Czesc dziewczyny,
Szukajac wsparcia i po to aby nie zwariowac zaczelam szukac kobiet, ktore sa macochami. Wiele z was musi cierpiec obecnosc dzieci meza i ich matek sporadycznie, a ja mam problem nieco inny. Mam nadzieje, ze zostane zrozumiana i ocenicie wlasciwie czy przesadzam czy mam racje, bo zwarjuje.
Przez wiele lat bylam samotna, zdazylam wychowac syna i obecnie jestem z corka 15 letnia. Rok temu poznalam fantastycznego faceta, zaakceptowal moja corke, byl dla nas (i jest) bardzo dobry. Postanowilismy, ze w lipcu tego roku zamieszkamy razem, ale zeby nie bylo za cudownie pojawily sie problemy. Moj narzeczony ma syna, malego jeszcze jak na swoj wiek, mlody ma 8 lat. Poznalam go w marcu, bardzo mnie polubil, nasze relacje byly ok. Dziecko bylo umojego W (tak bede nazywala mojego faceta) tylko w weekendy. ale w czerwcu jego matka alkoholiczka przewrocila sie na ulicy i zabrali dziecko, powiedzialam W ze musi za wszelka cene zatrzymac mlodego juz na zawsze, ze trzeba ratowac dziecko. Tylko zaczelam sie zastanawiac czy ja dam rade, naszly mnie okropne watpliwosci, ale weszlam w to. I wtedy sie zaczelo. W juz nie jest dla mnie taki cudowny, ciagle mi powtarza, ze mlody jest dla niego najwazniejszy, jest dla niego nadopiekunczy, wyrecza go we wszystkim, a mlody to wykorzystuje. mam na glowie dziecko, wszystkie obowiazki spadly na mnie, ale to nic, ale nie moge dac sobie rady z matka mlodego. Ciagle dzwoni pijana, ma zakaz zblizania sie do naszego domu (mieszkamy w anglii i mamy na glowie socjal serwis), W niby to wie, ale mimo, ze dziecko jest przy nas ciagle jej ulega, jest od niej jakby uzalezniony. Jak jestem tu na miejscu, to respektuje zasady, ale jak polecialam do PL to w tym samym dniu spotkal sie z nia bo chciala mu przekazac jakis prezent, tlumaczylam, ze powinna to podac na spotkaniu cotygodniowym pod nadzorem pracownika socjalnego, a on zacza na mnie wrzeszczec, ze zrobil to aby mlody byl szczesliwy, i ze mam wreszcie zaakceptowac, ze ona jest jego matka, ze mlody jest dla niego najwazniejszy. Zabraklo mi argumentow, w tym samym tygodniu (choc mielismy ustalone, ze nie zblizy sie do jej domu) poszedl z mlodym na halloween do niej i to sie zdarzylo przez te kilka dni kiedy mnie nie bylo, a jakbym wyjechala na dluzej? W ta sobote zadzwonila, ze ma cos dla mlodego (znowu) ciesze sie, ze ona sie stara, ale sa zasady przeciez, jasno ustalone. W powiedzial, ze to nic pilnego i ze poda mlodemu na spotkaniu, ale ona przyszla i powiesila na klamce te rzecz po czym zadzwonila do mlodego zeby sobie wzial. Nie umiem tak zyc, to mnie przerasta. Czy ja przesadzam? Pogadajcie ze mna prosze.