netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 264 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 44 45 46 47 48 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 926 do 2 990 z 8 269 ]

2 926 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-28 11:30:38)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Nastolatka i przedszkolak smile

Wiecie dziewczyny Ja zauważyłam jedno. Nie uogólniam broń boże /w wielu przyapadkach pewnie jest inaczej, czekam aż taki spotkam/, ale jednak to większość...  faceci w większości przypadków chcą wychowywać swoje dzieci cudzymi rękoma.
Mam nową kobietę, zabieram dzieci, Ja idę do pracy to oczywiste skoro jesteśmy rodziną, że ona zostaje z dziećmi i nimi się zajmuje niezależnie od swoich planów, bo przecież wiedziała, że mam dzieci i zasądzone spotkania. Partnerka nie może? no to idziemy do mamusi. W końcu przy częstych wizytach atrakcji też nie można naokrągło zapewniać - bo to i kosztuje i wymaga inwencji twórczej. Dziecko małe - no ile można klocki układać, albo na placu zabaw przesiadywać. Dziecko starsze to burza hormonów powoduje, że taki nastolatek od rana jest znudzony i olewa wszystko. Łatwo nie jest.
Wystarczy, że dałam mu wolną rękę. Spotykaj się ile chcesz, organizuj czas, zapewniaj atrakcje. No i... komu sie chce dojeżdzać za często, dzieci też mają plany, kolegów, zajęcia itp...

Jego dzieci to nastolatki. Ma z nimi bardzo dobry kontakt. Lepszy byłby pewnie tylko gdyby był z nimi 24h.
Z rozmów z dziećmi i własnych doświadczeń wiem, że dla dziecka najważniejszy jest kontakt sam na sam. Rzadziej ale bardziej efektywnie. Dlatego uważam, że nie ma co na siłę robić jednej wielkiej happy family. Niech spotka się z dziećmi i poświęci ten czas w 100% im. A ja w tym czasie mam czas dla siebie. Oczywiście częstotliwość tych kontaktów zależy od potrzeb obu stron.
Gorzej jeżeli macie zasądzone widzenia stałe weekendowe. Tylko z waszych słów wnioskuje, że nikogo one nie cieszą, bo młody jest krnąbrny i niezadowolony. Partner jak tylko może ucieka, a ty zostajesz z wychowaniem jego dziecka. Własne też robi ewakuację z domu.

Misją i szczęściem mojego faceta jest dobrze wychować dzieci, gdyż jego ex kieruje się wyłącznie własnymi potrzebami. Po młodsze dziecko (bo starsze mieszka z nami) będzie jeździł tak często jak tylko będzie mógł (kiedyś brał dzieci co 2 dzień). Kieruje się też dobrem braci, którzy chcą spędzać z sobą jak najwięcej czasu. Fakt, ewakuuje się z domu, ale wyłącznie z synami. Nie mam powodów, by narzekać że wychowuję mu syna, bo on angażuje się w to wystarczająco. Dużo czasu spędzam z tym dzieckiem, ze względu na to, iż M więcej pracuje, musi. Nie dostosowuje jednak do niego moich osobistych planów, jak mam ochotę to wychodzę. Młody jest już duży, a jego dopilnowanie leży po stronie ojca.
M bierze na swoje barki dużo obowiązków, a ja też dostarczam mu zmartwień. 
Wspaniały jest mój M, a ja mażę to takim g?, który zaangażuje się też w moją rodzinę.
Gratuluję faceta Tendre.
Ostatnio nawet dogaduję się z młodym M, pomimo problemów z moją córą. Sama nie rozumiem, dlaczego czasem mam do tego smyka więcej wyrozumiałości. Może z tego powodu, iż M inicjuje więcej czasu tylko dla nas. Jednak nigdy nie czułam, żebyśmy ja i on, jego syn i moja córa tworzyli rodzinę.
Jednak dziękuję, twoje podejście otworzyło mi oczy, że nie tylko ja jestem tą złą. Kiedy znajdzie się problem, można go w końcu rozwiązać.

2 927

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Misją i szczęściem mojego faceta jest dobrze wychować dzieci, gdyż jego ex kieruje się wyłącznie własnymi potrzebami.

Niestety osoba bardziej odpowiedzialna, której zależy jest na straconej pozycji. Pewnie gdyby jego EX bardziej się angażowała, nie musiałby on ingerować aż tak bardzo - chwalić jego podejście, że podjął trud i nie zostawił spraw samym sobie.

Gdyby jego dzieci były z nami mogłabym wypowiedzieć się z tej strony. Nie chcę, bo nie chcę nikogo skrzywdzić swoim brakiem doświadczenia w takim przypadku. Jego EX dba o dzieci i niczego im nie brakuje. Natomiast w moim przypadku EX nie interesuje się zupełnie, chyba, że trzeba mi dokopać, co opisałam w swoim wątku.

2 928

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna. Mam osobiste doświadczenia fakt. Ale tez przekonanie ze nigdy nie grałabym dzieciakiem będąc eksowa...
Ale oczywiście to tylko przekonanie.

Viksi. To cieszę sie ze tak mówisz i tak jest. Myślałam ze to taki kinder balik. I zgadzam sie z tym ze relacje twoje i eksowej to musi być wasza decyzja. A nie spisek i interes uknuty przez szwagierke.
Boja sie ze eksowa ograniczy im kontakty z dzieckiem...

ZazdrOsna. A może porozmawiaj z
Córka. Jak ty sie czujesz. Spytaj jak ona sie czuje...
Powiedz co jest dla ciebie ważne. Ze ona jest ważna. Ze martwi cie to ze
Ona ucieka z domu. ...

2 929

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

Mam (...) przekonanie ze nigdy nie grałabym dzieciakiem będąc eksowa...
Ale oczywiście to tylko przekonanie.

Ja też uważam, że najgorsze świństwo jakie dorośli mogą zrobić dzieciom, to używanie dzieci jako pionków w grze dorosłych. Nigdy nie wykorzystywałam dzieci, żeby wskórać jakieś określone zachowanie na Byłym. Ale End_Aluzja, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zastanawiam się czasem czy aktualna partnerka mojego Ex nie traktuje mnie jako wrednej Byłej żony, bo np.: punktuję mojego Byłego Męża za każdą zawaloną wizytę u dzieci, bo czasem zadzwonię do Niego i pogadam z Nim np o wizycie dzieci u lekarza, bo wymagam od Niego żeby wywiązywał się z obietnic, które On daje dzieciom i jeżeli zawala i zawodzi dzieci, to potrafię sobie ulżyć pod Jego adresem. I mimo, że nie pogrywam sobie dziećmi, to nigdy nie usprawiedliwiam Ojca przed dziećmi, nie chronię Jego wizerunku, mówię Im prawdę, jeśli zawalił i olał dzieci to mówię, że Ojciec zawalił i tyle. Przyjdzie taki moment w życiu moich dzieci, że same wystawią Mu ocenę za Jego zachowanie. Ale z Jego strony i być może ze strony Jego partnerki, to pewnie ja jestem manipulantką, która nastawia dzieci przeciwko Ojcu. Dlatego nawet jeśli chcemy postępować w życiu właściwie, to zawsze w życiu znajdzie się ktoś, kto obrobi nam d.. za naszymi plecami.

2 930

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ZazdrOsna. A może porozmawiaj z
Córka. Jak ty sie czujesz. Spytaj jak ona sie czuje...
Powiedz co jest dla ciebie ważne. Ze ona jest ważna. Ze martwi cie to ze
Ona ucieka z domu. ...

Nasze relacje nie uległy zmianie, nie umiem do niej zbliżyć się na tyle by szczerze porozmawiać. Ona zawaliła szkołę, pewnie chciała zwrócić moją uwagę więc jej się udało. Tylko, że ja nałożyłam jej ograniczenia, głównie finansowe. Uważam, że jak nie chodzi do szkoły to może zarabiać na swoje utrzymanie. Jest na mnie zła, nie okazuje skruchy, więc nie ma mowy o jakimkolwiek porozumieniu. Zdaję sobie sprawę, że też zawiniłam i poświęcałam jej za mało uwagi, jednak nie mogę odpuścić zwłaszcza, że robi mi piekło w domu. Problem w tym, że ona nie potrafi mówić o swoich potrzebach, więc to w niej narasta, aż w końcu wybucha. Nie znam przyczyny jej zachowania i mogę się tylko domyślać co jest jego powodem. Jestem otwarta na kompromis, ale do tego trzeba dwojga.
Z M podjęliśmy decyzję, iż wspólne weekendy z jego młodszym synem, będzie spędzał poza domem dla dobra mojej córki. Wasze argumenty wydały mi się uczciwe. Drugiego starszego syna M, który mieszka z nami na co dzień jednak nie wyrzucę z domu.

2 931 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-28 14:21:03)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Ale End_Aluzja, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zastanawiam się czasem czy aktualna partnerka mojego Ex nie traktuje mnie jako wrednej Byłej żony

Zgadza się, ja też nigdy nie manipulowałam dziećmi i uważam, że wobec ex postępowałam w porządku. Są już zresztą za duże np. na ograniczenie widzeń. Nigdy złego słowa przy dzieciach na niego nie powiedziałam. Jednak gdy miałam możliwość porozmawiania z jego obecną dziewczyną wyzwała mnie od najgorszych. Kiedy jej wyrzuciłam, że ojciec całkiem zapomniał o córce, usłyszałam, że ona ma to czego sama chciała. Całkowity brak zainteresowania od człowieka który był dla niej na co dzień przez 15 lat!

2 932

Odp: Być drugą i macochą

No i zostałam słomianą wdową. Z jednej strony smutno, z drugiej się cieszę.

2 933 Ostatnio edytowany przez viksi (2014-03-28 20:43:11)

Odp: Być drugą i macochą

Jestem po rozmowie z facetem na temat tego, żeby porozmawiał z rodziną na temat traktowania exowej. Nie wiem czy on w ogóle się nadaje do takich rozmów. Pierwsze co powiedział to "ale co ja mogę zrobić, wiesz, że nie mam na to żadnego wpływu, oni decydują beze mnie, nikt mnie nie pyta o zdanie, mnie też to boli" moja pierwsza reakcja to napuszyłam się jak prażynka i wybuchłam, że to był jego związek, a oni są jego rodziną i skoro on sobie nie życzy spouchwalania się z nią i nie chce jej widzieć to niech im to powie, bo w końcu to on z nią był nie oni. Powiedział, że pogada z nimi o tym, bo w końcu wy wypadało skoro jemu też to przeszkadza. Na początku sobie pomyślałam o nim, że ciota, że nie potrafi mieć swojego zdania w rodzinie, ale zobaczymy jak to rozegra...
No i zaczęłam się zastanawiać na przód, a co będzie gdy oni nie zrezygnują z tych kontaktów z nią? Jak się zachowywać, jak to skomentować? Czy może w ogóle się wycofać? Dalej jej będą wchodzić w tyłek bez mydła tylko po to, żeby dostawać wnuczkę. Tylko, że wcześniej nie było między nimi takich kontaktów i Mała normalnie bez problemów przyjeżdżała, więc nie wiem co im teraz odbiło. Mam wrażenie, że ona coś knuje, że chce się na nowo wkupić do rodziny, w ogóle oni tańczą jak ona im zagra, pociąga za sznurki i oni chyba nie znają swoich praw, że jeżeli ona zaczęłabym im utrudniać kontakty to oni mogą to wyegzekwować. No i próbują mnie na siłę z nią poznać, nie pytając mnie w ogóle o zdanie.

2 934

Odp: Być drugą i macochą

Hej,
widzę,że jesteście już kobietami,które mają pewne doświadczenia bycia drugą i macochą. Ja dopiero co wkraczam w ten świat, tzn. nie długo przeprowadzam się do Partnera, który ma dziecko. Powiedzcie mi proszę jak ułożyć sobie życie w takiej relacji? Jakieś zasady wprowadzić w sprawie relacji Ja-Dziecko-On-Ex?  Może pójść do jakiegoś specjalisty (nawet nie wiem czy taki istnieje), który pomoże nam ułożyć sobie sprawy związane z kontaktem z jego ex, z którą widzi się prawie codziennie i jego dzieckiem?

2 935

Odp: Być drugą i macochą
viksi napisał/a:

Jestem po rozmowie z facetem na temat tego, żeby porozmawiał z rodziną na temat traktowania exowej. Nie wiem czy on w ogóle się nadaje do takich rozmów. Pierwsze co powiedział to "ale co ja mogę zrobić, wiesz, że nie mam na to żadnego wpływu, oni decydują beze mnie, nikt mnie nie pyta o zdanie, mnie też to boli" moja pierwsza reakcja to napuszyłam się jak prażynka i wybuchłam, że to był jego związek, a oni są jego rodziną i skoro on sobie nie życzy spouchwalania się z nią i nie chce jej widzieć to niech im to powie, bo w końcu to on z nią był nie oni. Powiedział, że pogada z nimi o tym, bo w końcu wy wypadało skoro jemu też to przeszkadza. Na początku sobie pomyślałam o nim, że ciota, że nie potrafi mieć swojego zdania w rodzinie, ale zobaczymy jak to rozegra...
No i zaczęłam się zastanawiać na przód, a co będzie gdy oni nie zrezygnują z tych kontaktów z nią? Jak się zachowywać, jak to skomentować? Czy może w ogóle się wycofać? Dalej jej będą wchodzić w tyłek bez mydła tylko po to, żeby dostawać wnuczkę. Tylko, że wcześniej nie było między nimi takich kontaktów i Mała normalnie bez problemów przyjeżdżała, więc nie wiem co im teraz odbiło. Mam wrażenie, że ona coś knuje, że chce się na nowo wkupić do rodziny, w ogóle oni tańczą jak ona im zagra, pociąga za sznurki i oni chyba nie znają swoich praw, że jeżeli ona zaczęłabym im utrudniać kontakty to oni mogą to wyegzekwować. No i próbują mnie na siłę z nią poznać, nie pytając mnie w ogóle o zdanie.

Viksi. Ale ty Oczekujesz ze twój dorosły facet będzie innym dorosłym ludziom układał relacje z innymi dorosłymi ludźmi tylko dlatego bo są rodzina? Bo ty uważasz ze oni maja obowiązek zaakceptować decyzje twojego faceta i podporządkować sie jego oczekiwaniom? A jak spedzisz z nim powiedzmy 5 lat. Urodzisz dwójkę dzieci. A on potem cie zostawi.. To oni tez wszyscy powinni cie "zostawic" ? Czemu odbierasz im prawo do samostanowienia i decydowania? Maja prawo przyjaźnic sie z była twojego faceta. Pić z nią wódkę i traktować jak członka rodziny. Czy oni odpowiadają za to ze twój facet nie poradził sobie z utrzymaniem związku? Czy oni muszą ponosić tego konsekwencje?
Ty masz zadania oczekiwania roscisz sobie określone prawa.
Ale prawda jest taka ze dzisiaj jesteś pewnie dla nich " mniej" pewna niż ta poprzednia. Bo związek z poprzednia skończył sie dzieckiem. A związek z tobą na razie jest. A jutro może go nie być. Przeciez nie jesteś jego pierwsza. A oni nie wiedza czy będziesz ostatnia.
Zreszta to nie ma znaczenia. Nie masz prawa ani ty ani twój partner wyrażać oczekiwać wobec relacji swojej rodziny z innymi ludźmi.ty możesz jedynie decydować o tym  jakie relacje z Twojej strony ty chcesz mieć z nimi i z była. I tego sie trzymaj.

Naprawdę mam poczucie ze traktujesz była jak zagrożenie. Strasznie ważna jest dla ciebie.

A przeciez może ci skoczyć. Co nie?
Więc czemu sie tym tak przejmujesz?
Czemu chcesz tworzyć dla tej rodziny katalog co wolno z była a co z aktualna?
A może ja znają dłużej i po prostu po ludzku lubią?

2 936

Odp: Być drugą i macochą

Nie ma co się spinać za mocno. To kosztuje za dużo energii, a efekty żadne. Trzeba robić swoje... wink

2 937 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-29 14:16:51)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:
viksi napisał/a:

Jestem po rozmowie z facetem na temat tego, żeby porozmawiał z rodziną na temat traktowania exowej. Nie wiem czy on w ogóle się nadaje do takich rozmów. Pierwsze co powiedział to "ale co ja mogę zrobić, wiesz, że nie mam na to żadnego wpływu, oni decydują beze mnie, nikt mnie nie pyta o zdanie, mnie też to boli" moja pierwsza reakcja to napuszyłam się jak prażynka i wybuchłam, że to był jego związek, a oni są jego rodziną i skoro on sobie nie życzy spouchwalania się z nią i nie chce jej widzieć to niech im to powie, bo w końcu to on z nią był nie oni. Powiedział, że pogada z nimi o tym, bo w końcu wy wypadało skoro jemu też to przeszkadza. Na początku sobie pomyślałam o nim, że ciota, że nie potrafi mieć swojego zdania w rodzinie, ale zobaczymy jak to rozegra...
No i zaczęłam się zastanawiać na przód, a co będzie gdy oni nie zrezygnują z tych kontaktów z nią? Jak się zachowywać, jak to skomentować? Czy może w ogóle się wycofać? Dalej jej będą wchodzić w tyłek bez mydła tylko po to, żeby dostawać wnuczkę. Tylko, że wcześniej nie było między nimi takich kontaktów i Mała normalnie bez problemów przyjeżdżała, więc nie wiem co im teraz odbiło. Mam wrażenie, że ona coś knuje, że chce się na nowo wkupić do rodziny, w ogóle oni tańczą jak ona im zagra, pociąga za sznurki i oni chyba nie znają swoich praw, że jeżeli ona zaczęłabym im utrudniać kontakty to oni mogą to wyegzekwować. No i próbują mnie na siłę z nią poznać, nie pytając mnie w ogóle o zdanie.

Viksi. Ale ty Oczekujesz ze twój dorosły facet będzie innym dorosłym ludziom układał relacje z innymi dorosłymi ludźmi tylko dlatego bo są rodzina? Bo ty uważasz ze oni maja obowiązek zaakceptować decyzje twojego faceta i podporządkować sie jego oczekiwaniom? A jak spedzisz z nim powiedzmy 5 lat. Urodzisz dwójkę dzieci. A on potem cie zostawi.. To oni tez wszyscy powinni cie "zostawic" ? Czemu odbierasz im prawo do samostanowienia i decydowania? Maja prawo przyjaźnic sie z była twojego faceta. Pić z nią wódkę i traktować jak członka rodziny. Czy oni odpowiadają za to ze twój facet nie poradził sobie z utrzymaniem związku? Czy oni muszą ponosić tego konsekwencje?
Ty masz zadania oczekiwania roscisz sobie określone prawa.
Ale prawda jest taka ze dzisiaj jesteś pewnie dla nich " mniej" pewna niż ta poprzednia. Bo związek z poprzednia skończył sie dzieckiem. A związek z tobą na razie jest. A jutro może go nie być. Przeciez nie jesteś jego pierwsza. A oni nie wiedza czy będziesz ostatnia.
Zreszta to nie ma znaczenia. Nie masz prawa ani ty ani twój partner wyrażać oczekiwać wobec relacji swojej rodziny z innymi ludźmi.ty możesz jedynie decydować o tym  jakie relacje z Twojej strony ty chcesz mieć z nimi i z była. I tego sie trzymaj.

Naprawdę mam poczucie ze traktujesz była jak zagrożenie. Strasznie ważna jest dla ciebie.

A przeciez może ci skoczyć. Co nie?
Więc czemu sie tym tak przejmujesz?
Czemu chcesz tworzyć dla tej rodziny katalog co wolno z była a co z aktualna?
A może ja znają dłużej i po prostu po ludzku lubią?

Ponownie End_aluzja wejdę ci w zdanie. Przede wszystkim liczy się rodzina, a pani ex już do niej nie należy. Jeżeli rodzina partnera Viksi ma do niego szacunek, to będzie dbała o to, by jego nowa partnerka dobrze czuła się w ich domu.
Ex M ułatwiła mi zadanie, bo rozwaliła ich związek i tym samym negatywnie nastawiła do siebie całą rodzinę M. Wiem, że rodzice M kontaktują się z nią sporadycznie ze względu na dzieci. Jednak na spotkaniach rodzinnych przy mnie praktycznie się o niej nie mówi, nie wspomina się też przeszłości. Sami rodzice na początku naszej znajomości z szacunku do mnie urywali ten temat. Również jedna bratowa M była z ex wielką przyjaciółką od dzieciństwa i w tej chwili nie utrzymują kontaktów. Inna kwestia jest taka, że kiedyś był to dla mnie też dość wrażliwy temat. Teraz nie rusza mnie wcale, bo należy do przeszłości mojego M, ja również mam swoją, ale dla mnie liczy się tylko to co przed nami.
Ja natomiast nie mam nic przeciwko, żeby moja mama kontaktowała się z moim ex, jeśli wiem, że może jej w czymś pomóc. Jednak, gdy ona ma problem, to dzwoni najpierw do mnie i pyta mnie co o tym sądzę. Jednak, żeby mój M czuł się komfortowo zostawiamy tą informację tylko dla siebie. Dla mojego ojca mój ex po naszym rozwodzie nie istnieje. 
Może mam szczęście, bo wielokrotnie słyszałam od rodziny, znajomych i M, że jego ex nie może równać się ze mną, ale uważam, że przede wszystkim liczy się lojalność wobec najbliższych. Viksi nie patrz w przyszłość, tylko skup się na chwili obecnej. Jeśli ex będzie domagała się konfrontacji to ty ja zaskocz, mając przy tym wsparcie M i pokaż jej kto tu rządzi. Jeśli cię to interesuje, to ten temat już był kiedyś poruszany na tym forum.
Miłego weekendu dla wszystkich.
End_aluzja coś ruszyło w kwestii mojej córy smile

2 938

Odp: Być drugą i macochą

Mój S. wysyła kwiaty lub/i dzwoni do swoich byłych żon i teściowych, teściów z okazji każdych świąt. Ma to ładnie zapisane w kalendarzu, Mogłam albo go za to zabić albo zaakceptować. Dla niego to normalne i nie widział w tym żadnej ekstrawagancji.

2 939

Odp: Być drugą i macochą

Jestem z moim Tygryskiem prawie rok. W mieście oddalonym od nas o 40 km ma byłą żonę i dwójkę dzieci (12 i 14 lat), których jeszcze nie poznałam. Jeśli chodzi o byłą żonę to On stara się unikać z Nią kontaktu. Z dziećmi natomiast prawie codziennie rozmawia telefonicznie i jeździ do nich jakieś 2 razy w miesiącu, choć chciałby częściej. W naszej obecnej sytuacji mi to nie przeszkadza, ale boje się co będzie jak założymy własną rodzinę, którą planujemy w najbliższej przyszłości. Teraz święta spędzamy oddzielnie, ale wiadomo że jak pojawią się nasze dzieci to sobie nie wyobrażam już takiej sytuacji. Boję się strasznie, że obudzę się pewnego pięknego dnia (gdy będzie już za późno) i stwierdzę, że nie dam sobie rady...

2 940

Odp: Być drugą i macochą
karolinuszka napisał/a:

Jestem z moim Tygryskiem prawie rok. W mieście oddalonym od nas o 40 km ma byłą żonę i dwójkę dzieci (12 i 14 lat), których jeszcze nie poznałam. Jeśli chodzi o byłą żonę to On stara się unikać z Nią kontaktu. Z dziećmi natomiast prawie codziennie rozmawia telefonicznie i jeździ do nich jakieś 2 razy w miesiącu, choć chciałby częściej. W naszej obecnej sytuacji mi to nie przeszkadza, ale boje się co będzie jak założymy własną rodzinę, którą planujemy w najbliższej przyszłości. Teraz święta spędzamy oddzielnie, ale wiadomo że jak pojawią się nasze dzieci to sobie nie wyobrażam już takiej sytuacji. Boję się strasznie, że obudzę się pewnego pięknego dnia (gdy będzie już za późno) i stwierdzę, że nie dam sobie rady...

Dlaczego spędzanie święta osobno? Jakie są twoje relacje z jego dziećmi?

2 941

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dlaczego spędzanie święta osobno? Jakie są twoje relacje z jego dziećmi?

No właśnie jeszcze jego dzieci nie poznałam. Ja Go do tego nie chce namawiać, bo wiem że kiedyś dość szybko przedstawił im swoją byłą dziewczynę i teraz tego żałuje. Choć ostatnio zaczął wspominać o tym, że prędzej czy później dojdzie do zapoznania.
I właśnie między innymi przez to święta spędzamy osobno... Wigilię spędziliśmy razem, sami w domu a potem każde się rozjechało - On do dzieci ja do siostry...

2 942 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-29 14:52:12)

Odp: Być drugą i macochą
karolinuszka napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Dlaczego spędzanie święta osobno? Jakie są twoje relacje z jego dziećmi?

No właśnie jeszcze jego dzieci nie poznałam. Ja Go do tego nie chce namawiać, bo wiem że kiedyś dość szybko przedstawił im swoją byłą dziewczynę i teraz tego żałuje. Choć ostatnio zaczął wspominać o tym, że prędzej czy później dojdzie do zapoznania.
I właśnie między innymi przez to święta spędzamy osobno... Wigilię spędziliśmy razem, sami w domu a potem każde się rozjechało - On do dzieci ja do siostry...

Ja poznałam dzieci M w pierwszym miesiącu naszej znajomości, M wręcz się mną chwalił i był ciekawy ich zdania. Wkrótce, choć z lekką obawą przedstawiłam mu swoje latorośle. Jeśli facet by przez rok nie poznał mnie ze swoimi dziećmi, pomyślałabym iż nie traktuje mnie poważnie i ukrywa moje istnienie, gdyż nie planuje ze mną swojej przyszłości.

2 943

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
karolinuszka napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Dlaczego spędzanie święta osobno? Jakie są twoje relacje z jego dziećmi?

No właśnie jeszcze jego dzieci nie poznałam. Ja Go do tego nie chce namawiać, bo wiem że kiedyś dość szybko przedstawił im swoją byłą dziewczynę i teraz tego żałuje. Choć ostatnio zaczął wspominać o tym, że prędzej czy później dojdzie do zapoznania.
I właśnie między innymi przez to święta spędzamy osobno... Wigilię spędziliśmy razem, sami w domu a potem każde się rozjechało - On do dzieci ja do siostry...

Ja poznałam dzieci M w pierwszym miesiącu naszej znajomości, M wręcz się mną chwalił i był ciekawy ich zdania. Wkrótce, choć z lekką obawą przedstawiłam mu swoje latorośle. Jeśli facet by przez rok nie poznał mnie ze swoimi dziećmi, pomyślałabym iż nie traktuje mnie poważnie i ukrywa moje istnienie, gdyż nie planuje ze mną swojej przyszłości.

To nie jest tak, że On mnie przed nimi ukrywa. Wiedzą, że istnieje i że mieszkamy razem, ale po prostu się jeszcze nie spotkaliśmy.

2 944

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

Viksi. Ale ty Oczekujesz ze twój dorosły facet będzie innym dorosłym ludziom układał relacje z innymi dorosłymi ludźmi tylko dlatego bo są rodzina? Bo ty uważasz ze oni maja obowiązek zaakceptować decyzje twojego faceta i podporządkować sie jego oczekiwaniom? A jak spedzisz z nim powiedzmy 5 lat. Urodzisz dwójkę dzieci. A on potem cie zostawi.. To oni tez wszyscy powinni cie "zostawic" ? Czemu odbierasz im prawo do samostanowienia i decydowania? Maja prawo przyjaźnic sie z była twojego faceta. Pić z nią wódkę i traktować jak członka rodziny. Czy oni odpowiadają za to ze twój facet nie poradził sobie z utrzymaniem związku? Czy oni muszą ponosić tego konsekwencje?
Ty masz zadania oczekiwania roscisz sobie określone prawa.
Ale prawda jest taka ze dzisiaj jesteś pewnie dla nich " mniej" pewna niż ta poprzednia. Bo związek z poprzednia skończył sie dzieckiem. A związek z tobą na razie jest. A jutro może go nie być. Przeciez nie jesteś jego pierwsza. A oni nie wiedza czy będziesz ostatnia.
Zreszta to nie ma znaczenia. Nie masz prawa ani ty ani twój partner wyrażać oczekiwać wobec relacji swojej rodziny z innymi ludźmi.ty możesz jedynie decydować o tym  jakie relacje z Twojej strony ty chcesz mieć z nimi i z była. I tego sie trzymaj.

Naprawdę mam poczucie ze traktujesz była jak zagrożenie. Strasznie ważna jest dla ciebie.

A przeciez może ci skoczyć. Co nie?
Więc czemu sie tym tak przejmujesz?
Czemu chcesz tworzyć dla tej rodziny katalog co wolno z była a co z aktualna?
A może ja znają dłużej i po prostu po ludzku lubią?

End_aluzja odnoszę wrażenie,że zostałaś kiedyś poważnie skrzywdzona i porzucona przez faceta, a Ty sobie jako kobieta nie masz nic do zarzucenia, dlatego teraz tak jak lwica bronisz stanowiska "ex". I nie chcę Cię w jakikolwiek sposób urazić, ale wiesz co to jest czytanie ze zrozumieniem?
To co ja piszę o exowej to nie są moje jakieś wymyślone fanaberie,które sobie stworzyłam, napisałam w poprzednich postach, że nie jestem osobą, która z miejsca nie lubi każdej exowej partnera, przecież każdy ma jakąś przeszłość i to jest normalne. Mój były partner również miał przeszłość dość ubarwioną i nawet się od czasu do czasu kontaktował z byłymi, nie robiłam o to problemu, bo zachowywały się normalnie, były w porządku.
Te spostrzeżenia, które wypisywałam wyciągnęłam z rozmów mojego lubego z exową oraz z opowieści jego rodziny, nie tylko rodziców, siostry, ale jego szwagra, jego sióstr, babci, cioci jednej, drugiej, trzeciej, kuzynostwa i tak dalej. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek powiedział kiedyś, że ona była sympatyczna, a najczęstszym słowem jakie było powtarzane na jej temat to fałszywa. Jego rodzicom od początku nie podobał się ich związek. Tolerowali ją tylko dlatego, że była w ciąży z ich synem. Nie robię tu z mojego lubego idealnego faceta, nie mającego nic za uszami, ale to co ona wyprawiała w trakcie ich "związku", bycia w ciąży i po porodzie to się w głowie nie mieści jak można mieć taką pustkę w głowie. Mój luby nawet jej nie kochał, miał 19 lat i głupotę w głowie jak on to mówi, żałuje tego etapu swojego życia, chciał się z nią rozstać, ale wpadli i został dla dziecka, nie dla niej. A exowa od kiedy ze sobą zerwali od tak z zasady nie pozwalała widywać dziadkom wnuczki, a ile się nakłócili i sprawa musiała skończyć się w sądzie. Luby też miał z nią porozumienie w sądzie do którego w ogóle się nie stosowała, wymagała tylko pieniędzy. Dziecko traktuje jak kartę przetargową, manipuluje nim, nastawia przeciwko ojcu, wmawia mu, że ono się nie chce wiedzieć z tatą, nie poinformuje, że dziecko jest chore, że dziecku się coś stało, że ma problemy w przedszkolu, "bo nikogo to nie powinno interesować". Dziecko jak ma wracać od dziadków do domu to płacze, że nie chce, ma nerwobóle i wymiotuje. To nie jest normalne. Rodzice mojego lubego jej nie cierpią,czekają tylko na dzień kiedy Mała będzie większa i będzie mogła sama decydować. A tylko w kontaktach z nią udają, że ją lubią i wchodzą jej w tyłek, żeby przypadkiem jej "widzimisię" się nie zmieniło. Nie robią tego tylko dlatego, że ją lubią, chcą się z nią przyjaźnić i spędzać z nią czas, bo jak ona przyjeżdża do nich to oni praktycznie ze sobą nie rozmawiają, ona przesiedzi pół dnia na telefonie, pół dnia na fajce i tyle. I znając jej fałszywą naturę wyczuwam, że coś knuje, że próbuje wykorzystać sytuacje, a oni tańczą jak ona im zagra, bo zależy im na wnuczce, a nie na niej, a to chyba dlatego, że nie zdają sobie sprawy, że mogą ją "udupić" za utrudnianie kontaktów. Niech sobie robią co chcą, jeżeli wkupią ją do rodziny, to ich syn będzie u nich rzadkim gościem oczywiście z jego wyboru.
A jeżeli chodzi o mnie to może i nie jestem taka pewna, bo mu nie urodziłam dzieci, ale na pewno cieszą się, że jest ze mną, że się dogadujemy nie to co z tamtą. A nawet jeżeli by mnie zostawił, a przed tym zrobiłby mi dzieci to na pewno bym ani jemu, ani dziadkom tych kontaktów nie utrudniała i jak to zazdrosna napisała byłabym już ex, więc do rodziny bym nie należała i nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby przyjezdzać sobie do byłych teściów na weekendziki czy imprezy rodzinne nawet jeżeli oni by mnie zapraszali, tym bardziej jeżeli ex, a ojciec moich dzieci miałby partnerkę. Uszanowałabym decyzję byłego wtedy partnera, bo w końcu z jakiegoś powodu byłabym byłą, przeszłością. Przyszłabym tylko wtedy jeżeli zaprosił by mnie były i jego partnerka nie miałaby nic przeciwko. A jeżeli już na prawdę chcielibyśmy utrzymywać kontakt to zapraszałabym ich do siebie na kawę, ciasto, pogaduszki, grunt byłby wtedy neutralny. A na miejscu rodziny bardziej by mi zależało na obecności syna i dobrych kontaktów z nim, niż jego byłej partnerki, z którą nigdy nie mieli dobrych kontaktów.

To się rozpisałam...

2 945

Odp: Być drugą i macochą
karolinuszka napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
karolinuszka napisał/a:

No właśnie jeszcze jego dzieci nie poznałam. Ja Go do tego nie chce namawiać, bo wiem że kiedyś dość szybko przedstawił im swoją byłą dziewczynę i teraz tego żałuje. Choć ostatnio zaczął wspominać o tym, że prędzej czy później dojdzie do zapoznania.
I właśnie między innymi przez to święta spędzamy osobno... Wigilię spędziliśmy razem, sami w domu a potem każde się rozjechało - On do dzieci ja do siostry...

Ja poznałam dzieci M w pierwszym miesiącu naszej znajomości, M wręcz się mną chwalił i był ciekawy ich zdania. Wkrótce, choć z lekką obawą przedstawiłam mu swoje latorośle. Jeśli facet by przez rok nie poznał mnie ze swoimi dziećmi, pomyślałabym iż nie traktuje mnie poważnie i ukrywa moje istnienie, gdyż nie planuje ze mną swojej przyszłości.

To nie jest tak, że On mnie przed nimi ukrywa. Wiedzą, że istnieje i że mieszkamy razem, ale po prostu się jeszcze nie spotkaliśmy.

Nie znam powodów, z jakich można by tak długo zwlekać z zapoznaniem najbliższych osób, ale ok sama pewnie wiesz lepiej.
Idą święta więc to dobry pretekst, by to zmienić, w końcu spędza się je w gronie rodzinnym. Nie przejmuj się na przyszłość jeśli chodzi o twoje relacje z pasierbami, bo nic przecież nie jest regułą. Jedynie, co mogę ci poradzić to postaraj się z nimi zaprzyjaźnić, to najlepszy, a zarazem najbezpieczniejszy układ dla ciebie. W żadnym wypadku nie staraj się im zastąpić matkę, a wypracuj własne koleżeńskie relacje. Egzekwowanie wymagań w stosunku do nich pozostaw raczej ojcu, ale nie daj z siebie zrobić pomocy domowej, niech twój facet wywiązuje się ze swoich obowiązków rodzicielskich. Dobra macocha to taka, co jest blisko, ale nie narzuca się. Wyluzuj i postaraj się dobrze bawić w ich towarzystwie, nie masz wpływu na to jacy są. Od faceta wymagaj natomiast, by egzekwował należny ci szacunek. To wy razem (ty i facet) macie podejmować decyzje np. co do wspólnego spędzania czasu. Dzieci mogą coś sugerować, ale ty też masz prawo stawiać warunki. Ważniejsze w tym wszystkim jest to, by 'wychować' sobie faceta, nie jego dzieci. I nie krytykuj i nie mów nic złego na temat ich matki, bo to tylko obróci się przeciwko tobie. Musisz zaakceptować, iż ta osoba jest pewnie najważniejsza w ich życiu i to jest normalne. Przy pożegnaniu możesz powiedzieć dzieciom, żeby pozdrowiły mamę od ciebie smile - to tak ode mnie smile
Powodzenia, daj znać jak tam.

2 946

Odp: Być drugą i macochą

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że można za kimś tak cholernie tęsknić. Mam wrażenie jakby mi ktoś pół serca wyrwał.

2 947

Odp: Być drugą i macochą
viksi napisał/a:

A na miejscu rodziny bardziej by mi zależało na obecności syna i dobrych kontaktów z nim, niż jego byłej partnerki, z którą nigdy nie mieli dobrych kontaktów.

To się rozpisałam...

no ale obecnośc syna nie jest karta przetargową, bo jego po proostrtu w tym czasie w polsce nie ma, prawda?
i nie jestes na miejscu rodziny

ja po prostu próbowałam zwrócić ci uwagę na to, że własnie się rozpisałaś przedstawiając z detalami relacje całej rodziny, łącznie z kuzynostwem, z byłą twojego faceta, to świadczy o tym, że jest bardzo bardzo wazna, a jej relacje z rodziną twojego faceta, brak relacji i stoisunki spędzają ci sen z powiek

ja tylko pytam, czy warto, abys się tym interesowała
póbowała to zmieniać, sterowac tym,
czy nie powinnaś wzruszyć ramionami, bo to nie twój cyrk i nie twoje małpy...

nie jestem eksową

zazdrosna- wiem, że była, to nie rodzina
i wiem, że to pytanie nie dotyczy viksi - ale jakby facet zakochał się w przyjaciółce siostry a potem by się rozstali, to czy siostra ma dalej prawo się przyjażnic z bylą
ja nie mówię o relacjach rodzinnych, ale o relacjach znajomościowych....

tyle tylko

nie mam pojęcia jakbym reagowała na eksową mojeego męża, bo skąd mam to wiedzieć

ale pewnie próbowałabym sobie i całemu światu udowodnic, że ona mnie ani ziebi, ani grzeje, że jest zupełnie niewazna i jej obecność/nieobecnośc nie ma znaczenia...

zazdrosna - fajnie z córka;)
trzymam kciuki

2 948 Ostatnio edytowany przez viksi (2014-04-04 11:00:13)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ja po prostu próbowałam zwrócić ci uwagę na to, że własnie się rozpisałaś przedstawiając z detalami relacje całej rodziny, łącznie z kuzynostwem, z byłą twojego faceta, to świadczy o tym, że jest bardzo bardzo wazna, a jej relacje z rodziną twojego faceta, brak relacji i stoisunki spędzają ci sen z powiek

ja tylko pytam, czy warto, abys się tym interesowała
póbowała to zmieniać, sterowac tym,
czy nie powinnaś wzruszyć ramionami, bo to nie twój cyrk i nie twoje małpy...

Rozpisałam przedstawiając z detalami te wszystkie relacje specjalnie dla Ciebie, bo próbujesz mi wmówić, że się lubią, kiedy tak nie jest. Nie chce już z Tobą na ten temat dyskutować, bo każda z nas ma odmienne zdanie. Razem ze swoim facetem mamy to samo zdanie na ten temat i będziemy się tego trzymać. Jak chcą to niech się zaprzyjaźniają, my się w to nie będziemy wpieprzać.

2 949

Odp: Być drugą i macochą

Oto cytat który dziś wyczytałam w książce:
"W miarę rozwoju przybywa nam blizn. Stajemy się silniejsi dzięki trudnościom, które napotykaliśmy, z którymi zmierzyliśmy się i które pokonaliśmy. Nie stajemy się silniejsi wtedy, gdy życie przechodzi nam stosunkowo łatwo. Możemy nawet nie umieć doceniać tego co dobre, jeżeli nie doświadczaliśmy złego."

Muszę sobie to powtarzać tak długo, aż w to uwierzę smile Może znajdę sens tej naszej porąbanej sytuacji.
Słonecznego weekendu wszystkim Next i Ex smile

2 950

Odp: Być drugą i macochą
viksi napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

ja po prostu próbowałam zwrócić ci uwagę na to, że własnie się rozpisałaś przedstawiając z detalami relacje całej rodziny, łącznie z kuzynostwem, z byłą twojego faceta, to świadczy o tym, że jest bardzo bardzo wazna, a jej relacje z rodziną twojego faceta, brak relacji i stoisunki spędzają ci sen z powiek

ja tylko pytam, czy warto, abys się tym interesowała
póbowała to zmieniać, sterowac tym,
czy nie powinnaś wzruszyć ramionami, bo to nie twój cyrk i nie twoje małpy...

Rozpisałam przedstawiając z detalami te wszystkie relacje specjalnie dla Ciebie, bo próbujesz mi wmówić, że się lubią, kiedy tak nie jest. Nie chce już z Tobą na ten temat dyskutować, bo każda z nas ma odmienne zdanie. Razem ze swoim facetem mamy to samo zdanie na ten temat i będziemy się tego trzymać. Jak chcą to niech się zaprzyjaźniają, my się w to nie będziemy wpieprzać.

no własnie
przeciez ja pisze to samo
oni robią co chcą i wy robicie co chcecie

2 951

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Oto cytat który dziś wyczytałam w książce:
"W miarę rozwoju przybywa nam blizn. Stajemy się silniejsi dzięki trudnościom, które napotykaliśmy, z którymi zmierzyliśmy się i które pokonaliśmy. Nie stajemy się silniejsi wtedy, gdy życie przechodzi nam stosunkowo łatwo. Możemy nawet nie umieć doceniać tego co dobre, jeżeli nie doświadczaliśmy złego."

Muszę sobie to powtarzać tak długo, aż w to uwierzę smile Może znajdę sens tej naszej porąbanej sytuacji.
Słonecznego weekendu wszystkim Next i Ex smile

Next, Ex,  a End?? wink)

2 952

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:
viksi napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

ja po prostu próbowałam zwrócić ci uwagę na to, że własnie się rozpisałaś przedstawiając z detalami relacje całej rodziny, łącznie z kuzynostwem, z byłą twojego faceta, to świadczy o tym, że jest bardzo bardzo wazna, a jej relacje z rodziną twojego faceta, brak relacji i stoisunki spędzają ci sen z powiek

ja tylko pytam, czy warto, abys się tym interesowała
póbowała to zmieniać, sterowac tym,
czy nie powinnaś wzruszyć ramionami, bo to nie twój cyrk i nie twoje małpy...

Rozpisałam przedstawiając z detalami te wszystkie relacje specjalnie dla Ciebie, bo próbujesz mi wmówić, że się lubią, kiedy tak nie jest. Nie chce już z Tobą na ten temat dyskutować, bo każda z nas ma odmienne zdanie. Razem ze swoim facetem mamy to samo zdanie na ten temat i będziemy się tego trzymać. Jak chcą to niech się zaprzyjaźniają, my się w to nie będziemy wpieprzać.

no własnie
przeciez ja pisze to samo
oni robią co chcą i wy robicie co chcecie

No tak, tylko, że oboje z facetem chcielibyśmy uczestniczyć w rodzinnych uroczystościach, ale kiedy ona tam będzie to nie mamy na nie ochoty. Wiem, że w sumie powinniśmy być ponad tym i pokazywać, że nie przejmujemy się tym, że ona też jest, ale oboje chcemy się czuć komfortowo, a nie pokazywać w sumie na siłę, że nam nie przeszkadza. Tym bardziej, że przy każdym spotkaniu mojego faceta z ex nie obejdzie się bez jakiś kretyńskich docinek. Mój facet jednak wraca i będzie prawdopodobnie przed właściwą datą urodzin, więc wtedy chcemy pojechać do jego siostry z prezentem dla Małej, a na uroczystość, która będzie później nie pójdziemy, bo tak zdecydowaliśmy.

2 953

Odp: Być drugą i macochą

U mojej "teściowej" każda kolejna synowa jest beznadziejna. Exia się śmieje że teściowa nie była dla niej taka miła przez naście lat małżeństwa, jak po tym jak S. się ze mną zaczął spotykać.

2 954

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

U mojej "teściowej" każda kolejna synowa jest beznadziejna. Exia się śmieje że teściowa nie była dla niej taka miła przez naście lat małżeństwa, jak po tym jak S. się ze mną zaczął spotykać.

Coś w tym jest. Mój M nie rozmawiał tak dużo i nie miał tak życzliwych stosunków z byłą teściową przez kilkanaście lat małżeństwa jak teraz. Obecnie wręcz wyżala się M, jaki jego następca i jej córeczka są okropni smile He, he wspólny wróg łączy tongue.

2 955

Odp: Być drugą i macochą
viksi napisał/a:
End_aluzja napisał/a:
viksi napisał/a:

Rozpisałam przedstawiając z detalami te wszystkie relacje specjalnie dla Ciebie, bo próbujesz mi wmówić, że się lubią, kiedy tak nie jest. Nie chce już z Tobą na ten temat dyskutować, bo każda z nas ma odmienne zdanie. Razem ze swoim facetem mamy to samo zdanie na ten temat i będziemy się tego trzymać. Jak chcą to niech się zaprzyjaźniają, my się w to nie będziemy wpieprzać.

no własnie
przeciez ja pisze to samo
oni robią co chcą i wy robicie co chcecie

No tak, tylko, że oboje z facetem chcielibyśmy uczestniczyć w rodzinnych uroczystościach, ale kiedy ona tam będzie to nie mamy na nie ochoty. Wiem, że w sumie powinniśmy być ponad tym i pokazywać, że nie przejmujemy się tym, że ona też jest, ale oboje chcemy się czuć komfortowo, a nie pokazywać w sumie na siłę, że nam nie przeszkadza. Tym bardziej, że przy każdym spotkaniu mojego faceta z ex nie obejdzie się bez jakiś kretyńskich docinek. Mój facet jednak wraca i będzie prawdopodobnie przed właściwą datą urodzin, więc wtedy chcemy pojechać do jego siostry z prezentem dla Małej, a na uroczystość, która będzie później nie pójdziemy, bo tak zdecydowaliśmy.

Dobre podejście. Mam nadzieję, że da to waszej rodzinie to do myślenia smile

2 956

Odp: Być drugą i macochą

Dzisiaj przeżyłam, chwile hm niepewności i strachu. Chodzę jak struta cały tydzień mdli mnie. Myślałam że kurde w ciąży jestem. Zawsze jest ten ułamek procenta. Ale na szczęście jeszcze nie teraz. Lekarka powiedziała, że to albo stres albo jakaś wirusówka. Ciąża na sto procent nie.

Chociaż podejrzewam, że S. by się ucieszył, mnie to nieco komplikuje plany życiowe na ten moment. big_smile

2 957 Ostatnio edytowany przez emilia_87 (2014-04-12 00:44:32)

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie drogie Panie. Od dawna czytam ten wątek, muszę się pochwalić, że w sumie przeczytałam go od początku do końca. Sporo czasu mi to zajęło smile wiele razy czytanie Waszych wypowiedzi podnosiło mnie na duchu, chyba głównie ze względu na myśl, że nie jestem sama, że nie tylko ja mam problem z dzieckiem partnera i jego eks. Wiele razy również Wasze wpisy dawały mi do myślenia, siały wątpliwości, czy warto brnąć w ten związek. Dziś już jestem na skraju wytrzymałości, dlatego postanowiłam opisać tu moją sytuację.

Jesteśmy z M 3 lata, on ma 7-letnią córkę. Poznaliśmy się kiedy M był już 3 lata po rozstaniu z eks, więc to nie ja się do tego przyczyniłam. Chociaż coś na plus dla mnie smile dalej już tak kolorowo nie będzie i wiem, że zostanę przez Was uznana za głupią, że tak daleko zabrnęłam, no ale może właśnie taka krytyka jest mi potrzebna? Zacznę od początku. Mój partner na drugim spotkaniu powiedział mi, że ma córkę. Nie powiem, żebym tryskała wtedy radością, ale poprosiłam go o czas do namysłu, czy w takim przypadku chcę kontynuować znajomość. Niektórzy marzą o domu, inni o samochodzie, jeszcze inni o podróżach, a dla mnie zawsze największym marzeniem było posiadanie dziecka. Jest to dla mnie taki niepojęty cud natury, dar od Boga, owoc miłości. Na myśl, że będę nosiła nowe życie pod swoim sercem, byłam cała podekscytowana. Śmieję się, że urodziłam się z rozwiniętym instynktem macierzyńskim smile nigdy nie zależało mi jakoś bardzo na ślubie, białej sukni, najważniejsze było dla mnie, żebym mogła spełnić się jako matka. Dzieci od zawsze uwielbiałam, pracowałam jako wolontariuszka w domu dziecka i wtedy postanowiłam, że w przyszłości chcę mieć 2 biologicznych i 1 adoptowane dziecko.

Wracając do M. Właśnie dlatego, że tak bardzo pragnęłam dziecka, że od zawsze uważałam dziecko za niezwykły owoc miłości, ciężko było mi zaakceptować, że mój partner ma dziecko z inną, że z nią przeżywał wszystko po raz pierwszy. Mówiłam mu o tym od samego początku, mimo tego M przekonywał mnie, żebym dała nam szansę, że wtedy się przekonam, że jego dziecko ani eks wcale nie będą mi przeszkadzać. Miałam wtedy złą passę w życiu, moje znajomości z mężczyznami kończyły się przeważnie po 2-3 miesiącach, więc stwierdziłam, że w sumie co mi szkodzi, że tym razem pewnie będzie podobnie i też znajomość nie przetrwa magicznych 3 miesięcy, więc co się będę przejmowała dzieckiem, którego pewnie i tak nie zdążę poznać. Stało się jednak inaczej, z każdym dniem angażowaliśmy się jeszcze bardziej, aż w końcu połączyło nas uczucie. W międzyczasie parę razy próbowałam zakończyć ten związek, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie zaakceptować dziecka partnera, a czas wcale nie pomagał. Zawsze jednak wygrywało uczucie i argumenty M i ostatecznie zawsze się godziliśmy. Co ważne, nikt mnie w życiu nie kochał tak jak mój obecny partner. Czuję to, a że przeżyłam parę nieudanych związków ze zdradami itp. jest to dla mnie tym bardziej ważne. Myślę, że m.in. to tak bardzo mnie przy nim trzymało, bo w końcu moja miłość została odwzajemniona równie mocno.

Eks od samego początku nastawiała córkę przeciwko mnie. Mała jak tylko mnie poznała to przywitała mnie tekstem "a moja mama mówi, że mnie nie lubisz". A to tylko dlatego, że poznałam ją dopiero po prawie roku znajomości z M, ale nie chciałam robić tego wcześniej, jak miałam ciągle wątpliwości, nie chciałam dziecku mieszać w głowie, nie chciałam, żeby poznawało kolejną partnerkę ojca, kiedy nie byłam przekonana, czy ten związek przetrwa. W końcu poznałyśmy się, mała mnie polubiła, to było widać. A ja? Ja oczywiście robiłam dobrą minę do złej gry, byłam miła, bawiłam się z nią, ale to wszystko było wymuszone, żeby tylko partner był zadowolony. M oczywiście wiedział o mojej niechęci do jego córki, wiedział, że poświęcam się dla niego, ale powtarzał zawsze, że jak będziemy mieli nasze dziecko to wszystko się zmieni. Nie będę już zazdrosna o to, że on ma dziecko z inną, nie będę zazdrosna o to dziecko. Do tego wiedziałam, że jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci, bo np okaże się, że ja jestem bezpłodna to byśmy musieli się rozstać. Gdybym miała partnera bezdzietnego, nie byłby to żaden problem, z chęcią bym adoptowała dzieci. Tu jednak, takie wyjście by nie przeszło, gdyż zawsze miałabym poczucie, że tamto dziecko to krew z krwi mojego partnera, że zawsze będzie dla niego ważniejsze niż to adoptowane. No a druga sprawa, ja bym nie mogła się pogodzić, że inna dała M dziecko, a ja nie. Dlatego niedawno podjęliśmy decyzję, żeby zacząć starać się o dziecko. Jestem teraz w 4 miesiącu ciąży, lada dzień ma być nasz ślub, a ja teraz mam wątpliwości sad czuję, że nigdy nie zaakceptuję córki M. Nie chcę się całe życie poświęcać, uśmiechać się do niej mimo, że nie mam na to ochoty, bawić się z nią, oglądać bajek o księżniczkach. Nie chcę spędzać z nią świąt, bo święta to dla mnie czas szczególny, rodzinny, a ona jest dla mnie obcą osobą, która na dodatek przypomina mi o tym, że to owoc miłości mojego M do innej kobiety.

Wiem, trochę za późno na takie przemyślenia, kiedy dziecko w drodze sad nie wiem, czy to hormony mi buzują. Nie wiem, czy jak faktycznie urodzę nasze dziecko (które już kocham nad życie mimo, że jeszcze się nie narodziło), czy naprawdę coś się zmieni w moim podejściu do córki M. Nie mam takiej gwarancji, dlatego zaczęłam mieć wątpliwości co do tego ślubu, może powinniśmy poczekać, aż dziecko się urodzi i wtedy się okaże, czy moje podejście do małej się zmieni i może dopiero wtedy pomyśleć o ślubie, ale wiadomo zaraz będzie gadanie rodziny, będą pytać, czemu odwołaliśmy ślub, a nikt w rodzinie ani mojej ani partnera nie wie, jakie jest moje prawdziwe podejście do córki M, że tak naprawdę najchętniej bym się jej pozbyła z naszego życia. Wiem, to brzmi strasznie, dziecko nie jest niczemu winne, że rodzice się rozstali, ale to jest silniejsze ode mnie... Byłam już u psychologa, ale jakoś mi to nie pomogło.
Dobra, a teraz czekam na lincz smile

P.S. przepraszam, jeśli napisałam chaotycznie, ale to już taka godzina, a ja od 5 na nogach

2 958

Odp: Być drugą i macochą

Adoptuj ja.
Mentalnie.
Przeciez niby jesteś byłaś gotowa adoptowac dziecko. A teraz Jedziesz z tekstami o krwi.

Rzucać tekstami z romansidel w rodzaju owoc
Miłości do innej. Och i ach.

Kochasz dzieci urodzilas sie z rozbuchanym instunktem macierzyńskim i nie potrafisz otworzyć sie na dziecko?
Problem jest tylko w tobie. To twoje nastawienie.... Twoja postawa.
Zdecydowałas o takich relacjach z ta mała

Wyobraz sobie ze jej matka ma raka i umiera. Przeciez mała stanie sie częścią waszej rodziny. Oddzucilabys ja?
Piszesz o domu dziecka adopcji i instyntkcie a piszesz o rodzinnych świętach i braku akceptacji do aiedmioletniej dziewczynki.
Więc wyglada mi na masę uprzedzeń. Egocentryzm. I ciazowe hormony.

Więc " zaadootuj" te mała.
Jedyne co ci przeszkadza to zazdrość o partnera. Mimo wszystko masz
Problem z przyjęciem ze uprawiał seks z inna i ma z nią dziecko.

Spójrz na te mała. Zasługuje na odrzucenie? I dlaczego? Dlatego bo TY nie byłaś pierwsza? Nie ty pierwsza urodzilas na świecie? Uważasz ze ta mała cokolwiek TOBIE odebrała?
Jak Urodzisz dziecko i zaczniesz odrzucać te mała i ograniczać jej czas z wasza rodzina.... To będzie świadczyć o Twojej niedojrzalosci egoizmie i tym, ze straciłas lata na wolontwriacie. Nic ci nie dały...

2 959

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję za odpowiedź. Doskonale zdaję sobie sprawę, że problem jest we mnie, ale na tym się kończy, nie potrafię sobie z tym poradzić, zmienić nastawienia. Piszesz, że mam adoptować małą mentalnie. Moi znajomi, jak tylko dowiedzieli się, że związałam się z mężczyzną z dzieckiem śmiali się, że chciałam adoptowane dziecko to w pewnym sensie mam smile tylko to nie jest to samo, to dziecko nie mieszka z nami, spotyka się raz na jakiś czas i wraca do matki i to ona ma główny wpływ na wychowanie małej, to ona kształtuje jej osobowość, to ona buntuje dziecko. Mówi małej, że tata jej nie kocha itp. Później mała się wypowiada, że takiego ojca ma w dupie, że wie, że jej już nie kocha, a matka śpieszy z radością poinformować o tym M. Kazała małej mówić do swojego partnera "tato". To jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Dziecko ojca ma i to nie takiego, który się na nią wypiął. Mój partner stara się poświęcać córce wolne chwile. Fakt, że nie ma ich dużo, bo sporo pracuje. Wyobrażacie sobie, jak przykro musi być M, kiedy jego córka mówi do innego mężczyzny "tato"? Jak pierwszy raz to usłyszałam to zwróciłam małej uwagę, że przecież tatę ma jednego, a do partnera matki może zwracać się per wujek, ale ona stwierdziła, że to jest jej drugi tata.

Do tego mała jest rozpieszczona, matka wychowuje ją na księżniczkę, której się wszystko należy, która zawsze musi wygrywać, jak nie to jest płacz. Wszystko wymusza płaczem, a mój M wtedy mięknie i jej ulega. Nie chcę, żeby teraz wyszło na to, że się usprawiedliwiam zwalając winę na dziecko, że jest takie złe, a ja jestem tą dobrą. Nie jestem i doskonale o tym wiem.

2 960

Odp: Być drugą i macochą

No widzisz. A teraz zastepczo skupiasz sie na relacjach dziewczynki z matka. Jej partnerem. Ojcem. Czasem ojca dla małej. Wychowaniu małej.
A chodzi o coś innego prawda? Po co oceniasz to dziecko i jej matkę?
To i tak nie uprawiedliwia twojego nastawienia...
Musisz ja zaakceptować.

2 961

Odp: Być drugą i macochą

emilia_87 za dużo wybiegasz myślami na przód, zadajesz tyle pytań sobie ,na które nikt nie jest wstanie odpowiedzieć stojąc tu i teraz, pozostaw sprawę czasowi. Takie nasze gdybanie, rozmyślanie, potrafi jeszcze bardziej pogrążyć w strachu, w czarnych scenariuszach a nie jest powiedziane jak to będzie, nikt tego nie wie, ani ty ,ani twój prawie mąż, ani sama mała  co przyszlosc przyniesie i jakie relacje miedzy wami się wywiążą .
Zbyt wiele pytań masz do przyszłości,  lawinowo wręcz, to ci nie ułatwi komfortu życia jak będziesz tak wszystko analizować latami na przód
Wszystko w swoim tempie na bieżąco układaj i wyciągaj z tego wnioski

Mała ma mamę, całodobowo  24/h nie będziesz się widywać z nią dzień w dzień.  Sprawy wychowawcze zostać jej mamie i tacie, ty jedynie lub aż musisz  zaakceptować jej osobę, pokochać, czy polubić nie masz takiego obowiązku, ale tolerować powinnaś, nawet  z dystansem i rezerwa do niej podchodzić masz prawo, lecz akceptacja i tolerancja wskazana

2 962

Odp: Być drugą i macochą

emilia_87 nie musisz od razu pokochać dziecka swojego partnera, ba wcale nie musisz go kochać. Ale musisz akceptować i szanować. Przecież to jest rodzeństwo Twojego dziecka, przez to staniecie się rodziną. Musisz jakoś przerobić ten temat w swojej głowie inaczej będzie kiepsko.

2 963

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Emilia,
nie odzywałam się ostatnio, bo nie chciałam zapeszyć. Wyszło tak, że jednak zostałam z młodym M sama z powodu jego wyjazdu. Uznałam, że jeśli M ma okazję to niech z niej skorzysta. Matka młodego nie chciała się określić ile syn może zostać u niej, unikając za niego odpowiedzialności. Więc wszyscy doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie jak chłopak zostanie ze mną. Ja nawet się cieszę, bo moja córa ostatnio rzadko jest w domu, mój syn też, więc przynajmniej mi się nie nudzi i mam dla kogo gotować smile
Powiem wam sama jestem zaskoczona tym co napiszę, ale jest super. Młody jest grzeczny, a ja rozpieszczam go codziennie. Fakt, wymagam od niego nauki i obowiązków, ale sama łapię się na tym, iż pozwalam mu na więcej. Sama łamię własne zasady, więc nie jestem na nikogo zła. Mój stosunek do młodego bardzo się zmienił, zero zazdrości, bo przestał być dla mnie konkurencją. Zdaję sobie sprawę, że jest na mojej łasce, więc mam do niego więcej cierpliwości. Ex ani M się nie wtrącają, więc w końcu młody zachowuje się tak jak ja od niego oczekuję, a ja z kolei czuję się za niego odpowiedzialna i chcę się z tego wywiązać jak najlepiej. Sama jestem w szoku, ale dopiero teraz czuję, że ten chłopak jest "trochę mój", mam na niego wpływ i w końcu go takiego lubię. Właściwie jest teraz tak, jak do nas trafił, choć mam lekką rezerwę, bo już się sparzyłam.
Więcej napisze później, bo wybieram się z młodym i synem na rowery! Sama siebie nie poznaję. Nie obeszło się bez problemów, ale spokojnie zapanowałam nad wszystkim i myślę, że skutecznie, bo konsekwentnie. Teraz widzę, że problem leży w tym, iż M ma inne, mniej konsekwentne metody wychowawcze, więc ja wolałam ignorować coś na co nie mam wpływu. 3 majcie kciuki, bo zostało jeszcze kilka dni smile Ja jestem jak nakręcona, mam nowy cel, nauczyć czegoś tego obiboka i kurcze nawet mi się udaje.
Emilia jak dobrze poczytałaś moje wpisy, to mam nadzieję, że dało ci to do myślenia. Nie wiem, jak będzie jak M wróci, ale teraz jest fajnie. Czuję, że ten młody należy do naszej rodziny, o jego bracie, który mieszka z matką jednak już tak nie powiem. Więzy krwi nie mają tu znaczenia.

2 964

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna odpukać, ale cieszę sie z takiego przebiegu  sprawy, zresztą kilka stron wcześniej pisałam podobny scenariusz, jak to może wyglądać, nie tak problemowo jak ci się wydaje
Pisalam to :

""Mnie się zdaje, że gdy ojca nie będzie pasierb będzie bardziej uległy na twoje prośby, w przeciwieństwie kiedy wie ze tato jest w domu i on machnie ręka na to, co ty oczekiwałabyś "

"""Ja na twoim miejscu tak czysto teoretycznie nie stresowałabym się tak, nie raz pisałaś ,ze chłopiec jest grzeczny, nie pyskuje, awanturuje się z tobą zwłaszcza ,kiedy jesteście we dwoje tylko. Młody już bardziej na łeb wchodzi ojcu, nie tobie i to dało się zauważyć. Nie sądzę ,aby tydzień nieobecności twojego faceta  ( mąż ,czy konkubent?) wywołał piekło w domu miedzy tobą ,a chłopcem .
Jest w tym wieku , ze skakać, niańczyć już nie trzeba i ty tez nie wyręczaj go, nie podtyka mu wszystkiego pod nos. Adekwatną samodzielnością jak na swój wiek  tez się niech wykaże, nie będzie mieć wyjścia """

Trzymam kciuki ,aby tak pozostało jak jest smile

2 965 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-04-12 19:57:59)

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, dzięki za słowa otuchy smile Tak miałaś rację do młodego dwa razy nie muszę powtarzać smile Bardziej obawiałam się siebie i o swoje nerwy, jednak czuję, że mam wszystko pod kontrolą, a moja intuicja z rozwiązywaniem problemów wychowawczych mnie nie zawodzi. Młody ostatnio zachowywał się jak hipochondryk, dopingowany przez matkę o podobnych skłonnościach szukał tylko pretekstu żeby wymigać się od szkoły. Zauważyłam, że dzieciak liczy w ten sposób na zainteresowanie, bo wszyscy naokoło mu współczuli. Czułam, że cwaniak oszukuje i ja jedna nie dostarczałam mu tej pożywki, kiedy się użalał nad sobą zawsze zmieniałam temat rozmowy ignorując jego problemy. Pierwszego dnia wylotu jego ojca, zadzwonili do mnie ze szkoły, bym przyjechała po chłopaka, bo ma zawroty głowy i boli go noga. Wytłumaczyłam pielęgniarce o co chodzi i nie dałam się w to wrobić. Do wieczora po szkole kazałam młodemu leżeć w łóżku bez komputera i telewizora, nudził się masakrycznie, ale pomogło i ozdrowiał zupełnie. Gdyby w domu, był jego ojciec to pojechałby z nim do lekarza, a ja byłabym ta zła, co śmie twierdzić że jego dziecko kłamie. Myślę, że w tym cały problem. W domu tworzyliśmy dwa obozy, ja i moja córa, M i jego syn. Teraz jest zupełnie inna atmosfera, tak jakby ten młokos przestał być wrogiem. W końcu nie czuję, że w domu jest obcy. Czasem kiedy byłam z młodym sama to były takie krępujące momenty np. przy posiłku. Kiedy to miałam wrażenie, że powinnam z nim o czymś porozmawiać, a nie bardzo miałam o czym. Towarzystwo moich dzieci przychodzi mi naturalnie, a tu miałam problem. Nauczyłam się go rozwiązywać zajmując się czytaniem książki. Skupiałam się na tym i nie przeszkadzało mi nawet, że młody np. oglądał bajki w telewizji, których ja nie cierpię. Tak, jest teraz fajnie, choć widzę, że moja córa jest bardzo o niego zazdrosna, więc jej też poświęcam czas indywidualnie, scen nie ma smile
Młody M z moim synem się dogadują, choć mój szkodnik jako, że starszy udowodnia młodszemu, kto tu rządzi. W to też się nie wtrącam, do puki nic złego się nie dzieje i do tej pory nic się nie stało, niech rozwiązują te sprawy sami. Gdyby był tu tatuś, bronił by swojego syna, albo dogryzał mojemu, na co ja też musiałabym zareagować i konflikt gotowy. Tak jest spokój i nikomu krzywda się nie dzieje. Więc problem leży w podejściu dorosłych, a nie w dziecku, na którym skupiałam swoją złość. Nie umiem, go jeszcze rozwiązać, ale cieszę się, że widzę, iż może być inaczej. Dużo jeszcze we mnie brakuje, by przełamać się i np. przytulić chłopaka, bo nadal mam dystans, ale jakoś się dogadujemy i nawet udaje się razem fajnie spędzić czas. Zobaczymy, co będzie jak M wróci, na razie mam tyle obowiązków, że nie mam czasu zatęsknić i z tego też się cieszę.

2 966

Odp: Być drugą i macochą

No to fajnie zazdrosna, ze nowe doświadczenia nabierasz a co lepsze te pozytywne, u mnie ostatnio z Pchlą relacje są na bakier i pozostawiają wiele do życzenia ,
Eh jak nie ona zalezie za skore,  to ja cos spieprze ( stara a głupia ) i dzień do bani .U nas dwie strony mają za uszami,jak nie jedno to drugie, żadne z nas nie jest bez winy, choć dobre i to ze już teraz potrafię swoje bledy zauważyć, kiedyś robiłam z  siebie nieomylną i zawsze ofiarę w każdej sytuacji, teraz już bardziej na siebie patrzę karcącym okiem,  gdzie wina leży i po czyjej stronie

2 967

Odp: Być drugą i macochą

Bo to my dorośli Mortisha kształtujemy zachowanie dzieci, one tylko sprytnie wykorzystują sytuację i testują na ile im pozwolimy.
Już dawno miałam się ciebie zapytać. Byliście ze swoim niejadkowo u psychologa, może podstawa problemu leży w jej psychice? Ogromnie współczuje ci, bo masz z młodą 3 światy. Mnie trafia już samo to, że pasierb wybrzydza obiadami, ale za to jest pożeraczem kanapek, najlepiej na słodko.  Więc o jego niedożywienie się nie martwię, czasem jest tylko przykro, że ty się narobisz i coś przygotujesz, a ten marudzi. Jednak tak go tatuś nauczył, że jak mu nie smakuje to może jeść co innego. Moje dzieci od małego były uczone jeść wszystko i nie mam teraz z nimi problemu.
Mój cwaniaczek właśnie zgłodniał, bo kazałam mu się uczyć przez godzinę. Jak mu powiedziałam, że dam mu zupę, a jego nauka przedłuży się o czas jedzenia zrezygnował smile Ja jestem twarda, ojciec poszedłby mu na rękę, bo przecież dziecko jest głodne tongue

2 968

Odp: Być drugą i macochą

No i poległam. Naprawdę starałam zająć się pasierbem jak umiałam najlepiej. Chciałam przekazać temu dzieciakowi jakieś wartości, czegoś go nauczyć. Jednak zrozumiałam, że w ciągu kilku dni, a nawet miesięcy nie wykształcę w nim prawidłowych nawyków zaniedbanych przez lata. Może oczekiwałam zbyt wiele, ale w końcu jego zachowanie zaczęło mnie drażnić. Młody ze wszystkim szedł na łatwiznę, kombinując tylko co zrobić, by nic nie robić. Poświęciłam mu wiele czasu, gdyż rozumiem, że tęskni za ojcem. Posiłki przygotowywałam pod niego, by był zadowolony, były słodycze, gry, pozwalałam mu oglądać filmy dla dzieci, gdy mogłam w tym czasie pooglądać sobie melodramat. W zamian nie otrzymałam nawet zwykłego dziękuję. Miarka się przebrała, chłopak jest nastawiony wyłącznie na branie, nic nie okazując w zamian. Na szczęście jego ojciec wraca już jutro. Myślę, że znów będę ignorować tego dzieciaka, po prostu go takiego nie lubię, a on nie ma ochoty się zmienić. Jest mi strasznie przykro, ale znowu się rozczarowałam. Może mój przypadek jest wyjątkowy, ale po prostu czuję, że nie warto się angażować i okazywać serce pasierbom. Nie mam pretensji do chłopaka, rozumiem, że to nie on jest zły, po prostu tak został wychowany. Jest mi go strasznie żal, bo widzę, że nawet przez kolegów jest nielubiany.

2 969

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna jeśli chodzi o Pchle i jakie problemy z nią są to ja widzę ,ze tu ma podłoże zdecydowanie psychiczne,tu się dzieje  cos w jej emocjach. Jest dziwnym dzieckiem, innym niż jej rówieśnicy, bardzo energicznym, zywiolowym, ekspesywnym a zarazem  enigmatycznym, ciężko do niej dotrzeć do jej wnętrza co tam jej się w główce dzieje. Jej inteligentny i zagadkowy sposób funkcjonowania osobowości wielu dorosłych zostawia w tyle ,nie nadążając za nią. 
Nie jest absolutnie bitym dzieckiem ,nie jest krzywdzona w żaden sposób, ma miłości tyle dostarczanej ze strony ojca ,ze jeszcze kilka pokoleń można było tym obdarować, ale ona o tym wie ,że tata szalenie ją  kocha, to jej nadaje poczucia bezpieczeństwa

Do psychologa jeździ ,wcześniej było to regularnie co 1-2 msce,teraz już nie, ostatnio w październiku była chyba ,psycholog ( bardzo dobry i mądry) dawał nam cenne wskazówki jak mamy podchodzić i zachowywać się w sytuacjach konfliktowych ,czy kiedy napotykamy problem , powiem ze dzięki tym wskazówkom dużo zyskaliśmy ,ale tez nie mogę powiedzieć ,ze problemy zostały wyeliminowane całkowicie, jedynie zapobieganie , hamowane ale na krótka metę .

Z niejedzeniem tutaj dietetycy potrafią rozkładać ręce, neurolodzy tez ostatnimi czasy tak się wycwanili ,ze na cale zło mają farmakologie w zastosowaniu ,nie podoba nam się ta farmakologia, sterydy, hormony wzrostu itd. zdecydowanie mamy do tego chwiejne i nie przekonywujące odczucia.
Kroplówki już miała podłączane w szpitalu , lecz o ironio losu, mimo ze ma duża niedowagę wyniki jej każdego z medyków szokują, bo jest zdrowa jak rydz, ma koński organizm, krew bardzo silną, nie ma żadnych ubytków w organizmie, mimo ze wychudzone to jak szkieletor, posturowo tez wygląda kilka lat mniej  ,dlatego sami lekarze i specjaliści nie potrafią jednoznacznie orzec  co w tym temacie robić.
Dziecko w mojej ocenie z jadłowstrętem ,z skrajną niedowaga, ale okaz zdrowia jeśli chodzi o wyniki i na treningach wulka energii, chyba w powietrzu jakieś dopalacze musza być

2 970

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

No i poległam. Naprawdę starałam zająć się pasierbem jak umiałam najlepiej. Chciałam przekazać temu dzieciakowi jakieś wartości, czegoś go nauczyć. Jednak zrozumiałam, że w ciągu kilku dni, a nawet miesięcy nie wykształcę w nim prawidłowych nawyków zaniedbanych przez lata. Może oczekiwałam zbyt wiele, ale w końcu jego zachowanie zaczęło mnie drażnić. Młody ze wszystkim szedł na łatwiznę, kombinując tylko co zrobić, by nic nie robić. Poświęciłam mu wiele czasu, gdyż rozumiem, że tęskni za ojcem. Posiłki przygotowywałam pod niego, by był zadowolony, były słodycze, gry, pozwalałam mu oglądać filmy dla dzieci, gdy mogłam w tym czasie pooglądać sobie melodramat. W zamian nie otrzymałam nawet zwykłego dziękuję. Miarka się przebrała, chłopak jest nastawiony wyłącznie na branie, nic nie okazując w zamian. Na szczęście jego ojciec wraca już jutro. Myślę, że znów będę ignorować tego dzieciaka, po prostu go takiego nie lubię, a on nie ma ochoty się zmienić. Jest mi strasznie przykro, ale znowu się rozczarowałam. Może mój przypadek jest wyjątkowy, ale po prostu czuję, że nie warto się angażować i okazywać serce pasierbom. Nie mam pretensji do chłopaka, rozumiem, że to nie on jest zły, po prostu tak został wychowany. Jest mi go strasznie żal, bo widzę, że nawet przez kolegów jest nielubiany.

No widzisz zazdrosna, tutaj jak roszczeniowa postawa wejdzie w krew to ciężko z tym walczyć, aby wyeliminować egoizm , zaściankowość i roszczeniowość . To jest tak ;dasz palec to z chęcią rękę  całą by chwycił, tutaj trzeba trzymać rękę na pulsie i zazdrosna bacznie się przyglądać co dawałaś z swoje strony  ,a czego oczekiwałaś w zamian  i na bieżąco  powinno się to egzekwować .
Metoda 1:1 , ty cos od siebie ,on cos od siebie, jeśli tak było to następuje kolejny krok w tym kierunku, ponownie Ty cos od siebie oczekując w zamian od młodego jakiejś tez przysługi 2:2, jeśli zauważyłaś ,ze ty dawałaś a Młody tylko brał i nie odwzajemniał czynów w postaci przysługi ,uczynków   było 1:0  bez wyrównania licznika z drugiej strony, no to w tym momencie należy zaprzestać wysilania się i  koniec z przywilejami ,dobrociami
Należy wypracować bilans i równowagę, jeśli nie ma współpracy 2 stron, tak wiec jedna z stron  nie ma co się dalej silić ,bo nic tym nie wskóra ,zaś jeszcze bardziej da się zajeździć, a druga strona nastawiona na branie będzie tylko  opływać w profitach, które stanowczo się nie nalezą

2 971 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-04-15 15:37:16)

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, poczytałam trochę o waszej małej i zastanawiam, się skąd ty czerpiesz na nią siły? To poważne wyzwanie, a twój mąż ma prawdziwe szczęście. Do tego wszystkiego jeszcze udaje ci się polubić tę małą.
Ja z młodym mam może ułamek twoich problemów, a znów nachodzą mnie myśli, iż nie dam rady. Mam wrażenie, że jak M przyleci, to pierwsze co zrobię to mu to wszystko wyrzucę z siebie. Choć świetnie zdaję sobie sprawę, że nic dobrego to nie przyniesie. Część wymogów egzekwowałam od chłopaka tak jak pisałaś, ale prawda jest taka, że nie umiem prosić o pomoc, dlatego tak cenię sobie uczynność M. Niestety daleko padło to jabłko od jabłoni.

2 972

Odp: Być drugą i macochą

Jejku nawet nie wiedziałam, że przybrane dzieci mogą tak bardzo zdominować swoich przybranych rodziców. Jeżeli o mnie chodzi mam dwoje swoich i dwoje przybranych. Na szczęście są już na tyle duże, że żadne z nami nie mieszkają. Moje relacje z jego dziećmi są bardzo poprawne a nawet przyjazne. Obydwoje zawsze stają w obronie za ojcem. I on dla nich jest jak ,,dzień święty święcił'' tatę się nie martwi, tacie się nie przeszkadza, nie utrudnia. Szczerze to powiem tak, że jego córka bardziej interesuje się co u ojca niż na odwrót. To ona zawsze pierwsza dzwoni, i wiem, że wypytuje co u nas wszystkich którzy mogą wiedzieć Chociaż ma wgląd w te informacje. Nie jest typem plotkary absolutnie nie, jest bardzo dyskretna ona nigdy nikomu nic nie powie, nie obmówi. Ona po prostu zawsze martwi się o ojca. I musi wiedzieć czy u niego wszystko dobrze. Ona kiedyś mi powiedziała coś takiego ,, rodzice się rozstali bo tata bardzo narozrabiał, ale tata to jest dobry człowiek tylko trochę pogubiony i nieogarnięty''. Ja się z tym całkowicie zgadzam. Sądzę, że ona długo mnie obserwowała z ukrycia czy aby nie robię krzywdy jej ukochanemu tatusiowi. Ale mnie od początku na nim bardzo zależało. I myślę, że teraz to wie. I trochę odpuściła. Widujemy się mało, najczęściej na przyjęciach okolicznościowych. I sądzę, że zdrowy dystans to podstawa.

2 973

Odp: Być drugą i macochą

Jak nastroje przedświąteczne?  U mnie atmosfera nieco gęsta, ale będzie dobrze... Mam nadzieję. smile

2 974

Odp: Być drugą i macochą

Z całej siły próbuję się zarazić od Świata Świąteczną atmosferą, ale porąbany Były oczywiście nie przepuściłby takiej okazji żeby nie wsadzić nożyczek w plecy i musi oczywiście zmącić atmosferę. Ale nie dajmy się tym wszystkim Exom i Exowym i spróbujmy cieszyć się Świętami z naszymi najbliższymi. Wszystkim Kobitkom na forum życzę spokoju i odrobiny odpoczynku od spraw codziennych. Mam nadzieję, że po Świętach usłyszymy się w całkiem dobrych nastrojach.

2 975

Odp: Być drugą i macochą

Kjim,
dziękuję i przyłączam się do życzeń na wszystkich.
U mnie trochę nerwowo, młody M mnie okłamał, może i sprawa błaha, ale ja nienawidzę łgarstwa. Zdarzyło się to już 3 raz i znów zażądałam od M wyciągnięcia konsekwencji od chłopaka. Ten jednak ponownie nie widzi problemu i jeszcze usłyszałam, że sobie zrobiłam z dzieciaka kozła ofiarnego.

2 976

Odp: Być drugą i macochą

Cała moja rodzina i S. od rana zgodnie koegzystuje. Od czasu do czasu nawet ktoś tam wpadnie... Jest miło i każdy się stara. Wiem ile wszystkich to kosztuje. smile Nic to pierwsze koty za płoty. S. nawet jako najnowszy członek rodziny został zaangażowany do przygotowań. I chyba się ucieszył, bo to oznacza pełną akceptację.

2 977

Odp: Być drugą i macochą

Fajnie jest uświadomic sobie, że jednak nie jestem sama na tym świecie smile ja to chyba mam malutki staż drugiego zwiazku, bo jestem z partnerem 10 miesięcy. On jest w trakcie rozwodu- jak się domyślacie burzliwego... Opieka nad dzieckiem- kto, kiedy,ile czasu... masakra. prawie juz była zona mojego partnera zrobiła sobie z dziecka kartę przetargowa, nie są do końca ustalone alimenty, mimo to mój partner dla dziecka 2-letniego wysyła pieniądzę, ale jak wyśle za mało, albo matce dziecko coś się nie spodoba to nie widzi dziecka - wizyty z dzieckiem są płatne... Żałosne.

Czasami zdarza sie kiedy mój partnet jedzie po synka, musi czekać pod bramą aż jaśnie dama wytoczy się łaskawie z pretensjami, ze dziecko ma być spowrotem punkt 18-ta.
jak wcześniej pisałam "prawie była żona" mojego partnera  potrafi dac dziecko na pare godzin (od 9 do 18) bez butów i z torbą brudnych rzeczy dziecka oczywiście z pretensją, ze ojciec dziecka w ogole oddycha, twierdzi że stac go kupic dziecku buty i zrobic pranie - tak! oczywiscie, ja sama niejednokrotnie kupuje ubranka, zabawki... tylko czemu dziecko ma byc pare godzin boso, bo ona ma "widzi misie", chora głowa....
No i co powiecie mi, ze trzeba przez sąd takie rzeczy ustalać bo z tą kobietą nie da sie dogadac, a mi juz nerwy puszczają, juz zaczynam czuc sie na 10-tym planie, jak powietrze. Otóż kiedy mówię ze trzeba coś z tym zrobić, partner mi przetakuje i życie toczy sie dalej.... a ja nie mam nerwów ze stali, sytuacje się powtarzają i nic sie więcej nie dzieje, czasami wydaje mi sie, ze moj partner boi się swojej prawie byłej zony.

Jest od niego starsze o 3 lata, ma wladze, bo ma dziecko, a nam na dziecku zależy (tak, mi też, bardzo zależy by miec kontakt z synem partnera)

Naprawde czasami juz czuje się jak w kamiennym kręgu....

2 978

Odp: Być drugą i macochą

w trakcie rozwodu są? to trafiłaś w gorący moment
i az dziwine, że facet nie zakończył jednego związku a pcha się w drugi

dziecko ma niecałe dwa lata
ty jestes z facetem 10 miesięcy czyli co?
odszedł od nich po urodzeniu dziecka?
czy nie stanał na wysokości zadania jako mąż, ojciec i znalazł sobie kochankę?

2 979

Odp: Być drugą i macochą

Fajnie jest uświadomic sobie, że jednak nie jestem sama na tym świecie  ja to chyba mam malutki staż drugiego zwiazku, bo jestem z partnerem 10 miesięcy. On jest w trakcie rozwodu- jak się domyślacie burzliwego... Opieka nad dzieckiem- kto, kiedy,ile czasu... masakra. prawie juz była zona mojego partnera zrobiła sobie z dziecka kartę przetargowa, nie są do końca ustalone alimenty, mimo to mój partner dla dziecka 2-letniego wysyła pieniądzę, ale jak wyśle za mało, albo matce dziecko coś się nie spodoba to nie widzi dziecka - wizyty z dzieckiem są płatne... Żałosne.

Czasami zdarza sie kiedy mój partnet jedzie po synka, musi czekać pod bramą aż jaśnie dama wytoczy się łaskawie z pretensjami, ze dziecko ma być spowrotem punkt 18-ta.
jak wcześniej pisałam "prawie była żona" mojego partnera  potrafi dac dziecko na pare godzin (od 9 do 18) bez butów i z torbą brudnych rzeczy dziecka oczywiście z pretensją, ze ojciec dziecka w ogole oddycha, twierdzi że stac go kupic dziecku buty i zrobic pranie - tak! oczywiscie, ja sama niejednokrotnie kupuje ubranka, zabawki... tylko czemu dziecko ma byc pare godzin boso, bo ona ma "widzi misie", chora głowa....
No i co powiecie mi, ze trzeba przez sąd takie rzeczy ustalać bo z tą kobietą nie da sie dogadac, a mi juz nerwy puszczają, juz zaczynam czuc sie na 10-tym planie, jak powietrze. Otóż kiedy mówię ze trzeba coś z tym zrobić, partner mi przetakuje i życie toczy sie dalej.... a ja nie mam nerwów ze stali, sytuacje się powtarzają i nic sie więcej nie dzieje, czasami wydaje mi sie, ze moj partner boi się swojej prawie byłej zony.

Jest od niego starsze o 3 lata, ma wladze, bo ma dziecko, a nam na dziecku zależy (tak, mi też, bardzo zależy by miec kontakt z synem partnera)

Naprawde czasami juz czuje się jak w kamiennym kręgu....

2 980

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

w trakcie rozwodu są? to trafiłaś w gorący moment
i az dziwine, że facet nie zakończył jednego związku a pcha się w drugi

dziecko ma niecałe dwa lata
ty jestes z facetem 10 miesięcy czyli co?
odszedł od nich po urodzeniu dziecka?
czy nie stanał na wysokości zadania jako mąż, ojciec i znalazł sobie kochankę?

Nie, nie, nie spokojnie smile
Po urodzenie dziecka, "prawie była żona" mojego partnera postanowiła spac w innym pokoju, przestała sprzątac, prac itp, zaczęła pić - taaak, karmiąc piersię... po burzliwym czasie ok roku) moj partner nie wytrzymał, wracał z rracy zajmował sie dzieckiem, sprzatał, prał, wynosił śmieci, gotował by miała co jesc na drugi dzien.... pracowal w innym miescie, dojeżdżał 70km codziennie, bo szanowna małżonka tak sonbie życzyła.... w końcu zarzadałą rozwodu ot chciała go przestraszyc, wyprowadziła sie do rodziców.... na powrót było za pozno. Co do tego, ze ojciec dziecka nie stanął na wysokosci zadania, wrecz przeciwnie, zajmuje sie dzieckiem, domem rewelacyjnie.... tylko jednak ta sytuacja jesy jaka jest i mnie troche przerasta czasami, oczywiscie jestem pewna kocham Go jak nigdy nikoga, ale jednak bardzo dobrze idzie jego ex utrudnianie nam życia

2 981

Odp: Być drugą i macochą

to przerąbane...

2 982

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Mischella: nie pocieszę Cię tym co powiem, ale powiem Ci, że ciężko Ci będzie. Dopóki nie będzie prawomocnego orzeczenia rozwodu i porozumienia wychowawczego Pani "prawie była żona" będzie na głowie stawać aby uprzykrzyć życie "prawie byłemu mężowi" a przy okazji i Tobie. Jak już będzie wyrok, to nie pocieszę Cie kolejny raz, ale wcale to nie uprości całej sytuacji. Jeśli "Pani była żona" będzie się czuć przegrana (a tak na dobrą sprawę,to już się tak czuje) to dalej będzie stawać na głowie, żeby utrudnić ojcu widzenia z dzieckiem.To się nie zmieni, a uległość Twojego Partnera będzie tylko mnożyć te sytuacje. Z własnego doświadczenia i obserwacji związków podobnych do mojego wiem, że Byłe żony dzielą się na te, z którymi idzie się dogadać i naprawdę myślą o dobru dziecka i na tej płaszczyźnie można z nimi osiągnąć jakieś porozumienie i na te zołzy , które nawet kosztem dobra dziecka będą uprzykrzać Byłemu życie, wtrącać się w Jego obecny związek, manipulować wykorzystując dziecko, ograniczając, lub wręcz przeciwnie , podrzucając Byłemu dziecko . Z tymi Zołzami niestety ciężko wygrać i niestety  TY nie masz na to żadnego wpływu. Jedyną osobą , która może i POWINNA "ustawić" Byłą żonę jest Twój Partner. Jeśli teraz pozwoli sobie włazić na głowę i nie będzie twardo trzymał stanowiska, to po wyroku będzie to ciężko zmienić. Swoją drogą sytuacje, w których "prawie była żona" utrudnia kontakty, oddaje dziecko ubrane niestosownie do pogody i inne tego typu , Twój Partner powinien nagrywać, fotografować, powołać świadków i wykorzystać w Sądzie w sytuacji kiedy Ona będzie chciała ograniczyć Mu kontakty z dzieckiem.Jedyne co mogę Ci jeszcze powiedzieć w tej sytuacji to POWODZENIA. Bo łatwo nie jest i nie będzie.

2 983 Ostatnio edytowany przez zyfika (2014-04-26 20:04:51)

Odp: Być drugą i macochą

Muszę to z siebie wyrzucić tutaj właśnie bo tylko Wy możecie chyba najlepiej mnie zrozumieć. Przeżyłam straszna tragedię. Poroniłam :-((((. Mój partner i jego córka zachowali się strasznie. Znienawidziłam ich. Jego rzuciłam.

Nie byliśmy małżeństwem. Zawsze mnie bolało, że on ma dziecko z tamtą, a ze mną nie. Ciągle mówił, że za rok. A po roku, że znowu za rok i tak mnie zwodził. Nie oświadczył mi się ? to mnie też bolało.  Ja już zaczęłam tracić nadzieję, że będę mieć swoje dziecko. Nie staraliśmy się o to dziecko, po prostu szczęśliwy przypadek ? dla mnie wielkie szczęście. Oszalałam z radości, robiłam wszystko żeby utrzymać ciążę. Miałam złe wyniki, ciąża była zagrożona. On o tym wiedział i zachowywał się okropnie.
Gdy się dowiedział, że jestem w ciąży, chciał brać ślub. Powiedziałam, że nie chcę ślubu z brzuchem, że nie tak sobie wyobrażałam mój ślub. Miałam żal, że zaczął mówić o ślubie z powodu ciąży. Zabolało mnie to, że wcześniej się nie chciał oświadczyć, a teraz na siłę bo ciąża. Powiedziałam , że nie chcę ślubu z takiego powodu. Powiedziałam, że może za rok albo dwa. Chciałam sie przekonac najpierw, jak będzie traktowac nasze dziecko. Jak będzie dbać o mnie w ciąży i o dziecko nasze.

Mimo to następnego dnia przyszedł z pracy z pierścionkiem. Wszedł do domu, nawet się nie rozebrał, wpadł w butach do pokoju  i położył pierscionek na stole przy którym siedziałam i zapytał, czy za niego wyjdę. Pierścionek za duży o 6 numerów, do tego mam już identyczny pierścionek tylko z innym kamieniem. Ok to niby drobnostka, ale zabolało mnie i to. Mam wyjątkowo małe dłonie, nawet tego nie wie, nawet nie zadał sobie trudu żeby kupić właściwy rozmiar. Pierścionka nie da się zmniejszyć o tyle numerów, ale teraz to już i tak bez znaczenia. Nie chce jego pierścionka  i tak.

Po tych ?oświadczynach? powiedział, że musi wyjść szybko, bo musi iść po swoją córkę, która na niego czeka i wyszedł. Tak po 3 minutach dosłownie wyszedł. Oświadczył się tak w biegu. To było straszne. Ale najgorsze dopiero opiszę.
Wrócił z nia do domu i powiedział jej, że będzie mieć braciszka albo siostrzyczkę. Ona na to, że dostanie mniej prezentów i że wyrzuci moje dziecko przez okno. On zaczął sobie żartować z mojego dziecko, zaczął razem z nią po prostu obrażać moje dziecko i wymyślać dla niego jakieś ośmieszające imiona.  Byłam zrozpaczona, zaczęłam się coraz gorzej czuć. Znienawidziłam ją. Wyjechałam do rodziców bo już wiedziałam, że nie utrzymam tej ciąży w tej atmosferze, w takim stresie. Czułam, że on mojego dziecka nie kocha i nie cieszy się tak naprawdę, tylko udaje.

Rodzice się mną zajęli, on zachowywał sie tak, jakby go dziecko nasze nie obchodziło. Ja cierpiałam coraz bardziej, że on mojego dziecka nie będzie kochać, że liczy się tylko jego córka dla niego. Bałam się o moje dziecko, zaczęłam rozpaczać, że wpakowałam się w takie g?..nie chciałam, żeby moje dziecko miało cokolwiek wspólnego z jego córka. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mówił o niej, że jest siostra mojego dziecka. Przeraziłam się, że ona jest gotowa zabić moje dziecko. Że będę drżała o moje dziecko na każdym kroku.

U rodziców zaczęłam się lepiej czuć. Niestety on po kilku dniach mnie odwiedził i znowu się zdenerwowałam przez niego. Ciągle dostarczał mi stresów pełno. Nie dbał w ogóle o moje samopoczucie.  Następnego dnia poroniłam. W strasznych bólach zabrało mnie pogotowie. Przyczynił się do tego jeszcze tym, że nie dowiózł na czas wyników do mojej lekarz. Przez to ona nie wiedziała co się dzieje. Gdyby wyniki miała na czas to by mnie wyslała może natychmiast do szpitala, można było może uratować moje dziecko. Przez niego, przez ten stres, przez jego córkę poroniłam. On mnie z tym zostawił. Nie przyjechał nawet do szpitala. Wiedział, że jestem w szpitalu.

Przez tydzień byłam w szpitalu, on się nie zjawił nawet. Zajmowali się mna rodzice. Miałam łyżeczkowanie. W szpitalu strasznie mnie traktowali, ale mniejsza z tym ? o tym już nawet nie będę pisać.

On dopiero po tygodniu się zainteresował, co się dzieje. Bo nie mógł się do mnie dodzwonić, gdy byłam w szpitalu. Dopiero po tygodniu przyjechał do moich rodziców zapytać co się dzieje ze mną, gdy ja już wyszłam ze szpitala. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chce go znać. On uważa, że zachował się w porządku wobec mnie i zwala na mnie winę, że ja się za bardzo przejmowałam ta ciążą i dlatego poroniłam.
Nie mogę sobie poradzić, mam depresję, czuję się gorsza, że nie mam dziecka. Straciłam moje dziecko. Rozwalił mi się świat, myślałam, że ułożę sobie wszystko. A on okazał się podłym człowiekiem i jego córka też. Ja nie podejrzewałam ich wcześniej o taka podłość. Wcześniej relacje moje z nią były dobre. Ale w jednej chwili ją znienawidziłam za te słowa. Jego też.

Pragnę mieć dziecko. Boję się, że nie będę mieć dzieci, bo może już dla mnie na to za późno. Jego nie chcę już znać. Nie wiem czy poznam jeszcze w ogóle kogoś odpowiedzialnego, kto będzie chciał i kochał nasze wspólne dziecko. Jestem załamana. Nie chcę nigdy więcej być z kimś, kto ma dzieci. Nigdy więcej takich związków. Ale to mnie dobija bo w moim wieku już trudno spotkać kogoś, kto nie ma dzieci. Jestem załamana. Tak bardzo chcę mieć dziecko i chcę by miało dobrego kochającego ojca.

2 984

Odp: Być drugą i macochą

Zyfika - to smutne o czym piszesz. Nie pozostaje mi nic, jak życzyć Ci dużo siły i wiary, że będzie dobrze. Zadbaj o siebie a faceta olej. Z tego co piszesz, nie wart jest ani jednej Twojej łzy. Trzymaj się i nie załamuj się. Jesteś młoda i wcale nie prawda , że w Twoim wieku to już za późno na dzieci. Jeszcze się wszystko ułoży.
Pozdrawiam ciepło

2 985

Odp: Być drugą i macochą

Słuchajcie, poszlam za Waszymi radami i poczytałam posty... Porozmawiałam powaznie, szczerze i spokojnie, doszliśmy do zadawalających mnie wniosków: ustaliliśmy coś w rodzaju podziału czasu, wiem, ze dziwnie to brzmi moze, ale mój partner sam wyszedl z inicjatywa, ze będzie jeździł do Syna kiedy ja będę w pracy. Utwierdzil mnie w przekonaniu, ze jestem dla niego ważną osobą... Wszystko fajnie, ale oczywiscie " prawie byla żona" czuwa... Taka sytuacja: dziecko mojego partnera z "prawie byla zona" mieszkaja 70km od nas, p.byla zona wie, ze jej prawie byly maz ( mój partner) codziennie pracuje od 7 do 15, mimo to zadzwonila do Niego oznajmiając, ze ma jej przywieść dla ich syna skierowanie do ortopedy i na badania alergicze, gdzie dziecko ma katar od lutego, prawie 2 miesiące dziecko jest chore... Naprawdę jak o tym uslyszalam to mi ręce opadly, no brak mi slow, a zwlaszcza, ze mój partner musi wziąć dzien wolny, by isc z dzieckiem do lekarza, gdzie matka dziecka mając pieniądze, nie pracuje, ma samochod mimo to jest tak jak napisalam.... Powiedzcie mi czy ze mna jest cos nie tak, czy co, bo naprawdę nie potrafie sie odnaleźć w w tej sytuacji...

2 986 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-04-30 13:05:30)

Odp: Być drugą i macochą
Mischella napisał/a:

Powiedzcie mi czy ze mna jest cos nie tak, czy co, bo naprawdę nie potrafię się odnaleźć w w tej sytuacji...

Myślę, że wszystko z Tobą w porządku :-) Pisałam Ci już, "prawie była żona" będzie na rzęsach stawać, żeby dokopać "prawie byłemu". I weź pod uwagę to , że jak On nie załatwi Jej tego skierowania, to zostanie okrzyknięty wszem i wobec wyrodnym ojcem, którego nie interesuje, że dziecko jest chore. Jeśli załatwi to skierowanie, to Ona i tak znajdzie sobie wyimaginowany powód, żeby okrzyknąć wszem i wobec, że jest wyrodnym ojcem. Nie dogodzisz takiej francy!!!

Powiem Ci przykład z naszego życie (jeden z wielu, ale to jest news). Była żona mojego partnera zawsze wybiera dobro własne, mam wrażenie, że dzieci są dla niej na ostatnim planie. Nigdy nigdzie z nimi nie wyjeżdża, bo oczywiście nie ma pieniędzy (na swoje wyjazdy ma, na wyjazd z dziećmi już nie). Za to mój M słyszy od Niej , że: "dzieci muszą wyjeżdżać, zmieniać klimat, często chorują, więc powinny zmieniać otoczenie bla, bla, bla". Za każdym razem kiedy wyjeżdżamy, choćby to był zwykły wyjazd na wieś, zabieramy Jego dzieci ze sobą. Nadchodzi kolejny długi weekend. Z moim Byłym mężem wymieniamy się weekendami. Zawsze organizujemy to tak, że w jeden długi weekend moje dzieci wyjeżdżają ze mną, kolejny długi weekend moje dzieci wyjeżdżają ze swoim tatą. Najbliższą majówkę mój Były zabiera dzieci, więc (nie ukrywam, że na moją prośbę) M zrezygnował z zabrania swoich dzieci, żebyśmy mogli w końcu spędzić czas tylko ze sobą. Oczywiście zaczyna się jazda ze strony Jego Byłej, no bo niby jak to??? Nie zabierasz dzieci??? Przecież to jest weekend jak każdy inny i powinieneś dzieci zabrać.... To, że przez ostatnie dwa lata (tyle jesteśmy razem) to My ciągle organizujemy Jej dzieciom wyjazdy w majówki, Boże Ciało, ferie, wakacje itd mało ją interesuje. I oto wielki cud wydarzył się wczoraj. Jego dzieci (ani te małe 5 i 4 lata ) ani ten starszy ( 16lat) nigdy, powtarzam NIGDY nie zadzwoniły do swojego taty na imieniny, urodziny, Dzień Ojca. Nigdy Ich matka nie wykręciła numeru do taty, żeby dzieci ot tak sobie porozmawiały sobie z tatą.  I oto wczoraj dzwoni Mała do taty i pyta: "tatusiu kiedy po nas przyjedziesz, tak bardzo za Tobą tęsknimy, przyjedziesz po nas jutro?". Tata w pierwszej chwili zdziwiony i zaskoczony pyta czy się dobrze czują, czy nie są chore, czy chodzą do szkoły, upewniwszy się, że wszystko jest w porządku spokojnie i rzeczowo tłumaczy, że przyjedzie po nie za tydzień. I tu pojawia się wielki pytanie, skąd nagle ten przypływ łaskawości, że Jaśnie Pani wykręciła numer do taty i dała dzieciom z tatą porozmawiać??? Na odległość mi to śmierdzi kolejną Jej manipulacją, ale pociesza mnie fakt, że M to dostrzegł i nie dał się nabrać na ten "słodki numerek". Oczywiście End_Aluzja teraz pewnie powie, że jesteśmy egoistami, którzy myślą tylko o sobie, żeby dogodzić sobie wspólnie spędzonym weekendem odpychamy od siebie dzieci i "obowiązek" z Nimi związany. To samo teraz pewnie krzyczy Jaśnie Pani EX: że tatuś egoista, że nie interesuje się dziećmi i że wredna krowa, czyli JA, nie pozwala żeby Jej dzieci spędziły weekend ze swoim tatą. Ale wcale nie czuję, żebyśmy w jakiś sposób zawiedli te małe dziewczynki - jeśli Ich Matce tak bardzo zależy żeby wyjechały, zmieniły klimat to niech ruszy w końcu d..pę i coś tym dzieciom zorganizuje.

Mischella takich i innych akcji będzie w Twoim życiu mnóstwo. Bardzo, bardzo dużo zależy od postawy Twojego Partnera. Im szybciej dostrzeże manipulacje prawie Byłej, tym lepiej wróżyć to będzie dla Waszego związku.

2 987 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2014-04-30 09:03:03)

Odp: Być drugą i macochą

kjim to mnie też pocieszyłaś... czy to normalne, że nie czuję się w tym związku bezpiecznie i pewnie ?

2 988

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

kjim to mnie też pocieszyłaś..

Czym Cię nie pocieszyłam? Że takie akcje z Francą w tle to norma?

2 989 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2014-04-30 09:22:09)

Odp: Być drugą i macochą

taak tym mnie właśnie nie pocieszyłaś... ja sadziłam, że przywyknę do tych akcji.. a Ty mi piszesz, że to dopiero początek... na razie jestem na etapie zbierania takich sytuacyjnych " kwiatków". Ja już zostałam nazwana zimną, wyrachowana suką, która myśli o swojej materialnej przyszłości.. co prawda kiedy zapytałam się dlaczego mnie tak nazywa przeprosiła mnie... ale dowiedziałam się co ona o mnie sądzi.
U mnie sytuacja jest trochę inna... ja nie mam dzieci, oni nie byli małżeństwem, ale maja córkę. Zostawiła go, mieszka z innym, ale chce do niego wrócić. Poznaliśmy się w kiepskim momencie ja świeżo po rozstaniu i on tez, ale coś jak to się mówi "trybi" i to bardzo. Jednak czuję, że przyjdzie dzień, w którym zostanę sama sobie.

2 990 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-04-30 10:48:06)

Odp: Być drugą i macochą
dafne123 napisał/a:

... ja sadziłam, że przywyknę do tych akcji.. a Ty mi piszesz, że to dopiero początek...

Ja nigdy się do Nich nie przywyknę. Jestem wyczulona na te manipulacje i wyczuwam takie smrody z daleka. A drażnią mnie one niesamowicie. Prawdopodobnie jest to związane z przykrymi doświadczeniami z mojej przeszłości. Często nawet M mówi, że patrzę teraz na wszystko przez pryzmat mojego byłego małżeństwa. Ale nie da się zapomnieć o tym, co Cię kiedyś pogrążyło.  A pogrążyły mnie właśnie manipulacje mojego wtedy męża. Teraz każda próba wymuszania, szantażowania, manipulowania działa na mnie jak płachta na byka. I na pewno nie pogodzę się z takimi akcjami i nie będę dawać przyzwolenia na to, żeby Ona w moim, czy teraz już naszym życiu mąciła. Z tego też powodu nawet nie wiesz jak bardzo cieszy mnie to, że M pozostał nieugięty i nie dał się nabrać na tą "słodką sytuację", którą zaaranżowała Jego Była. Jeszcze pół roku temu jestem pewna, że ze łzami w oczach powiedział by mi: wiem, że będzie Ci przykro ale jadę po dziewczyny.

Posty [ 2 926 do 2 990 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 44 45 46 47 48 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026