Ech... Po przeczytaniu tych 70 stron widzę, że moja sytuacja na tle Waszych jest wręcz sielankowa...
- Moja Pasierbica to wspaniały mały człowiek. Wesoła, urocza i do tego tak grzeczna, że wszyscy wokół (włącznie ze mną) wytrzeszczają oczy ze zdziwienia, że można TAK wychować dziecko. Jest przy tym tak obowiązkowa i odpowiedzialna, że stwierdziliśmy ostatnio z N, że to my od niej powinniśmy się uczyć
.
- Narzeczony - kompatybilny ze mną w poglądach na kwestie wychowawcze, a do tego mądrzejszy niż ja, więc mam do niego z jednej strony 100% zaufanie, a z drugiej jego 100% wsparcie.
- Nasza Ex - cywilizowana i póki co naprawdę niekłopotliwa, a sądząc po dziecku (które spędza z nią przecież 50% czasu) jest świetną mamą.
Jak myślę o wspólnej przyszłości, to moje różne obawy dotyczą tylko dwóch elementów naszej 'układanki': (1) mnie oraz (2) Ex.
(1) Mnie - bo zastanawia mnie jak będę sobie radzić z codziennym życiem rodzinnym we trójkę (na pół etatu, ale jednak). Swoje życie przez ostatnie kilkanaście lat miałam ułożone tak, że nigdy nie musiałam robić nic na co nie miałabym ochoty. Dosłownie. Rozpieszczałam siebie bardzo i można powiedzieć, że żyłam bez jakichkolwiek ograniczeń. A wyobrażam sobie, że obecność małego dziecka w domu na stałe baaardzo wiele zmieni... Widzę jak mój N się uwija między pracą, szkołą, zajęciami dodatkowymi Małej i prowadzeniem domu ? podczas jej pobytów ma czas zorganizowany od 7.00 rano do 23.00 co do kwadransa. Ja swój dzień planuję jak wstanę i wypiję pierwszą filiżankę kawy? często około południa. No a przecież nie będę dalej żyła dalej swoim rytmem i stała z założonymi rękoma, patrząc jak on się uwija. Ech? na pewno będzie ciekawie
. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania i podołam! Trzymajcie za mnie kciuki.
(2) Ex - bo to jedyny element 'układanki' pozostający całkowicie poza moim wpływem i nie wiem jak ona będzie się dalej zachowywać. Na razie jest dobrze. Kontakty z N utrzymuje wprawdzie intensywne od początku naszego związku, ale mi to nie przeszkadza (choć wcześniej nie chciała i nie było żadnych kontaktów, a niezbędne kontakty dotyczące córki N musiał załatwiać przez zaangażowaną specjalnie do tego osobę trzecią i nie miał prawa ani dzwonić, ani pisać do Ex, ani odwieźć Małej do jej mieszkania, bo wtedy musiałaby go zobaczyć - rzekomo doradził jej to psycholog..., w co trochę nie chce mi się wierzyć, ale niech będzie). Kiedy dowiedziała się o nas powiedziała, że życzy mu, żeby nam się udało i że kiedyś na pewno mnie pozna, ale jeszcze nie jest na to gotowa (hmm?).
Niedawno były dwie interesujące sytuacje. Opiszę tę mniej hardcorową (bo ta bardziej hardcorowa jest zbyt charakterystyczna i rozpoznawalna, żeby o niej pisać na forum publicznym
) - ciekawa jestem Waszej opinii.
Otóż Ex poprosiła N, żeby Małej w tym roku wspólnie urządzili przyjęcie urodzinowe (po raz pierwszy, bo ? jak wspominałam ? wcześniej był ban z jej strony na jakiekolwiek kontakty i urodziny Małej obchodzili osobno), bo u niej teraz krucho z pieniędzmi i chciałaby rozłożyć koszty na pół. N na to, że OK, fajny pomysł, koszty chętnie poniesie, no ale przecież mówiła, że nie jest gotowa, żeby poznać narzeczoną ? mnie. A tak, no właśnie, warunek byłby taki, że ja bym się na tym przyjęciu nie mogła pojawić. No i N odmówił? Powiedział, że w takim razie, niech ona urządzi, on się dorzuci finansowo, ale na przyjęciu beze mnie się nie pojawi, a może ona w przyszłym roku będzie już gotowa, to wtedy urządzimy urodziny wspólnie. Argumentował to tym, że: po 1. on jest ze mną i ja jestem też w życiu Małej, po 2. nie można Małej mieszać w głowie takimi akcjami, żeby nie robiła sobie złudnych nadziei i powinna mieć jasność co do relacji panujących w rodzinie. Kurcze, ale byłam z niego dumna! Ale też mu powiedziałam, że jeśli zmieni decyzję i będzie chciał pójść, to ja zrozumiem i nie będę się źle z tym czuła. On twardo, że nie. Ale tak się w sumie zastanawiam, czy go jednak nie wypchnąć, żeby jemu nie było smutno, że go nie ma na urodzinach córki, skoro miał możliwość? Z drugiej strony, jego argumentacja o niemieszaniu Małej w głowie jest słuszna. Co myślicie?