Ex mojego byłego co roku wczasy za granicą , czasami 2 razy..syna nie wzięła nigdy ... nigdzie ...
Ja mam nie jechać na wakacje z parterem .. czy zabrać jego syna i zapłacić za to ??
On alimenty musi zapłacić , choć syn przez 1,5 miesiąca jest poza domem i to na nasz w większości koszt,,, reszta pokrywają rodzice M ,,,
Ale ja pisałam o swojej sytuacji. Jeżeli do tej pory na wakacje zabierała mnie raz mama, raz tata, to czy po pojawieniu się jego partnerki, miałby powiedzieć "sorry, mała, nigdzie nie jedziesz, bo ona nie chce z Tobą jechać"? Nie musi jechać ze mną, jeśli nie chce ani za to płacić - skoro do jej pojawienia się mojego ojca było stać, żeby mnie gdzieś zabrać, to dalej będzie. Nikt nie mówił o tym, że ona będzie za to płacić.
Sorry, ale z tego co piszesz wyłania się obraz potwornej egoistki, którą rodzice wychowali tak na własne życzenie. Nie dziwię się, że nie mieli innych partnerów, bo z tego co piszesz to WY Dzieci zdominowaliście zupełnie ICH życie. Wykorzystaliście sprawę rozwodu jako najlepszy moment do ugrania dla siebie jak najwięcej korzyści. WAM się należą wakacje, WAM trzeba podporządkować czas i plany, Wam trzeba się poświęcić, tylko Wy się liczycie.
Egoistką, jestem, owszem, ale nie uważam, że akurat w tej sprawie. To moi rodzice się rozwiedli, nie ja. Ja po rozwodzie chciałam mieć dalej rodziców, z którymi spędzam czas tak, jak wcześniej. Co w tym złego? Po rozwodzie jedno z rodziców ma się stać od czasu do czasu pojawiającą się osobą? Żeby partnerce było wygodniej? Oni się nie rozwiedli z nami, tylko ze sobą. Dlaczego dla dziecka ma się zmieniać np. czas, który poświęcają im rodzice? Dlaczego nie mam wyjechać z każdym z nich na wakacje? Dlaczego nie mogę nocować u ojca, kiedy nam to odpowiada?
Dobrze podkreśliłaś słowa ZE SWOICH pieniędzy. W naszych związkach jak się dobrze wczytasz dominuje typ faceta, który doi swoje partnerki i kosztem wspólnego życia dopieszcza swoje dzieciaki.
Oczywiście, że to podkreśliłam, a i tak większość nie zauważyła. Ja wcale nie chcę, żeby po znalezieniu partnerki, zmieniało się coś dla mnie na plus. Nie, ale nie uważam też, że nagle z powodu nowej partnerki ja mam dostawać mniej (i nie mówię tutaj tylko o rzeczach materialnych). Przecież wiadomo, mam matkę i ojca, skoro do tej pory mogłam dzielić czas między nich pół na pół i wszyscy byli zadowoleni, to teraz ma to zmienić, bo nowa pani będzie niezadowolona? A kupić mi czegoś czy zabrać mnie gdzieś ojciec nie może właśnie za SWOJE pieniądze, bo... No właśnie, bo co? Bo dla niej mniej zostanie? Nie mówię tu o żadnej z Was, bo tak jak pisałam, rozumiem Wasze podejście z perspektywy osoby dorosłej. Też bym nie zgodziła się łożyć na cudze dziecko, ale... skoro mój ojciec płaci za mnie, to co komu do tego?
A Ty pomyślałaś o tym, z perspektywy TEJ POJAWIAJĄCEJ się kobiety? Jej świat też jest jakoś tam poukładany. Tez ma swoje schematy, a tu nagle pojawia się w Jej życiu facet, kocha Go tak, że mdleje z tęsknoty za NIM, a tu jakaś egoistyczna pannica każe ojcu wybierać albo Ja albo ta Twoja nowa kobita!
Ale ja bym nie kazała wybierać. Ja bym tylko nie chciała, żeby na rzecz tej "nowej kobity", przepadało mi wspólne spędzanie czasu z ojcem. Jakbym chciała z nim spędzać 50% czasu, to pewnie żadna nie byłaby zadowolona, prawda? Najlepiej na weekendy - i, jak czytałam, najlepiej nie wszystkie - a jakby związało się z kimś oboje moich rodziców, to co? Na połowę tygodnia mam zniknąć z powierzchni ziemi, bo ich partnerom przeszkadza moja obecność?
Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!
Nie lubię dzieci od zawsze. Wszyscy powtarzają, że mi się to zmieni, ale wątpię. Więc tak czy siak dziecka nie planuję.
Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło
Ale mówisz o jakichś skrajnościach. Przecież ja nie wymagałam Bóg wie czego od rodziców. Wakacje, o ile są jakieś fundusze, są raczej standardem w normalnych rodzinach. Dlaczego po rozwodzie wakacje z rodzicem stają się stawianiem na piedestał? Pewnie, każda "nowa partnerka" by chciała, żeby dzieckiem więcej zajmowała się druga strona, ale przypomnę, że każde z rodziców też może chcieć spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem. To też jest stawianie go na piedestale? Że chcę spędzać po równo czas z ojcem i z matką i że oboje są zadowoleni, że żadne nie zostało zepchnięte na boczny tor?
wydaje mi się, że jedna z uczestniczek tego wątku pisała tutaj o takiej złośliwej, zaborczej trzynastolatce, która ciągle stawia na woje, rozwalając tatusiowi zycie. ja myslałam, że koło 16 człowiek staje się wrazliwszy na potrzeby innych, uczy się, co to znaczy empatia, wie, że miłośc polega na dzieleniu się i dbaniu o szczęscie osób, których kochamy
a jednak ty elein- mając lat 22, nie róznisz się w motywacji i dbaniu o siebie od dziecka z piaskownicy, który walczy o swoje zabawki.. i prawo do zabawy wszystkimi innymi.
A co jest złośliwego w tym, że chcę i mogę spędzać czas z ojcem, a nie zamierzam uzgadniać tego z obcą dla mnie osobą? I zakładałam, że to będzie jasne, że piszę o sytuacji, kiedy miałam te naście lat, a nie teraz - bo z rodzicami od dawna na takie normalne, dluższe wakacje nie jeżdżę. Ale jak byłam dzieckiem? Co jest złego w tym, że chcę i uważam za normalne, że rodzice zajmują się mną tak, jak przed rozwodem? Paranoja. Po rozwodzie powinnam zniknąć, bo każde wakacje z ojcem staną się złośliwością, skoro na co dzień opiekowała się mną matka.
Foch nastolatki na kilka miesięcy z powodu bajek.... uśmiałabym się jak norka i z litością patrzyła na ta infantylną dziecinadę, z litością i pożałowaniem co z tego pępka świata wyrasta
Nie, akurat foch był o to, jak mój ojciec 3 razy z rzędu zabrał mojego brata na wycieczkę zagraniczną. Przełknęłam. Miałam jechać do Austrii na TCS, wiedział, jak mi na tym zależy. Powiedział, że nie ma kasy. Okej, nie ma - nie ma sprawy. A kilka miesięcy później pojechał mój brat znowu gdzieś tam. Owszem, ojciec tłumaczył to pewną sytuacją z moim bratem, w którą nie chcę się zagłębiać, ale kolejny raz nastolatka zostająca w domu, podczas kiedy tatuś zabiera braciszka gdzieś tam... Miałam o to duży żal i tak się skończyło. Ale nie było to na zasadzie focha i otrzymania tego, co chcę, tylko po prostu dłuższy czas nie mogłam się z tym pogodzić. Dlatego tak się czepiam tego, że dziecko ma prawo wyjechać ze swoim ojcem, czy ma kobietę, czy nie, bo wiem, jak ja się czułam, kiedy kilka razy zostałam w domu, a jechał mój brat. I to brat. A co dopiero, jakby jechała obca dla mnie osoba.
Pamiętajcie, że to nie jest wina tej dziewczyny, czy tych dzieci. To jest wina rodziców, którzy walcząc między sobą, każde chciało zaskarbić sobie przychylność dziecka, więc włazili dzieciom w dupkę ile się dało.
Co jest włażeniem w dupkę? Zabranie własnego dziecka na wakacje? Danie mu kieszonkowego? Spędzanie z nim czasu? Śmieszne.
Tak ogólnie - domyślałam się, że podniesie się larum, ale że aż takie... Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego po pojawieniu się nowej kobiety w życiu ojca, zabranie mnie na wakacje, spędzanie ze mną czasu itd. nagle równa się stawianiem na piedestale? To co, po rozwodzie praktycznie tracę ojca, bo wg Was raz na jakiś czas spotkanie i alimenty mają wystarczyć? Koniec z wspólnymi wyjazdami, bo to oznaka rozpieszczenia? A czy któraś z Was pomyślała, że rodzice, halo!, też mogą się cieszyć z czasu spędzanego z dziećmi? Zwłaszcza, że nagle mają go mniej o połowę? No nie, bo połowa to i tak za dużo. A jak jeszcze będą coś dziecku chcieli kupić, to najlepiej im zabronić i rozliczać ich z własnych pieniędzy.