netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 214 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 276 do 2 340 z 8 269 ]

2 276

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

A jest coś na czym mu zależy, czy wypiera wszystko, ze względu na wewnętrzne rozterki?

Prosi o drobne rzeczy. Przed świętami bardzo chciał pojechać po choinkę, dawaliśmy mu szansę, ale w końcu musiał zostać w domu. M zgodził się na wyjście z klasą do kina, może i młody nie zasłużył, ale jest bardzo wycofany, nie chce poznać nowych kolegów na osiedlu. TV i granie na komputerze ma zabronione, aż poprawi jedynki. Zabawek też nie dostał o które prosił, uznałam, że jest już za duży. Jedyne, co dostaje to ciuchy, bo tego matka mu nie dała, słodycze są też formą nagrody.

Saphira napisał/a:

Czy on z wami rozmawia o tym co myśli, co czuje, z czym mu dobrze, z czym nie, jak sobie radzi?

Matce powiedział, że jest mu dobrze. Pisał też w liście, zadanym przez nauczycielkę polskiego: że jest szczęśliwy, bo mieszka teraz z ukochanym tatą, ale tęskni za bratem, no i nie podoba mu się, że musi się dużo uczyć. Nam się nie skarży.

Saphira napisał/a:

Czy mówi coś o matce, co by chciał, jak mu z tym, że ona w taki sposób go traktuje?
Czy wy mu tłumaczycie ją i jej zachowanie? Czy w tłumaczeniach mówicie prawdę czy okłamujecie go, żeby nie ranić bardziej?

Kiedyś wielokrotnie skarżył się na matkę. Nigdy nie krytykowaliśmy jej zachowania, gdy brakło słów na to co robiła mówiliśmy tylko, że matka go kocha. Teraz raczej na myśl o tym, jak go krzywdzi zanosi się płaczem. Młody nie zna prawdy w jaki sposób go oddała, ta mu jeszcze nagadała, że będzie o niego walczyć w sądzie. Kiedy szuka u niej jej wsparcia, zawsze się zawodzi.

Saphira napisał/a:

Twój M powiedział mu, że jeśli się nie zmieni to będą musieli się wyprowadzić, bo ty już nie dajesz rady - ale wyprowadzić M z synem, czy tylko syn do matki?

Jasne że z synem. Gdyby teraz M odstał tak nagle drugiego chłopaka, nie wiem czy by mnie to nie przerosło, mam też za małe mieszkanie.

2 277

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, jeśli chłopak ma sie uczyć akurat w momencie gdy wy oglądacie fajny film lub wychodzicie gdzies przyjemnie spędzać czas, to uwierz mi w życiu tego czasu nie spożytkuje na naukę. Będzie siedział przy biurku i myślał tylko o tym, co go własnie omija, będzie się użalał nad sobą i złościł, że życie jest niesprawiedliwe. Podobnie, gdy ma już zabronione całkowicie wszystko, to i jest mu wszystko jedno, ktoś kto wszystko stracił nie ma już nic do stracenia:) Moim zdaniem czas na naukę powinien być stały i mieć określone ramy. Jesli chłopak ma dostawac noagrode dopiero po poprawieniu jakiejs oceny, to cięzko mu jest wytrwac w tym postanowieniu, to jest dosyć odegły czas a jego wciąż omijają przyjemności i ciężko mu skupić sie na wyznaczonym celu. Uważam, że powinien dostac tzw kredyt zaufania. Odwiescie mu te kary i ustalcie, ze jesli np codziennie bedzie sie uczył sumennie przez 3 godz to potem moze pograc lub robic cos na co ma ochotę. Pamietaj, że nie tylko same oceny sie liczą, lecz też nakład pracy i starania. Możecie go troszke sprawdzić, przepytać, będzie widać czy sie faktycznie uczył. Ten czas gdy on pracuje powienien być spokojny, bez pokus, w domu względnie cicho. Podsuwaj mu różne zdrowe przekąski, które stymulują móżg do lepszej pracy, może on ma również kłopoty z konentracją. Nie zapominajcie,jak ważny jest też ruch na świeżym powietrzu, sport, bez tego nastolatek nie rozwija sie prawidłowo.
Szanujcie jego marzenia, jeśli poprosił o zabawki, to warto mu kupić, ty może uznałaś że jest za mały ale skoro jemu sie podobały...ciuchy to mało atrakcyjny prezent dla dziecka:)
On potrzebuje teraz poczucia bezpieczeństwa, więc proszę nie szantażujcie go, że jeśli będzie sie źle zachowywał to będzie sie musiał wyprowadzić. Taką metodą nic nie osiągniecie a tylko sprawicie, że bedzie się czuł nieadekwatny również w twoim mieszkaniu.
Co do jakis tam deklaracjji na piśmie podpisanych przez dwunastolatka, to nie mają one żadnej zasadności, on nie jest pełnoletni, nie ma nawet trzynastu lat, więc matka może sobie nimi tyłek podetrzeć. Natomiast sądzę, że powinien znać prawdę na temat jej postawy. On i tak czuje, że cos jest nie tak, ona mu robi mentlik w głowie a wy musicie być szczerzy, nic nie rani bardziej niż kłamstwo.

2 278

Odp: Być drugą i macochą

MariannaM twoje rady popieram w 100%.
W moim odczuciu chłopak potrzebuje akceptacji i szuka swojego miejsca.
Ma w sobie całkowitą rozterkę. Mama go chce czy nie chce, tata go wziął bo kocha, czy bo mama kazała? Dlaczego mama zmusza go do pisania takich rzeczy? Tata jest zły, że ona to robi? O co chodzi?
To będzie dla niego trudne i nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy mówić mu prawdę o matce, bo to bardzo będzie bolało, ale pewne rzeczy trzeba mu chyba powiedzieć i wytłumaczyć.

2 279

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Zazdrosna, jeśli chłopak ma sie uczyć akurat w momencie gdy wy oglądacie fajny film lub wychodzicie gdzies przyjemnie spędzać czas, to uwierz mi w życiu tego czasu nie spożytkuje na naukę. Będzie siedział przy biurku i myślał tylko o tym, co go własnie omija, będzie się użalał nad sobą i złościł, że życie jest niesprawiedliwe. Podobnie, gdy ma już zabronione całkowicie wszystko, to i jest mu wszystko jedno, ktoś kto wszystko stracił nie ma już nic do stracenia:) Moim zdaniem czas na naukę powinien być stały i mieć określone ramy. Jesli chłopak ma dostawac noagrode dopiero po poprawieniu jakiejs oceny, to cięzko mu jest wytrwac w tym postanowieniu, to jest dosyć odegły czas a jego wciąż omijają przyjemności i ciężko mu skupić sie na wyznaczonym celu. Uważam, że powinien dostac tzw kredyt zaufania. Odwiescie mu te kary i ustalcie, ze jesli np codziennie bedzie sie uczył sumennie przez 3 godz to potem moze pograc lub robic cos na co ma ochotę. Pamietaj, że nie tylko same oceny sie liczą, lecz też nakład pracy i starania. Możecie go troszke sprawdzić, przepytać, będzie widać czy sie faktycznie uczył. Ten czas gdy on pracuje powienien być spokojny, bez pokus, w domu względnie cicho. Podsuwaj mu różne zdrowe przekąski, które stymulują móżg do lepszej pracy, może on ma również kłopoty z konentracją. Nie zapominajcie,jak ważny jest też ruch na świeżym powietrzu, sport, bez tego nastolatek nie rozwija sie prawidłowo.
Szanujcie jego marzenia, jeśli poprosił o zabawki, to warto mu kupić, ty może uznałaś że jest za mały ale skoro jemu sie podobały...ciuchy to mało atrakcyjny prezent dla dziecka:)
On potrzebuje teraz poczucia bezpieczeństwa, więc proszę nie szantażujcie go, że jeśli będzie sie źle zachowywał to będzie sie musiał wyprowadzić. Taką metodą nic nie osiągniecie a tylko sprawicie, że bedzie się czuł nieadekwatny również w twoim mieszkaniu.
Co do jakis tam deklaracjji na piśmie podpisanych przez dwunastolatka, to nie mają one żadnej zasadności, on nie jest pełnoletni, nie ma nawet trzynastu lat, więc matka może sobie nimi tyłek podetrzeć. Natomiast sądzę, że powinien znać prawdę na temat jej postawy. On i tak czuje, że cos jest nie tak, ona mu robi mentlik w głowie a wy musicie być szczerzy, nic nie rani bardziej niż kłamstwo.

Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Młody wraca ze szkoły ok. 15-16, bo daleko dojeżdża ze szkoły, a czasem też odwiedza na chwilę brata i matkę. W domu naukę przeciąga na ile może, zawsze ma coś ważniejszego, później niepotrzebne dyskusje, tłumaczenia, płacz, obrażanie. Zaległości jest dużo, czasem coś się udało mu się opanować, a czasem tylko zmarnowało z nim cały wieczór. Na przyjemności już czasu nie było, dla nas też, bo w domu musi być cicho. Wszyscy mieliśmy dość. Chłopak zaczął się skarżyć matce, do czego się nam nie przyznał, skłamał. Ta zaczęła zbierać dowody, że M jest złym ojcem, oświadczeniami się na razie nie przejmujemy. M powiedział w końcu młodemu, jak matka sama w sądzie go oddała, twierdząc, że sobie z nim nie radzi.
M dziś spisał z synem umowę, gdzie oboje opisali swoje oczekiwania. W tym 3 godz. nauki i sprawy związane z wyszykowaniem się rano i przygotowaniem na czas do spania. W zamian młody będzie dostawał konkretne nagrody, w innym przypadku będzie miał zabronione granie na komputerze i TV (kara tylko w danym dniu). Dokument podpisali oboje. Z oporami zabrali się za lekcje. Po jakimś czasie młody zaczął się wykłócać, minęły 2 godziny, a nie zrobili nawet zadania domowego. M musiał iść do pracy, a ja tez odpuściłam, bo nie mam ochoty się z nim użerać. Chłopak nie przejmuje się niezaliczonym jeszcze semestrem, a jutro można się spodziewać kolejnych jedynek. Naprawdę nie wiem co robić, włożyliśmy w jego naukę dużo pracy i czasu, a na koniec on się wyłamuje.
Najgorsze są jednak jego wymówki powtarzane kilkanaście razy dziennie: ?on do tej pory tego nie robił?, ?pani w szkole powiedziała inaczej?, ?on już nie ma czasu?, ?jest teraz zajęty?, ?tamto jest ważniejsze?. Tłumaczenia, rozmowy nic nie dają, szlak człowieka trafia i o to mu chyba chodzi, żebyśmy ulegli.

2 280 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-01-09 21:34:44)

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

MariannaM twoje rady popieram w 100%.
W moim odczuciu chłopak potrzebuje akceptacji i szuka swojego miejsca.
Ma w sobie całkowitą rozterkę. Mama go chce czy nie chce, tata go wziął bo kocha, czy bo mama kazała? Dlaczego mama zmusza go do pisania takich rzeczy? Tata jest zły, że ona to robi? O co chodzi?
To będzie dla niego trudne i nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy mówić mu prawdę o matce, bo to bardzo będzie bolało, ale pewne rzeczy trzeba mu chyba powiedzieć i wytłumaczyć.

Młody sam wielokrotnie powtarzał, że chce być z ojcem, a M się o to starał. Chłopak nie chciał tylko rozłąki z bratem i nie spodziewał się obowiązków.
Te głupie oświadczenia, to domyślamy się, że na nic się zdają, ale ex w odwecie za sprawę o przemoc mści się na M, nie wiadomo co jej do łba strzeli.

2 281

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie Drogie Macochy!

Czytam Was od pewnego czasu  (jestem na 45. stronie smile) i postanowiłam się dołączyć. Niedługo sama zostanę macochą.

Zaręczyłam się niedawno z rozwodnikiem z 8-letnią córeczką. U nas wszystko wygląda naprawdę dobrze i obiecująco.

Narzeczony mądry i kochający (i córkę i mnie). Rozstany z ex-żoną 6 lat temu i od tamtej pory sprawują opiekę naprzemienną nad małą (50/50). Córka to grzeczna, ciepła i wesoła dziewczynka ? mają naprawdę wspaniałą relację. Poznałam ich równocześnie (tj. N i córkę) na wakacjach, między N i mną od razu powstało silne ciążenie ku sobie, więc moja relacja z córką była od początku układana niejako ?równolegle? (do relacji z N), przemyślanie i ze świadomością, że chcę być z jej ojcem. Nie mam swoich dzieci, więc obczytałam się książek ile wlezie i nawet ostatnio zaczęłam spotykać się z psychologiem dziecięcym/rodzinnym, żeby lepiej rozumieć tego małego człowieka (przyznam, że psychologa zatrudniłam trochę pod wpływem czytania na tym forum o różnych Waszych problemach). Efekty są bardzo dobre, autentycznie się lubimy z Małą i coraz bardziej zbliżamy do siebie, jestem pełna optymizmu. Eksi nie znam osobiście, ale wydaje się raczej cywilizowana, a już na pewno jest świetną mamą (widać to po dziecku). Wprawdzie od czasu do czasu robi różne jazdy, ale nie mnie tylko N, który doskonale, w mojej ocenie, sobie z nią radzi - uprzejmie, w miarę możliwości życzliwie, bez urażania i awantur, a kiedy czasem trzeba, to ja mu trochę studzę negatywne emocje, bo to jednak w naszym wspólnym interesie, żeby jego relacje z eks były poprawne. Co prawda od kiedy dowiedziała się o nas, zintensyfikowała kontakty z N do praktycznie codziennych (ochrzciliśmy ją dlatego ostatnio mianem "NASZEJ Byłej Żony" smile). Podejrzewam, że ta wzmożona intensywność wynika m.in. z tego, że początki naszego związku zbiegły się akurat w czasie z jej rozstaniem z kilkuletnim partnerem i czuje się zwyczajnie samotna, ale, szczerze mówiąc, jakoś strasznie mi to nie przeszkadza i nie wpływa na jakość mojego życia, a N nie daje mi najmniejszych powodów do zazdrości.

Teraz jest tak, że kiedy Mała jest u mamy, N mieszka ze mną (u mnie), a kiedy ma córkę, to w tygodniu mieszkają u niego w domu, a weekendy spędzamy wspólnie we trójkę (u mnie albo na wyjazdach). Czasem (rzadko) spotykamy się na krótko we trójkę również w tygodniu (u niego). Planujemy jednak wspólne zamieszkanie na stałe, no i ślub. Wtedy będę z małą mieszkać przez 50% czasu, a nie przez dwa weekendy w miesiącu.

I tutaj ciekawią mnie bardzo Wasze doświadczenia, bo zakładam, że przed wspólnym zamieszkaniem na dobre, też optymistycznie patrzyłyście na przyszłe relacje z Waszymi pasierbami? Czy i co się zmieniło w Waszych relacjach (z pasierbami i z partnerami) po wejściu w tryb ?zwykłego życia rodzinnego?? Jakich błędów radziłybyście mi unikać, żeby ta zmiana przebiegła pozytywnie i bez rewolucji emocjonalnych?

Pozdrawiam Was serdecznie. Ale fajnie, że jest takie forum!

Step-Jane

2 282

Odp: Być drugą i macochą
Step-Jane napisał/a:

I tutaj ciekawią mnie bardzo Wasze doświadczenia, bo zakładam, że przed wspólnym zamieszkaniem na dobre, też optymistycznie patrzyłyście na przyszłe relacje z Waszymi pasierbami? Czy i co się zmieniło w Waszych relacjach (z pasierbami i z partnerami) po wejściu w tryb ?zwykłego życia rodzinnego?? Jakich błędów radziłybyście mi unikać, żeby ta zmiana przebiegła pozytywnie i bez rewolucji emocjonalnych?

Witaj Step -Jane!! Jesli chodzi o moja osobę, to patrzylam realistycznie na moje relacje z PC (pasierbica vel.Pchła-4 klasa).Ja jestem w takiej sytuacji, ze dziecko nie ma matki, i z ojcem mieszka cały czas.
Nie ma co ukrywac, że calkowicie inaczej jest  gdy widujesz sie z dzieckiem kilka razy w roku,raz w msc,,raz co dwa tyg, czy co tydzien na wekendy, a kiedy dzien w dzien, dzien w dzien, dzien (z malymi przerwami) w dzien cały rok.
Gdy na poczatku jeszcze wszyscy razem  pod jednym dachem nie mieszkalismy to nasza tolerancja na swoje wady byla wieksza,z tego powodu,że nie było tego na codzien i dało rade sie zagryzc język, coś przemilczec,lecz takze byla wieksza rezerwa,nieufnąc, dystans,(mowie tu o relacji ja i dziecko faceta) inna sprawa jest kiedy juz sie caly czas przebywa ze sobą ,gdy sie mieszka pod jednym dachem,jest inaczej, sa plusy i są minusy, lecz dystans  z czasem maleje

Człowiek przebywając z dzieckiem partnera uczy sie wspolnie z nim życ, obie strony zapoznają sie, docierają sie, poznają swoje wady, zalety, widzą co kogo drazni, swoje upodobania, swoje gusta,uczą sie nawiązywac  "wpolprace" w zgodnym zyciu w jednym tym samym budynku,a takze...dzielić tym jedynym męskim stworzeniem
Odkąd mieszkamy we trojke juz dosyc dobrze poznalismy swoje makamenty ,cechy charakteru, co kogo rozdraznia, irytuje, coraz łatwiej wywęzyc przebieglosc drugiej osoby,a takze  byl czas aby pokazac na co sobie pozwole a na co nie,i takie cos Ja jako zona ojca pokazalam dziecku, jak i dziecko mi pokazało jak daleko się posunąc do siebie nawzajem mozemy.

Jakie błedy unikac?? ojj czlowiek uczy sie cale zycie na wlasnych blędach, ale przede wszystkim nic na siłe,nie być nachalnym ,ani namolnym,zwlaszcza kiedy dziecko tego nie chce,nie włazic w tylek,bo wtedy wyczuje,ze sie podlizujesz ,i bedzie czuc nad tobą dominacje,ale tez zupelnie nie ignorowac,by dziecko partnera nie czulo sie odepchniete,czy niezauwazalne,że nie liczysz sie z jego osobą,to tez bląd,prowadzący do frustracji,więc trzeba ten zloty srodek wyczuć.Nic na sile, wszystkow swoim czasie ,w swoim tempie i zachowac zdrowy rozsądek
Nie ma zawsze idylli, są ciernie a są tez piekne pogodne dni,ale jak to wrodzinie takiej typowej, gdzie nie brak milosci, lecz rowniez nie brak mniejszych lub wiekszych nieporozumien,ktore w miare szybko zostają rozwiązane smile

2 283

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję, mortisha, za odpowiedź.

I to też od początku powtarzał mi mój N - że nic na siłę, żebym się nie przymilała, była naturalna, żeby nasza relacja rozwijała się swobodnie i w miarę potrzeb Małej oraz moich. Tak też było i jest, a nasza relacja jest autentyczna i zmierza w baaardzo dobrym kierunku.

Nie ukrywam, że mam pewne obawy związane z tym "dzień w dzień, dzień w dzień"... Bardzo lubimy wszyscy spędzać czas we trójkę i jakoś tak naturalnie bez planowania nam wychodzi, że trochę razem, trochę N sam z Małą (czas dla mnie), trochę ja sama z Małą (i jest fajnie), a trochę my sami z N, bo Mała lubi zaszyć się czasem gdzieś sama albo uciec do rówieśników, np. na wyjeździe czy choćby wspólnym wyjściu do restauracji (wybieramy takie z bawialniami dla dzieci). Kiedy po 2-3 dniach wracają do siebie, z jednej strony żałuję, że już wyjeżdżają, a z drugiej... naprawdę doceniam samotność w swoim mieszkaniu i cieszę się z pełnej swobody. Inna sprawa, że podobne uczucie mam kiedy po dwóch tygodniach mieszkania ze mną N odbiera od Ex córeczkę i jedzie mieszkać u siebie... Zaczynam za nim tęsknić z chwilą kiedy zamknę za nim drzwi, ale już za chwilę rozkoszuję się tym, że jestem sama w mieszkaniu smile. Ja już chyba tak mam, że potrzebuję tej samotności i swobody. Wyjaśniałam to N i że dlatego wspólne zamieszkanie na stałe powinno nastąpić dopiero po remoncie mojego mieszkania (postanowiliśmy zamieszkać u mnie, a nie u niego w domu) i rozbudowaniu go kosztem ogrodu o dodatkowe pomieszczenie, w którym będę mogła się zaszyć i odizolować od nich w razie potrzeby. Miałam wrażenie, że nie do końca rozumiał taką moją potrzebę, ale oczywiście zaakceptował to. Przy okazji, daje nam to dodatkowe pół roku na wzajemne dotarcie się przed ostatecznym wejściem pod wspólny dach...

2 284

Odp: Być drugą i macochą

Step-Jane, jak ja cie doskonale rozumiem. Jeszcze nie tak dawno mieszkałam sama, miałam swoją małą przestrzeń tylko dla siebie i w razie potrzeby i chęci przebywałam z innymi ludźmi a teraz prawie nigdy nie jestem sama w domu. I z jednej strony bardzo fajnie jest mieć rodzinkę, dzieciaki...jest wesoło, gwarno ale czasem mam dosyć i chciałabym się zaszyć gdzieś w samotności a tymczasem są obowiązki. A nawet gdy to mój M cos ogrania to i tak jest zawsze troche chałasu, dzieci próbują mi przeszkadzac na wszelkie mozliwe sposoby i z tym spokojem jest ciężko...Cóż...życie singla ma swoje uroki, można się do tego przyzwyczaić i potem mieć problem z dostosowaniem sie do nowych realiów, ale z drugiej strony wspólne życie niesie ze sobą wiele radości i satysfakcji, jakiej sie nigdy nie osiągnie żyjąc tylko i wyłącznie dla siebie. Moim zdaniem warto.

2 285

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Cóż...życie singla ma swoje uroki, można się do tego przyzwyczaić i potem mieć problem z dostosowaniem sie do nowych realiów, ale z drugiej strony wspólne życie niesie ze sobą wiele radości i satysfakcji, jakiej sie nigdy nie osiągnie żyjąc tylko i wyłącznie dla siebie. Moim zdaniem warto.

MariannaM, cieszę się, że mówisz, że warto smile. Też tak czuję, ale jednocześnie planuję tak wszystko ułożyć, żeby moje potrzeby czasowej izolacji były zaspokajane. Nie wyobrażam sobie nigdy nie być sama...

A jak dzieciom komunikujesz, że potrzebujesz spokoju? Ja mówię wprost, że potrzebuję teraz czasu dla siebie i nie dołączę do moich Skarbów, kiedy np. idą z psami do parku albo na basen. Mała zawsze stara się mnie namówić, żebym jednak poszła z nimi, ale w sumie szybko akceptuje odmowę i potem świetnie bawi się tylko z tatą. Zawsze jednak pyta co będę robić smile. Odpowiadam zgodnie z prawdą - leżeć w wannie, relaksować się, czytać, cokolwiek, ale dodaję też informację o tym co fajnego zrobimy wspólnie kiedy wrócą (nie jakieś extra atrakcje, ale np. zjemy pyszny obiad lub zagramy w grę). Psycholog mówi, że takie stawianie sprawy jest jak najbardziej OK.

2 286

Odp: Być drugą i macochą

W moim przypadku z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że poświęcenie macochy nie jest warte świeczki. Matka z dnia na dzień, oddała M chłopaka obarczając dziecko winą za jego zachowanie w stosunku do niej i przez miesiąc nie dawała znaku życia, nawet w święta, broniąc kontaktu również z młodszym bratem. Przyjęłam młodego pod własny dach, poświęcając mu czas, uwagę, serce. Uczyłam, organizowałam mu czas wolny, wychowywałam jak swoje. Jestem dumna, że dzięki naszej pracy zaliczył pierwszy raz od kilku lat semestr z pozytywnymi ocenami, choć czasu było niewiele.
Do wczoraj?
Chłopak nie wrócił po szkole do domu, nie odbierał telefonu, który z resztą dostał ode mnie. Do matki M też nie mógł się dodzwonić. Dopiero wieczorem policja ustaliła, że młody jest z matką, a że ona nie jest ograniczona w kontaktach to może sobie z nią być jak ma ochotę. Dzieciak złamał zakaz M, gdyż tego dnia miał wracać prosto po szkole i przygotować się do klasówki.
Nie muszę chyba mówić ile to nas nerwów kosztowało. Z tego wszystkiego powiedziałam do M, że jego dzieciak to nieposłuszny gówniarz itp. Temu było przykro, przyjął taktykę obronną, w rezultacie się pokłóciliśmy.
Wiem jedno, na dzień dzisiejszy nie mam ochoty widzieć tego dzieciaka. Mieliśmy super, wspólne plany na ten wieczór, a 12-letni bachor postawił na swoim, bo nie miał ochoty się uczyć. O dyskryminacji ojców już nie wspomnę. Nie chcę już być świadkiem, jak syn niewdzięcznie i krnąbrnie zachowuje się w stosunku do swojego ojca. Młody zawiódł moje zaufanie na całej linii, nie było warto. Nie wiem co dalej ?

2 287

Odp: Być drugą i macochą

Ehh....Zazdrosna ,wpelni rozumiem twoje emocje, i są jak najbardziej na miejscu,ile razy Ja mialam takie stany,i emocje że az brak słow, z jednej strony az sie chcialo roztelepać małolate gołymi rekoma,a zdrugiej strony ostatnia rzeczą w danej sytuacji na jaką mialam ochote to jeszcze miec winowajce przed sobą
Pamietam  Zazdrosna bardzo dobrze jak sporo czasu temu wychwalalas ,ze swietnie sobie radzicie, dziecko  bezproblemowe, i  wtedy napisalam,żeby  entuzjazm przystopowac bo napewno będą te gorsze i ciezsze dni, z racji i chlopaka wieku i z przezyć  jakie mial perypetie z matką, pamietam,ze  wlasnie radzilam  w tej euforii nurtke powsciagliwosci, ponieważ nie zawsze bedzie sielanka, i taka jest prawda.
Mamy swoje " szkódniki "  chyba mniej wiecej w podobnym wieku,i wiem o czym piszesz,zresztą nieraz czulam sie jak typowa zła wiedzma jak tutaj sie uskarżalam albo komus prywatnie innemu na Pchłe,ktora do roztroju nerwowego potrafiła doprowadzic,no ale chyba to taka kolejnosc rzeczy,raz jest slonce,-burza i deszcz,a potem sie przejasnia
Dzieciaki takze uczą sie na wlasnych blędach, ale muszą za kazdym razem wyciągac konsekwencje swoich poczynań, za zło karcic,za dobro nagradzać....i w tym musisz byc jednoglosnie zgodna ze swoim M

zazdrosna13 napisał/a:

W moim przypadku z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że poświęcenie macochy nie jest warte świeczki.?

Nie ukrywam, że niekiedy takie mysli mnie nachodzą ,gdy następuje sytuacja kryzysowa,i tez nie raz ,nie dwa takie mysli chodzily mi po glowie, i nawet do tej pory chodzą, no ale są tez sytuacje ,ktore utwierdzają nas ,że jednak  sie opłaca,gdy widzimy efekty,coraz mniej scięć,lecz jakby nie patrzec takie mysli chyba bedą nieuniknione.
Chyba wiekszość z nas w tej swojej macoszkowej roli bywa chwiejna,a zwlaszcza jak dziecko coś narozrabia jak piany królik w kapuscie to już całkowicie witki po kostki opadają.
Nie ma co urywać, że najlepiej by było jakby panowałą wieczna sielanka, bez żadnych  hucznych wyskokow jak wystrzał z armaty ,no ale mysle że niemal kazda rodzina zmaga sie z takimi codziennymi perypetiami zyciowymi

2 288

Odp: Być drugą i macochą

Oczywiscie ze dzieciom trzeba komunikowac o swoich potrzebach, mówiac prawde i tyle. Kiedy nadchodzi moment, że chcesz być sama to po prostu o tym mówisz i już. Maluch nauczy sie, ze kazdy człowiek ma prawo do swojej przestrzeni, ze potrzebuje wytchnienia i relaksu. Zreszta, gdy np posyłalismy młodego do babci, gdy mieszkał z nami, aby pojsc np na impreze to tez sie nas pytal co bedziemy robili i dlaczego on nie moze byc z nami. Wytłumaczylismy mu, ze dorosli maja swoje rozrywki, tak jak on swoje i czasem chca byc tylko w swoim gronie, bez dzieci, tak samo jak dzieciaki zamykaja sie w pokoju przed dorosłymi ze swoimi małymi tajemnicami. Pokiwał ze zrozumieniem głową:)

2 289

Odp: Być drugą i macochą

Uff... Przeczytałam całe 70 stron i jestem wdrożona smile

zazdrosna13,

Masz trudną sytuację, współczuję bardzo. Daj upust złym emocjom na forum i spróbuj na spokojnie spojrzeć na sytuację z punktu widzenia Młodego. Pewnie, że ta jego "ucieczka" do mamy bez poinformowania Was to spory wybryk... Ale gołym okiem widać, jak bardzo on jest zagubiony. Myślę, że Ty i Twój M też... Kto by nie był w tej sytuacji. Ale tkwicie w tym i myślę, że w głębi serca wiesz, że ani nie chcesz, ani nie możesz odpuścić. Piszę to na podstawie Twoich wcześniejszych postów.

Masz bardzo piękne zdanie wpisane w stopce - "Dziecko najwięcej miłości potrzebuje wtedy, gdy najmniej na nią zasługuje." No właśnie...
A miłość (wobec kogokolwiek, w tym wobec dziecka), to nic innego jak:
1. Uwaga
2. Akceptacja
3. Uznanie
4. Czułość
5. Przyzwolenie (na indywidualność kochanej osoby)
I każdy z tych 5 elementów jest równie istotny.

Wierzę, że dacie radę! Ale myślę też, że bardzo przydałaby się Wam pomoc zewnętrznego, niezaangażowanego emocjonalnie eksperta.

2 290

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki, dziewczyny przyznaję Wam całkowitą rację.
Emocje w końcu opadły, ja dostałam nauczkę. Zapomniałam, że nie uszczęśliwi się kogoś na siłę. Obecnie skupiam swoją uwagę na swoich dzieciach i własnym szczęściu. Postanowiłam młodego raczej tolerować, owszem czasem mogę coś dla niego zrobić, tak jak to on mi pomaga. Dziś zapisałam go na dodatkowe zajęcia sportowe, mi też się przyda od niego odpoczynek. Psycholog doradził żeby młodemu zmniejszyć ilość godzin nauki, bo prawda, było tego dużo przed końcem semestru. Dzieciak nie chce, nie będę się dla niego zarzynać, najwyżej swoich bajek nie obejrzy, dla mnie lepiej, bo za nimi nie przepadam. M też stwierdził, że jak młody chce, niech sobie jeździ do matki, wymaga tylko przygotowania do szkoły. My zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, mamy czyste sumienie, teraz chłopak musi zdecydować, czego chce. Dla mnie i dla M perspektywa jego dzieci co 2 weekend, spędzony na wspólnej zabawie, bez wymagań jest bardzo kuszący.

2 291

Odp: Być drugą i macochą

Ech... Po przeczytaniu tych 70 stron widzę, że moja sytuacja na tle Waszych jest wręcz sielankowa...

- Moja Pasierbica to wspaniały mały człowiek. Wesoła, urocza i do tego tak grzeczna, że wszyscy wokół  (włącznie ze mną) wytrzeszczają oczy ze zdziwienia, że można TAK wychować dziecko. Jest przy tym tak obowiązkowa i odpowiedzialna, że stwierdziliśmy ostatnio z N, że to my od niej powinniśmy się uczyć smile.

- Narzeczony - kompatybilny ze mną w poglądach na kwestie wychowawcze, a do tego mądrzejszy niż ja, więc mam do niego z jednej strony 100% zaufanie, a z drugiej jego 100% wsparcie.

- Nasza Ex - cywilizowana i póki co naprawdę niekłopotliwa, a sądząc po dziecku (które spędza z nią przecież 50% czasu) jest świetną mamą.

Jak myślę o wspólnej przyszłości, to moje różne obawy dotyczą tylko dwóch elementów naszej 'układanki': (1) mnie oraz (2) Ex.

(1) Mnie - bo zastanawia mnie jak będę sobie radzić z codziennym życiem rodzinnym we trójkę (na pół etatu, ale jednak). Swoje życie przez ostatnie kilkanaście lat miałam ułożone tak, że nigdy nie musiałam robić nic na co nie miałabym ochoty. Dosłownie. Rozpieszczałam siebie bardzo i można powiedzieć, że żyłam bez jakichkolwiek ograniczeń. A wyobrażam sobie, że obecność małego dziecka w domu na stałe baaardzo wiele zmieni... Widzę jak mój N się uwija między pracą, szkołą, zajęciami dodatkowymi Małej i prowadzeniem domu ? podczas jej pobytów ma czas zorganizowany od 7.00 rano do 23.00 co do kwadransa. Ja swój dzień planuję jak wstanę i wypiję pierwszą filiżankę kawy? często około południa. No a przecież nie będę dalej żyła dalej swoim rytmem i stała z założonymi rękoma, patrząc jak on się uwija. Ech? na pewno będzie ciekawie smile. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania i podołam! Trzymajcie za mnie kciuki.

(2) Ex - bo to jedyny element 'układanki' pozostający całkowicie poza moim wpływem i nie wiem jak ona będzie się dalej zachowywać. Na razie jest dobrze. Kontakty z N utrzymuje wprawdzie intensywne od początku naszego związku, ale mi to nie przeszkadza (choć wcześniej nie chciała i nie było żadnych kontaktów, a niezbędne kontakty dotyczące córki N musiał załatwiać przez zaangażowaną specjalnie do tego osobę trzecią i nie miał prawa ani dzwonić, ani pisać do Ex, ani odwieźć Małej do jej mieszkania, bo wtedy musiałaby go zobaczyć - rzekomo doradził jej to psycholog..., w co trochę nie chce mi się wierzyć, ale niech będzie). Kiedy dowiedziała się o nas powiedziała, że życzy mu, żeby nam się udało i że kiedyś na pewno mnie pozna, ale jeszcze nie jest na to gotowa (hmm?).

Niedawno były dwie interesujące sytuacje. Opiszę tę mniej hardcorową (bo ta bardziej hardcorowa jest zbyt charakterystyczna i rozpoznawalna, żeby o niej pisać na forum publicznym smile) - ciekawa jestem Waszej opinii.

Otóż Ex poprosiła N, żeby Małej w tym roku wspólnie urządzili przyjęcie urodzinowe (po raz pierwszy, bo ? jak wspominałam ? wcześniej był ban z jej strony na jakiekolwiek kontakty i urodziny Małej obchodzili osobno), bo u niej teraz krucho z pieniędzmi i chciałaby rozłożyć koszty na pół. N na to, że OK, fajny pomysł, koszty chętnie poniesie, no ale przecież mówiła, że nie jest gotowa, żeby poznać narzeczoną ? mnie. A tak, no właśnie, warunek byłby taki, że ja bym się na tym przyjęciu nie mogła pojawić. No i N odmówił? Powiedział, że w takim razie, niech ona urządzi, on się dorzuci finansowo, ale na przyjęciu beze mnie się nie pojawi, a może ona w przyszłym roku będzie już gotowa, to wtedy urządzimy urodziny wspólnie. Argumentował to tym, że: po 1. on jest ze mną i ja jestem też w życiu Małej, po 2. nie można Małej mieszać w głowie takimi akcjami, żeby nie robiła sobie złudnych nadziei i powinna mieć jasność co do relacji panujących w rodzinie. Kurcze, ale byłam z niego dumna! Ale też mu powiedziałam, że jeśli zmieni decyzję i będzie chciał pójść, to ja zrozumiem i nie będę się źle z tym czuła. On twardo, że nie. Ale tak się w sumie zastanawiam, czy go jednak nie wypchnąć, żeby jemu nie było smutno, że go nie ma na urodzinach córki, skoro miał możliwość? Z drugiej strony, jego argumentacja o niemieszaniu Małej w głowie jest słuszna. Co myślicie?

2 292

Odp: Być drugą i macochą

Ja myślę, że rozsądny gość z Twojego narzeczonego, oby tak dalej. Może przez to, że spędza z córką połowę czasu nie jest tak "wygłodniały" tych kontaktów i nie przesłaniają mu one zdrowego podejścia. To dobrze wróży na przyszłość.

Zazdrosna, dasz radę, tylko nie staraj się jak za czasów komunizmu wyrabiać 300% normy wink Jak słusznie zauważyłaś nie można kogoś na siłę uszczęśliwić. I tego się trzymaj.

2 293

Odp: Być drugą i macochą

Step-Jane,
Gratulacje świetnego faceta:). Jak długo jest po rozwodzie? Ma zdrowe podejście do małej i szacunek dla Ciebie. To pierwsze wymaga czasu, codziennie uczymy się czegoś nowego. Ex jeszcze tego brakuje, ale to kobiety mają większe kłopoty z emocjami, jednak jest na dobrej drodze smile

2 294

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Ja myślę, że rozsądny gość z Twojego narzeczonego, oby tak dalej. Może przez to, że spędza z córką połowę czasu nie jest tak "wygłodniały" tych kontaktów i nie przesłaniają mu one zdrowego podejścia. To dobrze wróży na przyszłość.

O tak, na 100% przez to. Uwierz mi, on w ogóle nie jest wygłodniały i na maksa się cieszy zarówno na czas z Małą, jak i czas bez niej, kiedy może luźniej pożyć bez tylu obowiązków. A do tego od czasu zdjęcia przez Ex blokady na kontakty jest tak, że jeśli on chce zobaczyć Małą w czasie pobytu u Ex (albo Mała jego), to jeden telefon i może odebrać ją ze szkoły, zabrać gdzieś np. na lody, obiad, do kina i potem odwieźć do mieszkania Ex, z czego zresztą często korzysta (ona w drugą stronę też), więc nikt nie cierpi z tęsknoty. On Małą wychowuje samotnie na pół etatu od kiedy skończyła półtora roku, tworzą super zgrany duet, normalną rodzinę 2-osobową bez taryfy ulgowej w metodach wychowawczych i w ogóle nie ma takich problemów, jak opisywane tu szeroko na forum poczucie winy z powodu rozwodu i rozpadu rodziny, etc.

To drugi przypadek opieki naprzemiennej 50/50 (pierwszy u bliskiego przyjaciela - ojca 4-letniej dziewczynki), który obserwuję z bliska i muszę przyznać, że jestem ogromną zwolenniczką takiego rozwiązania po rozwodzie. O ile oczywiście dorośli potrafią wznieść się ponad własne żale i dogadać w sprawie opieki nad dzieckiem. I moja Pasierbica i druga znana mi dziewczynka pod opieką naprzemienną to bardzo szczęśliwe i otwarte dzieci bez problemów emocjonalnych, które mają niezwykle bliską więź z obojgiem rodziców (możliwe, że nawet lepszą niż w tradycyjnych rodzinach, gdzie często jeden rodzić jest trochę bardziej nieobecny z różnych przyczyn). No i rodzice zadowoleni, bo żadne z nich nie tonie na 100% w morzu obowiązków rodzicielskich albo w morzu tęsknoty i poczucia winy...

2 295

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Step-Jane,
Gratulacje świetnego faceta:). Jak długo jest po rozwodzie? Ma zdrowe podejście do małej i szacunek dla Ciebie. To pierwsze wymaga czasu, codziennie uczymy się czegoś nowego. Ex jeszcze tego brakuje, ale to kobiety mają większe kłopoty z emocjami, jednak jest na dobrej drodze smile

Dziękuję, zazdrosna13. To prawda, że jest świetny. Tak świetny, że mogłabym o tym długo pisać, ale nie napiszę, bo to nie topic p.t. "Spełnienie wszystkich marzeń 40-latki plus nawiązka" smile

Po rozwodzie formalnie 3 lata, ale rozstanie i osobne zamieszkanie było 6 lat temu (z opieką naprzemienną nad Małą od początku, potem ostatecznie potwierdzoną sądownie). A w trakcie separacji była jeszcze bardzo długa terapia małżeńska zakończona fiaskiem. Mój N i Ex naprawdę się starali to jakoś poskładać i zrobili chyba wszystko co mogli, ale im nie wyszło. Mieli krótki związek, który wisiał i tak już na włosku, ale zaliczyli wpadkę, postanowili się pobrać, a potem już niestety równia pochyła (tzn. dla mnie akurat stety, bo dzięki temu wyjdę za mąż za najwspanialszego mężczyznę jakiego w życiu znałam, a trochę ich znałam... smile). No ale mają naprawdę wspaniałą córkę, więc N niczego nie żałuje.

No właśnie... Ex to dziewczyna na poziomie, ale N twierdzi, że baaardzo niestabilna emocjonalnie od zawsze (z powodu traumatycznych przejść w młodości), chociaż pracuje nad sobą i się stara. Zanim pojawiłam się ja, nie mogła nawet na niego patrzeć ani porozmawiać o sprawach dot. Małej "bo on jej zniszczył życie i jej proces uleczania się wymaga całkowitego odcięcia się od niego". Chociaż możliwe, że zmiana nastawienia nie miała związku ze mną, tylko z jej rozstaniem w tym samym czasie z jej partnerem - podejrzewamy, że blokady na kontakty z N żądał właśnie on. Zresztą wyznała niedawno, że rozstali się, bo jej partner był... uwaga... zazdrosny o N..., co N lekko zszokowało - bo przez 2 lata mieli zero kontaktu, a wszystkie sprawy Małej załatwiali przez osobę trzecią.
Teraz jest normalnie, ale trochę się boję z czym może wyskoczyć... Mam nadzieję, że będzie dobrze, a jak nie, to mój N załatwi tak, żeby było dobrze smile

2 296

Odp: Być drugą i macochą

Step Jane, a Wy długo jesteście razem? Bo brzmisz trochę jak zakochana małolata wink
Pozostaje trzymać kciuki, żeby i po ślubie i zamieszkaniu razem było nadal tak różowo wink

2 297

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Step Jane, a Wy długo jesteście razem? Bo brzmisz trochę jak zakochana małolata wink
Pozostaje trzymać kciuki, żeby i po ślubie i zamieszkaniu razem było nadal tak różowo wink

Hehe, Metaksa, bo ja jestem zakochana jak małolata. Tyle, że bez tych wszystkich niepewności i małoletnich jazd, typu: co on tak naprawdę czuje, czy kocha mnie naprawdę albo czy jestem tego warta? smile Co więcej, z każdym dniem jestem zakochana coraz bardziej - gorąco polecam, świetna sprawa!

Nie, nie długo, poznaliśmy się niecały rok temu. Nie wiem czy się odróżowi czy nie, ale od wielu miesięcy bardzo rzetelnie szukam dziury w całym i nie mogę znaleźć. Zresztą, ja wierzę w happy endy. I dlatego  właśnie nigdy wcześniej nie poszłam na kompromis w tej kwestii i nie zdecydowałam się wyjść za żadnego z partnerów za mąż pomimo różnych nacisków - aż do chwili w której wybrałam rozwodnika z dzieckiem smile. I jestem pewna tego wyboru jak żadnego innego w życiu.

2 298

Odp: Być drugą i macochą

Ooooo. Wiadomość z ostatniej chwili. Ex postanowiła, że jednak nie wyprawi Małej przyjęcia urodzinowego, ale - na prośbę N - odda nam Małą na całe popołudnie do wieczora w dniu urodzin, bo my jej zapewnimy na pewno fajne atrakcje urodzinowe, no i będzie sprawiedliwie, bo Mała spędzi część urodzin z mamą od rana, a część z tatą. Fiu fiu. Wielki szacun dla tej kobiety.

2 299

Odp: Być drugą i macochą

czesc wszystkim smile
Zaznaczam na wstepie że jestem jedna nogą macochą a druga nogą mamą. Tak sie zlożyo, że jako porzucona mama związałam się z mezczyzną wychowującym samotnie córeczke smile Opisałam dzisiaj swoj problem ale okazalo sie że nie tam gdzie pwinnam hmm Wiec wklejam tu w nadzieii że ktoś się wypowie smile

2 300

Odp: Być drugą i macochą

Cześć EvEmama!
Gdzie ten opis problemu? Nic nie wkleiłaś.

2 301

Odp: Być drugą i macochą

Mam mały problem i potrzebuje obiektywnych opinii.
Związalam się z mężczyzną (najcudowniejszym na świecie:))po przejsciach, amianowicie rozwodnik z dzieckiem.
Związałam się takze z jego corką i tak to się jakoś ułożyło ze razem z moja corką tworzymy sobie troche dziwną ale fajną rodzine.
Jego była żona wybrała inne życie w UK i kolokwialnie mowiąc olała rodzine i poszła w tango smile
Wygladało to w dużym skrocie tak:
Pobrali sie , pojawilo sie dziecko, ona wiecznie zmęczona , on pracujący i zajmujący się dzieckiem .....
Po ok 1,5 roku ona zapisuje się na salsę i przestaje wracac na noce wychodzi codziennie itd...w końcu kogoś poznała.
Odwozą dziecko do PL do babci żeby "naprawic swoje relacje" ale ona już całkiem odpuszcza i nie ma jej 2 tygodnie w domu.
On się pakuje i jedzie do polski do dziecka zostawiając jej opłacone mieszkanie i gotowke.
Ona nie pojawia się na sprawie rozwodowej ani na sprawie o opiekę(odsyła podpisany papierek który napisał jego prawnik, że ona nie może sie zajmowac dzieckiem i że zgadza sie na oddanie na wychowanie ojcu)
Umawiaja sie ze on nie bedzie jej utrudniał kontaktów a ona bedzie dzwonić i przyjezdzać.

Dziecko miało 2,5 roku jak się rozstali teraz ma 5,5. Od dwoch lat mieszkamy razem i tyle samo mam przyjemność ją wychowywać.

I owszem dzwoni raz na 2 tygodnie  dzwoni i raz na 3 - 4 miesiące przyjeżdza na tydzien i zabiera dziecko do swoich rodziców do innego miasta.
Traktuje dziecko jak zabawke- przyjezdza jak sie steskni i wyjezdza jak sie nacieszy .
Mała coraz mocniej przezywa te wizyty a podkreślam że jest dzieciem bardzo wrazliwym.
Staje sie to nie do zniesienia bo jak wraca to przez miesiąc musimy ją wyprowadzać na prostą. Kazde nasze zabronienie  lub nakazanie kończy się obrazeniem , awanturą i tym ze ona chce do babci (zadziej do mamy). Mała ma problemy z jedzeniem i jak tylko uda nam sie ją przełamać i zaczyna jesc to jedzie tam i wraca niejedzące niczego dziecko. Pani w przedszkolu rowniez powiedziala ze po takich wyjazdach są z małą problemy-jest zamknieta w sobie i ucieka od grupy, nie chce uczestniczyć w nauce bo jak jej coś nie wychodzi to się załamuje itd....

Mój mężczyzna zaproponował ex zeby teraz w marcu nie brała małej do rodzicow tylko zeby wynajela jakis hostel w naszym miescie zeby malej nie dezorganizowac zycia, tlumaczyl jej wszystko tak jak ja wam ale ona swoje ze on jej robi na złość i że chce ją odsunąć od dziecka a ona się przeciez tak bardzo stara i robi co moze... widywanie dziecka raz na 4 miesiące to w jej mniemaniu staranie....
I teraz moje pytanie:
CO ROBIC? pozwolic malej tam jezdzic i liczyc na to ze nie wpadnie w nerwice?
Wytrwac w postanowieniu że ma przyjezdzac do malej tu ?
Boimy się ze ona na złość bedzie chciala odzyskac dziecko(i tak zajmowałaby się babcia) i czy może tak się stać?
Czy po takim czasie nieobecności w jej życiu ma jakieś szanse w sądzie?

2 302

Odp: Być drugą i macochą

Tytuł tamtego to "matka na odległość- problem z wizytami" jest w dziale zdrada, rozwód ... gdyby ktoś mial ochotę bo tam obszerniej opisałam problem

2 303

Odp: Być drugą i macochą

Jane, tylko pozazdrościć takiej ex:) Mam nadzięję, że będzie nadal trzymała taki pozom, bo jak wiemy róznie z tym bywa. A i facet całkiem do rzeczy. Szczęściara:)

2 304

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Jane, tylko pozazdrościć takiej ex:) Mam nadzięję, że będzie nadal trzymała taki pozom, bo jak wiemy róznie z tym bywa. A i facet całkiem do rzeczy. Szczęściara:)

Pokazała, moim zdaniem, wysoki poziom emocjonalny, bo przecież bardzo łatwo mogła uderzyć w kierunek "tatuś woli nie zobaczyć córki w dniu urodzin niż spędzić kilka godzin bez nowej pani".
No szczęściara ze mnie, jak w pysk strzelił. Też mam nadzieję na utrzymanie poziomu smile

EvEmama,
nie umiem nic doradzić. Mam za mało wiedzy i doświaczeń w temacie. Może bardziej doświadczone koleżanki...

2 305

Odp: Być drugą i macochą
Step-Jane napisał/a:

Pokazała, moim zdaniem, wysoki poziom emocjonalny, bo przecież bardzo łatwo mogła uderzyć w kierunek "tatuś woli nie zobaczyć córki w dniu urodzin niż spędzić kilka godzin bez nowej pani"

dokładnie w ten deseń..hehe widzę, że dokładnie przestudiowałaś wątek i trochę się dowiedziałaś o zagrywkach w jakich się lubują niektórzy:)

2 306 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-01-18 10:59:52)

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

I owszem dzwoni raz na 2 tygodnie  dzwoni i raz na 3 - 4 miesiące przyjeżdza na tydzien i zabiera dziecko do swoich rodziców do innego miasta.
Traktuje dziecko jak zabawke- przyjezdza jak sie steskni i wyjezdza jak sie nacieszy .
Mała coraz mocniej przezywa te wizyty a podkreślam że jest dzieciem bardzo wrazliwym.
Staje sie to nie do zniesienia bo jak wraca to przez miesiąc musimy ją wyprowadzać na prostą. Kazde nasze zabronienie  lub nakazanie kończy się obrazeniem , awanturą i tym ze ona chce do babci (zadziej do mamy).

CO ROBIC? pozwolic malej tam jezdzic i liczyc na to ze nie wpadnie w nerwice?
Wytrwac w postanowieniu że ma przyjezdzac do malej tu ?
Boimy się ze ona na złość bedzie chciala odzyskac dziecko(i tak zajmowałaby się babcia) i czy może tak się stać?
Czy po takim czasie nieobecności w jej życiu ma jakieś szanse w sądzie?

Znam to z autopsji - dziecko zabawka Ex. Dla dobra małego staraliśmy się ograniczyć ich kontakty, tym bardziej, że matka ułatwiała nam to i wciąż robiła problemy z przyjazdem po dziecko. Nagle zrobiła się kochaną, poprawną "mamusią" i namieszała w głowie młodemu. Chłopak w końcu zbuntował się zupełnie, płakał, że tęskni i odwieźliśmy go do niej. Ciekawe, jak długo będzie miał taką sielankę? Ludzie się tak nagle nie zmieniają, ale trzeba zrozumieć, że dziecko ma wciąż nadzieję, bo to jego matka.
Niech mała podejmie decyzję, to co zakazane tylko zwiększa chęci i obróci się przeciwko wam. Nikt jej nie przetłumaczy i sama musi się przekonać na własnej skórze.

2 307

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

dokładnie w ten deseń..hehe widzę, że dokładnie przestudiowałaś wątek i trochę się dowiedziałaś o zagrywkach w jakich się lubują niektórzy:)

O tak, przestudiowałam bardzo dokładnie. I jestem Wam bardzo wdzięczna za to forum, bo dzięki niemu na wiele rzeczy spojrzałam trochę realniej i poukładałam sobie w głowie plan działania.

I nadal jestem pełna optymizmu. Po ostatnim weekendzie wyjazdowym, Mała trochę marudziła, że się rozjeżdżamy (oni do swojego domu, ja do swojego), bardzo chciała zostać na noc u mnie i zapytała czy kiedyś w końcu będzie tak, że będziemy razem długo. Na razie nie mówiliśmy jej, że zamieszkamy wszyscy razem, ale powiedzieliśmy, że pojedziemy na wspólne długie wakacje (już mamy zaplanowane), co ją strasznie ucieszyło. Ogólnie N mi mówi, że nie widział jeszcze, żeby ona tak do kogoś kiedykolwiek lgnęła jak do mnie i że opowiada mi rzeczy, których nie opowiada nawet jemu. Ostatnio sama z siebie przygotowała dla mnie prezent (słoneczko z gliny do powieszenia na choince), a na święta i nowy rok dostałam laurkę smile. Ja, choć z definicji nigdy nie przepadałam i nadal nie przepadam za dziećmi, Małą szczerze uwielbiam. Jest na czym budować.

A dziś jestem mega-szczęśliwa, bo przyjeżdża N i mamy dla siebie całe 3 (trzy!!) tygodnie wspólnego mieszkania we dwoje. Lala la.

2 308

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna13 dzieki za odpowiedz smile
Tylko nie wiem jak 5-cio letnie dziecko może pojac decyze skoro raczej logiczne jest to, ze wybierze sielanke i brak zasad u matki a nie obowiązki i zasady u nas hmm
Step-Jane-wypowiem sie bo jak wspominałam, jestem jedną nogą po drugiej stronie wink ja z moim ex rozstalismy się jak moje dziecko mialo 2,5 roku (zdradzał mnie przez pare miesiecy i wkońcu do niej odszedł) emocjonalnie leżałam na ziemi i można mnie bylo zeskrobywac...nie ważne. wstałam i zaczełam sobie powtażać że teraz liczy się tylko moja córcia i powtazam to sobie do dziś pare razy dziennie...my tez stosujemy forme opieki naprzemiennej( naprzemiennie dni tygodnia i co drugi weekend) i dla mnie, jako wcześniej matki na pełen etat to było tak jakby mi ktoś zabrał jakąś kończynę:( bardzo ciężkie - nie zycze nikomu... Powiem szczerze że gdyby nie ta moja "druga noga" to nie czytałabym tego wszystkiego bo niektore wypowiedzi dla mamy sa bardzo krzywdzące sad Ja do teraz zaciskam zęby jak moje dziecko idzie do taty i wiem ze tam spędza czas również z nią... ale nie odzywm się bo ona jest dobra dla małej i też wiem że nic z tym nie zrobie... Ciesze sie ze umiesz powiedziec o "mamie" (określenie "nasza ex" bardzo mi sie nie podoba) dobre słowo i docenić ja jako matke.
Nie wszyscy na tym forum to potrafią. Jestem w stanie to zrozumieć bo wiekszość z was zna tylko ta jedną stronę medalu i zadnej nie zycze zeby przechodzila przez to co ja . Bo niezależnie od czynników powodujących rozpad związku ta pierwsza kobieta zawsze jest przedewszystkim matką, a matke najbardziej boli to że jej dziecko spedza czas z kimś kogo nie znamy i czesto nie mamy ochoty poznać(z różnych powodów). Jestem mamą i macochą i dla tych moich szkrabów robie wszystko co moge zeby było im dobrze. Nie ograniczam praw byłemu (nawet nie byliśmy w sadzie) nie biorę alimentów poprostu staram się cieszyc tym ze mała ma ojca którego kocha - choć przepłakuje prawie wszystkiw dni bez niej sad Nie nastawiam pasierbicy przeciwko mamie mimo że uważam że nie zasługuje na określanie się tym mianem-ale ja to mówie z czystym sumienie bo sama jestem matka i mam porównanie...

2 309

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

zazdrosna13 dzieki za odpowiedz smile
Tylko nie wiem jak 5-cio letnie dziecko może pojac decyze skoro raczej logiczne jest to, ze wybierze sielanke i brak zasad u matki a nie obowiązki i zasady u nas hmm

Wierz mi, wiek nie ma tu nic do rzeczy, dziecko zawsze wybierze to, co pozornie dla niego lepsze, łatwiejsze. Pozostaje tylko nadzieja że sąd zrozumie, że to nie zabawka i nie zgodzi się by mała była na stałe przy matce.

2 310

Odp: Być drugą i macochą

Hmmmm...EvEmama a ja jednak uważam, że nie warto próbować oddzielać twojej pasierbicy od mamy. Nie znam tej kobiety, nie wiem jaką jest matką, sam fakt, że mieszka w innym kraju i zrzekła się opieki na rzecz ojca jeszcze jej nie dyskwalifikuje jako matki. W końcu czasem tak bywa, że to ojciec zajmuje się dzieckiem i nie widzę w tym nic oburzającego. Jesli tak się dogadali, tak jest im dobrze, to jest ok. Czy naprawdę zawsze musi tak być, że na matce spoczywa ten obowiązek? Druga sprawa, co sie dzieje w domu rodzinki matki tej dziewczynki, kiedy ją do siebie zabiera. Sądząc po zachowaniu dziecka zaraz po wizycie u mamy, pewnie się tam nasłucha tego i owego...Na pewno styka się z innymi zasadami, innym wychowaniem i gdy wraca, to ma po prostu mętlik w głowie. Dla dobra tej dziewczynki rodzicie powinni sie porozumieć co do modelu wychowawczego i go wspólnie realizować. Natomiast nie uważam, że dobrym pomysłem jest ograniczenie im kontaktów. Wiesz, może ty widzisz to inaczej, ale ta mała tęskni za mamą i jej potrzebuje, ona ją urodziła, są ze sobą związane i to się nigdy nie zmieni. Wiem, że ty spełniając swoje macierzyńskie obowiązki widzisz to inaczej, uważasz, że ona traktuje dziecko jak zabawkę, ale być może wcale tak nie jest. A jeśli zaczniecie jej stawiać ograniczenia, to może odbić się na małej. Dla niej utrata matki będzie dużo gorszym przeżyciem niż widywanie jej raz na miesiąc. A jeśli owa mama chciałaby odzyskać opiekę nad nią? Co wtedy? Jakieś szanse na pewno ma...
Jesteś mamą, która dzieli się swoim dzieckiem ze swoim ex. Nie gniewaj się, że określamy poprzednie partnerki mianem "ex", przecież ty tak samo robisz opowiadając o swoim byłym:) Raczej trudno mi jest pisać a tej kobiecie "mama", bo moją mamą nie jest raczej:) W każdym razie to piękne, że potrafisz schować urażoną dumę do kieszeni i pozwalasz ojcu dziecka być ojcem. Smutne jest jednak to, że właśnie tak ma większośc kobiet, że czuje iż pozwala, rezygnuje z czegoś, dzieli się dzieckiem. A to przecież nie tak...wychowujemy nasze dzieci dla świata nie dla nas...Dziecko ma ojca bez któego nie było by go na świecie i jeśli jest z nim od początku to kocha go dokładnie tak samo jak ciebie. Nie trzeba sie smucić, gdy jest z nim ale raczej cieszyc i miec świadomość, że tak powinno być. Tzn, ze jest to najlpesze z możliwych rozwiązań, jeśli rodzice nie są już w związku. A że jest tam też ona? No jest i jest dla dziecka dobra, tak? No to chwała jej za to. Na pewno nie zajmie twojego miejsca w sercu malucha, bo ty jetses jego mamą. Tak samo jak ex twojego faceta jest mamą swojej córeczki:) Nie zapominajcie o tym...

2 311

Odp: Być drugą i macochą

EvEmama!

EvEmama napisał/a:

my tez stosujemy forme opieki naprzemiennej( naprzemiennie dni tygodnia i co drugi weekend) i dla mnie, jako wcześniej matki na pełen etat to było tak jakby mi ktoś zabrał jakąś kończynę:( bardzo ciężkie - nie zycze nikomu... Powiem szczerze że gdyby nie ta moja "druga noga" to nie czytałabym tego wszystkiego bo niektore wypowiedzi dla mamy sa bardzo krzywdzące sad Ja do teraz zaciskam zęby jak moje dziecko idzie do taty i wiem ze tam spędza czas również z nią... ale nie odzywm się bo ona jest dobra dla małej i też wiem że nic z tym nie zrobie...

Mogę się tylko domyślać jakie to trudne i gratuluję Ci z całego serca, że potrafiłaś wznieść się ponad swoje uczucia. Pocieszeniem niech będzie dla Ciebie to, że robisz wspaniałą rzecz dla swojego dziecka. Tak, po rozwodzie dla prawidłowego rozwoju dziecka nie ma nic ważniejszego niż zachowanie więzi z o-b-o-j-g-i-e-m rodziców (jacy by nie byli, pomijam oczywiście patologie) i dlatego w cywilizowanym świecie większość psychologów opowiada się za opieką naprzemienną (Polska też zmierza powoli w tym kierunku, choć oczywiście jeszcze jesteśmy systemowo w ciemnogrodzie).

EvEmama napisał/a:

Ciesze sie ze umiesz powiedziec o "mamie" (określenie "nasza ex" bardzo mi sie nie podoba) dobre słowo i docenić ja jako matke.

Określenie ?Nasza? Ex czy Była Żona jest oczywiście żartobliwe i zostało ukute dla moich własnych potrzeb emocjonalnych ? w ten sposób neutralizuję potencjalne uczucie zazdrości o nią, od którego też nie jestem programowo wolna (bez względu na ich niedopasowanie, to w końcu kobieta, z którą N przeżył najważniejsze rzeczy w swoim życiu ? ślub, narodziny córki?) i oswajam fakt, że będzie w życiu moim i N już zawsze, bo inaczej być nie może i nie powinno. No jest po prostu ?nasza?, ale to nie ma być obraźliwe smile.

Przy Małej nie mówię inaczej niż ?mama?. Mała ją kocha, podziwia i co rusz wychwala przede mną, a ja jej w tym wtóruję. Wspieram pozytywny wizerunek mamy nie tylko słowami, ale i czynami (np. w Sylwestra o północy sugeruję, żeby zadzwoniła z życzeniami, bo mama na pewno będzie szczęśliwa jak ją usłyszy, sugeruję przygotowanie prezenciku przez Małą dla mamy z naszej wspólnej podróży, etc.).

Nie mam do Ex negatywnych uczuć (a jeśli cokolwiek się pojawia, to natychmiast to w sobie rozminowuję) i nie mówię o niej źle nawet do mojego N i nawet wtedy, kiedy to on się na nią o coś wkurza. Po zdjęciu blokady na kontakty 8 miesięcy temu różne tarcia między nimi bywały i tłumaczyłam mu, jak krowie na rowie, że będzie mu (jej, im) łatwiej, jeśli przestanie oczekiwać od Ex, żeby była idealna i zawsze zgodna z nim i okaże jej trochę ludzkiej życzliwości. I to działa! Jest coraz lepiej, a wiem też, że N nawet bardziej mnie za tę postawę kocha, choć na początku ze mną dyskutował (bo on ma rację ? no ma, i co z tego? nie o rację tu chodzi).

Ech? Patchwork jest trudny. I nikt o niego nie prosił, a już najmniej dziecko. Ale może działać dobrze. Aby tak było potrzebny jest jednak szacunek i życzliwość ? i ta najbardziej chyba na linii Ex-Mężczyzna oraz na linii Ex-Next. A żeby wzbudzić w sobie szacunek i życzliwość do osoby, z którą ma się naturalną ?sprzeczność interesów? niezbędne jest? miłosierdzie ? właśnie tak! MIŁOSIERDZIE.

EvEmama napisał/a:

Bo niezależnie od czynników powodujących rozpad związku ta pierwsza kobieta zawsze jest przedewszystkim matką, a matke najbardziej boli to że jej dziecko spedza czas z kimś kogo nie znamy i czesto nie mamy ochoty poznać(z różnych powodów).

Napisz proszę coś więcej o tych emocjach. Chciałabym zrozumieć. Zastanowiło mnie dlaczego Nasza Ex ?nie jest gotowa?, żeby mnie poznać, zwłaszcza, że akceptuje fakt, że Mała spędza ze mną sporo czasu i nawiązuje relację. Myślę, że ja bardzo chciałabym poznać (sprawdzić) macochę swojego dziecka. I nie sądzę aby w tym przypadku chodziło o jej zazdrość o N (rozstali się wiele lat temu, a ona potem była przez kilka lat w związku, wszystko było zamknięte i przepracowane, w tym z psychologami, na długo zanim pojawiłam się ja).

2 312

Odp: Być drugą i macochą

MariannaM - popieram w całości Twój wpis!

MariannaM napisał/a:

A że jest tam też ona? No jest i jest dla dziecka dobra, tak? No to chwała jej za to. Na pewno nie zajmie twojego miejsca w sercu malucha, bo ty jetses jego mamą. Tak samo jak ex twojego faceta jest mamą swojej córeczki:) Nie zapominajcie o tym...

"Serce" jest na szczęście baaardzo elastyczne i rozciągliwe smile. Ja też mam nadzieję pokochać swoją Pasierbicę ze wzajemnością (ten proces zresztą już się zaczął), ale przecież nie w miejsce Mamy, tylko obok, dodatkowo, inaczej.

2 313

Odp: Być drugą i macochą

nie było mowy o oddzielaniu jej od matki smile

EvEmama napisał/a:

Mój mężczyzna zaproponował ex zeby teraz w marcu nie brała małej do rodzicow tylko zeby wynajela jakis hostel w naszym miescie zeby malej nie dezorganizowac zycia, .

Chodzi nam tylko o to jak te wizyty wygladają. Dla 5-cio latki 3 miesiące to całe wieki smile i takie wyrwania jej z domu na np.dwa tygodnie owocują totalnym rozstrojem emocjonalnym.

MariannaM napisał/a:

. W końcu czasem tak bywa, że to ojciec zajmuje się dzieckiem i nie widzę w tym nic oburzającego. Jesli tak się dogadali, tak jest im dobrze, to jest ok. Czy naprawdę zawsze musi tak być, że na matce spoczywa ten obowiązek?

hmmm.... to bardzo odważne stwierdzenie, bo gdyby się rzeczywiście "dogadali" pewnie by mnie tu nie było bo nie było by problemu. Ona zadecydowała za wszystkich i nie poczuwała się do niczego. Potem zaczeła się pojawiać kiedy jej pasowało i znikała na kolejne miesiące. Dorosły ciężko znosił by takie traktowanie  a co ma powiedziec taki mały człowiek?
Nie szukalabym rady gdyby z dzieckiem było wszystko ok. Nie naleze do tej grupy kobiet która nie lubi ex bo są ex. Gdyby ona po tym wszystkim rzeczywiscie strała się robić wszystko dla dobra dziecka.... Ona potrafiła odwołać przyjazd bo niby chora a potem w necie pokazywały się zdjęcia z nart wink
Jak zaproponowaliśmy zeby przyjechala do naszego miasta i zatrzymala sie u znajomych albo w hotelu to zrobiła awanture ze chcemy jej zrobić na zlość i odsunąć ją od dziecka neutral
Jeżeli chodzi o ex- to chodziło mi o stwierdzenie "nasza ex" ja osobiscie jestem ex ale napewno nie ich wspólną smile

2 314

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

"Serce" jest na szczęście baaardzo elastyczne i rozciągliwe smile. Ja też mam nadzieję pokochać swoją Pasierbicę ze wzajemnością (ten proces zresztą już się zaczął), ale przecież nie w miejsce Mamy, tylko obok, dodatkowo, inaczej.

2 315

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

.Potem zaczeła się pojawiać kiedy jej pasowało i znikała na kolejne miesiące. Dorosły ciężko znosił by takie ... Ona potrafiła odwołać przyjazd bo niby chora a potem w necie pokazywały się zdjęcia z nart wink

no tak...to wiele wyjaśnia...Ciężka sprawa...z jednej strony małą na nią czeka, z drugiej czuje, że nie jest najwazniejsza w życiu mamy. Nic dziwnego, że się buntuje...ona bardzo chce jednak wierzyć w mamę i będzie tworzyła sobie jej doskonały obraz w głowie aby nie cierpieć. A może jednak niech twój M. spróbuje z nią pogadać tak na spokojnie? Najlepiej było by się dogadać, bo konfilkt między nimi na pewno wpłynie negatywnie na małą.

2 316 Ostatnio edytowany przez EvEmama (2013-01-18 16:27:48)

Odp: Być drugą i macochą

zaczynam się naprawde cieszyc ze tu trafiłam bo mam okazje ustrzelić ...jak to było? niewazne... w kazdym razie nareszcie mam z kim pogadac o swoich rozterkach smile ja dostaje z dwoch stron i powiem szczerze ze czasem mam serdeczny przesyt bycia ta mądrą i zrownoważoną ale cóż mi innego pozostaje... jak zwariuje to mi dzieci zabiorą wink

podoba mi sie to co napisałaś Step-Jane zacytowałam wyżej smile uczę się tu poruszeć wink
ja chyba właśnie gdzieś podświadomie tego sie bałam , że ona będzie chciala zajac moje miejsce i dlatego jej nie akceptowałam w swiecie mojej córki.
Dlaczego nie chcialam jej poznać? Cóż ona rozbiła moja rodzinę wiec mialam duuużo zalu i złości wiec to inna sytuacja od twojej. Denerwowało mnie to iż mimo moich rozmów z nia (telefonicznych) gdzie prosiłam żeby to przemyślała, że mamy małe dzieckio,ona dalej w to brnęła aż dopieła...W końcu doszło do spotkania z mojej inicjatywy (byłam jej po ludzku ciekawa) i uwazam że jest sympatyczna ale jeszcze bardzo młoda i nietaktowna(na pierwszym spotkaniu mało mi buziaka nie dała tongue) ale cała jej sympatia nie wymaze tego co zrobiła wcześniej.

Po dwóch latach funkcjonowania w tym układzie można powiedziec że juz przywykłam nawet do niej big_smile

2 317

Odp: Być drugą i macochą

EvEmama,
Uważam, że MariannaM ma rację. Twój M powinien spróbować spokojnie dogadać się z Ex. On ją w końcu zna najlepiej i może mu się udać. A jeśli w nim buzują negatywne uczucia wobec Ex - to tutaj wchodzisz Ty, żeby jakoś to w nim załagodzić, pomóc jemu zrozumieć emocje Ex, żeby przypadkiem się na coś nie wściekł w trakcie takiej rozmowy. Jesteś kobietą i matką, więc masz duże szanse smile

2 318

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

no tak...to wiele wyjaśnia...Ciężka sprawa...z jednej strony małą na nią czeka, z drugiej czuje, że nie jest najwazniejsza w życiu mamy. Nic dziwnego, że się buntuje...ona bardzo chce jednak wierzyć w mamę i będzie tworzyła sobie jej doskonały obraz w głowie aby nie cierpieć. A może jednak niech twój M. spróbuje z nią pogadać tak na spokojnie? Najlepiej było by się dogadać, bo konfilkt między nimi na pewno wpłynie negatywnie na małą.

problem w tym że mój facet jest najspokojnieszym człowiekiem jakiego znam tongue i jak z nią rozmawia to mówi prawie drukowanymi literami ale to jet jakby to powiedziec...taki typ księzniczki :
jak to ja nie moge?????!!!!!!! big_smile

Tu przypomina mi sie pierwszy jej szok jak zaczełam sie spotykać z moim F a ona zadzwoniła że ma jej przywiesc dziecko !
Osmieliłam sie zdziwić bo odległosc między miastami to 400km hmm a on mówi że wczesniej zawsze jej małą zawoził i odbierał bo ona ma tańszy przelot wtedy i on nie chcial awantur big_smile Powiedzialam ze to chore i on tez przemyslal i powiedzial jej ze jak chce to ma sie sama zorganizować bo jej nie interesuje ile on wydaje na dziecko czy mieszkanie itd.. matko kochana ...co sie działo ! aż ziemia jeczała ! nawet poszła do prawnika że on jej zabrania dziecko widywać sad masakra.. finalnie po dziecko zaczeli przyjezdzac dziadkowie :)bywało tak że zabrali malucha na tydzien a ona przylatywala na 3 dni wink

2 319

Odp: Być drugą i macochą
EvEmama napisał/a:

ja dostaje z dwoch stron i powiem szczerze ze czasem mam serdeczny przesyt bycia ta mądrą i zrownoważoną ale cóż mi innego pozostaje... jak zwariuje to mi dzieci zabiorą wink

Jesteś dzielna. Haha, nie wariuj, bo faktycznie Ci zabiorą smile

EvEmama napisał/a:

W końcu doszło do spotkania z mojej inicjatywy (byłam jej po ludzku ciekawa) i uwazam że jest sympatyczna ale jeszcze bardzo młoda i nietaktowna(na pierwszym spotkaniu mało mi buziaka nie dała tongue)

O w mordę... Kapelusze z głów, że jej przy tym buziaku w pysk nie strzeliłaś smile))))

EvEmama napisał/a:

Po dwuch latach funkjonowania w tym układzie można powiedziec że juz przywykłam nawet do niej big_smile

I tak trzymaj. Za jakiś czas wyślesz jej kwiaty z podziękowaniem, że Cię uwolniła od niewiernego ex i umożliwiła nowe życie smile

2 320

Odp: Być drugą i macochą

Z tymi kwiatami to sie usmiałam bo oboje z moim obecnym mieliśmy taki plan big_smile

2 321

Odp: Być drugą i macochą

Doskonale rozumiem smile
My kwiatów nie słaliśmy (bo to jednak cholernie złośliwe smile), ale przepełnia mnie dozgonna i szczera wdzięczność do mojego ostatniego partnera, że zdradził i porzucił oraz do Ex mojego N - za to, że jest taka jaka jest i do niego nie pasowała.

2 322

Odp: Być drugą i macochą

wiadomość z ostatniej chwili - matka mojej małej zadzwoniła w weekend i po dlugiej rozmowie i pretesjach typu "musicie brac pod uwage ze mam swoje życie" itd...(odnośnie tego żeby przyjechała do dziecka tu a nie zabierała jej do dziadków)
jak kolejny raz mój M wytłumaczył jej na spokojnie, że nikt nie ogranicza jej kontaktów i ze może przyjedzac ile jej sie podoba i jak to bedzie już jakaś rutyna dla małej to wtedy zabierać ją na pare dni i to wtedy nie bedzie taki szok dla dziecka Ona powiedziała, ze w takim razie ona przyjedzie w marcu i zabieże ją na weekend(piątek-niedziela) do dziadków i czy to nie będzie problem big_smile tu zaznaczam że sama przyjedzie do pl tydzien wczesniej tylko bedzie w rodzinnym miescie. Zamieniła tydzien na weekend ( w sumie wyjdzie sama sobota)byle nie musieć się samej zorganizować!!! I jak ja mam zrozumieć i sie nie denerwowac...

2 323

Odp: Być drugą i macochą

Ech, biedna ta Twoja Pasierbica, EvEmama... Ale co zrobisz? Matki ani nie naprawisz, ani nie zastąpisz, więc traktuj ją jako obiektywny element rzeczywistości. Dobre i to, że w ogóle chce córkę widywać...

2 324

Odp: Być drugą i macochą

EvEmama ja jestem macocha od 6 lat i moja pasierbica jest wychowywana w systemie naprzemiennym. Dwa tyg u matki i dwa u nas. I powiem ci jedno z obserwacji i doświadczenia. Dla dziecka to jest złe rozwiązanie. Moż edobre jest dla rodziców ale dla dziecka nie. Nam na początku tez wydawało się że tak jest oki ale nie jest. Teraz po czasie wychodzi jakie to jest złe rozwiązanie. Owszem kontakt z obydwojgiem rodziców powinien byc ale dziecko powinno miec jeden dom do którego przez większą część miesiąca wraca, śpi i to jest jego jedyne miejsce. Mogła bym pisac i pisac na ten temat. U nas odnioslo to tylko negatywne skutki, negatywne dla dziecka.

2 325

Odp: Być drugą i macochą

Shedira, dobre rozwiązanie dla dziecka to jest takie, kiedy dziecko mieszka w jednym domu wspólnie z mamą i tatą, którzy się kochają.
A kiedy to niemożliwe to mówimy o wyborze mniejszego zła. Utrata/osłabienie więzi z jednym z rodziców vs. utrata jednego miesjca zamieszkania i poczucia komfortu z tym związanego. Ja głęboko wierzę, że (mądrze sprawowana) opieka naprzemienna z dwoma miejscami pobytu jest lepszym rozwiązaniem dla dziecka niż poczucie opuszczenia przez jednego z rodziców. Dziecko łatwiej się adaptuje do sytuacji posiadania dwóch domów niż do sytuacji utraty jednego z rodziców.

2 326

Odp: Być drugą i macochą

Ale napisz, Shedir, proszę coś o tych złych doświadczeniach, bo to ważne.

2 327 Ostatnio edytowany przez EvEmama (2013-01-22 18:36:14)

Odp: Być drugą i macochą

witaj shedir smile
U nas ta opieka przybrała troche inną formę ponieważ nie byłam w stanie zgodzic sie na nie widzenie mojej córeczki przez tydzień czy dwa...
Umarłabym chyba albo bym zwariowała. My się wymieniamy w tygodniu np:
W poniedziałek były odbiera małą z przedszkola i prowadzi na tance jest u niego do wieczora co drugi tydzien.
wtorek śpi u niego co dugi tydzień ( po moim weekendzie kiedy wiem że są stęsknieni)
w środe jest u mnie a w czwartek on ma popołudnie a śpi u niego co drugi tydzien(przed moim weekendem) big_smile
Wiem ze skomplikowane ale wypracowywaliśmy to przez 2 lata i teraz widze ze to najlepszy układ z możliwych. Mała większość czasu śpi w domu wieć ma poczucie "swojego miejsca na ziemi" ale duuużo czau spędza z tata co jest bardzo ważne. ja po tym czasie moge stwierdzić z czystym sumieniem że taki układ nie ma prawa bytu w sród rdziców którzy nie pozamykali swoich żali i zatargów bo tu niestety trzeba dużo rozmawiać i trzymac wspólny front. Nie ma mowy o złośliwościach czy pretesjach( z wyjątkami tongue) bo wszystko co sie robi robi sie w imie dobra dziecka.
Córeczka rozwija sie cudnie, jest zdolna, grzeczna( z wyjątkami tongue) i kocha nas oboje a my ja i ona o tym wie:)
Wierz mi ja mialam mnóstwo obaw i na początku byłam sceptycznie nastawiona z róznych względów.... zakładałam nawet temat tutaj http://www.netkobiety.pl/t29928.html
Czasem nadal wolałabym miec ją cały czas przy sobie i z nikim nie musieć dzielić jak normalna matka ale tak wyszło... on to spiepszyl a konsekwencje ponosimy wszyscy , tak jest zawsze ale trzeba robic tak żeby to było jak naj mniej kzywdzące dla dziecka bo ono się z rodzicami nie rozwiodło....

2 328 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2013-01-22 19:02:45)

Odp: Być drugą i macochą
Step-Jane napisał/a:

Shedira, dobre rozwiązanie dla dziecka to jest takie, kiedy dziecko mieszka w jednym domu wspólnie z mamą i tatą, którzy się kochają.
A kiedy to niemożliwe to mówimy o wyborze mniejszego zła. Utrata/osłabienie więzi z jednym z rodziców vs. utrata jednego miesjca zamieszkania i poczucia komfortu z tym związanego. Ja głęboko wierzę, że (mądrze sprawowana) opieka naprzemienna z dwoma miejscami pobytu jest lepszym rozwiązaniem dla dziecka niż poczucie opuszczenia przez jednego z rodziców. Dziecko łatwiej się adaptuje do sytuacji posiadania dwóch domów niż do sytuacji utraty jednego z rodziców.

zgadzam się całkowicie...

EvEmama i za taką postawę czapki z głów! Reprezentujesz niestety mniejszość tych matek, które rzeczywiscie myślą o swoim dziecku a nie o sobie. Dojrzałaś do roli jaką zgotowało ci życie, potrafiłaś wyjść poza schemat i dzięki yakiej postawie wasza córeczka zdorow się rozwija i nie cierpi przez rozstanie. Bo każąc partnera za koniec związku, tak naprawdę przede wszystkim każemy dziecko. Nie ma inaczej...Życzyłabym wszystkim dzieciom, których rodzice się rozstali, aby miały możliwość w taki sposób przez to przejść, aby nie straciły któregoś z rodziców...najczęściej ojca...

2 329 Ostatnio edytowany przez EvEmama (2013-01-22 19:00:22)

Odp: Być drugą i macochą

Mam w sumie do was pytanie:
Dlaczego nazywacie siebie macochami a dzieci pasierbami skoro w wiekszosci przypadków te maluchy maja swoje mamy...
dziwie sie bo dla mnie kobieta może być macocha kiedy dziecko straciło(z jakiegokolwiek powodu) swoją mamę.
Kiedy dziecko jest wychowywane np. w systemie naprzemiennym czy jest u ojca na weekendy to okresowo jesteście macochami a okresowo nie?
Moja córka na przykład nie jest niczyją pasierbicą.... i jakbym usłyszła cos takiego to nie ręcze za siebie...
Sama nie czuje sie do końca macochą ,chodz matka mojej starszej raczej sie nie udziela w wychowaniu, to jednak żyje i bywa obecna ....

2 330

Odp: Być drugą i macochą

ja tam młodego nie nazywam pasierbem ani siebie macochą...moim zdaniem to taka nazwa "robocza" na potrzeby forum...A tak poza tym jak nazwać tę rolę którą spełnia partnerka ojca? Ciocia...? W pewnym sensie jednak dzieci związują się też a nami, z jednymi mniej, z innymi bardziej...

2 331

Odp: Być drugą i macochą

A ja lubię słowa macocha / pasierbica, bo to określenia relacji r-o-d-z-i-n-n-e-j i w ten sposób wzmacniam swoje poczucie, że córeczka mojego N to moja, patchworkowa, bo patchworkowa, ale jednak "rodzina", a nie jakieś tam obce dziecko. Poza tym, obiegowe schematy chyba niezbyt się imają mojego umysłu, bo te słowa wcale mi się źle nie kojarzą, wręcz przeciwnie smile. A macocha Kopciuszka była zwykłą suką, ale nie dlatego, że była macochą, tylko to zła kobieta była smile

2 332

Odp: Być drugą i macochą

Mojego meża corka nie ma matki, ale ja unikam okreslenia słowa macocha, ona zresztą nawet sama  tej nazwy nie uzywa ,przynajmniej nigdy nie slyszalam aby takim okresleniem sie poslugiwala,z tego co wiem i slyszalam to mowi o mnie do kogos " taty żona ..."
Co do miana Pasierbicy, tez unikam tej nazwy, zas ma przydomek Pchła, nieraz na pasierbice pisze sie skrotem "Pc" i  ja ją nazywam Pchła bo to jest taka typowa pchła,mała i skoczna ugryźliwa jak pchla :)Idealnie pasuje do niej te okreslenie i tak jest

2 333

Odp: Być drugą i macochą

Ja nie jestem osoba która jednemu z rodziców chce ograniczyć kontakt z dzieckiem. Uważam że dziecko musi miec kontakt z każdym z rodziców ale powinno miec jeden dom.
Moja propozycja brzymi: niech dziecko mieszka tylko w jednym domu a niech to do niego wprowadzają sie rodzice. Tydzień u dziecka, tydzień u siebie, albo po dwa albo co jest najgorsze po dwa dni, po trzy dni i tak przez w dobrej perspektywie 15 lat. Nie sądze by ktokolwiek z nas wytrzymał to długo, a dziecko nie ma wyjścia. Ja sobie tego nie wyobrażam szczerze powiem.

Jestem zdania że dom jest jeden i dziecko musi miec jeden dom. Rozumiem, że rodzice tak wychowujący dziecko będa bronili swojego podejścia i mówili, że możliwe sa dwa domy, dziecko i tu i tu czuje się świetnie, są zgodni itd. Znam to wszytko bo to przechodziłam. Ale to bardziej duma rodziców. Niestety to działą tak na krótka metę. Dla dziecka takie życie to ogromny, ogromny stres. Zycie na grafiku.

Mój maż tez był ogromnym zwolennikiem takiej metody, a teraz po 8 latach mówi jasno, że to nie był dobry pomysł i bardzo źle to wpływa na dziecko i drugi raz by tak nie zrobił. On nie jest z facetów którzy zapominaja o dziecku albo sa niedzielnymi tatusiami dlatego to tak wygląda ale duzo lepiej by było gdyby widywał się z młoda, spędzał z nia dzień ale żeby na noc wracała przeważnie tam gdzie ma stałe miejsce zamieszkania. A czy to matka czy ojciec to juz kwestia tego jak wygląda sytuacja.

Co się stało z dzieckiem. Taki układ powoduje że dziecko musi sie przyzwyczaić do funkcjonowania na dwa domy, a tak naprawde żadnego nie uważa za swój podstwowy dom, oazę bezpieczeństwa. Jest podrzucane jak laleczka na dwa dni do tatay, na dwa do mamy itd. A przeciez wcale nie musi mieć ochoty na takie wedrówki. Czuje się często pokrzywdzone, niewysłuchane i że nikt niereaguje na jego potrzeby. Uczy się manipulowania i wyciagania jak najwięcej dla siebie. U nas z młodej zrobił się mały potwór. Powiedzmy sobie szczerze nie zawsze będziecie w zgodzie z ex i nie zawsze będziecie  w stanie dojśc do porozumienia. Dojdą nowi partnerzy, może dzieci a to juz duża zmiana. Jakies nowe zasady to jest nieuniknione. Takie dziecko uczy sie jednego, gdzie sa słabe punkty i uderza w nie. Nasza młoda zrobiła sie wyrachowana w tym co robi do granic możliwości. Kłamie, oszukuje wymyśla historie aby napuścic rodziców na siebie.Wciaga w to dziadków więc wywołuje kolejne problemy. Nam mówi że tak robi i będzie robiła bo jej to odpowiada i podoba jej sie to.  Może tym wiele ugrac i nieobchodza ja uczucia innych. My o tym wiemy, a matka nie daje sobie nawet powiedziec ze tak sytuacja wygląda. Młoda jest egoistka myśląca tylko o sobie. Każdy temat, wszytko próbuje wyłapac aby potem to wykorzystac. Zrobiła się jak mały szpieg. Kiedy jest u nas nie sa poruszane żadne tematy, trzeba zawsze uważać na to co sie mówi bo ona wszytko wynosi i jeszce w taki sposób tym manipuluje że robia się straszne afery i jest wojna. Nie inetresuje ja to że wymyślone przez nia rzeczy moga kogos krzywdzić. Osoby z zewnatrz mówia że to jest niemożliwe żeby 8 latka takie rzeczy robiła. Niestety mozliwe bo takie dzieci są emocjonalnie na dużo wyższym poziomie, a do tego gdy sa inteligentne tak robią.
My mamy synka, przyrodniego brata młodej i on mając 2 lata tez jest czesto jej tarcza. Potrafi go napuszczac do zrobienia rzeczy złych a i czasami zdarza się że sama oróbuje zrobic mu krzywdę. Młoda jest inteligentna i cwana ale niestety ma cechy socjopatyczne, a to jest przyczyna środowiska i warunków w jakich się wychowała. Wszyscy na około ja kochaja i o nia dbaja i zawsze tak było, a mimo to nie jest dobrze bo takie wrunki dla dziecka nie sa dobre.

2 334 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2013-01-23 10:54:32)

Odp: Być drugą i macochą

Shedir, tak sę zachowuje coraz częściej moja córka w konfilkcie który sie toczy miedzy mna a jej babcią. To jednak nie jest wcale wynikiem opieki naprzemiennej, to kwestia charkteru i tego w jakim kierunku sie go rozwija. Ja to widze na przykłądzie dwojga dzeci, jedno reaguje zupełnie inaczej na te sama syt. drugie jeszcze inaczej.
Opieka naprzemienna powinna moim zdaniem zakładac istnienie jednego domu, takiej bazy i drugego domu, gdzie dziecko bedzie sie rónwniez czuło dobrze. No i dziecko ma prawo wyrazic swoje zdanie, ze np dzis jednak chciałoby zostac u mamy. Ja widze, jak młody przezywa gdy nie moz sie z ojcem zobaczyc kilka dni, bo akurat mamusia znowu dostała hopla, i uwierz mi, ze dla niego to gdze spi ma akurat drugorzędne znaczenie. A nawet wiecej, dom ojca uwaza za swój najważniejszy dom a przeciez nie wychowuje sie tu od małego...Są wiec różne dzieci i rózne potrzeby. A teraz jdno pytanie, czy mamy zgodza sie aby to u ojca był ten JEDEN dom a one bedą tylko odwiedzały dziecko, albo je brały na spacer? Chyba nie, bo przecież to dla nich straszne cierpienie...Zapewniam ze dla ojców podobnie...a o dziecku tęskniącym za rodzicem już nie wspomnę. Dla młodego decyzja ze ma nie nocowac u nas w tygodniu jest straszna, on za kazdym razem narzeka, ze chce z tatem poczytac ksiązke przed snem, ze che spac w swoim łóżeczku u nas...Ni wiem, moze to jakies wyjątkowe dziecko jest.

2 335

Odp: Być drugą i macochą

I czyja to wina, bo na pewno nie tego dziecka... A braku wyobraźni super mamuśki i braku możliwości porozumienia względnie normalnego miedzy matką a ojcem.

U nas to samo - mimo, że brak opieki naprzemiennej i chłopaki są co drugi weekend, poza tym widzą sie z ojcem w tygodniu to i tak bardzo się zmienili, cholernie rozbestwili, rozleniwili, olewają wiele rzeczy, ciężko cokolwiek wyegzekwować. A czemuż to? Bo mamusia laskę kładzie i niczego nie uczy, pogrążona w swoim światku chęci odwetu i sączenia jadu. Zajęta sobą i swoimi problemami, a nie dobrem dzieci.
Nic nie można ustalić, nic się dowiedzieć, nic konkretnego nie usłyszysz od niej. Ciągłe, durne przepychanki i robienie na złość, byleby utrudnić.

Chłopcy z nią rozmawiają o wszystkim, a ona subiektywnie tłumaczy im różne rzeczy całkowicie mijając się z prawdą. Młodszy ma oczy dookoła głowy, łypie każdy ruch, każdy gest, sprawdza, szpieguje, słucha wszystkiego i zdaje relacje od a do z. Za każdym razem jest przepytywany. Jaki jest komentarz mamusi na opowieści - wolę nie wiedzieć. Starszy totalnie rozdarty konfliktem lojalności. Ma zakaz mówienia czegokolwiek i rozmów na temat tego co dzieje się w domu, co się tam mówi i co on słyszy. Dziecko samo mówi, że chciałoby porozmawiać i na pewno lepiej by mu było, ale nie może, bo później jak mówi mamie (a nie mówić jeszcze nie potrafi) to dostaje taki opier papier i mnóstwo kolejnych zakazów, że szkoda gadać. Więc rozmowy są głównie o szkole, o kolegach, o zabawie i o przysłowiowej doopie Maryni.

Aż boję sie myśleć co ci chłopcy będą mieli w głowie za kilka lat, jakie wartości, jakie chęci, w którą stronę pójdą i jakie jeszcze będą z nimi problemy. Nie wiem czy zobaczą obiektywnie całość sytuacji w przyszłości. Jeszcze nie dawno tak myślałam, ale dziś, boję się że będą przez nią za bardzo wypaczeni i nie da się tego odwrócić. Może powiedzą jej w przyszłości prawdę o niej, a może nie i wbije im się w głowach to co ona im tłumaczy. Tak czy siak - sama sobie krzyż łuska. Nie będzie miała z nimi lekko i na pewno dadzą jej popalić, a wtedy z płaczem do ojca po pomoc przyjdzie - oby nie było za późno!

2 336

Odp: Być drugą i macochą

Saphira, pozostaje wierzyć, że chłopcy załapią akurat te wartości, które powinny. Co innego można zrobić?

2 337

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, czy znacie się może na prawie spadkowym? Załóżmy, że budujemy sobie z moim M. dom. Co się z nim stanie w przypadku, gdy to M. się prędzej zawinie z tego świata na łono Abrahama? Konkretnie chodzi mi o to, czy jego dzieci będą miały jakieś prawa do tego domu za mego życia?

2 338 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2013-02-04 08:56:31)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Dziewczyny, czy znacie się może na prawie spadkowym? Załóżmy, że budujemy sobie z moim M. dom. Co się z nim stanie w przypadku, gdy to M. się prędzej zawinie z tego świata na łono Abrahama? Konkretnie chodzi mi o to, czy jego dzieci będą miały jakieś prawa do tego domu za mego życia?

Dzieci dziedziczą razem z współmałżonkiem w rónych częściach : pół majątku należy do ciebie a drugie pól do męża i tą jego część należy się żonie i jego dzieciom w równych częśćiach (dwójka dzieci + obecna żona = po 1/3 dla każdego). Czyli po śmierci męża żona zostaje w posiadaniu 4/6 całego majątku jakiego dorobiło się małżeństwo.
Jeśli oprócz domu/mieszkania było konto, lokaty, dzieła sztuki itp to należy wszystko zgłosić do masy spadkowej.

2 339 Ostatnio edytowany przez pogubiona ona (2013-02-04 15:55:04)

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was wszystkie smile

Czytam i czytam - niesamowite jest to forum smile Juz mi pomogło czytajac wypowiedzi innych, mam nadzieje ze pomoze mi bardziej jak wypowiecie sie na tamat mojego problemu.

   Mam nadzieje ze mi doradzicie i pomożecie jakoś poukładać wszystko w mojej głowie.
Bardzo sie ciesze ze są tutaj osoby ktore przeszły trochę w zyciu i mają doświaczenie którym się dzielą.

Jestem ponad rok z facetem jest miedzy nami wiecej niz 10 lat roznicy wieku- ale to zaden problem , uwazam ze dzieki temu bardzo sie docieramy smile - no ale to inny temat...
On ma córke z poprzedniego zwiazku (12lat- dogadujemy sie swietnie) . Zaznacze ze mieszkamy za granica (corka jest w Polsce)
W zeszłym roku spedzilismy razem wakacje , mialysmy okazje by ze soba troche poprzebywac a nie tylko rozmawiac na skype czy przez tel, nasze relacje jeszcze bardziej sie ociepliły. Akceptuje mnie, pyta o mnie, sama pisze, dzwoni. Pewnie ma na to wpływ tez ze jestem młoda i nadarzam (jeszcze big_smile ) za tym wszystkim co dzieje sie w jej swiecie. Rozmawiam z nia na luzie, od poczatku czujemy sie swobodnie. Bardzo sie ciesze sie mnie zaakceptowała. ALE...
No własnie mam problem z byłą zona ... i tak tak wiem ze moze zaraz mi napiszecie ze jestem niedojrzała etc ALE kochane weszłam tu nie po to zeby mnie jeszcze bardziej zdołowac a zeby ktoś mi przemówił i pomógł ...
Rozstali sie 8 lat temu (mnie poznał jak byl 7 lat po rozwodzie) temat całkowicie zamkniety, było mineło...
No własnie ale mi w głowie nie mineło, najpierw to mi ona nie przeszkadzała,
nie maja ze soba kontaktu , no czasami jesli chodzi o dziecko ( i mi to nie przeszkadza)
ale ona ciagle przyjezdza do jego rodziców (niby pod pretekstem ze corke przywozi) dodam ze ma swoje zycie (kolejnego meza i dziecko z nim) Kiedys zrobila duzo złego, kazdy na nia gadal a teraz co do byłej tesciowej na kawki jezdzi ??
No krew mnie zalewa...

Mam problem z samoocena hmm i sie nie porownuje (staram sie bynajmniej) ale nie potrafie tego zrozumiec ze ona tam jezdzi. Powinna pzostawic  dziecko i dowidzenia a nie na kawki chodzic.
Nie potrafie tego zrozumiec- taka zła , tak na nia mowili a teraz co ?
Jak ja tam bylam (na wakacjach) w domu i ona przywiozła dziecko to nie weszła do srodka.
Wiem nic mi nie zrobila.. powinnam sie cieszyc ze taka byla jaka byla i ze teraz ja jestem z moim K. ale no nie moge ...
Zdawałam sobie sprawe z tego ze ona bedzie sie przewijac przez zycie (ze wzgledu na dziecko) ze bedzie sie moj K z nia kontaktował ale nie przypuszczałabym ze znajde sobie w glowie problem ze ona tam jezdzi.
Dodam jeszcze ze moja przyszla tesciowa mowi ze tak poprostu jest , ze kiedys nie przychodzila a jak urodzila nastepne dziecko (juz z tym drugim mezem) to weszła i tak juz sie niby ,,wprasza,,. Posiedzi , niby o dzieciach pogadaja i sobie idzie. I oczywiscie to wszystko dla dziecka (corki). Taaaaa...

Rozmawialam z moim K- wiem ze jego to nie obchodzi i nie przeszkadza mu to ze ona tam przyłazi, mowi ,,co mam zrobic?,, jest mu to obojetne. A ja jestem ... no i tu szczerze sie przyznam ze chyba zazdrosna , bo jego mama napewno mu cos opowie co tamta (była) gadała jak byla, a ja nie chce zeby on o niej wysłuchiwał hmm po co ?

Jestem młoda nie mialam meza , dzieci to w sumie moj pierwszy tak powazny zwiazek, jestem od niej młodsza (duzo) wiem ze moj K mnie bardzo kocha (sam uznal ze tamto bylo i tyle , oni sie nie znali jak sie pobierali -ona byla z w ciazy wiec reszte sobie same dopiszcie smile byli ze soba 5 lat . - nie wyszło i tyle i tak to powinnam zamknac w mojej glowie , powinnam sie czuc najlepsza dla niego, i cieszyc sie zyciem , bo naprawde swietnie sie dogadujemy tylko ta byla mi siedzi w glowie i wyjsc nie moze...

Tesciowa (przyszła) mowi ze jeszcze kawe z nia wypije za pare lat. I własnie chyba mi tych pare lat brakuje ...
A co do tej samooceny to nie ze sie porownuje z wygladu czy cos bo jak pisałam jestem od niej duzo mlodsza ale sie czasami bezsensu zastanawiam jaka byla , a gdzies tam w podswiadomosci wiem ze jestem lepsza(wiecej potrafie, umiem gotowac, staram sie dla M, jego rodzina mnie lubi, mamy zupełnie inne relacje niz oni kiedys, przebywamy duzo ze soba) głupie cooo???
facet dojrzale chce i palnuje ze mna rodzine, wiem ze dojrzał do pewnych rzeczy smile Jest dla mnie dobry , dba itp  a ja nie chce tego wszystkiego popsuc przez swoja głupote ...
W skrócie - niech ona sobie bedzie ale myslałam ze skoro juz nie nalezy do rodziny to nie bedzie tam przyłazic.

Ajjj to na tyle kochane kobietki , czekam na komentarze smile
Aaa i jeszcze chciałam napisac ze bardzo podziwiam te ktore tak na luzie podchodza do ex, ze zadzwonia, pogadaja smile Czerpie z Was siłe, moze tez mi sie poukłada w glowie , bo w sumie nie mam z nia kontaktu i powinna mi latac koło nosa.

Wiecie co juz mi lepiej jak to wyrzuciłam wszystko z siebie smile nareszcie...

2 340

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg,dzięki za podpowiedź. A co, jeśli dom byłby zapisany na mnie w całości?
Nie chcę się kiedyś znaleźć w sytuacji, że nagle zostanę pozbawiona dachu nad głową, bo nie będę w stanie spłacić dzieci.

Pogubiona, ja przyznam szczerze, że Cię nie rozumiem, bo sama nie mam żadnych myśli o eksi czy obsesji na jej punkcie. Jest to jest i tyle. Skup się na sobie i swoim życiu.

Posty [ 2 276 do 2 340 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026