netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 254 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 43 44 45 46 47 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 861 do 2 925 z 8 269 ]

2 861

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, mogę podać ci rękę, mój M się wyprowadził sad

Przykro mi Zazdrosna, wiem dobrze jak się teraz czujesz. ...

Doskonale Cię rozumiem. Ja wylewałam swoje żale do póki nie zrozumiałam, że M tym razem nie żartuje. Przepłakałam całą noc, starając się uszanować jego wolę. Cieszyło mnie tylko jedno, że już nigdy nie będę miała do czynienia z jego dziećmi. Rano zaczęłam się przełamywać, w końcu napisałam M ile dla mnie znaczy, a on odwzajemnił się tym samym. W końcu stwierdził, że trzeba było posunąć się do rozstania, by to do nas dotarło. Pojawiła się nadzieja, na razie jeszcze z dystansem. Zdaję sobie jednak sprawę, że tylko odkładamy, a nie rozwiązujemy problemu, bo tak naprawdę nikt nie wie jak. Chyba muszę zacząć brać jakieś prochy lub pić, aby wyluzować w stosunku do jego syna. Zaczynam dostrzegać, że M zależy na mnie, ale sam przyznał, że nawet jak nie będzie miał racji to i tak ujmie się za synem.
Cieszę się, że również u ciebie coś ruszyło. Łatwo jest zakończyć związek, trudniej nauczyć się razem żyć.

2 862

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Zaczynam dostrzegać, że M zależy na mnie, ale sam przyznał, że nawet jak nie będzie miał racji to i tak ujmie się za synem.

Zazdrosna, to nie wróży nic dobrego. Jeśli wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, On ma się ująć za synem tylko dlatego, że to Jego syn, to tu jest coś nie tak!!! Wytłumacz mu to na przykładzie. Czy jeśli mielibyście wspólne dzieci, to też by podważał Twój autorytet i zawsze obstawał za dzieckiem? Na pewno nie. Razem próbowalibyście spojrzeć obiektywnie na zachowanie (wspólnego) dziecka i wspólnie podejmować jakieś decyzje z nim związane. Dziwne dla mnie jest to , że dla Twojego M, oczywiste jest to, że zajmujesz się Jego dzieckiem (kiedy Jego nie ma), ale jeśli chodzi o wychowanie, trzymanie dyscypliny itp - to Tobie wara od dzieciaka. Nie może być ślepo zapatrzony w dzieciaka, bo Młody w końcu obróci to przeciwko Niemu. Może właśnie Twoje chłodne spojrzenie na zachowanie dziecka powinno dać M do myślenia. Pamiętaj, nie rezygnuj z tego co jest dla Ciebie ważne i jeśli macie pójść na jakiś kompromis, to niech to nie będzie 100% kompromisu z Twojej strony.  Jeśli obojgu Wam zależy na tym związku, to znajdziecie rozwiązanie. Mam nadzieję, że u mnie tez tak będzie. Pozdrawiam.

2 863

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Zaczynam dostrzegać, że M zależy na mnie, ale sam przyznał, że nawet jak nie będzie miał racji to i tak ujmie się za synem.

Zazdrosna, to nie wróży nic dobrego. Jeśli wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, On ma się ująć za synem tylko dlatego, że to Jego syn, to tu jest coś nie tak!!! Wytłumacz mu to na przykładzie. Czy jeśli mielibyście wspólne dzieci, to też by podważał Twój autorytet i zawsze obstawał za dzieckiem? Na pewno nie. Razem próbowalibyście spojrzeć obiektywnie na zachowanie (wspólnego) dziecka i wspólnie podejmować jakieś decyzje z nim związane. Dziwne dla mnie jest to , że dla Twojego M, oczywiste jest to, że zajmujesz się Jego dzieckiem (kiedy Jego nie ma), ale jeśli chodzi o wychowanie, trzymanie dyscypliny itp - to Tobie wara od dzieciaka. Nie może być ślepo zapatrzony w dzieciaka, bo Młody w końcu obróci to przeciwko Niemu. Może właśnie Twoje chłodne spojrzenie na zachowanie dziecka powinno dać M do myślenia. Pamiętaj, nie rezygnuj z tego co jest dla Ciebie ważne i jeśli macie pójść na jakiś kompromis, to niech to nie będzie 100% kompromisu z Twojej strony.  Jeśli obojgu Wam zależy na tym związku, to znajdziecie rozwiązanie. Mam nadzieję, że u mnie tez tak będzie. Pozdrawiam.

Uwziełam się na młodego, bo kazałam mu zjeść wczorajszą zeschniętą kanapkę, którą sobie włożył do lodówki, by nauczyć go szacunku do jedzenia. Młody skłamał, że mój syn nałożył mu tam chili i dlatego nie może jej zjeść, a prawda jest taka, że kusiły go świeże bułeczki. Poniosły nas nerwy i każdy bronił swojego dziecka i o to cała burza. Fakt, nie może więcej do takich sytuacji dochodzić, zwłaszcza przy dzieciach. Na razie olewam wszystko co robi jego syn, jakby dla mnie nie istniał. Uważam, że należą mi się przeprosiny za jego kłamstwa. Z drugiej strony domyślam się, że młodemu dostało się od ojca za to zachowanie. Masz rację, jeszcze wrócę do tego, M nie umie przyznać się do błędu.

2 864

Odp: Być drugą i macochą

Sama widzisz , że poszło o pierdołę, ale to efekt wszystkiego co się wcześniej skumulowało. Dajcie sobie trochę czasu i odpocznijcie.

2 865

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Sama widzisz , że poszło o pierdołę, ale to efekt wszystkiego co się wcześniej skumulowało. Dajcie sobie trochę czasu i odpocznijcie.

TAk, obydwoje popełniamy błędu, ważne żeby to nas czegoś nauczyło. Tylko spokój nas uratuje smile

2 866

Odp: Być drugą i macochą

Teściowa łaskawie wręczyła mi klejnot rodowy i oczekuje, że będę nosić... big_smile Komedia.

2 867 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-03-20 17:46:47)

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Teściowa łaskawie wręczyła mi klejnot rodowy i oczekuje, że będę nosić... big_smile Komedia.

a dwie poprzednie żony też go otrzymały? przechodni taki?

2 868

Odp: Być drugą i macochą

A za nie mam pojęcia. Ale paskudne to to jest. Broszka z różowego złota z czerwonymi i zielonymi kamieniami. Ohyda. Leży w szkatułce i czeka aż jakiś złodziej się skusi.

2 869

Odp: Być drugą i macochą

teraz modne takie starocie.. zrob zdjęcie i zamieść

2 870

Odp: Być drugą i macochą

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Mocno podobna do tej. Inny szlif kamieni i są zielone i czerwone. Przy okazji zrobię.

2 871

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

http://img02.tablica.pl/images_tablicap … djecia.jpg

Mocno podobna do tej. Inny szlif kamieni i są zielone i czerwone. Przy okazji zrobię.

cudo...
u mnie na bazarku tez takie są.. ale nie złote;) chinskie;)

2 872

Odp: Być drugą i macochą

Temu to to wylądowało w pudełku. A S. nawet się nie zdziwił. Też go bierze obrzydzenie jak to widzi.

2 873

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna. Jak tam?

2 874

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

Zazdrosna. Jak tam?

Minął kolejny długi weekend z dzieciakami M. Moja córa w sobotę rano wyprowadziła się z tego powodu na dwa dni do koleżanki. M latał przy swoich chłopakach jak z pieprzem, a ja czułam się samotna, bo ani mój facet nie był dla mnie, ani nie miałam przy sobie swoich bliskich, gdyż nawet mój syn spasował. Trudne są te wybory.
Do tego M podjął decyzję o ubezpieczeniu się na życie. Ja zostałam upoważniona na równi z jego dziećmi (przynajmniej tak mi powiedział). Jakoś nie jestem tym zachwycona.
Ciągle porównuje się ile dla niego znaczę i przyznam, iż w stosunku do jego dzieci wypadam blado. M już planuje wakacje dla swoich synów, z nami pewnie znów będzie problem by w ogóle wyjechać gdzieś na dłużej. Nie wiem, może to ja przesadzam, ale mam wrażenie, że M nie myśli o naszej przyszłości, a zależy mu tylko na dzieciach.

2 875

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Zazdrosna. Jak tam?

M już planuje wakacje dla swoich synów, z nami pewnie znów będzie problem by w ogóle wyjechać gdzieś na dłużej. Nie wiem, może to ja przesadzam, ale mam wrażenie, że M nie myśli o naszej przyszłości, a zależy mu tylko na dzieciach.

Tragiczne to jest. Współczuję, bo bardzo dobrze Cię rozumiem. Jest marzec. Zawsze było tak, że do końca marca miałam zaplanowane wakacje, urlop w pracy, opiekę dla dzieci na czas po za moim urlopem. Teraz...... nie chce mi się nawet nic planować. Temat wakacji omijam szerokim łukiem.

2 876

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, a jak tam u was?

2 877

Odp: Być drugą i macochą

Jak u nas? Po nowemu. Po miesiącu rozłąki, usiedliśmy i zaczęliśmy w końcu rozmawiać. Wiemy co kogo boli i uzgodniliśmy, że postaramy się zacząć od początku, ale na nowych zasadach.  Wiele obiecał zmienić, bo twierdzi , że mu na nas zależy, ale boję się, że to znowu rozwiązanie tymczasowe, że wystarczy jedna patowa sytuacja (kiedy Pani EX i ja postawimy go przed wyborem) i ja znowu będę w czarnej du..e. Przez wszystkie te sytuacje, przez kolejne wyprowadzki, tracę do tego wszystkiego serce, a do Niego zaufanie. W weekend były u nas jego dzieci i nawet na nie, nie umiałam spojrzeć inaczej, niż przez pryzmat tych naszych kłopotów. Wiem, że dzieci niczemu tu nie winne, ale mój stosunek do nich na dziś to - ogromny dystans. Patrzę, obserwuję, liczę na to, że to wszystko się jakoś poukłada, ale serca w tym wszystkim jakoś mniej niż wcześniej :-(  Dlatego jeśli chodzi o urlop, wakacje to dla mnie na razie temat nie istnieje. Wiem tylko tyle, że jeśli do tego czasu jeszcze będziemy razem to.... decyzja o wspólnym urlopie będzie punktem zapalnym. Jakąkolwiek decyzję byśmy w tym temacie nie podjęli, to komuś będzie przykro. Jeśli spędzimy urlop razem Ja, On, Moje i Jego dzieci to ja nie odpocznę, będę wściekła o zmarnowany urlop. Jeśli zdecydujemy o spędzeniu urlopu oddzielnie każde ze swoimi dziećmi, to i tak jest durne rozwiązanie i On będzie miał żal do mnie, ja do Niego. Instynktownie więc, oddalam rozmowę na ten temat bo, wiem jak ona może się skończyć.  Więc różowo nie jest a perspektywy mnie przerażają.

2 878 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-24 15:13:27)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

W weekend były u nas jego dzieci i nawet na nie, nie umiałam spojrzeć inaczej, niż przez pryzmat tych naszych kłopotów. Wiem, że dzieci niczemu tu nie winne, ale mój stosunek do nich na dziś to - ogromny dystans.

Kjim, świetnie cię rozumiem, do niczego dobrego to jednak nie prowadzi

kjim napisał/a:

Jeśli spędzimy urlop razem Ja, On, Moje i Jego dzieci to ja nie odpocznę, będę wściekła o zmarnowany urlop. Jeśli zdecydujemy o spędzeniu urlopu oddzielnie każde ze swoimi dziećmi, to i tak jest durne rozwiązanie i On będzie miał żal do mnie, ja do Niego. Instynktownie więc, oddalam rozmowę na ten temat bo, wiem jak ona może się skończyć.

Ja w tym roku postanowiłam, iż na wakacje nie wybiorę się z dziećmi M. Kazałam mu wysłać chłopaków na kolonie. Jak sobie pomyślę, iż drugi syn M będzie u nas przez cały miesiąc to mam już ochotę uciekać z domu tongue

2 879

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Ja w tym roku postanowiłam, iż na wakacje nie wybiorę się z dziećmi M. Kazałam mu wysłać chłopaków na kolonie. Jak sobie pomyślę, iż drugi syn M będzie u nas przez cały miesiąc to mam już ochotę uciekać z domu tongue

Postanowiłaś? A M już o Twoim postanowieniu wie? :-)

2 880 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-24 15:33:00)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Ja w tym roku postanowiłam, iż na wakacje nie wybiorę się z dziećmi M. Kazałam mu wysłać chłopaków na kolonie. Jak sobie pomyślę, iż drugi syn M będzie u nas przez cały miesiąc to mam już ochotę uciekać z domu tongue

Postanowiłaś? A M już o Twoim postanowieniu wie? :-)

Ha, ha smile A czyż to nie uczciwe rozwiązanie? Dzieci na kolonie, a my razem:). Już widzę reakcję M, jak chłopaki się rozryczą, że nie chcą na kolonię, jak było w zeszłym roku.

2 881

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Już widzę reakcję M, jak chłopaki się rozryczą, że nie chcą na kolonię, jak było w zeszłym roku.

Czyli nie wie, że Ty tak na poważnie? A to znaczy, że za 2-3 miesiące obie będziemy znów w tej samej sytuacji.
Mnie nie stać na opłacenie dwójce dzieci koloni, po za tym moje Smyki jeszcze są za małe na takie wyjazdy, więc urlop spędzę z nimi i cieszę się z tego, bo uwielbiam spędzać czas z moimi dziećmi. Jednak perspektywa kolejnego urlopu z czwórką dzieci mnie przeraża sad

2 882

Odp: Być drugą i macochą

tak czytam czytam czytam i myslę sobie tak....
to przecież jest tak, jakbyście siedziały na bombie.

Ty kjim piszesz, że uwielbiasz swoje dzieci - i zupełnie zrozumiałe jest dla vciebie to, że spędzenie wakacji z tamtymi dziećmi to katorga, męczennictwo i koszmar.no ale tamte są starsze niż twoje małe smyki -więc dlaczego są takie niesamodzielne i absorbujące?

zazdrosna - a ty odkładasz kolejny wybuch - pt. planowanie wakacji.

dziewczyny a może jest tak, że jak nie potraficie zaakceptować tych dzieciaków... to może nie potraficie zaakceptować tez tych facetów?
przecież - patrzę na to z boku - to jest nienormalne

owszem, wy chcecie tych facetów - ale bez ogonków, na własnych warunkach, tylko z waszymi dziećmi

a czy przychodzi wam do głowy, że oni moga mieć taki sam stosunek do waszych dzieci? kjim - może twoje maluchy tylko irytują twojego partnera?
zazdrosna - może twój partner jest obojętny i zdystansowany do twoich i w zasadzie wolałby, żeby nie istniały?

założyłyście apriori, że faceci akceptują was i wasze dzieci - ale akceptować ich i ich dzieci nie potrafie

nie - ja rozumiem, rozumiem, że te dziaciaki są wredne, rozwydrzone, niesamodzielne, niewychowane i z deficytami.. ja wszystko rozumiem

Ale to ojcostwo ich ojców jest tego przyczyną
abstrahując od byłych...

przecież - te nieudaczne dzieci - to ich nieudaczni rodzice
to wasi partnerzy- niezaradni, niekonsekwentni, zagubieni i na dodatek oczekujący, że chociaż oni się nie angazują w wychowanie waszych dzieci, to wy - tylko0 dlatego, bo wam nic między nogami nie dynda - jsteście predysponowane do tego, by wychowawywac wszystkie dzieci - ich dzieci też
i w zasadzie powinniście być szczęsliwe, nie wymagać i nie być roszczeniowe - bo wszystkie dzieci nasze są - a naturalny, wrodzony i imperatywny instykt kokochy powoduje, że przygarnięcie każdego dzieciaka....
\
czy problemem nie jest w ogóle relacja z tymi facetami?
czy oni sa gotowi do relacji "patchworkowej"?
bo od was się tego oczekuje, nie?

zazdrosna? jak tam twój i twoje dzieci?
kjim? a jak jest u ciebie?

2 883

Odp: Być drugą i macochą

i wiecie co?
ja wiem, że to nie wasza wina

ale cholernie żal mi tych dzieciaków
zbędne, niepotrzebne, przeszkadzające wszystkich w ułożeniu sobie zycia
tak, jakby ich winą było to, jacy są

dorośli spindolili im zycie i pieprzą je nadal

szkoda mi tych dzieciaków

2 884 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-24 16:59:42)

Odp: Być drugą i macochą

i dlatego one takie są: absorbujące, wymuszające, nieposłuszne, przekorne itp. Nie mamy do nich serca, ani cierpliwości.
Aż mnie korci, kiedy młody M, ten który mieszka u nas pojedzie do matki i w tedy zaproponuję M wypad z moimi dziećmi. Nie mogę się doczekać jego reakcji tongue

End_aluzja napisał/a:

zazdrosna? jak tam twój i twoje dzieci?

M może i się hamuje ze swoimi odczuciami, ale młody M wręcz cieszy się jak mojej córki nie ma w domu, co z resztą doprowadza mnie do szału.

2 885

Odp: Być drugą i macochą

i jak ja to wszystko czytam - to wybaczcie dziewczyny
ale ci faceci (a może faceci w ogóle?) to strasdzne życiowe nieudaczniki są

nic takiego nie przesżłoby u przeciętnej kobiety

]a jakie oburzenie byłoby
co to za matka, która nie potrafi zaopiekowac się dziećmi i podrzuca je swojemu nowemu partnerowi
co to za matka, która nie potrafi relacji z własnymi dziećmi ułoży7ć

zobaczcie, jakie macie opinie o eksowych

a oni tyle samo warci.. co i one

2 886 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-03-24 17:26:13)

Odp: Być drugą i macochą

End_aluzja, obawiam się , że masz niestety rację. Sama czuję, że siedzę na tykającej bombie. Sama też dostrzegam, o czym napisałam wcześniej, że nie potrafię nawet już spojrzeć obiektywnie na dzieci M, bo cały czas patrzę na nie, przez pryzmat naszych kłótni. I jak pisałam wcześniej wiem, że nie One są winne całej tej sytuacji. Wiem, że nie One są winne temu, że nie potrafią się zachować tak jak ja bym chciała żeby się zachowywały, bo nie ja przecież je wychowywałam i nie ja wychowuję. Nie mam żadnego wpływu na te dzieci , bo główny autorytet dla Nich to Ich Matka. Niby oczywiste. Rozumiem to, dotarło już to do mnie, że nigdy nie będę miała na nie wpływu, ale będę musiała tolerować ich zachowanie, psocenie i to jakie cudeńka nakładzie Im do głowy Ich mamusia. I póki M nie weźmie się za wychowanie tych maluchów, póki On nie weźmie spraw w swoje ręce i nie będzie chciał być tatą-autorytetem to ciężko to widzę. I w tym widzę jakąś szansę na poprawę tego co jest miedzy M i mną. Wiem, że te dzieci (ogonki - jak je nazwałaś) nie znikną z Jego życia. Ale ON ma ogromny wpływ na to, jakie te dzieci będą!!! To wiemy już oboje, On mówi że rozumie, ale czy naprawdę będzie wstanie wziąć na klatę trud związany z WYCHOWYWANIEM swoich dzieci??? Powoli dociera do mnie, że nie i tak jak napisałam wcześniej, co raz mniej mam serca do tego. Co raz mniej optymistycznie patrzę w przyszłość.

Acha - i jedno sprostowanie. Moje dzieci są starsze, Jego młodsze. Niby różnica nie duża, ale jeszcze w tym wieku dwa lata różnicy to jakby dwa lata świetlne.
Pytałam M wielokrotnie, czy to, że moje dzieci są z nami na co dzień, czy to, że w zasadzie zawsze są obecne, że poświęcam im swój czas (np przy lekcjach) czy On przez to czuje się w jakiś sposób pominięty, mniej ważny w naszym związku? Otóż twierdzi, że nie. Ale moje dzieci nie "wchodzą mu w drogę". Nie powierzam mu Ich w opiekę, nie każe mu się Nimi zajmować i odrabiać z Nimi lekcji. Nie zostawiam dzieci Jemu , bo np muszę iść do pracy. Organizuję wszystko tak, jak było do tej pory kiedy Go z nami nie było.  Np dogaduję się z dziadkami czy nie zechcieli by zająć się wnukami. Mam to ogromne szczęście, że mogę na Nich liczyć. To nie znaczy oczywiście, że M nie zająłby się moimi dziećmi. Ależ zająłby się, gdyby musiał, ale ja od Niego tego nie wymagam. On natomiast uznał za OCZYWISTE, że kiedy Jego dzieci są u nas, to opiekujemy się nimi oboje, czyli np jak On idzie do pracy, to ja opiekuję się Jego dziećmi. Dlatego piszę , że masz dużo racji. Masz bardzo dużo racji.

2 887

Odp: Być drugą i macochą

No i zaczęły się problemy wychowawcze. Chyba za długo spokój był... Chyba mam weekend wolny, bo S. leci w piątek do Moskwy celem rozmowy przeprowadzenia rozmowy wychowawczej osobiście.

2 888

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

End_aluzja, obawiam się , że masz niestety rację. Sama czuję, że siedzę na tykającej bombie. Sama też dostrzegam, o czym napisałam wcześniej, że nie potrafię nawet już spojrzeć obiektywnie na dzieci M, bo cały czas patrzę na nie, przez pryzmat naszych kłótni. I jak pisałam wcześniej wiem, że nie One są winne całej tej sytuacji. Wiem, że nie One są winne temu, że nie potrafią się zachować tak jak ja bym chciała żeby się zachowywały, bo nie ja przecież je wychowywałam i nie ja wychowuję. Nie mam żadnego wpływu na te dzieci , bo główny autorytet dla Nich to Ich Matka. Niby oczywiste. Rozumiem to, dotarło już to do mnie, że nigdy nie będę miała na nie wpływu, ale będę musiała tolerować ich zachowanie, psocenie i to jakie cudeńka nakładzie Im do głowy Ich mamusia. I póki M nie weźmie się za wychowanie tych maluchów, póki On nie weźmie spraw w swoje ręce i nie będzie chciał być tatą-autorytetem to ciężko to widzę. I w tym widzę jakąś szansę na poprawę tego co jest miedzy M i mną. Wiem, że te dzieci (ogonki - jak je nazwałaś) nie znikną z Jego życia. Ale ON ma ogromny wpływ na to, jakie te dzieci będą!!! To wiemy już oboje, On mówi że rozumie, ale czy naprawdę będzie wstanie wziąć na klatę trud związany z WYCHOWYWANIEM swoich dzieci??? Powoli dociera do mnie, że nie i tak jak napisałam wcześniej, co raz mniej mam serca do tego. Co raz mniej optymistycznie patrzę w przyszłość.

Acha - i jedno sprostowanie. Moje dzieci są starsze, Jego młodsze. Niby różnica nie duża, ale jeszcze w tym wieku dwa lata różnicy to jakby dwa lata świetlne.
Pytałam M wielokrotnie, czy to, że moje dzieci są z nami na co dzień, czy to, że w zasadzie zawsze są obecne, że poświęcam im swój czas (np przy lekcjach) czy On przez to czuje się w jakiś sposób pominięty, mniej ważny w naszym związku? Otóż twierdzi, że nie. Ale moje dzieci nie "wchodzą mu w drogę". Nie powierzam mu Ich w opiekę, nie każe mu się Nimi zajmować i odrabiać z Nimi lekcji. Nie zostawiam dzieci Jemu , bo np muszę iść do pracy. Organizuję wszystko tak, jak było do tej pory kiedy Go z nami nie było.  Np dogaduję się z dziadkami czy nie zechcieli by zająć się wnukami. Mam to ogromne szczęście, że mogę na Nich liczyć. To nie znaczy oczywiście, że M nie zająłby się moimi dziećmi. Ależ zająłby się, gdyby musiał, ale ja od Niego tego nie wymagam. On natomiast uznał za OCZYWISTE, że kiedy Jego dzieci są u nas, to opiekujemy się nimi oboje, czyli np jak On idzie do pracy, to ja opiekuję się Jego dziećmi. Dlatego piszę , że masz dużo racji. Masz bardzo dużo racji.

ale jesli ma to działać i ma byc uczciwie kjim - to musi działac w dwie strony
jesli ty nie obarczasz partnera opieką nad swoimi dziećmi - to oznacza, że tak naprawdę TAKIE same oczekiwania masz wobec niego
rozumiesz?
takie ustawienie opieki nad dziećmi i fakt zorganizowania wszystkiego tak, żeby jego w to nie angazować, oznacza, że ty oczekujesz od niego takiej sameju postawy
a on wrzucił dzieci do "jednego worka"
a ty ich nie chcesz w jego worku
bo wyraźnie rozgraniczasz moje dzieci- twoje dzieci
podkreślam -MOJE dzieci...
to, czy on chce swoje dzieci zrobić waszymi dziećmi z powodu tego, że chce z tobą wszystko dzielić, czy z powodu tego, że jest wygodny i korzysta z okazji - to zupełnie inna sprawa...

ale nie ma w was zgody co do tego - w jaki sposób wasze dzieci mają prawo uczestniczyć w waszym zyciu
ale tez nie ma zgody, co do tego, w jaki sposób wasze dzieci mają prawo uczestniczyć w zyciu KAŻDEGO Z WAS...

i tu - jak sądzę, jest pies pogrzebany

poniewaz kjim
twoja postawa-mówiąca - to nie moje dzieci, i ja ich nie wychowywałam i nie wychowuję - jest nieprawdziwa w każdej sytuacji - gdy zajmujecie wspólną przestrzeń
bo tak naprawdę wychowujesz, socjalizujesz, uczysz
relacjami, zwyczajami w twoim domu, regułami

ale ty podnosisz ręce w górę i mówisz- TO NIE MOJE DZIECI NIE MOJA SPRAWA

ale to jest jak najbardziej twoja sprawa - zobacz co czujesz, jak się czujesz... to jest twoja sprawa

jesli do mojego syna przychodza obce dzieciaki - to te obce dzieciaki MUSZĄ dostosowac się do moich zasad.
jesli przyjeżdżają do nas znajomi z rozwydrzonymi dzieciakami - ja te dzieciaki dyscyplinuję- mówię np. w tym domu, w trakcie posiłku - nie bawimy się telefonami. jeżeli masz ochotę się teraz bawić - to nie możesz siedzieć przy stole - ale możesz zjeść i wtedy wrócić do zabawy

kiedy dzieciaki wybrzydzają i marudzą - mówię - to jest obiad. jesli tobnie nie odpowiada, kiedy wszyscy zjemy, mogę dac ci kawałek chleba z masłem..


a dwa lata - to lata świetlne.. wiem

2 889 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-25 09:42:02)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

...
a czy przychodzi wam do głowy, że oni moga mieć taki sam stosunek do waszych dzieci? kjim - może twoje maluchy tylko irytują twojego partnera?
zazdrosna - może twój partner jest obojętny i zdystansowany do twoich i w zasadzie wolałby, żeby nie istniały?...

Masz rację, całą winę brałam zawsze na siebie. U nas atmosfera jest tak już napięta, że M czepia się mojej córy na każdym kroku. Zwraca się do niej tylko, gdy ma do niej pretensję o coś. Zgryźliwe uwagi kierowane do mnie na jej temat są prawie codziennie. Wymaga się od niej tylko tolerowania dzieci M, na co ona zamyka się w swoim pokoju, albo śpi u koleżanki. Tak, to jej wybór, podobnie jak brak chęci na uczestnictwo w spólnych wyjazdach. M po prostu jest tak na rękę, nie musi znosić jej humorów. Więc po jakiego czorta ja muszę tolerować synów M?! To błędne koło do niczego nie prowadzi. A ja mam wrażenie, że coraz bardziej oddalam się od córki, a to że jest już dorosła i ma własna wolę jest tylko wymówką M.

2 890

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ale jesli ma to działać i ma byc uczciwie kjim - to musi działac w dwie strony
jesli ty nie obarczasz partnera opieką nad swoimi dziećmi - to oznacza, że tak naprawdę TAKIE same oczekiwania masz wobec niego
rozumiesz?
takie ustawienie opieki nad dziećmi i fakt zorganizowania wszystkiego tak, żeby jego w to nie angazować, oznacza, że ty oczekujesz od niego takiej samej postawy

Tak, zgadza się. Tłumaczyłam Mu, że to co dla Niego jest "oczywiste" (że opiekujemy się dziećmi razem), dla mnie takie oczywiste nie jest. Od samego początku mu tłumaczyłam , że nie szukam ojca dla moich dzieci, bo ojca już mają. Uczę dzieci szacunku do M, wymagam od Nich żeby były posłuszne również Jemu, że jest członkiem naszej rodziny, ale nie jest Ich Ojcem.

End_aluzja napisał/a:

a on wrzucił dzieci do "jednego worka"

On tak. I uwierz , że ja też próbowałam traktować wszystkie dzieci równo. Ale jest jedno wielkie ALE. Pani EX nie uważa tak jak MY. Wpaja dzieciom do głów, że nie mogą mnie kochać, nie  mogą się do mnie przytulać, nie muszą się mnie słuchać. Słowa Matki dla dzieci w tym wieku są święte. I cokolwiek ja im nie będę tłumaczyć, cokolwiek M nie będzie tłumaczył to... Matka i tak ma rację. To tak jak w historii Zazdrosnej , która opowiadała, że Dzieciak wielbi Matkę , bo ta mu dała czekoladę. Nie ważne, że to Zazdrosna dba o dzieciaka na co dzień. Ważne, że "mamusia" dała czekoladę.

End_aluzja napisał/a:

to, czy on chce swoje dzieci zrobić waszymi dziećmi z powodu tego, że chce z tobą wszystko dzielić, czy z powodu tego, że jest wygodny i korzysta z okazji - to zupełnie inna sprawa...

Obawiam się jednak, że to drugie i jasno wyraziłam Mu moje zdanie na ten temat. Nie chcę zrobić z Niego Ojca moich dzieci i nie zamierzam być Matką dla Jego dzieci, dlatego, że dzieci mają już swoich rodziców. I choćbym stawała na głowie i klaskała stopami najważniejsza w Ich życiu będzie Ich Matka i to co Ona Im powie. Oczekuję jedynia szacunku do siebie i poszanowania zasad i granic, które obowiązują w naszym domu.

End_aluzja napisał/a:

poniewaz kjim twoja postawa-mówiąca - to nie moje dzieci, i ja ich nie wychowywałam i nie wychowuję - jest nieprawdziwa w każdej sytuacji - gdy zajmujecie wspólną przestrzeń
bo tak naprawdę wychowujesz, socjalizujesz, uczysz
relacjami, zwyczajami w twoim domu, regułami
ale ty podnosisz ręce w górę i mówisz- TO NIE MOJE DZIECI NIE MOJA SPRAWA

Wiem o tym. Od samego początku uczyłam dzieci jakie zasady obowiązują w naszym domu. Że sprzątamy po skończonej zabawie, że myjemy ręce przed jedzeniem, że odstawiamy naczynia po jedzeniu, że nie wyrzucamy przeżutej gumy za kaloryfer itd. To są obowiązki na miarę wieku dzieci ale i tak napotykamy ciągle na opór. Wiem, że w ten sposób przykładam rękę do Ich wychowania. Nie podnoszę rąk do góry. Ale wymagam od M, żeby również przykładał do tego rękę. Jeśli nie pasuje Mu/Im system kar i nagród obowiązujący w tym domu, to Niech dzieci tu nie przywozi. On również ma wybór (wiem że trudny), ale nie może być tak, że Jego dzieci będą traktowane bardziej pobłażliwie niż moje dzieci. Jeśli "wrzucił dzieci do jednego worka"i razem się nimi opiekujemy, to Niech będzie konsekwentny i wszystkie traktuje równo. Wymagać, nagradzać i karać też będziemy po równo. Ale skoro Pani Ex buntuje dzieci przeciwko mnie (a być może również przeciwko M), to Jego w tym głowa, żeby z tym walczył. Niech siada i tłumaczy, tłumaczy, tłumaczy albo się nigdy nie dogadamy. 

Ciężko jest wychowywać nie swoje dzieci w dodatku przez dwa weekendy w miesiącu, kiedy Matka tych dzieci na co dzień wyznaje zasadę, hulaj dusza piekła nie ma.  Myślę, że M zdaje sobie sprawę, że Ja i Ona zupełnie inaczej wychowujemy dzieci i obawia się również, że za parę lat Jego dzieci będą miały w du..e spędzanie weekendów z Jędzą, która wymaga, która nakłada obowiązki i wyciąga konsekwencje. Wybiorą bezstresowo spędzany czas z dala od Ojca i Jego wymagającej kobiety. Dlatego czuję, że siedzę na tykającej bombie. Zastanawiam się co będzie za rok, dwa, trzy kiedy dzieci Mu powiedzą "nie chcemy do Ciebie jechać, bo nie lubimy tej Jędzy". Co On wtedy zrobi? Zrezygnuje z tego związku, żeby nie stracić kontaktu z własnymi dziećmi? Albo starci ten kontakt i będzie miał w sercu żal do mnie o to, że przeze mnie stracił z nimi kontakt.

2 891

Odp: Być drugą i macochą

powinniscie napisać książkę o pachworkowych rodzinach
to co piszecie, wasze emocje, uczucia, postawy, sa tak oczywiste i w gruncie rzeczy naturalne...

u mojej koleżanki matka dzieci zmarła, chorowała.
ma z meżem jedno dziecko
a teraz mają trójkę...

stała się prawdziwą MACOCHĄ.. jak w bajkach..

pytanie, które wam zadam brzmi:

jak musiałyby wyglądać relacje facetów z dziećmi, byscie zgodziły się na onbecnośc ich dzieci?

zazdrosna - twoja informacja o podejściu m do twojej córki duzo tłumaczy

i wiesz co jest problemem? twoja córka to ci zapamięta.. że ucieka z domu i unika twojego faceta i jego dzieci..
zapamięta, że w jej pojęciu - oni są dla ciebie wazniejsi
chociażby przez to, że angazują więcej twojego czasu, energii itp

i tak się zastanawiam -nie mając w sobie mniemania, że faceci to jakis doskonały gatunek jest

na ile ich miłośc do was, chęć bycia z wami- jest tak silna - że jeśli postawicie ultimatum w postaci zasad, to oni się zgodza dostosować?
bo ja mam wrażenie - że te wasze relacje z nimi to takie balansowanie na linie - ale ciągle to WY robicie coś, żeby się na niej utrzymać..
oni za bardzo się nie starają
to oni stawiają wam warunki
bo macie ackeptować ich, ich dzieci, ich relacje, ich byłe - ja ja ja ja

a wy - albo się na to zgadzacie
albo się miotacie...

2 892

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz co End_aluzja, właśnie dlatego, że się miotam, znalazłam się na tym forum. Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać jak to jest w innych tego typu rodzinach? Czy inne kobiety w podobnej do mojej sytuacji, przeżywają to wszystko podobnie, czy może .... nie mają takich rozterek, bo np Ich Partner nie stawia ich przed takimi wyborami, a może dzieci tychże Partnerów mają normalne Matki, które nie manipulują dziećmi, może nie mają takich rozterek, bo mają inne podejście do tych dzieciaków? Szukam odpowiedzi na moje pytania. 

piszesz, tak: "tak się zastanawiam (...) na ile ich miłośc do was, chęć bycia z wami- jest tak silna - że jeśli postawicie ultimatum w postaci zasad, to oni się zgodza dostosować? bo ja mam wrażenie - że te wasze relacje z nimi to takie balansowanie na linie - ale ciągle to WY robicie coś, żeby się na niej utrzymać.(...)

Myślisz, że stawiając takie ultimatum postępuję nie właściwie? Myślisz, że powinnam ratować ten związek w ten sposób, żeby z pokorą spuścić głowę i pozwalać sobie na Nią wchodzić, Jemu i Jego dzieciom? Żeby On był zadowolony i Jego dzieci, a ja i moje dzieci powinniśmy być dla tej rodziny tylko tłem?

Powiem Ci do jakich wniosków ja powoli dochodzę. W chwilach kryzysowych sobie myślę , że dobry związek powinien się obronić sam. Jeśli trafiasz na tego właściwego partnera, to wszystko powinno ze sobą zagrać!!! Nie powinno być przepychanek, stawiania ultimatum, bolących kompromisów. Ale potem schodzę na ziemię i myślę, że przecież nad każdym związkiem trzeba pracować. W każdym związku trzeba kompromisów. Tylko niestety ja/My nie znaleźliśmy sposobu no to, by wszystko w nim zagrało tak jak trzeba. :-(

2 893

Odp: Być drugą i macochą

kjim - moje pytanie brzmi:
na ile ich mi łośc do was i chęć bycia z wami jest w stanie przezwyciężyć przeszkody, zupełnie naturalne uprzedzenia i wpływ tych trzech byłych partnerów - rodzonych matek i ojców
bo własnie nad tym się zastanawiam kjim
na ile wasze związki z nimi to jest ciągła rezygnacja z czegoś, godzenie się na coś, szukanie usprawiedliwień dla nich bo.. oni nie dają rady, nie chcą dac nic z siebie, traktują wasze dzieci godzej niż ich dzieci
'

2 894

Odp: Być drugą i macochą

kijm tak jak mówisz, jeżeli na początku relacji postawisz jasno swoje oczekiwania i granice. I w trakcie związku lekko je tylko modyfikujesz, nie zmieniach, nie naciagasz, nie pozwalasz sobie wchodzic na głowę, to twój partner nie może mieć pretensji. Na to zgadzał się od początku, w myśl zasady "widziały gały co brały".
Jednakże jak dalej związek sie potoczy, kiedy emocje opadną i związek nie będzie kierował się emocjami - to już nie do przewidzenia.

Ja jestem ciekawa jeżeli możecie odpowiedzieć dziewczyny, czy mieszkacie w swoich mieszkaniach. Oni wprowadzili się do was, czy wy wprowadziłyście się do nich? Czy kupiliście / wynajeliście wspólnie coś własnego?

Ja też próbowałam na początku traktować wszystkie dzieci równo, po czym po pewnym czasie stwierdziłam, że wszystkich zadowolić się nie da, a moje dzieci mają tylko jeden dom i nie mają dokąd pójść. Nie mogę dopuścić do sytuacji kiedy moje dziecko wychodzi z domu bo nie czuje się w nim dobrze. Kiedyś na pewno by mi to wypomniało.

zazdrosna13 dbaj o swoją córkę i jej emocje.

2 895

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

pytanie, które wam zadam brzmi:

jak musiałyby wyglądać relacje facetów z dziećmi, byscie zgodziły się na onbecnośc ich dzieci?

zazdrosna - twoja informacja o podejściu m do twojej córki duzo tłumaczy

i wiesz co jest problemem? twoja córka to ci zapamięta.. że ucieka z domu i unika twojego faceta i jego dzieci..
zapamięta, że w jej pojęciu - oni są dla ciebie wazniejsi
chociażby przez to, że angazują więcej twojego czasu, energii itp

End_aluzja
Kiedy M zamieszkał ze mną i moją córką było naprawdę cudownie. M z moimi dziećmi świetnie się dogadywał, nie raz patrzyłam z zazdrością jak razem sobie rozmawiali. Moja córa jadła i lubiła spędzać z nami czas. Nawet jeździliśmy razem z nią i starszym synem M (bo młodszemu ex broniła) było fajnie i za tym tęsknę.
Chyba wszystko zmieniło się jak chłopak zamieszkał z nami na stałe. Gdy młoda zaczęła uciekać ze szkoły, zgłosiłam się z nią do psychologa. Faktycznie żaliła się, iż nie poświęcam jej dość dużo uwagi. Uzgodniłyśmy, że dwa razy w miesiącu będziemy sobie robić dzień tylko dla nas, plus ewentualnie jej brat. Do takich wypadów doszło raz może dwa, brak było pomysłów, ze strony córki jak można spożytkować ten dzień. Okazało się, że mamy bardzo różne gusta. Wychodziło na to, że M jechał do swojej rodziny, a ja z córą zostawałam w domu, a ona spędzała ten czas u siebie w pokoju.
Obecnie z córą rozmawiam tylko ?służbowo?. Ona robi wszystko, by mnie zniechęcić do jakiejkolwiek dialogu, najczęściej wychodzi w tedy z pokoju. Widzę jej nienawiść do M, o złości na dzieciaki M już nie wspomnę. Kiedy chcę zabrać gdzieś młodą, by jakoś do niej dotrzeć to spotykam się z krytyką M, że za to zachowanie ona nie zasługuje. Nie wiem już co robić, to strasznie boli, ale zdaję sobie również sprawę, że ona niedługo może wyfrunąć mi z domu. Wiem, już że w przeszłości popełniłam błędy wychowawcze i moje relacje z nią nie są takie jak powinny. Z jej strony nie ma też żadnej współpracy, skruchy, przeprosin. Winna jestem ja, bo przyprowadziłam faceta z dzieckiem do domu i zamieniłam jej życie w koszmar. Kiedy M się wyprowadził spotkałam się z jej całkowitą obojętnością na tą sytuację. Nie wiem, jak odzyskać córkę.

2 896

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

kijm tak jak mówisz, jeżeli na początku relacji postawisz jasno swoje oczekiwania i granice. I w trakcie związku lekko je tylko modyfikujesz, nie zmieniach, nie naciagasz, nie pozwalasz sobie wchodzić na głowę, to twój partner nie może mieć pretensji. Na to zgadzał się od początku, w myśl zasady "widziały gały co brały".

:-) w myśl tego co tu napisałaś, mój M ostatnio mi powiedział "przecież wiedziałaś, że mam dzieci i się z Nimi spotykam, że są częścią mojego życia, czyli widziały gały co brały", a ja mu na to, że również On wiedział od początku, że jestem zasadnicza, że WYCHOWUJĘ swoje dzieci, nie pobłażam i nie daję sobie włazić na głowę. Skoro od początku o tym wiedział, to przecież musiał sobie zdawać sprawę z tego, że nie będę tolerowała spazmów, wymuszania, kapryszenia i nieposłuszeństwa Jego dzieci - widziały gały co brały - odpowiedzieć mogę tym samym.

Tendre77 napisał/a:

Ja też próbowałam na początku traktować wszystkie dzieci równo, po czym po pewnym czasie stwierdziłam, że wszystkich zadowolić się nie da, a moje dzieci mają tylko jeden dom i nie mają dokąd pójść. Nie mogę dopuścić do sytuacji kiedy moje dziecko wychodzi z domu bo nie czuje się w nim dobrze. Kiedyś na pewno by mi to wypomniało.

Jestem tego samego zdania. Moje dzieci, są z nami na co dzień. Wychowujemy je, mamy ogromny wpływ na to jakie są , jak się zachowują, jak postępują. Tu jest Ich dom i dla mnie będą zawsze najważniejsze. I wiem, że zaraz zbiorę tu cięgi, że faworyzuję swoje dzieci i nie liczę się z dziećmi Partnera. Ale to nie jest zupełnie tak. Chciałabym żeby były takimi samymi członkami naszej rodziny jak moje dzieci, ale na Boga tamte dzieci mają dom, Matkę u której mieszkają, która wychowuje Je po swojemu, która (teoretycznie) powinna dbać o te dzieci tak jak ja dbam o swoje. Nie będę wywracała swojego życia i moich dzieci do góry nogami, tylko dlatego że co drugi weekend mam gości w domu.

2 897 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-25 14:19:12)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Nie mogę dopuścić do sytuacji kiedy moje dziecko wychodzi z domu bo nie czuje się w nim dobrze.

Różnica jest taka, że mój dom i mojej córy jest też domem M i jego syna, oni tylko wprowadzili się tu później.

2 898

Odp: Być drugą i macochą

Myślę , że kwestia własności mieszkania jest tu drugorzędna. Mieszkamy razem, razem gospodarujemy, tu dzieci moją swoje miejsce, tu w domu powinny mieć azyl a nie z niego uciekać.

2 899

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Myślę , że kwestia własności mieszkania jest tu drugorzędna. Mieszkamy razem, razem gospodarujemy, tu dzieci moją swoje miejsce, tu w domu powinny mieć azyl a nie z niego uciekać.

Racja, tylko, że często właśnie na tym tle dochodzi do wymuszeń.

Nastolatki mają faktycznie inne trochę pomysły na spędzanie czasu, ja też robię raz na jakiś czas "dzień tylko dla nas" i pozwalam decydować mojemu dziecku, co robimy.

Powiem wam dziewczyny, że po swoich doświadczeniach i czytaniu doświadczeń waszych na forum robię się coraz bardziej radykalna, coraz mniej liberalna w stosunku do możliwości szczęśliwego rozwiązania w rodzinach paczworkowych.

Przede wszystkich dlatego, że jak się próbuje wszystkich zadowolić to przeważnie zdowolony nie jest nikt.
No i jeszcze w tym przypadku jest jak w natrurze, jak się człowiek bardzo spina to przeważnie kupa z tego wychodzi.

Poczytuje wasze wpisy, patrzę, odnoszę to do siebie i wyciagam wnioski... i trzymam kciuki za was i za siebie.

2 900

Odp: Być drugą i macochą

Tendre77 a w jakim wieku jest twoje dziecko? Napisz coś o swojej sytuacji

2 901

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

do przewidzenia.

Ja jestem ciekawa jeżeli możecie odpowiedzieć dziewczyny, czy mieszkacie w swoich mieszkaniach. Oni wprowadzili się do was, czy wy wprowadziłyście się do nich? Czy kupiliście / wynajeliście wspólnie coś własnego?

O sobie mogą powiedzieć, że mieszkamy w moim mieszkaniu. Tzn. kupionym mi przez rodziców zanim poznałam S. Także akt notarialny jest na mnie.

2 902

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

jesli do mojego syna przychodza obce dzieciaki - to te obce dzieciaki MUSZĄ dostosowac się do moich zasad.
jesli przyjeżdżają do nas znajomi z rozwydrzonymi dzieciakami - ja te dzieciaki dyscyplinuję- mówię np. w tym domu, w trakcie posiłku - nie bawimy się telefonami. jeżeli masz ochotę się teraz bawić - to nie możesz siedzieć przy stole - ale możesz zjeść i wtedy wrócić do zabawy

kiedy dzieciaki wybrzydzają i marudzą - mówię - to jest obiad. jesli tobnie nie odpowiada, kiedy wszyscy zjemy, mogę dac ci kawałek chleba z masłem..

Dokładnie ,tez podchodzę w bardzo podobny sposób  tak jak to opisałaś. Tez egzekwuje ( staram się jak tylko mogę z rożnym efektem) moje oczekiwania i moje nałożone zasady ,które nie są niczym nie do zrealizowania  przez drugą osobę

Co do marudzenia i wybrzydzania  jedzenia to u nas jest katorga do pochlastania się, ale przyjęliśmy z mężem taką postawe, że w razie czego wie gdzie lodówka.
Generalnie u nas jest wielki problem z jedzeniem czegokolwiek i nawet w minimalnej porcji, dzieciak wychudzony jest przerażająco ,mimo tego strajki trwają w tym temacie i końca nie ma. Na sile nie dajemy rady, po dobroci tez nie, tak więc nie ma sensu się użerać, bo nic się tym nie wskóra

2 903 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2014-03-26 08:41:37)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Tendre77 a w jakim wieku jest twoje dziecko? Napisz coś o swojej sytuacji

Moja sytuacja jest inna, ponieważ po wcześniejszych doświadczeniach z innym partnerem, bardzo podobnych do waszych /tj. zabieranie dzieci na noc, na wyjazdy, wspólne spędzanie czasu, odrabianie lekcji, przechodziłam stawianie się, nie sprzątanie itp. - co suma sumarum i tak nic nie da - zawsze "macocha" będzie tą najgorszą, bo najgorsza matka jest 100 razy lepsza od najlepszej macochy hmmm../ teraz postawiłam sprawę jasno.
Spotyka sie z dziećmi sam, więc nie ma wspólnych weekendów... nie chce jednak za bardzo na ten temat mówić, bo to nie jest pozytywnie odbierany scenariusz. Mój egoizm i święty spokój oraz moich dzieci przecież nie może być ważniejszy niż poświęcenie dla partnera i jego dzieci. Powinnam zabierać, organizować, rozumieć, być cierpliwa ... tylko już wiem, że i tak nigdy nikt mi za to nie podziękuje.
Teraz mam jedna zasadę - nie szkodzić. Ja nie uszczęśliwiam nikogo, postawiłam sprawe jasno więc oczekiwań też nie ma. I jestem dużo spokojniejsza i szczęśliwa.

2 904

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

zawsze "macocha" będzie tą najgorszą, bo najgorsza matka jest 100 razy lepsza od najlepszej macochy

Zgadzam się w 100%. I dlatego nie zamierzam "matkować" żadnym dzieciom, po za moimi własnymi.

Tendre77 napisał/a:

Spotyka sie z dziećmi sam, więc nie ma wspólnych weekendów... nie chce jednak za bardzo na ten temat mówić, bo to nie jest pozytywnie odbierany scenariusz. Mój egoizm i święty spokój oraz moich dzieci przecież nie może być ważniejszy niż poświęcenie dla partnera i jego dzieci. Powinnam zabierać, organizować, rozumieć, być cierpliwa ... tylko już wiem, że i tak nigdy nikt mi za to nie podziękuje.
Teraz mam jedna zasadę - nie szkodzić. Ja nie uszczęśliwiam nikogo, postawiłam sprawę jasno więc oczekiwań też nie ma. I jestem dużo spokojniejsza i szczęśliwa.

Nie jest pozytywnie odbierany przez kogo? Nie potępiam Cię za to.
Ja po 2 letnim doświadczeniu (tak jak napisałaś: zabieranie dzieci na noc, na wyjazdy, wspólne spędzanie czasu, a nawet szorowania zaniedbanych przez dwa tygodnie przez matkę dzieci) powiedziałam pass. Powiedziałam M, że jednak nie dźwignę tego. I zaczęłam stosować zasadę "na dystans, bez zaangażowania w sprawy tamtych dzieci". Nie wiem jeszcze tylko, czy tak potrafię. I czy w takim klimacie jesteśmy w stanie przetrwać na dłuższą metę. Wiele zależy tu od postawy M i czy będzie chciał opiekować się swoimi dziećmi sam, czy zatęskni za kobietą, która będzie Go w tym wspierała. Która nie będzie wytykać Jego dzieciom, że marnują wodę, że pobrudziły brudnymi rekami ściany albo że mają poskładać swoje ubrania.
Tendre77 opowiedz mi jak organizujecie sprawę urlopu? Bo to że weekendy Twój facet spędza ze swoimi dziećmi, to nie jest pewnie trudne do zorganizowania. Ale czy On zabiera dzieci na wakacje/ferie? Czy rezygnujecie ze wspólnego urlopu i spędzacie go każde z osobna?

2 905

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Nie jest pozytywnie odbierany przez kogo? Nie potępiam Cię za to.

Dziękuję.

Co do ferii, wakacji. Nie stać go na podwójny urlop. Jego dzieci mają dobrze zorganizowane wakacje, wiele osób do opieki, więc chyba nie naciskają.
A ja uważam, że jesteśmy rodziną i wspólnie spędzamy wakacje bezwzględnie, bo przecież od tego jest rodzina. Zresztą moje dzieci nie mogą liczyć na osobne wakacje, więc może dlatego uważam, że jest to sprawiedliwie.

Niestety po rozpadzie związku nie da się podwoić zarobków i czasu.
A ja zaznaczyłam, że nie bawimy sie w dom, tylko tworzymy dom. I jego zobowiązania wobec dzieci mają byc spełnione, ale nie moim kosztem i naszej nowej rodziny. Jak on to zrobi zależy od niego.
W poprzednim związku to Ja wszystko organizowałam, więc jak ktoś był niezadowolony to też winna byłam Ja. Nigdy więcej. Odpowiedzialna mogę być tylko za siebie. Pilnuję aby moje dzieci nie wchodziły nikomu na głowę, nie odzywały się brzydko do partnera, szanowały go /kochać nie muszą, chociaż super, że kochają smile/ Jego sprawy są po jego stronie.


Kwestia ile czasu ojciec/matka po rozstaniu spędza z dziećmi zależy od możliwości rodziców i potrzeb dziecka. Nastolatki mają swoje towarzystwo i potrzebują rodzica w innym wymiarze czasowym i jakościowym /mniej czasu ale jakość musi być dużo wyższa/.

2 906

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

A ja zaznaczyłam, że nie bawimy sie w dom, tylko tworzymy dom. I jego zobowiązania wobec dzieci mają byc spełnione, ale nie moim kosztem i naszej nowej rodziny. Jak on to zrobi zależy od niego.
Jego sprawy są po jego stronie.

I Tu wracamy do tego o czym pisała End_Aluzja - wiele w takim związku zależy od Partnera. Czy decydując się na nowy związek ma świadomość, że zakłada NOWĄ RODZINĘ. Że ta rodzina Go potrzebuje. Jego rola w tym wszystkim jest ogromna, bo powinien umieć pogodzić obowiązki względem swoich dzieci i nie zaniedbywać przy tym swojej RODZINY, DOMU który zadecydował się z nami stworzyć.  Ja próbowałam tworzyć nasz nowy dom i układać to wszystko tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Nie dźwignęłam tego.  Ale to po prostu nie jest moja rola. Teraz, tak jak pisałam wcześniej, zaczynamy od początku budować nasz związek. Zobaczymy czy M dźwignie swoją rolę.
Tendre77 - dziękuję za to co napisałaś (na pewno wiesz dlaczego).

2 907 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-27 15:51:27)

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:

Co do ferii, wakacji. Nie stać go na podwójny urlop. Jego dzieci mają dobrze zorganizowane wakacje, wiele osób do opieki, więc chyba nie naciskają.
A ja uważam, że jesteśmy rodziną i wspólnie spędzamy wakacje bezwzględnie, bo przecież od tego jest rodzina. Zresztą moje dzieci nie mogą liczyć na osobne wakacje, więc może dlatego uważam, że jest to sprawiedliwie.

Niestety po rozpadzie związku nie da się podwoić zarobków i czasu.
A ja zaznaczyłam, że nie bawimy sie w dom, tylko tworzymy dom. I jego zobowiązania wobec dzieci mają byc spełnione, ale nie moim kosztem i naszej nowej rodziny. Jak on to zrobi zależy od niego.
W poprzednim związku to Ja wszystko organizowałam, więc jak ktoś był niezadowolony to też winna byłam Ja. Nigdy więcej. Odpowiedzialna mogę być tylko za siebie. Pilnuję aby moje dzieci nie wchodziły nikomu na głowę, nie odzywały się brzydko do partnera, szanowały go /kochać nie muszą, chociaż super, że kochają smile/ Jego sprawy są po jego stronie.


Kwestia ile czasu ojciec/matka po rozstaniu spędza z dziećmi zależy od możliwości rodziców i potrzeb dziecka. Nastolatki mają swoje towarzystwo i potrzebują rodzica w innym wymiarze czasowym i jakościowym /mniej czasu ale jakość musi być dużo wyższa/.

Tendre dobrze cię zrozumiałam? Twój facet zajmuję się wychowywaniem twoich dzieci i razem tworzycie rodzinę i w tym gronie wyjeżdżacie na wakacje? Natomiast on nie spędza czasu ze swoimi dziećmi wspólnie z tobą? Nie mam zamiaru cię krytykować, a raczej zapytać jak tego dokonałaś? Nie odpowiedziałaś w jakim wieku są twoje i jego dzieci? On ma dobre relacje ze swoimi pociechami, czy może one są już samodzielne? Kontakty są jakoś ustalone, czas określony? Widać można, zdradź nam jak?  smile Macie wspólne dzieci?

2 908

Odp: Być drugą i macochą

Zobacz Zazdrosna:          Można?           Można :-)

2 909 Ostatnio edytowany przez viksi (2014-03-27 16:57:07)

Odp: Być drugą i macochą

Hej, nie chce wam się wcinać w dyskusję, bo w sumie nie jestem w temacie, na bieżąco, ale mam sprawę związaną z byłą mojego partnera i ich dzieckiem. W czerwcu będzie 2 lata jak jesteśmy razem.  Jego córka ma prawie 4 lata, zna mnie i bardzo lubi, wszystko by robiła ze mną. Jego była na początku była zła, że w ogóle istnieje, problemy były robione z tyłka, na początku tego roku niby się dogadali, powiedziała mu, że nic do mnie nie ma, że nawet możemy Małą odwiedzić u niej itp Później jak Mała była u dziadków, odwiedziłam ją, bawiła się ze mną świetnie, no i oczywiście jak wróciła do mamy to opowiedziała jak to się z ciocią fajnie bawiła, jaka ona jest fajna, kochana. Dziewczyna od razu zadzwoniła do dziadków z pretensją, że ja przyszłam, że Mała spędziła ze mną weekend, że umowa, której w rzeczywistości nie było została zerwana. Nikt nie wiedział o co jej chodzi. Przy następnych odwiedzinach Małej miałam szkołę, więc i tak nie mogłam jej odwiedzić. Ja się z matką Małej nie widziałam i nie wiem czy to jest konieczne? Skoro dziecku przy mnie nie dzieje się krzywda i Mała bardzo mnie lubi to uważam, że chce mnie zobaczyć tylko dlatego, żeby zobaczyć jak wyglądam, jak się zachowuje. Taka typowa ciekawość byłej dziewczyny która chce zobaczyć nową laskę swojego ex. Co uważacie? Spotkanie jest potrzebne? A jeżeli tak to jak miało by wyglądać? Trochę sobie tego nie wyobrażam. (jeżeli to byłoby ważne to ja mam 21, mój facet 24, a ona 27)

Mam jeszcze taką drugą sytuację. Mój facet ma siostrę, która ma dziecko i ono będzie kończyło pod koniec kwietnia roczek. Dostałam zaproszenie, niestety miałabym przyjść sama, bo mój facet, a jej brat jest za granicą. No i jego ex też tam będzie. Trochę mnie to boli, bo kiedy mnie nie było w ich życiu to one w ogóle ze sobą nie gadały, wręcz skakały sobie do gardeł, a teraz taka "miłość". Czy u was też były takie sytuacje, że musiałyście tolerować byłe waszych facetów na jakiś uroczystościach rodzinnych? Jak sobie z tym radzić? Jak rozmawiać na ten temat z facetem? Nie chodzić na takie uroczystości czy jak to rozwiązywać? Czasem też są takie sytuacje, ale to dopiero jak się dowiedziała, że ja jestem, że przyjeżdża na cały weekend razem z Małą. Nie wiem po co, bo rodzice mojego faceta też nie wiedzą i pozwalają jej tylko dla świętego spokoju, dla dziecka.
Miło by było jakby ktoś odezwał się na priv z podobną sytuacją albo jakimiś radami, konstruktywna krytyka też mile widziana. Pozdrawiam.

2 910

Odp: Być drugą i macochą

Nie wiem jak dokładnie wygląda Wasza sytuacja , ale ja gdybym miała zaproszenie do rodziny M i wiedziałabym, że Ona też ma tam być, to bym nie poszła. Strasznie niezręcznie bym się czuła, myślę, że rodzina również. A tym bardziej jeśli M nie było by ze mną. Żeby siostra nie czuła się urażona, że zbojkotowałam imprezę, szczerze bym Jej powiedziała, że przepraszam ale nie chciałabym nikogo stawiać w niezręcznej sytuacji, więc z prezentem dla dziecka przyjdziemy z M jak wróci z podróży. A tak swoją drogę to dziwne, że wcześniej nie pałały do siebie sympatią a teraz Pani EX zjawia się na imprezie rodzinnej? Może wie, że miałaś na niej być i porostu chce Cię na siłę poznać. Ja bym tego unikała. Taka konfrontacja to nic przyjemnego.

2 911

Odp: Być drugą i macochą

Viksi,
taka konfrontacja to raczej nic przyjemnego. Ja miałam okazję tego doświadczyć na komunii młodego M i pisałam o tym.
Jednak z tego co pamiętam to Lily pozytywnie wypowiadała się na temat swojej relacji z ex swojego faceta.
Więc chyba zależy z kim masz do czynienia. Może być ciekawa z kim spędzają czas jej dzieci. Pytanie czy ty masz na to ochotę? Twój facet zna ją lepiej, więc podpytaj jego.

2 912

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Nie wiem jak dokładnie wygląda Wasza sytuacja , ale ja gdybym miała zaproszenie do rodziny M i wiedziałabym, że Ona też ma tam być, to bym nie poszła. Strasznie niezręcznie bym się czuła, myślę, że rodzina również. A tym bardziej jeśli M nie było by ze mną. Żeby siostra nie czuła się urażona, że zbojkotowałam imprezę, szczerze bym Jej powiedziała, że przepraszam ale nie chciałabym nikogo stawiać w niezręcznej sytuacji, więc z prezentem dla dziecka przyjdziemy z M jak wróci z podróży. A tak swoją drogę to dziwne, że wcześniej nie pałały do siebie sympatią a teraz Pani EX zjawia się na imprezie rodzinnej? Może wie, że miałaś na niej być i porostu chce Cię na siłę poznać. Ja bym tego unikała. Taka konfrontacja to nic przyjemnego.

Nie wiem co dokładnie byś chciała wiedzieć o mojej sytuacji, żeby to było bardziej przejrzyste. Może to, że mój pojechał za granicę, żeby jakoś polepszyć naszą przyszłość. Planujemy mieć razem dziecko, rozmawiamy czasem o ślubie, wspólnym zamieszkaniu gdzieś. Jego rodzina traktuje mnie już jako jej część. Rodzice mojego faceta chcieliby mnie na siłę też z nią zapoznać, żeby nie było takich sytuacji, że ona nie pozwala Małej przyjeżdżać. Kiedy siostra mojego faceta mi o tym powiedziała, ze ona będzie to powiedziałam, ze się zastanowię, a ona do mnie: "przestań, powiecie sobie cześć, cześć i na tym się skończy" ja w to szczerze wątpię i mam zamiar jej właśnie powiedzieć, że wpadniemy z prezentem dla Małej na ich nowe mieszkanie kiedy D przyjedzie. Nie wiem czy ona się wprosiła na tą impreze czy siostra mojego ją zaprosiła, ale mimo wszystko jest mi trochę przykro, czuję się trochę jak piąte koło u wozu. Może jak zobaczą, że nie przychodzę to przestaną ją zapraszać?

2 913

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Viksi,
taka konfrontacja to raczej nic przyjemnego. Ja miałam okazję tego doświadczyć na komunii młodego M i pisałam o tym.
Jednak z tego co pamiętam to Lily pozytywnie wypowiadała się na temat swojej relacji z ex swojego faceta.
Więc chyba zależy z kim masz do czynienia. Może być ciekawa z kim spędzają czas jej dzieci. Pytanie czy ty masz na to ochotę? Twój facet zna ją lepiej, więc podpytaj jego.

Nie należę do osób zawistnych i nie lubię nie potrzebnych kłótni, jestem raczej koleżeńską osobą i do niej bym tak podchodziła, ale nie da się. Zachowuje się jak pies ogrodnika. Uważa, że jest najlepsza, najmądrzejsza - takie odnoszę wrażenie. Traktuje dziecko jako kartę przetargową i robi wszystko tak, żeby było po jej myśli. Dlatego nie mam ochoty najmniejszej na jakieś relacje z nią, bo mam wrażenie, że ja mnie pozna to będzie jeszcze gorzej.

2 914 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-03-27 17:26:17)

Odp: Być drugą i macochą

Tendre77 w jakim wieku macie dzieci ??

viksi ja osobiście nie poszłabym na roczek dziecka bez mojego męża i to jeszcze będąc w takiej sytuacji o jakiej piszesz jak to wygląda, kto tam byłby itd.
Nie czułabym się komfortowo a dla mnie komfort  podczas wyjścia do kogoś jest najistotniejszy

2 915

Odp: Być drugą i macochą

Moja ex mieszka w Moskwie. To nieco zmienia postać rzeczy. Ale faktycznie, nie mogę zarzucić jej nic poważnego. W pewien dziwny sposób nawet chyba się lubimy wink. ( Oczywiście nie ma mowy o wielkiej przyjaźni, ale jest nić sympatii.)

2 916

Odp: Być drugą i macochą

A co myślicie nad tym, żeby pogadać z facetem na ten temat, że nie podoba mi się to, że skoro ja mam być w przyszłości jego żoną, bratową i synową to żeby starali się ten kontakt ograniczać tylko do spraw związanych z dzieckiem, a nie robić z niej drugą synową, a w zasadzie pierwszą ( bo była przecież przede mną, ale oni nawet nie planowali brać ślubu i ich związek był kompletnym niewypałem, ale wpadli o zgrozo w XXI w.) Mam wrażenie, że oni jej w tyłek włażą, a ona sobie z nimi pogrywa i ma ich jak laleczki na sznurkach, dyryguje jak chce, bo jeżeli zrobią coś źle to nie da dziecka i koniec.

2 917

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Moja ex mieszka w Moskwie. To nieco zmienia postać rzeczy. Ale faktycznie, nie mogę zarzucić jej nic poważnego. W pewien dziwny sposób nawet chyba się lubimy wink. ( Oczywiście nie ma mowy o wielkiej przyjaźni, ale jest nić sympatii.)

Wiesz ja z dwojga złego też wolałabym, żeby nasze kontakty były na stopie koleżeńskiej niż takie jak są teraz, bo było by to przyjemniejsze i lepiej bym się z tym czuła, ale ona jest takim człowiekiem, że się nie da, naprawdę się nie da. Dla porównania np zakolegowałam się z nową dziewczyną mojego byłego, uważam, że jest sympatyczna i można z nią pogadać, mimo, że na początku nie żywiła do mnie sympatii, bo była zazdrosna. Nie miała o co, sama wyszła z inicjatywą i teraz czasem gadamy ze sobą smile

2 918 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2014-03-28 08:19:42)

Odp: Być drugą i macochą

Nastolatka i przedszkolak smile

Wiecie dziewczyny Ja zauważyłam jedno. Nie uogólniam broń boże /w wielu przyapadkach pewnie jest inaczej, czekam aż taki spotkam/, ale jednak to większość...  faceci w większości przypadków chcą wychowywać swoje dzieci cudzymi rękoma.
Mam nową kobietę, zabieram dzieci, Ja idę do pracy to oczywiste skoro jesteśmy rodziną, że ona zostaje z dziećmi i nimi się zajmuje niezależnie od swoich planów, bo przecież wiedziała, że mam dzieci i zasądzone spotkania. Partnerka nie może? no to idziemy do mamusi. W końcu przy częstych wizytach atrakcji też nie można naokrągło zapewniać - bo to i kosztuje i wymaga inwencji twórczej. Dziecko małe - no ile można klocki układać, albo na placu zabaw przesiadywać. Dziecko starsze to burza hormonów powoduje, że taki nastolatek od rana jest znudzony i olewa wszystko. Łatwo nie jest.
Wystarczy, że dałam mu wolną rękę. Spotykaj się ile chcesz, organizuj czas, zapewniaj atrakcje. No i... komu sie chce dojeżdzać za często, dzieci też mają plany, kolegów, zajęcia itp...

Jego dzieci to nastolatki. Ma z nimi bardzo dobry kontakt. Lepszy byłby pewnie tylko gdyby był z nimi 24h.
Z rozmów z dziećmi i własnych doświadczeń wiem, że dla dziecka najważniejszy jest kontakt sam na sam. Rzadziej ale bardziej efektywnie. Dlatego uważam, że nie ma co na siłę robić jednej wielkiej happy family. Niech spotka się z dziećmi i poświęci ten czas w 100% im. A ja w tym czasie mam czas dla siebie. Oczywiście częstotliwość tych kontaktów zależy od potrzeb obu stron.
Gorzej jeżeli macie zasądzone widzenia stałe weekendowe. Tylko z waszych słów wnioskuje, że nikogo one nie cieszą, bo młody jest krnąbrny i niezadowolony. Partner jak tylko może ucieka, a ty zostajesz z wychowaniem jego dziecka. Własne też robi ewakuację z domu.

2 919

Odp: Być drugą i macochą

Viksi. Jak dla mnie to ty stwarzasz problemy.
Po pierwsze są urodzinki dziecka. Tak? Przychodzą inne dzieci. Tak? Przychodzą pod opieka własnych rodziców bo to maluchy. Tak? To kto sie ma ta czterolatka zając jak na imprezie nie będzie taty a ty nie życzysz sobie żeby była mama?

Ja mam takie delikatne podejrzenie ze ten nieudaczny związek były twojego faceta rozwalil sie przez ciebie. Co nie? Bo strasznie na eksowa Cięta jesteś.
Rozumiem ze jako nowa królowa ządasz nie tylko abdykacji starej ale tez jej stracenia?
Traktujesz ja jak rywalkę.
Boisz sie?

2 920

Odp: Być drugą i macochą

Viksi. I jeszcze jedno. Poznalas go jak Miałas 19 lat. To pewnie twój pierwszy poważny związek. Jesteś pewna ze jesteś gotowa na związek z facetem jego dzieckiem i poniekąd jego była??
Za chwile urodzisz dziecko i będziesz zadała, jak już macie wspólne żeby mała odstawil na boczny tor.. Takie mam niestety wrażenie.

Ale miejmy nadzieje ze jestem niesprawiedliwa i złe cie oceniam. Ze doroslas już do związku padhworkowego.

2 921 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-28 10:00:58)

Odp: Być drugą i macochą

...

2 922 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-28 10:00:04)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
viksi napisał/a:

Dlatego nie mam ochoty najmniejszej na jakieś relacje z nią, bo mam wrażenie, że ja mnie pozna to będzie jeszcze gorzej.

Więc nie idź, liczy się przecież twój komfort psychiczny. Ja miałam wątpliwą przyjemność spotkania z ex M, na wyraźną jego prośbę. Była to ważna chwila w jego życiu i doceniam to, że chciał żebym wzięła w niej udział razem z nim. Jednak w twoim przypadku nie widzę sensu.

viksi napisał/a:

A co myślicie nad tym, żeby pogadać z facetem na ten temat, że nie podoba mi się to, że skoro ja mam być w przyszłości jego żoną, bratową i synową to żeby starali się ten kontakt ograniczać tylko do spraw związanych z dzieckiem, a nie robić z niej drugą synową...

Jak najbardziej, niech porozmawia z rodziną. To nie jest normalna sytuacja. Ważne jest jakie relacje pani ex miała z tą rodziną przed rozpadem związku. Jeśli żyła by np. z bratową bardzo dobrze to takie spotkanie byłoby uzasadnione, w innym przypadku nie. Pisałaś, że wcześniej skakały sobie do gardeł. Pytanie jak ty czujesz się w towarzystwie bratowej, czy się lubicie?

End_aluzja napisał/a:

Viksi. Jak dla mnie to ty stwarzasz problemy.
Po pierwsze są urodzinki dziecka. Tak? Przychodzą inne dzieci. Tak? Przychodzą pod opieka własnych rodziców bo to maluchy. Tak? To kto sie ma ta czterolatka zając jak na imprezie nie będzie taty a ty nie życzysz sobie żeby była mama?

Ja mam takie delikatne podejrzenie ze ten nieudaczny związek były twojego faceta rozwalil sie przez ciebie. Co nie? Bo strasznie na eksowa Cięta jesteś.
Rozumiem ze jako nowa królowa ządasz nie tylko abdykacji starej ale tez jej stracenia?
Traktujesz ja jak rywalkę.
Boisz sie?

Nie zgadzam się z tobą End_aluzja. Jaki jest problem, by dzieckiem na imprezie zajęli się dziadkowie? To nie jest impreza dziecka faceta Viksi, by miała być na nim jego matka. A obawa jest rzeczą ludzką, nikt nie lubi być ocenianym i porównywanym.
Myślę, że nie jesteś obiektywna, ze względu na własne doświadczenia.

2 923 Ostatnio edytowany przez viksi (2014-03-28 10:10:35)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

Viksi. Jak dla mnie to ty stwarzasz problemy.
Po pierwsze są urodzinki dziecka. Tak? Przychodzą inne dzieci. Tak? Przychodzą pod opieka własnych rodziców bo to maluchy. Tak?

To roczek w rodzinnym gronie. Nikt tam nie ma małych dzieci, więc dzieci nie będzie.

End_aluzja napisał/a:

To kto sie ma ta czterolatka zając jak na imprezie nie będzie taty a ty nie życzysz sobie żeby była mama?

Urodziny wyprawiane są akurat wtedy kiedy Mała miałaby być u dziadków, bo wtedy ma zasądzone kontakty, więc mama dziecka jest dodatkiem - niepotrzebnym według mnie.

End_aluzja napisał/a:

Ja mam takie delikatne podejrzenie ze ten nieudaczny związek były twojego faceta rozwalil sie przez ciebie. Co nie? Bo strasznie na eksowa Cięta jesteś.

Nie rozwalił się przeze mnie, bo wtedy z moim facetem nie mieliśmy kontaktu. On mieszkał z nią gdzie indziej. Rozstali się w październiku 2011 i wrócił do rodzinnej miejscowości, a my dopiero zaczęliśmy się spotykać w kwietniu 2012. Cięta jestem na nią, bo jest fałszywa, lubi intrygi, zależy jej przede wszystkim na pieniądzach.

End_aluzja napisał/a:

Boisz sie?

Nie boję się, że znowu odbierze mi partnera, bo jestem pewna jego uczuć, ale wkurza mnie po prostu, że nagle zaczęła o sobie przypominać, to nie jest szczere, wiem, że coś knuje.

End_aluzja napisał/a:

To pewnie twój pierwszy poważny związek. Jesteś pewna ze jesteś gotowa na związek z facetem jego dzieckiem i poniekąd jego była??

To nie jest mój pierwszy poważny związek, mam za sobą 3 letni związek, który traktowałam jak najbardziej poważnie. Gdybym nie była gotowa to w ogóle bym w ten związek nie wchodziła.

End_aluzja napisał/a:

Za chwile urodzisz dziecko i będziesz zadała, jak już macie wspólne żeby mała odstawil na boczny tor.. Takie mam niestety wrażenie.

No to złe wrażenie odnosisz, bo jego Mała jest dla mnie bardzo ważna i nigdy nie dopuściłabym do tego, żeby została odstawiona na boczny tor, już wystarczająco matka ją "krzywdzi"

2 924

Odp: Być drugą i macochą
viksi napisał/a:

A co myślicie nad tym, żeby pogadać z facetem na ten temat, że nie podoba mi się to, że skoro ja mam być w przyszłości jego żoną, bratową i synową to żeby starali się ten kontakt ograniczać tylko do spraw związanych z dzieckiem, a nie robić z niej drugą synową, a w zasadzie pierwszą ( bo była przecież przede mną, ale oni nawet nie planowali brać ślubu i ich związek był kompletnym niewypałem, ale wpadli o zgrozo w XXI w.) Mam wrażenie, że oni jej w tyłek włażą, a ona sobie z nimi pogrywa i ma ich jak laleczki na sznurkach, dyryguje jak chce, bo jeżeli zrobią coś źle to nie da dziecka i koniec.

Uważam, że nie ma co generalizować. Bo ile ludzi tyle sympatii.
Ja też miałam przypadek ,kiedy nikt nie przepadał za synową kiedy byli w związku, a wręcz "przepadali" za nią po rozstaniu, bo bali sie, że ograniczy im kontakty z dzieckiem.
Na twoim miejscu grzecznie tak jak mowiłaś, zaproponowałabym przyjście z prezentem na kawę jak wróci twój partner. Na imprezie możesz nie czuć sie komfortowo. I nie chodzi tu absolutnie o to czy EX jest sympatyczna czy nie.

2 925

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna13 - już zdecydowałam, że nie pójdę, nie wierzę, że skończy się to na powiedzeniu sobie cześć cześć tak jak twierdzi bratowa, a nie chce jej rozwalić ważnej uroczystości, mam wrażenie, że exowa będzie próbowała się wywyższać, wolę oszczędzić sobie nerwów i tak mam ich dużo wink Bratowa z exową bardzo bardzo dawno dogadywały się, bo pracowały razem, ale odkąd exowa zaczęła być z moim lubym to koleżeństwo się skończyło. przestały ze sobą gadać. Ja z bratową się dogadujemy, piszemy ze sobą, czasem do siebie dzwonimy i czasem ją odwiedzałam.

Posty [ 2 861 do 2 925 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 43 44 45 46 47 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026