netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 323 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 54 55 56 57 58 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 576 do 3 640 z 8 269 ]

3 576 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-08 13:43:10)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, być może go usprawiedliwiam, ale pozwolisz, że odbiję piłeczkę. Być może potrzebuję jeszcze uderzenia w drugi policzek.

kjim napisał/a:

Odpowiedz sobie sama, jak skończyły się Twoje prośby i "ultimatum"? Czy choć trochę z tego o czym pragnęłaś M był Ci w stanie dać?

Ja chciałam miesiąca na wyłączność, M 2 weekendów z synem, dla mnie 1 weekend to jakiś kompromis.

kjim napisał/a:

Powiedziałaś, że pokażesz M interpretację podobnego do Waszego wyroku (odnośnie weekendów w drugi miesiąc wakacji)

Przeczytał, w sumie to chciałam złożyć wniosek o wykładnię jego wyroku, bo po mimo, że jestem pewna swojego, to jednak sąd w tym przypadku może mieć inne zdanie i strach mnie obleciał, że może być inaczej.

kjim napisał/a:

Czyli nie dlatego, że interpretacja wyroku Mu na to pozwala i chciałby pokazać, że się z Tobą liczy, ale po prostu wie, że jak będzie w weekend w robocie to Ty odmówisz siedzenia z Jego chłopakami w domu i nie będzie miał co z Nimi zrobić. .

W piątek i w sobotę wziąłby synów do pracy, podobno dla niego to żaden problem. Ja uważam, że w tedy i tak dłużej zostaje w pracy, bo oni absorbują jego czas który powinien poświęcić robocie.

?Tłumaczył się, że miesiąc nie widzenia z synem to dla niego zbyt długo.?

kjim napisał/a:

Potwierdza się to o czym pisałam Ci wcześniej. Niezależnie od tego jaka będzie interpretacja wyroku, On i tak się będzie widywał z synem, bo jest dla Niego ważny. Nie dlatego, że Exia nie może, czy nie chce się zając synem, tylko dlatego , ze ON CHCE się widywać z synem. Czyli tak jak w moim przypadku, to już tak naprawdę nie chodzi o to czy Exia coś narzuca czy nie. ON chce i będzie się widywał z synem i kropka. czy Ci się to podoba czy nie.

Tu mnie rozłożyłaś na łopatki sad

kjim napisał/a:

Z dwóch miesięcy wakacji dostaniesz marny ochłap w postaci trzydniowego weekendu i bądź wdzięczna dziadkom i M, że na ten czas dziadkowie zechcą zaopiekować się chłopcem. To nic że urlop przesiedziałaś w domu. Nic nie szkodzi. Ciesz się że łaskawie skapnie Ci te trzy dni.

Ja przecież widuję się z nim codziennie i mam go przez całe noce, jego młodszy syn pewnie mi zazdrości.

kjim napisał/a:

Nie ważne, że mówisz MU, że Ty Go też potrzebujesz, bo ostatnio Cię zaniedbuje. Nie ważne, że całymi dniami pracuje a w weekendy poświęca czas dzieciom a nie WAM. Ciesz się kobieto, bo dam Ci ten jeden weekend, o który się tak prosisz. Paradoks jest taki, że Ty Mu mówisz, że potrzebujesz Go więcej, a On Ci na to : skoro nie chcesz widzieć moich dzieci, to się na czas wizyty wyprowadzę do siebie. Co dostałaś za swoją walkę? Klapsa. Nie chcesz mnie z dziećmi ? Nie dostaniesz mnie wcale. Wychodzi na to, że Niby masz faceta, a Go nie masz.

2 strzał w 10 sad

kjim napisał/a:

Zastanów się, czy napewno chcesz kolejny rok żyć złudzeniami? Lub czy jesteś gotowa na powtórkę z rozrywki za rok?

Masz rację najpierw muszę zapytać jak on to wszystko sobie wyobraża i o co będzie walczył w sądzie, Później przemyśleć czy ja jestem w stanie to przeboleć.

Ewarg napisał/a:

Wiem, że jesteś zmęczona. Chłop chce dobrze, oferuje ci tyle ile może, tule ile potrafi. Wie, że ex zaniedbuje dzieci i nie wyobraża sobie aby i on miał to robić.
Nie planuj wakacji za rok, skup się na tych. Jeśli oferuje ostatnie weekendy spędzić tylko we dwoje to znaczy, że widzi twoje zmęczenie i twoje potrzeby.

Ewarg, ja też widziałam łzy w oczach młodego, gdy po naszym kryzysie wyprowadził się z ojcem na weekend do jego mieszkania. Jednak nie przypisuje sobie tych emocji, młody ma jeszcze traumę związaną z rozwodem i rozstaniem z matką, poza tym ma już u nas kolegów, których długo mu brakowało. Z resztą zmiany, inna szkoła lub skomplikowane dojazdy do niej każdego mogą przerazić.
Nie jestem matką Teresą, tylko cholerną, introwertyczną egoistką, za poświęcenia płacę stresem i własnym zdrowiem. Wiem, że M chce dobrze, chciałby zrobić z nas jedną kochającą się rodziną, może powinnam mu na to pozwolić z inną partnerką? Może ja tylko krzywdzę jego dzieci? M ma też ze mną tylko problemy

3 577

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, moja interpretacja faktów , które przedstawiłaś nie miały za zadanie Cię uderzać w jeden czy drugi policzek. Na pewno też nie jestem zupełnie obiektywna, bo oceniam Twoją sytuację przez pryzmat swoich złych doświadczeń.  Masz tu dwie zupełnie różne opinie: Ewrag, która w zachowaniu Twojego M dostrzega jakieś tam dobre chęci i moją, która w zachowaniu Twojego faceta widzi tylko Jego egoizm i dbanie o dobro Jego i Jego synów.(chceuciekac stad pewnie oceniłaby tę sytaucja tak jak ja, mylę się?).  Każda z nas ocenia Twoją sytuację mając swoje jakieś tam doświadczenia. Ewarg spełniała/spełnia się w swoim związku, jest dla nas przykładem kobiety, która poświęciła bardzo dużo w imię scalenia tej rodziny w całość i w imię dobra wszystkich dzieci (również tych nie swoich). Ja w swoim związku stałam się nieszczęśliwa i wolałam się rozstać z facetem, na którym mi zależy ale przestać krzywdzić Bogu ducha winne dzieci, które przestałam trawić i tolerować. Zaczęłam w Nich widzieć jedynie rywali/rywalki,  z którymi muszę walczyć o swojego faceta. Można próbować walczyć o faceta z drugą kobietą, ale na Boga nie z dziećmi. Dlatego odpuściłam. Ty nie możesz brać do siebie wszystkich naszych wypowiedzi dosłownie i  odnosić ich w prost do siebie.

3 578

Odp: Być drugą i macochą

Wiem Kjim, nie mam co ciebie żalu, pisząc, że potrzebuję przyłożenia w drugi policzek to faktycznie tego pragnę.
Myślę, że chcąc iść przez życie z takim człowiekiem, z takim ojcem to trzeba być drugą Ewarg. Pytanie czy ja potrafię i czy chcę tego? Wiem, że decyzję muszę podjąć sama, a z doświadczenia wiem, że pośpiech jest złym doradcą. Boję się tylko porażki, że moje starania okażą się stratą czasu. Z drugiej strony nie żałuję tych 2,5 lat spędzonych w towarzystwie M, przeżyłam z nim najlepsze chwile mojego życia.

3 579

Odp: Być drugą i macochą

Podyskutuję z Tobą dalej, żebyś zobaczyła jak to wygląda oczami osoby patrzącej z boku:

zazdrosna13 napisał/a:

Ja chciałam miesiąca na wyłączność, M 2 weekendów z synem, dla mnie 1 weekend to jakiś kompromis.

Z tego co sobie przypominam to chciałaś aby chłopcy w lipcu (kiedy obaj mieli byc u Was) pojechali na kolonie. Nie pojechali, bo Oni nie chcieli a tata na to przystał i kropka. Potem chciałaś mieć święty spokój od nich w sierpniu, ale mama zapomniała, że ma obowiązki wobec drugiego syna i tak naprawdę nadal jesteś skazana na obecność Młodego w domu - do którego przestałaś wracać z przyjemnością.  Co M zrobił w tym kierunku żeby Matka zajęła się chłopcem przez choć trochę czasu????


zazdrosna13 napisał/a:

W piątek i w sobotę wziąłby synów do pracy, podobno dla niego to żaden problem. Ja uważam, że w tedy i tak dłużej zostaje w pracy, bo oni absorbują jego czas który powinien poświęcić robocie. .

Nie oszukujmy się. Ma robotę i musi ją zrobić a nie biegać za chłopakami. Tak na marginesie: nie weźmie do siebie jednego syna a co sie w tym czasie będzie działo z drugim???

zazdrosna13 napisał/a:

?Tłumaczył się, że miesiąc nie widzenia z synem to dla niego zbyt długo.Tu mnie rozłożyłaś na łopatki sad

Tego nie muszę komentować.

zazdrosna13 napisał/a:

Ja przecież widuję się z nim codziennie i mam go przez całe noce, jego młodszy syn pewnie mi zazdrości.

Mówisz że pracuje do późna i wraca zmęczony po pracy. Dlaczego? No przecież nie dlatego żeby Wam zapewnić wypoczynek za granicą.Spłacał kredy za Nią i za siebie , więc kasa jest Mu potrzebna. Co Ty z tej Jego roboty do późnych godzin masz? Jeśli nie chce zrezygnować z synów to może chociaż by zrezygnował z niektórych zleceń żeby być częściej w domu i spędzać z Tobą miłe wieczory. Ale nie robi tego. Dlaczego? Swoją drogą co się dzieje z synem jak On jest do późna w pracy? Kto mu tłumaczy lekcje, kto go pilnuje żeby się umył i położył spać, kto z nim je kolację?

zazdrosna13 napisał/a:

Paradoks jest taki, że Ty Mu mówisz, że potrzebujesz Go więcej, a On Ci na to : skoro nie chcesz widzieć moich dzieci, to się na czas wizyty wyprowadzę do siebie. Co dostałaś za swoją walkę? Klapsa. Nie chcesz mnie z dziećmi ? Nie dostaniesz mnie wcale. Wychodzi na to, że Niby masz faceta, a Go nie masz.

2 strzał w 10 .
Tak się pewnie dzieje za każdym razem kiedy upominasz się o coś dla siebie. Klaps i za karę zostajesz sama.

zazdrosna13 napisał/a:

Masz rację najpierw muszę zapytać jak on to wszystko sobie wyobraża i o co będzie walczył w sądzie, Później przemyśleć czy ja jestem w stanie to przeboleć.

Bardzo mocno musisz to przemyśleć i nie wierzyć chłopu póki nie zobaczysz dowodów na piśmie że już taki wniosek do Sądu złożył. Mój tez mi wiele obiecywał. Baaa, nawet złożył stosowne papiery w Sądzie, a na pierwszej rozprawie wycofał wniosek, bo?  ....  cyt:" bo tak na prawdę to Ty tego chciałaś, nie ja. ja nie będę o to walczył" - to była sprawa o odebranie praw rodzicielskich matce za zaniedbania jakich się dopuściła w stosunku do ICH wspólnych dzieci!!!!! Walczył , póki nie spotkał się z Nią na rozprawie? Do tej pory nie wiem co Mu na obiecywała i jakich swoich czarów użyła że On odpuścił.

zazdrosna13 napisał/a:

Nie jestem matką Teresą, tylko cholerną, introwertyczną egoistką, za poświęcenia płacę stresem i własnym zdrowiem. Wiem, że M chce dobrze, chciałby zrobić z nas jedną kochającą się rodziną, może powinnam mu na to pozwolić z inną partnerką? Może ja tylko krzywdzę jego dzieci? M ma też ze mną tylko problemy

Powiem Ci co usłyszałam od moich rodziców, kiedy dowiedzieli się, że to definitywny koniec: "Ceń się dziewczyno. Ten kołchoz by Cię zniszczył"

3 580 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-08-08 15:59:46)

Odp: Być drugą i macochą

2,5 roku razem? Moje dzieci są dłużej po ślubie niż wy ze sobą. Toć wy się dopiero docieracie. Litości!!!!
Nie róbcie ze mnie takiej Matki Teresy. Nie jestem wcale święta. Mało to razy robiłam mężowi awantury?! Ale zawsze przypominałam sobie słowa mojej koleżanki, że nie warto kłócić się o dzieci bo dorosną, pójdą na swoje a my zostaniemy sami. Poza tym, my jesteśmy 50+ wiec i podejście do życia inne. Mniej buzowania hormonów big_smile
No a poza tym, co mam rywalizować z dziećmi o miłość?! Toć to żenada. (sorry kjim) Przecież dzieci kocha się inną miłością. Pójdą w końcu kiedyś i my bez skrupułów będziemy mogli się rozpieszczać i dopieszczać.
Nie wyobrażam sobie jakby miało o zadziałać w drugą stronę. Obróćcie sytuację....
To wasze dzieci wypełniają wam cały czas, to wy pracujecie po 12 godzin na dobę i nie macie nawet kiedy iść z dzieckiem do lekarza. Facet robi wam co chwila awantury, że nie macie dla niego czasu, że praca i dzieci a on z łaski dostanie jeden weekend.


zazdrosna prawdą jest że tylko od ciebie zależy jaką podejmiesz decyzję. Nie możesz wzorować się mną ani słuchać rad kogokolwiek bo jak wspomniała kjim tylko ty znasz cała sytuację.

kjim - jesteś bardzo młodą osobą i rozumiem co potrzebujesz, zazdrosna jest dećko starsza a ja jestem pewnie w wieku twoich rodziców. Także nie ma co porównywać naszych sytuacji, potrzeb i obowiązków....

odnośnie naszego rozdwajania się w niesieniu pomocy dzieciom i opieką nad seniorami.
U każdego przychodzi taki moment, że rodzice są już w takim wieku, że wymagają opieki jak i dzieci w takiej sytuacji, że mimo iż dorosłe to pomaga się im. - moje dzieci mają niemowlęta, mieszkają daleko od nas. Jeśli widuję je raz, dwa razy w roku, jeśli wołają o pomoc to ja rozpływam się ze szczęścia, że synowe doceniają, liczą się ze mną, że i ja dla nich istnieję a nie tylko jej rodzice. Cieszę się, gdy zapraszają nas tak samo mocno jak z zapowiedzi ich wizyty. Nie mogę doczekać się kiedy wnuki będą na tyle duże, że będę mogła zabrać je na wakacje, na wczasy..... I tyczy się to zarówno moich jak i męża wnuków choć on ich jeszcze nie ma a moje traktuje jak swoje.
A czy twoi rodzice nie pomagają ci? Nie odwiedzasz ich?

Mój ojciec już nie żyje, mama ma 80 lat, ciocia podobnie. Obie są samotne. Jak mam nie opiekować się staruszkami??? Ja jestem mężowi wdzięczna, że pomaga mi w tej opiece (jego rodzice już nie żyją). No a oprócz tego pracujemy na dość odpowiedzialnych stanowiskach, które mocno nas eksploatują.


Powiem wam, że 10 lat temu miałam o połowę mniej obowiązków i dwa razy więcej czasu ale byłam sama.

Mężowi jeszcze nie wybaczyłam ale byłam miła i odebrałam telefon. Czy wyjadę z nim ... nie wiem. Chyba już mi przeszło. teraz tylko droczę się z nim.

3 581 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-08 16:18:22)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Ale zawsze przypominałam sobie słowa mojej koleżanki, że nie warto kłócić się o dzieci bo dorosną, pójdą na swoje a my zostaniemy sami. Poza tym, my jesteśmy 50+ wiec i podejście do życia inne. Mniej buzowania hormonów big_smile
No a poza tym, co mam rywalizować z dziećmi o miłość?
Toć to żenada. (sorry kjim) Przecież dzieci kocha się inną miłością. Pójdą w końcu kiedyś i my bez skrupułów będziemy mogli się rozpieszczać i dopieszczać.

Tak EWARG wiem ze żenada. Dlatego odpuściłam . Bo ze względu na czas, na to co On daje dzieciom a mi nie daje, ze względu na to, że kiedy ja potrzebuję od Niego wsparcia i pomocy ON zasłania się dziećmi - odpusciłam sobie tego Pana. Przeczytaj dobrze: ZASŁANIA się dziećmi. Bo jak się chce to można pogodzić rolę rodzica z rolą partnera, u Niego chęci pogodzenia tych dwóch ról nie było. Pytałam się Go wiele razy, czy Ja będąc matką dwójki dzieci, pracując na pełen etat, zajmując się domem i w weekendy Jego dziećmi , czy kiedykolwiek  odtrąciłam Go gdy potrzebował wsparcia? Czy powiedziałam, sorry nie mogę teraz, muszę z dzieckiem lekcje odrobić? OTÓŻ NIE. Nigdy nie dałam Mu powodu żeby poczuł sie gorszy, lub jak piąte koło u wozu. (TO są Jego słowa. On zawsze czuł się kochany). Ja niestety bardzo często czułam się że jestem na ostatnim miejscu w Jego życiu. I zdałam sobie sprawę , że to jest (jak to określiłaś): żenujące, walczyć z dziećmi o uwagę partnera. Ja wiem, że to miłość innego rodzaju, ale jeśli ta miłość do dzieci staje się zasłoną dymną do tego, żeby tak naprawdę nie zaangażować się na 100% w nowy związek, to to jest dopiero żenujące. I wlaśnie dlatego wycofałam się z tej żenady.

3 582 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-08 19:59:14)

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg nie złość się, że porównuję cie do matki Teresy. Po prostu masz od nas wszystkich więcej cierpliwości. Każda matka ma czasem dość swoich dzieci, wiemy że też miałaś w życiu chwile zwątpienia, ale ty po latach wykazujesz wiele troski w stosunku do pasierbów, a to jest godne podziwu.
Mnie znowu szlak trafia, bo M zadzwonił na chwilę i powiedział mimochodem, że w ten weekend nie weźmie syna, bo ex bierze go na jakieś chrzciny. Więc dociera do mnie, że już z nią coś ustalał. A ja wymyśliłam, że jak miesiąc rozłąki z synem to mu za dużo to niech zmieni postanowienie sądu i bierze go na dwa tygodnie w lipcu i sierpniu. Mi to nawet na rękę.
M wypomniał mi, że w zeszłą niedzielę byliśmy nad wodą to wzięłam swojego syna, bo jego młody w ostatniej chwili się rozmyślił i poszedł do kolegi (miał karę na komputer, a u kolegi mógł z niego korzystać) Bo niby M właśnie chciał spędzić czas ze mną sam na sam. Wyśmiałam go, to był pierwszy przypadek, gdy pojechaliśmy gdzieś z moim synem. M wysłał mnie bym sobie popływała kajakiem z synem, a sam na plaży zajął się pracą. Ze niby syn chciał ze mną, a gdzie jego zaangażowanie?
Mam dylemat, bo mój syn chce iść jutro na basen i już wciągnął w to syna M, bo we dwóch zawsze lepiej, no i ja miałabym iść z nimi. Wiem, że samemu ze mną będzie się nudzić, a mnie kurcze znów trafia wrwr. Dlaczego ja mam się nim zajmować??
Dziś pasierb przyszedł do mnie i zapytał czy nie pomóc mi przy obiedzie, podziękowałam mu, ale nie chciałam jego pomocy, nie mogę się przemóc. Bałam się, że córka znów będzie zazdrosna.

3 583

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mam dylemat, bo mój syn chce iść jutro na basen i już wciągnął w to syna M, bo we dwóch zawsze lepiej, no i ja miałabym iść z nimi. Wiem, że samemu ze mną będzie się nudzić, a mnie kurcze znów trafia wrwr. Dlaczego ja mam się nim zajmować??
Dziś pasierb przyszedł do mnie i zapytał czy nie pomóc mi przy obiedzie, podziękowałam mu, ale nie chciałam jego pomocy, nie mogę się przemóc. Bałam się, że córka znów będzie zazdrosna.

Może niepotrzebnie we wszystkim widzisz negatywy. W wielu sprawach masz rację i tam powinnaś być konsekwentna. Ale tutaj nie widzę powodu dla którego sie złościsz. Twój syn na basenie chce mieć towarzystwo - będzie mu fajnie... tak na to spójrz. Dlaczego uważasz, że ktoś chce Cię wykorzystać?
To miło, że pasierb chciał pomóc przy obiedzie - uważam, że powinnaś przyjąć jego pomoc, bo nastepnym razem może jej nie zaproponować. Widać, że On też się miota.

3 584 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-11 09:56:46)

Odp: Być drugą i macochą

Wiem, wszystko wiem, ale nie mam już sił. Jestem zmęczona pilnowaniem dzieci M, kiedy on do mojej córy nie ukrywa niechęci. Młody M jest ostatnio strasznie nieposłuszny, mówi mu się jedno, a on i tak stawia na swoim i zawsze ma coś na swoje usprawiedliwienie. Do tego M nie wyciąga od niego konsekwencji, pobłażając mu, kary musiałby mieć chyba non stop. Ja z jednej strony się z tego wyłączam, bo to nie moje dziecko, z drugiej strony wkurzam się, że moje słowa są jak grochem o ścianę, w dodatku M przymyka na to oczy. Teraz mu jeszcze nakupował ciuchów, no bo przecież syn potrzebuje, ale same markowe rzeczy, tak chyba w nagrodę za naganne zachowanie. Powiem wam, że jak już o nim mówię to nieświadomie podnoszę głos, bo mnie irytuje jego postawa roszczeniowa. Na szczęście matka go teraz wzięła na tydzień, choć z tego co mówiła to jego pobyt u niej jest uzależniony od zachowania syna, bo jej też się nie słucha i np. nie wraca na czas z podwórka. Zaczynam mieć na tego chłopaka alergię.
Przed basenem wzięłam go sobie na stronę i poważnie z nim porozmawiałam. Wyjaśniłam, że ja nie muszę się nim zajmować i znosić jego wyskoków, że jestem już tym zmęczona i jeśli się nie zmieni to będzie musiał się przeprowadzić z ojcem do jego mieszkania. Ja potrzebuję odpoczynku przed rokiem szkolnym, który jest zawsze bardziej absorbujący i z tego powodu ma nie robić scen jak matka lub dziadkowie chcą się nim trochę zająć. Powiedziałam mu też, że jeśli chce bym nadal była z jego ojcem to będę nalegać, by w przyszłe wakacje spędził miesiąc u matki, a dwa tygodnie na kolonii lub u dziadków. Może trochę za ostro i to zbyt duża odpowiedzialność na chłopcu, który też się popłakał, ale nie znam bardziej upartego smarkacza, może to coś do niego przemówi.
M zbywa mnie rozmową dotyczącą przyszłych wakacji twierdząc, że nie będzie problemu. Co do wzięcia jego drugiego syna na weekend za dwa tygodnie też nie mam jasności, na razie nie ciągnę go za język. Zdaję sobie sprawę, że jak M się uprze to weźmie dzieciaka w tygodniu i zrobi sobie wolne od pracy tak żebym ja o tym nie wiedziała. Jeszcze nie wiem czy będę walczyć o ten weekend, mam mieszane uczucia, wiem tylko że na razie nie chcę widzieć tych chłopaków.
To tak w skrócie...

3 585

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Przed basenem wzięłam go sobie na stronę i poważnie z nim porozmawiałam. Wyjaśniłam, że ja nie muszę się nim zajmować i znosić jego wyskoków, że jestem już tym zmęczona i jeśli się nie zmieni to będzie musiał się przeprowadzić z ojcem do jego mieszkania. Ja potrzebuję odpoczynku przed rokiem szkolnym, który jest zawsze bardziej absorbujący i z tego powodu ma nie robić scen jak matka lub dziadkowie chcą się nim trochę zająć. Powiedziałam mu też, że jeśli chce bym nadal była z jego ojcem to będę nalegać, by w przyszłe wakacje spędził miesiąc u matki, a dwa tygodnie na kolonii lub u dziadków. Może trochę za ostro i to zbyt duża odpowiedzialność na chłopcu, który też się popłakał, ale nie znam bardziej upartego smarkacza, może to coś do niego przemówi...

Mówisz, że jest krnąbrny i nie słucha, ale jednocześnie jak mu coś powiesz to płacze - jak wrażliwe dziecko hmmm...

Ja wiem jaka potrafi być moja nastolatka... raz nic do niej nie dociera... a raz jest do rany przyłóż, nie wiem może to hormony. No dzieci tak mają sprawdzają nasze granice i chcą ugrać jak najwięcej dla siebie.

3 586 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-11 14:37:09)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Mówisz, że jest krnąbrny i nie słucha, ale jednocześnie jak mu coś powiesz to płacze - jak wrażliwe dziecko hmmm...

Płacze na myśl o zmianie, tak jak już pisałam trauma po rozstaniu rodziców, przystosowanie do nowego środowiska. Nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że matka się go pozbyła za jego niesforność i upartość. Mam nadzieję, że zrozumie ile krzywdy może zrobić swoim zachowaniem, zanim będzie za późno, niestety egoizm i ambiwalentne podejście chłopak ma po matce.

3 587

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

niestety egoizm i ambiwalentne podejście chłopak ma po matce.

Jasne, bo po ojcu ma wszystko co najlepsze wink

Zwroc uwage, ze przerzucasz na tego dzieciaka negatywne emocje odnosnie ojca - bo to przez jego zaniedbania i niekonsekwencje chlopak sie nie slucha. Wie, ze cokolwiek zrobi, to i tak nie poniesie kary. To po co ma sie sluchac? Z logicznego punktu widzenia, nie kalkuluje mu sie to. Ale latwiej obwinic dzieciaka, niz pociagnac Misia do odpowiedzialnosci. Jednak z boku patrzac wyzywasz sie na tym chlopaku. Ja dlatego nigdy nie zgodze sie na zamieszkanie z nami jego dzieci, bo pewnie mialabym tak samo.

Swoja droga podziwiam Cie, ze masz tyle sily i ochoty szarpac sie z tym wszystkim. Skoro Twoj M ma swoje mieszkanie i moze tam zamieszkac z dziecmi, to czemu nie? Czemu chcesz go na sile przy sobie? Moze takie rozwiazanie wszystkim wyszloby na dobre?

3 588

Odp: Być drugą i macochą

Metaksa,
Mam ogromny szacunek do człowieka, który bierze na siebie praktycznie całą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci, a zarazem za wyłącznie utrzymanie rodziny, do tego jeszcze pomaga w codziennych obowiązkach. Logiczne jest za razem, że chcąc zapewnić rodzinie godziwe warunki nie można być w dwóch miejscach na raz i pewne zaniedbania powstaną przez lata. Rozumiem też, bo mam podobnie, choć nie uważam tego za pozytywne, że jeśli dziecko ciągle jest niegrzeczne to człowiek już mu popuszcza i przymyka oczy na pewne zachowanie, bo tak jak powiedziałam kary by musiał mieć bez przerwy. Każdy ma swoją wytrzymałość, liczą się intencje.
Młodemu już czasem przestawało zależeć na wszystkim i nie mając dostępu do TV, komputera i podwórka popadał w apatię i przesypiał cały dzień.
Tak jak to pisałam wcześniej chcę faceta na cały etat, wydaję mi się, że przy ograniczonym wolnym czasie M nasz związek rozsypał by się. On ma ustalony grafik spotkań z dziećmi, mi już chyba nic by nie pozostało, przynajmniej mniej niż bym tego sobie życzyła. To jest człowiek, który ma postawiony cel w życiu ? wychowanie własnych synów, on dopiero i jego przyjemności są na drugim miejscu, a ja się chyba do tego zaliczam. Przykre jest takie podejście, nie umiem się z tym pogodzić i sama jestem pełna obaw i niezdecydowania.

3 589

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna ręce mi na ciebie opadają. Będę ostra bo już nie mam siły czytać cię.
Nie potrafisz niczego zrozumieć, albo inaczej rozumiesz ale pojąc nie możesz.
Piszesz :
"Mam ogromny szacunek do człowieka, który bierze na siebie praktycznie całą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci, a zarazem za wyłącznie utrzymanie rodziny, do tego jeszcze pomaga w codziennych obowiązkach. Logiczne jest za razem, że chcąc zapewnić rodzinie godziwe warunki nie można być w dwóch miejscach na raz i pewne zaniedbania powstaną przez lata. "
a za chwilę albo trochę wcześniej, że M olewa zachowanie syna, że bierze wolne w tajemnicy przed tobą, że przekłada dzieci nad czas z tobą. Uczepiłaś się dzieciaka. Powiem ci że młody czuje twoją niechęć do siebie i to może być powodem złego zachowania.

Piszę ostatni raz - albo odpuścisz sobie i zaakceptujesz sytuację, dzieci M w twoim domu, życiu albo rozstańcie się.
Mój bynajmniej tak by zrobił. Jakbym tak wciąż czepiała się jego synów to dla ich dobra zabrał by się z nimi z mojego domu. Ja zresztą też bym tak zrobiła.

"Powiedziałam mu też, że jeśli chce bym nadal była z jego ojcem to będę nalegać, by w przyszłe wakacje spędził miesiąc u matki, a dwa tygodnie na kolonii lub u dziadków."

No i sorry ale tekst, który wygłosiłaś młodemu ... zatkał mnie. W życiu nie zdobyłabym się na coś takiego do obcego dziecka.
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale on jest zagubiony, czuje się niechciany a jak raz się postara to odtrącasz go.


Uważam jak metaksa - niech M idzie mieszkać z dziećmi na swoje. Spotykacie się  co jakiś czas. Przeczekajcie dorastanie dzieci.....
Nie możesz mieć wszystkiego. Ten facet nie może być dla ciebie na cały etat bo już ma dwa i nie rozerwie się. Chcesz aby rozstał się ze swoimi dziećmi. Może niech odda je do domu dziecka skoro matka i macocha ich nie chcą.

3 590

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna - bo on widzi naj[pierw obowiązki.. a potem przyjemności
chce wychowac swoich synów - bo widzi, że wyjścia nie ma.,
gdyby sytuacja była odwrotna - on miałby prawie dorosłą córkę - a ty dwóch dorastających krnąbrych chłopaków - to jak by to wyglądało?
pewnie tak samo = on miałby pretensje, że nie masz dla niego czasu, że dzieciaki stawiasz na pierwszym miejscu
czym innym jest jego podejście i odpuszczanie dzieciom
ale z drugiej strony, z tego co [piszesz - masz bardzo ostre wymagania wychowawcze i do tego alergie na te dzieciaki
na wszystko...
młody przychodzi ci pomóc? robisz wszystko, żeby następnym razem nie pomógł
czynisz go odpowiedzialnym za twoje relacje z jego ojcem - mówisz mu - jak ty będziesz niegrzeczny, to my się rozstaniemy
stosujesz emocjonalny szantaż wobec dzieciaka, który jest totalnie pogubiony
zbuntowany? a jaki nastolatek zbuntowany nie jest? a jaki nie nagina granic?

zazdrosna- twój facet i jeego dzieci się nie zmienią
eksowa się nie zmieni
ty saię nie zmienisz
może wam nie po drodze jest>?

3 591 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-11 16:06:30)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

..albo odpuścisz sobie i zaakceptujesz sytuację

Wiem, ja też bym tak zrobiła, ale tego się nie da zrobić jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Może ktoś mi da instrukcje jak?

Ewarg napisał/a:

No i sorry ale tekst, który wygłosiłaś młodemu ... zatkał mnie. W życiu nie zdobyłabym się na coś takiego do obcego dziecka.
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale on jest zagubiony, czuje się niechciany a jak raz się postara to odtrącasz go.

Jak mu ojciec zorganizował kolonie to on nie chciał pojechać, bo ma kolegów, do babci nie chce jechać bo koledzy, jak usłyszałam tekst, że do matki dłużej niż na tydzień nie pojedzie, bo poumawiał się z kolegami to mnie trafiło. Wygląda tak, że cały świat trzeba do niego dostosowywać, do jego planów. Niech zda sobie sprawę, że z jego podejściem nie da się żyć, podejrzewam, że kolejna partnerka ojca też nie dała by rady. Jak podrośnie to może zrozumie, że zgotował ojcu niezłe piekło i przez niego ten nie może być szczęśliwy.

Ewarg napisał/a:

Ten facet nie może być dla ciebie na cały etat bo już ma dwa i nie rozerwie się.

Ten facet też ma obowiązki wobec swojej nowej rodziny, chce tylko, by część tego w czym jest zastępowalny przekazał innym ? matce dzieci, dziadkom, którzy pewnie z tego faktu się by ucieszyli.

3 592 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-11 22:24:22)

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna a może daj M szansę wykazania się jako ojciec. Niech się wyprowadzi do swojego mieszkania. Niech będzie zmuszony zorganizować całą opiekę nad Młodym i doraźną opiekę nad drugim dojeżdżającym. Niech sam pomyśli nad tym jak to pogodzić: zarabiać i wychowywać dzieci jednocześnie . My kobiety na ogół jesteśmy właśnie w ten sposób pozostawione same sobie i nie ma bata musimy sobie z tym radzić !!! Z chęcią wtedy korzystamy z pomocy dziadków lub brrrr musimy dogadywać się z Byłymi mężami żeby przejęli część opieki. Daj M być ojcem na pełen etat. Bez wsparcia z Twojej strony będzie musiał ograniczyć prace na dwóch etatach, będzie musiał ugotować, uprać i zając się Młodym jednocześnie pracując i zarabiając na te kredyty które spłaca za przeszłość. Może doceni wtedy Twoją pomoc. Może sam dojrzy, że Młody wchodzi wszystkim na głowę i nie liczy się z niczyim zdaniem (również ze zdaniem Ojca) . Niech sam zacznie WYCHOWYWAĆ SYNA. Niech wypracuje sobie autorytet  u dziecka. Jest szansa , że obaj zrozumieją, że mają u Ciebie jak u Pana Boga za piecem. Czemu nie dasz Im szansy? Jeśli M nie będzie miał co zrobić z Młodym to i jeden i drugi nie będą mieli wyjścia, Młody będzie musiał czasem  posiedzieć u dziadków, ewentualnie M będzie musiał zacząć wymagać od exmałżonki współuczestniczenia w opiece.

A jeśli się okaże, że radzą sobie świetnie bez Ciebie - to znak, że punktem zapalnym jesteś Ty.
Jeśli się okaże, że M będzie szukał innej kandydatki do roli Macochy - to znak, że tak naprawdę nie zależy Mu na Tobie jak na Partnerce, zależy ma na opiekunce dla swoich chłopaków. To też z korzyścią dla Ciebie bo przecież nie chcesz być zdegradowana do roli opiekunki do dzieci.
A jeśli stwierdzą obaj, że fajnie jednak było z Tobą, to nie długo wrócą i obiecają solidną poprawę. Wtedy krok należał będzie do Ciebie. Czy jesteś w stanie zaakceptować Młodego na co dzień (może na trochę innych warunkach) czy jednak wolisz mieć święty spokój i nikogo na karku. Wszystkim Wam dobrze zrobi jak złapiecie świeży oddech.

3 593

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna - sama nie potrafisz się zmienić a żadasz od dziecka od M. Tak nie można. Przyznajesz że masz alergie na jego dzieci. Nawet jak są grzeczne i chcą być uczynne to je odtrącasz. TY PO PROSTU CHCESZ ABY ONE ZNIKNĘŁY Z TWOJEGO ŹYCIA. Ma być tak jak ty chcesz. Ojciec ma je odstawić bo ma ciebie dopieszczać. Tak to wygląda. Im więcej osób ci tłumaczy tym gorsze efekty.

3 594

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Zazdrosna - sama nie potrafisz się zmienić a żadasz od dziecka od M. Tak nie można. Przyznajesz że masz alergie na jego dzieci. Nawet jak są grzeczne i chcą być uczynne to je odtrącasz. TY PO PROSTU CHCESZ ABY ONE ZNIKNĘŁY Z TWOJEGO ŹYCIA. Ma być tak jak ty chcesz. Ojciec ma je odstawić bo ma ciebie dopieszczać. Tak to wygląda. Im więcej osób ci tłumaczy tym gorsze efekty.

Muszę się niestety zgodzić... Dorosła baba, a zachowuje się jak nastolatka... Tylko ja, ja i ja... Współczuję dzieciakowi matka go olewa, ojciec się stara ale nie daje rady. I macocha która go nie chce i ma go za wrzód nie powiem gdzie, ale ma wymagania i nakazy. Dzieciak nie ma domu, bo każdy przerzuca go jak paczkę... Ogarnijcie się trochę... Czas przestać być jedynaczką i albo budować coś wspólnie idąc na kompromisy, albo niech każdy bierze swoje zabawki i idzie własną drogą.

3 595

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

gdyby sytuacja była odwrotna - on miałby prawie dorosłą córkę - a ty dwóch dorastających krnąbrych chłopaków - to jak by to wyglądało?
pewnie tak samo = on miałby pretensje, że nie masz dla niego czasu, że dzieciaki stawiasz na pierwszym miejscu

Zawsze mogłabym zrobić tak jak exsowa, olać dzieci, podrzucić je ojcu, bo mi one przeszkadzają w związku. Nikt by mi nie podskoczył, niech cały obowiązek wychowywania spadnie na bogu winną następczynie, niech ona się martwi i z tym gryzie, do tego zero jakiejkolwiek wdzięczności od nikogo.
Utwierdzacie mnie w przekonaniu, że nie warto być szczerym, zatem biorę swoje zabawki i idę na swoje podwórko.

3 596

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, to jest forum i wyrażane są tu różne opinie różnych osób w skrajnie różnych sytuacjach życiowych. Forum jest po to żebyśmy mogły skonfrontować swoją sytuację z innymi (podobnymi lub różnymi). Teoretycznie mamy te same problemy (drugi lub kolejny związek, dzieci swoje i partnera, Exowe lepsze lub gorsze )  ale tylko teoretycznie, bo tak naprawdę nasze życia diametralnie się różnią , bo i ludzie się różnią. Więc i opinie lub sposobów zachowania w jakieś konkretnej sytuacji tez będzie dziesiątki. Każda z nas ma inną wrażliwość, inny charakter, więc i zachowania nasze będą różne. 
Babki , które ostro oceniły Twoje zachowanie, prawdopodobnie nie do końca sobie mogą wyobrazić czarną dupę w której się znalazłaś. Owszem też uważam że egzekwowanie od dziecka tego, czego powinnaś egzekwować od Partnera nie było w porządku, ale Ewarg, Lilly, End _Aluzja, czy Wy kiedyś znalazłyście się w takiej sytuacji jak Zazdrosna, czy mimo wszytko macie bardziej wyrozumiałych Partnerów i Wasi nigdy by do takich zachowań nie dopuścili???? Reakcja Zazdrosnej ma na pewno nie tylko podłoże alergiczne (na dziecko), ale być może jest to wołanie o pomoc, którego wołania JEJ PARTNER nie dostrzega. Nadal pozostawia Jej dzieciaka na głowie, nadal nie egzekwuje NICZEGO od Rodzicielki a moim zdaniem w tym ZAZDROSNA ma dużo racji. KTO POWIEDZIAŁ ŻE MACOCHA MUSI BYĆ LEPSZA OD RODZONEJ MATKI??? KTO POWIEDZIAŁ, ŻE MACOCHA MUSI KOCHAĆ POSIERBÓW JAK SWOJE DZIECI????? KTO DO CHOLERY ZWOLNIŁ RODZICIELKĘ OD MIŁOŚCI DO SWOJEGO DZIECKA I OBOWIĄZKÓW Z TYM ZWIĄZANYCH????????????

3 597 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-12 10:31:45)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

KTO POWIEDZIAŁ ŻE MACOCHA MUSI BYĆ LEPSZA OD RODZONEJ MATKI??? KTO POWIEDZIAŁ, ŻE MACOCHA MUSI KOCHAĆ POSIERBÓW JAK SWOJE DZIECI????? KTO DO CHOLERY ZWOLNIŁ RODZICIELKĘ OD MIŁOŚCI DO SWOJEGO DZIECKA I OBOWIĄZKÓW Z TYM ZWIĄZANYCH????????????

Dzięki Kjim smile

kjim napisał/a:

Zazdrosna a może daj M szansę wykazania się jako ojciec. Niech się wyprowadzi do swojego mieszkania. Niech będzie zmuszony zorganizować całą opiekę nad Młodym i doraźną opiekę nad drugim dojeżdżającym. Niech sam pomyśli nad tym jak to pogodzić: zarabiać i wychowywać dzieci jednocześnie . My kobiety na ogół jesteśmy właśnie w ten sposób pozostawione same sobie i nie ma bata musimy sobie z tym radzić !!! Z chęcią wtedy korzystamy z pomocy dziadków lub brrrr musimy dogadywać się z Byłymi mężami żeby przejęli część opieki. Daj M być ojcem na pełen etat. Bez wsparcia z Twojej strony będzie musiał ograniczyć prace na dwóch etatach, będzie musiał ugotować, uprać i zając się Młodym jednocześnie pracując i zarabiając na te kredyty które spłaca za przeszłość. Może doceni wtedy Twoją pomoc. Może sam dojrzy, że Młody wchodzi wszystkim na głowę i nie liczy się z niczyim zdaniem (również ze zdaniem Ojca) . Niech sam zacznie WYCHOWYWAĆ SYNA. Niech wypracuje sobie autorytet  u dziecka. Jest szansa , że obaj zrozumieją, że mają u Ciebie jak u Pana Boga za piecem. Czemu nie dasz Im szansy? Jeśli M nie będzie miał co zrobić z Młodym to i jeden i drugi nie będą mieli wyjścia, Młody będzie musiał czasem  posiedzieć u dziadków, ewentualnie M będzie musiał zacząć wymagać od exmałżonki współuczestniczenia w opiece.
A jeśli się okaże, że radzą sobie świetnie bez Ciebie - to znak, że punktem zapalnym jesteś Ty.
Jeśli się okaże, że M będzie szukał innej kandydatki do roli Macochy - to znak, że tak naprawdę nie zależy Mu na Tobie jak na Partnerce, zależy ma na opiekunce dla swoich chłopaków. To też z korzyścią dla Ciebie bo przecież nie chcesz być zdegradowana do roli opiekunki do dzieci.
A jeśli stwierdzą obaj, że fajnie jednak było z Tobą, to nie długo wrócą i obiecają solidną poprawę. Wtedy krok należał będzie do Ciebie. Czy jesteś w stanie zaakceptować Młodego na co dzień (może na trochę innych warunkach) czy jednak wolisz mieć święty spokój i nikogo na karku. Wszystkim Wam dobrze zrobi jak złapiecie świeży oddech.

Rozważam i biorę pod twoją sugestię pod uwagę. Może faktycznie jak przestanę pomagać M i jego synowi, to w końcu ktoś to zauważy. Jeśli M w swoim napiętym grafiku ze spotkaniami z dziećmi nie będzie miał dla nie czasu to mi już ten układ w ogóle nie będzie odpowiadał. Dam sobie jednak czas na ochłonięcie, przystosowanie i może odrobinę nadziei, że jednak zatęskni.

3 598

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna, to jest forum i wyrażane są tu różne opinie różnych osób w skrajnie różnych sytuacjach życiowych. Forum jest po to żebyśmy mogły skonfrontować swoją sytuację z innymi (podobnymi lub różnymi). Teoretycznie mamy te same problemy (drugi lub kolejny związek, dzieci swoje i partnera, Exowe lepsze lub gorsze )  ale tylko teoretycznie, bo tak naprawdę nasze życia diametralnie się różnią , bo i ludzie się różnią. Więc i opinie lub sposobów zachowania w jakieś konkretnej sytuacji tez będzie dziesiątki. Każda z nas ma inną wrażliwość, inny charakter, więc i zachowania nasze będą różne. 
Babki , które ostro oceniły Twoje zachowanie, prawdopodobnie nie do końca sobie mogą wyobrazić czarną dupę w której się znalazłaś. Owszem też uważam że egzekwowanie od dziecka tego, czego powinnaś egzekwować od Partnera nie było w porządku, ale Ewarg, Lilly, End _Aluzja, czy Wy kiedyś znalazłyście się w takiej sytuacji jak Zazdrosna, czy mimo wszytko macie bardziej wyrozumiałych Partnerów i Wasi nigdy by do takich zachowań nie dopuścili???? Reakcja Zazdrosnej ma na pewno nie tylko podłoże alergiczne (na dziecko), ale być może jest to wołanie o pomoc, którego wołania JEJ PARTNER nie dostrzega. Nadal pozostawia Jej dzieciaka na głowie, nadal nie egzekwuje NICZEGO od Rodzicielki a moim zdaniem w tym ZAZDROSNA ma dużo racji. KTO POWIEDZIAŁ ŻE MACOCHA MUSI BYĆ LEPSZA OD RODZONEJ MATKI??? KTO POWIEDZIAŁ, ŻE MACOCHA MUSI KOCHAĆ POSIERBÓW JAK SWOJE DZIECI????? KTO DO CHOLERY ZWOLNIŁ RODZICIELKĘ OD MIŁOŚCI DO SWOJEGO DZIECKA I OBOWIĄZKÓW Z TYM ZWIĄZANYCH????????????

owszem, jestem w takiej sytuacji - poczytaj sobie - synowie mojego męża mieszkają z nami od kilku lat bo mamusia wzięła się i wyjechała do nowego męża kilkaset kilometrów. Chłopaki widują matkę 3-4 razy w roku przez weekend. A mój mąż często wyjeżdża w delegacje na 2-4 dni i ja bywam z nimi sama.

Problem zazdrosnej polega na istnieniu tych dzieci. Ona żąda od M i od chłopca rzeczy niemożliwych. Chłopcami mają zając się : matka, dziadkowie, kolonie... byleby nie ojciec i nie ona bo ona chce mieć M dla siebie.
Nie masz siły opiekować się jego dziećmi - niech je zabiera do pracy. ale jak tak zrobi to dłużej siedzi w pracy przez nich i to też źle.
wyprowadzi się z nimi - też źle,
Facet robi sobie po kryjomu przed tobą wolne aby zająć się synami...... Do tego doprowadziłaś.
Jedyne co by cię zadowoliło to aby chłopcy mieszkali gdzieś indziej a ojciec spotykał się z nimi co drugi weekend przez kilka godzin, dwa tygodnie w wakacje... (znajdź innego bo ten tego nie zrobi)
Zazdrosna oczekuje wsparcia od nas - w czym? mamy podsunąć jej pomysł jak pozbyć się chłopców? Jak przekonać M aby jego była wzięła i zajęła się dziećmi? A niby jak? Nawet sąd nie zmusi ją do tego. Jak będzie tak dalej robić to sąd ogranicz jej prawa do opieki nad nimi a nie odwrotnie.
Sytuacja jest nieciekawa. Dla mnie jedynym zdrowym zachowaniem jest pogodzić się z nią. Ponieważ zazdrosna nie potrafi tego zrobić to lepiej niech się rozstaną. Czy ty tak nie zrobiłaś?
Skoro sytuacja przerasta to trzeba się poddać. Ale zazdrosna chce e tego faceta, tego i koniec, na swoich zasadach....
Sorry, ale to posunęło się za daleko.... zazdrosna wybacz, ale nie potrafię głaskać cię po głowie za to co robisz. Próbowałam wesprzeć, dodać otuchy, podawałam swój przykład, a ty dalej swoje, nakręcasz się, tupiesz nogami... niech ktoś weźmie to dziecko...
Nie musisz kochać dzieci M (ja moich pasierbów też nie kocham) ale akceptuj ich obecność w swoim życiu, w swoim domu i daj im prawo czuć się bezpiecznie, mieć spokojne dzieciństwo.
Ty druga po matce urządzasz im jazdę.
A co cię obchodzi czy twoja następczyni też taka będzie. A co cię obchodzi czy w ogóle będzie ktokolwiek....
Chcesz mieć spokój i tylko to powinno cię interesować. Jeśli dobrze kojarzę to nie jesteście małżeństwem nie macie wspólnego dziecka. Więc nie utrudniajcie sobie życia.

{b]kjim[/b] sytuacja przerosła i rozstali się.

3 599 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-12 15:39:40)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

owszem, jestem w takiej sytuacji

Nie jesteś mną, nie lubisz i cieszysz się z tego co ja, nie mieszkasz z moim M, jego pasierbem i moją córką, nie zmierzasz się z moim problemem i pomimo, że są rzeczy które nas łączą, każda ma inną sytuację. Sama pisałaś, że chociażby różnimy się wiekiem, z pewnością doświadczeniami życiowymi, statusem materialnym, warunkami mieszkaniowymi i jeszcze wieloma innymi kwestiami. Nikt nie jest w stanie wczuć się w moją konkretną sytuację w danej chwili. Mylne jest rozumowanie, że ty w tym wypadku postąpiłabyś inaczej z oczywistych powodów, gdyż tam nie byłaś. Każdy ma wybór, prawo do błędów i za swoje działania jest odpowiedzialny.
Tak jak pisała Kjim, na tym forum wyrażamy swoje opinie, udzielamy rad, zatem dziękuję za przedstawienie własnego zdania.
Używasz mocnych słów wypowiadając się w bardzo delikatnej kwestii uczuć wręcz narzucając mi decyzję o rozstaniu z partnerem i sugerujesz mi co jest dobre dla mnie, ale masz do tego prawo, ja mam przywilej to odrzucić. Mylisz się, nie chcę tego faceta na siłę, staram się zmierzyć z tym czym obdarował mnie los, jednak ani ty ani nikt inny nie jest w stanie odpowiedzieć mi jak to zrobić. Są dni, może i nieliczne, kiedy jesteśmy wszyscy razem i jestem naprawdę szczęśliwa, tylko o nich tu nie piszę z wiadomego powodu. Czasem wręcz uważam, że gdybyśmy byli tylko we dwoje to byłoby nudno. Zatem ?NIE SĄDŹ INNYCH, ABYŚ SAM NIE BYŁ SĄDZONY"

3 600 Ostatnio edytowany przez obwarzanek (2014-08-12 19:11:04)

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna ,przegiełaś i to mocno .
Obarczyłaś młodego waszymi problemami .
Tak sie nie robi .Dorosli ludzie załatwiają swoje problemy pomiędzy sobą ,nie wciagajac w to dzieci .
Sama wiesz ,ze przy rozwodach staramy sie mowic ,ze rodzice wprawdzie nie moga juz byc ze soba ,ale kochają swoje dzieci .Robimy to po to ,zeby dzieci nie obwiniały siebie za taki stan rzeczy .
Jak myslisz ?Kogo to dziecko bedzie obwiniało za rozpad związku ,jeżeli wam nie wyjdzie ?
Sama mu powiedziałaś .
Dobrze sie z tym bedziesz czuła ? A przeciez wiesz ze to nieprawda .To nie dzieciak winny ale Ty bo nie lubisz tych  dzieci ,Twoj M bo kocha je .
Odkręć to kochana .Nie fochaj się i jak najszybciej wytłumacz dziecku  ,ze może zły dzień miałas ,no nie wiem .I nie unos sie .To forum naprawde nie sluzy krzywdzeniu .
Moderatorzy czuwaja .
Co jeszcze moge ci powiedziec ? Bez urazy, poczytaj siebie od poczatku .Zawsze miałaś problem z akceptacja dzieci M  Ze swoimi dziecmi też.I to jak przewidywałaś pogłębiło się ,nie mineło

3 601

Odp: Być drugą i macochą

Ja bym nie oceniała zazdrosnej tak negatywnie, bo nie jesteśmy uczestnikiem tej rozmowy, emocji, które są udziałem obu stron.
Przypisujemy dziecku cechy bezbronnego dziecka, które zostało obarczone zbyt dużą odpowiedzialnością. Ale to nie jest kwestia chwili tylko kwestia wielu, bardzo wielu sytuacji, których i zazdrosna i dziecko byłi uczestnikami.

A wiem co to oznacza. Bo dziecko mojego byłego dało mi się mocno we znaki. Przy wszystkich było do rany przyłóż, a za plecami potrafiło robic mi na złość, być wrednym, złośliwym dla mojego dziecka, rywalizowało na każdym kroku, oczekiwało specjalnych względów i specjalnego traktowania, oczekiwało, że bedzie traktowane jak gość i obsługiwane, jednoczesnie chciało praw takich jak mają domownicy.
Ale ktoś z boku, powiedziałby - to tylko dziecko... a ja sobie myślę... Hitler też był kiedyś tylko dzieckiem...

3 602

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna dzieci Twojego partnera będą i tego nie zmienisz.

Oszem, może Zazdrosna nie powinna tak mówic do dziecka ale wiem z własnego doświadczenia, że dzieci też bywają okropne tak okropne. Córka mojego byłego partnera miała awersje na zupy, ja walczyłam o to by je jadła /wiadomo zdrowe i jemy wszyscy bez wyjątku/ a ona potrafiła wypluć zupę na stół lub wlać do doniczki. O rywalizacji z moją córką nie wspomnę. Na mojej drodze nie sptkałam tak wrednego dziecka jak ona. Wiadomo była to wina rodziców ale dziecko obrywało za złe zachowanie. Przykłady złego zachowania sie piętrzyły a partner nie widział problemu.

Zazdrosna, swego zaczsu chodziłam do psychologa pokazał mi fajne ćwiczenie. Weż do łapki kartkę, długopis podziel ją na dwie tabelki plusy i minusy Waszego związku w ten sposób odpowiesz sobie na pytanie czy masz siłę i ochotę dalej to ciągnąć. A może osobne zamieszkanie nie jest złe, zatęsknicie za sobą. A teraz postaw się w sytuacji twojego partnera co ty byś zrobiła ze swoimi dziećmi , podrzucałabyś je po rodzinie-wątpie

3 603 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-08-13 08:55:04)

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna - jak ci się przytakuje, współczuje to jest ok ale w drugą stronę - to zabierasz zabawki i obrażasz się.

Nie będę więcej polemizować z tobą. Dla mnie nie zachowujesz się jak dorosła, dojrzała osoba.
Być może byłam dla ciebie zbyt ostra ale zabrakło mi sił na ciebie. Być może należy mówić do ciebie jak do dziecka, delikatnie. Tylko dlaczego ty od dzieci oczekujesz zrozumienia?
Niestety jestem osobą bezpośrednią, choć z dużą cierpliwością. Jak ktoś naciąga strunę na maksa to staję się ostra.
Obraziłaś się na mnie - proszę bardzo, nie będę cię przepraszać ani błagać o wybaczenie.

Masz rację, twoje życie twoja sprawa. Nie pytaj mnie jednak więcej o nic bo moje życie było i jest zupełnie inne niż twoje. Nigdy nie tupałam nogami. Widocznie gdy byłam małym dzieckiem skutecznie rodzice uodpornili mnie na stres, przeciwności losu itp.

Tendre - zazdrosna pisała wielokrotnie, że młody jest dla niej miły, posłuszny, chce być pomocny ale ona go nie cierpi i nie może się przełamać do niego. Poczytaj sobie wcześniejsze jej wypowiedzi.
Nie można oczekiwać rzeczy niemożliwych.

3 604 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-13 10:27:55)

Odp: Być drugą i macochą

Mam dość manipulowania M przez smarkacza, ojciec jest w stosunku do niego wyrozumiały, bo musi, ale ja nie. Wychodzi jednak na to, że M bierze na siebie zbyt dużo obowiązków, które później z natłoku spadają na mnie, a ja wredna macocha nie chcę się na to zgodzić, bo niby czemu, kiedy chłopak ma rodzinę, która może M wyręczyć. Jeśli do M nie dociera, że jest zastępowalny to na spokojnie wytłumaczyłam młodemu, że matka w stosunku do niego ma też obowiązek wychowawczy, on z tego nie zdawał sobie sprawy. Podejście ma takie, że to ojciec MUSI SPEŁNIAĆ JEGO ZACHCIANKI, ja to widzę i nie zamierzam się na to godzić, bo nie mam zamiaru mieszkać z szantażystą. Nie mówiłam mu, że jest odpowiedzialny za rozpad naszego związku, tylko że ja nie zamierzam godzić się na jego wybryki i nieposłuszeństwo i z tego powodu będzie musiał się przeprowadzić, nie mówiłam nic o moich relacjach z M, bo to nasza sprawa. Mam prawo, podobnie jak chłopak  wybrać z kim chcę mieszkać i dałam mu ostrzeżenie, że jego zachowania nie będę tolerować. Wchodzę z nim w bezpośrednie relacje, nie przez ojca, bo tyle czasu z nim spędzam, że jest to nieuniknione i świadczyło by jedynie o mojej słabości charakteru. Może pisząc te słowa użyłam tutaj jakiegoś skrótu myślowego, bo zapytałam się chłopaka czy chce bym była z jego ojcem, a później, że jeśli tak będzie to będę nalegać, by trochę odciążyć M opieką nad nim.
Do tego gnojka to i tak nic nie dociera, bo od 2 dni jest u matki, której nie widział kilka miesięcy i pomimo, że miał mówione przez ojca, że ma się jej słuchać robi problemy. Wczoraj młody kazał ojcu po siebie przyjechać, bo chce wrócić do domu, gdyż matka dała mu karę wychodzenia na dwór za nieprzestrzeganie godziny powrotu do domu z podwórka (jak ja to dobrze znam, nieraz ojciec po niego dzwoni po 5 razy z tego powodu), a tak jak to napisał w smsie bardzo chce wyjść. Kiedyś M ruszył by na taką wiadomość z kopyta, ba mi też się zdarzyło jechać na ratunek z piskiem opon, bo smyk napisze tekst w stylu: ?ratunku, mama mnie nie chce?. Po doświadczeniach jednak teraz podchodzimy do tego spokojnie, ma się dogadać z matką i przyjąć co sobie nagrabił. Coraz bardziej rozumiem tą kobietę, nigdy nie pozbyłabym się własnych dzieci, ale nie znam równie krnąbrnego dzieciaka. Ostatnio, gdy nie jest pod nadzorem, przeciąga i robi co mu się żywnie podoba, pomimo, że jest świadomy, że robi źle i pouczony o grożących mu konsekwencjach. Sądzi chyba, że jego bohater tatuś ze wszystkiego go wyciągnie, co często miało miejsce.

Ewarg powiem tylko tyle, że na prawdę mnie nie znasz, nie będę się już tu tłumaczyć. Możliwe, że macie trochę racji. Moje dzieci też taktowałam jak małych dorosłych ludzi, nie kryjąc przed nimi problemów, bo one doskonale widzą, że coś jest nie tak. Chłopak też potwierdził, że widzi moje rozdrażnienie z powodu przyjazdu do nas jego brata i myślę, że fajnie, że sobie to wyjaśniliśmy. Możliwe, że to błąd, postępuję jednak tak jak wydaje mi się za słuszne i jak zostałam wychowana, moim celem nie było skrzywdzenie kogokolwiek. Rozmowę z chłopakiem przemyślałam, powiedziałam o niej M i on nie ma do mnie z tego powodu pretensji.

Dziękuję, dziewczyny za wszystkie sugestie smile

3 605 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-08-14 08:08:50)

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna, przepraszam, że dalej ciągnę ten temat ale proszę, wróć do początku swoich wypowiedzi na tym forum. To było półtora roku temu i nikt nic nie pomógł ci.
Wg mnie potrzebujesz pomocy specjalisty aby nauczyć się akceptować te dzieci.

zazdrosna13 napisał/a:

Cześć Dziewczyny!
Powiem wprost jestem zazdrosna o czas jaki mój mężczyzna spędza z nastoletnimi dziećmi. Tak wiem, że ojciec powinien zajmować się dziećmi, ale według mnie to przesada, sama mam 2 dzieci. Mój kochany pracuje 6-7 dni w tygodniu po 16 godz. Dla pewności praktycznie wyłącznie, wszystko idzie na jego alimenty i spłatę jego kredytów zaciągniętych w byłym małżeństwie. Do pracy co 2 dzień zabiera swoich chłopców, spędza z nimi każdą wolną niedziele. Fakt czasem do nich się dołączam, ale jakoś ryby, piłka nożna, czy bajki w kinie mnie nie interesują.  Nie sądziłam, że trafię na faceta który jest nadopiekuńczy w stosunku do swoich dzieci, uważa, że matka je krzywdzi i tylko u niego jest im dobrze. Ogarnia mnie złość, że mamy tak mało czasu dla siebie. Poza tym jest wspaniały, cudowny, kochany. Powtarzam sobie, że dzieci rosną, ale czasem zaliczam doła. Nie chcę wyłączności, ale trochę czasu na budowanie związku, gdyż sami spędzamy prawie wyłącznie noce i tak jest od roku. Pomóżcie proszę.

zazdrosna13 napisał/a:

Dzięki, MariannaM. Poruszaliśmy ten temat kilka razy i jest naprawdę ciężko, facet jest wspaniały, daje mi poczucie, że jestem najważniejsza, dzieci uczy szacunku do mnie. Twierdzi jednak, że jego była żona bije i nie zajmuje się ich synami, że dzieci są zaniedbywane i tylko on jest w stanie coś temu zaradzić.
Efekt jest taki, że w wolną niedziele zawozi synów do rodziców i mam trochę czasu dla siebie i tak jest do mojego kolejnego sprzeciwu. A później znów zamiast pracować spędza czas z dziećmi. Jego długi rosną, ja mam natomiast cały dom na swojej głowie, a też pracuję i uczę się. Rozumiem, że synowie potrzebują ojca, ale on zajmuje się nimi co 2 dzień, mi pozostają noce lub 1 dzień w tygodniu z dzieciarnią. Wiem, że facet jest warty zachodu, żal mi dzieci, ale czuje, że ogarnia mnie złość na nie. One świetnie manipulują ojcem, wykorzystując jego dobre serce, chyba też tak powinnam ?

3 606

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Jestem widać nienormalna, lubię swoich pasierbów i cieszę się, że przyjadą do nas. Ale może to dlatego, że nie mam ich stacjonarnie.

3 607

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

przepraszam, że dalej ciągnę ten temat ale proszę, wróć do początku swoich wypowiedzi na tym forum. To było półtora roku temu i nikt nic nie pomógł ci.
Wg mnie potrzebujesz pomocy specjalisty aby nauczyć się akceptować te dzieci.

Moja specjalistka poległa widocznie jestem niereformowalna smile
Powiedz mi, że moje obiekcje przedstawione w wybranych przez ciebie cytatach są bezpodstawne a odpuszczę sobie dalszą dyskusję i polemikę.

Olinka sytuacja moja, a Lily są diametralnie różne jak niebo, a ziemia.

3 608 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-16 19:16:35)

Odp: Być drugą i macochą

Tyle emocji z Zazdrosna i teraz cisza..
Każda z nas ma swój katalog dobra i zła , każda soje granice i swoją wytrzymałość ..
Nasze życie nie jest tylko bilansem zysków i strat.. bo jeśli jest tajemniczy dodatek..zwany uczuciem.. dźwigamy ciężar ..często przekraczający nasze siły ....
Ja myślę że zazdrosna nie tylko nie jest księgową ...ale widzi że M jest dobrym człowiekiem.. i tylko człowiekiem ,   z olbrzymim ciężarem odpowiedzialności który musi dźwigać sam..bo matka dzieci ....
zazdrosna się szarpie i miota...bo choć M jest porządnym facetem...to ten sam facet wyrządza jej wiele bólu nie dając prawie nic... czy też nie widząc jej potrzeb.

Ja wróciłam właśnie z wymarzonych wakacji... tak jak chciałam ... pojechaliśmy w 4 ... i teraz Wam napiszę wrażenia .
było jak chciałam - hotel z pełnym pakietem, słońce ,baseny, plaże nad morzem, egzotyczny kraj...
Tyle że nie mogliśmy ruszyć się z hotelu bo młody M robił awantury na każde wyjście ...najlepiej by nie wychodził z basenu i zjeżdżalni wodnych.... powiecie - mam co chciałam .
M miał również super wakacje - mieliśmy 2 pokoje - mój syn był w pokoju z młodym...
na basenach i zjeżdżalniach- mój syn z młodym,
..młody prawie do talerza mu wchodził... młody łaził za moim synem jak cień ..
wieczorami również nie było wyjścia - bo młody padał ok 21 ...samego go nie zostawimy...
Pierwsza sprzeczka była gdy M zarządził że młodego zostawimy z moim synem i sobie sami wyjdziemy... nie interesowało go że mój syn też by chciał gdzieś wyjść , coś zobaczyć...
M co chwila biegał do baru ..nie powiem bo o moją szklankę też dbał... ale nie miał żadnego problemu że ma dziecko pod opieką... jak miał ochotę to się powygłupiał z młodym jak nie ..to młody męczył mojego syna...co M kwitował ..no idź z nim.
Więc nie byliśmy nigdzie ... poza hotelem...
I niby fajnie ..ale jakoś nie cieszyły mnie te wakacje.... niby było jak miało być....
ciągle sobie tłumaczyłam..że przecież gdyby to było moje dziecko to było by identycznie..próbowałam sobie na rożne sposoby wytłumaczyć że jest ok....żeby wygonić jakiś dziki żal z środka ....
Chyba te próby wewnętrzne  mnie pokonały ..bo w niedzielę dostałam silnej migreny która trzymała mnie do środy wieczór... w piątek wróciliśmy ..
Mój syn nie powiedział tego na głos..ale widzę że jest rozżalony trochę ... tylko młody i M twierdzą że było zaje..biście ...
I co jest ze mną nie tak ???

Tak bardzo bym chciała poznać sposób by uwolnić się od tego tajemniczego dodatku który nie pozwala mi dokonywać rozsądnych i dobrych dla mnie wyborów... decyzji.
Zresztą jestem zdania że gdyby tego uczucia nie było.. to pewnie i nasz związek wyglądał by inaczej..wtedy brałabym tylko pod uwagę bilans zysków i strat .
to tyle

3 609

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczynki długo mnie tu nie było ,bo po pierwsze  poruszalyście wcześniej sprawy  z którymi nie miałam nigdy osobiście do czynienia ( chodzi o konflikt z eksiami, ja eksi na oczy nigdy nie widzialam) po drugie bylam na dluzsyzm urlopie ,teraz tak zajrzałam i po części niektóre  sytuacje są mi bardzo dobrze znane jeśli chodzi relacje i ściny z  dzieciem męża
Jakies zdanie mam już wyrobione   jeśli chodzi o sytuacje zazdrosnej ( ode mnie znajdzie sie i obrona i nagana w niektórych zrachowaniach zazdr.) , lecz tak pochopnie czytałam w biegu, musze jeszcze  z raz na spokojnie poczytać jeśli  mam sie odnieść do waszych wpisów smile

3 610 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2014-08-18 10:21:17)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Tak bardzo bym chciała poznać sposób by uwolnić się od tego tajemniczego dodatku który nie pozwala mi dokonywać rozsądnych i dobrych dla mnie wyborów... decyzji.
Zresztą jestem zdania że gdyby tego uczucia nie było.. to pewnie i nasz związek wyglądał by inaczej..wtedy brałabym tylko pod uwagę bilans zysków i strat .
to tyle

Moje dzieciarstwo jest własnie w bardzo rozbieżnym wieku, który to wiek niestety ogranicza nas wszystkich... bo nie na wszystko możemy sobie pozwolić.
Oba dzieciary wink moje, a uczucia te same, niedosyt, że gdyby nie wiek to moglibysmy jeszcze wyjść... zobaczyć...
Dlatego nie miej sobie nic do zarzucenia w kwestii uczuć... ale też ciesz się tym co zobaczyłaś i przeżyłaś... bo trawa wydaje nam się zawsze bardziej zielona tam gdzie nas nie ma...

3 611 Ostatnio edytowany przez metaksa (2014-08-18 10:30:26)

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekac, najbardziej to wspolczuje Twojemu synowi takich wakacji - bo z tego co piszesz to on tam nie pojechal wypoczywac tylko robic za nianke.

ja tylko raz bylam na wspolnych wakacjach z jego dziecmi. pierwszy i ostatni. wole juz jechac na krocej ale z samym M., albo sama, albo w ogole nigdzie nie jechac.

3 612

Odp: Być drugą i macochą

tylko, że w tym było milczenie chceuciec
nie było porozumienia i rozmowy
czy zapytałaś twojego syna, czy odpowiada mu robienie za niańkę?
mogłaś przecież ustalić, że młody "bawi" się z małolatem co drugi dzień, albo tylko do południa?
mogłas powiedziec partnerowi - hola hola- młody ma swoje plany wakacyjne i opieka nad małolatem do nich nie należy
mogłaś powiedzieć partnerowi - posłuichaj, źle się czuję z tym, że mój syn nie ma wakacji ani czasu wolnego, tylko robi to, co powinienes robić ty, jako ojciec.

może by się okazało, że twój syn był całkierm zadowolony? przecież to, co ty wiesz, to tylko interpretacja jego miny
bałaś się z nim otwarcie porozmawiać?
bałaś zapytać - czego on chce?
\d;laczego chceuciecstąd?
dlaczego ZNOWU UCIEKŁAŚ?

3 613 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-18 11:53:39)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

tylko, że w tym było milczenie chceuciec
nie było porozumienia i rozmowy
czy zapytałaś twojego syna, czy odpowiada mu robienie za niańkę?
mogłaś przecież ustalić, że młody "bawi" się z małolatem co drugi dzień, albo tylko do południa?
mogłas powiedziec partnerowi - hola hola- młody ma swoje plany wakacyjne i opieka nad małolatem do nich nie należy
mogłaś powiedzieć partnerowi - posłuichaj, źle się czuję z tym, że mój syn nie ma wakacji ani czasu wolnego, tylko robi to, co powinienes robić ty, jako ojciec.

może by się okazało, że twój syn był całkierm zadowolony? przecież to, co ty wiesz, to tylko interpretacja jego miny
bałaś się z nim otwarcie porozmawiać?
bałaś zapytać - czego on chce?
\d;laczego chceuciecstąd?
dlaczego ZNOWU UCIEKŁAŚ?

Pisałam do Ciebie na innym wątku...
bo ja chce żeby było dobrze ... a sytuacja mnie zaskoczyła ... nie zastanawiałam się przed wakacjami ...
Z M próbowałam porozmawiać- on ma inne zdanie .. uważa że on najwięcej "zabawiał dzieci" smile..
Mamy zupełnie inne podejście do tego .. M raz mówi że mój syn jest dorosły - to przy okazji podziału obowiązków -liczy go jak dorosłego... a innym razem uważa że jest dzieckiem i nie ma nic do gadania ...-  M zarządził że dzieci zostają same w hotelu a my wychodzimy... i mój syn coś próbował zagadać ..coś zapytał..to m skwitował że koniec dyskusji....

Sobotnie wydarzenie ... nawiązując do Twojego zdania "co powinieneś robić ty, jako ojciec. "
Nie gotowałam obiadu, miał być grill . . ale co chwilę padało .. M od rana  siedział sobie i zajmował się swoim hobby ... cos grzebał w narzędziowni.. jego syn robił co chciał.. nudził się ...to bajki, to komputer, to telefon, to chwila na dworze... w końcu gdzieś poszedł do kolegi ... w trakcie dnia rzuciłam M hasło, że zajął by się synem ...ale zignorował to..
ok 17 M zapytał czy jego syn jadł obiad - powiedziałam zgodnie z prawdą , ze nie wiem, bo go nie ma od jakiegoś czasu..
I M zrobił mi awanturę !!?? że jego syn jeszcze nie jadł obiadu i że się na mnie zawiódł !!i że dorośli maja obowiązek pilnowania dzieci czy jadły obiad i jakieś tam podobne argumenty  .... i żadne wytłumaczenia nie przekonały go... w końcu mu wykrzyczałam że to jego obowiązek... że ani mnie ani mojemu synowi nie robi śniadań.. a jak przyjeżdża jego syn to zawsze .. bo się poczuwa...
Nie robiłam obiadu dla nikogo- była zupa gotowa , ja nie miałam apetytu więc nie jadłam , syna nie było .. zresztą nie wiem po co się tłumacze ...strasznie się poczułam... jakbym zrobiła coś złego...
jestem umęczona tymi wszystkimi sytuacjami... źle się czuję we własnym domu... nie potrafię odciąć się od pewnych sytuacji ...jestem przez to nieszczęśliwa ...smutna .. ciągle mam gonitwę myśli żeby właśnie uciec .. chyba mnie to przerasta..

Dodatkowo wyszła na jaw pewna trudna sytuacja.. która mnie już całkowicie dobiła ... nie wiem co z nią zrobić
Jakiś czas temu zwracałam uwagę M że jego syn nas podsłuchuje... i wszystkie te informacje opowiada matce ..słyszałam że matce jak gadał z nią przez telefon .. relacjonował ile pieniędzy za co wydaliśmy, co ja zrobiłam, co powiedziałam ... najdziwniejsze że to były sprawy nie dotyczące go... pomyślałam że matka go wypytuje  ... M sam czasami mu zwracał uwagę jak młody ciągle mieszał w rozmowach dorosłych wcinał się w rozmowę wypytując m.in. o pieniądze (ma 8 lat !).. ..
Okazuje się że młody u teściów naopowiadał niestworzonych rzeczy ... nie wiem czy sam to wymyślił , czy ktoś mu podpowiedział takie zdania... częściowo są to informacje z naszego życia , często wyciągnięte z wątku i przedstawione inaczej...
Ciotka która była świadkiem tych opowieści mi powiedziała ...żebyśmy się pilnowali i M pogadał z młodym..bo to może narobić wszystkim kłopotów .. ktoś to może wykorzystać.. dodała jeszcze że jej kilkudniowy kontakt z młodym ją zaskoczył .. młody kłamie prosto w oczy, przyłapany ze cos zepsuł wypiera się choć ciotka sama widziała ...podobno było wiele takich sytuacji.. rozmawiała podobno z jego matka . i ta potwierdziła że młody zawsze ma postawę że nie jego wina .

nie mówiłam jeszcze o tym M ... bo ciotka mi powiedziała że mówi mnie choć wie że powinna M ..ale ma wrażenie że on tego nie przyjmie jako jej troskę .. tylko czepianie się jego synka  ..M ma opinie trudnego wśród swojej rodziny..
Zapytałam jej dlaczego teściowa nie powiedziała o tym.. ja wiem że wiele dzieci ma takie etapy w życiu i się to jakoś wyjaśnia ..i wszyscy dorośli raczej są zdania że trzeba dziecku takie zachowania tłumaczyć jako niewłaściwe ...ale podobno teściowa twierdzi ze to dziecko tego na pewno nie wymyśliło... i że jest biedne ....
W sumie powinnam z M pogadać .. ale nie wiem jak .. jak mu powiedziałam kiedyś o słyszanej rozmowie młodego z jego matką ..to m mi zarzucił że podsłuchuje jego syna............


Chciałabym to mieć gdzieś... i nie przejmować się ...
Dlaczego jakiś dzieciak ma wpływ na moje samopoczucie ?? i że źle czuję się we własnym życiu i domu...
teraz jak sobie pomyślę ... że co trochę mam mieć szpiega w domu .....i mam się pilnować co powiem.. zrobie..no obłęd..
a z M raczej nie będzie wspólnego rozwiązania  by to załatwić ...

3 614 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-18 14:01:09)

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie dziewczyny,
nie odzywałam się bo mnie nie było, weekend spędziliśmy we dwoje nad morzem. Dziś już na spokojnie, bez negatywnych emocji patrzę na pewne kwestie, po prostu odpoczęłam, wyłączyłam się od tego zgiełku na kilka dni. Poza jednym incydentem, kiedy to exia chciała nam popsuć urlop, bo kazała M wracać wcześniej, gdyż zabaweczka w postaci jej starszego syna się jej znudziła i żądała jego natychmiastowego przekazania ojcu. Definitywnie chodziło o zrobienie na złość, gdyż chłopak jest nadal u matki i nic nie mówi na razie o powrocie do domu.
Uderzyło mnie w M, kiedy to w luźnej rozmowie dotyczącej związków powiedział - że jego POPRZEDNI ZWIĄZEK ZAKOŃCZYŁ SIĘ POMIMO JEGO SZCZERYCH CHĘCI, a jeśli chodzi o nas to MA CZASEM OCHOTĘ WYJŚĆ I NIE WRÓCIĆ. NIC GO PRZY MNIE NIE TRZYMA BO NIE MAMY DZIECI, DLA NICH I PRZEZ TO, ŻE ŚLUBOWAŁ PRZED BOGIEM MÓGŁBY WYBACZYĆ ŻONIE NOTORYCZNE ZDRADY. Było mi strasznie przykro, postanowiłam nie wracać do tych tematów, żyć i cieszyć się chwilą obecną i nie myśleć o przyszłości. M powiedział, jeszcze jedno, że nie chce się przeprowadzać z chłopcem do swojego mieszkania, bo mi bez jego synów żyłoby się lepiej i nie chciałabym już z nim być. Więcej o nas nie myślałam, cieszyłam się cudowną obecną chwilą, tak jakby to był nasz ostatni wspólny weekend. 
Może jeszcze jedna dygresja M na moją propozycje przyjazdu w to miejsce z dziećmi. On sam stwierdził, że ma dość naszych wspólnych wypraw z nimi, ich marudzeniem i wieczną rywalizacją pomiędzy moim i jego synem, że znacznie łatwiej i korzystniej jest im zorganizować wakacje i wysłać gdzieś, niż użerać się starając dogodzić wszystkim z marnym efektem i nadwyrężaniem naszych nerwów.
Chceuciekacstad u nas kiedyś młody namawiany przez matkę, też szpiegował. Powiem nawet więcej, nam też dla zdobycia uwagi opowiadał co dzieje się u matki. M długo oduczał go tego mówiąc, że to jest jej sprawa i go to nie interesuje. Teraz kiedy nie ma alimentów wyciąganie informacji dotyczących finansów przycichło. Musicie pilnować się ze słowami, bo mamuśka czuwa by jak najwięcej wyciągnąć od ojca, lub szuka na niego haka, to wyłącznie jej sprawka, a nie wina dziecka. I jeszcze jedno: twój facet nie ma 2 lewych rączek i niech sam gotuje swojemu dziecku i go sobie niańczy, nie daj sobie wmówić inaczej.

3 615

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna..to ze matka młodego wypytuje go i chłopak chce jej się przypodobać opowiadając często zmyślone lub przekręcone .. to wiedziałam...skali tych opowieści nie znałam .. okazuje się że młodego nie tylko jego matka wypytuje ale i matka M .. a on takich bredni naopowiadał ......ciotka tłumaczyła teściowej że dzieci maja skłonność do konfabulacji... podsłuchują i po swojemu składają treści... które często były durne nawet dla osoby obcej....jednak teściowa twierdzi ze coś musi w tym być ... bo on by sobie takich rzeczy nie wymyślił...że to taki dobry dzieciak .. taki biedny......
ja mam do nich dystans ..nie zwierzam się ...nie mówię o naszym życiu... teściowa choć narzeka na swojego synka (M ) że on taki czy owaki,  jak jej dopiecze ...ale głosi teorię że powinnam przede wszystkim skupiać się nad umilaniem życia ich wnuka ..bo on taki biedny... czyli robić wszystko by M i jego synek byli szczęśliwi .. koszty nie ważne ..
więc czerpie swoje opinie o nas z opowieści 8 latka.... wiecie co jest najbardziej dołujące?
że dorosła kobieta , przeżywa wymyślone historie dziecka.. zamiast pogadać z jego rodzicem i wyjaśnić sprawę...
ja teraz się czuję że powinnam stać na baczność bo młody przyjedzie....

na M nie bardzo mogę liczyć.. zresztą jak patrzę na nasze relacje jak jest jego syn .. to nie ma MY DOROŚLI I DZIECKO ..tylko zawsze synek ...co powie, co zrobi..do tego dochodzi  że czasami ja się tłumaczę przed M ... bo młodemu cos tam nie pasuje..

Ja pozwoliłam sobie wbić do głowy .. że to biedne dziecko ..że M jest biedny bo nie ma syna na co dzień ...ze trzeba dbać by młody czuł się u nas dobrze...młody teraz się panoszy ... jest bardziej u siebie niż ja i mój syn..

teraz czuję się jak w potrzasku ... z jednej strony nie chcę ciągłych sprzeczek z M ...z drugiej buntuje się na to że muszę zgadzać się na coś co mi przeszkadza... że miał być nasz wymarzony dom .. a jest podział...
M ciągle gada o dziecku... ja tez chciałam .. i wiecie o czym ciągle myślę .. czego się boję .. że jakby się pojawiło to byłaby awantura o pokój .. kto ma mieć ? nasze dziecko czy jego synek żeby nie czuł się źle ... no masakra
sama sobie robię jazdę ..
do głowy można dostać ...

3 616 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-18 21:48:40)

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad- ja tylko od siebie dodam, ze w zyciu nie wyraziłabym zgody i ani nie  patrzyła na to w milczeniu jak moje hipotetyczne dziecko robi za niańkę partnera dziecka  na wyjedzie  bedac moje stratne  przytłoczone ,organiczne przez ten psi ogon w postaci smarka  mlodszego
A ten pomysł ze wy wychodzicie a  chłopak zajmuje się smarkaczem w hotelu to jest kpina. Nie , nie bylabym cicho i ja   jestem zdumiona, ze ty się nic nie odezwalas konkretnie prosto z mostu STOP
Moja Pchla  jakby się znalazła kiedyś w takiej sytuacji to ona ma pysk niewyparzony i jest baaardzo buntna, równo prześwieciła by twojego faceta  za jego fanaberie i jakieś roszczenia w stosunku do jej osoby niby rzekomo ,ze to je byłby obowiązek nianczyc młodszych gowniarzy? buaahahah ,już to widze jakby dala popalić już w pierwszej sytuacji. Oczywiscie bez względu na pokrewieństwa wstawałbym sie w jej obronie ,lub obronie twojego syna  czemuż to one mają być stratne , bo dzieciak partnera to kompletnie niezaradna niemota ,która chodzi krok w krok i jest balastem dla wszystkich na wyjeździe  -taka prawda

Masz bardzo grzeczne, pokorne i ulegle dziecko, niby to ma plusy, lecz w tej sytuacji  na wyjeździe  wyszło  na minus . Ty na drugi raz działaj, cos się odezwij ale tak   porządnie i konkretnie .Twój syn nie ma prawa być stratny w takich sytuacjach ,a był, wy tez

3 617

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekac, duzo slow komentarza cisnie mi sie na usta po przeczytaniu Twoich postow, ale streszcze to jednym zdaniem: "masz to, na co godzisz sie".

Uswiadom sobie wreszcie, ze nic nie musisz. Nie musisz tolerowac zachowania mlodego M., nie musialas sie zgadzac, zeby Twoj syn robil za nianke, nic nie musisz - Ty jedynie, z sobie znanych powodow, chcesz.

Niepotrzebnie tez moim zdaniem wkrecasz sie w sytuacje z mlodym i tesciami. Na Twoim miejscu unikalabym mlodego i poruszania przy nich rozmaitych tematow. Wszelkie tlumaczenie mlodemu i tesciom zostawilabym M. To w koncu jego rodzice i jego syn. I gro Twoich rozterek wcale nie wynika z zachowan mlodego, tylko z reakcji badz jej braku Twojego M.

3 618

Odp: Być drugą i macochą

Metaksa ..ja to wiem:
"Niepotrzebnie tez moim zdaniem wkrecasz sie w sytuacje z mlodym i tesciami. Na Twoim miejscu unikalabym mlodego i poruszania przy nich rozmaitych tematow. Wszelkie tlumaczenie mlodemu i tesciom zostawilabym M. To w koncu jego rodzice i jego syn. I gro Twoich rozterek wcale nie wynika z zachowan mlodego, tylko z reakcji badz jej braku Twojego M."
..tyle ze jak mam unikać młodego???
wychodzić z domu w każdy weekend jak jest ?? święta wolne dni ?? i wiem że M powinien reagować , i to jest największy problem..bo on faktu że młody podsłuchuje i potem powtarza matce, babce i każdemu co się dzieje u nas w domu...nie uważa za coś złego...że jego matka i ex  (teściowa ) w ten sposób nas szpieguje ..również ...
Metaksa , a czy Ty czułabyś się dobrze wiedząc że osoba która często jest w Twoim domu podsłuchuje Cię i szpieguje żeby później opowiadać to innym?? nie zapraszałabyś takiej .......
Na początku związku miałam kilka przejść z M ..bo on sam opowiadał szczegóły naszego życia .. były takie sytuacja że teściowa wpierdzielała mi się do wydatków na mojego syna !! twierdząc np. że kupiłam synowi za drogie buty ...
Myślę że teściowa ma jakąś chorą potrzebę grzebania w naszym życiu.. zresztą nie tylko naszym, bo podobne sytuacje mają szwagrzy i szwagierki ... i zdanie również.
A co jest najdziwniejsze?- ona tylko złe rzeczy  wyciąga .. sama je jeszcze wzbogaca o swoje czasami durne analizy..
Mnie szokuje fakt , że dorośli w takiej sytuacji nie mają wspólnego zdania... że trzeba dziecku stanowczo zabraniać takiego zachowania ...... tłumaczyć ..
Chyba że tylko mnie się wydaje że młody zachowuje się nagannie .... pomijam fakt że babka i jego matka również ..wypytując go...

Chciałabym Metaksa nie wkręcać się w sytuację ...ale to kolejna z tych trudnych dla mnie...
mnie wkurza sam fakt że ktoś mnie podgląda ...podsłuchuje ..i nie tyle o młodego idzie co o ex i teściową !
Chciałabyś by ktoś miał wgląd w Twoje życie bez Twojej zgody i wiedzy ??
I nerw mam straszny na te baby !
bez wpływu na zachowanie młodego tego nie zmienię .. bo raczej rozmowa z którąkolwiek ...efekt może być odwrotny...
trzeba im zabrać źródło tych informacji...

3 619 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-19 10:02:02)

Odp: Być drugą i macochą

Metaksa napisała
Uswiadom sobie wreszcie, ze nic nie musisz. Nie musisz tolerowac zachowania mlodego M., nie musialas sie zgadzac, zeby Twoj syn robil za nianke, nic nie musisz - Ty jedynie, z sobie znanych powodow, chcesz.

pewnie że nie musze tolerować zachowania młodego... i co mam zrobić ?
zabronić ojcu jego przyjazdów?? zamknąć go za karę w pokoju?
spuszczać za nim wodę w toalecie?? bo on nie robi tego...jak zwrócę uwagę to przy najbliższej okazji M mi powie że musztruje jego syna!
bo trzaska drzwiami..bo wchodzi w butach do domu z piasku...bo w salonie zostawia buty.. bo siedzi z nogami na oparciu... je na kanapie... nie sprząta po sobie... wiem..wiem..co mnie to obchodzi.....jego syn ..niech m to za niego robi..
ale M też miewa w nosie ... i chodzę jak balon...bo bałagan wszędzie gdzie był młody...

gdyby to było moje dziecko czy inne obce ...zachowałabym  się tak samo.... co napisałam wyżej..
i nigdy nie spotkałam się z czyjąś krytyką.. wiem że jestem wymagająca .. ale tak wychowałam syna ...
Tylko M uważa że się czepiam jego młodego... choć sam w podobny sposób zwraca się do innych dzieci...

3 620

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was kochane,przeczytałam wszystko co tu napisałyście w tym temacie,poryczałam się jak głupia.W każdej historii znalazłam kawałek swojej.Od roku dojrzewam do zakończenia mojego związku ja on jego była żona córka.Jak znajde w sobie siłe to podzielę się z wami tym co ja przeżyłam przez 4 lata.

3 621

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny. Mija miesiąc odkąd M wyprowadził się z domu i powiem Wam do jakich wniosków doszłam:
1. strasznie tęsknię za Jego rękoma i ramionami, w których odpływałam.
2. strasznie tęsknię za wspólnym gotowaniem i prasowaniem i wspólnymi prysznicami i .....
ale
3. nie dostaję palpitacji serca przed każdym nadchodzącym weekendem
4. nie trzęsie mnie w środku, bo w weekend:
nikt mnie nie ignoruje, nikt nie ćlamie, małe oczy nie patrzą na mnie wilkiem, kiedy proszę żeby posprzątały po sobie, nikt nie mówi mi: "bo mama powiedziała, że nie muszę się Ciebie słuchać", "bo mama powiedziała, że nie mogę Ciebie kochać", "mówiłam mamie żeby mi obcięła paznokcie, bo Ty nie lubisz jak są brudne, ale mama powiedziała , że nie ma czasu żeby mi obciąć paznokcie" itd.
5. Nie kłócę się z nikim na temat konieczności wyznaczania dzieciom granic i nikt mi nie wmawia, że biednym dzieciom trzeba wynagradzać rozpad rodziny.
6. Nie dostaję nerwicy na dźwięk smsa w telefonie, bo wiem już, że EXOWA przecież do mnie nie napisze :-)
7. Zaczęłam lubić swoje mieszkanie, w którym przez ostatnie pół roku czułam się jak nie u siebie.
8. Mogłam wyjechać w weekend i nie zastanawiać się, czy ktokolwiek zechce mi zepsuć ten wyjazd.

Owszem , cały czas brakuje mi męskiego ramienia obok, ale czy zasłużyłam sobie na te wszystkie stresy związane z JEGO przeszłością. Mam dość swoich kłopotów, na których rozwiązanie MAM wpływ. Na kłopoty z Jego dziećmi, z Jego przeszłością, wpływ miałam ŻADEN i to mnie zwalało z nóg. Czułam, że nie panuję nad tym co mnie otacza, nie mam wpływu na to co się dzieje z moim życiem i w moim własnym domu. A przy okazji mój Partner nie potrafił dać mi wsparcia w takich sytuacjach bo.... zawsze stawał w obronie biednych, poszkodowanych dzieci.
Teraz powoli odzyskuję grunt pod nogami.
Piszę to dlatego, żebyście uważnie przyglądały się temu co się dzieje w Waszym życiu. Owszem zazdroszczę kobietom, które mają więcej cierpliwości ode mnie, są bardziej elastyczne i potrafią zaakceptować dzieci Partnera z mniejszym lub większym bólem. Ale trwają w tym w imię (no właśnie ) w imię miłości do drugiego człowieka, czy w imię strachu przed ponownym zostaniem samemu?

3 622

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Dziewczyny. Mija miesiąc odkąd M wyprowadził się z domu i powiem Wam do jakich wniosków doszłam:
1. strasznie tęsknię za Jego rękoma i ramionami, w których odpływałam.
2. strasznie tęsknię za wspólnym gotowaniem i prasowaniem i wspólnymi prysznicami i .....
ale
3. nie dostaję palpitacji serca przed każdym nadchodzącym weekendem
4. nie trzęsie mnie w środku, bo w weekend:
nikt mnie nie ignoruje, nikt nie ćlamie, małe oczy nie patrzą na mnie wilkiem, kiedy proszę żeby posprzątały po sobie, nikt nie mówi mi: "bo mama powiedziała, że nie muszę się Ciebie słuchać", "bo mama powiedziała, że nie mogę Ciebie kochać", "mówiłam mamie żeby mi obcięła paznokcie, bo Ty nie lubisz jak są brudne, ale mama powiedziała , że nie ma czasu żeby mi obciąć paznokcie" itd.
5. Nie kłócę się z nikim na temat konieczności wyznaczania dzieciom granic i nikt mi nie wmawia, że biednym dzieciom trzeba wynagradzać rozpad rodziny.
6. Nie dostaję nerwicy na dźwięk smsa w telefonie, bo wiem już, że EXOWA przecież do mnie nie napisze :-)
7. Zaczęłam lubić swoje mieszkanie, w którym przez ostatnie pół roku czułam się jak nie u siebie.
8. Mogłam wyjechać w weekend i nie zastanawiać się, czy ktokolwiek zechce mi zepsuć ten wyjazd.

Owszem , cały czas brakuje mi męskiego ramienia obok, ale czy zasłużyłam sobie na te wszystkie stresy związane z JEGO przeszłością. Mam dość swoich kłopotów, na których rozwiązanie MAM wpływ. Na kłopoty z Jego dziećmi, z Jego przeszłością, wpływ miałam ŻADEN i to mnie zwalało z nóg. Czułam, że nie panuję nad tym co mnie otacza, nie mam wpływu na to co się dzieje z moim życiem i w moim własnym domu. A przy okazji mój Partner nie potrafił dać mi wsparcia w takich sytuacjach bo.... zawsze stawał w obronie biednych, poszkodowanych dzieci.
Teraz powoli odzyskuję grunt pod nogami.
Piszę to dlatego, żebyście uważnie przyglądały się temu co się dzieje w Waszym życiu. Owszem zazdroszczę kobietom, które mają więcej cierpliwości ode mnie, są bardziej elastyczne i potrafią zaakceptować dzieci Partnera z mniejszym lub większym bólem. Ale trwają w tym w imię (no właśnie ) w imię miłości do drugiego człowieka, czy w imię strachu przed ponownym zostaniem samemu?

Jak ja bym chciała być na twoim miejscu,wiem że ci ciężko ale zobacz ile już zyskałaś-pozwól że będziesz dla mnie przykładem na nowe życie.Trzymaj się dzielnie jesteś mądra wielką kobietą

3 623

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

jak zwrócę uwagę to przy najbliższej okazji M mi powie że musztruje jego syna!
bo trzaska drzwiami..bo wchodzi w butach do domu z piasku...bo w salonie zostawia buty.. bo siedzi z nogami na oparciu... je na kanapie... nie sprząta po sobie... wiem..wiem..co mnie to obchodzi.....jego syn ..niech m to za niego robi..
ale M też miewa w nosie ... i chodzę jak balon...bo bałagan wszędzie gdzie był młody...

Bo to jest wychowanie do choroby jasnej  ,  czy musztra ?? a niech i będzie ta musztra, niech nazywa sobie to jak chce. Nawet ta wyolbrzymiona musztra przyniesie o wiele więcej pożytku dla wszystkich ,niż   funkcjonowanie w rozpierdzielniku
Zwracaj uwagę, musztruj w takich sytuacjach . Tak ty, to są takie zachowania jakie nie sposób przemilczeć i udawac ,ze się nie widzi, bo aż bija po oczach.
Ja sobie nie wyobrażam nic się nie odezwać widząc giry na kanapie, nie sprzątania po sobie , chodzenia w butach po domu , trzaskania drzwiami ( brrrr )Dzieciaka totalne leserstwo i olewactwo  odbija się na pozostałych. To ze ojciec   nie raczy nic w tej sprawie zdziałać, to nie znaczy ze smarkatemu wszystko wolno i tak zachowywać się przy innych osobach  wprowadzając chaos ,syf i dezorganizacje
Ja mam uczulenie na takie rozpuszczone dzieciary , nie nauczone poprawnych manier i dbania o porządek po sobie.Tak się zachowywać może w oborze przy krowach, a nie w domu przy ludziach

3 624

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Dziewczyny. Mija miesiąc odkąd M wyprowadził się z domu i powiem Wam do jakich wniosków doszłam:
1. strasznie tęsknię za Jego rękoma i ramionami, w których odpływałam.
2. strasznie tęsknię za wspólnym gotowaniem i prasowaniem i wspólnymi prysznicami i .....
ale
3. nie dostaję palpitacji serca przed każdym nadchodzącym weekendem
4. nie trzęsie mnie w środku, bo w weekend:
nikt mnie nie ignoruje, nikt nie ćlamie, małe oczy nie patrzą na mnie wilkiem, kiedy proszę żeby posprzątały po sobie, nikt nie mówi mi: "bo mama powiedziała, że nie muszę się Ciebie słuchać", "bo mama powiedziała, że nie mogę Ciebie kochać", "mówiłam mamie żeby mi obcięła paznokcie, bo Ty nie lubisz jak są brudne, ale mama powiedziała , że nie ma czasu żeby mi obciąć paznokcie" itd.
5. Nie kłócę się z nikim na temat konieczności wyznaczania dzieciom granic i nikt mi nie wmawia, że biednym dzieciom trzeba wynagradzać rozpad rodziny.
6. Nie dostaję nerwicy na dźwięk smsa w telefonie, bo wiem już, że EXOWA przecież do mnie nie napisze :-)
7. Zaczęłam lubić swoje mieszkanie, w którym przez ostatnie pół roku czułam się jak nie u siebie.
8. Mogłam wyjechać w weekend i nie zastanawiać się, czy ktokolwiek zechce mi zepsuć ten wyjazd.

Owszem , cały czas brakuje mi męskiego ramienia obok, ale czy zasłużyłam sobie na te wszystkie stresy związane z JEGO przeszłością. Mam dość swoich kłopotów, na których rozwiązanie MAM wpływ. Na kłopoty z Jego dziećmi, z Jego przeszłością, wpływ miałam ŻADEN i to mnie zwalało z nóg. Czułam, że nie panuję nad tym co mnie otacza, nie mam wpływu na to co się dzieje z moim życiem i w moim własnym domu. A przy okazji mój Partner nie potrafił dać mi wsparcia w takich sytuacjach bo....

zawsze stawał w obronie biednych, poszkodowanych dzieci.

Teraz powoli odzyskuję grunt pod nogami.
Piszę to dlatego, żebyście uważnie przyglądały się temu co się dzieje w Waszym życiu. Owszem zazdroszczę kobietom, które mają więcej cierpliwości ode mnie, są bardziej elastyczne i potrafią zaakceptować dzieci Partnera z mniejszym lub większym bólem. Ale trwają w tym w imię (no właśnie ) w imię miłości do drugiego człowieka, czy w imię strachu przed ponownym zostaniem samemu?

Przesyłam uściski Kjim.. mocno trzymam kciuki za Ciebie , zazdroszczę silnej woli że trzymasz się decyzji... pomimo..
Większość z tego co napisałaś jest w moim życiu.

Po tych newsach i całości wydarzeń ostatnich...nie chce mi się rozmawiać z M ...
nie mówiłam mu o tym , co usłyszałam od ciotki.. bo wiem że to bez sensu...
że powinien to usłyszeć od matki, ciotki .. innych osób które były świadkiem tego.. nie chcę ponownego oskarżenia że to ja coś wymyślam, wyolbrzymiam..
Być może jego matka  i cos powiedziała ... albo trzyma to dla siebie ... żeby mieć w młodym szpiega ...
Ciotkę nie tak bulwersowało zachowanie młodego, co matki M .. że ona zamiast tłumaczyć dziecku że tak nie powinien .. to jeszcze podsycała tą sytuację ..wypytując
Młody opowiadał że zabieram jego tacie pieniądze a on później nie ma żeby mu cos kupić i że jest im wtedy smutno .. bo tata nie może mu kupić tego co on chce , że nie sprzątam w domu, tylko M musi i że wrzeszczę na M ... że nie daję jeść im, że tatuś musi sam robić jemu śniadanie i to wtedy kiedy ja śpię ,
że nie kupuję żadnych rzeczy M i jemu , tylko swojemu synowi, który jest już duży i sam sobie by mógł..
że nie pozwalam bawić się , że nie daję oglądać telewizji, że wyłączam prąd żeby on nie grał na komputerze ...(kiedyś nie mieliśmy cały wieczór światła po burzy ..była awaria...młody siedział cały dzień na kompie ..i pewnie coś mówiłam do M lub niego żeby zrobił przerwę bo to szkodliwe..)
że zabraniam mu jeść słodycze , że żałuję mu i chowam przed nim....  że musi jeść złe jedzenie ,
że jest pepsi, a ja mu daję wodę , a mój syn pije pepsi..
i że jestem zazdrosna o niego ... że o niego się kłócimy .
Ciotka powiedziała  mi jeszcze jedno, że młody ubzdurał sobie że jak ja zniknę to tata będzie z mamą .
Podobno większość dzieci tak ma po rozwodzie rodziców .

Tyle że syn M , zaczął się zastanawiać gdzie mnie "wydać" , siostrze M powiedział, że jakbym ja nie była z jego tatą to jego mama była by chrzestną ich dziecka..na co szwagierka mu tłumaczyła , że to nie ma znaczenia że jestem z jego tatą , a chrzestną zostałam bo jestem jej przyjaciółką i zawsze ja pierwsza jej pomagam przy dzieciach (ma 4 ) i ona jest spokojna że jakby coś się stało to zawsze na mnie może liczyć bo zaopiekuję się nie tylko chrześniakiem ale i pozostałymi jej dziećmi...
Wczoraj rozmawiałam z siostrą M .. pytałam o to ... powtórzyła mi tak samo jak ciotka.. dodała jeszcze że syn M wymyślił że można mnie dać do jej męża (mąż siostry M ) ...wtedy szwagierka go zapytała a co z nią i dziećmi... a on na to że do takiego starego  wujka może iść bo on nie ma żony ... a dziećmi ja się mam   zajmować skoro ona sama mówi że mogę ..a ona (siostra M ) może sobie odpocząć , bo ciągle narzeka że jest zmęczona.

Widzicie ..młody wszystko przedstawia w innym świetle , w którym ja jestem zła macocha , M biedny , a on najbiedniejszy..
wiele sytacji jest wyrwanych z kontekstu i przedstawionych w innych intencjach ..
zabieranie pieniędzy M - często w weekendy robimy większe zakupy - ja płacę , później w domu M mi oddaje część lub robi przelew , tak jest od maja czyli od momentu kiedy wprowadziliśmy system kasowy ..kto co ... ... kiedyś , przed zmianami  młody często z nami jeździł jak był.. i zawsze M coś mu kupował... możliwe że ja nawet cos tam mówiłam, że za droga kolejna zabawka..
Wtedy szło to z "naszej kasy " ..
o dziwo od kiedy zaszły zmiany...M teraz nie zabiera młodego... bo było kilka sytuacji ze odmówił mu zakupu lub namawiał na inny .. bardziej dostępny finansowo dla niego... które kończyły się płaczem i fochem młodego...

mam duży żal do teściowej.. że nie próbowała np. wyjaśnić sytuacji ze mną lub M , lub młodemu tłumaczyć prawdziwe powody różnych decyzji...
młody jest jak każde dziecko ...takie na jakie pozwalają mu stawiane przez rodziców i rodzinę zasady...

3 625

Odp: Być drugą i macochą

Kjim cieszę się, że masz się lepiej, nie możesz mieć wątpliwości, że dokonałaś słusznego wyboru.
Ja podobnie jak ty, odzyskałam ?swój dom? , jaka jestem szczęśliwa, nawet z córką się jakoś dogaduję, przynajmniej się nie kłócimy. Wracając do domq nie zastanawiam się, co w nim zastanę, jakie mnie czekają niespodzianki, co znowu młody M wymyśli, czym nie wnerwi. M mnie ?nie dopieszcza?, bo wraca z pracy po 22, a pomimo to jest cudownie, jestem wolna i spokojna. Odrzucam myśli dotyczące najbliższej przyszłości, cieszę się dniem dzisiejszym i powiem wam, że taka sytuacja może mi się spodobać na dłużej. Życie jest zbyt piękne, by je marnować.

3 626

Odp: Być drugą i macochą

No tak, tylko jak My zwracamy uwagę młodym - to jest to czepianie się i musztrowanie.
Ale jak młodzi nie wywiązują się ze swoich obowiązków to NIE jest to brak szacunku do nas i naszej pracy - tylko bidulki zapomnieli się. Wrrr..
Bardzo chciałabym być dla dzieci swoich i obcych przyjaciółką i koleżanką ... ale zaraz po tym jak będę dla nich matką i swój obowiązek spełnię czyli - wychowywanie.

kjim - rozumiem co czujesz - gratuluję.

3 627

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Widzicie ..młody wszystko przedstawia w innym świetle , w którym ja jestem zła macocha , M biedny , a on najbiedniejszy..
wiele sytacji jest wyrwanych z kontekstu i przedstawionych w innych intencjach ..
zabieranie pieniędzy M - często w weekendy robimy większe zakupy - ja płacę , później w domu M mi oddaje część lub robi przelew , tak jest od maja czyli od momentu kiedy wprowadziliśmy system kasowy ..kto co ... ... kiedyś , przed zmianami  młody często z nami jeździł jak był.. i zawsze M coś mu kupował... możliwe że ja nawet cos tam mówiłam, że za droga kolejna zabawka..
Wtedy szło to z "naszej kasy " ..
o dziwo od kiedy zaszły zmiany...M teraz nie zabiera młodego... bo było kilka sytuacji ze odmówił mu zakupu lub namawiał na inny .. bardziej dostępny finansowo dla niego... które kończyły się płaczem i fochem młodego...

mam duży żal do teściowej.. że nie próbowała np. wyjaśnić sytuacji ze mną lub M , lub młodemu tłumaczyć prawdziwe powody różnych decyzji...
młody jest jak każde dziecko ...takie na jakie pozwalają mu stawiane przez rodziców i rodzinę zasady...

To prawada. Ja też zauważyłam, że kiedy Ja płacę raty, rachunki, kupuję jedzenie itp jesto ok, ale jak przychodzi do rozliczenia miesięcznego to mam wrażenie jakbym komuś kasę z gardła wyrywała - i to oczywiście niesłusznie, z wielkim fochem. Rachunki za wysokie, jedzenie niepotrzebne, zakupy do domu mogłyby poczekać itp.
Czuję sie jakbym wyciągała kasę po nie swoje.

3 628

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekastad , coś mi się wydaje, że zaraz wybuchniesz jak Zazdrosna parę dni temu i sam zaczniesz ustawiać dzieciaka. Tak się dzieje niestety, kiedy M i Jego rodzina widzą problem tylko w nas - macochach. Nie chcą dopuścić do swoich głów, że problem leży gdzie indziej np.: w tym, że nie wychowują swoich dzieci tylko uprawiają włazidupstwo, żeby przypadkiem dzidziuś się na nich nie wypiął. Oczywiście, jeśli zaczniesz sama egzekwować posłuszeństwo Młodego, zaczniesz wyciągać konsekwencje z Jego niepoprawnego zachowania (tak jak sugeruje mortisha) to nadal pozostaniesz w oczach wszystkich złą i nie dobrą Macochą. Ale !!!!! Może przynajmniej zaczniesz się czuć w domu jak u siebie ?!
Młodemu się to nie spodoba (oczywiście, że nie) i nie zechce przyjeżdżać do taty.
Kiedy M usłyszy z ust Młodego, który z udawanym przerażeniem w oczach powie: "tato , nie chcę jechać do Ciebie, bo ta Jędza na mnie krzyczy, nic mi nie pozwala, nie daje mi jeść, jest dla mnie nie miła itd" wtedy M się wk...wi i ? Oczywiście, że nie wytłumaczy "biednemu" chłopcu , ze tak trzeba, że źle się zachowujesz, że nie powinieneś robić tego i tamtego. Jaka będzie reakcja M?
Będzie robił wyrzuty Chceuciekacstad, że dąży tylko do tego, żeby izolować chłopca od Ojca. Że wprowadza chore zasady tylko dlatego, żeby chłopak nie chciał przyjeżdżać do ICH WSPÓLNEGO DOMU. Tak to się skończy.

Jestem przekonana , ze istnieją rodziny, w których da się  żyć w takich konfiguracjach, ale w tych rodzinach NAPEWNO postawy mężczyzn są inne niż w przypadku moim, Zazdrosnej czy Chceuciekacstad. Wierzę głęboko w to, że są na świecie mężczyźni, którzy mówiąc o dobru dziecka , naprawdę wiedza co to znaczy. Wiedzą, ze dziecko się WYCHOWUJE a nie włazi w dupkę prezentami i dawaniem sobie wchodzić na głowę.

3 629

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ja podobnie jak ty, odzyskałam ?swój dom? , jaka jestem szczęśliwa, nawet z córką się jakoś dogaduję, przynajmniej się nie kłócimy. Wracając do domq nie zastanawiam się, co w nim zastanę, jakie mnie czekają niespodzianki, co znowu młody M wymyśli, czym nie wnerwi. M mnie ?nie dopieszcza?, bo wraca z pracy po 22,

Zazdrosna, bo ja się chyba gdzieś zgubiłam???? Co się dzieje z Młodym? Jeszcze u mamusi?

3 630

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Ja też zauważyłam, że kiedy Ja płacę raty, rachunki, kupuję jedzenie itp jest ok, ale jak przychodzi do rozliczenia miesięcznego to mam wrażenie jakbym komuś kasę z gardła wyrywała - i to oczywiście niesłusznie, z wielkim fochem. Rachunki za wysokie, jedzenie niepotrzebne, zakupy do domu mogłyby poczekać itp.
Czuję sie jakbym wyciągała kasę po nie swoje.

Niestety czułam to samo. Nie wiem co za cholera we mnie siedzi, która powoduje, że w takich sytuacjach czuję się zakłopotana jak żebrak. Czasem to sobie myślę, jak to dużo łatwiej w życiu jest tym "laleczkom", które bez skrupułów wyciągają rękę z żądaniem daj, daj, daj. I o dziwo.... dostają.

3 631

Odp: Być drugą i macochą

No i co z tego ze to może być odbierane jako czepianie się i musztrowanie?  jeśli   tego sytuacja wymaga i masz konkretny powód do ostrzejszej reakcji i domagania się tego co dzieciak już dawno bez napomnień powinien wiedzieć jak najbardziej  nie stron od bierności. Mi  cos przeszkadza to o tym mowie na glos.  Mój komfort fizyczny i psychiczny jest  istotny, na I miejscu , żaden małolat nie ma prawa tego zaburzać
To się nazywa wychowanie i pokazanie na czym świat polega i funkcjonowanie w społeczeństwie  wśród ludzi
Nawet w szkole tez nauczyciel strofuje ucznia za  nie przysunięte krzesło do stolika po wyjściu z lawki, czy kładzenie nóg na ławe ostro upomni, mimo ze to nie rodzic ale ma prawo    upomnieć, ukarać

A to ze jakis rodzic przychodzi z bulwersem, ze  ktoś się czepia jego dzieciątka, bo otrzymalo reprymendę za bezczelne zachowanie  to mnie śmiech ogarnia i nie raz uśmieje się jak norka
To samo warto przekazać partnerowi , ze biernym nie będziecie na chamstwo lub syfiarstwo, ani milczeć tez nie. Dzieciaka   wśród ludzi obowiązują jakieś normy i zasady , nie jest sam jak palec

3 632

Odp: Być drugą i macochą

Hej dziewczyny, troszkę Was podczytuję, po cichu się przyznam wink Dzieci mojego męża są dorosłe, nie mieszkają z nami ale nie raz i nie dwa dały mi porządnie w kość. Czasem uśmiecham się pod nosem jak wiele wspólnego znajduję w swojej i w Waszych sytuacjach wink

Zostawiam dla poprawy nastroju big_smile

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

3 633

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

To samo warto przekazać partnerowi , ze biernym nie będziecie na chamstwo lub syfiarstwo, ani milczeć tez nie. Dzieciaka   wśród ludzi obowiązują jakieś normy i zasady , nie jest sam jak palec

Gorzej jak ten oto PARTNER jest ślepo przekonany o tym, ze wymaganiami, nakazami i zakazami robi MALEŃSTWU krzywdę. A tak naprawdę obawia się taki Pan tylko tego, że dzieciak się od Niego odwróci i co??? I poniesie kolejną klęskę w życiu. Najpierw żona odeszła , teraz dziecko. No i klops. Nie przetłumaczysz takiemu Panu, że takim zachowaniem kręci bat na swój tyłek, bo za parę lat, ojciec będzie dziecku potrzebny tylko do tego, żeby wyciągać od Niego kasę. Nie zadzwoni nawet i nie zapyta "tato, co u Ciebie, jak się czujesz?". Wtedy dopiero będzie mu zal d..ę ściskał.

3 634

Odp: Być drugą i macochą

k.a.p-  jenyyy, ale ryklam śmiechem, umieram przepona mi pękła ;D

kjim- a no wlasnie to jest to , o czym powyżej napisałam i porównałam, do niefortunnych zachowan dzieciaka w szkole a rodzic z pyskiem leci ,ze ktoś śmiał zreprymendowac dzieciątko za jego  zuchwałą niesubordynację, bo aniołek  nietykalny.

3 635

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Zazdrosna, bo ja się chyba gdzieś zgubiłam???? Co się dzieje z Młodym? Jeszcze u mamusi?

Tak, poprosił matkę, by mógł zostać u niej dłużej, a ta się zgodziła, to chyba mój wpływ, albo moich wymagań, bo u niej ma więcej luzu. Niestety problem zaczyna się w weekendy, gdy zjeżdża do domu mąż pani ex, który nie toleruje chłopca i matka wypycha go ojcu, bo po co użerać się z małolatem.

3 636

Odp: Być drugą i macochą

Próbuje przekonać siostrę M żeby porozmawiała z nim.. jest matką 4 dzieci , ma taką samą opinię jak ciotka , mówi że ta zmiana jaka zaszła w młodym M od ostatnich wakacji ją zszokowała , że on wyrasta na cwaniaka i manipulanta, kłamie i nie liczy się z uczuciami innych,  źle traktował słabsze lub młodsze dzieci ..
Szwagierka ma jednak opory, zna doskonale M i twierdzi że on tego nie zrozumie jako troski o bratanka tylko jako atak  na jego synka ...
Sistra M ma żal do matki że nie traktuje równo wnuki- tym razem "biedny wnuczek " dostał kasę i oryginalne buty i ciuchy.. a jej synowi w podobnym wieku dała piórnik hello Kity różowy...
Jak chłopak się rozryczał ... że to dla dziewczyn..to żeby dać mu jakiś prezent .. kupili w pobliskim sklepie rowerowym jakieś świecące ozdoby na koła ...jak młody M to zobaczył.. to się upomniał że on takiego nie dostał .. więc babunia wspaniała zabrała drugiemu wnukowi ozdoby z jednego koła i dała "biednemu wnuczkowi "...
..
Ja teściowej nie bronię dawania co chce i komu chce.. ale ona to zrobiła na oczach dzieci ..
Siostra M obawia się że M jej przypisze nieszczere intencje, że się odgrywa za to że ich matka lepiej traktuje jego syna...

3 637

Odp: Być drugą i macochą
k.a.p napisał/a:

Hej dziewczyny, troszkę Was podczytuję, po cichu się przyznam wink Dzieci mojego męża są dorosłe, nie mieszkają z nami ale nie raz i nie dwa dały mi porządnie w kość. Czasem uśmiecham się pod nosem jak wiele wspólnego znajduję w swojej i w Waszych sytuacjach wink

Witaj, żarcik super, ale się uśmiałam smile
To jak to jest, jak dzieciaki są już dorosłe? Często się nad tym zastanawiałam, czy będzie lepiej, czy może wręcz przeciwnie? Tak jak nikt mnie nie przygotował na mieszkanie z dziećmi faceta, tak trudno mi sobie wyobrazić jak to będzie, gdy one dorosną i pójdą sobie w świat. Czego się można spodziewać i z jakimi problemami przyjdzie się zmierzać?

3 638

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Tak, poprosił matkę, by mógł zostać u niej dłużej, a ta się zgodziła, to chyba mój wpływ, albo moich wymagań, bo u niej ma więcej luzu. Niestety problem zaczyna się w weekendy, gdy zjeżdża do domu mąż pani ex, który nie toleruje chłopca i matka wypycha go ojcu, bo po co użerać się z małolatem.

Jakby nie było, rozmową jakiś skutek przyniosła :-)
Ciekawa jestem jednak co M na ten temat, że nagle dziecko tak zatęskniło za mamusią ??? :-)

3 639

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, nie umiem porównać szkodliwości mieszkania razem z obecnością "z daleka" ponieważ dzieci mojego męża się u nas nigdy nie ulokowały wink

Powiem Ci tak, z całą pewnością jest lepiej bo nie na co dzień masz bagno pod nogami, ale z drugiej strony dorosły człowiek ma większy wachlarz możliwości i bardziej rozbujaną fantazję co do upierdzania życia. Cwaniactwo i wredota z wiekiem nie znika a wręcz przeciwnie...

Ja mam w miarę rozsądnego męża i wszystkie incydenty przechodziliśmy razem lightowo ale nie raz wesoło nie było.

Parę przykładów z życia, nawiązuję tylko do Młodego bo Córka przy nim to anioł wcielony.

Notoryczne zawracanie tyłka właśnie wtedy gdy Synek wie że jesteśmy u lekarza....na imieninach u rodziny mojej.....rozkosznie spędzamy romantyczny weekend....ganiamy za zakupami itp itd. Ma chłopak wyczucie (czytaj - wtyki) wink

Na naszym weselu 23 letni chłop zarywał do wszystkich gości tylko po to by z żałosna miną pięciolatka skarżyć się wszystkim po kolei jak to jego ukochany Tata zaniedbuje kontakty z nim przez tą podłą wredną młodą laskę tongue Tak się samiec rozpędził że nawet do mojej rodziny pofrunął ze swoimi żalami lol

Strzela niewybrednymi żarcikami które mąż z racji solidarności małżeńskiej mi powtarza - a to że nie ta to następna, a to że trzecie dziecko (jestem w ciąży aktualnie) to takie z resztek możliwości nasiennych.....itp. itd.

Typowe - obrabianie mi tyłka u mojej teściowej a Jego babci. Jak nadąsany przedszkolak wymyśla powody dla których mógłby mnie nienawidzić.

ITP. ITD.

To wszystko wygląda bardzo niewinnie w porównaniu z Waszymi sytuacjami ale uwierzcie - jest cholernie upierdliwe i niesprawiedliwe. Ja poznając dzieci mojego męża miałam święte intencje, teraz unikam ich jak ognia.

3 640

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Tak, poprosił matkę, by mógł zostać u niej dłużej, a ta się zgodziła, to chyba mój wpływ, albo moich wymagań, bo u niej ma więcej luzu. Niestety problem zaczyna się w weekendy, gdy zjeżdża do domu mąż pani ex, który nie toleruje chłopca i matka wypycha go ojcu, bo po co użerać się z małolatem.

Jakby nie było, rozmową jakiś skutek przyniosła :-)
Ciekawa jestem jednak co M na ten temat, że nagle dziecko tak zatęskniło za mamusią ??? :-)

Wiem tylko tyle, że młodemu powiedział, iż nie widzi problemu i może zostać. M nie wtrąca się już jak ex daje kary chłopakowi i nie leci mu na ratunek to się jej chłopak tak nie buntuje, ale na to trzeba było czasu.

Posty [ 3 576 do 3 640 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 54 55 56 57 58 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026