netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 273 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 46 47 48 49 50 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 056 do 3 120 z 8 269 ]

3 056 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-13 19:51:02)

Odp: Być drugą i macochą
piggy napisał/a:

Myślicie że zabieranie dzieci ze szkoły na tydzień albo 2 żeby pojechać na wakacje to dobry pomysł?

W przypadku młodego M nie mam wyrzutów sumienia. Mieliśmy zaplanowany wyjazd, a chłopcem miała zająć się matka, która się na niego wylała. Dzieciak pojechał do rodziców M, a że mieszkaja w innym mieście przez pare dni nie poszedł do szkoły. Obibok i tak uczyć się nie chce, a jak się cieszył i swoje nieprzygotowanie do lekcji miał na kogo zwalić tongue
Wszystko zależy od sytuacji, w czerwcu na przykład po wystawieniu ocen dzieci mają zupełne luzy i tylko się nudzą. Jak byłam w liceum, rodzice często wybierali tą porę urlopu ze mną ze względu na ładną pogodę i pustki w kurortach.

3 057

Odp: Być drugą i macochą
EvilDoll napisał/a:

Najlepsze jest to, że Ona nie wie ile trwała ta cała sytuacja, Luby powiedział Jej, że zależy Jemu na mnie  już po odejściu od Niej

EvilDoll napisał/a:

Zazdrosna, No właśnie! Nikt tu nie kłamał, od dawna mówił jej ze jej nie kocha, ona jemu to samo. Czekali aż dzieci podrosna żeby sie rozwieść.

Faktycznie! tongue
Widzę, że tobie kłamstwo też weszło w krew

3 058

Odp: Być drugą i macochą

zazrosnaprzypomnij sobie jak walczyłam o swoje prawa i jak bardzo drażniły mnie dzieci męża. Teraz wszystko się zmieniło - pasierbowie studiują dalego od domu, gdy przyjeżdżają dużo pomagają. Tyle dają z siebie, że uwierz, z przyjemnością upiekę lub ugotuję coś aby sprawić im przyjemność.
Dzieci to moja roadość. A Twoja nie?
Ja mam dzieci już dorosłe, sami są już rodzicami. Kontakt z nimi jest ograniczony do telefonu i skype. Kiedy udaje im się wygospodarować czas a przecież praca obojga małżonków, szkoła ich dzieci... i chcą mnie odwiedzić, to są to dla mnie najmilsze dnia. Najeździłam się już i jeszcze najeżdżę np w paździeniku... . Nie wyobrażam sobie powiedzieć synowi którego widuję raz w roku i dzieli mnie od niego ponad 1500km żeby przełoży swój przyjazd bo ja wyjeżdżam. Mają 3 dzieci i ogarnięcie takiej wyprawy to też pewien wyczyn. Mój mąż w ubiegłym roku odwołał rezerwację hotelu bo moja synowa postanowiłą nas odwiedzić.
I jeszcze jedno - mój mąż robił przy swoich dzieciach wszystko. Nie miał dziadków do których mógłby podrzucić maluchów. Wadą (błędem)  mojego męża bylo, że wolał sam zrobić niż chłopców prosić i młodzi byli przez to rozwydrzeni. Jednak kilka samodzielnych wyjazdów a potem akademik zdziałały cuda....
Nawet jak jest u nas mój wnuk to mąż zajmuje się nim (przewijał niemowlaka, karmił, usypaił a ze starszym jasrekuje, chodzi na rower, do piaskownicy, buduje z klocków...).

piggy - twój mąż nie zdaje sobie sprawy, że fundując dzieciom wyjazd na wakacje w trakcie roku szkolnego uczy ich lekceważenia obowiązków. Spróbuj tak mu to przedstawić.

Pomysł podzielenia urlopu tak aby część spędzić razem a część tylko ze swoimi dziećmi jest bardzo dobry. Ja bardzo często sama jeździłam i nadal jeżdżę do swoich dzieci sama. Natomias z dziećmi męża musieliśmy być zawsze bo ich matka nie miała dla nich czasu. Ale po tem zawsze znajdywaliśmy zarówo czas jak i pieniądze aby wyskoczyć sami, tylko we dwoje na 3-4 dni.

3 059

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

zazrosnaprzypomnij sobie jak walczyłam o swoje prawa i jak bardzo drażniły mnie dzieci męża. Teraz wszystko się zmieniło - pasierbowie studiują dalego od domu, gdy przyjeżdżają dużo pomagają. Tyle dają z siebie, że uwierz, z przyjemnością upiekę lub ugotuję coś aby sprawić im przyjemność.
Dzieci to moja roadość. A Twoja nie?
Ja mam dzieci już dorosłe, sami są już rodzicami. Kontakt z nimi jest ograniczony do telefonu i skype. Kiedy udaje im się wygospodarować czas a przecież praca obojga małżonków, szkoła ich dzieci... i chcą mnie odwiedzić, to są to dla mnie najmilsze dnia. Najeździłam się już i jeszcze najeżdżę np w paździeniku... . Nie wyobrażam sobie powiedzieć synowi którego widuję raz w roku i dzieli mnie od niego ponad 1500km żeby przełoży swój przyjazd bo ja wyjeżdżam. Mają 3 dzieci i ogarnięcie takiej wyprawy to też pewien wyczyn. Mój mąż w ubiegłym roku odwołał rezerwację hotelu bo moja synowa postanowiłą nas odwiedzić.
I jeszcze jedno - mój mąż robił przy swoich dzieciach wszystko. Nie miał dziadków do których mógłby podrzucić maluchów. Wadą (błędem)  mojego męża bylo, że wolał sam zrobić niż chłopców prosić i młodzi byli przez to rozwydrzeni. Jednak kilka samodzielnych wyjazdów a potem akademik zdziałały cuda....
Nawet jak jest u nas mój wnuk to mąż zajmuje się nim (przewijał niemowlaka, karmił, usypaił a ze starszym jasrekuje, chodzi na rower, do piaskownicy, buduje z klocków...).

Rozumiem cię Ewarg, moje potrzeby zostały zapewnione, więc jestem bardziej wyrozumiała i staram się sama też wspierać siebie. Jak czytam twoje posty to gubię się i mam wrażenie, że wszystkie dzieci są wasze. A powiedz z ciekawości jak to jest z wnukami? Bo wiesz jak widzę różnice i masz rację moje dzieci to moja radość i szczęście, ale rozumiem też M w tej kwestii.

3 060 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-05-13 21:29:53)

Odp: Być drugą i macochą

U nas z wyjazdami na wczasy, czy urlop to jak pisałam nie raz, często sobie z mężem sam na sam gdzies jedziemy/lecimy bez  dziecia, a nie raz tez bierzemy ją ze sobą, choć ona akurat z tych co ma w naturze niezależność i wysoką potrzebę prywaty, nie jest uczepiona do nogi ,żeby nie spuszczać ojca z oczu, nie  odstawia scen zazdrości  kiedy z nami gdzieś nie jedzie , bo wie ze stratna również nie będzie . Lubi z nami podróżować, lecz tez lubi w swoje osobne  strony sama się gdzieś wybrać bez całodobowego towarzystwa starych ramoli.  Odpocząć od siebie tez trzeba i super , ze ona tak do tego podchodzi, bez przylepności nieustającej .
Typ powsinogi, nawet na wczasach ile razy stracha nam napędzała, bo gdzieś się oddaliła ponieważ nie czula potrzeby chodzenia z nami krok w krok i sama sobie zwiedzała Pani Włóczykij 
Zawsze tak było, ze jak gdzieś bez niej wylatujemy ,to aby nie była poszkodowana również ma zafundowany  fajny wyjazd gdzie sobie zechce, z kim zechce jeśli ma kaprys kogoś ze sobą wziąć, a mąż akurat nie patrzy na koszty ,on na nią nie zaluje nigdy wiec hojnie i opłacalnie (opłacalnie w sensie korzyści ,a nie portfela)to wszystko przebiega

Czasami we 3  gdzie się teleportujemy ,a  nie raz, nie dwa tylko we 2 ( sam na sam z mężem) choć powiem ze maż z córką tez sobie sporadycznie gdzieś wyskoczy, aby nadrobić zaległości ,tym bardziej jeśli jest okres kiedy mało co się widują ,z racji spraw zawodowych męża , ja wtedy robię krok w tył i macham życząc szerokiej drogi . Myślę ze w takim układzie nikt nie jest poszkodowany, każdy z nas ma czas dla siebie
Ja potomstwa  nie posiadam , tak wiec męża pacholęcie jest  tym jednym ,który czasami z nami się gdzie zabierze , a nie raz  już potrzebę odpoczynku od siebie  da się wyczuć i dzieć uwalnia się od tetryków , a ramole od progenitury . Na zdrowie to każdemu wychodzi

3 061

Odp: Być drugą i macochą

Jakbyście się poczuły gdyby ex. waszego faceta zaprosiła was z mężem na swój ponowny ślub?

3 062

Odp: Być drugą i macochą

Dziwnie, ale ja bym napewno nie poszła. No bo po co? Po to żeby składać życzenia wszystkiego najlepszego komuś kogo się nie lubi, albo może jeszcze wręczać prezent? Nie wiem, może jeżeli się ludzie przyjaźnią to co innego. Ja za bardzo w przyjaźń z exami nie wierzę.

3 063

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna już wyjaśniam jak to jest z naszymi dziećmi i wnukami :
ja mam dwóch synów, żonatych i dzieciatych. To od nich mam 4 wnucząt. Najstarszy mój syn ma 5letniego chłopca i dwie córeczki - bliźniaczki (siedem miesięcy). Młodszy syn ma dwu miesieczną córeczkę Oboje są na swoim. Od jednego syna dzieli mnie 3 godziny jazdy samochodem a od drugiego prawie 1500km. Tak wiec wizyty są nie za częste. Młodszy póki nie było dziecka to i częściej zajrzał ale teraz to ja/my jeździmy do nich średni raz w miesiącu.

Mąż ma trzech synów: - jeden jest również żonaty (kontakt z nim ograniczony - opisywałam przyczyny konfliktu) - nie ma jeszcze dzieci.
- dwóch dużo młodszych - I i III rok studiów 300km od domu. No i właśnie ci młodsi od gimnazjum mieszkają z nami (około 8 lat). Wcześniej też byli z nami w każdy weekend, wszystkie święta i prawie całe wakacje, ferie a i w tygodniu nie raz zajrzeli bo coś tam potrzebowali od taty. Mama po rozwodzie przestała się nimi zajmować. Sytuacja przerosła ją. Potem wyprowadziła się 400 km od nich i widuje się z nimi dwa-trzy razy w roku przez weekend. Nie zaprasza do siebie. Mają tylko kontakt telefoniczny. Tak jej dobrze, wygodnie i nie moja sprawa. Kobieta nie płaci na nich alimentów. Da im parę groszy pod choinkę i na tym koniec. Męża rodzice nie żyją a byli teściowie są w podeszłym wieku i od dawna sami wymagają opieki. Tak więc mąż nie miał na kogo liczyć w opiece nad synami a najważniejsze było dobro dzieci. Nasz dom stał się ich domem. Dzwonią i mówią kiedy wracają do domu, nie pytają czy będziemy bo wracają do siebie, do swojego domu. To mnie radzą się jak mają coś ugotować, jak usunąć plamę, co kupić dziewczynie w prezencie itp. To ja uczyłam ich prasować koszule i spodnie no i w ogóle pomagam wejść w dorosłe życie. Chłopaki zżyli się ze mną. Owszem, najważniejszy jest dla nich tato. Kochają mamę i to bardzo.

Mój mąż nie robi różnic pomiędzy dziećmi. Pomaga zarówno swoim jak i moim (jeździł i pomagał przy budowie mojemu młodszemu, szykuje pokoje i jedzenie jak mają zawitać dzieci i nie ma dla niego znaczenia czy to moje czy jego. Jeździł 150km na lotnisko po moją synową i wnuka, kupuje mojemu wnukowi prezenty i bawi się z nim. Na razie zajmuje się jednym wnukiem bo pozostała trójka to niemowlęta. Ale chodzi i wybiera ze mną sukienki dla dziewczynek.
Zresztą męża synowie też lubią się z moimi i chętnie spędzają z nimi czas, pytają się co słychać... Robią dla siebie prezenty gwiazdkowe i w ogóle..... Nie wspomniałam o synowych - są pełnoprawnymi członkami naszej rodziny i nie ma różnicy czy to syn czy synowa czy dziewczyny synów - są po prostu nasze a my ich. Nie krytykujemy synowych, nie oceniamy, nie zwracamy im uwagi... pełne zainteresowanie i zaufanie. 
Tak więc jesteśmy już jedną rodziną. I mam tylko nadzieję, że mama moich pasierbów po raz kolejny nie namiesza aby skłócić nas ze sobą (bo tak zrobiła z najstarszym). Choć moja synowa mówi, że chłopcy są tak do mnie przywiązani, że raczej nie dadzą sobie zrobić wody z mózgu jak ich starszy brat.

No to rozpisałam się.

Dodam, że jeszcze kilka lat temu ( gdy chłopcy byli w szkole i na co dzień w domu to miałam z nimi nie jeden zatarg. Nie raz kłóciliśmy się z mężem o nich. Czułam się wykorzystywana. Jak pisałam mąż nie wymagał od synów niczego. Wszystko robił sam i oni myśleli, że ja też będę wokół nich skakać a ja buntowałam się. Teraz, kiedy są w akademiku to rozumieją o co mi chodziło. Wracają na święta czy weekend i najpierw pytają w czym maja pomóc, sami biorą się za pranie swoich rzeczy, pomagają w zakupach, w kuchni. Nawet zawiozą zakupy mojej mamie a ostatnio naprawiali jej baterię w łazience i ustawili kanały w telewizorze. Czego więc więcej chcieć?

Mam nadzieję, że i u was wszystko ułoży się. Ale samo nic się nie zrobi. Nas wszystkich kosztowało wiele wysiłku nauczyć się żyć ze sobą. Też mieliśmy kryzysy. Pamiętam jak było mi ciężko, jak wściekałam się, że nie mogę obejrzeć filmu bo pasierbowie oglądają mecz...że muszę wracać z pracy do domu i podstawić pod nos obiad nastolatkowi który godzinami gra na kompie i tyłka nie ruszy aby pomóc i jeszcze ma pretensje że o coś proszę jakbym nie mogła zrobić sama bo inni nie muszą pomagać albo bo mama na pewno nie kazała by im robić ...bo tato się zmienił.... Jak złościłam się, że musimy wracać kilka dni wcześniej z urlopu bo chłopcy chcą przyjść do taty...albo jak musiałam cały długi weekend siedzieć w domu bo jego dzieci coś tam... Oj było tego dużo, bardzo dużo. Ale było, minęło....

3 064

Odp: Być drugą i macochą

Żeby przetrwać to wszystko i mimo wszystko scalić wszystkich i zrobić z nich RODZINĘ, potrzeba wiele miłości i cierpliwości. Albo być Aniołem Ewarg. :-) Dzięki Ci za to podsumowanie. Trochę mnie to pokrzepiło (że jednak można) ale i zasmuciło (bo ja Aniołem nie jestem) :-(

3 065

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Żeby przetrwać to wszystko i mimo wszystko scalić wszystkich i zrobić z nich RODZINĘ, potrzeba wiele miłości i cierpliwości. Albo być Aniołem Ewarg. :-) Dzięki Ci za to podsumowanie. Trochę mnie to pokrzepiło (że jednak można) ale i zasmuciło (bo ja Aniołem nie jestem) :-(

Nie jestem aniołem - jestem choleryczką i niezłego diabła mam za uszami ale mam.... ponad 50 lat i już inaczej patrzę na życie. No i kochamy się z mężem mocno. To on pierwszy pokazał mi jak bardzo zależy mu na mnie, moich dzieciach i mojej rodzinie.
A poza tym cały czas powtarzałam sobie słowa koleżanki NIE WARTO KŁÓCIĆ SIĘ O DZIECI BO ONE DOROSNĄ, PÓJDĄ Z DOMU A MY ZOSTANIEMY SAMI.  Już kiedyś pisałam te słowa do Zazdrosnej. No i brałam nie raz głęboki wdech, zaciskałam zęby aby przetrwać. Nauczyłam się dyplomacją (ja zaskakiwałam ich czymś dobrym) osiągać swój cel (i nie mogli mi odmówić).

3 066

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

zazdrosna już wyjaśniam jak to jest z naszymi dziećmi i wnukami ... Oj było tego dużo, bardzo dużo. Ale było, minęło....

Naprawdę miło czyta się taką sielankę. Przypomnij tylko proszę czy to ty wprowadziłaś się do męża czy odwrotnie?

3 067 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-05-14 13:49:59)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Ewarg napisał/a:

zazdrosna już wyjaśniam jak to jest z naszymi dziećmi i wnukami ... Oj było tego dużo, bardzo dużo. Ale było, minęło....

Naprawdę miło czyta się taką sielankę. Przypomnij tylko proszę czy to ty wprowadziłaś się do męża czy odwrotnie?

Sielanka, sielanka jak dzieci widuje się raz w miesiącu lub rzadziej i nie ponosi się za nie odpowiedzialności.

Mąż a potem jego synowie wprowadzili się do mnie (mam bardzo..... duże mieszkanie). Prawnie nadal jest to tylko moje.

3 068 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-14 15:18:48)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

zazdrosna ...Tak więc mąż nie miał na kogo liczyć w opiece nad synami a najważniejsze było dobro dzieci. Nasz dom stał się ich domem. Dzwonią i mówią kiedy wracają do domu, nie pytają czy będziemy bo wracają do siebie, do swojego domu. To mnie radzą się jak mają coś ugotować, jak usunąć plamę, co kupić dziewczynie w prezencie itp. To ja uczyłam ich prasować koszule i spodnie no i w ogóle pomagam wejść w dorosłe życie. Chłopaki zżyli się ze mną. Owszem, najważniejszy jest dla nich tato...

Ewarg napisał/a:

Mąż a potem jego synowie wprowadzili się do mnie (mam bardzo..... duże mieszkanie). Prawnie nadal jest to tylko moje.

Pełen szacunek i wyrazy uznania.

3 069

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg czytał Twoje poprzednie posty. Wśród nich znalazłam taki:

Ewarg napisał/a:

A tak, dokładnie tak. mamy jedno konto -wspólne, na utrzymanie domu i bierzące wydatki typu jedzenie i bierzące utrzymanie mieszkania. Oboje wpłacamy jednakową kwotę (tzn. mąż więcej bo jego syn mieszka z nami) a pozostałę zarobione przez nas pieniądze należa tylko i wyłacznie do nas samych. Jeśłi chcemy wyremontować pokój, kupić meble, wyjechac na weekend, to jeśli nie starcza ze wspólnego konta to składamy się. Czasami są sytuacje, że jedno wykłada na jakiś poważniejszy wydatek domowy i później drugie mu oddaje. Czyli prawie typowa w rozdzielczość majątkowa. Mało - mamy podpisane zrzeczenie dziedziczenia.

Możesz mi podpowiedzieć/przybliżyć temat zrzeczenia dziedziczenia?  U nas jakiś czas temu wyszedł temat wspólnej budowy domu. Oboje dysponujemy jakimś wkładem finansowym, ale póki co mieszkamy w moim mieszkaniu. Wspólne budowanie domu fajna sprawa, ale nasunęły mi się wątpliwości, mianowicie: co by się stało w przypadku śmierci któregoś z nas? Jeśli wspólnymi siłami wybudujemy dom to odziedziczą go po nas dzieci. W przypadku śmierci M - połowę domu (czy tez innego majątku wspólnego) odziedziczą dzieci M. W przypadku gdy będą One jeszcze niepełnoletnie Ich częścią zarządzać będzie Ich Matka. Czy w związku z tym może się zdarzyć tak, że za kilka lat (w przypadku śmierci M) jego EX, razem z dziećmi wpakuje się z buciorami do naszego domu??? Analogiczna sytuacja w drugą stronę: w przypadku mojej (przedwczesnej) śmierci, moją część domu odziedziczą moje dzieci, a w przypadku ich niepełnoletności zarządzać Ich majątkiem będzie mój EX. W jaki sposób się przed tym zabezpieczyć?

3 070

Odp: Być drugą i macochą

kjim - zrzeczenie się dziedziczenia to nic innego jak nie przyjęcie spadku.
To znaczy, że podpisaliśmy notarialnie oświadczenia, że jeżeli jedno z nas umrze to drugie nie dziedziczy po nim. Chodziło nam aby moje np. mieszkanie po mojej śmieci odziedziczyły tylko moje dzieci. Normalnie po śmierci jednego małżonka dziedziczy drugi małżonek oraz dzieci zmarłego. My wykluczyliśmy siebie i żadne dzieci nie mogą dać się zmanipulować, że wzięliśmy ślub bo któreś z nas chciało dobrać się do pieniędzy drugiego.
Gdybyśmy ograniczyli się tylko do rozdzielczości majątkowej to mielibyśmy tylko majątek który nabyliśmy będąc małżeństwem oddzielny. Po śmierci dziedziczenie jest ustawowe.
A tak wszystko co należy do jednego, po jego śmieci należy do jego dzieci.
Kiedy braliśmy ślub, nasze dzieci były już spore. Była żona już dobrze mieszała w głowach dzieciom. Jednym ruchem zamknęliśmy jej usta. Męża dzieci teraz mają czarno na białym, że nie o pieniądze mi chodziło.
A teraz, po latach mamy już spokój i nikt nie wie jak gospodarzymy, kto ile daje i w ogóle...
Choć męża dzieci wiedzą, że sama finansuję swoje dzieci (prezenty, wyjazdy do nich).

Kiedy pisałam tego posta, średni syn był już na studiach. W domu mieliśmy już tylko najmłodszego. Dlatego do wspólnej kasy dawał na niego.

3 071

Odp: Być drugą i macochą

Rozumiem, ale nie jest to chyba to o czym myślałam. W przypadku gdy każde z nas ma swoje mieszkania to przy takim zrzeczeniu się dziedziczenia faktycznie zabezpiecza to moje dzieci. Ale w sytuacji gdy wspólnie wybudowalibyśmy dom - obawiam sie takiej sytuacji, że w przypadku nieszczęśliwego wypadku Pani EX spakuje dzieci i wprowadzi się do, bądź co bądź, mojego domu.

3 072

Odp: Być drugą i macochą

Wycofuję pytanie. Znalazłam odpowiedź w archiwalnych postach tego forum. I to też dzięki Ewarg. Dziękuję Ci bardzo.

3 073

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

A tak, dokładnie tak. mamy jedno konto -wspólne, na utrzymanie domu i bierzące wydatki typu jedzenie i bierzące utrzymanie mieszkania. Oboje wpłacamy jednakową kwotę (tzn. mąż więcej bo jego syn mieszka z nami) a pozostałę zarobione przez nas pieniądze należa tylko i wyłacznie do nas samych. Jeśłi chcemy wyremontować pokój, kupić meble, wyjechac na weekend, to jeśli nie starcza ze wspólnego konta to składamy się. Czasami są sytuacje, że jedno wykłada na jakiś poważniejszy wydatek domowy i później drugie mu oddaje. Czyli prawie typowa w rozdzielczość majątkowa. Mało - mamy podpisane zrzeczenie dziedziczenia.

kjim napisał/a:

Rozumiem, ale nie jest to chyba to o czym myślałam. W przypadku gdy każde z nas ma swoje mieszkania to przy takim zrzeczeniu się dziedziczenia faktycznie zabezpiecza to moje dzieci. Ale w sytuacji gdy wspólnie wybudowalibyśmy dom - obawiam sie takiej sytuacji, że w przypadku nieszczęśliwego wypadku Pani EX spakuje dzieci i wprowadzi się do, bądź co bądź, mojego domu.

Planuję większy remont w mieszkaniu, większość wydatków związanych z opłatami czy inwestycją pokrywam ja. Nie mam żalu, bo mieszkanie jest na mnie. Jednak zrobiło mi się przykro jak kiedyś M mi opowiadał, że podczas małżeństwa wyremontował doszczętnie mieszkanie ex, wymienił okna, podłogi, meble, sprzęt AGD itd. Wszystko z własnych dochodów, bo ex nigdy nie pracowała. Chwalił się, że nie żałował i wszystko było dobrej jakości, o większości rzeczy ja mogę jedynie pomarzyć. Nie było podziału majątku, M został wymeldowany i pozostał jedynie z kredytami, które teraz spłaca. Dlatego nawet gdyby chciał to niewiele może mi pomóc. Też marzy mi się mały domek, ale chyba byłoby więcej rzeczy, które by nas podzieliły w zakresie majątku niż byśmy mieli z tego. M twierdzi, że tworzę podziały, ale jak mam tego nie robić, jak większość jego dochodu idzie na kredyty które wydał na ex? Złożyłam pozew do sądu o odzyskanie od ex połowy spłaconego jednego kredytu, jednak marne szanse na zwrot od niej czegokolwiek. Bywa, że kłócimy się o to z M, choć może nie słusznie, bo uważam, że nie mamy źle i jest mi teraz znacznie lepiej niż w poprzednim związku.

3 074

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Jednak zrobiło mi się przykro jak kiedyś M mi opowiadał, że podczas małżeństwa wyremontował doszczętnie mieszkanie ex, wymienił okna, podłogi, meble, sprzęt AGD itd. Wszystko z własnych dochodów, bo ex nigdy nie pracowała. Chwalił się, że nie żałował i wszystko było dobrej jakości, o większości rzeczy ja mogę jedynie pomarzyć. Nie było podziału majątku, M został wymeldowany i pozostał jedynie z kredytami, które teraz spłaca.

Może dlatego mój M też jest , powiedziałaby "ostrożny" w inwestowanie w moje mieszkanie. I chyba Go w tym zakresie rozumiem. Z tego samego powodu ja mam wątpliwości co do wspólnej budowy domu. Zwyczajnie i po ludzku boje się, że kiedyś moje dzieci mogą być z tego domu wyrzucone i w dodatku stracę finansowe zabezpieczenie , które teraz mam ja i dzieci.


zazdrosna13 napisał/a:

Też marzy mi się mały domek, ale chyba byłoby więcej rzeczy, które by nas podzieliły w zakresie majątku niż byśmy mieli z tego.

No właśnie. Z jednej strony wiem , że taka wspólna inicjatywa byłaby świetna (oboje lubimy tego typu działania i napewno byśmy sie swietnie w tym realizowali. ALE.... zawsze zostanie ten niepokój, że kiedyś , ktoś perfidny i przebiegły wyrzuci mnie z mojego zrealizowanego marzenia. Nie wiem czy ten strach pozwoliłby mi się cieszyć z tego naszego wspólnego dzieła.

zazdrosna13 napisał/a:

M twierdzi, że tworzę podziały, ale jak mam tego nie robić, jak większość jego dochodu idzie na kredyty które wydał na ex? Złożyłam pozew do sądu o odzyskanie od ex połowy spłaconego jednego kredytu, jednak marne szanse na zwrot od niej czegokolwiek. Bywa, że kłócimy się o to z M, choć może nie słusznie, bo uważam, że nie mamy źle i jest mi teraz znacznie lepiej niż w poprzednim związku.

Nigdy nie dopuszczę do tego, żebym cokolwiek spłacała za Panią EX. Ona ma tak samo jak ja dwie ręce i dwie nogi, więc do roboty ułomna nie jest. Ja mam tak samo jak Ona dzieci na utrzymaniu i wychowaniu i nie rozumiem czemu miałabym w jakiś sposób ją wspierać w Jej egzystowaniu. Tak jak kiedyś pisała Ewarg - nie rozumiem kobiet, które całe życie liczą na łaskę męża lub ex męża. Ja musiałam stanąć sama na nogi po rozwodzie, nikt mi w tym nie pomagał finansowo. Też na początku narobiłam sobie długów, bo mąż zostawił mnie z debetem na koncie i bez pracy. Stanęłam na nogi dzięki własnej pracy i zaciskania paska sobie i dzieciom. Ale wiem , że można. I nigdy,nie zrozumiem biadolących pijawek. Właśnie ze względu na brak honoru Pani Ex, brak kręgosłupa moralnego i ze względu na to, że wiem do czego jest zdolna, boję się realizować nasze wspólne z M marzenia.

3 075

Odp: Być drugą i macochą

My już mieliśmy kupić działkę pod dom gdy naszła nas chwila refleksji...
Zdecydowaliśmy, że powrócimy do tematu jak wszystkie dzieci męża będą już samodzielne, na swoim. No i tak mi teraz, czytając kjim przyszło do głowy, że aby żadne dziecię nie wprowadziło się  po śmierci męża to lepiej też zapisać to notarialnie. My mamy zapisane zapewnienie, że mimo iż nie dziedziczymy po sobie to pozostający małżonek będzie miał prawo do zamieszkiwania, jednak póki będzie sam. Jeśli wejdzie w kolejny związek to już musi wyprowadzić się. Celowo piszę ( i taki jest zapis) że nie chodzi tylko o moje mieszkanie gdyż od zawsze planowaliśmy budowę domu. I chyba jednak jest to nie do końca dopracowane....
zazdrosna nie rozumiem - jak to sama inwestujesz w mieszkanie które "zużywacie" oboje. No i syn M mieszka w nim również. Byłabym skora zrozumieć wymianę okien ale reszta????
Podłogi niszczą się od chodzenia, meble, armatura, kuchenka....
No cóż mój mąż tak bynajmniej podchodzi - razem niszczymy, razem odkupujemy.

3 076 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-16 12:31:42)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

... aby żadne dziecię nie wprowadziło się  po śmierci męża to lepiej też zapisać to notarialnie. My mamy zapisane zapewnienie, że mimo iż nie dziedziczymy po sobie to pozostający małżonek będzie miał prawo do zamieszkiwania, jednak póki będzie sam.

No właśnie nie chroni to jednak mnie i moich dzieci, że w przypadku (przedwczesnej) śmierci M, jego Była (jako osoba zarządzająca majątkiem Ich niepełnoletnich dzieci) zechce się wprowadzić do domu, który po części będzie wtedy należał do Ich dzieci. I sorry , ale nawet gdybym miała zapewnioną dożywotnią możliwość mieszkania w tym domu, to nie zniosłabym mieszkania z Nią pod jednym dachem. Konsekwencja tego mogłaby być taka, że tupeciara została by w moim domu, a ja bym się z niego wyprowadziła - pytanie dokąd w tedy pójść?

3 077

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

zazdrosna nie rozumiem - jak to sama inwestujesz w mieszkanie które "zużywacie" oboje. No i syn M mieszka w nim również. Byłabym skora zrozumieć wymianę okien ale reszta????
Podłogi niszczą się od chodzenia, meble, armatura, kuchenka....
No cóż mój mąż tak bynajmniej podchodzi - razem niszczymy, razem odkupujemy.

kjim napisał/a:

Nigdy nie dopuszczę do tego, żebym cokolwiek spłacała za Panią EX...

M nie jest sknerą, wręcz przeciwnie nie przywiązuje zbytniej wagi do pieniędzy, twierdzi, że jest to rzecz nabyta. Do naszego domu kupił niedawno TV, garnki i inne rzeczy związane z wyposażeniem. Kiedyś dokładał się do czynszu i opłat jednak teraz jest mu trudniej coś zaoszczędzić. Niejednokrotnie sama powstrzymywałam go przed zakupem czegoś droższego do domu, jeśli to nie było konieczne, gdyż uważam, że są pilniejsze wydatki. Jeśli potrzebuję coś, to M mi zawsze da i nie widzi problemu. Tylko sprawa tych kredytów mnie męczy, bo to on je sam spłaca. Powiedzcie, mam żądać od niego pieniędzy jak wiem, że zawali w tedy własne zobowiązania?
Pozostaje też kwestia jego mieszkania, na dzień dzisiejszy nie możemy go wynająć. Przyznam, że też chciałabym go jakoś urządzić, bo to taka nasza odskocznia od dzieci. I znów mam dylemat, czy pakować swoje pieniądze w mieszkanie, które pewnie dostanie jego syn jak podrośnie? Nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć, M uważa, że mu nie ufam, a ja nie chcę dokładać się do jego studni bez dna ? kredyt na jeszcze z 10 lat. Jak tu odłożyć pieniądze, choćby na nasz ślub? Z drugiej strony po to tylko, by ex zażądała alimentów ode mnie? Coś mnie trafia jak o tym myślę.

3 078

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Tylko sprawa tych kredytów mnie męczy, bo to on je sam spłaca.

Szczerze mówiąc to mnie też by męczyła. M tez miał taką sytuację, że spłacał sam jakieś zobowiązania zaciągnięte w czasie Ich małżeństwa. Tylko , że po 1. były to nie duże zobowiązania, z którymi już się uporał ( jeśli miałoby to się ciągnąc kolejnych 10 lat pewnie by mnie szlag trafił, bo Ona nie dołożyła do tego ani złotówki), po 2. spłacał te długi, ale nie odbijało się to jakoś szczególnie w nasz budżet, bo ani ja się nie wtrącam w jego kasę , ani On w moją. 

zazdrosna13 napisał/a:

Pozostaje też kwestia jego mieszkania, na dzień dzisiejszy nie możemy go wynająć. Przyznam, że też chciałabym go jakoś urządzić, bo to taka nasza odskocznia od dzieci. I znów mam dylemat, czy pakować swoje pieniądze w mieszkanie, które pewnie dostanie jego syn jak podrośnie? Nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć, M uważa, że mu nie ufam,a ja nie chcę dokładać się do jego studni bez dna ? kredyt na jeszcze z 10 lat

Wytłumacz mu, że to nie jest kwestia braku zaufania a raczej instynkt samozachowawczy. Dlaczego niby masz ładować pieniądze w mieszkanie, który nigdy nie będzie Twoje? Masz kogo utrzymywać i w kogo inwestować - masz swoje dzieci.

zazdrosna13 napisał/a:

Jak tu odłożyć pieniądze, choćby na nasz ślub? Z drugiej strony po to tylko, by ex zażądała alimentów ode mnie? Coś mnie trafia jak o tym myślę.

A tego to nie rozumiem, albo nie jestem czegoś do końca świadoma. O co chodzi z tymi alimentami , których mogłaby zażądać Exia od Ciebie?

3 079

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

A tego to nie rozumiem, albo nie jestem czegoś do końca świadoma. O co chodzi z tymi alimentami , których mogłaby zażądać Exia od Ciebie?

Teraz alimentów nie ma, bo pani ex ma jednego syna, a M zajmuje się drugim. Jednak mam świadomość, że jak ten "nasz" skończy pełnoletność, (bo tego, że będzie się dalej uczył raczej nie widzę) to ten młodszy będzie miał 16 lat i zapewne exia szybciutko złoży pozew o alimenty na syna. W tej chwili nic mi nie grozi, bo nie jesteśmy małżeństwem, ale jeśli będziemy to moje dochody też będą pod brane pod uwagę. W takich drastycznych przypadkach uchylania się alimentów przez np. ojca są one pobierane z jego małżonki. Co więcej nie musi to być nawet małżeństwo tylko konkubinat, jeśli udowodni się że żyją we wspólnym gospodarstwie domowym np. przez to że posiadają wspólnie dziecko. Pozostaje jedynie rozdzielność majątkowa, ale alimenty i taż żądzą się własnymi prawami, bo byt dziecka musi być zabezpieczony. Moja koleżanka płaciła na dziecko męża, a w sądzie nawet nie mogła się odezwać, bo sprawa jej nie dotyczyła !

3 080

Odp: Być drugą i macochą

No tak, jeśli chodzi o alimenty na dziecko to o tym wiem. Myślałam , że masz na myśli alimenty na byłego małżonka a nie na dziecko.
W sytuacji, którą przedstawiasz faktycznie może się zdarzyć tak, że od 16 do 18 roku życia Twój M będzie miał zasądzone alimenty na drugiego syna. Ale rozumiem, że sytuacja, w której Sąd czy Komornik mogą się dobrać do Twoich dochodów może nastąpić tylko i wyłącznie w chwili, gdy M będzie się od tych alimentów uchylał. Faktycznie Ex może wykorzystać tę sytuację, co oczywiście nie umniejszy waszej roli w finansowym wspieraniu 18-latka, który może przez jakiś czas pozostawać bez pracy. Zanim pójdzie na swoje, to pewnie jeszcze potrwa. A może dorośnie i postanowi jednak naukę gdzieś kontynuować?

3 081 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-16 15:35:05)

Odp: Być drugą i macochą

M uchylać się nie będzie, ma stałe dochody więc ze mnie nie będą ściągać, ale sam fakt brania moich zarobków pod uwagę przy ustaleniu wysokości alimentów na syna M jest wnerwiający. Zwłaszcza, że exia wisi M masę kasy za wspólne kredyty i nienależne pobierane alimenty też. Ach szkoda słów...

3 082

Odp: Być drugą i macochą

No cóż, będzie to wyglądało ak untowanie Was,..... i chyba taki mam zamiar.
Akoro waszych partnerów nie stać na dołożenie się w takiej samej kwocie co Was do remontowania, odnawiania Waszych mieszkań to ja nie widze powodu dla którego Wy miałybyście pakować w nie swoje pieniądze.
Ja stosuję zasadę kochajmy się jak braci a, rozliczajmy jak Zydzi .Sorry, ale wolałaby odłożyć pieniądze, zainwestować w coś co jest dla mnie i moich dzieci. Facet, dobry samarytanin, spłaca (pomaga) byłej żonie. Czy wasi byli mężowie też wam pomagają? Dokładają Wam?.
Dostosujcie się do ich możliwości. Dla mnie t nie facet skoro oczekuje, że kobieta będzie go finansowała. Mamy to na co nas stać oboje. W spwoje mieszkanie bym zainwestowała, ale wcąż bym dawała do zrozumienia, że jest u mie, że kożysta z moich pieniędzy. Wpakował się w długi przez byłą żonę (sorry, z stara jestem aby w to uwierzyć).... Mój były mąż też tak rozpowiadał. Pamiętajcie, prawda zawsze leży po środku. Nie ma obcji aby jakikoliek bank dał kredyt jednemu bez zgody drugiego małżonka a tym bardziej hipoteczny. Był szlachetny i po rozwodzie wziął na swoje barki jego spłatę.... To niech w tym wytrwa.
Zazdrosna, dlaczego nie możecie wynająć jego mieszkania? To jest marnotrawstwo pieniędzy. Dlatego, że to Wasza alkowa?
Może jestem wyrachowana, ale życie nie rozpieszczało mnie.

3 083

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

No cóż, będzie to wyglądało ak untowanie Was,..... i chyba taki mam zamiar.
Akoro waszych partnerów nie stać na dołożenie się w takiej samej kwocie co Was do remontowania, odnawiania Waszych mieszkań to ja nie widze powodu dla którego Wy miałybyście pakować w nie swoje pieniądze.
Ja stosuję zasadę kochajmy się jak braci a, rozliczajmy jak Zydzi .Sorry, ale wolałaby odłożyć pieniądze, zainwestować w coś co jest dla mnie i moich dzieci. Facet, dobry samarytanin, spłaca (pomaga) byłej żonie. Czy wasi byli mężowie też wam pomagają? Dokładają Wam?.
Dostosujcie się do ich możliwości. Dla mnie t nie facet skoro oczekuje, że kobieta będzie go finansowała. Mamy to na co nas stać oboje. W spwoje mieszkanie bym zainwestowała, ale wcąż bym dawała do zrozumienia, że jest u mie, że kożysta z moich pieniędzy. Wpakował się w długi przez byłą żonę (sorry, z stara jestem aby w to uwierzyć).... Mój były mąż też tak rozpowiadał. Pamiętajcie, prawda zawsze leży po środku. Nie ma obcji aby jakikoliek bank dał kredyt jednemu bez zgody drugiego małżonka a tym bardziej hipoteczny. Był szlachetny i po rozwodzie wziął na swoje barki jego spłatę.... To niech w tym wytrwa.
Zazdrosna, dlaczego nie możecie wynająć jego mieszkania? To jest marnotrawstwo pieniędzy. Dlatego, że to Wasza alkowa?
Może jestem wyrachowana, ale życie nie rozpieszczało mnie.

Masz wiele racji, jednak M nigdy nie skarżył, że zaciągnął kredyty przez ex, bo to był jego wybór i w tedy wydawał mu się słuszny. Tylko, że ja wiem, iż pieniądze poszły, na to aby zadowolić panią księżną wiecznie łasą na kasę na ich wspólne wyjazdy, na urządzenie mieszkania, a później na detektywów i adwokatów -  nie wiem w sumie po co, jak przy rozwodzie i tak nic nie ugrał. On jest głównym kredytobiorcą, więc on spłaca, gdyż jego bank ściga, a pani ex jest niewypłacalna. Była mądrzejsza ode mnie, bo ja tak po prostu nie potrafię doić z człowieka. M nie wynajmie mieszkania, bo jest służbowe i ma takie zastrzeżenie w umowie, niestety jest jeszcze mniejsze od mojego, byśmy mogli się tam wszyscy wprowadzić i sytuacja jest patowa.
Oglądaliśmy ostatnio z M meble, bo chcę wymienić te w salonie. M wydawał się w ogóle nie zainteresowany, kupił tylko parę drobnostek do siebie sad

3 084

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

M nie wynajmie mieszkania, bo jest służbowe i ma takie zastrzeżenie w umowie, niestety jest jeszcze mniejsze od mojego, byśmy mogli się tam wszyscy wprowadzić i sytuacja jest patowa.

To nie jest patowa sytuacja, to jest bardzo jednoznaczna sytuacja i oznacza, że inwestując kasę w tamto mieszkanie będziesz ładować w mieszkanie dla syna (synów) Twojego M. Jeśli masz taką nadwyżkę kasy to lepiej odłóż na konto i dasz swoim dzieciom na start jak będą tego potrzebowały.  Tym bardziej , że:

zazdrosna13 napisał/a:

Oglądaliśmy ostatnio z M meble, bo chcę wymienić te w salonie. M wydawał się w ogóle nie zainteresowany, kupił tylko parę drobnostek do siebie sad

Jeżeli kupujecie kanapę dla siebie i dla Jego syna, który ciągle ją okupuje (z tego co mówiłaś wcześniej, nie możesz go wyprosić ze swojego pokoju nawet późnym wieczorem) a Twój Partner nie widzi potrzeby dołożenia się, to ja bym sięgnęła po radykalne środki i rzuciła któregoś wieczora komentarz do Młodego w obecności M, coś w stylu: to nie jest twoja kanapa, więc bardzo proszę idź do "swojego" pokoju. Przy czym słowo "swojego" też nie wiem czy ma tu uzasadnienie? Czy M kupił Młodemu jakieś meble do tegoż pokoju? Czy Młody okupuje łóżko i biurko, które kiedyś było rzeczami Twojego syna? Wiem, że grozi to kolejną kłótnią z M, bo stanie w obronie syna, ale powinnaś wtedy wykorzystać tę sytuacje do przedstawienia swoich argumentów, że skoro razem użytkujemy, czytaj: zużywamy, niszczymy meble to powinniśmy razem o nie dbać i razem inwestować w naprawy lub kupno nowego mebla. Faceci nie zauważają takich rzeczy albo nie chcą zauważać . Jak mu o tym powiesz, na pewno powie, że nie wiedział, że to dla Ciebie jest problem, przecież nic nie mówiłaś , że musi się dołożyć do kanapy. Takie rzeczy trzeba mówić głośno i wyraźnie, że oczekujesz, że tak właśnie będzie. W przeciwnym wypadku Twoje frustracje i niezadowolenie będą narastały i kumulowały się tak jak pisałaś o tym wcześniej, że w końcu wybuchasz, bo za dużo problemów się nawarstwiło.

3 085 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 12:00:30)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

M nie wynajmie mieszkania, bo jest służbowe i ma takie zastrzeżenie w umowie, niestety jest jeszcze mniejsze od mojego, byśmy mogli się tam wszyscy wprowadzić i sytuacja jest patowa.

To nie jest patowa sytuacja, to jest bardzo jednoznaczna sytuacja i oznacza, że inwestując kasę w tamto mieszkanie będziesz ładować w mieszkanie dla syna (synów) Twojego M. Jeśli masz taką nadwyżkę kasy to lepiej odłóż na konto i dasz swoim dzieciom na start jak będą tego potrzebowały.  Tym bardziej , że:

zazdrosna13 napisał/a:

Oglądaliśmy ostatnio z M meble, bo chcę wymienić te w salonie. M wydawał się w ogóle nie zainteresowany, kupił tylko parę drobnostek do siebie sad

Jeżeli kupujecie kanapę dla siebie i dla Jego syna, który ciągle ją okupuje (z tego co mówiłaś wcześniej, nie możesz go wyprosić ze swojego pokoju nawet późnym wieczorem) a Twój Partner nie widzi potrzeby dołożenia się, to ja bym sięgnęła po radykalne środki i rzuciła któregoś wieczora komentarz do Młodego w obecności M, coś w stylu: to nie jest twoja kanapa, więc bardzo proszę idź do "swojego" pokoju. Przy czym słowo "swojego" też nie wiem czy ma tu uzasadnienie? Czy M kupił Młodemu jakieś meble do tegoż pokoju? Czy Młody okupuje łóżko i biurko, które kiedyś było rzeczami Twojego syna? Wiem, że grozi to kolejną kłótnią z M, bo stanie w obronie syna, ale powinnaś wtedy wykorzystać tę sytuacje do przedstawienia swoich argumentów, że skoro razem użytkujemy, czytaj: zużywamy, niszczymy meble to powinniśmy razem o nie dbać i razem inwestować w naprawy lub kupno nowego mebla. Faceci nie zauważają takich rzeczy albo nie chcą zauważać . Jak mu o tym powiesz, na pewno powie, że nie wiedział, że to dla Ciebie jest problem, przecież nic nie mówiłaś , że musi się dołożyć do kanapy. Takie rzeczy trzeba mówić głośno i wyraźnie, że oczekujesz, że tak właśnie będzie. W przeciwnym wypadku Twoje frustracje i niezadowolenie będą narastały i kumulowały się tak jak pisałaś o tym wcześniej, że w końcu wybuchasz, bo za dużo problemów się nawarstwiło.

Do czegoś innego przywykłam, teraz to tylko podziały i wyliczenia co, kto, komu? Wiem, że to przykład, ale kanapę i meble dla młodego M kupił sam. Choć on wkurza się jak tak mówię, że nie używam słowa "my". Wiecie, to głupie, ale kiedy ja przynoszę codzienne zakupy do domu to młody M nie reaguje, ale gdy M coś kupi to młody zaraz buszuje w produktach, by coś wynaleźć dla siebie. Gdy np ja kupię sok, to młody zapyta o pozwolenie zanim weźmie, ale jak M kupi cole to chłopak ją wręcz zagarnie jako swoją własność nie dzieląc się z nikim. Tak reagują dzieci, na początku naszej znajomości jak M gdzieś przy okazji kupił magiczny czarny napój i ja napiłam się łyczka, to jego młodszy syn wręcz zaalarmował, że to jest taty. M oczywiście go pouczył od razu, ale chodzi mi o zachowanie dzieci. Czasem mnie przerasta ten brak jedności, jaki panuje w patworkowej rodzinie.

3 086

Odp: Być drugą i macochą

Ktos tu napisał..że nie warto kłucić się o dzieci..bo one dorosna i odejdą i zostaniemy sami...gdyby mój partner choc trochę o tym pomyślał... ostatnio coraz częściej narasta we mnie taki gniew, złość ...i z tej niemocy chcę uciec jak najdalej...ale..no własnie jest ale...
Jesteśmy razem 5 lat , ja mam nastoletnie dziecko które mieszka z nami , mój partner 8 latka , który mieszka z matką.
Wszystko jest pod dyktando jego syna...wakacje, weekendy, święta...nawet przyjemności...każda ma prawo być wtedy gdy młody jest u nas ...i nie wazne czy dotyczy jego , mojego syna czy mnie ...
ostatnio coraz więcej się o to kłocimy- on twierdzi że ja jestem zadrosna o młodego, i że ograniczam mu kontakty...
a ja tylko prosze i tłumaczę że nie może mnie pomijac w decyzjach zwiazanych z moim urlopem, świętami, wydatkami ....
Ja ciągle szukam winy w sobie ...bo przecież on chce dobrze , ..bo nie ma syna na codzień .... szukam sposobu polepszenia naszych relacji ...ale wytrzymuję kilka dni ... i ciągle czuję że po prostu ja się nie liczę ..że jestem tłem ...ułatwieniem życia...bo zaradna..bo zarabia...wszystko pilnuje .
Poradźcie jak ułożyć te sprawy i nie czuć się na końcu, nie ważną .

3 087

Odp: Być drugą i macochą

Kolejny taki (facet), który zapomina że założył nową rodzinę i zapomina, że nie JEGO DZIECKO JET TU NAJWAŻNIEJSZE. Ma teraz w swoim życiu trzy ważne osoby i potrzeby i dobro ich wszystkich powinien brać pod uwagę. To , że przyjemności są zarezerwowane tylko na te dni kiedy jest u Was Jego syn - jest chore. Organizuj kobieto swój czas jak Tobie się podoba i powiedz M, że albo będzie z Wami (Tobą i/lub z Twoim dzieckiem) w tych zajęciach uczestniczył albo......niech siedzi i czeka dniami i nocami aż synek zawita w Jego progach.

prosze i tłumaczę że nie może mnie pomijac w decyzjach zwiazanych z moim urlopem, świętami, wydatkami ... - Nie proś. To, że On decyduje jak masz spędzić swój wolny czas jet CHORE!!! Tak wogóle nie powinno być!!!

3 088

Odp: Być drugą i macochą

"kjim napisał:



zazdrosna13 napisał:

M nie wynajmie mieszkania, bo jest służbowe i ma takie zastrzeżenie w umowie, niestety jest jeszcze mniejsze od mojego, byśmy mogli się tam wszyscy wprowadzić i sytuacja jest patowa.

To nie jest patowa sytuacja, to jest bardzo jednoznaczna sytuacja i oznacza, że inwestując kasę w tamto mieszkanie będziesz ładować w mieszkanie dla syna (synów) Twojego M. Jeśli masz taką nadwyżkę kasy to lepiej odłóż na konto i dasz swoim dzieciom na start jak będą tego potrzebowały.  Tym bardziej , że:





zazdrosna13 napisał:

Oglądaliśmy ostatnio z M meble, bo chcę wymienić te w salonie. M wydawał się w ogóle nie zainteresowany, kupił tylko parę drobnostek do siebie

Jeżeli kupujecie kanapę dla siebie i dla Jego syna, który ciągle ją okupuje (z tego co mówiłaś wcześniej, nie możesz go wyprosić ze swojego pokoju nawet późnym wieczorem) a Twój Partner nie widzi potrzeby dołożenia się, to ja bym sięgnęła po radykalne środki i rzuciła któregoś wieczora komentarz do Młodego w obecności M, coś w stylu: to nie jest twoja kanapa, więc bardzo proszę idź do "swojego" pokoju. Przy czym słowo "swojego" też nie wiem czy ma tu uzasadnienie? Czy M kupił Młodemu jakieś meble do tegoż pokoju? Czy Młody okupuje łóżko i biurko, które kiedyś było rzeczami Twojego syna? Wiem, że grozi to kolejną kłótnią z M, bo stanie w obronie syna, ale powinnaś wtedy wykorzystać tę sytuacje do przedstawienia swoich argumentów, że skoro razem użytkujemy, czytaj: zużywamy, niszczymy meble to powinniśmy razem o nie dbać i razem inwestować w naprawy lub kupno nowego mebla. Faceci nie zauważają takich rzeczy albo nie chcą zauważać . Jak mu o tym powiesz, na pewno powie, że nie wiedział, że to dla Ciebie jest problem, przecież nic nie mówiłaś , że musi się dołożyć do kanapy. Takie rzeczy trzeba mówić głośno i wyraźnie, że oczekujesz, że tak właśnie będzie. W przeciwnym wypadku Twoje frustracje i niezadowolenie będą narastały i kumulowały się tak jak pisałaś o tym wcześniej, że w końcu wybuchasz, bo za dużo problemów się nawarstwiło.
"
heh...jak u mnie w domu....
choć syn mojego faceta z nami nie mieszka ..to jego pokój był najważniejszym punktem kupna i wyposażania nowego domu...ani nasza sypialnia czy kuchnia nie była tak interesująca...ot po prostu nie miał na to czasu..ale i chęci...
Pokój mojego syna *pomimo że mieszkamy od 2 lat , jeszcze niedawno wygladał jak składzik kartonów- każdy zakup dla niego jest o krok do awantury...mój partner wyszukuje inne niż mój syn chciał rzeczy..tłumacząc mi jakie to by było marnotrastwo kasy gdybyśmy kupili to co chce mój syn.....oczywiście pokój jego syna był gotowy od razu , meble z mojego mieszkania z pokoju mojego syna były jak nowe i super pasowały...tatuś kupił tylko sprzęty..stół do piłkarzyków...komputer, wieżę .. elektroniczkego darta ...i inne takie zabawki...jak młody przyjeźdźa to ma w co się bawić..bo przecież inne zabawki się już nudzą ...
moi znajomi jak nas odwiedzili ..to mysleli że to pokój mojego syna...bo nikt by nie wpadł że jego lokator tu nie mieszka....
ja wiem że zadrość przeze mnie przemawia.... i taka złość na samą siebie że nie miałam odwagi i siły tyle zrobić dla swojego syna...tylko jeszcze pomagałam urządzać pokój młodego....
A teraz co ?? moje myslenie że jak mu pokaże że jego syn jest częścią rodziny to ta jego miłośc dbanie i ważność i mnie też się "dostanie " ..ale teraz widzę że nie...jego wymagania wzrastają ....i skoro nigdy nie musiał sie liczyć z nami wszystkimi , z potrzebami nas wszystkich..to teraz tym bardziej.

3 089 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-19 15:06:52)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A teraz co ?? moje myslenie że jak mu pokaże że jego syn jest częścią rodziny to ta jego miłośc dbanie i ważność i mnie też się "dostanie " ..ale teraz widzę że nie...jego wymagania wzrastają ....i skoro nigdy nie musiał sie liczyć z nami wszystkimi , z potrzebami nas wszystkich..to teraz tym bardziej.

No tak, skoro nigdy wcześniej się tego nie "czepiałaś" to wyjdzie na to, że jak już zamieszkaliście razem to NAGLE zaczynasz mieć jakieś roszczenia.  Ale nie rezygnuj z walki o to co według Ciebie jest nie sprawiedliwe. Ja bym zrobiła to tak: Usiądź koło M, weź kartkę podziel ją na cztery części i wypisuj: co w ostatnim czasie zrobiliśmy dla Ciebie, dla M, dla Twojego syna i dla Jego syna. Jak spędziliśmy ostatnio nasz wolny czas? : organizując coś co sprawiłoby Tobie przyjemność, Twojemu M, Twojemu synowi i Jego synowi. Czy ostatnio ugotowaliśmy ulubione danie: Twoje, Twojego M, Twojego syna czy Jego syna .... itd. Jeśli  z bilansu wyjdzie, że jest tak jak mówisz, że wszystko co robicie jest pod dyktando 8-lataka, pokaż mężowi tę kartkę i powiedz, że czujecie się pokrzywdzeni. Że okazuje się, że pierwsze skrzypce gra 8-latek a nie dorośli!! że potrzeby Twoje i Twojego syna są pomijane!!! I ŻE TAK BYĆ DALEJ NIE MOŻE!

3 090

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Ktos tu napisał..że nie warto kłucić się o dzieci..bo one dorosna i odejdą i zostaniemy sami...gdyby mój partner choc trochę o tym pomyślał... ostatnio coraz częściej narasta we mnie taki gniew, złość ...i z tej niemocy chcę uciec jak najdalej...ale..no własnie jest ale...
Jesteśmy razem 5 lat , ja mam nastoletnie dziecko które mieszka z nami , mój partner 8 latka , który mieszka z matką.
Wszystko jest pod dyktando jego syna...wakacje, weekendy, święta...nawet przyjemności...każda ma prawo być wtedy gdy młody jest u nas ...i nie wazne czy dotyczy jego , mojego syna czy mnie ...
ostatnio coraz więcej się o to kłocimy- on twierdzi że ja jestem zadrosna o młodego, i że ograniczam mu kontakty...
a ja tylko prosze i tłumaczę że nie może mnie pomijac w decyzjach zwiazanych z moim urlopem, świętami, wydatkami ....
Ja ciągle szukam winy w sobie ...bo przecież on chce dobrze , ..bo nie ma syna na codzień .... szukam sposobu polepszenia naszych relacji ...ale wytrzymuję kilka dni ... i ciągle czuję że po prostu ja się nie liczę ..że jestem tłem ...ułatwieniem życia...bo zaradna..bo zarabia...wszystko pilnuje .
Poradźcie jak ułożyć te sprawy i nie czuć się na końcu, nie ważną .

Wszystko zależy od podejścia faceta i jeśli przez 5 lat nic się nie zmieniło do nie przewiduję poprawy. Mój M jest bardzo związany z synami i przeszłam z nim prawdziwe katusze, jednak musze powiedzieć, że w ciągu 2 lat, kiedy już opadły emocje związane z rozwodem zmienił się diametralnie. Facet musi chcieć zadowolić partnerkę, być otwartym na zmiany, by wszystko jakoś poukładać. Polecam terapię rodzinną u psychologa, może jakiś autorytet wpłynie na jego postępowania, mi tez to dużo dało.
Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, żebyś doceniła to, że nie msz jego syna na co dzień.

3 091

Odp: Być drugą i macochą

kjim..a może ja przesadzam - ostatnio jego syn miał przyjechać do nas na weekend... w czwartek M mówi ze ma imprezę firmową  w piątek i czy po niego przyjadę w nocy jak skończą ...ja na to że przecież po młodego jedzie ..a on mi mówi że już uzgodnił z byłą że weźmie syna za tydzień i kolejny też  bo mamy imprezę w rodzinie .... i może jeszcze następny bo jest dzień dziecka .... a ja na to dlaczego nawet ze mną nie porozmawiał ? może ja też mam jakieś plany ...taka sytuacja jest bardzo często..że ja się dowiaduję o zmianach naszych urlopów ... wyjazdów, weekendów ...bo on coś zmienił , bo była mu cos zmieniła...bo jej pasowało lub jemu nie pasowało...boli jak cholera że o tym jak spędzisz czas decyduje twój facet i jego była żona najczęściej....
M mi powiedział " to co mam się ciebie pytać czy mój syn może przyjeżdźać do mojego domu ?" i tak ciągle...więc ja zabrałam syna w sobotę i pojechałam z nim na zakupy bo mu obiecałam juz od dawna...to m się obraził .. ja wiem że mogłam zaproponować żeby jechali z nami..ale takie wyprawy nigdy sie nie udawały...bo moj syn zamyka się wtedy ..zdominowany przez młodego i jego ojca ... ja zaczynam mieć pretensje ..że  nie spędzamy czasu w 4 ..tylko widać taki rozdział..on i jego syn..ja i mój syn z boku...na szczęście chłopcy dogadują się bardzo dobrze ...ale tylko wtedy jak m się w to nie wtrąca ....bo jak np nasi synowie grają i syn mojego m przegrywa..to partner zaczyna krytykować mojego syna że z dzieckiem wygrywa , że to nie fair.. no i młody wtedy jakby pod dyktando ojca zmienia nastawienie....

3 092

Odp: Być drugą i macochą

"Facet musi chcieć zadowolić partnerkę, być otwartym na zmiany, by wszystko jakoś poukładać"..
ja myślę że to jest jakby głowny powód mojego..naszych problemów.
Mój M uważa że ja powinnam się dostosować do wszystkiego..bo przeciez jego syn jest biedny bo rodzice nie sa razem...bo on jako ojciec jest biedny że nie ma syna na codzień...i że ja mam jego (narzeczonego ) i swojego syna więc nie wiem jak to jest...
Ja to wszystko rozumiem..ale często mam uczucie że on mi wytrąca argumenty moich potzreb i mojego syna tymi tekstami o biednym synku i biednym tatusiu.... a ja wychodzę w tym na zła wiedźmę ...
najlepiej jest jak dbam o dom, o kasę , nie komentuję drogich zakupów dla młodego... kolejnych prezentów ..i jeszcze miło obsługuję i sprzątam po nich..a mój syn wtedy siedzi zamknięty w swoim pokoju- bo matka dla niego nie ma czasu...a trudno by 17 latek i 8 latek zawsze mieli co robić razem ..

3 093

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

..a on mi mówi że już uzgodnił z byłą że weźmie syna za tydzień i kolejny też  bo mamy imprezę w rodzinie .... i może jeszcze następny bo jest dzień dziecka .... a ja na to dlaczego nawet ze mną nie porozmawiał ? może ja też mam jakieś plany ...taka sytuacja jest bardzo często..że ja się dowiaduję o zmianach naszych urlopów ... wyjazdów, weekendów ...bo on coś zmienił , bo była mu cos zmieniła...bo jej pasowało lub jemu nie pasowało...boli jak cholera że o tym jak spędzisz czas decyduje twój facet i jego była żona najczęściej....

No niestety u mnie tez są to częste sytuacje. Bardzo podobne do tych o których piszesz. Jeśli poczytasz forum to nie dalej jak stronę wcześniej opisywałam moją sytuacji i mój "strajk", że nie mam ochoty spędzać całego mojego urlopu z dziećmi M, bo najzwyczajniej w świecie chcę w czasie urlopu odpocząć. Była wielka awantura a potem ciche dni. Teraz niby jest ok, ale ja nadal nie wiem czy i kiedy spędzę trochę urlopu z M. Bo z Jego dziećmi nie zamierzam i nie ustąpię choćby miał się na mnie fochać jeszcze przez następny rok. Trudno cos doradzić bo każdy z nas jest inny. Twój facet pewnie inny od mojego. Wiem jedno -konsekwentnie będę walczyć o swoje. A Ty musisz wiedzieć czy wolisz ustąpić, czy coś z tym robić.

3 094

Odp: Być drugą i macochą

U mnie każdy mój przejaw samowoli -tzn. ja zaczełam mieć podejście że skoro on nie uzgadniał ze mna planów...ba ..nawet bym się nie dowiedziała gdybym nie zadawała serii pytań....to znaczy że mnie w nich nie uwzględniał...
I jakby się nie stosuję do zaleceń pana:)Ignoruję wyjścia ...kiedys pytałam, tłumaczyłam...prosiłam..płakałam..ale resztki dumy mi dłużej nie pozwalaja skomleć o uwagę .
Ale te bunty mnie kosztuja olbrzymie nerwy..i najczęściej ciche dni ..ignorancja z jego strony..zachowania że niby z kimś gada potajemnie, na ogród wychodzi...zaczyna biegać .... taki cyrk...
Dziewczyny..jak teraz czytam to co sama piszę to mi wstyd ...... ale się dałam zrobić ......
Dlaczego wybieram takich typów ......dlaczego nie możemy być z facetami partnerami- dlaczego nie ma szczerości i wzajemności w związku - tylko trzeba jak nie krzykiem, to prośbami i grośbami wszystko dobitnie wyjaśniać..

3 095 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 22:32:40)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

"
heh...jak u mnie w domu....
choć syn mojego faceta z nami nie mieszka ..to jego pokój był najważniejszym punktem kupna i wyposażania nowego domu...ani nasza sypialnia czy kuchnia nie była tak interesująca...ot po prostu nie miał na to czasu..ale i chęci...
Pokój mojego syna *pomimo że mieszkamy od 2 lat , jeszcze niedawno wygladał jak składzik kartonów- każdy zakup dla niego jest o krok do awantury...mój partner wyszukuje inne niż mój syn chciał rzeczy..tłumacząc mi jakie to by było marnotrastwo kasy gdybyśmy kupili to co chce mój syn.....oczywiście pokój jego syna był gotowy od razu , meble z mojego mieszkania z pokoju mojego syna były jak nowe i super pasowały...tatuś kupił tylko sprzęty..stół do piłkarzyków...komputer, wieżę .. elektroniczkego darta ...i inne takie zabawki...jak młody przyjeźdźa to ma w co się bawić..bo przecież inne zabawki się już nudzą ...
moi znajomi jak nas odwiedzili ..to mysleli że to pokój mojego syna...bo nikt by nie wpadł że jego lokator tu nie mieszka....
ja wiem że zadrość przeze mnie przemawia.... i taka złość na samą siebie że nie miałam odwagi i siły tyle zrobić dla swojego syna...tylko jeszcze pomagałam urządzać pokój młodego....
A teraz co ?? moje myslenie że jak mu pokaże że jego syn jest częścią rodziny to ta jego miłośc dbanie i ważność i mnie też się "dostanie " ..ale teraz widzę że nie...jego wymagania wzrastają ....i skoro nigdy nie musiał sie liczyć z nami wszystkimi , z potrzebami nas wszystkich..to teraz tym bardziej.

Dopiero teraz doczytałam, to jakiś obłęd! To dom twojego syna, dziecko twojego faceta mieszka z matką i tam ma swój dom. Pomyśl jak się musi czuć twój syn. Nasz weekendowy syn M nie ma u nas stałego kąta, raz śpi w łóżku mojej córki, gdy jej nie ma, raz na materacu i nikt nie robi z tego problemu. Traktowanie dzieciaka ulgowo, bo jest z rozbitej rodziny wyłącznie go psuje. Kochający rodzice wymagają, by przygotować latorośl do życia. Dziewczyno, zajmij się sobą i swoim chłopcem.

3 096 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 21:11:14)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

M mi powiedział " to co mam się ciebie pytać czy mój syn może przyjeżdźać do mojego domu ?"

Oczywiście, że tak, bez dwóch zdań! To dorośli wspólnie ustalają plany. Powtarzam, to przede wszystkim twój dom i twojego syna.

3 097 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 21:04:26)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

U mnie każdy mój przejaw samowoli -tzn. ja zaczełam mieć podejście że skoro on nie uzgadniał ze mna planów...ba ..nawet bym się nie dowiedziała gdybym nie zadawała serii pytań....to znaczy że mnie w nich nie uwzględniał...
I jakby się nie stosuję do zaleceń pana:)Ignoruję wyjścia ...kiedys pytałam, tłumaczyłam...prosiłam..płakałam..ale resztki dumy mi dłużej nie pozwalaja skomleć o uwagę .
Ale te bunty mnie kosztuja olbrzymie nerwy..i najczęściej ciche dni ..ignorancja z jego strony..zachowania że niby z kimś gada potajemnie, na ogród wychodzi...zaczyna biegać .... taki cyrk...
Dziewczyny..jak teraz czytam to co sama piszę to mi wstyd ...... ale się dałam zrobić ......
Dlaczego wybieram takich typów ......dlaczego nie możemy być z facetami partnerami- dlaczego nie ma szczerości i wzajemności w związku - tylko trzeba jak nie krzykiem, to prośbami i grośbami wszystko dobitnie wyjaśniać..

Kochana związek to partnerstwo, twój to jakieś niewolnictwo. Proszę zadbaj o siebie i dobro własnego syna. Jeśli się na to godzisz, to musiałaś przywyknąć do tego, że facet traktuje cię jak gorszy gatunek a, ten facet to dla mnie jakaś pijawka, musisz chronić syna, by kiedyś wyrósł na wartościowego człowieka. Już zaczynasz usprawiedliwiać tego człowieka, a prawda jest taka, że on się z tobą nie liczy i tylko cię wykorzystuje i uczy tego samego swojego syna. Poczytaj trochę literatury to dowiesz się dlaczego wybierasz takich facetów, z pewnością to nie twoja wina. Polecam Toksyczni Rodzice - Susan Forward, Miłość Toksyczna, Miłość Dojrzała - Maciej Bennewicz, jest tego sporo w necie. Proszę nie dopuść, by twój syn miał takie wzorce wychowawcze, bo on też będzie miał kiedyś problemy w relacjach z kobietami.

3 098

Odp: Być drugą i macochą

Od jakiegoś czasu mocno mi dokuczają te wszystkie sytuacje ...tyle razy tłumaczyłam, prosiłam , pokazywałam...ale bez rezultatów.
Wakacji aż się boję ..do tej pory prawie wszystkie wakacyjne urlopy spędzaliśmy z synem M i jego rodzicami...a mój syn był u moich rodziców i u swojego ojca....Prosiłam M. abyśmy choć tydzień spędzili sami bez dzieci ...ale on nie...bo on woli z synem ..oczywiście ja tez mogę być ..i jeszcze najlepiej u jego rodziców żeby dziadkowie się nacieszyli wnuczkiem...Ale ja nie chcę tak.
Mam dość opieki nad jego synem i jeszcze obsługi jego rodziny...chciałabym po prostu nic nie robić , leżeć na plaży i mieć prawdziwy urlop...Wim że jak będę stawiać na swoim to będzie awantura na całego.... już opowiada że ja jego syna nie chcę w naszym domu...ciężkie to wszystko .

3 099 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 21:23:13)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Od jakiegoś czasu mocno mi dokuczają te wszystkie sytuacje ...tyle razy tłumaczyłam, prosiłam , pokazywałam...ale bez rezultatów.
Wakacji aż się boję ..do tej pory prawie wszystkie wakacyjne urlopy spędzaliśmy z synem M i jego rodzicami...a mój syn był u moich rodziców i u swojego ojca....Prosiłam M. abyśmy choć tydzień spędzili sami bez dzieci ...ale on nie...bo on woli z synem ..oczywiście ja tez mogę być ..i jeszcze najlepiej u jego rodziców żeby dziadkowie się nacieszyli wnuczkiem...Ale ja nie chcę tak.
Mam dość opieki nad jego synem i jeszcze obsługi jego rodziny...chciałabym po prostu nic nie robić , leżeć na plaży i mieć prawdziwy urlop...Wim że jak będę stawiać na swoim to będzie awantura na całego.... już opowiada że ja jego syna nie chcę w naszym domu...ciężkie to wszystko .

Będzie potrzebne ci wsparcie, możesz liczyć na kogoś bliskiego? Dobrze, by było gdybyś na jakiś czas odpoczęła od tego faceta, niech jedzie w wakacje do swoje rodziny. Spędź czas z synem, on cie potrzebuje. Nie daj się, musisz się facetowi postawić, kłótnie to jego sposób na urobienie ciebie. Nie wdawaj się w awantury, po prostu powiedz "nie". Nie musisz tłumaczyć dlaczego, bo to oczywiste, dla niego też. Ta sytuacja nie jest normalna, zachowanie tego człowieka, bo nie napiszę partnera jest chore i masz święte prawo mieć dość dzieciaka swojego faceta.

3 100

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

M mi powiedział " to co mam się ciebie pytać czy mój syn może przyjeżdźać do mojego domu ?"

Oczywiście, że tak, bez dwóch zdań! To dorośli wspólnie ustalają plany. Powtarzam, to przede wszystkim twój dom i twojego syna.

Dałam sobie wejść na głowę jak nic....tłumaczyłam to dobrocią i wielką miłością m do syna, że powinnam się tylko cieszyć że tak traktuje swoje dziecko i dba o nie ...że pomimo rozwodu chce dać mu namiastkę domu..ale widzę że on dba tylko o siebie i swojego syna ...a ja cóż ...naiwna kobieta z sercem na dłoni co myślała że tej miłości dla mnie i mojego dziecka starczy ...a fakty są takie że on stworzył dom dla swojego syna a my się musimy dostosowywać do jego zasad i reguł...
jakoś czarno to widzę ...Weszłam na to forum z chęcią znalezienia pomocy dla mnie ,,,żebym takich emocji nie miała w związku z nimi...żebym mogła inaczej reagować...I co teraz ?

3 101

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Od jakiegoś czasu mocno mi dokuczają te wszystkie sytuacje ...tyle razy tłumaczyłam, prosiłam , pokazywałam...ale bez rezultatów.
Wakacji aż się boję ..do tej pory prawie wszystkie wakacyjne urlopy spędzaliśmy z synem M i jego rodzicami...a mój syn był u moich rodziców i u swojego ojca....Prosiłam M. abyśmy choć tydzień spędzili sami bez dzieci ...ale on nie...bo on woli z synem ..oczywiście ja tez mogę być ..i jeszcze najlepiej u jego rodziców żeby dziadkowie się nacieszyli wnuczkiem...Ale ja nie chcę tak.
Mam dość opieki nad jego synem i jeszcze obsługi jego rodziny...chciałabym po prostu nic nie robić , leżeć na plaży i mieć prawdziwy urlop...Wim że jak będę stawiać na swoim to będzie awantura na całego.... już opowiada że ja jego syna nie chcę w naszym domu...ciężkie to wszystko .

Będzie potrzebne ci wsparcie, możesz liczyć na kogoś bliskiego? Dobrze, by było gdybyś na jakiś czas odpoczęła od tego faceta, niech jedzie w wakacje do swoje rodziny. Spędź czas z synem, on cie potrzebuje. Nie daj się, musisz się facetowi postawić, kłótnie to jego sposób na urobienie ciebie. Nie wdawaj się w awantury, po prostu powiedz "nie". Nie musisz tłumaczyć dlaczego, bo to oczywiste, dla niego też. Ta sytuacja nie jest normalna, zachowanie tego człowieka, bo nie napiszę partnera jest chore.

mam znajomych , przyjaciół, ale jakoś tak nie umiem ich wciągać w moje sprawy ...jego siostra jest moją przyjaciółką ...ale to zawsze jego rodzina... muszę pomyśleć co dalej .
Śmieszne co teraz napiszę , ostatnio uciekam z domu jak przyjeżdża syn m... czasami mojego syna zabieram ...po prostu nie chcę na to patrzeć...młody całymi dniami przesiaduje z ojcem na grach, telewizji , leżą na kanapie - telewizor gra- bajki, M. gra na tablecie a jego syn na komputerze ale PSP .... do tego jedzą lody którymi uwalona jest cała kanapa....wszędzie leżą papierki po słodyczach , kilka szklanek po napojach.... oczywiście żaden nie sprząta po sobie...czasami m na moje uwagi prosi młodego by zaniósł do zmywarki wyrzucił papierki...ale młody ostatnio się przeciwstawia " ty tez możesz wyrzucić, czemu ja  ty tez jadłeś mówi do ojca...ojciec z uśmiechem sprząta ..jakiego ma fajnego synka cwaniaczka"....
W niedzielę młody miał się coś nauczyć do szkoły - a że było to koło 11 , czyli był już jakieś 4-5 godzin na kompie ...tak tak...zrywa się o 6 i po cichu gra na komputerze ....m wysyłał go do swojego pokoju na kilka minut zeby powtórzył wiersz , młody ciągle nie potrafił bez poprawek powiedzieć..ojciec 3 raz chciał go wysłać na górę - ale młody zaczął beczeć..że już wystarczy ze nie trzeba ... że miało być 2 razy ...więc ojciec zaczął go prawie prosić żeby jeszcze choć raz spróbował...a w końcu mu dał komputer zeby grał dalej mówić że później znowu go zapyta tego wiersza.....uszom nie mogłam uwierzyć...bo mi co jakiś czas tłumaczy jak to ważne by mój syn poświęcał więcej czasu na naukę niż na komputer ....


Może zacznę wyjeżdżać z synem na całe weekendy . Do moich rodziców - on tam uwielbia jeździć- zresztą jak czasami gdzieś jesteśmy we dwoje to mi zdjęcia robi telefonem bo mówi że teraz się uśmiecham i nie mam tego dziwnego wyrazu twarzy,,,,

3 102

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

"Facet musi chcieć zadowolić partnerkę, być otwartym na zmiany, by wszystko jakoś poukładać"..
ja myślę że to jest jakby głowny powód mojego..naszych problemów.
Mój M uważa że ja powinnam się dostosować do wszystkiego..bo przeciez jego syn jest biedny bo rodzice nie sa razem...bo on jako ojciec jest biedny że nie ma syna na codzień...i że ja mam jego (narzeczonego ) i swojego syna więc nie wiem jak to jest...
Ja to wszystko rozumiem..ale często mam uczucie że on mi wytrąca argumenty moich potzreb i mojego syna tymi tekstami o biednym synku i biednym tatusiu.... a ja wychodzę w tym na zła wiedźmę ...
najlepiej jest jak dbam o dom, o kasę , nie komentuję drogich zakupów dla młodego... kolejnych prezentów ..i jeszcze miło obsługuję i sprzątam po nich..a mój syn wtedy siedzi zamknięty w swoim pokoju- bo matka dla niego nie ma czasu...a trudno by 17 latek i 8 latek zawsze mieli co robić razem ..

Zdarza się, że w ludzie się rozwodzą. Ale czy syn jest biedy. No nie sądzę. Ma co jeść, gdzie spać, rodzice go kochają. A utwierdzanie go w przekonaniu, że taka z niego ofiara go krzywdzi. Krzywi charakter, bo cokolwiek w życiu mu się nie uda to, będzie miał gotową wymówkę. Mamusia i tatuś się rozwiedli, a jak taki biedniutki jestem.

Nie pozwól się sprowadzić do pozycji służącej w swoim domu.  2 dorosłych facetów może, a nawet powinno być w stanie ci pomóc. Nie masz obowiązku non stop skakać wokół nich i spełniać ich zachcianki. Weź czasem swoje dziecko i idź z nim np. do kina, na lody, basen itp. A panowie niech sobie sami radzą.

3 103 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-19 22:00:13)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

M mi powiedział " to co mam się ciebie pytać czy mój syn może przyjeżdźać do mojego domu ?"

Oczywiście, że tak, bez dwóch zdań! To dorośli wspólnie ustalają plany. Powtarzam, to przede wszystkim twój dom i twojego syna.

Dałam sobie wejść na głowę jak nic....tłumaczyłam to dobrocią i wielką miłością m do syna, że powinnam się tylko cieszyć że tak traktuje swoje dziecko i dba o nie ...że pomimo rozwodu chce dać mu namiastkę domu..ale widzę że on dba tylko o siebie i swojego syna ...a ja cóż ...naiwna kobieta z sercem na dłoni co myślała że tej miłości dla mnie i mojego dziecka starczy ...a fakty są takie że on stworzył dom dla swojego syna a my się musimy dostosowywać do jego zasad i reguł...
jakoś czarno to widzę ...Weszłam na to forum z chęcią znalezienia pomocy dla mnie ,,,żebym takich emocji nie miała w związku z nimi...żebym mogła inaczej reagować...I co teraz ?

Usiądź i spokojnie pomyśl.
Poszukaj pomocy psychologa - jeśli jest tak jak piszesz nie pomożesz sobie sama.
Pomyśl, czy masz jakieś wsparcie w bliskiej ci osobie, poproś o pomoc, musisz mówić o swoim problemie. Jest wiele kobiet kochających za bardzo.
Jesteś w stanie sama utrzymać się finansowo? Jeśli nie to musisz dążyć do tego.
I jeśli będziesz miała zapewnione wsparcie to odpocznij trochę od faceta, nie karzę ci się z nim rozstawać, ale pod jego wpływem nie wrócisz do równowagi jako pełnowartościowa partnerka.
Spędzaj więcej czasu ze swoim synem, dzieciak faceta ma od tego własna matkę.
I ucz się robić rzeczy wyłącznie dla siebie, a nie to czego wymagają od ciebie inni.
Spokojnie, bez tłumaczenia, stanowczo naucz się mówić "nie". Jeśli nie chcesz widzieć dziecka faceta to mu o tym powiedz. Niech sam jedzie do swojej rodziny, a ty baw się dobrze w towarzystwie syna, on z pewnością to doceni.
I nie sprzątaj po nich, oni mają dwie zdrowe do tego ręce. Pamiętaj, że pokazując synowi że jesteś służącą w swoim domu uczysz go takiego podporządkowywania sobie kobiet.
Wierzę, że z tego wyjdziesz, dla siebie i syna. Zrobiłaś już pierwszy krok, a on jest najtrudniejszy.

3 104

Odp: Być drugą i macochą

finansowo ? zarabiam lepiej niż mój facet , syn ma od ojca dość wysokie alimenty... ale to wszystko szło na dom, kredyt , alimenty m, zajęcia dodatkowe jego syna , i ogólnie na życie ...ostatnio zaczęłam blokować alimenty mojego syna - nie chcę ich wydawać na nasze życie ...bo wystarczająco zarabiam ..
Syn ma 17 lat , juz mówi o studiach...bardzo dobrze sie uczy ...jest bardzo ambitny... M zarabia jakieś 70 % mojego wynagrodzenia i z tego jeszcze opłaca alimenty , dodatkowe zajęcia , wakacje, ferie , kupuje młodemu zabawki, ubrania - bo matka daje go w tym co stoi smile
Nowy dom - wiadomo dużo wydatków - ostatnio było tez kilka kłótni o to - ja ostrzegałam m że już nie ruszam alimentów syna , ze je odkładam - i ze moja i jego pensja jest na nasze wydatki...więc zaczęło brakować kasy na niektóre rzeczy ...i dostało mi się bo poprosiłam żeby ograniczył wydatki na syna swojego typu kolejne lego ...gra ..jakieś pierdoły które możne nie kosztują jakieś kokosy..ale gdy na weekend kilka takich pierdół kupił to się robiła kwota spora...np. 200-300 zł ...więc mi zaczął wyliczać że kupiłam synowi buty drogie , takie specjalistyczne do gry w koszykówkę ...bo ćwiczy ...a jego synkowi to on nie może sprawić radości..każde moje prośby odbija w moją i mojego syna stronę.
Poza psychiką i głupim sercem nie jestem od niego zależna - mam mieszkanie które kupiłam po rozwodzie jak byłam sama....dobrze że mnie rodzicie odwiedli od pomysłu sprzedaży i inwestycji w nasz wspólny dom....heh ...bynajmniej jest po równo - mieliśmy podobną kasę na początek  i na resztę  kredyt wzięliśmy ... teraz m wspomina że jakbyśmy sprzedali moje mieszkanie  i spłacili kredyt to by nam się super żyło - ale ja już się nie spieszę do tego...bo jak tu przeczytałam na forum.....to ja zapierdzielam najbardziej na majątek m i jego syna...bo mnie i mojemu dziecku już by i to co bez kredytu mamy , wystarczyło sad... Dla mnie kasa nigdy nie miała dużego znaczenia , w sensie nie patrzyłam na to tak jak tu teraz napisałam...ale ostatnie wydarzenia trochę mnie zabolały ..wiem jak to wygląda wszystko - facet znalazł sobie naiwną z niezłą kasą laskę z dzieckiem, co myślała że w 4 stworzą rodzinę ...ciągle wierzyła że kiedyś on zobaczy ile dla niego robi,,,,jaka jest wspaniała ...że jego syn ma dom u nich i będą wszyscy żyli długo i wspaniale.....a finał jest taki że lasce różowe okulary spadły z nosa i coraz więcej zaczyna jest przeszkadzać....ale pan nie chce jej słuchać.... twierdzi że szuka dziury....że powinno być jak do tej pory...bo podobno wszyscy byli zadowoleni....

3 105

Odp: Być drugą i macochą

Kopnij typa w 4 litery. To nie związek, to wyzysk. Facet szuka sponsorki i sprzątaczki w jednym. Do tego cię nie szanuje. Chcesz się poniżać dla kogoś kto cię nie szanuje? Nie szanuje twojego dziecka? Ma cię i twoje uczucia gdzieś?

3 106

Odp: Być drugą i macochą

Lily ... to nie tak proste . Poza sprawami jakie trzebaby załatwić, pozamykać są jeszcze uczucia - muszę dojrzeć do takiej decyzji i się do niej przygotować.
M nie jest zły , czasami coś pomoże w domu , czasami nawet obiad zrobi , coś tam robi na ogrodzie .... ja  widzę jak zyją koleżanki ...wcale gorzej czy lepiej nie mam...może tylko ta sytuacja z jego synem jest inna..
M napewno nie będzie współpracował np, przy sprzedaży domu ....I przez pryzmat kasy też nie ma co patrzeć - że niby ja sponsor - bo i odwrotnie często bywa , że kobieta zarabia mniej .... Patrząc realnie na jego argumenty - że chce synowi dać gwiazdkę z nieba bo tęskni za nim, że robi wszystko żeby tylko syn się uśmiechał - czyż to nie typowe dla kochających rodziców?
Jedni mają wiedzę i siłę dawać ale i uczyć , wymagać...inni jak mój m idą najprostszą drogą - okupowania prezentami miłości ..jemu się wydaje ze to jest jedyna metoda- bo jak coś wymaga od syna--choćby pół godziny nauki - to ten płacze prawie - a ja da komputer to banan na buzi- chłop prosto reaguje , i rzadnych rad nie słucha - prezent -tak, wymagania - nie .
Ja sobie powtarzam że to przeciez nie mój syn, nie moja sprawa ...i próbuje udawać że nie widzę ..albo uciekam żeby nie widzieć ....ale ostatnio zabiło mnie ..że przeciez jego młody dorośnie ...i będzie rzadził w moim domu , nie szanując mnie ...bo ojciec taki daje mu przekaz....zabawa....przyjemności..i ignorowanie ludzi którzy coś od ciebie wymagają

3 107

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad - czytam to co piszesz i za głowę się łapię. Przeczytaj swoje posty z wczoraj np. ten ostatni pisany o 22.09 i ten dzisiejszy napisany o 8.05. To co napisałaś wczoraj : jesteś niezależna finansowo, masz się gdzie podziać (tzn masz swoje mieszkanie), Twój syn dobrze widzi co się w Waszym domu dzieje i co się dziej z Tobą. Widzi, że uśmiechasz się kiedy wyrwiesz się z tego kouchozu. Masz milion argumentów na to, że facet Cie nie szanuje. Sama mówisz i dostrzegasz to, że Młody mając taki przykład napewno w przyszłości szanował Cię /Was nie będzie!!!! Kobieto, albo zaczniesz natychmiast to zmieniać albo przepadniesz. W podobnej sytuacji tkwiłam przez 10 lat. Nadskakiwanie mężowi, który po za czubkiem swojego nosa nie dostrzegał nic i nikogo więcej. Zabieganie o Jego uwagę, o Jego czas, wszystko to doprowadziło, że wpadłam w dół, z którego nie mogłam wyleźć. Dzień po dniu nieświadoma tego co robię, podporządkowałam się facetowi w 100%. A kiedy po 10 latach zaczęłam prosić, skamleć o zauważenie moich potrzeb, stwierdził, że jakaś chora jestem i że chorzy ludzie nie powinni wychowywać dzieci. Więc albo zmienię nastawienie (przestanę czegokolwiek wymagać) albo On odejdzie i .... zabierze mi dzieci!!! I to przelało czarę goryczy. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak wielki popełniałam cały czas błąd. Nie rób tego samego co ja. Nie usprawiedliwiaj faceta (to zaczęłaś robić dziś rano, o 8.05 zaczęłaś porównywać swoją sytuację do sytuacji koleżanek i doszłaś do wniosku, że przecież nie jest tak źle ) Opadły emocje dnia wczorajszego i zaczęłaś Go tłumaczyć. Jest źle! Jeśli  ktoś ciągle będzie Cię traktował jak tą gorszą, drugą, nie ważną - to zaczniesz w końcu sama w to wierzyć. Stracisz szacunek do siebie samej. Nie dopuść do tego! Walcz o siebie i o syna. Nie zapominaj, że On ciągle patrz I WIDZI, że dajesz się tak traktować.

3 108 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-05-20 09:50:39)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Lily ... to nie tak proste . Poza sprawami jakie trzebaby załatwić, pozamykać są jeszcze uczucia - muszę dojrzeć do takiej decyzji i się do niej przygotować.
M nie jest zły , czasami coś pomoże w domu , czasami nawet obiad zrobi , coś tam robi na ogrodzie .... ja  widzę jak zyją koleżanki ...wcale gorzej czy lepiej nie mam...może tylko ta sytuacja z jego synem jest inna..
M napewno nie będzie współpracował np, przy sprzedaży domu ....I przez pryzmat kasy też nie ma co patrzeć - że niby ja sponsor - bo i odwrotnie często bywa , że kobieta zarabia mniej .... Patrząc realnie na jego argumenty - że chce synowi dać gwiazdkę z nieba bo tęskni za nim, że robi wszystko żeby tylko syn się uśmiechał - czyż to nie typowe dla kochających rodziców?
Jedni mają wiedzę i siłę dawać ale i uczyć , wymagać...inni jak mój m idą najprostszą drogą - okupowania prezentami miłości ..jemu się wydaje ze to jest jedyna metoda- bo jak coś wymaga od syna--choćby pół godziny nauki - to ten płacze prawie - a ja da komputer to banan na buzi- chłop prosto reaguje , i rzadnych rad nie słucha - prezent -tak, wymagania - nie .
Ja sobie powtarzam że to przeciez nie mój syn, nie moja sprawa ...i próbuje udawać że nie widzę ..albo uciekam żeby nie widzieć ....ale ostatnio zabiło mnie ..że przeciez jego młody dorośnie ...i będzie rzadził w moim domu , nie szanując mnie ...bo ojciec taki daje mu przekaz....zabawa....przyjemności..i ignorowanie ludzi którzy coś od ciebie wymagają

Już uruchomił się u ciebie mechanizm obronny, sama przeczysz własnym słowom. Jeśli zgłębisz trochę wiedzę, przestaniesz zachowywać się jak ofiara i staniesz się odporna na złe traktowanie partnera.  W tej chwili są to wyłącznie uczucia negatywne, przykrywane poczuciem krzywdy i winy, które mylnie interpretujesz jako miłość, czy troskę. Zatrzymaj i przerwij ten kamienny krąg, wymaga to jednak zmierzenia się z problemem, stąd twoja obawa i lęk przed nieznanym. Grozi ci tylko tyle, że powrócisz do relacji na nowych, zdrowych zasadach.

3 109 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-20 09:33:58)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

finansowo ? zarabiam lepiej niż mój facet , syn ma od ojca dość wysokie alimenty... ale to wszystko szło na dom, kredyt , alimenty m, zajęcia dodatkowe jego syna , i ogólnie na życie ...ostatnio zaczęłam blokować alimenty mojego syna - nie chcę ich wydawać na nasze życie ...bo wystarczająco zarabiam ..... M zarabia jakieś 70 % mojego wynagrodzenia i z tego jeszcze opłaca alimenty , dodatkowe zajęcia , wakacje, ferie , kupuje młodemu zabawki, ubrania - bo matka daje go w tym co stoi smile
......... - ja ostrzegałam m że już nie ruszam alimentów syna , ze je odkładam - i ze moja i jego pensja jest na nasze wydatki...więc zaczęło brakować kasy na niektóre rzeczy ...i dostało mi się bo poprosiłam żeby ograniczył wydatki na syna swojego typu kolejne lego ...gra ..jakieś pierdoły które możne nie kosztują jakieś kokosy..ale gdy na weekend kilka takich pierdół kupił to się robiła kwota spora...np. 200-300 zł ...więc mi zaczął wyliczać że kupiłam synowi buty drogie , takie specjalistyczne do gry w koszykówkę ...bo ćwiczy ...a jego synkowi to on nie może sprawić radości..każde moje prośby odbija w moją i mojego syna stronę.

A jakim prawem On Ci zarzuca, ze za dużo wydajesz na swojego syna??? Jakim prawem "zaczął wyliczać że kupiłaś synowi buty drogie" a jego synkowi to on nie może sprawić radości???? A kto mówi , że nie może . Niech kupuje Młodemu gwiazdkę z nieba ale za swoją kasę a nie kasę Twoją i alimenty twojego syna!!!! Jeśli Ty nie masz nic do powiedzenia w kwestii nowego lego to On niech się nie wypowiada w kwestii nowych butów. Przestań wrzucać kasę do wspólnego worka i trzymaj swoje pieniądze na Twoje i Twojego syna potrzeby. I ani mi się waż utrzymywać domu sama!!! Niech Twój facet szasta swoją pensją. Niech spłaca razem z Tobą kredyt, niech robi również zakupy do domu i niech opłaca wspólnie z Tobą rachunki. A jak mu coś zostanie to niech sobie wydaje na lego, zabawki i gry dla Młodego jeśli Go na to stać.

3 110

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze macie rację ...ale ja nie chcę ciągłych awantur , ciągłego tłumaczenia mu - nie chce mi się z nim gadać już ...bo nienawidzę tej baby jaką się staję ...ciągle prosze tłumaczę ...tak jak napisałaś KJIM- żebrzę o uwagę dla swoich potrzeb....... nie lubię siebie wtedy...najczęściej w duchu sobie mówię ...daj spokój..przeciez to ciebie nie zabije .....a kolejne marudzenie niczego nie zmieni tylko kwasy będą.....
Tylko ja mam wrażenie że my drugie  i macochy zawsze będziemy gorzej traktowane...w sensie..że zawsze to jego  dziecko i ewentualnie jego była więcej mają do powiedzenia co do wakacji (no bo tatuś zrobi tak jak mama synka chce no bo przeciez ona tez potrzebuje odpowcząc ) .... i wiadomo że cały urlop chce spędzić z synem..bo go nie ma na co dzień...
A jak Wy sobie radzicie z takimi sytuacjami...gdy macie poczucie że ktoś Wam włazi w zycie ....zawsze stawiacie na swoim ?

3 111

Odp: Być drugą i macochą

Kjim-udało Ci się zmienić coś w swoim zyciu ? czy rozstaliście się ?

3 112

Odp: Być drugą i macochą

Udało mi się zmienić najważniejsze. Nie dałam się zgnoić, tak jak by to widział mój teraz już BYŁY mąż. W chwili gdy zaczął mnie szantażować , że zabierze mi dzieci byłam bez pracy i z debetem na koncie (pieniądze z konta wyciągnął mi mąż). Dzięki wsparciu moich rodziców udało mi się wyrwać z toksycznego (teraz to tak oceniam) związku. Złożyłam pozew o rozwód i rozpętałam prawdziwą wojnę. Ale wiedziałam, że walczę o to co mam najważniejsze czyli o dzieci i o siebie. Pokazałam byłemu w końcu, że nie jest pępkiem świata. Stanęłam na nogi.
Teraz jestem w związku z facetem, który tak jak ja, jest po rozwodzie. Tak jak i u Ciebie traktował swoje dzieci jak księżniczki próbując Im wynagrodzić sytuację, w której znalazły w związku z rozwodem. Tłumaczyłam mojemu M od samego początku, że nigdy nie kaleczyłam swoich dzieci zbytnim rozpieszczaniem i nie pozwolę na priorytetowe traktowanie Jego dzieci pod wspólnym dachem. Nigdy już nie pozwolę się zepchnąć na dalszy plan.  Nie pozwolę żeby moim życiem rządził ktokolwiek a  już na pewno nie pozwolę na to, żeby moje/nasze plany były uzależnione od fanaberii Jego Byłej Żony albo od kaprysów Jego dzieci. Owszem idę czasem na kompromis, uginam się i dostosowuję ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. I za wszelką cenę bronię teraz interesów swoich i moich dzieci. Broń Boże nie doradzam Ci radykalnych środków w postaci kolejnego rozwodu. Ale z całego serca Ci radzę zabezpieczać swoje zdrowie psychiczne i interesy Twojego dziecka. Facet to "rzecz" nabyta. Ty i Twój syn jesteście sobie najbliższą rodziną i o te relacje dbaj najbardziej. Ta k jak piszesz "kolejne marudzenie nic nie zmieni, będą tylko kolejne kwasy. Musisz podjąć radykalne kroki żeby zmienić sytuację w której się znalazłaś. Nie musi to byc rozwód. Może po prostu twardo stawiaj na swoim, ogranicz finansowanie Twojego Partnera, daj mu do zrozumienia, że poradzisz sobie bez Niego , ale czy On poradzi sobie bez Ciebie i Twojego wsparcia?

3 113

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

Wiem ze macie rację ...ale ja nie chcę ciągłych awantur , ciągłego tłumaczenia mu - nie chce mi się z nim gadać już ...bo nienawidzę tej baby jaką się staję ...ciągle prosze tłumaczę ...tak jak napisałaś KJIM- żebrzę o uwagę dla swoich potrzeb....... nie lubię siebie wtedy...najczęściej w duchu sobie mówię ...daj spokój..przeciez to ciebie nie zabije .....a kolejne marudzenie niczego nie zmieni tylko kwasy będą.....

Dlatego ci tłumaczę, że marudzenie, zrzędzenie i awantury nic nie dają, faceci tego w ogólne nie słuchają i odbierają to jedynie jako naszą słabość. Przestań zachowywać się jak rozhisteryzowana dziewczynka, tylko jak równoprawna kobieta. On sprawia ci przykrość to ty nie rób nic dla niego, przestań poświęcać mu uwagę. Skup się na swoich i syna potrzebach. Jak nie daje ci pieniędzy to nie robiłabym dla niego zakupów, niech lodówka świeci pustością, niech sam sobie ugotuje, albo będzie głodny. To nie dziecko, ale dorosły człowiek, który umie o siebie zadbać. Chce spędzić czas z synem, to zostaw go samego, mniej własne fajne plany, wydaj trochę pieniędzy z alimentów na przyjemności dla syna. Nie daj się sprowokować i nie wdawaj w zbędne dyskusje. Poczytaj - Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy -Sherry Argov.

3 114 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-20 11:50:49)

Odp: Być drugą i macochą
chceuciekacstad napisał/a:

A jak Wy sobie radzicie z takimi sytuacjami...gdy macie poczucie że ktoś Wam włazi w zycie ....zawsze stawiacie na swoim ?

Ciągle są jakieś sytuacje, z którymi ciężko sobie radzić. Poczytaj nasze forum. Co rodzina to inne kłopoty. Oprócz kłopotów z podejściem do dzieci-pasierbów są/bywają jeszcze ogromne kłopoty z Byłymi żonami naszych Partnerów. Ja na początku musiałam przewalczyć z moim M, żeby najpierw wszystko uzgadniał ze mną a dopiero potem rozmawiał z Byłą Żoną. Tez bywało, że dowiadywałam się ostatnia , że Oni sobie coś tam pozamieniali i że zamiast wyjechać na działkę musimy jechać po Jego/Ich dzieci. Tez strajkowałam jak się okazało , że dzieci przyjeżdżały w podartych i brudnych ubraniach a wyjeżdżały od nas w nowych, bo wstyd przecież było oddawać Je w takim stanie. Powiedziałam PASS. Skoro Matce tych dzieci nie jest wstyd puszczać w podartych rajstopach to ja Ich cerować nie będę. M kupował ciągle ubrania a potem w tych nowych ubraniach oddawał dzieci Matce. U nas zostawały te brudne. I co? Ja musiałam je prać , prasować a Mamusia dostawał nówki sztuki i nigdy tych ubrań nie oddawała. Kiedy M powiedział któregoś razu, że nie ma kasy na coś tam, to skończyło się kolejną kłótnią.  Wykorzystałam sytuację i przypomniałam mu te wszystkie ubrania (czytaj pieniądze) które oddaje co weekend Byłej żonie. Powiedziałam, że ja więcej starych ubrań nie będę prać, prasować składać. Bierzesz dzieci - bierz za nie odpowiedzialność. Pierz, sprzątaj po nich (lub naucz żeby w końcu zaczęły to robić same). Nie sprzątam po Nich, ale wymagam żeby bylo czysto. Czy zrobią to One czy M zrobi to za dzieci jest mi wszystko jedno. Przestaje Je wyręczać kiedy widzi, że brakuje mu czas żeby się wys.ać. Wtedy dopiero goni dzieci do tego żeby same po sobie posprzątały. Jeśli przestaniesz usługiwać Twojemu M i Jego synowi to w końcu odejdą od kompa, zejda z kanapy bo zgłodnieją a syf Ich przerośnie.   Chce być dobrym tatusiem to niech tez zaangażuje się w obowiązki z ojcostwem związane.

Prosty przykład. Dochodzi wieczór.
Mówię MOIM dzieciom: sprzątacie zabawki, myjecie się i za 20 minut spotykamy się w pidżamach na kanapie, bo zaczyna się film. I za 20 minut nasza trójka faktycznie siedzi już przed telewizorem bo zaczyna się film.
Mój M mówi do swoich dzieci: sprzątacie zabawki, myjecie się i za 20 minut spotykamy się w pidżamach na kanapie, bo zaczyna się film. I za 20 minut, mimo kilkukrotnych próśb, Jego dzieci nadal rozrabiają/bawią się w pokoju.
Film się zaczyna, On też chciałby usiąść i z nami obejrzeć, ale Jego dzieci nadal biegają po pokoju. Jaki jest skutek. Kolejnym razem nie zwraca Im po 100 razy uwagi tylko bierze za rękę i zaprowadza do pokoju, sprząta z Nimi a potem Ich myje żeby było szybciej.   Bo wie, że ja za Niego tego nie zrobię, a dzieci mają Jego prośby w dupce. A jeśli o godzinie, której miało być posprzątane, zabawki dalej się walają po podłodze lub kanapie (gdzie chcemy oglądać film) biorę i ostentacyjnie wywalam do kosza. A w zasadzie zrobiłam tak raz. Był  płacz i zgrzytanie zębami, teraz już wiedzą, że słowo "sprzątamy" oznacza, że "sprzątamy" a nie bawimy się dalej i udajemy że nie słyszymy. Takimi małymi krokami udało się już przewojować naprawdę wiele zmian :-)

3 115

Odp: Być drugą i macochą

Kjim popieram w 200%

3 116

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny..toż to będzie istny przewrót w moim zyciu....
Ja myslałam że tylko ja trafiłam na takiego wspaniałego tatusia co gwiazdki kupuje te najlepsze i najdroższe... no i jak mu odmówić ..kiedy to dla synka... najgorsze że poźniej teściom opowiada że ja znowu mu żałowałam dla młodego... że mam jakieś ale ... Ale widzę że nie tylko u mnie moje dobre intencje i pomoc szły na marne.
Syn m przyjeżdza do nas tak jak pisała któraś dziewczyna- często brudny bo z podwórka , bez bielizny nawet..na weekend ok...ale na wakacje tak samo.
M kupuje mu ciągle nowe rzeczy...które giną ...haha ... kilka razy prosiłam żeby zapytał byłej czy nie ma u niej..podobno nie..choć ja wiem doskonale że nawet nie pyta.... woli mnie okłamać ...Młody ma u nas pełną szfę ciuchów , bo m jak coś widzi co mu się podoba to kupuje...oczywiście niczego nie sznuje- ostatnio po kolejnych prośbach o umycie butów (5-6 par ma młody i wszystkie wyglądają jakby je ktoś w kałuży moczył  ) i nie wstawianie ubłoconych do szafy w przedpokoju ..po prostu sprzatając wyrzuciłam do worka na smieci...bo mnie takie nerwy wzieły - nowe buty kupine i wyglądały jakby je pies poszarpał ...
szafa pełna błota ...ręce opadają ... to m. stwierdził że mam chorobe psychiczną ....ale buty wyjął i wyprał w pralce...heh..sama śię śmieje z tego wszystkiego..żałosne to ...
Kwestia wymagań od dzieci jest ciągłym powodem różnicy zdań- mój syn musi wszystko-pomagać w domu, na ogrodzie , ciągle jakies teksty ..oczywiście tylko do mnie - bo do syna jest miły...chyba odwagi nie ma - mój syn jest wysoki i wysportowany..nie jest agresywny .....ale czasami mam wrażenie że m jakby się go wstydził...nie wiem...na mnie czasami nawrzeszczy (oczywiście m )..ale do mojego syna ma taki dystans... nawet jak czasami mój młody cos tam nie tak zrobi to m. nie powie tego jemu tylko mnie...... teraz mój syn uczy się jeździć samoch...m. go zabrał 2 razy na plac.... to było po kolejnych moich zalach..że nie jesteśmy rodziną tylko jest jego synek i on..i ja z moim gdzieś tam... na końcu.... powiedziałam m. że jeśli nic się nie zmieni to zabiorę syna i odejdę..bo moja krzywde zniosę ..ale jak mi syn mówi że nie może doczekac się studiów ..bo chce wyprowadzić się z domu....to mi serce prawie pękło....a my mieszkamy w mieście w którym on chce studiować....
wracając do nauki jazdy- mój syn był szczęśliwy, rzeczywiście fajnie się im spędziło ten czas - m. nagrywał filmik jak uczy mojego syna jeździć.... super sobie radził..podoba mu się jazda... po tych dwóch lekcjach m. oświadczył że teraz juz nie zaproponuje mojemu synowi kolejnej lekcji...chyba ze ten przyjdzie i go poprosi....nie bardzo rozumiałam o co chodzi...próbowałam się dopytać ..czy coś się stało...m. skwitował że to mojemu synowi powinno zależeć i powinien się prosić m żeby dalej się uczyć....
No i tyle...
Trzymajcie kciuki Kochane , zamówiłam rower dla siebie - będziemy z synem jeździć na wycieczki - on to lubi .
Syn powiedział na wieść o rowerze dla mnie...znowu będzie jazda z m..ze sobie coś kupiłaś bez jego zgody  i aprobaty ..no i najważniejsze że jemu nie .....i ma rację ....no ale cóż ...szkołę życia czas rozpocząc...
Przyznam Wam się że jeszcze jedną rzecz brzydką zrobiłam- przelałam kasę z mojej pensji na moje konto.
On cos tam chyba ma na koncie...bo dostaje jakieś dodatkowe premie których ja nie widzę ...bo wpływają na jego konto...
no zobaczymy czy dziś będzie wojna.... wczoraj zrobiłam pranie - ale bez rzeczy jego i jego syna... to wyprowadził się z sypialni....następnie wyjął kartę polsatu z dekodera(na niego jest umowa) choć płacę ja z wspólnych jak dotąd pieniędzy .....wyłączył jeszcze internet .... bo umowa tez na niego.... ale mój syn wyszedł z pokoju zapytać co z internetem..i ten udał głupka ..że zaraz naprawi....
telewizji nie mam  dalej w sypialni ... jak ja mogłam zyć w takich warunkach.
a rano macie rację ...już zaczełam szukać powodów że to ja cos nie tak zrobiłam... i bagatelizować wszystko..byle poukładać sobie w głowie żeby móc się pogodzić....ale na szczęście ludzie w pracy i Wy moje drogie dodałyście mi trochę do myslenia... jak nie teraz to kiedy zmienią moje życie...nie jestem jeszcze taka ostatnia ...mam 38 lat już..albo dopiero..... to się rozpisałam

3 117 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-20 12:29:04)

Odp: Być drugą i macochą

Bierze Cię na przetrzymanie, ale nie pękaj!!! Bez telewizji da się żyć, ale bez obiadków, to już nie bardzo. Czyste rzeczy też mu się w końcu skończą. Jeszcze przyjdzie w łaskę :-). Możesz mu wtedy powidzieć, że skoro wszystko ustala z Byłą żoną i Ona jest taka ważna, to niech mu nadal pierze i gotuje. A jak nie przyjdzie to przynajmniej doceni Twój codzienny trud jaki w to wszystko wkładasz. A wiecie co jest pocieszającego w tym wszystkim? Że to nie są tylko problemy patchworkowej rodziny. To są problemy każdej normalnej rodziny. Pamiętam jak moja mama wojowała z tatą o to, że nie angażuje się w żadne domowe obowiązki (mimo, że zawodowo pracowali oboje). Takie przepychanki to chyba normalne w każdym małżeństwie.  A co do Jego syna, to stój twardo na swoim stanowisku. Albo jesteście wszyscy tak samo ważni, albo niech wróci do Byłej żony (wtedy na co dzień będzie dogadzał swojemu synkowi). Zdecydował się na założenie nowej rodziny, to niech ją szanuje!!!!

3 118

Odp: Być drugą i macochą

Nie pęknę ...muszę tylko unikać rozmów z nim..i macie reację ..nie będę już niczego tłumaczyć... bo te rozmowy wyprowadzają mnie z równowagi... on wtedy spokojnie tłumaczy że źle widzę..źle myślę...że nie jest potworem ...i że o co ta awantura ? że mi nie powiedział czegoś ..... wiecie...nawija mi na uszy......rzuci jakieś słowka jaka to ja ważna jestem..po to by wszystko wróciło do starych zasad..... a ja w stresie myślę tylko żeby te ciche dni się skończyły ...a on ciągle pyta...nie chcesz sie pogodzić...no przecież chce.... i znowu moje sprawy sa spychane .....
ale nie tym razem....
Ciężki okres przede mną ...teraz jest impreza u jego rodziny na którą muszę iść... będzie ciężko udawać że jest ok....jego rodzice przyjeźdzją na jakiś tydzień do jego brata(mieszka niedaleko )....m. ma zwyczaj dzielić się z mamusią zwłaszcza naszymi problemami ...już kiedyś szczękę zgubiłam jak mi rzuciła że przy następnej naszej kłotni żebym do niej zadzwoniła..jakoś to przegadamy w rodzinie........i wierzcie mi że to żadna pomoc z jej strony... kilka razy mówiła m. że ja go źle traktuje..i że najważniejsza jest rodzina czytaj syn ..............

3 119 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-05-20 13:07:05)

Odp: Być drugą i macochą

Ja bym nie udawało , że jest wszystko w porządku i po prostu bym tam nie poszła. Skoro On się nie liczy z Tobą i Twoimi potrzebami i jeszcze oczernia Cię przed swoją rodziną (zamiast stanąć murem za Tobą!!!) to po ch...rę pchać się w stado os??? Po co robić dobrą minę do złej gry? Jeśli uważają , że jesteś taka zła, to bądź zła.
..
.
.
ale ja stałam się osobą radykalną dopiero w moim nowym związku. Nie wiem jakie będą skutki takiego postępowania. Nie mogę Ci powiedzieć "przed użyciem zapoznaj się z ulotką", bo sama jeszcze nie wiem czy postawa, którą w tej chwili reprezentuję jest słuszna - to pokaże nam czas. Póki co wiem czego robic nie powinnam. A czy to co robię jak teraz postępuje jest słuszne - to jeszcze o tym na 100% nie wiem.

3 120

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

A jak Wy sobie radzicie z takimi sytuacjami...gdy macie poczucie że ktoś Wam włazi w zycie ....zawsze stawiacie na swoim ?

Ciągle są jakieś sytuacje, z którymi ciężko sobie radzić. Poczytaj nasze forum. Co rodzina to inne kłopoty. Oprócz kłopotów z podejściem do dzieci-pasierbów są/bywają jeszcze ogromne kłopoty z Byłymi żonami naszych Partnerów. Ja na początku musiałam przewalczyć z moim M, żeby najpierw wszystko uzgadniał ze mną a dopiero potem rozmawiał z Byłą Żoną. Tez bywało, że dowiadywałam się ostatnia , że Oni sobie coś tam pozamieniali i że zamiast wyjechać na działkę musimy jechać po Jego/Ich dzieci. Tez strajkowałam jak się okazało , że dzieci przyjeżdżały w podartych i brudnych ubraniach a wyjeżdżały od nas w nowych, bo wstyd przecież było oddawać Je w takim stanie. Powiedziałam PASS. Skoro Matce tych dzieci nie jest wstyd puszczać w podartych rajstopach to ja Ich cerować nie będę. M kupował ciągle ubrania a potem w tych nowych ubraniach oddawał dzieci Matce. U nas zostawały te brudne. I co? Ja musiałam je prać , prasować a Mamusia dostawał nówki sztuki i nigdy tych ubrań nie oddawała. Kiedy M powiedział któregoś razu, że nie ma kasy na coś tam, to skończyło się kolejną kłótnią.  Wykorzystałam sytuację i przypomniałam mu te wszystkie ubrania (czytaj pieniądze) które oddaje co weekend Byłej żonie. Powiedziałam, że ja więcej starych ubrań nie będę prać, prasować składać. Bierzesz dzieci - bierz za nie odpowiedzialność. Pierz, sprzątaj po nich (lub naucz żeby w końcu zaczęły to robić same). Nie sprzątam po Nich, ale wymagam żeby bylo czysto. Czy zrobią to One czy M zrobi to za dzieci jest mi wszystko jedno. Przestaje Je wyręczać kiedy widzi, że brakuje mu czas żeby się wys.ać. Wtedy dopiero goni dzieci do tego żeby same po sobie posprzątały. Jeśli przestaniesz usługiwać Twojemu M i Jego synowi to w końcu odejdą od kompa, zejda z kanapy bo zgłodnieją a syf Ich przerośnie.   Chce być dobrym tatusiem to niech tez zaangażuje się w obowiązki z ojcostwem związane.

Prosty przykład. Dochodzi wieczór.
Mówię MOIM dzieciom: sprzątacie zabawki, myjecie się i za 20 minut spotykamy się w pidżamach na kanapie, bo zaczyna się film. I za 20 minut nasza trójka faktycznie siedzi już przed telewizorem bo zaczyna się film.
Mój M mówi do swoich dzieci: sprzątacie zabawki, myjecie się i za 20 minut spotykamy się w pidżamach na kanapie, bo zaczyna się film. I za 20 minut, mimo kilkukrotnych próśb, Jego dzieci nadal rozrabiają/bawią się w pokoju.
Film się zaczyna, On też chciałby usiąść i z nami obejrzeć, ale Jego dzieci nadal biegają po pokoju. Jaki jest skutek. Kolejnym razem nie zwraca Im po 100 razy uwagi tylko bierze za rękę i zaprowadza do pokoju, sprząta z Nimi a potem Ich myje żeby było szybciej.   Bo wie, że ja za Niego tego nie zrobię, a dzieci mają Jego prośby w dupce. A jeśli o godzinie, której miało być posprzątane, zabawki dalej się walają po podłodze lub kanapie (gdzie chcemy oglądać film) biorę i ostentacyjnie wywalam do kosza. A w zasadzie zrobiłam tak raz. Był  płacz i zgrzytanie zębami, teraz już wiedzą, że słowo "sprzątamy" oznacza, że "sprzątamy" a nie bawimy się dalej i udajemy że nie słyszymy. Takimi małymi krokami udało się już przewojować naprawdę wiele zmian :-)

kjim...ja za zwracanie młodemu mojego m. uwagi że toaletę zostawia się czystą po skorzytaniu u myje ręce ...dostałam tekst że go musztruję.... teraz milcze ..kiedys po nim sprzątałam..a w ostatni weekend prawie pawia puściłam jak zobaczyłam sedes..ale wyszłam bez słowa....widziałam że m chciał skorzystać..posprzatał..zero komentarzy czy rozmów z synem....
ja wiem że to nie wina młodego- jego mama go kocha..i tyle....młody robi co chce...8 latek nie potrafi się podetrzeć sam..nie ubierze się .... trzeba mu kroic na talerzu ..wiecznie...."ja bym cos chciał....nie podejdzie do ciebie jak cos chce tylko woła ..z kanapy...ze szczytu schodów....." i wszystko marudzeniem...... je batonika przed obiadem..oczywiście ja cicho do m mówię ...ale nie będzie chciał zjesc obiadu (je bardzo dużo słodyczy )...a mój m. głośno...synku ale zjesz obiadek..prawda....po czym obiad za kilka minut- młody marudzi już zaczynając..ojciec rzuca ..no dobrze to nie jedz jak nie możesz.... a za 15 minut młody woła...jest cos słodkiego do jedzenia i z takim specjalnym usmieszkiem i miną patzry na ojca.. a ten jak zaprogramowany ...niesie mu batona.....i tak w kółko.....
Przy jakiejś poważnej rozmowie..m. mi wyrzucił że on nie będzie "musztrował" znaczy wychowywał syna bo ma go za mało ... na szczęście jego syn nie jest niegrzeczny.... raczej leniwy i robi tylko to co łatwe i bez wysiłku..nikt od niego niczego nie wymagał ..więc nie musi się starac..... w sumie to mi go szkoda .... dobry z niego dzieciak ....ale rodzice go psują

Posty [ 3 056 do 3 120 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 46 47 48 49 50 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026