netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 255 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 796 do 2 860 z 8 269 ]

2 796 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-01-31 14:38:03)

Odp: Być drugą i macochą

Czy nie uważasz, że robi to dlatego, że wie ojciec zajmie się dziećmi. Może faktycznie trzeba by młodego zostawić jej pod drzwiami, by wzięła za niego odpowiedzialność i się opamiętała.
Nie weźmie odpowiedzialności - taki typ.
Ja wysłałam dwa razy chłopców do mamy na ferie - po dwóch dniach były z powrotem.
Nasz zostawiła 12 latków pod opieką niechodzącej matki i wyjechała do faceta 400km od dzieci.

Bo najpierw są dzieci. Dla matki owszem, są najważniejsze. Dla mężczyzny najważniejsza powinna być kobieta, ich matka. Ja nią nie jestem

nie zgodzę się z Tobą. Dla mężczyzny również dzieci są najważniejsze.

Nie wolno porównywać miłości do dzieci z miłością do partnera/ki.

Jesteś ważna dla swojego M ale nie może wybierać pomiędzy Tobą a dziećmi!!!!!!!!!!!!!!!

Odetchnij prze weekend. Niech zabierze syna, a ty skocz do kosmetyczki, do spa, na całonocne ploty do koleżanki, albo becz w kącie ale odpocznij i przemyśl sytuację.

Wierzę, że dacie radę. Wierzę, że miłość i rozum staną w jednej parze.

2 797

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg, Twoje słowa są dla mnie jak balsam, już się poryczałam. Musze ochłonąć, dziękuję, jesteś wielka smile
Wiem, że wybierze dzieci, też tak bym zrobiła smile I tak dostosowuje się do mnie, to ja jestem zołzowata

2 798

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was odważne kobiety.

Mieszkam we Francji. Tutaj Macocha to belle-m?re co znaczy piekna matka. Ciekawe prawda?

To dobrze, kiedy mamy możliwość wyboru:)

W Polsce automatycznie nazwa ta kojarzy się z podłą kobietą, wyrodna matką.
Kiedy mamy doczynienie z taka własnie kobietą mówi się na nią: marâtre.

Matka może popełnić więcej błędów w wychowaniu dzieci niz macocha.
Tej drugiej mniej zostanie wybaczone.
Mniej tez zostaje docenione.

Cieplaki wink
Monika

2 799

Odp: Być drugą i macochą

Hej Kobiety. Jak sytuacja na Waszym froncie? Była burza w temacie Młodego od Zazdrosnej a teraz cisza...... Zazdrosna , mam nadzieję, że u Ciebie też cisza i spokój i sytuacja nieco opanowana? Nie wiem jak u Was "Macochy", bo dzielą nas zapewne różne województwa, ale u mnie wielkimi krokami zbliżają się ferie. Jeden tydzień wspólnych ferii (moje dzieci + Jego dzieci). Może się nie pozabijamy. Potem, drugi tydzień moje dzieci spędzają ze swoim tatą, Jego dzieci ze swoją mamą. Będziemy mieć czas żeby się psychicznie zregenerować i mieć w końcu czas tylko dla siebie. I.... tez mam nadzieję, że się nie pozabijamy :-)

A jak u Was kształtują się feriowe plany? Albo, jak minęły ferie (u tych którzy już je mieli)?

2 800

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie !! Jesli chodzi o moją sytuacją i Pchłe to jak nie ma szkoly to jest bardziej ugodowe, spokojniejsze i mniej konfliktowe dziecko ,bardziej jest taka ludzka wtedy ,ale  co nie znaczy że rogów nie pokazuje wcale ,pewnie że pokazuje ale juz nie takich naostrzonych smile W szkole  przed feriami troche awantury narobila z nauczycielką,bylo ostre spiecie , ale mąż postaral sie zalagodfzic sytuacje na rozmowie z kobietką.Dwie przeciągneły strune wm mojej ocenie
Małolata dzisiaj wyleciala do Iatli do dziadków i ciotki  , na poczatku nie chciala ,bo ona ma z nimi takie realcje na dystans , kilka razy w roku się zaledwie widzą ,ale jak juz dziadki postawiliją pod murem i jej bilet wykupili, do tego jeszcze akurat sie trafilo ,że tez do nich leci bliska meza rodzinie osoba , tak  wiec Pc. już machnela na to ręką i spakowala walizki bez protestó poźniej. Przyleci  pod koniec ferii .
Normalnie niemal jak urlop od dziecka mamy big_smile

2 801 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-02-10 11:33:15)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Hej Kobiety. Jak sytuacja na Waszym froncie? Była burza w temacie Młodego od Zazdrosnej a teraz cisza...... Zazdrosna , mam nadzieję, że u Ciebie też cisza i spokój i sytuacja nieco opanowana?

Dziękuję Kjim smile
Bardzo ciężki weekend z dziećmi M za mną, ferie z dziećmi M przede mną. Często powtarzam sobie motto Ewarg - "nie warto się kłócić o dzieci".
Jestem podłamana głównie za sprawą zachowania mojej córki, która ostentacyjnie wyraża swoje niezadowolenie i niechęć w stosunku do chłopaków M. Nie mam ochoty ulegać jej kaprysom, a drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie liczę się z zdaniem osoby która ze mną mieszka. Nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji, mam zdrowo dość.
Mamuśka ma niby zająć się synami w drugi tydzień ferii, zobaczymy co z tego wyniknie.

2 802

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna - ja Ci zaczynam zazdrościć, że mimo ciężkiej sytuacji jeszcze w tym tkwisz. Znosisz kolejne "ciężkie weekendy". My chyba jesteśmy bardziej temperamentni i niestety kolejna "kumulacja" skończyła się tym, że M się wczoraj wyprowadził sad Zaczynam to traktować jak normę , bo wyprowadza się z domu średnio co 3-4 miesiące, za każdym razem gdy nawarstwią się problemy. Tylko, że za każdym razem zastanawiam się czy wróci sad Na razie jestem na Niego tak wściekła, że chyba już mi jest wszystko jedno. Jestem wściekła, jestem smutna, jestem zła. Zapowiada się ciężki czas.

2 803 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-02-13 10:39:39)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, mów co się stało i o co poszło? Taka niestabilna sytuacja nie daje poczucia bezpieczeństwa dzieciom. Jak one to znoszą?
Mój M raz tylko powiedział, że się wyprowadza, jego młody uniósł się płaczem, a on mu tłumaczył, że tak będzie lepiej, jednak do niczego nie doszło. Mam wrażenie, że dzieci by to bardzo przeżyły i nie byłoby już szans na ponowny związek.
My od siebie coraz bardziej się oddalamy, codzienność bierze górę, dochodzą wzajemne urazy. Coraz częściej zastanawiam się po co tak się męczyć? Moje dzieci są już duże i za chwilę odfruną i za jakie grzechy mam się użerać z jego dzieciarnią. Chciałabym z kimś fajnie spędzać wolny czas, a wychodzi na to, że mam na co dzień jego chłopaków na głowie. Ciężko wygonić je spać wieczorem i  nawet o dobrym seksie można zapomnieć.
Na wiosnę planujemy wyjazd z M i to jest moja iskierka nadziei, że uda się odzyskać utracone uczucia i wreszcie cieszyć się wspólną zabawą. Jeszcze jakiś czas temu bardzo zależało mi na małżeństwie, teraz ja się z tego wymiguję, unikam większych wspólnych zobowiązań finansowych, bo nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Mam wrażenie, że miałabym wyjść za mąż również za syna M w pakiecie. Przeraża mnie perspektywa znoszenia jego humorów przez co najmniej 5 lat, po tym jak ponad rok już mieszka z nami, a drugi jego syn bywa u nas coraz częściej. Jestem nieznośna w stosunku do M. Czepiam się młodego o głupoty tj. wypity mój sok, czy zjedzone wszystkie ciastka, a jak przejdą emocje jest mi wstyd, gdy M upomina o to syna, bo gdyby zrobiły to moje dzieci nie widziałabym problemu.
Także chyba nie ma czego zazdrościć, 3 maj się Kjim.

2 804

Odp: Być drugą i macochą

Dzieci? Jeszcze nie wiem. Sytuacja powtarza się któryś raz z rzędu, do tej pory nie były to długie okresy. Po tygodniu lub 10 dniach wracał, mówiąc, że przemyślał wszystko, że wie, że nie powinno tak to wyglądać i że nie potrafi bez nas żyć. Te krótkie chwile Jego nieobecności byłam w stanie jakoś dzieciom wytłumaczyć. Teraz też im powiedziałam, że zbliżają się ferie, że M będzie miał przez tydzień swoje dzieci i że u nas nie bardzo są do tego warunki, więc na jakiś czas M i Jego dzieci pomieszkają u dziadków (rodziców M). Łyknęły to i na razie nie zadają pytań. Wiedzą, że M czasem znika, potem się pojawia, ale jeśli ma być to wyprowadzka na "forever", to nie wiem jak im to wytłumaczę :-(. Cztery lata temu przeżywały strasznie to, że Ich tata przestał z nami mieszkać. Do tej pory raz na jakiś czas powraca pytanie, czy nie mógł by z nami znowu mieszkać. Ale mimo tych pytań wiem, że uwielbiają M, tęsknią za Nim jak Go nie ma i wiem, że przeżyją to potwornie jak się okaże, że On jednak nie wróci, wyjdzie na to, że On też Ich zawiedzie. Za każdym razem kiedy M wracał i godziłam się na jakiś kompromis, to robiłam to między innymi dlatego , żeby nie narażać moich dzieci na ponowną stratę. Ale kompromis ze strony M jest chwilowy. Po jakimś czasie On "wraca na swoje tory" i robi wciąż to samo. A chodzi oczywiście i głównie o Jego Ex i to w jaki sposób postępuje wobec Niej a w jaki sposób wobec mnie. Dochodzą oczywiście inne kwestie, o których Ty piszesz, miedzy innymi, kwestia wspólnych finansów i braku zaufania do siebie w tej kwestii. Wiem że Pijawka-Ex, ssie z Niego co tylko może po za alimentami, a mnie krew zalała kiedy mi powiedział, że nie ma za co zapłacić zakupów związanych z wyposażeniem mieszkania (mieszkanie jest moje) i żebym zwróciła mu kwotę, którą wydał na coś tam wcześniej. Wyczułam niechęć do finansowania z Jego strony czegokolwiek co się tyczy mojego mieszkania mimo, że mieszkamy i gospodarujemy w tym mieszkaniu razem. Ale to jestem w stanie przełknąć. Wiem czym grożą później podziały majątku i co się z tym wiążę, więc jeśli chodzi o tą kwestię to Go rozumiem i nie potępiam. Jeśli zaś chodzi o Jego Ex - to wiem, że bardzo przeżył Jej odejście, wiem, że próbował walczyć o związek, wiem, że do tej pory jak Ex kiwnie paluszkiem i  przez chwile będzie miła, to On jest w stanie poświęcić nasze plany i iść Jej na rękę, mimo, że twierdzi, że robi to "dla świętego spokoju, bo nam potem żyć nie da". A to oczywiście boli mnie jako kobietę. Jeśli chodzi o mnie - nie ustępuje mi, tylko ze mną walczy, jeśli o Nią chodzi- ustępuje Jej, jak twierdzi "dla świętego spokoju". A mnie wtedy krew zalewa. Jako matka moich dzieci - walczyłam o mój związek z Ich ojcem przez długi czas właśnie dla Nich. Nie chciałam rozwalać małżeństwa, bo wiedziałam jakie negatywne skutki będzie to miało dla moich dzieci. Walczyłam. Poświęciłam siebie, zrezygnowałam ze swoich potrzeb, robiłam wszystko, żeby mąż miał dobrze, żeby był zadowolony,  żeby realizował swoje pasje i hobby, pomagałam i kryłam Go jak nawalał robotę i nie wywiązywał się ze zleceń. Starałam się godzić pracę zawodową, wychowanie dzieci, obowiązki gospodyni domowej, kochanki, przyjaciółki, wspólnika aż w końcu pękłam. Mąż urósł w piórka i traktował mnie jak murzyna do odwalania całej roboty. I kiedy już zatraciłam siebie w tym wszystkim i obudziłam się ze świadomością, że stałam się murzynem, okazało się, że jest już za późno żeby cokolwiek zmienić. Wpadłam w dół, z którego ciężko było wyjść. Ale początkiem wyjścia z dołu było złożenie pozwu rozwodowego i odcięcie się od Pana i Króla. Kiedy zdecydowałam się na nowy związek powiedziałam sobie i M (któremu opowiedziałam moją historię), że nigdy więcej nie dopuszczę do tego, żeby zrezygnować z czegoś co jest dla mnie ważne. Że nie zatracę się drugi raz dla mężczyzny, nie zrezygnuje z siebie. A teraz się okazuje, że to nawet nie ten mężczyzna wyznacza mi jak mam żyć, tylko Jego Ex. To mnie przerasta. I chociaż wiem , że moje dzieci bardzo ciężko zniosą taką stratę, to nie pozwolę na to, żeby drugi raz wykopać sobie pod sobą dół.             
Sory, że się rozpisałam, ale chyba musiałam się wygadać.

2 805

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Za każdym razem kiedy M wracał i godziłam się na jakiś kompromis, to robiłam to między innymi dlatego , żeby nie narażać moich dzieci na ponowną stratę. Ale kompromis ze strony M jest chwilowy.

Myśl o sobie kochana.

kjim napisał/a:

Wyczułam niechęć do finansowania z Jego strony czegokolwiek co się tyczy mojego mieszkania mimo, że mieszkamy i gospodarujemy w tym mieszkaniu razem. Ale to jestem w stanie przełknąć.

Nie zgadzam się z tobą absolutnie

kjim napisał/a:

Że nie zatracę się drugi raz dla mężczyzny, nie zrezygnuje z siebie.

Mądre słowa i tego się 3maj smile
Cokolwiek postanowisz jestem pewna, że będzie słuszne. Koniecznie odezwij się

2 806

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

Wyczułam niechęć do finansowania z Jego strony czegokolwiek co się tyczy mojego mieszkania mimo, że mieszkamy i gospodarujemy w tym mieszkaniu razem. Ale to jestem w stanie przełknąć.

Nie zgadzam się z tobą absolutnie

Z czym się tu nie zgadzasz?

2 807

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:
kjim napisał/a:

Wyczułam niechęć do finansowania z Jego strony czegokolwiek co się tyczy mojego mieszkania mimo, że mieszkamy i gospodarujemy w tym mieszkaniu razem. Ale to jestem w stanie przełknąć.

Nie zgadzam się z tobą absolutnie

Z czym się tu nie zgadzasz?

Pisałam zdawkowo, bo się śpieszyłam. Uważam, że jak ktoś mieszka z tobą, korzysta z twojego mieszkania to powinien wnosić swój wkład. Mój M odkąd mieszka ze mną zmienił większość wystroju w naszym domu, oczywiście w ramach możliwości finansowych, mówi, że robi to żebym była szczęśliwa, ale on faktycznie nie przywiązuje wagi do pieniędzy ani rzeczy materialnych. Twierdzi, że mówiąc kolokwialnie, robi w ten kibel to musi też dać coś od siebie.

kjim napisał/a:

Po tygodniu lub 10 dniach wracał, mówiąc, że przemyślał wszystko, że wie, że nie powinno tak to wyglądać i że nie potrafi bez nas żyć.

Zapomniałam dodać, że jestem pod wrażeniem słów: nie potrafi bez NAS żyć. Piękne naprawdę, u nas raczej nie realne.

Ja wczoraj też miałam niezłą wymianę poglądów, oczy od płaczu bolą mnie do dziś. Oczywiście żadne zmiany nie zostały ustalone oprócz tego, że to ja jestem zła i muszę się zmienić, albo on się wyprowadzi. Coraz bardziej oswajam się z myślą, że to nie ma sensu. Jesteśmy ze sobą od walentynek 2012, co za zbieg okoliczności smile

Dużo miłości kobitki smile

2 808

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

nie potrafi bez NAS żyć. Piękne naprawdę, u nas raczej nie realne.

Piękne, tylko co z tego, jak przy okazji następnych konfliktów, kolejny raz się wyprowadza. Nie daje to poczucia bezpieczeństwa i co raz bardziej zaczynam wątpić w szczerość tych słów :-(

zazdrosna13 napisał/a:

Ja wczoraj też miałam niezłą wymianę poglądów, oczy od płaczu bolą mnie do dziś. Oczywiście żadne zmiany nie zostały ustalone oprócz tego, że to ja jestem zła i muszę się zmienić, albo on się wyprowadzi. Coraz bardziej oswajam się z myślą, że to nie ma sensu. Jesteśmy ze sobą od walentynek 2012, co za zbieg okoliczności smile

Ja też po każdej takiej kłótni, zastanawiam się,czy to naprawdę ja jestem ta zła? Czy ja naprawdę tak dużo oczekuję? Czy ja oby napewno nie przesadzam? Może nie powinnam być taka uparta i się czepiać? Ale zaraz potem myślę o moim zakończonym małżeństwie..... i wiem, że nie mogę się ugiąć, bo jeśli to zrobię, to  znowu zatracę siebie. Wiem, że jestem w stanie poświęcić wiele dla mężczyzny, wiem że potrafię zrezygnować ze wszystkiego na czym mi zależy, żeby mężczyzna był zadowolony i szczęśliwy. Ale czy o to chodzi w związku? Obie strony powinny się starać, jedno i drugie dawać coś od siebie. I po analizie wiem, że skoro ja poświęcam sporo to M, to jedno dla mnie mógłby zrobić. Jedno. Nie być uległym wobec Pani EX. Chcę czuć, że bierze moje zdanie pod uwagę, że jestem ważniejsza od Niej. I On mówi, że mnie rozumie , tylko że niewiele to zmienia. Dlatego w momencie kiedy On stawia sprawę na ostrzu noża i mówi: "albo zaakceptujesz moje zachowanie (w stosunku do Ex), albo się wyprowadzam", ja odpowiedziałam mu: "albo to zachowanie zmienisz, albo pakuj się, bo ja tego nigdy nie zaakceptuję". Zżera mnie to od środka, niszczy mnie i nie poradzę sobie z tym. No i wybrał :-(

A co do Walentynek, to.... właśnie przeczytałam w necie, że większość par rozchodzi się właśnie w Walentynki.  Wolałabym jednak, żeby ten dzień był pełen pozytywnych emocji, czego i Wam życzę.

2 809 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-02-14 11:29:37)

Odp: Być drugą i macochą

Świetnie Cię rozumiem Kjim smile
Dalej mogę tłumić w sobie złość, ignorować własne potrzeby i starać się jakoś to ciągnąć. W pamięci wciąż mam ból po rozstaniu z mężem, chyba tylko dlatego staram się wszystko załagodzić, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że powinnam sama stanąć na nogi.

Z M mamy zaplanowany wieczór na dziś. Tylko dlaczego się nie cieszę? Przecież tak bardzo pragnę czasu sam na sam we dwoje, a najchętniej zaszyłabym się z książką w łóżku. Rany po wypowiedzianych słowach są jeszcze zbyt świeże.

Myślę, że i twój facet powinien dziś zjawić się z bukietem czerwonych róż w drzwiach.
Powodzenia

2 810

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Z M mamy zaplanowany wieczór na dziś. Tylko dlaczego się nie cieszę? Przecież tak bardzo pragnę czasu sam na sam we dwoje, a najchętniej zaszyłabym się z książką w łóżku. Rany po wypowiedzianych słowach są jeszcze zbyt świeże.

Może do wieczora trochę ochłoniesz, emocje opadną. Staraj się spędzić ten wieczór z Nim, nie myśląc o całym pakiecie, który jest z Nim na co dzień. Jeśli macie go spędzić tylko we dwoje, to bądźcie we dwoje i ciesz się tą chwilą (takich jest mało).

zazdrosna13 napisał/a:

Myślę, że i twój facet powinien dziś zjawić się z bukietem czerwonych róż w drzwiach.
Powodzenia

Jako kobieta - romantyczka, nie marzę w tej chwili o niczym innym. Ale coś mi się wydaje, że dostanę kolejny raz wiadro zimnej wody na łeb.

2 811 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-02-14 11:56:19)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Z M mamy zaplanowany wieczór na dziś. Tylko dlaczego się nie cieszę? Przecież tak bardzo pragnę czasu sam na sam we dwoje, a najchętniej zaszyłabym się z książką w łóżku. Rany po wypowiedzianych słowach są jeszcze zbyt świeże.

kjim napisał/a:

Może do wieczora trochę ochłoniesz, emocje opadną. Staraj się spędzić ten wieczór z Nim, nie myśląc o całym pakiecie, który jest z Nim na co dzień. Jeśli macie go spędzić tylko we dwoje, to bądźcie we dwoje i ciesz się tą chwilą (takich jest mało).

Dziękuję bardzo <3

zazdrosna13 napisał/a:

Myślę, że i twój facet powinien dziś zjawić się z bukietem czerwonych róż w drzwiach.
Powodzenia

Jako kobieta - romantyczka, nie marzę w tej chwili o niczym innym. Ale coś mi się wydaje, że dostanę kolejny raz wiadro zimnej wody na łeb.

Życzę ci tego bukietu z całego serca. Jednak jeśli nie zjawi się w taki dzień to też powinno dać ci do myślenia i ułatwić decyzję.

2 812

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Jednak jeśli nie zjawi się w taki dzień to też powinno dać ci do myślenia i ułatwić decyzję.

Ułatwiło decyzję. Nie zjawił się. Za to usłyszałam słowa, których nie chciałaby usłyszeć żadna osoba od kogoś kogo kocha: "jesteś młodą, ładną, mądrą kobietą zasługujesz na kogoś lepszego niż ja...Kochamy się, ale to jest za duży mur do przeskoczenia" . I?.... chyba przyznaję mu rację. Nie przeskoczymy tego :-(

Właśnie przestałam być macochą dla kogokolwiek i przestałam być drugą. Jeszcze nie wiem czy będę się z tego cieszyć. Na razie cholernie boli.

2 813 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-02-17 11:14:37)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, przykro mi bardzo. Pamiętaj, że ty też zawsze staniesz za swoimi dziećmi, nawet za cenę własnego związku i szczęścia. Z pewnością zasługujesz na kogoś lepszego, wkrótce twoje życie się odmieni i zajrzyj do nas jeszcze czasem.

U nas piątek minął na kłótniach i wzajemnych oskarżeniach. Jest to bardzo nerwowy tydzień ze względu na uroczystość mojej córy i obecność całej jej ?porozbijanej? rodziny. Do tego jeszcze oliwy do ognia dodają spędzający u nas ferie synowie M.
Oboje z M jesteśmy nerwowo wykończeni, ale zdecydowaliśmy się trzymać się razem. Doskonale wiemy, że bez tego któreś z nas w końcu spasuje. Dzisiaj mamy w planach zapisać się na rodzinną terapię. Nie wiem już jak postępować z córką, której złość z powodu młodych M skierowana jest już na mnie. Mam już wrażenie, że ona swym zachowaniem chce doprowadzić do mojego rozstania z M, a drugiej strony wciąż wymaga od niego pomocy w wielu kwestiach, nie okazując przy tym żadnej wdzięczności.
Muszę wytrzymać do piątku, Boże dodaj mi sił i cierpliwości.

2 814 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-02-19 12:34:34)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

zdecydowaliśmy się trzymać się razem. Doskonale wiemy, że bez tego któreś z nas w końcu spasuje. Dzisiaj mamy w planach zapisać się na rodzinną terapię.

Ważne że oboje widzicie , że jest problem, ale i oboje chcecie go rozwiązać. Nie pakujecie się i każde nie idzie w swoją stronę...Najwyraźniej obojgu Wam zależy na tym związku. Trzymam kciuki. I oczywiście będę tu do Was zaglądać.

2 815

Odp: Być drugą i macochą

Wczoraj odchorowałam emocjonalnie  wieczór i do dzisiaj trzyma mnie stan bezradności z przesytem gniewu i irytacji.
Dlaczego te dzieciaki są takie okropne, nieznośne doprowadzające człowieka do rozstroju nerwowego? Jawne nieposłuszeństwo robiąc wszystko na przekór ,oczywiście tak jak wygodniej, bunt, strajk o wszystko i o nic , arogancja ,ignorancja poleceń jakie są nie po nosie dzieciątka siłą rzeczy  autentycznie wtedy jasna cholera człowieka bierze .
Nie oczekuje cudów, ale jedynie posłuchu i przystopowaniem z przesadną zuchwałością.
Odkąd przyjechała od dziadków totalnie nie do okiełznania ,tam wszystko było jej wolno, całkowita samowolka, dziadki praktykują bezstresowe  wychowanie ( czyt dziecku się nie odmawia, w kulturze Włoskiej wszystko kreci się wokół dzieci i jest dostosowane pod dzieci)Pchła  wróciła do rzeczywistości i swoje dyktatorskie zapędy zaczęła pokazywać,usilnie starając się dominacje objąć w domu .Wie że nad ojcem nie ma szans , nade mną tez przewagę  jej ciężko obrać i jej rozżalenie przeradza się w skrajną przeginke ,bo widzi że tutaj już tyle nie wolno ,nikt jej z drogi nie schodzi jak tam, stąd swoje humory pokazuje

Żaden ze mnie spec od wychowania ,ale po raz enty raz utwierdzam się ,że do dzieci nie da się  łagodnymi i delikatnymi środkami zaradczymi i naprawczymi dotrzeć, przynajmniej nie do takich z mocnym i niezłomnym temperamentem ,brak rygoru i surowej dyscypliny powoduje totalny rozgardiasz i dezorganizacje , o tym się już kolejny raz przekonałam.
Próbowałam  po dobroci i grzecznie na spokojnie-jak kula w płot, więc radykalniejsze formy naprostowania i sprowadzenie na ziemie trzeba narzucić wychodzi na  to
Sorry ,że się tak bezsensu rozpisałam, ale musiałam to z siebie wyrzucić, z mężem już na ten temat tez przegadałam  połowę nocy

2 816 Ostatnio edytowany przez Czwórka (2014-02-24 16:56:32)

Odp: Być drugą i macochą

Cześć. Jestem tu nowa. Nie mam zaufania do forów internetowych, ale liczę, że znajdę u Was wsparcie i zrozumienie.

Czuję, że coś się we mnie złamało. Oddałam dziecku mojego męża całe serce. Całą cierpliwość. Nigdy na niego nie krzyczałam, chociaż jest często nieznośny. Nigdy nie nastawiałam dziecka przeciwko jego matce (chociaż ona oczywiście nastawia). I znów po raz kolejny po weekendzie dziecka u nas... dostałam listę zarzutów co zrobiłam źle. Dlaczego ja wszystko robię źle?

2 817

Odp: Być drugą i macochą
Czwórka napisał/a:

Cześć. Jestem tu nowa. Nie mam zaufania do forów internetowych, ale liczę, że znajdę u Was wsparcie i zrozumienie.

Czuję, że coś się we mnie złamało. Oddałam dziecku mojego męża całe serce. Całą cierpliwość. Nigdy na niego nie krzyczałam, chociaż jest często nieznośny. Nigdy nie nastawiałam dziecka przeciwko jego matce (chociaż ona oczywiście nastawia). I znów po raz kolejny po weekendzie dziecka u nas... dostałam listę zarzutów co zrobiłam źle. Dlaczego ja wszystko robię źle?

Witaj,
rozumiem, że tą listę dostałaś od matki dziecka? Może po prostu pani ex wszystko robi najlepiej, bo ma w tym kierunku większe doświadczenie, albo wyżywa się na tobie, gdyż jej pozycja stałą się zagrożona.
Czy twój mąż też uważa, że robisz wszystko źle? Wybacz, ale to on jest rodzicem i powinien zając się dzieckiem. Ty możesz, ale nie musisz. Możesz też mieć odmienne zdanie w kwestii wychowania dziecka. Nie daj się i dla własnego dobra ogranicz kontakty z tą kobietą, niech mąż stanie w twojej obronie. Serce i cierpliwość to najważniejsze, co można dać każdemu dziecku. Może ono opowiada matce jaka właśnie jesteś fajna smile

2 818

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie dziewczyny.
Zastanawiam się czy wypowiadają się tuta w wątku macochy pół-sierot?
Zastanawiam się jak sobie z tym radzić jak nie ma się uczuć do dziecka (to powoduje wyrzuty sumienia), którym z początku miało się tylko zajmować, pomagać w opiece, a tu się okazuje, że dziecko sobie próbuje znaleźć rodzica. Bo prawdziwy nie żyje albo jest nim tylko z nazwy.
Jak się zmusić do pokochania cudzego dziecka albo jak się nauczyć udawać.

2 819

Odp: Być drugą i macochą

Hej, macochą nie jestem. Ale mój narzeczony ma 2 synów z poprzedniego związku i jeśli weźmiemy ślub będę żoną nr.3 big_smile. Powiem tak bywa kolorowo. smile

2 820

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Hej, macochą nie jestem. Ale mój narzeczony ma 2 synów z poprzedniego związku i jeśli weźmiemy ślub będę żoną nr.3 big_smile. Powiem tak bywa kolorowo. smile

Hej,
jeśli zajmujesz się wychowywaniem nieswoich dzieci to jesteś macochą, ślub nie ma tu nic do rzeczy smile

2 821

Odp: Być drugą i macochą
Katariina napisał/a:

Witajcie dziewczyny.
Zastanawiam się czy wypowiadają się tuta w wątku macochy pół-sierot?
Zastanawiam się jak sobie z tym radzić jak nie ma się uczuć do dziecka (to powoduje wyrzuty sumienia), którym z początku miało się tylko zajmować, pomagać w opiece, a tu się okazuje, że dziecko sobie próbuje znaleźć rodzica. Bo prawdziwy nie żyje albo jest nim tylko z nazwy.
Jak się zmusić do pokochania cudzego dziecka albo jak się nauczyć udawać.

Witaj, na tym forum był poruszany problem braku miłości w stosunku do pasierba i nie jest to sprawa indywidualna. Musisz zdać sobie z tego sprawę, że to jest dla ciebie obce dziecko, nie masz z nim związanych wspomnień, kiedy było jeszcze w łonie, kiedy dorastało i nie możesz je pokochać i nikt, zupełnie nikt nie powinien od ciebie tego wymagać. Ojciec powinien uzmysłowić mu, że nie jesteś i nie zastąpisz mu matki. Możesz się zaprzyjaźnić z maluchem, możesz je polubić, stworzyć inne fajne relacje, ale nie takie jakie miałby z matką i nie próbuj z nią rywalizować, jeśli ona nie żyje to dziecko będzie ją idealizować, ona zawsze będzie najważniejsza dla dziecka. Co więcej masz prawo mieć do tego dziecka mniej cierpliwości niż jego rodzić. Dawaj z siebie tyle ile chcesz i nie oczekuj niczego w zamian, bo jeśli bardzo się zaangażujesz możesz się rozczarować. Rozumiem, że dziecko się do ciebie garnie, pozwalaj mu na taką bliskość jaką jesteś w stanie mu dać. To, że nie jesteś jego matką, ma też dobre cechy, możesz być mniej tolerancyjna i godzić się na tyle ile chcesz, to ojciec ma swoje obowiązki wobec niego i jeśli zabrakło mu matki to on powinien stanąć na wysokości zadania, nie ty.

Ja cała promienieje szczęściem i spokojem, bo dzieci M spędzają kilka dni u matki. Życie jest piękne smile

2 822

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Wczoraj odchorowałam emocjonalnie  wieczór i do dzisiaj trzyma mnie stan bezradności z przesytem gniewu i irytacji.
Dlaczego te dzieciaki są takie okropne, nieznośne doprowadzające człowieka do rozstroju nerwowego? Jawne nieposłuszeństwo robiąc wszystko na przekór ,oczywiście tak jak wygodniej, bunt, strajk o wszystko i o nic , arogancja ,ignorancja poleceń jakie są nie po nosie dzieciątka siłą rzeczy  autentycznie wtedy jasna cholera człowieka bierze .
Nie oczekuje cudów, ale jedynie posłuchu i przystopowaniem z przesadną zuchwałością.
Odkąd przyjechała od dziadków totalnie nie do okiełznania ,tam wszystko było jej wolno, całkowita samowolka, dziadki praktykują bezstresowe  wychowanie ( czyt dziecku się nie odmawia, w kulturze Włoskiej wszystko kreci się wokół dzieci i jest dostosowane pod dzieci)Pchła  wróciła do rzeczywistości i swoje dyktatorskie zapędy zaczęła pokazywać,usilnie starając się dominacje objąć w domu .Wie że nad ojcem nie ma szans , nade mną tez przewagę  jej ciężko obrać i jej rozżalenie przeradza się w skrajną przeginke ,bo widzi że tutaj już tyle nie wolno ,nikt jej z drogi nie schodzi jak tam, stąd swoje humory pokazuje

Żaden ze mnie spec od wychowania ,ale po raz enty raz utwierdzam się ,że do dzieci nie da się  łagodnymi i delikatnymi środkami zaradczymi i naprawczymi dotrzeć, przynajmniej nie do takich z mocnym i niezłomnym temperamentem ,brak rygoru i surowej dyscypliny powoduje totalny rozgardiasz i dezorganizacje , o tym się już kolejny raz przekonałam.
Próbowałam  po dobroci i grzecznie na spokojnie-jak kula w płot, więc radykalniejsze formy naprostowania i sprowadzenie na ziemie trzeba narzucić wychodzi na  to
Sorry ,że się tak bezsensu rozpisałam, ale musiałam to z siebie wyrzucić, z mężem już na ten temat tez przegadałam  połowę nocy

Często młoda wyjeżdża do dziadków? Staracie jakoś wpłynąć na ich zachowanie w stosunku do małej? Mnie też szlak trafia jak młody M jest u dziadków, gdzie wszystko wolno. Nawet odezwać się przy nich nie można wymagając czegoś od młodego, bo ten unosi się rykiem (13 lat!) a dziadki wyjeżdżają na M, że się czepia. Chodzi o błahostki jak np. umycie rąk do posiłku.

2 823

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Hej, macochą nie jestem. Ale mój narzeczony ma 2 synów z poprzedniego związku i jeśli weźmiemy ślub będę żoną nr.3 big_smile. Powiem tak bywa kolorowo. smile

Hej,
jeśli zajmujesz się wychowywaniem nieswoich dzieci to jesteś macochą, ślub nie ma tu nic do rzeczy smile

Nie lubię słowa macocha, brzmi okropnie... Czy zajmuję się wychowaniem nie swoich dzieci... Faktem jest, że synowie mojego S. mieszkają ze swoją mamą w Moskwie, a my na razie w Polsce. ( Planujemy na w przyszłości przenieść się do Moskwy)
Faktem jest, że lubię dzieci mojego faceta, jestem do nich przywiązana i z wzajemnością. Dowodem na to może być ostatnie zdarzenie, starszy pierwszy raz się zakochał i byłam pierwszą osobą która się o tym dowiedziała.
Czasem bywa w naszym życiu dość trudno, dziwacznie ale nie wybrałabym innego.

2 824

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Jednak jeśli nie zjawi się w taki dzień to też powinno dać ci do myślenia i ułatwić decyzję.

Ułatwiło decyzję. Nie zjawił się. Za to usłyszałam słowa, których nie chciałaby usłyszeć żadna osoba od kogoś kogo kocha: "jesteś młodą, ładną, mądrą kobietą zasługujesz na kogoś lepszego niż ja...Kochamy się, ale to jest za duży mur do przeskoczenia" . I?.... chyba przyznaję mu rację. Nie przeskoczymy tego :-(

Właśnie przestałam być macochą dla kogokolwiek i przestałam być drugą. Jeszcze nie wiem czy będę się z tego cieszyć. Na razie cholernie boli.

Trzymaj się,kochana... Wiem,że boli. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny...
Nowy rozdział przed Tobą....:) Tego jestem pewna.

2 825

Odp: Być drugą i macochą

Normalnie całe życie z wariatami.

Właśnie przejrzałam zdjęcia... Ostatnio jak byliśmy razem we 4 na nartach pani w knajpce pytała czyje to dzieci. Zgodnie stwierdziliśmy, że nasze. Spojrzała się dziwnie... A my mieliśmy ubaw do samego wieczora.
Dosłownie mina za milion dolców.

2 826 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-04 10:47:48)

Odp: Być drugą i macochą

Mam wnerwa na maxa. Cały tydzień bez dzieci M, błogi spokój i chwile pełne szczęścia. Wystarczył jeden dzień powrotu do rzeczywistości i rozchwiałam się nerwowo.
Poszło o oglądanie filmu M z synem, który skończył się po godzinie 23. Telewizor jest w pokoju w którym śpimy z M. Nie muszę chyba wspominać o braku prywatności o tak później porze, gdy na drugi dzień wszyscy musimy wstać wcześnie. Wymagam, aby młody do godz. 22 był u siebie w pokoju. Jestem tak niewyspana i wściekła, że nie mam ochoty dziś wracać do domu. Jak tu wytrzymać do końca tygodnia? W piątek na weekend przyjeżdża do nas drugi syn M, a ja mam ochotę uciekać.
Te cudowne chwile spędzone sam na sam można policzyć na palcach jednej ręki w ciągu całego roku. Pozostały okres to użeranie się ze smarkaczami, chyba jestem już na to za stara i za wygodna. M coraz bardziej odpłaca się za mój brak cierpliwości i tolerancji do jego synów.  Kurcze, nie nazywam się Matka Teresa i też mam prawo do własnego szczęścia.

Lily89 życzę ci z całego serca wszystkiego dobrego, ale bądź ostrożna, jeśli w końcu pojedziesz do Rosji. Utrzymaj niezależność finansową i mniej otwartą furtkę na możliwość powrotu. Te rzeczy są ważne dla każdego związku, jednak za granicą nie będziesz miała, aż takiego wsparcia rodziny i będziesz narażona na ataki pani ex. Regularne kontakty z dziećmi faceta też mogą spowodować, że będziesz się z nimi gorzej dogadywać. Obym się myliła kochana, jednak mam już trochę doświadczenia w tej kwestii. Ja też kiedyś świetnie się bawiłam, głównie na wyjazdach, kiedy M zabierał sporadycznie do nas swoje dzieci, czułam, że tworzymy rodzinę. Na początku znajomości wszyscy chcemy pokazać się z dobrej strony i jesteśmy w stosunku do siebie bardziej wyrozumiali. No chyba, że ty masz tolerancje Matki Teresy, której mi brakuje smile

2 827

Odp: Być drugą i macochą

Pani ex. nie ma skłonności do ataków na szczęście. Ma swoje życie i jest chyba zadowolona. Co do finansów, kiedyś pytałam swojego co by było gdybym tak została kurą domową. On stwierdził , że nie ma opcji. Po tygodniu dostała byś świra. Czy ja wiem czy Mam tolerancję Matki Teresy... Raczej dobrze pamiętam jak to być nastolatką.

2 828 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-04 12:22:58)

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Pani ex. nie ma skłonności do ataków na szczęście. Ma swoje życie i jest chyba zadowolona. Co do finansów, kiedyś pytałam swojego co by było gdybym tak została kurą domową. On stwierdził , że nie ma opcji. Po tygodniu dostała byś świra. Czy ja wiem czy Mam tolerancję Matki Teresy... Raczej dobrze pamiętam jak to być nastolatką.

Po prostu ostrzegam, ja sama kiedyś dałabym wiele za uświadomienie mnie o możliwych konsekwencjach związku z facetem z dziećmi, ale ty już chyba jesteś zdecydowana, zatem powodzenia smile

2 829 Ostatnio edytowany przez Lily89 (2014-03-04 12:57:49)

Odp: Być drugą i macochą

Świadoma to jestem chyba od początku. Miałam o tyle farta, że ex. żona nie jest nienormalna. Co do decyzji pierścionek na palcu jest. Po dość długich wahaniach.
Pewnie, że będzie trudniej niż "normalnie", ale w sumie chyba tak musiało być.

2 830

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Pani ex. nie ma skłonności do ataków na szczęście. Ma swoje życie i jest chyba zadowolona. Co do finansów, kiedyś pytałam swojego co by było gdybym tak została kurą domową. On stwierdził , że nie ma opcji. Po tygodniu dostała byś świra. Czy ja wiem czy Mam tolerancję Matki Teresy... Raczej dobrze pamiętam jak to być nastolatką.

taka jesteś młodziutka lily..
ja rozumiem, że wiesz, jak to jest być nastolatką
ale powinnas tez wiedzieć, jak ciężko wypracować sobie AUTORYTET u nastolatków...

2 831 Ostatnio edytowany przez Lily89 (2014-03-04 19:09:25)

Odp: Być drugą i macochą

Z tym na razie nie jest najgorzej. Próbują podskakiwać, ale nie dam się. Wiem, że jak raz ustąpię to nie ma rady. Pracujemy nad tym, dobrze że on stoi za mną i nie pozwala na brak szacunku. Zresztą ex też nie. Twarde rosyjskie wychowanie.

2 832 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-07 13:20:31)

Odp: Być drugą i macochą

M musi wyjechać służbowo zagranice na ponad tydzień. Powiedziałam mu, że nie ma sprawy pod warunkiem, iż jego młody będzie w tedy pod opieką matki lub dziadków np. w czerwcu. Okazuje się, że wyjazd jest w przyszłym miesiącu. Dziadkowie mieszkają w innym mieście, wiec problem z dojazdem do szkoły, a matka z pewnością go nie weźmie na ten czas do siebie po złości.
Nie wiem co robić. Z jednej strony jest to dobry moment, by się jakoś z nim dogadać, a z drugiej boję się, że mi puszczą nerwy. Ostatnio nasze stosunki są bardzo napięte i nie czuję się na siłach. M ma możliwość dużego zarobku. Któreś z was były w takiej sytuacji? Jak przetrwałyście?

2 833

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna - ja byłam w takiej sytuacji kilka razy - za pierwszym razem schodziliśmy sobie z drogi, za drugim wracałam specjalnie późno do domu aby młody radził sobie sam i nie irytował mnie, za trzecim razem myślałam, że chłopaka podmienili bo zmiana było radykalna, tyle, że był wtedy już po maturze ha, ha, ha. Zawsze miał nakazane nie sprawiać kłopotów i pomagać mi ale zlewał to równo.
Nie zazdroszczę. Wasz może był wtedy u dziadków i może lepiej aby tak się stało. Wątpię aby zbuntowany, pod nieobecność ojca stał się pokorny i cudowny. Chociaż,.... nigdy nie wiadomo ...
Bałam się delegacji męża niesamowicie.
Znikanie z własnego domu, zamykanie w pokoju... powodowało u mnie jeszcze większą niechęć do młodego, bo niby czemu mam się usuwać mu z drogi (tak to potem odbierałam). A z drugiej strony wiedziałam, że i jemu jest trudno samemu ze mną.

2 834

Odp: Być drugą i macochą
Lily89 napisał/a:

Z tym na razie nie jest najgorzej. Próbują podskakiwać, ale nie dam się. Wiem, że jak raz ustąpię to nie ma rady. Pracujemy nad tym, dobrze że on stoi za mną i nie pozwala na brak szacunku. Zresztą ex też nie. Twarde rosyjskie wychowanie.

Jesteś bardzo młodą osobą (jeśli te 89 to rok urodzenia). Jeśli tak, to jesteś młodsza od moich synów.
Jako doświadczona życiowo kobieta jedno co mogę powiedzieć ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY.

Trzecia żona?!, pasierbowie niewiele młodsi!
Mnie ta trzecia dała by do myślenia najwięcej.

2 835

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Zazdrosna - ja byłam w takiej sytuacji kilka razy - za pierwszym razem schodziliśmy sobie z drogi, za drugim wracałam specjalnie późno do domu aby młody radził sobie sam i nie irytował mnie.

Znikanie z własnego domu, zamykanie w pokoju... powodowało u mnie jeszcze większą niechęć do młodego, bo niby czemu mam się usuwać mu z drogi (tak to potem odbierałam). A z drugiej strony wiedziałam, że i jemu jest trudno samemu ze mną.

Tak, też to przerabiałam. W tedy jednak M był w Polsce, na moją prośbę mógłby wrócić w każdej chwili. Teraz będę zdana sama na siebie.

Ewarg napisał/a:

Wasz może był wtedy u dziadków i może lepiej aby tak się stało.

Przecież nic by się takiego nie stało gdyby przez tydzień nie chodził do szkoły i tak uczyć się nie chce. Tylko trochę boję się dziadków M o to prosić. Jak by to świadczyło o mnie?

2 836

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Z jednej strony jest to dobry moment, by się jakoś z nim dogadać, a z drugiej boję się, że mi puszczą nerwy.

Zazdrosna13 a może to jest dobry moment, albo teraz, albo.... kiedy? Jak frustracja sięgnie zenitu i poszarpiesz się z dzieciakiem? Postaw sprawę jasno. Twój M od dawna wie o Twoich uczuciach w stosunku do Młodego, mimo wszystko chce się po prostu zawinąć i zostawić Cię z kłopotem, z żalem, z płaczącym z bólu i bezradności sercem??? Postaw sprawę jasno - dzieciak ma matkę i albo Ona się nim zajmie, albo ojciec. Jeśli tym razem ojciec też ma inne priorytety, to opiekę powinna przejąć Matka Młodego. Jeśli odmówi i M będzie musiał zostać, to niech ma pretensję do Matki dzieciaka, a nie do Ciebie!!! Chociaż znając życie i sądząc po swoim doświadczeniu, to i tak to Ty będziesz tą niedobrą i komplikującą wszystko jędzą. Ale nie pozwalaj sobie na to.

2 837

Odp: Być drugą i macochą

ja się zgadzam lily z ewarg.
czytam o tym twoim sielankowym zyciu i wsparciu przyszłego małzonka i myslę sobie.. az znajdzie czwartą, jeszcze młodszą...

zazdrosna.. a może własnie nie będzie tak zlę?
wiesz czego oczekujesz i młody tez wie...
więc ustal zasady i sie ich trzymaj...

2 838

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Z jednej strony jest to dobry moment, by się jakoś z nim dogadać, a z drugiej boję się, że mi puszczą nerwy.

Zazdrosna13 a może to jest dobry moment, albo teraz, albo.... kiedy? Jak frustracja sięgnie zenitu i poszarpiesz się z dzieciakiem? Postaw sprawę jasno. Twój M od dawna wie o Twoich uczuciach w stosunku do Młodego, mimo wszystko chce się po prostu zawinąć i zostawić Cię z kłopotem, z żalem, z płaczącym z bólu i bezradności sercem??? Postaw sprawę jasno - dzieciak ma matkę i albo Ona się nim zajmie, albo ojciec. Jeśli tym razem ojciec też ma inne priorytety, to opiekę powinna przejąć Matka Młodego. Jeśli odmówi i M będzie musiał zostać, to niech ma pretensję do Matki dzieciaka, a nie do Ciebie!!! Chociaż znając życie i sądząc po swoim doświadczeniu, to i tak to Ty będziesz tą niedobrą i komplikującą wszystko jędzą. Ale nie pozwalaj sobie na to.

Jeszcze nic nie ustaliliśmy. Rozważam tylko sytuację, gdybym się zgodziła i młody miał zostać pod moją opiekę. Czuję się trochę do tego zobligowana. Na razie M załatwia by chłopaka na ten czas wzięła matka, jednak ona zawsze robi mu po złości. Zwarzywszy, że tydzień wyjazdu przypadłby w weekend kiedy drugi syn M miałby być u nas. A ex M ostatnio ciągle wymusza awanturami na M by brał drugiego syna do nas, więc jestem przekonana, że się nie zgodzi.
Rozumiem, że M też jest w ciężkiej sytuacji, bo i jego ex i ja najchętniej byśmy się pozbyły jego synów.

2 839

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ja się zgadzam lily z ewarg.
czytam o tym twoim sielankowym zyciu i wsparciu przyszłego małzonka i myslę sobie.. az znajdzie czwartą, jeszcze młodszą...

zazdrosna.. a może własnie nie będzie tak zlę?
wiesz czego oczekujesz i młody tez wie...
więc ustal zasady i sie ich trzymaj...

Strasznie się boję. Wiem, że dużo zależy ode mnie, bo młody będzie raczej grzeczny.

Myślę, że Lily już zdecydowała i pójdzie za głosem serca. Nie przekonamy jej, oby dobrze trafiła.

2 840

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

A ex M ostatnio ciągle wymusza awanturami na M by brał drugiego syna do nas, więc jestem przekonana, że się nie zgodzi.
Rozumiem, że M też jest w ciężkiej sytuacji, bo i jego ex i ja najchętniej byśmy się pozbyły jego synów.

!!!!
Ale nic nie zmieni tego że to ONA jest MATKĄ a nie Ty i żal i złość o to, że odtrąca chłopaków M może mieć przede wszystkim do ich Matki - taką Zołzę wybrał sobie kiedyś na żonę i matkę swoich dzieci. A skoro ONA teraz wymusza awanturami na M by brał drugiego syna, to może czas najwyższy żeby facet odpłacił tym samym. Już kiedyś Cię o to pytałam Zazdrosna, czy Matka tych chłopców ma określone kontakty z synem, który mieszka u Was? Czemu nie zacząć wymagać od tej Awanturującejsię żeby w końcu zajęła się dziećmi jak Matka a nie jak niedojrzała nastolatka?

2 841 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-07 16:05:07)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

A ex M ostatnio ciągle wymusza awanturami na M by brał drugiego syna do nas, więc jestem przekonana, że się nie zgodzi.
Rozumiem, że M też jest w ciężkiej sytuacji, bo i jego ex i ja najchętniej byśmy się pozbyły jego synów.

!!!!
Ale nic nie zmieni tego że to ONA jest MATKĄ a nie Ty i żal i złość o to, że odtrąca chłopaków M może mieć przede wszystkim do ich Matki - taką Zołzę wybrał sobie kiedyś na żonę i matkę swoich dzieci. A skoro ONA teraz wymusza awanturami na M by brał drugiego syna, to może czas najwyższy żeby facet odpłacił tym samym. Już kiedyś Cię o to pytałam Zazdrosna, czy Matka tych chłopców ma określone kontakty z synem, który mieszka u Was? Czemu nie zacząć wymagać od tej Awanturującejsię żeby w końcu zajęła się dziećmi jak Matka a nie jak niedojrzała nastolatka?

Zgadzam się z Tobą w 100% tylko, że ja nie pójdę do sądu i nie złożę wniosku o widzenia dla matki. Nie wiem dlaczego M się waha. Jak raz nam ex bez uprzedzenia zostawiła drugiego syna, choć zgodnie z wyrokiem miał być już u niej to stwierdził, że złoży wniosek do sądu o widzenia matki dla tego młodego który jest z nami. Jednak teraz M unika tematu stwierdzając, że zobaczy jak będą wyglądać ich spotkania. Ja doskonale wiem jak - nijak. Z drugiej strony młody po przyjeździe od matki zawsze jest zbuntowany, bo ta mu bajki obiecuje więc im mniej kontaktu z nią tym dla nas lepiej. Może M chce w ten sposób chronić syna przed matką, choć to jest chore - jej postępowanie jest chore. Już mu nie wypominam, że taką kobietę wziął sobie na matkę dzieci, bo widzę, że ta sytuacja go przerasta. Ma dwie zołzy ex i next smile Z tą niedojrzałą nastolatką to trafiłaś w samo sedno, tak właśnie się zachowuje.

2 842 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-03-07 16:33:00)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

M musi wyjechać służbowo zagranice na ponad tydzień. Powiedziałam mu, że nie ma sprawy pod warunkiem, iż jego młody będzie w tedy pod opieką matki lub dziadków np. w czerwcu. Okazuje się, że wyjazd jest w przyszłym miesiącu. Dziadkowie mieszkają w innym mieście, wiec problem z dojazdem do szkoły, a matka z pewnością go nie weźmie na ten czas do siebie po złości.
Nie wiem co robić. Z jednej strony jest to dobry moment, by się jakoś z nim dogadać, a z drugiej boję się, że mi puszczą nerwy. Ostatnio nasze stosunki są bardzo napięte i nie czuję się na siłach. M ma możliwość dużego zarobku. Któreś z was były w takiej sytuacji? Jak przetrwałyście?

Mój mąż nie raz często i bardzo często wyjeżdża na dłużej lub krócej ,czasami jest  to kilka dni, czasami więcej licząc w tygodniach. Ja na twoim miejscu tak czysto teoretycznie nie stresowałabym się tak, nie raz pisałaś ,ze chłopiec jest grzeczny, nie pyskuje, nie awanturuje się z tobą zwłaszcza ,kiedy jesteście we dwoje tylko. Młody już bardziej na łeb wchodzi ojcu, nie tobie i to dało się zauważyć. Nie sądzę ,aby tydzień nieobecności twojego faceta  ( mąż ,czy konkubent?) wywołał piekło w domu miedzy tobą ,a chłopcem .
Jest w tym wieku , ze skakać, niańczyć już nie trzeba i ty tez nie wyręczaj go, nie podtyka mu wszystkiego pod nos. Adekwatną samodzielnością jak na swój wiek  tez się niech wykaże, nie będzie mieć wyjścia

Na dobrą sprawę jak mnie Pchla podkurzyła nie raz to po prostu ignorowałam ją, już więcej nie prosiłam, nie błagałam, nie wojowałam o lekcje i tym podobne sprawy na co dzień. Swoje robiłam to co do mnie należy i to wszystko. No chyba ze bardzo ładnie i grzecznie mnie poproszono pomoc w czymś i do jej zachowania nie miałam zastrzeżeń, wtedy miedzy nami komunikatywność była nienaganna  .
Dodam, ze na początku  był tez jasno przekazany komunikat :Jesteś pod moją opieką, pod moimi wymogami i musisz je  respektować, w przeciwnym razie napotykając opór nie dogadamy się ,a to się wiąże z szeregiem nie miłych konsekwencji, zysków na pewno wtedy nie będzie

Apropo dziadków o czym wcześniej pisałaś i się pytałaś, to Młoda rzadko się z nimi widzi, ledwie kilka razy w roku ( oni u nas, my o nich) i tak raczej od niechcenia tam lata, z dziadkami tak na dystans, ale to tym bardziej wtedy każdy jej z drogi złazi i wszystko jest po wnusi myśli, bo tak ma być jak dziecko chce i to jest święte, później dziecko rozżalone ,że nie ma takiego ulegania i ustępowania w domu, czy w szkole .Lecz jak się przestawi na odpowiednie tory to już bardziej do ogarnięcia

2 843

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Mortisha,
nie jesteśmy małżeństwem, co też z resztą nie jest dla mnie zbyt komfortowe, choć z drugiej stromy w obecnej sytuacji dużo ułatwia.
Więc znów wychodzi, że to ja mam problem z tolerowaniem młodego M, tak zgadzam się z tym całkowicie, nie mam do niego nerwów, drażni mnie jego obecność, natarczywość, infantylność, leserstwo. Problem tkwi we mnie.

2 844

Odp: Być drugą i macochą

Chłopak tak został ukształtowany, brak odpowiedniego wychowania od lat, stąd twoje wymogi dla niego są czymś abstrakcyjnym ( dla niego, choć jestem zdania ze nie wymagasz dużo).
Mnie  też takie wady niebywale irytowałyby , ale jak chłopiec może zachowywać się dojrzale i adekwatnie do swojego wieku  jeśli nie jednokrotnie czytałam, że ojciec także bagatelizuje to o co ty go prosisz, abyście wspólnie konkretnie wymogi stosowali  wobec młodego. Wszystko przecieka wam wtedy prze palce
Obowiązki i zasady jakie ustalicie razem konsekwentnie powinny być wdrążane w życie młodego w waszym domu. Nie ma tak, ze ojciec tobie przytaknie ,podpisze się pod tym , a w praktyce machnie ręka olewając wcześniej ustalone zasady i reguły- niestety chyba tak jest
Młody jest infantylny, jest leserem bo najwyraźniej ani matka nie raczyła cos w tym kierunku zrobić (zresztą matka tez ma nie równo pod sufitem),, ani ojciec z tobą nie trzyma sztamy w kwestii chłopaka i wspólnych zasad w jednym domu ( np.  ( sytuacja  z siedzeniem do pozna w waszym pokoju )

Mnie się zdaje, że gdy ojca nie będzie pasierb będzie bardziej uległy na twoje prośby, w przeciwieństwie kiedy wie ze tato jest w domu i on machnie ręka na to, co ty oczekiwałabyś .

2 845

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:
Lily89 napisał/a:

Z tym na razie nie jest najgorzej. Próbują podskakiwać, ale nie dam się. Wiem, że jak raz ustąpię to nie ma rady. Pracujemy nad tym, dobrze że on stoi za mną i nie pozwala na brak szacunku. Zresztą ex też nie. Twarde rosyjskie wychowanie.

Jesteś bardzo młodą osobą (jeśli te 89 to rok urodzenia). Jeśli tak, to jesteś młodsza od moich synów.
Jako doświadczona życiowo kobieta jedno co mogę powiedzieć ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY.

Trzecia żona?!, pasierbowie niewiele młodsi!
Mnie ta trzecia dała by do myślenia najwięcej.

Zastanawiałam się 500 razy. Raz nawet przez miesiąc za granicą w te wakacje. I z tego zastanawiania mi wyszło, że jak nie zaryzykuję to będę bardzo żałować i nigdy sobie nie wybaczę. W życiu nie było mi tak źle na wakacjach jak wtedy.

2 846

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

ja się zgadzam lily z ewarg.
czytam o tym twoim sielankowym zyciu i wsparciu przyszłego małzonka i myslę sobie.. az znajdzie czwartą, jeszcze młodszą...

Czy my mamy sielankę, możliwe że z boku tak to wygląda.  A czy znajdzie młodszą być może. Aczkolwiek teściowa wieszczy, że ja sobie znajdę młodszego. Kto nie ryzykuje ten nie ma.

2 847

Odp: Być drugą i macochą

Lily89  a po co wam śpieszno tak z tym ślubem? daj sobie na wstrzymanie, pożyjcie zgodnie i  szczęśliwie  jeszcze trochę w związku partnerskimi, naprawdę nie ma co się spieszyć z  zaślubinami tym bardziej ,ze jeszcze dzieci nie macie

Sama jestem gorącym zwolennikiem życia w partnerstwie  ,przynajmniej przez pierwsze lata ( bardzo dobrze mi się żyło w takim układzie) a ślub mimo ,ze nie planowaliśmy z moim, to tylko za sprawa interesów i formalności papierowych został wzięty, gdyby nie to nadal byśmy byli w konkubinacie

Oczywiście nie odbieraj tego, że ja chce dyrygować twoim życiem, absolutnie ,zrobisz tak jak ty postanowisz ,ale radze gorąco tak pochopnie i na szybkiego z ślubem się nie wychylać. Pomieszkaj, pożyj- nie spiesz się.
Partner to chyba znacznie starszy około 40 stki? Do ślubu nie powinno się podchodzić z lekkoduchem , mając już kilka rozwodów na koncie autentycznie nie widzę powodów, aby ponownie zaraz w następny ślub się pakować, dajcie sobie w tym temacie czas  hmm

2 848

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie.

Po raz pierwszy piszę jako zarejestrowany użytkownik, ale sam temat śledzę od dłuższego czasu. Pozwoliłam sobie przeczytać temat od początku i wypowiedzi niektórych z Was są mi aż do bólu (!) znane.

Wybaczcie, że wyszła mi cała długa historia do czytania jak książka, ale skoro i tak padają potem pytania o wiele rzeczy, to ja może napiszę od razu wszystko ;)

Jestem od ponad roku w związku z mężczyzną. Jest starszy ode mnie 14 lat, dopiero co świętowaliśmy jego 40 urodziny. O jego dziecku dowiedziałam się na samym początku, może nie na pierwszym spotkaniu, ale jednak maksymalnie po trzech tygodniach znajomości. Pierwsze spotkania były jako znajomi i chyba żadna ze stron nie podejrzewała, że to się "przeciągnie".

Sprawa była postawiona jasno (przynajmniej tak to wtedy wyglądało). Facet mieszkał wtedy z tą babką, ale twierdził, że już ze dwa lata ze sobą nie mogą się dogadać, że każde z nich szuka sobie swojego partnera i że w sumie nic, poza dzieckiem, ich nie łączy. Nie mieli ślubu.

Wszystko ładnie, pięknie. Oczywiście do momentu, w którym nie znałam ani tej kobiety, ani dziecka. To chyba taki zwyczajny scenariusz, że zakochany facet zrobi wszystko, ale tylko na samym początku. Sprzątnie, pozmywa naczynia, pocałuje na dzień dobry i na do widzenia. Będzie kochał tęsknił i DOMYŚLI się wszystkiego, nawet niewypowiedzianych pragnień.

A potem poznaje się jego dziecko i wielka d**a. Bo przecież dziecko, które kończy podstawówkę może myć się godzinę (bo mamusia się tyle myła, to nie ma przykładu). Może rano wstać i w piżamie przesiedzieć do za dziesięć ósma (bo tatuś zawsze zrobi kanapki, bo przecież to dziecko, bo przecież za nią się wszystko zrobi, sprzątnie - a kto? no chyba w końcu i tak zawsze ja, bo ja nie odwożę dziecka do szkoły). I tak dalej. Dziecko się wita i żegna buziakiem w usta, do mnie można coś krzyknąć zza drzwi. Jak wyjeżdżam, dziecko może spać na moim miejscu pod moją kołdrą i poduszką. No bo przecież ja wydziwiam, że mi to przeszkadza.

Ostatnio usłyszałam, że "to on przecież musiał zrezygnować z większości, o ile nie z całego swojego życia" jak mnie poznał. Aha. Tylko:
-on dalej mieszka w swoim mieszkaniu (niedługo po tym, jak się poznaliśmy, jego była się wyprowadziła, oczywiście dalej jest tu mnóstwo jej rzeczy i dalej ma klucze i wchodzi kiedy chce -BO TU też MIESZKA ICH DZIECKO, więc dla faceta to żaden problem);
- on dalej pracuje tam, gdzie pracował, a ja zrezygnowałam po wspólnych dyskusjach z pracy;
- on ma tu swoich znajomych i tak dalej (ja miałam cały czas swoich minimum 100 km dalej).

Na początku było super. Jak dobrze, jego życie się zmieniło, jak wspaniale, wreszcie normalna kobieta itd. A potem zaczęły mu przeszkadzać rzeczy, które go denerwowały u byłej (tyle, że teraz wkurza go byle co, na przykład jak wstanę pół godziny później od niego). Usłyszałam tekst, że GNIJĘ W ŁÓŻKU.

Albo, jak zrobiłam sobie śniadanie. Pokłóciliśmy się dzień wcześniej i nie miałam nawet ochoty na niego patrzeć. A co dopiero robić mu śniadanie! Nie jadł do południa, taki był obrażony. Chyba na jedzenie się dorośli nie obrażają? Fakt faktem, często robię nam śniadanie, ale bez przesady... Rączki ma, duży już jest.

I tak dalej. Takie pierdoły, które on uważa za normalność, a mnie doprowadzają do szału.

Nagle musiałam wejść w życie, o którym nie miałam pojęcia. Pewnie, że na własne życzenie, ale jednak jest to wielki stres i trudność. Zawodowo tego nie robię... Nie dość, że trzeba się dopasować do drugiej osoby, to jeszcze do dziecka, które przecież fantastycznie wykorzystuje poczucie winy rodziców (wystarczyło, że dziecko "popłakało" miesiąc za nowym telefonem za prawie tysiąc złotych, a już dostało. Co z tego, że rok temu też płakało, tyle, że za innym...).

I tak dalej. Mam dość, mam dość wszystkiego i wszystkich. Warczę dookoła, szlag mnie trafia i tak się to zaczęło kręcić. Mnie wkurza coraz więcej, jego też. Śpimy odwróceni do siebie, pod dwoma kołdrami i każdy pilnuje swojej połowy łóżka. Dosłownie. Wczoraj był problem, jak poprosiłam, żeby się przesunął. Pokazał palcem deseczkę w łóżku, że tu połowa i że wymyślam.

Dobra, koniec! Mogę tak pisać w nieskończoność, znamy się z półtora roku, jesteśmy jakiś rok, a ja zaczynam wariować.

2 849

Odp: Być drugą i macochą
Zyt_Ma napisał/a:

- on dalej pracuje tam, gdzie pracował, a ja zrezygnowałam po wspólnych dyskusjach z pracy;
- on ma tu swoich znajomych i tak dalej (ja miałam cały czas swoich minimum 100 km dalej).

Największy błąd jaki może zrobić kobieta w dzisiejszych czasach---> zrezygnować z pracy i dać się podporządkować facetowi!!!
Zyt_Ma spieprz.aj stamtąd póki jeszcze nie zatraciłaś się całkiem.

2 850

Odp: Być drugą i macochą

I jak kobietki Dzień Kobiet spędziłyście? Jakiś kwiatek? czekoladka? pomoc w obraniu ziemniaków? tongue
Ja właśnie wróciłam z fajnego długiego spacerku w malowniczych wiosennych terenach i symboliczne % też były smile

2 851

Odp: Być drugą i macochą
Zyt_Ma napisał/a:

Witajcie.

Po raz pierwszy piszę jako zarejestrowany użytkownik, ale sam temat śledzę od dłuższego czasu. Pozwoliłam sobie przeczytać temat od początku i wypowiedzi niektórych z Was są mi aż do bólu (!) znane.

Wybaczcie, że wyszła mi cała długa historia do czytania jak książka, ale skoro i tak padają potem pytania o wiele rzeczy, to ja może napiszę od razu wszystko wink

Jestem od ponad roku w związku z mężczyzną. Jest starszy ode mnie 14 lat, dopiero co świętowaliśmy jego 40 urodziny. O jego dziecku dowiedziałam się na samym początku, może nie na pierwszym spotkaniu, ale jednak maksymalnie po trzech tygodniach znajomości. Pierwsze spotkania były jako znajomi i chyba żadna ze stron nie podejrzewała, że to się "przeciągnie".

Sprawa była postawiona jasno (przynajmniej tak to wtedy wyglądało). Facet mieszkał wtedy z tą babką, ale twierdził, że już ze dwa lata ze sobą nie mogą się dogadać, że każde z nich szuka sobie swojego partnera i że w sumie nic, poza dzieckiem, ich nie łączy. Nie mieli ślubu.

Wszystko ładnie, pięknie. Oczywiście do momentu, w którym nie znałam ani tej kobiety, ani dziecka. To chyba taki zwyczajny scenariusz, że zakochany facet zrobi wszystko, ale tylko na samym początku. Sprzątnie, pozmywa naczynia, pocałuje na dzień dobry i na do widzenia. Będzie kochał tęsknił i DOMYŚLI się wszystkiego, nawet niewypowiedzianych pragnień.

A potem poznaje się jego dziecko i wielka d**a. Bo przecież dziecko, które kończy podstawówkę może myć się godzinę (bo mamusia się tyle myła, to nie ma przykładu). Może rano wstać i w piżamie przesiedzieć do za dziesięć ósma (bo tatuś zawsze zrobi kanapki, bo przecież to dziecko, bo przecież za nią się wszystko zrobi, sprzątnie - a kto? no chyba w końcu i tak zawsze ja, bo ja nie odwożę dziecka do szkoły). I tak dalej. Dziecko się wita i żegna buziakiem w usta, do mnie można coś krzyknąć zza drzwi. Jak wyjeżdżam, dziecko może spać na moim miejscu pod moją kołdrą i poduszką. No bo przecież ja wydziwiam, że mi to przeszkadza.

Ostatnio usłyszałam, że "to on przecież musiał zrezygnować z większości, o ile nie z całego swojego życia" jak mnie poznał. Aha. Tylko:
-on dalej mieszka w swoim mieszkaniu (niedługo po tym, jak się poznaliśmy, jego była się wyprowadziła, oczywiście dalej jest tu mnóstwo jej rzeczy i dalej ma klucze i wchodzi kiedy chce -BO TU też MIESZKA ICH DZIECKO, więc dla faceta to żaden problem);
- on dalej pracuje tam, gdzie pracował, a ja zrezygnowałam po wspólnych dyskusjach z pracy;
- on ma tu swoich znajomych i tak dalej (ja miałam cały czas swoich minimum 100 km dalej).

Na początku było super. Jak dobrze, jego życie się zmieniło, jak wspaniale, wreszcie normalna kobieta itd. A potem zaczęły mu przeszkadzać rzeczy, które go denerwowały u byłej (tyle, że teraz wkurza go byle co, na przykład jak wstanę pół godziny później od niego). Usłyszałam tekst, że GNIJĘ W ŁÓŻKU.

Albo, jak zrobiłam sobie śniadanie. Pokłóciliśmy się dzień wcześniej i nie miałam nawet ochoty na niego patrzeć. A co dopiero robić mu śniadanie! Nie jadł do południa, taki był obrażony. Chyba na jedzenie się dorośli nie obrażają? Fakt faktem, często robię nam śniadanie, ale bez przesady... Rączki ma, duży już jest.

I tak dalej. Takie pierdoły, które on uważa za normalność, a mnie doprowadzają do szału.

Nagle musiałam wejść w życie, o którym nie miałam pojęcia. Pewnie, że na własne życzenie, ale jednak jest to wielki stres i trudność. Zawodowo tego nie robię... Nie dość, że trzeba się dopasować do drugiej osoby, to jeszcze do dziecka, które przecież fantastycznie wykorzystuje poczucie winy rodziców (wystarczyło, że dziecko "popłakało" miesiąc za nowym telefonem za prawie tysiąc złotych, a już dostało. Co z tego, że rok temu też płakało, tyle, że za innym...).

I tak dalej. Mam dość, mam dość wszystkiego i wszystkich. Warczę dookoła, szlag mnie trafia i tak się to zaczęło kręcić. Mnie wkurza coraz więcej, jego też. Śpimy odwróceni do siebie, pod dwoma kołdrami i każdy pilnuje swojej połowy łóżka. Dosłownie. Wczoraj był problem, jak poprosiłam, żeby się przesunął. Pokazał palcem deseczkę w łóżku, że tu połowa i że wymyślam.

Dobra, koniec! Mogę tak pisać w nieskończoność, znamy się z półtora roku, jesteśmy jakiś rok, a ja zaczynam wariować.

Ale to, co opisujesz to nie jest wina dziecka. To jest wina w 50% Twojego partnera, który na to wszystko pozwala i Ciebie nie szanuje a w 50% Twoja, bo się na pewne rzeczy zgodziłaś (rzucenie pracy, odcięcie się od znajomych itp.).

Dzieciak w takich sytuacjach nie miałby nic do gadania, gdyby tatuś zachowywał się konsekwentnie i stworzył wspólny front z Tobą.

2 852

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

I jak kobietki Dzień Kobiet spędziłyście? Jakiś kwiatek? czekoladka? pomoc w obraniu ziemniaków? tongue
Ja właśnie wróciłam z fajnego długiego spacerku w malowniczych wiosennych terenach i symboliczne % też były smile

Kwiatki i "Rosyjski język prawniczy w 40 lekcjach" i "Polsko-rosyjski słownik terminologii prawniczej". Jakoś książki bardziej mnie cieszą.

2 853 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-10 09:39:00)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Zyt_Ma napisał/a:

- on dalej pracuje tam, gdzie pracował, a ja zrezygnowałam po wspólnych dyskusjach z pracy;
- on ma tu swoich znajomych i tak dalej (ja miałam cały czas swoich minimum 100 km dalej).

Największy błąd jaki może zrobić kobieta w dzisiejszych czasach---> zrezygnować z pracy i dać się podporządkować facetowi!!!

batszeba napisał/a:

Ale to, co opisujesz to nie jest wina dziecka. To jest wina w 50% Twojego partnera, który na to wszystko pozwala i Ciebie nie szanuje a w 50% Twoja, bo się na pewne rzeczy zgodziłaś (rzucenie pracy, odcięcie się od znajomych itp.).
Dzieciak w takich sytuacjach nie miałby nic do gadania, gdyby tatuś zachowywał się konsekwentnie i stworzył wspólny front z Tobą.

Zgadzam się w 100%!

mortisha napisał/a:

I jak kobietki Dzień Kobiet spędziłyście? Jakiś kwiatek? czekoladka? pomoc w obraniu ziemniaków? tongue
Ja właśnie wróciłam z fajnego długiego spacerku w malowniczych wiosennych terenach i symboliczne % też były smile

Ja też jestem przeszczęśliwa, bo spędziliśmy przynajmniej piątek tylko we dwoje. W sobotę z ferajną M pojechaliśmy w góry, na dużej przestrzeni, po przegonieniu młodych po szczytach, nawet nie było tragedii. smile

2 854

Odp: Być drugą i macochą

Spotkanie z teściową pierwszego stopnia. Muszę sobie kupić jakiś nervosol.

2 855

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie. Zniknęłam z wielu powodów po pierwszym poście, ale teraz czytam na spokojnie Wasze odpowiedzi. Dziękuję za Wasze zdanie. Czasem lepiej jest to przeczytać, niż słuchać "dobrych rad" wielu ludzi, którzy nie mają o niczym pojęcia.

Wiele jest do ustalania. Fakt, na wiele rzeczy się zgodziłam, a w wielu innych "samo się ułożyło". Przecież gdyby ktoś mi powiedział rok temu, że za rok tak będzie, nigdy bym w to nie weszła. Ale życie niekoniecznie jest to przewidzenia i zaplanowania w każdej sekundzie.

Poza tym, nie jest to historia wyłącznie na czarny scenariusz, jest wiele wspaniałych sytuacji, z którymi spotkałam się pierwszy raz i wielu rzeczy mi wcześniej, z kimś innym brakowało. A teraz bez wyjaśniania drugiej stronie, dlaczego lubię to lub tamto, wiele kwestii ułożyło się doskonale. wink

Pozdrawiam!

2 856 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-03-15 21:28:21)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, mogę podać ci rękę, mój M się wyprowadził sad
Przyczepiłam się młodego by przed śniadaniem zjadł wczorajszą kolację, którą sobie zrobił i zostawił w lodówce. Młody kłamał, a M ujął się za nim, doszło do awantury, M pierwszy raz podważył mój autorytet przy swoim synu. Ja też powiedziałam kilka słów za dużo. Oboje wyszli, M później przyjechał po swoje i syna rzeczy. Młody pojechał dziś do matki, mieliśmy mieć z M czas tylko dla siebie, a zostałam sama i przepłakałam pół dnia sad
Fakt, czepiałam się młodego o różne rzeczy, bo nie mam ochoty po nim sprzątać, więc jestem wredna. Zastanawiam się czy to nie wymówka M, bo po 2 latach mieszkania razem nalegałam abyśmy zalegalizowali nasz związek. M zależało bardziej, aby stworzyć pozory rodziny dla jego dzieci i tu się mijamy. Chce mieć swoje życie, które mogę z kimś dzielić, a nie niańczyć jego chłopaków. Wyjeżdżamy i chodzimy w fajne miejsca tylko z jego dziećmi (czasem z moim synem, bo z racji wieku moje nie bardzo chcą). Gdy z M jesteśmy sami to tylko siedzimy w domu, może jedynie na spacer idziemy. M planuje i odlicza tylko dni, kiedy ma być u nas jego drugi syn. Może to faktycznie nie ma sensu. Podjęłam terapię, aby nauczyć się tolerować młodego M, teraz go wręcz nienawidzę. Na razie świat mi się wali sad Tak strasznie tęsknie za okresem jak młodego M nie było u nas. Mam ochotę prosić M by wrócił, z drugiej strony zepsuł mi weekend, nie wypocznę i w następny na pewno nie będę w stanie ztolerować jego synów. Może lepiej, że stało się jak stało.

2 857

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie, nie chciało mi się wszystkich postów czytać - czytałam tylko wybrane. Nie ze wszystkimi się zgadzam, niektóre mnie bardzo zdziwiły. Dlaczego tak dużo zrzucacie winy na dzieci z pierwszego małżeństwa waszych partnerów - to są dzieci a Wy jesteście dorośli i to Wy wypracowujecie wspólne stosunki.
Z moim partnerem poznaliśmy się 23 lata temu, po pół roku zamieszkaliśmy razem. On był już rok po rozwodzie a 4,5 letni syn z pierwszego małżeństwa mieszkał razem z nim. Może dlatego, że jego była nie za bardzo się na początku zajmowała dzieckiem (zajęta była układaniem sobie nowego życia) jego syn bardzo do mnie lgnął. Od początku chciał do mnie mówić "mama" ale ja nie za bardzo byłam pewna czy nam się uda więc nie chciałam aby tak do mnie się zwracał (po co dziecko ma cierpieć). Mówił po imieniu. Teraz po latach bardzo tego żałuję.
Za dużo tu pisać co się wydarzyło przez te 23 lata ale podsumowując - były dni, że chciałam wszystko zostawić za sobą, były dni, kiedy myślałam, że jestem w czepku urodzona. Jedno powiem żałuję, że nie pozwoliłam aby jego syn się do mnie na początku za bardzo nie zżył, zawszy tłumaczyłam, że ma mamę a ja to .... ta druga. Chciałam być fer. Tego żałuję - mogłam od początku myśleć tylko o nas, nie myśleć o tej pierwszej. Było ciężko, bardzo ciężko. Po latach, z wiedzą którą teraz posiadam - inaczej bym to wszystko zrobiła lub bym nigdy się na takie coś nie zdobyła.
Po 23 latach nadal się bardzo kochamy, jego syn zawsze na dzień mamy daje mi prezent i dziękuję, że byłam dla niego dobra. Na ślubie jego syna podziękowanie dla rodziców było także dla mnie. Wiem, że jestem dla niego ważna, bo zawsze byłam przy jego boku i mógł na mnie liczyć. Wiem. Ale wiem także, że gdybym wisiała na skraju przepaści i obok wisiała jego biologiczna matka to wybrał by .... .
Jakby kogoś interesowała, to wspólnych dzieci nie mamy - nie chciałam aby jego syn nie miała dyskomfortu. Teraz żałuję. Ślubu też nie braliśmy - żyjemy w tzw. konkubinacie - dlaczego? Ja chciałam ślub kościelny a nie mogliśmy - teraz żałuję.

2 858

Odp: Być drugą i macochą
danpru napisał/a:

Witajcie, nie chciało mi się wszystkich postów czytać - czytałam tylko wybrane. Nie ze wszystkimi się zgadzam, niektóre mnie bardzo zdziwiły. Dlaczego tak dużo zrzucacie winy na dzieci z pierwszego małżeństwa waszych partnerów - to są dzieci a Wy jesteście dorośli i to Wy wypracowujecie wspólne stosunki.

Witaj.

Jak miło, że napisałaś. Zupełnie inaczej patrzę na swoją historię, kiedy pomyślę o sobie, o nas i o nich za kilka, kilkanaście czy 23 lata. Nie wiem, czy zrzucam winę na dzieci partnera. Owszem, to my jesteśmy dorośli, ale przecież do relacji potrzebne są dwie strony. Bez względu na wiek, a może ze względu na wiek mam inne zdanie- Ty poznałaś dziecko, kiedy miało cztery lata, a ja poznałam dwunastoletnią dziewczynkę. Która właśnie wchodzi w okres dojrzewania i z przyjemnością testuje, na ile jej się pozwoli. Mówi do mnie po imieniu. Tak postanowiliśmy z partnerem, zanim ją poznałam. Ale nie wiem, jak mogłaby do mnie mówić inaczej?

danpru napisał/a:

Za dużo tu pisać co się wydarzyło przez te 23 lata ale podsumowując - były dni, że chciałam wszystko zostawić za sobą, były dni, kiedy myślałam, że jestem w czepku urodzona. Jedno powiem żałuję, że nie pozwoliłam aby jego syn się do mnie na początku za bardzo nie zżył, zawszy tłumaczyłam, że ma mamę a ja to .... ta druga. Chciałam być fer. Tego żałuję - mogłam od początku myśleć tylko o nas, nie myśleć o tej pierwszej. Było ciężko, bardzo ciężko. Po latach, z wiedzą którą teraz posiadam - inaczej bym to wszystko zrobiła lub bym nigdy się na takie coś nie zdobyła.

Napisałaś o bardzo ważnej rzeczy. Jak pokazać swoje uczucia wobec dziecka? Na ile mu/jej pozwolić, a na ile sobie? Kurczę, to są tak trudne decyzje, w tak delikatnej sferze...

Ja starałam się być miła. Pytać, co tam robi u mamy, bo wydaje mi się, że ma tam jakieś zupełnie inne życie, inne zwyczaje i sposoby spędzania czasu.Niedawno usłyszałam od partnera (w kłótni, ale mam wrażenie, że widocznie skądś się to wzięło), że "nie mam nawet połowy miłości do dziecka, jakie ono ma do mnie". Zdębiałam. Tym bardziej, że dziecko albo reagowało na moje prośby z opóźnieniem maksymalnym (na przykład wieczorem czekałam, aż się wymyje, a zamiast 15 minut, siedzenie w łazience trwało ponad godzinę, woda leciała cały czas i "jeszcze się nie wymyła").

Wcale nie tak łatwo mi było przełknąć, że partner ma wciąż kontakt z mamą dziecka w stopniu, który dla mnie jest nieco za "duży". Niby z nią nie rozmawia, niby skrótowo, a potem wychodzi, że wie jakoś bardzo dużo o jej obecnym życiu. A co do dziecka - co masz na myśli, pisząc, że "Po latach, z wiedzą którą teraz posiadam - inaczej bym to wszystko zrobiła lub bym nigdy się na takie coś nie zdobyła"?

danpru napisał/a:

Jakby kogoś interesowała, to wspólnych dzieci nie mamy - nie chciałam aby jego syn nie miała dyskomfortu. Teraz żałuję. Ślubu też nie braliśmy - żyjemy w tzw. konkubinacie - dlaczego? Ja chciałam ślub kościelny a nie mogliśmy - teraz żałuję.

No właśnie. Jedyne, czego chyba w swoim życiu żałowałam, to tego, że za mało stawiałam na swoim, że poddawałam się i nie walczyłam o coś, na czym mi zależało. Niekoniecznie w związku, niekoniecznie teraz. Ale napisałaś tak mądrze, że mnie to poruszyło.

Pozdrawiam!

2 859 Ostatnio edytowany przez kjim (2014-03-17 10:02:13)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, mogę podać ci rękę, mój M się wyprowadził sad

Przykro mi Zazdrosna, wiem dobrze jak się teraz czujesz. Przez ostatni miesiąc wyłam praktycznie codziennie, bo tak mi brakowało M. W między czasie stoczyliśmy jeszcze kilka wojen, wykrzyczeliśmy sobie chyba wszystkie żale ostatnich dwóch lat. I ...... dużo lżej mi z tym. Wykrzyczałam mu co mnie boli w związku z Jego Byłą, co mnie boli w związku z Jego dziećmi, co mnie boli w Jego zachowaniu. On mi nie był dłużny i wytknął mi to, co mu przeszkadza we mnie i to, że w domu nie czuje się jak u siebie. Po miesiącu wojny wykrzyczałam mu tez jak bardzo za Nim tęsknię i że swoim odejściem skrzywdził nie tylko mnie, ale również moje dzieci (które pokochały Go i również za Nim tęsknią). I wydaje mi się, że znowu coś drgnęło. Jesteśmy chyba na dobrej drodze , żeby zawrzeć jakiś kompromis, ale to byłby już czwarty "come back". Z jednej strony cieszę się, z tego miesiąca rozłąki, bo chyba oboje potrzebowaliśmy odpocząć (może nie od siebie , ale od tego całego zamieszania związanego z dziećmi, z grafikami spotkań, z napiętym harmonogramem, który oboje mamy). Szykują się spore zmiany i próba zaczęcia od początku na nowych zasadach - może jednak się uda, może w końcu poukładamy to tak, żeby wszyscy byli w miarę zadowoleni.
Zazdrosna mam nadzieję, że przerwa i Wam dobrze zrobi. Myślę, że jak każda z nas, która jest w drugim czy kolejnym związku, boimy się kolejnego rozstania, kolejnego zostania samemu. Wiem, że nawet kiedy wydaje się, że jesteśmy silne, niezależne i samowystarczalne, to wieczorem w poduszkę i tak swoje wypłaczemy i szukamy rąk, które nas przytulą. Dlatego trzymam kciuki, żeby ręce Twojego M szybko zrozumiały, że tęsknią i do Ciebie wróciły.  A Ty się trzymaj i spróbuj odpocząć i się wyciszyć. Daruj sobie na razie kolejny weekend z Jego dziećmi. Daj mu szansę pobyć z chłopakami samemu. Nawet jeśli to będzie dwa tygodnie czy więcej. Odpocznijcie.

2 860

Odp: Być drugą i macochą
danpru napisał/a:

Dlaczego tak dużo zrzucacie winy na dzieci z pierwszego małżeństwa waszych partnerów - to są dzieci a Wy jesteście dorośli i to Wy wypracowujecie wspólne stosunki.

Witaj, zgadzam się z tobą, to my i nasi partnerzy ponosimy winę za zachowanie dzieci. Jednak to działa jak przenośnia, kłócimy się o zachowanie dziecka, więc gdyby go nie było nie było by problemu. Zostaję sama w domu w piękny weekend, bo M jedzie do swoich dzieci, więc jaki byłby piękny świat, bez tych chłopaków. Wiem, że nie powinnam tak to odbierać, ale to silniejsze ode mnie.

danpru napisał/a:

Jedno powiem żałuję, że nie pozwoliłam aby jego syn się do mnie na początku za bardzo nie zżył, zawszy tłumaczyłam, że ma mamę a ja to .... ta druga.

Myślę, że nic by to nie zmieniło w waszych stosunkach. Kiedy młody M znalazł się w moim domu, to ja to biedne, skrzywdzone dziecko traktowałam z czułością i wyrozumiałością jak kochająca matka. Wystarczyło jednak jedno słowo jego rodzicielki, aby odwrócił się ode mnie o 360 stopni. Zranił mnie bardzo i dla własnego dobra nie chcę już mu zaufać, a nawet polubić, by zachować dystans. Myślę, że taki zwrot w przypadku macoch i ojczymów jest tylko kwestią czasu, nie warto czyjemuś dzieciakowi robić dobrze, by samemu nie mieć źle.

danpru napisał/a:

Jakby kogoś interesowała, to wspólnych dzieci nie mamy - nie chciałam aby jego syn nie miała dyskomfortu. Teraz żałuję. Ślubu też nie braliśmy - żyjemy w tzw. konkubinacie - dlaczego? Ja chciałam ślub kościelny a nie mogliśmy - teraz żałuję.

Z pewnością swoich dzieci też nie masz, w tedy jest znacznie trudniej, kiedy musisz przedkładać interesy obcych dzieci nad własnych latorośli. Do tego dochodzą jeszcze ich wzajemne sprzeczki, aż w końcu masz ich zdrowo dość.

Z góry przepraszam, ale przemawiają za mną ogromne pokłady złości.

Posty [ 2 796 do 2 860 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026