"Jakbyś czuła się żyjąc z facetem który pozwala innym źle o Tobie mówić ? i nie reaguje ?"
Aż za dobrze to znam.... Niestety."Ja nie wymagam zerwania kontaktów z matką - ale nie zgadzam się by mnie oczerniała i wtrącała się w moje życie ..." - i co z tego, ze sie nie zgadzasz? Tu wielki ukłon w stronę Twojego M. , bo tak naprawdę to tylko od niego zależy, czy jej na to pozwoli, czy sie sprawdzi, jako maz i partner.
Moj ma z tym wielkie kłopoty..
Mój sam się żali jaka to ja niedobra jestem.. sam mówił o mnie źle(twierdzi że już nie mówi ) .. teraz zbiera żniwo ..
Nie sprawdził się ... jak na razie ...
Ja mam chyba jakieś dziwne wizje związku - że razem , że nie mamy przed sobą tajemnic.. że my jesteśmy dla siebie oparciem.... a u mnie jest tak .. że M ma więcej wspólnych spraw z ex i mamusią niż ze mną... tajemnice ma ..ale przede mną ...
"Wierz mi, ex mojego meza nigdy po rozwodzie nie wydała no dziecko złotówki. No, moze poza jedzeniem i mediami, ale tez nie zawsze. Za wszystko, mimo alimentów, płaciliśmy my. My, bo już wtedy byliśmy małżeństwem i wcale nam sie nie przelewało. Ciuchy, wycieczki, wakacje, szkoły, studia, samochod, benzyna, itd. I końca nie widać.
A kiedy mówiłam, ze oboje rodzice winni lozyc na dziecko, to sie dopiero nasłuchałam!
To nie miało sensu.
Wiem, ze odpuszczanie grozi wejściem sobie na głowę, wiem, ze czasami aż kipi w człowieku z poczucia niesprawiedliwości, ale cały czas ma sie nadzieje, ze kiedyś ojciec przejrzy na oczy, ale to złudne i bardzo ryzykowne podejście do dorosłego w końcu partnera.
Ja na to nie mam, niestety, recepty, moge tylko wierzyć, ze sa dziewczyny, które potrafią jakoś uporządkować hierarchię ważności w rodzinie, ale bez dobrej woli obydwu stron nie wydaje mi sie to możliwe.Pozdrawiam serdecznie .
ja się nasłuchałam nie tylko do m ale i od jego matki.... mnie wyliczała za ile kupuje ubrania synowi, krytykowała drogie buty... po czym okłamując całą rodzinę kupiła wnukowi grę 1,5 razy droższą niż buty ... hipokryzja że aż razi...
"Ja tez traktowałem przez pare lat córkę meza jak swoją własna, zwłaszcza, kiedy ona tak bardzo mnie o to prosiła, tez myślałam, ze to jest sposób na zycie w zgodzie, jakże sie myliłam!!!
Obłuda i cynizm jest czymś, co prędzej czy pózniej wygra z fałszywa maska wzajemnego szacunku.
I wracamy do punktu wyjścia.
wiesz ... wydawałoby się że nie powinniśmy być w punkcie wyjścia...bo klapki opadły .. złudzenia porzucone ...należałoby wyciągnąć wnioski i podjąć decyzje... ale to nie jest tak proste...
Kiedyś myślałam że dzieci dorosną i problemy się skończą...ale mając na uwadze Twój przypadek .... wątpię ..
Bo w sumie to nie dzieci są kluczowe ..ale ich rodzice ...ojcowie .. którzy nie potrafią znaleźć środka w tym wszystkim... kompromisu lub konsensusu brak.