netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 202 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 31 32 33 34 35 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 081 do 2 145 z 8 269 ]

2 081

Odp: Być drugą i macochą

Ja sie tak zastanawiam, jak to jest jesli dziecko polowicznie jest z matką,polowicznie z ojcem,i wychodzi  na to ze opieka nad dzieckiem jest niemal podzielona po równo, no to jak z alimentami bywa?

2 082

Odp: Być drugą i macochą

Ja dziś z innej beczki.
W sobotę odstawiłam świąteczne sprzatanie ( takie wczesne bo akurat miałam jakieś nadudzkie siły) i od owej soboty jestem w świątecznym nastroju...do momentu aż nie pomyślę o ex lub o małej.Od razu uśmiech mi z ust znika, nastroj pęka jak bańka mydlana:-(
Znowu będzie to co rok temu...
Wiecie co mnie najbardziej wnerwia? że ja bym chciała - chciałabym się jakoś z tą kobietą dogadać, dojśc do porozumienia, do wspólnego kompromisu..i nie mogę.Czasem myślę, że to nasza ( czyli M i moja) wina.Bo może powinniśmy się nie odzywać, może jak chce dać dziecko to brać a jak nie chce dać to nie brać, jak chce to kupować jak nie chce to nie kupować. jak chce ubierać dziecko które ma 98 cm w ubrania na 122 to tak ubierać, jak chce żeby mała miała brązowo żóty miód w uszach to niech ma, jak chce żeby mała miała nieobciete paznokcie to nie obcinać, jak chce żeby mała mówiła " wpierdo..." to niech mówi.Po co ja i M mamy się spinać? po co mamy się wysilać? po co zapisywać na język, po co karmnć owocami, warzywami itp?? po co to wszytsko? przecież to dziecko nie z nami mieszka, nie z nami będzie na codzień, nie mnie kiedyś podziękuje za to wszystko tylko mamie...więc po co to wszytsko?? po co mamy sie męczyć??
Naszła mnie niechec do tego wszystkiego...jestem zmęczona..

2 083

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Ja dziś z innej beczki.
W sobotę odstawiłam świąteczne sprzatanie ( takie wczesne bo akurat miałam jakieś nadudzkie siły) i od owej soboty jestem w świątecznym nastroju...do momentu aż nie pomyślę o ex lub o małej.Od razu uśmiech mi z ust znika, nastroj pęka jak bańka mydlana:-(
Znowu będzie to co rok temu...
Wiecie co mnie najbardziej wnerwia? że ja bym chciała - chciałabym się jakoś z tą kobietą dogadać, dojśc do porozumienia, do wspólnego kompromisu..i nie mogę.Czasem myślę, że to nasza ( czyli M i moja) wina.Bo może powinniśmy się nie odzywać, może jak chce dać dziecko to brać a jak nie chce dać to nie brać, jak chce to kupować jak nie chce to nie kupować. jak chce ubierać dziecko które ma 98 cm w ubrania na 122 to tak ubierać, jak chce żeby mała miała brązowo żóty miód w uszach to niech ma, jak chce żeby mała miała nieobciete paznokcie to nie obcinać, jak chce żeby mała mówiła " wpierdo..." to niech mówi.Po co ja i M mamy się spinać? po co mamy się wysilać? po co zapisywać na język, po co karmnć owocami, warzywami itp?? po co to wszytsko? przecież to dziecko nie z nami mieszka, nie z nami będzie na codzień, nie mnie kiedyś podziękuje za to wszystko tylko mamie...więc po co to wszytsko?? po co mamy sie męczyć??
Naszła mnie niechec do tego wszystkiego...jestem zmęczona..

Zawsze sobie tlumacze ,ze robi to sie dla dziecka,mimo że nie jest powiedziane, ze nasze staranie,czy wysilki zostaną przez  kogokolwiek docenione czy to przez dziecko,czy to przez kogos innego, to jednak jest to pewna forma miisji,nawet kto che moze nazwac misją samarytanską,nie mamy pewnosci czy uslyszy sie "Dziekuje" ,ale  w tym nie ma kalkulacji
Fakt,to nie jest nasze biol.dziecko i czysto teorytycznie nie powinno nas obchodzic co z niego wyrosnie, jak sie zachowuje, lecz kto ma w sobie odrobine empati ,nie przejdzie obojetnie,tylko bezinteresownie dla dziecka dobra okaże zainteresowanie i zaangazowanie,tylko w tym umiar pownien być

2 084

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha masz rację , zgadzam się z Tobą w 100% tylko może gra nie jest warta świeczki?
Może niech to dziecko jest sobie jakie jest, może niech Pani nami rządzi a wtedy my będziemy mieli spokój? Może niech robi co jej się podoba, M się nie wtrąca, nie zwraca uwagi, nie prosi o nic..może to będzie lekiem na całe zło.Mała i tak wyrośnie na kogoś bardziej podobnego do matki z jej zasadami, z jej naukami , z jej zachowaniami bo to przez nią jest karmiona tym wszystkim...a ja kiedy pomyślę tylko, że za kilka dni świeta, że znowu czeka nas szarpanka, że znowu czekają nas nerwy , że za chwile wybuchnie kolejna bomba...czuje, że mam dość...

2 085 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-12-05 00:21:46)

Odp: Być drugą i macochą

macocha
Wyobraź sobie przez chwilę, że jesteś już starowinką u kresu swojego życia. Zastanów się czy jesteś z niego zadowolona, a może uważasz, że coś byś zmieniła i czy czegoś żałujesz. Trafia się wyjątkowa okazja, bo możesz cofnąć się do swojego obecnego wieku i odmienić swoje życie. Pytanie tylko, czy tego chcesz? smile

Wielokrotnie mówiłam mojemu M, by odpuścił trochę z dziećmi. Jego ex zabraniała kontaktów - mówiłam zaczekaj spokojnie. Nawiedzała nas telefonami, prosiłam, by to ignorował. Zarzucał mi, że ja go nie rozumiem, że jestem egoistką. Ja swoje tłumaczyłam że, nic na siłę, żeby wyluzował, a sama poprosi o pomoc przy dzieciach. Miałam rację, sama oddała młodego, nie sądziłam tylko, że tak szybko.
Teraz jest problem z widzeniem z młodszym chłopcem, mój nie zabrał go od 2 miesięcy. Tłumaczę zaczekaj, młody ma dopiero 9 lat i nie chce przeciwstawić się matce. Niedługo sam przejrzy na oczy, jaka faktycznie jest matka, że istnieje też inny lepszy świat, bez kłamstw, awantur i przemocy. Tylko cierpliwości i dystansu do ex, a zarazem żeby dziecko wiedziało, że ma ojca. 2 - 3 lata i dzieciak będzie mieszkał z nim. Nie powiem, że się cieszę lub, że mam z tego satysfakcję. Patrzę na sprawę realnie, bez emocji. M musi pogodzić się z faktem, że na dzień dzisiejszy nic więcej nie może zrobić.
Na razie pozostają te małe, cenne chwile uznania w oczach starszego dziecka M, a mi jest miło, że mogę zrobić coś dla kogoś, by jego życie okazało się lepszym. Poza tym jest takie powiedzenie odnośnie dzieci, że wychowuje się je nie dla siebie, lecz dla innych.
Jednak nie można zapomnieć o własnych potrzebach, to w końcu nasze życie i szczęście.
Mój ma nockę w wigilię, a że to nasza pierwsza więc będzie mi przykro. Ja jednak w ten wieczór będę widzieć się z moimi najbliższymi, on nawet nie porozmawia z młodszym synem. Jaki ten świat mógłby być piękniejszy, gdyby nie ta nienawiść i egocentryzm. Uważam jednak, że dobro rodzi dobro, a zło wraca do właściciela z odwetem.

2 086

Odp: Być drugą i macochą

macocha- ja uwazam, że dziecko im starsze tym coraz wiecej wnioskow bedzie wyciągać,wlasnych wniosków mając porównanie jakie wymogi bardziej sie sprawdziły ,lub by sie sprawdzily.Ono ma dobrze zakodowane w pamieci kazdego angażowanie sie czy tez machniecie ręką czyli olewactwo.
Zapewniam Cie ,że zadne mniejsze bądź tym bardziej wieksze dziecko mimo pozorów nienawidzi byc ignorowane i wbrew pozorom podswiadomie potrzebuje wtrącania sie kiedy blądzi, czy zwracania uwagi kiedy samo jeszcze nie potrafii "przystopować" czy wyciagnąc wnoskow ,ze cos faktycznie blędnego zrobilo.Pozostawione samo sobie bez reakcji,czy odbioru to niestety nie zda egzaminu
Bledy trzeba korygowac a nie celowo ślepo bez odbioru koło nich przechodzić bo tak łatwiej hmm

Ja bede stac za tym, że puzle sie kiedyś ułożą i wtedy wyjdzie wprawdzie kto sie mylil ,a kto nie, a w miare myslące juz spore dziecko ono wyczuje kto mial dobre zamiary i wiele z siebie dawał a kto szedł na łatwizne roll

2 087

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję, że jesteście...wczoraj miałam chwile zwątpienia.Dziś mam znowu siłę i różowe okulary na nosie :-)Miłego dnia.

2 088

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Ja sie tak zastanawiam, jak to jest jesli dziecko polowicznie jest z matką,polowicznie z ojcem,i wychodzi  na to ze opieka nad dzieckiem jest niemal podzielona po równo, no to jak z alimentami bywa?

Bywa tak jak zawsze czyli idą do mamusi.

U na stak jest. Pół miesiąca u nas i pół u matki, my przez te pół miesiąca normalnie utrzymujemy, karmimy, za wszystko płacimy, kupujemy a alimenty i tak trzeba mamusi dawac. Więc w zasadzie my utrzymujemy córke m tylko i wyłącznie.

2 089 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-12-05 12:09:01)

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, potrzebuję porady.
Młody (12) M tęskni za matką, nie robimy problemów, ale mój wymaga, by matka przyjechała po niego i go odwiozła, by wzięła na ten czas za niego odpowiedzialność. Ona mówi młodemu, by sam przyjechał autobusem (15 km). Chłopak jest w rozterce, bo chce zobaczyć się z matką i bratem, a z drugiej strony nie ma ochoty, bo ta robi mu wyrzuty. M nie może wiecznie ulegać ex, ale szkoda mu syna, bo kontakt z matką urywa się. Hrabinie nie chce się ruszyć tyłka autem, by wziąć syna. Obawiamy się o niego, bo tydzień temu gdy M odwiózł go do matki, to leciałam po chłopaka na urwanie głowy, gdyż się posprzeczali. Sama nie wiem, co robić? Jak to wytłumaczyć dziecku?

2 090

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna u nas są takie same akcje z tym że młoda ma 8 lat no i sama nie pójdzie ani nie pojedzie.
Ale dokładnie tak smao to wygląda bo mamausia uważa że mamay jej zawozić, przywozić, sami sobie zabierac, a jak jeszcze cos jej do głowy wpadnie że by chciała, a jest u nas to mamay z ty jechać i jej dostarczyć. I tez były takie sytuacje i są i faktycznie bardzo cięzko to rozwiązać.
Jesli go zawieziecie to niech ona go odwiezie.
A co do kłótni to porozmawiajcie z dzieckiem i niech wie tez że jak się z matką posprzecza to tata nie będzie leciał na łeb,na szyje po niego. Niech wtedy sami rozwiążą z matka swój konflikt. U nas tez są takie akcje, młoda zapłakana dzwoni bo z matka się pokłociła i na początku faktycznie jechaliśmy odrazu po nia ale okazało się, że młoda tez zaczeła to wykorzystywac do szantażu i manipulacji matką. Kiedy matka na cos nie pozwalała albo kazała się uczyć to młoda dzowniła i ryk, wycie, zawodzenie, że ona chce do nas i niech tata albo ciocia po nia przyjadą.
Z tym trzeba uważac bo dzieciaki często zaczynaja takie rzeczy wykorzystywac i manipulowac. Jak chce jechac to oki, niech matka go przywiezie do was z powrotem, a jak się pokłóca to niech potem rozwiązuja konflikt sami a nie poprzez was.

2 091 Ostatnio edytowany przez metaksa (2012-12-05 12:29:03)

Odp: Być drugą i macochą

Moim skromnym zdaniem 15 km w wieku 12 lat to chyba nie jest jakas zaporowa odleglosc i moze ja chlopak pokonac. Przy okazji nauczy sie troche samodzielnosci.

Natomiast tego:
"tydzień temu gdy M odwiózł go do matki, to leciałam po chłopaka na urwanie głowy, gdyż się posprzeczali. "
nie rozumiem. Po co i na co? Niech sie dogaduja miedzy soba.

2 092

Odp: Być drugą i macochą

Macie wiele racji, dziękuję

metaksa napisał/a:

Natomiast tego:
"tydzień temu gdy M odwiózł go do matki, to leciałam po chłopaka na urwanie głowy, gdyż się posprzeczali. "
nie rozumiem. Po co i na co? Niech sie dogaduja miedzy soba.

Kobieta skopała młodego kilka razy, ma sprawę o znęcanie się fizyczne nad synem zgłoszoną przez szkołę, to człowiek jest przewrażliwiony. Zabroniła młodemu odbierać telefon, więc nie wiedzieliśmy co się dzieje.

2 093

Odp: Być drugą i macochą

Och losie, biedne te dzieci są na serio...
Aż szkoda gadać.

Z drugiej strony to tylko dzieci i rozumieją po swojemu. Mojego 12latek niby duży, ale mały. Pamięta co mu wygodnie, powtarza co ostatnio usłyszał, próbuje rozumieć, ale klepie co usłyszał i nie wiele myśli. Czasami oczekuje by go traktować jak dorosłego, a za chwilę zachowuje się jak rozwydrzony bachor z muchami w nosie. O młodszym nie wspomnę, bo to już w ogóle jest dramat. Lata miną, zanim dzieciak zacznie widzieć co się na serio dzieje w koło niego.

A my w dzieciństwie jak sobie radziłyśmy, byłyśmy samodzielne? No ja tak, a wy? Nie też co robić z dzieci ubezwłasnowolnionych robocików. Muszą uczyć się rozwiązywania problemów, przeżywania ich, radzenia sobie z nimi. Oczywiście należy wesprzeć, wytłumaczyć, wysłuchać, wskazać drogę, ale nie być bezustannie kołem zapasowym w chwilach kryzysowych.
Z drugiej strony to nie dziwię się, że macie pietra - też bym się po tego typu akcjach obawiała tam dziecko wysłać.
A młodszego jak traktuje? Macie widzenia ustalone? Dlaczego tak długo nie widział twój M syna drugiego? To normalnie "nie do wiary".

2 094

Odp: Być drugą i macochą

I odnośnie alimentów też bardzo nie podoba mi się to, że alimenty trzeba płacić, nawet jak dziecko pół miesiąca jest u drugiego rodzica. Głupota jakaś. A później się dziwią, że ojcowie nie chcą płacić, albo płacić jak najmniej. Wcale mnie to nie dziwi.
Dajesz tysiące zł na alimenty a drugie tyle wydajesz na dzieci - rewelacja... tylko w jakim celu? De facto dają alimenty na ex, bo co ona da z kasy za miesiąc lipiec dzieciom, kiedy one cały ten czas będą z ojcem?
No ale cóż zrobić - takie prawo!

2 095

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

A młodszego jak traktuje? Macie widzenia ustalone? Dlaczego tak długo nie widział twój M syna drugiego? To normalnie "nie do wiary".

Młodszego faworyzuje tak jak też sama była wychowywana z bratem. Tylko, że to ona była tą czarną owcą w rodzinie. Szkoda gadać, tylko jeden chłopak dostawał prezenty, drugiemu nawet na urodziny życzeń nie złożyła. Kiedy starszy zostawał w domu, najczęściej pod pretekstem kary, drugiego zabierała na wyjazdy.
Kto sam w dzieciństwie nie zaznał miłości, nie przekaże jej dalej, do puki nie podda się terapii.
Sprawa w sądzie o ustalenie widzeń ciągnie się nieskończoność. Młodszy dzieciak najpierw był przekupowany, by nie chciał zobaczyć ojca, do głowy ma głupoty wpajane, a teraz go wywozi do obcych ludzi, by całkiem zapomniał o ojcu. Na prośbę porozmawiania z synem przez telefon, tekst jest jeden - nie chce mi się. Ona sama nie wie jaką krzywdę dzieciom wyrządza.
Poza tym nawet jak będą ustalone widzenia z ojcem przez sąd, to i tak zawsze coś wymyśli, że chory itp. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i dochodzić swoich praw przed sądem. Tak zgadzam się kobieta - matka przed sądem wiedzie prym i nie ma sprawiedliwości dla ojców. Miejmy nadzieję, że coś się zmienia w tym zakresie.

2 096 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-12-05 15:01:52)

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

I odnośnie alimentów też bardzo nie podoba mi się to, że alimenty trzeba płacić, nawet jak dziecko pół miesiąca jest u drugiego rodzica. Głupota jakaś. A później się dziwią, że ojcowie nie chcą płacić, albo płacić jak najmniej. Wcale mnie to nie dziwi.
Dajesz tysiące zł na alimenty a drugie tyle wydajesz na dzieci - rewelacja... tylko w jakim celu? De facto dają alimenty na ex, bo co ona da z kasy za miesiąc lipiec dzieciom, kiedy one cały ten czas będą z ojcem?
No ale cóż zrobić - takie prawo!

Własnie taką sytuacje mialam na mysli,i zapytalam sie jak to wyglada od strony prawa.No przeye..ane, w gruncie rzeczy wychodzi na to ze dziecko jest wylącznie na utrzymaniu ojca ,a podzialu finansowego brak .
I tu nie chodzi o to że dziecku sie żałuje,nic z tych rzeczy,lecz prawda jest taka ,że tylko jedna strona sypie z kieszeni ,czy to gdy dziecko jest u was, czy to gdy jest u matki.Nie ma podzialu kapitałowego 50 na 50 ,ale jest caloscod jednej strony i na tym koniec  hmm

zazdrosna13-a matka czasem nie bedzie miec do starszego OGRANICZONYCH praw rodzicielskich ,lub juz nie ma po tych akcjach co trafily do sądu??

2 097

Odp: Być drugą i macochą

No tak...alimenty prezenty:) Kto ma dzieci ten wie...w jednym miesiacu możesz wydac na malca nawet 900zł (np kupujesz odzież sezonową) a drugiego to będzie 300zł. A alimenty co miesiąc są takie same. Jeśli ojciec ma zasądzone np 600zł to jestem pewna że cała kwota nie idzie na dziecko. Dziecko (przynajmniej takie kilkuletnie) je niewiele a zakupy i tak zrobić trzeba, mieszkać mamusia tez gdzies musi czy miałąby dziecko czy nie. Za tę kase właścicielka dziecka spokojnie opłaci obiady w szkole (50zł i luz, gotowac nie trzeba) śniadania i kolacje to jakies 5zł dziennie na dziecko, czasem zakupi jakis słodyczy, czasem do kina zabierze, kablóweczkę sobie opłaci a jak dobrze sie zakręci to i jeszcze na kosmetyczkę zostanie. Więc właściwie całość utrzymania dziecka spada na ojca. Są oczywiscie takie mamay, które sumiennie przeznaczą cała kwote na potrzeby dziecka, zapisza na zajecia dodatkowe, kupia specjały do jedzenia itd ale to raczej są kobiety które generalnie mają inne podejscie do rodzicielstwa wiec i  dogadac sie z nimi łatwiej.
A tego ze dziecko spedza również czas u ojca, ze jest tam karmione, ze podczas ferii, wakacjii dziecko jest utrzymywane przez tatę, to nikogo juz nie obchodzi. Zresztą prosta kalkulacja, jeśli alimenty mają być połowa kosztów utrzymania i ojciec ma zasądzone 600zł, to matka daje drugie tyle? (a kto to sprawdza, jej nikt nie rozlicza!?) Czyli okazuje sie ze utrzymanie dziecka to koszt 1200zł miesięcznie?! Ciekawostka...Jak to sie dzieje ze rodzina przed rozwodem żyje  za np 2000zł bo ona nie pracuje a potem nagle po rozwodzie okazuje sie ze na samo dziecko wydaje sie ponad tysiaka...

2 098

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

No tak...alimenty prezenty:) Kto ma dzieci ten wie...w jednym miesiacu możesz wydac na malca nawet 900zł (np kupujesz odzież sezonową) a drugiego to będzie 300zł. A alimenty co miesiąc są takie same. Jeśli ojciec ma zasądzone np 600zł to jestem pewna że cała kwota nie idzie na dziecko. Dziecko (przynajmniej takie kilkuletnie) je niewiele a zakupy i tak zrobić trzeba, mieszkać mamusia tez gdzies musi czy miałąby dziecko czy nie. Za tę kase właścicielka dziecka spokojnie opłaci obiady w szkole (50zł i luz, gotowac nie trzeba) śniadania i kolacje to jakies 5zł dziennie na dziecko, czasem zakupi jakis słodyczy, czasem do kina zabierze, kablóweczkę sobie opłaci a jak dobrze sie zakręci to i jeszcze na kosmetyczkę zostanie. Więc właściwie całość utrzymania dziecka spada na ojca. Są oczywiscie takie mamay, które sumiennie przeznaczą cała kwote na potrzeby dziecka, zapisza na zajecia dodatkowe, kupia specjały do jedzenia itd ale to raczej są kobiety które generalnie mają inne podejscie do rodzicielstwa wiec i  dogadac sie z nimi łatwiej.
A tego ze dziecko spedza również czas u ojca, ze jest tam karmione, ze podczas ferii, wakacjii dziecko jest utrzymywane przez tatę, to nikogo juz nie obchodzi. Zresztą prosta kalkulacja, jeśli alimenty mają być połowa kosztów utrzymania i ojciec ma zasądzone 600zł, to matka daje drugie tyle? (a kto to sprawdza, jej nikt nie rozlicza!?) Czyli okazuje sie ze utrzymanie dziecka to koszt 1200zł miesięcznie?! Ciekawostka...Jak to sie dzieje ze rodzina przed rozwodem żyje  za np 2000zł bo ona nie pracuje a potem nagle po rozwodzie okazuje sie ze na samo dziecko wydaje sie ponad tysiaka...

No szlak mnie zaraz trafi, widać kobieto, że ty chyba do sklepów nie zaglądasz i nie masz pojęcia co ile kosztuje. Obiady w szkole, byłaś  - widziałaś, widać, że nie? Dziecko je w szkole na długiej przerwie ( 15 minut) za jeden obiad płacisz 5.5 zł więc policz ile to jest 20x5,5 zł = 110 zł - to jedno. Nie zawsze zje bo się śpieszy na kolejną lekcje, dlatego dziecku trzeba dać kanapkę, picie ( koszt picie 2,40 zł + kanapka ok 3 zł) - im starsze tym kanapek więcej ( może ty jesteś na diecie dlatego uważasz, że dzieci też mało jedzą ). Przychodzi za szkoły i niejednokrotnie jest głodne więc dodatkowy obiad mile widziany ( szczególnie chłopcy mają apetyt). Piszesz 1200 na dziecko miesięcznie = 40 zł dziennie. Czyli 40 zł ma starczyć na śniadanie, drugie śniadanie, obiad, kolacje i czasem między posiłkami też coś chętnie skubnie. Ale nie zapomnijmy, że nie samym chlebem żyje człowiek, więc podzielmy z tych dniowych 40 zł trzeba dzieciaka oprać ( okres letni można się załamać ), umyć, kupić skarpety, majtki ..no bieliznę, nowe spodnie, bluzkę -  bo co miesiąc przybywa mu kilka centrymetrów..a to trampki się zniszczą bo lata jak dziki na w-fie. Aha i nie zapomnijmy, że szkoła nie jest bezpłatna..a to jakaś wycieczka..a to jakaś impreza szkolna, wyjście do kina, teatru.. a to raz na pół roku trzeba dać na tzw "potrzeby klasowe" minimum 50 zł - dziecko chce parę groszy bo i on chce pączka sobie kupić, bo inne dzieci też kupują ( pączek średnio 2,60 zł). Nie dosyć tego, wodę i prąd też trzeba opłacić - w dobie cyfryzacji większość dzieci ma komputery ( a to cholerstwo ciągnie prąd), no nie tylko to ..pralka, lodówka..telewizor ( z tego tez dzieci korzystają, może nie bezpośrednio ale udział ich jest). Abonament za internet, telefon i telewizor też trzeba opłacić. Trzeba było opłacić kolejną rate roweru, który się wzieło dziecku bo z poprzedniego wyrosło.
Kupić książkę, dać na pizze bo się umówiło z koleżankami z klasy..i mnożyć wydatków mozna w nieskończoność.
Pewnie najlepiej żeby dzieci nie miały żadnych wymagań i ograniczyć jego wychowanie tylko do dania mu karmy i koniec.   
Jaki ten świat byłby cudowny gdybyśmy dali te 1200 zł a dziecko samo by się utrzymało, a reszta kasy byłaby tylko do wyłącznej dyspozycji rodziców na ich potrzeby.
Skąd o tym wiem bo moja przyjaciółka ma dwójkę dzieci na utrzymaniu i pomimo, że ojciec płaci po 600 na głowę i też daje dodatkowe wsparcie to ona całą swoją wypłatę przeznacza na utrzymanie domu - bo są wydatki takie jakie pisałam wyżej ( nie pamiętam, żeby coś sobie zbędnego - ot tak dla kaprysu - kupiła). Od niej nauczyłam się gospodarowaniem pieniędzmi, sprawdzania cen, wiem ile co kosztuje. Nie raz rozmawiałyśmy o jej wydatkach i na co to wszystko idzie, bo przykro mi było patrzeć jak "ściubi te grosze". Żyją skromnie, bez estrawagancji, a jej byłego stać żeby sobie kolejny gadżet kupić za 300 zł, więc głodem nie przymiera.  Ona się nie skarży, bo jak go dzieci poproszą o coś to kupuje.
Więc dzieci to skarbonka, ile nie dasz zawsze będzie mało..

2 099

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

No tak...alimenty prezenty:) Kto ma dzieci ten wie...w jednym miesiacu możesz wydac na malca nawet 900zł (np kupujesz odzież sezonową) a drugiego to będzie 300zł. A alimenty co miesiąc są takie same. Jeśli ojciec ma zasądzone np 600zł to jestem pewna że cała kwota nie idzie na dziecko. Dziecko (przynajmniej takie kilkuletnie) je niewiele a zakupy i tak zrobić trzeba, mieszkać mamusia tez gdzies musi czy miałąby dziecko czy nie. Za tę kase właścicielka dziecka spokojnie opłaci obiady w szkole (50zł i luz, gotowac nie trzeba) śniadania i kolacje to jakies 5zł dziennie na dziecko, czasem zakupi jakis słodyczy, czasem do kina zabierze, kablóweczkę sobie opłaci a jak dobrze sie zakręci to i jeszcze na kosmetyczkę zostanie. Więc właściwie całość utrzymania dziecka spada na ojca. Są oczywiscie takie mamay, które sumiennie przeznaczą cała kwote na potrzeby dziecka, zapisza na zajecia dodatkowe, kupia specjały do jedzenia itd ale to raczej są kobiety które generalnie mają inne podejscie do rodzicielstwa wiec i  dogadac sie z nimi łatwiej.
A tego ze dziecko spedza również czas u ojca, ze jest tam karmione, ze podczas ferii, wakacjii dziecko jest utrzymywane przez tatę, to nikogo juz nie obchodzi. Zresztą prosta kalkulacja, jeśli alimenty mają być połowa kosztów utrzymania i ojciec ma zasądzone 600zł, to matka daje drugie tyle? (a kto to sprawdza, jej nikt nie rozlicza!?) Czyli okazuje sie ze utrzymanie dziecka to koszt 1200zł miesięcznie?! Ciekawostka...Jak to sie dzieje ze rodzina przed rozwodem żyje  za np 2000zł bo ona nie pracuje a potem nagle po rozwodzie okazuje sie ze na samo dziecko wydaje sie ponad tysiaka...

marianna, mieszkasz z rodzicami? dokłądasz się do mieszkania i tak dalej? wiesz ile wynosi czynsz, opłąty stałe?
wiesz ile kosztuje obiad w szkole? około 5.60 - najtaniej
policz ile ksoztuje obiad w szkole - wiesz co to jest obiad w szkole?
wiesz, że jak dziecko je obiad w szkole o godzinie 13.00 to jak wraca do domu koło 16 - JEST GŁODNE i powinno zjeśc porzadny, zbilansowany posiłek? najczęsciej to drugi obiad...
mam taką propozycję - weż sobie 1200 złotych. dogadaj się z rodzicami, że zapłącisz jedną trzecią ksoztów stałych i dołożysz jedną trzecią do żywienia, albo idż na stołowkę i wyżyw się sama. kupuj sobie za te pieniaze ubrania, buty, niezbędne kosmetyki. pamiętaj, że rosniesz, więc jedna para butów na sezon - rzadko się udaje.. pamietaju, że jestem dzieckiem, który łazi w kałuże i musi mieć dwie pary butów, bo przemoczy jak nic... dzień w dzień...

zastanów się co piszesz o super tatusiu, który daje 600 zł alimentów na dziecko

2000 złotych miesiecznie na trzyosobową rodzinę?
a wiesz, że koszt dwuosobowej rodziny wcale nie jest dużo niższy?
a wiesz, że stałe koszty osoby samotnej wcale nie są dużo niższe?

a czy ty wiesz, ile warte sa pieniadze?
a czy ty utrzymujesz się sama?
a czy ty jestes samodzielna?
a czy ty prowadzisz samodzielnie gospodarstwo domowe?

a poza tym...
co cię obchodza pieniadze twojego faceta i jego alimenty
przecież właśnie udowadniasz, że mamusia jest w stanie samodzielnie sumiennie utrzymać dziecko
więc ty nie potrzebujesz pieniedzy twojego faceta, prawda?
więc ty tez jestes w stanie samodzielnie zaspokoic swoje potrzeby.. to co za róznica ile płąci tych alimentów?

spytaj swoją mamę, co by zrobiłą z tymi 600 złotami, gdyby twój ojciec od was odszedł i ty byłąbys z nią...

2 100

Odp: Być drugą i macochą

alimenty to nie są prezenty. wręcz przeciwnie - najczęściej to jałmużna - ustalana przez sąd, w ramach których rodzic nie wychowujących dzieci skrzętnie ukrywa dodatkowe docvhody i jest dumny, że udało mu się wybronić z wysokich kosztów

taki cudowny, sprytny mądry tatuś.... wie, jak 'oszukać system" i swoje dzieci

życzę ci alimentów
żebyś kiedyś je dostawała
wiesz co? życze ci marianna takich DUUZYCH - 1000 złotych na dziecko.
nie dziś, to jutro....
czary mary.. spełni się...

2 101

Odp: Być drugą i macochą

Heeej dziewczyny, ale glownie mowa jest o tym kiedy dziecko przebywa polowicznie u jednego i drugą polowe u drugiego,i opieka nad dzieckiem jest po równo, a nie ze ojca odwiedza 2 razy w roku na dwa dni. wtenczas , w tej sytuacji ojcu ktos da pieniądze na dziecko tak jak ojciec daje ? no chyba nie, nie spotkalam sie nigdy z  taką sytuacją aby kobieta dawala kase ojcu dziecka gdy polowe czasu przebywa u niego, zas ojcec zawsze daje pieniadze na dziecko mimo ze tyle samo przebywa u niego ile u matki..o to ten wielki ambaras

2 102

Odp: Być drugą i macochą

Women&S bardzo madrze piszesz...tyle, że widzisz kochana nie w każdym wypadku tak bywa.Nasz ex zarabia kosmiczne pieniądze,naprawdę kosmiczne mimo to dostaje całkiem spore alimenty chciała 1500pl, potem zeszła na 1000 w ostatecznym rozrachunku dostaje 700 ( tyle zasądził sąd).Jeśli chcesz mi powiedzieć , że utrzymanie wtedy 3 letniej dziewczynki kosztuje miesięcznie 1400pln ( bo teoretycznie alimenty to połowa potrzeb dziecka - 2 połowę daje matka)to ja nie chcę wiedzieć ile kosztuje utrzymanie 14 latka...Moja matka dostawała 160 pln...może byłam mniej cenna nie wiem sama.Wiem tylko jedno mała chodzi do prywatnego przedszkola bo mama nie miała czasu na załatwienie państwowego, koszt takiego przedszkola to 1200pln...w domu obiadów nie je, ubrania ma wiecznie po kimś ( mimo, że ma 100cm ubrania nosi na 122cm....) jedyne w co mam inwestuje to zabawki.Oj te to są mega drogie bo kupowane w najdroższych sklepach ( oczywiście zostało nam to wykrzyczane kiedy pewnego razu zaistniała sytuacja gdzie mała teoretycznie zostawiła ją u nas).
Nie mam swoich dzieci jednak wiem ile kosztuje utrzymanie dziecka bo z racji tego, że mała jest tak ubierana przez matkę jak jest ma u nas swoją szafę pełną ubrań począwszy od butów skończywszy na majtkach ( czytaj wszystko) ma u nas zabawki, gry, kolorowanki, książki, przybory do prac plastycznych,rowerek,łóżeczko,pościel,płyny do kąpania, kostki które barwią wodę, szampon, spray do rozczesywania wlosów, spinki, gumki,pomadke ochronną, kremik na mrozy, plecaczek na dodatkowe zjaecia i wycieczki,nakryczia głowy,miseczkę i talerzyk dla dziecka i tak mogę wymieniać w nieskończonośc  itp itd...czytaj ma tu swój 2 dom.A co za tym idzie??mimo, iz jest u nas mniej niż u mamy ma to samo ( czy lepsze nie mnie oceniać).Więc wiem ile kosztuje jej utrzymanie,...wiem tez ile mama wydaje na nią....i uwierz mi nie jest to adekwatna kwota do alimentów jakie ex dostaje...no chyba że liczy się tylko przedszkole które jest chyba najdroższe w okolicy :-)

2 103

Odp: Być drugą i macochą

macocha- zgadzam sie w 100%

2 104 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-12-05 18:25:31)

Odp: Być drugą i macochą

macocha.. naprawdę uważasz, że 700 złotych to kosmiczne pieniadze?

no dobra, przeanalizujmy, że mała jest z wami cały czas...
przedszkole - ok, niech będzie państwowe - z zajęciami dodatkowymi to około 400 złotych teraz...
trzeba małą zawieść i przywieść- powiedzmy blisko - 5 km czyli 10 dziennie, czyli 400 miesięcznie x 8 litrów (korki) x 6 złotych = 192 złote
codzienne wyżywienie - jogurt (0,60), serek danio (0,90), bułeczka (0,60) wędlinka serek, pomidorek masełko - (3 złote średnio dziennie wystarczy na śniadania i kolacje?) obiadek - ppowiedzmy skromny w cenie obiadów stołowkowych (moim zdaniem trudno realne, jesli chcesz zadbać o dobrze zbilansowane, zdrowe, świeże jedzenie) - czyli 5,60 dziennie. czyli dziennie wyżywienie to około no dobra 9 zł x 30 dni = 270 złotych
buty - raz w sezonie czyli co trzy miesiące- buty plus kapcie, plus jakieś obuwie dodatkowe - powiedzmy kupujemy tanio, zadne skórzane obuwie z wkłądkami profilowanymi - 150 zł??? na kwartał?/ czyli = 50zł
odzież - rośnie to to bardzo, ale założmy, że ubierasz dziecko w lumpeksie - kurteczka, jakies pół kilograma czyli 30 zł (kupujesz w dniu dostawy, większy wybór) spodnie, koszulki, i tak dalej.... powioedzmy, że w lumpie - 100 zł w kwartale??? plus bielizna oczywiście ze sklepu - jedna piżamka trochę mało, bo może być chora, spocic się, czyli dwie około 60 złotych i skarpetki i majteczki- powiedzmy też 60 zł bo nie przepłącamy - czyli wyprawka na kwartał to około 220 zł czyli miesięcznie = 70 zł
pranie? kosmetyki (skóra dziecięca wrazliwa - najtańsza ziaja i bambino)krem na zimę, krem z filtrem - 10 złotych miesięcznie?? no dobra, nie przesadzajmy - 15 zł =15 zł
teraz mieszkanie.. mieszkanie około 50 metrów trzy osoby, czynsz plus opłąty - mieszkanie spóldzielcze, tanie jak barszcz... 400 złotych miesiecznie?? czyli na małą wychodzi = 130 zł

podsumujmy:

wyszło 1127
nie policzyłam:
zabawek
słodyczy, przyjemności, wyjśc do kina, płatne place zabaw, lody na mieście, soczek w restauracji
lekarzy i lekarstw, zwykłych witamin

czyli 700 złotych to kwota holendarna>>

macocha, popisz sobie kiedyś na kartce, ile wydajecie, jak mała jest u was...

po proostu wystarczy spojrzeć realnie

jaki jest wasz domowy budżet netto?/
ile wydajecie ile wam zostaje?
ile oszczędzacie co miesiąc? ile odkłądacie?
1400 złotych to kwota ogromna na dziecko, to na dorosłego starczy w zupełności. ubrań nie trzeba kupiwać co sezon, butów także, kosmetyki mozna kupić najtansze przecież, jedzenie - nie rośniemy, więc nie musi być takie cacy cacy
przyjemności? zabawki odpadają, ze słodyczy dorosły tez zrezygnuje, bo jest rozsądny
uzywki?/; a fee....

czyli, żesli wasze miesięczne dochody netot to 2800 - powinniście zyć jak te pany...

to nie jest tak, że ja uważam, że wszystkie dzieci biedne są
albo wszystkie matki z dziecmi pokrzywdzone

ja tylko mówię o realnych kosztach.
zwykłych zwyczajnych..
mój syn jest nastolatkiem
potrafi w ciągu dnia zjeść wszystkie jogurty, które są w lodówce - bo mu się nie chce nic konretnego przyrzadzić - 5 sztuk to pikuś
buty? co dwa miesiące? kurtka? cud, jak w sezonie przechodzi w jednej, i rekawy nie są za krótkie
wogóle jedzenie i wyżywienie - toz on by z torbami każdego puścił

ja wiem, ile kosztuje zycie każdego z nas
po proostu

w gospodarswtie domowym nie liczycie przeciez pieniędzy na każde dziecko, na każdego z was
jesli ojciec dziecka zarabiał powiedzmy 2000, a matka 2000 tysiące i to był budżet RODZINY
to jesli ona ma teraz 2000 i 700 zł... to - jak rozumiesz...koszty stałe zostały takie same.. a ona ma znacznie mniej pieniedzy

i to odczuje
nie ma, żeby nie odczuła

ona za mniej pieniędzy musi zamknąc podobny budżet

tylko jedzienia - tego dla dorosłych - kupuje może trochę mniej

ale to tez nie do końca prawda - bo gotowanie dla jednej dorosłej osoby to nie jest połowa kosztów gotowania dla dwóch, ale około 2/3 kosztów

2 105

Odp: Być drugą i macochą

End_aluzja wyluzuj boberka bo się spocisz.
Masz rację i ja tego nie podważam masz rację w 100?? nie w 1000%
warunek??
Właśnie warunek.Warunek jest taki kochanieńka, że to wszytsko dziecku kupujesz :-) dajesz:-) dostarczasz:-)
Ja wiem, że mała tego nie ma.Dociera?NIE MA TEGO U MATKI.
Jej mama biega od Pana do pracy, z pracy do kolejnego Pana dziecko jest na doczepkę.
Ktoś mnie tu kiedyś zapytał czemu nie weźmiemy małej do siebie.Niestety dla sądu ona nie robi nic złego.Dziecko je obiady??no je w przedszkolu, jest ubrane ??no jest w ubrania o 4 rozmiary za wielkie (łącznie z butami) ma zabawki??no ma najdroższe aaaa no i na kompie śmiga choć ma 5 lat śmiga bo mamusia daje żeby dziecko przypadkiem nie zechciało się z mamusią pobawić, nie bije jej, nie krzyczy,pozwala robić co się chce :-) sąd uznaje, ze jest to sytuacja idealna dla dziecka :-)
I może tak jest w istocie...w oczach takiego lekkoducha jakim jest jej mama.Dla mnie to hodowanie a nie wychowywanie.
Teraz jesteśmy na etapie " Pani jest ofukana " na nas więc dziecko jest tylko w okresie przyznanym przez sąd.Jednak bywały miesiace kiedy mała byla u nas 25 dni na 30/Chcesz mi powiedzieć, ze nadal mamusi się nalezy tyle kasy>?A jak dziecko jest cały mc u nas w wakacje to mamusi tez się ta kasa nalezy bo na dziecko wydaje??nie moja droga nie wydaje.Ok napisałaś o wydatkach sezonowych buty, kurtka itp...kasa w mc wakacyjnym to wolne 700 pln myślę, że na te 4 razy w roku starczy jak na teraz juz 5 latkę.

2 106

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

...Moja matka dostawała 160 pln...może byłam mniej cenna nie wiem sama.

macocha? a co twoja mama mówi o tych alimentach od ojca? jak wam się zyło? niczego ci nie brakowało? nie musiałaś rezygnoiwać np. z zielonej szkoły, bo była za droga? jak spędzałaś wakacje?

a jak zaczełaś dorastać... kwestia ciuchów, kosmetyków- tego, co chce każda młoda dziewczyna
320 złotych wystarczyło?
mama była zadowolona?
to, że twój ojciec płacić 160 złotych - to nie norma i dobra praktyka - to patologia
to mniej niż twoja proporcjonalna częśc czynszu, który płaciła twoja mama za mieszkanie...
zapytaj mamę
na co starczało jej tych pieniedzy...

2 107

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

End_aluzja wyluzuj boberka bo się spocisz.
Masz rację i ja tego nie podważam masz rację w 100?? nie w 1000%
warunek??
Właśnie warunek.Warunek jest taki kochanieńka, że to wszytsko dziecku kupujesz :-) dajesz:-) dostarczasz:-)
Ja wiem, że mała tego nie ma.Dociera?NIE MA TEGO U MATKI.
Jej mama biega od Pana do pracy, z pracy do kolejnego Pana dziecko jest na doczepkę.
Ktoś mnie tu kiedyś zapytał czemu nie weźmiemy małej do siebie.Niestety dla sądu ona nie robi nic złego.Dziecko je obiady??no je w przedszkolu, jest ubrane ??no jest w ubrania o 4 rozmiary za wielkie (łącznie z butami) ma zabawki??no ma najdroższe aaaa no i na kompie śmiga choć ma 5 lat śmiga bo mamusia daje żeby dziecko przypadkiem nie zechciało się z mamusią pobawić, nie bije jej, nie krzyczy,pozwala robić co się chce :-) sąd uznaje, ze jest to sytuacja idealna dla dziecka :-)
I może tak jest w istocie...w oczach takiego lekkoducha jakim jest jej mama.Dla mnie to hodowanie a nie wychowywanie.
Teraz jesteśmy na etapie " Pani jest ofukana " na nas więc dziecko jest tylko w okresie przyznanym przez sąd.Jednak bywały miesiace kiedy mała byla u nas 25 dni na 30/Chcesz mi powiedzieć, ze nadal mamusi się nalezy tyle kasy>?A jak dziecko jest cały mc u nas w wakacje to mamusi tez się ta kasa nalezy bo na dziecko wydaje??nie moja droga nie wydaje.Ok napisałaś o wydatkach sezonowych buty, kurtka itp...kasa w mc wakacyjnym to wolne 700 pln myślę, że na te 4 razy w roku starczy jak na teraz juz 5 latkę.

wink
no ja mówię dokładnie o takiej sytuacji jak ty- kiedy te pieniądze przeznaczane sa na utrzymanie dziecka

to się zgadzamy

nie mówię o sytuacji wspólnego sprawowania opieki..

tutaj tez uważam, że wyjściem jest umowa i dogadanie się poza sądowe. dla mnie to oczywiste
liczymy te realne koszty miesięczne, dzielimy w zalezności, gdzie jest dziecko ile czasu
wspólnie finansujemy, jako opłaty ekstra: lekarzy, lekarstwa, wakacje, zajęcia dodatkowe... i już...

ale to utopia.. zwykle idzie się na udry.. jak mówiła moja mama

2 108

Odp: Być drugą i macochą

Zresztą o czym mowa??
Moja matka miała 160 zł alimentów , pracowała.Starała się bym miała wszytsko.Wszystko w miarę możliwości.Wakacje??miałam zawsze - kolonie.Ubrania ??miałam zawsze- trochę z ciucholandu trochę nowych, trochę po starszej koleżance.Zabawki??miałam - nie koniecznie 10 lalek barbi ale np 2 które dostałam z okazji - OKAZJI czyli urodzin, imienin, mikołajek itp a nie z okazji żebyś nie chciała iść do tatusia :-)mało tego...mój ojciec nawet i tych 160 często nie płacił więc mama orała na wszystko sama.
Pani - ex zarabia tak jak napisałam mega dużo kasy, mieszka w domu mamusi a właściwie jej kochanka.W miarę jedzenia apetyt rośnie.
Wychowanie dziecka może kosztować 700 a wyhodowanie nawet 5tyś....
Nie mówię , że tatuś ma nie płacić bo jak sama widzisz sama bylam bez tatusia ale uważam, że są pewne granice.

2 109

Odp: Być drugą i macochą

czasem się zastanawiam...czy też taka bym była na jej miejscu...

2 110 Ostatnio edytowany przez pupa7 (2012-12-05 20:56:31)

Odp: Być drugą i macochą

women zgadzam się z Tobą.
Życie nie jest tanie.
Ja pytałam przede wszystkim o to czy konieczne jest odczytywanie zarobków na głos w obecności eks kobiety. Uważam to za bezsensowne. Po co mają wiedzieć ile zarabiają. Mój facet płaci alimenty takie, na jakie się umówili, nie wymiguje się od płacenia, nie chce obniżyć, a wysokość zarobków to ich własna sprawa.

Co do utrzymania dziecka to nie twierdze, że jest tanie. Wręcz przeciwnie. Uważam, że teraz wszystko kosztuje kosmicznie dużo.
Tyle, że w przypadku mojego faceta opłaty nie kończą się na alimentach. Dzieciak dostaje od nas wszystko: od majtek, skarpetek, rajtek, spodni, bluz, podkoszulków itp. aż po buty zimowe, kurtki zimowe, jesienne czy kombinezony. Tak samo sprawa wygląda jeśli chodzi o płyny, szampony, szczoteczki do zębów, pasty do zębów, itp. oraz jedzenie (nie będę wymieniać).
Do wizyt u lekarza i lekarstw też się dokłada.
A jeszcze przecież kupuje się dziecku zabawki, zabiera czasem do zoo, do parku zabaw, jeździ się z dzieckiem na nartach (więc trzeba kupić: narty, buty, kombinezon, kask, karnety), trzeba po dziecko przyjechać i odwieźć.

I oczywiście w naszym domu dziecko też ma zabawki, szczoteczkę do zębów, pastę do zębów, szlafrok, ubrania na zmianę i itp. (a przecież tego nie dostaliśmy od eks tylko kupiliśmy).

Więc nie do końca jest tak, że alimenty to jedyne pieniądze jakie ojciec przeznacza na dziecko.
I nie jest tak, że ja tutaj wyliczam co kupujemy z moim facetem i kalkuluje ze złością. Mój facet robi to z miłości i obowiązku, a ja z przyjemnością, bo to jest kochane dziecko, które chce się nieba przychylić.

2 111

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

zazdrosna13-a matka czasem nie bedzie miec do starszego OGRANICZONYCH praw rodzicielskich ,lub juz nie ma po tych akcjach co trafily do sądu??

Na razie ma ograniczone prawa do wspólnego decydowania z ojcem -sama tak wnioskowała.
Konieczne jest odebranie praw, bo ex M na wszystko mówi - nie, tak dla przekory, nie ma możliwości się dogadania. Sprawa się ciągnie, gdyby nagłośnić to w tv to sądy zadziałaliby szybciej.

2 112

Odp: Być drugą i macochą

Ojej, ale się gromy posypały na mą głowę:)
Właśnie tak jak to opisała macocha albo pupa...u nas młody również ma dosłownie WSZYSTKO co jest mu potrzebne do życia. Je u nas obiady dwa-trzy razy w tygodniu i co drugi weekend. Nawet mieszkanie wynajmujemy większe właśnie po to żeby miał swój pokój. Płacimy za nie dużo kasy, prawie 1500zł, ex ma własnościowe (zakupione wspólnie z mężem lecz zapisane tylko na nią), przy wyprowadzce oczywiscie mój M zostawił jej wszystko, całe wyposażenie domu, gadżety i takie tam. Musieliśmy sie wiec urządzać od nowa, przystosować dom do większej ilości domowników. Ex NIGDY nie pracowała, zawsze była na jego utrzymaniu, wiec nie piszcie, że jesli ona zarabia np 2000zł to po odejsciu męża będzie jej ciężko. Prawda jest taka, że ona nie zamierza szukac pracy, gdzies tam dorabia pokątnie tak żeby sie nie przemęczyć. Oprócz tego korzysta swapliwie z pmocy rodziców i wyprzedaje wszystko co sie da a czego M nie zdążył od niej zabrac (maszyny, towar ze współnego magazynu itp), tak jest to oczywiscie majątek wspólny ale ona ma to gdzies. W ten oto sposób M stracił płynność finansową i zrobiły się lagi...Naturalnie wystąpiłą również o zwrot alimentów wstecz, kilka tysięcy bagatelka...przeciez pozostawiony majątek wspólny się nie liczy....Lecz cóż. Oczywiscie na syna M nie załuje, dziecko się zabiera do kina, na wycieczki, kupuje sie zabawki, ciuchy, jedzenie, płaci za leki i lekarzy. Ex dostaje nieco kasy, lecz wg niej za mało i zaciera ręce na alimenty. Napisałąm o obiadach w szkole z premedytacją, bo podobnie jak w przypadku macochy nasza ex nie gotuje. Wcale. Wisi jej to. Oprócz tego nie kupuje dziecku książek, gier edukacyjnych, nie robi opłat w szkole, nie opłaca wycieczek, nie zapisała małego na żadne zajęcia dodatkowe, cała wyprawkę szkolną dostał od ojca, ciuchy kupuje używane a w domu dziecko je płatki, parówki i słodycze.
Nie mieszkam z rodzicami od bardzo dawna i wiem co ile kosztuje. Wiem tez ze jesli chcesz naprawde zadbac o dziecko to mozesz sie nie wyrobic w 1500zł na miesiąc ale równie dobrze można pójść po najniższej linii oporu.
Co mnie obchodzą finanse mojego faceta? Teoretycznie nic. W praktyce mamy wspólne gospodrastwo domowe, wiec wkładamy do wspólnego garnuszka. Ja również ponosze koszty utrzymania jego dziecka. Zresztą...ex jakis czas temu zacierała ręce, że jak tylko sie pobierzemy to będzie mogła podwyższyć alimanety, że wspólne dochody:) wiec takie panie jak ona, jak najbardziej wyciągają rękę po kasę nie tylko swojego byłego...
I tak jak już wspomniałam wcześniej, nie pisze tu o uczciwych, normalnych matkach, które myślą przede wszystkim o dziecku. Takiej człowiek by dał te parę stów bez żalu, że nie idą na potrzeby latorośli.
P.S wychowywałam sie bez ojca, który nigdy nie dawał nam kasy...po prostu wsiąkł, nie wiem czy żyje. Ubrań miałam kilka, raczej używane. Kosmetyki? Kostka mydła i błyszczyk. Gdy byłam nastolatką to dostawałam raz na jakis czas 50zł i musiało mi starczyć. Nie jeździłam na kolonie, lecz na wies do rodziny gdzie pomagałam w pracy i tak zarabiałam pare groszy.
End Aluzja...oj nie ładnie tak komuś złożyczyć...wszak sugerujesz jednocześnie, że życzysz mi aby mój związek sie rozpadł i stąd te alimenty...Ale wiesz co? Gdybym dostawała 1000zł na dziecko to bym była bardzo zadowolona.

2 113

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, kilka z was było wychowane bez ojca, cała opieka była po stronie waszej mamy. Teraz znalazłyście się po stronie tej drugiej ...czy gdybyście wtedy przeczytały to co teraz piszecie, jak byście się czuły, jako dzieci ? Ile razy byłyście wściekłe na ojca, że to dzięki niemu nie miałyście tego co wasze koleżanki, że musiałyście odmawiać sobie tych przyjemności jakie miały wasze koleżanki, ile razy "pścioczyłyście" na mamę, że mogła rozegrać to inaczej..a co teraz czują dzieci, które mają te dwie rodziny ? Kiedyś byłam świadkiem rozmowy miedzy mojej przyjaciółki córką a jej koleżanką :
Koleżanka zapytała : " A gdzie jest twój tata?"
Mała: " Nie mieszka z nami"
Koleżanka: " Mój tata, nigdy by mnie nie zostawił, on mnie bardzo mnie kocha"
Mała:........łzy w oczach
Powiem jedno...serce mi stanęło.
Piszecie o kasie...licytujecie się kto ile daje,dziewczyny te dzieci już są skaleczone...mają gdzieś ile kasy w nie łożycie, one chcą mieć mamę i tatę.

2 114

Odp: Być drugą i macochą

Women&S o czym Ty w ogóle piszesz??
Mój tatuś mieszkał z moją mamą przez jakiś czas...wiesz jak wtedy wyglądał dom?? Błagałam w myślach aby tatuś wrócił tam gdzie był wcześniej.Picie, bicie, awantury taki ma obraz domu pt." Mama, tata i ja". Dzięki wole alimenty niż taki model rodziny.I widzisz kolejny błąd być może Twojej przyjaciółki.My małej wciąż powtarzamy, że tatuś ją kocha najbardziej na świecie, że jest jego skarbem i perełką a kiedy zapytała nas ( takich pytań było 2 może 3 max) czemu tata nie mieszka już z mamą to padała właśnie odpowiedź " że mama z tatą nie mieszka bo nie umieli się dogadać ale mają cudowną córkę którą oboje kochają".
Marianna masz 100% racji.Mała ma u nas dentystę, lekarza, leki (o dziwo gdy jest u nas 2 tygodnie pod rząd jakoś nie ma gila, kaszlu itp - być może powietrze a może rozsądne ubieranie nie wiem).
Wiem jedno są matki i matki, są też ojcowie i ojcowie ale co najlepsze są STEREOTYPY którymi nadal nasze ułomne społeczeństwo się posługuje.
Matka - cud świata.
Ojciec ( ten który nie jest z mamusią - nie ważne z czyjego powodu czy szanownej mamusi czy jego) zakała , bankomat co ma płacić i najlepiej żeby zniknął na końcu świata.
Macocha - lafirynda złego tatusia który zostawił biedną mamusie
Smutny koniec bajki w tak " cywilizowanym" świecie.

2 115 Ostatnio edytowany przez shedir (2012-12-06 10:40:19)

Odp: Być drugą i macochą

Skoro pytanie było o alimety kiedy dziecko jest pół na pól dlaczego niektóre panie sie unoszą?
Nikt nie neguje tego ile kosztuje wychowanie dziecka i że 600zł miesięcznie to mało gdyby trzeba tym dzieckiem zajmowac sie i finansowac WSZYSTKO samemu.
Ale pytanie było dlaczego są alimenty skoro matka niezajmuje się wychowaniem dziecka przez pół miesiąca, a dziecko jest u ojca który w tym czasie wszytko finansuje łącznie z ubraniami, szkołą, ksiązkami, zabawkami, słodyczami, jedzeniem, lekarzem, dentysta i opłatami. Dlaczego taki ojciec jeszcze musi płacić na to samo matce? W takim razie wychodzi że całe utrzymanie spoczywa na ojcu. Czyżby taka matka tego niezauważała?
Skoro nie jest w stanie utrzymać sama dziecka niech odda dziecko ojcu na takich samych zasadach. U nas nieprzeszło bo nagle okazało się że przy zajmowaniu się dzieckiem pół na pół ona nie czuje się w obowiązku płacić ojcu na dziecko alimenty smile no bo obydwoje maja przeciez takie same koszty utrzymania córki haha.

Women&S bardzo emocjonalnie wypisujesz ale nie na temat. Ja wiem, ze wielu męzczyzn zapomina o sowich dzieciach po rozwodach ale to nie u nas. Więc prosze cie, czytaju ze zrozumieniem, a nie wyzywaj się na nas. Jak widac nasi męzowie/partnerzy nie zostawiaja sowich dzieci z poprzednich związkuów, wręcz walcza o nie o kotakty z nimi, a czasami i o prawo opieki do nich bo jak widac w poprzednich postach matki sa wręcz dla dzieci niebezpieczne. Zaden z naszych męzów nie olał dziecka, a czeto musi wręcz walczyc o to dziecko z jego matka bo matka zamiast myślec o dziecku jak to często pieknie i podniośle opowiada zajmuje sie tylko tym by zrobic facetowi na złość, a najlepszym do tego narzędziem jest dziecko.
Mama i tata się rozeszli ze sobą a nie z dziekciem, jeśli  dziecko twojej przyjaciółki zostalo opuszczone przez ojca to przykro mi ale niewyładuj swoich frustracji na nas bo nasi męzowie soich dzieci nie opóścili i wręcz robią wszytko by spędzac z nimi jak najwięcej czasu.
Wiesz tyle juz przeszłam z nasza ex że nic mnie nie zdziwi. Równiez wmawianie dziecku że tata je zostawiła, baaa mówienie dziecku 8 letniemu że tata zdradzal mamusie i ja z ciocia. Aby nie było watpliwości wspomne, że w czasie kiedy oni się rozwodzili nawet nie znałam mojego męza i nic takiego nie miało miejsca. Obydwoje doszli do wniosku że dlaej zyc ze soba nie chca i niepotrafia, maja dość, uzgodnili ze się rozwodzą, pozew napisał mój maż ona zaakceptowała i rozwód był bez orzekania o winie, rozwód na pierwszej rozprawie. Ale nagle kiedy były mąż postanowił po paru latach sie ustatkowac szlag ja trafił i zaczeła wymyślać.

Owszem piszemy o kasie, narzekamy i wspieramy się a dlaczego nie? Ale to wszytko jest między nami i między naszymi męzami a ich byłymi żonami a nie między dziećmi. A jeśli matki te dzieci wciąga w takie gierki...no cóz jak sobie to ktos wytłumaczy tak będzie miał. Przewaznie punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

2 116

Odp: Być drugą i macochą

"(...) I widzisz kolejny błąd być może Twojej przyjaciółki.My małej wciąż powtarzamy, że tatuś ją kocha najbardziej na świecie, że jest jego skarbem i perełką a kiedy zapytała nas ( takich pytań było 2 może 3 max) czemu tata nie mieszka już z mamą to padała właśnie odpowiedź " że mama z tatą nie mieszka bo nie umieli się dogadać ale mają cudowną córkę którą oboje kochają". "


Kobieto, o czym ty piszesz? Jaki błąd ? Napisałam, że dziecku było przykro, że inne jej koleżanki mają w domu mamę i tatę - mają pełną rodzinę a ona nie..i chociaż nie wiem ile możesz gadać jak bardzo je kochacie to faktu nie zmienicie - pochodzi z rozbitej rodziny. Czy to dobrze czy to źle ? Ani tak ani tak, bo nikt nie dał jej możliwości wyboru, po prostu dorośli tak zadecydowali i już. Czy to będzie miało wpływ na jej późniejsze życie - wszystkie badania mówią że tak...ale czy tak będzie , nikt nie wie.


I tak "macocha" , która świadomie rozbiła rodzinę, spotykała się z premedytacją z żonatym facetem mającym rodzinę jest lafiryndą! Nie ma tłumaczenia, że kochała..srała..czy jeszcze głupsze - doskonale wiedziała komu rozkładała nogi. Potem jej zainteresowanie dziećmi jest farsą i śmiechem można zabić. To stereotyp? Nie - to są zasady.

2 117

Odp: Być drugą i macochą
shedir napisał/a:

Skoro pytanie było o alimety kiedy dziecko jest pół na pól dlaczego niektóre panie sie unoszą?
Nikt nie neguje tego ile kosztuje wychowanie dziecka i że 600zł miesięcznie to mało gdyby trzeba tym dzieckiem zajmowac sie i finansowac WSZYSTKO samemu.
Ale pytanie było dlaczego są alimenty skoro matka niezajmuje się wychowaniem dziecka przez pół miesiąca, a dziecko jest u ojca który w tym czasie wszytko finansuje łącznie z ubraniami, szkołą, ksiązkami, zabawkami, słodyczami, jedzeniem, lekarzem, dentysta i opłatami. Dlaczego taki ojciec jeszcze musi płacić na to samo matce? W takim razie wychodzi że całe utrzymanie spoczywa na ojcu. Czyżby taka matka tego niezauważała?
Skoro nie jest w stanie utrzymać sama dziecka niech odda dziecko ojcu na takich samych zasadach. U nas nieprzeszło bo nagle okazało się że przy zajmowaniu się dzieckiem pół na pół ona nie czuje się w obowiązku płacić ojcu na dziecko alimenty smile no bo obydwoje maja przeciez takie same koszty utrzymania córki haha.

Women&S bardzo emocjonalnie wypisujesz ale nie na temat. Ja wiem, ze wielu męzczyzn zapomina o sowich dzieciach po rozwodach ale to nie u nas. Więc prosze cie, czytaju ze zrozumieniem, a nie wyzywaj się na nas. Jak widac nasi męzowie/partnerzy nie zostawiaja sowich dzieci z poprzednich związkuów, wręcz walcza o nie o kotakty z nimi, a czasami i o prawo opieki do nich bo jak widac w poprzednich postach matki sa wręcz dla dzieci niebezpieczne. Zaden z naszych męzów nie olał dziecka, a czeto musi wręcz walczyc o to dziecko z jego matka bo matka zamiast myślec o dziecku jak to często pieknie i podniośle opowiada zajmuje sie tylko tym by zrobic facetowi na złość, a najlepszym do tego narzędziem jest dziecko.
Mama i tata się rozeszli ze sobą a nie z dziekciem, jeśli  dziecko twojej przyjaciółki zostalo opuszczone przez ojca to przykro mi ale niewyładuj swoich frustracji na nas bo nasi męzowie soich dzieci nie opóścili i wręcz robią wszytko by spędzac z nimi jak najwięcej czasu.
Wiesz tyle juz przeszłam z nasza ex że nic mnie nie zdziwi. Równiez wmawianie dziecku że tata je zostawiła, baaa mówienie dziecku 8 letniemu że tata zdradzal mamusie i ja z ciocia. Aby nie było watpliwości wspomne, że w czasie kiedy oni się rozwodzili nawet nie znałam mojego męza i nic takiego nie miało miejsca. Obydwoje doszli do wniosku że dlaej zyc ze soba nie chca i niepotrafia, maja dość, uzgodnili ze się rozwodzą, pozew napisał mój maż ona zaakceptowała i rozwód był bez orzekania o winie, rozwód na pierwszej rozprawie. Ale nagle kiedy były mąż postanowił po paru latach sie ustatkowac szlag ja trafił i zaczeła wymyślać.

Owszem piszemy o kasie, narzekamy i wspieramy się a dlaczego nie? Ale to wszytko jest między nami i między naszymi męzami a ich byłymi żonami a nie między dziećmi. A jeśli matki te dzieci wciąga w takie gierki...no cóz jak sobie to ktos wytłumaczy tak będzie miał. Przewaznie punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

A to jest zadziwiające, że odbierasz moje posty jako atak. Bo ja nikogo nie atakuje, dlatego czytaj ze zrozumieniem.  Pisze co widzę. . Czytam te posty i powiem jedno...ten świat jest już chyba tak urządzony, i nic się nie zmieni , że byłe żony będą psioczyć na obecne a obecne na byłe. Ani do jednych ani do drugich co by się nie powiedziało będzie to traktowane jako atak. Zarówno jedne jak i drugie nic sobie do zarzucenia nie mają i jedne i drugie cudownie opiekują się dziećmi ...eeeh  dziewczyny powodzenia

2 118

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

"(...) I widzisz kolejny błąd być może Twojej przyjaciółki.My małej wciąż powtarzamy, że tatuś ją kocha najbardziej na świecie, że jest jego skarbem i perełką a kiedy zapytała nas ( takich pytań było 2 może 3 max) czemu tata nie mieszka już z mamą to padała właśnie odpowiedź " że mama z tatą nie mieszka bo nie umieli się dogadać ale mają cudowną córkę którą oboje kochają". "


Kobieto, o czym ty piszesz? Jaki błąd ? Napisałam, że dziecku było przykro, że inne jej koleżanki mają w domu mamę i tatę - mają pełną rodzinę a ona nie..i chociaż nie wiem ile możesz gadać jak bardzo je kochacie to faktu nie zmienicie - pochodzi z rozbitej rodziny. Czy to dobrze czy to źle ? Ani tak ani tak, bo nikt nie dał jej możliwości wyboru, po prostu dorośli tak zadecydowali i już. Czy to będzie miało wpływ na jej późniejsze życie - wszystkie badania mówią że tak...ale czy tak będzie , nikt nie wie.

Piszesz o innej sytuacji , komentujesz inną.
Napisałaś, ze córka Twojej koleżanki dostała policzek od 2 bo ta jej powiedziała, że tatuś nigdy by jej nie zostawił bo ja kocha.Gdybyś miała mądrą przyjaciółkę taką jak ja a ja jestem mądrą MACOCHĄ to tłumaczyła by ta Twoja przyjaciółka dziecku , że tata ją kocha i że nie zostawił JEJ tylko mamę bo.... ( i tu podaje powód). Dziecku jak się coś tłumaczy to uwierz mi nie jest cielęciem rozumie.Prędzej czy później rozumie.A takim "mądrym"koleżanką odpowiednio odpowiada.Wszystko w temacie.



I tak "macocha" , która świadomie rozbiła rodzinę, spotykała się z premedytacją z żonatym facetem mającym rodzinę jest lafiryndą! Nie ma tłumaczenia, że kochała..srała..czy jeszcze głupsze - doskonale wiedziała komu rozkładała nogi. Potem jej zainteresowanie dziećmi jest farsą i śmiechem można zabić. To stereotyp? Nie - to są zasady.

Jesteś bardzo prostą kobietą...nazwała bym inaczej ale regulamin forum nie pozwala.
Jestem macochą.JESTEM ZAJEBISTĄ MACOCHĄ.Nie wbiegłam w życie mamusi i tatusia i nie rozwaliłam cudnego zwiazku.Wiesz dlaczego???Bo MATKA POLKA sama to uczyniła.Wolała jeździć na innych panach a nie na swoim mężu...a ten mąż skur... ośmielił się z nią rozwieść, znalazł sobie partnerkę - TĄ MACOCHĘ i teraz jest szczęśliwy.
Więc jesteś zacofaną  i mało wiedzącą o życiu kobietą tak jak napisałam żyjącą w " cywilizowanym" kraju.
Żal.

2 119

Odp: Być drugą i macochą

BTW ja mogę być tylko macochą ale wg WIKIPEDII

"macocha ? członek przybranej rodziny, nazwa relacji rodzinnej. Przybrana matka; kobieta która wychowuje nieswoje dzieci jakby były jej własnymi."

a ja się tak właśnie zachowuje, wkładam serce i wychowanie w CUDZE dziecko i robie to z miłości nie tylko do jej taty ale do niej również.

To o czym Ty tak szumnie piszesz nazywa się troszkę inaczej :-)

2 120

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

I tak "macocha" , która świadomie rozbiła rodzinę, spotykała się z premedytacją z żonatym facetem mającym rodzinę jest lafiryndą! Nie ma tłumaczenia, że kochała..srała..czy jeszcze głupsze - doskonale wiedziała komu rozkładała nogi. Potem jej zainteresowanie dziećmi jest farsą i śmiechem można zabić. To stereotyp? Nie - to są zasady.

Ale dlaczego piszesz to do nas? Czy ktos tu rozbił czyjąś rodzine?

To stereotyp bo każdą drugą żone czy partnerke posądza się o rozbicie rodziny, a to mit.

A dla byłych żon to idealna linia obrony nawet jeśli nie ma tam ani jendego % prawdy.
Cięko czesto znieść fakt że sie jest lub stało się osobą, z która poprostu nieda się żyć. Cięzko uświadomic sobie że można życ bez ciągłych kłutni, awantur, fochów i obrażania się i moża zyć w spokoju bez walki ale czasmai trzeba pójśc na kompromis, a nie ciagle miec postawe roszczeniowa do wszytkich. Ciężko...więc zamiast przyznac się samej przed sobą do własnych błędow, złośliwości lepiej  obwiniac byłego męza i tworzyć historie że odszedł do kochanki bo wtedy innie uważają że ona taka biedna a on drań i jeszcze ta druga. Nie mówiąc już że od razu tworzy zły obraz byłego wszędzie, a mamusia, no tak wspaniała kobieta. To mit i stereotyp tylko kobiecie łatwiej z siebie zrobić ofiarę, rozpłakać sie i powiedziec że mnie zdadzał czy to jest prawda czy nie.

A mąż w końcu odchodzi i sie ratuje...tak jak odchodzą kobiety/żony niemogące znieść zycia z przemocowcem czy mężem używającym przemocy psychicznej tak i odchodzą mężczyźni od takich kobiet/żon/partnerek, matek bo one róniez istnieją i jest ich bardoz duzo.

2 121

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

A to jest zadziwiające, że odbierasz moje posty jako atak. Bo ja nikogo nie atakuje, dlatego czytaj ze zrozumieniem.  Pisze co widzę. . Czytam te posty i powiem jedno...ten świat jest już chyba tak urządzony, i nic się nie zmieni , że byłe żony będą psioczyć na obecne a obecne na byłe. Ani do jednych ani do drugich co by się nie powiedziało będzie to traktowane jako atak. Zarówno jedne jak i drugie nic sobie do zarzucenia nie mają i jedne i drugie cudownie opiekują się dziećmi ...eeeh  dziewczyny powodzenia

A czy wchodzisz równiez na foru gdzie wypowiadaja się byłe żony? A może stanełaś tam kiedys po stronie macochy? Ach nie sądze.
A tu często naiwedzaja nas osoby które nie maja zielonego pojęcia jak wygląda sytuacja i prawia mądrości bo im się tak wydaje. Ale to co sie wydaje jest dalejie od tego jak jest w rzeczywistości.
Kiedy jeszcz eniepoznałam mojego męza tez prawiłam takie  mądrości i uważałam że wszytko sie da pogodzic, dojśc do kompromisu i wypracowac poprawne relacje. Niestety życie okazało się zupełnie inne od tego co mnie sie wydawało. Do poprawnych relacji potrzeba starań przynajniej dwóch osób, niestety nie każdy jest do tego zdolny.

2 122

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:
Women&S napisał/a:

"(...) I widzisz kolejny błąd być może Twojej przyjaciółki.My małej wciąż powtarzamy, że tatuś ją kocha najbardziej na świecie, że jest jego skarbem i perełką a kiedy zapytała nas ( takich pytań było 2 może 3 max) czemu tata nie mieszka już z mamą to padała właśnie odpowiedź " że mama z tatą nie mieszka bo nie umieli się dogadać ale mają cudowną córkę którą oboje kochają". "


Kobieto, o czym ty piszesz? Jaki błąd ? Napisałam, że dziecku było przykro, że inne jej koleżanki mają w domu mamę i tatę - mają pełną rodzinę a ona nie..i chociaż nie wiem ile możesz gadać jak bardzo je kochacie to faktu nie zmienicie - pochodzi z rozbitej rodziny. Czy to dobrze czy to źle ? Ani tak ani tak, bo nikt nie dał jej możliwości wyboru, po prostu dorośli tak zadecydowali i już. Czy to będzie miało wpływ na jej późniejsze życie - wszystkie badania mówią że tak...ale czy tak będzie , nikt nie wie.

Piszesz o innej sytuacji , komentujesz inną.
Napisałaś, ze córka Twojej koleżanki dostała policzek od 2 bo ta jej powiedziała, że tatuś nigdy by jej nie zostawił bo ja kocha.Gdybyś miała mądrą przyjaciółkę taką jak ja a ja jestem mądrą MACOCHĄ to tłumaczyła by ta Twoja przyjaciółka dziecku , że tata ją kocha i że nie zostawił JEJ tylko mamę bo.... ( i tu podaje powód). Dziecku jak się coś tłumaczy to uwierz mi nie jest cielęciem rozumie.Prędzej czy później rozumie.A takim "mądrym"koleżanką odpowiednio odpowiada.Wszystko w temacie.



I tak "macocha" , która świadomie rozbiła rodzinę, spotykała się z premedytacją z żonatym facetem mającym rodzinę jest lafiryndą! Nie ma tłumaczenia, że kochała..srała..czy jeszcze głupsze - doskonale wiedziała komu rozkładała nogi. Potem jej zainteresowanie dziećmi jest farsą i śmiechem można zabić. To stereotyp? Nie - to są zasady.

Jesteś bardzo prostą kobietą...nazwała bym inaczej ale regulamin forum nie pozwala.
Jestem macochą.JESTEM ZAJEBISTĄ MACOCHĄ.Nie wbiegłam w życie mamusi i tatusia i nie rozwaliłam cudnego zwiazku.Wiesz dlaczego???Bo MATKA POLKA sama to uczyniła.Wolała jeździć na innych panach a nie na swoim mężu...a ten mąż skur... ośmielił się z nią rozwieść, znalazł sobie partnerkę - TĄ MACOCHĘ i teraz jest szczęśliwy.
Więc jesteś zacofaną  i mało wiedzącą o życiu kobietą tak jak napisałam żyjącą w " cywilizowanym" kraju.
Żal.

No ...uderz w stół a nożyce się odezwą. Prosta, bo ma zasady moralne? Ton wypowiedzi, obrażanie osób których nie znasz a przy tym nienawiść jaka się z ciebie przy tej okazji wylewa daje w wątpliwość tą twoją "zajebistość" i to z jaką sztuczną czułością opowiadasz o swoim życiu ...idealnym.. landrynkowym...wręcz jak się czyta to się "rzyga tęczą" ... można tylko współczuć...bo osoba mądra, wrażliwa i faktycznie dobra..nie reaguje z taką zajadłością tak jak ty - więc może chcesz być taką idealną macochą jaką opisujesz w swoich postach ale nie wychodzi...i rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. 
Faktycznie, może nie pozjadałam wszystkich rozumów i dlatego mam szanse się jeszcze czegoś o życiu nauczyć,ale wiem jedno trzeba być uczciwym przede wszystkim wobec siebie ..

2 123

Odp: Być drugą i macochą

Sądy dyskryminują ojców, tak samo jak pracodawcy kobiety. Poza tym, jeśli np. dziewczyny mają po 2 dzieci to też na kilka latek wypadły z rynku pracy. Mało jest takich sytuacji, że kobiety zarabiają porównywalnie do mężczyzn. Fakt każdą sprawę sąd powinien rozpatrywać indywidualnie, ale wg mnie ojcowie maja większą szanse na zapracowanie dużych pieniędzy i w tym stać ich na więcej.

Mój ex dla odmiany ma alimenty zasądzone po 200 zł na dziecko i tak nie płaci. Każda rozmowa kończyła się lamentem, że on nie ma. Przestałam prosić i sama staram się, by dzieciom niczego nie zabrakło.  Córa chodzi do wymarzonej szkoły plastycznej, a syn na dodatkowe zajęcia.  Z ubraniami nie odstają od reszty, choć kosztuje mnie to wysiłku, na kieszonkowe i łakocie też mają. Cudów nie ma, ale nie narzekam.

Kiedy mój M płacił duże alimenty, gdy jego dzieci były z matką, finansował szkołę, wycieczki, ubrania, buty, obiady w szkole itp. W tym roku kupił jednemu młodemu podręczniki już w czerwcu, a starszemu wyprawkę szkolną. Powiedziałam stop, nie może tak być, że wszystkie wydatki tylko on ponosi. Było mu przykro, ale zaczynał odmawiać, nie dawał pieniędzy na wycieczki itp. Starszy chłopak nie miał wszystkich książek do końca listopada, w szkole jedynki za brak ćwiczeń. Szkoda dzieciaka, ale ja uważam, że nie można się tak dawać wykorzystywać, a ex tylko straszyła, że podniesie alimenty.

2 124

Odp: Być drugą i macochą

Moje życie nie jest landrynkowe bo na karku wciąż siedzi nam ex, która nie umie pogodzić sie z faktem, że jej marnie wyreżyserowany film zmienił zakończenie wbrew jej woli.
Większość z nas tu piszących przeżywa, przeżywało i będzie przeżywać trudne chwile przez te kobiety które są słabe a w swej niemocy próbują dokopać innym robiąc z siebie ofiarę.
Nie, nie masz szansy niczego się nauczyć bo szufladkujesz i bawisz się w stereotypy.Mój język jest jadowity bo jest prawdziwy i nazywa rzeczy po imieniu.G...nie owijam w złote papierki i nie wciskam ludziom , ze to najsłodsze cuksy.Człowiek szczery zawsze będzie "źle: wychowany - kolejny stereotyp.Nie boje się mówić głośno o fakcie, że jestem dobra bo jestem.Robie tyle ile niejedna matka nie zrobila by dla własnego dziecka.Mało tego takich jak ja jest tu więcej.MariannaM osoba godna podziwu,shedir, alutka.
Jedyną zakałą społeczna są Ci którzy dostali gotowe schematy i się ich kurczowo trzymają, nie wychodzą poza nie.Sędziny które przyznają matką dziecko nie ważne, że ta zmienia facetów, nie daje dziecku stabilności, poczucia bezpieczeństwa,warunków bo wiecznie się przeprowadza, zmieniając mu przedszkole czy szkołę, jest kobietą która mieszka w domu z 7 obcymi osobami bo wynajmowane są pokoje i w każdym z nich jest ktos inny, nie ważne, że dziecko każde święta spędza z nami bo mamusia wyjeżdża, nie dzwoni , nie interesuje się - jest matką ma prawo.Ojciec?? raz nie zadzwoni i od razu jest wyrodnym skur...który bawi się ze swoją lafioryndą.
Tak jak powiedziałam i zdania nie zmienię jak przeżyjesz, jak doświadczysz pogadamy.Dziś proponuje zastosować się do zasady nie znam nie mowie...bo jak mogę powiedzieć jaki smak ma trufla skoro jej nie jadłam :-)

2 125

Odp: Być drugą i macochą

Nie wiem dziewczyny skąd w Was tyle uszczypliwości. Czy ja żyję na innym świecie? Czy mam jeszcze zbyt małe doświadczenie w byciu macochą?  Mi nawet nie przeszkadza to określenie. Nie spotkałam się z krytyką mojej osoby w stosunku do młodych M, wręcz przeciwnie mam wsparcie bliskich i przyjaciół. Jeden incydent ex M, że przyczyniłam się do rozbicia ich małżeństwa przyjęłam z rozbawieniem. Swojej przeszłości też nie rozpamiętuję, jestem teraz szczęśliwsza i nie mam sobie nic do zarzucenia. Szkoda nerwów na tych, co tylko połowicznie znają sprawę. Można wymieniać argumenty, z osobą, która zna lub zada sobie trochę trudu by poznać temat, a nie wyraża się mając klapki na oczach.

2 126

Odp: Być drugą i macochą

I dokładnie mam takie samo zdanie jak Ty zazdrosna.Ja również wśród znajomych, bliskich i otoczenia nie spotkałam się z negatywnym wydźwiękiem tego słowa...jedynie tu i to nie od was ale od osób które nie mają bladego pojęcia na temat tego co nas spotyka.

2 127

Odp: Być drugą i macochą

Moi znajomi również nie krytykują mojej decyzji - wręcz przeciwnie, bo to nie lada wyznawanie.

A dzieci M są pokaleczone i spaczone już w momencie jego wyjścia z domu na zawsze, a później jest przez jakiś czas tylko gorzej, aż do momentu, kiedy sami nie zauważą znaczących różnić i nie poczują jak to jest kiedy nie układa się w relacji kobieta-mężczyzna. To bardzo smutne i przykre, ale w moim odczuciu lepiej jest kiedy ona czy on odchodzi, niż ma zostać dla dzieci na siłę, i męczyć się w zamkniętej klatce, bo dzieci chcą mieć mamę i tatę.
Żyje się dla dzieci przez jakiś czas, one później odchodzą i zaczynają swoje życie i żyją dla siebie. Każdy z nas żyje dla siebie i musi nauczyć się dbać o siebie.
A pozostanie w związku gdzie nie ma miłości (co dzieci czują), gdzie jest teatr nie codzienność, gdzie są kłótnie i bezustanne pretensje lub chore oczekiwania i wymagania, gdzie nie docenia się tego co sie ma tylko ciągle chce się więcej, gdzie rodzice niby są razem, a tak naprawdę zupełnie oddzielnie jak obcy sobie ludzie - to nie jest dbanie o dobro dzieci i chęć zabezpieczenia im odpowiedniego dzieciństwa.

Decyzja o odejściu i rezygnacji z rodziny nie jest błahostką. Nie jest od tak, podjęta w chwili zwątpienia i w nerwach. To decyzja o całkowitej zmianie dotychczasowego życia. To decyzja, która dojrzewa, do której się przygotowujemy, którą analizujemy i mocno musimy przemyśleć. To decyzja, przy podjęciu której trzeba czuć, że ma się siłę, że chce się tego na 100%, że już doszło się do ściany i nie zrobi się nawet pół kroku dalej, bo już ma się dość!

I właśnie takie decyzje podjęli faceci, z którymi większość z nas na tym forum jest związana.

2 128

Odp: Być drugą i macochą

Piękne słowa Saphira,
Z facetami jest prościej, bo nie są tak emocjonalni. To niektóre kobiety podejmują decyzje pod wpływem chwili, lub wątpliwych uczuć. Chcą być szczęśliwe, zakochane i wpatrzone tylko w siebie. Później wychodzi, że ten nowy facet jest niejednokrotnie w wielu kwestiach gorszy. Rozczarowane kierują swoją złość na ex, udowadniając mu jak jest niewiele wart, przecież nie przyznają się do porażki. Dowartościowują się, gdyż to one jako matki wodzą prym, ukrywając w ten sposób własne słabości.

2 129

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

"


Kobieto, o czym ty piszesz? Jaki błąd ? Napisałam, że dziecku było przykro, że inne jej koleżanki mają w domu mamę i tatę - mają pełną rodzinę a ona nie..i chociaż nie wiem ile możesz gadać jak bardzo je kochacie to faktu nie zmienicie - pochodzi z rozbitej rodziny. Czy to dobrze czy to źle ? Ani tak ani tak, bo nikt nie dał jej możliwości wyboru, po prostu dorośli tak zadecydowali i już. Czy to będzie miało wpływ na jej późniejsze życie - wszystkie badania mówią że tak...ale czy tak będzie , nikt nie wie.
.

Sytuacja, w której rodzice postanawiają dla "dobra" dzieci być razem i  kłócą się non stop również wpływa na późniejsze życie. Wiem to bardzo dobrze..

Takie krótkie pytanie: Kogo winą jest to, że rodzice nie są razem i dziecko przez to cierpi? Bo chyba nie nasza (moja)?
Pytam, bo niektórzy tutaj klepią o tym jakie te dzieci są biedne. Ok, wiem- dziecko mojego faceta jest biedne, rozdarte, bo Jego rodzice się rozstali, nie żyją razem, ale ja jestem ostatnią osobą, która się do tego przyczyniła.
Z mojej strony mogę tylko dołożyć wszelkich starań, aby dziecko czuło się u nas dobrze. Aby widziało miłość między mną a moim facetem i tego samego życzę dziecku ze strony matki-aby widziało miłość między Nią a Jej obecnym facetem (jeśli takowy istnieje). Wtedy może nie między rodzicami, ale pozna miłość między dwojgiem ludzi.

2 130

Odp: Być drugą i macochą

Młody powiedział kiedyś :"jak to dobrze, że mama wyrzuciła tatę z domu, bo teraz mieszkacie razem i jest bardzo fajnie." Dziecko widzi szczęsliwego ojca, czuje miłość między nami i to właśnie w tym domu chce przebywać jak najwięcej.
Women...napisałaś wcześniej, że nikogo nie atakujesz, by zaraz potem w ostrych słowach napisać co sądzisz o tych drugich kobietach. Wiesz, życie nie jest takie czarno-białe jak byś może tego chciała. Są zasady, owszem lecz wszystko zależy od wielu czynników i pewnego dnia sama możesz się przekonać, że zmienisz radykalnie swoje przekonanie odnośnie jakiejś sprawy. Jest w tobie wiele buty a życie lubi ucierać nosa takim ludziom.
A wiesz, gdy ja byłam dzieckiem nie psioczyłam na ojca....może dlatego, że go nie znałam ani też mojej biologicznej matki. A wiesz dlaczego? Bo mnie zostawiła w cholerę gdy byłam niemowlęciem. W szpitalu:) I co ty na to? Jak ci to pasuje do modelu cudownej matki polki? Ale i tak szacun...mogła mnie porzucić na śmietniku, albo np wyskrobać i nie miałabym szansy zobaczyć tego pięknego choć też okrutnego świata.
Było biednie, było cięzko ale nie wkurzałam sie aż tak bardzo, umiałam sobie stworzyć swój własny świat i szczerze mówiąc sądzę, że kiedyś dzieci miały znacznie mniejsze wymagania materialne. A zresztą miałam na głowie nieustające jazdy z moją adopcyjną matką, ale to już inna historia.

2 131

Odp: Być drugą i macochą
pupa7 napisał/a:
Women&S napisał/a:

"


Kobieto, o czym ty piszesz? Jaki błąd ? Napisałam, że dziecku było przykro, że inne jej koleżanki mają w domu mamę i tatę - mają pełną rodzinę a ona nie..i chociaż nie wiem ile możesz gadać jak bardzo je kochacie to faktu nie zmienicie - pochodzi z rozbitej rodziny. Czy to dobrze czy to źle ? Ani tak ani tak, bo nikt nie dał jej możliwości wyboru, po prostu dorośli tak zadecydowali i już. Czy to będzie miało wpływ na jej późniejsze życie - wszystkie badania mówią że tak...ale czy tak będzie , nikt nie wie.
.

Sytuacja, w której rodzice postanawiają dla "dobra" dzieci być razem i  kłócą się non stop również wpływa na późniejsze życie. Wiem to bardzo dobrze..

Takie krótkie pytanie: Kogo winą jest to, że rodzice nie są razem i dziecko przez to cierpi? Bo chyba nie nasza (moja)?
Pytam, bo niektórzy tutaj klepią o tym jakie te dzieci są biedne. Ok, wiem- dziecko mojego faceta jest biedne, rozdarte, bo Jego rodzice się rozstali, nie żyją razem, ale ja jestem ostatnią osobą, która się do tego przyczyniła.
Z mojej strony mogę tylko dołożyć wszelkich starań, aby dziecko czuło się u nas dobrze. Aby widziało miłość między mną a moim facetem i tego samego życzę dziecku ze strony matki-aby widziało miłość między Nią a Jej obecnym facetem (jeśli takowy istnieje). Wtedy może nie między rodzicami, ale pozna miłość między dwojgiem ludzi.

Pupa, masz 100% racji.
Wiem, że nasza mała ma trudno, jest rozdarta ale to nie jest moja wina. Ja tylko mogę dołożyć wszelkich starań, by chociaż trochę temu ulżyć i być przy tym w zgodzie z samą sobą. I nie jest moją winą to, że co niektórym wiecznie się coś nie podoba i nie patrzą, że robią dziecku krzywdę. Odpowiadam za swoje czyny, nie za cudze.

2 132

Odp: Być drugą i macochą

Każda, która do mnie napisała, nie miała normalnej rodziny jako dziecko, każda z was jakoś została doświadczona przez życie... kiedyś padło pytanie do was co wasi partnerzy na to? Żadna nie podjęła tematu..zadziwiające.. to wygląda jakbyście podjęły osobistą krucjatę przeciw ex waszych partnerów a oni?  Cudownie, że macie jak deklarujecie chęci aby stworzyć tzw.,patchworkową rodzinę i faktycznie to forum jak czytam to poklepywanie po ramieniu, tak jak ktoś tutaj słusznie napisał kto nie z nami to przeciw nam ..Jeśli ktoś z boku poczyta to o czym piszecie..jak piszecie z osobami postronnymi to powiem szczerze , zacznie dopingować tym ex..bez urazy ale to zacietrzewienie widać..no ale jeśli lubicie pławić się we własnym tzw., "sosie" to wasz wybór tylko po tym nie oburzajcie się że w społeczeństwie funkcjonuję na ten temat stereotypy..dzięki takim forum potwierdzacie słuszność stereotypów.

2 133

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

Każda, która do mnie napisała, nie miała normalnej rodziny jako dziecko, każda z was jakoś została doświadczona przez życie... kiedyś padło pytanie do was co wasi partnerzy na to? Żadna nie podjęła tematu..zadziwiające.. to wygląda jakbyście podjęły osobistą krucjatę przeciw ex waszych partnerów a oni?  Cudownie, że macie jak deklarujecie chęci aby stworzyć tzw.,patchworkową rodzinę i faktycznie to forum jak czytam to poklepywanie po ramieniu, tak jak ktoś tutaj słusznie napisał kto nie z nami to przeciw nam ..Jeśli ktoś z boku poczyta to o czym piszecie..jak piszecie z osobami postronnymi to powiem szczerze , zacznie dopingować tym ex..bez urazy ale to zacietrzewienie widać..no ale jeśli lubicie pławić się we własnym tzw., "sosie" to wasz wybór tylko po tym nie oburzajcie się że w społeczeństwie funkcjonuję na ten temat stereotypy..dzięki takim forum potwierdzacie słuszność stereotypów.

Ok my swoje Ty swoje...zeby nie bylo kolejnego argumentu do Twojej zwichrowanej opini chetnie wyslucham jak Ty rozwiazalabys te wszystkie kwestie?jaki masz zloty lek bo jak widzisz my marne macochy nic madrego nie piszemy.Choc wiem co napiszesz to i tak zadam to pytanie.Po co?po to by utwierdzic sie w przekonaniu.Jakim?takim ze jednak sloeo macocha jest okresleniem blednie interpretowanym.

2 134

Odp: Być drugą i macochą

Women&S, o co Ci chodzi? Jaki jest Twój przekaz, bo czytam Twoje posty i nie widzę puenty.

2 135

Odp: Być drugą i macochą

Women, proponuje poczytać jeszcze raz dokładnie nasze posty. sporo tam jest na temat tego, co na to nasi partnerzy...W większości to normalni faceci, często również po przejściach, którzy po prostu chcą żyć ze swoimi kobietami i chcą być dobrymi ojcami dla swoich dzieci.
co do zacietrzewienia...wiesz, to akurat ja jestem często tą osobą, która namawia M do odpuszczenia w niektórych kwestiach. On sam sie tak skonfliktował ze swoją ex, ja jestem jednak jakby z boku i tylko monitoruję cz sie nie pozabijają. A że nie przepadam za babą...cóż zapracowała sobie na to. Być może ona powie to samo o mnie, ale to nie ja ją wyzywam, próbuję upokorzyć itd. Jak dla mnie to matka młodego i chciałabym móc ją szanować.

2 136

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

Każda, która do mnie napisała, nie miała normalnej rodziny jako dziecko, każda z was jakoś została doświadczona przez życie...

Ja akurat miałam normalną rodzinę, nadal mam. Tylko moi rodzice można powiedzieć docierali się jak byłam mała. Strasznie to przeżywałam. Ale moi rodzice mimo wszystko kochali się i przezwyciężyli to.. Więc nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak muszą wpływać na dziecko kłótnie rodziców, którzy się nie kochają. Jak ono musi to przeżywać.
Pozdrawiam.

2 137

Odp: Być drugą i macochą

widzę, że kilka postów Women&S zniknęło...

2 138 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2012-12-07 10:04:54)

Odp: Być drugą i macochą
Women&S napisał/a:

..Jeśli ktoś z boku poczyta to o czym piszecie..jak piszecie z osobami postronnymi to powiem szczerze , zacznie dopingować tym ex..bez urazy ale to zacietrzewienie widać..

Ja właśnie czytam sobie to co dziewczyny piszą i ani przez moment nie naszła mnie ochota by dopingować osoby, które robią krzywdę swoim dzieciom tylko po to by uprzykrzyć życie swojemu byłemu mężowi.

Women&S napisał/a:

..dzięki takim forum potwierdzacie słuszność stereotypów.

Bardzo Cię przepraszam ale Ty naprawdę jesteś chyba zaślepiona. Być może jest to wynikiem jakiś osobistych perypetii. Nie wnikam. Jak można myśleć, że generalizowanie i stereotypy są dobre?

Czyli co? Według ciebie :

- wszystkie kobiety są beznadziejnymi kierowcami (w końcu jest taki "słuszny" stereotyp!)
- każda kobieta jest lepszym rodzicem niż jakikolwiek mężczyzna (nawet taka co dezerteruje w nocy z domu i przez lata nie utrzymuje kontaktu z dziećmi)
- wszyscy faceci są tacy sami, wszyscy zdradzają i chodzi im tylko o sex.
- każdy student w tym kraju nie robi na studiach nic innego tylko imprezuje. Wszyscy ściągają  i ćpają po kątach.
- W ogóle każdy Polak to złodziej. Każdy. Bez wyjątku.

Teraz już rozumiesz co złego jest w myśleniu stereotypowym czy może kapkę jaśniej Ci to wyjaśnić?


Dla mnie liczy się człowiek i to jak postępuje w sytuacji w której się znalazł a nie sama sytuacja! I owszem, uważam,że o wiele zdrowszym rozwiązaniem dla dziecka jest gdy jego rodzice się rozstaną zamiast tkwić w związku, który ich unieszczęśliwia. Nie widzę również nic złego w tym, że rodzic (czy to matka czy ojciec) układa sobie życie z kimś innym. Dla dziecka bardzo ważne jest szczęście rodziców. Daje mu to dobre wzorce na przyszłość. A bezpodstawna nienawiść byłych żon do kolejnych partnerek byłego jest wynikiem nieradzenia sobie z emocjami!

2 139 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-12-07 17:11:16)

Odp: Być drugą i macochą

no i temat alimentów zszedł na dalszy plan..
a chciałam jakieś pól strony temu zapytać, czy twoja mama, ze 150 złotymi alimentów czułą się z tym dobrze. to fajnie, że zaciskała zeby i zapewniała ci wszystko, czego potrzebowałaś, ale moim zdaniem - to nie w porzadku...

przeczytałam ostatnie dwie strony i mam takie wrażenie - że to nie jest tak, że niektórzy posługują się tutaj emocjami i stereotypami, a inni wręcz przeciwnie, rozsądnie i obiektywnie analizują fakty i wyciągają wnioski

myslę sobie, że patchworkowa rodzina to wyzwanie
często dochodzi do tego historia - jak stała się taką rodziną patchworkową..
niektóre macochy spotkały swoich obecnych partnerów po rozwodzie, inne stały się języczkiem u wagi...
to pozostawia pokłądy emocji
i to słychać
kiedy piszecie o eks... to ja mam wrażenie, że to jest jakis inny gatunek... nie człowiek, nie ludż, nie normalność...
ich motywacje są jakies kosmiczne
zdecydowanie nie da się mysleć o nich jako o zwykłych kobietach, takich jak wasze koleżanki, przyjaciółki, znajome
najczęsciej nie dbają o dzieci'nie potrafią zaspokajać ich potrzeb
są roszczeniowe
psychicznie niezrównoważone

podejrzewam.. chociażby czytając posty drugiej strony - że pewnie dla eksowych te nowe partnerki to też nie człowieki, nie ludzie, nie normalniacy...

w tym wszystkich siedzą oni - przyczyny i skutki - partnerzy
dla jednych ofiary nieudanego życia, którzy mieli odwagę dojśc do ściany i powiedzieć stop
dla innych oprawcy i oszuści, którzy odebrali dotychczasowym partnerkom to, co było dla nich najwazniejsze- rodzinę
dla jednych faceci, którzy są bezwględni, okrutni, egoistyczni i nastawieni dla siebie
dla drugich odkryci cudowni, odwazni faceci, którzy miłośc do nowej partnerki postawili na piedestał i poświęcili wszystko

do tego dochodza dzieci,,
tkwiące w tych wszystkich emocjach
tkwiące w tych wszystkich relacjach
wiedzące, że ich ojciec to drań (od matek)
wiedzące, że ich ojciec to spoko gośc (od kochanek/nowych partnerek)
wiedzące, że ich matka to psychiczna jędza (od macoch i często tatusiów)
widzące, że ich mama jest często nieszczesliwa
kochające matkę
kochające ojca


patchwork...

ile tutaj posklejanych, połączonych, róznych kształtów i kolorów..
czy da się z tego zrobić cieplutką kołderkę dla wszystkich uczestników patchorkowej roboty??

2 140

Odp: Być drugą i macochą

Niejednokrotnie tutaj pisalam,i nie tylko w tym temacie  i to dosyc obszernie ,ze jesli chodzi o sytuacje mojego meza i jego dziecka, to tylko i wylacznie na reke im bylo, ze eksia dala noigi i nie wpiernicza sie do dziecka ani jej ojca
Ona i tak juz za wiele zlego zrobila dziecku mimo pierwszych kilku lat,i sam mąż mowi ze nie wyobraza sobie aby corka cale dorastanie miala kontakt z tym potworem,to zupelnie juz by dziecko zniszczylo psychicznie,i moglo by dojsc do tragedi

Niestety mąz nie dostaje zlamanego grosza na dziecko,on jest taki honorowy ,i powiedzial sobie, ze da rade utrzymac siebie i dziecko bez łaski eksi i jej zapchlonych pieniedzy.
Ja kilka karotnie mu mowilam, ze chociaz jakby wniosl do sądu wniosek o sciganie  matki dziecka za alimenty i jesli by sie to udalo ją namierzyc gdzie przebywa ( bo tego nikt nie wie)to mala by mogla miec swoje konto i na przyszlosc jej odkladac, no ale on sie zaparl, i Pchła tez,że nie nie chcą miec nic wspolnego z tym czym podlogi sie myje(szma...ą)a takze jej brudnych pieniedzy nie wiadomo z jakiego pochodzenia nie bedzie oczekiwac
Wiec dziecko było tylko i wylacznie na utrzymaniu meza(jest on jedynym prawnym opiekunem)teraz jak wszyscy zyjemy we trojke to moje i jego pieniądze są łączone i takze sporo PC z wlasnych zarobkow cos kupuje,i wcale nie załuje jej,bo dochody trakrtujemy jako wspólnosć,bez podziału

Choc ostatnio cos mąż coraz czesciej sie przygaduje abym  zdecydowala sie na bycie pelnoprawnym opiekunem jego córki.Bo traktuje jak wlasne dziecko,i angazuje sie w jej wychowanie,ale jak dotąd prawnych, formalnych praw nie mam do jego dziecka,i on chcialby to zmienić

2 141

Odp: Być drugą i macochą
End_aluzja napisał/a:

no i temat alimentów zszedł na dalszy plan..
a chciałam jakieś pól strony temu zapytać, czy twoja mama, ze 150 złotymi alimentów czułą się z tym dobrze. to fajnie, że zaciskała zeby i zapewniała ci wszystko, czego potrzebowałaś, ale moim zdaniem - to nie w porzadku...

przeczytałam ostatnie dwie strony i mam takie wrażenie - że to nie jest tak, że niektórzy posługują się tutaj emocjami i stereotypami, a inni wręcz przeciwnie, rozsądnie i obiektywnie analizują fakty i wyciągają wnioski

myslę sobie, że patchworkowa rodzina to wyzwanie
często dochodzi do tego historia - jak stała się taką rodziną patchworkową..
niektóre macochy spotkały swoich obecnych partnerów po rozwodzie, inne stały się języczkiem u wagi...
to pozostawia pokłądy emocji
i to słychać
kiedy piszecie o eks... to ja mam wrażenie, że to jest jakis inny gatunek... nie człowiek, nie ludż, nie normalność...
ich motywacje są jakies kosmiczne
zdecydowanie nie da się mysleć o nich jako o zwykłych kobietach, takich jak wasze koleżanki, przyjaciółki, znajome
najczęsciej nie dbają o dzieci'nie potrafią zaspokajać ich potrzeb
są roszczeniowe
psychicznie niezrównoważone

podejrzewam.. chociażby czytając posty drugiej strony - że pewnie dla eksowych te nowe partnerki to też nie człowieki, nie ludzie, nie normalniacy...

w tym wszystkich siedzą oni - przyczyny i skutki - partnerzy
dla jednych ofiary nieudanego życia, którzy mieli odwagę dojśc do ściany i powiedzieć stop
dla innych oprawcy i oszuści, którzy odebrali dotychczasowym partnerkom to, co było dla nich najwazniejsze- rodzinę
dla jednych faceci, którzy są bezwględni, okrutni, egoistyczni i nastawieni dla siebie
dla drugich odkryci cudowni, odwazni faceci, którzy miłośc do nowej partnerki postawili na piedestał i poświęcili wszystko

do tego dochodza dzieci,,
tkwiące w tych wszystkich emocjach
tkwiące w tych wszystkich relacjach
wiedzące, że ich ojciec to drań (od matek)
wiedzące, że ich ojciec to spoko gośc (od kochanek/nowych partnerek)
wiedzące, że ich matka to psychiczna jędza (od macoch i często tatusiów)
widzące, że ich mama jest często nieszczesliwa
kochające matkę
kochające ojca


patchwork...

ile tutaj posklejanych, połączonych, róznych kształtów i kolorów..
czy da się z tego zrobić cieplutką kołderkę dla wszystkich uczestników patchorkowej roboty??

Chętnie napiszę , że wreszcie coś mądrego z pod Twego palca wypłynęło, nie wiem czy to efekt wpisów zrobionych przez macochy czy może nagłe olśnienie ale wyszło fajne i mądre.
Już wiele razy pisałam tutaj, że weszłam w tą rodzinę po fakcie.Czyli po tym jak żona ( jeszcze wtedy) mojego M się wyniosła do ( z tego co mi wiadomo) 3 kochanka.
Było po wszystkim, dawał jej szanse ale w końcu powiedział dość, choć tak naprawdę to ona podczas gdy jego nie było w kraju zabrała dziecko, meble,dokumenty itp i się wyniosła.
Była cudowna mówiła drogi mężu to że odeszłam nic nie zmieni, mozesz widywać dziecko kiedy chcesz i ile chcesz, nie chcę alimentów, nie chce nic, wiem jak bardzo Cię zranilam itp więc nie będę robiła problemów.
I nagle pewnego dnia M dostaje sms " czy ta ciocia to coś poważnego" ...M odpisał "TAK" i się zaczęło.
Nagle zechciała mnie poznać, koniecznie , nieodwracalnie a za chwile że jednak nie i tak w ciągu dnia zasypała M 100 sms,wiadomosci mailowych itp.
Decyzję podjęłam sama - ja.Pojechałam , niech wie jak wyglądam,jak się maluję, uśmiecham, jaki mam głos, jak chodzę, jak się ubieram itp.Niech wie.Nie dlatego że chce jej dokopać,mam dośc wiadomosci, telefonow itp.
Wcześniej zanim poznalam M osobiście o jego sytuacji słyszałam od koleżanki ( teraz już naszej wspólnej).Słyszałam jaki on jest , jaka jest ona.
Zdecydowałam, pojechałam, zobaczylam na wlasne oczy.
Tego widoku nikt mi nie odbierze.Nikt mi nie wytrze gumką myszką.
W najczarniejszych snach nie wyobrażałam sobie takiego scenariusza.
Najpierw walnęła drzwiami, potem wybiegla z domu i krzyczala, potem zaczeła histerie i płacze , znowu drzwi, znowu płacz.Kiedy już oboje z M zrezygnowaliśmy na schodach niczym z podziemi wyłonil się jej kochanek...i ZAPROSIŁ nas do domu.Spokojny, opanowany, kulturalny.zobaczył scenę swojej wybranki a mimo to zachowanie pełna klasa.Zaczęła krzyczeć do dziecka które płakało i trzymało mnie za nogę , ze ma się pakować bo one wracają do tatusia, bo tatus je kocha itp.
Takich akcji bylo...niezliczona liczba.
Nie twierdzę, że ex jest zła do szpiku kości,nie mówię , ze nie jest człowiekiem.Wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo pogubionym człowiekiem, zranionym, który wymyślił pewien plan a on się nie powiodł.Nie twierdzę, że nie umie zająć się dzieckiem...moze umie tylko nie jest to zgodne z moimi normami dlaczego? bo ja poprostu uważam , ze wychowanie polega na poswięceniu swojej osoby dla dziecka, oddanie jej swojego czasu, przyjemności.To mycie uszu,obcinanie paznokci, karmienie ( obiady śniadania kolacje przekąski itp) na tym pierwszym spotkaniu kiedy emocje już jej opadły nachwalić się nie mogła, że mała je w koło parówki, nie jest wymagająca.Jak jak poznałam córkę M ta nie znała smaku groszku, jabłka, mleka itp.Jadła tylko parówki, bułki i McD.
Nie robię potwora z ex ona sama robi z siebie potwora.Ona sama wyrobiła sobie u mnie opinie takiej kobiety.Nie opinia mojego M który jest w tej sprawie nie obiektywny, nie opinia bylej teściowej której syn został zraniony, nie opinia koleżanki M i ex która jest teraz i moją koleżanka.To opinia kobiety która kilka razy się z nią spotkala, która dostała od ex 100 maili,wiadomosci na gg i fb.Tak, tak ex mojego M chciała się ze mną przyjaźnić.
Przechodzilam z nią kilka etapów.
"tęsknię za mym mężem"
"wiem, ze wszystko stracone dobrze że ma Ciebie ( czyli mnie)"
"cieszę się, że moje dziecko Cię kocha, zostańmy przyjaciółkami"
"odbiję Ci faceta"
"ok daje sobie z wami spokój ale mmam raka potrzebuje wsparcia"- to mnie rozbawiło najbardziej bo oczywiście chora nie była
"mój kochanek mnie bije ale nic nie mów M"
"mam zkręconą noge potrzebuje pomocy"
"zrobiłam pierożki może chcecie"
mogłabym wypisywać tu tysiące sytuacji tylko po co?
Nie jest moim celem dokopać ex.Moim celem jest szczęści M, jego córki którą kocham i moje.To że tu piszemy to nie kwestia tego, że nienawidzimy ex i chcemy im dokopać.Chcemy się podzielić tym co nas dotyka.
Ex...to biedny człowiek.Dobrze wiem, ze mnie nienawidzi.nie dziwię się.Mam jej faceta ( choć to jej zasługa) mam jej dziecko które mnie kocha równie mocno jak ja je ( dlaczego? bo poświęcam jej czas, bo się nią zajmuje i interesuje)bo jestem młodsza, bo M mnie kocha i do dziś jesteśmy razem,
bo jest wiele....Też bym nienawidziła...tylko czy używała bym do tego dziecka?nie używam.Nie oczerniam jej przy małej bo wiem , że dziecko rozumie i potem to ono będzie rozdarte i cierpiące.
A ex? ex mówi jej że ciocia nie będzie jej kochała gdy urodzi swojego dzidziusia..i oby te słowa się w g...zamieniły.

2 142

Odp: Być drugą i macochą

End_aluzja, patrzysz bardzo przez pryzmat własnych doświadczeń i w każdej z nas widzisz kochankę. A naprawdę nie każdy przypadek jest taki sam, nie każda macocha "jedzie" na eksię i vice versa, nie każde dzieci mają prane mózgi, itp.

End_aluzja napisał/a:

czy da się z tego zrobić cieplutką kołderkę dla wszystkich uczestników patchorkowej roboty??

No raczej wierzymy, że się da, inaczej po co byśmy tkwiły w naszych związkach? wink


mortisha napisał/a:

no ale on sie zaparl, i Pchła tez,że nie nie chcą miec nic wspolnego z tym czym podlogi sie myje(szma...ą)

Uu, grubo. Chociaż mam nadzieję, że to tylko tak na potrzeby forum napisałaś, bo w życiu realnym jednak nie pozwalacie dziewczynce na używanie takich określeń w stosunku do matki.

mortisha napisał/a:

Choc ostatnio cos mąż coraz czesciej sie przygaduje abym  zdecydowala sie na bycie pelnoprawnym opiekunem jego córki.Bo traktuje jak wlasne dziecko,i angazuje sie w jej wychowanie,ale jak dotąd prawnych, formalnych praw nie mam do jego dziecka,i on chcialby to zmienić

A co Ty na to? Też chcesz to zmienić?

2 143

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:
mortisha napisał/a:

no ale on sie zaparl, i Pchła tez,że nie nie chcą miec nic wspolnego z tym czym podlogi sie myje(szma...ą)

Uu, grubo. Chociaż mam nadzieję, że to tylko tak na potrzeby forum napisałaś, bo w życiu realnym jednak nie pozwalacie dziewczynce na używanie takich określeń w stosunku do matki.

metaksa .....okreslenia "szma...a" jest uzyte tylko i wylacznie przeze mnie i tu na forum,nigdy w realu przy nikim takich slow glosno nie wypowiadam
Dziecko w ogole na temat matki sie nic nie odzywa,a mąż mi opowadal jaki Pchla ma stosunek do rodzicielki alimentow,bo napewno kiedys  zostal poruszony ten temat jego z dzieckiem,czyli nie chce miec nic wspolnego z rodzicielką
Maz jedynie osobiscie do mnie eksie nazwie ją s incydentalnie  "potwór" ,ale nie przy corce bo w ogole  przy niej takich tematow nie porusza.Zreszta bardzo rzadko i tak cos mowi na temat eksi,moze z dwa razy w roku,wprawdzie jej osoba jest usmiertelniona w naszym domu
PC w zadnym wypadku nijak nic nie nawiązuje do rodzicielki,ani ja nie nazywa zadnym okresleniem

metaksa napisał/a:
mortisha napisał/a:

Choc ostatnio cos mąż coraz czesciej sie przygaduje abym  zdecydowala sie na bycie pelnoprawnym opiekunem jego córki.Bo traktuje jak wlasne dziecko,i angazuje sie w jej wychowanie,ale jak dotąd prawnych, formalnych praw nie mam do jego dziecka,i on chcialby to zmienić

A co Ty na to? Też chcesz to zmienić?

Chcę a zarazem mam obawy i zgrzytam zebami.Jak dojdziemy do porozumienia wtedy trzeba bedzie sie udac do osrodka RODK ,to przyspieszy caly procec adopcyjny.Bo ja jego dziecko przysposobilam tak "nieformalnie" rowniez chodze na wywiadowki,do lekarza z nią jezdze,wstawiam sie gdzies w imieniu meza, keidy mąż nie moze, (nosze te same nazwisko co mąż) ale w papierodlogi nie widnieje abym byla pelnoprawnym opiekunem

2 144

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Chętnie napiszę , że wreszcie coś mądrego z pod Twego palca wypłynęło, nie wiem czy to efekt wpisów zrobionych przez macochy czy może nagłe olśnienie ale wyszło fajne i mądre.

macocha...
ja się odniosłam na tym wątku tylko do faktu wartości liczonych alimentów.
często piszę coś mądrego;)

w tym kontekście, alimentów,  zastanawiam się, czy da się coś zrobić, żeby uniknąć nieporozumien na tym tle.

ja wiem, że związki kolejne są trudne. jak są w tym dzieci, to są jeszcze trudniejsze
myslę sobie, jak ciężko byłoby mi wiedzieć, że moi rodzice tocza boje o pieniądze na moje utrzymanie.. brrr

gdzies w innym wątku pojawiła się autorka, która deklarowała, że ma 39 lat, ale na tyle nie wygląda i co ma zrobić na portalach oczywistych, że ją nie interesują starzy faceci - tpo znaczy 40+.. chcę młodszych
jednym z argumentów było, że ona nie chce faceta po przejściach i cudzych dzieci w otoczeniu...

taak... egoistyczne, wygodne, klasyczne dla naszych czasów - ale bądz co bądż wygodne podejście

jak bierzemy slub, to razem z mężem, z dobrodziejstwem inwentarza dostajemy jego rodziców, rodzeństwo i całą szanowną rodzinkę..
jak bierzemy slub z rozwodnikiem, to dostajemy do pakietu jego byłą.. i dzieci.. ale dzieci to dzieci - niewinne i do zaopiekowania - a jesli trudne, to najczęsciej z jakiegoś okreslonego powodu...

i osobiście uważam, że ludzie mają prawo ukłądac sobie zycie po raz drugi, trzeci, kolejny..
to, co mnie boli i bolało - to kłamstwo, oszustwo i nielojalnośc, z którymi wiąże się zdrada.. i jesli coś komentuje na tym forum ostro- to takie sytuacje..

2 145

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

End_aluzja, patrzysz bardzo przez pryzmat własnych doświadczeń i w każdej z nas widzisz kochankę. A naprawdę nie każdy przypadek jest taki sam, nie każda macocha "jedzie" na eksię i vice versa, nie każde dzieci mają prane mózgi, itp.

metaksa
nie sądzę, żeby tak było..
pisze bardziej o nastawieniu

niezależnie od tego, co deklarowane jest oficjalnie, widziałąm tutaj posty, w których o dziecku męża pisze się bezosobowo "dzieciak"...
o byłych , eksach- z takim ładunkiem emocji i nienawiści.. że hej.

metaqksa - ja tam jestem kobieta z klasą.
z wysokim poczuciem własnej wartości i godnością;)
dlatego w sprawę zdrady mojego męża nie wciągnęłam naszych dzieci
dlatego nie wciągnęłam w to naszych rodzin
dlatego nigdy nie zachowałam się w sposób, który uwłaczałby mi - np. obrażając kochankę mojego męża, czy obarczając ją winą za zdradę mojego męża..
uważam, że mój mąż, tak samo jak i ja - mamy prawo do decyzji, zmiany swojego zycia
dlatego, gdy się dowiedziałam, że mój mąż mnie zdradził - BYŁAM PRZEKONANA< ŻE SIĘ ZAKOCHAŁ I MNIE ZOSTAWI
bo przez myśl mi nie przeszło, że zdradziłby mnie, zraniłby mnie gdyby mnie jeszcze kochał....

i to mnie bolało metaksa
nieuczciwość, nielojalność, świadome podjęcie decyzji, nie liczenie się z konsekwencjami

i z tym walczę, i tego nieznoszę

mój mąż się "obudzil"- gdy tylko się dowiedziałąm..
nie wie dlaczego, głupota, bla bla bla, żałuje, nigdy więcej, kocha nad zycie bla bla bla..

a ja myślę w tym wszystkim - kochasz i patrzyłeś mi w oczy i kłamałeś? kochałeś i wysyłałeś esemesa; "ide na służbową kolację będę poza zasięgiem dobranoc kochana, tęsknię, jutro już będę przy tobie..." kochasz i nie pomyślałeś - co poczuje moja zona, gdy się dowie??

o to mam żal, li tylko i jedynie...

i te wszystkie motywacje, poznaliśmy się, nigdy tego nie czułam/nie czułem, nie mog;liśmy się powstrzymać, to cos cudownego... mnie nużą - bo ja uważam, że trzeba szczerze podjąć decyzje i uczciwie iść przez życie, a nie ciągnąć podwójne relacje...

więc nie jest tak, że po zdradzie mojego męża stałam się wredną, złą,  cyniczną, złośliwą i pęłną zapiekłej nienawiści do wszystkich kochanek babą..
a wcale, że nie;)

to jest stereotyp, w który często jesteśmy wrzucane - my kobiety zdradzane
tak samo jak wy, te trzecie - jesteście wrzucane w stereotyp rozbijaczek małżeństw...

małżeństwa rozbijają ci, którzy je rozbijają - małżonkowie
takie jest moje zdanie

mogę jedynie się domyslać, jakie motywacje miała kochanka mojego męża, on twierdzi, że to był związek oparty o seks... ja, na podstawie jej kilku esemesów do niego, wiadomości, które znalazłach, mogę sądzić, że jako samotna rozwódka miała znacznie większe plany... moim zdaniem w jej wiadomościach widać było zaangazowanie, mój mąż go nie widział (może nie chciał widzieć?) - chociaż sądzę, że nie widział, był tak samo głupi, jak w relacjach ze mną, kiedy uważał, że ta zdrada mnie nie dotyczy... z czasem by się zaangazował, chociażby przez sam kontakt, słuchanie jej, poznawanie...
i tyle

chodzi mi o uczciwość i jakieś ludzkie podejście

niektóre sa takie jak eksowa macochy,,,
ale niektóre- uwierzcie - pozostały poranione, zdradzone, zlekcewazone przez swoich ukochanych

czy łatwo to przerobić? czy łatwo żyć ze zdradą?
niewazne, czy ze zdrajcą, czy z kims innym, czy samej

ja jestem ze zdrajcą
nie walczyłam o mojego meża, nie stanęłam w szranki z kochanką
to mój mąż walczył o mnie
czy uważam, że wygrałąm? nie, uważam, że przegrałam, w momencie, gdy mój mąz mnie zdradził

Posty [ 2 081 do 2 145 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 31 32 33 34 35 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026