Nastolatka i przedszkolak
Wiecie dziewczyny Ja zauważyłam jedno. Nie uogólniam broń boże /w wielu przyapadkach pewnie jest inaczej, czekam aż taki spotkam/, ale jednak to większość... faceci w większości przypadków chcą wychowywać swoje dzieci cudzymi rękoma.
Mam nową kobietę, zabieram dzieci, Ja idę do pracy to oczywiste skoro jesteśmy rodziną, że ona zostaje z dziećmi i nimi się zajmuje niezależnie od swoich planów, bo przecież wiedziała, że mam dzieci i zasądzone spotkania. Partnerka nie może? no to idziemy do mamusi. W końcu przy częstych wizytach atrakcji też nie można naokrągło zapewniać - bo to i kosztuje i wymaga inwencji twórczej. Dziecko małe - no ile można klocki układać, albo na placu zabaw przesiadywać. Dziecko starsze to burza hormonów powoduje, że taki nastolatek od rana jest znudzony i olewa wszystko. Łatwo nie jest.
Wystarczy, że dałam mu wolną rękę. Spotykaj się ile chcesz, organizuj czas, zapewniaj atrakcje. No i... komu sie chce dojeżdzać za często, dzieci też mają plany, kolegów, zajęcia itp...Jego dzieci to nastolatki. Ma z nimi bardzo dobry kontakt. Lepszy byłby pewnie tylko gdyby był z nimi 24h.
Z rozmów z dziećmi i własnych doświadczeń wiem, że dla dziecka najważniejszy jest kontakt sam na sam. Rzadziej ale bardziej efektywnie. Dlatego uważam, że nie ma co na siłę robić jednej wielkiej happy family. Niech spotka się z dziećmi i poświęci ten czas w 100% im. A ja w tym czasie mam czas dla siebie. Oczywiście częstotliwość tych kontaktów zależy od potrzeb obu stron.
Gorzej jeżeli macie zasądzone widzenia stałe weekendowe. Tylko z waszych słów wnioskuje, że nikogo one nie cieszą, bo młody jest krnąbrny i niezadowolony. Partner jak tylko może ucieka, a ty zostajesz z wychowaniem jego dziecka. Własne też robi ewakuację z domu.
Misją i szczęściem mojego faceta jest dobrze wychować dzieci, gdyż jego ex kieruje się wyłącznie własnymi potrzebami. Po młodsze dziecko (bo starsze mieszka z nami) będzie jeździł tak często jak tylko będzie mógł (kiedyś brał dzieci co 2 dzień). Kieruje się też dobrem braci, którzy chcą spędzać z sobą jak najwięcej czasu. Fakt, ewakuuje się z domu, ale wyłącznie z synami. Nie mam powodów, by narzekać że wychowuję mu syna, bo on angażuje się w to wystarczająco. Dużo czasu spędzam z tym dzieckiem, ze względu na to, iż M więcej pracuje, musi. Nie dostosowuje jednak do niego moich osobistych planów, jak mam ochotę to wychodzę. Młody jest już duży, a jego dopilnowanie leży po stronie ojca.
M bierze na swoje barki dużo obowiązków, a ja też dostarczam mu zmartwień.
Wspaniały jest mój M, a ja mażę to takim g?, który zaangażuje się też w moją rodzinę.
Gratuluję faceta Tendre.
Ostatnio nawet dogaduję się z młodym M, pomimo problemów z moją córą. Sama nie rozumiem, dlaczego czasem mam do tego smyka więcej wyrozumiałości. Może z tego powodu, iż M inicjuje więcej czasu tylko dla nas. Jednak nigdy nie czułam, żebyśmy ja i on, jego syn i moja córa tworzyli rodzinę.
Jednak dziękuję, twoje podejście otworzyło mi oczy, że nie tylko ja jestem tą złą. Kiedy znajdzie się problem, można go w końcu rozwiązać.