No to przyznam , że takich jazd nigdy nie miałam. Jeśli chodzi o słodycze (serki, soki, parówki, nutellę i inne) to co jest kupione, leży w lodowce czy w szafce ogólnodostępne i wszyscy mają do tego dostęp. ALE u mnie nie ma podjadania po kryjomu słodyczy. Śniadanie, obiad i kolacja to rzecz święta - jak nie zjesz to nie dostaniesz parówki na przekąskę między posiłkami a już na pewno nie masz prawa tknąć słodyczy jeśli nie zjadłeś normalnego posiłku. Zasada obowiązuje przede wszystkim dzieci i kategorycznie tego przestrzegam. Owszem słodycze leżą w szafce, ale jak nie zjadłeś/-aś obiadu to nie masz prawa bez pytania sięgnąć po słodycze. Teraz moje dzieci są jeszcze małe (7 i 10 lat) i są jeszcze względnie posłuszni i jak mama mówi NIE tzn, że NIE i faktycznie tej zasady się trzymają. Jednak jeśli syn i córka dostaną np od dziadków po czekoladzie to oboje kitrają te czekolady w swoich pokojach i mają je na wyłączność. Chociaż uczę Ich , że powinni się dzielić lub w najgorszym razie wymieniać lub częstować nawzajem. Sposób na nauczenie dzieci by się dzieliły swoimi rzeczami: kupiłam sobie czekoladę, mówię dzieciom, że czekolada jest moja i tylko moja, bo to mój prezent. Po obiedzie biorę czekoladę, częstuję M ( a dzieci nie) i na ich oczach ostentacyjnie zjadamy kolejne kostki. Ślina cieknie im po brodzie, na pytanie czy Ich poczęstuję, odpowiedziałam pytaniem na pytanie: czy Wy częstujecie nas lub siebie nawzajem swoimi prezentowymi słodyczami?? Oczywiście przysięgli, że będą się już dzielić i częstować. Poczęstowałam Ich wtedy tą czekoladą i poskutkowało. Wystarczyła ta jedna nauczka. Teraz dzieci same przychodzą i swoimi słodyczami częstują również mnie, M i siebie nawzajem. Polecam sposób, u mnie zadziałał. Póki co nie mam problemu z podjadaniem. To co każde z nas ma na wyłączność to jest jego i inny domownik nie ma prawa sięgnąć po to bez pytania. Dotyczy to nie tylko słodyczy ale i zabawek czy telefonu i innych rzeczy.
Jeśli chcę skorzystać z telefonu syna to pytam czy mogę skorzystać z Jego aparatu. Jeśli On chciałby pograć na moim telefonie to przychodzi i pyta czy może go wziąć. Oczekuję od dzieci, że będą pukały wchodząc do pokoju kiedy drzwi są zamknięte, ale ja również pukam do pokoju córki (mimo że ma tylko 7 lat) kiedy jest w swoim pokoju i ma zamknięte drzwi, bo uważam, że najlepiej nauczę Ich dając dobry przykład. Więc Zazdrosna, sporo jeszcze musisz nauczyć tych swoich mężczyzn.
Opisałam sytuację między rodzeństwem, jednak w czasach kiedy przyjeżdżały do nas dzieci M, oczekiwałam, że One będą traktowane w ten sam sposób tzn. będą dzielić się swoimi zabawkami (jeśli chcą by moje dzieci dzieliły się swoimi). Będą częstowane jeśli same będą potrafiły się dzielić i najważniejsze co kosztowało morze łez - jeśli nie zjesz obiadu nie dostaniesz żadnych słodyczy. Ból był ogromny kiedy troje zjadło obiad normalnie, bez marudzenia a jedno nie zjadło zupy (bo NIE). Potem trójka dzieci delektowała się ciastem na deser, a jedno ryczało, bo nie dostało deseru. No cóż..... może i jestem zołza, ale moje dzieci dało się nauczyć żeby nie jęczały przy posiłkach, to znaczy, że inne też się da tego nauczyć. Wystarczy cierpliwość i konsekwencja. Chwała wielka M , że popieral te metody wychowawcze i akurat w tej kwestii byliśmy jednomyślni. Jednak cały nasz trud i łzy dzieci szły na marne, kiedy jechaliśmy do rodziców M na niedzielny obiad i tam Jego dzieci marudziły do woli, wybrzydzały, pluły jedzeniem, bo na każdą naszą uwagę wtrącała się babcia z tekstem: "Są u babci i jak Im coś nie smakuje to nie muszą jeść. Aniołeczku może Ci naleśniczki zrobię".
I wtedy taki "Aniołeczek" patrząc mi w oczy ostentacyjnie odstawiał talerz i mówił: "babcia mówi, że nie muszę jeść" ...... i pozamiatane.