netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 351 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 61 62 63 64 65 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 031 do 4 095 z 8 269 ]

4 031 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-11 14:59:39)

Odp: Być drugą i macochą
Nataliii napisał/a:

Troszkę tak to wygląda, Kiedy zaczyna się jakiś nie wygodny temat kończy się na tym że to ja byłam zła i niedobra. Ja rozumiem że jego to może wciąż boleć bo już na początku wiązał ze mną wielkie nadzieje...

Dla mnie to odwracanie kota ogonem. Już przy decyzji o powrocie do siebie powinniście ustalić reguły, że nie będzie już do tego wracać, wypominać przy kłótniach oraz wybaczyć sobie nawzajem. W innym przypadku to tylko granie na twoim sumieniu. Ja nie mam zamiaru cię o nic obwiniać, bo to zależy czy po tych 3 miesiącach związek był luźny, czy składaliście już sobie deklaracje indywidualności, czy postanowiliście być razem. To normalne, że na początku znajomości spotykamy się z kilkoma potencjalnymi partnerami zanim zdecydujemy się na coś poważniejszego i nie uważam tego za zdradę, bo na randki mogą chodzić dwie strony. Może go boleć twoja niewierność w przeszłości, ale to jego problem. Liczy się to, co jest teraz i na tym powinien się skupić.

4 032

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki dziewczyny, postaram się coś z tym zrobić, jedyne co moge to rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa...

4 033

Odp: Być drugą i macochą
Nataliii napisał/a:

Dzięki dziewczyny, postaram się coś z tym zrobić, jedyne co moge to rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa...

Spokojnie, krótko, rzeczowo, na temat i czekasz na efekty. Jeśli ich nie ma to jesteś dla niego obojętna (ale miła), zajęta, skupiona na sobie i przestajesz robić cokolwiek dla niego, bez słowa wyjaśnień, będzie wiedział o co chodzi. Efekt gwarantowany kiedy zatęskni za obiadkami i wszystkim co mu dajesz.

4 034

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna odbierz maila.

4 035

Odp: Być drugą i macochą

Hej Kobietki, co u Was ?
Kjim, jak się trzymasz ?

Natalii, jak weekend ?
Słonecznego popołudnia życzę.

4 036

Odp: Być drugą i macochą

hejka dziewuszki smile jak się macie?

u mnie kryzys tzn. w moim związku i to dość poważny, pierwszy taki sad  są przebąkiwania o rozstaniu).
Niewiem jak sobie z tym radzić, tzn. chciałabym porozmawiać z M, ale kompletnie niewiem jak przeprowadzić tą rozmowę, aby odniosła dobry skutek. Wiem, że przede wszystkim powinna być szczera, ale boję się, że jak już do niej dojdzie włączy mi się blokada i nie
powiem tego co bym chciała. Układam sobie w głowie plan, zarys takiej rozmowy i w myślach mam tyle do powiedzenia, wiem jak bym  chciała to powiedzieć, co przekazać M, ale jak przychodzi co do czego to mam hamulec. To jest normalne? Powtarzam sobie, że wygarnę wszystko co mnie boli, leży na serduchu i jaką mam wizję naszego życia. Wszystko mam w myślach dokładnie poukładane, ciężej w rzeczywistości.
Zastanawiam się czy wszystko ze mną w porządku, że nie potrafię do końca otworzyć się przed M i jaka jest tego przyczyna. Kurcze jesteśmy razem 4 lata i chyba nie powinnam mieć z tym problemu, a jednak... Dlaczego? Im dłużej tym powinno być łatwiej (teoretycznie)

Tak siedzę i się zastanawiam nad tym wszystkim... ehh....załapałam doła....

4 037 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-16 08:33:04)

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

hejka dziewuszki smile jak się macie?

u mnie kryzys tzn. w moim związku i to dość poważny, pierwszy taki sad  są przebąkiwania o rozstaniu).
Niewiem jak sobie z tym radzić, tzn. chciałabym porozmawiać z M, ale kompletnie niewiem jak przeprowadzić tą rozmowę, aby odniosła dobry skutek. Wiem, że przede wszystkim powinna być szczera, ale boję się, że jak już do niej dojdzie włączy mi się blokada i nie
powiem tego co bym chciała. Układam sobie w głowie plan, zarys takiej rozmowy i w myślach mam tyle do powiedzenia, wiem jak bym  chciała to powiedzieć, co przekazać M, ale jak przychodzi co do czego to mam hamulec. To jest normalne? Powtarzam sobie, że wygarnę wszystko co mnie boli, leży na serduchu i jaką mam wizję naszego życia. Wszystko mam w myślach dokładnie poukładane, ciężej w rzeczywistości.
Zastanawiam się czy wszystko ze mną w porządku, że nie potrafię do końca otworzyć się przed M i jaka jest tego przyczyna. Kurcze jesteśmy razem 4 lata i chyba nie powinnam mieć z tym problemu, a jednak... Dlaczego? Im dłużej tym powinno być łatwiej (teoretycznie)

Tak siedzę i się zastanawiam nad tym wszystkim... ehh....załapałam doła....

Asiulla, ja w takich sytuacjach siadam i piszę list, maila. Na początku mówię o swoich uczuciach do partnera, jak bardzo go kocham i ile dla mnie znaczy, a później opisuję to co mnie boli, czego potrzebuję. List daję tą przewagę, że wszystko możesz poukładać i na spokojnie przemyśleć zanim ktoś to przeczyta. Czasem zbawienna jest już sama forma wyrzucenia z siebie to co nam doskwiera i list wcale nie musi zostać odebrany przez odbiorcę. Szczerze polecam tą formę dialogu.

4 038

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna tą formę "rozmowy" już przerabiałam. Niestety skutek nie za bardzo. Chodzi mi bardziej o efektywną rozmowę, o to żeby odbiorca  wziął sobie do serca i rozumu to co mówię i żeby coś z tej rozmowy wynikło. Takie wyrzucenie z siebie swoich bolączek na papier owszem jest dobrą metodą na "samooczyszczenie" się, ale nie o to mi chodzi żeby sobie popisać, a po nim ma to spłynąć. Bo niestety w większości faceci są tak skonstruowani, że wysłuchają, przeczytają, ale to co im z tego pozostanie w głowie to już gorzej. Prawda jest taka, że nie nadają na tych samych falach co kobiety i inaczej postrzegają pewne sprawy.
Druga sprawa zazwyczaj jest tak, że np. ja mogłabym czasami jak się rozpędzę to książkę napisać, a dla faceta 1 strona to już za dużo-zasada im mniej tym lepiej.
Prawdę mówiąc próbowałam już metody słownej i listownej. Nie twierdzę, że kompletnie wszystko co mówiłam czy pisałam po nim spływało, ale nie było takiego rezultatu jaki chciałam osiągnąć. Może ja nie potrafię przekazywać pewnych informacji...
Kurde no nie rozumiem kochamy się, wbrew pozorom i sytuacji chcemy być ze sobą, ale każde z nas ma trochę inną wizję tego wspólnego życia i zasad jakie mają funkcjonować w związku. Ja jestem twarda w swoich przekonaniach i on też. Wiem, wiem powinnam trochę się nagiąć, ale jak już jestem skłonna to zrobić to M nie bardzo chce iść na ustępstwa. A ja się wtedy wrogo nastawiam, rzucam fochy i z dogadania nici. No bo skoro ja się chcę nagiąć, a on nie to jaki to sens? Głównym punktem zapalnym jest jego młody. M by chciał, abym była jego drugą mamusią, kochała go, miała do niego stosunek jak do swojego dziecka. Ale ja tego nie zrobię, a przede wszystkim nie chcę. Na początku było w miarę ok (sama to widzę z perspektywy czasu), byłam pełna wiary, że potrafię z tym faktem szczęśliwie żyć. Niestety życie, pewne fakty zweryfikowały to i coraz bardziej zaczęło mi to ciążyć. Na tą chwilę jedyne na co potrafię się zdobyć to zaakceptowanie faktu, że młody istnieje. Ale denerwuje mnie jego obecność, rozmowy o nim. Gdy jest u nas na maksa jak to tylko możliwe staram się nie angażować i nie uczestniczyć w jego pobycie, ale też nie jest tak, że jestem jakaś okrutna w jego stronę, jak młody o coś zapyta to normalnie odpowiadam, jak o coś poprosi to mu pomagam. Nie dokuczam mu, nie jestem w jego stronę nie miła czy złośliwa. Poprostu wycofuję się. Nie czuję potrzeby jakiegoś głębszego angażowania się w jego osobę.
Wiem, że widać różnicę w moim zachowaniu i podejściu do młodego z początków związku, a teraz. No ale tak mi się stało. Włączyła mi się jakiś rok temu blokada na niego i nie bardzo potrafię się przełamać. Coraz ciężej mi było i jest żyć z faktem, że młody to dziecko jego i ex.  Coraz bardziej bolało, że on i ona mają coś wspólnego. Bo my dzieci póki co nie mamy. Na początku wiadomo chcieliśmy się "dorobić", stanąć na  nogi, a dziecko nasze miało być później. Tylko tak sobie myślę czy teraz, w obecnej sytuacji to dobry pomysł. Posiadanie dziecka to powinna być świadoma decyzja obojga, a robienie dziecka "na siłę", czy "na zgodę" to chyba nie najlepszy pomysł. Zresztą M i ex już to przerabiali tzn. po ślubie po jakiś 3 latach zaczęło się psuć w małżeństwie, więc zrobili dziecko dla naprawienia i ratowania małżeństwa. Przetrwali jeszcze jakieś 4 lata, a małżeństwo i tak się rozpadło, nawet dziecko nie pomogło. M mówi, że chciałby cofnąć czas o 10 lat do tyłu i nie popełnić tego błędu jakim był związek z nią.
No więc same widzicie, że sytuacja nie wygląda zbyt kolorowo, a ja nie chcę się męczyć, zmuszać do czegoś.

Pewnie zjedziecie mnie, że okropna i bezduszna ze mnie osoba, jeśli chodzi o mój stosunek i podejście do młodego, ale nie będę się kolorować i opisałam sytuację jak naprawdę wygląda. No nie potrafię się przełamać w stronę młodego, okropnie boli myśl, że to jego i ex dziecko (połączenie jej i jego). Wiedziałam o tym od początku, ale naiwnie myślałam, że nie dojdzie nigdy do takiej sytuacji (gdybym wiedziała nie pakowałabym się w ten związek-naprawdę), że potrafię to dźwignąć i ogarnąć. A teraz niewiem jak sobie z tym poradzić, czy w ogóle sobie radzić, czy jest sens....

4 039

Odp: Być drugą i macochą

Asiulla, co właściwie chcesz przekazać swojemu facetowi? Nie musisz kochać jego dziecka, nikt nie ma prawa tego od ciebie wymagać. Takie blokady nie zjawiają się z nikąd, musisz skoncentrować się nad przyczynach i je starać się wyeliminować lub przynajmniej skupić się na tym co można zrobić, byś czuła się bardziej komfortowo. Przestań myśleć o przeszłości i twórzcie razem własną przyszłość. Lepiej mieć perspektywę przed sobą niż nawet najwspanialszą przeszłość za sobą, bo to co za nami jest już nie ważne. Ratowali małżeństwo i nie udało im się, nie masz im czego zazdrościć, bo ponieśli porażkę.

4 040

Odp: Być drugą i macochą

no właśnie zazdrosna o to tu chodzi, że mój M tego właśnie ode mnie wymaga i nie chce się pogodzić z tym, że tak nie jest i raczej nie będzie. Wychodzi z założenia, że skoro kocham jego to powinnam całą resztę...
Też staram się sobie tak to tłumaczyć, że porażka, że się nie udało, ale młody ciągle przypomina mi o przeszłości. Z jednej strony myślę, że nasze wspólne dziecko to dobry pomysł, ale chyba sytuacja byłaby podobna do ich, choć może nie całkiem do końca, bo teraz nie byłaby to próba ratowania naszego związku, a może scementowanie go (choć sama niewiem już jak to sobie wytłumaczyć), a z drugiej strony nie chcę aby M odebrał to jak w tamtym przypadku.

Napewno lekarstwem na moją blokadę nie jest zmuszanie się do zmiany nastawienia do młodego. A za moją zmianę winę po części ponosi M, jego zachowanie, rozpieszczanie i stawianie (choć nie zawsze) młodego na "piedestale". Więc jakie są przyczyny to ja wiem, tylko M zdaje się ich nie dostrzegać. A ja sama nie jestem w stanie ich wyeliminować. A co zrobić bym czuła się komfortowo? Ja wiem, tylko M nie bardzo to rozumie i nie potrafi ograniczyć i wyeliminować pewnych zachowań, co przyniosłoby pozytywny skutek.

4 041

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

no właśnie zazdrosna o to tu chodzi, że mój M tego właśnie ode mnie wymaga i nie chce się pogodzić z tym, że tak nie jest i raczej nie będzie. Wychodzi z założenia, że skoro kocham jego to powinnam całą resztę...
Też staram się sobie tak to tłumaczyć, że porażka, że się nie udało, ale młody ciągle przypomina mi o przeszłości. Z jednej strony myślę, że nasze wspólne dziecko to dobry pomysł, ale chyba sytuacja byłaby podobna do ich, choć może nie całkiem do końca, bo teraz nie byłaby to próba ratowania naszego związku, a może scementowanie go (choć sama niewiem już jak to sobie wytłumaczyć), a z drugiej strony nie chcę aby M odebrał to jak w tamtym przypadku.

Napewno lekarstwem na moją blokadę nie jest zmuszanie się do zmiany nastawienia do młodego. A za moją zmianę winę po części ponosi M, jego zachowanie, rozpieszczanie i stawianie (choć nie zawsze) młodego na "piedestale". Więc jakie są przyczyny to ja wiem, tylko M zdaje się ich nie dostrzegać. A ja sama nie jestem w stanie ich wyeliminować. A co zrobić bym czuła się komfortowo? Ja wiem, tylko M nie bardzo to rozumie i nie potrafi ograniczyć i wyeliminować pewnych zachowań, co przyniosłoby pozytywny skutek.

Nie ma co pakować się w dziecko, to nie cudowne lekarstwo, które sprawi, że facet zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeśli nie będzie chciał to nie zmieni się wcale. Dziecko to wyzwanie, które wywraca życie do góry nogami i potrzeba mocnych fundamentów, by to udźwignąć we dwoje.

4 042

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Też staram się sobie tak to tłumaczyć, że porażka, że się nie udało, ale młody ciągle przypomina mi o przeszłości. Z jednej strony myślę, że nasze wspólne dziecko to dobry pomysł, ale chyba sytuacja byłaby podobna do ich, choć może nie całkiem do końca, bo teraz nie byłaby to próba ratowania naszego związku, a może scementowanie go (choć sama niewiem już jak to sobie wytłumaczyć), a z drugiej strony nie chcę aby M odebrał to jak w tamtym przypadku.

To nie jest dobry pomysł... to bardzo zły pomysł... krytykujesz ich próbę ratowania małżeństwa, a u was to jeszcze gorzej.
Masz wątpliwości to zakończ związek a nie narażaj swojego dziecka na sytuację w której obecnie jest jego dziecko.
A myślenie, że to ich połączyło to droga do nikąd. Zazdrość , która nigdy nie zniknie, a będzie zjadała Cię od środka i zniszczy pozytywne uczucia.

4 043 Ostatnio edytowany przez NorPol (2014-09-17 09:49:48)

Odp: Być drugą i macochą

Asiulla proponuje pójść na terapie dla par. U mnie w związku było podobnie i wiem co czujesz. Ani ja, ani mój mąż nie chcielismy ustąpić. Ja młodej nie tolerowałam i dochodziło do tego, że samo wspominanie o niej mnie bolało, a obecnośc drazniła tak, że już dzień przed jej przyjściem byłam rozdrażniona i wkurzona. Tak się życ nie dało. Ani ja nie rozumiałam mojego jeszcze nie męża i nie chciałam zrozumieć czy pójśc na ustępstwa, ani on mnie. Wtedy zorganiozowałam kilka sesji u terapeuty par, a żeby do mojego to dotarło wybrałam jako terapeute faceta. Mój mąż jesty z tych co czasami kobiety traktuje w stylu "a gadanie bab i tyle". I pomogło. Terapeuta po wysłuchaniu mnie i jego, zrobieniu notatek, zadaniu dużej ilości pytań na wiele tematów, uświadomił mojego męża, że ja nie jestem matką młodej i on nie ma prawa wymagać ode mnie tego żebym była dla niej jak matka, kochała ją itd. Wyjasnił mojemu meżowi, że to nie ja jestem takim dziwadłem, że jako jedyna mam problem z akceptacja sytuacji, dziecka itd. Mnie tez dał cenne rady i rozmowa z nim dużo mi pomogła. Przede wszystkim pomaga tu fakt ze rozmawia się z kims bezstronnym, kto cię nie ocenia i nie stoi po żadje ze stron. Wysłucha nawet najgłupszych watpliwości.

To że jego i ex łączy dziecko jest i bedzie. nie zmienisz tego. Nie ma sensu zadreczać sie tym co było, dlaczego zrobili sobie dziecko, czy z miłości, czy z proby ratowania związku. Ono jest i tyle, a ich juz nie łączy nic poza nim. Nie myśl o tym, że to efekt ich wielkiej miłości bo się zadręczysz niepotrzebnie i będziesz tylko nakrecała.
Ja kiedy byłam w ciązy strasznie nakręcałam się na to, że mój mąż już nie przezywa tej ciązy tak jak ja, nie jest to dla niego takie łał jak dla mnie. Dręczyłam się tym, że pierwsza ciążę z ex tak przezywał jak ja bym tego chciała. On mi mówił co innego, a ja co innego. My kobiety potrafimy sobie zepsuc każda radośc zycia smile. Teraz wiem że to nie prawda. Inny czas, inna partnerka, często dojrzalszy i bardziej świadomy związek, szczególnie jeśli chodzi o facetów bo oni w wieku 20 kilku lat sa jeszcze totalnymi dziecmi. Nie ma jednej rady na pozbycie sie natrętnych myśli...niestety. chyba tylko czas w tym przypadku.

Zachodzenie w ciążę dla ratowania związku jest głupie i często źle sie kończy.
Nasze dziecko było planowane i chciane, nie było próba ratowania związku choc też nie wszytko było idealne. Mnie nasz synek pozwilił zupełnie inaczej spojrzeć na dziecko mojego męża. Miłośc do dziecka to cos czego nie da sie opisac i zrozumiec kiedy nie ma się własnego dziecka. Patrząc na moje dziecko nie patrze na nie tak jak kiedys patrzyłam na pasierbicę. wyobrażałam sobie ja jako owoc wielkiej miłości mojego męza i ex i to mnie bolało. Takie porównania zupełnie zanikaja. Na swojego syna patrzę jak na odrębna jednostkę. Te wszystkie watpliwości, porówniania, wyobrażenia którymi się zadręczałam znikają.  Przynajmniej u mnie tak było. Do tego posiadanie w domu dziecka swojego i dziecka męza sprawia że musisz starac sie byc sprawiedliwa dla obojda. Nie faworywować ani jednego i drugiego. Jak karac to sprawiedliwie jak nagradzac to tez sprawiedliwie. Ja niestety nadal nie potrafie córki mojego męza przytulac, całowac tak jak swojego syna czy nawet dzieci mojego brata. Mam blokade taką do niej i o tym wiem. Moj mąz to zaakceptował juz i o tym wie. Nie naciska, nie nalega tu on od tego jest. 

Nie wiem ile lat jesteście juz razem ale jeżeli jest gorzej niz lepiej to myślę że warto udac się na terapie. Jeżeli to nie pomoże przynajmniej będziesz wiedziała że zrobiliście wszystko.

4 044

Odp: Być drugą i macochą

Ratowanie związku dzieckiem - najgorszy pomysł na świecie. Trzeba być pewnym swojej decyzji i nie traktować dziecka jak koła ratunkowego. Chociaż nawet jak dziecko jest upragnionym, wyczekanym, zaplanowanym, świadomym dziełem - to i tak nie daje gwarancji , że związek przetrwa do śmierci (mówię z autopsji). Dziecko nigdy nie jest gwarantem tego, że scementuje związek dorosłych ludzi. A jeśli potem ma cierpieć (bo starym się JEDNAK nie udało), to lepiej dziecka na to nie narażać. Musisz być pewna, że dziecko to owoc miłości a nie koło ratunkowe.Żebyś później sobie w brodę nie pluła.

4 045

Odp: Być drugą i macochą

dzięki dziewczynki za wasze słowa... potrzebuję tego... już sama sobie nie radzę naprawdę...
zżera mnie niemoc, bezsilność... ja naprawdę chciałabym się zmienić, wiem, że moje zachowania krzywdzą i mnie i M.
To nie jest tak, że za wszelką cenę chcę z M dziecko, tak tylko czasami mi ta myśl przelatuje przez głowę. Może wtedy jak piszecie zrozumiałabym po części zachowanie i uczucia M. To prawda nie mam własnego dziecka to niewiem jakie to uczucia, odruchy. Czasami M mi powtarza jak mam jakieś uwagi na temat młodego, że nie wiem jak to jest, bo nie mam własnego. Ale to też działa w drugą stronę. M powinien wykazać chyba trochę więcej zrozumienia i spróbować postawić się w mojej sytuacji, zrozumieć mnie.
Niewiem może za wiele wymagam... Najpierw chciałabym poukładać nasze relacje, a dopiero potem świadomie i odpowiedzialnie mieć z M dziecko. Nie chcę ratować związku dzieckiem, nie.
Wina nie jest z powodu tego, że nie mamy dziecka, ale z powodu naszych charakterów, odmiennego podejścia do pewnych spraw. Taka sytuacja ciąży nam obojgu. Wiem, że jak tego nie naprawimy to nic nawet dziecko tego nie uratuje (takie myśli to w tych najbardziej krytycznych momentach się pojawiają).

NorPol czyli dobrze rozumiem, że Twoje odczucia względem dziecka M trochę się uspokoiły i zelżały jak pojawiło się wasze dziecko? Czy pomogła Ci terapia? Co tak właściwie ona wam dała? Czy coś zmieniła w Twoim podejściu do dziecka M?

Jesteśmy ze sobą 4 lata. Na początku jak to na początku było dobrze. Jakoś radziłam sobie z przeszłością M, ale z czasem zaczęło być gorzej, coraz bardziej mi ona ciążyła i ciąży. Myślałam, że sobie z tym poradzę sama, ale brutalna rzeczywistość pokazała, że jest inaczej. Staram się mówić M o swoich rozterkach, ale nie zawsze się rozumiemy i myślimy podobnie. Obaj jesteśmy zaborczy, uparci, a to doprowadziło do tego, że zabrnęliśmy w to wszystko chyba za daleko. Choć oboje chcielibyśmy być ze sobą. Narazie mamy na to siły, ale na jak długo to starczy? Nie chcę dojść do momentu, że mimo, że się kochamy to trzeba będzie się rozejść.

4 046

Odp: Być drugą i macochą

U nas ciezko mowic o terapii poniewaz my bylusmy tylko na kilku spotkaniach, ktore pomogly nam bardzo. Wygadalismy sie, wyrzucilusmy z siebie to co naz gryzlo a terapeuta pomogl nam zrozumiec swoje uczucia i wytlumaczyc co czuje ta druga strona.

Jezeli chodzi o mnie to mnie akurat po narodzinach naszego dziecka taka niechec do corki meza zelzala choc nie od razu. W pewnym momecie przestalo mnie to tak strasznie obchodzic I przestalam sie tak przejmowac tym wszystkim. Faktem jest ze corka mojego meza tez sie troche uspokoila pp tym co wyprawiala I moze tez dlatego to wszystko jakos sie wyprostowalo.
Stwierdzam jednak ze duzo zalezy od faceta. Ja sie balam ze maz bedzie troche olewal naszego zeby pokazac corce ze on nadal jest jej tatusiem. Na szczęście moj maz to madry facet  i rozegral to swietnie.

4 047

Odp: Być drugą i macochą

może nam też by starczyło wygadać się i poznać opinie bezstronnej osoby... spojrzeć na wszystko innym okiem, poznać opinię kogoś kto nie tkwi w tym bezpośrednio i ma neutralne podejście
Może któraś z was zna jakiegoś terapeutę w wielkopolsce?

NorPol jak możesz odczytaj mojego maila wink

4 048

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:

U nas ciezko mowic o terapii poniewaz my bylusmy tylko na kilku spotkaniach, ktore pomogly nam bardzo. Wygadalismy sie, wyrzucilusmy z siebie to co naz gryzlo a terapeuta pomogl nam zrozumiec swoje uczucia i wytlumaczyc co czuje ta druga strona.

Jezeli chodzi o mnie to mnie akurat po narodzinach naszego dziecka taka niechec do corki meza zelzala choc nie od razu. W pewnym momecie przestalo mnie to tak strasznie obchodzic I przestalam sie tak przejmowac tym wszystkim. Faktem jest ze corka mojego meza tez sie troche uspokoila pp tym co wyprawiala I moze tez dlatego to wszystko jakos sie wyprostowalo.
Stwierdzam jednak ze duzo zalezy od faceta. Ja sie balam ze maz bedzie troche olewal naszego zeby pokazac corce ze on nadal jest jej tatusiem. Na szczęście moj maz to madry facet  i rozegral to świetnie.

takie tez mam zdanie .
To oni przede wszystkim powinni chcieć pogodzić bycie ojcem z budowaniem i dbaniem o nową rodzinę..

4 049

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

To oni przede wszystkim powinni chcieć pogodzić bycie ojcem z budowaniem i dbaniem o nową rodzinę..

:-) Chyba zmienię swoją stopkę na to, co tu wyżej napisałaś.
Wszyscy nam wmawiają, że to My mamy zaakceptować faceta i Jego przeszłość, jego zobowiązania. W myśl zasady "widziały gały co brały".  O roli faceta i o tym , że to On powinien TEŻ starać się pogodzić przeszłość z teraźniejszością, nikt jakoś nie mówi.

4 050

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Wszyscy nam wmawiają, że to My mamy zaakceptować faceta i Jego przeszłość, jego zobowiązania. W myśl zasady "widziały gały co brały".  O roli faceta i o tym , że to On powinien TEŻ starać się pogodzić przeszłość z teraźniejszością, nikt jakoś nie mówi.

Jak sobie wyobrażasz życie z kimś nie akceptując jego przeszłości i zobowiązań? Tym bardziej, że to nie jest cos co da się uciąć i udawać że nie było, nie wracać do tego.
Oczywiście że my jako kobiety będące świadomie i dobrowolnie w związku z takim facetem musimy akceptować jego przeszłość i zobowiązania i to co się z nią łaczy na kolejne lata. Inaczej sie nie da normalnie zyć i byc szczęsliwym.

Facet musi to wszystko łaczyć i starać się. Ale tak jak my wymagamy od niego tak on tez ma prawo wymagac od nas. Trzeba wziąść również pod uwage, że taki facet stoi zawsze między młotem, a kowadłem. Z jednej strony my, kobieta którą kocha (przeważnie ma problemy z jego przeszłościa i jej żle), a z drugiej strony dziecko, które kocha (któremu też zle i jets nieszczęśliwe), a często jeszcze ex która ciosa mu kołki na głowie i wpływa często negatywnie na jego relację z dzieckiem. Ja nie uważam że o roli faceta nikt nie mówi, tylko męzczyźni nie pisza na forach, nie wylewają tyle żalu z siebie jak kobiety. Raczej trzymaja to w sobie, a my szukamy wsparcia. Bycie po drugiej stronie wcale nie jest takie proste, tylko jedna rzecz  jest łatwiejsza kocha sie i tu i tu, a kobieta musi radzić sobie z uczuciami do dziecka którego nie kochają w większości przypadkach, a często sa o to dziecko i to co się z nim łączy zazdrosne i to je boli. często tez nakręcamy sie i nie dajemy sobie przetłumaczyć i nie słuchamy tego co facet do nasmówi.
Co do zajmowania się dzieckiem faceta...nie jest to naszym obowiązkiem. Ale tez zyjąc z kimś i wiążąc się z  nim świadomie, wiedząc że ma dziecko i kontakty z nim musimy sobie zdawać sprawę z tego, że czasami zdarzy się sytuacja, że trzeba przez jakiś czas tym dzieckiem się zając. Odebrac ze szkoły itd. To jest naturalna rzecz. Nie można wyręczac we wszystkim ojca, jeżeli tak sie dzieje to znaczy że cos jest nie tak ale chyba z nami.

4 051

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:

Jak sobie wyobrażasz życie z kimś nie akceptując jego przeszłości i zobowiązań? Tym bardziej, że to nie jest cos co da się uciąć i udawać że nie było, nie wracać do tego.
Oczywiście że my jako kobiety będące świadomie i dobrowolnie w związku z takim facetem musimy akceptować jego przeszłość i zobowiązania i to co się z nią łaczy na kolejne lata. Inaczej sie nie da normalnie zyć i byc szczęsliwym.

Zgadza się NorPol dlatego napisałam wyraźnie i dużymi literami , że facet TEŻ powinien się starać to wszystko pogodzić. Czyli tak jak piszesz dalej w swoim poście:

NorPol napisał/a:

Facet musi to wszystko łaczyć i starać się. Ale tak jak my wymagamy od niego tak on tez ma prawo wymagac od nas.

Ale jeśli brakuje w tym wszystkim równowagi, to zawsze ktoś będzie nie zadowolony.

4 052 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-09-18 10:22:59)

Odp: Być drugą i macochą

ja np. od M usłyszałam kiedyś "skoro mnie kochasz to młodego też". Jak mu powiedziałam, że nic nie muszę, bo ani on ani nikt inny mnie do tego nie zmusi to zdziwiony był i stwierdził, że jego też widocznie nie kocham. Paranoja jakaś.
No chwila, to jakiś obowiązek kobiet wiążących się z dzieciatymi facetami? Często gęsto większość z nich właśnie z takiego założenia wychodzi. Faceci raczej nie pakują się w związki z dzieciatymi kobietami, jest raczej odwrotnie. A od nas wymagają Bóg wie czego.
Owszem wiedziałam w jaki związek się pakuję (ale gdybym tylko wiedziała jak to się potoczy to nie zdecydowałabym się), wiedziałam, że jego przeszłość będzie się za nami ciągła. O wszystkich konsekwencjach tego związku wiedziałam. Problem w tym, że potoczyło się inaczej, a to co wydawało mi się możliwe dzisiaj wygląda trochę inaczej.
Kjim słusznie napisała, że facet powinien starać się wszystko pogodzić. No przecież też wiedział na jaki związek się decyduje prawda? Mógł brać pod uwagę wszystkie za i przeciw, mógł zastanowić się czy temu podoła, czy pogodzi 2 światy. Być może też mu się wydawało, że się uda. Nie twierdzę, że nie. i tu właśnie w tym momencie powinny wejść w życie słowa kjim.
Ja wyraźnie powiedziałam M, że na tą chwilę jedyne na co mnie stać to życie z faktem, że ma dziecko. Nic poza tym. Nie pokocham go, nie będę na siłę próbowała tworzyć rodziny itp. On nie może tego ode mnie wymagać. posłużyłam się tym samym argumentem co on czyli słowami "skoro mnie kochasz to to zrozumiesz i zaakceptujesz". Na tą chwilę oswaja się z tym. Zobaczymy co z tego wyniknie.

A poza tym wydaje mi się, że już sam fakt bycia z  M i życie z nim to jakaś forma akceptacji jego przeszłości. Gdyby tak nie było to większości takich związków dawno przestałaby istnieć.

NorPol zgadza się, ich przeszłości nie da się wymazać, ale można zrobić tak by każda ze stron była zadowolona i jak najmniej odczuwała skutki uboczne takiego związku. Musi być zachowana równowaga.
Z tego co pisałaś też nie byłaś za dzieckiem M dopóki nie pojawiło się wasze. Myślę, że inaczej patrzysz na to wszystko z tej perspektywy, ale nie twierdzę, że nie masz racji. Coś jest w tym co piszesz.
Jak byś mogła opisz proszę swoje relacje z dzieckiem M na początku, gdy miałaś trudny czas. Jak wyglądały wizyty dziecka, jak Ty się zachowywałaś, o co najczęściej były kłótnie, jak zachowywał się M, jak funkcjonował wasz związek. Jak długo trwała taka patowa sytuacja, jak Ty sobie z tym radziłaś.

4 053

Odp: Być drugą i macochą

Mysłe że brak równowagi to kwestia dogadania się. Bo to co dla nas jest juz za duzo nie koniecznie może być przesyceniem dla innego.

Ja wiem co to znaczy siedzieć z dzieckiem więcej niz ojciec i matka razem wzięci. Tez to przechodziłam i tez się wściekałam. Tylko tez sama się w to zapędziłam od poczatku, potem dla wszytkich było to juz takie normalne, a mnie właśnie zaczeło przesadzać. Tylko, że wtedy już trudno to zmienić, a jak juz się zmienia to kosztuje to duzo nerwów i wojen ale uważam że wrato. Zyjąc z facetem z dzieckiem powinnysmy mu pomagac ale nie wyręczać.

4 054

Odp: Być drugą i macochą

Witam ponownie moje drogie Panie smile Wiec po kilku milczących dniach i trudnych rozmowach, chyba cała sytuacja się wyjaśniła, zrozumiał moje położenie w całej sprawie i jest zupełnie inny niż przed tym całym zamieszaniem. Teraz potrafimy normalnie rozmawiać, sądzę też że jego zaufanie do mnie wzrosło i nawet częściej mówi kocham. Sam nawet zaproponował że skoro już jesteśmy zaręczeni a cała sytuacja się normuje powinniśmy pomyśleć o sprawie ślubu i ustalenia jego daty. Jakoś do teraz nie moge wyjść z podziwu bo nigdy nie spodziewałam się że to wyjdzie z jego strony.... No więc jeśli facet chce......to potrafi, trzeba go tylko troszke do tego zmobilizować smile Jeszcze raz wszystkim Wam bardzo dziekuję za wsparcie!!!!

4 055

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

ja np. od M usłyszałam kiedyś "skoro mnie kochasz to młodego też". Jak mu powiedziałam, że nic nie muszę, bo ani on ani nikt inny mnie do tego nie zmusi to zdziwiony był i stwierdził, że jego też widocznie nie kocham. Paranoja jakaś.

W takim razie twój facet ma bardzo myle podejście i ktos powinien go wyprowadzić z tego błedu. I raczej ty tego nie zrobisz sama.

asiulla napisał/a:

NorPol zgadza się, ich przeszłości nie da się wymazać, ale można zrobić tak by każda ze stron była zadowolona i jak najmniej odczuwała skutki uboczne takiego związku. Musi być zachowana równowaga.
Z tego co pisałaś też nie byłaś za dzieckiem M dopóki nie pojawiło się wasze. Myślę, że inaczej patrzysz na to wszystko z tej perspektywy, ale nie twierdzę, że nie masz racji. Coś jest w tym co piszesz.
Jak byś mogła opisz proszę swoje relacje z dzieckiem M na początku, gdy miałaś trudny czas. Jak wyglądały wizyty dziecka, jak Ty się zachowywałaś, o co najczęściej były kłótnie, jak zachowywał się M, jak funkcjonował wasz związek. Jak długo trwała taka patowa sytuacja, jak Ty sobie z tym radziłaś.

U nas, a raczej u mnie juz wcześniej nastąpiła poprawa iu zaczeło to wyglądać inaczej. Pobraliśmy sie i było dobrze. Potem przyszeł czas na dziecko. Ja nauczyłam się radzic sobie z moimi emocjami i jego przeszłościa juz wczesniej choc w czasie ciązy znowu to do mnie wróciło bo ubzdurałam sobie ż eon tej ciązy nie przezywa tak jak pierwszej z ex.
Fakt jednak jest taki że moje dziecko pozwoliło mi spojrzec na młoda jai na zwykłe dziecko bez przypisywania jej moich wydumań i zazdrości o miłośc m i ex. Nie łacze jej juz z tym i nie przejmuje sie przeszłościa. Zaczełam żeyc naszym zyciem a nie ich.

Choc i teraz potrafi mnie młoda wkurzyc na maksa ale potrafi to i moje dziecko.

Moje relacje z dzieckiem M niby były dobre zawsze. Bo kryłam to co czułam. Na sama myśl ze ona do nas przychodzi juz chodziłam wsciekła, zła i nakrręcałam sie.
U nas cięzko mówić o wizytach bo ona u nas mieszkała i mieszka nadal. Wiec ja ja musiałam znosić cały czas, a po trzech dniach juz wysiadałam. Na szczęscie mój mąż jest na tyle mądrym facetem ż eto widział i sam gdzieś z nia wychodził pozwalając mi troche odpocząć choc nie zawsze mu to wychodziło. No i tez gdy dziecko u was jest pól miesiąca nie można ciagle z nim uciekać z domu. To było chyba najtrudniejsze.
Najczęstrze kłótnie były o to że ja nie lubie jego córki (co było prawdą choc sie do tego nie przyznawałam), o to że nie chce się nią zajmować (to było juz pózniej kiedy miałam dość siedzenia z nia sama) o ex, o to że robi wszytko jak ex chce (co tez było prawda) na szczęscie po jakimś czasie mój mąz to dostrzegł.

I to jest w tym wszystkim dziwne bo nasz związek poza tymi sytuacjami był super. Mamy wspólne pasje, dogadujemy sie i generalnie jest oki. Schody zaczynały sie gdy była młoda albo gdy ex próbowała rządzić.

4 056

Odp: Być drugą i macochą

http://demotywatory.pl/4329591/Bezstresowe-wychowanie

4 057

Odp: Być drugą i macochą

To powinno być jak katechizm dla każdego rodzica.

4 058

Odp: Być drugą i macochą

Przekaz mądry, niestety nie mam własnych dzieci i nie mam jak tego sprawdzic...:/

4 059

Odp: Być drugą i macochą

Cześć dziewczyny. Piszcie co tam u Was? Jak nastroje? Jesienne czy jeszcze nie? Mija prawie miesiąc roku szkolnego, jak sobie radzicie ze wszystkimi obowiązkami?
Chceuciekacstad - powiedz co u Ciebie. Dalej walczysz sama, czy coś się zmieniło?
Zazdrosna, Ewarg, Matisha, End_aluzja co u Was?
Pozdrawiam i miłego dnia życzę

4 060

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Cześć dziewczyny. Piszcie co tam u Was? Jak nastroje? Jesienne czy jeszcze nie? Mija prawie miesiąc roku szkolnego, jak sobie radzicie ze wszystkimi obowiązkami?
Chceuciekacstad - powiedz co u Ciebie. Dalej walczysz sama, czy coś się zmieniło?
Zazdrosna, Ewarg, Matisha, End_aluzja co u Was?
Pozdrawiam i miłego dnia życzę

Hej Kjim,
jest dobrze , a kysz.. byle nie zapeszyć ..
Im bardziej odcinam się od spraw M , nie przypominam , nie pytam , ignoruję .. tak jak np. sprzątanie pokoju jego syna - który wygląda jak po tornado... tym M bardziej się stara .
Musze zaakceptować to jaki jest - oczywiście na tyle by nie dać się sama wykorzystywać.
M się bardzo stara , ja się staram nie mieć pretensji, od razu mówię jak coś mi nie pasuję , ale nie wymówki tylko informacja.
i staram się nie myśleć czarnymi scenariuszami.. że coś będzie nie ok.. że ktoś się wpierdzieli(czyt. ex).. a jak nawet to przecież nas nie zabije to...
staram się widzieć te dobre rzeczy ... nie wiem jak długo mi się uda..
smile
http://psychologia-abc-rodziny.pl/news-jak-przestac-narzekac-i-zaczac-myslec-pozytywnie,nId,1484296

4 061 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 11:01:26)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Cześć dziewczyny. Piszcie co tam u Was? Jak nastroje? Jesienne czy jeszcze nie? Mija prawie miesiąc roku szkolnego, jak sobie radzicie ze wszystkimi obowiązkami?

Ogólnie ok, choć rok szkolny daje się we znaki. Młody M nałapał już 5 jedynek, ucieczkę z lekcji, niewyjaśnione nieobecności w szkole, kilka nieodpowiednich z zachowania, do tego notoryczne kłamstwa. Na dzień dzisiejszy ma karę na komputer, na tv, na wyjście na podwórko i zgadnijcie na czyjej jest głowie przez całe dnie? Goniony do lekcji zasypia przy nich, lub patrzy w sufit i ni w ząb się nie uczy. Co wieczór M przetrzepuje mu zeszyty (2 kl. gimnazjum!) i codziennie młody się wykłóca i przytacza swoje beznadziejne wymówki. Hitem sezonu jest 'nikt mnie nie rozumie'. Jesteśmy teraz na etapie, kto kogo przetrzyma i pierwszy ustąpi. Do tego odwieczny problem przygotowania sobie posiłku rano i do szkoły, na obiady też się wylewa, o myciu zębów już nawet nie wspomnę.
Trafia mnie, bo dla moich dzieci te wszystkie obowiązki są normalnością i nikt ich do tego nie goni.
Ostatnio musieliśmy załatwić kilka spraw poza miastem, młody pozostawiony w domu uciekał na podwórko. Gdy wzieliśmy go ze soba robił takie jazdy ze wstaniem rano, że naprawdę miałam go dość. Jak na razie się trzymam, ale jestem zmęczona tym dzieckiem. Matka oczewiśnie go nie bierze do siebie, pomimo wyznaczonych przez sąd widzień. W ten weekend zdwojona siła pasierbów u nas w domu sad Jak pozbyć się niechęci i negatywnego nastawienia do tych kilku dni? Ciekawa jestem jak M rozwiąże opiekę na chłopakami w sobotę, bo pewnie będzie musiał pracować. Chciałam z nim porozmawiać, by syna zamiast w piątek wziął w sobotę wieczorem, ale sama nie wiem, bo przymieżamy się do założenia ex sprawy o nieprzestrzeganie wyroku o kontakty z starszym młodym i wypada, by M też się trzymał tych ustaleń.

4 062

Odp: Być drugą i macochą

hej Zazdrosna,
a próbowaliście może do pedagoga/psychologa iść z młodym ?
pewnie to okres buntu młodzieżowego.. albo buntu przeciw światu.. Myślę że on zdaje sobie sprawę że matka go nie chce ... ojciec kocha , coś tam wymaga - ale wiesz - też go nie ma ... bo robota, bo kredyty ..
Chłopak potrzebuje przyjaciela ..zrozumienia.
Wiem że to łatwo się mówi .. ja nie miałam i nie mam  takich problemów z synem .. ale w rodzinie ma kuzynka .. okazało się że młody buntował się na cały świat bo w wieku 15 lat urodziło mu się rodzeństwo... zazdrosny, nieszczęśliwy...
Nie wyobrażam sobie jak musi się czuć młody wiedząc że matka ma go w nosie .. i woli brata ..
Wiem że masz swoje dzieci.. dałaś im tyle miłości że nie odczuwają braku ojca...
A młody ?- nie dość że matka go olewa .. to ojciec cały dzień w pracy.. a dzieciom po prostu potrzebna jest czyjaś obecność ...
A jak z Twoją córką ??
Lepiej ?

4 063

Odp: Być drugą i macochą

Motylek - a jak u Ciebie rozwinęła się sytuacja ?? dogadaliście się czy jednak odeszłaś ?

4 064 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 11:30:45)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

hej Zazdrosna,
a próbowaliście może do pedagoga/psychologa iść z młodym ?
pewnie to okres buntu młodzieżowego.. albo buntu przeciw światu.. Myślę że on zdaje sobie sprawę że matka go nie chce ... ojciec kocha , coś tam wymaga - ale wiesz - też go nie ma ... bo robota, bo kredyty ..
Chłopak potrzebuje przyjaciela ..zrozumienia.
Wiem że to łatwo się mówi .. ja nie miałam i nie mam  takich problemów z synem .. ale w rodzinie ma kuzynka .. okazało się że młody buntował się na cały świat bo w wieku 15 lat urodziło mu się rodzeństwo... zazdrosny, nieszczęśliwy...
Nie wyobrażam sobie jak musi się czuć młody wiedząc że matka ma go w nosie .. i woli brata ..
Wiem że masz swoje dzieci.. dałaś im tyle miłości że nie odczuwają braku ojca...
A młody ?- nie dość że matka go olewa .. to ojciec cały dzień w pracy.. a dzieciom po prostu potrzebna jest czyjaś obecność ...
A jak z Twoją córką ??
Lepiej ?

Chodziliśmy z nim do psychologa, ja nawet go tam zabierałam. I co z tego, że jakiś facet mu powiedział, że ma się uczyc i słuchać ojca? Wybacz, ale na dzień dzisiejszy mam do tego takie podejście, że tylko twarda dyscyplina może go utemperować i zmienić złe nawyki. Tak wiem, że młody chce zwrócić na siebie uwagę, chce uwagi ojca, tylko jak w weekend mamy gdzieś wyjechać, albo M chce go gdzieś zabrać to on robi problemy, bo w domu gry i koledzy. Problem w tym, że on znajduje sobie kolegów wsród najgorszych łobuzów, tylko tamci są cwansi, on to taki wieczny infantylny, łatwowierny dzieciuch. Chciałby być traktowany jak dorosły, a wiecznie się bawić.
Chłopak musi się pogodzić z obecną sytuacją, podobie jak moja córka. Niestety taki jest głupi wiek nastoletni, kiedy to koledzy i sympatie są ważniejsi jak rodzice czy rodzina.

4 065 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-09-22 11:37:21)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

hej Zazdrosna,
a próbowaliście może do pedagoga/psychologa iść z młodym ?
pewnie to okres buntu młodzieżowego.. albo buntu przeciw światu.. Myślę że on zdaje sobie sprawę że matka go nie chce ... ojciec kocha , coś tam wymaga - ale wiesz - też go nie ma ... bo robota, bo kredyty ..
Chłopak potrzebuje przyjaciela ..zrozumienia.
Wiem że to łatwo się mówi .. ja nie miałam i nie mam  takich problemów z synem .. ale w rodzinie ma kuzynka .. okazało się że młody buntował się na cały świat bo w wieku 15 lat urodziło mu się rodzeństwo... zazdrosny, nieszczęśliwy...
Nie wyobrażam sobie jak musi się czuć młody wiedząc że matka ma go w nosie .. i woli brata ..
Wiem że masz swoje dzieci.. dałaś im tyle miłości że nie odczuwają braku ojca...
A młody ?- nie dość że matka go olewa .. to ojciec cały dzień w pracy.. a dzieciom po prostu potrzebna jest czyjaś obecność ...
A jak z Twoją córką ??
Lepiej ?

Chodziliśmy z nim do psychologa, ja nawet go tam zabierałam. I co z tego, że jakiś facet mu powiedział, że ma się uczyc i słuchać ojca? Wybacz, ale na dzień dzisiejszy mam do tego takie podejście, że tylko twarda dyscyplina może go utemperować i zmienić złe nawyki. Tak wiem, że młody chce zwrócić na siebie uwagę, chce uwagi ojca, tylko jak w weekend mamy gdzieś wyjechać, albo M chce go gdzieś zabrać to on robi problemy, bo w domu gry i koledzy. Problem w tym, że on znajduje sobie kolegów wsród najgorszych łobuzów, tylko tamci są cwansi, on to taki wieczny infantylny, łatwowierny dzieciuch. Chciałby być traktowany jak dorosły, a wiecznie się bawić.

.. bo takie towarzystwo akceptuje bez pytań...
Ja jestem zdania że twarda dyscyplina nie trafi ... bo on potrzebuje akceptacji.
Jak napisałaś , on chce być traktowany jak dorosły ...
poczytaj artykuł ..z wieloma wpisami się zgadzam ..
http://www.giganci.pl/index.php/uczniowie/pedagog/120-jak-radzi-sobie-z-buntem-nastolatka

Ja podobne metody stosuje u mojego syna - nie narzucam mu swojej woli .. od dawna.. miał prawo decydowania już w bardzo młodym wieku.. oczywiście wcześniej informowałam go o konsekwencjach tego czy innego wyboru.. nie obyło się bez nietrafionych wyborów... ale nauczył się myślenia...że stanowisko ja tak chcę ma swoje dobre i złe strony..

Czy do córki też masz podejście twardej dyscypliny ??
Masz prawo być zmęczona tą sytuacją .. M nie powinien zostawiać Cię samej z problemami jego syna .

Chłopak musi się pogodzić z obecną sytuacją, podobnie jak moja córka. Niestety taki jest głupi wiek nastoletni, kiedy to koledzy i sympatie są ważniejsi jak rodzice czy rodzina .

My przechodziliśmy to samo... jak dziś pamiętam jak matka witała mnie spóźnioną wieczorem .. miałam być o 22 ..a wracałam np. o 23 .. bo inni mogli.. powiedziała mi któregoś razu - zobaczysz jak to jest jak sama będziesz matką !
Dopiero po latach do mnie dotarto... jak syn nie wrócił na czas .. i nie odbierał telefonu....

4 066 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 12:31:53)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ja jestem zdania że twarda dyscyplina nie trafi ... bo on potrzebuje akceptacji.
Jak napisałaś , on chce być traktowany jak dorosły ...

Ja podobne metody stosuje u mojego syna - nie narzucam mu swojej woli .. od dawna.. miał prawo decydowania już w bardzo młodym wieku.. oczywiście wcześniej informowałam go o konsekwencjach tego czy innego wyboru.. nie obyło się bez nietrafionych wyborów... ale nauczył się myślenia...że stanowisko ja tak chcę ma swoje dobre i złe strony..

Młody dostawał wiele kredytów zaufania, przez pierwszy miesiąć M nawet miał nie ingerować w jego naukę, a ten się uczyć. Jednak to chłopak nie dotrzymuje ustaleń. Razem spisane obowiązki też wisiały tylko jako ozdoba u niego w pokoju. Chłopak ma tylko roszczenia, jednak nic nie daje w zamian. Jeśli chodzi o decydowanie to też sam postanawia np na co wydać przeznaczone na zakup podręczników pieniądze i do tego bezczelnie kłamie. Takiemu dziecku nie jestem w stanie zaufać i akceptować jego zachowania.

chceuciekacstad napisał/a:

Czy do córki też masz podejście twardej dyscypliny ??

Oczewiście, że tak, niestety nie mam już na nia takiego wpływu, gdyż jest już dorosła. Jedynie co mogłam zrobić to odciąć ją od pieniędzy. Teraz jak chce kupić coś do szkoły to jedzie na zakupy z matką, a to dopieo jest obciach. Prawie się z nią nie widuję, a jak już 'rozmawiamy' to tylko o tym czego ona potrzebuje i czego ja wymagam. Tak szybko się to nie unormuje, ale już przywykłam. Tak jak piszesz ten durny wiek w końcu się kiedyś skąńczy.

chceuciekacstad napisał/a:

Masz prawo być zmęczona tą sytuacją .. M nie powinien zostawiać Cię samej z problemami jego syna .

Ja raczej wylewam się na jego problemy, pilnuję tylko, żeby siedział w pokoju i sie 'uczył'. M telefonicznie reaguje na każdy mój sygnał i dzwoni do chłopaka z uwagami.

4 067

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Młody dostawał wiele kredytów zaufania, przez pierwszy miesiąć M nawet miał nie ingerować w jego naukę, a ten się uczyć. Jednak to chłopak nie dotrzymuje ustaleń. Razem spisane obowiązki też wisiały tylko jako ozdoba u niego w pokoju. Chłopak ma tylko roszczenia, jednak nic nie daje w zamian. Jeśli chodzi o decydowanie to też sam postanawia np na co wydać przeznaczone na zakup podręczników pieniądze i do tego bezczelnie kłamie. Takiemu dziecku nie jestem w stanie zaufać i akceptować jego zachowania.

Roszczeniowe podejście do świata jest wyuczone. Ktos musiał go nauczyc takich zachowań, ktos sam musi sie tak zachowywac, a dziecko to widzi. Ile lat ma chłopak?
Jeżeli wydał pieniądze na podręczniki to nie będzie ich miał. Niech zarobi na nie. Jeżeli nie będzie miał się z czego uczyc...cóż będzie kiblował albo kobinował. Uważam, że konsekwencje takiego zachowania musi ponieść ale nasówa mi się pytanie: dlaczego on dostał kasę na podręczniki? Dlaczego matka lub ojciec mu ich nie kupili lub nie kontrolowali na co one sa wydawane?

zazdrosna13 napisał/a:

Ja raczej wylewam się na jego problemy, pilnuję tylko, żeby siedział w pokoju i sie 'uczył'. M telefonicznie reaguje na każdy mój sygnał i dzwoni do chłopaka z uwagami.

On mieszka u was czy z matką? Nie chce cie obrazić ale strasznie brzmi to co napisałaś.
Tak jakoś wydaje mi się że poza krytyka i uwagami temu chłopakowi nic innego sie nie należy. Może czasami jakieś luźne rozmowy? Czy ojciec spędza z nim jakis czas sam na sam? Czy on całymi dniami siedzi z toba?

4 068 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 13:48:20)

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:

Roszczeniowe podejście do świata jest wyuczone. Ktos musiał go nauczyc takich zachowań, ktos sam musi sie tak zachowywac, a dziecko to widzi. Ile lat ma chłopak?

Ma 14 lat, a takiego zachowania uczy go oczywiście mamuśka. Zawsze tylko warunki i żądania umie stawiać i tego uczy dzieci.

NorPol napisał/a:

Jeżeli wydał pieniądze na podręczniki to nie będzie ich miał. Niech zarobi na nie. Jeżeli nie będzie miał się z czego uczyc...cóż będzie kiblował albo kobinował. Uważam, że konsekwencje takiego zachowania musi ponieść ale nasówa mi się pytanie: dlaczego on dostał kasę na podręczniki? Dlaczego matka lub ojciec mu ich nie kupili lub nie kontrolowali na co one sa wydawane?

Podręczniki kupiłam mu ja, niestety ojciec jest zmuszony dużo pracować, czasem nawet po 16 godzin. Chłopak zapomiał o jednych ćwiczeniach, więc ojciec dał mu 25 zł i wysłał samego do księgarni, nie widzę w tym nic złego, niech uczy się odpowiedzialności. Kupił książkę, a za resztę bułki dla siebie i dla kolegi, a w domu skłamał, że nie dostał paragonu. Przyznał sie sam, bo wiedziałam, że książka kosztuje 17 zł, a on reszty nie przyniusł. Z tym kupowaniem bułek tez jestem przeciwna, bo nie chce mu sie szykować śniadania do szkoły, ani zagrzać obiadu. Zarobić pieniądzie też ma gdzie, bo ojciec ma warsztat i nie raz potrzebuje pomocy, np. w posprzątaniu tylko mauśka go uczy, by nie "harował" u ojca, ach szkoda gadać.

zazdrosna13 napisał/a:

Ja raczej wylewam się na jego problemy, pilnuję tylko, żeby siedział w pokoju i sie 'uczył'. M telefonicznie reaguje na każdy mój sygnał i dzwoni do chłopaka z uwagami.

NorPol napisał/a:

On mieszka u was czy z matką? Nie chce cie obrazić ale strasznie brzmi to co napisałaś.
Tak jakoś wydaje mi się że poza krytyka i uwagami temu chłopakowi nic innego sie nie należy. Może czasami jakieś luźne rozmowy? Czy ojciec spędza z nim jakis czas sam na sam? Czy on całymi dniami siedzi z toba?

Chłopak mieszka z nami, ojciec z synami spędza każda niedzielę, zawsze stara się im ten czas jakoś fajnie zorganizować, gdzieś zabrać, bo w tygodniu wraca późno. Starszy młody jest większość czasu ze mną, relacje są normalne, rozmawiamy razem jak widzimy sie po szkole itp. Ale przegina z nauką, która jest wymagana przed przyjemnościami. Do puki czegoś nie przeczyta / czy nie odrobi lekcji siedzi u siebie. Chłopak stara się wyjść pod wieloma pretekstami, że niby zgłodniał, czy pić mu sie chce, ale na mnie takie numery nie działają. Więc nie ma TV, komputera zanim się nie pouczy, a że zchodzi mu do wieczora to jego problem.
Wiesz NorPol chłopak jest u nas 2 rok, na początku dałam mu dużo ciepła, cierpliwości, wiele czasu spędziłam na wyjaśnienia, tłumaczenia, naukę. Dla niego to wszystko jest zbędne, zatem teraz nie daję więcej niż sama dostaję. On nie przestrzega zasad panujacych w tym domu, ja wylewam się też na niego, a dyscypliny i zainteresowania wymagam od ojca. Niedawno babcia tak bardzo przejeła się 'biedym dzieckiem' wysłuchała jak chłopak porzalił się na wiecznie zapracowanego ojca, na obojętną macochę i co? Babcia nie musi gonić go do nauki, nie traci cierpliwość kolejny raz powtarzając mu że ma czytac lekurę, choć sugerowałam M, by wysłał młodego z książami na weekend do dziadków. Nikt nie zaliczy klasówek za niego. Jak to się mówi można osła przyprowadzić do wodopoju, ale nie zmusić go do picia.

4 069

Odp: Być drugą i macochą

Oki miałam wiele watpilwości ale troche mi sie rozjasniły.
Sama wiem jak bardzo dzieci potrafią dac w końci i jak kombinowac. nie jest mi to obce. Wiem jednak towoje gadanie nic tu nie da. Ty możesz od czasu do czasu porozmawiac. Rozmawiac powinien z nim ojciec i matka. Jeżlei matak podwarza wasze decyzje zawsze jest cieżko, poniewaz dzieciaki ucza sie to wykorzystywac nawetjeżeli wiedza że np, matka nie ma racji. Jednak to do twojego męża należy wychowanie jego dziecka.

4 070

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Młody dostawał wiele kredytów zaufania, przez pierwszy miesiąć M nawet miał nie ingerować w jego naukę, a ten się uczyć. Jednak to chłopak nie dotrzymuje ustaleń. Razem spisane obowiązki też wisiały tylko jako ozdoba u niego w pokoju. Chłopak ma tylko roszczenia, jednak nic nie daje w zamian. Jeśli chodzi o decydowanie to też sam postanawia np na co wydać przeznaczone na zakup podręczników pieniądze i do tego bezczelnie kłamie. Takiemu dziecku nie jestem w stanie zaufać i akceptować jego zachowania.

Roszczeniowe podejście do świata jest wyuczone. Ktos musiał go nauczyc takich zachowań, ktos sam musi sie tak zachowywac, a dziecko to widzi. Ile lat ma chłopak?
Jeżeli wydał pieniądze na podręczniki to nie będzie ich miał. Niech zarobi na nie. Jeżeli nie będzie miał się z czego uczyc...cóż będzie kiblował albo kobinował. Uważam, że konsekwencje takiego zachowania musi ponieść ale nasówa mi się pytanie: dlaczego on dostał kasę na podręczniki? Dlaczego matka lub ojciec mu ich nie kupili lub nie kontrolowali na co one sa wydawane?

zazdrosna13 napisał/a:

Ja raczej wylewam się na jego problemy, pilnuję tylko, żeby siedział w pokoju i sie 'uczył'. M telefonicznie reaguje na każdy mój sygnał i dzwoni do chłopaka z uwagami.

On mieszka u was czy z matką? Nie chce cie obrazić ale strasznie brzmi to co napisałaś.
Tak jakoś wydaje mi się że poza krytyka i uwagami temu chłopakowi nic innego sie nie należy. Może czasami jakieś luźne rozmowy? Czy ojciec spędza z nim jakis czas sam na sam? Czy on całymi dniami siedzi z toba?

Chłopak pewnie wyczuwa Twoją Zazdrosna niechęć, złość na sytuację..... interwencje telefoniczne ojca...cóż ... sama widzisz ile to skutkuje..
Trudna sytuacja , bardzo trudna dla wszystkich .
Powtórzę kolejny raz - ojciec powinien więcej "być " ale fizycznie .

A co do tych podręczników ?- jak rozwiązaliście sprawę ? potrąciłabym z kieszonkowego kolejny zakup... aż do wyczerpania kwoty z odsetkami... lub jak NorPol napisała - niech odpracuje ale tak na poważnie.
Chłopak ma czas na głupoty... mój ojciec mówił ..że młodzież powinna mieć jak w wojsku... brak wolnego czasu..bo to tylko czas na głupoty:)

Mój syn kiedyś po rozwodzie .. miał takie chwile że zaczynał mną manipulować .. ja się bałam że będzie chciał mieszkać z ojcem .. i każde moje "nie " obarczone było tym strachem ... był na początku gimnazjum ... nie wiedział co z sobą zrobić, szukał swojego towarzystwa... ciągle na coś potrzebował kasy. I raz mnie okłamał z tymi wydatkami... było jeszcze kilka innych dziwnych sytuacji... moja znajoma psycholog mówiła że muszę zareagować kategorycznie i mocno...bo to zaczyna się tzw. równia pochyła ...
Próba wyjaśnienia z synem doprowadziła do wielkiej kłótni - to chyba jedyna z najgorszych ... wyrzucił mi że ojciec przecież płaci alimenty na niego.. i takie tam .. a ja mu nie daję tej kasy... że po co ma myśleć już o zawodzie, wykształceniu  i przyszłości skoro jest młody i powinien się bawić.
Zabrałam go kilka dni po tym na wycieczkę - do ośrodka młodzieżowego dla trudnej młodzieży.. później do schroniska dla bezdomnych... byli tam ludzie w różnym wieku .. również 20 parolatkowie ... syn był wściekły ... ale rozmowa mu wiele wyjaśniła...że ma wybór - zaplanować swoją przyszłość ...może  mieć wpływ na to co będzie robił w przyszłości.. czy będzie miał dobrą pracę którą lubi i za którą stać go na przyjemności......Teraz znajdzie swój cel i będzie do niego zmierzał przez najbliższe lata ... a
Może też bawić się tylko od już........... teraz... ale finisz tego widział .. Skoro jest dorosły (syn to podkreślał mając 14- 15 lat ).. to niech dokona wyboru . I sam poniesie jego konsekwencje...
Ex mnie straszył ze odbierze mi prawa do syna.... po tych lekcjach życia .
ale ta i inne podobne lekcje przyniosły zamierzony skutek... syn wie co chce robić w życiu... już pracuje na wymarzone studia choć jest w liceum.... do liceum idąc wiedział konkretnie które ...
Podobno młodzież jest taka teraz, że tylko drastyczne mocne przekazy do nich trafiają ... są też osobniki bardzo wrażliwe ...
To cena postępu...i dostępu do wszystkiego... poza czasem dla bliskich.

4 071 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 15:22:08)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Chłopak pewnie wyczuwa Twoją Zazdrosna niechęć, złość na sytuację..... interwencje telefoniczne ojca...cóż ... sama widzisz ile to skutkuje..
Trudna sytuacja , bardzo trudna dla wszystkich .
Powtórzę kolejny raz - ojciec powinien więcej "być " ale fizycznie .

Niechęć jest do takich sytuacji ze strony ojca i mojej, ale młody wie, że M może przekabacić, ja bardziej dostrzegam jego manipulacje. Jednak M jak już dostrzeże jego intrygi też jest stanowczy, ale jest bardziej cierpliwy i długo potrafi mu tłumaczyć i z nim rozmawiać. Ja się staram z tego wyłączyć i robię sobie np. dłuższą kąpiel, kiedy oni przeglądaja zeszyty, bo mnie irytuje krnąbrność chłopaka.
Sytuacja, gdy wiecznie trzeba dzieciaka kontrolować tez nie jest ciekawa, uważam, w tym wieku powinien byc bardziej odpowiedzialny. Brakuje tu opieki drugiego rodzica, bo ojcu nie mam nic do zarzucenia, pracować musi.

chceuciekacstad napisał/a:

A co do tych podręczników ?- jak rozwiązaliście sprawę ? potrąciłabym z kieszonkowego kolejny zakup... aż do wyczerpania kwoty z odsetkami... lub jak NorPol napisała - niech odpracuje ale tak na poważnie.
Chłopak ma czas na głupoty... mój ojciec mówił ..że młodzież powinna mieć jak w wojsku... brak wolnego czasu..bo to tylko czas na głupoty:)

Jeśli mam być szczera to nie wiem, to już kolejny raz, gdy chłopak ma oddać pieniądzę ojcu. M bierze go nie raz do pomocy, nie przejmuje sie gadaniem ex, jednak młody ostatnio dużo tak zawalił i odpracowanie chyba nie jest realne. Do tego jeszcze babcia, która staje okoniem za wnukiem i zawsze mu jakieś drobne w kieszeń wrzuci. Pieniądze mu przychodzą zbyt łatwo, by miał mieć do nich szacunek,  jednak ja na to wpływu nie mam. M ma też niewielkie, choć nie raz już rozmawiał z matką, ta jednak uważa, że nie powinien forsować 'biednego dziecka'. Dyscyplina na telefon skutkuje, jednak tak jak powiedziałam nikt nie zmusi go do nauki.

chceuciekacstad napisał/a:

Mój syn kiedyś po rozwodzie .. miał takie chwile że zaczynał mną manipulować ..
Zabrałam go kilka dni po tym na wycieczkę - do ośrodka młodzieżowego dla trudnej młodzieży.. później do schroniska dla bezdomnych... byli tam ludzie w różnym wieku .. również 20 parolatkowie ... syn był wściekły ... ale rozmowa mu wiele wyjaśniła...że ma wybór - zaplanować swoją przyszłość ...może  mieć wpływ na to co będzie robił w przyszłości.. czy będzie miał dobrą pracę którą lubi i za którą stać go na przyjemności......Teraz znajdzie swój cel i będzie do niego zmierzał przez najbliższe lata ... a
Może też bawić się tylko od już........... teraz... ale finisz tego widział .. Skoro jest dorosły (syn to podkreślał mając 14- 15 lat ).. to niech dokona wyboru . I sam poniesie jego konsekwencje...
Ex mnie straszył ze odbierze mi prawa do syna.... po tych lekcjach życia .
ale ta i inne podobne lekcje przyniosły zamierzony skutek... syn wie co chce robić w życiu... już pracuje na wymarzone studia choć jest w liceum.... do liceum idąc wiedział konkretnie które ...
Podobno młodzież jest taka teraz, że tylko drastyczne mocne przekazy do nich trafiają ... są też osobniki bardzo wrażliwe ...
To cena postępu...i dostępu do wszystkiego... poza czasem dla bliskich.

Wiesz, ta wycieczka to może i super pomysł. Mój M z racji zawodu miał przez kilkanaście lat do czynienia z 'marginesem społecznym' i jest świadomy perspektywy swojego syna, jeśli ten nie zmieni swojego zachowania. Jednak puste słowa i przestrzeganie na nic się nie zdają. Może taki szok przemówił by młodemu do rozumu.

4 072

Odp: Być drugą i macochą

A wiecie że od 2012 roku rodzice mogą załatwić dziecku  pobyt w ośrodku dla trudnej młodzieży ?

"Do ośrodków trafiają nastolatkowie, którzy m.in. notorycznie wagarują, zaczynają wchodzić w konflikt z prawem, ale jeszcze nie są skazani wyrokiem. MOS ma być dla nich szansą na ukończenie szkoły. W praktyce - przynajmniej dotąd, kiedy o umieszczeniu w placówce decydował sąd - odbierany był jako kara. Teraz tego przymusu ma być mniej. To rodzice, świadomi tego, że nie radzą sobie z wychowaniem nastolatka, mają zwrócić się o pomoc do ośrodka. Do każdego podania musi być załączone orzeczenie poradni psychologicznej o konieczności specjalnego kształcenia.

Czytaj więcej: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/492424,trudna-mlodziez-latwiej-wyslac-do-specjalnego-osrodka,id,t.html?cookie=1"

Zazdrosna, Twój M mając doświadczenie z trudnym środowiskiem tym bardziej powinien być konsekwentny co do syna...
Skoro chłopak powołuje się na dorosłość ??? 
Czy jak nie przyjdziesz do pracy , i nie zrobisz tego co miałaś dostaniesz wypłatę ?
Czy jak nie zapłacisz na czas rachunków to nie odetną Ci prądu ? satelity, Internetu ?
Młody wie że i tak się jakoś wywinie .. i tak naprawdę nie musi niczego przestrzegać.
Skoro się czuje taki dorosły i podejmuje decyzje po swojemu to niech konsekwencje ponosi .. ale tu trzeba konsekwencji..
póki jeszcze czas...

4 073

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A wiecie że od 2012 roku rodzice mogą załatwić dziecku  pobyt w ośrodku dla trudnej młodzieży ?
..To rodzice, świadomi tego, że nie radzą sobie z wychowaniem nastolatka, mają zwrócić się o pomoc do ośrodka.

Wszystko fajnie, tylko w naszych przypadkach, kiedy to rodzice nie umią sie dogadac ze sobą to nie ma możliwości podjęcia takiej decyzji. Przynajmniej u nas ex M sobie nie radziła z synem i oddała go ojcu, jednak robi problemy ze szkołą, a co dopiero o umieszczeniu go w takim ośrodku.

chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna, Twój M mając doświadczenie z trudnym środowiskiem tym bardziej powinien być konsekwentny co do syna...
Skoro chłopak powołuje się na dorosłość ???

M jest konsekwentny, bardziej niż ja wymagający i uważam, że jest wspaniałym ojcem. Młody jest po prostu wyjątkowo krnąbrny, uparty i leniwy. Fakt, chłopak nie miał wyrobionych nawyków jak mieszkał z matką, która wszystko zlewała, a ojciec nie miał za wiele do powoedzenia. Czasem mi nawet szkoda tego dzieciaka jak ojciec weźmie go w obroty i każe mu po kilka razy np. myć garnek, az nie będzie zupełnie czysty, zupełnie jak wojskowe wychowanie. M serce też ma wielkie i czasem nie ma już sił wszystkiego ogarnąć, jednak nie jest łatwo wychować samemu dziecko, zwłaszcza takie trudne, przy wielu przeciwnościach losu.

4 074 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-22 19:03:07)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ostatnio musieliśmy załatwić kilka spraw poza miastem, młody pozostawiony w domu uciekał na podwórko..

I w czym problem, ze dzieciak sobie na podwórko wyjdzie ,zamiast w chacie się kisić przed tv i kompem???. Byłby w domu to dupsko przed kompa by posadził i tyle byłoby pożytku.My tez jak wyjeżdżamy z mężem , wiemy ze  Pchla przez ten czas ani 5 min w domu nie usiedzi, tylko po dworze  będzie latać
Nawet jak nabroi i ma nałożony szlaban , to w pełni zdajemy sobie z prawe ,ze pod  nasza nieobecność w domu wykorzysta   ten czas i sobie wyjdzie z psiakami poganiać - oczy mydlić nam nie trzeba .No taki typ

Gdy wzieliśmy go ze soba robił takie jazdy ze wstaniem rano, że naprawdę miałam go dość. .

To go nie bierzcie, tylko zostawiajcie. Niech sobie lata  po podwórku cały dzień, czy tam nie wiem kilka godzin ,niż nerwy wam ma strzępić i ścinać ze sobą się macie

4 075 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-22 22:57:12)

Odp: Być drugą i macochą

......

4 076 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-22 20:43:01)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Ostatnio musieliśmy załatwić kilka spraw poza miastem, młody pozostawiony w domu uciekał na podwórko..

I w czym problem, ze dzieciak sobie na podwórko wyjdzie ,zamiast w chacie się kisić przed tv i kompem???. Byłby w domu to dupsko przed kompa by posadził i tyle byłoby pożytku.My tez jak wyjeżdżamy z mężem , wiemy ze  Pchla przez ten czas ani 5 min w domu nie usiedzi, tylko po dworze  będzie latać
Nawet jak nabroi i ma nałożony szlaban , to w pełni zdajemy sobie z prawe ,ze pod  nasza nieobecność w domu wykorzysta   ten czas i sobie wyjdzie z psiakami poganiać - oczy mydlić nam nie trzeba .No taki typ

Gdy wzieliśmy go ze soba robił takie jazdy ze wstaniem rano, że naprawdę miałam go dość. .

To go nie bierzcie, tylko zostawiajcie. Niech sobie lata  po podwórku cały dzień, czy tam nie wiem kilka godzin ,niż nerwy wam ma strzępić i ścinać ze sobą się macie

Czy to znaczy, że pochwalasz kłamstwo, jak dzieciak w zaparte idzie, że siedział w domu? Co do niezabierania młodego, to nie jestem zdania, że należy ulegać, bo się przyzwyczaja, a nie zawsze można go zostawić samego w domu. Czasem jak chłopak miał humory to w samochodzie siedział, gdy my np byliśmy na basenie, ale nie w domu jak chciał przy komputerze.

4 077

Odp: Być drugą i macochą

Pewnie ,ze nie pochwalam kłamstwa jeśli mam się odnieść do mojej sytuacji, tylko ze za bardzo nie potrafię  pojąc dlaczego 13 latek na kilka godzin, lub pół dnia nie może zostać sam w domu, czy tez na podwórku sobie pobyć ? jak dla mnie  to żaden problem akurat w tym temacie , możliwe ,ze wy macie jakiś konkrteny powod, lecz   z tego co wiem, dziecko nie ejst upośledzone ,ani   z jakims niedowladem

Czy jest jakiś konkretny powód, ze ma być w domu  a na dwór nie wychodzić? I ze musi jechać z wami ,mimo z auta i tak nie wychodzi jak idziecie gdzieś?

4 078 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-23 10:04:16)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Pewnie ,ze nie pochwalam kłamstwa jeśli mam się odnieść do mojej sytuacji, tylko ze za bardzo nie potrafię  pojąc dlaczego 13 latek na kilka godzin, lub pół dnia nie może zostać sam w domu, czy tez na podwórku sobie pobyć ? jak dla mnie  to żaden problem akurat w tym temacie , możliwe ,ze wy macie jakiś konkrteny powod, lecz   z tego co wiem, dziecko nie ejst upośledzone ,ani   z jakims niedowladem

Czy jest jakiś konkretny powód, ze ma być w domu  a na dwór nie wychodzić? I ze musi jechać z wami ,mimo z auta i tak nie wychodzi jak idziecie gdzieś?

Może masz rację, że w sytuacji, kiedy nie mamy możliwości wyegzekwowania zakazu wyjścia na podwórko to warto mu kare zawiesić, np za dobre zachowanie. Przynajmniej chłopak nie będzie się dopuszczać kłamstwa.
W tym konkretnym przypadku chłopak ma jednak zakazy, by go jakoś zmotywować do nauki. Pierwsza pożądaną rzeczą jest komputer, który został zabezpieczony, wiec dzieciak sobie poszedł poganiać z kolegami.

M wciąż zarzuca się, że spędza mało czasu z synem, fakt jest taki, że my co niedzielę wyjeżdżamy gdzieś za miasto, albo do rodziny, znajomych, albo na jakieś pokazy, lub w plener, nad wodę. Moje dzieci mają możliwość wyboru, czy chcą ten czas spędzić z nami. M raczej jest za tym, żeby syn jechał z nami zawsze, gdyż wie, że w domu nie oderwie się od komputera, albo będzie się z kolegami włóczył po mieście, jeździł autobusami na gapę itp. Po prostu M jest spokojniejszy jak ma go na oku, a te wyjazdy też są organizowane pod dzieci. Jego drugi 'weekendowy' syn też tylko dopytuje się kiedy wracamy do domu i będzie mógł pograć. Nie powiem, że mi twoja sugestia nie byłoby na rękę, bo użerać ze smarkaczami mi się nie chce, tylko, że M w tygodniu wraca często jak młody szykuje się już do spania i tyle się widują. Tak wiem, zostać w domu to wybór młodych tylko czy słuszny?

Znowu szukam rozwiązania jak postąpić z młodym. Od tygodnia nie ma dostępu do komputera i podwórka, TV kara wyznaczona jest do końca miesiąca lub poprawy pięciu jedynek. Chłopak wcale się nie uczy, jak w zeszłym roku dało się zmusić do przeczytania jakiegoś działu z podręcznika tak teraz nic. Siedzi w pokoju i się bawił, więc M zabrał mu zabawki, teraz jak się nudzi to zasypia i tak schodzi do wieczora. Poza tym nie ma większych problemów, by zrobił coś w domu, chętnie wychodzi od siebie pod byle pretekstem. Nadal dostaje kolejne jedynki, nie wiem już co robić? Wczoraj przyszedł dumny z siebie, że dostał mierniaka i się nie uczył. W zeszłym roku pokazywałam młodemu jak się przygotowywać do sprawdzianów, jak robić notatki do nauki, nawet moja córka uczyła go matematyki. Teraz ewidentnie zlewa naukę, chyba przywykł, że nauczyciele przepuszczają go z litości. Jego brat w tym roku nie zdał, więc i on pewnie by się nie przejął, może towarzystwo w szkole, by przynajmniej zmienił. Doradźcie coś.

4 079

Odp: Być drugą i macochą

Tu cytat z artykułu ..
"Wolę żyć po swojemu! (13-18 lat)
Nastolatek neguje wszystko, zwłaszcza to, co głoszą rodzice. Tak szuka własnej tożsamości. Chce być inny niż dorośli - podkreśla to zachowaniem, strojem, fryzurą. Na ogół staje się krnąbrny, często arogancki. Uważa, że jest dorosły i walczy, by móc sam decydować. Im mocniej nalegamy, by postępował tak, jak my chcemy, tym większy stawia opór!

Jak reagować na sprzeciw

? Opisujmy, jakie uczucia wywołuje w nas zachowanie dziecka. Nastolatek znakomicie rozumie emocje i potrafi na nie odpowiadać. Niech więc wie, że gdy odmawia zrobienia tego, o co prosimy, czujemy się lekceważone, jest nam przykro. Buntując się, młody człowiek chce wywalczyć sobie więcej wolności, ale wcale nie chce nas ranić! Gdy zrozumie, że sprawia nam ból, zapewne przemyśli swoje postępowanie."

Więcej http://www.styl.pl/uczucia/jak-zyc/news-co-robic-by-dziecko-nas-sluchalo,nId,295704

Zazdrosna.. macie trudny egzemplarz .. chłopak ma wylane na wszystko..
Z Twoich wpisów jednak rzuca mi się jedno w oczy- chłopak ma same zakazy .
Ja rozumiem że to efekt jego złego zachowania ....ale ja bym odwróciła zasady - granie na komputerze za np. 3 w szkole... tv za streszczenie rozdziału - na piśmie polecam...Rozumiesz ?
System zapłaty za pożądane zachowania - nic nie dostaje za darmo .
Jak posprząta - dostaje 2 zł na bułki - w nosie jak chce jeść bułki to niech je .
jak nie zje obiadu - to będzie głodny...
Chłopak musi zrozumieć jak ten świat jest urządzony - NIE MA NIC BEZ PRACY I ZA DARMO...to jeden z realiów dorosłości .. podstawowy.
Pisałaś że próbowaliście różnych metod.. ta jest prosta ..taka zasada marchewki...
jak odrobi lekcje - może siedzieć na dworze do północy - najwyżej rano będzie problem z wstaniem..
Metoda sprawdzona w rodzinie i u znajomych... 6 latek który dukał słowa.. nie potrafił dłuższych przeczytać.. tylko grał w gierki całymi dniami.. po 3 miesiącach nowych zasad czyta płynnie ....

" Znowu szukam rozwiązania jak postąpić z młodym. Od tygodnia nie ma dostępu do komputera i podwórka, TV kara wyznaczona jest do końca miesiąca lub poprawy pięciu jedynek. Chłopak wcale się nie uczy, jak w zeszłym roku dało się zmusić do przeczytania jakiegoś działu z podręcznika tak teraz nic. Siedzi w pokoju i się bawił, więc M zabrał mu zabawki, teraz jak się nudzi to zasypia i tak schodzi do wieczora. Poza tym nie ma większych problemów, by zrobił coś w domu, chętnie wychodzi od siebie pod byle pretekstem.
popatrz realnie na to co napisałaś .. jaki on ma powód żeby się cokolwiek przyłożyć ?? skoro nic nie może .. ma same kary
mało kto uczy się dla samej nauki...

U mojego syna to też skutkowało.. tyle że ja to wprowadziłam w szkole podstawowej... smile
ale do dziś stosuję...

4 080

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

... jeździł autobusami na gapę itp. Po prostu M jest spokojniejszy jak ma go na oku, a te wyjazdy też są organizowane pod dzieci. Jego drugi 'weekendowy' syn też tylko dopytuje się kiedy wracamy do domu i będzie mógł pograć. Nie powiem, że mi twoja sugestia nie byłoby na rękę, bo użerać ze smarkaczami mi się nie chce, tylko, że M w tygodniu wraca często jak młody szykuje się już do spania i tyle się widują. Tak wiem, zostać w domu to wybór młodych tylko czy słuszny?

W klasycznych rodzinach nastolatków nie ciąga się z dorosłymi..to jest normalne... rodzice też dużo pracują ... i często rzadko widują się z dziećmi... i nikt nie robi z tego hallo...
Druga sprawa .. nastolatkowie potrzebują swojej przestrzeni.. nie chcą przebywać z rodzicami..bo to obciach...
Trzeba im dać więcej swobody, zaufania.. z jasnymi granicami...
Jak chce zostać w domu to niech np. przygotuje coś do obiadu lub kolacji.. lub posprząta ??
A co do wyboru młodych... musimy się przyzwyczajać.. że to dorośli prawie ludzie i maja prawo do życia według siebie...

4 081 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-23 10:59:23)

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekacstad to nie tak, że wszystkie kary dostał na raz. Za jedynki miał tydzień zakazu gry na komputerze, później doszła ucieczka ze szkoły, nieodpowiednie, kłamstwa itd. Chłopak sam miał sobie wybrać rodzaj pokuty. Tylko tak jak powiedziałam TV, czy podwórko jest w nagrodę za naukę. Nie wymaga się od niego wiele, bo pół godziny, czy godzina na początek by wystarczyła. Młody wie, że kara zostanie odwołana za poprawę ocen, a wydłużona za kolejne jedynki. Jednak obibok idzie na przeczekanie.
Co do obowiązków, gdy zostaje w domu to oczywiście, że je ma. Tylko trzeba go okłamywać, że wracamy wcześniej, by coś zrobił na czas, bo wyczekuje do ostatniej chwili. Np. za odkurzanie się bierze, gdy usłyszy, że już idziemy na klatce schodowej.
Odnośnie zostawiania dzieci w domu, to muszę porozmawiać z M, ciekawe jak to przyjmie, dzięki za spostrzeżenia.

4 082 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-23 12:07:02)

Odp: Być drugą i macochą

II  gimn to jest  14-14.5 lat , tak wiec rozmowa z M i przekonywanie go ,ze  14 latek może już zostać  w domu  na iles tam godzin nie musząc z wami się wlec jest śmieszna, bo to duży chłop a M traktuje go jak 4 latka. Dawajcie mu ultimatum - zostaje pod warunkiem, ze np. na czas powrotu  to, to i to będzie wykonane, jak nie będzie to polecą straty

Jeśli chodzi o komputer to bardzo dobrze ,ze ma zawieszony do czasu poprawienia się , bo to zbędny pożerać czasu dla małolatów. Ewentualnie pozwalałabym korzystać  tylko i wyłącznie  w celach  typowo naukowych  przy odrabianiu prac domowych , nic poza tym ,żadnych gier i innym  portali spol . Skorzystanie z neta do przygotowania do szkoły to jedyny powód, nic poza tym, historii przeglądania ma nie kasować , jeśli na inne strony by wchodził wtedy niech w bibliotece 4 h  przepisuje ręcznie coś z encyklopedii 
 
Co do widzenia się z dzieciakami, my tez  nie rzadko mamy   taka prace i zmianę ,ze z dzieckiem dopiero się widujemy późno, bardzo późno wieczorem, ba bywa ze  kilka dni w ogóle się nie widujemy z nią.
Zdarza się ,ze mąż zawodowo tez wyjeżdża na jakiś czas i się trochę czasu z córuśka nie widzi , ale  takie zycie. Wiele ludzi praca pochlania i dopiero na sam wieczor się widza ze sobą, lub    z samego rana szykując się do pracy

Pchla jest z tych, że nawet zostanie sama na noc dla niej to żaden problem, tylko zauważyłam taką bardzo dziwną okoliczność  , ze jak któreś z nas jest w domu , to ona psoci, pakuje się w tarapaty, zawsze cos tam sobie przeskrobie , jest dym bo rozrabia, a jak nikogo nie ma w domu i ona sama sobą się zajmuje ( oczywiście nierozłączna z psiakami) to NIGDY  ani razu  w żadne kłopoty nie wpadła, nigdy nic nie nabroiła , w życiu problemów nie ściągnęła na siebie -ideał
Nie potrafie tego wytłumaczyć dlaczego przy nas ,czy będąc pod opieką innych szajba jej odwala, figle,zawsze cos tam naszkóduje, czy to w domu czy poza domem  zawsze się poobija ,a jak nie ma nikogo to czysta karta bez  skazy w jej  zachowaniu przez ten czas , zero szkód wyrządzonych , zero urazów, nawet najmniejszego zadrapania nie ma i wszystko jes na miejscu jak było .Przy ludziach palma jej odwala i swoje trzaski demontruje

4 083

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

II  gimn to jest  14-14.5 lat , tak wiec rozmowa z M i przekonywanie go ,ze  14 latek może już zostać  w domu  na iles tam godzin nie musząc z wami się wlec jest śmieszna, bo to duży chłop a M traktuje go jak 4 latka. Dawajcie mu ultimatum - zostaje pod warunkiem, ze np. na czas powrotu  to, to i to będzie wykonane, jak nie będzie to polecą straty

Więc może problem leży w M, bo on na to nalega. Młody też mu często zarzuca, że mało czasu z nim spędza, więc pewnie przez to ojcu tak zależy na towarzystwie młodego.

mortisha napisał/a:

Co do widzenia się z dzieciakami, my tez  nie rzadko mamy   taka prace i zmianę ,ze z dzieckiem dopiero się widujemy późno, bardzo późno wieczorem, ba bywa ze  kilka dni w ogóle się nie widujemy z nią.
Zdarza się ,ze mąż zawodowo tez wyjeżdża na jakiś czas i się trochę czasu z córuśka nie widzi , ale  takie zycie. Wiele ludzi praca pochlania i dopiero na sam wieczor się widza ze sobą, lub    z samego rana szykując się do pracy

Dzięki, M przez to, że sam wychowuje syna, czuje się tak jakby był na świeczniku, obserwowany przez szkołę, pedagogów, sąd, kuratora i stąd presja zwłaszcza jak dzieciak sprawia problemy wychowawcze i nie chce się uczyć.

mortisha napisał/a:

Pchla jest z tych, że nawet zostanie sama na noc dla niej to żaden problem, tylko zauważyłam taką bardzo dziwną okoliczność  , ze jak któreś z nas jest w domu , to ona psoci, pakuje się w tarapaty, zawsze cos tam sobie przeskrobie , jest dym bo rozrabia, a jak nikogo nie ma w domu i ona sama sobą się zajmuje ( oczywiście nierozłączna z psiakami) to NIGDY  ani razu  w żadne kłopoty nie wpadła, nigdy nic nie nabroiła , w życiu problemów nie ściągnęła na siebie -ideał
Nie potrafie tego wytłumaczyć dlaczego przy nas ,czy będąc pod opieką innych szajba jej odwala, figle,zawsze cos tam naszkóduje, czy to w domu czy poza domem  zawsze się poobija ,a jak nie ma nikogo to czysta karta bez  skazy w jej  zachowaniu przez ten czas , zero szkód wyrządzonych , zero urazów, nawet najmniejszego zadrapania nie ma i wszystko jes na miejscu jak było .Przy ludziach palma jej odwala i swoje trzaski demontruje

Pewnie to tak jak przytaczała Chceuciekacstad, jak dziecku pokazuje się, że mu ufa i traktuje jak 'dorosłą' to ona nie chce was zawieść. Nasz to jednak dzieciuch, liczy się dla niego to co jest tu i teraz, bez żadnej perspektywy.

4 084 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-09-23 16:43:21)

Odp: Być drugą i macochą

wątek się zrobił dzieciato-nastoletni to i ja się wypowiem
doświadczeń pachworkowych nie mam, wychowywanie nastolatka to codzienność
mój syn jest bystrym chłopakiem, z dobrymi relacjami w grupie, lubianym, akceptowanym i o wysokim poczuciu własnej wartości.
ma jeden powazny problem, chociaż jego powagę widze głownie ja i dostrzegam zagrożenie - to gra komputerowa - jedna z tych najpopularniejszych sieciówek, w których gra się w grupie, jest się coraz lepszym i tak dalej. gra jest nie tylko postępowa - im więcej grasz tym lepszy jesteś - ale jest tez społecznościowa, tworzy relacje i drugie życie w sieci..
dla mnie gra syna, to taki nóż nad jego głową. moim zdaniem młody wykazuje cechy uzależnienia od gry. oczywiście, jak każdy uzależniony, sam się oszukuje, że nad tym panuje i tak dalej.... ale to tak na marginesie,
bo tutaj pojawia się sytuacja, w której ja i mó mąż różnimy się zupełnie w podejściu
ja mianowicie uważam, że nie uchronię młodego przed konsekwencjami gry
to znaczy uważam, że prędzej czy pózniej rozpierniczy coś ważnego w swoim życiu, bo się zapomni i gra stanie się najważniejsza. ponieważ jesteśmy opiekuńczymi rodzicami (mój mąż głownie), monitorującymi jego sytuację i kontrolującymi oceny (mó mąż- jA  jestem przeciwna monitorowaniu sytuacji siedemnastoletniego byka...) ja zakładam, że to " zapomni się" przyjdzie, jak zacznie studia
nagle przestanie się sprawozdawać tacie, tata nie będzie go widywał co robi, więc pójdzie na całość. da dupy. tak czuję i tak sądzę.
jeślibyśmy odpuścili mu teraz, da dupy teraz. ponieważ jego instynkt samozachowawczy nie działa, konsekwencje z gry są trudne do przewidzenia, więc pewnie zawaliłby naukę, gdyby nie to, że zawalenie nauki oznacza dzisiaj nieprzyjemności i konsekwencje ze strony starych..
mówię to w nawiązaniu do pasierba zazdrosnej. Mówię o tylko mojej opinii, z którą nie zgadza się mó mąż- że dziecko w wieku 13-14 powinno pojmować, czym są jego obowiązki i jakie są konsekwencje ich zaniedbania. tobie zazdrosna trudniej, bo młody ma starszego brata, który jest złym przykłądem....

w konsekwencji ja się nie wtrącam w postępy szkolne mojego sdyna, nie zajmuje się kontrolą, sprawdzaniem - ale robi to mój mąż- i robi to z pobudek opiekuńczych - bo uważa, że w ten sposób mu "pomaga", bo przecież jak synuś dowiódł pod koniec ubiegłego roku szkolnego - że sam nie potrafi panować nad swoimi obowiązkami i dał plamę na koniec roku - to tata mu pomoże i zrobi to za niego. W sensie - synu, kocham cię, chcę dla ciebie jak najlepiej, chcę ci w zyciu pomagać, więc zamiast ciebie będe monitorował twoją sytuację, żeby cię w razie czego ostrzec zawczasu, jakbyś znowu miał dać dupy

\z tym wiąże się historia numer dwa:
ze względu na niskie oceny postanowiliśmy NIE UKARAĆ chłopaka, ale odebrac mu pewne przywileje -np. weyjazdy na wakacje za grube pieniadze rodziców. jak dla mnie - zasada jasna i czytelna
ale dla mnie oznaczała ona - jak chcesz jechać na obóz -zarób sobie, może ci połowę dołożymy..
jak chcesz mieć wakacje? zorganizuj je sobie...

dla mojego mmęża oznaczało to - całewakacje spędzasz z nami, nie mozesz pracowac, bo to by oznaczało, że nie mieszkasz w tym czasie z nami , a masz mieszkać z nami, bo mamy cię mieć na oku.. i tak dalej

jakie są konsekwencje? syn uznał, że to były najgorsze wakcje
kilka razy odbyły się spięcia, które poszły wszystkim w pięty
]traktował nas jak najgorszych wrogów- jak obcych ludzi - nie, nie obrażał, za dobrze wychowany 9zazdrosna?/ rozpoznajesz swoją córkę?/) ale traktował, jakbyśmy byli powietrzem - nasze uczucia niewazne, nasze potrzeby niewazne - jesteśmy zbędnym balastem w jego życiu, który mu przeszkadza normalnie żyć...
opowieśc powinna się toczyć
dalej i dalej
powinnam wam napisac jak doprowadziłam do konfrontacji, powiedziałam młodemu, jak się z tym czuje, powiedziałam, że to jego wybór
że ja wiem, jaką jestem matką i na co załużyłam
że ja wiem, że nie będe go błągac o uwagę
że jeśli będzie mnie kiedyś w życiu potrzebował (mnie... a nie czegoś ode mnie - to wazne) to wie, gdzie mnie szukać
powinnam wam napisac, jak doprowadziłąm do konfrontacji miedzy nim a ojcem, jak ustaliłam, że zamiast kar - okażemy zaufanie i tak dalej

ale wniosek jest inny dziewczyny-wazny, akceptowany przeze mnie, bo nieunikniony
mój prawie dorosły, prawie pełnoletni syn, chłopak z dużym zapleczem kompetencji społęcznych, z tego co obserwuję świetny przyjaciel, osoba lubiana, potrafiący się zachować w towqarzystwie, kulturalny na codzień młody człowiek - okazał się kawałkiem egoistycznego, egocentrycznego chamidła, dla którego włąsny kawał dupy i jego wygoda stały się podstawą do 'prawie zerwania" relacji z rodzicami. I wiecie jakie to wygodne - im bardziej do dupy w zyciu rzeczywistym.. tym bardziej fajnie w świecie wirtualnym.. gdzie szacun - bo poziom damond w grze, paczka kumpli i osiągnięcia....

i dla mnie ta nauczka-to, że mój prawie dorosły, niegłupi wcale syn - ustawił relacje ze swoją własną matką na zasadzie - niezbędnej tolerancji mojej obecności w jego zyciu bo póki co jestem mu po prostu przydatna - jako bankomat, logistyk dnia codziennego (zazdrosna?/ czy to postawa także twojej córki?/), była wazną lekcją w życiu
lekcją, która wyrównała moje relacje z włąsnym dzieckiem
tyle dajemy, ile otrzymujemy, nie więcej i nie mniej
moje dziecko pokazało mi, że jest gotowe wyjśc z poziomu relacji uczuciowych na poziom relacji - jedna duża firma zwana rodziną - i ja się na to zgadzam
rozumiecie?
może za jakiś czas podejdzie, powie do mnie coś ciepłego i mnie zauważy., może za jakiś czas będzie gotów na inne relacje
teraz jest gotów na takie
i wiecie co?
TO JEST OK
na tym etapie swojego życia mój syn doszedł z nami do pewnego kompromisu jeżeli chodzi o " jeszcze wspólne życie"
bierze to, czego potrzebuje i stabilnie oddaje to, czego oczekujemy

kiedyś rezygnował z karmień - po kolei, najpierw z porannego, potem popołudniowego, potem wieczonrego - ja dorastałam razem z nim.. to było naturalne

teraz zrezygnował z pewnych relacji - odciął pewne "połączenia" - ja dorastam wraz z nim i nie mam zamiaru włązić tam, gdzie mnie nie chcą i nie potrzebują

jestem zwolenniczką samodzielności, odpowiedzialności i konsekwencdji
ale nie tych stwarzanych przez rodziców, nie tych, które działają tylko wtedy, jak rodzic się dowie - (bo jak się nie dowie, to wolno to robić, bo nie ma konsekwencji)
jestem zwolenniczką konsekwencji prawdziwych.

i żeby było śmieszniej z moją postawą nie zgadza się mó mąż. ma silną potrzebe opiekowania się, kontrolowania, wspierania

żeby było smieszniej, mó mąż trzymany całe życie w ryzach toksycznych rodziców, przerażony wiecznymi karami, szlabanami, ograniczeniami - wyjechał na studia... każdy rok kończył komisami/poprawkami i w konsekwencji nie skończył studiów w swoim czasie.. potem to nadrabiał.. jak sam dojrzał, gdy przy jakies rubryce CV zaczęło mu byc wstyd, że wpisuje średnie a pięc lat był na studiach

mó mąż jest przykładem syna- którego włąsnie wychowuje

dlatego ja spodziewam się, że jak mó syn pójdzie na studia, to je zawali już na pierwszym roku, bo uwolni się od kontrolującego rodzica i poczuje wiatr w żaglach - a sam przeciez się samokontroli uczyć nie musi, bo tata robi to za niego

chciałam wam o tym opowiedzieć. pokazać, że w każdej rodzinie są takie problemy. czy matka, czy macocha - nasze widzenie swiata, dorosłości, odpowiedzialności - różni się bardzo...


wiesz co sądzę zazdrosna?
"przekaraliście" chłopaka
jemu nie zależy - bo to WY karzecie za niepowodzenia
a więc niepowodzenia nie są jego niepowodzeniami, ale waszymi
przecież, jak nie wiedzieliście o jedynkach - to nic się nie stało, prawda?
a jak się dowiedzieliście, to komputer został wyłączony??
więc problemem jest to, że wy wiecie, a nie, że dostał jedynki

tak myśla nastolatki.....'

mój syn postanowił się uczyć w tym roku (wielki pan) powiedział między innymi, że tak jak chceliśmy, te wakacje nauczyły go, że drugicvh takich nie chce
ale to nie prawda - powiedział to, bo mó mąż chciał usłyszec, że miał rację a młody dla świetego spokoju dał staremu siana

ja powiedziałam mojemu młodemu tak:
masz dwie oopcje - albo olewac szkołę i pogrywac z obowiązkami- i wtedy będziesz skazany na takich upierdliwych, wszetecznych starych nierozumiejących młodego pokolenia - ( a mamunia nie ma zamiaru - o czym synuś wie - płącić za płątne gówniane studia, albo utrzymywac nieroba w domu...)
albo się uczyć i wtedy nie dośc, że szybko uciekniesz z tej nędzy z rodzicami, to jeszcze starzy dołożą ci do zycia, jak będziesz studiował

tak więc - wybieraj, twój wybór, twoje małpy

4 085

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ja powiedziałam mojemu młodemu tak:
masz dwie oopcje - albo olewac szkołę i pogrywac z obowiązkami- i wtedy będziesz skazany na takich upierdliwych, wszetecznych starych nierozumiejących młodego pokolenia - ( a mamunia nie ma zamiaru - o czym synuś wie - płącić za płątne gówniane studia, albo utrzymywac nieroba w domu...)
albo się uczyć i wtedy nie dośc, że szybko uciekniesz z tej nędzy z rodzicami, to jeszcze starzy dołożą ci do zycia, jak będziesz studiował

tak więc - wybieraj, twój wybór, twoje małpy

sens ten sam co u mnie smile

Mój syn jak miał problemy w szkole... bo jakaś nauczycielka jędza czy coś.. uwzięła się ...lub inne dyrdymały ... to mówiłam, że ok... nie ma problemu... zamiatać ulice tez ktoś musi... a i inna robota ..może by  łopacie będzie ok dla wysportowanego faceta...
Mówiłam mu.. na stare lata będziesz wspominał panią nauczycielkę.. że Ci życie zepsuła... bo jakby nie ona to  byś miał dobre wyniki w szkole, studia byś skończył .. dyrektorem byś był .. a tak to dupa....
Pomocna jestem w pisaniu scenariuszy.. jak może być kiedy wybierzesz ta opcję .... lub inną...
Kiedyś mi syn powiedział że go wkurza że ja z nim mówię jak z dorosłym, o wszystkich konsekwencjach ... odpowiedzialności .. że ma czasami dość ... a to przecież tylko słowa .. a nie prawdziwe życie

4 086

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna przyuważyłam ,ze  małolatów dosięga epidemia "wdupietomizm" i "mitowisizm big_smile
Trzeba eksperymentować w odtrutkach i dawkować antidotum tongue tylko cholera w jakich proporcjach, aby wyważyć odpowiednia ilość  hehehe

U nas najbardziej ( choć nie zawsze ) działa zabranie/wstrzymanie przywilejów/przyjemności bez jakiś krzyków ,bez agresji  ( już poznałam jej koniki na czym bardzo jej zależy ,wtedy mina jej rzędnie , a na czym w ogóle i prychnie smiechem co w nos)a gdy następuje widoczna poprawa na dłuższy czas ,widac ze się stara i efekty pomału są widoczne,  wtedy stopniowo szlaban zostaje znoszony i przywileje/przyjemności wznoszone, ale żeby wyciągnąć się z bagna w jakie się nie raz wpakowała solidnie musiała się namęczyć ,żeby wyjść na prostą

4 087 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-24 18:25:51)

Odp: Być drugą i macochą

Wracam wczoraj wieczorem do domu, po odstresowujących pogaduchach z qumpelą i co widzę? Młody z tatusiem ogląda film, gnojek na czas nie wymyty, jak tylko weszłam od razu tłumaczenie M, że nie zdawał sobie sprawy, że jest tak późno. Powtórzyłam, że to nie on, a chłopak ma pilnować czasu mycia i spania. Podobno młody wszystko odrobił i nauczył się, co trzeba i nawet jutro ma pozwolenie na wyjście na godzinę, po szkole na podwórko. OK, też się ucieszyłam, że odpocznę trochę od małolata. Dziś na dworze wrócił po 1,5 godziny, dwie kolejne pały zarobione za brak zadania domowego i z odpowiedzi ustnej z języka obcego. Jestem wściekła na smarkacza, chyba za bardzo się w to angażuję, ale nie mogę na niego patrzeć. Człowiek do niego z sercem, a tu chyba tylko z pałą trzeba, albo to nawroty alergii, albo panika przed weekendem ze zdwojoną ilością pasierbów. Jakieś pomysły drobie mamy i macochy?

End_aluzja moja córa już w weekendy sobie dorabia na swoje wydatki, bo u mnie kurek zakręcony. Wie doskonale, że jeśli zawali szkołę, utrzymywać się będzie musiała sama. Tęsknię, za "moim dzieckiem", ale nie rozpaczam już z powodu jej obojętności, wierzę że kiedyś ona wróci. Na razie stosuje podobną zasadę: daję tyle ile dostaję sama.

Właśnie wyrzuciłam młodego do nauki i wpadłam na to:
http://demotywatory.pl/4353651/Nie-badzmy-obojetni

4 088

Odp: Być drugą i macochą

Czesc dziewczyny. Postanowilam dolaczyc do waszej grupy poniewaz ja sama do konca nie potrafie zrozumiec ex mojego meza. Z mezem bardzo sie kochamy jestesmy 9mies po slubie on ma dwojke dzieci i ja jedno z poprzednich zwiazkow. Przyznam ze kocham jego dzieci tak jak swoje i on pokochal moja nawet ja adoptowal. Przyznam ze gdy maz opowiadal o swojej bylej zonie jaka ona jest podla nie wierzylam ale teraz wiem ze mowil prawde. Na poczatku czepiala sie tylko jego jakim to jest zlym ojcem ze nie kocha dzieci nic dla nich nie robi nie widuje sie z nimi itd. Ale gdy podjechalismy pod blok by na  chwile sie z dziecmi zobaczyc to zabronila im wyjsc bo nie moga i to nie byl nasz czas na widzenie. Nigdy nie potrafi powiedziec dziekuje gdy robimy cos dla dzieci. Obgaduje nas wszedie nawet gdy bylismy na weselu i ona tez tam byla. Ale nie dalismy sie sprowokowac. Ostatnio widzac ze nic nie skotkuje by nas sklucic wsiadla na mnie. Jaka to ja jestem nie dobra ze nie pozwalam sie dziecia tulic do taty bo zawsze ja i moja corka jestesmy ze jesli jej corka cos chce to ja zawsze mowie nie(gdzie ostatnio kupilam jej buty za 400zl tak na marginesie) ciuchy tez kupujemy my dla dwojga bo ona ciagle sie dziecia tlumaczy ze nie ma kasy. gdy zwrocilam jej corce uwage bo maz mysla ze moze moje slowa trafia do corki i zrobilam to na jego prosbe to powiedziala ze moge tak sobie mowic do swojej corki nie do jej ...itd. najlepsze w tym ze poprosila siostre meza by z nim na ten temat porozmawiala bo niby corka jej to wszystko powiedziala. Jak sie o tym dowiedzialam poprosilam meza by tam zadzwonil i pogadal z corka. A corka powiedziala ze ona nic takiego nie mowila to sa mamy slowa.i maz slyszal jak ex mowila to wszystko oczywiscie maz sie z ex poklocil o to. Wiem ze ona robi to wszystko z zazdrosci ze jestesmy szczesliwi tym bardziej ze za tydz bierzemy slub koscielny bo jestesmy po cywilnym tylko i dzieci tez beda bo na cywilny jak bralismy zlosliwie nie chciala nam ich dac na pare godzin. Dziewczyny doradzcie co robic z taka kobieta. Wiem tylko jedno nie pozwole by zniszczyla moja rodzine szczescie i relacje z meza dziecmi bo dzieci mnie tez lubia.

4 089

Odp: Być drugą i macochą
justi zg napisał/a:

Dziewczyny doradzcie co robic z taka kobieta. Wiem tylko jedno nie pozwole by zniszczyla moja rodzine szczescie i relacje z meza dziecmi bo dzieci mnie tez lubia.

Niestety TY nic nie możesz z tym zrobić. Jedyną osobą, która może cokolwiek zdziałać jest Twój mąż. To On powinien postawić granicę Pani Szanownej EX i konsekwentnie nie pozwalać Jej tej granicy przekraczać. Nie pocieszę Cię - takie Panie są niereformowalne.

4 090

Odp: Być drugą i macochą

On robi co moze. Ale nic nie skutkuje. Ona nawet chciala jemu odebrac polowe praw jakie ma do dzieci ale sad odrzucil jej wniosek. Maz stara sie naprawde nawet bardzo zaluje ze koedys zwiazal sie z taka kobieta jaka jest ex. Ona udaje przed wszystkimi ofiare. Pomimo ze ma nowego partnera i jest w ciazy. Nawet ustawia swojego obecnego partnera. On juz pare razy sie wyprowadzal bo nie wytrzymywal tez i wraca. Jest dwu licowa. Nie znosze jej. Powiem ze mielismy okazje mieszkac daleko od niej ale to ja namowilam meza bysmy mieszkali blizej ze wzg na dzieci. Teraz mamy konsekwencje i brak spokoju. Najpierw byl problem z moim bylym nim oddal corke do adopcji teraz jest ciagle problem i stres prze jego ex.

4 091 Ostatnio edytowany przez NorPol (2014-09-25 13:33:58)

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna bez urazy ale ojciec ma byc ojcem i jeżeli ojciec uważa (bądz nie zauważył), że nie jest za póżno na ogladanie filmów, leżenie do pózna i sam nie zwrócił uwagi na to, że dziecko jest nie umyte to dlaczego wymagasz tego od chłopaka? On będzie robił jak mu wygodnie i nie rózni się tym od innych dzieci.
Ja wiem, że w pewnym wieku dzieciaki same powinny uczyć sie pilnowania swoich spraw, odrabiania lekcji itd ale w koncu od czegos tez sa rodzice. Jeżli okłamał was, że ma odrobione zadania, a nie miał to twój M za te kłamstwa powinien od niego wyciagnąc konsekwencje. Nie ty, tylko jego ojciec. Jest jeszcze pocja, że faktycznie zapomniał albo ze tak bardzo chciał z ojcem spedzić czas bo jak sama mówisz twój M nie specjalnie dużo z nim jest ze względu na prace. 
Uważam, że za bardzo chłopakowi matkujesz, ciagle go strofujesz, wysyłasz do nauki itd. A to nie twoja rola tym bardziej że ona ci nie odpowiada, nie masz na to siły i ochoty. Dzieciaki to czuja. Myśle, ż ekażdy by to czuł.  Od tego jest twój mąz i ojciec chłopaka. To on powinien ustalać z własnym dzieckiem zasady, je egzekwować, przestrzegać i sprawdzać, a nie ty. Ja rozumiem, że jest praca, każdy z nast teraz dużo pracuje żeby jakoś żyć ale ma się dziecko to trzeba wypełniać swoje obowiązki. Uważam, że jest za dużo ciebie, a za mało twojego M w życiu tego chłopaka.

4 092

Odp: Być drugą i macochą
justi zg napisał/a:

Czesc dziewczyny. Postanowilam dolaczyc do waszej grupy poniewaz ja sama do konca nie potrafie zrozumiec ex mojego meza. Z mezem bardzo sie kochamy jestesmy 9mies po slubie on ma dwojke dzieci i ja jedno z poprzednich zwiazkow. Przyznam ze kocham jego dzieci tak jak swoje i on pokochal moja nawet ja adoptowal. Przyznam ze gdy maz opowiadal o swojej bylej zonie jaka ona jest podla nie wierzylam ale teraz wiem ze mowil prawde. Na poczatku czepiala sie tylko jego jakim to jest zlym ojcem ze nie kocha dzieci nic dla nich nie robi nie widuje sie z nimi itd. Ale gdy podjechalismy pod blok by na  chwile sie z dziecmi zobaczyc to zabronila im wyjsc bo nie moga i to nie byl nasz czas na widzenie. Nigdy nie potrafi powiedziec dziekuje gdy robimy cos dla dzieci. Obgaduje nas wszedie nawet gdy bylismy na weselu i ona tez tam byla. Ale nie dalismy sie sprowokowac. Ostatnio widzac ze nic nie skotkuje by nas sklucic wsiadla na mnie. Jaka to ja jestem nie dobra ze nie pozwalam sie dziecia tulic do taty bo zawsze ja i moja corka jestesmy ze jesli jej corka cos chce to ja zawsze mowie nie(gdzie ostatnio kupilam jej buty za 400zl tak na marginesie) ciuchy tez kupujemy my dla dwojga bo ona ciagle sie dziecia tlumaczy ze nie ma kasy. gdy zwrocilam jej corce uwage bo maz mysla ze moze moje slowa trafia do corki i zrobilam to na jego prosbe to powiedziala ze moge tak sobie mowic do swojej corki nie do jej ...itd. najlepsze w tym ze poprosila siostre meza by z nim na ten temat porozmawiala bo niby corka jej to wszystko powiedziala. Jak sie o tym dowiedzialam poprosilam meza by tam zadzwonil i pogadal z corka. A corka powiedziala ze ona nic takiego nie mowila to sa mamy slowa.i maz slyszal jak ex mowila to wszystko oczywiscie maz sie z ex poklocil o to. Wiem ze ona robi to wszystko z zazdrosci ze jestesmy szczesliwi tym bardziej ze za tydz bierzemy slub koscielny bo jestesmy po cywilnym tylko i dzieci tez beda bo na cywilny jak bralismy zlosliwie nie chciala nam ich dac na pare godzin. Dziewczyny doradzcie co robic z taka kobieta. Wiem tylko jedno nie pozwole by zniszczyla moja rodzine szczescie i relacje z meza dziecmi bo dzieci mnie tez lubia.

Jedyna i najlepsza metode jaką możecie zastosowac to nie reagowac i nie dawać sie prowokować. Olewać i nei wdawac się w rozmowy i kłotnie. W końcu sama przestanie. Teraz żywi sie tym, że was to boli, rusza i walczycie z nia. Gdy przestaniecie to i ona w koncu przestanie. Może byc i tak że nie przestanie ale wasze nerwy są tu strata zdrowia i czasu. Zyc własnym zyciem i nie wdawać się w intrygi. Jeżeli wciąga w to wasza rodzine to tłumaczyć co i jak i prosić o nie wtrącanie się i nie komentowanie do ex.

4 093 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-26 09:46:25)

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:

Jeżli okłamał was, że ma odrobione zadania, a nie miał to twój M za te kłamstwa powinien od niego wyciagnąc konsekwencje.

End_aluzja napisał/a:

wiesz co sądzę zazdrosna? "przekaraliście" chłopaka jemu nie zależy - bo to WY karzecie za niepowodzenia

mortisha napisał/a:

U nas najbardziej ( choć nie zawsze ) działa zabranie/wstrzymanie przywilejów/przyjemności bez jakiś krzyków ,bez agresji

No właśnie nie działa, młody codziennie przynosi do domu kolejne jedynki, bo nie uczy się i nie przygotowuje do lekcji. Nie chcemy odciąć go od wszystkich przywilejów, choć faktycznie mu się należy. Nie wiemy, już jakich metod użyć, w razie jego nagannego zachowania. Z M już rozmawialiśmy, że można ten rok szkolny uznać za stracony, tylko czy dobrym rozwiązaniem jest odpuszczenie? Codzienne przetrzepywanie zeszytów nic nie daje, bo chłopak nawet jak robi co mu się każe, to jest tak zły, że nie dociera do niego co czyta.

NorPol napisał/a:

Uważam, że za bardzo chłopakowi matkujesz, ciagle go strofujesz, wysyłasz do nauki itd. A to nie twoja rola tym bardziej że ona ci nie odpowiada, nie masz na to siły i ochoty. Dzieciaki to czuja. Myśle, ż ekażdy by to czuł.  Od tego jest twój mąz i ojciec chłopaka. To on powinien ustalać z własnym dzieckiem zasady, je egzekwować, przestrzegać i sprawdzać, a nie ty. Ja rozumiem, że jest praca, każdy z nast teraz dużo pracuje żeby jakoś żyć ale ma się dziecko to trzeba wypełniać swoje obowiązki. Uważam, że jest za dużo ciebie, a za mało twojego M w życiu tego chłopaka.

To M umawia się z synem, ile ma się uczyć, do jakiej lekcji przygotowywać, co ma zrobić w domu, na ile może wyjść na podwórko i co może obejrzeć w TV. Jednak ja spędzam więcej czasu z chłopakiem i ja jestem w stanie go przypilnować pod nieobecność ojca. Młody nie ma w sobie wyrobionej obowiązkowości i jak tylko ma możliwość to wybiera zabawę. Przez telefon nie wszystko można załatwić, a nie wydaje mi się rozsądne, by M miał zrezygnować z pracy na poczet nieuka, któremu i tak do rozumu się nie przemówi. Jeszcze cztery lata i niech obibok poczuje ten miód dorosłości.
Ja tez już więcej zaczynam wychodzić z domu i zajmować się sobą, by nie wnerwiać się nad zachowaniem młodego. Jednak dla chłopaka już nic mi się nie chce robić, wyganiam go do siebie do nauki, gdyż brakuje mi cierpliwości na jego bezsensowne wymówki i kłamstwa.

4 094

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

To M umawia się z synem, ile ma się uczyć, do jakiej lekcji przygotowywać, co ma zrobić w domu, na ile może wyjść na podwórko i co może obejrzeć w TV. Jednak ja spędzam więcej czasu z chłopakiem i ja jestem w stanie go przypilnować pod nieobecność ojca. Młody nie ma w sobie wyrobionej obowiązkowości i jak tylko ma możliwość to wybiera zabawę. Przez telefon nie wszystko można załatwić, a nie wydaje mi się rozsądne, by M miał zrezygnować z pracy na poczet nieuka, któremu i tak do rozumu się nie przemówi. Jeszcze cztery lata i niech obibok poczuje ten miód dorosłości.
Ja tez już więcej zaczynam wychodzić z domu i zajmować się sobą, by nie wnerwiać się nad zachowaniem młodego. Jednak dla chłopaka już nic mi się nie chce robić, wyganiam go do siebie do nauki, gdyż brakuje mi cierpliwości na jego bezsensowne wymówki i kłamstwa.

Zazdrosna każde dziecko gdy tylko będzie miało mozliwość to wybierze zabawę. Mlody nie jest wyjątkiem. Raczej wyjątkami albo w mniejszości są te dzieci, które najpierw zrobia obowiązki i same o nich będa pamietały, a potem pójda się bawic. Przez tel to mmożna zapytac co słychać, a nie wychowywać. U was to jest poprzestawiane. Ty więcej czasu z nim spędzasz, pilnujesz itd to rodzi wrogoś twoja do niego bo koncentrujesz się tylko na jego złych cechach i je widzisz na pierwszym planie i jego do ciebie co manifestuje swoim zachowaniem, pałami, kłamstwami itd. Chłopakowi potrzebny jest ojciec. Czy twój maz w weekendy tez tyle pracuje? Może by zabrał chłopaka gdzieś albo smai cos razem porobili w mękim gronie?

4 095 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-26 12:33:23)

Odp: Być drugą i macochą
NorPol napisał/a:

Zazdrosna każde dziecko gdy tylko będzie miało mozliwość to wybierze zabawę. Mlody nie jest wyjątkiem. Raczej wyjątkami albo w mniejszości są te dzieci, które najpierw zrobia obowiązki i same o nich będa pamietały, a potem pójda się bawic. Przez tel to mmożna zapytac co słychać, a nie wychowywać. U was to jest poprzestawiane. Ty więcej czasu z nim spędzasz, pilnujesz itd to rodzi wrogoś twoja do niego bo koncentrujesz się tylko na jego złych cechach i je widzisz na pierwszym planie i jego do ciebie co manifestuje swoim zachowaniem, pałami, kłamstwami itd. Chłopakowi potrzebny jest ojciec. Czy twój maz w weekendy tez tyle pracuje? Może by zabrał chłopaka gdzieś albo smai cos razem porobili w mękim gronie?

Sama mam dwójkę własnych dzieci i dla niech zabawa czy przyjemności też są na pierwszym planie, ale gdy przychodzi sprawdzian, albo inne ważne zaliczenie materiału to potrafią zarwać noc, by się przygotować. Ja nie muszę ich pilnować z nauką, po prostu wiedzą, że muszą i to robią. Tak masz wiele racji, złość na zachowanie młodego przesłania mi całkowity obraz jego osoby. Jak on kolejny raz coś zawali to ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że chłopak nic nie jest wart. Nie mam z nim związanych pozytywnych doświadczeń, wiec opieram się na tym co widzę i to mnie od niego odrzuca. Jego ojciec zostawia sobie wolne jedynie niedziele, w soboty bierze czasem synów do warsztatu, ale spotyka się zawsze z ich sprzeciwem i marudzeniem, bo trzeba rano wstać i coś mu pomóc. Wiem, że międzyczasie weźmie młodych na ryby, na lody itp. ale oni woleliby siedzieć ze mną w domu i grać sobie na komputerze. Dla mnie też te niedziele są ważne, bo to jedyny czas, gdy mogę spędzić trochę czasu z M. Chciałabym gdybyśmy choć jedną mieli w miesiącu dla siebie, żeby w tedy młodzi byli u matki, jednak ona zwala opiekę na ojca. Nawet gdy można zawieźć młodego do dziadków to traci się pół soboty na zawiezienie plus jakaś kawa i pół niedzieli na odwiezienie, bo wnuczuś sam autobusem nie może przecież jeździć.
Nie robię M wyrzutów, że dużo pracuje, bo wiem, że to jedyny sposób żeby wyszedł z długów, ale skoro jego synowie mają matkę, rodzinę, dziadów, ciotki to dlaczego młodym musi zajmować się obca baba - macocha? M jednak uważa się za niezastąpionego i jest spokojny i szczęśliwy wyłącznie jak jego synowie są u nas w domu z którego ja czasem mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie.

Posty [ 4 031 do 4 095 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 61 62 63 64 65 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026