Cześć dziewczyny,
niedawno natrafiłam na Wasze forum, przeczytałam od początku do dzisiaj i...chciałam się przywitać, może zagoszczę u Was na dłużej?
Poczytałam sobie Wasze wypowiedzi i... mam wrażenie, że z niektórymi mamy wspólne exie i/lub toksyczne teściowe... widać pewien typ faceta przyciąga pewien typ tych pierwszych, a na te drugie wybierają już inny typ ![]()
Może pokrótce o mnie: powiedzmy że jestem weekendową macochą 9-latki (z ex mój M nie byli małżeństwem i chyba opatrzność nad tym czuwała, bo ex z tych psychicznych i roszczeniowych - tzn ja nic nie muszę robić ale mnie się wszystko należy...), z M jesteśmy małżeństwem od 2 lat, mamy roczne pisklę.
Młoda nie mieszka z nami, bywa u nas w kratkę, bo M z ex nie poszli do sądu, tylko sami się umówili co do opieki, alimentów itp. (czy słusznie nie wiem - czas pokaże - ale M mówi, że w sądzie mógłby dostać mniej niż ma teraz - wiadomo jak do ojców nastawione są polskie sądy -, a jak tylko ex nie ma jazd psychicznych to nie robi problemów, żeby Młoda do nas przyjechała, bo jej to na rękę.
Mój M jest z tych angażujących się i starających, łożących na dziecko i do pewnego czasu był dla Młodej ojcem i matką, tzn pracował, utrzymywał obie, po powrocie z pracy (jego, bo ex nie pracowała przez 10 lat) ex szła w tango albo leżała przed TV, a M karmił, gotował, sprzątał, przewijał, zapewniał wyjścia na dwór (bo mama zawsze zbyt zmęczona, albo za zimno albo za ciepło, albo pada), wyjazdy, atrakcje, próbował załatwiać zajęcia dodatkowe rozwijające zainteresowania Młodej (nie dochodziły do skutku bo mamie nie chciało się zaprowadzać Młodej...).
Na początku też wszystko rysowało się w różowych barwach: Młoda mnie polubiła, z tatą miała zawsze super kontakt, z naszego ślubu się cieszyła, z perspektywy rodzeństwa też... często u nas bywała.
mijają dwa lata i jest z miesiąca na miesiąc coraz gorzej...
pomijam kłopoty z ex, bo w sumie ona ze mną i moim istnieniem problemów nie ma (ona mieszkając z M - nie mówię, że żyjąc, bo długo potem mieszkali nie będąc ze sobą - "dla dobra dziecka, żeby miało mamę i tatę pod jednym dachem") notorycznie zdradzała/prowadzała się z innymi Panami, teraz też ma kolejnego partnera. Kłopoty z ex są raczej z powodu Młodej, bo działa po najniższej linii oporu, jest rozchwiana psychicznie, zaniedbując Młodą emocjonalnie, ograniczając itp.
Większy problem zrobił się z Młodą. Pewnie częściowo winna jest zazdrość o małego (mimo że staramy się żeby nie czuła się zazdrosna, ale w pełnych rodzinach dzieci też są zazdrosne o nowe rodzeństwo...), częściowo dorastanie, bo jak ją poznałam miała 6 lat, teraz 9 i już tak słodko nie reaguje... ale o siebie się nie martwię, gorzej że zaczęła się buntować w stosunku do mojego M - zaczęła być obojętna, niemiła, niegrzeczna. Ostatnio nie chce do nas przyjeżdżać. Przykro mi, bo widzę jak to boli mojego M.
Od początku chcieliśmy wziąć Młodą do siebie, ale ex tak jak nigdy rola matki jej nie podchodziła tak nagle oświadczyła że ona Młodej nie odda. M nawet ta zmiana w jej podejściu ucieszyła, bo chciał zawsze, żeby ex bardziej poczuwała się do kochania i wychowywania Młodej, zawsze chciał żeby miały ze sobą lepszy kontakt. Ale po tych 2 latach mieszkania tylko z ex Młoda robi się... coraz gorsza. Jej zachowanie coraz bardziej upodabnia się do zachowania ex, czyli niegrzeczne odzywki, wrzaski, bunt itd., a mamusia jest ta ukochana... ehhh, niełatwe to wszystko,
do tego wszystkiego dochodzi też komputer - Młoda jest uzależniona.. od powrotu ze szkoły siedzi non stop przed komputerem, gra w gry komputerowe, internetowe - podejrzewam, że nie chce do nas przyjeżdżać bo u nas nie może cały dzień spędzać przed kompem...
musiałam się gdzieś wyżalić.
Ja też zauważam zmiany w moim nastawieniu do Młodej. Już mi się często nie chce wymyślać atrakcji, namawiać M że jak będzie Młoda to żeby pojechać tam, zrobić to bo Młodej się to spodoba, starać się żeby jej było fajnie, pamiętać o jej ulubionym jedzeniu, zainteresowaniach itp. Czasem mi ręce opadają...
Ufff, rozpisałam się, a tak tylko pobieżnie całą tą sytuację opisałam...