metaksa napisał/a:ledanna napisał/a:To Młoda od pewnego czasu robi problemy żeby do nas jeździć.
O, a to ciekawe dlaczego, skoro matke ma "walnieta" a u tatusia tak wspaniale 
Też się zastanawiam dlaczego, ale bez takiego uśmieszku jak Twój (odebrałam go jako złośliwy, bo sytuacja nie jest bynajmniej śmieszna).
Wiecie, sprawa nie jest prosta. Suche fakty wyglądają tak:
-Młoda u nas zachowuje się na prawdę grzecznie i fajnie (poza pojedynczymi momentami, ale w "normalnych" domach akcje też się zdarzają), my też staramy się być wobec niej w porządku, normalnie rozmawiać, tłumaczyć. (w domu matka wrzeszczy). Wyjeżdżając żegna się z żalem i obiecuje że będzie dzwonić i pisać.
-Młoda wraca do domu i wstępuje w nią diabeł. Eksia mówi że Młoda nie słucha, pyskuje, ma kary i zakazy w konsekwencji. Do M nie dzwoni, nie pisze, kiedy M dzwoni odburkuje i jest niegrzeczna.
Dlaczego? Nie jestem psychologiem, ale może w tamtym domu nie do końca jest fajnie? Młoda ma tam prany mózg, próbuje się buntować i mimo wszytko widzi, że jak jest niedobra dla taty to eksi się to podoba?
Mam wrażenie że sugerujesz że M nie jest "wspaniały" ojcem. Otóż jest. Wiem jaki był dopóki mieszkał z Młodą. Dlaczego wiem? Bo widzę jakim jest ojcem dla naszego wspólnego małego - wspaniałym. Jedyne czego nie potrafił u niego zrobić to nakarmić piersią. I dla Młodej też był i jest takim ojcem.
Wiem też - nie tylko z opowieści M jaka była i jest eksia. I wyłania się z tej opowieści kobieta po prostu zła. Widzę też czasem akcje jakie potrafi zrobić raz na jakiś czas i ona nie ma po kolei w głowie. Najpierw dopytuje się kiedy M przyjedzie po Młodą, żeby jak najszybciej, a po 2 dniach namąci Młodej w głowie żeby już wracała. Na nawet mała sugestię co powinna z Młodą zrobić, iść jest z jej strony wrzask.
Widzę, że nie zależy jej na dobru Młodej tylko na własnym. M stara się, płaci na Młodą (wg mnie sporą kasę, plus dokupuje różne rzeczy, buty, wakacje itp.), a jak w zeszłe wakacje Młoda właściwie była u matki kilka dni przez cały miesiąc, bo była u nas i na wakacjach które jej zafundował M i M zapłacił ex 200 zł mniej niż zawsze (nie mają sądownie ustalonych alimentów - umówili się) to był wrzask i obelgi, a na stwierdzenie M, że przecież zafundował Młodej zagraniczne wakacje usłyszał, że wcale nie musiała jechać, dobrze jej w domu. Na dwór z Młodą nie wychodziła i nie wychodzi bo "po co". Nigdzie z Młodą nie pojedzie bo "po co". Nie kupi nawet sanek bo "nie ma pieniążków i ma pusty portfel" ( a na paczkę papierosków codziennie jakoś pieniążki ma...). I tych przykładów mogę mnożyć.
Nie wiem dlaczego Młoda woli mimo wszystko z matką? Może ma prany mózg? A może syndrom sztokholmski? A może exia ją szantażowała psychicznie, że jak pójdzie do taty to mamy już nie zobaczy bo mama sobie pójdzie? nie wiem. Wiem, że Młoda na początku płakała że woli u nas i z nami. Exia w zaparte, że ona Młodej nie odda. I od pewnego czasu Młoda woli z Mamą, tam ma koleżanki i szkołę. Wiemy, że exia trochę Młodej mózg pierze. Jak w przypadku tych sanek - Młoda bardzo chciała sanki, więc M powiedział Młodej, że mama jej kupi, a ex polecił kupno sanek. I co? Nagle Młoda "już nie chce" sanek. I zapiera się, że to ona nie chce już. Tak nagle przestała chcieć? Nie, exia jej tak nagadał, że Młoda sanek już nie chciała od mamy. Przy kolejnej wizycie M kupił Młodej sanki i wielkie szczęście - jednak chciała sanki. I takie sytuacje możnaby mnożyć.
Jak tata coś kupi albo da kasę to źle i za mało, młoda chciałaby więcej. A jak mama coś kupi raz na ruski rok to jest wielkie halo i opowiadanie, że mama kupiła SPODNIE! To spodnie od mamy itp.
Sprawa nie jest prosta jak pewnie żadnej z nas.
Piszecie, że nie wchodziłybyście w d szczylowi po palcu. Aż tak nikt nie robi.
Że ja mam na nią naskoczyć jak do nas przyjedzie? Przy mnie się tak nie zachowuje wobec M. Jak do nas przyjeżdża to przez pół godziny - godzinę jest trochę "dzika" a potem przestawia się i jest na prawdę fajnym dzieciakiem. Gdyby przy mnie zrobiła akcję M to by usłyszała. A tak nie widzę sensu i zasadności żeby jej zrobić akcję, żeby popamiętała. Staram się w normalnej rozmowie przemycać informacje, że trzeba być dobry i grzecznym itp.
Mojego M wadą i przewinieniem wobec Młodej i ex niestety było zawsze to, że był i jest za dobry i naiwnie wierzył że można się dogadać i wiele rzeczy robić dla dobra dziecka.
Gdyby wcześniej wyrzucił ex z domu albo nie pozwolił jej wrócić do domu po tym jak ją wywalił byłoby lepiej. Ale to stare dzieje. Teraz trzeba robić tak, żeby było dobrze, żeby Młodą naprostować kiedy jest TAM.
M jak ostatnio walnął ręką w stół i powiedział jej parę słów to "obraziła" się na prawie miesiąc i od tego czasu jej zachowanie jeszcze się pogorszyło, nie chciała do nas przyjeżdżać. Rozmowa nic nie pomogła. Wzięcie Młodej na przeczekanie też.
Kładę mu do głowy podobne rzeczy- może nie tak dobitnie jak Ty mortisha to formułujesz. Od początku właściwie namawiam go do wizyty u psychologa - dobrego psychologa. Żeby ustalić jak się zachowywać. Co Młodej mówić, co robić.
Według mnie najlepiej byłoby Młodej z nami. Ale exia nie odda Młodej.
Podsumowując, bo mam wrażenie, że piszę chaotycznie. wkurza mnie zachowanie Młodej wobec mojego M KIEDY MŁODA JEST U MATKI - u nas się tak nie zachowuje, u nas jest całkiem fajnym dzieciakiem. Winię exię, bo wiem, że Młoda uczy się tych zachowań od niej. Większość swojego życia widziała jak mama traktuje tatę, widzi jak exia do niej się odzywa i do swojego partnera - przykład idzie z góry, a że z exią najwięcej przebywa...