kjim dzięki za wsparcie i przykro mi, że zawidołąm cię. Musisz wierzyć, że wam jednak się uda. Może komuś się uda. A MOŻE KOMUŚ DAŁO? ZNACIE TAKI ZWIĄZEK???????
Podobno byłam najważniejsza tylko tego nie widziałam. Zapomniał o moich urodzinach bo nie miał w ręce kalendarza, bo lista rzeczy do zrobienia w domu (jak po trzech dniach delegacji wrócił) była za długa. O synach nie zapomina bo zawsze coś mu się skojarzy z nimi. Ze mną nic mu się nie kojarzy. ach,.. szkoda słów.
Bardziej mnie boli, że kolejny mąż miał mnie na swjej liście priorytetów po sporcie i grach komputerowych.
A co najdziwniejsze to dopiero od wiosny tak się mu mocno poporzetawiało. Po tym jak pojechałam sama na tydzień do moich dzieci. Pobył w domu sam. Potem prawie co tydzień kłótnie bo ne miał dla mnie czasu bo mcz, bo skoki, bo żużel, bo punkty w grze straci,... Upominałam go, ostrzegałąm, płakałam.... bez efektów. No i wczoraj stało się - zapomniał o mnie. Wrócił do domu, włączył telewizję, ogłądał wyścigi kolarskie. Był tak szczęślwy, że może oglądać je w HD, na dużym ekranie.... A ja zołza popsułam wszystko. "Jak mu przypomniałam, to jak dojechali do mety to poszedł po kwiatki. O co chodzi? Robię dramat z tak błahej sprawy". Myślała, że ktoś po twarzy mnie obkłada.
Jego synuś, biedne dziecko (chłop 20 lat) nie ma się teraz gdzie podziać.....
W trakcie całej tej dyskusji zadzwoniła z życzeniami jego siostra. A że jestem człowiekiem bezpośrednim to powiedziałam co się dzieje i co usłyszałam - niedopasowaliście się, niepotrzebnie parłaś na śłub, widiałaś, że ma dzieci i wiesz, co jest dla niego ważne i szkoda bo polubiłam cię ale skoro tak .... i powiedziała to osoba która rozeszłą się po 20 latach małżeństwa bo mąż słuchał mamusi a nie jej, osoba, któa miała potem 4 facetów i każdy był dupkiem, przez każdego ryczała....
Dlaczego wszyscy widzią faceta, jego dzieci, jego zainteresowania a nie widzą nas? Ja tez mam dzieci, też mam zainteresowania.... Mam dość. Dostałąm kolejny raz i wystarczy. Mam ponad 50 lat i już nie potrafię uwierzyć w kłamstwa.
Starczy. Przez noc trochę ochłonęłam. Idę do pracy a potem pomyślę jak bez emocji pociągnąć sprawę do końca.
3 446 2014-07-25 07:14:26 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-07-25 07:14:47)
Podobne tematy
3 447 2014-07-25 07:35:29
tu takie zdania od psychologa :
Jeśli widzi Pani razem z partnerem sens podjęcia wspólnej pracy to zapraszam. Natomiast na pewno chciałbym uniknąć sytuacji, w której miałbym przekonywać jedną stronę do zmiany. Terapia par jest wspólną pracą. Na pewno decyzja o terapii powinna być wspólna.
Na żadnej terapii nie dostanie Pani instrukcji, porad. Jeśli chce Pani uporządkować swoje życie, to może warto pomyśleć o psychoterapii indywidualnej. Terapia par jest leczeniem ?relacji? a nie konkretnych osobowości"
Psycholog też czlowiek. Ze swoimi poglądami, doświadczeniami, fundamentami.
Choćby chciał jak widać na przykładzie zazdrosnej13 nie jest w stanie wznieść się ponad to i obiektywnie spojrzeć na sytuację. Tylko w takim razie od czego jest? Od wysłuchania?
Miałam ostatnio do czynienia - na szczęście była po mojej stronie
ale... jak wyszłam to okazuje się, że drugiej osobie mówi coś innego. Zażądałam wyjaśnienia... wyparła się i okazuje się, że on źle zrozumiał, ja sobie dopowiedziałam - ale ja nie jestem taką osobą- za to słucham i pamiętam. Zażądałam konfrontacji - hi hi to dopiero się spłoszyła. No sorry, ale od psychologa oczekuję analizy uczciwej, a nie mówienia tego kto co chce usłyszeć.
3 448 2014-07-25 08:42:02
A co najdziwniejsze to dopiero od wiosny tak się mu mocno poporzetawiało. Po tym jak pojechałam sama na tydzień do moich dzieci. Pobył w domu sam. Potem prawie co tydzień kłótnie bo ne miał dla mnie czasu bo mcz, bo skoki, bo żużel, bo punkty w grze straci,... Upominałam go, ostrzegałąm, płakałam.... bez efektów. No i wczoraj stało się - zapomniał o mnie. Wrócił do domu, włączył telewizję, ogłądał wyścigi kolarskie. Był tak szczęślwy, że może oglądać je w HD, na dużym ekranie.... A ja zołza popsułam wszystko. "Jak mu przypomniałam, to jak dojechali do mety to poszedł po kwiatki. O co chodzi? Robię dramat z tak błahej sprawy". Myślała, że ktoś po twarzy mnie obkłada.
Jego synuś, biedne dziecko (chłop 20 lat) nie ma się teraz gdzie podziać.....
O widzisz, czyli nie o same wyścigi kolarskie chodziło.... Chodziło o to, że śmiałaś zrobić coś tylko dla siebie. Pojechałaś do dzieci zostawiając Go na pastwę losu. To postanowił Ci pokazać jak to jest. Postanowił zademonstrować Ci, że ON też może Cię zostawić samej sobie. Że są ważniejsze sprawy, skoki, żużel i inne. Chodzi o to, że Ty masz być na Jego potrzeby. Nie możesz poświęcać czasu swoim dzieciom. Kiedy poświęcasz się Jemu i Jego dzieciom jest OK. Jeśli zaczynasz myśleć o sobie - nie jest OK. Zaczynają stosować "kary"" strajki, demonstracje, fochy. Schemat ten sam co u mnie. I jeszcze próbują wzbudzić w nas poczucie winy - w moim przypadku, że On nie ma gdzie przywieźć dzieci, że musi Je "przechowywać u dziadków", bo ja jestem Jędza. W Twoim przypadku - to Twoja wina, że 20 letni syn został bez dachu nad głową. Nieźle. Tylko , że ja się nie dam karać. Karał mnie w ten sposób Były mąż. Przez 10 lat. Było dobrze, jak Jemu było dobrze. Widać historia lubi się powtarzać, albo niestety Ja wciąż popełniam te same błędy, albo faceci są nauczeni tylko BRAĆ.
3 449 2014-07-25 09:06:42 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-07-25 09:42:17)
Ewarg tak strasznie mi przykro, twoja sytuacja zawsze była moim światełkiem w tunelu. Inni cieszą się z wakacji, urlopów i ładnej pogodny, a dla naszych rodzin patchworkowych to chyba najtrudniejszy okres w roku.
usłyszałam - niedopasowaliście się, niepotrzebnie parłaś na śłub, widiałaś, że ma dzieci i wiesz, co jest dla niego ważne
Takich słów nie powinna usłyszeć żadna kobieta, zwłaszcza taka która tak wiele serca dała pasierbom. Ja też wściekłabym się, gdyby M zapomniał o moich urodzinach.
Ostatnio zastanawiam się nad przyszłością, czy z biegiem lat coś może zmienić się na lepsze? Dociera do mnie, że całkiem prawdopodobne, że może być gorzej.
Wczoraj M zostawił chłopaków w domu, gdy poszedł do pracy, bo mówił, że wróci późno. Dzieciakom zachciało się naleśników, nie muszę wam chyba mówić w jakim stanie zastałam kuchnie, spaloną patelnię i na talerzu brązowe, półcentymetrowej grubości placki. Cieszyłam się, że to nie moje dzieci i umiem się wyłączyć z tego bałaganu i nie muszę tego jeść. Kazałam chłopakom posprzątać i tak moje ponaglenia i kolejne uwagi dot. nieładu przeciągnęły się do wieczora i byłam już tym zmęczona. M w końcu przyszedł i dopilnował by synowie doprowadzili kuchnie do stanu używalności i ku mojemu zdziwieniu zjadł przygotowany przez nich posiłek. M oczekiwał mojego zadowolenia i uśmiechu, ja jednak nie podzieliłam jego dumy i miałam dość egzekwowania porządku i znów okazałam się zołzą. M stał się zimny, niedostępny, a do niego takie zachowanie zupełnie nie pasuje. Może i do niego dotarło, że jego radość jest moim koszmarem i nigdy w tym fakcie nie będziemy jednością. Obecność jego dzieci jest dla mnie wyczerpującą pracą, dla niego szczęściem, natomiast jeśli chodzi o moje latorośle, to nigdy nie da mi wsparcia, jakie to smutne. Pamiętam czasy, kiedy to jego ex nie pozwalała mu widywać i zabierać synów, on był załamany, a dla mnie to najcudowniejszy okres naszego związku. Czy to ma sens? Nie czuje się na siłach na rozstanie, bo w pamięci mam jeszcze rozwód.
3 450 2014-07-25 10:41:07
Ewarg, , przesyłam uściski, trzymaj się .
Byłabym daleka od podejmowania ostatecznych decyzji. Samotność wykorzystaj na odpoczynek i uspokojenie.
Tyle razem przeżyliście , Twój przykład był dla mnie również światełkiem i argumentem że warto walczyć.. pracować nad związkiem.
Przemyśl wszystko na spokojnie.
Nie zależnie od decyzji trzymam kciuki za Ciebie . Trzymaj się Babeczko .
3 451 2014-07-25 10:56:36
A MOŻE KOMUŚ DAŁO? ZNACIE TAKI ZWIĄZEK???????
Strach się przyznać, bo jak widać to co jest teraz - za chwilę być nie musi.
Dzisiaj jesteśmy szczęśliwe - wydawałoby się mamy poukładane, a za chwilę już jesteśmy po drugiej stronie - wśród kobiet po przejściach.
W mojej pracy mówi się, że "Jedyną stałą rzeczą jest zmiana" - jak widac przełożyć to mozna także na zycie osobiste - od nas zależy jak sobie z ta zmianą poradzimy, jak się w niej odnajdziemy. My i nasi partnerzy.
Jak widać oni albo nie chcą się zmienić i dostosować do nowego modelu rodziny albo zmienili się na gorsze. Albo to my się zmieniłyśmy i oczekujemy czegoś więcej niż bycie matką i macochą, poświęcania się dla naszych i partnera dzieci. One będą miałay swoje życie, które przeżyją tak jak będą chciały i umiały. My mamy jedno życie i nie możemy go zmarnować, mamy żyć tu i teraz, zasługujemy na to by o nas myśleć i o nas dbać. By pamiętali o urodzinach, imieninach, rocznicach.
3 452 2014-07-25 11:20:22
"By pamiętali o urodzinach, imieninach, rocznicach."
a ja Wam się przyznam .. że zakazałam obchodzenia urodzin i imienin moich ...
M tez pierwszy raz nie zrobiłam balangi, mega prezentu.. tortu...gości .. ot po prostu złożyłam życzenia i kupiłam butelkę wina....
To dlatego, że nie pamiętam imienin czy urodzin żeby mi nie było przykro...
Jak nie zapomniał, to dostałam jakiś prezent na odczepne... że wstyd mi było... punktem krytycznym było jak dostałam od niego sweter w którym mnie skrytykował w sklepie jak przymierzałam... i rzeczywiście nie wyglądałam dobrze w nim... ale był w mega promocji...
Było kilka takich przykrych rzeczy z tym związanych więc powiedziałam że nie chce żadnych urodzin i imienin... i kropka. same życzenia wystarczą.
M miał teraz pretensje że tak go potraktowałam ...ale ja nie zamierzam inaczej.
Wyjaśniłam mu.. ale on widzi to inaczej..
Pewnie ja też bym widziała , gdyby to mnie zawsze ktoś dawał wymarzony prezent, robił imprezę , zapraszał gości.. przygotował, posprzątał .. i zapłacił za wszystko...a ja bym gniazdowała.
Egoizm w pełni u mnie kwitnie..a co .
Teraz sama sobie zrobię mega prezent ...
Ile sobie weźmiemy z życia tyle naszego.. poświęceń nikt nie docenia.. im więcej dajemy ...tym większe wymagania stawiają...
3 453 2014-07-25 11:26:10 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-07-25 11:27:10)
Tak zasługujemy, ale niestety źle to się kończy. Jeśli On tak robi to... jest usprawiedliwiany, bo to tylko facet.... Kiedy My zachowujemy się podobnie jak Oni, jesteśmy nazywane egoistkami, które myślą tylko o sobie. ON przecież taki dobry chłopina, nie pije, nie bije, nie robi awantur, kocha swoje dziecko, jest odpowiedzialny, podobno nawet się stara. To My jesteśmy egoistkami, heterami, które się czepiają , są wredne i nie lubią dzieci.
3 454 2014-07-25 11:33:47
Tak zasługujemy, ale niestety źle to się kończy. Jeśli On tak robi to... jest usprawiedliwiany, bo to tylko facet.... Kiedy My zachowujemy się podobnie jak Oni, jesteśmy nazywane egoistkami, które myślą tylko o sobie. ON przecież taki dobry chłopina, nie pije, nie bije, nie robi awantur, kocha swoje dziecko, jest odpowiedzialny, podobno nawet się stara. To My jesteśmy egoistkami, heterami, które się czepiają , są wredne i nie lubią dzieci.
To niech go sobie - takiego wspaniałego biorą. Droga wolna.
Przestańmy się przejmować tym co ktoś mówi czy myśli, bo nami nikt się nie przejmuje. Oni idą żyć swoim życiem, a to my zostajemy i musimy dlaej żyć zaciskając zęby. Po co? Nie po to rezygnowalam z niesatysfakcjonującego związku, żeby wchodzić w te same toksyczne ralacje - tylko samca zmieniając.
Oni nie widzą problemu - BO IM JEST DOBRZE, oni dostają to czego chcą i potrzebują - logiczne. To nam jest źle, więc decyzja należy do nas.
3 455 2014-07-25 11:46:28
Ale czy tędy droga? Całe życie wszyscy dookoła mówią, że to kobieta powinna dbać o ognisko domowe, to kobieta ma być tą, od której bije miłość do dzieci (wszystkich, nie tylko swoich), to kobieta musi iść na kompromis, dogodzić mężczyźnie, być dobra, dbać, opiekować się.... tak jesteśmy wychowywane.
Jakiś czas mojej mamie (wydawałoby się, że szczęśliwa mężatka z moim ojcem od 38 lat) opowiadałam jak to jest w naszym (moim i M) związku. Mówiłam Jej o tym, że mając na uwadze swoje poprzednie małżeństwo, teraz staram się mówić co mnie boli na głos, walczyć o to, co jest dla mnie ważne i powiedziałam, że jeżeli jest coś ważnego dla mnie to nie popuszczę, bo nie chcę za kolejne 10 lat, dowiedzieć się że znowu jestem w czarnej d.pie. Wiecie co mi powiedziała: "podziwiam Cię, ja nigdy nie miałam odwagi upomnieć się o swoje. Okazało się, że za każdym razem kiedy upominała się o coś, oczekiwała czegoś, chciała żeby zmieniło się coś co Jej nie pasowało to..... też się kończyło awanturą. Mój ojciec okazuje się reagował/reaguje tak samo jak wszyscy inni. Jako dziecko nigdy tego nie dostrzegałam, potem "wyfrunęłam" z domu i nie miałam szansy tego zaobserwować. Zawsze mi się wydawało, że małżeństwo moich rodziców jest wzorem do naśladowania.....
3 456 2014-07-25 12:12:16
chceuciekacstad
.. ot po prostu złożyłam życzenia i kupiłam butelkę wina....
Mnie nigdy nie zależy na prezencie ale na pamięci, na życzeniach....których nie dostałam.
Nie jestem materialistką, jestem stara i mam wszystko co mi potrzebne, ciuchy kupuję sobie sama i nie potrzebuję sponsora. Biżuterii mam aż nadmiar i już dawno dostał zakaz kupowania mi jej.
3 457 2014-07-25 12:21:11
Rodzice nie obciążają nas szczegółami swoich problemów. Czasami im sie coś wymsnie, ale jesteśmy jednak ich dziećmi i chronią nas... czy potrzebnie? trudno ocenić.
Natomiast świat zmienił się w tym, że kobiety tak jak mężczyźni zarabiają na dom. KROPKA - tu partnerstwo się najczęściej kończy. Pozostałe obowiązki nie zostały już równo podzielone - nadal oczekiwania zostaja po stronie kobiet.
Buntujemy sie i owszem. Układamy nasze związki partnersko - ale zawsze na wierzch wypływa "kobieta=dbanie o dom".
3 458 2014-07-25 14:13:21
chceuciekacstad
.. ot po prostu złożyłam życzenia i kupiłam butelkę wina....
Mnie nigdy nie zależy na prezencie ale na pamięci, na życzeniach....których nie dostałam.Nie jestem materialistką, jestem stara i mam wszystko co mi potrzebne, ciuchy kupuję sobie sama i nie potrzebuję sponsora. Biżuterii mam aż nadmiar i już dawno dostał zakaz kupowania mi jej.
Ewarg, ja również nie jestem..
ale M potrafił kupić mi kwiatki z Biedronki... nie miałam nic na przeciw, kwiatek to kwiatek... po czym kiedy jechaliśmy na urodziny jego siostry , ja zaproponowałam dokupić bukiet w wspomnianym sklepie .. a on mi rzekł że to obciach .. No to zaczęło mi coś nie grać- dla kogoś OBCIACH a dla swojej kobiety - to OK ????
mnie nie kupił perfum jakie chciałam, bo on nie wyda na taki cel więcej niż 100 ...po czym za kilka tyg. mamusi poleciał kupić za 200... no hallo .... ja rozumiem że mamusia ważna.....
Nie jestem materialistką , ale realistką..
Do tego synuś- zabawki po 500 zł..
Tak jak napisałaś- mnie stać sobie kupić i za 500. Nie w tym rzecz.
Tylko w tym wartościowaniu ... że mamusia, synek i rodzina .. - to trzeba z najwyższej półki ... a mnie i mojemu synowi byle co ..
A sam ma życzenia urodzinowo/imieninowe ...że ho ho .
Gdyby był po prostu chytry, czy oszczędny .. i wszystkim tak ...to ok... taki typ i nie ma dyskusji...ale gdy tylko mnie tak traktował ...
to już nie jest OK.
Na początku było mi wstyd, nie mówiłam nic .
Później delikatnie zwracałam uwagę, czytałam te wszystkie poradniki.. że faceci to tacy ..owacy...że trzeba im prosto z mostu .. podpowiedzieć.. więc przed moim świętem też mówiłam delikatnie, że to czy tamto... to dostałam sztyft anty prespirant ..mój ulubiony.. ale która z was by chciała dostać dezodorant anty potny na urodziny ????
Teraz wiem , że błędem było mieć oczekiwania .. bo ja jak każda z nas , robiłam wszystko co Miś chciał.. co sobie zażyczył.. wiedziałam że kocha syna, więc dla niego tez wiele robiłam, licząc... no właśnie... Że będziemy wszyscy szczęśliwi , że ja coś zrobię dla niego, on dla mnie , że będzie raj.
i się przeliczyłam... im więcej dawałam, tym jego wymagania były większe. .. on to odbierał jako cos naturalnego.. coś co mu się należy ... jak się buntowałam, wymagałam uwagi pomocy , to wtedy były problemy - że mnie odbija, że mnie przeszkadza... że fiksuję ...
teraz nie staję na rzęsach by mu dogodzić.. więcej myślę o sobie , i o synu.
Każde jego marudzenie , że np. on 4 dni w tyg. robił obiad .. kwituję ..że jest opcja - robić obiady cały tydzień - jak zostanie sam.
Kiedyś bym tak nie powiedziała, bo ??? chyba się bałam , że on może tak zrobić. ..
Uczę się nie myśleć co o mnie myśli jego rodzina, jak to wygląda z boku że ja nie robię tego czy tamtego...
A oni są napastliwi .. bo nawet do portfela mi potrafią wejść .. komentując zakupy dla mojego syna !!!
Nie da się wszystkich zadowolić... najbardziej trzeba dbać o osobę z którą się na pewno całe życie spędzi - czyli z sobą samym :).
pozdrawiam
3 459 2014-07-25 15:51:17
chceuciekacstad
nie wiem co mam powiedzieć. Mój mąż potrafił mi kupować drogie prezenty, droższe niż swom dzieciom czy innym członkom rodziny. W tym różni się od twoego (przepraszam). Zapewniam cię, że gdyby traktował mnie regularnie tak jak twój to nie bylibyśmy małżeństwem. Dlatego tak boli mimo iż to jego pierwsz raz. A może dlatego, że to pierwszy raz?! NO w każdym bądź razie nie przeszło mi. Dostałam od niego e-maila, że naprawi ten błąd, że .... . Nie odpisałam, a ponieważ jest małomówny to nie zadzwoni bo nie będzie wiedział co powiedzieć.
Mój mąż nigdy nie poweidział co by chciał dostać. On nie jest roszczeniowy. Dla siebie nie potrzebuje nic. Byle jaka koszula, byle spodnie, byle czysto i cało. Kosmetyków nie używa. Ot, taki sobie skromny facecik.DO szczęśćia starczą mu dzieci, telewizor, a właścwie kilka kanałów sportowych, TVN24 i piwko.
3 460 2014-07-25 17:29:23
Ewarg, wszyscy jesteśmy podobni a jednak się różnimy ![]()
I widzisz, ja przeszłam z M już różne rzeczy od tych dobrych po najgorsze ... zdradę , nie tak dosłownie (choć nie mam pewności
).. rozstanie na rok, kłamstwa, ...
Patrząc z boku na nasz związek sama się pukam w czółko... ale kocham go, są powody dla których chcę z nim być .
jest też wiele dla których powinnam go zostawić. .. no właśnie ... doszłam do wniosku , dlaczego powinnam ? bo cos mi nie pasuje ?
przecież ja sama mam wiele wad ... i kryształowa nie jestem
Dlatego chce kierować się tym co "CHCE " , więc chce być z M , on tez chce ze mną być...
a reszta to już nasza ciężka praca ![]()
Mam wybór .
Jak to masz w stopce ?nikt nie powiedział że będzie łatwo. ![]()
3 461 2014-07-25 19:14:56
chceuciekacstad
nie wiem co mam powiedzieć. Mój mąż potrafił mi kupować drogie prezenty, droższe niż swom dzieciom czy innym członkom rodziny. W tym różni się od twoego (przepraszam). Zapewniam cię, że gdyby traktował mnie regularnie tak jak twój to nie bylibyśmy małżeństwem. Dlatego tak boli mimo iż to jego pierwsz raz. A może dlatego, że to pierwszy raz?! NO w każdym bądź razie nie przeszło mi. Dostałam od niego e-maila, że naprawi ten błąd, że .... . Nie odpisałam, a ponieważ jest małomówny to nie zadzwoni bo nie będzie wiedział co powiedzieć.
Mój mąż nigdy nie poweidział co by chciał dostać. On nie jest roszczeniowy. Dla siebie nie potrzebuje nic. Byle jaka koszula, byle spodnie, byle czysto i cało. Kosmetyków nie używa. Ot, taki sobie skromny facecik.DO szczęśćia starczą mu dzieci, telewizor, a właścwie kilka kanałów sportowych, TVN24 i piwko.
Może jest to więc tylko "wypadek przy pracy". Który spowoduje, że już więcej takiego "błędu" twój małżonek nie popełni.
No ale słowa twojej szwagierki... uuu to inna sprawa... podejrzewam, że długo jej tych słów nie zapomnisz.
3 462 2014-07-25 19:58:28
Witam wszystkich :-)
Jestem nowa tzn. w sensie pisania, ale w sensie czytania forum nie :-) podczytuję Was od jakiegoś czasy, jestem w połowie, więc wybaczcie, ale nie ustosunkuję się na razie do żadnego wpisu coby gafy nie strzelić :-)
Tak w skrócie o mnie to jestem w związku z rozwodnikiem z dzieckiem od 4 lat.
Na początku wszystko było ok tzn. my się dogadywaliśmy, ale od jakiegoś czasu się psuje. Zmieniło się bardzo wiele spraw.
W związku z tym mam pytanko czy u Was też tak było tzw. kryzysy? Jak sobie radziłyście?
Pozdrawiam :-)
3 463 2014-07-25 21:21:51
Witaj asiulla,
U mnie w każdym związku było podobnie. Zakochanie to jednak stan euforii, kiedy dla związku jesteśmy w stanie zrobić wiele. Później, kiedy zauroczenie powinno przerodzić się w miłość, dojrzały związek, a my powinniśmy się dotrzeć to już bywało różnie.
U mnie strona męska bardzo się spinała - no ale ile można się spinać. Na wierzch wychodził egoizm, materializm, wygodnictwo i oczekiwanie, że skoro jesteśmy w związku to powinnam to czy owo.
W obecnym związku granice wytyczyłam bardzo jasne od początku, powiedziałam czego oczekuję a czego nie akceptuję, to samo oczywiście partner. Najważniejsze to nie udawać na początku związku bardziej tolerancyjnych niż się jest w rzeczywistości.
Ale myślę, że to dotyczy związku każdego, tylko w związku po przejściach kryzysy są bardziej burzliwe, bo i partnerzy skrzywdzeni po poprzednich związkach mają już swoje rany i doświadczenia.
3 464 2014-07-26 18:38:03
Tendre bardzo mądre słowa i bardzo trafne jak na moją sytuację obecnie :-) tak jak piszesz na początku wszystko ładnie pięknie, ale czas i życie pokazały, że przeceniłam siły nad zamiary i teraz jest jak jest.
Zapatrzona i zaślepiona miłością wydawało mi się, że podołam wszystkiemu i potrafię zaakceptować i pogodzić się z pewnymi sprawami. Tak jednak nie jest, a ja czuję, że nie mam już siły, a jak sobie pomyślę co jeszcze przede mną to już totalna załamka.
Próbuję co jakiś czas wracać do rozmów na tematy, z którymi sobie nie radzę, ale jak grochem o ścianę. Już nie wiem jakie argumenty do niego mogą trafić. Może to ja nie potrafię przekazać tego co chcę (przyznaję, że straszny nerwus ze mnie), choć w sumie to prosto z mostu walę co mi nie pasi. A może to chodzi o sposób komunikacji, jej formę. Bo wiem, że spokojna rozmowa w moim wydaniu to rzadkość, więc może to tu jest pies pogrzebany.
Szczerze żałuję (co powtarzam mojemu teraz ciągle), że tak jak piszesz na początku nie zostały wyznaczone granice. I on teraz wychodzi z założenia, że jak kocham to powinnam się godzić i akceptować. Nosz kurde krew mnie zalewa jak to słyszę. I to ma działać tylko w jedną stronę???? Jak o tym mówię to on mi wyjeżdża z argumentami typu "ja dla ciebie też się poświęcam" albo "jak rzucisz palenie to też zmienię pewne rzeczy". No śmiech na sali.
Odnoszę takie wrażenie, że faceci (nie wszyscy oczywiście) naszego pokroju tzn. rozwiedzeni, z dzieckiem wychodzą z założenia, że jak się z nimi wiążemy i jego przeszłością to musimy wszystko w ich kierunku. Pytam bo co? Bo "wiedziały gały co brały"? No sorry, ale oni ci bardziej doświadczeni przez życie bo rozwiedzeni, bo z dzieckiem nie sądzili, że kobieta wiążąca się z nim to jakaś głupia i nie będzie się niczego domagać?
Oj ciężko, nie ogarniam tematu....
3 465 2014-07-27 18:15:44
No to prawda. Wszyscy dookoła łącznie z jego rodziną i znajomymi mówią - widziałaś, że ma dziecko. I jakby to tłumaczyło wszystko.
W twojej sytuacji nie ma twoich dzieci, ani wspólnych.
Ale my - kobiety ze "swoimi" dziećmi nie możemy liczyć na wzajemność - nigdy jeszcze nie usłyszałam, że facet ma zajmować się moimi bo widział, że mam dziecko. Do tego w takim związku jest sporo wyrzeczeń. Bo tak jak mówię wielokrotnie - czas ani pieniądze nie są z gumy. A jak się ma dwie rodziny to trzeba jedno i drugie umiejętnie dzielić.
Jeżeli masz sporo wątpliwości, spokojnie przemyśl wszystko - może nie jest to ten mężczyzna, może to nie ten związek. Zastanówcie się wspólnie czy możecie poukładać związek na nowo. Ty przemyśl na co jesteś w stanie się zgodzić, a co jest dla ciebie kompletnie niedopuszczalne - zrób bilans plusów i minusów waszej relacji.
Jeżeli się nie dogadacie to łatwiej będzie Ci zakończyć relacje póki nie macie wspólnego dziecka - późnej będzie dużo trudniej.
3 466 2014-07-28 14:46:29 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2014-07-28 14:50:15)
Witam
ja jestem z innego wątku, ale od paru miesięcy regularnie Was podczytuję.
U mnie był czas euforii, zamieszkania, wyprowadzki i powoli klapiki z oczu opadają.
Ja wdowa on wdowiec więc nie ma ex, ale są dzieci ja jedno on troje /chłopaki prawie pełnoletnie, dziewczynka w wieku mojej gwiazdy/.
Euforia lub raczej strach przed samotnością wiele wtedy nie widziałam lub nie chicałam. Później jak to życie potoczyło sie troche inaczej-za wspólną zgodą /teraz wiem, że to raczej była namowa z jego strony/przeprowadzka do mnie /z jednym z jego dzieci/ sielsko, anielsko było przez 2 miesiące.Wiadomo zmiana miejsca zamieszkania /inne miasto/brak pracy równa się brak pieniędzy, ale nie na takich warunkach się zgodziłam i on wiedział doskonale. Mógł mieć żródło dochodu ale za długo by pisać
Moje nerwy sie skończyły gdy Pan siedział sobie wygodnie i nawet nie próbował szukać pracy a jak już mu podałam ofertę to stwierdził, że nie dla niego. Nastepnie jego córka to rozpuszczona księżnika, która nie mówi tylko albo "miauczy" albo drze jadaczkę. Momenatmi doszło do tego, że moja córka u siebie miała mniej do powiedzenia niż ona /a na to nie pozwolę/głównie chodziło o zabawki moja nie jest pazerna ale za to córka T wszystkie zabawkie trzymała pod kluczem "bo to jej".
Więc, nadszedł czas rozmowy i co oczywiście moja wina bo nie chce utrzymywac jego i jego córki /6 miesięcy na moim garnuszku/sorry ale ja też mam córkę, dlaczego pan ma mieć wieczne wakacje na mój koszt. I stało się-wyprowadzka na początku szok , ale później gdy emocje opadły wiem, że dobrze, że tak się satło. Teraz wiem, że trudno jest zbudowac nowy związek gdy są dzieci, gdy jedno ma dorobek /mieszkanie/ bo wiecznie to będzie nasze. Na dzień dzisiejszy odpoczywam od toskycznej relacji lepiej być samemu niż się męczyć. Więc Kobitki same widzidzie u nas nie było tych wrednych ex, ale były dzieci i przede wszystkim bark wspólnego "dorabiania się"w takich związkach zazwyczaj będzie moje/twoje i to już nic nie zmieni. Pytanie do nas-ile potrafimy znieść i dokąd możemy przesuwać granice.
Trendre77 podziwiam Cię za trzeżwe myślenie ja się dopiero uczę ![]()
3 467 2014-07-28 19:36:26 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-07-28 20:07:05)
...nigdy jeszcze nie usłyszałam, że facet ma zajmować się moimi bo widział, że mam dziecko. Do tego w takim związku jest sporo wyrzeczeń. Bo tak jak mówię wielokrotnie - czas ani pieniądze nie są z gumy. A jak się ma dwie rodziny to trzeba jedno i drugie umiejętnie dzielić.
.
No dobra drogie macochy, powiedzcie czego oczekujecie od takiego idealnego ojczyma?
Bo, jak patrze na siebie to wobec dzieci M
1- pomagam w nauce,
2- gotuję, bo gotuję dla wszystkich,
3- piorę, bo razem z naszymi rzeczami wstawiam pralkę,
4- pilnuję, gdy M pracuje,
5- uczę higieny, mycia zębów, bo trafia mnie, że można tego nie robić,
6- wyręczam M w wizytach lekarskich i odwożeniu dzieci na zajęcia,
7- o nauce dobrego zachowania nie wspomnę.
M z tego pomaga mi czasem w punkcie 6. Ja wyręczam go, bo on dłużej pracuje, niestety nie na moje dzieci, bo je utrzymują ich rodzice.
Fakt moje dzieci są już duże i nie potrzebują niańczenia, w sumie to M nie jest im do niczego potrzebny.
Więc, jakie obowiązki wg. was powinni mieć przybrani ojcowie?
Witaj mwdowa81,
w twoim przypadku nie są winne złe dzieciaki, ale zachowanie faceta, a raczej twoje. Wygląda to tak, że kierując się strachem przed samotnością sprowadziłaś sobie towarzysza i od razu przychyliłaś mu nieba. Później się dziwisz, że facet nawet nie chciał zarabiać, po prostu wziął cię za desperatkę, która zrobi wszystko dla niego, więc po co on ma się starać i ty sama go tego nauczyłaś, a chłop stracił do ciebie wszelki szacunek, bo ty nie miałaś go dla siebie. Pierwsza zasada kobiety brzmi: przede wszystkim dbam o siebie i o własne dziecko. Facet ma sobie zasłużyć na życie ze mną i mi pomagać. Mężczyźni to wygodnie bestie, nie odwdzięczą się za oferowaną im dobroć jeśli nie będą musieli. Powiem ci więcej, twój facet kiedyś będzie spełniał zachcianki i pragnienia innej kobiety i zrobi dla niej wiele , jeśli poczuje, że ona jest tego warta. Oni uwielbiają wyzwania i tak naprawdę odbiera im się zabawę, gdy gratyfikacje przychodzą zbyt łatwo, zwłaszcza na początku znajomości.
3 468 2014-07-29 07:56:20
Zazdrosna - co do Twojej listy - dopisałam bym jeszcze dofinansowywanie obowiązków jak i przyjemności ... organizacja wyjazdów czy wyjść ...
Mój M teraz dużo więcej robi, mojego syna co prawda nie ma .. ale M pomaga mi w remoncie jego pokoju, sam pomalował , wykończył szafę i wczoraj poskręcał regał który kupiliśmy.
Mam nadzieję że to nie tylko czasowa zmiana ... ![]()
Witaj Mwdowa81.. bolesna prawda ale tak jest - im my kobiety jesteśmy wyrozumialsze i pomocne , tym bardziej nas wykorzystują .
My kierujemy się dobrem i sercem.. a oni...no właśnie czym ?
Chyba przede wszystkim własną wygodą .. swoimi potrzebami ...
Wyciągnij wnioski z tej lekcji ... pozdrawiam
3 469 2014-07-29 08:32:31
Zazdrosna13 owszem był to lęk przed samotnością ale desperatką nie jestem bo gdybym była nadal tkwiałbym w tym czymś. Spójrzcie z boku na swoje związki też jest sielsko dopóki dopóty dzieci ważych partnerów są na krótką metę i ich nie niaczycie, też chcecie mieć partnerów tylko dla siebie a i nie raz narzekałyście, że nie dokładają się do budżetu domowego. Owszem też mi pomagał w pracach domowych, ogrodowych ale to nie wystarcza. Była to kolejna lekcja życia dobrze, że niezbyt bolesna.
3 470 2014-07-29 08:36:57
Trendre77 podziwiam Cię za trzeżwe myślenie ja się dopiero uczę
Oj, jak przyjemnie mi sie zrobiło
ale zupełnie niezasłużenie. Bardzo wiele kopniaków zebrałam, aby mieć to doświadczenie i być w tym punkcie. Nadal ponoszę konsekwencje złych wyborów i musze walczyc o spokój mojej rodziny. Nadal się uczę i ciągle muszę przypominać sobie o tym co także piszą dziewczyny.
Kiedy Ja jestem szczęśliwa, moje dzieci są szczęśliwe, a facet który patrzy na szczęśliwą kobietę tez jest zadowolony ![]()
mwdowa81 - twoj były partner to zwykły pasożyt, który twoim kosztem chciał wygodnie pożyć. Dobrze, że zareagowałaś i pacnełaś pijawkę. Zapewne już bajeruje kolejną, bo taki to jego sposób na życie. W twojej sytuacji, kiedy jesteś samowystarczalna i masz odchowane dziecko to spotykanie się, randkowanie jest chyba najlepszym rozwiązaniem.
Wiem jak Ci jest ciężko - bo jako kobieta, która czegoś się w życiu dorobiła - bardzo ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami przyciągam mężczyzn /przyciągałam
/ którzy widzieli we mnie silną kobietę, przy której ich inicjatywa mizerniała, a wygodne życie i roszczenia rosły. Ale moje ambicje sięgają bardzo wysoko i to co dla nich było sufitem - dla mnie jest podłogą. Kobieta potrzebuje mężczyzny a nie kolejnego mebla, który niczego nie wnosi do jej życia.
3 471 2014-07-29 08:40:52
Zazdrosna - co do Twojej listy - dopisałam bym jeszcze dofinansowywanie obowiązków jak i przyjemności ... organizacja wyjazdów czy wyjść ...
Mój M teraz dużo więcej robi, mojego syna co prawda nie ma .. ale M pomaga mi w remoncie jego pokoju, sam pomalował , wykończył szafę i wczoraj poskręcał regał który kupiliśmy.Mam nadzieję że to nie tylko czasowa zmiana ...
No trochę mu ognia pod ogon podłożyłaś
Trzymam kciuki aby zmiana była na stałe, a nie na potrzeby zamydlenia Ci oczu.
3 472 2014-07-29 08:42:27
Tendre77, tak to prawda mebli mi już wystarczy
tak jestem samowystarczalna, silna i zaradna więc na dzień dzisiejszy skupiam się na sobie i mojej 5 letniej córce.
3 473 2014-07-29 09:20:27 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-07-29 09:21:26)
Kjim...Ewarg co u Was babeczki ?
Jak się trzymacie ?
Tendre77 .. stara się , widać bez okularów... najważniejsze w tym bym ja nie wróciła do "starych " nawyków i pozwoliła mu mnie doceniać
.. i rozpieszczać...
Ja wcześniej nie prosiłam o nic... tylko miałam wyrzuty że on czegoś nie zrobił... on twierdził że mogłam mu powiedzieć .. poprosić ... a ja na to że przecież odkłada brudne rzeczy do kosza .. więc wie że jest pranie do zrobienia ... i że jak jest jego syn to jego rzeczy pierze ... My kobiety mamy naturalne poczucie obowiązku za sprawy domowe / rodzinne ..a mężczyźni chyba mniej .. u M to poczucie było względem jego syna- jemu śniadanie, jemu pranie , jemu zorganizować czas , jemu prezenty , ....
I o to właśnie chodziło w tym wszystkim... on ma poczucie obowiązku , troski i dbania o własnego syna... ze ja prałam, gotowałam.. i inne rzeczy ...on się nie poczuwał do tego względem nas ...
Teraz mu się to obudziło... ja nie do końca wiem dlaczego teraz się to obudziło.. czyżby realna możliwość straty ????
I to nie jest tak że ja go proszę o te wszystkie rzeczy , które robi dla mnie , dla nas... dziś rano sam przypomniał że jest termin zapłaty rachunku , i że w sumie walutę można kupić na kredyt... i sam to wszystko zrobił...
.... wczoraj rozmawialiśmy wieczorem o nas.. że jest miło , lepiej... zastanawiałam się na głos czy to czasem nie wynik braku dzieci.... M stwierdził że nawet jeśli, to dzieci nie powinny być "problemem" i że on widzi różnicę u nas .. i chce żeby tak było już zawsze...
zobaczymy .....
3 474 2014-07-29 09:55:58 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-07-29 09:58:15)
Dzięki. Jakoś się trzymam. Cały czas czytam forum i to co piszecie. Wciąż się zastanawiam ile i jakie błędy popełniłam. Dla tego związku to już nie ma znaczenia (dziś M przyjeżdża po ostatnie swoje rzeczy i raczej nie będziemy mieli juz okazji porozmawiać, bo nie chce przy tym być), ale może wyciągnę jakieś wnioski na przyszłość. Chceuciekacstad : wydaje mi się, że my dotarliśmy do podobnego etapu jak WY, tylko że Twój M chce zmiany i z Tobą o tym rozmawia. Mój M kategorycznie twierdzi, że nie chce nic zmieniać i że jak zmieni jedno to ja na pewno będę chciała zmieniać drugie i trzecie itd. Wg niego to ja mam za wysokie wymagania, to ja generuję problemy, więc myślę sobie teraz, że może to i lepiej, że to już się skończyło. Po co się zmieniać na siłę, naginać swoje zasady, zmieniać jak może się okazać, że jest na świecie ktoś, kto będzie "pasował" bez konieczności jakichkolwiek zmian. Z którym wszystko okaże się prostsze i będziemy mogli pozostać sobą i jednocześnie być szczęśliwi.
:-) mam fazę radości, ale to pewnie naturalny etap każdej "żałoby" po związku i za chwile pewnie znowu będę ryczeć, bo jakby nie było, znów zostałam sama.
3 475 2014-07-29 10:28:31 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-07-29 10:30:27)
Dzięki. Jakoś się trzymam. Cały czas czytam forum i to co piszecie. Wciąż się zastanawiam ile i jakie błędy popełniłam. Dla tego związku to już nie ma znaczenia (dziś M przyjeżdża po ostatnie swoje rzeczy i raczej nie będziemy mieli juz okazji porozmawiać, bo nie chce przy tym być), ale może wyciągnę jakieś wnioski na przyszłość. Chceuciekacstad : wydaje mi się, że my dotarliśmy do podobnego etapu jak WY, tylko że Twój M chce zmiany i z Tobą o tym rozmawia. Mój M kategorycznie twierdzi, że nie chce nic zmieniać i że jak zmieni jedno to ja na pewno będę chciała zmieniać drugie i trzecie itd. Wg niego to ja mam za wysokie wymagania, to ja generuję problemy, więc myślę sobie teraz, że może to i lepiej, że to już się skończyło. Po co się zmieniać na siłę, naginać swoje zasady, zmieniać jak może się okazać, że jest na świecie ktoś, kto będzie "pasował" bez konieczności jakichkolwiek zmian. Z którym wszystko okaże się prostsze i będziemy mogli pozostać sobą i jednocześnie być szczęśliwi.
:-) mam fazę radości, ale to pewnie naturalny etap każdej "żałoby" po związku i za chwile pewnie znowu będę ryczeć, bo jakby nie było, znów zostałam sama.
Mój M też miewa takie fazy (za krótko by mówić miał ..)... zresztą ostatnia kłótnia taka była ... on stwierdził że nic nie zmieni, że to ja generuję problemy i chcę księcia .. .. Wiesz , ja się ciągle zastanawiam dlaczego teraz bez wysiłku on robi cos o co się wcześniej dopominałam, wykłócałam... i tak sobie myślę że kluczem tu może być ... nie zmiana M ..tylko moja .
"Twój M chce zmiany i z Tobą o tym rozmawia. Mój M kategorycznie twierdzi, że nie chce nic zmieniać i że jak zmieni jedno to ja na pewno będę chciała zmieniać drugie i trzecie itd."...
ja przestałam oczekiwać od M zmiany.. i sama zaczęłam dawać mniej.... wyznaczyłam granicę .. skoro on się interesował tylko swoim synem.. to OK- ja się będę tylko swoim.. skoro on chce jak najwięcej czasu z swoim synem.. ja będę ten czas spędzać z moim... i zrobiłam taki podział we wszystkim... skoro on nie chce czasu tylko ja i on .. bo jak powiedział "mam go dużo na co dzień "..no to ok... ON MNIE TEZ MA ....
wiesz... ja myślę że zastosowałam zasadę takiego lustra ... dawałam tyle i to co on ... przyjęłam jego zasady ...
Wiem , że faceci .. i chyba nie tylko oni...że wszyscy źle reagujemy jak nas ktoś do czegoś zmusza.. a jak nam każe się zmienić ...no to już policzek - bo to oznacza " ŻE JESTEM ZŁY ".
Mnie zawsze intrygowało , jak w rozmowach z M , ja mówiłam np. masz inne zasady dla swojego syna i dla mnie , czy mojego... nie może tak być, musisz to zmienić... .. a on mi odpowiadał " dlaczego mówisz że jestem zły "..
a ja na to .. nie mówiłam że jesteś zły , tylko że nas gorzej traktujesz ....
Teraz wiem , gdzieś to wyczytałam.. co słyszą faceci a co słyszą kobiety .. z tych samych wypowiedzi ...
On słyszał że ja mówiłam że jest ZŁY ... bo powinien się zmienić ..
I wiem, że to wygląda jak "oko za oko "... i że złośliwe , ale wydaje mi się że to właśnie pomogło...
Mnie jest ciężko.. bo ja nie mam natury egoistki, lubię się dzielić, i radość największą daje mi dawanie ... ale nie można całe życie tylko dawać .. bo z drugiej strony do matki Teresy mi dalllekkoooooooooo.
"że jest na świecie ktoś, kto będzie "pasował" bez konieczności jakichkolwiek zmian"
Życzę Ci tego.. ![]()
3 476 2014-07-29 10:52:13
ja przestałam oczekiwać od M zmiany.. i sama zaczęłam dawać mniej.... wyznaczyłam granicę .. skoro on się interesował tylko swoim synem.. to OK- ja się będę tylko swoim.. skoro on chce jak najwięcej czasu z swoim synem.. ja będę ten czas spędzać z moim... i zrobiłam taki podział we wszystkim... skoro on nie chce czasu tylko ja i on .. bo jak powiedział "mam go dużo na co dzień "..no to ok... ON MNIE TEZ MA ....
I wiem, że to wygląda jak "oko za oko "... i że złośliwe , ale wydaje mi się że to właśnie pomogło...
Mnie jest ciężko.. bo ja nie mam natury egoistki, lubię się dzielić, i radość największą daje mi dawanie ... ale nie można całe życie tylko dawać .. bo z drugiej strony do matki Teresy mi dalllekkoooooooooo.
No toż właśnie takimi metodami próbowałam pokazać M jak ja się czuję, tez zaczęłam dawać mniej, tez zaczęłam poświęcać swój czas dzieciom a nie Jemu i Jego dzieciom - tylko, że w moim wypadku nie zadziałało to jak lustro. W Jego oczach objawiłam się jako ta zła macocha, która nie chce zajmować się Jego dziećmi, która stawia swoje dzieci ponad Jego i Jego dzieci, zła egoistka, która myśli tylko o sobie. I jest mi z tym źle. Bo podobnie jak Ty lubię sprawiac radość, lubię się kimś opiekować, lubię się czuć potrzebna . Feler jednak w tym, że lubię też jak to działa w dwie strony. Tez bym chciała mieć na kogo liczyć, też bym chciała żeby ktoś dbał o mnie. Ale teraz już wiem, że z M to się nie uda. Nie mam co liczyc na to , ze doceni to co robię skoro w Jego oczach jestem ta zła co się czepia.
3 477 2014-07-29 11:05:26
Jakie to życie pokręcone ehh... kjim mam nadzieję, że to co najlepsze jeszcze przed Tobą. Szkoda, że tak to się potoczyło. Kurde nie napawa mnie to optymizmem.
Najgorsze jest to, że jedna strona chce się zmieniać, dogadać, próbować, a druga strona wyjeżdża z tekstem typu "pewnie będziesz chciała więcej".
A dlaczego miałaby nie chcieć? bo co? Bo szanowny już np. to przerabiał? Całe życie przerabiamy podobne, albo i te same scenariusze.
Czasami odnoszę wrażenie, że to straszni egoiści. Myślą, że jak są po rozwodach, z dzieckiem i związali się z inną kobietą, to tak z marszu wszystko im się od życia i nowych kobiet należy. Wrrrrr... No ok my też wiedziałyśmy jaką mieli sytuację, ale uważam, że oni też powinni liczyć się z tym, że pewien etap ich życia się zakończył i decydując się na nowy związek już nie będzie tak jak kiedyś. Ok jest ex, bywają dzieci, wspólne kredyty itp... ale jak się chce to można tak sobie zorganizować nowe życie, żeby ani jedna, ani druga strona na tym nie ucierpiały. Ale do tego potrzebne są chęci dwóch stron, bo jak tylko jedna się nagina to dobrze nie będzie.
Ej laseczki, a dużo takich rozmów musiałyście przeprowadzić, żeby cokolwiek dotarło?
Bo ja to sporo już tego miałam, a efekty takie sobie. Tzn do czegoś tam dochodzimy, jakieś porozumienie, ale bywa tak, że potem ja swoim "charakterkiem" wszystko cofam. Najlepsze jest to, że mam tego świadomość. I wiem, że jakbym była inna, inaczej się zachowywała to łatwiej byłoby nam wypracować jakieś kompromisy. No bo niby tego chcę (w sumie nie niby, ale napewno), ale zaprzepaszczam tą szansę. Kurczaki ja to chyba jakaś masochistka jestem :-) No źle mi z pewnymi sprawami, jest szansa aby je zmienić, a ja co? Mam postanowienie, aby nie reagować tak nerwowo (bo to główny powód naszych niepowodzeń), ale jak przychodzi co do czego to dupa blada.
Dlaczego tak się dzieje? Przerabiała to któraś z Was?
Miłego dnia dla Was ![]()
3 478 2014-07-29 11:37:30
Kjim..
"W Jego oczach objawiłam się jako ta zła macocha, która nie chce zajmować się Jego dziećmi, która stawia swoje dzieci ponad Jego i Jego dzieci, zła egoistka, która myśli tylko o sobie. I jest mi z tym źle. "
A czy próbowałaś zapytać Twojego faceta jak on widzi te relacje u Was , w sensie jak by on to poukładał ?
Twoje dzieci, jego dzieci , pranie sprzątanie i inne sprawy ?
Nasze ostatnie kłótnie , które trwały jakiś miesiąc .. z małymi przerwami .. Ja ciągle wcześniej wyrzucałam M ile dla niego i jego syna robię .. i że nic nie dostaję ... lub prawie nic..
M nie mógł się z takim obrazem siebie w moich oczach pogodzić ... w końcu ja się go zapytałam...żeby mi wyliczył co on dla mnie i mojego syna robi ??.. tak jak listę zrobiła zazdrosna... no i ?
Sam stwierdził że on nie chciałby z kimś takim jak on sam być ...bo nie miał za bardzo co wymienić ...
Sam się chyba zdziwił..
Pogubieni w codzienności, w wiecznych walkach o racje, o swoje .. tracimy rzeczywisty obraz samych siebie.. ale i często drugiej osoby...
Myślę że takie listy jak zrobiła Zadrosna są bardzo czytelne.. mówią więcej.. Warto by każdy z nas zrobił listę " co ja daję /robię " a co on ... i to może być materiał do przegadania ... bo tu skupimy się ma faktach ... a kłócąc się ... kierujemy się emocjami..
Dziękuję Zazdrosna ![]()
Asiulla ..
co do masochizmu... gdzieś przeczytałam na forum , że emocje to nie my .. emocje przychodzą i odchodzą ... raz są dobre raz złe
Konflikty to same emocje ... podejmowanie decyzji pod ich wpływem.. też nie jest dobre.
Czasami , lub często jest tak (zależy od osoby ) , że pokazywane emocje nie są wyrazem prawdziwego problemu .. ja tak miałam.
Nie potrafiłam się przyznać .. ukrywałam to że mam problemy z postrzeganiem przez M jego syna i mnie /nas... bo jak tu mówić że się jest zazdrosnym o uwagę dla dziecka , czy jej rodzaj ??
miałam te same pewnie obiekcje jak wiele z nas .." że zła macocha, że egoistka, materialistka , że przecież on biedny synek bez tatusia, że on biedny tatuś bez synka... " i wiele podobnych... problem narastał we mnie... a wybuchałam o przysłowiowe pierdoły...
Asiulla , jeszcze taka rada ... my kobiety za dużo mówimy.. marudzimy, narzekamy ... i często nam się wydaje że przeprowadziliśmy wiele rozmów ... wycisz się trochę .. i spróbuj zobaczyć czy to nie były monologi ....
bo ja to odkryłam u siebie... ja tylko mówiłam .. on cos tam niby przytaknął , że ok, że zrozumiał...
ale wracaliśmy do punktu wyjścia...
Bo on tylko "słyszał" co ja mówię .. a usłyszał = zrozumiał zupełnie co innego
3 479 2014-07-29 12:03:18 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-07-29 12:06:04)
Szukałam tego cytatu dla mwdowa81, byś zrozumiała że nie miałam zamiaru cię obrazić, ale akurat pasuje do tematu.
?Zołza porozumiewa się z mężczyzną inaczej ni miła dziewczyna. Wyraża się rzeczowo, zwięźle i szybko dochodzi do sedna sprawy. Miła dziewczyna ma serce na dłoni i lubi się wywnętrzać. A co on z tego słyszy? Zupełnie nic. Zauważa tylko, e jest zdesperowana, co go ostatecznie zniechęca.?
Jeszcze raz bardzo polecam moją ulubioną lekturę napisaną z humorem: ?Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Sherry Argov
3 480 2014-07-29 12:06:05
Cieszę się, że wchodząc w relację miałam tyle szczęścia /tym razem/, że nie zostałam trafiona strzałą amora natychmiast, lecz mogłam pogodzić zauroczenie z myśleniem.
Pozwoliło mi to na trzeźwy ogląd sytuacji.
Zamiast stanu euforii i przesuwaniu własnych granic by wydać się bardziej atrakcyjną, bardziej wyrozumiałą, bardziej czułą i jeszcze bardziej pełną poświęcenia moglismy na spokojnie poznac siebie i swoje cele życiowe, poglądy i ustalić:
1. Co robimy z urlopem - jak lubimy go spędzać, ile na niego jesteśmy w stanie wydać. Czy jego alimenty nie będą wpływały na nasze możliwości urlopowe. Z czego możemy z a czego nie możemy zrezygnować. Czy urlop we dwójkę czy z rodziną. Czy w tropikach czy górach itp.
2. Jak wydajemy pieniądze.
3. Jak je oszczędzamy.
4. Po ile składamy się na rachunki i prowadzenie domu.
5. Na co pozwalamy dzieciom.
6. Jak wychowujemy dzieci, które wspólnie z nami zamieszkują.
7. Jak wyglądaja spotkania z dziećmi, które z nami nie zamieszkują.
8. Jak spędzamy święta.
9. Ile wydajemy na prezenty.
itp... wymianiać można...
To pozwoliło mi na ocenę czy jest nam po drodze.
Może to i szczegółowe, ale pozwala wcześnie odkryć, że partner nie wyobraża sobie urlopu bez swoich dzieci i to spędzanego na pieszych górskich wycieczkach. A my np. uwielbiamy leżeć na plaży w Egipcie - bez dzieci. I zastanowić się czy jestem w stanie spędzać każdy urlop z dziećmi, albo czy On jest w stanie raz na jakiś czas dzieci zostawić w domu.
Owszem ludzie sie docierają - ale my po przejściach, z własnymi dziećmi, doświadczeniami i swoimi przyzwyczajeniami powinnyśmy się zastanowić czy się przy okazji nowego związku nie zatrzemy. Może lepiej poszukać gotowca.. chyba, że serce nie sługa.
3 481 2014-07-29 12:09:20 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2014-07-29 12:12:09)
Szukałam tego cytatu dla mwdowa81, byś zrozumiała że nie miałam zamiaru cię obrazić, ale akurat pasuje do tematu.
?Zołza porozumiewa się z mężczyzną inaczej ni miła dziewczyna. Wyraża się rzeczowo, zwięźle i szybko dochodzi do sedna sprawy. Miła dziewczyna ma serce na dłoni i lubi się wywnętrzać. A co on z tego słyszy? Zupełnie nic. Zauważa tylko, e jest zdesperowana, co go ostatecznie zniechęca.?
Jeszcze raz bardzo polecam moją ulubioną lekturę napisaną z humorem: ?Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Sherry Argov
Dziekuję za lekture na pewno skorzystam ![]()
Tendre7,7 my też mieliśmy wszystko omówione tylko jakoś inaczej wyszło w praktyce
ale chyba nie można zadowolić obydwóch stron
3 482 2014-07-29 12:27:45
chceuciekacstad to, że nasze pseudo rozmowy to głównie monologi to ja wiem doskonale. Tak jak piszesz od długiego czasu u nas to ja zabiegałam, a wręcz domagałam się rozmów i tak jak piszesz odnoszę wrażenie, że on słuchał, raz po raz coś odpowiedział, przytaknął lub nie i tak to wyglądało. Dla mnie rozmowa to powiedzenie od "A" do "Z" co nie pasuje, co mnie boli, co przeszkadza (druga strona to samo) i zastanowienie się jak to rozwiązać, naprawić, pójść na kompromis, żeby jedna i druga strona były zadowolone, nie pokrzywdzone.
I tak sobie myślę, czy gdyby nie te moje negatywne emocje i nerwowość to byłaby szansa abyśmy się dogadali.
Choć znając siebie gdyby sytuacja się odwróciła to jak tak samo albo nawet i gorzej (znając swój charakterek
) bym reagowała na te próby rozmów. No bo ile można wysłuchiwać jednego i tego samego, w takiej samej formie (czytać moje racje przedstawiane w ostrej formie). Z czasem pewnie też bym olewała temat i słuchała jednym, a wypuszczała drugim uchem.
Kurde chciałabym naprawdę wreszcie nauczyć się przekazać swojemu facetowi to co chcę aby do niego dotarło w normalny sposób, a co najważniejsze osiągnąć cel czyli kompromis. Bo to nie jest zły człowiek i naprawdę można się z nim dogadać. Trzeba go tylko tak jak większość facetów odpowiednio podejść
Wiadomo w pewnych spornych tematach cel osiągnie się łatwiej, szybciej w innych trzeba się będzie sporo napracować.
A mnie to cały czas najbardziej wkurza to, że im się wydaje i z takiego założenia wychodzą, że im się wszystko należy, że my musimy na wszystko się godzić i akceptować, a nie przyjmują do wiadomości, że partnerski i normalny związek na takich warunkach nie działa, że nie oni, ich przeszłość, dzieci są najważniejsi. Najważniejsze jest tu i teraz, ich nowe życie. Nikt nie każe im się odgrodzić twierdzą nie do zdobycia od pewnych spraw, bo te są nieuniknione (jak choćby dzieciaki), no ale bez przesady. Nagle po rozwodach (nie we wszystkich przypadkach oczywiście) co po niektórym przypomina się to i owo i chcą odpokutować???? Oczyścić sumienie????? Jak wiedzieli, że nie podołają mogli się nie pakować w nowe związki. A jak się wpakowali to powinni ponosić tego konsekwencje i brać dzielnie na klatę to wszystko co się z tym wiąże. Takie jest moje zdanie.
Tacy niby mądrzy, doświadczeni, a jak przychodzi co do czego to czasami niewielki problem, urasta do rangi problemu o niewyobrażalnych rozmiarach.
No kokardy opadają
3 483 2014-07-29 12:29:20
Szukałam tego cytatu dla mwdowa81, byś zrozumiała że nie miałam zamiaru cię obrazić, ale akurat pasuje do tematu.
?Zołza porozumiewa się z mężczyzną inaczej ni miła dziewczyna. Wyraża się rzeczowo, zwięźle i szybko dochodzi do sedna sprawy. Miła dziewczyna ma serce na dłoni i lubi się wywnętrzać. A co on z tego słyszy? Zupełnie nic. Zauważa tylko, e jest zdesperowana, co go ostatecznie zniechęca.?
Jeszcze raz bardzo polecam moją ulubioną lekturę napisaną z humorem: ?Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Sherry Argov
Czytałam kilka razy. Drugą też: "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy".
I zauważyłam, że Ja na początku jestem zołzą - i faktycznie to przyciąga, a jak już poczuje się bezpiecznie w związku to nagle Matka Teresa ze mnie wychodzi i wtedy porażka. Czyli należy był zołzą, a jak się ma ochotę kims zaopiekować to należy niezwłocznie wylać swoją miłość i opiekuńczość na dziecko, psa, kota, chomika...
Dawać i brać. I pilnować by było w miarę po równo ![]()
3 484 2014-07-29 12:36:16 Ostatnio edytowany przez asiulla (2014-07-29 12:53:06)
a u mnie to chyba raczej na odwrót było.. Na początku taka Matka Teresa była, a teraz do głosu dochodzi zołza
A z tym zadowoleniem dwóch stron no to fakt nie da się, ale chyba jesteśmy na tyle mądrymi ludźmi, że zdajemy sobie z tego sprawę, że pewne rzeczy, ustalenia czasem odbiegną od normy, ale to nie powód by wszystko przekreślać. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Tylko właśnie w takich momentach dochodzi do głosu i pierwszeństwa to poważne i odpowiedzialne traktowanie kolejnego związku, kolejnego partnera/partnerki. Bo co? Bo jak się zdarzyło odchylenie od normy, drobne potknięcie to wypisujemy się, oddajemy zabawki i idziemy do domu? No helllo to nie jest teatrzyk w przedszkolu. Związujemy się z kimś to liczymy się z konsekwencjami, że nie zawsze będzie idealnie i różowo
3 485 2014-07-29 12:50:13 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-07-29 12:52:41)
zazdrosna13 napisał/a:Szukałam tego cytatu dla mwdowa81, byś zrozumiała że nie miałam zamiaru cię obrazić, ale akurat pasuje do tematu.
?Zołza porozumiewa się z mężczyzną inaczej ni miła dziewczyna. Wyraża się rzeczowo, zwięźle i szybko dochodzi do sedna sprawy. Miła dziewczyna ma serce na dłoni i lubi się wywnętrzać. A co on z tego słyszy? Zupełnie nic. Zauważa tylko, e jest zdesperowana, co go ostatecznie zniechęca.?
Jeszcze raz bardzo polecam moją ulubioną lekturę napisaną z humorem: ?Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Sherry ArgovCzytałam kilka razy. Drugą też: "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy".
I zauważyłam, że Ja na początku jestem zołzą - i faktycznie to przyciąga, a jak już poczuje się bezpiecznie w związku to nagle Matka Teresa ze mnie wychodzi i wtedy porażka. Czyli należy był zołzą, a jak się ma ochotę kims zaopiekować to należy niezwłocznie wylać swoją miłość i opiekuńczość na dziecko, psa, kota, chomika...
Dawać i brać. I pilnować by było w miarę po równo
Coś w tym jest, jeśli facet dużo daje z siebie to z biegiem czasu ma się zaślepione oczy i masz ochotę się zrewanżować. Tak czytałam tą drugą książkę też, są świetne i trzeba wracać do tych lektur, bo faceci to inny gatunek i nie można ich traktować jak kobiety i o tym się zapomina. Podobnie jak książki Gary Johna są moimi przewodnikami na życie.
3 486 2014-07-29 12:53:27 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-07-29 13:06:12)
zazdrosna13 napisał/a:Szukałam tego cytatu dla mwdowa81, byś zrozumiała że nie miałam zamiaru cię obrazić, ale akurat pasuje do tematu.
?Zołza porozumiewa się z mężczyzną inaczej ni miła dziewczyna. Wyraża się rzeczowo, zwięźle i szybko dochodzi do sedna sprawy. Miła dziewczyna ma serce na dłoni i lubi się wywnętrzać. A co on z tego słyszy? Zupełnie nic. Zauważa tylko, e jest zdesperowana, co go ostatecznie zniechęca.?
Jeszcze raz bardzo polecam moją ulubioną lekturę napisaną z humorem: ?Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Sherry ArgovCzytałam kilka razy. Drugą też: "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy".
I zauważyłam, że Ja na początku jestem zołzą - i faktycznie to przyciąga, a jak już poczuje się bezpiecznie w związku to nagle Matka Teresa ze mnie wychodzi i wtedy porażka. Czyli należy był zołzą, a jak się ma ochotę kims zaopiekować to należy niezwłocznie wylać swoją miłość i opiekuńczość na dziecko, psa, kota, chomika...
Dawać i brać. I pilnować by było w miarę po równo
To pilnowanie żeby ciągle być jednak zołzą ... chyba najtrudniejsze
..
muszę poćwiczyć dalej .. ![]()
A taką oto wam opowiastkę z tego pilnowania powiem:
Jak ostatnim razem był młody M , wybieraliśmy się na basen.. M spakował swoje i syna rzeczy .. moje zostawił choć leżały razem od ostatniej wizyty w basenach.
Moja pierwsza reakcja jak to zobaczyłam była taka .. wzięłam okulary i klapki i chciałam je włożyć do torby .. myśląc sobie z pretensjami ..że moich rzeczy to nie spakował .. choć miał wszystko razem prawie gotowe.... i nagle stop!
Co ja robię ??? !!!
odłożyłam moje rzeczy , poszłam do łazienki, wzięłam prysznic... zaczęłam się zajmować sobą ... skoro mnie nie spakował to chyba nie chciał bym z nim jechała ...tak sobie tłumaczyłam.
M widząc moje nieprzygotowanie .. zapytał .. czy nie jadę z nimi.. ja na to że NIE , bo rozumiem że chce pobyć z synem
I że fajnie , bo w sumie miałam cos tam zrobić ....
M na to, że on nic nie mówił że chce tylko z synem.. a ja na to - ale tylko jego i siebie spakowałeś.
... i nie ważne czy to było z rozmysłem, czy zagapienie- pokazało że zapomniał o mnie.. czyli o nas ..I to chyba do niego dotarło.
Inna taka sytuacja -
wracam do domu wieczorem z pracy.. widzę z daleka otwarte okna dachowe u jego syna... ale pozostałe okna zamknięte...
pytam więc go ? po co otworzyłeś te okna... żeby wywietrzyć bo gorąco... to pytam dalej ... a Ty masz tylko dom w tym pokoju ??
inne pokoje nie trzeba wywietrzyć ... i proszę go by sam się zastanowił dlaczego zaduch tylko w tym pokoju go interesuje.... w którym nikogo nie ma i nie będzie przez jakiś czas....
nie wiem czy sam się zdiagnozował ... czy sam siebie zobaczył.. swoje myślenie i postępowanie.. czy cos zrozumiał.. teraz otwiera i zamyka wszędzie , sprawdza wszędzie .... ![]()
Niektóre te moje zachowania są dziwne .. ale ja widzę w tym skutek... kiedyś bym się obraziła lekko, swoje pomyślała .. dorobiła więcej ideologii i emocji nić się temu wydarzeniu należy .. może wybuchła emocjami .. bo to by była kolejna szpilka .. ale 6 lat w takim związku z dość trudnym i upartym czasami facetem ... doprowadziło mnie do takiej metody
3 487 2014-07-29 12:56:37
lektura ściągnięta jedna i druga, teraz czytanie, a potem analiza, wdrażanie w życie mądrości
może coś z tego będzie
Dzięki dziewczyny za propozycje
3 488 2014-07-29 13:00:36
też bym chciała z takim stoickim spokojem reagować na pewne sprawy i zachowanie mojego ![]()
ale ja nie, bo po co? oczywiście krzyk, tzw foszek musi być, nieodzywanie się itp
Cholerka tak ciężko mi nad sobą zapanować... ![]()
3 489 2014-07-30 12:01:15
Ewarg,
jak się masz?
3 490 2014-08-01 08:42:36 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-01 09:02:32)
Jak to ex potrafi zamienić wyczekiwany dzień w koszmar.
Właśnie minął długo oczekiwany przeze mnie koniec miesiąca odwiedzin syna M u nas w domu zgodnie z wyrokiem sądowym. Dorobiłam się nerwicy, rozstroju żołądka z powodu kłótni, płaczu i zgrzytów między braćmi i brania przez nich moich rzeczy bez pozwolenia. Kiedy drzwi się zamknęły za młodszym chłopakiem poczułam ulgę, jednak nie na długo, bo M przywiózł go powrotem. Rodzicielki po całym miesiącu nie widzenia się z dzieckiem (w tym wykonanej jednej rozmowie z nimi przez komórkę) nie ma w domu, a telefon ma wyłączony, oczywiście nie uważała za konieczne powiadomić o tym M i nie ma z nią żadnego kontaktu. Jak dobrze pójdzie to chłopak zostanie u nas do września. Jestem załamana, to najgorsze moje wakacje w życiu, nie wiem czy nasz związek to przetrwa i czy ja to przeżyję. Baba się dobrze bawi, a ja jestem zmuszona zajmować się ich dziećmi. Ja zostawiłabym dziecko u zaprzyjaźnionej sąsiadki w bloku pani ex, bo ta widziała jak mamuśka na godzinę przed wyznaczonym terminem się ulotniła, ale to oczywiście nie humanitarne. Moja irytacja sięgnęła epogeum. Kazałam wywieść M dzieci do rodziców, ale ten ostatnio sugeruje się tym czego chłopaki chcą, tzn. przebywać u nas w domu, najlepiej przed komputerem. Dziadki mają ich dość, ja mam ich dość, moja córka ma ich dość. POMOCY!
3 491 2014-08-01 11:04:29
Nie zazdroszczę sytuacji .. taki pat .. M nie ma co zrobić , Ty wkurzona ... i to jest właśnie sytuacja , kiedy otoczenie wpływa na stan naszego związku - Twój M nie miał wyjścia , ex pogrywa jak zawsze , Ty słusznie zmęczona , rodzina również...
Nie wiem czy udźwignęła bym takie historie.. chyba wolałabym już żeby wszystkie dzieci z nami mieszkały, .. bo patrząc na to co wyrabia ex.. to i tak macie ich na barkach non stop... bynajmniej bym mogła decydować i wymagać...
Ale pewnie mi się tylko tak wydaje .
3 492 2014-08-01 11:55:17 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-01 11:57:02)
Nie zazdroszczę sytuacji .. taki pat .. M nie ma co zrobić , Ty wkurzona ... i to jest właśnie sytuacja , kiedy otoczenie wpływa na stan naszego związku - Twój M nie miał wyjścia , ex pogrywa jak zawsze , Ty słusznie zmęczona , rodzina również...
Nie wiem czy udźwignęła bym takie historie.. chyba wolałabym już żeby wszystkie dzieci z nami mieszkały, .. bo patrząc na to co wyrabia ex.. to i tak macie ich na barkach non stop... bynajmniej bym mogła decydować i wymagać...
Ale pewnie mi się tylko tak wydaje .
Chceuciekacstad, też przez myśl mi przeszło, że może lepiej, by było gdyby i drugi młody zamieszkał z nami na stałe. Jednak zdaję sobie sprawę, że exia jest wygodna i nie będzie chciała płacić alimentów. Poza tym nie mamy warunków mieszkaniowych, tak bardzo marzy mi się dom w którym każdy miałby miejsce dla siebie. Naprawdę szkoda mi tego dzieciaka, bo jest strasznie zaniedbany, jednak zdaję sobie sprawę, że kosztowałoby mnie to sporo pracy i wysiłku i nie wiem czy stać mnie na taki heroizm. Z dwojgiem dzieci jest trudniej niż z jednym, bo są kłótnie, przepychanki, zwalanie odpowiedzialności itp. poza tym chłopak wymaga opieki kilku specjalistów. Ja też mam własne dzieci, córka czuje się odepchnięta, wiem że swoim zachowaniem stara się mną manipulować, ale brakuje mi sił na zmierzenie się z rzeczywistością, a winą obarczam obecność synów M w naszym domu.
Dziś przyśniło mi się, iż zerwałam z M ze względu na jego dzieci, może to jakiś znak?
Jak tak dalej pójdzie to M będzie miał mnie dość za to, że wciąż czepiam się jego dzieci, a ja znienawidzę go za obarczanie mnie nimi. Nawet nie chcę myśleć o zaprzyjaźnieniu się z nimi, choć oni w cale wrogo nie są nastawione w stosunku do mnie. Marzę tylko, żeby odpocząć od nich, zdaję sobie sprawę, że w roku szkolnym to nie będzie to możliwe. Co do obowiązków to i tak wymagam, nawet więcej niż od własnej córki, bo chłopaki są zawsze pod ręką, a ich ojciec mnie w tym popiera. Jeśli zaś chodzi o decydowanie to ich ojciec stara się wypośrodkować to czego ja chcę i to czego chcą chłopaki, bo każdy patrzy na to co jest dla niego najlepsze.
A co słychać u ciebie?
3 493 2014-08-01 12:17:25
Trudna sytuacja ..
Co za kobieta ta ex...
U nas jest ok. .. zadziwiająco dobrze ... teraz sobie zdałam sprawę że nawet nie mam o czym pisać .. byle to nie była cisza przed burzą... mój syn dziś wrócił , młody M przyjeżdża w przyszłym tyg.....
Zaczynamy urlop...
zobaczymy jak to będzie ![]()
3 494 2014-08-01 12:32:21
Trudna sytuacja ..
Co za kobieta ta ex...
Ex jak ex, powiedziałabym co za matka?! Nie rozumiem powodów z jakich M założył z nią rodzinę.
U nas jest ok. .. zadziwiająco dobrze ... teraz sobie zdałam sprawę że nawet nie mam o czym pisać .. byle to nie była cisza przed burzą... mój syn dziś wrócił , młody M przyjeżdża w przyszłym tyg.....
Zaczynamy urlop...
zobaczymy jak to będzie
Cieszę się, że u was się układa, mam nadzieję, że sytuacja nie ulegnie zmianie jak się zjawi u was młody M.
3 495 2014-08-01 13:10:16
No ciekawe jak psycholog by to ujął. Większość spraw dotyczy tego, że każdy chciałby "mieć' w teorii chociaż tego dziecka jak najwięcej - w praktyce już różnie, bo najczęściej tatusiowie szybko tym się nudzą i szumne deklaracje weryfikuje życie. A tu taka mamusia ...
Nie zazdroszczę zazdrosna13.
Ale rozumiem twoje obawy. Wychowanie dzieci to ogrom zaangażowania i poświęcenia, finansowego i emocjonalnego bez gwarancji zwrotu chociażby w postaci dobrego słowa. Jestes kobieta myślącą i przewidującą więc myślisz czy podołasz - to sie nazywa odpowiedzialność. Znasz swoje ograniczenia.
3 496 2014-08-01 14:56:03 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-01 15:09:16)
No ciekawe jak psycholog by to ujął. Większość spraw dotyczy tego, że każdy chciałby "mieć' w teorii chociaż tego dziecka jak najwięcej - w praktyce już różnie, bo najczęściej tatusiowie szybko tym się nudzą i szumne deklaracje weryfikuje życie. A tu taka mamusia ...
Ja nazwałabym to egoizmem, najpierw pani ex broniła po złości zabierać M w ogóle dzieci. Jednak gdy młodzi zaczęli jej przeszkadzać w nowym związku, bo obecny facet ich nie toleruje to się ich pozbywa. Mój M natomiast nie patrzy na nasz związek i przejął obowiązek za siebie i za matkę, a ja już wolałabym takiego, co olewa własne dzieci, w tedy matka musiałaby się nimi zająć, a tak brak jej motywacji, M sam ją tego nauczył.
3 497 2014-08-01 20:32:50
O rany, Zazdrosna na Twoim miejscu miałabym ochotę udusić Exową. Wiem jak się czujesz i bardzo dobrze Cię rozumiem :-( Strasznie mi doskwierały sytuacje w których Exowa rolowała wszystkich dookoła i nikt Jej złego słowa nie powiedział w tym temacie. Robiła co chciała, nawijała M makaron na uszy a On łykał wszystko jak leci. Pamiętasz, jakiś czas temu wstawiałam na forum tekst zmienionej ustawy mówiącym o tym, że za utrudnianie kontaktów jak i za nie wywiązywanie się z obowiązków grozi rodzicowi kara grzywny. Za wielokrotne nie wywiązywanie się z obowiązków grzywna się powiększa. Może poradźcie się prawnika co robić w takich sytuacjach jak ta? Może trzeba Mamusikę punktować za każde najmniejsze uchybienie. Ja wiem, że zaraz powiecie, że opieszałość sądów, że o kant d..py potłuc te przepisy, że to nic nie da.... Ale nawet jeśli miałoby to trwać pół roku lub dłużej zakładałabym Jej sprawę za każde jedno uchybienie. I nie chodzi już o to, żebyś czegoś Ignorantkę nauczyć, ale o fakt, że nie miałabyś wrażenia bezsilności, że jesteś udupiona i że nie macie wyjścia z tej sytuacji. Walcząc przed sądem przynajmniej będziecie mieć poczucie, że zrobiliście wszystko co się dało, że znormalizować tę sytuację i że nie pozostajecie bezsilni, tylko coś robicie w sprawie.
3 498 2014-08-02 01:08:10
Może ja opowiem historię ze swojej rodziny. Czasy co prawda odległe, ale ludzkość aż tak się nie zmieniła.
Moja prababka mojego ojca była wdową z 3 córkami, spotkała 2 swojego męża i urodziła kolejne 3... Dziadek nigdy nie rozróżniał dzieci na moje i cudze. Co więcej dzieci też traktowały go jak swojego ojca...
Znam tą historię z 1 ręki ponieważ babcia Kasia umarła w 2001, a ostatnie 2 jej siostry mimo 90 na karku i pewnych dolegliwości mają się świetnie. Więc chyba się da... Jest jakiś procent szansy
.
3 499 2014-08-02 11:37:57
No właśnie zazdrosna 13, może to jakiś sposób - złożyć oficjalnie wniosek do sądu o opiekę nad młodszym i jednocześnie o alimenty od Ex. Przynajmniej będziecie mieli jasność, albo zgodzi się i młody już będzie na stałe - skoro i tak jest, a Ty pomyślisz co zrobić ze związkiem. Albo Ex nie będzie chciała płacić i zacznie zajmować się młodym...
3 500 2014-08-04 09:02:54 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-04 09:06:25)
Może ja opowiem historię ze swojej rodziny. Czasy co prawda odległe, ale ludzkość aż tak się nie zmieniła.
Moja prababka mojego ojca była wdową z 3 córkami, spotkała 2 swojego męża i urodziła kolejne 3... Dziadek nigdy nie rozróżniał dzieci na moje i cudze. Co więcej dzieci też traktowały go jak swojego ojca...Znam tą historię z 1 ręki ponieważ babcia Kasia umarła w 2001, a ostatnie 2 jej siostry mimo 90 na karku i pewnych dolegliwości mają się świetnie. Więc chyba się da... Jest jakiś procent szansy
.
Rola kobiety bardzo się zmieniła od tamtych czasów. Ostatnio weszłam na forum założone i prowadzone przez facetów dotyczące wychowywania pasierbów, ogólnie z doświadczeń panów wynikało, że nie warto pchać się w takie związki. Faceci skarżyli się na matki, które przyzwalały im rozpieszczać ich maluchy, ale nie wolno było im wymagać nic od nich, bo wtedy te ujmowały się za nimi jak lwice za swoimi młodymi. Z praktyki wiem, że to kobiety bardziej niańczą, ojcowie natomiast przystosowują do życia latorośle i takie wypośrodkowanie jest jak najbardziej trafne, do póki nie prowadzi do waśni między rodzicami, a tak dzieje się w przypadku rodzin patchworkowych. Kiedyś kobieta miała o wiele mniej do powiedzenia, zwłaszcza taka już z przychówkiem szczęśliwa była, że ktoś jej pomorze w utrzymaniu i nie miała w kwestii wychowania nic do powiedzenia. Gorzej miały dzieci mieszkające na wsiach, gdzie były traktowane jako tania siła robocza, dlatego ich większa ilość była pożądana. Dziś rozpieszczamy nasze skarby i często wynosimy je na piedestał przed partnerem i stąd nasze problemy.
Poza tym w przypadku mojego taty, który był wychowywany od małego jako przysposobione dziecko swojego ojczyma, a swojego biologicznego ojca nigdy nie poznał, zawsze był traktowany gorzej niż jego młodsza siostra. Wiele mi opowiadał, jak musiał jako mały chłopiec ciężko pracować, gdy jego siostra zawsze umiała się wykręcić z obowiązków, co uchodziło jej na sucho. Po śmierci mojego dziadka, cały majątek otrzymała jego córka. Zatem nie ma reguły.
Pamiętasz, jakiś czas temu wstawiałam na forum tekst zmienionej ustawy mówiącym o tym, że za utrudnianie kontaktów jak i za nie wywiązywanie się z obowiązków grozi rodzicowi kara grzywny. Za wielokrotne nie wywiązywanie się z obowiązków grzywna się powiększa. Może poradźcie się prawnika co robić w takich sytuacjach jak ta? Może trzeba Mamusikę punktować za każde najmniejsze uchybienie...
Zbieramy dowody, trzeba być przygotowanym na wszystko.
3 501 2014-08-04 09:59:06
Zazdrosna ale powiedz jak sytuacja po weekendzie? Matka dziecka się znalazła, czy nadal Was olewa?
3 502 2014-08-04 10:30:46 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-04 10:38:37)
M wczoraj pojechał do mamuśki bez zapowiedzi, zastał ją i zostawił młodego. Sporo nerwów kosztowało go spotkanie pierwszego stopnia, do tego M wyprowadziła z równowagi nieukrywana radość dzieci w stosunku do olewającej ich matki. Starszemu młodemu obiecywała, że weźmie go jak będzie miała urlop i powiedziała mu że już ma wolne, ale kolejny raz spławiła chłopaka. Dzieciak był nadąsany po tym krótkim spotkaniu, wyżywał się na ojcu, jednak słyszałam jak w rozmowie telefonicznej matce nie potrafi powiedzieć czego chce, owijając w bawełnę wyrażając własne potrzeby. Chłopak zdaje sobie sprawę, że ojciec pomimo wszystko go nie zostawi i można po nim jeździć, a z matką ? przyczyną problemu, którą widuje sporadycznie obchodzi się jak z jajkiem i boi się powiedzieć czego od niej potrzebuje. Znając jej apodyktyczność, wie że nie będzie się z nim liczyć.
Długo nie odpocznę, bo w przyszły weekend sądownie ustalona wizyta młodszego u nas.
3 503 2014-08-04 10:40:32
Długo nie odpocznę, bo w przyszły weekend sądownie ustalona wizyta młodszego u nas.
?????? A czy przez cały pierwszy miesiąc wakacji matka dziecka widywała się z dziećmi w weekendy????????????? Jak to jest, że jak Twój M ma opiekę w jeden0 miesiąc wakacji, to matka nie ma ustalonych weekendowych wizyt, a jak ONA ma miesiąc wakacji dla dzieci, to M w weekendy nadal się zajmuje chłopakami. Już kurde nic z tego nie rozumiem. Ktoś tu chyba próbuje być świętszy od Papieża.
3 504 2014-08-04 10:51:15
Zazdrosna , przesyłam siły.....
No sytuacja co najmniej dziwna z tymi miesiącami wakacyjnymi..ale podejrzewam że to Twój M , ojciec dzieci tak chciał ... mam rację ?
co za życie .
3 505 2014-08-04 11:08:51 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-04 11:10:07)
Widzisz Kjim,
ja widzę manipulacje exsowej i szlak mnie trafia, ale M wciąż stara się ją traktować jak człowieka. Na sprawie o widzenia chłopaków ona nie chciała ograniczeń, co do starszego syna, bo powiedziała, że chce go brać kiedy będzie miała ochotę. M stwierdził, że nie będzie bronić matce i zobaczy jak ona będzie się z tego wywiązywać. Przez wiele miesięcy prosiłam M, by w końcu założył jej sprawę o ustalenie wizyt, w końcu to zrobił, ale sprawa jest w toku, bo mamuśka nie przychodzi na rozprawy. Więc M ma przyznane co drugi weekend, pół wakacji i pół ferii na młodszego syna, a rodzicielka na starszego na razie nie i nie czuje się w obowiązku zabierać syna do siebie.
Podobnie jak pokłóciłam się z M w kwestii leków dla młodszego syna, który jest alergikiem i astmatykiem i stale musi zażywać leki. Mamuśka na weekendy nie daje mu leków, inhalatora do ojca i jest o to zawsze wojna, bo dzieciak się męczy i nie może jeździć w plenery, tylko tak naprawdę powinien siedzieć w domu. Teraz na ten miesiąc wspaniałomyślnie dała mu receptę do wykupienia i awantura była o to, że kazałam mu te leki w domu zostawić, a on spakował jej dwu miesięczny zapas, bo to dla dziecka, bo to jego syn itp. Kurcze, a niech sobie sama pójdzie po receptę, wykupi i ma, ale nie, bo ja mam uprzedzenia. Doszliśmy do kompromisu z M, że jak ex da mu znów receptę i M wykupi leki na własny koszt to one zostaną u nas. Jestem pewna, że będę miała rację, bo tak jak powiedziałam uważam, że M sam ją tego uczy. Co innego kupić coś dziecku z własnej woli, bo to sprawia przyjemność, a co innego wymuszać na kimś, bez głupiego telefonu z prośbą.
3 506 2014-08-04 11:14:06 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-08-04 11:31:02)
Widzisz Kjim,
Więc M ma przyznane co drugi weekend, pół wakacji i pół ferii na młodszego syna, a rodzicielka na starszego na razie nie i nie czuje się w obowiązku zabierać syna do siebie.
No właśnie M ma przyznane co drugi weekend i pół wakacji.Swoje pół wakacji już (przepraszam że tam brzydko napiszę ) odbębnił. Czemu w sierpniu MUSI zabierać syna na weekendy? Bo chce!!! A nie, bo MUSI bo ma takki wyrok. To już jest kwestia dogadania się miedzy Wami czy będziesz M pozwalać być takim nadgorliwym kosztem Twojego świętego spokoju???
Co do leków to... M oddał Exowej zapas leków na dwa miesiące czyli teoretycznie w sierpniowe i wrześniowe weekendy powinna te leki spakować jak Młody będzie jechał do Was. Nie długo się okaże czy spakuje. U mnie była podobna sprawa z ubraniami dla dzieci, które Exowa zawsze brała , nigdy z własnej nie przymuszonej woli nie oddawała. Szlag mnie wtedy trafiał.
3 507 2014-08-04 11:29:22 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-08-04 11:37:19)
Widzisz Kjim,
...Mamuśka na weekendy nie daje mu leków, inhalatora do ojca i jest o to zawsze wojna, bo dzieciak się męczy i nie może jeździć w plenery, tylko tak naprawdę powinien siedzieć w domu. Teraz na ten miesiąc wspaniałomyślnie dała mu receptę do wykupienia i awantura była o to, że kazałam mu te leki w domu zostawić, a on spakował jej dwu miesięczny zapas, bo to dla dziecka, bo to jego syn itp. Kurcze, a niech sobie sama pójdzie po receptę, wykupi i ma, ale nie, bo ja mam uprzedzenia. Doszliśmy do kompromisu z M, że jak ex da mu znów receptę i M wykupi leki na własny koszt to one zostaną u nas. Jestem pewna, że będę miała rację, bo tak jak powiedziałam uważam, że M sam ją tego uczy. Co innego kupić coś dziecku z własnej woli, bo to sprawia przyjemność, a co innego wymuszać na kimś, bez głupiego telefonu z prośbą.
u nas była też kłótnia o to ... jeździliśmy z młodym prywatnie po alergologach, wykupowaliśmy leki, maści kremy ( młody ma azs)... a ex oddawała go bez niczego... więc M kupował i dawał młodemu...a ten następnym razem przyjeżdżał i tak bez ...bo mamusia zapomniała taka zabiegana....
Później się okazało,,że była tak zabiegana że nawet nie dawała synowi tych leków i nie smarowała .... jak przyjeżdżał to miał takie podrapane miejsca na ciele że aż krew się sączyła ...straszny widok... jakby parcha miał jakiegoś....
Ja nie rozumiem takich matek - chore dziecko i jego ulga zależy od matki...a ona woli po imprezach biegać...zresztą ...młody ma alergię na sierść zwierząt..a ona nie chciała psa dać do babci ...bo ona psa nie odda .. i młody cierpiał:(
teraz choroba się uspokoiła ....na ciele tak dużo nie ma , została tylko głowa ![]()
Zabiegi i leczenie M guzik dawały jak matka nie kontynuowała ... lekarz aż nam na piśmie taki list napisał do niej ...jakie mogą być konsekwencje braku leczenia......
Oczywiście nikt z rodziny M złego słowa jej nie powiedział...biedna sama z dzieckiem jak jej trudno...
Z ubraniami jest cały czas ta sama zabawa... młody przyjeżdża w czym stoi... w korkach bo z boiska... i nie ważne czy na weekend czy na 2 tygodnie..... i nasze rzeczy dla niego "giną " w nieznanych okolicznościach ...
My też jesteśmy matkami ... czy któraś z Was dziewczyny robi tak samo ?
nie wiem o co chodzi ... czy one są normalne bo próbują wyciągnąć od tatusia ile się da..czy raczej z naszymi facetami coś nie tak ?????
że na takie traktowanie ich dzieci i ich samych pozwalają ?
3 508 2014-08-04 11:31:21
Biedne te dzieciaki. Co im w tych głowach się kotłuje patrząc na to jak ochoczo matka się ich pozbywa.
Chociaż patrząc na nastolatki, które są tak egoistycznie nastawione na własne potrzeby to ciekawe czy nie jest im wygodnie... straszno i dziwno
3 509 2014-08-04 11:39:33
Biedne te dzieciaki. Masz rację, ale kurde nie rozumiem czemu za taką popapraną egoistkę, po dupie ma dostawać osoba zupełnie obca? Tylko dlatego, że ma miękkie serce, większą wrażliwość społeczną, sumienie bardziej rozwinięte. Jak ja nienawidzę takich ślizgających się ludzi. Jak można robić coś takiego swoim własnym dzieciom? Gdzie ta kobieca wrażliwość, tolerancja, empatia, której tak się wymaga od nas Macoch???
3 510 2014-08-04 11:51:18 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-08-04 12:02:36)
No właśnie M ma przyznane co drugi weekend i pół wakacji.Swoje pół wakacji już (przepraszam że tam brzydko napiszę ) odbębnił. Czemu w sierpniu MUSI zabierać syna na weekendy? Bo chce!!! A nie, bo MUSI bo ma takki wyrok. To już jest kwestia dogadania się miedzy Wami czy będziesz M pozwalać być takim nadgorliwym kosztem Twojego świętego spokoju???
W wyroku jest napisane:
w 2 i 4 weekend miesiąca i jeden miesiąc wakacji letnich od 1 do 31 lipca. Z przypływu euforii zadzwoniłam do sądu z prośbą o interpretację panią z sekretariatu i niestety zmartwiła mnie mówiąc, że w sierpniu M ma zabierać dzieci na wizyty weekendowe. Jeśli masz potwierdzenie jakiegoś prawnika, że jest inaczej to będę wdzięczna.
Co do leków to... M oddał Exowej zapas leków na dwa miesiące czyli teoretycznie w sierpniowe i wrześniowe weekendy powinna te leki spakować jak Młody będzie jechał do Was. Nie długo się okaże czy spakuje. U mnie była podobna sprawa z ubraniami dla dzieci, które Exowa zawsze brała , nigdy z własnej nie przymuszonej woli nie oddawała. Szlag mnie wtedy trafiał.
Skoro M utrzymuje jednego, starszego syna, który z resztą ze względu na wiek ma większe potrzeby, to dlaczego ma odkładać się do wydatków drugiego syna? Uważam, ze pozostaje to w kwestii matki. M i tak zabiera obu synów na wakacje, kupował młodszemu podręczniki i buty, do szkoły, bo nie miał, teraz kupił mu okulary korekcyjne, a matka starszemu nic.
Z ciuchami też to przerabialiśmy, teraz młody na miesiąc dostał dwie pary spodki, trzy koszulki i rozwalające się buty. Jednak pilnuję, by wszystko, co przez nas kupione zostało u nas, nawet gdyby miał z tego wyrosnąć.
My też jesteśmy matkami ... czy któraś z Was dziewczyny robi tak samo ?
nie wiem o co chodzi ... czy one są normalne bo próbują wyciągnąć od tatusia ile się da..czy raczej z naszymi facetami coś nie tak ?????
że na takie traktowanie ich dzieci i ich samych pozwalają ?
Nie, ja widząc jak mój młody przyjedzie do mnie w byle jakich ciuchach, to zawsze mu coś fajnego wynajdę, wypiorę i zawsze dostanie jakąś słodką wyprawkę i o to jest wojna z M. Tylko, że ja jako kobieta przykładam do tego większą uwagę niż nawet mój młody i pewnie jego ojciec.