netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 222 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 37 38 39 40 41 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 471 do 2 535 z 8 269 ]

2 471

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie, drogie kobiety. Na wstępie powiem, że jestem facetem po rozwodzie, z dzieckiem, które w tej chwili odwiedzam raz na 2 tygodnie.
Trafiłem przypadkiem na ten wątek i muszę przyznać, że jestem pod dużym pozytywnym wrażeniem. W internecie wiele jest podobnych tematów, jednak poziom wypowiedzi w nich jest żenujący. Tutaj jednak są rzeczowe wypowiedzi dojrzałych kobiet.

Niedawno właśnie wszedłem w relację z nowo poznaną partnerką. To bardzo wartościowa kobieta, choć na swój sposób też "trudna" i wymaga to ode mnie pewnej cierpliwości. Jednak jak na razie (3 miesiące) dogadujemy się dobrze i umiemy ze sobą rozmawiać, również o trudnych sprawach. A to chyba podstawa.
Bardzo mi zależy na tym, żeby stworzyć udany związek - wystarczy mi już jeden rozwód. Chciałbym, żeby moja partnerka nigdy nie musiała żałować, że związała się ze mną, albo czuła się "tą drugą". W ogóle to muszę powiedzieć, że nie podoba mi się używanie przez kobiety określenie "ta druga". Dla mnie teraz ona jest "ta pierwsza". Oczywiście, znamy się jeszcze niedługo, ale zakładając, że wszystko będzie między nami OK, to chciałbym, żeby tak właśnie się czuła.
Dlatego ten wątek to dla mnie kopalnia wiedzy o Waszych odczuciach, problemach, obawach z tym związanych. Chciałbym, żeby kiedyś moja partnerka powiedziała, że ma najwspanialszego faceta na świecie. Jednocześnie chciałbym też podobne słowa usłyszeć od swojego syna, jako o ojcu. I jestem zdania, że jest to możliwe.

Niestety brak jest jakiegoś pełniejszego poradnika na ten temat stworzonego przez psychologów, pozostaje zatem właśnie poznawanie indywidualnych sytuacji. Ma to jednak taki minus, że w Waszych wypowiedziach to zawsze Wy jesteście w porządku, a partner źle postępuje. A wszyscy dobrze wiemy, że (z całym szacunkiem) tak nigdy w 100% nie jest. Każdy opowiadając o sobie wybiela swoją postać.

Bardzo obszerny jest ten wątek, więc mam sporo do czytania.

W Waszych wypowiedziach zastanawia mnie tylko jedno. Żalicie się na różne rzeczy u partnera na forum, ale z nim nie porozmawiacie. Dlaczego? A jeśli z nim rozmawiacie, a on nie słucha, to nie jest to problem, że ma dziecko, tylko Waszej komunikacji. A to chyba sprawa na inny temat?  Może być też tak, że to Wy nie potraficie go słuchać i wynikają z tego nieporozumienia? W bardzo trudnych przypadkach gorąco polecam po skorzystanie z usług mediatora. Jeśli tylko obie strony chcą dojść do porozumienia, to mediator pomoże w tym w skuteczny i profesjonalny sposób.

Pozdrawiam

2 472

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

I dlatego ze najpierw ja i ja i jeszcze raz ja smile Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji .Bo ja ja smile zapytalabym od razu dlaczego moje dzieci nie sa zaproszone .Nie dusilabym w sobie obrazy ,tylko prosto z mostu zapytalabym .Egoizm ? Tak ale zdrowy .Ja odrazu wyjasniam cos co mnie gnebi .Nie pozwalam sobie na narastanie takich sytuacji .Tym bardziej ze mojemu mezowi mialo by byc przykro ? Jemu przykro ,mi przykro .I tu wlasnie jestesmy My .Mowcie glosno co Was boli .Nie chce byc autorytetem ,nie jestem bezbledna:) .Chce Wam tylko powiedziec ze nalezy glosno i wyraznie mowic co nam w takich patchworkowych zwiazkach nie pasuje .Nic gorszego niz wywalanie na forum takich zlych emocji a w zyciu realnym udawanie ,ze wszystko jest w porzadku .

Wiesz co, z jednej strony oczywiscie sie zgadzam, ze rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Jednak z drugiej strony ilez mozna walkowac w kolko to samo Macieju. Ja dlatego czasem odpuszczam i zamykam sie w sobie, "jutro tez jest dzien". Wiem tez, ze byc moze jestem troche przewrazliwiona na punkcie jego dzieci - np. wracamy z kilkudniowego wyjazdu, pierwsze co to telefon do dzieci. Nie wiem, moze dla wielu osob i dla niego to normalne, ale dla mnie niekoniecznie. Jestem przewrazliwiona? Pewnie tak. Dlatego nie poruszam juz takich kwestii, bo by ciagle w domu dym byl. A tak to przemilcze i na drugi dzien juz mi mija, kiedy zlapie inna perspektywe. Nie wiem, czy robie dobrze, czy zle, ale poki co nie mam innego pomyslu badz mozliwosci (czytaj: np. wymieniony wyzej mediator).

Antykobieta, witamy na forum wink Masz nicka jakbys byl przeciwny kobietom tongue w sumie fajnie, ze bedziesz sie tu udzielac (bo bedziesz? wink) - moze poznamy "druga strone mocy" big_smile

antykobieta napisał/a:

To bardzo wartościowa kobieta, choć na swój sposób też "trudna" i wymaga to ode mnie pewnej cierpliwości.

A na czym polega trudnosc Twojej kobiety?
Czy ma a jesli tak, jakis kontakt z Twoim synem?


antykobieta napisał/a:

Ma to jednak taki minus, że w Waszych wypowiedziach to zawsze Wy jesteście w porządku, a partner źle postępuje. A wszyscy dobrze wiemy, że (z całym szacunkiem) tak nigdy w 100% nie jest. Każdy opowiadając o sobie wybiela swoją postać.

Oj, niekoniecznie. Jak poczytasz to zobaczysz, ze dajemy tez czasem upust negatywnym emocjom i o wybielaniu nie ma mowy wink Zreszta czesto jest tak, ze te nasze negatywne emocje to reakcja na akcje partnera.


Francuzeczka, jak Ci tam samej? Dalabys jakis znak zycia wink

2 473

Odp: Być drugą i macochą

Francuzeczka, nie zamknęłaś się chyba w sobie?

2 474

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Ja uważam, że skoro ty akceptujesz "cudze dzieci" pomagasz w ich wychowywaniu to i twoim dzieciom należy sie szacunek ze strony rodziny M. Tym bardziej ze jak sama napisałaś jego rodzeństwo przychodzi na imprezy ze swoimi dziećmi...Dlaczego więc Twoje mają być traktowane jakby ich nie było. Uważam, że kultura wymaga aby uwzględnić wszystkich członków rodziny w takim zaproszeniu a siłą rzeczy Twoje dzieci w pewien sposób zostały włączone w ten patchwork. BYć może im i tak nie zależy aby iść na komunię, nie ot to jednak chodzi. To może dla odmiany ty zaprosisz rodzeństwo M ale bez dzieci...CIekawe jak by to zostało odebrane...przecież to nie twoja rodzina.

Z ust mi to wyjęłaś, dziękuję:)
Zwłaszcza, że urodziny w mojej rodzinie to impreza dla dorosłych trwająca często do rana. To dla rodziny M zmieniłam zasady i wszystkich zaprosiłam na wcześniejszą godzinę, by mogli przyjechać z dziećmi.

2 475

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

I dlatego ze najpierw ja i ja i jeszcze raz ja smile Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji .Bo ja ja smile zapytalabym od razu dlaczego moje dzieci nie sa zaproszone .Nie dusilabym w sobie obrazy ,tylko prosto z mostu zapytalabym .Egoizm ? Tak ale zdrowy .Ja odrazu wyjasniam cos co mnie gnebi .Nie pozwalam sobie na narastanie takich sytuacji .Tym bardziej ze mojemu mezowi mialo by byc przykro ? Jemu przykro ,mi przykro .I tu wlasnie jestesmy My .Mowcie glosno co Was boli .Nie chce byc autorytetem ,nie jestem bezbledna:) .Chce Wam tylko powiedziec ze nalezy glosno i wyraznie mowic co nam w takich patchworkowych zwiazkach nie pasuje .Nic gorszego niz wywalanie na forum takich zlych emocji a w zyciu realnym udawanie ,ze wszystko jest w porzadku .

Jak to się mówi: człowiek mądry po szkodzie. Dzisiaj też inaczej bym zareagowała, uczymy się przez całe życie. Prosiłam raczej o radę jak wybrnąć z obecnej sytuacji i ciekawa byłam jak u was wyglądają takie imprezy rodzinne, ale dziękuję za odpowiedź.

2 476

Odp: Być drugą i macochą

Antykobieta,
oby więcej takich facetów chcących nas zrozumieć smile To prawda czasami jesteśmy samolubnymi zołzami, ale tak jak powiedziała metaksa dużo zależy od waszego zachowania. Sama widzę po sobie, że im bardziej mój facet mnie faworyzuje przy swoich dzieciach, pokazuje im jak jestem ważna, tym więcej ja wychodzę z inicjatywą w stosunku do jego dzieci i zwracam mu uwagę, żeby poświęcił im uwagę. Nie czuję się w tedy wykorzystywana, ani pominięta.

2 477

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Antykobieta, witamy na forum wink Masz nicka jakbys byl przeciwny kobietom tongue w sumie fajnie, ze bedziesz sie tu udzielac (bo bedziesz? wink) - moze poznamy "druga strone mocy" big_smile

Tak całkiem przeciwny to nie jestem, kilka zalet się tam zawsze u Was znajdzie wink

Na razie to sobie raczej poczytam stare posty. Nie mam dużego doświadczenia w takich związkach. Wprawdzie byłem w zeszłym roku przez parę miesięcy z kimś, ale był to całkowicie nietrafiony związek, nie było też żadnych relacji pomiędzy nią a dzieckiem.
Obecny też nie trwa długo i wciąż jest na etapie poznawania się. W związku z tym nie było jeszcze żadnych jej kontaktów z synem. Może być też tak, że mimo moich najlepszych chęci i starań, druga strona powie, że to jednak "nie to".
Tak więc sam nie wiem, co w tym momencie mógłbym Wam powiedzieć. Chyba tylko tyle, żebyście mówiły swoim facetom o swoich potrzebach i tym, co Was boli. Ale nie w formie pretensji, czy wyrzutów, a raczej zachęty. My czasem nie wiemy jak się zachować w danej sytuacji, dopóki czegoś nam nie uświadomicie.

2 478 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-04-08 13:18:16)

Odp: Być drugą i macochą
antykobieta napisał/a:

Wprawdzie byłem w zeszłym roku przez parę miesięcy z kimś, ale był to całkowicie nietrafiony związek, nie było też żadnych relacji pomiędzy nią a dzieckiem.
. .......

antykobieta--- z tego co wywnioskowałam ,to Twój syn ma matke i z nią mieszka tak? zdaje mi sie ze tak, wiec tez ciezko oczekiwac ,aby na start twoja nowa /owa wybranka miala super relacje z tw. synkiem. To wymaga  czaaassuuu,nie kazdemu  latwo tak odrazu sie otworzyc, ani dziecku,ani drugiej połowce.
Pare miesiecy to pryszcz ,by cos odgornie stwierdzac i wystawiac zarzuty ,ze przez ten czas brak relacji miedzy nią a dzieckiem wystepował.Jesli dziekco ma matke, to ono nawet tak wprawdzie moze zostac zupelnie obojetne,neutralne na nową dziewczyne taty, zwlaszcza w tak krótkim etapie,co dopiero sie poznali, ,a twoja kobieta tak samo, nie ma obowiązku zastepowac malemu matki i brac udzial w wychowaniu,palac miloscia do obcego nowo poznanego dziecka,zaznaczam prze ten krotki czas, w wejsciu na start.No nie.
Wiem,ze to pisales o bylej, ale za duzo oczekujesz najwyrazniej od kobiet, poraz kolejny sie powtorze,ze kilka miesiecy to jest nic.Jestes w goracej wodzie kąpany
Nie popelniaj tego samego bledu z aktualną partnerką,bo w tym wypadku malo relane są oczekiwania ,ze ona tez w tak szybkim czasie zacznie twoje dziecko na pedestal stawiac w mig nawiazując z nim kontakt (awykonalne) tak jak to wymagales od bylej

Ja odpowiem szczerze,mimo ze moja Pc nie ma kontaktow z matką, tez miedzy nami dluugo byl dystans do siebie i nawet obecnie ,mimo ze juz znamy sie na wylot ,niekiedy da sie odczuc,ze wspólne relacje nie zawsze są takie jakie bysmy oczekiwaly od siebie,a minely lata nie miesiące

2 479

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, źle mnie zrozumiałaś. Nie było relacji, ponieważ ani razu nawet nie doszło do spotkania pomiędzy nią a dzieckiem. Nie mam w związku z tym zarzutów, tylko tłumaczę, czemu nie mam żadnego doświadczenia praktycznego w takich relacjach. Rozstaliśmy się z zupełnie innych powodów nie związanych ani z dzieckiem, ani moim rozwodem. A dziecko jest jeszcze na tyle małe (2,5 roku), że w takie relacje powinno wejść w miarę "naturalnie". W sumie to nie oczekuję, żeby nowa kobieta pałała miłością do mojego dziecka, wystarczy, żeby potrafiła pogodzić się z faktem, że jest i nie czuła się z tego powodu gorsza, czy "druga".

2 480

Odp: Być drugą i macochą

antykobieta - witamy na forum wink Polecam poczytanie wszystkich postów (ja tak zrobiłam i już na wstępie i sporo mi to dało:) i miej też na uwadze to, że oprócz tego, że rozmawiamy z naszymi m i nm-ami, to to jest taki bezpieczne miejsce gdzie czasem chcemy się wygadać w gronie osób o podobnych problemach dnia codziennego jak nasze, a to jest bardzo ważne.

U nas znowu Młoda daje czadu i to nie tylko mojemu M ale też eksia narzeka że Młoda pyskuje, buntuje się, nie słucha. Młoda tam w ostatnim tygodniu musiała być mocno niegrzeczna bo dostała dwie dosyć mocne kary - jak np szlaban na kompa, co dla niej która siedzi przed komputerem non stop musiało być karą bolesną.
Mojemu M też się ostatnio obrywa. Widzę jak jemu przykro i wzbiera we mnie złość na Młodą (że tak tatę traktuję) i na ex (bo zachowania Młodej to kopia zachowań które widziała u mamusi względem mojego M - kiedy jeszcze wszyscy razem mieszkali - przykład idzie z góry)... takie więc są konsekwencje bycia/mieszkania razem na siłę "dla dobra dziecka"... ehh
Młoda przyjeżdża na weekend, ma urodziny a mi się odechciewa dla niej cokolwiek urządzać po tym jak traktuje mojego M. Ale część prezentu i tak już jej kupiłam, jadę załatwiać tort... a najchętniej bym jej tym tortem przywaliła za to jak odzywa się i traktuje swojego tatę - mężczyznę bardzo kochającego swoje dzieci i chcącemu jej nieba przychylić....

2 481

Odp: Być drugą i macochą

Ledanna,
jestem przekonana, że biologiczni rodzice mają więcej cierpliwości niż my macochy. Ja sama odnośnie panujących zasad w domu nie czepiam się tak bardzo moich dzieci jak młodego M. Mój M też jest mniej wyrozumiały wobec mojej córy lub syna, za to zdarza się, że bez słowa wyręcza w czymś swojego syna.
Mnie też coś trafia, bo młodszy syn M ma spędzić u nas weekend. Nie mam nic do niego, ale jest to dla mnie czas kiedy ładuję bateryjki na cały tydzień, a znów będzie harmider, spory, bałagan itp. Exia też kombinuje, by go wcisnąć nam wcześniej niż mieliśmy w planach, pod groźbą szantażu, że nie puści go do M w ogóle. Albo pójdzie jej na rękę, co mnie wkurzy, albo będzie mu przykro.
Za to starszy chłopak M bardzo się zmienił odkąd Ex się nie wtrąca. Przykro, że młody nie ma matki, bo ta go zupełnie olała i nie chce go widzieć, ale w domu atmosfera jest o niebo lepsza. Jedyny problem to tylko nauka, ale ten typ tak już chyba ma, musi przekonać się na własnych błędach.
Pozdrawiam

2 482

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, pewnie tak jest. Ale mi nie chodzi o jakieś rozrabianie czy coś, mówię o sprawach cięższego kalibru, dowalanie własnemu ojcu tak, że ma łzy w oczach itp.

a dla Młodej zawsze jestem miła, staram się, żeby dobrze się tu czuła. To ja załatwiłam tort z jej ulubionym motywem bajki, kupiłam prezenty, ciastka, piccolo, bo M zalatany i siedzi non stop w pracy w tym tygodniu. A jak przyjedzie będę miłą ciocią, która zaproponuje pieczenie ciasteczek, zagra w planszówkę itp. Bo jak młoda jest u nas to jest ok. Tylko jak tam wraca to tak się odzywa do M że w pięty idzie albo w ogóle nie raczy do taty się odezwać bo "była zbyt zajęta odrabianiem lekcji i oglądaniem tv". A we mnie się gotuje i odechciewa. A potem i tak daję z siebie wszystko, bo to w końcu tylko dziecko i może pozytywnym działaniem więcej się zdziała. tylko coraz bardziej mi się odechciewa i robię to z coraz mniejszą przyjemnością niż na początku.

U nas niestety też to Ex jest generatorem większości problemów, bo ma problemy psychiczne. Młoda wiele z jej zachowań powiela, bo widzi je od zawsze u mamy. A mama jest u niej od jakiegoś czasu na pierwszym miejscu. Smutne ale prawdziwe. Szkoda dzieciaka bo się "skiepści" przy takiej... Już widać efekty mieszkania z samą ex. Plus dochodzi wcześniejsze dorastanie i bunt.

2 483

Odp: Być drugą i macochą

Ledanna, skoro Wasza eksia ma, jak piszesz, "problemy psychiczne", a Twoj facet to taki wspanialy ojciec, to czemu nie zabierzecie malej do siebie?
A Twoj facet jaki ma stosunek do zachowania sie swojej corki? Bo z tego co widze, to nic nie robi z tym poza tym, ze mu przykro i ma lzy w oczach. Wiec czemu obwiniasz eksie, skoro i on nic nie robi, zeby zachowanie corki ukrocic?

Denerwuje mnie takie najezdzanie na eksie i na poczatku moj tez mial takie wstawki, ze ona psuje dzieci i pozwala im na klamstwa, itp. Wtedy mu powiedzialam dokladnie to co Tobie wyzej - ze skoro on jest taki idealny i lepiej by sie dziecmi zajal, to czemu ich do siebie nie wzial przez tyle czasu? I sie zamknal od tamtej pory.

2 484

Odp: Być drugą i macochą

Chcieliśmy tak zrobić, tzn żeby Młoda mieszkała z nami, na co eksia po raz pierwszy w życiu poczuła instynkt macierzyński i powiedziała, że ona w życiu za nic Młodej "nie odda" i nie wie co by się musiało stać żeby tak zrobiła (tu nadmienię, że jej opieka nad Młodą zawsze była z tych biernych - tzn pod nieobecność M - kiedy był w pracy - po prostu z nią siedziała w domu). Wiecie jakie są realia odebrania matce opieki nad dzieckiem/praw rodzicielskich w Polsce? Ojciec dostaje opiekę nad dzieckiem w 4% spraw. I to właściwie tylko wtedy jeśli matka jest leżącą na ulicy narkomanką i alkoholiczką bez domu i dachu nad głową, a sędziowie - właściwie SĘDZINY - preferują matki od ojców, bo matka jest dla dziecka najważniejsza. Poza tym takie sprawy potrafią się toczyć miesiącami, latami, w tym czasie dziecko pozostaje przy matce, która utrudnia kontakty, nastawia dziecko przeciwko ojcu, zezwalając na kontakty ustalone sądownie, często je utrudniając na wszelkie sposoby. Trzeba wywlekać na wierzch mega brudy o których wolałoby się zapomnieć, dziecko często na tym cierpi. A żyjemy w społeczeństwie, w którym uprawiany jest kult matki. Matka jest dla dziecka najlepsza i najważniejsza, choćby była najgorsza.
Tak to wygląda w większości przypadków i zapewne wyglądałoby to w naszym przypadku.

Mój M wolał załatwić to polubownie i pozwolić Młodej zamieszkać z matką - dogadać się z nią co do pieniędzy płaconej za Młodą (z tego początkowo utrzymywała się ex, bo nie pracowała jeszcze rok, mieszkając u swoich  rodziców) i do czasu spędzanego z Młodą. Mówił, że woli móc widywać Młodą częściej niż 2 weekendy w miesiącu, tylko wtedy kiedy chce, a nie wtedy kiedy zezwoli mu na to sąd. A  wtedy kiedy chce, to znaczy częściej niż 2 weekendy. Mamy do Młodej niecałą godzinę i czasem można popołudniu/wieczorem pojechać, przedłużyć weekend itp.
Eksia nie ma problemu, żeby Młodą puszczać do nas na dłużej i częściej, co więcej pasuje jej to. To Młoda od pewnego czasu robi problemy żeby do nas jeździć.
Gdyby M się uparł i poszedł na drogę sądową, eksia mogłaby się zawziąć i utrudnić to wszystko.
Ja nawet namawiałam M żeby zawalczyć o Młodą, bo jak zostanie z matką to wiele dobrego z niej nie będzie. Ale to była decyzja M, który naiwnie się ucieszył, że w ex obudził się instynkt macierzyński i zbliży się z Młodą. Naiwnie wg mnie, bo eksi przede wszystkim zależy na kasie, którą M jej teraz płaci, a po drugie obudził się w niej pies ogrodnika.

Co robi mój M? Cierpliwie znosi pewne rzeczy, mówi Młodej co czuje, że ją kocha. Ale że mu przykro że tak go traktuje i że może się z nią nie kontaktować skoro ona nie ma ochoty. W ten weekend Młoda ma urodziny i będzie u nas, a potem nie widzimy się z nią 2 tygodnie i wtedy pewnie M weźmie na wstrzymanie, żeby Młoda trochę otrzeźwiała i zapragnęła kontaktów z nim.
Młoda wchodzi w trudny wiek, zaczyna się buntować, pyskować. Nie ma łatwo i to wiem. Odgrywa się na M za to, co ją spotkało. Jednocześnie jest sprytna i wie jak wyciągnąć korzyści ze wszystkich stron, bo większość osób ją niunia, kupuje prezenty bo ona taka biedna...

A jaki Ty miałabyś stosunek do swojej córki, która nie dzwoni do Ciebie, nie pisze, nie odpisuje na smsy, a kiedy Ty dzwonisz i jakimś cudem odbierze to jest opryskliwa? Pamiętając o wyżej wymienionych warunkach?
Nie jest to proste i namawiam M żeby(śmy) poszli z tym do psychologa, jeśli sprawy wymykają się spod kontroli.

Niestety najeżdżać na eksię będę bo wiem do czego jest zdolna i że to zła kobieta. Po prostu, niektórych rzeczy nie chcę pisać. Od niektórych włos jeży się na głowie. Gdybysmy my - ja i M mogli zadecydować, Młoda mieszkałaby z nami. I wtedy myślę że wiele rzeczy inaczej by wyglądało. Ale nie jest to proste. Niestety.

2 485

Odp: Być drugą i macochą

ledanna- naprawde dziwie sie twojemu facetowi, że nie potrafi sie zachowac jak na ojca przystalo i porządnie Mlodą w obroty wziąc za te pyskowki, za te chamskie czy beszzcelne odzywki ,za egoistyczne i roszczeniowe zachowanie,i ogolny stosunek do niego.
To ma byc ojciec ,ktory daje sobie jezdzic małolacie po sobie?czemu odrazu jej języczka nie ukroci ,przyslowiowo walnąć piescią w stol i ryknąć basta- koniec milczenia z jego strony.

Ja widząc taką sytuacje,jak małolata do ojca sie zachowuje,podejrzewam, ze sama bym nie wytrzymala, jemu by sie zebralo i wygarnelabym mu ,ze robi z siebie niemote w oczach corki,dal sie zdegradowac do poziomu gówniarza z  piaskownicy,niech zobaczy jak go smarkula traktuje, a do jej samej ode mnie ,tez przekaz by polecial, i to nie miły,dosyc ,dosyc ostry

Nie bawilabym sie w ciumkanie.Jak beksa to by sie jej placzem zakonczyla nasza rozmowa, lub obrazą na mnie, mialabym to w nosie.Nie jestem za pieszczeniem sie z dziecmi i obchodzenie jak z jakiem, bo z jakiej racji? to nie świeta krowa,a rozwydrzony bachor
Wkurw.... by mnie to ,ze taki kilkuletni szczyl tak tarktuje mojego faceta/meża, a on sobie na to pozwala,zamiast uciąc takie chimery,a pozniej sie żali.Jednemu i drugiemu by sie oberwalo, i to fest

2 486

Odp: Być drugą i macochą
ledanna napisał/a:

To Młoda od pewnego czasu robi problemy żeby do nas jeździć.

O, a to ciekawe dlaczego, skoro matke ma "walnieta" a u tatusia tak wspaniale wink

ledanna napisał/a:

A jaki Ty miałabyś stosunek do swojej córki, która nie dzwoni do Ciebie, nie pisze, nie odpisuje na smsy, a kiedy Ty dzwonisz i jakimś cudem odbierze to jest opryskliwa?

Nie wiem, nie mam dzieci, wiec moge sobie tylko teoretyzowac, ale na pewno nie wlazilabym szczylowie w d... po palcu. Pewnie przestalabym dzwonic na jakis czas i zaczekala, az mlodej rurka zmieknie. Problem w tym, ze mloda zapewne dzwoni do ojca tylko jak czegos chce - ale swoja droga to tez swiadczy o jakosci ich kontaktow. Wiesz, moj M. ma podobny problem - tez jak sam nie zadzwoni, to moze ruski rok czekac na telefon od nich. No chyba ze cos sie stanie, albo eksia sama sobie nie daje rady z zachowaniem dzieci, to dzwoni. A ze moj M. tez pielegnuje w sobie wizerunek doskonalego ojca i lubi to uczucie, ze jest im potrzebny, to lyka to jak mlody pelikan. Jego sprawa.

Podpisuje sie pod tym co mowi mortisha. Tyle, ze pewnie Twoj facet boi sie, ze jak sie mlodej postawi, to juz w ogole przestanie do Was przyjezdzac.

2 487

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:
ledanna napisał/a:

To Młoda od pewnego czasu robi problemy żeby do nas jeździć.

O, a to ciekawe dlaczego, skoro matke ma "walnieta" a u tatusia tak wspaniale wink

Też się zastanawiam dlaczego, ale bez takiego uśmieszku jak Twój (odebrałam go jako złośliwy, bo sytuacja nie jest bynajmniej śmieszna).

Wiecie, sprawa nie jest prosta. Suche fakty wyglądają tak:
-Młoda u nas zachowuje się na prawdę grzecznie i fajnie (poza pojedynczymi momentami, ale w "normalnych" domach akcje też się zdarzają), my też staramy się być wobec niej w porządku, normalnie rozmawiać, tłumaczyć. (w domu matka wrzeszczy). Wyjeżdżając żegna się z żalem i obiecuje że będzie dzwonić i pisać.
-Młoda wraca do domu i wstępuje w nią diabeł. Eksia mówi że Młoda nie słucha, pyskuje, ma kary i zakazy w konsekwencji. Do M nie dzwoni, nie pisze, kiedy M dzwoni odburkuje i jest niegrzeczna.

Dlaczego? Nie jestem psychologiem, ale może w tamtym domu nie do końca jest fajnie? Młoda ma tam prany mózg, próbuje się buntować i mimo wszytko widzi, że jak jest niedobra dla taty to eksi się to podoba?

Mam wrażenie że sugerujesz że M nie jest "wspaniały" ojcem. Otóż jest. Wiem jaki był dopóki mieszkał z Młodą. Dlaczego wiem? Bo widzę jakim jest ojcem dla naszego wspólnego małego - wspaniałym. Jedyne czego nie potrafił u niego zrobić to nakarmić piersią. I dla Młodej też był i jest takim ojcem.

Wiem też - nie tylko z opowieści M jaka była i jest eksia. I wyłania się z tej opowieści kobieta po prostu zła. Widzę też czasem akcje jakie potrafi zrobić raz na jakiś czas i ona nie ma po kolei w głowie. Najpierw dopytuje się kiedy M przyjedzie po Młodą, żeby jak najszybciej, a po 2 dniach namąci Młodej w głowie żeby już wracała. Na nawet mała sugestię co powinna z Młodą zrobić, iść jest z jej strony wrzask.
Widzę, że nie zależy jej na dobru Młodej tylko na własnym. M stara się, płaci na Młodą (wg mnie sporą kasę, plus dokupuje różne rzeczy, buty, wakacje itp.), a jak w zeszłe wakacje Młoda właściwie była u matki kilka dni przez cały miesiąc, bo była u nas i na wakacjach które jej zafundował M i M zapłacił ex 200 zł mniej niż zawsze (nie mają sądownie ustalonych alimentów - umówili się) to był wrzask i obelgi, a na stwierdzenie M, że przecież zafundował Młodej zagraniczne wakacje usłyszał, że wcale nie musiała jechać, dobrze jej w domu. Na dwór z Młodą nie wychodziła i nie wychodzi bo "po co". Nigdzie z Młodą nie pojedzie bo "po co". Nie kupi nawet sanek bo "nie ma pieniążków i ma pusty portfel" ( a na paczkę papierosków codziennie jakoś pieniążki ma...). I tych przykładów mogę mnożyć.

Nie wiem dlaczego Młoda woli mimo wszystko z matką? Może ma prany mózg? A może syndrom sztokholmski? A może exia ją szantażowała psychicznie, że jak pójdzie do taty to mamy już nie zobaczy bo mama sobie pójdzie? nie wiem. Wiem, że Młoda na początku płakała że woli u nas i z nami. Exia w zaparte, że ona Młodej nie odda. I od pewnego czasu Młoda woli z Mamą, tam ma koleżanki i szkołę. Wiemy, że exia trochę Młodej mózg pierze. Jak w przypadku tych sanek - Młoda bardzo chciała sanki, więc M powiedział Młodej, że mama jej kupi, a ex polecił kupno sanek. I co? Nagle Młoda "już nie chce" sanek. I zapiera się, że to ona nie chce już. Tak nagle przestała chcieć? Nie, exia jej tak nagadał, że Młoda sanek już nie chciała od mamy. Przy kolejnej wizycie M kupił Młodej sanki i wielkie szczęście - jednak chciała sanki. I takie sytuacje możnaby mnożyć.
Jak tata coś kupi albo da kasę to źle i za mało, młoda chciałaby więcej. A jak mama coś kupi raz na ruski rok to jest wielkie halo i opowiadanie, że mama kupiła SPODNIE! To spodnie od mamy itp.

Sprawa nie jest prosta jak pewnie żadnej z nas.

Piszecie, że nie wchodziłybyście w d szczylowi po palcu. Aż tak nikt nie robi.
Że ja mam na nią naskoczyć jak do nas przyjedzie? Przy mnie się tak nie zachowuje wobec M. Jak do nas przyjeżdża to przez pół godziny - godzinę jest trochę "dzika" a potem przestawia się i jest na prawdę fajnym dzieciakiem. Gdyby przy mnie zrobiła akcję M to by usłyszała. A tak nie widzę sensu i zasadności żeby jej zrobić akcję, żeby popamiętała. Staram się w normalnej rozmowie przemycać informacje, że trzeba być dobry i grzecznym itp.

Mojego M wadą i przewinieniem wobec Młodej i ex niestety było zawsze to, że był i jest za dobry i naiwnie wierzył że można się dogadać i wiele rzeczy robić dla dobra dziecka.
Gdyby wcześniej wyrzucił ex z domu albo nie pozwolił jej wrócić do domu po tym jak ją wywalił byłoby lepiej. Ale to stare dzieje. Teraz trzeba robić tak, żeby było dobrze, żeby Młodą naprostować kiedy jest TAM.

M jak ostatnio walnął ręką w stół i powiedział jej parę słów to "obraziła" się na prawie miesiąc i od tego czasu jej zachowanie jeszcze się pogorszyło, nie chciała do nas przyjeżdżać. Rozmowa nic nie pomogła. Wzięcie Młodej na przeczekanie też.
Kładę mu do głowy podobne rzeczy- może nie tak dobitnie jak Ty mortisha to formułujesz. Od początku właściwie namawiam go do wizyty u psychologa - dobrego psychologa. Żeby ustalić jak się zachowywać. Co Młodej mówić, co robić.
Według mnie najlepiej byłoby Młodej z nami. Ale exia nie odda Młodej.

Podsumowując, bo mam wrażenie, że piszę chaotycznie. wkurza mnie zachowanie Młodej wobec mojego M KIEDY MŁODA JEST U MATKI - u nas się tak nie zachowuje, u nas jest całkiem fajnym dzieciakiem. Winię exię, bo wiem, że Młoda uczy się tych zachowań od niej. Większość swojego życia widziała jak mama traktuje tatę, widzi jak exia do niej się odzywa i do swojego partnera - przykład idzie z góry, a że z exią najwięcej przebywa...

2 488

Odp: Być drugą i macochą

Hmm.. No dobra, to teraz na serio i bez zlosliwosci wink Przepraszam, moze mnie ponioslo, pewnie za bardzo osobiscie odebralam Twoja sytuacje.

Moze Wasza mloda jest pogubiona i w ten sposob wyraza zlosc na cala sytuacje, takie przerzucanie od mamy do taty - i tym bardziej, kiedy u Was jej sie podoba, a musi wracac do matki. Nie wiem, tak zgaduje. Przydal by sie dobry psycholog i dla niej, zeby zobaczyc co w tej malej glowie siedzi.

Piszesz, ze eksia nie odda mlodej - otoz jak by miala postanowienie sadu, to by oddala. Pamietam, ze cos pisalas, czemu nie chcecie oddawac sprawy do sadu, ale moze to jedyne i ostateczne rozwiazanie? Moze warto sprobowac?

Jesli nie, to nie pozostaje Wam nic innego, niz sie przyzwyczaic i uodpornic na zachowanie mlodej...

2 489 Ostatnio edytowany przez ledanna (2013-04-15 11:50:07)

Odp: Być drugą i macochą

Zgadzam się z Tobą - potrzebny byłby psycholog. I znowu to nie jest takie proste bo M kilka razy przy większych wybrykach Młodej wobec ich obojga proponował pójście do psychologa z Młodą - exia stwierdziła, że nie "bo po co", psycholog jest niepotrzebny, a Młodej jest potrzebna ciężka ręka. Rozmawiałam z jedną psycholog dziecięca, chciałabym żebyśmy razem do niej chodzili. Z Młodą nie możemy - potrzebna jest pisemna zgoda matki. Mielismy iść we dwójkę, żeby coś poradziła - akurat Młodej się polepszyło i M nie chciał iść. On jest oporny do psychologów. Miał kilka razy do czynienia i zawsze miał złe doświadczenia. Zanim "oddał" Młodą exi był u jakiejś pani profesor psycholog-psychiatry dziecięcej i to ona też poradziła mu, że jeśli matka nie chce dziecka mu zostawić to niech tak będzie, że dziewczynka powinna być z matką, bo są tej samej płci a on przecież może być super weekendowym tata i nie stracić tej więzi, którą ma z córką. (wg mnie to bujda na kiju i już się okazuje że tak jest...).
Ja nadal namawiam M na pójście do psychologa. Co jakiś czas macham ręką, bo po co mam strzępić język, to nie moje dziecko w końcu, a M nie wierzy w psychologów...

Pisałam, że exia nie odda młodej - jakieś 5 czy 6 postów wyżej, nie będę powtarzać, może streszczę.
Młoda mieszka teraz z matką w innym mieście, niedaleko nas. Ma tam szkołę i koleżanki. Więc nawet gdyby M złożył pozew o ustalenie miejsca zamieszkania z nami to na czas rozprawy Młoda nadal by tam pozostała, czyli pewnie jakieś 2 lata - czekanie na rozprawę, badania w rodk, sprawa by się ciągnęła, bo eksia my robiła problemy. I wtedy miałaby piękną sytuację do urabiania Młodej przeciw nam, utrudniania kontaktów itp. A czy sąd by jej odebrał dziecko? Wątpię - takie jest sądownictwo w naszym piękny kraju. A teraz w końcu exia ma pracę (po raz pierwszy od 10 lat - tyle ją mój M w sumie utrzymywał, bo z "alimentów" też się utrzymywała), więc to kolejny argument, żeby matka nadal sprawowała opiekę nad Młodą. Matka choćby najgorsza jest i tak lepsza niż ojciec (w opinii sądów i społeczeństwa).
Nieważne, że ojciec był dla Młodej matką i ojcem w jednym przez ok 5 lat - kiedy matce się nie chciało nią zajmować, leczyła się psychicznie i psychiatrycznie, wolała iść na imprezę, czy zniknąć na kilka dni bez wieści. To ojciec Młodą karmił, bawił się, zabierał na dwór, na wycieczki, wakacje. Matce się nie chciało "bo po co", bo za zimno, za ciepło, bo pada. Bo po co iść gdzieś jak można siedzieć w domu. Po co cokolwiek robić, to głupie i bez sensu.
Ale to nie są argumenty dla sądów. Zwłaszcza że to było kiedyś, teraz pozornie jest dobrze - matka ma pracę, młoda chodzi do szkoły, jest tam przywiązana.
Więc zamiast iść na noże i jeszcze więcej stracić mój M woli pozostawić sprawy takimi jakimi są. I liczyć na to, że ta energia i czas, który Młodej poświęcił gdy była mała, to jak teraz pokazuje jej, że ją kocha i stara się przekazywać pozytywne wzorce - zaprocentują jeśli nie teraz to w przyszłości. Taka jest jego decyzja, po przemyśleniu wszystkich za i przeciw.

Ja nie wiem jak bym zrobiła gdyby chodziło o moje dziecko. Może walczyłabym ze wszystkich sił i albo bym wygrała, albo przegrała na całej linii?

2 490

Odp: Być drugą i macochą

Młody M, gdy był jeszcze u matki też się tak zachowywał, w przeciwieństwie do tego jak spędzał czas u nas. Obecnie tak jak pisałam poza problemami z nauką, nie mamy praktycznie zastrzeżeń. Matka nie dawała sobie z nim rady. Dlaczego?
Młody wiecznie był okłamywany, przekupywany, karcony za to, że był za ojcem. Matka i jej facet wiecznie obrażali, wyśmiewali się z niego i z M. Chłopak czuł się źle, matka straciła swój autorytet, co powodowało wieczne sprzeczki. Matka z bezsilności i złości biła dzieciaka. Chłopak skarżył się, że nie miała dla niego czasu, zamykał się we własnym świecie. Jednocześnie młody zrobiłby wszystko dla przykucia uwagi matki. Ona interesowała się nami, więc donosił itp.
Teraz, gdy dziecko ma normalne wzorce, jest posłuszne.
Co do walki o dziecko ojca to uważam, że walka nie jest warta świeczki w polskich sądach. Takie sprawy trwają latami, krzywdzą dzieci, a one rosną szybko. Nasza ex sama oddała syna, ale młody i tak zeznawał w sądzie przeciwko ojcu, a teraz zmusza go do badań w RODK. Nie muszę pisać jaki ma to wpływ na jego psychikę. Lepiej dogadać się z matką i iść na ustępstwa.

2 491

Odp: Być drugą i macochą

Jak krytykowalam ex mojego kochanego, za to ze nie poszla z ich wspolna corka do lekarza,to sie na mnie ciezko obrazil i sie do mnie nie odzywa.Tak jest zawsze jak tylko cos powiem na nia ,to odrazu jej broni i wscieka sie na mnie. Od dziecka mieszkam za granica i trodno mi sie pisze po Polsku,ale bardzo bym chcila zrozumiec dla czego on sie na mnie tak zlosci. Jest agresywny i nie chce mi odpowiadac na pytania .

2 492

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Co byście zrobiły na moim miejscu?
W święta podczas wizyty w domu rodzinnym M, jego brat wręczył nam zaproszenie na komunię jego córki. Pomijam fakt, że wykorzystał okazję, a mogli sami odwiedzić nas w tym celu w innym terminie. Zdenerwował mnie jednak fakt, że zaproszenie było adresowane do mnie, do M i jego synów, pomijając moje dzieci. Byłam zaskoczona i ze względu na obecność całej rodziny, nie zareagowałam, a M obiecał, że porozmawia o tym z bratem, jednak do dziś nic nie zrobił w tym kierunku. Po powrocie do domu młody M powiedział mojej córze (której nie było z nami na imprezie) o komunii kuzynki. Rozumiem, że mogli zapomnieć, bo rzadko odwiedzam ich z moimi nastolatkami, ale to wyjątkowa uroczystość. Jest mi bardzo przykro i mam ochotę nie jechać na komunię i zostać z dziećmi, wiem, że zrobiłabym tym przykrość M. Z drugiej strony mój syn i córa stali się przekornymi ateistami i nie chodzą do kościoła. Nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji.

Mam podobny problem, tylko chodzi o ślub brata mojego faceta. Nie chcę jechać na uroczystość z jego dziećmi, gdy moje mają zostać w domu, tym bardziej, że nie mam za bardzo ich z kim zostawić, bo ich ojciec się z nimi nie kontaktuje, a do mojej mamy nie lubią jeździć. Jak mam się szykować w domu, bawić itp. ze świadomością, że moje dzieci są same. Zapytałam mojego faceta, czy musimy tam w ogóle jechać i mam wrażenie, że rodzina jest dla niego ważniejsza, a ja przy nich czuję się nikim. Termin jest w kwietniu, powiedzcie jak z tego wybrnąć. Jednego dnia mówię, mojemu, że z nim pójdę, bo on tego pragnie, z drugiej jestem wściekła, że mam jechać z jego dziećmi. Jego rodzina pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego jak krzywdząco mnie potraktowała, jednak wypisując zaproszenie celowo ominęli moje dzieci. Nie wiem co zrobić, nie starczy mi odwagi na rozmowę z nimi, mój coś nadmienił, ale dla jego brata nie ma problemu. Nie chcę spędzać czas z ludźmi, którzy mnie tak traktują , jednak chciałabym być w tedy z moim kochanym. W tym roku szykują się kolejne śluby, z mojego dalszej rodziny, ale z tym czuję się lepiej bo mnie nie znają i mojej sytuacji. Jak iść na uroczystość, a dać rodzinie mojego do zrozumienia, że mi i mojej rodzinie należy się szacunek?

2 493 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-04-17 10:54:17)

Odp: Być drugą i macochą
Doranna16 napisał/a:

Jak krytykowalam ex mojego kochanego, za to ze nie poszla z ich wspolna corka do lekarza,to sie na mnie ciezko obrazil i sie do mnie nie odzywa.Tak jest zawsze jak tylko cos powiem na nia ,to odrazu jej broni i wscieka sie na mnie. Od dziecka mieszkam za granica i trodno mi sie pisze po Polsku,ale bardzo bym chcila zrozumiec dla czego on sie na mnie tak zlosci. Jest agresywny i nie chce mi odpowiadac na pytania .

Ja nie mam tego problemu, ale nigdy nie krytykowałam ex swojego faceta. Kiedyś opowiadając o niej mówił, że jest ładna, gdy ją zobaczyłam to się rozczarowałam, ale nigdy mu o tym nie powiedziałam. Wydaje mi się, że skoro ją wybrał, to jemu się podoba, a każdy facet chce aby jego kobieta była ładna i będzie się tego trzymał nawet gdyby nie byłaby to prawda. Tak też pewnie jest z charakterem i zachowaniem. Może taką krytyką dajesz mi do zrozumienia, że wybierając kobietę na matkę jego dzieci popełnił błąd, pewnie wie to sam, ale w twoich oczach chce być idealny. Może to kwestia doboru słów jakich używasz. Według mnie to że namawiasz go, by poszedł gdzieś razem ze swoją ex świadczy o twojej pewności siebie i odwadze, może to go bulwersuje. Napisz coś więcej, ale agresywne zachowanie i obrażanie nie jest na miejscu.
Kiedy ja mojemu M chcę czasem o czymś opowiedzieć, on to odbiera że go obwiniam, dodaję w tedy, że nie mam do niego pretensji i jest ok.

Macoszka, u nas temat przygasł. Decyzje o tym czy pójdę na komunię, podejmę pewnie w ostatniej chwili. Obecnie moja córa jest bardzo zazdrosna o młodego M, robi mi straszne jazdy w domu. Na to, że będzie w tym czasie u swojego ojca też nie mam co liczyć. Sytuacja jest trudna, młoda nie chce tam jechać, ale i nie chce by ją zostawić samą.

2 494

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
Doranna16 napisał/a:

Jak krytykowalam ex mojego kochanego, za to ze nie poszla z ich wspolna corka do lekarza,to sie na mnie ciezko obrazil i sie do mnie nie odzywa.Tak jest zawsze jak tylko cos powiem na nia ,to odrazu jej broni i wscieka sie na mnie. Od dziecka mieszkam za granica i trodno mi sie pisze po Polsku,ale bardzo bym chcila zrozumiec dla czego on sie na mnie tak zlosci. Jest agresywny i nie chce mi odpowiadac na pytania .

Ja nie mam tego problemu, ale nigdy nie krytykowałam ex swojego faceta. Kiedyś opowiadając o niej mówił, że jest ładna, gdy ją zobaczyłam to się rozczarowałam, ale nigdy mu o tym nie powiedziałam. Wydaje mi się, że skoro ją wybrał, to jemu się podoba, a każdy facet chce aby jego kobieta była ładna i będzie się tego trzymał nawet gdyby nie byłaby to prawda. Tak też pewnie jest z charakterem i zachowaniem. Może taką krytyką dajesz mi do zrozumienia, że wybierając kobietę na matkę jego dzieci popełnił błąd, pewnie wie to sam, ale w twoich oczach chce być idealny. Może to kwestia doboru słów jakich używasz. Według mnie to że namawiasz go, by poszedł gdzieś razem ze swoją ex świadczy o twojej pewności siebie i odwadze, może to go bulwersuje. Napisz coś więcej, ale agresywne zachowanie i obrażanie nie jest na miejscu.
Kiedy ja mojemu M chcę czasem o czymś opowiedzieć, on to odbiera że go obwiniam, dodaję w tedy, że nie mam do niego pretensji i jest ok.

Nie myslalam o tym w ten sposob. Dziekuje bardzo

Macoszka, u nas temat przygasł. Decyzje o tym czy pójdę na komunię, podejmę pewnie w ostatniej chwili. Obecnie moja córa jest bardzo zazdrosna o młodego M, robi mi straszne jazdy w domu. Na to, że będzie w tym czasie u swojego ojca też nie mam co liczyć. Sytuacja jest trudna, młoda nie chce tam jechać, ale i nie chce by ją zostawić samą.

2 495

Odp: Być drugą i macochą

Hej:) Jak tam,dziewczyny?

2 496

Odp: Być drugą i macochą

No wlasnie mialam pisac Alutka, ze cos nam watek podupadl - ubieglas mnie wink

U mnie po japonsku (jako-tako). A u reszty?

2 497

Odp: Być drugą i macochą

Jestem, jestem:) Po prostu mam przesyt kompa - za dużo na nim pracuję zawodowo, w zasadzie tylko na kompie pracuję, więc jak przychodzę to mnie odrzuca. U mnie po staremu, tyle tylko, że na więcej rzeczy mam większy zwis. Po prostu za dużo nerwów ostatnio, doszły mi tzw. problemy pokoleniowe na linii moi rodzice - ja więc postanowiłam wrzucić na większy luz. Nie jest to łatwe, przyznaję, ale musi być, żeby zachować zdrowy rozsądek, inaczej cienko to widzę. Poza tym młoda rośnie, jej język też i zaczyna się pyskowanko...jak to się mawia, nerwy w konserwy i na eksport:D Nic nowego się nie dzieje, niedawno przeżyłam komunię mojego chrześniaka, a z racji bycia mamą chrzestną musiałam przeżyć prezent:D Jak to się mawia, co nas nie  zabije, to wzmocni;)

2 498

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie!!! Moja Pchła jest w klinice od czwartku (bedzie nie mniej niz tydzien-max 10 dni)na badaniach i obserwacjach.Ale jak zwykle pierwsza doba to był raaj dla uszu i glowy,a teraz jakos dziwnie ,cisza ,spokoj ,nikt nie dokazuje, nikt nie rozsmiesza, inny świat.Z mezem jestesmy sami we dwoje w domu i jest zupelnie inaczej niz we 3.
Niby czlowiek czuje sie jak na wczasach, ale jednak bedąc w domu ,a nie na żadnym wyjezdzie odczuwa sie nieobcenosc domownika ,z ktorym tyle czasu sie mieszka pod jednym dachem. Mąż mi nigdy cisnienia nie podnosci,a mała potrafi,i wiec tak mi teraz dziwnie z tym wyciszeniem big_smile

2 499 Ostatnio edytowany przez Alutka131 (2013-05-19 15:35:47)

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, coś się dzieje, że Pchła na obserwacji...?Oby nie..!
My właśnie dzisiaj mamy małą po tygodniu nie widzenia się. Skacze jak małpka a ja mam głowę kwadratową!

2 500

Odp: Być drugą i macochą

Typowa urologia.Od zawsze ma problemy z ukladem moczowy, notoryczne zapalenia/przeziebienie pechęrza, infekcje dróg moczowych ,caly uklad wydalniczy moczowy jest pod obserwacją.
Ona od malego jest  pod kontrolą medyczną ,lecz teraz pojechala na dluzsze obserwacje, robienie badan ,i nowe leczenie,bo wczesniejszy sposob leczenia dolegliwosci byl skuteczny na krotką mete ,łagodzil,ale nie elimininowal, i  po jakims czasie znow nawroty  problemy , a to jest bardzo męczące dla dziecka ,jak wciąż ją boli,piecze,nie zawsze kontroluje mocz przy infekcji czy zapaleniu.Albo lata 25 razy w ciągu godz do toalety,po kilka kropelek robiąc,albo w ogole caly dzień nic ,bo mało pije :./
Jest tez pod czujnym okiem neurologa i nefrologa.Dlatego w domu tak sie nie raz na nia zloscimy jak lata boso bez kapci, a wystarczy ,ze ma zimne stopy i juz pęcherz jest przeziebiony.
Całkiem nie dawno moczyla nogi w bardzo zimnej wodzie nad jeziorem( to jest dopiero genialna mysl) to zupelnie sie dorobiła budząc sie rano z mokrym przescieradlem.Oczywsicie zadne z nas sie na nią ,za to nie złosci, bo to choroba, nawet  ogarnia wspolczucie, lecz nieraz sama sie do takiego stanu doprowadza,nie przestrzegajac co w swoim przypadku zmagając sie z takimi dolegliowsciami ,kategorycznie nie wolno robić,a trzeba robic,i na co uważać.

To bywa irytujące, jeśli sie widzi,np przy silnym wietrze, tak ,ze wszystie wlosy stają deba,a ona bez koszulki na ogrodku chodzi z golymi plecami (nerkami).Tak bylo tydzien przed wyjazdem

2 501

Odp: Być drugą i macochą

Ja też ostatnio staram się nie angażować w sprawy młodego M, bywało że praktycznie miałam na niego uczulenie. Jest zagrożony z 2 przedmiotów i ma to gdzieś, lekcji nie odrabia, bo mu się nie chce. Pretensje jak się go prosi by posprzątał, po sobie to jeszcze zrobi, a ogólnie to walnie focha i się nie odzywa. Zaczęliśmy go traktować tak jak on nas i nam też wiele rzeczy przestało się chcieć.
Normalnie sobie jakoś radzę, ale gdy ja mam słabszy dzień, to chłopiec drażni mnie samą swoją obecnością. Od kilku miesięcy jest z nami cały czas i naprawdę mam już dość jego humorów, bajek i strzelanek na komputerze. Ojciec toczy z nim boje od rana, gdy dzieciak się nie chce umyć, aż po wieczór gdy trzeba iść spać.

2 502

Odp: Być drugą i macochą

Ja podobnie jak Wy zaczelam bardziej miec zwis na to wszystko. Nie wnikam, nie interesuje sie, niech robia co chca. Czuje tylko, ze oddalamy sie z M. przez to. Ale trudno. Moze kiedys bedzie lepiej..

2 503

Odp: Być drugą i macochą

Ja się tylko staram nie popadać w skrajność, żebym nie przesadziła czasem w drugą stronę:)

2 504

Odp: Być drugą i macochą

witam wszystkich juz kiedys pisalam na tym forum o bylej zonie mojego faceta i ich dziecku teraz mam troche powazniejszy problem w tamta niedziee pokucilam sie z moim facetem o to ze pije za duzo od pewnego czasu pytalam sie co jest grane? on mi nie chcial nic powiedziec bardzo mocno sie pokucilismy ja wzielam kilka moich zeczy i sie wyprowadzilam myslalam ze sobie przemysli i bedziemy razem spotykalismy sie codzienie i codzienie ze spoba rozmawialismy ale nie wprowadzila sie do niego w sobote bylam nie daleko jego mamy domu { spotkanie z kolezankom} jego mama chciala zebym przyszla do niej na kawe on tez tam bym tego co sie tam dowiedzialam to chyba nik by nie chcial sie dowiedziec on mi powiedzial ze mnie bardzo kocha i nawet wszyje se dla mnie wszywke jak bedzie to potrzewne zrobi dla mnie wszystko ale tez mi poweidzial ze chcial by cos zrobic dla swojej corki ja sie go zapytalam co ma na mysli a on ze mysli nad tym zeby dac swojej bylej zonie jeszcze jedom sznse ale tylko ze wzgledu na swoja corke bo on sie boi tego ze jak jego corka podrosnie i sie zapyta go czy dali se jakoms szanse na uratowanie tego zwiasku to nie bedzie wiedzial co ma odp. ja sie zalamalam nie spalam calom noc z soboty na niedziele. W niedziele o 6 rano prubowalam sie do niego dodzwonic on mial wyloczony telefon chociasz widzialam ze jego corka wstaje o 5.30 i ze napewno nie spi wzielam sie ubralam i poszlam do niego pukalam wreszcie mi odwozyl drzwi i w srotku byl on dziecko i jego byla zona stracilam panowanie nad soba i go udezylam kszyczonc ze mnie zdradzil on mi przysiegal na kolanach ze tego nie zrobil wyszlam z tamtont on wyszedl ze mna rozmawialismy bardzo dlugo o tym wszystkim on werscie powiedzial ze to mnie kocha i ze ze mna chce byc to samo jego bylej zonie powiedzial jego siostra i mama maja do mnie pretensie o ta sytuacjie z samego rana ze wszyscy sonsiedzi slyszeli ze to wszystko bylo przy dziecku itd. ale ja napwade stracilam kontrole nad soba i nie wiedzialam co robie tak naprawde ale najgorsze jest to ze poprostu mi to wszystko nie daje spokoju nie wiem co mam zrobic boje sie ze mu sie znowusz cos odwidzi nie wiem czy dobrze zrobilam ze jestem z niem nie wiem co mam teraz zrobic? mysle nad tym wszystkim duzo wydaje mi sie czasami ze lepiej bedzie jak sie wyprowadze calkowicie i zeby on byl z nia jak tego chce
najgorsze w tym wszystkim jest ze go kocham i ze nie wyobrazam se zycia bez niego co mam zrobic? ja nie mam juz sily na to wszystko to co sie stalo strasznie mnie zabolalo i nie wiem czy to ma sens on sie zachowuje jak by sie nic nie stalo a mnie to strasznie boli prosze o jakoms rade dziekuje z gory

2 505

Odp: Być drugą i macochą

justysia, edytuj ten tekst i wstaw znaki interunkcyjne, tego się nie da czytać, jeden znak zapytania, to zdecydowanie za mało na taki elaborat...

2 506

Odp: Być drugą i macochą

Justysia, jak dla mnie to dziwny ten Twoj (?) chlop - troche jak horagiewka na wietrze, gdzie mu zawieje tam leci.
Na Twoim miejscu wymiksowalabym sie z tego ukladu dla swojego wlasnego spokoju sumienia. Zeby nie bylo, ze stajesz na drodze ku szczesciu rodzinnemu wink
A to, ze sobie nie wyobrazasz zycia bez niego to gruba przesada - w koncu przed poznaniem jego tez jakos zylas, co nie? wink

2 507

Odp: Być drugą i macochą
justysia279 napisał/a:

ja nie mam juz sily na to wszystko to co sie stalo strasznie mnie zabolalo i nie wiem czy to ma sens on sie zachowuje jak by sie nic nie stalo a mnie to strasznie boli prosze o jakoms rade dziekuje z gory

3maj się z daleka od tego faceta, raz Cię skrzywdził i będzie to robił jak mu na to pozwolisz. Nie daj się, uważam, że córka jest tylko wymówką.

metaksa napisał/a:

Ja podobnie jak Wy zaczelam bardziej miec zwis na to wszystko. ... Czuje tylko, ze oddalamy sie z M. przez to. Ale trudno. Moze kiedys bedzie lepiej..

To zabrzmiało tak, jak by was tylko to dziecko łączyło. Nie czujesz się wykorzystywana do opieki nad nim? To nie jest twój obowiązek, ale dobra wola.
Ja mogę śmiało powiedzieć, że zgodziłam się na związek z facetem, a nie z jego dzieckiem. Np. nie ma problemu jak M chce wyjść z kolegami na piwo, ale ma załatwić swojemu synowi opiekę, bo mi też należy się wolny wieczór.

2 508

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, to chyba nie do mnie? wink

2 509

Odp: Być drugą i macochą
Macoszka napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Co byście zrobiły na moim miejscu?
W święta podczas wizyty w domu rodzinnym M, jego brat wręczył nam zaproszenie na komunię jego córki. Pomijam fakt, że wykorzystał okazję, a mogli sami odwiedzić nas w tym celu w innym terminie. Zdenerwował mnie jednak fakt, że zaproszenie było adresowane do mnie, do M i jego synów, pomijając moje dzieci. Byłam zaskoczona i ze względu na obecność całej rodziny, nie zareagowałam, a M obiecał, że porozmawia o tym z bratem, jednak do dziś nic nie zrobił w tym kierunku. Po powrocie do domu młody M powiedział mojej córze (której nie było z nami na imprezie) o komunii kuzynki. Rozumiem, że mogli zapomnieć, bo rzadko odwiedzam ich z moimi nastolatkami, ale to wyjątkowa uroczystość. Jest mi bardzo przykro i mam ochotę nie jechać na komunię i zostać z dziećmi, wiem, że zrobiłabym tym przykrość M. Z drugiej strony mój syn i córa stali się przekornymi ateistami i nie chodzą do kościoła. Nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji.

Mam podobny problem, tylko chodzi o ślub brata mojego faceta. Nie chcę jechać na uroczystość z jego dziećmi, gdy moje mają zostać w domu, tym bardziej, że nie mam za bardzo ich z kim zostawić, bo ich ojciec się z nimi nie kontaktuje, a do mojej mamy nie lubią jeździć. Jak mam się szykować w domu, bawić itp. ze świadomością, że moje dzieci są same. Zapytałam mojego faceta, czy musimy tam w ogóle jechać i mam wrażenie, że rodzina jest dla niego ważniejsza, a ja przy nich czuję się nikim. Termin jest w kwietniu, powiedzcie jak z tego wybrnąć. Jednego dnia mówię, mojemu, że z nim pójdę, bo on tego pragnie, z drugiej jestem wściekła, że mam jechać z jego dziećmi. Jego rodzina pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego jak krzywdząco mnie potraktowała, jednak wypisując zaproszenie celowo ominęli moje dzieci. Nie wiem co zrobić, nie starczy mi odwagi na rozmowę z nimi, mój coś nadmienił, ale dla jego brata nie ma problemu. Nie chcę spędzać czas z ludźmi, którzy mnie tak traktują , jednak chciałabym być w tedy z moim kochanym. W tym roku szykują się kolejne śluby, z mojego dalszej rodziny, ale z tym czuję się lepiej bo mnie nie znają i mojej sytuacji. Jak iść na uroczystość, a dać rodzinie mojego do zrozumienia, że mi i mojej rodzinie należy się szacunek?

Moim zdaniem taka sytuacja jest niedopuszczalna
pewnie w takiej sytuacji należy powiedzieć - Ziutek, wychowujemy wspólnie z twoim bratem trójke dzieci, traktujemy je wszystkie tak samo i tak samo kochamy. jesli ty nie widzisz tego, że jesteśmy jedną rodziną, to ja nie sądzę, żebym dobrze czuła się na tej imprezie. nie zgadzam się na traktowanie któregokolwiek z naszych dzieci, wychowywanych wspólnie w sposób wyjątkowy


powinnas tak postawić sprawę i powinni to zrozumieć

a jesli wasi faceci nie potrafią stanąc na wysokości zadania - to im nie mówcie o sobie i swoich potrzebach im powiedzcie - wiesz? mam wrażenie, że twój brat cię nie szanuje i lekcewazy. zobacz - nie akceptuje twoich zyciowych wyborów i twojej nowej rodziny. daje ci do zrozumienia, że źle postapiłeś wiążąc się z kobieta z dziećmi?? uważasz, że ma do tego prawo?

jesli nie akcpetuje moich dzieci, to nie ackeptuje tez mnie, wybacz, ale ja się na to nie piszę.

2 510

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

jesli nie akcpetuje moich dzieci, to nie ackeptuje tez mnie, wybacz, ale ja się na to nie piszę.

Wiesz co End_aluzja, ten kij ma dwa konce - bo z jednej strony jak on nie akceptuje moich dzieci to jest z niego kawal chama ze wsi, ale zobacz ile jest kobiet dzieciatych, ktore mimo to maja problem z dziecmi faceta.

Tak sie tylko mowi, poprawnie politycznie, ze sie akceptuje te dzieci - ale na dobra sprawe nie znam zadnej kobiety, ktora szukalaby dla siebie faceta z dzieckiem.

2 511

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

powinnas tak postawić sprawę i powinni to zrozumieć

a jesli wasi faceci nie potrafią stanąc na wysokości zadania - to im nie mówcie o sobie i swoich potrzebach im powiedzcie - wiesz? mam wrażenie, że twój brat cię nie szanuje i lekcewazy. zobacz - nie akceptuje twoich zyciowych wyborów i twojej nowej rodziny. daje ci do zrozumienia, że źle postapiłeś wiążąc się z kobieta z dziećmi?? uważasz, że ma do tego prawo?

jesli nie akcpetuje moich dzieci, to nie ackeptuje tez mnie, wybacz, ale ja się na to nie piszę.

RODZINA to chyba dla nas za duże słowo. RODZINA to chyba dla mojego M - matka, ojciec i bracia. Fakt, moja wina, że ja nie zareagowałam od razu. M coś napomknął matce i bratu, zostało to bez odzewu, więc stało się to tylko moim problemem. M powiedział, że zrozumie jak nie będę chciała iść na komunię, on oczywiście idzie. Moje dzieci, jako że to już nastolatki też mnie przekonały, że nie chcą tam iść. To dla nich obca rodzina i nikogo tam nie znają, więc im się nie dziwię. Od tamtej pory staram się stronić od braci M.
Mam już dość tych patchworkowych wyborów. Do M dziś przyjeżdża 2 syn, miał zostać do soboty, bo w niedzielę przecież dzień matki. Ex M sobie wymyśliła, że zostawi go nam do niedzieli. On oczywiście nie odmówi, bo nie widział młodego od ponad miesiąca. Ja chcę spędzić niedzielę z moimi dziećmi, a że moja córa (17) nie dogaduje się z młodszymi chłopcami M to każde z nas spędzi ten dzień oddzielnie, co to za RODZINA!. Naprawdę dzieciaki M zaczynają mi działać na nerwy, on nie potrafi zrozumieć, że mogę ich mieć dość czasem. Ostatnio mi powiedział, że wyżywam się nerwowo na jego młodym. Fakt jest taki, że jego krnąbrne zachowanie i olewanie wszystkiego mnie drażni. W ogóle nie znoszę dzieciaków i nie mam ochoty nikomu matkować.

2 512

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna, wyobrażac sobie jedynie mogę, jakie to musi być trudne

jak cięzko każdy przejaw troski partnera o interesy jego dziecka nie potraktować jako jego świadome działanie przeciwko naszym dzieciom..

a może największym problemem jest to, że się WASZE dzieci nie dogadują?

pewnie, gdyby one zyły w zgodzie, to wam łatwoej byłoby - bo nie musielibyście "stawać" po jednej ze stron konfliktu??

a może tutaj potrzebny jest zdrowy dystans?

gdyby to były wasze wspólne dzieci -to jaki byłby zakres waszej ingerencji w konflikty i nieporozumienia? czy troche nie jest tak, że fakt, że te dzieciaki są ze sobhą z waszego wyboru - a nie ich włąsnej woli - nie powoduje, że próbujecie trochę za mocno ukłądać te klocki i układanki?

może warto puścić te relacje między nimi na zywioł? dorośli nie zawsze musza czuć się odppwiiedzialni za relacje...

natomiast wasze podejście do waszych dzieci- to już trudniejsza sprawa...

wpoznaniu KOPD miał psychologów, o których wiem,że się specjalizowali w wspieraniu rodzin patchworkowych... może to byłoby jakies rozwiązanie? dla ułożenia waszych wzajemnych relacji z partnerem i zasad??

ja wchodze w konflikty z moim meżem najczęsciej z powopdu naszego dzieciaka. nie podoba mi sie jego podejście, sposób w jaki go traktuje...
co by to było, jakby tak odniósł się do MOJEGO dziecka??
jestem przekonana, że on na pewno wyróżniałby swoje i traktował inaczej
taki typ
mnie pewnie byłoby łatwiej zaakceptować wszystkie dzieciaki - ale ja tak mam...

a z drugiej strony, gdyby w jego zyciu pojawiła się inna kobita - to jestem przekonana, że relacje mojego syna z nią byłyby na ostrzu noża
z różnych przyczyn
niekoniecznie dlatego, że jestem taką cudowną matką
bardziej, żeby dopiec ojcu i pokazać mu, że nie ackeptuje jego decyzji i wyborów
żeby się wreszcie odegrać na wiecznie krytykującym ojcu...

z jednej strony potrzebna jest duża otwartośc w takich patchworkowych relacjach...
ale z drugiej strony czasami pewnie prościej odpuścić, niż ukłądac kolejny element mozaiki.. byleby całośc się nie rozpadła...

2 513

Odp: Być drugą i macochą

End
Pisząc poprzedni post trochę wyolbrzymiłam sprawę pod wpływem świeżych emocji. Jednak masz rację nie jest łatwo. Kiedy M wprowadził się do mnie, miał świetny kontakt z moją córą, byłam zachwycona ich wspólnymi rozmowami  otwartością. Teraz sytuacja jest napięta, córa okupuje swój pokój, a gdy z niego wyjdzie M tylko zwraca jej uwagę na zaległe obowiązki w domu. Od swojego syna też wymaga, więc nie mogę powiedzieć, że jest niesprawiedliwy. Młoda manifestuje swoje niezadowolenie, że ktoś OBCY coś jej karze. Muszę poszukać jakiegoś psychologa, choć nie jest łatwo zmusić do czegoś 17-letnią dziewczynę. Twierdzi, że chłopcy M ją denerwują i tyle.

Jak Wam minął dzień matki?
Mnie coś trafiało jak chłopak M prawie sikał jak składał matce życzenia, wymusił na M kupno dla niej skromnego prezentu. Ta jednak nie miała czasu dla obu chłopców, a starszy co mieszka z nami wszedł do niej na 5 min do jej domu. Wrócił z najwspanialsza na świecie zwykłą czekoladą, jakby u nas nie jadł w ogóle słodyczy. Szlak człowieka trafia, bo na pomoc w nauce, czy żeby go gdzieś zabrać to dla mamusi już za dużo. Karmi go tylko opowieściami co mu kupi na dzień dziecka, a na jego urodziny nawet życzeń mu nie złożyła. Kiedy ten chłopak w końcu przejrzy na oczy, a przestanie żyć złudzeniami. Teraz jest etap kłamania, że mama szykuje dla niego pokój i składa wniosek do sądu, by go wziąć do siebie, bo strasznie tęskni. A jak młody chce do niej przyjechać to nie może, bo gdzieś wyjeżdżają. Za to dzieciak u nas odstawia cyrki, bo jesteśmy ci źli co maja wymagania, a on ma za mało czasu na naukę i obowiązku domowe.

2 514 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-05-28 12:46:31)

Odp: Być drugą i macochą
antykobieta napisał/a:
metaksa napisał/a:

Antykobieta, witamy na forum wink Masz nicka jakbys byl przeciwny kobietom tongue w sumie fajnie, ze bedziesz sie tu udzielac (bo bedziesz? wink) - moze poznamy "druga strone mocy" big_smile

Tak całkiem przeciwny to nie jestem, kilka zalet się tam zawsze u Was znajdzie wink

Na razie to sobie raczej poczytam stare posty. Nie mam dużego doświadczenia w takich związkach. Wprawdzie byłem w zeszłym roku przez parę miesięcy z kimś, ale był to całkowicie nietrafiony związek, nie było też żadnych relacji pomiędzy nią a dzieckiem.
Obecny też nie trwa długo i wciąż jest na etapie poznawania się. W związku z tym nie było jeszcze żadnych jej kontaktów z synem. Może być też tak, że mimo moich najlepszych chęci i starań, druga strona powie, że to jednak "nie to".
Tak więc sam nie wiem, co w tym momencie mógłbym Wam powiedzieć. Chyba tylko tyle, żebyście mówiły swoim facetom o swoich potrzebach i tym, co Was boli. Ale nie w formie pretensji, czy wyrzutów, a raczej zachęty. My czasem nie wiemy jak się zachować w danej sytuacji, dopóki czegoś nam nie uświadomicie.

Cześć, na plus jest to, że dziecko jest małe. Ja byłam w podobnej sytuacji, poznałam dziecko partnera, gdy było w podobnym wieku.
Długo pracowałam nad tym co mi przeszkadzało w relacjach. Na początku mój partner długo nie rozumiał, nie chciał  mnie słuchać...ale z czasem zaczął dostrzegać, rozumieć mnie i zmieniać.

Ja z córką partnera mam bardzo dobre relacje, chociaż kompletnie mi na tym nie zależało i nie zależy. Wychodziłam z założenia zawsze, że to nie moje dziecko, nie mam żadnych zobowiązań i jest to dla mnie obca osoba. Jednak tak się ułożyło, że mała za mną bardzo przepada. Ja z kolei ze swojej strony mogę powiedzieć, że ją lubię, ale oczywiście dość często, ostatnio coraz rzadziej jednak :-) zdarzały się tez sytuacje, które mnie drażnią.
Myślę, że najważniejsze w tej całej relacji - tata, partnerka i dziecko jest to żeby dziecko wiedziało, że nie będą tolerowane żadne manipulacje, gierki, szantaże. U nas było tego bardzo dużo na początku. Dziecko wchodziło na głowę, manipulowało, a mój partner tego nie dostrzegał, mimo że mu o tym mówiłam. Córka jego też próbowała konkurować ze mną, były niezłe jazdy (kiedyś  tu pisałam). W końcu po dwóch latach mój partner zaczął to widzieć coraz bardziej i rozumieć. Dziecko jego nadal czasem próbuje manipulować wykorzystując sytuację, że tata jest zależny od humorów eks, bo jak wiadomo sądy są po stronie matek, jednak mój partner już to zauważa, gdy jego córka zaczyna szantaż emocjonalny  i natychmiast reaguje.

Kiedyś było tak, że czułam, że córka jego ma tylko coś do powiedzenia. Teraz jest wreszcie tak, jak być powinno, czyli my dorośli decydujemy o wszystkim, jej zdanie może być co najwyżej wzięte pod uwagę, ale wie już, że to dorośli rządzą, a nie ona.
Dużo to kosztowało cierpliwości, głównie z mojej strony żeby doprowadzić do takiego stanu i poprawić to wszystko. Walczyłam z partnerem i z jego córką. Kiedyś przejmowałam się wszystkim bardzo, jego córka to widziała, wykorzystywała dobroć mojego partnera, wchodziła mu na głowę. On dla niej robił wszystko, a ona była podła. On  tego nie widział. Nie widział też, że jest złośliwa w stosunku do mnie. On jej wybaczał, bo ja kochał, ja nie wybaczam, bo nie kocham tego dziecka. Swojemu dziecku zapewne też bym wybaczyła wszystko. Jednak jestem obcą osobą dla dziecka partnera  i traktuję ją jak każdą inna osobę. Jeśli zrobi coś nie tak, to odcinam się od niej. Dzięki mojej konsekwentnej i asertywnej postawie dziecko przestało być niegrzeczne, złośliwe i przestało manipulować na tak dużą skalę. Wie, że ze mną to nie przejdzie. Wie, że jestem dla niej dobra i miła, ale jeśli mnie zaatakuje  wie też , że zostanie ukarana z nawiązką. Odetnę się od niej, a ma to też wpływ na jej relacje z tatą. Dzięki temu dziecko ma szacunek i do mnie i do swojego ojca. Wie, że jeśli zrobi coś źle to straci wiele, wiele atrakcji, przyjemności i będzie sobie sama siedzieć w swoim pokoju, a my z partnerem we dwoje będziemy bawić się w innym pokoju bez niej, a ją ignorować.  Dzięki temu fochy jej szybko przechodzą, bo żal jej tracić atrakcji.

Jestem bardzo zadowolona z tego, że mój partner nigdy ode mnie nie oczekiwał żebym zastępowała jego dziecku matkę, że mam jego dziecko kochać itd. Uważam, że tak właśnie powinno być. Zawsze to podkreślam, że jego córka to dla mnie obca osoba i nie zakochiwałam się w jego córce, matce, ojcu czy bracie tylko w nim.
Cieszę się też z tego, że wreszcie zrozumiał to, że jest pewna różnica między nami. Wcześniej tego nie dostrzegał, bo zapominał o sprawie podstawowej, że jego dziecko to nie moje dziecko i mam do niej inny stosunek. W końcu zrozumiał, że on może wybaczy swojemu dziecku wiele, a nawet wszystko, ale ja niekoniecznie.  To wiele zmieniło na plus. Dzięki temu córka jego naprawdę się zmieniła na lepsze, przynajmniej jak jest przy mnie. Jest generalnie bardzo grzeczna teraz. Czasem jest cos odbije, ale to już w granicach mojej tolerancji i raczej jak u każdego dziecka  i każdego człowieka, że ma czasem gorszy dzień. Ja też trochę spuściłam dzięki temu z tonu  i jestem bardziej wyrozumiała niż kiedyś.

2 515

Odp: Być drugą i macochą

zyfika
myslę sobie o tym, co piszesz, z perpeltywy dziecka
którego rtodzicie się rozeszłi
którego stabilny świat padł w gruzy i które straciło poczucie bezpieczeństwa

i powiem tobie, że twoja postawa - OBCE dziecko, nie w nim sie zakochiwałam, jest w moim oczach bardzo bolesna, krzywdząca - i.. niedojrzała...
co dziecko jest winne, że trodzicie nie potrafili sobie relacji ułożyć?
co dziecko jest winne, że jedno odeszło, zdradziło, lub cokolwiek innego się w relacjach dzieje??
i teraz takie dziecko ma - co najmniej - dwie rodziny

tatusia z obc
i mamusie z obcym
i jeżeli ten jeden i drugi obcy traktuje to dziecko jak.. obce..... to nie jest to fajne

ja zakłądam, że zazdrosnej przyszło w życiu - za jej aprobatą lub z konieczności - wychowywać kilkoro dzieci
dzieci różnych, trudnych, własnych i czyichś

ale obrzydliwością byłoby, kgdyby zazdrosna i jej facet
rodzina zazdrosnej i rodzina faceta zazdrosnej
traktowali dzieci inaczej, bo co.. krew nie ta??

zakłądam, że w takiej sytuacji opcja równego traktowania jest podstawą.
opcja tych samych zasad, przestrzeni na rozwój i czasu.. jest podstawą

inaczej naprawde, naprawde nie chciałąbym bym dzieckiem wychowanym w patchworkowej rodzinie
traktowanej z dystansem przez partnerkę mojego ojca
obojętną dla partnera mojej matki
faworyzowana przez MOICH rodziców, lekcewazona przez NIEMOICH rodziców
rywalizująca z NIEMOIM rodzeństwem i trzymająca sztamę z MOIM rodzeństwem


to trudne jest, szyć pachworkową kołderkę
bardzo trudne to jest

ale to świadeoma decyzja dorosłych
na która dzieci wpływu nie mają

wiecie co ja sobie myslę?

że to dorośli zawinili. dzieciaki są krnąbrne, zbumntowane, wygrywają przeciwko sobie opiekunów, włażą na łeb -ale ktos je poczucia bezpieczeństwa pozbawił i ktoś w okreslony sposób reafguje na te zachowania
trzeba wielkiej dojrzaqłości i odpowiedzialności, by sie w taki związek angazować...
pytanie, czy ta wielka miłośc, między partnerami, która miała pokopnać wszelkie przeszkody - starcza na długo? czy wogóle wystarcza?

2 516

Odp: Być drugą i macochą

End_aluzja wszystko zmienia się gdy masz ?obce? dziecko 24/h. Gdy ono musi zostać z tobą w domu, bo np. jego ojciec jest w pracy. Inaczej sprawa wygląda z dziećmi ?weekendowymi?.  Ja również uważam, że nie ma potrzeby się zbytnio angażować jeśli dziecko ma normalnych rodziców. Ale ex M jest tego przeciwieństwem, pozbyła się chłopca z dnia na dzień, do głowy plecie mu kłamstwa i olewa go, nie odbierając telefonów całymi tygodniami, zabraniając kontaktów również z bratem, twierdząc, że ma na niego zły wpływ. Możecie sobie tylko wyobrazić jak młody M szuka czułości, uwagi i ile jest w nim złości. Zwłaszcza takiemu wrażliwemu dziecku wyłącznie ojciec nie wystarcza.

2 517

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

End_aluzja wszystko zmienia się gdy masz ?obce? dziecko 24/h. Gdy ono musi zostać z tobą w domu, bo np. jego ojciec jest w pracy. Inaczej sprawa wygląda z dziećmi ?weekendowymi?.  Ja również uważam, że nie ma potrzeby się zbytnio angażować jeśli dziecko ma normalnych rodziców. Ale ex M jest tego przeciwieństwem, pozbyła się chłopca z dnia na dzień, do głowy plecie mu kłamstwa i olewa go, nie odbierając telefonów całymi tygodniami, zabraniając kontaktów również z bratem, twierdząc, że ma na niego zły wpływ. Możecie sobie tylko wyobrazić jak młody M szuka czułości, uwagi i ile jest w nim złości. Zwłaszcza takiemu wrażliwemu dziecku wyłącznie ojciec nie wystarcza.

no ja właśnie o tym piszę
że nie da się "odciąć od dziecka" - bo ono nie jest moje
odpowiedzialność spoczywa na wszystkich w jego otoczeniu
ty, stając się dla jego ojca partnerką, stajhesz, się częscią jego świata
dzieciak potrzebuje stabilnych relacji, bezpieczeństwa, pewności
musi wiedzieć, że gdzies jest jego dom
aby było bezpieczne musisz mu pokazac, że jest jak WSZYSTKIE dzieci i KAZDE dziecko
nie jest wyjątkowe
'nie jest przez ciebie traktowane inaczej, niż twoje dzieci..

poczytuje czasami ten wątek i czytam twoje wypowiedzi
mam wrażenie, że to taki obowiązek i ciężar, którego się nie spodziewałaś, ale który bardzo świadomie i odpowiedzialnie na siebie bierzesz
chwała ci za to..
i jak to musi być wkurzające, gdy widzsz krzywdzącą matkę i biednego dzieciaka, który oczywiście i tak za matką i głupią czekoladą skoczy w ogień...)

2 518 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-05-28 14:33:04)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

zyfika
myslę sobie o tym, co piszesz, z perpeltywy dziecka
którego rtodzicie się rozeszłi
którego stabilny świat padł w gruzy i które straciło poczucie bezpieczeństwa

i powiem tobie, że twoja postawa - OBCE dziecko, nie w nim sie zakochiwałam, jest w moim oczach bardzo bolesna, krzywdząca - i.. niedojrzała...
co dziecko jest winne, że trodzicie nie potrafili sobie relacji ułożyć?
co dziecko jest winne, że jedno odeszło, zdradziło, lub cokolwiek innego się w relacjach dzieje??
i teraz takie dziecko ma - co najmniej - dwie rodziny

tatusia z obc
i mamusie z obcym
i jeżeli ten jeden i drugi obcy traktuje to dziecko jak.. obce..... to nie jest to fajne

ja zakłądam, że zazdrosnej przyszło w życiu - za jej aprobatą lub z konieczności - wychowywać kilkoro dzieci
dzieci różnych, trudnych, własnych i czyichś

ale obrzydliwością byłoby, kgdyby zazdrosna i jej facet
rodzina zazdrosnej i rodzina faceta zazdrosnej
traktowali dzieci inaczej, bo co.. krew nie ta??

zakłądam, że w takiej sytuacji opcja równego traktowania jest podstawą.
opcja tych samych zasad, przestrzeni na rozwój i czasu.. jest podstawą

inaczej naprawde, naprawde nie chciałąbym bym dzieckiem wychowanym w patchworkowej rodzinie
traktowanej z dystansem przez partnerkę mojego ojca
obojętną dla partnera mojej matki
faworyzowana przez MOICH rodziców, lekcewazona przez NIEMOICH rodziców
rywalizująca z NIEMOIM rodzeństwem i trzymająca sztamę z MOIM rodzeństwem


to trudne jest, szyć pachworkową kołderkę
bardzo trudne to jest

ale to świadeoma decyzja dorosłych
na która dzieci wpływu nie mają

wiecie co ja sobie myslę?

że to dorośli zawinili. dzieciaki są krnąbrne, zbumntowane, wygrywają przeciwko sobie opiekunów, włażą na łeb -ale ktos je poczucia bezpieczeństwa pozbawił i ktoś w okreslony sposób reafguje na te zachowania
trzeba wielkiej dojrzaqłości i odpowiedzialności, by sie w taki związek angazować...
pytanie, czy ta wielka miłośc, między partnerami, która miała pokopnać wszelkie przeszkody - starcza na długo? czy wogóle wystarcza?

Słuchaj, nie rozumiem dlaczego Ty czujesz się skrzywdzona. Przecież Ciebie to nie dotyczy, wyobrażasz sobie tylko coś zupełnie niepotrzebnie i dramatyzujesz. Nie znam Twojej historii, może ją tu opisywałaś wcześniej, ale dawno mnie nie było na tym forum. Nie wiem, może dlatego tak bierzesz to do siebie, ale wydaje mi się, że sama siebie krzywdzisz skupiając się na swojej przeszłości. Lepiej wziąć duży dystans na swoja przeszłość bo inaczej zawsze będziesz oskarżać obce osoby, że coś jest krzywdzące. Sama krzywdzisz siebie, bo chyba nie odcięłaś się od jakichś traumatycznych przeżyć z przeszłości. Dopóki tego nie zrobisz i nie zrzucisz w przepaść i nie roztrzaskasz swoich złych wspomnień i wyobrażeń na dnie głębokiej przepaści z wielkim hukiem, to będziesz się czuć skrzywdzona z byle powodu.



Najpierw trzeba myśleć o sobie, dopiero później o innych. Jeśli ja jestem szczęśliwa, to mogę też dać innym coś od siebie. Wcześniej było mi  źle, teraz jest mi dobrze. Wcześniej mała źle się zachowywała, teraz zachowuje się dobrze, no więc wszystko jest lepiej, a nie gorzej, więc w czym jest problem? Ona ma swoją matkę i ojca. To nie moje dziecko, nie moja rodzina, nie moja krew.
Dziecko winne nie jest, ale ja też nie jestem. To są ich sprawy, mnie to nie obchodzi. Niech sami sobie je rozwiązują. Ja odpowiadam za własne czyny, a nie za cudze. Nie angażuję emocjonalnie. Odcinam się tylko wtedy, gdy dziecko się źle zachowuje, przecież nie ignoruję jej z zasady, tylko jako karę. Zawsze tak postępuję, gdy ktoś mi podpadnie - ignoruję. Nie rozumiem dlaczego ją mam traktować inaczej? Ona ma swoich rodziców, którzy ją kochają. Mimo tego się lubimy i mamy dobre relacje, o czym napisałam, a czego chyba nie zauważyłaś.

Dla mnie jest oczywistym, że gdy będziemy mieć dziecko, to ja to dziecko będę traktować jak swoje dziecko, a jego córka będzie jego córką dla mnie. Będę traktować moje dziecko inaczej bo je będę kochać.
Mój partner co innego: on będzie tatą jednego i drugiego więc będzie je traktować jak swoje dzieci. Jego córka ma własną matkę, wie że ja nią nie jestem. Jej mama ją kocha. Nie znoszę hipokryzji. Oczywiste jest dla mnie, że swoje dziecko będę traktować lepiej i inaczej. Poza tym myślę, że nie będzie z tym problemu, bo byłaby między nimi tak duża różnica wieku, a dzieci mają wtedy tak różne potrzeby i spędzają czas tak różnie, że w ogóle to nie będzie stanowić żadnego problemu, a mała będzie na tyle duża żeby to dobrze rozumieć.

2 519

Odp: Być drugą i macochą

Ha ha! a to dobre...
Zyfika,nie zrozumiałaś nic z tego co Endaluzja chciała Ci i Tobie podobnym przekazać.A niestety-ma rację... Bycie macochą nie jest łatwe,wiem o tym doskonale bo nią jestem.Ale choć czytuję ten wątek-nie utożsamiam się z nim.
Brawo Endi!

2 520 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-05-28 18:14:36)

Odp: Być drugą i macochą
diana45 napisał/a:

Ha ha! a to dobre...
Zyfika,nie zrozumiałaś nic z tego co Endaluzja chciała Ci i Tobie podobnym przekazać.A niestety-ma rację... Bycie macochą nie jest łatwe,wiem o tym doskonale bo nią jestem.Ale choć czytuję ten wątek-nie utożsamiam się z nim.
Brawo Endi!

Diana no może nie zrozumiałam co mnie i mnie podobnym chciała przekazać ;-), ale zrozumiałam, że robi problem tam, gdzie go nie ma. A że ja problemów na siłę nie lubię robić, to i może odbieramy na zupełnie innych falach ;-)

Nie wiem czy bycie macochą jest łatwe, czy trudne. Ja niczyją macochą nie jestem i nie zamierzam być. Córkę mojego partnera widuję kilka razy na miesiąc, a czasem rzadziej. Ona ma swoich rodziców i trzeci rodzic jej niepotrzebny.
Jak mam ochotę spędzić czas we trójkę to robimy coś razem, jeśli nie mam bo wolę zająć się swoimi sprawami, to oni we dwoje spędzają czas. Proszę ze mnie nie robić jakiejś macochy, czy matki zastępczej dla dziecka, którym się nie zajmuję i nie mam  więzi emocjonalnej poza dużą sympatią.

2 521

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Diana za zrozumienie. Kurcze. Tak bardzo nie widzimy i nie czujemy bezbronnosci dzieci. Jest taka kampania medialna. Słowa rania na całe zycie. Wiecie co boli? Ze kazdy z nas takie słowa słyszał... I kaZdy z nas pozwolił sobie wobec swoich dzieci używać. A reklama uświadamia nam jak głęboko takie słowa naszych rodziców wpadły nam w pamięć. Chociaz wiemy ze chcieli dobrze....
Co z ciebie wyrośnie?
Nic nie potrafisz zrobic?
O tak dalej...

2 522 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-05-29 18:55:35)

Odp: Być drugą i macochą

Jakie słowa? Każdy? Znasz wszystkich ludzi? I skąd masz wiedzę co takiego wszyscy ludzie słyszeli?  Każdy, wszyscy, Tobie podobni - gdy słyszę taką retorykę to faktycznie można się zastanawiać, czy rodzice Wasi  nauczyli Was odróżniać fantazję od rzeczywistości, czy nauczyli Was mieć własne zdanie, czy tylko powtarzacie bezmyślnie stereotypy zasłyszane od innych i macie siebie za wszechwiedzących jasnowidzów, którzy o KAŻDYM wiedzą WSZYSTKO.
Stwarzacie sobie jakieś wyimaginowane problemy. Ja nie wiem jakie słowa słyszałyście od swoich rodziców, a co dopiero mówić o słowach, które słyszeli WSZYSCY, ale gratuluję Tobie tak szerokiej wiedzy o WSZYSTKICH;-)

Jedno co jest pewne co do każdego to to, że każdy popełnia błędy. Ale błędy te są różne. Niektórzy pewnie faktycznie nie potrafią nauczyć swojego dziecka  pewności siebie, mają ze sobą jakiś problem i tworzą jakieś wyimaginowane problemy, które przenoszą na swoje dzieci i wpędzają dziecko w kompleksy. Podstawą uzyskania spokoju i pełnej wolności  dorosłej osoby jest to, żeby wziąć odpowiedzialność za  siebie i swoje życie, a nie obarczać swoich rodziców za swoje niepowodzenia, czy problemy. Nie ma rodzica, który nie popełnił jakiegoś błędu. I nigdy też nie wiadomo, czy ten błąd w ostatecznym rozrachunku wyjdzie komuś na lepsze, czy na gorsze. A gnicie i rozpamiętywanie przeszłości powoduje tylko dalsze gnicie prowadzące do zachwiania równowagi.

2 523

Odp: Być drugą i macochą

Zyfika,znowu nie zrozumiałaś. Endi nie rozpamiętuje swojej przeszłości,wczuwa się w psychikę dziecka.Zwłaszcza w rozbitej rodzinie dziecko ma przechlapane bo ma wszystkiego część,bo może trafić się baba która uważa ją za obcą,nie próbuje zrozumieć,tylko wymaga,bo przecież nie tworzy wyimaginowanych problemów...

2 524 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-05-29 20:29:53)

Odp: Być drugą i macochą

To niech się wczuwa i robi ofiary losu, ale ze swoich dzieci, a nie z cudzych.
Mój partner uczy swoje dziecko samodzielności i odpowiedzialności za siebie, a nie robienia z siebie ofiary życiowej i użalania się nad swym ciężkim losem. A wymagać uczy ją od siebie samej, a nie obarczać obcych  swoją sytuacją.
Na marginesie....gdyby moje dziecko było w takiej sytuacji robiłabym dokładnie tak samo.

2 525

Odp: Być drugą i macochą

zyfika, ja tylko nie rozumiem, czego ty się tak pieklisz, czytając moje posty?
dotykają ciebie?
jeśli coś cię dotyka, to cię dotyczy..
to nie ja to wymysliłam, to jeden taki poeta

sama przyczepiasz mi łatki, wiesz, co mysli, wsadziłaś mnie w kategorie "mi podobnych"
ja naprawde nie wiem, jak twój facet wychowuje swoje dzieci i NAPRAWDĘ nie mam nic do ciebie

chyba, że ty masz coś do siebie
ale to nie moja sprawa przecież

2 526

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

no ja właśnie o tym piszę
że nie da się "odciąć od dziecka" - bo ono nie jest moje
odpowiedzialność spoczywa na wszystkich w jego otoczeniu
ty, stając się dla jego ojca partnerką, stajhesz, się częscią jego świata
dzieciak potrzebuje stabilnych relacji, bezpieczeństwa, pewności
musi wiedzieć, że gdzies jest jego dom
aby było bezpieczne musisz mu pokazac, że jest jak WSZYSTKIE dzieci i KAZDE dziecko
nie jest wyjątkowe
'nie jest przez ciebie traktowane inaczej, niż twoje dzieci..

poczytuje czasami ten wątek i czytam twoje wypowiedzi
mam wrażenie, że to taki obowiązek i ciężar, którego się nie spodziewałaś, ale który bardzo świadomie i odpowiedzialnie na siebie bierzesz
chwała ci za to..
i jak to musi być wkurzające, gdy widzsz krzywdzącą matkę i biednego dzieciaka, który oczywiście i tak za matką i głupią czekoladą skoczy w ogień...)

Ha ha pasuję
Mam dość gówniarza, rodzice szybko wybaczają, a ja nie mam ochoty. W trosce o swoje nerwy przestaję akceptować dziecko swojego faceta. Z całymi konsekwencjami dla mojego związku, niech się dzieje co chce.

2 527

Odp: Być drugą i macochą

szkoda, zazdrosna, że tylko ty widzisz te problemy...
tak nagle spadł na ciebie ciężar opieki nad dzieckiem... które ma rodziców - nieodpowiedzialnych, pogubionych, bezradnych

trzymam kciuki!

2 528

Odp: Być drugą i macochą

U nas znów problemy z dzieckiem sie zaczynają (konkretnie ma to związek ze szkolą) ,ale dzisiaj Dzien Dziecka ,więc nie wypada ujadac i nadawać na dzieci w tym dniu big_smile Moze jutro sypne prosbą o porade wink

2 529

Odp: Być drugą i macochą

szkoła i dzieciaki...
tak to zawsze generuje problemy

a do tego te szkoły są naprawdę... pożał się boże
próbujuesz chowac mądrego myslącego, samodzielnego człowieka - a on w szkole ciągle styka się z postawą" nie myśl, my myslimy za ciebie, ty się dostosuj..."
\

2 530 Ostatnio edytowany przez zyfika (2013-06-03 14:09:26)

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

zyfika, ja tylko nie rozumiem, czego ty się tak pieklisz, czytając moje posty?
dotykają ciebie?
jeśli coś cię dotyka, to cię dotyczy..
to nie ja to wymysliłam, to jeden taki poeta

sama przyczepiasz mi łatki, wiesz, co mysli, wsadziłaś mnie w kategorie "mi podobnych"
ja naprawde nie wiem, jak twój facet wychowuje swoje dzieci i NAPRAWDĘ nie mam nic do ciebie

chyba, że ty masz coś do siebie
ale to nie moja sprawa przecież

Droga End_aluzjo, masz rację, że się pieklę.  Jestem cholerykiem, ale szybko mi też przechodzi i urazy w sobie nie chowam.  Nic do Ciebie nie mam zupełnie. Intencja moją jest jedynie to by nie wierzyć tak na ślepo we wszystkie te historie o tym, że dzieciństwo ma tak wielki wpływ na dorosłego człowieka. To nie działa tak, że jeśli w rodzinie była przemoc albo alkohol, to w dorosłości na pewno pojawią się problemy. To jest zwykłe wmawianie. Analogicznie jeśli dziecko ma dwa domy to też nie musi to oznaczać, że będzie mieć problemy. Ale są ludzie, którzy na siłę to wmawiają, że na pewno dziecko ma jakiś problem, że jest nieszczęśliwe i skupiają się na tym problemie bardziej niż dziecko, które być może w ogóle tego tak nie widzi, aż w końcu i dziecko samo uwierzy, że coś z nim nie tak. I bardziej te osoby szkodzą dziecku niż pomagają takim użalaniem się nad nim i wmawianiem, że ono biedne takie itd....




Polecam ciekawy artykuł o tym, jak to niektórzy psychologowie wmawiają ludziom problemy, by nakręcać sobie klientów. Ja mam podobne zdanie, jakie prezentuje ten pan z wywiadu, a z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś sam sobie nie pomoże, to żaden psycholog mu nie pomoże. Każdy człowiek ostatecznie sam  musi się zmierzyć ze swoją traumą, czy problemem jako dorosły, a na dziecku tak różne rzeczy, a czasem tak błahe mogą zrobić ogromne wrażenie i spowodować jakiś uraz, że dorosły sobie nawet sprawy z tego nie zdaje i nie uniknie się tego. Nie można jednak winić za to rodziców, bo w ten sposób można tak całe życie zwalać winę na innych, winić rodziców swoich i usprawiedliwiać swoje postępowanie trudnym dzieciństwem. 



http://m.tokfm.pl/Tokfm/1,109983,13897097,_W_psychologii_jest_mnostwo_szarlatanerii__wrozenia.html?utm_source=m.gazeta.pl&utm_medium=testbox&utm_campaign=maintopic

2 531

Odp: Być drugą i macochą

zyfika, ja uważam tak samo
jak ktoś opisuje swój problem a zaraz potem pisze, że miał trudne dzieciństwo i w ogóle jest dda, ddb i ddc.... to sobie myslę - no tak, to teraz nie ma bata, przez całe życie będziesz usprawiedliwiać, że żyjesz "od dupy strony" aler to nie twoja wina.. bo jestes dda, ddb i tak dalej


uwazam, że dziecko w każdej rodzinie, w wielu rodzinach, może być szczęsliwe
ale nie zmienia to faktu, że zdaję sobie sprawę, jak wielki wpływ na ich dorastanie mamy

pojawił się tutaj wątek o mamie,  któraq podejrzewa u syna depresje, a ma tak naprawde słabego emocjonalniek, uzależnionego od matki i zakompleksionego chłopca....

i kto ma na to wpływ, że mały oczekuje, że każdą emocję ktoś z nim wynicuje na lewą stronę? że mama zrobi za niego wszystko a odpowiedzialność za lekcje spoczywa na mamie??

więc mamy wpływ..
wyposażamy dzieciaki w pewien kapitał
co z tym zrobią - to już nie nasza sprawa

2 532

Odp: Być drugą i macochą

Gorzej jak trafi sie dziecie niereformowalne w pewnych dziedzinach życia,wtedy wahadelko lub tzw kolejka gorska w dzecka postepowaniach bywa naprawde przytlaczająca.Czasami czlowiek az nie wie  w jakim kierunku krok zrobic.Raz jest super za kilka dni jakby dziecie cos ugryzlo i tak na przemian

2 533

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny tak Was czytam.. i powiem Wam że gdybym wiedziała że będzie tak ciężko.. to chyba nie wzięłabym sobie faceta "z bagażem" ..

2 534

Odp: Być drugą i macochą
fragola_369 napisał/a:

Dziewczyny tak Was czytam.. i powiem Wam że gdybym wiedziała że będzie tak ciężko.. to chyba nie wzięłabym sobie faceta "z bagażem" ..

Siadaj i pisz w czym problem?

2 535

Odp: Być drugą i macochą
fragola_369 napisał/a:

Dziewczyny tak Was czytam.. i powiem Wam że gdybym wiedziała że będzie tak ciężko.. to chyba nie wzięłabym sobie faceta "z bagażem" ..

Ja też tak czasem mówię... co się dzieje?

Posty [ 2 471 do 2 535 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 37 38 39 40 41 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026