfikowało moje poglądy. Teraz rozdzielność majątkowa i składka na wspólne życie wydaje mi się idealnym rozwiązaniem.

Dorula - w Twoim przypadku rozmowa, rozmowa  i kolejny raz wytłumaczenie mężowi , że wyobrażałaś sobie tę sytuację inaczej, że chciałabyś żeby to wyglądało tak i tak i tak. Nie ma co strzelać fochów i się obrażać (bo tego to on na pewno nie zrozumie) tylko na głos przy siostrze trzeba było walnąć tekstem "Nie zaczekaliście na mnie z tymi kwiatami i życzeniami ? ! " . Ucałować siostrę a mężowi na głos przy wszystkich powiedzieć , że masz nadzieję że następnym razem poczeka na Ciebie. Albo uprzedzić sytuację i w rozmowie telefonicznej dać jasne instrukcje: "ja nie zdążę , Ty kup kwiaty i poczekaj na mnie, życzenia złożymy razem jak wrócę!". Pamiętajcie kobiety: facetowi trzeba dawać jasne, krótkie i zrozumiałe komunikaty!!! Inaczej nie zrozumie o co nam chodzi.

4 764

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Ale ja nie mam potrzeby konkurowania. Potraktowałaś mnie jak latwice która poleciałą na kasę faceta nieładnie...

Raczej obserwuję, ale to oburzające co piszesz. Nie zauważyłam aby Zazdrosna tak Cię potraktowała, za to Ty na każdym kroku starasz się udowodnić, że jesteś bardziej wyrozumiała, bardziej zrównoważona, masz dobry kontakt itp.
Nie mam identycznej sytuacji jak dziewczyny, bo od samego początku przyjęliśmy z M. inne zasady, ale rozumiem, że każdemu mogą puścić nerwy, że starają się poukładać te trudne relacje, że metodą prób i błędów dążą do wypracowania komfortowej sytuacji rodzinnej. Nikt nie jest idealny, ale odnoszę wrażenie, że Ty za taką chcesz uchodzić.

4 765

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkie macochy i ojczymów.Mieszkamy razem z moimi synami(mąż ma córki ,które nas odwiedzają w weekendy)Na początku staraliśmy się żeby nasze dzieci zaprzyjaźniły się ze sobą i żeby nas zaakceptowały,Niestety nic z tego nie wyszło.Przestaliśmy uszczęśliwiać ich na siłę (moi synowie wolą spędzać weekendy ze swoim ojcem)chociaż jest mi przykro.Córki męża też nie bardzo miały ochotę odwiedzać tatusia szczególnie młodsza była oporna(starałam się żeby było miło).Z tego powodu dochodzi między nami do nieporozumień mąż uważa,że to z powodu moich synów jego córki źle się u nas czują .Ja myślę,że moi synowie źle się czują w tym domu.Jak z tego wybrnąć-mamy się rozstać żeby dzieci były zadowolone-absurd.

4 766 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-06 09:48:37)

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Potraktowałaś mnie jak latwice która poleciałą na kasę faceta nieładnie...

To tylko twoje osobiste odczucia, ja nic takiego nikomu nie sugerowałam.

Dorula, mam jedno pytanie. Czy inaczej widziałabyś ta sytuację, gdyby facet sam bez udziału córki wyręczył Cię w tym obowiązku? Wiesz, ja ucieszyłabym się, że mój kupił prezent dla mojej siostry, nawet gdyby kwiaty nie były w moim guście to zdałabym się na niego, gdyż ja tego nie zrobiłam. Cieszyłabym się, że facet ciepło przyjął moja siostrę, nawet gdyby popełnił jakiś błąd to w końcu zrobił to w dobrej wierze. Dałabym siostrze szczerego buziaka z życzeniami i tyle. Wydaje mi się, że to zbyt błaha uroczystość na takie ceremoniały, ale jeśli jest to dla ciebie ważne to na przyszłość ustal ze swoim facetem jak chcesz, by to wyglądało, a prezent przygotujcie wcześniej. I nie konkuruj z młodą, to tylko dziecko, ty masz większe prawa i przywileje w domu, każda z was ma tam inne, odrębne miejsce. Facet pewnie chciał ją włączyć w zakup prezentu i to jest normalne. Z pewnością gdyby, to miały być dla ciebie kwiaty też poprosiłby córkę o radę, ty pewnie też masz swój udział w prezentach dla dziecka partnera. Nie widzę w tym nic złego.

Goska moja córka też nie pała sympatią w stosunku do syna mojego M, który z nami mieszka, a mogę powiedzieć spokojnie, że się wręcz nienawidzą. Jednak żadne nie wchodzi sobie wzajemnie w drogę i nie robi drugiemu na złość. To, co każde z nich lubi to ich osobista sprawa i należy to zaakceptować, to ich wybór do którego mają prawo i twój facet musi to zrozumieć. To, co możecie to spróbować razem się gdzieś wybrać, gdy sytuacja się rozluźni może zmienią swoje nastawienie. Może zorganizować jakąś grę, gdzie wszyscy weźmiecie udział. U mnie jednak nic już nie skutkuje, zaakceptowaliśmy to co jest i nie robimy z tego problemu. Wiek nastoletni to głupi wiek, a różnica między dziewczętami i chłopcami jest diametralna. Jedno wobec drugiego staje się wrogiem i nie odbierałabym to indywidualnie.

Ale Ewarg zarzuci mi, że podpuszczam macochy:) Przepraszam Ewarg, musiałam, pozdrawiam ciebie ciepło smile

4 767

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

Witam wszystkie macochy i ojczymów.Mieszkamy razem z moimi synami(mąż ma córki ,które nas odwiedzają w weekendy)Na początku staraliśmy się żeby nasze dzieci zaprzyjaźniły się ze sobą i żeby nas zaakceptowały,Niestety nic z tego nie wyszło.Przestaliśmy uszczęśliwiać ich na siłę (moi synowie wolą spędzać weekendy ze swoim ojcem)chociaż jest mi przykro.Córki męża też nie bardzo miały ochotę odwiedzać tatusia szczególnie młodsza była oporna(starałam się żeby było miło).Z tego powodu dochodzi między nami do nieporozumień mąż uważa,że to z powodu moich synów jego córki źle się u nas czują .Ja myślę,że moi synowie źle się czują w tym domu.Jak z tego wybrnąć-mamy się rozstać żeby dzieci były zadowolone-absurd.

Witaj Gośka - na takie relacja dzieci nic nie poradzisz, możesz próbować ... ale nie rób z tego celu życia .. i to samo powiedz mężowi.
Dzieci dorosną , będą mieć własne życie .. zostaniecie sami .
Ja tylko z własnego doświadczenia powiem jedno - te dzieci które z Wami mieszkają - pamiętaj że to ich dom !
Dzieci które Was odwiedzają mają swój dom tam gdzie mieszkają na co dzień.
Ja pozwoliłam by syn partnera miał więcej praw i przywilejów w naszym domu (przyjeżdża średnio co 2 tyg na weekend) niż mój syn który z nami mieszka... i było tak że on się czuł źle w swoim domu... młody M rządził jak przyjeżdżał , decydował .. np. nie pytając nikogo o zdanie przyprowadzał kolegę na noc ... a M ma pretensje że mój 17 letni syn nie pyta go o pozwolenie jak popołudniu jego dziewczyna przychodzi....
Ale jak mówię - sama pozwoliłam na takie zachowanie.. teraz ciężko to wyprostować

4 768 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-06 10:48:45)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dorula, ...................... nie konkuruj z młodą, to tylko dziecko, ty masz większe prawa i przywileje w domu, każda z was ma tam inne, odrębne miejsce. Facet pewnie chciał ją włączyć w zakup prezentu i to jest normalne. Z pewnością gdyby, to miały być dla ciebie kwiaty też poprosiłby córkę o radę, ty pewnie też masz swój udział w prezentach dla dziecka partnera. Nie widzę w tym nic złego.

Zazdrosna , przypomnij sobie wcześniejsze posty Doruli. Córeczka tatusia jest dorosła , ma 26 lat i ze zdaniem Doruli nie liczyła się i nie liczy się wcale, więc z tym , że każda z nich ma odrębne miejsce to bym się wstrzymała.
I w Ich przypadku, nadzieja na to, że córeczka dorośnie, zacznie żyć swoim życiem i ONI będą mieli w końcu siebie tylko dla siebie okazała się głupią nadzieją. Ta córeczka zawsze zostanie córeczką tatusia i zawsze będzie na pierwszym miejscu.

4 769

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Dorula, ...................... nie konkuruj z młodą, to tylko dziecko, ty masz większe prawa i przywileje w domu, każda z was ma tam inne, odrębne miejsce. Facet pewnie chciał ją włączyć w zakup prezentu i to jest normalne. Z pewnością gdyby, to miały być dla ciebie kwiaty też poprosiłby córkę o radę, ty pewnie też masz swój udział w prezentach dla dziecka partnera. Nie widzę w tym nic złego.

Zazdrosna , przypomnij sobie wcześniejsze posty Doruli. Córeczka tatusia jest dorosła , ma 26 lat i ze zdaniem Doruli nie liczyła się i nie liczy się wcale, więc z tym , że każda z nich ma odrębne miejsce to bym się wstrzymała.

Dziewczyny, oczywistym jest że jeśli facet nie potrafi każdej z kobiet znaleźć właściwego odpowiedniego dla roli , miejsca .. to takie zgrzyty będą zawsze... Durula .. możesz jedynie być ponad to , i zajmować się jak najwięcej swoim życiem, mieć na czas pobytu córki męża swoje zajęcia - hobby, sport, koleżanki, spa.... biblioteka ... niech mąż się cieszy z odwiedzin córki  ... skoro potrafi tylko Ciebie strofować za zachowanie a córuni nie...to nic nie wskórasz ..a wyrzutami dajesz pole manewru córóni..bo i ona i mąż będą że Ty BEEE ...
Nie daj się .
A ja z małego doświadczenia widzę że jak ja zaczęłam skupiać się na sobie i synu... przede wszystkim wtedy kiedy jest młody mojego faceta ... to M zabiega o czas,  uwagę .. stara się więcej.
Nasze związki są inne , to nie jedna wielka rodzina ..tylko 2 rodziny z elementami  wspólnymi... smile

4 770 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-06 12:22:25)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Dorula, ...................... nie konkuruj z młodą, to tylko dziecko, ty masz większe prawa i przywileje w domu, każda z was ma tam inne, odrębne miejsce. Facet pewnie chciał ją włączyć w zakup prezentu i to jest normalne. Z pewnością gdyby, to miały być dla ciebie kwiaty też poprosiłby córkę o radę, ty pewnie też masz swój udział w prezentach dla dziecka partnera. Nie widzę w tym nic złego.

Zazdrosna , przypomnij sobie wcześniejsze posty Doruli. Córeczka tatusia jest dorosła , ma 26 lat i ze zdaniem Doruli nie liczyła się i nie liczy się wcale, więc z tym , że każda z nich ma odrębne miejsce to bym się wstrzymała.
I w Ich przypadku, nadzieja na to, że córeczka dorośnie, zacznie żyć swoim życiem i ONI będą mieli w końcu siebie tylko dla siebie okazała się głupią nadzieją. Ta córeczka zawsze zostanie córeczką tatusia i zawsze będzie na pierwszym miejscu.

Masz rację sądziłam, że córka ma kilka lub kilkanaście lat i wszyscy co najmniej pomieszkują razem. W takim razie to trochę zmienia postać rzeczy, nie wypowiadam się, bo nie wiem, co bym w takiej sytuacji zrobiła.
U nas M praktycznie od samego początku wszystko ustalał ze mną, a potem pytał o zdanie dzieci. Nawet dziś dochodzi do takich sytuacji, które mnie rozśmieszają. Ostatnio kupiliśmy z M jakieś słodycze z myślą o sobie i część przynieśliśmy do domu. Młody M zapytał się ojca czy może dostać jednego cukierka. Ten najpierw zapytał, czy ja je będę jeszcze jadła i dopiero pozwolił synowi. To było bardzo miłe, co doceniam, a moje pierwotne obawy już dawno zostały rozwiane i dlatego też umiem się wyłączyć z rywalizacji z jego dziećmi i jestem bardziej otwarta, by okazać im więcej serca. Bardzo dużo zależy od podejścia partnera.

To ja z innej beczki. Poproszę o podpowiedź w kwestii prezentu urodzinowego dla 12 letniego pasierba. Zależy mi na czymś, co wykorzystałby u nas w domu, a nie jakąś zabawkę, czy ciuszek z którym znów miałby dylemat czy ma zostawić u nas, czy zabrać do domu. Lubimy go gdzieś zabierać, bo z matką nigdzie nie wychodzi, ani nie wyjeżdża jednak wtedy jest to rozrywka dla wszystkich dzieci, a nie coś wyłącznie dla niego. Jakie są wasze propozycje?
Kurcze, jakie dylematy w tych naszych patchworkowych rodzinach. M wspomniał coś o komputerze. Młody dostał od ojca komputer na komunię, który został roztrzaskany, matka zwaliła winę na starszego syna, który mieszka z nami i domagała się, by M go naprawił. Nie wspomnę już, że chłopak miał zabronione jego przywożenie do nas przez matkę, bo ona go użytkowała. M nie reagował, w końcu matka kupiła sobie nowy sprzęt, M chwaląc się, że to syna, on niestety praktycznie nie może z niego korzystać. Padła kwestia naprawienia rozbitego urządzenia, które nawet znalazło się u nas w domu, choć bez zasilacza bo używa go ex. Ok, mówię super, tylko czy pozwolić teraz chłopakowi go zabrać do siebie? Żal dziecka, ale wciąż ulegać hrabinie?

4 771

Odp: Być drugą i macochą

Macie rację nie możemy pozwolić żeby dzieci rządziły w naszych związkach,ale bardzo ciężko ułożyć poprawne relacje w takiej rodzinie.Kiedyś myślałam,że możemy być jedną wielką rodziną(ale naiwna byłam)a dwie rodziny z elementami wspólnymi albo i trzy bo jeszcze exów trzeba doliczyć.Swoje dzieci kocha się bezwarunkowo a te cudze traktuje się trochę inaczej.Staram się być miła dla córek męża,ale jak kolejny raz trafia się na mur obojętności to mam dosyć.reaguje różnie raz tłumaczę sobie że to tylko dziecko i tak odreagowuje rozwód rodziców i to ,że tata się wyprowadził a czasami się wkurzam,że poświęcam czas cudzym dzieciom zamiast swoim a i tak wszyscy są niezadowoleni(łącznie z mężem).

4 772 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-06 13:26:59)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

To ja z innej beczki. Poproszę o podpowiedź w kwestii prezentu urodzinowego dla 12 letniego pasierba. Zależy mi na czymś, co wykorzystałby u nas w domu, a nie jakąś zabawkę, czy ciuszek z którym znów miałby dylemat czy ma zostawić u nas, czy zabrać do domu. Lubimy go gdzieś zabierać, bo z matką nigdzie nie wychodzi, ani nie wyjeżdża jednak wtedy jest to rozrywka dla wszystkich dzieci, a nie coś wyłącznie dla niego. Jakie są wasze propozycje?
...............Żal dziecka, ale wciąż ulegać hrabinie?

Zazdrosna a czym chłopak się interesuje? Bo może piłkę do nogi . I niech zabiera do domu. Mamuśka na pewno sobie nie poużywa :-) Albo rolki? A może jakieś firmowe buty (chłopcy lubią takie coś extra). I niech mamuśka spróbuje pochodzić w Jego firmowych Pumach :-) Wtedy nie będzie dylematu czy ma to zabrać, czy zostawić u Was, bo wiadomo, że to będzie coś tylko Jego, a będzie mógł używać i u Was i u matki.

4 773

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Dorula, ...................... nie konkuruj z młodą, to tylko dziecko, ty masz większe prawa i przywileje w domu, każda z was ma tam inne, odrębne miejsce. Facet pewnie chciał ją włączyć w zakup prezentu i to jest normalne. Z pewnością gdyby, to miały być dla ciebie kwiaty też poprosiłby córkę o radę, ty pewnie też masz swój udział w prezentach dla dziecka partnera. Nie widzę w tym nic złego.

Zazdrosna , przypomnij sobie wcześniejsze posty Doruli. Córeczka tatusia jest dorosła , ma 26 lat i ze zdaniem Doruli nie liczyła się i nie liczy się wcale, więc z tym , że każda z nich ma odrębne miejsce to bym się wstrzymała.
I w Ich przypadku, nadzieja na to, że córeczka dorośnie, zacznie żyć swoim życiem i ONI będą mieli w końcu siebie tylko dla siebie okazała się głupią nadzieją. Ta córeczka zawsze zostanie córeczką tatusia i zawsze będzie na pierwszym miejscu.

Masz rację sądziłam, że córka ma kilka lub kilkanaście lat i wszyscy co najmniej pomieszkują razem. W takim razie to trochę zmienia postać rzeczy, nie wypowiadam się, bo nie wiem, co bym w takiej sytuacji zrobiła.
U nas M praktycznie od samego początku wszystko ustalał ze mną, a potem pytał o zdanie dzieci. Nawet dziś dochodzi do takich sytuacji, które mnie rozśmieszają. Ostatnio kupiliśmy z M jakieś słodycze z myślą o sobie i część przynieśliśmy do domu. Młody M zapytał się ojca czy może dostać jednego cukierka. Ten najpierw zapytał, czy ja je będę jeszcze jadła i dopiero pozwolił synowi. To było bardzo miłe, co doceniam, a moje pierwotne obawy już dawno zostały rozwiane i dlatego też umiem się wyłączyć z rywalizacji z jego dziećmi i jestem bardziej otwarta, by okazać im więcej serca. Bardzo dużo zależy od podejścia partnera.

To ja z innej beczki. Poproszę o podpowiedź w kwestii prezentu urodzinowego dla 12 letniego pasierba. Zależy mi na czymś, co wykorzystałby u nas w domu, a nie jakąś zabawkę, czy ciuszek z którym znów miałby dylemat czy ma zostawić u nas, czy zabrać do domu. Lubimy go gdzieś zabierać, bo z matką nigdzie nie wychodzi, ani nie wyjeżdża jednak wtedy jest to rozrywka dla wszystkich dzieci, a nie coś wyłącznie dla niego. Jakie są wasze propozycje?
Kurcze, jakie dylematy w tych naszych patchworkowych rodzinach. M wspomniał coś o komputerze. Młody dostał od ojca komputer na komunię, który został roztrzaskany, matka zwaliła winę na starszego syna, który mieszka z nami i domagała się, by M go naprawił. Nie wspomnę już, że chłopak miał zabronione jego przywożenie do nas przez matkę, bo ona go użytkowała. M nie reagował, w końcu matka kupiła sobie nowy sprzęt, M chwaląc się, że to syna, on niestety praktycznie nie może z niego korzystać. Padła kwestia naprawienia rozbitego urządzenia, które nawet znalazło się u nas w domu, choć bez zasilacza bo używa go ex. Ok, mówię super, tylko czy pozwolić teraz chłopakowi go zabrać do siebie? Żal dziecka, ale wciąż ulegać hrabinie?

Zazdrosna.. wersję komputera typu tablet smile.. Powiem tak, patrz na to że to przyjemność dla młodego, na jego matkę nie masz wpływu.. Jest poręczny 8-10 cali i może grać, filmy oglądać, muzyki słuchać.. można dokupić dedykowaną klawiaturę i ma nawet do pisania ...jeśli w szkole potrzeba .
Ja widzę po synu M - wszystko wywozi do matki ..a później mówi do ojca jak jest u nas że się nudzi ..... Kiedyś M leciał na zakupy... teraz  mówi- "trzeba było przywieźć lub słuchać się mnie jak mówiłem żebyś nie zabierał "...


Goska.. większość macoch i to przygniatająca,   ma te same doświadczenia co do pasierbów ..  nie ma sensu poświęcać czasu cudzym dzieciom- nikt Ci nie podziękuję , a dokładnie wszyscy będą mieć pretensje - od dziecka po męża , teściów.. ex.. Wymagaj zasad w Twoim domu, ale spokojnie, grzecznie i nie ciosaj kołków na mężu tylko normalnie do dzieci.
Uwierz, obojętność jest lepsza od celowych złośliwości ...

4 774

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

To ja z innej beczki. Poproszę o podpowiedź w kwestii prezentu urodzinowego dla 12 letniego pasierba. Zależy mi na czymś, co wykorzystałby u nas w domu, a nie jakąś zabawkę, czy ciuszek z którym znów miałby dylemat czy ma zostawić u nas, czy zabrać do domu. Lubimy go gdzieś zabierać, bo z matką nigdzie nie wychodzi, ani nie wyjeżdża jednak wtedy jest to rozrywka dla wszystkich dzieci, a nie coś wyłącznie dla niego. Jakie są wasze propozycje?
...............Żal dziecka, ale wciąż ulegać hrabinie?

Zazdrosna a czym chłopak się interesuje? Bo może piłkę do nogi . I niech zabiera do domu. Mamuśka na pewno sobie nie poużywa :-) Albo rolki? A może jakieś firmowe buty (chłopcy lubią takie coś extra). I niech mamuśka spróbuje pochodzić w Jego firmowych Pumach :-) Wtedy nie będzie dylematu czy ma to zabrać, czy zostawić u Was, bo wiadomo, że to będzie coś tylko Jego, a będzie mógł używać i u Was i u matki.

No jeśli głównym argumentem ma być żeby matka nie używała... to zgadzam się z propozycjami Kjim.

W sumie Kjim i może ma rację  , młody M dostał od babci telefon nowy... i oczywiście przyjeżdżał bez niego ciągle wołając od M jego do grania ... zapytałam a gdzie masz swój, tata Ci wgra gry i będziesz w domu grał do woli...a on na to że mama ma .. bo dla niego jest nie dobry..haha
Swoją drogą zaskoczyło mnie że młody M dał się tak zrobić - telefon który dostał to taki jak M , inna wersja ... więc moja uwaga jest taka że dzieci wychowywane w takich warunkach "ślepo " wierzą  mamuśkom  cwaniarkom...

4 775

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

Macie rację nie możemy pozwolić żeby dzieci rządziły w naszych związkach,ale bardzo ciężko ułożyć poprawne relacje w takiej rodzinie.Kiedyś myślałam,że możemy być jedną wielką rodziną(ale naiwna byłam)a dwie rodziny z elementami wspólnymi albo i trzy bo jeszcze exów trzeba doliczyć.Swoje dzieci kocha się bezwarunkowo a te cudze traktuje się trochę inaczej.Staram się być miła dla córek męża,ale jak kolejny raz trafia się na mur obojętności to mam dosyć.reaguje różnie raz tłumaczę sobie że to tylko dziecko i tak odreagowuje rozwód rodziców i to ,że tata się wyprowadził a czasami się wkurzam,że poświęcam czas cudzym dzieciom zamiast swoim a i tak wszyscy są niezadowoleni(łącznie z mężem).

No właśnie , starasz się dogodzić wszystkim a w konsekwencji nikt nie jest zadowolony. Ja przestałam dogadzać wszystkim i skupiłam się TYLKO na swoich dzieciach (nasi facecie to właśnie robią: skupiają się na własnych dzieciach). Dlaczego my miałybyśmy być bardziej wyrozumiałe dla Nich?

Kiedyś partner nie uwzględniał mnie w swoich planach, nie informował o zmianach i zamianach dotyczących spotkań z Jego dziećmi i liczył na to, że ja i moje dzieci się dostosujemy ---> Wielokrotnie się zdarzało, ze mieliśmy np. zaplanowany basen w sobotę, a tu się nagle okazało, że Exowa po za kolejnością wcisnęła M chore dzieci na weekend. Z powodu choroby oczywiście nie mogły z nami jechać na basen. Na początku robiłam to czego oczekiwał ode mnie partner (odwoływałam basen, no bo przecież M z chorymi dziećmi z nami nie pojedzie i będzie Im przykro). I to ja musiałam tłumaczyć swoim dzieciom, że sorry nie pojedziemy, bo widzicie, że dziewczynki chore..... Moje ryczały, że znów przez TE dzieci odwołuję plany, które mieliśmy. Do czasu!!!! Oczy mi się otworzyły, kiedy to moje dzieci były chore, a M zabrał swoje dzieci i pojechał ze swoimi dziećmi na imprezę rodzinną (bo była zaplanowana wcześniej i obiecał swoim dzieciom , że tam z nimi pojedzie), zostawiając mnie z moimi chorymi dziećmi samą w domu. Nikt się nie przejmował tym, że nam też może być w takiej sytuacji przykro, że ze względu na naszą chorobę nie zmienili planów i nie zostali z nami w domu. Wobec powyższego przestałam uwzględniać dzieci M w moich planach związanych z moimi dziećmi i  zaczęłam robić to, z czego i ja i moje dzieci byliśmy zadowoleni. Jeśli M chce spędzić ten czas z nami, to niech się dostosuje. Jeśli ma inne palny ---> droga wolna.
I w końcu przestałam mieć wyrzuty sumienia , że w jakiś sposób zaniedbuję swoje dzieci (poświęcając  się w tym czasie innym dzieciom).

4 776

Odp: Być drugą i macochą

Faktycznie,wszystko dostosowuje do jego dzieci.Nigdy nie możemy nic zaplanować na weekend bo nawet jak to jest ten wyznaczony dzień to nigdy do końca nie wiadomo czy przyjdzie. Kiedyś nawet nie pojechaliśmy na wakacje bo jego córka nie chciała z nami jechać a ja. nie chciałam żeby mu było przykro,że jedziemy  z moimi chłopakami.Teraz już tak bym nie zrobiła zapakowałabym chłopaków i pojechała sama,a on niech jedzie z dziewczynami sam.Tylko boję się czy dalej będziemy rodziną czy dwiema osobnymi-ja z synami i on z córkami?
Co do prezentów u nas i córka męża i mój młodszy syn wszystko wynoszą. Już się przestałam tym przejmować.

4 777 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-06 14:24:34)

Odp: Być drugą i macochą

Raczej chodzi o to, by dziecko mogło skorzystać. Mi pomysł z tabletem się podoba tylko czego można się spodziewać po kobiecie, która zabrała synowi już kilka telefonów, by uniemożliwić mu kontakt z ojcem? Na komunie sama mu kupiła smartfona, który po miesiącu przejęła tyle się chłopak nacieszył. Wcale się nie dziwię, że młody się zgadza na to, co każe matka dla własnego świętego spokoju, taki ma charakter. Kiedyś przemycił do nas jedną gierkę, to ta narobiła takiego rabanu, że szok. Argument ma jeden - ojciec ci zabierze. Buty i podstawowe ciuchy musi mieć u nas, bo matka wypuszcza go w ziemie w klapeczkach i starych, podartych rzeczach. Niestety nie jest typem sportowca, tylko gierki i TV. M podjął decyzję, że porozmawia najpierw z młodym zanim coś kupi.
Gośka rodzinę tworzycie ty i twój partner, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Trochę samodzielności, odrzuć swoje oczekiwania to się nie rozczarujesz smile

4 778 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-06 15:09:36)

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

Kiedyś nawet nie pojechaliśmy na wakacje bo jego córka nie chciała z nami jechać a ja. nie chciałam żeby mu było przykro,że jedziemy  z moimi chłopakami.

Pytanie czy Twój facet w podobnej sytuacji postąpiłby równie wspaniałomyślnie?
I czy zależałoby Mu żebyście jechali na wakacje wszyscy razem, bo chciałby mieć wszystkich których kocha przy sobie, czy chciałby żebyś z Nim jechała, bo byłoby mu łatwiej dziewczynki ogarnąć??!!!
Bo ja w ostatnie wakacje dowiedziałam się po co jestem potrzebna M na urlopie z Jego dziećmi. Kiedy powiedziałam , VETO ja nie będę kolejny raz organizować i współfinansować wakacji Twoim dzieciom (bo o to powinna TEŻ dbać Matka dzieci a tego nie robi), usłyszałam, że w takim razie poprosi dziadków żeby z Nim i dziećmi pojechali, bo to i taniej wyjdzie i dziećmi się zaopiekują........
Resztę historii , jeśli będziesz chciała doczytasz w moich postach. Nie będę się powtarzać. :-)

Ach i żeby nie było , że ja próbuję kogoś tu podburzać. Przedstawiam tu na forum swoje sytuacje, swoje doświadczenia, przemyślenia i moje wnioski. Większość Waszych sytuacji analizuję przez pryzmat swoich doświadczeń i komentuję nie złośliwie i z myślą o tym żeby kogoś źle lub dobrze nastawiać, tylko piszę komentarze w oparciu o własne doświadczenia i wnioski jakie z tych doświadczeń wyciągnęłam.

4 779

Odp: Być drugą i macochą

Strasznie trudna ta sytacja z dziećmi,ale macie racje one kiedyś dorosną,tylko czy my to przetrzymamy???
Dużo już przeszliśmy-trudne rozwody,walka o alimenty(z moim ex) później walka o widzenia z córkami(nawet jak już jest ustalone sądownie ex robi co chce i był czas,że mąż w ogóle nie widział dzieci)później walka o podwyższenie alimentów itd. itp.Teraz jak mogłoby być ok to ja czuję ,że między nami coś zgrzyta za bardzo zajęliśmy się dziećmi.Mąż próbuje odbudować relacje z córkami(teraz praktycznie każdy weekend są u nas)a ja czuję się trochę odsunięta.

4 780

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

Strasznie trudna ta sytacja z dziećmi,ale macie racje one kiedyś dorosną,tylko czy my to przetrzymamy???
Dużo już przeszliśmy-trudne rozwody,walka o alimenty(z moim ex) później walka o widzenia z córkami(nawet jak już jest ustalone sądownie ex robi co chce i był czas,że mąż w ogóle nie widział dzieci)później walka o podwyższenie alimentów itd. itp.Teraz jak mogłoby być ok to ja czuję ,że między nami coś zgrzyta za bardzo zajęliśmy się dziećmi.Mąż próbuje odbudować relacje z córkami(teraz praktycznie każdy weekend są u nas)a ja czuję się trochę odsunięta.

Ty się czujesz odsunięta a  młode widzą że tatuś trzyma ich stronę i stąd te ich nastawienia do Ciebie .. porozmawiaj z mężem.. tak jak nam tu napisałaś - skoro tyle przeszliście i wspierałaś go w tym - to teraz on powinien zadbać o całą rodzinę ... dbając tylko o córki kiedyś zostanie sam .

4 781 Ostatnio edytowany przez kjim (2015-02-06 17:00:01)

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

........ był czas,że mąż w ogóle nie widział dzieci)..............później walka o podwyższenie alimentów itd. itp....Teraz .................Mąż próbuje odbudować relacje z córkami (teraz praktycznie każdy weekend są u nas) a ja czuję się trochę odsunięta.

,
I ja tu widzę pewien schemat, który powtórzył się nie tylko u nas. Najpierw Exowa utrudnia kontakty dzieci z ojcem jak tylko się da, robi wszystko by te relacje nie były normalne, a potem w Sądzie wywalcza wyższe alimenty argumentując to tym, że ojciec rzadko widuje się z dziećmi !!!!! A jak już ugrała wyższe alimenty, to teraz już nie ma przeszkód żeby ojciec widział się z córkami. Może być i co tydzień, a najlepiej to żeby je zabrał na cały miesiąc. Pani szanowna ugrała to co chciała, teraz WY zajmijcie się dziećmi.

Jeśli tatuś już teraz traktuje dzieci jak Święte Krowy i już teraz stawia Ich dobro ponad dobro waszego związku (zamiast te relacje wyważyć) to nie wskrzeszaj w sobie nadziei, że jak dorosną to to się zmieni, bo za parę lat wylądujesz z ręką w nocniku, tak jak teraz Dorula. W obecności dorosłej córki czuje się jak INTRUZ we własnym domu. Dzieci wychowane w przeświadczeniu, że Im się wszystko należy, że są pępkiem świata i że zawsze są najważniejsze, nie wyrosną z tego w życiu dorosłym!!!!
Pisała tu wcześniej na forum kobieta, którą po śmierci męża, jej pasierbowie wyrzucili z domu. Bo to przecież dom tatusia jest.

4 782

Odp: Być drugą i macochą

To mnie pocieszyłyście...."pasierbowie wyrzucili z domu"mam nadzieję,że az tak źle nie będzie a jeśli nawet to nie prędko.Zawsze powtarzam (jak mnie te wszystkie dzieciaki wkurzą),że na starośc kupię sobie psa-kto będzie mnie bezwarunkowo kochał i cieszył się jak wrócę do domu.
Poczekam na rozwój wypadków.Cieszę się,że mogłam komuś się pożalić w' realu' nie mam odwagi.

4 783 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-02-06 20:23:29)

Odp: Być drugą i macochą

Kim, masz racje, niestety, a ja jestem tego żywym przykładem. Jesteśmy coraz starsi, córka meza ma już 27 lat i cały czas czuję, ze to ona, nie ja, jest miłością mojego meza, cokolwiek to znaczy.
Wierzcie mi, próbowałam wszystkiego, odsuwalam sie, nie wtrącalam, pózniej zmieniłam nastawienie, bo było bardzo źle, starałam sie z córką meza zaprzyjaźnić, niejednego drinka wypilysmy razem, byliśmy na wakacjach, na zdjęciach przytulone, uśmiechnięte, no, bajka!
I co??? Nic z tego, nie da sie, nie ma rady, sposobu, nie myśle już o tym, mam to gdzieś, niech spada na drzewo razem ze swoim tatusiem, nie dam sie wkręcić w ta chora grę, której wynik jest z góry przesądzony.
I wiem, ze gdyby coś sie stało mojemu mężowi, to będę miała wielkie kłopoty, zeby nie stracić dachu nad głową. A to już nie jest śmieszne.

Dziękuje za wszystkie rady, u mnie nic już sie nie sprawdza, a wszystko jest nieprzewidywalne oprócz jednego - to córka, a nie ja, jest dla mojego meza najważniejsza. A to oznacza, ze jest zawsze bez winy i wszystko zostaje jej wybaczone a każde niestosowne zachowanie w moim domu wytłumaczone albo po prostu przemilczane.

Rozmowy na ten temat nie maja sensu, mam dość manipulacji i kłamstw w żywe oczy.

Nie chce Was, dziewczyny, straszyć, ale tak to moze i najprawdopodobniej będzie wyglądać u wielu z Was.
Czy jesteście na to przygotowane?

Pozdrawiam serdecznie.

Kjim, przepraszam, ale mam włączony jakiś slownik.

4 784

Odp: Być drugą i macochą

A ja mam nadzieję,że jakoś się z dzieciakami poukłada bo jak nie to masakra-ja mam dwie córeczki tatusia.

4 785

Odp: Być drugą i macochą

Zmartwię Cię... dzieci dorastają i nadal raczej niewiele się z zmienia... chyba, że na "gorsze"... wink Bo, problem nie tkwi w dzieciach ale w partnerze, który najczęściej nie potrafi  lub nie chce, spojrzeć na pewne sytuacje obiektywnie...

4 786

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, mam coś specjalnie dla ciebie, albo raczej dla waszej ex. 5 sposobów na przeżycie za 5 zł dziennie i to dla dorosłej osoby smile
https://www.youtube.com/watch?v=ZHHOYmERmDc

4 787

Odp: Być drugą i macochą

Czeka mnie ciekawy tydzień,moje dzieci wyjechały na tydzień do ex.Miałam nadzieję na spokojny tydzień,ewentualnie na jakiś romantyczny wyjazd we dwoje -walentynki się zbliżają a skończy się wyjazdem w trójkę(znowu zmiana planów ,najpierw córka męża nie chciała nigdzie jechać z tatą a teraz pyta kiedy jadą)albo oni pojadą sami a ja się wybiorę z koleżanką na narty.

4 788

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

Czeka mnie ciekawy tydzień,moje dzieci wyjechały na tydzień do ex.Miałam nadzieję na spokojny tydzień,ewentualnie na jakiś romantyczny wyjazd we dwoje -walentynki się zbliżają a skończy się wyjazdem w trójkę(znowu zmiana planów ,najpierw córka męża nie chciała nigdzie jechać z tatą a teraz pyta kiedy jadą)albo oni pojadą sami a ja się wybiorę z koleżanką na narty.

Ile córka ma lat? I gdzie druga córka będzie w tym czasie, bo pisałaś , że M ma dwie córki. UWAŻAJ, bo taka nagła zmiana decyzji córki, to może być wpływ Pani Exowej a nie suwerenna decyzja dziecka. A jeśli to dziecko raz chce, raz nie chce i na każdą zmianę decyzji tatuś się musi podstosować i spełnia zachciewajki córki, to daje córce niezłe pole manewru na przyszłość. Będzie to wykorzystywać i córka i Exowa. Co byś powiedziała swojemu synowi kiedy miałabyś zaplanowany wyjazd na ferie, zarezerwowaną miejscówkę a smyk by powiedział "ja nie chcę jechać".....   Czekałabyś aż zmieni łaskawie decyzję? Czy zabrałabyś go ze sobą i pojechała na ten urlop?

4 789

Odp: Być drugą i macochą

Młodsza ma 10 lat,starsza jest już dorosła i sama sobie organizuje wyjazdy z chłopakiem.A małej nie mogę rozgryźć.Nie wiem skąd ta zmiana ,pewno exowa ma inne plany i stąd ten przypływ miłości,ale M się cieszy i pewno stanie na głowie żeby mała była zadowolona.Wcześniej już pisałam,że od jakiegoś czasu nic nie możemy zaplanować.

4 790

Odp: Być drugą i macochą
goska_np napisał/a:

,ale M się cieszy i pewno stanie na głowie żeby mała była zadowolona.

Następny tatuś z wyrzutami sumienia, który będzie na głowie stawał, żeby Jego dziecko nie cierpiało z powodu rozwodu.....
Boszzze, jak mnie denerwuje takie podejście rodziców, którzy w ten sposób wychowują pokolenie zapatrzonych w siebie roszczeniowych egoistów.
To już jakaś plaga normalnie.

4 791 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-09 18:16:18)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
goska_np napisał/a:

,ale M się cieszy i pewno stanie na głowie żeby mała była zadowolona.

Następny tatuś z wyrzutami sumienia, który będzie na głowie stawał, żeby Jego dziecko nie cierpiało z powodu rozwodu.....
Boszzze, jak mnie denerwuje takie podejście rodziców, którzy w ten sposób wychowują pokolenie zapatrzonych w siebie roszczeniowych egoistów.
To już jakaś plaga normalnie.

Kjim a jak jest u Ciebie? Gdybyś miała wybrać pomiędzy swoimi dziećmi, a facetem np. w kwestii wyjazdu, czy sprawieniem jakiejś przyjemności to kogo byś wybrała? Nie usprawiedliwiam w niczym rozbestwiania małolatów, niczego od nich nie egzekwując, ale weź choć pod uwagę, że rozpieszczanie ich zwłaszcza gdy widujesz dziecko rzadko sprawia rodzicom też przyjemność. Mi ostatnio córa robi jazdy, a syn zjeżdża na weekendy i może dlatego zawsze mam ochotę sprawić mu jakąś radość, zdarza się że zapominam o M. Czasem jest mi też przykro zostawić syna samego w domu, gdy my z M mamy własne plany, ale wiem, że nie mogę pominąć faceta w swoim życiu. Mój syn też nie może mieć większych praw w naszym domu niż pasierb, ale powiem Ci szczerze, że czasem mam ochotę przysłonić mu nieba, nie przez rozwód rodziców, ale dlatego, że go kocham i jego radość jest moją. Czasem muszę się pilnować i zastanawiam się, jakbym ja sama nie chciała zostać potraktowana przez M. Marzy mi się jednak wyjazd na żagle z synem, może dlatego, że zdaję sobie sprawę iż niedługo on wyfrunie z domu podobnie jak córa, by mieć możliwość spędzenia z nim trochę czasu sam na sam. I mam dylemat, bo na taki wypad stać mnie tylko raz w roku, a M stał się dla już taką 'szara rzeczywistością' bo już byliśmy razem w wielu miejscach. Choć ja zabiłabym go chyba za takie stwierdzenie P) Dlatego trochę ich rozumiem, choć braku egzekwowania obowiązków i pobłażania nie aprobuję. Jak dobrze jest w normalnych rodzinach, gdzie wszyscy się bezinteresownie kochają i nie rywalizują ze sobą.

4 792

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna z Twojej wypowiedzi podkreślę słowa:

zazdrosna13 napisał/a:

...syn zjeżdża na weekendy i może dlatego zawsze mam ochotę sprawić mu jakąś radość, ZDARZA SIĘ że pomijam w tym M. CZASEM jest mi też przykro zostawić syna samego w domu, gdy my z M mamy własne plany, ALE WIEM, ŻE NIE MOGĘ POMINĄĆ FACETA W SWOIM ŻYCIU. Mój syn też NIE MOŻE MIEĆ  większych praw w naszym domu niż pasierb, ale powiem Ci szczerze, że czasem mam ochotę przysłonić mu nieba, nie przez rozwód rodziców, ale dlatego, że go kocham.

Zazdrosna widzisz różnicę miedzy Tobą, {która próbuje wyważyć relacje między swoim dzieckiem, które widujesz weekendowo, a facetem, którego kochasz} a  facetem {który pomija partnerkę żeby za wszelką cenę dogodzić, czy jak piszesz przychylić nieba swojemu dziecku}   ?????

Kocham swoje dzieci. Bardzo. Ale trzeba kochać mądrze. Nie pozwalać dziecku wchodzić sobie na głowę, nie podporządkowywać całego swojego życia pod widzimisie dziecka!!!! I nie mówię tu tylko o dzieciach tych co mamy na co dzień, ale również tych , a może przede wszystkim tych, które mamy na weekend. 
Nie dajmy się zwariować. Zazdrosna, żyjąc w pełnej , NORMALNEJ rodzinie normalnym jest , że rodzice mają swoje plany, że dzieci czasem zostają same lub pod opieką dziadków, bo dorośli wychodzą na grilla ze znajomymi. W NORMALNYCH rodzinach, nie ulega się szantażom i widzimisie dzieci, tylko to dzieci muszą się podporządkować rodzicom i ich planom. Dlaczego w rodzinach patchworkowych nagle wszystko staje na głowie i role się odwracają i dzieci żądza rodzicami???!!!! No tego kuźwa nie potrafię zrozumieć! W normalnej, zdrowej rodzinie jak małolat zaczyna rządzić to i w..dol od ojca dostanie. A jak już dojdzie do rozwodu, to ojciec włazi w dupę dzieciakowi, żeby tylko Mu wynagrodzić całe zło tego świata.  Dla mnie to hipokryzja i próba przekonania dziecka ze tatuś jest lepszy od mamusi, a mamusi lepsza od tatusia. I tak będą oboje dziecku słodzić i dogadzać, a jak dojrzewający nastolatek nie dostanie kiedyś tego czego będzie chciał, to napluje matce w twarz a ojca zadźga nożem.
Sorry takie mam dziś czarne wizje.

4 793 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-09 18:43:44)

Odp: Być drugą i macochą

No ok Kjim bez komentarza. Dodam tylko, że w moim małżeństwie moje dzieci były dla mnie najważniejsze, choć ich ojciec nigdy nie robił mi z tego powodu wyrzutów. Nigdy nie chciałam ruszać się z domu na dłużej bez nich. Teraz zdaję sobie sprawę, że to nie było dobre i przyczyniło się do rozpadu małżeństwa. Zatem wyciągam wnioski z błędów.

4 794

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

No ok Kjim bez komentarza. Dodam tylko, że w moim małżeństwie moje dzieci były dla mnie najważniejsze, choć ich ojciec nigdy nie robił mi z tego powodu wyrzutów. Nigdy nie chciałam ruszać się z domu na dłużej bez nich. Teraz zdaję sobie sprawę, że to nie było dobre i przyczyniło się do rozpadu małżeństwa. Zatem wyciągam wnioski z błędów.

Dziewczyny, ideałem byłoby spędzać dużo czasu i z dziećmi (obu stron ) i z partnerami... ale do tego trzeba chęci i zgody wszystkich ... dzieci również . Póki choćby jedna z osób mająca wpływ na dzieci , wierci im w głowie dziury że ktoś jest lepszy(syn /córka najważniejsi ) , ktoś komuś coś zabrał (macocha tatę ).. nie musisz być grzeczny, słuchać i się zachowywać... to nigdy takiego obrazka nie ujrzymy.

Tłumaczenie głupie jakie czasami słyszę że od wychowania są matka i ojciec tylko.. i że nie należy wtrącać się (zwracanie uwagi, pouczanie )..bo to nie nasze dzieci .... Mnie babcia zawsze mądre rzeczy mówiła...a mówiła , że jak matka z ojcem brednie dziecku kładzie ..to pierwsi ich doświadczą .... i tyle w temacie .
A kochać to właśnie wymagać i stawić granice ... bo to znaczy że przygotowujesz dziecko do życia w świecie prawdziwym .. gdzie takich biednych Kaś i Janków są tysiące...i nikt się nie pyta czy mamusia z tatusiem mieszkali razem .. czy tez inne problemy biedactwo miało.. Życie to nie jest bajka... więc nie "wychowujmy " dzieci na królewiczów i królewny..bo pretensje tylko do siebie mieć będziemy mogli. Miłego wieczoru .:)

4 795

Odp: Być drugą i macochą
Volver napisał/a:

Zmartwię Cię... dzieci dorastają i nadal raczej niewiele się z zmienia... chyba, że na "gorsze"... wink Bo, problem nie tkwi w dzieciach ale w partnerze, który najczęściej nie potrafi  lub nie chce, spojrzeć na pewne sytuacje obiektywnie...

Zgadza się. Święte słowa...przerabiam to na sobie.

4 796

Odp: Być drugą i macochą

Dziś Tłusty Czwartek :-)
Smacznego Wam życzę Macochy i oby nam poszło w cycki a nie w oponkę :-)

4 797 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-12 12:02:44)

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki, ale dla mnie to dziś drażliwy temat Kjim. Smarkacz od miesiąca przynosi do domu same pały i braki zadań, wczoraj nie było wyjątku. Za karę siedzi w domu, bo ma zakaz wychodzenia na podwórko, komputer też ma zabroniony więc mam go ciągle na głowie. Wczoraj za nim wróciłam z pracy siedział na facebooku. M jednak przyszedł ze słodyczami dla synka, pomimo, że ciągle jest problem, że je wyłącznie cukier, pije herbatę z 3 łyżeczkami cukru, a gotowane przez mnie obiady zlewa. M wysłał go do nauki i kazał mu czytać książkę półgłosem, chłopak czytał przez pół minuty, M zlał to. Młody po 5 min wyszedł z pokoju i prosi ojca o pieniądze, ten mu oczywiście dał. To chłopak wyżebrał na pączka do szkoły, pomimo, że te mamy zamówione w cukierni. Dziś spóźnił się do szkoły, już zarobił 2 pały, uwagę za brak pracy na lekcji i brak zadania dom. Kiedy M tłumaczę, że cukier powoduje rozchwianie nastrojów i trudności w skupianiu to ten kupuje mu cole. Wiem, powinnam to olać, ale to ja muszę się z tym smarkaczem użerać jak nie ma ojca. To ja mu muszę 3 razy przypominać, że ma zamieść przedpokój jak nie potrafi wytrzeć butów. To ja muszę 3 razy powtarzać by resztki jedzenia wyrzucał do śmieci, bo zlew się zatyka. To ja muszę sprawdzać jak myje naczynia, bo zostawia brudne, gdyż robi to w zimnej wodzie i bez detergentu. Wg. M to ja się czepiam.
Ale zaraz przecież ja nic nie muszę, to nie moje dziecko, nie moja sprawa co z niego wyrośnie. Nie mam też ochoty być świadkiem jak go ojciec wychowuje. Czuje, że zbliża się kolejna wyprowadzka...
Kiedyś uwielbiałam ten dzień i radość dzieci z powodu pączków, te jednak wyrosły i poszły w siną dal. Tęsknie i chyba przez to jestem taka drażliwa.

4 798

Odp: Być drugą i macochą

Kurcze Zazdrosna, myślałam , że poruszam neutralny temat, a tu widać nawet słodkie pączki mogę się kojarzyć z czymś przykrym....

Wiesz co, mnie brak konsekwencji Twojego M przeraża i mnie już dawno szlag by trafił, ale Ty jesteś obdarzona większą dozą tolerancji :-) Ciągle się zastanawiam kiedy pękniesz i coś czuję, że Ty sama się ciągle zastanawiasz kiedy powiedzieć w końcu na głos DOSYĆ TEGO.
Ściskam Cię mocno a jeśli tęsknisz za dzieciakami ...... może zorganizuj jakiś fajny obiad, ugotuj coś co Twoje dzieciaki uwielbiają, zabierz do siebie syna, spróbuj zgarnąć Młodą i spędź trochę czasu tylko z Nimi . Tobie i Twoim dzieciom tez się to należy. A M wyślij z chłopakami do babci albo do siebie do domu. Kurcze , powiedz M Jego słowami, że kochasz swoje dzieci, tęsknisz za Nimi i chcesz się Nimi i TYLKO Nimi chociaż przez trochę zająć. Przecież kto jak nie ON lepiej Cie w tej sytuacji powinien zrozumieć?!

4 799 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-12 14:40:05)

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki, przemyślę to Kjim. Z synem zobaczę się w weekend. Co do córy, to cokolwiek bym nie zrobiła M wyrzuca mi, że wchodzę jej w 4 litery, nawet wczoraj w jej urodziny sad. Ehh.. sił już brakuje i serce rozdziera widząc jak dwie osoby które kochasz szczerze się nienawidzą.
A twój M jak znosi rozłąkę?

4 800

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

A twój M jak znosi rozłąkę?

Bywa, że pytam się go o to kilka razy w tygodniu: jak się z tym czuje, czy go COŚ nie zżera w środku, czy nie tęskni, czy nie chciałby tego jednak zmienić. Za każdym razem odpowiada, że jest Ok. Najbardziej przerażała Go wizja wojny z własnymi rodzicami ( w tej właśnie sprawie), ale stwierdził ostatnio, że nawet nie myślał, że tak dobrze to zniesie. Wojna oczywiście trwa i mam wrażenie, że M się teraz bardziej skupił na udowadnianiu własnym rodzicom , że nie jest już dzieckiem i że powinni zaakceptować Jego decyzje i Jego wybory (również wybór mnie na swoją partnerkę), a przez to mniej skupia się na samej tęsknocie za dziećmi. Niedawno widział się z dziećmi (mówiłam o tym, że babcia strasznie dążyła do konfrontacji dzieci z ojcem i przywiozła dzieci M do pracy). Odniosłam wrażenie , że samo spotkanie z dziećmi miało wtedy dla Niego mniejsze znaczenie niż to, że postawił się własnej matce.
I o ile wcześniej nasze kłótnie, wyprowadzki powtarzały się cyklicznie, średnio co 3 miesiące, tak teraz mija czwarty miesiąc, a ja się czuje jakby to był niekończący się miesiąc miodowy.

4 801

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dzięki, przemyślę to Kjim. Z synem zobaczę się w weekend. Co do córy, to cokolwiek bym nie zrobiła M wyrzuca mi, że wchodzę jej w 4 litery, nawet wczoraj w jej urodziny sad. Ehh.. sił już brakuje i serce rozdziera widząc jak dwie osoby które kochasz szczerze się nienawidzą.
A twój M jak znosi rozłąkę?

Hej Dziewczyny, jak idzie jedzenie paczków ?? hehe

Zazdrosna... M zarzuca Ci cos co sam robi.. syn ma w 4 literach szkołę, zasady Ojca .. Ciebie ... ale jak robi to co robi to młody się cieszy ... wybrał prosta drogę do bycia "dobrym ojcem" na której końcu jest wielkie goooowno...
Zapytaj się M czy widzi przyszłość syna za 10 lat ??/
Będzie go utrzymywał ??? a może odwiedzał w zakładach karnych ?
Bez wykształcenia , choćby zawodowego młody ma pewne życie do dupyy ... dzięki postawie rodziców.. matka jaka jest pisałaś .. ale ojciec wydaje się być myślącym .
Pomyśl też o sobie - jeśli będziesz z M młody ... będzie zawsze ... z domu go wyrzucisz jak skończy 18 lat i nie będzie się uczył? może mieć problemy z prawem.. może Was/ Ciebie okradać.. jak to mówią .. nuda prowadzi do samych złych rzeczy...

A co do Twoich dzieci - ja popieram wypowiedź Kjim- zaprosiłabym swoje dzieci na weekend, a M grzecznie niech jedzie do siebie ze swoimi... zwłaszcza że nie znosi Twojej córki.
Pamiętaj, że Twój dom to  dom Twoich dzieci ....

4 802 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-12 16:57:07)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

I o ile wcześniej nasze kłótnie, wyprowadzki powtarzały się cyklicznie, średnio co 3 miesiące, tak teraz mija czwarty miesiąc, a ja się czuje jakby to był niekończący się miesiąc miodowy.

Tyle twojego po tej całej huśtawce smile

chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna... M zarzuca Ci cos co sam robi...

Podobno jest tak, że jeśli nas jakieś cechy drażnią w innej osobie to właśnie dlatego, że widzimy w niej nas samych i my sami mamy z tym problem.

W weekend zrobię sobie przerwę od pasierba, M też zaproponował wyjazd na narty z moim młodym i jego młodszym synem który mieszka z matką, jego starszy ma szlaban. Może być fajnie smile

4 803

Odp: Być drugą i macochą

Za oknem piękna pogoda, przede mną wolny weekend, a mnie dopada dołek i nostalgia. Marzy mi się jakiś wypad z M, chciałabym też pobyć z synem, a jednocześnie nie zniosę obecności starszego pasierba. Chyba nie można tego wszystkiego pogodzić i muszę przyznać się przed sobą do porażki i do tego, że ten związek więcej mnie kosztuje niż daje radości. Młodszy chłopak M i nasz wypad z moim synem dopiero za tydzień. Jestem cieniem tej dziewczyny, co trzy, dwa lata temu. Dochodzi do mnie, że złudzenia w końcu muszę się rozpaść na kawałki, a ja powinnam znaleźć odwagę, by obrać nową drogę w moim życiu.

4 804 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-02-13 16:26:37)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Za oknem piękna pogoda, przede mną wolny weekend, a mnie dopada dołek i nostalgia. Marzy mi się jakiś wypad z M, chciałabym też pobyć z synem, a jednocześnie nie zniosę obecności starszego pasierba. Chyba nie można tego wszystkiego pogodzić i muszę przyznać się przed sobą do porażki i do tego, że ten związek więcej mnie kosztuje niż daje radości. Młodszy chłopak M i nasz wypad z moim synem dopiero za tydzień. Jestem cieniem tej dziewczyny, co trzy, dwa lata temu. Dochodzi do mnie, że złudzenia w końcu muszę się rozpaść na kawałki, a ja powinnam znaleźć odwagę, by obrać nową drogę w moim życiu.

Zazdrosna- co się dzieje ??? od tak złapałaś doła ?

Spędź ten weekend z synem , zaproś córkę - walentynki spędza się z ludźmi których się kocha , nie tylko z facetem smile
A M grzecznie poproś żeby pojechał z dziećmi do siebie .. rodziców... pewnie i tak jutro pracuje ..
U mnie jest tak jak sobie ex zaplanowała .. młody jest u nas od dziś... (choć to nie jego weekend) .. M ma to w nosie ...tak jak pisałam.. on cieszy się że synek będzie ... nic nie planował raczej na walentynki... więc luz.
Ja spędzam z facetem mojego życia - z synem smile
Buziole dziewczyny

4 805

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna- co się dzieje ??? od tak złapałaś doła ?

Nie czuję się na siłach, by znieść obecność starszego syna M przynajmniej na razie. To jego weekend z matką, ale to nie ma znaczenia, bo ta się na niego wylewa. Zastanawiam się dlaczego to ja muszę dzielić swój czas faceta z jego dzieckiem, a jak mu zaproponuje analogiczną sytuację to spotkam się z jego buntem? Nie wiem, czy mam w ogóle do tego prawo, czy powinnam odpuścić sobie ten związek? Nasze relacje z moją córą ? jednym słowem bardzo źle, nie rozmawiamy ze sobą w ogóle i na razie nie przewiduję zmian. Chodzę podtruta, wykłócam się z M o pierdoły. Pewnie tak zależy mi na spędzeniu czasu z synem, by mieć jeszcze czas na naprawę błędów, które popełniłam w wychowaniu córki. Może i nie powinnam rozdrapywać przeszłości, ale obwiniam się, że coś zawaliłam, pewnie niesłusznie, ale sama nie wiem. My z M mamy zaplanowany sobotni wieczór, ale M już mi robił wywody, że kupiłam bilety do kina, choć sam mnie o to prosił. I tak jakoś...

4 806

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna- co się dzieje ??? od tak złapałaś doła ?

Nie czuję się na siłach, by znieść obecność starszego syna M przynajmniej na razie. To jego weekend z matką, ale to nie ma znaczenia, bo ta się na niego wylewa. Zastanawiam się dlaczego to ja muszę dzielić swój czas faceta z jego dzieckiem, a jak mu zaproponuje analogiczną sytuację to spotkam się z jego buntem? Nie wiem, czy mam w ogóle do tego prawo, czy powinnam odpuścić sobie ten związek? Nasze relacje z moją córą ? jednym słowem bardzo źle, nie rozmawiamy ze sobą w ogóle i na razie nie przewiduję zmian. Chodzę podtruta, wykłócam się z M o pierdoły. Pewnie tak zależy mi na spędzeniu czasu z synem, by mieć jeszcze czas na naprawę błędów, które popełniłam w wychowaniu córki. Może i nie powinnam rozdrapywać przeszłości, ale obwiniam się, że coś zawaliłam, pewnie niesłusznie, ale sama nie wiem. My z M mamy zaplanowany sobotni wieczór, ale M już mi robił wywody, że kupiłam bilety do kina, choć sam mnie o to prosił. I tak jakoś...

Zazdrosna- M robi wywody o co ?
Że idziecie do kina - ma inne plany ? lub chciałby mieć ??
Idź do kina z synem !
Albo gdziekolwiek , zaproś syna . Masz rację że chcesz mieć dobre relacje z dzieckiem .. i wybacz ale więcej czasu poświęcasz obcemu dzieciakowi , za co jeszcze dostajesz po głowie od wszystkich.
M poświęca wiele , łącznie z Tobą dla swoich dzieci ... nie miej wyrzutów .
Tylko spokojnie spędź ten weekend jak chcesz - nawet sama .. spa w łazience ... olejek zapachowy w wannie...  wino i maseczki... nie duś w sobie tego. ..bo wybuchniesz .
Każdy potrzebuje odpoczynku, i nie ma w tym nic złego ..złe jest natomiast że inni nie dają nam takich praw ..sami dając od siebie dużo mniej...

4 807 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-02-13 23:14:27)

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna... chyba zaczynasz czuć, że w tym związku nastąpiło już zbyt dużo ustępstw. Twoje codzienne naginanie się pod cudze dyktando niestety nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Na poczuciu straty niewiele da się zbudować... w każdym razie na pewno nic stabilnego. Może przestań wreszcie "dogadzać" wszystkim ? Ty się ciągle dostosowujesz do cudzych potrzeb, a oni i tak niezadowoleni...  Może czas żebyś w tym całym towarzystwie, chociaż Ty poczuła się zadowolona ?

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Czyli nie bardziej od siebie... wink Dlatego nie stawiaj ich zadowolenia z życia ponad swoje...

4 808

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, i jak Twój nastrój? Coś się wydarzyło? Coś się zmieniło na lepsze, na gorsze?

4 809 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2015-02-16 14:31:06)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna, i jak Twój nastrój? Coś się wydarzyło? Coś się zmieniło na lepsze, na gorsze?

Dzięki dziewczyny, u mnie ok, choć przyszłe walentynki zaplanuję inaczej, gdyż nie mam już zamiaru namawiać M na babski film. W tym roku ja kupiłam sobie fajną koszulkę nocną, on sobie jakiś model do sklejania i oboje jesteśmy zadowoleni. Zatem trzeba przyjąć, że jest to dzień kochania najważniejszej osoby w życiu, czyli siebie smile. Nikt nie będzie rozczarowany.
Niestety z mojego odpoczynku od pasierba nici, na szczęście M nie wtrącał się jak go ustawiałam po kontach. Powiem wam jedno, wściekamy się jak partner wciska nam swojego dzieciaka w ten dzień, w tym roku u mnie sytuacja się odwróciła. Widziałam się z synem w piątek i o dziwo nie został na cały weekend, a ojciec przyjechał po niego wieczorem. Pytając się młodego o jego plany, powiedział, że widzimy się w niedzielę. Nie powiem, że było mi to na rękę, gdyż sobotę miałam dla M, jedynie o co prosiłam syna, to gdyby się miało coś zmienić to żeby mnie powiadomił. I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, sobota wieczór, a mój syn zjawia się w drzwiach, bo ojciec akurat przeleżał w pobliżu i jak nigdy go przywiózł! Nie byłam zła, bo i tak z M mieliśmy zaplanowane wyjście, ale gdyby M odwiózł do matki swojego młodego i z M urządziłabym romantyczną kolację to trochę, by mnie poniosło. Powiem wam jedno, czego bardzo żałuję to w niedzielę wyjechałam do mojego ex z uwagami, że w każde święta i jak mu tylko pasuje podrzuca mi chłopaka. W rezultacie mój ex i tak wszystko olał i nawet nie odebrał syna, a młody bardzo przeżył naszą kłótnie. Było mi przykro, że mógłby poczuć się odepchnięty, niechciany przeze mnie i przez ojca. Wydaje mi się dziewczyny, że jeśli drugi rodzic nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków to choć my musimy stanąć na wysokości zadania i tym dzieciakom stworzyć stabilizację, spokój nawet za cenę własnych planów. Łatwo się to mówi, gdy chodzi o nasze dziecko, gorzej o pasierba, ale dochodzę do wniosku że trzeba to przyjąć na klatę dla ich dobra. Ja już z pewnością synowi takiej sceny nie zrobię.
Tak dla porównania powiem, że ex M też chciała podrzucić nam młodszego syna M przekazała tą informację przez dzieciaka, M odmówił chłopakowi twierdząc, że mamy inne plany. Mam mieszane uczucia i już sama nie wiem jak zachować się na przyszłość. Nasze chłopaki są starsze i bardziej samodzielne, mogą nawet zostać sami w domu, młodszy syn M nie, a jego matka z pewnością wykorzystałaby, gdyby odpukać coś narozrabiali razem, by dopiec M. Jak młodszy podrośnie, też z pewnością będzie u nas częściej niezapowiedzianym gościem, niech tylko matka wpadnie, by go samego wysłać do nas autobusem. I co w takiej sytuacji? Przecież go nie odeślę. Skomplikowane to życie...

Chceuciekacstad, jak tam u was?

4 810

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

Zazdrosna, i jak Twój nastrój? Coś się wydarzyło? Coś się zmieniło na lepsze, na gorsze?

Dzięki dziewczyny, u mnie ok, choć przyszłe walentynki zaplanuję inaczej, gdyż nie mam już zamiaru namawiać M na babski film. W tym roku ja kupiłam sobie fajną koszulkę nocną, on sobie jakiś model do sklejania i oboje jesteśmy zadowoleni. Zatem trzeba przyjąć, że jest to dzień kochania najważniejszej osoby w życiu, czyli siebie smile. Nikt nie będzie rozczarowany.
Niestety z mojego odpoczynku od pasierba nici, na szczęście M nie wtrącał się jak go ustawiałam po kontach. Powiem wam jedno, wściekamy się jak partner wciska nam swojego dzieciaka w ten dzień, w tym roku u mnie sytuacja się odwróciła. Widziałam się z synem w piątek i o dziwo nie został na cały weekend, a ojciec przyjechał po niego wieczorem. Pytając się młodego o jego plany, powiedział, że widzimy się w niedzielę. Nie powiem, że było mi to na rękę, gdyż sobotę miałam dla M, jedynie o co prosiłam syna, to gdyby się miało coś zmienić to żeby mnie powiadomił. I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, sobota wieczór, a mój syn zjawia się w drzwiach, bo ojciec akurat przeleżał w pobliżu i jak nigdy go przywiózł! Nie byłam zła, bo i tak z M mieliśmy zaplanowane wyjście, ale gdyby M odwiózł do matki swojego młodego i z M urządziłabym romantyczną kolację to trochę, by mnie poniosło. Powiem wam jedno, czego bardzo żałuję to w niedzielę wyjechałam do mojego ex z uwagami, że w każde święta i jak mu tylko pasuje podrzuca mi chłopaka. W rezultacie mój ex i tak wszystko olał i nawet nie odebrał syna, a młody bardzo przeżył naszą kłótnie. Było mi przykro, że mógłby poczuć się odepchnięty, niechciany przeze mnie i przez ojca. Wydaje mi się dziewczyny, że jeśli drugi rodzic nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków to choć my musimy stanąć na wysokości zadania i tym dzieciakom stworzyć stabilizację, spokój nawet za cenę własnych planów. Łatwo się to mówi, gdy chodzi o nasze dziecko, gorzej o pasierba, ale dochodzę do wniosku że trzeba to przyjąć na klatę dla ich dobra. Ja już z pewnością synowi takiej sceny nie zrobię.
Tak dla porównania powiem, że ex M też chciała podrzucić nam młodszego syna M przekazała tą informację przez dzieciaka, M odmówił chłopakowi twierdząc, że mamy inne plany. Mam mieszane uczucia i już sama nie wiem jak zachować się na przyszłość. Nasze chłopaki są starsze i bardziej samodzielne, mogą nawet zostać sami w domu, młodszy syn M nie, a jego matka z pewnością wykorzystałaby, gdyby odpukać coś narozrabiali razem, by dopiec M. Jak młodszy podrośnie, też z pewnością będzie u nas częściej niezapowiedzianym gościem, niech tylko matka wpadnie, by go samego wysłać do nas autobusem. I co w takiej sytuacji? Przecież go nie odeślę. Skomplikowane to życie...

Chceuciekacstad, jak tam u was?

U nas jakiś szczególnych walentynek nie było . M przywiózł w piątek wieczorem swojego młodego i chodził jak bomba atomowa.. po pierwsze ex ubrała syna w bezrękawnik, po drugie w aucie poinformował ojca  ze ma w niedziele mecz i że ojciec ma go tam zawieźć i zapłacić wpisowe .. M dostał białej gorączki - wykłócał się z ex przez telefon, ta groziła że ograniczy mu tak częste kontakty z synem... ten że wrócą do ustaleń w wyroku...
Byłam pewna że M odpuści i pojedzie z młodym na ten mecz .. ale ten jednak nie ugiął się  .
Powiedział że ma dość bycia chłopcem na rozkazy ... i że jeśli ex podejmuje sama decyzje związane z terminami jego kontaktów z synem, to niech sama się zajmie ich realizacją smile

M zrobił nam wszystkim śniadanie, nawet posprzątał .. i jak miło się patrzyło jak go szlak trafia jak jego młody wrócił z dworu cały w błocie ... włażąc do salonu... i brudząc jedyną kurtkę jaka jeszcze została u nas... bo inne "zginęły".
Trzeba samemu włożyć wysiłek w coś ..by później zrozumieć jak się czujemy gdy ktoś naszej pracy nie szanuje smile

Posty [ 4 746 do 4 810 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 72 73 74 75 76 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026