netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 213 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 211 do 2 275 z 8 269 ]

2 211

Odp: Być drugą i macochą

Mika, bo przeciez nikt nie mówi, że wszystkie ex to złe kobiety są. Jak zawsze bywa różnie...jedni ludzie ogarniają się i zachowują z klasą inni niestety nie...

2 212

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Mika, bo przeciez nikt nie mówi, że wszystkie ex to złe kobiety są. Jak zawsze bywa różnie...jedni ludzie ogarniają się i zachowują z klasą inni niestety nie...

Tak samo jest z macochami  jedne to bywają takie autentycznie zołzy a drugie wrecz przeciwnie :)Wszystko ma swoje granice

2 213

Odp: Być drugą i macochą

Raz mieliśmy taki weekend gdzie mała wpadała w płacz jak widziała, ze się przytulamy lub łapiemy za rękę było to w tym czasie kiedy powiedziała mi , że nie będę jej kochała jak urodzę swojego dzidziusia....oczywiście ze lzami w oczach wyjaśniłam jej, że nic takiego się nie stanie bo kocham ja bardzo a jak się pojawi dzidzia to będzie jej bratem albo siostrzyczką a przecież rodzeństwo trzeba kochać tak samo.
Nigdy wiecej nie było kłopotu,jak się tulimy to się tulimy, rano mała wpełza między nas do łózka i wtedy są duże pieszczochy.

Dobre podsumowanie Mortisha i Marianna :-)
Ja wam powiem, ze już się nie mogę doczekać jak mała przyjedzie ( w tym roku jest u nas dłużej bo weekend jest nasz i świeta są nasze) uwielbiam świeta z nią.W zeszłym roku u nas była niezapowiedziana ( bo tamte świeta miała spędzić z mamą - wyszło inaczej jak zawsze).
Wiecie co ostatnio czuje jakieś kłucie w sercu, że jej mama nie chce spędzać z nią świąt...boli mnie to - macoche...

2 214

Odp: Być drugą i macochą

Ależ mam wkurwa dzisiaj!!! Ale może niepotrzebnie, może to ja jestem w błędzie i najnowsze Blackberry za prawie 2000 to dla ośmiolatki prezent w sam raz??

2 215

Odp: Być drugą i macochą

Metaksa nasza mamusia kupiła małej konika zabawkę za 499...nasza ma prawie 5 lat :-)
Jak się nie umie okazać to się stara kupic uczucia...Nie martw się ja wychodzę z załozenia, że ex sama sobie plecie bat na tylek.Juz wam kiedyś opowiadałam jak mi mała zrobiła scenę w sklepie bo ona coś tam chce a ja wtedy naprawdę nie miałam kasy...i wtopa, co tu zrobić, kupilam i wyszłam ze sklepu mokra ale od tamtego czasu zaczęłam swoją "resocjalizację".Od tamtego czasu mała wie, że prezenty ( zabawki lub inne ) dostaje od taty i cioci " z okazji" ewentualnie jak sa pieniążki to jakaś gazetka lub mały gifcik.Nie mamy z nia problemu.Tłumaczcie swojemu berbeciowi a na pewno nie będzie źle za kilka lat...bo jak wiadomo w miarę jedzenia apetyt rośnie no i mama będzie probowała coraz to droższych prezentów :-) a jak się kedyś kaska skonczy to dziecko nie bedzie rozumiała ale wymagało..

2 216

Odp: Być drugą i macochą

Ale to nie eksia, tylko mój chłop takie prezenty dzieciom robi! I u nas to nie chodzi o kasę, bo on akurat sporo zarabia, a eksia jeszcze więcej! Tylko ja już dziś nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że chyba w takim razie jak one będą mieć po 18 lat to co będzie im kupował? Bo Porsche to chyba za mało tongue

Doszłam do wniosku, że to ja jestem z innej planety. U nas nie było kasy tyle, żeby wszelkie zachcianki mieć ot tak. Trzeba się było uczyć i zapracować na wszystko samemu.

Ale doszłam do wniosku, że na co i po co mam się denerwować, to w końcu nie moje dzieci. Wychowują bananową młodzież, to niech się nie dziwią potem, że się np. młoda uczyć nie chce. No a po co jej się uczyć jak starzy mają kasę i jak nie matkę ubłaga o nowy gadżet, to ojca.

2 217

Odp: Być drugą i macochą

To już nawet nie chodzi o naukę. Tak wychowany człowiek ma zupełnie inne priorytety, bardzo płytkie. Wierzy w  to, że liczy się przede wszystkim kasa, gadżety, że twoja wartość jest mierzona w tym ile i co masz a nie kim jesteś...Fajnie jest dostać prezent ale bez przesady

2 218

Odp: Być drugą i macochą

Metaksa a co on na to? Jak to argumentuje?? Tylko mi nie mów, ze takie prezenty robi bo chce dziecku wynagrodzić rozbitą rodzinę...

2 219

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Ale to nie eksia, tylko mój chłop takie prezenty dzieciom robi! I u nas to nie chodzi o kasę, bo on akurat sporo zarabia, a eksia jeszcze więcej! Tylko ja już dziś nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że chyba w takim razie jak one będą mieć po 18 lat to co będzie im kupował? Bo Porsche to chyba za mało tongue

Doszłam do wniosku, że to ja jestem z innej planety. U nas nie było kasy tyle, żeby wszelkie zachcianki mieć ot tak. Trzeba się było uczyć i zapracować na wszystko samemu.

Ale doszłam do wniosku, że na co i po co mam się denerwować, to w końcu nie moje dzieci. Wychowują bananową młodzież, to niech się nie dziwią potem, że się np. młoda uczyć nie chce. No a po co jej się uczyć jak starzy mają kasę i jak nie matkę ubłaga o nowy gadżet, to ojca.

Bez przesady z tym telefonem.Ok ,jesli trzeba to niech ma komorke ,no ale kurde ,zdaje mi sie ,ze ona chyba jeszcze jest w  podstawowce co nie?sama mam BlackBerry i to jest smartfon dla ludzi doorslych, są tam aplikacje biurowe,biznesowe,ktore w zadnym razie nie przydfadzą sie takiemu dziecku.Zwłaszca,ze  dziecko jak dziecko,upadnie jej nakraweznik, wyleci z kieszeni,gdzies go niechcący zgniecie,  i taki kosztowny telefon pojdzie sie rypac
Idąc takim tempem dziecko za jaksi czas nic nie zadowoli, nic doslownie nic bo bedzie miala juz wszystko az bedzie jej to uszami wychodzic.
Mąż osiągnie  efekt wiecznie niezadowolonego dziecka, bo ona nie bedzie potrafila docenic i cieszyc sie z niczego...tak sie rozbestwi.Przyjdzie co do czego np prezenty od innych trzecich osob i nic jej sie nie bedzie podobac bo  nabierze nawyk  dostawania czegos ponad stan i jej  wiek
Na 18 to zapewne sobie zazyczy wycieczke na Malediwy z jakims wynajetym latynosem dla szpanu  hmm
Absolutnie nie jestem zwolennikiem tak rozpieszczania dzieci w kwestiach finansowych czy prezentow ponad jej wiek.Takie dzieci pozniej nabierają postawy roszczeniowej i są wyrahowane.
Gdy bedzie miec te 13-14 lat to osiagnie sie efekt małolaty w depresji bo nic ją już nie bedzie cieszyć,i nawet gwiazdka z nieba bedzie  ta "beee"

2 220

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Metaksa a co on na to? Jak to argumentuje?? Tylko mi nie mów, ze takie prezenty robi bo chce dziecku wynagrodzić rozbitą rodzinę...

Tak mi się wydaje właśnie. Dla niego one są takie wiecznie biedne i pokrzywdzone przez los, bo ich rodzice się rozwiedli.
A prezenty... Co oni chcą, to on im kupuje. Stać go, więc nie o kasę mi chodzi. Ale właśnie o takie zaszczepianie w dzieciach materializmu od najmłodszych lat.

Jakis czas temu eksia "zaproponowala" zeby synowi kupil najnowsze korki Adidasa - sprawdzilismy w sklepie, kosztowaly cos ponad 1000 zeta. To wtedy sie M. po raz pierwszy zbuntowal, tez troche za moja przyczyna. Wtedy eksia powiedziala, ze nie to nie, w takim razie sama mu kupi.


mortisha napisał/a:

Ok ,jesli trzeba to niech ma komorke ,no ale kurde ,zdaje mi sie ,ze ona chyba jeszcze jest w  podstawowce co nie?

Tak, w podstawowce. Ale ona ma komórkę, już od jakichś dwóch lat. W zeszłym roku dostali też ipody (syn chyba zgubił po miesiącu). Teraz BB. To tyle co wiem na pewno, nie liczę gadżetów od eksi, bo nie wiem.


mortisha napisał/a:

Idąc takim tempem dziecko za jaksi czas nic nie zadowoli, nic doslownie nic bo bedzie miala juz wszystko az bedzie jej to uszami wychodzic.

Dokładnie to też był mój argument. Spytałam go, czy to dla niego normalne, że matce kupił telefon za 200 zeta, a małolacie za 2000. Jak dla mnie paranoja. A on, że matce BB nie potrzebne. Jakby młodej było, heh.

Dzieki dziewczyny, czyli jednak wszystko OK z moim myśleniem. Ale postanowiłam się nie wtrącać. Jego kasa, jego dzieci, jego życie. Tylko to jeden z powodów, dla których nie chcę tam jeździć i na to wszystko patrzeć. Inny świat.

2 221

Odp: Być drugą i macochą

Ja też jestem macochą. Przez 6 lat mały mieszkał z nami, ale rok temu wyjechał do matki do Anglii.
Mały ma teraz 11 lat.
Odezwałam się bo u nas sytuacja wyglądała i wygląda podobnie. Matka małemu kupowała zawsze wszystko i dalej to robi. W domu ma Nintendo Wii, PlayStation 2, Xboxa, PSP 2 (tą małą gierkę), trzy smartfony, a teraz stwierdził, że nie ma jeszcze PlayStation 3.
Więc tak na prawdę to on już właściwie wszystko ma. To wiecie co wczoraj wymyślił? Że on na swięta chce kolczyk w lewym uchu. Na szczęście ex była na nie, ale mały napisał, że mama się zgadza pod warunkiem, że tata się zgodzi. Moje pierwsze słowa to było "k....a".

Myśleliśmy, że nic nas już nie zaskoczy, teraz czekamy kiedy wyskoczy np. z tatuażem. No bo przecież jesli chodzi o przedmioty to ma wszystko.

2 222

Odp: Być drugą i macochą
LeeBee napisał/a:

Myśleliśmy, że nic nas już nie zaskoczy, teraz czekamy kiedy wyskoczy np. z tatuażem. No bo przecież jesli chodzi o przedmioty to ma wszystko.

LOL, to u mnie identyko big_smile No ciekawe co będzie next. Może fajki, może narkotyki... Pożyjemy, zobaczymy wink

A LeeBee jak wspominasz te lata kiedy pasierb z Wami mieszkał? Teraz lepiej, czy wtedy? wink

2 223

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

A LeeBee jak wspominasz te lata kiedy pasierb z Wami mieszkał? Teraz lepiej, czy wtedy? wink

Szczerze? Teraz odżyłam, bo w końcu uświadomiłam sobie że świata nie zbawię,

U nas sytuacja była ciężka. Ex wyjechała jak mały miał 4 lata. Na dwa lata zniknęła. Potem zaczęła się odzywać raz  na jakiś czas, oczywiście przywożąc tony zabawek, ale ogólnie nie było źle. Przed pierwszą klasą był nawet na wakacje na miesiąc. 3 m-ce później go porwała pod pretekstem wyjazdu na narty. No i się zaczęło. Sprawa za sprawą. odwiedziliśmy nawet Sąd Najwyższy w Anglii. Suma sumarum po pół roku był z nami z powrotem. Mówił, że było mu źle, że woli być z nami i takie tam. Węc sprawy o odebranie praw rodzicielskich i zakaz styczności. Badanie przez psychiatrów: stwierdzenie, że matka jest niedorozwinięta emocjonalnie, a ojciec ma negatywny stosunek do matki.
Wiadomo jak u nas sprawy się ciągną......
Niestety w między czasie mały tak się zmienił, że niestety żadne metody wychowawcze nie skutkowały. Ostatecznie okazało się, że on miał kontakt z mamą. Kiedyś przy kolejnej awanturze kazaliśmy mu się spakować (tak, żeby nim potrząsnąć) i ku naszemu rozczarowaniu przez tydzień nie chciał się rozpakować. Masakra.
Straszył nas policją, tym, że pójdzie do Sądu i powie, że kłamał, że nie chce się widzieć z mamą, że to my mu tak kazaliśmy mówić (oczywiście kłamstwa) itd. To, że nie jestem jego matką było na porządku dziennym. Powiedział, że się uczyć nie będzie i się nie uczył. Zaczął wagarować (w 3 klasie). Nie sprzątał, a jak mu się rozkazało, to awantura na cały wieczór, zresztą próby skłonienia do nauki to samo. Psycholog nic nie pomagał.
Kupiliśmy mu tel. komórkowy (najzwyklejszy) to była obraza majestatu, bo mama to by mu dała lepszy.
Raz musieliśmy po niego w środku nocy jechać, bo tak pokłócił się z dziadkami, że ich zwyzywał i krzyczał. Oj a potrafił krzyczeć bez przerwy przez kilka godzin.
Przy każdej kłótni mówił, że skończy 13 lat to pojedzie do mamy.

Po dwóch latach tej przepychanki doszło do takiego momentu, że powiedziałam dość, nie mam siły. Dość sądów, uważania na każde słowo, każdy czyn. Chciałam odejść.

Rozmawialiśmy dużo i stwierdziliśmy, że skoro chce mieć kontakt z matką to proszę bardzo. Miał kontakt. W między czasie się okazało że ex tez trochę zrozumiała i przynajmniej przestała mieć zawsze inne zdanie, a w lutym stwierdziliśmy wspólnie, że jak chce to niech jedzie. No i pojechał. Zaraz będzie rok jak tam jest i się nie skarży. Wręcz przeciwnie. Non stop podkreśla jak mu dobrze i co mu mama nie kupiła.
Co tydzień zmienia zajęcia dodatkowe, a mama oczywiście cały sprzęt kupuje.
Do nas mało kiedy sam się odzywa.
Ostatnio szok, zadzwonił do taty, ale po co? A no powiedzieć jaki chce prezent (grę play station).

Może się nie sprawdziłam w roli macochy, ale przez 6 lat próbowaliśmy go nauczyć zasad: kultury, posłuszeństwa, szacunku. Niestety nie wszystko da się zmienić. Wychowanie wychowaniem, a charakter charakterem.

2 224

Odp: Być drugą i macochą

oj... nie zazdroszczę, lekko nie mieliście.

Ja też się boję co to w przyszłości z mojego chłopakami będzie, ale tłumaczę sobie i mój też, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu. Oni są z nią na codzień. A co ona im do głowy klepie- porażka po całej lini.
A jak rzuciła na sprawie kilka zdań to kiedy moj mi opowiadał to myślałam, że z krzesła spadnę.
Ze oni nie chcą do niego jeżdzić, że nie chcą się ze mną widywać, bo źle się czują, że na siłę kupujemy im rzeczy i oni nie mogą wybrać nic sami, że ja ich wypytuje o wszystko i źle opowiadam o ich mamie, że nie powiedzą tacie, że mnie nie lubią bo będzie na nich zły itp.
Ręce opadają co ta baba ma w głowie - chyba siano.

A z nami dzieci uśmiechnięte, zadowolone, chętne do zabaw, ciekawskie, otwarte, gadatliwe. Młodszy to taki spryciula i mocno lojalny mamusi, pilnuje się na każdym kroku i obserwuje wszystko, a starszy - nie ma z kim pogadać, więc jak jest z nami to korzysta z okazji.

Już się zastanawiam czy oni jej tak specjalnie mówią, czy ona sama sobie dopowiada takie bzdury. Najlepszy tekst, że ojciec ich zostawił przed drzwiami domu i czekali paręnaście minut zanim ich wpuścił - no czapka z głowy. Normalnie nie wiem czy śmiać się z jej głupoty czy płakać z bezradności. Człowiek głupieje i nie wie czy olać sprawę, czy jakoś zareagować.

Dziś to mam ochotę do niej pojechać i taką awanturę jej zrobić, aż kapcie pogubi. Ale mam nadzieję, że mi przejdzie. Chyba nie warta jest moich nerwów.

Zastanawiam się czemu on nie miał normalnej, miłej, mądrej, rozsądnej i absolutnie kochającej dzieci żony, z szacunkiem do samej siebie, z ambicją, honorem i kobiecą dumą. Tylko na takiego jeżozwierza musiał natrafić, co teraz próbuje nas kłóć z każdej strony.

Ale to tak samo z macochami jest = jedne rodem z królewny śnieżki, inne ciepłe, miłe i rodzinne. Może się trafić egocentryczna zoła, co przeszłość faceta ma głęboko w ... i chce go mieć tylko dla siebie bez żadnych odstępstw. Och... o ile takim jest łatwiej. Sądzę, że i facetom i kobietom. Ani jedno ani drugie wojować z szalonymi eksiami nie musi.

2 225

Odp: Być drugą i macochą

Naprawde nie jest moja checia zdolowanie Was .Ale jakich fecetow Wy macie ,ze martwicie sie o wszystko ?
Nie Wasza rola .To Rodzice maja ustawiac wlasne dzieci .Nawet jak Wam sie to niepodoba .Ich problem .Zbawiacie swiat na siłe .Przekonujecie do własnych schematow .Po co ? Trywialnie mowiac .Nie Wasz cyrk ,nie Wasze małpy .
Rozumiem ze kiedy mieszka z Wami ( pasierb ,pasierbowie )  to co innego .Ale jezeli widujecie tylko raz na jakis czas to zostawcie to .
Dajcie innym zyc .Nie wszystkie exsie sa zle ,nie wszystkie nexsie  sa zle .Zostawcie czasowi czas .Wszystko pouklada sie .Z czasem .I tego trzeba sie trzymac .Trudno ? A kto powiedzial ze zycie bedzie latwe ?

2 226

Odp: Być drugą i macochą

Acha i pisze dlatego ,ze nalezycie do kochajacych za bardzo .Przejmujecie ich obowiazki .Zapominajac o sobie .Tak dziwne ,ale pradziwe .

2 227

Odp: Być drugą i macochą

Obwarzanek a czego ty tu chcesz bo nic konstruktywnego nie odczytałam...???

2 228

Odp: Być drugą i macochą

uważam, że każda z nas doskonale zdaje sobie z tego sprawę... jednak patrzenie na to co się dzieje w koło, bycie świadkiem tych rozmów, tych rozterek, tych zachowań dzieci, tych komentarzy i docinek ex - nie da się tego tak po prostu. ja jestem wrażliwą osobą na krzywdę innych i jakoś tak mam od zawsze, więc trudno mi się odciąć od tego i założyć maskę niewzruszonej zołzy, zainteresowanej tylko sobą.

mój facet jest cudny. był taki dla niej i jest taki dla mnie. co prawda mocno przesiąkł mną i się zmienił, uważam, że na dużo lepsze. ma charakter człowieka do rany przyłóż i po prostu był za dobry, teraz mu to bokiem wychodzi. choć powoli uczy się na błędach i już od dawna nie pozwala by traktować go jak ławkę do kopania.

jest jaki jest i takiego właśnie go kocham, więc nie mogę mieć do niego pretensji o to, że unika kłótni z eks, czy że jej nie walnie z główki smile albo nie każe jej się zamknąć, albo próbuje robić tak by dzieci nie były świadkami awantur, czy żeby nie wyżywała się na nich za to, że u taty jest fajnie i że mnie lubią.

patrząc z boku to jest to objaw wpędzania samej siebie w maliny - ale to moja indywidualna decyzja. zawsze są zyski i straty, taki już jest ten świat.

2 229

Odp: Być drugą i macochą

Stało się.Jak Boga kocham od dziś mówcie do mnie wróżka Semira czy jakoś tak.
Odkąd Pani rozstała się ze swoim kolejnym Panem jest z nami w wielkiej wojnie, zaczęło się od tego, że cofnęła każdy dodatkowy dzień jaki mała u nas spedzała ( mówię o dniach które nie są zapisane w Planie Roodzicielskim) potem były rozkazy pt kup, zrób itp. wiedziałam, że święta nie przejdą spokojnie i obojętnie na koniec usłyszelismy, że będzie ona będzie robiła to co kazał jej adwokat i dziecko będzie tylko u ojca wtedy kiedy jest to zapisane w planie.
W Planie zapisane jest, że dziecko w lata parzyste Święta Bożego Narodzenia spędza z ojcem a w nieparzyste z matką.W zeszłym roku mała była u nas w wigilie do wieczora bo mamusia jej nie chciała ( odebrała ją od nas wieczorem) a w pierwszy dzień świąt rano już nam ją spowrotem przywiozła.Jak jest w te święta????W niedziele cudownym głosem Pani zadzwoniła i oświadczyła, że dziecko jest chore i czy babcia by się dzieckiem nie zajęła oraz , że wysłała maila dotyczacego świąt.Maila odczytaliśmy.Padła w nim propozycja czy mała nie mogła by 26 spędzić u niej.M odpisał, że oczywiście z największą przyjemnością pozwoliłby na to by mała spędziła ten dzień z mamą i jej rodziną jednak ostatnio ...... ( Pani ) napisała, że działamy tylko i wyłącznie wedle planu ustalonego w sądzie i On w zwiazku z tym nie za bardzo wie jak to rozwiązać...Na co nastąpił atak.Dowiedzieliśmy się, że Wigilia to nie jest święto i cytuję:
" 24 to nie święto, święto jest 25 i 26 , ja w zamian za 26 daję Ci 24 więc 26 .... spędza u mnie"....koniec kropka Pani postanowiła.
Heheh zabawne.Przez 27 lat żyłam w przeświadczeniu, że 24 to święto i to ważne jednak człowiek uczy się przez cale życie :-)

2 230

Odp: Być drugą i macochą

Poszedl post w swiat .Sprobuje jutro napisac post konstruktywny .Jedno co wiem .Wy tez kochacie za bardzo ,godzac sie na przejmowanie obowiazkow z Rodzicow na Siebie .I bojac sie ze jezeli zbyt duzo na temat pasierbow powiecie to wszystko co powiecie zostanie wykorzystane przeciwko Wam .

2 231

Odp: Być drugą i macochą
LeeBee napisał/a:
metaksa napisał/a:

A LeeBee jak wspominasz te lata kiedy pasierb z Wami mieszkał? Teraz lepiej, czy wtedy? wink

Szczerze? Teraz odżyłam, bo w końcu uświadomiłam sobie że świata nie zbawię,

U nas sytuacja była ciężka. Ex wyjechała jak mały miał 4 lata. Na dwa lata zniknęła. Potem zaczęła się odzywać raz  na jakiś czas, oczywiście przywożąc tony zabawek, ale ogólnie nie było źle. Przed pierwszą klasą był nawet na wakacje na miesiąc. 3 m-ce później go porwała pod pretekstem wyjazdu na narty. No i się zaczęło. Sprawa za sprawą. odwiedziliśmy nawet Sąd Najwyższy w Anglii. Suma sumarum po pół roku był z nami z powrotem. Mówił, że było mu źle, że woli być z nami i takie tam. Węc sprawy o odebranie praw rodzicielskich i zakaz styczności. Badanie przez psychiatrów: stwierdzenie, że matka jest niedorozwinięta emocjonalnie, a ojciec ma negatywny stosunek do matki.
Wiadomo jak u nas sprawy się ciągną......
Niestety w między czasie mały tak się zmienił, że niestety żadne metody wychowawcze nie skutkowały. Ostatecznie okazało się, że on miał kontakt z mamą. Kiedyś przy kolejnej awanturze kazaliśmy mu się spakować (tak, żeby nim potrząsnąć) i ku naszemu rozczarowaniu przez tydzień nie chciał się rozpakować. Masakra.
Straszył nas policją, tym, że pójdzie do Sądu i powie, że kłamał, że nie chce się widzieć z mamą, że to my mu tak kazaliśmy mówić (oczywiście kłamstwa) itd. To, że nie jestem jego matką było na porządku dziennym. Powiedział, że się uczyć nie będzie i się nie uczył. Zaczął wagarować (w 3 klasie). Nie sprzątał, a jak mu się rozkazało, to awantura na cały wieczór, zresztą próby skłonienia do nauki to samo. Psycholog nic nie pomagał.
Kupiliśmy mu tel. komórkowy (najzwyklejszy) to była obraza majestatu, bo mama to by mu dała lepszy.
Raz musieliśmy po niego w środku nocy jechać, bo tak pokłócił się z dziadkami, że ich zwyzywał i krzyczał. Oj a potrafił krzyczeć bez przerwy przez kilka godzin.
Przy każdej kłótni mówił, że skończy 13 lat to pojedzie do mamy.

Po dwóch latach tej przepychanki doszło do takiego momentu, że powiedziałam dość, nie mam siły. Dość sądów, uważania na każde słowo, każdy czyn. Chciałam odejść.

Rozmawialiśmy dużo i stwierdziliśmy, że skoro chce mieć kontakt z matką to proszę bardzo. Miał kontakt. W między czasie się okazało że ex tez trochę zrozumiała i przynajmniej przestała mieć zawsze inne zdanie, a w lutym stwierdziliśmy wspólnie, że jak chce to niech jedzie. No i pojechał. Zaraz będzie rok jak tam jest i się nie skarży. Wręcz przeciwnie. Non stop podkreśla jak mu dobrze i co mu mama nie kupiła.
Co tydzień zmienia zajęcia dodatkowe, a mama oczywiście cały sprzęt kupuje.
Do nas mało kiedy sam się odzywa.
Ostatnio szok, zadzwonił do taty, ale po co? A no powiedzieć jaki chce prezent (grę play station).

Może się nie sprawdziłam w roli macochy, ale przez 6 lat próbowaliśmy go nauczyć zasad: kultury, posłuszeństwa, szacunku. Niestety nie wszystko da się zmienić. Wychowanie wychowaniem, a charakter charakterem.

Tak sobie przeczytałam...i powiem szczerze, że kilka rzeczy, które napisałaś nie spodobały mi się...
Matka wyjechała, z dzieckiem zaczęła się kontaktować po jakimś czasie, później go porwała...Ok, na pewno nie postąpiła w porządku zabierając dziecko bez porozumienia z ojcem, jednak jest jego matką...Pewnie była w jakiś sposób zdesperowana, nie wiem. Czy pozwalaliście jej widywać się z dzieckiem? Czy były rozmowy dotyczące przyszłości chłopca? Napisałaś, że ojciec miał negatywny stosunek do matki, wiec mam wrażenie, ze może dawał jej mocno odczuć iż to on jest właścicielem dziecka...

"Węc sprawy o odebranie praw rodzicielskich i zakaz styczności."
Dlaczego zakaz styczności? Mimo wszystko chłopiec miał prawo aby mama uczestniczyła w jego życiu, chcieliście ją tak po prostu wymazać z jego życia? Efektem waszego postępowania były trudności wychowawcze dziecka, któe zostało poddane presji wyrzeknięcia się matki...Moim zdaniem to jawna alienacja rodzicielska...Jego bunt przybierał na sile i w pewnym momencie zaczął idealizować obraz rodzicielki, przecież z całą pewnością tęsknił za nią, nawet jeśli go zawiodła. Waszym zadaniem powinno być wspieranie tej więzi a nie niszczenie jej i odzielanie ich od siebie na zawsze.

"Kiedyś przy kolejnej awanturze kazaliśmy mu się spakować (tak, żeby nim potrząsnąć) i ku naszemu rozczarowaniu przez tydzień nie chciał się rozpakować. Masakra."
Maskarą jest to co zrobiliście temu dziecku...szantaż emocjonalny...Nie dziwię się, że już nie miał ochoty się rozpakować...

"To, że nie jestem jego matką było na porządku dziennym." Bo nie jesteś...próbowałaś go nauczyć zasad, jak sama napisałaś, ale twoje metody nie były w porządku. Sądzę, że powodowały w nim poczucie krzywdy, rozżalenie i chęć odwetu.

" Nie sprzątał, a jak mu się rozkazało"  Ja tez bym nie sprzątała na rozkaz...

"Wychowanie wychowaniem, a charakter charakterem" Tak, tak, złe geny...:/

2 232 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-12-17 19:01:40)

Odp: Być drugą i macochą

MariannaM w naszym życiu działo się na tyle dużo, że nie da się tego opisać w jednym poście, dlatego też proszę o nie analizowanie mojej wypowiedzi, bo pomija wiele (pewnie istotnych) szczegółów.

Zanim porwała dziecko wszystko było dobrze. Mogła go brać kiedy chciała. Nawet się nie zająknęła na temat tego, że chciałaby go wziąć. Relacje z moim mężem też mieli dobre. I ni z gruszki ni z pietruszki go wywiozła. No tak, przecież to matka. Co z tego, że ojcu świat się zawalił. Wtedy widziałam pierwszy i jedyny raz jak mój mąż płacze.

Dlaczego zakaz styczności? Bo mały mówił, że nie chce się z mamą widywać ani rozmawiać.


Bo nie jesteś...próbowałaś go nauczyć zasad, jak sama napisałaś, ale twoje metody nie były w porządku. Sądzę, że powodowały w nim poczucie krzywdy, rozżalenie i chęć odwetu.

A przepraszam, skąd wiesz jakie były moje metody wychowawcze? I czy były dobre czy złe.
Mały musiałby I klasę powtarzać i tak by było gdybym nie siedziała z nim codziennie przez całe wakacje. Ale ok. Przecież nie jestem matką, nieważne że to ja chodziłam na przedstawienia dla mamy w przedszkolu, a potem na jasełka do szkoły.  Ty wiesz lepiej.

Nie ważne
Na temat ex nie chcę się wypowiadać. Jest jaka jest. Dziś zachowuje się zupełnie inaczej. Staram się ją zrozumieć, bo w końcu jest matką, ale przeszłości zrozumieć nie potrafię. Bo wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej.

"Wychowanie wychowaniem, a charakter charakterem" Tak, tak, złe geny...hmm

A kto powiedział, że złe geny. Geny jak geny.


Ja nie mówię, popełniłam mnóstwo błędów. Czasem nie wiedziałam co robić, ale starałam się robić wszystko, aby dziecko było szczęśliwe. Wszyscy je popełniliśmy.
Niestety przez matkę jest materialistą, dla którego wyznacznikiem atrakcyjności jest co kto ma a nie jakim jest człowiekiem i to była jedyna wada, która mi strasznie przeszkadzała, a matka przez swoje zachowanie, nie pozwoliła zmienić tego. Teraz już jest za późno.

EDIT: Dodam jeszcze, że matka miała bardzo destrukcyjny wpływ na małego. Dlatego też Sąd odebrał jej prawa, a w apelacji zawiesił. Najgorzej się mały zachowywał, gdy miał kontakt z matką, więc mieliśmy strach.
W końcu z czasem zaczęliśmy się zastanawiać czy oby dobrze robimy. Posadziliśmy Małego i zapytaliśmy o jego uczucia. Powiedział, że chce mieszkać z nami, ale chce też mieć kontakt z mamą. I wtedy mój mąż przeprowadził rozmowę z ex, która wszystko wyprostowała. No a z czasem stwierdził (Młody), że chce mieszkać z mamą, więc poszliśmy za ciosem.

W końcu to matka, więc chyba go nie skrzywdzi, a przynajmniej nie zrobi tego świadomie.


To tak znowu w skrócie.
Powtarzam - proszę nie analizujcie moich pojedynczych zdań, bo wielu szczegółów już nie pamiętam, a wiele pomijam. Nakreśliłam swoją sytuację, która przez wiele lat była trudna.

Dziś mogą mnie co niektórzy potępiać, za pewne sytuacje albo całokształt, ale na daną chwilę wydawało nam się, że podejmujemy najlepszą z możliwych decyzji.

2 233

Odp: Być drugą i macochą

Owszem, napisałaś co nieco o Twoich, czy też waszych metodach wychowawczych i nie bardzo wydają mi się skuteczne. Rozumiem, że poświęciłaś temu dziecku swój czas, opiekę itd...chciałam ci po prostu uświadomić, że dla niego jednak na pierwszym miejscu będzie mama (nie zawsze tak jest, ale bardzo często). To co dziecko czasem mówi  w złości to jedno a jego miłość do matki to drugie. To, że nie chciał się z ni widywać było bardzo niepokojące, ale ważne są powody. To na nich należało się skupic i pracować nad ich zniwelowaniem a nie fundować im zakaz zbliżania się. Jednym słowem należało dążyć do ich pojednania. dobrze, że z czasem to się unormowało.
Rozumiem, że gdy zabrałą małego w nie znane miejsce ojciec przeżył straszny czas. Nie uważam, że to było w porządku, nie bronię jej bo to matka. Próbuje tylko wczuć się w sytuację dziecka..Myślę, że czuł się rozbity, rozrywany i, że ta wieź z matką jednak nie osłąbła tak bardzo jak wszyscy sądzili.

2 234 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-12-17 19:36:23)

Odp: Być drugą i macochą

Po tym jak go odzyskalismy to psycholog stwierdzil, ze lepiej bedzie jak nie bedzie mial kontaktu z matką. I na tamten moment wydawalo sie to najlepsze wyjscie.
Do pojednania doszlo jak i ex wykazala  chec pogodzenia.

Dzis wiem, ze mama to mama. z reszta ojciec tak samo. Dlateo ta spirala zostala przerwana.

Co do metod wychowawczych. To probowalismy roznych. Tu podalam takie extramalne przyklady, ktore nie mialy miejsca na porzadku dziennym. Na codzien staralismy sie spokojnie, z systemem kar i nagrod i innymi podobymi zachetami do wspolpracy, ale czasem i mam puszczaly nerwy a wtedy czloeiek dzialal nirodpowiedzialnie

2 235

Odp: Być drugą i macochą
moonscape napisał/a:

a odbiegając trochę od tematu, jak u Was wyglądała komunia dziecka Waszych mężczyzn? o ile macie ją już za sobą.
U Nas w tym roku mała idzie do komunii, mój P. bardzo chce żebym przyjechała, ja najpierw byłam chętna, ale poprosiłam go żeby porozmawiał ze swoją Ex, czy nie będzie miała nic przeciwko, żeby nie było potem wyzwisk i afer, nie powiedziała jasno tak czy nie, powiedziała że jej faceta też nie będzie, bo jest niewierzący i dla niego to cyrk...pomimo że mieszka już z małą, ja chyba też odpuszczę, bo boję się że cała rodzina P. i Ex będzie mnie traktować jako zło konieczne, nie mówie o mamie czy braciach P. ale o dalszej, a to przecież wyjątkowy dzień dla córy P. więc niech to ona będzie w centrum zainteresowania.

Moonscape - gdzieś tu już pisałam o moich, hehe, "komunijnych doświadczeniach".
Najpierw nie było nawet zaproszenia dla ojca. Potem eksia trochę oprzytomniała i stwierdziła łaskawie, że może przyjść. Sam. Zaczęliśmy dyskutować, nie chciałam się wpraszać, a wiedziałam, że mój sam iść nie chce, a w ogóle to przecież to dziecka dzień jak tu nie iść? M. powiedział byłej, że przyjdzie ale ze mną, na co ona się pyta: a po co ze mną? Więc jej bardzo ładnie wytłumaczył po co, w końcu teraz jesteśmy rodziną, spędzam z małą dużo czasu, więcej czasem niż dziadkowie i dlaczego nie miałabym uczestniczyć w tym ważnym dniu? Więc eksia raz jeszcze przemyślała sprawę i łaskawie wyraziła zgodę. Ale postawiła warunek - żeby tydzień przed komunią wpaść do niej "na kawę". Nie powiem, co przeżyłam przez to zaproszenie, co przeżyłam - moje. Na kawce - pełna kultura, umiałyśmy nawet pogadać. Na przyjęciu komunijnym jedyną osobą, która patrzyła na mnie dziwnie, był eksi ojciec. Usiedliśmy strategicznie, naprzeciwko nas siedzieli rodzice mojego, jej rodzice na drugim końcu stołu, także nikt nie miał szans mnie sięgnąć. Pełna kultura:) Dziecko było szczęśliwe, najważniejsze, potem nawet nam eksia dziękowała za przyjście.
Co nie przeszkodziło jej trzy dni potem urządzić grzmiącą awanturę o jakąś pierdołę...;)

2 236

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

Acha i pisze dlatego ,ze nalezycie do kochajacych za bardzo .Przejmujecie ich obowiazki .Zapominajac o sobie .Tak dziwne ,ale pradziwe .

Obwrzanek, skąd taki wniosek? Jakie obowiązki mojego przejmuję niby? Że próbuję pomóc w wychowaniu dziecka, które często jest w naszym domu? Skoro zapominamy o sobie, to po co jest to forum i co tu robimy? Nie wystarczy brać życia za bary tylko i wyłącznie po swojemu jak się jest w związku...A że to trudne kwestie to sobie doradzamy.
Rozumiem, że Twoim zdaniem powinnam (powinnyśmy) powiedzieć: Twoje małpy, Twój cyrk, rób co chcesz. A pewnie - tak najłatwiej. Ile można patrzeć przez palce? Na pewne rzeczy nie jesteśmy w stanie nic poradzić, na głupotę innych ludzi też nie, ale za siebie i swoje czyny człowiek odpowiada. I nie mogę powiedzieć komuś, kogo kocham Twoje małpy..itp" skoro pewne kwestie także mnie dotyczą. A poza tym jak powiem "Twoje małpy"...to zaraz ktoś podniesie wrzask, że jak można być obojętnym wobec zachowań krzywdzących dzieci itd..
Więc tak źle, a tak niedobrze. To jak ma być??

2 237

Odp: Być drugą i macochą

Tak  ,wspierac a nie przejmowac decyzje .Dokladnie tak .Nie angazowac sie ( mowie o tych ktore dzieci meza widza raz na jakis czas  ) .To sa ojcowie ,ktorzy musza wiedziec ,ze czas maja podzielic pomiedzy dziecmi z ex zwiazku i z terazniejszego .I jeszcze  obecna partnerke docenic .

Ja tylko widze ze nastepne kobiety sa manipulowane .Znowu nie Oni , tylko Wy idziecie ,zalatwiacie ,przejmujecie sie .
A gdzie te chlopy ?

Ich dzieci a Wy szaty rozdzieracie .Nie Wasza rola w kreowaniu swiata ich dzieci ,

Ostatni wpis pisze tu .Mozecie sprawdzac ip .Dziekuje i chwale sily wszelakie ,ze moje dzieci sa zbyt dorosle na manipulacje po jednej i po drugiej stronie .
Spokojnych Swiat zycze ,naprawde sczerze smile








C

2 238

Odp: Być drugą i macochą

Jesteśmy zaangażowane źle, nie jesteśmy źle, robimy coś źle , nie robimy źle, zajmujemy się źle, nie zajmujemy się źle.
Może czas zająć się własnym życiem ?? Może czas odwalić się od rodziny jaką były mąż założył po rozstaniu? Może czas bawić się swoimi lalkami a laleczki męża zostawić w teatrze obok??
Może ex niech będzie ex,macocha macochą a facet facetem??
Problem w tym, że żadna z zarejestrowanych tu macoch nie jest zła dla swojego pasierba/pasierbicy.
Jednak stereotyp działa tak mocno, że cokolwiek byśmy nie robiły będzie to krytykowane.Zawsze znajdzie się jakiś obwarzanek który powie, że się za bardzo angażujemy albo inny rogal powie, że za mało :-)

2 239

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Zawsze znajdzie się jakiś obwarzanek który powie, że się za bardzo angażujemy albo inny rogal powie, że za mało :-)

hi hi

2 240

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Zawsze znajdzie się jakiś obwarzanek który powie, że się za bardzo angażujemy albo inny rogal powie, że za mało :-)

Hehe dobre.

ALe ja tez się powoli zaczynam troche z tym zgadzac. Dochodze do etapu gdzie...hmm myśle ze pasierbica ma matke i ojca i niech oni się zajmują, rozwiązuje problemy i nieangażuja innych na około.

Może to dlatego że sama mam dziecko wychowujemy je z mężem nie mamy żadnej pomocy od innych przy nim. Ja jestem zmłodym 31 dni w miesiącu. Po żłobku za który grubo bule jestm z nim. Nie posyłam bo babciach, dziadkach, ciotkach, kuzynkach nie mówiąc juz o ex. Więc niby dlaczego ja mam zajmowac się jej dzieckiem kiedy ojciec nie może? Nie sądz eby ex zajeła się z ochota naszym młodym kiedy my nie możemy smile. Jeśli ojciec nie może niech zajmuje sie dzieckiem matka i odwrotnie w końcu po to są, dziecko maja niech będą za nie odpowiedzialne. A tu odpowiedzialnoś widze rozchodzi po jeszcze innych osobach . Mnie często wydaje się że my macochy robimy poprostu za darmowe opiekunki i tyle.
I ja właśnie po kilku latach gdzi próowałam byc tą dobra macoszka, kolezanka, pomocna, chetno poprostu przestałam. Mama swoje dziecko i jemu wole poświęcić czas, który do tej pory poświęcałam na użernie się. Przynajmniej teraz go nie marnuje.

Nagle gdy inni zauwazyli moje lekkie wycofanie i brak większego angażowania się okazało się, że to im nie na ręke. No ale cóż...zycie.

2 241

Odp: Być drugą i macochą

Może to dlatego że sama mam dziecko wychowujemy je z mężem nie mamy żadnej pomocy od innych przy nim. Ja jestem zmłodym 31 dni w miesiącu. Po żłobku za który grubo bule jestm z nim. Nie posyłam bo babciach, dziadkach, ciotkach, kuzynkach nie mówiąc juz o ex. Więc niby dlaczego ja mam zajmowac się jej dzieckiem kiedy ojciec nie może? Nie sądz eby ex zajeła się z ochota naszym młodym kiedy my nie możemy smile. Jeśli ojciec nie może niech zajmuje sie dzieckiem matka i odwrotnie w końcu po to są, dziecko maja niech będą za nie odpowiedzialne. A tu odpowiedzialnoś widze rozchodzi po jeszcze innych osobach . Mnie często wydaje się że my macochy robimy poprostu za darmowe opiekunki i tyle.
I ja właśnie po kilku latach gdzi próowałam byc tą dobra macoszka, kolezanka, pomocna, chetno poprostu przestałam. Mama swoje dziecko i jemu wole poświęcić czas, który do tej pory poświęcałam na użernie się. Przynajmniej teraz go nie marnuje.


AAaaa z tym to i ja się zgadzam, decyzje powinni podejmować rodzice, uczyć również itp jednak trudno jest nie zajmować się dzieckiem kiedy jest u nas kilka dni, ja nie mam jeszcze swoich dzieci, M ma troche roboty albo zwyczajnie odpoczywa.

2 242 Ostatnio edytowany przez shedir (2012-12-18 16:48:18)

Odp: Być drugą i macochą

Masz racje gdy dziecko jest kilka dni nie da sie nie zajmowac. To znaczy da ale pewnie psulo by mega atmosfere miedzy mna a m a i ja tez nie bede sie na wszystko wypinala. Ale nie mam zamiaru juz robic tak jak robilam czyli wstawac przed 6 ogarniac siebie obydwoje dzieci, robic sniadania i  drugie do szkoly i zlobka potem gnac zawiezc mloda do szkoly a mlodego na drugi koniec miasta do zlobka, ja do pracy potem z wywieszonym ozorem odebrac ze zlobka i szybko gnac bo mloda czeka w szkole o znowu sprint bo szkola muzyczna i tam siedziec 4 godziny z synkiem bo ona na lekcjach z przerwami godzinnymi wiec ani do domu wrocic ani nic, szczegolnie w zimie. Odrabiac lekcje, latac w miedzy czasie za 2latkiem bo go roznosi, znosic foch mlodej. A potem do domu i znowu robienie jedzenia, mycie, dokanczanie lekcji itd. M w pracy caly dzien a ex...w domu bo dzisiaja wolne w grafiku i odpoczywa i wiecznie ma pretensje. I w konu kiedys do mnie dotarlo, kuzwa ale z ciebie naiwniaczka ty latasz z wywieszobym ozorem ze swoim i nie swoim dzieckiem a matka tego dziecka  oddaje sie zakupowym przyjemnoscia i odpoczywa. No bez jaj i skonczylo sie, wiec tez jest zle. ale mnie juz to nie rusza. M tez zrozumial ze jego dziecko to nie moj obowiazek, ze mloda jego  meczy i do szalu doprowadza czesto wiec co dopiero mnie. A ex ...hmmm jak zawsze tak zle i tak niedobrze ale to juz nie moj problem. :-)

2 243 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-12-18 17:07:08)

Odp: Być drugą i macochą
obwarzanek napisał/a:

Acha i pisze dlatego ,ze nalezycie do kochajacych za bardzo .Przejmujecie ich obowiazki .Zapominajac o sobie .Tak dziwne ,ale pradziwe .

To nasze życie i nasz wybór. Poza tym nie widzę w tym nic złego. Jako matka, cieszę się razem z moim dzieckiem, gdy np. dostanie jakiś prezent od dziewczyny tatusia. Ona mieszka z rodzicami, własnych dzieci i zobowiązań nie ma, więc stać ją na więcej. Jak chce wydawać swoje pieniądze na moje dziecko to super. Jeśli chce poświęcać mu czas to niech to robi. Nie wszystko potrafię i nie we wszystkim jestem idealna. To jednak moje dzieci, do mnie zwracają się gdy mają problem, gdy chcą podzielić się tym co ich cieszy. Na taką więź pracowałam przez wile lat, jestem z niej dumna i relacje moich dzieci z żadną macochą mi nie zagrażają.
Jeśli mieszka się pod jednym dachem z kimś, to jest to normalne, że zaczynamy się angażować w jego sprawy, tym mocniej im dłużej ktoś przebywa w naszym towarzystwie. Jednak zgadzam się z tym, iż decyzje odnośnie dzieci podejmują rodzice, mój M jednak w wielu kwestiach zapyta mnie najpierw o zdanie. Poza tym nie da się patrzeć bez emocji na krzywdę dziecka.

2 244

Odp: Być drugą i macochą
shedir napisał/a:

Masz racje gdy dziecko jest kilka dni nie da sie nie zajmowac. To znaczy da ale pewnie psulo by mega atmosfere miedzy mna a m a i ja tez nie bede sie na wszystko wypinala. Ale nie mam zamiaru juz robic tak jak robilam czyli wstawac przed 6 ogarniac siebie obydwoje dzieci, robic sniadania i  drugie do szkoly i zlobka potem gnac zawiezc mloda do szkoly a mlodego na drugi koniec miasta do zlobka, ja do pracy potem z wywieszonym ozorem odebrac ze zlobka i szybko gnac bo mloda czeka w szkole o znowu sprint bo szkola muzyczna i tam siedziec 4 godziny z synkiem bo ona na lekcjach z przerwami godzinnymi wiec ani do domu wrocic ani nic, szczegolnie w zimie. Odrabiac lekcje, latac w miedzy czasie za 2latkiem bo go roznosi, znosic foch mlodej. A potem do domu i znowu robienie jedzenia, mycie, dokanczanie lekcji itd. M w pracy caly dzien a ex...w domu bo dzisiaja wolne w grafiku i odpoczywa i wiecznie ma pretensje. I w konu kiedys do mnie dotarlo, kuzwa ale z ciebie naiwniaczka ty latasz z wywieszobym ozorem ze swoim i nie swoim dzieckiem a matka tego dziecka  oddaje sie zakupowym przyjemnoscia i odpoczywa. No bez jaj i skonczylo sie, wiec tez jest zle. ale mnie juz to nie rusza. M tez zrozumial ze jego dziecko to nie moj obowiazek, ze mloda jego  meczy i do szalu doprowadza czesto wiec co dopiero mnie. A ex ...hmmm jak zawsze tak zle i tak niedobrze ale to juz nie moj problem. :-)

ooo widzę, że cierpiałyśmy na to samo....tyle, ze tak jak mówie ja nie mam jeszcze swojego dziecka.Jednak po robocie pędziłam do przedszkola po małą, potem na zajęcia, z zajec do domu, gotownie, pranie, sprzątanie w między czasie "ciociu pobawisz się ze mną" oczywiście, a potem ubranko do przedszkola , gumeczki, buty itp...szłam do sklepu kierunek dział dziecięcy az mnie w pracy kolezanki walneły w głowę i mowią, że mam się opanować bo jedyne co robię to myślę o dziecku obcej baby która nie umie i tak uszanować nawet nie docenić ale uszanowac.M w robocie, własna firma wydawało by się bajka niestety ....teraz troszkę uczę się odpuszczać ale jeszcze mi marnie idzie...dlatego dobrze mi robi jak czytam takie posty :-) Dziękuję.

2 245

Odp: Być drugą i macochą

Święta racja. Popieram w całej rozciągłości. Pomaganie komuś a wyręczanie go to dwa różne bieguny. Pomagam, kiedy mogę, ale wyręczać nikogo nie zamierzam.

2 246 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-12-19 12:33:17)

Odp: Być drugą i macochą

Wygodnie jest nie wtrącać się, twierdząc, że to nie moje dziecko.

Wczoraj kazałam M nauczyć 12-letniego syna mycia zębów! Zauważyłam, że zajmuje mu to pół minuty i sęk w tym, iż matka go nigdy nie pilnowała w tym, nie uczyła techniki, a ojciec czasem zwrócił tylko uwagę. Był bunt, obrażenie majestatu, w końcu chłopak zrozumiał uff..
Nie wspomnę już o nauce, brak jakiegokolwiek poczucia obowiązku szkolnego. Wiele nas to kosztuje, głównie tłumaczenie, że tak trzeba.
Zachowanie też pozostawia dużo do życzenia. Wczoraj mieliśmy rozmowę na temat - dlaczego nie można rzucać słuchawką rozmawiając z dorosłymi. Skoro widział to na co dzień u ex M to jest ciężko.
Poza tym młody nawet nie umie trzymać prawidłowo sztućce, nie mówię o jedzeniu nożem, ale o normalnym ułożeniu np. widelca w rękach, robi to jak małe dziecko. Stawia się, więc na razie odpuszczamy. Je z nami wspólnie z moimi dziećmi, mam nadzieję, że nabierze dobrych nawyków.

Można nie mieszać się twierdząc, że to nie moja sprawa, tylko tak właśnie postępowała jego matka, u której był na co dzień.

2 247 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-12-19 22:38:33)

Odp: Być drugą i macochą

Wczoraj wylecialam do Uk w sprawach delegacyjnych i szczerze wam powiem,ze nawet nie che mi sie wracac do kraju,oczywiscie szalenie tesknie za mezem i to jego mi brakuje przy sobie,ale ostatnio PC tak mi nerwy zszragala ze moze to brzydko zabrzmi,ale odpoczywam od tych jej dąsow ktore pokazywala prze ostatnie kilka dni przed moim odlotem i na lotnisko jechalam z ulgą ,że kilka dni bedzie błogiego spokoju a nie uzeranie sie z knąbrna małolata,ktora sobie za wiele pozwoliła.Dodam ze takie sytuacje bywają doprawdy incydentalne ,raz na ruski rok,ale akurat pare dni pod rząd jej brewerie swoje zrobilo
W normalnym dniu do szalu by mnie doprowadzil fakt z lotem że z Poznania musielismy autobusem  z lotniska  do Wroclawia jechac na lotnisko bo jakies problemy techniczne byly w PZ,ale nawet to mnie tak nie wkurzylo i opoznienie z zelaznymi nerwami znioslam.Wracam za kilka dni i nosem na kwinte bo jakos nie mam zamiaru kolejnych dni sie uzerac z kims kto ma psie humory,choc za mezem nawet juz zaczynam tesknic

2 248

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, było mnie w odwiedzić;)
Brewerie potrafią zmęczyć, więc dobrze, chociaż chwilę odsapniesz:)
Zazdrosna, od tłumaczenia to nas też czasem już twarze bolą...Gorzej jak efektu brak.

2 249

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny!
z okazji nadchodzących Świąt Bozego Narodzenia życzę wam przede wszystkim spokoju, radości, miłości, pokoju w sercu,samych sukcesów na polu zawodowym i prywatnym,pociechy z własnych oraz tych przybranych dzieciaków i oczywiście obfitego Mikołaja.

2 250

Odp: Być drugą i macochą

I ja się przyłączam do tych życzeń:) Wszystkiego co najlepsze, żeby M byli naszymi najlepszymi Mikołajami, żeby dzieciaki nie rozrabiały i nie wkurzały i żeby ex przemówiły ludzkim głosem ;P

2 251

Odp: Być drugą i macochą

Przede wszystkim spokoju w tym wyjątkowym dniu, spędzonym w ciepłej atmosferze, u boku bliskiej osoby. Wesołych Świąt i mnóstwa prezentów smile

2 252

Odp: Być drugą i macochą

Niech te magiczne Święta zatrzymają nas w codziennej bieganinie..Zdrowia, Radości i Spokoju, blasku choinki, ciepła uśmiechu, karpia smacznego i gwiazdora bogatego:)))

2 253

Odp: Być drugą i macochą

No dobra, skoro wszyscy, to babcia też wink

W takim razie ja Wam też życzę najlepszego na te święta, spokoju i umiarkowania w jedzeniu i piciu big_smile

Jakieś postanowienia noworoczne robicie, czy spontan? wink

2 254

Odp: Być drugą i macochą

Równiez życzę Wam wszytkiego co najlepsze,spokojnych i radosnych Świąt, siły, zdrowia, wytrwałości i podejmowania trafnych decyzjii...no i spełnienia marzeń. smile

Buziaki.

2 255

Odp: Być drugą i macochą

Najlepszego w Swieta i Nowym Roku, warto myslec ze jutro jest pierwszy dzien nowego zycia, ucalowania!

M

2 256

Odp: Być drugą i macochą

Jeszcze świątecznie smile oby brzuchy nie bolały smile
Wytrwałości, spokoju ducha i pokładów cierpliwości.
Ściskam Was wszystkie!

2 257 Ostatnio edytowany przez Monteskiusz (2012-12-28 01:54:03)

Odp: Być drugą i macochą

Witam dziewczyny. Jest to temat dotyczący mnie, więc pomyślałem że się zaloguję i podzielę kilkoma wątpliwościami, nigdzie indziej nie znalazłem tak rozwiniętej dyskusji w temacie, więc pozwoliłem sobie na wstąpienie miedzy was, pomimo że jestem facetem smile Czuję się tu trochę jakbym wszedł do damskiej toalety, taki swoisty zakazany teren smile

Otóż spotykam się od około pół roku z kobieta która ma dziecko i męża, jestem przysłowiowym kochankiem, może nie do końca bo jeszcze ze sobą nie spaliśmy, odwlekam to jak najdłużej gdyż nie chce robić jej konfliktów moralnych, chociaż jej to już raczej nie przeszkadza, ani sam nie czułbym się jeszcze fair, gdyż mocno się zastanawiam co robić dalej z naszym 'związkiem', a stanęliśmy już w punkcie gdzie praktycznie są dwa wyjścia, albo cała naprzód, albo cała wstecz, innych opcji nie ma. Sytuacja wygląda tak, że jej mąż pracuje w Danii i przyjeżdża czasami na weekendy. Gość jest totalnym psychopatą i socjopatą. Zdarzało się że dochodziło do rękoczynów, facet jest niestabilny emocjonalnie i robi regularne pranie mózgu swojej żonie, która znosi to już ponad 4 lata. Jest wspaniałą kobietą, tylko łatwo poddaje sie wpływom i silniejszym jednostkom, jak np jej mąż. Z tego co zaobserwowałem potrzebuje mieć wyraźny patriarchalny model związku, a w mężczyźnie pewien autorytet. Na codzień pracuje jako terapeutka z autystycznymi dzieciakami i jest w tym świetna. Również ma silnie rozwiniętą potrzebę opiekowania się ludźmi, co bezpośrednio przekłada się na związki. Wszystkie te cechy powodują że wciąż jest ze swoim mężem, oraz myślę że pewien drobny syndrom sztokholmski ma też tu znaczenie. Niemniej jest gotowa od niego odejść. Z mężem ma syna który ma 2,5 roku. Młody bardzo szaleje za mną, bardziej niż za swoim ojcem. Mam z nim świetny kontakt i bardzo lubię z nim przebywać i uczyć go nowych rzeczy. Mam dość dużą teoretyczną wiedzę nt wychowywania dzieci, i potrafię ja skutecznie implementować na dziecku. K z drugiej strony (matka dziecka smile) popełnia dość duże błędy wychowawcze kompensując dziecku za brak ojca i wysyłanie go do przedszkola, które dość ciężko znosi. Jestem idealna przeciwwagą do jej matczynego zbyt miękkiego serca i pobłażania, które jestem w stanie zrozumieć, aczkolwiek nie tolerować. Wychowujemy je wspólnie, bez udziału ojca już ok 3 miesięcy i K bardzo dużo się nauczyła, a po młodym widać już zmiany, muszę nadmienić że gra toczy się o przyszłość młodego, gdyż każdy w lini męskiej u jej męża ma socjopatyczne skłonności i jest niestabilny emocjonalnie, jednak w przypadku jej męża osiągnęło to punkt krytyczny, nie będę opisywał przypadków bo są doprawdy żenujące nawet dla mnie , pisząc tu anonimowo. K chce od niego odejść bo jest na skraju wytrzymania, pomimo tego że mąż przyjeżdża raz na kilka tygodni. Nigdy nie planowałem że między nami coś wyjdzie, po prostu chciałem pomóc jej z młodym gdyż ma ciężko jako samotna matka, a jest przyjaciółka mojej bardzo dobrej koleżanki. Niemniej po jakimś czasie, co było pewnie nieuniknione, lawina uczuć i czułości poczęła się toczyć. Ona upatruje wielka szansę na ucieczkę z tego życia w którym teraz tkwi, własnie we mnie. Cały czas czeka aż zaproponuje jej żeby zostawiła męża i wprowadziła się do mnie. Muszę nadmienić że ona ma 29 lat a ja 30. Większość życia mieszkałem sam, praktycznie od 19r życia i mam silne poczucie niezależności, jestem bardzo aktywnym gościem, uprawiam bardzo wiele sportów i mam wiele zainteresowań za którymi podążam. Zastanawiam się jak taka zmiana życia wpłynie na mnie, wiem że powiecie że czas na bardziej odpowiedzialne życie, jednak obawiam się tego trochę, myślę że w jakiś sposób udało by mi się to wszystko ożenić, moje życie i K z dzieckiem, po prostu zmieniłbym priorytety. Problem jednak nie leży tutaj. Jeden z głównych problemów to mąż K, on nas nigdy nie zostawi w spokoju, będzie nas nękał, zrobi wszystko aby uprzykrzyć życie K i moje, będzie manipulował synem, robił wszystko żeby zaspokoić swoje chore obsesje i żądze. Ja się z pewnością nie dam nikomu terroryzować i obawiam że dojdzie do punktu gdzie w obronie nas, zrobię mu krzywdę (jestem eks bokserem) i odbije się to na moim życiu, drugi przypadek, i jest to dość prawdopodobna możliwość, że może zaatakować mnie lub K nożem, co juz mu sie zdarzało, jednak agresja była kierowana bardziej na niego. Będzie nad nami zawsze wisiał taki psychopata, po którym nie wiesz czego można sie spodziewać, i kiedy. Druga sprawa to wychowywanie dziecka, obawiam sie momentu kiedy dziecko powie mi w końcu  'nie jesteś moim ojcem' oraz wszystkich tych spraw które ida z wychowywaniem obcego dziecka, nie wiem czy kiedykolwiek bede je w stanie pokochać, szczególnie że jest mała kopią swojego ojca i już zawsze będzie mi go przypominał. Wiem że to nie wina dziecka ale nie można lekceważyć wpływu takich faktorów jak tu wymieniam. K sama nie odejdzie od męża i będzie jej potrzebna moja pomoc, a jedyna pomoc jaka mogę jej zaoferować i jest realna to wprowadzenie sie do mnie, co praktycznie oznacza że będziemy nową rodziną. Za szybko to się dzieje i nie wiem czy jestem przygotowany. Niemniej nie wyobrażam sobie żebym miał przestać ich widywać.

2 258 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-12-28 13:26:31)

Odp: Być drugą i macochą

Wybacz Monteskiusz, ale uważam, że to ta kobieta powinna podjąć decyzję o rozwodzie i sama musi stanąć na nogi. Jeśli wprowadzi się do Ciebie, a nie jesteście jeszcze pewni Waszego związku, to spowoduje uzależnienie od kolejnego mężczyzny. Zwłaszcza, że mówisz o kierujących Wami emocjami. Nigdy nie będziesz miał pewności czy jest z Tobą z przymusu, czy z miłości. Jak najbardziej powinieneś ją wspierać, ale uważam, że na wszystko jest czas. K powinna raczej pomyśleć o swoim bezpieczeństwie i lokum z dzieckiem, a w tedy Wasze sprawy mogą się rozwijać powoli. Z doświadczenia wiem, że życie kawalerskie to zupełnie co innego, niż wspólne wychowywanie nie swojego dziecka. Przyjdą wątpliwości i będziesz czuł się przyparty do muru.
Musisz podjąć rozsądną decyzję i pogodzić się z faktem, że K może jeszcze nie być gotowa na tak radykalny krok, nie uszczęśliwisz kogoś na siłę. Konieczna jest pomoc psychologa, specjalisty. Kobiety są jednak silne i potrafią wytrwale brnąć do obranego celu.

Poza tym nie ma co się martwić na zapas argumentem dziecka 'nie jesteś moim ojcem'. To jeszcze maluch, a te lepiej akceptują przybranych rodziców, zwłaszcza jeśli mają większy od nich autorytet, a tak jest z tego co piszesz.

2 259

Odp: Być drugą i macochą

Hej
Jestem tu nowa postanowiłam się gdzieś zalogować i wygadać bo chyba oszaleję... W sumie w planach mam zapisać się na jakąś terapię do psychologa bo jak tak dalej będzie to rozwalę swój związek...
Od roku spotykam się ze swoja dawną "szczenięcą" miłością. Mój partner rozstał się ze swoją żoną a raczej ona go zostawiła 4 miesiące po ślubie... Złapała frajera na dziecko a po paru miesiącach zostawiła go... Dziecko to ma dzisiaj 3 lata i nie jest tak naprawdę jego biologicznym dzieckiem... Nie potrafię zrozumieć dlaczego on daje się tak wykorzystywać swojej ex tłumacząc się dzieckiem i aż tak bardzo poświęcać się temu dziecku... Kiedyś na początku polubiłam to dziecię ale teraz w sumie od sierpnia to nie potrafię jej zaakceptować. Jak mówi do niego "tato" to aż mnie mdli... Czuję sie jak tyran...

2 260

Odp: Być drugą i macochą

oj oj oj Ewaldka na spokojnie.Trafiłaś dobrze - jesteśmy tu po to aby posłuchać, doradzić, skrzyczeć:-)Tylko od początku na spokojnie coś nam opowiedz o tych relacjach...co Cię trapi, co niepokoii, co uważasz, że jest nie tak.

P.S nasza ex znowu sama i znowu przechodzimy sprawę z chorobą ( być może i śmiercią)....w kolo Macieju ten sam scenariusz :-)

2 261

Odp: Być drugą i macochą

A może monteskiuszu powinieneś jednak postawić z ukochaną wszystko na jedną kartę ? życie jest takie krótkie...

2 262

Odp: Być drugą i macochą

Ewaldka, może on po prostu pokochał to dziecko jak swoje? Nie wiem, nie znam układu między nim a ex. A jak rozmawiacie, to co Ci mówi?

U nas duży progres, ale potrzebne były do tego trzy awantury przed świętami. Zaczęliśmy rozmawiać. Chyba nigdy nie rozmawialiśmy tak szczerze. Wywaliliśmy z siebie co nas boli, co chcielibyśmy zmienić. Także jestem dobrej myśli, że damy radę wszystko poukładać, żeby każdy był szczęśliwy. Oby! wink

2 263 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2013-01-04 13:45:32)

Odp: Być drugą i macochą
ewaldka napisał/a:

Złapała frajera na dziecko a po paru miesiącach zostawiła go... Dziecko to ma dzisiaj 3 lata i nie jest tak naprawdę jego biologicznym dzieckiem... Nie potrafię zrozumieć dlaczego on daje się tak wykorzystywać swojej ex tłumacząc się dzieckiem i aż tak bardzo poświęcać się temu dziecku... Kiedyś na początku polubiłam to dziecię ale teraz w sumie od sierpnia to nie potrafię jej zaakceptować. Jak mówi do niego "tato" to aż mnie mdli... Czuję sie jak tyran...

Mam do czynienie z 2 takimi przypadkami, kiedy to facet zajmuje się, łoży na nie swoje dziecko.
Pierwszy jest podobny do Twojego M, bo on jest po rozwodzie i ex, go otwarcie wykorzystuje. Facet jest sierotą, a to dziecko jest jego jedyną ?rodziną? i dlatego daje się tak wyzyskiwać. Szkoda mi go, ale robi to na własne życzenie.
Drugi mężczyzna ma już dzieci dorosłe i opiekuje się biednym, zaniedbanym dzieckiem sąsiadów. Jego kobieta też się wkurzała, jak on poświęcał mu czas i wszędzie zabierał tego chłopaka. W końcu doszli do kompromisu i teraz, albo wyjeżdżają razem, albo tylko on z dzieckiem.
Musisz po prostu zrozumieć, że Twój M ma taką potrzebę i walczyć o kompromisy. To nie łatwe i wymaga wiele wyrozumiałości, ale uważam, że jeżeli M zależy, to będzie się starał pogodzić swoją uwagę na Was dwoje.
Może Twój M jest wybawieniem i ma jedyną możliwość stworzenia namiastki rodziny dla tego dzieciaka, która jest fundamentem każdego człowieka. 
Rozumiem, że jest Ci żal swojego faceta, ja też czasem nie mogę patrzeć jak syn traktuje mojego M, jednak takie są wyrzeczenia rodziców. W tym przypadku Twój M zachował się właściwie do sytuacji, jest porządnym facetem i za to powinnaś być z niego dumna. Co byś o nim pomyślała, gdyby porzucił tego dzieciaka?
Napisz coś więcej. Jak dużo młody spędza czas u Twojego M? Jakie i z kim masz problemy?

U mnie też ostatnio nastały czarne chmury. Mój M jest kochany i cudowny, ale jego dzieciak doprowadza mnie do szału. Bunt przed nauką, przed przestrzeganiem godzin snu, przed myciem zębów, przed jedzeniem. Niepotrzebne dyskusje, obrażanie, płacz i tak kilka razy dziennie. Wydaje mi się, że takie poświęcenie mogą znieść jedynie biologiczni rodzice, ja od kilku dni pasuje, bo nie wytrzymała bym nerwowo i czekam na lepsze dni sad Jednak mówię M, że jestem już tym zmęczona, a on naprowadza chłopaka, młody przeprasza, a później zabawa zaczyna od nowa...

2 264 Ostatnio edytowany przez metaksa (2013-01-04 15:25:37)

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, a jakby mu tak odpuścić na jakiś tydzień i poobserwować - w sensie, nie chcesz to się nie ucz, nie jedz, nie myj zębów, nie śpij. Z tego co pamiętam to już duży chłopak, nie jakiś 5latek, powinien się zorientować, że coś nie halo. Zignorować go totalnie. Bo może on tym buntem próbuje zwrócić na siebie uwagę, to musicie mu pokazać, że nie tędy droga. Tak głośno myślę, skoro inne sposoby przynoszą efekt krótkotrwały...

2 265

Odp: Być drugą i macochą

a więc moja historia jest taka. Po śmierci męża przeprowadziłam się z dziećmi do rodziców robiłam porządki i natknęłam się na pocztówkę od swojego partnera jak mieliśmy po 14 lat. Wtedy na bardzo słynnym portalu społecznościowym postanowiłam go poszukać i znalazłam. Pisaliśmy do siebie był wtedy sam i na jego drodze pojawiła się kobieta w 3 trymestrze ciąży. Przygarnął ja do siebie bo mieszkała w domu samotnej matki... Po urodzeniu dziecka uznał je za swoje po roku wzięli ślub a chwilę po ślubie "ona" oznajmiła mu że już go nie kocha i kazała mu się wyprowadzić zadłużył się na głupie wesel i mieszkanie gdzie dług do dziś spłaca i nie ma z tego nic. Nie maja rozwodu jeszcze mimo że nie są ze sobą prawie 3 lata. W marcu ubiegłego roku spotkałam się z nim na jego prośbę w czysto koleżeńskich relacjach nie myślałam żeby między nami coś było, ale serce nie sługa i spotykamy się do dzisiaj. Na pierwszym spotkaniu opowiadał o sobie o tym co się zmieniło odkąd zerwaliśmy kontakt i że ma nadzieję że do końca 2012 roku się rozwiedzie. Na tych nadziejach się skończyło. Ciągle obiecywał że złoży pozew ale na obiecankach się kończyło. Podobno jego ex na początku grudnia złożyła pozew ciekawe ile w tym prawdy. Szkoda mi tego dziecka bo matka jest za grosz nieodpowiedzialna, może i powinnam byc dumna że ma dobre serce ale ma aż za dobre mój mężczyzna... Gdy ona coś potrzebuje zawsze wydzwania i tłumaczy się dzieckiem a on ojciec Wirgiliusz spełnia te zachcianki. Płaci za przedszkole a nie ma uprawnienia żeby odebrać dziecko z przedszkola, nie zaprasza go na przedstawienia w przedszkolu, widuje dziecko co 2 tydzień na 5 dni tylko wtedy gdy ona jest popołudniu w pracy gdzie nie potrafie tego zaakceptować zamiast poczekać aż matka dziecka wróci z pracy i małą odwieść jedzie z nią po jej matkę i odwozi do domu przy czym zabiera też matki koleżanki. Nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania gdzie będę musiała dzielić oszczędności na siebie swoje dzieci mojego partnera "jego dziecko" i jego ex. Mój samochód to nie taksówka, każdy mi mówi że jestem nienormalna że dobrze że zawozi ex ale ja w tym widzę problem, mój partner też nie widzi w tym problemu tłumaczy się dzieckiem... gdy miał urodziny wzięłam urlop moje dzieci akurat dziadkowie zabrali na wieś więc dzięki wolnemu chciałam zrobić partnerowi niespodziankę upiekłam mu ciasto jego ulubione i torta. A gdy ja miałam urodziny po porostu mnie zlał bo akurat pilnował dziecka i tłumaczył się tym że nie może przyjechać bo ma dziecko i nie da rady ( dzieli nas 22 km) poczułam się jak bym dostała tym dzieckiem w twarz... Od tamtej pory nie potrafię strawić tego dziecka i widzę w tej małej wroga... jest młody ja też on nawet nie chce słyszeć żeby mieć swoje biologiczne dziecko bo ma już dziecko i je kocha... Próbuję zrozumieć jak można aż tak kochać cudze dziecko i poświęcać się dla niego oraz dawać tak wykorzystywać... Gdy rozmawiamy nasze rozmowy to po paru minutach awantura...  Ostatnio nie wytrzymałam i powiedziałam mu że dla mnie to obce dziecko a nie jego...

2 266

Odp: Być drugą i macochą

Wiele wątków poruszyłaś Ewaldka, ale po kolei:

- piszesz, że nie ma prawa odebrać dziecka z przedszkola, ale wcześniej pada, że je "uznał za swoje" - rozumiem, że nie formalnie?

- "Nie maja rozwodu jeszcze mimo że nie są ze sobą prawie 3 lata." + "Ciągle obiecywał że złoży pozew ale na obiecankach się kończyło." = jak dla mnie wychodzi na to, że widocznie aż tak mu na tym rozwodzie nie zależy. Może za to ciągle zależy mu na tamtej dziewczynie, nie pomyślałaś tak nigdy?

- "Nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania gdzie będę musiała dzielić oszczędności na siebie swoje dzieci mojego partnera "jego dziecko" i jego ex. Mój samochód to nie taksówka" - a dlaczego masz dzielić swoje oszczędności z nim? Nie jesteście małżeństwem, póki co to on nawet nie ma rozwodu, a po drugie jest coś takiego jak intercyza. Twoim samochodem też nie musi ich wozić, jeśli chce być tak szlachetny, to proszę bardzo, ale swoim kosztem.

- "jest młody ja też on nawet nie chce słyszeć żeby mieć swoje biologiczne dziecko bo ma już dziecko i je kocha" - tu by mi się zapaliła czerwona lampka.

Podsumowując, średnio to widzę. Co ten pan takiego Ci daje, że z nim (jak twierdzisz) jesteś? Z mojego punktu widzenia jesteś dla niego takim jakby czasoumilaczem (żeby nie powiedzieć zapchajdziurą), bo jego serce jest ciągle przy tamtej kobiecie i dziecku. Ale może się mylę, niech inne dziewczyny się wypowiedzą, jak one to widzą.

2 267

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Wiele wątków poruszyłaś Ewaldka, ale po kolei:

- piszesz, że nie ma prawa odebrać dziecka z przedszkola, ale wcześniej pada, że je "uznał za swoje" - rozumiem, że nie formalnie?

- "Nie maja rozwodu jeszcze mimo że nie są ze sobą prawie 3 lata." + "Ciągle obiecywał że złoży pozew ale na obiecankach się kończyło." = jak dla mnie wychodzi na to, że widocznie aż tak mu na tym rozwodzie nie zależy. Może za to ciągle zależy mu na tamtej dziewczynie, nie pomyślałaś tak nigdy?

- "Nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania gdzie będę musiała dzielić oszczędności na siebie swoje dzieci mojego partnera "jego dziecko" i jego ex. Mój samochód to nie taksówka" - a dlaczego masz dzielić swoje oszczędności z nim? Nie jesteście małżeństwem, póki co to on nawet nie ma rozwodu, a po drugie jest coś takiego jak intercyza. Twoim samochodem też nie musi ich wozić, jeśli chce być tak szlachetny, to proszę bardzo, ale swoim kosztem.

- "jest młody ja też on nawet nie chce słyszeć żeby mieć swoje biologiczne dziecko bo ma już dziecko i je kocha" - tu by mi się zapaliła czerwona lampka.

Podsumowując, średnio to widzę. Co ten pan takiego Ci daje, że z nim (jak twierdzisz) jesteś? Z mojego punktu widzenia jesteś dla niego takim jakby czasoumilaczem (żeby nie powiedzieć zapchajdziurą), bo jego serce jest ciągle przy tamtej kobiecie i dziecku. Ale może się mylę, niech inne dziewczyny się wypowiedzą, jak one to widzą.

- tak nie ma prawa odebrać dziecka z przedszkola, dziecko uznał za swoje w USC po jego narodzeniu

- on twierdzi że już długi za nią spłaca i ona ma złożyć pozew na swój koszt ale ja wiecznie czekać nie będę i przywarłam go do muru zresztą ona mieszka z innym facetem dziecko ciągle mówi że mama śpi z wujkiem a ona w swoim pokoju...

- samochód mamy wspólny niedawno kupiliśmy wcześniej woził ojca autem ale ojciec powiedział że nie da mu już auta na wożenie jej tyłka... pod koniec roku chcemy kupić mieszkanie i razem zamieszkać...

- twierdzi ze nie będzie w stanie utrzymać moich dzieci "tamtego dziecka" i jeszcze naszego wspólnego bo dzieci kosztują...ja znowu sądzę że on się boi że mogę mu zrobić tak samo jak jego ex...

Widzisz daje mi to czego nie zaznałam w swoim małżeństwie bezpieczeństwo, pomoc i wsparcie w trudnych chwilach, moi synowie bardzo go lubią a on ich. Gdy jest tydzień bez dziecka to spędza go ze mną i moimi dziećmi w dodatku każdy weekend.  Na początku też sądziłam (nie powiem że nie mam nadal takich wątpliwości) że jestem czasoumilaczem ale gdy miałam już dość rozmawiał z moją mamą żeby ze mną porozmawiała bo mu zależy że dopiero przy mnie wie co to znaczy być potrzebny, co to znaczy być mężczyzną i ojcem. Na początku przyjeżdżał z ta małą do mnie ale odkąd widzi z jaką obojętnością do niej podchodzę przestał z nią u nas bywać...

2 268

Odp: Być drugą i macochą
ewaldka napisał/a:

A gdy ja miałam urodziny po porostu mnie zlał bo akurat pilnował dziecka i tłumaczył się tym że nie może przyjechać bo ma dziecko i nie da rady

Mam podobne odczucia jak Metaksa, może po prostu lubi z Tobą spędzać wolny czas.
Facetowi, któremu zależy na kobiecie, nie zachowa się w powyższy sposób. Prędzej weźmie dzieciaka pod pachę i razem przygotują dla jego kobiety niespodziankę. Jeśli zależy mu na małej to i powinien starać się, by poprawić wasze relacje. Twój uraz też ulegnie zmianie, gdy nie będziesz czuła się pokrzywdzona. Sama musisz zdecydować, w którą stronę przechyla się szala strat i zysków.

Mój M w ciągu roku zmienił się diametralnie. Zawsze spędzał dużo czasu z dziećmi, ale kiedy go potrzebowałam rzucał wszystko, brał chłopaków i leciał do mnie. Fakt, czasem miałam ich zdrowo dość, brakuje mi czasu spędzonego sam na sam, ale wiem, że ma obowiązki jako ojciec. M też często pyta się czy nie jestem zła, że gdzieś idzie sam z synem i choć na chwilę przychodzi się przytulić, jest mi w tedy lżej, wiem że czasem też sami muszą pogadać. Kiedy zaś jesteśmy razem, to ja i moja decyzja jest ważniejsza, a jego synowie muszą się podporządkować.

metaksa napisał/a:

Zazdrosna, a jakby mu tak odpuścić...

W tym sęk, że młody miał tak odpuszczone kiedy mieszkał z matką i do tego się przyzwyczaił. Ja go nawet rozumiem, bo nagle ma narzucone obowiązki i się buntuje, stara się wywalczyć swoje zdanie, a tak naprawdę to jest zagubiony i nie daje radzi sobie z nową sytuacją. Wydaje mi się, że jak odpuścimy to damy za wygraną, a wspólnym frontem z M wyprowadzimy chłopaka na prostą.

2 269

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

W tym sęk, że młody miał tak odpuszczone kiedy mieszkał z matką i do tego się przyzwyczaił. Ja go nawet rozumiem, bo nagle ma narzucone obowiązki i się buntuje, stara się wywalczyć swoje zdanie, a tak naprawdę to jest zagubiony i nie daje radzi sobie z nową sytuacją. Wydaje mi się, że jak odpuścimy to damy za wygraną, a wspólnym frontem z M wyprowadzimy chłopaka na prostą.

nie ma co dopuszczać. Słusznie zauważyłaś, że jego zachowanie wynika z zagubienia, zwócenia na siebie uwagi i ogólnej frustracji. Dużo z nim rozmawiajcie, okazujcie mu zrozumienie i cierpliowsc ale jednoczesnie trzeba trzymać wspólny front i egzekwować zasady oraz obowiązki. Wyjdzie to chłopakowi tylko na dobre.

2 270

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

nie ma co dopuszczać. Słusznie zauważyłaś, że jego zachowanie wynika z zagubienia, zwócenia na siebie uwagi i ogólnej frustracji. Dużo z nim rozmawiajcie, okazujcie mu zrozumienie i cierpliowsc ale jednoczesnie trzeba trzymać wspólny front i egzekwować zasady oraz obowiązki. Wyjdzie to chłopakowi tylko na dobre.

Dużo rozmawiamy, tłumaczymy w kółko to samo, a i tak chłopak próbuje zawsze się wyłamać. Najgorzej jest z nauką, wygląda na to, że to nam zależy bardziej, a on ma to gdzieś. Zawsze ma jakiś pretekst, by nie zajrzeć do książek, a jak już jakąś weźmie to tylko na nią patrzy. 12 letni chłopak, a trzeba go pilnować z każdym zadaniem domowym, czy sprawdzianem. Uczymy go poświęcając mu czas, a on stale wyraża swój lekceważący stosunek. Są pierwsze efekty, bo dostał już kilka pozytywnych ocen, ale wciąż przed nim dużo pracy, by nadrobić zaległości. Wczoraj M dał mu kolejne zakazy, by wymusić naukę, młody ryczał cały wieczór. Sytuacja w domu nie jest fajna, wciąż chłopakowi zwraca się na coś uwagę, bo pomimo, że zna zasady sam się nie pilnuje. M mniej pracuje zawodowo, bo ja z młodym nie chcę się użerać, choć kiedy nie ma w domu ojca to ten jest grzeczniejszy. Brakuje czasu na jakieś wspólne wyjście, czy wieczorny film, bo M uczy albo rozmawia z dzieciakiem, a jego fochy przeciągają się na całe popołudnia. To trudna sytuacja dla nas wszystkich, zastanawiam się ile to jeszcze potrwa, na szczęście ex przynajmniej w to się nie wtrąca.

2 271

Odp: Być drugą i macochą

Proponuje nie gonic do nauki, ale zaproponować cos, na czym mu zalezy a co bedzie mógł uzyskac w przpadku pozytywnych ocen. Na pewno jest coś takiego...Jęsli nie skorzysta, to jego prawo. Gonienie do lekcji dwunastolatka nie ma sensu, ona sam musi sie nauczyc odpowiedzialności. Jesli zachętna nie pomoże, to po prostu niech sie nie uczy. Nie zda? Trudno...naje sie nieco wstydu, może sobie przemyśli pewne rzeczy. Nie ma nic gorszego niż przświadczenie dziecka, że szkoła jest wazniejsza dla rodziców niż dla niego samego. Oceny nie są sresztą najważnijesze...może warto go czymś zainteresować. Znaleśc mu jakąs pasję, to rozwija i jednocześnie często uczy wielu przydatnych rzeczy. Np jakis sport?  Chłopak sie rozładuje, nauczy sie dyscypliny i może sie okazać, że ma talent...
Na fochy nie reagujcie. Niech się fochuje, w końcu mu przejdzie. Jesli odzywa sie niegrzecznie niech spędzi czas w spim pokoju. Nie ma sensu sie użerać i forsować na siłe. Oczekiwania i komunikaty sa jasne? Jesli je rozumie, to zrozumie tez wkrótce ze lepiej jest postepować fair. On zwraca na siebie uwagę, bo jest rozgoryczony zachowaniem matki. Czuje sie odrzucony i na was wyładowuje swoją frustrację. Ale sądzę, że to w końcu się wyciszy, trzeba czasu...

2 272

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Proponuje nie gonic do nauki, ale zaproponować cos, na czym mu zalezy a co bedzie mógł uzyskac w przpadku pozytywnych ocen. Na pewno jest coś takiego...Jęsli nie skorzysta, to jego prawo. Gonienie do lekcji dwunastolatka nie ma sensu, ona sam musi sie nauczyc odpowiedzialności. Jesli zachętna nie pomoże, to po prostu niech sie nie uczy. Nie zda? Trudno...naje sie nieco wstydu, może sobie przemyśli pewne rzeczy. Nie ma nic gorszego niż przświadczenie dziecka, że szkoła jest wazniejsza dla rodziców niż dla niego samego. Oceny nie są sresztą najważnijesze...może warto go czymś zainteresować. Znaleśc mu jakąs pasję, to rozwija i jednocześnie często uczy wielu przydatnych rzeczy. Np jakis sport?  Chłopak sie rozładuje, nauczy sie dyscypliny i może sie okazać, że ma talent...
Na fochy nie reagujcie. Niech się fochuje, w końcu mu przejdzie. Jesli odzywa sie niegrzecznie niech spędzi czas w spim pokoju. Nie ma sensu sie użerać i forsować na siłe. Oczekiwania i komunikaty sa jasne? Jesli je rozumie, to zrozumie tez wkrótce ze lepiej jest postepować fair. On zwraca na siebie uwagę, bo jest rozgoryczony zachowaniem matki. Czuje sie odrzucony i na was wyładowuje swoją frustrację. Ale sądzę, że to w końcu się wyciszy, trzeba czasu...

Dzięki, MariannaM, słuszna uwaga, też mi się wydaje, że chłopak jest już za duży, by pomagać mu z każdymi lekcjami. Mieszkając u matki, w ogóle nie wyrobił sobie obowiązku odrabiania zadań domowych. Pomimo licznych jedynek w szkole w ostatnich latach zdawał z klasy do klasy, bo litowali się nad nim nauczyciele, ze względu na sytuację rodzinną. Chłopak się przyzwyczaił i idzie na łatwiznę. Twierdzi, że nie rozumie, nie umie i nawet nie próbuje, pomimo, że pokazywaliśmy mu różne metody nauki. Stopniowo, zakazów na rzeczy, na których mu zależy ma coraz więcej. Żal jest chłopaka, bo jak już pisałam matka faworyzowała młodszego syna, a teraz wychodzi na to, że my robimy podobnie, bo np. oglądamy film z moją córą, a on ma czytać lekturę w drugim pokoju, albo jedziemy gdzieś a on zostaje w domu. Fakt, dostaje szansę na nagrodę i od niego zależy czy ją dostanie. M znalazł na niego sposób, by ze swoich odłożonych pieniędzy dokładał się do korepetycji, które są potrzebne, bo sam nie chce się wziąć za naukę. Metoda skuje, może trzeba być bardziej konsekwentnym, ale mamy opory, bo pieniądze dostał od rodziny w prezencie.
Wczoraj zauważyłam, że M jest naprawdę przemęczony i poirytowany tą sytuacją, nawet młodemu powiedział, że jak się nie zmieni to będą musieli się wyprowadzić, gdyż ja nie będę bez końca tolerować jego zachowania. Wielokrotnie mówiłam M, że mam dość i skupiałam się na swoich sprawach zostawiając go samego z synem.
Masz rację oboje musimy odpuścić, wiem, że nic się nie stanie jak na półrocze zarobi jedynkę, nie pierwszą zresztą. Mam jednak obawy, czy sam zmotywuje się do nauki, prosić o pomoc nie umie, bo matka, go zawsze z tym zbywała. 

Jeszcze jedna sprawa, gdy młody (12l) jest u matki, ta wymusza od niego na piśmie różne oświadczenia: np., że ojciec na niego krzyczy, że kazał mu wracać samemu, autobusem od niej itp. Nie rozumiem, co świata w jej chorym umyśle. Sama oddała dzieciaka, chyba zbiera dowody, by się odegrać za sprawę związaną z przemocą na synu. Zastanawiam się jak takie oświadczenia potraktuje sąd, bo dla mnie to rzuca tylko negatywne światło na matkę. Co o tym sądzicie?

2 273

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, Wasza historia z tym chłopcem całkowicie mnie przeraża. Naprawdę biedny dzieciak i strasznie mu współczuję.
Nie dziwię się, że ciężko do niego dotrzeć. A czy wy chodzicie do psychologa? Jeśli on nie chce i się z nim nie udało, to może warto byście oboje pochodzili jakiś czas i spróbowali innych metod, wskazanych przez psychologa na postępowanie z nim.
Trzeba go jakoś przełamać do was i waszych zasad.
On musi czuć się fatalnie i na pewno jest okropnie rozdarty. Nie wiem co myśli i co tłumi w sobie taki chłopak.
Sama nie wiem co bym czuła na jego miejscu. Porażka.

A o matce to nawet nie będę się wypowiadać, bo same pip bym tu napisała. To nie matka - to horror.
Ciężko powiedzieć jak sąd potraktuje te kartki.
Na sprawie mojego miały nie być dopuszczane dowody wrzucane przez nią minutę przed końcem, jak np. opinia psychologa, za którą zapłaciła i zostało w niej napisane wszystko co najgorsze o ojcu, a potem okazało się, że dzieci biedne i pokrzywdzone i to on jest tym złym. Różnie to bywa, zależy jaki sędzia się trafi. Mało jest takich z otwartą głową i naprawdę sprawiedliwych, biorących pod uwagę wszelkie okoliczności.

2 274

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

Zazdrosna, Wasza historia z tym chłopcem całkowicie mnie przeraża. Naprawdę biedny dzieciak i strasznie mu współczuję.
Nie dziwię się, że ciężko do niego dotrzeć. A czy wy chodzicie do psychologa? Jeśli on nie chce i się z nim nie udało, to może warto byście oboje pochodzili jakiś czas i spróbowali innych metod, wskazanych przez psychologa na postępowanie z nim.
Trzeba go jakoś przełamać do was i waszych zasad.
On musi czuć się fatalnie i na pewno jest okropnie rozdarty. Nie wiem co myśli i co tłumi w sobie taki chłopak.
Sama nie wiem co bym czuła na jego miejscu. Porażka.

A o matce to nawet nie będę się wypowiadać, bo same pip bym tu napisała. To nie matka - to horror.
Ciężko powiedzieć jak sąd potraktuje te kartki.
Na sprawie mojego miały nie być dopuszczane dowody wrzucane przez nią minutę przed końcem, jak np. opinia psychologa, za którą zapłaciła i zostało w niej napisane wszystko co najgorsze o ojcu, a potem okazało się, że dzieci biedne i pokrzywdzone i to on jest tym złym. Różnie to bywa, zależy jaki sędzia się trafi. Mało jest takich z otwartą głową i naprawdę sprawiedliwych, biorących pod uwagę wszelkie okoliczności.

Saphira, co do matki to masz rację, szkoda słów?
M chodził z dwoma synami do psychologa, od czasu gdy w jego małżeństwie zaczęło się psuć, podobno to specjalista z polecenia. Odkąd młody jest u nas stwierdziliśmy, że wskazana jest też konsultacja psychiatry. Wizyty są raz w miesiącu, wiem, że to mało, ale M z powodu ciągnięcia 2 etatów, nie ma czasu na więcej. Psycholog twierdzi, że problemy wynikają z konfliktu między rodzicami, z ex już w ogóle nie da się dogadać, jedyna droga to tylko sądy. Radził spisać z młodym nasze wspólne oczekiwania, ale on zachowuje się biernie, jakby na niczym mu nie zależało.

2 275

Odp: Być drugą i macochą

A jest coś na czym mu zależy, czy wypiera wszystko, ze względu na wewnętrzne rozterki?
Czy on z wami rozmawia o tym co myśli, co czuje, z czym mu dobrze, z czym nie, jak sobie radzi? Czy mówi coś o matce, co by chciał, jak mu z tym, że ona w taki sposób go traktuje? Czy wy mu tłumaczycie ją i jej zachowanie? Czy w tłumaczeniach mówicie prawdę czy okłamujecie go, żeby nie ranić bardziej?
Twój M powiedział mu, że jeśli się nie zmieni to będą musieli się wyprowadzić, bo ty już nie dajesz rady - ale wyprowadzić M z synem, czy tylko syn do matki?
Trzeba mu zapewniać bezpieczeństwo i zrozumienie, ale jednocześnie stawiać granice i wymagać. Coś za coś - nie ma lekko. Z czasem powinien załapać.

Posty [ 2 211 do 2 275 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026