Dziewczyny pytam kiedy się to zmieni, iż ojciec jako facet jest zawsze na straconej pozycji?
Ex M w stosunku do ich starszego syna ma odebrane przez sąd prawo do współdecydowania o kształceniu dziecka, o czym wychowawczyni jest poinformowana. Do M dzwoniła pedagog informując go, iż szkoła zorganizowała konfrontacje z obojgiem rodziców. Nie musze wam mówić, iż ex tylko szuka pretekstu aby dokopać M i już odgraża się, iż założy mu sprawę o to iż nie wywiązuje się z obowiązku rodzicielskiego, bo młody nie chce się uczyć. Syna do siebie ex M nie weźmie, bo go nie chce, a jemu może tylko grozić to, że trafi do domu dziecka. Poza tym nie mam już pomysłu co robić z chłopakiem odnośnie nauki, już ma cztery jedynki na półrocze, ręce opadają. Chłopak (13l) odpuści wszystko na czym mu zależy, byle się nie uczyć. Przy książkach normalnie zasypia, albo wlepi wzrok w ścianę i się nie odzywa, nie kontaktuje - tak przez cały dzień potrafi.
2 666 2013-11-28 12:08:52 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-28 13:06:54)
Podobne tematy
2 667 2013-11-28 13:29:27 Ostatnio edytowany przez kjim (2013-11-28 13:38:39)
Czegoś tu nie rozumiem:..."Ex M w stosunku do ich starszego syna ma odebrane przez sąd prawo do współdecydowania o kształceniu dziecka, o czym wychowawczyni jest poinformowana. Do M dzwoniła pedagog informując go, iż szkoła zorganizowała konfrontacje z obojgiem rodziców". Skoro Ex ma odebrane prawa i nie może decydować o kształceniu dziecka, to dlaczego szkoła wychodzi przed szereg i organizuje konfrontacje rodziców??? Poinformowaliście Wychowawczynię o ograniczonych prawach Ex. Może trzeba złożyć oficjalne pismo do Dyrekcji, z załączonym wyrokiem Sądu o ograniczonych prawach Ex i jednocześnie złożyć skargę na działania Pani pedagog?
Co do zachęcenia nastolatka do nauki i zmiany Jego olewczego stosunku, to się nie wypowiem. Nie mam jeszcze doświadczenia ze zbuntowanymi nastolatkami. Chociaż wydaje mi się, że i w "normalnych" rodzinach takie problemy się zdarzają. I w pełnych rodzinach zdarzy się dzieciak , który mówi, że się nie będzie uczył i koniec. Tylko w tej sytuacji oczywiście Ex wykorzystuje ten problem do walki z M :-( Smutne to, bo jakby naprawdę zależało Jej na dzieciaku, to spróbowałaby znaleźć razem z M rozwiązanie: np.: poszukać psychologa dla dzieciaka, albo pomyśleć nad korepetycjami. Ale nie!!! Najlepiej dokopać :-(
2 668 2013-11-28 15:33:01
Czegoś tu nie rozumiem:...(
No właśnie, ja też tego nie rozumiem! Z tym oficjalnym pismem to świetny pomysł, o tym nie pomyślałam, dziękuję. Skargę M stwierdził, że zgłosi dyrektorowi osobiście. Z drugiej strony ciekawa jestem czy szkoła może w takim wypadku informować matkę o postępach dziecka w nauce oraz czy są jakieś konsekwencje za nieprzestrzeganie postanowień sądu?
2 669 2013-11-28 16:59:33
Czy szkoła może udzielić jakichkolwiek informacji o dziecku matce, która ma odebrane przez sąd prawo do współdecydowania o kształceniu dziecka, pojęcia zielonego nie mam? Pewnie gdy jakiś ojciec był w takiej sytuacji i starał się dowiedzieć czegoś od szkoły to by Go wygonili ze szkoły na kopach.... Ale jak faktycznie dyrekcja może postępować to nie wiem :-(. Może któraś z Pań z forum była w podobnej sytuacji i przerabiała to z adwokatem??
2 670 2013-12-01 03:33:23
Z tego, co wiem, rodzic, który ma odebrane prawa rodzicielskie może nie być pozbawiony kontaktu z dzieckiem. Kontakt z dzieckiem to więcej niż udzielanie informacji o postępach dziecka. Takie kwestie reguluje sąd w zależności od przyczyny pozbawienia władzy rodzicielskiej. Nie znamy szczegółów sprawy.
Sprawa dla prawnika, albo iść i pogadać osobiście, albo jak moja przyjaciółka zadawać pytania na blogach prawniczych (jej ulubione to ?forum prawne? i blog Marcina Zaborka chyba nazywa się ?Kontakty z dzieckiem?)
2 671 2013-12-01 12:59:10
Osoba ,która ma pozbawione prawa rodzicielskie w razie ochoty na skontaktowanie się z dzieckiem MUSI mieć zgodę od PRAWNEO opiekuna dziecka ( w tej sytuacji ojca) bez jego zgody nie ma takiej możliwości. To pełnoprawny rodzic odpowiada za własne dziecko z kim się spotyka, gdzie przebywa, z kim ma do czynienia.
Człowiek który nie ma żadnych praw wychowawczych do dziecka nie ma absolutnego prawa bez decyzji i zgody prawnego rodzica kontaktować się z dzieckiem
2 672 2013-12-02 09:20:19
Tylko, że Zazdrosna pisze, że "Ex M w stosunku do ich starszego syna ma odebrane przez sąd prawo do współdecydowania o kształceniu dziecka". To nie to samo co całkowite pozbawienie praw rodzicielskich. Prawa Ex, z tego co zrozumiałam, są ograniczone tylko w niektórych kwestiach. Więc Zazdrosna musiałabyś sprawdzić w czym dokładnie Sąd ograniczył Pani EX prawa i wtedy prosić o interpretację jakiego prawnika (chociaż tu też może się okazać, że ile prawników tyle interpretacji).
Izabelunia11 - napisz jak u Ciebie minął kolejny weekend? Udało się jakoś okiełznać dzieci Twojego M? Jak sobie radzisz?
2 673 2013-12-02 09:37:00 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-12-02 10:01:36)
Pozbawienie praw dotyczy tylko kształcenia. Nie jest łatwo pozbawić praw, nawet najgorszą matkę, poza tym dzieciak rośnie i sam za chwilę będzie decydować o sobie, więc nie widzę sensu się szarpać w sądach. Co do podejmowania decyzji o szkole to było konieczne, gdyż teraz wymagają zgody 2 rodziców na wszystko, właśnie ze względu na rozwody, a matka wciąż robi problemy. Niestety nie udało mi się nigdzie uzyskać odpowiedzi na moje pytanie, co do udzielania informacji przez szkołę pozbawionemu w prawach do decydowaniu o kształceniu dziecka rodzica. W każdym razie dzięki za zainteresowanie.
2 674 2013-12-02 23:38:18
Witajcie wszystkie Macochy ![]()
i ja dołączę ze swoją historią, chociaż ten "problem" mnie już osobiście nie dotyczy. Postaram się w skrócie, bo u mnie to długa i zawiła historia
Też byłam w takim związku, byłam tą "drugą" i macochą. Niestety u nas wszystko rozpadło się przez jego ex, chociaż czasem myślę, że przez Nas samych, chyba oboje nie podołaliśmy problemowi. U Nas ex się nie czepiała, nie wtrącała, nie wydzwaniała. Tutaj muszę przyznać, że jeśli chodzi o takie codzienne dogadywanie to naprawdę nie było problemu. Problem stanowił fakt, iż zamieszkała obok nas, dosłownie parę kroków. I niestety dla mnie ten fakt był nie do przeskoczenia, było mi strasznie ciężko widzieć ją na co dzień, wracałam z pracy ona, wychodziłam do pracy ona, wychodziłam na dwór ona. Tak jakbyśmy żyli wszyscy razem. Czułam się koszmarnie, musiałam patrzeć jak ona z Małą jeżdżą na rowery, wychodzą z psem na spacer. Czasem potrafiła przyleźć pod dom i zagadywać do mojego M.
I z tego powodu mój M mnie zostawił... bo niestety nie dawałam rady i strasznie to przeżywałam. Byłam kłębkiem nerwów, nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Powiedział mi dużo przykrych słów, wyszło że to moja wina i koniec końców się wyprowadziłam. Jednego dnia mówił, że kocha a następnego, że już nic z tego nie będzie, bo JA nie daje rady. I w końcu stało się jak się stało.
Mieliśmy już plany na zaręczyny, ślub, Mała miała nam nieść obrączki. Ogólnie Mała mnie uwielbiała, zawsze cieszyła się kiedy mnie widziała, przytulała się, widziałam jak się do mnie przywiązała i mnie zaakceptowała.
W trakcie trwania naszego związku, jakoś po ok pół roku mój M mnie zostawił na kilka tygodni - chciał się poświęcić dla córki, stwierdził że tak bardzo ją kocha, że poczeka aż ona dorośnie. Jednak wrócił, bo stwierdził że nie umie beze mnie żyć, zamieszkaliśmy razem, mieliśmy plany na przyszłość.
Bardzo duże znaczenie ma jak facet podchodzi do tego wszystkiego - przede wszystkim musi potrafić rozróżnić miłość do dziecka i nowej kobiety, żony. Mam wrażenie, że mój M czuł się winny wobec dziecka, że jest z rozbitej rodziny i niestety postanowił się dla niej poświęcić. Osobiście tego nie rozumiem - nikt mu nie bronił ani nie kazał rezygnować z miłości do Małej. Żadna z Nas nic nie utrudniała - ja po prostu nie chciałam mieszkać obok.
Oczywiście My kobiety też musimy mieć w sobie wiele siły - zaakceptować i ex i dziecko.
Ja przyznaje szczerze - ex nie trawiłam.
Co do Małej - nie było łatwo, ciężko mi było zaakceptować fakt, że nie jestem tą jedyną w życiu mojego M., ale starałam się jak mogłam, dla Niego. Z czasem nawet zaczęłam się cieszyć jak przychodziła, bo zawsze jakoś weselej było u nas w domu
i doceniałam fakt, że tak bezwarunkowo mnie polubiła.
Teraz już się nie zastanawiam nad tym co by było... bo już nie muszę, nie dostałam takiej szansy. Bardzo Go kocham i chciałabym żebyśmy znowu byli razem, jednak na to już nie mam wpływu.
Pozdrawiam Was wszystkie, które musicie zmagać się z tym na co dzień.
2 675 2013-12-03 10:21:49 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-12-03 11:23:49)
Witaj Raspberry,
dzięki, że podzieliłaś się swoją historią. Nic nie pisałaś o tym jak długo twój były jest po rozwodzie i ile trwał wasz związek. Jednak rozumiem, że mając do czynienia tak często z ex M miałaś prawo być rozchwiana emocjonalnie. Nienawidzę jeździć z M po dziecko w rejony, gdzie mieszka jego ex i pomimo, że się z nią w ogóle nie widujemy czuję w tedy ucisk w żołądku. Unikam tych okolic jak ognia, jednak czasem ulegam, gdy M prosi mnie bym mu towarzyszyła, sam jest w tedy bardzo spięty. Może kiedyś się to zmieni.
Uważam, że twój facet powinien to zrozumieć i postarać się zapewnić ci komfort życia i spokój. Rozumiem, że chciał mieć nieograniczony kontakt z córką, jednak uważam, że powinien to pogodzić. W każdej chwili mała mogła do was przyjść i zmienić wasze plany, co też nie jest komfortowe dla macochy.
Sam fakt, iż zostawił cię już drugi raz ?dla dobra dziecka? świadczy o tym, iż nie jest ciebie wart. Dziecko będzie radosne, gdy widzi ,że jego ojciec jest szczęśliwy i uśmiechnięty, a nie np. samotny.
Poza tym nie jest tajemnicą, iż dla faceta bardzo ważny jest seks, w ten sposób wyraża swoje uczucia i jeśli jest mu dobrze to dla swojej kobiety zrobi wszystko. To pożądanie jest znacznie silniejsze od uczuć ojcowskich. Dlatego pewnie tak nas nienawidzą nasze exsiunie ![]()
Zbyt dobre relacje z ex małżonkami też nie są dobre, gdyż wprowadzają zamieszanie, dają nadzieję dzieciom, że rodzice się pogodzą. Konwersacje na tematy nie związane z dziećmi, czy wspólnie spędzanie np. świąt "dla dobra dzieci" nie są dobrym pomysłem i muszą być powodem waśni nowych partnerów.
Życzę ci Raspberry lepszego partnera, bez bagażu. Facet obciążający kobietę swoją przeszłością powinien rekompensować jej to w inny sposób.
2 676 2013-12-03 18:40:44
Witaj ![]()
dziękuję za odpowiedź ![]()
my nie byliśmy długo bo tylko 1,5 roku razem, zamieszkaliśmy po roku "chodzenia" a mieszkaliśmy pół roku i od samego początku już obok ex. Poznaliśmy się 3 m-ce po po ich rozstaniu a zaczęliśmy spotykać po kolejnych 3. On jest kawalerem, nie mieli ślubu.
On niby rozumiał, ale... nic z tego nie wynikało. Miał nieograniczony kontakt i nikt mu nie utrudniał, Mała mogła wpadać kiedy chciała - a mimo takiej małej odległości była raz, dwa na tydzień. Ma 9 lat. Po pierwszym rozstaniu próbowałam mu tłumaczyć, że takie poświęcenie to żadne poświęcenie, Mała będzie starsza, będzie miała swoje sprawy i w końcu on będzie i tak tatą "od czasu do czasu". Przecież w pełnej rodzinie też tak się dzieje. Mam ojca, jestem z pełnej rodziny i wiem jak nasze życie wygląda na co dzień. Kocham Go, ale mam swoje życie, swoje sprawy. Jemu nikt nie kazał zerwać z Małą kontakt. Jednak teraz odpuściłam, ja już mu nic nie wytłumaczę, póki sam nie zrozumie.
Teraz niby nie rozstaliśmy się przez to, że on chce się poświęcić tylko dlatego, że ja po prostu nie dawałam rady. Stwierdził, że w nim pękło i takie tam bla bla. Takie rozstanie bez sensu, nakręcone przez nas samych, on za dużo powiedział w złości, ja się wyprowadziłam. Nie żałuję, że się wyprowadziłam - dla mnie to był krok do przodu, ulga niesamowita. I odżyłam. Cieszę, że jej już nie widzę.
Ale za nim tęsknie strasznie, chciałam to ratować - podałam mu rozwiązanie. Ale on się do mnie kompletnie nie odzywa. I tak mijają już ponad 2 m-ce. Ja już też się nie odzywam. Takie to dziecinne i śmieszne trochę. Ale ja już nie umiem po tamtym rozstaniu znowu prosić.
Wierzę, że jeśli będzie mu zależeć - to COŚ zrobi - może naiwne.
Co do Małej, to wiem, że cieszyła się że M ma mnie. Widziała, że Tata jest szczęśliwy. Nawet chciała obrączki nieść, żeby mieć jakiś udział w naszym ślubie. I oczywiście nawet przewijał się temat młodszego rodzeństwa. Wiem, że była za mną. Jak mnie M wkurzył to potrafiła powiedzieć - Tato, co Ty znowu zrobiłeś?
Za Małą - jakby nie było - też tęsknie... To nie jest tak, że się nie przywiązujemy - ja myślę, że kiedy dziecko okazuje nam taką bezinteresowną miłość nie sposób do niego się nie przywiązać.
Nie wiem co będzie z Nami - z jednej strony wróciłabym bo kocham Go i układało Nam się super - z drugiej mam żal o to, że tak odpuścił, nic nie ratował i nic się nie odzywa. Ja nie mogę złego słowa na niego powiedzieć po tym jak wróciliśmy do siebie po tamtym rozstaniu, widziałam, że się starał dla mnie, ale to mieszkanie obok...
No nic, zobaczę jak mi się życie ułoży. Wiem jedno - nic na siłę. Póki co żyję swoim życiem.
Jednak jeśli kiedyś stanąłby na mojej drodze mężczyzna z taką przeszłością - zastanowiłabym się 100 razy zanim bym w to weszła. Akurat w moim przypadku oprócz mieszkania obok nie miałam z ex problemów - ale jak czytam niektóre historie to można naprawdę kiepsko trafić - właśnie na taką ex - rzepa, która potrafi zrujnować największą miłość ![]()
2 677 2013-12-03 20:26:42 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-12-03 20:42:41)
Raspberry85 to takie skomplikowane o czym piszesz. Chyba nawet samej ci się trudnow tym wszystkim połapać, no bo przecież mala cie bardzo lubiła, miałyście ze sobą super relacje ,a mimo tego twój eks postanowił zakończyć związek i skupić się na dziecku, przecież ty go nie odciagalas od malej.. Nie rozumiem zachowania faceta , a ze nie pałałaś sympatią do byłej jego, hmm a czy miałaś taki obowiązek ją lubiec? absolutnie nie
A tak poza tym macie już prezenty na Mikołaja dla dzieciaków? u mnie rózga mur beton będzie jak co roku, z prezentem to jeszcze biorę ją na przetrzymanie w niepewności ,że jak będzie nadal niegrzeczna to będzie tylko sama rózga bez prezentów, więc nich się pilnuje i trzyma jęzor za zebolami. I tak jutro po sklepach musze się przemaszerować
2 678 2013-12-03 20:56:02
Raspberry85 to takie skomplikowane o czym piszesz. Chyba nawet samej ci się trudnow tym wszystkim połapać, no bo przecież mala cie bardzo lubiła, miałyście ze sobą super relacje ,a mimo tego twój eks postanowił zakończyć związek i skupić się na dziecku, przecież ty go nie odciagalas od malej.. Nie rozumiem zachowania faceta , a ze nie pałałaś sympatią do byłej jego, hmm a czy miałaś taki obowiązek ją lubiec? absolutnie nie
A tak poza tym macie już prezenty na Mikołaja dla dzieciaków? u mnie rózga mur beton będzie jak co roku, z prezentem to jeszcze biorę ją na przetrzymanie w niepewności ,że jak będzie nadal niegrzeczna to będzie tylko sama rózga bez prezentów, więc nich się pilnuje i trzyma jęzor za zebolami. I tak jutro po sklepach musze się przemaszerować
Rózga będzie jak nic za ten bajzel co bez przerwy jest w pokoju;) Pomysły mi się skończyły, chrześniak mój przerobił już imieniny i urodziny w zeszłym miesiącu i teraz będę się gimnastykować, siostrzenica się zrobiła wybredna jak nie wiem co, a pomysłowość Młodej przyprawia mnie o gęsią skórkę:d obłęd:)
Raspberry85, powiem tak,że w takiej sytuacji jak Twoja wiałabym gdzie pieprz bobym nerwowo nie wyrobiła. Nasza eksia mieszka dalej od nas, rzadko ją w sumie widuję, ale i tak mi wystarczy...Nie rozumiem faceta kompletnie ale życzę mu aby się nie obudził za późno. I do tego sam, bo dziecko zaraz w świat pójdzie.
2 679 2013-12-03 22:08:55
Tak mortisha, trudno mi się samej w tym połapać, nie potrafię tego zrozumieć i pogodzić się z tym, że tak się stało. Tym bardziej, że oprócz tego problemu świetnie się dogadywaliśmy. Są gorsze sytuacje w życiu, ludzie je pokonują, walczą o swoje związki i się wspierają.
Tym bardziej, że uważam iż naprawdę miał super sytuację, że ex mu nie utrudniała kontaktów, nie nastawiała Małej przeciwko mnie, Mała mnie polubiła i akceptowała, a to - jak patrzę na historie niektórych z Was - nie każdemu się zdarza. Nie zawsze dziecko akceptuje nowego partnera swojego Taty czy Mamy.
Czasem zastanawiam się jaką krzywdę mu zrobiłam, żeby tak ze mnie zrezygnował. Może nie byłam idealna, ale starałam się to wszystko ogarnąć, tą całą sytuację i byłam przy Nim mimo wszystko. I jedyny wniosek jaki mi się nasuwa to taki, że po prostu nie dojrzał. Niby dorosły i odpowiedzialny facet, który ma dziecko - a jednak nie potrafił się pogodzić, że już nie ma córki przy sobie tak na co dzień. Nie mam dzieci i może to przykre co napiszę.. ale nie on pierwszy i nie ostatni, a tylu facetów jakoś ułożyło sobie nowe życie z nową żoną i dziećmi, i dalej mają kontakty z dziećmi z poprzednich związków.
Osobiście znam kilka takich par i im się udało. A eksie są naprawdę różne. Dlatego tym bardziej mi przykro.
I naprawdę - może to głupie
- ale zazdroszczę niektórym z Was, że mimo problemów jakie wiążą się z takimi związkami faceci są przy Was i Was wspierają.
Życzę Wam wszystkim, żeby te upierdliwe eksie, które utrudniają Wam życie z czasem przejrzały na oczy, że robią krzywdę nie tylko Wam i Waszym partnerom, ale często też własnym dzieciom.
A tym które mają spokojne eksie swoich Ukochanych, żeby miały siłę wytrwać w tym wszystkim i z czasem znalazły spokój ![]()
2 680 2013-12-04 09:41:08
Kurcze, Rospberry85 to zabrzmiało jak piękne życzenia świąteczne. Za co Ci dziękuję. A Tobie życzę żeby facet przejrzał na oczy - i jeśli jest tego wart, żebyście znaleźli wspólnie rozwiązanie tej sytuacji . Wydajesz się spokojną, ułożoną, rozsądną i dojrzałą kobietą i zasługujesz na dojrzałego i odpowiedzialnego faceta. Pamiętaj, nie musimy nadskakiwać facetom żeby nas kochali. Jeśli Oni dają coś z siebie, to możemy ich rozpieszczać, troszczyć się o Nich, robić Im mniejsze i większe przyjemności, poświęcić coś dla Nich. Pod warunkiem, że Oni potrafią to docenić i dają też trochę z siebie. Jeśli facet jest nastawiony na opcję "tylko brać" i nie docenia tego co dla Niego robisz, to nie warto poświęcać siebie dla Niego. Żeby po kilku latach nie obudzić się z myślą: "poświęciłam mu tyle siebie, tyle lat mojego życia i ciągle walczę, żeby był przy mnie, a On?... ".
Trzymam kciuki za wszystkie "drugie i macochy".
2 681 2013-12-04 10:34:52 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-12-04 11:10:48)
Dzięki Raspberry ![]()
Jesteś mądrą kobietą, gdyż nie narzucasz się facetowi i zachowujesz zdrowy dystans, więc robisz to co jesteś w stanie dla tego związku. Jestem pewna, że jest jeszcze wiele rzeczy które was łączy i jeśli facet będzie chciał to znajdzie pretekst, by się z tobą zobaczyć. Jeśli obawiasz się, że boi się twojej reakcji, to delikatnie daj mu do zrozumienia, że nie żywisz do niego urazy. Na twoim miejscu zaczęła bym się również ?koleżeńsko? z kimś spotykać, gdyż nie ma to jak rywalizacja o której on z pewnością się dowie.
Naturalne jest, że szukasz odpowiedzi dlaczego wam się nie udało. Zawsze są winne dwie strony, jednak po tym co mówisz nie doszukiwała bym się błędu w twoim postępowaniu. Przyjmij, że to nie był ten czas i nie ten facet, może po prostu nie kocha cię wystarczająco, by podporządkować tobie swoje życie. Stwierdził, że zasługujesz na coś lepszego i dobrze, że przekonałaś się teraz o tym, niż po ślubie. Znam przypadki, gdy facet przez lata nie chce się ożenić, aż w końcu dziewczyna go rzuca i ten w ciągu paru miesięcy bierze ślub z nowo poznaną kobietą. Czy dojrzał emocjonalnie ? Nie sądzę, po prostu nie trafił na właściwą osobę.
Napisz coś więcej o byłej M, gdyż jestem ciekawa jakie są przyczyny jej poprawnego zachowania. Czy jest w szczęśliwym związku, spełnia się zawodowo lub posiada jakieś zajmujące hobby? Czy to z jej winy się rozeszli?
Co do prezentów to jestem na etapie tego uniwersalnego i najprostszego - kasa ![]()
2 682 2013-12-04 12:04:27
Niestety u nas wszystko rozpadło się przez jego ex, (...)
U Nas ex się nie czepiała, nie wtrącała, nie wydzwaniała. Problem stanowił fakt, iż zamieszkała obok nas, dosłownie parę kroków. (...) Tak jakbyśmy żyli wszyscy razem. Czułam się koszmarnie, musiałam patrzeć jak ona z Małą jeżdżą na rowery, wychodzą z psem na spacer. Czasem potrafiła przyleźć pod dom i zagadywać do mojego M.
I z tego powodu mój M mnie zostawił...
Jednego dnia mówił, że kocha a następnego, że już nic z tego nie będzie (...)
W trakcie trwania naszego związku, jakoś po ok pół roku mój M mnie zostawił na kilka tygodni - chciał się poświęcić dla córki, stwierdził że tak bardzo ją kocha, że poczeka aż ona dorośnie. Jednak wrócił, bo stwierdził że nie umie beze mnie żyć, zamieszkaliśmy razem, mieliśmy plany na przyszłość.
Mam wrażenie, że mój M czuł się winny wobec dziecka, że jest z rozbitej rodziny i niestety postanowił się dla niej poświęcić. Osobiście tego nie rozumiem - nikt mu nie bronił ani nie kazał rezygnować z miłości do Małej. Żadna z Nas nic nie utrudniała - ja po prostu nie chciałam mieszkać obok.
Ja przyznaje szczerze - ex nie trawiłam.
Zacytowalam co ciekawsze fragmenty.
Ja to widze tak: po prostu ten Twoj M nie byl gotowy na zwiazek z Toba. Nie widze w tym zadnej winy ex ? no bo co kobieta miala zrobic, przeprowadzic sie, zeby Ci sie udalo z M? No chyba niekoniecznie. A Twojemu M co tak zalezalo, zeby mieszkac pare metrow od niej, skoro dziecko i tak widuje tylko 2-3 razy w tygodniu? To mieszkanie ma kupione czy wynajete?
Poniekad Cie rozumiem, tez by mi sie pewnie nie chcialo ogladac paszczy eksi i dzieci na porzadku dziennym, ale co do samej eksi uwazam, ze masz z nia problem ze wzgledu na te wlasnie niepewne uczucia M ? raz kocha, na drugi dzien nie kocha, wyprowadza sie, wprowadza. Ale znow to zadna wina eksi, tylko tego, ze gosc sobie z emocjami nie radzi. Ciekawi mnie co mial na mysli mowiac, ze poswieci sie dla mlodej. Co poeta chcial przez to powiedziec
Osobiscie uwazam, ze z tym poswieceniem to sciema. Dzieci nie oczekuja zadnego poswiecenia tylko milosci, a te gadki o poswieceniu i ?dobru dziecka? to taka zaslona dymna, ktorej mozna uzyc zamiast niewygodnej prawdy.
Podsumowujac i mowiac prosto z mostu, uwazam, ze Twojemu M nie zalezalo na Tobie dostatecznie mocno, zeby zdecydowac sie na zapewnienie Ci komfortowych warunkow (tu czytaj przeprowadzki) ? chyba ze, jak mowie, bylo to jego wlasne mieszkanie. Ale to tez dla chcacego nic trudnego.
Daj sobie z nim spokoj, uznaj to za znak z niebios i kolejna szanse od losu na normalny zwiazek. A w miedzyczasie przeczytaj sobie ksiazke "Koniec zludzen, nie zalezy mu na tobie" - mozna znalezc na chomiku. Obowiazkowa lektura! ![]()
2 683 2013-12-04 15:34:38
Ja podzielam zdanie Metaxy. Też mi sie zdaje ,że zaslanianie sie dzieckiem to tylko marne i nieudolne usprawiedliwienie ,jakie nie dokońca jest zgodne z prawdą. Facet sam do końca nie dojrzał do stalego ponownego związku , tak więc jeśli on sam okreslic sie nie potrafi, to nikt inny za niego tego nie zrobi, a szkoda tylko twojej osoby robiąc tobie nadzieje a pozniej bye bye .Róznież pozdrawiam i zycze nie natrafiania więcej na takich bujadełek
2 684 2013-12-04 18:41:39
Ja to widze tak: po prostu ten Twoj M nie byl gotowy na zwiazek z Toba. Nie widze w tym zadnej winy ex ? no bo co kobieta miala zrobic, przeprowadzic sie, zeby Ci sie udalo z M? No chyba niekoniecznie. A Twojemu M co tak zalezalo, zeby mieszkac pare metrow od niej, skoro dziecko i tak widuje tylko 2-3 razy w tygodniu? To mieszkanie ma kupione czy wynajete?
W tym momencie, w którym jestem teraz też mi się tak wydaje, że po prostu nie był gotowy i nie do końca wiedział czego tak naprawdę chce. Przykro mi tylko, że pozwolił mi uwierzyć, że ma wobec mnie poważniejsze plany - mówił o ślubie, o dzieciach, wciągnął w to swoją córkę (niesienie obrączek). Ale wiem, że zaręczyny są zrywane, małżeństwa się rozwodzą - więc zdaje sobie sprawę, że plany się mogą zmienić. Ale żal pozostaje - bo ja swoich słów nie rzucałam na wiatr.
Może nie do końca jasno się wyraziłam pisząc, że to wina ex, po prostu ciężko było mi mieszkać obok i dlatego tak mi się "mówi". Może tak - przez sytuację
Co do domu, to on kupił pierwszy, jak ona się dowiedziała że niedaleko jest jeszcze wolne to też sobie kupiła, więc ona przydreptała za nim. Nie znam powodu dlaczego akurat tak zadecydowała, chociaż raz usłyszałam, że ona się poświęciła dla Małej (?).
... ale co do samej eksi uwazam, ze masz z nia problem ze wzgledu na te wlasnie niepewne uczucia M ? raz kocha, na drugi dzien nie kocha, wyprowadza sie, wprowadza. Ale znow to zadna wina eksi, tylko tego, ze gosc sobie z emocjami nie radzi.
Też to analizowałam - i też myślę, że czułam się po prostu niepewnie
Podsumowujac i mowiac prosto z mostu, uwazam, ze Twojemu M nie zalezalo na Tobie dostatecznie mocno, zeby zdecydowac sie na zapewnienie Ci komfortowych warunkow (tu czytaj przeprowadzki) ? chyba ze, jak mowie, bylo to jego wlasne mieszkanie. Ale to tez dla chcacego nic trudnego.
Tak, to jego własny dom. Za jego ciężko zarobione pieniądze. Razem wszystko wybieraliśmy: kolory, płytki, wszystkie meble, sami skręcaliśmy szafki. Po tym jak się wyprowadziłam napisałam mu maila - takiego od "serca", nie żądając niczego napisałam że możemy spróbować w innym miejscu, to sprzedać i kupić gdzieś indziej. Następnego dnia wystawił ten dom na sprzedaż - ale do mnie dalej się nie odzywa. I tak to wygląda w skrócie.
Wiem, że do tej pory stoją nasze wspólne zdjęcia, nic nowego do tego domu nie wniósł od kiedy mnie nie ma.
Taki ciekawy scenariusz do programu "Trudne sprawy".
Ja sobie dałam spokój - bo już nie jestem w stanie nic więcej zrobić. Jeśli on pewnych spraw nie rozumie, ja tym bardziej do niczego go nie przekonam. Nie ukrywam, że cierpię, ale wierzę, że czas swoje zrobi.
Dziękuję każdej z Was za odpowiedź ![]()
2 685 2013-12-04 18:51:19
Dodam tylko, że był taki moment, że przez chwilę mieliśmy dom wystawiony na sprzedaż.
I przyznam, że ja doprowadziłam do tego, że to anulowaliśmy - nie wiem chyba myślałam wtedy, że jednak dam radę, miałam jakiś lepszy moment, rzadziej ją widziałam. Do tego tak strasznie szkoda było mi tego wszystkiego co razem stworzyliśmy, każdy detal, każda rzecz była zrobiona Naszą ręką. I ja wiem jak kocha córkę, nie chciałam go "odciągać". Czasem sobie pluję w brodę, że tak odpuściłam wtedy przez nadzieję, że dam radę. Ale pewne sprawy rozumie się po fakcie i teraz czuję się trochę bardziej dojrzałą osobą i może pewniejszą po tym wszystkim.
Chociaż - czy skoro nie był gotowy na związek ze mną - czy za jakiś czas w innym miejscu "coś" by się nie wydarzyło?
I tak można gdybać, i gdybać... ![]()
2 686 2013-12-04 23:43:23
Cześć kochane kobietki!!! Właśnie się dzisiaj posypałam i muszę się wygadać -tak się składa, że nie mam komu ,bo sprawa dotyczy konkretnie życia w związku z mężczyzną po rozwodzie,a ludzie różnie do tego podchodzą (same wiecie najlepiej)))
Nawet ciężko mi krótko nakreślić moją historię bo liczy ona sobie już 12 lat zmagań i radości, ale postaram się was nie zanudzić i się streścić.
Nasza rodzina to :ja ,M (jak określacie tu męża bądz partnera z tak zwanego odzysku),syna M a mojego pasierba lat 18 oraz naszej wspólnej córki lat 8.
Oczywiście przechodziłam tyradę z Exsią ale czułam się mocna w tej konfrontacji.Problem pojawnił się tam gdzie najmniej się go spodziewałam .Otóż pasierb jest moją zmorą i odbiera mi radość życia. W kolejnych etapach zmieniałam swoje podejscie do niego i jego wychowania, ale zawsze jakkolwiek bym nie zrobiła obróciło się to przeciwko mnie.
Na początku jako świeżo upieczona m a c o c h a (miałam wtedy 23 lata) z pełną gorliwoscią pracowałam nad przyjaznymi relacjami ,przy czym odrazu zaznaczam ,że nigdy nie chciałam mu matkować. Wypracowałam szacunek i zaufanie .Wieloma poświęceniami wypełniałam rolę jaką sobię narzuciłam opiekunki, praczki ,gotowaczki...nauka czytania-ja zdanie i on zdanie,prace na plastykę bo on nie umie,bądz zapomniał...ja zawsze zwarta i gotowa-niania doskonała gratis. Nie podobało mi sie ,że M mu we wszystkim ustępuje,że nie wyznacza jasnych granic i uczy ,że wszystko ujdzie mu na sucho.Jak wreszcie odważyłam się o tym mówić ,usłyszałm ,że ja nie rozumię ,bo to nie tak ,bo on taki biedny,bo mama go olała,bo blebleble.Pasierb wyczuł szybko czaczę i owinął sobie M wokół pulchnego,wychuchanego paluszka.Tak sobie wyrastał bez jakichkolwiek obowiązków ,rygorów jak to się ładnie mówi bezstresowo.Na wszyskto olewka. No i pewnego dnia po kolejnej wymianie zdań usłyszałam ,że ja to się wogóle nie nadaję do jego wychowania i żebym się nie martwiła bo to nie moja sprawa właściwie i on sam sobie syna wychowa.No to sobie odpuściłam .A on sobie "wychowywał"
Nawet przez pewien czas było mi z tym dobrze szczególnie ,że w międzyczasie urodziła się nasza wspólna córka.
Teraz nadal mieszkamy razem w wyżej wymienionym składzie ,pasierb nie skończył gimnazjum ,nie pracuje ,nie uczy się i wogóle zachowuje się jak książe .M dalej traktuje go jak małego biednego chłopczyka i nie potrafi z nim po męsku porozmawiać a ja już wymiękam. Odpuściłam sobie wychowanie tego obiboka tłumacząc ,że co mnie to właściwie obchodzi -ma ojca ,ma matkę niech oni się martwią ,po co się narażać na kłótnie i wlaczyć z wiatrakami.Ale do cholerrryyy to też moje życie ,chcę wychować córkę na odpowiedzialnego ,wartościowego człowieka.Jak mam jej wytłumaczyć ,że brat może leżeć codziennie do 15 w łóżku ,a ona musi wstać o 6:30 do szkoły.Jak wytłumaczyc ,że musi odrabiać lekcje kiedy dorosły brat moze całe dnie grać na komputerze,że musi iść wcześniej spać bo rano trzeba wstać?Jak jej uzasadnić ,że warto nad sobą pracowac żeby do czegoś w życiu dojść ,że trzeba mieć jakiś cel w życiu? Szlag mnie trafia łapię się na tym ,że nie mogę się na niczym skupić tylko myślę o tym bagnie ,w którym utknęłam. Moja bezradność zjada mnie od środka jestem szarą ,smutną kobietą .
Dodam jeszcze tylko ,że nie jestesmy w rewelacyjnej sytuacji majątkowej M ma firme w Niemczech, gdzie wszyscy razem jesteśmy od sierpnia tego roku.Tymczasem M wziął do pomocy synusia i wiecie co :ja z motorkiem w dupencji w godzinach szkoły córki pracuję i zarabiam ok600eur.miesięcznie a on synowi(dwie lewe rączki i Tatko a jak tu ma być???) dał za 3 tyg prawie 1000eur.Fajnie nieprawdaż...Pasierb juz kupił sobie za własne pieniążki nowy komputer (bo stary zamulał) i kurtkę za 120eur.(a co nie stać go).Teraz na dniach ma zacząć kurs integracyjny ,będzie nas to kosztowało 250 eur. miesięcznie -kurs trwa normalnie 2lata (jak się nie powtarza modułów) z jego podejściem albo wogóle go nie ukończy albo to potrrrwwwaaa...h...j wie ile.
Chciałabym żeby komus chciało się to przeczytać i napisać co o tym myśli.
Myślę ,że za długo milczałam i teraz mam za swoje .Trzeba walczyć o swoje bo to nasze życie i nie odpuszczać dla pozornego świetego spokoju.
2 687 2013-12-05 00:10:59
Witaj lumturi ![]()
Współczuję Ci takiej sytuacji. Tym bardziej, że starałaś się jakoś to wszystko ogarnąć i traktowałaś tego chłopca jak swojego syna.
Czy rozmawiałaś z M o swoich obawach odnośnie wychowania Waszej wspólnej córeczki? Że martwisz się, że ona widzi jak zachowuje się starszy brat i jak na nią to wpłynie? Dziwię się trochę Twojemu M, bo przecież powinien też zadbać o wychowanie również swojej córki. Zresztą czy on nie rozumie, że takim postępowaniem niszczy życie swojemu Synowi? Przecież wyrośnie z niego młody, niezaradny i niedojrzały człowiek, któremu wszystko uchodzi na sucho bo Tatuś przymnie oko...
Nie wiem czy to dobry pomysł - ale może Ty sama porozmawiaj z chłopakiem, tak na spokojnie? Jak on Ciebie traktuje w tym wszystkim? Czy szanuje Ciebie? Może stanowisz dla niego swojego rodzaju autorytet po tym ile mu w dzieciństwie poświęciłaś czasu i serca. Jeśli nie to chyba powinnaś postarać się jakoś wyegzekwować od M - żeby ogarnął swojego syna - jak ? nie wiem niestety skoro on jest wobec niego taki "miękki".
Przyznam też, że nie dziwię Ci się że z czasem odpuściłaś wychowywanie tego chłopca - po tym co usłyszałaś że M sam wychowa swojego syna. Mi osobiście byłoby przykro gdyby mój facet powiedział, że mam się nie wtrącać. A Ty przecież ewidentnie chciałaś jak najlepiej dla pasierba, kiedy był jeszcze małym chłopcem i starałaś się go wychować na "ludzi". M powinien być Ci za to wdzięczny i jeszcze Cię wspierać.
Ja w wychowanie Małej mojego M kompletnie się nie wtrącałam - starałam się być bardziej jako koleżanka, nigdy nie miałam zamiaru jej matkować, bo po prostu nie czułam takiej potrzeby. Oczywiście nie pozwalałam sobie wejść na głowę, ale my bardziej się chichałyśmy, żartowałyśmy - też nie wiem czy to dobra postawa. Szczerze nie wiadomo jaka jest TA dobra postawa
Kiedyś przeczytałam wypowiedź jednej macochy na którymś z forum - poświęciła wiele na wychowanie dzieci swojego faceta, praktycznie je wychowała - a one potem i tak się od niej odwróciły stwierdzając, że przecież nie jest ich matką i nie ma prawa się wtrącać - pamiętam to do dziś. I niestety zawsze taka obawa będzie. Ja o swoją Małą mojego M też się obawiałam, czy kiedyś mnie nie znienawidzi, nie oskarży że to przeze mnie jej rodzice nie są razem - choć poznaliśmy się po ich rozstaniu.
To takie wysokie ryzyko zaangażować się w wychowanie nie swoich dzieci - chociaż własne też często potrafią się odwrócić i dać nieźle popalić (nie mam dzieci - ale oceniam siebie jako córkę w tym "da popalić").
A czemu jeśli mogę spytać jego syn mieszka z Wami a nie z matką? Pytam, bo przeważnie dzieci zostają przy mamie.
Mam nadzieję, że uporasz się z tą sytuacją a M stanie na wysokości zadania jako dorosły, poważny a przede wszystkim odpowiedzialny za swoje dziecko facet.
2 688 2013-12-05 10:42:43
Raspberry85 - może zostanę w tej chwili posądzona o tworzenie teorii spiskowych, ale po tym co teraz napisałaś, nasunął mi się pewien wniosek. Napisałaś, że Twój M "dom kupił pierwszy, jak ona się dowiedziała, że niedaleko jest jeszcze wolne, to też sobie kupiła, więc ona przydreptała za nim" (!!!) Nie myślisz, że to mogło być celowe działanie z Jej strony? Piszesz, że "ex się nie czepiała, nie wtrącała, nie wydzwaniała (...) jeśli chodzi o takie codzienne dogadywanie to naprawdę nie było problemu" ALE: "zamieszkała obok nas, dosłownie parę kroków(...) było mi strasznie ciężko widzieć ją na co dzień" . Przechadza się pod Waszą furtką, zagaduje Twojego M. Nadal jest sama? O tym nie napisałaś, a to może być klucz do zrozumienia tej sytuacji. Może to taka "cicha woda", która dobrymi kontaktami, przyjacielską rozmową, chce odzyskać faceta? Mnie by to zastanowiło. Przeczytałaś pewnie wiele historii, na tym czy innym forum i sama zauważyłaś , że relacje z Ex nigdy nie są czyste. Zawsze są jakieś wojny podjazdowe. Może w tym przypadku Ona ze stoickim spokojem i konsekwencją liczy na to, że facet za Nią zatęskni? Rozumiem Cię, jak ciężkie było dla Ciebie znoszenie Jej widoku na co dzień. Wiele z nas tak ma i wydaje mi się, że to normalna reakcja. I Ona może doskonale sobie zdaje z tego sprawę i planuje te wszystkie sytuacje z premedytacją?
Jeśli po Twojej wyprowadzce Twój "M wystawił dom na sprzedaż - ale do mnie dalej się nie odzywa" to może chce Ci jednak pokazać, że mu na Tobie zależy.Że próbuje zmienić to dla Ciebie. Nie chcę tym rozpalać w Tobie jakieś nadziei, ale podam Ci przykład ze swojego związku. Kiedy u nas sytuacja się skomplikowała, a M widział, że męczę się w sytuacji, w której się znaleźliśmy, wyprowadził się. Jak twierdził dla mojego dobra. Nie do końca rozumiałam dlaczego. Myślę, że początkowo i On nie wiedział co z tego wyjdzie. Ale w między czasie pozałatwiał część spraw, o które wierciłam mu dziurę w brzuchu. Nie musiałam w tym uczestniczyć i nie trafiał mnie szlag. Może nie załatwił tego tak jak ja bym chciała żeby było załatwione, ale ... załatwił. Po czym wrócił, spytał czy możemy jeszcze raz spróbować, bo usunął to, co nam leżało na wątrobie i ma nadzieję, że teraz wszystko będzie łatwiejsze. Może taki sposób obrał sobie też Twój M? Wie, że Ci było tam ciężko i jak sprzeda dom, poprosi Cię o kolejną szansę..... Szkoda tylko, że wciąż się nie odzywa. A EX pewnie zaciera ręce, że Cię stamtąd wykurzyła. Może spróbuj z Nim porozmawiać. Spytaj wprost, czy masz jeszcze na coś czekać, czy On sobie odpuścił. Będzie Ci łatwiej podejmować dalsze decyzje w życiu, jak będziesz wiedziała na czym stoisz.
2 689 2013-12-05 10:55:08 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-12-05 10:58:30)
Witaj Lumturi,
szczerze ci współczuje. Mój pasierb nie chce się uczyć, ale M goni go codziennie do lekcji. Jest to czas zmarnowany, gdyż nicpoń i tak nic nie robi, jednak dopóki nie posiedzi nad książkami to nie ma przyjemności takich jak TV i komputer. Jednak chłopak ma obowiązki w domu i M kładzie na to nacisk. Wyznaje zasadę: nie uczysz się to będziesz pracował. Trudno jest dużo wymagać od nienauczonego niczego 13-latka, ale muszę powiedzieć, że chłopak rwie się np. do pomocy w gotowaniu, jak każdy lubi być chwalony. Poza tym każdy czas spędzony w inny sposób niż nad książkami jest dla niego wybawieniem. Dlatego zupełnie nie rozumiem postępowania twojego faceta.
Chciałam ci zwrócić uwagę na coś innego. Moja córa jest w liceum i może orłem nie jest, to jednak wie kiedy należy przysiąść do nauki i ja jej w ogóle do tego nie gonie. Czasem uczy się do późna w nocy by nadrobić zaległości. Nawiązuje do tego, że ważne jest jakie wartości przekażesz córce, by myślała o przyszłości i realizowała swoje plany i marzenia. Uważam, że każdy na tym świecie ma jakąś misję do spełnienia. Pasierba podawaj jako przykład niezaradnego i egoistycznego człowieka, tylko nie radzę tak mówić przy M.
Fakt, gdy moja młoda ma mało czasu, a ja wymagam od niej dopełnienia swoich obowiązków to wkurza się, że młody się tylko obija i mógłby ją odciążyć.
Co do podziału obowiązków pomiędzy dzieci też czasem kłócimy się z M. Moja córa np. uwielbia gotować i piec ciasta, jak tylko ma trochę czasu to coś pichci. Cieszymy się i korzystamy z tego wszyscy. Jednak co do sprzątania w kuchni to już jest problem, bo M twierdzi, że to nie on nabrudził i to nie jego sprawa. Jego młody sam jeszcze nic nie potrafi zrobić, a sprzątać poza wyznaczonymi obowiązkami też nie chce. Ja też nie widzę problemu, żeby pomóc, ale czasem padam z sił i w tedy powstaje problem. Podobnie jest ze zwierzakami w domu, wszyscy się z nimi bawią i głaskają jednak sprzątamy tylko my z córą, bo przecież należą one do nas. Wychodzi na to że moja córa wraca późno ze szkoły, wyręcza mnie z obowiązków w domu, a obibok tylko podwórko, gierki, internet i bajki. No ale przecież każdy powinien sprzątać po sobie i szlak mnie trafia.
2 690 2013-12-05 11:17:43
Raspberry85 - może zostanę w tej chwili posądzona o tworzenie teorii spiskowych...
Mi też do końca nie chce się wierzyć w takie należyte relacje z ex. Dla niej widok na co dzień kobiety swojego byłego też nie był pewnie bez znaczenia. Raspberry nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Napisz coś więcej o byłej M, gdyż jestem ciekawa jakie są przyczyny jej poprawnego zachowania. Czy jest w szczęśliwym związku, spełnia się zawodowo lub posiada jakieś zajmujące hobby? Czy to z jej winy się rozeszli?
2 691 2013-12-05 15:52:39
Dziękuję za zrozumienie.
Mój M to bardzo dobry człowiek .Chce ,żeby synowi żyło się łatwo i przyjemnie .Sam nie ma dobrych wspomnień z dzieciństwa i myśle ,że za wszelką cenę chce być dobrym ojcem. Jednak uważam ,że na dłuższą metę robi krzywdę młodemu. Tylko jak mu wytłumaczyć ,że ma mu to "kolorowe "życie odebrać ,żeby w przyszłości coś z niego było? -jeśli on sam tego nie rozumie.
Ja już nie wiem jak z nim rozmawiać ,kiedy zaczynam mam wrażenie ,że jestem- świnia zazdrosna i nie mogę pozbyć sie myslenia -a co jakby to było moje dziecko ,czy nie chciałabym mu wszystkiego przychylic ,cóż ,że obibok i abnegat...???
Potem myślę ,że od córki przecież wymagam i to dużo,nie mam oporów przed daniem zjebki jak zasłuży a jeśli chodzi o szkołę i obowiązki to nie ma zmiłuj.
Jesli chodzi o mamę mojego pasierba to było to tak: przy rozwodzie zdecydowali ,że jeden syn (starszy -teraz 20 lat) zostanie przy niej a drugi przy M. Nie wiem jak to sobie wydumali ale cóż. Nie mogłam patrzeć jak ona zaniedbuje tego syna ,który został z nią .Na początku większość czasu spędzał on u rodziców mojego M,a ona latała jak panienka. Wtedy zaproponowałam ,żeby go wziąć do nas bo się chłopak zmarnuje,ale M stwierdził,że Exsia na to nie pójdzie ,a on nie chce znia walczyć bo się boi ,że ona mu zabierze po złości tego syna ,który jest z nim,a wiadomo jak sądy w Polsce podchodzą do ojców. Mówiłam ,że nie wygląda mi na to żeby miała mieć coś przeciwko ,wręcz przeciwnie,a on na to ,że ja jej jeszcze nie znam i czy mu mogę zagwarantować ,że ona mu dziecka nie odbierze!!!!
Ten chłopak przy niej też nie skończył szkoly ale jestem pewna ,że gdyby miał warunki jak ten nasz napewno by do tego nie doszło .Ona go olewała całe życie a jak skończył 18 lat to powiedziała ,że przykro jej ,ale ona pasozyta nie będzie trzymac i ma iść do pracy.No to poszedł.Po pół roku ona się zabrała do nowego męża zagranicę i zostawiła chłopaka bez mieszkania i żadnego wsparcia u... rodziców mojego M.Pózniej on do niej pojechał ,ale sam się utrzymuje (pracuje na budowie).
2 692 2013-12-05 18:02:51
Raspberry nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
zazdrosna13 napisał/a:Napisz coś więcej o byłej M, gdyż jestem ciekawa jakie są przyczyny jej poprawnego zachowania. Czy jest w szczęśliwym związku, spełnia się zawodowo lub posiada jakieś zajmujące hobby? Czy to z jej winy się rozeszli?
Napiszę tak - wdała się w romans z ojcem najlepszej przyjaciółki (już byłej oczywiście) swojej córki czyli tej naszej Małej. Rozwaliła małżeństwo, żona się dowiedziała - ale nie wiem czy jest jakaś sprawa rozwodowa. Nie znam żadnych szczegółów. W wakacje z nimi zamieszkał - tzn z eksią mojego M i ich córką. Albo przynajmniej codziennie bywał - tego nie wiem, to z moich obserwacji. Jak się wyprowadzałam to dalej przyjeżdżał.
Rozeszli się bo zdradziła mojego M, znalazła kogoś innego, tamten związek też nie wypalił - ale z moim M też już do siebie nie wrócili. Nie wiem - ja nie wierzę w to, że mój M do niej wróci. Na tyle ile go znam - on nie uznaje zdrady.
Dla mnie ona jest tak wyrachowana i zła, że nie ma poczucia przykrości, że obok mieszka ex z nową kobietą. Jak dla mnie jej to nie ruszało.
Naprawdę u mnie to wszystko jest takie skomplikowane, że sama już tego nie ogarniam
Kjim - ja już nie potrafię się kolejny raz odezwać "pierwsza", nie umiem i koniec.
2 693 2013-12-05 18:08:09
yyhh , tyle sie napisalam o komp mi sie zrestartowal, psior o kabelek zahaczył i ladowarka wyleciala z lapka,a juz mialam brac wyslanie waidomosc ![]()
To jeszcze raz tak napisze w skrocie. Nie mam wlasnych dzieci ,ale wiem że jesli bym miala to napewno bym takie same met. wych i wymogi stosowala do moich potencjalnych jak do Pchły. Jedna linia wychowawczy bylaby na mur beton do kazdego ,bez podzialu na moje i twoje. Napewno nie tolerowalabym takiego przebiegu sprawy,że to moje i jemu wolno to i tamto,przymykaloby sie oko na jego zuchwalcwto i cwaniactwo, a drugie musialoby stosowac sie do wymogow,zakazów . Nie może tak być, że od ktoregos sie wymaga a do pozostalych macha ręką bez komentarza
Jesli ktores wykazywaloby totalną olewke, czy tez przeskrobalo cos to zrypa sie nalezy bez wzgledu kogo to dziecię, jesli ktores zasluzyloby na pochwale to nie widze powodow, aby nie wyglosic komplementu do kogokolwiek. Sprawiedliwosc musi byc zachowana bez podziału.
To jest zdrowe podejscie, jesli wymagacie czegos od swojego dziecka (przykladania sie do porządkow domowych, lekcje, kultura, szacunek) to samo powinno tyczyc sie partnera/męza dziecka .Zadna ze stron zwolniona z tego nie powinna być
Jeden dom, te same zasady i wymogi to podstawa, przynajmniej takie jest moje zdanie .W przeciwnym razie wytwarza sie dezorganizacja, brak harmoni ,ładu i skladu.Zupelny kociol
Ja widze po sobie ,że do mojej Pc. mam wymogi takie i takie i tak samo podchodze do innych dzieciakow przybylych w gosciach ,bez roznicy i forów.To jest sprawiedliwe.
2 694 2013-12-10 19:10:47
Hej dziewczynki. Jak ktoras z was będzie miała chwile wolnego to sobie może obejrzeć ten program "ojczym i macocha,czyli jak-wychować nie swoje dziecko". http://rozmowywtoku.tvn.pl/odcinki-online/ojczym-i-macocha-czyli-jak-wychowac-nie-swoje-dziecko,24434,o.html
Wbrew pozorom widać ,że ten odcinek to żadna ustawka a autentyk, typowe życie w takim układzie. . Sporo można odnaleźć odniesienia do "naszych" przepraw ![]()
2 695 2013-12-13 11:47:19 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-12-13 12:19:03)
Hej dziewczynki. Jak ktoras z was będzie miała chwile wolnego to sobie może obejrzeć ten program "ojczym i macocha,czyli jak-wychować nie swoje dziecko". http://rozmowywtoku.tvn.pl/odcinki-online/ojczym-i-macocha-czyli-jak-wychowac-nie-swoje-dziecko,24434,o.html...
Obejrzałam i powiem wam, że u nas nie ma takich problemów i chyba pocieszyłam się, że może być gorzej ![]()
Uważam, że w tych przypadkach w większości winne są kobiety i ich lekceważące podejście do mężów. Poza ojcem, który faworyzuje "księżniczkę" ponad żonę, wyzwisk i bicia też nie uznaje.
Kobiety biorą na swoje barki wychowywanie dzieci, nie stawiają im żadnych wymagań i rozpieszczają je, a o niepowodzenia winią ojczyma który widzi, że dziecku potrzebna jest dyscyplina, ale sam traktowany jak intruz i nie ma żadnego autorytetu. Nic dziwnego, że dzieci obrastają w piórka i sprawiają problemy. W rodzinie pierwsze role grają ojciec i matka, a dzieci muszą się podporządkować, w tedy jest harmonia. Dzieci muszą być traktowane jednakowo i z szacunkiem oraz konieczne jest ustalenie jasnych zasad.
2 696 2013-12-13 14:05:51
Ja obejrzałam ten program razem z M. Oboje stwierdziliśmy, że u nas i tak nie jest źle ( w porównaniu do tych historii z programu), ale z lekkim niepokojem stwierdziliśmy, że dorastające nastolatki to jeszcze przed nami.... Wnioski jakie mi się nasunęły po obejrzeniu, utwierdziły mnie w przekonaniu , że dobrze robię kładąc nacisk na równe zasady dla wszystkich dzieci u nas w domu. Nie zależnie czy dotyczy to moich dzieci, które mieszkają z nami na co dzień czy też dzieci M, które mamy u siebie weekendowo. Wszystkich obowiązują takie same zasady, taki sam system nagród i kar i od wszystkich dzieci wymagamy szacunku do nas. Jako matce ciężko mi jest nie faworyzować swoich dzieci, rozstrzygać obiektywnie spory jakie się pojawiają miedzy moimi dziećmi a dziećmi M. Ale mam świadomość, że jeśli kiedyś choć raz wymięknę i swoim zachowaniem pokarzę moim dzieciom, że mogą łamać jakieś zasady, bo ja i tak będę po ich stronie, to wiem, że to obróci się przeciwko mnie i dzieci szybko to wykorzystają. Jednak nie zawsze wychodzi tak jakbyśmy tego chcieli i nie mam pewności czy nasze podejście do naszych dzieci da w przyszłości dobre, czy złe rezultaty. Ale czy to w rodzinie pełnej czy patchworkowej chyba żaden rodzic nie wie, na jakich ludzi wyrosną wychowywane przez niego dzieci. Myślę jednak, że jeśli nauczymy nasze dzieci od małego, szacunku do nas nawzajem i tego, że są w życiu pewne reguły, normy, zasady, których trzeba przestrzegać, to krzywdy im tym nie zrobimy.
Tak sobie teraz pomyślałam, że ten program powinna obejrzeć "lumturi" razem ze swoim facetem. Takie rozwydrzone nastolatki , jakie wystąpiły w programie na pewno się facetowi nie spodobają i skrytykuje po kolei każdego bohatera programu. A wtedy trzeba mu powiedzieć : "a widzisz , a Ty robisz dokładnie to samo" . Bo najczęściej jest tak, że widzi się błędy innych, stojąc z boku. Ale swoich, takich samych błędów wychowawczych się nie dostrzega. Może oglądając taki program potrafiłby inaczej ocenić to co sam robi.
2 697 2013-12-13 17:55:16 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-12-13 18:00:47)
Tak przesłałam ten odcinek, bo pamiętam ,że jeszcze przed nagraniem jego dostałam na maila propozycja wystąpienia w tym odcinku z mężem ,ale ze nie jestem za tym aby w takich programach tv się obnażać na całą Polskę, wiec nie skorzystałam z oferty. Po jakimś czasie postanowiłam ten odcinek obejrzeć i cóż... jednakże z tego co widzę inni tez mają niezłe urwanie głowy, czasami nawet ostro ,zbyt ostro .
W naszym domu nigdy do przemocy, wulgarnych wyzwisk ,agresji nie dochodziło ,to już ewidentne przegięcie, do czego ŻADNA ze stron nie miała i nie ma prawa się posunąć ( ani dorosły ,ani dziecko/nastolatek)
2 698 2013-12-13 19:33:02
czesc dziewczyny.....no piszę co u mnie po ogromnej burzy jaka u nas panoszyła się przez dobre kilka dni....opowiadam co nastepuję....szanowny pan M. zrozumiał że dziewczynki mają rączki i nózki i same po sobie sprzątają.....mowią dziekuję i do widzenia.....i pyta się czy mam ochotę z nimi coś porobić....mam nadzieję że to nie jeden taki weekend i już bedzie tak zawsze... LUMTURI rozumiem ze syn jest dla twojego najważniejszy ale to już nie jest dziecko....raczej facet może czasami starczy go zawstydzic przy znajomych ze zyje na garnuszku...
2 699 2013-12-14 21:22:19
Izabelunia11 - to jeszcze pochwal się jakimi metodami osiągnęłaś taką zmianę u Twojego M ? :-) Oj... musiało Go coś zaboleć ... :-)
2 700 2013-12-15 16:28:41
niestety osiagnęłam to duuuużą awanturą ale swoje argumentu mu powiedziałam on niestety nie miał kontr argumentów.no zobaczymy jak dalej bedzie jak to mówią nie chwal dnia przed zachodem słonca....ale zeby nie było zbyt miło ex co chwila nie daje nam spokoju....ah
2 701 2013-12-23 12:46:46
Witajcie Dziewczyny
jestem w podobnej sytuacji , moze z wlasnego doswiadczenia macie jakis pomysl na to jak maglabym postapic bo braklo mi juz pomyslow .Jestem Ex, od 4 lat nie kontaktujemy sie wogole ,byly maz nie utrzymuje zadnych kontaktow z dziecmi a i dzieci nie chca go widziec wiec dla jego drugiej zony sytuacja komfortowa ,ale nie o to chcialabym Was zapytac . Sprawa dotyczy mojego obecnego zwiazku.Trudno opisac kilka lat i nie zanudzic nikogo ,postaram sie w skrocie . Mamy razem corke ,moj syn mieszka z nami , corka mieszka tam gdzie sie uczy ,od poczatku utrzymywal mnie w takim stanie rzeczy ze jest rozwiedziony ma troje dzieci ,jego corka ma tyle co moja i dwoch synow w tym jeden w tym samym wieku co moj.Z racji tego ze jest Irlandczykiem szczegoly jak poznanie jego rodziny zostaly odlozone na pozniej .Przez dwa lata wszystko bylo ok , urodzilam corke no i zaczelam pytac dlaczego dziedkowie nie chca jej poznac ,rodzenstwo i wogole jakos tak dziwnie mnie niepokoila cisza jesli chodzi o wszystko co z Irlandia zwiazane.Wiem ze to oropne ale zaczelam przegladac komorke po kryjomu , z sms jasno wynikalo ze kontaktuja sie z zona w dalszym ciagu i to dosc czesto ,myslalam ze przeciez maja dzieci to musza ale kobieca intuicja podpowiadala mi ze moj kochany nie mowi calej prawdy.Kiedy zapytalam wprost o co tu chodzi szok nie mial granic . okazalo sie ze od 10 lat nie mieszka z zona ale ta rozwodu mu nie dala a ze wyjechal z kraju nie dopilnowal formalnosci ,klamal bo wiedzial ze z zonatym facetem nie bede chciala miec nic wspolnego a pozniej ze strachu ,tak to jest ze jak sie zaplatamy w klamstwa to nie latwo jest sie wyplatac .Sluchalam co ma do powiedzenia i nie wiezylam ze dalam sie wmanewrowac w taka historie.Ale wybaczylam dla nas dla dzieci dlatego ze bardzo chce utrzymac nasz zwiazek .Zaprosilismy jego dzieci do Polski ,przyjechaly ale nie po to zeby mnie poznac i spedzic wakacje ,bedac w stalym kontakcie z matka "umilaly " mi zycie tak ze po dwuch tygodniach mialam dosc odbijania podkreconych pilek Moj kochany pod pretekstem awarii w firmie ewakulowal sie do pracy a po powrocie zdawali mu relacje jaka jestem zolza.Koniec koncow pojechali a my zostalismy z problemami .Do tego czasu nie mialam problemow z wysylaniem kasy na cokolwiek chcieli(wiekszosc to byly brednie obliczone na wydojenie ile sie da)ale po tym jak dostalam sms od jego corki zebym zgnila w piekle razem ze swoim bachorem powiedzialam dosc . Jesli dwoje doroslych dzieci zakonczylo edukacje w wieku 16 lat a teraz ani uczyc sie ani pracowac nie chce to ja sie nie zgadzam na lozenie na nich i tyle .Przestalismy wysylac i sie zaczela otwarta wojana ;dzieci Jego zona kontra ja i on po srodku .Od poltora roku z niewyobrazalnymi wyzwiskami pod moim adresem probuje przetrwac i utrzymac ten zwiazek ale nie mam juz pomyslow.Doprowadzilam do sprawy rozwodowej miesiac po miesiacu zadreczajac siebie i jego rozmowami papiery sa u adwokata ,teraz batalia w sadzie .Nie nadaje sie do napisania to co uslyszalam pod swoim adresem od jego zony i dzieci , musze dodac tutaj ze dzieci dalej sie nie ucza i nie pracuja ich mama sama zakonczyla edukacje na szkole podstawowej wiec mozecie sobie wyobrazic na jakim poziomie sa te wypowiedzi.Lozymy na najmlodszego syna w dalszym ciagu ,ze strony starszych dzieci jak klamstwa wyszly na jaw to zmienily front teraz we wszystkich wiadomosciach wysylanych do tatay probuja wzbudzic w nim poczucie winy ze ich zostawil ,ze mala coreczka tatusia chcialaby byc znowu tylko ze ja na to nie pozwalam , jak moze dawac jesc moim dzieciom kiedy oni sa glodni itp. dramat jakis .On na granicy wytrzymalosci psychicznej ,za chwile dojda klopoty bo nie jest w stanie pracowac jak trzeba bo telefony dzwonia na okraglo i piora mu mozg , a ze prowadzi duzy projekt za jakies chore pieniadze to odpowiedzialnosc ogromna popelni blad i na zasilek chyba pojdziemy , w domu atmosfera napieta ja baranie j..., nie wiem co mam robic uciekac czy walczyc dalej bo czuje ze u kresu jua jestem o i na dzieciach sie to odbija ,a ze po przejsciach jestesmy juz wiec i psycha nadwyrezona .Jesli jest tu ktos kto spojzy chlodnym okiem na to moze doradzi cos bo ja juz "gupia"jestem pozdrawiam wszystkie macochy bo to trudna sztuka
2 702 2013-12-23 14:57:39
Alol, twój partner musi się bardzo, postarać, by odzyskać twoje zaufanie, gdyż zostałaś oszukana i skrzywdzona. Pytanie co on robi, by zapewnić ci komfort psychiczny?
Piszesz, że walczysz o utrzymanie związku, a czy on robi to samo? Mam wrażenie, że ty bardziej się angażujesz i martwisz niż on. Jego sprawy zostaw jemu do poukładania i staraj się z tego wyłączyć, bo zwariujesz. Co do finansów, to jak najbardziej wszelkie wydatki powinien konsultować z tobą, bo to również twoje pieniądze. Myśl i rób przede wszystkim to co jest dobre dla ciebie i dla twojego dziecka, bo facet sobie zawsze poradzi.
2 703 2013-12-23 15:49:40
Dzieki kochana za odpowiedz ;)tez mam takie wrazenie czasami ze to ja sie rzucam a on najchetniej by sie schowal.Wierzylam w kazde slowo wczesniej poprostu nie dopuszczalam takiej mozliwosci ze moglby klamac obojetnie z jakich powodow ,teraz nie wierze w jedno slowo ,nie potrafie , na wszystko biore przymiarke ,zastanawiam sie czy wogole da sie byc z kims bez zaufania , nie mam pojecia jak mam znowu uwierzyc.Z jego strony tak to wyglada ze pracuje , zapewnia nam godziwe utrzymanie ,nie bije mnie nie krzyczy (dwa ostatnie w odniesieniu do poprzedniego zwiazku)wiec robi dla nas wystarczajaco duzo ,oczywiscie zapewnia mnie ze jestem wszystkim dla niego .Chcialabym sie wylaczyc, problem w tym ,ze po kazdym telefonie czy wiadomosci z Irl zachowuje sie jakby sie swiat konczyl nie odzywa sie ,siedzi zamyslony drazliwy ,czasami zamyka sie w pokoju i oglada cos byle z dala od wszystkich .Denerwuje mnie to szczerze bo ich humory i manipulacje przekaladaja sie na nasze zycie . Z synem nie spedza zadnego czasu bo jego syn mu powiedzial ze jego zostawil a z obcym dzieckiem gra w pilke , chlopcy sa w tym samym wieku.Niestety dzieciaki zmanipulowane beznadziejnie przez matke , ktora swoja frustracje przelewa na nich i uzywa ich do pogrywania z nim.Wg niego powinnam zaakceptowac taki stan rzeczy , wie ze nabroil ale nie moge bez konca mu tego wytykac.Przez rok oplacalismy szkole jego corki po czym okazalo sie ze nie chodzila do zadnej szkoly brala tylko kase ,nie wiem jak uswiadomic mu , ze nie o to chodzi zeby wyzekac sie dzieci bo sa be tak sie nie da ale w takiej sytuacji nie mozna wierzyc we kazda bzdure obliczona na wyciagniecie pieniedzy tylko.Rozumiem ich wscieklosc zanim mnie poznal wysylal1500 euro na miesiac teraz wysylamy tylko 400 dla najmlodszego syna wiec kipi wsciekloscia z tej strony .Na dzien dzisiejszy nie wiem co robic stoje na jakichs rozstajach i cholera wie w ktora srone teraz
2 704 2013-12-23 16:15:10
Chcialabym sie wylaczyc, problem w tym ,ze po kazdym telefonie czy wiadomosci z Irl zachowuje sie jakby sie swiat konczyl nie odzywa sie ,siedzi zamyslony drazliwy ,czasami zamyka sie w pokoju i oglada cos byle z dala od wszystkich.
To normalne, że facet z problemem zamyka się "w jaskini". Musisz mu dać czas na przemyślenia, nie masz się o co złościć, tacy po prostu są faceci, to nie kobieta, która musi się wygadać. Jeśli będzie widział, że ma twoje przyzwolenie na takie zachowanie, będzie szybciej do ciebie wracał.
Denerwuje mnie to szczerze bo ich humory i manipulacje przekaladaja sie na nasze zycie.
Im właśnie o to chodzi, nie daj im satysfakcji i nie ulegaj. Twój facet też z pewnością dostrzega te manipulacje, ale może jest mu głupio się przyznać, gdyż to w końcu jego dzieci. Porozmawiaj z nim powiedz co cię boli, z czym masz problem, powiedz, że potrzebujesz jego wsparcia. Poproś by ograniczył kontakt z ex itp. Tylko we dwoje dacie radę.
2 705 2013-12-30 11:05:10
Cześć dziewczyny. Jak minęły święta? Czy Panie EX i Panowie EX dali Wam spokojnie przeżyć święta?
2 706 2014-01-02 10:26:39 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-01-02 10:33:10)
Jeśli chodzi o mnie to pani ex w Święta i Sylwestra była zabsorbowana swoim mężem. Nie trudno zgadnąć, że ja przez ten cały czas miałam młodych na głowie. Jestem zmęczona i zła, gdyż 24 na dobę z dzieciakami nie należy do moich przyjemności. Niestety niewiele w tej sprawie mam do powiedzenia, gdyż wizyty M ustala z ex. Jestem tak umordowana, że już zapowiedziałam M, że ma wysłać syna na jakieś zimowisko w ferie. Już widzę, że będą zgrzyty, bo chłopak nie lubi nigdzie ruszać się domu, ostatnio w ogóle nie chce jeździć do matki i dziadków, za to co drugi weekend pilnuje, by przyjeżdżał do niego jego młodszy brat. Naprawdę mam już dość dzieci, nie pamiętam już kiedy z M spędziliśmy sami weekend. Czuje, że te chłopaki odbierają mi radość życia. Zastanawiam, się jak będzie wyglądało nasze życie, gdy młody M będzie starszy. Teraz w tygodniu o godz. 21 ma iść do siebie szykować się do spania, a ja mam kilka godzin z M dla siebie, nie wyobrażam sobie żeby miało być inaczej i młody będzie dłużej okopywać telewizor w pokoju w którym śpimy. W sylwestra szlak mnie trafiał jak chłopaki siedzieli z nami do 3 w nocy i w końcu ja poszłam spać pierwsza.
A tak w ogóle wszystkiego dobrego w Nowym Roku, oby był lepszy od starego ![]()
2 707 2014-01-02 10:49:13
Zazdrosna, a Twoj facet nie ma nic do powiedzenia i musi sie godzic na wszystko co powie mu ex? A gdybyscie mieli inne plany na swieta, sylwestra, jakis wyjazd? To co wtedy? Twoj M zmienilby Wasze plany, czy odmowilby ex wziecia dzieci? (chyba znam odpowiedz...)
Co do telewizora, to moze przestawic go w jakies ogolno dostepne miejsce?
Wiecie, czasem mam trudnosci w okresleniu, gdzie jest ta granica, gdzie jest norma, a kiedy juz sie czepiam.
2 708 2014-01-02 13:32:19
Metaksa,
M ma przyznane prawo do jednego z synów i mamy go na głowie, gdyż jest to jego zakichany obowiązek. Chłopak jest w wieku, kiedy tylko liczą się dla niego koledzy i komputer więc nie ma ochoty się z nimi rozstawać na dłużej. Niestety zadręcza mnie Pingwinami, Potterem czy Hobbitem itp, gdyż mamy niewielkie mieszkanie. Nie mam szans na poczytanie wieczorem w spokoju książki. W dodatku matka podpuszcza młodego na przyjazd do nas jego brata i ten już jest zajarany. M oczywiście się cieszy, że zobaczy się z drugim synem, choć zdarzyło się, że na mój wyraźny protest M odmówił chłopakom. Jednak plany te są ustalane z nawet z miesięcznym wyprzedzeniem, o czym ja dowiaduję się ostatnia, najczęściej przypadkiem. M boi się mojej reakcji, a ex trzyma go w niepewności do ostatniej chwili. Chciałabym by M tak planował nasz wspólny czas. Kiedyś nawet dziadkowie byli bardziej chętni do pomocy przy młodym, teraz mają własne plany, a M twierdzi, że nie chce by chłopak czuł się, że się go pozbywamy. Młody jest już na tyle duży, że może zostać sam w domu, ale nie chcę, go zostawiać mojej córce na głowie, gdyż za sobą nie przepadają. Na Sylwka też mogliśmy wyjść i się zabawić, ale nie można było zostawić dzieciaka samego, bo chciał odpalać petardy.
Poznając faceta sądziłam, że będzie taki jak wszyscy tatuśkowie, w najgorszym przypadku zabierający dzieciaki raz na dwa tygodnie. Teraz mam wrażenie, że najlepsze lata mojego życia uciekają mi na użeraniu się z małolatami.
2 709 2014-01-02 16:07:27
Zazdrosna, często tu mówimy o tym, że powinnyśmy myśleć o sobie i że nie powinnyśmy ulegać fanaberiom EX i nie dawać im manipulować naszym życiem. Jeśli Twój M uzgadnia z EX terminy spotkań z synem ( a Ty dowiadujesz się o tym ostatnia ) to zrób mu raz, czy dwa taki psikus i zorganizuj coś dla Was np na najbliższy weekend. Może jak się w piątek wieczorem dowiesz, że na sb i nd przyjeżdża do Was jego drugi syn, bądź zaskoczona i powiedz : "Nic mi o tym nie mówiłeś Kochanie, a na ten weekend zaplanowałam dla nas wyjazd na Mazury. Rezerwacja pokoju była dla Ciebie i dla mnie, ale skoro musisz zaopiekować się chłopakami to ja pojadę z córą".... i jedź!!! Córa Ci podziękuje za wspólnie spędzony czas, Ty odpoczniesz od małolatów, a M .... niech zadba o chłopaków. Może po którymś razie M dojrzy, że Ty też masz jakieś potrzeby i niech zacznie Wasze życie uzgadniać z Tobą, a nie z EX. Postaw Go kilka razy w takiej sytuacji jak On Ciebie stawia - czyli w ostatniej chwili mu coś zakomunikuj. I powiedz mu jasno - "ja też się tak czuje kiedy w ostatniej chwili dowiaduje się, że miesiąc temu umówiłeś się z EX, że na weekend zabierasz syna". (Z własnego doświadczenia wiem, że póki facet nie poczuje się "ostatni", póty nie będzie wiedział jak Ty się czujesz. U mnie to zadziałało).
A co do okupowania przez Młodego Waszego pokoju i telewizora, to może warto wprowadzić jakieś ograniczenia? Moje dzieci też najchętniej oglądają Pingwiny w porze kiedy my byśmy chcieli obejrzeć Fakty albo Wiadomości, ale pogodziliśmy to w ten sposób, że my się zgadzamy na bajki między 19 a 20 , potem Tv jest dla nas - Oni idą się szykować spać i koniec kropka. Uzgodnij to z M, przedstaw argumenty, a potem doprowadź do wprowadzenia tych ograniczeń w życie. Wieczorem będziecie mieć więcej czasu dla siebie i więcej czasu żeby odpocząć od Małolatów.
Jak sama napisałaś : "mam wrażenie, że najlepsze lata mojego życia uciekają mi na użeraniu się z małolatami". Więc zrób coś, żeby tak nie było!!! Szkoda życia.
Metaksa - też mam czasem wątpliwości co jest normą, a co czepianiem się, ale chyba granica jest tam gdzie ją same postawimy :-) Więc, Zazdrosna - może należałoby przestawić Młodemu granicę oglądania TV z 21 na 20 i za każde jej przekroczenie się czepiać (a najlepiej zabrać pilot i powiedzieć "teraz TV oglądamy My , TY idziesz spać"). W nowym Roku życzę wszystkim DRUGIM nowych sił i mnóstwo cierpliwości. Napewno nam się przyda :-)
2 710 2014-01-02 16:43:27 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-01-02 16:45:16)
Kjim,
odnośnie planów to dzięki za świetny pomysł. Nie wpadłabym na to, dlatego uważam, że to forum i możliwość dzielenia się spostrzeżeniami jest fantastyczne ![]()
Co do TV to też przemyślę jak zdziałać coś bez wyrządzania poczucia krzywdy młodemu. Zdaję sobie sprawę, że ma tylko trzy rozrywki: podwórko, internet i TV. Na komputer ma ograniczenia czasowe, więc nie bardzo widzę czym mógłby się zająć od godz. 20, czy 21, bo o spaniu często nie ma mowy. Np czytanie książki to najgorsza kara na świecie. Poza tym bywa, że jego ojciec wraca późno do domu i młody też chce się nacieszyć jego towarzystwem. Już nie wspomnę o tym, że M też lubi te bajki, albo tak mówi ze względu na syna. I muszę czasem zrobić awanturę, by mieć coś w tej kwestii do powiedzenia.
2 711 2014-01-02 16:55:48
W kwestii telewizora i pokoju dla siebie, to przychodzi mi jeszcze jedno rozwiązanie do głowy : może postarajcie się młodemu zorganizować jakiś mały TV do jego pokoju. Ja wiem, że to jest jakiś wydatek , ale można poszukać np. na allegro coś używanego... Kwestia 200-300 zł i masz kupiony spokój na wieczór . Wiem, że to mało wychowawcze, ale.... czasem można i tak :-)
2 712 2014-01-02 22:05:12
Kjim, widze, ze rozumujemy dosyc podobnie
Ja tez jestem przekorna I juz mojemu powiedzialam, ze jesli nadal bedzie mnie informowal o pewnych faktach, a nie uzgadnial, to ja tez potrafie informowac. Chyba spekal, bo od tamtej pory uzgadnia ze mna nawet jakies duperele
Takze Zazdrosna, Kjim dobrze gada. Wytnij mu numer raz i drugi, a moze cos do chlopa dotrze. Tak to jest, ze do nich szybciej przemawiaja czyny, niz gadka.
?Na komputer ma ograniczenia czasowe, więc nie bardzo widzę czym mógłby się zająć od godz. 20, czy 21, bo o spaniu często nie ma mowy. Np czytanie książki to najgorsza kara na świecie.?
Ale co Cie to obchodzi, co on bedzie robic przez te godzine? A niechby nawet medytowal czy joge uprawial. Czytanie ksiazek tez jeszcze z tego co wiem nikogo nie zabilo, a na pewno bardziej rozwija, niz jakies Pingwiny czy HP (a moze wypozyczyc mu HP w formie ksiazki?). Moze audiobooki?
Telewizor do pokoju Mlodego nie wydaje mi sie dobrym pomyslem, bo juz zupelnie przestaniecie miec kontrole nad tym, co i kiedy oglada.
2 713 2014-01-03 09:55:24 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-01-03 10:51:22)
Witam w Nowym Roku. Życzę Wam spełnienia choć jednego marzenia!
zazdrosna zdaję sobie sprawę, że to co napiszę nie pocieszy Cię.
Mam podobną sytuację. Teraz z perspektywy czasu, czytając Wasze historie uśmiecham się. A przecież u mnie tak niedawno było tak samo.
Walka z mężem była ciężka i mało efektowna. Kiedy zaplanowałam nam weekend i powiedziałam w ostatniej chwili i kończyło się tym że jechałam sama to sprawiałam mu tylko frajdę, bo mógł cały czas poświęcić dzieciom bez patrzenia czy znowu coś mi nie pasuje. I cieszył się, że i ja wypoczęłam w spokoju. Tak więc to nie była dla niego kara. A to że na ostatnią chwilę się dowiedział - spoko, on zawsze się dostosuje i nie ma o nic nigdy pretensji. Zawsze powtarzał, że jeszcze niejeden weekend przed nami i zdążymy.
Mojego męża dwóch młodszych synów mieszka z nami od 4 lat. Weszli do mojego domu z dnia na dzień. Nawet nie miałam nic do powiedzenia - a właściwie miałam - rozstanie się z mężem. Ex po porostu spakowała się i wyjechała do faceta zostawiając gimnazjalistów samych, sorry - pod opieką niechodzącej babci i dziadka z alzheimerem. Kiedy oni wprowadzali się, moi synowie byli już dorośli.
Chłopcy w moim domu byli zagubieni, mąż starał się wynagrodzić im wszystkie krzywdy a więc wolno im było wszystko. Zawsze miał dla nich czas. Migdy niczego nie uzgadniał ze mną tylko z nimi nawet przed ich zamieszkaniem u nas. Wcześniej nie co drugi weekend a każdy byli z ojcem. O jeden wolny od dzieci co kilka miesięcy musiałam toczyć boje. Wracając z pracy dostawałam bólu brzucha. "Uciekałam" z domu byle by ich nie widzieć. Zaczęłam chodzić na zajęcia sportowe, na różne kursy. Wyciszyłam się i znalazłam nowe zainteresowania.
Wróćcie do moich wcześniejszych wypowiedzi. Też ostatnia się dowiadywałam o wszystkim. Było wiele awantur i zawsze słyszałam "zabraniasz mi kontaktów z dziećmi, chcesz się ich pozbyć...". Ręce opadały mi z bezsilności.
Moja znajoma mi wciąż powtarzała "nie warto się kłócić o dzieci - one w końcu dorosną, wyprowadzą się i będziecie mieli siebie dla siebie. Kłócąc się o dzieci stracisz męża." Wzięłam to sobie do serca. Wynajdywałam sobie przeróżne zajęcia aby tylko jak najmniej być we własnym domu. Tak trwało do tego lata, kiedy to najmłodsze dziecię nagle wydoroślało, zaczęło samo z siebie pomagać, interesować się domem. Zapomniał o stawianych kilka miesięcy wcześniej roszczeniach. Byłam w szoku. Obserwowałam i zastanawiałam się co mu się stało.
Potem na jesieni dołączy do brata do akademika i nastała sielanka. Mamy czas na wyjazdy, na kino, basen .... och... jesteśmy wolni, żyjemy tylko dla siebie.
Teraz przyjeżdżają co dwa miesiące i jest jak w raju. Razem z nami pitraszą. Są uśmiechnięci, uprzejmi. Wracam z pracy a obiad stoi na stole. Minęły czasu okupacji telewizora, granie w gry internetowe całymi dniami i nocami. Pytają w czym pomóc. Zawsze wiem co planują, gdzie wychodzą, kiedy jadą do mamy. I właśnie - o to chodzi - o mamę!
Chłopcy zdali sobie sprawę, gdzie jest ich dom, kto troszczy się o nich. Od 6 lat nie spędzili z matką żadnych świąt. Są zawsze z nami. Matkę widują 3-4 razy w roku po 2-3 dni. Jeśli ona przyjeżdża to widują ją po kilka godzin dziennie bo ona musi również odwiedzić koleżanki. Kiedyś wysłałam ich na ferie zimowe do matki w nadziei na wolny tydzień - po trzech dniach przywiozła ich z powrotem.
Wciskała im przeróżne bajki jak bardzo jest zapracowana (tylko, że pieniędzy też nie dawała na nich bo nie miała), jak jej ciężko i ble, ble, ble. Teraz już nie wierzą w jej słowa. Kochają ją bo to matka, ale u nas mają dom.
Najświeższe dane - mają wolne na uczelni od 20 grudnia do 6 stycznia i jadą dopiero dziś po południu do matki na ostatnie trzy dni. Powiedzieli że tyle starczy. Od wczoraj szykują z ojcem jedzenie do akademika. Zabiorą je zamrożone i w słojach do matki, u niej przechowają w zamrażarce. A co da mama? słowo "kocham was". To wszystko co dostają od matki.
Nawet z najstarszym bratem widzieli się tym razem tylko w jeden wieczór a mieszka on pięć minut drogi od nas - woleli z nami i moimi dziećmi grać w gry planszowe niż iść do brata. (Ja nie utrzymuję z nim kontaktów w ogóle a mąż widuje się z nim sporadycznie, ale robi to tak abym nie odczuła odtrącenia.)
Ze mną pieką pierniki, u mnie ubierają choinkę, spędzają wigilię z moją rodziną, przyjaźnią się z moimi dziećmi, bawią z moimi wnukami. Pomagali przy remoncie, wożą zakupy mojej mamie kiedy ja nie mam czasu. Do nas przyprowadzają swoje dziewczyny.
Cieszę się, że odpuściłam. W końcu dzieciaki nie są winne tego, że matka ich nie chce. Spędzony czas tylko z moimi dziećmi był też bardzo fajny bo mimo iż dorośli to tęsknię za nimi. A ponieważ mieszkają daleko ode mnie to wyjazd do nich na weekend czy urlop to wielka radocha dla mnie.
Znalezienie sobie zajęcia w ciągu tygodnia wyszło mi na zdrowie zarówno psychiczne jak i fizyczne.
Wiem, że nie zawsze się udaje, wiem, że ciężko jest gdy dzieciaki są małolatami. Ale też wiem, że najpiękniejsze lata tak naprawdę są dopiero przed wami.
Zazdrosna jak podpowiadają ci dziewczyny - ze swoim facetem ustal godziny, kiedy młody może przebywać w Waszym pokoju. A co będzie robić w swoim? Niech sobie sam wymyśli zajęcie. Komputer, telewizor i telefon to nie jedyne zajęcia nastolatka. Nawet gdyby miał siedzieć na łóżku i gapić się w okno to niech to robi skoro będzie mu z tym dobrze.
Odpowiedz sobie na pytanie - co robi Twoja córka w tym czasie? Skoro ona potrafi znaleźć sobie zajęcie to i on znajdzie. Albo ok, niech będzie z Wami ale oglądacie to co Ty chcesz. To Ty przejmujesz pilota. Włącz wtedy choćby najgłupszy serial byleby młody sam zrezygnował z pobytu u Was. Zażądaj ustalenia godzin telewizyjnych, i kto kiedy "sprawuje władzę" nad pilotem.
Ja kiedyś miałam już tak serdecznie dość, że powiedziałam mężowi jak chcę aby było i kazałam mu sprawę załatwić z synem. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z domu. Oczywiście nie wszystko się wtedy zmieniło ale zrobili mały postęp, krok ku poprawie mojego komfortu. Nasze awantury były konsekwencją tego, że nie uzgodniliśmy na samym początku zasad. Było wzajemne się tarcie, przepychanka.
a jak byście się czuły gdyby role były odwrócone? Gdyby Wasi panowie nie zgadzali się na mieszkanie z Waszymi dziećmi? Gdyby nie chcieli spędzać weekendy i urlopy z Waszymi latoroślami? Nam się wydaje, że właśnie tak jest u mamy naszych chłopaków. Bo w głowie mi się nie mieści aby matka nie chciała własnych dzieci.
2 714 2014-01-03 11:14:42
Cześć dziewczyny,
ja od niedawna jestem w związku z rozwodnikiem. Na szczęście z eks nie miał dzieci, ale i tak czasem ta sytuacja mnie przerasta. Zaczeliśmy się spotykać na miesiąc przed jego ostatnią sprawą rozwodową. Rozwód ogólnie ciągnął się dość długo, przez ten cały czas eks mieszkała u niego. Mnóstwo nerwów mnie to kosztuje i kosztowało. Parę dni przed rozwodem dowiedziała się, że spotykam się z B. i przyszła do mnie do domu " w sprawie mężą", zaczela krzyczeć na mnie, wyzywać. Powiedziałam, że nie życzę sobie żeby na mnie krzyczała w moim domu i jeśli ma jakąs sprawę to niech powie. I zaczęła mówić, że ona nie zgodzi się na ten rozwód, że bedzie walczyła o niego, ze nie pozowli na sprzedaż domu, podzial majatku itp. Ja powiedziałam, że to są ich sprawy i niech miedzy sobą wyjaśniają i wyprosiłam ją z domu. Rozwód miał być z jej winy, sędzia zasądził obupólną winę, ale chyba będzie się odwoływał. Najgorsze jest to, że sąd pozwolił jej mieszkać w słuzbowym mieszkaniu mojego faceta, wydzielił jej pokój. Jej jest tam po prostu wygodnie, bo za nic nie płaci. Wspólnego kredytu za samochód też nie chce spłacać, a sąd przyznał jej ze 4 dni w tyg ona ma auto, a jej policja na 6 miesiecy prawko za jazde po pijaku zabrała... Wszystko jest jakąs wielką kpiną. Mój facet wyprowadził się ze swojego mieszkania, bo miał dosyć awantur, wyzywisk. , a
Na sprawę rozwodowa zawiózł ją kochanek, a w świeta jak mój facet wrocił do domu (teraz mieszka w tym samym domu co ona ale w innym mieszkaniu) to zobaczył samochód jej kochasia, czyli ona mieszka w mieszknaiu B(nigdy tam nawet nie byla zameldowana) i sprowadza tam faceta z ktorym go zdradzała. Wszystko jest jak w jakiejś argentynskeij telenoweli. Raz spotkałam ją na miescie to zaczela mnie wyzywac, a ja nie jestem winna tego rozwodu. Chyba ja boli, że B na nowo sobie układa życie. To bardzo męcząca sytuacja, teraz tak trwamy w takiej próżni, nie wiem na co czekam i ile mam czekać...
2 715 2014-01-03 13:02:05 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-01-03 13:20:27)
Dziękuję dziewczyny, Ewarg jestem naprawdę wdzięczna że opisałaś swoją historię, bo to jakbym czytała o sobie.
Faktycznie zauważyłam, że M świetnie wykorzystuje moje wyjazdy, czy zajęcia weekendowe na zabawę z synami i jest uradowany, że nie ma mnie na głowie, więc dałaś mi do myślenia.
Tylko, że ja nawet nie mogę powiedzieć, że dzieci M dają mi w kość, a wręcz przeciwnie są grzeczne i posłuszne w stosunku do mnie, a jeśli nie to ojciec je szybko dyscyplinuje. Młody, który jest z nami wręcz domaga się mojej uwagi i bliskości. Czułości w stosunku do moich dzieci uważam, za normę i sprawiają mi wiele radości, a na młodego M czasem mam wręcz uczulenie i łapię się na tym, że ignoruję jego obecność. Wiem, że problem leży we mnie, nie chcę i nie umiem zastąpić mu matki ani nawet nawiązać z mim jakiejś więzi. Kiedyś było inaczej, ale dzieci z wyłączeniem moich własnych są dla mnie czymś złym, co odbiera mi siły. M w stosunku do moich dzieci jest wręcz bez zarzutu, często im pomaga, robi jedzenie itp. Ja czuję się w tedy jak potwór, czepiający się biednego dziecka. Mam żal, że nikt nie dał mi wyboru i zostałam wrobiona w opiekę nad młodym. Wiem, że M liczy się z moim zdaniem i stara się zachować równowagę w tym czego chcą dzieci i nawet jeśli są u nas oboje to poświęca mi dużo czasu.
Ewarg mylisz się tylko w jednym, dałaś mi nadzieję, że kiedyś się to skończy. Czasem zastanawiam się nad przyszłością i czy może być jeszcze gorzej. Nie umiem się cieszyć ze spędzania czasu z całą naszą gromadką. Wiem, że jest to związane z przemęczeniem nimi i braku czasu na pielęgnację naszego związku. Mam wyrzuty, że stać mnie tylko na tolerancje, ale nie umiem zaakceptować tego dziecka.
Mój partner, przeciwnie do mnie zanim się zaangażował wiedział, że mieszkam z dziećmi i to była jego decyzja. Jeśli chodzi o spędzenie wakacji, czy wyjazd np. tylko z moją córką to już nie jest tak różowo, pisałam o tym kiedyś.
Jest mi nawet przykro, bo dość często wyjeżdżamy do rodziny M z jego dziećmi, moje nie bardzo maja na to ochotę więc zostają w domu, co jest dla mnie zrozumiałe. Jednak gdy jedziemy do mojej rodziny, z moimi dziećmi to jego syn też jest z nami z racji młodszego wieku.
Tak jak moje dzieci dostaje prezenty od moich rodziców, gdyż im towarzyszy i jest to naturalne. Jednak młody M przywozi do domu od dziadków, wujostwa itp. mnóstwo słodyczy i trudno od niego wymagać, by dzielił się z moją córą, którą niecierpki.
Też uważam, że to kobiety powinny wychowywać własne dzieci, które powinny na stałe u nich mieszkać. Świta byłby prostszy, bo faceci są mniej skomplikowani i wymagający ![]()
Witaj, Averna uważam, że dlatego dla własnego dobra nie należy się wiązać z żonatym facetem.
2 716 2014-01-03 13:34:21
Witaj, Averna uważam, że dlatego dla własnego dobra nie należy się wiązać z żonatym facetem.
Heh, ja już to zrobiłam, bo to wspaniały człowiek. Jestem z nim bardzo szczęśliwa, tylko są momenty, kiedy myślę, że mnie to przerasta i po co mi to było. Mam nadzieję, że do wiosny już wszystko sie unormuje.
2 717 2014-01-03 13:50:19
zazdrosna13 napisał/a:Witaj, Averna uważam, że dlatego dla własnego dobra nie należy się wiązać z żonatym facetem.
Heh, ja już to zrobiłam, bo to wspaniały człowiek. Jestem z nim bardzo szczęśliwa, tylko są momenty, kiedy myślę, że mnie to przerasta i po co mi to było. Mam nadzieję, że do wiosny już wszystko sie unormuje.
Rozwód to obok śmierci bliskiej osoby, jedna z najbardziej stresujących sytuacji w życiu. Musisz nauczyć chronić się przed złymi emocjami partnera, takimi jak żal, gniew, poczucie winy, złość, ból. Jeśli to tylko możliwe nie wnikać i nie nakręcać się w rzeczy które ciebie nie dotyczą. Na szczęście czas leczy rany.
2 718 2014-01-03 14:26:26
Averna, to co tu opisujesz to jakis kosmos! W takiej sytuacji chyba najlepiej byloby sie pozbyc wszystkich punktow "stycznych" typu mieszkanie sluzbowe czy wspolny samochod. Ciesz sie, ze nie maja dzieci, wtedy dopiero jest never ending story.
Zazdrosna, tak sobie Ciebie czytam i mysle, czy Wy musicie mieszkac razem? Juz nie mowie nawet o zakonczeniu zwiazku, ale po prostu niech sie pan z synem wyprowadza (z tego co pamietam to oni sa u Ciebie?). Wiesz, duzo latwiej sie kocha na odleglosc, kiedy sie czlowiek spotyka powiedzmy raz w tygodniu, niz jest ze soba na codzien, na dodatek w niesprzyjajacych okolicznosciach przyrody. Zastanawialas sie nad takim rozwiazaniem?
2 719 2014-01-03 14:39:57
Averna, to co tu opisujesz to jakis kosmos! W takiej sytuacji chyba najlepiej byloby sie pozbyc wszystkich punktow "stycznych" typu mieszkanie sluzbowe czy wspolny samochod. Ciesz sie, ze nie maja dzieci, wtedy dopiero jest never ending story.
To jest kosmos. Jego eks chyba nie wierzyła, że on wniesie o rozwód, on ją ostzregał prosił i... zbierał dowody. Teraz nie może znieść tego, że on jest szczęśliwy. Ona chce mu jak najbardziej uprzykrzyć życie. Raty za samochód płacic nie będzie, bo "sąd jej nie kazał", więc bank zabierze im auto. Domu (jeszcze nie wykonczony, nie zdazyli w nim zamieszkac) tez nie chce sprzedać - "niech stoi i niszczeje". Staram się tzrymać z boku tych spraw, co n ajwyżej wyrażam swoje zdanie jak mnie B. poprosi, ale właśnie najgorsze, że nie wiem ile to ma jeszcze trwać. Teraz firma ma pisać wymówienie dla mojego B i że w ciągu ilus tam dni muszą opuścic mieszkanie. To już jakis krok do przodu. Chće jeszcze B. wysłać do psychologa, dobrze sie tzryma, ale myślę, że cały żal i złość w środku w nim siedzi. Taka wizyta mu nie zaszkodzi a może pomóc.
2 720 2014-01-03 14:45:53 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2014-01-03 14:50:55)
zazdrosna
- ja byłam bardzo zazdrosna o więź łączącą mojego męża z synami (moi swojego ojca widywali raz na kilka lat).
NIGDY NIE CHCIAŁAM I NIE JESTEM ICH MATKA. Do dziś mówią mi na "pani" właśnie po to aby była bariera. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przytulić któregoś z pasierbów (nawet jak byli dużo młodsi), czule potarmosić włosy itp. Zawsze miałam do nich dystans. Ale kiedy prosili o pomoc to pomogłam.
Jak moje dzieci przyjeżdżały i świetnie dogadywały się z moim mężem i jego synami to też byłam zła bo myślałam że odbiera mi ich.
Masz szczęście, że młodzi są grzeczni w stosunku do Ciebie. U nas było inaczej - młody pyskował mi a mąż patrzył i nie odzywał się. Uważał, że świetnie sobie z nim radzę. A mnie szlak trafiał, bo oczekiwałam jego reakcji. To były i nadal są dla mnie obce dzieci. Swoich synów inaczej wychowywałam niż on swoich i nie potrafiłam dawać im więcej niż swoim. No i toczyliśmy walki.
Przecież ze względu na moja niechęć do najstarszego syna nie utrzymujemy kontaktów. Obraziłam się o nadal tkwię przy swoim. gdyby zrobił to mój syn już dawno byłoby po problemie. Zresztą i najstarszy był przeciwko mnie i to mocno dlatego był arogancki a nie raz i bezczelny do mnie.
Swoim wybacza się łatwo, obcym bardzo trudno a najlepiej wcale.
Ja do dziś nie witam i nie żegnam się z nimi kiedy wracają z akademika, z wyjazdu. Mówię po prostu dzień dobry, do widzenia i to cała "moja czułość". Nie pytam o ich życie, naukę. Zawsze głupio mi było, gdy opowiadali o szkole, o kolegach, o dziewczynach. Nigdy nie chciałam zaprzyjaźnić się z nimi.
Rozmawiałam z psycholog i nie widziała w moim zachowaniu niczego dziwnego. Po co kochać cudze dzieci?! Pamiętam, że kiedyś dość mocno jedna macocha wypowiadało się o wielkiej miłości do córki swojego partnera ale jakoś ucichła i była to chyba jedyna osoba która twierdziła, że kocha dziecko swojego partnera.
Wielokrotnie chciałam rozstania z mężem bo nie mogłam pogodzić się z taką obecnością jego dzieci w moim życiu. Jednak słowa mojej znajomej miały siłę.
My też musieliśmy często zabierać chłopaków do mojej rodziny. Też dostają do dziś upominki od moich synów, prezenty pod choinkę od mojej rodziny. Ich najstarszy brat nawet nie zadzwoni do mnie z życzeniami. Zapomniał o dniu ojca, i jego imieninach. Wracali i nadal wracają od swojej babci i od mamy również ze słodyczami i nigdy nie poczęstowali nikogo. Nawet nie pochwalą się co dostali.
Ale pamiętam sytuację, gdy moi byli w wieku szkolnym i ojciec zabrał ich do swojej mamy. Dostali od babci i od cioci słodycze i też nie opuściły one ich pokoi.
Teraz wszystko zmieniło się. Troszczę się o nich na tyle samo co i o swoje. Ale i mój mąż bardzo pomaga moim dzieciom w załatwianiu różnych spraw. Mój wnuk jest jego wnukiem. Kupuje mu prezenty, bawi się z nim.
Wszyscy przywykliśmy do siebie, nauczyliśmy się relacji ze sobą. Świetnie się razem bawimy a kiedyś wychodziła do sypialni i beczałam jak mąż ze swoimi synami oglądał telewizję lub grał w gry.
Fakt - teraz są w domu rzadko i nie jestem przez to nimi tak zmęczona. No i mam nadzieję, że już tak pozostanie. Mam też cicha nadzieję, że po studiach nie wrócą do domu, że osiądą tam gdzie studiują.
zazdrosna życzę Ci z całego serca wytrwałości, cierpliwości.
2 721 2014-01-03 15:50:28
Ewarg bardzo dziękuję z pewnością się przyda ![]()
Twoje słowa bardzo wiele dla mnie znaczą, poczułam ulgę, że w końcu ktoś mnie zrozumiał, aż się wzruszyłam.
Metaksa,
wyprowadzenie się M z synem też braliśmy pod uwagę w ostateczności. Nie wiem czy byłoby w tedy łatwiej, czy byłby to koniec związku. Nie przeczę, że ja też pilnuję dzieciaka w czasie kiedy ojciec zajmuje się pracą, co dla niego nie jest bez znaczenia.
2 722 2014-01-03 21:40:26
Ewarg, a pamietasz ten punkt zwrotny, w ktorym wszystko sie zmienilo, kiedy przestalas byc zazdrosna o jego synow?
"Nie przeczę, że ja też pilnuję dzieciaka w czasie kiedy ojciec zajmuje się pracą, co dla niego nie jest bez znaczenia."
No ja wiem, ze dla niego to nie jest bez znaczenia, ale Ciebie od dluzszego czasu wykancza nerwowo.
Ciekawa jestem co u Alutki, Francy, ze o macoszce nie wspomne ![]()
2 723 2014-01-06 12:49:30
czesc dziewczyny Witam w Nowym Roku i życzę samych pogodnych dni...... oj powiem wam czytając tą ostatnią stronę to naprwde kobiety są oazami cierpliwości i wybaczania......a co do świat to u mnie bez dzieci.....bo ex kaze w ten spodób tatusia za to że sąd orzekł jej 100% winę za rozpad małżeństwa oczywiście eksunia sie odwoluje....no jak to zwykle bywa dzieci maja pranie mozgu jaki to tatus nie dobry i jego kochanica tez....ah mowie wam szkoda gadac....i tak jak wiele z was tez mam czasami ochotę rzucić to w diabły.......no ale poczekamy zobaczymy .....najważniejsze ze mozemy sie tu troszkę pouzalac nad soba.......Trzymajcie sie dziewczyny
2 724 2014-01-07 09:38:15
wzajemnie izabelunia,
a tak z ciekawości- długo trwa taki rozwód z orzekaniem o winie? Trzeba pewnie mieć mocne dowody by pogrążyć rodzicielkę
? Mój M je miał, ale i tak odpuścił. Zastanawiam się czy warto walczyć i rozdrapywać rany.
2 725 2014-01-07 10:17:24
wzajemnie izabelunia,
a tak z ciekawości- długo trwa taki rozwód z orzekaniem o winie? Trzeba pewnie mieć mocne dowody by pogrążyć rodzicielkę? Mój M je miał, ale i tak odpuścił. Zastanawiam się czy warto walczyć i rozdrapywać rany.
Mój pierwszą rozprawe miał na poczatku kwietnia, a ostatnią w grudniu i to już miał obawy, że ta grudniowa wcale nie będzie ostatnią.
2 726 2014-01-09 19:20:46 Ostatnio edytowany przez morte81 (2014-01-09 19:22:33)
Witajcie w Nowym Roku ![]()
Czuję się jak nienormalna, znowu mam wątpliwości.
Poszło o imprezę urodzinową w mojej rodzinie, która odbędzie się za jakiś czas. Zostaliśmy z moim partnerem zaproszeni, przyjęliśmy zaproszenie, chociaż on średnio chętnie, ze względu że to dzień, w którym są u niego dzieci.
Wczoraj grzecznie pytam, co robimy, czy mam szukać sobie transport (w żartach), i okazało się, że może nas tylko zawieść, potem musi wracać do dzieci, a kiedy je odwiezie, to po nas przyjedzie. Nie chcę iść sama!
Impreza zaczyna się o godz 16, dzieci odwozi UWAGA o godz 18. I ma czelność twierdzić, że nie może odwieść dzieci 3h prędzej, co on ma biedny zrobić.
Ale dzieci u babci może jakos zostawić od 15 do 17 żeby nas zawieść (do miejscowości, w której jest impreza urodzinowa, mamy spory kawałek drogi).
Czy ktoś mi to może logicznie wytłumaczyć?
Jesli nas zawiezie to przecież i tak nie bedzie przez ten czas z dziećmi, to jaka róznica, czy je prędzej zawiezie.
No ale na pewno nie chce się narażać ex.
Reszta wczorajszego wieczoru, to była już tylko porażka, było mi strasznie przykro, to tak jakbym nie była dla niego ważna, nie liczył się ze mną. Cały dzień czuję się jak zbity pies, płakać mi się chce, wiem, że może wyolbrzymiam i hormony mi przed okresem szaleją, ale czuję sie fatalnie.
Boję się o takie różne sytuacje w przyszłości, jak to będzie, bo widzę, że jesli chodzi o jego dzieci, to nie ma mowy o żadnym kompromisie.
Cholera, nie jestem pewna tego związku, a przecież się o dziecko staramy.
Boże jaka jestem głupia ![]()
2 727 2014-01-10 09:29:22 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2014-01-10 13:03:42)
Witajcie w Nowym Roku
Czuję się jak nienormalna, znowu mam wątpliwości.
.....(
Mój w takiej sytuacji zaproponowałby wzięcie jego dzieci ze sobą. Myślałaś o takim rozwiązaniu? Jeśli to twoja rodzina i dobrze się tam czujesz to nie wykłócałabym się, że zostawi cię na 2 godz. by odwieść dzieci. Jazda ileś tam km to dla faceta nie problem.
Może kompromisem będzie jak dzieci odwiezie o 17 i razem pojedziecie trochę później na imprezę?
Poza tym można spróbować uzgodnić z ex, że dzieci weźmie w inny dzień, a ten spędzi z tobą. Choć to pewnie problem w dogadaniu się ![]()
Z doświadczenia wiem, że nie należy stawiać ultimatum dzieci, albo ja, bo stoimy na przegranej pozycji. Sama jestem matką więc to rozumiem.
Czasem mam jednak wrażenie że ex M rządzi moim życiem. Ostatnio młody M podniósł mi ciśnienie stwierdzeniem, że razem z bratem spędzą u nas przyszłe święta, bo tak powiedziała mama. Wkurzyło mnie to, bo z M nawet o tym nie myśleliśmy, a przecież mam prawo do własnych planów. Rozumiem, że dzieciak się cieszy, ale ja też mam chyba coś do powiedzenia.
2 728 2014-01-10 16:42:25
Ewarg, a pamietasz ten punkt zwrotny, w ktorym wszystko sie zmienilo, kiedy przestalas byc zazdrosna o jego synow?....
Głównie zazdrosne jesteśmy że nasz partner spędza czas z kimś innym niż z nami.
Mnie nie przeszkadzało nigdy, że mąż zajmuje się dziećmi. Mnie szlak trafiał, że bardzo często nie wiedziałam kiedy przyjdą nim zjawiły się w drzwiach, że musieliśmy wracać do domu bo dziecku właśnie teraz pasuje spotkać się z tatą.
Jak mąż nauczył się ze mną uzgadniać, jak dzieci przestały rozwalać nasze plany tak nastał spokój.
Poza tym, nauczyłam się, że jeśli chcę jechać do swojego syna to mówię i jadę(umówiłam się z nim wcześniej). Mąż raz czy dwa nie pojechał ze mną, prosił abym przełożyła, żebym poczekała, że on poprzekłada. Uparłam się i pojechałam tak jak zaplanowałam. Minuty później nie wyszłam z domu. Zostawiłam go na dwa dni bez uprzedzenia. Głupio mu było bo wiedział, że zrobiłam tak jak on robił. Wyciągnął wnioski.
No i robiłam jedną wredną rzecz - zawsze wyjeżdżaliśmy moim samochodem. Jak jego chłopcy dostawali nagłej potrzeby zmiany planów to dawałam mężowi wybór - wraca PKP albo zostaje ze mną, bo tylko nagła, ciężka choroba, wypadek są w stanie przerwać mój wypoczynek.
A synowie męża musieli nauczyć się, że ja nie jestem ich służącą i w moim domu panują moje zasady. Dwóch pojęło, trzeci nie i dobrze mi bez niego. Od dwóch lat ja nie widziałam go a mąż ze dwa, trzy razy.
2 729 2014-01-10 16:52:45
morte81 napisał/a:Witajcie w Nowym Roku
Czuję się jak nienormalna, znowu mam wątpliwości.
.....(.....nie należy stawiać ultimatum dzieci, albo ja, bo stoimy na przegranej pozycji. Sama jestem matką więc to rozumiem.
potwierdzam . Nie wyobrażam sobie aby mi ktoś kazał wybierać. Sama szukałabym rozwiązania tak jak zasugierowała zazdrosna
.... Ostatnio młody M podniósł mi ciśnienie stwierdzeniem, że razem z bratem spędzą u nas przyszłe święta, bo tak powiedziała mama. Wkurzyło mnie to, bo z M nawet o tym nie myśleliśmy, a przecież mam prawo do własnych planów. Rozumiem, że dzieciak się cieszy, ale ja też mam chyba coś do powiedzenia.
skąd ja to znam
2 730 2014-01-10 17:01:58
Witajcie w Nowym Roku
Czuję się jak nienormalna, znowu mam wątpliwości.
Poszło o imprezę urodzinową w mojej rodzinie, która odbędzie się za jakiś czas. Zostaliśmy z moim partnerem zaproszeni, przyjęliśmy zaproszenie, chociaż on średnio chętnie, ze względu że to dzień, w którym są u niego dzieci.
Wczoraj grzecznie pytam, co robimy, czy mam szukać sobie transport (w żartach), i okazało się, że może nas tylko zawieść, potem musi wracać do dzieci, a kiedy je odwiezie, to po nas przyjedzie. Nie chcę iść sama!
Impreza zaczyna się o godz 16, dzieci odwozi UWAGA o godz 18. I ma czelność twierdzić, że nie może odwieść dzieci 3h prędzej, co on ma biedny zrobić.
Ale dzieci u babci może jakos zostawić od 15 do 17 żeby nas zawieść (do miejscowości, w której jest impreza urodzinowa, mamy spory kawałek drogi).
Czy ktoś mi to może logicznie wytłumaczyć?Jesli nas zawiezie to przecież i tak nie bedzie przez ten czas z dziećmi, to jaka róznica, czy je prędzej zawiezie.
No ale na pewno nie chce się narażać ex.
Reszta wczorajszego wieczoru, to była już tylko porażka, było mi strasznie przykro, to tak jakbym nie była dla niego ważna, nie liczył się ze mną. Cały dzień czuję się jak zbity pies, płakać mi się chce, wiem, że może wyolbrzymiam i hormony mi przed okresem szaleją, ale czuję sie fatalnie.
Boję się o takie różne sytuacje w przyszłości, jak to będzie, bo widzę, że jesli chodzi o jego dzieci, to nie ma mowy o żadnym kompromisie.
Cholera, nie jestem pewna tego związku, a przecież się o dziecko staramy.
Boże jaka jestem głupia
a nie mogą jego dzieciaki iść z wami?
chyba, że to nie impreza rodzinna, a taka imprezka tylko dla dorosłych
przeciez jego dzieci są częscią WASZEGO zycia i to sie nie zmieni
mam koleżankę w podobnej sytuacji
ale jesli spotykam się z nia w weekend, w którym dzieciaki jej meża są u nich - to oni PRZYCHODZA RAZEM...
to takie naturalne i oczywiste
jak idziemy do nich, to albo jest jedno dziecko - albo trójka
sytuacja w pełni acketowalna i normalna
dużo normalniejsza niż
:nie, nie,.... a kysz, to twoje dzieci, ja nie mam z nimi nic wspołnego, do rodziny nie pójde, bo to taki obciach mieć dzieci...."
zamiast się ciesztć, że facet jest normalnym, zdrowym ojcem, który utrzymuje kontakt z dziecmi?
z tego powinnas być dumna, że trafiłas na faceta z zasadami, a nie małego rozwodowego "ch...jka" dla którego rozstanie z zona jest powqodem odrzucenia dzieci...