netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 348 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 58 59 60 61 62 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 836 do 3 900 z 8 269 ]

3 836

Odp: Być drugą i macochą

Nie rozumiem tej fali krytyki pod kierunkiem drugich... macoch.
W tym temacie szukamy rozwiazań i dzielimy się bolączkami sytuacji, które są trudne, niestandardowe, godzą w nasze i naszych dzieci interesy.

Właśnie w tym problem, że My zachowujemy się jak mama Eileen - dbamy i kochamy nasze dzieci. Nie oszczędzamy na nich i nie oszczędzamy ich - w imię rekompensaty za życie w rozbitej rodzinie.
Nie buntujemy przeciwko nowej partnerce EX, nie żyjemy za alimenty, nie wyciągamy ręki po kasę obecnej partnerki EX, nie gramy dziećmi, nie wtrącamy sie w ich życie. Nie oczekujemy, że nowy związek zapewni nam opływanie w luksusy.

Jednak w nowych związkach nie otrzymujemy nawet tego i ta nierównowaga i rażące wykorzystywanie naszego czasu i zarobków jest tutaj problemem. A, że forum jest od tego by się wygadać i pogadać z osobami o podobnych doświadczeniach to właśnie tutaj o tym rozmawiamy.

A dlaczego związałysmy się z tymi mężczyznami?.... No gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by sie położył.
Na początku związku człowiek pokazuje sie z najlepszej strony - to po pierwsze. Inne sa problemy kiedy sie spotykamy, a inne kiedy razem mieszkamy - to po drugie. Kilku dziewczynom na forum sytuacja zmieniła się w trakcie trwania związku - życie.

Nasze problemy wcale tak bardzo nie różnią sie od problemów pełnych rodzin. To, że ojciec mieszka w domu wcale nie oznacza, że w nim jest i duchem i ciałem. Często jest nieobecny, dużo pracuje, nie pomaga w obowiązkach, nie dokłada sie finansowo itp itd...

I najważniejsza kwestia - My mówimy o naszych partnerach, M, T.Ż - jak zwał. Leczą swoje wyrzuty sumienia naszym kosztem, wydają nasze pieniądze, gospodarują naszym czasem.

I nie zgadzam się z stwierdzeniem, że mogę sobie wpaść do mamy, taty kiedy chcę - bez wcześniejszego planowania. Po prostu mogą miec inne plany, może ich nie być w domu. W każdej rodzinie, nieważnie jak duża jest i jaki ma skład ludzie mają swoje miejsce, zadania, obowiązki - każde odstepstwo powinno być jak nie dyskutowane to chcociaż informowane pozostałym. To kwestia bezpieczeństwa, szacunku i planowania czasu. Po prostu chcę wiedzieć. I nie ma w tym nic złego. Ja nawet jak jadę do kosmetyczki to mówię to pozostałym - po to aby wiedzieli, nie martwili się, nie przygotowywali dla mnie obiadu, ktoś inny musi odebrać dziecko z przedszkola... i szereg innych kwestii.

3 837

Odp: Być drugą i macochą

tak czy siak wszystko sprowadzacie do pieniędzy.
Zazdrosna , nie rozumiem jednego. Dlaczego  jesli dziecko przebywa u was większość czasu nie zrobicie tak, abyście to wy byli prawnymi opiekunami dziecka i to była wam płaciła alimenty na dziecko?
Tendre to nie jest krytyka.. to jest inny punkt widzenia i od tego między innymi jest to forum.
Piszesz że nie buntujecie dzieci? nie mówicie nic złego na była swojego partnera? myslisz że w to mozna uwierzyć? nikt z nas nie jest idealny ani exowe ani aktualne , jedna na druga nadaje, jedna drugiej chętnie naplułaby w twarz za wyimaginowane często krzywdy i nie wiadomo co jeszcze... zwróć uwage na statystyki to w dużej większości męzyczyźni odchodzą do innych kobiet , to z winy faceta rozpadają się związki przewaznie , to on znajduje sobie nową kochanke, zonę, partnerkę..
wszystko można poukładać jeśli sie tego chce i potrafimy na byłe zycie partnera popatrzeć obiektywnie bez urazy i z chęcią realizacji stworzenia szczęsliwej rodziny

3 838

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Wyobraź sobie, że to sąd podejmuje indywidualnie decyzje odnośnie kwoty alimentów, w zależności od dochodów, a nie czasu zajmowania się nim smykami, bo oznaczałoby to, że za wychowywanie dziecka trzeba płacić rodzicowi. Niektóre z nas mają też równy podział w tej kwestii. Nic nie wiesz o dzieciach, co jest przerażającego w tym, że syn, który jest wpatrzony w ojca jak w obrazek chce z nim mieszkać? Przerażające byłoby postępowanie wbrew jego woli, dla korzyści finansowych.

Nie, w zależności od dochodów, oczywiście, nie chodziło o to, że np. stawka matki będzie liczbowo mniejsza niż stawka ojca, jeśli dziecko z nią mieszka. Natomiast będzie mniejsza, niż gdyby to dziecko mieszkało z ojcem - wtedy ta matka, zarabiając tyle samo, z zasady powinna płacić więcej. I nie chodzi o sam czas, tylko o to, że po prostu wychowywanie dziecka obniża świadczenia, nie umiem tego jaśniej wytłumaczyć, ale tak jest, niezależnie od tego, co napiszesz.

Nie pisałam, że przerażające jest pozwolenie dziecku na mieszkanie z ojcem, tylko oddanie dziecka ojcu tylko po to, żeby dostawać więcej kasy - tak jak napisałaś wyżej, że skoro ma płacić mniej, to oddać dziecko i tyle. I to już jest przerażające.

Tendre77, opiekowała się nami mama - jeśli chodzi o prawne rozwiązanie. W praktyce było tak, że mogliśmy mieszkać tam, gdzie chcemy. W pewnym sensie, jakbym chciała, mogłam powiedzieć, że mam dwa domy. Obydwa mogłam traktować jak swoje - tak samo mamy dom, jak i ojca. I po to dał mi klucze, żebym się naprawdę czuła jak u siebie. To nie było jak składanie wizyty ojcu, tylko jak powrót do tak-samo-mojego-domu-jak-dom-mamy. Miałam się anonsować? Teraz, jak większość część roku nie ma mnie w ogóle w tym mieście, to oczywiście, leci informacja, że wracam wtedy i wtedy, tata, chodź na obiad, bo to co innego, ale wtedy po prostu miałam poczucie, że tam też jestem u siebie i z tego się cieszę, bo czułam, że mogę MIESZKAĆ z ojcem, a nie tylko go odwiedzać.

A co do macoch... to może będzie się kłóciło z tym, co pisałam dotąd, ale tak mnie natchnęło to, co napisała Tendre77 - o tym, że leczą wyrzuty sumienia. Bo znałam jedną parę, u której ten facet, idealny mąż dla nowej kobiety, chciał być taki super poprawny w relacjach z córką z poprzedniego małżeństwa i wiem, jak to się skończyło... I to już była przesada, więc mimo wszystkich moich wyrzutów pod adresem macoch - nie dajcie się, jeśli to dziecko i ex to rzeczywiście potworki. Jak będę miała chwilę, to siądę i napiszę, "ku przestrodze" - bo z tego, co czytam, to jeszcze u żadnej z Was nie zabrnęło to tak daleko. tongue

3 839 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-27 13:13:19)

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

tak czy siak wszystko sprowadzacie do pieniędzy.
Zazdrosna , nie rozumiem jednego. Dlaczego  jesli dziecko przebywa u was większość czasu nie zrobicie tak, abyście to wy byli prawnymi opiekunami dziecka i to była wam płaciła alimenty na dziecko?
Tendre to nie jest krytyka.. to jest inny punkt widzenia i od tego między innymi jest to forum.
Piszesz że nie buntujecie dzieci? nie mówicie nic złego na była swojego partnera? myslisz że w to mozna uwierzyć? nikt z nas nie jest idealny ani exowe ani aktualne , jedna na druga nadaje, jedna drugiej chętnie naplułaby w twarz za wyimaginowane często krzywdy i nie wiadomo co jeszcze... zwróć uwage na statystyki to w dużej większości męzyczyźni odchodzą do innych kobiet , to z winy faceta rozpadają się związki przewaznie , to on znajduje sobie nową kochanke, zonę, partnerkę..
wszystko można poukładać jeśli sie tego chce i potrafimy na byłe zycie partnera popatrzeć obiektywnie bez urazy i z chęcią realizacji stworzenia szczęsliwej rodziny

Po pierwsze sądy są jakie są i matka musiałaby być chyba pijaczką, a dziecko znaleźć się kilkakrotnie w szpitalu w stanie agonalnym, by ojciec mógł odebrać jej dziecko. M ma dowody na to, że młody był pobity przez matkę, miał zrobioną obdukcje i sprawa karna została umorzona. Wielkie halo o takich sprawach to tylko w telewizji, w realu nikt nikomu dziecka nie odbiera, oddała go sama, bo sobie z synem nie radziła.
Po drugie jest jeszcze drugi młodszy syn M, który mieszka z matką. Ex zaniedbuje go do tego stopnia, że szkoła wystosowała pismo do sądu o przydzielenie kuratora, bo dziecko (11 lat) przestało chodzić do szkoły. I wiecie co na to sąd? Przesłał odpowiedz, że nie zajmuje się takimi błahymi sprawami.
Po trzecie NIGDY, PRZENIGDY ja ani M NIE MÓWILIŚMY ZŁEGO SŁOWA NA EX PRZY DZIECIACH. Dobrze wiemy, że obróciłoby się to przeciwko nam i sprawiło im przykrość, a tego nikt nie chce. Kiedy ex oddała nam syna przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy chłopak płakał, a matka tygodniami nie odbierała telefonu i nie pozwoliła mu nawet porozmawiać z bratem, z którym prawie zawsze był razem ojciec z bezsilności powtarzał tylko ?matka cię kocha synu?. Serce bolało jak młody skarżył się jak jest wyzywany i szykanowany przez partnera matki, a ona nawet nie broniła chłopca.

3 840

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

jedna na druga nadaje, jedna drugiej chętnie naplułaby w twarz za wyimaginowane często krzywdy i nie wiadomo co jeszcze... zwróć uwage na statystyki to w dużej większości męzyczyźni odchodzą do innych kobiet , to z winy faceta rozpadają się związki przewaznie , to on znajduje sobie nową kochanke, zonę, partnerkę..
wszystko można poukładać jeśli sie tego chce i potrafimy na byłe zycie partnera popatrzeć obiektywnie bez urazy i z chęcią realizacji stworzenia szczęsliwej rodziny

To twoja opinia i masz do niej prawo.
A moja opinia jest, że do tanga trzeba dwojga i nie wszystko można poukładać, bo nie z każdym można się dogadać, zwłaszcza kiedy istnieje konflikt interesów.
Ja też uważałam, że rozmową rozwiążę wszystko, życie weryfikuje...
To, że facet odchodzi... odchodzi - czy częściej niż kobiety - może - nie znam statystyk, ale to nie powód abym całe swoje życie pluła jadem.

Nie nadaję, nie buntuję, ale co myślą o mnie obecne partnerki moich byłych to ich sprawa. Czy mnie nienawidzą? Nie wiem i nie obchodzi mnie to, bo nie ma wpływu na mnie i moje szczęście, ale jakby się wtrącały w moje życie - to nie wiem - pewnie bym walkę podjęła. I rozumiem koleżanki na tym forum.
Ale syty głodnego nie zrozumie, a twoje przekonanie o tym, że z każdym można się dogadać wynika z ...?

3 841

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Znam nie jedna kobietę, która po rozwodzie poświęciła się wyłącznie dzieciom, ale dla faceta kobieta w domu to po prostu wygoda. Na kochanki lub chwilowe partnerki potrzeba więcej czasu i pieniędzy zatem będę zdania, że Eileen i jej brat mogli skutecznie odstraszać wszelkie kandydatki na potencjalne żony.

ONA1977 nikt nikomu nie każe czegokolwiek przekreślać ani zapominać. Trzeba tylko to mądrze sobie poukładać, by czas i pieniądze znalazły się dla każdego. Niech zgadnę - sama jesteś matką dziecka, którego ojciec więcej czasu spędza z nowa partnerką? Zazdrość cie zżera, że ci nie pomaga tyle ile wcześniej? Zatem zakasaj rękawy i do roboty, mało ci pieniędzy z alimentów to nikt ci nie broni zarabiać więcej, pracować dłużej.

wyobraź sobie że zyję w szczęsliwym związku już sporo , z tym samym facetem grubo ponad 20 lat..dysponuje wypłatą i swoją i męża tak dla relaksu..
zaskakujące jest to że czytając posty odnieść mozna wrażenie, że najpierw jest kwestia kasy.. długo, długo nic.. dopiero/ może/ sa uczucia, wzajemne relacje, rozmowa, ustalenie pewnych zasad i td...

Życie to nie licytacja kto lepiej, więcej, komu bardziej sie nalezy i kto potrzebuje więcej.
Może zamiast utyskiwac na ex partnerki, pasierbów  to nalezy przegadac niejedna noc z facetem którego ta sytuacja dotyczy?? może warto ustalić jak żyć aby sie nie pozabijac i aby kolejne dzieci nie cierpiały traumy jaka jest rozwód rodziców

Zazdrosna , edytowałam posta bo doczytałam Twojego kolejnego..
czy Ty sądzisz, że sprawy alimentów dotyczą tylko małych dzieci??
wiesz ile płaca ojcowie na swoje dzieci?
nie licze tych jednostek co płaca godne pieniądze na dzieci..
jesli ojciec płaci zakładam te wspomniane 400 zł , matka ma dołozyć 400 zł ?? a dziecko wystarczy ze sie uczy, potrzebuje książek, rozwijac sie, korepetycji czy chociażby rozwijać hobby to ma my stykać? ojciec wysyłając tą kase ma miec czyste sumienie tak? i jego zona ma sie odwalić i niczego nie oczekiwać? ona  czyli ex musi dostosowywac swój urlop? on nie musi? bo żona aktualna partnerka się wkurza i nie pozwala na taki układ?
nie uważasz ze to jest dziecinada?

ONA1977 napisał/a:

tak czy siak wszystko sprowadzacie do pieniędzy.
Zazdrosna , nie rozumiem jednego. Dlaczego  jesli dziecko przebywa u was większość czasu nie zrobicie tak, abyście to wy byli prawnymi opiekunami dziecka i to była wam płaciła alimenty na dziecko?
Tendre to nie jest krytyka.. to jest inny punkt widzenia i od tego między innymi jest to forum.
Piszesz że nie buntujecie dzieci? nie mówicie nic złego na była swojego partnera? myslisz że w to mozna uwierzyć? nikt z nas nie jest idealny ani exowe ani aktualne , jedna na druga nadaje, jedna drugiej chętnie naplułaby w twarz za wyimaginowane często krzywdy i nie wiadomo co jeszcze... zwróć uwage na statystyki to w dużej większości męzyczyźni odchodzą do innych kobiet , to z winy faceta rozpadają się związki przewaznie , to on znajduje sobie nową kochanke, zonę, partnerkę..
wszystko można poukładać jeśli sie tego chce i potrafimy na byłe zycie partnera popatrzeć obiektywnie bez urazy i z chęcią realizacji stworzenia szczęsliwej rodziny

Wybacz .. ONA1977- ale nie masz pojęcia o czym piszesz , bo nie masz takich doświadczeń.
To co próbujesz nam przekazać.. że prostym jest "stworzenie szczęśliwej rodziny"... to tylko Twoja projekcja Twojej postawy ... uwierz mi , że Tobie się tylko wydaje , że tak wspaniała byś była w naszej sytuacji ...
Nie tylko my macochy jesteśmy odpowiedzialne za związki, nie mamy prawa (zgodnie z prawem ale i często głośną wolą rodziców ) wychowywać nie swoich dzieci...ale mamy obowiązek według Ciebie i całej rzeszy "dobrych ludzi " powinność przyjmować je we własnym domu, traktować jak "biedne dzieciątka " bo im się rodzice rozstali.. traktować jak swoje (karmić, zabawiać, opiekować, finansować ) lub często lepiej.. bo tatusia nie mają na co dzień ...
Ja nie buntuję pasierba.. jest u nas średnio 2 weekendy w miesiącu.. czasami więcej .. czasami dłużej... NIGDY ZŁEGO SŁOWA NIE POWIEDZIAŁAM NA JEGO MATKĘ .. sama go przywołałam do porządku jak mówił że matka jest głupia .. że pije wódkę i zamyka go w pokoju... a ex co ? na każde opowieści z "krypty ".. które donosi jej młody (wypytuje go nawet przez telefon podczas pobytu u nas ) robi awanturę M.. jego matce.. czasami w całej rodzinie ...
Partner znajduje tysiące usprawiedliwień dla zachowania chłopca i ex... bo się jej BOI ! że utrudni kontakt, ..

Zapomniałaś jeszcze o jednym , MY tez jesteśmy po rozwodzie , często z dziećmi.... znamy świat z obu stron - i ex i macoch...
Myślisz że mamy wszystkie rozdwojenie osobowości ?? czy może tu na forum kłamiemy ? żeby dać lepszy obraz siebie ??

Może spójrz na nas jak na kobiety które CHCĄ znaleźć złoty środek w tym dążeniu do stworzenia szczęśliwej rodziny... i dlatego tu jesteśmy... a do kasy i tak i tak się wszystko sprowadza... bo tak funkcjonuje ten świat w którym żyjemy...

ONA1977 napisał/a:

dysponuje wypłatą i swoją i męża tak dla relaksu..

Nie opowiadaj o rzeczach o których nie masz pojęcia... bo przyszłość Ci może spłatać niezłego figla.. i zweryfikować Twoje poglądy i postawę .

Nie wiem po co się wypowiadasz w tym wątku, nie chcę Cię obrazić.. ale zawsze mnie denerwują tego typu teorie .. ludzi co nie próbowali, nie przeżyli a wiedzą że to BEEE lub że powinno być inaczej ... jak dziecko co krzyczy przy talerzu.. nie lubię tego !!! nie lubię !! a nigdy nie próbowało.
.

3 842

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

tak czy siak wszystko sprowadzacie do pieniędzy

No ba. Ogólnie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bez pieniędzy szczęścia nie ma... jest jeszcze wersja, że dopiero zakupy... ale

To przecież faceci robią nam zarzut, że za ich alimenty sobie wygodnie żyjemy... to chyba za te 200 zł co dostaję to wygodnie pod mostem nawet mi by nie było... i nie dostaję żadnych dodatkowych bonusów typu wakacje czy ubrania dla dzieci, żeby było jasne. Wielokrotnie pisałam, że udział moich EX jest minimalny lub żaden.

I dziewczyny też wielokrotnie pisały, że porządny facet łoży alimenty na swoje dzieci i może im kupować co chce jeżeli tylko kupuje za swoje.
Ale utrzymanie domu w którym mieszkamy, rachunki, kredyty, jedzenie nie mogą pozostać na głowie jednej strony /niezależnie moje czy mojego M skoro żyjemy razem/.

Podsumowując - ta kołdra jest chyba za krótka.

A zazdrosna chyba raczej skupia sie na czasie, który z gumy nie jest - mniej na finansach.

3 843

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zapomniałaś jeszcze o jednym , MY tez jesteśmy po rozwodzie , często z dziećmi.... znamy świat z obu stron - i ex i macoch...
Myślisz że mamy wszystkie rozdwojenie osobowości ?? czy może tu na forum kłamiemy ? żeby dać lepszy obraz siebie ??

Może spójrz na nas jak na kobiety które CHCĄ znaleźć złoty środek w tym dążeniu do stworzenia szczęśliwej rodziny... i dlatego tu jesteśmy...

Popieram, potwierdzam i podpisuję się obiema ręcyma wink

3 844 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-27 13:52:42)

Odp: Być drugą i macochą

Ja podkreślę jeszcze raz. Jestem EX żoną. Nie wpierdal..am się w życie mojego Byłego męża, nie oczekuję ciągłego wsparcia i dodatkowego finansowania. NIGDY nie nastawiałam swoich dzieci przeciwko Jego nowej Partnerce (dzieci mówią do Niej "ciocia").
ZAWSZE powtarzam, Że jeżeli są u taty mają się też słuchać cioci, bo wiem, że TA CIOCIA też Im poświęca swój czas i troskę. Zdobyłam się nawet na to, żeby Byłemu Mężowi powiedzieć w rozmowie, że bardzo szanuję TĘ kobietę (chociaż osobiście Jej nie znam), że poświęca czas i uwagę naszym dzieciom. Nie odpycha Ich , nie ignoruje, a dzieci ją lubią  (spędzają ze swoim tatą i Nią naprawdę sporo czasu). ALE!!! Jak myślisz Eileen , ONA jest taka wspaniałomyślna i może w czymś lepsza od nas? Ma więcej empatii i wyrozumiałości niż Ja czy Zazdrosna?
Bo Ja myślę, że gdybym konsekwentnie nastawiała dzieci przeciwko Niej, wmawiała dzieciom, że jak Ciocia będzie coś od Was chciała, to możecie Jej napluć w twarz, że nie musicie jeść jeśli czegoś nie lubicie, nie musicie sie słuchać cioci i taty i jak zechcecie wracać to zadzwońcie  i tata będzie MUSIAŁ Was odwieźć do domu itd. to wtedy Ona by nie była taka wyrozumiała w stosunku do moich dzieci !!!!
Myślisz, że gdybym wychowała swoje dzieci na takie małe wydry-potwory, to TA CIOCIA lubiłaby z Nimi przebywać??? Bo ja myślę, że wypłakiwałaby się mojemu Byłemu w rękaw, że czuje się poniżana i ignorowana. Myślę , że wtedy mogłaby się znaleźć na tym forum ze wszystkimi problemami macochy, których My doświadczamy.
Chociaż, w moim przypadku to już czas przeszły.
Tęsknię za facetem, którego wciąż kocham ale jednocześnie cieszę się , że wyrwałam się ze świata, w którym wszechobecna jest Pani EX i Jej rozwydrzone, nastawiane przeciwko mnie dzieciaki-wydry-potwory.

3 845 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-27 13:56:16)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

A zazdrosna chyba raczej skupia sie na czasie, który z gumy nie jest - mniej na finansach.

Wszystkiego się uczę Tendre, nie powiem, że szlak mnie nie trafia jak ex manipuluje i jawnie doi M. Jednak jeśli ma ochotę cos sam z siebie dla synów kupić to go w tym wspieram, bo to jest przyjemne i miłe. On ostatnio rzadko wydaje coś ekstra na synów, bo skupia się na tych cholernych kredytach, ja też hamuję go w wydatkach na mnie i na dom.
Co do czasu, to do pracy M całymi dniami się przyzwyczaiłam, mam własne zajęcia, ale trafia mnie jak ja w soboty jadę mu pomóc w warsztacie, a on później bierze dzień wolny ponad ustalony wyrok sądu, by gdzieś zabrać synów.

3 846

Odp: Być drugą i macochą

wypowiadam się z dwóch powodów.
Pierwszy to fakt, że jest to forum otwarte.
Drugi to taki, że może czasami warto spojrzeć na sytuację z dystansem, wysłuchać innej strony. Skąd wiesz jakim ja doświadczeniem dysponuję?
nie dziw sie, że czytając o tym jak wam cięzko, jak partner to leń , chce dziecko a robi spychalszczyznę na was to jest taki a nie inny odzew.
jeśli faktycznie jest tak że wy jesteście super partnerki, potraficie wysłuchać pasierba, zawalczyć  w jego imieniu i nie znajdujecie szacunku u partnera i zrozumienia  to wam współczuję . Macie wyjątkowego pecha.

3 847

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

A zazdrosna chyba raczej skupia sie na czasie, który z gumy nie jest - mniej na finansach.

Wszystkiego się uczę Tendre, nie powiem, że szlak mnie nie trafia jak ex manipuluje i jawnie doi M. Jednak jeśli ma ochotę cos sam z siebie dla synów kupić to go w tym wspieram, bo to jest przyjemne i miłe. On ostatnio rzadko wydaje coś ekstra na synów, bo skupia się na tych cholernych kredytach, ja też hamuję go w wydatkach na mnie i na dom.
Co do czasu to do pracy M całymi dniami się przyzwyczaiłam, mam własne zajęcia, ale trafia mnie jak ja w soboty jadę mu pomóc w warsztacie, a on później bierze dzień wolny ponad ustalony wyrok sądu, by zabrać gdzieś synów.

Wszystkie sie uczymy... najczęściej na błędach własnych, rzadziej na cudzych... ale wymiana doświadczeń nas wzbogaca, pozwala ocenić sytuację pod innym kątem, a nawet spojrzeć trzeźwo na wiele spraw.

3 848

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

wypowiadam się z dwóch powodów.
Pierwszy to fakt, że jest to forum otwarte.
Drugi to taki, że może czasami warto spojrzeć na sytuację z dystansem, wysłuchać innej strony. Skąd wiesz jakim ja doświadczeniem dysponuję?
nie dziw sie, że czytając o tym jak wam cięzko, jak partner to leń , chce dziecko a robi spychalszczyznę na was to jest taki a nie inny odzew.
jeśli faktycznie jest tak że wy jesteście super partnerki, potraficie wysłuchać pasierba, zawalczyć  w jego imieniu i nie znajdujecie szacunku u partnera i zrozumienia  to wam współczuję . Macie wyjątkowego pecha.

Tak forum jest otwarte .. ale ja na temat użytkowników BMW się nie wypowiadam  , bo jeżdżę WV smile a też forum otwarte smile i to auto i to... smile
Dla mnie nie jesteś stroną -  i czytając Twoje wpisy :"żyję 20 lat z jednym facetem ...".. to co ? twierdze że nie wiesz co mówisz.. a to co mówisz to tylko projekcja Ciebie w hipotetycznej sytuacji .
tym bardziej nie rozumiem Twojej zajadłości na nas , a doświadczenie pt. "znajoma tak ma "" .. nie jest żadnym doświadczeniem.

Nie chce Cię obrazić , ja mówię tylko to w oparciu o siebie , swoją ewolucję w poglądach i postawach ..
I uważam że los mi dał pstryczka w nos..
Nigdy nie miałam się rozwieść - mój był pierwszym w rodzinie rodziców , uważałam, że wszystko da się wyjaśnić, przegadać ustalić... życie udowodniło że się mylę co do siebie !
Przed laty , jakby mi ktoś powiedział , że będę tak żyć.. wyśmiałabym go !
A jednak "biję się z koniem ".. z sobą .... i z życiem...
I wcale nie jestem super partnerka.. i NIE CHCĘ NIĄ BYĆ !! chcę mieć prawo być sobą i żyć według wspólnych zasad .. a nie moim kosztem.
Chcę mieć prawo bycia normalną kobietą i zwykłym człowiekiem!
To od nas macoch wymaga się więcej empatii, miłosierdzia cierpliwości , czasu , zrozumienia... i wielu innych rzeczy , których nie ma co drugi rodzic w stosunku do swoich dzieci ..

3 849

Odp: Być drugą i macochą

Z jednej strony nie raz ubolewam,ze nie ma eksi i dzieciaka na kilka dni/ tygodni  nie ma jak wysłać kiedy   Pchla ma fatalne okresy a wtedy i mi się udziela to niefortunnie ( pomijając  malej wyjazdy do innych na wakacje, wczasy itd.) ale z drugiej strony     baaardzo się ciesze ze ze ominęły mnie perypetie z eksia męża , nie ma szczucia  dziecka na mnie, nie ma sabotażowania, wyrzutów i wypominek  a mama to ,a mama tamto   użerki o alimenty,o wszystko i o nic  itd.
Tak wiec chyba  lepiej nie mieć do czynienia nigdy z eksią i nawet jej nie znac,  niż mieć ją w naszym zyciu rodzinnym  chyba nie?/
Tylko ze wtedy dziecko całodobowo mieszka z nami pod jednym dachem,lecz  zasady i reguły wymogow, nakazow, zakazów są bardziej jednolite , b w jednym domu się wychowuje na co dzien a nie rozdwojone

3 850 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-27 15:26:04)

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

jeśli faktycznie jest tak że wy jesteście super partnerki, potraficie wysłuchać pasierba, zawalczyć  w jego imieniu i nie znajdujecie szacunku u partnera i zrozumienia  to wam współczuję . Macie wyjątkowego pecha.

A tak !!! - próbowałam obdarzyć dwie , małe urocze dziewczynki troską. Na początku było super. Przez cały pierwszy rok mojego życia z M, czułam się jakbym Pana Boga za nogi chwyciła.  Polubiłam te dwie kokochy. Potrzebowały dużo ciepła, często się przytulały, właziły na kolana i nigdy nie odepchnęłam ani jednej ani drugiej. Rodzice M mówili , że tym dzieciom tego było potrzeba, bo Pani Ex (to są Ich słowa) była zimna i nieczuła i nie okazywała troski dziewczynkom.  Ale w pewnym momencie nastąpił przełom (czytaj: Pani Ex została sama, bo jakiś facet ją zostawił) i zaczęła się walka dziećmi (wojna w zasadzie), pogrywanie sobie dziećmi.
Kasa się ukróciła to zaczęło się podrzucanie dzieci, dziurawe ubrania, o których pisałam, poźnowieczorne telefony do M, że to że tamto, że sramto. Wiecznie znajdywała sobie powód , żeby tylko zakłócić wieczór. Kiedy M odmawial w jakieś sprawie, nie dopuszczała do spotkań i ograniczała kontakt z dziećmi do 0.
Na początku podjęłam walkę, M też, ale czy to ma sens jeśli cierpią dzieci, cierpię ja, cierpi M (bo jest między młotem a kowadłem)?
Z jednej strony ma nikły wpływ na wychowanie dzieci, bo matka skutecznie robi Im sieczkę z mózgu, a z drugiej strony jest obciążany większością obowiązków związanych z Nimi  (głównie związanych z kasą) a przy okazji Ja też - i mam oprać, przytulić, pogłaskać, tolerować, być wyrozumiała  i jednocześnie nie mam PRAWA nic wymagać, bo jeśli proszę przy stole "nie ćlam" to co słyszę w odpowiedzi? "- mama powiedziała , że nie muszę się Ciebie słuchać"

I z czasem przestałam postrzegać Jego dzieci jako miłe, urocze małe dziewczynki. Exowa skutecznie zabiła wszelki dobre uczucia , jakie rodziły się we mnie do tych dzieci.
Ale czy to znaczy, że JA jestem złą kobietą, czy tamta ma popier..one we łbie?

3 851 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-27 18:36:46)

Odp: Być drugą i macochą

Niektóre rzeczy o których tu opowiadamy nie mieszczą się w głowie dla bezstronnych osób. Pamiętam, jak poznałam M to nie chciałam mu wierzyć, że jego ex postępuje tak czy inaczej. Dopiero z biegiem czasu, po rozmowach ze znającymi temat znajomymi, czy rodziną M i tym, co przekazywały same dzieci, widziałam opinie lekarzy i psychologów, w końcu poznałam samą gwiazdę, zobaczyłam jej obojętny stosunek do młodych i w końcu byłam skłonna uznać rzeczywistość za prawdę. Trzeba być w tej sytuacji, przeżyć ją, by dać temu wiarę, zrozumieć się nie da. Przeczytałam kilka psychologicznych książek, by dotrzeć do źródła takiego zachowania. Jedynie, co wiem to, że exsia sama miała nienormalnych rodziców, znajomi opisywali ją jako osobę, która zatrzymała się w rozwoju na nastolatce. Nie nadaje się do pracy, ze względu na brak odpowiedzialności. Wyszła za mąż za dużo młodszego faceta, a rodzona matka teraz się z nią sądzi o mieszkanie, ojciec się jej wyrzekł dawno temu za jej kłamstwa. Tylko się zastanawiam, co M w niej widział, ale miłość jest ślepa.

3 852

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie ;( to właśnie wyrzuciłam z domu swojego M z pasierbem ;( nie dałam rady musiałam komuś powiedzieć bo przecież udaję twardą, dzieciom powiedziałam że chcą spędzić ze sobą trochę czasu, konflikt tak urusł że szok a tylko mój M nie widzi problemu. 10 lat walki, bo to od 3 lat była wojna zupełnie bez sensu. Czy żałuję hmm nie wiem za świeże, ale gdybym nie była taka twarda dziś znów mój dom należałby do nich, a ja byłabym albo w sypialni sama albo w łazience. Kocham M ale nie dałam rady. Wiecie że ostatnio nawet się nie kochaliśmy jak był pasierb. Czy to takie musi być ciężkie ????

3 853

Odp: Być drugą i macochą

Czytam formu od końca i .. Nie mamy lekko wszędzie tak samo tak samo ...
Chyba kruszeję, ale chce zrobić wszystko żeby tym razem było inaczej ... Tesknie za M a to dopiero kilka godzin ;(

3 854

Odp: Być drugą i macochą
mamuśka3 napisał/a:

Witajcie ;( to właśnie wyrzuciłam z domu swojego M z pasierbem ;( nie dałam rady musiałam komuś powiedzieć bo przecież udaję twardą, dzieciom powiedziałam że chcą spędzić ze sobą trochę czasu, konflikt tak urusł że szok a tylko mój M nie widzi problemu. 10 lat walki, bo to od 3 lat była wojna zupełnie bez sensu. Czy żałuję hmm nie wiem za świeże, ale gdybym nie była taka twarda dziś znów mój dom należałby do nich, a ja byłabym albo w sypialni sama albo w łazience. Kocham M ale nie dałam rady. Wiecie że ostatnio nawet się nie kochaliśmy jak był pasierb. Czy to takie musi być ciężkie ????

Witaj...
Ile cierpliwości nas to kosztuje, tylko my wiemy...
Napisz wiecej.

3 855

Odp: Być drugą i macochą

mamuśka3    cofnęłam się do Twoich wcześniejszych postów na forum. 10 lat walki i co? i dupa z tego wyszła? Co tym razem odwalili, że Ich pogoniłaś?

3 856

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny tak z ciekawości... jakby wasze Pasierby/ice nie miały  kontaktu z własną matka , ojciec od wielu od lat ,lub od początku byłby tym jedynym rodzicem , czy po wejściu w taka rodzinę pozwoliłybyście dziecku mówić do was MAMO??, czy przeszkadzałoby wam to i strzegłybyście się od tego jak diabeł świeconej wody ??  Jaka forma zwrotów do was  bym wam najbardziej odpowiadała ?
Ciocia?  Pani "Kasia" ?,  Mamusia? Proszę Pani? bezosobowo na Ty?  ....?

3 857

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Dziewczyny tak z ciekawości... jakby wasze Pasierby/ice nie miały  kontaktu z własną matka , ojciec od wielu od lat ,lub od początku byłby tym jedynym rodzicem , czy po wejściu w taka rodzinę pozwoliłybyście dziecku mówić do was MAMO??, czy przeszkadzałoby wam to i strzegłybyście się od tego jak diabeł świeconej wody ??  Jaka forma zwrotów do was  bym wam najbardziej odpowiadała ?
Ciocia?  Pani "Kasia" ?,  Mamusia? Proszę Pani? bezosobowo na Ty?  ....?

Ja myślę że tak, bo to prawie jak adopcja - matka nie interesuje się , tylko urodziła ...
Rodzina jest nie tylko ze względu na pokrewieństwo.. ale i powinowactwo.. Tak sobie myślę .

3 858

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Dziewczyny tak z ciekawości... jakby wasze Pasierby/ice nie miały  kontaktu z własną matka , ojciec od wielu od lat ,lub od początku byłby tym jedynym rodzicem , czy po wejściu w taka rodzinę pozwoliłybyście dziecku mówić do was MAMO??, czy przeszkadzałoby wam to i strzegłybyście się od tego jak diabeł świeconej wody ??  Jaka forma zwrotów do was  bym wam najbardziej odpowiadała ?
Ciocia?  Pani "Kasia" ?,  Mamusia? Proszę Pani? bezosobowo na Ty?  ....?

Myśle, że to tylko od ciebie zależy i od małej jak się z tym czujecie. Ja nie umiem postawić się w twojej sytuacji, bo sama mam dzieci i chcę, być lokalna wobec nich. Młodzi M mówią do mnie po imieniu, co nie raz dla osób postronnych jest niemałym zdziwieniem, ale my się tym nie przejmujemy. Nie chcialam jednak, by mówiły mi na pani, bo czułabym się staro, spokrewnioną ciocią też dla nich nie byłam zwłaszcza jak ich poznałam, więc tak zostało. Za to mój syn, pomimo, ze starszy od pasierbów zwraca się do M pezez pan.
Młodej pewnie jest przykro i przed koleżankami chciałby pokazać, że nie jest sierotą, bo te zadają pytania. Zajmujesz się nią jak rodzona matka, więc skoro tego chcecie to nie widzę problemu. A jak tam sprawa przysposobienia, zdecydowałaś się już?

3 859 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-28 19:09:06)

Odp: Być drugą i macochą

Zdecydowalam ,że z tym przysposobieniem wstrzymam się. Nawet 1% niepewności jest tym argumentem na wstrzymanie, to zbyt  duza odpowiedzialność , gigantyczny ciężar  aby podołać, a ja mam o wiele więcej wątpliwości i obaw  niż 1 %. Do uczuc i odczuć własnych tez nie jestem skonkretyzowana, każdy dzień jest inny .

A co do zwrotow to ja się pytałam was jakbyście do tego podeszły jeśli pasierb nie miałby jednego z rodziców, czy mamuskowanie nie wprowadzaloby was w dyskomfort?
Ja skrycie powiem ,ze baaaardzo boje się jakby Pchla zaczela mi  "mamować"  ,naprawdę czułabym się z tym   pierunsko niezręcznie.
Ona na razie  nie wychyla się z takimi określeniami, choć  sporadycznie wyczuwałam, ze była bardzo blisko a ja   "uciekałam "  jak porażona .Pamiętam z dwa razy jak aż mi się gorąco zrobiło z nerwów i emocji. Badała moją reakcje, nie dałam się w to wciągnąć , ale Ona lubi mnie testować na każdym kroku w każdym temacie i dziedzinie zycia , tak wiec adrenaliny mam dawkowanej ponad normę dzień w dzień smile Kolejka górska z turbo napędem pod względem codziennych  wrażeń big_smile

Ona sama  nigdy nie zaczęła tego tematu i bezosobowo na Ty się zwraca, także jest bardzo zdystansowana , lecz koszmarnie obawiam się takiego momentu ,że kiedyś to pójdzie dalej , na miano matki nie jestem gotowa, nawet wątpię czy zasługuje

A zresztą..nie wiadomo co przyszłość przyniesie, może  ten Jung Omen skopie mnie kiedyś ze schodów, jak wstanie w złym humorze,lub gdy się krzywe na nią spojrzę  i tak skończę swój  żywot a ja się martwię przyszłością  tongue

3 860 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-28 19:05:14)

Odp: Być drugą i macochą

STRONA SIE ZACINALA, już nie ważne

3 861

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

choć  sporadycznie wyczuwałam, ze była bardzo blisko a ja   "uciekałam "  jak porażona .

Młody M ma matkę, ale nie ma z nią bliskich relacji. Były takie momenty, zwłaszcza na początku jego zamieszkiwania z nami, że garnął się do mnie. M mówił, że on chce się przytulić, choć on raczej nie jest skory do bliskości. Ja też zawsze uciekałam w takiej sytuacji. Nie mam tego dziecka od małego, nie kąpałam go jak był mały, nie karmiłam piersią i nie mam z nim nawiązanych bliskich relacji. Trudno się przemóc. Młodszy syn M to definitywny przytulas do każdego, także nie wiążę jego zachowania z okazywaniem jakiś uczuć.
Piszę o kontakcie fizycznym, ale słowo mama też jest dla mnie bardzo osobiste i dlatego tak to porównuje. M pod względem czułości wobec synów podchodzi jak typowy facet, poczochra po głowie i tyle smile Na szczęście młodzi mają jeszcze kochającą babcie.

3 862

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Zdecydowalam ,że z tym przysposobieniem wstrzymam się. Nawet 1% niepewności jest tym argumentem na wstrzymanie, to zbyt  duza odpowiedzialność , gigantyczny ciężar  aby podołać, a ja mam o wiele więcej wątpliwości i obaw  niż 1 %. Do uczuc i odczuć własnych tez nie jestem skonkretyzowana, każdy dzień jest inny .

Twoje posty uświadamiają mnie jak ciężko jest taką decyzję podjąć, że nie jest to oczywiste, że jak się wychowuje to się bezwzględnie kocha i chce przysposobienia i przejęcia wszystkich obowiązków, pełnej odpowiedzialności za dziecko. Tego nie da się wymusić.

Ponadto to wiąże sie z ogromna odpowiedzialnością także finansową, przecież jeżeli się rozstaniecie będziesz zobowiązana płacić alimenty. Nie wiadomo jak twój M. do tego podejdzie.

Chcociaż wydawało mi się, że jak nie ma ojca/matki biologicznej to przyjęcie tego miejsca jest łatwiejsze, widocznie nie...

Tym bardziej ogromny szacun mam do człowieka, który podjął decyzję... i pomimo przeciwności losu jest obok kiedy jest potrzebny...

3 863

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny , nie wiem co mi jest .. jestem tak zestresowana przed przyjazdem młodego M .. że mam zakwasy.. czuję się jak balon .. który od byle szpilki pęknie z hukiem..
M "prosił" byśmy pokazali jak fajnie sobie żyjemy , żeby młody widział że się nie kłócimy.. że jest fajnie u nas.. tylko że to fanie to ma być bo jego synek przyjeżdża .. a w tyg. to kanapę okupował.. nic nie robił poza zakupami dla synka... i jedzeniem dla siebie...
A mnie szlak trafia.. że mam się spinać i chodzić na palcach bo jakieś dziecko szpieg przyjeżdża ...
Nie wierzę byśmy coś zmienili w młodym.. bo to matka z babką i ojciec również nim manipulują... M również wypytuje młodego o różne rzeczy.. jak mówi że był na meczu to nie pyta na jakim, czy się podobało .. tylko Z KIM .. jak m.. jak mówi ze oglądał bajkę ..to się pyta kto ją dał, u kogo .. ..  nie czy fajna i o czym...
M nie rozumie że on musi nad sobą również pracować .. nad swoją ciekawością życia ex .. bo mam wrażenie że bardzo go interesuje... co u ex,,
Jakiś rodzaj chorej rywalizacji ...

3 864 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-29 18:06:33)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Dziewczyny , nie wiem co mi jest .. jestem tak zestresowana przed przyjazdem młodego M .. że mam zakwasy.. czuję się jak balon .. który od byle szpilki pęknie z hukiem..

Najnormalniej w świecie musisz odpocząć, a M musi zrobić ukłon w twoją stronę. Zorganizuj sobie jakieś wyjście, albo gdzieś wyślij M z chłopakiem.
U mnie na razie jest spoko, jestem bardziej wyrozumiała w stosunku do młodego. Powiem wam, że nawet ex chciała w ten weekend wcisnąć młodszego chłopaka do nas, poza ustalony grafik przez sąd, a on odmówił, nawet ze mną nie rozmawiał na ten temat. Chyba doszło do niego, że ja też potrzebuję spokoju, a może to zazdrość mnie zżera, że exia spędza czas z facetem, a ja siedzę z jej synami. To nie istotne, bo jest bardziej sprawiedliwie, gdyż prawie po równo dzielą się obowiązkami nad młodymi i jest nadzieja, że będzie jednakowo. Dwa tygodnie bez jednego i miesiąc bez drugiego urwisa, a ja jestem odmieniona. Doszłam do równowagi, nie patrzę krzywo na 'naszego młodego', nie karzę mu zejść sobie z oczu, nawet z chęcią z nim rozmawiam i w końcu się uśmiecham. Ojj doskonale znam twoje symptomy, jak jest gorzej, to któraś strona musi ustąpić.

3 865 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-08-29 16:56:26)

Odp: Być drugą i macochą

Hejka dziewczęta smile jak się macie?

Ja to raczej bym nie chciała, aby dziecko mojego zwracało się do mnie "mamo" brrrr na samą myśl o tym mnie skręca. Nawet to jak mówi do mnie ciociu też mi jakoś nie pasuje. Dlaczego? no bo nie, tak poprostu. Ale od początku byłam ciocią i narazie tak jest, ale jak będzie starszy (i doczekam tego- chodzi mi o bycie z M ) to wolałabym aby mówił mi po imieniu ( no chyba że będziemy z M po ślubie to ewentualnie ciocia może zostać)

Dziwna sytuacja-dziecko przyjeżdża to bawimy się w teatrzyk i gramy hmmm. A co to za wydarzenie? Jakieś święto czy cuś bo nie kumam?
Dla mnie nie ma, bo jest dziecko. Jak mam ochotę pokrzyczeć to krzyczę, jak chcę i jest o co to walnę focha. Mam udawać, że nic złego się nie dzieje, bo dziecko? No sorry, coś tu jest nie halo. Bynajmniej jak dla mnie. Normalna, kochająca się rodzina to taka, w której też zdarzają się kłótnie, po których jest dobrze. Nie ma tak kolorowo. A naginać się, bo dziecko coś tam komuś opowie? A niech sobie gada. Jak będzie chciało to i tak powie, obojętnie jaka będzie atmosfera.

Tendre podziwiam cię, naprawdę. Ja bym się na coś takiego nie porwała.

A troszkę to odbiegnę trochę od tematu i mam do Was pytanko: jak wyglądają Wasze weekendy jak są dzieci Waszych M? Jak funkcjonujecie? Co robią dzieciaki? Jak zajmują się nimi ojcowie? Czy mają swoje pokoje? Czy śpią z Wami, a może z ojcem, a wy osobno? Czy choć wieczory macie dla siebie? Czy wtrącacie się (w sensie czy uczestniczycie)  w metody wychowawcze Waszych M?

Pytam bo chciałabym porównać jak to jest u nas, może coś zmienić, bo wydaje mi się, że ostatnio trochę bałaganu się u nas porobiło w związku z wizytami młodego. Ja zaczynam się wkurzać, może niepotrzebnie pewne sprawy wyolbrzymiam, może niepotrzebnie się nakręcam. Za wszystkie spostrzeżenia, rady będę bardzo wdzięczna.

Buziaczki smile

3 866 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-29 18:21:41)

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Asiulla,
nigdy nie zgodziłabym się, żeby dzieci spały w naszym łóżku i nie ma to znaczenia, że byłyby małe. Z własnymi też nie spałam, no chyba, że wyjątkowo, kiedy po prostu padłam już ze zmęczenia. Kiedyś była taka sytuacja, że przyjechali do nas młodzi i M zaproponował, żeby spali w naszym łóżku, a my zmieścimy się na pojedynczym fotelu rozkładanym. Powiedziałam -niedoczekanie moje i od tej pory drugi młody spał na dmuchanym materacu. Trudno się jednak pozbyć otoczki święta w te weekendy, ale teraz jest coraz lepiej i bardziej normalnie. M jednak robi w te dni większe i lepsze zakupy, czasem piecze ciasta. Ja z kolei piekę częściej jak ich nie ma w domu, bo muszę pilnować, by coś zostało dla nas. Rozumiem go jednak, bo mi też sprawia przyjemność jak mój syn przyjedzie i ja mam dla niego coś specjalnego. Musiałam nauczyć M, że jak kupuje np. batony chłopakom, to ma też być dla moich dzieci, pomimo, że nie są z nami. My często wyjeżdżamy poza miasto, lub gdzieś idziemy, również z moim synem, ale robimy to też jak nie ma dzieci, więc jest ok.
Jest też druga strona medalu, w sobotę jest u nas dzień sprzątania, jak są oboje młodzi to pomagają i to sporo. Jak ja potrzebuję załatwić coś (sporadycznie) z M, to on bierze ich lub zostawia na kilka godzin w domu i jedziemy razem. Często też chłopaki idą na podwórko, a M spędza czas ze mną. Zawsze M bierze pod uwagę moje zdanie, odnośnie tego co będziemy robić.
Ja 5, 6 dni w tygodniu zajmuję się domem, kiedy jest M stara się mnie wyręczyć, wie np, że nie lubie gotować więc w niedziele on to robi, czasem synowie mu pomagają. Wieczorem, za czym nie przepadam oglądamy jakiś film dla nastolatków, w zamian za to M później włącz mi melodramat.
Dużo się zmieniło od ponad 2 lat, tłumaczyłam, prosiłam, a M musiał nabrać do tej sytuacji  dystansu.
Najgorsze jest to napięcie przed odwiedzinami, o którym pisała Chceuciekacstad, później jakoś się rozkręca i potrafi być nawet fajnie.

3 867 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-08-29 18:13:45)

Odp: Być drugą i macochą

To jak przeforsować, jak wytłumaczyć M pewne sprawy? Czasami odnoszę wrażenie, że do niego nic nie dociera, albo nie chce żeby docierało.

No bo czy normalne jest to, że młody przez cały weekend nic tylko gra na komputerze, albo bajki ogląda, a wstaje tylko po to żeby pójść do toalety. Wszelkie posiłki począwszy od śniadania są mu podstawiane pod nos, a raczej przed ekran komputera. Jak się zacznie bawić klockami (co jest niebywałą rzadkością) to po 10 min już mu się nudzi. I która zgadnie co wtedy? Tak właśnie. Komputer lub bajki w tv. A jak nie to płacz.
Czy normalne jest by dziecko w wieku 5 lat zasypiało po 23? (bo bajki ogląda tak długo aż nie zaśnie). I gdzie tu spokojny wieczór dla nas? Co chwilę wołanie M, ot tak poprostu.Ii żeby to tylko wieczorem, ale potrafi tak co chwilę wołać cały dzień. By powiedzieć, że coś tam w grze zrobił. A ten rzuca wszystko i leci. Wrrrrr jak mnie to wkurza. No bo chyba może poczekać, aż skończy jeść? Albo młody może ruszyć się od komputera i przyjść sam powiedzieć co chce.
Kolejna rzecz to wtrącanie się do rozmów dorosłych. Parę razy się zdarzyło, że młody coś tam wtrącił swojego do naszej wymiany zdań (on przy komputerze w jednym pokoju, my w drugim-  swoją drogą niezłą podzielność uwagi ma nie?:) ). Fakt M zwrócił mu uwagę, młody przeprosił, ale nadal się to zdarza. Ja niewiem jak reagować, żeby było ok.

O sprzątaniu to nawet nie wspomnę, bo młody niewie co to takiego. Nie odnosi naczyń po skończonym posiłku, nie sprząta po sobie. No kompletnie nic. Jest traktowany jak chory, niedołężny człowiek.

Już niewiem jak naprostować te rzeczy.

Napięcie związane z jego wizytami też znam doskonale. Zawsze jest coś gdy on jest co powoduje napięcia i kłótnie z M. A ja zaczynam mieć tego po dziurki w nosie, bo nie podoba mi się dezorganizacja naszej codzienności na rzecz pobytu młodego.

3 868

Odp: Być drugą i macochą

Dla mnie to chora sytuacja, a facet powinien się leczyć. On ma duże poczucie winy i nie radzi sobie z tym, albo ty się dla niego nie liczysz. M miał zawsze z synami dobry kontakt, zabiera ich raczej np. na rower (ja jeżdżę z nimi) lub w inne fajne miejsca. Komputer mają ograniczony. Twojemu chyba tego brakuje i dlatego boji się stracić syna, nie umie wymagać i się sprzeciwiać.Facet musi chcieć też iść na kompromis, czasem konieczne jest, by odczuł, że może stracić kobietę. Nie mówię tu o szantażu, ale o to by chciał zadowolić też partnerkę.

3 869

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Wszelkie posiłki począwszy od śniadania są mu podstawiane pod nos, a raczej przed ekran komputera. Jak się zacznie bawić klockami (co jest niebywałą rzadkością) to po 10 min już mu się nudzi. I która zgadnie co wtedy? Tak właśnie. Komputer lub bajki w tv. A jak nie to płacz.
.

Nie podstawiać NIC pod nos ,NIC .Albo ruszy doopsko w troki ,albo sma będzie stratny. Nie cackac się i nie odwalac balu murzynów nad księciuniem
Placze? a niech wyje, lecz w swoim pokoju osobnym a nie nad czyimś uchem. Na demonstracyjne ryki miałabym wywalone totalne. Marsz do swojego pokoju i tam się rozczulaj ,koniec

.

Czy normalne jest by dziecko w wieku 5 lat zasypiało po 23? (bo bajki ogląda tak długo aż nie zaśnie). I gdzie tu spokojny wieczór dla nas? Co chwilę wołanie M, ot tak poprostu.Ii żeby to tylko wieczorem, ale potrafi tak co chwilę wołać cały dzień. By powiedzieć, że coś tam w grze zrobił. A ten rzuca wszystko i leci. Wrrrrr jak mnie to wkurza. No bo chyba może poczekać, aż skończy jeść? Albo młody może ruszyć się od komputera i przyjść sam powiedzieć co chce.
.

dzieciak jest rozwydrzony i rozbestwiony jak dziadowski bicz, pięknie ustawił ojczulka . Tutaj   role się poprzestawiały w hierarchii, kto jest kim ;/
Ja mam alergie a tego typu wychowanie .Jak dziecko zaklaszcze tak do rytmu  wszyscy ganiają, bo pępek swiata na każde jego  pierdniecie do usług . No ale może dlatego ,ze starej daty jestem  i nie uznaje takiego pieszczenia się z dzieciakami

Kolejna rzecz to wtrącanie się do rozmów dorosłych. Parę razy się zdarzyło, że młody coś tam wtrącił swojego do naszej wymiany zdań (on przy komputerze w jednym pokoju, my w drugim-  swoją drogą niezłą podzielność uwagi ma nie?:) ). Fakt M zwrócił mu uwagę, młody przeprosił, ale nadal się to zdarza. Ja niewiem jak reagować, żeby było ok..

To ty mu zwróć uwagę  Grzecznie i kulturalnie, aczkolwiek stanowczo dosadnie. Typu 'Mateusz, proszę cie bardzo abyś nie wścibiał nosa w nie swoje  sprawy, ja rozmawiam w tym momencie z twoim ojcem, nie z tobą, zajmij się swoimi sprawami, nie wtykaj swoich 3 groszy tam gdzie cię o zdanie nie pytają. Dorosłym w rozmowie się nie przeszkadza. Dziękuję za uwagę i proszę   przemysl to

O sprzątaniu to nawet nie wspomnę, bo młody niewie co to takiego. Nie odnosi naczyń po skończonym posiłku, nie sprząta po sobie. No kompletnie nic. Jest traktowany jak chory, niedołężny człowiek.

Już niewiem jak naprostować te rzeczy.
.

A ty się odezwać nie potrafisz? widzisz bajzer i nie powynoszone  naczynia. Krótko i treściwie do młodego. Proszę raz dwa to sprzątnąć, migiem. Masz 5 minut
To samo z naczyniami przywołujesz  do pionu syfiarza paskudnego i  w trymiga tonem nie znoszącym sprzeciwu oznajmiasz ,ze w tej chwili ma odnieść naczynia na swoje miejsce ,ale to już i bez dyskusji

Tak się sprawy załatwia. Dzieciakowi krzywdy nie robisz,  bać również się jego nie musisz

3 870 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-08-29 19:42:31)

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki zazdrosna bo już myślałam, że to ze mną jest coś nie halo. No, ale skoro nie tylko ja tak sądzę, ale i osoba, której przedstawiłam sytuację w wielkim skrócie i ogólnikowo to jest coś na rzeczy.
W chwilach złych myślę sobie, ze w dupie mam jego poczucie winy (bo chyba wiedział, a przynajmniej powinien wiedzieć czym to śmierdzi jak się rozstawali) i nie zamierzam cierpieć z tego powodu. Jego postawa do niczego dobrego nie doprowadzi. Bo taka nadgorliwa rekompensata dziecku to moim zdaniem przyniesie więcej złego niż dobrego. I już zaczyna sprawiać, że zmienia się mój stosunek do młodego. Ja rozumiem, że żal, wyrzuty sumienia, ale bez przesady. Kiedyś powiedziałam M, żeby ukrócił komputer i bajki a ciekawe czy młody będzie tak chciał przyjeżdżać do niego.
Jak tylko dzieje się coś złego np. ostatnio młody oczywiście siedząc przy komputerze wylał szklankę soku, M się zdenerwował, fuknął na niego (choć generalnie jest "zwolennikiem tzw. bezstresowego wychowania-nie krzykiem a tłumaczeniem), młody oczywiście w ryk i od razu, że już chce do mamy jechać. To go M udobruchał, a mnie się wydaje, że poprostu boi się, że młody powie matce. I to według mnie jest jeden z głównych  powodów takiego zachowania M.

Niewiem jak dotrzeć, jakimi sposobami, metodami do M, żeby zrozumiał i zmienił swoje postępowanie.

Zazdrosna a co miałaś na myśli pisząc, że mojemu M tego brakuje (tak dla pewności, bo niewiem czy dobrze Cię zrozumiałam) :)

A co do tych słów to może jakieś podpowiedzi, rady zazdrosna? :) "...czasem konieczne jest, by odczuł, że może stracić kobietę. Nie mówię tu o szantażu, ale o to by chciał zadowolić też partnerkę.


Motrisha masz dokładnie takie samo podejście jak ja i uwierz mi, że gdyby to ode mnie zależało to tak by to właśnie wyglądało. Ale nie jest to takie proste. Nie ja jestem rodzicem, a mój M niewiem czy przełknąłby takie podejście do dzieciaka (on nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że on sam mógłby tak postąpić, a co dopiero ja)
Tak jak piszesz młody nieźle go sobie ustawił, a stary baran się dał. A im dłużej potrwa taka sytuacja, tym trudniej będzie młodego oduczyć i nauczyć czegokolwiek. A potem M się dziwi, że ja nie pałam szczęściem i radością jak młody jest. No, ale jak? Jak widzę co taki rozkapryszony 5-cio latek wyrabia z dorosłym facetem i każdy mu nadskakuje, a czas jest praktycznie jemu podporządkowany to nóż mi się w kieszeni otwiera a  dzieciak zaczyna mnie coraz bardziej drażnić.

3 871 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-29 20:47:03)

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Niewiem jak dotrzeć, jakimi sposobami, metodami do M, żeby zrozumiał i zmienił swoje postępowanie.

Może dotrze do niego, jakiś bezstronny autorytet, przyjaciel, ojciec, psycholog itp.

asiulla napisał/a:

Zazdrosna a co miałaś na myśli pisząc, że mojemu M tego brakuje (tak dla pewności, bo niewiem czy dobrze Cię zrozumiałam) smile

Myślę, że brakuje mu autorytetu u syna, a żeby go zdobyć trzeba czasu, zaufania itp. Młodzi M cieszą się i chcą spędzać z nim wolne dni, on nie boi się ich upomnieć i dać karę, bo razem spędzają też przyjemnie chwile. Mogę śmiało powiedzieć, że ojciec jest dla nich wzorem i wsparciem.

asiulla napisał/a:

A co do tych słów to może jakieś podpowiedzi, rady zazdrosna? smile "...czasem konieczne jest, by odczuł, że może stracić kobietę. Nie mówię tu o szantażu, ale o to by chciał zadowolić też partnerkę.

Porozmawiaj, jasno postaw warunki na których przekroczenie nie wyrazisz zgody. 80 % mniej spędzaj z nim czasu, dobrze by było gdybyś przeprowadziła się na jakiś czas, wychodź gdzieś z przyjaciółmi, zapisz się na jakiś kurs, jedz do rodziny, nic nie rób dla niego, planuj odejście od niego. Niestety gdy nie pójdzie na kompromis to groźbę musisz zrealizować i go zostawić. Jak będzie mu zależało to się opamięta. Nie mówię byś kazała mu wybierać, ale by traktował cię przynajmniej na równi z synem, sprawiedliwie. Ty musisz czuć się dobrze w waszym domu. Ważne jest jaki jest dla ciebie jak nie ma syna? Powiedz, mu skąd twoje nastawienie do chłopaka, jak się czujesz. Krótko i zwięźle, bo sądzę, że on to widzi, tylko tak mu jest po prostu wygodniej.
I przeczytaj - 'Dlaczego mężczyźni kochają zołzy'

3 872

Odp: Być drugą i macochą

Nie podstawiać NIC pod nos ,NIC .Albo ruszy doopsko w troki ,albo sma będzie stratny. Nie cackac się i nie odwalac balu murzynów nad księciuniem
Placze? a niech wyje, lecz w swoim pokoju osobnym a nie nad czyimś uchem. Na demonstracyjne ryki miałabym wywalone totalne. Marsz do swojego pokoju i tam się rozczulaj ,koniec.

gdyby tylko o mnie chodziło to ja bym tak zrobiła, ale jest jeszcze ojczulek i babcia, która też wprowadza ten zamęt (gotuje dla wnusia u siebie na dole i oczywiście wszystko przynosi i podstawia pod nos).
Co do ryku to ja mam totalny zlew, ale ojciec już nie. Zaraz próbuje udobruchać małego, przytula, bo młody od razu teks "ja chcę do mamy". Moim zdaniem dziecko popłacze, zmęczy się, zauważy brak uwagi, reakcji i przestanie.

dzieciak jest rozwydrzony i rozbestwiony jak dziadowski bicz, pięknie ustawił ojczulka . Tutaj   role się poprzestawiały w hierarchii, kto jest kim ;/
Ja mam alergie a tego typu wychowanie .Jak dziecko zaklaszcze tak do rytmu  wszyscy ganiają, bo pępek swiata na każde jego  pierdniecie do usług . No ale może dlatego ,ze starej daty jestem  i nie uznaje takiego pieszczenia się z dzieciakami.

to samo powtarzam M, ale jakby grochem o ścianę. I wcale taka stara nie jestem wink (nie ujmując nic nikomu), ale na moje oko rozpieszczanie w szerokim rozumieniu tego słowa to nie metoda, a już napewno nie sposób na wynagrodzenie dziecku rozwodu rodziców.
No ja mogę, jestem tylko przyszywaną ciocią, a to od ojca powinno wychodzić jak będzie kształtował swoje dziecko. A czasami to odnoszę wrażenie, że ten dzieciak jest mądrzejszy od ojca wink wie jak zagrać, żeby ugrać. Choć M też stary, a głupi. I jeśli on nie będzie chciał zmienić swoich metod wychowawczych ta ja sobie mogę.

A ty się odezwać nie potrafisz? widzisz bajzer i nie powynoszone  naczynia. Krótko i treściwie do młodego. Proszę raz dwa to sprzątnąć, migiem. Masz 5 minut
To samo z naczyniami przywołujesz  do pionu syfiarza paskudnego i  w trymiga tonem nie znoszącym sprzeciwu oznajmiasz ,ze w tej chwili ma odnieść naczynia na swoje miejsce ,ale to już i bez dyskusji.

ile mogę mówić? to jest nauczenie M takiego schematu. Wszystko pod nos. Jak mówię, że miał posprzątać po zabawie, to odpowiada następnym razem to zrobi, a sam sprząta po nim.
Mam już dosyć strzępienia sobie języka, wkur..... mnie ta cała sytuacja i niepotrzebnie odbija się to na relacjach z M. No ale jak on nie będzie chciał tego zmienić, to bez sensu to wszystko - walka z wiatrakami

Tak się sprawy załatwia. Dzieciakowi krzywdy nie robisz,  bać również się jego nie musisz.

bać to ja się młodego nie boję, no bez przesady. Ale nie pozwolę i nie dopuszczę do zdominowania aby jego osoba i zachowanie doprowadzały do ciągłych kłótni z M. Jeszcze narazie niewiem jak to zrobię, ale do tego też potrzebne jest mi poparcie M. Czasami potrafimy jakoś dojść do porozumienia, bo to nie jest tak, że M jest na wszystko nastawiony negatywnie.
Może problemem i przeszkodą jest moja ostatnio postawa wobec M i jego pobytów? (spowodowana tym jak się zachowuje i jak jest traktowany) no bo widząc coś takiego odsunęłam się i nie wtrącam się już zupełnie w to co robi M jak jest młody. Ograniczyłam też kontakt z młodym do minimum. Jak jest u nas ja zajmuję się tylko sobą tzn. nadrabiam zaległości książkowe, telewizyjne. Wolę zamknąć się w drugim pokoju, a M niech sobie robi co chce. Może to zła metoda?

3 873

Odp: Być drugą i macochą

Asiulla .. jakbym czytała o swoim zyciu..
Mój M nie przyjmuje żadnych porad ,on po prostu za wszelką cenę chce akceptacji syna... każdym kosztem..ale i najłatwiejszą drogą.. Ten sam schemat co u Ciebie ... I nie jest lepiej ...
młody szpieguje mnie we własnym domu,, ma faze " że jak jak zniknę to tata bedzie z mamą.. do tego jeszcze teściowa która wierzy i swoje dokłada do opowieści młodego..A M .. no cóż.. z matką rozmawiać nie będzie... no bo jak.. to jego matka...z ex.. nie bo ona o wszystko drze mordę i tak zwala na ojca zamiast wychowywać syna.. więc M stwierdził " byśmy pokazali młodemu jacy to szczęśliwi jestemy.. to nie będzie miała o czym gadać... czyli na baczność , w dupkę wchodzić .. robić wszystko by był zadowolony.........

Heh ... coraz jaśniej widzę obraz mojego życia i mojej roli w związku...
Czuję się zaszczuta .. podejściem M , jego matki , ex i młodego....
Za bardzo dałam się kiedyś wkręcić .. "biedny synek i biedny tatuś"..młody ma u nas pokój , wyposażony lepiej niż u niejednego dziecka.. komputer, wieżę , gry, piłkarzyki,... wszystko  co może chcieć chłopiec... ale nikt go nie wychowuje.. wszyscy traktują go jak biedne dzieciątko.. wszystko pod nos... wszystko dla niego...
Teściowa chwali mojego syna,,że taki grzeczny, wychowany , ambitny... i krytykuje moje metody wychowawcze,,, choć co do młodego M to ja więcej sie nie odzywam i nie wtrącam.. ale i tak twierdzą że się go czepiam...
młody M siedzi tak długo przy kompie że czasami nawet popuści w bieliznę .. bo mu się nie chce do toalety iść..
nie moja niby sprawa .. ale szlak mnie bierze jak nie mam spokoju.. trzaskanie drzwiami cały weekend.. bieganie po schodach.. lub skakanie .. wrzaski, bałagan... a do mnie M ma pretensje ..że obiadu młodemu nie podałam pod nos.. bo on zajęty był...
nooooo to tyle z tego mojego life..

3 874

Odp: Być drugą i macochą

Tak jak wcześniej pisałam postanowiłam odejść do M
W środę oglądałam trzy mieszkania,jakość w stosunku do ceny mnie załamała.
Czas tak szybko ucieka:((
W nocy myślałam o 4latach związku z tym panem,nie wiem czy się ubiczować za głupotę czy nagrodzić że w końcu się uwolniłam od niego.
W pamięci zapadły mnie dwie sytuacje które będą chyba boleć na zawsze
Boże Narodzenie spędzone w hotelu z butelką wódki po kłótni w Wigilie rano,i kiedy miałam termin biopsji piersi M zapytał mnie czy robię to specjalnie,w tym dniu jak jego córka do nas przychodzi na weekend a mnie nie będzie w piątek w domu,a ona przyjdzie po szkole a obiadu nie będzie.
Patrzę na niego i nie wierze,a on mówi to się przynajmniej pośpiesz u tego lekarza.....o wynik nigdy nie zapytał.

3 875

Odp: Być drugą i macochą

motylek75, to już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Będzie dobrze, najważniejsze masz za sobą ... czyli to, że przyjrzałaś na oczy i dostrzegłaś z kim tak naprawdę byłaś tyle czasu. Wiem po sobie, miłość, fascynacja przysłania nam oczy. Jak kochamy, wiele zachowań faceta usprawiedliwiamy same przed sobą. Tylko z czasem brak już argumentów na usprawiedliwianie i dostrzegamy dopiero wtedy co tak naprawdę jest grane.
Trzymaj się. Na pewno dasz radę. Utrzymywałaś się do tej pory sama? To teraz tez dasz radę. Będzie dobrze.

3 876

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

motylek75, to już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Będzie dobrze, najważniejsze masz za sobą ... czyli to, że przyjrzałaś na oczy i dostrzegłaś z kim tak naprawdę byłaś tyle czasu. Wiem po sobie, miłość, fascynacja przysłania nam oczy. Jak kochamy, wiele zachowań faceta usprawiedliwiamy same przed sobą. Tylko z czasem brak już argumentów na usprawiedliwianie i dostrzegamy dopiero wtedy co tak naprawdę jest grane.
Trzymaj się. Na pewno dasz radę. Utrzymywałaś się do tej pory sama? To teraz tez dasz radę. Będzie dobrze.

Tak mam to szczęście że utrzymywałam się sama i tego pasożyta z córka przy okazji też.
Jak byłam sama miałam oszczędności,stać mnie było na wakacje co roku,nie wiedziałam czym są problemy z kasą.
Powoli przypominam sobie jak wyglądało moje życie sprzed niego.......żadnych obowiązków żadnych zmartwień tylko ja i kanapa.

3 877

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Asiulla .. jakbym czytała o swoim zyciu..
Mój M nie przyjmuje żadnych porad ,on po prostu za wszelką cenę chce akceptacji syna... każdym kosztem..ale i najłatwiejszą drogą.. Ten sam schemat co u Ciebie ... I nie jest lepiej ...
młody szpieguje mnie we własnym domu,, ma faze " że jak jak zniknę to tata bedzie z mamą.. do tego jeszcze teściowa która wierzy i swoje dokłada do opowieści młodego..A M .. no cóż.. z matką rozmawiać nie będzie... no bo jak.. to jego matka...z ex.. nie bo ona o wszystko drze mordę i tak zwala na ojca zamiast wychowywać syna.. więc M stwierdził " byśmy pokazali młodemu jacy to szczęśliwi jestemy.. to nie będzie miała o czym gadać... czyli na baczność , w dupkę wchodzić .. robić wszystko by był zadowolony.........

Heh ... coraz jaśniej widzę obraz mojego życia i mojej roli w związku...
Czuję się zaszczuta .. podejściem M , jego matki , ex i młodego....
Za bardzo dałam się kiedyś wkręcić .. "biedny synek i biedny tatuś"..młody ma u nas pokój , wyposażony lepiej niż u niejednego dziecka.. komputer, wieżę , gry, piłkarzyki,... wszystko  co może chcieć chłopiec... ale nikt go nie wychowuje.. wszyscy traktują go jak biedne dzieciątko.. wszystko pod nos... wszystko dla niego...
Teściowa chwali mojego syna,,że taki grzeczny, wychowany , ambitny... i krytykuje moje metody wychowawcze,,, choć co do młodego M to ja więcej sie nie odzywam i nie wtrącam.. ale i tak twierdzą że się go czepiam...
młody M siedzi tak długo przy kompie że czasami nawet popuści w bieliznę .. bo mu się nie chce do toalety iść..
nie moja niby sprawa .. ale szlak mnie bierze jak nie mam spokoju.. trzaskanie drzwiami cały weekend.. bieganie po schodach.. lub skakanie .. wrzaski, bałagan... a do mnie M ma pretensje ..że obiadu młodemu nie podałam pod nos.. bo on zajęty był...
nooooo to tyle z tego mojego life..

tak dokładnie jak piszesz, masakra jakaś. O tyle może lepiej, że szpiegowanie narazie mnie nie dotyka, ale kto wie... Problem matki M (bo nie jesteśmy po ślubie, ale niestety mieszkamy z jego rodzicami-my na górze oni na dole) prawie ten sam tzn. wpierdziela się do wszystkiego, utrzymuje kontakt z byłą, a jak razem mieszkali to się nie znosiły ha ha, dzwonią do siebie, matka M zdaje jej relacje co się u nas dzieje, co chwilę jakaś sprawa związana z byłą tzn. jakieś papierkowe sprawy, co mówiła, itp. Ostatnio nawet dopytywała M kiedy ta ma imieniny, a jak jej powiedział, że go to nie interesuje to mu odpowiedziała, że powinno ze względu na dziecko. No niewiem czy śmiać się czy płakać. Wszystko co jej dotyczy to ze względu na dzieciaka. No szlag mnie trafia. Niby takie "niewinne" wtrącanie się, ale odnoszę wrażenie, że robione specjalnie. Nie dociera, że tamto to przeszłość, i że M już to nie interesuje. Mówi jej to, ale jak grochem o ścianę. Wkurza mnie to jak niewiem co. M mówi, że mam wyluzować i się nie przejmować, ale jak gdy wiem jakie (oczywiście nie ciekawe) zdanie mają jego rodzice o mnie i jak ciągle słyszę o byłej i głupie komentarze itd-wiecie o co chodzi. wrrrrrrrrrrrrrrrrr
Wszystko o czym piszesz też przerabiam. Jak ty sobie z tym radzisz? Jak się zachowujesz jak jest u was jego dziecko?
Tosz to na głowę można dostać.


Motylek myślę, że najtrudniejsze już za Tobą. Podjęłaś zapewne niełatwą decyzję-to najważniejsze. Sytuacje, które opisałaś to jakaś apokalipsa. Jak można być tak nieczułym i bezdusznym? I on Cię podobno kochał? Co za skur..... No brak słów.
Mieszkanko napewno znajdziesz, a skoro finansowo bez niego dawałaś radę to i teraz też sobie poradzisz.

3 878

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny u mnie caly weekend GIGANT DRAKA
Małolata  wydziera  się w nieboglosy ,ze nie idzie jutro na rozpoczęcie roku, wrzask, sceny ,cyrki  i w piątek  i w sobotę i dzisiaj rano  to samo, jeden wielki zgiełk przed jutrem
Do tego rano z  pyskiem wyskoczyła, ze jeśli ktoś ją jutro obudzi przed 12 to mu przywali. Zakazuje wchodzić do jej pokoju .Ja yeebieem , o 6 rano do pracy wyjeżdżam, mąż się z rozwydrzonym smarkaczem będzie użerać .Krzyż na drogę, ja nawet palcem nie kiwne,  bo  mnie szybko ponosi, nawet się do niej jutro nie odezwę za ten weekend z piekła rodem 

Wczoraj tak mi dala wiwatu i dzisiaj znow zaczynala strajk , ze z samego rana mężowi powiedziałam albo ją  bierze gdzieś z sobą i wyjeżdżają na cały dzień  w jakieś swoje miejsca choćby nawet i do mnie , gdziekolwiek albo ja wyjdę z tego domu, jade do swojego mieszkania w mieście  i jutro w pracy się widzimy, bo nie wytrzymam, do tego tak pierdolne drzwiami az futryny wylecą,  już tak mi  się gotowało w środku . Odpowiedział ze i tak planował po porannej kawie ją gdzies wziąśc na przejazdzke ,aby   zeszło z niej trochę i widzi ,ze mnie to wnerwia i jestem  krok od wybuchu . Jak z samego rano wyjechali to jeszcze ich nie ma, oby jak najdłużej
Zapewne po przyjeździe wieczór zapowiada się  makabryczny , ja się zamknę w sypialni i nawet nie będę wychodzić , bo małolata w takich momentach potrafi na mnie się wyładować,  a ja tez mam krótkie nerwy  i iskry lecą

Rok w rok powtorke z rozrywki   mamy co ona odwala. W tamtym roku poszła na wagary zamiast na rozp roku .Mąż po   historycznym kipiszu  wtedy zawioł ją pod szkole a ona  i tak sobie wyszła i poslza nie wiadomo gdzie 
Zaczyna się rok szkolny, zaczyna się piekło na ziemi, dzieciak w demona się zamienia przez 10  miesięcy w roku. Z roku na rok coraz bardziej panowania brak ,im starsza tym  czuje ze się to nasila, potrafi być bestią  yikes Ja jestem totalnie bezsilna i czuje  niemoc jak do  tego dzieciaka podchodzić w takich emocjonalnych  okresach, o byle co mi samej potrafi się oberwać, bawet jak się do niej nic a nic nie odzywam i tak  jak chce to na mnie swoje nerwy wyleje, a mnie to  w końcu wyprowadza z równowagi i tracę cierpliwość

3 879

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Wszystko o czym piszesz też przerabiam. Jak ty sobie z tym radzisz? Jak się zachowujesz jak jest u was jego dziecko?
Tosz to na głowę można dostać.

Już sobie nie radzę ... kiedyś bardzo lubiłam chłopaka , z natury jest grzeczny..ale coraz bardziej pokazuje swoje ja .. nikt go nie wychowuje... każdy skacze wokół niego , ojciec ,babka.. matka w niczym się nie wysila.. młody sam decyduje co chce ... kiedyś jeszcze się słuchał..teraz się stawia , pyskuje , wymądrza w taki bezczelny sposób.. lub kłamie w oczy /

Próbuję sobie wytłumaczyć że to nie wina dzieciaka .. tylko rodziców ..ale M zmienił nastawienie od tamtego tygodnia ... miał popracować nad młodym.. pogadać z ex... może coś tam matce ... Obecne jego stanowisko to że ja mam się starać ,nadskakiwać .. i przymilać młodemu - żeby pokazać jaka fajna jestem ,, to nie będzie gadał...

U nas znowu awantura ... ja już nie daję rady , i w sumie to mi lepiej jak nie gadamy.. M coś próbował wyjaśniać.. tłumaczyć.. ale mam dośc jego gadania ..
Idę do psychologa.. leczyć się z tego uzależnienia .
Nie jestem szczęśliwa , czyje się zaszczuta i zmuszana do życia wbrew mnie .. nie chcę tych negatywnych uczuć, tego napięcia ... tego złego samopoczucia ...
Nie muszę zgadzać się na to by jakaś obce baby i dzieciak wpierdalali mi się w życie ... zbyt wiele się wydarzyło..nie mam w tym wszystkim wsparcia M... bo to moja matka..co mam jej powiedzieć ... moja ex.. ona nie zrozumie ... mój synek nie jest taki.... wszystko ważniejsze niż ja i my...
Zresztą M nie daje mi nic co daje jakiś rodzaj bezpieczeństwa psychicznego.. nie wiem jak to nazwać... co jakis czas wychodzą tematy... w to jakieś sprawy z ex... o czym ja nie wiedziałam... a to jakaś z matką .. o czym tez nie wiedziałam... Wiecie .. zawsze myślałam że kręgosłupem i takim rdzeniem związku .. jego trwałości jest między innymi jakiś rodzaj więzi .że mówimy sobie o takich rzeczach o jakich nie wiedzą inni , zwłaszcza o jakis problematycznych... żeby nikt nie mógł wejść między nas...
Już dawno mówiłam M że jak ktoś by przyszedł i nagadał jakiś rzeczy na M .. to ja bym mu uwierzyła... bo co jakiś  czas wychodzą tematy ...gdzie mnie oszukał... mówił co innego a prawad była inna ... lub  mnie nie mówił bo to jego sprawa ...

Świadomość że twój facet ma jakieś tajemnice przed tobą z innymi.. i są to jeszcze w jakimś sensie "ludzie przeciw tobie" .... nie jest budujące

3 880

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
asiulla napisał/a:

Wszystko o czym piszesz też przerabiam. Jak ty sobie z tym radzisz? Jak się zachowujesz jak jest u was jego dziecko?
Tosz to na głowę można dostać.

Już sobie nie radzę ... kiedyś bardzo lubiłam chłopaka , z natury jest grzeczny..ale coraz bardziej pokazuje swoje ja .. nikt go nie wychowuje... każdy skacze wokół niego , ojciec ,babka.. matka w niczym się nie wysila.. młody sam decyduje co chce ... kiedyś jeszcze się słuchał..teraz się stawia , pyskuje , wymądrza w taki bezczelny sposób.. lub kłamie w oczy /

Próbuję sobie wytłumaczyć że to nie wina dzieciaka .. tylko rodziców ..ale M zmienił nastawienie od tamtego tygodnia ... miał popracować nad młodym.. pogadać z ex... może coś tam matce ... Obecne jego stanowisko to że ja mam się starać ,nadskakiwać .. i przymilać młodemu - żeby pokazać jaka fajna jestem ,, to nie będzie gadał...

U nas znowu awantura ... ja już nie daję rady , i w sumie to mi lepiej jak nie gadamy.. M coś próbował wyjaśniać.. tłumaczyć.. ale mam dośc jego gadania ..
Idę do psychologa.. leczyć się z tego uzależnienia .
Nie jestem szczęśliwa , czyje się zaszczuta i zmuszana do życia wbrew mnie .. nie chcę tych negatywnych uczuć, tego napięcia ... tego złego samopoczucia ...
Nie muszę zgadzać się na to by jakaś obce baby i dzieciak wpierdalali mi się w życie ... zbyt wiele się wydarzyło..nie mam w tym wszystkim wsparcia M... bo to moja matka..co mam jej powiedzieć ... moja ex.. ona nie zrozumie ... mój synek nie jest taki.... wszystko ważniejsze niż ja i my...
Zresztą M nie daje mi nic co daje jakiś rodzaj bezpieczeństwa psychicznego.. nie wiem jak to nazwać... co jakis czas wychodzą tematy... w to jakieś sprawy z ex... o czym ja nie wiedziałam... a to jakaś z matką .. o czym tez nie wiedziałam... Wiecie .. zawsze myślałam że kręgosłupem i takim rdzeniem związku .. jego trwałości jest między innymi jakiś rodzaj więzi .że mówimy sobie o takich rzeczach o jakich nie wiedzą inni , zwłaszcza o jakis problematycznych... żeby nikt nie mógł wejść między nas...
Już dawno mówiłam M że jak ktoś by przyszedł i nagadał jakiś rzeczy na M .. to ja bym mu uwierzyła... bo co jakiś  czas wychodzą tematy ...gdzie mnie oszukał... mówił co innego a prawad była inna ... lub  mnie nie mówił bo to jego sprawa ...

Świadomość że twój facet ma jakieś tajemnice przed tobą z innymi.. i są to jeszcze w jakimś sensie "ludzie przeciw tobie" .... nie jest budujące

Kochana,poryczałam się po przeczytaniu twojego posta.Czy ci wszyscy rozwodnicy kończą jedną szkołę"jak gnębić i zniszczyć życie nowej kobiecie"
Ja podjęłam decyzje o odejściu,szukam dachu nad głową,ale wiem że chyba będę musiała też poszukać pomocy psychologicznej,bo nie ogarniam tego co się działo jak z nim byłam,a teraz kiedy go nie ma czuję się niby lepiej ale.......
jest wiele takich ale
U nas też były tajemnice, to o czym dowiadywałam się po czasie to włos na głowie staje,moje sprawy zawodowe o których rozmawiał z ex,z nią ustalał min nasz urlop...
Jesteś silna mądrą odważną kobietą,i nie pozwól by ktoś wmówił ci coś innego masz całe życie przed sobą,musisz je przeżyć tak byś każdego dnia była szczęśliwa.
Uciekaj,ratuj siebie.

3 881

Odp: Być drugą i macochą

My wszystkie jesteśmy silne... i bezsilne często  w zderzeniu z życiem w związku...
Musimy się dostosować do ról jakie nam pisze ex .. M , ich dzieciaki.. teściowe... nasze dzieci jakby nie istniały...
Zadziwiające jest to że nikt z mojej rodziny nie napadał M ..żeby dbał o mojego syna.. żeby troszczył się o niego...żeby mu ojcował .. że on jest najważniejszy..
A jego rodzina ????? nawet kibel mi w domu próbowali przestawiać.. wpierdzielają  się w moje wydatki na syna.. że to , że tamto.. i tak w kółko..
A jakim to prawem ??????????? pytam
nikt mi nawet nie podziękuje .. że jestem taka miłą i obcego dzieciaka na wakacje zabieram.. płacę za to.. że ma pokój w moim domu..
Tylko im wiecznie mało .......
więc teraz niech sami o to dbają ..
mam to gdzieś.

Postanowiłam się wyleczyć z tego "związku "

3 882

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

My wszystkie jesteśmy silne... i bezsilne często  w zderzeniu z życiem w związku...
Musimy się dostosować do ról jakie nam pisze ex .. M , ich dzieciaki.. teściowe... nasze dzieci jakby nie istniały...
Zadziwiające jest to że nikt z mojej rodziny nie napadał M ..żeby dbał o mojego syna.. żeby troszczył się o niego...żeby mu ojcował .. że on jest najważniejszy..
A jego rodzina ????? nawet kibel mi w domu próbowali przestawiać.. wpierdzielają  się w moje wydatki na syna.. że to , że tamto.. i tak w kółko..
A jakim to prawem ??????????? pytam
nikt mi nawet nie podziękuje .. że jestem taka miłą i obcego dzieciaka na wakacje zabieram.. płacę za to.. że ma pokój w moim domu..
Tylko im wiecznie mało .......
więc teraz niech sami o to dbają ..
mam to gdzieś.

Postanowiłam się wyleczyć z tego "związku "

To, że "Oni" tego oczekują to normalne - każdy chce dla siebie jak najlepiej. Pytanie dlaczego spełniasz ich oczekiwania? Pytanie dlaczego jak nie spełnisz oczekiwań to źle się z tym czujesz? Przecież nie musisz tego robić...
Pytanie czego Ty oczekujesz - i dlaczego tego nie dostajesz?

3 883

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

My wszystkie jesteśmy silne... i bezsilne często  w zderzeniu z życiem w związku...
Musimy się dostosować do ról jakie nam pisze ex .. M , ich dzieciaki.. teściowe... nasze dzieci jakby nie istniały...
Zadziwiające jest to że nikt z mojej rodziny nie napadał M ..żeby dbał o mojego syna.. żeby troszczył się o niego...żeby mu ojcował .. że on jest najważniejszy..
A jego rodzina ????? nawet kibel mi w domu próbowali przestawiać.. wpierdzielają  się w moje wydatki na syna.. że to , że tamto.. i tak w kółko..
A jakim to prawem ??????????? pytam
nikt mi nawet nie podziękuje .. że jestem taka miłą i obcego dzieciaka na wakacje zabieram.. płacę za to.. że ma pokój w moim domu..
Tylko im wiecznie mało .......
więc teraz niech sami o to dbają ..
mam to gdzieś.

Postanowiłam się wyleczyć z tego "związku "

To, że "Oni" tego oczekują to normalne - każdy chce dla siebie jak najlepiej. Pytanie dlaczego spełniasz ich oczekiwania? Pytanie dlaczego jak nie spełnisz oczekiwań to źle się z tym czujesz? Przecież nie musisz tego robić...
Pytanie czego Ty oczekujesz - i dlaczego tego nie dostajesz?

Wiem o tym... jestem tak wychowana .. posłuszeństwo .. obowiązki.. spełnianie oczekiwań..
Dlatego też wyszłam za mąż... bo tego oczekiwano... wydawało mi się że nie interesuje mnie co inni o mnie mówią... jak oceniają .. ale to mnie jednak strasznie frustruje..
Dlatego idę do psychologa.. żeby mi pomógł pozbyć się tego...
Ja mam ciągłą walkę w sobie - ich oczekiwania.. M , jego rodziny, jego syna.. ja te wszystkie argumenty rozumiem.. że młody ma rozbitą rodzinę , że nie ma ojca... że ojciec syna .. tylko czy ja chce żyć w cieniu własnych potrzeb?? moich i mojego syna?
Czuję się niesprawiedliwie osądzana ... że to co daję nie jest ważne.. tylko to na co się nie zgadzam...
Mam takie wrażenie że jak uporam się z tymi emocjami co mi "każą spełniać oczekiwania".. to nic między mną i M nie będzie.. że ja mam do niego tylko olbrzymie poczucie powinności, obowiązku..jakieś chore to...
Dlaczego jak oni coś powiedzą że tak powinno być ..to ja mam wojnę w głowię - pomiędzy ich stanowiskiem a moim rozumem i moim zdaniem na ten temat ????
Czuję się jak uzależniona od czegoś .. kogoś..
I najlepiej się czuję jak M jedzie gdzieś i się nie odzywa... choć co 5 minut sprawdzam tel... czy nie napisał.. spać nie mogę , jeść nie mogę ..mam bóle mięśni... napady nastrojów... zmęczenie ...
Coś jest nie tak... mój organizm się zaczyna bronić...

3 884

Odp: Być drugą i macochą

Masz rację - idź porozmawiaj ze specjalistą, mam nadzieję, że pomoże.
Ale zacznij też sama coś zmieniać i bronić siebie. Przeczytaj książki: "Dawcy i biorcy", "Szantaż emocjonalny" Forward Susan
Dowiedz się co skłania Cię do szukania aprobaty, dlaczego nie potrafisz być asertywna, powiedzieć "nie" i wyznaczać granic.

Ja wiem, że mam ogromną potrzebę opiekowania się innymi, więc ukierunkowuję swoją potrzebę na moje dzieci i na siebie. Oczywiście bliskim w tym mojemu M. też daję dużo, jednak opanowuje sie od nadmiernej opiekuńczości, która prowadzi do wyręczania i zamarwienia się czego to oni nie zrobią.
Dałam im możliwość dbania o siebie... tak dałam... bo do tej pory wydawało mi się, że wszystko tylko Ja zrobie najlepiej i przez to przyzwyczaiłam wszystkich, że za nich zrobię, a później jeszcze wezmę za to odpowiedzialność. Będę zmęczona tym ciągłym wyręczaniem, sfrustrowana brakiem wdzięczności i koło się zamyka.

Robię więcej dla siebie i jestem dużo bardziej szczęśliwa, bo nie mam pretensji do nikogo, że jestem zmęczona i nie mam czasu.

3 885

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję Tendre77..
poczytałam artykuł :
https://www.szczesliweserca.pl/poznaj-siebie/176-dlaczego-w-zwiazku-nalezy-dawac-tyle-ile-mozemy-wziac.html

no i szok... to prawie kropka w kropkę jak w naszym związku....
Ja dawca .. on biorca...
Niektóre słowa to dokładnie moje i M cytaty...
Wizyta u psycho umówiona .. musze się leczyć !

3 886

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Dziewczyny u mnie caly weekend GIGANT DRAKA
Małolata  wydziera  się w nieboglosy ,ze nie idzie jutro na rozpoczęcie roku, wrzask, sceny ,cyrki  i w piątek  i w sobotę i dzisiaj rano  to samo, jeden wielki zgiełk przed jutrem
Do tego rano z  pyskiem wyskoczyła, ze jeśli ktoś ją jutro obudzi przed 12 to mu przywali. Zakazuje wchodzić do jej pokoju .Ja yeebieem , o 6 rano do pracy wyjeżdżam, mąż się z rozwydrzonym smarkaczem będzie użerać .Krzyż na drogę, ja nawet palcem nie kiwne,  bo  mnie szybko ponosi, nawet się do niej jutro nie odezwę za ten weekend z piekła rodem 

(...) Rok w rok powtorke z rozrywki   mamy co ona odwala. W tamtym roku poszła na wagary zamiast na rozp roku .Mąż po   historycznym kipiszu  wtedy zawioł ją pod szkole a ona  i tak sobie wyszła i poslza nie wiadomo gdzie 
Zaczyna się rok szkolny, zaczyna się piekło na ziemi, dzieciak w demona się zamienia przez 10  miesięcy w roku. Z roku na rok coraz bardziej panowania brak ,im starsza tym  czuje ze się to nasila, potrafi być bestią  yikes Ja jestem totalnie bezsilna i czuje  niemoc jak do  tego dzieciaka podchodzić w takich emocjonalnych  okresach, o byle co mi samej potrafi się oberwać, bawet jak się do niej nic a nic nie odzywam i tak  jak chce to na mnie swoje nerwy wyleje, a mnie to  w końcu wyprowadza z równowagi i tracę cierpliwość

Dlaczego Ona tak się zachowuje? W czym tkwi przyczyna? Bo nie postrzegam tej sytuacji jako normalnego buntu nastolatki... może ma jakieś problemy z rówieśnikami?

W ten sposób się do Ciebie odzywa? Nic dziwnego, że masz wątpliwości... A może Ona właśnie tak testuje twoją miłość? Może takim wstrętnym zachowaniem chce Cie sprowokować, żeby już nie mieć wątpliwości, że jej nie kochasz, że jej nie chcesz...? Ja tak to odbieram...

3 887

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

No bo czy normalne jest to, że młody przez cały weekend nic tylko gra na komputerze, albo bajki ogląda, a wstaje tylko po to żeby pójść do toalety. Wszelkie posiłki począwszy od śniadania są mu podstawiane pod nos, a raczej przed ekran komputera. Jak się zacznie bawić klockami (co jest niebywałą rzadkością) to po 10 min już mu się nudzi. I która zgadnie co wtedy? Tak właśnie. Komputer lub bajki w tv. A jak nie to płacz.
Czy normalne jest by dziecko w wieku 5 lat zasypiało po 23? (bo bajki ogląda tak długo aż nie zaśnie). I gdzie tu spokojny wieczór dla nas? Co chwilę wołanie M, ot tak poprostu.Ii żeby to tylko wieczorem, ale potrafi tak co chwilę wołać cały dzień. By powiedzieć, że coś tam w grze zrobił. A ten rzuca wszystko i leci. Wrrrrr jak mnie to wkurza. No bo chyba może poczekać, aż skończy jeść? Albo młody może ruszyć się od komputera i przyjść sam powiedzieć co chce.
Kolejna rzecz to wtrącanie się do rozmów dorosłych. Parę razy się zdarzyło, że młody coś tam wtrącił swojego do naszej wymiany zdań (on przy komputerze w jednym pokoju, my w drugim-  swoją drogą niezłą podzielność uwagi ma nie?:) ). Fakt M zwrócił mu uwagę, młody przeprosił, ale nadal się to zdarza. Ja niewiem jak reagować, żeby było ok.

O sprzątaniu to nawet nie wspomnę, bo młody niewie co to takiego. Nie odnosi naczyń po skończonym posiłku, nie sprząta po sobie. No kompletnie nic. Jest traktowany jak chory, niedołężny człowiek.

Mam mieszane uczucia... Moje młodsze też ma 5 lat. Nie nie zasypia o 23 - ma stałą porę o 19 abyśmy teź mieli wieczór dla siebie...
Ale reszta to normalka, ciągle sie nudzi i trzeba coś organizować, próbuje wymuszać płaczem, nawołuje... a ta sama droga wink Też musze przypominać, że jem i zajmę się tym jak skończę, przypominać, że zabawki same do pudła nie wejdą, a sprzątanie po obiedzie to jeszcze za wcześnie, chociaż stara się pomagać...
Na wtrącanie się do rozmów nie pozwalam, ale próbuje...
Więc to normalne kwestie wychowania... nie róbcie z 5 latka demona... no dziewczyny proszę...
Nie wiem czy tak naprawdę niechęć do tych dzieci nie wyostrza trochę naszych negatywnych reakcji... jak przez szkło powiększające...

3 888

Odp: Być drugą i macochą

Nie mogę znaleźć nigdzie tej pozycji Dawcy i Biorcy .. ma  ktoś z Was pdf ? W księgarniach nie ma też ..

3 889

Odp: Być drugą i macochą

W  formie ebooku znajdziesz na chomiku .

3 890

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

W  formie ebooku znajdziesz na chomiku .

znalazłam, ale nieaktualny - jest wpis o naruszenia praw autorskich .. Chyba że masz inny link ?:)

3 891

Odp: Być drugą i macochą

Jest w formacie epub, możesz zainstalować sobie program na kompie do jego odtwarzania.

3 892

Odp: Być drugą i macochą

Chomik o nazwie wetiweria Jest calosc .

3 893

Odp: Być drugą i macochą

dziękuję smile

3 894

Odp: Być drugą i macochą

Właśnie M wysłał mi sms że jutro wraca z delegacji tzn wpada na 3dni bo córcia dziś poszła do gimnazjum i chciałby z nią pobyć w "tym trudnym czasie"
Moje ciało już jest chore wymioty drgawki,żołądek zamyka się na cokolwiek.
Muszę się ewakuować z domu na te dni bo nie dam rady,wszystko we mnie krzyczy wszystko mnie boli.

3 895

Odp: Być drugą i macochą

Mam mieszane uczucia... Moje młodsze też ma 5 lat. Nie nie zasypia o 23 - ma stałą porę o 19 abyśmy teź mieli wieczór dla siebie...
Ale reszta to normalka, ciągle sie nudzi i trzeba coś organizować, próbuje wymuszać płaczem, nawołuje... a ta sama droga ;) Też musze przypominać, że jem i zajmę się tym jak skończę, przypominać, że zabawki same do pudła nie wejdą, a sprzątanie po obiedzie to jeszcze za wcześnie, chociaż stara się pomagać...
Na wtrącanie się do rozmów nie pozwalam, ale próbuje...
Więc to normalne kwestie wychowania... nie róbcie z 5 latka demona... no dziewczyny proszę...
Nie wiem czy tak naprawdę niechęć do tych dzieci nie wyostrza trochę naszych negatywnych reakcji... jak przez szkło powiększające.   .

Normalne kwestie wychowania? hmmm... Do końca się z tym nie zgodzę. Ok rozumiem, że dzieciaki tak mają, że chcą jak najwięcej ugrać dla siebie i pewne zachowania są czymś "naturalnym" w ich wieku, ale chyba normalnym wychowaniem nie jest pozwalanie 5-cio letniemu dziecku chodzenie spać po 23?
Rozumiem, że próba wymuszenia płaczem, nawoływanie, sprzątanie i tego typu zachowania będą wypływać od dziecka, ale nie zawsze powinno mieć miejsce, że rodzic na wszystko ulega i się temu poddaje. Normalnym wychowaniem jest oduczanie dziecka i pokazywanie mu, że są pewne granice i, że nie zawsze będzie tak jak ono chce. Tak do końca nie jest to wina tylko i wyłącznie dziecka, ale w dużej (o ile nie w całości) mierze rodzica, który swoim postępowaniem, rozpieszczaniem i uleganiem daje przyzwolenie dziecku na dalsze tego typu zachowanie.
I nie próbuję robić z nikogo demona, bo moim zdaniem gdyby rodzic powiedział "stop" to takiego problemu by nie było. Efektem takich zachowań jest napięcie między dorosłymi i często gęsto niechęć do takiego dziecka (która powinna raczej skupić się na dorosłej osobie). Ale jak ma człowieka szlag nie trafiać jak stary baran tańczy jak mu dziecko zagra i jeszcze za bardzo nie widzi w tym nic złego.
Tendre a jak jest u Ciebie? Mówisz o zabawkach to dziecko sprząta czy robisz to za nie? Jesz, a ono Cię woła to rzucasz wszystko i biegniesz w 3 sekundy czy mówisz, że za chwilę i nie ma ryku i nawoływania co chwilę ponownie?
Zdaję sobie sprawę, że pewne zachowania u dziecka będą się powtarzać, nie znikną ot tak, ale nie powinniśmy uczyć dzieci, że wszystko jest od razu, tak jak ono chce. A skoro ma nasze przyzwolenie w postaci "dla ciebie wszystko od razu, jak chcesz" to jak ma problem się rozwiązać?

Penie po części masz rację z tą niechęcią, a już napewno tego typu sprawy ją potęgują.

3 896

Odp: Być drugą i macochą
asiulla napisał/a:

Tendre a jak jest u Ciebie? Mówisz o zabawkach to dziecko sprząta czy robisz to za nie? Jesz, a ono Cię woła to rzucasz wszystko i biegniesz w 3 sekundy czy mówisz, że za chwilę i nie ma ryku i nawoływania co chwilę ponownie?
Zdaję sobie sprawę, że pewne zachowania u dziecka będą się powtarzać, nie znikną ot tak, ale nie powinniśmy uczyć dzieci, że wszystko jest od razu, tak jak ono chce. A skoro ma nasze przyzwolenie w postaci "dla ciebie wszystko od razu, jak chcesz" to jak ma problem się rozwiązać?

Penie po części masz rację z tą niechęcią, a już napewno tego typu sprawy ją potęgują.

Zwariowałaś!? haha wink przecież gdybym wszystko za nie robiła to nie byłoby mowy o wychowaniu.

Rozumiem Cię bo mnie czasami nerwy puszczają... ale rolą rodzica jest wychowywanie i mam nadzieję, że kiedy to docenią i zrozumieją. Ty masz gorzej - bo twój M. zamiast wychowywać - rozpuszcza a Ty musisz się z tym pogodzić albo interweniować - cokolwiek byś nie zrobiła będzie źle.

I absolutnie nie mówię tu, że to jest normalne, że dziecku się na to wszystko co piszesz pozwala. Normalne jest, że dzieciaki sprawdzają granice - NIENORMALNE, że twój zamiast wychowywać na to wszystko pozwala.

Ale, że to normalka mam na myśli, że chyba szczena by mi wypadła gdyby 5 letnie dziecko przez cały dzień bawiło sie klockami, następnie posprzątało. Zjadło obiad bez marudzenia, nastepnie zaniosłoby talerze do zlewu i pozmywało...

3 897 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-09-01 14:21:57)

Odp: Być drugą i macochą

Moje już dawno wyrosły z tego wieku, ale pamiętam, że jak robiły sobie popołudniową drzemkę to chodziły spać przed północą.  Zawsze będę powtarzać, że do własnych latorośli ma się więcej cierpliwości i wyrozumiałości.
Zasady panujące u ojca i u matki powinny być ujednolicone, no chyba, że tak jak nasza ex wszystko zlewa i chłopaki po nocach mogą oglądać filmy dla dorosłych.

3 898

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Moje już dawno wyrosły z tego wieku, ale pamiętam, że jak robiły sobie popołudniową drzemkę to chodziły spać przed północą.  Zawsze będę powtarzać, że do własnych latorośli ma się więcej cierpliwości i wyrozumiałości.

Ja bardzo sporadycznie na to pozwalam - od święta. Powód pragmatyczny - chcę mieć czas dla siebie smile

PS. Nie dotyczy nastolatków, które właściwie trzeba błagać by chciały spędzać czas z nami - i jeżeli uda się odciągnąć od fb i telefonu to można sobie to poczytac jako sukces... wink

3 899

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
mortisha napisał/a:

Dziewczyny u mnie caly weekend GIGANT DRAKA
Małolata  wydziera  się w nieboglosy ,ze nie idzie jutro na rozpoczęcie roku, wrzask, sceny ,cyrki  i w piątek  i w sobotę i dzisiaj rano  to samo, jeden wielki zgiełk przed jutrem
Do tego rano z  pyskiem wyskoczyła, ze jeśli ktoś ją jutro obudzi przed 12 to mu przywali. Zakazuje wchodzić do jej pokoju .Ja yeebieem , o 6 rano do pracy wyjeżdżam, mąż się z rozwydrzonym smarkaczem będzie użerać .Krzyż na drogę, ja nawet palcem nie kiwne,  bo  mnie szybko ponosi, nawet się do niej jutro nie odezwę za ten weekend z piekła rodem 

(...) Rok w rok powtorke z rozrywki   mamy co ona odwala. W tamtym roku poszła na wagary zamiast na rozp roku .Mąż po   historycznym kipiszu  wtedy zawioł ją pod szkole a ona  i tak sobie wyszła i poslza nie wiadomo gdzie 
Zaczyna się rok szkolny, zaczyna się piekło na ziemi, dzieciak w demona się zamienia przez 10  miesięcy w roku. Z roku na rok coraz bardziej panowania brak ,im starsza tym  czuje ze się to nasila, potrafi być bestią  yikes Ja jestem totalnie bezsilna i czuje  niemoc jak do  tego dzieciaka podchodzić w takich emocjonalnych  okresach, o byle co mi samej potrafi się oberwać, bawet jak się do niej nic a nic nie odzywam i tak  jak chce to na mnie swoje nerwy wyleje, a mnie to  w końcu wyprowadza z równowagi i tracę cierpliwość

Dlaczego Ona tak się zachowuje? W czym tkwi przyczyna? Bo nie postrzegam tej sytuacji jako normalnego buntu nastolatki... może ma jakieś problemy z rówieśnikami?

W ten sposób się do Ciebie odzywa? Nic dziwnego, że masz wątpliwości... A może Ona właśnie tak testuje twoją miłość? Może takim wstrętnym zachowaniem chce Cie sprowokować, żeby już nie mieć wątpliwości, że jej nie kochasz, że jej nie chcesz...? Ja tak to odbieram...

Tendre ty tak to wszystko psychologicznie analizujesz, fajnie ze masz do tego predyspozycje , bo ja niestety w współczesnej pedagogik a i psychologii  nie mogę się odnaleźć, ciezko mi  to wszystko tak analizować. Mam tendencje do patrzenia na wiele rzeczy bez emocji na sucho
Tendre mala takim zachowaniem sympatii u mnie nie wzbudza . Jak nie ma szkoły, są wakacje jest weekend, to inne dziecko jest. Wiadomo ma tam swoje  odchyl i szajba jej tez strzela ,ale nie porównywalne to jest w dniach kiedy jest szkoła ,zupełnie inne oblicze pokazuje, inne wścielenie , opętane dziecko

Co do rowiesnikow... mimo  ze dopiero od kilku lat zaczela karierę szkolną  ona z roku na rok zmieniała szkoły, klasy ,otoczenie, srodowisko z różnych przyczyn. W tym roku nie zgodziliśmy się już na żadną zmiane, ma  najlepiej dopasowaną szkole prywatną w jej dziedzinie co się realizuje z sukcesami  ,która jest bogato wyposażona, rozwija  i kreatywność na pierwszym miejscu, dlatego zostawiliśmy ją w tej samej szkole i klasie , żeby złapała z kimś jakieś więzi a nie do wszystkich podchodzi bez żadnego zaangażowania, bez żadnych sentymentów.

Jest dzieckiem bardzo inteligentnym, wybitnie uzdolnionym sportowo i ta szkola jak ulał do niej pasuje , no ale niestety z rówieśnikami nie ma wytworzonych żadnych przyjaźni.
Nię jest wstydliwa ,ani kozłem ofiarny,  przeciwnie-  największe chuligani  szkolne  i podwórkowe do niej  nie podskoczą, bo  się jej boja, ona pierwsza nie zaczepia ,ale jak ktoś w porę nie wyhamuje do niej z popisami i zaczepkami  to otrzyma bolesna wyplate. Pchla to  stu procentowy typ OUTsidera, dla niej rówieśnicy są bardzo dziecinni, niedojrzali ,nie ma wspólnego języka, odstaje swoimi pasjami, zainteresowaniami ,światopoglądem
Męża koledzy to są jej idealni  kompani do rozmów i zabaw  , wtedy to jej świat w którym się odnajdy,e absulutnie w swiecie dziecięcym i rówieśniczym nie potrafi

3 900 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-01 15:15:03)

Odp: Być drugą i macochą

W pracy byłam już o 5;30  dlatego po 14 już mogłam sobie do domku pojechać . Dziecia nie ma w domu, mąż w pracy. Jak do 18 zbója nie będzie to przedzwonię do niej, tak to pierwsza sama nie będę ją do domu ganiac, bo wole mieć    kilka godzin spokoju a nie wiadomo   w jakim dzisiaj  nastroju jest
Pisaliście  o porach spania . Moja chodzi w roku szkolnym, gdy na drugi dzień jest szkoła o/po  23 spać , musowo zaganiamy ją wtedy do lóżka ,aby o 23 już była w nim i jeszcze się wykłóca a poranne wstawianie jej to zamordyzm
A np. jak nie ma szkoły  np. w wakacje to chodziła ok 1 przed 2 w nocy spac.
W weekendy w roku szkolnym ( piątek, sobota)to po 24  ją ścigamy do lozka, chociaż ona  z nami ani przy nas nie siedzi,  czym innym się zajmuje a nas od wieczora zostawia w spokoju nie  placząc się pod nogami, ani nie wchodząc do nas w ogole, chociaż i to dobre

Tak w gole znow  dzisiaj  na wieczor gdy mąż wroci z pracy podejmę temat ,który rzekomo maż uznaj za zakniety
Ja jednak chyba jestem sklonna jeszcze raz z mężem przedyskutować przepisanie dziecku cos na uspokojenie i wyciszenie  Rozmawialiśmy o tym  nie jednokrotnie  kiedy  specjaliści  czasami cos zasugerowali,maż kategrycznie był przeciwny temu,  bezdyskusyjnie o tym nawet slyszec nie chce. Powiedzial, ze nie będzie dziecko zmulał otumaniaczami i do tego reki nie przylozy. W   wielu kwestiach go poparłam,bo ma wiele racji, ale....  ten maly szajbus jak się rozkręci to armagedon. Ja jak  i inni w zyciu takiego zywilowego i nadpibudliwego dziecka na oczy nie widziałam, ona w ogóle się nie meczy. Im więcej bodźców i wrażeń tym jeszcze  większy turbo napęd  włącza

Pisuje w temacie 40+ ,dziewczyny tez  pisaly o prpblemach z swoimi latoroślami ,doradzamy sobie  i także pisałam  tam u nich ostatnio na temat  podawania  cos na uspkojenie
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=3722&p=859
wpis #32631

''' Dziewczynki a wczoraj maż był z córką u specjalisty i jeden z nich proponował tabletki na wyciszenie i uspokojenie dla dziecka, ale mąż się stanowczo nie zgodził, powiedział, ze nie będzie truć dziecka i je otumaniać, bo jest w wieku najbardziej chłonnym i intensywnie rozwijającym się, nie zgodzi się na żadną farmaceutyczną  metodę leczenia  nadpobudliwości

Ja mam ambiwalentne podejście do tej sprawy, z jednej strony  może i dziecko by bardziej to wyciszyło, nie  robiłaby sobie takich problemu z racji jej żywiołowości i pobudzenia psychoaktywnego,bylaby spokojniejsza, ale z drugiej tez  nie jestem przekonana  czy na tak młody umysł chemia  nie  miałaby  efektów ubocznych i niekorzystnych jakby ona była ospala w innym swiecie, bo to byłoby inne dziecko, nie do poznania
Mąż kategorycznie  odmówił,zresztą on tabletek i farmakologii nie uznaje nawet przy  fizycznych dolegliwościach,  ewentualnie jako ostateczna ostateczność jest skłonny zaakceptować incydentalnie


i http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=3722&p=860
wpis #32653

"""""Dziewczynki dziekuje za porade, z mezem jeszcze dosyć szeroko temat omówiliśmy. Markadia  specjalista jeszcze żadnych lekarstw nie wypisal, bo mąz stanowczo i bezdyskusyjnie nawet nie chciał o tym słyszeć.
Jak wspomniałam,  mężol jest wrogiem leczenia chemicznego  tym bardziej na stan umysłu  a już  zwłaszcza wobec dzieci( pomijając bardzo poważne fizyczne dolegliwości, jako ostateczność)
Wg niego koncerny farmaceutyczne robią ludziom wode z mózgu i mają patent na dobry marketing i biznes, a po drugie to nie wiadome eksperymenty , które rozne mają  skutki uboczne, do tego ręki nie przyłoży. Dyplomatycznie  już kilka razy odmówił  wypisania lekarstwa ,ale przekaz  jasny poszedł,że  dzieciaka faszerować otumaniaczami nie będzie. Jemu nie przeszkadza pobudzenie córki i żywilowosc.  Hhmmmm (..)

Wiadomo  tu mąż musi podjąć decyzje na TAK, ja nic bez jego zgody nie zrobię i nawet bym się nie ważyła cos robić wbrew jego woli i opinii
Czeka nas znów długa rozmowa. Rozumiem jego racje i sprzeciw, wszystko rozumiem, ale temu dziecku tez chce jakoś pomoc aby była spokojniejsza i bardziej opanowana

Powiedzcie od siebie tak szczerze   jak wy podchodzicie do  podawania leków dziecku  na wyciszenie ??? z tego co wiem większość jest przeciwna, ja tez widze w tym sporo minusow, lecz jakaś pomoc może i także  jest

Posty [ 3 836 do 3 900 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 58 59 60 61 62 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026