netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 338 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 57 58 59 60 61 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 771 do 3 835 z 8 269 ]

3 771

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Wycofuję się - nie mam siły przepychać się z wami. Nie chcę bronić facetów a robię to.
Jesteście zazdrosne nie tylko o to kogo słucha wasz facet ale nawet o istnienie ex, jego dzieci..

Jestem pewna, że gdyby M umieli odpuścic trochę w kwesti dzieci i nie dali się poniżać jak psy, to ex też traktowałyby ich z większym szacunkiem.

3 772

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Wycofuję się - nie mam siły przepychać się z wami. Nie chcę bronić facetów a robię to.
Jesteście zazdrosne nie tylko o to kogo słucha wasz facet ale nawet o istnienie ex, jego dzieci..

Jestem pewna, że gdyby M umieli odpuścic trochę w kwesti dzieci i nie dali się poniżać jak psy, to ex też traktowałyby ich z większym szacunkiem.

Jestem tego samego zdania.
To M pozwala ex tak się traktować ... narzeka że ona zupełnie nie liczy się z jego zdaniem, jego czasem dla dzieci ... ale w obliczu takich zachowań reaguje jak ślepy .. wykonuje bez dyskusji..
Często wchodząc świadomie w konflikt z nową partnerką ... dokonuje wyboru .

Zazdrosna , jak weekend ? miło i przytulnie ?
Jak u Was dziewczynki ?
Motylku .. przesyłam ciepełko..bo pogoda coś zawodzi smile

3 773 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-25 10:54:48)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
Ewarg napisał/a:

Wycofuję się - nie mam siły przepychać się z wami. Nie chcę bronić facetów a robię to.
Jesteście zazdrosne nie tylko o to kogo słucha wasz facet ale nawet o istnienie ex, jego dzieci..

Jestem pewna, że gdyby M umieli odpuścic trochę w kwesti dzieci i nie dali się poniżać jak psy, to ex też traktowałyby ich z większym szacunkiem.

Jestem tego samego zdania.
To M pozwala ex tak się traktować ... narzeka że ona zupełnie nie liczy się z jego zdaniem, jego czasem dla dzieci ... ale w obliczu takich zachowań reaguje jak ślepy .. wykonuje bez dyskusji..
Często wchodząc świadomie w konflikt z nową partnerką ... dokonuje wyboru .

Zazdrosna , jak weekend ? miło i przytulnie ?
Jak u Was dziewczynki ?
Motylku .. przesyłam ciepełko..bo pogoda coś zawodzi smile

Dziewczyny mam dowód na to, iż nie wyręczanie pani ex powoduje, że sama wywiązuje się ze swoich obowiązków w stosunku do dziecka. Któraś z was opisywała jakiś miesiąc temu sytuacje, iż tatuś dziecku wyprał ciuchy po obozie i zrobił tym prezent swojej ex. Wtedy ja postanowiłam wyprawić młodszego syna M po spędzonym miesiącu u nas w wyłącznie w brudne rzeczy, bo z jakiej racji ja czy M mamy je prać, wystarczy, że zajmujemy się jednym chłopcem. Fakt nie obeszło się bez komentarzy opozycji, że chyba nie mamy pralki w domu itp. Teraz starszy młody M wrócił do nas od matki i miałam miłą niespodziankę, bo exsowa M odwiozła go z przygotowanymi, czystymi ubraniami. Jakie to urocze jak kobieta zadba o własne dziecko, a nie wymusza tego od ojca dziecka lub mnie. 

Poza tym dowiedziałam się, że to nie tak, że M z własnej woli nie wziął młodszego syna do nas teraz, tylko exsowa stosuje zasadę ? syna bierzesz jak mi pasuje, albo nie dam ci go wcale. M nie wziął chłopaka w piątek, jak ta nalegała, więc się wkurzyła i powiedziała mu, że on nie chce w ten weekend jechać do ojca. Starszy młody kiedyś mówił, że sam adwokat ? facet radził jej, żeby tak postępowała. Nie wiem, jakie podejście ma do tego M, po prostu musi trochę odpuścić, przecież nic dziecku się nie stanie jak matka chce spędzić trochę czasu z synem. Młody sam zacznie w końcu dostrzegać jej manipulacje i kłamstwa.

Powiem wam, że naprawdę odpoczęłam i na młodego M patrzę już zupełnie inaczej. Lily89 z pasierbami to chyba jest tak jak z gośćmi w domu. Cieszymy się, gdy przyjeżdżają, jesteśmy dla nich mili, wyrozumiali i serdeczni. Kiedy odwiedziny się przyciągają sytuacja staję się drażliwa ze względu na panującą niewygodę i brak swobody dla domowników. Gdy goście wyjeżdżają oddychamy z ulgą, że wszystko w końcu wróciło do normy. Ja nie miałam możliwości odpocząć od ponad roku, stąd pewnie moja frustracja i zmęczenie.

Cóż młody po 2 tygodniach u matki wrócił w sobotę zbuntowany i roszczeniowy. Do ojca zwracał się tekstami, że ?mama powiedziała, że twoim zakichanym obowiązkiem jest mi kupić to i to. Lub, że ?mama mówiła, że mam ci nie dawać pieniędzy, które dostałem od babci (matka od strony M)! M czasem zbiera na coś chłopakowi i coś mu potem kupuje droższego. Albo jutro wstaję o 12 i wychodzę na podwórko bez śniadania, bo tak robiłem u mamy. M potraktował jednak chłopaka twardą ręką, mnie nawet nie ruszała jego postawa, bo wiem, że to sprawka exowej. Ja nauczyłam sobie już radzić z niektórym jego podejściem egoistycznym i lenistwem. Wydzieliłam np. ciasto, które upiekłam w niedzielę na kawałki, by starczyło dla każdego, bo młody zamiast robienia kanapek idzie po najmniejszej linii oporu, nie licząc się w ogóle z innymi domownikami. Swoją drogą dla rodzonego brata potrafi się podzielić i trzymać coś tygodniami. Nienawidzę wydzielać cokolwiek i nigdy wcześniej tego nie robiłam, teraz nie mam wyjścia, bo młody przyjmuje zasadę ?kto pierwszy ten lepszy? i jeszcze potrafi się wykłócać z tego powodu. Młody założył sobie hasło do laptopa, by ojciec mu tam nie zaglądał i jeszcze innych parę niespodzianek było, gdy tłumaczenie nie wystarczało, M musiał egzekwować i tłumić odszczekiwanie.
Jest ok., staram się podchodzić do chłopaka, jak do własnego syna, jednak jestem świadoma, że gdy długo będzie mi grać na nerwach i przeginać to w końcu odbije się to na mnie. Muszę też pamiętać i dbać o własny spokój i wymagać od czasu do czasu od M odpoczynku od chłopaka.
Pozdrawiam ciepło dziewczyny, jak się chce to się da smile

3 774

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

nie wyręczanie pani ex powoduje, że sama wywiązuje się ze swoich obowiązków w stosunku do dziecka.

No niestety Zazdrosna, to nie jest regułą, ale cieszę się , że w przypadku Waszej Ex to jednak jest możliwe.


zazdrosna13 napisał/a:

Poza tym dowiedziałam się, że to nie tak, że M z własnej woli nie wziął młodszego syna do nas teraz, tylko exsowa stosuje zasadę ? syna bierzesz jak mi pasuje, albo nie dam ci go wcale.

Ale M przedstawił to oczywiście w taki sposób, że NIBY zrobił to dla Ciebie, nie zabrał Synów na weekend, żeby Ci pokazać jak bardzo Mu zależy na Tobie :-) Wychodzi na to , że za miły weekend w towarzystwie tylko M musisz podziękować.....Exowej :-)

zazdrosna13 napisał/a:

Cóż młody po 2 tygodniach u matki wrócił w sobotę zbuntowany i roszczeniowy. Do ojca zwracał się tekstami, że ?mama powiedziała, że twoim zakichanym obowiązkiem jest mi kupić to i to. Lub, że ?mama mówiła, że mam ci nie dawać pieniędzy, które dostałem od babci (matka od strony M)! M czasem zbiera na coś chłopakowi i coś mu potem kupuje droższego. Albo jutro wstaję o 12 i wychodzę na podwórko bez śniadania, bo tak robiłem u mamy. M potraktował jednak chłopaka twardą ręką, mnie nawet nie ruszała jego postawa, bo wiem, że to sprawka exowej.

Wow, zawsze uwielbiałam teksty: "mama, to , mama tamto" . Oby M wyciągnął z tego właściwe wnioski.

zazdrosna13 napisał/a:

Muszę też pamiętać i dbać o własny spokój i wymagać od czasu do czasu od M odpoczynku od chłopaka.
Pozdrawiam ciepło dziewczyny, jak się chce to się da smile

Po takich doświadczeniach nie wiem czy M nie wyciągnie błędnych wniosków np takich, że im mniej Młody będzie przybywał z Matką, tym mniej będzie zbuntowany.
Trzymaj się Zazdrosna i miej oczy szeroko otwarte.

3 775 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-25 10:53:18)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Poza tym dowiedziałam się, że to nie tak, że M z własnej woli nie wziął młodszego syna do nas teraz, tylko exsowa stosuje zasadę ? syna bierzesz jak mi pasuje, albo nie dam ci go wcale.

kjim napisał/a:

Ale M przedstawił to oczywiście w taki sposób, że NIBY zrobił to dla Ciebie, nie zabrał Synów na weekend, żeby Ci pokazać jak bardzo Mu zależy na Tobie :-) Wychodzi na to , że za miły weekend w towarzystwie tylko M musisz podziękować.....Exowej :-)

M i tak postawił się ex, że nie wziął syna w piątek, nie sądziłam tylko, że będzie umiał odmówić dziecku cały weekend, exowa ułatwiła mu sprawę. M oczywiście przemilczał powody ?swojej? jak to określił decyzji, ale lepsze to niż granie na emocjach.

kjim napisał/a:

Po takich doświadczeniach nie wiem czy M nie wyciągnie błędnych wniosków np takich, że im mniej Młody będzie przybywał z Matką, tym mniej będzie zbuntowany.
Trzymaj się Zazdrosna i miej oczy szeroko otwarte.

Mi samej też to przeszło przez głowę, ale widzę, że M nie ma skrupułów i nie pobłaża synowi. Chyba jest przewrażliwiony po tym jak mi ostatnio odbijało i trzyma syna w ryzach. Jak na razie nie narzekam. Nawet pochwaliłam M, bo młody ostatnio przehulał 100 zł od babci na zabawki i M jest z tego powodu na niego zły. Teraz gnojek zaczął się dopominać o kilka rzeczy, w tym o nowy plecak, na to M powiedział twardo, że jakby mu na tym tak zależało to by przeznaczył na to te pieniądze, a ojciec z chęcią mu by jeszcze dołożył. Plecak ma 2 lata, więc tragedii nie ma. Jednak widzę, że babcia poruszona jest potrzebami młodego, więc pewnie niczego się dzieciak nie nauczy, na to jednak wpływu nie mam, to nie moja sprawa.
Dzięki Kijm smile Co u ciebie, jak na zmianę zareagowały twoje dzieci?

3 776 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-25 11:04:34)

Odp: Być drugą i macochą

Jeśli chodzi o moje dzieci to jestem póki co w tej komfortowej sytuacji, że od początku sierpnia spędzają wakacje u swojego taty. Do domu wpadają sporadycznie, poprzytulać się, zabrać jakieś zabawki i znowu lecą do taty. I szczęśliwie dla mnie na razie o M się nie pytają. Myślę, że pytania się zaczną jak wrócą na stałe do domu i wtedy dostrzegą, że M na co dzień nie ma w domu. Liczę na to, że te prawie dwa miesiące kiedy się nie wiedzieli z M.... złagodzi Ich reakcję na to, że Jego już  nie ma. A może Jego nieobecność wcale Ich tak bardzo nie zaboli jak mnie się wydaje? Wpadając na krótkie chwile do domu nie dopytywały się gdzie On jest? Przyznam, że  mnie to trochę dziwi, ale cieszę się z takiego obrotu sprawy.

3 777

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie,
dzisiaj rano M wyjechał w miesięczną delegacje.
W kuchni na stole znalazłam wiadomość i pieniądze-"młoda przyjdzie popołudniu po kieszonkowe"
Spojrzałam na to pieniądze i ogarnęła mnie taka cholerna złość,on jest mi winny ponad 30tyś i jak pytam kiedy się doczekam spłaty mówi że nie ma... a dla 13latki-100zł na "drobne"wydatki.
Przejrzałam w necie ogłoszenia z mieszkaniami w środę zaczynam od ich oglądania.
Tak patrzę na obecne mieszkanie,to prawie wszystko jest w nim moje zaczynając od sztućców kończąc na firankach,jakoś nie chce brać tego ale nie stać mnie by znowu wszystko kupić.

3 778

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Jestem pewna, że gdyby M umieli odpuścic trochę w kwesti dzieci i nie dali się poniżać jak psy, to ex też traktowałyby ich z większym szacunkiem.

Jestem tego samego zdania.
To M pozwala ex tak się traktować ... narzeka że ona zupełnie nie liczy się z jego zdaniem, jego czasem dla dzieci ... ale w obliczu takich zachowań reaguje jak ślepy .. wykonuje bez dyskusji..
Często wchodząc świadomie w konflikt z nową partnerką ... dokonuje wyboru .

Zazdrosna , jak weekend ? miło i przytulnie ?
Jak u Was dziewczynki ?
Motylku .. przesyłam ciepełko..bo pogoda coś zawodzi smile

Dziewczyny mam dowód na to, iż nie wyręczanie pani ex powoduje, że sama wywiązuje się ze swoich obowiązków w stosunku do dziecka. Któraś z was opisywała jakiś miesiąc temu sytuacje, iż tatuś dziecku wyprał ciuchy po obozie i zrobił tym prezent swojej ex. Wtedy ja postanowiłam wyprawić młodszego syna M po spędzonym miesiącu u nas w wyłącznie w brudne rzeczy, bo z jakiej racji ja czy M mamy je prać, wystarczy, że zajmujemy się jednym chłopcem. Fakt nie obeszło się bez komentarzy opozycji, że chyba nie mamy pralki w domu itp. Teraz starszy młody M wrócił do nas od matki i miałam miłą niespodziankę, bo exsowa M odwiozła go z przygotowanymi, czystymi ubraniami. Jakie to urocze jak kobieta zadba o własne dziecko, a nie wymusza tego od ojca dziecka lub mnie.

Ja uważam , że dorośli , rodzice są od tego by o takie rzeczy dbać.
U nas jest taka sytuacja , że młody przyjeżdża brudny ... wyjeżdża w ubraniach od nas .. a one wracają ( o ile wracają )-  to brudne , śmierdzące .. jakby celowo gdzieś wytarzane.
I niestety .. sama jestem zła jak M wrzuca mi do prania odzież młodego.. bo z jakiej ustawy ja mam to robić , skoro matka nie robi...
Zazdrosna , myślę że nie było by "wymuszania " gdyby matka oddawała syna w czystych i z czystymi, ojciec również - bo oboje rodzice powinni dbać o dziecko .. może się zdarzyć , że nie zdąży .. ok. Ale u nas to widać ewidentnie po złości.

U nas niby miły weekend, nie odbyło się oczywiście bez utarczek z M .. które mnie wykańczają .
W sobotę pojechałam z synem po książki i zeszyty do szkoły..  M z nerwami , że on sam sprzątać nie będzie, że w innym terminie mamy to zrobić... że to , że tamto... kiedyś pisałam, że M reaguje wysypka na każde wydatki MOICH PIENIĘDZY" dla mojego syna..
Oczywiście o obiedzie nie było mowy żeby zrobił ( ja nie prosiłam, on nie zrobił )..  wróciliśmy około 14:30..
M posprzątał "swoją część" domu .. wieczorem siedzieliśmy w salonie, M coś przeglądał na komputerze , mój syn pokazywał mi kurtki jakie by chciał kupić.. taka jak na motor mu się podoba ... M coś tam komentuje że " nie ciepła, za krótka , ogólnie bllee"..
M przeglądał telefony z abonamentem.. wcześniej mówił że dzwonili do niego od operatora z promocją .. abonament bez limitów z jedyne 10zł więcej niż ma obecnie , i śmiał się jacy to handlowcy , skoro on nawet limitów nie wykorzystuje ..więc po co ma płacić za coś co mu nie potrzebne...
Ja zapytałam, po co mu kolejny telefon i abonament na 2-3 lata ..skoro wcześniej mówił że nie wykorzystuje - ma telefon służbowy z którego korzysta bez ograniczeń.. i usłyszałam "to jego indywidualna osobista decyzja "...
Jakby w twarz mi dał... on komentuje , doradza , odradza.. zakupy dla mnie , syna ... a ja nawet uwagi nie mogę wyrazić ????
Kolejna sprawa do worka...który ciągnie mnie w dół .. jasno pokazał że jego to jego .. i nic mi do tego
Wiem , że to bzdury.. ale
Ale mnie zdenerwowało to...
Pytam się sama siebie .. po co mi te nerwy, te niezdrowe sytuacje , jakaś baba (teściowa ) co wpierdziela się w moje sprawy, obcy dzieciak w moim domu, mój dom.. ale tak na prawdę nie mój... i nigdy moim do końca nie będzie ... ten stres i ból.. te zaciskanie zębów żeby było ok, szukanie środka ... kiedy co rusz dostaję policzek...
Męczy mnie coraz bardziej to wszystko

3 779

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

on jest mi winny ponad 30tyś i jak pytam kiedy się doczekam spłaty mówi że nie ma...

Masz szanse żeby odebrać te pieniądze ?
Jeśli nie, zabrałabym wszystko co możliwe z tego mieszkania w ramach "rekompensaty" i urządzała się spokojnie w nowym miejscu. Miesiąc to wystarczająco dużo czasu, żeby zacząć nowe życie. Ja już to wiem.

3 780

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
motylek75 napisał/a:

on jest mi winny ponad 30tyś i jak pytam kiedy się doczekam spłaty mówi że nie ma...

Masz szanse żeby odebrać te pieniądze ?
Jeśli nie, zabrałabym wszystko co możliwe z tego mieszkania w ramach "rekompensaty" i urządzała się spokojnie w nowym miejscu. Miesiąc to wystarczająco dużo czasu, żeby zacząć nowe życie. Ja już to wiem.

Niestety nie ma żadnej możliwości by odebrać te pieniądze,on poza mną ma jeszcze inne długi drugie tyle które też nie są spłacane,"mili" panowie nachodzą mnie w domu i pytają o niego chyba w końcu im powiem gdzie mają go szukać.
W mieszkaniu oprócz lodówki,pralki tv i kanapy wszystko jest moje!
On wszystko oddał ex przy podziela majątku bo jego dziecko musi mieć normalny dom.
Będę musiała rozejrzeć się za firmą przeprowadzkową za dużo tego jest,sama nie dam rady.

3 781 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-25 11:27:52)

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

Niestety nie ma żadnej możliwości by odebrać te pieniądze,on poza mną ma jeszcze inne długi drugie tyle które też nie są spłacane,"mili" panowie nachodzą mnie w domu i pytają o niego chyba w końcu im powiem gdzie mają go szukać.

Motylek, w takiej sytuacji dziewczyno to szybciutko do roboty się bierz. Powodzenia . I nie zostawiaj M listu pożegnalnego z informacją gdzie może Cię znaleźć. Lepiej żeby On i Jego wierzyciele  tego nie wiedzieli.

3 782 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-25 11:32:58)

Odp: Być drugą i macochą
motylek75 napisał/a:

Witajcie,
dzisiaj rano M wyjechał w miesięczną delegacje.
W kuchni na stole znalazłam wiadomość i pieniądze-"młoda przyjdzie popołudniu po kieszonkowe"
Spojrzałam na to pieniądze i ogarnęła mnie taka cholerna złość,on jest mi winny ponad 30tyś i jak pytam kiedy się doczekam spłaty mówi że nie ma... a dla 13latki-100zł na "drobne"wydatki.
Przejrzałam w necie ogłoszenia z mieszkaniami w środę zaczynam od ich oglądania.
Tak patrzę na obecne mieszkanie,to prawie wszystko jest w nim moje zaczynając od sztućców kończąc na firankach,jakoś nie chce brać tego ale nie stać mnie by znowu wszystko kupić.

Motylek- Ty się nie tłumacz- Twoje to zabieraj- ta 100 na wydatki to jest kolejny gwóźdź .. Tobie na opłaty zostawił ?? na czynsz ?? na życie ??
Mnie szlak bierze na ten egoizm facetów !!

wczoraj przy rozmowie o telefonach... m mi powiedział że ten co ma Lg7 dotykowy ..jest dla niego słaby !!! ma jeszcze Samsunga najnowszego,...i dlatego chce kupić kolejny ...
Najśmieszniejsze że ten LG to był WOW prezent dla mnie ... którego zwrot zażądał po kłótni w maju ... więc ???dla mnie ma być super prezent a dla misia nie jest wystarczający .. żałosne
I jeszcze będzie mi mówił, że wrzesień będzie dla niego trudny finansowo .. bo synek ma urodziny , dostał 500 mandatu i do dentysty musi iść bo go ząbek boli...  szlak mnie trafia !
Ja tak szybko odlecieć nie mogę , wspólny dom, kredyt ... muszę z głową ...
Jak zaczynam przyglądać się rzeczom w domu..to też mogę powiedzieć że większość jest moja ...bo ja kupowałam, ja płaciłam... M do domu rzeczy nie kupuje ... jakieś tam pierdoły.. czy do pokoju młodego.. np. lampkę na biurko ..  on swoja kasę wydaje na siebie i syna TYLKO .
Wspólne rachunki i wydatki teraz musi pokrywać bo ja wyliczam i nie odpuszczam...
A 30 tyś długu...moja droga .. masz papier ? potwierdzenie ?
Wiesz że raczej to nie do odzyskania ?
Ja na Twoim miejscu -  wyciągnęłabym od faceta  na cały czynsz teraz (tego mieszkania co mieszkacie ) .. i miała na zapłatę na wynajem swojego mieszkania... lub wymyśliła coś innego...że coś się stało .... Motylek ... żeby straty Twoje były jak najmniejsze.

3 783

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
motylek75 napisał/a:

Witajcie,
dzisiaj rano M wyjechał w miesięczną delegacje.
W kuchni na stole znalazłam wiadomość i pieniądze-"młoda przyjdzie popołudniu po kieszonkowe"
Spojrzałam na to pieniądze i ogarnęła mnie taka cholerna złość,on jest mi winny ponad 30tyś i jak pytam kiedy się doczekam spłaty mówi że nie ma... a dla 13latki-100zł na "drobne"wydatki.
Przejrzałam w necie ogłoszenia z mieszkaniami w środę zaczynam od ich oglądania.
Tak patrzę na obecne mieszkanie,to prawie wszystko jest w nim moje zaczynając od sztućców kończąc na firankach,jakoś nie chce brać tego ale nie stać mnie by znowu wszystko kupić.

Motylek- Ty się nie tłumacz- Twoje to zabieraj- ta 100 na wydatki to jest kolejny gwóźdź .. Tobie na opłaty zostawił ?? na czynsz ?? na życie ??
Mnie szlak bierze na ten egoizm facetów !!

wczoraj przy rozmowie o telefonach... m mi powiedział że ten co ma Lg7 dotykowy ..jest dla niego słaby !!! ma jeszcze Samsunga najnowszego,...i dlatego chce kupić kolejny ...
Najśmieszniejsze że ten LG to był WOW prezent dla mnie ... którego zwrot zażądał po kłótni w maju ... więc ???dla mnie ma być super prezent a dla misia nie jest wystarczający .. żałosne
Ja tak szybko odlecieć nie mogę , wspólny dom, kredyt ... muszę z głową ...
Jak zaczynam przyglądać się rzeczom w domu..to też mogę powiedzieć że większość jest moja ...bo ja kupowałam, ja płaciłam... M do domu rzeczy nie kupuje ... jakieś tam pierdoły.. czy do pokoju młodego.. np. lampkę na biurko ..  on swoja kasę wydaje na siebie i syna TYLKO .
Wspólne rachunki i wydatki teraz musi pokrywać bo ja wyliczam i nie odpuszczam...
A 30 tyś długu...moja droga .. masz papier ? potwierdzenie ?
Wiesz że raczej to nie do odzyskania ?
Ja na Twoim miejscu -  wyciągnęłabym od faceta  na cały czynsz teraz (tego mieszkania co mieszkacie ) .. i miała na zapłatę na wynajem swojego mieszkania... lub wymyśliła coś innego...że coś się stało .... Motylek ... żeby straty Twoje były jak najmniejsze.

U nas kilka dni temu była kłótnia też o tel.dla córci.....no bo nie może być gorsza od innych i taki za ok 800zł byłby w sam raz,nawet mnie spytał czy dołożę się do prezentu urodzinowego dla młodej bo tel.ma być na urodziny.
Kasy od niego nie wyciągnę bo nie mam jak,on nie da,na szczęście mieszkanie i wszelki opłaty z nim związane są na jego nazwisko,daje mu dwa miesiące i będzie bezdomny bo właściciel mieszkania raczej nie będzie czekać na kasę,i tak samo gazowonia z elektronią,a jego rodzina jest nie skora do pomocy.
Oczywiście nie mam żadnego potwierdzenia na tą kase i wiem że w kulturalny i legalny sposób jej nie odzyskam...

3 784 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-25 12:29:33)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna , myślę że nie było by "wymuszania " gdyby matka oddawała syna w czystych i z czystymi, ojciec również - bo oboje rodzice powinni dbać o dziecko .. może się zdarzyć , że nie zdąży .. ok. Ale u nas to widać ewidentnie po złości.

Tak, tylko ci faceci muszą zrozumieć, że swoim wyręczaniem prowokują takie postępowanie ex, które po prostu nie musza się wysilać. Zauważyłyście tutaj na forum pewien typ kobiet - znerwicowanych, zmagających się z problemami macoch, które mają przewrażliwionych facetów na punkcie dzieci i zarazem wredne i dysfunkcyjne ex facetów? Partnerki tych mądrzejszych facetów widać nie mają problemów i nie muszą wylewać swoich żali..
Chceuciekacstad i Motylku wybaczcie, ale nie będę komentować zachowania waszych facetów, nie wytrzymała bym z takimi typami ani chwili. Cokolwiek robicie, patrzcie przede wszystkim na własne dobro.

3 785

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

A może Jego nieobecność wcale Ich tak bardzo nie zaboli jak mnie się wydaje? Wpadając na krótkie chwile do domu nie dopytywały się gdzie On jest?

Nie znam tego faceta i nie wiem jak on podchodził do twoich dzieci, ale zdziwiłabym się gdyby tęskniły za nim. Maluchy są wspaniałymi obserwatorami i z pewnością widziały twój smutek przez faceta, bo nie da się wszystkiego ukryć. Zatem będą bardziej radosne, gdy zobaczą uśmiechniętą, niezatroskaną mamę. Jeśli się jeszcze tak dobrze nie czujesz, to z pewnością z dnia na dzień będzie tylko lepiej smile Na wszelki wypadek przygotuj sobie jakąś nieoskarżającą M odpowiedz na ich pytania. Ja pewne powiedziałabym coś w stylu - 'nasze drogi się rozeszły', ale jesteś mądrą mamą to z pewnością coś wymyślisz.

3 786

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Zazdrosna , myślę że nie było by "wymuszania " gdyby matka oddawała syna w czystych i z czystymi, ojciec również - bo oboje rodzice powinni dbać o dziecko .. może się zdarzyć , że nie zdąży .. ok. Ale u nas to widać ewidentnie po złości.

Tak, tylko ci faceci muszą zrozumieć, że swoim wyręczaniem prowokują takie postępowanie ex, które po prostu nie musza się wysilać. Zauważyłyście tutaj na forum pewien typ kobiet - znerwicowanych, zmagających się z problemami macoch, które mają przewrażliwionych facetów na punkcie dzieci i zarazem wredne i dysfunkcyjne ex facetów? Partnerki tych mądrzejszych facetów widać nie mają problemów i nie muszą wylewać swoich żali..

ja miewam różne myślenie ... jestem tak zmęczona psychicznie  , że popadam ze skrajności w skrajność ....  raz myślę tak jak napisałaś.. innym razem doszukuję się winy w sobie.. może parterki tych mądrzejszych też są mądrzejsze ? bo nie uwikłały się w taki związek... radzą sobie bez osób trzecich .. bez forów ... i dlatego że mają zdrowe relacja .. w zdrowych związkach .. z facetami ze zdrowym podejściem...też kochających dzieci .. umiejących pogodzić związek z ojcostwem.. nie wpuszczających ex do swojego życia ...

zazdrosna13 napisał/a:

Chceuciekacstad i Motylku wybaczcie, ale nie będę komentować zachowania waszych facetów, nie wytrzymała bym z takimi typami ani chwili. Cokolwiek robicie, patrzcie przede wszystkim na własne dobro

wtedy to jest egoizm.. i tego właśnie nie lubimy u naszych parterów.. mamy stać się takie jak oni ???

chyba wyjście jest takie .. trzeba stać się mądrzejszą i poszukać takiego faceta ...

zmęczona ja ..

3 787

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny a ktoras z was może mi odpowiedzieć co oznacza ten skrot M? bo wszystkie piszecie  M nazywając tak swojego konkubenta  a ja nie mogę dojść do wniosku co to M oznacza? skrot od czego?
T.Ż odstatnio się dowiedziałam ,ze to towarzysz zycia
Nie nadążam za tym i określeniami , jestem w tyle

3 788 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-25 18:13:28)

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekacstad po tym jak dałaś się M wsadzić pod pantofel, nie dziw się, że spotykasz się ze sprzeciwem jak chcesz coś zmienić na własną kożyść. Zdrowy egoizm to nic złego, dziewczynki wychowuje się tak, by były skromne, grzeczne i posłuszne, a gdy dorostamy musimy się tego wyzbyć. Trzeba nauczyć się okazywać własna wartość, tak jak na rozmowie kwalifikacyjnej w spr. pracy musimy umieć się zareklamować. Pamiętaj to niezależność, siła i posiadanie własnego zdania przyciąga facetów, choć nigdy się do tego nie przyznają. Zachowaj te ostatki sił na uszczęśliwianie siebie, a i facetowi, który zobaczy cię uśmiechniętą sprawisz przyjemność.

Dla mnie M to Mój Mężczyzna smile

3 789 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-25 19:16:24)

Odp: Być drugą i macochą

Ot  zagadka yikes
W tym ze jak czytam  M  niektórych  zachowania to ciężko nawet nazwać ich mężczyznami, bo totalne niemoctwo i fajtłapstwo
Tam gdzie trzeba i kiedy trzeba nawet nie potrafią cos konkretnie  sprawę załatwić jak na prawdziwego mężczyznę przystało

A co do wychowywania dziewczynek to ja staram się Pchle  przemycić na stronę tej grzecznej i posłusznej, tak nawet choć trochę, bo nie może tak być ,ze we wszystkim strajki odstawia ,  no ale naprawa  za każdym razem kończy się klęską ,ona ma już we krwi waleczność i  przekorność .Typ dominujący i uparciuch niezłomny
Ostatnio nawet szła  6.5 km na pieszo do domu , miała wybor albo jadać ze mną autem przestanie to i tamto,albo ja  zatrzymuje się -ona wysiada  i do domu  piechtobusem drepcze dobre 6 kilosow...  zrobiła wypad z auta i po nie całej godzinie czasu była w domu na pieszo, nie zły czas
W ogole się nie zmeczyla, od razu po wejsciu w brame poszła brykać z psami do lasu

3 790

Odp: Być drugą i macochą

Wiecie co, ja z jednej strony Was rozumiem. Bo też szlag by mnie trafiał, gdyby przez dziecko faceta zostały odwołane jakiekolwiek wspólne plany, czy gdyby to dziecko się pojawiało co chwilę ot tak w mieszkaniu, bez wcześniejszego uzgodnienia. Ale wiem, jaka jestem i nigdy w życiu w związek z facetem z dzieckiem bym się nie wpakowała. Nie chcę mieć dzieci, więc tym bardziej cudze pałętające się po moim życiu nawet od czasu do czasu doprowadzałoby mnie do szału.

Z drugiej strony moi rodzicie się rozwiedli, co prawda żadne z nich nie miało innego partnera pretendującego do miana ojczyma/macochy, ale umiem sobie wyobrazić, jakbym się wtedy zachowywała. Albo raczej - jakbym się nie zachowywała. Chodzi mi o to, że jak miałam te 13 lat, rodzice - rozwód, żadne nam nie ustalało jakichś spotkań, wszystko zależało ode mnie i od mojego 8-letniego wtedy brata. I jak nie chciałam spać u ojca przez miesiąc, to nie spałam, ale jak miałam ochotę wpaść na tydzień, to informowałam go o tym i przyjeżdżałam. Ja może mniej, ale mój brat, jak chciał, to i na 2-3 tygodnie się wyprowadzał do ojca pomieszkać z nim, bo to to samo miasto. O dowolnej godzinie mogliśmy go odwiedzić, zabierał nas na wakacje itd. I gdyby miał partnerkę czy tam żonę, to ja bym wcale nie czuła się w obowiązku zmieniać czegokolwiek pod nią, bo to dalej mój ojciec i tak, jak mieszkam z mamą, tak samo mogę iść sobie pomieszkać u ojca (pod warunkiem, że to jego mieszkanie, a nie jej). I jakbym dowiedziała się, że nie, bo ona chce oglądać TV, a ja będę oglądać bajki/chce zjeść kolację z ojcem/chce się czuć swobodnie w mieszkaniu/chce cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy - i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło. Bo fajnie, że ta nowa partnerka chce być dla niego najważniejsza, ale to jest mój ojciec i ja mam prawo go widywać, kiedy nam pasuje, nie muszę się dostosowywać do niej. I jednak uważam, że to dziecko powinno być ważniejsze dla ojca, niż kobieta.

Ktoś wspomniał o wakacjach, które przepadły - na miejscu tej kobiety "zamordowałabym" faceta za to, ale na miejscu dziecka... Jakby mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Grecji, to tak samo i na tyle samo musiałby potem zabrać tam mnie i mojego brata. Tak było zawsze. Jechaliśmy dwa razy - raz z mamą, raz z ojcem. Więc bierze nas albo z nią (i trudno, nici z romantycznego wyjazdu), albo jedzie drugi raz.

No i, śmiechu warte, ale mam tylko nadzieję, że jakby potencjalna partnerka próbowała ojca rozliczać z tego, co wydaje ZE SWOICH pieniędzy na mnie i mojego brata, to by to szybko ukrócił. Jego pieniądze, jego dzieci, nie musi się spowiadać. No chyba że brałby z jej, to co innego, na to bym na jej miejscu też nie pozwoliła.

Także moim zdaniem ten temat budzi wiele emocji - bo każdy by chciał "tatusia/partnera" dla siebie, ale jednak uważam, że koniec końców dzieci mają do tego większe prawo. Zwłaszcza, że zazwyczaj jakiś tam schemat był, zanim ta partnerka się pojawiła i teraz to ona chce go zmieniać, bo to wg niej wpływa na jej życia - a tak naprawdę wpływa na coś ustalonego między dziećmi a ojcem. Dlatego powinna się albo dostosować (o ile, jak pisałam, nie dotyczy to jej pieniędzy, jej mieszkania, jej...), albo zrezygnować z takiego związku. A ja wiem, że z pierwszą opcją bym sobie nie poradziła, rozszarpałabym takie dziecko, więc Was podziwiam w sumie, ale sama do dzieciatego - nigdy w życiu.

3 791 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-25 22:07:16)

Odp: Być drugą i macochą

Eileen ,,, mój syn ma rozwiedzionych rodziców i nigdy nie tupał nóżką że on jest najważniejszy.. nawet w klasycznej rodzinie to nie dzieci "rządzą " .
Nikt z nas nie ogranicza praw dzieci naszych partnerów , to raczej nasze prawa i naszych dzieci są ograniczane .
Twoi rodzice nie założyli nowych rodzin - ich decyzja.
Sądząc po Twoim opisie = dzieci stały się ich jedynym sensem w życiu i chwała im za to że mając takie podejście nie wciągnęli nikogo w związek..
Piszesz że
Jakby mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Grecji, to tak samo i na tyle samo musiałby potem zabrać tam mnie i mojego brata. Tak było zawsze. Jechaliśmy dwa razy - raz z mamą, raz z ojcem. Więc bierze nas albo z nią (i trudno, nici z romantycznego wyjazdu), albo jedzie drugi raz. ..
Ex mojego byłego co roku wczasy za granicą , czasami 2 razy..syna nie wzięła nigdy ... nigdzie ...
Ja mam nie jechać na wakacje z parterem .. czy zabrać jego syna i zapłacić za to ??
On alimenty musi zapłacić , choć syn przez 1,5 miesiąca jest poza domem i to na nasz w większości koszt,,, reszta pokrywają rodzice M ,,,

eileen
Chodzi mi o to, że jak miałam te 13 lat, rodzice - rozwód, żadne nam nie ustalało jakichś spotkań, wszystko zależało ode mnie i od mojego 8-letniego wtedy brata. I jak nie chciałam spać u ojca przez miesiąc, to nie spałam, ale jak miałam ochotę wpaść na tydzień, to informowałam go o tym i przyjeżdżałam. Ja może mniej, ale mój brat, jak chciał, to i na 2-3 tygodnie się wyprowadzał do ojca pomieszkać z nim, bo to to samo miasto. O dowolnej godzinie mogliśmy go odwiedzić, zabierał nas na wakacje itd. I gdyby miał partnerkę czy tam żonę, to ja bym wcale nie czuła się w obowiązku zmieniać czegokolwiek pod nią, bo to dalej mój ojciec i tak, jak mieszkam z mamą, tak samo mogę iść sobie pomieszkać u ojca (pod warunkiem, że to jego mieszkanie, a nie jej). I jakbym dowiedziała się, że nie, bo ona chce oglądać TV, a ja będę oglądać bajki/chce zjeść kolację z ojcem/chce się czuć swobodnie w mieszkaniu/chce cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy - i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło. Bo fajnie, że ta nowa partnerka chce być dla niego najważniejsza, ale to jest mój ojciec i ja mam prawo go widywać, kiedy nam pasuje, nie muszę się dostosowywać do niej . I jednak uważam, że to dziecko powinno być ważniejsze dla ojca, niż kobieta.

Młoda jesteś bardzo .. obyś nigdy nie weszła w związek w którym będzie rządziło dziecko Twojego faceta ...lub jego mamusia smile
.... moi rodzice się nie rozwodzili , ale i tak dzieci miały swój czas i swoje miejsce , rodzice mieli swoje sprawy , Wychodzili razem bez nas, wyjeżdżali też , mieli czas dla siebie ...
Takich księżniczek i królewiczów co to najważniejsi dla rodziców coraz więcej.. później im trudno w życiu z ludźmi ogólnie ...bo wyrastają w poczuciu że wszystko musi być tak jak oni chcę ..
inaczej.... skończy się jak podkreśliłam...
W dorosłym życiu nikt nie patrzy czy mamusia z tatusiem mieszkali pod jednym adresem.. są wymagania , zasady ... i najczęściej rządzą Ci co się umieją lepiej przystosować...
Mam wybór dla mojego syna - pod nos mu dać wszystko, prezentami zabijać wyrzuty sumienia że z tatusiem jego nie mieszkam.. wynagradzać , spełniać marzenia i nie wymagać ... dawać co sobie synuś zażyczy... lub musztrować jak to mówi mój M ,,, pokazać jak ciężko zapracować na przyjemności ..wymagać... lepiej jak ja mu "dam szkołę " niż życie ma go przeciągnąć po glebie.

Ale to moje zdanie , i też kocham syna , jedynego jakiego mam .
Ojcu i jego pani go nie wypycham a sama na wczasy .. no ale mnie rodzice chyba źle wychowali ... bo czasami chciałabym jak ex mojego M..mieć wszystko i wszystkich w dupie smile

Miłych snów

3 792

Odp: Być drugą i macochą

No Ja bym tak ostatecznie się nie zarzekała... bo ostateczna jest tylko śmierć.

Wokół widzę masę przykładów, kiedy założenia sobie a życie sobie... ale oczywiście powodzenia w wytrwałości we własnych przekonaniach.

Ja po przejściach, mówiłam nigdy wiecej dzieciatego... jednak z miłością gorzej niż ze sraczką...  Z tego mojego podejścia jednak coś dobrego wynikło, bo spowodowało ustalenie granic, przyjęcie założeń, które myślę, że są podwaliną satysfakcjonującego mnie związku.... na razie, bo patrząc dookoła... nigdy nie wiadomo.

3 793

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Z drugiej strony moi rodzicie się rozwiedli, co prawda żadne z nich nie miało innego partnera pretendującego do miana ojczyma/macochy (...)

Ciekawe dlaczego wink W obliczu tego co napisalas dalej, wcale sie nie dziwie. Albo Twoi rodzice postanowili w 100% poswiecic sie dzieciom, albo potencjalni kandydaci wiali na kilometr, jak zorientowali sie, co sie swieci big_smile Tak z ciekawosci, Twoi rodzice nadal sa sami?


Eileen napisał/a:

(...) bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy - i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło.

Lol, jak dla mnie super opcja big_smile Ciesz sie, ze nie mialas takiej wrednej macochy jak ja, bo bys musiala non stop strajkowac big_smile

Co do reszty podpisuje sie pod uciekajaca.

3 794

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

................. I gdyby miał partnerkę czy tam żonę, to ja bym wcale nie czuła się w obowiązku zmieniać czegokolwiek pod nią, bo to dalej mój ojciec i tak, jak mieszkam z mamą, tak samo mogę iść sobie pomieszkać u ojca (pod warunkiem, że to jego mieszkanie, a nie jej). I jakbym dowiedziała się, że nie, bo ona chce oglądać TV, a ja będę oglądać bajki/chce zjeść kolację z ojcem/chce się czuć swobodnie w mieszkaniu/chce cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy

Eileen napisał/a:

i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło. Bo fajnie, że ta nowa partnerka chce być dla niego najważniejsza, ale to jest mój ojciec i ja mam prawo go widywać, kiedy nam pasuje, nie muszę się dostosowywać do niej. I jednak uważam, że to dziecko powinno być ważniejsze dla ojca, niż kobieta.

Eileen napisał/a:

Jakby mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Grecji, to tak samo i na tyle samo musiałby potem zabrać tam mnie i mojego brata. Tak było zawsze. Jechaliśmy dwa razy - raz z mamą, raz z ojcem. Więc bierze nas albo z nią (i trudno, nici z romantycznego wyjazdu), albo jedzie drugi raz.

Sorry, ale z tego co piszesz wyłania się obraz potwornej egoistki, którą rodzice wychowali tak na własne życzenie. Nie dziwię się, że nie mieli innych partnerów, bo z tego co piszesz to WY Dzieci zdominowaliście zupełnie ICH życie. Wykorzystaliście sprawę rozwodu jako najlepszy moment do ugrania dla siebie jak najwięcej korzyści. WAM się należą wakacje, WAM trzeba podporządkować czas i plany, Wam trzeba się poświęcić, tylko Wy się liczycie. A teraz kiedy jesteś już "duża" (bo nie wiem czy dorosła) mówisz, że nie wyobrażasz sobie faceta z dzieckiem oraz samego dziecka w Twoim życiu, które nie daj Boże psuło by Ci Twoje plany:

Eileen napisał/a:

Wiecie co, ja z jednej strony Was rozumiem. Bo też szlag by mnie trafiał, gdyby przez dziecko faceta zostały odwołane jakiekolwiek wspólne plany, czy gdyby to dziecko się pojawiało co chwilę ot tak w mieszkaniu, bez wcześniejszego uzgodnienia. Ale wiem, jaka jestem i nigdy w życiu w związek z facetem z dzieckiem bym się nie wpakowała. Nie chcę mieć dzieci, więc tym bardziej cudze pałętające się po moim życiu nawet od czasu do czasu doprowadzałoby mnie do szału.

Eileen napisał/a:

No i, śmiechu warte, ale mam tylko nadzieję, że jakby potencjalna partnerka próbowała ojca rozliczać z tego, co wydaje ZE SWOICH pieniędzy na mnie i mojego brata, to by to szybko ukrócił. Jego pieniądze, jego dzieci, nie musi się spowiadać. No chyba że brałby z jej, to co innego, na to bym na jej miejscu też nie pozwoliła.

Dobrze podkreśliłaś słowa ZE SWOICH pieniędzy. W naszych związkach jak się dobrze wczytasz dominuje typ faceta, który doi swoje partnerki i kosztem wspólnego życia dopieszcza swoje dzieciaki.

Eileen napisał/a:

Także moim zdaniem ten temat budzi wiele emocji - bo każdy by chciał "tatusia/partnera" dla siebie, ale jednak uważam, że koniec końców dzieci mają do tego większe prawo.

Nikt nie ma większego czy mniejszego PRAWA do drugiego człowieka. Jak się kocha, to można pogodzić rolę partnera i jednocześnie ojca bez wyrządzania krzywdy kobiecie i dzieciom. I wiesz co, jak się kocha swojego rodzica to się chce żyby ten Ojciec lub Matka byli szczęśliwi. A Ty pozwoliłaś żeby byli szczęśliwi? 

Eileen napisał/a:

Zwłaszcza, że zazwyczaj jakiś tam schemat był, zanim ta partnerka się pojawiła i teraz to ona chce go zmieniać, bo to wg niej wpływa na jej życia - a tak naprawdę wpływa na coś ustalonego między dziećmi a ojcem. Dlatego powinna się albo dostosować

A Ty pomyślałaś o tym, z perspektywy TEJ POJAWIAJĄCEJ się kobiety? Jej świat też jest jakoś tam poukładany. Tez ma swoje schematy, a tu nagle pojawia się w Jej życiu facet, kocha Go tak, że mdleje z tęsknoty za  NIM, a tu jakaś egoistyczna pannica każe ojcu wybierać albo Ja albo ta Twoja nowa kobita!

Więcej pokory dziewczyno i trochę empatii.

3 795 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-26 10:26:54)

Odp: Być drugą i macochą

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

3 796

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

Czemu nie zyczysz? ja mimo żadnych złych intencji właśnie "życzę" ale tylko dlatego ,ze każdy kij ma dwa konce a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.    Po drugiej stronie barykady inaczej się na to zupełnie patrzy

Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to  robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło

3 797

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

Czemu nie zyczysz? ja mimo żadnych złych intencji właśnie "życzę" ale tylko dlatego ,ze każdy kij ma dwa konce a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.    Po drugiej stronie barykady inaczej się na to zupełnie patrzy

Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to  robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło

takie same mam zdanie poparte obserwacją w rodzinie i u znajomych, rodziny i z rozwodem i bez .. ... znam dzieci i dorosłych tak wychowywanych .. konsekwencje w niektórych przypadkach tragiczne ... ... i podpisuję się obiema rękoma pod tekstem Mortishi ..

3 798 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-08-26 13:08:31)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Wiecie co, ja z jednej strony Was rozumiem. Bo też szlag by mnie trafiał, gdyby przez dziecko faceta zostały odwołane jakiekolwiek wspólne plany, czy gdyby to dziecko się pojawiało co chwilę ot tak w mieszkaniu, bez wcześniejszego uzgodnienia. Ale wiem, jaka jestem i nigdy w życiu w związek z facetem z dzieckiem bym się nie wpakowała. Nie chcę mieć dzieci, więc tym bardziej cudze pałętające się po moim życiu nawet od czasu do czasu doprowadzałoby mnie do szału.

Z drugiej strony moi rodzicie się rozwiedli, co prawda żadne z nich nie miało innego partnera pretendującego do miana ojczyma/macochy, ale umiem sobie wyobrazić, jakbym się wtedy zachowywała. Albo raczej - jakbym się nie zachowywała. Chodzi mi o to, że jak miałam te 13 lat, rodzice - rozwód, żadne nam nie ustalało jakichś spotkań, wszystko zależało ode mnie i od mojego 8-letniego wtedy brata. I jak nie chciałam spać u ojca przez miesiąc, to nie spałam, ale jak miałam ochotę wpaść na tydzień, to informowałam go o tym i przyjeżdżałam. Ja może mniej, ale mój brat, jak chciał, to i na 2-3 tygodnie się wyprowadzał do ojca pomieszkać z nim, bo to to samo miasto. O dowolnej godzinie mogliśmy go odwiedzić, zabierał nas na wakacje itd. I gdyby miał partnerkę czy tam żonę, to ja bym wcale nie czuła się w obowiązku zmieniać czegokolwiek pod nią, bo to dalej mój ojciec i tak, jak mieszkam z mamą, tak samo mogę iść sobie pomieszkać u ojca (pod warunkiem, że to jego mieszkanie, a nie jej). I jakbym dowiedziała się, że nie, bo ona chce oglądać TV, a ja będę oglądać bajki/chce zjeść kolację z ojcem/chce się czuć swobodnie w mieszkaniu/chce cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy - i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło. Bo fajnie, że ta nowa partnerka chce być dla niego najważniejsza, ale to jest mój ojciec i ja mam prawo go widywać, kiedy nam pasuje, nie muszę się dostosowywać do niej. I jednak uważam, że to dziecko powinno być ważniejsze dla ojca, niż kobieta.

Ktoś wspomniał o wakacjach, które przepadły - na miejscu tej kobiety "zamordowałabym" faceta za to, ale na miejscu dziecka... Jakby mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Grecji, to tak samo i na tyle samo musiałby potem zabrać tam mnie i mojego brata. Tak było zawsze. Jechaliśmy dwa razy - raz z mamą, raz z ojcem. Więc bierze nas albo z nią (i trudno, nici z romantycznego wyjazdu), albo jedzie drugi raz.

No i, śmiechu warte, ale mam tylko nadzieję, że jakby potencjalna partnerka próbowała ojca rozliczać z tego, co wydaje ZE SWOICH pieniędzy na mnie i mojego brata, to by to szybko ukrócił. Jego pieniądze, jego dzieci, nie musi się spowiadać. No chyba że brałby z jej, to co innego, na to bym na jej miejscu też nie pozwoliła.

Także moim zdaniem ten temat budzi wiele emocji - bo każdy by chciał "tatusia/partnera" dla siebie, ale jednak uważam, że koniec końców dzieci mają do tego większe prawo. Zwłaszcza, że zazwyczaj jakiś tam schemat był, zanim ta partnerka się pojawiła i teraz to ona chce go zmieniać, bo to wg niej wpływa na jej życia - a tak naprawdę wpływa na coś ustalonego między dziećmi a ojcem. Dlatego powinna się albo dostosować (o ile, jak pisałam, nie dotyczy to jej pieniędzy, jej mieszkania, jej...), albo zrezygnować z takiego związku. A ja wiem, że z pierwszą opcją bym sobie nie poradziła, rozszarpałabym takie dziecko, więc Was podziwiam w sumie, ale sama do dzieciatego - nigdy w życiu.

wydaje mi się, że jedna z uczestniczek tego wątku pisała tutaj o takiej złośliwej, zaborczej trzynastolatce, która ciągle stawia na woje, rozwalając tatusiowi zycie. ja myslałam, że koło 16 człowiek staje się wrazliwszy na potrzeby innych, uczy się, co to znaczy empatia, wie, że miłośc polega na dzieleniu się i dbaniu o szczęscie osób, których kochamy
a jednak ty elein- mając lat 22, nie róznisz się w motywacji i dbaniu o siebie od dziecka z piaskownicy, który walczy o swoje zabawki.. i prawo do zabawy wszystkimi innymi.

zastanawiam się, jak teraz zyją twoi rodzice, czy wiedza, że ani na ciebie ani na brata nie będa mogli liczyć? bo przeciez ani przez moment nie pojawia się wtobie myslenie o ich potrzebach, o ich relacjach i ich szczęsciu? jak będa zdrowi, uczynni, pieniązki dadzą, i będa latać koło was, bedzie ok
ale jesli kiedyś beda was potrzebować - to przecież wy jesteście KRÓLESTWO - książę i księzniczka... ty i twój brat. sama wasza obecnośc sprawia, że rodzice klękają przed wami, waszymi zachciankami, potrzebami i dziwnie rozumianą sprawiedliwością.. (mnie się nalezy)


biedni ci twoi rodzice elein. ale pewnie mają taką córkę i syna na własne zyczenie...

3 799 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-26 13:45:58)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:
Eileen napisał/a:

.....I jakbym dowiedziała się, że nie, bo ona chce oglądać TV, a ja będę oglądać bajki/chce zjeść kolację z ojcem/chce się czuć swobodnie w mieszkaniu/chce cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że kochany tatuś mógłby mnie nie zobaczyć przez kilka miesięcy i to nie jest czcze gadanie, czy szantaż - bo ja o tym nie mówiłam, ale jak raz mnie zawiódł, to tak właśnie się skończyło. Bo fajnie, że ta nowa partnerka chce być dla niego najważniejsza, ale to jest mój ojciec i ja mam prawo go widywać, kiedy nam pasuje, nie muszę się dostosowywać do niej. I jednak uważam, że to dziecko powinno być ważniejsze dla ojca, niż kobieta.

Ktoś wspomniał o wakacjach, które przepadły - na miejscu tej kobiety "zamordowałabym" faceta za to, ale na miejscu dziecka... Jakby mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Grecji, to tak samo i na tyle samo musiałby potem zabrać tam mnie i mojego brata. Tak było zawsze. Jechaliśmy dwa razy - raz z mamą, raz z ojcem. Więc bierze nas albo z nią (i trudno, nici z romantycznego wyjazdu), albo jedzie drugi raz.

........

Także moim zdaniem ten temat budzi wiele emocji - bo każdy by chciał "tatusia/partnera" dla siebie, ale jednak uważam, że koniec końców dzieci mają do tego większe prawo. Zwłaszcza, że zazwyczaj jakiś tam schemat był, zanim ta partnerka się pojawiła i teraz to ona chce go zmieniać, bo to wg niej wpływa na jej życia - a tak naprawdę wpływa na coś ustalonego między dziećmi a ojcem. Dlatego powinna się albo dostosować (o ile, jak pisałam, nie dotyczy to jej pieniędzy, jej mieszkania, jej...), albo zrezygnować z takiego związku. A ja wiem, że z pierwszą opcją bym sobie nie poradziła, rozszarpałabym takie dziecko, więc Was podziwiam w sumie, ale sama do dzieciatego - nigdy w życiu.

wydaje mi się, że jedna z uczestniczek tego wątku pisała tutaj o takiej złośliwej, zaborczej trzynastolatce, która ciągle stawia na woje, rozwalając tatusiowi zycie. ja myslałam, że koło 16 człowiek staje się wrazliwszy na potrzeby innych, uczy się, co to znaczy empatia, wie, że miłośc polega na dzieleniu się i dbaniu o szczęscie osób, których kochamy
a jednak ty elein- mając lat 22, nie róznisz się w motywacji i dbaniu o siebie od dziecka z piaskownicy, który walczy o swoje zabawki.. i prawo do zabawy wszystkimi innymi.

zastanawiam się, jak teraz zyją twoi rodzice, czy wiedza, że ani na ciebie ani na brata nie będa mogli liczyć? bo przeciez ani przez moment nie pojawia się wtobie myslenie o ich potrzebach, o ich relacjach i ich szczęsciu? jak będa zdrowi, uczynni, pieniązki dadzą, i będa latać koło was, bedzie ok
ale jesli kiedyś beda was potrzebować - to przecież wy jesteście KRÓLESTWO - książę i księzniczka... ty i twój brat. sama wasza obecnośc sprawia, że rodzice klękają przed wami, waszymi zachciankami, potrzebami i dziwnie rozumianą sprawiedliwością.. (mnie się nalezy)

biedni ci twoi rodzice elein. ale pewnie mają taką córkę i syna na własne zyczenie...

Foch nastolatki na kilka miesięcy z powodu bajek....  uśmiałabym się jak norka i z litością patrzyła na ta infantylną dziecinadę, z litością i pożałowaniem co z tego pępka świata wyrasta .

To nie jest żadna złośliwość z mojej strony, tylko  szczery naturalny odbiór takich cyrków i fochów małolaty tupiącej nóżką  z muchami w nosie

Roszczeniowość i skrajny egoizm u potomstwa jest czymś na co mam alergie i  nutkę współczucia nawet ,ale nie współczucia rodzicom ,bo na własne życzenie tak wychowali i tak mają pokazując ,ze od zawsze cały świat kręcił się w okól dzieci i ich potrzeb, a własne potrzeby dorosłych ludzi szły w kąt ,schodziły na drugi plan lub w odstawkę  roll
Czym skorupka nasiąknie.......

3 800

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Foch nastolatki na kilka miesięcy z powodu bajek....  uśmiałabym się jak norka i z litością patrzyła na ta infantylną dziecinadę, z litością i pożałowaniem co z tego pępka świata wyrasta .
To nie jest żadna złośliwość z mojej strony, tylko  szczery naturalny odbiór takich cyrków i fochów małolaty z muchami w nosie

Pamiętajcie, że to nie jest wina tej dziewczyny, czy tych dzieci. To jest wina rodziców, którzy walcząc między sobą, każde chciało zaskarbić sobie przychylność dziecka, więc włazili dzieciom  w dupkę ile się dało. Niestety ja trafiłam na gościa , który właśnie tak do dupki swoim dzieciom włazi, nie zastanawiając się nad tym, że właśnie stracił (jak twierdzi) miłość swojego życia. A za 10 lat kiedy Jego córeczki będą miały Go, nie gdzie indziej tylko w dupce, On będzie zgorzkniałym , samotnym Panem pod 50-tkę, bez kobiety u boku a z dziećmi które będą o Nim pamiętać tylko wtedy, kiedy będą potrzebować kasy.

3 801

Odp: Być drugą i macochą

kjim - dlatego edytując na końcu zdania dopisałam to co wspomniałaś, nawet jeszcze nie czytając twojej wypowiedzi,ale mam bardzo podobne zdanie  smile

3 802

Odp: Być drugą i macochą

W dzisiejszym świecie bardzo dużo mówi się o prawach dziecka, coraz mniej o obowiązkach. Coraz wcześniej dzieciaki chcą mieć prawa, coraz później obowiązki.
Ale o prawa rodziców nikt nie pyta. A ja uważam, że żadna skrajność nie jest dobra.
W końcu ja też poza tym, że jestem matką, jestem także kobietą, córką, kochanką, pracownikiem i też mam swoje potrzeby, marzenia. Dogadzając i wyreczając nasze dzieci powinnyśmy też pamiętać o sobie.

Rozumiem, że dbamy o dzieci, bo same zadbać o siebie nie mogą... ale są pewne granice, które tutaj notorycznie są naginane. Bo co innego oznacza wychowywanie, uczenie obowiązków, pokazywanie co jest dobre co złe, a co innego rozpieszczanie, wyręczanie, tworzenie potwora egoistycznie nastawionego tylko na własne potrzeby.

3 803

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

Czemu nie zyczysz? ja mimo żadnych złych intencji właśnie "życzę" ale tylko dlatego ,ze każdy kij ma dwa konce a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.    Po drugiej stronie barykady inaczej się na to zupełnie patrzy

Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to  robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło

Zgadzam się z wami dziewczyny i właśnie dlatego żadnemu dziecku nie życzę takiej krzywdy. Dorośli mają prawo wyboru jak chcą żyć, natomiast dzieci są uzależnione od ich decyzji i metod wychowawczych. Sama niejednokrotnie byłam traktowana przez rodziców i dziadków jak księżniczka. Mój mąż miał dość mojego egoizmu, po rozwodowej nauczce staram się zmienić, ale wierzcie mi, że nie jest łatwo. Chciałabym umieć być tak wyluzowana i obojętna jak M, który miał duże rodzeństwo i musiał nabyć umiejętność dzielenia się z innymi.

3 804 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-26 14:13:28)

Odp: Być drugą i macochą

Tendre -Ja tez to wyczulam , ze od lat 90+ zaczęło się wychowanie dzieci  w  nowoczesnym nurcie pedagogicznym. Dzieci mają same prawa, a rodzice obowiązki cool
I to falowo  się rozprzestrzenia , jak zaraza, później takie małe cholery mają roszczenia do wszystkich w okół siebie , bo im się należy i basta .Jak zaklaszczą  tak do rytmu masz tańczyć, a spróbuj się sprzeciwić to  ....FOCH z powodu nie poradzenia sobie z nadmiarem traumatycznych emocji  big_smile
Z roku na rok coraz większa plaga JA, JA i jeszcze raz JA. Dziecko mówi i paluszkiem pokazuje, rodzic z pokora do usług .
Dziecko ma prawa , rodzic obowiązki ,a jak zapytasz  statystycznego małolata o jego obowiązki ,to wody w ustach nabiera i tylko świerszcze słychać wink

-zazdrosna13 -- również  popieram smile

3 805 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-26 14:20:52)

Odp: Być drugą i macochą

wkurza mnie ta ostatnia pusta strona, może przeskoczy teraz

O poszlo, już cofać się nie trzeba , a to działa na nerwy wink

3 806

Odp: Być drugą i macochą

Ex mojego byłego co roku wczasy za granicą , czasami 2 razy..syna nie wzięła nigdy ... nigdzie ...
Ja mam nie jechać na wakacje z parterem .. czy zabrać jego syna i zapłacić za to ??
On alimenty musi zapłacić , choć syn przez 1,5 miesiąca jest poza domem i to na nasz w większości koszt,,, reszta pokrywają rodzice M ,,,

Ale ja pisałam o swojej sytuacji. Jeżeli do tej pory na wakacje zabierała mnie raz mama, raz tata, to czy po pojawieniu się jego partnerki, miałby powiedzieć "sorry, mała, nigdzie nie jedziesz, bo ona nie chce z Tobą jechać"? Nie musi jechać ze mną, jeśli nie chce ani za to płacić - skoro do jej pojawienia się mojego ojca było stać, żeby mnie gdzieś zabrać, to dalej będzie. Nikt nie mówił o tym, że ona będzie za to płacić.

Sorry, ale z tego co piszesz wyłania się obraz potwornej egoistki, którą rodzice wychowali tak na własne życzenie. Nie dziwię się, że nie mieli innych partnerów, bo z tego co piszesz to WY Dzieci zdominowaliście zupełnie ICH życie. Wykorzystaliście sprawę rozwodu jako najlepszy moment do ugrania dla siebie jak najwięcej korzyści. WAM się należą wakacje, WAM trzeba podporządkować czas i plany, Wam trzeba się poświęcić, tylko Wy się liczycie.

Egoistką, jestem, owszem, ale nie uważam, że akurat w tej sprawie. To moi rodzice się rozwiedli, nie ja. Ja po rozwodzie chciałam mieć dalej rodziców, z którymi spędzam czas tak, jak wcześniej. Co w tym złego? Po rozwodzie jedno z rodziców ma się stać od czasu do czasu pojawiającą się osobą? Żeby partnerce było wygodniej? Oni się nie rozwiedli z nami, tylko ze sobą. Dlaczego dla dziecka ma się zmieniać np. czas, który poświęcają im rodzice? Dlaczego nie mam wyjechać z każdym z nich na wakacje? Dlaczego nie mogę nocować u ojca, kiedy nam to odpowiada?

Dobrze podkreśliłaś słowa ZE SWOICH pieniędzy. W naszych związkach jak się dobrze wczytasz dominuje typ faceta, który doi swoje partnerki i kosztem wspólnego życia dopieszcza swoje dzieciaki.

Oczywiście, że to podkreśliłam, a i tak większość nie zauważyła. Ja wcale nie chcę, żeby po znalezieniu partnerki, zmieniało się coś dla mnie na plus. Nie, ale nie uważam też, że nagle z powodu nowej partnerki ja mam dostawać mniej (i nie mówię tutaj tylko o rzeczach materialnych). Przecież wiadomo, mam matkę i ojca, skoro do tej pory mogłam dzielić czas między nich pół na pół i wszyscy byli zadowoleni, to teraz ma to zmienić, bo nowa pani będzie niezadowolona? A kupić mi czegoś czy zabrać mnie gdzieś ojciec nie może właśnie za SWOJE pieniądze, bo... No właśnie, bo co? Bo dla niej mniej zostanie? Nie mówię tu o żadnej z Was, bo tak jak pisałam, rozumiem Wasze podejście z perspektywy osoby dorosłej. Też bym nie zgodziła się łożyć na cudze dziecko, ale... skoro mój ojciec płaci za mnie, to co komu do tego?

A Ty pomyślałaś o tym, z perspektywy TEJ POJAWIAJĄCEJ się kobiety? Jej świat też jest jakoś tam poukładany. Tez ma swoje schematy, a tu nagle pojawia się w Jej życiu facet, kocha Go tak, że mdleje z tęsknoty za  NIM, a tu jakaś egoistyczna pannica każe ojcu wybierać albo Ja albo ta Twoja nowa kobita!

Ale ja bym nie kazała wybierać. Ja bym tylko nie chciała, żeby na rzecz tej "nowej kobity", przepadało mi wspólne spędzanie czasu z ojcem. Jakbym chciała z nim spędzać 50% czasu, to pewnie żadna nie byłaby zadowolona, prawda? Najlepiej na weekendy - i, jak czytałam, najlepiej nie wszystkie - a jakby związało się z kimś oboje moich rodziców, to co? Na połowę tygodnia mam zniknąć z powierzchni ziemi, bo ich partnerom przeszkadza moja obecność?

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

Nie lubię dzieci od zawsze. Wszyscy powtarzają, że mi się to zmieni, ale wątpię. Więc tak czy siak dziecka nie planuję. wink

Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to  robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło

Ale mówisz o jakichś skrajnościach. Przecież ja nie wymagałam Bóg wie czego od rodziców. Wakacje, o ile są jakieś fundusze, są raczej standardem w normalnych rodzinach. Dlaczego po rozwodzie wakacje z rodzicem stają się stawianiem na piedestał? Pewnie, każda "nowa partnerka" by chciała, żeby dzieckiem więcej zajmowała się druga strona, ale przypomnę, że każde z rodziców też może chcieć spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem. To też jest stawianie go na piedestale? Że chcę spędzać po równo czas z ojcem i z matką i że oboje są zadowoleni, że żadne nie zostało zepchnięte na boczny tor?

wydaje mi się, że jedna z uczestniczek tego wątku pisała tutaj o takiej złośliwej, zaborczej trzynastolatce, która ciągle stawia na woje, rozwalając tatusiowi zycie. ja myslałam, że koło 16 człowiek staje się wrazliwszy na potrzeby innych, uczy się, co to znaczy empatia, wie, że miłośc polega na dzieleniu się i dbaniu o szczęscie osób, których kochamy
a jednak ty elein- mając lat 22, nie róznisz się w motywacji i dbaniu o siebie od dziecka z piaskownicy, który walczy o swoje zabawki.. i prawo do zabawy wszystkimi innymi.

A co jest złośliwego w tym, że chcę i mogę spędzać czas z ojcem, a nie zamierzam uzgadniać tego z obcą dla mnie osobą? I zakładałam, że to będzie jasne, że piszę o sytuacji, kiedy miałam te naście lat, a nie teraz - bo z rodzicami od dawna na takie normalne, dluższe wakacje nie jeżdżę. Ale jak byłam dzieckiem? Co jest złego w tym, że chcę i uważam za normalne, że rodzice zajmują się mną tak, jak przed rozwodem? Paranoja. Po rozwodzie powinnam zniknąć, bo każde wakacje z ojcem staną się złośliwością, skoro na co dzień opiekowała się mną matka.

Foch nastolatki na kilka miesięcy z powodu bajek....  uśmiałabym się jak norka i z litością patrzyła na ta infantylną dziecinadę, z litością i pożałowaniem co z tego pępka świata wyrasta

Nie, akurat foch był o to, jak mój ojciec 3 razy z rzędu zabrał mojego brata na wycieczkę zagraniczną. Przełknęłam. Miałam jechać do Austrii na TCS, wiedział, jak mi na tym zależy. Powiedział, że nie ma kasy. Okej, nie ma - nie ma sprawy. A kilka miesięcy później pojechał mój brat znowu gdzieś tam. Owszem, ojciec tłumaczył to pewną sytuacją z moim bratem, w którą nie chcę się zagłębiać, ale kolejny raz nastolatka zostająca w domu, podczas kiedy tatuś zabiera braciszka gdzieś tam... Miałam o to duży żal i tak się skończyło. Ale nie było to na zasadzie focha i otrzymania tego, co chcę, tylko po prostu dłuższy czas nie mogłam się z tym pogodzić. Dlatego tak się czepiam tego, że dziecko ma prawo wyjechać ze swoim ojcem, czy ma kobietę, czy nie, bo wiem, jak ja się czułam, kiedy kilka razy zostałam w domu, a jechał mój brat. I to brat. A co dopiero, jakby jechała obca dla mnie osoba.

Pamiętajcie, że to nie jest wina tej dziewczyny, czy tych dzieci. To jest wina rodziców, którzy walcząc między sobą, każde chciało zaskarbić sobie przychylność dziecka, więc włazili dzieciom  w dupkę ile się dało.

Co jest włażeniem w dupkę? Zabranie własnego dziecka na wakacje? Danie mu kieszonkowego? Spędzanie z nim czasu? Śmieszne.

Tak ogólnie - domyślałam się, że podniesie się larum, ale że aż takie... Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego po pojawieniu się nowej kobiety w życiu ojca, zabranie mnie na wakacje, spędzanie ze mną czasu itd. nagle równa się stawianiem na piedestale? To co, po rozwodzie praktycznie tracę ojca, bo wg Was raz na jakiś czas spotkanie i alimenty mają wystarczyć? Koniec z wspólnymi wyjazdami, bo to oznaka rozpieszczenia? A czy któraś z Was pomyślała, że rodzice, halo!, też mogą się cieszyć z czasu spędzanego z dziećmi? Zwłaszcza, że nagle mają go mniej o połowę? No nie, bo połowa to i tak za dużo. A jak  jeszcze będą coś dziecku chcieli kupić, to najlepiej im zabronić i rozliczać ich z własnych pieniędzy.

3 807 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-26 14:50:30)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Ex mojego byłego co roku wczasy za granicą , czasami 2 razy..syna nie wzięła nigdy ... nigdzie ...
Ja mam nie jechać na wakacje z parterem .. czy zabrać jego syna i zapłacić za to ??
On alimenty musi zapłacić , choć syn przez 1,5 miesiąca jest poza domem i to na nasz w większości koszt,,, reszta pokrywają rodzice M ,,,

Ale ja pisałam o swojej sytuacji. Jeżeli do tej pory na wakacje zabierała mnie raz mama, raz tata, to czy po pojawieniu się jego partnerki, miałby powiedzieć "sorry, mała, nigdzie nie jedziesz, bo ona nie chce z Tobą jechać"? Nie musi jechać ze mną, jeśli nie chce ani za to płacić - skoro do jej pojawienia się mojego ojca było stać, żeby mnie gdzieś zabrać, to dalej będzie. Nikt nie mówił o tym, że ona będzie za to płacić.

Sorry, ale z tego co piszesz wyłania się obraz potwornej egoistki, którą rodzice wychowali tak na własne życzenie. Nie dziwię się, że nie mieli innych partnerów, bo z tego co piszesz to WY Dzieci zdominowaliście zupełnie ICH życie. Wykorzystaliście sprawę rozwodu jako najlepszy moment do ugrania dla siebie jak najwięcej korzyści. WAM się należą wakacje, WAM trzeba podporządkować czas i plany, Wam trzeba się poświęcić, tylko Wy się liczycie.

Egoistką, jestem, owszem, ale nie uważam, że akurat w tej sprawie. To moi rodzice się rozwiedli, nie ja. Ja po rozwodzie chciałam mieć dalej rodziców, z którymi spędzam czas tak, jak wcześniej. Co w tym złego? Po rozwodzie jedno z rodziców ma się stać od czasu do czasu pojawiającą się osobą? Żeby partnerce było wygodniej? Oni się nie rozwiedli z nami, tylko ze sobą. Dlaczego dla dziecka ma się zmieniać np. czas, który poświęcają im rodzice? Dlaczego nie mam wyjechać z każdym z nich na wakacje? Dlaczego nie mogę nocować u ojca, kiedy nam to odpowiada?

Dobrze podkreśliłaś słowa ZE SWOICH pieniędzy. W naszych związkach jak się dobrze wczytasz dominuje typ faceta, który doi swoje partnerki i kosztem wspólnego życia dopieszcza swoje dzieciaki.

Oczywiście, że to podkreśliłam, a i tak większość nie zauważyła. Ja wcale nie chcę, żeby po znalezieniu partnerki, zmieniało się coś dla mnie na plus. Nie, ale nie uważam też, że nagle z powodu nowej partnerki ja mam dostawać mniej (i nie mówię tutaj tylko o rzeczach materialnych). Przecież wiadomo, mam matkę i ojca, skoro do tej pory mogłam dzielić czas między nich pół na pół i wszyscy byli zadowoleni, to teraz ma to zmienić, bo nowa pani będzie niezadowolona? A kupić mi czegoś czy zabrać mnie gdzieś ojciec nie może właśnie za SWOJE pieniądze, bo... No właśnie, bo co? Bo dla niej mniej zostanie? Nie mówię tu o żadnej z Was, bo tak jak pisałam, rozumiem Wasze podejście z perspektywy osoby dorosłej. Też bym nie zgodziła się łożyć na cudze dziecko, ale... skoro mój ojciec płaci za mnie, to co komu do tego?

A Ty pomyślałaś o tym, z perspektywy TEJ POJAWIAJĄCEJ się kobiety? Jej świat też jest jakoś tam poukładany. Tez ma swoje schematy, a tu nagle pojawia się w Jej życiu facet, kocha Go tak, że mdleje z tęsknoty za  NIM, a tu jakaś egoistyczna pannica każe ojcu wybierać albo Ja albo ta Twoja nowa kobita!

Ale ja bym nie kazała wybierać. Ja bym tylko nie chciała, żeby na rzecz tej "nowej kobity", przepadało mi wspólne spędzanie czasu z ojcem. Jakbym chciała z nim spędzać 50% czasu, to pewnie żadna nie byłaby zadowolona, prawda? Najlepiej na weekendy - i, jak czytałam, najlepiej nie wszystkie - a jakby związało się z kimś oboje moich rodziców, to co? Na połowę tygodnia mam zniknąć z powierzchni ziemi, bo ich partnerom przeszkadza moja obecność?

Eileen, obyś w przyszłości sama nie została samotną matką i stanęła przed wyborem bycia szczęśliwą z ukochanym facetem, a dobrem rozpieszczonego, rozkapryszonego dziecka, skoro powielisz wzorzec wychowania rodziców. No chyba, że jesteś zdolna poświęcić się własnemu dziecku i z nikim się nie wiązać?!

Nie lubię dzieci od zawsze. Wszyscy powtarzają, że mi się to zmieni, ale wątpię. Więc tak czy siak dziecka nie planuję. wink

Tak na uboczu stawianie dziecka na piedestał doprowadza do katastrofy..gigantycznej , z własnych doświadczeń życiowych wiem, że jest to  robienie krzywdy i sobie i jemu na dłuższą metę. Nic i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest po tym co widziałam ( nie nawiązują tylko do jednego przypadku) i do czego to doprowadziło

Ale mówisz o jakichś skrajnościach. Przecież ja nie wymagałam Bóg wie czego od rodziców. Wakacje, o ile są jakieś fundusze, są raczej standardem w normalnych rodzinach. Dlaczego po rozwodzie wakacje z rodzicem stają się stawianiem na piedestał? Pewnie, każda "nowa partnerka" by chciała, żeby dzieckiem więcej zajmowała się druga strona, ale przypomnę, że każde z rodziców też może chcieć spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem. To też jest stawianie go na piedestale? Że chcę spędzać po równo czas z ojcem i z matką i że oboje są zadowoleni, że żadne nie zostało zepchnięte na boczny tor?

wydaje mi się, że jedna z uczestniczek tego wątku pisała tutaj o takiej złośliwej, zaborczej trzynastolatce, która ciągle stawia na woje, rozwalając tatusiowi zycie. ja myslałam, że koło 16 człowiek staje się wrazliwszy na potrzeby innych, uczy się, co to znaczy empatia, wie, że miłośc polega na dzieleniu się i dbaniu o szczęscie osób, których kochamy
a jednak ty elein- mając lat 22, nie róznisz się w motywacji i dbaniu o siebie od dziecka z piaskownicy, który walczy o swoje zabawki.. i prawo do zabawy wszystkimi innymi.

A co jest złośliwego w tym, że chcę i mogę spędzać czas z ojcem, a nie zamierzam uzgadniać tego z obcą dla mnie osobą? I zakładałam, że to będzie jasne, że piszę o sytuacji, kiedy miałam te naście lat, a nie teraz - bo z rodzicami od dawna na takie normalne, dluższe wakacje nie jeżdżę. Ale jak byłam dzieckiem? Co jest złego w tym, że chcę i uważam za normalne, że rodzice zajmują się mną tak, jak przed rozwodem? Paranoja. Po rozwodzie powinnam zniknąć, bo każde wakacje z ojcem staną się złośliwością, skoro na co dzień opiekowała się mną matka.

Foch nastolatki na kilka miesięcy z powodu bajek....  uśmiałabym się jak norka i z litością patrzyła na ta infantylną dziecinadę, z litością i pożałowaniem co z tego pępka świata wyrasta

Nie, akurat foch był o to, jak mój ojciec 3 razy z rzędu zabrał mojego brata na wycieczkę zagraniczną. Przełknęłam. Miałam jechać do Austrii na TCS, wiedział, jak mi na tym zależy. Powiedział, że nie ma kasy. Okej, nie ma - nie ma sprawy. A kilka miesięcy później pojechał mój brat znowu gdzieś tam. Owszem, ojciec tłumaczył to pewną sytuacją z moim bratem, w którą nie chcę się zagłębiać, ale kolejny raz nastolatka zostająca w domu, podczas kiedy tatuś zabiera braciszka gdzieś tam... Miałam o to duży żal i tak się skończyło. Ale nie było to na zasadzie focha i otrzymania tego, co chcę, tylko po prostu dłuższy czas nie mogłam się z tym pogodzić. Dlatego tak się czepiam tego, że dziecko ma prawo wyjechać ze swoim ojcem, czy ma kobietę, czy nie, bo wiem, jak ja się czułam, kiedy kilka razy zostałam w domu, a jechał mój brat. I to brat. A co dopiero, jakby jechała obca dla mnie osoba.

Pamiętajcie, że to nie jest wina tej dziewczyny, czy tych dzieci. To jest wina rodziców, którzy walcząc między sobą, każde chciało zaskarbić sobie przychylność dziecka, więc włazili dzieciom  w dupkę ile się dało.

Co jest włażeniem w dupkę? Zabranie własnego dziecka na wakacje? Danie mu kieszonkowego? Spędzanie z nim czasu? Śmieszne.

Tak ogólnie - domyślałam się, że podniesie się larum, ale że aż takie... Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego po pojawieniu się nowej kobiety w życiu ojca, zabranie mnie na wakacje, spędzanie ze mną czasu itd. nagle równa się stawianiem na piedestale? To co, po rozwodzie praktycznie tracę ojca, bo wg Was raz na jakiś czas spotkanie i alimenty mają wystarczyć? Koniec z wspólnymi wyjazdami, bo to oznaka rozpieszczenia? A czy któraś z Was pomyślała, że rodzice, halo!, też mogą się cieszyć z czasu spędzanego z dziećmi? Zwłaszcza, że nagle mają go mniej o połowę? No nie, bo połowa to i tak za dużo. A jak  jeszcze będą coś dziecku chcieli kupić, to najlepiej im zabronić i rozliczać ich z własnych pieniędzy.

Ok Elieen, myślę że to daje dużo do myślenia. masz wiele racji w tym co piszesz, przedstawiasz tu stronę dziecka .. nastolatka. Ty i brat byliście jeszcze przed rozwodem tak wychowywani ? że tylko dla Was byli rodzice , i ogólnie wszystko pod Was ?To może tłumaczyć Twój stosunek... Ale my tu nie do dzieci mamy ALE tylko ojców i matek - bo jeśli tak wychowują dzieci , to nie powinni wchodzić w związki .. bo chcąc takich zasad dla swoich dzieci.. nie ma możliwości budowania partnerstwa.. bo nikt , nawet dziecko nie może być najważniejsze czy ważniejsze ... 
Nic nie piszesz o rodzicach ? są samotni ? od wielu lat nie jeździsz już z nimi na wakacje .. więc co ? spędzają je samotnie ? czy wcale nie jeżdżą ... i swoją drogą ... te zdania że z pewnych powodów pojechał brat nie Ty... i Ty się buntowałaś ..... i wymuszałaś na ojcu...to świadczy o egoizmie ..ale to nie Twoja wina.. tylko rodziców , że tak Cię wychowali smile

Elieen napisał/a:

A jak  jeszcze będą coś dziecku chcieli kupić, to najlepiej im zabronić i rozliczać ich z własnych pieniędzy.

o ile tych własnych pieniędzy starczy na zobowiązania w nowym związku ... Z uporem maniaka będę powtarzać .. DOROŚLI WCHODZACY W ZWIĄZEK POWINNI TAKIE RZECZY WIEDZIEĆ I WIDZIEĆ...\
mój partner mnie obciąża kosztami takiego dzieciątka jak Ty ... dzięki mnie ma dom w którym synek ma pokój... i to na mnie narzeka..że nie pozwalam mu kupować synkowi tego co chce ze swoich pieniędzy .... bo później tych swoich pieniędzy nie ma na nasze rachunki smile

3 808 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-08-26 15:03:44)

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, z tymi wakacjami i "fochem" to dłuższa historia, nawet teraz, chociaż patrzę z dystansem na to, to i tak wydaje mi się nieodpowiednie zabieranie jednego dziecka pod rząd parę razy, a drugie ma siedzieć. Byłam starsza, ale nadal dzieckiem byłam i nie dziwię się swojej reakcji sprzed lat. Zawsze byłam pamiętliwa, ale i dość zamknięta w sobie, nie lubiłam mówić, o co mam żal, bo jakoś to mi się ze słabością kojarzyło, więc co u innej nastolatki byłoby może jakąś miłą dla ucha awanturką i zostało równie szybko wyjaśnione, tak u mnie było odcięciem się bez słowa wyjaśnienia, aż... raz przypadkiem spotkałam ojca w sklepie i jakoś głupio mi się zrobiło. big_smile

I nie wydaje mi się, żeby wychowywali nas tak, że wszystko nam się należy. Nigdy nie było tak, że ja muszę mieć najnowsze coś tam, bo koleżanka ma, ALE poza tą sytuacją wyżej traktowali nas w miarę po równo, tzn. jechaliśmy na wakacje z rodzicami, a jak chcieli gdzieś potem razem jechać to spoko. TO mogły być nawet mniejsze wyjazdy, ale nie tak, że np. my spadamy do babci na miesiąc, a oni ten miesiąc w ciepłych krajach siedzą. tongue Po prostu mi się wydaje, że nie było pod nas, ale pod wszystkich - nigdy nie było tak, że mama nic sobie nie kupiła, bo kupowała nam, ale też nie w drugą stronę - że ona płaszcz za pół wypłaty, a my w starych skarpetkach. Więc nie rozumiem za bardzo tych wszystkich wypomnień, że nas rozpieszczali. No chyba że rzeczywiście jakieś prezenty, kieszonkowe, wakacje itd. są rozpieszczaniem - ale jeśli nie oznaczają głodowania rodziców ani jakichś większych wyrzeczeń, to chyba nie?

No i nikt mi nie odpowiedział:
1. Dlaczego po rozwodzie nie mogę spędzać połowy czasu z ojcem, jeśli on by miał nową kobietę?
2. Dlaczego mam nie jechać z nim na wakacje, jeśli ona nie będzie chciała?
3. Dlaczego ma mi przestać dawać kieszonkowe?

Oczywiście przypomnę, że mówię o sytuacji, jak miałam lat 13, a nie o 10 więcej prawie. tongue

o ile tych własnych pieniędzy starczy na zobowiązania w nowym związku ... Z uporem maniaka będę powtarzać .. DOROŚLI WCHODZACY W ZWIĄZEK POWINNI TAKIE RZECZY WIEDZIEĆ I WIDZIEĆ...\
mój partner mnie obciąża kosztami takiego dzieciątka jak Ty ... dzięki mnie ma dom w którym synek ma pokój... i to na mnie narzeka..że nie pozwalam mu kupować synkowi tego co chce ze swoich pieniędzy .... bo później tych swoich pieniędzy nie ma na nasze rachunki smile

No ale ja się tutaj najzupełniej z Tobą zgadzam. tongue Dlatego wszędzie piszę, że dopóki chodzi o jego pieniądze. Z drugiej strony - co za facet, przecież nei zaczął zużywać więcej czegokolwiek nagle po znalezieniu kobiety, wcześniej (chyba) sam płacił swoje rachunki, a nagle go nie stać? big_smile Nie no, to już też tak bardziej ogólnie. Ja pisałam bardziej o swojej sytuacji, bo tutaj, jak wspomniałam, przejrzałam tylko kilka stron, więc nic nie było napisane na podstawie Waszego życia, a mojego. No i pisałam też, że to rozumiem, ale sama dlatego bym nie weszła w związek z kimś z dziećmi. I jak wielu rzeczy mogę nie być pewna, tak tego jestem.

3 809

Odp: Być drugą i macochą

1. zależy czyj jest dom, jesli mój nie chciałabym obcego dziecka u siebie wtedy kiedy tylko dzieciątko bedzie chciało spotkac się z tatą
2. w miarę do uzgodnienia
3. bo ex dostaje alimenty, policz alimenty, kieszonkowe, wczasy, zachcianki dziecka, wypłaty mało a do drugiego życia tez trzeba sie dołożyć /rachunki, jedzenie/

Eileen Ty patrzysz okiem dziecka, który w danej sytuacji się znalazł zawsze kij ma dwa końce.

3 810 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-26 15:37:55)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Ale ja pisałam o swojej sytuacji. Jeżeli do tej pory na wakacje zabierała mnie raz mama, raz tata, to czy po pojawieniu się jego partnerki, miałby powiedzieć "sorry, mała, nigdzie nie jedziesz, bo ona nie chce z Tobą jechać"? Nie musi jechać ze mną, jeśli nie chce ani za to płacić - skoro do jej pojawienia się mojego ojca było stać, żeby mnie gdzieś zabrać, to dalej będzie. Nikt nie mówił o tym, że ona będzie za to płacić.

A czy przed rozwodem tez miałaś podwójne wakacje? A czy przed rozwodem dostawałaś kieszonkowe i od mamy i od taty. Czy przed rozwodem obchodziłaś podwójnie urodziny i dostawałaś podwójne prezenty i od mamy i od taty???
Zapewne nie. Rozwód rodziców spowodował, że zaczęli dbać o Ciebie podwójnie. I to potem uznałaś za normalne, za schemat w którym żyjesz i ze nikt nie ma prawa Ci Go rozwalać. A pomyślałaś, że Twoim rodzicom po rozwodzie przybyło kosztów ( i nie tylko związanych z dziećmi) ale kosztów związanych np z utrzymaniem. Musieli utrzymać dwa domy zamiast jednego. A Ojciec oprócz tego , że płacił alimenty nadal chciał pozostać ojcem, ale nie starym ojcem, ale NOWYM najlepszym tatusiem. Ciekawe czy jak był mężem Twojej mamy to pomyślał z raz o tym , że zbliżają się urodziny dziecka i trzeba kupić prezent i tort załatwić, czy może o takie rzeczy dbała zawsze Wasza mama?  Po rozwodzie tata stał się nowym lepszym tatą. Wtedy właśnie taki tata zaczyna dostrzegać własne dzieci i zabiega o Ich uwagę. Nie oszukujmy się w większości rodzin (tych nie rozwalonych ) tak to właśnie wygląda , że o dzieci dba mama a tata jest od zarabiania kasy.
Ale Ty przyjęłaś z otwartymi ramionami tego NOWEGO TATĘ i uznałaś, że to jest Twój schemat zycia , w który nikt nie ma prawa ingerować.

Eileen napisał/a:

Ja po rozwodzie chciałam mieć dalej rodziców..... Dlaczego nie mam wyjechać z każdym z nich na wakacje? Dlaczego nie mogę nocować u ojca, kiedy nam to odpowiada?

A miałaś tak przed rozwodem????


Eileen napisał/a:

Dobrze podkreśliłaś słowa ZE SWOICH pieniędzy. W naszych związkach jak się dobrze wczytasz dominuje typ faceta, który doi swoje partnerki i kosztem wspólnego życia dopieszcza swoje dzieciaki.
Oczywiście, że to podkreśliłam, a i tak większość nie zauważyła. Ja wcale nie chcę, żeby po znalezieniu partnerki, zmieniało się coś dla mnie na plus. Nie, ale nie uważam też, że nagle z powodu nowej partnerki ja mam dostawać mniej (i nie mówię tutaj tylko o rzeczach materialnych).

A nie pomyślałaś że ojciec, jakby chciał założyć rodzinę z nową partnerką to siłą rzeczy zaczyna też partycypować w kosztach tej NOWEJ rodziny. Ma kobietę którą kocha i JEJ tez by chciał czasem kupić kwiaty , zabrać Ją na kolację, do kina. Musi podzielić swiój czas między dzieci i nową rodzinę. Jeżeli Ty (w sensie dziecko)  wymagasz od Niego aby nie wpłynęło to ani czasowo ani finansowa na Twoje potrzeby to jak ten OJCIEC ma do cholery znaleźć czas i finanse na utrzymanie nowej rodziny??? Dokładnie podobnie ma się tu kwestia Twojej mamy. Chcąc założyć rodzinę z nowym Partnerem i móc te relacje/ten związek utrzymać musi kombinować jak to zrobić , żeby dzieci na tym nie straciły i Partner nie czuł się zaniedbywany!!!! Powiedz mi jak rodzice po rozwodzi mają to zrobić kiedy TY/dziecko walicie focha (bo z tamtym pojechał a mnie nie wziął) No widać nie zasłużyłaś sobie. 

Eileen napisał/a:

Ale ja bym nie kazała wybierać. Ja bym tylko nie chciała, żeby na rzecz tej "nowej kobity", przepadało mi wspólne spędzanie czasu z ojcem. Jakbym chciała z nim spędzać 50% czasu, to pewnie żadna nie byłaby zadowolona, prawda? Najlepiej na weekendy - i, jak czytałam, najlepiej nie wszystkie - a jakby związało się z kimś oboje moich rodziców, to co? Na połowę tygodnia mam zniknąć z powierzchni ziemi, bo ich partnerom przeszkadza moja obecność?

Jeśli Ojciec zrobi to mądrze to ani dziecko ani Partnerka nie powinny być wzajemnie zazdrosne o jego czas.

 

Eileen napisał/a:

Ale mówisz o jakichś skrajnościach. Przecież ja nie wymagałam Bóg wie czego od rodziców. Wakacje, o ile są jakieś fundusze, są raczej standardem w normalnych rodzinach. Dlaczego po rozwodzie wakacje z rodzicem stają się stawianiem na piedestał?

Zapomniałaś jednak, że na to żebyś Ty nie miała gorszych warunków bytowych niż miałaś przed rozwodem, Ojciec ma zasądzone alimenty!!! Przed rozwodem jeżdziłaś na wakacje RAZ? Czy dwa razy z obojgiem rodziców? Bo w normalnych rodzinach o ile sa fundusze to sie jedzie na wakacje z dziećmi RAZ. Na dłuższe wczasy na ogół nie pozwala praca i limit roczny urlopu.

Eileen napisał/a:

A co jest złośliwego w tym, że chcę i mogę spędzać czas z ojcem, a nie zamierzam uzgadniać tego z obcą dla mnie osobą? I zakładałam, że to będzie jasne, że piszę o sytuacji, kiedy miałam te naście lat, a nie teraz - bo z rodzicami od dawna na takie normalne, dluższe wakacje nie jeżdżę. Ale jak byłam dzieckiem? Co jest złego w tym, że chcę i uważam za normalne, że rodzice zajmują się mną tak, jak przed rozwodem? Paranoja. Po rozwodzie powinnam zniknąć, bo każde wakacje z ojcem staną się złośliwością, skoro na co dzień opiekowała się mną matka.

A nie uważasz, że z szacunku do Ojca powinnaś Go zapytać o plany, czy możesz wpaść, czy nie zaplanował sobie wyjścia do kina z kimś kogo TEŻ kocha???? NIE. Ty uważasz , że Tobie czas taty się należy i kropka.

Ale tego właśnie rodzice Cie nie nauczyli : szacunku do Nich i Ich potrzeb

3 811

Odp: Być drugą i macochą
mwdowa81 napisał/a:

3. bo ex dostaje alimenty, policz alimenty, kieszonkowe, wczasy, zachcianki dziecka, wypłaty mało a do drugiego życia tez trzeba sie dołożyć /rachunki, jedzenie/

Mój ojciec alimenty miał zasądzone śmiesznie małe. Chyba coś ok. 350 czy 400 zł na jedno dziecko. Pewnie mama mogłaby się starać o ich podwyższenie, ale nie było potrzeby - właśnie dlatego, że jak były większe wydatki, to nie miał problemu z tym, żeby się dołożyć. A mama i tak płaciła dużo więcej. Np. jeździliśmy wszyscy na nartach - jak trzeba było kupić nowe, to się dokładał. Wiadomo, to jednorazowy wydatek, ale niewkalkulowany w normalne utrzymanie dziecka. Tak samo też zabierał mnie czy mojego brata na narty, czasami na kilka dni, jak  miał ochotę. A mama np. częściej, ale na 1 dzień. No i karnetów narciarskich też nikt w to nie wlicza, a jakby spadło na jedną osobę, to gorzej.

Dołożyć się do drugiego życia? Mój ojciec ma mieszkanie, płaci rachunki, utrzymuje się, a do tego było go stać dać nam kieszonkowe czy kupić coś ot tak, bez okazji. Dlaczego po pojawieniu się partnerki ma przestać być w stanie coś kupić dziecku? Chyba tylko wtedy, jak ona będzie wymagała sponsorowania.

kjim napisał/a:

A czy przed rozwodem tez miałaś podwójne wakacje? A czy przed rozwodem dostawałaś kieszonkowe i od mamy i od taty. Czy przed rozwodem obchodziłaś podwójnie urodziny i dostawałaś podwójne prezenty i od mamy i od taty???
Zapewne nie. Rozwód rodziców spowodował, że zaczęli dbać o Ciebie podwójnie. I to potem uznałaś za normalne, za schemat w którym żyjesz i ze nikt nie ma prawa Ci Go rozwalać.

Owszem, często miałam. Jedne jakieś "lepsze", typu tydzień gdzieś tam, a drugie np. gdzieś pod namiot czy coś tego typu. Albo np. miałam 2 tygodnie nad morzem. Po rozwodzie zazwyczaj zabierali nas gdzieś na tydzień. Pojedynczo. Do tego czasem jakiś spontaniczny wyjazd, ale tego nie liczę - typu weekend tu, a 3 dni tam, ale to częściej zimą, na narty. I tak, przed rozwodem też tak było.

kjim napisał/a:

Musieli utrzymać dwa domy zamiast jednego. A Ojciec oprócz tego , że płacił alimenty nadal chciał pozostać ojcem, ale nie starym ojcem, ale NOWYM najlepszym tatusiem. Ciekawe czy jak był mężem Twojej mamy to pomyślał z raz o tym , że zbliżają się urodziny dziecka i trzeba kupić prezent i tort załatwić, czy może o takie rzeczy dbała zawsze Wasza mama?  Po rozwodzie tata stał się nowym lepszym tatą. Wtedy właśnie taki tata zaczyna dostrzegać własne dzieci i zabiega o Ich uwagę. Nie oszukujmy się w większości rodzin (tych nie rozwalonych ) tak to właśnie wygląda , że o dzieci dba mama a tata jest od zarabiania kasy.
Ale Ty przyjęłaś z otwartymi ramionami tego NOWEGO TATĘ i uznałaś, że to jest Twój schemat zycia , w który nikt nie ma prawa ingerować.

Piszesz o moim życiu tak, jakbyś cokolwiek o nim wiedziała - ale się mylisz. Prezenty np. zazwyczaj kupował ojciec. Nie, nie było dwóch prezentów przed rozwodem, ale był jeden większy. Potem dwa mniejsze. Finansowo - tak samo, może nawet przed rozwodem drożej, bo zawsze łatwiej było się dogadać. Przyjęcia i tort, od kiedy pamiętam, wybierałam/"organizowałam" (w sensie gości itd.) sama w porozumieniu z obojgiem rodziców. Więc nie pisz, że mój ojciec zaczął dostrzegać mnie po rozwodzie, bo to bzdura. I jeśli chodzi o zarabianie kasy, to mama zarabiała dużo więcej - typ kobiety robiącej karierę, a ojciec był po prostu zaradny i też się w jakiś sposób "ustawił", ale to jest nieporównywalne do tego, co zarabia i gdzie pracuje moja matka. Więc na przyszłość - zapytaj, a nie wypowiadaj się o moim życiu. smile

A miałaś tak przed rozwodem????

Tak, przed rozwodem jeździłam z każdym z nich na wakacje i mieszkałam z każdym z nich, co jest chyba oczywiste. Ja nie wiem, wg Ciebie rozwodzi się tylko typowa patologia czy jak? Co w tym dziwnego?

A nie pomyślałaś że ojciec, jakby chciał założyć rodzinę z nową partnerką to siłą rzeczy zaczyna też partycypować w kosztach tej NOWEJ rodziny. Ma kobietę którą kocha i JEJ tez by chciał czasem kupić kwiaty , zabrać Ją na kolację, do kina. Musi podzielić swiój czas między dzieci i nową rodzinę. Jeżeli Ty (w sensie dziecko)  wymagasz od Niego aby nie wpłynęło to ani czasowo ani finansowa na Twoje potrzeby to jak ten OJCIEC ma do cholery znaleźć czas i finanse na utrzymanie nowej rodziny???

Na utrzymanie nowej rodziny? Na razie chyba tej kobiety. Jeśli ma dziecko, to nie on ma je utrzymywać. I jej chyba też nie musi. A jak musi, to przepraszam bardzo, ale trzeba zabrać dziecku, żeby utrzymywać dorosłą babę? wink Pięknie. big_smile

Powiedz mi jak rodzice po rozwodzi mają to zrobić kiedy TY/dziecko walicie focha (bo z tamtym pojechał a mnie nie wziął) No widać nie zasłużyłaś sobie.

Zejdź z wycieczek osobistych, wróżką nie zostaniesz, zresztą napisałam wyżej, jak to było. Zasada prosta = nie znasz faktów, to ich nie twórz.

Zapomniałaś jednak, że na to żebyś Ty nie miała gorszych warunków bytowych niż miałaś przed rozwodem, Ojciec ma zasądzone alimenty!!! Przed rozwodem jeżdziłaś na wakacje RAZ? Czy dwa razy z obojgiem rodziców? Bo w normalnych rodzinach o ile sa fundusze to sie jedzie na wakacje z dziećmi RAZ. Na dłuższe wczasy na ogół nie pozwala praca i limit roczny urlopu.

Już pisałam, że nieraz dwa razy, a jak raz to na dłużej, niż po rozwodzie. Np. na 2 tygodnie przed, a po tygodniu z każdym z rodziców po. Alimenty na wakacje? Zabawne, to w takim razie z tych alimentów powinno być stać każdą rodzinę na wysłanie dziecka na wakacje co miesiąc. Zresztą o sytuacji z alimentami napisałam wyżej. Wiem, że to może być ciężko przyswoić, że ex małżonkowie się nie gryzą i umieją się dogadać (a jakie to musi być ciężkie dla tej nowej partnerki... tongue), ale zdarza się, serio. wink

A nie uważasz, że z szacunku do Ojca powinnaś Go zapytać o plany, czy możesz wpaść, czy nie zaplanował sobie wyjścia do kina z kimś kogo też kocha???? NIE. Ty uważasz , że Tobie czas taty się należy i kropka.

Zależy. Teraz pytam. Wtedy często zdarzało mi się po powrocie ze szkoły np. wpaść do niego albo do pracy. I - niesamowite - on się z tego cieszył. Zawsze mówił, że to też mój dom i mogę przychodzić, kiedy chcę. Miałam nawet klucze. Ojej, cóż za tragedia. wink

3 812

Odp: Być drugą i macochą

Eileen - zamieszczająć swoje komentarze opieram się tylko i wyłącznie na tym co Ty sama tu napisałaś, dlatego do każdej mojej wypowiedzi cytuję kawałek Ciebie. Owszem generalizuję trochę mówiąc o pojedynczych wakacjach, bo w takim środowisku (średniosytuowanym) większość z nas jest chowana.
Widzę, że Ty pochodzisz z domu tych bogatszych Państwa, w których ani finanse , ani limit urlopu (26 dni na rok) nie są tym , co ogranicza rodzinę.
No cóż nam pozostaje dwa tygodnie urlopu w wakacje, reszta przeznaczona na święta, długie weekendy i choroby dziecka.   Więc kończę dyskusje z Tobą, bo bedąc wychowane w dwóch różnych światach i tak się nie zrozumiemy.

3 813 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-26 16:15:04)

Odp: Być drugą i macochą

Eileen, nie odpowiedziałaś na pytanie - czy twoi rodzice weszli w nowe związki, więc mniemam że nie. Pytałaś się ich kiedyś czy nie żałowali swojej decyzji? Może przez swoje poświęcenie pozostali samotni i nieszczęśliwi? Pewnie się nad tym nawet nie zastanawiałaś? Fakt, to ich decyzja, ale przyczyniłaś się do tego, przez to że byłaś taka roszczeniowa i nie zdolna do jakichkolwiek ustępstw.

3 814

Odp: Być drugą i macochą

cały czas z uporem podtrzymujecie tezę, że partner ma przekreslić dotychczasowe życie, zapomnieć i dzieciach/ o zonie to norma/ kontaktować się z dzieckiem poprzez przelew bankowy co wydaje wam się często tez nie na miejscu.
dziewczyny opamietajcie się! jeśli wiązałyście się z facetem z przeszłością to pierwsze co trzeba było zrobić to zastanowić się czy dacie radę udzwignąć ciężar bycia macochą czy kolejna partnerką..
Oburzacie się na Eillen , która pisze jak sprawa wygląda z perspektywy dziecka. Może warto posłuchac, wyciągnąć wnioski, coś zmienić w sobie, relacjach z pasierbami? Dlaczego często ganicie, wytykacie wady, oburzacie się i jesteście sfrustrowane a tak rzadko piszecie że dajecie rade? że to jest do ogarnięcia?
Nie uważacie że takim nastawieniem pokazujecie jak jesteście egoistyczne? W wielu postach można wyczuć że najchętniej byście chciał aby poprzedniego życia partnera nie było, aby było tu i teraz i nikt nie ładował się do waszego zycia.. a czy nie sądzicie że te dzieci ponoszą największe konsekwencje gdy rodzice sie rozwodza??
Zastanawiam się czasami dlaczego tak was irytuje gdy partner chce spędzić czas z dzieckiem? że płaci na nie? że zrobi prezent? że zaproponuje wyjazd? uważacie że te załosne 400 zł średnio przyznawane na dziecko to tak wiele?
Ogarnijcie się bo wychodzi z was burakowo!!

3 815

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Eileen - zamieszczająć swoje komentarze opieram się tylko i wyłącznie na tym co Ty sama tu napisałaś, dlatego do każdej mojej wypowiedzi cytuję kawałek Ciebie. Owszem generalizuję trochę mówiąc o pojedynczych wakacjach, bo w takim środowisku (średniosytuowanym) większość z nas jest chowana.
Widzę, że Ty pochodzisz z domu tych bogatszych Państwa, w których ani finanse , ani limit urlopu (26 dni na rok) nie są tym , co ogranicza rodzinę.
No cóż nam pozostaje dwa tygodnie urlopu w wakacje, reszta przeznaczona na święta, długie weekendy i choroby dziecka.   Więc kończę dyskusje z Tobą, bo bedąc wychowane w dwóch różnych światach i tak się nie zrozumiemy.

Kjim, raczej nie z tych bogatszych państwa, zwłaszcza wtedy - młodzi byli jeszcze dość. tongue Co do urlopów - ojciec ma normalnie 26, mam chyba 36, bo pracuje na uczelniach. Na normalnym etacie mogą się pozamieniać z innymi i zawsze trochę więcej wychodziło. Tak czy siak pisałam, że najpierw 2 tygodnie, potem 2x tydzień + ewentualnie krótkie weekendowe czy 3-dniowe wyjazdy. To dalej się mieści w limicie urlopu. Dlatego nie powiedziałabym o jakichś różnych światach. Na wakacje wyjeżdża wiele osób, nie jest to wydatek przeznaczony dla jakiejś elity, zarabiający w byle jakich pracach studenci są w stanie wyjechać gdzieś na urlop, więc bez przesady.

Eileen, nie odpowiedziałaś na pytanie - czy twoi rodzice weszli w nowe związki, więc mniemam że nie. Pytałaś się ich kiedyś czy nie żałowali swojej decyzji? Może przez swoje poświęcenie pozostali samotni i nieszczęśliwi? Pewnie się nad tym nawet nie zastanawiałaś.

Nie sądzę, żeby poświęcali się dla nas - właśnie przez układ bliski 50/50, tzn. spędzamy dużo czasu i z matką, i z ojcem, to każde z nich paradoksalnie miało sporo czasu dla siebie. Więcej, niż gdybym np. ja została z mamą, a mój brat z ojcem i byśmy się tego trzymali.
Co do nowych związków - takich poważnych na stałe nie ma. Dlaczego? Nie sądzę, że przez nas. Oboje to pracoholicy, tyle że mama z zamiłowania do nauki, a ojciec po prostu lubi swoją pracę, chociaż u niego pogoń za kasą też może mieć znaczenie. Do tego mama lata po wszystkich jakichś zumbach, chórach, narty itd., wiecznie gdzieś na coś (od zawsze tongue), więc jedno i drugie ma mało czasu na gorące romanse. A dalej mogę tylko spekulować - mama by miała za wysokie wymagania, 90% facetów pewnie by skreśliła na starcie, raz że pewnie przez pierwsze nieudane małżeństwo już się nie rzuci w pierwszy związek z zamkniętymi oczami, a dwa, że ma swoją pozycję zawodową, mieszkanie, teraz dość dobrze zarabia i nie sądzę, żeby ot tak chciała pierwszego lepszego faceta do tego ułożonego świata wpuścić. Zwłaszcza, że nawet jakby znalazła faceta, który by jej odpowiadał eee... intelektualnie, to niekoniecznie "poleci" na niego z wyglądu - nie dlatego, że jest próżna, chociaż wygląda na 2 lata a nie 20 lat starszą ode mnie, a dlatego, że dla niej sport itd. jest ważne i każdy pan aka "ciepła klucha - nie lubię się ruszać" jest czymś niezrozumiałym (tak, jestem wpatrzona w matkę jak w obrazek i podziwiam ją jak cholera big_smile) i ze związku z moim ojcem najlepiej zawsze wspomina jakieś wspólne uprawianie sportu jako tej łączącej pasji. No ale mówię, to spekulacje. A ojciec to się do związków nie nadaje big_smile, idealny na krótszy romans, ale na dłuższą metę niet. Takie tam spostrzeżenia. Tak czy siak, nie sądzę, żebyśmy mieli coś z tym wspólnego - mama wydaje się już "ponad to", a ojciec właśnie, jakbym miała obstawiać, idealny kochanek na krótki czas, na dłużej - uchowaj Boże. tongue

3 816 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-26 16:49:41)

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

cały czas z uporem podtrzymujecie tezę, że partner ma przekreslić dotychczasowe życie, zapomnieć i dzieciach/ o zonie to norma/ kontaktować się z dzieckiem poprzez przelew bankowy co wydaje wam się często tez nie na miejscu.
dziewczyny opamietajcie się! jeśli wiązałyście się z facetem z przeszłością to pierwsze co trzeba było zrobić to zastanowić się czy dacie radę udzwignąć ciężar bycia macochą czy kolejna partnerką..
Oburzacie się na Eillen , która pisze jak sprawa wygląda z perspektywy dziecka. Może warto posłuchac, wyciągnąć wnioski, coś zmienić w sobie, relacjach z pasierbami? Dlaczego często ganicie, wytykacie wady, oburzacie się i jesteście sfrustrowane a tak rzadko piszecie że dajecie rade? że to jest do ogarnięcia?
Nie uważacie że takim nastawieniem pokazujecie jak jesteście egoistyczne? W wielu postach można wyczuć że najchętniej byście chciał aby poprzedniego życia partnera nie było, aby było tu i teraz i nikt nie ładował się do waszego zycia.. a czy nie sądzicie że te dzieci ponoszą największe konsekwencje gdy rodzice sie rozwodza??
Zastanawiam się czasami dlaczego tak was irytuje gdy partner chce spędzić czas z dzieckiem? że płaci na nie? że zrobi prezent? że zaproponuje wyjazd? uważacie że te załosne 400 zł średnio przyznawane na dziecko to tak wiele?
Ogarnijcie się bo wychodzi z was burakowo!!

Ona1977- ja nie widzę problemu żeby płacił i 4000 tysiące ... ale niech sam na nie zarobi smile
Niech nie bierze swojego dziecka do domu nowej parterki , sam najczęściej siedząc w pracy do 22  .... bo musi syneczkowi/ córuni wynagrodzić ...
To o czym pisze Eillen , daje dużo do myślenia.. ale nie możesz tez jednostronnie nas macoch przywoływać do porządku, że to my jesteśmy egoistkami... kasa , facet tylko dla nas..... bo my próbujemy "dać radę " ... i zauważ że nasze uwagi skierowane są do naszych parterów  ..
Zauważ, że ja , Zazdrosna , Kjim..i inne wypowiadające się Tu macochy... to my mamy mieszkania , domy, to my radzimy sobie bez panów finansowo .. i to my czujemy się we wszystkich niemal tematach wykorzystywane.. przez tych kochających tatusiów.
emocje są tu niepotrzebne .
ja szukam ciągle pomocy, by tak jak napisałaś Może warto posłuchać, wyciągnąć wnioski, coś zmienić w sobie, relacjach z pasierbami?".. ale trudno zmienić relacje z pasierbami (, wiedząc doskonale że to nie one są winne takiemu ich wychowaniu ), kiedy tatusiowie stoją za nimi murem, gdy Ci kłamią , są wredni , leniwi i maja postawę " mam cię w dupie  i co mi zrobisz - nie jesteś moim rodzicem..
My tez mamy swoja wytrzymałość.. i jesteśmy tylko ludźmi...
I tak jak wspomniał ktoś wyżej.. Twoje życie Eillen nie jest takie jak typowej nastolatki , super że rodzice mogli Wam dać takie bogate życie (nie o kasę tylko chodzi,  ale możliwość rozwoju..).

Dlatego powtórzę po raz kolejny ... dorośli powinni zastanowić się nad sobą po rozwodzie .. znam kobiety które poświęciły się tylko swoim dzieciom.. każdy  jest kowalem swojego losu.

Eileen - opowiedz o swoich rodzicach .. jak to z nimi jest teraz kiedy Wy jesteście dorośli i macie swoje życie .. a może "udało się "Wam przepędzić partnerów rodziców ? w sumie, wyrażę opinię , po co się rozwodzili .. skoro mogli na sobie dalej tak polegać w każdym temacie.
To z ciekawości:)

3 817

Odp: Być drugą i macochą

masz rację, każdy jest kowalem własnego losu. Zastanawia mnie jedno..piszesz, ze facet jest w pracy do 22 , podrzuca ci pasierba.. to jest według Ciebie nie w porządku. Rozumiem. Za chwilę piszesz, że ty masz dom , pracę, wynagrodzenie. On nie ma nic, ty finansujesz pasierba. Nie rozumiem. On pracuje dla idei???
Wreszcie zastanawia coś jeszcze. Po co wiązać się z facetem który nic nie ma co by satysfakcjonowało kobietę? A za to ma bagaż doświadczeń które ciagną się za nim?? Lubicie sie umartwiać za zycia??
Czytając te posty mozna odnieść wrażenie, że cały obowiązek utrzymania, wychowania dzieci, sprzatania, zapewniania bytu i waszej małej rodzinie i temu dziecku które do niedawna miało pełną rodzinę spoczywa na was kobietach.. to pytam po co wam ten facet? jesli jest zły , lezy palnikiem do góry i tylko od was wymaga.. po co wam ktoś taki?

3 818

Odp: Być drugą i macochą

Eileen - opowiedz o swoich rodzicach .. jak to z nimi jest teraz kiedy Wy jesteście dorośli i macie swoje życie .. a może "udało się "Wam przepędzić partnerów rodziców ? w sumie, wyrażę opinię , po co się rozwodzili .. skoro mogli na sobie dalej tak polegać w każdym temacie.
To z ciekawości:)

Hm... teraz jest lepiej niż przed rozwodem. Ojciec był zawsze zazdrosny o matkę, bo ładna, miła, mądra, na pewno ktoś mu ją porwie, czy coś. I mniej więcej o to poszło - bo mama miała mnóstwo pasji i z nich nie zrezygnowała ani po ślubie, ani po rozwodzie. W sumie ojciec też zawsze miał pasje - karate i pływanie, ale mama zazdrosna nie była, mimo że dużo czasu zabierają mu treningi. Nie przepędzaliśmy partnerów, nigdy takich nie było, mama od czasu do czasu się z kimś umawiała, ale to były takie luźne wyjścia na kawę i nigdy nie dążyła do czegoś więcej. Ojciec - właściwie to nie wiem, ale też nigdy tam nikogo poważnego nie było, no ale też mu nie monitoruję sypialni. tongue
Tak, teraz polegają na sobie, może dlatego właśnie, że już nie są razem, raczej jak starzy, dobrzy znajomi, ale nic więcej. tongue Po co się rozwodzili? Hm... mam wielu dobrych znajomych, kilku bliskich przyjaciół, ale z żadnym nie chciałabym brać ślubu. tongue
Jak między nimi teraz wygląda? Ja większość czasu nie jestem w domu, więc nie widzę wszystkiego, ale np. my wyjeżdżamy, ojciec dostaje klucze i karmi koty. Ojciec spędza sylwestra na nartach, mama akurat u rodziny spokojnie - zgadza się nie pić i odbiera go (blisko, 20 km). Ojciec zrywa mięsień na treningu - mama go rehabilituje. Mój kuzyn ze strony ojca ma wesele, jego mama (siostra mojego ojca) zaprasza moją mamę przez mojego ojca (bo sama się rozwiodła niedawno i potrzebuje mentalnego wsparcia) - mama idzie. Mamie się psuje auto - ojciec wszystko załatwia. Mamie się psuje auto na amen - ojciec akurat zmienia swoje, a stare było dość nowe, więc mama dostaje jego auto za ileś tam mies. alimentów. Generalnie no... są ze sobą w dobrych stosunkach, ale nie zamierzają do siebie wrócić i nie ma w tym "nic więcej".

3 819 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-26 17:24:21)

Odp: Być drugą i macochą

Znam nie jedna kobietę, która po rozwodzie poświęciła się wyłącznie dzieciom, ale dla faceta kobieta w domu to po prostu wygoda. Na kochanki lub chwilowe partnerki potrzeba więcej czasu i pieniędzy zatem będę zdania, że Eileen i jej brat mogli skutecznie odstraszać wszelkie kandydatki na potencjalne żony.

ONA1977 nikt nikomu nie każe czegokolwiek przekreślać ani zapominać. Trzeba tylko to mądrze sobie poukładać, by czas i pieniądze znalazły się dla każdego. Niech zgadnę - sama jesteś matką dziecka, którego ojciec więcej czasu spędza z nowa partnerką? Zazdrość cie zżera, że ci nie pomaga tyle ile wcześniej? Zatem zakasaj rękawy i do roboty, mało ci pieniędzy z alimentów to nikt ci nie broni zarabiać więcej, pracować dłużej.

3 820 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-26 17:27:22)

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

masz rację, każdy jest kowalem własnego losu. Zastanawia mnie jedno..piszesz, ze facet jest w pracy do 22 , podrzuca ci pasierba.. to jest według Ciebie nie w porządku. Rozumiem. Za chwilę piszesz, że ty masz dom , pracę, wynagrodzenie. On nie ma nic, ty finansujesz pasierba. Nie rozumiem. On pracuje dla idei???
Wreszcie zastanawia coś jeszcze. Po co wiązać się z facetem który nic nie ma co by satysfakcjonowało kobietę? A za to ma bagaż doświadczeń które ciagną się za nim?? Lubicie sie umartwiać za zycia??
Czytając te posty mozna odnieść wrażenie, że cały obowiązek utrzymania, wychowania dzieci, sprzatania, zapewniania bytu i waszej małej rodzinie i temu dziecku które do niedawna miało pełną rodzinę spoczywa na was kobietach.. to pytam po co wam ten facet? jesli jest zły , lezy palnikiem do góry i tylko od was wymaga.. po co wam ktoś taki?

Nie pisałam o sobie tylko ogólnie informacje jakie tu się pojawiają .
Bo może my nie tylko matkami jesteśmy ?? i nie jesteśmy tak egoistyczne jak ktoś tu nas podejrzewa ??
Spotykamy faceta , który potrafi być ok.. ale nie radzi sobie z złośliwością Ex lub nie potrafi znaleźć złotego środka pomiędzy miłością do dzieci i do kobiety... bo często jest między kowadłem a młotem...
Nie ma na to jednej odpowiedzi ..
bardzo mądra kobieta na tym forum napisała ..nie warto kłócić się o dzieci .. one dorosną i odejdą .. zostaniemy sami "
Ja nie mam jeszcze 40 .. prawie dorosłego syna .... nie mam nic wspólnego z rozwodem mojego faceta .. on rozstał się z żoną przed ciążą ... byli w separacji... cos tam próbowali pokleić .. i .. pojawił się syn .. ale nie udało się niczego pokleić.
On obwinia ją .. ja po 6 latach z nim... uważam że on jest bardzo trudny do życia ...
Ale nie jestem księgową w życiu.. nie kieruję się rachunkiem zysków i strat.. zakochałam się ..
Rozumiem wiele jego rozterek..jednocześnie nie mogę się zgodzić z jego wszystkimi decyzjami, zwłaszcza z tymi które bija we mnie i mojego syna...
Nie chcę obciążać tym otoczenia .. więc wolę tu... bo tu mogę mówić co myślę i czuję .. a często wstydzę się tych moich myśli i odczuć.. Jestem tez tylko człowiekiem ..

3 821

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Znam nie jedna kobietę, która po rozwodzie poświęciła się wyłącznie dzieciom, ale dla faceta kobieta w domu to po prostu wygoda. Na kochanki lub chwilowe partnerki potrzeba więcej czasu i pieniędzy zatem będę zdania, że Eileen i jej brat mogli skutecznie odstraszać wszelkie kandydatki na potencjalne żony.

ONA1977 nikt nikomu nie każe czegokolwiek przekreślać ani zapominać. Trzeba tylko to mądrze sobie poukładać, by czas i pieniądze znalazły się dla każdego. Niech zgadnę - sama jesteś matką dziecka, którego ojciec więcej czasu spędza z nowa partnerką? Zazdrość cie zżera, że ci nie pomaga tyle ile wcześniej? Zatem zakasaj rękawy i do roboty, mało ci pieniędzy z alimentów to nikt ci nie broni zarabiać więcej, pracować dłużej.

A co to ma znaczyć, że pieniądze dla każdego? Wybacz, ale wg mnie ten mąż ma zarobić na siebie i na utrzymanie dziecka (oczywiście na dziecko razem z żoną). I tego podziału partnerka nie zmienia, bo jest dorosła i powinna zarabiać sama na siebie. No chyba że uważa, że za mało kasy dostaje od partnera, bo woli utrzymywać swoje dziecko niż ją, ale to jest żałosne.

A moi rodzice poświęcali tyle czasu sobie, co i nam. Co Ci się nie podoba w podziale czasu połowa tutaj, połowa tam? Może i mogliśmy odstraszać, ale takie kobiety, co to właśnie mają system roszczeniowy, że partner ma je utrzymywać, niezależnie od dotychczasowych obowiązków. Jak odstraszyłam takie, co by uważały, że jakiekolwiek pieniądze od mojego ojca się im należą, to z ewentualnego odstraszenia jestem dumna. smile

3 822

Odp: Być drugą i macochą

Jeśli matka dostaje alimenty na dziecko to sama zobowiązana jest dołożyć dla niego drugie tyle, a każda kobieta w utrzymaniu powinna liczyć na samą siebie, a nie na byłego lub dotychczasowyego partnera.

3 823 Ostatnio edytowany przez ONA1977 (2014-08-26 18:30:04)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Znam nie jedna kobietę, która po rozwodzie poświęciła się wyłącznie dzieciom, ale dla faceta kobieta w domu to po prostu wygoda. Na kochanki lub chwilowe partnerki potrzeba więcej czasu i pieniędzy zatem będę zdania, że Eileen i jej brat mogli skutecznie odstraszać wszelkie kandydatki na potencjalne żony.

ONA1977 nikt nikomu nie każe czegokolwiek przekreślać ani zapominać. Trzeba tylko to mądrze sobie poukładać, by czas i pieniądze znalazły się dla każdego. Niech zgadnę - sama jesteś matką dziecka, którego ojciec więcej czasu spędza z nowa partnerką? Zazdrość cie zżera, że ci nie pomaga tyle ile wcześniej? Zatem zakasaj rękawy i do roboty, mało ci pieniędzy z alimentów to nikt ci nie broni zarabiać więcej, pracować dłużej.

wyobraź sobie że zyję w szczęsliwym związku już sporo , z tym samym facetem grubo ponad 20 lat..dysponuje wypłatą i swoją i męża tak dla relaksu..
zaskakujące jest to że czytając posty odnieść mozna wrażenie, że najpierw jest kwestia kasy.. długo, długo nic.. dopiero/ może/ sa uczucia, wzajemne relacje, rozmowa, ustalenie pewnych zasad i td...

Życie to nie licytacja kto lepiej, więcej, komu bardziej sie nalezy i kto potrzebuje więcej.
Może zamiast utyskiwac na ex partnerki, pasierbów  to nalezy przegadac niejedna noc z facetem którego ta sytuacja dotyczy?? może warto ustalić jak żyć aby sie nie pozabijac i aby kolejne dzieci nie cierpiały traumy jaka jest rozwód rodziców

Zazdrosna , edytowałam posta bo doczytałam Twojego kolejnego..
czy Ty sądzisz, że sprawy alimentów dotyczą tylko małych dzieci??
wiesz ile płaca ojcowie na swoje dzieci?
nie licze tych jednostek co płaca godne pieniądze na dzieci..
jesli ojciec płaci zakładam te wspomniane 400 zł , matka ma dołozyć 400 zł ?? a dziecko wystarczy ze sie uczy, potrzebuje książek, rozwijac sie, korepetycji czy chociażby rozwijać hobby to ma my stykać? ojciec wysyłając tą kase ma miec czyste sumienie tak? i jego zona ma sie odwalić i niczego nie oczekiwać? ona  czyli ex musi dostosowywac swój urlop? on nie musi? bo żona aktualna partnerka się wkurza i nie pozwala na taki układ?
nie uważasz ze to jest dziecinada?

3 824

Odp: Być drugą i macochą

Nie zazdrosna, nie drugie tyle, jeśli to ta kobieta głównie dziećmi się zajmuje.

I moja matka w żaden sposób nie była utrzymywana przez mojego ojca, jak pisałam, zarabia więcej i więcej na nas łożyła niż on, mimo wakacji, które są taką solą w oku macoch, nie mówiąc o wspólnym spędzaniu czasu.

3 825 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-26 19:28:23)

Odp: Być drugą i macochą

Kobitki, każda z Was ma wiele racji, ale ta dyskusja mija się z celem dopóki nie doczytacie historii poprzednich 100 stron tego forum.
Żadna z nas macoch NIE JEST PRZECIWNA OBECNOŚCI DZIECI PARTNERA WE WSPÓLNYM ŻYCIU i ŻADNA Z TU OBECNYCH ZAPEWNE NIE CHCE GO OSKUBAĆ Z KASY I WASZEGO SPADKU!!!!!
Nie o to chodzi, by pozbyć się pasierba z życia Partnera!!!!
Poczytajcie sobie 100 poprzednich stron, to będziecie wiedziały o co chodzi.


Napisze w telegraficznym skrócie o swojej historii.
Dwa lata temu zakochałam się w facecie z trójką dzieci. Syn mieszkający z ojcem, dwie małe córki z matką.
Syn Partnera (nastolatek) wyprowadził się do Matki w chwili, gdy dostał ochrzan od ojca za zawalone stopnie. Dostał szlaban na kolegów do czasu poprawienia ocen i.... spakował walizki i poszedł mieszkać do Matki. Od tego czasu jedyne co okazuje ojcu to to, że ma Go w dupie.
Ja zakochana w Jego uroczych , małych dziewczynkach po dwóch latach plucia mi w twarz przez te "urocze dziewczynki" słowami (i będę to powtarzać w nieskończoność, bo sama słyszałam to ze 100 razy): "mama nie pozwoliła mi Ciebie kochać, mama mówiła, że nie muszę się Ciebie słuchać....itd" , po dwóch latach ignorowania mnie przez te dzieci i przerażona sieczką jaką ta Matka robiła z mózgu własnym dzieciom, wycofaliśmy się z tego związku, bo oboje wiedzieliśmy, że skończy się to słowami, albo Ja albo te dzieciaki. Do tego to zmierzało, bo Exowa postawiła sobie jeden chory cel: zrobić wszystko żeby Pan nie zaznał szczęścia. Znając Jego słaby punkt : DZIECI, walczyła NIMI.   
Wybacz więc Eileen, ale moje słowa o Twoim egoizmie były podszyte sytuacją, której ja doświadczałam. Dzieci mojego Partnera były/są uczone przez Matkę tylko tego, jak wydoić Ojca.
Nie miałabym nic przeciwko obecności dzieci Partnera w naszym życiu POD WARUNKIEM, że te relacje opierałyby się na szacunku w obie strony. Niestety w tym moim konkretnym przypadku Matka skutecznie wpływa negatywnie na swoje dzieci. Na co ja nie dawałam przyzwolenia .Ii skończyło się, jak się skończyło.


I może My Macochy mniej byśmy się wściekały na niesprawiedliwość tego świata, jeżeli Matka tych pasierbów wywiązywałaby się należycie ze swoich obowiązków (np tak jak Twoja mama w stosunku do Ciebie). Kiedy dbałaby o swoje dzieci a nie PODRZUCAŁA NAM za każdym razem kiedy Jej z tym wygodnie, kiedy są chore i trzeba z nimi szukać po nocy lekarza, kiedy są brudne i trzeba Je wykąpać, kiedy jest długi weekend i Ona potrzebuje sobie wyjechać, kiedy mają brudne i podarte ubrania i trzeba Im kupić nowe.

Rozumiecie już o czym mowa???? To nie są NORMALNE zachowania. Ja oceniam to tak, że przyszło mi walczyć z jakąś patologią. Bo dla mnie takie zachowania Matki to patologia.

3 826

Odp: Być drugą i macochą

Wiecie co , właśnie oglądałam jakiś odcinek serialu "Ja to mam szczęście" . Widziałyście z jeden odcinek??? Rodzina patchworkowa i kurna wszyscy jakoś normalnie funkcjonują. Myślicie, że to tylko wyobraźnia reżysera i scenarzysty? Da się w normalnym życiu zbudować taką fajną, wesołą choć patchwotrkową rodzinę??? Jak dla mnie serial fajny ale nijak się ma do rzeczywistości , która poznałam.

3 827

Odp: Być drugą i macochą

mysle że jest szansa stworzenia takiej rodziny.
Jednak wymaga to dużej pracy partnerów. Przede wszystkim rozmów .Do momentu jak dominować w związku będą tylko zachowania roszczeniowe, licytacje i myslenie o własnej wygodzie tak długo będzie cięzko, wręcz czasami może brakować łez z bezsilności

3 828 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-26 21:20:55)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

Nie zazdrosna, nie drugie tyle, jeśli to ta kobieta głównie dziećmi się zajmuje.

To ja się pytam idąc twoim tokiem rozumowania - ile należy się macosze za wychowanie pasierba przez 351 dni w roku, bo z tego 2 tygodnie spedza z matką? Dodam że ojciec pracuje 6 dni w tygodniu po 16 godz. dziennie na spłate wzietych z ex kredytów.
Dokładnie Kijm poczytajcie sobie dziewczyny o czym tu rozmawiamy i dopiro później wdawajcie się w dyskusje. Ex naszych facetów to nie są dobre mamuśki jakimi my w większości jesteśmy, tylko apodyktyczne i dysfunkcyjne rodzicielki.

3 829

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, ale to nie jest mój tok rozumowania, tylko prawo. Więc - prawnie - niestety, nic Ci się nie należy, bo robisz to (przynajmniej w teorii big_smile) dobrowolnie. Tzn. nie jesteś do tego prawnie zobowiązana.


I ja pisałam na swoim przykładzie, jak to wyglądało, co zaznaczyłam w pierwszym poście. Na co zostałam napadnięta, że - tak z grubsza - wakacje z ojcem to rozpieszczanie dziecka, wspólne spędzanie czasu to stawianie go na piedestale, a kieszonkowe zubaża w jakiś sposób nową partnerkę. I to już jest śmieszne.

Z drugiej strony również zaznaczyłam, że ja Was doskonale rozumiem, bo nie zniosłabym sama takiej sytuacji - że dziecko jest podrzucane nagle do domu, wyjazdy i inne formy wspólnie spędzanego czasu są odwoływane ze względu na nie itd. Ja bym nie dała rady, jak niewielu rzeczy mogę być świadoma "na wyrost", tak tego jestem w stu procentach.

Inna sprawa - jeżeli matka rzeczywiście podrzuca dzieci do ojca i znika, to jakiego zachowania oczekiwałybyście po nim? Że zamknie im drzwi przed nosem, bo mieliście iść do kina? Każe im czekać na wycieraczce, czy jak? tongue Ot tak pytam, bez złośliwości, po prostu co ten paskudny i zapatrzony w dzieci partner ma zrobić. Bo chyba nie ma innego wyjścia, jak się nimi zająć. No chyba że wolałybyście, żeby zniżył się do poziomu żony czyli w okolice Rowu Mariańskiego i te dzieci je odwiózł. Zastanówcie się, czy takiego ojca byście chciały mieć dla swoich dzieci - jeśli byście miały z nim dziecko, zostawiłby was i znalazł sobie kogoś nowego?

3 830

Odp: Być drugą i macochą

Patrząc na to z tej strony wychodzi na to, że muszę sobie szukać faceta z ..... normalną, niewpierdal..cą się Exową.
I grzecznymi dziećmi.
:-)

3 831 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-26 21:55:34)

Odp: Być drugą i macochą

'Zazdrosna, ale to nie jest mój tok rozumowania, tylko prawo.'
Eileen podaj mi paragraf prawny mówiący o tym, że ojciec ma łożyć więcej na dziecko niż matka? Matka też zajmuje się dzieckiem dobrowolnie, zawsze może go oddać ojcu na wychowanie. Czy ma w tedy płacić mu więcej?!
Odpowiedz na twoje pytanie jest oczywista, nie jesteśmy potworami. PISAŁAM O TYM NIEDAWNO NA FORUM.
Kijm, grzecznie dziecko rozwodnika, ha ha big_smile
Dobranoc smile

3 832

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

'
Kijm, grzeczne dziecko rozwodnika, ha ha big_smile
Dobranoc smile

Ooo Zazdrosna!!! Pisałam o tym wiele razy na forum. Moje dzieci też są dziećmi ROZWODNIKÓW. Ale uczę Ich kultury i szacunku nawet do "nowej cioci". Nie wszystkie dzieci rozwodników to rozkapryszone i roszczeniowe dzieciaki. My miałyśmy ten niefart, że na takie trafiłyśmy.

PS. Chcesz numer tel do mojego Byłego Męża?? On ma całkiem grzeczne dzieci i ułożoną Byłą żonę :-))))))

3 833

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

'Zazdrosna, ale to nie jest mój tok rozumowania, tylko prawo.'
Eileen podaj mi paragraf prawny mówiący o tym, że ojciec ma łożyć więcej na dziecko niż matka? Matka też zajmuje się dzieckiem dobrowolnie, zawsze może go oddać ojcu na wychowanie. Czy ma w tedy płacić mu więcej?!
Dobranoc smile

KRO
art. 135

§ 2. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o jego utrzymanie lub wychowanie.

Co oznacza w praktyce, że ta strona, która zajmuje się dzieckiem, pokrywa mniejszą część.

"Zawsze może oddać ojcu na wychowanie" - przerażające. U Ciebie nie jest tak, że rodzic kocha dziecko i chce się nim zajmować dla niego samego, tylko ustawia się tak, żeby płacić jak najmniej. Przykre.

3 834 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-27 08:49:16)

Odp: Być drugą i macochą
Eileen napisał/a:

KRO
art. 135
§ 2. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o jego utrzymanie lub wychowanie.
Co oznacza w praktyce, że ta strona, która zajmuje się dzieckiem, pokrywa mniejszą część.

Ale gdzie tu jest napisane że większą część pokrywa Ojciec dziecka a mniejszą matka??? W Twoim przypadku Eileen to nawet niedorzeczne. Skoro Mama i Tata dzielili się opieką nad Wami po połowie , czyli staranie o utrzymanie i wychowanie czynili oboje, to dlaczego Ojciec Matce płacił alimenty. Co prawda 400 zł chyba z tego co mówiłaś, ale skoro 50% Waszego czasu spędzaliście u taty, to czemu On tę kasę płacił???

Powiem Ci jak wygląda praktyka u mnie. Mimo, że spisaliśmy porozumienie wychowawcze, wg którego moje dzieci dużą część czasu spędzają z tatą, ale zawsze na noc wracają do domu, Sad zasądził 1000 zł alimentów na dwójkę dzieci (po 500zł). Ja dokładam drugi 1000zł i robię wszystkie zakupy związane z dziećmi. Mojego byłego nie interesuje NIC. Nawet jak Go proszę żeby w swój dzień poszedł z dziećmi do fryzjera to zjawiam się tam i JA płacę. Bo BYŁY kategorycznie tego odmawia i twierdzi ,że nie będzie płaci nic ponad alimenty. Skoro płaci alimenty regularnie to ja płacę za rachunki dzieci i koniec kropka. I ok. W sumie 2000 zł miesięcznie na dzieci to i tak według mnie dość dużo. Jestem w stanie odłożyć z tego i zafundować dzieciom wakacje lub np rower (od czasu do czasu coś extra). Ale wymagam od BYŁEGO żeby czasem mnie odciążył w obowiązkach związanych z wychowaniem dzieci i poszedł do Nich na wywiadówkę, albo na kontrolną wizytę do lekarza.

Powiem Ci jak wygląda to w PRAKTYCE w rodzinie, w której przyszło mi żyć przez ostatnie dwa lata: Matka dzieci walczyła jak lew o to by dziewczynki mieszkały z Nią i żeby ON płacił na Nie alimenty. Praktyka wyglądała tak, że brała alimenty, a dzieci wiecznie podrzucała do babci, prababci, koleżanek i pseudoprzyjaciółek i do NAS. Przysyłała dzieci w brudnych i porwanych ubraniach licząc na to oczywiście że Ojciec kupi nowe. Wyjazdów z dziećmi oczekiwała tylko od Ojca (bo dzieci muszą zmieniać klimat) sama rozbijając się w tym czasie z jakimiś gahami. Przez dwa lata nie zabrała dzieci NIGDZIE !!! Każdy długi weekend, każde ferie, każde wakacje to był OBOWIĄZEK OJCA żeby to zorganizować. Ponieważ ja wyjeżdżałam ze swoimi dziećmi (co uważałam za oczywistą oczywistość) to mój Partner pakował swoje dzieci i wyjeżdżał razem z nami nie bacząc na koszty. Oczywiście alimenty w wakacje nigdy nie są zawieszone. Mimo, że Ich dzieci jeździły wszędzie z nami, ONA 1 września pisała żeby "dołożył" się do wyprawki, bo Ona nie ma na książki i tenisówki dla dzieci.

ROZUMIESZ????
Praktyka wygląda różnie. Wszystko zależy od ludzi. I to mi się mówi, że to JA jestem egoistka, bo wkuwił..am się kiedy okazało się, że przyszły kolejne wakacje i Ona z chęcią pozbywa się dzieci i mówi : MAJĄ WYJECHAĆ.

Eileen napisał/a:

"Zawsze może oddać ojcu na wychowanie" - przerażające. U Ciebie nie jest tak, że rodzic kocha dziecko i chce się nim zajmować dla niego samego, tylko ustawia się tak, żeby płacić jak najmniej.

U mnie, jest tak, ze Były jest dobrym ojcem, jeśli chodzi o dobro dzieci mogę na Niego liczyć. Jeśli chodzi o kasę jest sknerą - ale zawsze był to się nie zmieniło po rozwodzie.
Ale w rodzinie mojego Partnera jest tak, że Matka ustawia się tak, żeby mieć jak najmniej dzieci a jak najwięcej korzyści materialnych z tego.

Teraz rozumiesz?

3 835 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-27 09:58:14)

Odp: Być drugą i macochą
ONA1977 napisał/a:

czy Ty sądzisz, że sprawy alimentów dotyczą tylko małych dzieci??
wiesz ile płaca ojcowie na swoje dzieci?
nie licze tych jednostek co płaca godne pieniądze na dzieci..
jesli ojciec płaci zakładam te wspomniane 400 zł , matka ma dołozyć 400 zł ?? a dziecko wystarczy ze sie uczy, potrzebuje książek, rozwijac sie, korepetycji czy chociażby rozwijać hobby to ma my stykać? ojciec wysyłając tą kase ma miec czyste sumienie tak? i jego zona ma sie odwalić i niczego nie oczekiwać? ona  czyli ex musi dostosowywac swój urlop? on nie musi? bo żona aktualna partnerka się wkurza i nie pozwala na taki układ?
nie uważasz ze to jest dziecinada?

Kochana, gdybyś trochę poczytała dowiedziałabyś się, że mam dwoje nastolatków, córkę 18 lat i syna 16. Ex po rozwodzie, 3 lata temu, miał zasądzone 400 zł razem na oboje i choć ja zarabiałam minimalną pensje to musiało mi wystarczyć. Tak jak tu pisały dziewczyny całkowicie fer jest to, że jeśli tatuś spędza z dzieckiem miesiąc wakacji to matka może te pieniądze odłożyć na książki do szkoły. Choć nigdy nie byłam przeciwna, że oprócz alimentów ojciec dokłada się do większych wydatków. Gdy młody M mieszkał z matką to on kupował mu plecak, piórnik i inne rzeczy do szkoły. Zdarzyło się tak, że w listopadzie kupował mu podręczniki, lub strój i buty na wf, bo w szkole dowiedział się, że matka mu tego jeszcze nie zrobiła. Kiedy ex M oddała nam syna jeszcze przez prawie rok brała na niego alimenty 600 zł miesięcznie. Czasem się śmieję, że jest to prezent M na jej ślub, bo go w wtedy brała. Kolejny rok trwa sprawa dotycząca wniosku o zwrot nienależnie pobranych świadczeń, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się odzyskać przez komornika. 

Eileen napisał/a:

KRO
art. 135

§ 2. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o jego utrzymanie lub wychowanie.

Co oznacza w praktyce, że ta strona, która zajmuje się dzieckiem, pokrywa mniejszą część.

"Zawsze może oddać ojcu na wychowanie" - przerażające. U Ciebie nie jest tak, że rodzic kocha dziecko i chce się nim zajmować dla niego samego, tylko ustawia się tak, żeby płacić jak najmniej. Przykre.

Wyobraź sobie, że to sąd podejmuje indywidualnie decyzje odnośnie kwoty alimentów, w zależności od dochodów, a nie czasu zajmowania się nim smykami, bo oznaczałoby to, że za wychowywanie dziecka trzeba płacić rodzicowi. Niektóre z nas mają też równy podział w tej kwestii. Nic nie wiesz o dzieciach, co jest przerażającego w tym, że syn, który jest wpatrzony w ojca jak w obrazek chce z nim mieszkać? Przerażające byłoby postępowanie wbrew jego woli, dla korzyści finansowych. Sąd kieruje się dobrem i zdaniem dziecka, bo zarówno ojciec jak i matka mogą chcieć, aby ich latorośle mieszkało z mini, a nie da się go przedzielić na pół. Mój syn mieszka z ojcem, ubolewam nad tym, ale widuję go bardzo często. Wybrał takie rozwiązanie, bo u ojca ma mniej kontroli i lepsze warunki lokalowe, a on stara się o mieszkanie komunalne i z dzieckiem ma większe szanse, pogodziłam się z tym i z pewnością nie czuję się wyrodną matką. Syn jest u mnie zameldowany i wie, że zawsze ma u mnie swój dom. W moim przypadku podział sądowny nakładów na dzieci jest równy, jednak ja goszczę chłopaka prawie co dziennie, odwożę go do domu, kupuje mu ubrania, buty, bo nie mogę patrzeć w co ojciec go ubiera i nie robię z tego afery, pomimo, że on zarabia znacznie więcej, bo wydawanie moich pieniędzy na syna sprawia mi przyjemność. Wychowanie dziecka to obowiązek, ale też przywilej. Za to mój ex nie widuje się z córką i nie pomaga jej wcale.

kjim napisał/a:

Powiem Ci jak wygląda to w PRAKTYCE w rodzinie, w której przyszło mi żyć przez ostatnie dwa lata: Matka dzieci walczyła jak lew o to by dziewczynki mieszkały z Nią i żeby ON płacił na Nie alimenty. Praktyka wyglądała tak, że brała alimenty, a dzieci wiecznie podrzucała do babci, prababci, koleżanek i pseudoprzyjaciółek i do NAS. Przysyłała dzieci w brudnych i porwanych ubraniach licząc na to oczywiście że Ojciec kupi nowe. Wyjazdów z dziećmi oczekiwała tylko od Ojca (bo dzieci muszą zmieniać klimat) sama rozbijając się w tym czasie z jakimiś gahami. Przez dwa lata nie zabrała dzieci NIGDZIE !!! Każdy długi weekend, każde ferie, każde wakacje to był OBOWIĄZEK OJCA żeby to zorganizować. Ponieważ ja wyjeżdżałam ze swoimi dziećmi (co uważałam za oczywistą oczywistość) to mój Partner pakował swoje dzieci i wyjeżdżał razem z nami nie bacząc na koszty. Oczywiście alimenty w wakacje nigdy nie są zawieszone. Mimo, że Ich dzieci jeździły wszędzie z nami, ONA 1 września pisała żeby "dołożył" się do wyprawki, bo Ona nie ma na książki i tenisówki dla dzieci.

Podpisuje się Kjim pod tym twoją wypowiedzią również w całości.
Co do dzieci rozwodników to chciałam zwrócić uwagę, że są to trudne, problemowe przypadki chociaż nie wiem jak byś się starała, nie jest łatwo. Fakt twój syn z tego, co piszesz jest oazą spokoju i cierpliwości - pełen szacunek dla rodziców.

Posty [ 3 771 do 3 835 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 57 58 59 60 61 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026