netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 356 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 65 66 67 68 69 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 291 do 4 355 z 8 269 ]

4 291

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna...czyli M zależy na Tobie i uczy się że ex pogrywa...
ZAZDRASZCZAM smile

Chyba raczej ma dość babskiego zrzędzenia, a widzi, że ex nic nie robi dla starszego młodego tylko ma wymagania
Naprawdę trudne do opanowania są te patchworkowe relacje.
p.s.
Byliśmy z młodym w ośrodku dla trudnej młodzieży, pani pedagog poświęciła nam dużo czasu i fantastycznie potraktowała chłopaka, po prostu nie mogło być lepiej. Nastraszyła chłopaka jak mogła, aż dzieciak się popłakał, ale nie sądzę żeby od tego zaczął się uczyć. Nam jednak powiedziała, że jeszcze się do nich nie nadaje, bo by go tam zjedli starsi. Zatem sytuacja bez zmian...

A co młody po tej wizycie ? mówił coś ?

4 292

Odp: Być drugą i macochą

Sprawą irracjonalnych żądań Pani Ex zajmie się prawnik. Oczywiście , ze M ma mnóstwo argumentów. (chociaż ja akurat słyszałam takie opinie, że to co ojciec daje dzieciom po za zasądzonymi alimentami [ubranka, leki, wakacje, wyjazdy] to to jest taki bonus, który ojciec robi, bo mu się tak chce. Wg sądu nie musi iść z dziećmi do kina, czy na basen. A jeśli idzie, to przecież nie powinno mieć to wpływu na wysokość alimentów. Ale mam nadzieję, że sąd weźmie pod uwagę racjonalne argumenty M, a nie wygórowane żądania Ex. W tym wypadku to pojechała na maxa i mam nadzieje, że się na tym przejedzie.
Zazdrosna, mam nadzieję że wizyta w Ośrodku otworzy oczy Młodemu i chłopak weżmie się w garść. Oczywiście podziękowałaś swojemu M, za to że się nie dała wciągnąć w gierkę Pani EX???

4 293 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-12 13:59:31)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A co młody po tej wizycie ? mówił coś ?

Z nami w ogóle nie chciał o tym rozmawiać, tylko nos na kwintę. Pożalił się dziadkom i pewnie zrobi to przy okazji matce. Pedagog tłumaczył się, że on naprawdę chce się uczyć, ale nie chce mu się zaglądnąć nawet do książki. Ta dała mu kilka sposobów na organizacje nauki, ale to mu nie w głowie. Ostatnio wymyślił, że jest słuchowcem i żeby ojciec mu czytał lekturę to on ją lepiej zrozumie, bo na głos mu się źle czyta, dzieciak ma 14 lat! My już sił i nerwów do niego nie mamy albo złe podejście, ale to nie mój cyrki i małpy.

4 294

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna, mam nadzieję że wizyta w Ośrodku otworzy oczy Młodemu i chłopak weżmie się w garść. Oczywiście podziękowałaś swojemu M, za to że się nie dała wciągnąć w gierkę Pani EX???

Podziękowałam za boski weekend, ale za to nie... Tak mnie zatkało, bo to jego samodzielna decyzja, że nie wiem jak o tym rozmawiać. Zdaję też sobie sprawę, że nie wiedział już chłopaka od 2 tygodni i po prostu tęskni.

4 295

Odp: Być drugą i macochą

Po prostu powiedz, że doceniasz to, że TYM RAZEM nie dał się prowadzić za nos Pani EX. Nie za to , że nie zabrał chłopaka, tylko za to, że nie dał się wciągnąć w te jej gierki.

4 296

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Po prostu powiedz, że doceniasz to, że TYM RAZEM nie dał się prowadzić za nos Pani EX. Nie za to , że nie zabrał chłopaka, tylko za to, że nie dał się wciągnąć w te jej gierki.

Masz rację, zrobię to niezwłocznie, dzięki smile

4 297

Odp: Być drugą i macochą

jak tam dziewczyny ?
u mnie brazylijska tragedia ... po tym jak samowolnie oddaliłam się smile .. M napisał że nas już nie ma i że zrobi zdjęcia domu i wystawi na sprzedaż.... ja na to ok smile
Chciałam uzgodnić sprawy z tym związane ... podział rzeczy, cenę domu.. kto się będzie tym zajmował .. i tak dalej.
Są drobne naprawy do wykonania , które mogą mieć wpływ na cenę ... a ten się wściekł !
Grozi że nie będzie płacił swojej części kredytu ,  że mam mu oddać jego kasę - wysłał jakieś rozliczenie , według którego mam mu oddać 2 tysiące... ogólnie nie będzie współpracował...

Pisze to ku przestrodze dziewczyny .
Nie wiem jak się to wszystko potoczy , ale nie popełnijcie takiego błędu jak ja.

heh

4 298

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

jak tam dziewczyny ?
u mnie brazylijska tragedia ... po tym jak samowolnie oddaliłam się smile .. M napisał że nas już nie ma i że zrobi zdjęcia domu i wystawi na sprzedaż.... ja na to ok smile
Chciałam uzgodnić sprawy z tym związane ... podział rzeczy, cenę domu.. kto się będzie tym zajmował .. i tak dalej.
Są drobne naprawy do wykonania , które mogą mieć wpływ na cenę ... a ten się wściekł !
Grozi że nie będzie płacił swojej części kredytu ,  że mam mu oddać jego kasę - wysłał jakieś rozliczenie , według którego mam mu oddać 2 tysiące... ogólnie nie będzie współpracował...

Pisze to ku przestrodze dziewczyny .
Nie wiem jak się to wszystko potoczy , ale nie popełnijcie takiego błędu jak ja.

heh

Współczuję. Od miłości do nienawiści jeden krok.
Przysłowie kochajmy się jak bracia a liczmy się jak żydzi... naprawdę w takich sytuacjach jak znalazł.
Ja już się na błędach nauczyłam, przechodziłam to co Ty w różnych konstelacjach... i w tej chwili prędzej rękę bym sobie odgryzła niż podpisała papier na jakąś wspólnotę...

4 299

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

jak tam dziewczyny ?
u mnie brazylijska tragedia ... po tym jak samowolnie oddaliłam się smile .. M napisał że nas już nie ma i że zrobi zdjęcia domu i wystawi na sprzedaż.... ja na to ok smile
Chciałam uzgodnić sprawy z tym związane ... podział rzeczy, cenę domu.. kto się będzie tym zajmował .. i tak dalej.
Są drobne naprawy do wykonania , które mogą mieć wpływ na cenę ... a ten się wściekł !
Grozi że nie będzie płacił swojej części kredytu ,  że mam mu oddać jego kasę - wysłał jakieś rozliczenie , według którego mam mu oddać 2 tysiące... ogólnie nie będzie współpracował...

Pisze to ku przestrodze dziewczyny .
Nie wiem jak się to wszystko potoczy , ale nie popełnijcie takiego błędu jak ja.

heh

Współczuję. Od miłości do nienawiści jeden krok.
Przysłowie kochajmy się jak bracia a liczmy się jak żydzi... naprawdę w takich sytuacjach jak znalazł.
Ja już się na błędach nauczyłam, przechodziłam to co Ty w różnych konstelacjach... i w tej chwili prędzej rękę bym sobie odgryzła niż podpisała papier na jakąś wspólnotę...

Uczymy się całe życie .. a to będzie raczej bolesna nauczka ...
ja mam dziwny charakter , jestem zawzięta jak dotrze ktoś do mojej granicy wytrzymałości... a M jest właśnie na niej.

4 300

Odp: Być drugą i macochą

Czesc dziewczyny,
Szukajac wsparcia i po to aby nie zwariowac zaczelam szukac kobiet, ktore sa macochami. Wiele z was musi cierpiec obecnosc dzieci meza i ich matek sporadycznie, a ja mam problem nieco inny. Mam nadzieje, ze zostane zrozumiana i ocenicie wlasciwie czy przesadzam czy mam racje, bo zwarjuje.
Przez wiele lat bylam samotna, zdazylam wychowac syna i obecnie jestem z corka 15 letnia. Rok temu poznalam fantastycznego faceta, zaakceptowal moja corke, byl dla nas (i jest) bardzo dobry. Postanowilismy, ze w lipcu tego roku zamieszkamy razem, ale zeby nie bylo za cudownie pojawily sie problemy. Moj narzeczony ma syna, malego jeszcze jak na swoj wiek, mlody ma 8 lat. Poznalam go w marcu, bardzo mnie polubil, nasze relacje byly ok. Dziecko bylo umojego W (tak bede nazywala mojego faceta) tylko w weekendy. ale w czerwcu jego matka alkoholiczka przewrocila sie na ulicy i zabrali dziecko, powiedzialam W ze musi za wszelka cene zatrzymac mlodego juz na zawsze, ze trzeba ratowac dziecko. Tylko zaczelam sie zastanawiac czy ja dam rade, naszly mnie okropne watpliwosci, ale weszlam w to. I wtedy sie zaczelo. W juz nie jest dla mnie taki cudowny, ciagle mi powtarza, ze mlody jest dla niego najwazniejszy, jest dla niego nadopiekunczy, wyrecza go we wszystkim, a mlody to wykorzystuje. mam na glowie dziecko, wszystkie obowiazki spadly na mnie, ale to nic, ale nie moge dac sobie rady z matka mlodego. Ciagle dzwoni pijana, ma zakaz zblizania sie do naszego domu (mieszkamy w anglii i mamy na glowie socjal serwis), W niby to wie, ale mimo, ze dziecko jest przy nas ciagle jej ulega, jest od niej jakby uzalezniony. Jak jestem tu na miejscu, to respektuje zasady, ale jak polecialam do PL to w tym samym dniu spotkal sie z nia bo chciala mu przekazac jakis prezent, tlumaczylam, ze powinna to podac na spotkaniu cotygodniowym pod nadzorem pracownika socjalnego, a on zacza na mnie wrzeszczec, ze zrobil to aby mlody byl szczesliwy, i ze mam wreszcie zaakceptowac, ze ona jest jego matka, ze mlody jest dla niego najwazniejszy. Zabraklo mi argumentow, w tym samym tygodniu (choc mielismy ustalone, ze nie zblizy sie do jej domu) poszedl z mlodym na halloween do niej i to sie zdarzylo przez te kilka dni kiedy mnie nie bylo, a jakbym wyjechala na dluzej? W ta sobote zadzwonila, ze ma cos dla mlodego (znowu) ciesze sie, ze ona sie stara, ale sa zasady przeciez, jasno ustalone. W powiedzial, ze to nic pilnego i ze poda mlodemu na spotkaniu, ale ona przyszla i powiesila na klamce te rzecz po czym zadzwonila do mlodego zeby sobie wzial. Nie umiem tak zyc, to mnie przerasta. Czy ja przesadzam? Pogadajcie ze mna prosze.

4 301

Odp: Być drugą i macochą

Witaj radkadespe,
No według mnie nie przesadzasz. Życie bez zasad powoduje taki chaos w jakim obecnie twój W. jego była żona i jego dziecko się znalazło... a Ty razem z nimi...

Generalnie Ja nie należę do tych osób, które takim nieudacznikom jak Ex twojego W. skłonne są pobłażać.
Tłumaczenie, że jest słaba, ale jest matką uczy ją bezkarności i folgowania własnym słabościom - bo społeczeństwo ją rozgrzesza...
Ja nie rozgrzeszam... Jestem samotną matką i się nie stoczyłam, dbam o dzieci i radzę sobie samodzielnie, więc nie mam krztyny usprawiedliwienia dla innych.

4 302

Odp: Być drugą i macochą
radkadespe napisał/a:

Czesc dziewczyny,
Szukajac wsparcia i po to aby nie zwariowac zaczelam szukac kobiet, ktore sa macochami. Wiele z was musi cierpiec obecnosc dzieci meza i ich matek sporadycznie, a ja mam problem nieco inny. Mam nadzieje, ze zostane zrozumiana i ocenicie wlasciwie czy przesadzam czy mam racje, bo zwarjuje.
Przez wiele lat bylam samotna, zdazylam wychowac syna i obecnie jestem z corka 15 letnia. Rok temu poznalam fantastycznego faceta, zaakceptowal moja corke, byl dla nas (i jest) bardzo dobry. Postanowilismy, ze w lipcu tego roku zamieszkamy razem, ale zeby nie bylo za cudownie pojawily sie problemy. Moj narzeczony ma syna, malego jeszcze jak na swoj wiek, mlody ma 8 lat. Poznalam go w marcu, bardzo mnie polubil, nasze relacje byly ok. Dziecko bylo umojego W (tak bede nazywala mojego faceta) tylko w weekendy. ale w czerwcu jego matka alkoholiczka przewrocila sie na ulicy i zabrali dziecko, powiedzialam W ze musi za wszelka cene zatrzymac mlodego juz na zawsze, ze trzeba ratowac dziecko. Tylko zaczelam sie zastanawiac czy ja dam rade, naszly mnie okropne watpliwosci, ale weszlam w to. I wtedy sie zaczelo. W juz nie jest dla mnie taki cudowny, ciagle mi powtarza, ze mlody jest dla niego najwazniejszy, jest dla niego nadopiekunczy, wyrecza go we wszystkim, a mlody to wykorzystuje. mam na glowie dziecko, wszystkie obowiazki spadly na mnie, ale to nic, ale nie moge dac sobie rady z matka mlodego. Ciagle dzwoni pijana, ma zakaz zblizania sie do naszego domu (mieszkamy w anglii i mamy na glowie socjal serwis), W niby to wie, ale mimo, ze dziecko jest przy nas ciagle jej ulega, jest od niej jakby uzalezniony. Jak jestem tu na miejscu, to respektuje zasady, ale jak polecialam do PL to w tym samym dniu spotkal sie z nia bo chciala mu przekazac jakis prezent, tlumaczylam, ze powinna to podac na spotkaniu cotygodniowym pod nadzorem pracownika socjalnego, a on zacza na mnie wrzeszczec, ze zrobil to aby mlody byl szczesliwy, i ze mam wreszcie zaakceptowac, ze ona jest jego matka, ze mlody jest dla niego najwazniejszy. Zabraklo mi argumentow, w tym samym tygodniu (choc mielismy ustalone, ze nie zblizy sie do jej domu) poszedl z mlodym na halloween do niej i to sie zdarzylo przez te kilka dni kiedy mnie nie bylo, a jakbym wyjechala na dluzej? W ta sobote zadzwonila, ze ma cos dla mlodego (znowu) ciesze sie, ze ona sie stara, ale sa zasady przeciez, jasno ustalone. W powiedzial, ze to nic pilnego i ze poda mlodemu na spotkaniu, ale ona przyszla i powiesila na klamce te rzecz po czym zadzwonila do mlodego zeby sobie wzial. Nie umiem tak zyc, to mnie przerasta. Czy ja przesadzam? Pogadajcie ze mna prosze.

Hej radkadespe - sytuacja dość skomplikowana.
Powinnaś przedyskutować z parterem zasady dla Was wszystkich.
Pisałaś że Ty naciskałaś na partnera by zaopiekował się dzieckiem, żeby je ratował...
Chyba nie do końca sobie zdawałaś sprawę jak ten ratunek może wyglądać.
Rozumiem Twojego partnera , on kocha syna, a syn matkę - pamiętaj że nie ważne jaka ona jest dla dziecka jest zawsze kochaną mamusią.
Wiem że Ci trudno, może poszukaj wsparcia u psychologa , ważne by partner Cię wspierał... ale musisz mu powiedzieć o swoich obawach .Dla niego i jego syna również potrzebne jest Twoje wsparcie i ciepło, zrozumienie ...
Boli Cię   że W  kontaktuje się  z matką syna -  to Cię męczy ? popatrz na to jak na chora  zagubiona kobietę ..
Trzymaj się

4 303

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
Tendre77 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

jak tam dziewczyny ?
u mnie brazylijska tragedia ... po tym jak samowolnie oddaliłam się smile .. M napisał że nas już nie ma i że zrobi zdjęcia domu i wystawi na sprzedaż.... ja na to ok smile
Chciałam uzgodnić sprawy z tym związane ... podział rzeczy, cenę domu.. kto się będzie tym zajmował .. i tak dalej.
Są drobne naprawy do wykonania , które mogą mieć wpływ na cenę ... a ten się wściekł !
Grozi że nie będzie płacił swojej części kredytu ,  że mam mu oddać jego kasę - wysłał jakieś rozliczenie , według którego mam mu oddać 2 tysiące... ogólnie nie będzie współpracował...

Pisze to ku przestrodze dziewczyny .
Nie wiem jak się to wszystko potoczy , ale nie popełnijcie takiego błędu jak ja.

heh

Współczuję. Od miłości do nienawiści jeden krok.
Przysłowie kochajmy się jak bracia a liczmy się jak żydzi... naprawdę w takich sytuacjach jak znalazł.
Ja już się na błędach nauczyłam, przechodziłam to co Ty w różnych konstelacjach... i w tej chwili prędzej rękę bym sobie odgryzła niż podpisała papier na jakąś wspólnotę...

Uczymy się całe życie .. a to będzie raczej bolesna nauczka ...
ja mam dziwny charakter , jestem zawzięta jak dotrze ktoś do mojej granicy wytrzymałości... a M jest właśnie na niej.

Trudno byłoby po takim jego numerze wrócić do "normalności". Więc podejrzewam, że to równia pochyła waszego związku... po prostu pokazał swoje prawdziwe oblicze...
Powodzenia.

4 304

Odp: Być drugą i macochą

Dzieki za odpowiedz, Tendre 77, zgadzam sie z tobá, bo sama wychowalam moje dzieci, nie otrzymywalam nawet alimentow, nigdy nie zwrocilam sie o pomoc do ojca dzieci ani do jego rodziny i wszystkoco mam zawdzieczam sobie.

chceuciekacstad duzo racji w tym co piszesz, ale jej jest tak wygodnie, uwaza sie za aniola, chodzaca dobroc, uwaza, ze swiat powinien sie dostosowac do niej. Mowilam zeby W ratowal dziecko, bo wiem jakie dzieci sa bezbronne, jak ufaja doroslym, maja tylko ich, nie pozwole skrzywdzic dziecka, zdawalam sobie sprawe jak bedzie, mialam obawy, ktore w 100% sie sprawdzily, ale W powinien ze mna wspolpracowac. Teraz ciekawy przyklad. Odnosnie tej sytuacji z soboty (pomimo sprzeciwu W przyszla pod dom), napisalam maila do pracownika socjalnego uznajac, ze jesli mam obowiazki zwiazane z dzieckiem, to mam tez przywileje. Opisalam sytuacje, zwracajac uwage na konsekwencje takiego postepowania i poinformowalam o tym W, a on sie zdenerwowal, dlaczego bez konsultacji z nim robie takie rzeczy. Czyli, ze jej uchodzi wszystko plazem, a ja dostaje bure. Jezeli mowie mu o moich uczuciach, to kwituje to krotkim: przesadzasz, albo marudzisz i zostawia mnie zdenerwowana i sfrustrowana.
Najsmutniejsze jest to, ze uczucie, ktorym go darze slabnie przez jego bagatelizowanie moich uczuc i rozterek. Dzisiaj porozmawiam z nim na temat tego, ze jej uchodzi wszystko plazem, a ja zbieram bure, wczoraj bylam zbyt zdenerwowana i wolalam przemilczec aby nie doprowadzic do klotni.
I jeszcze jedno, mlody widzi o co sie klocimy i zaczyna robic mi na zlosc. Na przyklad o tato powiedzial tak jak mama. ale ja z usmiechem mowie, no super, fajnie, ze mowi jak mama. Zreszta mlody, to odrebny temat, mowi o mnie do innych, to ta pani, ktora mnie odbiera, smutne to.
Pozdrawiam i dzieki za wsparcie.

4 305

Odp: Być drugą i macochą
Mischella napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
Mischella napisał/a:

Witam wszystkie NetKobiety smile
Proszę Was o rady... konsultację... cokolwiek...

Wcześniej coś już pisałam, ale pozwolę sobie na słowo wprowadzenia,
Prawie 1,5roku mieszkam z "rozwodnikiem", regularnie w miare mozliwosci jest u nas Jego 2,5letni syn - dogadujemy sie bardzo dobrze, nawet nie wspomina o matce i to mnie troche zastanawia... Mało tego, kiedy mój R odwozi Małego do matki, ten piszczy i płacze, krzyczy, ze nie chce do mamy!!!  Uważam, ze należy zabierac i odwozić dziecko z pracownikiem socjalnym!?

Zawsze kiedy bierzemy Małego jest chory... katar, kaszel, dusi sie w nocy z kataru itp... teraz ma ostre zapalenie spojówek... Szanowna mama na  jesienno- zimowe dni wkłada małemu stópki i gołe nogi, rajstopek nie uznaje. Jak jest u nas mały tydzień to zdrowieje, jedzie do matki i to samo.....

Pani Ex znalazła sobie cłopaka- nareszcie, ale nic sie nie zmieniło, niekiedy bywa gorzej...

Alimenty - 700 zł na 2,5 letnie dziecko ?????????????? tak? moze ze mna coś nie tak, ale kiedy dziecko jest u nas 4dni, tydzień czasami tez wszystko kupujemy, bo szanowna mama daje dziecko w co jest ubrany i tyle, nie wiem moze to normalne, moze ze mna jest cos nie tak, ojciec dziecka tez nie zarabia Bóg wie ile by stac nas bylo na takie alimenty....
mamy pozyczkę, raty, opłaty.... chyba troche to sie mija z celem.

Moja propozycja brzmi by mój R założył sprawę:

o zmniejszenie alimentów ponieważ Ex znalazła pracę, przy tym przedstawić zarobki i wyciąg z banku, raty...
Ex jest bardzo dobrze sytuowana i na pewno krzywda jej sie nie stanie, zwlaszcza ze na pierwszysm miejscu stawiam dobro dziecka.

Sprawa o opieke nad dzieckiem poniewaz ex rząda by zabierac dziecko wtedy kiedy ona ma kaprys a jak chce zrobic na złosc to mówi, ze sąd orzekł co drugi weekend i sie rozłącza, a moj R pracuje w słuzbach więc siłą rzeczy nie moze sobie ot jechac na jej kazde zawołanie, choc ex sie wycwaniła i zawozi małego do rodziców mojego R...

Ogólnie ex rozdaje karty takie jakie jej pasują, ja niby uczestnicze we wszystkim, ale od dokumentów z sądu, wyroku moj R trzyma mnie z daleka i szczerze mówiąc zaczyna mi to śmierdziec....

Proszę Was kochane Kobiety o radę, bo moze rzeczywiscie gdzieś się pogubiłam i nie myślę logicznie...

Ja też bym się nie wtrącała. Tyle twojego, co tego dziecka z wami nie ma. Troska o niego obróci się tylko przeciwko tobie. Wierz mi, nie chcesz być pełnoetatową macochą. Nawet powiem, że te 700 zł miesięcznie warte jest twojego świętego spokoju.

Szczerze mowiac to mi naprawde nie przeszkadza dziecko, ciesze sie jak jest z nami, bawi sie i szaleje.... nie odbieram tego jako,ze " daje w kosc", moze dlatego, ze tak mi Go szkoda podchodze emocjonalnie, bo to tylko dziecko, a ex zrobila sobie z Niego karte przetargowa - suka.
Dziekuje Wam bardzo za rady, bardzo sobie je cenie. Dziekuje smile

Musze przyznac racje mojej poprzedniczce, ciesz sie, ze masz mlodego tylko na weekendy, ja jestem pelnoetatowa macocha i uwierz mi, ze nie jest latwo. Czyli ona rzadzi. Wspolczuje Ci, u mnie na poczatku bylo tak samo, ona dzwonila, on biegl na spotkanie z mamusia, zaczelam robic awantury. Ustalilismy, ze spotkania we wyorek i w piatek. Przyszedl wtorek, mamusia milczy, wiec tatus dzwoni i pyta czy mamusia zechce przyjsc na spotkanie, mnie szlag trafial. Pytam czy jak dziecko bylo z nia, to czy ona wydzwaniala zeby przyszedl po dziecko czy on sam chodzil, bo mu zalezalo. zrozumial, przyszedl piatek i cisza, mlody pyta czy bedzie spotkanie i prosi zeby tato zadzwonil, tato wytlumaczyl, ze to lezy w mamy gestii zeby sie spotkac. spotkania nie bylo, ale mamunia dzwoni w sobote i chce spotkania, tatus juz prawie sie zgodzil, ale wtracilam sie ja, ze miala szanse wczoraj i niestety musi czekac do wtorku. We wtorek nie zadzwonila, ale w srode i ja znowu walcze i wreszcie po ktoryms razie zaskoczyla i trzymala sie zasad ale tu trzeba miec zelazna konsekwencje. Skonczyly sie spotkania kiedy mamunia zglosola na policje, ze tatus pobil ja na spotkaniu i od tej pory sa spotkania pod nadzorem pracownika socjalnego, a W ma zakaz zblizania sie do niej. i mimo to, zlamal ten zakaz dwa razy jak nie stalam nad nim jak zandarm, juz mam dosc byc zandarmem. I jesli myslisz, ze jak mlody zamieszka z wami, to znikna problemy, to sie mylisz. Bedziesz od: prania, gotowania, prowadzenia do szkoly, od podawania lekow, od znoszenia fochow, moze sie zdarzyc, ze mlody bedzie na ciebie skarzyl do tatusia, ze jestes zla, ze mlody cie nie obchodzi (jak u mnie), a mamunia bedzie najcudowniejsza, bo bedzie co tydzien przynosila prezenciki, a ty bedziesz ta czepialska o mycie, o robienie lekcji, o odkurzanie. Ja wlasnie tego doswiadczam i uwierz mi, ze gdyby matka sie ogarnela, wolalabym miec mlodego na weekendy. ale w tej sytuacji dziecka na zatracenie nie dam.
Pozdrawiam.

4 306

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Boli Cię   że W  kontaktuje się  z matką syna -  to Cię męczy ? popatrz na to jak na chora  zagubiona kobietę ..
Trzymaj się

Absolutnie się z tym nie zgadzam! A dlaczego trzeba na Nią patrzeć jak na chorą kobietę??!! Ma to, co ma, na własne życzenie.
Wiele z nas wychowuje dzieci samotnie, bez wsparcia i jakoś potrafi zachowywać się godnie i nie ulegać słabościom.

Tendre ma wiele racji w tym co napisała:

Tendre napisał/a:

Życie bez zasad powoduje taki chaos w jakim obecnie twój W. jego była żona i jego dziecko się znalazło... a Ty razem z nimi...
Generalnie Ja nie należę do tych osób, które takim nieudacznikom jak Ex twojego W. skłonne są pobłażać.
Tłumaczenie, że jest słaba, ale jest matką uczy ją bezkarności i folgowania własnym słabościom - bo społeczeństwo ją rozgrzesza...

Pamiętajmy, że dziecko czuje się najpewniej, najbezpieczniej kiedy ma jasno określone zasady i granice. Matka dziecka swoim zachowaniem pokazuje Mu , że zasady są do dupy i że można je bezkarnie łamać. Dziecko wychowywane w takim chaosie nie poradzi sobie w końcu z tą sytuacją. Będzie Wam robić co raz większe problemy.
Radkadespe  bardzo dobrze , że reagujesz już teraz na te zachowania Pani EX. Bo po pierwsze: jeśli teraz przymkniesz na to oko, to sytuacja Cię w końcu przerośnie i na głowę wejdą Ci w  końcu wszyscy (W, Jego Ex i Ich syn). Po drugie: reagując już teraz - poznajesz od razu prawdziwe oblicze W, a to co On pokazuje teraz, nie wróży dobrze na przyszłość.
Nie popuszczaj bo dbając o przestrzeganie zasad już teraz , tworzysz fundamenty na przyszłość. Jak tych fundamentów teraz nie będzie , to prędzej czy później komuś z Was się uleje....

4 307

Odp: Być drugą i macochą
radkadespe napisał/a:

Ustalilismy, ze spotkania we wyorek i w piatek. Przyszedl wtorek, mamusia milczy, wiec tatus dzwoni i pyta czy mamusia zechce przyjsc na spotkanie, mnie szlag trafial. Pytam czy jak dziecko bylo z nia, to czy ona wydzwaniala zeby przyszedl po dziecko czy on sam chodzil, bo mu zalezalo. zrozumial, przyszedl piatek i cisza, mlody pyta czy bedzie spotkanie i prosi zeby tato zadzwonil, tato wytlumaczyl, ze to lezy w mamy gestii zeby sie spotkac. spotkania nie bylo, ale mamunia dzwoni w sobote i chce spotkania, tatus juz prawie sie zgodzil, ale wtracilam sie ja, ze miala szanse wczoraj i niestety musi czekac do wtorku. We wtorek nie zadzwonila, ale w srode i ja znowu walcze i wreszcie po ktoryms razie zaskoczyla i trzymala sie zasad ale tu trzeba miec zelazna konsekwencje.

I trzymaj się tego. Nawet za cenę nazwania Cię żandarmem. Jeśli popuścisz choć trochę , już po Tobie.

4 308

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Boli Cię   że W  kontaktuje się  z matką syna -  to Cię męczy ? popatrz na to jak na chora  zagubiona kobietę ..
Trzymaj się

Absolutnie się z tym nie zgadzam! A dlaczego trzeba na Nią patrzeć jak na chorą kobietę??!! Ma to, co ma, na własne życzenie.
Wiele z nas wychowuje dzieci samotnie, bez wsparcia i jakoś potrafi zachowywać się godnie i nie ulegać słabościom. ....

radkadespe napisała że matka młodego jest alkoholiczką - w tym sensie pisałam, bo to choroba .
Popatrzcie też na to oczami dziecka , on widzi tylko matkę a nie to co dorośli, że to nieodpowiedzialna kobieta .

kjim napisał/a:

Tendre ma wiele racji w tym co napisała:

Tendre napisał/a:

Życie bez zasad powoduje taki chaos w jakim obecnie twój W. jego była żona i jego dziecko się znalazło... a Ty razem z nimi...
Generalnie Ja nie należę do tych osób, które takim nieudacznikom jak Ex twojego W. skłonne są pobłażać.
Tłumaczenie, że jest słaba, ale jest matką uczy ją bezkarności i folgowania własnym słabościom - bo społeczeństwo ją rozgrzesza...

Pamiętajmy, że dziecko czuje się najpewniej, najbezpieczniej kiedy ma jasno określone zasady i granice. Matka dziecka swoim zachowaniem pokazuje Mu , że zasady są do dupy i że można je bezkarnie łamać. Dziecko wychowywane w takim chaosie nie poradzi sobie w końcu z tą sytuacją. Będzie Wam robić co raz większe problemy.
Radkadespe  bardzo dobrze , że reagujesz już teraz na te zachowania Pani EX. Bo po pierwsze: jeśli teraz przymkniesz na to oko, to sytuacja Cię w końcu przerośnie i na głowę wejdą Ci w  końcu wszyscy (W, Jego Ex i Ich syn). Po drugie: reagując już teraz - poznajesz od razu prawdziwe oblicze W, a to co On pokazuje teraz, nie wróży dobrze na przyszłość.
Nie popuszczaj bo dbając o przestrzeganie zasad już teraz , tworzysz fundamenty na przyszłość. Jak tych fundamentów teraz nie będzie , to prędzej czy później komuś z Was się uleje....

co do życia bez zasad się zgadzam... ale ja tu widzę problem w W - bo zasady jak piszesz są ustalone , ale on je łamie zasłaniając się jak zwykle to bywa u tatusiów dobrem dziecka.
Po swoim przykładzie wiem , że nasi partnerzy rzadko nas słuchają .. a częściej prowadza z nami wojny i awantury.... polecam spotkanie z psychologiem , pedagogiem który wyjaśni Twojemu W to co napisała Kjim - co jest ważne dla dziecka w takiej sytuacji.

4 309

Odp: Być drugą i macochą

No pewnie alkoholizm to choroba.
Ale jak ktoś ma cukrzycę to nikt go nie usprawiedliwia, że dziecko samopas zostawia...

Mam dość pobłażania alkoholikom, hazardzistom i życiowym łamagom. Mam dość słuchania tego, że ktoś może mnie obrażać, może niszczyć życie dziecku bo jest alkoholikiem.
Jest tylko jedna rzecz gorsza od alkoholika - stary alkoholi. Ileż to razy słuchałam daj spokój bo to alkoholik i starszy człowiek - trzeba mieć do niego szacunek i pomóc.
NIE - na szacunek trzeba sobie zasłużyć, a starość to żadna zasługa tylko naturalna kolej rzeczy.

4 310

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Boli Cię   że W  kontaktuje się  z matką syna -  to Cię męczy ? popatrz na to jak na chora  zagubiona kobietę ..
Trzymaj się

Absolutnie się z tym nie zgadzam! A dlaczego trzeba na Nią patrzeć jak na chorą kobietę??!! Ma to, co ma, na własne życzenie.
Wiele z nas wychowuje dzieci samotnie, bez wsparcia i jakoś potrafi zachowywać się godnie i nie ulegać słabościom. ....

radkadespe napisała że matka młodego jest alkoholiczką - w tym sensie pisałam, bo to choroba .
Popatrzcie też na to oczami dziecka , on widzi tylko matkę a nie to co dorośli, że to nieodpowiedzialna kobieta .

kjim napisał/a:

Tendre ma wiele racji w tym co napisała:

Tendre napisał/a:

Życie bez zasad powoduje taki chaos w jakim obecnie twój W. jego była żona i jego dziecko się znalazło... a Ty razem z nimi...
Generalnie Ja nie należę do tych osób, które takim nieudacznikom jak Ex twojego W. skłonne są pobłażać.
Tłumaczenie, że jest słaba, ale jest matką uczy ją bezkarności i folgowania własnym słabościom - bo społeczeństwo ją rozgrzesza...

Pamiętajmy, że dziecko czuje się najpewniej, najbezpieczniej kiedy ma jasno określone zasady i granice. Matka dziecka swoim zachowaniem pokazuje Mu , że zasady są do dupy i że można je bezkarnie łamać. Dziecko wychowywane w takim chaosie nie poradzi sobie w końcu z tą sytuacją. Będzie Wam robić co raz większe problemy.
Radkadespe  bardzo dobrze , że reagujesz już teraz na te zachowania Pani EX. Bo po pierwsze: jeśli teraz przymkniesz na to oko, to sytuacja Cię w końcu przerośnie i na głowę wejdą Ci w  końcu wszyscy (W, Jego Ex i Ich syn). Po drugie: reagując już teraz - poznajesz od razu prawdziwe oblicze W, a to co On pokazuje teraz, nie wróży dobrze na przyszłość.
Nie popuszczaj bo dbając o przestrzeganie zasad już teraz , tworzysz fundamenty na przyszłość. Jak tych fundamentów teraz nie będzie , to prędzej czy później komuś z Was się uleje....

co do życia bez zasad się zgadzam... ale ja tu widzę problem w W - bo zasady jak piszesz są ustalone , ale on je łamie zasłaniając się jak zwykle to bywa u tatusiów dobrem dziecka.
Po swoim przykładzie wiem , że nasi partnerzy rzadko nas słuchają .. a częściej prowadza z nami wojny i awantury.... polecam spotkanie z psychologiem , pedagogiem który wyjaśni Twojemu W to co napisała Kjim - co jest ważne dla dziecka w takiej sytuacji.

Sama jestem pedagogiem i po resocjalizacji, dlatego granice, konsekwencja i zasady to podstawa. W Pl bylam nauczycielka i kuratorem sadowym i nadzorowalam takie rodziny wiec jestem zaprawiona w boju. Tylko jesli w gre wchodzi uczucie, to wszystko wyglada inaczej. Rzucilam w Pl dobra prace, zamknelam wlasne mieszkanie i... obym tego nie zalowala. Z terapia to bardzo dobry pomysl, ale W sie nie zgadza, mowi, ze ja jestem najlepszym terapeuta.
Tendre 77 trafne spostrzezenie z ta cukrzyca, usmialam sie i poprawil mi sie humor, ja widze, ze ona swiadomie wykorzystuje swoja sytuacje, a jak wiadomo alkoholicy sa najlepszymi na swiecie manipulantami.

4 311

Odp: Być drugą i macochą

i jeszcze odnosnie tej wypowiedzi: "radkadespe napisała że matka młodego jest alkoholiczką - w tym sensie pisałam, bo to choroba .Popatrzcie też na to oczami dziecka , on widzi tylko matkę a nie to co dorośli, że to nieodpowiedzialna kobieta" .

Mlody doskonale wie kim i jaka jest jego matka, odnosi sie do niej bez szacunku, traktuje instrumentalnie, czasem mnie to przeraza. Nie jest ona dla niego autorytetem, ale ja kocha, czesto mlody przychodzi do mnie i mowi: powiedz mi jak to jest z .... bo pewnie mama znowu mnie sklamala. On wierzy w kazde slowo, ktore do niego powiem, jestem dla niego bardzo wazna. Jest trudno, ale sa tez pozytywne strony, celowo skupiam sie na negatywnych, bo nie radze sobie z sytuacja.
mlody nie mial szacunku tez dla ojca, typowa postawa roszczeniowa, wszystko mu sie nalezy i ma byc. Ja pokazalam mu jak ojciec ciezko na nas pracuje i zabronilam krzyczec mu na W, bo robil to czesto, obrazajac go przy tym. efekt jesli chodzi o dziecko jest ogromny. Dziwia mnie tez moje uczucia, bo chcialabym aby mlody byl przy matce, bo nie kocham go, czasem nawet go nie lubie, ale jak by mial isc na zatracenie, to dziecka nie oddam. Dziwne, sprzeczne uczucia. Jeszcze w tym jest moja 15 letnia corka, o ktorej jeszcze nie pisalam.
Milego dnia dziewczyny.

4 312 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-11-14 16:00:46)

Odp: Być drugą i macochą

Jak jesteś pedagogiem i kuratorem z praktyką, to o sytuacji dziecka nie musimy Ci nic tłumaczyć. Sama to wszystko wiesz najlepiej. Jeśli jednak zależy Ci na poprawnych relacjach z facetem ..... to My tu jesteśmy zaprawione w boju :-) Za wszelką cenę nie pozwól by łamał ustalone zasady. Z facetem jak z dzieckiem - ustalasz zasady i konsekwentnie, konsekwentnie i konsekwentnie żądasz Ich przestrzegania. 

radkadespe napisał/a:

ja widze, ze ona swiadomie wykorzystuje swoja sytuacje, a jak wiadomo alkoholicy sa najlepszymi na swiecie manipulantami.

Zgadzam się. Ale to nie tylko domena alkoholików. Wszystkie nieudolne ofiary życiowe zawsze znajdą sobie usprawiedliwienie w jakieś tam sytuacji: a to, że jestem słaby, bo miałem trudne dzieciństwo, a to, że przeżyłem-/am traumę, bo kiedyś w podstawówce ktoś mi połamał wszystkie kredki, jestem alkoholikiem, mam chory kręgosłup, bo tamto, bo sramto. . .
Nie pozwól, żeby W dał się manipulować popapranej kobiecie. Jeśli będzie to robił i będziesz widzieć, że nic tego nie zmienia, zwiewaj od takiego człowieka. Weź też pod uwagę, że Jego zachowanie ( pobłażanie i tłumaczenie zachowania Pani Ex) może świadczyć o współuzależnieniu. Wtedy, bez profesjonalnej pomocy nigdy Go z tego nie wyleczysz.

4 313

Odp: Być drugą i macochą

Jestem po rozwodzie, mój partner również, oboje mamy dzieci, ja mam w wieku szkolnym, on nastolatki.
No i niestety i mnie dopadł ten temat, czuje ze nie radzę sobie ze swoimi emocjami...jestem ze swoim partnerem od pół roku, planujemy wspólne zamieszkanie, a właściwie to ja sama to bardziej planuję, niż on, bo jak zapytałam ile musi minąć czasu aby zamieszkać ze sobą to nic nie odpowiedział, a ja przypuszczam, albo raczej wiem, ze jego starsza córka [20 lat] musi to najpierw zaakceptować, pobłogosławić nas jakby............... ja czuję się przez nią ignorowana, nie czuję, że mnie lubi, nie odpisuje mi, gdy o coś życzliwie pytam, czuję od niej sarkazm.
Młodsza córka ma 14 lat i jest spoko, lubię ją, bo jest bardzo szczera, otwarta i spontaniczna jak jej tato.
Szczęście w tym wszystkim jest to, że obie mieszkają w Irlandii z matką, pojechały tam 3 lata temu, po 7 latach wychowywania przez ojca, teraz mieszkają z matką. Do polski przyjeżdżają co 1-2 miesiące i czas kiedy jest starsza córka, jest dla mnie straszny, nie mam wtedy ochoty nawet kontaktować się z moim ukochanym, bo nie chce mu przeszkadzać w przebywaniu ze swoim dzieckiem.
Czekam z niecierpliwością na czas kiedy odjedzie do domu, bo wtedy ja jestem najważniejsza dla mojego mężczyzny, nie czuję odtrącenia.
A jutro właśnie jego córka sobie zażyczyła, aby zwolnił chatę, bo przyleciała, bo chce zrobić imprezę i tato ma nocować u mnie, oczywiście bym się zgodziła, gdyby nie to, ze następnego dnia już o 7.00 ma być w domu,
bo jedzie z nią do lekarza, nie chcę być w ten sposób wykorzystywana.

Ciężko jest zaakceptować siebie w kolejnym związku, z bagażem życiowym obojga....

4 314

Odp: Być drugą i macochą
romantyczkapl napisał/a:

Jestem po rozwodzie, mój partner również, oboje mamy dzieci, ja mam w wieku szkolnym, on nastolatki.
No i niestety i mnie dopadł ten temat, czuje ze nie radzę sobie ze swoimi emocjami...jestem ze swoim partnerem od pół roku, planujemy wspólne zamieszkanie, a właściwie to ja sama to bardziej planuję, niż on, bo jak zapytałam ile musi minąć czasu aby zamieszkać ze sobą to nic nie odpowiedział, a ja przypuszczam, albo raczej wiem, ze jego starsza córka [20 lat] musi to najpierw zaakceptować, pobłogosławić nas jakby............... ja czuję się przez nią ignorowana, nie czuję, że mnie lubi, nie odpisuje mi, gdy o coś życzliwie pytam, czuję od niej sarkazm.
Młodsza córka ma 14 lat i jest spoko, lubię ją, bo jest bardzo szczera, otwarta i spontaniczna jak jej tato.
Szczęście w tym wszystkim jest to, że obie mieszkają w Irlandii z matką, pojechały tam 3 lata temu, po 7 latach wychowywania przez ojca, teraz mieszkają z matką. Do polski przyjeżdżają co 1-2 miesiące i czas kiedy jest starsza córka, jest dla mnie straszny, nie mam wtedy ochoty nawet kontaktować się z moim ukochanym, bo nie chce mu przeszkadzać w przebywaniu ze swoim dzieckiem.
Czekam z niecierpliwością na czas kiedy odjedzie do domu, bo wtedy ja jestem najważniejsza dla mojego mężczyzny, nie czuję odtrącenia.
A jutro właśnie jego córka sobie zażyczyła, aby zwolnił chatę, bo przyleciała, bo chce zrobić imprezę i tato ma nocować u mnie, oczywiście bym się zgodziła, gdyby nie to, ze następnego dnia już o 7.00 ma być w domu,
bo jedzie z nią do lekarza, nie chcę być w ten sposób wykorzystywana.

Ciężko jest zaakceptować siebie w kolejnym związku, z bagażem życiowym obojga....

Hej, a na jak długo przyjeżdżają córki partnera ?
Skoro są co 1-2 miesiące, to bym ten czas wykorzystała dla siebie i swoich dzieci .
Córki , zwłaszcza ta dorosła nie muszą wcale Ciebie akceptować...ani Ty ich... nie mieszkacie razem..i ja bym się do tego nie pchała skoro już teraz czujesz złe fluidy... 20 latka z pewnością jest córeczka tatusia ..a Ciebie widzi jako konkurencję.
Z drugiej strony - skoro ojciec ma tak rzadki kontakt z córką .. to bym zrozumiała że te kilka dni chcą spędzić razem.
Piszesz że Ty wspominasz o wspólnym zamieszkaniu... a pomyślałaś co wtedy z odwiedzinami córek partnera ? będą w Twoim/waszym domu...
Poczytaj nasze historie... może scenariusze opisane przez nas ochłodzą Twoje zapędy do wspólnego mieszkania... ja mając tą wiedzę co teraz NIGDY bym się na to nie zgodziła bez twardych zasad i na moich warunkach... uważam że takie związki są bardzo trudne i dają więcej bólu niż radości zwłaszcza gdy partnerzy są zaślepionymi tatusiami ...

4 315

Odp: Być drugą i macochą
romantyczkapl napisał/a:

A jutro właśnie jego córka sobie zażyczyła, aby zwolnił chatę, bo przyleciała, bo chce zrobić imprezę i tato ma nocować u mnie, oczywiście bym się zgodziła, gdyby nie to, ze następnego dnia już o 7.00 ma być w domu,
bo jedzie z nią do lekarza, nie chcę być w ten sposób wykorzystywana.

Ciężko jest zaakceptować siebie w kolejnym związku, z bagażem życiowym obojga....

Bo związek dwojga ludzi to ciężka praca, a ludzi z bagażami to już harówka.

Informacje przekazywane przez pośrednika, przez sms-y itp. nie mają odpowiedniego zabarwienia emocjonalnego, brakuje tonu głosu, obrazu twarzy proszącego...
Może córka sobie nie zażyczyła, tylko poprosiła. Może ta propozycja wyszła od twojego ukochanego bo chce córce dogodzić...
Z doświadczenia wiem, że to co usłyszymy od osoby trzeciej nie zawsze jest tym co faktycznie miało miejsce. Abstrahując od tego masz prawo nie zgadzać się, możesz mieć inne plany, a że to nie twoje dziecko nie musisz jej iść na rękę.
Pytanie tylko, czy gdyby twój ukochany chciał przenocować, a rano jechać do pracy też miałabyś obiekcje? 

Zastanów się czy to faktycznie przeszkadza Ci, Upieranie się dla zasady spowoduje zwarcie na linii Ty - ukochany. Chcesz tego?
Z drugiej strony, ja też nie lubię czuć się jak narzędzie i nie chcę robić dobrze komuś.

No i najważniejsze, trafione poprzednie rady... nie pchaj się na siłę w tworzenie szczęśliwej rodziny i przyjaźń z starszą z córek. Po co? Trzymanie się od niej z daleka powoduje, że nie musisz nic dla niej robić, nie musisz się martwić relacjami, tym czy cię lubi czy nie.

A spotkania twojego lubego z dziećmi traktuj jakby wyjeżdżał w delegację, do pracy, na spotkanie z kumplami, odwiedziny u starej ciotki.... po prostu go nie ma, a Ty czas wykorzystujesz dla siebie. To zapewni ci zdrowie psychiczne.
Ja nie zadręczam się tym, że dobrze się bawi, bo ja też mogę się w tym czasie dobrze bawić. A przynajmniej jak wraca to czuje się stęskniony i zadowolony, więc szczęście rozciąga się na cały dzień.
A jeżeli bardzo cię to boli to mam jeszcze jeden sposób... wyobraź sobie, że pojechał na wyjątkowo nieprzyjemną gastroskopię... i już nie zazdrościsz smile ...

4 316 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-17 17:00:23)

Odp: Być drugą i macochą
romantyczkapl napisał/a:

Czekam z niecierpliwością na czas kiedy odjedzie do domu, bo wtedy ja jestem najważniejsza dla mojego mężczyzny, nie czuję odtrącenia.

romantyczkapl napisał/a:

planujemy wspólne zamieszkanie, a właściwie to ja sama to bardziej planuję, niż on, bo jak zapytałam ile musi minąć czasu aby zamieszkać ze sobą to nic nie odpowiedział

Błąd tkwi w tym, że traktujesz córkę twojego partnera jako rywalkę, a ona jest dzieckiem, wprawdzie dorosłym, ale to wy jako partnerzy jesteście na równym poziomie, a dzieci / pasierby muszą się podporządkować. Myślę, że masz zachwiane poczucie własnej wartości, nad czym musisz pracować w tedy zmieni się twoje postrzeganie tej dziewczyny, gdyż podobnie uważam, że wyolbrzymiasz jej niechęć do siebie i sama niepotrzebnie wyszukujesz uprzedzeń. Spróbuj spojrzeć na nią tak jakby była twoją córką. Miłość, która łączy rodzica z dzieckiem to zupełnie co innego niż miłość między partnerami i trzeba to rozróżnić. Ona niczego ci nie zabierze, czas spędzony samotnie możesz wykorzystać na siebie i swoje przyjemności, co pozwoli tobie zadbać o siebie, twoje dzieci, a partnerowi o córkę, a później możecie tą tęsknotę za sobą sobie wynagrodzić i wszyscy będą zadowoleni. Pokaż facetowi, że umiesz sobie sama radzić, nie uwieszaj się na nim, nie nalegaj do wspólnego zamieszkania, a w tedy on zacznie o to zabiegać. Ojciec rzadko widuje się z córkami i jak przyjeżdżają to jest to dla niego powód do radości, jest z nimi związany, bo je wychował i to dobrze o nim świadczy, dziel z nim tą radość to on będzie chciał dzielić swoje życie z tobą. Zrób jakiś miły gest dla tej dziewczyny, wyjdź pierwsza z inicjatywą, dla niej też to trudna sytuacja, jak nie dla niej to zrób to dla partnera, zobaczysz wdzięczność w jego oczach. I najważniejsze - jeśli okażesz serce jego córkom to on odwzajemni ci się w stosunku do twoich dzieci, a one są przecież na co dzień. W przeciwnym wypadku w nim też odezwą się złe emocje.
p.s.
Byłam taka sama, musiały minąć dwa lata żebym to napisała i naprawdę zrozumiała. Kiedyś to co pisała np. Ewarg przelatywałam tylko tekst oczami, a emocje się we mnie krzyczały. Do dzisiaj łapię się na starych nawykach, ale im więcej mam w sobie życzliwości tym więcej do mnie wraca. Jak nie mogę znieść pasierbów to idę na zakupy, wpraszam się na babskie party, albo pochłaniam książkę, po czym zatęsknię nawet za tymi urwisami i razem się bawimy i nikt nikomu nic nie wypomina czy nakazuje. No prawie, popełniamy błędy, ale wyciągamy z nich wnioski i się uczymy.
Powodzenia smile

4 317

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, ktos Ci sie wlamal na konto? Bo nie wierze, ze TY to napisalas big_smile

4 318 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-17 20:37:06)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Zazdrosna, ktos Ci sie wlamal na konto? Bo nie wierze, ze TY to napisalas big_smile

Łatwo jest komuś radzić, kiedy stoi się z boku i nie targają tobą emocje.
Nie jestem ideałem, milowy krok który zrobiłam to uwolniłam siebie od obowiązku zajmowania się młodym, olałam go i miałam go głęboko w czterech literach. Dosłownie kamień z serca mi spadł, jak jakieś katharsis. I to powiem wam, że tak naprawdę to ja sama czułam się w obowiązku matkowania temu chłopakowi, co wywoływało u mnie ogromną złość. Więc chłopak przestał dla mnie istnieć, był w domu, a ja go ignorowałam całkowicie. Kiedy miał przyjechać do nas jego brat ja zostawiałam M i sobie ten czas organizowałam sama. M się buntował, odgrażał, aż w końcu przyznał mi rację, że nie może mnie zmusić do przebywania z jego dziećmi. Mój stres, nerwy opadły, miło i sympatycznie spędzałam weekendy, nie wypominałam M, że ten czas poświęca dzieciom. Tu nastąpił duużżyyy ukłon z jego strony i poświęcony czas dla naszego związku. Starszy młody, ten co z nami mieszka kilka razy sam z siebie zrobił coś wyłącznie dla mnie. Najpierw nie mogłam tego zrozumieć, bo ja przecież najchętniej bym się go pozbyła, a on wychodzi do mnie z jakąś inicjatywą. I tak zaczęłam dostrzegać pozytywy mieszkania z nim. Takie rzeczy, że np mógł wyskoczyć do sklepu jak ja czegoś zapomniałam kupić, później pomóc mi przy obiedzie, bo za gotowaniem nie przepadam, wynieść śmieci, powiesić pranie. No i tak zauważyłam, że te dzieciaki mi już nie wadzą, a przynajmniej nie uciekam z domu przed nimi. Skupiłam się na sobie i robiłam wszystko tak jak bym robiła gdybym była sama w domu tzn. ćwiczyłam jak miałam ochotę, położyłam się do łóżka jak byłam zmęczona, poszłam do qumpeli na pogaduchy, nie gotowałam jak mi się nie chciało, guzik mnie obchodziło czy młody jest głodny, czy się uczy, czy biega po podwórku, to nie moje zmartwienie. Przestałam robić to wszystko, do czego czułam się zmuszona, zobowiązana i czego nie chciałam. Jak sytuacja staje się nerwowa, bo ex o coś się wpierdziela telefonami, to ja idę sobie na zakupy, bo to mnie przecież nie dotyczy. Nie sprawdzam młodemu ocen, nie gonię do szkoły jak wstać mu się nie chce, to wszystko zostawiam ojcu, który już nerwowo nie wyrabia, ale ja jestem spokojna, mam własne pociechy i na tym się skupiam. No i jakoś tak sama stałam się bardziej radosna i życzliwa w stosunku do młodych M. Jestem wolna, jestem sobą i dobrze mi tak smile

4 319

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Jestem wolna, jestem sobą i dobrze mi tak smile

No proszę smile jaka radykalna zmiana, super.
Zawsze mówię, że gdyby każdy dbał o własna pupę to każda pupa byłaby zadbana.

To powoduje, że sama dajesz sobie szczęście, nie oczekujesz, że ktoś Ci je da. Więc jesteś samowystarczalna i zadowolona, a jak jesteś zadowolono to jesteś życzliwie nastawiona do reszty. Reszta to widzi i też chce się  w twoim szczęściu pławić.
No i każdy facet chce mieć szczęśliwą, fajna babkę w domu a nie zrzędę. I uważam, że normalny facet woli mieć nie posprzątane i nie ugotowane ale za to dostać buziaka czy przytulasa smile

4 320 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-18 10:24:02)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Jestem wolna, jestem sobą i dobrze mi tak smile

No proszę smile jaka radykalna zmiana, super.
Zawsze mówię, że gdyby każdy dbał o własna pupę to każda pupa byłaby zadbana.

To powoduje, że sama dajesz sobie szczęście, nie oczekujesz, że ktoś Ci je da. Więc jesteś samowystarczalna i zadowolona, a jak jesteś zadowolono to jesteś życzliwie nastawiona do reszty. Reszta to widzi i też chce się  w twoim szczęściu pławić.
No i każdy facet chce mieć szczęśliwą, fajna babkę w domu a nie zrzędę. I uważam, że normalny facet woli mieć nie posprzątane i nie ugotowane ale za to dostać buziaka czy przytulasa smile

Dokładnie, wódki jej dać smile
Wiesz, teraz były urodziny M, mieliśmy mało czasu na przygotowanie imprezy, a ja zawsze w takich sytuacjach łatwo się denerwuję, bo miała być cała jego i moja rodzina. Wzięłam się za ogarnięcie mieszkania, a M za przygotowanie potraw. Tak dobrze mu szło, że dałam mu wolną rękę, nie wtrącałam się i on wszystko zrobił sam, pozostałe rzeczy kupił gotowe, a ja miałam dużo czasu, by się wyszykować. Nie byłam zmęczona, zła, wyglądałam znakomicie, a M był wniebowzięty. Goście chwalili kupione ciasta i przyrządzonego przez M podczas imprezy kurczaka z rożna. Tydzień później były urodziny brata M, jego żona uszykowała wspaniałe przyjęcie i wykwintne dania, ale ona sama była nieumalowana, biegała w t-shirtcie i jeansach. Zgadnijcie o czym gadali faceci? Z pewnością nie o pysznych kotletach, sałatkach czy serniku.
Zastanawiam się czy moja taktyka przejdzie teraz na święta smile

4 321

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Zastanawiam się czy moja taktyka przejdzie teraz na święta smile

Niech przejdzie na święta i zostanie za stałe smile

4 322

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Zastanawiam się czy moja taktyka przejdzie teraz na święta smile

Niech przejdzie na święta i zostanie za stałe smile

To byłyby pierwsze święta bez nerwów i kłótni. Uwielbiam wyroby i wypieki własnej roboty, ale może dla świętego spokoju warto się trochę poświęcić smile

4 323

Odp: Być drugą i macochą

"Bo do mężczyzny trzeba mieć podejście. Najskuteczniejsze zasadniczo jest podejście nago."     :-)



Tak mi się nasunęło :-)

4 324

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

"Bo do mężczyzny trzeba mieć podejście. Najskuteczniejsze zasadniczo jest podejście nago."     :-)

Ha Ha smile A dlaczego nie wykorzystywać naszych walorów, a ich słabości? Z pewnością nie będą mieli nam tego za złe smile

4 325

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

"Bo do mężczyzny trzeba mieć podejście. Najskuteczniejsze zasadniczo jest podejście nago."     :-)



Tak mi się nasunęło :-)

Dobre smile faktycznie najczęściej działa smile

4 326

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Na razie cieszę się stanem świeżo poślubienia.

Ceremonia w cerkwi była? Jeśli tak to jakie wrażenia o tej imprezie? Jestem ciekawa jak prawosławni zapatrują się na rozwody? Może i ja rozważę kwestię zmiany wiary, by mieć możliwość wzięcia ślubu kościelnego wink

4 327

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Na razie cieszę się stanem świeżo poślubienia.

Ceremonia w cerkwi była? Jeśli tak to jakie wrażenia o tej imprezie? Jestem ciekawa jak prawosławni zapatrują się na rozwody? Może i ja rozważę kwestię zmiany wiary, by mieć możliwość wzięcia ślubu kościelnego wink

Ślub był przed Urzędniczką USC ale nie w samym urzędzie. Prawosławie dopuszcza rozwody... Aczkolwiek poprzednie dwa małżeństwa też były w ichnim USC więc karta czysta.

Cerkiew będzie, nie wiem kiedy bo do tego trzeba więcej się przyłożyć, tzn zaświadczenia Biskupa i  inne cuda na kiju. Za to będą 2 wesela. wink

4 328

Odp: Być drugą i macochą

No i nadszedł czas na mnie...
Od roku jestem w związku z mężczyzną po rozwodzie. Ze związku tego ma córkę - 8 lat. Miał też syna, niestety nie miał roku jak zmarł. Później był rozwód...
Moja historia wygląda tak:
Od samego początku miałam rewelacyjne kontakty z córką mojego partnera. Cała moja rodzina wprost za nią przepada i to niestety jest mój problem. Okazuje się, że w oczach mamy za bardzo kocham jej córkę, za bardzo się troszczę, wysyłam za czułe smsy. I pewnie nie przejmowałabym się tym za bardzo, ale była bardzo chce ukarać za to mojego P. Od kiedy jesteśmy razem wspólnie podejmujemy decyzje, podpowiadam mu co powinien robić (kiedyś było tak: dawał kasę na to co chciała była, brał małą co 2 tygodnie i nie wtrącał się do niczego). Staramy się pokazać coś małej, zabieramy ją na wycieczki, zorganizowaliśmy jej urodziny itp., itd. Po wakacjach, które spędziła prawie całe u nas sytuacja stała się nie do wytrzymania. Była powiedziała, że córkę buntujemy, z niej robimy potwora a ja mam zły wpływ na dziecko. Dodała też, że dziecko będziemy mogli widywać już tylko raz w miesiącu. Kilka razy się z tego wyłamała, ale dziwnym zbiegiem okoliczności dziecko zawsze przywoziło listę zakupów do zrobienia, albo trzeba było dać kasę na coś. Nie chciała nam jej dać we wrześniu, żebyśmy zorganizowali jej urodziny. Po kilku nie miłych smsach zgodziła się, mała była wniebowzięta bo miała wyprawione urodziny. W domu niestety nie miała nic. Mój P zadecydował wspólnie z córką, że pieniądze które uzbierała zostają u nas w domu. No i to stało się solą w oku jej matki. Były pretensje, oskarżenia i wiele innych. Na kolejny weekend dostaliśmy dziecko razem z listą zakupów, którą mieliśmy zrobić z pieniędzy z urodzin. P zapytał córkę czy zgadza się na to, a ona ze nie chciałaby wydawać tych pieniędzy. To nam wystarczyło, zakupów nie było. Z własnych pieniędzy kupiliśmy tylko kilka drobiazgów. Matka szantażuje dziecko mówiąc np., że jak się przebierze w nasze ubrania - przygotowałam jej sukienkę (urodziny taty P) to nie będzie do nas jeździć. Daliśmy sprawę do Sądu o ustalenie kontaktów. Mamuśka niestety już zapowiedziała, że i tak jej dawać nie będzie. Już chwilami nie mam siły?

4 329

Odp: Być drugą i macochą

Następna roszczeniowa, żądna krwi jędza, która toczy wojnę, wykorzystując jako mięso armatnie własne dziecko.
Dorota1986 - niestety nic Ci nie podpowiem. No taki wredne pindy nie ma żadnego bata.

4 330

Odp: Być drugą i macochą

kjim - i to jest chyba najgorsze, człowiek nie ma nawet jak się bronić sad

4 331

Odp: Być drugą i macochą

Sąd, nie ma co się z durną babą patyczkować. Tylko dzieciaka szkoda, ma robioną wodę z mózgu..

4 332

Odp: Być drugą i macochą
Dorota1986 napisał/a:

No i nadszedł czas na mnie...
Od roku jestem w związku z mężczyzną po rozwodzie. Ze związku tego ma córkę - 8 lat. Miał też syna, niestety nie miał roku jak zmarł. Później był rozwód...
Moja historia wygląda tak:
Od samego początku miałam rewelacyjne kontakty z córką mojego partnera. Cała moja rodzina wprost za nią przepada i to niestety jest mój problem. Okazuje się, że w oczach mamy za bardzo kocham jej córkę, za bardzo się troszczę, wysyłam za czułe smsy. I pewnie nie przejmowałabym się tym za bardzo, ale była bardzo chce ukarać za to mojego P. Od kiedy jesteśmy razem wspólnie podejmujemy decyzje, podpowiadam mu co powinien robić (kiedyś było tak: dawał kasę na to co chciała była, brał małą co 2 tygodnie i nie wtrącał się do niczego). Staramy się pokazać coś małej, zabieramy ją na wycieczki, zorganizowaliśmy jej urodziny itp., itd. Po wakacjach, które spędziła prawie całe u nas sytuacja stała się nie do wytrzymania. Była powiedziała, że córkę buntujemy, z niej robimy potwora a ja mam zły wpływ na dziecko. Dodała też, że dziecko będziemy mogli widywać już tylko raz w miesiącu. Kilka razy się z tego wyłamała, ale dziwnym zbiegiem okoliczności dziecko zawsze przywoziło listę zakupów do zrobienia, albo trzeba było dać kasę na coś. Nie chciała nam jej dać we wrześniu, żebyśmy zorganizowali jej urodziny. Po kilku nie miłych smsach zgodziła się, mała była wniebowzięta bo miała wyprawione urodziny. W domu niestety nie miała nic. Mój P zadecydował wspólnie z córką, że pieniądze które uzbierała zostają u nas w domu. No i to stało się solą w oku jej matki. Były pretensje, oskarżenia i wiele innych. Na kolejny weekend dostaliśmy dziecko razem z listą zakupów, którą mieliśmy zrobić z pieniędzy z urodzin. P zapytał córkę czy zgadza się na to, a ona ze nie chciałaby wydawać tych pieniędzy. To nam wystarczyło, zakupów nie było. Z własnych pieniędzy kupiliśmy tylko kilka drobiazgów. Matka szantażuje dziecko mówiąc np., że jak się przebierze w nasze ubrania - przygotowałam jej sukienkę (urodziny taty P) to nie będzie do nas jeździć. Daliśmy sprawę do Sądu o ustalenie kontaktów. Mamuśka niestety już zapowiedziała, że i tak jej dawać nie będzie. Już chwilami nie mam siły?

Nikt nie zastąpi matki... i ta kobieta powinna cieszyć się, że jej córka ma w Tobie przyjaciółkę i jest szczęśliwa...
Ale zazdrość to uczucie bardzo silne i często zaślepiające zdrowy rozsądek. Ex jest zazdrosna o szczęście swojego byłego, do tego o dobre relacje - to bardzo częste, że chce dopiec swojemu byłemu, a że poprzez córkę... no cóż kto powiedział, ze inteligencja emocjonalna u wszystkich rozwija się wraz z wiekiem.

Na twoim miejscu zdystansowałabym się. W końcu jak pojawi się wasze wspólne dziecko, ten dystans może przyjść i tak naturalnie.
Może Ex po jakimś czasie ochłonie i przyzwyczai się do sytuacji, a wasze relacje wrócą do normy... w końcu mała nie zawsze bedzie taka mała.

4 333

Odp: Być drugą i macochą

Ja przyjęłam zasadę, że skoro matce dzieci nie zależy na ich zdrowiu psychicznym, to tym bardziej ja się tym nie zamierzam przejmować. Dzieci kiedyś Jej wystawią rachunek za takie wychowanie. Nauczy dzieci, słów "daj , bo mi się należy" to na pewno na starość nie usłyszy słów "kocham Cię", tylko, "nic mi już nie możesz dać to spadaj".

4 334

Odp: Być drugą i macochą

Nie chcę wystawiać opinii tej kobiecie, ale właśnie jest w ciąży z 6 dzieckiem (w tym to które już jest aniołkiem) i prawdopodobnie każde ma innego ojca. Brak słów...

4 335

Odp: Być drugą i macochą

Niezły kobieta ma wynik... Podziwiam... Z drugiej strony może hormony jej szaleją.

4 336

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Niezły kobieta ma wynik... Podziwiam... Z drugiej strony może hormony jej szaleją.

Chciałabym, żeby tak było. Te kilka miesięcy wytrzymam smile

4 337

Odp: Być drugą i macochą

Czworo dzieci? Córka twojego partnera jest najmłodsza?
Każde z innym mężczyzną? I jeszcze zdążyła wyjść za mąż i się rozwieść?... ile Ona ma lat?... na to potrzeba czasu...

4 338

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Czworo dzieci? Córka twojego partnera jest najmłodsza?
Każde z innym mężczyzną? I jeszcze zdążyła wyjść za mąż i się rozwieść?... ile Ona ma lat?... na to potrzeba czasu...

Mój partner wziął z nią ślub kiedy miała już dwóch synów (każde z innym) - podobno zaszła w ciążę na złość matce. Urodziła im się córka, później syn. Rozwiedli się po śmierci syna. Potem ona związała się z jakimś facetem z którym ma 1,5 roczną córkę i teraz znów jest w ciąży podobno z tym samym, ale z nią nigdy nie wiadomo. Wczoraj np. napisała mojemu partnerowi, że syn nie był jego dzieckiem bo po ślubie cały czas go zdradzała. Ma 30 lat. Dodam, że ona nie pracuje i mieszkają w jednym pokoju, małej antresoli i kuchni.

4 339 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-20 13:46:41)

Odp: Być drugą i macochą
Dorota1986 napisał/a:

Ma 30 lat. Dodam, że ona nie pracuje ...

Po co jak od każdego ojca ma alimenty, to taki sposób na łatwe życie, znam takie panienki.

Moje piękne pisanie wzięło w łeb, zbliża się TEN weekend, a ja już cała w nerwach. Nawet nie wiem z jakiego powodu. Chyba dlatego, że M coś wypalił, że może moja mama, by przypilnowała jego dzieci w sobotę wieczorem, a ja się oburzyłam, bo co ona ma to tych dzieci!?

4 340

Odp: Być drugą i macochą

Twoi rodzice dla tych chłopaków to w sumie obcy ludzie.
A dlaczego M nie chce w opiekę "ubrać" swoich rodziców?

4 341 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-20 14:30:09)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Twoi rodzice dla tych chłopaków to w sumie obcy ludzie.
A dlaczego M nie chce w opiekę "ubrać" swoich rodziców?

Chciał żeby moja mama przyjechała do nas, bo my mamy sobotni wieczór zaplanowany. Pewnie odezwało się durne poczucie "pozbywania się" dzieci z domu. Powiedziałam mu, ze jak chce to jego mama może nas odwiedzić albo niech opiekunkę wynajmie.

4 342

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna ochlon smile.Przeciez bylo ostatnio dobrze .Dlaczego snujesz niepozytywne scenariusze ?
Wroc do wlasnych wpisow .Zobacz je .Poczuj ten dobry czas jaki was spotkal .
Moze spasuj z odwiedzinami tutaj .Czytajac historie innych dziewczyn zaczynasz sie nakrecac .Niepotrzebnie .Przerobilas je ,ale poszlas do przodu .Trzymaj sie tego ,co przerobiliscie smile.
Kochacie sie i to jest wazne .Trzymam kciuki za Was .I pisze to ja ex zona .

4 343 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-20 14:33:32)

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

Zazdrosna ochlon smile.Przeciez bylo ostatnio dobrze .Dlaczego snujesz niepozytywne scenariusze ?
Wroc do wlasnych wpisow .Zobacz je .Poczuj ten dobry czas jaki was spotkal .
Moze spasuj z odwiedzinami tutaj .Czytajac historie innych dziewczyn zaczynasz sie nakrecac .Niepotrzebnie .Przerobilas je ,ale poszlas do przodu .Trzymaj sie tego ,co przerobiliscie smile.
Kochacie sie i to jest wazne .Trzymam kciuki za Was .I pisze to ja ex zona .

Dzięki, tak masz rację. Brnę na oślep jak mucha do ognia.

4 344

Odp: Być drugą i macochą

Jeśli Twoja mama nie ma nic przeciwko żeby wyświadczyć Wam taką przysługę to nie widzę przeszkód. Grunt żeby dziecaki były w miarę grzeczne.

4 345

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Jeśli Twoja mama nie ma nic przeciwko żeby wyświadczyć Wam taką przysługę to nie widzę przeszkód. Grunt żeby dziecaki były w miarę grzeczne.

Nie znam całej historii Zazdrosnej, bo nie zdążyłam wszystkiego przeczytać, ale o tym samym pomyślałam. Dzieci nie są winne, że maja takich rodziców.

4 346

Odp: Być drugą i macochą
Dorota1986 napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Jeśli Twoja mama nie ma nic przeciwko żeby wyświadczyć Wam taką przysługę to nie widzę przeszkód. Grunt żeby dziecaki były w miarę grzeczne.

Nie znam całej historii Zazdrosnej, bo nie zdążyłam wszystkiego przeczytać, ale o tym samym pomyślałam. Dzieci nie są winne, że maja takich rodziców.

Może ja mam tylko takie podejście z tego powodu, że dla rodziców M moje dzieci nie istnieją. Wyłącznie moi rodzice czują się zobowiązani przy jakiejkolwiek okazji do traktowania dzieci po równo jeśli chodzi o jakieś upominki itp.

4 347

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Dorota1986 napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Jeśli Twoja mama nie ma nic przeciwko żeby wyświadczyć Wam taką przysługę to nie widzę przeszkód. Grunt żeby dziecaki były w miarę grzeczne.

Nie znam całej historii Zazdrosnej, bo nie zdążyłam wszystkiego przeczytać, ale o tym samym pomyślałam. Dzieci nie są winne, że maja takich rodziców.

Może ja mam tylko takie podejście z tego powodu, że dla rodziców M moje dzieci nie istnieją. Wyłącznie moi rodzice czują się zobowiązani przy jakiejkolwiek okazji do traktowania dzieci po równo jeśli chodzi o jakieś upominki itp.

To chyba wynika z tego, że jednak każdy ma inny charakter i nie zawsze potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie zawsze łatwo nam zaakceptować dzieci partnera, nie robić podziałów: moje, twoje i nasze. Powinnaś się tylko cieszyć, że masz rodziców o takim sercu. Kiedyś ktoś mi powiedział, że dobro dawane wraca do nas podwójnie. Wiem, że jesteś zła kiedy widzisz np. smutną minę dzieci. Porozmawiaj z partnerem na spokojnie, powiedz co Cię boli może porozmawia z rodzicami i zrozumieją w czym jest problem.

4 348

Odp: Być drugą i macochą
Dorota1986 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
Dorota1986 napisał/a:

Nie znam całej historii Zazdrosnej, bo nie zdążyłam wszystkiego przeczytać, ale o tym samym pomyślałam. Dzieci nie są winne, że maja takich rodziców.

Może ja mam tylko takie podejście z tego powodu, że dla rodziców M moje dzieci nie istnieją. Wyłącznie moi rodzice czują się zobowiązani przy jakiejkolwiek okazji do traktowania dzieci po równo jeśli chodzi o jakieś upominki itp.

To chyba wynika z tego, że jednak każdy ma inny charakter i nie zawsze potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie zawsze łatwo nam zaakceptować dzieci partnera, nie robić podziałów: moje, twoje i nasze. Powinnaś się tylko cieszyć, że masz rodziców o takim sercu. Kiedyś ktoś mi powiedział, że dobro dawane wraca do nas podwójnie. Wiem, że jesteś zła kiedy widzisz np. smutną minę dzieci. Porozmawiaj z partnerem na spokojnie, powiedz co Cię boli może porozmawia z rodzicami i zrozumieją w czym jest problem.

Ja znam ten ból, rodzina M będąc u nas na święta .. zrobiła masę prezentów dla jego syna .. że młody nie wiedział w co zaglądać.... ... a mój ...hmm ...no ...dorosły prawie jest .. musi sobie radzić z takimi odczuciami... Ale nigdy więcej się nie zgodzę na święta u nas w domu ... moja rodzina traktuje syna M jak pozostałe dzieci/ wnuki, ... przykre to .. ale cóż .. każdy jest jaki jest.
Ja trzymam dystans do rodziców M ... coraz większy .
Przeszkadza mi że wtrącają się w nasze życie, w mój portfel, w M .. pisałam , że matka M próbowała wymusić na M żeby sam podniósł alimenty ... i nie ważne że ex i tak nie wydaje na młodego...tylko na siebie... ale stała się przyjaciółką byłej teściowej... i kręci nią jak może ... wyciąga kasę .... nawet siostra M jest zszokowana że matka tak zmieniła zdanie...
no cóż .. takie życie.

4 349

Odp: Być drugą i macochą

Chciałam się z Wami podzielić inną sprawą... wiecie że ostatnio z M często się kłócimy .. prawie każda kłótnia jest pod flagą rozstania .. ostatnie ciche dni trwały 2 tygodnie ... nie rozmawialiśmy .. tylko pisaliśmy kilka maili z wzajemnymi żalami....... te wszystkie sytuacje doprowadziły do tego.. że nawet teraz pomimo  niby zgody.... nie rozmawiamy...
Ja ciągle twierdzę że nie rozwiązujemy problemów .. tylko zmęczeni je zostawiamy a one wracają jak bumerang...

Nawet jak chcę to zmienić to nie wiem jak, zawsze byłam wygadana, ale jak mam pogadać z M ...to mam jakiś opór... czuje się upokorzona... jak taka idiotka co w kółko gada o tym samym...
Poważnie to czuje wypalenie ... nie wiem... bezsilność .... nie umiem pogodzić się ze stanem jaki mamy...nie umiem tez odejść ...taki impas.

Zazdrosna ... Ty również dość często miewasz ostre sytuacje z Twoim M .. wyjaśniacie sobie ale i jest ok ?
Nie wiem , ale chyba ja nie potrafię odpuścić.. jak mi cos nie pasuje to nie umiem tego wyrzucić z głowy... jakbym taki chochlik miała co mi ciągle szepta... że on to ..że on tamto....

4 350

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ja znam ten ból, rodzina M będąc u nas na święta .. zrobiła masę prezentów dla jego syna .. że młody nie wiedział w co zaglądać.... ... a mój ...hmm ...no ...dorosły prawie jest .. musi sobie radzić z takimi odczuciami... Ale nigdy więcej się nie zgodzę na święta u nas w domu ... moja rodzina traktuje syna M jak pozostałe dzieci/ wnuki, ... przykre to .. ale cóż .. każdy jest jaki jest.
Ja trzymam dystans do rodziców M ... coraz większy .
Przeszkadza mi że wtrącają się w nasze życie, w mój portfel, w M .. pisałam , że matka M próbowała wymusić na M żeby sam podniósł alimenty ... i nie ważne że ex i tak nie wydaje na młodego...tylko na siebie... ale stała się przyjaciółką byłej teściowej... i kręci nią jak może ... wyciąga kasę .... nawet siostra M jest zszokowana że matka tak zmieniła zdanie...
no cóż .. takie życie.

To smutne, Twojemu synowi choć prawie dorosłemu mogliby dać nawet jakiś drobiazg. Ludzie są różni...
A co na to wszystko M? Jest za Toba czy raczej zgadza się z rodzicami? Ex jak widać wie gdzie powinna się zakręcić aby coś ugrać, pewnie na litość ją bierze mówiąc jak jej bardzo ciężko jest.

4 351

Odp: Być drugą i macochą
Dorota1986 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Ja znam ten ból, rodzina M będąc u nas na święta .. zrobiła masę prezentów dla jego syna .. że młody nie wiedział w co zaglądać.... ... a mój ...hmm ...no ...dorosły prawie jest .. musi sobie radzić z takimi odczuciami... Ale nigdy więcej się nie zgodzę na święta u nas w domu ... moja rodzina traktuje syna M jak pozostałe dzieci/ wnuki, ... przykre to .. ale cóż .. każdy jest jaki jest.
Ja trzymam dystans do rodziców M ... coraz większy .
Przeszkadza mi że wtrącają się w nasze życie, w mój portfel, w M .. pisałam , że matka M próbowała wymusić na M żeby sam podniósł alimenty ... i nie ważne że ex i tak nie wydaje na młodego...tylko na siebie... ale stała się przyjaciółką byłej teściowej... i kręci nią jak może ... wyciąga kasę .... nawet siostra M jest zszokowana że matka tak zmieniła zdanie...
no cóż .. takie życie.

To smutne, Twojemu synowi choć prawie dorosłemu mogliby dać nawet jakiś drobiazg. Ludzie są różni...
A co na to wszystko M? Jest za Toba czy raczej zgadza się z rodzicami? Ex jak widać wie gdzie powinna się zakręcić aby coś ugrać, pewnie na litość ją bierze mówiąc jak jej bardzo ciężko jest.

Wiesz jeszcze kiedyś myślałam że M jest za mną,,, albo po stronie prawdy.. ale po ostatniej sytuacji kiedy jego matka wyciągała informacje od młodego o nas i o mnie i interpretowała je jak chciała .. oczywiście robiąc ze mnie złą macochę... a tłumacząc swojego syna.. że to mój zły wpływ na niego.... M mówił że nie gada z matka bo nie będzie się z nią kłócił bo to w końcu jego matka ...wiem to doskonale że rodziców nie zmienimy. Nigdy też nie zabraniałam mu kontaktów z rodzicami, powiedziałam jedynie że nie życzę sobie by mówił na mój temat cokolwiek ... ostatnio jednak dotarły do mnie pewne informacje które wskazują że jego kontakty z matką się nie zmieniły. Jedynie nie chwali się nimi  przede mną...
Ja nie pytam, on nie mówi ...
Ta cała sytuacja między nami jest coraz cięższa ...więcej nas dzieli niż łączy.

4 352 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-11-21 15:57:40)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna ... Ty również dość często miewasz ostre sytuacje z Twoim M .. wyjaśniacie sobie ale i jest ok ?
Nie wiem , ale chyba ja nie potrafię odpuścić.. jak mi cos nie pasuje to nie umiem tego wyrzucić z głowy... jakbym taki chochlik miała co mi ciągle szepta... że on to ..że on tamto....

Średnio, co dwa tygodnie, gdy narasta u mnie napięcie przed wizytą drugiego syna M wystarczy malutki pretekst byśmy skoczyli sobie do oczu, czasem nawet częściej, gdy żremy się z powodu wzajemnego egzekwowania obowiązków naszych dzieci lub inne jakieś zdarzenie, które ich dotyczy. Najczęściej przez pół dnia piszemy do siebie złośliwe smsy, aż niekiedy są one na poziomie małego dziecka. Powiedziałabym, że głównie ma to chyba na celu oczyszczenie atmosfery z naszych bolączek. Ja tak naprawdę długo nie noszę urazy w sobie i szybko zapominam o użytych w złości słowach, M dłużej się dąsa, ale raczej nie trwa to dłużej niż jeden, maksymalnie dwa dni. Głównie to ja przepraszam i wyciągam do niego rękę. Poza tym prawie nic nie zostaje rozwiązane. Poruszanie tematu po kilku dniach, by coś ustalić powoduje kolejną sprzeczkę, więc odpuszczam i robię nadal to co uważam za słuszne. Nasze nastawienie do siebie się tylko zmienia tak, że mamy już dość tych awantur i w końcu któreś z nas odpuści całkowicie, tak to widzę. Zdarza się, że kiedy M sobie wypije, chyba traci hamulce i potrafi z siebie wszystko wyrzucić obwiniając mnie o całe zło tego świata. Wczoraj też poleciało o kilka słów za dużo i M się do mnie nie odzywa. Bóg wie, czy nasza miłość przetrwa te zgrzyty, kiedy nie ma dzieci to wszystko jest w najlepszym porządku. Taki chaotyczny związek to dla mnie nowość, praktyczne, co tydzień słyszę od M, albo sama mu mówię, że to nie ma sensu. sad

4 353

Odp: Być drugą i macochą

Ja mam problem nie macochy a mojego męża i mojego partnera i mojego syna. Moj 7letni syn jest niepelnosprawny. Chodzi ale jest bardzo powolny kilka razy trzeba cos do niego mowic.  Zloszcze sie czasem na syna ale mąż strasznie go trakuje. Przeklina w jego kierunku o byle co sie czepia.  Nie moge juz twgo zniesc prosze zeby byl w stosunku do niego spokojny ale on swoje . Ja sie ciesze ze mąž niedlugo jedzie za granice odpoczniemy oboje.

4 354

Odp: Być drugą i macochą
babelus8 napisał/a:

Ja mam problem nie macochy a mojego męża i mojego partnera i mojego syna. Moj 7letni syn jest niepelnosprawny. Chodzi ale jest bardzo powolny kilka razy trzeba cos do niego mowic.  Zloszcze sie czasem na syna ale mąż strasznie go trakuje. Przeklina w jego kierunku o byle co sie czepia.  Nie moge juz twgo zniesc prosze zeby byl w stosunku do niego spokojny ale on swoje . Ja sie ciesze ze mąž niedlugo jedzie za granice odpoczniemy oboje.

Nie rozumiem dlaczego zdecydowałaś się na związek z facetem, który jest ojczymem dla twojego syna, a źle go traktuje? Pewnie powiesz, że kiedyś był dla niego bardziej wyrozumiały. Dlatego uważam, że jeśli istnieje najmniejszy cień wątpliwości nie należy decydować się na dalekobieżne plany. Przede wszystkim musisz dbać o dobro syna i swoje plany życiowe układać pod niego. Twój mąż musi zaakceptować was razem w pakiecie, albo nie wchodzić w taki związek wcale.

4 355

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Chciałam się z Wami podzielić inną sprawą... wiecie że ostatnio z M często się kłócimy .. prawie każda kłótnia jest pod flagą rozstania .. ostatnie ciche dni trwały 2 tygodnie ... nie rozmawialiśmy .. tylko pisaliśmy kilka maili z wzajemnymi żalami....... te wszystkie sytuacje doprowadziły do tego.. że nawet teraz pomimo  niby zgody.... nie rozmawiamy...
Ja ciągle twierdzę że nie rozwiązujemy problemów .. tylko zmęczeni je zostawiamy a one wracają jak bumerang...

Nawet jak chcę to zmienić to nie wiem jak, zawsze byłam wygadana, ale jak mam pogadać z M ...to mam jakiś opór... czuje się upokorzona... jak taka idiotka co w kółko gada o tym samym...
Poważnie to czuje wypalenie ... nie wiem... bezsilność .... nie umiem pogodzić się ze stanem jaki mamy...nie umiem tez odejść ...taki impas.

Zazdrosna ... Ty również dość często miewasz ostre sytuacje z Twoim M .. wyjaśniacie sobie ale i jest ok ?
Nie wiem , ale chyba ja nie potrafię odpuścić.. jak mi cos nie pasuje to nie umiem tego wyrzucić z głowy... jakbym taki chochlik miała co mi ciągle szepta... że on to ..że on tamto....

No dobrze, ale pomimo kłótni i pozornego zawieszenia broni, nie oczyściliście atmosfery, nie rozwiązaliście spraw spornych... to wszystko nadal istnieje, wisi w powietrzu, gryzie was od środka.
Zgoda? Jaka zgoda? Na co zgoda? Masz rację, że nazywasz to zawieszeniem broni, by nabrać oddechu przed kolejnym starciem.

W każdym związku są kłótnie, ale ich celem jest zmiana tego co złe, wypracowanie kompromisu, w innym przypadku to nie ma sensu, bo jaki? Ranić się wzajemnie? Wyładować emocje? I wrócić do punktu wyjścia?
Można i tak, ale Tobie nie o to chodzi.

Nie umiesz odejść bo jeszcze się łudzisz, że można naprawić związek w który tyle zainwestowałaś. Bo nie było impulsu, który brutalnie by to zakończył.
Ale z Twoich opisów widać, że nie ma płaszczyzny do porozumienia, nie ma chęci do kompromisu a to nie wróży dobrze.

Posty [ 4 291 do 4 355 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 65 66 67 68 69 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026