netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 350 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 59 60 61 62 63 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 901 do 3 965 z 8 269 ]

3 901 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-01 15:58:00)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Dyplomatycznie  już kilka razy odmówił  wypisania lekarstwa ,ale przekaz  jasny poszedł,że  dzieciaka faszerować otumaniaczami nie będzie. Jemu nie przeszkadza pobudzenie córki i żywilowosc.  Hhmmmm (..)

Kto spędza więcej czasu z dzieckiem ty czy on? Może wg. niego sama powinnaś brać jakieś prochy na uspokojenie, by poradzić sobie z młodą?! Pewnie zbyt dużo go wyręczasz i dlatego on nie widzi problemu? Ja powiedziałabym stanowczo, że nie będziesz się szarpać z dzieckiem i on ma coś w tej kwestii zrobić.
Odpowiadając na twoje pytanie to mam w bliskiej rodzinie przypadek, gdy dzieciak musi brak leki uspokajające, które w dodatku powodują tycie i jak lekarz wypisuje to nikt nie pyta się czy trzeba, bo prostu nie można sobie dać rady z dziewczynką. Fakt, że może i przypadek jest bardziej poważny, bo zdarzyło się, że młoda się samookaleczała.
p.s.
Tak jak czytam twoje posty, to ciarki mnie przechodzą. Niby krótko ją trzymacie, a ona jak diabeł wcielony, współczucia kochana. Ona ma coś zdiagnozowanego, ADHD itp.?

3 902

Odp: Być drugą i macochą

ADHD to podobno wymysł koncernów farmaceutycznych. Ja bym spróbowała po dobroci, może indywidualny tok nauczania...

3 903 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-01 18:28:19)

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna13 ja już tylko działam, kiedy cos mnie dotyczy i jej zachowanie uderza we mnie ,wtedy reaguje, tak się dzieje  jak jesteśmy we dwie sam na sam , bo gdy jest mąż i jesteśmy we 3 razem to on  caly czas  problemy rozwiązuje i   dziecie ogarnia, a tak poza tym jeśli chodzi o pomoc  to jest kwestia mojej woli i chęci a do tego kiedy jestem o cos bardzo ładnie i grzecznie poproszona przez dziecko
Największy ambaras w tym, ze Ona przy ojcu jest bardziej do ogarnięcia, fakt, palma jej równo tez odbija , choć szybciej do porządku da się przywołać, ale nie pozwolili sobie na tyle przy tacie ,na ile sobie potrafi pozwolić gdy nie ma ojca i ja sama jestem z nią .A przecież wiecie ,ze ja wcale pobłażliwa nie jestem i nie dam sobą manipulować, konsekwencja to moja mocna strona, bez dyscypliny także ani rusz, mimo tego  i tak lubi dokuczać i być przekorna jakby sprawiało jej to satysfakcje i ma ubaw gdy ze mną się droczy a mi piana cieknie z pyska gdy ja swoje -ona swoje ,przy tacie bardziej się kontroluje i hamuje

Mąż nie zgodził się na badania na ADHD , a było proponowane wielokrotnie przez szkole, odmówił ponieważ  uważa ,ze to jest zbędne i wcale nie ma zamiaru godzić się na to ,aby przez jakiś  głupkowaty papierek ( jego opinia)corka inaczej była traktowana w klasie na lekcji,czy w jakimkolwiek miejscu gdziekolwiek i on jest gorącym zwolennikiem, zeby dziecko miało takie same zasady i reguły w klasie, w szkole, gdzie się da  tak jak pozostale dzieci, bez żadnych tam ulg i forów   z powodu domniemanego adhd. On sprzeciwia się takim ustępstwom jakie widuje  u Młodej w szkole jak dzieci z tymi zaburzeniami są taryfowo traktowane.To dla niego jest  bląd i się z tym nie zgadza ,uważa ze wszyscy powinni być na równi traktowani i mieć narzucone te same zasady,- ja go w tym temacie w pełni popieram jak to rozumuje i do tego podchodzi ,dlatego nie chciał, aby corka była poddana tego typu badaniom ,bo jest wysokie prawdopodobieństwo ze mogli by takie jej orzeczenie wystawić, lecz  mąż do niego ma wiele przeciwskazań. Akurat jego pogląd jest zbieżny z moim 

Lily89 - ona nie może miec indywidualnego nauczania wg nas i MUS mieć kontakt z rówieśnikami,  z dzieciakami aby jakos poprawnie funkcjonowała w  grupie,  a nie jako odrębna jednostka .
Sama nie raz wspomina ze chciałby mieć E.D (Edukacje domową)choć przy tym tez jest chwiejna z te racji ,ze ojciec jest wymagający i nie byłoby taryf ulgowych ,ani obijania się z nauką,  ale tak patrzymy i stwierdzamy ,ze wtedy by całkowicie się jeszcze bardziej wycofała z grupy rówieśniczej. Z porozumieniem się z dorosłymi nie ma problemów, ma szeroki zakres wiedzy w wielu tematach ponad normę, z relacjami z rówieśnikami jest na bakier, bo wg niej zyją w infantylnym świecie, świat zabawek, gier komp to nie jej  realia, a ona z innej planety najwyraźniej ,inne priorytety i idee

Nasz zwierzyniec to dla niej najlepsi przyjaciele z jakimi najchętniej i każda wolną minute swojego czasu  z nimi spedza. szaleje za nimi z wzajemnością Obdarowuje ich miloscia i troską az  nie raz oczu oderwać nie można jak są za sobą .
Ona   najchętniej z nimi by cale dnie spędzała  dzieląc swoje radości i smutki  , ale to w niej uwielbiam, ze jest taka przekochana opiekuńcza i delikatna do  futrzaków i nie jest sklonna do krzywd. Taki sam chorobliwy miłośnik zwierząt ( nie tylko swoich ) jak  Ja i maż smile

3 904 Ostatnio edytowany przez Lily89 (2014-09-01 18:25:53)

Odp: Być drugą i macochą

Boże dogadam się z waszym dzieckiem idealnie. Miałam całe życie tak samo. Moi starsi próbowali mnie na siłę integrować z rówieśnikami , na co ja stawałam okoniem. Miałam starszych znajomych, a w ogólniku dużo starszych. Jakoś żyję.
Co do indywidualnego toku nauczania, w gimnazjum wagarowałam, bo szkoła nie była dla mnie żadnym wyzwaniem, zwłaszcza jeśli chodzi o przedmioty humanistyczne... Nudziłam się jak mops.

3 905

Odp: Być drugą i macochą

Cześć, dziewczyny. Czytam Was od dawna i po cichu podziwiam Waszą siłę.
Ogólnie miałam się nie udzielać, bo nie jestem w podobnej sytuacji, ale... chciałabym odpowiedzieć na post Mortishy.

Ja ogólnie jestem przeciwko podawaniu dzieciom leków na uspokojenie/wyciszenie.
Ale ostatnio obejrzałam program o dzieciach z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi... KOSZMAR.
Tam bez leków ani rusz. Ataki agresji, próby okaleczeń, próby samobójcze. No po prostu tragedia.

Mortisha, pogadaj może jeszcze raz z mężem. Niech się zgodzi na badanie na ADHD. Bo jeżeli córka jest chora, to leczenie poprawi komfort nie tylko jej życia, ale też Waszego!

3 906 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-01 18:48:22)

Odp: Być drugą i macochą

Lily  nasza wagary tez już nie raz zaliczyła mimo ,ze to dopiero smark w podstawówce, nie często ale już zdarzyło sie. Na pytanie dlaczego  nie była na lekcji zawsze odpowiadała ,ze więcej wyniesie korzyści z obcowania z naturą i na pagórku przestudiowanie podręcznika, niż ślęczenie w ławce w bunkrze   i słuchanie monologu  emgieerki , a jak się nie zgodzi  z nauczycielem w czymś to od razu  uwaga ,ze pyskuje

Cynicznahipo -dzięki Cyniczna . Jeśli chodzi o męża to jak go znam    już bardziej się zgodzi na badania w kierunku ADHD  jeśli będę go w tym temacie cisnąć ,ale   bez ataku ani napastliwości,  niż  podanie dziecku farmakologii wyciszającej, w tym temacie to on na zabój jej przeciwny. Jego obroną jest to ze on sobie daje z Malą rade i potrafi ją ogarnać, no taaak. tylko ze mąż całodobowo z nią nie przebywa  dzień w dzień.  Ot   np. czasami calą sobotę poświeci na nią , ale  co to jest raz w tygodniu   jeden dzień całodobowo. Wakacje  to tez  Pchly wiecej nie było niż była z nami, bo była na wczasach, rozjazdach, koloniach,w odwiedzinach  itd.
Zwolennik med. niekonwencjonalnej  z niego. Zastosowanie farmakologii przy fizycznych i psych. dolegliwościach uznaje jako ostateczną ostateczność jedynie przy ochronie życia

3 907

Odp: Być drugą i macochą

Ja czytałam książki pod ławką i na ławce. Panu w liceum nie przeszkadzało to wcale, bo stwierdził, że jak mnie pyta to odpowiadam na 5 i w sumie nikomu nie przeszkadzam, to sobie mogę czytać.

3 908

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, rozumiem.
Ale może inaczej spojrzy na sprawę, jeśli okazałoby się (odpukać!), że Mała ma ADHD.

3 909

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

ADHD to podobno wymysł koncernów farmaceutycznych. Ja bym spróbowała po dobroci, może indywidualny tok nauczania...

Jest całkiem spore grono lekarzy i naukowców uważających, że nadpobudliwość dużej grupy dzieci udałoby się zniwelować zmieniając ich dietę. Za dużo w niej cukru i stąd dzieci mają za dużo energii.

3 910

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Lily  nasza wagary tez już nie raz zaliczyła mimo ,ze to dopiero smark w podstawówce, nie często ale już zdarzyło sie. Na pytanie dlaczego  nie była na lekcji zawsze odpowiadała ,ze więcej wyniesie korzyści z obcowania z naturą i na pagórku przestudiowanie podręcznika, niż ślęczenie w ławce w bunkrze   i słuchanie monologu  emgieerki , a jak się nie zgodzi  z nauczycielem w czymś to od razu  uwaga ,ze pyskuje

No tak - mam w rodzinie przypadek zdiagnozowanego ADHD i dokładnie te same objawy. Dziecko 10 lat, bardzo uzdolnione sportowo, aktywne, inteligentne, ale jak nie po jego myśli to agresja i samoagresja. Gajzer energii. Indywidualista, który nie potrzebuje i nie chce towarzystwa innych dzieiciaków.
Bierze leki na wyciszenie w tygodniu /w weekendy już nie chcą go faszerować/. Lekarz powiedzial wprost- jeżeli nie chcecie państwo, żeby uciekał z domu, ze szkoły to musicie leki dawać - innego wyjścia nie ma.
Szkoda dzieciaka bo faktycznie jest przymulony i sam mówi, że nie chce tego brać bo wtedy nie ma "swoich pomysłów".

Sytuacja trudna dla wszystkich - bo czasami nie wiadomo jak zareagować - a na takie dzieci krzyknąć nie można, tylko spokój - a jak tu być spokojnym jak czlowieka rozsadza od środka od tego jego zachowania...

3 911 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-02 08:49:46)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Mąż nie zgodził się na badania na ADHD , a było proponowane wielokrotnie przez szkole, odmówił ponieważ  uważa ,ze to jest zbędne i wcale nie ma zamiaru godzić się na to ,aby przez jakiś  głupkowaty papierek ( jego opinia)corka inaczej była traktowana w klasie na lekcji,czy w jakimkolwiek miejscu gdziekolwiek i on jest gorącym zwolennikiem, zeby dziecko miało takie same zasady i reguły w klasie, w szkole, gdzie się da  tak jak pozostale dzieci, bez żadnych tam ulg i forów   z powodu domniemanego adhd. On sprzeciwia się takim ustępstwom jakie widuje  u Młodej w szkole jak dzieci z tymi zaburzeniami są taryfowo traktowane.To dla niego jest  bląd i się z tym nie zgadza ,uważa ze wszyscy powinni być na równi traktowani i mieć narzucone te same zasady..

Przecież nikt wam nie karze zgłaszać informacji o diagnozie w szkole, choć wg. mnie powinno się powiadomić wychowawcę dla dobra małej. Po prostu wiedzieli byście jak z nią postępować i jak jej pomóc. Jeśli komuś coś dolega, to trzeba się z tym liczyć, a nie bagatelizować sprawę i czekać z założonymi rękami, aż przydarzy się jakieś nieszczęście. Myślę, że to ojciec ma problem z ewentualnym zaakceptowaniem rozpoznania, że może się okazać, iż jego ukochana córeczka ma jakieś wady.

mortisha napisał/a:

'''Dziewczynki a wczoraj maż był z córką u specjalisty i jeden z nich proponował tabletki na wyciszenie i uspokojenie dla dziecka, ale mąż się stanowczo nie zgodził......

"""specjalista jeszcze żadnych lekarstw nie wypisal, bo mąz stanowczo i bezdyskusyjnie nawet nie chciał o tym słyszeć....

Może reaguje tak stanowczo, bo młoda już miała doświadczenie w przyjmowaniu leków, może w rodzinie M albo matki występowały jakieś anomalia? Medycyna idzie do przodu i teraz lekarstwa są mniej inwazyjnie i mają mniej skutków ubocznych. Uważam, że dla dobra młodej powinniście zdecydować się na badania i ewentualną kurację.

3 912

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

Właśnie M wysłał mi sms że jutro wraca z delegacji tzn wpada na 3dni bo córcia dziś poszła do gimnazjum i chciałby z nią pobyć w "tym trudnym czasie"
Moje ciało już jest chore wymioty drgawki,żołądek zamyka się na cokolwiek.
Muszę się ewakuować z domu na te dni bo nie dam rady,wszystko we mnie krzyczy wszystko mnie boli.

Jak tam motylku?

3 913

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie Dziewczynki .. miłego dnia życzę ...
Motylek jak u Ciebie ???
Kjim , jak sobie radzisz Kobieto ?

macie jakieś sposoby na poprawę nastroju??
na sen biorę leki, na spokój również... jutro psycho.. tak chciałabym nie myśleć..
nie analizować co będzie ...
Kjim... Ty już uporałaś się myślami ?

3 914

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

macie jakieś sposoby na poprawę nastroju??
na sen biorę leki, na spokój również... jutro psycho.. tak chciałabym nie myśleć..
nie analizować co będzie ...

Ruch - bieganie, zumba - w naszym organizmie wyzwalane są endorfiny.

3 915

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Witajcie Dziewczynki .. miłego dnia życzę ...
Motylek jak u Ciebie ???
Kjim , jak sobie radzisz Kobieto ?
macie jakieś sposoby na poprawę nastroju??
na sen biorę leki, na spokój również... jutro psycho.. tak chciałabym nie myśleć..
nie analizować co będzie ...
Kjim... Ty już uporałaś się myślami ?

Chceuciekacstad, czytam Was cały czas, jak się dalej z tym wszystkim zmagacie. O tym, że TY wybierasz się do psychologa , żeby sobie zacząć z tym radzić.
Z jednej strony łapie się za głowę : co jeszcze zrobimy żeby ratować związek? Żeby być z facetem, którego kochamy? Bierzemy prochy, radzimy się psychologa, musimy ustępować, tolerować, mimo, że wszystkie zgodnie twierdzimy, że to ON powinien nad sobą pracować. Że to On powinien ze sobą i dzieciakiem iść do psychologa (czasem sobie nawet myślę, że przydałby mu się psychiatra).
Ty chcesz uciekać stąd , a Ja już od tego uciekłam. I.............?
Zazdroszczę Wam, że macie więcej siły ode mnie, bo wciąż tęsknie za swoim facetem. I wciąż zastanawiam się co jest mniejszym złem: mieć obok faceta, za którym tak bardzo tęsknię, ale brać środki uspokajające przed każdym weekendem, zaciskać zęby, kiedy Jego dzieci mnie ignorują, zmagać się z nerwową biegunką, kiedy zbliżają się święta czy.... brać środki na uspokojenie, kiedy wieczorem nie mogę sobie poradzić z tęsknotą. 
Po analizie stwierdzam, że szybciej wyleczę się z tej miłości, niż zaakceptuję Jego dzieci, Jego Byłą i całą tą nerwowa otoczkę. 
Tęsknię bardzo. I wiem , że On tez. Daje mi tego dowody. Ale perspektyw na to, że uda nam się być razem i być szczęśliwymi - nie ma.

3 916

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Witajcie Dziewczynki .. miłego dnia życzę ...
Motylek jak u Ciebie ???
Kjim , jak sobie radzisz Kobieto ?
macie jakieś sposoby na poprawę nastroju??
na sen biorę leki, na spokój również... jutro psycho.. tak chciałabym nie myśleć..
nie analizować co będzie ...
Kjim... Ty już uporałaś się myślami ?

Chceuciekacstad, czytam Was cały czas, jak się dalej z tym wszystkim zmagacie. O tym, że TY wybierasz się do psychologa , żeby sobie zacząć z tym radzić.
Z jednej strony łapie się za głowę : co jeszcze zrobimy żeby ratować związek? Żeby być z facetem, którego kochamy? Bierzemy prochy, radzimy się psychologa, musimy ustępować, tolerować, mimo, że wszystkie zgodnie twierdzimy, że to ON powinien nad sobą pracować. Że to On powinien ze sobą i dzieciakiem iść do psychologa (czasem sobie nawet myślę, że przydałby mu się psychiatra).
Ty chcesz uciekać stąd , a Ja już od tego uciekłam. I.............?
Zazdroszczę Wam, że macie więcej siły ode mnie, bo wciąż tęsknie za swoim facetem. I wciąż zastanawiam się co jest mniejszym złem: mieć obok faceta, za którym tak bardzo tęsknię, ale brać środki uspokajające przed każdym weekendem, zaciskać zęby, kiedy Jego dzieci mnie ignorują, zmagać się z nerwową biegunką, kiedy zbliżają się święta czy.... brać środki na uspokojenie, kiedy wieczorem nie mogę sobie poradzić z tęsknotą. 
Po analizie stwierdzam, że szybciej wyleczę się z tej miłości, niż zaakceptuję Jego dzieci, Jego Byłą i całą tą nerwowa otoczkę. 
Tęsknię bardzo. I wiem , że On tez. Daje mi tego dowody. Ale perspektyw na to, że uda nam się być razem i być szczęśliwymi - nie ma.

i tu jest cały sens ... że perspektyw brak..

Kjim..a czy facet skoro tez tęskni .. nie chce niczego zmienić? pogodzić?
Czy ta nasz nadwrażliwość na ich dzieci to nasz problem tylko ????? Bo może to my powinnyśmy się leczyć.. bo nam jego dzieci przeszkadzają ...denerwują nas....

My nie rozmawiamy .. zero.
Z jednej strony mi lepiej- bo nie musze tłumaczyć .. dlaczego tak czuję ..dlaczego tak jest... dlaczego mnie boli...

Z drugiej strony.. to impas...bo taka sytuacja niczego nie zmieni.... ale czuję się upokarzana przymusem powtarzania w kółko tego samego... Ja mówię jedno .. ale on słyszy i mówi zupełnie co innego... jakbyśmy odgrywali swoje role ... każdy swój tekst..

Zazdrosna.. a jak u Was ?

Dziewczyny, czy któraś z nas macoch chodziła na terapię z powodu negatywnych emocji co do dzieci partnera ..z pozytywnym skutkiem ??

3 917

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim..a czy facet skoro tez tęskni .. nie chce niczego zmienić? pogodzić?
Czy ta nasz nadwrażliwość na ich dzieci to nasz problem tylko ????? Bo może to my powinnyśmy się leczyć.. bo nam jego dzieci przeszkadzają ...denerwują nas....

Próbował coś zmieniać. Ale według mnie z chwilowym skutkiem. Potem wszystko wracało na stare tory. Ja tez próbowałam, próbowałam tolerowac coś co nie było po mojemu, próbowałam się nie przejmowąć tym, że we własnym domu, obcy ludzie traktują mnie jak intruza. Ale tak się nie da żyć. Czułam się zażenowana, że znowu czepiam się o to samo. Za każdym razem (tak jak TY)  zastanawiałam się nad tym,  czy On zmienia się tylko na chwile żeby mnie udobruchać(?) czy te Jego zachowania są tak bardzo w Nim zakorzenione, że nie potrafi się zmienić? Czy strach przed utratą dzieci jest aż tak silny, że przyćmił Mu zdrowy rozsądek, czy może stosuje takie metody wychowawcze , bo sam był tak wychowywany (bezstresowo) ? 
Zachwyceni byliśmy tym, co się wydarzyło między nami , oboje twierdzimy, że to co nas spotkało to miłość jakiej nie przeżyliśmy wcześniej, tylko, że starcie naszych dwóch światów to coś czego nie udźwigniemy. Nie wiem co musiałoby się zmienić żeby być ze sobą i żadne z nas nie cierpiało. Próbowaliśmy kilka razy na różne sposoby. Ja się nie zmienię i On też nie. Dlatego napisałam, że perspektyw na to , że coś się zmieni - już nie mamy.

3 918

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdroszczę Wam, że macie więcej siły ode mnie, bo wciąż tęsknie za swoim facetem. I wciąż zastanawiam się co jest mniejszym złem: mieć obok faceta, za którym tak bardzo tęsknię, ale brać środki uspokajające przed każdym weekendem, zaciskać zęby, kiedy Jego dzieci mnie ignorują, zmagać się z nerwową biegunką, kiedy zbliżają się święta czy.... brać środki na uspokojenie, kiedy wieczorem nie mogę sobie poradzić z tęsknotą. 
Po analizie stwierdzam, że szybciej wyleczę się z tej miłości, niż zaakceptuję Jego dzieci, Jego Byłą i całą tą nerwowa otoczkę. 
Tęsknię bardzo. I wiem , że On tez. Daje mi tego dowody. Ale perspektyw na to, że uda nam się być razem i być szczęśliwymi - nie ma.

Tęsknisz... to normalne... nawet kobiety, które uciekły od związków w których była przemoc tęsknią... bo człowiek jest tak skonstruowany, że tęskni za tym co zna...
Jakbyś potraktowała klin klinem - czyli nową miłością czybciutko byś wyleczyła się z poprzedniego związku, ale nie jest to zdrowe rozwiązanie.

Ja po zakończeniu niesatysfakcjonującego związku rozpaczałam jakby świat sie skończył - płakałam, analizowałam, cierpiałam, szarpałam się sama ze sobą... ale dzięki wsparciu bliskich osób nie złamałam się i nie zgodziłam na powrót - bo oznaczałby powrót do tego co było złe.
I wiecie co... nabrałam dystansu... poznałam lepiej siebie i swoje potrzeby. Okazało się, że bycie samemu nie jest takie złe... nie byłam samotna, ale byłam samodzielna.
W związku wszystkim ja się zajmowałam, więc nic się nie zmieniło - dlaczego więc tak cierpiałam? Strach przed samotnością? Przed nieznanym?

kjim czy na pewno tęsknisz za nim, a nie za męskim ramieniem? Zacznij od małych kroków - nie idealizuj i nie przypominaj sobie dobrych chwil... spojrz na wasz związek realnie i przypomnij sobie chwile kiedy przez niego cierpiałaś...
I znajdź sobie zajęcie, które odwróci twoją uwagę zanim wrócisz do równowagi...

3 919

Odp: Być drugą i macochą

A czy Twój były widział potrzebę zmiany ? w sensie , że chciał zmienić swoje podejście do dzieci ??? czy raczej robił to na zasadzie żeby spełnić Twoje oczekiwania ?  byliście  u psychologa ..psychiatry ? Czy raczej było na zasadzie " tym razem się postaramy " ...?

To mnie zastanawia .. że w większości przypadków.. faceci nie widzą problemu.. ich rodziny nie widzą problemu.. tylko my jesteśmy problematyczne bo nie myślimy i nie czujemy jak oni ..
Jak jeszcze rozmawialiśmy..  kłóciliśmy się z M o podejście do dzieci.. on wymyślił że aby jego młody nas nie szpiegował,, nie gadał o nas..to ja mam mu pokazać jaka fajna jestem... zarzucał mi że ja z nim nie rozmawiam ... że nie próbuje być miła i nie przekonuję go do siebie...
Młody większość czasu spędza nie z ojcem tylko z kolegami.. tabun dzieci lata mi po domu... wyjadają wszystko.. wypijają .. bałaganią...ok dzieci.. Ja powinnam według m nadskakiwać jego młodemu .. włazić mu w dupkę .. a on nawet dzień dobry nie mówi jak wchodzi... dopiero m mu przypomina..
... zapytałam M skoro twierdzi że traktujemy dzieci podobnie..to dlaczego on nie zabiega o kontakty z moim synem...
A on na to " że on stary człowiek po schodach łazić do młodego mojego nie będzie " ...no szok... a ja mam biegać za 8 latkiem...
M nie interesuje się prawie w ogóle moim synem.. ja go do tego nie zmuszam.. on nawet nie wie czy mój syn jest w domu...
Powiedziałam  M , że on wymaga ode mnie bym dbała o samopoczucie jego synka jak jest u nas .. ale on w ogóle nie interesuje się moim synem który z nami mieszka.. sporadycznie rozmawiają ..
Dziwne .. że wymaga czegoś czego sam nie daje...  czy to takie trudne do zobaczenia ?

3 920 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-03 11:22:32)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna.. a jak u Was ?

Dziewczyny, czy któraś z nas macoch chodziła na terapię z powodu negatywnych emocji co do dzieci partnera ..z pozytywnym skutkiem ??

Nie narzekam, fobia mi minęła. M trzyma młodego w ryzach, reaguje na moje prośby dotyczące chłopaka. Wczoraj dzieciak marudził z przygotowaniem i zjedzeniem śniadania, więc kazałam M to egzekwować i on się tym zajął. Ja też trochę odpuściłam i nie czepiam się już że młody bierze suche kromki posmarowane tylko dżemem do szkoły.
Ja się nie denerwuję, a M też trochę zmienił taktykę. Np. młody się pyta, czy może dłużej pooglądać u nas TV, albo zjeść coś po 22 to M wyczekuje, aż ja się wypowiem, jeśli się nie zgadzam to M podtrzymuje moje zdanie. Powoduje to, że mam więcej cierpliwości i wyrozumiałości do chłopaka i pozwalam mu na dodatkowe rzeczy. Uważam, że to jedyna skuteczna metoda na zaakceptowanie dziecka M, bo nic nie jest mi narzucane, przynajmniej działa w moim przypadku. Z terapii na razie zrezygnowałam, bo przynajmniej na razie nie potrzebuję i w moim przypadku była bezskuteczna, a dodatkowo psycholog przez moje zachowanie w stosunku do dzieciaka nastawiła się do mnie negatywnie, pewnie nie była w stanie mnie zrozumieć i postawić się w mojej sytuacji.
Trochę obawiam się przyjazdu do nas młodszego syna M, ale jestem dobrej myśli.

chceuciekacstad napisał/a:

A czy Twój były widział potrzebę zmiany ? w sensie , że chciał zmienić swoje podejście do dzieci ??? czy raczej robił to na zasadzie żeby spełnić Twoje oczekiwania ?  byliście  u psychologa ..psychiatry ? Czy raczej było na zasadzie " tym razem się postaramy " ...?

Ludzie, którzy nie chcą widzieć potrzeby zmiany, nie zrobią tego od tak, albo nie zrobią tego wcale. Kjim może M kiedyś z inną kobietą zmądrzeje, ale musiałby bardzo cierpieć z powodu rozstania i samotności. Niestety wydaje mi się, że z tobą wciąż wracałby ciągle do starych nawyków.

3 921

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A czy Twój były widział potrzebę zmiany ? w sensie , że chciał zmienić swoje podejście do dzieci ??? czy raczej robił to na zasadzie żeby spełnić Twoje oczekiwania ?

Tego się pewnie nigdy nie dowiem. Nie wiem czy zmieniał się, bo chciał mi zrobić dobrze, czy naprawdę docierało do Niego, że swoim włazidupstwem i spełnianiem zachcianek robi dzieciom krzywdę. Do dziś tego nie wiem.  Domyślać się tylko mogę, że strach przed utratą dzieci (bo jakby zaczął od nich czegokolwiek wymagać skończyłoby się tym, że nie chciałyby do niego przyjeżdżać), ten strach jest u Niego większy, niż strach przed utratą miłości kobiety i mężczyzny. Tak się domyślam, czy tak było/jest naprawdę nie wiem.

3 922

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny ile jesteście w stanie zrobić /proszki, psycholog/, wytrzymać, dokąd możecie przesuwać graniece, żeby być z facet.
Gdy ja opisałam swoją historię zarzuciłyście mi, że jestem desperatką, która chciała za wszelką cene faceta. A wy co robicie?
Tylko, że ja potrafiłam sie wycofać a Wy się łudzicie, że będzie lepiej na ile na tydzień, miesiąc a później znów od nowa. Upominanie, nerwy, płacz, ciche dni nie wspomnę o "niby wspólnych pieniądzach" na "niby wspólne wydatki".
Teraz napewno mnie zgnoicie, ale lepiej żyć samej niż całe życie udawać kochającą sie rodzinkę

3 923

Odp: Być drugą i macochą
mwdowa81 napisał/a:

Dziewczyny ile jesteście w stanie zrobić /proszki, psycholog/, wytrzymać, dokąd możecie przesuwać graniece, żeby być z facet.
Gdy ja opisałam swoją historię zarzuciłyście mi, że jestem desperatką, która chciała za wszelką cene faceta. A wy co robicie?
Tylko, że ja potrafiłam sie wycofać a Wy się łudzicie, że będzie lepiej na ile na tydzień, miesiąc a później znów od nowa. Upominanie, nerwy, płacz, ciche dni nie wspomnę o "niby wspólnych pieniądzach" na "niby wspólne wydatki".
Teraz napewno mnie zgnoicie, ale lepiej żyć samej niż całe życie udawać kochającą sie rodzinkę

Mdowa.. sęk w tym że my nie udajemy właśnie szczęśliwej rodzinki..
Mój związek ponad 6 letni to jak małżeństwo  - tyle że bez papierka.
Gdyby było tak łatwo jak piszesz " wycofać się " .. to pewnie każda z nas kończyła by na pierwszych problemach..

Mówią ..ze to czego się nie da zmienić trzeba zaakceptować... trzeba akceptować druga osobę z jej strachami i wadami...
Tyle że łatwo się mówi .. łatwo pamięta przez kilka dni tygodni... a później i tak rządzą nami instynkty i odruchy bezwarunkowe...
Zauważyłam wśród znajomych, że faceci  nie mają problemu z tolerowaniem "obcych " dzieci... lub my kobiety na więcej się zgadzamy w imię dobra ogółu...
Nie wiem.. trudno nie przyznać racji naszym M .. ich obawy maja jakieś tam uzasadnienie .. jeśli matka , rodzina nie wychowuje dzieciaka .. to trudno by on sam cokolwiek wywojował poza niechęcią młodego...
Argument o ograniczeniu czasowym przy weekendowym ojcostwu jest również bardzo ważny...
Tyle że .... no właśnie... brak zrozumienia drugiej strony że my wcale nie mamy obowiązku tego wszystkiego brać pod uwagę.. że nam się należy choć czasami .. uznanie.. zrozumienie .. i bycie ....

3 924

Odp: Być drugą i macochą

Nie napisałam, że przy pierwszym lepszym problemie trzeba sie wycofać ale tu chodzi o Wasze życie i samopoczucie. Ja się wycofałam gdy źle czułam się we własnym domu, gdy unikałam jak ognia powrotu do niego a chyba nie na tym to polega. Dlaczego mam być nieszczęliwa?

".............Zauważyłam wśród znajomych, że faceci  nie mają problemu z tolerowaniem "obcych " dzieci... lub my kobiety na więcej się zgadzamy w imię dobra ogółu"

Powiem, Ci dlaczego potrafią niby tolerować bo obce dzieci ich nie obchodzą, a w niektórych Waszych przypadkach tak właśnie jest. Niby tolerancja a tak naprawdę czy dziecko jest w domu czy nie ma to i tak bez znaczenia.

3 925

Odp: Być drugą i macochą

Mwdowa81,
a ja ci gratuluję odwagi.

3 926

Odp: Być drugą i macochą
mwdowa81 napisał/a:

Nie napisałam, że przy pierwszym lepszym problemie trzeba sie wycofać ale tu chodzi o Wasze życie i samopoczucie. Ja się wycofałam gdy źle czułam się we własnym domu, gdy unikałam jak ognia powrotu do niego a chyba nie na tym to polega. Dlaczego mam być nieszczęliwa?

".............Zauważyłam wśród znajomych, że faceci  nie mają problemu z tolerowaniem "obcych " dzieci... lub my kobiety na więcej się zgadzamy w imię dobra ogółu"

Powiem, Ci dlaczego potrafią niby tolerować bo obce dzieci ich nie obchodzą, a w niektórych Waszych przypadkach tak właśnie jest. Niby tolerancja a tak naprawdę czy dziecko jest w domu czy nie ma to i tak bez znaczenia.

Przeraża mnie moje wahanie nastrojów...
Niby jestem zdeterminowana ... wiem że nie ma szans.. że powinnam pozamykać tematy...
Ale tak mi trudno...
Wiszę tak w zawieszeniu... jakbym czekała na jakiś cud...

Mwdowa81 .. teraz jesteś szczęśliwa ?
nie czytałam Twojej historii. może dziś poczytam smile

3 927

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zauważyłam wśród znajomych, że faceci  nie mają problemu z tolerowaniem "obcych " dzieci... lub my kobiety na więcej się zgadzamy w imię dobra ogółu...
Nie wiem.. trudno nie przyznać racji naszym M .. ich obawy maja jakieś tam uzasadnienie .. jeśli matka , rodzina nie wychowuje dzieciaka .. to trudno by on sam cokolwiek wywojował poza niechęcią młodego...
Argument o ograniczeniu czasowym przy weekendowym ojcostwu jest również bardzo ważny...
Tyle że .... no właśnie... brak zrozumienia drugiej strony że my wcale nie mamy obowiązku tego wszystkiego brać pod uwagę.. że nam się należy choć czasami .. uznanie.. zrozumienie .. i bycie ....

A ja zauważyłam wręcz odwrotnie.

Ale moja obserwacja dlaczego tak jest...
Żadna kobieta nie oczekuje od nowego mężczyny, że będzie jej dzieciom prał, gotował, sprzątał, utrzymywał je... przeważnie jest samowystarczalna i utrzymuje siebie i swoje dzieci.
Mężczyna jak weźmie swoje dziecko to już wymaga pełnego wiktu i opierunku... bo oczekiwania są takie, że to jest rola kobiety....
Kobieta odpowiedzialna jest za ciepłą atmosfere w domu i spokój, radość - jako opiekunka domowego ogniska.

Jak facet nie znajdzie kobiety, która obsłuży jego i jego latorośle to zaraz biegnie po pomoc do mamusi... w wakacje pełno jest takich tatusiów ze swoimi dziećmi... i mamusią na doczepkę...

Chyba więcie dziewczyny gdzie mam takie oczekiwania wobec mnie... dlatego żyje mi się teraz bardziej komfortowo.

3 928

Odp: Być drugą i macochą

Tak jestem szczęśliwa odzyskałam swój dom, swoją wolność to dla mnie ważne.
Naprawdę nie ma mi czego gratulowac i tak cała sytuacja zaszła za daleko, ale klapki z oczu spadły.
Może mam wredny charakter ale jak coś mi nie pasuje lub za bardzo sie poświęcam i nie widzę przyszłości to po co mam w tym tkwić w imię czego.

Dziewczyny otwórzcie szeroko oczy, czy naprawdę warto się szerpać ze soba tylko dlatego by mieć faceta w łózku.

3 929

Odp: Być drugą i macochą
mwdowa81 napisał/a:

Dziewczyny otwórzcie szeroko oczy, czy naprawdę warto się szerpać ze soba tylko dlatego by mieć faceta w łózku.

Szczerze - to uważam, że do łożka nikogo szukać nie trzeba - chętni zawsze sie znajdą.

Natomiast do wspólnego życia - to już jest sztuka - nie ma sensu iść na łatwiznę i byc z kimś z braku laku.

Uważam, że nie muszę "kupować całej świni, jeżeli chodzi mi tylko o kiełbaskę" wink

3 930

Odp: Być drugą i macochą

mwdowa81   potrzebuję Twoich wpisów tutaj.
Potrzebuję żeby ktoś taki jak Ty, powiedział mi dziś, że będzie dobrze. Mam okropny dzień.  Jestem blisko zrobienia potwornej głupoty jaką byłyby słowa: "Kotku, niech się dzieje co chce, ale wróć, bo tęsknie". Siedzę w pracy i jestem bliska płaczu. Jest mi ku.wa źle.

3 931

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
kjim napisał/a:

Zazdroszczę Wam, że macie więcej siły ode mnie, bo wciąż tęsknie za swoim facetem. I wciąż zastanawiam się co jest mniejszym złem: mieć obok faceta, za którym tak bardzo tęsknię, ale brać środki uspokajające przed każdym weekendem, zaciskać zęby, kiedy Jego dzieci mnie ignorują, zmagać się z nerwową biegunką, kiedy zbliżają się święta czy.... brać środki na uspokojenie, kiedy wieczorem nie mogę sobie poradzić z tęsknotą. 
Po analizie stwierdzam, że szybciej wyleczę się z tej miłości, niż zaakceptuję Jego dzieci, Jego Byłą i całą tą nerwowa otoczkę. 
Tęsknię bardzo. I wiem , że On tez. Daje mi tego dowody. Ale perspektyw na to, że uda nam się być razem i być szczęśliwymi - nie ma.

Tęsknisz... to normalne... nawet kobiety, które uciekły od związków w których była przemoc tęsknią... bo człowiek jest tak skonstruowany, że tęskni za tym co zna...
Jakbyś potraktowała klin klinem - czyli nową miłością czybciutko byś wyleczyła się z poprzedniego związku, ale nie jest to zdrowe rozwiązanie.

Ja po zakończeniu niesatysfakcjonującego związku rozpaczałam jakby świat sie skończył - płakałam, analizowałam, cierpiałam, szarpałam się sama ze sobą... ale dzięki wsparciu bliskich osób nie złamałam się i nie zgodziłam na powrót - bo oznaczałby powrót do tego co było złe.
I wiecie co... nabrałam dystansu... poznałam lepiej siebie i swoje potrzeby. Okazało się, że bycie samemu nie jest takie złe... nie byłam samotna, ale byłam samodzielna.
W związku wszystkim ja się zajmowałam, więc nic się nie zmieniło - dlaczego więc tak cierpiałam? Strach przed samotnością? Przed nieznanym?

kjim czy na pewno tęsknisz za nim, a nie za męskim ramieniem? Zacznij od małych kroków - nie idealizuj i nie przypominaj sobie dobrych chwil... spojrz na wasz związek realnie i przypomnij sobie chwile kiedy przez niego cierpiałaś...
I znajdź sobie zajęcie, które odwróci twoją uwagę zanim wrócisz do równowagi...

kjim napisał/a:

Potrzebuję żeby ktoś taki jak Ty, powiedział mi dziś, że będzie dobrze. Mam okropny dzień.  Jestem blisko zrobienia potwornej głupoty jaką byłyby słowa: "Kotku, niech się dzieje co chce, ale wróć, bo tęsknie". Siedzę w pracy i jestem bliska płaczu. Jest mi ku.wa źle....

A Ja nie mogę Ci powiedzieć?
Będzie dobrze, jesteś wrażliwą kobietą to swoje musisz odchorować. Będzie dobrze!!!!

3 932

Odp: Być drugą i macochą

Tendre, właśnie o to chodzi. Jeśli widzę, że facet ma w nosie moje samopoczucie, moje zdanie i ogólnie źle nam razem w codziennych sprawach to po co być ze soba.
Większość z Was i tak sama prowadzi budżet domy, sama zajmuje się dziecmi plus dzieci M a dodatkowym bonusem są zszarpane nerwy

3 933 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2014-09-03 13:22:58)

Odp: Być drugą i macochą

Kijm, ja wiele przeszłam śmierc męża, nieudany związek /jak można było nazwać to związkiem/, więc pamietaj, że po nocy przychodzi dzień. Będzie dobrze, ale Ty musisz sobie odpowiedziec na pytanie co jest ważne dla Ciebie.
Moim zdaniem jeśli źle się czujemy ze swoim partnerem jest to związek toksyczny a wiadomo takie związki nie wróżą nic dobrego

3 934 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-03 14:01:46)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

"Kotku, niech się dzieje co chce, ale wróć, bo tęsknie".

Jesteś silna, kiedyś będziesz wdzięczna że wyrzuciłaś go ze swojego życia i zrobiłaś miejsce komuś wartościowemu z kim będziesz szczęśliwa. Poza tym 'tęsknie' u faceta = sex. Zastanów się czy chcesz rozdrapywać świeże rany.

3 935

Odp: Być drugą i macochą

Wiem, wiem, wszystko wiem, co mi tu piszecie.
Ale rozum swoje a głupie serce swoje.
Boże, jak ja bym chciała czasem być tępą-idiotką-trzpiotką, po której wszystko spływa.
Która niczym się nie przejmuje, nosi różowe tipsy i .... różowe okulary i ma wszystko i wszystkich w d..pie.
Ale jestem taką racjonalistką, że aż mnie samą to czasem przytłacza.

3 936

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Wiem, wiem, wszystko wiem, co mi tu piszecie.
Ale rozum swoje a głupie serce swoje.
Boże, jak ja bym chciała czasem być tępą-idiotką-trzpiotką, po której wszystko spływa.
Która niczym się nie przejmuje, nosi różowe tipsy i .... różowe okulary i ma wszystko i wszystkich w d..pie.
Ale jestem taką racjonalistką, że aż mnie samą to czasem przytłacza.

jakbyś mnie cytowała.. ja nawet tu kiedyś napisałam, jak ja zazdroszczę takim lalom!!!!

Kjim... wyczytałam żeby ćwiczyć oddechy.. na polepszenie nastroju..
link:
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/rozwoj/5-sposobow-by-w-5-minut-poprawic-nastroj

powodzenia !

3 937

Odp: Być drugą i macochą

Witaj, nakresle swoja sytuacje...mam 24 lata mój partner 30 i 5 letniego syna z poprzedniego związku nie byli malzenstwem...jesteśmy razem rok...oni byli ze sobą 7 lat, potem 3 lata się rozstali w miedzy czasie on miał kogos innego a potem pojawiłam się ja...zycie z kims takim kto ma dziecko nie jest takie trudne schody zaczynają się jeżeli chodzi o matke dziecka i była partnerke twojego faceta....musisz wiedizec ze on zawsze wybierze dziecko i będzie chciał być fair w stosunku do swojej ex ty jesteś na ostanim miejscu i zawsze tak będzie chociaż zawsze może ci powtarzac ze to ty jesteś najwazniejsza...ja zaakceptowałam jego syna co weekend wymyślam rozne  zabawy obiady wycieczki itp. traktuje go normalnie nie udaje jak nie mam humoru to mowie mu chociaż ma 5 lat ale wszystko rozumie,nadrabiam kiedy mam dobry...żeby widział ze go lubie i tak jest i mogl się odnalesc w nowej sytuacji gdzie ma nie tylko mame i tate ale tez ciocie i wujka....natomiast nie mopge pogodzić się ze ma kontak z była i niby chodzi tylko o dziecko ale tak nie jest,cos zawsze zostaje w sercu po rozstaniu pomimo ze rozstali się z jej winy...wydaje mi się ze on ja nadal kocha...a ze mna jest bo jestem dobra dla jego dziecka i jako jedyna mnie zaakceptowal...wcześniej po rozstaniu z tamta miał jakies dziewczyny...ale nic tak nie boli jak ciagly kontakt z tamta...kiedy slysze jej imie nie uwierzycie ale szlak mnie trafia nie potrafie sobie z tym sama poradzić a mój partnej mowi ze sprzesadzam i ze wymyślam i nie mam powodow być az tak zazdrosna....tylko kiedy ja tak czuje to co mam zrobić milczeć? nie jestem taka osoba ja musze od razu wszystko wyrzucić z siebie...tylko wina lezy po jego stronie bo nie potrafi się postawić w mojej sytuacji...ale wiecie co kiedy mój były napisał do mnie sms o przepis na salatke która sama wymyslilam i mu smakowala...obecny partner nie odzywal się z tydzień i klotnia non stop,ze go zdradzam ze klamie ze jestem taka i owaka....a ja nie mogę zlego słowa powiedzieć na  jego była bo to przecież matka jego dziecka....
moje pytanie do was....jak widzicie ta sytuacje jako osoby trzecie...może odezwie się osoba w podobnej sytuacji,ale tez chętnie poznam opinie matki która ma dziecko i jej były przyjezdza po nie majac już nowa dziewczyne.....
czekam na odpowiedzi:):)

3 938

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim... wyczytałam żeby ćwiczyć oddechy.. na polepszenie nastroju..
link:
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/rozwoj/5-sposobow-by-w-5-minut-poprawic-nastroj

powodzenia !

Oddechy .... hmmm ja chętnie bym poszła na jakiś ring i znokautowała jakiegoś faceta.

3 939

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Kjim... wyczytałam żeby ćwiczyć oddechy.. na polepszenie nastroju..
link:
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/rozwoj/5-sposobow-by-w-5-minut-poprawic-nastroj

powodzenia !

Oddechy .... hmmm ja chętnie bym poszła na jakiś ring i znokautowała jakiegoś faceta.

Złość ... znaczy się że walczysz ..rozum z sercem ...

Gdzieś czytałam o metodzie wywalania złości i emocji... kopania w drzewo.. krzyczenie w lesie...
ogólnie chyba intensywny wysiłek... ...boks to dobry pomysł...walić w ten worek treningowy ...
Syn mnie namawia na sqousha lub judo..
.  a mnie się nie chce z domu wychodzić... najlepiej to spać... choć i tak budzę się po kilkanaście razy.......

3 940 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-09-03 21:42:13)

Odp: Być drugą i macochą

Jak tak czytam to wszystko to załamuję się coraz bardziej. Masakra jakaś. Optymizmem to nie napawa. Wynika, że naginać, spinać, akceptować, zmieniać, podporządkowywać to muszą się tylko kobiety, które wchodzą w związek z rozwodnikiem z dzieckiem. Jak ogarniamy to wszystko i jest tak jak im pasuje to jest ok, ale jak tylko zaczynamy się buntować to robi się niewygodnie dla nich i zaczynają się problemy, a my wychodzimy na te be i niedobre, które nie potrafią żyć w zgodzie, akceptacji, harmonii itp.

A w związku z tym chodzi mi po głowie pytanie, czy któraś z Was tak szczerze, z ręką na sercu może powiedzieć, że jest szczęśliwa w swoim związku, potrzebna, na równi traktowana z jego dzieckiem, tak samo ważna dla niego jak jego dziecko ("pomijając"-mając na uwadze fakt, że miłość do dziecka i miłość do kobiety to "inne" miłości)

3 941

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Jak tak czytam to wszystko to załamuję się coraz bardziej. Masakra jakaś. Optymizmem to nie napawa. Wynika, że naginać, spinać, akceptować, zmieniać, podporządkowywać to muszą się tylko kobiety, które wchodzą w związek z rozwodnikiem z dzieckiem. Jak ogarniamy to wszystko i jest tak jak im pasuje to jest ok, ale jak tylko zaczynamy się buntować to robi się niewygodnie dla nich i zaczynają się problemy, a my wychodzimy na te be i niedobre, które nie potrafią żyć w zgodzie, akceptacji, harmonii itp.

A w związku z tym chodzi mi po głowie pytanie, czy któraś z Was tak szczerze, z ręką na sercu może powiedzieć, że jest szczęśliwa w swoim związku, potrzebna, na równi traktowana z jego dzieckiem, tak samo ważna dla niego jak jego dziecko ("pomijając"-mając na uwadze fakt, że miłość do dziecka i miłość do kobiety to "inne" miłości)

Ja tak mogę powiedzieć.

Natomiast do co ojca mojego dziecka, to jego partnerka chyba jest traktowana lepiej skoro własnego dziecka nie widział od kilku lat...

3 942

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
asiulla napisał/a:

Jak tak czytam to wszystko to załamuję się coraz bardziej. Masakra jakaś. Optymizmem to nie napawa. Wynika, że naginać, spinać, akceptować, zmieniać, podporządkowywać to muszą się tylko kobiety, które wchodzą w związek z rozwodnikiem z dzieckiem. Jak ogarniamy to wszystko i jest tak jak im pasuje to jest ok, ale jak tylko zaczynamy się buntować to robi się niewygodnie dla nich i zaczynają się problemy, a my wychodzimy na te be i niedobre, które nie potrafią żyć w zgodzie, akceptacji, harmonii itp.

A w związku z tym chodzi mi po głowie pytanie, czy któraś z Was tak szczerze, z ręką na sercu może powiedzieć, że jest szczęśliwa w swoim związku, potrzebna, na równi traktowana z jego dzieckiem, tak samo ważna dla niego jak jego dziecko ("pomijając"-mając na uwadze fakt, że miłość do dziecka i miłość do kobiety to "inne" miłości)

Ja tak mogę powiedzieć.

Natomiast do co ojca mojego dziecka, to jego partnerka chyba jest traktowana lepiej skoro własnego dziecka nie widział od kilku lat...

Ja nie mogę niestety tak powiedzieć  ... jak jego syn był mały (ok2 lat ) to nie widziałam takich różnic w wartościowaniu... im większy tym te różnice są większe.. i to nawet nie o czas idzie ... bo młody jak nie okupuje komputer, to na tv  lub telefonie gra.. ewentualnie to samo ale u kolegi...  M zupełnie inaczej się zachowuje jak jest jego syn.
Wypisze taką listę .. ku przestrodze dla nowo zaczynających takie związki .. jako objawy....
1. pranie - może być kosz pełen .. nie widzi potrzeby wyprania (sam dorzuca swoje ).. pierze poproszony .. ale
-jak jest jego syn to pierze .. jego rzeczy plus swoje .. i nasze jak się zmieści.. nigdy więcej , tzn. nie nastawi kolejnej pralki choć kosz wypełniony...
2. śniadania - tylko synowi jak jest .. nam prawie nigdy
3. obiady - jak jest syn to się interesuje co na obiad.. sam nawet chce gotować .. coś specjalnego.. Jak sam mówi - on gotuje ok 4-5 razy w miesiącu...Ja mogłabym robić obiady dla jego syna .. bo to wtedy i tak mniej niż on robi dla nas!! .. noo.. bo pozostałe dni to mamy niewidzialną kuchareczkę smile
4. sprzątanie...swoja łazienka.. pokój syna... ja i syn powinniśmy resztę bo on dzieli obowiązki domowe na 3 osoby...
5. kasa - muszę pilnować by dał na wspólne rachunki... zakupy niby wspólnie...(ale brzydko się zachowam).. ja z synem nie jemy tyle co on sam.. on kupuje piwko . . ja płyn do prania... itp... Na hasło wakacje -on poleciał na zakupy - ubrania dla siebie i synka... mnie "poprosił" o zakup np. kremu z filtrem.... czy po opalaniu... sam zakupił alkohol .... i sam go wypił..
6. niespodzianki .. fajne wydarzenia - tylko jak jest jego syn : Hasło co robimy w weekend ???? mnie doprowadza do szału !! bo zawsze jest jak jego młody przyjeżdża... normalnie to kanapa.. grilik..i alkohol od 10
Miesiąc przed urodzinami szuka prezentu dla syna... mnie kupował: dezodorant antypot... kremy w super promocji z niskiej półki ..
Synowi .. zabawki od 200 zł wzwyż ... ostatnio tablet za 500 ...
....quwa..jak to piszę to sama widzę co za egoista !!!
A ja się stałam przez niego zazdrosną babą o pierdoły!!
bryyyy

3 943 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2014-09-04 08:49:08)

Odp: Być drugą i macochą

No powiem Ci, że nierównowaga strasznie bije po oczach...

chceuciekacstad napisał/a:

sprzątanie...swoja łazienka.. pokój syna... ja i syn powinniśmy resztę bo on dzieli obowiązki domowe na 3 osoby...

A wspólne pomieszczenia? Salon, kuchnia, sypialnia, przedpokój?

I poźniej nic dziwnego, że im pasuje, Oni są zadowoleni, bo to my widzimy tą nierównowagę i chcemy też czegoś dla siebie... więc w ich mniemaniu marudzimy i narzekamy...

U mnie też nie zawsze jest różowo... wyhodowałam sobie "grubą skórkę" i bez oporów upominam się o swoje... trudno jeżeli ktoś ma być niezadowolony - to niech to będzie On... to jest poświęcenie na, które jestem gotowa wink

3 944

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

No powiem Ci, że nierównowaga strasznie bije po oczach...

chceuciekacstad napisał/a:

sprzątanie...swoja łazienka.. pokój syna... ja i syn powinniśmy resztę bo on dzieli obowiązki domowe na 3 osoby...

A wspólne pomieszczenia? Salon, kuchnia, sypialnia, przedpokój?

I poźniej nic dziwnego, że im pasuje, Oni są zadowoleni, bo to my widzimy tą nierównowagę i chcemy też czegoś dla siebie... więc w ich mniemaniu marudzimy i narzekamy...

U mnie też nie zawsze jest różowo... wyhodowałam sobie "grubą skórkę" i bez oporów upominam się o swoje... trudno jeżeli ktoś ma być niezadowolony - to niech to będzie On... to jest poświęcenie na, które jestem gotowa wink

Bije bije .. ale długo trwało.. zanim zobaczyłam to... stopniowo odzyskiwałam wzrok..
Czytam Biorcy i dawcy... pasuje jak ulał do nas.. Mam etap frustracji z powodu braku uznania dla mojego rozdawnictwa... smile

Mam dziś lepszy humor.. myślę że to zasługa leków ... nie mam  napadów strachu na myśl że się rozstajemy.. że on kogoś będzie miał.. że może wróci do ex ...Mam nadzieję że taki stan już będzie zawsze.

Zastanawiam się , dlaczego jak mam takie negatywne uczucia do jego ex.. chyba jestem (byłam ) zazdrosna.. wydaje mi się że ciągle się bałam ? że oni się jednak dogadają kiedyś..
Poznaliśmy się jak już ponad rok nie byli razem ...więc dlaczego ?
Czy Wy też macie podobne odczucia do ex? w sensie jakaś zazdrość ..dziwne uczucia jak się spotykają kontaktują ?
Pytam o te przypadki gdzie poznanie nastąpiło po rozwiązaniu poprzednich związków ..

Pisałam Wam kiedyś .. że na początku związku z M .. rozstaliśmy się bo próbowali coś odbudować... ze względu na syna.. tak sobie myślę że ona(?) chyba miała taki pomysł .. bo ja się pojawiłam... chociaż nie wiem tak na prawdę kto był autorem pomysłu...
I to może rzutować na moje późniejsze i reakcje w związku... i odczucie zagrożenia z jej strony.. tak sobie myślę .

3 945

Odp: Być drugą i macochą

jeżeli chodzi o moje uczucia do jego ex to jestem cholernie zazdrosna co tygodniowe kontakty z nia doprowadzają mnie do szalu,nigdy taka nie była a tu proszę jestem zazdrosna o wszystko nawet jeżeli o minute dluzej idzie po syna ja już zaczynam się bac ze się caluja przytulają a ze mnie robia głupka

co do weekendowego pytania co robimy jak przyjezdza syn to mam to samo....a kiedy go nie ma choć to rzadkość wtedy może nie robic nic najlepiej grac caly dzień na kompie a ja nie istnieje

ogolnie mysle ze kobiety które sa w związkach z facetami którzy maja dzieci i kontak z ex sa biedne....zawsze te drugie nikomu nie potrzebne a trwamy przy nich jakby to był ksiaze z bajki....tylko czemu nie można od nich odejść????bo co bo raz się przytuli pocaluje powie dobre slowo i głupie sobie myslimy ze wszystko się teraz ulozy!!!!1boze jaka ja naiwna jestem...pisząc to widze jak oszukiwałam sama siebie....wiecie jestem na skraju...albo dalej mieć klapki na oczach i cieszyc się jakimkolwiek drobnym gestem z jego strony ale cierpieć cale zycie....albo odejść i znalesc ksiecia z bajki bo wiem ze tacy istnieja....help

3 946 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-09-04 10:51:01)

Odp: Być drugą i macochą

A propos mojego racjonalizmu...
Dziś wizyta u psycho.. temat przewodni inny niż zawsze... budowanie /szukanie własnego JA .. a że ja muszę zawsze być przygotowana ... więc sobie czytałam... i takie to znalezisko Wam wklejam.. na temat słuchania rad... Tu i na innych forach.. od znajomych.. rodziny .. życzliwych...
"Rady często nie skutkują jeszcze z innego powodu ? prawdziwej motywacji. Może być tak, że nie o poradę nam chodzi, gdy o nią prosimy. ?Prosimy o poradę, ale to, czego w rzeczywistości pragniemy, to aprobata? (C. C. Colton). Porada pomaga utwierdzić się w tym, że dobrze myślimy i postępujemy albo przynajmniej, że się staramy. Z tego powodu często udajemy się po poradę do tego źródła, co do którego przeczuwamy, jaką poradę otrzymamy."

http://mamterapeute.pl/rady-nie-pomagaja/

Tu jest w aspekcie rad od psycho..ale myślę że mechanizmy są ogólne ...

A nasunęło mi się to skojarzenie.. bo czytałam na forum zdradzanych... jak kobiety są bezwolne w złych związkach ... i nie słuchają rad... ..
I tu jeszcze taki morał :

"Błędy to jedynie sposób zrobienia czegoś inaczej, może bardziej twórczo.
Przyjacielu, nie przepraszaj za błędy.
Bądź z nich dumny.
Miałeś odwagę dać coś z siebie?.

Frederick Perls, Wokół Śmietnika

Więc .. wypijmy za błędy ! smile

Tu jeszcze link do książki (części )... powinni poczytać przede wszystkim nasi faceci..no ale ich nie zmusimy... zresztą to by nie przyniosło rezultatu...
Ale jest też wiele słów które można wziąć dla siebie...
Polecam
http://chomikuj.pl/archiepol/Dokumenty/Psychologia/Jesper+Juul+-+Nie+z+mi*c5*82o*c5*9bci.+M*c4*85drzy+rodzice+-+silne+dzieci+-+ebook,2017415008.pdf
Jesper Juul ,,NIE'' Z MIŁOŚCI. MĄDRZY RODZICE

smile

3 947

Odp: Być drugą i macochą

U mnie nie ma reguły. Niektóre Ex / Next mnie nienawidzą - bez szczególnego powodu - istnieję.
Ja z jedną Ex miałam bardzo na pieńku, w związku z tym co piszecie - czyli wtrącanie się, buntowanie dziecka, wypytywanie, nagła miłość do rodziny mojego partnera...
Do pozostałych nie mam zastrzeżeń... ale
uważam, że to jak relacje układają sie z Ex / Next bardzo zależy od naszych obecnych partnerów, bo jeżeli Ja, mój M. nie dajemy sobie powodów do podejrzeń, nie rozmawiamy z byłymi za często, nie epatujemy kontaktami z nimi, nie robimy z nich części naszego życia - to naprawdę nie ma podowu do zazdrości.

3 948

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

U mnie nie ma reguły. Niektóre Ex / Next mnie nienawidzą - bez szczególnego powodu - istnieję.
Ja z jedną Ex miałam bardzo na pieńku, w związku z tym co piszecie - czyli wtrącanie się, buntowanie dziecka, wypytywanie, nagła miłość do rodziny mojego partnera...
Do pozostałych nie mam zastrzeżeń... ale
uważam, że to jak relacje układają sie z Ex / Next bardzo zależy od naszych obecnych partnerów, bo jeżeli Ja, mój M. nie dajemy sobie powodów do podejrzeń, nie rozmawiamy z byłymi za często, nie epatujemy kontaktami z nimi, nie robimy z nich części naszego życia - to naprawdę nie ma podowu do zazdrości.

Zgadzam się z Tobą ..
Ja patrząc na nasze relacje z M..
- sytuacja z jego próbą powrotu do ex na początku związku
- wiele kłamstw związanych z ex/ zrzeczenie się mieszkania, spotkania Ex +M + ich syn - mnie opowiadał że ex nie było
- dostosowywanie się do jej poleceń na zasadzie rozkaz i wykonać..
- zdarzyło się że jej bronił...... trzymał jej stronę ..
- jak miał wybrać gdy ona cos chciała - zmianę terminu wakacji, urlopu naszego.. zawsze to ja musiałam się dostosowywać..
- sprawy o których mnie nie informuje- gdy pytam to mówi że to jego sprawy/ to samo dotyczy jego matki... pomimo że np. sprawa podniesienia alimentów jest jego sprawą ...ale jednak ma to rzut na nasz związek... nasze finanse...
..........

3 949

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

- sprawy o których mnie nie informuje- gdy pytam to mówi że to jego sprawy/ to samo dotyczy jego matki... pomimo że np. sprawa podniesienia alimentów jest jego sprawą ...ale jednak ma to rzut na nasz związek... nasze finanse...
..........

Bardzo drażliwa kwestia, do której podchodzę tak...
Dobry, przyzwoity ojciec płaci alimenty, ale nie może to mieć wpływu na nasze finanse. Nie będę do niego dokładała. Nie będę przez jego finanse odbierała sobie lub dzieciom. Nie może mnie to ograniczać /oczywiście w miarę rozsądku/ typu - nie jedziemy na urlop bo... alimenty.
Ja rozumiem, że z pustego i salomon nie naleje, ale alimenty w kwocie 400-1500 zł żadnego pracującego faceta z torbami nie puściły, więc nie może z tego czynić sobie argumentu.

Natomiast jeżeli zgadza się na podniesienie alimentów lub dokładanie wiecznie do dzieci - to poproś o większy wkład w wasze życie, skoro koszty rosną to nie tylko dzieciom, tobie również.

3 950 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-09-04 12:34:48)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ja patrząc na nasze relacje z M..
- ...................
- wiele kłamstw związanych z ex/ zrzeczenie się mieszkania, spotkania Ex +M + ich syn - mnie opowiadał że ex nie było
- dostosowywanie się do jej poleceń na zasadzie rozkaz i wykonać..
- zdarzyło się że jej bronił...... trzymał jej stronę .. 
- jak miał wybrać gdy ona cos chciała - zmianę terminu wakacji, urlopu naszego.. zawsze to ja musiałam się dostosowywać..
- sprawy o których mnie nie informuje- gdy pytam to mówi że to jego sprawy/ to samo dotyczy jego matki... pomimo że np. sprawa podniesienia alimentów jest jego sprawą ...ale jednak ma to rzut na nasz związek... nasze finanse...
..........

O Boże jak ja to znam!!!!!  A i tak twierdził , że to JA MAM OBSESJĘ na puncie Jego Byłej, bo przecież ON mi nie daje powodów żebym była zazdrosna.

Smutne to wszystko.

3 951

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Ja patrząc na nasze relacje z M..
- ...................
- wiele kłamstw związanych z ex/ zrzeczenie się mieszkania, spotkania Ex +M + ich syn - mnie opowiadał że ex nie było
- dostosowywanie się do jej poleceń na zasadzie rozkaz i wykonać..
- zdarzyło się że jej bronił...... trzymał jej stronę .. 
- jak miał wybrać gdy ona cos chciała - zmianę terminu wakacji, urlopu naszego.. zawsze to ja musiałam się dostosowywać..
- sprawy o których mnie nie informuje- gdy pytam to mówi że to jego sprawy/ to samo dotyczy jego matki... pomimo że np. sprawa podniesienia alimentów jest jego sprawą ...ale jednak ma to rzut na nasz związek... nasze finanse...
..........

O Boże jak ja to znam!!!!!  A i tak twierdził , że to JA MAM OBSESJĘ na puncie Jego Byłej, bo przecież ON mi nie daje powodów żebym była zazdrosna.

Smutne to wszystko.

Kjim..jak się masz ???

my się nie rozstaliśmy.. jeszcze ,
mieszkamy w jednym domu - zero rozmów.. prawie się nie widzimy.. on na dole , ja z synem na górze ... unikamy się
U nas to trudniejsza sprawa.. dom .. kredyt... i myślę że on tak łatwo z tego nie zrezygnuje... i nie o mnie będzie nawet chodzić.. choć on twierdzi że kocha...ale sama miłość to za mało.. nie wystarczy.. ja jej nie widzę , nie czuję ..
Sama nie wiem co czuję .. jestem pełna złości do niego, mam same ale... nie lubię go ostatnio...
gdzieś tam w środku tęsknię ..ale już nie wiem za czym

Biorę leki - neopersen forte nie wiem czy to złudzenie .. ale mi pomagają .. dodatkowo lecytynę bo mam straszne problemy z koncentracja i pamięcią ....
i idę do psychologa .. wiem że mam problemy z sobą już .. muszę nauczyć się stawiać granice.. mówić nie , nie patrzeć co mówią inni .. chcę się nauczyć zdrowego egoizmu....

3 952

Odp: Być drugą i macochą

Jak dobrze, że ex mojego S. daleko. ( w sumie nic do kobiety nie mam... Szczęścia życzę.)  Sympatia wzrasta współmiernie do odległości podniesionej do kwadratu.

3 953

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Jak dobrze, że ex mojego S. daleko. ( w sumie nic do kobiety nie mam... Szczęścia życzę.)  Sympatia wzrasta współmiernie do odległości podniesionej do kwadratu.

Uwierz w to co napisała Tendre77
"uważam, że to jak relacje układają sie z Ex / Next bardzo zależy od naszych obecnych partnerów, bo jeżeli Ja, mój M. nie dajemy sobie powodów do podejrzeń, nie rozmawiamy z byłymi za często, nie epatujemy kontaktami z nimi, nie robimy z nich części naszego życia - to naprawdę nie ma podowu do zazdrości"

Widać trafiłaś na zdrowego faceta smile

3 954

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad trafiłam na pokręconego Rosjanina, trochę jak Bohun... wink Ma to swoje zalety ale i mnóstwo wad.

3 955 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-09-04 13:26:51)

Odp: Być drugą i macochą

A u mnie co do ex to bywa różnie. Czasami tak mnie zżera zazdrość, że szok, a czasami jest ok. Nie chodzi tu o jej wygląd, bardziej jest to zazdrość o pewne rzeczy, które ona z nim miała, robiła pierwsza (małżeństwo, dziecko, dom itp.). Smutno mi gdy o tym myślę, ale zastanawiam się dlaczego tak jest, bo przecież byli faceci w moim życiu, którzy przede mną też mieli inne kobiety i one też były pierwsze w czymś tam. Też prowadzili wspólne życie, też mieszkali razem, też wyjeżdżali wspólnie. I jakoś nie było takiego problemu z  akceptacją tego tak jak teraz. Dlaczego?

Mój M można powiedzieć, że ma "poprawne" stosunki z ex tzn. rozwód przebiegł sprawnie, bez szarpaniny, w kwestii alimentów i dziecka też się dogadali. Na początki miała jakąś dziwną fazę na mnie tzn. nie kazała młodemu nocować u nas (w sensie w mieszkaniu, które ja wynajmowałam, ale jak przeprowadziliśmy się do mieszkania M to już tak).
Raz po raz ma odchyły, że M za mało interesuje się dzieckiem, choć jeździ do młodego 2 razy w tygodniu-czasami coś wypadnie, wiadomo, a u nas jest co 2 weekend (tak jak sobie tego zażyczyła sądownie).
Niby powierzchownie, tak na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, ale gdyby to dogłębnie przeanalizować to już tak ok nie jest.
Ex ma nad M przewagę w postaci młodego, tzn. jest to jej karta przetargowa. Niby M mówi, że nie chce się z nią kłócić, bo już dosyć się nakłócił, ale na moje oko i z tego co on mówi, to wnioskuję, że wszystko ma podłoże takie, że M boi się jej coś powiedzieć, przeciwstawić, odmówić, bo ona może mu utrudniać kontakt z młodym. Powtarzam, że ma sądownie przyznane terminy wizyt, to ona sobie może, ale jakoś nie specjalnie dociera.

Wkurza mnie, że jak chce dopytać o widzenie z młodym to rzadko rozmawia z nią przy mnie, a ona też przeważnie dzwoni jak M jest w pracy. Wkurza, że przy okazji rozmowy z młodym (jak jest u nas) potrafi powiedzieć M, że np. jej siostra urodziła. Po co? W jakim celu? Wkurza jak jedzie do młodego i tam jest niby z młodym, ale tak do końca niewiem jak naprawdę te spotkania wyglądają.
Tego typu sprawy wkur...., sieją ziarenko niepewności. I to jest chyba ta zazdrość w stosunku do niej. 
Sama nie wiem.
W takich sytuacjach powtarzam sobie, że to przecież mnie wybrał, nie ją. Ze mną żyje, mnie kocha.
Czasami pomaga.

3 956

Odp: Być drugą i macochą

no ja wlasnie poklocilam się o była mojego partnera...kolejny raz tlumaczyl się przed nia ze nie może go zabrać na cala sobote bo idziemy na wesele,dlatego zabierzemy go w piątek na no do soboty popołudniu...teraz się nie odzywamy już 3 dzien...ani on nie odpuści bo stwierdził ze wymyślam i ze jeżeli ex zachowuje się normlanie to on tez będzie...i nie widzi nic zlego mowieniu jej o naszych planch...ja tez nie ustapie bo jednak mnie to zabolało i dlaczego mam znowu odpuscic bo kocham....a on co nie kocha????widocznie relacja z matka jego dziecka jest wazniejsza niż ja...musze się z tym pogodzić...

3 957

Odp: Być drugą i macochą

Byłam pierwszą, drugą - przez jakiś czas nieświadomie... Taka kryzysowa narzeczona...  Na szczęście do niczego wielkiego nie doszło. Teraz jestem trzecia. Tzn, narzeczony miał 2 żony.  I niech mi ktoś powie, że zna osobę bardziej porąbaną niż ja.

3 958

Odp: Być drugą i macochą
Rainbow1201 napisał/a:

no ja wlasnie poklocilam się o była mojego partnera...kolejny raz tlumaczyl się przed nia ze nie może go zabrać na cala sobote bo idziemy na wesele,dlatego zabierzemy go w piątek na no do soboty popołudniu...teraz się nie odzywamy już 3 dzien...ani on nie odpuści bo stwierdził ze wymyślam i ze jeżeli ex zachowuje się normlanie to on tez będzie...i nie widzi nic zlego mowieniu jej o naszych planch...ja tez nie ustapie bo jednak mnie to zabolało i dlaczego mam znowu odpuscic bo kocham....a on co nie kocha????widocznie relacja z matka jego dziecka jest wazniejsza niż ja...musze się z tym pogodzić...

strzelasz focha, bo powiedział jej, że idziecie na wesele?

weż gumkę myszkę i wymaż przeszłość swojego faceta

albo nie
'znajdz sobie faceta w twoim wieku, bez przeszłości

nie dasz rady oddzielić dziecka od eksowej
będzie z nią rozmawiał, mówił o waszychy planach, bo przecież od waszych planów zalezy, jak będziecie zajmowac się dzieckiem
uważasz, że powinien jej odpowiadać "NIE BO NIE??"
ich relacje są pewnie zupełnie normalne... i tego się trzymaj...

3 959

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

A u mnie co do ex to bywa różnie. Czasami tak mnie zżera zazdrość, że szok, a czasami jest ok. Nie chodzi tu o jej wygląd, bardziej jest to zazdrość o pewne rzeczy, które ona z nim miała, robiła pierwsza (małżeństwo, dziecko, dom itp.). Smutno mi gdy o tym myślę, ale zastanawiam się dlaczego tak jest, bo przecież byli faceci w moim życiu, którzy przede mną też mieli inne kobiety i one też były pierwsze w czymś tam. Też prowadzili wspólne życie, też mieszkali razem, też wyjeżdżali wspólnie. I jakoś nie było takiego problemu z  akceptacją tego tak jak teraz. Dlaczego?

Mój M można powiedzieć, że ma "poprawne" stosunki z ex tzn. rozwód przebiegł sprawnie, bez szarpaniny, w kwestii alimentów i dziecka też się dogadali. Na początki miała jakąś dziwną fazę na mnie tzn. nie kazała młodemu nocować u nas (w sensie w mieszkaniu, które ja wynajmowałam, ale jak przeprowadziliśmy się do mieszkania M to już tak).
Raz po raz ma odchyły, że M za mało interesuje się dzieckiem, choć jeździ do młodego 2 razy w tygodniu-czasami coś wypadnie, wiadomo, a u nas jest co 2 weekend (tak jak sobie tego zażyczyła sądownie).
Niby powierzchownie, tak na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, ale gdyby to dogłębnie przeanalizować to już tak ok nie jest.
Ex ma nad M przewagę w postaci młodego, tzn. jest to jej karta przetargowa. Niby M mówi, że nie chce się z nią kłócić, bo już dosyć się nakłócił, ale na moje oko i z tego co on mówi, to wnioskuję, że wszystko ma podłoże takie, że M boi się jej coś powiedzieć, przeciwstawić, odmówić, bo ona może mu utrudniać kontakt z młodym. Powtarzam, że ma sądownie przyznane terminy wizyt, to ona sobie może, ale jakoś nie specjalnie dociera.

Wkurza mnie, że jak chce dopytać o widzenie z młodym to rzadko rozmawia z nią przy mnie, a ona też przeważnie dzwoni jak M jest w pracy. Wkurza, że przy okazji rozmowy z młodym (jak jest u nas) potrafi powiedzieć M, że np. jej siostra urodziła. Po co? W jakim celu? Wkurza jak jedzie do młodego i tam jest niby z młodym, ale tak do końca niewiem jak naprawdę te spotkania wyglądają.
Tego typu sprawy wkur...., sieją ziarenko niepewności. I to jest chyba ta zazdrość w stosunku do niej. 
Sama nie wiem.
W takich sytuacjach powtarzam sobie, że to przecież mnie wybrał, nie ją. Ze mną żyje, mnie kocha.
Czasami pomaga.

dzwoni do niego do pracy, bo może tak jest zręczniej niż dzwonić do was, do prywatnego domui waszego prywatnego zycia
co do jej zachowania na początku waszej znajomości...
ja rozumiem, że ojciec ma prawo widywac dziecko, ale jak ojcirec zmienia kobiety jak rękawiczki (hipotetycznie, nie mówię o twoim) to matka ma się zgadzac na mieszanie dziecku w głowie i ciągle nowe ciocie?
co innego, jak już byliście razem....
rozumiesz?

3 960 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-09-04 18:35:10)

Odp: Być drugą i macochą

dzwoni do niego do pracy, bo może tak jest zręczniej niż dzwonić do was, do prywatnego domui waszego prywatnego zycia
co do jej zachowania na początku waszej znajomości...
ja rozumiem, że ojciec ma prawo widywac dziecko, ale jak ojcirec zmienia kobiety jak rękawiczki (hipotetycznie, nie mówię o twoim) to matka ma się zgadzac na mieszanie dziecku w głowie i ciągle nowe ciocie?
co innego, jak już byliście razem....
rozumiesz?

może z tym dzwonieniem coś jest racji w tym co piszesz, jakoś wcześniej w ten sposób nie myślałam... Ale tak to już jest, że raczej doszukujemy i dopatrujemy się raczej tego złego, jakiś podtekstów.
I nie zawsze tak jest, bo jak coś potrzebuje to potrafi zadzwonić popołudniu, czy wieczorem jak M jest w domu.
Więc nie ma reguły, ale częściej rozmowy mają miejsce gdy mnie nie ma w pobliżu. A skoro jesteśmy razem to takie sprawy jak telefon do ex w sprawie dziecka nie powinien stanowić przeszkody czy problemu, że przy mnie. A potem myślę czy aby napewno rozmawiali tylko o młodym. No tak to już jest... (pewnie nie tylko ze mną, ale też nie ze wszystkimi oczywiście)

A co do drugiej części wypowiedzi to zapewniam, że ciocia był tylko jedna-ja i akcje ze spaniem młodego u nas były od początku, jak i teksty typu "nie weźmiesz go do siebie, bo ona tam jest".

Lily Twoja sytuacja troszkę różni się od większości z nas, tym, że nie masz tak bezpośredniego i częstego kontaktu ani z ex ani z jego dziećmi ( i nie ma tu nic do rzeczy czy jesteś 2, 5 czy jeszcze którąś tam smile )


Też nie jestem za tym, aby trzeba było ze swoich prywatnych planów tłumaczyć się ex. Rozumiem-"zdarzają się wypadki przy pracy" i coś tam czasami komuś wyskoczy, ale uważam, że wystarczy powiedzieć "przepraszam, niestety nie mogę w ten weekend zabrać dziecka, bo wyskoczyło mi coś pilnego, czy mam mam inne plany (przypadek wesela, o którym wiemy raczej dużo wcześniej).
I nie uważam, żeby trzeba było ze szczegółami opowiadać dlaczego.

3 961

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

dzwoni do niego do pracy, bo może tak jest zręczniej niż dzwonić do was, do prywatnego domui waszego prywatnego zycia
co do jej zachowania na początku waszej znajomości...
ja rozumiem, że ojciec ma prawo widywac dziecko, ale jak ojcirec zmienia kobiety jak rękawiczki (hipotetycznie, nie mówię o twoim) to matka ma się zgadzac na mieszanie dziecku w głowie i ciągle nowe ciocie?
co innego, jak już byliście razem....
rozumiesz?

może z tym dzwonieniem coś jest racji w tym co piszesz, jakoś wcześniej w ten sposób nie myślałam... Ale tak to już jest, że raczej doszukujemy i dopatrujemy się raczej tego złego, jakiś podtekstów.
I nie zawsze tak jest, bo jak coś potrzebuje to potrafi zadzwonić popołudniu, czy wieczorem jak M jest w domu.
Więc nie ma reguły, ale częściej rozmowy mają miejsce gdy mnie nie ma w pobliżu. A skoro jesteśmy razem to takie sprawy jak telefon do ex w sprawie dziecka nie powinien stanowić przeszkody czy problemu, że przy mnie. A potem myślę czy aby napewno rozmawiali tylko o młodym. No tak to już jest... (pewnie nie tylko ze mną, ale też nie ze wszystkimi oczywiście)

Lily Twoja sytuacja troszkę różni się od większości z nas, tym, że nie masz tak bezpośredniego i częstego kontaktu ani z ex ani z jego dziećmi ( i nie ma tu nic do rzeczy czy jesteś 2, 5 czy jeszcze którąś tam smile )


Też nie jestem za tym, aby trzeba było ze swoich prywatnych planów tłumaczyć się ex. Rozumiem-"zdarzają się wypadki przy pracy" i coś tam czasami komuś wyskoczy, ale uważam, że wystarczy powiedzieć "przepraszam, niestety nie mogę w ten weekend zabrać dziecka, bo wyskoczyło mi coś pilnego, czy mam mam inne plany (przypadek wesela, o którym wiemy raczej dużo wcześniej).
I nie uważam, żeby trzeba było ze szczegółami opowiadać dlaczego.

Temat telefonów od ex u mnie to temat rzeka,potrafiła dzownić o takich porach dnia i nocy że ja nawet do siostry bym się nie odważyła
Niedziela 6.30 telefon do czy M wie która apteka jest czynna bo ją boli ucho...
Kiedy ja zaczęłam odbierać telefony od niej przestała dzwonić,przeszła na inny system niszczenie nam życia,podrzucała dziecko w momentach kiedy wychodziliśmy do znajomych do kina,mieliśmy gości,ja byłam chora albo wracałam do domu po długiej delegacji i chciałam tylko ciszy.
W marcowy poranek my wychodzimy na wesele do mojego brata, a tu młoda stoi u nas pod drzwiami,pytamy ją co tu robi mówi mama powiedziała że chce mieć dzień dla siebie....on został w domu z 11letnią córka ja pojechałam sama.
Co do rozmów M i jego ex nie zawsze były to rozmowy o dziecku.....
Do dzisiaj jak słysze w radiu pewną piosenkę móje ciało krzyczy,bo tą właśnie piosenke miał M w telefonie jako dzwonek.

3 962

Odp: Być drugą i macochą

Mam chandrę dziewczyny, znów problemy z córką się nasiliły. Brak wsparcia M, młoda robi wszystko, by nie dać się lubić, więc M się na nią wylał. Mój ex nawet nie odbiera telefonów, zostałam z tym sama. M mówił wczoraj o swoich synach, że to czy tamto, a ja nie mogłam znieść, że są dla niego tacy ważni, że jest ojcem o jakim moje dzieci mogą tylko pomarzyć. Jestem przybita.
Ja nie czuję takiej zazdrości do ex M, widzę że ma do niej zbyt wiele żalu i pogardy, by mogli się zejść, ona zresztą jest mężatką. Drażni mnie jak smsuja przy mnie, wiec wole jak rozmawiają gdy mnie nie ma, bo są docinki i atmosfera nerwowa. Powinnam świętować, bo M ugrał w sadzie 1 weekend w m-cu dla naszego młodego i 1 miestąć jego wakacji z matką, ale mnie to nie cieszy. Czasem zastanawiam się, czy to forum nie powoduje przewrażliwienia lub wywołuje obawy, czy ogólnie dołuje. Ciekawe, co teraz porabia jego autorka ?

3 963

Odp: Być drugą i macochą

nie no takich jazd z telefonami o 6 rano czy 22 wieczorem to nie ma u nas. Wiem tylko, że większość rozmów odbywa się jak ja nie słyszę. M tłumaczy, że boi się z nią rozmawiać przy mnie, bo ja nerwowo reaguję i są kłótnie, a on tego nie chce (a jak mam reagować jak w głowie myśli o czym tak naprawdę rozmawiają). Jak dla mnie głupia wymówka, bo i tak się kłócimy (o to, że nie rozmawia przy mnie), więc i tak do bani.

Zazdrosna Twoje rozżalenie to normalna reakcja na taką sytuację. Chciałabyś jak piszesz, aby Twoje dzieci miały ojca, dla którego będą ważne. Tym bardziej ciężko gdy stykasz się z tym na co dzień. Niestety na pewne zachowania ludzi nie mamy wpływu i choćbyśmy ze wszystkich sił chciały coś zmienić, to niektórych spraw nie przeskoczymy. Oby Twoja chandra była chwilowa. Jutro też jest dzień. Może będzie lepszy od dzisiejszego. Trzymaj się.

Co do Twoich obaw to czasami odnoszę podobne wrażenie. Czytamy o swoich wzlotach i upadkach, czasami za bardzo pewne rzeczy bierzemy sobie do serca, przypisujemy je sobie, naszemu życiu. I zaczynają się refleksje, przemyślenia, dołki. Ale mimo wszystko fajnie, że możemy się wygadać. Już sama świadomość, że nie jestem sama, jedyna z tego typu problemami sprawia, że mi lepiej.

Też ostatnio się zastanawiałam co u naszej "matki" smile

3 964

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Asiulla,
tak odnajdujemy tu wsparcie i poczucie, że nie jesteśmy same.

3 965

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna .. a rozmowa z M , że Twoja córka potrzebuje akceptacji ,, tak jak jego dzieci .
Nie musi jej wychowywać .. kiedyś pisałaś że się dogadywali .. co się z tym stało ?
Ty pomagasz M w wychowaniu jego dzieci, wspierasz go .. rozumiesz...
Robisz wiele wbrew sobie żeby  pomóc M... a gdzie jego wsparcie ?
Najłatwiej krytykować , że młoda jest taka czy owaka i w nosie......Czy na Twoją taką postawę chciałby patrzeć co do jego dzieci ?

Wsparcie , poczucie że nie jestem najgorszym człowiekiem na świecie ... że mam normalne odruchy...

Jestem po wizycie u psycho- nie mówił dużo- to pierwsze spotkanie , zadawał kilka pytań .. ale jedno co powiedział- to czy uważam się za złego człowieka czując i myśląc to o czym opowiadam....kurna... i wiecie co ???
Ja chyba uważam że jestem zła .. że nie umiem z pietyzmem obchodzić się z M , jego synem ... że przecież rozumiem te argumenty ... jego deficyty jego uczucia... jego tęsknotę za synem.. jego strach przed odrzuceniem przez dziecko - sama miałam długo strach że syn będzie chciał mieszkać z synem...
Nie lubię w sobie tego że nie umiem patrzeć na nich przez prymat tego co rozumiem ...

Posty [ 3 901 do 3 965 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 59 60 61 62 63 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026