Witajcie Kobietki
Mam powzny problem, potrzebuję ... właściwie sama nie wiem.. wsparcia, kopa w 4 litery... zrozumienia.
Poznalam go 1,5 roku temu. On był 4 msc po cięzkim rozstaniu z byłą, z która ma dziecko, a ja ze swoim po 2 msc.
Od razu zaiskrzyło, totalne szaleństewo.
Jego była, z która był bardzo... bardzo długo, zdradziła go i oszukiwała, odeszła z dzieckiem do innego, kiedy On zarabiał na rodzinę (bardzo dobrze zarabia, a ten jej nowy to wg mnie etetowy bezrobotny).
Nasza sielanka trwała, mój były trochę mnie męczył, ale zrozumiałam, że zupełnie do siebie nie pasowaliśmy. Natomist była mojego nowego partnera jak tylko dowiedziała się, że on kogos poznał, zaczeła delikatnie dawać znac, że ten jej nowy to chyba jednak nie ten. Nigdy nie przyznała się do błędu, nie przeprosiła. Przeliczyła się w tej miłosnej bajce, ona pochodzi z kiepskiej rodziny, wiedziała dobrze, że nie wyrwie się z niej wiazac się z facetem bez przyszłosci. No ale coż jak ona to stwierdziła, miłośc jest ważniejsza. Zamieszkali razem na stancji i wydawało mi się, że będzie spokój.
Ja natomiast jestem inna osobą, mam dobra prace, niczego mi nie brakuje, mam swój dom, jełsi będzie jakis problem to poroadze sobie sama. Jego dziecko zupełnie nie stanowi dla mnie problem, ja lubie dzieci one lubią mnie, chociaz nie mam swoich. Mała polubiła mnie i chyba to się nie spodobało jej matce.
Mój obecny chyba nie widział dyskretnych sygnalow, jakie dawała jego była, że ta jej nowa bajka to chyba nie to, i że skazuje dziecko na beznadziejne zycie.
Zakochalismy sie w sobie bardzo, ja mam juz swoje lata, on też, ale uwazam, że to najlepszy czas jaki doświadczyliśmy.
No więc mineło 1,5 roku ... Harleqin sie skończył , jego była napisała mu, ze mieszkaja same, ona nie ma pracy... jej piękny sie wyprowadził i jak ona nie znajdzie pracy do końca miesiąca to one nie będa miały gdzie mieszkacJemu bardzo zalezy na dziecku , jest bardzo dobrym ojcem...
I tu pojawia sie problem... ja i on chcemy zyć w dobrych warunkach, mamy jakies plany... jego była i jego dziecko będzie żyło skromnie i biednie... bo nie będzie jej stać na to, co on może małej zapewnic....bardzo dobre warunki zyciowe. On zapewnia mnie o uczuciu... bardzo... i ze do niej nie wróci... ale ja nie wiem teraz jak te sytuacje ugryźć... nie wierze, ze po tak długim czasie bycia razem i mając do siebie dziecko, on juz kompletnie do niej nic nie czuje...
czy go wspierac... czy... chcę go wspierać...bo bardzo mi na nim zalezy, ale mam burze w głowie, sama chcę załozyć rodzinę miec dzieci, byc pewna...
ja wiem, że ona będzie chciala do niego wrócić.... bo jeśli nie dla dobra dziecko.. to chociazby po to, zeby mała miała dobre warunki zyciowe.... czuję, że nie będe mogła pokazywac zlości, bo ta będe ta najgorszą, bo przeciez on tylko o dziecku myśłi... ale jednoczesnie skoro dziecko to i matka musza miec dobrze...