wątek się zrobił dzieciato-nastoletni to i ja się wypowiem
doświadczeń pachworkowych nie mam, wychowywanie nastolatka to codzienność
mój syn jest bystrym chłopakiem, z dobrymi relacjami w grupie, lubianym, akceptowanym i o wysokim poczuciu własnej wartości.
ma jeden powazny problem, chociaż jego powagę widze głownie ja i dostrzegam zagrożenie - to gra komputerowa - jedna z tych najpopularniejszych sieciówek, w których gra się w grupie, jest się coraz lepszym i tak dalej. gra jest nie tylko postępowa - im więcej grasz tym lepszy jesteś - ale jest tez społecznościowa, tworzy relacje i drugie życie w sieci..
dla mnie gra syna, to taki nóż nad jego głową. moim zdaniem młody wykazuje cechy uzależnienia od gry. oczywiście, jak każdy uzależniony, sam się oszukuje, że nad tym panuje i tak dalej.... ale to tak na marginesie,
bo tutaj pojawia się sytuacja, w której ja i mó mąż różnimy się zupełnie w podejściu
ja mianowicie uważam, że nie uchronię młodego przed konsekwencjami gry
to znaczy uważam, że prędzej czy pózniej rozpierniczy coś ważnego w swoim życiu, bo się zapomni i gra stanie się najważniejsza. ponieważ jesteśmy opiekuńczymi rodzicami (mój mąż głownie), monitorującymi jego sytuację i kontrolującymi oceny (mó mąż- jA jestem przeciwna monitorowaniu sytuacji siedemnastoletniego byka...) ja zakładam, że to " zapomni się" przyjdzie, jak zacznie studia
nagle przestanie się sprawozdawać tacie, tata nie będzie go widywał co robi, więc pójdzie na całość. da dupy. tak czuję i tak sądzę.
jeślibyśmy odpuścili mu teraz, da dupy teraz. ponieważ jego instynkt samozachowawczy nie działa, konsekwencje z gry są trudne do przewidzenia, więc pewnie zawaliłby naukę, gdyby nie to, że zawalenie nauki oznacza dzisiaj nieprzyjemności i konsekwencje ze strony starych..
mówię to w nawiązaniu do pasierba zazdrosnej. Mówię o tylko mojej opinii, z którą nie zgadza się mó mąż- że dziecko w wieku 13-14 powinno pojmować, czym są jego obowiązki i jakie są konsekwencje ich zaniedbania. tobie zazdrosna trudniej, bo młody ma starszego brata, który jest złym przykłądem....
w konsekwencji ja się nie wtrącam w postępy szkolne mojego sdyna, nie zajmuje się kontrolą, sprawdzaniem - ale robi to mój mąż- i robi to z pobudek opiekuńczych - bo uważa, że w ten sposób mu "pomaga", bo przecież jak synuś dowiódł pod koniec ubiegłego roku szkolnego - że sam nie potrafi panować nad swoimi obowiązkami i dał plamę na koniec roku - to tata mu pomoże i zrobi to za niego. W sensie - synu, kocham cię, chcę dla ciebie jak najlepiej, chcę ci w zyciu pomagać, więc zamiast ciebie będe monitorował twoją sytuację, żeby cię w razie czego ostrzec zawczasu, jakbyś znowu miał dać dupy
\z tym wiąże się historia numer dwa:
ze względu na niskie oceny postanowiliśmy NIE UKARAĆ chłopaka, ale odebrac mu pewne przywileje -np. weyjazdy na wakacje za grube pieniadze rodziców. jak dla mnie - zasada jasna i czytelna
ale dla mnie oznaczała ona - jak chcesz jechać na obóz -zarób sobie, może ci połowę dołożymy..
jak chcesz mieć wakacje? zorganizuj je sobie...
dla mojego mmęża oznaczało to - całewakacje spędzasz z nami, nie mozesz pracowac, bo to by oznaczało, że nie mieszkasz w tym czasie z nami , a masz mieszkać z nami, bo mamy cię mieć na oku.. i tak dalej
jakie są konsekwencje? syn uznał, że to były najgorsze wakcje
kilka razy odbyły się spięcia, które poszły wszystkim w pięty
]traktował nas jak najgorszych wrogów- jak obcych ludzi - nie, nie obrażał, za dobrze wychowany 9zazdrosna?/ rozpoznajesz swoją córkę?/) ale traktował, jakbyśmy byli powietrzem - nasze uczucia niewazne, nasze potrzeby niewazne - jesteśmy zbędnym balastem w jego życiu, który mu przeszkadza normalnie żyć...
opowieśc powinna się toczyć
dalej i dalej
powinnam wam napisac jak doprowadziłam do konfrontacji, powiedziałam młodemu, jak się z tym czuje, powiedziałam, że to jego wybór
że ja wiem, jaką jestem matką i na co załużyłam
że ja wiem, że nie będe go błągac o uwagę
że jeśli będzie mnie kiedyś w życiu potrzebował (mnie... a nie czegoś ode mnie - to wazne) to wie, gdzie mnie szukać
powinnam wam napisac, jak doprowadziłąm do konfrontacji miedzy nim a ojcem, jak ustaliłam, że zamiast kar - okażemy zaufanie i tak dalej
ale wniosek jest inny dziewczyny-wazny, akceptowany przeze mnie, bo nieunikniony
mój prawie dorosły, prawie pełnoletni syn, chłopak z dużym zapleczem kompetencji społęcznych, z tego co obserwuję świetny przyjaciel, osoba lubiana, potrafiący się zachować w towqarzystwie, kulturalny na codzień młody człowiek - okazał się kawałkiem egoistycznego, egocentrycznego chamidła, dla którego włąsny kawał dupy i jego wygoda stały się podstawą do 'prawie zerwania" relacji z rodzicami. I wiecie jakie to wygodne - im bardziej do dupy w zyciu rzeczywistym.. tym bardziej fajnie w świecie wirtualnym.. gdzie szacun - bo poziom damond w grze, paczka kumpli i osiągnięcia....
i dla mnie ta nauczka-to, że mój prawie dorosły, niegłupi wcale syn - ustawił relacje ze swoją własną matką na zasadzie - niezbędnej tolerancji mojej obecności w jego zyciu bo póki co jestem mu po prostu przydatna - jako bankomat, logistyk dnia codziennego (zazdrosna?/ czy to postawa także twojej córki?/), była wazną lekcją w życiu
lekcją, która wyrównała moje relacje z włąsnym dzieckiem
tyle dajemy, ile otrzymujemy, nie więcej i nie mniej
moje dziecko pokazało mi, że jest gotowe wyjśc z poziomu relacji uczuciowych na poziom relacji - jedna duża firma zwana rodziną - i ja się na to zgadzam
rozumiecie?
może za jakiś czas podejdzie, powie do mnie coś ciepłego i mnie zauważy., może za jakiś czas będzie gotów na inne relacje
teraz jest gotów na takie
i wiecie co?
TO JEST OK
na tym etapie swojego życia mój syn doszedł z nami do pewnego kompromisu jeżeli chodzi o " jeszcze wspólne życie"
bierze to, czego potrzebuje i stabilnie oddaje to, czego oczekujemy
kiedyś rezygnował z karmień - po kolei, najpierw z porannego, potem popołudniowego, potem wieczonrego - ja dorastałam razem z nim.. to było naturalne
teraz zrezygnował z pewnych relacji - odciął pewne "połączenia" - ja dorastam wraz z nim i nie mam zamiaru włązić tam, gdzie mnie nie chcą i nie potrzebują
jestem zwolenniczką samodzielności, odpowiedzialności i konsekwencdji
ale nie tych stwarzanych przez rodziców, nie tych, które działają tylko wtedy, jak rodzic się dowie - (bo jak się nie dowie, to wolno to robić, bo nie ma konsekwencji)
jestem zwolenniczką konsekwencji prawdziwych.
i żeby było śmieszniej z moją postawą nie zgadza się mó mąż. ma silną potrzebe opiekowania się, kontrolowania, wspierania
żeby było smieszniej, mó mąż trzymany całe życie w ryzach toksycznych rodziców, przerażony wiecznymi karami, szlabanami, ograniczeniami - wyjechał na studia... każdy rok kończył komisami/poprawkami i w konsekwencji nie skończył studiów w swoim czasie.. potem to nadrabiał.. jak sam dojrzał, gdy przy jakies rubryce CV zaczęło mu byc wstyd, że wpisuje średnie a pięc lat był na studiach
mó mąż jest przykładem syna- którego włąsnie wychowuje
dlatego ja spodziewam się, że jak mó syn pójdzie na studia, to je zawali już na pierwszym roku, bo uwolni się od kontrolującego rodzica i poczuje wiatr w żaglach - a sam przeciez się samokontroli uczyć nie musi, bo tata robi to za niego
chciałam wam o tym opowiedzieć. pokazać, że w każdej rodzinie są takie problemy. czy matka, czy macocha - nasze widzenie swiata, dorosłości, odpowiedzialności - różni się bardzo...
wiesz co sądzę zazdrosna?
"przekaraliście" chłopaka
jemu nie zależy - bo to WY karzecie za niepowodzenia
a więc niepowodzenia nie są jego niepowodzeniami, ale waszymi
przecież, jak nie wiedzieliście o jedynkach - to nic się nie stało, prawda?
a jak się dowiedzieliście, to komputer został wyłączony??
więc problemem jest to, że wy wiecie, a nie, że dostał jedynki
tak myśla nastolatki.....'
mój syn postanowił się uczyć w tym roku (wielki pan) powiedział między innymi, że tak jak chceliśmy, te wakacje nauczyły go, że drugicvh takich nie chce
ale to nie prawda - powiedział to, bo mó mąż chciał usłyszec, że miał rację a młody dla świetego spokoju dał staremu siana
ja powiedziałam mojemu młodemu tak:
masz dwie oopcje - albo olewac szkołę i pogrywac z obowiązkami- i wtedy będziesz skazany na takich upierdliwych, wszetecznych starych nierozumiejących młodego pokolenia - ( a mamunia nie ma zamiaru - o czym synuś wie - płącić za płątne gówniane studia, albo utrzymywac nieroba w domu...)
albo się uczyć i wtedy nie dośc, że szybko uciekniesz z tej nędzy z rodzicami, to jeszcze starzy dołożą ci do zycia, jak będziesz studiował
tak więc - wybieraj, twój wybór, twoje małpy