netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 233 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 39 40 41 42 43 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 601 do 2 665 z 8 269 ]

2 601

Odp: Być drugą i macochą

ledanna,
uspokoję cię, że z pewnością kocha dzieci tak samo. Nie pochwalam takiego zachowania, jednak musisz zrozumieć, że on z pewnością tęskni za córką i boi się, że ta przekabacona przez matkę nie będzie chciała do niego przyjeżdżać.
Mój syn mieszka z ojcem, choć widuję się z nim praktycznie codziennie, jednak przyłapuję się na tym, że mu nadskakuje,  przeciwnie niż w stosunku do mojej córki, od której więcej wymagam. Mój młody przychodzi do swojego domu w którym się wychował, a jednak robię wszystko, żeby czuł się jak najlepiej i został dłużej. Tak to już jest, że nie doceniamy tego co mamy, aż to stracimy.
Rekompensowanie dzieciom rozbitej rodziny to co innego, nie ma na to usprawiedliwienia i powoduje to tylko spaczenia w psychice pociechy.

2 602

Odp: Być drugą i macochą

Staram się to zrozumieć, jednak trochę to boli jak to widzę.
Z drugiej strony nie wiem czy to dobrze, bo czy on chce, żeby jego córka przyjeżdżała do niego, bo może u nas robić co chce? Czy to wychowawcze i do czego będzie prowadzić?
To trochę taka krótkowzroczna postawa pt. "kocham więc pozwalam na wszystko", "kocham, więc pozwalam nie myć zębów przez tydzień", "kocham więc pozwolę pić non stop coca-colę i jeść w łóżku czekoladę", "kocham więc pozwolę robić co chce" "kocham więc pozwolę siedzieć cały dzień na kompie" itd... owszem, dziecko zadowolone. Ale czy tak ma być?
Czy to, że wymagam od mojego dziecka umycia zębów, nie chcę dać mu słodyczy zamiast kolacji to znaczy że go nie kocham??

2 603

Odp: Być drugą i macochą

edanna,
nie jest to dobre, a pod względem wychowawczym opłakane w skutkach. Uważam, że dla dobra dziecka należy od niego wymagać i uczyć. Na szczęście w tej kwestii z moim M zgadzamy się w zupełności. On widuje swojego młodszego syna raz na kila miesięcy i wiedząc, że matka go zaniedbuje to sam kładzie nacisk na takie rzeczy jak mycie zębów i higiena osobista, czy nauka, w tym żmudne ćwiczenia logopedyczne. Też oczekiwałabym takiego zachowania i poparcia od ojca swoich dzieci.

2 604

Odp: Być drugą i macochą

hej dziewczyny! Wczoraj znalazłam Wasz temat na tym forum i postanowiłam przebrnąć przez wszystkie strony.... Alutka131 strasznie się ciesze, że założyłaś ten temat....  tematyka tylko raczej mnie radosna... Mam nadzieję, że pozwolicie mi dołączyć do Waszego grona. Cóż, mam ten sam "problem". To dopiero roczny związek, więc rozpierają mnie emocje, z którymi nie umiem sobie radzić. Choć tak bardzo chciałabym być na nie obojętna:(

2 605

Odp: Być drugą i macochą

Witaj stokrotka,
mów śmiało, co leży ci na wątrobie. Wygadać możemy się tu z pewnością smile

2 606

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was wszystkie. Czytam to forum od dłuższego czasu, szukając w Nim odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Czasem Wasze wypowiedzi pomagają mi spojrzeć na moją sytuację z boku, poznając Wasze zdanie, różne spojrzenia na sytuację, w której się znajdujemy, łatwiej mi podejmować niektóre decyzje. Ale do rzeczy. Od dłuższego czasu nurtuje mnie jedna rzecz. Może Wasze spojrzenie "świeżym" okiem, Wasze komentarze pomogą mi w rozwianiu wątpliwości. Jestem matką dwójki dzieci (8 i 6 l.) od 3 lat rozwódka. Od 1,5 roku jestem z mężczyzną (On również po rozwodzie). Nie przyczyniliśmy się wzajemnie do rozpadu naszych małżeństw, gdyż poznaliśmy się już po rozwodach. Mój M z poprzedniego małżeństwa ma dwie małe córki (5 i 4l) kontakty uregulowane porozumieniem wychowawczym. Zabiera dzieci do nas w określone dni i weekendy. Moje dzieci również w określone dni przebywają u swojego taty. Dlatego cokolwiek planując, bierzemy pod uwagę oba te "grafiki". Za to Pani EX jak może, zatruwa nam życie, zmienia terminy, wnosi o zamianę weekendów, kiedy jest Jej wygodnie, albo (żeby dopiec M np w odwecie za brak zgody na jakąś zamianę) nie daje mu wogóle dzieci w dni, które powinny być u Nas, zasłaniając się np. chorobą dzieci. Wielokrotnie przesadza mówiąc, że są chore i nigdzie nie jadą, bo.....mają katar. Albo kaszel (co przy kaszlu alergicznym według mnie nie jest żadną przeszkodą). Zdarzyło się nawet kiedyś tak, że po złości nie chciała puścić do nas dzieci , mówiąc że jedna z nich ma kaszel i że trzeba jej robić inhalacje. Po naciskach M, dzieci ubrała i oddała Ojcu ( przy czym nie spakowała nam żadnych leków!!!). Poradziliśmy sobie bez tego, załatwiliśmy leki, inhalator, Mała dostała to co było jej potrzebne.  I teraz mamy taką sytuację:  Pani EX bardzo zależy na tym, żeby zamienić się kolejny raz weekendami. M zgadza się na zamianę, ale w piątek rano okazuje się, że jedna z Nich zaraziła się bostonką. Ma wysoką temperaturę, dostała leki od lekarza. Teoretycznie powinna leżeć w łóżku. A tu niespodzianka... Pani EX upiera się, żebyśmy na weekend jednak zabrali dzieci, bo przecież zgodziliśmy się na zamianę!!! I tu ja ostro protestuję, bo przecież w domu jest dwoje moich dzieci i istnieje ryzyko, że w poniedziałek ja z dwójką swoich dzieci wyląduję u lekarza. Ja będę musiała kombinować jak zapewnić moim dzieciom opiekę w czasie choroby (częste zwolnienia w mojej pracy skutkować mogą wypowiedzeniem), a to znaczy, że konsekwencje takich choróbsk mogą być zdecydowanie większe niż rachunek za leki, który dostanę w aptece. M w bólach podejmuje decyzję, że nie zabierze dzieci do nas gdyż: i tu przypomina Pani EX wszystkie sytuacje, w których mówiła, że dziewczyny nigdzie nie jadą, bo są chore, bo mają katar, kaszel, biegunkę albo srunkę, więc skoro Ona dotychczas utrzymywała, że chorych dzieci miejsce jest w domu przy matce, to niech teraz będzie konsekwentna i zajmie się chorymi dziećmi, bo przecież Ona podobno robi to najlepiej. Oczywiście dostaje mu się od Bydlaków, Wyrodnych Weekendowych Ojców, zostaje obrzucony błotem tak, że ledwo Go widać. W ten weekend sytuacja się powtarza, mimo, że dzieci nadal biorą leki (teraz już obie, więc moje przypuszczenia o zaraźliwości tej choroby się sprawdziły) Ona żąda żeby On dzieci zabrał na weekend, bo to przecież Jego weekend!!! I teraz pytanie do Was drogi Panie: Jak zachowałybyście się w takiej sytuacji? Jetem Matką (i chyba przede wszystkim Matką) i zawsze dobro moich dzieci będzie dla mnie najważniejsze. Ale staram się też być dobrą partnerką dla mojego M i boli mnie to, że stawiam Go przed trudnym wyborem: dobro moich dzieci, kontra wyzwiska Pani EX i nazywanie Go wyrodnym Ojcem , bo ... bo On nie chce iść na rękę Pani EX. A wyrodnym Ojcem nie jest!!! Jak zachować się w takiej sytuacji, żeby nie wyjść na skończoną egoistkę? Ale żeby też nie dać się manipulować przez Panią EX?

2 607

Odp: Być drugą i macochą

Kjim,
bez dyskusji, nie naraziłabym na chorobę moje dzieci. Jeśli twój M chce niech wywiezie dzieci np. do dziadków i tam się nimi zajmuje. Ex dzieci krzyżują  plany w ten weekend i stąd te docinki, będzie się mściła, ale musicie to przeboleć.

2 608

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuje za zainteresowanie tematem. Mam świadomość , że Pani EX jest to strasznie nie na rękę, wiem, że nie robi tego dla dobra dzieci tylko z myślą o sobie, jednak najgorsze jest to, że widzę jak przez te wyzwiska i docinki mój M gaśnie w oczach sad Wywiezienie dzieci do dziadków, też rozważaliśmy, ale to by oznaczało, że mój M musi się wyprowadzić od nas na trzy dni. To by również oznaczało, że On tez nie jest konsekwentny w swoich decyzjach. Tydzień temu powiedział (cytując EX) że chore dzieci powinny być w domu. a teraz mimo kontynuacji choroby miałby je zabrać?? Zastanawiam się co by powiedziała Pani EX jeśli kiedyś się okaże, że moje dziecko ma np. ospę. Czy nadal będzie się upierać żeby zabrać dzieci na weekend? Wg mnie, jako matki, rozsądnie by było poinformować ją o takim ryzyku ( że dziewczyny mogą u nas coś złapać, bo mamy w domu ospę). W tedy mój M wybierając dobro własnych dzieci, nie powinien zabierać ich do nas do domu i kolejny raz zostanie wyzwany od wyrodnych weekendowych tatusiów sad

2 609 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-10-31 19:11:40)

Odp: Być drugą i macochą

przekaż exowej, że złapałaś w pracy ostrą jelitówkę....
albo, że w przedszkolu córek panuje ospa...


wiem, że nie o to chodzi, i że problem jest głębiej

ale zasada jest jedna, niezalezna, czyje dzieci i jakie plany
jesli moje dziecko jest chore, informuję wszystkich znajomych o tym, że moje dziecko jest chore i tylko na swoją odpowiedzialnośc przyprowadzają sswoje pociechy
'jesli moje dziecko jest chore - nie zabieram go do znajomych, którzy mają dzieci, nawet, jesli oznacza to zmianę planów...

2 610 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-04 10:00:54)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

jednak najgorsze jest to, że widzę jak przez te wyzwiska i docinki mój M gaśnie w oczach (

Musi się uodpornić na obelgi ex, a z biegiem czasu emocje będą coraz mniejsze. Mój M też po rozwodzie bardzo przeżywał kiedy ex broniła mu spotkań z dziećmi, lub krytykowała jakim złym jest ojcem. Teraz, kiedy ta robi problemy to po prostu bierze to na klatę, gdyż są to rzeczy na które nie ma wpływu. Kobieta, która nie ma własnego życia, lub sama sobie nie radzi, wyżywa się na człowieku, który kiedyś jej pomagał i wspierał i jest rozgoryczona, że nie robi tego nadal. Widzi, że nic już nie znaczy, bo on ma już inną, więc trzeba im dopiec, a dzieci są jedynie narzędziem. Grunt to nie okazywać słabości, odwet też nic nie daje, ograniczyć kontakty do minimum, w końcu jej przejdzie.

2 611 Ostatnio edytowany przez kjim (2013-11-04 13:03:41)

Odp: Być drugą i macochą

End_aluzja - u mnie w rodzinie i wśród znajomych również obowiązuje zasada, o której piszesz - jak dziecko chore - to siedzimy w domu i nie narażamy innych Smyków na ryzyko zarażenia się. Niestety egoizm Pani EX przysłania jej zdrowy rozsądek. Jej zagrywki i manipulacje irytują mnie jak jasna cho...ra, a Jej szantaże względem mojego M i wykorzystywanie Jego miękkiego serducha irytuje mnie jeszcze bardziej :-( Widzę jak boli Go każda decyzja, w której musi odmówić Pani EX, bo wie, że skończy się to tym, że utrudni Mu Ona kontakt z dziećmi i jeszcze będzie Im robić sieczkę z mózgu tekstami i tu cytat: "widzicie, tatuś o Was zapomniał". Z drugiej zaś strony, sama również Go stawiam przed tymi trudnymi wyborami, bo w takich sytuacjach, jak ta ostatnia z bostonką, mówię stanowcze "NIE, nie zgadzam się żeby dziewczynki przyjechały do nas chore". I bądź tu mądry i podejmij słuszną decyzję :-(

Zazdrosna13, pisałaś wcześniej, że dziecko Twojego M , które mieszka z matką, jest zaniedbywane, dlatego jak jest u Was kładziecie nacisk na higienę, ćwiczenia logopedyczne itd. Powiedz mi jak, radzicie sobie w takiej sytuacji z uczuciami? Kiedy przyjeżdżają do nas dzieci M (powtórzę, że są to małe dziewczyny 4 i 5 lat !!!) i widzę, miedzy innymi , że od dwóch tygodni (czyli od ostatniego razu kiedy były u nas) miały nie obcinane paznokcie, a na paznokciach łuszcząca się trzecia warstwa jaskrawo zielonego lakieru do paznokci, paznokcie na stopach zawinięte na opuszkach palców, to mnie krew zalewa !!! Każda wizyta u nas zaczyna się kąpielą, zmywaniem jaskrawych plam z paznokci i doprowadzeniem dzieci do stanu normalności. Żadne argumenty, zwracanie uwagi, zawstydzanie nie robią na Pani EX najmniejszego wrażenia. Mam wrażenie, że za każdym razem liczy na to, że odda zaniedbane dzieci a odwieziemy je wykąpane, pachnące, w czystych i nowych ubrankach. Szlag mnie trafia, że ktoś może w ten sposób traktować własne dzieci i że tak naprawdę nic nie możemy w tej sprawie zrobić. A może możemy tylko nie wiemy co? Próbowaliście robić coś żeby wymóc na Pani EX dbanie o higienę dziecka? Bo my się czujemy bezradni w tej sytuacji :-(

2 612

Odp: Być drugą i macochą

Kjim,
Kiedy czytam twoje posty, to tak jakbym widziała siebie i mojego M sprzed niecałych 2 lat. Oboje byliśmy świeżo po rozwodach i przeżywaliśmy związane z tym emocje, w tym złość, żal, tęsknotę za dziećmi. Teraz to jesteśmy dużo mądrzejsi.
Młodszy syn M jest u nas raz na kilka miesięcy, nawet przez pół roku się nie widzą, ex utrudnia kontakty, w sądzie przedłuża sprawę o uregulowanie kontaktów itp. Z ex po prostu nie da się dogadać, jest egoistką wpatrzoną tylko w siebie, nigdy nie liczyła się z uczuciami dzieci. Jednak w oczach sądu zawsze będzie matką którą należy traktować priorytetowo i o tym trzeba pamiętać. Czasem szkoda fatygi i nerwów, bo i tak nic się nie zyska.
Drugiego młodego ex oddała M, bez żadnego uprzedzenia, bo sobie z nim nie radziła. Dzieciak trafił do nas tak jak mówisz zaniedbany pod względem nauki, higieny, wychowania itp. Kierując się litością zajęłam się tym biednym dzieckiem. Uczyłam by w ogóle zdał do kolejnej klasy, tłumaczyłam godzinami jak należy się zachowywać, czego nie wolno robić i z jakiego powodu. Oczywiście moje wymagania spotkały się z wielkim buntem chłopca, ale zawsze miałam poparcie M, gdyż traktowałam młodego jak swoje dziecko. Część rzeczy udało się mu wpoić, z resztą wciąż udaje, że zapomina, a ja mam już dość sprawdzania. To co mnie nie dotyczy nauczyłam się ignorować, dla zaoszczędzenia sobie nerwów. Tłumaczę sobie, że to nie mój dzieciak i niech sobie robi co chce, M też się nieraz odechciewa wchodzić z nim w dyskusję.
Teraz żyję inaczej, jak ex pokrzyżuje nam plany, spędzamy ten czas we dwoje, ciesząc się swoją obecnością. Nie ma sensu rozwodzić się z rzeczami na które nie mamy wpływu. Dzieciak nie chce się uczyć, nie można go wziąć i go do tego zmusić, sam poniesie konsekwencje. To co można to zabronić mu rozrywek, zanim nie zrobi tego, czego się od niego oczekuje. Musicie jednak być w tym jednomyślni i stanowczy. Odłożyć emocje na bok i dzieci traktować tak jakby były wychowywane w normalnej rodzinie. Skupcie się na sobie, na waszym związku, hobby i korzystajcie z życia. Starajcie się wręcz nie rozmawiać o ex, niech M nie odpowiada na bezsensowne smsy, nie wdaje się w nic nie znaczące dyskusje, nie ma sensu się nakręcać. W końcu zorientujesz się, że ta była gorsza dla ciebie i dla M nie istnieje.

2 613

Odp: Być drugą i macochą

czesc dziewczyny ......chyba niestety wszystkie ex są takie mojego M. tez utrudnia mu kontakty z małymi....oczywiście w wakacje najlepiej jak by byly caly miesiac u nas ale alimenty dla niej jak najbardziej.....w szkole rozpowiada jak to ja maz zostawił..tylko  ze niestety nawet sad w rozodzie podał ze to z jej winy....wszystkie zle rzeczy jakie sie dzieją opowiada dziewczynkom ze to przez tatę.MIejmy nadzieje ze te wszystkie ex kiedyś doczekaja sie ze los sie odwroci

2 614

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny mam do Was pytanie czy Wy jako te drugie ingerowalyscie czy to osobiscie czy telefonicznie czy w jakis inny sposob jesli ex zabraniala kontaktow Waszemu mezczyznie  z ich wspolnymi dziecmi?

2 615 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-09 18:50:20)

Odp: Być drugą i macochą

Mi by to do głowy nie przyszło, ciesze się każdą chwilą bez dzieciarni i nawet jestem wdzięczna ex M za to, że nie pozwala na widzenia. Dzisiaj jednak nie poszła mi na rękę, potrzebowałam M, a on mnie olał. W nerwach powiedziałam mu, że mam w d... jego dzieci. Dosadnie, ale prawdziwe, pewnie mnie nienawidzi za to, a ja nie chcę więcej widzieć jego dzieci.
Poza tym luna czy ty posłuchałabyś się jakiejś panienki na miejscu ex?

2 616

Odp: Być drugą i macochą

Tak sie sklada ze to ja jestem ta ex i nie pozwalam jak narazie na widzenia ojca z dziecmi mam ku temu powazne powody i za porada psychologa, opieki spolecznej i prawnika wstrzymalam kontakt i ze wzgledu na nasze bezpieczenstwo wyprowadzilam  sie z okolicy.Dzieci podrosna, uksztaltuja sie i same zdecyduja o kontakcie.
Pisze poniewaz nowa partnerka mojego ex pozwolila sobie napisac mi na fb jaka to zla matka jestem i ze moja miarka sie przebrala, ze ona tego tak nie zostawi bo nie moze patrzec jak jej mezczyzna cierpi i takie tam. Tak sobie mysle ze cos tutaj jest nie haloo jesli obca osoba wtraca sie w takie sprawy.

2 617

Odp: Być drugą i macochą

Zgadzam sie z zazdrosna, nie "wtrancam sie" w nieswoje sprawy wink Nie widzialam jego dzieci od ponad roku i o dziwo zyje, wiec da sie big_smile

Na Twoim miejscu w odpowiedzi tej pani uzylabym cietej riposty Wujka Staszka big_smile
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Wujek_Staszek

Wiecej asertywnosci polecam.

2 618

Odp: Być drugą i macochą

luna ale my mowimy o normalnych ojcach.....mojego jego ex wywaliła z domu bo znalazla sobie nowego gacha ktory wprowadzil sie od razu nastepnego dnia.....niestety jego ex psuje wszystkie nasze weekendy i plany jest egoistką.....a rozmowa z nią nigdy w życiu...dla mnie to nie jest człowiek...

2 619

Odp: Być drugą i macochą

Luna33 - jeśli tak jak mówisz ukróciłaś kontakt dzieci z ich ojcem, bo masz ku temu ważne, uzasadnione powody, to choćby Królowa Angielska próbowała wpłynąć na zmianę Twojej decyzji to nie daj się. Jednak jeśli Twoje utrudnianie kontaktów wypływa z Twoich egoistycznych pobudek, żeby tylko dopiec byłemu - to nasłałabym na Ciebie nie tylko aktualną babkę Twojego byłego, ale też sztab kuratorów. Dlatego trudno jednoznacznie powiedzieć, czy aktualna babka Twojego byłego, miała powody by się z Tobą kontaktować. Jeśli z Jej perspektywy ranisz Jej faceta, bo On tęskni za dziećmi, a Ty mu ten kontakt skutecznie utrudniasz, to może warto by było wyjaśnić z jakich powodów to robisz, bo może ani On, ani tym bardziej Ona, nie wiedzą czemu to robisz. Jeżeli przemawia za tym dobro dzieci, to Im (lub Jej) to po prostu wytłumacz. Nie znam powodów dla których to robisz, ale jeśli jest to podyktowane dobrem dziecka/-ci to mów głośno o tym, czemu ten kontakt ograniczyłaś.

2 620

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Luna33 - jeśli tak jak mówisz ukróciłaś kontakt dzieci z ich ojcem, bo masz ku temu ważne, uzasadnione powody, to choćby Królowa Angielska próbowała wpłynąć na zmianę Twojej decyzji to nie daj się. Jednak jeśli Twoje utrudnianie kontaktów wypływa z Twoich egoistycznych pobudek, żeby tylko dopiec byłemu - to nasłałabym na Ciebie nie tylko aktualną babkę Twojego byłego, ale też sztab kuratorów. Dlatego trudno jednoznacznie powiedzieć, czy aktualna babka Twojego byłego, miała powody by się z Tobą kontaktować. Jeśli z Jej perspektywy ranisz Jej faceta, bo On tęskni za dziećmi, a Ty mu ten kontakt skutecznie utrudniasz, to może warto by było wyjaśnić z jakich powodów to robisz, bo może ani On, ani tym bardziej Ona, nie wiedzą czemu to robisz. Jeżeli przemawia za tym dobro dzieci, to Im (lub Jej) to po prostu wytłumacz. Nie znam powodów dla których to robisz, ale jeśli jest to podyktowane dobrem dziecka/-ci to mów głośno o tym, czemu ten kontakt ograniczyłaś.

Przeczytaj sobie wczesniejsze posty Luny, to bedziesz wiedziec, ze ma powody.


kjim napisał/a:

Jednak jeśli Twoje utrudnianie kontaktów wypływa z Twoich egoistycznych pobudek, żeby tylko dopiec byłemu - to nasłałabym na Ciebie nie tylko aktualną babkę Twojego byłego, ale też sztab kuratorów.

Ty? A z jakiej racji?

Pamietaj, nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu wink

2 621

Odp: Być drugą i macochą

Ojcu moich dzieci dawalam wiele szans na kontakty z dziecmi ale za kazdym razem udowodnil mi ze nie o nie mu chodzi. Proponowalam spotkania u mnie w domu ale bez mojej osoby w obecnosci babci- nie bo on nie moze zcierpiec jej wzroku  i ze jak juz cos to on  nie bedzie sam( mial na mysli jego nowa kobiete, mowie chyba zartujesz jeszcze nie jestesmy na takim etapie ok 6 tyg po rozstaniu zebys wprowadzal nowa, obca osobe w ich zycie) potem przestalam wogole wpuszczac go do domu po tym jak przyznal sie ze chcial podlozyc mi narkotyki jak lecialam z dziecmi na wakacje- dzieki Bogu ze sie z nim wtedy nie spotkalam przed wylotem, powiedzial ze dorobil klucz do mojego mieszkania i zabierze mi paszporty. Proponowalam w miejscu publicznym, na placu zabaw w figloraju- to nie bo ja mu nie bede narzucac warunkow i jak ja sobie to wyobrazam chodzic za nimi? Az w koncu powiedzialam STOP czy jemu chodzi o dzieci czy zeby mnie dreczyc  emocjonalnie? Jemu chodzilo zeby dzieci zabierac do domu, wczesniej tylko pare razy wzial starsze dziecko a niemowlakiem juz nie byl zaiteresowany-jak mnie to bolalo. Pytalam dlaczego nie spedzasz z nim czasu ? A on  ze jak przyjedzie do niego jego kobieta to wtedy bedzie go zabieral na noc. Ja sobie mysle o co w tym wszytskim kurwa mac chodzi, gdzie sa dzieci w calej tej sytuacji? Pozniej dowiedzialam sie ze nie skonczyl z brudnymi interesami (sterydy- sam od nich uzalezniony, narkotyki, pobicia) powiedzial ze mial stwierdzone w wiezieniu sklonnosci psychopatyczne(wszystkie jego zachowania na to wskazywaly, zaczelam dociekac z kim zylam przez 7 lat)  i dlatego powiedzialam STOP ale on nie przyjal tego do wiadomosci.

Dlatego jak czytalam ta wiadomosc od jego nowej partnerki to pomyslalam sobie Boze jaka masz czelnosc straszyc mnie ze miarka sie przebrala co Ty o mnie wiesz dziewczyno? jest mi jej najzwyczajniej szkoda gdyz eks mowil mi ze ona w niego tak zapatrzona jak w obrazek jak powie ze "jutro spadnie ksiezyc to ona uwierzy", starszyla samobojstwem kiedy byly powiedzial ze jej nie kocha ze ja wykorzystal zeby zranic mnie, ona mu wybaczyla.Ja zreszta nie rozstalam sie z nim bo przestalam kochac, zrobilam to by chronic siebie a przede wszystkim dzieci i wierze ze kiedys beda mieli ze soba kontakt ale wtedy juz beda uksztaltowane i beda umialy rozroznic dobro od zla. Sama bedac w zwiazku z nim bylam ta druga/macocha dla jego najstarszej corki ale nigdy by mi nie przyszlo na mysl zeby wypisywac do jego bylej na ktora nie raz sie wkur...
Przepraszam  za dlugi post ale musilam sie wyzalic bo strasznie mnie to zabolalo.

Chcialam tez Was zapytac po jakim czasie poznalyscie dzieci swoich partnerow ?

2 622 Ostatnio edytowany przez kjim (2013-11-10 21:49:51)

Odp: Być drugą i macochą

Luna33-zadałaś pytanie czy jako "te drugie" odważyłybyśmy się kontaktować z matką dzieci, która ogranicza kontakt ojcu z dziećmi. Nie przeczytałam Twoich wcześniejszych postów, więc Twojej historii nie poznałam. Dlatego napisałam o tej sprawie dwojako. Jeśli jako matka wiedziałabym, że dla dobra moich dzieci muszę ograniczyć kontakt z ich ojcem, to zrobiłabym to za wszelką cenę!!!  Ale uważam za chore, jeśli matka ogranicza ojcu kontakt z dziećmi, bo ma takie "widzimisie", bo... i tu zacytuję Zazdrosną13: "bo nie ma własnego życia, lub sama sobie nie radzi, wyżywa się na człowieku, który kiedyś jej pomagał i wspierał i jest rozgoryczona, że nie robi tego nadal. Widzi, że nic już nie znaczy, bo on ma już inną, więc trzeba im dopiec, a dzieci są jedynie narzędziem". Takiego postępowania nigdy nie zrozumiem. I jako "ta druga" mówię, że zdarzyło mi się odezwać do Pani Ex mojego M.  Ale Ona nie ma powodów żeby dzieci "CHRONIĆ"  przed ojcem. Jest egoistką wykorzystującą dzieci do swoich popapranych celów.

I od razu podam powody, dla których postanowiłam osobiście (a nie przez mojego M) skontaktować się z Panią EX. Jej dzieci bywają u nas bardzo często (dla uproszczenia będę mówić o Moich i Jej dzieciach). Siedzimy przy stole, jemy obiad, wszystkie dzieci (moje i JEJ) opowiadają jedne przez drugie co robiły w przedszkolu i szkole, w co się bawiły, wszystkie się chichrają i wygłupiają. Nagle Jej córka milknie, spuszcza głowę jakby zrobiła coś złego i izoluje się od reszty towarzystwa. Pytam się co się stało? I taką słyszę odpowiedź: "bo moja mama nie pozwoliła mi Cię kochać". Siedzimy, tłumaczymy, że nie musi mnie kochać, że mamę ma tylko jedną, ale nikt, nawet mama nie powinien zabronić dziecku bawić się i być radosnym!!! Kolejna z wielu podobnych sytuacji: sobotni poranek, kiedy dzieci obudzą się pierwsze przybiegają do nas na łóżko, wtulają się i tak dosypiamy jeszcze trochę. Jej córka przytula się do mnie i tak kimiemy parę minut. I nagle odsuwa się jakby ją coś poparzyło i patrzy na mnie przerażonym wzrokiem. Pytam, co się dzieje  i znów ta odpowiedź: "moja mama nie pozwoliła mi się do Ciebie przytulać". Znów jej tłumaczę, że nie robi nic złego, że jeśli ma ochotę zawsze może przyjść do mnie pogadać, przytulić się jeśli tego potrzebuje. Po którejś z takich sytuacji nie wytrzymałam i napisałam do Pani EX, że takim praniem mózgu jakie robi swoim dzieciom, nie robi krzywdy mnie, tylko własnym dzieciom, którym w tej sytuacji ciężko jest się odnaleźć. Które zamiast spędzać czas na zabawie, zastanawiają się czy swoją radością nie zrobią przykrości mamusi. Wierzcie mi, gdyby jej podejście było zdrowe i nie przesiąknięte złośliwością i egoizmem, w życiu bym się do Niej nie odezwała. Ale to co robi własnym dzieciom to są dla mnie chwyty poniżej pasa.

2 623

Odp: Być drugą i macochą

Zgodzam sie z Toba Kjim co do uzywania dzieci jako broni. Caly balagan w tym ze ex  mysli ze ja wlasnie uzywam dzieci jako broni. Ale jak to sie mowi " madry sam zrozumie a glupiemu i tak nie wytlumaczysz"
Nie ma dnia zebym nie miala wyrzutow sumienia( ze nie udalo mi sie wybrac kogos porzadnego na ojca dla moich dzieci)  ale  zdrowie,fizyczne i psychicznie dzieci jest dla mnie priorytetem.

2 624

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

potrzebowałam M, a on mnie olał. W nerwach powiedziałam mu, że mam w d... jego dzieci. Dosadnie, ale prawdziwe, pewnie mnie nienawidzi za to, a ja nie chcę więcej widzieć jego dzieci.

Dziewczyny, poległam - M chyba faktycznie mnie znienawidził. Wyrzucił mi, że jestem tak egoistyczna, że okłamywał mnie, by spędzić czas z dziećmi. Zrobił ze mnie potwora, bo nie chcę przebywać z jego dziećmi, bo nie mam do nich cierpliwości, a wręcz nie toleruję ich zachowania. 
Czuję się oszukana, wolne weekendy po 12 godzin pomagałam mu w pracy, bo miał opóźnienia, a on w tygodniu brał sobie dzieci i dobrze się bawił, a to w dodatku moja wina.
Natomiast nasze wyczekiwane weekendowe plany też olał, bo szkoda mu było na nie czasu, gdyż był z dziećmi.
Na moje prośby, by na weekend wysłał młodego do dziadków, których chłopak uwielbia, usłyszałam, że nie będzie się dzieciaka pozbywał. Mam wrażenie, że jestem tylko po to, by opiekować się jego synem, i stwarzać pozory rodziny. Wyrzucał mi, przy swoim synu, który płakał. Jestem zdruzgotana, już nie chcę tego ciągnąć.

2 625

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

potrzebowałam M, a on mnie olał. W nerwach powiedziałam mu, że mam w d... jego dzieci. Dosadnie, ale prawdziwe, pewnie mnie nienawidzi za to, a ja nie chcę więcej widzieć jego dzieci.

Dziewczyny, poległam - M chyba faktycznie mnie znienawidził. Wyrzucił mi, że jestem tak egoistyczna, że okłamywał mnie, by spędzić czas z dziećmi. Zrobił ze mnie potwora, bo nie chcę przebywać z jego dziećmi, bo nie mam do nich cierpliwości, a wręcz nie toleruję ich zachowania. 
Czuję się oszukana, wolne weekendy po 12 godzin pomagałam mu w pracy, bo miał opóźnienia, a on w tygodniu brał sobie dzieci i dobrze się bawił, a to w dodatku moja wina.
Natomiast nasze wyczekiwane weekendowe plany też olał, bo szkoda mu było na nie czasu, gdyż był z dziećmi.
Na moje prośby, by na weekend wysłał młodego do dziadków, których chłopak uwielbia, usłyszałam, że nie będzie się dzieciaka pozbywał. Mam wrażenie, że jestem tylko po to, by opiekować się jego synem, i stwarzać pozory rodziny. Wyrzucał mi, przy swoim synu, który płakał. Jestem zdruzgotana, już nie chcę tego ciągnąć.

O ja cię, no to ostro. Co jak co ,ale w żadnym wypadku twój M nie powinien takich rzeczy mówić przy swoim synu, to co zrobił wg mnie było najgorsze w tej całej sytuacji.  Mógł ci to wszystko wyrzucić na osobności ,nie przy dzieciach jakie ma dąsy, ty tez mogłabyś mu wygarnąć bez żadnych tam barier będąc sam na sam. Dziecko słysząc taka rozmowę zalewając się łzami najbardziej , strasznie by mnie to rozwścieczyło, bezmyślne (albo celowe) posuniecie M do tego kroku. On jest niepoważny ,albo raczej mało dojrzały odstawiając takie cyrki przy synu

2 626

Odp: Być drugą i macochą

A u mnie nie dawno znów temat wrócił, temat decyzji  z jaką zwlekam już od dobrego roku, waham się. Kwestia przysposobienia praw rodzicielskich ,a co za tym idzie konkretne umówienie się na spotkanie w ośrodku RODK . Mam tak ambiwalentny stosunek do tego ,że gubię się w tym. Widzę wiele plusów  otrzymując władze rodzicielska , jest to ułatwienie w wielu przypadkach, ale tez niestety  minusy tez się znajda i to nie małe, stąd ta moja ambiwalencja  w tym temacie .
Nie zrozumcie mniej źle, ale to jest tak poważna sprawa ,że autentycznie trzeba być jednokierunkowo nastawionym na działanie ,pochopna decyzja to wielki błąd, stąd z mojej strony wstrzymanie , tylko dlatego ze bardzo, ale to bardzo poważnie do tego podchodzę i tak to traktuje. Tu nie może być mowy o fanaberii ,to już grubsza sprawa

2 627 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-12 12:26:32)

Odp: Być drugą i macochą

mortisha,
młody M był w drugim pokoju, ale wszystko słyszał, gdyż M był wzburzony, nigdy nie widziałam go w takim stanie. Najgorsze jest to, że nie umiem temu dziecku teraz spojrzeć w oczy, gdyż zrobił ze mnie potwora.
Co do przysposobienia - to gratuluję odwagi smile

2 628 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-11-12 12:59:09)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

mortisha,
młody M był w drugim pokoju, ale wszystko słyszał, gdyż M był wzburzony, nigdy nie widziałam go w takim stanie. Najgorsze jest to, że nie umiem temu dziecku teraz spojrzeć w oczy, gdyż zrobił ze mnie potwora.
Co do przysposobienia - to gratuluję odwagi smile

w tym sęk, że gratulować jeszcze nie ma czego, bo jak pisałam ,mimo ze temat powrócił to decyzja nadal zawieszona, ponieważ mam tak skrajne wahadełkowe podejście do tego . Minął już rok od tematu a ja nie potrafię się skonkretyzować. Ostatnio byliśmy we 3 u psychologa i to on zaczął temat, wręcz ponaglał z tą decyzją

A faktycznie twój M w oczach dziecka zrobił z ciebie potwora, też nie wiedziałabym jak odnaleźć się w tej sytuacji,co powiedzie c, co nie powiedzieć. Atmosfera musi być fatalna

2 629

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, jesli moge zapytac, to po co Ci w ogole to przysposobienie? Co to zmieni i od kogo w ogole wyszedl taki pomysl?

Zazdrosna, wspolczuje jazdy, ale czasem takie oczyszczenie atmosfery jest potrzebne. Pytanie, co z tym zrobicie dalej. Nielatwa sytuacja, woz albo przewoz...

2 630

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Zazdrosna, wspolczuje jazdy, ale czasem takie oczyszczenie atmosfery jest potrzebne. Pytanie, co z tym zrobicie dalej. Nielatwa sytuacja, woz albo przewoz...

Sytuacja jest patowa, bo ani on nie ustąpi, ani ja się nie zmienię. Kochamy się, ale widać to nie wystarczy. Jest nam ze sobą cudownie, ale ranimy się nawzajem. Nie wiem co robić. Tak, cieszę się, że on z siebie to wyrzucił, bo nie byłam świadoma jego odczuć, ale to był jakiś koszmar. Czuję jakby chciał mnie zostawić, dla dobra dzieci. Znam tak wielu podłych ojców, a M okazał się akurat wyjątkiem, tylko, że ja już nie planuje dzieci.

2 631 Ostatnio edytowany przez morte81 (2013-11-13 13:39:31)

Odp: Być drugą i macochą

Drgoie Macoszki mam do Was pytanie.

Nie doczytałam tego w żadnym wątku, aby ktoś miał taki problem jak ja.

Z moim mężczyzną planujemy wspólną przyszłość, mamy zamieszkać razem, moja córka się z tego faktu cieszy tylko jest ale, i to całkiem spore, mianowicie nie akceptuje Jego dzieci, wręcz otwarcie okazuje im swoją niechęć. W takiej sytuacji trudno mi sobie wyobrazić jak będzie to wyglądało w praktyce. Mój partner widzi się z dziećmi kilka razy w tygodniu, dla mojej córki to tragedia, gdy będzie musiała się z nimi bawić (duża różnica wieku), bo akurat córka partnera moją wręcz uwielbia i chce z nią spędzać jak najwięcej czasu. Moja córa już zapowiedziała, że gdy będą dzieciaki to ona znika z domu na ten czas. Już widzę jak powstaje konflikt, chyba będę musiała partnera uprzedzić jaka jest sytuacja. Może ktoś miał podobną sytuację i sobie z nia poradził.

2 632 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-13 14:41:00)

Odp: Być drugą i macochą

Morte,
to całkiem normalne, że dzieciaki nie pałają do siebie sympatią.
Mój syn na początku był strasznie nieznośny, popisywał się i wywyższał przed młodym M, dwa razy go nawet pobił. Wszystko zależy od waszej reakcji na nieodpowiednie zachowanie, a zarazem zapewnienie o waszych uczuciach.  Po jakimś czasie mój syn się uspokoił, jednak raz na jakiś czas pokazuje młodemu M, kto tu rządzi jakąś odzywką słowną.
Moja córa pewnie ze względu na dużą różnicę wieku nigdy nie zaakceptowała syna M, unikają siebie nawzajem i starają się nie wchodzić sobie w drogę. Wszelkie nieliczne skargi są rozstrzygane przez nas, bo raczej ze sobą nawet nie rozmawiają.
Takie są uroki patchworkowej rodziny. Jeśli dzieciaki są małe to przy zdrowym podejściu bez faworyzacji powinno się udać. Maluchy muszą zrozumieć, że będziecie tworzyć trochę dziwną, ale jednak rodzinę.

2 633 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-11-13 16:13:34)

Odp: Być drugą i macochą
morte81 napisał/a:

Drgoie Macoszki mam do Was pytanie.

Nie doczytałam tego w żadnym wątku, aby ktoś miał taki problem jak ja.

Z moim mężczyzną planujemy wspólną przyszłość, mamy zamieszkać razem, moja córka się z tego faktu cieszy tylko jest ale, i to całkiem spore, mianowicie nie akceptuje Jego dzieci, wręcz otwarcie okazuje im swoją niechęć. W takiej sytuacji trudno mi sobie wyobrazić jak będzie to wyglądało w praktyce. Mój partner widzi się z dziećmi kilka razy w tygodniu, dla mojej córki to tragedia, gdy będzie musiała się z nimi bawić (duża różnica wieku), bo akurat córka partnera moją wręcz uwielbia i chce z nią spędzać jak najwięcej czasu. Moja córa już zapowiedziała, że gdy będą dzieciaki to ona znika z domu na ten czas. Już widzę jak powstaje konflikt, chyba będę musiała partnera uprzedzić jaka jest sytuacja. Może ktoś miał podobną sytuację i sobie z nia poradził.

A jego dzieciaki i twoja w jakim wieku? A to co napuisalas, że córka będzie MUSIAŁA sie  znimi bawic, to tak sie pytam, skad i od kogo ten przymus? wcale NIE MUSI sie bawić z jeśli nie ma na to ochoty ani woli, tym bardziej ,że z jej strony wystepuje niechęć to już całkiem jakies naleganie, namawianie mlodej do wspólnych zabaw z znacznie mlodszymi od siebie dziećmi jest stratnym posunięciem,napewnoi przez to świetnej atmosfery nie zyskacie
Daj córce czas, nie naciskaj ani żadnych awantur o to jej nie róbcie . To że chce zachowac dystans i rezerwe jest to  w pewnej mierze zrozumiałe, bunt w tym kierunku też naturalny. Kwestia przyzwyczajenia do siebie nawzajem.Bardzo prawdopodobne ,że dzieciaki mogą nie pałać do siebie miłoscią, ale neutralne stosunki jak bedą miec miedzy sobą to bedzie dobrze.Chociaz nie mozna je stawiać na równej lini koło siebie,bo tutaj wiek też ma duże znaczenie , starszy ma wiecej praw niż mlodszy i jest to normalne,lecz nie mam na mysli ewidentnego faworyzowania , ale jednak dzieci z znaczną róznicą wiekową nie bedą sie zachowywac jak rówieśnicy, inny stopien dojrzalosci,zainteresowaniua ,tematy

Powiem tyle, że u nas drugie dziecko jako domownik by to zupelnie nie przeszło.Nie widze takiej opcji, Pchła nienawidzi dzieci, strasznie, po częsci ją rozumiem bo ja sama nigdy nieprzepadalam za dziecmi, tez raczej nie lubie takich małych i wole sie trzymać od maluchów /przedszkolakó z dala,  ale ona chyba mnie przebija . Na drugie dziecko nie ma miejsca w naszym domu , dobrze ,że ja z mezem nie mamy wspolnego dziecka bo byłoby piekło, ale  z wlasnej nie chce i to  mnie pociesza , a jakbym chciała to nie widze szans na życie w spokoju pod 1 dachem z 2 dzieci, mnie jedno czsami emocjonalnie przerasta

2 634 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-11-13 17:10:06)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Mortisha, jesli moge zapytac, to po co Ci w ogole to przysposobienie? Co to zmieni i od kogo w ogole wyszedl taki pomysl?
...

Wyszło to od strony męża ponad rok temu, kiedy mial w tamtym okresie sporo wyjazdów, delegacji,mało w domu przebywał i ja sie "użerałam" w zgodzie jak i nie zgodzie z jego dzieciem. Dwie cało przezyłyśmy ten okres sam na sam , mialam na glowie jej szkołe, załatwiania roznych formalnosci ,kiedy męża nie było.Dziecko było po opieką doroslej osoby pelnoletniej (czyli pod moją)wiec jakis wiekszych przeszkód nie było, ale były również takie sytuacje jak np wizyta na izbie przyjęć kiedy sobie głowe rozwaliła,czy powaznie sie poturbowała, że mile widziany byłby prawny opiekun dziecka, no i stąd ten temat wypłynął.
Moja odpowiedz zawsze brzmiała, że potrzebuje CZASU, musze miec czas ,aby podjąć KONKRETNĄ decyzje bedąc calkowicie pewnym .
Jak widać , do tej pory ciężko mi sie nakierunkować w sprawie "legalizacji " dziecka. Mnie to momentami przeraża ,dlatego wstrzymuje sie ,bo to żadna błahostka

2 635 Ostatnio edytowany przez morte81 (2013-11-13 18:30:01)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

A jego dzieciaki i twoja w jakim wieku? A to co napuisalas, że córka będzie MUSIAŁA sie  znimi bawic, to tak sie pytam, skad i od kogo ten przymus?

Moja córka ma 11 lat, a dzieci partnera 5 i 3. Teoretycznie wiem, że nie musi, tylko gdy tego nie robi, to jest płacz i histeria ze strony córki partnera i wtedy mój partner ma spojrzenie zbitego psa, widze jak ramiona mu opadają i jak najlepiej też by się rozpłakał razem z nią. Dla świętego spokoju prosze córkę, żeby jednak się pobawiła, przeciez to tylko 2-3 godzinki, i jakoś to się kręci. Teraz widują sie sporadycznie, przeprowadzka wszystko zmieni, córka już powiedziała, że oszaleje.
Myślę nad tym od jakiegoś czasu.
Chyba będę musiała powiedzieć mojemu, że niestety ale moja córka nie lubi i nie polubi jego pupila, niech robi z tą informacją co chce.

2 636

Odp: Być drugą i macochą
morte81 napisał/a:
mortisha napisał/a:

A jego dzieciaki i twoja w jakim wieku? A to co napuisalas, że córka będzie MUSIAŁA sie  znimi bawic, to tak sie pytam, skad i od kogo ten przymus?

Moja córka ma 11 lat, a dzieci partnera 5 i 3. Teoretycznie wiem, że nie musi, tylko gdy tego nie robi, to jest płacz i histeria ze strony córki partnera i wtedy mój partner ma spojrzenie zbitego psa, widze jak ramiona mu opadają i jak najlepiej też by się rozpłakał razem z nią. Dla świętego spokoju prosze córkę, żeby jednak się pobawiła, przeciez to tylko 2-3 godzinki, i jakoś to się kręci. Teraz widują sie sporadycznie, przeprowadzka wszystko zmieni, córka już powiedziała, że oszaleje.
Myślę nad tym od jakiegoś czasu.
Chyba będę musiała powiedzieć mojemu, że niestety ale moja córka nie lubi i nie polubi jego pupila, niech robi z tą informacją co chce.

Nie popieram tego co ty robisz, nie powinnas  przymuszac corke do zabaw z tak malymi dziecmi.Przeeciez to juz pannienka, patrz jaka róznioca wieku miedzy nimi wystepujhe!!! czemu jej kazesz robic cos ,kiedy ona na to nie ma ochoty?Cezmu ty sie nie bawisz przez kilka godzin z nimi tylko corką sie wyslugujesz wiedząc, jak ona ma neggatywne i krytczne podejscie do tej sytuacji?
Nie dziw sie pozniej, ze corka oznajmila tobie ,ze bedzie z domu uciekać jeśli oni bedą przylazic, bo najwyrazniej nie ma ochoty zmuszac sie do czegos do czego jest zmuszana. To nie jest w porządku z twojej strony.
Do tego pokazujesz malej partnera ,ze wszystko rykiem jest wstanie wymusić i kiedy zaczyna ryczec stajecie po malej stronie każąc u twojej corce spelniac jej zachcianki.
Pojmij to ze 11 latce moze zupelnie nie sprawiac porzyjemnosci niańczyc i zabaiwac 3 i 5 latków przez nawet te  "tylko" kilka godzin .Miedzy wczesną nastolatką a przedszkolakami to zupelnie inny świat
Mozliwe ,że nie spodoba ci sie to co napisałam,ale jak tak to odbieram, najwyrazniej twoje dziecko rowniez, tylko nie masz dla niej wyrozumialosci wcale , a informacja córki ,że  oszaleje i bedzie wychodzic z domu jest wlasnie przez to jak wy stawiacie ją w tej lini, że  musi ustepować i zmuszac sie do zabawy ,mimo że ich nie lubi

To partrer z dziecmi ma sie do was wprowadzić i dzieci zamieszkac z wami?

2 637

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:
morte81 napisał/a:
mortisha napisał/a:

A jego dzieciaki i twoja w jakim wieku? A to co napuisalas, że córka będzie MUSIAŁA sie  znimi bawic, to tak sie pytam, skad i od kogo ten przymus?

Moja córka ma 11 lat, a dzieci partnera 5 i 3. Teoretycznie wiem, że nie musi, tylko gdy tego nie robi, to jest płacz i histeria ze strony córki partnera i wtedy mój partner ma spojrzenie zbitego psa, widze jak ramiona mu opadają i jak najlepiej też by się rozpłakał razem z nią. Dla świętego spokoju prosze córkę, żeby jednak się pobawiła, przeciez to tylko 2-3 godzinki, i jakoś to się kręci. Teraz widują sie sporadycznie, przeprowadzka wszystko zmieni, córka już powiedziała, że oszaleje.
Myślę nad tym od jakiegoś czasu.
Chyba będę musiała powiedzieć mojemu, że niestety ale moja córka nie lubi i nie polubi jego pupila, niech robi z tą informacją co chce.

Nie popieram tego co ty robisz, nie powinnas  przymuszac corke do zabaw z tak malymi dziecmi.Przeeciez to juz pannienka, patrz jaka róznioca wieku miedzy nimi wystepujhe!!! czemu jej kazesz robic cos ,kiedy ona na to nie ma ochoty?Cezmu ty sie nie bawisz przez kilka godzin z nimi tylko corką sie wyslugujesz wiedząc, jak ona ma neggatywne i krytczne podejscie do tej sytuacji?
Nie dziw sie pozniej, ze corka oznajmila tobie ,ze bedzie z domu uciekać jeśli oni bedą przylazic, bo najwyrazniej nie ma ochoty zmuszac sie do czegos do czego jest zmuszana. To nie jest w porządku z twojej strony.
Do tego pokazujesz malej partnera ,ze wszystko rykiem jest wstanie wymusić i kiedy zaczyna ryczec stajecie po malej stronie każąc u twojej corce spelniac jej zachcianki.
Pojmij to ze 11 latce moze zupelnie nie sprawiac porzyjemnosci niańczyc i zabaiwac 3 i 5 latków przez nawet te  "tylko" kilka godzin .Miedzy wczesną nastolatką a przedszkolakami to zupelnie inny świat
Mozliwe ,że nie spodoba ci sie to co napisałam,ale jak tak to odbieram, najwyrazniej twoje dziecko rowniez, tylko nie masz dla niej wyrozumialosci wcale , a informacja córki ,że  oszaleje i bedzie wychodzic z domu jest wlasnie przez to jak wy stawiacie ją w tej lini, że  musi ustepować i zmuszac sie do zabawy ,mimo że ich nie lubi

To partrer z dziecmi ma sie do was wprowadzić i dzieci zamieszkac z wami?

Ostro, za ostro mnie potraktowałaś. Nie zmuszam córki i nie wysługuję się nią, sama aktywnie uczestniczę i wyszukuję takie zajęcie dla dzieci, żeby wszystkim to odpowiadało. Róznica jest spora, wiem, i już tłumaczyłam mojemu, że moja "mała" nie chce się
bawić w koniki, pieski, księzniczki etc. niby to rozumie, ale zapomina o wszystkim gdy widzi krokodyle łzy swojej małej. Co do stawania po stronie ryczącej córki partnera, to uwierz mi na słowo, że tego nie robię, wręcz przeciwnie, nie mam wyrozumiałości dla takiej próby manipulacji i mała już się raczej zorientowała, że na mnie to nie działa. Po prostu chcę, żeby panował spokój i normalna atmosfera.
Posądziłaś mnie również o brak wyrozumiałości w stosunku do mojej córki i tu się mylisz, troche inwencji może przecież wykazac, to nie jest praca w kamieniołomach tylko zabawa.

Ostatnio poruszam ten temat z córką bardzo często. Dobrze wie, że to musi jakoś funkcjonować i na pewno nic na siłę. Zapytałam czy sobie poradzi, czy mam się z partnerem rozejść (bo i to brałam pod uwagę) powiedziała, że nie chce, żeby odszedł, ale nie wyobraża sobie życia z jego dziećmi, a to są przecież tylko 4 dni w tygodniu.

2 638

Odp: Być drugą i macochą
morte81 napisał/a:

Ostro, za ostro mnie potraktowałaś. Nie zmuszam córki i nie wysługuję się nią, sama aktywnie uczestniczę i wyszukuję takie zajęcie dla dzieci, żeby wszystkim to odpowiadało. Róznica jest spora, wiem, i już tłumaczyłam mojemu, że moja "mała" nie chce się
bawić w koniki, pieski, księzniczki etc. niby to rozumie, ale zapomina o wszystkim gdy widzi krokodyle łzy swojej małej. Co do stawania po stronie ryczącej córki partnera, to uwierz mi na słowo, że tego nie robię, wręcz przeciwnie, nie mam wyrozumiałości dla takiej próby manipulacji i mała już się raczej zorientowała, że na mnie to nie działa.

Ostro? mozliwe , ale tylko dlatego , bo osobiscie sama nie mam tolerancji i akceptacji na histeryzujące, rozwydrzone wymuszające wszystko placzem dzieci a tym bardziej kiedy dorosli pokazują im ,że to działa spelniajac malych terrorystów kaprysy poprzez takie wymuszania . Buzka w podkówke i już ma to co zechce jest fatalnym podejsciem. 11 letnia panienke nie rajcują najwyrazniej zabawy w ksiezniczki,domki,kucyki i degradowanie sie do poziomu 3 i 5 latka.
Mnie sie zdaje ,ze nie powionno tak byc, aby  twoja córka musiala sie dostosowywac do przedszkolaków zachcianek . Jak sama pisalas, w teori nie musi sie z nimi bawić i tylko w teori, ale wez pod uwage ,że w PRAKTYCE tez nie powinna musieć . Tez ma prawo glosu ,odmowy. Respektuj to .Stąd ten jej bunt i opór- logiczne

Po prostu chcę, żeby panował spokój i normalna atmosfera. .

Przypomnij sobie to co ci wlasne dziecko oznajmilo, bedzie uciekac z domu zpowodu obecnosci jego dzieci, bo ją męcza i te zabawy jakie nie są dla niej żadną frajdą. Nie możesz tego pojąc a ja ci chcę na to oczy otworzyć. To że ostro napisalam, to w dobrej wierze, nie w złej.

Posądziłaś mnie również o brak wyrozumiałości w stosunku do mojej córki i tu się mylisz, troche inwencji może przecież wykazac, to nie jest praca w kamieniołomach tylko zabawa..

Ale jeżeli cos nam przyjemnosci nie sprawia, to nie jest żadną zabawą, żadną frajdą, żadną rozrywką i moze i poroiwnywalnie chociazby psychicznie do p0racy w kamieniolomach. 11 latka musie się uzerac sie z "smarkulą" mimo ,że autentycznie chęci na to nie ma, tylko odstawi histerie i juz  na skinienie palca jest tak jak mala sobie zyczy
Nawiązując to co podkresliłam, troche inwencji może wykazac SAMA Z SIEBIE, ale nie pod twoim naciskiem , argument kamieniołomów  bez sensu . Może ,ale nie MUSI . Jak nie chcę to i do tego ma prawo, nie odbieraj jej tego prawa odmowy, bo tylko eskalujesz problem jaki rosnie

Ostatnio poruszam ten temat z córką bardzo często. Dobrze wie, że to musi jakoś funkcjonować i na pewno nic na siłę. Zapytałam czy sobie poradzi, czy mam się z partnerem rozejść (bo i to brałam pod uwagę) powiedziała, że nie chce, żeby odszedł, ale nie wyobraża sobie życia z jego dziećmi,a to są przecież tylko 4 dni w tygodniu.

I po raz kolejny tobie pokazuje .Jak sama piszesz , córka nie wyobraża sobie zycia z jego dziecmi ,maluchami,bo najwyrazniej ją zameczacie nimi. Co to za argument z twojej strony ,że "tylko" 4 dni w tyg, TYLKO 3 h "zabawy",bo to nie jest praca w kamieniołomach, TYLKO obowiązek zabawy,tylko ,tylko, tylko..? to nie jest dla niej tylko , to jest najwidoczniej dla niej AŻ, AŻ,AŻ . Gdyby tak nie bylo ,to nie mowila by ci tego,że nie ma ochoty przebywac w domu ,kiedy one przychodzą. Meczy ją to i wasz stosunek do jej glosu  i woli.
Moze zmien podejscie i wymogi do twoje corki, wiecej wyrozumialosci??przecież tu rozchodzi sie o jego dzieci, ktore nie akceptuje, nie lubi, nie chce z nimi przebywac, a musi sie z nimi jeszce bawic-11l Panna z przedszkolakami- rozbieznośc wiekowa kolosalna,no faktycznie wiele mają wspolnych zainteresowan,tematów do rozmów , tyle az twojej malej chce sie wiać wtedy.
I znów może ostro napisałam, ale nie potrafisz wczuć sie w córki polozenie ,dlateczego tak sie zachowuje i skąd to się wzieło
Twoje oczekiwania wobec niej tylko pogarszają sprawe . Jej slowa powinny dac ci wiele do myslenia

2 639 Ostatnio edytowany przez morte81 (2013-11-13 20:59:04)

Odp: Być drugą i macochą

I dają mi do myslenia, dlatego szukam jakiegoś rozwiązania. Jak tu znaleźć złoty srodek?
Moja córka uwielbia mojego partnera, ale musi też zrozumieć, że są też dzieci, które również będa obecne w naszym życiu.

I uwierz mi na słowo, równiez nie toleruję histerii i manipulacji, teraz musze jeszcze tylko uodpornić na takie zachowanie partnera.

2 640

Odp: Być drugą i macochą

Morte, ja wprawdzie nie mam wlasnych dzieci i juz dawno skonczylam 11 lat, ale gdyby mi ktos kazal AZ 4 dni w tygodniu (4 dni to ponad polowa tygodnia!) po 2-3 godzinki bawic sie w jakies durne gry czy teatrzyki to tez bym szybko miala dosc i zapalala do Bogu ducha winnych dzieci, niechecia.

Wydaje mi sie, ze swoim przymuszaniem jej do tej zabawy, tylko corke nakrecasz i poglebiasz te negatywne emocje wobec dzieci partnera. Poza tym, dziewczynka w wieku 11 lat ma inne zajecia, szkole, prace domowa i dla niej wyjecie 2-3 godzin dziennie to zwykla strata czasu - i ja sie jej zupelnie nie dziwie. Mam siostre duzo mlodsza ode mnie i doskonale pamietam jak przewracala oczami, kiedy brat przywozil swoje male coreczki - a bylo to moze raz na tydzien. Bo tez "korona jej z glowy nie spadnie jak sie z nimi pobawi". No niby nie spadnie, ale nie kazdy ma zamilowanie czy potrzebe, zeby spedzac czas z malymi dziecmi. Odpusc jej, nie naciskaj, niech sie pobawi jesli ma ochote, ale jesli nie to nie rob scen.

"Moja córka uwielbia mojego partnera, ale musi też zrozumieć, że są też dzieci, które również będa obecne w naszym życiu."
No wlasnie... postawiliscie ja przed faktem dokonanym. Ona wie i rozumie, ze sa dzieci, ale nie rozumie z jakiej paki ma spedzac czas z jakimis obcymi intruzami?? Niech juz sobie sa, jak musza, ale czemu wymaga sie od niej zabawiania gowniarzy? A co to ona jest jakis blazen nadworny? wink Wiem ze przerysowuje, ale widac, ze w Twojej corce az sie gotuje. Nie moze byc tak, ze wszyscy buduja swoje szczescie na nieszczesciu Twojej corki - no bo ok, pobawi sie 2-3 godzinki to i partner zadowolony, jego dzieci zadowolone, Ty zadowolona, tylko Twoja corka jakby niebardzo...

2 641

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Jak widać , do tej pory ciężko mi sie nakierunkować w sprawie "legalizacji " dziecka. Mnie to momentami przeraża ,dlatego wstrzymuje sie ,bo to żadna błahostka

Nie dziwie sie, tym bardziej, ze mamy podobna filozofie co do wlasnych dzieci, tez byloby mi trudno "zalegalizowac" cudze.

Zazdrosna, jak sprawy u Ciebie?

2 642

Odp: Być drugą i macochą

Hellloło (jak mawia Mariolka z kabaretu) dziewczyny a czemu żadna z Was nie mówi o roli partnera Morte81. O roli, jaką On ma w całej tej sytuacji!!! Z jakiegoś powodu, zapewne na własną prośbą, ma On dzieci u siebie przez 4 dni w tygodniu. Rolą ojca (a nie 11-letniej dziewczynki) jest zapewnić dzieciakom opiekę przez te parę godzin w tygodniu. Dlaczego decyduje się brać odpowiedzialność za 3 i 5 latki, a potem ceduje organizowanie im czasu na 11-letnią córkę Morte??? Dlaczego 11-latka ma im wypełniać i organizować czas, a nie Ojciec? Morte81 - Ty zacznij rozmawiać z partnerem o Jego roli Ojca, a nie stawiaj własnej córki przed dylematem: "albo zaczniesz się dogadywać z maluchami, albo będziemy się musieli rozejść". To Wy dorośli powinniście rozegrać między sobą problem obowiązków względem dzieci partnera, a nie składać tej sprawy w ręce 11-letniej dziewczynki!!!

Zazdrosna - daj znać co u Was ? Topór wojenny zakopany?

2 643

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, Metaksa, Mortisha zgadzam się z wami w 100% odnośnie problemu Morte.

Dzięki dziewczyny za zainteresowanie, w sumie to nie bardzo wiem co powiedzieć.
U nas sytuacja wygląda tak jakby nic się nie stało i wcale nie jestem z tego powodu zadowolona. Wynika to chyba z faktu, że oboje jesteśmy przekonani, iż żadne z nas się nie zmieni. Takie awantury wybuchają raz na pół roku i przyczyniają się tylko do oczyszczenia atmosfery. Jednak są one coraz bardziej gwałtowne, słowa dosadne i zarazem raniące. Zbiera się człowiekowi, gdyż staramy się na pewne zachowanie przymykać oczy, by najnormalniej nie szukać zwady, aż miarka się przebierze i dochodzi do starcia. Pytanie ile jeszcze wytrzymamy zanim dzieci dorosną.
O dziwo mam teraz nawet cierpliwość do syna M, pomimo iż on regularnie nadszarpuje moje nerwy. Nie wiem z jakiego powodu jest tak, że nieraz nie mam ochoty go wiedzieć, a innym nawet jego krnąbrne zachowanie mnie nie rusza. Też tak macie?

2 644

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, Metaksa, Mortisha zgadzam się z wami w 100% odnośnie problemu Morte.

Jutro mam zamiar porozmawiać o tym z partnerem, bo jak do tej pory rozmawiałam na ten temat tylko z córką.

I powiem Wam, że boję się tej rozmowy, wiem że to niedorzeczne, bo naprawdę istnieją ważniejsze problemy od tego, ale jednak czuję strach na myśl o Jego reakcji. Czy zrozumie? Czy zmieni nastawienie do mojej córki? Jak to na nas wpłynie? Liczę na Jego rozsądek, wyrozumiałość i dobre serce.

2 645 Ostatnio edytowany przez kjim (2013-11-15 15:35:13)

Odp: Być drugą i macochą

Morte81 - tylko tak Ci się wydaje, że są ważniejsze problemy niż ten. Uwierz mi, problem nierozwiązany (lub taki jak pisze Zazdrosna, na który przymykamy na razie oko)  urośnie z czasem do takich rozmiarów, że ciężko go będzie potem rozwiązać. Jeśli teraz nie rozwiążecie tej sytuacji, to po jakimś czasie będziesz miała na głowie konkretny bunt swojej córki w postaci ucieczek, o których już teraz mówi, a z drugiej rozbeczane maluchy, którym teraz się idzie na rękę, bo robią kocie, proszące oczy. Wydaje mi się, że koniecznie musicie sobie wyjaśnić kto wobec kogo ma tu obowiązki (na pewno nie Twoja córka wobec maluchów).

Zazdrosna- Twój staż w nowym związku jest dłuższy niż mój, ale ja też już doświadczyłam takich sytuacji, o których piszesz. Niby wydaje się , że jest wszystko w porządku, na wiele rzeczy, które nas rażą/bolą/dręczą przymykamy oczy, żeby niepotrzebnie nie stwarzać sytuacji konfliktowych. Aż tu nagle wybucha jakaś afera i potrafimy sobie wykrzyczeć wszystkie te bolączki skumulowane od np. 4 miesięcy. A potem jedno do drugiego mamy pretensje: czemu wcześniej nie powiedziałeś/-łaś, że to Ci przeszkadzało. Potem znowu jest sielanka, znowu przymykamy na coś oczy, a potem znowu jazda. Za każdym razem mówię sobie, że teraz jak coś będzie nie tak, to od razu będę o tym głośno mówić. Czasem to się udaje, a potem znowu, dla świętego spokoju wolę na coś przymknąć oko. Ale wiem, że to długo nie potrwa i potem znowu zrobimy sobie o coś jazdy.

W przypadku Morte81- też tak może być. Z jednej strony nie chciałaby robić przykrości Partnerowi, więc dla dobra maluchów namawia córkę, żeby organizowała czas Jego maluchom, ale zauważ Morte81, że takim sposobem odwlekasz tylko aferę w czasie ( bo ta po pewnym czasie i tak wybuchnie) ale za nim afera wybuchnie, będziesz pogrążać swoją córkę i nie potrzebnie (zważywszy na Jej wiek) wchodzić w konflikt z własną córką. Więc w sytuacji, w której jesteście, chyba najlepiej będzie wyjaśnić sobie te bolączki od razu i nie czekać.
I jeszcze jedno, boisz się że Partner zmieni nastawienie do Twojej córki. Nie mów mu tylko, że "Mała się skarży , tak dalej nie może być" . Powiedz mu , że jako matka swojej córki wiesz, że Ona ma w tym wieku inne potrzeby niż przedszkolaki. Że jest za duża na zabawy w koniki, ale za mała, żeby Ją trudnić jako Nianię. Powiedz, że to są Twoje przemyślenia, że widzisz jak niekorzystnie cała ta sytuacja wpływa na Twoje relacje z własną córką. I najważniejsze, to na Nim jako Ojcu spoczywa obowiązek opieki i organizowania czasu dzieciom. Jeśli zdecydował się dzielić opiekę ze swoją EX nad swoimi Smykami, to niech dzielnie z roli Ojca się wywiązuje, a nie obarcza tym Twoją córkę czy Ciebie. Pomyślcie jak to będzie wyglądało za jakiś czas, kiedy Jego Smyki pójdą do szkoły i popołudniami trzeba będzie odrabiać i sprawdzać Im lekcje. Wtedy też będzie oczekiwał, że Twoja córka zrobi to za Niego?

2 646

Odp: Być drugą i macochą

Kjim wiesz ile jest rzeczy o które mogłabym się czepiać młodego M?
Rano: że nie zjadł śniadania, że nie wypił herbaty, że nie umył po sobie talerza, że nie umył zębów, ale nie mam na to wszystko rano czasu.
Po pracy: że nie zjadł obiadu, a napchał się chlebem, że nie odrobił lekcji, że nie czyta lektury, że poszedł na podwórko w nowych spodniach, że nie umył po sobie naczyń, a jak umyje to że nadal są brudne, no i że wciąż dalej się nie uczy.
Wieczorem, że pora już spać, a nie na telewizor, że czas do mycia, że jeszcze ma bałagan w pokoju, że zębów nie umył itp.
Takich rzeczy jest o wiele wiecej, choć młody doskonale zna zasady to i tak przeciaga. Mogę tego nie mówić młodemu bezpośrednio tylko zwrócić uwagę M, ale jemu też jest przykro, że ma tak krnąbrnego dzieciaka. W końcu moja irytacja narasta, bo z jakiej paki musze ciągle go sprawdzać i upominać, albo sprzątać po smarkaczu.
M jak najbardziej wspiera mnie w przestrzeganiu naszych reguł, ale nie rozumie, że ja mam czasem dość i w dzień wolny chcę odpocząć od towarzystwa dzieci, gdyz do swojego dziecka ma się więcej cierpliwości.

2 647 Ostatnio edytowany przez morte81 (2013-11-15 20:17:56)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

I najważniejsze, to na Nim jako Ojcu spoczywa obowiązek opieki i organizowania czasu dzieciom. Jeśli zdecydował się dzielić opiekę ze swoją EX nad swoimi Smykami, to niech dzielnie z roli Ojca się wywiązuje, a nie obarcza tym Twoją córkę czy Ciebie. Pomyślcie jak to będzie wyglądało za jakiś czas, kiedy Jego Smyki pójdą do szkoły i popołudniami trzeba będzie odrabiać i sprawdzać Im lekcje. Wtedy też będzie oczekiwał, że Twoja córka zrobi to za Niego?

To nie tak, nic się tutaj nie zgadza.
Jest świetnym ojcem, z małymi spędza czas na zabawach, sam wymyśla zabawy i uczestniczy w nich z radością (aż mu zadroszczę, mnie to nigdy nie interesowało). Tylko, że gdy spotyka się z moja córką, to woli i chce się z nią bawić, co akurat jest wg mnie normalnym zachowaniem dziecka, moja córka też woli spędzać czas na grach z koleżankami niz ze mną, dopiero z braku laku zadowoli się mną wink
Moja córka nie jest żadną niańką, widują się sporadycznie (ok 2 razy w miesiącu), te cztery dni, o których pisałam, będą z nami spędzać po przeprowadzce partnera.

Nakreśliłaś moją córkę jako niewolnicę, zmuszaną do opieki na maluchami aby mój partner miał spokój.


Szukam rady na jej niechęć do zabawy i przebywania w towarzystwie córki Partnera, nie jak uwolnić córkę z "kajdanów", a partnera nauczyć ojcostwa.

2 648

Odp: Być drugą i macochą
morte81 napisał/a:

Szukam rady na jej niechęć do zabawy i przebywania w towarzystwie córki Partnera, nie jak uwolnić córkę z "kajdanów" , a partnera nauczyć ojcostwa.

Tyle się rozpisałam ,tak obszernie aż mnie paluchy rozbolały, a najwyraźniej nic do ciebie nie dotarło i swoje od początku na nowo zaczynasz. Nie rozumiesz ,nic nie rozumiesz co ci chciałam przekazać. Nie chcesz uwolnić córkę z kajdanów jak sama to nazwałaś, tylko sposobu aby córka cala w skowronkach ubóstwiała obce maluchy spędzając z nimi swój wolny czas na zabawach, jakich nieznosi.
Problem leży w twoim braku zrozumienia ,że poprzez twoje oczekiwania do córki tylko eskalujesz jej opór i niechęć. Zabierasz się do tego od nie właściwej strony .
Jak możesz szukać rady na niechęć do zabawy 11 latki z 3 latką???dla ciebie to jest aż tak bardzo nie zrozumiale ,że dziewczyna w tym wieku ma zupełne prawo czuć sie na tyle dojrzale w swoim wieku, że nie ma ochoty bawić się w koniki, kucyki, domki,lalki,misie  z tak małym dzieckiem??To już wczesna nastolatka , do niechęci ma pełne prawo ,nie potrafisz tego uszanować. Ty dalej swoje .
Ja już o ty pisałam powyżej, chyba bym usiała po raz kolejny robić kopiuj wklej a i tak nic kompletnie by nie pomogło. Bunt przebywania z córką partnera jest wywołany właśnie poprzez wasze podejście i oczekiwania jakie macie wobec niej. Ty chcesz ją w tym złamać a tylko to przynosi więcej strat i szkody .
Wytłumacz mi racjonalnie dlaczego 11 latka ma czuć chęć do zabawy z maluchem? skąd ten obowiązek chęci do zabawy się wziął? ja tego nie pomuje ,twojego podejścia do sprawy. Corka MA PRAWO mieć  wybór z WLASNEJ WOLI a nie z przymusu i obowiązku bawienia się z maluchami
Postaraj się zrozumieć to co  pisze, proszę cie Twój brak zrozumienia wobec córki awersji do zabaw z 3 latką to jest tutaj główny problem .Nie bierzesz tego pod uwagę zupełnie do czego ty doprowadzisz mając taka a nie inną postawę

2 649 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-11-15 21:12:33)

Odp: Być drugą i macochą

morte81  A stawianie tak sprawy albo polubisz bawić się z maluchami i ich towarzystwo  albo się rozchodzę z partnerem jest co najmniej wstrętne z twojej strony, wręcz szantaż, presja jaki nie jeden dorosły nie był wstanie podołać

Nie wyobrażam sobie ,aby mój mąż do mnie miał takie wymogi i oczekiwania przymusowych zabaw z jego dzieckiem bo jak nie to w przeciwnym razie histeria małej ,a gdy nie wykazuje zaangażowania w zabawy z nią z własnej chęci, to groźba rozejścia się jest ohydnym posunięciem. Ultimatum nie do zaakceptowania, a  ty takie wobec  11 letnie dziecka stawiasz  albo- albo ,później się dziwisz ,że córka wykrzykuje ci ,ze oszaleje przez te AŻ te 4 dni w tyg m musząc  kilka godzin zmuszać się do zabawiania smarków wymuszających wszystko płaczem (bo na to zostało dane im przyzwolenie zamiast pokazać ze to na nikogo nie działa) i córka poinformowała cie ,że w takim razie będzie uciekać  z domu mając dość zmuszania sie do czegoś na co nie ma ochoty , z rozwydrzonymi dzieciakami przebywać tez nie, nie mając siły w tym tkwić , bo to ją przerasta.
Wymagasz od 11 latki takich rzeczy , na  co nie jeden dorosły na to tolerancji by nie miał
Zrozum to w końcu, oby nie za późno , a jak do tej pory nie rozumiesz nic co się do ciebie pisze.
Jak dalej będziesz brnąć w swoich przekonaniach to ja się poddaje

2 650

Odp: Być drugą i macochą

To nie było ultimatum, tylko pytanie, chciałam w ten sposób pokazać, że bardzo liczę się z jej zdaniem, i to ona jest dla mnie najważniejsza.

Widzisz, ja chcę ten problem dogłębnie zbadac, żeby znaleźć rozwiązanie.

Pisałaś o zabawie z 3 latkiem, tyle ma syn mojego, i o dziwo jego akurat toleruje i nawet sama od siebie potrafi się z nim bawić np układac klocki, nie akceptuje tylko córki partnera.
Zastanawiam się dlaczego.
Duży wpływ ma na pewno charakter dzieci, mała jest rozpieszczoną manipulantką, a moja córka uparciuchem z humorkami (taki wiek).

Dla przykładu, swojego 2 letniego kuzyna uwielbia, sama do niego lgnie, chodzi się nim zajmować.

Duzo nad tym rozmyslam, i doszłam do wniosku, że moja córka jest zazdrosna o małą, z powodu uwielbienia jakie czuje do mojego partnera.

Duzo do mnie dociera, a dobro mojego dziecka jest dla mnie najwazniejsze, dlatego jutro porozmawiam z moim, żebyśmy razem znaleźli wyjście z sytuacji.

2 651

Odp: Być drugą i macochą

No widzisz, mała ma wstrętny charakter, którego twoje dziecko nie jest wstanie zaakceptować i żadna przyjemność ani frajda dla niej spędzać czas na zabawach z takim dzieckiem rozpieszczonym wymuszającym rykiem, manipulującym, ,którego nie znosi.
Nie dziw się i nie próbuj na sile zmieniać córki nastawienia, jeśli nie ma powodów aby zmienić zdania o jego dzieciach, bo niestety JA  za każdym razem staje po stronie twojej córki ( a  to rzadko się zdarza, abym za jakimś dzieckiem tak obstawała) a ty niestety  przeciw  niej. Wszystko musi być pod podlegle wobec  dzieci partnera, córka twoja nie ma prawa decyzji ,tylko musi robić cos sprzecznego z jej wolą , bo tak i już.

Mało jaki rodzic naprawdę by się oburzał za to, że ktoś stoi po stronie dziecka jego w takich sytuacjach ,TY naciskasz na zmianę własnego dziecka aby polubiło jego córkę i zabawy z nią mimo, że mała ma paskudny charakter ,bo tak została nauczona ,ze wszystkie kaprysy musza być spełnianie. Fatalne

Moja jest rówieśnicą twojej , na pewno nie byłaby na tyle uległa  i posłuszna wobec takich oczekiwać naszych do niej ,jakie wy macie do twojej córki.. Ja jestem cięta na zamęczanie mnie jakimiś dziećmi, ale ona całkowicie mię przebija w swoim hardym podejściu i niechęci do nich

2 652

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Moja jest rówieśnicą twojej , na pewno nie byłaby na tyle uległa  i posłuszna wobec takich oczekiwać naszych do niej ,jakie wy macie do twojej córki.. Ja jestem cięta na zamęczanie mnie jakimiś dziećmi, ale ona całkowicie mię przebija w swoim hardym podejściu i niechęci do nich

Mój "Baranek" też nie jest uległy. Tak szczerze, to mnie takie zachowanie małych też męczy, ale obiecałam sobie, że nie będę się wtrącać w metody wychowawcze ich rodziców, bo to nie jest moja sprawa.

2 653

Odp: Być drugą i macochą

Morte81 na samym początku tej dyskusji napisałaś najważniejsze : "Teoretycznie wiem, że nie musi, tylko gdy tego nie robi, to jest płacz i histeria ze strony córki partnera i wtedy mój partner ma spojrzenie zbitego psa, widze jak ramiona mu opadają i jak najlepiej też by się rozpłakał razem z nią".

I to jest klucz do całej tej historii! On ulega 5letniej terrorystce, Ty ulegasz Jego presji i słodkim oczom, pogrążając tym samym swoją córkę. Przemyśl czy tędy droga? Bo jak tak dalej pójdzie to Twoja córka znienawidzi 5latkę do reszty, czując się pominięta/zepchnięta na dalszy plan przez Ciebie i Partnera, znienawidzi Was oboje i zacznie sprawiać problemy wychowawcze żeby wykrzyczeć " heloł, ja też tu jestem". Potem Ty będziesz mieć pretensje do Partnera, że to przez Niego i małą terrorystkę nie możesz się dogadać z własną córką. Zachowania małej terrorystki należy ukrócić i wytłumaczyć Partnerowi, że nie powinniście ulegać jej histerii, bo to jest nie wychowawcze i do niczego dobrego nie prowadzi. Jak sama powiedziałaś, teraz te spotkania są sporadyczne, a już jest problem. Jeśli te spotkania będą 4 razy w tygodniu i będziesz miała małą terrorystkę pod swoim dachem przez większą część tygodnia, uwierz mi nie będzie łatwo.  Od tego powinnaś zacząć (mimo, że napisałaś, że nie chcesz się wtrącać i że od wychowania są rodzice) to uwierz mi, jeśli dopuścisz do tego, że 5latka będzie "rządziła" w Twoim/Waszym domu, szlag Cię trafi prędzej czy później. A córce odpuść na jakiś czas. Jak piszesz, Ona nie problemu żeby bawić się czy zająć młodszymi dziećmi. Ona ma problem z tą konkretną 5latką. Więc ja bym się doszukiwała, co jest nie tak z tą 5latką, a nie z 11latką. Pozdrawiam.

2 654

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was!
    I ja bym potrzebowała pomocy bo już nie wiem co mam robić.... kompletna masakra, ale zacznę od początku...
   Gdy miałam niespełna 16 lat urodziłam synka, lecz wcześniej okazało się że mój chłopak który oczywiście wiedział o ciąży mnie zdradzał. Postanowiłam , że odejde od niego. oświadczyłam rodzicom, lecz jak to rodzice ma być ślub i tyle ja się uparłam, że nie lecz mogę z byłym normalnie wychowywać dziecko a nie musimy być razem...Oczywiście przez pierwszy miesiąc było wspaniale i już zaczynałam się zastanawiać czy nie lepiej by było jakbym zeszła się z nim wkońcu go kochałam, z rodzicami mieszkałam w ciasnym mieszkanku, a były niby zmienił się o 180 stopni no ale po miesiącu przyjechał i oświadczył że on musi wyjechać niby dla nas bo potrzebne są pieniądze dla dziecko itp. Kurcze pomyślałam sobie że wydoroślał ze będzie super( jest o 3 lata starszy) no ale raz przyjechał a już drugi raz go nie było. I dałam sobie spokuj.. Mój tato jako opiekun prawny  mojego syna złożył wniosek do sądu o alimenty i zabranie praw do dziecka i wygrał sprawę.
     Między czasie zjawił się starszy odemnie o prawie 16 lat ,,znajomy moich rodziców'' z bardzo przykrą wiadomością, że jego żona dostała udar i leży w szpitalu mieli małego synka, któym ja uwielbiałam się zajmować miał w tedy 6 lat . Ten znajomy poprosił mnie i rodziców abyśmy zaopiekowali się ich psem oczywiście że się zgodziliśmy. Po niecałym tygodniu jego żona zmarła a on wrócił całkowicie załamany.Po kilku dniach rodzice bardzo mnie poprosili abym troszke mu pomogła wychodząc na spacerki z mym synkiemi jego. żebym go troszkę delikatnie odciążyła a rodzice zajmowali się jego psychiką. Bo tu gdzie mieszkamy to tylko na s znali....
       No....ech bardzo dziwnie się o tym piszę.......... Przychodziłam,, na fajeczkę'' rodzice nie wiedzieli ze zaczełam palić ale po wcześniejszych wydażeniach zaczełam tak odreagowywać. A wiedziałam, że ten znajomy rodziców im nic nie powie.... Zaczeliśmy się zwierzać sobie nawzajem... chodzić z dziećmi na spacery jeździć do sklepu( mieszkamy na wiosce) itp. Po miesiącu był koncert niedaleko naszej miejscowości i gdy znajomy był na kolacji u moich rodzic ów to mój tata bardzo namawiał go aby pojechał że musi odpocząć pobawić się trochę. Ale on nie chciał, następnego dnia ja zaczełam marudzić tacie że ja chce jechac i przy piwku wieczorem rozmawiali i tato zawołał mnie do pokoju i oświadczył ze pojade ze znajomym ucieszyłam się nie myśląc o niczym. Po tym koncercie zaczlismy pisac na gg sms i któregoś wieczora samo z siebie tak wyszło ze ja napisałam ze niedawno poznałam miłość swojego życia.. oczuwiście myśląc o nim. a on dopiero nad ranem napisał mi że wstyd mu się przyznać że to bardzo krótko jak  jego żona nie żyje, że ja jestem taka młoda itp i że zaiskrzyło... Żebym rano przyszła i że musimy poważnie porozmawiać. Gdy wstałam cała się trzesłam haha przyszłam do niego a on miał taką minę hmm trudno opisać ale wystraszoną zainteresiwaną tym co się wydaży.... porozmawialiśmy nie było tak źle ale oczywiście gadka że my nie możemy że to za szybko że ja jestem młoda że on jest znajomym moich rodziców ze na wiasce beda gadali itp.
           Po pół roku zostałam u niego na weekend oczywiście z synkiem pod pretewkstem ze tato malował mi pokój i gdy tato w jiedziele wszedł rano do domu znajomego a ja zmywałam naczynia a znajomy wycierał tato się u śmiechnął i szybko mówiąc dał swoje pozwolenie i tak już zostałam:)
           Mineły4  lata  rok temu mój ojciec się powiesił:( mama wyjechała do niemiec a ja szykuję się do ślubu  tylko właśnie odwieczny problem dzieci....
           Wydawało się nam że jest wspaniale, dzieci śą w sumie  od małego razem, lecz ostatnio syn mojego kochanie miał 10 urodziny i teraz zaczął pokazywa ć rogi


            Teraz jest  masakra, zaczął mnie traktować jak śmiecia! Powiedział że fajnie że bierzemy ślub bo ja z moim synem będziemy mieć to samo nazwisko i tato będzie mną mógł żądzić i jeszcze wiele przykrych słów. A jak ja już nie wytrzymałam i się zapytałam czy jakbym nie sprzątała gotowała itp do czy bym mu była wogóle potrzebna a on do mnie ze wtedy po co!!!! Przecież my nigdy nie bedziemy pełną rodziną bo ja jestem jego mamą zastępczą a mój syn jego przyrodnim bratem którego nienawidzi bo musi miec z nim pokój a kiedyś miał sam że Ja jemu i tacie jestm potrzebna do tego abym była gospodynia bo tato pracuje i nie ma czasu sprzątać gotować prać a on by musiał siedzieć na świetlicy dopóki tato by po niego nie przyjechał do szkoły a tak jest szybciej jak ja go odbieram!
         Jednym  słowem strasznie do mnie pyskuje, zaczął opuszczać się w nauce bić poniżać mojego prawie 4 letniego synka. I nie wiem co mam robić. Po rozmowie z partnerem jak oczywiście rozmawiał ze swoim synem wytłumaczył mu że jesteśmy razem z miłości tak jak kochał jego mamę ze też byli razem z miłości żę nie jestem z nim poto abym tylko usługiwała ze robie to teraz bo chce bo mam czaqs itp. Ale to nic nie dało.
Sam mój partner nie ma już sił do syna chodzi do szkoły bo przeklina na lekcji wyzywa koleżanki a sam ma problem bo starsi koledzy go wyzywają bo nie interesuje się piłką nożną która u nas w regionie jest u wszystkich chłopaków na topie a on jej nie lubi i mu podsunełam pomysł że on nie musi lubieć tego co wszyscy nie musi się zmuszać może mieć inne zainteresowania i teraz oczywiście moja wina.


Jesteśmy niecały miesiąc przed ślubem a ja nie wiem czy sobie poradze... Dziewczyny pomużcie po kompletnie się załąmałam ja mam 20 lat kurcze.... A postanowiliśmy z nażeczonym że zgłosimy się do psychologa...

2 655

Odp: Być drugą i macochą

Nie wiem co powiedzieć Kitka, jesteś tak młoda, a tak już doświadczona życiem. Podziwiam cię, że pomimo młodego wieku, podjęłaś się wychowania syna.
Zastanawia mnie tylko, skąd u twojego pasierba takie słowa i stanowisko wobec kobiet, albo wobec ciebie. Nie sądzę żeby sam na to wpadł, pytanie kto mu podsuwa takie argumenty? Jego złe zachowanie pewnie wynika ze strachu przed zalegalizowaniem waszego związku, może czuje się odrzucony przez ojca. Dobry psycholog i uwaga twojego partnera w stosunku do syna jest tu niezbędna. Młody też powinien mieć swoje obowiązki w domu tj. utrzymanie czystości w pokoju, zmywanie naczyń, wynoszenie śmieci, pomoc w gotowaniu itp. Tak byś ty nie wyręczała go ze wszystkiego i nie była dla niego służącą. Tego wszystkiego powinien dopilnować twój facet, on powinien traktować cię z szacunkiem i tego samego uczyć i wymagać od swojego syna. To nawet nie powinien być twój problem, tylko twojego faceta. Chyba, że faktycznie jesteś obarczana wychowaniem dzieciaka, a twój narzeczony poza waszym utrzymaniem nie pomaga ci w domu. Dbaj o siebie dziewczyno smile

2 656

Odp: Być drugą i macochą

Dziekuje za dobre słowo i odpowiedź... Właśnie w tym  jest problem, że z moim partnerem nie wiemy z kąd się to wzieło... Syn ma swoje obowiązki tylko ich nie wykonuje a już jak to robi to na odwal się albo tak żebyśmy mieli jeszcze wiecej roboty po nim jak np. idzie wyrzucić śmieci to ląduje to na klatce schodowej przed drzwiami itp  albo jak zmywa po sobie to coś zawsze ,,niechcący'' ląduje na podłodze i co kilka miesięcy muszę wymieniać zastawe... Mój partner stara się z nim rozmawiać tłumaczyć ale to nic nie daje wręcz staje się coraz gorzej bo zaczyna mnie obwiniać że ja wszystko tacie skarże a potem ma kazania  Czasami partner już nie wytrzymuje i chce sprać mu tyłek ale zawsze go powstrzymuje bo wiem że przemoc nic nie daje... a apropo psychologa to partner do mnie dzwonił z pracy, że na przerwie wyskoczył do poradni psychologicznej i wziął jakieś papiery bo się coś tam wypełnia i wieczorkiem wypełnimy a on jutro zawiezie:) Może to coś da...

2 657 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-11-20 16:43:43)

Odp: Być drugą i macochą

W patchworkowych rodzinach, gdzie relacje między członkami są często zachwiane dzieci sprawiają większe problemy wychowawcze. Nie radzą one sobie z rozwodami, a w przypadku twojego pasierba pewnie decydującą rolę odegrała śmierć matki.
Zawsze jednak powtarzam, że za zachowanie naszych latorośli odpowiadamy my rodzice. Dzieciaki tylko sprytnie wykorzystują okazje. Jeśli wysypię śmieci po drodze to nie będą mi więcej kazać tego robić. Chłopak powinien sam po sobie posprzątać, a wy musicie być bardziej konsekwentni w decyzjach. Chłopcy/mężczyźni nie będą czegoś robić, jeśli będą mogli tego uniknąć. W stosunku do faceta też nie ulegaj, to że zarabia na życie nie oznacza, że jest zwolniony z obowiązków domowych. Poproś by ci pomagał i doceniaj jego wsparcie. Nie daj się też szantażować młodemu, masz prawo informować ojca o zachowaniu jego syna. I jeszcze jedno, rozumiem, że nie pochwalasz przemocy fizycznej, ale wyjaśnij to partnerowi na osobności. Powiedz żeby z nim nie rozmawiał jak jest zdenerwowany. Jeśli on będzie starał się doprowadzić syna do porządku to nie wtrącaj się. Chłopak inaczej reaguje jeśli wie, że zawsze będziesz go bronić przed ojcem, twój facet też doceni twoje zaufanie. A na terapie może wybierzecie się wspólnie smile

2 658

Odp: Być drugą i macochą

Bardzo dziękuję za cenne wskazówki:) Rzeczywiście źle postępujemy. Ja  nigdy nie chciałamzająć miejsca mamy, chciałam i chce by moje relacje z synem mojego partnera były na zasadzie przyjaźni. I kiedyś to się udawało zwierzał mi się był chętny do pomocy ale chyba za dużo mu pozwoliłam i on to wykorzystał wchodząc mi na głowę. Załatwiając tego psychologa chcemy właśnie starać się o terapie rodzinną bo problem tkwi w całej rodzinie...

2 659

Odp: Być drugą i macochą
stokrotka001 napisał/a:

hej dziewczyny! Wczoraj znalazłam Wasz temat na tym forum i postanowiłam przebrnąć przez wszystkie strony.... Alutka131 strasznie się ciesze, że założyłaś ten temat....  tematyka tylko raczej mnie radosna... Mam nadzieję, że pozwolicie mi dołączyć do Waszego grona. Cóż, mam ten sam "problem". To dopiero roczny związek, więc rozpierają mnie emocje, z którymi nie umiem sobie radzić. Choć tak bardzo chciałabym być na nie obojętna:(

Cieszymy się bardzo,że jesteś:)))

2 660

Odp: Być drugą i macochą
Luna33 napisał/a:

Dziewczyny mam do Was pytanie czy Wy jako te drugie ingerowalyscie czy to osobiscie czy telefonicznie czy w jakis inny sposob jesli ex zabraniala kontaktow Waszemu mezczyznie  z ich wspolnymi dziecmi?

Masz na myśli rozmowę z ex?
Nie, nigdy, chociaż jak mnie krew zalewa po jakieś akcji to sama mam chęć zadzwonić. Tyle, że skończyłoby się jeszcze gorzej.

2 661

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, Metaksa, Mortisha zgadzam się z wami w 100% odnośnie problemu Morte.

Dzięki dziewczyny za zainteresowanie, w sumie to nie bardzo wiem co powiedzieć.
U nas sytuacja wygląda tak jakby nic się nie stało i wcale nie jestem z tego powodu zadowolona. Wynika to chyba z faktu, że oboje jesteśmy przekonani, iż żadne z nas się nie zmieni. Takie awantury wybuchają raz na pół roku i przyczyniają się tylko do oczyszczenia atmosfery. Jednak są one coraz bardziej gwałtowne, słowa dosadne i zarazem raniące. Zbiera się człowiekowi, gdyż staramy się na pewne zachowanie przymykać oczy, by najnormalniej nie szukać zwady, aż miarka się przebierze i dochodzi do starcia. Pytanie ile jeszcze wytrzymamy zanim dzieci dorosną.
O dziwo mam teraz nawet cierpliwość do syna M, pomimo iż on regularnie nadszarpuje moje nerwy. Nie wiem z jakiego powodu jest tak, że nieraz nie mam ochoty go wiedzieć, a innym nawet jego krnąbrne zachowanie mnie nie rusza. Też tak macie?

Też tak mam...dokładnie tak samo....Czasem wydaje mi się, to głupie, ale że to od mojego nastroju zależy...

2 662

Odp: Być drugą i macochą

czesc dziewuszki.......u mnie chyba zakonczy się związek ....niestety dzieci mogą z tatusiem zrobić wszystko .....dzieci wchodzą tatusiowi na głowę a i mnie powinny tak twierdzi moj M. naprawde poswiecam im czas swoj wolny czas ale niestety moj M.twierdzi ze to ciagle za mało...a na moje uwagi o braku jakichkolwiek kulturalnych zachowaniach typu dziekuje lub dowidzenia jak wychodza do domu twierdzi ze moje psy tez nie sa wychowane...masakra dziewczyny pomozcie co mam zrobic

2 663

Odp: Być drugą i macochą
izabelunia11 napisał/a:

czesc dziewuszki.......u mnie chyba zakonczy się związek ....niestety dzieci mogą z tatusiem zrobić wszystko .....dzieci wchodzą tatusiowi na głowę a i mnie powinny tak twierdzi moj M. naprawde poswiecam im czas swoj wolny czas ale niestety moj M.twierdzi ze to ciagle za mało...a na moje uwagi o braku jakichkolwiek kulturalnych zachowaniach typu dziekuje lub dowidzenia jak wychodza do domu twierdzi ze moje psy tez nie sa wychowane...masakra dziewczyny pomozcie co mam zrobic

Poczekaj, aż opadną emocje i przemyśl to na spokojnie. Może jak twojemu M przemówi do rozsądku jakiś autorytet to zrozumie, że postępuje źle i niszczy te dzieci. Ogromnie ci współczuję, rozumiem że to tylko dwa weekendy w miesiącu, ale nie chciałabym być tak traktowana przez nikogo. Jedynym wyjściem z tej sytuacji wydaje mi się zostawienie M na ten czas samego z dziećmi. Zobaczysz czy jesteś dla niego kimś ważnym, czy tylko niańką i służącą. Nic dla tych dzieci nie musisz, to nie twój obowiązek, tylko tatusia.

2 664

Odp: Być drugą i macochą

Miałam podobnie. Mój M też pozwalał swoim dzieciom na wszystko i pozwalał wchodzić dzieciom na głowę. Tylko, że ja od początku ustaliłam zasady i postawiłam ultimatum. W moim domu obowiązują takie i takie zasady. Moje dzieci mają takie i takie obowiązki (mycie zębów, układanie swoich ubrań, sprzątanie po sobie zabawek itp.) i kiedy przyjeżdżają do nas dzieci M, to moją się do tych zasad stosować, w przeciwnym wypadku nie wyobrażam sobie wspólnego życia, bo nie pozwolę, żeby moje dzieci patrzyły na to, że inne dzieci traktowane są w sposób wyjątkowy. M na początku oponował, też używał argumentów typu "One są tu tylko kilka dni... nie chcę żeby się zniechęciły... itp " . Tylko ja stałam twardo na swoim: nie wyobrażam sobie żeby wpadały do nas na weekend, robiły co chciały, stawiały nasze życie na głowie i nikt im nie może zwrócić uwagi, bo mają być traktowane jak księżniczki a... moje dzieci mają na to wszystko patrzeć???!!! Nigdy! Wszystkie dzieci w moim domu obowiązują te same zasady . Nie zależnie czy są u nas cały miesiąc, cały tydzień, czy tylko na weekend. Na początku nie docierało to ani do M , ani tym bardziej do Jego dzieci. Ale wystarczyło parę razy postąpić tak jak mówi Zazdrosna13. Chcesz traktować swoje dzieci jak księżniczki, usługiwać im i na wszystko pozwalać ? Ok. Ale ja i moje dzieci nie będziemy w tym uczestniczyć. Nie przywoź ich do mojego domu, jeśli nie macie zamiaru stosować się do zasad obowiązujących w tym domu. W przeciwnym wypadku wszyscy zwariujemy. Było ciężko nauczyć M i Jego dzieci nowych (dla nich nowych) zasad. Ale myślę, że po półtora roku mamy duży sukces. Jeśli do Twojego M nie docierają rozsądne argumenty, to zostaw Go z dziećmi sam na sam. Nie usługuj Im, nie niańcz i nie gotuj. Zostaw Go na parę takich weekendów sam na sam z Jego dziećmi wchodzącymi na głowę. Niech Im ugotuje, niech je wykąpie, niech po nich sprząta, niech Im szykuje i upierze ubrania. Myślę, że ciężko mu będzie samemu wszystko ogarnąć. Jeszcze przyzna Ci rację, zobaczysz. Ja swojemu M podsunęłam też do przeczytania książkę na temat wyznaczania  dzieciom granic. Dużo tam było na temat tego, że dzieci się lepiej odnajdują, jeśli wiedzą jakich granic nie mogą przekroczyć. Jeśli mają jasno określone reguły i zasady. Podkreślałam wszystko, co w książce było uznane za zachowanie niewychowawcze. Po skończonej lekturze stwierdził, że wychodzi na to, że wszystko co robił do tej pory z myślą o dobru dzieci - robił źle. Od tamtego momentu i do tej pory bacznie przygląda się jak postępuję za swoimi dziećmi i widzę, że w weekendy podobnie próbuje postępować ze swoimi dziećmi. A ja odczułam wielką ulgę.

2 665

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
izabelunia11 napisał/a:

czesc dziewuszki.......u mnie chyba zakonczy się związek ....niestety dzieci mogą z tatusiem zrobić wszystko .....dzieci wchodzą tatusiowi na głowę a i mnie powinny tak twierdzi moj M. naprawde poswiecam im czas swoj wolny czas ale niestety moj M.twierdzi ze to ciagle za mało...a na moje uwagi o braku jakichkolwiek kulturalnych zachowaniach typu dziekuje lub dowidzenia jak wychodza do domu twierdzi ze moje psy tez nie sa wychowane...masakra dziewczyny pomozcie co mam zrobic

Poczekaj, aż opadną emocje i przemyśl to na spokojnie. Może jak twojemu M przemówi do rozsądku jakiś autorytet to zrozumie, że postępuje źle i niszczy te dzieci. Ogromnie ci współczuję, rozumiem że to tylko dwa weekendy w miesiącu, ale nie chciałabym być tak traktowana przez nikogo. Jedynym wyjściem z tej sytuacji wydaje mi się zostawienie M na ten czas samego z dziećmi. Zobaczysz czy jesteś dla niego kimś ważnym, czy tylko niańką i służącą. Nic dla tych dzieci nie musisz, to nie twój obowiązek, tylko tatusia.

Dokładnie, spróbuj postąpić w ten sposób. zostaw go samego z dziećmi, niech radzi sobie jak umie i wtedy się okaże, co i jak. Nie jest Twoim obowiązkiem opieka nad Jego dziećmi, poświęć ten czas sobie, wyjedź, zafunduj sobie małe spa (albo duże:) i zrób coś dla siebie po prostu. Ewentualnie może jeszcze kto inny spróbowałby z partnerem porozmawiać? Często jest tak, że oni słuchają innych bardziej niż swoje połowy;)
Zasady postępowania muszą być, nieważne,czy dzieci są na dzień, czy na mc...

Posty [ 2 601 do 2 665 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 39 40 41 42 43 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026