metaksa napisał/a:Tak, moze bedzie Ci przez moment nienajlepiej, ale spojrz na kjm i bierz przyklad
A na M swiat sie ani nie zaczyna, ani nie konczy. Glowa do gory!
Kjim to nie najlepszy przykład niestety. Dwa miesiące płaczu, tęsknoty, drżenia, suszenia poduszki itp. (ale przynajmniej triceps mi się poprawił i brzuch wyszczuplił - siłownia swoje zrobiła).
Ale do rzeczy. Zazdrosna już wie, czas podzielić się z Wami. Chociaż publiczny lincz pewnie gotowy.
Po prawie dwóch miesiącach, mój partner (Ex partner - jak kto woli) robi kolejne come back. Mówi, że teraz już wie jakiej rodziny pragnie, za kim tak naprawdę tęskni, kogo brakuje mu najbardziej. Ponieważ jest świadomy tego, że nie potrafi pogodzić roli ojca z rolą partnera, rezygnuje z wizyt dzieci, rezygnuje z kontaktu, bo tak naprawdę nigdy tego nie chciał. Jak twierdzi , wypełnianie obowiązków związanych z dziećmi to było zadośćuczynienie dzieciom, to był strach "co ludzie powiedzą" , to był nacisk ze strony jego rodziców, bo tak MUSI być i koniec. To od Niego zawsze wymagano bycia rodzicem, bo Matka tych dzieci to kulawa istota. Tylko tak naprawdę ta "kulawa istota" od trzech lat jakoś sobie radzi . Oczywiście kosztem wszystkich dookoła a dotychczas kosztem swojej mamy , M i mnie - ale jakoś sobie radzi. M stwierdził, że chce odbudować moje zaufanie, chce być szczęśliwy ze mną a przy okazji pozbyc się ciężaru który od trzech lat był Mu narzucany przez rodzinę i opinię społeczną (bo przecież ojciec nie może porzucić swoich dzieci). Ograniczył kontakt z dziećmi do 0 i oczekuje, że wpadnę Mu teraz szczęśliwa w ramiona i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Tylko po 1: ja już się trochę z Niego wyleczyłam,
po 2: nie rozumiem, jak można było przez trzy lata oszukiwać wszystkich ( w tym mnie) że zależy Mu tak bardzo na dzieciach, skoro tak naprawdę robił to wszystko z poczucia obowiązku, "pod publiczkę", a nie z potrzeby serca,
po 3: nie wierze w to jego "i żyli długo i szczęśliwie" bo Pani Exowa na rzęsach stanie a do tego nie dopuści
po 4: nie wiem czy moje sumienie pozwoli mi zasypiać spokojnie wiedząc , że są dzieci, które tęsknią za swoim ojcem (jak twierdzi M, nie podjął tej decyzji ze względu na mnie, tylko ze względu na to, że od dawna męczyło Go życie w dwóch rodzinach jednocześnie, ale bał się do tego przyznać i Jego męska duma Mu na to nie pozwalała)
po 5: Jego decyzja rodzi ogromne konsekwencje społeczne, zerwanie kontaktów z rodzicami, potępienie społeczne, życie z wyrzutami sumienia (moim zdaniem), Jego zdaniem - "ma to w dupie, bo zależy Mu tylko na nas"
I od dwóch tygodni żyję w zawieszeniu i nie wiem co mam Mu na to wszystko odpowiedzieć.
Teraz czekam na lincz z Waszej strony, bo wychodzi na to, że swoją postawą (choć wprost nigdy Mu tego nie powiedziałam) swoją postawą doprowadziłam do tego, że On chce olać swoje dzieci i (jak twierdzi ) zacząć w końcu normalnie żyć.