Witam wszystkich.
Zupełnie przypadkiem wpadłem na ten wątek i nie moge sie nie odezwać.
Jestem w związku malzenskim( jeszcze ) od 9 lat. Gdy slubowalesmy, córka meza miała 16 lat. Nigdy, w najczarniejszych snach i horrorach nie spodziewałam sie, ze zmarnuję sobie przez to zycie. I nawet nie chodzi tu o ex, której maz bal sie bardziej, niż samego diabła, nie chodzi o to, ze zostawił jej cały majątek i zaczynaliśmy od zera, a nie byliśmy najmłodsi, nawet nie chodzi o to. Ze jego córka musiała mieć wszystko co chciała, i wszystko, co najlepsze.
Przymykalam oko na to, ze ona wygladała jak modelka, a je chodziłam w starych butach i starej kurtce. Niech ma, co mi tam po szmatach.
Mieliśmy kupic kafelki na podłogę, pieniądze były w portfelu jeszcze nie meza, po wizycie córki zniknęły.
OK, nie moje... Przyznała sie oczywiście, na pytanie dlaczego powiedziała do ojca: bo ty masz za dużo....
Robiła takie jazdy przed ślubem, napędzana oczywiście przez matkę, ze maz był gotów odwołać ślub na tydzień przed terminem...
Przeplakalam cały dzień.
Na ślubie nie była.
Od momentu ślubu wszystko sie zaczęło sypać.
Trzeba było córeczce wynagrodzić to straszne przeżycie przecież.
Dla niej wszystko, i nie chodzi tu nawet o kasę, ale o uczucia, uczciwość, solidarność itd.
Mam wrażenie, ze żyje w trójkącie, doprawdy, wolałabym, żeby maz miał kochankę.
Dla niej czule telefony, sosy, gesty, buziaczki, ja od seksu....
Zmieniłam taktykę, postanowiłam sie z nią zaprzyjaźnić, było ok, nawet bardzo, ale zapomniałam o jednym. Ludzie sie nie zmieniają!!!
Słuchałam rad w stylu, poczekaj, dorośnie, jeszcze trochę, usamodzielni sie, będzie ok.
I to był moj kolejny błąd.
Dziewczyna ma 26 lat i co????
Pracuje u swojego ojca w naszym domu, i ma mnie za nic.
Potrafi na mnie krzyknąć przy obcych: to nie twoja sprawa! A sprawa dotyczyła finansów małżeńskich. Nawet wie dokładnie, co należy w tym domu do moich obowiązków!!!
A ojciec? To moja córka i zawsze będę jej bronił i będzie miała wszystko, co tylko zechce, bo mnie na to stać!
A gdzie, przepraszam, jestem ja???
Ja sie po prostu z tego chorego układu wypisuje.
Niech sobie żyją w zdrowiu i szczęściu, bo ja już jestem wrakiem człowieka.
O każde pieniądze nawet na zakupy muszę sie prosić, a ona wyciąga kasę z sejmu, bo zna szyfr, który jest dla mnie tajemnica,
Czuje sie jak złodziej, nie szastam kasa, mieszkamy w walacym sie domu, który wymaga wiecznych remontów, czasami tylko zaszaleje z kupnem lampy np.
Pracuje na pół etatu, bo jestem bardzo chora i nie dam rady więcej zarobić.
Ale tu nawet nie chodzi o kasę, tylko o stosunek do mnie meza i jego córki.
Dorosłej kobiety....
I usłyszałam: dlaczego nie powiedziałaś dzień dobry mojej córce, no, sorry vinettu, ja mam jej mowić dzień dobry w moim własnym domu? Kiedy ona odwraca z pogarda głowę i trzepie włosami??? Mam za nią biec i wołać?
Wiem, ze maz mną manipuluje, tak jak ona mężem i nic na to nie poradzę.
Moge jedynie odejść...
Wierzcie mi, dziewczyny, to nie jest lekki chleb.
Zastanówcie sie tysiąc razy, zanim z takim zakochanych w dziecku weźmiecie ślub.
Zakochanych w dziecku, bo nie w Was, dla Was uczucia już moze zabraknąć.
I szacunku, wyrozumiałości, uczciwości, empatii. Żadnych ludzkich odruchów.
Moze ochłapy z pańskiego stołu na otarcie łez.
Dziękuje, wysiadam.