End_aluzja napisał/a:ale jesli ma to działać i ma byc uczciwie kjim - to musi działac w dwie strony
jesli ty nie obarczasz partnera opieką nad swoimi dziećmi - to oznacza, że tak naprawdę TAKIE same oczekiwania masz wobec niego
rozumiesz?
takie ustawienie opieki nad dziećmi i fakt zorganizowania wszystkiego tak, żeby jego w to nie angazować, oznacza, że ty oczekujesz od niego takiej samej postawy
Tak, zgadza się. Tłumaczyłam Mu, że to co dla Niego jest "oczywiste" (że opiekujemy się dziećmi razem), dla mnie takie oczywiste nie jest. Od samego początku mu tłumaczyłam , że nie szukam ojca dla moich dzieci, bo ojca już mają. Uczę dzieci szacunku do M, wymagam od Nich żeby były posłuszne również Jemu, że jest członkiem naszej rodziny, ale nie jest Ich Ojcem.
End_aluzja napisał/a:a on wrzucił dzieci do "jednego worka"
On tak. I uwierz , że ja też próbowałam traktować wszystkie dzieci równo. Ale jest jedno wielkie ALE. Pani EX nie uważa tak jak MY. Wpaja dzieciom do głów, że nie mogą mnie kochać, nie mogą się do mnie przytulać, nie muszą się mnie słuchać. Słowa Matki dla dzieci w tym wieku są święte. I cokolwiek ja im nie będę tłumaczyć, cokolwiek M nie będzie tłumaczył to... Matka i tak ma rację. To tak jak w historii Zazdrosnej , która opowiadała, że Dzieciak wielbi Matkę , bo ta mu dała czekoladę. Nie ważne, że to Zazdrosna dba o dzieciaka na co dzień. Ważne, że "mamusia" dała czekoladę.
End_aluzja napisał/a:to, czy on chce swoje dzieci zrobić waszymi dziećmi z powodu tego, że chce z tobą wszystko dzielić, czy z powodu tego, że jest wygodny i korzysta z okazji - to zupełnie inna sprawa...
Obawiam się jednak, że to drugie i jasno wyraziłam Mu moje zdanie na ten temat. Nie chcę zrobić z Niego Ojca moich dzieci i nie zamierzam być Matką dla Jego dzieci, dlatego, że dzieci mają już swoich rodziców. I choćbym stawała na głowie i klaskała stopami najważniejsza w Ich życiu będzie Ich Matka i to co Ona Im powie. Oczekuję jedynia szacunku do siebie i poszanowania zasad i granic, które obowiązują w naszym domu.
End_aluzja napisał/a:poniewaz kjim twoja postawa-mówiąca - to nie moje dzieci, i ja ich nie wychowywałam i nie wychowuję - jest nieprawdziwa w każdej sytuacji - gdy zajmujecie wspólną przestrzeń
bo tak naprawdę wychowujesz, socjalizujesz, uczysz
relacjami, zwyczajami w twoim domu, regułami
ale ty podnosisz ręce w górę i mówisz- TO NIE MOJE DZIECI NIE MOJA SPRAWA
Wiem o tym. Od samego początku uczyłam dzieci jakie zasady obowiązują w naszym domu. Że sprzątamy po skończonej zabawie, że myjemy ręce przed jedzeniem, że odstawiamy naczynia po jedzeniu, że nie wyrzucamy przeżutej gumy za kaloryfer itd. To są obowiązki na miarę wieku dzieci ale i tak napotykamy ciągle na opór. Wiem, że w ten sposób przykładam rękę do Ich wychowania. Nie podnoszę rąk do góry. Ale wymagam od M, żeby również przykładał do tego rękę. Jeśli nie pasuje Mu/Im system kar i nagród obowiązujący w tym domu, to Niech dzieci tu nie przywozi. On również ma wybór (wiem że trudny), ale nie może być tak, że Jego dzieci będą traktowane bardziej pobłażliwie niż moje dzieci. Jeśli "wrzucił dzieci do jednego worka"i razem się nimi opiekujemy, to Niech będzie konsekwentny i wszystkie traktuje równo. Wymagać, nagradzać i karać też będziemy po równo. Ale skoro Pani Ex buntuje dzieci przeciwko mnie (a być może również przeciwko M), to Jego w tym głowa, żeby z tym walczył. Niech siada i tłumaczy, tłumaczy, tłumaczy albo się nigdy nie dogadamy.
Ciężko jest wychowywać nie swoje dzieci w dodatku przez dwa weekendy w miesiącu, kiedy Matka tych dzieci na co dzień wyznaje zasadę, hulaj dusza piekła nie ma. Myślę, że M zdaje sobie sprawę, że Ja i Ona zupełnie inaczej wychowujemy dzieci i obawia się również, że za parę lat Jego dzieci będą miały w du..e spędzanie weekendów z Jędzą, która wymaga, która nakłada obowiązki i wyciąga konsekwencje. Wybiorą bezstresowo spędzany czas z dala od Ojca i Jego wymagającej kobiety. Dlatego czuję, że siedzę na tykającej bombie. Zastanawiam się co będzie za rok, dwa, trzy kiedy dzieci Mu powiedzą "nie chcemy do Ciebie jechać, bo nie lubimy tej Jędzy". Co On wtedy zrobi? Zrezygnuje z tego związku, żeby nie stracić kontaktu z własnymi dziećmi? Albo starci ten kontakt i będzie miał w sercu żal do mnie o to, że przeze mnie stracił z nimi kontakt.